Komunikacja jest najważniejsza

Zarządzanie czy administrowanie nieruchomościami często kojarzy się z troską o budynek i jego otoczenie, dbanie o odgarnięty śnieg zimą czy nawodnione rośliny latem. Obecnie to jednak zdecydowanie za mało. Rosnące potrzeby i świadomość mieszkańców nakładają na zarządców i administratorów nowe obowiązki. Najważniejsza jest jednak odpowiednia komunikacja na linii wspólnota – zarządca.

Mariusz ŁubińskiJeszcze kilka lat temu najbardziej dostępnym rozwiązaniem było komunikowanie się ze wspólnotą poprzez tablicę informacyjną zawieszoną zazwyczaj w holu budynku. To tam pojawiały się informacje od zarządcy. Dziś, choć tablice wciąż na osiedlach są, możliwości kontaktu jest znacznie więcej. Dzięki temu na potrzeby mieszkańców można reagować szybciej, a zarządca czy administrator jest bardziej dostępny.

Newslettery

To stosunkowo nowa forma komunikacji, która jednak wciąż zyskuje na popularności. Newslettery przygotowywane przez zarządców i administratorów dla wspólnot mieszkaniowych zawierają zazwyczaj najważniejsze informacje dotyczące danej wspólnoty – przeprowadzone czy planowane remonty, działania podjęte przez administrację czy informacje dotyczące spotkań mieszkańców. – Ich częstotliwość może być różna, ale dobrym rozwiązaniem jest przygotowywanie newsletterów w okresach miesięcznych – podkreśla Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus. – Dzięki temu mieszkańcy wspólnoty na bieżąco mogą obserwować, co dzieje się na ich osiedlu – dodaje.

Poczta mailowa czy tradycyjna?

Coraz częściej poczta mailowa zastępuje tę tradycyjną. Przede wszystkim jest zdecydowania szybsza. Dlatego też warto korzystać z tej formy komunikacji z mieszkańcami.

Najpopularniejszym rozwiązaniem jest stworzenie dedykowanych skrzynek i adresów mailowych, które obsługują zarządcy i administratorzy danej wspólnoty. Mieszkańcy często właśnie tą drogą zgłaszają usterki czy problemy, dlatego ważne jest, aby poczta była na bieżąco obsługiwana.

Warto również przekazywać mieszkańcom zgłaszającym problem informację zwrotną – czy to o terminie planowanej naprawy, czy po prostu o przyjęciu zgłoszenia do realizacji. Dzięki temu mamy pewność, że mieszkaniec otrzymał informację o podjętych w sprawie działaniach.

Strona www

To już chyba nieodłączny element każdej firmy, nie tylko zarządzającej. Dobra strona internetowa to w dzisiejszych czasach podstawa. Nie tylko jest wizytówką firmy, która często jest pierwszym krokiem przy podejmowaniu decyzji o nawiązaniu kontaktu, ale także świetną platformą komunikacji z mieszkańcami. To tu, w zakładce aktualności zarządca może zamieszczać wszelkie informacje istotne dla mieszkańców.

Forum mieszkańców

To tu mieszkańcy poszczególnych inwestycji wymieniają się uwagami i opiniami. To idealne miejsce do dyskusji o osiedlu. Tu także administrator czy zarządca może zamieszczać informacje o przeprowadzonych naprawach, podjętych działaniach czy też reagować na problemy zgłaszane przez mieszkańców.

Dyżur telefoniczny i osobisty

W przypadku większości wspólnot mieszkaniowych standardem obsługi jest osobisty dyżur administratora na osiedlu. Oczywiście częstotliwość i czas trwania takiego dyżuru jest ustalany indywidualnie z każdą wspólnotą. – W wielu przypadkach kilkugodzinna obecność administratora czy zarządcy jest w zupełności wystarczająca i, co jest równie ważne dla wspólnot, nie generuje tak dużych kosztów, jak np. obecność każdego dnia – zaznacza Mariusz Łubiński. Dobrym uzupełnieniem osobistych spotkań z mieszkańcami jest dyżur telefoniczny – całodobowy lub w wybranych godzinach.

Wspomniane sposoby komunikacji to wciąż duże pole do ich rozbudowy. Wraz z rozwojem technologii pojawiają się nowe możliwości również w branży zarządzania i administrowania nieruchomościami. Już teraz, aby sprostać oczekiwaniom wspólnot konieczne są ciągłe szkolenia i rozwój zawodowy. Nie należy jednak narzekać, bo nadążanie za potrzebami mieszkańców, nie tylko tych korzystających z tradycyjnych rozwiązań, ale również tych młodych, dla których postęp techniczny nie ma żadnych tajemnic, to klucz do sukcesu na rynku.

Komentarz walutowy DM BZ WBK – 27.10.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.

Smart Security XXI wieku. Polski produkt zadebiutuje na Kickstarterze

Elephant, zwycięzca konkursu Business Mixer dla najlepszych startupów, już w listopadzie pojawi się na jednej z największych platform crowdfundingowych na świecie – Kickstarter.com. Polacy przygotowują się właśnie do podboju Doliny Krzemowej oraz do walki o fundusze na produkcję urządzenia Elephant Door™, które ma szansę zrewolucjonizować światowy rynek systemów zabezpieczeń.

smart securityW konkursie dla najlepszych innowacji, organizowanym przez AIP Business Link, Elephant pokonał 178 polskich startupów. Dzięki wygranej, twórcy nowoczesnego systemu alarmowego już w listopadzie wybiorą się na podbój słynnej Doliny Krzemowej w USA. Jednocześnie na Kickstarterze zawalczą o fundusze pozwalające na produkcję urządzenia, które – po okresie testów – jest już gotowe.

Elephant Door™ to odpowiedź na problem, który dotyczy każdego z nas – tylko w Polsce aż 15 mln mieszkań jest niezabezpieczonych przed ryzykiem włamania. – Produkty obecnie dostępne na rynku są drogie, a ich montaż nierzadko wiąże się z koniecznością instalacji centrali sterującej, co bywa problematyczne i czasochłonne. Mając na uwadze obecnie dostępne na rynku systemy alarmowe, postanowiliśmy stworzyć przyjazny produkt łączący innowacyjność z prostotą i funkcjonalnościąwyjaśnia Radosław Pallach, CEO firmy Elephant.

Nowe technologie w małym, kompaktowym urządzeniu

Elephant Door™ to owoc wielomiesięcznych prac prowadzonych przez osoby ze środowiska naukowego oraz biznesowego, m. in. agencję strategiczną K&Y, przedstawicieli Politechniki Poznańskiej, dewelopera Twoje M, a także niezależnych ekspertów z branży systemów bezpieczeństwa.

Dzięki efektywnej synergii zespołu projektowego, stworzono inteligentny system alarmowy, który jest odzwierciedleniem nowego sposobu myślenia o człowieku, jego potrzebach i obawach. Elephant Door™ łączy innowacyjną technologię stosowaną dotychczas w najbardziej zaawansowanych systemach zabezpieczeń, m. in. w bankach czy muzeach, z prostotą obsługi i przystępnością, a dzięki uniwersalnemu mocowaniu, montaż systemu alarmowego zajmuje zaledwie kilka minut.

Nasz produkt posiada czujniki pracujące w trzech różnych domenach. Sygnały są analizowane w czasie rzeczywistym, a dzięki zastosowaniu elementów inteligencji maszynowej, m. in. sztucznych sieci neuronowych, rozróżnia próby włamania od wtargnięcia wyjaśnia mgr inż. Bogdan Fabiański z Politechniki Poznańskiej, członek zespołu odpowiedzialnego za stworzenie Elephant Door™. – Stosunkowo złożony system sensorów w połączeniu z intuicyjnym interfejsem, pozwala na skuteczne zabezpieczenie domu, a jednocześnie sprawia, że urządzenie jest proste w obsłudze – dodaje.

Podczas włamania lub próby włamania, urządzenie wysyła użytkownikom powiadomienia na telefon oraz uruchamia syrenę alarmową. Połączenie Elephant Door™ i smartfona zapewnia dedykowana aplikacja mobilna, którą będzie można pobrać z App Store lub Google Play.

smart

Na podbój świata

Zakończyliśmy już proces tworzenia oraz testowania prototypu Elephant Door™. Ostatnim etapem jest produkcja urządzenia, którą chcielibyśmy jak najszybciej rozpocząć. Naszą pracę doceniło już jury prestiżowego konkursu Business Mixer, dzięki czemu w listopadzie będziemy mieli okazję zaprezentować nasz pomysł w Dolinie Krzemowej. Wierzymy w to, że odniesiemy sukces także na Kickstarterze, a tym samym już niebawem będziemy mogli szerzej udostępnić nasz produkt – mówi Radosław Pallach.

 Dotychczas, za pośrednictwem największej platformy crowdfundingowej na świecie, zebrano łącznie ponad 2 000 000 000 $. Dzięki wsparciu setek osób, wiele firm otrzymało szansę prezentacji innowacyjnych projektów na zagranicznych rynkach, odnosząc globalny sukces, jak np. twórcy smartwatcha Pebble Time czy systemu SmartThings, który pozwala zarządzać i monitorować nasze domy za pośrednictwem smartfonów.

Zespół Elephant już 10 listopada rozpocznie przygodę na Kickstarter.com, walcząc o uwagę fanów nowych technologii oraz specjalistów z branży, którzy wspierają nowatorskie projekty. Jeśli zbiórka funduszy zakończy się sukcesem, inteligentny system alarmowy stworzony przez Polaków, ma szansę zagościć w domach na całym świecie.

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Nowa RPP, na której wybór PiS będzie miał znaczący wpływ, może obniżyć stopy procentowe. To osłabi złotego

CEO Magazyn Polska

Rynki ostrożnie zareagowały na wyborcze zwycięstwo PiS-u i nadchodzącą zmianę władzy w  Polsce. Akcje lekko taniały w ciągu dnia, by na fixingu wyjść na minimalny plus, a złoty słabł, jednak poniedziałkowe zmiany były symboliczne. Natomiast fakt, że wpływ rządzącej partii na skład nowej RPP będzie znaczący może skutkować jej gołębim nastawieniem i kolejną obniżką stóp. A to osłabi złotego.

Ja bym wskazywał na to, że jeżeli chodzi o zachowanie obligacji czy złotego może być coraz większy wpływ niekoniecznie finansów, tego jak mają wyglądać finanse publiczne, ale możliwej zmiany retoryki przyszłej Rady Polityki Pieniężnej mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ. – Jeżeli będzie ona miała rzeczywiście łagodniejsze stanowisko, to potencjalne obniżki stóp z natury rzeczy lekko negatywnie wpływają na walutę.

Rynki są raczej zgodne, że PiS skorzysta z prawa do wymiany Rady Polityki Pieniężnej. Swoich kandydatów do niej proponują Sejm, Senat i prezydent. Nie wykluczone też, że zwycięzca niedzielnych wyborów wprowadzi zmiany do ustawy o Narodowym Banku Polskim, takie jak np. nakaz dbałości o wzrost gospodarczy. Zdaniem Łukasza Bugaja ten zapis nie jest niczym dziwnym, a podobny obowiązuje też amerykańską Rezerwę Federalną. Jednak spełnienie wyborczych obietnic PiS-u będzie jego zdaniem trudne.

Jest wiele obietnic, których jednoczesne uruchomienie byłoby ciężkie do udźwignięcia, jeżeli chodzi o budżet i o przestrzeganie tego limitu deficytu budżetu państwa w ramach 3 proc. PKB – podkreśla Łukasz Bugaj.  Dlatego spodziewamy się tego tak jak większość ekonomistów, że wszystkie te propozycje będą realizowane poprzez ewentualne przesuwanie wydatków w ramach budżetu. Wydaje mi się, że rynek też będzie powoli do tego dojrzewał.

Inna możliwość zwiększenia wydatków to zwiększenie dochodów budżetu. Tu kluczowe są pomysły podatkowe nowej władzy. PiS deklaruje, że od przyszłego roku ma pojawić się m.in. podatek bankowy i podatek od sklepów wielkopowierzchniowych.

– To i tak będą zbyt małe dochody i będą podejmowane starania, aby tę dziurę, która jest w podatku, lukę podatku VAT czy CIT w kolejnych latach jakoś stopniowo zmniejszać ocenia Łukasz Bugaj. Gdy będą się pojawiały te nowe dochody, to wówczas obiecane wydatki będą mogły również być stopniowo podnoszone. Wydaje się, że ta dbałość o finanse publiczne cały czas powinna obowiązywać, przynajmniej tak to wygląda na chwilę obecną.

Na razie inwestorzy reagują na zmianę władzy powściągliwie. W poniedziałek złoty, jak i indeks WIG20 lekko traciły (choć ten ostatni ostatecznie wyszedł na minimalny plus), jednak wobec spadków, jakie odnotowały od wyborów prezydenckich zmiany były symboliczne. Inwestorzy starają się znaleźć w programie gospodarczym PiS-u jakieś jaśniejsze punkty.

Paradoks całej sytuacji jest taki, że jeżeli rzeczywiście nowej partii rządzącej uda się wcielić w życie swój pomysł zwiększenia konsumpcji w kraju, to oznacza, że damy więcej pieniędzy obywatelom i to dla większości spółek jest pozytywna wiadomość ocenia analityk DM BOŚ. Pamiętajmy o tym, że szczególnie małe i średnie przedsiębiorstwa, które są uzależnione od popytu krajowego, na ten popyt krajowy właśnie czekają.

W tym tygodniu akcje Indos SA powinny zadebiutować na NewConnect. Firma zapowiada inwestycje w faktoring i liczy na wzrost obrotów

0

CEO Magazyn Polska

Spółka Indos liczy, że jej przychody z faktoringu będą przyrastały co roku w tempie kilkunasoprocentowym. Firma ocenia, że zainteresowanie tą formą zabezpieczania płatności w Polsce rośnie, ale na razie korzysta z niej kilkakrotnie mniej przedsiębiorstw niż na Zachodzie. Jeszcze w październiku akcje spółki mają zadebiutować na rynku NewConnect.  

Indos obsługuje przede wszystkim firmy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Spółka dostrzega, że ta część rynku faktoringowego cechuje się dużą dynamiką.

Wzrosty rok do roku sięgają kilkunastu procent podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Ireneusz Glensczyk, prezes zarządu i współzałożyciel spółki Indos SA. Nawet przy tak dużej dynamice trzeba zauważyć, że z faktoringu w ostatnim roku, mówię tutaj o roku 2014, skorzystało zaledwie 6 proc. podmiotów. Na rynkach rozwiniętych jest to kilkadziesiąt procent, na rynku brytyjskim to jest prawie 40 proc., więc możemy sobie wyobrazić, że skala i dynamika wzrostów będzie utrzymywana w najbliższym czasie.

Rozwojowy potencjał rynku faktoringowego jest tym większy, że tradycyjnymi klientami na tego typu usługi są branże, które obecnie są bardzo silne, a których rozwój napędza całą polską gospodarkę.

Większość firm jest z branży budowlanej, z branży transportowej, z branży handlu hurtowego mówi Ireneusz Glensczyk. Są też branże takie, które z faktoringu u nas nie korzystają i myślę, że w ogóle z faktoringu nie korzystają. To są chociażby branża energetyczna lub branża chemiczna. Ja przynajmniej nie słyszałem o tym, żeby one korzystały z faktoringu. Tam są duże transakcje albo bardzo dobrze zdyscyplinowany rynek płatności.

W I półroczu przychody Indosu przekraczały 6,8 mln zł i były o 14 proc. nizsze  niż w tym samym czasie w ubiegłym roku. Także zysk netto spółki spadł w tym czasie z 3 do 2 mln zł. Te słabsze wyniki spółka tłumaczy mniejszymi możliwościami fianasowymi, które zmusiły ją do ograniczenia działalności faktoringowej. Z przeprowadzonej w ostatnio emisji akcji Indos pozyskał jednak ponad 2,3 mln i zamierza te środki w dużej części zainwestować w faktoring.

Jeżeli chodzi o strukturę przychodów faktoring uważamy za jedną z najważniejszych grup produktowych i uważamy, że on powinien rosnąć również w tempie przynajmniej kilkunastoprocentowym rok do roku deklaruje prezes zarządu i współzałożyciel spółki Indos.

Jak dodaje, zwiększenie zainteresowania polskich firm usługami faktoringowymi będzie można osiągnąć, gdy będzie z nich można łatwo korzystać. W jego ocenie, by osiągnąć sukces na tym rynku trzeba uczynić faktoring dostępnym i  zrozumiałym.

 – Powinien spełniać oczekiwania tych podmiotów, które z faktoringu chcą korzystać. My to robimy przede wszystkim, upraszczając procedury i prezentując ostateczne koszty faktoringu jako jedną cenę. Nie staramy się kreować serii małych prowizji i małych procentów, które w sumie urosną na dosyć dużą kwotę. U nas kontrahenci dowiadują się od razu: faktoring kosztuje tyle i tyle – zapewnia Glensczyk.

Polacy chcą lokować pieniądze w nieruchomościach. Większość myśli o inwestowaniu w mieszkania na wynajem

CEO Magazyn Polska

Coraz częściej polscy inwestorzy rozważają ulokowanie swych kapitałów na rynku nieruchomości. Największym powodzeniem cieszą się mieszkania na wynajem, choć coraz więcej osób rozważa także kupno garażu czy lokalu komercyjnego.

– Atrakcyjność inwestowania w nieruchomości jest bardzo wysoka, bo ponad 90 proc. badanych przez nas respondentów odpowiedziało, że nieruchomości, a daleko potem dopiero złoto postrzegają jako najbardziej atrakcyjną formę inwestowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Artur Kaźmierczak, prezes zarządu Mzuri Investments.

Zainteresowanie nieruchomościami związane jest z coraz słabszymi zyskami pochodzącymi z bardziej tradycyjnych inwestycji. W związku z deflacją i niskimi stopami procentowymi oprocentowanie bankowych lokat oraz papierów skarbowych jest bardzo niskie. Także na warszawskiej giełdzie długo wyczekiwana hossa jeszcze nie nadeszła. Wobec tego, że w ciągu ostatniego roku WIG20 spadł o 13 proc, łatwiej tak stracić niż zarobić pieniądze. Na rynku nieruchomości sytuacja wygląda znacznie lepiej.

Inwestorzy mają bardzo racjonalne oczekiwania odnośnie do stopy zwrotu – mówi Artur Kaźmierczak. 60 proc. badanych przez nas osób wskazuje, że to jest między 6 a 10 proc. Inwestowanie w modelu grupowym jak najbardziej to umożliwia. W naszym modelu, zwany rentierskim, który mamy w spółce CFI 2, przewidujemy, że stopa zwrotu będzie około 6-7 proc. W modelu emerytalnym w spółce Alfa oczekujemy, że może przekroczyć 10 proc.

Mzuri Investments oferuje klientom udziały w funduszach posiadających aktywa rynku nieruchomości. 10 tys. zł wystarczy, żeby zainwestować tam w modelu grupowym, czyli kupić udział w mieszkaniu na wynajem. Po to, żeby samemu kupić małe mieszkanie do wynajęcia, jak szacuje Artur Kaźmierczak, trzeba mieć około 75 tys.

Żeby otrzymać taką stopę zwrotu, to najprościej mówiąc: trzeba kupić nieruchomości tanio, tanio je wyremontować, ale tak, żeby się potem nie psuły, tak, żeby były trwałe, i dobrze wynająć, oczywiście to wszystko trzeba robić, mając niskie koszty własne spółek, które zarządzają tymi inwestycjami. A tu właściwie nie różni się specjalnie inwestowanie grupowe od inwestowania indywidualnego.

Z badania, które przeprowadziło wśród potencjalnych inwestorów Mzuri Investments, wynika, że inwestorzy głównie myślą o mieszkaniach na wynajem, na drugim miejscu respondenci wskazali na garaże oraz lokale komercyjne.

– Mieszkań jest bardzo dużo, można stosunkowo łatwo takie mieszkanie znaleźć, jest też duży popyt, coraz więcej osób szuka mieszkania na wynajem mówi prezes zarządu Mzuri Investments.  Niebagatelne znaczenie ma też to, że każdy z nas mieszka w jakimś mieszkaniu czy domu, jest to taka inwestycja, którą dobrze czujemy. Nie wszyscy mieli w rodzinie lokal komercyjny czy garaż, który wynajmowali.

Z badania wynika jednak, że o ile Polacy są zainteresowani inwestycjami na rynku nieruchomości, o tyle nie planują tam umieszczać całego kapitału. Większość jest zainteresowana mieszkaniem na wynajem jako jednym z elementów zdywersyfikowanego portfela.

– Nasi respondenci dosyć równo rozłożyli swoje odpowiedzi pomiędzy kategorie, które im wskazaliśmy – mówi Artur Kaźmierczak z Mzuri Investments. Zarówno, jeśli chodzi o wartość planowanej inwestycji w nieruchomości, jak i procent portfela, który zamierzają ulokować w nieruchomościach.

Coraz więcej Polaków buduje swoją pozytywną historię płatniczą. Dzięki temu będą mogli negocjować lepsze warunki umów na różne usługi

0

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba informacji pozytywnych w Rejestrze Dłużników ERIF Biura Informacji Gospodarczej. Jest ich już blisko 1,4 mln – to prawie sześć razy więcej niż rok temu. Najwięcej pozytywnych wpisów mają osoby młode, w wieku 31–46 lat. Średnia wartość informacji pozytywnej znajdującej się w Rejestrze wynosi blisko 1,2 tys. zł. Obok danych dotyczących zadłużenia informacje pozytywne nabierają coraz większego znaczenia dla firm i instytucji stosujących kompleksowe podejście do oceny ryzyka lub zdolności kredytowej.

Informacja pozytywna jest gromadzona m.in. w Rejestrze Dłużników ERIF i udostępniona na rynku. To informacja o tym, że dana osoba wywiązuje się w terminie ze swoich płatności – mówi agencji Newseria Biznes Edyta Szymczak, prezes zarządu Rejestru Dłużników ERIF Biura Informacji Gospodarczej SA. – Zdecydowanie rośnie dynamika przyrostu spraw pozytywnych w naszej bazie. W ciągu ostatniego kwartału osiągnęliśmy 120-proc. przyrost spraw pozytywnych w porównaniu do II kwartału bieżącego roku – dodaje.

Pozytywną informację można zamieścić na wniosek danej osoby lub za jej zgodą. Jak podkreśla ekspertka, warto to zrobić.

To swego rodzaju inwestycja w przyszłość. Obecnie informacja pozytywna jest respektowana przez instytucje, również finansowe, dostawców usług i produktów. Można się spodziewać, że płacąc na czas, będziemy osiągać określone benefity teraz i w przyszłości. Będziemy uzyskiwać lepsze warunki korzystania z usług i różnego rodzaju produktów – tłumaczy Edyta Szymczak.

Rośnie świadomość finansowa Polaków. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę także z tego, że warto figurować w BIG jako posiadacz pozytywnej informacji. Dbanie o pozytywną historię płatniczną uczy terminowości i sumienności w opłacaniu zobowiązań finansowych, a to buduje wizerunek wiarygodnego płatnika.

Informacja pozytywna w przeważającej mierze dotyczy osób młodych. Może to wynikać z faktu, że osoby młode, przedsiębiorcze mają wysokie potrzeby i aspiracje konsumpcyjne. Korzystają w bardzo szerokim zakresie z usług w internecie, a tam właśnie znajduje się najwięcej informacji o korzyściach z pozytywnej historii płatniczej w biurze informacji gospodarczej i zasad udostępniania pozytywnych danych – wyjaśnia Edyta Szymczak.

Najwięcej wpisów pozytywnych mają osoby młode w wieku 31–46 lat. W tej grupie najwyższa jest też średnia wartość spraw pozytywnych, która wynosi blisko 1,2 tys. zł.

Najwięcej informacji pozytywnych dotyczy kobiet powyżej 30 roku życia – mówi Edyta Szymczak. – Poważniej traktują one sprawy finansowe, kontrolują i monitorują wydatki w gospodarstwach domowych. Kobiety przedsiębiorcze potrafią również znajdować oszczędności. Zapobiegliwość w finansach domowych przekłada się na postawę kobiet w tematach związanych z dotrzymywaniem warunków umów i proaktywnej postawie wobec problemów ewentualnego zadłużenia.

Z informacji gospodarczych korzystają zarówno firmy, jak i instytucje finansowe oraz usługowe. Szymczak podkreśla, że warto dbać o to, by pozytywne informacje znalazły się w rejestrze, zwłaszcza że coraz więcej instytucji sprawdza wiarygodność płatniczą klientów.

Na koniec III kwartału 2015 roku Rejestr Dłużników ERIF udostępnił 4,1 mln raportów z informacjami gospodarczymi (na koniec III kwartału 2014 – 3,3 mln). Firmy korzystają zarówno z informacji pozytywnych, jak i negatywnych, tak by móc zbudować pełen obraz sytuacji finansowej klienta.

Nasi klienci to pełne spektrum firm i instytucji, począwszy od banków poprzez firmy pożyczkowe, telekomunikacyjne, ubezpieczeniowe czy działające w sektorze multimediów. Wszystkie instytucje, które mają kontakt z klientem i w naturalny sposób muszą dokonać oceny ryzyka zawarcia z nim transakcji na warunkach płatności odłożonej w czasie, korzystają z takich informacji – przekonuje Edyta Szymczak.

Liczba spraw w Rejestrze Dłużników ERIF na koniec III kwartału wynosiła ponad 3,6 mln, a ich wartość – blisko 17 mld zł. Średnie zadłużenie w Polsce wynosi ok. 6 tys. zł. Wśród dłużników dominują mężczyźni. Z danych wynika, że spośród wszystkich konsumentów posiadających informacje na temat zadłużenia w Rejestrze Dłużników ERIF ponad 60 proc. stanowią mężczyźni. Najwięcej problemów ze spłatą należności mają ci między 31 a 46 rokiem życia.

Firmy z polskich klastrów liczą na wsparcie unijne dla innowacyjnej działalności. Do pozyskania jest nawet 10 mld euro

CEO Magazyn Polska

Ponad miliard złotych europejskiego wsparcia otrzymały w ubiegłych latach firmy zrzeszone w Związku Klastrów Polskich. W obecnej perspektywie, czyli w ramach unijnego budżetu na lata 2014–2020, liczą na znacznie więcej środków. Tylko z programu operacyjnego Innowacyjny Rozwój można pozyskać ponad 10 mld euro.

Klaster to grupa przedsiębiorców oraz ośrodków naukowych działających w tym samym regionie i prowadzących zbliżoną lub uzupełniającą się działalność. W Polsce ta forma organizacji przedsiębiorstw odgrywa coraz większą rolę w gospodarce, wzmacniając na ogół firmy z najbardziej prężnych branż.

Najsłynniejszym polskim klastrem jest niewątpliwie Dolina Lotnicza, która ma już ponad 10 lat, ale mamy też klastry lotnicze na Śląsku, w Wielkopolsce, na Mazowszu i Podkarpaciu. Pół Polski zajmuje się dzisiaj lotnictwem – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Krzysztof Krystowski, prezes Związku Klastrów Polskich. – Mamy też bardzo silną reprezentację klastrów informatycznych, a także klastry biotechnologiczne, biomedyczne oraz farmaceutyczne.

W gospodarce funkcjonują także klastry, które zrzeszają firmy prowadzące bardziej tradycyjną działalność, czyli budowlaną, turystyczną, tekstylną czy chemiczną. Działalność klastrów przyczynia się do rozwoju danego regionu – ze względu na to, że jest to oddolna inicjatywa przedsiębiorców i naukowców związanych z danym regionem, lepiej znają jego przewagi konkurencyjne.

My wiemy dlaczego na Pomorzu mamy bardzo silny przemysł stoczniowy, dlaczego mamy bardzo mocny przemysł jachtowy na Mazurach, dlaczego mamy bardzo silny przemysł lotniczy na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. To my, przedsiębiorcy i samorządowcy, wiemy to najlepiej, i my się organizujemy od czasu do czasu, licząc na przychylność administracji publicznej i pieniądze unijne – podkreśla Krystowski.

Wsparcie unijne, trafiające do firm zrzeszonych w klastrach, jest niebagatelne. W ostatnich latach przekroczyło 1 mld zł, a jak liczą przedsiębiorcy, w kolejnych sześciu latach będzie jeszcze większe. Z programu operacyjnego Innowacyjny Rozwój jest do dyspozycji ponad 10 mld euro.

– Biorąc pod uwagę to, jak ważne sektory gospodarki i jak bardzo innowacyjne przedsiębiorstwa, które są w ścisłym związku z jednostkami naukowymi, reprezentujemy, to jestem przekonany, że ten rekord ponad miliarda złotych jesteśmy w stanie pobić w dwójnasób – mówi prezes Związku Klastrów Polskich.

Związek Klastrów Polskich powstał trzy lata temu. Jest reprezentantem interesów większości polskich klastrów. Reprezentuje firmy oraz jednostki naukowe prowadzące prace na rzecz przemysłu w relacjach z polskim rządem, administracją samorządową, ale także w relacjach międzynarodowych. Za propagowanie współpracy w ramach klastrów i tworzenie dogodnych warunków dla rozwoju polskich firm Związek otrzymał od redakcji „Bloomberg” nagrodę Business Premium 2015.

Ta nagroda jest znakiem, że nasza działalność jest zauważana nie tylko przez członków związku, lecz także przez otoczenie społeczno-gospodarcze – podkreśla Krzysztof Krystowski. – To jest bardzo ważne dla nas, bo daje nam szansę mówienia o naszej działalności, która jest działalnością społeczną. My nie zarabiamy pieniędzy, my staramy się pomóc naszym członkom, głównie małym przedsiębiorstwom, żeby to oni zarabiali.

Niecałe 5 proc. pracowników wykonuje pracę z domu. Pracodawcy ostrożnie podchodzą do telepracy

CEO Magazyn Polska

Telepraca w Polsce nie cieszy się dużą popularnością. W ubiegłym roku w ten sposób pracowało 4,6 proc. ogółu zatrudnionych. Zaawansowana technologia sprawia, że telepraca może być przyszłością. Pracodawcy jednak ostrożnie podchodzą do tej formy zatrudnienia, przede wszystkim ze względu na szereg formalnych warunków do spełnienia.

W dzisiejszych czasach, gdy technologia jest bardzo zaawansowana, mamy smartfony, laptopy, wideokonferencje, Skype i wiele innych narzędzi do porozumiewania się na odległość, pracownik nie zawsze musi wykonywać pracę w biurze – mówi agencji Newseria Biznes Alicja Biernat, adwokat w Kancelarii EIR Legal.

Firmy coraz częściej proponują pracownikom pracę zdalną, jednak wciąż niewiele z nich decyduje się na telepracę, czyli powierzenie pracownikowi pracy poza biurem, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej i przekazywaniem wyników jego pracy za pomocą internetu. Z danych Eurostatu wynika, że na koniec 2014 roku odsetek osób pracujących w ten sposób wynosił 4,6 proc., co oznacza wzrost o 0,6 proc. względem 2013 roku. Średnia europejska jest minimalnie wyższa (4,7 proc.), jednak w części krajów telepracę wykonuje ponad 10 proc. zatrudnionych (np. w Finlandii czy Holandii). Zdaniem ekspert pracodawcy są ostrożni, bo telepraca oznacza szereg warunków do spełnienia.

Przede wszystkim pracodawca musi wprowadzić regulamin telepracy, w którym określi zasady i warunki jej wykonywania. Zasady te trzeba uzgodnić ze związkami zawodowymi. Jeśli u pracodawcy nie ma związków zawodowych, wówczas reguluje to regulamin, który pracodawca musi uzgodnić z przedstawicielami pracowników – tłumaczy mec. Biernat.

Określone warunki musi również spełnić umowa o telepracę. Powinny się w niej znaleźć zapisy o miejscu wykonywania pracy, czy praca ma odbywać się w określonych godzinach, czy też będzie obowiązywał zadaniowy tryb pracy. Warto też wskazać, w jaki sposób pracownik ma potwierdzać rozpoczęcie wykonywania obowiązków i ich koniec.

Dodatkowo w umowie należy zawrzeć elementy typowe dla telepracy, czyli fakt, że to pracodawca jest zobowiązany do dostarczenia pracownikowi sprzętu do wykonywania pracy w domu. Taki sprzęt powinien ubezpieczyć, a także pokryć koszty jego eksploatacji i serwisowania – podkreśla ekspert EIR Legal.

Pracownik odpowiada wówczas za powierzony sprzęt i ponosi odpowiedzialność odszkodowawczą. Może również do pracy używać własnego sprzętu, ale wtedy pracodawca płaci ekwiwalent. Jak podkreśla Alicja Biernat, to jednak może być ryzykowne rozwiązanie, ponieważ prywatne komputery nie zawsze mają odpowiednie zabezpieczenia przed wirusami, w związku z czym rośnie ryzyko utraty wrażliwych danych firmy.

Przed rozpoczęciem telepracy pracownik powinien udostępnić pracodawcy swoje pomieszczenie, aby mógł on sprawdzić, czy jest odpowiednie – mówi Alicja Biernat. – W trakcie telepracy pracodawca ma prawo kontrolować telepracownika, ale ze względu na miejsce świadczenia pracy, czyli najczęściej prywatne mieszkanie, taka kontrola może się odbyć po wcześniejszym powiadomieniu pracownika i za jego zgodą. Kontrola powinna przebiegać tak, aby nie naruszała prywatności pracownika i innych domowników.

Jak jednak zaznacza ekspertka, popularność telepracy powinna rosnąć.

Telepraca jest bardzo dobrym rozwiązaniem na dzisiejsze czasy. Jest to bardzo dobry, elastyczny sposób zatrudnienia – podkreśla mec. Biernat.

Rynek transportu wewnętrznego jest wart 30 mln zł. W najbliższych latach może wzrosnąć nawet 7-krotnie

CEO Magazyn Polska

Automatyzacja przestrzeni magazynowych w Polsce następuje szybko. Rynek transportu wewnętrznego jest dziś wart około 30 mln zł rocznie. Jak jednak pokazują przykłady z państw Europy Zachodniej, w ciągu najbliższych kilku lat może wzrosnąć sześcio-, a nawet siedmiokrotnie. Firmy coraz częściej poszukują rozwiązań, które ograniczyłyby rolę człowieka w magazynach, oraz takich, które zmniejszyłyby powierzchnię składowania.

Według naszej oceny rynek transportu wewnętrznego obecnie jest wart około 30 mln zł, natomiast na przestrzeni 5-6 lat wzrośnie sześcio- czy siedmiokrotnie – informuje agencję Newseria Marcin Kozłowski, prezes oferującej automatyczne systemy magazynowe spółki Baumalog. – Wszystko jednak zależy od rozwoju gospodarki, zarówno krajowej, jak i europejskiej.

Rozwój gospodarczy oraz ekspansja rynku e-commerce napędzają popyt na nieruchomości magazynowo-przemysłowe. W I półroczu – jak wynika z danych JLL – podpisano umowy najmu na blisko 1,2 mln mkw. takiej powierzchni, z czego prawie 800 tys. to nowe kontrakty. Dlatego analitycy oceniają, że ten rok może być rekordowy dla rynku. W I połowie roku oddano do użytku 437 tys. mkw. nowej powierzchni, a w budowie jest kolejnych prawie 700 tys. mkw.

Jak zapewnia Kozłowski, automatyczne systemy pomagają lepiej wykorzystać zajmowaną lub wynajmowaną przestrzeń magazynowo-przemysłową. Roboty, wózki AGV (z ang. Automated Guided Vehicle), systemy AS/RS (z ang. Automated Storage and Retrieval Systems), przenośniki, systemy sortowania, oprogramowanie i usługi z nimi związane zyskują popularność, bo odciążają ludzi, poprawiają ich bezpieczeństwo, zmniejszają koszty pracy oraz przyspieszają produkcję.

Pod względem ograniczenia powierzchni składowania mogę podać przykład firmy w Warszawie, gdzie zastosowany przez nas system umożliwił oszczędności na poziomie ponad 80 proc. Ale ważne jest także połączenie urządzeń z maszynami ciągu technologicznego. Tu dobrym przykładem jest integracja naszych automatycznych regałów do składowania blach z wycinarkami laserowymi, co razem tworzy system pozwalający na znaczne skrócenie czasu przeładunku – zauważa Marcin Kozłowski.

W najbliższych latach – zdaniem Kozłowskiego – najszybciej będzie rosło zapotrzebowanie na automatyczne systemy magazynowe ze strony branży dystrybucji stali, przemysłu ciężkiego oraz firm z branży zbrojeniowej.

Niedawno wdrożyliśmy zaawansowany system kompletacji profili aluminiowych w firmie Aluprof, europejskiego dystrybutora tego rodzaju rozwiązań dla budownictwa – wskazuje prezes Baumalog. – W jednej z firm zbrojeniowych uruchomiliśmy automatyczny system profili stalowych, który pozwolił na znaczne wyeliminowanie powierzchni składowania.

Barierą w rozwoju rynku transportu wewnętrznego jest wciąż niska świadomość ewentualnych inwestorów dotycząca dostępności tego rodzaju systemów oraz możliwych do uzyskania korzyści.

Skala potencjalnych korzyści zależy od tego, w jakim procesie będzie brała udział maszyna – precyzuje Marcin Kozłowski. – Obecnie coraz częściej stosowane są na przykład wycinarki laserowe o dużej mocy, które umożliwiają w krótkim czasie produkcję wielu elementów. Natomiast wąskim gardem pozostaje załadunek i rozładunek blachy ze stołu. Nasze ostatnie wdrożenie, czyli automatyczny regał magazynowy obsługujący wycinarkę w trybie automatycznym, pozwala na znaczne skrócenie całej operacji. Wcześniej wymiana blachy zajmowała około 10 minut, obecnie trwa około minuty.

Według firmy doradczej Markets and Markets do 2020 roku wartość światowego rynku zautomatyzowanego transportu wewnętrznego w przemyśle rosnąć będzie średnio o 8 proc. rocznie, do ponad 30 mld dol.

Popyt napędzać będzie również rozwój technologii, m.in. wprowadzenie zasilania bezprzewodowego w wózkach. Hamować go natomiast mogą stosunkowo wysokie koszty inwestycji. Aktualnie głównym odbiorcą urządzeń jest Europa. Do 2020 roku jej udział w rynku, obecnie wynoszący 40 proc., będzie rósł średnio o 7 proc. rocznie.