Po nowej RPP nie oczekuję cięcia stóp

Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI
Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI

O popycie na polskie obligacje i możliwych decyzjach nowej Rady Polityki Pieniężnej rozmawiamy z Krzysztofem Izdebskim, zarządzającym funduszami obligacji Union Investment TFI.

Fed nie podniósł stóp procentowych. Jak ta decyzja przekłada się na rynki obligacji?

Reakcja rynków na tę decyzję była podręcznikowa – brak podwyżek został zinterpretowany jako obawa amerykańskiego banku centralnego o koniunkturę gospodarczą w USA. To zaś skierowało inwestorów ku bezpiecznym aktywom, m.in. obligacjom amerykańskim i niemieckim. Na tym trendzie skorzystał także polski rynek papierów dłużnych. Żeby przypomnieć, jeszcze dwa tygodnie temu Ministerstwo Finansów sprzedawało papiery 10-letnie z rentownością 3,05%. Na fali globalnego popytu na obligacje papiery te spadły do ok. 2,85%. Także obligacje o krótszym terminie zapadalności znajdują wielu chętnych – takiego szału zakupów nie obserwowaliśmy od kilku miesięcy. Ministerstwo Finansów na zeszłotygodniowej aukcji sprzedało 5-letnie obligacje po 2,3%, podczas gdy dwa tygodnie temu ich oprocentowanie wynosiło 2,5%. Pomimo braku oczekiwań ostatni okres okazał się pozytywny dla obligacji.

Największe światowe banki prognozują, że w 2016 r. globalny wzrost gospodarczy nieco spowolni, co może przełożyć się również na polskie PKB. Jednocześnie w przyszłym roku zmieni się skład Rady Polityki Pieniężnej. Czy w takich okolicznościach można liczyć na złagodzenie polityki monetarnej w Polsce?

Moim zdaniem to pobożne życzenie. Jest mało prawdopodobne, aby nowa Rada Polityki Pieniężnej zainaugurowała swoją kadencję od obniżki stóp procentowych. Szczególnie jeśli spojrzymy na skalę cięć dokonanych w ostatnim cyklu. Weźmy pod uwagę, że prognozy wzrostu gospodarczego w Polsce na 2016 r. przekraczają 3%, a inflacja rośnie i najprawdopodobniej w przyszłym roku wejdzie w przedział celu inflacyjnego NBP.

Pierwsza edycja Poland IT Meeting już za nami

Wrocław na dwa dni stał się polską stolicą branży informatycznej. W dniach 24 oraz 25 września ponad 100 specjalistów branży IT z całej Europy spotkało się na w stolicy Dolnego Śląska na pierwszej edycji wydarzenia Poland IT Meeting. Pionierska forma wydarzenia, skupiająca się wokół idei networkingu i budowania relacji, okazała się prawdziwym sukcesem. Pozwoli to, by Poland IT Meeting na stałe wpisało się w kalendarz imprez IT w Europie i Polsce.

Organizator Rafał Wójcicki (po prawej), fot. Poland IT Meeting
Organizator Rafał Wójcicki (po prawej), fot. Poland IT Meeting

Pierwsza edycja spotkania miała miejsce w największym centrum biznesowo-konferencyjnym, hotelu Haston we Wrocławiu. Wydarzenie zgromadziło ponad 100 przedstawicieli największych firm informatycznych z całej Europy. Uczestnicy wydarzenia odbyli kilkanaście indywidualnych spotkań biznesowych z dotychczasowymi oraz potencjalnymi Partnerami Biznesowymi. Przy pomocy spersonalizowanej aplikacji, mogli oni sami zaplanować kalendarz spotkań, zdecydować, z którymi przedstawicielami firm chcą przeprowadzić rozmowy, a jednocześnie zmaksymalizować efektywność spędzonego czasu.

Poland IT Meeting 2015Po zakończeniu części formalnej spotkania, uczestnicy mieli okazję spotkać się na uroczystej kolacji uświetnionej występem grupy Multivisual, która zaprezentowała spektakularne show przy użyciu laserów oraz innych rekwizytów multimedialnych. Uczestnicy odwiedzili też wrocławski klub muzyczny oraz odbyli spacer po historycznej części Wrocławia.

Rafał Wójcicki, organizator wydarzenia komentuje:Po blisko rocznych przygotowaniach, wydarzenie okazało się niebywałym sukcesem. Otrzymaliśmy mnóstwo pozytywnych opinii od Partnerów, zarówno z Polski, jak i zagranicy. Jestem przekonany, że uczestnicy wydarzenia nawiązali mnóstwo owocnych relacji, które przełożą się realnie na ich sytuację biznesową. Już teraz rozpoczynamy przygotowania do przyszłorocznej edycji, na której spodziewamy się co najmniej 200 uczestników. Naszym celem jest, aby Poland IT Meeting stało się największą imprezą tego typu w regionie Europy Środkowo – Wschodniej. Pierwsza edycja była dla nas wyzwaniem, by zbudować zaufanie pośród naszych odbiorców i przekonać ich do samej idei. Teraz musimy sprostać oczekiwaniom na kolejne edycje, wyciągnąć wnioski i ulepszyć formułę.”

Poland IT Meeting 2015Więcej informacji o tegorocznej edycji wydarzenia można znaleźć na stronie internetowej: www.polanditmeeting.com. Tam również pojawiać się będą aktualizacje odnośnie edycji przyszłorocznej.

Organizatorem Poland IT Meeting jest agencja GutPR.

MM Prime TFI: Rozstrzygnięcie wyborów, także na korzyść PiS-u, może przynieść wzrosty na giełdzie. Najbardziej zyskać mogą spółki energetyczne, banki, spółki handlowe i producenci gier

Adrian Apanel z MM Prime TFI

Koniec niepewności związanej z huśtawką nastrojów wyborczych może przysłużyć się polskiej giełdzie. Zdaniem Adriana Apanela, zarządzającego z MM Prime TFI, dzisiejsze niskie ceny akcji uwzględniają już ewentualne zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych. Po głosowaniu najbardziej przecenione akcje mogą podrożeć, ponieważ prawdopodobnie nie wszystkie obietnice będące postrachem rynku zostaną wprowadzone w życie.

W ocenie zarządzającego można liczyć na to, że po wyborach górę weźmie pragmatyzm i zwycięska partia zrezygnuje ze swych najbardziej niepokojących pomysłów z kampanii lub przynajmniej je złagodzi. To może nie tylko uspokoić nastroje na rynku, lecz nawet wywołać optymizm. Dotyczy to szczególnie takich sektorów, jak mocno w tym roku przecenione energetyka czy bankowość. Można też oczekiwać zupełnie nowych rozwiązań dla górnictwa.

Inaczej takie rozwiązanie się formułuje w okresie przedwyborczym, gdzie trzeba dużo obiecywać – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adrian Apanel, zarządzający funduszami akcji i depozytowym MM Prime TFI. Natomiast po wygraniu wyborów możliwe, że ta presja ze strony wyborców będzie już mniejsza i partia, która wygra, bardziej pragmatycznie będzie podchodziła do kwestii rozwiązania tego problemu.

Jedna z zapowiedzi PiS dotyczy wprowadzenia podatku bankowego.

– Miałby on finansować te bardzo kosztowne obietnice socjalne PiS dla osób o skromniejszym dochodzie. Natomiast wcale te wszystkie obietnice nie muszą zostać spełnione i bardzo możliwe, że banki nie zostaną obłożone tak wielkimi obciążeniami, jak było to obiecane wcześniej – mówi ekspert.

Dlatego w opinii Adriana Apanela rynki przyjmą wygraną PiS-u spokojnie, bo najważniejszy dla inwestorów jest brak ryzyka, brak niepewności. Po jesiennych wyborach takie ryzyko powinno zostać wyeliminowane i większość inwestorów, którzy wstrzymywali się z decyzjami inwestycyjnymi, powróci na warszawską giełdę.

– Wydaje się, że bardzo dużo jest w cenach i te decyzje, te obietnice przedwyborcze, jeżeli nawet zostaną spełnione, to nie będą już miały na wyceny tych spółek dużego wpływu. Natomiast warto zauważyć, że PiS w przeszłości podchodził bardzo pragmatycznie do kwestii gospodarki. Przypomnę, że Platforma również obiecywała i 15-proc. podatek liniowy i obniżenie VAT-u na wiele produktów, a skończyło się to wiadomo, jak. Spokojnie podchodziłbym do tych obietnic i nie przejmował się aż tak mocno tymi ryzykami, które mogą pojawić się po wygraniu wyborów przez PiS.

Od początku roku najmocniej przecenione zostały subindeksy WIG-surowce (spadek o ponad 28 proc. z przyczyn niskich cen surowców na światowych rynkach) oraz WIG-energia (-23 proc.) i WIG-banki (-18,5 proc.). Według Apanela te dwa ostatnie mają szanse na odbicie po uspokojeniu wyborczych nastrojów.

Jestem przekonany, że sektory, które zostały bardzo mocno przecenione, czyli banki i energetyka, w przypadku stabilizacji i wyeliminowania ryzyka politycznego i pierwszych decyzji istotnych dla tych sektorów, powinny odbić i powrócić do wzrostów, które były zapoczątkowane kilka lat temu mówi zarządzający funduszami akcji i depozytowym MM Prime TFI. Wydaje się, że te sektory bardzo mocno przecenione są ciekawą inwestycją. Natomiast jeszcze do wyborów należy bardzo uważać na obietnice wyborcze, które do tej pory powodowały wahania kursów spółek energetycznych i banków.

Pomijając kwestie polityczne, trzeba zaznaczyć, że są sektory, które powinny korzystać z polepszającej się kondycji polskiej gospodarki, wzrostu tempa PKB.

To są spółki, które są związane ze sprzedażą detaliczną, spółki obuwnicze, spółki, które korzystają z tego, że osoby mają większy dochód rozporządzalny, więcej wydają np. na wyjścia do restauracji, spędzanie czasu poza domem, spółki restauracyjne, do tego na pewno bardzo ciekawie wyglądają spółki, które zajmują się produkcją gier, czy jest to CD Red, czy 11 bit studios, czy Vivid Games, Polacy pokazali, że potrafią robić bardzo dobre gry, które osiągają bardzo dobre wyniki nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie ocenia Adrian Apanel z MM Prime TFI.

Niemiecki HSM woli budować niszczarki do dokumentów w Europie. Korzyści z inwestycji w Chinach coraz mniejsze

Marcin Sobaniec z HSM Polska

Chiny przestają być atrakcyjnym miejscem do budowy fabryk. HSM, producent urządzeń do niszczenia dokumentów i nośników danych, stara się utrzymać swój potencjał w Europie, na czym korzystają także polscy dostawcy podzespołów do niszczarek tej firmy.

HMS posiada trzy zakłady produkcyjne w Niemczech oraz spółkę joint venture w Chinach. Z biegiem lat w strukturze firmy wykształciły się dwa ośrodki produkcji urządzeń do niszczenia dokumentów: w Niemczech, gdzie znajduje się największa liczba producentów tego typu urządzeń, oraz właśnie w Chinach.

Z biegiem lat korzyści płynące z produkcji w Chinach zniknęły – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Sobaniec, ekspert HSM Polska. Koszty pracy wzrosły znacząco, Chińczycy podnieśli też wyraźnie jakość, w związku z tym dzisiaj korzyści wynikające z produkcji w Chinach nie są tak jasne i klarowne, jak były jeszcze 5 czy 10 lat temu. Dlatego dziś producenci niemieccy skupiają się na tym, żeby utrzymać produkcję w Europie przy jednoczesnym wykorzystaniu pewnych korzyści, które są w produkcji w Chinach, a dotyczy to głównie produkcji małych urządzeń o niewielkich wydajnościach. Nie planujemy rozbudowy czy budowy produkcji w Polsce, natomiast już dziś możemy powiedzieć, że polscy producenci dostarczają podzespoły do firm w Niemczech.

Marcin Sobaniec mówi, że trudno oszacować potencjał sprzedaży niszczarek w Polsce, ponieważ żaden z producentów urządzeń do niszczenia dokumentów nie publikuje danych o swoich obrotach w tej kategorii urządzeń. Dodaje jednak, że pobieżne szacunki mówią, że jest to rynek wart kilkadziesiąt milionów złotych.

– Każdy, kto produkuje dokumentację papierową, powinien być zainteresowany urządzeniem do niszczenia dokumentów. Każde przedsiębiorstwo, które przetwarza swoje dane, które wytwarza dokumenty, powinno mieć takie urządzenie. Popyt na rynku w ostatnich latach jest mniej więcej taki sam, natomiast udział w rynku poszczególnych producentów zmienia się z roku na rok.

Branża urządzeń do niszczenia dokumentów nie jest sektorem, w którym szybko następują modyfikacje sprzedawanych urządzeń. Wprawdzie producenci starają się oferować użytkownikom nowe funkcjonalności czy urządzenia o wyższych parametrach technicznych, jednak z uwagi na oczekiwania rynku nowe serie produktowe są wprowadzane co 5 czy 10 lat.

Urządzenia do niszczenia dokumentów sprzedajemy pośrednio, czyli poprzez sieć dilerską zwraca uwagę ekspert HSM Polska. Natomiast nasze szacunki wskazują, że 50-70 proc. odbiorców to klienci sektora publicznego. Pozostałą część stanowią firmy prywatne, zupełnie marginalną stanowią klienci indywidualni. W zakresie urządzeń do przetwarzania odpadów głównym odbiorcą są sieci handlowe, a jest to związane z ich dynamicznym wzrostem w ostatnich latach. I kolejnym dużym klientem są oczywiście regionalne instalacje przetwarzania odpadów komunalnych, gdzie instalowane są największe urządzenia do zagęszczania i prasowania odpadów.

Zarówno HSM Polska, jak i cała firma spodziewa się w tym roku jednocyfrowego wzrostu przychodów. Spółka HSM Polska odpowiada za około 10 proc. przychodów całej firmy.

Inwestujemy zarówno w procesy, które usprawniają produkcję, jak i w nowy park maszynowy. W zeszłym roku przeznaczyliśmy 4 proc. przychodów na inwestycje deklaruje Marcin Sobaniec z HSM Polska.

Przyznaje, że trudno jest powiedzieć, ile firma wydaje na innowacje, badania i rozwój, ponieważ w każdej z fabryk wygląda to trochę inaczej. Regularnie inwestuje natomiast w kadrę pracowniczą.

 Firma zatrudnia około 800 osób, a fabryka współpracuje ze szkołą zawodową, która po każdym z trzech lat nauki przysyła praktykantów na szkolenia, które trwają 2 czy 3 miesiące. Podczas tej nauki praktykanci uczą się pracy w fabryce, a po skończeniu szkoły mają możliwość zatrudnienia się w przedsiębiorstwie. Praktykanci oczywiście otrzymują wynagrodzenie za czas przepracowany w firmie.

Veeam Software chce upowszechnić przechowywanie zasobów przedsiębiorstw w chmurze danych. Współpraca z Integrated Solutions ma ułatwić dotarcie z ofertą do mniejszych firm

0

Krzysztof Rachwalski

Firma Veeam Software uruchomiła usługi, umożliwiające małym i średnim firmom bezpieczne przechowywanie zapasowych kopii danych w chmurze. Podejmując współpracę z rodzimą spółką, chce zagwarantować, że dane pozostaną kraju.

Utrata danych może oznaczać dla firm ogromne straty i paraliż działalności. Fachowcy radzą, by przechowywać je przynajmniej w trzech kopiach, na dwóch różnych nośnikach i poza siedzibą firmy. Równie ważne jest, by awaryjny system mógł niemal natychmiast podjąć działanie, umożliwiając funkcjonowanie przedsiębiorstwa bez zakłóceń.

Szwajcarska spółka Veeam Software oraz należąca do Orange firma Integrated Solutions chcą upowszechnić w Polsce bezpieczne przechowywanie informacji w chmurze. Dzięki współpracy obu firm klienci mają zyskać możliwość łatwiejszego zabezpieczania swoich zasobów. Oferta ma być dostępna nie tylko dla największych i bogatych przedsiębiorstw, lecz także dla mniejszych firm. Veeam Software planuje w najbliższych miesiącach uruchomić nową wersję swojego sztandarowego produktu, czyli Backup & Replication Availability Suite, i stworzyć swoiste centrum zapasowe w formie usługi.

 Razem z firmą Integrated Solutions sprawimy, że przechowywać dane w chmurze będą mogły także mniejsze organizacje, średnie i małe, czyli te, których nie stać na budowę specjalnej infrastruktury, a które także jej potrzebują po to, by odpowiadać na potrzeby nowoczesnego rynku i by świadczyć klientom usługi w sposób dostępny i ciągły – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Krzysztof Rachwalski, dyrektor regionalny na obszar Europy Środkowo-Wschodniej Veeam Software.

Jak mówi, tworzenie kopii danych i przechowywanie ich w bezpiecznych miejscach to jedyna gwarancja, że będą one bezpieczne.

– Powinniśmy nasze backupy przechowywać w trzech kopiach, na dwóch różnych nośnikach, przy czym jeden z tych nośników powinien być dla bezpieczeństwa przechowywany w innej lokalizacji niż nasza firma. Dotychczas odbywało się to na takiej zasadzie, że firmy zapisywały dane na najtańszych dostępnych nośnikach, czyli na taśmach, i gdzieś je wywoziły. Było to dość kosztowne, wadliwe i co najważniejsze – czasochłonne. Koszt i czas odtworzenia takich środowisk z tej znanej lokalizacji był bardzo długi. Poza tym to było rozwiązanie dostępne tylko dla dużych organizacji.

Współpraca Veeam Software i Integrated Solutions ma pozwolić upowszechnić usługę przechowywania danych w chmurze i umożliwić skorzystanie z niej wszystkim chętnym.

Realizujemy strategię, którą sobie wyznaczyliśmy, że dostępność powinna być możliwa dla wszystkich, nie tylko dla najbardziej zasobnych, największych organizacji, że powinna również być domeną tych najmniejszych, które też tego potrzebują –  informuje Krzysztof Rachwalski. – W zasadzie mniejsze, średnie organizacje nie mają możliwości budowania specjalnej infrastruktury czy centrum zapasowego w innej lokalizacji, również kupienie takiej tradycyjnej usługi nierzadko jest ogromnym wyzwaniem, w związku z tym na bazie naszej infrastruktury czy na bazie infrastruktury Orange, a naszych produktów możemy tworzyć replikację całego data center produkcyjnego czy grupy do chmury.

Dzięki temu w przypadku awarii całego ośrodka podstawowego firma, która umieściła swe dane w bezpiecznej chmurze, może z nich w każdej chwili zacząć korzystać. Veeam Software na podstawie zdefiniowanej procedury Disaster Recovery może spowodować, że te środowiska zostaną uruchomione w infrastrukturze zapasowej, a w momencie, kiedy klient poradzi sobie z awarią, bez problemu wrócą do korzystania z lokalizacji podstawowej. Jak mówi Krzysztof Rachwalski, dodatkową zaletą tego rozwiązania jest fakt, że cała operacja odbędzie się w Polsce.

Są platformy chmurowe udostępniane przez bardzo duże organizacje międzynarodowe, takie jak Microsoft, natomiast bardzo często klienci z pewną nieufnością podchodzą do tego, że te centra przetwarzania danych są zlokalizowane poza terenem Polski – tłumaczy Krzysztof Rachwalski z Veeam Software. – I to był też jeden z głównych elementów, dla którego chcieliśmy i uruchomiliśmy taką usługę razem z firmą lokalną. Była to odpowiedź na potrzeby klientów, że chcemy jednak, aby te dane były przechowywane na terenie naszego kraju.

Produkt ma trafić nie tylko do mniejszych firm, lecz także do mniejszych miejscowości. Od 29 września trwa roadshow Integrated Solutions, podczas którego firma ma zaprezentować rozwiązanie ponad tysiącowi firm w 14 miastach.

Trwają prace nad ustawą o zdrowiu publicznym. Ustawa ta stwarza możliwość powołania międzyresortowej instytucji dbającą o finanse ochrony zdrowia

Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes zarządu Pfizer Polska

W sektorze zdrowia jest za mało środków, a i te, które są, wydatkowane są nieefektywnie. Opracowywana ustawa o zdrowiu publicznym ma być szansą na stworzenie międzyresortowej instytucji, która zajmie się ochroną zdrowia Polaków. Przedstawiciele branży medycznej w Polsce podkreślają, że służba zdrowia to tak złożona kwestia, że powinno być za nie odpowiedzialne nie tylko Ministerstwo Zdrowia, lecz także inne resorty i instytucje.

Takie obszary sektora zdrowia jak opieka zdrowotna, zdrowie publiczne i opieka społeczna zostały „zlokalizowane” w Ministerstwie Zdrowia. Czym innym jednak jest zajmowanie się chorymi, czyli medycyna naprawcza, a czym innym dbałość o zdrowie w ogóle, o zdrowie całego społeczeństwa, a czym innym jest opieka społeczna – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes zarządu Pfizer Polska.

Jak podkreśla, instytucjonalne połączenie tych obszarów przekracza możliwości efektywnego zarządzania. Dlatego, żeby poprawić efektywność wydawanych na służbę zdrowia środków, trzeba odciążyć Ministerstwo Zdrowia.

Trzeba ograniczyć jego działalność wyłącznie do ochrony zdrowia, a zdrowie publiczne i opiekę społeczną powierzyć specjalnie w tym celu powołanej międzyresortowej platformie, która będzie odpowiedzialna za jak najskuteczniejszą alokację i wykorzystanie środków przeznaczonych na zdrowie publiczne i opiekę społeczną – proponuje prezes Pfizer Polska. – Można postawić pytanie: które ministerstwo ma większy wpływ na stan zdrowia publicznego, czy Ministerstwo Zdrowia, czy resort rolnictwa (np. antybiotyki w kurczakach), czy może Ministerstwo Sportu i Turystyki (poziom WF w szkołach) itd. Można uszeregować wszystkie ministerstwa według wielkość ich wpływu na poziom zdrowia publicznego.

Według niej szansą na rozpoczęcie takiej międzyresortowej współpracy w zakresie zdrowia jest opracowywana właśnie ustawa o zdrowiu publicznym.

Jeżeli uda nam się przeforsować ustawę o zdrowiu publicznym, która właśnie mówi o zbliżeniu tych silosów, w których aktualnie żyjemy, to byłaby szansa na urzeczywistnienie takiego myślenia już w przyszłym roku – wyjaśnia Hryniewiecka-Firlej.

Wśród założeń ustawy o zdrowiu publicznym jest wprowadzenie zmian legislacyjnych tworzących ramy dla systemu zdrowia publicznego w Polsce. Nowe przepisy mają określić kompetencje wszystkich podmiotów odpowiedzialnych za zdrowie Polaków, w tym administracji publicznej, rządowej, samorządowej oraz podległych im instytucji zdrowia publicznego. Ustawa zakłada utworzenie Rady ds. Zdrowia Publicznego – organu opiniodawczo-doradczego ministra zdrowia. Jest też możliwość powołania pełnomocnika rządu ds. zdrowia publicznego. Dokumentem strategicznym dla zdrowia publicznego ma być Narodowy Program Zdrowia, pierwszy obejmie okres 2016-2020. Ustawę 11 września przyjął Sejm. Nad dokumentem pracują właśnie senatorowie.

Dokument określa kierunek walki z chorobami przewlekłymi niezakaźnymi trapiącymi znaczną część populacji, jak na przykład choroby cywilizacyjne, nałogi, niezdrowy tryb życia czy czynniki pośrednio wpływające na zdrowie, w tym środowisko fizyczne i społeczne życia, pracy i nauki, oraz czynniki społeczno-ekonomiczne.

Według pani Doroty Hryniewieckiej-Firlej oprócz zmian systemowych w ochronie zdrowia warto też skoncentrować się na lepszym wykorzystaniu dysponowanych środków.

Próbujemy od lat radzić sobie z dylematem, czy mamy za mało pieniędzy w systemie, czy nie najlepiej wydajemy te, które mamy? Według mnie jest to koniunkcja. Nauczmy się mądrze wydawać te pieniądze, które są w systemie, i jednocześnie pracujmy nad tym, żeby było ich w systemie więcej – podkreśla prezes Pfizer Polska.

Polska światowym liderem w produkcji biżuterii z bursztynem. Rośnie nie tylko eksport, lecz także sprzedaż w kraju

Agata Całka

Polska jest potęgą w produkcji biżuterii z bursztynem. Jej udział w światowym rynku szacuje się na blisko 70 proc. Wartość produkcji biżuterii w naszym kraju wynosi ok. 200 mln euro, większość trafia na eksport – do Azji, krajów Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Powoli rośnie też zainteresowanie bursztynem w Polsce. Łączony z innymi kamieniami, oprawiany w złoto czy srebro przyciąga miłośniczki eleganckiej biżuterii.

Zainteresowanie bursztynem na świecie jest duże – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Agata Całka z firmy Amber-Ring. – W przypadku naszej firmy 80-90 proc. produkcji trafia na eksport, do Europy, Stanów Zjednoczonych, Kanady i przede wszystkim do Chin. Chiny całkowicie zdominowały ten rynek: do Państwa Środka trafia 80 proc. całej produkcji – wskazuje.

Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że eksport polskiej biżuterii wyniósł w ubiegłym roku 46 mln dolarów. Największym zainteresowaniem cieszyły się ozdoby z bursztynem. Polska jest potęgą w produkcji biżuterii z wykorzystaniem bursztynu. Dane resortu wskazują, że udział Polski w światowym rynku sięga 70 proc.

Europa wciąż lubi bursztyn, podoba jej się, ale wzrost cen kamienia sprawił, że eksport na rynki Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych zmalał – podkreśla ekspertka. – Ceny bursztynu kształtują się różnie, od bardzo tanich, drobnych przedmiotów, do bardzo drogich, które ceną przewyższają złoto i sięgają nawet do 30 euro za gram w wyrobie.

Ceny surowca poszły znacznie w górę, m.in. przez embargo Rosji na eksport bursztynu wprowadzone pod koniec 2013 roku. Wiosną ubiegłego roku za kilogram wysokiej jakości bursztynu trzeba było zapłacić nawet 14 tys. zł. W ostatnim czasie obserwować można bardzo duże zainteresowanie surowcem ze strony Chin. W dużej mierze to efekt przekonania, że jest to jeden ze świętych kamieni Buddy.

Chińczycy uważają, że to kamień nie tylko piękny, lecz także przynoszący szczęście i zdrowie. Najbardziej cenią kulkę, która jest najdroższym wyrobem z bursztynu. To święty i zdrowy kamień, dlatego jest dla nich tak ważny – ocenia Całka.

Dopiero teraz bogacący się Chińczycy mogą sobie pozwolić na zakup bursztynu. Dla nich jest to również inwestycja finansowa, z tym że podchodzą do niej inaczej – im coś jest droższe, tym bardziej atrakcyjne inwestycyjnie.

Choć większość produkcji bursztynu trafia na eksport, rośnie też zainteresowanie tym kamieniem w Polsce. Zdaniem ekspertki to w dużej mierze efekt nowego wzornictwa – bursztyn nie kojarzy się z biżuterią dostępną w każdym nadmorskim sklepie z pamiątkami, ale z ekskluzywną, nowoczesną.

Pracuję w tej branży około 20 lat i w tym czasie wiele się zmieniło. Zaczynałam, tak jak moi rodzice, od naszyjników z korali, tzw. hawajki. Obecnie robimy całkiem inną biżuterię, łączymy bursztyn z kolorowymi kamieniami, z perłami i złotem. Teraz najbardziej pożądane są duże kamienie w złotych oprawach, z filigranem, łączone z diamentami. Wzornictwo bardzo się poprawiło – mówi ekspertka Amber-Ring.

Jak podkreśla Całka, nie ma dwóch takich samych kamieni, można w nim znaleźć zatopione miliony lat wcześniej owady, zamknięte pęcherzyki powietrza czy krople wody.

Dobre lata dla branży były w latach 90., kiedy pojawił się film „Park Jurajski”. Teraz byłoby dobrze, gdyby polskie celebrytki i kobiety związane z biznesem dostrzegły piękno bursztynu i zaczęły go nosić. Byłaby to najlepsza reklama dla naszej branży, bo rynek bursztynu opiera się na modzie i trendach, podobnie jak cała biżuteria i gospodarka – podkreśla Agata Całka.

Okazją do podziwiania biżuterii z bursztynami będą 16. Międzynarodowe Targi Biżuterii i Zegarków Złoto Srebro Czas. Weźmie w nich udział 30 firm bursztynniczych, głównie z Pomorza. Targi odbędą się w dniach 1-3 października w Warszawie, w Centrum Targowo-Kongresowym MT Polska, przy ul. Marsa 56 C w Warszawie.

Od stycznia większe uprawnienia rady wierzycieli. Będą mieli realny wpływ na postępowanie restrukturyzacyjne

Adam Miłosz

Nowe prawo restrukturyzacyjne, które wejdzie w życie w styczniu 2016 roku, zwiększy uprawnienia rady wierzycieli, czyli organu reprezentującego wszystkich wierzycieli dłużnika. Rada będzie powoływana na wniosek trzech niewielkich wierzycieli lub jednego większego (ponad 20 proc. wierzytelności), a nie jak dotąd tylko sędzia-komisarz. W ten sposób wierzyciele zyskają realny wpływ na postępowanie restrukturyzacyjne.

Od przyszłego roku zacznie obowiązywać ustawa Prawo restrukturyzacyjne. Zostaną wprowadzone cztery nowe postępowania restrukturyzacyjne w dużej mierze oparte na praktykach międzynarodowych, które mogą pomóc dłużnikowi uniknąć upadłości. Więcej uprawnień będą mieć również wierzyciele, którzy zyskają realny wpływ na tok spraw.

Jedną ze zmian jest na nowo ukształtowana pozycja rady wierzycieli, która po pierwsze będzie musiała być powołana przez sędziego-komisarza na wniosek dłużnika, trzech wierzycieli lub wierzycieli mających odpowiednią sumę wierzytelności. Po drugie, żeby działalność rady nie była sparaliżowana, zostanie wprowadzona instytucja zastępcy członka rady, który będzie mógł głosować w jego zastępstwie – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Miłosz, radca prawny i partner w kancelarii Galt.

Dotychczas rada była powoływana na wniosek sędziego-komisarza, który miał też prawo wskazywać i odwoływać jej członków. Od przyszłego roku to wierzyciele będą mieli wpływ na jej działanie, a tym samym na tok prowadzenia spraw. Będą też wyrażać zgodę na część działań dłużnika, a wierzyciele niezadowoleni z działań rady będą mogli zaskarżać podejmowane uchwały.

To wentyl bezpieczeństwa, który pozwala wierzycielom kontrolować działania rady – podkreśla ekspert. – Innym bardzo istotnym uprawnieniem rady jest wpływ na to, kto będzie nadzorcą albo zarządcą w postępowaniu restrukturyzacyjnym. Rada wierzycieli będzie mogła podjąć uchwałę zobowiązującą sąd do zmiany osoby nadzorcy sądowego lub zarządcy.

Jak przekonuje Adam Miłosz, obecnie wierzyciele często nie uczestniczyli w radzie wierzycieli, ponieważ nie widzieli w tym sensu albo po prostu nie były one powoływane.

Rada powinna na pierwszym posiedzeniu przyjąć regulamin działania, który określi tryb posiedzeń, sposób zbierania głosów i zasady współpracy rady z nadzorcą sądowym albo zarządcą oraz dłużnikiem. Istotne jest również to, że decyzje będą mogły być podejmowane przez radę nie tylko na posiedzeniach, lecz także np. mailowo.

Aby zasiadać w radzie, trzeba mieć umocowanie udzielone przez wierzyciela, aczkolwiek warto, żeby taka osoba znała się na prawie upadłościowym i restrukturyzacyjnym, a po drugie, żeby miała uprawnienie do efektywnego podejmowania decyzji – mówi ekspert kancelarii Galt.

Jeśli reprezentant uczestniczący w posiedzeniach rady będzie mógł podejmować decyzje na miejscu i nie będzie od nikogo zależny, jest szansa, że postępowanie będzie się toczyć sprawnie. Dotychczas często zdarzało się, że w radzie zasiadały osoby niedecyzyjne, których jednym zadaniem było przekazywanie informacje do centrali, co znacznie spowalniało proces decyzyjny.

– Jeśli będą to osoby kompetentne, które będą umiały ocenić działania restrukturyzacyjne, dokumenty finansowe i plany biznesowe, to jest szansa, że to instrumentarium, które daje ustawa, się sprawdzi – ocenia Adam Miłosz.

Na rynku nieruchomości biurowych rządzą najemcy. Współczynnik powierzchni niewynajętej wynosi 15 proc.

Grzegorz Strutyński

Rynek powierzchni biurowych dzisiaj zdecydowanie należy do najemców. I choć w II kwartale wykazywali oni rekordową aktywność – podpisano umowy najmu na ponad 220 tys. mkw., to współczynnik pustostanów w kraju kształtuje się w okolicach 15 proc., a w przyszłym roku, jak oceniają deweloperzy, może dojść do 16 proc. Za 2-3 lat powinien być jednak znacząco niższy.

Rynek powierzchni biurowej stał się rynkiem najemcy. To on jest dziś panem sytuacji, a my, jako ten, który dostarcza usługę w postaci biur, musimy się mocno nagimnastykować, żeby go zainteresować – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Strutyński, dyrektor handlowy w grupie deweloperskiej HB Reavis.

Jak wynika z ostatniego raportu MarketView firmy doradczej i inwestycyjnej CBRE, w samej tylko stolicy znajduje się obecnie 4,5 mln mkw. powierzchni biurowej. W budowie jest prawie 40 obiektów biurowych o łącznej powierzchni ponad 630 tys. mkw.

W II kwartale roku aktywność najemców była rekordowo wysoka. Ponad 220 tys. mkw. nowo wynajętej powierzchni świadczy o tym, że firmy chcą lokować swoje siedziby w bardziej nowoczesnych budynkach. Poza tym dobra sytuacja gospodarcza w kraju powoduje, że firmy się rozwijają i potrzebują dodatkowej powierzchni, podobnie jak nowe przedsiębiorstwa zagraniczne wchodzące na polski rynek.

Deweloperzy także są aktywni. Z danych JLL wynika, że w I półroczu na rynku przybyło 345 tys. mkw. nowej powierzchni, z czego na Warszawę przypadło blisko 147 tys. W całym kraju w budowie jest blisko 1,4 mln mkw. nowych biur.

Wzrósł poziom pustostanów, który obecnie wynosi już około 15 proc. z tendencją wzrostową. Pod koniec 2016 roku może to być nawet 16 proc. – mówi Strutyński.

CBRE przewiduje, że w przyszłym roku wskaźnik ten w stolicy może sięgnąć 19 proc. Po 2016 roku sytuacja powinna jednak zacząć się stabilizować.

W Warszawie widać spadek liczby nowych inwestycji budowanych spekulacyjnie [bez wcześniejszych umów najmu – red.], co pewnie spowoduje, że strona podażowa trochę wyhamuje przy rosnącym popycie albo przy dosyć dużej absorpcji netto – prognozuje Grzegorz Strutyński. – Za dwa, trzy lata może to doprowadzić do sytuacji, w której poziom równowagi na rynku zbliży się do około 10 proc., ale to jest optymistyczny scenariusz.

Obecnie – zdaniem Grzegorza Strutyńskiego – najemcy szukają nowoczesnych budynków i powierzchni, które są o wiele bardziej elastyczne i mogą nawet pomóc im zatrzymać pracowników.

To jest bardzo wyraźny trend nie tylko w Warszawie i w Polsce, lecz w ogóle w całym regionie – zauważa dyrektor handlowy HB Reavis.

Podkreśla, że na tle innych miast regionu Warszawa jest zdecydowanym liderem.

Coraz więcej zagrożeń dla systemów IT w firmach. Największe ryzyko stwarzają jednak pracownicy

Paula Januszkiewicz

Nie brak zabezpieczeń i wadliwy system, lecz działania pracowników są największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa IT w firmie. Zatrudnieni używają niedostatecznie złożonych haseł i to tych samych do różnych aplikacji. Nie zdają sobie sprawy z tego, że ściąganie plików czy klikanie w linki z niepewnego źródła może skutkować cyberatakiem na zasoby firmy. Odpowiednie szkolenia pomagają jednak ograniczyć ryzyko. 

– Można by przypuszczać, że technologia IT w firmach działa nie do końca dobrze, ale w dzisiejszych czasach największe ryzyko stwarzają jednak pracownicy, którzy otwierają różnego rodzaju załączniki, nie mając świadomości, jakie zagrożenia mogą nieść – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paula Januszkiewicz, ekspert Hexcode i Cqure w zakresie bezpieczeństwa IT.

Użytkownikcy są najsłabszym ogniwem w systemie ochrony przed cyberatakami. Według ubiegłorocznego badania PwC aż 70 proc. nadużyć wynikało z błędów obecnych lub byłych pracowników firmy, często popełnianych nieświadomie.

Problem w tym, że pracownicy nie są świadomi zagrożeń. Hexcode ma status wyłącznego partnera CQURE Academy, realizującej program edukacyjny Security Expert 2.0. Tego rodzaju przedsięwzięcia szkoleniowe w firmach – zdaniem Januszkiewicz – są istotne i powinny być pierwszym kokiem mającym na celu podniesienie stopnia bezpieczeństwa infrastruktury informatycznej.

– To szkolenia, które nazywamy security awareness, czyli budowanie świadomości bezpieczeństwa wśród pracowników – tłumaczy Paula Januszkiewicz. –Uczą się oni, jak zapobiegać pewnym sytuacjom, jak w ogóle do nich nie dopuszczać. Do tego dochodzi wdrożenie pewnych rozwiązań IT, które mimo wszystko, gdy użytkownik jednak coś kliknie, zrobi coś niewłaściwego, będą w stanie infrastrukturę przed skutkami takich działań zabezpieczyć.

Firmy świadczące usługi bezpieczeństwa informatycznego czekają dobre lata. Jak wynika z raportu firmy PMR, ich przychody w ostatnich latach rosną o blisko 10 proc. rocznie. W 2010 roku rynek rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa IT wart był ponad 659 mln zł, a trzy lata później został wyceniony na blisko 871 mln zł. Analitycy przypuszczają, że w tym roku jego wartość przekroczy 1 mld zł. Oznacza to, że przychody dostawców takich rozwiązań w Polsce rosną mniej więcej dwa razy szybciej niż cała branża IT.

 Jedną z ważniejszych rzeczy, które powinniśmy wdrożyć, jest rozwiązanie, które zapobiega wykonywaniu złośliwego kodu – twierdzi Paula Januszkiewicz. – Po jego implementacji, gdy użytkownik kliknie w złośliwy link i otworzy załącznik, to kod po prostu się nie wykona. Z naszego doświadczenia wynika, że praktycznie żaden klient nie ma wdrożonego takiego rozwiązania, a tego typu ataków jest coraz więcej.

Podkreśla, że sporym problemem jest także brak najprostszych zabezpieczeń w działaniach pracowników, np. związanych z hasłami. Rzadko hasła te są wystarczająco złożone. Zdarza się też, że pracownicy używają tego samego szyfru podczas logowania do rozmaitych kont osobistych i firmowych, a dodatkowo zapisują je w przeglądarce. Problemem nawet nie jest sama siła takiego szyfru, ale jego powtarzalność.

– Firmy i użytkownicy nadal używają haseł w celu uwierzytelniania dostępu. Ale można skorzystać także z innych sposobów, np. smartcard czy uwierzytelnianie odciskiem palca. W najnowszych technologiach Microsoftu, na przykład aplikacji Windows Hello, odbywa się to poprzez przeskanowanie biometrii twarzy. Jest kilka rozwiązań, które niekoniecznie polegają na hasłach, ale oczywiście są one i nadal będą ważne – zauważa Paula Januszkiewicz.

Jak wynika z opracowania firmy Check Point Software Technologies w ciągu każdej godziny przeprowadzanych jest na świecie 106 różnego rodzaju działań wymierzonych w firmę lub organizację. W stosunku do 2013 roku ich liczba wzrosła 48-krotnie.