Profesor Elżbieta Mączyńska, Prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego oraz członek Rady Naukowej Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN komentuje wyniki sondażu TNS Polska dla My Company Polska. „Małe i średnie przedsiębiorstwa potrafią zadbać o swą efektywność, zapewniając przy tym spore wpływy do budżetu” – mówi.
Profesor Elżbieta Mączyńska, Prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego oraz członek Rady Naukowej Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN
Małe i średnie przedsiębiorstwa są solą polskiej gospodarki, która bez ich harmonijnego wzrostu kuleje. Profesor Elżbieta Mączyńska podaje przykład Niemiec, których potęga ekonomiczna w dużej mierze jest wynikiem dbałości o tworzenie dobrych warunków do funkcjonowania MSP. Ten kraj powinien być dla Polski wzorcem. Sektor MSP jest tam wnikliwie monitorowany oraz analizowany przez specjalistyczne instytuty badawcze. Dzięki temu usuwane są wszelkie bariery prawne, organizacyjne, podatkowe, czy edukacyjne. To prawda, że sytuacja w Polsce stopniowo się poprawia, ale niektóre przeszkody w rozwoju MSP nadal pozostają bez zmian – to przede wszystkim nieprzejrzystość i złożoność prawa. Według badań przeprowadzonych przez TNS Polska dla My Company Polska ponad połowa respondentów (52%) uważa, że niejasne przepisy prawa są głównym hamulcem rozwoju ich firm. Przez to małe i średnie przedsiębiorstwa znajdują się na gorszej pozycji w konfrontacji z większymi firmami, które stać na kosztowną obsługę prawną. Urzędowy galimatias interpretacyjny, szczególnie w przypadku prawa podatkowego, zwiększa koszty transakcyjne w działalności gospodarczej. Przez to produktywność w gospodarce oraz wydajność pracy są niższe niż w wielu innych krajach. Dodatkowo mamy do czynienia z powolnością machiny sądowej.
Zdaniem prof. Elżbiety Mączyńskiej, małe i średnie przedsiębiorstwa wymagają troskliwego podejścia w polityce społeczno-gospodarczej. To gazele gospodarki, wywierające na nią ożywczy wpływ, które niestety mogą zginąć w chorym środowisku gospodarczym, zwłaszcza prawnym. A za to odpowiedzialne jest państwo. Jednym z podstawowych zadań nowego rządu powinno być usunięcie głównego hamulca ich rozwoju – niejasność przepisów prawnych.
Dobrą pozycję negocjacyjną, jaką obecnie mają najemcy warszawskich biur, wykorzystują nie tylko globalne firmy i polskie przedsiębiorstwa, ale także coraz liczniej instytucje państwowe
Źródło fot. Walter Herz
Na warszawskim rynku biurowym warunki dyktują dziś najemcy. Duży wybór wolnej powierzchni biurowej i wciąż rosnąca podaż stawia firmy poszukujące biur w dogodnej sytuacji, sprzyjającej negocjacjom. Walkę o najemców toczą właściciele budowanych, modernizowanych i istniejących obiektów biurowych.
Małgorzata Brawura-Biskupska z firmy doradczej Walter Herz zauważa lekką tendencję zniżkową, jaka notują obecnie w Warszawie stawki czynszowe za wynajem powierzchni biurowej. – Właściciele biurowców, którzy oferują konkurencyjne ceny nie mogą jednak narzekać na brak chętnych, ponieważ popyt na stołeczne biura utrzymuje się wysokim poziomie. W ostatnich miesiącach wynajęta została w Warszawie rekordowo duża ilość powierzchni, co biorąc pod uwagę konkurencyjność rynku, najlepiej świadczy o tym, jak dużą skłonność do ustępstw mają obecnie właściciele budynków biurowych – mówi Małgorzata Brawura-Biskupska.
Rekordowe umowy najmu
Warszawa ze względu na swój potencjał ekonomiczny, kapitał ludzki, jakim dysponuje i coraz większą dostępność wysokiej klasy powierzchni biurowej to atrakcyjny rynek dla zachodnich firm i światowych korporacji. Zagraniczne firmy chętnie lokują w stolicy Polski swoje biura regionalne i centra usług dla biznesu. Stąd nienotowane dotychczas wyniki wynajmu powierzchni biurowej. Sytuację na rynku dobrze ilustruje umowa podpisana w pierwszej połowie bieżącego roku przez firmę Samsung na wynajem aż 21 tys. m kw. powierzchni w kompleksie Warsaw Spire.
Wpływ na popyt ma nie tylko zapotrzebowanie na powierzchnię zgłaszane przez wchodzące do naszego kraju zagraniczne firmy. Także rodzime przedsiębiorstwa lokują swoje siedziby w komfortowych biurach. Coraz aktywniejsze na warszawskim rynku biurowym są również instytucje administracji państwowej, które jak podaje firma Walter Herz, stają się silną grupą najemców.
Największe rabaty w realizowanych obiektach
Małgorzata Brawura-Biskupska przyznaje, że na konkurencyjnym warszawskim rynku na największe rabaty mogą liczyć firmy, które decydują się na wynajęcie powierzchni biurowej w obiektach będących w trakcie budowy. – W takich przypadkach efektywne stawki najmu, po rozliczeniu wakacji czynszowych, mogą okazać się niezwykle korzystne. Najemcy, którzy są skłonni podpisać umowę w trakcie budowy obiektu mogą liczyć na stawki na poziomie tych, które obowiązują w niższej klasy budynkach, czy inwestycjach gorzej zlokalizowanych, przyznaje reprezentantka Walter Herz.
– Firmy które podpisują umowy przednajmu, poza atrakcyjnym czynszem, mogą liczyć także na takie bonusy, logotyp umieszczony na elewacji budynku, czy zyskać niestandardową aranżację biura. Wynajmujący oferują również dodatkowe pakiety zachęt na aranżacje, relokacje, czy umeblowanie i przystają na elastyczniejsze zapisy w umowach. Dotyczą one na przykład możliwości ekspansji powierzchni wraz z rozwojem firmy, czy wyłączności na prowadzenie określonej działalności w budynku. Najwięksi najemcy mogą mieć też wpływ na wybór dostawców usług w budynku, np. operatora kantyny, dodaje Małgorzata Brawura-Biskupska.
Zdaniem Małgorzaty Brawury-Biskupskiej rozkład budynku ma szczególnie duże znaczenie dla instytucji państwowych, od których firma Walter Herz dostaje w ostatnim czasie coraz więcej zapytań ofertowych. – Urzędy zwykle poszukują powierzchni biurowej w układzie gabinetowym. Szczególne wymagania co do lokalizacji i samych budynków zależą od poszczególnych instytucji państwowych. Biurowiec nie musi być usytuowany w centrum, ale jego położenie powinno zapewniać dobrą infrastrukturę i dostęp do środków transportu publicznego. Układ wewnętrzny budynku musi być też dostosowany do potrzeb danej instytucji. Warunkiem podpisania umowy przez najemców instytucjonalnych jest wyrażenie czynszu w złotych, a często także spełnienie różnego rodzaju wymagań indywidualnych związanych z procedurami obowiązującymi w danej instytucji – przyznaje.
Budynki dla administracji państwowej
Ze względów proceduralnych niektóre jednostki administracji państwowej poszukują do wynajęcia całych budynków biurowych. Także inwestorzy starają się zainteresować swoimi projektami instytucje państwowe. Jednym z obiektów biurowych, jaki komercjalizuje firma Walter Harz jest inwestycja przy ul. Ciołka 12A na warszawskiej Woli. To kolejny projekt w tej lokalizacji inwestora, w którego ośmiu innych biurowcach ulokowało już swoje siedziby wiele instytucji publicznych. Przedstawicielka Walter Herz przyznaje, że plan budowy kolejnego biurowca powstał z myślą o najemcy instytucjonalnym.
Małgorzata Brawura-Biskupska informuje, że jednostki administracyjne najczęściej przenoszą się ze starszych budynków do nowych chcąc zoptymalizować koszty związane z utrzymaniem biur. Jakość powierzchni biurowej i stan techniczny obiektów, jakie zajmują urzędy często odbiega od przyjętych obecnie standardów. Przy czym, instytucje państwowe rzadko podejmują się teraz samodzielnej budowy i zarządzania własnymi budynkami, chcąc skoncentrować się wyłącznie na realizacji zadań statutowych.
Aktywność podmiotów instytucjonalnych
W tym roku największą umową najmu, podpisaną przez publicznego najemcę był kontrakt zawarty przez Powszechny Zakład Ubezpieczeń na wynajem 17,5 tys. m kw. powierzchni w budynku Konstruktorska Business Center. Małgorzata Brawura-Biskupska przypomina również, że Centrum Unijnych Projektów Transportowych wynajęło 6 200 m kw. biur w powstającym przy rondzie Daszyńskiego kompleksie Warsaw Spire, a dodatkowe 5 000 m kw. zajęły spółki z grupy Poczty Polskiej w budynku Domaniewska Office HUB na Mokotowie. – Ponadto, Ministerstwo Spraw Zagranicznych wynajęło centralnie zlokalizowany budynek Foksal City, a Urząd Komunikacji Elektronicznej wszedł do biurowca przy ul. Kasprzaka. Niedawno także Polskie Sieci Elektroenergetyczne ulokowały się przy al. Jerozolimskich w inwestycji Delta Eurocentrum Office Complex na powierzchni 6 300 m kw., wylicza przedstawicielka Walter Herz.
Nowe warszawskie biurowce budują swoją przewagę konkurencyjną, oferując dodatkowe funkcjonalności na terenie kompleksów i w samych budynkach. Najemcy wysokiej klasy obiektów mają do dyspozycji na miejscu różnego rodzaju placówki usługowe, punkty handlowe, restauracje, kawiarnie, atrakcyjnie zaaranżowane miejsca do odpoczynku i rekreacji, a nawet fitness cluby i przedszkola. Tego typu udogodnieniami skutecznie przyciągają najemców. Chcąc dotrzymać kroku konkurencji, coraz więcej podobnych wygód oferują również budynki klasy B i modernizowane obiekty biurowe.
Nowy Opel Astra trafi do sprzedaży w listopadzie, a już cieszy się dużym zainteresowaniem. Opel otrzymał ponad 30 tys. zamówień na nowy model. Koncern właśnie uruchomił regularną produkcję piątej generacji Astry w fabryce Gliwicach. Takie zlecenie dla zakładu jest ważne zarówno dla regionu, jak i dla całej branży motoryzacyjnej.
– W tym roku idziemy na wynik 640-650 tys. sztuk wyprodukowanych w Polsce po 584 tys. w zeszłym roku. Cały wzrost bierze się z podwojenia produkcji Opla w Gliwicach, co pokazuje, że ten koncern dokonał głębokiej restrukturyzacji, wzmocnił potencjał wytwórczy w Polsce. Tu w Gliwicach Opel trafił na bardzo dobre warunki, świetną kadrę, dobre zaplecze instytutów Politechniki Śląskiej i kapitalną załogę, która ściga się ze światem w jakości produkowanych samochodów – mówi agencji Newseria Biznes wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński.
Jak podkreśla, decyzja o produkcji w Gliwicach kolejnego nowego i technicznie zaawansowanego modelu marki Opel potwierdza wszechstronność i doświadczenie polskiego zespołu.
– To potwierdza walory Polski w wymiarze globalnym, a jednocześnie buduje dodatkowe zapotrzebowanie na części, akcesoria i podzespoły. Jesteśmy szóstą montownią nowych samochodów osobowych w Europie, ale największym producentem i eksportem części, akcesoriów i podzespołów samochodowych. Na tym budujemy nasze przewagi – mówi Piechociński.
Astra jest jednym z najchętniej wybieranych samochodów w Polsce w okresie ostatnich 20 lat. Jak wynika z danych Instytutu Samar, w ubiegłym roku była czwartym najchętniej wybieranym przez klientów modelem. Uwzględniając statystyki dotyczące wszystkich generacji Astry od 1991 roku w Polsce, model ten zajmuje trzecie miejsce.
Koncern liczy, że nowa wersja powtórzy rynkowy sukces poprzedników. Przesłanki do takiego scenariusza już są – jeszcze przed premierą klienci złożyli zamówienia na 30 tys. sztuk nowego modelu.
– Jesteśmy bardzo ucieszeni informacją, że jest 30 tys. zamówień złożonych zanim zaczęliśmy sprzedaż. Entuzjazm klientów powoduje, że nasze plany będą musiały być zweryfikowane w górę – mówi Andrzej Korpak, dyrektor General Motors Manufacturing Poland.
Astra jest najlepszym spośród produkowanych do tej pory modeli Opla. Gliwicka fabryka zwiększyła zatrudnienie o 450 osób. Dodatkowo przy produkcji Astry przez następne dwa lata pracować będą pracownicy zakładu w Tychach, który teraz jest przebudowywany. Dostosowanie fabryki do nowej produkcji kosztowało ok. 150 mln euro – za tę kwotę m.in. wybudowano trzy dodatkowe hale, zainstalowano nowe matryce w tłoczniach i unowocześniono spawalnie.
– Zwiększyliśmy automatyzację spawalni. Jak otwieraliśmy ten zakład 17 lat temu, to automatyzowana linia stanowiła 20 proc. była, a manualna – 80 proc. Teraz proporcje są odwrotne. To jest duża inwestycja w roboty najnowszej generacji. To kosztuje, ale zwraca się w jakości – wyjaśnia Andrzej Korpak.
Wyróżnikami nowej generacji jest m.in. nowoczesny design i rozwiązania technologiczne na najwyższym poziomie. Auto posiada innowacyjny system wsparcia kierowcy OnStar, który może automatycznie wzywać pomoc w razie wypadku, zlokalizować auto i przeprowadzić zdalną diagnostykę.
W aucie zastosowano także wiele innowacyjnych rozwiązań, m.in. nieoślepiające matrycowe reflektory Intellilux LED. Samochód jest lżejszy od poprzedniej wersji o 200 kg, jest ponadto bardziej przestronny i ma bardziej aerodynamiczną sylwetkę. Jest napędzany nowo opracowanymi oszczędnymi silnikami.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego osoby po 65 roku życia stanowią w Polsce około 16 proc. W 2050 roku będzie to już 32,7 proc. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że stosunek osób niepracujących (w wieku 65+) do ogółu zatrudnionych wzrośnie w Polsce w 2060 r. z obecnych 33 proc. do ponad 80 proc.Problem wykluczenia osób starszych jest jednak nie tylko zagadnieniem ekonomicznym, ale także społecznym. Dlatego firma doradcza Deloitte zaangażowała się w pomoc seniorom. W najbliższą niedzielę pracownicy Deloitte włączą się w obchody Międzynarodowego Dnia Osób Starszych, obchodzonego m.in. w warszawskim Parku Saskim. Współorganizatorem imprezy jest Ogólnopolskie Stowarzyszenie „mali bracia Ubogich”.
Międzynarodowy Dzień Osób Starszych został ustanowiony przez Organizację Narodów Zjednoczonych 25 lat temu. Obchodzony jest 1 października. Święto zostało ustanowione po to, aby zwrócić uwagę na problemy osób starszych, wzmocnić obraz starzenia się jako naturalnego procesu oraz zachęcić do dyskusji na temat problemów ludzi dojrzałych. W tym roku warszawskie obchody tego święta odbędą się 4 października w Parku Saskim. Jednym z wystawców podczas niedzielnego pikniku będzie Ogólnopolskie Stowarzyszenie „mali bracia Ubogich”. Tego dnia będzie można bezpłatnie porozmawiać z prawnikiem, psychologiem, a także zapoznać się z ofertą zajęć dla seniorów. Dostępne będą też informacje o „Telefonie Zaufania dla osób starszych”, a osoby, którym bliskie są problemy najstarszego pokolenia zyskają możliwość podpisania „Apelu o poszanowanie godności osób bez względu na wiek”. Apel ten jest także dostępny na stronie Stowarzyszenia. W Parku Saskim będą również obecni pracownicy Deloitte, którzy tego dnia wcielą się w rolę wolontariuszy.
Współpraca pomiędzy Deloitte a Stowarzyszeniem „mali bracia Ubogich” nie ograniczy się jedynie do wsparcia polskich obchodów Międzynarodowego Dnia Osób Starszych. Pracownicy Deloitte zaangażują się także w organizację spotkań wigilijnych dla członków Stowarzyszenia, jak również w inicjatywy z okazji Dnia Babci i Dziadka. „Poprzez nasze działania chcemy dotrzeć nie tylko do potrzebujących, samotnych seniorów, ale także uświadomić opinii publicznej, jak ważne są potrzeby osób starszych, a jednocześnie jak niepokojące jest zjawisko ich wykluczenia. W Deloitte bliska jest nam idea, że godność się nie starzeje, a seniorzy zasługują na więcej uwagi” – mówi Ewa Suszek, Koordynator projektu ze strony Deloitte.
Od strony ekonomicznej, o potencjale usług dla tej grupy społecznej będzie mowa podczas tegorocznej edycji Kongresu Senioralnego, który odbędzie się w 6 października. Eksperci Deloitte Renata Onisk i Michał Turczyk będą tam mówić o rozwoju nowej w Polsce gałęzi gospodarki skierowanej właśnie do osób starszych, tzw. gospodarki srebrnej.
17 celów, 169 zadań i 304 wskaźniki – rządy krajów na świecie przyjęły założenia, dzięki którym do 2030 r. ludziom ma się żyć lepiej, zdrowiej i bezpieczniej. Cele ONZ to nie tylko sprawa rządów. Światowe i polskie firmy udowadniają, że mogą realnie przyczynić się do ich realizacji. Niektóre robią to zresztą każdego dnia – prowadząc odpowiedzialny biznes. I tak od wielu lat.
Dla wielu firm nowe wytyczne to coś więcej niż uniwersalne cele, pobożne życzenia czy plany na bliżej nieokreśloną przyszłość. To ważne elementy ich strategii biznesowej.
17 celów ONZ w praktyce
Przykład Kompanii Piwowarskiej (KP), największej firmy piwowarskiej w Polsce pokazuje, że prowadzenie biznesu w sposób odpowiedzialny i zrównoważony przynosi rozwój i dobrobyt społecznościom wokół nas.
– Zrównoważony rozwój leży u podstawy naszego biznesu. Zdajemy sobie sprawę, że jego trwałość zależy od kondycji ekonomicznej i społecznej naszego otoczenia oraz odpowiedzialnego gospodarowania zasobami naturalnymi. Dlatego zintegrowaliśmy te zagadnienia w podejściu „Postaw na piwo”. Każdego dnia warząc piwo, współpracując z dostawcami czy klientami wiemy, że przyczyniamy się do realizacji wspólnej wizji Narodów Zjednoczonych. To wspaniałe uczucie! – skomentował Paweł Kwiatkowski, rzecznik prasowy Kompanii Piwowarskiej.
Rozwój biznesu i społeczności, odpowiedzialne spożycie alkoholu, oszczędzanie wody, czyste środowisko i wydajne i przyjazne uprawy to 5 źródeł wzrostu uznanych przez KP za kluczowe dla prowadzenia odpowiedzialnego biznesu piwowarskiego. Jak w praktyce browary za ich pośrednictwem przyczyniają się do realizacji celów ONZ?
Wsparcie małych przedsiębiorstw
Jednym z celów firmy do 2020 r. jest wsparcie 13,5 tysiąca małych i średnich firm w Polsce i ponad 500 tysięcy biznesów na świecie, w ramach grupy SABMiller, do której należy Kompania. Współpracującym z browarami właścicielom małych sklepów czy pubów firma dostarcza nie tylko ulubione piwa Polaków, ale także wiedzę i rozwiązania służące dalszemu rozwojowi tych biznesów. W grę wchodzą szkolenia z zakresu zarządzania kategorią piwa i budowania kultury piwnej oraz rekomendacje dotyczące asortymentu pozwalającego przyciągać kolejnych konsumentów. Dzięki takiemu podejściu, przedsiębiorcy zwiększają swoją konkurencyjność na rynku i uzyskują realne korzyści w postaci wzrostu sprzedaży. A to już pierwszy krok do poprawy dobrobytu ich rodzin i najbliższych. W ubiegłym roku KP objęła takim programem prawie 4 tysiące firm. Podobny projekt SABMiller w Ameryce Łacińskiej pozwoli wesprzeć do 2020 r. 190 tysięcy właścicieli sklepów, z których 70 procent stanowią kobiety. Szacuje się, że w ten sposób pośrednio uda się pomóc ponad 750 tysiącom ludzi w tym obszarze.
– Do roku 2020 chcemy w Europie realizować ambitny cel zakładający poprawę źródeł utrzymania 77 500 drobnych przedsiębiorców działających w tym regionie. Jesteśmy przekonani, że możemy też zadbać o podniesienie dobrobytu społeczności, wśród których działamy, wspierając tworzenie miejsc pracy i zapewniając dodatkowe możliwości lokalnym przedsiębiorcom. – podsumowała Sue Clark, dyrektor generalny SABMiller w Europie.
Woda na wagę złota
Woda to źródło życia i największe dobro, dlatego ochrona tego źródła dotyczy każdego z nas. Kompania Piwowarska należy do czołówki browarów na świecie pod względem oszczędzania wody, zużywając jedynie 2,85 hl wody na hl piwa, podczas gdy średnio w polskich browarach zużywa się około 4-6 hl, a w niektórych – nawet 10 hl. Grupa SABMiller wprowadza dobre praktyki na wszystkich rynkach, na których jest obecna. W mieście Neemrana, w Rajasthanie (Indie) działania na rzecz oszczędzania wody i poprawy infrastruktury upraw doprowadziły do podniesienia poziomu wody na tym obszarze o 23%, średnia produktywność na hektarze upraw zwiększyła się o 235,5 procenta, a średni dochód netto – wzrósł o 21%.
Dbałość o czyste środowisko
Kompania Piwowarska prowadzi także działania mające na celu obniżanie emisji dwutlenku węgla i zmniejszanie poziomu odpadów we własnych browarach, pomagając przy tym dostawcom, klientom i lokalnym środowiskom realizować ten cel. Na najbliższe lata zaplanowano zmniejszenie poziomu emisji dwutlenku węgla w przeliczeniu na 1 litr piwa o 25% w całym łańcuchu wartości (w stosunku do poziomu z roku 2010). Cel ten realizowany jest poprzez zakup wyłącznie przyjaznych dla środowiska lodówek, wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, redukcję gramatury opakowań, modernizację floty ciężarowej czy programy szkoleniowe dla kierowców z zakresu ekologicznej jazdy.
Zgodnie z polityką ONZ, kluczem do sukcesu wszystkich ambitnych celów ma być tworzenie partnerstw i szeroka współpraca firm, instytucji i rządów na rzecz zrównoważonego rozwoju. Firmy, jak SABMiller i należąca do niej Kompania Piwowarska już wyraziły swoją otwartość na takie rozwiązanie. Czas pokaże jak wiele jeszcze można zdziałać prowadząc „biznes jak co dzień”.
– Jesteśmy gotowi do tego by, poprzez działania naszej firmy i w ramach partnerskiej współpracy, pokazywać innym jak biznes może wspierać rozwiązywanie największych światowych wyzwań. – skomentował Alan Clark, prezes SABMiller.
Z założenia, nowe cele ONZ zastępują 8 celów milenijnych z roku 2000, które przyczyniły się m.in. do wyprowadzenia ze skrajnego ubóstwa ponad miliarda osób, eliminacji nierówności między kobietami i mężczyznami w dostępie do edukacji oraz zapewnienia 91 procentom mieszkańców świata dostępu do źródła wody pitnej.
Do użytkowanych obecnie pięciu i-ROAD-ów dołączy 25 elektrycznych mikrosamochodów COMS, czterokołowych pojazdów produkowanych przez Toyota Auto Body. Pozwoli to użytkownikom dobrać środek transportu do ich potrzeb i upodobań.
1 z 17
Na podstawie zebranych dotąd opinii wybrano 30 nowych lokalizacji dla stacji ładowania i odbioru pojazdów. Nowe stacje znalazły się m.in. przy głównych dworcach kolejowych Tokio. Wynajęty pojazd można oddać w dowolnym punkcie należącym do systemu, zatem opłaty pokrywają rzeczywisty czas podróży. Przez następne 6 miesięcy Toyota i Park24 będą prowadziły badania trafności wyboru lokalizacji stacji ładowania.
Pierwsza faza programu była adresowana do wąskiej grupy klientów biznesowych i wybranych użytkowników indywidualnych. Od października będą mogli w nim uczestniczyć wszyscy chętni.
Program jest oparty na Ha:mo, systemie niskoemisyjnego transportu publicznego. Toyota i Park24 wypracowały dzięki zebranym dotąd doświadczeniom nowe rozwiązania, obejmujące m.in. udoskonaloną wersję systemu zarządzania pojazdami. Zamiast karty magnetycznej, użytkownicy będą się posługiwali smartfonami do odblokowywania pojazdów oraz ich zdawania po zakończeniu podróży. Ha:mo umożliwia korzystanie z samochodów o każdej porze dnia i nocy.
Zebrane dotąd dane pozwoliły udoskonalić system od strony komfortu użytkownika oraz dopracować szczegółowe zagadnienia, np. procedurę wypożyczania i uruchamiania samochodu. Celem dalszych prac jest rozwój programu w takich dziedzinach jak ułatwianie korzystania z serwisu, zaspokajanie możliwie wszystkich potrzeb klientów indywidualnych i biznesowych, rozbudowa sieci punktów odbioru pojazdów o kolejne strategiczne lokalizacje oraz integrowanie systemu z siecią transportu publicznego.
Pilotażowy program Car Plus & Ha:mo ma doprowadzić do komercjalizacji nowego systemu transportu miejskiego, uwzględniającego pełną integrację z programem wynajmu krótkoterminowego. Nowy system da mieszkańcom miast więcej swobody oraz przyczyni się do stworzenia społeczeństwa niskoemisyjnego, w pełni korzystającego z wygód miejskiego życia.
Podobne systemy oparte na Ha:mo działają już w Grenoble we Francji i w Toyota City w Japonii. Trzyletni program testowy w Grenoble wystartował w październiku 2014 roku. W jego ramach Toyota nie tylko dostarcza 35 i-ROAD-ów i 35 COMS-ów, ale jest także odpowiedzialna za system zarządzania car-sharingiem.
Toyota i-ROAD to niewielki pojazd elektryczny, przypominający w pełni zabudowany motocykl. Łączy te zalety samochodów i motocykli, które mają największy wpływ na efektywne poruszanie się w mieście. Jest wąski i zwrotny jak jednoślad, ale zapewnia stabilność, bezpieczeństwo i izolację od deszczu, spalin i hałasu, pozwalając cieszyć się spokojną rozmową lub muzyką. Nowatorskie trzykołowe podwozie dostarcza wyjątkowych wrażeń z jazdy oraz doskonale amortyzuje nierówności nawierzchni. Co szczególnie istotne, na jednym miejscu parkingowym mieszczą się cztery i-ROAD-y.
Pojazd ważący 300 kg napędzają dwa silniki elektryczne o mocy 2kW, które dzięki energii zgromadzonej w bateriach litowo-jonowych zapewniają zasięg 50 km. Dodatkowo, nowatorski system Active Lean pozwala kierowcy w łatwy sposób kontrolować wychylenie pojazdu i gwarantuje stabilną jazdę. Dzięki niemu wrażenia z jazdy i-ROAD-em są jedyne w swoim rodzaju.
Druga faza programu pilotażowego Car Plus & Ha:mo
Okres
Od 20 października 2015 do 31 marca 2016
Lokalizacje
30 stacji w 5 okręgach Tokio: Chiyoda, Chuo, Koto, Minato i Bunkyo
Liczba pojazdów
i-Road: 5 pojazdów
COMS: 25 pojazdów
Ceny
i-Road: 412 jenów za 15 min. (z podatkiem)
COMS: 206 jenów za 15 min. (z podatkiem)
Sprawna rekrutacja kandydatów z branży IT to duże wyzwanie dla firm. Na tym rynku to często pracownik, a nie pracodawca, dyktuje warunki. Z uwagi na specyfikę sektora szczególnie istotna jest dbałość o candidate experience, niestandardowe podejście i krótki czas procesu rekrutacyjnego. Eksperci eRecruiter wspólnie ze specjalistami HR z branży IT przygotowali kilka wskazówek, których warto się trzymać w poszukiwaniach specjalisty ds. IT. Zwłaszcza, że zapotrzebowanie na tego typu kandydatów stale rośnie. Jak wynika z danych Pracuj.pl, w I półroczu 2015 roku na rynku pojawiło się ponad 30 tys. ofert z branży IT – aż o 10 proc. więcej w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.
– Wspieramy wielu pracodawców, którzy poszukują pracowników z sektora IT, w zarządzaniu projektami rekrutacyjnymi i widzimy, jak duża jest specyfika tego procesu. To bardzo wymagający rynek, na którym w związku z globalizacją i informatyzacją usług, specjaliści są na wagę złota. Dlatego rekrutacje muszą być profesjonalne i w większym stopniu nastawione na kandydata. Chodzi m.in. o stały kontakt czy rzetelną informację zwrotną na każdym etapie procesu. Są jednak również elementy specyficzne, o których warto pamiętać, bo to często one decydują o powodzeniu procesu rekrutacyjnego – mówi Izabela Bartnicka, ekspert eRecruiter.
Po pierwsze, zadbaj o szybki czas realizacji procesu rekrutacji
Każdy specjalista ds. rekrutacji wie, że prowadząc rekrutację w branży IT powinien się sprężać. Przedłużanie procesu może skłonić kandydata do przyjęcia konkurencyjnej oferty pracy. Dlatego trzeba zadbać o to, by zachowując wszystkie standardy związane z rekrutacją, utrzymać wysoką jakość przy równie wysokim tempie pracy. Jak wskazuje Agnieszka Knoll z Concare IT, w ich firmie praktyką jest podejmowanie decyzji o przyjęciu danego pracownika w trakcie pierwszego spotkania. – Nasze rekrutacje są kilkuetapowe i na tle innych branż ekspresowe. To pozwala nam uniknąć zagrożenia, że konkurencja nas ubiegnie i przed nami zatrudni wartościowego pracownika. Na początku kandydaci wypełniają formularz, który jest szczegółowy, miarodajny i zbiera informacje związane z kompetencjami kandydata, co daje nam pełniejsze wyobrażenie, że dana osoba będzie odpowiadała naszym wymaganiom. Następnie z wybranymi kandydatami prowadzimy telefoniczne rozmowy rekrutacyjne. Zapraszając wybrane osoby na spotkanie z udziałem osoby decyzyjnej (przyszły lider, manager bądź dyrektor), które jest ostatnim etapem, zakładamy, że to potencjalnie nowy członek naszego zespołu. Jeżeli rozmowa przebiegnie pomyślnie bardzo często od razu informujemy go o pozytywnej decyzji składając ofertę pracy – mówi Agnieszka Knoll.
Po drugie, postaw na candidate experience
Specjaliści od rekrutacji w branży IT muszą zdobyć mistrzostwo w dziedzinie kontaktu z kandydatami na każdym etapie procesu – od udzielania im profesjonalnej informacji zwrotnej po podtrzymywanie relacji już po zakończeniu rekrutacji. Wszystko po to, aby nie utracić potencjalnych perełek, których możemy potrzebować w przyszłości. Jednak informowanie o tych podstawowych rzeczach pozostaje dla wielu firm wyzwaniem. – Ciągle słyszę od nowych współpracowników i przyjaciół, że w przypadku wielu procesów rekrutacyjnych nie otrzymywali żadnej odpowiedzi od przedstawicieli firmy, w której starali się o pracę. Jest to niedopuszczalne, bo dla kandydata proces szukania pracy to często stresujący czas, a brak kontaktu ze strony pracodawcy tylko ten stres potęguje – mówi Karolina Wąsala z Ganymede.
Po trzecie, nie ufaj stereotypom
Wielu specjalistów zajmujących się rekrutacją zakłada, że osoba, która często zmienia pracę, nie jest najlepszym kandydatem na pracownika. Przyjmuje się, że taki kandydat będzie miał raczej luźny stosunek do swoich obowiązków i nie przywiąże się do nowego pracodawcy. Jednak w przypadku pracowników z branży IT, takie założenie często nie ma żadnego uzasadnienia. Specyfiką sektora jest praca projektowa, która zazwyczaj ma z góry narzucone ramy czasowe i dlatego niektórzy po zakończonym projekcie, decydują się na zmianę pracodawcy. W związku z tym założenie, że pracownik będzie nielojalny ze względu na częstotliwość zmiany pracy traci na znaczeniu.
Po czwarte, pamiętaj, że liczy się nie tylko wiedza, ale i chęć rozwoju
Rekrutacja w IT najczęściej wymaga włączenia do procesu ekspertów merytorycznych, którzy znają się na specyfice branży. Udział osób znających chociażby specyficzny język IT w rekrutacji to dodatkowa wartość, która pozwala w szybki i wyczerpujący sposób przekazać informacje, które interesują kandydata, oraz zweryfikować jego wiedzę. Jednak najbardziej wartościowy pracownik to nie tylko ten, który ma dużą wiedzę techniczną czy zna różne języki programowania. Równie istotna jest motywacja do zdobywania nowej wiedzy i chęć rozwoju. To często dużo istotniejsze niż zgromadzona wiedza. Warto być na to wyczulonym, bo najgorsze, co może zrobić rekruter, to odrzucić talent ze względów biurokratycznych.
Po piąte, przykładaj wagę do employer branding
„Pracodawca z wyboru” to nie tylko chwytliwy termin, ale również realny cel, do którego powinni dążyć przedsiębiorcy. Dzięki temu kandydaci będą mieli pewność, że starają się o posadę w firmie, która może zapewnić im stabilny rozwój. – Według mnie najwięcej można dziś zyskać, dzięki przemyślanej strategii employer brandingu. W naszej firmie najważniejszym przedsięwzięciem w tym obszarze jest Akademia Ganymede, którą z powodzeniem prowadziliśmy cały ubiegły rok akademicki. Chcemy dać się poznać kandydatowi jako pracodawca otwarty na inicjatywy i nowe możliwości, taki, który pomaga w rozwijaniu własnych umiejętności – mówi Karolina Wąsala z Ganymede.
Główna zasada selekcji i zatrudnienia pracownika z branży IT to umiejętność łączenia profesjonalizmu i złotych zasad procesu rekrutacji z nieszablonowym podejściem. Dzięki temu firma już podczas pierwszego kontaktu z kandydatem zapozna go z obowiązującą kulturą organizacyjną i z pewnością zwiększy szanse na przyciągnięcie do siebie najlepszych. Prawdziwe talenty potrzebują odpowiedniej kombinacji dobrych warunków pracy z możliwością rozwoju w firmie o ugruntowanej pozycji. Warto udowodnić, że jest się takim pracodawcą, zaczynając od profesjonalnego procesu rekrutacji.
Problemy w Azji to nie tylko Chiny. Japonia, pomimo olbrzymich środków pompowanych przez Bank Japonii w gospodarkę, w dalszym ciągu nie wraca na ścieżkę wzrostu. Polski rząd przyjął budżet na 2016 rok.
Chiny, pomimo spowolnienia w gospodarce, w dalszym ciągu inwestują w złoto. W dalszym ciągu, gdyż zdaniem analityków robiły to cały czas, teraz po prostu się do tego przyznają. Tym razem poinformowały o wzroście rezerw o “zaledwie” 1%. “Zaledwie”, gdyż w lipcu niespodziewanie poinformowano o wzroście o 60%. Była to wtedy pierwsza oficjalna informacja od ponad 6 lat. Obecnie kraj ten wyraźnie stara się przejść na znacznie wyższy poziom transparentności. Nie wiadomo czy jest to efektem zwalniającej gospodarki, czy chęci spełnienia oczekiwań Międzynarodowego Funduszu Walutowego i dołączenia juana do grona walut światowych. Taki ruch mógłby osłabić dolara, który to obecnie jest w tamtym rejonie świata główną walutą.
Rząd Polski przyjął projekt budżetu na 2016 rok. Zakłada on deficyt budżetowy na poziomie 54,6 mld zł, co jak na rok wyborczy jest podejrzanie niskim wynikiem. Wynosi on co prawda 2,8% PKB, co sugeruje, że przy kilku niedoszacowaniach, które w latach wyborczych mogą się zdarzyć może szybko przekroczyć 3% i wrócimy do procedury nadmiernego deficytu. Nie muszą to być zresztą niedoszacowania. Jeżeli wierzyć badaniom opinii publicznej w nowym sejmie będzie inna koalicja rządowa i jeżeli będzie ona chciała zrealizować swoje zapowiedzi ciężko będzie się zmieścić poniżej progu 3%. Tym bardziej, że partie te nie stawiają sobie za główny cel przestrzegania tego typu ograniczeń. Powrót do procedury nadmiernego deficytu powinien powodować osłabianie się złotego względem głównych walut.
Wczoraj poznaliśmy dobre dane z Wielkiej Brytanii. Wnioski o kredyt hipoteczny nieznacznie wzrosły, natomiast pozytywnym zaskoczeniem okazała się sprzedaż detaliczna. Indeks wzrósł z oczekiwanych 28 pkt do 49 pkt. W Niemczech wstępne dane na temat wzrostu cen mówią o minimalnej deflacji. -0,2% zamiast -0,1% to z jednej strony nie duża różnica, ale wystarczyło by na rynkach akcenty przesunęły się na drugą stronę oceanu. Tym bardziej, że opublikowany wczoraj indeks zaufania konsumentów, pomimo oczekiwanych spadków, wzrósł.
W nocy poznaliśmy dane z Japonii. Kraj ten po pierwszych sukcesach nowej polityki gospodarczej znów przeżywa gorszy moment. Gorzej od oczekiwań wypadły zarówno produkcja przemysłowa, jak i sprzedaż detaliczna. To ważne parametry do prognozowania zmian PKB.
Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:
10:30 – Wielka Brytania – PKB,
14:00 – Polska – Inflacja konsumencka – wstępne dane,
14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Eksperci twierdzą, że za 10-20 lat będziemy świadkami czwartej rewolucji przemysłowej, która polegać będzie na wykorzystaniu technik informacyjnych w klasycznych gałęziach przemysłu. W ślad za ideą „Przemysłu 4.0”, 21-22 października 2015 r. we Wrocławiu, odbędzie się już druga edycja Konferencji Fabryka Przyszłości, której celem jest propagowanie wiedzy o istniejących i tworzonych technologiach, realizujących tę ideę.
Program Konferencji
Podczas konferencji przedstawione zostaną inicjatywy świata nauki i przemysłu służące wykreowaniu inteligentnego przedsiębiorstwa zdolnego maksymalnie optymalizować proces produkcji. Będzie to okazja do spotkania i wymiany poglądów z krajowymi i zagranicznymi ekspertami z zakresu automatyki przemysłowej oraz przedstawicielami przodujących uczelni technicznych w Polsce. Konferencję reprezentują wyższe uczelnie techniczne oraz nowoczesne przedsiębiorstwa (Lapp Group, Wago, Balluff, Fanuc), tworzące projekty do przyszłych rozwiązań, elementy automatyki, systemy sterowania i niezawodne połączenia sieciowe komponentów całego systemu.
Więcej informacji:
Data: 21-22 października 2015 r.
Miejsce Konferencji: Wrocławskie Centrum Kongresowe Przy Hali Stulecia ul. Wystawowa 1 51-618 Wrocław