Rozwój małych firm w II połowie 2015: innowacyjność popłaca

Mali przedsiębiorcy wkroczyli w drugą połowę 2015 roku z bardzo umiarkowanym optymizmem. Nadal spodziewają się silnej presji na obniżenie cen produktów i usług, ale coraz rzadziej będą się jej poddawać. Szansę na rozwój widzą w konsekwentnym inwestowaniu w rozbudowę oferty, bardziej innowacyjne sposoby działania i coraz częściej w inwestowanie w nowych pracowników. To wnioski z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net.

Firmy.net zaprezentował wnioski z piątego badania polskich mikro- i małych firm w raporcie „Jak w Polsce prowadzi się własny biznes”. Oprócz prognoz na drugą połowę 2015 roku, zawiera on także m.in. ocenę minionego półrocza przez przedsiębiorców.

Z ostrożnym optymizmem na II połowę 2015 roku

Jako że minione półrocze było dużym rozczarowaniem dla przedsiębiorców, na obecne patrzą oni z jeszcze większą ostrożnością niż wcześniej. Dokładnie połowa z nich (50 proc.) przewiduje, że sytuacja ogólna ich firm pozostanie bez zmian, wśród pozostałych przedsiębiorców nieznacznie częściej oczekiwana jest poprawa sytuacji niż pogorszenie.

Wykres nr 1 – Prognozowana zmiana sytuacji ogólnej firm w drugiej połowie 2015 roku

Wykres 1 Prognozowana zmiana sytuacji ogólnej firm w II połowie 2015
Wykres 1 Prognozowana zmiana sytuacji ogólnej firm w II połowie 2015

Najwięcej optymizmu mają firmy z sektorów przemysłu, handlu, usług i budownictwa. Firmy działające w sektorze rolnictwa (w tym leśnictwa, łowiectwa i rybactwa) nie spodziewają w trwającym półroczu zmian ani na lepsze, ani na gorsze.

Małe firmy wciąż z nadzieją wyczekują poprawy swojej sytuacji, pomimo tego, że prognozowany poziom sprzedaży w kraju wciąż jest niski, co nie daje również szans na poprawę sytuacji finansowej. Dodatkowo obawy o wzrost gospodarczy kraju, który według Polaków zależy głównie od decyzji rządowych, są spotęgowane zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. „Koncerty” obietnic wyborczych, zarówno partii rządzącej, jak i głównej partii opozycyjnej, są bardzo kontrowersyjne i tak naprawdę przedsiębiorcy nie bardzo wiedzą, czego mogą spodziewać się w najbliższym czasie. Stąd przede wszystkich wynika ich ostrożny optymizm – tłumaczy dr Dariusz Śledź z Instytutu Badań i Analiz, Grupa OSB.

Presja na obniżenie cen nadal silna

Ponad połowa przedsiębiorców (62,9 proc.) oczekuje, że w nadchodzącym półroczu utrzyma taki sam poziom cen. W grupie pozostałych przedsiębiorców częściej przewiduje się jednak ich obniżenie (22,4 proc.) niż wzrost (14,7 proc.). Firmy spodziewają się silnej presji na obniżenie cen przede wszystkim na rynku krajowym. Ci, którzy działają za granicą, w większości oczekują, że ceny ich produktów i usług się nie zmienią.

Wykres nr 2 – Prognozowana zmiana poziomu sprzedaży na rynku krajowym w II połowie 2015 r.

Wykres 2 Prognozowana zmiana poziomu sprzedaży na rynku krajowym
Wykres 2 Prognozowana zmiana poziomu sprzedaży na rynku krajowym

Wykres nr 3 – Prognozowana zmiana poziomu sprzedaży na rynku zagranicznym w II połowie 2015 r.

Wykres 3 Prognozowana zmiana poziomu sprzedaży na rynku zagranicznym
Wykres 3 Prognozowana zmiana poziomu sprzedaży na rynku zagranicznym

Rozwój przez innowacje…

Strategia walki ceną nie jest jednak dominującą wśród przedsiębiorców. Większość z nich uważa, że najlepiej poprawie ich pozycji konkurencyjnej przysłuży się postawienie na innowacyjność, co obejmuje wprowadzanie nowych usług/produktów do oferty lub udoskonalenie obecnych (27,3 proc.), wykorzystanie nowych form promocji i reklamy (19,6 proc.) oraz zakup nowych maszyn/sprzętu (13 proc.). Są to metody budowania konkurencyjności, na które większość małych firm postawiła już w minionym półroczu.

Wykres nr 4 – Działania, jakie planują wdrożyć przedsiębiorcy, mające największy wpływ na poprawę pozycji konkurencyjnej w przedsiębiorstwach w okresie nadchodzących 6 miesięcy

Wykres 4  Działania na poprawę pozycji konkurencyjnej w II połowie 2015
Wykres 4 Działania na poprawę pozycji konkurencyjnej w II połowie 2015

„Innowacyjność popłaca. W przypadku najmniejszych firm mówimy o poszerzaniu oferty czy nowych formach reklamy, które to działania przyniosły przedsiębiorcom najlepsze efekty oraz są nadzieją na przyszłość. Jak pokazują wyniki naszych badań, długookresowe wysiłki małych firm włożone w budowanie marki zaprocentowały wzrostem ich rozpoznawalności na rynku. Optymistyczne jest też to, że nie brakuje przedsiębiorców, którzy mimo niezadowalających przychodów oraz rosnących kosztów prowadzenia firmy wciąż inwestują w działania, które pomagają im zdobywać nowych klientów – opiniuje Michał Kurczycki z portalu Firmy.net.

..i (coraz częściej) wzrost zatrudnienia

Na uwagę zasługuje także coraz bardziej popularna strategia budowania pozycji konkurencyjnej przez wzrost zatrudnienia. Wprawdzie najliczniejsza grupa przedsiębiorców, bo aż 3/4 badanych, planuje utrzymać poziom zatrudnienia na obecnym poziomie, to jednak w grupie pozostałych częściej planowane jest zwiększenie liczby zatrudnionych (16,1 proc.) niż jej zmniejszenie (9,2 proc.). Dodatkowo aż 11,2 proc. przedsiębiorców zaczęło postrzegać zatrudnianie dobrych specjalistów, jako skuteczny sposób na zbudowanie swojej pozycji konkurencyjnej na rynku.

Sytuacja ogólna firm jednak bez szans na poprawę w II półroczu

Pomimo wyraźnej mobilizacji małych firm i ich planowanej aktywności w zakresie budowania swojej pozycji na rynku, nie spodziewają się one w II połowie 2015 roku przełomu, jeśli idzie o poprawę swojej sytuacji finansowej. Najliczniejsza grupa przedsiębiorców (47,9 proc.) oczekuje, że ich sytuacja finansowa pozostanie bez zmian, natomiast wśród pozostałych częściej przewiduje się jej pogorszenie (29,1%) niż poprawę (23%).

Wykres nr 5 – Prognozowana zmiana sytuacji finansowej w II połowie 2015 r.

Wykres 5 Prognozowana zmiana sytuacji finansowej w II połowie 2015
Wykres 5 Prognozowana zmiana sytuacji finansowej w II połowie 2015

Informacje o badaniu
Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone po raz piąty w czerwcu 2015 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1419 przedstawicieli małych firm (50,3 proc. firm jednoosobowych, 43,2 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 6,5 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową (68,1 proc.), 19,6 proc. – handlową, 6,8 proc. – budowlaną, 5 proc. – przemysłowo-produkcyjną, a około 0,5 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

Raport z pełnymi wynikami badań można pobrać pod adresem: http://www.firmy.net/raporty/nastroje-gospodarcze-wsrod-malych-firm-w-czerwcu-2015-r.html.

Ile kosztuje wykształcenie dziecka na amerykańskim uniwersytecie?

Zgodnie z rankingiem The 2015 Academic Ranking of World Universities, 17 z 20 najlepszych uczelni na świecie to uniwersytety z USA. Badania potwierdzają, że studia za oceanem to nie tylko prestiż, ale także szansa na lepszą pracę i wyższe zarobki. Sprawdziliśmy, z jakimi kosztami powinien liczyć się rodzic absolwenta szkoły średniej, chcącego zdobywać wiedzę na amerykańskim uniwersytecie.

Już teraz ponad 4,3 mln studentów uczy się poza granicami swojego kraju, z czego ok. 48 tys. to Polacy (dane OECD). Prognozuje się, że w ciągu najbliższych 5 lat liczba ta podwoi się. Rosnące zainteresowane międzynarodowymi uczelniami, szczególne tymi za oceanem, nie dziwi. Według raportu Komisji Europejskiej, absolwenci zagranicznych studiów zdecydowanie lepiej radzą sobie na rynku pracy, uzyskując wyższe i lepiej płatne stanowiska. Aż 64 proc. ankietowanych pracodawców przyznaje, że osobom z międzynarodowym doświadczeniem chętniej powierza bardziej odpowiedzialne zadania.

Pokutuje opinia „drogie i niedostępne”

Według badań Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, w trzech ostatnich latach odsetek Polaków, którzy wyjechali na zagraniczne studia wzrósł o 20 proc. USA to, obok Wielkiej Brytanii i krajów Unii Europejskiej, jeden z chętniej wybieranych kierunków. Jego atrakcyjność wynika zarówno z globalnego charakteru nauki, jak i szerokiej dostępności innowacyjnych programów, sprzętów i badań naukowych możliwych do prowadzenia na tamtejszych uczelniach.

Mimo zainteresowania studiami w USA, liczba Polaków kształcących się na amerykańskich uczelniach nadal nie jest satysfakcjonująco wysoka. Pokutuje dość powszechne przekonanie, że studiowanie za granicą jest zbyt drogie na polską kieszeń. Sprawdziliśmy, jak wyglądają przybliżone ceny za rok nauki na topowych amerykańskich uczelniach na poziomie undergraduate (odpowiednik naszego licencjata). W kosztach uwzględniono opłaty za czesne (tzw. tuition), choć należy jeszcze pamiętać o opłatach za akademik, wyżywienie, ubezpieczenie, książki czy wydatki osobiste:

  • Columbia University – $ 49 138
  • NYU / New York University – $ 44 848
  • Yale University – $ 44 000
  • Stanford University – $ 43 683
  • MIT / Massachusetts Institute of Technology – $ 43 498
  • Harvard University – $ 42 292
  • Princeton University – $ 40 170
  • Purdue University – $ 28 794

1 200 zł/m-c za naukę na Harvardzie?

Jak się okazuje, istnieje kilka furtek oferowanych przez amerykańskie uczelnie, dzięki którym na studiowanie za oceanem pozwoli sobie nawet mniej zamożny, za to ambitny kandydat. Anna Korzeniewska, pierwsza Polka, która ukończyła studia podyplomowe Professional Certificate in Fundraising na New York University (NYU), a teraz z ramienia firmy GlobalEdu pomaga młodym ludziom wyjeżdżać na studia w USA, tłumaczy: – Amerykański system oświaty jest otwarty na ludzi wyróżniających się, nawet gdy nie posiadają odpowiednich funduszy wymaganych do podjęcia nauki. Osiem prestiżowych uczelni, m.in. Harvard, MIT, Columbia czy Stanford, przyznają stypendia w systemie need-blind. Oznacza to, że uczelnia, decydując się na przyjęcie kandydata, składa jednocześnie deklarację przyznania mu stypendium w takiej wysokości, żeby jego rodzina była w stanie podołać finansowo temu wyzwaniu (zarobki rodziców podawane są na etapie aplikacji). Także stypendia naukowe oferowane przez renomowane uniwersytety prywatne to potężne środki finansowe powodujące, że studiowanie tam może okazać się nawet tańsze niż edukacja np. w Wielkiej Brytanii.

Innymi sposobami na obniżenie kosztów nauki w USA jest podział nauki na dwa etapy – ukończenie dwuletnich studiów na Community College i uzyskanie tytułu Associate, a następnie kontynuacja nauki na uniwersytecie i zdobycie po dwóch latach tytułu Bachelor. Kolejną furtką – podjęcie pracy na kampusie w wymiarze do 20 godzin tygodniowo. Wiele uczelni redukuje koszt studiów o przepracowaną wartość. Jeszcze inną – obniżenie kosztów ubezpieczenia i zakwaterowania, np. poprzez przeniesienie się z pokoju 1-osobowego do 3-osobowego. Warto też pamiętać o stypendiach naukowych, socjalnych i sportowych.

Korzystając z dostępnych furtek, student może obniżyć łączny koszt edukacji w Stanach z przykładowych 40 000, do np. 4 000 dolarów rocznie. To w przeliczeniu ok. 14 000 zł, zatem 1 200 zł/m-c za rok nauki np. na Harvardzie. Trzeba też pamiętać, że USA to nie tylko wyniki w nauce, ale też osobowość, osiągnięcia sportowe i pasje. To też indywidualne podejście do każdego ucznia, choć także indywidualne wymogi każdej uczelni.

Uczelnie zza oceanu na wyciągnięcie ręki

Studiowanie w Stanach jest na wyciągnięcie ręki, a sama procedura aplikacyjna do przejścia. – Proces zawsze rozpoczyna się od poznania kandydata, jego możliwości i preferencji. Na tej podstawie pomagamy wybrać uczelnie i rozpoczynamy proces aplikacyjny, m.in. przygotowanie do SAT. Na koniec zostają już tylko sprawy wizowe – tłumaczy procedurę Anna Korzeniewska, i dodaje: – Im uczeń i jego rodzic prędzej podejmą decyzję o chęci studiowania w USA, tym większa szansa przyjęcia na wymarzony uniwersytet. Ambasada USA sugeruje rozpoczęcie tego procesu nawet 1,5 roku przed planowanym terminem rozpoczęcia studiów w USA.

Jaką edukację zapewnić dziecku? Możliwie najlepszą, szczególnie że dziś młodzi ludzie mają nieporównywanie większe możliwości niż kiedyś. Warto z nich korzystać, by dać sobie i pokoleniom nie tylko satysfakcjonującą teraźniejszość, ale i przyszłość.

Źródło: http://www.GlobalEduWeb.com

Dla kogo praca od ręki? – raport

W jakich branżach i w którym województwie znajdziesz najszybciej zatrudnienie? Kogo i z jakimi kwalifikacjami szukają pracodawcy? Kto nie ma problemu ze znalezieniem pracy – dowiedz się więcej z najnowszej analizy rynku przygotowanej przez GoldenLine.

Wyszukiwanie pracowników w serwisach rekrutacyjnych i dotarcie bezpośrednio do nich z ofertą pracy jest coraz chętniej stosowaną przez rekruterów metodą na znalezienie dobrego specjalisty czy managera. Ograniczając czas i koszty rekrutacji, rekruterzy sięgają po narzędzia pozwalające prosto i szybko znaleźć kandydatów z odpowiednimi kwalifikacjami i szybko skontaktować się z nimi. Z analiz Wyszukiwarki Kandydatów GoldeLine jasno wynika kogo w pierwszej kolejności szukają pracodawcy i jaki poziom znajomości języka obcego wymagają od tych kandydatów rekruterzy.

Handlowcy do wszystkich branż

Od początku roku pracowników szukano najczęściej w pięciu branżach: TI, Handlu, Marketingu, Finansach i HR. W każdej z tych branż w pierwszej kolejności szukano przedstawicieli handlowych. Co ciekawe, w branży marketingowej handlowców szukano aż w 47% przypadków spośród wszystkich szukanych stanowisk. Najrzadziej, choć także często, w branży finansowej 15%. Najbardziej aktywne pod kątem szukania pracowników były województwa: mazowieckie, śląskie, wielkopolskie, małopolskie, dolnośląskie, łódzkie i pomorskie. Wśród nich handlowców najczęściej szukano w śląskim 22% wszystkich szukanych specjalności, a najrzadziej w łódzkim 12%. Od przedstawicieli handlowych oczekuje się znajomości języków obcych. Aż 44% rekruterów szukało na to stanowiska osób z dobra znajomością języka angielskiego oraz 16% ze znajomością biegłą i 10% z podstawową. Handlowców z biegłym językiem niemieckim z kolei szukało 10% rekruterów, a 6% z dobrym.

Kierownikiem być

We wszystkich branżach szukano też managerów średniego szczebla. Najwięcej kierowników szukano w branży finansowej 18% a najmniej w marketingowej 4%. Wśród województw dominowały małopolskie i łódzkie – po 8%, w mazowieckim 5%, a w pozostałych po 4%. Od managerów pracodawcy oczekują znajomości języka angielskiego w większości przypadków na poziomie dobrym 44%, biegłym w 28%, podstawowym tylko 3%. Pracownika na stanowisko kierownicze z dobrą znajomością języka niemieckiego szukało 9%, a 5% z biegłą.

Zdolności analityczne

Pracowników działów analiz także szukały wszystkie wymienione wyżej branże. W tym zakresie dominowały: finansowa 7% i IT 5%. Analityków najczęściej szukano w województwie mazowieckim 7%. Od analityków oczekuje się znajomości języka angielskiego na poziomie dobrym w 47% przypadków, biegłego w 32%, podstawowego w 6%. Dodatkowo rekruterzy szukali na to stanowisko osób z dobrym niemieckim 6% oraz dobrym francuskim 4%.

Total planuje do 2017 roku otworzyć w Polsce 100 stacji paliw. Spółka chce umocnić swoją pozycję na polskim rynku

Magdalena Myszczyszyn

Total do 2017 roku planuje otworzyć w Polsce 100 stacji paliw. Inwestycje będą realizowane głównie w południowej i zachodniej Polsce. Celem spółki jest zdobycie silnej pozycji na krajowym rynku.

– Naszym celem jest posiadanie do 2017 roku 100 stacji paliw w Polsce, chcemy być marką rozpoznawalną i najczęściej wybieraną przez klientów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Magdalena Myszczyszyn, dyrektor stacji i hurtu paliw Total Polska.

Jak zapewnia, spółkę interesują przede wszystkim lokalizacje z dobrym potencjałem rozwojowym, niezależnie od tego, czy znajdują się w niewielkich miastach, czy przy drogach krajowych. Na razie w Polsce działa sześć stacji francuskiego koncernu.

– Aktualnie skupiamy się na terenie zachodniej i południowej Polski i tam szukamy partnerów, którzy tak jak my dzielą pasję do biznesu detalicznego – wyjaśnia Magdalena Myszczyszyn.

Spółka stawia sobie za cel zdobycie silnej pozycji na polskim rynku oraz sprawienie, by marka Total była rozpoznawalna i doceniana głównie ze względu na dostępność usług i dobrą obsługę klientów.

Na koncernie, jak na wielu innych firmach petrochemicznych, odbijają się niskie ceny ropy. Surowiec w ciągu roku potaniał o połowę. Total ma plan sprzedaży aktywów o wartości 10 mln dolarów w okresie 2015-2017.

– Sytuacja rynkowa dla każdego biznesu, w którym cena spada praktycznie o połowę, jest wyzwaniem, tym bardziej w przypadku koncernów paliwowych – mówi dyrektor stacji i hurtu paliw Total Polska pytana o wpływ cen ropy na kondycję biznesu petrochemicznego.

Reakcją koncernu na zmieniające się otoczenie rynkowe jest przede wszystkim bardziej selektywny dobór projektów inwestycyjnych oraz wprowadzenie działań zmierzających do optymalizacji zarządzania i ograniczenia kosztów.

– Pomimo bardzo trudnej sytuacji na rynku grupa Total w I połowie 2015 roku osiągnęła zysk 5,7 mld dol. Jest to tylko 12-proc. spadek w porównaniu do tego samego okresu w 2014 roku. Jest to świetny wynik tylko dzięki temu, że jesteśmy zintegrowaną organizacją, która prowadzi różnorodne działania – zwraca uwagę przedstawicielka paliwowej spółki.

Zdaniem Magdaleny Myszczyszyn obecnie trudno określić jednolity profil klienta stacji benzynowych. Pewna grupa korzysta z nich jedynie w celu zatankowania paliwa, inna oczekuje także usług towarzyszących, jak dostęp do ciepłych przekąsek czy napojów.

– Zauważamy, że zarówno większość spółek petrochemicznych, jak i duże koncerny paliwowe optymalizują obecnie swoje działania i starają się uporać z tą trudną dla wszystkich sytuacją – mówi dyrektor stacji i hurtu paliw Total Polska.

Zdaniem Magdaleny Myszczyszyn polscy kierowcy chętniej niż zachodni kupują paliwa premium. Przykładowo w Niemczech wskaźnik ten wynosi jedynie 5 proc., a we Francji 12 proc.

– Jeżeli skupimy się na samych paliwach, to bardzo popularne w naszym kraju i ciągle cieszące się bardzo dużym powodzeniem są paliwa premium. Średni udział paliw premium w zależności od lokalizacji w całości sprzedaży paliw wynosi około 20 proc. informuje.

Widoczna jest także tendencja do tankowania pełnego banku lub jednorazowych wydatków na poziomie minimum 100 zł. W przypadku standardowych paliw są to przeciętnie znacznie niższe kwoty.

Total Polska jest częścią koncernu Total, jednej z największych na świecie firm energetycznych. Total zatrudnia na całym świecie ponad 100 tys. osób, a roczne przychody ze sprzedaży kształtują się na poziomie 212 mld dol.

Inwestycja w szkolenia i studia dla pracowników to sposób na pozyskanie i utrzymanie wysoko wykwalifikowanej kadry

CEO Magazyn Polska

Wobec  spadającego bezrobocia pracodawcom coraz trudniej zapełnić wakaty w swoich firmach. Szczególnie poszukiwani są specjaliści, ale tych na rynku pracy brakuje już od dawna. Alternatywą może być wsparcie podnoszenia kwalifikacji zawodowych przez osoby już pracujące w firmie bądź kuszenie nowych pracowników szkoleniami i studiami.

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w sierpniu bez pracy było 10 proc. Polaków. To najlepszy wynik od grudnia 2008 roku, oznacza jednak również, że na krajowym rynku coraz trudniej znaleźć chętnych do pracy. O ile jeszcze przy takim poziomie bezrobocia zajęcia mogą poszukiwać ludzie mniej wykwalifikowani, o tyle specjalistów zaczyna brakować. Coraz częściej pracodawcy zaczynają się więc przymierzać do przeszkolenia osób, które już u nich pracują, czyli podnoszenia kwalifikacji zawodowych.

– Oznacza to nabywanie i uzupełnianie wiedzy oraz umiejętności przez pracownika za zgodą pracodawcy bądź z inicjatywy pracodawcy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Alicja Biernat, adwokat w Kancelarii EIR Legal. – Najczęściej mówimy tutaj o różnego rodzaju studiach, czy to studiach magisterskich, czy licencjackich, bardzo popularnymi formami podnoszenia kwalifikacji zawodowych są również studia podyplomowe. Do tego dochodzą wszelkiego rodzaju kursy językowe, również kursy uznawane za granicą, jak ACCA bądź MBA, a także szereg kursów specjalistycznych, które służą np. awansowaniu pracownika.

Kodeks pracy w artykule 94. mówi m.in. o tym, że pracodawca jest zobowiązany do umożliwienia pracownikom podnoszenia kwalifikacji zawodowych. W praktyce nie jest to, jak twierdzą specjaliści od prawa pracy, bezwarunkowy obowiązek, ale możliwość, z której obie strony mogą skorzystać.

– Wiadomo, że jeśli pracodawca uważa, że na danym stanowisku konieczne są pewne dodatkowe kwalifikacje czy dodatkowe umiejętności bądź że na takim stanowisku przydadzą się te dodatkowe kwalifikacje, wówczas często decyduje się sfinansować pracownikowi takie studia czy kurs – mówi mec. Alicja Biernat. – Pracownik również może liczyć na szereg udogodnień. Te wzajemne prawa i obowiązki pracodawca i pracownik uzgadniają w umowie szkoleniowej zwanej potocznie „lojalką”. Jeśli chodzi o uprawnienia pracownika, to tutaj najważniejsze są urlopy szkoleniowe. Bo warto zauważyć, że pracodawca, jeśli zgodzi się już na podnoszenie kwalifikacji zawodowych przez pracownika, musi później temu pracownikowi udzielić urlopów szkoleniowych.

Do przygotowania się na egzamin uznający kwalifikacje zawodowe pracownik może otrzymać 6 dni urlopu, a jeśli będzie to egzamin dyplomowy – nawet 21 dni. Dodatkowo pracodawca musi zwalniać pracownika na czas konieczny na dojazd na zajęcia oraz na uczestnictwo w tych zajęciach. Trzeba też pamiętać, że wszystkie te zwolnienia od pracy są traktowane jako nieobecność usprawiedliwiona. Pracownik zachowuje w tym czasie normalne wynagrodzenie. Te uprawnienia zapisane są w kodeksie pracy (art. 1031 – 1035 ), a potwierdza je umowa szkoleniowa, jaką zawierają pracodawca i pracownik. Ten ostatni ma też jednak pewne zobowiązania.

– Jeśli pracodawca zdecydował się sfinansować te szkolenia czy studia, to wiadomo, że chciałby, aby nabyte przez tego pracownika kwalifikacje były wykorzystywane u tego pracodawcy, a nie w innej firmie – zwraca uwagę adwokat z Kancelarii EIR Legal. – Dlatego też w takiej umowie zazwyczaj pracodawcy zobowiązują pracownika do pozostania w zatrudnieniu właśnie u tego pracodawcy przez określony czas i maksymalnie jest to okres 3 lat. Oczywiście pracownik ma możliwość odejścia z pracy wcześniej, ale wówczas będzie ponosił negatywne konsekwencje finansowe, ponieważ będzie musiał zwrócić część kosztów tych szkoleń czy studiów.

Przy tym, jeśli pracownik odejdzie, ponieważ pracodawca notorycznie łamie swoje obowiązki wobec pracownika, a przyczyny okażą się uzasadnione, to tych kosztów nie będzie musiał zwracać. Pracownik zaoszczędzi także, gdy to pracodawca wypowie umowę o pracę. Będzie musiał natomiast zrekompensować koszty opłaconych przez pracodawcę kursów, szkoleń lub studiów, jeśli sam złoży wypowiedzenie bądź jeśli zostanie zwolniony bez wypowiedzenia, czyli dyscyplinarnie. Musi też zwrócić koszty szkoleń, jeśli nie podejmie studiów, przerwie je lub nie będzie zaliczał egzaminów. Ogólnie pracownik nie musi zwracać całości kosztów, przepisy mówią, że jest to zwrot proporcjonalny.

– Jeśli chcemy podpisać dobrą umowę szkoleniową, to przede wszystkim musimy wziąć pod uwagę to, jaki jest to rodzaj studiów – tłumaczy mec. Alicja Biernat z Kancelarii EIR Legal. – Łatwiej będzie nam to zrobić, jeśli są to studia np. podyplomowe, ponieważ z góry wiemy, ile one trwają. Wówczas możemy łatwo określić proporcje, że np. po danym okresie czasu pracownik, jeśli zrezygnuje z pracy, zwraca jakiś procent kosztów. Natomiast trudniej jest w przypadku np. kursu ACCA, który składa się z modułów i tutaj nie możemy przewidzieć okresu trwania kursu. Dlatego też za każdym razem trzeba wszystko bardzo  indywidualnie rozważyć. Aby uniknąć niepotrzebnych spięć, warto dobrze określić prawa i obowiązki stron umowy, a w szczególności to, kiedy i w jakich proporcjach pracownik powinien zwracać pracodawcy koszty szkoleń.  

Awaria informatyczna może zniszczyć najlepszą firmę. Warto nie tylko zabezpieczyć dane, lecz także zagwarantować, że awaryjny system szybko zastąpi uszkodzony

Krzysztof Rachwalski

Dobre zabezpieczenie zasobów przedsiębiorstwa może być warunkiem jego przetrwanie podczas kryzysu informatycznego. Nie wystarczy kopia danych, potrzebny jest system awaryjny, który błyskawicznie zastąpi uszkodzoną sieć – przekonuje specjalizująca się w przechowywaniu danych szwajcarska spółka Veeam Software.

Specjaliści radzą, by firmowe zasoby przechowywać w trzech kopiach, w tym jedną poza siedzibą przedsiębiorstwa. Na dodatek przechowywać je należy w taki sposób, by awaryjny system mógł natychmiast podjąć pracę i zastąpić uszkodzony. Problem leży jednak w kosztach. Na takie rozwiązanie decydują się głównie duże i bogate spółki. Tymczasem im i tak łatwiej radzić sobie z ewentualnymi problemami.

Są duże, więc łatwiej sobie radzą z różnego rodzaju awariami, które zdarzają się zawsze i zdarzać się będą – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Krzysztof Rachwalski, dyrektor regionalny na obszar Europy Środkowo-Wschodniej w Veeam Software. –  Różnego rodzaju przestoje i awarie są szczególnie niebezpieczne dla małych i średnich przedsiębiorstw, bo mogą skutkować tym, że takie organizacje po prostu znikną z rynku. Co ważne, duże organizacje mogą stracić trochę na wizerunku, ale z reguły sobie radzą, choć jak pokazuje przeszłość, również bardzo duże firmy, które nie podążały za tendencjami rynkowymi, po prostu znikały z rynku.

Veeam Software specjalizuje się w dostarczaniu narzędzi do zabezpieczenia i zabezpieczeniach wysokiej dostępności dla infrastruktury informatycznej, która jest podstawą ciągłości biznesowej. Firma z ostrożnością ocenia zabezpieczenia stosowane przez mniej przewidujące firmy.

Mniejsze organizacje korzystają z różnego rodzaju systemów do backupu i zabezpieczania danych – mówi Krzysztof Rachwalski. – To jest trochę staroświeckie podejście, oparte na przekonaniu, że jeżeli mamy backup, to mamy już zabezpieczenie i możemy spać spokojnie. W momencie sytuacji awaryjnej, kiedy pilnie potrzebujemy odzyskać nasze środowiska i przywrócić ciągłość działania naszego biznesu, okazuje się jednak, że np. nie da się środowisk odzyskać i nie możemy przywrócić dostępności dla naszego biznesu. Większe organizacje mogą wykorzystywać narzędzia bardziej złożone czy też lokalizacje zastępcze, ale to jest kosztowne. Natomiast my wychodzimy z założenia, że należy dostarczyć zarówno dużym organizacjom, jak i mniejszym, średnim, małym przedsiębiorstwom narzędzia, które będą dla nich dostępne, a zrealizują tę podstawową potrzebę naszej rzeczywistości, czyli niezachwianą ciągłość działania firmy.

Korzystanie z zabezpieczeń stosowane jest w większości firm na rynku. Niektóre branże zmusza do tego obowiązujące prawo, inne robią to z rozsądku.  

– W zasadzie większość organizacji w tej chwili korzysta z tego typu narzędzi, tylko z różnych – zwraca uwagę dyrektor regionalny na obszar Europy Środkowo-Wschodniej w Veeam Software.  Przykładowo w sektorze finansowym firmy muszą w interesie klientów posiadać centra zapasowe, monitorować dostępność własnych usług, w związku z tym sektor finansowy, bankowy i ubezpieczeniowy takie narzędzia musi posiadać. Natomiast, jeżeli chodzi o inne sektory, to jest to raczej spowodowane pewnymi tendencjami rynkowymi i wymaganiami klientów. Bo jeżeli firmy nie spełniają tych wymagań, to po prostu tracą klientów i przewagę konkurencyjną.

Polacy nie mają dostępu do nowych technologii zwalczania nowotworów. Rozwiązaniem będzie stworzenie Funduszu Walki z Rakiem

dr Krzysztof Łanda, lekarz, prezes Fundacji Watch Health Care

Rocznie na choroby nowotworowe zapada w Polsce ponad 140 tys. osób. Wydatki na onkologię sięgają ok. 6,5 mld zł, co odpowiada 6 proc. całkowitych wydatków na zdrowie, ale pieniędzy wciąż brakuje. Przez to chorzy nie tylko długo czekają na leczenie, lecz także nie mają dostępu do nowoczesnych technologii. Poza koszykiem świadczeń gwarantowanych pozostaje ponad 250 innowacyjnych technologii lekowych oraz tysiąc nielekowych. Sytuację może poprawić Fundusz Walki z Rakiem (FWR), który byłby finansowany z nadwyżki środków pochodzących z działalności komplementarnych ubezpieczeń zdrowotnych.

Chcemy udostępnić wszystkim Polakom innowacyjne technologie medyczne, które znajdują się poza koszykiem świadczeń gwarantowanych w Polsce. To często najnowocześniejsze metody leczenia i diagnostyki, jakie medycyna zna, ale których nie finansuje Narodowy Fundusz Zdrowia, czyli nie są finansowane ze środków publicznych. To projekt podobny do brytyjskiego Cancer Drugs Fund, z tym że chcemy uniknąć błędów, które oni popełnili – mówi agencji Newseria Biznes dr Krzysztof Łanda, lekarz, prezes Fundacji Watch Health Care, jeden z autorów raportu „Fundusz Walki z Rakiem”.

Raport dotyczący FWR stanowi propozycję zmian systemowych w Polsce. Mają one na celu zapewnienie dostępu do innowacyjnych metod leczenia i diagnostyki chorób nowotworowych. Co istotne, Fundusz ma gwarantować zarówno dostęp do leków, jak i do technologii nielekowych. Obecnie wśród gwarantowanych świadczeń brakuje tych innowacyjnych, ratujących życie, które są w większości dostępne w innych krajach UE. Z danych Fundacji Watch Health Care wynika, że ponad 250 technologii lekowych i ok. 1 tys. nielekowych pozostaje w Polsce poza koszykiem świadczeń gwarantowanych.

Chcielibyśmy, żeby funkcjonowała reguła priorytetu, a więc żeby każdy Polak uzyskiwał taki sam dostęp do świadczeń, które fundusz będzie finansował – podkreśla dr Łanda i przekonuje, że zyskają wszyscy pacjenci onkologiczni. – Nie trzeba będzie, jak dzisiaj, czekać często latami, zanim Minister Zdrowia podejmie decyzję o włączeniu jakiejś technologii do koszyka świadczeń gwarantowanych. Dzięki funduszowi Polacy mieliby natychmiastowy dostęp. Co więcej, planujemy tzw. early access, czyli z funduszu mogłyby być finansowane takie cząsteczki lekowe czy technologie, które są w końcowych fazach badań klinicznych.

Fundusz Walki z Rakiem pozwala na zapewnienie dostępności do innowacyjnych metod leczenia i diagnostyki chorób nowotworowych bez sięgania po środki publiczne. Opiera się na zasadach solidaryzmu – finansowanie FWR miałoby pochodzić z nadwyżki środków pochodzących z działalności komplementarnych ubezpieczeń zdrowotnych. Dzisiaj na rynku można kupić jedynie ubezpieczenia suplementarne, czyli abonamentowe. Im więcej Polaków nie ma dostępu do świadczeń finansowanych przez NFZ, tym większy jest popyt na tego typu usługi. Niestety, one nie gwarantują dostępu do innowacyjnego leczenia.

Fundusz powinien obejmować wszystkie osoby, które z racji swoich możliwości finansowych powinny płacić składkę, natomiast w ramach solidaryzmu wszyscy będą z niego korzystać. Polacy nie mają dostępu do wielu skutecznych technologii zwalczania nowotworów. Próbujemy podjąć pierwszy krok, którym jest fundusz do walki z nowotworami, od czegoś trzeba zacząć – mówi dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny w Szpitalu Wolskim, prezes Fundacji Razem w Chorobie.

Autorzy raportu oceniają, że na dodatkowe ubezpieczenie komplementarne zdecydowałoby się 20 proc. społeczeństwa, składka mogłaby wynieść od 50 do 90 zł. Podkreślają, że ubezpieczenia komplementarne mają potencjał nawet 30 mld zł rocznie, a skumulowana nadwyżka środków finansowych przez 5 lat może wynieść blisko 19 mld zł.

Dr Borkowski wskazuje, że aby system się sprawdził, konieczne jest jednak wprowadzenie zmian.

Ubezpieczenia komplementarne powinny być powiązane z podatkami. Jeżeli ktoś wykupuje ubezpieczenia, powinien mieć ulgę w podatkach. Jeżeli nie, musi płacić większy podatek. Per saldo państwo i tak będzie miało pieniądze, ale ludzie będą mogli dokonać wyboru. Nie można po prostu sięgać do portfeli, tylko stworzyć system zabezpieczający ich godność i leczenie w czasie choroby – tłumaczy Leszek Borkowski.

Rak po chorobach sercach jest najczęstszą przyczyną śmierci. W Polsce co roku diagnozuje się chorobę onkologiczną u ponad 140 tys. osób, z czego ok. 90 tys. umiera. W dużej mierze odpowiada za to długi czas oczekiwania na leczenie. OnkoBarometr WHC wskazuje, że obecnie czas oczekiwania na świadczenia zdrowotne z zakresu onkologii odbiega od standardów europejskich. W Wielkiej Brytanii od momentu zgłoszenia się pacjenta do rozpoczęcia leczenia nie powinno minąć więcej czasu niż dwa miesiące. W Polsce trwa to nawet pół roku. Często leczenie jest nieefektywne, ale pomóc mógłby dostęp do nowych technologii ratujących życie.

– To nie jest problem złej kadry, bo tę mamy bardzo dobrą, ale możliwości kadr są ograniczone przez finanse państwa, które nie refunduje wszystkich leków i wszystkich technologii medycznych – przyznaje Leszek Borkowski.

Utrzymanie wzrostu gospodarczego na poziomie 3,5–4 proc. może obniżyć bezrobocie do 9 proc.

Ignacy Morawski

Stopa bezrobocia w Polsce w sierpniu wyniosła 10 proc. Zejście do jednocyfrowej wartości jest kwestią najbliższych miesięcy – oceniają ekonomiści. Warunkiem jest jednak utrzymanie tempa wzrostu gospodarczego na poziomie 3,5–4 proc. Ewentualnym zagrożeniem jest sytuacja na rynkach zagranicznych.

Sytuacja na rynku pracy jest ewidentnie lepsza. Widać to po rosnącym zatrudnieniu, po spadającym bezrobociu, po wysokiej liczbie nowych ofert pracy i po rosnących płacach realnych – mówi agencji Newseria Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku..

W sierpniu przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było o 1 proc. wyższe niż przed rokiem. Z kolei przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto wzrosło o 3,4 proc. – do poziomu 4024,95 zł. Poprawę sytuacji widać także w nastrojach konsumentów. Wprawdzie we wrześniu zarówno bieżący, jak i wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej były niższe niż w sierpniu, ale i tak były zdecydowanie wyższe niż rok temu. W sierpniu nastroje konsumentów były najlepsze od 2007 roku, kiedy dynamika PKB była rzędu 6-7 proc. rocznie.

 Ludzie odczuwają tę poprawę. Pozostaje jednak pytanie, czy odczuwając tę poprawę, są z tego powodu usatysfakcjonowani. Pojęcie satysfakcji wymyka się ocenie ekonomicznej, więc trudno mi odpowiedzieć na pytanie – wyjaśnia Morawski.

Dobrą sytuację na rynku pracy zapewnia wzrost gospodarczy. Przy dynamice na poziomie 3,5–4 proc. rośnie popyt na pracę i powstają nowe miejsca pracy. Ekspert zaznacza jedna, że w kolejnych latach tempo wzrostu zatrudnienia ulegnie zmniejszeniu. Powodem jest wejście w okres recesji demograficznej i idący za tym spadek osób w wieku produkcyjnym.

Jednocześnie więcej osób będzie przechodzić na emeryturę i będzie coraz mniej ludzi w wieku 1525 lat, czyli ludzi, wśród których stopa bezrobocia jest najwyższa. Ta grupa dopiero wchodzi na rynek pracy i w naturalny sposób nie cieszy się wielkim popytem ze strony pracodawców. Takich ludzi będzie coraz mniej – przewiduje Ignacy Morawski. – Te dwa czynniki sprawią, że w Polsce malało będzie bezrobocie strukturalne, czyli takie, które nie powoduje żadnych napięć inflacyjnych i płacowych.

Główny ekonomista BIZ Banku oczekuje, że przy dotychczasowym tempie wzrostu naszej gospodarki, bezrobocie podawane przez GUS zejdzie w okolice 9 proc.

Jeżeli na świecie nie stanie się nic bardzo złego, nie dojdzie do wielkiej recesji w Chinach czy kolejnego epizodu kryzysu finansowego, nowej wojny z Rosją, to bezrobocie powinno być w kolejnych latach wyraźnie niższe, niż jest teraz – prognozuje Morawski.

Profile na Platformie Usług Elektronicznych ZUS założyło już ponad 1,3 mln osób. Pozwala im to na kontakt z Zakładem online

Marta Juśko

Platforma Usług Elektronicznych została uruchomiona, by usprawnić komunikację z Zakładem Ubezpieczeń Społecznym. Mogą z niej korzystać ubezpieczeni, płatnicy składek i świadczeniobiorcy. Za jej pośrednictwem można wysyłać wnioski elektronicznie i tą samą drogą otrzymać odpowiedź. Na platformie już zarejestrowało się 1,3 mln użytkowników. Trwają prace nad udostępnieniem PUE na urządzeniach mobilnych.

Platforma Usług Elektronicznych to przede wszystkim całodobowy dostęp do informacji zapisanych na naszym koncie w ZUS. Dla poszczególnych grup klientów przygotowany został specjalny panel, który ułatwia załatwianie spraw specyficznych dla danej grupy, dlatego niektóre usługi czy dane zgromadzone na koncie różnią się w zależności od tego, w jakiej roli występujemy – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marta Juśko z Departamentu Obsługi Klientów w Centrali ZUS.

Osoby ubezpieczone, czyli pracownicy, mogą sprawdzić bieżące informację o składkach na koncie, ubezpieczeniach, do których zostali zgłoszeni, i zobaczyć, czy przedsiębiorca zgłosił do ubezpieczenia także pozostałych członków rodziny pracownika. Na PUE można również obliczyć wysokość prognozowanej emerytury, dzięki kalkulatorowi emerytalnemu. Narzędzie to przydaje się również pracodawcom, którzy w ten sposób mogą opłacić i rozliczyć składki czy uzyskać informację o zaksięgowanych płatnościach. Co więcej, PUE daje też możliwość uzyskania zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami. Zyskują też emeryci i renciści.

Świadczeniobiorcy mogą przede wszystkim śledzić stan swoich świadczeń, mają dostęp do swoich formularzy PIT. Mogą również złożyć dyspozycję zmiany sposobu wypłaty świadczenia – podkreśla Juśko.

Ekspertka podkreśla, że PUE to nie tylko możliwość całodobowego dostępu do informacji, lecz także możliwość kontaktu z ZUS-em bez wychodzenia z domu. Można także umówić się na wizytę w wybranym urzędzie w dowolnym czasie, co pozwala uniknąć kolejek i oszczędzić czas.

Dzięki profilowi PUE można wysyłać do ZUS-u elektronicznie wnioski i otrzymywać na nie również elektronicznie odpowiedzi. Wnioski są na profilu automatycznie wypełniane na podstawie danych dostępnych na koncie, następnie trzeba je podpisać elektronicznie. W tym celu trzeba dysponować podpisem elektronicznym, czyli profilem zaufanym ePUAP, całkowicie bezpłatnym, lub certyfikatem kwalifikowanym – wyjaśnia Juśko.

Profil zaufany ePUAP to bezpieczeństwo dla korzystających z usług PUE. Wyrobienie takiego podpisu elektronicznego to krótki proces. Aby go uzyskać, wystarczy wypełnić wniosek elektronicznie i potwierdzić tożsamość w punktach potwierdzających, m.in. w placówkach ZUS. Innym rodzajem podpisu elektronicznego jest certyfikat kwalifikowany, ten jednak jest już usługą płatną i korzystają z niego większe firmy.

Aby założyć profil PUE, należy zarejestrować się na portalu Pue.zus.pl. Podczas rejestracji uzyskuje się login, trzeba wybrać hasło i w ciągu 7 dni od rejestracji udać się osobiście z dokumentem tożsamości do dowolnej placówki ZUS, by potwierdzić swoją tożsamość. Zakładając profil PUE, uzyskujemy dostęp do danych wrażliwych. Nie muszą tego natomiast robić te osoby, które posiadają certyfikat kwalifikowany bądź profil zaufany ePUAP – mówi ekspertka ZUS.

Możliwe jest również uzyskanie upoważnienia do PUE poprzez wypełnienie pełnomocnictwa. To korzyść przede wszystkim dla przedsiębiorców, którzy w ten sposób mogą nadać uprawnienia konkretnemu pracownikowi, który w ich imieniu wypełni dokumenty i prześle je do ZUS-u.

Platforma Usług Elektronicznych to pierwsze tego typu rozwiązanie w Polsce. Profile założyło już ok. 1,3 mln osób. Wkrótce PUE ma być dostępne na urządzeniach mobilnych.