Dziewięć zmian prawnych i podatkowych, które wpłyną na firmy w 2026 roku

Cyfrowa rewolucja w fakturowaniu, przełomowy wyrok unijny w sprawie VAT i nowa europejska spółka, a jednocześnie droższe firmowe auta, nowe uprawnienia inspektorów pracy i koniec wojennych uproszczeń w zatrudnianiu cudzoziemców. Te zmiany wpłyną na prowadzenie biznesu w Polsce w 2026 roku wynika z Polskiego Barometru TMF Group za pierwszy kwartał 2026 roku.

Polski Barometr TMF Group to cykliczne opracowanie ekspertów TMF Poland, pracujących na co dzień w biurach w Katowicach i Warszawie. Raport koncentruje się na zmianach administracyjnych, podatkowych, księgowych i pracowniczych mających realny wpływ na bezpieczeństwo, koszty i przewidywalność prowadzenia działalności gospodarczej. Pierwszy kwartał 2026 roku obfitował w zmiany zarówno korzystne dla firm, jak i takie, które wymagają szybkiego dostosowania procesów.

Wśród zmian ocenianych jako korzystne lub neutralne dla przedsiębiorców autorzy Barometru wyróżniają przede wszystkim wyrok Sądu Unii Europejskiej z 11 lutego 2026 roku, który podważa jeden z najbardziej uciążliwych mechanizmów polskiego systemu VAT – przymusowe odsuwanie prawa do odliczenia podatku naliczonego tylko dlatego, że faktura dotarła z opóźnieniem. Sąd orzekł, że podatnik może odliczyć VAT naliczony w deklaracji za okres, w którym doszło do transakcji, nawet jeśli faktura wpłynęła w kolejnym miesiącu – o ile dokument jest w jego rękach przed złożeniem deklaracji. Sprawa nie została jednak ostatecznie zamknięta – złożono wniosek o szczególną kontrolę orzeczenia i to TSUE ma rozstrzygnąć ją definitywnie.

„To orzeczenie należy traktować jako jedno z ważniejszych rozstrzygnięć podatkowych ostatnich lat – nie tylko z perspektywy techniczno-prawnej, ale przede wszystkim ekonomicznej. Sztuczne opóźnianie prawa do odliczenia VAT o cały miesiąc rozliczeniowy generuje dla firm realne koszty. Czas pokaże, jak ta sprawa się zakończy i jaki finalnie będzie miała wpływ na polskich podatników”. – komentuje Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Równie istotną zmianą, na którą uwagę zwracają autorzy Barometru, jest przedstawiona 18 marca 2026 roku przez Komisję Europejską propozycja rozporządzenia EU Inc. Dotyczącego nowej formy spółek.

Spółka europejska EU Inc. byłaby automatycznie uznawana we wszystkich państwach członkowskich, a jej rejestracja odbywałaby się w pełni cyfrowo w nie więcej niż 48 godzin, za nie więcej niż 100 euro. Miałaby funkcjonować równolegle do 27 krajowych systemów prawnych jako tzw. „28. reżim”.

Jako dopełnienie projekt zakłada też utworzenie cyfrowego Europejskiego Portfela Biznesowego umożliwiającego składanie zeznań podatkowych i wniosków online o pozwolenia związane z prowadzoną działalnością, unijny model opcji na akcje dla pracowników (EU-ESO) z opodatkowaniem dopiero w momencie sprzedaży akcji oraz uproszczone postępowania upadłościowe dla startupów.

„Inicjatywa EU Inc. to bezpośrednia odpowiedź na jeden z najbardziej palących problemów europejskiej konkurencyjności. Europejskie startupy od lat przenosiły się do Delaware, Londynu czy Singapuru w poszukiwaniu prostszego otoczenia prawnego. Kluczowe znaczenie ma forma prawna instrumentu: rozporządzenie, a nie dyrektywa. Komisja chce w ten sposób wyeliminować ryzyko fragmentacji, które często niwelowało efekty unijnych reform”. – wskazuje Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Przełomowym momentem dla polskich przedsiębiorców był też 1 kwietnia 2026 roku, kiedy wdrożony został drugi i największy etap Krajowego Systemu e-Faktur – od tej daty niemal każdy przedsiębiorca wystawiający faktury w Polsce objęty jest obowiązkiem korzystania z KSeF. Ostatnia grupa, czyli mikroprzedsiębiorcy ze sprzedażą do 10 tys. zł miesięcznie, dołączy do systemu od 1 stycznia 2027 roku. Ministerstwo Finansów pracuje równolegle nad nowym mechanizmem identyfikacji tzw. faktur scamowych (czyli fałszywych faktur kosztowych), które od 1 lutego 2026 roku można zgłaszać przez formularz w aplikacji KSeF 2.0.

„To historyczny moment dla cyfryzacji systemu podatkowego w Polsce, ale też realny test operacyjny na niespotykaną dotąd skalę: setki tysięcy podmiotów w jednym systemie jednocześnie. Przedsiębiorcy wchodzą teraz w najtrudniejszy etap – nietechniczny, lecz procesowy. KSeF zmienia nie tylko narzędzie do wystawiania faktur, ale cały cykl obiegu dokumentów w firmie. Rok 2026 jest okresem przejściowym z formalnym brakiem sankcji – ale wyrobione obecnie nawyki i procedury zdecydują o bezpieczeństwie podatkowym firm od 2027 roku”. – podkreśla Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Za wyraźnie pozytywną zmianę eksperci TMF Group uznają też nowelizację ustawy o rachunkowości podpisaną przez Prezydenta Karola Nawrockiego 11 marca 2026 roku, która pozwala tysiącom polskich firm legalnie zrezygnować z kosztownych raportów ESG za lata 2025 i 2026. Ze zwolnienia skorzystają podmioty, które nie przekroczyły progu 1000 pracowników lub 1 900 mln zł przychodów netto ze sprzedaży w roku obrotowym i roku poprzedzającym. Nowelizacja wdraża opcję przewidzianą w unijnej dyrektywie 2026/470 (pakiet Omnibus I), która od 2027 roku zawęzi obowiązek raportowania ESG wyłącznie do firm jednocześnie przekraczających próg 1000 pracowników i 450 mln euro przychodów.

„To jedna z tych zmian, które firmy odczują realnie – nie tylko w portfelu, ale też w harmonogramie pracy działów finansowych i ESG. Koszt przygotowania pełnego raportu zrównoważonego rozwoju zgodnego z europejskimi standardami ESRS może wynosić od kilkuset tysięcy do nawet kilku milionów złotych rocznie, wliczając audyt, systemy zbierania danych i zasoby ludzkie”. – komentuje Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Przedsiębiorcy powinni też odnotować nową funkcjonalność aplikacji mObywatel, która na mocy ustawy z 9 stycznia 2026 roku zostanie zintegrowana z Krajowym Rejestrem Sądowym – pełna funkcjonalność uruchomiona zostanie 31 maja 2026 roku. Wspólnicy, członkowie zarządów i prokurenci będą otrzymywać automatyczne powiadomienia push o zmianach rejestrowych dla maksymalnie 50 podmiotów w każdym kanale komunikacji. Równolegle od 31 marca elektroniczne dokumenty generowane z ksiąg wieczystych uzyskały pełną moc dokumentów sądowych.

„Dla przedsiębiorców powiązanych z wieloma podmiotami nowe narzędzie to realna oszczędność czasu i podniesienie standardu kontroli korporacyjnej bez żadnych dodatkowych kosztów. Warto jednak pamiętać o ograniczeniu do 50 podmiotów per kanał”. – mówi Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Autorzy Barometru pozytywnie oceniają również modernizację zasad korzystania ze zwolnień lekarskich – reforma wdrażana jest etapami od stycznia, z kluczowymi przepisami obowiązującymi od 13 kwietnia 2026 roku. Najważniejszą zmianą jest nowe podejście do aktywności podczas zwolnienia: kluczowym kryterium staje się wyłącznie wpływ danej aktywności na proces leczenia, a incydentalny kontakt z zakładem pracy – odebranie telefonu czy odpowiedź na e-mail – nie skutkuje już automatyczną utratą zasiłku.

„Reforma systemu zwolnień lekarskich to jedna z tych zmian, które były potrzebne od lat. Nowe kryterium – wpływ aktywności na leczenie – jest znacznie bardziej racjonalne i proporcjonalne. Dla firm to sygnał, że system zaczyna nadążać za rynkiem. Równocześnie wzmocnienie kontroli ZUS to właściwy kierunek: sprawne egzekwowanie przepisów chroni tych, którzy korzystają ze zwolnień rzetelnie, i eliminuje patologie obciążające cały system”. – ocenia Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Siódmą i zarazem ostatnią zmianą, którą eksperci TMF Group zaliczają do pozytywnych, jest reforma zasad zatrudniania cudzoziemców z 5 marca 2026 roku, porządkująca wieloletni chaos prawny narosły wokół tej kwestii. Nowe przepisy z jednej strony zachowują ochronę czasową dla Ukraińców posiadających numer PESEL UKR, z drugiej nakładają na pracodawców obowiązek zgłoszenia cudzoziemca do powiatowego urzędu pracy w ciągu 7 dni od zatrudnienia i dają firmom 3-letni okres przejściowy na pełne dostosowanie się do nowych wymagań.

„Szczególnie istotne jest zachowanie ochrony czasowej dla Ukraińców z numerem PESEL UKR – dowód na to, że ustawodawca nie działa mechanicznie i nie cofa nabytych praw. Ujednolicenie procedur dla pozostałych grup to natomiast krok w stronę równego i przewidywalnego rynku”. – ocenia Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł jednak również zmiany stanowiące poważne wyzwanie dla polskich przedsiębiorców. Wśród nich autorzy Barometru wymieniają przede wszystkim obniżenie od 1 stycznia 2026 roku limitu kosztów podatkowych dla samochodów spalinowych i większości hybryd – ze 150 000 zł do 100 000 zł. Nowy system limitów uzależniony jest od emisji CO2, 225 000 zł dla aut elektrycznych i napędzanych wodorem, 150 000 zł dla pojazdów o emisji poniżej 50 g/km oraz 100 000 zł dla wszystkich samochodów spalinowych i większości hybryd. Limity obejmują nie tylko odpisy amortyzacyjne, ale też raty leasingowe i opłaty dzierżawne – a więc najczęściej wybierane przez przedsiębiorców formy finansowania.

„To zmiana, która uderza tam, gdzie boli najbardziej – w codzienną kalkulację kosztów prowadzenia działalności. Limit 100 000 zł jest realnie oderwany od rynkowych cen: od 2019 roku ceny nowych samochodów wzrosły o 50 – 100 proc., a dziś przeciętny samochód klasy średniej kosztuje 150 – 200 tys. zł, co oznacza, że połowa lub więcej jego wartości jest wykluczona z kosztów podatkowych”.  – wyjaśnia Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Poważnym wyzwaniem pozostaje też reforma Państwowej Inspekcji Pracy, przyznająca okręgowemu inspektorowi pracy prawo do samodzielnego wydania decyzji administracyjnej stwierdzającej istnienie stosunku pracy – bez wyroku sądu – skutkującej natychmiastową reklasyfikacją umowy. Choć reforma wymierzona jest w fikcyjne kontrakty B2B, tysiące specjalistów – programistów, grafików, konsultantów – świadomie i dobrowolnie prowadzi działalność w tej formie, ceniąc jej elastyczność. Dla nich, jak wskazują eksperci TMF Group, nowe przepisy rodzą ryzyko błędnych ocen ze strony inspektorów, które mogą uderzyć w legalnie działające firmy.

„Reforma PIP może przynieść dobre efekty w walce z patologiami rynku pracy, ale źle wdrożona – bez precyzyjnych kryteriów i rzetelnej kontroli uznaniowości inspektorów – stanie się narzędziem, które uderzy również w legalnie działające firmy i świadomych freelancerów”. – ostrzega Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Autorzy Barometru zwracają wreszcie uwagę na negatywne konsekwencje wspomnianej wcześniej reformy zasad zatrudniania cudzoziemców, która dla sektorów budowlanego, logistycznego i produkcyjnego oznacza realne zagrożenie dla płynności operacyjnej. Nowe procedury wydłużają rekrutację pracowników zagranicznych, a 7-dniowy termin zgłoszeniowy dla tysięcy małych i średnich firm to dodatkowy koszt operacyjny i ryzyko sankcji za błędy. Kolejnym ryzykiem jest sytuacja pracowników bez potwierdzonego numeru PESEL UKR – ich ewentualne wypadnięcie z legalnego rynku pracy oznaczałoby realną lukę kadrową, której zapełnienia nikt dziś nie potrafi zaplanować.

„Zmiany najbardziej odczują pracodawcy zatrudniający Ukraińców bez numeru PESEL UKR – to właśnie dla tych pracowników droga do legalnej pracy staje się bardziej formalna i zbliżona do standardów obowiązujących obywateli innych państw”. – wskazuje Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Nowe zasady obliczania stażu pracy od 1 maja. Co trzeba zrobić, by z nich skorzystać?

1 maja 2026 roku w sektorze prywatnym zaczną obowiązywać zmiany w Kodeksie pracy, które poszerzają sposób obliczania stażu pracy. Będą wliczane do niego m.in. okresy prowadzenia działalności gospodarczej oraz wykonywania pracy na podstawie umów zlecenia. Do tej pory rozwiązania te obejmowały wyłącznie pracowników sektora publicznego.  Dla wielu osób przełoży się to na dłuższy staż pracy, a w konsekwencji – większy wymiar urlopu oraz dostęp do dodatków stażowych.

Pracownicy będą musieli udokumentować wcześniejsze okresy prowadzenia działalności gospodarczej, wykonywania umów zlecenia czy innych form aktywności zawodowej, aby pracodawca mógł uwzględnić je przy ustalaniu stażu pracy. Sama nowelizacja Kodeksu pracy z 26 września 2025 r. nie oznacza więc automatycznego przeliczenia tego stażu.

Nowe zasady liczenia stażu pracy od 2026 roku

Od 1 stycznia nowe zasady obliczania stażu pracy obowiązują w sektorze publicznym (m.in. w urzędach, szkołach publicznych, samorządowych instytucjach kultury, SP ZOZ-ach).

Nowelizacja Kodeksu nie opiera sposobu obliczania stażu pracy wyłącznie na stosunku pracy. Zamiast tego wprowadza szerokie podejście obejmujące różne formy aktywności zawodowej, w tym działalność gospodarczą oraz wybrane umowy cywilnoprawne, o ile spełnione są warunki ustawowe. Do tej pory uwzględniano głównie zatrudnienie na etacie oraz wybrane formy służby. Inne aktywności zawodowe nie miały wpływu na uprawnienia pracownicze. Zmiany w tym obszarze prowadzą do wyrównania sytuacji osób samozatrudnionych i pracujących na zleceniach z pracownikami etatowymi – wyjaśnia Joanna Łuksza, kierownik Zespołu Ekspertów Księgowych w IFIRMA.PL.

Zgodnie z nowymi przepisami do stażu pracy będą wliczane również m. in..:

  • okresy prowadzenia działalności gospodarczej, w których przedsiębiorca faktycznie wykonywał działalność i podlegał ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym albo miał obowiązek ich opłacania (w tym na podstawie wpisu do CEIDG i zgłoszenia do ZUS);
  • okresy zawieszenia działalności gospodarczej w związku z opieką nad dzieckiem, o ile w tym czasie opłacane były składki na ubezpieczenia społeczne;
  • okresy wykonywania umów cywilnoprawnych, w tym umów zlecenia, agencyjnych oraz innych umów o świadczenie usług;
  • okresy współpracy z przedsiębiorcą, w szczególności w ramach rodzinnego zaangażowania w działalność gospodarczą (np. współpraca z małżonkiem);
  • okresy członkostwa w rolniczych spółdzielniach produkcyjnych oraz spółdzielniach kółek rolniczych;
  • udokumentowane okresy pracy za granicą, niezależnie od tego, czy były wykonywane w ramach stosunku pracy.

Co istotne, art. 302(1) § 4 Kodeksu pracy rozszerza ten katalog jeszcze dalej i wprost obejmuje również:

  • okres tzw. „ulgi na start” z art. 18 ust. 1 ustawy Prawa przedsiębiorców, czyli czas, w którym osoba rozpoczynająca działalność gospodarczą nie podlega obowiązkowym ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym;
  • okres współpracy z osobą korzystającą z „ulgi na start”, jeżeli odprowadzane były składki na ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowe lub wypadkowe).

Jak udokumentować staż pracy?

Krok 1: Ustalenie, jakie okresy można do niego wliczyć

Na początek warto dokładnie przeanalizować swoją historię zawodową pod kątem aktywności, które moga zostać wliczone do stażu pracy. Należy pamiętać, że okresy te muszą być powiązane z ubezpieczeniami społecznymi. W praktyce oznacza to, że były odprowadzane składki emerytalne i rentowe albo istniał obowiązek ich opłacania.

Krok 2: Złóżenie wniosku o zaświadczenie z ZUS

Podstawą potwierdzenia stażu nie są umowy ani wpisy w rejestrach, ale zaświadczenie z ZUS.

Aby je uzyskać:

  • zaloguj się do swojego konta na PUE ZUS (eZUS),
  • złóż wniosek o wydanie zaświadczenia o okresach podlegania ubezpieczeniom, realizując poszczególne kroki:
  • w prawym górnym rogu wybierz zakładkę ,,Ubezpieczony”,
  • wejdź w menu znajdujące się po lewej stronie i kliknij w zakładkę ,,Dokumenty i wiadomości”,
  • wybierz z listy ,,Dokumenty robocze”, a następnie ,,Utwórz nowy”,
  • po otwarciu listy wniosków wyszukaj ,,Wniosek USP” i kliknij ,,Utwórz dokument”,
  • wypełnij formularz, który pojawi się w nowym oknie, wybierając okresy ubezpieczeń, których dotyczy wniosek,
  • po wypełnieniu formularza kliknij ,,Sprawdź”, jeśli weryfikacja przebiegła pomyślnie, wybierz ,,Zapisz”, a następnie ,,Zamknij”,
  • czas zautoryzować usługę, wybierając jeden ze sposobów – profil PEU, profil zaufany ePUAP, kwalifikowany podpis elektroniczny. Po podpisaniu wniosek zostanie przekazany do ZUS.
  • zaświadczenie zostanie umieszczone w profilu ubezpieczonego (PUE/eZUS),
  • ZUS powiadomi Cię o dostępności dokumentu (SMS, e-mail, aplikacja).

To właśnie ten dokument będzie kluczowy dla pracodawcy przy przeliczaniu stażu pracy.

Krok 3: Weryfikacja danych w zaświadczeniu

Po otrzymaniu dokumentu nie warto od razu przekazywać go dalej. Najpierw sprawdź:

  • czy uwzględnia wszystkie okresy aktywności,
  • czy daty się zgadzają,
  • czy nie ma przerw lub brakujących informacji.

Krok 4: Uzupełnienie ewentualnych braków

Jeśli okaże się, że ZUS nie posiada pełnych danych, konieczne będzie ich uzupełnienie. W tym celu możesz przedstawić:

  • umowy zlecenia lub inne umowy cywilnoprawne,
  • faktury lub rachunki,
  • potwierdzenia opłacania składek,
  • dokumenty z CEIDG lub urzędu skarbowego.

Na tej podstawie ZUS może uzupełnić Twoją historię ubezpieczeniową i wydać poprawione zaświadczenie.

Krok 5. Przekazanie dokumentów pracodawcy

Dopiero po uzyskaniu kompletnego zaświadczenia należy przekazać je pracodawcy (np. do działu HR) wraz z wnioskiem o przeliczenie stażu pracy.

Na tej podstawie pracodawca:

  • uwzględni dodatkowe okresy w stażu,
  • przeliczy uprawnienia pracownicze (np. wymiar urlopu),
  • zaktualizuje dokumentację kadrową.

Krok 6: Dopilnowanie terminów

Choć przepisy działają wstecz, nie oznacza to pełnej dowolności czasowej.

Pracownicy mają 24 miesiące na dostarczenie dokumentów od momentu wejścia przepisów w życie dla ich pracodawcy (w sektorze prywatnym od 1 maja 2026 r.).

Po tym czasie pracodawca nie będzie zobowiązany do uwzględnienia dodatkowych okresów.

Na co szczególnie uważać?

Kluczowym kryterium pozostaje podleganie ubezpieczeniom społecznym lub możliwość ich udokumentowania, co oznacza, że sama formalna aktywność nie zawsze będzie wystarczająca do zaliczenia okresu do stażu pracy

Niestety wiele osób błędnie zakłada, że, aby skorzystać z nowych zasad, wystarczą same umowy lub wpis do CEIDG. Tymczasem bez zaświadczenia z ZUS pracodawca nie ma podstaw do przeliczenia stażu. Tym samym skorzystanie z dodatkowych uprawnień wymaga złożenia w ZUS „Wniosku o wydanie zaświadczenia o ubezpieczeniu dla celów doliczenia okresów do stażu pracy”. Można to zrobić wyłącznie online, korzystając ze swojego konta na platformie eZUS – komentuje Joanna Łuksza z IFIRMA.PL.

Ważne zagadnienie stanowi tu także działalność nierejestrowana. W kontekście nowych regulacji nie jest ona traktowana jako działalność gospodarcza, a jej ewentualne uwzględnienie w stażu pracy nie wynika z automatycznego przypisania do kategorii przedsiębiorców, lecz wymagałoby odrębnej podstawy prawnej jako „inna praca zarobkowa” w rozumieniu art. 302(1) Kodeks pracy.

Na tym etapie warto również podkreślić ryzyko jakie niesie za sobą odkładanie tego tematu „na później”. Mimo że przepisy działają wstecz, nie działają automatycznie. Jeśli nie złożysz dokumentów w określonym czasie, Twój staż formalnie się nie zmieni.

Dodatkowo należy pamiętać, że wliczanie nowych okresów nie będzie wpływało wstecz na długość wypowiedzenia umowy o pracę ani na toczące się już nabory, w których wymagany był określony staż pracy.

Kupujący mieszkania za gotówkę i na kredyt grają na różnych rynkach. Otodom pokazuje skalę zjawiska

Rynek mieszkaniowy nie dzieli się wyłącznie na tanie i drogie nieruchomości. Pomiędzy nimi znajduje się wyraźny segment mieszkań umiarkowanych cenowo. O ile najtańsze i najdroższe lokale kupowane są najczęściej za gotówkę, o tyle „w środku” dominują klienci finansujący zakup przede wszystkim kredytem hipotecznym — i to właśnie oni stanowią statystycznie najliczniejszą grupę. Ekspert Otodom wyjaśnia, czym jest górka kredytowa i jak duża jest skala tego zjawiska w Polsce.

Jak zauważa Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań i analiz w Otodom, na polskim rynku mieszkaniowym przyjęło się analizować popyt przez pryzmat wieku kupującego lub poziomu cen. Tymczasem warto też przyjrzeć się strukturze finansowania nabywanej nieruchomości.

Z badania Otodom przeprowadzonego wśród użytkowników serwisu wynika, że w segmentach cenowych do 400 tys. zł większość transakcji realizowana jest za gotówkę. Wraz ze wzrostem ceny rośnie jednak znaczenie finansowania kredytowego. Już w przedziale 250–400 tys. zł udział hipoteki zbliża się do jednej trzeciej wszystkich transakcji, a w segmencie 400–700 tys. zł przekracza 40%. To właśnie ten przedział cenowy jest najczęściej i najmocniej wspierany kredytem, a jednocześnie odpowiada za zdecydowaną większość popytu.

Wykres na podstawie danych z badania przeprowadzonego przez Otodom

„Powyżej tego poziomu zależność od kredytu zaczyna słabnąć. Choć w segmencie cenowym 850 tys.-1 mln zł jego udział pozostaje jeszcze względnie wysoki, to im wyższa cena za nieruchomość, tym  finansowanie kredytowe systematycznie maleje. W przypadku najdroższych nieruchomości, powyżej 1,4 mln zł, niemal siedem na dziesięć zakupów realizowanych jest już za gotówke, a znaczenie kredytu spada do poziomu marginalnego. Jest to grupa klientów zamożnych, zainteresowanych inwestycjami premium lub finansujących zakup nowego, drogiego mieszkania lub domu środkami ze sprzedaży innej nieruchomości”, wyjaśnia Paweł Jarząbek z Otodom.

Pompowanie górki kredytowej, czyli makroekonomia w tle

Obecnie zjawisko tzw. górki kredytowej jest dodatkowo wzmocnione przez niespotykany od lat popyt na kredyty mieszkaniowe. Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, w pierwszym kwartale 2026 r. o taki sposób finansowania wnioskowało 144 tys. osób (+47% r/r i +83% wobec 2024 r.). Sam marzec 2026 r. przyniósł 63,3 tys. wniosków. Warto podkreślić także, że średnia kwota wnioskowanego kredytu pobiła rekord, osiągając 506 tys. zł. Zgodnie z danymi BIK w okresie styczeń-luty banki udzieliły 44,9 tys. kredytów o łącznej wartości 20,4 mld zł, co stanowi wzrost o 41,8% w ujęciu liczbowym oraz 53% wartościowo rok do roku. Kredyty mieszkaniowe udzielane w Polsce finansują zarówno zakup nieruchomości na rynku pierwotnym i wtórnym, jak również refinansowanie już istniejących kredytów, w styczniu i lutym br. tych ostatnich mogło być około 30% liczbowo. Nie zmienia to jednak faktu, że Polacy ruszyli po finansowanie nieruchomości do banków i na podstawie dynamiki zapytań z lutego, można przewidywać, że w całym pierwszym kwartale 2026 r. liczba udzielonych kredytów wyniesie ok. 70 tys., a ich wartość ok. 31 mld zł. Prognozy na drugi kwartał br. są pozytywne. Zatem popyt ze strony grupy klientów kredytowych nie będzie słabnąć w kolejnych miesiącach 2026 roku. Jak zatem będzie wyglądać aktywność klientów na rynkach mieszkaniowych w poszczególnych miastach?

W tych miastach kredytobiorca może mieć pod górkę

„W każdym z siedmiu największych miast w Polsce można wskazać odrębne ryzyka i szanse, ponieważ rynek nie jest jednorodny, a to, czy klient wchodzi na niego z gotówką czy z kredytem, stawia go w całkowicie innej pozycji w zależności od aglomeracji”, zauważa ekspert Otodom.Wykres na podstawie danych z badania przeprowadzonego przez Otodom 2

„Są miasta, w których klient z gotówką dyktuje warunki, a jego budżet znacząco przewyższa możliwości osób posiłkujących się kredytem. Takimi lokalizacjami są na przykład Warszawa i Trójmiasto. Natomiast w Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu sytuacja wygląda odwrotnie – kredytobiorcy mają statystycznie wyższe budżety. W Łodzi i Katowicach występuje względna równowaga, jeśli idzie o budżety osób kredytujących się i tych bardziej gotówkowych”, dodaje Paweł Jarząbek.

Dwugłos miast – Warszawa i Trójmiasto

Na rynku warszawskim odsetek transakcji gotówkowych (43%) i kredytowych (39%) jest bardzo zbliżony. Jednak klienci, kupujący w większości za środki własne, dysponują średnim budżetem o 138 tys. zł wyższym niż kredytobiorcy (830 tys. do 692 tys. zł). Wysoki udział finansowania zakupu nieruchomości z własnych środków zauważalny jest także w Trójmieście (52%) przy jednoczesnym niższym odsetku kredytów (32%). Na rynku trójmiejskim mamy do czynienia z wyższymi o 67 tys. zł budżetami klientów gotówkowych (607 tys. zł do 540 tys. zł).

Wielka trójca równych – Poznań, Wrocław i Kraków

W tej grupie rynków tzw. górka kredytowa jest wyraźna, ale osoby, biorące kredyt, dysponują równym lub nawet większym budżetem niż inwestorzy gotówkowi. W Poznaniu króluje zakup z kapitału własnego (54% wszystkich transakcji), jednak to kredytobiorcy dominują w wyższych segmentach cenowych. Ich średni budżet to 585 tys. zł, czyli o 100 tys. zł więcej niż u kupujących za oszczędności. Podobną sytuację obserwujemy we Wrocławiu. Z kolei w Krakowie panuje największa równowaga. Udział obu form płatności jest zbliżony (42% gotówka, 38% kredyt), a różnica w średnim budżecie to około 15 tys. zł na korzyść kredytobiorców.

Tańsze rynki inwestycyjne – Łódź i Katowice

W tych aglomeracjach ceny nieruchomości są na tyle niskie, że zaciąganie kredytu jest stosunkowo niewielkie. Na przykład w Katowicach aż 57% wszystkich nieruchomości kupuje się za gotówkę. Wynika to z bardzo niskich progów wejścia na rynek, ponieważ średnie budżety całkowite wynoszą tu około 400 tys. zł zarówno dla gotówki, jak i kredytu. W Łodzi blisko połowa transakcji na rynku mieszkaniowym jest finansowana oszczędnościami (49%). Udział kredytów to zaledwie 30% transakcji. Budżety łódzkich nabywców kredytowych i gotówkowych są niemal identyczne i wynoszą 418-428 tys. zł.

Wtórny czy pierwotny – oto jest pytanie?

„Biorąc pod uwagę, że 45% udzielanych dziś kredytów celuje w rynek wtórny, a rywalizacja na nim toczy się na warunkach dyktowanych przez gotówkę, dla indywidualnych sprzedających nieruchomości z drugiej ręki klient, dysponujący gotówką jest bezpieczniejszy. Kredyt to zawsze czas i ryzyko decyzji bankowej. Dla kredytobiorców, którzy mają budżet podobny do gotówkowiczów bardziej łaskawy może być rynek deweloperski, odpowiadający za 40% kredytów. Deweloperzy mają własne wypracowane procedury i zazwyczaj chętniej czekają na dopełnienie formalności bankowych, podsumowuje Paweł Jarząbek, ekspert rynku mieszkaniowego, Otodom.

Stabilny popyt przy rekordowo niskiej powierzchni w budowie na warszawskiej mapie biurowej

Warszawski rynek biurowy mierzy się z dalszym spowolnieniem po stronie przyszłej podaży. Jak wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, wolumen powierzchni w budowie spadł do zaledwie 118 000 mkw. – poziomu nienotowanego od 30 lat. Aktywność najemców w pierwszym kwartale utrzymała się na relatywnie stabilnym poziomie, osiągając niecałe 134 tys. mkw., choć pozytywnie wyróżniły się nowe umowy, które odpowiadały za 51% całkowitego popytu. Najemcy poszukujący małych i średnich powierzchni pozostają aktywni na rynku relokacji.

PODAŻ: NAJMNIEJ POWIERZCHNI W BUDOWIE OD 30 LAT

W pierwszym kwartale 2026 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły 6,28 mln mkw. W analizowanym okresie do użytku oddano trzy budynki biurowe o łącznej powierzchni blisko 43 000 mkw.: nowo wybudowane Studio A (24 000 mkw. – Skanska) oraz Vena (15 400 mkw. – PHN), a także budynek po renowacji – Przemysłowa 26a (3 500 mkw. – Powiśle Nieruchomości).

Wraz z oddawaniem do użytkowania kolejnych projektów, obserwowany jest dalszy spadek wolumenu powierzchni biurowej w budowie. Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku wynosił on zaledwie 118 000 mkw., co stanowi nowe minimum w Warszawie na przestrzeni ostatnich 30 lat.

Obecnie wśród największych inwestycji realizowanych w Warszawie znajdują się m.in. wieża biurowa Skyliner II (Karimpol), flagowy projekt Strabag Real Estate – Upper One oraz biurowiec Afi Tower (AFI / Echo Investment). Najbliższe przyszłe inwestycje obejmują rozpoczęcie przez Ghelamco prac nad drugim etapem kompleksu VIBE, a także proces wyburzania starszego biurowca przy ul. Prostej 69, na którego miejscu inwestor – spółka CPI – planuje realizację nowego projektu biurowego LightOn”, tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

POPYT: SPOKOJNY PIERWSZY KWARTAŁ

Aktywność najemców w pierwszym kwartale 2026 roku wyniosła 133 800 mkw., co oznacza spadek o około 9% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, jednocześnie pozostając na poziomie zbliżonym do roku 2024.
W analizowanym okresie zawarto ponad 180 transakcji, z czego 34 dotyczyły powierzchni przekraczających 1000 mkw. W strukturze transakcji w okresie styczeń-marzec dominowały nowe umowy, które odpowiadały za 51% całkowitego wolumenu. Renegocjacje stanowiły 39%, ekspansje 9%, natomiast powierzchnie zajęte przez właściciela około 1%.
Wśród największych transakcji zawartych w analizowanym okresie znalazły się m.in. renegocjacja umowy najmu przez firmę P4 (Play) w budynku Neopark B na ponad 8850 mkw., renegocjacja firmy Baxter w Nordic Park na około 4700 mkw., a także umowa przednajmu podpisana przez Mindspace w budynku Skyliner II na blisko 4400 mkw.

Z naszych obserwacji wynika, że utrzymujące się zainteresowanie powierzchniami biurowymi w Warszawie jest w dużej mierze wspierane przez dynamiczny rozwój centrów usług wspólnych. Jednocześnie sektorami o potencjale wzrostu, poza usługami dla biznesu, pozostają firmy z branży IT, bankowości, sektora publicznego oraz farmaceutycznego. Oprócz wysokiego zainteresowania strefą centralną obserwowany jest również stabilny popyt poza centrum, w szczególności w strefach Służewiec oraz Korytarz Jerozolimskich. Dodatkową opcją dla najemców pozostają także niszowe strefy biurowe, takie jak strefa Wschód, Północ czy korytarz Puławskiej. Lokalizacje te stanowią atrakcyjną i kosztowo konkurencyjną alternatywę – zarówno dla dużych firm, dążących do utrzymania części działów w mniej centralnych lokalizacjach, jak i dla mniejszych podmiotów, działających w ograniczonej skali lub dopiero wchodzących na rynek”, mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Cushman & Wakefield prognozuje utrzymanie aktywności najemców na warszawskim rynku biurowym w najbliższych kwartałach na poziomie zbliżonym do lat 2023–2024. Jednocześnie tempo rozwoju rynku może ulegać zmianom w zależności od ogólnego klimatu gospodarczego oraz strategii firm międzynarodowych w zakresie redukcji kosztów lub ekspansji.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: LEKKA KOREKTA DOSTĘPNOŚCI, PRZY UTRZYMUJĄCYM SIĘ TRENDZIE SPADKOWYM

Na koniec marca 2026 roku wskaźnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 9,5%, co oznacza wzrost o 0,4 pp. w ujęciu kwartalnym, przy jednoczesnym spadku o 1,0 pp. w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku.

Obecny, nieznaczny wzrost dostępności wynika przede wszystkim z oddania na rynek nowych budynków biurowych. Jednocześnie obserwowany jest stabilny, dodatni poziom absorpcji, przejawiający się wyższym wolumenem najmu w porównaniu do powierzchni zwalnianych. W perspektywie ograniczonej nowej podaży w latach 2026-2028 oczekiwany jest dalszy spadek wskaźnika powierzchni niewynajętej. Struktura pustostanów pozostaje nadal wyraźnie zróżnicowana lokalizacyjnie. Obecnie wyższy poziom niewynajętej powierzchni utrzymuje się w strefach niecentralnych (12,2%), podczas gdy w strefie centralnej dostępność na koniec I kwartału 2026 roku kształtowała się na niskim poziomie 6,5%”, dodaje Paweł Kłosiński, Senior Office Leasing Manager, Cushman & Wakefield.

Trwająca kompresja dostępnej powierzchni biurowej w centralnych lokalizacjach może nadal prowadzić do wzrostu stawek czynszowych w Centrum. W połączeniu z ograniczoną liczbą nowych inwestycji sytuacja ta może sprzyjać zarówno poprawie pozycji konkurencyjnej starszych projektów centralnych, jak i wzrostowi zainteresowania wybranymi lokalizacjami poza centrum. Trend ten może również zachęcać właścicieli starszych budynków do przeprowadzania modernizacji, umożliwiających skuteczniejsze konkurowanie o utrzymanie obecnych, a także pozyskanie nowych najemców.

STAWKI CZYNSZÓW: DALSZY WZROST PRZEDE WSZYSTKIM W CENTRUM, NIEZNACZNIE POZA CENTRUM

W marcu 2026 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-29,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach niecentralnych. Wzrosty czynszu obserwowaliśmy przede wszystkim w budynkach w Centrum (zarówno w trakcie budowy, jak i w istniejących). Czynsze w budynkach poza centrum również doświadczyły wzrostów, choć o niższej skali – zbliżonej lub nieznacznie wyższej względem wskaźnika inflacji.

Cushman & Wakefield przewiduje, że w kolejnych kwartałach, presja na wzrost stawek czynszu będzie widoczna nadal przede wszystkim w projektach w budowie oraz w najbardziej atrakcyjnych obiektach zlokalizowanych w Centrum czy wybranych strefach przycentralnych. Podczas gdy w większości obiektów w lokalizacjach niecentralnych wzrost czynszów będzie ograniczony ze względu na większą konkurencję i relatywnie wyższy poziom wakatu.

UOKiK ukarał Travelplanet.pl. Chodzi o nieaktualne i niepełne ceny wycieczek

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny nałożył na Travelplanet.pl karę w wysokości 647 tys. zł za praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów. Według UOKiK spółka prezentowała na stronie internetowej nieaktualne lub niepełne ceny wycieczek, przez co konsumenci mogli być wprowadzani w błąd już na etapie wyszukiwania ofert. Decyzja dotyczy sposobu prezentowania cen imprez turystycznych w serwisie internetowym Travelplanet.pl, w którym użytkownicy mogą porównywać wyjazdy według kierunku, terminu i ceny. Decyzja nie jest prawomocna, a przedsiębiorcy przysługuje od niej odwołanie do sądu.

Cena w wynikach wyszukiwania różniła się od ceny w szczegółach oferty

Travelplanet.pl działa jako agent turystyczny i sprzedaje wycieczki organizatorów turystyki, m.in. za pośrednictwem własnego serwisu internetowego. Konsumenci korzystający ze strony mogą wyszukiwać wyjazdy według określonych kryteriów, takich jak kierunek podróży, termin czy przedział cenowy. Mogą również sortować oferty od najtańszej do najdroższej lub odwrotnie. Zdaniem UOKiK właśnie na tym etapie dochodziło do problemu, ponieważ cena widoczna w wynikach wyszukiwania nie zawsze odpowiadała cenie prezentowanej po wejściu w szczegóły konkretnej wycieczki.

Urząd wskazał, że w jednym z badanych okresów, trwającym trzy tygodnie, na 100 sprawdzonych wycieczek w 47 przypadkach cena w szczegółach oferty była wyższa niż cena pokazana wcześniej w wynikach wyszukiwania. Średnia różnica wynosiła 329 zł za osobę. Największa rozbieżność dotyczyła wyjazdu do Dubaju, gdzie cena prezentowana w wynikach wyszukiwania wynosiła 4293 zł za osobę, natomiast po wejściu w szczegóły oferty wzrastała do 9023 zł. Różnica wyniosła więc 4730 zł za osobę.

UOKiK: konsumenci mogli mieć problem z rzetelnym porównaniem ofert

Według UOKiK takie działanie mogło utrudniać konsumentom rzeczywistą ocenę atrakcyjności ofert. Osoba planująca wyjazd mogła wybrać konkretną propozycję, kierując się ceną widoczną w wynikach wyszukiwania, a dopiero po kliknięciu dowiadywała się, że koszt imprezy turystycznej jest inny. W praktyce mogło to zaburzać porównywanie ofert i prowadzić do sytuacji, w której konsumenci poświęcali czas na analizę propozycji niespełniających ich faktycznych oczekiwań cenowych. Problem był szczególnie istotny w przypadku narzędzi sortowania i filtrowania po cenie, które powinny pomagać użytkownikowi w szybkim znalezieniu właściwej oferty.

UOKiK zwrócił również uwagę, że w niektórych przypadkach ceny nie zawierały obowiązkowych składek na turystyczny fundusz gwarancyjny. Tego rodzaju opłaty powinny być uwzględnione w cenie, ponieważ są elementem obowiązkowego kosztu wyjazdu. Jak wynika z informacji urzędu, Travelplanet.pl zmienił tę praktykę w toku postępowania i obecnie prezentowane ceny uwzględniają składki.

Prezes UOKiK: cena musi być aktualna i kompletna

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, że cena jest jedną z najważniejszych informacji, którymi konsumenci kierują się przy wyborze towarów i usług. Dotyczy to również imprez turystycznych, gdzie różnice cenowe mogą mieć kluczowe znaczenie dla decyzji zakupowej. Z perspektywy konsumenta cena widoczna w wyszukiwarce ofert powinna być aktualna, pełna i możliwa do zweryfikowania bez konieczności przechodzenia przez kolejne etapy rezerwacji. Zdaniem UOKiK przedsiębiorca ma obowiązek tak prezentować ceny, aby klient nie musiał samodzielnie sprawdzać, czy kwota pokazana w wynikach wyszukiwania odpowiada rzeczywistemu kosztowi wyjazdu.

Urząd ocenił, że praktyki Travelplanet.pl naruszały zbiorowe interesy konsumentów. W konsekwencji Prezes UOKiK nałożył na spółkę karę w wysokości 647 tys. zł oraz nakazał zmianę zakwestionowanej praktyki. Travelplanet.pl będzie musiał także poinformować o decyzji na swojej stronie internetowej oraz w profilach w mediach społecznościowych. Decyzja nie kończy jednak sprawy definitywnie, ponieważ spółka może odwołać się do sądu.

To kolejna decyzja UOKiK dotycząca cen wycieczek online

Sprawa Travelplanet.pl wpisuje się w szersze działania UOKiK dotyczące sposobu prezentowania cen usług turystycznych w internecie. Urząd przypomniał, że nie jest to pierwsza decyzja dotycząca zamieszczania nieprawdziwych cen imprez turystycznych na stronach internetowych. W grudniu 2023 roku Prezes UOKiK nałożył ponad milion złotych kary na właściciela portalu wakacje.pl za podobną praktykę.

Oświadczenie Travelplanet.pl S.A. w związku z decyzją UOKiK:

Postępowanie prowadzone przez Prezesa UOKiK rozpoczęło się przed zmianą właścicielską Travelplanet.pl, więc aktualny właściciel nie był stroną zdarzeń, których ono dotyczy.

Zgodnie z warunkami transakcji, wszelkie zobowiązania oraz ewentualne konsekwencje prawne związane ze sprawami wszczętymi przed finalizacją przejęcia pozostają po stronie poprzedniego właściciela.

Travelplanet.pl nie zgadza się z decyzją UOKiK. Spółka będzie się od niej odwoływać i podejmować dalsze kroki prawne. Jednocześnie zaznacza, że Travelplanet.pl, jako agent turystyczny, prezentuje zawsze takie ceny, jakie zostały mu przesłane przez biura podróży, i na żadnym etapie nie wpływa na ich poziom. Tym samym ceny na stronie Travelplanet.pl są takie same jak na stronach biur podróży.

Aktorzy i lektorzy przeciwko kradzieży głosu przez AI. Rusza akcja „Mój głos. Moja własność”

Bezprawne wykorzystywanie wizerunku, a także dóbr osobistych takich jak głos, przez nowe technologie i ich użytkowników, musi mieć swoje konsekwencje. Największe organizacje: Związek Artystów Scen Polskich (ZASP), Związek Zawodowy Twórców Dubbingu (ZZTD) oraz Związek Zawodowy Aktorów Polskich (ZZAP), zawiązały koalicję w obronie praw aktorów głosowych, dubbingowych oraz lektorów. Domagamy się prawnej i finansowej ochrony dla twórców, a nasze postulaty, w ramach akcji „Mój głos. Moja własność”, kierujemy do instytucji władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej.

Koalicja w obronie ludzi, których pracą jest głos

Rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji stwarza nowe możliwości technologiczne, ale rodzi też poważne zagrożenia dla artystów-twórców. Coraz częściej obserwujemy zastępowanie pracy i wkładu aktorów w produkcjach audiowizualnych oraz audialnych całkowicie nowymi wytworami generatywnej AI, tworzonymi bez jakiegokolwiek udziału wykonawców pierwotnych. Prawa twórców są naruszane m.in. w procesie tworzenia syntetycznych kopii głosu bez wiedzy i zgody wykonawców.

Brak odpowiednich regulacji prowadzi do bezprawnego kopiowania głosu oraz pozbawiania twórców należnego im wynagrodzenia. Celem Koalicji z udziałem ZASP, ZZTD i ZZAP jest ochrona praw aktorów głosowych, lektorów i dubbingowców w obliczu dynamicznego rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji. Wspólne stanowisko w tej sprawie, pt. „Mój głos. Moja własność”, kierujemy do instytucji władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej.

Głos to nie plik danych. To element tożsamości i pracy zawodowej lektora

Głos, podobnie jak wizerunek zewnętrzny artysty, stanowi sceniczny element tożsamości i rozpoznawalności danego twórcy, jego podstawowe narzędzie pracy oraz dorobek zawodowy, na który pracuje latami. Powinien on podlegać ochronie na równi z dobrami osobistymi oraz prawami pokrewnymi.

Rozumiemy, że technologia rozwija się szybciej niż przepisy, ale państwo nie może pozostawać bierne wobec nadużyć. Potrzebne są jasne regulacje, które zagwarantują twórcom prawo do decydowania o wykorzystaniu ich głosu, adekwatne wynagrodzenie oraz skuteczną ochronę przed bezprawnym kopiowaniem. W ramach Koalicji „Mój głos. Moja własność” – z udziałem ZASP, ZZTD oraz ZZAP – apelujemy do władz o pilne działania regulacyjne w tym obszarze – mówi Jan Tomaszewicz, Prezes Zarządu Głównego Związku Artystów Scen Polskich (ZASP).

Lektor filmowy usłyszał swój głos w reklamie… której nigdy nie nagrał

Szczególnie niepokojące są przypadki wykorzystywania artystycznych wykonań, wizerunku oraz głosu aktorów, a także ich próbek, do tworzenia nowych produkcji – bez ich udziału albo przy użyciu wcześniej istniejących nagrań. Dotyczy to trenowania modeli sztucznej inteligencji, zarówno bez zapłaty, jak i za wynagrodzeniem rażąco nieadekwatnym do wartości pracy twórczej oraz stawek obowiązujących przy standardowym cenniku usług wykonawców.

Jednym z symboli tego procederu jest m.in. proces z udziałem poszkodowanego lektora Jarosława Łukomskiego, przed Sądem Okręgowym w Warszawie. To pierwsza w Polsce bezprecedensowa sprawa dotycząca bezprawnego wykorzystania w reklamie cyfrowego modelu głosu lektora, bez jego wiedzy i zgody, przez podmiot z branży wodno-kanalizacyjnej (producenta m.in. szamb). Orzeczenie to może mieć istotne znaczenie dla przyszłej ochrony prawa do głosu w dobie technologii deepfake oraz wyznaczać standardy odpowiedzialności za podobne naruszenia.

Sprawa ta pokazuje, że kradzież głosu jest realna – i to na dużą skalę komercyjną. Dlatego tym bardziej nie akceptujemy użycia wygenerowanych głosów, np. w reklamach czy kampaniach prosprzedażowych bez wiedzy, zgody oraz odpowiedniego wynagrodzenia dla twórców. Sprzeciwiamy się również generowanym m.in. audiobookom, często korzystającym nie tylko z rozpoznawalnych głosów poszczególnych artystów, ale też z indywidualnych interpretacji artystycznych tych twórców, wynikających z ich wieloletniego warsztatu.

Brak systemowego wsparcia uderza w całe środowisko

Jako Koalicja organizacji zrzeszonych w obronie aktorów głosowych, dubbingowych oraz lektorów zwracamy uwagę, że problem nie dotyczy wyłącznie pojedynczych przypadków poszczególnych twórców. Jest to zagrożenie systemowe. Bez odpowiednich rozwiązań i zabezpieczeń prawnych oraz rynkowych, skutki będą odczuwalne przez całe środowisko artystyczne, nie tylko przez tych, którzy zawodowo użyczają swojego głosu.

Jeżeli państwo polskie nie zagwarantuje skutecznych mechanizmów ochrony, będziemy obserwować wypieranie profesjonalnych wykonawców, spadek jakości produkcji, ciągłą presję na zaniżanie stawek artystom oraz ograniczanie miejsc pracy na rzecz technologii.

„Mój głos. Moja własność”

W ramach akcji „Mój głos. Moja własność” postulujemy wprowadzenie obowiązku uzyskania zgody na każde wykorzystanie głosu przez narzędzia AI, pełnej transparentności źródeł danych treningowych oraz wyraźnego oznaczania, że w danej produkcji użyto AI, a także prawa do usunięcia danych głosowych z systemów AI. We wspólnym stanowisku kierowanym do decydentów – władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej – apelujemy o pełną ochronę twórców głosowych oraz realną odpowiedzialność firm za nadużycia technologiczne. Domagamy się także rozwiązań promujących producentów, którzy korzystają z pracy aktorów zamiast narzędzi AI, poprzez system dotacji, dofinansowań lub odpowiednie instrumenty podatkowe. Liczymy też na wsparcie ze strony środowiska dziennikarskiego, które w równym stopniu narażone jest na zagrożenia generowane przez AI.

Rozwój sztucznej inteligencji musi odbywać się z poszanowaniem zasad etyki, prawa oraz uczciwej współpracy z twórcami. Chcemy, by nasz głos został usłyszany. Dlatego domagamy się od decydentów zagwarantowania ochrony wykonawców przed zagrożeniami ze strony  generatywnej AI.

Greenwashing, dark patterns i promocje. Regulatorzy coraz częściej analizują całe modele biznesowe

Coraz częściej te same działania przedsiębiorców podlegają jednocześnie ocenie z perspektywy prawa konkurencji i ochrony konsumentów. Praktyka organów regulacyjnych w Polsce i Europie pokazuje wyraźnie: komunikacja marketingowa, polityka cenowa czy modele sprzedaży przestają być wyłącznie kwestią relacji z klientem — stają się elementem wpływającym na warunki konkurencji na rynku.

Trend ten potwierdzają m.in. ostatnie działania UOKiK, który rozwija narzędzia do wykrywania tzw. dark patterns, interweniuje w sprawach komunikacji dotyczącej promocji i prowadzi postępowania związane z tzw. greenwashingiem.

W praktyce oznacza to, że jedna decyzja biznesowa może dziś generować ryzyka w kilku reżimach prawnych jednocześnie. Firmy często tego nie dostrzegają, dopóki nie pojawi się regulator. Równolegle organy antymonopolowe w Europie – jak w sprawie Ryanair we Włoszech – pokazują, że praktyki ograniczające dostęp do rynku mogą bezpośrednio przekładać się na wybór i sytuację konsumentów”, mówi Karolina Olszewska, Senior Associate w kancelarii GESSEL.

Na poziomie prawnym ten obszar opiera się przede wszystkim na unijnej dyrektywie o nieuczciwych praktykach handlowych 2005/29/WE, którą w zakresie green claims wzmacnia dyrektywa 2024/825. W Polsce kluczowe znaczenie ma art. 24 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, który definiuje praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów, obejmujące m.in. działania wprowadzające w błąd oraz posługiwanie się nierzetelną, nieprawdziwą lub niepełną informacją. W obszarze nadużyć pozycji dominującej znaczenie ma także art. 102 TFUE, a w przypadku zatorów płatniczych – ustawa o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych.

Kary są nakładane także na firmy naruszające prawa konsumentów – np. 105 mln zł dla jednej z firm, za przekaz reklamowy wprowadzający konsumentów w błąd.

Jeden problem, dwa reżimy

Dobrym przykładem przenikania się tych obszarów jest greenwashing. Z jednej strony może on oznaczać wprowadzanie konsumentów w błąd co do cech produktu lub jego wpływu na środowisko. Z drugiej — daje przewagę rynkową firmom, które nie ponoszą realnych kosztów działań ESG, a mimo to komunikują je w sposób atrakcyjny marketingowo.

W sprawach greenwashingu nie chodzi już tylko o prawdziwość komunikatu, ale o jego wpływ na rynek. Jeżeli firma buduje przewagę na deklaracjach, których nie jest w stanie udowodnić, to jest to problem nie tylko konsumencki, ale też konkurencyjny”, podkreśla Karolina Olszewska.

W efekcie przedsiębiorcy faktycznie inwestujący w zrównoważony rozwój, mogą przegrywać konkurencję z podmiotami „tańszymi, ale bardziej komunikacyjnymi”, co prowadzi do zakłócenia mechanizmu konkurencji opartego na jakości i innowacyjności.

Podobne zjawisko widać w obszarze dark patterns oraz komunikacji promocyjnej — nieczytelne rabaty, presja czasowa czy manipulacyjne interfejsy mogą jednocześnie wpływać na decyzje konsumentów i zmieniać realne warunki rywalizacji rynkowej.

Praktyka: kary i postępowania

To podejście ma już bardzo konkretne przełożenie na działania regulatorów. We Włoszech organ antymonopolowy nałożył na Ryanair i jego spółkę-matkę karę ponad 255 mln euro za nadużycie pozycji dominującej wobec biur podróży, wskazując, że działania firmy ograniczały dostęp do oferty i zaburzały konkurencję.

W Polsce UOKiK w styczniu 2026 r. nałożył niemal 37 mln zł kar na Zalando i Temu za nieprawidłowe prezentowanie promocji i wprowadzające w błąd informacje o obniżkach. Równolegle prowadzone są postępowania dotyczące greenwashingu wobec Allegro, DHL, DPD i InPost — w tych sprawach potencjalne kary mogą sięgać do 10% obrotu. Urząd rozwija także narzędzia do identyfikowania dark patterns, co sygnalizuje wyraźne przesunięcie w stronę bardziej systemowego podejścia do kontroli praktyk cyfrowych.

Widzimy wyraźnie, że organy nadzorcze przestają reagować wyłącznie na pojedyncze naruszenia, a zaczynają analizować całe modele biznesowe i sposób projektowania doświadczenia użytkownika”,  wskazuje Karolina Olszewska.

Istotne znaczenie ma również orzecznictwo. Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie C-330/23 (Aldi Süd) potwierdził, (co ma kluczowe znaczenie dla interpretacji przepisów unijnej dyrektywy Omnibus), że informowanie o obniżkach cen musi odnosić się do najniższej ceny z 30 dni przed promocją, co ma przeciwdziałać sztucznemu zawyżaniu atrakcyjności ofert.

W szczególności rosnące znaczenie mają dziś trzy obszary: greenwashing, dark patterns, komunikacja promocyjna. Te czynniki najczęściej analizowane są w kontekście ochrony konsumentów, ale coraz częściej mają także wymiar konkurencyjny — wpływają nie tylko na decyzje zakupowe, lecz także na równość warunków działania na rynku.

Wnioski dla przedsiębiorców

Dla firm oznacza to konieczność szerszego spojrzenia na ryzyka regulacyjne. Praktyki marketingowe, sposób prezentacji cen, komunikacja ESG czy nawet zarządzanie płatnościami nie powinny być analizowane wyłącznie w jednym obszarze prawa.

„Obecnie problemem nie jest już tylko to, czy komunikat jest atrakcyjny marketingowo, ale czy jest prawdziwy, porównywalny i mieści się w granicach wyznaczonych przez prawa konsumenta, konkurencji i czyni zadość wymogom nakładanym przez regulatora” – podsumowuje Karolina Olszewska.

Zdaniem ekspertów, granice między prawem konkurencji a ochroną konsumentów będą się dalej zacierać, a regulatorzy coraz częściej będą analizować praktyki rynkowe w sposób całościowy. Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność budowania spójnego podejścia do compliance, które uwzględnia jednocześnie oba obszary.

Redukcje zatrudnienia w przemyśle. Pracodawcy sprawdzają nie tylko kompetencje, ale też absencję

Tysiące likwidowanych miejsc pracy w przemyśle i rosnąca presja na efektywność sprawiają, że firmy coraz częściej podejmują decyzje kadrowe w oparciu o dane. W samej branży AGD w latach 2024-2025 pracę straciło ok. 6 tys. osób, natomiast w branży meblarskiej ponad 22 tys. osób. Jednym z kluczowych analizowanych wskaźników staje się absencja chorobowa, zwłaszcza krótkie, powtarzalne L4 wśród pracowników. To efekt m.in. rosnącej skali nadużyć. Z danych Barometru Absencji Chorobowej 2025 wynika, że około 1/3 skontrolowanych zwolnień lekarskich w kraju była wykorzystywana niezgodnie z przeznaczeniem.

Redukcje zatrudnienia przybierają na sile

Z najnowszych informacji wynika, że procesy redukcji zatrudnienia obejmują kolejne zakłady produkcyjne. W fabryce IKEA Industry w Goleniowie rozpoczęła się restrukturyzacja, w ramach której pracę może stracić ok. 160 osób z załogi liczącej około 580 pracowników. Z kolei spółka Black Red White zdecydowała o wygaszeniu produkcji w zakładzie w Zamościu, do końca czerwca ubędzie tam ponad 160 miejsc pracy.

Ostatnie miesiące przynoszą także informacje o ograniczaniu zatrudnienia w dużych zakładach przemysłowych. Zgodnie z informacjami medialnymi Electrolux zapowiedział redukcję etatów, która może objąć około 200 osób. W całej branży AGD skala zwolnień w ostatnich latach pozostaje bardzo wysoka.

Zmiany widoczne są również w sektorze motoryzacyjnym. Fabryka Stellantis w Tychach przechodzi z systemu trzyzmianowego na dwuzmianowy, co wiąże się ze zwolnieniami obejmującymi, według oficjalnych informacji, około 320 osób.

W obliczu takich decyzji działy HR coraz częściej sięgają po analitykę, aby ograniczyć ryzyko destabilizacji pracy zakładu po redukcjach.

Krótkie L4 na celowniku pracodawców

Eksperci rynku pracy wskazują, że to nie długie zwolnienia, ale krótkie, powtarzalne absencje chorobowe są dziś największym wyzwaniem operacyjnym, szczególnie w środowiskach produkcyjnych gdzie nawet krótkie nieobecności mają bezpośredni wpływ na ciągłość pracy.

Z danych Barometru Absencji Chorobowej Conperio 2025 wynika, że ponad 44 proc. jednodniowych zwolnień lekarskich przypada na poniedziałki i piątki. Taki schemat jest coraz bardziej widoczny i, jak podkreślają eksperci, nie pozostaje bez znaczenia przy analizie stabilności pracy pracowników.

– W czasie redukcji zatrudnienia firmy patrzą nie tylko na kompetencje, ale również na przewidywalność i ciągłość pracy. Powtarzalne, krótkie absencje są dziś czytelnym sygnałem dla organizacji, bo można je zmierzyć i porównać w skali całego zespołu – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy i prezes Conperio, polskiej firmy doradczej specjalizującej się w problematyce absencji chorobowych.

Jak podkreśla, w środowiskach produkcyjnych nawet jednodniowa nieobecność może wywołać efekt domina.

– W fabryce jedna osoba na L4 to często konieczność natychmiastowej reorganizacji pracy całej zmiany. To generuje nadgodziny, spadki wydajności i napięcia w zespołach. Dlatego firmy coraz częściej analizują, które obszary działalności są najbardziej narażone na tego typu zakłócenia – dodaje.

Ekspert zaznacza przy tym, że absencja chorobowa jest jednym z wielu elementów oceny pracownika, obok kompetencji, doświadczenia czy wyników pracy.

HR przechodzi na zarządzanie oparte na danych

Zmiany na rynku pracy zbiegają się z rosnącą dostępnością narzędzi analitycznych, które pozwalają firmom precyzyjnie monitorować absencję chorobową, zarówno na poziomie pojedynczych pracowników, jak i całych zespołów.

Na rynku dostępne są już rozwiązania wspierające analizę absencji chorobowej w organizacjach. W Polsce powstał Pulpit Absencji – dedykowana działom HR aplikacja webowa, która umożliwia bieżące monitorowanie wskaźników absencji oraz identyfikację powtarzalnych schematów nieobecności.

Dzięki temu zarządzanie absencją chorobową przestaje być działaniem reaktywnym, a staje się elementem strategii biznesowej. W realiach rosnących kosztów i presji na efektywność to właśnie stabilność zespołu zaczyna odgrywać kluczową rolę w decyzjach kadrowych.

– Firmy coraz częściej podejmują decyzje w oparciu o dane operacyjne, a nie wyłącznie intuicję. Absencja chorobowa staje się jednym z najbardziej czułych wskaźników pokazujących, jak funkcjonuje organizacja i gdzie pojawiają się ryzyka – podsumowuje Mikołaj Zając.

Absencja chorobowa nad Wisłą z pewnością nie jest zjawiskiem marginalnym. Według danych ZUS w 2025 roku wystawiono 27,5 mln zwolnień lekarskich, obejmujących łącznie 290,5 mln dni absencji. To właśnie ta skala sprawia, że analiza absencji staje się dziś koniecznością w zarządzaniu organizacją.

Balkon przestał być dodatkiem. Dziś decyduje o wartości i atrakcyjności mieszkania

Jeszcze kilkanaście lat temu balkon bywał dodatkiem. Niewielki, często symboliczny, traktowany bardziej jako miejsce na suszarkę niż realną przestrzeń do życia. Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że dziś w największych polskich miastach zdecydowana większość nowych mieszkań – często ponad 80–90 proc. oferty – posiada balkon, loggię lub taras.

Trudno wyobrazić sobie mieszkanie na rynku pierwotnym bez dostępu do prywatnej przestrzeni na zewnątrz. Balkon, loggia czy taras stały się jednym z kluczowych elementów wpływających na decyzje zakupowe – i to nie tylko w segmencie premium.

Ile kosztuje balkon – i dlaczego „zawyża” cenę metra?

To jedno z częstszych pytań kupujących – choć odpowiedź nie jest oczywista.

W praktyce balkon nie jest sprzedawany jako osobna przestrzeń, ale jego wartość jest uwzględniona w cenie mieszkania. Przyjmuje się, że 1 mkw. balkonu wyceniany jest na około 25–50 proc. ceny metra lokalu, a w przypadku loggii udział ten bywa jeszcze wyższy. W praktyce oznacza to, że balkon o powierzchni 5 mkw. w dużym mieście może „kosztować” od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Mimo to większość kupujących nie traktuje tego jako zbędnego dodatku – raczej jako inwestycję w komfort życia.

Jest jednak jeden istotny szczegół, który dla wielu kupujących bywa zaskoczeniem: zgodnie z obowiązującą normą PN-ISO 9836 balkon nie wlicza się do powierzchni użytkowej mieszkania, co oznacza, że choć podnosi wartość nieruchomości, nie zwiększa jej oficjalnego metrażu. W efekcie im większy balkon, tym wyższa może być cena 1 mkw. mieszkania liczona formalnie.

W praktyce kupujący płaci więc za dodatkową przestrzeń, która poprawia komfort życia i wartość nieruchomości, ale formalnie nie jest częścią powierzchni mieszkalnej.

Balkon standardem, loggia coraz częściej wyborem

Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że dziś w największych polskich miastach zdecydowana większość nowych mieszkań – często ponad 80–90 proc. oferty – posiada balkon, loggię lub taras. Lokale pozbawione takiej przestrzeni należą do rzadkości i pojawiają się głównie w specyficznych projektach, takich jak adaptacje starszych budynków.

To efekt wyraźnej zmiany preferencji kupujących. Dla wielu osób dostęp do prywatnej przestrzeni na zewnątrz stał się jednym z podstawowych kryteriów wyboru mieszkania, a nie jedynie dodatkowym atutem.

Najczęściej spotykanym rozwiązaniem pozostaje klasyczny balkon – wysunięty poza bryłę budynku, lżejszy konstrukcyjnie i tańszy w realizacji.

Coraz częściej jednak w ofertach deweloperskich pojawiają się loggie, czyli balkony „wcięte” w bryłę budynku. Dają one większe poczucie prywatności, lepszą ochronę przed wiatrem i hałasem oraz możliwość korzystania z przestrzeni przez większą część roku.

– W projektach miejskich loggie zyskują na popularności, bo lepiej odpowiadają na potrzebę komfortu i prywatności – na co zwracają uwagę projektanci. – Balkon jest bardziej otwarty, loggia bardziej „pokojowa”.

Po pandemii balkon stał się koniecznością

Momentem przełomowym był okres pandemii. Wtedy nawet kilka metrów kwadratowych na zewnątrz zaczęło mieć zupełnie inne znaczenie niż wcześniej.

Deweloperzy szybko to zauważyli. W nowych inwestycjach:

– zwiększyła się średnia powierzchnia balkonów,

– częściej projektuje się loggie zamiast klasycznych balkonów,

– większy nacisk kładzie się na funkcjonalność (miejsce na stół, rośliny, wypoczynek).

Dziś balkon coraz rzadziej jest „dodatkiem”, za to coraz częściej jest jednym z warunków zakupu. Z badań preferencji kupujących wynika, że dla ponad połowy klientów balkon lub loggia to dziś element konieczny, a nie dodatkowy atut.

Balkon, loggia czy taras – czym się różnią i ile są warte?

Różnice między tymi rozwiązaniami przestają być wyłącznie architektoniczne, a zaczynają mieć znaczenie użytkowe – i cenowe.

Klasyczny balkon jest najprostszym i najtańszym rozwiązaniem. Loggia, „wcięta” w bryłę budynku, daje większą prywatność i ochronę przed warunkami atmosferycznymi, dlatego często bywa wyżej wyceniana.

Jeszcze wyżej w tej hierarchii znajduje się taras. W praktyce jest on traktowany jako pełnoprawna przestrzeń użytkowa – często większa, bardziej funkcjonalna i projektowana z myślą o realnym spędzaniu czasu.

W inwestycjach premium tarasy potrafią mieć kilkadziesiąt metrów kwadratowych i stają się jednym z głównych atutów nieruchomości. Ich wycena bywa indywidualna i znacząco wpływa na cenę całego mieszkania.

Można więc powiedzieć, że taras jest dziś czymś więcej niż „większym balkonem” – to osobna kategoria przestrzeni, która coraz częściej pełni funkcję dodatkowego pokoju na świeżym powietrzu.

W praktyce wybór między balkonem, loggią a tarasem coraz rzadziej jest kwestią estetyki – a coraz częściej realnego stylu życia i budżetu.

Kto odpowiada za balkon? Przepisy się zmieniają

Kwestia odpowiedzialności za balkony od lat budziła w Polsce wątpliwości – i często kończyła się sporami między właścicielami mieszkań a wspólnotami. Problem polegał na tym, że balkon formalnie bywał traktowany jednocześnie jako część prywatna i element konstrukcyjny budynku.

To właśnie dlatego rząd pracuje obecnie nad nowelizacją przepisów, która ma jednoznacznie uporządkować tę kwestię. Zgodnie z założeniami zmian elementy konstrukcyjne balkonów – takie jak płyta czy balustrady – mają zostać uznane za część wspólną nieruchomości.

W praktyce oznaczałoby to, że za ich stan techniczny oraz remonty odpowiadać będą wspólnoty mieszkaniowe, a nie indywidualni właściciele lokali. Po stronie właścicieli pozostaną natomiast elementy wykończeniowe – takie jak płytki, zabudowa czy wyposażenie balkonu.

Nowe przepisy mają zakończyć wieloletnią niejednoznaczność, która często prowadziła do sporów sądowych. Jednocześnie mogą mieć wymierne konsekwencje finansowe.

Koszty remontów balkonów byłyby pokrywane z funduszu remontowego, co w wielu przypadkach może oznaczać wzrost opłat dla mieszkańców. Już dziś jego wysokość waha się zazwyczaj od około 1 do 5 zł za metr kwadratowy mieszkania – a w starszych budynkach, wymagających większych nakładów, może być wyższa.

Dla właścicieli mieszkań oznacza to jedno: balkon pozostanie przestrzenią prywatną w codziennym użytkowaniu, ale jego konstrukcja stanie się elementem wspólnej odpowiedzialności.

Balkon jako „dodatkowy pokój”

Zmieniło się także to, jak korzystamy z tej przestrzeni.

Jeszcze niedawno balkon pełnił funkcję pomocniczą. Dziś coraz częściej staje się realnym przedłużeniem mieszkania:

  • miejscem pracy w cieplejszych miesiącach,
  • przestrzenią do odpoczynku,
  • mini-ogrodem w środku miasta.

W odpowiedzi na to deweloperzy projektują balkony o większej głębokości i lepszych proporcjach. Coraz częściej uwzględniają też rozwiązania, które ułatwiają ich aranżację – odpowiednie odwodnienie, oświetlenie czy dostęp do prądu.

Czy można jeszcze kupić mieszkanie bez balkonu?

Tak – ale coraz rzadziej.

Mieszkania bez balkonów wciąż pojawiają się w ofercie, głównie w niższych segmentach cenowych lub w specyficznych układach (np. partery z ogródkami zamiast balkonów).

Jednak w większości nowych inwestycji dostęp do przestrzeni zewnętrznej stał się standardem. W praktyce oznacza to, że mieszkanie bez balkonu jest dziś trudniejsze do sprzedaży i mniej atrakcyjne dla kupujących.

Rynek jasno pokazuje kierunek

Zmiana podejścia do balkonów i loggii to nie chwilowy trend, ale efekt głębszej zmiany stylu życia.

Więcej czasu spędzanego w domu, praca zdalna, potrzeba kontaktu z przestrzenią zewnętrzną – wszystko to sprawia, że nawet kilka metrów kwadratowych na zewnątrz ma dziś realną wartość.

Dlatego balkon przestał być dodatkiem.

Stał się jednym z najważniejszych elementów mieszkania – takim, który nie tylko decyduje o wyborze konkretnego lokalu i podnosi jego wartość rynkową, ale przede wszystkim jakość codziennego życia.

Dun & Bradstreet: 86 proc. płatności firm w Polsce realizowanych jest w terminie

Prawie 86 proc. kwoty z faktur jest przez firmy w Polsce płacone w terminie. Najlepszymi płatnikami są przedsiębiorstwa z branży opakowań. Najgorzej wygląda sytuacja w produkcji i sprzedaży opon samochodowych.

Analiza Dun & Bradstreet Poland ponad 2.7 mln płatności o wartości ponad 176 mld złotych pokazuje, że blisko 86 proc. zobowiązań zostało uregulowane w uzgodnionym przez strony terminie. W porównaniu z dwoma ostatnimi latami sytuacja nie uległa zasadniczej zmianie. Niepokojące jest to, że niemal 30 proc. zaległości płatniczych jest przeterminowana o co najmniej 90 dni – mówi Tomasz Starzyk z Dun & Bradstreet Poland.

W ujęciu procentowym największy udział mają przeterminowane płatności w szeroko pojętym sektorze produkcji i sprzedaży opon samochodowych (40.8 proc.) i tworzyw sztucznych (23.2 proc.). Niewiele lepiej jest w budowlance (20 proc.) i spedycji (17.3 proc.). Najlepszymi płatnikami są firmy z branży opakowań, gdzie 95.3 proc. płatności regulowanych jest w czasie, producenci i sprzedawcy RTV i AGD – 92.5 proc. i branża papiernicza z 87.5 proc. płatności dokonywanych w terminie.

Pomimo pozytywnych sygnałów płynących z rynku oraz wyraźnej poprawy moralności płatniczej polskich przedsiębiorstw, nadal istotnym problemem pozostają tzw. złe długi, sięgające opóźnień rzędu 90, a nawet 120 dni. Jest to szczególnie niepokojące, ponieważ znaczna część tak przeterminowanych należności w praktyce okazuje się nieściągalna. Problem przeterminowanych płatności powyżej czterech miesięcy najbardziej dotyka branżę produkcji i sprzedaży opon samochodowych (52.8 proc.). Nieznacznie lepiej jest w branży sanitarnej, gdzie odsetek przeterminowanych płatności powyżej 120 dni sięga 45 proc. i branży papierniczej – blisko 40 proc.

Poprawa dyscypliny płatniczej polskich firm wiąże się z ogólną poprawą ich kondycji finansowej. Nadal jednak, analiza wiekowania monitorowanych na rynku należności pokazuje, że około 15 proc. faktur nie jest regulowana w terminie. W kwocie bezwzględnej długi firm sięgają kilkunastu mld w skali roku, które w bezpośredni sposób negatywnie wpływają na płynność finansową tysięcy firm. Dla wielu z nich, zwłaszcza tych z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, nawet niewielkie opóźnienia mogą pociągać za sobą nie tylko utratę rentowności, ale uruchomiają tzw. cały łańcuch zatorów płatniczych i opóźnienia własnych zobowiązań. W praktyce opóźnione płatności stanowią najtańsze źródło bieżącego kredytowania działalności firmy z zerowym oprocentowaniem. Na poziomie operacyjnym, nierzetelni płatnicy własne koszty przenoszą na podwykonawców i kontrahentów.

Zatory płatnicze są poważną barierą dla rozwoju polskich firm. Niezależnie od branży czy wielkości, firmy w swoją strategię powinny mieć wpisany plan przeciwdziałania nieuczciwym praktykom i zatorom płatniczym. Na bieżąco sprawdzać i monitorować kontrahentów. Nieopłacone w terminie faktury mogą przełożyć się na utratę płynności finansowej firmy, a w skrajnych przypadkach doprowadzić do upadłości.