Chmura jak infrastruktura krytyczna. Europa szuka sposobu na cyfrową niezależność

Europa produkuje i przetwarza ogromne ilości informacji, ale wciąż w dużej mierze korzysta z infrastruktury kontrolowanej przez firmy spoza UE. Według European Data Market Monitoring Tool Europa odpowiada za ok. 20-25 proc. światowej gospodarki danych. Jednocześnie rynek usług chmurowych pozostaje zdominowany przez amerykańskich hyperskalerów, co coraz częściej wywołuje pytania o suwerenność cyfrową, bezpieczeństwo danych i ryzyko technologicznego uzależnienia od zewnętrznych dostawców.

Kto kontroluje europejskie dane?

Według danych francuskiego stowarzyszenia branży cyfrowej Numeum amerykańskie firmy odpowiadają za ok. 80 proc. rocznych wydatków Unii Europejskiej na profesjonalne usługi w chmurze, których wartość przekracza 301 mld USD. Z kolei według danych CRN oraz Synergy Research Group AWS, Microsoft Azure i Google Cloud kontrolowały w drugim kwartale 2025 r. ok. 63 proc. globalnego rynku infrastruktury chmurowej dla przedsiębiorstw.

To oznacza nie tylko gigantyczny odpływ kapitału poza Europę, ale również rosnącą zależność od dostawców działających w obcych jurysdykcjach prawnych, objętych m.in. amerykańskim CLOUD Act, który umożliwia władzom USA dostęp do danych przechowywanych przez amerykańskie firmy — niezależnie od miejsca ich fizycznego składowania.

Skala rynku rośnie błyskawicznie. Według Fortune Business Insights wartość europejskiego rynku cloud computingu wyniosła 153,39 mld USD w 2024 r. Wartość ta ma wzrosnąć do 177,14 mld USD w 2025 r., a do 2032 r. osiągnąć poziom 525,42 mld USD przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) wynoszącym 16,8 proc.

Suwerenność zamiast autarkii

Debata o cyfrowej suwerenności coraz mocniej wychodzi poza środowisko ekspertów IT. W ostatnich miesiącach zaczęła być elementem głównego nurtu polityki gospodarczej i bezpieczeństwa państwa.

Wierzymy głęboko w to, że ten local content to także rozwój polskiej myśli technologicznej i bezpieczeństwa – mówił premier Donald Tusk podczas prezentacji założeń polityki local content. Szef rządu podkreślał, że nie chodzi o budowę gospodarczej autarkii, ale o zdolność państwa do podejmowania samodzielnych decyzji dotyczących kluczowej infrastruktury i technologii.

Nie chodzi o staromodne wyobrażenia, że będziemy w 100 proc. samowystarczalni, ale żeby gospodarka była suwerenna, żeby decyzje o tym, co produkujemy, sprzedajemy i co jest potrzebne Polsce zapadały tutaj, w Polsce – podkreślał premier.

Według Gartnera do końca dekady ponad 75 proc. przedsiębiorstw będzie posiadać własną strategię suwerenności cyfrowej. Coraz więcej organizacji zaczyna więc traktować lokalizację danych, kontrolę nad infrastrukturą i niezależność od hyperskalerów jako element zarządzania ryzykiem biznesowym i geopolitycznym.

Chmura jako nowa infrastruktura krytyczna

Eksperci Polcom zwracają uwagę, że infrastruktura chmurowa staje się dziś tym, czym jeszcze dekadę temu były sieci energetyczne czy telekomunikacyjne – fundamentem funkcjonowania państwa i gospodarki.

Suwerenność cyfrowa nie oznacza odcięcia się od globalnych dostawców technologii. Chodzi o zachowanie kontroli nad danymi, procesami i możliwością podejmowania niezależnych decyzji operacyjnych. Niemniej jednym z największych zagrożeń staje się dziś zjawisko vendor lock-in, czyli technologicznego uzależnienia od jednego dostawcy – mówi Albert Szczepaniak, Dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Jakości z Polcom. – Problem zaczyna się wtedy, gdy organizacja buduje całe procesy biznesowe wokół zamkniętych usług jednego hyperskalera. Migracja staje się kosztowna, trudna technicznie, a czasem praktycznie niemożliwa bez wieloletnich inwestycji – dodaje.

Vendor lock-in staje się dziś jednym z centralnych tematów europejskiej debaty o suwerenności technologicznej. Chodzi nie tylko o ceny usług, ale o realną możliwość utraty kontroli nad strategicznymi systemami państwa czy przedsiębiorstw.

Tym bardziej, że według analiz IDC globalna ilość danych tworzonych i replikowanych rocznie mogła osiągnąć ok. 175 zettabajtów w 2025 r. Sama Europa odpowiada za znaczącą część tej gospodarki, ale większość infrastruktury, na której są one przechowywane i analizowane, pozostaje poza europejską kontrolą właścicielską i technologiczną.

Otwarte standardy zamiast zakazów

Najbardziej systemowe podejście do ograniczania tego ryzyka wdrażają Niemcy. Berlin nie zdecydował się na otwartą wojnę z amerykańskimi gigantami, ale wykorzystał siłę zamówień publicznych. Kluczowym narzędziem stał się system EVB-IT Cloud – obowiązkowy wzorzec umów dla administracji publicznej dotyczących usług chmurowych. Nowe regulacje wymuszają m.in. obowiązkową strategię wyjścia z usług dostawcy, możliwość pełnej migracji danych, wsparcie dla otwartych standardów i API, interoperacyjność z rozwiązaniami open source oraz rygorystyczną certyfikację bezpieczeństwa BSI C5. W praktyce oznacza to, że nawet AWS czy Microsoft muszą dostosowywać swoje usługi do niemieckich wymogów dotyczących suwerenności i interoperacyjności.

Niemcy zrozumieli, że największym zagrożeniem nie jest sama obecność globalnych hyperskalerów, ale brak możliwości zmiany dostawcy i utrata kontroli nad własnym środowiskiem IT. Przy czym jeszcze dalej poszła Francja. Tamtejszy model opiera się na certyfikacji SecNumCloud tworzonej przez agencję ANSSI – komentuje Albert Szczepaniak z Polcom.

Kluczowe znaczenie mają nie tylko kwestie techniczne, ale również prawne i właścicielskie. Aby obsługiwać najbardziej wrażliwe dane państwowe, dostawca musi być odporny na wpływ obcych jurysdykcji – przede wszystkim amerykańskiego CLOUD Act. Efektem są specjalne modele współpracy, takie jak Bleu – partnerstwo Orange i Capgemini wykorzystujące technologię Microsoft Azure – oraz S3NS, czyli projekt Thales i Google Cloud. W obu przypadkach amerykańska technologia pozostaje jedynie warstwą technologiczną, natomiast pełna kontrola operacyjna i prawna nad infrastrukturą pozostaje po stronie francuskiej.

Inne kraje stawiają bardziej na ograniczanie uzależnienia od zamkniętych ekosystemów poprzez open source.

W Danii ministerstwo cyfryzacji rozpoczęło pilotażowe przechodzenie z Microsoft 365 na LibreOffice oraz Linux. Z kolei największe samorządy — Kopenhaga i Aarhus – otwarcie deklarują chęć uniezależnienia się od Microsoftu. Austria z kolei wybrała model hybrydowy. Tamtejsze ministerstwa wykorzystują Nextcloud i lokalną infrastrukturę dla danych wrażliwych, jednocześnie zachowując kompatybilność z usługami Microsoftu tam, gdzie jest to konieczne.

Bruksela zaostrza kurs

Coraz wyraźniej zmienia się również podejście też samej Komisji Europejskiej. Nowy Cloud Sovereignty Framework (Europejskie Ramy Suwerenności Cyfrowej) wprowadza system oceniania dostawców pod kątem jurysdykcji prawnej, kontroli nad danymi, otwartości technologicznej, odporności na vendor lock-in, wykorzystania open source oraz zależności od podmiotów spoza UE. Równolegle Bruksela pracuje nad Cloud and AI Development Act (CAIDA), który ma stworzyć prawne podstawy dla rozwoju europejskiej, suwerennej infrastruktury AI i chmury.

Jednocześnie pojawiają się kolejne projekty wspierające local content i europejską produkcję technologii — jak Industrial Accelerator Act, który ma wzmacniać unijne łańcuchy dostaw i ograniczać zależność od technologii spoza Europy.

Europa zaczyna dostrzegać, że bez realnej kontroli nad warstwą cyfrową nie da się budować ani autonomii gospodarczej, ani bezpieczeństwa państwa. Chmura przestaje być jedynie usługą IT – staje się krytyczną infrastrukturą, od której zależy suwerenność technologiczna i stabilność całych sektorów gospodarki – podkreśla ekspert z Polcom.

Polska szuka własnego modelu

Polska rozwija własne rozwiązania w ramach projektu Wspólnej Infrastruktury Informatycznej Państwa oraz systemu ZUCH, który pełni funkcję centralnego katalogu zweryfikowanych usług chmurowych dla administracji. Ekspert Polcom wskazuje jednak, że wciąż brakuje bardziej zdecydowanych mechanizmów ograniczających vendor lock-in oraz preferujących otwarte standardy i interoperacyjność. Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że kwestia suwerenności technologicznej staje się jednym z priorytetów polityki państwa.

Podczas Europejskiego Kongresu Finansowego premier Donald Tusk podkreślał, że suwerenność gospodarcza i technologiczna nie oznacza zamknięcia się przed światem, lecz odpowiedzialność za bezpieczeństwo państwa. Zwrócił również uwagę, że Polska pozostaje silnie uzależniona od importu rozwiązań cyfrowych, którego wartość w 2025 r. ma wynieść około 45 mld zł. Jak zaznaczył, państwo musi zachować możliwość świadomego wyboru technologii i budować kompetencje pozwalające na rozwój własnych rozwiązań.

Szczególne znaczenie ma również zapowiedziane przez rząd wprowadzenie tzw. testu suwerenności dla wybranych projektów i usług zamawianych przez administrację publiczną. Mechanizm ma pozwolić oceniać poziom niezależności technologicznej państwa, kontrolę nad danymi oraz wpływ zakupów na bezpieczeństwo cyfrowe kraju.

W praktyce oznacza to, że podobnie jak w energetyce czy przemyśle obronnym, również infrastruktura cyfrowa zaczyna być postrzegana jako element strategicznego bezpieczeństwa państwa.

Dziś pytanie o to, gdzie przetwarzane są dane i kto kontroluje infrastrukturę chmurową, przestaje być kwestią technologiczną staje się zagadnieniem bezpośrednio powiązanym z bezpieczeństwem państwa, odpornością gospodarki oraz zdolnością do prowadzenia suwerennej polityki cyfrowej. Stawka jest bezprecedensowa. Nie chodzi już wyłącznie o to, kto będzie generował przychody z usług chmurowych, lecz przede wszystkim o to, kto sprawuje kontrolę nad danymi, modelami AI i cyfrowymi fundamentami europejskiej gospodarki – wskazuje Albert Szczepaniak, Dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Jakości w Polcom.

Konta gamingowe dzieci celem cyberprzestępców. Chodzi nie tylko o karty płatnicze

Już niedługo rozpoczynają się wakacje. Dla dzieci oznacza to więcej czasu na gry, media społecznościowe, komunikatory i nowe aplikacje. Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa zwracają jednak uwagę, że letni odpoczynek online wiąże się z ryzykiem, o którym mówi się znacznie rzadziej niż o ilości czasu spędzanego przed ekranem czy nieodpowiednich treściach w sieci – chodzi o kradzież tożsamości. Pierwszy wyciek danych dziecka może nastąpić na długo przed jego wejściem w dorosłość.

Platformy edukacyjne, konta gamingowe, komunikatory, chmury zdjęć, aplikacje mobilne – każde z tych miejsc gromadzi dane. W praktyce oznacza to, że zanim dziecko skończy szkołę podstawową, często posiada już kilka lub kilkanaście należących do niego lub powiązanych z nim kont połączonych z usługami online. Część z nich jest aktywna, część zapomniana, a część nadal zawiera dane osobowe, zdjęcia lub informacje kontaktowe.

Dane dzieci są szczególnie atrakcyjne dla cyberprzestępców, ponieważ mogą zachować swoją wartość przez wiele lat. W przeciwieństwie do danych dorosłych rzadziej są monitorowane pod kątem nadużyć, a ich nieuprawnione wykorzystanie może przez długi czas pozostać niezauważone. To sprawia, że informacje pozyskane dziś mogą zostać wykorzystane nawet po kilku latach. Statystyki są niepokojące – amerykańska Federalna Komisja Handlu (FTC) wskazuje, że w latach 2021–2024 liczba przypadków kradzieży tożsamości dzieci wzrosła o 40 proc.

– Problemem nie są pojedyncze dane, ale ich kumulacja. Dla przestępców nawet pozornie nieistotne informacje – jak nick w grze, adres e-mail czy szkoła – mogą być elementami większego profilu wykorzystywanego w atakach socjotechnicznych. Dane dzieci pozostają “przydatne” dla przestępców przez długi czas. To oznacza, że informacje zebrane dziś mogą zostać wykorzystane dopiero za kilka lat, kiedy ofiara nie będzie już pamiętała, gdzie i w jakim zakresie udostępniała swoje dane – podkreśla Kamil Sadkowski, analityk cyberbezpieczeństwa ESET.

Bomba z opóźnionym zapłonem

Kradzież tożsamości nie zawsze ma natychmiastowy wymiar finansowy. W przypadku dzieci i młodzieży, która często jest nieświadoma zagrożeń, konsekwencje mogą być długofalowe i obejmować m.in.:

  • zakładanie fałszywych profili w mediach społecznościowych i podszywanie się pod dziecko,
  • próby wyłudzeń finansowych przy wykorzystaniu skradzionej tożsamości,
  • nieautoryzowany dostęp do kont szkolnych i innych usług online.

O potencjalnym przejęciu danych lub kont dziecka mogą świadczyć m.in. problemy z logowaniem, nieautoryzowane zakupy, znikające przedmioty lub waluty w grach, powiadomienia o zmianie ustawień konta czy informacje od znajomych o podejrzanych wiadomościach wysyłanych z profilu dziecka.

W wakacje zostawiamy więcej „cyfrowych śladów”

Latem dzieci często spędzają więcej czasu online niż w trakcie roku szkolnego. Zakładają nowe konta, instalują gry, testują aplikacje i częściej komunikują się z nieznajomymi osobami. To właśnie wtedy rośnie liczba sytuacji, w których dochodzi do udostępniania danych – czasem świadomie, a czasem zupełnie przypadkowo. Zdjęcia z wakacji, relacje z wyjazdów, aktywność w grach czy wpisy w mediach społecznościowych mogą ujawniać informacje o wieku, lokalizacji, zainteresowaniach, szkole czy kręgu znajomych.

Przykładowo, wielu rodziców traktuje konta w grach jako niewinną rozrywkę. W praktyce mogą one zawierać znacznie więcej informacji, niż się wydaje.

– W jednym miejscu zbierane są: lista znajomych, historia zakupów, prywatne wiadomości oraz powiązany adres e-mail. Co niezwykle istotne, konta te bardzo często zawierają również podpięte karty płatnicze rodziców, co dla oszustów stanowi bezpośredni cel finansowy. Dla cyberprzestępców wartość mają również kontakty znajomych, prywatne wiadomości czy cyfrowe przedmioty kupowane w grach, które mogą zostać przejęte lub odsprzedane – wyjaśnia Kamil Sadkowski ESET.

Skalę zagrożenia zwiększa rozwój sztucznej inteligencji

Pojawienie się narzędzi AI sprawiło, że generowanie fałszywych tożsamości i przygotowanie wiarygodnego oszustwa jest dziś prostsze niż kiedykolwiek, a same profile mogą być trudniejsze do wykrycia przez systemy bezpieczeństwa. Fałszywe wiadomości mogą być pozbawione błędów językowych, dopasowane do wieku odbiorcy i kontekstu gier czy platform, z których korzysta dziecko. Coraz częściej cyberprzestępcy korzystają też z wygenerowanych głosów czy obrazów, które mogą uwiarygadniać próby wyłudzeń. Fałszywe wiadomości mogą dziś przypominać komunikaty z popularnych gier, platform społecznościowych czy aplikacji używanych przez dzieci, co zwiększa skuteczność prób wyłudzeń.

Tylko 1 proc. MŚP w UE rejestruje wzory. EUIPO wskazuje niewykorzystany potencjał

0
  • Jak wynika z najnowszego badania EUIPO, niemal trzech na czterech konsumentów w UE jest gotowych zapłacić więcej za produkty o lepszym wzornictwie.
  • Zwłaszcza młodsi konsumenci cenią jakościowy design. Aż 80% uważa, że to silny czynnik decyzyjny przy zakupie.
  • Również w Polsce wysoko ceni się jakościowe wzornictwo: 77% konsumentów jest skłonnych zapłacić więcej za lepiej zaprojektowane produkty.
  • Branże oparte na wzornictwie są szczególnie narażone na podrabianie produktów; szacuje się, że każdego roku straty spowodowane podrabianiem sięgają 12 mld EUR w branży odzieżowej oraz 2,7 mld EUR w branży torebek i biżuterii. Tylko w Polsce podróbki powodują straty w tych sektorach w wysokości ponad 660 mln EUR.
  • Ochrona wzorów przemysłowych pomaga walczyć z podróbkami i nielegalnymi kopiami oraz zwiększa konkurencyjność UE na rynku światowym.

Według najnowszego badania Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) wzornictwo produktu odgrywa pierwszoplanową rolę w podejmowaniu decyzji zakupowych przez konsumentów w całej Unii Europejskiej. Wraz ze wzrostem znaczenia wzornictwa jako czynnika wpływającego na decyzje konsumentów europejscy twórcy i przedsiębiorstwa narażeni są jednak na coraz większe ryzyko związane z podrabianiem produktów.

Wyniki najnowszego badania przeprowadzonego w całej Unii Europejskiej pokazują, że 72% europejskich konsumentów uważa wzornictwo produktu za istotny czynnik w podejmowaniu decyzji o zakupie. Około jedna trzecia (31%) respondentów stwierdziła, że wzornictwo ma dla nich duże lub ogromne znaczenie przy zakupie produktu. Co więcej, połowa konsumentów w UE ceni dobry design, a prawie trzy na cztery osoby (73%) są skłonne zapłacić więcej za produkt o lepszym wzornictwie.

Wzornictwo ma szczególne znaczenie dla młodszych konsumentów: 80% osób w wieku od 18 do 24 lat stwierdziło, że jest to ważny czynnik wpływający na ich decyzje zakupowe. Młodzi ludzie są również bardziej skłonni do płacenia wyższych cen za lepiej zaprojektowane produkty oraz do kojarzenia designu z pozytywnymi emocjami.

W odniesieniu do poszczególnych sektorów dane wskazują, że wzornictwo ma szczególne znaczenie w branży meblarskiej i modowej – aż 76% konsumentów w UE uważa je za bardzo ważne przy zakupie mebli, a 66% – przy zakupie odzieży i akcesoriów.

Wartość wzornictwa sprawia też jednak, że produkty są narażone na podrabianie i nielegalne kopiowanie, co nadal jest powszechne w głównych sektorach, takich jak moda, meblarstwo, elektronika i inne branże dóbr konsumpcyjnych.

João Negrão, dyrektor wykonawczy EUIPO, stwierdził:

– Europejskie wzornictwo stanowi jedną z naszych największych przewag konkurencyjnych. Kształtuje produkty, którym ufamy, które cenimy i z których korzystamy na co dzień, a zarazem pomaga przedsiębiorstwom wyróżnić się na rynku światowym. Badania potwierdzają, że konsumenci – zwłaszcza młodsze pokolenia – doceniają wartość dobrego wzornictwa. Ochrona wzorów przemysłowych daje twórcom pewność siebie potrzebną do wprowadzania innowacji, a przedsiębiorstwom przewagę konkurencyjną, przyczyniając się tym samym do wzrostu gospodarczego i konkurencyjności, od których zależy gospodarka Europy.

Podrabianie – zagrożenie dla europejskiego wzornictwa

Podróbki, które naśladują wygląd oryginalnych produktów, stały się powszechne – zjawisko to jest spotęgowane rozwojem handlu elektronicznego i wpływem mediów społecznościowych. Około 13% Europejczyków przyznaje, że celowo kupiło podrobione produkty, a wśród młodszych konsumentów w wieku 15–24 lat odsetek ten wzrasta do 26%.

Według danych EUIPO branża modowa i odzieżowa, ściśle powiązana ze wzornictwem, ponosi szacunkowe straty w wysokości 12 mld EUR, a każdego roku w całej UE podrobione torebki, biżuteria i zegarki kosztują producentów oryginalnych produktów około 2,7 mld EUR w postaci utraconych przychodów ze sprzedaży. W Polsce podrabianie produktów powoduje rocznie straty w wysokości 549 mln EUR w branży odzieżowej i 117 mln EUR w branży torebek, biżuterii i zegarków.

Na tego rodzaju naruszenia szczególnie narażone są małe i średnie przedsiębiorstwa, ponieważ często dysponują niewielką liczbą charakterystycznych wzorów produktów oraz mają ograniczone możliwości monitorowania i egzekwowania swoich praw do wzorów.

Oprócz skutków ekonomicznych podrobione produkty mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia i bezpieczeństwa konsumentów oraz dla środowiska, ponieważ często nie spełniają one norm bezpieczeństwa i jakości. Badania pokazują również, że handel podrobionymi towarami wiąże się ze zorganizowanymi grupami przestępczymi, a w niektórych przypadkach także z wyzyskiem pracowników.

Wzornictwo jako strategiczny atut biznesowy

Sektory oparte na wzornictwie stanowią znaczną część działalności gospodarczej i zatrudnienia w UE. Zatrudniają one około 28 milionów osób, co stanowi około 13% zatrudnienia w UE, oraz generują ponad 16% PKB UE.

Z badań EUIPO wynika ponadto, że małe przedsiębiorstwa, które rejestrują swoje wzory, generują o niemal 30% więcej przychodów na pracownika i wypłacają o prawie 25% wyższe wynagrodzenia niż te, które nie posiadają zarejestrowanych praw własności intelektualnej. Tymczasem pomimo tych korzyści jedynie około 1% MŚP w UE posiada prawa do zarejestrowanych wzorów.

Sztuczna inteligencja zmienia banki. KYC, AML i kredyty obsługiwane nawet pięć razy szybciej

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesach bankowych, efekty pierwszych wdrożeń realizowanych na dużą skalę oraz warunki niezbędne do dalszego rozwoju tej technologii były tematami debat prowadzonych przez ekspertów Deloitte podczas XVI Europejskiego Kongresu Finansowego. Przykłady prezentowane w trakcie wydarzenia pokazują, że rozwiązania oparte na AI pozwalają skrócić analizę dokumentacji kredytowej z blisko dziesięciu godzin do kilku minut, zwiększyć wydajność procesów KYC i AML nawet pięciokrotnie oraz automatyzować obsługę części spraw kierowanych do contact center. Coraz szersze zastosowanie takich technologii kieruje uwagę sektora finansowego na kwestie związane z danymi, infrastrukturą i technologiczną suwerennością, które będą miały wpływ na tempo dalszej transformacji.

Bankowość należy do branż, które najszybciej wdrażają narzędzia bazujące na generatywnej sztucznej inteligencji. Duże modele językowe już teraz wspierają analizę dokumentów, procesy kredytowe, działania związane z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy (AML i KYC), obsługę klientów czy zarządzanie reklamacjami. W efekcie AI wpływa zarówno na efektywność operacyjną, jak i na tempo podejmowania decyzji.

Trzy lata temu rozmawialiśmy głównie o eksperymentach, testowaniu modeli i poszukiwaniu zastosowań dla generatywnej sztucznej inteligencji. Kolejny etap przyniósł budowanie strategii i ocenę wartości biznesowej projektów. Dzisiaj natomiast mówimy o rozwiązaniach wdrożonych produkcyjnie oraz o procesach, w których AI realizuje zadania pod nadzorem człowieka. To bardzo dynamiczna zmiana – inne technologie potrzebowały wcześniej kilkunastu lat, aby osiągnąć podobny poziom dojrzałości – mówi Tomasz Filipek, CE GenAI Investment Programme Lead, Deloitte.

We wstępie do debaty „AI-first – przewaga konkurencyjna czy nowy wyścig zbrojeń w bankowości?”, prowadzonym przez Tomasza Filipka, zostały zaprezentowane konkretne dane i skala zmian zachodzących w organizacjach finansowych. W jednym z projektów prowadzonych przez Deloitte i wykorzystujących AI do wsparcia procesów kredytowych, analiza dokumentacji skróciła się z 9,8 godzin do między 4 a 10 minut. W obszarze reklamacji zastosowanie sztucznej inteligencji pozwoliło ograniczyć nakład pracy o około 60 proc., przy zachowaniu zgodności z wymogami regulatorów. Z kolei rozwiązania wspierające procesy KYC (know your customer) i AML (anti-money laundering) zwiększają wydajność pracy od trzech do pięciu razy.

AI-first nie oznacza wdrażania AI wszędzie

Jak podkreślano podczas debaty, źródło wartości stanowi zdolność organizacji do identyfikowania obszarów, w których AI może przynieść wymierne korzyści biznesowe.

Największym błędem byłoby rozpoczynanie transformacji od technologii. Punktem wyjścia powinien być problem biznesowy, który organizacja chce rozwiązać, oraz wartość, którą zamierza osiągnąć. Dopiero później należy zdecydować, czy sztuczna inteligencja jest właściwym narzędziem. Takie podejście pozwala skutecznie priorytetyzować projekty i koncentrować inwestycje tam, gdzie mogą przynieść największy efekt dla organizacji, pracowników i klientów – mówi Paweł Spławski, partner, Financial Crime Leader, Deloitte.

W trakcie dyskusji wskazano trzy główne obszary wykorzystania sztucznej inteligencji w bankowości: automatyzację procesów, wsparcie pracowników oraz udogodnienia tworzone z myślą o klientach. Szczególnie szybko rozwija się drugi z tych obszarów. Narzędzia generatywnej AI wspierają przygotowywanie analiz, dokumentów i prezentacji, a także przyspieszają wyszukiwanie informacji.

Wiele uwagi poświęcono zmianom zachodzącym w sposobie pracy. Sztuczna inteligencja przejmuje część zadań administracyjnych i analitycznych, dzięki czemu pracownicy mogą poświęcać więcej czasu na działania wymagające wiedzy eksperckiej, oceny sytuacji i podejmowania decyzji. Oznacza to również nowe wymagania kompetencyjne. Większego znaczenia nabierają umiejętność krytycznej oceny wyników generowanych przez modele i zadawania właściwych pytań.

Postęp w dziedzinie AI stawia także przed instytucjami finansowymi nowe wyzwania związane z bezpieczeństwem i nadzorem. Dlatego obok zasady „know your customer” coraz częściej pojawia się również „know your model”, oznaczająca konieczność rozumienia sposobu działania wykorzystywanych narzędzi oraz stałej kontroli jakości podejmowanych przez nie działań.

Suwerenność technologii priorytetem

Tematem drugiej debaty, której gospodarzem był Deloitte, została kwestia stworzenia warunków umożliwiających dalszy rozwój sztucznej inteligencji. W dyskusji zwracano uwagę, że AI staje się nową warstwą infrastruktury gospodarczej.

Rozmowa o AI nie dotyczy już wyłącznie modeli, agentów czy kolejnych zastosowań biznesowych. Na pierwszy plan wysuwają się pytania o to, gdzie przechowywane są dane, kto kontroluje infrastrukturę, jak zarządzać kosztami mocy obliczeniowej i w jaki sposób budować odporność organizacji na rosnącą zależność od globalnych dostawców technologii. Sztuczna inteligencja powinna być traktowana jako jeden z obszarów strategicznych nie tylko dla sektora finansowego, ale również dla całej gospodarki – mówi Michał Pieprzny, partner, CE Technology & Transformation, Consulting Market Leader for Poland, CE Nvidia Alliance Leader.

Jednym z najważniejszych zagadnień poruszanych podczas debaty „Suwerenna AI bez iluzji: kontrola kosztów, danych i bezpieczeństwa w skali” była kwestia technologicznej suwerenności. W centrum dyskusji znalazło się zagadnienie dostępu do infrastruktury obliczeniowej. Uczestnicy zwracali uwagę, że dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji będzie wymagał coraz większych zasobów energetycznych, co stawia przed Polską i Europą wyzwanie związane z zapewnieniem stabilnych, dostępnych i konkurencyjnych cenowo źródeł energii. Podkreślano, że bez inwestycji w infrastrukturę energetyczną trudno będzie budować długoterminową przewagę konkurencyjną oraz bezpiecznie skalować AI.

Wskazywano również na rosnącą rolę sektora finansowego jako użytkownika technologii AI oraz potencjalnego źródła finansowania inwestycji niezbędnych do budowy jej fundamentów. Dyskutowano także o ryzyku nadmiernego uzależnienia od pojedynczych dostawców technologii i potrzebie budowania bardziej zdywersyfikowanego oraz odpornego ekosystemu cyfrowego.

Popyt na kredyty mieszkaniowe nadal rośnie. Wartość zapytań wyższa o 32,7 proc. rok do roku

W maju 2026 r. wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 32,7 proc. rok do roku – wynika z najnowszego odczytu BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Oznacza to, że w przeliczeniu na dzień roboczy banki i SKOK-i przesłały do Biura Informacji Kredytowej zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę o blisko jedną trzecią wyższą niż w maju 2025 r.

Dane BIK potwierdzają utrzymujące się ożywienie na rynku finansowania zakupu mieszkań. W maju 2026 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 45,09 tys. osób. Rok wcześniej było to 38,57 tys. osób, co oznacza wzrost o 16,9 proc. rok do roku. W porównaniu z kwietniem br. liczba wnioskujących zwiększyła się o 6,7 proc.

Średnia kwota kredytu nadal powyżej pół miliona złotych

Wzrost wartości indeksu wynika nie tylko z większej liczby wnioskodawców, ale również z rosnącej średniej wartości wnioskowanego kredytu. W maju 2026 r. wyniosła ona 505,59 tys. zł. To o 8,1 proc. więcej niż w maju 2025 r.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu pozostaje więc powyżej symbolicznej granicy 500 tys. zł. Jednocześnie była minimalnie niższa niż w rekordowym marcu 2026 r. – spadek wobec marca wyniósł 0,2 proc.

Wysoka średnia kwota wniosku kredytowego pokazuje, że potrzeby finansowe osób kupujących mieszkania pozostają duże. Może to wynikać zarówno z poziomu cen nieruchomości, jak i z faktu, że część klientów stara się o finansowanie wyższych kwot po poprawie zdolności kredytowej.

BIK: dobra sytuacja popytowa, ale dynamika będzie spadać

Zdaniem BIK majowe dane wskazują na dobrą sytuację popytową na rynku kredytów mieszkaniowych. Jednocześnie analitycy zwracają uwagę, że w kolejnych miesiącach roczna dynamika wzrostu może stopniowo maleć.

– O dobrej sytuacji popytowej świadczy większa o blisko 17 proc. rok do roku liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w maju tego roku. Dynamika ta jednak z miesiąca na miesiąc będzie spadała, co jest bezpośrednio związane z efektem bazy, tzn. w kolejnych miesiącach będziemy porównywać się do miesięcy już z okresu ożywienia na rynku kredytów mieszkaniowych – zaznacza dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Efekt bazy oznacza, że kolejne odczyty będą odnoszone do miesięcy, w których rynek kredytowy był już wyraźnie aktywniejszy niż wcześniej. W praktyce może to obniżać roczne tempo wzrostu indeksu, nawet jeśli sam popyt pozostanie relatywnie wysoki.

Liczba wnioskodawców kluczowa dla kolejnych odczytów

Według BIK za majowy wynik indeksu odpowiadają dwa podstawowe czynniki: większa liczba osób składających wnioski kredytowe oraz wyższa przeciętna wartość wnioskowanego kredytu. W kolejnych miesiącach większe znaczenie dla wartości indeksu może mieć jednak przede wszystkim liczba wnioskujących.

– Za wartość majowego odczytu BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe odpowiadają dwa czynniki: rosnąca liczba wnioskujących i rosnąca kwota wnioskowanego kredytu. Ponieważ większy wpływ na wartość Indeksu będzie miała w kolejnych miesiącach liczba wnioskodawców, która prawdopodobnie ukształtuje się na poziomie 40–45 tys., to nawet przy wzroście średniej kwoty, wartość Indeksu w kolejnych miesiącach będzie spadać, co nie będzie oczywiście oznaczało pogorszenia koniunktury na rynku kredytów mieszkaniowych – tłumaczy główny analityk Grupy BIK.

Oznacza to, że niższa dynamika indeksu w następnych miesiącach nie musi być interpretowana jako sygnał osłabienia rynku. Jeżeli liczba osób ubiegających się o kredyt utrzyma się w przedziale 40–45 tys. miesięcznie, popyt nadal będzie można uznać za wysoki.

Rynek kredytów mieszkaniowych pozostaje w fazie ożywienia

Majowy odczyt BIK wpisuje się w obraz rynku, który pozostaje znacznie bardziej aktywny niż rok wcześniej. Wzrost liczby wnioskodawców pokazuje, że część gospodarstw domowych wróciła do planów zakupu mieszkania finansowanego kredytem. Znaczenie mają tu m.in. oczekiwania dotyczące stóp procentowych, poziom wynagrodzeń, ceny mieszkań oraz dostępność ofert bankowych.

Jednocześnie wysoka średnia kwota wnioskowanego finansowania wskazuje, że zakup mieszkania nadal wymaga dużego zaangażowania kredytowego. Dla banków oznacza to większą wartość potencjalnej akcji kredytowej, ale dla klientów – konieczność spełnienia wymogów zdolności kredytowej przy zobowiązaniach przekraczających przeciętnie pół miliona złotych.

BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe jest wskaźnikiem mierzącym zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi w Polsce. Pokazuje zmianę wartości wniosków kredytowych składanych przez klientów indywidualnych w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Indeks jest wykorzystywany przez analityków i instytucje finansowe do oceny trendów na rynku kredytów hipotecznych oraz prognozowania przyszłej akcji kredytowej.

W ciągu pięciu lat wpłynęło ponad 2,6 tys. skarg na komorników, głównie od dłużników

W ciągu pięciu ostatnich lat zarejestrowano ponad 2,6 tys. spraw skargowych w Krajowej Radzie Komorniczej. Dotyczą one głównie sposobu prowadzenia czynności egzekucyjnych oraz przewlekłości postępowań. Składają je przede wszystkim dłużnicy, a rzadziej robią to wierzyciele. W analizowanym okresie było ponad 400 dochodzeń dyscyplinarnych, a 820 – odmów wszczęcia ww. dochodzenia. Ponadto odnotowano 231 wniosków o ukaranie skierowanych przez Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK.

Z danych Krajowej Rady Komorniczej (KRK) wynika, że w latach 2021-2025 zarejestrowano nieco ponad 2,6 tys. spraw skargowych. Najczęściej dotyczą one sposobu prowadzenia czynności egzekucyjnych (np. zajęć, doręczeń, kontaktu z kancelarią) oraz przewlekłości postępowań. Zdecydowaną większość skarg składają dłużnicy, rzadziej – wierzyciele, a sporadycznie pochodzą one od innych instytucji.

– Według ustawy o komornikach sądowych, zakres kompetencji KRK, w tym w kwestii nadzoru nad działalnością komorników sądowych, jest ściśle określony. Z przepisów wynika, że nadzór samorządowy, jak i administracyjny nad działalnością sądowych organów egzekucyjnych nie może wkraczać w działania wchodzące w zakres nadzoru judykacyjnego. Biorąc to pod uwagę oraz fakt, iż bardzo duża ilość skarg dotyczy właśnie zagadnień z materii, która winna być przedmiotem badania przez organ sprawujący nadzór judykacyjny nad czynnościami komorników, czyli najczęściej właściwy sąd rejonowy, przyjąć należy, że skarg jest raczej dużo – komentuje dr Grzegorz Julke, radca prawny i adiunkt w Katedrze Postępowania Cywilnego Uniwersytetu Gdańskiego.

Jak stwierdza Przemysław Małecki, rzecznik prasowy Krajowej Rady Komorniczej, ww. liczba skarg w latach 2021-2025 powinna być oceniana jako umiarkowana, zwłaszcza w zestawieniu ze skalą czynności dokonywanych przez komorników w całym kraju – ponad 21 milionów rocznie. Ekspert podkreśla, że skarga stanowi uprawnienie procesowe strony i nie jest równoznaczna z naruszeniem prawa.

– Taka liczba skarg wynikać może z nieświadomości uczestników postępowania, a więc dłużników i wierzycieli lub innych instytucji, co do kompetencji organu samorządu komorniczego w zakresie badania prawidłowości czynności egzekucyjnych czy też zachowań komorników. Znaczenie może również mieć przekonanie, że wniesienie tego rodzaju skargi wpłynie na dalszy przebieg postępowania egzekucyjnego – dodaje ekspert Uniwersytetu Gdańskiego.

Według danych KRK, w analizowanym pięcioleciu było trochę ponad tysiąc postępowań wyjaśniających prowadzonych przez Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK. Stanowią one pierwszy etap, którego celem jest ustalenie, czy istnieją podstawy do wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego. W tym czasie stwierdzono 820 odmów wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego. W 2022 roku było ich 74, czyli o ponad 100 mniej niż w pozostałych latach (2021 rok – 178, 2023 rok – 193, 2024 rok – 193 i 2025 rok – 182).

– Odmowy wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego najczęściej wynikają z braku podstaw do stwierdzenia przewinienia dyscyplinarnego – np. gdy skarga dotyczy czynności zgodnych z przepisami lub rozstrzygnięć, które podlegają kontroli sądowej, a nie dyscyplinarnej. Istotne są również przypadki, gdy zarzuty nie znajdują potwierdzenia w materiale dowodowym. Natomiast różnica w 2022 roku może mieć charakter statystyczny lub wynikać ze specyfiki wpływu spraw w danym okresie, np. struktury skarg, a nie z jednej, dominującej przyczyny – analizuje Przemysław Małecki.

W omawianym pięcioleciu były 404 dochodzenia dyscyplinarne prowadzone przez Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK. W ubiegłym roku ich liczba wzrosła o prawie 97% w porównaniu z 2024 rokiem, ostatnio odnotowano ich 118, a wcześniej – 60. Według Przemysława Małeckiego, ten wzrost rdr. może wynikać m.in. z większej liczby spraw wymagających pogłębionej analizy, zmian organizacyjnych lub większej aktywności uczestników postępowań. Jak stwierdza rzecznik prasowy KRK, to nie musi oznaczać więcej naruszeń, lecz raczej większą skuteczność identyfikacji spraw wymagających formalnego dochodzenia.

– Liczba dochodzeń dyscyplinarnych oraz wzrost ich liczby w 2025 roku świadczy z całą pewnością o rzetelnym podejściu samorządu komorniczego do wszelkiego rodzaju sygnałów dotyczących nieprawidłowości w działaniach komorników sądowych. Zadaniem samorządu zawodowego jest kształtowanie prawidłowego wizerunku jego członków oraz eliminowanie wszelkich nieprawidłowości, które mogą stawiać w złym świetle wszystkie osoby wykonujące zawód komornika sądowego – analizuje dr Julke.

Do tego po danych widać, że w latach 2021-2025 było 231 wniosków o ukaranie skierowanych przez Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK. Najczęściej orzekane kary to upomnienie, nagana, kara pieniężna, a w poważniejszych przypadkach – nawet wydalenie z zawodu.

– Liczba ponad 200 wniosków o ukaranie odzwierciedla sprawy, w których zgromadzony materiał dowodowy uzasadniał skierowanie sprawy do sądu dyscyplinarnego. Jest to kwestia wymogu spełnienia określonych przesłanek prawnych i dowodowych. W wielu przypadkach zarzuty nie znajdują potwierdzenia lub mają charakter procesowy, a nie dyscyplinarny – mówi rzecznik prasowy KRK.

Czasem w środowisku prawniczym pojawiają się opinie, że trudno o ww. wniosek i faktyczne ukaranie za niewłaściwe zachowanie. Jak podkreśla dr Grzegorz Julke, nie wydaje się, by przyczyną ilości wniosków była tzw. solidarność zawodowa. Również kwestie dowodowe nie mają tu znaczenia. Według eksperta, trudno jednoznacznie ocenić, czy liczba wniosków kierowanych do Komisji Dyscyplinarnej jest duża, czy też mała. Wpływają na to m.in. liczba komorników sądowych, prowadzonych postępowań egzekucyjnych oraz czynności podejmowanych przez komorników sądowych, a także aktywność podmiotów uczestniczących w postępowaniach egzekucyjnych czy też wykonujących czynności w zakresie nadzoru nad komornikami sądowymi.

– Teza o trudności w uzyskaniu ukarania nie oddaje w pełni specyfiki postępowań dyscyplinarnych. Ich celem jest rzetelne ustalenie stanu faktycznego i ocena zgodności działania z prawem, przy zachowaniu gwarancji procesowych. Każda sprawa jest indywidualnie analizowana, a decyzje opierają się na dowodach, nie na samym fakcie złożenia skargi. System ten ma zapewnić zarówno ochronę uczestników postępowań, jak i rzetelność oceny działań komorników – podsumowuje Przemysław Małecki.

Banki mają uprościć obsługę spraw spadkowych. UOKiK wskazuje problemy

0

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny oczekuje od największych banków w Polsce usprawnienia procedur dotyczących obsługi spadkobierców. Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów trafiały skargi od osób, które po śmierci bliskich napotykały trudności w uzyskaniu informacji o środkach na rachunkach, zobowiązaniach kredytowych czy dostępie do dokumentacji bankowej. Zastrzeżenia dotyczyły m.in. przewlekłości procedur, żądania dodatkowych dokumentów, opóźniania wypłat oraz niejasnych zasad postępowania w przypadku dziedziczenia długów.

UOKiK sprawdził procedury największych banków

Prezes UOKiK przeprowadził postępowania wyjaśniające wobec największych banków działających w Polsce. Urząd analizował, w jaki sposób instytucje finansowe realizują obowiązki informacyjne związane m.in. z dyspozycją wkładem na wypadek śmierci oraz jak obsługują spadkobierców po śmierci kredytobiorców.

Postępowania objęły procedury stosowane przez Alior Bank, Bank Millennium, Bank Pekao, BNP Paribas Bank Polska, Credit Agricole Bank Polska, ING Bank Śląski, mBank, PKO Bank Polski, Santander Bank Polska, Santander Consumer Bank oraz VeloBank.

Z ustaleń UOKiK wynika, że problemy mogą wynikać z nieprecyzyjnych procedur, braku jednolitych standardów obsługi spraw spadkowych oraz niewystarczającego przygotowania pracowników banków do prowadzenia takich spraw.

Spadkobiercy skarżyli się na przewlekłość i niejasne wymagania

Jak wskazuje UOKiK, skargi konsumentów miały powtarzalny charakter. Spadkobiercy zgłaszali problemy z uzyskaniem dostępu do środków zgromadzonych na rachunkach zmarłych osób, a także z otrzymaniem informacji o ich zobowiązaniach kredytowych.

Do najczęściej zgłaszanych problemów należały opóźnienia w przekazywaniu informacji o stanie środków lub zadłużenia, przewlekłość wypłat mimo przedstawienia dokumentów potwierdzających nabycie spadku, żądanie kolejnych dokumentów oraz odmowa dostępu do historii rachunku lub dokumentacji kredytowej.

Konsumenci informowali również o przypadkach natychmiastowego stawiania kredytów w stan wymagalności po uzyskaniu przez bank informacji o śmierci klienta. Według zgłoszeń wiązało się to niekiedy z naliczaniem dodatkowych kosztów, bez pozostawienia spadkobiercom odpowiedniego czasu na reakcję.

„Środki na rachunku mogą być realnym wsparciem po stracie bliskiej osoby”

Prezes UOKiK zwraca uwagę, że pieniądze pozostawione na rachunku bankowym zmarłego często mają dla rodziny znaczenie nie tylko formalne, ale również praktyczne. Mogą być potrzebne do organizacji pogrzebu, uregulowania bieżących zobowiązań czy obsługi produktów kredytowych.

– Dla wielu rodzin środki pozostawione na rachunku zmarłego są nie tylko częścią spadku, ale też realnym wsparciem w trudnym okresie po stracie bliskiej osoby. Często są niezbędne do organizacji pogrzebu czy obsługi bieżących produktów kredytowych zmarłej osoby. Dlatego tak ważne jest, aby spadkobiercy mogli sprawnie uzyskać niezbędne informacje i załatwić formalności po przedstawieniu wymaganych dokumentów – powiedział Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

Urząd wskazuje, że problemem są również rozbieżne informacje przekazywane przez banki podczas kolejnych kontaktów ze spadkobiercami. Zgłoszenia dotyczyły także wymogu osobistego stawiennictwa wszystkich spadkobierców w jednym miejscu i czasie, co w praktyce może znacząco utrudniać zakończenie sprawy.

Banki mają uprościć procedury i poprawić komunikację

Prezes UOKiK skierował do banków wystąpienia, w których wskazał oczekiwane standardy postępowania wobec spadkobierców. Urząd oczekuje od instytucji finansowych informacji o działaniach, jakie zostaną podjęte w celu wyeliminowania zidentyfikowanych problemów.

Wśród oczekiwanych zmian UOKiK wymienia m.in. uproszczenie procedur, zapewnienie jasnych i jednolitych informacji dla spadkobierców oraz lepsze przygotowanie pracowników banków do obsługi spraw spadkowych. Zastrzeżenia Urzędu dotyczą także niewystarczającego informowania klientów o możliwości złożenia dyspozycji wkładem na wypadek śmierci.

Dyspozycja wkładem na wypadek śmierci pozwala klientowi banku wskazać osoby, którym po jego śmierci bank ma wypłacić określone środki z rachunku, w granicach przewidzianych przepisami. Zdaniem UOKiK konsumenci powinni być o takiej możliwości informowani w sposób jasny i zrozumiały.

UOKiK: śmierć bliskiej osoby nie może oznaczać labiryntu procedur

Tomasz Chróstny podkreśla, że sprawy spadkowe w bankach powinny być prowadzone w sposób sprawny i przewidywalny. W ocenie UOKiK rodzina zmarłego klienta nie powinna być obciążana niejasnymi wymogami ani wielomiesięcznym oczekiwaniem na dostęp do należnych środków.

– Śmierć bliskiej osoby nie może oznaczać dla rodziny wciągnięcia w wir niejednoznacznych i niejednolitych procedur. Z sygnałów kierowanych do Urzędu wynika, że część spadkobierców przez wiele miesięcy pozostaje bez dostępu do środków należnych w ramach spadku, mimo że wcześniej przekazali bankowi wszystkie wymagane dokumenty. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, dlatego liczymy na to, że banki przeanalizują swoje procedury i wprowadzą rozwiązania ułatwiające klientom uporządkowanie spraw finansowych po bliskich zmarłych – powiedział Prezes UOKiK.

Działania UOKiK nie oznaczają jeszcze stwierdzenia naruszeń przez poszczególne banki, ale wskazują na obszary wymagające poprawy. Urząd oczekuje, że sektor bankowy ujednolici i uprości praktyki dotyczące obsługi spadkobierców, tak aby po przedstawieniu wymaganych dokumentów mogli oni szybciej uzyskać informacje i dostęp do środków należnych w ramach spadku.

Biofund wniesie projekt multiQure do Pure Biologics. W grze emisja do 50 mln akcji

multiQure, nowatorski projekt przełomowej terapii RNAi na chorobę Huntingtona, zbliża się do giełdy wielkimi krokami. Biofund, główny inwestor projektu, podpisał umowę inwestycyjną z Pure Biologics, w ramach której zobowiązał się do wprowadzenia aportem do Spółki innowacyjnej platformy RNAi. W zamian otrzyma nowe akcje, które będą stanowiły docelowo 49,99% udziału w Akcjonariacie Spółki po ich rejestracji. Dodatkowo, Pure Biologics w ramach umowy zobowiązała się do wyemitowania do 50 mln nowych akcji, aby pozyskać środki na rozwój projektu multiQure, co jest warunkiem realizacji wspomnianej umowy. Jednocześnie Spółka podpisała umowę konwersji z ACRX, swoim kluczowym akcjonariuszem, który zobowiązał się do konwersji pożyczki udzielonej Pure Biologics w zamian za akcje. Decyzje w sprawie emisji wspomnianych akcji, a co za tym idzie realizacji podpisanych umów, zostaną podjęte przez NWZA Spółki zwołane na 10 czerwca br.

Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure
Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure

Umowa Biofund z Pure Biologics to dla nas przełomowy moment, który otwiera przed projektem multiQure nową, ambitną przyszłość. Już dziś akcjonariusze Spółki podejmą kluczową decyzję, która będzie istotnym driverem dalszego rozwoju projektu. Wierzymy, że wniesienie platformy multiQure do już notowanego podmiotu pozwoli nie tylko w pełni wykorzystać jej potencjał, ale przede wszystkim zapewni dotychczasowym oraz nowym akcjonariuszom Pure Biologics silną ekspozycję na światowy rynek terapii genowych przeciwko chorobie Huntingtona, którego potencjał szacowany jest na dziesiątki miliardów dolarów. To szansa na budowę wartości dla inwestorów w obszarze, w którym zapotrzebowanie na skuteczne terapie jest ogromne – komentuje Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure.

Na podstawie umowy inwestycyjnej Biofund Capital Management zobowiązał się do wprowadzenia aportem do Spółki projektu multiQure w zamian za nowo wyemitowane akcje serii Q. W przypadku pozytywnej decyzji NWZA Biofund będzie posiadał po dojściu emisji do skutku 49,99% akcji Spółki. Jednocześnie, Pure Biologics podpisała umowę konwersji z ACRX, swoim kluczowym akcjonariuszem, który zobowiązał się do konwersji udzielonej pożyczki w zamian za objęcie nowo emitowanych akcji serii R celem obniżenia jej zadłużenia. Dodatkowo, Pure Biologics zobowiązała się do przeprowadzenia emisji akcji serii S, w ramach której zamierza pozyskać środki na rozwój projektu multiQure. Warunkiem dojścia umów do skutku jest pozytywna decyzja NWZA Spółki. Jednocześnie, wszystkie ustalenia mają charakter warunkowy tzn. brak zgody WZA na realizację jednej uchwały powoduje automatyczny brak dojścia do skutku innych uchwał dotyczących emisji.

W przypadku uzyskania zgody akcjonariuszy, Spółka dokona zmiany nazwy na multiQure, co stanowić będzie zwieńczenie procesu jej przekształcenia. Zabezpieczone finansowanie oraz pozyskanie nowych inwestorów pozwolą na koncentrację zasobów operacyjnych i kapitałowych na rozwoju projektu multiQure, który już dziś uznawany jest za jeden z najbardziej zaawansowanych technologicznie programów RNAi rozwijanych na rynku biotechnologicznym.

Zgoda nadchodzącego walnego zgromadzenia otworzy furtkę do zupełnie nowego rozdziału rozwoju terapii genowych przeciwko chorobie Huntingtona. Będziemy mogli, już w ramach spółki publicznej, zebrać finansowanie na udowodnienie działania naszej terapii z kategorii „best-in-class” poprzez podanie jej pierwszym pacjentom, co zamierzamy zrealizować już w 2027 r. – dodaje Tomasz Nocuń.

Sztandarowym aktywem w portfolio multiQure jest platforma RNAi, rewolucyjna terapia na chorobę Huntingtona i inne choroby poliglutaminowe. Technologia opracowana przez multiQure uderza w przyczynę choroby, zatrzymując jej postęp, a przy odpowiednio wczesnym i właściwym zastosowaniu ma potencjał zapobiegania wystąpieniu jej objawów. Kolejną ogromną zaletą jest jednorazowy charakter zabiegu. Potencjał ekonomiczny projektu był przedmiotem wyceny ekspertów firmy Baker Tilly, którzy oszacowali jego wartość na obecnym etapie na 111,3 mln USD, co w przeliczeniu na PLN wynosi ponad 400 mln zł.

Choroba Huntingtona należy do grupy ciężkich, postępujących schorzeń neurodegeneracyjnych o podłożu genetycznym. Obecnie nie istnieje zarejestrowana terapia pozwalająca na skuteczne zatrzymanie rozwoju choroby, dlatego rozwój nowych metod leczenia pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań współczesnej neurologii.

Rynki liczą na odbicie, ale pewna jest tylko zmienność. USD traci, giełdy odbijają

Wtorkowy handel przebiega pod dyktando poprawy rynkowego sentymentu. Jeżeli na Bliskim Wschodzie poza groźbami nie zaczną latać pociski, to możliwa będzie kontynuacja odbicia. Przynajmniej do momentu publikacji danych inflacyjnych z USA (jutro), następnie decyzji EBC (czwartek), a wreszcie kończąc tydzień historycznym debiutem SpaceX na Wall Street. Pewna w najbliższych dniach jest tylko jedna rzecz: zmienność.

Ropa wierzy w pokój, gaz niekoniecznie

Podobno na Bliskim Wschodzie znowu panuje „rozejm”. Przynajmniej taki przekaz płynie od Donalda Trumpa, który według doniesień ma coraz mniej cierpliwości do premiera Binjamina Netanjahu. Ze strony Iranu aktualnie płyną głównie groźby, ale dalsza ofensywa Izraela w Libanie może zniweczyć proces negocjacyjny. Na ten moment jednak hulaj dusza, konfliktu nie ma, więc cena ropy znowu spada. Kto by się przejmował, że fizycznie z Zatoki Perskiej dalej surowiec co najwyżej przecieka, zamiast płynąć wartkim strumieniem. Kontrakty na główne benchmarki wyznaczają czerwcowe minima, europejski Brent jest poniżej 93 USD, a amerykański WTI poniżej 90 USD. Co ciekawe o wiele mniej optymistycznie wygląda rynek gazu ziemnego, który kontynuuje wzrosty. Europejski benchmark TTF zyskuje dziś 3% i cena za MWh utrzymuje się powyżej 50 euro. W przeciwieństwie do ropy naftowej w tym przypadku coraz trudniej pudrować rzeczywistość, gdy wypełnienie magazynów na Starym Kontynencie jest poniżej średniej. A właśnie teraz powinien trwać proces ich zapełniania przed kolejnym sezonem zimowym. Chociaż rynki żyją oczekiwaniami, to czasem nadchodzi moment, kiedy muszą zmierzyć się z rzeczywistością. Chyba że realne porozumienie na Bliskim Wschodzie naprawdę jest na wyciągnięcie ręki, ale takie oczekiwanie trudno wciąż nazwać rzeczywistym.

Chiny mocno, Niemcy tak sobie

Dzisiejszy kalendarz makro można podsumować stwierdzeniem: Chińczycy znowu się cieszą, Europejczycy nawet trochę też. Chiny pokazały bardzo mocny raport o handlu zagranicznym, który przebił i tak wysokie oczekiwania. W ujęciu rocznym import wzrósł o 27,4%, a eksport o 19,4%, co przełożyło się na dodatni bilans handlowy na poziomie powyżej 105 mld USD. Nie zabierając chwały Państwu Środka (no może trochę) warto jednak zdać sobie sprawę z faktu niskiej bazy w okresie odniesienia. Równo rok temu wojna handlowa między USA a Chinami była w swoim najgorętszym momencie, co sprawiło, że te same wskaźniki znajdowały się bardzo nisko (import był nawet pod kreską). Nie do końca też można mieć pewność, jak gładko przebiega przeformatowanie chińskiej gospodarki z pozycji fabryki świata do silnego rynku wewnętrznego (co może potwierdzać utrzymywanie się przewagi importu nad eksportem). Chińczycy zdaje się porzucili też strategię słabej waluty, ponieważ juan wobec dolara jest najsilniejszy od początku 2023 roku (kurs USD/CNY to 6,77 CNY).

Niektórzy analitycy narzekają na dzisiejsze dane z Niemiec, ale chyba nie potrafią wyjść po prostu spod wrażenia danych z Chin. Rzeczywiście nadwyżka handlowa RFN (za kwiecień) na poziomie 14,5 mld EUR nie zachwyca, ale nie jest też daleka od średniej z ostatnich lat. Dodatkowo w kwietniu (w ujęciu miesięcznym) oczekiwano spadków zarówno importu, jak i eksportu, a zobaczyliśmy wzrosty na poziomie odpowiednio 1,2% i 0,9%. Nicht toll, aber auch nicht schlecht. Gorzej wypadła produkcja przemysłowa, która rok do roku spadła o 0,5%, ale miesiąc do miesiąca wzrosła o 0,4%. Czy Niemcy wyszli ze stagnacji? W żadnym wypadku, ale też nie są w tragicznej sytuacji. Czy w końcu ujrzymy efekt rządowej stymulacji? Byłaby to dobra wiadomość dla całej UE.

Wtorkowy handel, czyli USD pod presją

Poprawa sentymentu rozlewa się we wtorek po rynkach. Zaczęły mocno już azjatyckie giełdy, z liderem w postaci odrabiającego ogromne straty z poniedziałku koreańskiego KOSPI (+7,6%). W zielonej Europie jest spokojniej, chociaż +2% w Mediolanie na pewno robi wrażenie. Za rynkami bazowymi podążą Warszawa, gdzie WIG20 o godz. 13 zyskuje blisko 1%. A skoro lepsze nastroje, to na forexie traci dolar amerykański. Kurs EUR/USD sięga już 1,157 USD i tym samym zbliża się do ważnego obszaru. Wcześniej odgrywał on rolę wsparcia, więc teraz naturalnie może zadziałać jako opór przed dalszymi zwyżkami. Na razie jednak USD jest pod presją, dzięki czemu kurs dolara jest blisko 3,66 zł. Kurs euro natomiast nie oddala się od 4,24 zł. Na FX pozostaje przynajmniej jedna waluta, która nie potrafi skorzystać na słabszym „zielonym”. Jen pozostaje jednym z najbardziej negatywnych bohaterów ostatnich miesięcy. Już nawet poziom 160 na USD/JPY, wskazywany jako punkt obrony przez Bank Japonii i japoński rząd, przestał być straszakiem. Aktualnie kurs tej pary balansuje właśnie wokół tej wartości.

Rekordowa dywidenda ORLENU. Spółka wypłaci 8 zł na akcję, łącznie 9,3 mld zł

0

Dywidenda ORLEN za 2025 r. wyniesie, zgodnie ze strategią, 8 zł na jedną akcję, a na jej wypłatę spółka przeznaczy łącznie 9,3 mld zł. Taką decyzję podjęli akcjonariusze spółki, przychylając się do wcześniejszej rekomendacji Zarządu ORLEN. Dzień dywidendy ustalono na 18 czerwca 2026 roku, a termin jej wypłaty na 25 czerwca br.

Akcjonariusze ORLEN przyjęli także sprawozdania finansowe koncernu i zadecydowali o udzieleniu absolutorium obecnemu Zarządowi ORLEN, wyrażając poparcie dla kierunku strategicznej transformacji i budowy silnego koncernu.

– Rekordowa dywidenda i dynamiczny rozwój to efekt realizacji strategii, która zamienia ambicje w konkretne rezultaty. Konsekwentnie inwestujemy w przyszłość, wzmacniamy bezpieczeństwo energetyczne Polski i regionu, jednocześnie budując trwałą wartość dla akcjonariuszy. Dzięki temu ORLEN nie tylko rośnie, ale także wyznacza kierunek zmian dla całego sektora. Od momentu ogłoszenia strategii „Energia jutra zaczyna się dziś” rynek potwierdza słuszność obranej przez nas drogi, a zaufanie inwestorów przekłada się na systematyczny, już niemal 200-proc. wzrost wartości koncernu – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Dywidenda na rekordowym poziomie 8 zł na akcję jest odzwierciedleniem bardzo dobrej i stabilnej kondycji ORLEN. Potwierdza ją także długoterminowy rating Moody’s utrzymany na poziomie A3 z perspektywą stabilną, wskazujący m.in. na dużą płynność finansową oraz odporność koncernu na zmienność cen surowców.

ORLEN w minionym roku przeznaczył na inwestycje ok. 32,6 mld zł. W tym roku planuje zwiększyć nakłady inwestycyjne do 36,3 mld zł, realizując strategiczne projekty wspierające transformację energetyczną i wzmacniające bezpieczeństwo energetyczne Polski oraz regionu. Spółka koncentruje się m.in. na zwiększaniu wydobycia gazu, rozwoju nisko- i zeroemisyjnej energetyki, w tym morskich farm wiatrowych, a także na rozwoju paliw alternatywnych i oferty detalicznej.