Mieszane dane z USA. CPI rośnie, inflacja bazowa stabilniejsza, a rynki czekają na ruch Fed

Majowy odczyt inflacji w USA przyniósł mieszany obraz dla rynków finansowych. Wskaźnik CPI wzrósł do 4,2 proc. r/r, co oznacza przyspieszenie względem poprzedniego miesiąca i potwierdza utrzymującą się presję cenową. Jest to najwyższy odczyt tego wskaźnika od maja 2023 roku. Jednocześnie inflacja bazowa, wyłączająca ceny energii i żywności, pozostaje wyraźnie niższa i wynosi 2,9 proc. r/r. Kluczowym czynnikiem wzrostu cen pozostaje sektor energii, który odpowiada za istotną część miesięcznego wzrostu CPI.

Z perspektywy rynków oznacza to, że obecne przyspieszenie inflacji ma w dużej mierze charakter podażowy i może być mniej trwałe. Stabilniejsza dynamika cen w kategoriach bazowych wspiera scenariusz ostrożniejszego podejścia banku centralnego do dalszego zacieśniania polityki monetarnej. Jednocześnie utrzymujące się wysokie ceny energii pozostają istotnym ryzykiem dla krótkoterminowych oczekiwań inflacyjnych. W efekcie inwestorzy mogą w najbliższym czasie pozostawać wrażliwi na kolejne dane makroekonomiczne, które zdecydują o kierunku polityki Fed i nastrojach na rynkach.

Biofund chce objąć akcje Medicalgorithmics po 33 zł. Decyzja należy do walnego zgromadzenia

Medicalgorithmics, notowany na GPW twórca innowacyjnej platformy i algorytmów AI do analizy EKG, podpisał porozumienie do aneksu umowy pożyczki z Biofund Capital Management. Porozumienie podtrzymuje zobowiązanie Biofund do konwersji zobowiązań z tytułu pożyczki z 2024 r. na akcje spółki po cenie 33 zł za akcję oraz wydłuża termin zatwierdzenia jej przez WZA do końca lipca br. O emisji akcji, która docelowo zostanie przeznaczona na realizację konwersji, zdecyduje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy. Podpisany aneks do umowy stanowi kolejny etap w procesie konwersji zobowiązań z tytułu wspomnianej pożyczki, który został zaoferowany Spółce przez fundusz Biofund w styczniu br.

Brak przegłosowania konwersji na akcje Spółki przez ostatnie Walne Zgromadzenie był spowodowany niewystarczającą liczbą głosów zarejestrowanych na WZA.

– Nasze plany się nie zmieniają. Biofund w dalszym ciągu zamierza skonwertować pożyczkę udzieloną Spółce w 2024 roku. Podpisane dzisiaj porozumienie pozwala Spółce zwołać kolejne Walne Zgromadzenie, które podda pod głosowanie wspomnianą konwersję – komentuje współzałożyciel Biofund i jeden z ojców data mining, znany naukowiec prof. Paul Lewicki.

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy będzie mogło zatwierdzić konwersję pożyczki na akcje, do której zobowiązał się Biofund, bez wymagań dotyczących minimalnej liczby głosów zarejestrowanych na WZA. Jednocześnie, aneks wraz z podpisanym porozumieniem do wspomnianej pożyczki podtrzymuje korzystniejsze warunki jej spłaty. Zakłada m.in. rezygnację z prawa do 3% prowizji od przychodów od nowych klientów oraz obniżenie oprocentowania pożyczki z 18,5% do 14%. Podpisanie aneksu, a co za tym idzie, wprowadzenie korzystniejszych warunków spłaty pożyczki oraz jej konwersja na akcje są elementem oferty złożonej przez Biofund spółce Medicalgorithmics w styczniu br.

Rynki ignorują rakiety? Dolar czeka dziś przede wszystkim na inflację z USA

Dziś na rynkach wylosował się niejednoznaczny sentyment. Z jednej strony indeksy giełdowe znowu znalazły się pod presją, z drugiej ropa naftowa zachowuje spokój, a z trzeciej FX zdaje się patrzeć w zupełnie innym kierunku. Dla rynku walutowego to twarde dane (już dziś amerykańska inflacja) prawdopodobnie mają o wiele większe znaczenie niż szum informacyjny z Zatoki Perskiej.

Czy ktoś widzi rakiety?

Klasycznie już (niestety) naszą rynkową podróż zaczynamy od sygnałów płynących z Bliskiego Wschodu. Dzisiaj mijamy stację Bliżej rozejmu dzięki atakom. Prezydent Donald Trump jak mantrę powtarza, że porozumienie jest już blisko, już za rogiem (pewnie Cieśniny Ormuz). Deal jest tak blisko, że wszystkie strony coraz częściej strzelają do siebie, aktualnie próbując głównie uszkodzić militarną infrastrukturę. Ten konflikt (przy całej ludzkiej tragedii) wygląda coraz dziwniej i może to naprawdę zwiastun zbliżającego się realnego rozejmu? Na razie jednak mamy cios za cios, a pociski i drony latają nad Zatoką Perską równie często co groźby. Czy rynki nauczyły się ignorować tę specyficzną wojnę?

Giełdy patrzą na AI?

Teza o ignorowaniu wojny na Bliskim Wschodzie może brzmieć odważnie, ale warto się nad nią pochylić. Pewnie jeszcze kilka tygodni temu wydarzenia z ostatnich godzin zostałyby nazwane eskalacją, a inwestorzy próbowaliby dostosować swoje pozycje do bardziej rozgrzanego konfliktu. A co dzieje się na rynkach w trakcie środowej sesji? Rzeczywiście na giełdach dominuje czerwień, ale na ile te spadki związane są z konfliktem w Zatoce Perskiej? Moim zdaniem coraz mniej, a główne ryzyka dla rynku kapitałowego skupiają się na AI. To dlatego mocno technologiczny koreański główny indeks KOSPI jednego dnia spada, drugiego rośnie, a trzeciego znowu spada i za każdym razem o kilka procent (6% do nawet 8%). To obraz handlu kojarzony dawniej raczej z krypto, a nie z jednym z najważniejszych azjatyckich parkietów. Obawy wokół spółek SI dotyczą cały czas gigantycznych nakładów związanych z tą rewolucją, ale teraz też historycznych IPO na Wall Street (w piątek SpaceX, niedługo OpenAI, a także Anthropic), które nie tylko stawiają pytania o zasadność astronomicznych wycen, ale także wysysają kapitał z innych spółek i aktywów. A kiedy większość sentymentu wisi na kilku/kilkunastu firmach technologicznych, to sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Może innym razem wspomnę o coraz większym buncie społecznym wobec inwestycji związanych z SI, które nie liczą się z lokalnymi społecznościami i kosztem, jaki dla nich generują (na razie głównie w USA).

Ropa zamknęła oczy?

Jednak giełdy giełdami, one potrafią z łatwością przesuwać punkt ciężkości na różne strony. Ale co z rynkiem surowcowym, a szczególnie ropą naftową? Tutaj też zaryzykuję tezę, że jeszcze całkiem niedawno po eskalacyjnych doniesieniach zobaczylibyśmy kilkuprocentowe wzrosty ceny czarnego złota. A dziś do połowy dnia obserwowaliśmy nawet lekkie spadki, a główne benchmarki trzymają się wciąż blisko istotnych wsparć (WTI poniżej 90 USD). Sytuacja zdaje się odwracać wczesnym popołudniem, ale wciąż daleko nam do paniki, którą mogliśmy widzieć jeszcze jakiś czas temu. Nieustająco obrywa za to złoto, które aktualnie nie prezentuje żadnych walorów bezpiecznej przystani (może takowa nie jest po prostu teraz potrzebna?). Jego cena przebiła od góry już 4200 USD za uncję i jest coraz bliższa marcowych dołków, których wybicie może zwiastować zejście nawet do 3900 USD. Tylko dziś królewski kruszec traci 2%. W ostatnich tygodniach trudniejsze sesje złota były często argumentowane mocniejszym dolarem, z którym jest negatywnie skorelowane. Jednak dziś nie mamy na rynku do czynienia z silniejszym USD.

USD wpatruje się w inflację?

Tutaj wreszcie dochodzimy do tezy z tytułu dzisiejszego komentarza. Jeszcze jakiś czas temu przy sygnałach eskalacyjnych z Bliskiego Wschodu kapitał klasycznie kierował się do bezpiecznej przystani w postaci USD, który pozwalał też parkować środki np. w amerykańskich obligacjach. Jednak teraz sytuacja na dolarze nie jest już tak jednoznaczna. Przez długie chwile pozostaje on dość odporny na impulsy z Zatoki, a największy ruch w ostatnich tygodniach wykonał w związku z danymi makro. Piątkowe odczyty z rynku pracy popchnęły inwestorów do obstawiania przynajmniej jednej podwyżki stóp w USA do końca roku, co błyskawicznie i wyraźnie wzmocniło USD. W ten sposób dochodzimy do środowego odczytu inflacji konsumenckiej ze Stanów. Już same prognozy dla wskaźnika CPI na poziomie 4,2% rdr (najwyżej od 3 lat) robią wrażenie, ale jeśli ostateczny rezultat przekroczy oczekiwania, to na stole może się pojawić nawet druga podwyżka kosztu pieniądza do końca roku. A wtedy dolar zapewne wykona kolejny krok na szlaku umocnienia. W przeciwnym wypadku (dynamika cen poniżej konsensusu) USD może znaleźć się pod presją i przynajmniej częściowo oddać swoje zyski z ostatnich dni. Brak zmienności raczej nam nie grozi. O godz. 13:30 kurs EUR/USD jest przy 1,154 USD, kurs USD/PLN sięga 3,68 PLN, a kurs EUR/PLN zbliża się do 4,25 zł.

 

W Polsce przybyło wolnych miejsc pracy. Na koniec I kwartału 2026 r. było ich ponad 100 tys.

Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. w Polsce odnotowano 100,2 tys. wolnych miejsc pracy. To o 14,4 tys. więcej niż na koniec czwartego kwartału 2025 r., co oznacza wzrost o 16,7 proc. w ujęciu kwartalnym. W porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku liczba wakatów była jednak nieznacznie niższa – o 0,8 tys.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego wskaźnik wolnych miejsc pracy wyniósł na koniec pierwszego kwartału 2026 r. 0,81 proc. Był więc o 0,1 pkt proc. wyższy niż na koniec czwartego kwartału 2025 r., ale jednocześnie o 0,01 pkt proc. niższy niż rok wcześniej.

Dane pokazują, że początek 2026 r. przyniósł odbicie popytu na pracowników po słabszej końcówce poprzedniego roku. Nie oznacza to jednak jednoznacznego przegrzania rynku pracy. W ujęciu rocznym liczba wolnych miejsc pracy pozostała zbliżona do poziomu sprzed roku, a wskaźnik wakatów nieznacznie się obniżył.

Najwyższy wskaźnik wakatów w regionie warszawskim stołecznym

Popyt na pracowników był silnie zróżnicowany regionalnie. Najwyższy wskaźnik wolnych miejsc pracy odnotowano w regionie warszawskim stołecznym, gdzie wyniósł 1,11 proc. Oznacza to, że właśnie w tej części kraju udział nieobsadzonych stanowisk w ogólnej liczbie miejsc pracy był największy.

Najniższy wskaźnik wolnych miejsc pracy wystąpił w regionie lubelskim i wyniósł 0,45 proc. Różnica między regionem warszawskim stołecznym a lubelskim pokazuje, że zapotrzebowanie na pracowników nadal koncentruje się przede wszystkim w największych ośrodkach gospodarczych, zwłaszcza tam, gdzie rozwinięte są usługi biznesowe, technologie, administracja i sektor prywatnych przedsiębiorstw.

Regionalne dane wskazują również, że sytuacja na rynku pracy nie jest jednolita. W części województw pracodawcy nadal aktywnie poszukują nowych pracowników, podczas gdy w innych popyt na pracę pozostaje ograniczony. Ma to znaczenie zarówno dla osób szukających zatrudnienia, jak i dla firm planujących rekrutacje lub inwestycje w nowych lokalizacjach.

Najwięcej wakatów w przetwórstwie przemysłowym

Największą liczbę wolnych miejsc pracy odnotowano w przetwórstwie przemysłowym. Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. w tej sekcji gospodarki było 20,5 tys. wakatów. To pokazuje, że przemysł pozostaje jednym z głównych źródeł popytu na pracowników w Polsce.

W przetwórstwie przemysłowym wolne miejsca pracy były przeznaczone przede wszystkim dla robotników przemysłowych i rzemieślników oraz operatorów i monterów maszyn i urządzeń. Pierwsza z tych grup odpowiadała za 36,1 proc. wakatów w tej sekcji, a druga za 26,0 proc.

Podobna struktura zapotrzebowania występowała w budownictwie. W tej branży największy udział wolnych miejsc pracy dotyczył robotników przemysłowych i rzemieślników – 52,8 proc. wakatów. Kolejne 25,7 proc. stanowiły miejsca pracy dla operatorów i monterów maszyn i urządzeń.

Wysoki popyt także w handlu, transporcie i budownictwie

Oprócz przetwórstwa przemysłowego istotną liczbę wolnych miejsc pracy odnotowano również w handlu hurtowym i detalicznym, transporcie i gospodarce magazynowej oraz budownictwie. Są to sektory, które tradycyjnie generują duże zapotrzebowanie na pracowników operacyjnych, technicznych i usługowych.

W handlu wakaty dotyczyły przede wszystkim pracowników usług i sprzedawców, ale również specjalistów. W transporcie i gospodarce magazynowej dominowało zapotrzebowanie na operatorów i monterów maszyn oraz urządzeń, a także na pracowników biurowych.

Dane te pokazują, że popyt na pracę w Polsce nadal ma w dużej mierze charakter praktyczny i produkcyjno-usługowy. Firmy poszukują nie tylko specjalistów wysokich kwalifikacji, ale także pracowników wykonujących zadania techniczne, logistyczne, magazynowe, sprzedażowe i związane z obsługą procesów produkcyjnych.

Najwyższy wskaźnik wolnych miejsc pracy w sektorze telekomunikacji i IT

Pod względem rodzaju działalności najwyższy wskaźnik wolnych miejsc pracy wystąpił w sekcji obejmującej działalność usługową w zakresie telekomunikacji, programowania komputerowego, doradztwa, infrastruktury obliczeniowej oraz pozostałej działalności usługowej w zakresie informacji. Wyniósł on 1,54 proc.

To oznacza, że branże związane z technologiami informacyjnymi, usługami cyfrowymi i infrastrukturą obliczeniową nadal cechują się wysokim relatywnym zapotrzebowaniem na pracowników. Nawet jeżeli liczba wakatów w tym sektorze nie jest najwyższa w ujęciu bezwzględnym, to udział wolnych miejsc pracy w całkowitej liczbie stanowisk pozostaje wyraźnie podwyższony.

Najniższy wskaźnik wolnych miejsc pracy odnotowano natomiast w górnictwie i wydobywaniu. Wyniósł on 0,17 proc. Oznacza to, że w tej sekcji udział nieobsadzonych miejsc pracy był najmniejszy spośród analizowanych rodzajów działalności.

Rynek pracy odbija po końcówce 2025 r., ale bez wyraźnego boomu

Wzrost liczby wolnych miejsc pracy o 16,7 proc. względem końca czwartego kwartału 2025 r. może wskazywać na sezonowe i koniunkturalne ożywienie rekrutacji na początku roku. Firmy częściej uruchamiały nabory, a część sektorów zwiększała zapotrzebowanie na pracowników po okresie niższej aktywności.

Jednocześnie porównanie rok do roku pokazuje bardziej umiarkowany obraz rynku pracy. Liczba wolnych miejsc pracy była o 0,8 tys. niższa niż na koniec pierwszego kwartału 2025 r., a wskaźnik wakatów spadł minimalnie o 0,01 pkt proc. To sugeruje, że mimo kwartalnego odbicia rynek nie wszedł w fazę gwałtownego wzrostu popytu na pracowników.

Z perspektywy pracodawców dane GUS mogą oznaczać powrót do większej aktywności rekrutacyjnej po słabszej końcówce roku. Z perspektywy pracowników sytuacja pozostaje zróżnicowana – szanse na zatrudnienie są większe w regionach i branżach o wysokim wskaźniku wakatów, ale nie wszędzie rynek oferuje podobne możliwości.

Struktura wakatów pokazuje zapotrzebowanie na konkretne zawody

Istotne znaczenie ma nie tylko sama liczba wolnych miejsc pracy, ale również ich struktura zawodowa. Dane wskazują, że w wielu sektorach poszukiwani są przede wszystkim pracownicy o konkretnych kwalifikacjach praktycznych.

W przemyśle i budownictwie dominują robotnicy przemysłowi, rzemieślnicy, operatorzy i monterzy maszyn. W handlu większe znaczenie mają pracownicy usług i sprzedawcy, natomiast w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej najważniejszą grupą są specjaliści.

Taka struktura wolnych miejsc pracy pokazuje, że polski rynek pracy nadal potrzebuje zarówno pracowników technicznych i wykonawczych, jak i specjalistów. Niedobory kadrowe nie dotyczą wyłącznie zawodów wysoko kwalifikowanych, ale również stanowisk związanych z produkcją, logistyką, sprzedażą i obsługą klienta.

Dane po raz pierwszy prezentowane według PKD 2025

GUS zwraca uwagę, że wyniki badania „Popyt na pracę” po raz pierwszy prezentowane są według sekcji PKD 2025. Ma to znaczenie przy porównywaniu danych z wcześniejszymi okresami, ponieważ trwa okres przejściowy związany z przeklasyfikowaniem podmiotów gospodarczych z PKD 2007 na PKD 2025.

Okres przejściowy potrwa do 31 grudnia 2026 r. W tym czasie do prezentacji danych wykorzystywane są m.in. klucze powiązań między klasyfikacjami PKD 2007 i PKD 2025. Oznacza to, że interpretując dane sektorowe, należy brać pod uwagę zmianę klasyfikacji działalności gospodarczej.

Wskaźnik wolnych miejsc pracy jest miarą niezaspokojonego popytu na pracę. Pokazuje, jaką część wszystkich miejsc pracy – zarówno obsadzonych, jak i wolnych – stanowią stanowiska nieobsadzone. Im wyższy wskaźnik, tym większy relatywny problem pracodawców z obsadzeniem stanowisk.

Wypadków przy pracy jest więcej. W I kwartale 2026 r. poszkodowanych zostało ponad 17 tys. osób

W pierwszym kwartale 2026 r. w Polsce wzrosła liczba osób poszkodowanych w wypadkach przy pracy. Według wstępnych danych GUS zgłoszono 17 084 osoby poszkodowane, czyli o 19,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Wskaźnik wypadkowości zwiększył się z 1,04 do 1,24 poszkodowanego na 1000 pracujących.

Zdecydowaną większość stanowiły wypadki powodujące lżejsze obrażenia. W tej kategorii odnotowano 16 960 poszkodowanych. Wypadkom ciężkim uległy 92 osoby, natomiast wypadkom śmiertelnym – 32 osoby. Dane obejmują również 42 osoby poszkodowane podczas wykonywania pracy zdalnej lub telepracy.

Łączna liczba dni niezdolności do pracy spowodowanej wypadkami wyniosła 411 749. Oznacza to przeciętnie 24,1 dnia absencji na jedną osobę poszkodowaną. Najdłuższy średni okres niezdolności do pracy odnotowano w górnictwie i wydobywaniu, gdzie wyniósł 33,5 dnia.

Najwięcej poszkodowanych w przemyśle, handlu i transporcie

Pod względem liczby osób poszkodowanych najwięcej wypadków odnotowano w przetwórstwie przemysłowym. W tej sekcji gospodarki poszkodowanych zostało 4806 osób. Kolejne miejsca zajęły handel, naprawa pojazdów samochodowych oraz transport i gospodarka magazynowa.

W handlu i naprawie pojazdów samochodowych zgłoszono 2640 poszkodowanych, a w transporcie i gospodarce magazynowej 1798 osób. W ochronie zdrowia i pomocy społecznej odnotowano 1484 poszkodowanych, natomiast w budownictwie – 702 osoby.

Inaczej wygląda sytuacja po uwzględnieniu liczby pracujących w poszczególnych branżach. Najwyższy wskaźnik wypadkowości wystąpił w górnictwie i wydobywaniu, gdzie wyniósł 3,41 poszkodowanego na 1000 pracujących. Bardzo wysoki poziom odnotowano także w sekcji dostawa wody, gospodarowanie ściekami i odpadami oraz rekultywacja – 3,34.

Powyżej średniej krajowej znalazły się również ochrona zdrowia i pomoc społeczna, transport i gospodarka magazynowa, przetwórstwo przemysłowe oraz rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo. Najniższy wskaźnik wypadkowości odnotowano w informacji i komunikacji, gdzie wyniósł 0,15.

Warmińsko-mazurskie z najwyższym wskaźnikiem wypadkowości

Dane pokazują także duże zróżnicowanie regionalne. Najwyższy wskaźnik wypadkowości wystąpił w województwie warmińsko-mazurskim – 1,64 poszkodowanego na 1000 pracujących. Kolejne miejsca zajęły województwa zachodniopomorskie z wynikiem 1,60 oraz kujawsko-pomorskie z wynikiem 1,53.

Wysoki poziom wypadkowości odnotowano również w województwach podlaskim, śląskim, lubuskim i dolnośląskim. Najniższe wskaźniki wystąpiły w województwach mazowieckim i małopolskim. W Mazowieckiem wskaźnik wyniósł 0,88, a w Małopolsce 0,95 poszkodowanego na 1000 pracujących.

Pod względem bezwzględnej liczby poszkodowanych najwięcej wypadków zgłoszono w województwach śląskim, mazowieckim i wielkopolskim. W Śląskiem poszkodowanych zostało 2422 pracowników, w Mazowieckiem 2174, a w Wielkopolsce 1885.

Najczęstsza przyczyna: nieprawidłowe zachowanie pracownika

Największą grupę przyczyn wypadków przy pracy stanowiło nieprawidłowe zachowanie się pracownika. Odpowiadało ono za 40,3 proc. odnotowanych przypadków. Na kolejnych miejscach znalazły się niewłaściwe posługiwanie się czynnikiem materialnym przez pracownika, zdarzenia niezależne od pracodawcy i pracownika oraz inne przyczyny.

Istotne znaczenie miały także czynniki organizacyjne. Niewłaściwa organizacja stanowiska pracy odpowiadała za 7,3 proc. przypadków, a niewłaściwa organizacja pracy za 5,5 proc. Łącznie te dwie kategorie stanowiły 12,8 proc. przyczyn wypadków.

Najczęstszym wydarzeniem powodującym uraz było zderzenie z nieruchomym obiektem. Tego typu zdarzenia odpowiadały za 37,4 proc. przypadków. Kolejne miejsca zajęły kontakt z przedmiotem ostrym lub twardym oraz uderzenie przez obiekt będący w ruchu.

Najczęściej dochodziło do urazów kończyn

Wypadki przy pracy najczęściej kończyły się urazami kończyn. Urazy kończyn górnych stanowiły 43,2 proc. przypadków, a kończyn dolnych 33,4 proc. Łącznie obrażenia kończyn odpowiadały więc za ponad trzy czwarte wszystkich urazów.

Urazy głowy wystąpiły w 10,9 proc. przypadków. Rzadziej odnotowywano urazy tułowia i organów wewnętrznych, pleców oraz całego ciała. W chwili wypadku poszkodowani najczęściej byli w ruchu, przemieszczali się, manipulowali przedmiotami albo wykonywali ręczny transport.

Dane te pokazują, że duża część wypadków nie wynika bezpośrednio z obsługi specjalistycznych maszyn, lecz z codziennych czynności wykonywanych w miejscu pracy. Oznacza to, że ryzyko wypadkowe dotyczy nie tylko branż tradycyjnie uznawanych za niebezpieczne, ale również stanowisk, na których dominują powtarzalne zadania, przemieszczanie się i praca manualna.

Wypadki w gospodarstwach rolnych

Osobną kategorię stanowią wypadki w indywidualnych gospodarstwach rolnych, dla których przyznano jednorazowe odszkodowanie z KRUS. W pierwszym kwartale 2026 r. poszkodowanych zostało 1686 osób, w tym 16 w wypadkach śmiertelnych.

Najczęstszym rodzajem zdarzenia były upadki osób. Odpowiadały one za 48,8 proc. wypadków w gospodarstwach rolnych. Kolejne miejsca zajęły inne zdarzenia, uderzenie, przygniecenie lub pogryzienie przez zwierzęta oraz pochwycenie przez ruchome części maszyn i urządzeń.

Struktura wypadków rolniczych pokazuje, że największe zagrożenia wiążą się zarówno z codziennym poruszaniem się po gospodarstwie, jak i kontaktem ze zwierzętami oraz maszynami. W praktyce oznacza to konieczność stałego zwracania uwagi na organizację pracy, stan techniczny urządzeń oraz podstawowe zasady bezpieczeństwa.

Wzrost wypadkowości to sygnał ostrzegawczy

Wzrost liczby poszkodowanych o 19,3 proc. rok do roku jest istotnym sygnałem dla pracodawców, instytucji publicznych i służb BHP. Choć dane mają charakter wstępny, pokazują wyraźne pogorszenie statystyk bezpieczeństwa pracy na początku 2026 r.

Największe znaczenie ma nie tylko sama liczba wypadków, ale również ich koszt społeczny i gospodarczy. Ponad 411 tys. dni niezdolności do pracy oznacza realne straty dla pracowników, firm i całego rynku pracy. Każdy wypadek to także ryzyko długotrwałych konsekwencji zdrowotnych, organizacyjnych i finansowych.

Dane GUS wskazują, że bezpieczeństwo pracy powinno pozostać jednym z kluczowych obszarów zarządzania w przedsiębiorstwach. Szczególnie ważne są szkolenia, prawidłowa organizacja stanowisk, nadzór nad przestrzeganiem zasad BHP oraz ograniczanie ryzyk związanych z rutynowymi czynnościami wykonywanymi każdego dnia.

mObywatel 3.0 musi uwzględniać dane zdrowotne. Eksperci apelują do rządu

Healthcare Poland Foundation, Polska Federacja Szpitali oraz Global Healthcare Systems Hub wskazują na konsekwencje niezgodności aplikacji mObywatel z rozporządzeniem eIDAS 2.0 — wykraczające daleko poza dokument tożsamości. W grze jest dostęp polskich pacjentów do transgranicznej wymiany danych zdrowotnych, bezpieczeństwo medyczne oraz konkurencyjność polskiego sektora usług zdrowotnych w Europie.

Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało na stronie Rządowego Centrum Legislacji projekt nowelizacji ustawy o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej (UC122). Uzasadnienie projektu zawiera bezprecedensowe przyznanie: aplikacja mObywatel jest architektonicznie niezgodna z rozporządzeniem eIDAS 2.0 i nie może pełnić funkcji Europejskiego Portfela Tożsamości Cyfrowej (EUDI Wallet). Dostosowanie istniejącej aplikacji do wymogów unijnych zostało uznane za technicznie niemożliwe. Konsekwencje są daleko idące: konieczność budowy zupełnie nowej aplikacji od podstaw, brak możliwości automatycznej migracji danych 11 milionów użytkowników oraz konieczność równoległego utrzymywania dwóch systemów w okresie przejściowym. Skala problemu skłoniła posła do Parlamentu Europejskiego Kosmę Złotowskiego do złożenia pytania poselskiego (E-000763/2026) do Komisji Europejskiej.

Polska była prekursorem cyfrowej tożsamości w Europie, wprowadzając mDowód jako pełnoprawny dokument tożsamości już w 2023 r. — znacznie wyprzedzając inne państwa członkowskie. Jednak właśnie ten pionierski charakter, zbudowany na krajowych założeniach architektonicznych bez antycypowania ram interoperacyjności UE, staje się teraz źródłem systemowej luki.

Jest to modelowy przykład zjawiska, które w branży IT określa się mianem „długu architektonicznego” (architectural debt) — sytuacji, w której szybkie wdrożenie rozwiązania krajowego bez uwzględnienia nadchodzących standardów europejskich generuje późniejsze koszty rzędu wielokrotności początkowej inwestycji. Dokładnie to samo ryzyko dotyczy obecnie rozwiązań sztucznej inteligencji w sektorze zdrowia budowanych bez uwzględnienia AI Act, EHDS i standardów certyfikacji — co jest przedmiotem prac piaskownicy regulacyjnej GRAI przy Ministerstwie Cyfryzacji.

Healthcare Poland Foundation, działając we współpracy z Polską Federacją Szpitali oraz Global Healthcare Systems Hub, deklaruje gotowość do udziału w konsultacjach publicznych projektu UC122 oraz do wsparcia eksperckiego w projektowaniu warstwy zdrowotnej nowego portfela tożsamości cyfrowej. Dostęp polskich pacjentów do transgranicznej wymiany danych zdrowotnych nie może być ofiarą długu architektonicznego.

Polska była pionierem cyfrowej tożsamości w Europie. Teraz musi być pionierem jej naprawy — nie tylko po to, by polscy obywatele mogli podróżować z telefonem zamiast z plastikowym dowodem, ale przede wszystkim po to, by polscy pacjenci mogli bezpiecznie korzystać z opieki zdrowotnej w całej Unii Europejskiej, z pełnym dostępem lekarza do ich danych medycznych. Brak interoperacyjności polskiego systemu tożsamości cyfrowej z EUDI Wallet oznacza, że: pacjenci zagraniczni przyjeżdżający do Polski nie będą mogli automatycznie udostępnić polskim lekarzom swoich danych zdrowotnych za pomocą portfela, polscy świadczeniodawcy nie będą mogli w sposób zharmonizowany potwierdzić tożsamości pacjenta transgranicznego, a dokumentacja medyczna wytworzona w Polsce może napotykać problemy z uznawalnością w systemach EHDS innych państw członkowskich. Tworzy to ryzyko powstania „cyfrowej wyspy” – systemu funkcjonalnego wewnątrz kraju, ale odciętego od europejskiego ekosystemu zdrowia cyfrowego. W praktyce oznacza to utratę przewagi konkurencyjnej na rzecz krajów, które wdrożą EUDI Wallet terminowo – m.in. Estonii, Finlandii, Austrii czy Danii – wskazuje Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji, Forum Ekspertów Ad Rem.

Ministerstwo Cyfryzacji wskazało dwa strukturalne powody, dla których mObywatel nie może zostać przekształcony w EUDI Wallet.

  • Model weryfikacji tożsamości. mObywatel potwierdza tożsamość i obywatelstwo użytkownika na podstawie „dokumentu mObywatel” — krajowego konstruktu prawnego. Tymczasem eIDAS 2.0 wymaga potwierdzania tożsamości poprzez dane identyfikujące osobę (person identification data) w rozumieniu art. 3 pkt 3 rozporządzenia eIDAS oraz rozporządzenia wykonawczego Komisji (UE) 2024/2977. To różnica nie kosmetyczna, lecz architektoniczna – dotycząca samego fundamentu tożsamości cyfrowej.
  • Architektura udostępniania danych. mObywatel operuje w modelu bezpośredniego połączenia z rządową infrastrukturą teleinformatyczną — dokumenty są pobierane wprost na urządzenie użytkownika, bez instytucjonalnego pośrednika. Rozporządzenie eIDAS 2.0 wymaga natomiast zaangażowania kwalifikowanych dostawców usług zaufania (Qualified Trust Service Providers, QTSP), w tym podmiotów prywatnych, jako elementów łańcucha zaufania. Ten model jest fundamentem interoperacyjności transgranicznej.

Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej pełni w architekturze Europejskiej Przestrzeni Danych Zdrowotnych (EHDS) rolę warstwy uwierzytelniającej. To portfel umożliwi pacjentowi autoryzację dostępu lekarza w innym kraju członkowskim do kluczowych danych medycznych: podsumowania leczenia, listy leków, alergii, szczepień, wyników badań. Bez zgodnego z eIDAS 2.0 portfela ten mechanizm nie zadziała — nawet jeśli infrastruktura MyHealth@EU będzie technicznie gotowa po stronie serwerów.

Oznacza to, że niezgodność mObywatela jest bezpośrednią barierą w realizacji prawa pacjenta do transgranicznego dostępu do usług zdrowotnych, gwarantowanego dyrektywą 2011/24/UE. Nie jest to problem odległy — rozporządzenie EHDS (UE 2025/327) weszło w życie 26 marca 2025 r., a obowiązkowa transgraniczna wymiana podsumowań pacjenta i e-recept ma być operacyjna we wszystkich państwach członkowskich do marca 2029 r.

Cztery scenariusze ryzyka dla polskich pacjentów

  1. Brak dostępu lekarza za granicą do historii choroby. Polak, który trafi do szpitala w Niemczech, Francji czy Hiszpanii, nie będzie mógł za pomocą portfela cyfrowego udostępnić lekarzowi swoich danych medycznych. Lekarz będzie działał bez pełnej informacji klinicznej.
  2. Ryzyko błędów medycznych. Brak dostępu do aktualnej listy leków, alergii i chorób przewlekłych zwiększa ryzyko interakcji lekowych, nieadekwatnych procedur diagnostycznych i błędnych decyzji terapeutycznych. To nie jest ryzyko teoretyczne — WHO szacuje, że błędy związane z lekami dotykają rocznie milionów pacjentów na świecie, a brak dostępu do pełnej dokumentacji jest jednym z kluczowych czynników.
  3. Konieczność papierowej dokumentacji. Zamiast cyfrowej wymiany danych, polscy pacjenci będą zmuszeni wozić ze sobą dokumentację papierową lub na nośnikach elektronicznych — rozwiązanie podatne na utratę, uszkodzenie i błędy tłumaczeniowe.
  4. Wydłużenie czasu diagnostyki i leczenia. Bez dostępu do wyników wcześniejszych badań lekarz za granicą będzie zmuszony zlecać badania od nowa, co wydłuża czas do podjęcia decyzji terapeutycznej i generuje niepotrzebne koszty.

Problem niezgodności mObywatela należy analizować w kontekście czterech wzajemnie powiązanych filarów regulacyjnych, które wspólnie definiują warunki przetwarzania i wymiany danych zdrowotnych w UE.

eIDAS 2.0 (Rozporządzenie 2024/1183) ustanawia ramy tożsamości cyfrowej, w tym wymogi dotyczące kwalifikowanych dostawców usług zaufania i architektury portfela opartej na atestacjach elektronicznych. To mechanizm atestacji umożliwia kontrolowane przez pacjenta udostępnianie danych zdrowotnych.

EHDS (Rozporządzenie 2025/327) buduje na fundamencie eIDAS warstwę sektorową: definiuje kategorie priorytetowych danych zdrowotnych, ustanawia infrastrukturę MyHealth@EU dla użycia pierwotnego oraz HealthData@EU dla użycia wtórnego (badania naukowe, polityka zdrowotna, regulacje). Kluczowe kamienie milowe: marzec 2027 — akty wykonawcze; marzec 2029 — Patient Summaries i e-recepty we wszystkich państwach; marzec 2031 — obrazy medyczne i wyniki laboratoryjne.

NIS2 (Dyrektywa 2022/2555) klasyfikuje podmioty ochrony zdrowia jako operatorów usług kluczowych, nakładając wymogi cyberbezpieczeństwa na cały łańcuch przetwarzania danych zdrowotnych — w tym na infrastrukturę portfela tożsamości cyfrowej.

RODO/GDPR pozostaje nadrzędną ramą ochrony danych osobowych. EHDS działa w ramach RODO, nie obok niego. Brak kompatybilnego portfela oznacza brak możliwości realizacji mechanizmów zgody i kontroli danych wymaganych przez RODO w kontekście transgranicznym.

Awaria jednego elementu — w tym przypadku warstwy tożsamości cyfrowej — paraliżuje cały łańcuch: od uwierzytelnienia pacjenta, przez autoryzację dostępu do danych, po ich bezpieczną wymianę i przetwarzanie.

Co należy zrobić: stanowisko HCPL, PFSz i GHSH

Dla Ministerstwa Cyfryzacji i Ministerstwa Zdrowia

Proces budowy nowej aplikacji portfela tożsamości cyfrowej (mObywatel 3.0) musi od początku uwzględniać architekturę EHDS. Nie wystarczy spełnić wymagania eIDAS 2.0 w warstwie dokumentu tożsamości — portfel musi być przygotowany do obsługi atestacji elektronicznych dotyczących danych zdrowotnych. Rekomendujemy powołanie międzyresortowego zespołu (MC + MZ) odpowiedzialnego za spójność architektoniczną EUDI Wallet z MyHealth@EU. Jednocześnie konieczne jest przyspieszenie prac nad wyznaczeniem krajowego Organu ds. Zdrowia Cyfrowego (National Digital Health Authority) — termin wynikający z EHDS upłynął w czerwcu 2025 r.

Dla szpitali i świadczeniodawców

Szpitale i kliniki przyjmujące pacjentów transgranicznych powinny już teraz dokonywać audytu gotowości swoich systemów HIS pod kątem interoperacyjności z HL7 FHIR — standardem referencyjnym dla EHDS. Polska Federacja Szpitali i Healthcare Poland Foundation oferują w tym zakresie certyfikację TQAMS (Transnational Quality Assurance & Management Standard), która obejmuje gotowość cyfrową, zgodność z wymogami NIS2 oraz procedury opieki transgranicznej.

Dla sektora turystyki medycznej

Operatorzy turystyki medycznej muszą przygotować się na scenariusz, w którym pacjenci z UE będą oczekiwać obsługi za pomocą EUDI Wallet. Brak gotowości polskiej strony stanie się przewagą konkurencyjną krajów, które wdrożą portfel terminowo. Global Healthcare Systems Hub monitoruje ten proces w 56 krajach i udostępnia aktualizacje regulacyjne swoim członkom.

Dla piaskownic regulacyjnych AI

Przypadek mObywatela powinien zostać włączony jako case study do materiałów edukacyjnych piaskownicy regulacyjnej GRAI przy Ministerstwie Cyfryzacji — jako ostrzeżenie przed powielaniem długu architektonicznego w domenie sztucznej inteligencji w zdrowiu.

Kluczowe daty

19 lutego 2026 r. – Publikacja projektu ustawy UC122 na stronie Rządowego Centrum Legislacji.

24 lutego 2026 r. – Pytanie poselskie E-000763/2026 (Kosma Złotowski, ECR) do Komisji Europejskiej.

26 marca 2025 r. – Wejście w życie rozporządzenia EHDS (UE 2025/327).

Koniec 2026 r. – Termin wdrożenia EUDI Wallet we wszystkich państwach członkowskich.

Marzec 2029 r. – Obowiązkowa transgraniczna wymiana Patient Summaries i e-recept.

Marzec 2031 r. – Rozszerzenie o obrazy medyczne, wyniki laboratoryjne, karty wypisu.

Rynek pracy coraz mocniej zależy od cudzoziemców. W niektórych branżach stanowią ponad 15–25 proc. załóg

Pod koniec grudnia 2025 r. w Polsce aktywnych zawodowo było 1 141,1 tys. cudzoziemców – wynika z najnowszych danych GUS. Stanowili oni 6,9% ogółu pracujących w naszym kraju, a ich największy udział w liczbie pracujących odnotowano nie w największych aglomeracjach, lecz w powiatach słubickim i pruszkowskim oraz w Świnoujściu. Jak pokazują badania Grupy Progres, Polska nadal pozostaje dla większości ankietowanych pierwszym wyborem jako kierunek migracji zarobkowej, choć już nie dla wszystkich i nie w tak jednoznaczny sposób jak jeszcze kilka lat temu.

Największą grupę pracujących cudzoziemców stanowili obywatele Ukrainy – 67,6% (771 800 osób). Na kolejnych miejscach znaleźli się obywatele Białorusi (10,4% – 118 882 osoby), Gruzji (2,1% – 24 210), Indii (2,0% – 23 004), Kolumbii (1,7% – 19 261) i Filipin (1,3% – 15 053), a pozostałe narodowości łącznie odpowiadały za 14,9%, czyli 168 909 osób (GUS).

Dla większości Ukraińców, którzy dominują wśród obcokrajowców aktywnych zawodowo w naszym kraju, Polska była pierwszym wyborem jako kierunek migracji zarobkowej – takiej odpowiedzi udzieliło 71% Ukraińców biorących udział w badaniu Grupy Progres. 17% myślało też o innych państwach, ale przyjechało nad Wisłę, bo w danym momencie była to najlepsza dostępna opcja, 12% miało inne plany, które zmieniły się pod wpływem sytuacji życiowej.

Ukraina nadal stanowi rdzeń naszego rynku pracy, ale z roku na rok obserwujemy napływ pracowników z coraz większej liczby krajów. Przybywa kandydatów z innych – często egzotycznych – kierunków, którzy coraz liczniej wspierają rynek pracy i są zatrudniani w wielu sektorach gospodarki mówi Karolina Hawryluk-Chaieb, kierownik procesu rekrutacji w Grupie Progres.

Według GUS w sekcji działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca pracuje ponad 68 tys. cudzoziemców innych narodowości niż ukraińska. W transporcie i gospodarce magazynowej jest ich ponad 63 tys., a w przetwórstwie przemysłowym – 52 tys. Znaczną grupę można również zaobserwować w informacji i komunikacji – 36,4 tys., gdzie liczba pracowników innych narodowości przewyższa liczbę Ukraińców (22,7 tys.). W budownictwie pracuje ponad 33 tys. osób innych narodowości niż ukraińska, a w handlu i naprawie pojazdów samochodowych – 25,4 tys. W działalności związanej z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi jest to 24,5 tys. osób.

Ekspertka z Grupy Progres dodaje, że Polska wciąż pozostaje dla dużej części migrantów pierwszym i świadomym wyborem, jednak coraz rzadziej ma on charakter jednorazowej decyzji. – Widzimy raczej proces, często długofalowy, w którym Polska jest jednocześnie miejscem krótkiej stabilizacji, legalizacji pobytu i punktem startowym do dalszych planów zawodowych związanych z krajami Europy Zachodniej. Oznacza to, że motywacje migracyjne stają się coraz bardziej złożone niż jeszcze kilka lat temu i obejmują nie tylko aspekt ekonomiczny, lecz także bezpieczeństwo, dostęp do pracy oraz możliwość szybkiego wejścia na rynek – podkreśla Karolina Hawryluk-Chaieb.

Co czwarty pracownik administrowania i wsparcia to cudzoziemiec

Struktura zatrudnienia cudzoziemców pokazuje wyraźną koncentrację w wybranych branżach. W działalności w zakresie usług administrowania i wsparcia co czwarty pracownik to cudzoziemiec (25,3% wobec 74,7% Polaków). W zakwaterowaniu i gastronomii już niemal co piąty (17,8% vs. 82,2%), w transporcie i magazynowaniu – 15,1% vs. 84,9%, w budownictwie 11,7% vs. 88,3%, a w informacji i komunikacji 10,2% vs. 89,8%. W pozostałych sektorach udział cudzoziemców jest niższy: w przetwórstwie przemysłowym wynosi 7,2% (92,8% Polacy), a w handlu 4,1% (95,9% Polacy). Znikomy odsetek obcokrajowców jest zatrudniany w branżach takich jak edukacja, w której cudzoziemcy stanowią 1,5% pracowników, w energetyce 0,6%, a w administracji publicznej 0,1%.

W ujęciu liczbowym cudzoziemcy najczęściej pracowali w administrowaniu i wsparciu (226,9 tys.), przetwórstwie przemysłowym (208,3 tys.), transporcie i magazynowaniu (156,0 tys.) oraz budownictwie (138,4 tys.). Dalej znalazły się handel (94,1 tys.), zakwaterowanie i gastronomia (75,3 tys.), informacja i komunikacja (59,1 tys.), działalność profesjonalna (49,1 tys.), a następnie pozostałe usługi (39,9 tys.) oraz zdrowie i pomoc społeczna (30,3 tys.).

W kolejnych sektorach liczba cudzoziemców jest wyraźnie niższa. W edukacji pracowało 19,3 tys. osób, w rolnictwie, leśnictwie, łowiectwie i rybactwie – 15,5 tys., w finansach i ubezpieczeniach – 9,6 tys., a w nieruchomościach – 7,4 tys. Jeszcze mniejsze wartości odnotowano w kulturze i rekreacji (6,0 tys.), w gospodarce wodno-ściekowej i gospodarce odpadami (3,5 tys.), w administracji publicznej i obronie (0,9 tys.), w górnictwie i wydobywaniu (0,8 tys.) oraz w energetyce (0,8 tys.).

Mimo że wielu cudzoziemców posiada wykształcenie i doświadczenie zdobyte w swoich ojczyznach, nadal zbyt często podejmują oni zatrudnienie w sektorach niezwiązanych z ich pierwotną ścieżką zawodową. W przypadku Ukraińców jedynie 21% pracuje w pełni zgodnie ze swoimi kompetencjami, 22% częściowo, natomiast aż 57% wykonuje pracę w zupełnie innej branży, wynika z badania Grupy Progres.

Niedopasowanie kompetencji do wykonywanej pracy nie dotyczy wyłącznie jednej narodowości. To zjawisko o charakterze systemowym, widoczne w różnych grupach cudzoziemców. Wynika ono zarówno z barier formalnych, jak i językowych, ale też z szybkości, z jaką migranci podejmują pierwszą dostępną pracę po przyjeździe do kraju, a z tym bywa różnie – zaznacza Karolina Hawryluk-Chaieb, kierownik procesu rekrutacji w Grupie Progres.

Bariery nadal silne

W badaniu Grupy Progres cudzoziemcy pytani o przeszkody, z którymi mierzą się w naszym kraju najczęściej wskazywali wysokie koszty życia (37%), barierę językową (34%) i brak bliskich (32%). Istotne pozostają także kwestie społeczne: 29% respondentów wskazywało na dyskryminację lub nieodpowiednie zachowania, 26% na brak stabilności zatrudnienia, a 25% na trudności mieszkaniowe. Na kolejnych miejscach pojawiły się problemy z legalizacją pobytu (22%), brak integracji (14%) oraz brak możliwości pracy w zawodzie (14%).

Wyzwania związane z legalizacją pobytu – choć nie dominują w zestawieniu – mają istotne znaczenie dla codziennego funkcjonowania cudzoziemców. To nie tylko kwestia formalna, ale realny czynnik wpływający na poczucie stabilności życia i pracy. Co piąta osoba wskazuje ten problem wprost, jednak w praktyce skala trudności jest szersza: część migrantów nie nadąża za zmieniającymi się przepisami, nie zna ich w pełni lub ma trudności z ich interpretacją ze względu na barierę językową. W efekcie system, który z założenia ma porządkować proces migracji, dla wielu osób staje się źródłem niepewności i dodatkowych obciążeńocenia Julia Nowicka, ekspertka ds. legalizacji zatrudnienia cudzoziemców w Grupie Progres.

Geografia pracy cudzoziemców w Polsce wykracza poza największe metropolie

Choć największe skupiska cudzoziemców aktywnych zawodowo w Polsce nadal znajdują się w kluczowych województwach, dane pokazują coraz wyraźniejszy obraz rozproszenia ich obecności – z wyjątkowo wysokim udziałem pracowników zagranicznych nie tylko w dużych miastach, ale także w wybranych powiatach o silnej specjalizacji gospodarczej.

Najwięcej cudzoziemców pracowało w woj. mazowieckim (274 980 osób), dolnośląskim (133 392), wielkopolskim (121 533), śląskim (96 015), małopolskim (87 806) i pomorskim (80 265). Na kolejnych miejscach znajdują się: łódzkie (75 626), zachodniopomorskie (55 654), lubuskie (42 644), kujawsko-pomorskie (32 634), lubelskie (23 841) i opolskie (20 312). Listę zamykają regiony: podlaski (18 265), podkarpacki (15 019), warmińsko-mazurski (14 830) i świętokrzyski (9 297).

Jeśli chodzi o powiaty dominujące pod względem udziału cudzoziemców wśród osób pracujących, to liderem zestawienia jest powiat słubicki, gdzie cudzoziemcy stanowią 20,5% wszystkich pracujących. Wysokie wartości odnotowano także w powiecie pruszkowskim (18,1%) oraz w Świnoujściu (18,1%), a dalej w powiecie oławskim (17,9%) i we Wrocławiu (17,8%). W kolejnych miejscach znalazły się powiat kępiński (16,2%), Legnica (16,0%), powiat świebodziński (15,9%), Słupsk (15,2%), Gorzów Wielkopolski (14,9%), Szczecin (14,5%) oraz Warszawa (14,5%).

W mniejszych miejscowościach cudzoziemcy często szybciej znajdują zatrudnienie odpowiadające ich kompetencjom i jednocześnie potrzebom lokalnych firm. To rynki, w których ich obecność jest coraz częściej traktowana nie jako wyzwanie, lecz jako realne wsparcie dla gospodarki, a podejście pracodawców bywa bardziej otwarte i przychylne. Jednocześnie nadal pozostaje istotny problem długiego oczekiwania na dokumenty legalizujące pobyt i pracę. Nawet jeśli cudzoziemiec szybciej znajduje zatrudnienie, procedury administracyjne mogą znacząco wydłużać cały proces stabilizacji w Polsce podsumowuje Julia Nowicka.

Biopaliwa z polskich upraw. ORLEN bada potencjał lnianki siewnej

ORLEN rozpoczął współpracę z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu przy projekcie opracowania optymalnych warunków uprawy lnianki siewnej (Camelina sativa) na potrzeby produkcji biopaliw. Inicjatywa wspiera rozwój krajowego łańcucha dostaw surowców dla paliw alternatywnych, zwiększa potencjał polskiego rolnictwa oraz realizuje strategię ORLEN w obszarze transformacji energetycznej i ograniczania emisji w transporcie.

– Rozwój sektora biopaliw zaawansowanych to naturalny kierunek dla ORLEN, który pozwala łączyć kompetencje przemysłu paliwowego z potencjałem polskiego rolnictwa. Współpraca z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu oraz rolnikami jest ważnym elementem budowy krajowej bazy surowcowej dla paliw alternatywnych i wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego Polski – mówi Grzegorz Jóźwiak, Dyrektor Wykonawczy ds. Biopaliw i Wodoru w ORLEN.

W realizację tej strategii wpisuje się program ORLEN „Międzyplony dla Biopaliw”, który integruje rolników, przemysł i partnerów technologicznych, wspierając rozwój krajowych surowców – szczególnie dla biopaliw drugiej generacji.

Projekt realizowany wspólnie z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu koncentruje się na opracowaniu optymalnych warunków uprawy surowców zaawansowanych, dostępnych lokalnie, takich jak lnianka siewna – roślina o dużym potencjale dla sektora biopaliw. Pozwoli on ocenić możliwości szerszego wykorzystania tego surowca w produkcji paliw transportowych i lotniczych w oparciu o własne technologie produkcyjne, w tym niedawno uruchomioną instalację HVO w Płocku.

– Współpraca z ORLEN pokazuje, jak istotną rolę mogą dziś odgrywać uczelnie przyrodnicze w tworzeniu innowacyjnych rozwiązań dla gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego kraju. Dzięki zapleczu badawczemu oraz wieloletniemu doświadczeniu w zakresie agronomii, upraw roślin oleistych oraz oceny potencjału gleb marginalnych możemy prowadzić badania, które mają realne znaczenie dla rozwoju gospodarczego Polski – mówi prof. UPP dr hab. Zuzanna Sawinska z Katedry Agronomii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Lnianka siewna stanowi obiecującą alternatywę dla tradycyjnych roślin oleistych wykorzystywanych w sektorze biopaliw. W porównaniu z rzepakiem wykazuje większą odporność na niekorzystne warunki glebowe i klimatyczne, co ma szczególne znaczenie w obliczu coraz częściej występujących okresów suszy.

Dodatkową zaletą tej uprawy jest możliwość wykorzystania gleb słabszych klas, które nie są odpowiednie dla większości roślin rolniczych. Dzięki temu możliwe jest zagospodarowanie gruntów marginalnych i zdegradowanych oraz zwiększenie wykorzystania upraw międzyplonowych bez konkurowania z produkcją żywności.

Deficyt USA niższy od prognoz. Kurs dolara korzysta z lepszych danych

Administracja USA po raz kolejny ogłasza, że porozumienie z Iranem jest coraz bliżej Pytanie, ile jeszcze razy będziemy musieli to usłyszeć, by to naprawdę się stało. Deficyt handlowy USA, mimo wojny i umocnienia dolara, jest trzymany w ryzach. Rynki przygotowują się na wzrost stóp w strefie euro.

Co z tym pokojem?

Wczoraj znów dowiedzieliśmy się od prezydenta USA, że porozumienie z Iranem jest blisko. Mnogość takich wypowiedzi powinna sprawić, że rynki zaczną je ignorować, ale nic takiego się nie dzieje. Według CNN to „dopiero” 37 taka zapowiedź prezydenta USA. A to oznacza, że od początku ataku na Iran taka zapowiedź pojawia się częściej niż co trzy dni. Pomimo tego cena baryłki ropy Brent, która w poniedziałek dobiła do poziomu 98 dolarów, wczoraj na moment spadła poniżej 90 dolarów. Był to najniższy poziom od kwietnia. Rynek walutowy jest znacznie spokojniejszy. Wczoraj można było na nim zauważyć lekkie osłabienie dolara, ale kurs wieczorem wrócił do punktu wyjścia.

Deficyt handlowy USA

Pomimo średnioterminowego umocnienia dolara, które wynika z rozpoczętej wojny w Zatoce Perskiej, amerykański deficyt handlowy ma się dobrze. Wczoraj poznaliśmy dane z USA i okazało się, że deficyt jest o 0,6 mld dolarów niższy niż oczekiwano. Zwyczajowo umocnienie się waluty powoduje, że import staje się bardziej opłacalny, a eksport mniej, co odbija się negatywnie na wskaźniku deficytu. Należałoby się więc zastanowić, jak dobry rezultat w równoważeniu bilansu handlowego odniosłaby obecna administracja, gdyby nie wspierała działań wojennych Izraela w regionie. Poziom deficytu handlowego USA był tym większą niespodzianką, że wcześniejsze dane z Chin pokazywały wzrost nadwyżki handlowej i część analityków spodziewała się, że część tego wzrostu pogorszy bilans USA. To się jednak nie stało, co oznacza, że chiński eksport trafił do innych części świata. Wczorajsze dane działały na korzyść dolara. Prawdopodobnie również dzięki nim, pomimo kolejnych zapowiedzi pokoju, dolar nie oddawał tak mocno tego, co zyskał na wartości w ubiegłych tygodniach.

Czekając na EBC

Dzisiaj mamy posiedzenie Banku Kanady. Mimo ostatnich bardzo dobrych danych z tamtejszego rynku pracy wydaje się, że nie należy oczekiwać zmian stóp procentowych. Ciekawiej natomiast wygląda jutrzejsze posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Analitycy są niemal zgodni, że powinno dojść do podwyżek stóp procentowych. Powodem jest oczywiście inflacja konsumencka, która wybiła się do 3,2% przy docelowym poziomie 2%. Głosy mówiące o tym, że bank może spróbować poczekać z decyzją do kolejnego posiedzenia, bo może wojna w Zatoce Perskiej się zakończy i ceny ropy wrócą do normy, są coraz słabsze. Trzeba pamiętać, że koniec walk i odblokowanie Cieśniny Ormuz to dopiero początek normalizacji. Ustabilizowanie rynku po tak długiej przerwie zajmie jeszcze wiele tygodni, jeśli nie miesięcy. Jak decyzja EBC powinna wpłynąć na rynki? Wyższe stopy to mocniejsze euro. Trzeba jednak pamiętać, że rynki już sporą część tego ruchu wyceniają. Prawdopodobnie dlatego kurs EURPLN wynosi obecnie ok. 4,24 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Nieruchomość, giełda czy obligacje? Zainwestowane 255 tys. zł po dekadzie dało od 428 tys. do 800 tys. zł

Zakup na wynajem kawalerki na warszawskim Mokotowie w 2016 roku przyniósłby po dekadzie wyższy zwrot netto niż inwestycja w amerykański szeroki rynek akcji za pomocą indeksu giełdowego S&P 500 czy 10-letnie obligacje skarbowe. Z najnowszej analizy Otodom wynika, że ulokowane w nieruchomości 255 tys. zł zamieniłoby się do 2026 roku w aż 800 tys. zł kapitału netto. Żeby osiągnąć taki wynik, nie trzeba byłoby być analitykiem finansowym z Wall Street – wystarczyłoby po prostu postawić na 30 mkw. w stolicy.

Porównując trzy popularne ścieżki inwestycyjne, analitycy Otodom przyjęli rygorystyczne zasady:

  1. Kapitał początkowy w wysokości 255 tys. zł, czyli równowartości zakupu kawalerki na Mokotowie o powierzchni 30 mkw. w 2016 roku (średnia cena ofertowa lokalu w styczniu 2016 roku wynosiła ok. 8 500 zł/mkw.).
  2. Okres inwestycji: styczeń 2016 – maj 2026
  3. Brak dźwigni finansowej: inwestycja wyłącznie z wykorzystaniem własnej gotówki, a całość kapitału zainwestowana od razu.
  4. Podejście netto: tam, gdzie to możliwe, w wyliczeniach uwzględniono podatki (m.in. 19% podatku Belki od zysków kapitałowych z giełdy i obligacji, a także zryczałtowany podatek od najmu 8,5%) oraz wszelkie koszty operacyjne, jak np. czynsze administracyjne.

Analiza stóp zwrotu (2016-2026). Jak ułożyło się podium?

Analiza stóp zwrotu

*Powyższe zestawienie ma charakter analityczny i edukacyjny. Wszelkie kalkulacje opierają się na przybliżonych danych historycznych rynków oraz uśrednionych stawkach najmu z podanego okresu i nie stanowią oficjalnej porady inwestycyjnej.

Miejsce 1: Fenomen warszawskiego Mokotowa. Jak lokalny rynek pobił Wall Street?

Bezapelacyjnym zwycięzcą backtestu Otodom okazała się inwestycja w 30-metrową kawalerkę na warszawskim Mokotowie – zakupioną w celu długoterminowego wynajmu i finalnie sprzedaną po 10 latach. Dzięki temu początkowy kapitał w wysokości 255 tys. zł urósł przez dekadę o 214%.

– Wybierając rynek mieszkaniowy, inwestor zarabia na dwa niezależne sposoby: poprzez wzrost wartości samego lokalu w czasie oraz dzięki regularnym przychodom z wynajmu. Te drugie nie wpadały oczywiście do kieszeni równomiernie, ale rosły wraz z dynamiką rynkową. Skokowy wzrost stawek czynszów w latach 2022-2026, wywołany wysoką inflacją oraz falą migracji, potrafił przynieść w szczytowych momentach nawet 2750 zł czystego zysku miesięcznie mówi Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Kluczem do sukcesu okazała się jednak tarcza podatkowa. Ponieważ mieszkanie znajdowało się w rękach inwestora dłużej niż pięć lat, sprzedaż nieruchomości w 2026 roku była całkowicie zwolniona z podatku dochodowego. Z kolei najem opodatkowany był atrakcyjnym, 8,5-procentowym ryczałtem. W odróżnieniu od giełdy i obligacji, inwestycja w kawalerkę wiązała się jednak z koniecznością zarządzania aktywem i poniesieniem kosztów wynikających z remontów.

Wynik sumaryczny netto: 800 tys. zł

  • Kapitał ze sprzedaży lokalu: 594 tys. zł uzyskane z transakcji (zwolnionej z podatku dochodowego po okresie pięciu lat). W 2026 roku średnia cena ofertowa mieszkania z rynku wtórnego na Mokotowie to ok. 19,8 tys. zł/mkw.
  • Czysty zysk z najmu: 252 tys. zł wypracowane z regularnych czynszów, w czym uwzględniono już rynkowe koszty przestojów związanych z remontami czy rotacją lokatorów.
  • Fundusz remontowy i amortyzacja: kwota pomniejszona o ok. 46 tys. zł, które w ciągu dekady przeznaczono na niespodziewane naprawy oraz bieżące utrzymanie standardu lokalu.

Miejsce 2: Amerykańska giełda (indeks giełdowy S&P 500) – potężne zyski potrącone przez podatek

Inwestycja całej kwoty od razu w popularny, akumulujący fundusz ETF naśladujący indeks S&P 500 (500 największych amerykańskich spółek notowanych na giełdzie) zamieniła początkowe 255 tys. zł w 745,2 tys. zł netto. To oznacza wzrost o 192%. Wynik ten wygenerował się całkowicie pasywnie, ale wymagał od polskiego inwestora akceptacji zmienionego ryzyka kursowego. Dlaczego mimo to największe korporacje świata przegrały z mokotowską kawalerką?

– Paradoksalnie, to nie rynki zawiodły. Z analizy wynika, że amerykańskie spółki radziły sobie bardzo dobrze. Ich wyniki były na tyle mocne, że mimo spadku kursu dolara z 3,96 zł do 3,63 zł inwestycja i tak wyraźnie zarobiła w przeliczeniu na złote. O wyniku zadecydowały jednak podatki. Podczas gdy sprzedaż nieruchomości po pięciu latach była zwolniona z opodatkowania, inwestor giełdowy musiał zapłacić 19-procentowy podatek od zysków kapitałowych. To w ostatecznym bilansie przesądziło o przewadze warszawskiej kawalerki – podsumowuje Paweł Jarząbek.

Ogromnym sprzymierzeńcem inwestora giełdowego był za to mechanizm procentu składanego – fundusz akumulujący automatycznie reinwestował wszystkie dywidendy i zyski, tworząc rosnącą kulę śnieżną przy praktycznie zerowym nakładzie czasu ze strony potencjalnego inwestora.

Wynik sumaryczny netto: 745,2 tys. zł

  • Wartość końcowa portfela brutto: W maju 2026 r. akcje S&P 500 (z automatycznie reinwestowanymi dywidendami) są warte ok. 236 966 USD. Po przeliczeniu na złote po kursie 3,63 zł daje to ok. 860 186 zł brutto.
  • Podatek Belki: Od wypracowanego zysku, czyli ok. 605 186 zł różnicy między kapitałem początkowym a końcowym, potrącono ok. 115 tys. zł podatku (19%).

Miejsce 3: Obligacje Skarbowe 10-letnie (EDO) – bezpieczna przystań, ale mniejszy zysk

Decyzja o ulokowaniu kapitału w 10-letnie obligacje indeksowane inflacją (EDO) okazała się w analizie Otodom najlepszym wyborem dla osób szukających bezobsługowej przystani. Początkowe 255 tys. zł urosło po dekadzie do 428 tys. zł netto, co oznacza wzrost o 68%.

– Choć potencjalny zysk netto jest tu najniższy, instrument ten opierał się na potężnym mechanizmie chroniącym przed utratą siły nabywczej pieniądza. W pierwszym roku inwestycja oferowała stałe oprocentowanie na poziomie 2,7%. Od drugiego roku oprocentowanie wyliczano już, dodając do oficjalnej rocznej inflacji stałą marżę wynoszącą 1,5%. Kiedy w latach 2021-2023 inflacja gwałtownie wzrosła, oprocentowanie EDO dostosowało się do realiów, sięgając w szczytowym momencie rekordowych 15,9% – tłumaczy menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Ogromnym sprzymierzeńcem inwestora była w tym przypadku tzw. tarcza podatkowa oraz działanie procentu składanego. W przeciwieństwie do zwykłych lokat, odsetki z obligacji nie były wypłacane co roku, lecz dopisywane do kapitału, a podatek Belki został pobrany dopiero przy końcowym wykupie po 10 latach. Dzięki temu cały kapitał, razem z narastającymi odsetkami, mógł przez dekadę pracować na pełnych obrotach. Co najważniejsze, zarobienie tych pieniędzy nie wymagało podejmowania ryzyka giełdowego, a także praktycznie żadnego zaangażowania ze strony potencjalnego inwestora.

Wynik sumaryczny netto: 428 tys. zł

  • Wartość brutto: dzięki corocznej kapitalizacji w okresach bardzo wysokiej inflacji do początkowego kapitału 255 000 zł dopisano ok. 213 000 zł samych odsetek. Łączna kwota wypłaty w maju 2026 r. to ok. 468 000 zł.
  • Podatek Belki: podatek w wysokości 19% naliczany jest wyłącznie od zysku, czyli od zarobionych ok. 213 000 zł. Oznacza to obciążenie rzędu ok. 40 470 zł.