NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Japonia wraca do stóp z lat 90. Symboliczny koniec pewnej epoki

Japonia właśnie wraca ze stopami procentowymi na poziomy obserwowane ostatnio w połowie lat 90. Tym samym kończy się epoka ultraluźnej polityki pieniężnej tego kraju. Australijczycy stóp nie podnieśli, ale za to uważnie patrzą w kierunku Chin, skąd napływają ambiwalentne odczyty. Do tego wszystkiego Kanada organizuje nie tylko mundial, ale również szczyt G-7.

Zawsze pod prąd

Wtorkowa sesja upływa pod znakiem decyzji Banku Japonii, który podniósł stopy procentowe do najwyższego poziomu od połowy lat 90. (stopa referencyjna wynosi od dzisiaj 1,00%). Sama skala ruchu nie była dla rynku zaskoczeniem, jednak jego symboliczne znaczenie jest większe, niż mogłoby się wydawać. Przez ponad dwie dekady Japonia funkcjonowała w świecie zerowych (bądź ujemnych) stóp procentowych, walcząc nie z inflacją, lecz z deflacją i słabym wzrostem gospodarczym. To właśnie wtedy jen stał się podstawową walutą finansującą globalny carry trade, a część inwestorów uzależniła się od darmowego pieniądza. Dziś ten obraz stopniowo odchodzi do historii. Utrzymująca się inflacja, mocny wzrost płac oraz presja wynikająca ze słabego jena sprawiają, że Bank Japonii kontynuuje proces normalizacji polityki pieniężnej. Paradoks polega na tym, że dzieje się to w momencie, gdy większość dużych banków centralnych zastanawia się już nie nad kolejnymi podwyżkami, lecz nad terminem powrotu do obniżek stóp procentowych. Jeszcze kilka lat temu taki układ sił wydawałby się trudny do wyobrażenia.

Bez fajerwerków, ale nie bez znaczenia

Drugim ważnym wydarzeniem dnia jest posiedzenie Banku Rezerw Australii, który zgodnie z oczekiwaniami pozostawił stopy procentowe bez zmian. Sama decyzja nie wywołała większej reakcji rynku, jednak inwestorzy uważnie analizowali ton komunikatu w poszukiwaniu wskazówek dotyczących nadchodzących miesięcy. RBA nadal podkreśla, że inflacja pozostaje zbyt wysoka, ale jednocześnie dostrzega oznaki stopniowego schładzania gospodarki. W podobnym kierunku płyną dane z Chin, które tradycyjnie mają duże znaczenie dla australijskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa okazała się nieco mocniejsza od oczekiwań, jednak sprzedaż detaliczna ponownie rozczarowała, pokazując, że chiński konsument nadal nie odzyskał dawnej siły. W Europie warto zwrócić uwagę na niemiecki ZEW, który zupełnie zaskoczył analityków – z głębokiego minusa wyszliśmy na dość pokaźny plus. Rynek spodziewał się poprawy sentymentu, ale nikt raczej nie zakładał przejścia na pozytywną stronę szali. Krajowi inwestorzy będą natomiast czekać na publikację inflacji bazowej, która może dostarczyć kolejnych argumentów zarówno zwolennikom, jak i przeciwnikom dalszego łagodzenia polityki pieniężnej przez Narodowy Bank Polski.

Polityczny mundial

W cieniu decyzji banków centralnych trwa również szczyt państw G7 w Kanadzie, choć na razie trudno mówić o wydarzeniu, które mogłoby wywołać przełom na rynkach finansowych. W centrum rozmów znajdują się przede wszystkim sytuacja na Bliskim Wschodzie, bezpieczeństwo energetyczne oraz napięcia handlowe pomiędzy największymi gospodarkami świata. Szczególną uwagę przyciąga postawa Stanów Zjednoczonych, które próbują wykorzystać niedawne porozumienie z Iranem jako argument za stabilizacją sytuacji w regionie. Jednocześnie przywódcy starają się wypracować wspólne stanowisko wobec Chin, choć już pierwsze komentarze medialne wskazują, że osiągnięcie jedności w tej kwestii nie będzie łatwe. Analitycy zwracają uwagę, że tegoroczny szczyt ma przede wszystkim charakter polityczny i symboliczny, a nie gospodarczy. Mimo to inwestorzy będą uważnie śledzić końcowy komunikat, szukając sygnałów dotyczących przyszłości globalnego handlu, bezpieczeństwa dostaw surowców oraz potencjalnej współpracy największych gospodarek w obliczu rosnącej niepewności geopolitycznej.

Jako że w komentarzu walutowym nie może zabraknąć kursów – dziś obserwujemy dalszy powiew optymizmu, na którym korzysta złoty. Euro dziś tanieje o cały grosz, schodząc do poziomu 4,24 zł, jeszcze mocniejszy ruch obserwujemy względem dolara, który tanieje o dwa grosze do pułapu 3,655 zł. Jest to po części efekt wydarzeń na głównej parze walutowej globu, która dzisiaj pnie się w górę, przekraczając granicę 1,16$.

KNF zatwierdziła Prospekt ROBYG S.A. Rusza Oferta Publiczna Akcji

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zatwierdziła Prospekt ROBYG S.A. („ROBYG”, „Spółka”, a łącznie ze swoimi spółkami zależnymi „Grupa” lub „Grupa ROBYG”), w związku z planowaną Ofertą publiczną („IPO” lub „Oferta”). Spółka ubiega się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji do obrotu na głównym rynku GPW. Zapisy dla inwestorów indywidualnych oraz proces budowy księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych rozpoczną się jutro i będą prowadzone do 23 czerwca. Cenę maksymalną akcji ustalono na poziomie 36,00 PLN za akcję.

„Planowany debiut giełdowy stanowi ważny i naturalny etap rozwoju Grupy, który naszym zdaniem wzmocni pozycję rynkową ROBYG oraz wesprze dalszą ekspansję działalności, otwierając przed nami jeszcze większe możliwości dostarczania klientom wysokiej jakości lokali. Wierzę, że jako spółka posiadająca doświadczenie w funkcjonowaniu na rynku publicznym będziemy w stanie efektywnie wykorzystać pozyskany kapitał i kontynuować tworzenie wartości dla naszych akcjonariuszy.” – komentuje Eyal Keltsh, Prezes Zarządu ROBYG.

„Jako jeden z wiodących deweloperów mieszkaniowych w Polsce, obecny na rynku od 26 lat, posiadamy dogłębną znajomość polskiego rynku nieruchomości. Naszą pozycję rynkową potwierdzają zarówno dotychczasowe osiągnięcia, obejmujące m.in. około 38 tys. zakontraktowanych lokali oraz bank ziemi pozwalający na realizację około 18 tys. Lokali, jak i wysoka jakość realizowanych projektów oraz zaufanie klientów. Potwierdza je fakt, że znacząca część naszej sprzedaży pochodzi od klientów powracających lub pozyskanych dzięki rekomendacjom. Jesteśmy rozpoznawalną i cieszącą się zaufaniem spółką, opartą na solidnych fundamentach i dysponującą znaczącym potencjałem dalszego wzrostu oraz rozwoju.” – powiedział Oscar Kazanelson, Przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG.

Oferta obejmuje sprzedaż części istniejących akcji posiadanych przez akcjonariusza Spółki – TAG Beteiligungs- und Immobilienverwaltungs GmbH („Akcjonariusz Sprzedający”), będącego w całości własnością TAG Immobilien AG, który bezpośrednio posiada około 96,4 mln akcji reprezentujących 100% kapitału zakładowego Spółki. Akcjonariusz Sprzedający oferuje do 25 mln akcji. W ramach Oferty Spółka oferuje również do 9,6 mln nowo wyemitowanych akcji („Nowe Akcje”). Wpływy brutto z emisji nowych akcji wyniosą około 345 mln PLN. Po przeprowadzeniu IPO TAG Beteiligungs- und Immobilienverwaltungs GmbH pozostanie akcjonariuszem większościowym ROBYG.

Równolegle z Ofertą Spółka wyemituje około 2,4 mln zwykłych akcji imiennych serii C, które zostaną zaoferowane wybranym kluczowym menedżerom Grupy, członkom zarządu Spółki oraz przewodniczącemu rady nadzorczej Spółki. Złożenie oferty objęcia Akcji Serii C uprawnionym osobom będzie uzależnione od dojścia Oferty do skutku i nastąpi nie wcześniej niż w dniu ustalenia ceny. Liczba Akcji Serii C przydzielonych do objęcia przez każdą uprawnioną osobę zostanie ustalona indywidualnie. Przy założeniu, że cena emisyjna Akcji Serii C będzie równa cenie emisyjnej Nowych Akcji oferowanych w ramach Oferty, pomniejszonej o 10%, łączna wartość wpłat dokonanych przez uprawnione osoby wyniesie około 78,1 mln PLN. Środki te zostaną przez Spółkę przeznaczone na te same cele co wpływy z Oferty. Przewiduje się, że wybrani kluczowi menedżerowie Grupy, członkowie zarządu Spółki oraz przewodniczący rady nadzorczej, którzy obejmą akcje serii C, zobowiążą się do nieofertowania i niesprzedawania tych akcji przez okres 18 miesięcy od daty pierwszego dnia notowań akcji Spółki (lock-up).

ROBYG zakłada, że wpływy brutto z emisji nowych akcji wyniosą około 400 mln PLN i zostaną przeznaczone na dalszy rozwój działalności, w szczególności na powiększenie banku ziemi.

Oferta jest skierowana do inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych w Polsce, a także do wybranych zagranicznych inwestorów instytucjonalnych poza terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki i Polski, w każdym przypadku zgodnie z Regulacją S na podstawie amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych („Amerykańska Ustawa o Papierach Wartościowych”), oraz do kwalifikowanych nabywców instytucjonalnych (QIB) w Stanach Zjednoczonych w oparciu o przepis Rule 144A.

Zamiarem Spółki, Akcjonariusza Sprzedającego oraz Globalnych Współkoordynatorów jest, aby do 10% łącznej liczby akcji oferowanych ostatecznie w Ofercie zostało przydzielonych inwestorom indywidualnym.

Akcjonariusz Sprzedający zobowiąże się do nieofertowania i niesprzedawania akcji Spółki, z zastrzeżeniem zwyczajowych wyjątków, przez okres dwóch lat od daty pierwszego dnia notowań akcji Spółki (lock-up). Spółka zobowiąże się do tego samego przez okres 365 dni od daty pierwszego dnia notowań akcji Spółki.

Cenę maksymalną akcji ustalono na poziomie 36,00 PLN za akcję.

Spółka zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wszystkich 96,5 mln istniejących akcji Spółki, do 9,6 mln nowo emitowanych akcji Spółki („Nowe Akcje”) oraz do 9,6 mln praw do Nowych Akcji („PDA”).

Erste Group Bank AG, Goldman Sachs Bank Europe SE oraz mBank S.A. pełnią funkcję Globalnych Współkoordynatorów i Współprowadzących Księgę Popytu. WOOD & Company Financial Services, a.s. Spółka Akcyjna, Oddział w Polsce pełni funkcję Współprowadzącego Księgę Popytu.

mBank S.A. pełni ponadto rolę firmy inwestycyjnej, a Erste Securities Polska S.A. pełni rolę agenta współoferującego w ramach Oferty. Baader Bank Aktiengesellschaft pełni rolę współmenedżera, a mInvestment Banking S.A. pełni rolę doradcy finansowego.

VICTORIAPARTNERS GmbH pełni funkcję doradcy w procesie IPO. InnerValue pełni funkcję doradcy PR.

Urlop właściciela firmy jako test organizacji. Wakacje pokażą, czy biznes działa bez szefa

Dla wielu właścicieli firm wakacje to najbardziej stresujący okres w roku. Z jednej strony marzą o odpoczynku, z drugiej obawiają się, że po kilku dniach bez telefonu wszystko zacznie się sypać. Klienci będą czekać na decyzje, zespół utknie z problemami, a skrzynka mailowa zamieni się w pole minowe. Tymczasem – jak przekonuje Iwona Borawska, founderka i CEO The Process® oraz autorka podcastu „O skalowaniu” – właśnie wakacje są jednym z najlepszych momentów na uporządkowanie firmy i przygotowanie jej do dalszego rozwoju.

– „Jeżeli właściciel nie może wyjechać na dwa tygodnie bez ciągłego odbierania telefonów, to problemem nie są wakacje. Problemem jest sposób, w jaki działa firma przez pozostałe jedenaście miesięcy w roku” – mówi ekspertka. 

Urlop właściciela jako test organizacji

Według badań Gallupa przeciętny właściciel małej firmy pracuje nawet o 50 proc. więcej niż jego pracownicy. Wielu przedsiębiorców przez lata buduje organizacje, które są skuteczne tylko wtedy, gdy sami znajdują się w centrum wszystkich decyzji.

– „Właściciel często staje się działem sprzedaży, marketingu, HR-u, obsługi klienta i kontroli jakości w jednej osobie. Dopóki firma jest mała, to działa. Ale kiedy zaczyna rosnąć, taki model staje się największym ograniczeniem rozwoju” – tłumaczy Iwona Borawska. Dlatego okres wakacyjny może pełnić funkcję swoistego audytu. Jeśli każda nieobecność właściciela powoduje chaos, oznacza to, że procesy wymagają uporządkowania. – „Nie pytajmy, czy firma poradzi sobie bez właściciela przez dwa tygodnie. Pytajmy, dlaczego nie radzi sobie przez dwa dni” – dodaje. 

Wakacje to nie przestój. To czas na porządki

Wielu przedsiębiorców traktuje lato jako sezon spowolnienia. Tymczasem część firm właśnie wtedy ma szansę przeprowadzić zmiany, na które brakuje czasu w najbardziej intensywnych miesiącach roku.

– „Kiedy rynek zwalnia, pojawia się przestrzeń na rzeczy ważne, ale niepilne. A to właśnie one najczęściej decydują o tym, czy firma będzie rosła za rok, dwa czy pięć lat” – mówi Iwona Borawska.

Do takich działań należą między innymi:

  • uporządkowanie procesów sprzedażowych,
  • aktualizacja procedur i standardów pracy,
  • analiza rentowności klientów,
  • uporządkowanie struktury organizacyjnej,
  • wdrożenie narzędzi automatyzujących powtarzalne zadania,
  • przygotowanie planów rozwoju na kolejne miesiące.

– „Największym błędem jest czekanie na idealny moment. W biznesie taki moment praktycznie nie istnieje. Dlatego wakacje często okazują się najlepszym czasem na wdrażanie zmian” – podkreśla. 

Firma nie może być zakładnikiem jednej osoby

Jednym z najczęstszych problemów rozwijających się przedsiębiorstw jest nadmierna zależność od właściciela. Klienci chcą rozmawiać wyłącznie z nim, pracownicy pytają go o każdą decyzję, a najważniejsza wiedza istnieje wyłącznie w jego głowie. – „Jeżeli jedyną osobą, która wie, jak coś zrobić, jest właściciel, to nie mamy procesu. Mamy ryzyko” – mówi przedstawicielka The Process.

Dlatego przed wakacjami warto odpowiedzieć sobie na kilka prostych pytań:

  • Kto podejmuje decyzje podczas mojej nieobecności?
  • Czy zespół zna swoje kompetencje i odpowiedzialności?
  • Czy kluczowe procedury są spisane?
  • Czy każdy wie, do kogo zwrócić się w konkretnej sprawie?

– „Firmy często szukają skomplikowanych rozwiązań, a zaczynają od złego końca. Najpierw trzeba uporządkować podstawy” – dodaje ekspertka. 

Delegowanie nie oznacza utraty kontroli

Jednym z największych wyzwań właścicieli jest oddawanie odpowiedzialności. – „Przedsiębiorcy często mówią: szybciej zrobię to sam. I zazwyczaj mają rację. Tylko że jeśli zawsze będą robić wszystko sami, nigdy nie stworzą organizacji zdolnej do wzrostu” – zauważa Iwona Borawska.

Zdaniem ekspertki delegowanie nie polega na przekazywaniu pojedynczych zadań, ale na budowaniu odpowiedzialności w organizacji. – „Prawdziwe delegowanie zaczyna się wtedy, gdy przekazujesz nie tylko zadanie, ale również prawo do podejmowania decyzji” – tłumaczy.

Jesień wygrywa się latem

Choć wakacje kojarzą się z odpoczynkiem, dla wielu firm są również okresem przygotowań do najbardziej intensywnej części roku. – „Wrzesień jest dla biznesu trochę jak styczeń. Wiele projektów rusza właśnie wtedy. Dlatego firmy, które wykorzystają lato na uporządkowanie procesów i planowanie działań, często zaczynają jesień kilka kroków przed konkurencją” – mówi ekspertka i podkreśla, że przewaga konkurencyjna rzadko wynika wyłącznie z lepszego produktu. – „Najczęściej wygrywają firmy lepiej zorganizowane. Takie, które potrafią działać szybko, podejmować decyzje i skutecznie realizować plany” – dodaje. 

Odpoczynek też jest strategią

Zdaniem Iwony Borawskiej jednym z najczęściej ignorowanych elementów rozwoju firmy jest regeneracja właściciela. – „Zmęczony przedsiębiorca podejmuje gorsze decyzje. Dlatego odpoczynek nie jest nagrodą za ciężką pracę. Jest częścią odpowiedzialnego zarządzania firmą” – mówi. Paradoksalnie właśnie wakacje mogą pokazać, czy organizacja jest gotowa na dalszy rozwój. – „Dobrze zorganizowana firma pozwala właścicielowi odpocząć. A jeśli nie pozwala, to daje bardzo cenną informację, nad czym trzeba pracować po powrocie” – podsumowuje Iwona Borawska.

Wakacje nie muszą być sezonem ogórkowym. Mogą stać się momentem, w którym firma porządkuje procesy, wzmacnia zespół i przygotowuje się na kolejne etapy rozwoju. A wtedy po urlopie wraca się
nie do zaległości, ale do organizacji, która działa sprawniej niż przed wyjazdem.

Modernizować, przekształcać czy wyburzać? Stare biurowce i galerie handlowe pod presją

0

Według najnowszego raportu firmy doradczej Colliers „Ostatnia szansa starzejących się nieruchomości – modernizować, przekształcać czy wyburzać?” na rynkach biurowych największych polskich miast budynki dojrzałe i starsze stanowią już od 40% do nawet 77% zasobów, a co trzeci nowoczesny obiekt handlowy ma ponad 20 lat. Oznacza to, że znacząca część istniejących zasobów wymaga modernizacji lub gruntownej transformacji, aby sprostać rosnącym wymaganiom najemców i inwestorów.

Raport pokazuje skalę wyzwań stojących przed właścicielami budynków biurowych i handlowych, które – ze względu na wiek, standard techniczny oraz zmieniające się oczekiwania najemców – tracą konkurencyjność. Starsze budynki często borykają się z wyższym poziomem pustostanów i presją na obniżki czynszów. Jednocześnie rosną koszty ich utrzymania, a dostęp do finansowania staje się bardziej ograniczony, zwłaszcza bez jasno określonej strategii transformacji.

Skala zmian na rynku

Od 2020 r. z warszawskiego rynku wycofano ponad 500 tys. mkw. powierzchni biurowej w 52 budynkach, a kolejne 222,6 tys. mkw. zniknęło z rynków regionalnych. Jak podaje Colliers, rekordowy pod tym względem był 2025 r., kiedy tylko w Warszawie wyłączono z użytkowania 165,8 tys. mkw. biur w 17 budynkach. Co więcej, już w 2023 r. stołeczny rynek po raz pierwszy w historii zaczął się kurczyć – wycofano ponad 84 tys. mkw. powierzchni, podczas gdy deweloperzy dostarczyli 61 tys. mkw. nowych biur.

– Polski rynek biurowy w ostatnich latach przechodzi istotne zmiany strukturalne, wynikające zarówno z ewolucji modelu pracy, jak i rosnących wymagań regulacyjnych oraz jakościowych. Obecnie obserwujemy rosnącą polaryzację rynku – nowoczesne, dobrze zlokalizowane obiekty utrzymują wysoki popyt, podczas gdy starsze budynki, zwłaszcza te zlokalizowane poza centrum,  mierzą się z rosnącą presją pustostanów oraz koniecznością dostosowań technicznych i funkcjonalnych. Dla właścicieli nieruchomości oznacza to konieczność podjęcia strategicznych decyzji dotyczących modernizacji, zmiany funkcji lub nawet wyburzenia aktywa. W najbliższych latach to właśnie sposób zarządzania dojrzałym i starszym zasobem, a nie skala nowej podaży, będzie jednym z głównych czynników kształtujących rynek biurowy w Polsce – mówi Dominika Jędrak, dyrektor działu Market Insights w Colliers.

Struktura wiekowa zasobów biurowych coraz wyraźniej różnicuje sytuację poszczególnych rynków. W Warszawie już 28% zasobu stanowią obiekty starsze niż 21 lat, a 64% powierzchni biurowej znajduje się w budynkach mających ponad 10 lat. Podobny proces obserwujemy na rynkach regionalnych – w Szczecinie budynki dojrzałe i starsze odpowiadają za 77% zasobów, a w Poznaniu za 58%. Coraz wyraźniej widać również wpływ wieku budynków na ich wyniki rynkowe, zwłaszcza w strefach pozacentralnych, gdzie wskaźnik pustostanów w budynkach mających 11–20 lat sięga już 14,2%, natomiast we Wrocławiu w najstarszych obiektach osiąga nawet 34%.

Trzy scenariusze „drugiego życia” budynku

Właściciele starszych nieruchomości coraz częściej stają przed wyborem jednej z trzech ścieżek „drugiego życia” budynku: modernizacji, konwersji lub wyburzenia i ponownej zabudowy. Najmniej inwazyjnym rozwiązaniem pozostaje modernizacja. Tego typu projekty pozwalają utrzymać funkcję biurową obiektu, poprawić efektywność energetyczną, podnieść standard techniczny oraz zwiększyć czynsze nawet o 10–25%, jednak ich opłacalność uzależniona jest od lokalizacji obiektu i poziomu stawek czynszowych.

Coraz większe znaczenie zyskują również konwersje biurowców, czyli zmiana funkcji budynku na mieszkaniową, akademikową lub hotelową. Najczęściej dotyczą one projektów mieszkaniowych, które odpowiadają za ok. 55% analizowanych przez Colliers transformacji, podczas gdy akademiki stanowią 13%, a hotele 9%. Choć proces ten wymaga znacznie większych nakładów kapitałowych oraz dłuższego horyzontu realizacji, może generować stopy zwrotu z inwestycji na poziomie 10–16%. Jednocześnie umożliwia uwolnienie wartości aktywów w lokalizacjach tracących atrakcyjność biurową oraz lepsze dopasowanie funkcji budynku do zmieniającej się struktury popytu.

Najbardziej radykalnym scenariuszem pozostaje wyburzenie, opłacalne głównie tam, gdzie możliwe jest istotne zwiększenie powierzchni użytkowej nowej inwestycji. To rozwiązanie wiąże się z najwyższym ryzykiem oraz najdłuższym okresem bez przychodów, ale jednocześnie daje inwestorom pełną swobodę projektową i potencjał osiągnięcia stóp zwrotu z inwestycji sięgających 12–20%.

Konwersje napędzane luką mieszkaniową i akademikową

Rosnące zainteresowanie konwersjami wynika w dużej mierze z realnych luk podażowych w innych segmentach rynku nieruchomości. Szczególnie widoczne jest to w sektorze akademików – przy blisko 1,3 mln studentów w Polsce prywatny rynek PBSA oferuje zaledwie kilkanaście tysięcy miejsc, co pokazuje skalę niezaspokojonego popytu.

– Konwersja starszego biurowca na funkcję mieszkaniową może być procesem nawet o ponad połowę szybszym niż realizacja nowej inwestycji od podstaw, co istotnie skraca czas wejścia projektu na rynek. Temu rozwiązaniu sprzyjają także zmieniające się warunki ekonomiczne – spadek wartości starszych biurowców, wzrost cen mieszkań oraz dynamiczne dojrzewanie rynku PRS. W efekcie coraz więcej właścicieli i inwestorów postrzega konwersję nie jako alternatywę, lecz jako racjonalny sposób odbudowy wartości aktywa i dostosowania go do aktualnych potrzeb rynku – mówi Paweł Szafarczyk, dyrektor, Colliers Define.

Przykłady z rynku

Przykłady z polskiego rynku pokazują, że zarówno modernizacja, jak i konwersja mogą skutecznie przywracać starszym budynkom konkurencyjność i nową wartość rynkową. Jednym z projektów modernizacyjnych przeprowadzonych w ostatnim czasie jest warszawski
V Tower, dawniej Warta Tower, gdzie zamiast wyburzenia zdecydowano się na kompleksową rewitalizację istniejącej struktury budynku.

Rewitalizacja V Tower to pełna transformacja technologiczna, obejmująca większość instalacji budynkowych – w tym wind, wentylacji i klimatyzacji – oraz instalacji sanitarnych po oświetlenie LED z czujnikami ruchu. Po modernizacji oczekiwane jest ograniczenie emisji operacyjnych CO2 o ponad 40% oraz redukcja zużycia energii pierwotnej o ok. 31%.

– Największym wyzwaniem przy tym projekcie była praca na istniejącej strukturze budynku. Modernizacja wymagała bardzo precyzyjnego podejścia do wymiany kluczowych systemów technicznych bez ingerencji w konstrukcję. Jej zachowanie, podobnie jak elewacji, pozwoliło dodatkowo zminimalizować wpływ prac na środowisko – w przypadku wyburzenia i budowy od zera do atmosfery trafiłoby ponad 27 tysięcy ton CO, czyli tyle, ile generuje kilka tysięcy samochodów osobowych rocznie – wyjaśnia Bartosz Jankowski, partner, dyrektor Colliers Define.

Z kolei przykład SHED Sky Living, powstałego w miejsce części kompleksu Lipowy Office Park, pokazuje potencjał konwersji starszych biurowców na funkcje mieszkaniowe dla studentów i młodych profesjonalistów. W ramach projektu dwa budynki biurowe przekształcono w 582 pokoje dla 733 mieszkańców, a cały proces trwał zaledwie 11 miesięcy. Inwestycja pozwoliła nie tylko skrócić czas realizacji względem budowy od podstaw, ale również ograniczyć skalę odpadów i emisji CO2 dzięki wykorzystaniu części istniejącej infrastruktury i elementów technicznych budynków.

ESG i regulacje wzmacniają presję na modernizację

Wymiar środowiskowy jest dziś jednym z ważnych argumentów przemawiających za modernizacją i ponownym wykorzystaniem starszych budynków zamiast ich wyburzania. Emisje związane z realizacją nowego obiektu mogą być nawet o 40–80% wyższe niż w przypadku głębokiej modernizacji istniejącej nieruchomości. Coraz większe znaczenie ma więc zachowanie już istniejącej substancji budowlanej, szczególnie konstrukcji żelbetowych, których odtworzenie generuje wysokie emisje CO2. Presję na modernizację dodatkowo wzmacniają regulacje unijne. Dyrektywa EPBD będzie zobowiązywać państwa członkowskie do poprawy efektywności energetycznej 16% najniżej ocenianych w tym zakresie budynków niemieszkalnych do 2030 r. oraz kolejnych 10% do 2033 r., co oznacza, że w ciągu najbliższych lat renowację będzie musiał przejść co czwarty tego typu obiekt w Unii Europejskiej.

Co z obiektami handlowymi?

Podobne procesy coraz wyraźniej dotyczą również rynku handlowego, który wchodzi dziś w analogiczną fazę dojrzałości. Spośród blisko 14 mln mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce aż 4,5 mln mkw. stanowią obiekty mające ponad 20 lat. Dla wielu centrów handlowych oznacza to konieczność redefinicji swojej funkcji i pozycji rynkowej w odpowiedzi na zmieniające się oczekiwania konsumentów, rozwój e-commerce oraz rosnące wymagania środowiskowe. W efekcie właściciele coraz częściej decydują się nie tylko na rekomercjalizację i modernizację obiektów, ale również częściowe wyburzenia, przebudowy czy całkowitą zmianę funkcji nieruchomości. Na rynku pojawiają się już przykłady całkowitych rozbiórek starszych galerii handlowych, jak Galeria Plaza w Krakowie, Malta w Poznaniu czy Arkady Wrocławskie, ale także rozszerzenie funkcji o komponent biurowy – jak w przypadku Placu Unii w Warszawie, Renomy we Wrocławiu czy katowickiego Supersamu.

Podobne wyzwania w całym regionie CEE

Podobne procesy obserwowane są w regionie Europy Środkowo‑Wschodniej, gdzie rynki biurowe również wchodzą w fazę dojrzałości. W większości stolic CEE rośnie udział starszych budynków, a jednocześnie ograniczana jest nowa podaż, co prowadzi do wyraźnej polaryzacji rynku. Najemcy coraz częściej wybierają nowoczesne, energooszczędne biura, podczas gdy starsze obiekty notują wyższe poziomy pustostanów i wymagają kosztownych modernizacji lub zmiany funkcji. Jednocześnie, podobnie jak w Polsce, rośnie znaczenie konwersji – szczególnie na cele mieszkaniowe i PRS – co wynika z niedoborów lokalowych w największych miastach regionu oraz zmieniającej się struktury popytu. W efekcie transformacja istniejących zasobów staje się jednym z kluczowych trendów kształtujących rynek nieruchomości biurowych w całym CEE.

Rynek w punkcie zwrotnym

Eksperci Colliers podkreślają, że najbliższe lata będą okresem intensywnych zmian i redefinicji rynku nieruchomości.

Właściciele, którzy odpowiednio wcześnie podejmą decyzje transformacyjne, mogą nie tylko ochronić wartość swoich aktywów, ale również zbudować przewagę konkurencyjną – podsumowuje Bartosz Jankowski z Colliers Define.

Inflacja bazowa w maju zgodna z prognozami. Stabilizacja stóp coraz bardziej prawdopodobna

Inflacja bazowa – po wyłączeniu cen żywności i energii – wyniosła w maju 2026 roku 3,1 proc. w ujęciu rocznym. Odczyt okazał się zgodny z rynkowymi prognozami.

To właśnie inflacja bazowa jest jednym z najważniejszych wskaźników obserwowanych przez bank centralny. Pozwala ona lepiej ocenić trwałe procesy inflacyjne zachodzące w gospodarce, ponieważ eliminuje wpływ czynników zewnętrznych i przejściowych, takich jak wahania cen surowców energetycznych czy żywności. W obecnych warunkach ma to szczególne znaczenie, gdyż ceny energii pozostają pod wpływem konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Ostatnie wypowiedzi Prezesa NBP oraz niektórych członków Rady Polityki Pieniężnej wskazują obecnie na scenariusz stabilizacji stóp procentowych w najbliższych kwartałach.

Dzień Praw Osób Starszych. Ochrona, która zaczyna się od relacji i uważności

Z jakimi wyzwaniami prawnymi najczęściej mierzą się seniorzy? Gdzie dochodzi do naruszeń praw osób starszych? Ochrona praw osób starszych w praktyce nie ogranicza się wyłącznie do kwestii prawnych czy systemowych. Najczęściej problemy pojawiają się w codziennych relacjach – rodzinnych, społecznych i zawodowych – gdzie seniorzy są szczególnie narażeni na nierówne traktowanie, presję lub nadużycia.

Z okazji Dnia Praw Osób Starszych coraz częściej powraca pytanie, jak realnie chronić seniorów przed przemocą, wykluczeniem i nadużyciami – nie tylko prawnymi, ale także emocjonalnymi i finansowymi. Sama znajomość przepisów nie wystarcza, jeśli nie idzie w parze z codzienną uważnością i wsparciem społecznym. – Ochrona praw osób starszych nie kończy się na przepisach. W praktyce kluczowe znaczenie ma to, czy senior nie jest pozostawiony sam sobie i czy ma realne wsparcie otoczenia – mówi Karolina Praszek-Gołębiewska, inicjatorka kampanii Bezpieczne Relacje z Kancelarii Bezpieczeństwa.

Nadużycia wobec seniorów – problem relacji, nie tylko prawa

Jednym z najczęstszych problemów są sytuacje, w których osoby starsze stają się zależne od innych – emocjonalnie lub finansowo. – W przypadku seniorów bardzo często problemem nie jest brak świadomości praw, ale zależność od osób trzecich, która może prowadzić do nadużyć lub manipulacji – podkreśla Karolina Praszek-Gołębiewska.

Jak skutecznie chronić osoby starsze?

Ekspertka wskazuje, że kluczowe są zarówno działania systemowe, jak i codzienna czujność bliskich oraz instytucji. – Najważniejsze jest szybkie reagowanie na zmiany w zachowaniu seniora – wycofanie, niepokojące decyzje finansowe czy izolację od rodziny i znajomych – zaznacza. Istotną rolę odgrywa także edukacja. – Świadomość własnych praw i mechanizmów ochrony to fundament bezpieczeństwa osób starszych. Senior, który wie, że może podejmować samodzielne decyzje i ma do nich prawo, jest mniej podatny na manipulację – dodaje ekspertka i podkreśla, że naruszenia praw osób starszych najczęściej nie mają charakteru spektakularnych zdarzeń. To są powtarzalne, codzienne sytuacje, w których senior stopniowo traci wpływ na własne decyzje

Rynek pracy – dyskryminacja i „wiek jako bariera”

Jednym z pierwszych obszarów, w którym dochodzi do naruszeń, jest rynek pracy. Seniorzy często spotykają się z ograniczonym dostępem do zatrudnienia, mimo posiadanych kompetencji i doświadczenia. – Dyskryminacja wiekowa nie zawsze jest wprost wyrażona. Często przyjmuje formę „cichych decyzji rekrutacyjnych”, w których wiek staje się nieformalną barierą, mimo że nie ma to uzasadnienia w kwalifikacjach – wyjaśnia ekspertka. Problemem bywa również wypychanie z rynku pracy lub ograniczanie zakresu obowiązków bez realnej podstawy merytorycznej.

Rodzina – presja, zależność i przejmowanie kontroli

Najbardziej wrażliwą przestrzenią są relacje rodzinne. To właśnie tam najczęściej dochodzi do nadużyć wynikających z zależności emocjonalnej lub finansowej. – W relacjach rodzinnych często obserwujemy sytuacje, w których senior stopniowo traci decyzyjność – począwszy od drobnych spraw życia codziennego, aż po kwestie finansowe czy majątkowe – mówi Karolina Praszek-Gołębiewska.

Do częstych problemów należą:

  • presja na przekazanie majątku za życia (np. darowizny, przepisywanie nieruchomości),
  • uzależnianie wsparcia od konkretnych decyzji finansowych,
  • brak realnej zgody seniora przy podejmowaniu decyzji „w jego imieniu”.

Opieka nad wnukami – obowiązek zamiast wyboru

Kolejnym obszarem jest nieformalna presja związana z opieką nad wnukami. – Pomoc dziadków w opiece nad wnukami jest czymś naturalnym, ale problem pojawia się wtedy, gdy przestaje być wyborem, a staje się obowiązkiem bez możliwości odmowy – podkreśla ekspertka. W praktyce seniorzy często nie czują się uprawnieni do stawiania granic, co prowadzi do przeciążenia fizycznego i psychicznego.

Finanse i majątek – najpoważniejsze nadużycia

Jednym z najpoważniejszych obszarów naruszeń są kwestie finansowe i majątkowe. Dotyczy to zarówno presji rodzinnej, jak i działań osób trzecich. – Seniorzy bardzo często stają się celem nacisku w zakresie rozporządzania majątkiem – poprzez presję emocjonalną, sugestie „wdzięczności” lub poczucie obowiązku wobec rodziny – zaznacza Karolina Praszek-Gołębiewska.

Do najczęstszych sytuacji należą:

  • wymuszanie przepisania nieruchomości lub oszczędności,
  • ograniczanie dostępu do własnych środków,
  • „zarządzanie finansami” seniora bez jego pełnej kontroli i świadomości.

Izolacja i ograniczanie kontaktów społecznych

Istotnym, często niedostrzeganym problemem jest izolowanie seniorów od otoczenia. – Ograniczanie kontaktów z rodziną, znajomymi czy instytucjami wsparcia to jedna z form kontroli, która może prowadzić do całkowitej zależności od jednej osoby – mówi ekspertka. Izolacja zwiększa ryzyko dalszych nadużyć i utrudnia uzyskanie pomocy.

Jak się zabezpieczyć? Na co zwracać uwagę?

Ekspertka podkreśla, że kluczowe znaczenie ma świadomość i szybka reakcja na pierwsze sygnały naruszeń. – Najważniejsze jest to, aby nie ignorować sytuacji, w których senior zaczyna tracić wpływ na własne decyzje – szczególnie w sprawach finansowych, mieszkaniowych i zdrowotnych – zaznacza Karolina Praszek-Gołębiewska.

Do sygnałów ostrzegawczych należą m.in.:

  • nagłe zmiany w decyzjach majątkowych,
  • wycofanie społeczne,
  • zależność od jednej osoby w codziennych sprawach,
  • brak swobodnego kontaktu z rodziną lub instytucjami.

– Ochrona seniorów zaczyna się od uważności otoczenia i gotowości do reagowania, zanim dojdzie do utrwalenia niekorzystnych zmian – podsumowuje ekspertka.

Ultima Markets świętuje 10-lecie istnienia w 2026 roku

Ultima Markets z dumą obchodzi jubileusz 10-lecia działalności pod oficjalnym hasłem: „10 lat zaufania. Z myślą o przyszłości”. Od momentu założenia w 2016 roku, Ultima Markets przekształciła się w wiodącego globalnego brokera, pozostając wierną swoim korzeniom i konsekwentnie zapewniając inwestorom przewagę rynkową.

Nasza droga od 2016 roku

Przez ostatnią dekadę Ultima Markets z zaangażowaniem budowała światowej klasy przestrzeń inwestycyjną, opierając się na ultraszybkiej technologii oraz rygorystycznym przestrzeganiu przepisów (compliance). Począwszy od wdrożenia autorskiego terminala UM i integracji z platformą MT4 w 2018 roku, przez udostępnienie opartej na sztucznej inteligencji platformy MT5 w 2020 roku i aplikacji mobilnej UM App w 2021 roku – każdy kamień milowy był projektowany z myślą o zapewnieniu inwestorom środowiska transakcyjnego klasy premium. Zwieńczeniem tej drogi jest rok 2026, w którym firma świętuje dekadę udokumentowanej stabilności oraz niezachwianego zaufania globalnej bazy klientów.

Kamienie milowe w obszarze regulacji i rozwój instytucjonalny

Dynamiczny wzrost Ultima Markets jest efektem zobowiązania do zapewnienia bezpieczeństwa, przejrzystości oraz najwyższych standardów regulacyjnych. Do kluczowych osiągnięć firmy należy uzyskanie licencji brytyjskiego nadzoru Financial Conduct Authority (FCA) dla spółki z grupy w Wielkiej Brytanii w 2025 roku oraz autoryzacji FSC Mauritius w 2023 roku, co ugruntowało pozycję marki na rynkach o najwyższym rygorze prawnym. Równie istotny jest rozwój instytucjonalny, którego wyrazem są: strategiczne partnerstwo z Willis Towers Watson zapewniające ochronę funduszy do kwoty 1 miliona dolarów, przystąpienie do UN Global Compact w 2024 roku oraz zdobycie ponad 50 globalnych nagród branżowych do 2026 roku. Osiągnięcia te odzwierciedlają misję Ultima Markets polegającą na ciągłym utrzymywaniu najwyższych standardów nadzoru regulacyjnego i ochrony klientów.

W stronę trwałych relacji partnerskich

Aby uczcić dekadę obecności na rynku, Ultima Markets uruchamia zrównoważony, generujący wartość ekosystem, którego celem jest nagrodzenie wieloletnich partnerów współtworzących markę. Przez cały rok jubileuszowy klienci i partnerzy mogą spodziewać się globalnych projektów oraz ekskluzywnych inicjatyw, w tym:

●     Ultimate Trader Cup – najbardziej prestiżowy konkurs tradingowy w historii Ultima Markets, rzucający wyzwanie inwestorom, by udowodnili swoją przewagę i zapisali się na kartach historii firmy.

●     Program Lojalnościowy Ultima – nowy system poziomów lojalnościowych, umożliwiający inwestorom podnoszenie statusu i przekuwanie stałej obecności na platformie w długoterminowe korzyści.

●     Program Partnerski Ultima – bazujący na 10-letnim zaufaniu rynkowym program wyposażający partnerów w sprawdzone narzędzia, które pozwalają przekształcić ich sieci kontaktów w stałe źródło przychodów.

●     Benefity z Partnerstwa z Interem – ekskluzywny dostęp do meczów i wydarzeń VIP dla inwestorów, będący efektem globalnego sojuszu zawartego z klubem Inter Mediolan w 2025 roku.

Przedstawiamy „Pięć U”: Nasze kluczowe wartości

W rocznicę tej wyjątkowej dekady Ultima Markets z dumą oficjalnie prezentuje zestaw podstawowych wartości – „Pięć U” (w języku angielskim) – które wyznaczały naszą dotychczasową drogę i ukształtują kolejną dziesięciolatkę:

●     User (Użytkownik): Stawiamy na proklienckie podejście, projektując rozwiązania w oparciu o realne potrzeby inwestorów i eliminując bariery operacyjne.

●     United (Zjednoczeni): Tworzymy zintegrowaną społeczność, rosnąc razem dzięki edukacji i bliskiej współpracy.

●     Upright (Uczciwi): Definiuje nas nienaganna integralność; działamy w sposób przejrzysty, odpowiedzialny i zgodny z silnymi zasadami etycznymi.

●     Upward (Rozwijający się): Dążymy do stałego wzrostu, nieustannie ulepszając zarówno nasze produkty, jak i wyniki operacyjne.

●     Upgrade (Doskonalący): Istniejemy po to, by podnosić potencjał inwestorów, umożliwiając im rozwijanie umiejętności, narzędzi i osiąganie lepszych rezultatów.

Jak będzie wyglądać kolejna dekada Ultima Markets?

Kierując się zasadami „Pięciu U”, Ultima Markets wkracza w kolejną dekadę z wzrokiem skierowanym w przyszłość. Firma będzie nadal inwestować w innowacje, transparentność oraz globalną ekspansję, aby dostarczać stabilne i gotowe na wyzwania przyszłości środowisko transakcyjne. Opierając się na ostatnich wdrożeniach, takich jak Copy Trading Pro czy UM Academy, Ultima Markets nie poprzestanie jedynie na przyspieszaniu technologii. Zobowiązaniem firmy jest zapewnienie najwyższej przewagi rynkowej oraz elitarnego wsparcia dla inwestorów na całym świecie. W nadchodzących latach Ultima Markets będzie kontynuować realizację projektów o dużym znaczeniu dla rynku, które wzmocnią pozycję traderów i podniosą ogólną jakość doświadczeń inwestycyjnych na arenie międzynarodowej.

Bądź na bieżąco z Ultima Markets, aby śledzić najnowsze wiadomości i dowiadywać się o nadchodzących planach. Obserwuj nasze oficjalne kanały społecznościowe, na których przez cały rok będziemy prezentować inicjatywy związane z obchodami 10-lecia.

O Ultima Markets

Ultima Markets to Twoja brama do świata inwestycji, oferująca bezpieczny i regulowany handel kontraktami CFD. Jako Oficjalny Partner Regionalny FC Internazionale Milano, łączymy piłkarską pasję z wiedzą tradingową. Od 2016 roku obsługujemy klientów w ponad 170 krajach, oferując dostęp do ponad 1000 instrumentów finansowych. Działamy globalnie za pośrednictwem podmiotów regulowanych przez FCA i FSC. W 2026 roku zdobyliśmy ponad 50 globalnych wyróżnień, w tym tytuł Best CFD Broker Global. Jako dumny członek United Nations Global Compact, dopasowujemy nasze praktyki biznesowe do światowych Celów Zrównoważonego Rozwoju, co odzwierciedla nasze długoterminowe zaangażowanie w obszarze ekologii, edukacji oraz odpowiedzialnego wzrostu.

Magazyny przyspieszają na dwóch frontach: najem rośnie o 47%, a udział w rynku inwestycyjnym sięga 44%

Polski rynek magazynowy wszedł w 2026 rok z mocnym impulsem wzrostowym. W pierwszym kwartale najemcy wynajęli ponad 1,6 mln mkw. powierzchni magazynowej, czyli o 47% więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie sektor magazynowy odpowiadał za 44% całkowitego wolumenu inwestycyjnego na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce, potwierdzając swoją pozycję jednej z najważniejszych klas aktywów dla inwestorów.

Fundamenty polskiego rynku magazynowego pozostają bardzo silne. Wysoki popyt przy jednoczesnym ograniczeniu nowej podaży skutkuje systematycznym spadkiem poziomu pustostanów. Według danych Knight Frank, w pierwszym kwartale 2026 roku całkowity wolumen najmu przekroczył 1,6 mln mkw. Jeśli podobna aktywność utrzyma się w kolejnych kwartałach, tegoroczny wynik może zbliżyć się do rekordowego poziomu odnotowanego w 2021 roku.

„Pierwszy kwartał potwierdził, że rynek magazynowy pozostaje jednym z najmocniejszych segmentów nieruchomości komercyjnych w Polsce. Szczególnie istotny jest wzrost udziału nowych umów i ekspansji, które odpowiadały łącznie za ponad połowę wynajętej powierzchni. To wyraźny sygnał, że firmy nie tylko przedłużają istniejące kontrakty, ale również rozwijają swoją działalność i zwiększają zapotrzebowanie na nowoczesne powierzchnie logistyczne,” – komentuje Szymon Sobiecki, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Ograniczona podaż wspiera rynek

Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły 37,4 mln mkw. W pierwszych trzech miesiącach roku deweloperzy dostarczyli na rynek około 650 000 mkw. nowej powierzchni, z czego najwięcej w Trójmieście, Warszawie i na Górnym Śląsku.

Mimo wzrostu aktywności budowlanej względem poprzedniego kwartału, skala nowych inwestycji pozostaje ograniczona. W budowie znajduje się obecnie jedynie 1,4 mln mkw. powierzchni, co jest jednym z najniższych wyników obserwowanych w ostatniej dekadzie. Co więcej, niemal dwie trzecie realizowanych projektów jest zabezpieczonych umowami przednajmu.

„Nowa podaż pozostaje pod kontrolą i w dużej mierze odpowiada na rzeczywiste potrzeby najemców. To zdrowa sytuacja dla całego sektora. Ograniczona liczba projektów spekulacyjnych, przy jednocześnie wysokim poziomie aktywności najemców, będzie w kolejnych kwartałach wspierać dalszą absorpcję dostępnej powierzchni oraz spadek wskaźnika pustostanów,” dodaje Przemysław Piętak, kierujący działem doradztwa w zakresie wynajmu powierzchni magazynowo-produkcyjnych w Knight Frank.

Pustostany nadal spadają

Połączenie wysokiego popytu i ograniczonej podaży przekłada się na dalszy spadek poziomu niewynajętej powierzchni. Na koniec marca 2026 roku wskaźnik pustostanów wyniósł 7,2%, czyli o 1,2 punktu procentowego mniej niż rok wcześniej.

Najniższy poziom pustostanów odnotowano w regionie Szczecina, gdzie wynosił zaledwie 1,4%. Najwyższy wskaźnik pozostaje w zachodniej części Polski w pobliżu granicy z Niemcami, gdzie sięga 15%.

Stawki czynszów wywoławczych pozostają stabilne. W przypadku obiektów logistycznych typu big box mieszczą się obecnie w przedziale od 3,8 EUR/mkw. do 5 EUR/mkw. miesięcznie, natomiast magazyny miejskie osiągają poziom od 5 EUR/mkw. do 7,5 EUR/mkw.

Magazyny liderem rynku inwestycyjnego

Równie silny pozostaje rynek inwestycyjny. W pierwszym kwartale 2026 roku wolumen transakcji inwestycyjnych w sektorze magazynowym wyniósł 446,5 mln EUR, co oznacza wzrost o ponad 100% względem analogicznego okresu ubiegłego roku.

Sektor magazynowy odpowiadał za 44% całkowitego wolumenu inwestycyjnego na polskim rynku nieruchomości komercyjnych, wyprzedzając pozostałe klasy aktywów. Największą transakcją była sprzedaż portfela nieruchomości logistycznych firmy Raben o powierzchni przekraczającej 170 000 mkw., który został przejęty przez amerykańskiego inwestora W.P. Carey.

„Rosnący udział magazynów w całkowitym wolumenie inwestycyjnym pokazuje, że inwestorzy postrzegają ten segment jako jeden z najbardziej stabilnych i perspektywicznych na rynku. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się nieruchomości oferujące długie okresy obowiązywania umów najmu oraz wysokiej jakości najemców. Duży udział w rynku mają transakcje typu sale and lease back, które pozwalają przedsiębiorstwom uwolnić kapitał przy jednoczesnym zachowaniu kontroli operacyjnej nad nieruchomościami,” – uzupełnia Michał Grabara, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank.

Eksperci Knight Frank prognozują, że przy utrzymaniu obecnych trendów rynek magazynowy pozostanie jednym z głównych motorów wzrostu polskiego sektora nieruchomości komercyjnych również w kolejnych kwartałach. Silny popyt, ograniczona nowa podaż oraz wysoka aktywność inwestorów tworzą fundamenty sprzyjające dalszemu rozwojowi tego segmentu.

Local content jako test dojrzałości polskiej polityki gospodarczej

Podczas konferencji „Energia z Polski. Local First – Forum Dostawców Przemysłu Energetycznego i Obronnego” w Rzeszowie jednym z najczęściej powracających tematów była koncepcja local content. Minister Aktywów Państwowych Wojciech Balczun przedstawił ją nie jako kolejny program wsparcia przedsiębiorców, ale jako element szerszej strategii gospodarczej państwa, związanej z bezpieczeństwem, odpornością łańcuchów dostaw oraz budową krajowych kompetencji przemysłowych. (Gov.pl)

Dyskusja o local content jest jednak znacznie ciekawsza niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nie chodzi bowiem wyłącznie o to, czy polskie firmy powinny otrzymywać więcej kontraktów. Prawdziwe pytanie brzmi: czy da się zmienić sposób myślenia uczestników rynku bez wprowadzania administracyjnych nakazów, kwot i ograniczeń, które często okazują się nieskuteczne albo wręcz szkodliwe?

Rząd przyjął definicję local content i zapowiedział stworzenie mechanizmów wspierających udział polskich przedsiębiorstw w strategicznych inwestycjach realizowanych w obszarze infrastruktury, energetyki, obronności czy cyfryzacji. Założeniem nie jest jednak formalne wykluczanie podmiotów zagranicznych, lecz zwiększenie udziału krajowego komponentu w realizowanych przedsięwzięciach. To podejście wydaje się rozsądne. Polska jest członkiem Unii Europejskiej i uczestnikiem wspólnego rynku. Wprowadzenie otwartych preferencji narodowych w zamówieniach publicznych byłoby nie tylko trudne prawnie, ale mogłoby wywołać reakcje odwetowe ze strony innych państw. Dlatego też rząd konsekwentnie podkreśla, że local content nie ma być protekcjonizmem, lecz zmianą sposobu myślenia o gospodarce. (PAP MediaRoom portal, Gospodarka Morska)

W tym miejscu pojawia się jednak zasadnicza wątpliwość. Czy rzeczywiście problemem polskiej gospodarki jest brak odpowiednich regulacji? A może problem leży gdzie indziej – w utrwalonych przez lata schematach decyzyjnych?

W wielu sektorach można zaobserwować zjawisko, które trudno nazwać inaczej niż gospodarczym konformizmem. Menedżer, urzędnik czy członek zarządu wybierający zagranicznego dostawcę często czuje się bezpieczniej niż wtedy, gdy decyduje się na firmę krajową, nawet jeśli parametry techniczne, doświadczenie i cena są porównywalne. Mechanizm jest prosty. W przypadku sukcesu decyzja nie budzi emocji. W przypadku problemów łatwo wskazać, że wybrano „uznanego międzynarodowego dostawcę”. Odpowiedzialność rozmywa się w renomie marki. Wybór polskiego przedsiębiorcy wymaga natomiast większej odwagi decyzyjnej. W razie niepowodzenia łatwiej postawić pytanie: dlaczego nie wybrano podmiotu zagranicznego?

To właśnie ten psychologiczny aspekt wydaje się jednym z największych wyzwań dla idei local content. Przez wiele lat Polska funkcjonowała jako rynek przyjmujący zagraniczne technologie, kapitał i know-how. Model ten przyniósł niewątpliwe korzyści. Dzięki niemu nastąpiła modernizacja wielu sektorów gospodarki. Jednocześnie utrwalił jednak przekonanie, że rozwiązania zagraniczne są z definicji lepsze, bezpieczniejsze i bardziej profesjonalne.

Dzisiaj sytuacja wygląda już inaczej. W wielu branżach polskie przedsiębiorstwa nie są podwykonawcami zagranicznych koncernów, lecz samodzielnymi uczestnikami globalnych łańcuchów dostaw. Dysponują własnymi technologiami, kompetencjami projektowymi i doświadczeniem zdobywanym na rynkach międzynarodowych. Mimo to w praktyce nadal często przegrywają nie z powodu jakości czy ceny, ale z powodu stereotypów.

Dlatego szczególnie interesująca wydaje się koncepcja kodeksu dobrych praktyk local content, o której coraz częściej mówi się w otoczeniu administracji publicznej i spółek z udziałem Skarbu Państwa. Założenie jest proste. Zamiast tworzyć kolejne obowiązki prawne, należy budować kulturę organizacyjną, w której analiza krajowego komponentu staje się naturalnym elementem procesu decyzyjnego. Pytanie jednak, czy to wystarczy. Historia gospodarcza pokazuje, że same deklaracje rzadko prowadzą do trwałej zmiany zachowań. Kodeksy etyczne, standardy ESG czy polityki compliance zaczynały przynosić efekty dopiero wtedy, gdy za deklaracjami pojawiały się mierzalne wskaźniki oraz realna odpowiedzialność kadry zarządzającej za ich realizację.

Podobnie może być z local content. Jeżeli koncepcja ma wyjść poza poziom konferencyjnych deklaracji, konieczne będzie regularne mierzenie udziału krajowego komponentu w strategicznych inwestycjach oraz publikowanie porównywalnych danych. Właśnie taki kierunek zapowiada Ministerstwo Aktywów Państwowych, wskazując na potrzebę monitorowania poziomu local content na różnych poziomach wykonawstwa. (Gospodarka Morska)

Kluczowe znaczenie będzie miała również zmiana sposobu oceny efektywności inwestycji. W Polsce nadal dominującym kryterium pozostaje cena bezpośrednia. Tymczasem coraz więcej państw analizuje również efekt mnożnikowy dla gospodarki, wpływ na rozwój kompetencji krajowych, odporność łańcuchów dostaw czy bezpieczeństwo strategiczne. (www.eecpoland.eu)

Nie oznacza to oczywiście, że każda polska firma powinna wygrywać z zagraniczną wyłącznie dlatego, że jest polska. Taki model szybko doprowadziłby do spadku konkurencyjności i jakości. Local content nie powinien być tarczą chroniącą słabszych uczestników rynku. Powinien być instrumentem umożliwiającym uczciwe konkurowanie tym przedsiębiorstwom, które posiadają odpowiednie kompetencje, ale przez lata pozostawały poza głównym nurtem dużych projektów inwestycyjnych.

Być może zatem najważniejszym wyzwaniem nie jest stworzenie kolejnych regulacji. Być może prawdziwym testem dla idei local content będzie odpowiedź na pytanie, czy polskie elity gospodarcze są gotowe porzucić utrwalony odruch, zgodnie z którym zagraniczne oznacza lepsze. Jeżeli odpowiedź będzie twierdząca, kodeks dobrych praktyk może okazać się początkiem trwałej zmiany. Jeżeli nie – nawet najbardziej rozbudowane definicje i wytyczne pozostaną jedynie kolejnym dokumentem, który dobrze wygląda w prezentacjach, ale nie zmienia rzeczywistości.

A właśnie od zmiany rzeczywistości, a nie od tworzenia kolejnych deklaracji, zależy powodzenie całego projektu local content.

Pracownicy nie odrzucają AI. Odrzucają narzędzia, które nie pomagają w codziennej pracy

W najbardziej zaawansowanych technologicznie gospodarkach świata znaczna część pracowników biurowych określa siebie jako sceptycznych wobec AI. Tymczasem na rynkach wschodzących odsetek ten jest wyraźnie niższy. Liderzy biznesu, którzy uznają tę różnicę za wyłącznie kulturową lub przecenioną przez media, błędnie interpretują jeden z najcenniejszych sygnałów, jakie mają do dyspozycji.

Badanie Salesforce przeprowadzone wśród ponad 1500 pracowników biurowych wykazało, że w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji ponad połowa respondentów identyfikuje się jako sceptycy AI. Dla porównania, na rynkach takich jak Meksyk odsetek ten wynosi zaledwie 26%. Podobny obraz wyłania się z raportu Stanford AI Index 2026: poziom zaufania do AI oraz regularnego korzystania z tej technologii przekraczał 80% w krajach takich jak Indie, podczas gdy w USA oscylował wokół 50%.

Różnicę w podejściu najbardziej rozwiniętych gospodarek oraz krajów aspirujących do tego miana potwierdza badanie AI Readiness Index, które objęło 200 dużych, średnich oraz małych polskich firm. Polska od dawna przoduje w światowych rankingach otwartości na implementację technologicznych innowacji i jest poligonem dla rozwiązań z obszaru bankowości, sprzedaży czy automatyzacji. W efekcie aż 44% polskich firm deklaruje, że AI stanowi dla nich wysoki lub wręcz kluczowy priorytet wśród planów wdrożeniowych. Jedynie 25% ankietowanych firm nie wiąże ze sztuczną inteligencją żadnych planów. Podział wynika z doświadczeń, a nie ze strachu

Różnica w poziomie optymizmu między gospodarkami wschodzącymi a rozwiniętymi jest głębsza, niż sugerują nagłówki prasowe. Badanie KPMG wykazało, że dla pracowników na rynkach wschodzących sztuczna inteligencja stanowi szansę na awans społeczny, większą sprawiedliwość oraz rozwój kreatywności. W krajach rozwiniętych sytuacja wygląda bardziej złożenie. Pracownicy nie kwestionują samej idei AI. Mogą natomiast nie ufać rozwiązaniom AI, które otrzymali do dyspozycji.

Nieudane projekty pilotażowe nie są głównym problemem. Na rynkach o najwyższym poziomie adopcji AI pracownicy częściej deklarują, że zanim zaczęli korzystać z AI na co dzień, mieli za sobą doświadczenia z nieudanymi wdrożeniami pilotażowymi. Drogą do sukcesu jest iteracja, a nie perfekcja. Liderzy, którzy potrafią tworzyć ambasadorów AI, dają swoim zespołom przestrzeń do eksperymentowania, popełniania błędów i ponownych prób. Takie powtarzalne doświadczenia budują kompetencje, poczucie bezpieczeństwa oraz zaufanie do AI, zachęcając pracowników do dalszego korzystania z tych narzędzi.

Co łączy pracowników w organizacjach o wysokiej adopcji AI

Droga od sceptyka do ambasadora AI opiera się na czterech warunkach, które konsekwentnie występują wśród pracowników, którzy przeszli od fazy pilotażu do codziennego korzystania ze sztucznej inteligencji:

  • Szkolenia to coś więcej niż jednorazowa, godzinna sesja wdrożeniowa. Prawdziwą biegłość buduje ciągłe, dopasowane do roli wsparcie i coaching.
  • AI jest bezpośrednio zintegrowana z narzędziami, z których pracownicy już korzystają, a nie funkcjonuje jako odrębna platforma. Gdy korzystanie z niej jest naturalne i konwersacyjne, adopcja staje się samonapędzającym procesem.
  • Zaufanie buduje się poprzez bezpieczne rozwiązania AI, które uwzględniają kontekst pracy i nigdy nieujawniają wrażliwych danych. Dla pracowników aktywnie korzystających z AI jest to warunek niepodlegający negocjacji.
  • Agentyczny workflow jest dostosowany do konkretnych ról, a nie oparty na ogólnych asystentach odpowiadających na ogólne pytania.

Wśród pracowników na całym świecie, którzy przeszli do regularnego, codziennego korzystania z AI, 76% stało się aktywnymi ambasadorami tej technologii. W firmach, które tworzyły agentów AI przeznaczonych dla konkretnych ról zamiast uniwersalnych zastosowań, zespoły konsekwentnie raportowały lepsze rezultaty – zarówno pod względem produktywności, jak i zaangażowania pracowników.

Luka między wdrożeniem a doświadczeniem

Prawdziwą miarą skuteczności strategii AI jest codzienne doświadczenie pracowników działów obsługi klienta, działu prawnego czy sprzedaży, którzy wypróbowali AI dwa razy, otrzymali ogólne i mało przydatne odpowiedzi, a następnie po cichu wrócili do wykonywania swoich obowiązków w sposób tradycyjny.

Umiejętność skutecznego rozwijania kompetencji związanych z AI odróżnia firmy, które jedynie wdrożyły nową technologię, od tych, które rzeczywiście zmieniły sposób wykonywania pracy.

Liderzy, którzy traktują każdego sceptyka AI nie jako problem do rozwiązania, lecz jako źródło cennych informacji, zbudują zespoły zdolne utrzymać konkurencyjność przez wiele lat. Inwestują oni w warunki, które sprawiają, że technologia staje się niezbędna oddolnie: w szkolenia, odpowiednie zabezpieczenia oraz agentyczny workflow dostosowany do konkretnych ról.

Ostrożność wobec AI nie jest oporem wobec przyszłości. To najbardziej szczery sygnał, jaki pracownicy mogą wysłać na temat tego, gdzie doświadczenie użytkownika zawiodło i od czego liderzy powinni zacząć jego odbudowę.