Kursy walut pozostały obojętne wobec danych makro

Michał Borzuchowski AKCENTA
Michał Borzuchowski AKCENTA

W miniony poniedziałek polska waluta wystartowała z poziomów 4,068 EUR oraz 3,635 USD. Bez zaskoczenia przyjęto decyzję Rady Polityki Pieniężnej, która zdecydowała o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie.

Europejska waluta utrzymywała się przez cały ubiegły tydzień zdecydowanie powyżej 4 PLN. Para EURPLN była notowana najniżej we wtorek na poziomie 4,013 spadając aż o 5,53 groszy w stosunku do poniedziałkowego otwarcia. Osłabienie wspólnej waluty miało miejsce mimo pozytywnych odczytów PMI dla przemysłu Niemiec i strefy euro oraz gorszego od oczekiwań odczytu PMI dla polskiego przemysłu. Słabszy od oczekiwań okazał się również przemysł Francji. Po nieuzasadnionych spadkach na parze EURPLN, kurs odbił aby w czwartek osiągnąć tygodniowe maksimum na poziomie 4,086. Czwartek był też najbardziej nerwowym dniem dla tej pary walutowej. Tego samego dnia kurs EURPLN spadł prawie o 5 groszy a w piątek ponownie obserwowaliśmy umocnienie wspólnej waluty.

W minionym tygodniu na parze USDPLN od poniedziałku obserwowaliśmy 3-dniowe spadki. Z najwyższego poniedziałkowego kursu (3,639) dolar spadł do poziomu 3,556 w środę. Największym zaskoczeniem dla rynku była wtorkowa publikacja bilansu handlu zagranicznego Stanów Zjednoczonych. Deficyt handlowy USA był aż o 10 mld. USD większy niż się spodziewano. Po środowym spadku kurs USDPLN odbił zmierzając przez 2 dni w kierunku kursu z poniedziałkowego otwarcia. Nie obserwowano na rynku przesłanek fundamentalnych dla takiego odbicia. Może się to okazać zwykłą korektą w trendzie spadkowym najważniejszej waluty świata. W całym tygodniu obserwowaliśmy na dolarze stosunkowo niewielkie wahania. Różnica między maksymalnym i minimalnym kursem tygodnia wyniosła 8,31 groszy podczas gdy w poprzednich tygodniach różnica ta wynosiła nawet po kilkanaście groszy.

Ciężkie banknoty? Zadanie dla cyborgów

„The Wall Street Journal” donosi, że Sumitomo Mitsui Banking Corp. testuje 8 robo-egzoszkieletów, które mają pomagać pracownikom w przenoszeniu ciężkich paczek z banknotami.
Urządzenia przygotowała firma Cyberdyne Inc., której nazwa nawiązuje do korporacji pojawiającej się w filmie „Terminator”. Roboty trafią do starszych pracowników SMBC Delivery Service Co., spółki odpowiedzialnej za transport gotówki pomiędzy oddziałami banku. Spośród 1600 pracowników firmy
około 16 proc. ma 65 lub więcej lat.

Hybrid Assistive Limb, czyli uprząż przypinana do kręgosłupa i nóg, pozwala zredukować wysiłek potrzebny do przenoszenia ciężkich przedmiotów o około 40 proc. Dzięki jej pomocy 10-kilogramowa paczka banknotów sprawia wrażenie lżejszej o 4 kilogramy. Urządzenia testowane są także w domach opieki społecznej, gdzie pomagają pracownikom w przenoszeniu ciężkich przedmiotów oraz na pacjentach poddawanych fizjoterapii wzmacniającej mięśnie rąk i nóg.

Japonia zmaga się z problemem starzenia się populacji. Obecnie ponad 25 proc. Japończyków przekroczyło 65. rok życia. Technologia może sprawić, że seniorzy będą mogli wykonywać ciężkie prace fizyczne bez uszczerbku  na zdrowiu – przynajmniej tak swój eksperyment uzasadniają przedstawiciele banku SMBC.

Citi Handlowy zwiększy udziały w strategicznych obszarach

Dobrze przygotowaliśmy się ten rok, by teraz rozpocząć działania na rzecz wzrostu. Chcemy zwiększyć skalę działania naszego biznesu – wzmocnić pozycje lidera tam, gdzie już odgrywamy znaczącą rolę i zwiększyć nasze udziały na rynku w strategicznych dla nas obszarach, powiedział Sławomir S. Sikora, prezes Citi Handlowy, Mamy dobry zespół skupiony na przyszłości a nie tylko na szukaniu rozwiązań w odpowiedzi na codzienne wyzwania. Mamy model biznesowy oraz infrastrukturę, które mają silne podstawy i doskonale się sprawdzają w warunkach tegorocznej koniunktury. To najlepszy czas, by to wykorzystać.

W I kwartale 2015 rok Bank wypracował zysk netto w wysokości 217 mln zł, co oznacza wzrost o 6 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału. Bank utrzymał wysoką efektywność – wskaźniki ROTE (17,4 proc.), ROE (14,1%) i ROA (1,9 proc.) uplasowały się powyżej sektora. Wskaźnik kosztów do dochodów na koniec I kwartału 2015 roku wyniósł 53%.

Bank jest dobrze przygotowany na wzrost o czym świadczy silna pozycja kapitałowa (Tier 1 wyniósł 17,8%) oraz wysoka płynność, mierzona wskaźnikiem kredyty/depozyty (72%). Bank wyróżnia się na rynku wysoką jakością portfela kredytowego i nie jest zaangażowany na rynku kredytów walutowych.

Do końca tego roku Citi Handlowy chce zwiększyć udziały w strategicznych obszarach. Celem banku jest wzmocnienie pozycji lidera na rynku FX i kart kredytowych. Niezmiennie Bank konkurować będzie także jakością a na koniec roku wskaźnik jakości obsługi klientów zamożnych w Citi Handlowy ma być najwyższym na rynku. Bank chce zwiększyć również udziały w takich obszarach jak: kredyty korporacyjne, rachunki operacyjne firm, produkty inwestycyjne i aktywa inwestycyjne.

Rozwój bankowości detalicznej

Na koniec I kwartału 2015 roku sieć oddziałów Smart w Citi Handlowy zwiększyła się o kolejne 3 placówki w Katowicach, Poznaniu i Krakowie. W najbliższych tygodniach Bank otworzy szesnastą placówkę Smart na krakowskim Kazimierzu. Koncepcja Smart Bankowości na początku tego roku uzupełniona została o sieć 80 mobilnych doradców, którzy działają już w 6 największych miastach. Ich celem jest być bliżej klienta, stąd działają poza oddziałami – wyposażeni w aplikacje na iPad z każdego miejsca dogodnego dla klienta są w stanie sfinalizować wniosek o dowolny produkt.

Wraz z rozwojem koncepcji Bankowego Ekosystemu Smart wzrasta też liczba aktywnych użytkowników bankowości mobilnej, która na koniec I kwartału 2015 roku wyniosła ponad 54 tys., co stanowi wzrost o 23% w stosunku do tego samego okresu roku poprzedniego. Udział transakcji dokonanych za pomocą kanałów bankowości internetowej lub mobilnej w transakcjach bankowych ogółem na koniec I kwartału 2015 roku wyniósł 95% i wzrósł o 2 p.p. względem analogicznego okresu 2014 roku.

Bank kontynuował aktywne wsparcie akwizycyjne dla segmentów klientów Citigold oraz Citi Priority poprzez działania takie jak oferty promocyjne dla lokat, i dla nowych klientów Citigold oraz Program Rekomendacji Citigold. W efekcie w I kwartale 2015 roku liczba klientów Citigold i Citigold Select wzrosła o 6%, tak samo jak w przypadku Citi Priority, w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim.

Bank wzmocnił też pozycję lidera na rynku kart kredytowych pod względem wartości udzielonych kredytów z udziałem rynkowym według danych na koniec marca 2015 roku na poziomie 18,5%. Tempo wzrostu salda pożyczek gotówkowych zostało utrzymane na dwucyfrowym poziomie (+12,1% r./r.). Łączne saldo rachunków bieżących wyniosło ponad 3,48 mld zł, co oznacza wzrost w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku o niemal 21%.

Lider bankowości korporacyjnej

Pierwsze trzy miesiące nowego roku przyniosły dynamiczny rozwój w ramach oferty Emerging Market Champions. Bank wspiera już ponad 300 polskich i globalnych firm w realizacji ich planów zagranicznej ekspansji. Liczba globalnych firm, które w Polsce chcą się rozwijać z Citi Handlowy wzrosła w I kwartale tego roku o 5 proc. rok do roku i sięgnęła 299. Coraz więcej polskich firm decyduje się na rozwój zagranicą, Citi Handlowy wspiera w tym zakresie 50 przedsiębiorstw.

Bank wsparł finansowaniem ponad 170 inicjatyw i projektów jakie realizowane są przez małe i średnie przedsiębiorstwa. Warszawa z kolei dzięki realizowanej przez Citi na świecie inicjatywie Citi Mobile Challenge była w kwietniu akceleratorem dla start-upów z pomysłem na bankową aplikację. W ramach Citi Mobile Challenge zebrano ponad 700 pomysłów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, Afryki i Bliskiego Wschody. W tym około 100 projektów z Polski. Najciekawsze mają szansę wygrać łącznie 100 tysiące dolarów z pierwszym takim międzynarodowym, bankowym hackathonie.

W I kwartale 2015 roku Bank po raz trzeci z rzędu utrzymał pozycję lidera w ogólnym rankingu konkursu na pełnienie funkcji Dealera Skarbowych Papierów Wartościowych na rok 2016 oraz oficjalne wyróżnienie lidera Market Makingu za osiągnięcia na rynku kasowym Treasury BondSpot Poland.

To był też kolejny kwartał wzrostu transakcji walutowych zawieranych przez klientów korporacyjnych. W I kwartale Bank połączył system bankowości elektronicznej dla przedsiębiorstw CitiDirect z platformą CitiFX Puls, co umożliwiło klientom łatwiejsze zarządzanie transakcjami wymiany walut. W konsekwencji 75% wszystkich transakcji wymiany walutowej jest realizowanych poprzez platformę. Bank wzbogacił przy tym ofertę walut dostępnych w ramach rachunku firmowego. Dzisiaj Citi Handlowy jest jedynym bankiem na rynku, który udostępnia firmom 46 walut na jednym rachunku.

Zgodnie z trendem widocznym wyraźnie wśród klientów indywidualnych, rośnie też liczba firm korzystających z mobilnych rozwiązań finansowych – o 60% rok do roku, przy jednoczesnym wzroście wolumenu transakcji o 42%.

Fidelity publikuje wyniki badania Global Analyst Survey 2015

Fidelity Worldwide Investment przeprowadził ankietę wśród analityków w celu zidentyfikowania nowych trendów i atrakcyjnych okazji inwestycyjnych na globalnych rynkach akcji i długu. Główne wnioski badania są następujące:

  • Analitycy są bardziej pozytywnie nastawieni do rynków rozwiniętych niż wschodzących.
  • Oczekiwane są stabilne lub rosnące dywidendy we wszystkich regionach.
  • Przewidywane są pozytywne perspektywy dla branży medycznej i finansowej oraz negatywne dla sektora energetycznego i materiałowego.

Fidelity Global Sentiment Index

Badanie umożliwiło stworzenie barometru nastrojów analityków, opartego na pięciu głównych kryteriach oceny: nastroje zarządu, nakłady inwestycyjne, polityka dywidendowa, stopy zwrotu w branży oraz siły bilansu. Zagregowane wyniki odpowiedzi w skali od 1-10 pkt. (10 pkt. oznacza najbardziej pozytywną ocenę) pozwalają na dogłębną analizę obecnej kondycji oraz prognozę wzrostu spółek i sektorów na globalnych rynkach finansowych. Wskaźnik umożliwia również bezpośrednie porównanie poszczególnych regionów i sektorów. Kompleksowe badanie sentymentu analityków sprawia, że inwestorzy zyskują pełniejszy obraz sytuacji, co może stanowić istotne wsparcie przy definiowaniu strategii i podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Globalny wskaźnik nastrojów analityków w 2015 r. wyniósł 5,7 pkt. wobec 6,4 pkt. w 2014 r., co wskazuje na pogorszenie ogólnego sentymentu względem ubiegłego roku. W ujęciu regionalnym, analitycy Fidelity są najbardziej pozytywnie nastawieni do Japonii (7,1 pkt.), Europy (5,8 pkt.) i USA (5,6 pkt). Dalsze miejsca w zestawieniu zajmuje Azja i Pacyfik (5,3 pkt. – z wyłączeniem „Państwa Środka” i Japonii), Chiny (4,4 pkt.) oraz Ameryka Łacińska/EMEA (4,3 pkt.), co sugeruje pogłębienie się regionalnej dyferencjacji na korzyść państw rozwiniętych. Natomiast do sektorowych faworytów analityków Fidelity należy branża opieki zdrowotnej i finansowa (odpowiednio 6,8 pkt. i 6,4 pkt.), a na drugim biegunie znajduje się branża energetyczna (2,1 pkt.) oraz materiałowa (3,8 pkt).

Wyniki tegorocznej ankiety są niezwykle ciekawe. Na pierwszym miejscu naszego ogólnego rankingu nastrojów znalazła się Japonia, na drugim Europa, ale i w USA nastroje utrzymały się na wysokim poziomie. Widać ponadto, że sektory oparte na innowacjach i wiedzy zaczynają wyraźnie wychodzić przed szereg – komentuje Henk-Jan Rikkerink, szef działu badań na Europę, USA, region EMEA i Amerykę Łacińską w Fidelity.

Japonia liderem

Z badania wynika, że liderem pod względem optymizmu analityków jest Japonia. To efekt reform strukturalnych i stymulowania gospodarki „abenomiką”. 75% badanych oczekuje wzrostu stopy zwrotu z inwestycji, podobnie jak większych dywidend. Dla porównania – większego ROE na europejskich i amerykańskich parkietach spodziewa się odpowiednio 36% i 23% analityków. Dodatkowo, 70% ekspertów jest zdania, że bilanse spółek notowanych w Japonii są zdrowsze niż rok wcześniej. – Nasi analitycy spodziewają się wzrostu wypłacanych dywidend z uwagi na mocne bilanse spółek. Trzech z czterech analityków objętych badaniem prognozuje zwiększenie dywidendy w ciągu nadchodzących 12 miesięcy – wyjaśnia Rikkerink.

Ożywienie Europy i USA

W Europie widać ożywienie i poprawę kondycji spółek, napędzane programem luzowania ilościowego Europejskiego Banku Centralnego oraz osłabieniem wspólnej waluty. Analitycy dostrzegają również atrakcyjną wycenę europejskich spółek na tle amerykańskich walorów. Co więcej, na Starym Kontynencie odnotowano wzrost popytu na kredyty przeznaczone na restrukturyzację przedsiębiorstw. Spodziewana jest umiarkowana aktywność na rynku fuzji i przejęć, głównie w formie transakcji typu bolt-on.

Po silnym 2014 r. w amerykańskiej gospodarce, analitycy oczekują stabilności w nastrojach zarządu, dywidendach i stopach zwrotu z kapitału. Z uwagi na zdrową sytuację na rynku kredytów, niskie koszty finansowania, duże rezerwy gotówkowe oraz wzrost zatrudnienia, tutaj eksperci przewidują kontynuację fuzji i przejęć, napędzanych transakcjami typu bolt-on. – Umiarkowany optymizm przeważa w Europe w wyniku poprawiających się fundamentów spółek, obniżki cen ropy i deprecjacji euro. Naszym zdaniem warunki w USA pozostaną zdrowe i stabilne – twierdzi Rikkerink.

Ostrożnie z Chinami

W przypadku Chin spodziewany jest spadek wydatków inwestycyjnych i stopy zwrotu z inwestycji ze względu na spowolnienie gospodarcze i osłabienie popytu wewnętrznego. Niemniej, 81% analityków spodziewa się w tym roku utrzymania poziomu wypłacanych dywidend. – Przeważa ostrożne podejście do Chin z uwagi na spowolnienie wzrostu. Jednakże w naszej ocenie w tym roku prawdopodobnie nie dojdzie do kryzysu systemowego. Mimo spowolnienia, w Państwie Środka nadal występują okazje do zrealizowania zysku – tłumaczy Rikkerink.

Mniej optymistycznie Emerging Markets i Ameryka Łacińska

Analitycy są mniej optymistycznie nastawieni do rynków w regionie EMEA (Europa Wschodnia, Bliski Wschód
i Afryka) oraz Ameryce Łacińskiej. Połowa respondentów uważa, że tamtejsze spółki zmniejszą nakłady inwestycyjne w nadchodzącym roku głównie z powodu słabości sektora energetycznego, na którym ciąży spadek cen ropy oraz aprecjacji dolara, skutkującej wzrostem kosztów finansowania.

Korzystne perspektywy dla posiadaczy papierów o stałym dochodzie

Badani pozytywnie oceniają perspektywy dla dywidend, które najbardziej wzrosną w sektorze zdrowotnym,
a następnie w branży dóbr konsumpcyjnych i użyteczności publicznej (utilities). Jedynie spółki z branży energetycznej nie podzielą się zyskiem z akcjonariuszami. – 75% naszych analityków przewiduje wzrost dywidend wypłacanych przez spółki notowane na japońskim parkiecie, podczas gdy odpowiednio połowa i 1/3 analityków prognozuje zwiększenie wypłat dla akcjonariuszy w przypadku spółek, których walory są notowane na amerykańskiej i europejskiej giełdzie – twierdzi Rikkerink.

Branżowi liderzy i outsiderzy

60% analityków spodziewa się wzrostu stopy zwrotu z kapitału w branży medycznej. Co drugi ekspert prognozuje wzrost dywidend, podczas gdy żaden z nich nie przewiduje ograniczenia wypłaty zysku dla akcjonariuszy.

Co więcej, 92% analityków przewiduje spadek stopy zwrotu z inwestycji w sektorze energetycznym, na którym ciąży obniżka cen ropy. – Te założenie odzwierciedla dostosowanie sektora energetycznego do znaczącej przeceny tego surowca – wyjaśnia Rikkerink. Taka sytuacja szczególnie uderza w eksporterów (np. Rosja), choć z drugiej strony zyskują na niej importerzy (np. Indie). Eksperci zgodnie przewidują redukcję nakładów inwestycyjnych w tym sektorze.

Coroczna ankieta analityków jest prowadzona od 2012 r. W tegorocznej edycji uczestniczyło 159 specjalistów Fidelity Worldwide Investment, w tym 122 analityków rynku akcji i 37 ekspertów rynku długu znajdujących się w Europie i Azji, którzy w minionym roku przeprowadzili 17 tys. bezpośrednich rozmów z zarządzającymi obserwowanych przez nich spółek. Ankietowanym zadano łączne 38 pytań dotyczących nastrojów zarządów, nakładów inwestycyjnych, polityki dywidendowej spółek, wyceny rynku.

Zwycięstwo Camerona umacnia funta

Jak wynika z sondażu exit poll przygotowanego dla BBC, w czwartkowych wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii zwycięstwo odniosła Partia Konserwatywna zdobywając 325 mandatów w liczącej  650 miejsc Izbie Gmin. Wszystko wskazuje na to, że zwycięstwo Davida Camerona w istotny sposób ograniczy ryzyko związane z przedłużającymi się negocjacji w sprawie utworzenia rządu – zgodnie z zapowiedziami brytyjskiego premiera, jego celem pozostanie działanie na rzecz wszystkich obywateli. Wiadomość o zdobyciu znaczącej przewagi przez Partię Konserwatywną została także pozytywnie odebrana przez inwestorów, co sprzyjało znaczącemu umocnieniu brytyjskiej waluty. W reakcji na ogłoszenie wstępnych wyników kurs EUR/GBP spadł o 1.92% , podczas gdy GBP/USD wzrósł o 1.12%.

Rano uwagę inwestorów na Starym Kontynencie przyciągnęły wiadomości napływające zza Odry, gdzie zostały opublikowane dane obrazujące dynamikę produkcji przemysłowej oraz bilans handlu zagranicznego Niemiec. Popołudniu poznamy natomiast oficjalne informacje na temat aktualnej sytuacji na amerykańskim rynku pracy, w tym dotyczące zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym (prognoza 225K) oraz stopy bezrobocia (prognoza 5.4%).

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

Wykorzystanie limitu w programie „Mieszkanie dla młodych” wzrost w kwietniu o 26 mln zł

Wciąż rośnie zainteresowanie osób kupujących mieszkanie na kredyt w ramach rządowego programu finansowego wsparcia młodych ludzi, który umożliwia uzyskanie dofinansowania wkładu własnego. W kwietniu do BGK wpłynęło 1856 wniosków, a tegoroczny limit jest już zarezerwowany w 34 proc.

 

Wykorzystanie tegorocznego limitu na podstawie wniosków przekazanych do Banku Gospodarstwa
Krajowego przez banki kredytujące do 30 kwietnia wynosi już 246 mln zł. Wysokość dofinansowania w ciągu miesiąca wzrosła zatem o 26 mln zł. Co ważne, znacząca kwota dopłat dotyczy już kolejnych lat – na 2016 r. kredytobiorcy złożyli ponad 2 tys. wniosków na kwotę dofinansowania prawie 51 mln zł.

W ramach limitu obowiązującego w 2015 r. do BGK wpłynęły 10 592 wnioski o dofinansowanie zakupu mieszkania, a łączna ich liczba od początku realizacji programu wynosi prawie 22 tysiące.

W ciągu 16 miesięcy funkcjonowania programu „Mieszkanie dla młodych” najwięcej lokali i domów z rządową dopłatą kupili mieszkańcy Mazowsza (3 715 wniosków), Pomorza (3 303 wniosków) oraz Wielkopolski (3 098 wniosków). Najmniej umów o zakup mieszkań ze wsparciem państwa zawarto w województwach opolskim (170 wniosków) i świętokrzyskim (219 wniosków).

 

Średnia powierzchnia mieszkań nabywanych w programie wynosi 53,12 m2. Osoby korzystające z programu „Mieszkanie dla młodych” mają również możliwość zakupu domu jednorodzinnego – obecnie jego średnia wielkość to 84,59 m2.

„Mieszkanie dla młodych” to program Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, który wspiera młodych Polaków w zakupie pierwszego mieszkania, jednocześnie pozytywnie oddziaływując na sektor budowlany i wzrost gospodarczy. Obsługą finansową przedsięwzięcia zajmuje się Bank Gospodarstwa Krajowego, którego rolą jest wspieranie społecznego i gospodarczego rozwoju kraju. Od 2007 roku BGK zapewnia profesjonalną obsługę programu „Rodzina na swoim”, który pomógł ponad 192 tysiącom Polaków nabyć mieszkanie na własność.  Dopłaty do kredytów preferencyjnych „Rodzina na swoim” będą wypłacane do 2022 roku.

 

Grupa Kapitałowa MCI po I kwartale 2015 r.: 47,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto

0
  • Aktywa netto na akcję wyniosły 17,22 zł względem 13,98 zł przed rokiem (wzrost o 23,2% r/r). Plan roczny zakłada 19,75 zł
  • 47,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto
  • Aktywa netto w wysokości 1 mld 80 mln zł względem 873 mln zł przed rokiem (wzrost o 23,7% r/r)
  • Certyfikaty inwestycyjne funduszy wyniosły na 31.03.2015 r. 1 mld 421 mln zł (wzrost o 28% r/r)
  • Sukces oferty publicznej akcji Private Equity Managers S.A. i pierwszy debiut na GPW spółki zarządzającej aktywami private equity.

Wskaźnik aktywów netto na akcję Grupy MCI, najlepiej charakteryzujący kondycję funduszy typu private equity, wyniósł na koniec I kwartału 2015 r. 17,22 zł, co oznacza wzrost o 23,2% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. W omawianym okresie Grupa MCI wypracowała 47,5 mln zł skonsolidowanego zysk netto. Największy udział w wyniku miał wzrost wartości certyfikatów inwestycyjnych funduszy MCI.TechVentures (o 23,9 mln zł) i MCI.EuroVentures (o 22,1 mln zł) oraz wzrost wartości certyfikatów inwestycyjnych funduszu MCI.CreditVentures 2.0 (o 3,4 mln zł). Wartość certyfikatów inwestycyjnych funduszy, których właścicielem jest MCI Management, wyniosła na koniec marca 2015 r. 1 mld 421 mln zł, co oznacza wzrost o 28% względem stanu na koniec I kwartału 2014 r. Aktywa netto wzrosły w ciągu roku o 23,7% do poziomu 1 mld 80 mln zł. Od początku br. do momentu publikacji niniejszego sprawozdania, fundusze inwestycyjne, których certyfikaty posiada MCI, zrealizowały 5 wyjść z inwestycji na łączną kwotę ponad 400 mln zł.

To pierwszy raz kiedy grupy MCI i PEManagers będą publikować swoje wyniki osobno. Cieszę się, że możemy zaprezentować akcjonariuszom MCI znaczący wzrost aktywów netto na akcję oraz wysoki zysk netto – powiedział Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu MCI Management S.A. – Nieustannie naszym strategicznym celem jest budowanie wartości dla naszych akcjonariuszy poprzez systematyczny wzrost wskaźnika NAV na akcję oraz kursu akcji – dodał.

MCI prognozuje, że wartość aktywów netto na akcję ukształtuje się na poziomie 19,75 zł na koniec 2015 r. Oceniając wyniki pierwszego kwartału jest na dobrej drodze, by swój plan zrealizować.

W okresie marzec 2014 r. – marzec 2015 r. kurs akcji MCI wzrósł o 28%. Wskaźnik P/BV wyniósł na dzień 31.03.2015 r. 0,70 zł, co oznacza, że MCI nadal wyceniana jest przez inwestorów z istotnym dyskontem wobec wartości księgowej Spółki.

Fundusze inwestycyjne, których certyfikaty posiada MCI Management, planują zwiększyć skalę inwestycji w tym roku. Na ten cel zamierzają przeznaczyć około 400 mln zł do końca roku biznesowego.

Wyniki Grupy kapitałowej Getin Holding po I kwartale 2015 roku

W pierwszym kwartale 2015 roku Grupa Getin Holding wypracowała zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej na poziomie 45,8 mln PLN, co jest wynikiem o 41,7% lepszym w ujęciu rok do roku. W kwietniu br. Idea Bank Polska zadebiutował na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie pozyskując ponad 250 mln PLN na dalszy rozwój Grupy IB.

Deprecjacja lokalnych walut, kryzys ekonomiczny oraz niepewna sytuacja polityczna w Europie Wschodniej, od ponad roku stwarzają niekorzystne warunki do rozwoju biznesu bankowego w tym regionie. Dlatego Grupa będzie kontynuować strategię opartą o ścisłą dyscyplinę kosztową oraz wzmacniać obszar zarządzania ryzykiem kredytowym- powiedział Piotr Kaczmarek, Prezes Zarządu Getin Holding. Dzięki nabyciu pakietu akcji Getin Leasing Grupa uzyskała współkontrolę nad jednym z liderów rynku leasingu w Polsce. Jestem przekonany, że transakcja przyczyni się do wzrostu wartości dla Akcjonariuszy i umocni pozycję Holdingu w tym perspektywicznym segmencie rynku- dodaje.

 

W trzech pierwszych miesiącach br. grupa kapitałowa Idea Bank osiągnęła zysk netto w wysokości 63,1 mln PLN, co jest wynikiem dwukrotnie lepszym względem analogicznego okresu rok wcześniej. Od początku roku Idea Bank systematycznie rozwija innowacyjne kanały kontaktu z Klientami, jak Idea Cloud, Idea HUB oraz mobilne wpłatomaty. Bank koncentruje się również na dalszym wzmacnianiu synergii biznesowych w ramach Grupy oraz optymalizacji kosztowej. W kwietniu br. Spółka zadebiutowała na GPW pozyskując 254,2 mln PLN na dalszy rozwój biznesu. Na koniec marca współczynnik adekwatności kapitałowej Idea Banku wynosił 14,1%.

W konsekwencji negatywnych trendów utrzymujących się w gospodarce rosyjskiej Grupa Carcade funkcjonuje w warunkach ograniczonego dostępu i wysokich kosztów finansowania. Spółka odnotowuje również pogorszenie dyscypliny płatniczej Klientów, co jest efektem spadku siły nabywczej związanej z deprecjacją rubla oraz niekorzystnych warunków gospodarczych. W I kwartale Grupa przeprowadziła intensywne działania związane z optymalizacja kosztową co przyczyniło się do spadku kosztów operacyjnych w PLN o 16,2% (r/r). W kwietniu br. Holding zawarł warunkową umowę sprzedaży akcji Idea Bank Rosja.

 

W I kwartale br. Grupa Idea Bank Białoruś wypracowała zysk netto na poziomie 5,4 mln PLN, co oznacza wzrost o blisko 50% w ujęciu rok do roku. Od początku roku Bank systematycznie odbudowywał i stabilizował bazę depozytową. Warto podkreślić, że od marca widoczny jest trend spadku kosztów finansowania depozytami detalicznymi w BYR. Bank wdrożył również strategię optymalizacji kosztowej co przyczyniło się do spadku kosztów operacyjnych o ponad 1,1 mln PLN (r/r).

 

W wyniku trwającej od ponad roku niekorzystnej sytuacji politycznej na Ukrainie, w pierwszym kwartale br. Grupa Idea Bank Ukraina odnotowała stratę netto na poziomie 6,2 mln PLN. Oznacza to zmniejszenie poziomu straty netto względem analogicznego okresu 2014 roku o ponad 40%. Zgodnie z przyjętą strategią Bank stale utrzymuje wszystkie wskaźniki nadzorcze na poziomie wymaganym przez Narodowy Bank Ukrainy. W związku z pogłębiającą się deprecjacją hrywny oraz pogarszająca się sytuacją ekonomiczną, w I kwartale Bank odnotował znaczący wzrost kosztów finansowania w lokalnej walucie.

 

Celem strategicznym Idea Bank Rumunia (dawniej Romanian International Bank) jest osiągnięcie w nadchodzących miesiącach progu rentowności w ramach działalności bankowej. Tylko w pierwszych trzech miesiącach roku Bank odnotował wzrost sprzedaży kredytowej do poziomu 36,4 mln PLN, względem 9,1 mln w IV kwartale 2014 roku. Działania Banku koncentrują się na aktywnej rozbudowie portfolio produktowego oraz intensyfikacji akcji marketingowych zapoczątkowanym procesem rebrandingu. Nowe hasło „Idea Bank – fresh banking from Poland” zostało pozytywnie przyjęte na lokalnym rynku i stanowi kluczowy element pozycjonowania marki wśród nowoczesnych instytucji finansowych.

Grupa Famur planuje podbój azjatyckiego rynku. Spółka chce dostarczać maszyny górnicze m.in. do Indii

0

Trudna sytuacja w polskim górnictwie węgla kamiennego sprawia, że Grupa Famur szuka nowych rynków zbytu dla swoich kombajnów na innych kontynentach. Spółka rozszerza też asortyment produkowanych urządzeń o maszyny stosowane w górnictwie odkrywkowym.

Famur stara się radzić sobie z problemami, dywersyfikując swoją działalność. Spółka swe maszyny stara się sprzedawać także na rynkach azjatyckich, w Ameryce Południowej i Centralnej, krajach Bliskiego Wschodu.Chce również zaistnieć w krajach bałkańskich.

– Prace nad zbudowaniem naszej globalnej pozycji na rynkach zagranicznych cały czas trwają – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mirosław Bendzera, prezes Grupy Famur. Będziemy je wspierali, intensyfikowali, bo tak naprawdę jest to jedyna droga rozwoju dla takich spółek jak nasza. Staramy się również rozszerzać nasze portfolio produktowe.

W tym celu w połowie ubiegłego roku Famur sfinalizował transakcję przejęcia Grupy Fugo Famak.

– To pozwoliło nam dodać do naszego aktualnego portfolio produktowego również rozwiązania dla górnictwa odkrywkowego – informuje Mirosław Bendzera. Dlatego dzisiaj jesteśmy w stanie zaproponować naszym klientom zdecydowanie szerszy wachlarz rozwiązań, bardziej kompleksową ofertę, zarówno tę, która jest kierowana do firm potrzebujących rozwiązań w zakresie eksploatacji złóż metodą podziemną, jak i tych, które realizują te zadania na powierzchni, czyli dla kopalń odkrywkowych.

Obecnie dla grupy najbardziej perspektywiczna jest Azja. Szczególnie takie potęgi, jak Indie, dają spółce bardzo szeroką i długofalową perspektywę zaistnienia na tym rynku – podkreśla prezes Grupy Famur.

Przy czym nie ukrywam, że jest to rynek bardzo trudny, który będzie wymagał od takich firm jak nasza dostarczenia rozwiązań nie tylko w zakresie technicznym, lecz także w zakresie technologicznym. Potrzebne będą również szkolenia oraz dostosowanie rozwiązań finansowych do potrzeb tamtejszych inwestorów.

Obsługa tego typu inwestycji rozpoczyna się od rozpoznania złoża, na którym ma być realizowane zamówienie. Wymaga zaprojektowania i dostosowania rozwiązania technicznego do faktycznych potrzeb, których oczekuje klient, dostarczenia mu rozwiązania technicznego, zapewnienia obsługi w zakresie realizacji tego przedsięwzięcia, później nadzoru i wsparcia w zakresie jego obsługi bieżącej, czyli nadzoru nad efektywnością eksploatacji złoża. Wreszcie zapewnienie mu możliwości sfinansowania tych inwestycji.

Chcemy stać się globalnym dostawcą rozwiązań dla górnictwa zarówno tego podziemnego, jak i odkrywkowego – deklaruje prezes Mirosław Bendzera z Grupy Famur. Dodaje, że jedyną drogą, która pozwoli realizować tę strategię, nazwaną przez firmę „Go Global”, jest zebranie wiedzy na temat potrzeb, które generują poszczególne rynki w różnych rejonach świata i ekspansja zagraniczna.

Mając tę wiedzę, jesteśmy w stanie dobrze przygotować się do tego, żeby z naszą ofertą i naszym rozwiązaniem po pierwsze zaistnieć na tym rynku, a po drugie skutecznie ją na ten rynek wprowadzić. I nad tym bardzo intensywnie pracujemy. Oczywiście za tym idą również elementy ekonomiczne. Większa sprzedaż związana jest również z oczekiwaniem zdecydowanie większej poprawy wyników finansowych, które chcemy generować.

Nowy Styl szykuje się do przejęcia kolejnej zagranicznej firmy. Spółka stawia na eksport

CEO Magazyn Polska

Grupa Nowy Styl, zajmująca się wyposażeniem biur, 85 proc. przychodów generuje za granicą. Firma mająca fabryki w pięciu państwach zapowiada kolejne przejęcie, które umożliwi jej rozpoczęcie produkcji w następnym kraju.

Grupa specjalizuje się w dostarczaniu kompleksowych rozwiązań meblowych dla przestrzeni biurowych oraz miejsc użyteczności publicznej. Firma posiada międzynarodową sieć sprzedaży składającą się z 19 lokalnych spółek dystrybucyjnych w Europie oraz Stanach Zjednoczonych i na Bliskim Wschodzie.

– Większość produkcji z Polski eksportujemy, oprócz tego mamy jeszcze produkcję w czterech innych państwach, więc z całości przychodów na poziomie 1,2 mld zł 85 proc. generujemy za granicą – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jerzy Krzanowski, współwłaściciel i wiceprezes zarządu Grupy Nowy Styl.

W rezultacie Grupa Nowy Styl zajmuje się kompleksowym meblowaniem biur w 100 krajach.

W pięciu produkujemy, prawdopodobnie ogłosimy niedługo kolejne przejęcie w szóstym państwie mówi deklaruje Jerzy Krzanowski. – Głównym rynkiem  w Europie na pewno są Niemcy. W ogóle koncentrujemy się głównie na Europie, ale nie zapominamy też o Bliskim Wschodzie, sprzedajemy tam do wielu krajów. Ogólnie rzecz biorąc jesteśmy firmą globalną.

Firma chlubi się tym, że na liście jej klientów są wielkie międzynarodowe korporacje, instytucje kulturalne, m.in. Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia oraz Opera w Monachium. Wreszcie wszystkie polskie stadiony, na których grano mecze mistrzostw EURO 2012. Na krzesłach Grupy informuje spółkaobradowali przywódcy państw podczas szczytu NATO w Lizbonie, zasiadają na nich urzędnicy w niemieckim Urzędzie Kanclerskim oraz publiczność w Leicester Square Theatre w Londynie, a w najbliższym czasie również na stadionie Olympique w Lyon.

Sam eksport, gdy ma się partnerów lokalnych, nie jest jakimś wielkim problemem ocenia współwłaściciel Grupy Nowy Styl. Tutaj nie widzę jakichś wielkich zagrożeń, jeżeli tylko zna się podstawowy elementarz, wie, co trzeba zrobić, jakie są ubezpieczenia i różne inne rzeczy. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy zaczynasz realizować projekty w danym kraju, sprzedawać już B2B, ewentualnie uruchamiać jakąś produkcję czy własne systemy dystrybucyjne. To już jest zdecydowanie trudniejsze zadanie.

Grupa Nowy Styl działa na rynku od 22 lat. Jak podkreśla jeden z jej założycieli, w tak hermetycznej branży, zdominowanej w Europie przez biznes rodzinny, to właśnie odwaga w wyborze kierunków eksportowych zapewniła firmie powodzenie.

– Myśmy od samego początku zaczęli sprzedawać na eksport, czyli od 1993 roku, parę miesięcy po powstaniu Nowego Stylu sprzedawaliśmy na Ukrainę i do Rosji i to z wielkim sukcesem, z wielkimi marżami – przypomina Jerzy Krzanowski. – Pierwszą produkcję za granicą uruchomiliśmy w 1999 roku na Ukrainie, w Charkowie, z lokalnym partnerem. Od tego czasu, przez te 15 lat, zbudowaliśmy tam dużą organizację. Później uruchomiliśmy produkcję w Rosji, następnie 3 lata temu dokonaliśmy dwóch przejęć w Niemczech oraz niedawno, w tamtym roku, przejęcia firmy tureckiej.

Artur Zipf, Malik: Polscy szefowie mają problem z tworzeniem wizji rozwoju firm. Mają wiedzę i doświadczenie, ale nie potrafią być liderami

0

CEO Magazyn Polska

Polskich menadżerów cechuje ogromna wiedza praktyczna, ich wielką zaletą jest zdobyte doświadczenie oraz międzynarodowe wykształcenie. Brakuje im jednak zdolności przywódczych, mają problem z odgrywaniem roli lidera w swoich firmach i tworzeniem długoterminowej strategii ich rozwoju – uważa Artur Zipf z niemieckiej firmy konsultingowej Malik.

Praktyczny problem wynikający ze słabych kompetencji przywódczych polskich menadżerów objawia się podczas tworzenia strategii, szukania kierunków rozwoju, planowania przyszłości firm. Polscy szefowie mają problem ze znalezieniem kompleksowych rozwiązań i pomysłów na swoje firmy.

– Chodzi o to, żeby ustalić priorytety w perspektywie kolejnych kilku lat, nie mówię tu o kolejnych kilku miesiącach mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Artur Zipf, partner i dyrektor zarządzający na Polskę w Malik Management. Wydaje się więc, że mamy do czynienia z wysokim poziomem niepewności. Mówię o trudnościach związanych z dobrą organizacją zarządzania na najwyższym szczeblu, tak by naprawdę być obecnym na rynku i zdolnym do funkcjonowania przez kolejnych kilka lat.

Skutek jest taki, że gdy wszystko toczy się zgodnie z założeniami, polskie firmy mają się doskonale. Gorzej, gdy na rynku dochodzi do zawirowań, tak jak obecnie.

Taka sytuacja wywiera presję głównych menadżerów i czasem prowadzi do niepodejmowania żadnych decyzji albo niemonitorowania ich w odpowiedni sposób zwraca uwagę Artur Zipf. Wydaje się więc, że mamy do czynienia z pojawieniem się nowego obszaru, który nazwałbym opanowywaniem złożonych sytuacji, zamiast pozwalania na to, by to złożona sytuacja zdominowała nasze działania.

Według niego w Polsce część menadżerów nie zauważyła jeszcze nadchodzących problemów i próbuje rozwiązywać napotykane trudności, wykorzystując sposoby, z których korzystali w przeszłości. Ponieważ często są to metody wciąż skuteczne, osoby te odnoszą sukcesy w biznesie, wciąż dobrze sobie radząc. Jak jednak podkreśla partner i dyrektor zarządzający na Polskę w Malik Management, gdy spojrzeć na ogólną sytuację w Europie i na świecie, wygląda na to, że dokonuje się fundamentalna zmiana, która wymusi zmianę podejścia do podejmowania decyzji i mierzenia się z ich konsekwencjami.

W Polsce czy innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej mamy do czynienia z ogromną wiedzą ekspercką. Ludzie są tu naprawdę świetnymi ekspertami. Natomiast porównując menadżerów z ich odpowiednikami w świecie zachodnim, można powiedzieć, że tam w większym stopniu już się uznaje konieczność wiedzy na temat zarządzania, kierowania firmą i dbałości o profesjonalizm przywództwa, o bycie nie tylko ekspertem, lecz także liderem.

Polscy szefowie i kierownicy mają jednak jego zdaniem potencjał, by sprostać temu wyzwaniu, a ich niewątpliwą zaletą są szerokie horyzonty, wykształcenie, wiedza, a także młody wiek i elastyczność.

 Bardzo pozytywnym sygnałem, szczególnie jeśli chodzi o Polskę, jest to, że ludzie są bardzo zmotywowani, żeby zapanować nad tą sytuacją ocenia Artur Zipf z Malik Management. Osoby pełniące funkcje zarządcze są dużo młodsze niż w krajach Zachodu i moim zdaniem jest to wielka szansa, ponieważ są otwarte na globalny rozwój i bardzo dobrze wyedukowane. W większości przypadków mają wykształcenie międzynarodowe i nie mam wątpliwości, że poradzą sobie również z globalnymi wyzwaniami.

Łatwiej będzie odzyskać należności od unijnych kontrahentów

CEO Magazyn Polska

Polscy przedsiębiorcy i konsumenci będą mogli dochodzić swoich roszczeń wobec unijnych kontrahentów przez internet. Polska dołączyła do pilotażu systemu e-CODEX, który ma m.in. wyeliminować kłopotliwe i czasochłonne doręczenia do sądów w innych krajach UE, co przedłużało procedury. Elektroniczne postępowania będą dotyczyły m.in. europejskiego nakazu zapłaty i drobnych roszczeń.

W tej chwili największą barierą w skutecznym odzyskiwaniu należności o charakterze transgranicznym są doręczenia, które w zdecydowany sposób przedłużają postępowania i utrudniają sprawne ich przeprowadzenie. W związku z tym e-doręczenia, które będą wprowadzone w ramach rozwiązań pilotażowych w projekcie e-CODEX, znacznie usprawnią przeprowadzanie tych postępowań – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Lucyna Łuczak-Noworolnik, radca prawny z Instytutu Logistyki i Magazynowania w Poznaniu.

Celem projektu e-CODEX ma być ułatwienie transgranicznego dostępu do środków prawnych w Europie dla obywateli i przedsiębiorstw oraz umożliwienie współpracy na szeroką skalę między organami wymiaru sprawiedliwości w poszczególnych krajach UE.

Po dołączeniu Ministerstwa Sprawiedliwości do unijnego programu e-CODEX, w którym do tej pory Polskę reprezentował poznański instytut, w ciągu kilka miesięcy ruszy pilotaż e-usług o charakterze transgranicznym, m.in. dla firm, które chcą lub muszą dochodzić roszczeń o charakterze pieniężnym od kontrahentów w UE.

Możliwość wysłania pozwu drogą elektroniczną to wyczekiwane i bardzo potrzebne ułatwienie. Dzięki unijnym przepisom teoretyczna droga do odzyskania roszczeń od kontrahentów w UE jest bardzo prosta. UE wprowadziła już w 2008 r. procedurę europejskiego nakazu zapłaty, a w 2009 r. postępowanie w sprawie drobnych roszczeń (do 2000 euro). Obydwa te mechanizmy umożliwiają przesłanie do sądu wniosku na formularzu, co jest znacznie prostsze dla przedsiębiorców. Przesyłanie tego formularza pocztą tradycyjną wydłuża jednak całą procedurę. Dzięki e-CODEX i elektronicznej wysyłce formularze znacznie szybciej dotrą do właściwego sądu, a przedsiębiorca otrzyma należne mu pieniądze.

Dlatego elektronizacja tego postępowania i pilotażowa procedura, która zostanie przeprowadzona w ramach projektu e-CODEX, pozwolą nam rzeczywiście znacznie przyśpieszyć to postępowanie – podkreśla Łuczak-Noworolnik. – To jest najbardziej – w mojej ocenie – newralgiczny punkt postępowania. Jak wskazuje zresztą rozporządzenie europejski, nakaz zapłaty powinien być wydany w ciągu 30 dni, jednak właśnie z uwagi na doręczenia bardzo często ten termin znacząco się przedłuża – mówi ekspertka.

Zaznacza, że w przypadku postępowania nakazowego, o ile jest ono bezsporne, przedsiębiorcy nie muszą udawać się na rozprawę. Muszą jednak czasem poprawić pozew – odesłanie go pocztą tradycyjną i ponowne dostarczenie może trwać bardzo długo.

W pilotażu e-CODEX wezmą udział organy m.in. z Włoch i Niemiec. Urzędem koordynującym ten projekt na skalę europejską jest Ministerstwo Sprawiedliwości niemieckiego landu Nadrenia Północna-Westfalia. Jak zaznacza Łuczak-Noworolnik, projekt wprowadzany będzie w taki sposób, aby zapewnić jego trwałe funkcjonowanie po zakończeniu pilotażu. e-CODEX pomoże zaoszczędzić czas i obniżyć koszty dzięki bezpiecznej i prostej obsłudze spraw w ramach postępowania prawnego w Unii Europejskiej.

J. Steinhoff: Polska energetyka wymaga inwestycji w sektorze wytwarzania i modernizacji sieci przesyłowych

CEO Magazyn Polska

Przed sektorem energetyki w Polsce stoi wiele wyzwań – przede wszystkim dostosowanie się do wymagań pakietu klimatycznego i budowa nowych mocy wytwórczych. Zdaniem Janusza Steinhoffa pozytywną zmianą jest liberalizacja rynku oraz spadek energochłonności gospodarki.

– Polska elektroenergetyka stoi przed wielkimi wyzwaniami związanymi z konsekwencjami pakietu klimatyczno-energetycznego i ponoszeniem kosztów emisji dwutlenku węgla – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki. – Ponad 90 proc. energii produkujemy z paliw stałych, z węgla kamiennego i brunatnego, a także biorąc pod uwagę fakt, że nasz podsektor wytwarzania nie dysponuje wysoko sprawnymi urządzeniami wytwórczymi, musimy modernizować nasz podsektor wytwarzania. Z jednej strony chodzi o obniżanie emisji dwutlenku węgla, a z drugiej strony o wzrost sprawności działania.

Ekspert zwraca uwagę na skutki pakietu klimatyczno-energetycznego, szczególnie te dotyczące węgla kamiennego. Steinhoff prognozuje, że jego konsekwencją może być substytucja nośników energii w elektroenergetyce. Głównymi założeniami pakietu jest redukcja gazów cieplarnianych o 40 proc. w 2030 roku oraz zwiększenie udziału OZE do 27 proc.

– Pozytywnym aspektem jest spadek energochłonności polskiej gospodarki od 1989 roku. Teraz musimy dbać o to, aby nasza elektroenergetyka i podsektor wytwarzania, dystrybucji i przesyłu były nowoczesne – mówi były wicepremier.

Steinhoff dodaje, że potrzebna jest również modernizacja sieci dystrybucyjnych i przesyłowych. W ostatnich latach inwestycje w sieci przesyłowe przyspieszyły. Tylko w tym roku spółka ENERGA-Operator zamierza zainwestować ponad 1,1 mld zł w modernizację sieci, z kolei poznańska Enea planuje w 2015 roku wydać 899 mln zł przede wszystkim na poprawę jakości segmentu dystrybucji.

– Zaczęliśmy budować nowoczesne bloki w Pątnowie, Łagiszy i Bełchatowie. Natomiast w sumie przez 25 lat polskiej transformacji zbudowaliśmy niewiele więcej niż 2 tys. nowych nowoczesnych mocy wytwórczych – mówi Steinhoff.

Jednocześnie pozytywnie ocenia następującą liberalizację rynku energii i jego rosnącą konkurencyjność.

 Zdecydowanie nastąpiła liberalizacja rynku energii, a na naszym rynku jest coraz większa konkurencja. Odbiorcy energii elektrycznej mogą zmieniać swojego dostawcę – mówi były wicepremier i minister gospodarki. – Mam nadzieję, że on się będzie otwierał również na Europę w większym stopniu, ale to wymaga inwestycji w transgraniczne moce przesyłowe.

W opinii eksperta konkurencyjność na rynku będzie rosła, co jest w interesie zarówno dostawców, jak i odbiorców. Liczba zmian sprzedawców energii rośnie z miesiąca na miesiąc. W lutym zmiany dokonało ponad 9,7 tys. gospodarstw domowych i 2,4 tys. odbiorców przemysłowych. W marcu z tej możliwości skorzystało odpowiednio nieco ponad 10,3 tys. oraz 2,5 tys. odbiorców. W sumie dostawcę energii zmieniło już blisko 320 tys. gospodarstw domowych.

– Rynek gazu kształtuje się trochę inaczej, mamy rewolucję łupkową w Stanach Zjednoczonych, odejście od wytwarzania energii elektrycznej z węgla na rzecz gazu ziemnego, który jest mniej emisyjny – wyjaśnia były minister gospodarki. – Nowe technologie w zakresie wydobycia, szczególnie gazu uwięzionego i łupkowego, mogą wywołać w tej materii istotną substytucję w elektroenergetyce.

Trwają prace nad ustawą o elektrośmieciach

0

CEO Magazyn Polska

W środę sejmowa komisja zajmie się rządowym projektem ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym. Celem nowych przepisów powinno być zwiększenie ilości elektrosprzętu przekazywanego do recyklingu i uszczelnienie systemu, bo dziś szara strefa obejmuje 40-60 proc. rynku – postuluje organizacja ElektroEko. Przyspieszenie prac nad zmianami jest konieczne, bo Komisja Europejska grozi Polsce wysokimi karami.

Projekt ustawy o elektrośmieciach ma wdrożyć do polskiego prawa przepisy unijnej dyrektywy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym.

Dyrektywa, którą Komisja Europejska przyjęła w lipcu 2012 roku, nakłada na wszystkie kraje unijne nowe zadania. Są one związane z większymi wymaganiami dotyczącymi ochrony środowiska, wykorzystywaniem surowców wtórnych do ponownego użycia oraz zintensyfikowaniem systemu zbierania zużytego sprzętu – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Skrzypczak, prezes zarządu ElektroEko Organizacji Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego.

Do końca 2015 roku przedsiębiorca, który wprowadza sprzęt do gospodarstw domowych, będzie musiał osiągnąć poziom zbierania zużytego sprzętu pochodzącego z tych gospodarstw w wysokości 35 proc. masy sprzętu sprzedanego rok wcześniej. Współczynnik ma rosnąć i docelowo w 2021 wynieść 65 proc. Polska będzie musiała zwiększyć masę zebranego sprzętu przypadającą na jednego mieszkańca z 4 kg (ok. 170 tys. ton) do ok. 10 kg (385 tys. ton), czyli o blisko 230 proc. Jak podkreślają przedstawiciele ElektroEko, bez systemowych zmian w przepisach, których w obecnym projekcie brakuje, osiągnięcie tego wyniku może być nierealne. Poważnym problemem jest szara strefa.

Powinny zostać wprowadzone takie przepisy, które spowodują, że środki finansowe przeznaczane przez producentów sprzętu nie będą z systemu wyprowadzane w postaci dywidend dla organizacji odzysku – przekonuje Skrzypczak.

Z danych ElektroEko wynika, że do 2014 roku skumulowana wartość dywidendy, jaką część organizacji odzysku wypłaciła swoim akcjonariuszom, to ok. 70 mln zł. To o ponad 20 mln złotych więcej niż szacowana na ten rok wartość rynku. Patologicznym zjawiskiem na polskim rynku jest fałszowanie dokumentów potwierdzających zbiórkę i przetworzenie elektrośmieci. Formalnie poddane recyklingowi w rzeczywistości nie zostały nawet zebrane.

Wedle do tej pory przeprowadzonych badań od 40 do 60 proc. rynku zużytego sprzętu określane jest jako szara strefa. Ma ona wiele wymiarów i pod tym względem państwo ma bardzo dużo do zrobienia – podkreśla ekspert.

Jak wskazują dane Ministerstwa Środowiska, w 2013 roku wprowadzono do obiegu 486 tys. ton sprzętu, z czego ponad 171 tys. ton poddano przetworzeniu. Łącznie to 35 proc., czyli 4,2 kg elektrośmieci na mieszkańca. To jednak tylko teoria, bo w Polsce nie brakuje przedsiębiorców, którzy dążą do coraz większych zysków niezgodnie z prawem. Przekłada się to na marże, które z powodu szarej strefy są na bardzo niskim poziomie.

Jeżeli te procesy zbierania i przetwarzania sprzętu nie są realizowane, a są potwierdzanie wyłącznie w formie fałszywych dokumentów, to wówczas te marże są gigantyczne i zabijają cały rynek – ocenia prezes ElektroEko. – Kiedy zaczynaliśmy zbierać i przetwarzać zużyty sprzęt, wartość rynku wynosiła około 200 mln zł. Dziś ocenia się, że jest to nie więcej niż 50 mln zł. To właśnie z powodu szarej strefy i fałszywych dokumentów, które obniżają wartość rynku.

Według przedstawicieli ElektroEko niewdrożenie przepisów dyrektywy unijnej to efekt ich blokowania przez podmioty działające na rynku. Ich brak naraża jednak Polskę na poważne kary, bo właśnie z tego powodu pod koniec kwietnia Komisja Europejska pozwała Polskę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W polskim prawie nowe przepisy powinny znaleźć się do 14 lutego 2014 roku. Kary mogą przekroczyć 71,6 tys. euro za dzień do czasu wdrożenia przepisów.

Rośnie rozpoznawalność polskich marek za granicą

Branża meblarska, kosmetyczna czy spożywcza to sektory uznawane na świecie za polską specjalność. Niektóre polskie marki są nawet lepiej rozpoznawalne za granicą niż w kraju. Coraz ważniejsze – obok uplasowania produktów „made in Poland” na zagranicznych rynkach – staje się również promowanie marek. Prace nad tym trwają w resorcie gospodarki.

W Polsce działa około 60 tys. firm uzyskujących przychody z eksportu. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w ubiegłym roku polskie produkty trafiły do 218 krajów na całym świecie. Nadal blisko 80 proc. polskiego eksportu trafia przede wszystkim na rynki Unii Europejskiej.

Największe polskie marki to te, które są w stanie pod swoim szyldem konkurować na rynkach zagranicznych. W transporcie, kosmetykach i branży meblarskiej są znane polskie marki, które sprzedają swoje produkty pod swoją nazwą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Arkadiusz Bąk, wiceminister gospodarki. – Mamy dosyć dużo takich firm, które już unormowały swoje pozycje związane ze znakiem towarowym poza granicami. Co ciekawe, są nawet takie firmy, co do których często nie mamy świadomości, że są polskie marki.

Wspieranie polskich marek na zagranicznych rynkach jest jedynym z zadań resortu gospodarki. Dotyczy to m.in. ich udziału w różnego typu targach, eventach promocyjnych czy misjach gospodarczych. Jak podkreśla wiceminister, to działania, które mają utożsamiać markę polskiej gospodarki z tymi produktami.

Największy potencjał eksportowy dla polskich produktów ma Unia Europejska, gdzie w niektórych krajach nasze artykuły muszą konkurować nie tylko samą ceną.

Na rynkach wysoko konkurencyjnych, takich jak Niemcy, Włochy czy nawet Czechy rywalizuje się nie ceną, lecz jakością produktów. Eksportujemy do tych krajów dosyć dużo, a nasze marki cieszą się tam uznaniem – dodaje Bąk.

Takie firmy jak Maspex, LPP, Inglot czy Fakro znane są już nie tylko w Europie. Ministerstwo Gospodarki stawia w swoich działaniach coraz większy nacisk również na rynki pozaeuropejskie. Przykładem są istniejące już programy, jak Go China czy Go Africa.

Grant Thornton prognozuje, że dla polskiego eksportu coraz większe znaczenie będą mieć rynku poza UE. Najmocniej wzrośnie rola odbiorców z Ameryki Północnej i Południowej – sprzedaż na tamte rynki do roku 2020 ma wzrosnąć o 45,3 proc. Eksperci szacują również, że dynamika polskiego eksportu wyniesie w ciągu najbliższych 5 lat ok. 5,2 proc. rocznie.

Mamy już pierwsze sygnały, że również w Afryce i Azji zyskują uznanie firmy sprzedające produkty pod marką polską. Do tej pory stosowaliśmy raczej kooperację z tamtejszymi przedsiębiorstwami czy globalnymi firmami, ale teraz nasze marki też są w stanie konkurować w wybranych sektorach – uważa Arkadiusz Bąk.

Jak podkreśla, uplasowanie polskiej marki na zagranicznych rynkach jest procesem długim i trudnym.

To kwestia zaufania, ugruntowania pozycji i powiązania z pewną specjalizacją. Dlatego łatwiej jest promować marki, które są naszymi specjalnościami czyli właśnie z branży meblarskiej, kosmetycznej czy spożywczej – uważa Bąk. – Gdybyśmy chcieli polski samochód wyprodukować i sprzedaż poza naszymi granicami, to nawet przy dobrej kampanii promocyjnej byłoby to dużo trudniejsze zadanie niż przy markach już uznanych – dodaje.

Po dwóch miesiącach 2015 r. wartość polskiego eksportu przekroczyła 27 mld euro i była wyższa o 7,9 proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku.

Stalexport walczy o likwidację bramek na autostradzie

0

CEO Magazyn Polska

Kolejki na bramkach manualnego poboru opłat na odcinku autostrady A4 Kraków-Katowice to poważny problem, który jednak da się rozwiązać – podkreśla prezes Stalexportu, koncesjonariusza tego fragmentu A4. Firma próbuje przekonać resort infrastruktury do wprowadzenia elektronicznego systemu poboru opłat.

Prowadzimy rozmowy z rządem. Jeszcze miesiąc temu byłem totalnym pesymistą, teraz jestem trochę mniejszym pesymistą, ale jeszcze nie optymistą – mówi Emil Wąsacz, prezes zarządu Stalexport.

Na dziś zaplanowane jest kolejne spotkanie spółki z ministerstwem infrastruktury. Jak podkreśla Wąsacz, szansa jest, ale trudno ocenić jej wielkość.

Stalexport forsuje wprowadzenie elektronicznego systemu poboru opłat viaTOLL na zarządzanym przez firmę odcinku autostrady A4 między Krakowem a Katowicami. Miałby on wyeliminować kłopoty związane z małą przepustowością punktów manualnego poboru opłat. Istniejące bramki spowalniają ruch, a w pewnych okresach – jak wakacje, długie weekendy czy okresy przedświąteczne – powodują wielokilometrowe korki. Przy elektronicznym systemie opłata za przejazd pobierana jest automatycznie, poprzez urządzenie, które posiada kierowca.

Z viaTOLL korzystają już kierowcy samochodów ciężarowych na autostradach, drogach ekspresowych i niektórych krajowych. Również kierowcy aut osobowych mogą płacić elektronicznie za płatne autostrady zarządzane przez GDDKiA. System ten jest jednak wciąż mało popularny wśród kierowców.

Strona rządowa temat odkłada do 2018 roku. My jesteśmy zdeterminowani, bo uważamy, że na naszym odcinku jest to problem, który trzeba jak najszybciej rozwiązać. I co najważniejsze uważamy, że można go rozwiązać. To jest dla nas kluczowe wyzwanie – podkreśla Emil Wąsacz.

Zgodnie z zapowiedzią minister Marii Wasiak, elektroniczny pobór opłat na autostradach dla samochodów osobowych mógłby się pojawić dopiero w 2018 r. Według resortu wynika to z tego, że do listopada 2017 r. obowiązuje umowa z operatorem systemu viaTOLL, czyli firmą Kapsch Telematic Services, której nie można zmienić.

Rozwój rozwiązań IT napędza krajowy rynek papieru

CEO Magazyn Polska

Wbrew pozorom rozwój rozwiązań informatycznych nie zaszkodził branży papierniczej, tylko stał się dla niej szansą. Polski rynek papieru jest w dobrej kondycji. Zakłady działające w Polsce obsługują klientów praktycznie z całej Europy i czekają na unormowanie sytuacji na Wschodzie, co pozwoli im rosnąć jeszcze szybciej.

Krajowy rynek papieru bardzo dobrze się rozwija i jest bardzo kompleksowy – zauważa w rozmowie z agencją Informacyjną Newseria Biznes Marek Krzykowski, prezes zarządu spółki International Paper Kwidzyn, jednego z liderów rynku. – Polska naturalna przedsiębiorczość powoduje, że obserwujemy fantastyczny rozwój poligrafii. Kraj stał się potentatem tej branży. Wielu poligrafów przeniosło swoją działalność z Francji czy Niemiec nad Wisłę. Obsługujemy praktycznie cały rynek europejski i więcej.

Branża czeka na wygaśnięcie konfliktu na Ukrainie, bo to otworzyłoby przed nią perspektywiczny rynek wschodni. Jak podkreśla Krzykowski, przewagą Polski są innowacyjne rozwiązania i nowoczesne technologie stosowane w przemyśle.

Jak wynika z danych Stowarzyszenia Papierników Polskich, w 2013 roku wyprodukowano w Polsce ponad 4 tys. ton papieru i tektury. Za granicę trafiło ponad 35 tys. ton tych produktów oraz wyrobów z papieru i tektury, a także papieru zadrukowanego.

Krzykowski wyjaśnia, że w ostatnich latach na rynku zaszło sporo zmian. Coraz większy nacisk kładzie się na na materiały opakowaniowe.

Jeżeli nadal będzie rosła świadomość, że powinno się używać materiałów, które można poddawać recyklingowi, to będzie doskonale – uważa Marek Krzykowski. – Papier nadaje się do tego bardzo dobrze.

International Paper Kwidzyn w ubiegłym roku zainwestował blisko 300 mln zł w maszynę papierniczą do produkcji tektur powlekanych. Przeprowadzona modernizacja zwiększyła także możliwości wykańczalni papieru. Jak podała spółka w komunikacie, inwestycja oraz rozszerzona w jej wyniku oferta była wynikiem rosnącego zapotrzebowania na stosunkowo tanie i jednocześnie przyjazne środowisku opakowania.

Chodziło nam nie tylko o to, by zwiększyć moce produkcyjne, lecz przede wszystkim o to, by poprawić jakość. Dziś wszystkie opakowania można zadrukowywać tak jak papiery drukowe. Rynek ciągle się rozwija – wyjaśniał prezes International Paper Kwidzyn w rozmowie podczas EKG w Katowicach.

Jego zdaniem rozwój rozwiązań informatycznych nie zaszkodził branży papierniczej w Polsce, ale stał się dla niej szansą na wzrosty. Chociaż jednostkowo użytkownicy zużywają coraz mniej papieru, na przykład do drukowania, łączne zapotrzebowanie pozostaje na stabilnym, stałym poziomie.

Poza tym wszystkie urządzenia elektroniczne są pakowane, w związku z tym materiał opakowaniowy idzie razem z nimi – mówi Marek Krzykowski. – W przemyśle papierniczym innowacyjność to po prostu rzeczywistość. Inwestujemy z własnych środków i wprowadzamy bardzo innowacyjne technologie.

Reklama zewnętrzna się digitalizuje, ale powoli

CEO Magazyn Polska

Stabilizuje się sytuacja na rynku reklam zewnętrznych. W ubiegłym roku przychody firm oferujących powierzchnię reklamową na ulicznych nośnikach wyniosły ponad 448 mln zł. Choć wpływy były mniejsze niż w 2013 roku, to spadek był zdecydowanie mniejszy niż rok wcześniej, a w IV kwartale widoczny był wzrost. Reklama powoli się digitalizuje, pojawia się coraz więcej ekranów, które zastępują tablice, ale problemem jest standaryzacja nośników.

Polski rynek reklamy outdoorowej goni Europę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Filip Gieleciński, dyrektor w agencji komunikacji Posterscope Polska. – Stanowi on między 6 a 7 proc. całego rynku reklamy w Polsce, więc jest całkiem duży – wskazuje.

Z zestawienia Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej (IGRZ) wynika, że w ubiegłym roku branża zanotowała przychody w wysokości 448,5 mln zł. To minimalny spadek w porównaniu do 2013 roku (o 90 tys. zł). Jeszcze w 2008 roku reklama zewnętrzna generowała 670 mln zł, wszystko jednak wskazuje na to, że sytuacja w branży powoli się poprawia. W IV kw. ubiegłego roku zanotowano blisko 4 proc. wzrost.

Wydatki reklamowe po kryzysie zaczęły wzrastać. Reklamodawcy śmielej wydają pieniądze, choć liczą każdą złotówkę, a naszym zadaniem jest wydać ją jak najbardziej efektywnie. Po kryzysie zmienił się sposób postrzegania reklamy – musi być efektywna i przynosić konkretne rezultaty – podkreśla Gieleciński.

Ekspert dodaje, że reklama zewnętrzna to coraz rzadziej kampanie wizerunkowe, a raczej produktowe, które mają mieć określony efekt sprzedażowy.

Muszą konsumenta przekonać do tego, żeby poszedł do sklepu i kupił ten konkretny produkt – mówi Gieleciński.

Trwają pracę nad systemem badawczym, który pozwoli ocenić efektywność reklamy outdoorowej, tak jak dzisiaj jest to możliwe w przypadku reklamy telewizyjnej czy internetowej.

Z raportu firmy Starlink wynika, że w ubiegłym roku wydatki na reklamę outdoorową zwiększyło pięć sektorów. Ponad 7 mln więcej przeznaczyli na reklamę producenci napojów i alkoholi (blisko 30 proc. więcej), wzrost inwestycji zanotowano również w przypadku sektora żywności, telekomunikacji i finansów. Więcej było także zamówień w związku z wyborami samorządowymi. Gieleciński podkreśla, że spadają za to wydatki koncernów samochodowych.

Ekspert wskazuje ponadto, że branża reklam zewnętrznych powoli się digitalizuje, nie jest to jednak proces dynamiczny.

W Polsce za mało jest sieci digitalowych, do tego nie ma firm, które spinałyby ofertę nośników w całość. Przez to cały czas bardzo popularne są standardowe tablice outdoorowe, które niestety w dużej mierze są nieładne. Jeśli przyspieszymy proces digitalizacji i ustandaryzujemy reklamę, to mamy szanse na to, żeby za 5-10 lat mieć ładne nośniki, które nie będą szpecić krajobrazu – przekonuje dyrektor w Posterscope Polska.

Dlatego choć walka z nielegalnymi reklamami zewnętrznymi jest ważna, to istotne jest przede wszystkim usystematyzowanie sieci digitalowych. Te w Polsce wciąż są jeszcze mało popularne, ale dają szansę na dotarcie do różnych grup odbiorców, a w efekcie – mogą wpłynąć na zainteresowanie danym produktem.

Polski rynek fitness rośnie szybciej niż europejski

0

Polska, Rosja i Turcja należą do najbardziej perspektywicznych rynków fitness. W 2014 roku polski rynek w tym segmencie rósł najszybciej spośród wszystkich krajów europejskich, a przychody właścicieli klubów fitness wyniosły 3,6 mld zł. Według prognoz tendencja ta utrzyma się także w tym roku. Co trzeci właściciel klubu fitness oczekuje zwiększenia przychodów o ponad 7,5 proc.

Moda na zdrowy styl życia w Europie stale rośnie, a wraz z nią popularność klubów fitness. Z raportu firmy Deloitte wynika, że wartość europejskiego rynku fitness w 2014 roku wyniosła 26,8 mld euro, czyli o 1,6 mld euro więcej niż rok wcześniej. W całej Europie w klubach ćwiczyło 50 mln ludzi  za 10 lat ma być ich aż 80 mln. Raport pokazuje, że istnieje zależność między poziomem PKB danego kraju a rosnącą liczbą członków klubów fitness. Szczególnie widoczne jest to w Polsce i Turcji, które uważane są za najbardziej perspektywiczne rynki fitness mimo stosunkowo niskiego wskaźnika penetracji rynku. Średni wskaźnik penetracji w badanych krajach wynosi 7,2 proc. W Polsce wyniósł on w 2014 roku 7,1 proc. wobec 6,4 proc. rok wcześniej.

– Wskaźnik informujący o tym, ile osób z danego społeczeństwa chodzi do klubów fitness, w Turcji i Rosji jest na poziomie 2-3 proc., w Polsce na poziomie 7 proc. To poziom nieco gorszy niż zachodnioeuropejski. W Niemczech, Wielkiej Brytanii czy krajach skandynawskich te liczby są większe, co głównie wynika z tego, że tam fitness jest popularny wśród osób starszych i one zwiększają penetrację rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Marcin Diakonowicz, partner Deloitte w dziale audytu.

Z raportu wynika, że w Polsce działa obecnie ok. 2,5 tys. klubów fitness, czyli o blisko 100 więcej niż rok wcześniej. Członkami tych klubów jest 2,73 mln Polaków  rok wcześniej członkostwo posiadało 2,48 mln Polaków. Przychody polskich klubów w 2014 roku, wygenerowane głównie ze składek członkowskich, wyniosły 3,6 mld zł. Zdaniem ekspertów oznacza to, że polski rynek fitness rozwija się bardzo dynamicznie i znacznie szybciej niż rynek europejski. Jest jednak bardzo specyficzny ze względu na duże rozdrobnienie.

Na rynku jest dużo małych klubów, które w najbliższym czasie będą albo podlegały konsolidacji, albo na polski rynek wejdzie duży europejski gracz, który przejmie rolę konsolidatora i lidera na rynku. Problem polega na tym, że trudno znaleźć taki podmiot, który zagraniczni inwestorzy, np. finansowi, mogliby kupić i użyć go do konsolidacji rynku, ponieważ wszystkie polskie podmioty są na tyle małe, że nie byłyby w stanie skonsolidować rynku. Natomiast jedyną opcją jest zakładanie sieci klubów od samego początku, od zera – mówi Marcin Diakonowicz.

Zdaniem ekspertów przed polskim rynkiem fitness stoją obecnie dwa istotne wyzwania. Jednym z nich jest zmiana demograficzna, która zachodzi w całej Europie, czyli starzenie się społeczeństw. Dziś klientami klubów fitness są przede wszystkim osoby w wieku 20-40 lat, istotne jest więc przyciągnięcie osób w przedziale wiekowym 50-70 lat, tak jak to ma miejsce w Niemczech czy krajach skandynawskich.

Drugie wyzwanie to rozwój technologii, który należy prawidłowo wykorzystać. O pozytywnym kierunku rozwoju polskiego rynku fitness świadczą nastroje samych właścicieli klubów, którzy są znacznie bardziej optymistyczni niż rok wcześniej.

Właścicielom klubów fitness zadaliśmy pytanie, jak oni widzą rozwój przychodów w przyszłym roku. Zdecydowana większość powiedziała, że oczekuje wzrostu przychodów mniej więcej na poziomie 2,5-7,5 proc. To jest najlepszy wynik europejski – mówi Marcin Diakonowicz.

Właściciele polskich klubów fitness należą do najbardziej optymistycznie nastawionych w Europie. Według 36,4 proc. z nich ich przychody wzrosną w tym roku powyżej 7,5 proc. Rok temu podobne prognozy miało tylko 20 proc. badanych.

Przybywa osób płacących bezgotówkowo za przejazd taksówką

CEO Magazyn Polska

Już dwie trzecie klientów sieci taksówkarskich płaci kartą za przejazd. W Warszawie wskaźnik ten jest wyższy i dochodzi nawet do 80 proc. wynika z obserwacji Polskiej Sieci Taxi. Rośnie popularność nie tylko kart płatniczych, lecz także wystawianych przez sieci. Rynek napędza stopniowy przyrost liczby klientów biznesowych, których przybywa 10-20 proc. każdego roku.

W Warszawie płatności kartami bezgotówkowymi stanowią około 70-80 proc. W skali całego kraju jest to około 65 proc. Natomiast w krajach zachodnich karty kredytowe mają ok. 90-proc. udział. Myślę, że w przeciągu 5-6 lat w zakresie bezgotówkowego korzystania z usług taksówkowych dojdziemy do poziomu, który jest obecnie w krajach zachodnich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Bartnik, kierownik do spraw rozwoju sieci w Polskiej Sieci Taxi.

Jak tłumaczy ekspert, nieco mniej osób korzysta z kart bezgotówkowych wystawionych przez sieć taksówkarską. Ten odsetek w skali kraju wynosi 35 proc., a dla Warszawy – 65 proc. Duża różnica wiąże się przede wszystkim z większą liczbą klientów biznesowych w stolicy, bo to oni najczęściej płacą w taki sposób i rozliczają się na podstawie faktury zbiorczej co miesiąc.

Liczba klientów biznesowych z małych, średnich i dużych firm w Polskiej Sieci Taxi rośnie co roku o 10-20 proc. Bartnik prognozuje, że tempo na poziomie 20 proc. uda się utrzymać przez kolejne lata. To powinno wpłynąć na dalsze upowszechnienie płatności bezgotówkowych, choć kartami płatniczymi coraz częściej płacą też pasażerowie indywidualni.

Plany rozwojowe są takie, żeby w całej Polskiej Sieci Taxi 19123 działającej w całej Polsce wszyscy kierowcy posiadali terminale do płatności kartami kredytowymi i płatniczymi oraz do płatności bezgotówkowych kartami Polskiej Sieci Taxi EKK [elektroniczna karta klienta red.] – zapowiada Bartnik. – Szacujemy, że w przeciągu najbliższych 2-3 lat uda się to zrealizować w 100 proc.

Dodaje, że z uwagi na skalę działania Polskiej Sieci Taxi jej taksówkarze mogą liczyć na dobre warunki korzystania z terminali. Za terminal płacą 25 zł miesięcznie, podczas gdy ceny dla mniejszych przedsiębiorstw mogą sięgać w przypadku najnowocześniejszych terminali nawet 65 zł. Taksówkarze Polskiej Sieci Taxi muszą odprowadzać 1 proc. prowizji od transakcji, zaś inni operatorzy pobierają nawet 2,5 proc. prowizji.

Polska Sieć Taxi działa we wszystkich miastach wojewódzkich (w województwie kujawsko-pomorskim w Toruniu i Bydgoszczy, w lubuskim tylko w Zielonej Górze). Klienci niezależnie od miasta mogą korzystać z tego samego, ogólnopolskiego numeru telefonu 19123. W Warszawie do sieci należy Sawa Taxi.

Węglokoks Kraj: finalizacja umowy zakupu kopalń Bobrek i Piekary

Zarządy Kompanii Węglowej oraz Węglokoksu Kraj, spółki zależnej Węglokoks S.A., podpisały w piątek 8 maja br. ostateczną umowę sprzedaży tzw. zorganizowanych części przedsiębiorstwa, wśród których znalazły się kopalnia Bobrek (wydzielona część kopalni Bobrek-Centrum) oraz kopalnia Piekary.

Podpisanie umowy jest kolejnym etapem realizacji rządowego programu naprawczego dla górnictwa, w tym porozumień zawartych 17 stycznia pomiędzy stroną rządową a organizacjami związkowymi. Przejęcie kopalń Bobrek i Piekary przez Węglokoks Kraj poprzedziło spełnienie wszystkich warunków formalno-prawnych określonych w umowie przedwstępnej zawartej w kwietniu br., w tym uzyskanie zgód UOKiK-u oraz organów korporacyjnych obu podmiotów (Rad Nadzorczych oraz Walnych Zgromadzeń).

Jednocześnie 8 maja br. zarządy Kompanii Węglowej oraz Spółki Restrukturyzacji Kopalń podpisały także umowę nieodpłatnego zbycia do SRK kopalni Centrum.

Zakończyliśmy tym samym proces przekazywania kopalń do SRK oraz sprzedaży kopalń do Węglokoksu Kraj. Teraz będziemy mogli jeszcze bardziej skoncentrować się na budowie tzw. Nowej Kompanii Węglowej, która powstanie na bazie 11 kopalń funkcjonujących obecnie w KW. Naszym celem jest poprawa efektywności kopalń, optymalizacja kosztów oraz wdrożenie działań mających na celu poprawę rentowności spółki. Zmiany nastąpią także w modelu zarządzania grupą – wprowadzone zostaną nowe procesy planowania sprzedaży, produkcji oraz inwestycji – powiedział Krzysztof Sędzikowski, prezes Kompanii Węglowej, i dodał, że przez cały czas trwają rozmowy z inwestorami zainteresowanymi objęciem udziałów w nowej spółce.;

– Otwieramy nowy rozdział w historii Grupy Kapitałowej Węglokoks. Decyzja o nabyciu kopalń wynika wprost ze strategii rozwoju Węglokoksu na lata 2010-2015. Jednym z jej istotnych elementów było zaangażowanie się w segment wydobycia węgla.Przejmujemy kopalnie w bardzo trudnym, dla branży węglowej, okresie – czasie głębokiego kryzysu i niskich cen surowca na rynkach światowych. Przed nami trudne zadanie. Obie kopalnie wymagają głębokiej restrukturyzacji i modernizacji. Dodatkowo proces naprawczy może utrudniać fakt, że zakup tych kopalń następuje w okresie wiosennym, gdzie popyt na węgiel jest bardzo mały. Mając jednak ponad 60-letnie doświadczenie na rynku węgla chcemy wykorzystać całą naszą wiedzę i zaangażowanie, aby proces optymalizacji działalności obu kopalń został zakończony sukcesem a ich pozycja konkurencyjna w ramach Węglokoksu Kraj wzmocniła się i dała efekty w postaci dodatnich wyników finansowych. To byłby kolejny ważny krok w procesie restrukturyzacji całej branży i wzmocnienia potencjału przemysłowego Śląska – podsumował Jerzy Podsiadło, Prezes Zarządu Węglokoks S.A.

 

Popołudniowy komentarz walutowy z 08.05.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 08.05.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Znacząca zmienność rentowności obligacji

Ceny ropy naftowej i dane gospodarcze kluczem dalszego rozwoju sytuacji

Netia kupi TK Telekom od PKP

8 maja 2015 roku Netia zawarła przedwstępną umowę nabycia 100 proc. udziałów spółki TK Telekom od Grupy PKP. Dzięki tej transakcji Netia znacznie zwiększy swój potencjał w obszarze infrastruktury i umocni swoją pozycję na rynku klientów biznesowych.

Za spółkę TK Telekom Netia zapłaci 221 mln złotych. Transakcja finansowana będzie z dostępnych linii kredytowych.

Sfinalizowanie transakcji uzależnione jest od uzyskania przez Netię zgody UOKiK na dokonanie koncentracji. Drugim warunkiem zawieszającym jest uzyskanie zgody Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy PKP SA.

„Zawarta dzisiaj umowa jest odzwierciedleniem konsekwentnej realizacji obranej przez Netię strategii rozwoju. Zgodnie z przyjętymi w Strategii 2020 założeniami, Grupa Netia dzięki transakcji nabycia TK Telekom zwiększy istotnie swoją bazę aktywów, rozbuduje infrastrukturę światłowodową oraz zdobędzie strategicznie ważną grupę klientów usług telekomunikacyjnych. Nabycie TK Telekom jest kolejnym krokiem Netii w konsolidacji polskiego rynku telekomunikacyjnego, co również jest wpisane w nasze cele strategiczne.” – skomentował transakcję Paweł Szymański, Prezes Zarządu Netia S.A.

Po transakcji Grupa Netia znacznie zwiększy zasięg własnej sieci światłowodowej – TK Telekom posiada około 7,5 tys. km linii światłowodowych w ramach sieci szkieletowej.

„Dzisiejsza umowa zwiększy skalę działalności Grupy Netia o ponad 11 proc. ogółem, a w segmencie klientów biznesowych nawet o ponad 28 procent. Wartość transakcji stanowi 5,2x wielokrotność wskaźnika wartości przedsiębiorstwa w relacji do zysku EBITDA (pro-forma)  za 2014 rok spółki TK Telekom, bez uwzględnienia synergii, które Grupa Netia planuje zrealizować po transakcji.” – dodał Andrzej Kondracki, Dyrektor ds. Strategii oraz Rozwoju Grupy Netia SA

 

Wynajem długoterminowy nowym leasingiem?

Mimo że Urzędy Skarbowe szukają kolejnych metod na dokręcenie śruby przedsiębiorcom posiadającym pojazdy, jeden sposób na tanie korzystanie z firmowych samochodów wciąż działa.

1 lipca 2015 roku ma wejść w życie kolejna zmiana przepisów dotyczących odliczania VAT od samochodów firmowych i związanych z nimi wydatków, która może znacząco wpłynąć na zyski tysięcy firm. Tymczasem wciąż niewiele przedsiębiorców wie, że oprócz kupna samochodów na kredyt i w ramach leasingu, polskie prawo dopuszcza jeszcze jedną – wyjątkowo korzystną – opcję korzystania z samochodów. Mowa o wynajmie długoterminowym.

25-35% niższe koszty korzystania z samochodu

Wynajem długoterminowy to forma korzystania z samochodów na zasadach takich, jak w wypożyczalni samochodowej. Różnice są dwie: samochód wypożyczamy na więcej niż kilka dni, a koszty są zdecydowanie niższe – zwykle o 25-35% względem wynajmu krótkoterminowego. Największą zaletą wynajmu jest jednak precyzyjne i przewidywalne zarządzanie kosztami firmowej floty.

Podczas gdy większość przedsiębiorców ciągle stresuje się zmianami w przepisach, coraz więcej osób bez stresu jeździ wynajętymi samochodami i nie przejmuje się ani kwestiami prawnymi, ani ubezpieczeniem samochodu, ani wieloletnimi kredytami. Wynajem długoterminowy to rozwiązanie nie tylko wygodniejsze dla przedsiębiorcy, ale również wyjątkowo korzystne finansowo i stabilne prawnie – mówi Marek Adamski, prezes zarządu firmy Car4Vip oferującej długoterminowy wynajem  samochodów luksusowych.

Wynajem samochodu a leasing

Wynajem długoterminowy coraz skuteczniej konkuruje z popularnym leasingiem i zdecydowanie wygrywa z kredytem czy kupnem samochodu za gotówkę. Przede wszystkim nie wiąże przedsiębiorcy umową zawieraną na lata. Pozwala za to na dowolne zmiany samochodów np. na nowsze modele czy swobodne korzystanie z pojazdów tylko wtedy, kiedy faktycznie jest to potrzebne (np. gdy firma wygrywa kilkumiesięczny przetarg czy kiedy pracownik otrzymuje samochód w ramach premii uzależnionej od wyników).

Ponadto w cenie wynajmu zawierają się wszystkie opłaty takie, jak: ubezpieczenie, wymiana opon czy naprawa samochodu, co chroni przedsiębiorcę przed niekorzystnymi interpretacjami podatkowymi wydanymi przez urzędników. Przedsiębiorca opłaca jedną fakturę i nie musi prowadzić oddzielnej ewidencji wymienionych części ani tłumaczyć się z tego przed urzędnikami. Wynajem nie wpływa też na zdolność kredytową.

Nie tylko dla dużych!

Coraz więcej przedsiębiorców korzysta z wynajmowanych samochodów. Dlaczego? Do niedawna w Polsce taka możliwość była dostępna tylko dla firm posiadających dużą flotę pojazdów lub korzystających z samochodów ciężarowych. Rosnąca oferta firm oferujących długoterminowy wynajem samochodów sprawiła jednak, że dziś można wynająć nawet jedno auto – zarówno ciężarowe, osobowe, jak i specjalne. Dlaczego więc nie wynająć sobie sportowe auto na firmę i cieszyć się nie tylko z wygody, ale też z uzyskanych oszczędności?

Hossa prezydencka, czyli kup akcje po wyborach

Na Wall Street inwestują w oparciu o „niezawodny” cykl prezydencki. Okazuje się, że także w Polsce opłaca się spojrzeć na kalendarz wyborczy i kupić akcje dzień po wyborze głowy państwa.

Choć wpływ polityki na GPW od wielu lat jest niewielki, to wykresy skłaniają do refleksji. W trzech na cztery przypadkach wystarczyło kupić zdywersyfikowany portfel akcji, by po 5 miesiącach zainkasować przynajmniej 20% zysku. Jeśli nastawiamy się na krótszy termin, to po 60 sesjach do zgarnięcia był „pewny” zysk w wysokości co najmniej 10%.

– W trzech na cztery przypadkach inwestycja w WIG na pierwszej sesji po rozstrzygnięciu wyborów prezydenckich dawała dodatnie stopy zwrotu w perspektywie kolejnych 200 sesji. Średnia stopa zwrotu wyniosła 25,9%. Jest dość prawdopodobne, że tajemnica „prezydenckiej hossy” tkwi w zwykłym przypadku. Trzy z czterech ostatnich wyborów prezydenckich obyły się po prostu w czasie hossy na GPW. Tegoroczne wybory prezydenckie wpisywałaby się w scenariusz, zgodnie z którym GPW ma przed sobą tylko kilka miesięcy wzrostów, po czym prawdopodobnie wejdziemy w okres cyklicznej bessy – stwierdza Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

W Stanach Zjednoczonych 4-letni „cykl prezydencki” to jeden z najbardziej niezawodnych cykli występujących na amerykańskim rynku akcji. W ramach tego cyklu występuje prawidłowość do pojawiania się ponadprzeciętnie wysokich stóp zwrotu w trzecim roku kadencji prezydenta USA. Nad Wisłą też można zaobserwować podobną prawidłowość w odniesieniu do kadencji polskiego prezydenta i rodzimego rynku akcji.

– Ze względu na małą próbę „strategia prezydencka” w Polsce na GPW obarczona jest bardzo dużym ryzykiem i może nie przynieść oczekiwanych rezultatów. Na razie tę prawidłowość należy traktować jako ciekawostkę. Poważny inwestor najpierw dokładnie sprawdza spółki, których akcje kupuje – ewentualnie słucha się tych, którzy robią to za niego. Rzuty kością, wróżenie z fusów czy porady astrologów traktujmy zawsze z przymrużeniem oka – dodaje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Bank Zachodni WBK potwierdza, że Oman i inne kraje arabskie to dobry kierunek dla polskich firm

Trwająca właśnie misja gospodarcza do Omanu, poprzednie do Kataru, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz rządowy program promocji polskiego eksportu Go Arabia startujący w tym miesiącu – kraje arabskie to w ostatnim czasie hitowy kierunek ekspansji, o którym dużo się mówi. Wzrosty eksportu do wybranych państw są imponujące, przykładowo do ZEA był bliski 50 proc. a w przypadku Algierii nawet prawie 90 proc. r/r. Obecnie dodatkową zachętą do odważniejszego spojrzenia na te rynki może być też wizja większych zysków wynikających z mocnego dolara. Wg ekspertów Banku Zachodniego WBK rynki państw arabskich będą w najbliższym czasie jednym z najważniejszych i najbardziej opłacalnych kierunków polskiego eksportu.

Wśród najważniejszych arabskich partnerów Polski są: w Afryce Północnej Algieria i Maroko a na Półwyspie Arabskim Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Polskie przedsiębiorstwa mierzą jednak wysoko i zaczynają podbijać również rynki innych krajów takich jak np. Bahrajn czy Katar. Polscy eksporterzy liczą też na realne efekty misji gospodarczej Ministerstwa Spraw Zagranicznych do Omanu, która trwa w dniach 6-7 maja br. Wcześniej odbyły się już misje do Arabii Saudyjskiej (13-14 kwietnia) i Kataru (15-16 kwietnia) oraz ZEA (28-30 kwietnia) – Bogactwo pochodzące z surowców naturalnych napędza popyt na wiele produktów. Jednocześnie w wielu krajach arabskich klimat uniemożliwia lub utrudnia produkcję rolną czy spożywczą, co dodatkowo wymusza większy import żywności. Popyt na importowane dobra jest więc wysoki i polscy eksporterzy powinni szukać niszy którą mogą na danym rynku wypełnić. Polska żywność i produkty spożywcze mogą także z powodzeniem konkurować z już obecnymi na rynkach arabskich firmami, chociażby z innych państw europejskich – podkreśla Robert Antczak, odpowiedzialny za rozwój Biznesu Międzynarodowego w Banku Zachodnim WBK.

Szanse na rynkach arabskich ma wiele polskich branż, kontraktów na tym rynków może szukać w szczególności branża spożywcza, która ucierpiała na wstrzymaniu handlu z Rosją. Kontrahentów arabskich mogą zainteresować m.in. polskie owoce i warzywa oraz przetwory. Dużą popularnością cieszą się już w tych krajach polskie zboża, nabiał oraz słodycze. To także perspektywiczny rynek dla polskich firm kosmetycznych i odzieżowych, których marki zyskują w oczach muzułmanek ze względu na europejskość ale i korzystną cenę w stosunku do jakości. – Co warte podkreślenia, w handlu z krajami arabskimi niezwykle istotny jest czynnik kulturowy, głównie związany z zasadami islamu. Polskie firmy chcą wychodzić na przeciw potrzebom muzułmanów i coraz więcej firm stara się o zaoferować produkty ze statusem halal. Przykładem może być chociażby specjalna linia lakierów do paznokci Inglot czy duża gotowość polskiej branży mięsnej do eksportu mięsa halal, czyli produkowanego zgodnie z zasadami uboju rytualnego – mówi Robert Antczak.

Bank Zachodni WBK ma bardzo dobre doświadczenia we wprowadzaniu polskich firm do krajów arabskich, a dokładniej do krajów arabskich w Afryce Północnej. Poprzez powiązania własnościowe w Grupie Santander BZ WBK uzyskał w Maroko łatwiejszy kontakt biznesowy z Bankiem Attijariwafa (AWB).  – Nasza współpraca z Bankiem Attijariwafa (AWB) opiera się na bliskich kontaktach i wymianie know-how, co jest bardzo ważne, bo nasze kraje bardzo się różnią. Wspólnie strukturyzujemy finansowe zabezpieczenia transakcji lub finansowanie inwestycji, które są dopasowane do potrzeb klientów a jednocześnie spełniają lokalne uwarunkowania tego rynku, np.: francuskojęzyczne gwarancje według wzorów obowiązujących w Maroku. Finansowanie inwestycji, finansowanie handlu, zabezpieczenie transakcji wymiany walut, gwarancje, akredytywy faktoring czy też międzynarodowy faktoring to tylko niektóre z rozwiązań, z których korzystają nasi klienci – mówi Piotr Dylak, dyrektor ds. finansowania handlu w Banku Zachodnim WBK.

Eksperci BZ WBK zwracają również uwagę na wyjątkowo korzystne dla eksporterów warunki wymiany handlowej z krajami arabskimi, związane z wysokim kursem dolara amerykańskiego. Waluta Stanów Zjednoczonych stanowi w większości przypadków podstawę rozliczeń arabskich kontrahentów. Dzięki mocnemu dolarowi oraz coraz większemu eksportowi towarów do krajów arabskich polscy eksporterzy mogą w tym roku zanotować dużo wyższe zyski.

Nawet po 100 tys. zł dla podmiotów ekonomii społecznej

Załączniki do komunikatu

Bezrobocie będzie spadało do późnej jesieni

Bezrobocie w kwietniu wyniosło 11,3 proc. – szacuje resort pracy i polityki społecznej. Tempo spadku liczby bezrobotnych nie przyspieszyło jednak tak, jak można było się tego spodziewać.

Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan

Stopa bezrobocia spadła w kwietniu w stosunku do marca o 0,4 pkt. proc. do poziomu 11,3 proc. Liczba bezrobotnych zmniejszyła się o 76 tys. do 1784 tys. osób. Jest to o niemal 300 tys. mniej niż przed rokiem. Choć wszystkie te informacje są bardzo pozytywne, to jednak warto zauważyć, że tempo spadku bezrobocia nie przyspieszyło tak, jak można było się tego spodziewać. Wprawdzie firmy zgłosiły do urzędów pracy 110 tys. ofert pracy i aktywizacji zawodowej, jednak wartość wskaźnika PMI za kwiecień wskazuje na nieznaczne ochłodzenie nastrojów. Wskaźnik ma nadal pozytywny wydźwięk, ponieważ jego wartość przekracza granicę 50 punktów. Wynosi dokładnie 54 pkt., ale jest to ponad 1 pkt. mniej niż przed miesiącem. Spadek ten w znacznym stopniu wynika ze zmniejszenia subwskaźników zamówień i zatrudnienia do poziomu 50,2. Niemniej jednak w kolejnych miesiącach zatrudnienie nadal powinno spadać, a poziom bezrobocia już w wakacje osiągnie wartość jednocyfrową. O ile nie stanie się nic co mogłoby radykalnie pogorszyć warunki zatrudnienia jest szansa, żeby stopa bezrobocia do końca roku utrzymała się poniżej tej granicy.

Jednym z istotnych zagrożeń jest zbyt szybki wzrost poziomu wynagrodzeń spowodowany możliwością nadmiernego wzrostu wynagrodzenia minimalnego. W 2015 roku możemy spodziewać się rosnącej presji płacowej wynikającej z wysokiego popytu na pracę. Wybory parlamentarne mogą być z kolei czynnikiem podwyższającym skłonność rządu do obiecania większego niż wynika z ustawy wzrostu płacy minimalnej. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że sytuacja na rynku pracy pozostaje ciągle niepewna, wzrost wynagrodzenia powyżej 1800 zł może obniżyć skłonność do zatrudniania pracowników o niskich kwalifikacjach, a nawet spowodować utratę pracy przez część osób zatrudnionych w tym segmencie rynku pracy.

Konfederacja Lewiatan

PLN pod presją ze strony obligacji

Piątkowy, poranny handel na rynku walutowym przynosi spadek wyceny złotego wobec dolara raz funta. Polska waluta wyceniana jest przez rynek następująco: 4,0427 PLN za euro, 3,6045 PLN w relacji do dolara amerykańskiego, 3,9078 PLN względem franka szwajcarskiego oraz 5,5882 PLN za funta szterlinga. Rentowności polskiego długu wynoszą 2,809% w przypadku obligacji 10-letnich.

Wydarzenia ostatnich godzin na rynkach finansowych spowodowały odwrócenie kilkunasto-sesyjnych trendów, które istotnie wpływały na wycenę polskiej waluty. Przez większość część wczorajszej sesji złoty pozostawał pod presją wraz ze spadkiem wyceny polskiego długu. W szczytowym momencie rentowności 10-letnich obligacji polskich wyniosły 3,00%. Warto ponadto dodać, iż w wyniku ostatniego spadku wyceny długu MF zdecydowało się odwołać wczorajszy przetarg o potencjalnej wartości 3-5 mld PLN. Popołudniu jednak ww. trendy utraciły na sile, co wywołane zostało wzrostem cen niemieckich bundów. W konsekwencji otrzymaliśmy dość dobre zamkniecie na długu i powrót popytu na rynek PLN. Spadek kwotowań eurodolara spowodował jednak, iż obserwujemy lekki wzrost wyceny USD na szerokim rynku, w tym również na USD/PLN. Całkowicie osobnym tematem jest jednak para GBP/PLN, gdzie potencjalne zwycięstwo Partii Konserwatywnej (316 mandatów) i prawdopodobieństwo utworzenia rządu większościowego (koalicyjnego) spowodowało, iż inwestorzy ruszyli do nabywania funta szterlinga. W konsekwencji od najniższego poziomu wczorajszej sesji (okolice 5,4180 PLN) brytyjska waluta podrożała wobec złotego o blisko 16-groszy.

W trakcie dzisiejszej sesji brak jest kluczowych publikacji makroekonomicznych z Polski. Inwestorzy głownie skupiać się będą na popołudniowych danych z amerykańskiego rynku pracy, gdzie tradycyjnie odczyt NFP traktowany będzie jako wytyczna do przyszłych ruchów ze strony FED.

Z rynkowego punktu widzenia nad ranem otrzymaliśmy słabsze dane z Chin, które mogą zaciążyć aktywom EM w pierwszej fazie handlu. W szerszym ujęciu warto obserwować zmiany na głównej parze walutowej, gdyż potencjalna kontynuacja spadków spowodowała by  droższego dolara wobec PLN oraz prawdopodobny spadek kwotowań EUR/PLN do okolic 4,00 PLN.

Comeback USD uzależniony od mocnych danych

Najważniejsze wydarzenia na rynkach walutowych:

  • USD był wczoraj zasadniczo odporny. Z początku stracił na wartości, po czym para EUR/USD odbiła się ze zwiększoną siłą po próbie dotarcia do poziomu 1,1400 i po kolejnym mocnym odczycie liczby wniosków o zasiłki złożonych w danym tygodniu w Stanach Zjednoczonych. Jednak dzisiejszy amerykański raport w sprawie zatrudnienia oznacza ryzyko dwukierunkowe, w efekcie którego para EUR/USD może umocnić się powyżej poziomu 1,1500 lub zejść poniżej poziomu 1,1000 do końca przyszłego tygodnia.
  • Wydaje się, że pary EUR/JPY, EUR/USD i EUR/GBP podążają w tym samym kierunku, przy czym para EUR/JPY może być najbliższa taktycznemu odwróceniu w przypadku kontynuacji spadku.
  • Para EUR/NOK osiągnęła dno przedziału na poziomie 8,32 po tym, jak retoryka Norges Bank okazała się znacznie mniej umiarkowana, niż powszechnie przewidywano, a norweskie stopy krótkoterminowe gwałtownie wzrosły. Nie nastąpiła jednak szczególna kontynuacja w dół, ponieważ mocny USD spowodował lekki spadek cen ropy, a zatem obecnie należy obserwować poziom 8,32. Jeżeli się nie utrzyma, nie widać na horyzoncie żadnych istotnych poziomów aż do okolic poziomu 8,10.

EUR/USD w ujęciu czterogodzinnym

Wczoraj nastąpiło niewielkie odwrócenie, jednak nie oznacza to koniecznie interpretacji spadkowej. Pierwsze poziomy sugerujące przełamanie to rejony poniżej poziomu 1,1200, natomiast mocny raport w sprawie zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych może spowodować ponowny squeeze i aprecjację. Zwróćmy uwagę na zachęcającą i niemal idealnie proporcjonalną formację fal Elliotta, która pojawiła się w połowie kwietnia.

USD/CAD

Para USD/CAD odnotowuje podwójne dno, mimo iż inwestorzy raczej nie podejmą szczególnych działań do czasu publikacji amerykańskiego i kanadyjskiego raportu w sprawie zatrudnienia, tj. do jutra. Pokonanie minimów na poziomie 1,1950 w przypadku słabego odczytu ze Stanów Zjednoczonych może oznaczać pełny test 200-dniowej średniej ruchomej poniżej poziomu 1,1800, natomiast dane sprzyjające USD musiałyby doprowadzić do zamknięcia w okolicach poziomu 1,2200, aby zapewnić byki, że jesteśmy gotowi do ataku na wieloletnie maksima powyżej poziomu 1,2800.

John J Hardy, Saxo Bank

 

saxo bank

Wicepremier Piechociński: Współpraca z UNIDO interesującą ofertą dla polskich przedsiębiorców

Zachęcamy polskie firmy do nawiązywania bezpośrednich relacji z Organizacją Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju Przemysłowego (UNIDO), a zwłaszcza do uczestnictwa w ogłaszanych przez nią przetargach – powiedział wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński podczas rozmowy z dyrektorem generalnym UNIDO Li Yongiem. Spotkanie odbyło się 6 maja 2015 r. w Warszawie.

Wicepremier zaznaczył, że uprzemysłowienie pozostaje ważnym wyzwaniem nie tylko dla krajów rozwijających się, lecz także dla państw rozwiniętych. – Polska również dostrzega rolę silnej bazy przemysłowej jako dźwigni wzrostu gospodarczego i czynnika, który pozwala łatwiej uporać się ze skutkami kryzysów. Celem
naszej  polityki gospodarczej jest uzyskanie minimum 22 proc. udziału przemysłu w polskim PKB w ciągu najbliższych 4 lat
– stwierdził.

Wicepremier powiedział też, że Polska jest zainteresowana rozwojem Programu Partnerstwa UNIDO.  – Liczymy, że ten program, którego realizacja rozpoczęła się w Etiopii i Senegalu, niesie ze sobą potencjał współpracy dla polskiego biznesu, m.in. poprzez powiązanie go z realizacją rządowego projektu „Go Africa” – ocenił. Wskazał też na zainteresowanie Polski świadczeniem pomocy rozwojowej za pośrednictwem UNIDO w państwach Europy Wschodniej i Azji Centralnej.

Dyrektor Li Yong przedstawił z kolei korzyści, jakie może przynieść polskim firmom współpraca z UNIDO. – Oprócz zyskania nowych kontraktów oznacza ona m.in. nawiązanie współpracy z zagranicznymi rynkami oraz wymianę wiedzy i transfer technologii. Zachęcamy polskie firmy do wspólnych przedsięwzięć, które są warunkiem trwałego partnerstwa – powiedział. Podziękował również Polsce za wsparcie organizowanego pod auspicjami UNIDO Wiedeńskiego Forum Energii (18-20 czerwca 2015 r.), zachęcając jednocześnie polskie przedsiębiorstwa sektora energetycznego do udziału w tym wydarzeniu.

W spotkaniu uczestniczył również podsekretarz stanu
w MG Andrzej Dycha.

***

Dyrektor generalny UNIDO odwiedził Polskę na zaproszenie wicepremiera Janusza Piechocińskiego. Jego wizycie towarzyszyło m.in. seminarium w siedzibie Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości na temat procedur przetargowych w systemie ONZ z uwzględnieniem specyfiki UNIDO i możliwości współpracy
polskiego biznesu z UNIDO.

Zadaniem
UNIDO, wyspecjalizowanej agencji z siedzibą w Wiedniu działającej w ramach systemu ONZ, jest wspieranie procesów industrializacji i świadczenie pomocy krajom rozwijającym się oraz będącym w okresie transformacji gospodarczej. Działania UNIDO koncentrują się wokół trzech obszarów tematycznych:

  • zmniejszanie ubóstwa przez działalność produkcyjną,
  • tworzenie zdolności handlowych,
  • ochrona środowiska i energia.

Ministerstwo Gospodarki (MG)

Spadki na Wall Street

Zgodnie z przewidywaniami ekonomistów, podczas wczorajszego posiedzenia RPP podjęto decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. „Nasze oczekiwania się spełniają i pozostają na niezmienionym poziomie. Wszystko idzie jak należy. Oczywiście nie można powiedzieć, że NBP nie widzi pewnego problemu z przedłużającą się deflacją, ale uważamy, że nie ma powodu do paniki” – powiedział w czasie konferencji prasowej Marek Belka. Nieco mniej optymistyczne informacje napłynęły natomiast zza Oceanu, gdzie – w reakcji na znacznie słabsze od prognozowanych dane z tamtejszego rynku pracy – obserwowaliśmy wyraźne spadki większości głównych indeksów giełdowych. Czynnikiem dodatkowo sprzyjającym zniżkom na Wall Street okazały się także komentarze Janet Yellen dotyczące aktualnej wyceny akcji – jej zdaniem są one na tyle wysokie, że mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla stabilności na rynkach. W efekcie, indeks Dow Jones Industrial spadł w środę o 0.48%, natomiast Nasdaq Composite – o 0.40%.

Rano zostały opublikowane dane obrazujące aktualną sytuację ekonomiczną w Australii. Poznaliśmy także informacje o dynamice produkcji przemysłowej we Francji oraz zamówień w przemyśle w Niemczech. Wszystko wskazuje jednak na to, że największy wpływ na przebieg dzisiejszej sesji będą miały wiadomości docierające z Wielkiej Brytanii, gdzie odbywają się wybory parlamentarne.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

 

saxo bank

Vienna Insurance Group walczy o większy udział w polskim rynku. Koncern nie wyklucza zakupu kolejnych firm ubezpieczeniowych

CEO Magazyn Polska

Vienna Insurance Group ocenia, że Polacy są słabo ubezpieczeni i zamierza nakłaniać zarówno klientów indywidualnych, jak i firmy do kupowania polis. Celem firmy jest zdobycie ponad 10-proc. udziału w polskim rynku ubezpieczeniowym.

Austriacki koncern ma silną pozycję na środkowoeuropejskim rynku ubezpieczeniowym, jednak w Polsce zajmuje trzecie miejsce, z nieco ponad 8-proc. udziałem w rynku.

Polski rynek jest jednym z najważniejszych dla VIG i dlatego jesteśmy nastawieni na dalszy rozwój na nim, czy to w sposób organiczny, czy to przez przejęcia, jak już robiliśmy w przeszłości – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Peter Hagen, prezes Vienna Insurance Group. – Obecnie mamy cel krótkoterminowy, aby wrócić do dwucyfrowego udziału w rynku, ale oczywiście ten wzrost będzie miał sens tylko wtedy, kiedy będzie tworzył wartość, tak więc nie dążymy jedynie do wzrostu dla niego samego, ale do wzrostu wartości biznesu.

Do Vienna Insurance Group należą dziś takie polskie firmy ubezpieczeniowe, jak Compensa, majątkowa Benefia, oraz życiowe Skandia i Polisa. Na przejęciach tych firm nie kończą się plany Austriaków.

  Oczywiście nie będziemy mówić o konkretnych celach, ale są kraje, gdzie nasze udziały są niższe niż w innych. W Austrii, Republice Czeskiej i na Słowacji mamy udziały rzędu 20 i 30 proc. Z pewnością więc Polska jest krajem numer jeden, w którym szukamy obiektów do przejęcia – zapewnia Hagen. – Także kraje bałtyckie, Węgry, nawet Ukraina.

W zeszłym roku zysk brutto, jaki osiągnęła w Polsce austriacka grupa, wzrósł o 10 proc., przekraczając 238 mln zł. Polskie spółki grupy zebrały w tym czasie ponad 4,5 mld zł składek, o 12,7 proc. mniej  niż rok wcześniej. Cała grupa zarobiła w 2014 roku ponad 518 mln euro brutto, o 46 proc. więcej niż rok wcześniej, a jej składki sięgnęły 9,1 mld euro.

Ogólnie rzecz biorąc, rok 2014 był dla nas bardzo udany. Zwiększyliśmy zyski o ponad 40 proc., a polskie firmy miały w tym wyniku bardzo duży udział – ocenia prezes Vienna Insurance Group.

Koncern zamierza też powalczyć o polskich klientów ofertami. Zamierza zaoferować nowoczesne metody kupowania polis, np. za pomocą urządzeń mobilnych, liczy na to, że jego agentom uda się skłonić sceptyczna grupę Polaków do kupowania polis.

W Polsce są setki tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw i wiele z nich nie ma ubezpieczenia albo nie nie ma dobrego ubezpieczenia. Z pewnością jest to więc jedna z naszych grup docelowych, gdzie wzrost uważamy za możliwy. W zeszłym roku niektóre z naszych firm osiągnęły w tym obszarze wzrost rzędu 35 proc.

Szef Vienna Insurance Group ocenia, że spory potencjał ma też rynek indywidualnych ubezpieczeń majątkowych. Jak mówi, wiele mieszkań i domów w Polsce wciąż nie jest albo też nie jest w dostatecznym stopniu ubezpieczonych.

Kazar po uruchomieniu w styczniu salonu w Abu Zabi zamierza otworzyć jeszcze w tym roku kolejne dwa salony w ZEA

0

CEO Magazyn Polska

Kazar, producent i sprzedawca obuwia, właściciel sieci niemal 60 salonów, chce promować swoją markę za granicą, uruchamiając sklepy w miejscach tłumnie odwiedzanych przez turystów i ludzi biznesu. Po inauguracji placówek w Bukareszcie i Budapeszcie firma ruszyła na podbój Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W styczniu uruchomiła sklep w Abu Zabi, teraz przeprowadza inaugurację w Dubaju, a jeszcze na ten rok zapowiada trzecie otwarcie w tym rejonie.

Dubaj zamieszkuje na stałe ponad 200 narodowości, odwiedzają ten kraj miliony turystów rocznie, więc droga do Moskwy, może Pragi, Budapesztu, Londynu, Berlina w tym założeniu i w tej strategii wiedzie właśnie przez Dubaj – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Artur Kazienko, prezes zarządu i właściciel firmy Kazar Footwear. – Salon w Abu Zabi i Dubaju otworzyliśmy po to, żeby pokazać markę Kazar turystom, którzy przyjeżdżają do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Chcieliśmy ją zaprezentować właśnie w tym miejscu. Budowanie świadomości marki zaczynamy więc od Abu Zabi i Dubaju.

W ciągu ostatniej dekady Dubaj, miasto i region w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA), rozwijał się w tempie ok. 10 proc. rocznie. Według rządowej Dubai Investment Development Agency (DIDA) to doskonale zorganizowane centrum biznesu, pozwalające zakładać i rozwijać działalność na wielkich rynkach konsumenckich: w Afryce, Azji oraz na Bliskim Wschodzie. Obszary te skupiają łącznie ponad 2,2 mld konsumentów, czyli prawie jedną trzecia populacji Ziemi. Jednocześnie połowa z nich to osoby poniżej 25. roku życia.

Nasz pomysł związany z eksportem w zasadzie nie butów, a bardziej konceptu biznesowego do ZEA pojawił się kilka lat temu – wskazuje Artur Kazienko. – Uwzględniał skalę rynku, jego wielkość, pomysł władz Dubaju na uczynienie na tym obszarze hubu retailowego, czyli światowego centrum handlu detalicznego. W wyniku tego rozwija się on w Emiratach bardzo dynamicznie, budowane są ciągle nowe obiekty handlowe. Stąd wziął się pomysł na naszą obecność w tym kraju i chęć uczestniczenia w dużym, ogólnoświatowym projekcie.

Ekspansja zagraniczna firmy wynikała także, jak zauważa Artur Kazienko, z braku dużych możliwości, z uwagi na osiągnięte rozmiary, dalszego rozwoju w kraju. Założona w 1990 roku firma początkowo zajmowała się hurtową sprzedażą włoskich butów. Obecnie ma ponad 50 sklepów na terenie Polski i swój koncept sprzedaje między innymi w systemie franczyzowym. Na początku kwietnia otwarty został pierwszy salon tej marki na Węgrzech, od półtora roku funkcjonuje też placówka w Bukareszcie.

Pierwszym rynkiem, na którym jesteśmy obecni na poważniejszą skalę, są właśnie Zjednoczone Emiraty Arabskie – przekonuje Artur Kazienko. – Nie zapominamy jednak o Rosji, zachodzie i południu Europy. Natomiast pomysł związany z ZEA to również chęć wyeksponowania marki na bardzo mocnym, konkurencyjnym, ale międzynarodowym rynku.

Według DIDA tegoroczny wzrost gospodarczy Dubaju ma wynieść 11 proc. i zamknąć się kwotą 108 mld dol., co stanowi 44 tys. dol. na jednego mieszkańca. Główne dochody pochodzić będą z turystyki, transportu, handlu, budownictwa oraz usług finansowych.

W połowie stycznia br. otworzyliśmy pierwszy salon w Abu Zabi – informuje Kazienko. – Efekty sprzedażowe są bardzo zachęcające, ewidentnie pokazują, że marka została zaakceptowana i trafiamy ze swoimi produktami również do mieszkańców Emiratów. Nasz partner postanowił zdecydowanie wypełnić zobowiązania wynikające z kontraktu i w tym roku otworzymy jeszcze co najmniej dwa salony. Następny będzie w Dubai Festival City, trzeci, jesienią w Mirdif City Centre. To duże obiekty.

Na początku br. przedsiębiorstwo nawiązało współpracę z liniami lotniczymi Emirates.

Kooperacja przekłada się już na wzajemne korzyści biznesowe – zapewnia Kazienko. – Z naszej strony korzystamy z usług Emirates Airlines od początku, kiedy tylko rozpoczęliśmy współpracę z naszym partnerem z Dubaju. Bardzo wygodne połączenia z Warszawy to ogromny komfort. Dodatkowo Emirates pomaga nam w dostarczaniu produktów na tamten rynek. W ciągu trzech, czterech dni artykuły trafiają na półki sklepowe w naszym salonie.

Kryzys w górnictwie i konflikt na Wschodzie skłoniły Conbelts Bytom do postawienia na motoryzację i szukania zbytu na innych kontynentach

CEO Magazyn Polska

Dostawy dla branży motoryzacyjnej oraz eksport na inne kontynenty to recepta Conbelts Bytom na przeczekanie kryzysu u tradycyjnych odbiorców grupy. Firma specjalizująca się w dostarczaniu wyrobów gumowych dla górnictwa z optymizmem ocenia swoją sytuację rynkową, choć nie dostrzega realnego wsparcia ze strony państwa.

Conbelts Bytom, produkujący m.in. taśmy gumowe do transporterów górniczych, zmaga się nie tylko z kryzysem w polskim przemyśle wydobywczym, lecz także ze skutkami wojny na Wschodzie. Odbiorcą wyrobów polskiej firmy były bowiem kopalnie na Ukrainie oraz w Rosji.

– Sytuacja wygląda zdecydowanie inaczej niż akurat ten fragment gospodarki mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Bogdan Fiszer, prezes zarządu Conbelts Bytom. – Na Śląsku, który jest kojarzony z górnictwem, jest to jeden z ważnych segmentów gospodarczych, ale niejedyny. Większość branży automotive w tej chwili się bardzo dynamicznie rozwija, my też jesteśmy partnerami branży automotive, więc widzimy, jak współpraca w tych obszarach dynamicznie się w obecnym czasie rozwija.

W rezultacie jeżeli chodzi o dynamikę rozwoju rynku wewnętrznego, krajowego, Bogdan Fiszer ocenia sytuację jako dobrą. Także  eksport firmy ma jego zdaniem bardzo dobre perspektywy. Zarówno dzięki rynkowi motoryzacyjnemu, jak i poszukiwaniu odbiorców dla wyrobów górniczych przedsiębiorstwa.

Patrzymy przede wszystkim przez pryzmat atrakcyjności innych rejonów i to są takie dosyć szerokie, odległe tereny od nas, jak np. Ameryka Południowa, kraje takie jak Argentyna, Peru, Kolumbia, Chile, które w tej chwili mocno eksplorujemy. I drugi skrajny kraniec świata to Australia z całym swoim potencjałem wydobywczym, która też przeżywa olbrzymie problemy restrukturyzacyjne związane z załamaniem gospodarki wydobywczej w tym kraju. Ale to otwiera ciekawe szanse, ponieważ oni też muszą się zmienić, dlatego oczekują nowych rozwiązań, nowych propozycji i to jest ciekawa szansa.

Spółka, myśląc o przyszłości, chce też zadbać o utrzymanie dobrych kontaktów z odbiorcami za wschodnią granicą. O ile Conbelts Bytom mimo występujących problemów zewnętrznych ocenia swoją sytuację pozytywnie, o tyle wsparcie państwa dla biznesu jej prezes komentuje z wyraźną rezerwą.

– W praktyce możliwość skorzystania z tej pomocy jest mocno ograniczona podkreśla prezes Conbelts Bytom. To trochę tak, jest jak jest z gospodarką. Jak jest monopol, a w tym wypadku mamy monopol państwa, to nie ma konkurencyjności. W związku z tym państwo samo sobie wymyśla bariery, które potem mówi, że są przeszkodami nie do pokonania. Najpierw stworzyło sobie jakieś regulacje, ustawy, przepisy, w ramach których chce działać, a potem mówi, że one są wymyślone. Ale jak z nich skorzystać? Świat już poszedł w innym kierunku, a ustawy zostały.

Skutek jest taki, że instytucje mają zbyt mało pracowników, by poradzić sobie z własnymi oczekiwaniami. Są zbyt mocno uwikłane w wewnętrzne procedury, mało konkurencyjne i mało elastyczne.

U nas decyzje podejmuje się z dnia na dzień, tam, niestety, te procedury trwają tygodniami, miesiącami czy wręcz latami zwracał uwagę prezes Bogdan Fiszer z Conbelts Bytom podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Jeżeli coś można by było wnosić, sugerować, to jednak, żeby szybciej uruchamiano procedury weryfikujące swoje decyzje, a nie czekano. Szybciej, po prostu szybciej.

Przetarg na budowę systemu rowerów miejskich w Łodzi ostatecznie unieważniony

CEO Magazyn Polska

Krajowa Izba Odwoławcza potwierdziła decyzję Łodzi o unieważnieniu przetargu na budowę systemu rowerów miejskich. W wyroku uwzględniono upłynięcie określonego w postępowaniu terminu, a także wątpliwości co od oferty firmy BikeU – zarzuty o sfałszowanie opinii bankowej i przedstawienie nieprawdziwej informacji. Zgodnie z zapowiedziami władz miasta przetarg ma zostać powtórzony, a system ruszy prawdopodobnie w przyszłym roku.

Do rozpisanego w zeszłym roku przetargu na łódzki system rowerów miejskich stanęły dwie firmy – Nextbike oraz BikeU. Oferta Nextbike została zakwestionowana jako zbyt tania, wybór drugiej oferty uniemożliwiły wątpliwości co do uczciwości przedstawionej dokumentacji. Została ona podważona z powodu podejrzenia złożenia sfałszowanej opinii bankowej. Drugi zarzut dotyczy nieprawdziwej informacji o wsparciu ze strony greckiego partnera. Firma ta ogłosiła, że w ubiegłym roku zakończyła współpracę z BikeU. Obie te sprawy bada prokuratura. W tej sytuacji miasto przetarg unieważniło, a BikeU odwołało się od tej decyzji.

Krajowa Izba Odwoławcza w całości oddaliła odwołanie firmy BikeU. Stwierdziła, że zamawiający w sposób prawidłowy unieważnił postępowanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Justyna Tomkowska, rzecznik prasowy Krajowej Izby Odwoławczej. – Głównie z tej przyczyny, że w postępowaniu nie można zawrzeć ważnej umowy, dlatego że upłynęły określone w specyfikacji terminy realizacji tej umowy, a mianowicie rozpoczęcia działania systemu, który tak naprawdę powinien zacząć działać w dniu 30 kwietnia bieżącego roku.

Izba uznała również, że zamawiający miał uzasadnione powody do wykluczenia wykonawcy, czyli BikeU, z postępowania na podstawie przepisów, które nakazują wykluczyć z postępowania wykonawcę, który złożył nieprawdziwe informacje, mające lub mogące mieć wpływ na wynik postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. W tym przypadku Izba ustaliła, że zobowiązanie, które zostało przedłożone przez BikeU nie odzwierciedlało stanu rzeczywistego.

Zarząd BikeU uznaje werdykt za krzywdzący i zapowiada, że w najbliższych dniach podejmie decyzje o dalszych działaniach dotyczących tego, czy składać odwołanie do sądu okręgowego i czy startować w nowym przetargu, który władze Łodzi zamierzają rozpisać.

Nie ukrywam, że jestem bardzo zaskoczony wyrokiem Krajowej Izby Odwoławczej. Martwiliśmy się najbardziej takim rozstrzygnięciem w tym zakresie – podkreśla Marcin Jeż, członek zarządu BikeU. – W najbliższych dniach zarząd podejmie decyzję w zakresie dalszego funkcjonowania oraz w zakresie ostatecznego podejścia do tego postępowania i ewentualnego złożenia odwołania do sądu okręgowego.

Przedstawiciele konkurenta BikeU, firmy Nextbike, podkreślają, że w przypadku licznych wątpliwości decyzja Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi o unieważnieniu przetargu i podtrzymująca to decyzja KIO były jedynym słusznym rozwiązaniem.

Wyrok potwierdził, że dokumenty i oferta firmy BikeU wymagały weryfikacji, która sprawiła, że ta oferta nie spełniała warunków udziału w postępowaniu. To jest moim zdaniem najlepsze rozwiązanie – mówi Tomasz Wojtkiewicz, prezes Nextbike.

Jak podkreśla, doświadczenia pierwszego przetargu pozwolą zarówno miastu, jak i oferentom lepiej przygotować się do powtórki. Tym bardziej że budowa systemu wypożyczalni rowerów składającego się ze 100 stacji i tysiąca rowerów jest projektem bardzo wymagającym.

To będzie drugi największy system w Polsce. Miasto Łódź jest bardzo specyficznym i wymagającym rynkiem i myślę, że tutaj warto w tej chwili odrobić zadanie domowe i przemyśleć różne elementy kolejnego postępowania. Dzięki temu miasto będzie mogło dobrać sobie najbardziej doświadczonego partnera, który sprosta temu zadaniu i sprawi, że ten projekt będzie sukcesem – mówi Wojtkiewicz.

GPW liczy na debiuty spółek większych niż w ubiegłym roku

CEO Magazyn Polska

Po długim okresie marazmu na warszawskim parkiecie widać pierwsze oznaki poprawy koniunktury. Szeroki indeks WIG zyskał w ciągu miesiąca ponad 4 proc., rosną również obroty i zmienność cen. Bez wątpienia giełda korzysta na poprawie nastrojów w europejskiej gospodarce, do czego przyczynił się m.in. program skupu obligacji uruchomiony przez EBC. Zarząd GPW liczy na to, że lepszy klimat inwestycyjny zachęci kolejne spółki do wejścia na parkiet.

Na rynku realizowanych jest w tej chwili kilka ofert publicznych i to dużych. Prawie 300 mln zł Wirtualnej Polski czy prawie 0,5 mld Uniwheels to są oferty, które są w stanie trochę zaktywizować rynek i inwestorów. Myślę, że sukces tych ofert może być dobrym prognostykiem na najbliższych kilka tygodni – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Tamborski, prezes GPW.

Podczas wczorajszego debiutu cena akcji Wirtualnej Polski na starcie sesji wzrosła o 3,25 zł, czyli o ok. 10 proc.

W ostatnich latach debiuty dużych spółek – zwłaszcza prywatyzowanych przez Skarb Państwa – cieszyły się ogromnym zainteresowaniem inwestorów indywidualnych. Choć większość analityków nie spodziewa się silnego przyspieszenia procesu prywatyzacji przez giełdę, to państwo wciąż dysponuje dużymi aktywami, które mogą zainteresować rynek. Pod koniec kwietnia minister skarbu Włodzimierz Karpiński zapowiedział, że jeszcze w tym roku Banku Pocztowy ma stać się spółką publiczną, a od 2016 r. Poczta Polska ma być notowana na GPW.

Poza ofertami publicznymi spółek Skarbu Państwa obecne warunki makroekonomiczne sprzyjają także wzrostowi podaży akcji ze strony sektora prywatnego. Przede wszystkim inwestycje prywatne w Polsce należą do najniższych w regionie, sięgając zaledwie 17-18 proc. PKB. Utrzymanie, a tym bardziej wzrost zasobu kapitału produkcyjnego, będą wymagały znalezienia finansowania. Jednocześnie trwający program QE prowadzony przez EBC zwiększa atrakcyjność aktywów z rynków wschodzących, w tym z Polski, która pozwala inwestorom osiągać dobrą relację wzrostu PKB (a w konsekwencji przychodów i zysków spółek) do ryzyka.

W zeszłym roku było 28 debiutów, włączając w to również NewConnect. Liczymy, że w tym roku będą to transakcje większe i że będą to większe spółki. Liczymy na to, że po spokojniejszym 2014 roku, kiedy rynek musiał się oswoić ze zmianami na polskim rynku kapitałowym, ze strony emitentów również pojawi się aktywność – twierdzi prezes GPW.

W ubiegłym roku rynek kapitałowy nad Wisłą silnie odczuł zmiany w OFE, wskutek których zmniejszył się popyt na akcje ze strony funduszy. Prawdopodobnie z powodu tych zmian również pozostali inwestorzy instytucjonalni, np. TFI, oraz inwestorzy zagraniczni na wszelki wypadek unikali handlu papierami na GPW.

Warto jednak zauważyć, że polski rynek kapitałowy ma wciąż duże rezerwy wzrostu. Dotyczy to również rynku obligacji korporacyjnych i samorządowych. Na koniec 2014 r. wartość notowanych obligacji korporacyjnych na rynku Catalyst wyniosła zaledwie 60,8 mld zł, a więc niecałe 4 proc. PKB. GPW widzi również szansę w rozpoczynających się konkursach w ramach funduszy europejskich na lata 2014–2020. Jak wynika z informacji na stronach spółki, organizuje ona „cykl 16 spotkań regionalnych dotyczących finansowania rozwoju firm i samorządów ze środków unijnych przy wsparciu rynku kapitałowego i innych form dofinansowania”. To wszystko ma sprawić, by obserwowane obecnie pozytywne nastroje przyczyniły się do ponownego zdynamizowania rozwoju rynku kapitałowego.

Na pewno kwiecień jest lepszy niż luty w tym roku. Liczymy na to, że pierwszy kwartał był takim startowym i że kolejne będą charakteryzowały się większą zmiennością i większymi obrotami – ocenia Tamborski.