Stare diesle pod presją. UE szykuje rewolucję w badaniach technicznych

Jeszcze w tym roku kierowców czekają duże zmiany w badaniach technicznych aut, wynikające z nowych przepisów unijnych, których celem jest ograniczenie liczby przeoczeń i fikcyjnych przeglądów. Dotyczą one m.in. kwestii cyfryzacji wyników kontroli diagnostycznych, badania poziomu emisji spalin, uważniejszych kontroli starszych samochodów oraz stworzenia wspólnej bazy danych o pojazdach z całej Unii. Te przepisy mogą wywołać największe w historii przetasowanie na motoryzacyjnym rynku wtórnym w Polsce. Jego lwią część stanowią auta, które – według nowych regulacji – należą do grupy wysokiego ryzyka.

Nadchodzące zmiany komentuje Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska. 

Nasz krajowy motoryzacyjny rynek wtórny stoi przed ogromnym wyzwaniem. W minionym roku w Polsce właściciela zmieniło 3,5 mln używanych aut, z których ponad połowa miała 15 lub więcej lat, a 40 proc. stanowiły pojazdy z silnikiem Diesla, jak wynika z analizy liczącej ponad 23 mln używanych samochodów w Polsce bazy danych CARFAX. Ponad 70 proc. pochodziło z importu, 42 proc. jest po wypadkach, a blisko 90 proc. miało bogatą historię, obejmującą różne ryzykowne czynniki, jak uszkodzenia, kolizje czy nietypowe wskazania licznika. Jednak, jak wynika z dostępnych danych, obecnie zaledwie 2 proc. aut w Polsce otrzymuje negatywny wynik podczas okresowych przeglądów. 

Zgodnie z nowymi unijnymi propozycjami już 10-letnie auta mają podlegać restrykcyjnym kontrolom, kładącym większy nacisk na stan elektroniki i systemów bezpieczeństwa. Konieczne będzie również stosowanie bardziej precyzyjnych urządzeń pomiarowych emisji cząstek stałych, czyli toksycznej sadzy. Mają one np. bezbłędnie wykrywać brak lub niesprawność filtra DPF w silnikach Diesla – skuteczność tego typu kontroli stanowiła dotychczas piętę achillesową polskiej diagnostyki pojazdów. Nowe, rygorystyczne badania sprawią, że wiele aut może po prostu nie zostać dopuszczonych do ruchu, a w obliczu utworzenia wspólnej bazy dla wszystkich państw UE ukrycie niekorzystnej historii przeglądów stanie się dużo trudniejsze. 

Koniec ery wyciętego DPF i wzrost znaczenia certyfikacji

Dla przeciętnego posiadacza starego pojazdu z silnikiem Diesla, który do tej pory traktował przegląd jako formalność, nowa rzeczywistość może oznaczać konieczność kosztownych napraw, przewyższających często wartość samochodu. To z kolei wymusi na kupujących większą ostrożność. Weryfikacja historii pojazdu i jego realnego stanu technicznego przed transakcją przestanie być wyborem, a stanie się kluczowym krokiem, który pomoże uniknąć zakupu samochodu, którego nie da się legalnie użytkować bez poniesienia znacznych kosztów.

Możliwe, że nowe przepisy spowodują przesunięcie popytu na rynku pojazdów używanych w stronę młodszych aut oraz tych z napędem hybrydowym. Wzrośnie również znaczenie certyfikacji – samochody z udokumentowaną, „czystą” (bez większych negatywnych czynników) historią zyskają na wartości, stając się bezpieczniejszą lokatą kapitału.

XTB wchodzi do Serie A – partnerstwo z SSC Napoli

XTB zostało globalnym partnerem SSC Napoli. To pierwsze w historii partnerstwo z klubem z TOP 5 europejskich lig. To kolejny krok w budowie międzynarodowej rozpoznawalności marki oraz szansa na przyspieszenie pozyskiwania nowych klientów na rynku włoskim.

SSC Napoli to jeden z najbardziej rozpoznawalnych włoskich klubów piłkarskich na świecie, regularnie walczący o najwyższe cele. W Polsce kibice piłki nożnej z nutą nostalgii wspominają czasy, gdy liderami zespołu spod Wezuwiusza byli nasi reprezentanci – Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik. Teraz w klubie ponownie pojawi się polski akcent, ponieważ jego globalnym partnerem tradingowym została polska spółka XTB. Umowa między XTB a SSC Napoli obowiązuje do końca sezonu 2026/2027.

Według danych Nielsena SSC Napoli może pochwalić się jedną z najbardziej zaangażowanych społeczności kibicowskich. We Włoszech klub ma 15,8 mln fanów, w Europie ich liczbę szacuje się na 68 mln, a globalnie – aż na 260 mln. Szczególnie silna społeczność kibiców Napoli znajduje się w Ameryce Południowej, gdzie klub cieszy się ogromnym sentymentem ze względu na historię Diego Maradony.

Cieszymy się, że możemy powitać XTB w gronie globalnych partnerów SSC Napoli. To współpraca, która doskonale wpisuje się w naszą międzynarodową strategię i otwiera nowe możliwości angażowania kibiców na całym świecie: zarówno online, jak i podczas meczów. Tym bardziej doceniamy fakt, że współpracujemy z marką, która, podobnie jak my, stawia na innowacyjne i globalne podejście do budowania relacji z odbiorcami – dodaje Tommaso Bianchini, General Manager Business Area SSC Napoli.

Jako globalny partner XTB będzie obecne na cyfrowych platformach SSC Napoli, podczas dni meczowych, a także w ramach wydarzeń i aktywności skierowanych do kibiców. Dzięki obecności w otoczeniu marki docierającej do milionów fanów, XTB chce promować ideę demokratyzacji świata inwestycji i wspierać bardziej świadome podejście do zarządzania finansami.

Współpraca z SSC Napoli to dla nas coś więcej niż budowanie globalnej rozpoznawalności. Chcemy zainspirować ludzi do bardziej świadomego podejścia do swoich pieniędzy i pokazać, że inwestowanie nie zaczyna się od dużych kwot, ale od właściwego podejścia  – mówi Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Partnerstwo z SSC Napoli to kolejny etap realizacji globalnej strategii marketingowej XTB. Spółka niedawno ogłosiła również współpracę z FIBA przy mistrzostwach świata kobiet i mężczyzn w koszykówce. Ponadto marka jest obecna także w sportach walki, współpracując m.in. z Tysonem Furym oraz organizacjami KSW i OKTAGON. XTB angażuje się również w największe wydarzenia piłkarskie i tenisowe, a ambasadorem marki jest Zlatan Ibrahimović.

Senat przepyta Warsha. W centrum uwagi stopy, bilans i autonomia Fed

Dzisiejsze przesłuchanie Kevina Warsha, kandydata Donalda Trumpa na stanowisko szefa Fed, przed Komisją Bankową Senatu, zapowiada się jako jedno z trudniejszych wystąpień nominacyjnych w ostatnim czasie. Senatorowie będą chcieli przede wszystkim ustalić, czy w razie objęcia funkcji będzie w stanie zachować niezależność banku centralnego wobec oczekiwań Białego Domu. To właśnie kwestia autonomii Fed ma być głównym tematem wtorkowego przesłuchania, zaplanowanego na godzinę 16:00 czasu polskiego. Ponieważ Trump otwarcie opowiada się za niższymi stopami procentowymi, kluczowe będzie pytanie, czy Warsh zamierza prowadzić politykę pieniężną w oparciu o dane gospodarcze i ocenę ryzyk, czy też ulegnie presji politycznej.

Drugim ważnym obszarem będą same stopy procentowe. Warsh jeszcze w 2025 r. sugerował, że koszt pieniądza powinien być niższy, argumentując, że rozwój technologii i sztucznej inteligencji może wspierać wzrost gospodarczy bez jednoczesnego nasilenia presji inflacyjnej. Od tamtej pory sytuacja stała się jednak bardziej złożona, ponieważ pojawiły się nowe ryzyka inflacyjne, a w samym Fed przeważa dziś stanowisko, że nie ma potrzeby pośpiesznego dalszego luzowania polityki. To sprawia, że senatorowie zapewne będą dopytywać, czy Warsh nadal podtrzymuje swoje wcześniejsze poglądy i jak uzasadniałby ewentualnie bardziej gołębie podejście w obecnych warunkach.

Dodatkowe pytania może wywołać zmiana jego wizerunku. Warsh przez lata był postrzegany jako jastrząb inflacyjny, czyli zwolennik bardziej zdecydowanej walki z inflacją i utrzymywania wyższych stóp procentowych. Jego obecne, wyraźnie łagodniejsze nastawienie może więc budzić wątpliwości co do przyczyn tej zmiany oraz tego, czy wynika ona z ewolucji poglądów, czy raczej z politycznego kontekstu nominacji. Taki zwrot może stać się jednym z bardziej drażliwych punktów przesłuchania.

W centrum uwagi znajdzie się także podejście Warsha do bilansu Fed, którego wartość wynosi obecnie około 6,7 bln USD. Kandydat deklarował chęć jego zmniejszenia, ale dotąd nie przedstawił szczegółowego planu, w jaki sposób miałoby to zostać przeprowadzone. To istotna kwestia, ponieważ zbyt szybkie ograniczanie bilansu mogłoby negatywnie odbić się na płynności rynków finansowych. Senatorowie mogą więc oczekiwać bardziej precyzyjnych odpowiedzi na temat tempa i skali takiego procesu.

Nie można też wykluczyć pytań dotyczących jego poglądów na regulacje sektora finansowego, pomysłu przeglądu porozumienia między Fed a Departamentem Skarbu z 1951 r. oraz jego sytuacji majątkowej. Z ujawnionych dokumentów wynika bowiem, że aktywa Warsha są warte co najmniej 192 mln USD, co czyniłoby go jednym z najbogatszych urzędników w historii Fed. W połączeniu z faktem, że był już członkiem Rady Gubernatorów Fed w latach 2006–2011, tworzy to obraz kandydata bardzo doświadczonego, ale jednocześnie obciążonego szeregiem pytań o niezależność, spójność poglądów i zdolność do prowadzenia wiarygodnej polityki pieniężnej.

Rynek nieruchomości handlowych zmienia kierunek: mniejsze miasta na celowniku

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce po pierwszych trzech miesiącach br. Analiza danych wskazuje na postępującą decentralizację handlu – wszystkie nowo oddane inwestycje to parki handlowe zlokalizowane w miastach poniżej 50 tys. mieszkańców. Jednocześnie w największych aglomeracjach obserwujemy trend uzupełniania istniejących zasobów, czego dowodem jest fakt, że połowa nowej powierzchni dostarczonej w pierwszym kwartale powstała w wyniku rozbudowy obecnych obiektów. Rekordowy poziom powierzchni w budowie może zwiastować sukcesywne spadki w wynikach sprzedaży pojedynczych centrów i parków handlowych w dłuższej perspektywie czasu.

PODAŻ: SOLIDNY WYNIK PODAŻY NA POZIOMIE OK 73 TYS. MKW.

W pierwszym kwartale 2026 roku deweloperzy oddali do użytkowania 73 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej. To wynik wyraźnie lepszy niż w analogicznym okresie 2025 roku, kiedy na rynek trafiło 47 tys. mkw., choć nieco niższy niż w pierwszym kwartale 2024 roku (89 tys. mkw.). Statystyki podaży obejmują obiekty o powierzchni powyżej 5000 mkw. GLA i uwzględniają nowe budynki, ale także rozbudowy i przebudowy.

Nowa podaż powierzchni handlowej rozwija się obecnie w dwóch odmiennych kierunkach: z jednej strony obejmuje zagospodarowywanie białych plam w mniejszych miejscowościach, obarczone większym ryzykiem długoterminowym ze względu na uwarunkowania demograficzne, z drugiej – koncentruje się na dalszym dogęszczaniu rynku w największych aglomeracjach. W pierwszym kwartale oddano do użytkowania pięć nowych inwestycji – wszystkie w formacie parków handlowych, zlokalizowanych w Bochni, Bogatyni, Tomaszowie Lubelskim, Tarnobrzegu i Żyrardowie. Wszystkie nowe obiekty powstały w miastach liczących poniżej 50 tys. mieszkańców. Z kolei rozbudowy koncentrowały się przede wszystkim w największych aglomeracjach powyżej 400 tys. mieszkańców. W tym przypadku rozwój wspierany jest pozytywną demografią, rosnącymi płacami i wyższą chłonnością popytu”, mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Na uwagę zasługuje również obserwowana tendencja do zmniejszania skali nowych inwestycji handlowych. Analiza danych dla pierwszych kwartałów ostatnich lat pokazuje systematyczny spadek średniej powierzchni oddawanych nowych budynków – z około 11 tys. mkw. w 2024 roku, przez 8,2 tys. mkw. w 2025 roku, do 7,2 tys. mkw. w 2026 roku. Całkowita nowoczesna powierzchnia handlowa w Polsce sięga obecnie ok. 17,3 mln mkw. GLA.

WYJĄTKOWO WYSOKA SKALA PODAŻY W BUDOWIE

Zgodnie ze stanem na koniec pierwszego kwartału w budowie pozostawało aż około 770 tys. mkw. GLA powierzchni handlowej. Jest to bezprecedensowy rekord od ponad dekady na polskim rynku handlowym. Pomimo, że deweloperzy i inwestorzy uważnie analizują zasadność powstawania nowych inwestycji, należy mieć na uwadze, że wraz ze wzrostem podaży ruch klientów oraz obroty będą rozkładać się na większą liczbę obiektów, co w dłuższej perspektywie może przełożyć się na spadki w wynikach osiąganych przez pojedyncze centra i parki handlowe.

POPYT: CZTERY NOWE SIECI HANDLOWE W POLSCE W PIERWSZYM KWARTALE

W pierwszym kwartale br. cztery marki handlowe zadebiutowały otwierając w naszym kraju swoje pierwsze sklepy stacjonarne. Były to: Lululemon (odzież sportowa, pierwszy sklep w Westfield Arkadia), Yavorska (polska marka modowa z debiutem w Klif Gdynia), iLunch (litewska sieć gastronomiczna, otwarcie w Olivia Centre w Gdańsku), XIMI-V (azjatycka marka lifestyle’owa z akcesoriami, która pojawiła się w Blue City w Warszawie).

SPRZEDAŻ DETALICZNA: OBIECUJĄCY START 2026 ROKU

Początek 2026 roku przyniósł kontynuację pozytywnych trendów w handlu detalicznym, a sprzedaż w cenach stałych utrzymała dodatnią dynamikę. Z dostępnych danych GUS obejmujących obecnie dwa miesiące pierwszego kwartału wynika, że styczeń przyniósł wzrost sprzedaży o 4,4% r/r, natomiast w lutym tempo wzrostu dodatkowo przyspieszyło do 5,0% r/r.

W pierwszym kwartale 2026 r. najsilniejsze wzrosty ponownie koncentrowały się w segmentach istotnych z punktu widzenia funkcjonowania centrów handlowych. W lutym sprzedaż w kategorii Meble, RTV, AGD zwiększyła się o 7,3% r/r, natomiast w grupie Tekstylia, odzież, obuwie odnotowano wzrost na poziomie 9% r/r. Po okresie słabszych wyników poprawa objęła również kategorię Żywność, napoje i wyroby tytoniowe, w przypadku których sprzedaż wzrosła o 1,1% r/r. Jedynym segmentem notującym spadki pozostawały Prasa i książki (-4,7% r/r)”, komentuje Ewelina Staruch, Senior Analyst, Cushman & Wakefield.

Struktura wzrostu wskazuje, że w pierwszych miesiącach 2026 roku popyt konsumencki pozostawał szczególnie silny w segmencie dóbr nieżywieniowych, co sprzyjało poprawie wyników sprzedażowych w obiektach handlowych.

Marzec 2026 przyniósł pogorszenie nastrojów konsumenckich. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) spadł do poziomu -12,2, co oznacza pogłębienie pesymizmu wśród konsumentów i przerwanie wcześniejszego trendu poprawy. Wskaźnik wyprzedzający (WWUK) również zanotował spadek, osiągając wartość -9,5, co wskazuje na rosnącą ostrożność w oczekiwaniach dotyczących przyszłej sytuacji gospodarczej i konsumpcji, związaną zapewne m.in. z wysokimi cenami paliw i sytuacją geopolityczną niesprzyjającą planowaniu większych wydatków.

Dane GUS pokazują, że fundamenty nastrojów konsumenckich są coraz bardziej zróżnicowane. W marcu konsumenci pozytywnie oceniali swoją bieżącą sytuację finansową, której wskaźnik osiągnął wartość +31,7. Również przewidywania dotyczące przyszłej sytuacji finansowej gospodarstwa domowego (+14,0) oraz skłonność do oszczędzania (+13,5) pozostały na relatywnie wysokim poziomie. Jednocześnie jednak respondenci negatywnie oceniali zmiany ogólnej sytuacji ekonomicznej kraju – zarówno w ujęciu bieżącym (-22,4), jak i przyszłym (-24,1). Wskaźnik dotyczący planowania większych zakupów utrzymał się na niskim poziomie (-26,9)”, dodaje Ewelina Staruch, Senior Analyst, Cushman & Wakefield.

Na tle Europy Polska nadal prezentuje się relatywnie dobrze. W marcowym badaniu Eurostatu wskaźnik ufności konsumenckiej dla Polski wyniósł -2,0, podczas gdy średnia dla całej Unii Europejskiej spadła do -15,5. To potwierdza, że polscy konsumenci pozostają jednymi z najbardziej optymistycznych w regionie, mimo pogorszenia nastrojów. Relatywna odporność na zewnętrzne wstrząsy gospodarcze może świadczyć o wysokiej stabilności krajowego rynku pracy i sytuacji dochodowej gospodarstw domowych.

ODWIEDZALNOŚĆ I OBROTY: MOCNY PIERWSZY KWARTAŁ

Odwiedzalność centrów handlowych w pierwszym kwartale 2026 roku utrzymywała się na podobnym poziomie do roku 2025. Po ujemnym wyniku w całym 2025 roku (-0,6% r/r), pierwszy kwartał 2026 odnotował delikatną poprawę wskaźnika odwiedzalności o 1,3% r/r. Marzec był najlepszym w tym kwartale miesiącem pod względem ruchu klientów (3,4% wzrostu r/r).

Mocniejsze odbicie odnotowały obroty najemców centrów handlowych w pierwszych dwóch miesiącach roku. W styczniu 2026 roku wzrost wyniósł prawie 8,5%, natomiast w lutym przekroczył 4%, co biorąc pod uwagę wskaźniki wzrostu cen w tych miesiącach na poziomie 2,1% oznacza realne wzrosty obrotów najemców”, tłumaczy Ewelina Staruch, Senior Analyst, Cushman & Wakefield.

CZYNSZE W OBIEKTACH PRIME: ŚREDNIO 180 EUR/ MKW. ZA NAJLEPSZE LOKALE O POWIERZCHNI OK. 100 MKW. W CENTRACH HANDLOWYCH

Zgodnie z przewidywaniami Cushman & Wakefield, czynsze w najlepszych obiektach handlowych w Polsce odnotowały wzrost w pierwszym kwartale.

W przypadku centrów i parków handlowych dynamika wzrostów czynszów przekroczyła inflację, która stanowi podstawę indeksacji w umowach najmu. Na początku 2026 roku indeksacja czynszów wyniosła bowiem 1,9%-2,1% dla stawek w walucie euro oraz 3,6% w przypadku umów w złotówkach, zgodnie ze wskaźnikiem GUS. Poziom czynszów w centrach handlowych jest istotnie wyższy niż w parkach handlowych. W pierwszym kwartale dla flagowych obiektów czynsz prime sięgnął 180 EUR/ mkw. dla najlepszych lokali o powierzchni ok. 100 mkw. w galeriach handlowych, zaś w najlepszych regionalnych parkach handlowych wyniósł ok. 19,5 EUR/ mkw.”, komentuje Michał Masztakowski, Head of Retail Agency, Cushman & Wakefield.

Najczęstsze problemy z tonerami do drukarek – objawy i szybkie rozwiązania

Drukarka zwykle przestaje działać dokładnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna. Blady wydruk, smugi czy komunikat o błędzie mogą skutecznie sparaliżować pracę biura lub domowego stanowiska. W praktyce większość tych sytuacji ma wspólny mianownik – źle dobrane lub zużyte tonery do drukarek. Dobra wiadomość: wiele problemów można rozpoznać szybko i rozwiązać bez serwisu.

Najczęstsze problemy z tonerami do drukarek i ich objawy

Problemy z tonerami mają zwykle charakter powtarzalny. Rozpoznanie objawów pozwala skrócić czas reakcji i uniknąć kosztownych przestojów.

  • Blady wydruk lub brak nasycenia koloru – najczęściej oznacza niski poziom tonera lub jego nierównomierne rozprowadzenie;

  • Smugi, pasy lub plamy na kartce – mogą wskazywać na uszkodzenie kasety, bębna lub zanieczyszczenia wewnątrz urządzenia;

  • Brudzenie papieru proszkiem – efekt nieszczelnego wkładu lub słabej jakości zamiennika;

  • Komunikat o niekompatybilnym tonerze – problem z chipem lub nieprawidłowym dopasowaniem do modelu drukarki.

Warto zauważyć, że nawet nowe tonery do drukarek mogą generować problemy, jeśli nie są dopasowane do konkretnego urządzenia.

Skąd biorą się problemy z tonerami do drukarek?

Źródło problemu nie zawsze leży w samej drukarce. W wielu przypadkach to kwestia eksploatacji lub niskiej jakości tonery do drukarek.

Najczęstsze przyczyny to stosowanie niekompatybilnych wkładów, wybór niskiej jakości zamienników,  niewłaściwe przechowywanie tonera (wilgoć, temperatura) lub brak regularnego czyszczenia drukarki. W praktyce oznacza to, że oszczędność na tonerze często przekłada się na wyższe koszty serwisowe lub konieczność częstszej wymiany podzespołów.

Jak szybko rozwiązać problem z tonerem?

Nie każdy problem wymaga natychmiastowej wymiany wkładu. W wielu sytuacjach wystarczy kilka prostych działań.

  1. Wyjmij toner i delikatnie nim potrząśnij – pomaga to równomiernie rozprowadzić proszek.

  2. Sprawdź poprawność montażu – niedokładne osadzenie kasety powoduje błędy odczytu.

  3. Wyczyść wnętrze drukarki zgodnie z instrukcją producenta.

  4. Zresetuj urządzenie lub sprawdź aktualizacje oprogramowania.

Jeśli mimo to jakość wydruku się nie poprawia, najczęściej konieczna jest wymiana wkładu na sprawdzony model.

Jak zapobiegać problemom?

Prewencja w tym przypadku jest znacznie tańsza niż naprawa. Znaczenie ma świadome podejście do eksploatacji. Regularna kontrola stanu wkładu, przechowywanie tonerów w odpowiednich warunkach oraz wybór sprawdzonych dostawców znacząco ograniczają ryzyko problemów. W środowisku biurowym przekłada się to bezpośrednio na ciągłość pracy i brak nieplanowanych przestojów.

Co warto zapamiętać, aby uniknąć problemów w przyszłości?

Problemy z tonerami w większości wynikają z błędnych decyzji zakupowych lub braku podstawowej konserwacji sprzętu. Świadome podejście do wyboru materiałów eksploatacyjnych pozwala nie tylko poprawić jakość wydruków, ale również wydłużyć żywotność urządzenia. 

Tonery do drukarek – Sklep WPC24

Adres:
Gromadzka 46, 30-719 Kraków

Telefon:
+48 660 776 755  (od poniedziałku do piątku, w godzinach 8:00-16:00)

Strona WWW: 
https://wpc24.pl/

Cloud Technologies utrzymuje dwucyfrowe tempo wzrostu sprzedaży danych

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka technologiczna działająca na globalnym rynku danych dla reklamy internetowej, zwiększyła w lutym 2026 r. sprzedaż danych do kluczowych klientów o 24 proc. rdr. To kolejny miesiąc utrzymania wysokiej, dwucyfrowej dynamiki wzrostu w strategicznym obszarze działalności Spółki. Około 80% przychodów Cloud Technologies pochodzi z rynku USA.

– Wyniki stycznia i lutego potwierdzają dobrą realizację Strategii 2026+ oraz skuteczność przejścia na sprzedaż danych pod własnymi brandami. Już ponad 90% danych sprzedajemy w tym modelu, co wspiera skalowanie biznesu i poprawę ekonomiki sprzedaży. Dzięki wysokiej rentowności generujemy gotówkę, którą reinwestujemy w rozwój oraz redystrybuujemy do akcjonariuszy – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Przyjęta w lutym 2026 r. Strategia 2026+ zakłada dalszy rozwój sprzedaży danych przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Jednym z kluczowych elementów strategii jest odejście od modelu white-label na rzecz sprzedaży pod własnymi markami, co ma zwiększać skalę biznesu, poprawiać ekonomię sprzedaży i rozszerzać rynek adresowalny.

Cloud Technologies zamierza dalej rozwijać kanały sprzedaży, zwiększać obecność na globalnych platformach reklamowych oraz przyspieszać wzrost zarówno organicznie, jak i poprzez partnerstwa i akwizycje. Jednym z nowych motorów wzrostu jest produkt Data Curation, który łączy sprzedaż danych i mediów, otwierając spółce dostęp do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych* przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Strategia zakłada także kontynuację redystrybucji kapitału do akcjonariuszy poprzez politykę dywidendową (ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA za dany rok) oraz skup akcji własnych (250.000 sztuk akcji własnych).

Raportowany przez spółkę co miesiąc wskaźnik dynamiki sprzedaży danych obejmuje sprzedaż danych do kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na raportowane dynamiki wpływ mają różnice kursowe.

*Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

Cieśnina Ormuz i nowy szef Fedu. Nerwowy tydzień dla rynków

W sytuacji na Bliskim Wschodzie coraz trudniej rozeznać się już nie tylko przeciętnym obserwatorom, ale też ekspertom. Na jeden sygnał deeskalacyjny przypada po chwili kolejne doniesienie o zamknięciu Cieśniny Ormuz. Inwestorzy żyją w spirali emocji od jednego do drugiego wpisu w social mediach. Czy swoje trzy grosze dołoży już jutro kandydat na nowego szefa Fed?

Porozumienie niczym tankowiec w cieśninie

Jeszcze w piątek na rynkach królował pozytywny sentyment, którego nie były w stanie wymazać nawet niepokojące doniesienia z rejonu Zatoki Perskiej. A wtedy do akcji wkroczyli Irańczycy, którzy ogłoszeniem pełnego otwarcia Cieśniny Ormuz wywołali kolejną falę transakcji. Ropa Brent przez moment spadała nawet o ponad 10% i przełamała od góry 90 USD za baryłkę. Euforia rozlała się po rynkach jak ropa z uszkodzonego tankowca. Giełdowe indeksy wystrzeliły, a niektóre osiągnęły wręcz historyczne rekordy (np. szeroki WIG na GPW przebił 13,5 tys. pkt.). Przejście w tryb risk on było bolesne także dla dolara amerykańskiego, który do piątkowego popołudnia coraz wyraźniej tracił grunt pod nogami. Kurs EUR/USD pierwszy raz od dwóch miesięcy sięgnął blisko 1,185 USD. I już w piątek rynek walutowy się zawahał, a eurodolar zawrócił na południe. Weekend natomiast, zamiast zapowiadanych rozmów pokojowych, przyniósł kolejne fale napięć i raczej niepokojących doniesień z Bliskiego Wschodu. Termin wstępnego zawieszenia broni wygasa już jutro, a strony podobno wreszcie podjęły jakiś dialog na pakistańskiej ziemi, ale konkretów wciąż jak na lekarstwo. Wszyscy zadają sobie pytanie, czy – pomiędzy groźbami, szydzeniem z siebie nawzajem czy realnym strzelaniem do statków handlowych – istnieje przestrzeń do jakiegokolwiek porozumienia? W tej chwili Iran i USA zdaje się łączyć tylko jedno: sama chęć zakończenia działań zbrojnych. Niby to najważniejszy aspekt, ale na drodze do niego jest mnóstwo mielizn. A skoro szanse na szybki pokój maleją, to rośnie chęć do realizacji zysków przez inwestorów.

Poniedziałkowa sprzedaż faktów, wtorkowe kupowanie plotek?

Właśnie jako realizację zysków przez inwestorów można potraktować pierwszą część poniedziałkowej sesji. Przy pustym kalendarzu makro jeszcze trudniej o impulsy niezwiązane z sytuacją na Bliskim Wschodzie. A stamtąd, zamiast transportu samej ropy, otrzymaliśmy jej wyższą wycenę. Chociaż głównym winowajcą jest dzisiejsze otwarcie pokaźną luką wzrostową, a reszta handlu zdaje się dość płaska, to jednak mówimy o kilkuprocentowych wzrostach w stosunku do piątkowego zamknięcia. Za baryłkę Brent trzeba zapłacić blisko 95 USD, a za WTI 87,5 USD. Na giełdach jeszcze nieźle wyglądała Azja, gdzie chociażby Tokio czy Szanghaj zakończyły handel przyzwoitymi zwyżkami. Niestety wczesne popołudnie w Europie to już wyraźna przecena głównych indeksów. Od -0,5% w Amsterdamie do -1,5% w Mediolanie. Za rynkami bazowymi podąża Warszawa, gdzie WIG20 traci ponad 1%. Otwarcie na Wall Street również zapowiada się spadkowo, więc nie będzie to łatwy dzień dla giełdowych byków. Dzisiejsze nastroje inwestorów przekładają się na mocniejszego dolara, a co za tym idzie też słabszego złotego. Chociaż znowu za główną część ruchu odpowiadają pierwsze godziny poniedziałkowego handlu, to następującą po nich flautę także można uznać za sygnał prodolarowy. Po godz. 13 kurs EUR/USD balansuje na 1,177 USD, kurs euro utrzymuje się powyżej 4,23 PLN, kurs dolara nie przekracza 3,60 PLN, a kurs franka przebił 4,60 PLN.

Bio Planet z rekordowym zyskiem i planem emisji akcji

0

Spółka Bio Planet S.A. zakończyła 2025 rok z przychodami na poziomie 311,0 mln PLN (+11,3 % r/r) oraz zyskiem netto 6,3 mln PLN (+214 % r/r), wyraźnie poprawiając rentowność i efektywność operacyjną. Jednocześnie Zarząd zarekomendował przeprowadzenie nowej emisji akcji serii E i przedstawił Zwyczajnemu Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy zwołanemu na 15 maja 2026 r projekty uchwał dotyczące emisji akcji serii E. Emisja ma zapewnić część środków na kontynuację strategicznej inwestycji – budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania.

Dobre wyniki finansowe i efektywność operacyjna

– „Rok 2025 był dla Bio Planet okresem konsekwentnego skalowania działalności przy jednoczesnym dalszym porządkowaniu kosztów. Wzrost przychodów o ponad 11 % przy jednoczesnym ograniczeniu dynamiki kosztów zatrudnienia do niespełna 6 % pozwolił nam osiągnąć najwyższy zysk netto w historii Spółki. To efekt poprawy efektywności magazynu, optymalizacji procesów logistycznych oraz lepszego zarządzania ofertą produktową” – podkreśla Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Dynamiczny wzrost sprzedaży, połączony z dalszą optymalizacją kosztów operacyjnych, przełożył się na znaczącą poprawę wyników finansowych. EBITDA osiągnęła poziom 12,5 mln PLN, a marża na sprzedaży wyniosła 31,4 %. Rentowność netto wzrosła z 0,7 % do 2,0 %, natomiast rentowność kapitałów własnych (ROE) zwiększyła się z 8,1 % do 21,9 %, co potwierdza skuteczność realizowanej strategii.

– „Wyniki finansowe za 2025 rok pokazują, że Bio Planet potrafi skutecznie łączyć wzrost skali działalności z dyscypliną kosztową. Poprawa rentowności wynikała nie tylko ze wzrostu sprzedaży, ale także z realnych efektów optymalizacji operacyjnej. To fundament, na którym możemy budować kolejne lata stabilnego rozwoju” – mówi Sylwester Strużyna.

Działalność operacyjna i stopniowe poszerzanie oferty

W 2025 r. Spółka dużą uwagę przyłożyła do działań optymalizacyjnych w obszarze logistyki i magazynowania, zwiększając wydajność pracy magazynierów oraz ograniczając koszty usług obcych, a jednocześnie selekcjonując ofertę produktową w kierunku produktów o najwyższej rotacji i marżowości. Równolegle rozwijano własne systemy informatyczne, w tym rozwiązania klasy Business Intelligence, elementy systemów WMS oraz aplikacje mobilne, korzystając z ulgi B+R. Oferta produktowa została znacząco rozszerzona i na koniec roku obejmowała 625 produktów pod marką Bio Planet, 383 produkty świeże oraz 231 produktów pod marką NaturaVena.

Łącznie, nakłady inwestycyjne w 2025 r. wyniosły 1,7 mln zł i obejmowały m.in. sprzęt magazynowy, samochody, oprogramowanie oraz odsetki od kredytu inwestycyjnego. Wartość aktywów trwałych na koniec roku wyniosła 52,5 mln zł, z czego 18,6 mln zł stanowiły środki trwałe w budowie związane z realizacją projektu budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania.

Planowana emisja akcji serii E

Zgodnie z przedstawionymi przez Zarząd projektami uchwał na Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, Zarząd Bio Planet S.A. planuje przeprowadzenie emisji od 100 do 130 000 akcji zwykłych na okaziciela serii E o wartości nominalnej 1,00 zł każda w trybie subskrypcji otwartej, z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. Cena emisyjna została zaproponowana przez Zarząd na poziomie 32,00 zł za akcję serii E, z możliwością jej obniżenia w wypadku zmian kursu EUR tak, aby łączne wpływy nie osiągnęły i nie przekroczyły równowartości 1 mln EUR (limit dla emisji realizowanych w uproszczonej procedurze – na podstawie dokumentu ofertowego). W projekcie uchwał przeprowadzenie oferty publicznej i zbieranie zapisów (subskrypcja) planowane jest na okres od 27 maja do 25 czerwca 2026 r., a okres ten może być wydłużony i skrócony. Akcje serii E mają uczestniczyć w dywidendzie od zysku za 2026 r., a ich udział w kapitale zakładowym po emisji może wynieść maksymalnie 4,15 % (w wypadku, gdy wszystkie akcje zostaną objęte). Zarząd zaproponował w projektach uchwał by Walne Zgromadzenie Spółka ubiegało się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji serii E do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, na którym notowane są inne akcje Spółki.

W dniu 17 kwietnia 2026 r. Bio Planet S.A. podpisała także aneks do umowy na budowę nowoczesnych zakładów konfekcjonowania w Lesznie k. Warszawy o wartości 19,6 mln zł. Inwestycja ma wedle założeń Zarządu zostać sfinansowana w części z planowanego kredytu inwestycyjnego (15,0 mln zł) oraz ze środków własnych pochodzących z zysków Spółki oraz częściowo z planowanej przez Zarząd emisji akcji serii E (4,6 mln zł). Łączny koszt projektu wzrośnie do 33,3 mln zł. W ramach projektu zaplanowała dodatkowo budowę mroźni oraz antresoli.

– „Wyłączenie prawa poboru i przeprowadzenie subskrypcji otwartej wynika z konieczności szybkiego pozyskania kapitału na realizację kluczowej inwestycji – budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania w Lesznie. Realizacja tej inwestycji to fundamentalny element naszej strategii wzmacniania potencjału operacyjnego Bio Planet. Aktualizacja zakresu inwestycji pozwala nam stworzyć nowoczesną infrastrukturę, która będzie wspierać dalszy wzrost firmy. Planowana emisja akcji serii E oraz kredyt inwestycyjny zapewnią stabilne finansowanie projektu, umożliwiając jednocześnie utrzymanie dotychczasowej dynamiki rozwoju. Pozyskanie środków od szerokiego grona inwestorów zwiększa szanse powodzenia emisji i pozwala nam kontynuować projekt bez opóźnień. Jest to najtańszy i najbardziej efektywny sposób finansowania dalszego rozwoju Spółki” – wskazuje Zarząd.

Optymistyczne perspektywy dla branży eko

Otoczenie rynkowe w 2025 r. sprzyjało dalszemu rozwojowi segmentu żywności ekologicznej, szczególnie w obszarze produktów premium, certyfikowanych i o krótkim składzie, a także w kanałach e-commerce i sieciach ogólnospożywczych. Na rynku europejskim widoczny jest wzrost popytu na produkty ekologiczne wysokiej jakości oraz rosnące znaczenie transparentności łańcucha dostaw, co sprzyja modelowi biznesowemu Spółki. Bio Planet dostrzega również rosnący potencjał eksportowy, szczególnie na rynkach Europy Środkowej i Bliskiego Wschodu.

– „Widzimy dalszy potencjał w rozwoju sprzedaży w kanałach ogólnospożywczych, e-commerce oraz w eksporcie. Wraz z poprawą warunków rynkowych planujemy przyspieszyć inwestycje i zwiększać skalę działalności” – podsumowuje Prezes Zarządu.

Rynek magazynowy Wrocławia rośnie, choć deweloperzy hamują z nową podażą

Z najnowszego raportu Savills „Market in Minutes – Wrocław. Rynek przemysłowo-logistyczny” wynika, że stolica Dolnego Śląska pozostaje jednym z kluczowych hubów logistycznych w Europie Środkowej. Na koniec 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni w regionie osiągnęły poziom 4,59 mln m kw., co stanowi wzrost o 9% w porównaniu do ubiegłego roku.

Pomimo ogólnego wzrostu zasobów przemysłowo-logistycznych, deweloperzy coraz ostrożniej podchodzą do rozpoczynania nowych inwestycji, co może przełożyć się na niższą dynamikę wzrostu w kolejnych okresach. W 2025 roku na rynek trafiło 299 700 m kw. nowej podaży, co oznacza spadek o 52% rok do roku. Obecnie w budowie znajduje się 111 000 m kw. powierzchni (spadek o 62% r/r), przy czym aż 67% tego metrażu jest już zabezpieczone umowami najmu.

Aktywność najemców we Wrocławiu utrzymuje się na wysokim poziomie. Popyt brutto w 2025 roku wyniósł 845 100 m kw. (+8% r/r), natomiast popyt netto osiągnął 445 800 m kw., notując znaczący wzrost o 28% rok do roku.

Wrocław pozostaje jednym z najbardziej dojrzałych i strategicznych rynków magazynowych w Polsce. Skala istniejących zasobów, wysoki poziom popytu oraz znaczący udział powierzchni już wynajętej w projektach będących w budowie potwierdzają utrzymujące się zainteresowanie tą lokalizacją ze strony najemców – komentuje Małgorzata Włochal, Associate Director, Industrial Agency w Savills Polska.

Do największych obiektów oddanych do użytkowania w 2025 roku należały P3 Wrocław o powierzchni 92 300 m kw. oraz GLP Wrocław V Logistics Centre liczące 67 500 m kw. Wśród rekordowych transakcji najmu wyróżniły się nowa umowa firmy Shein w ECE Kąty Wrocławskie (79 200 m kw.) oraz odnowienie kontraktu przez ID Logistics w P3 Wrocław II (78 100 m kw.).

Sytuacja po stronie wakatów (wskaźnik powierzchni niewynajętej) uległa niewielkiej zmianie. Poziom pustostanów wzrósł o 70 punktów bazowych rok do roku i na koniec 2025 roku wyniósł 9,5%. Czynsze bazowe utrzymują się w stabilnym przedziale 4,20-4,90 EUR/m kw./miesiąc, podczas gdy czynsze efektywne wynoszą od 2,90 do 4,00 EUR/m kw./miesiąc. Raport zwraca również uwagę na ceny gruntów inwestycyjnych o większych areałach, które w ofercie Savills kształtują się od 200 do 350 zł za m kw.

Dane za 2025 rok oraz bieżące trendy rynkowe wskazują na dużą dyscyplinę inwestycyjną deweloperów. Przy zachowaniu stabilnego, wysokiego popytu na powierzchnie magazynowe, nowa podaż jest dostarczana w sposób selektywny. Przekłada się to na wysoki poziom przednajmu projektów w budowie, który wynosi obecnie 67%. Tak wysoki wskaźnik dowodzi, że rynek rozwija się w sposób racjonalny, a nowe obiekty powstają w odpowiedzi na realne zapotrzebowanie najemców – dodaje Patrycja Dzikowska, Associate Director, Research w Savills Polska.

Do atrakcyjności regionu przyczynia się rozwinięta infrastruktura transportowa, w tym autostrada A4 oraz drogi ekspresowe S8 i S5, które zapewniają doskonałe skomunikowanie z rynkami Europy Zachodniej, Czechami oraz Niemcami. Region Wrocławia jest szczególnie chętnie wybierany przez operatorów logistycznych, sektor e-commerce oraz branże motoryzacyjną, EV i AGD.

Waluty i ropa cofają piątkowy optymizm po nowych napięciach w Zatoce

Na Bliskim Wschodzie ogłoszono tyle przełomów, że wojny już dawno nie powinno być. Rzeczywistość pokazuje jednak, że Cieśninę Ormuz blokują obecnie obie strony. Po piątkowym optymizmie na rynkach już prawie nie ma śladu.

Dziwne zawieszenie broni

W wojnie w Zatoce Perskiej teoretycznie obowiązuje zawieszenie broni. Jak jednak pokazuje praktyka na Bliskim Wschodzie, takie rozwiązanie działa tam trochę inaczej, niż sugerowałaby definicja. W trakcie tego rozejmu Amerykanie przejęli irański statek, który naruszał ich blokadę Cieśniny Ormuz. Iran z kolei ostrzelał przynajmniej kilka jednostek, które naruszały jego blokadę tej cieśniny. W tle odbywają się rozmowy pokojowe w Islamabadzie. Przynajmniej tak twierdzą Amerykanie. Problem w tym, że patrząc na wypowiedzi strony irańskiej, nie zamierza ona brać w nich udziału. Obecne zawieszenie broni teoretycznie kończy się we wtorek w nocy, ale w sumie nie wiadomo, co z tego wynika. Najciekawsze w tym wszystkim są jednak reakcje rynków, które mimo tych wszystkich wydarzeń traktują ten konflikt, jakby był właśnie wygaszany.

Kolejny spadek cen ropy

W piątek Donald Trump napisał, że Iran otwiera Cieśninę Ormuz. Jak ta sytuacja ewoluowała w weekend, to już wiemy. Mogłoby się wydawać, że skoro rynki nie lubią niepewności, to tego typu działania tylko odstraszają inwestorów. Jak się jednak okazuje, odstraszyły tych, którzy kupują ropę naftową. W piątek, w szczytowym momencie, baryłka Brent staniała o imponujące 12 USD. Stało się to tuż po wiadomości na portalu społecznościowym prezydenta. Do końca dnia inwestorzy nabrali jednak podejrzeń, że sytuacja nie jest aż tak dobra i cena poszła 6 USD w górę. Dzisiaj nad ranem ropa zdrożała jeszcze o 3 USD. W rezultacie, mimo przejęcia statku przez USA i ostrzelania statków przez Iran, surowiec jest nadal o 3 USD tańszy niż w piątkowy poranek. Na uwagę zasługuje większy spadek ropy w USA. Amerykanie zwiększyli produkcję na rynku wewnętrznym, a sytuacja w Zatoce Perskiej wpływa znacznie bardziej na dostępność gatunku Brent. Odmiana WTI jest obecnie już 7,5 USD tańsza. W rezultacie presja na portfele Amerykanów wyraźnie spada.

Co na to waluty?

Na fali optymizmu związanego z informacją o otwarciu Cieśniny Ormuz widać było również zmiany na walutach. Dolar względem euro po raz pierwszy od początku wojny był słabszy niż w momencie jej rozpoczęcia. Osiągnął on przez moment poziom 1,1850. Duży napływ kapitałów zza oceanu spowodował podobnie dobre nastroje w naszej części świata. Euro po raz pierwszy od rozpoczęcia konfliktu zameldowało się poniżej poziomu 4,23 zł. Forint niesiony wciąż entuzjazmem powyborczym także się umacniał i za jedno euro płacono zaledwie 360 forintów. W górę względem euro szła też korona czeska. Optymizm nie ominął również rynków złota, srebra i kryptowalut. Wszystko to jednak dzisiaj na otwarciu rynków traci, po tym jak okazało się, że jednak sytuacja wcale nie jest tak dobra, jak napisał prezydent USA.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Zadłużenie sektora TSL rośnie do 1,66 mld zł – branża pod presją kosztów i spadku zleceń

Jak pokazują dane Krajowego Rejestru Długów, przeterminowane zobowiązania sektora TSL (transportowo-spedycyjno-logistycznego) wynoszą już 1,66 mld zł – to o 69 mln zł więcej niż rok temu. 79 proc. całego zadłużenia należy do przewoźników drogowych. Ta sytuacja jest wynikiem kumulacji wielu problemów, z których najpoważniejsze to: mniejsza liczba przewozów, rosnące koszty działalności, niedobór kadr oraz kolejne obowiązki regulacyjne.

Nastroje przedstawicieli sektora TSL są zdecydowanie pesymistyczne. W marcu br. wartość Miesięcznego Indeksu Koniunktury (MIK) dla tej branży zmalała o prawie 8 punktów w ciągu zaledwie miesiąca. Przedsiębiorcy częściej wskazywali na spadek sprzedaży i liczby nowych zamówień. Do tego dochodzą problemy z płynnością finansową. Jak wynika z najnowszych danych KRD – długi sektora tylko rosną. Na koniec marca łączne zadłużenie przekroczyło 1,66 mld zł. Na tę sumę złożyły się zobowiązania 31,8 tys. przewoźników.

Najbardziej niepokojącym zjawiskiem w branży TSL jest jej podatność na zatory płatnicze. Łączne zadłużenie sektora wzrosło rok do roku o ponad 69 mln zł, a średnie zadłużenie przypadające na jedną firmę zwiększyło się o ponad 2 tys. zł. Liczba dłużników zbytnio się nie zmieniła. Co ważne, aż 79 proc. całej kwoty zaległości przypada na transport drogowy towarów, który jest osią całego rynku. Widać też, że dług narasta nie tyle w wydatkach ubocznych, ile w kosztach codziennego działania: wobec firm leasingowych, paliwowych i ubezpieczycieli. A wiadomo, że jeśli problemy pojawiają się właśnie tutaj, to znaczy, że zagrożona jest bieżąca zdolność do realizacji zleceń. Do tego dochodzą zjawiska charakterystyczne dla całej branży: wydłużone terminy płatności, brak poduszki finansowej czy zbyt późna reakcja na opóźnienia kontrahentów – wymienia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Większość zadłużenia całego sektora należy do transportu drogowego towarów – 23,4 tys. podmiotów ma do zwrotu aż 1,32 mld zł. Na drugim miejscu znalazło się 4,36 tys. przedsiębiorstw transportu lądowego pasażerskiego, które muszą oddać 154 mln zł. Nieco mniej, bo 127 mln zł długu, wygenerowały firmy zajmujące się magazynowaniem i działalnością usługową wspomagającą transport – 2,47 tys. z nich nie radzi sobie z terminową spłatą należności.

Największe długi mają przedsiębiorstwa z Mazowsza – zalegają wierzycielom 338 mln zł. Firmy ze Śląska muszą spłacić 223 mln zł. Niewiele mniej, bo 218 mln zł, są winni przewoźnicy działający w Wielkopolsce. Najmniej przeterminowanych długów mają firmy z województwa świętokrzyskiego. Ich zadłużenie wynosi 24,7 mln zł. Podobnie wypadają podmioty z województwa opolskiego (26,9 mln zł) oraz Warmii i Mazur (33 mln zł).

Blisko 65 proc. zadłużonych przewoźników to jednoosobowe działalności gospodarcze, które gromadziły 929 mln zł długu.

Z badania Rzetelnej Firmy „Problemy i wyzwania firm transportowych w Polsce” wynika, że firmy transportowe funkcjonują dziś w trybie dużej ostrożności. Aż 61 proc. z nich negatywnie ocenia kondycję całej branży, a 48 proc. nie planuje w tym roku żadnych działań rozwojowych. Przy rosnących kosztach paliwa, utrzymania floty i presji na stawki, przedsiębiorcy koncentrują się przede wszystkim na utrzymaniu płynności i zabezpieczeniu bieżącej działalności. W takiej sytuacji szczególnego znaczenia nabiera weryfikacja kontrahentów i budowanie wiarygodności płatniczej, bo to one pomagają ograniczać ryzyko współpracy i lepiej chronić firmę przed kolejnymi zatorami – mówi Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Nierówna walka na dwóch frontach

Według danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, największą barierą w prowadzeniu biznesu są rosnące koszty pracownicze – wskazuje tak 79 proc. firm transportowych. Blisko dwie na trzy nie mogą znaleźć wykwalifikowanych kierowców. Kolejny problem to mniejsza liczba przewozów: zgodnie z szacunkami PKO BP, przewozy drogowe w 2025 roku spadły o 8 proc. Co więcej, z badania Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska wynika, że ponad 73 proc. przedsiębiorstw spodziewa się w najbliższych miesiącach poważnego pogorszenia rentowności wykonywanych przewozów. To wszystko za sprawą 40-procentowego wzrostu stawek systemu e-Toll i rozszerzenia dróg objętych tym systemem o dodatkowe 645 km.

Dużym obciążeniem są wahania cen paliw związane z sytuacją na Bliskim Wschodzie, a także nowe obowiązki administracyjne, w tym rozszerzenie monitorowania SENT na odzież i obuwie od 17 marca 2026 r. Konsekwencją tych zjawisk są narastające problemy z płynnością finansową.

Obecnie transport walczy na dwóch frontach: z kosztami operacyjnymi i zatorami płatniczymi. W ostatnich dwunastu miesiącach nastąpiło wyraźne pogorszenie płynności finansowej oraz terminowego regulowania zobowiązań przez mikrofirmy z tej branży. Notujemy kilkuprocentowy wzrost liczby przedsiębiorców, którzy wnioskują o finansowanie, ale go nie otrzymają, bo oni sami lub ich kontrahenci mają negatywne wpisy w rejestrach dłużników. Jednocześnie widzimy, że tam, gdzie firmy mają dobry scoring, łączna wartość przyznanego przez nas finansowania rośnie. To dlatego, że bardziej stabilne płynnościowo przedsiębiorstwa transportowe potrzebują teraz większych, chwilowych zastrzyków gotówki, by utrzymać bieżącą działalność operacyjną – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Nierówną walkę sektora TSL pokazuje Analiza wiarygodności płatniczej KRD. Z jednej strony branża weszła w 2026 r. w lepszej kondycji niż rok wcześniej (w lutym udział firm z najlepszymi ocenami A+B+C wzrósł do 60,4 proc. z 53,2 proc., a w marcu do 60,9 proc. z 58,9 proc. rok do roku), z drugiej strony po bardzo dobrym styczniu (kiedy najlepsze oceny miało 65,8 proc. firm), luty przyniósł wyraźne cofnięcie (60,4 proc.). Co istotne, nie nastąpił wzrost liczby podmiotów o najwyższym ryzyku, bo udział ocen F+G+H utrzymał się niemal na tym samym poziomie: ok. 13 proc., ale przede wszystkim doszło do przesunięć między grupą firm najmocniejszych i pośrednich.

Miliony zamrożone u nierzetelnych kontrahentów

Największe zobowiązania branża TSL ma wobec sektora finansowego (m.in. banków, firm leasingowych, ubezpieczycieli oraz funduszy sekurytyzacyjnych). Jest im winna aż 1,15 mld zł. Ponad 256 mln zł przewoźnicy muszą oddać branży paliwowej, a 131,3 mln zł – handlowej. 48,8 mln zł wynoszą zaległości wobec operatorów telekomunikacyjnych, a 20,4 mln zł – wobec firm zajmujących się naprawą pojazdów.

Ale sektor TSL również ma swoich dłużników, a zobowiązania przewoźników byłyby niższe, gdyby otrzymywali oni zapłatę za wykonane usługi w terminie. Tymczasem w Krajowym Rejestrze Długów po stronie nierzetelnych kontrahentów widnieje zaledwie 215,3 mln zł. To dlatego, że wielu przewoźników nie zgłasza swoich dłużników do rejestru, obawiając się pogorszenia relacji. Część z nich próbuje innymi sposobami motywować winnych do zapłaty.

Dyscyplinowanie nierzetelnych kontrahentów to jeden z powodów, dla których małe firmy transportowe sięgają po faktoring. Niestety nie wszystkie mogą to robić. Oręż z rąk wytrąca im zakaz cesji w umowach z dużymi firmami logistycznymi, który uniemożliwia korzystanie z tego rozwiązania. W praktyce przewoźnik wykonuje usługę, czeka na zapłatę, a jednocześnie ma zamkniętą drogę do narzędzi finansowych, które mają go wspierać. W ten sposób wpada w błędne koło zatorów płatniczych bez możliwości poprawy sytuacji. Tylko w ubiegłym roku, według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, ogłoszono 673 postępowania upadłościowe i restrukturyzacyjne wobec firm z sektora TSL – zauważa Emanuel Nowak.

Najwięcej – 66,7 mln zł – stanowią wewnętrzne długi branży, kolejne 60,5 mln zł sektor TSL ma do odzyskania od przedsiębiorstw handlowych. Przewoźnicy czekają także na zwrot 28,7 mln zł od przemysłu i 17,6 mln zł d budownictwa.

Złoty korzysta z nadziei na pokój, banki centralne pozostają ostrożne

Koniec wojny w Iranie wybrzmiewa w medialnych doniesieniach najmocniej od rozpoczęcia konfliktu. Jest to dobra wiadomość dla złotego, który w piątek o poranku zyskuje względem głównych walut. Mimo prawdopodobnego zakończenia wojny, jej konsekwencje pozostaną na tapecie bankierów centralnych z całego świata przez kolejne kilka (a może i kilkanaście) miesięcy. Jednak aktualnie większość decydentów stroni od jastrzębiego stanowiska, czyli wizji podnoszenia kosztu pieniądza.

Jak trwałe będą nowe ustalenia?

Rosną nadzieje na zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie. Informacje napływające z Białego Domu mówią o wspólnym omawianiu przez USA i Iran przedłużenia rozejmu. Nie jest to ostateczny koniec wojny, jednak wskazuje kierunek jakim jest deeskalacja. Dodatkowo czytamy, że Izrael zgodził się na na rozejm z Libanem. Był to jeden z warunków Iranu, aby zawieszenie broni pozostało trwałe. Optymizm rośnie, a wraz z nim apetyt na ryzyko. Mówią o tym wzrosty na światowych giełdach. Na forex kapitał płynie do walut z koszyka EM, na czym korzysta złoty. Kurs EUR/PLN w piątek przed południem schodzi poniżej 4,24 PLN, a USD/PLN poniżej 3,59 PLN. Zniżki widać także na GBP/PLN i CHF/PLN – to odpowiednio niecałe 4,86 PLN i 4,59 PLN. Dobre wiadomości dają również nadzieję na przywrócenie dostaw przez Cieśninę Ormuz, do czego wzywają światowi przywódcy. To wywołuje spadki cen ropy. Odmiana amerykańska wraca poniżej 90 USD. Powstaje jednak pytanie, jak długo utrzyma się pozytywna narracja?

Ceny w UE rosną

Najnowszy raport Eurostatu za marzec potwierdził obawy inflacyjne związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Produkty we Wspólnocie drożeją z powodu wzrostu cen surowców energetycznych. W przypadku całej Unii Europejskiej odnotowano skok z 2,1% r/r do 2,8% r/r. Natomiast samą strefę euro dotknęła zwyżka z 1,9% r/r do 2,6% r/r. Najwyższy rezultat w UE, bo aż 9% r/r (poprzednio 8,3% r/r), odnotowano w Rumunii. Po przeciwnej stronie w raporcie znajduje się Dania, gdzie dynamika to 1% r/r (poprzednio 0,5% r/r). Polska, z inflacją konsumencką na poziomie 3,2% r/r (poprzednio 2,5% r/r), znalazła się pośrodku zestawienia. Każdy z wymienionych odczytów wzrósł względem poprzedniego o ponad pół punktu procentowego. Jest to ważna informacja, gdyż różnice między odczytami lutowymi a styczniowymi były znacznie niższe. Dla Unii Europejskiej dane za styczeń i luty to odpowiednio 2% r/r i 2,1% r/r, a dla strefy euro 1,7% r/r i 1,9% r/r. W przypadku Polski nie odnotowano zmian (utrzymany poziom 2,5% r/r), a w Rumunii inflacja spadała z 8,5% r/r do 8,3% r/r. Marcowa zwyżka pozostaje więc sygnałem ostrzegawczym dla decydentów, którzy w kolejnych miesiącach będą analizować również wzrost tempa zmian.

Cierpliwe EBC

Kilka godzin po danych od Eurostat poznaliśmy protokół z ostatniego posiedzenia EBC, który wskazuje na obawy o dalsze wzrosty cen. Póki co jednak wszyscy członkowie gremium są wstrzemięźliwi w sprawie rychłych podwyżek kosztu pieniądza. Dodatkowo z tonu zapisek wynika, że nie należy podejmować pochopnych decyzji, kiedy można pozwolić sobie na dłuższą analizę długoterminowych skutków wojny, która niebawem może się zakończyć. Zgrywa się to ze słowami prezeski banku z początku tygodnia. Lagarde w swojej wypowiedzi, oprócz kwestii inflacji, podniosła także zjawisko spowolnienia gospodarczego, które ma ograniczać wzrosty cen. Stanowisko EBC wskazuje na prawdopodobny brak ruchu na stopach procentowych podczas kolejnego posiedzenia, które odbędzie się ostatniego dnia miesiąca. Jednocześnie oznacza to, że szansa na zmianę kosztu pieniądza w strefie euro pojawi się dopiero w czerwcu, gdyż w majowym kalendarzu Europejskiego Banku Centralnego nie ma posiedzenia decyzyjnego. To dlatego unijna waluta, mimo deeskalacyjnych wieści, nie umacnia się względem dolara, a kurs EUR/USD pozostaje poniżej 1,18 USD.

Obowiązkowe chipowanie zwierząt coraz bliżej. Sejm przyjął ustawę o KROPiK

Sejm przegłosował ustawę o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK), wprowadzającą obowiązek elektronicznej identyfikacji wszystkich psów oraz części populacji kotów. Nowe regulacje zakładają również utworzenie centralnego rejestru zwierząt prowadzonego przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Przyjęcie ustawy oznacza fundamentalną zmianę struktury rynku identyfikacji zwierząt w Polsce, który dotychczas funkcjonował w modelu rozproszonym i w dużej mierze dobrowolnym. Nowe przepisy wprowadzają system powszechny i centralnie zarządzany, obejmujący docelowo miliony zwierząt, co istotnie przełoży się na zwiększenie skali rynku oraz jego długo oczekiwaną profesjonalizację.

Wprowadzenie nowych regulacji zwiększa znaczenie podmiotów już obecnych na rynku identyfikacji zwierząt, dysponujących skalą operacyjną i rozwiązaniami spełniającymi wymogi systemowe. Do tej grupy należy Farm Innovations S.A. – spółka technologiczna notowana na NewConnect, która działa na rynku od 10 lat i oznakowała dotychczas blisko 130 tys. zwierząt, rozwijając rozwiązania wykorzystywane głównie w sektorze hodowlanym.

Rozwiązania spółki obejmują technologie oparte na chipach podskórnych oraz systemach monitorowania parametrów zdrowotnych zwierząt. Model działalności rozwijany jest również w kierunku usług cyfrowych i ubezpieczeń, wpisując się w szerszy trend cyfryzacji sektora związanego ze zwierzętami.

Nowe przepisy rozszerzają zakres obowiązkowej identyfikacji na zwierzęta towarzyszące, które stanowią największą grupę zwierząt w Polsce. Według szacunków spółki, populacja psów i kotów w kraju wynosi około 15 mln. W segmencie psów, przy populacji ok. 8 mln i założeniu spółki, że około 20% zwierząt może być już oznakowanych, potencjał rynku obejmuje ok. 6,5 mln zwierząt wymagających identyfikacji. W przypadku kotów, których populacja szacowana jest na ok. 7 mln i przyjmując, że regulacja obejmie około połowę populacji, przekłada się to na ok. 3,5 mln zwierząt.

Przy średnim koszcie chipa na poziomie 15 zł oznacza to potencjalny rynek o wartości przekraczającej 150 mln zł w horyzoncie wdrożenia regulacji, przy jednoczesnym podniesieniu standardów opieki nad zwierzętami.

– Skala tej regulacji jest bezprecedensowa, ponieważ obejmuje populację liczniejszą niż dotychczasowe segmenty, na których koncentrował się rynek. W naturalny sposób zwiększa to znaczenie doświadczenia operacyjnego, zgodności z normami oraz zdolności do współpracy z administracją publiczną. Dla takich podmiotów jak Farm Innovations oznacza to możliwość rozwoju działalności w oparciu o kompetencje budowane w ostatnich latach oraz aktywnego udziału w tworzącym się systemie identyfikacji zwierząt – mówi Sebastian Przeniosło, prezes Farm Innovations S.A.

Farm Innovations S.A. wskazuje w swoich materiałach inwestorskich, że rozwój obowiązkowych systemów identyfikacji zwierząt jest jednym z kluczowych trendów regulacyjnych w Polsce i Unii Europejskiej. W ocenie spółki tego typu regulacje sprzyjają zwiększaniu transparentności rynku oraz poprawie standardów w zakresie dobrostanu zwierząt.

– Wprowadzenie obowiązkowej identyfikacji zwierząt oznacza przejście z modelu rozproszonego do systemowego. To zmiana, która porządkuje rynek i jednocześnie podnosi wymagania wobec technologii oraz podmiotów działających w tym obszarze – dodaje Sebastian Przeniosło.

Prezes spółki podkreśla, że istotną rolę w nowym systemie odegra jakość i standaryzacja rozwiązań technologicznych. – W momencie, gdy numer chipu staje się elementem systemu państwowego, kluczowe znaczenie ma jego zgodność z międzynarodowymi standardami oraz możliwość integracji z centralnym rejestrem, co w praktyce zmienia charakter całego rynku. Jednocześnie rośnie znaczenie rozwiązań kompleksowych, integrujących identyfikację z usługami dodatkowymi, w tym monitoringiem zdrowia oraz ofertą ubezpieczeniową. Ten kierunek stanowi jeden z kluczowych elementów naszej strategii i budowania przewagi konkurencyjnej – zaznacza prezes Farm Innovations S.A.

Ustawa określa również maksymalne poziomy opłat za identyfikację i rejestrację zwierząt, które nie będą mogły przekroczyć łącznie 100 zł, a w przypadku zwierząt już oznakowanych – 50 zł.

Ustawa ma na celu ograniczenie bezdomności zwierząt, ułatwienie identyfikacji właścicieli oraz zmniejszenie kosztów ponoszonych przez samorządy na utrzymanie schronisk.

W ocenie Farm Innovations S.A. nowe regulacje wpisują się w szerszy trend cyfryzacji oraz zwiększania identyfikowalności w sektorze związanym ze zwierzętami. W kolejnych latach rynek ten może ulegać dalszej profesjonalizacji oraz integracji z usługami dodatkowymi, takimi jak monitoring zdrowia czy ubezpieczenia.

Kryptografia postkwantowa przestaje być wyborem, a staje się koniecznością

14 kwietnia miał miejsce, wciąż mało znany, Światowy Dzień Kwantowy. W tym obszarze wiele rozmów koncentruje się na przełomach w medycynie, materiałoznawstwie i informatyce. Jednak dla liderów cyberbezpieczeństwa komputery kwantowe oznaczają fundamentalne zakłócenie podstaw kryptografii, które zabezpieczają nasz cyfrowy świat – zwraca uwagę Pete Nicoletti, ekspert firmy Check Point Software Technologies.

To, co kiedyś uznawano za odległe, teoretyczne zagrożenie, szybko staje się rzeczywistością. Postępy w obszarze obliczeń kwantowych – w tym ulepszone algorytmy i zmniejszone wymagania dotyczące liczby kubitów – znacząco przyspieszają ten proces. To, co branża jeszcze niedawno postrzegała jako wyzwanie lat 40. XXI wieku, dziś może stać się realne w ciągu kilku najbliższych lat.

Kryptografia postkwantowa

Pod koniec 2025 roku Gartner uznał migrację do kryptografii postkwantowej (PQC) za priorytet na poziomie zarządów, rekomendując podjęcie działań jeszcze przed rokiem 2030. Niedługo później dział Quantum AI firmy Google opublikował raport wskazujący, że powszechnie stosowane systemy kryptograficzne – w tym te wykorzystywane w kryptowalutach – mogą być bardziej podatne na ataki, niż wcześniej zakładano. Kierunek jest jasny: organizacje muszą działać już teraz.

Od lat cyberprzestępcy i podmioty państwowe stosują strategię określaną jako „zbierz teraz, odszyfruj później”, polegającą na systematycznym gromadzeniu zaszyfrowanych danych z myślą o ich przyszłym odszyfrowaniu. Dotyczy to szczególnie informacji o wysokiej wartości i długim cyklu życia, takich jak transakcje finansowe, dokumentacja medyczna, własność intelektualna czy komunikacja rządowa. Obecnie dane te są chronione za pomocą klasycznych mechanizmów kryptograficznych, takich jak RSA czy kryptografia krzywych eliptycznych, które wciąż uchodzą za bezpieczne w kontekście tradycyjnych systemów obliczeniowych. Jednak wraz z rozwojem komputerów kwantowych założenie to przestaje być aktualne.

W momencie osiągnięcia przez technologie kwantowe odpowiedniej mocy obliczeniowej, zgromadzone wcześniej dane będą mogły zostać odszyfrowane niemal natychmiast, bez możliwości cofnięcia skutków naruszenia. To sprawia, że zagrożenie to nie jest odległą wizją przyszłości, lecz realnym ryzykiem, które już dziś się materializuje – tyle że jego konsekwencje ujawnią się dopiero za kilka lat.

Dlaczego tradycyjne podejścia zawodzą

Wiele organizacji nadal traktuje kryptografię postkwantową jako prostą aktualizację polegającą na zastąpieniu jednego algorytmu innym. Takie podejście jest jednak niepełne i generuje istotne ryzyko.

W praktyce większość środowisk enterprise charakteryzuje się wysokim poziomem złożoności i brakiem pełnej przejrzystości. Obejmują one nieznane zależności kryptograficzne, systemy legacy z osadzonymi na stałe kluczami, rozproszone i nieudokumentowane elementy shadow IT, a także wygasłe lub niezarządzane certyfikaty. Dodatkowo w wielu aplikacjach mechanizmy szyfrowania są twardo zakodowane głęboko w ich strukturze. W takiej sytuacji migracja do nowych standardów nie może być skuteczna bez pełnej widoczności. Niekompletna migracja oznacza bowiem niekompletne bezpieczeństwo, a to w praktyce oznacza brak realnej ochrony. Jak podkreślają eksperci, nie da się chronić tego, czego się nie widzi.

Cel: kryptograficzna zwinność (crypto agility)

Przygotowanie organizacji na erę komputerów kwantowych wymaga znacznie więcej niż wdrożenia nowych algorytmów kryptograficznych. Kluczowe znaczenie ma osiągnięcie tzw. kryptograficznej zwinności, czyli zdolności do dynamicznego zarządzania kryptografią w całym środowisku IT. Oznacza to konieczność identyfikowania i kontrolowania wszystkich zasobów kryptograficznych w złożonych, rozproszonych architekturach, a także możliwość szybkiej wymiany podatnych algorytmów bez zakłócania działania systemów.

Organizacje muszą jednocześnie zapewnić płynne funkcjonowanie w środowiskach hybrydowych, obejmujących chmurę, infrastrukturę lokalną oraz rozwiązania brzegowe, przy zachowaniu wysokiej wydajności i skalowalności. Równie istotna jest zdolność do ciągłego dostosowywania się do zmieniających się standardów i regulacji. Kryptograficzna zwinność musi obejmować wszystkie stany danych – zarówno te przechowywane, przesyłane, jak i przetwarzane – ponieważ w środowisku zagrożeń napędzanych przez technologie kwantowe i sztuczną inteligencję statyczne podejście do bezpieczeństwa przestaje być wystarczające.

Coraz więcej organizacji dostrzega, że migracja do kryptografii postkwantowej to nie tylko wyzwanie technologiczne, lecz strategiczne ryzyko biznesowe, wymagające odpowiedniego zarządzania, inwentaryzacji zasobów oraz priorytetyzacji danych o długim cyklu życia. W przeciwieństwie do wcześniejszych transformacji technologicznych, koszt opóźnienia w tym obszarze może być nieodwracalny.

Hybrydowa kryptografia i koszt czekania

Nie istnieje jedno rozwiązanie, które pozwoli organizacjom z dnia na dzień osiągnąć pełną odporność na zagrożenia kwantowe. Transformacja w kierunku bezpieczeństwa postkwantowego wymaga podejścia hybrydowego, które łączy algorytmy rekomendowane przez NIST z zakresu kryptografii postkwantowej, zapewniające długoterminową odporność, z dobrze sprawdzonym szyfrowaniem symetrycznym, gwarantującym wydajność i skalowalność. Takie podejście umożliwia zachowanie kompatybilności wstecznej, zapewnia bezpieczeństwo w przyszłości oraz pozwala utrzymać ciągłość operacyjną w trakcie całego procesu migracji. Wdrożenie tego modelu w skali przedsiębiorstwa nie może jednak opierać się na punktowych narzędziach czy manualnych aktualizacjach. Wymaga ono spójnego, platformowego podejścia opartego na kryptograficznej zwinności, które obejmuje wszystkie obszary infrastruktury – od sieci, przez chmurę i urządzenia końcowe, po środowiska danych.

Organizacje, które zdecydują się działać odpowiednio wcześnie, zyskują możliwość identyfikacji i izolowania podatnych zasobów, szybkiej rotacji kluczy oraz skutecznej ochrony danych wrażliwych jeszcze przed ich potencjalnym ujawnieniem. Z kolei zwlekanie z podjęciem działań znacząco zwiększa ryzyko naruszeń danych, konsekwencji regulacyjnych, odpowiedzialności prawnej oraz długofalowych strat wizerunkowych.

Weekend prawdy dla rynków. Rozmowy USA-Iran w centrum uwagi

W ten weekend ma odbyć się kolejna runda rozmów. Rynki reagują, ale bez nadmiernych oczekiwań. Inflacja bazowa w Polsce wprawdzie rośnie, ale nadal pozostaje na relatywnie niskich poziomach. Dane z USA pokazują spadek produkcji przemysłowej.

Rozmowy pokojowe w weekend

Podobno w ten weekend ma dojść do kolejnej rundy rozmów pokojowych pomiędzy USA a Iranem. Biorąc pod uwagę, że zawieszenie broni kończy się w najbliższy wtorek, wygląda to na bardzo ostateczny termin. Wczoraj nie do końca wierzono w sukces tych rozmów, więc ropa szła w górę. Dzisiaj z kolei wraca optymizm. Pytanie, czy przed zamknięciem rynków nie pojawi się jeszcze jakaś mocna wypowiedź ze strony administracji prezydenta USA, która podgrzeje atmosferę. Rynki walutowe przyjmują te informacje dość spokojnie. Widać lekkie korekty, ale po tak silnych ruchach nie powinny one nikogo zaskakiwać. Nawet gdyby w Zatoce nie doszło do zmian, ruchy na walutach również mogłyby się pojawić. Jeżeli dojdzie do zawarcia porozumienia pokojowego lub przynajmniej zbliżenia się do niego, należy oczekiwać nie tylko spadku cen ropy, ale również umocnienia polskiego złotego.

Inflacja bazowa w Polsce

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji bazowej w naszym kraju. Wynik 2,7% to owszem więcej od oczekiwań – spodziewano się bowiem poziomu 2,6%. Trzeba jednak pamiętać, że od momentu wzrostu cen mieliśmy tylko jeden odczyt niższy od obecnego. Pokazuje to, że zmiany idą w dobrym kierunku. Inflacja bazowa przedstawia nam zmiany cen teoretycznie z wyłączeniem energii i żywności. Teoretycznie, bo chodzi o brak bezpośredniego wpływu energii. Jeżeli jednak wyższe koszty paliw wpłyną – a wpłyną na pewno – na ceny innych towarów, np. w formie logistyki, to tego już ten wskaźnik nie wykluczy. Wartość 2,7% jest niemal dokładnie 1% niższa niż wskaźnik stóp procentowych. Jest to zatem wynik, który sugeruje, że obecnie stopy są na odpowiednim poziomie. Nie jest to dobra wiadomość dla kredytobiorców, którzy liczyli na niższe raty. Jest to jednak element umacniający złotego, więc może chociaż trochę tańsza waluta na zagraniczne wakacje się uda.

Spadek produkcji za oceanem

Otrzymaliśmy szereg danych makroekonomicznych z USA, ale najważniejsze wydają się te dotyczące produkcji przemysłowej. Co ciekawe, mimo początku wojny produkcja przemysłowa spadła w marcu aż o 0,5%, choć oczekiwano wzrostu o 0,1%. Biorąc pod uwagę obecny konflikt geopolityczny, taki spadek jest zaskakujący. To właśnie m.in. dlatego analitycy oczekiwali jednak wzrostów. W tle tych danych widzimy natomiast spadającą liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Trzeba oczywiście pamiętać, że bezpośrednio w przemyśle pracuje mniej niż 10% wszystkich zatrudnionych w USA. W rezultacie zmiany zatrudnienia wynikają bardziej ze zmian w usługach. Rynek przyjął te dane bardzo spokojnie. Z drugiej strony dolar był po ośmiu z rzędu sesjach spadkowych. Po tak dużych ruchach dane muszą być naprawdę słabe, by utrzymać trend spadkowy. Te takie nie były, więc zobaczyliśmy lekką korektę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Większość Polaków rezygnuje z architekta wnętrz. Główną przeszkodą są wysokie koszty. Rynek jednak rośnie

Większość właścicieli mieszkań lub domów podczas prowadzenia remontów nie korzysta z usług architektów lub projektantów wnętrz. Tylko co piąty sięga po takie wsparcie. Ci, którzy z niego rezygnują, zazwyczaj posiłkują się inspiracjami z internetu lub gotowymi projektami. Wielu inwestorów odstrasza zbyt wysoki koszt usług, a niektórych kusi chęć zaprojektowania wnętrza samemu. Najmniej osób zniechęcają wcześniejsze negatywne doświadczenia, a także zbyt długie terminy realizacji projektów. Autorzy badania uważają, że rynek projektowania wnętrz w Polsce powoli się rozwija. Szacują, że jest obecnie wart ok. 2-4 mld zł i rośnie o kilka proc. rocznie. Przewidują też, że digitalizacja oraz rozwój narzędzi opartych o AI w ciągu kilku lat mogą obniżyć wartość podstawowych usług i zwiększyć znaczenie ofert eksperckich i premium.

Jak pokazują wyniki najnowszego badania opinii publicznej, 18,2% właścicieli domów lub mieszkań korzysta z usług architekta lub projektanta wnętrz podczas remontów. 77,3% nie robi tego, a 4,5% nie pamięta, czy sięgnęło kiedykolwiek po tego typu pomoc. – Zdecydowana większość osób wciąż urządza swoje wnętrza samodzielnie, często bez profesjonalnego wsparcia. W mojej ocenie, wynika to z niewystarczającej świadomości, na czym realnie polega praca architekta wnętrz i jak duży ma ona wpływ na komfort życia po zakończeniu remontu – komentuje inż. Paulina Trzaska, architekt i konsultantka merytoryczna badania.

W ocenie Adama Skłodowskiego, wieloletniego eksperta rynku wykończeń wnętrz, konsultanta merytorycznego badania, Polacy po prostu nie mają świadomości, ile mogą zaoszczędzić czasu, nerwów i pieniędzy na tego typu usłudze. – Patrzą tylko na to, ile architekt sobie życzy za mkw. i wówczas w wielu przypadkach rozmowa się urywa. I tu trzeba też uczciwie powiedzieć, że te wynagrodzenia są naprawdę wysokie. Dlatego duża część inwestorów szuka alternatywnych rozwiązań – uzupełnia specjalista.

Z kolei według analityków z UCE RESEARCH, rynek projektowania wnętrz w Polsce jest obecnie wart ok. 2-4 mld zł. Rośnie umiarkowanie, tj. o kilka procent rocznie. Prognozy na lata 2026-2030 są ogólnie pozytywne, ale nierównomierne. Autorzy badania dodatkowo przewidują, że rynek będzie rósł, ale jednocześnie mocno się przetasuje. Ponadto trzeba dodać, że charakteryzuje się on silnym rozdrobnieniem oraz dużą konkurencją cenową, co ogranicza możliwość standaryzacji stawek i powoduje mocne zróżnicowanie jakości usług. Istotnym trendem jest również postępująca profesjonalizacja usług oraz przesunięcie popytu w kierunku kompleksowej obsługi inwestycji („projekt + nadzór + koordynacja wykonawcza”), a nie tylko samego projektu koncepcyjnego.

– Dodatkowo coraz większy wpływ na strukturę rynku ma digitalizacja oraz rozwój narzędzi opartych o sztuczną inteligencję, które automatyzują część prostych prac projektowych, np. szybkie wizualizacje czy układy funkcjonalne. To w perspektywie kilku lat może obniżać wartość podstawowych usług projektowych, jednocześnie zwiększając znaczenie ofert eksperckich i premium. W konsekwencji rynek będzie ulegał polaryzacji. Rosnąć będzie segment wysokomarżowych, kompleksowych usług projektowych oraz realizacji pod klucz. Jednocześnie presja cenowa oraz automatyzacja będą wypierać najprostsze, niskobudżetowe usługi projektowe – prognozują analitycy z UCE RESEARCH.

Zdaniem architektki, po wynikach badania widać, że obecnie część inwestorów korzysta ze wsparcia narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Dla branży na pierwszy rzut oka to może wydawać się powodem do obaw, ale eksperci ich nie potwierdzają. Adam Skłodowski zaznacza, że rozwój sztucznej inteligencji to dla projektantów i inwestorów szansa, a nie zagrożenie. Narzędzia oparte na AI usprawniają proces projektowy, przyspieszając tworzenie koncepcji i wizualizacji oraz ułatwiają inwestorom wyobrażenie sobie efektu końcowego. Mogą też w przyszłości obniżyć cenę samej usługi. Natomiast nie zastąpią kluczowych kompetencji człowieka, takich jak zrozumienie potrzeb użytkownika, łączenie estetyki z funkcjonalnością czy podejmowanie decyzji w kontekście budżetu i techniki.

– Rolą projektanta jest przełożenie potrzeb klienta na konkretne, funkcjonalne rozwiązania, które sprawdzą się w codziennym użytkowaniu. Dla przykładu można podać, że brakuje ich w mieszkaniach deweloperskich, bo są projektowane schematycznie. Instalacje – szczególnie elektryczne – rozmieszczone są w sposób uniwersalny. Gotowe rozwiązania nie uwzględniają rzeczywistego stylu życia mieszkańców. Natomiast z perspektywy klienta kluczowe są trzy kwestie. Pierwsza to stworzenie wnętrza dopasowanego do własnych potrzeb, a nie dla przeciętnego użytkownika. Druga sprawa dotyczy uniknięcia błędów technicznych i funkcjonalnych. Trzecią rzeczą jest realna kontrola budżetu – wylicza inż. Paulina Trzaska.

Uczestnicy badania, którzy nie angażują do pracy architekta lub projektanta wnętrz, wskazali, dlaczego tak postępują. Spośród 15 możliwych odpowiedzi mogli wybrać maksymalnie 5. Po wynikach widać, że 67,5% respondentów korzysta z inspiracji z internetu lub gotowych projektów. Jak podkreśla Adam Skłodowski, to spora pułapka, bo tego typu materiały są tylko i wyłącznie poglądowe. Brakuje w nich detali, np. konkretnych wymiarów, rodzaju i ilości materiałów. Tego typu kwestie architekt zawsze przekazuje klientowi. Nagminne są też sytuacje, że inwestorzy upierają się przy jakimś podpatrzonym z internetu rozwiązaniu, ale często ono nie może być 1:1 przeniesione na ich budowę. Wówczas zaczyna się robić nerwowo, na czym oczywiście tracą obie strony.

– Internet oraz gotowe projekty są łatwo dostępne i atrakcyjne wizualnie, dlatego stanowią naturalne źródło inspiracji. Kłopot polega jednak na tym, że nie rozwiązują one indywidualnych problemów. Nie uwzględniają konkretnych wymiarów, instalacji ani realnych potrzeb domowników. Są tworzone dla ogółu, a nie dla danej rodziny, trybu życia czy budżetu, nie wspominając już o konkretnych warunkach technicznych. W praktyce użytkownik próbuje dopasować się do gotowego projektu, zamiast mieć lokal dostosowany do siebie – przekonuje architekt inż. Paulina Trzaska.

Na dalszych miejscach w rankingu widać takie odpowiedzi, jak zbyt wysoki koszt usług – 46,8%, a także chęć zaprojektowania wnętrza samodzielnie – 29,6%. Ponadto część osób obawia się, że architekt nie zrozumie ich potrzeb – 23,6%. Niektórzy respondenci uważają też, że ich remont jest zbyt mały, aby angażować architekta – 21,6%. Dla ekspertki kolejność i skala tych odpowiedzi nie są zaskoczeniem. Wiele osób obawia się kosztów. Jednak w rzeczywistości dobrze przygotowany projekt pozwala wręcz realnie je optymalizować, uniknąć nietrafionych zakupów oraz zaplanować budżet etapami.

– W praktyce architekt pomaga optymalizować koszty i stara się zapobiec błędom, które zdarzają się przy samodzielnym projektowaniu. Poprawki, przeróbki czy nietrafione zakupy mogą znacząco podnieść finalny budżet. Obawy o niezrozumienie potrzeb wynikają zwykle z braku wiedzy o procesie projektowym, który opiera się na ścisłej współpracy i analizie oczekiwań inwestora. Z kolei przekonanie, że mały remont nie wymaga specjalisty, bywa często mylące, bo właśnie przy ograniczonym zakresie najłatwiej o kosztowne błędy – stwierdza Adam Skłodowski.

Najmniej wskazań w badaniu uzyskały takie odpowiedzi, jak negatywne wcześniejsze doświadczenia z architektami lub projektantami wnętrz – 2,1%, a także zbyt długi termin realizacji projektu – 4,6%. Niewiele osób nie wie też dokładnie, jakie usługi w ogóle oferuje architekt – 4,9%.

Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interview), polegającą na realizacji ankiet internetowych wspomaganych komputerowo. Badanie zostało zrealizowane przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH na ogólnopolskiej próbie 1004 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat, którzy w ciągu ostatnich dwóch lat robili remont własnej bądź wynajmowanej nieruchomości. Respondenci zostali dobrani w sposób kwotowo-losowy (tj. pod względem wieku, płci oraz regionu) z wykorzystaniem panelu badawczego, a udział w badaniu miał charakter anonimowy.

OFE inwestuje 58 mln PLN w Medinice. Spółka rozwija nowe segmenty MedTech

Zarząd Medinice S.A. – notowanej na GPW spółki MedTech należącej do indeksu SWIG – informuje o zamiarze poszerzenia swojego portfolio produktowego, wchodząc z projektami do dwóch perspektywicznych segmentów globalnego rynku MedTech: Pulsed Field Ablation (PFA) oraz robotyki z zakresu systemów chirurgicznych. Projekty te w naturalny sposób wpisują się w realizowaną strategię rozwoju małoinwazyjnych urządzeń dla kardiologii i kardiochirurgii, jednocześnie poszerzając skalę możliwości technologicznych oraz komercyjnych Medinice.

  • Medinice SA wchodzi w perspektywiczne segmenty kardiologii i kardiochirurgii małoinwazyjnej: PFA oraz robotykę,
  • Zabezpiecza finansowanie strategii rozwoju,
  • Zyskuje wsparcie renomowanego polskiego funduszu emerytalnego jako długoterminowego akcjonariusza.

PFA (Pulsed Field Ablation) – ablacja z wykorzystaniem pulsacyjnego pola elektrycznego, jest technologią nowej generacji w leczeniu migotania przedsionków, która może wyznaczać nowy standard terapii zabiegowej. Jej przewaga wynika z selektywnego oddziaływania na komórki mięśnia sercowego, przy jednoczesnym ograniczeniu ryzyka uszkodzenia struktur sąsiadujących. Technologia ta oferuje również potencjał do zwiększenia bezpieczeństwa oraz efektywności proceduralnej. Równolegle Medinice planuje rozszerzyć portfolio o robotyczną kardiochirurgię małoinwazyjną, która pozostaje spójna z dotychczasowym profilem działalności Spółki. Rozwiązania te wspierają wykonywanie precyzyjnych procedur przez niewielkie dostępy operacyjne, ograniczając traumatyzację tkanek, a tym samym sprzyjając skróceniu hospitalizacji i rekonwalescencji pacjentów. Jednocześnie systemy robotyczne zwiększają precyzję ruchów operatora, powtarzalność procedur oraz ergonomię pracy zespołu zabiegowego.

Oba te obszary nie stanowią zmiany strategii Medinice SA, lecz jej konsekwentne, strategiczne rozwinięcie. Spółka pozostaje skoncentrowana na kardiologii i małoinwazyjnej kardiochirurgii, a nowe segmenty wzmacniają istniejące portfolio produktowe, wykorzystują obecne kompetencje i budują dodatkowy potencjał wzrostu w ramach już obranej ścieżki rozwoju.

Renomowane OFE  nabywa akcje Medinice SA – 58 mln PLN na finansowanie nowej strategii i dalszego rozwoju

Spółka pozyskała 58 mln PLN od jednego z największych otwartych funduszy emerytalnych  w Polsce, które nabyło 1 165 tys. akcji Medinice S.A. po cenie jednostkowej akcji na  poziomie 50 PLN, czyli zbliżonej do aktualnej ceny rynkowej.

Medinice SA zyskuje tym samym kolejnego długoterminowego partnera. W 2025 roku do akcjonariatu przystąpiło TFI PZU, jedno z największych Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych (TFI) w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Od tego momentu minęło niespełna pół roku. W tym okresie wartość akcji Spółki, a tym samym jej kapitalizacja wzrosła kilkukrotnie przekraczając kwotę 0,5 mld PLN. Dołączenie do grona akcjonariuszy znaczącego inwestora finansowego potwierdza zasadność dotychczasowej strategii produktowej i komercyjnej, ale także uwiarygadnia nowe kierunki rozwoju Spółki.

Swój kilkunastoprocentowy udział w akcjonariacie utrzyma powiązana z Prezesem Zarządu Medinice, Sanjeevem Choudary, Fundacja Rodzinna Parmamand, która planuje objąć 1 165 tys. akcji serii O i w tym celu zażądała zwołania Walnego Zgromadzenia celem podjęcia uchwały emisyjnej.

Wejście kolejnego inwestora instytucjonalnego do naszego akcjonariatu to dowód na to, że fundamenty dotychczasowej strategii i nowych kierunków znajdują uznanie wśród coraz większych instytucji finansowych w Polsce i Europie. Z pierwszych, docierających do mnie sygnałów jest także pozytywnie odbierane przez dotychczasowych akcjonariuszy – powiedział Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice S.A. – Pozyskane od OFE środki dają nam realne narzędzia do realizacji ambitnych, ale precyzyjnie zaplanowanych kierunków strategicznych. Pozwalają także na komfortowe prowadzenie trwających rozmów komercjalizacyjnych. – dodał.

Komercjalizacja flagowych projektów: CoolCryo i PacePress

Równolegle spółka prowadzi procesy komercjalizacji dwóch flagowych projektów z dotychczasowego portfolio: CoolCryo – system do krioablacji serca oraz PacePress – wyrób zmniejszający ryzyko powikłań po implantacji urządzeń elektroterapeutycznych. Medinice SA prowadzi zaawansowane rozmowy z trzema niezależnymi podmiotami branżowymi o zasięgu międzynarodowym w zakresie potencjalnej sprzedaży CoolCryo.

W przypadku PacePress spółka jest zaangażowana w dedykowany proces z jednym z największych globalnych graczy na rynku MedTech.

W najbliższym czasie Medinice SA planuje zorganizować webinar inwestorski, podczas którego Zarząd Spółki przybliży szczegóły nowych kierunków strategicznych – PFA i robotyki, zaktualizuje status bieżących projektów oraz procesów komercjalizacyjnych. Więcej informacji niebawem.

Nowe uprawnienia PIP uderzą w HoReCa w szczycie sezonu. Branża szuka bezpiecznych modeli zatrudnienia

  • Główny Inspektor Pracy zakłada stosowanie nowych przepisów rozszerzających kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy już tego lata. PIP dostał dostęp do danych ZUS i KAS, ogłasza nabór na nowych kontrolerów.
  • Wg GUS około 1,4–1,5 mln osób pracuje wyłącznie na podstawie umów cywilnoprawnych. Po zmianach PIP będzie mógł zakwestionować taką formę zatrudnienia.
  • Jeśli restauracje i hotele nie wdrożą alternatywnych rozwiązań w zakresie zatrudnienia, czekają ich większe koszty lub ryzyko kłopotliwych kontroli PIP w środku sezonu.
  • Spędzający wakacje w Polsce mogą w tym roku zapłacić więcej. Wg przedstawicieli branży hotelowej może być o 15–20% drożej.

Nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy została podpisana przez Prezydenta i opublikowana w Dzienniku Ustaw. Obowiązuje 3-miesięczne vacatio legis, co oznacza, że nowe przepisy wejdą w życie w środku nadchodzącego sezonu wakacyjnego. Nowelizacja może wymusić szybką zmianę organizacji zatrudnienia. Podniesie też koszty, dodatkowo destabilizując działalność niektórych podmiotów bazujących na umowach cywilnoprawnych. Może także przełożyć się bezpośrednio na ceny dla klientów.

Największa zmiana polega na tym, że inspektor PIP będzie mógł w drodze decyzji administracyjnej zakwestionować formę zatrudnienia i wskazać, że dana osoba powinna mieć umowę o pracę. Procedura kontrolowania kontraktu cywilnoprawnego zakłada najpierw wydanie polecenia przez inspektora w zakresie dobrowolnego przekształcenia kontraktu na etat albo usunięcia z kontraktu elementów etatu. Wiele przypadków trafi do sądów. Choć po poprawkach legislacyjnych zrezygnowano z najbardziej kontrowersyjnych zapisów dotyczących działania prawa wstecz, to nadal oznacza to dla pracodawców realne ryzyko: konieczność zmiany formy zatrudnienia oraz potencjalne sankcje finansowe.

Z danych GUS wynika, że około 1,41,5 mln osób w Polsce pracuje wyłącznie na podstawie umów cywilnoprawnych. Co istotne, największa koncentracja takich form zatrudnienia występuje w sektorach usługowych. Latem to np. branża hotelarska, gastronomiczna czy obsługa ośrodków wypoczynkowych.

Sezonowość kontra regulacje

HoReCa (hotele, restauracje, catering) należy do sektorów najbardziej wrażliwych na zmiany regulacyjne. Tam model biznesowy opiera się na dużej zmienności zapotrzebowania na pracę. W szczycie sezonu zatrudnienie może wzrosnąć nawet dwukrotnie, by po jego zakończeniu znacząco spaść. W ośrodkach nadmorskich część obiektów w ogóle nie działa poza sezonem.

– Z wieloma osobami pracuję już kilka lat zatrudniając je na umowy stałe. Jednak w dużej części obiektów nawet 7080 proc. personelu to pracownicy sezonowi lub zatrudnieni na podstawie umów cywilnoprawnych. Najczęściej to pomoc kuchenna, pokojowe, personel kelnerski. Bez elastycznych form zatrudnienia prowadzenie działalności byłoby bardzo trudne. Zatrudnienie wszystkich na stałą umowę znacząco podniosłoby koszty prowadzenia działalności. W efekcie cena doby hotelowej mogłaby wzrosnąć o kilkanaście procent. Oczywiście branża rywalizuje ze sobą, ale jeżeli 80% obiektów opiera swoją działalność na pracy sezonowej, to wszystkie staną przed trudną decyzją podniesienia cen. Zrobi to prawdopodobnie 4 na 5 podmiotów – mówi Patryk Bińkowski – dyrektor hotelu i prezes spółki Hotelove Sp. z o.o., doradca hotelowy i przedstawiciel branży hotelarskiej z woj. zachodniopomorskiego.

Podobnych wzrostów należałoby oczekiwać w przypadku wyżywienia czy korzystania z atrakcji turystycznych. Na rosnące koszty wakacji Polacy już są przygotowani – droższe paliwo i transport podbiją ceny wyjazdów. Teraz dochodzi kolejny czynnik: zmiany w prawie pracy. Może się okazać, że czeka nas fala „paragonów grozy”. Już nie tylko z Zakopanego czy nadmorskich kurortów, ale także z miejsc, które dotąd były tańszą alternatywą. W skrajnym scenariuszu istnieje ryzyko „najdroższych wakacji w Polsce w historii”, a tego nie chcą turyści, właściciele obiektów turystycznych ani rząd.

Ekspert zwraca uwagę, że nie dla wszystkich pracowników przekwalifikowanie umów na stałe byłoby pożądane. Ważną częścią obsługi są osoby z zagranicy, szczególnie z Ukrainy. Dla wielu z nich praca sezonowa jest korzystna, bo potem wracają na kilka miesięcy do siebie.

Ryzyko kontroli w środku sezonu

Główny Inspektor Pracy zakłada, że kontrole zaczną się już w lipcu tego roku. Powstaje lista pytań kontrolnych. Miało ich być około 40, finalnie będzie mniej. W skali całego kraju sprawdzaniem kontraktów zajmie się kilkadziesiąt osób. PIP otwiera nabór na 100 nowych etatów do obsługi przepisów przewidzianych w nowelizacji. PIP w typowaniu podmiotów do kontroli będzie opierał się na stworzonym do tego algorytmie. Pomóc ma dostęp do danych ZUS i KAS co podniesie skuteczność działań PIP.

Nowe uprawnienia PIP wprowadzają spory element niepewności. Pracodawcy obawiają się scenariusza, w którym w trakcie sezonu dochodzi do kontroli, a jej wynik wymusza zmiany kadrowe. Nawet jeśli przepisy nie będą działały wstecz, sama konieczność reorganizacji zatrudnienia może oznaczać poważne zakłócenia. Eksperci wskazują, że największym problemem nie jest sama zmiana przepisów, lecz moment jej wejścia w życie i sposób egzekwowania.

Jeśli inspektor PIP zakwestionuje model zatrudnienia trzeba będzie odrywać menedżerów od pracy, angażować personel, przygotowywać dokumenty. To dezorganizuje funkcjonowanie obiektu – wskazuje ekspert. Jak dodaje, napięcie nie kończy się na zapleczu. Stres przenosi się na obsługę, a ostatecznie odczuwają go goście. To ostatnia rzecz, jakiej branża potrzebuje w sezonie.

– Firmy nie obawiają się dziś wyłącznie wzrostu kosztów pracy, ale przede wszystkim pojawiającej się nieprzewidywalności. Kontrola w środku sezonu może oznaczać konieczność przeorganizowania zespołu i formy współpracy. Zwracają się do nas podmioty z sektora hotelarskiego i usługowego z bardzo konkretnym pytaniem: „co możemy zrobić”. To pokazuje skalę niepewności na rynku. To moment, w którym trzeba podjąć decyzję z wyprzedzeniem. W sezonie nie będzie już czasu na eksperymenty – mówi Radosław Susłowicz, mecenas z Instytutu na Rzecz Rozwoju HR w Polsce.

Agencje pracy to alternatywny model zatrudnienia w ramach nowych przepisów

W odpowiedzi na zmieniające się otoczenie prawne coraz większym zainteresowaniem cieszy się model pracy tymczasowej i outsourcingu procesowego. W przeciwieństwie do klasycznych umów cywilnoprawnych, relacja między agencją pracy tymczasowej a pracownikiem jest uregulowana odrębnymi przepisami, co ogranicza ryzyko jej zakwestionowania.

To oznacza, że hotel czy restauracja nie zatrudnia bezpośrednio pracowników sezonowych, lecz korzysta z usług agencji, która deleguje personel do wykonywania określonych zadań. Taka osoba formalnie pozostaje zatrudniona przez agencję, a u pracodawcy użytkownika może wykonywać zadania nawet przez 18 miesięcy.

Jeszcze dalej idzie outsourcing procesowy. W takim przypadku hotel nie zatrudnia np. personelu sprzątającego, lecz zleca kompleksową usługę utrzymania pokoi firmie zewnętrznej.

To forma dostosowania modelu biznesowego do nowych realiów regulacyjnych. Firmy szukają dziś przede wszystkim bezpieczeństwa prawnego. To moment, w którym wielu przedsiębiorców musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy są gotowi na funkcjonowanie w nowym otoczeniu regulacyjnym. Dla części z nich oznacza to konieczność zmiany podejścia do zarządzania personelem – podkreśla mecenas Radosław Susłowicz z IRHR.

Nieuzasadnione stosowanie kontraktu cywilnoprawnego zamiast etatu będzie po zmianach zagrożone karą grzywny do 60 tys. zł. W przypadku korzystania z pośrednictwa agencji pracy tymczasowej takie zagrożenie jest istotnie niwelowane.

Nadchodzący sezon turystyczny może być pierwszym sprawdzianem dla nowych regulacji. Przedsiębiorcy z branży HoReCa stają dziś przed wyborem: czy utrzymać dotychczasowy model zatrudnienia i zaakceptować ryzyko kontroli, czy też przejść na rozwiązania oparte na kooperacji z agencjami pracy.

Zmiany w przepisach nie oznaczają końca elastycznych umów, ale przesuwają granice ich stosowania. Może to doprowadzić do przebudowy organizacji zatrudnienia w wielu sektorach – szczególnie tam, gdzie sezonowość i zmienność popytu są kluczowe dla prowadzenia biznesu.

Ponad 143 tys. samochodów elektrycznych w Polsce. Rynek nadal rośnie mimo końca dopłat

Według danych z końca marca 2026 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 143 689 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). W pierwszym kwartale b.r. ich liczba zwiększyła się o 11 439 szt., czyli o 59% więcej niż w analogicznym okresie 2025 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec marca 2026 r. po polskich drogach jeździły 263 084 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 131 863 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 131 221 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 12 630 szt. Stale rośnie flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec I kwartału b.r. składała się z 28 885 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 360 218 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 2 068 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1 915 szt., zaś wodorowe 153 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec marca 2026 r. w Polsce funkcjonowały 12 543 ogólnodostępne punkty ładowania pojazdów elektrycznych. 48% z nich (5 980 szt.) stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 52% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W przypadku 21% punktów DC możliwe jest również alternatywne skorzystanie z ładowania AC.

– Marcowy wynik pokazuje, w przypadku rejestracji samochodów bateryjnych, że po okresie hossy spowodowanej dotacjami z programu NaszEauto, powróciliśmy do wyniku, który odnotowywaliśmy w ciągu ostatnich lat tj. wzrostu rejestracji o ok 50 proc. r/r. Pomimo ostatecznej decyzji o nieprzyznawaniu środków w wysokości 300 mln złotych na dopłaty do zakupów pojazdów zeroemisyjnych, wydaje się, że ten rok, jeśli chodzi o rejestracje BEV, nie będzie znacznie gorszy od poprzedniego. Warto podkreślić bardzo wysoki poziom rejestracji hybryd plug-in, których zakup nie jest objęty żadnym systemem wsparcia. W pierwszych trzech miesiącach b.r. około czterokrotnie – w stosunku do roku poprzedniego – wzrosła liczba zarejestrowanych autobusów zeroemisyjnych. Oznacza to, że po wyraźnym spowolnieniu rynku spowodowanym pandemią, samorządy chętniej przeznaczają środki na wymianę taboru, by był bardziej przyjazny środowisku.  W porównaniu do ubiegłego roku, rejestracje osobowych samochodów wodorowych są nieco niższe, zaś rejestracje klasycznych hybryd utrzymują się na zbliżonym poziomie – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Liczba nowych rejestracji osobowych BEV w I kwartale b.r. wzrosła o prawie 75% r/r, natomiast w samym marcu o niemal 50%. Udział rynkowy „elektryków” kategorii M1 przekroczył w ubiegłym miesiącu 5,3%. To lepszy wynik niż rok wcześniej, co może stanowić dobry prognostyk, zwłaszcza w kontekście formalnego wyczerpania alokacji „NaszegoEauta”. Na pewno jednak znaczna część osób, które nabyły samochód elektryczny w ostatnich tygodniach liczy na uzyskanie dotacji, szczególnie po zapowiedziach dotyczących podwyższenia budżetu programu. Dziś wiemy już, że transfer dodatkowych środków nie nastąpi.  Mimo to na rynku nadal dostępne są oferty wynajmu długoterminowego BEV w cenach na poziomie 1 tys. zł miesięcznie lub mniej. W kolejnych miesiącach możemy spodziewać się dalszego nasilenia konkurencji cenowej m.in. w związku z rosnącą presją ze strony chińskich producentów oraz nieubłaganie zbliżającym się terminem realizacji obowiązku redukcji emisji za lata 2025-2027   – mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

200 tysięcy kierowców na szkoleniach wojskowych. Przedsiębiorcy obawiają się o płynność działania

Wojsko wezwie kierowców i mechaników na szkolenia. Przewoźnicy drogowi: „Nikt nie myśli o rekompensatach dla firm”.

Nawet 200 tysięcy kierowców może zostać wezwanych w 2026 roku na szkolenia wojskowe. Kartę powołania na trwające kilka lub kilkanaście dni szkolenie może dostać każdy kierowca, który nie ukończył jeszcze 55 lat, a ma prawo jazdy kategorii C lub D. – Zapowiedź szkolenia rezerwistów nie jest dla nas zaskoczeniem, ale potencjalna skala już może stanowić poważny problem. To kolejny temat, który powinien być przedmiotem dyskusji między zrzeszeniami kierowców i choćby Ministerstwem brony Narodowej czy Ministerstwem Infrastruktury. Obawiamy się, że zostaniemy podstawieni przed faktem dokonanym i kolejnymi stratami finansowymi – przyznaje Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

„Kierowcy są dla struktury wojskowej bardzo ważni”

Szkolenia wojskowe kierowców nie mają charakteru zorganizowanego. Jak mówią przedstawiciele Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych kierowcy póki co nie otrzymują powołań, ale prawdopodobne jest, że może to nastąpić jeszcze wiosną. Mobilizacja ma być rekordowa i sięgać nawet 200 tysięcy kierowców z prawem jazdy kategorii C i D w całej Polsce.

– Kierowcy są dla struktury wojskowej bardzo ważni. Wojsko potrzebuje kierowców, stąd też spodziewamy się dużej skali powołań na szkolenia, a co za tym idzie zmian w siatce funkcjonowania wielu firm na czas szkoleń. To nas martwi. Nikt nie zamierza uchylać się od tego obowiązku. Problemem jest jednak często brak wcześniejszego uprzedzenia, że taka sytuacja będzie miała miejsce i brak rekompensaty dla firm, które ze względu na szkolenia będą ponosić straty z tytułu niewykonanych transportów – mówi Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

Przedsiębiorcy oczekują większego zrozumienia ich sytuacji

Przedstawiciele Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych mówią o tym, że nagłe powołania mogą być problemowe do realizacji. Braki kadrowe w większości firm TSL są faktem.

– Obecnie przepisy przewidują rekompensatę wynagrodzenia dla pracownika, który powołany jest na szkolenie wojskowe. Nie ma jednak ani słowa o tym, że konsekwencje jego powołania to zmiana struktury pracy w firmie, co powoduje, że na kilka lub kilkanaście dni wypada nam z harmonogramu człowiek wykonujący konkretną pracę. Mało która firma transportowa ma nadmiar kierowców. A co jeżeli jednocześnie powołanych zostanie kilku kierowców z jednej firmy? Taka sytuacja naraża firmę na opóźnienia, straty finansowe, a być może także na kary finansowe jeżeli nie uda się znaleźć zastępstwa dla kierowców, którzy będą szkoleni – przyznaje Dariusz Matulewicz.

Wojsko koncentruje się przede wszystkim na osobach z pasywnej rezerwy, czyli tych, które mają uregulowany stosunek do służby wojskowej – najczęściej po kwalifikacji wojskowej.

Spodziewamy się, że poza przewoźnikami drogowymi najczęściej powoływani mogą być także technicy, mechanicy, elektrotechnicy, logistycy i spedytorzy.

– Nie ma nic złego w powołaniach. Problemem może być organizacja. Apelujemy, by było to uporządkowane – mówi Dariusz Matulewicz.

Szkolenia mogą być jednodniowe, ale także mogą trwać do 30 lub powyżej 30 dni. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że powołania szkoleniowe rezerw pasywnych trwają zwykle około tygodnia.

Rynek najmu w Polsce się zmienia. Więcej mieszkań na wynajem, niższe czynsze i nowe ryzyka

Średni czynsz w miastach wojewódzkich spadł do 3,5 tys. zł, ale to nie ceny są dziś kluczowym sygnałem z rynku najmu. Uwagę zwraca wyraźny przyrost ofert – w serwisie Otodom jest ich już 25,4 tys., co oznacza 4-procentowy wzrost w zaledwie miesiąc. Za tym ruchem stoi przede wszystkim majowy termin wdrożenia nowych regulacji. W dłuższej perspektywie rynek musi uwzględnić również kolejną zmienną. Napięcia wokół konfliktu w Iranie stają się istotnym czynnikiem ryzyka, który może zweryfikować plany zarówno wynajmujących, jak i najemców.

Z danych Otodom wynika, że od początku roku na rynku najmu obserwujemy niewielki, ale stopniowy miesięczny spadek średnich cen ofertowych mieszkań – o około 1%. Jeszcze w styczniu przeciętny koszt najmu wynosił 3,6 tys. zł miesięcznie, podczas gdy w marcu stawka spadła do 3,5 tys. zł.

– Mowa tu oczywiście o średniej dla miast wojewódzkich. Lokalne rynki reagują skrajnie różnie. Największe korygują stawki, podczas gdy w mniejszych miastach ceny stopniowo rosną – mówi Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Przepaść cenowa. Różnice pomiędzy miastami sięgają 2,7 tys. zł

Ranking miast otwiera Warszawa, która utrzymuje pozycję najdroższego rynku w kraju. Poszukujący lokum w stolicy muszą liczyć się z miesięcznym wydatkiem rzędu 4,8 tys. zł. To znacząca różnica względem drugiego w zestawieniu Trójmiasta, gdzie średni koszt najmu jest o 1,7 tys. zł niższy i wynosi 3,1 tys. zł.

W marcu korekta stawek ofertowych objęła sześć z siedmiu największych miast w Polsce – Katowice, Kraków, Poznań, Trójmiasto, Warszawę i Wrocław. Wyjątkiem pozostała Łódź, gdzie czynsze utrzymały się na stałym poziomie 2,3 tys. zł. Patrząc poza największą “siódemkę”, najciekawsza sytuacja panuje w Kielcach. Mimo że z kwotą 2,1 tys. zł miasto to pozostaje najtańszym rynkiem w zestawieniu Otodom, to właśnie tam odnotowano najwyższą dynamikę zmian. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 2,4%, idąc pod prąd spadkowemu trendowi widocznemu w głównych ośrodkach – dodaje Paweł Jarząbek.

Natomiast w ujęciu rocznym na rynkowych liderów wyrastają Olsztyn oraz Opole, gdzie przeciętne stawki ofertowe skoczyły odpowiednio o 9% i 5,1%. Mimo tak wyraźnej dynamiki, oba miasta wciąż pozostają znacznie poniżej średniej dla 18 analizowanych rynków. Nieco głębiej do portfela muszą sięgnąć jednak mieszkańcy Opola, gdzie koszt najmu wynosi 2,5 tys. zł miesięcznie.

Rynek najmu Średni czynsz spadł do 3,5 tys. zł

40 mkw. i własne zasady. Tak mieszkają młodzi

Od miesięcy niezmiennie największym zainteresowaniem cieszą się mieszkania dwupokojowe. Odpowiadają one za ponad połowę wszystkich marcowych wyszukiwań w serwisie Otodom. Najbardziej preferowane są lokale o powierzchni około 40 mkw. Taki metraż to naturalny wybór między innymi dla osób wchodzących w dorosłość. Często stanowi kompromis pomiędzy potrzebą niezależności a możliwościami finansowymi.

Co ciekawe, u kobiet presja na usamodzielnienie okazuje się silniejsza niż u mężczyzn. Z raportu Otodom „Szczęśliwy dom. Męskie oblicza szczęścia” wynika, że jedynie 5% mężczyzn postrzega przeprowadzkę przede wszystkim jako krok ku niezależności – o 5 p.p. mniej niż w przypadku kobiet.

To silne zakorzenienie mężczyzn w strukturze rodzinnej dostrzega również Mateusz Łakomy, demograf, zwracając z kolei uwagę na znaczenie sukcesji i tradycji. – Młodzi mężczyźni mają nieco większą skłonność do pozostawania w miejscowościach urodzenia między innymi ze względu na pomoc w prowadzeniu firmy rodziców czy gospodarstwa rolnego, z perspektywą ich dziedziczenia, a także są nieco bardziej podatni na przejmowanie rodzinnych tradycji zawodowych – podsumowuje ekspert.

Jaka jest pula mieszkań na wynajem?

Od początku roku mieszkań na wynajem przybywa, jest więc z czego wybierać. Na koniec marca liczba aktywnych ogłoszeń w serwisie Otodom wyniosła 25,4 tys., co oznacza wzrost o około 4% miesiąc do miesiąca i aż o 1,8 tys. ofert więcej względem końca stycznia.

– W marcu dynamika wzrostu była zbliżona do tej z lutego, choć niższa niż w styczniu. Liczba nowych ofert wyniosła 16,8 tys., co potwierdza utrzymującą się wysoką aktywność po stronie wynajmujących. Jednym z możliwych powodów tego trendu są planowane zmiany regulacyjne, przede wszystkim w segmencie najmu krótkoterminowego. Chcąc zdążyć przed ich wejściem w życie, część właścicieli mieszkań może już teraz kierować lokale do najmu długoterminowego. To zwiększa wybór dla najemców i wyjaśnia, dlaczego baza ogłoszeń rośnie, mimo że mieszkania wciąż szybko znikają z rynku – mówi Paweł Jarząbek.

Marzec przyniósł znacznie większe zróżnicowanie w podaży niż poprzednie miesiące. Choć łączna liczba ofert w Polsce wzrosła miesiąc do miesiąca o około 900, co potwierdza stabilizację rynku na relatywnie wysokim poziomie, lokalne tendencje są bardzo odmienne. Najwyższe przyrosty odnotowano w Olsztynie (+18%), Rzeszowie (+14%) oraz Bydgoszczy (+13%). Wśród największych rynków tylko Łódź osiągnęła dwucyfrową dynamikę (+10%), ale wzrost liczby ogłoszeń widoczny był także w Katowicach (+7%), Wrocławiu (+6%), Warszawie (+5%) i Poznaniu (+3%).

Na drugim biegunie znalazły się Kraków, gdzie ubyło 2% ofert oraz Trójmiasto, w którym baza mieszkań skurczyła się o 10%.

Czy wojna w Iranie ma wpływ na rynek najmu w Polsce?

Choć obecne dane mogą napawać ostrożnym optymizmem, istotnym czynnikiem ryzyka, który może wpłynąć na rynek najmu w kolejnych miesiącach, pozostają napięcia geopolityczne. W czarnym scenariuszu ewentualny powrót blokady cieśniny Ormuz mógłby przełożyć się na wzrost cen surowców energetycznych, a w konsekwencji na wyższe koszty utrzymania mieszkań i presję na wzrost czynszów.

– Niezależnie od tych ryzyk, marzec był miesiącem stopniowego równoważenia rynku. Przy stabilnej podaży i umiarkowanym popycie presja na dalsze spadki cen w największych miastach może się utrzymać, podczas gdy mniejsze ośrodki będą nadal nadrabiać dystans cenowy – podsumowuje menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Codzienne zakupy w sklepach w marcu zdrożały rdr. o 3,8 proc. Ceny samej żywności wzrosły o 3,2 proc.

0

Według analizy ponad 97 tys. cen detalicznych, w marcu br. codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 3,8% rdr. Taki sam wzrost odnotowano w lutym. W styczniu był on nieco niższy. Zatem dane pokazują, że ceny wciąż rosną, ale dynamika podwyżek lekko hamuje. Sama żywność ostatnio podrożała rdr. o 3,2%, w lutym – o 3,4%, a w styczniu – o 3,2%. Niektórzy eksperci komentujący ww. dane uważają, że gdyby nie liczne akcje rabatowe sieci handlowych to marcowy ogólny wzrost byłby wyższy. Inni twierdzą, że wynik trzeba odbierać jako rzeczywiste wyhamowanie – częściowo rynkowe, a w pewnym zakresie – związane z efektem bazy statystycznej. Jednocześnie ostrzegają, że mamy do czynienia z przejściową stabilizacją cen, które wciąż są wyższe niż inflacja.

W marcu 2026 roku ogólnie ceny najczęściej wybieranych produktów w sklepach detalicznych wzrosły średnio o 3,8% rdr. Taki sam wynik odnotowano w lutym. W styczniu wzrost wyniósł 3,7% rdr. Tak wykazał najnowszy raport autorstwa UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito. Analiza objęła 17 kategorii, w tym ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów. Dotyczy to m.in. żywności, napojów bezalkoholowych, chemii gospodarczej i art. dla dzieci. Dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito zauważa, że marcowy odczyt dynamiki cen w sklepach potwierdza, iż rynek detaliczny wszedł w fazę stabilizacji, choć nie oznacza to jeszcze realnego spadku kosztów zakupów dla konsumentów.

– Widać, że ceny nadal rosną, ale tempo tego wzrostu nie przyspiesza, a w przypadku żywności nawet lekko wyhamowuje. W efekcie poziom cen nadal jest istotnie wyższy niż przed kilkoma laty. To przekłada się na utrzymujące się poczucie wysokich kosztów życia, często silniejsze niż sugerują same wskaźniki inflacyjne – dodaje dr Gawlik.

Z raportu wynika również, że w marcu br. ceny samej żywności średnio poszły w górę o 3,2% rdr. W lutym br. wzrost rdr. wyniósł 3,4%, a w styczniu – 3,2% rdr. Dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu DSW Ideis postrzega marcowy wynik jako dowód na stabilizację cen w kategorii żywności, a nawet lekkie wygasanie wcześniejszej presji wzrostowej. W przeciwieństwie do ogólnego koszyka, gdzie widać wpływ czynników kosztowych (np. energii), ceny żywności wykazują większy spokój.

– Fakt, że dynamika rok do roku wróciła do poziomu ze stycznia, a jednocześnie spadła względem lutego, sugeruje, że rynek żywności osiągnął krótkoterminowy punkt równowagi. Z jednej strony mamy nadal czynniki podbijające ceny, jak koszty produkcji, ale z drugiej strony coraz silniej działa ograniczenie popytowe oraz wysoka wrażliwość cenowa konsumentów. Marcowe dane sugerują, że żywność przestaje być głównym motorem wzrostu cen. Jednak nie oznacza to trwałego odwrócenia trendu, a raczej przejściowe wyhamowanie – przekonuje dr Motylska-Kuźma.

Do tego dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, marcowy wynik odbiera jako rzeczywiste wyhamowanie, częściowo rynkowe. W pewnym zakresie jest to też efekt bazy statystycznej. Deflacja na rynkach surowcowych, zwłaszcza zbóż, zaczyna powoli przebijać się do półek sklepowych, ale z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Ekspert zauważa też, że za utrzymaniem niskiej dynamiki cen stoją przede wszystkim tańsze surowce energetyczne i rolne, które przełożyły się na wyhamowanie wzrostu cen żywności i energii, a inflacja bazowa traci impet. W jego ocenie, kryzys na Bliskim Wschodzie jeszcze nie wpłynął na ceny w sklepach. Za to ekspert zwraca uwagę na działania sieci handlowych.

– W dyskontach trwa prawdziwa wojna cenowa. Masło stało się narzędziem walki konkurencyjnej. Niska cena ma skłonić konsumenta do wizyty w sklepie, gdzie uzupełni on koszyk o inne, znacznie droższe produkty. To klasyczny mechanizm loss leader. Jak widać, działa skutecznie medialnie, bo percepcja cen jest równie ważna co same ceny – dodaje dr Arak.

Jak oceniają analitycy rynkowi, gdyby nie liczne akcje promocyjne sieci handlowych to marcowy wynik byłby nieco wyższy. – Retailerzy po prostu nie chcieli wystraszyć klientów i musieli zwiększyć ilość, ale także jakość oferowanych rabatów. To wszystko spowodowało, że ogólnie ceny były podobne do tych z lutego, a w przypadku żywności były nawet nieco niższe niż w lutym. Niemiej jednak w kwietniu sytuacja wróci do normy i wówczas zobaczymy, jak to będzie finalnie wyglądało – komentują autorzy badania.

Z kolei Marcin Luziński, ekonomista Santander Bank Polska, nie odniósł wrażenia, aby tegoroczne promocje przedświąteczne różniły się w istotny sposób od tych z poprzednich lat. Ekspert zachęca natomiast, aby zwrócić uwagę na to, że niskie hurtowe ceny żywności w ostatnich miesiącach sprawiły, że sieciom handlowym trudno podnosić ceny. Obecnie mierzą się z kompresją marż. Znawca rynku przewiduje również, że różnica między wynikami ww. raportu a inflacją CPI powinna się zawęzić ze względu na wyraźny wzrost cen paliw pod wpływem konfliktu na Bliskim Wschodzie.

– Obecnie mamy do czynienia z kruchym porozumieniem, które daje nadzieję na spadek cen ropy i paliw, ale ze względu na zniszczenia infrastruktury, raczej nie wrócimy szybko do poziomów cen z lutego. Zawężenie różnicy między tymi dwoma wskaźnikami może zatem się utrzymywać. Myślę też, że ceny w sklepach, w tym samej żywności, mogą nieco odbić się w górę w najbliższym czasie, choć możliwe jest też, że impuls wzrostowy pojawi się dopiero za kilka miesięcy. Na przykład globalne ceny żywności, opisywane indeksem FAO, wyraźnie odbiły się już w marcu – o 2,5%, w tym najmocniej ceny cukru – o 7,2%, a także olejów – o 5,1%. Ten wzrost niedługo dotrze też do nas – prognozuje Luziński.

Ponadto dr Agnieszka Gawlik wskazuje, że różnica między dynamiką cen całego koszyka a samą żywnością utrzymuje się i pozostaje wyraźna. Wynika to z faktu, że najszybciej drożeją kategorie inne niż żywność – przede wszystkim używki, słodycze oraz chemia gospodarcza, które są silnie uzależnione od globalnych rynków surowcowych, akcyzy i kosztów produkcji. Zdaniem ekspertki, to one „ciągną” cały indeks w górę, mimo że ceny żywności rosną wolniej. Jednocześnie otoczenie kosztowe pozostaje niepewne. Dotyczy to m.in. cen paliw, które w przypadku eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie mogą ulegać wahaniom i pośrednio wpływać na koszty transportu oraz logistyki.

– Dlatego marcowy odczyt jest sygnałem uspokojenia, ale nie przesądza o dalszym spadku dynamiki cen. W kwietniu, po wygaśnięciu efektu świątecznych obniżek, presja cenowa może być bardziej widoczna, zwłaszcza w kategoriach innych niż żywność. Sama żywność ma większe szanse na stabilizację, bo rynek pozostaje bardzo konkurencyjny, a konsumenci są wyjątkowo wrażliwi na ceny – podsumowuje ekspertka z WSB Merito.

Deeskalacja na horyzoncie? Rynki finansowe optymistyczne, rynek ropy – znacznie bardziej ostrożny

Rynki finansowe zaczęły wyceniać możliwość szybkiej deeskalacji konfliktu wokół Iranu po tym, jak Donald Trump zasugerował, że Teheran poszedł na istotne ustępstwa, a porozumienie kończące spór może zostać ogłoszone już wkrótce. Taka narracja poprawiła nastroje inwestorów, jednak skala optymizmu pozostaje ograniczona, ponieważ po stronie irańskiej nie pojawiło się dotąd potwierdzenie amerykańskich deklaracji. To sprawia, że obecne odbicie zaufania ma bardziej charakter warunkowy niż trwały i opiera się raczej na politycznych sygnałach niż na twardych ustaleniach.

Dodatkowym wsparciem dla nadziei na uspokojenie sytuacji są informacje o możliwej drugiej rundzie bezpośrednich rozmów USA-Iran jeszcze w ten weekend oraz o 10-dniowym zawieszeniu broni między Izraelem a Libanem, które zaczęło obowiązywać w nocy. Z punktu widzenia rynku oznacza to przede wszystkim próbę zatrzymania dalszej eskalacji, a nie definitywne rozwiązanie kryzysu. Nawet jeśli polityczne komunikaty brzmią coraz bardziej pojednawczo, inwestorzy muszą brać pod uwagę, że droga do pełnego porozumienia może być znacznie dłuższa. Część przywódców z państw Zatoki Perskiej i Europy zakłada, że osiągnięcie trwałego układu pokojowego może zająć około sześciu miesięcy.

Najważniejszym gospodarczym wymiarem całego kryzysu pozostaje jednak nie sama dyplomacja, lecz sytuacja w Cieśninie Ormuz. To właśnie ten szlak transportowy jest kluczowy dla globalnego rynku energii, ponieważ przed wybuchem wojny przepływała przez niego około jedna piąta światowego handlu ropą i LNG. Zakłócenia w tym obszarze natychmiast podnoszą koszty dostaw, wzmacniają presję inflacyjną i zwiększają ryzyko spowolnienia gospodarki światowej. Dlatego nawet jeśli rynki akcji reagują ulgą na polityczne sygnały deeskalacji, to prawdziwym testem poprawy sytuacji będzie dopiero przywrócenie normalnego przepływu surowców.

Zachowanie cen ropy dobrze pokazuje tę rozdwojoną reakcję rynku. Brent spadł do 98,60 USD za baryłkę, co można odczytywać jako częściowe odreagowanie po wcześniejszym wzroście napięcia. Jednocześnie realne ceny fizycznej ropy pozostają wyraźnie wyższe niż notowania kontraktów terminowych, ponieważ ceny fizycznej ropy Brent z natychmiastową dostawą utrzymuje się w okolicach 116 USD za baryłkę. Taka rozbieżność sugeruje, że inwestorzy finansowi zaczęli ostrożnie dyskontować scenariusz uspokojenia, ale uczestnicy fizycznego rynku nadal wyceniają realny niedobór podaży i wysokie ryzyko logistyczne. Innymi słowy, rynki papierowe zaczynają patrzeć w przyszłość z większą nadzieją, podczas gdy rynek fizyczny nadal pozostaje zakładnikiem bieżących zakłóceń.

Niepewność dodatkowo podtrzymują działania USA i Iranu wokół eksportu ropy. Waszyngton prowadzi pełną blokadę, by ograniczyć napływ irańskiej ropy na rynek światowy, a Teheran chce pobierać opłaty za tranzyt statków nawet po zakończeniu wojny. To oznacza, że nawet formalne wygaszenie działań zbrojnych nie musi automatycznie przełożyć się na szybki powrót do warunków sprzed konfliktu. Rynek może więc przez dłuższy czas funkcjonować w otoczeniu wyższych kosztów transportu, większej niepewności i utrzymanej premii geopolitycznej w cenach surowców.

W tym kontekście zapowiedź Wielkiej Brytanii i Francji dotycząca organizacji szczytu około 40 państw w sprawie ewentualnych sił morskich zabezpieczających Cieśninę Ormuz pokazuje, że zachodnie stolice traktują problem jako długofalowe zagrożenie dla stabilności handlu. Jednocześnie sama możliwość szybkiego rozmieszczenia takiej misji oceniana jest jako ograniczona bez szerszego porozumienia politycznego, co tylko potwierdza, że ryzyko dla rynku energii nie zniknie z dnia na dzień.

Obecnie rynki mogą chwilowo odreagowywać w odpowiedzi na sygnały politycznej deeskalacji, ale trwała poprawa nastrojów będzie możliwa dopiero wtedy, gdy znikną realne bariery w handlu surowcami. Dopóki transport przez Cieśninę Ormuz pozostaje zaburzony, dopóty utrzymuje się presja na ceny energii, inflację i perspektywy wzrostu gospodarczego. Dlatego obecny optymizm inwestorów należy traktować ostrożnie. Polityczne deklaracje poprawiają sentyment, lecz gospodarcze skutki konfliktu nadal pozostają bardzo wyraźne.

Warszawski rynek biurowy z najmniejszą liczbą inwestycji w budowie od 2011 roku

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie”, pierwszy kwartał 2026 roku na warszawskim rynku biurowym upłynął pod znakiem spowolnienia aktywności najemców po bardzo udanym ostatnim kwartale ubiegłego roku. Popyt na powierzchnie biurowe spadł zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym. Jednocześnie aktywność deweloperska nadal wpisuje się w trend spadkowy, co potwierdza najniższy od 2011 roku wolumen powierzchni w budowie. Z kolei współczynnik pustostanów utrzymał się poniżej 10% pomimo nieznacznego wzrostu w porównaniu z czwartym kwartałem ubiegłego roku i według prognoz do końca 2026 roku będzie się stopniowo obniżać.

Na koniec marca 2026 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły prawie 6,3 mln mkw. Pomimo nowej podaży odnotowanej w pierwszym kwartale pozostały one na praktycznie niezmienionym poziomie w porównaniu z analogicznym okresem w 2025 roku. W okresie od stycznia do marca deweloperzy dostarczyli na stołeczny rynek łącznie prawie 42 900 mkw. w trzech budynkach. Równolegle z warszawskiego rynku wycofano kolejne nieefektywne budynki o łącznej powierzchni prawie 24 000 mkw. Od początku 2020 roku zasoby zmniejszyły się w ten sposób o ponad 400 000 mkw., z czego ok. 60 000 mkw. powróciło na rynek w zmodernizowanych obiektach.

– Aktywność deweloperów pod koniec pierwszego kwartału 2026 roku spadła do najniższego poziomu od 2011 roku. W budowie pozostawało niewiele ponad 115 000 mkw., co oznacza spadek o prawie 40% kwartał do kwartału i o niemal 52% rok do roku. W analizowanym okresie deweloperzy nie rozpoczęli żadnych nowych inwestycji, mimo że dysponują zarówno przygotowanymi projektami, jak i gruntami zabezpieczonymi pod budowę nowych biurowców – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

W pierwszych trzech miesiącach 2026 roku najemcy podpisali umowy najmu na ponad 133 800 mkw., co stanowi spadek zarówno rok do roku, jak i kwartał do kwartału – odpowiednio o 8,8% i prawie 57%.

– Warto odnotować, że spośród ponad 200 transakcji zawartych w analizowanym okresie tylko jedna dotyczyła powierzchni biurowej większej niż 5000 mkw., lecz mniejszej niż 10 000 mkw. Z jednej strony wskazuje to na utrzymującą się ostrożność najemców i dokładną analizę potrzeb, a z drugiej strony – na kurczącą się dostępność większych modułów, szczególnie w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach i biurowcach. W strukturze najmu w pierwszym kwartale 2026 roku przeważały lokalizacje centralne, w których wynajęto niemal 72 150 mkw. biur, co stanowiło prawie 54% całkowitego wolumenu transakcji. Z kolei w strefach poza centrum podpisano umowy najmu na łącznie 61 700 mkw. – mówi Magdalena Zagórska, Dyrektor w Dziale Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

Podobnie jak w analogicznym okresie rok wcześniej, w pierwszym kwartale 2026 roku w strukturze popytu największy udział miały nowe umowy, które stanowiły 48% wszystkich transakcji. Na pozostałe 52% złożyły się renegocjacje i odnowienia umów (39%), ekspansje (9%), umowy przednajmu (3%) oraz transakcje na potrzeby własne (1%). Najbardziej aktywnymi najemcami na warszawskim rynku biurowym w minionym kwartale były firmy z sektora IT (19,7%), usług dla biznesu (12,8%), finansowego (12%) oraz produkcyjnego (8,4%).

Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku współczynnik pustostanów wyniósł 9,5%, co oznacza nieznaczny wzrost w porównaniu z poprzednim kwartałem o 0,4 p.p., lecz spadek o 1,0 p.p. rok do roku. Pomimo kwartalnego wzrostu wskaźnik ten utrzymał się na poziomie poniżej 10%.

– Ze względu na prognozowaną znikomą podaż nowej powierzchni – szacowaną na ok. 6300 mkw. w kolejnych trzech kwartałach – współczynnik pustostanów może spaść nawet do ok. 8% już pod koniec roku. Warto również zauważyć, że na koniec pierwszego kwartału pustostany w Centralnym Obszarze Biznesu stanowiły 5,9% zasobów w tej strefie, natomiast w budynkach ukończonych po 2019 roku – zaledwie 1,5%, co oznacza praktyczny brak dostępnej powierzchni w biurowcach oddanych do użytku w ciągu ostatnich 5 lat w tej strefie – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Na koniec marca 2026 roku miesięczne stawki czynszu za wynajem biura w najbardziej atrakcyjnych budynkach w centrum stolicy utrzymywały się na poziomie 22-28 euro za mkw., natomiast poza centrum wynosiły 16-18 euro za mkw. Jednak malejąca dostępność modułów o powierzchni co najmniej 4000 mkw. – zwłaszcza w centralnych lokalizacjach, gdzie tylko nieliczne budynki dysponują takimi metrażami – może w najbliższych kwartałach przełożyć się na presję wzrostową na czynsze w segmencie prime.

Warszawski rynek biurowy w I kw. 2026: mało pustostanów, wysoki udział nowych umów

W pierwszym kwartale 2026 r. warszawski rynek biurowy charakteryzował się niskim poziomem pustostanów, który wyniósł 9,5 proc. – wynika z najnowszych danych CBRE. Zasoby powierzchni biurowej w Warszawie nieznacznie wzrosły, do użytku oddane zostały dwa duże projekty biurowe, które jednocześnie są ostatnimi większymi realizacjami planowanymi na 2026 rok. W tym samym czasie z mapy rynku zniknęło sześć budynków biurowych, głównie w związku z planowanymi zmianami ich przeznaczenia. Pozostałe projekty
w przygotowaniu mają harmonogramy zakładające oddanie do użytku w latach 2027–2028, co oznacza brak nowej podaży w dalszej części 2026 roku.

Nowe umowy dominują na rynku

W sumie popyt na biura sięgnął 134 tys. mkw. W pierwszych trzech miesiącach roku za większość popytu odpowiadały nowe umowy, które dotyczyły 51 proc. wszystkich transakcji. Renegocjacje to 39 proc. wolumenu transakcji najmu, a ekspansje – 9 proc. Największą transakcją była renegocjacja najmu niemal 9000 mkw. w Neoparku B przez P4 – najemcę reprezentowało CBRE.

Aktywność firm z sektora IT na warszawskim rynku biurowym pozostaje wysoka, co potwierdza ich znaczący udział w strukturze branżowej najemców. W pierwszym kwartale odpowiadały one za 20 proc. wszystkich zawartych umów, wyraźnie wyprzedzając usługi dla biznesu (13 proc.) oraz sektor finansowy (12 proc.).

Firmy technologiczne postrzegają biuro jako istotny element swojej strategii operacyjnej i narzędzie przyciągania talentów. Potwierdza to ich wysoki popyt na powierzchnię biurową w stolicy, mimo powszechnego w tym sektorze modelu pracy hybrydowej. Niezależnie od branży, organizacje szukają nowoczesnych powierzchni w dobrze skomunikowanych rejonach miasta. W pierwszym kwartale 2026 roku aż 54 proc. wszystkich umów zostało zawartych w centralnym obszarze Warszawy, przy czym aż jedna czwarta wszystkich transakcji przypadła na okolice Ronda Daszyńskiego. Sporą popularnością cieszył się także Służewiec, z udziałem 19 proc. wynajętej powierzchni – mówi Aleksander Hofmann, szef zespołu reprezentacji najemców biurowych w Warszawie, CBRE.

Ograniczona podaż i stabilne wakaty

W pierwszych trzech miesiącach 2026 r. do użytku oddane zostały dwa duże budynki biurowe. Największy z nich to Studio A, położony na Woli, który dostarczył na rynek 24 tys. mkw. Kolejne to VENA (15,4 tys. mkw.). W budowie lub remoncie znajduje się 120 tys. mkw. Z rynku wyłączonych zostało sześć obiektów, o łącznej powierzchni 31 tys. mkw. Główną przyczyną jest zmiana ich funkcji z biurowej na inną, w tym zajęcie przez placówki medyczne. Na koniec pierwszego kwartału br. powierzchnia biurowa w Warszawie wyniosła 6,28 mln mkw., a więc zwiększyła się w porównaniu do końca minionego roku (6,23 mln mkw.).

Poziom pustostanów nieznacznie wzrósł w porównaniu do końca 2025 r. i sięga 9,5 proc. W centrum miasta wynosi 6,5 proc., a poza centrum – 12,2 proc. Zachodnie Obrzeża Centrum odnotowały wakat sięgający 7,1 proc., natomiast Służewiec – 18,7 proc.

Który model AI jest najlepszy? Odpowiedź brzmi: to zależy

Sztuczna inteligencja w ostatnich latach przeszła drogę od technicznej ciekawostki do jednego z podstawowych narzędzi pracy w wielu branżach. Modele językowe wspierają tworzenie treści, analizowanie informacji, obsługę klientów czy procesy decyzyjne. W naturalny sposób rośnie więc zapotrzebowanie na badania i rankingi, które mają pomóc użytkownikom wybrać najlepsze rozwiązanie. Testy przeprowadzone przez Marka Jeleśniańskiego z firmy Oxido pokazują jednak, że takie podejście – chociaż intuicyjne – jest zbyt uproszczone, aby oddać rzeczywistą wartość modeli LLM.

Najważniejszy wniosek płynący z zakończonej w marcu 2026 r. analizy wyników testów jest prosty: nie istnieje jeden model językowy, który byłby najlepszy we wszystkich zastosowaniach. Poszczególne rozwiązania osiągają bardzo różne rezultaty w zależności od rodzaju zadania, a różnice między nimi często okazują się zaskakująco niewielkie.

W praktyce oznacza to, że wszelkie publikowane rankingi mają ograniczoną wartość. Znacznie ważniejsze jest zrozumienie, w jakich konkretnych sytuacjach dany model sprawdza się najlepiej i gdzie jego przewagi zaczynają zanikać – mówi Marek Jeleśniański, CEO Oxido i analityk modeli LLM, który był odpowiedzialny za stworzenie metodologii ich testów oraz przeprowadzenie badania i opracowanie raportu.

Testy bliższe rzeczywistości niż klasyczne benchmarki

Istotną cechą wykonanych testów było odejście od klasycznych benchmarków, które dominują w komunikacji dotyczącej porównywania modeli sztucznej inteligencji. Standardowe badania bazują najczęściej na krótkich, zamkniętych zadaniach, w których odpowiedź można jednoznacznie ocenić jako poprawną lub błędną. Takie podejście dobrze sprawdza się w pomiarze zdolności modeli do prowadzenia logicznych czy matematycznych analiz, ale w ograniczonym stopniu oddaje sposób, w jaki korzystają z nich użytkownicy na co dzień.

W swoim badaniu Marek Jeleśniański postawił na scenariusze przypominające realne sytuacje zawodowe, jak opracowywanie wiadomości e-mail, przygotowywanie koncepcji marketingowych, rozwiązywanie problemów menedżerskich czy interpretowanie przepisów. Tego rodzaju zadania wymagają nie tylko wiedzy, lecz również umiejętności jej zastosowania w określonym kontekście, a także odpowiedniego stylu komunikacji. Dzięki temu wyniki lepiej pokazują praktyczną użyteczność modeli, a nie jedynie ich teoretyczny potencjał.

Takie podejście pozwoliło na ujawnienie pewnej prawidłowości: modele, które dobrze radzą sobie w benchmarkach, nie zawsze są najlepsze w codziennej pracy. Z perspektywy użytkownika często większe znaczenie ma to, czy model potrafi stworzyć sensowny szkic wiadomości poczty elektronicznej lub prezentacji, niż to, czy poprawnie rozwiąże złożone zadanie logiczne.

Język i lokalny kontekst jako niedoceniane czynniki

Jednym z bardziej interesujących wniosków z przeprowadzonych testów jest znaczenie języka i kontekstu kulturowego. Modele językowe trenowane są na ogromnych zbiorach danych, ale ich jakość nie jest równomierna dla wszystkich języków i regionów. W przypadku języka polskiego różnice w jakości odpowiedzi okazują się wyraźne, zarówno pod względem poprawności językowej, jak i poprawności treści.

Problemy pojawiają się zarówno w warstwie językowej, jak też w rozumieniu lokalnych realiów. Modele nie zawsze uwzględniają kontekst kulturowy, różnice regionalne czy specyfikę rynku, co może prowadzić do odpowiedzi poprawnych formalnie, ale mało użytecznych w praktyce. Dla firm działających na rynkach lokalnych oznacza to konieczność szczególnie uważnego testowania narzędzi, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się uniwersalne – zauważa Marek Jeleśniański.

Wybór modelu to także decyzja biznesowa

Analiza wyników testów prowadzi do wniosku, że wybór modelu językowego nie powinien bazować wyłącznie na jakości generowanych odpowiedzi. W praktyce równie istotne są czynniki związane z całym ekosystemem oferowanym przez twórców danego narzędzia, jak możliwości integracji, dostępność dodatkowych funkcji czy sposób wdrożenia w firmowej infrastrukturze.

Nie bez znaczenia pozostają także kwestie bezpieczeństwa i prywatności danych. Darmowe narzędzia mogą wiązać się z wykorzystaniem informacji użytkowników do dalszego trenowania modeli. Także płatne wersje nie zawsze gwarantują pełną kontrolę nad danymi. W efekcie część firm decyduje się na wdrażanie modeli na własnej infrastrukturze, co daje większą niezależność, ale jednocześnie wymaga odpowiednich zasobów technicznych.

W tym kontekście rośnie znaczenie otwartych lub półotwartych modeli, które – jak pokazały wyniki testów – coraz częściej dorównują rozwiązaniom komercyjnym. Dla przedsiębiorstw oznacza to realną alternatywę, szczególnie tam, gdzie kluczowa jest kontrola nad danymi i środowiskiem pracy.

Dlaczego wyniki badań nigdy nie będą ostateczne?

Chociaż przeprowadzone testy i analizy dostarczają cennych wniosków, należy pamiętać o ich ograniczeniach. Jednym z najważniejszych problemów jest brak pełnej powtarzalności odpowiedzi generowanych przez modele językowe. Ten sam model, przy tym samym poleceniu, może wygenerować różne rezultaty, co utrudnia jednoznaczną ocenę jego możliwości. Dodatkowym wyzwaniem jest subiektywność ocen. W wielu przypadkach, zwłaszcza przy zadaniach kreatywnych lub związanych z komunikacją, nie istnieje jedno obiektywne kryterium poprawności. Nawet przy zaangażowaniu wielu oceniających osób oraz zastosowaniu metod statystycznych trudno całkowicie wyeliminować wpływ indywidualnych preferencji.

Nie bez znaczenia pozostaje również kwestia konfiguracji modeli. Różne warianty tego samego rozwiązania mogą oferować odmienne możliwości, a dostępność funkcji często zależy od wybranego planu czy kierowanych do niego wcześniej zapytań. W efekcie porównania między modelami nie zawsze są w pełni równoważne, co dodatkowo komplikuje interpretację wyników.

Wnioski z badań prowadzą do jednej, bardzo praktycznej konkluzji: zamiast polegać wyłącznie na zewnętrznych rankingach, firmy powinny samodzielnie testować modele w kontekście własnych potrzeb. Kluczowe jest tu odejście od ogólnych porównań na rzecz scenariuszy odpowiadających rzeczywistym zastosowaniom, takim jak komunikacja z klientami, tworzenie dokumentów czy analiza danych – mówi Marek Jeleśniański.

Równie ważne jest testowanie modeli w docelowym środowisku, a więc nie tylko w interfejsie webowym, ale także po zintegrowaniu z systemami wykorzystywanymi w firmie. Istotnym elementem jest także uwzględnienie czynników pozatechnicznych, jak koszt, bezpieczeństwo danych czy możliwości skalowania. W wielu przypadkach to właśnie te aspekty, a nie sama jakość odpowiedzi, przesądzają o tym, czy wdrożenie modelu przyniesie realną wartość biznesową.

Przeprowadzone przez Marka Jeleśniańskiego pokazują, że w świecie modeli językowych nie ma prostych odpowiedzi ani uniwersalnych zwycięzców. Każde rozwiązanie stanowi kompromis między jakością, kosztem, dostępnością funkcji i poziomem kontroli nad danymi, konieczne jest więc prowadzenie własnych analiz i testów. Tylko takie podejście pozwoli na świadomie dopasowanie modeli LLM do własnych potrzeb i zrozumieć ich ograniczenia.

ABSL uruchamia Chapter w Lublinie i wzmacnia lokalny ekosystem usług biznesowych

0

Zróżnicowana struktura centrów usług biznesowych, dostęp do talentów oraz nowoczesna powierzchnia biurowa sprawiają, że Lublin z perspektywy inwestorów z sektora usług biznesowych stał się atrakcyjną alternatywą dla największych miast w Polsce. Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL), doceniając rosnące znaczenie miasta, zainaugurował działalność Chaptera ABSL, który będzie pełnił rolę platformy wymiany doświadczeń dla biznesu, administracji i środowiska akademickiego.

Sektor usług biznesowych od lat pozostaje jednym z kluczowych silników rozwoju polskiej gospodarki przyczyniając się również do wzmacniania konkurencyjności miast poprzez rozwój lokalnych rynków pracy, współpracę z uczelniami oraz wzrost innowacyjności. Dane z raportu ABSL „Sektor usług biznesowych w Polsce 2025” wskazują, że w Polsce działa ponad 2 tys. centrów usług biznesowych, zatrudniających blisko pół miliona specjalistów, a udział sektora w PKB szacowany jest na 5,7%. W Lublinie funkcjonuje ponad 80 centrów usług biznesowych, zatrudniających ok. 10 400 osób.

Działania, które podejmujemy jako ABSL, wspierają zarówno rozwój sektora usług biznesowych, jak i miast. Spotkania organizowane w ramach chapterów ABSL są efektywną platformą umożliwiającą planowanie dalszego rozwoju i wzmacnianie konkurencyjności. Dzięki obecności sektora usług biznesowych miasta zyskują wartościowe miejsca pracy oraz impuls do rozwoju – zaznacza Janusz Dziurzyński, Prezes ABSL.

Lublin – rosnący ośrodek usług biznesowych we wschodniej Polsce

Według danych z raportu ABSL „Sektor usług biznesowych w Polsce 2025”, ponad połowa z 10 400 osób zatrudnionych w centrach usług w Lublinie to specjaliści IT. Jednym z kluczowych atutów Lublina jest silne zaplecze akademickie. W mieście działa dziewięć uczelni wyższych, w których kształci się ponad 57 tys. studentów, blisko tysiąc doktorantów, a lubelskie uczelnie kończy ponad 15 tys. absolwentów rocznie. Dostęp do wykwalifikowanych kadr, szczególnie w obszarach IT, analityki, finansów i kompetencji językowych, stanowi jeden z głównych powodów zainteresowania inwestorów Lublinem. Miasto wyróżnia się również konkurencyjnymi kosztami operacyjnymi i rozwiniętą infrastrukturą biurową. Istotnym czynnikiem przyciągającym inwestorów jest również otwartość władz miasta na współpracę z biznesem i uczelniami.

Lublin podejmuje szereg działań, które tworzą przyjazny ekosystem dla mieszkańców, uczelni i inwestorów. Wysokie nakłady inwestycyjne miasta, konsekwentnie realizowana strategia rozwoju i wsparcie inwestorów, kreują stabilne i przewidywalne środowisko dla firm.

Lublin coraz mocniej zaznacza swoją pozycję na mapie usług biznesowych w Polsce. Przyciągamy inwestorów kompetencjami naszych mieszkańców, silnym zapleczem akademickim oraz stabilnym środowiskiem do rozwoju biznesu. To przekłada się na dobre, specjalistyczne miejsca pracy i dynamiczny rozwój całego miasta. Chcemy, aby Lublin był naturalnym wyborem dla firm, które szukają talentów, innowacyjnego otoczenia i partnerskiej współpracy z samorządem – zaznacza Krzysztof Żuk, Prezydent Miasta Lublin.

Wysoka jakość życia w mieście została dostrzeżona w najnowszym rankingu Bussines Insider (2026). Lublin zajął 3. miejsce wśród miast najlepszych do życia w Polsce. W zestawieniu doceniono dostęp do opieki zdrowotnej, bezpieczeństwo czy jakość powietrza.

Połączenie świadomego zarządzania, otwartości władz miasta na dialog z biznesem oraz środowiskiem akademickim sprawia, że Lublin jest wiarygodnym i długofalowym partnerem dla inwestorów z sektora usług biznesowych.

Otwartość i dążenie do jedności, jakie charakteryzują Lublin, przekładają się na rosnące zaufanie inwestorów oraz stabilny rozwój sektora usług biznesowych. W mieście, które już dziś konsekwentnie buduje kulturę współpracy, a w 2029 roku stanie się Europejską Stolicą Kultury, inauguracja Chaptera ABSL jest dla nas momentem przełomowym. Zyskujemy platformę, która pozwoli jeszcze silniej wykorzystać potencjał synergii między dojrzałym sektorem usług biznesowych, kreatywną przestrzenią lubelskich uczelni oraz partnerskim podejściem lokalnej administracji. Naszym celem jest dalszy rozwój tego ekosystemu, tak aby Lublin umacniał swoją pozycję jako kluczowy ośrodek dla procesów wymagających wysokich kompetencji, innowacyjności i współdziałania – podkreśla Justyna Grzywaczewska, Senior Manager / Site Leader w firmie Genpact oraz liderka chaptera ABSL w Lublinie.

Perspektywy zawodowe i zarobki jakie gwarantują ukończone studia inżynierskie na kierunku informatyka na renomowanej uczelni

Inżynierskie studia informatyczne to przepustka do dynamicznej i dochodowej kariery w IT. Branża oferuje imponujące zarobki, sięgające nawet 35 tysięcy złotych, a dyplom renomowanej uczelni potrafi znacznie podnieść pensję startową. Dowiedz się, jakie specjalizacje, wpływ sztucznej inteligencji, wybór umowy czy praca zdalna kształtują perspektywy finansowe inżynierów informatyków w dzisiejszym świecie technologii.

Jakie perspektywy zawodowe dają studia inżynierskie z informatyki?

Studia informatyka w Warszawie trwające zazwyczaj siedem lub osiem semestrów, to solidny fundament kariery. Dyplom otwiera drogę do globalnych korporacji oraz prestiżowych jednostek badawczych. Rynek nieustannie poszukuje specjalistów, co zapewnia bezpieczeństwo zawodowe. Możesz realizować się w takich obszarach jak:

  • projektowanie oprogramowania,

  • cyberbezpieczeństwo,

  • architektura systemów,

  • analiza danych,

  • rozwiązania chmurowe,

  • sztuczna inteligencja.

Pamiętaj, że staże i praktyki podnoszą Twoją wartość rynkową o 20% już na starcie. Rozwijanie własnych projektów pozwala na błyskawiczny awans i zdobycie pozycji eksperta w świecie technologii.

Czy ukończenie renomowanej uczelni wpływa na zarobki w IT?

Czy ukończenie prestiżowej uczelni rzeczywiście przekłada się na wyższe zarobki w branży technologicznej? Dane rynkowe pokazują, że dyplom renomowanej placówki realnie podbija stawkę, a absolwenci topowych kierunków mogą liczyć na pensje wyższe o 15%, często startując z poziomu przekraczającego 14 000 zł brutto. Wybierając sprawdzone studia informatyka w Warszawie, zyskujesz solidny fundament pod przyszłą karierę. Decyzja o wyborze silnej marki akademickiej niesie ze sobą szereg wymiernych korzyści, które doceniają rekruterzy w największych firmach:

  • dostęp do prestiżowych certyfikatów jakości,

  • wysokie lokaty w rankingach edukacyjnych,

  • unikalny networking z ekspertami z branży,

  • skrócona ścieżka awansu zawodowego,

  • płynny start w strukturach globalnych korporacji,

  • gwarancja solidnego przygotowania merytorycznego.

To właśnie relacje i kontakty biznesowe budowane jeszcze w trakcie nauki okazują się kluczem do błyskawicznego rozwoju. Dzięki nim wejście na rynek pracy staje się znacznie łatwiejsze, a dostęp do unikalnej wiedzy otwiera drzwi, które dla innych pozostają zamknięte.

Jakie specjalizacje w branży IT oferują najwyższe wynagrodzenia?

Sektor IT od lat przyciąga obietnicą wysokich zarobków, szczególnie w obszarach wymagających unikalnych kompetencji technicznych. Obecnie wynagrodzenia przekraczające 35 tysięcy złotych miesięcznie stają się standardem dla ekspertów najwyższej klasy, którzy opanowali najbardziej poszukiwane technologie. Wśród najbardziej dochodowych ról na współczesnym rynku pracy wyróżniają się:

  • architekci rozwiązań chmurowych projektujący skalowalne systemy,

  • specjaliści od cyberbezpieczeństwa odpowiedzialni za ochronę cyfrowych zasobów,

  • data scientists przekuwający surowe dane w cenne informacje,

  • inżynierowie danych panujący nad strukturą i przepływem informacji,

  • programiści Full Stack sprawnie łączący świat wizualny z zapleczem technicznym,

  • eksperci Business Intelligence wspierający kluczowe procesy decyzyjne.

Tak wysokie stawki wynikają z ogromnego deficytu talentów potrafiących połączyć kodowanie z analitycznym myśleniem. Rynek dynamicznie ewoluuje w stronę technologii 5G, Internetu Rzeczy oraz etycznego hackingu, co sprawia, że to eksperci od algorytmów dyktują dziś warunki pracy, a rosnący sektor chmurowy dodatkowo wzmacnia tę tendencję.

Jakie są różnice w dochodach między umową o pracę a kontraktem B2B?

W branży technologicznej rodzaj umowy bezpośrednio wpływa na Twoje zarobki. Przy budżecie 20 000 zł brutto, przejście na samozatrudnienie zwiększa wypłatę netto nawet o jedną czwartą. Wynika to z elastyczności podatkowej; model B2B pozwala wybrać ryczałt lub podatek liniowy, co przy wysokich dochodach jest korzystniejsze niż standardowe składki. Choć umowa o pracę daje ochronę z Kodeksu pracy i płatny urlop, aż 70% ekspertów IT wybiera kontrakt. Przed decyzją warto przeanalizować:

  • realną kwotę przelewu po opodatkowaniu,

  • możliwość optymalizacji kosztów firmowych,

  • zakres przywilejów socjalnych i prawnych,

  • elastyczność w doborze czasu pracy,

  • stabilność oferowaną przez korporacje.

Jak praca zdalna wpływa na możliwości finansowe specjalistów IT?

Praca zdalna zniosła bariery geograficzne, dając inżynierom szansę na skokowy wzrost zarobków bez konieczności przeprowadzki. Zarabianie w euro lub dolarach przy zachowaniu lokalnych kosztów życia drastycznie zwiększa siłę nabywczą, a model ten zapewnia:

  • brak ograniczeń terytorialnych u pracodawcy,

  • skokowy wzrost dochodów bez zmiany adresu,

  • bezpośredni dostęp do globalnych kapitałów,

  • wyższą siłę nabywczą dzięki zagranicznym stawkom,

  • oszczędność czasu na codziennych dojazdach.

Wysokie zarobki to nie tylko kwestia technologii. Aby zostać liderem, niezbędna jest inteligencja emocjonalna oraz kompetencje miękkie. Połączenie wiedzy technicznej z celami biznesowymi pozwala skutecznie zarządzać strategicznymi projektami oraz budżetami firmy.

Współczesny rynek redefiniuje sztuczna inteligencja. AI otwiera nowe, dochodowe ścieżki kariery. Specjaliści od uczenia maszynowego dyktują dziś warunki finansowe, będąc obecnie najbardziej pożądaną grupą ekspertów.

Jakie umiejętności ułatwiają inżynierom awans na stanowiska zarządcze?

Przejście z roli technicznej na stanowisko kierownicze wymaga znacznie więcej niż tylko solidnego warsztatu inżynierskiego. Fundamentem nowoczesnego lidera staje się inteligencja emocjonalna, która pozwala łączyć zarządzanie budżetem z budowaniem zaufania. W obliczu rewolucji AI inżynier musi stać się partnerem biznesowym, koncentrując się na rozwoju kluczowych obszarów:

  • sprawne rozwiązywanie zawiłych problemów biznesowych,

  • budowanie trwałych relacji z klientami,

  • zdobywanie certyfikatów budujących autorytet,

  • projektowanie złożonych systemów informatycznych,

  • wdrażanie rozwiązań opartych o uczenie maszynowe,

  • ciągłe dokształcanie i adaptacja do zmian.

Obecnie elastyczność jest najcenniejszą walutą, ponieważ sztuczna inteligencja coraz skuteczniej przejmuje powtarzalne zadania. Sukces w branży IT zależy od umiejętności porzucenia starych schematów i skupienia się na optymalizacji procesów, co pozwala wyróżnić się na dynamicznym rynku pracy.

Jak rozwój sztucznej inteligencji zmienia zapotrzebowanie na pracowników IT?

Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje sektor technologiczny, sprawiając, że programiści coraz rzadziej zajmują się prostym kodowaniem na rzecz projektowania zaawansowanych architektur. Dzięki automatyzacji żmudne procesy odchodzą w zapomnienie, a co trzecie ogłoszenie o pracę wymaga już biegłości w obsłudze nowoczesnych algorytmów. Obecnie na rynku najbardziej poszukiwani są:

  • inżynierowie uczenia maszynowego,

  • architekci systemów inteligentnych,

  • specjaliści do spraw bezpieczeństwa danych,

  • eksperci wdrażający modele językowe,

  • specjaliści od etyki i ochrony danych.

Biegłość w tych obszarach pozwala uzyskać zarobki wyższe o jedną trzecią od rynkowej średniej. Warto jednak pamiętać, że fundamentem sukcesu jest etyczne i bezpieczne operowanie danymi. Rozwijanie tych kompetencji to obecnie najpewniejszy sposób na zbudowanie dochodowej kariery w świecie IT.

Gdzie sprzedać srebro inwestycyjne: monety, sztabki i inne formy – poradnik inwestora

W dobie zmian społeczno-gospodarczych oraz wahań inflacji, warto zadbać o przemyślane inwestycje, które zbudują Twój kapitał na przyszłość. Srebro to nie tylko szlachetny kruszec, ale także sposób na dywersyfikację portfela. Dowiedz się, na jakie produkty warto zwrócić uwagę oraz gdzie sprzedać srebro inwestycyjne, by zmaksymalizować zyski.

Jak sprzedać srebro? Podstawowe wskazówki dla inwestorów

Sprzedaż i odkup srebra wymagają strategicznego podejścia – trzeba zbadać rynek, wybrać odpowiedni moment oraz produkt. Niezależnie od tego, czy decydujesz się na sprzedaż sztabek, monet bulionowych czy medalionów, warto w pierwszej kolejności:

·       sprawdzić rynkową wartość srebra, np. przeczytać obwieszczenia Prezesa NBP, przejrzeć portale finansowe,

·       zgromadzić dokumentację potwierdzającą autentyczność srebra, np. certyfikaty autentyczności, paragony zakupu, opakowania producenta – one mogą znacząco zwiększyć Twoją wiarygodność i ostateczną cenę sprzedaży.

Kolejny krok to ocena stanu fizycznego srebra. Zanim wystawisz na sprzedaż monety lub sztabki, warto je delikatnie oczyścić – zachowaj jednak ostrożność, by nie naruszyć powierzchni.

Więcej wskazówek o tym, jak sprzedać srebro przeczytasz na stronie https://www.mennica.com.pl/produkty-inwestycyjne/poradnik-inwestora-lista/gdzie-sprzedac-srebro-inwestycyjne-monety-bulionowe-i-sztabki.

To ważne:

Forma srebra (moneta, sztabka, biżuteria) determinuje, gdzie najlepiej sprzedać dany produkt. Przykładowo, sztabkę warto sprzedać w internetowym kantorze, natomiast unikatową monetę lepiej wystawić na aukcji kolekcjonerskiej.

 

Gdzie sprzedać srebro inwestycyjne?

Srebro inwestycyjne możesz sprzedać osobie prywatnej lub specjalistycznemu przedsiębiorstwu zajmującemu się obrotem kruszcami, np.:

·       dealerowi metali szlachetnych,

·       mennicy,

·       jubilerowi,

·       właścicielowi sklepu numizmatycznego.

A gdzie sprzedać srebro inwestycyjne, by zyskać najkorzystniejszy zwrot z inwestycji? To zależy od Twoich potrzeb oraz oczekiwań finansowych. U jubilera lub w lombardzie zazwyczaj szybciej sprzedasz produkty ze srebra, ale musisz zapłacić dość wysoką marżą, nawet kilkudziesięcioprocentową. Przy operacji z firmą wyspecjalizowaną w handlu srebrem (często też złotem),uzyskasz rzetelną wycenę monet i sztabek, a często taki podmiot może także zaoferować konkurencyjną cenę. Jeśli chcesz sprzedać srebro osobie prywatnej, zawsze wcześniej zweryfikuj jej tożsamość.

Czy wiesz, że… ?

Niektóre firmy oferują wycenę na podstawie zdjęć, inne publikują aktualne cenniki na stronach internetowych. Warto przejrzeć strony tych podmiotów, by poznać aktualne potrzeby rynku oraz ceny za odkup srebra.

 

Odkup srebra – zasady bezpieczeństwa

Każda inwestycja – sprzedaż czy odkup srebra – wymaga ostrożności oraz rozwagi. W końcu chodzi o bezpieczeństwo Twoich danych oraz pieniędzy, dlatego zanim przy finalizacji transakcji m.in.:

·       zweryfikuj dane kupującego oraz platformy, na której chcesz sprzedać srebro – sprawdź np. NIP, KRS lub REGON firmy, przeczytaj opinie o kupującym oraz sprzedawcy na niezależnych forach, upewnij się, że platforma ma certyfikat SSL (ikona kłódki w pasku adresu) oraz politykę ochrony danych zgodną z RODO.

·       wybieraj bezpieczne metody płatności, np. BLIK – dzięki temu nie udostępniasz swoich danych, co minimalizuje ryzyko kradzieży danych bankowych.

·       staraj się unikać transakcji gotówkowych, chyba że kupujący zapewni Ci bezpieczne warunki do dokonania płatności, np. pokój z monitoringiem.

Zachowaj także wszystkie dokumenty dotyczące sprzedaży lub odkupu srebra. Dzięki temu, w razie ewentualnego sporu, udowodnisz autentyczność transakcji, wagę i próbę kruszcu.

Pamiętaj, że stosowanie tych zasad nie tylko chroni Twoje finanse, ale także gwarantuje spokój i pewność transakcji. To zapewnia Ci pełną kontrolę nad inwestycją, minimalizuje ryzyko strat oraz buduje Twoją wiarygodność, jeśli zdecydujesz się w przyszłości na kolejny odkup srebra.

Dolar koryguje spadki, a inwestorzy znów kupują przyszłość

Bliskowschodnie „porozumienie” pozwala rynkom kapitałowym nie tyle na odetchnięcie z ulgą, co kieruje ich wzrok do jeszcze bardziej świetlanej przyszłości. Rynek walutowy jest w tej kwestii ostrożniejszy, ale także na nim nadszedł chyba czas na przynajmniej skromną korektę, która w środę kieruje kapitał do USD. Chiny raz jeszcze danymi makro potwierdzają swoją odporność na zawirowania w globalnym handlu.

Chiny na piątkę!

Każdy pasjonat historii potwierdzi, że partie komunistyczne mają słabość do liczby 5. Chiny kultywują tę tradycję także w XXI wieku, czego najlepszym przykładem jest fakt, że w tym roku zaczął obowiązywać już 15. Plan Pięcioletni. Kolejne potwierdzenia odnajdziemy w dzisiejszym całkiem pokaźnym pakiecie danych makro. Chińska gospodarka w pierwszym kwartale miała się rozwijać w tempie… równych 5%, co przebiło rynkowy konsensus. Marcowa produkcja przemysłowa w ujęciu rocznym również była lepsza od prognoz i wyniosła… 5,7%. Niestety wyższa od prognoz okazała się też stopa bezrobocia, która wzrosła do… 5,4% i był to najwyższy wynik od ponad roku. Niewykluczone, że gorszy obraz rynku pracy przełożył się na słabszą siłę konsumenta, ponieważ sprzedaż detaliczna w zeszłym miesiącu była wyraźnie gorsza od oczekiwań (+1,7% rdr, zamiast +2,4%). Nie rozstrzygając stopnia zaufania do chińskich danych makro, to z powyższego pakietu można wnioskować, że druga gospodarka globu (pomimo pewnych rys) pozostała odporna nawet w okolicznościach coraz bardziej chaotycznej geopolityki i niemalejących napięć handlowych. Publikacje nie miały zauważalnego przełożenia na forex, gdzie CNY wraz z większością FX pozostaje pod środowym wpływem dolarowej korekty. Na USD/CNY ta korekta tylko chwilowo zatrzymuje już ponad roczny trend umacniania chińskiej waluty. Kurs dolara do juana odbił się od 6,8 CNY, czyli ponad 3-letnich minimów. W przypadku kursu CNY/PLN przełożyło się to na powrót w okolice 0,528 PLN.

Czas korekty czy czas przyspieszenia?

Środowa sesja wygląda na doskonały moment do korekty ostatnich gwałtownych zachowań. A przynajmniej tak to wygląda na forex, gdzie mocno poturbowany w ostatnich dniach dolar zaczął się bronić. Kurs EUR/USD zawrócił po przetestowaniu obszaru 1,18 USD. Oczywiście takie zachowanie „zielonego” jest doskonałym pretekstem do (przynajmniej chwilowego) ograniczenia pozycji w mocno już w kwietniu wykupionych walutach EM. A to uderza dziś również w złotego. W ten sposób kurs euro wrócił ponad 4,24 zł, a kurs dolara to znów 3,60 zł. Zawahanie rynku walutowego (który o wiele ostrożniej reaguje na doniesienia z Bliskiego Wschodu) w dyskontowaniu „zawieszenia broni” nie znajduje przełożenia na rynek kapitałowy. A przynajmniej na główne parkiety. W czasie azjatyckiej sesji dobrze performowały chińskie indeksy, ale i tak bladły przy Tokio, które zyskało blisko 2,4%. W Europie dominuje zieleń, chociaż nie rozkłada się równomiernie. Londyn czy Frankfurt rosną przyzwoicie +0,5%, ale już Madryt znajduje się ledwo nad kreską. Do maruderów należy m.in. Warszawa, gdzie WIG20 traci 0,7%. Kontrakty na Wall Street wskazują na delikatnie pozytywne otwarcie, ale przed sesją wyniki kwartalne (z najgłośniejszych spółek) raportowało tylko Pepsico (całkiem pozytywne). Dopiero po zamknięciu notowań poznamy wyniki dzisiejszej gwiazdy, czyli Netflixa (a wszystko zaraz po nieudanej próbie przejęcia Warner Bros.). Delikatne podbicie widać na wycenie ropy, ale wygląda to bardziej na zbieranie sił przed kontynuacją spadków, a Brent handlowany jest za blisko 96 USD za baryłkę. Na rynku długu dominuje spadek rentowności, a polskie 10-latki testują od góry 5,5%. Inwestorzy pozostają odporni na coraz głośniejsze ostrzeżenia od takich instytucji jak MFW czy Bank Światowy o długotrwałych efektach bliskowschodniego konfliktu. Koniec tej wojny ma być początkiem nowego wspaniałego świata (zapewne pod przewodnictwem AI, co potwierdziły już wyniki spółki TSMC). Globalny indeks giełdowy MSCI All-Country World Index po 10 wzrostowych sesjach z rzędu znalazł się na rekordowym poziomie.

Bułgaria przed wyborami: czas wielkiej próby między Brukselą a Moskwą

Wybory na Węgrzech przyniosły powiew świeżości i obietnicę istotnej zmiany perspektyw kraju. Masowe protesty w Bułgarii pod koniec zeszłego roku pokazały, że na zmiany liczą także Bułgarzy. Przyspieszone wybory, które odbędą się w niedzielę 19.04, najpewniej zakończą się wygraną Postępowej Bułgarii, której zakres ideologiczny jest bardzo szeroki i niedookreślony. Są jednak obawy, że obierze ona kurs na łagodny eurosceptycyzm – a może również ocieplenie stosunków z Moskwą.

Prężnie rosnąca gospodarka między Wschodem a Zachodem

Bułgaria jest względnie niewielkim (6,7 mln osób, PKB – 148 mld USD) i najbiedniejszym pod względem PKB per capita krajem w Unii. Jest jednocześnie jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek we wspólnocie – wzrost PKB w ostatnich dwóch latach przewyższał 3% i zarówno w tym, jak i kolejnym roku powinien pozostać w tej okolicy.

Rozwojowi gospodarki towarzyszy dwucyfrowa dynamika płac. Idzie ona jednak w parze z podwyższoną inflacją – ta w marcu powróciła powyżej poziomu 4%, a więc stanowi dwukrotność celu inflacyjnego Europejskiego Banku Centralnego. W tym kontekście warto przypomnieć, że Bułgaria wraz z początkiem tego roku przyjęła euro. Nie stanowiło to jednak dla kraju specjalnego szoku, zważając na to, że wcześniej przez lata lew bułgarski utrzymywał stały kurs w okolicy 1,96. System izby walutowej został wprowadzony w 1997 r. aby walczyć z hiperinflacją – początkowo kurs był sztywno powiązany z marką niemiecką (DEM), którą w 1999 r. zastąpiło euro.

Pod względem geograficznym i historycznym Bułgaria stanowi niejako pomost między Europą i Azją. Wschodnie wpływy są w tym kraju nad wyraz widoczne, co jest wynikiem bizantyjskiego dziedzictwa. Bułgaria jest miejscem narodzin cyrylicy, która dodatkowo wiąże ją z prawosławnym wschodem. W kraju na każdym kroku widać również wpływy tureckie – przez blisko 500 lat, między XIV a XIX w., był on częścią Imperium Osmańskiego. Spod panowania Turków pod koniec XIX w. Bułgaria wydostała się z pomocą Rosji, co wytworzyło silną więź z tym krajem – po II wojnie światowej była ona najwierniejszym sojusznikiem ZSRR w bloku wschodnim.

Rosną nastroje antyunijne, lecz zwolennicy UE mają przewagę

W ostatnich latach Bułgaria była jednym z najmniej stabilnych politycznie krajów UE. Niedzielne głosowanie to ósme wybory parlamentarne od 2021 r. Przyspieszone wybory są wynikiem dymisji rządu Rosena Żelazkowa, do której doszło pod koniec 2025 r. na fali ogromnych protestów, w których udział wzięło ponad 100 tys. osób. Bułgarzy dali wyraz rozczarowaniu działaniem państwa oraz korupcją i sprzeciwiali się planom podwyższenia podatków.

Największe szanse na zwycięstwo ma nowo utworzona partia byłego prezydenta Rumena Radewa – Postępowa Bułgaria, która zgodnie z sondażami może liczyć na ok. 30% poparcie. Radew pozycjonuje się jako antyestablishmentowiec, co zwraca uwagę rozczarowanych korupcją Bułgarów. Dodatkowo partię charakteryzuje brak silnego ukierunkowania ideologicznego, co pozwala przyciągnąć wyborców z różnych stron politycznego spektrum. Jednocześnie oznacza to, że w przypadku zwycięstwa przyszły kierunek działań jest nieoczywisty.

Jako prezydent Radew wyrażał opinie, które można uznać za eurosceptyczne i prorosyjskie – jego słowa nie miały wówczas jednak tak dużej wagi, biorąc pod uwagę ograniczone znaczenie tej funkcji w sprawowaniu władzy. Jego zwycięstwo stanowi ryzyko w kontekście współpracy w ramach UE i NATO, ale trudno obecnie określić jego skalę, mając na uwadze brak spójności ideologicznej i to, że Postępowa Bułgaria najpewniej będzie potrzebowała koalicji, by rządzić. Utworzenie rządu z prounijnymi liberałami z PP–DB mogłoby je ograniczyć i dać szansę na stabilne rządy – co powinno spotkać się z przychylnością inwestorów.

Warto też zwrócić uwagę, że choć w Bułgarii – podobnie jak w wielu innych krajach UE – rosną nastroje antyunijne, wspólnota nadal cieszy się dużą popularnością. Zgodnie z niedawnymi sondażami mniej więcej trzech na pięciu Bułgarów popiera członkostwo w Unii. Przyjęcie euro jest mniej popularne (zgodnie z Eurobarometrem z końcówki zeszłego roku 49% Bułgarów było przeciw, z kolei 42% za), ale raczej trudno uznać tę kwestię za kluczowy dla Bułgarów temat. Biorąc pod uwagę kontekst historyczny, nie budzi zdziwienia to, że część społeczeństwa (szacuje się, że mniej więcej jedna czwarta) jest prorosyjska – choć nastawienie względem kraju wyraźnie pogorszyło się po jego pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 r.

Na bułgarskich rynkach nie widać paniki

Pierwszym krokiem przy analizie nastrojów inwestorów w kontekście wydarzeń politycznych byłoby dla nas spojrzenie na rynek walutowy. Zmiany polityczne w Bułgarii nie wpłyną jednak na notowania wspólnej waluty, ponieważ znaczenie kraju dla strefy euro jest zbyt małe (jego PKB to mniej niż 1% gospodarki wspólnego bloku).

Bardziej właściwe w przypadku Bułgarii będzie spojrzenie na rynek długu. Zestawiając bułgarskie euroobligacje z tymi innych krajów regionu, widzimy podobne trendy – definiującym czynnikiem w ostatnich miesiącach była wojna w Iranie, która nałożyła presję na ceny. Obecnie rynek jest jednak w tej kwestii bardziej optymistyczny, widać więc odbicie – ceny bułgarskich euroobligacji są jednak nieco poniżej poziomów z początku roku.

Przyglądamy się także rynkowi akcji. Na początku 2026 r. obserwowaliśmy wyraźny wzrost bułgarskiego indeksu SOFIX, zrzeszającego 15 największych spółek. W ciągu pierwszych trzech tygodni roku zyskał on mniej więcej 20% – inne regionalne giełdy również notowały wzrosty, choć w istotnie mniejszej skali. Nad wyraz dobre wyniki można przypisać przyjęciu przez kraj euro, co zmniejszyło premię za ryzyko i ułatwiło dostęp do bułgarskiego rynku, wspierając napływ kapitału. Do podwyższonej skali wahań przyczyniła się także nieporównywalnie niższa niż w innych krajach płynność.

Późniejszy spadek może tłumaczyć realizacja zysków po początkowej euforii. Wojna w Iranie również nałożyła presję na rynek akcji. Kwiecień przyniósł stabilizację, choć w przeciwieństwie do większości innych rynków (w tym polskiego) na giełdzie bułgarskiej nie widać dotychczas istotniejszego odbicia – nie można wykluczyć, że wybory rzucają lekki cień na sentyment. Porównując z początkiem roku, indeks SOFIX jest nadal ok. 3% na plusie.

Na rynkach nie widać paniki. Inwestorzy są przyzwyczajeni do politycznych wahań w kraju, wynik wydaje się przesądzony, a ryzyka związane z wyborami nie na tyle duże, aby percepcja kraju uległa radykalnej zmianie. Wybory dają też szansę na konsolidację i stabilizację sytuacji politycznej. Nie spodziewamy się znacznego pogorszenia sentymentu. Inwestorzy mogą jednak w najbliższym czasie patrzeć na Bułgarię z większą ostrożnością, czekając na informacje, kto będzie rządzić, jak mocny będzie mandat i jakie decyzje zostaną podjęte przez władze. Poczucie niepewności wzmagać może bardzo ogólnikowy i nie do końca spójny przekaz wiodącej w sondażach Postępowej Bułgarii.

Niedawne przyjęcie euro zwiększa atrakcyjność Bułgarii w oczach inwestorów, co może równoważyć ewentualne ryzyka w kontekście nadchodzących zmian politycznych. Jednocześnie warto podkreślić, że rynek w kraju jest jeszcze na wczesnym etapie rozwoju i jest stosunkowo mało płynny, co może nasilać skalę wahań.

TSUE wydał ważne wyroki w sprawach przedawnienia roszczeń banków

ZBP: Sprawiedliwości stało się zadość – koniec snu o darmowych mieszkaniach.

  • TSUE stwierdził jednoznacznie: klient musi zwrócić otrzymany kapitał.
  • TSUE potwierdził kierunek korzystny dla sektora bankowego.
  • W praktyce oznacza to brak skrajnie niesprawiedliwych wyroków, w których część klientów mogłaby uzyskać „darmowe mieszkania”.
  • Jednocześnie TSUE potwierdził, że kontrpozwy banków są w pełni uzasadnione.

W sprawie C-752/24 (Jangielak) Trybunał potwierdził, że prawo UE nie stoi na przeszkodzie takiemu podejściu, zgodnie z którym bank może skutecznie dochodzić zwrotu kapitału także wtedy, gdy wystąpił z pozwem jeszcze przed prawomocnym zakończeniem sprawy o nieważność umowy. Rozstrzygnięcie to wzmacnia pewność obrotu i potwierdza, że ochrona konsumenta nie może prowadzić do pozbawienia jednej ze stron realnej możliwości dochodzenia jej roszczeń.

W sprawie C-901/24 (Falucka) Trybunał potwierdził, że oświadczenie konsumenta o świadomości skutków nieważności umowy może mieć znaczenie dla oceny biegu przedawnienia roszczenia banku. To również wpisuje się w kierunek, zgodnie z którym rozliczenie skutków nieważności umowy powinno uwzględniać prawa obu stron i nie może prowadzić do nieproporcjonalnych rezultatów.

Z kolei w sprawie C-753/24 (Rzepacz) Trybunał uznał, że prawo UE nie wyklucza krajowych rozwiązań pozwalających sądowi – w wyjątkowych sytuacjach – pominąć przedawnienie roszczenia banku, jeżeli przemawiają za tym względy słuszności. Oznacza to, że także w tym obszarze utrzymana została możliwość uwzględnienia przez sądy krajowe szczególnych okoliczności konkretnej sprawy.

Po dzisiejszych rozstrzygnięciach TSUE szanse na skuteczne podniesienie przez konsumenta zarzutu przedawnienia roszczenia banku są znikome.

Dotyczy to zarówno sytuacji, w których bank podjął działania procesowe zmierzające do dochodzenia kapitału, jak i przypadków, w których znaczenie mają oświadczenia składane przez konsumenta lub szczególne względy słuszności oceniane przez sąd. W każdym z tych obszarów Trybunał opowiedział się za rozwiązaniami, które wzmacniają przewidywalność rozliczeń i ograniczają ryzyko bezpodstawnego uchylenia się od obowiązku zwrotu kapitału.

Rozstrzygnięcia te mają istotne znaczenie nie tylko dla sektora bankowego, ale także dla pewności obrotu i przewidywalności rozliczeń po unieważnieniu umów kredytowych. Potwierdzają, że skutki nieważności powinny być rozliczane w sposób uwzględniający prawa obu stron, bez tworzenia nieuzasadnionej przewagi procesowej po którejkolwiek z nich.

Po tych rozstrzygnięciach można mówić o zasadniczym uporządkowaniu sporów wokół przedawnienia. Powinno to przełożyć się na większą stabilność orzecznictwa krajowego, ograniczenie sporów dotyczących samego mechanizmu przedawnienia oraz wzrost przewidywalności rozstrzygnięć w sprawach dotyczących rozliczeń po unieważnieniu umów kredytowych.

Przewidujemy również, że taki kierunek orzeczniczy będzie sprzyjał dalszemu wzrostowi zainteresowania ugodami jako racjonalnym i przewidywalnym sposobem zakończenia sporu.

– Sprawiedliwości stało się zadość. TSUE przerwał sen o darmowych mieszkaniach – mówi prezes Związku Banków Polskich Tadeusz Białek po trzech wyrokach dotyczących przedawnienia roszczeń. – TSUE nie podważył fundamentalnych zasad porządku prawnego. Banki zachowują prawo do odzyskania wypłaconego kapitału jako podstawowy element równowagi stron stosunku prawnego i mają prawo dochodzić roszczeń w sądzie poprzez składanie tzw. kontrpozwów.

Sektor finansowy liderem wdrożeń AI w Polsce. Handel najlepiej monetyzuje korzyści

Najbardziej zaawansowany we wdrażaniu sztucznej inteligencji jest obecnie sektor finansowy – wynika z najnowszej edycji badania EY „Jak polskie firmy wdrażają AI”. Pierwsze implementacje zakończyła już ponad połowa firm (52%) z tej branży. W tym samym czasie handel, mimo najniższego odsetka firm, które mają za sobą pierwsze procesy (22%), najczęściej osiąga zakładane korzyści (66%). Największą barierą przy podejmowaniu decyzji o wdrożeniu sztucznej inteligencji pozostają obawy dotyczące bezpieczeństwa – sygnalizuje je 39% wszystkich ankietowanych firm. Najwyższy odsetek przedsiębiorstw, których ograniczały one przy implementacji AI, odnotowano w sektorze energetycznym (46%).

Badanie EY „Jak polskie firmy wdrażają AI” koncentruje się na analizie procesu implementacji sztucznej inteligencji zarówno w całej gospodarce, jak i w jej kluczowych gałęziach: przemyśle, usługach, handlu, energetyce oraz finansach.

Z danych wynika, że na koniec ubiegłego roku najlepszym wynikiem pod względem przeprowadzonych wdrożeń spośród wszystkich analizowanych branż może pochwalić się sektor finansowy. Zakończenie pierwszych implementacji wskazała tam ponad połowa firm (52%). Usługi pozostają na drugim miejscu (37%), a podium zamyka przemysł z wynikiem 32%. W handlu oraz energetyce pierwsze procesy zakończyło po 22% przedsiębiorstw. Dla porównania, ten odsetek dla wszystkich respondentów wynosi 34%.

– To naturalne, że sektor finansowy jest dziś wiodący pod względem wdrażania AI. Jego działalność opiera się na przetwarzaniu ogromnych ilości danych, a w tej kwestii sztuczna inteligencja świetnie się sprawdza. Są to jednak dane szczególnie wrażliwe. Dlatego firmy z tej branży muszą wykorzystywać AI zgodnie z bardzo restrykcyjnymi regulacjami oraz najwyższymi standardami ochrony danych. Dostosowanie się do nich wciąż stanowi wyzwanie – jak pokazało nasze badanie, 42% przedsiębiorstw z sektora finansowego nie jest w stanie ocenić gotowości swoich danych. Dla porównania, wśród wszystkich respondentów ten odsetek wyniósł 21% – zauważa Marcin Sadek, Partner w EY Polska, Lider Doradztwa dla Sektora Ubezpieczeniowego.

Handel liderem w skuteczności wdrożeń AI

Najbardziej wymierne efekty wdrożenia sztucznej inteligencji, mimo najniższego odsetka zakończonych implementacji, odczuwa handel. Prawie połowa firm z tego sektora (47%) potwierdza osiągnięcie zakładanych korzyści, a kolejne 19% deklaruje, że rezultaty przewyższyły ich oczekiwania. Wśród najczęściej wskazywanych przez sektor benefitów należy wymienić wzrost przychodów (70%) i poprawę jakości usług (65%).

– Tak wysoka skuteczność wdrożeń wynika m.in. z ich ukierunkowania na obszary, które pozwalają szybko wygenerować wartość. Sektor handlowy najczęściej wprowadzał rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję w takich obszarach, jak marketing i analiza rynku (75%), sprzedaż (68%) i obsługa klienta (60%). To przełożyło się z kolei na lepszą jakość doświadczenia zakupowego i wzrost przychodów, czyli to, co jest dla firm najważniejsze – mówi Grzegorz Przytuła, Partner EY-Parthenon.

Dla porównania, w najbardziej zaawansowanym pod względem wdrożeń AI sektorze finansowym ponad połowa (57%) respondentów uznała, że korzyści nie spełniły ich oczekiwań. Może to wynikać z dużej skali oraz złożoności wdrożeń, ograniczeń regulacyjnych oraz niewystarczającej gotowości i jakości danych, które – mimo zaawansowania projektów – utrudniają osiągnięcie oczekiwanych efektów.

Energetyka stawia na bezpieczeństwo i strategiczne podejście

Jedną z najważniejszych barier dla wdrażania sztucznej inteligencji na polskim rynku są obawy o bezpieczeństwo – wskazuje je 39% wszystkich ankietowanych. Największy poziom niepokoju w tych kwestiach wykazują firmy z sektora energetycznego (46%, dla porównania: przemysł – 40%, finanse – 39%, handel – 39%, usługi – 37%). Podejmują one jednak działania, by chronić swoje dane i przestrzeń cybernetyczną.

Wyniki badania wskazują, że każda firma energetyczna w pełnym lub ograniczonym zakresie analizowała aspekt cyberbezpieczeństwa, implementując narzędzia sztucznej inteligencji, oraz wprowadziła dodatkowe zabezpieczenia narzędziowe i/lub proceduralne przed rozpoczęciem z ich korzystania. Branża dominuje też w kwestii posiadania strategii lub roadmapy rozwoju AI – według wyników badania ma ją 71% firm (dla porównania, przemysł – 64%, usługi – 61%, finanse – 60%, handel – 50%).

– Energetyka podchodzi do AI niezwykle świadomie, bo każdy błąd w tym sektorze może mieć poważne konsekwencje dla infrastruktury krytycznej. Dlatego tak duży nacisk kładzie na cyberbezpieczeństwo, zgodność regulacyjną i strategiczne planowanie. Dla firm z tej branży kluczowe staje się więc wdrażanie sprawdzonych narzędzi AI w sposób kontrolowany, z jasno przypisaną odpowiedzialnością, procedurami bezpieczeństwa oraz polityką korzystania z nich – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider obszaru energetyki.

Zupełnie inne bariery widzi branża finansów – 43% firm twierdzi, że największą trudność stanowią ograniczenia regulacyjne. Z kolei handel najbardziej krępują zbyt wysokie koszty wdrożenia (38%).

– Widzimy wyraźnie, że organizacje, które wdrażają sztuczną inteligencję w procesach dla siebie kluczowych, są w stanie znacznie szybciej uzyskać realną wartość – i dzieje się tak mimo ograniczeń, takich jak kwestie bezpieczeństwa danych, wymogi regulacyjne czy gotowość organizacyjna. Kluczowe okazuje się tu jasne postawienie celów biznesowych i pełne zaangażowanie na poziomie osób zarządzających, co daje zespołom wdrażającym odpowiednie wsparcie w pokonywaniu barier i możliwość skupienia się na osiągnięciu celów – podsumowuje Bartosz Pacuszka, Partner w EY Polska, AI Technology Leader.

O badaniu
Badanie „Jak polskie firmy wdrażają AI” zrealizowano na zlecenie EY przez CubeResearch wśród 499 polskich firm: 45% działa w produkcji, 33% w usługach, 22% w handlu. 56% respondentów pochodziło z firm średniej wielkości, 44% z dużych. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.

Kosmiczny rekord Creotech Instruments. Przychody wzrosły o 370 proc., spółka wyszła na plus

Creotech Instruments, notowany na GPW największy, polski integrator misji kosmicznych, w 2025 roku wypracował rekordowe wyniki finansowe, osiągając dodatni wynik netto oraz EBITDA. Przychody ogółem w omawianym okresie wzrosły ponad 370% r/r i wyniosły 167,5 mln zł, a zysk netto wyniósł blisko 13,6 mln zł. Na osiągnięte wyniki istotny wpływ miała realizacja kluczowych projektów strategicznych, w szczególności programu Mikroglob, a także intensywny rozwój współpracy międzynarodowej. W minionym roku Spółka koncentrowała się również na pozyskaniu i rozwoju projektu CAMILA – strategicznej i przełomowej misji kosmicznej o wartości ponad 59 mln EUR, stanowiącej pierwszy w historii kontrakt tej skali realizowany dla ESA przez polski podmiot w roli generalnego wykonawcy. Jednocześnie kontynuowano działania związane z wydzieleniem dwóch segmentów działalności.

W 2025 roku przychody ogółem wyniosły 167,5 mln zł w porównaniu do 35,6 mln zł w analogicznym okresie 2024 roku. Wzrost przychodów wynikał przede wszystkim z postępów w realizacji kluczowych projektów integracji satelitów. Największy procentowy udział w przychodach miał segment projektów kosmicznych (91,17%). EBITDA w omawianym okresie wyniosła blisko 31 mln zł (w porównaniu do straty wynoszącej ok. 16,9 mln zł w 2024 roku), a zysk netto osiągnął poziom ok. 13,6 mln zł (wobec straty wynoszącej 20,4 mln zł rok wcześniej).

Natomiast na poziomie działalności kontynuowanej (tj. działalności z wyłączeniem segmentu kwantowego, który od 2026 roku stanowi przedmiot działalności spółki Creotech Quantum), Spółka wypracowała EBITDA na poziomie 38,1 mln zł (wobec straty wynoszącej 15,8 mln w 2024 roku), przy przychodach ogółem wynoszących ok. 150 mln zł (w porównaniu do ok. 20 mln zł w roku 2024). Zysk netto z tytułu działalności kontynuowanej w 2025 roku wyniósł 19,9 mln zł, podczas gdy rok wcześniej spółka odnotowała stratę w wysokości ok. 18 mln zł.

Poziom środków pieniężnych na koniec 2025 roku wyniósł blisko 127 mln zł.

– Rok 2025 był dla Creotech Instruments przełomowy, zarówno pod względem wyników finansowych, jak i skali realizowanych projektów. Po raz pierwszy w historii spółki giełdowej zakończyliśmy rok z dodatnim wynikiem netto oraz EBITDA, jednocześnie realizując największe kontrakty w polskim sektorze kosmicznym i znacząco zwiększając skalę działalności. Kluczowym motorem wzrostu był projekt Mikroglob, który stanowi fundament budowy naszych kompetencji jako integratora dużych systemów satelitarnych. Równolegle konsekwentnie umacnialiśmy współpracę z Europejską Agencją Kosmiczną, czego potwierdzeniem jest rozwój projektu CAMILA, gdzie pełnimy rolę generalnego wykonawcy. Istotnym obszarem naszego wzrostu pozostaje również segment technologii kwantowych, który rozwijamy zarówno poprzez realizację zaawansowanych projektów badawczo-rozwojowych, jak i jego docelową specjalizację w ramach wydzielonego podmiotu. Miniony rok to także czas głębokiej transformacji organizacyjnej, która pozwala nam wejść w kolejny etap rozwoju jako bardziej skalowalna i wyspecjalizowana organizacja. Konsekwentnie budujemy pozycję w europejskim łańcuchu dostaw sektora kosmicznego – rozwijamy kompetencje w obszarze specjalistycznego montażu i integracji systemów satelitarnych oraz aktywnie uczestniczymy w postępowaniach przetargowych dla dużych programów europejskich. Dostrzegamy potencjał dalszego wzrostu tego rynku, m.in. w kontekście rosnącego zaangażowania Polski w programy Europejskiej Agencji Kosmicznej. Naszym celem jest stopniowe zwiększanie udziału w projektach o wysokiej wartości dodanej oraz dalsza dywersyfikacja portfela zamówień, co w naszej ocenie będzie wspierało stabilny rozwój Spółki w kolejnych latach komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

W 2025 roku Spółka koncentrowała się przede wszystkim na realizacji dwóch największych kontraktów w historii – zarówno polskiego sektora kosmicznego, jak i samej Spółki – tj. Mikroglob i CAMILA. Równolegle kontynuowano prace nad projektem PIAST.

Pod koniec 2024 roku Creotech Instruments podpisał ze Skarbem Państwa – Agencją Uzbrojenia umowę na wytworzenie i dostawę Satelitarnego Systemu Obserwacji Ziemi (SSOZ) „Mikroglob” obejmującą fazy B, C, D, E1. Wartość tego kontraktu wynosi 556,7 mln zł brutto (453 mln zł netto. W 2025 roku, w ramach jego realizacji zatwierdzone zostały fazy B, C oraz D1 (odbiór częściowy dokumentacji fazy D), co miało istotny wpływ na rozpoznanie przychodów Spółki. Zakończenie realizacji projektu planowane jest na 2027 roku.

Z kolei w drugim kwartale 2025 roku Spółka podpisała umowę i rozpoczęła realizację projektu CAMILA. Jego celem jest budowa konstelacji co najmniej trzech satelitów obserwacyjnych bazujących na platformie satelitarnej HyperSat, wraz z segmentem naziemnym, wyniesieniem satelitów oraz zarządzaniem misją. Projekt realizowany jest pod nadzorem Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) na zlecenie Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Początkowa wartość kontraktu wynosiła blisko 52 mln EUR, natomiast na początku października Spółka poinformowała o otrzymaniu od ESA zaakceptowanego aneksu do umowy, obejmującego aktywację dwóch dodatkowych opcji przewidzianych w pierwotnej umowie, co zwiększyło wartość kontraktu o ok. 7,1 mln EUR – do ponad 59 mln EUR. Opcje te obejmują m.in. dostawę czwartego satelity.

Jednocześnie Spółka kontynuowała prace przy projekcie PIAST, koordynowanym przez Wojskową Akademię Techniczną w Warszawie. Celem tego projektu badawczo-rozwojowego jest zaprojektowanie, skonstruowanie i rozmieszczenie na orbicie trzech satelitów obserwacyjnych do prowadzenia optoelektronicznego rozpoznania obrazowego. Projekt współfinansowany jest przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu SZAFIR. Po okresie bilansowym – 20 stycznia 2026 roku – zakończono z sukcesem fazę uruchamiania (commissioning) wszystkich platform satelitarnych konstelacji PIAST, potwierdzając ich pełną funkcjonalność. Istotnym elementem tego etapu była weryfikacja współpracy z głównym ładunkiem użytecznym – teleskopem optycznym, w ramach której wykonano i przesłano na Ziemię kilkadziesiąt zdjęć.

W obszarze nowych inicjatyw Spółka realizowała również szereg projektów badawczo-rozwojowych oraz studiów koncepcyjnych, które w przyszłości mają szansę przekształcić się w pełnowymiarowe misje kosmiczne.

Pod koniec 2025 roku Creotech Instruments podpisał z Europejską Agencją Kosmiczną umowę na realizację fazy A (czyli fazy koncepcyjnej) misji Twardowski – pierwszej od ponad 20 lat w pełni europejskiej misji księżycowej. Spółka pełni w niej rolę głównego wykonawcy (prime contractor) i lidera przedsięwzięcia. Projekt ten zakłada umieszczenie satelity, opartego na platformie HyperSat na orbicie Księżyca oraz wykonanie mapowania jego powierzchni w celu identyfikacji zasobów i wsparcia przyszłych misji lądowania. Wartość fazy A projektu wynosi 500 tys. EUR. Projekt jest kontynuacją fazy 0 zrealizowanej przez Spółkę w 2025 roku.

W ubiegłym roku Spółka podpisała także kilka nowych kontraktów obejmujących wstępne fazy realizacji misji skierowanych na orbitę okołoziemską. Jednym z nich była zawarta na początku stycznia 2025 r. umowa z Europejską Agencją Kosmiczną na realizację projektu „Space Based Observation Mission (SBOM) Feasibility Study”, obejmującego wstępną fazę (0-A) przygotowania satelity i misji kosmicznej, mającej na celu wykrywanie tzw. śmieci kosmicznych na orbicie okołoziemskiej. Wartość projektu wynosi ok. 125 tys. EUR. Spółka kontynuowała również podpisany pod koniec października 2024 roku z ESA projekt „Space Weather Nanosatellites System Enhancement Phase 0/A”, w którym pełni rolę lidera (prime contractor). Projekt obejmuje fazę 0–A (wstępną) przygotowania satelity oraz misji kosmicznej polegającej na pomiarze parametrów pogody kosmicznej, w szczególności wpływu aktywności Słońca na warunki panujące na orbicie okołoziemskiej.

Warto zaznaczyć, że realizowane projekty we wczesnych fazach stanowią fundament budowy portfela przyszłych kontraktów i – w przypadku ich kontynuacji – mogą w kolejnych latach istotnie wspierać wzrost przychodów oraz skalę działalności Spółki.

W 2025 roku Creotech Instruments rozwijał także swoje portfolio produktowe realizując projekty wewnętrzne.

26 września 2025 roku Spółka podpisała umowę z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości na realizację projektu pt. „System Radiowej Komunikacji – CERBER”, którego celem jest zwiększenie potencjału produktowego w obszarze kosmicznym w zakresie systemu bezpiecznej komunikacji dla małych satelitów. Projekt realizowany jest samodzielnie przez Spółkę z wykorzystaniem własnego zaplecza badawczo‑rozwojowego i produkcyjnego. Całkowita wartość projektu wynosi ok. 10,46 mln zł netto, z czego blisko 5,13 mln zł stanowi dofinansowanie. Realizacja projektu zaplanowana jest na lata 2026–2028.

W grudniu 2025 roku Spółka uzyskała również pozytywną ocenę merytoryczną i rekomendację do dofinansowania w ramach programu FENG – Ścieżka SMART – dla projektu dotyczącego innowacyjnego systemu satelitarnego dla ładunków o dużej masie. Rekomendowana kwota wsparcia przekracza 26,2 mln zł. Celem projektu jest opracowanie multimisyjnej platformy satelitarnej SWAN, przeznaczonej do realizacji misji o masie do ok. 200 kg. Nowa platforma ma wzmocnić ofertę produktową Creotech Instruments, stanowiąc technologiczny fundament dla przyszłych, dużych projektów infrastrukturalnych realizowanych na potrzeby bezpieczeństwa oraz zastosowań cywilnych. Realizacja projektu ma także istotnie zwiększyć potencjał produktowy Spółki w segmencie technologii kosmicznych oraz wzmocnić jej konkurencyjność na rynku europejskim i globalnym. Produktowo pozwoli spółce przejść z roli dostawcy mikrosatelitów do roli dostawcy minisatelitów.

Rok 2025 upłynął również pod znakiem przygotowań Spółki pod kątem jej podziału, tj. poprzez wydzielenie z niej segmentu systemów kwantowych oraz systemów aplikacji związanych z dronami i przetwarzaniem danych satelitarnych. W tym celu zarejestrowano spółki Creotech Quantum S.A. oraz Creotech Geo PSA.

Pod koniec września Creotech Quantum S.A złożył do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) prospekt w związku z planowanym wydzieleniem z Creotech Instruments i wprowadzeniem akcji do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW).

Po okresie bilansowym zakończył się proces podziału na dwie niezależne Spółki. 1 kwietnia 2026 roku formalnie zakończony został proces wydzielenia segmentu technologii kwantowych do spółki Creotech Quantum S.A., której debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie planowany jest na 17 kwietnia 2026 roku.

Rok 2025 umocnił pozycję Creotech Instruments jako jednego z europejskich integratorów misji kosmicznych, zdolnego zarówno do realizacji złożonych programów satelitarnych, jak i rozwijania własnych technologii o wysokiej wartości dodanej, stanowiących fundament dalszego wzrostu i budowy przewag konkurencyjnych na rynku europejskim i globalnym.

Scanway wesprze misję Titan dostarczając system obrazowania dla nowej generacji przetwarzania danych i zastosowań AI na orbicie

Scanway wesprze nadchodzącą misję Titan realizowaną przez firmę Aethero, dostarczając system obrazowania optycznego zaprojektowany do pracy na orbicie. Rozwiązanie to wpisuje się w nową generację satelitów łączących wysokorozdzielcze obrazowanie z przetwarzaniem danych w czasie rzeczywistym bezpośrednio na pokładzie z wykorzystaniem AI. Start misji Titan planowany jest na drugą połowę tego roku w ramach lotu rideshare firmy SpaceX.

Misja Titan, rozwijana we współpracy z EnduroSat i oparta na wysokowydajnej platformie satelitarnej FRAME to ważny krok w kierunku nowej architektury systemów kosmicznych – takich, w których dane nie są jedynie pozyskiwane na orbicie, ale coraz częściej przetwarzane, analizowane i wykorzystywane bezpośrednio na pokładzie satelity.

W ramach misji Scanway dostarczy system optyczny przystosowany do warunków kosmicznych, który będzie pozyskiwał dane dla architektury obliczeniowej Aethero. Instrument został zaprojektowany do pracy w ścisłej integracji z systemami przetwarzania pokładowego, wspierając scenariusze obrazowania korzystające z analizy w czasie rzeczywistym, niższych opóźnień oraz bardziej efektywnego wykorzystania przepustowości. Takie podejście odzwierciedla szerszą zmianę w branży kosmicznej – od tradycyjnych modeli opartych na przesyłaniu dużych wolumenów surowych danych na Ziemię, w kierunku rozproszonego przetwarzania bezpośrednio na orbicie. Połączenie systemów obserwacyjnych z inteligencją pokładową umożliwia szybsze podejmowanie decyzji, większą autonomię misji oraz rozwój nowych, opartych na danych zastosowań w przestrzeni kosmicznej.

Współczesne misje kosmiczne są w coraz większym stopniu zależne od tego, jak skutecznie przetwarzają i wykorzystują dane bezpośrednio na orbicie – powiedział Amit Pinnamaneni, CTO i współzałożyciel Aethero. – Współpraca z partnerami takimi jak Scanway pozwala nam integrować wysokiej jakości systemy obrazowania i sensory z naszą platformą oraz rozwijać nowe podejścia do wykorzystania danych w czasie rzeczywistym w przestrzeni kosmicznejpodsumowuje.

W projekcie Scanway S.A. wykorzystuje swoje doświadczenie w adaptacji zaawansowanych komponentów optycznych do warunków kosmicznych i ich integracji z systemami satelitarnymi.

Nasza współpraca z Aethero pokazuje, jak systemy optyczne i przetwarzanie pokładowe mogą wspólnie otwierać nowe możliwości dla misji kosmicznych. Obserwujemy wyraźny kierunek rozwoju branży w stronę architektur, w których akwizycja danych, ich przetwarzanie i analiza są ściśle zintegrowane – misja Titan jest bardzo dobrym przykładem tego trendupowiedział Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.

Start misji Titan planowany jest na drugą połowę 2026 roku w ramach lotu rideshare firmy SpaceX. Misja wykorzysta modułową platformę FRAME od EnduroSat, która zapewnia wysoką moc i elastyczność dla wymagających ładunków. Jest ona ukierunkowana na zaawansowane przetwarzanie danych, w tym analizę danych obserwacji Ziemi w czasie rzeczywistym, przetwarzanie na orbicie oraz rozwój przyszłych autonomicznych systemów kosmicznych.

Projekt realizowany z Aethero i EnduroSat potwierdza nasze kompetencje w dostarczaniu systemów optycznych dla różnych architektur misji – od klasycznego obrazowania po nową generację satelitów opartych na przetwarzaniu danych z wykorzystaniem AI. Współpraca z tymi międzynarodowymi partnerami stanowi również wzmocnienie pozycji Scanway jako europejskiego dostawcy kluczowych ładunków użytecznych w globalnych inicjatywach kosmicznych. Jednocześnie rozwijamy nasze kompetencje w zakresie pozyskiwania i przetwarzania danych optycznych, angażując się w coraz większy zakres łańcucha danych – mówi Mikołaj Podgórski.

Co dziś martwi pracowników w Polsce? Niepewność gospodarcza wyprzedza obawy przed AI

Niestabilność gospodarcza, bycie zastąpionym przez AI lub technologię oraz restrukturyzacja u pracodawcy to dziś najczęstsze źródła zawodowego stresu Polaków – potwierdza nowa analiza ManpowerGroup. Jedynie co czwarty przyznaje, że nie ma żadnych zmartwień związanych ze swoją pracą. Więcej obaw o swoje bezpieczeństwo zawodowe mają kobiety niż mężczyźni, a także pracownicy zdalni.

ManpowerGroup zapytał pracowników w Polsce i na świecie o to, co martwi ich w pracy. Na czele listy zawodowych lęków Polaków znajduje się dziś niepewność gospodarcza, wskazuje ją co trzeci pracownik (33%). W dalszej kolejności pojawia się ryzyko zastąpienia przez AI lub technologię oraz obawa przed restrukturyzacją, po 20% wskazań.

Co dziś spędza sen z powiek pracownikom?

Kolejne miejsca na liście zawodowych obaw zajmują zwolnienia grupowe (19%) oraz możliwość zastąpienia przez pracowników z innych krajów (16%). Część osób martwi się także nienadążaniem za dynamicznie zmieniającymi się kompetencjami, zwłaszcza w obszarach związanych z automatyzacją i AI (13%). Rzadziej, ale wciąż zauważalnie, pojawiają się obawy dotyczące outsourcingu zadań (10%) oraz obowiązkowego powrotu do biura, który oznaczałby brak możliwości dalszej pracy (6%). Jednocześnie 28% badanych deklaruje, że nie odczuwa żadnych zawodowych niepokojów.

Jak zaznacza Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower, nastroje na rynku pracy wpływają na decyzje zawodowe kandydatów. – Kluczowym elementem staje się poczucie stabilności, a nie wyłącznie wynagrodzenie czy możliwości rozwoju. W procesach rekrutacyjnych wyraźnie wybrzmiewają pytania o kondycję firmy, jej plany restrukturyzacyjne czy też te związane z wdrażaniem AI i automatyzacją procesów. Dziś funkcjonujemy w warunkach skumulowanej niepewności i coraz szybszego tempa zmian. Nie mówimy o jednorazowym kryzysie, lecz o przedłużającym się okresie niestabilności, zapoczątkowanym pandemią i pogłębianym przez inflację, zmiany technologiczne, zwolnienia w dużych firmach oraz napięcia geopolityczne. Pracownicy funkcjonują w permanentnej zmienności, a to naturalnie obniża poczucie zawodowego bezpieczeństwa – mówi przedstawicielka Manpower.

– Ciągły rozwój technologii prowadzi do automatyzacji, jednak głównie powtarzalnych zadań, nie całych stanowisk. Obawy o utratę pracy ze względu na ryzyko zastąpienia przez AI są więc jedynie częściowo uzasadnione. Natomiast na dzisiejszym rynku pracy kluczowe staje się ciągłe podnoszenie kompetencji i rozwój umiejętności cyfrowych, tak aby efektywnie współpracować z nowymi narzędziami czy wdrażanymi technologiami. Z perspektywy rekrutacyjnej widzimy przede wszystkim transformację ról, pojawianie się stanowisk hybrydowych, które łączą kilka obszarów czy funkcji. Znikają konkretne zadania, proste i powtarzalne, ale rośnie zapotrzebowanie na nowe kompetencje, umiejętność pracy z danymi, technologią, zarządzanie zmianą czy szybkie uczenie się. Organizacje, które aktywnie prowadzą reskilling pracowników minimalizują lęk i rotację – dodaje ekspertka.

Branże z większym i mniejszym poczuciem bezpieczeństwa

Analiza danych według sektorów pokazuje wyraźne różnice w postrzeganiu stabilności. Najpewniej czują się dziś pracownicy przemysłu oraz sektora surowcowego, aż 35% z nich nie obawia się o swoje miejsce pracy. W ochronie zdrowia i sektorze life science odsetek ten wynosi 33%, a w transporcie, logistyce i motoryzacji 30%. Najtrudniejsza sytuacja panuje natomiast w usługach komunikacyjnych, gdzie nikt nie deklaruje braku obaw oraz w finansach i nieruchomościach (16%).

Większe poczucie bezpieczeństwa u mężczyzn, więcej obaw u kobiet

Z danych wynika również, że mężczyźni częściej deklarują zawodowy spokój, 32% z nich nie odczuwa żadnych obaw związanych z pracą, podczas gdy wśród kobiet odsetek ten wynosi 24%. Choć źródła niepewności są podobne, różni się ich natężenie. Niestabilność gospodarcza częściej martwi mężczyzn (36%), niż kobiety (29%). Z kolei kobiety częściej obawiają się zastąpienia przez AI (22% vs. 18%), restrukturyzacji (23% vs. 17%) oraz przymusowego powrotu do biura (8% vs. 4%).

U starszych pracowników mniej obaw o przyszłość zawodową

Wyraźne różnice widać także między pokoleniami. Największe poczucie bezpieczeństwa mają Baby Boomersi (61–79 lat), aż 52% z nich nie zgłasza żadnych obaw związanychz pracą. Najmniej takich deklaracji pada wśród Millenialsów (25%), a pośrodku stawki są X (27%) i Zetki (30%).

Dla pracowników z pokolenia X największym źródłem stresu pozostaje niestabilność gospodarcza (39%). Najrzadziej wskazują ją Zetki (20%). Ryzyko zastąpienia przez AI najmniej martwi Baby Boomersów (5%), a najbardziej osoby młode – przedstawicieli pokolenia Z i Millenialsów (po 24%). Z kolei restrukturyzacja najczęściej niepokoi pracowników z pokolenia X (27%), a najrzadziej najmłodszych, w przypadku Zetek to 7%.

– Pokolenie Z wchodzi na rynek pracy w momencie silnych turbulencji i nie miało okazji doświadczyć długotrwałej stabilizacji zawodowej. Ich oczekiwania są wysokie, ale jednocześnie mają mniej doświadczeń, co potęguje stres i niepewność. Doświadczenie daje pracownikom większe poczucie pewności siebie, umiejętność przechodzenia przez zmiany i adaptowania się do nich. Starsze pokolenia wiedzą, że ich kompetencje są transferowalne, a rynek pracy już wcześniej przechodził cykle wzrostów i spowolnień – mówi Pączkowska.

Praca stacjonarna daje większą stabilność

Analizując miejsce wykonywania pracy to najmniej optymistycznie wypadają osoby pracujące tylko zdalnie – 20% nie zgłasza zmartwień dotyczących życia zawodowego. Dla porównania wśród pracowników pracujących hybrydowo to 29%, a wśród pracujących stacjonarnie 33%.

Niepewność gospodarczą i jej konsekwencje najrzadziej jako źródło obaw wskazują pracownicy zdalni (29%), nieco częściej hybrydowi (34%), a najczęściej osoby pracujące stacjonarnie (41%). Odwrotna zależność widoczna jest w przypadku obaw przed zastąpieniem przez technologię, najwięcej takich zmartwień deklarują pracownicy zdalni (40%), a najmniej stacjonarni (9%), wśród pracujących hybrydowo odsetek ten wynosi 13%. Potencjalne skutki restrukturyzacji częściej niepokoją pracowników stacjonarnych (22%), niż zdalnych (19%) i hybrydowych (18%).

– Choć różne modele pracy szeroko zagościły na polskim rynku pracy, to w ostatnim czasie obserwujemy sukcesywny powrót do formy stacjonarnej. Kandydaci pracujący stacjonarnie lub hybrydowo częściej postrzegają swoją rolę, jako integralną część organizacji. Z kolei osoby pracujące w modelu zdalnym częściej obawiają się o stabilność, dlatego w procesach rekrutacji dopytują o strategię firmy i długoterminowe plany wobec zespołu i stanowiska. Praca zdalna może wzmacniać poczucie wymienialności, bo relacje z zespołem i organizacją są słabsze, a mierzalność pracy bardziej zadaniowa. To sprzyja obawie, że rolę łatwiej zautomatyzować lub outsourcować – podsumowuje Katarzyna Pączkowska.

Niepewność dominuje globalnie, choć 30% pracowników czuje się bezpiecznie

W skali globalnej pracownicy najczęściej mówią o niestabilności gospodarczej, restrukturyzacjach oraz zwolnieniach grupowych. Wspominają także o byciu zastąpionym przez AI lub technologię, nienadążaniu za zmianą kompetencji oraz zlecaniu ich zadań firmom zewnętrznym. W ujęciu globalnym 30% pracowników nie obawia się o pracę.

Nowy model rozwoju pracowników. Talent sharing jako odpowiedź na wyzwania rynku

Współczesne organizacje funkcjonują w rzeczywistości, która wymaga szybkiego reagowania i dużej elastyczności. Postępująca cyfryzacja, zmieniające się modele biznesowe oraz rosnące oczekiwania pracowników sprawiają, że tradycyjne podejście do budowania zespołów coraz częściej okazuje się niewystarczające. W odpowiedzi na te wyzwania firmy sięgają po koncepcję współdzielenia talentów (talent sharing), która pozwala lepiej wykorzystywać kompetencje pracowników i jednocześnie wspiera ich rozwój.

Koniec sztywnych struktur

Jeszcze kilka lat temu ścieżka kariery w wielu organizacjach była jasno określona – pracownik realizował zadania przypisane do konkretnego stanowiska i działu. Dziś ten model stopniowo się zmienia. Coraz częściej pracownicy angażują się w projekty wykraczające poza ich podstawowe obowiązki, a granice między rolami stają się bardziej płynne.

Z danych rynkowych wynika, że znacząca część pracowników wykonuje zadania spoza formalnego zakresu stanowiska, a wielu z nich deklaruje chęć rozwoju w nowych obszarach. To sygnał dla pracodawców, że potencjał zespołów jest znacznie większy, niż wynikałoby to z opisów stanowisk.

Współdzielenie kompetencji zamiast rekrutacji

Dla firm oznacza to konkretną szansę biznesową. Zamiast rozpoczynać długotrwałe i kosztowne procesy rekrutacyjne, mogą korzystać z umiejętności osób już zatrudnionych. W praktyce oznacza to angażowanie pracowników w projekty realizowane w innych działach lub tworzenie zespołów interdyscyplinarnych.

Takie podejście od lat funkcjonuje w branży technologicznej, jednak dziś coraz śmielej wkracza do innych sektorów. Wynika to m.in. z rosnącej popularności pracy projektowej oraz potrzeby łączenia różnych kompetencji w ramach jednego przedsięwzięcia.

Praca projektowa zyskuje na znaczeniu

Eksperci rynku pracy podkreślają, że zadania w organizacjach stają się coraz bardziej modułowe. Można je dzielić, łączyć i przypisywać osobom o najlepiej dopasowanych umiejętnościach. Prognozy wskazują, że w najbliższych latach model pracy oparty na projektach będzie obejmował coraz większą część rynku.

To oznacza zmianę nie tylko w sposobie zarządzania, ale także w myśleniu o pracownikach – nie jako o osobach przypisanych do jednego działu, lecz jako o zestawie kompetencji, które można wykorzystywać w różnych kontekstach.

Rozwój bez konieczności zmiany pracy

Jednym z największych atutów talent sharingu jest możliwość zdobywania nowych doświadczeń bez opuszczania organizacji. Pracownicy mogą rozwijać się w różnych obszarach, poznawać inne części biznesu i budować nowe kompetencje.

Z perspektywy firmy oznacza to większe zaangażowanie zespołów i mniejsze ryzyko rotacji. Osoby, które mają możliwość pracy przy różnorodnych projektach, rzadziej odczuwają stagnację i częściej wiążą swoją przyszłość z pracodawcą.

Praktyka w Brown-Forman

Przykładem organizacji, która skutecznie wdraża model współdzielenia talentów, jest Brown-Forman. Firma rozwija zespoły interdyscyplinarne, w których współpracują specjaliści z różnych obszarów organizacji.

Jak podkreśla Dorota Pałysiewicz, Dyrektor HR odpowiedzialna za region Europy Środkowo-Wschodniej, takie podejście przynosi wymierne korzyści: umożliwia wymianę wiedzy między działami oraz pozwala spojrzeć na wyzwania biznesowe z różnych perspektyw.

Ekspertka zwraca uwagę, że dostęp do różnorodnych kompetencji jest dziś kluczowy. Angażowanie osób o odmiennym doświadczeniu sprzyja powstawaniu nowych pomysłów i pomaga odkrywać rozwiązania, które w bardziej jednorodnych zespołach mogłyby pozostać niezauważone.

Zmiana kultury organizacyjnej

Talent sharing to nie tylko narzędzie zarządzania zasobami ludzkimi, ale także element głębszej transformacji kulturowej. Organizacje, które promują współpracę i otwartość między działami, budują środowisko bardziej sprzyjające innowacjom.

W takim modelu pracownicy przestają być definiowani przez swoje stanowiska. Zaczynają funkcjonować jako źródło wiedzy, umiejętności i pomysłów, które mogą być wykorzystywane w różnych projektach.

Kierunek na przyszłość

Wszystko wskazuje na to, że współdzielenie talentów będzie jednym z kluczowych trendów w zarządzaniu ludźmi w najbliższych latach. Rosnąca rola pracy projektowej, rozwój technologii oraz konieczność szybkiego reagowania na zmiany rynkowe sprzyjają upowszechnianiu tego modelu.

Dla organizacji oznacza to większą elastyczność i lepsze wykorzystanie potencjału pracowników. Dla samych pracowników – szansę na ciągły rozwój bez konieczności zmiany miejsca zatrudnienia. Firmy, które już dziś inwestują w takie rozwiązania, budują przewagę konkurencyjną i tworzą nowoczesne środowisko pracy.

Prawobrzeżna Warszawa staje się nowym biegunem rozwoju stolicy

Przez dekady prawobrzeżna Warszawa pozostawała w cieniu lewobrzeżnego centrum i była postrzegana głównie jako sypialnia miasta. Dziś ten obraz szybko się zmienia. Najnowszy raport międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield, „Focus on Warsaw East: ukryty potencjał miasta”, wskazuje, że prawobrzeżne dzielnice stają się pełnoprawnym elementem rozwoju stolicy, oferującym unikalną jakość życia i pracy.

Transformacja i mieszkalnictwo

Prawobrzeżna Warszawa przechodzi dalszą dynamiczną transformację urbanistyczną. Zamiast odizolowanych projektów, dominuje tu model zintegrowanego rozwoju. Flagowe inwestycje wielofunkcyjne, takie jak Port Praski, Koneser, Bohema czy Fabryka PZO, z sukcesem przekształcają tereny poprzemysłowe w tętniące życiem centra mieszkaniowe, kulturalne i biznesowe.

Potencjał ten dostrzegają mieszkańcy. Na prawym brzegu żyje już około 671 tys. osób. Co istotne, w latach 2015-2024 populacja wzrosła tu o 11% – to ponad dwukrotnie wyższa dynamika niż na lewym brzegu (5%). Za tym trendem podąża rynek mieszkaniowy: siedem największych planowanych inwestycji obecnie dostarczy dodatkowo łącznie ponad 20 tys. nowych lokali, a historycznym liderem wzrostu jest Białołęka, gdzie liczba mieszkań w ciągu ostatniej dekady wzrosła o 48%.

Prawy brzeg Wisły przestaje być postrzegany jako peryferia, a staje się świadomym wyborem dla tysięcy Warszawiaków. Połączenie unikalnego, historycznego klimatu z nowoczesną infrastrukturą i dostępem do natury tworzy nową jakość urbanistyczną, która przyciąga kapitał i nowych mieszkańców. Dodatkowo prawa strona Wisły jest zieloną częścią stolicy – tereny zadrzewione stanowią tu aż 41% powierzchni, podczas gdy na lewym brzegu jest to zaledwie 24% – komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research w Cushman & Wakefield.

Biurowa oaza stabilności i oszczędności

Z perspektywy biznesowej, biurowa Strefa Wschodnia to jeden z najbardziej stabilnych, ale też perspektywicznych obszarów na mapie Warszawy. Od 2016 roku zasoby biurowe wzrosły tu o 57%, osiągając poziom ok. 300 tys. mkw. Mimo zawirowań rynkowych i pandemii, średni wskaźnik pustostanów w latach 2015-2025 utrzymywał się średnio na poziomie niecałych 9%, a w wybranych latach był nawet niższy niż w ścisłym centrum.

Dodatkowym argumentem dla najemców stają się koszty. Podczas gdy stawki w obszarze szybko rozwijającego się Ronda Daszyńskiego sięgają 25-28 EUR za mkw., Strefa Wschodnia pozostaje wysoce konkurencyjna cenowo z górnym progiem czynszów wynoszącym zazwyczaj maksymalnie 17 EUR. W przypadku wyboru tego obszaru firmy mogą zauważalnie zoptymalizować budżet przy jednoczesnym ulokowaniu biur bliżej miejsc zamieszkania pracowników po drugiej stronie Wisły.

Infrastruktura jako magnes dla inwestorów

Jak zwracają uwagę autorzy raportu, fundamentem dalszego wzrostu są znaczące inwestycje infrastrukturalne. Budowa III linii metra (M3), modernizacja Dworca Wschodniego oraz planowany tunel pod ul. Tysiąclecia całkowicie odmienią dostępność komunikacyjną tej części miasta. Dodatkowym impulsem jest planowana modernizacja Stadionu Narodowego, związana z potencjalną kandydaturą Polski do organizacji Igrzysk Olimpijskich w 2040 lub 2044 roku.

Obserwujemy wyraźny wzrost zainteresowania inwestorów instytucjonalnych prawym brzegiem Wisły. To już nie jest rynek alternatywny, ale w wielu przypadkach cel dla kapitału szukającego projektów o solidnych fundamentach i długofalowym wzroście wartości. Ogromna luka czynszowa między lewym a prawym brzegiem, w połączeniu z nadchodzącą rewolucją w infrastrukturze komunikacji miejskiej, sprawia, że Praga staje się idealnym miejscem dla strategii relokacji działów operacyjnych i wsparcia do efektywniejszych kosztowo biur oraz dla nowoczesnych projektów wielofunkcyjnych, które są obecnie najbardziej pożądanym produktem inwestycyjnym – dodaje Jakub Grabara, Associate, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Praga Core – tętniące serce usług

Chociaż raport Cushman & Wakefield mówi o zdecydowanie szerszym obszarze, to warto zwrócić uwagę na analizowane serce Pragi jako obszar o już istniejącej intensywnej zabudowie miejskiej, ale wciąż posiadającym potencjał rozwojowy. Gęstość zaludnienia wynosi tu 7500 osób na km² (przy średniej dla Warszawy 3600), co stymuluje rozwój sektora usług. Mieszkańcy i pracownicy mają do dyspozycji ponad 1200 punktów użyteczności publicznej, w tym przeszło 320 restauracji i kawiarni. Magnesem o skali międzynarodowej pozostaje PGE Narodowy, który w 2025 roku przyciągnął około 2 miliony gości dzięki koncertom muzycznym, wydarzeniom sportowym i biznesowym oraz wycieczkom.

Raport dowodzi, że Warszawa Wschodnia posiada wszelkie możliwości, by jeszcze bardziej rozwinąć się pod kątem zrównoważonej, nowoczesnej części miasta i zaoferować mieszkańcom wyjątkowy ekosystem do życia i pracy – tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2026: więcej nowej podaży, lekki wzrost pustostanów

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w I kwartale 2026 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Avison Young, Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska
i Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec marca 2026 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły niemal 6 277 700 mkw.

W I kwartale 2026 roku na rynek trafiły dwa nowe budynki: Studio A wybudowane przez firmę Skanska, oraz Vena wybudowana przez Polski Holding Nieruchomości. Dodatkowo firma Powiśle Nieruchomości ukończyła renowację budynku Przemysłowa 26a. Łącznie na rynek trafiło 42 900 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Dla porównania – w I kwartale 2025 roku na stołeczny rynek dostarczono 5600 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach jednego projektu (biurowiec CD Projekt w strefie Wschód).

Na koniec I kwartału 2026 roku w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 9,5% (wzrost o 0,4 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz spadek o 1 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2025 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 597 100 mkw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów kształtował się na poziomie 6,5%, natomiast poza centrum osiągnął wartość 12,2%.

W I kwartale 2026 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe wyniósł 133 800 mkw. Największym zainteresowaniem najemców w badanym okresie cieszyły się strefy Centrum oraz Służewiec.

W okresie od początku stycznia do końca marca 2026 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom (wliczając umowy przednajmu) – 51%, renegocjacje odpowiadały za 39%, natomiast ekspansje 9%. Pozostałe 1% przypadło na zajęcia powierzchni przez właścicieli budynków.

Nowa Chemia w miejsce Olefin III. ORLEN zapowiada nowy etap inwestycji w Płocku

0

ORLEN zakończył aktualizację założeń inwestycji Nowa Chemia. Projekt został dostosowany do realiów rynkowych, uzyskał realny harmonogram oraz pełny zakres prac. Jego finalny koszt został zredukowany o 16 mld zł, co pozwoli zagwarantować rentowność projektu. ORLEN osiągnął również porozumienie z dostawcami, które pozwoli uniknąć potencjalnych kar związanych z wcześniejszymi błędami w przygotowaniu inwestycji.

Nowa Chemia została zaprojektowana tak, aby maksymalnie wykorzystać już powstałą infrastrukturę, ale efekty dostarczyć szybciej. Inwestycja zakłada budowę do 2029 r. instalacji do produkcji olefin, która będzie w stanie wytwarzać 740 tys. ton etylenu rocznie.

Przyjęty harmonogram zakłada pełne uruchomienie produkcji w 2030 r. i równoległe stopniowe wyłączanie Olefin II. W efekcie utrzymana zostanie ciągłość operacyjna płockiego zakładu, przy zmniejszeniu jego emisyjności w zakresie produkcji petrochemicznej oraz obniżeniu energochłonności.

– Kiedy obejmowaliśmy ten projekt, sposób jego prowadzenia był nie do przyjęcia. Groził spółce największymi w historii stratami. Dziś stawiamy go na właściwe tory: porządkujemy zakres, wykorzystujemy to, co już zbudowano, i prowadzimy prace tak, aby szybciej osiągnąć cel oraz trwałą wartość. Po raz pierwszy w historii tej inwestycji opracowaliśmy jej realny zakres oraz harmonogram. Dostosowaliśmy ją do wymagań rynkowych w taki sposób, by stanowiła wartość dodaną dla koncernu, nie obciążenie. Udało nam się także uniknąć miliardowych kar, które groziły nam za sprawą błędnych decyzji poprzedników. Zamiast tego zagwarantowaliśmy maksymalny możliwy udział polskich firm w realizacji tej inwestycji. Krajowi przedsiębiorcy zarobią nawet 21 mld zł na współpracy z ORLENEM przy budowie Nowej Chemii – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Nowa Chemia jest kolejnym krokiem w rozwoju petrochemii w Płocku – projektem przygotowanym w oparciu o nowe założenia technologiczne i operacyjne oraz o maksymalne wykorzystanie już powstałej infrastruktury. Pod koniec 2024 roku podjęto decyzję o zatrzymaniu projektu Olefiny III oraz o rozpoczęciu prac nad rozwiązaniem, które pozwoli szybciej i efektywniej wzmocnić potencjał produkcyjny zakładu, odpowiadając na potrzeby rynku i klientów, a także ograniczyć wzrost kosztów pierwotnie niedoszacowanej inwestycji.

W pierwotnej wersji projektu inwestycji nazywanej Olefiny III nie uwzględniono znacznej części niezbędnych do jej funkcjonowania instalacji, jak np. zbiorników magazynowych, instalacji wodnej, linii i podstacji energetycznych, linii wysokiego napięcia, centralnej oczyszczalni ścieków czy konieczności rozbudowy instalacji polietylenu.

Nowa Chemia. Najważniejsze informacje

Zaktualizowany budżet projektu: 35,8 mld PLN.

Produkcja etylenu: 740 tys. ton rocznie.

Szybszy efekt: zakończenie budowy do końca 2029 roku i uruchomienie w 2030 roku.

Płynne przejście technologiczne: rozruch Nowej Chemii z jednoczesnym, stopniowym wyłączaniem Olefin II – z zachowaniem ciągłości pracy zakładu.

Niższe nakłady: w porównaniu z pierwotnym wariantem projektu, w którym – po uwzględnieniu infrastruktury niezbędnej do działania instalacji – rzeczywisty koszt realizacji mógł sięgnąć nawet 51 mld zł, zaktualizowane nakłady inwestycyjne Nowej Chemii wynoszą 35,8 mld PLN, przy założeniu wykorzystania już powstałej infrastruktury i racjonalizacji zakresu.