Nowa Chemia w miejsce Olefin III. ORLEN zapowiada nowy etap inwestycji w Płocku

0

ORLEN zakończył aktualizację założeń inwestycji Nowa Chemia. Projekt został dostosowany do realiów rynkowych, uzyskał realny harmonogram oraz pełny zakres prac. Jego finalny koszt został zredukowany o 16 mld zł, co pozwoli zagwarantować rentowność projektu. ORLEN osiągnął również porozumienie z dostawcami, które pozwoli uniknąć potencjalnych kar związanych z wcześniejszymi błędami w przygotowaniu inwestycji.

Nowa Chemia została zaprojektowana tak, aby maksymalnie wykorzystać już powstałą infrastrukturę, ale efekty dostarczyć szybciej. Inwestycja zakłada budowę do 2029 r. instalacji do produkcji olefin, która będzie w stanie wytwarzać 740 tys. ton etylenu rocznie.

Przyjęty harmonogram zakłada pełne uruchomienie produkcji w 2030 r. i równoległe stopniowe wyłączanie Olefin II. W efekcie utrzymana zostanie ciągłość operacyjna płockiego zakładu, przy zmniejszeniu jego emisyjności w zakresie produkcji petrochemicznej oraz obniżeniu energochłonności.

– Kiedy obejmowaliśmy ten projekt, sposób jego prowadzenia był nie do przyjęcia. Groził spółce największymi w historii stratami. Dziś stawiamy go na właściwe tory: porządkujemy zakres, wykorzystujemy to, co już zbudowano, i prowadzimy prace tak, aby szybciej osiągnąć cel oraz trwałą wartość. Po raz pierwszy w historii tej inwestycji opracowaliśmy jej realny zakres oraz harmonogram. Dostosowaliśmy ją do wymagań rynkowych w taki sposób, by stanowiła wartość dodaną dla koncernu, nie obciążenie. Udało nam się także uniknąć miliardowych kar, które groziły nam za sprawą błędnych decyzji poprzedników. Zamiast tego zagwarantowaliśmy maksymalny możliwy udział polskich firm w realizacji tej inwestycji. Krajowi przedsiębiorcy zarobią nawet 21 mld zł na współpracy z ORLENEM przy budowie Nowej Chemii – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Nowa Chemia jest kolejnym krokiem w rozwoju petrochemii w Płocku – projektem przygotowanym w oparciu o nowe założenia technologiczne i operacyjne oraz o maksymalne wykorzystanie już powstałej infrastruktury. Pod koniec 2024 roku podjęto decyzję o zatrzymaniu projektu Olefiny III oraz o rozpoczęciu prac nad rozwiązaniem, które pozwoli szybciej i efektywniej wzmocnić potencjał produkcyjny zakładu, odpowiadając na potrzeby rynku i klientów, a także ograniczyć wzrost kosztów pierwotnie niedoszacowanej inwestycji.

W pierwotnej wersji projektu inwestycji nazywanej Olefiny III nie uwzględniono znacznej części niezbędnych do jej funkcjonowania instalacji, jak np. zbiorników magazynowych, instalacji wodnej, linii i podstacji energetycznych, linii wysokiego napięcia, centralnej oczyszczalni ścieków czy konieczności rozbudowy instalacji polietylenu.

Nowa Chemia. Najważniejsze informacje

Zaktualizowany budżet projektu: 35,8 mld PLN.

Produkcja etylenu: 740 tys. ton rocznie.

Szybszy efekt: zakończenie budowy do końca 2029 roku i uruchomienie w 2030 roku.

Płynne przejście technologiczne: rozruch Nowej Chemii z jednoczesnym, stopniowym wyłączaniem Olefin II – z zachowaniem ciągłości pracy zakładu.

Niższe nakłady: w porównaniu z pierwotnym wariantem projektu, w którym – po uwzględnieniu infrastruktury niezbędnej do działania instalacji – rzeczywisty koszt realizacji mógł sięgnąć nawet 51 mld zł, zaktualizowane nakłady inwestycyjne Nowej Chemii wynoszą 35,8 mld PLN, przy założeniu wykorzystania już powstałej infrastruktury i racjonalizacji zakresu.

Duże zmiany w „Rzeczpospolitej”. Nowy dyrektor wydawniczy i nowa struktura redakcji

0

Grupa PTWP, główny akcjonariusz spółki Gremi Media, porządkuje strukturę redakcyjną „Rzeczpospolitej” i ogłasza zmiany, które zostaną wprowadzone w 2026 roku. Jesienią do redakcji dołączy Paweł Kapusta, były redaktor naczelny Wirtualnej Polski, który obejmie stanowisko dyrektora wydawniczego „Rzeczpospolitej” i „Parkietu”. Marcin Ręczmin, były szef strony głównej Wyborcza.pl i wcześniej związany z Wirtualną Polską, odpowiada za rozwój online tytułu. Do spółki dołączył w marcu. Michał Szułdrzyński pozostaje redaktorem naczelnym „Rzeczpospolitej”. Zarówno on, jak i Marcin Ręczmin będą raportować do Pawła Kapusty.

Mamy bardzo ambitne plany rozwojowe, a porządkowanie modelu pracy redakcji to naturalny krok w procesie, w którym się znajdujemy. Ostatnie miesiące poświęciliśmy na dogłębną analizę i wyznaczenie celów „Rzeczpospolitej”. Nowa struktura jest odpowiedzią na te potrzeby i narzędziem do zdobycia silnej pozycji na rynku mediów. Chcemy wykorzystać kompetencje osób dziś zarządzających „Rzeczpospolitą” oraz tych, które z sukcesami rozwijały media w Polsce w ostatnich latach. Stąd decyzja, by funkcję dyrektora wydawniczego powierzyć Pawłowi Kapuście – mówi Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP i członek zarządu Gremi Media.

Naszym celem jest, aby „Rzeczpospolita” była głównym źródłem informacji dla wymagającego czytelnika i niekwestionowanym numerem jeden w Polsce pod względem jakości dziennikarskiej – dodaje Kuśpik. – Internet musi dziś być sercem redakcji, a wydanie papierowe jej najbardziej prestiżowym produktem premium.

Paweł Kapusta będzie odpowiadał za całość funkcjonowania redakcji oraz dalszy rozwój tytułów, ze szczególnym naciskiem na wzmocnienie serwisów internetowych jako centralnego punktu kontaktu z czytelnikiem.

Nowa struktura redakcji będzie opierać się na dwóch uzupełniających się i działających w ramach spójnej linii redakcyjnej pionach:

  • newsroomie internetowym, odpowiedzialnym za serwis rp.pl, bieżące informowanie, autorskie newsy oraz cyfrowe formaty redakcyjne,
  • pionie treści premium, obejmującym wydanie papierowe „Rzeczpospolitej”, tygodnik „Plus Minus”, „Parkiet” oraz rozwój oferty subskrypcyjnej i pogłębionych treści opiniotwórczych.

Priorytetowymi obszarami tematycznymi redakcji pozostają polityka, gospodarka i biznes, prawo oraz sprawy międzynarodowe. Strategia zakłada łączenie szybkości i dostępności informacji z pogłębioną analizą, komentarzem i wywiadami, przy zachowaniu najwyższych standardów dziennikarskich.

Zmiany mają na celu wzmocnienie współpracy między newsroomem internetowym a pionem treści premium, przyspieszenie cyfrowego rozwoju „Rzeczpospolitej” oraz dalsze umacnianie jej pozycji jako nowoczesnego, opiniotwórczego medium jakościowego.

Do czasu dołączenia Pawła Kapusty do organizacji Michał Szułdrzyński oraz Marcin Ręczmin będą raportować bezpośrednio do zarządu Gremi Media.

Paweł Kapusta to dziennikarz, reportażysta i menedżer mediów. Były redaktor naczelny Wirtualnej Polski, gdzie przez kilka lat odpowiadał za rozwój redakcji informacyjnych, konsekwentnie stawiając na wzmacnianie dziennikarstwa jakościowego, opartego na rzetelności, pogłębionej analizie i autorskich materiałach. Wcześniej pełnił m.in. funkcję szefa WP SportoweFakty, karierę dziennikarską zaczynał w tygodniku „Piłka Nożna”. Jest autorem reporterskich książek: „Agonia”, „Gad” oraz „Pandemia” i laureatem nagrody im. Teresy Torańskiej, nagrody Grand Press za reportaż prasowy, był też nominowany do European Press Prize. Zdobył nagrodę publiczności w międzynarodowym konkursie im. Ryszarda Kapuścińskiego na reporterską książkę roku.

Allianz Trade: geopolityka zaostrza ryzyko, ale poprawia pozycję negocjacyjną polskich eksporterów

Lepsza (niż w poprzednich latach) pozycja negocjacyjna polskich firm pomaga im w radzeniu sobie z ryzykiem geopolitycznym — dzięki krótszym terminom kredytu kupieckiego oferowanego odbiorcom (47% w przedziale 30–50 dni) oraz korzystnym warunkom dostaw.

Według badania Allianz Trade Global Survey z 2026 r. konflikt na Bliskim Wschodzie nie przekreślił oczekiwań dotyczących wzrostu eksportu, ale po roku wojny handlowej zmienił mapę ryzyka. Badanie, w którym wzięło udział 6000 firm z 13 rynków[1] , zostało przeprowadzone w dwóch etapach w lutym i końcu marca 2026 r. Ocenia ono wpływ konfliktu na oczekiwania przedsiębiorstw dotyczące eksportu, handlu światowego i łańcuchów dostaw.

Przedsiębiorstwa pozostają optymistyczne oczekując wzrostu eksportu, ale jednocześnie spodziewają się eskalacji ryzyka braku płatności

„Globalne badanie Allianz Trade pokazuje, że 75% eksporterów nadal spodziewa się, że ich eksport  będzie w 2026r. rósł. Wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie wydaje się umiarkowany, zwłaszcza w porównaniu z szokiem wywołanym salwami ceł w wojnie handlowej z 2025 r., kiedy to pozytywne oczekiwania przedsiębiorców spadły r/r o 40 punktów procentowych. Obecny optymizm jest jednak kruchy i może szybko zniknąć, jeśli konflikt będzie się przedłużał lub powróci. Dla przykładu – w naszym badaniu optymizm odnośnie perspektyw na przyszłość wyraża o 10% mniej niż przed rokiem firm wietnamskich, amerykańskich i hiszpańskich, ale też – co może być zaskoczeniem – o 9% mniej firm  chińskich. Konflikt sprawił, że ryzyko geopolityczne i polityczne stało się głównym zagrożeniem na świecie dla 65% firm, detronizując jako główny problem złożoność i koncentrację łańcucha dostaw (wskazane przez 45% badanych firm), które były głównym powodem do niepokoju w 2025 r. w obliczu wojny handlowej. Kwestie związane z dostawami, takie jak bankructwa dostawców i niedobory surowców, znalazły się na drugim miejscu (57%). Jednak tylko mniej niż jedna czwarta firm obawia się skutków konfliktu dla sektora energetycznego i transportu morskiego: albo przedsiębiorstwa są przekonane o skuteczności swoich mechanizmów radzenia sobie z sytuacją, albo spodziewają się, że konflikt jednak rzeczywiście będzie stosunkowo krótkotrwaływyjaśnia Aylin Somersan Coqui, dyrektor generalna Allianz Trade.

Pomimo tego – bądź co bądź „niezachwianego spokoju” większości przedsiębiorców z grona największych gospodarek eksportujących, to konflikt na Bliskim Wschodzie zaostrzył warunki finansowania handlu. Cykle płatności uległy wydłużeniu (z wyjątkami… o czym za chwilę), a odsetek przedsiębiorstw otrzymujących płatności w ciągu 30 dni spadł od początku konfliktu z 10% do 7%, podczas gdy odsetek tych, które czekają ponad 70 dni, wzrósł z 15% do 24%. Patrząc w przyszłość, 43% firm pomimo oczekiwanej deeskalacji spodziewa się jednocześnie dalszego pogorszenia warunków płatności (+5 pp w porównaniu z okresem przed konfliktem). Ryzyko braku płatności również wzrosło: odsetek firm spodziewających się wyższego ryzyka wzrósł do 40% (+6 pp w porównaniu z okresem przed konfliktem). Najbardziej narażone są sektory farmaceutyczny, budowlany oraz komputerowo-telekomunikacyjny, podczas gdy większe przedsiębiorstwa borykają się z nieproporcjonalnie dłuższymi cyklami płatności.

Słaba pozycja negocjacyjna polskich eksporterów? To już przeszłość

Jak podkreśla Sławomir Bąk, Dyrektor zarządzający ds. oceny ryzyka, likwidacji szkód i windykacji w oddziale Allianz Trade w Polsce, tegoroczne badanie światowego handlu wskazuje na wyraźną zmianę: trwający nearshoring wydaje się wymiernie wzmacniać pozycję polskich eksporterów.

W poprzednich latach polscy eksporterzy oferowali dłuższe terminy kredytu kupieckiego niż konkurenci z Europy Zachodniej — często był to ich sposób na zwiększenie atrakcyjności swojej oferty. Mogło to świadczyć o słabszej pozycji negocjacyjnej czy mniej renomowanym produkcie. Dziś sytuacja wygląda inaczej. W obliczu geopolitycznych zawirowań zachodnioeuropejskie firmy aktywnie szukają nowych dostawców (co wskazują w badaniu Allianz Trade nt. światowego handlu), często w Europie Środkowo-Wschodniej. Efekt? 47% polskich eksporterów oferuje obecnie termin kredytu kupieckiego 30–50 dni, podczas gdy w większości krajów udział sprzedaży z tak (krótkim) terminem jest o kilkanaście punktów niższy, a jednocześnie większy jest w nich odsetek sprzedaży z dłuższymi terminami kredytowania odbiorcy.

Polskie firmy wg. badania Allianz Trade stosunkowo rzadziej zgadzają się na dłuższe terminy:

  • 50–70 dni: Polska 29% vs. Włochy 40%, Niemcy 40%, Hiszpania 37%
  • >70 dni: Polska 13% (o 5–10 pp mniej niż w wielu krajach)
  • >90 dni: Polska 2,7% vs. Hiszpania 6%, Niemcy 4,1%, Francja 4,7%

To oznacza, że polscy eksporterzy odchodzą od długiego kredytowania odbiorców, powszechnego w latach ubiegłych, czego w obecnej sytuacji nie można powiedzieć o wielu zachodnioeuropejskich firmach.

Drugim wyraźnym sygnałem rosnącej dojrzałości – ale też pozycji polskich przedsiębiorstw jest umiejętne ograniczanie ryzyka geopolitycznego poprzez stosowanie odpowiednich reguł Incoterms (międzynarodowe warunki dostaw). Polscy eksporterzy częściej niż ci z innych krajów wybierają warunki FOB (Free on Board), przenosząc koszty i ryzyko transportu oraz jego ubezpieczenie na kupującego. Po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie 48% polskich eksporterów deklaruje sprzedaż na warunkach FOB, dla porównania – na stosowanie takich warunków dostaw może pozwolić sobie tylko 31% firm brytyjskich, 31% francuskich, 38% niemieckich i 42% włoskich .

To pozytywny sygnał: polscy przedsiębiorcy potrafią skutecznie wykorzystywać swoje atuty w dbaniu o płynność i minimalizowaniu ryzyka. Jednocześnie — jak podkreśla Sławomir Bąk — dobre warunki sprzedaży to dopiero początek: W warunkach dynamicznie zmieniającego się otoczenia i rosnącej liczby niewypłacalności na świecie kluczowe pozostaje bieżące monitorowanie kondycji odbiorców, ich płynności oraz terminowości płatności.

W obliczu wstrząsów w łańcuchu dostaw firmy stawiają na zapasy i dywersyfikację

Od początku wojny handlowej w 2025 r. firmy wdrażają strategie łagodzące, aby dostosować się do nowego otoczenia. Firmy o długich łańcuchach dostaw[2] były najbardziej aktywne w tej materii będąc dużo bardziej zapobiegliwe w pozyskiwaniu nowych dostawców i zmianie tras dostaw niż ogół badanej próby. Najczęstszymi mechanizmami radzenia sobie z sytuacją były gromadzenie zapasów (strategia 64% firm) i dywersyfikacja: na nowe rynki zbytu (także 64%), a także pozyskiwania dostawców (63%), co wskazuje na szeroko zakrojone działania mające na celu zmniejszenie ryzyka zarówno po stronie popytu, jak i podaży. Następną najczęściej wskazywaną strategią radzenia sobie przez firmy była zmiana tras dostaw przez rynki trzecie (57%), co potwierdza, że firmy dostosowują również logistykę, aby ominąć tarcia handlowe.

„Od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie 50% firm poszukiwało alternatywnych tras transportowych lub przewoźników – najwięcej takich działań podjęły firmy w Wietnamie (60%). Drugą równie popularną strategią po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie (również 50% wskazań) jest współpraca z wyspecjalizowanymi agencjami celnymi w celu usprawnienia i przyspieszenia odpraw, ponownie najczęściej wskazywanie w Wietnamie (64%) ale też w Indiach (56%). Trzecim krokiem jest dostosowanie – urealnianie harmonogramów dostaw (48% firm), praktykowane najczęściej we Francji, Brazylii, Indiach, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Natomiast zmiany w Incoterms (warunki dostaw, tak jak wskazany FOB) są rzadziej wskazywane (36%), co sugeruje, że dostosowania w warunkach umownych dostaw pozostają w tyle za pierwszymi zmianami operacyjnymi” stwierdza Ano Kuhanathan, dyrektor ds. badań korporacyjnych w Allianz Trade.

Co więcej, kryzys na Bliskim Wschodzie nie wpłynął negatywnie na prognozy przedsiębiorstw dotyczące rozwoju globalnego reshoringu: 72% eksporterów spodziewa się, że utrzyma się dotychczasowe tempo dyslokacji produkcji i dostaw bliżej macierzystej siedziby i rynku. Niemniej jednak napotyka on na problemy, głównie po stronie dostawców – przede wszystkim brakuje ich najbliżej, bo na rynkach krajowych lub nie gwarantują oni odpowiedniej jakości (na tę przeszkodę wskazuje aż 83% ankietowanych firm), a następnie wskazywane są (wyższe) koszty produkcji (67%) oraz… brak zachęt podatkowych lub dotacji na przeniesienie z powrotem produkcji (61%). Bardziej złożone łańcuchy dostaw zmuszają firmy do uwzględniania ich w samym centrum swoich strategii inwestycyjnych, co nadaje priorytet konsolidacji rynku, nowym szlakom handlowym oraz budowie zakładów za granicą.

Europa i Azja wyłaniają się jako dwa wiodące regiony przyszłego wzrostu

Wojna handlowa zmniejszyła atrakcyjność Stanów Zjednoczonych dla eksporterów: tylko 13% uważa ten rynek za rokujący (na zwiększenie sprzedaży). W obliczu rekonfiguracji łańcuchów dostaw i niedawno zawartych umów o wolnym handlu priorytetowymi rynkami generującymi przyszły wzrost są Europa i Azja, ponieważ przedsiębiorstwa coraz częściej poszukują stabilności i otwartości rynkowej. Zainteresowanie Europą jako kierunkiem eksportu wzrosło we wszystkich grupach, przy czym największy wzrost zainteresowania odnotowano wśród eksporterów z Singapuru (+10 pp w porównaniu z 2025 r.) i Stanów Zjednoczonych (+9 pp w porównaniu z 2025 r.). Azja pozostaje ogólnie preferowanym kierunkiem eksportu, choć atrakcyjność inwestycyjna Chin znacznie spadła – tylko 23% ankietowanych firm (spadek aż o -30 pp w porównaniu z 2025 r.) planuje zwiększyć swoją obecność na tym rynku, choć tylko 10% aktualnie planuje wycofanie się z niego.

„Możliwości wzrostu są wzmacniane przez falę nowych umów handlowych: 93% firm planuje ekspansję w oparciu o niedawno podpisane umowy o wolnym handlu, takie jak umowa między Indiami a UE oraz umowa między MERCOSUR a UE, przy czym Indie, Brazylia, Wietnam i Francja stają się rynkami priorytetowymi. Jednak pełny potencjał tych umów pozostaje ograniczony: bariery pozataryfowe, w szczególności wymogi licencyjne i certyfikacyjne, nadal stanowią główny czynnik hamujący firmy w przekształcaniu dostępu wynikającego z umów handlowych w rzeczywisty wzrost eksportu” podsumowuje Ana Boata, dyrektor ds. badań ekonomicznych w Allianz Trade.

[1] Brazylia, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Włochy, Polska, Singapur, Hiszpania, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Wietnam

[2] tj. ponad 50% produkcji za granicą

Port Polska może zbudować nową jakość travel retail w Europie Środkowo-Wschodniej

Tradycyjny model handlu lotniskowego, oparty głównie na sprzedaży kategorii duty free, wyraźnie ewoluuje. Współczesny travel retail coraz częściej staje się elementem szerszego doświadczenia podróży, w którym znaczenia nabierają autentyczność miejsca, technologia i lokalny charakter oferty. W ramach realizacji programu inwestycyjnego Port Polska oznacza to szansę na zaprojektowanie funkcji handlowo-usługowych jako części zintegrowanego ekosystemu Airport City, odpowiadającego zarówno na potrzeby pasażerów lotniczych, jak i użytkowników kolei dużych prędkości.

Globalne trendy: retail lotniskowy jako element doświadczenia podróży

Dzisiejszy pasażer poszukuje relacji z miejscem, co zmusza operatorów do redefinicji dotychczasowych formatów handlowych.

Nowoczesny travel retail opiera się dziś na trzech filarach: autentyczności miejsca, rozwiązaniach phygital oraz dobrze zaprojektowanej ofercie usługowej i gastronomicznej. Pasażerowie oczekują unikalnego designu i lokalnego rzemiosła, które budują emocjonalną więź z portem, nawet w przypadku krótkiej podróży. Sklepy stają się interaktywne, a technologia AR i autonomiczne punkty sprzedaży służą optymalizacji czasu i wygody klienta”, komentuje Michał Masztakowski, Head of Retail, Cushman & Wakefield.

Wzorcem budowania „5-gwiazdkowego doświadczenia” jest obecnie lotnisko w Wiedniu (VIE), którego strategia opiera się na radykalnej autentyczności. Zamiast powielać globalne sieci typu fast-food, Wiedeń postawił na koncept „Best of Austria”, czyniąc z lokalnej kuchni prawdziwego ambasadora kraju. W ramach rozbudowy południowej Terminala 3 pasażerowie odnajdą ikony wiedeńskiej kultury: od słynnego sznycla w restauracji Figlmüller, przez kawę z Café Landtmann, aż po tradycyjne słodycze od Demel.

Odpowiednio zaprojektowana struktura najemców sprawia, że gastronomia i handel przestają pełnić wyłącznie funkcję uzupełniającą. Stają się istotnym elementem budowania wartości portu, wpływając zarówno na przychody pozalotnicze, jak i na jakość całego doświadczenia pasażera. Dane z rynku wiedeńskiego pokazują, że pasażerowie segmentu premium (np. na trasach do Azji) wydają na lotnisku średnio 10 razy więcej niż klienci tanich linii. Aby ich przyciągnąć, oferta musi być unikalna i silnie osadzona w lokalnym kontekście”, tłumaczy Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Całość koncepcji austriackiego lotniska dopełnia design „Golden Heritage” – wnętrza nawiązujące do wiedeńskiego modernizmu i secesji budują głęboką więź z miastem nawet u pasażerów korzystających wyłącznie z tranzytu.

Podobne podejście rozwijają również takie porty jak Changi w Singapurze z konceptem „Jewel” czy Doha Hamad w Katarze z ogrodem „Orchard”, gdzie funkcje handlowe i usługowe są integralną częścią szerszej strategii budowania jakości podróży.

Akcelerator nowoczesnego handlu

W skali Europy Środkowo-Wschodniej wielofunkcyjny hub powstający w ramach programu inwestycyjnego Port Polska ma potencjał, aby stać się jednym z najbardziej interesujących przykładów integracji transportu, usług i nowoczesnych funkcji komercyjnych. Projektowanie tego węzła od podstaw stwarza warunki do wdrożenia rozwiązań odpowiadających na potrzeby różnych grup użytkowników – od pasażerów lotniczych, przez podróżnych korzystających z kolei dużych prędkości, po najemców i partnerów biznesowych rozwijających działalność w ramach Airport City i Cargo City. W tym układzie handel i gastronomia nie są celem samym w sobie, lecz ważnym elementem szerszego ekosystemu, wspierającym doświadczenie użytkownika oraz rozwój przychodów pozatransportowych. Tak zaprojektowany ekosystem mógłby łączyć zróżnicowane formaty – od konceptów premium i ekspozycji polskich marek po szybkie, technologicznie wspierane punkty convenience i Grab & Go, zintegrowane z narzędziami cyfrowymi.

Polska jest liderem regionu CEE pod względem nowej podaży nowoczesnych formatów handlowych, odpowiadając za blisko 60% całkowitych zasobów nowoczesnej powierzchni handlowej w regionie. Nowy hub może stać się miejscem, które pokaże tę skalę i dojrzałość w nowym, międzynarodowym kontekście. W ramach Airport City funkcje handlowe, usługowe i gastronomiczne mogą wspierać budowę silnego, wielowymiarowego ekosystemu gospodarczego. Dodatkowo projekt będzie rozwijany w oparciu o ambitne standardy ESG, co może stworzyć również przestrzeń do promowania lokalnych dostawców i bardziej efektywnego zarządzania zasobami”, komentuje Katarzyna Lipka, Head of Strategic Consulting & ESG Advisory w Cushman & Wakefield.

Port Polska to strategiczny projekt infrastrukturalny, którego filarem jest nowoczesny węzeł przesiadkowy integrujący transport lotniczy, kolejowy i drogowy. Inwestycja zakłada budowę portu lotniczego o znaczeniu globalnym oraz sieci Kolei Dużych Prędkości, które połączą największe polskie miasta, skracając czas podróży i zwiększając mobilność obywateli. Integralną częścią programu jest stworzenie Airport City oraz Cargo City, które mają stać się silnikami nowej gospodarki, przyciągając inwestycje zagraniczne i wspierając ekspansję polskich przedsiębiorstw.

DACHSER rośnie mimo trudnego rynku. Przychody sięgnęły rekordowych 8,3 mld euro

Operator logistyczny DACHSER zwiększył przychody w roku finansowym 2025 do około 8,3 mld EUR. Oznacza to wzrost o 3,1 proc. rok do roku i nowy rekord w historii firmy. Wolumen przewiezionych towarów wzrósł do 46,7 mln ton (+5,8 proc.), a liczba przesyłek zwiększyła się do 86,2 mln (+3,6 proc.).

„W 2025 roku wciąż funkcjonowaliśmy w wymagającym otoczeniu rynkowym. Kluczowe rynki europejskie pozostawały w stagnacji, zmagając się z silną presją kosztową i konkurencyjną, a polityka celna USA dodatkowo zwiększała niepewność w globalnym handlu” – komentuje Burkhard Eling, CEO DACHSER.

„Fakt, że w tych warunkach byliśmy w stanie rosnąć organicznie rosnąć, a nawet powiększyć nasz udział w rynku transportowym, potwierdza siłę i odporność naszego modelu biznesowego – opartego na integracji, jakości i innowacji”.

Kluczowym obszarem dla firmy była szybka integracja pozyskanych poprzez akwizycję spółek. Proces ten dotyczył szczególnie Włoch (DACHSER & FERCAM Italia), południowych Niemiec i Austrii (Brummer) oraz krajów nordyckich (Frigoscandia). Wszystkie trzy podmioty w 2025 r. po raz pierwszy zostały w pełni uwzględnione w przychodach Grupy. Z wyłączeniem tych akwizycji wzrost DACHSER (rdr.) wyniósłby około 0,3 proc.

DACHSER konsekwentnie inwestuje w przyszłość

Kontynuując politykę inwestycyjną z ostatnich lat, w 2025 roku DACHSER przeznaczył około 325 mln EUR na rozwój sieci oraz inwestycje w pracowników, cyfryzację oraz działania klimatyczne.

„Konsekwentnie inwestujemy w naszą sieć” – mówi Burkhard Eling. W trudniejszych czasach utrzymanie strategicznego kierunku i dalsza realizacja naszej misji, by stać się najbardziej zintegrowanym operatorem logistycznym na świecie, są szczególnie istotne”.

W 2026 roku firma planuje zwiększyć inwestycje do ponad 350 mln EUR, aby długoterminowo wzmacniać swoją pozycję konkurencyjną.

Rozwój biznesu w faktach i liczbach

Segment Road Logistics, obejmujący transport i magazynowanie dóbr przemysłowych i konsumenckich (European Logistics) oraz żywności (Food Logistics), zwiększył przychody o około 7 proc., do 6,9 mld EUR. Liczba obsłużonych przesyłek wzrosła o 3,7 proc., a tonaż o 6,2 proc.

Przychody linii biznesowej European Logistics po raz pierwszy przekroczyły 5 mld EUR, osiągając 5,1 mld EUR, co oznacza wzrost rdr. o 5,9 proc. Szczególnie pozytywnie rozwijał się obszar Food Logistics. Wspierany ostatnimi przejęciami DACHSER zwiększył tu przychody o 10,1 proc., do ponad 1,8 mld EUR.

„Nasza strategia rozwoju w logistyce żywności przynosi efekty” – powiedział Burkhard Eling. „Dzięki integracji przejętych podmiotów w ciągu zaledwie pięciu lat niemal podwoiliśmy przychody i weszliśmy na nowy europejski poziom”.

W 2025 roku kluczowym czynnikiem w segmencie Air & Sea Logistics był gwałtowny spadek stawek frachtu morskiego, szczególnie na głównej trasie z Azji do Europy, oraz lekki spadek stawek frachtu lotniczego. Po dobrym początku roku rynek schłodził się, częściowo pod wpływem polityki celnej USA. Przychody spadły o 12,6 proc., do około 1,4 mld EUR, po wcześniejszym wzroście o 22 proc. w latach 2023–2024.

„Zmienność rynku frachtu lotniczego i morskiego jest nam dobrze znana i wiemy, jak nią zarządzać” – mówi Burkhard Eling.

„Widzimy rosnące znaczenie globalnie zintegrowanych usług end-to-end. Dlatego konsekwentnie łączymy dla naszych klientów europejski transport drogowy z frachtem lotniczym i morskim, budując płynne i odporne łańcuchy dostaw”.

W obszarze Contract Logistics, łączącym transport, magazynowanie i usługi o wartości dodanej, firma w 2025 roku zwiększyła powierzchnię magazynową o około 240 tys. miejsc paletowych w 174 lokalizacjach na świecie. Łączna pojemność magazynowa przekroczyła po raz pierwszy 4 mln miejsc paletowych.

Zatrudnienie w całym DACHSER wzrosło o około 200 osób do poziomu 37 500 pracowników na świecie.

Firma spodziewa się, że warunki rynkowe w bieżącym roku pozostaną złożone. „Działania wojenne na Bliskim Wschodzie ograniczają dostępność frachtu lotniczego i morskiego, szczególnie na trasie Azja–Europa, a wysokie ceny paliw dodatkowo podnoszą koszty usług transportowych i wywierają znaczną presję na europejski rynek przewozów” – mówi Burkhard Eling.

„Nasze zespoły operacyjne mierzą się z tymi wyzwaniami z pełnym profesjonalizmem, zawsze koncentrując się na znajdowaniu najlepszych rozwiązań dla klientów i wsparciu partnerów transportowych. Zgodnie z tą zasadą w 2026 roku będziemy kontynuować naszą strategiczną ścieżkę – niezawodnie i z konsekwencją”.

AstraZeneca z rekordowymi inwestycjami w Polsce. W 2025 roku wydała 1,27 mld zł

0

Rozwój wyspecjalizowanych kompetencji i infrastruktury badawczo-rozwojowej oraz realizacja kluczowych globalnych procesów, tylko w ubiegłym roku zaowocowały inwestycjami AstraZeneca w Polsce na poziomie 1,27 mld zł. To najwyższe roczne nakłady w historii obecności firmy na polskim rynku i niemal trzykrotny wzrost względem 2020 roku. Łączna wartość inwestycji AstraZeneca w Polsce od tego czasu przekroczyła już 5 mld zł.

Dynamiczny wzrost nakładów inwestycyjnych odzwierciedla strategiczną transformację działalności spółki w Polsce – z lokalnego oddziału w jedno z dziesięciu kluczowych globalnych centrów R&D i zarządzania procesami wspierającymi działania z obszaru badań i rozwoju, takich jak finanse, zakupy i zasoby ludzkie.

– Historycznie najwyższy poziom rocznych inwestycji w Polsce to efekt świadomego, długoterminowego kierunku rozwoju AstraZeneca. Jednym z naszych priorytetowych działań jest wspieranie rozwoju polskiego ekosystemu innowacji oraz gospodarki opartej na wiedzy, co przyczynia się do budowania silnej, innowacyjnej i odpornej Europy. Widzimy w Polsce ogromny potencjał młodych, utalentowanych ludzi i wyspecjalizowanych kompetencji, co przekłada się na realną możliwość współtworzenia przyszłości europejskiej i globalnej medycyny – powiedział Wiktor Janicki, prezes zarządu AstraZeneca Pharma Poland.

– Nasze lokalne inwestycje są częścią wspierania wizji, w której dostęp do przełomowych terapii idzie w parze z rozwojem gospodarczym Polski. Mamy nadzieję wkrótce rozpocząć rozmowy na temat międzyresortowej, wieloletniej strategii dla sektora biotechnologicznego, której opracowanie jest niezbędne, by z jednej strony utrzymać stabilność inwestycji ze strony globalnych firm farmaceutycznych, ale z drugiej – zapewnić lepsze warunki do rozwoju polskich firm działających z tym sektorem – dodał Wiktor Janicki.

Obecnie AstraZeneca zatrudnia w Polsce ponad 3 400 osób, w tym około 1 600 wysoko wykwalifikowanych ekspertów bezpośrednio zaangażowanych w zaawansowane procesy badawczo-rozwojowe, których rezultaty kształtują przyszłość medycyny na świecie
a jednocześnie wzmacniają rolę polskiego oddziału w globalnej strukturze AstraZeneca.

Nakłady spółki na badania i rozwój przekładają się bezpośrednio na korzyści dla pacjentów.
W ciągu ostatniej dekady ponad 12,5 tysiąca pacjentów w Polsce uzyskało dostęp do najnowocześniejszych terapii w ramach 255 badań klinicznych prowadzonych i nadzorowanych z Polski, m.in. w obszarach onkologii i chorób rzadkich. To dowód na rosnącą rolę kraju jako ważnego ośrodka rozwoju innowacyjnych terapii.

Dane osobowe i egzekwowanie prawa UE w centrum debaty o przyszłości handlu elektronicznego

0

Temat równych warunków konkurencji w e-commerce coraz wyraźniej staje się jednym z kluczowych zagadnień europejskiej debaty gospodarczej. Podczas Europejskiego Szczytu e-Commerce, który odbył się 14 kwietnia 2026 r. pod hasłem „Równe warunki konkurencji w e-commerce: wzmocnienie jednolitego rynku oraz suwerenności cyfrowej UE”, wiele uwagi poświęcono nie tylko konkurencyjności europejskich firm, ale również ochronie danych osobowych oraz skuteczności egzekwowania prawa wobec globalnych platform działających na rynku unijnym.

W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele administracji publicznej, instytucji unijnych oraz branży handlu elektronicznego. Uwagi otwierające konferencję przedstawili Dariusz Standerski, wiceminister cyfryzacji, Kamila Gasiuk-Pihowicz, posłanka do Parlamentu Europejskiego, oraz Patrycja Sass-Staniszewska, prezeska Polskiej Izby Gospodarki Elektronicznej. Jednym z najważniejszych głosów podczas szczytu było wystąpienie prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosława Wróblewskiego, który odniósł się do roli danych osobowych i zasad ich przetwarzania w rozwoju nowoczesnego e-commerce.

Prezes UODO zwrócił uwagę, że europejski rynek cyfrowy zmaga się z wyraźną asymetrią regulacyjną. Z jednej strony przedsiębiorstwa działające w Unii Europejskiej muszą stosować restrykcyjne przepisy dotyczące przejrzystości, ochrony danych i zgodności z prawem. Z drugiej strony platformy spoza UE, mimo obecności na unijnym rynku, w praktyce funkcjonują często przy znacznie mniejszym poziomie realnej odpowiedzialności. W ocenie Mirosława Wróblewskiego prowadzi to do sytuacji, w której europejskie firmy ponoszą wysokie koszty zgodności, podczas gdy ich zagraniczni konkurenci korzystają z przewagi wynikającej z ograniczonej skuteczności egzekwowania unijnych regulacji.

Jak wskazał prezes UODO, problem nie sprowadza się jedynie do formalnych różnic w obowiązkach, ale dotyczy również strukturalnego podejścia do danych. W Europie dane są objęte ścisłą ochroną i podlegają złożonej interpretacji prawnej, co zwiększa koszty prowadzenia działalności. Jednocześnie globalne platformy często łączą dane gromadzone w różnych częściach własnych organizacji, budując zamknięte ekosystemy informacyjne. W takim modelu dane stają się zasobem wzmacniającym dominację rynkową, zamiast pełnić funkcję wspierającą rozwój bardziej otwartego i konkurencyjnego rynku.

W trakcie wystąpienia podkreślono również, że obecne przepisy, w tym RODO, choć stanowią fundament ochrony praw obywateli, wymagają często skomplikowanej interpretacji i wdrożenia. Dla firm oznacza to dodatkowe obciążenia prawne, organizacyjne i finansowe. Równolegle wciąż istnieją trudności z egzekwowaniem tych samych zasad wobec podmiotów z państw trzecich. W praktyce oznacza to, że Unia Europejska generuje ogromne ilości danych, lecz nie zawsze potrafi przełożyć ten zasób na własną przewagę gospodarczą i technologiczną.

Mirosław Wróblewski wskazał także na ograniczenia techniczne, które utrudniają skuteczne wdrażanie wspólnotowych regulacji. Wśród nich wymienił brak ustandaryzowanych interfejsów dla platform funkcjonujących w różnych jurysdykcjach oraz niewystarczającą interoperacyjność pomiędzy systemami platform handlowych, organów nadzoru rynku i organów celnych. Tego rodzaju bariery sprawiają, że nawet dobrze zaprojektowane przepisy mogą mieć ograniczoną skuteczność, jeśli nie towarzyszą im odpowiednie narzędzia operacyjne oraz techniczne mechanizmy współpracy.

W ocenie prezesa UODO jednym z możliwych kierunków zmian powinno być stworzenie jednolitych ram prawnych dotyczących wymiany danych w Unii Europejskiej. Takie ramy mogłyby obejmować wspólne standardy, procedury i zasady zarządzania danymi, oparte na już istniejących instytucjach, takich jak strefy danych. Istotą proponowanego podejścia miałaby być jednak warunkowość dostępu do unijnego rynku. Oznaczałoby to, że podmioty odmawiające dzielenia się danymi lub nieprzestrzegające europejskich standardów nie powinny mieć pełnego dostępu do rynku UE.

To podejście wpisuje się w szerszą debatę o suwerenności cyfrowej Europy. Coraz częściej podkreśla się bowiem, że w gospodarce cyfrowej dane nie są jedynie ubocznym produktem działalności firm, ale strategicznym zasobem, który wpływa na możliwości rozwoju innowacji, budowania przewag konkurencyjnych i utrzymania kontroli nad rynkiem. Jak zaznaczył Mirosław Wróblewski, jeśli Europa chce rzeczywiście zapewnić równe zasady konkurencji, musi przejść od samego regulowania danych do bardziej strategicznego zarządzania dostępem do nich, również w odniesieniu do globalnych platform działających na obszarze Unii.

Druga część debaty podczas szczytu dotyczyła praktycznych wyzwań związanych z wdrażaniem unijnych przepisów i nadzorem nad rynkiem e-commerce. W dyskusji wzięli udział przedstawiciele Izby Gospodarki Elektronicznej, Bartosz Skowroński i Agnieszka Kisielewska, a także mec. Witold Chomiczewski. Rozmowa koncentrowała się na tym, jakie działania Unia Europejska powinna podjąć w najbliższym czasie, aby przepisy obowiązujące na jednolitym rynku nie pozostawały wyłącznie na poziomie deklaracji, lecz były skutecznie egzekwowane wobec wszystkich uczestników handlu elektronicznego.

Ważnym elementem Europejskiego Szczytu e-Commerce 2026 był również okrągły stół z udziałem około 40 przedstawicieli instytucji unijnych, państw członkowskich oraz europejskiego sektora e-commerce. Wśród poruszanych tematów znalazł się wpływ chińskich platform na polską gospodarkę, kwestia uczciwej konkurencji oraz problem skutecznego stosowania prawa unijnego w handlu elektronicznym. To właśnie ten wątek pokazuje, że dzisiejsza dyskusja o e-commerce wykracza daleko poza kwestie technologiczne czy konsumenckie. Coraz mocniej dotyka bowiem zagadnień strategicznych, takich jak bezpieczeństwo gospodarcze, odporność rynku wewnętrznego i możliwość ochrony europejskich przedsiębiorstw przed nierówną konkurencją.

Wnioski płynące ze szczytu wskazują jednoznacznie, że przyszłość europejskiego e-commerce będzie zależeć nie tylko od innowacyjności firm i tempa cyfryzacji, ale także od zdolności Unii do egzekwowania własnych reguł wobec wszystkich graczy rynkowych. Ochrona danych osobowych, interoperacyjność systemów, przejrzyste zasady wymiany danych i skuteczny nadzór nad platformami spoza UE coraz wyraźniej stają się elementami polityki gospodarczej, a nie wyłącznie wąsko rozumianej regulacji cyfrowej.

Rynki znów wierzą Trumpowi. Inflacja przypomina o kosztach wojny

Nadzieja rynków na zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie jest nieśmiertelna. Morale rosną wraz z kolejnymi słowami Trumpa o końcu wojny. Wall Street świeci na zielono, a notowania ropy spadają. Niezależnie od tego, czy jutro dojdzie do rozejmu czy nie, skutki wojny już odczuwamy na sklepowych półkach.

Niepewny optymizm

Inwestorzy żyją coraz większą nadzieją na porozumienie między USA a Iranem. Do kolejnych rozmów pokojowych ma dojść jutro, a wczorajsze kilka słów z ust Trumpa ponownie wystarczyło, aby wywołać euforię na rynkach. Stwierdzenie, że „przecież wojna się skończyła” wywołało falę podażową na rynku ropy. Wykres odmiany amerykańskiej zniżkował momentami nawet do 87 USD za baryłkę. Optymizm zagościł na amerykańskiej giełdzie. Kontrakty terminowe na S&P500 wzrosły do 7015 punktów i w momencie pisania tekstu nadal widzimy „siódemkę” z przodu. Ponadto notowania srebra na chwilę wróciły powyżej 80 USD za uncję, a złota ponownie osiągnęły poziom ponad 4850 USD. Na forex doświadczyliśmy z kolei wybicia oporu 1,18 USD na głównej parze walutowej świata.

Dziś natomiast odnotowujemy częściowe odreagowanie większości opisanych ruchów. Może to świadczyć o pojawieniu się nutki niepewności w sprawie porozumienia między dwoma zupełnie odmiennymi stanowiskami skonfliktowanych stron. W tym otoczeniu nie można nie wspomnieć o nad wyraz dobrze radzącym sobie polskim złotym. Kurs EUR/PLN o godzinie 14:00 schodzi poniżej 4,24 PLN, USD/PLN poniżej 3,60 PLN, GBP/PLN to niecałe 4,88 PLN, a CHF/PLN to 4,60 PLN.

Efekt wojny to wyższe ceny

Skutek podwyższonych cen surowców energetycznych jest widoczny gołym okiem w marcowych danych inflacyjnych wielu gospodarek. Zgodnie z wczorajszymi publikacjami o dynamice cen konsumenckich – w Rumunii odnotowano wzrost z 9,3% r/r do 9,9% r/r, w Hiszpanii z 2,3% r/r do 3,4% r/r, a w Czechach z 1,4% r/r do 1,9% r/r. Zwyżki widać również za oceanem, gdzie ceny amerykańskich producentów podskoczyły z 3,4% r/r do 4% r/r. Dziś dowiedzieliśmy się z kolei o wzroście inflacji CPI we Francji (z 0,9% r/r do 1,7% r/r), a także w Polsce (z 2,1% do 3% r/r). Zwyżki były zgodne z rynkowymi oczekiwaniami. Pozostając na chwilę przy rodzimej gospodarce należy podkreślić, że wzrost cen jest znaczący (prawie 1 punkt procentowy), nawet mimo wysokiej bazy (CPI z marca 2025 roku to 4,9% r/r). Dodatkowo w ujęciu miesięcznym ceny rosły o 1,1% (poprzednio 0,3% m/m). Dorzucając do tego fakt, że zwyżce przewodzi inflacja w sektorze usług (5% r/r), już mniej dziwi silna pozycja złotego na forex, gdyż najnowsze dane są jastrzębie i dają argument RPP do podwyżki stóp procentowych. Póki co jednak rozmowa o tym scenariuszu nie jest podejmowana przez samego prezesa NBP, ale z pewnością będzie, jeżeli dynamika cen wzrośnie powyżej celu 2,5% z przedziałem odchyleń +/- 1 punkt procentowy.

Bankierzy centralni w cieniu

Rynki zdają się zapominać o istnieniu bankierów centralnych, a dziś po południu po raz kolejny występować będą decydenci z Europejskiego Banku Centralnego, Banku Anglii, Szwajcarskiego Banku Narodowego, Rezerwy Federalnej (USA) czy Banku Rezerwy Nowej Zelandii. Dodatkowo o godzinie 20:00 poznamy Beżową Księgę FED podsumowującą kondycję amerykańskiej gospodarki i wskazującą prognozy na najbliższe miesiące. Wszystko to niestety pozostaje w cieniu wojny. Warto jednak wspomnieć wczorajszą wypowiedź Christine Lagarde. Szefowa EBC podkreśliła widoczne spowolnienie gospodarki strefy euro, która rozwija się poniżej prognoz banku. Potwierdzeniem tych słów jest lutowa redukcja produkcji przemysłowej w strefie o 0,6% r/r. Według prezeski przyczyną spadku pozostają szalejące ceny energii. Taka mieszanka nie stwarza jednak warunków do podwyżki stóp procentowych. Gołębia wypowiedź nie wzmocniła unijnej waluty, która podczas dzisiejszego odreagowania rynków słabnie względem amerykańskiego dolara. Kurs EUR/USD o godzinie 14:00 oscylował przy 1,178 USD.

Akademia Leona Koźmińskiego otwiera filię w Katowicach i rozpoczyna strategiczną współpracę z TDJ

Akademia Leona Koźmińskiego rozpoczyna strategiczne partnerstwo z TDJ i otwiera filię w Katowicach. To kolejny krok w umacnianiu pozycji uczelni oraz odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie regionu na wysokiej jakości edukację menedżerską, rozwój kompetencji przywódczych i współpracę nauki z biznesem.

Województwo śląskie jest dziś jednym z najbardziej wymagających, ale też perspektywicznych rynków dla kadry zarządzającej w Polsce. Region ten opiera się na silnej obecności przemysłu, automotive, energetyki, logistyki oraz nowoczesnych usług biznesowych. Firmy działające na Śląsku mierzą się jednocześnie z cyfryzacją, wdrożeniami AI, cyberbezpieczeństwem, presją kosztową i koniecznością budowania odporności organizacyjnej. W takim otoczeniu szczególnego znaczenia nabiera edukacja menedżerska, dostępna lokalnie, ale oparta na międzynarodowych standardach.

„Śląsk to region, w którym menedżerowie codziennie łączą odpowiedzialność za wynik z prowadzeniem organizacji przez złożoną transformację. Chcemy być bliżej liderek i liderów, którzy awansują, zmieniają role, porządkują swój warsztat i szukają rzetelnego punktu odniesienia jakości oraz networkingu poza własną firmą. Nasza obecność w Katowicach pozwoli uczyć się lokalnie, ale w standardzie globalnym, charakterystycznym dla Akademii Leona Koźmińskiego” – mówi dr Sylwia Hałas-Dej, Prorektorka ds. rozwoju i współpracy z otoczeniem, Dziekan Kozminski Executive Business School oraz dyrektorka programu Executive MBA.

W 2026 roku w katowickiej filii ruszy oferta studiów MBA i podyplomowych, skierowana do osób zarządzających, ekspertów, przedsiębiorców i menedżerów rozwijających organizacje w warunkach intensywnej transformacji technologicznej, regulacyjnej i organizacyjnej.

Oferta dopasowana do realiów regionu

W katowickiej filii Akademii Leona Koźmińskiego dostępny będzie program MBA: Przywództwo Technologiczne, Transformacja Cyfrowa i AI, realizowany w formule dostosowanej do potrzeb osób aktywnych zawodowo. Równolegle uczelnia uruchomi wybrane kierunki studiów podyplomowych, odpowiadające na najczęstsze potrzeby rozwojowe: awans do ról menedżerskich, uporządkowanie warsztatu zarządczego oraz rozwój kompetencji potrzebnych w warunkach transformacji. W ofercie znajdą się m.in. programy z zakresu zarządzania projektami, rozwoju kompetencji menedżerskich i finansowych oraz kierunki na styku technologii, biznesu i regulacji, takie jak AI Governance & Compliance czy Wdrażanie i wykorzystanie systemów AI w organizacji. Uzupełnieniem będą krótsze formy rozwojowe – kursy, szkolenia i programy zamknięte dla firm oraz zespołów.

Partnerstwo z TDJ

Istotnym filarem rozwoju Akademii Leona Koźmińskiego na Śląsku jest strategiczne partnerstwo z TDJ – rodzinną firmą inwestycyjną z siedzibą w Katowicach. Współpraca koncentruje się na rozwoju kompetencji, wzmacnianiu jakości zarządzania oraz pogłębianiu praktycznego dialogu między nauką a biznesem. Dla TDJ rozwój od zawsze pozostaje jednym z kluczowych elementów działalności, dlatego partnerstwo z Akademią Leona Koźmińskiego naturalnie wpisuje się w tę filozofię: wspieranie budowy kompetencji, które wzmacniają ludzi, organizacje i długofalowy potencjał regionu.

„Śląsk i cała południowa Polska są dziś przestrzenią, w której transformacja nie jest hasłem, lecz codzienną praktyką zarządzania. Partnerstwo z TDJ doskonale wpisuje się w podejście Akademii Leona Koźmińskiego: łączyć międzynarodową jakość edukacji menedżerskiej z realnymi wyzwaniami firm i liderów, którzy budują odporność organizacji i długofalową konkurencyjność” – mówi prof. dr hab. Grzegorz Mazurek, Rektor Akademii Leona Koźmińskiego.

Znaczenie tej współpracy podkreślają także przedstawiciele TDJ:

„Rozszerzenie dostępu do wysokiej jakości, praktycznej edukacji menedżerskiej na Śląsku wzmocni konkurencyjność firm i wesprze przyspieszającą transformację gospodarczą regionu. W TDJ od wielu lat przywiązujemy dużą wagę do edukacji, która leży u podstaw rozwoju – jednego z fundamentów naszej organizacji. Wierzymy, że inwestowanie w edukację to jeden z najważniejszych sposobów budowania silnej i odpornej gospodarki. Dlatego wspieramy inicjatywę Akademii Leona Koźmińskiego w Katowicach” – skomentował Tomasz Domogała, przewodniczący rady nadzorczej TDJ.

„TDJ ma nie tylko śląskie korzenie, ale także silną obecność biznesową w regionie poprzez swoje spółki portfelowe. Z tej perspektywy wyraźnie widzimy, że kończy się model konkurencyjności polskiego przemysłu oparty na taniej energii i pracy. Dziś o przewadze decyduje wiedza. Dlatego inwestycje w edukację są kluczowe – to one pozwolą nam konkurować nie tylko w Europie, ale także na globalnych rynkach” – powiedział Michał Ciszek, wiceprezes zarządu TDJ.

Śląsk jako naturalny kierunek rozwoju

Uruchomienie filii w Katowicach wynika nie tylko z potrzeb rynku, ale także z istniejących już związków Akademii Leona Koźmińskiego z regionem. Ze Śląskiem związana jest część kadry oraz ekspertów wspierających rozwój programów i prace dyplomowe. W ostatnich latach społeczność absolwencka uczelni powiększyła się o niemal 2 000 osób związanych z województwem śląskim, co dodatkowo wzmacnia lokalny potencjał networkingu. Akademia rozwija także współpracę z biznesem i instytucjami silnie osadzonymi w regionie. Przykładem jest partnerstwo z ING Bankiem Śląskim, a także obecność uczelni jako partnera Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Rynek mieszkaniowy w I kw. 2026: kredytowy boom, kurcząca się podaż i powrót rynku wtórnego

Mocne ożywienie popytu, historyczny wzrost zainteresowania kredytami hipotecznymi oraz wyraźny kontrast między kurczącą się ofertą deweloperów a powoli odbudowującą się podażą mieszkań z drugiej ręki – tak w skrócie można podsumować początek bieżącego roku. Eksperci Otodom podkreślają, że w ostatnich miesiącach mieliśmy do czynienia z rynkiem „ożywionym, ale jeszcze nie rozgrzanym”, na którym kupujący mierzyli się z rosnącą niepewnością geopolityczną i zróżnicowanymi cenami w poszczególnych miastach.

Boom na rynku finansowania i presja geopolityczna

Jak wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Grupy BIK, Dyrektor Instytutu Finansów Korporacji i Inwestycji SGH, pierwszy kwartał 2026 r. przyniósł wyjątkowo dynamiczny wzrost na rynku kredytów mieszkaniowych. O skali zjawiska świadczy liczba 144 tysięcy osób wnioskujących o kredyt w tym okresie – to więcej o 47% względem 2025 roku i aż o 83% w porównaniu do 2024 roku. Według prognoz ostatnie trzy miesiące zamknęły się liczbą około 70 tysięcy udzielonych kredytów o łącznej wartości 31 miliardów złotych, z czego aż 56% tej kwoty ulokowano w siedmiu największych aglomeracjach.

Za ten historyczny popyt, ze średnią wnioskowaną kwotą sięgającą rekordowych 506 tys. zł, odpowiadają przede wszystkim kontynuacja cyklu obniżek stóp procentowych NBP (do 3,75% dla stopy referencyjnej w marcu) oraz wysoka dynamika wynagrodzeń (8–10% r/r). Z drugiej strony decyzje nabywców przyspieszała niepewność geopolityczna związana z konfliktem na Bliskim Wschodzie i rosnącymi cenami surowców. Obawy przed wyższą inflacją i ewentualnym powrotem do podwyżek stóp procentowych sprawiły, że w pierwszym kwartale odnotowano również wysoki udział refinansowania starych zobowiązań (ok. 30% liczbowo i 25% wartościowo). Spośród nowo udzielanych kredytów na zakup nieruchomości, 45% środków trafiało na rynek wtórny, a 40% na rynek pierwotny.

Mniej nowych inwestycji deweloperskich

Odmienne nastroje panowały po stronie podażowej na rynku deweloperskim. Z danych Otodom wynika, że deweloperzy w pierwszych trzech miesiącach roku byli ostrożni. Do sprzedaży wprowadzono zaledwie 8,8 tys. mieszkań na siedmiu głównych rynkach, co stanowi najgorszy wynik kwartalny od trzech lat, a tym samym spadek o 23% kwartał do kwartału i o 29% rok do roku. Największa redukcja w liczbie nowych lokali wprowadzonych do sprzedaży względem pierwszego kwartału 2025 r. nastąpiła we Wrocławiu i Katowicach (odpowiednio -48i -44%), a także w Łodzi (-35%) i Poznaniu (-33%). W Warszawie spadek nowych mieszkań wprowadzonych na rynek osiągnął poziom 24%, a w Krakowie 19%. Najmniej na tle innych rynków (-11%) ograniczyli nową podaż deweloperzy trójmiejscy.

Jednocześnie sprzedaż w pierwszych trzech miesiącach 2026 r. utrzymała się na wysokim poziomie i wyniosła 12,7 tys. sprzedanych mieszkań, czyli o 6% mniej niż w czwartym kwartale 2025 roku (dane wstępne), ale o 31% więcej rok do roku. Z uwagi na fakt, że popyt przewyższał nową podaż drugi kwartał z rzędu, łączna oferta deweloperów po raz pierwszy od dziewięciu kwartałów skurczyła się i na koniec kwartału w ofercie pozostawało 58,9 tys. mieszkań, co oznacza spadek o 5% względem końca 2025 r.

– Zaskakująco dobre wyniki marcowej sprzedaży nie wystarczyły do powtórzenia dobrego wyniku sprzedaży z pierwszego kwartału 2025 roku. Wpłynęły jednak na zmianę nastroju po obu stronach rynku deweloperskiego, co w połączeniu z malejącą ofertą spowodowało, że prognozy dla rynku mieszkaniowego w największych polskich miastach są bardziej optymistyczne niż kwartał temu – zauważa Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Rynek wtórny wraca do gry

Obecnie inaczej wyglądała sytuacja w sektorze mieszkań z drugiej ręki. Rynek ten wszedł w fazę umiarkowanego ożywienia. Jednocześnie podaż powoli rosła i na koniec kwartału (w marcu br.) pula aktywnych ogłoszeń na siedmiu największych rynkach wyniosła 41,6 tys., co dało wzrost o 3% w stosunku do stycznia. W porównaniu z początkiem roku najwięcej mieszkań z drugiej ręki pojawiło się w Trójmieście oraz Poznaniu (+6%) i Warszawie (+4%). Natomiast nieco wolniej rosła podaż w Łodzi i Wrocławiu (+3%), a także w Krakowie (+2%). Katowice jako jedyne odnotowały symboliczne kurczenie się oferty na rynku wtórnym (-1%).

Z kolei popyt był bardzo zróżnicowany terytorialnie w ujęciu rocznym. Zdecydowanymi liderami zainteresowania kupujących był Poznań (+16% r/r) oraz Wrocław (+11% r/r), podczas gdy w Krakowie i Katowicach odnotowano spadki zapytań (odpowiednio o -5% i -4%).

– Wzmożony ruch w tym segmencie to także efekt obaw o przyszłość. Jak wynika z badania Otodom i Kantar z marca 2026 r., aż 59% respondentów spodziewa się dalszego wzrostu cen mieszkań, przy czym wśród osób najbardziej aktywnie poszukujących nieruchomości odsetek ten wynosi aż 62%. To, w połączeniu z pogarszającymi się wskaźnikami makroekonomicznymi, takimi jak rosnąca inflacja CPI oraz rosnący wskaźnik WIBOR 6M, skłaniało kupujących do szybszego zamykania transakcji – wyjaśnia Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Rozwarstwienie cenowe

Zestawienie obu rynków pokazuje wyraźne różnice w dynamice cenowej. Według danych Otodom średnie stawki za mieszkania deweloperskie urosły w pierwszym kwartale o 1,6% w porównaniu z poprzednim kwartałem. Z kolei pod względem cen pierwszych trzech miesięcy ubiegłego roku wzrost ten osiągnął pułap 6,4%, co stanowiło wartość niemal dwukrotnie wyższą od bieżącej inflacji. Liderem wzrostów było Trójmiasto, gdzie ceny ofertowe z pierwszej ręki podskoczyły aż o 18% rok do roku.

ceny Rynek mieszkań po I kwartale

Tymczasem ceny na rynku wtórnym pozostawały stabilne przez cały kwartał, a ich średni roczny wzrost wyniósł około 2%, czyli poniżej inflacji. Przekłada się to na realną stabilizację, a wręcz lekką korektę wartości nieruchomości. Oczywiście możemy wskazać pewne wyjątki, jak na przykład Trójmiasto, gdzie ceny urosły o 5,2% r/r, czy Poznań ze wzrostem cen o 4,9% r/r. Na drugim biegunie znalazły się Wrocław z zaledwie +0,3% r/r oraz Łódź i Katowice z dynamiką bliską zeru.

wtórny Rynek mieszkań po I kwartale

Jaki będzie drugi kwartał?

Mimo zawirowań geopolitycznych, perspektywy na kolejne miesiące są obiecujące. Pozytywny trend w drugim kwartale 2026 r. zostanie utrzymany. Jak podkreśla dr hab. Waldemar Rogowski kluczowe wskaźniki decydujące o zdolności kredytowej, czyli korzystny koszt pieniądza (stabilne stopy procentowe) oraz realnie rosnące dochody gospodarstw domowych, będą nadal wspierać wysoką aktywność kupujących. Dostępność kredytów pozostaje na dobrym poziomie, co powinno utrzymać optymistyczne nastroje zarówno wśród kupujących, jak i sprzedających lokale nowe oraz w segmencie mieszkań wtórnych.

Syn2bio już na GPW

15 kwietnia 2026 r. spółka Syn2bio dołączyła do grona firm notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Debiut giełdowy Syn2bio stanowi zwieńczenie procesu podziału Synektika – obecnego na rynku głównym GPW od 2014 roku – na dwa niezależne podmioty. Syn2bio jest spółką biotechnologiczną, do której wydzielono działalność związaną z badaniami nad kardioznacznikiem oraz przyszłą komercjalizacją tego innowacyjnego radiofarmaceutyku do diagnostyki chorób serca. Debiut Syn2bio na GPW

– Debiut Syn2bio na warszawskiej giełdzie to ważny moment dla nowej spółki, ale także istotny etap w historii Grupy Synektik. Symbolicznie domyka on proces podziału Synektika na dwa niezależne podmioty. Do Syn2bio wydzieliliśmy projekt kardioznacznika – nasz flagowy projekt badawczo-rozwojowy. Zadaniem spółki będzie dalszy rozwój tego innowacyjnego radiofarmaceutyku oraz przygotowanie jego komercjalizacji. Podział otwiera przed Syn2bio dostęp do nowych źródeł finansowania, w tym grantów i programów dostępnych dla mniejszych podmiotów. Z kolei Synektik zyskuje więcej przestrzeni do dalszego wzmacniania rentowności i rozwoju swoich podstawowych obszarów działalności. Wierzymy również, że rozdzielenie tych dwóch odmiennych profili biznesowych pozwoli rynkowi trafniej oceniać potencjał każdej ze spółek – komentuje Cezary Kozanecki, założyciel i prezes Synektika oraz prezes Syn2bio.

– Debiut giełdowy nie jest końcem drogi, lecz początkiem nowego etapu. Przed Syn2bio stoją kolejne kamienie milowe związane z projektem kardioznacznika, badaniami oraz drogą do komercjalizacji. Przed Synektikiem natomiast dalsze umacnianie pozycji w obszarach, w których od lat skutecznie budujemy wartość – dodaje Cezary Kozanecki.

Debiut giełdowy Syn2bio został poprzedzony emisją 8.529.129 akcji, które przydzielono akcjonariuszom Synektika w stosunku 1:1. Oznacza to, że za każdą 1 akcję Synektika posiadaną na koniec Dnia Referencyjnego, wyznaczonego na 7 kwietnia, inwestor otrzymał 1 akcję Syn2bio. Ostatnią sesją, podczas której można było kupić akcje Synektika uprawniające do udziału w podziale, była sesja 1 kwietnia. Przydział akcji nastąpił automatycznie i nie wymagał od akcjonariuszy żadnych dodatkowych działań.

Głównym przedmiotem działalności Syn2bio jest dalszy rozwój projektu kardioznacznika oraz jego komercjalizacja, a w przyszłości również poszukiwanie nowych, innowacyjnych cząsteczek farmaceutycznych. Pozostała działalność prowadzona dotychczas przez Synektik pozostaje w tej spółce. Nadal będzie ona zatem zajmować się m.in. dystrybucją i serwisem innowacyjnych urządzeń medycznych, opracowywaniem własnych rozwiązań informatycznych oraz produkcją i sprzedażą radiofarmaceutyków.

Mex Polska S.A. z bardzo silnym IV kw. 2025 roku: EBITDA +47% r/r i dynamiczny wzrost przychodów

Mex Polska S.A., notowana na GPW i największa multibrandowa grupa gastronomiczna w Polsce, opublikowała wyniki za rok 2025 i zawarte w sprawozdaniu szacunkowe wyniki za IV kwartał, potwierdzając wyraźne przyspieszenie wzrostu oraz istotną poprawę rentowności w końcówce roku. W samym IV kwartale 2025 Grupa odnotowała 24 proc. wzrost skonsolidowanych przychodów r/r oraz 47-proc. wzrost zysku EBITDA r/r. Skonsolidowany zysk operacyjny EBIT osiągnął poziom 1,6 mln zł, co oznacza wynik 5-krotnie wyższy niż w analogicznym okresie roku poprzedniego, kiedy wyniósł 0,3 mln zł. Jednocześnie Grupa wypracowała w tym okresie skonsolidowany zysk netto na poziomie 0,4 mln zł, wobec straty rok wcześniej, co potwierdza wyraźną poprawę efektywności operacyjnej i zdolność do generowania dodatnich wyników finansowych.

Przychody w samym IV kwartale 2025 przekroczyć mają 34 mln zł i stanowiły istotny wkład w całoroczny przychód. Zgodnie z szacunkami przychód całego roku przekroczył 127 mln zł, co daje wzrost o ponad 19 proc. r/r. Dla porównania, w 2024 roku przychody wyniosły 106,9 mln zł, a w 2023 roku 95,4 mln zł, co pokazuje konsekwentną, wieloletnią ścieżkę wzrostu oraz skuteczność realizowanej strategii rozwoju. Szczególnie istotny pozostaje fakt, że dynamika wzrostu przychodów w IV kwartale była wyższa niż w ujęciu całorocznym, co wskazuje na przyspieszenie skali działalności oraz rosnącą efektywność operacyjną Grupy w końcówce roku.

Końcówka minionego roku była dla nas – zgodnie z moimi deklaracjami po trzech kwartałach – okresem wyraźnego przyspieszenia wyników finansowych oraz poprawy rentowności. Dynamiczny wzrost EBITDA, istotna poprawa wyniku operacyjnego oraz powrót do dodatniego wyniku netto potwierdzają skalowalność naszego modelu biznesowego i rosnącą efektywność operacyjną. Szczególnie istotne jest dla nas to, że wzrost przychodów idzie w parze z poprawą marż, co świadczy o właściwej strukturze kosztowej oraz skutecznej optymalizacji działalności. Konsekwentnie budujemy wartość Grupy, koncentrując się na dalszym rozwoju, wzmacnianiu pozycji rynkowej oraz dostarczaniu atrakcyjnych zwrotów dla akcjonariuszy – komentuje Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska S.A.

Na poziomie całego 2025 roku widoczna była wyraźna poprawa trendów operacyjnych w drugiej połowie roku, której kulminacją były rekordowe wyniki osiągnięte w IV kwartale, potwierdzające trwałość wypracowanego momentum biznesowego.

Zarówno cały 2025 rok, jak i sam czwarty kwartał, zakończyliśmy z dodatnim wynikiem netto. Choć pierwsza część roku pozostawała pod wpływem wymagających warunków rynkowych, w szczególności wynikających ze ścieżki dojścia do właściwych poziomów rentowności naszych nowych lokali powstałych w 2024 i 2025 r., to końcówka roku przyniosła wyraźną poprawę wyników. Silny czwarty kwartał, w którym osiągnęliśmy dodatni wynik netto wobec straty rok wcześniej, zdecydowanie potwierdza naszą zwiększającą się stabilność finansową oraz efektywność podejmowanych działań operacyjnych i kosztowych. – dodaje Dariusz Kowalik, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy Mex Polska S.A.

Obecnie Grupa zarządza siecią ponad 60 lokali gastronomicznych funkcjonujących w ramach ośmiu rozwijanych konceptów, w tym Pijalnia Drink Bar & Bistro, The Mexican, Prosty Temat, Chicas&Gorillas, Pankejk, Spoko Taco, PIZZANOVA oraz Barrio Latino. Istotnym elementem modelu biznesowego pozostaje rozwój segmentu delivery, realizowany przez wszystkie koncepty kulinarne Grupy w tym  koncept Spoko Taco w formule dark kitchen, obecny w kluczowych aglomeracjach – Warszawie, Wrocławiu, Łodzi  i Poznaniu – co stanowi ważny filar dywersyfikacji przychodów oraz dalszego skalowania działalności.

Rok 2025 był dla Mex Polska S.A. okresem uporządkowania kwestii właścicielskich oraz istotnego wzmocnienia fundamentów pod dalszy wzrost. Spółka przyjęła politykę dywidendową zakładającą wypłatę co najmniej 30 proc. zysku netto za dany rok obrotowy, począwszy od wyniku za 2025 rok, co stanowi wyraźny sygnał ukierunkowania na budowę wartości dla akcjonariuszy. Pierwsza wypłata dywidendy planowana jest po publikacji wyników finansowych za 2025 rok, a ostateczną decyzję w tym zakresie podejmie Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy (WZA) Spółki.

Pozytywne zmiany znalazły odzwierciedlenie również w ocenie rynkowej Spółki – Dom Maklerski INC S.A. podniósł cenę docelową akcji do poziomu 8,82 zł, ponad dwukrotnie względem wcześniejszej wyceny.

Uzupełnieniem tych działań było zakończenie sporu z Akcjonariuszem i zawarte pod koniec roku porozumienie dotyczące sprzedaży pakietu akcji przez Familiar S.A. na rzecz właścicieli Spólki, Andrzeja Domżała oraz Pawła Kowalewskiego, po cenie 4,50 zł za akcję, co ma przełożyć się na zwiększenie free floatu oraz poprawę płynności obrotu akcjami spółki, szczególnie z perspektywy inwestorów indywidualnych i segmentu MŚP.

Grupa konsekwentnie realizuje strategię rozwoju zakładającą otwieranie co najmniej 6–7 nowych lokali rocznie, przy jednoczesnym doskonaleniu efektywności operacyjnej istniejącej sieci. Dodatkowym impulsem rozwojowym jest podpisana w marcu 2026 roku umowa finansowania z BNP Paribas na kwotę 5 mln zł, która wzmacnia bezpieczeństwo finansowe oraz zwiększa elastyczność w zakresie dalszej ekspansji.

Dostęp do dodatkowego kapitału może przełożyć się na przyspieszenie tempa otwarć naszych nowych lokali w 2026 roku. Do tej pory  uruchomiliśmy (w lutym 2026) nowy lokal Chicas&Gorillas we Wrocławiu,  a w Łodzi Spoko Taco (formuła dark kitchen). Dwa kolejne tj.  Pankejk w Sopocie i Chicas&Gorillas w Krakowie uruchomimy do końca maja  2026 r.  Po bardzo silnym czwartym kwartale 2025 wchodzimy w kolejny rok z solidnymi fundamentami wzrostu, koncentrując się na dalszej ekspansji, rozwoju naszych konceptów oraz umacnianiu pozycji jednej z najbardziej dynamicznie rosnących grup gastronomicznych w Polsce. – podsumował Paweł Kowalewski, prezes Mex Polska S.A.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po I kw. 2026 r.

Polski rynek nieruchomości komercyjnych wszedł w 2026 rok z wyraźnym przyspieszeniem, przekraczając poziom 1 mld euro inwestycji już w pierwszym kwartale. Choć liczba transakcji spadła, ich skala i jakość rosną, a powrót kapitału typu „core” oraz zainteresowanie najlepszymi aktywami wskazują na stopniową odbudowę zaufania inwestorów i poprawę fundamentów rynku. 

Rynek w liczbach:

  • 1,02 mld euro – całkowity wolumen inwestycyjny
  • 29 transakcji w Q1 2026 vs 42 transakcje w Q1 2025
  • Mniejsza płynność, wyższe wolumeny
  • Oznaki powrotu kapitału typu „core” i transakcji aktywami „prime”

Tak jak wyniki 2024 roku wskazywały na powrót do stabilizacji, tak tendencja ta utrzymała się również przez cały 2025 r. Zgodnie z naszymi wcześniejszymi prognozami, początek 2026 r. przyniósł dużą liczbę sfinalizowanych transakcji i obiecujący początek roku. Łączna wartość inwestycji wzrosła do ponad 1 mld euro, wykazując silne ożywienie na rynku. Oczekujemy, że ta dynamika utrzyma się w całym 2026 r., wspierana przez ogólnie pozytywne prognozy wśród inwestorów dotyczące polskiego rynku nieruchomości.

W I kw. 2026 r. Polska odnotowała wolumen inwestycji na poziomie 1,02 mld euro, co stanowiło wzrost o 43% w ujęciu rok do roku, przy spadku płynności o 30%. Był to najlepszy wynik w pierwszym kwartale od czterech lat. W każdym z trzech głównych sektorów nieruchomości komercyjnych zrealizowano jedną transakcję o wartości przekraczającej 100 mln euro. W rezultacie, średnia wartość transakcji znacznie wzrosła. Inwestorzy krajowi stanowili 9% ujawnionego wolumenu inwestycji.

Rynek inwestycji magazynowych nabrał tempa z udziałem 44% w całkowitym wolumenie inwestycyjnym. Transakcje najlepszymi nieruchomościami biurowymi realizowano w Warszawie i Krakowie, podczas gdy większość sprzedanych budynków biurowych znajdowała się na rynkach regionalnych. W sektorze handlowym sprzedano imponujący portfel centrów handlowych, podczas gdy zainteresowanie parkami handlowymi pozostało dalej silne. Ponadto, odnotowaliśmy dwie transakcje forward funding w sektorze mieszkaniowym, a także sprzedaż dwóch hoteli.

1 Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po Q1 20261 Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po Q1 2026

Sektor magazynowy – zdecydowany lider

Sektor w liczbach:

  • 447 mln euro – całkowity wolumen inwestycyjny sektora
  • 2 transakcje portfelowe na 9 zrealizowanych w sektorze
  • Ciągłe zainteresowanie transakcjami typu „sale and leaseback”

Nieruchomości magazynowe w Polsce przyciągają kapitał typu „core”, który pozostaje najbardziej aktywny właśnie w tym sektorze rynku. Niezmiennie największym zainteresowaniem inwestorów cieszą się aktywa zabezpieczone długoterminowymi umowami najmu. Inwestorzy poszukują stabilnych i przewidywalnych przepływów pieniężnych, w tym transakcji typu „sale and leaseback”, które pozostają fundamentem rynku.

W I kw. 2026 r. sektor magazynowy odnotował 9 transakcji o łącznej wartości 447 mln euro, co stanowiło 44% całkowitego wolumenu inwestycji w Polsce w tym okresie. Był to najlepszy wynik pierwszego kwartału odnotowany od 2020 r. Dwie duże transakcje zostały zrealizowane przez kapitał amerykański, który nabył duży portfel logistyczny od Grupy Raben w ramach transakcji typu „sale and leaseback” a także pozyskał Panattoni BSH w Rzeszowie.

„Konsensus cenowy między sprzedającymi a kupującymi staje się coraz bardziej powszechny, co znajduje odzwierciedlenie w ożywieniu aktywności inwestycyjnej w sektorze, napędzanej przede wszystkim napływem kapitału zagranicznego; dodatkowym czynnikiem może być przewidywana zmiana wyceny starszych obiektów magazynowych.” – komentuje Bartłomiej Krzyżak, Senior Director, Investment3 Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po Q1 2026

Sektor handlowy – imponująca transakcja portfelowa

Sektor w liczbach:

  • 318 mln euro – całkowity wolumen inwestycyjny sektora
  • 6 na 10 transakcji dotyczyło parków handlowych i samodzielnych sklepów spożywczych
  • Największa transakcja portfelowa odpowiadała za 60% całkowitego wolumenu sektora

„Sektor handlowy w Polsce nadal cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów. Szeroka oferta sprawia, że rynek inwestycji w nieruchomości handlowe jest dostępny zarówno dla mniejszych podmiotów z kapitałem krajowym, jak i dla globalnych graczy. – komentuje Artur Czuba, Director, Investment – W I kw. 2026 r. odnotowaliśmy 10 transakcji nieruchomościami handlowymi, przy czym największe portfolio stanowiło 60% całkowitego wolumenu sektora.”

 

Główna transakcja sektora dotyczyła 8 centrów handlowych Auchan: Ceetrus sprzedał galerie, a Auchan sfinalizował z węgierską grupą Adventum (Shopper Park Plus) transakcję typu „sale and leaseback”. Parki handlowe nadal pozostają w centrum zainteresowania. Trei Real Estate, sprzedażą ostatnich 7 obiektów do Ares & Slate Asset Management, sfinalizował transakcję portfela 36 obiektów. Quick Park Mysłowice zmienił właściciela – transakcja, w której pośredniczył Avison Young, wzbogaciła portfel Karuzela Holding i Mitiska REIM. Dekada w Koninie jest już własnością Lords LB. Na początku 2026 r. pojawiły się również transakcje z planami przebudowy. Alfa Centrum w Gdańsku zostało pozyskane przez Euro Styl, który planuje wprowadzenie funkcji mieszkaniowej na tym terenie. Samodzielne sklepy spożywcze są również nieustannie przedmiotami transakcji.

4 Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po Q1 20265 Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po Q1 2026

Sektor biurowy – 3 transakcje „prime”

Sektor w liczbach:

  • 245 mln euro – całkowity wolumen inwestycyjny sektora
  • 5 na 8 transakcji było zrealizowanych w miastach regionalnych
  • 3 transakcje ,,prime”

Sektor biurowy zamknął I kw. 2026 r. wynikiem 245 mln euro. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że sfinalizowano aż trzy transakcje dotyczące nieruchomości klasy „prime”. Budynek Lixa D w Warszawie został nabyty przez szwajcarski fundusz rodzinny, co odzwierciedla aktywność europejskich inwestorów z sektora „family office”, którzy coraz częściej skupiają się na nowoczesnych budynkach biurowych klasy A w najlepszych lokalizacjach. Budynek Renaissance został sprzedany polskiej firmie Syrena Real Estate. Ponadto obiekt Brain Park A w Krakowie został zakupiony przez francuską firmę Arkea Real Estate. Jednak najbardziej imponującą transakcją pod względem wartości (ponad 100 mln euro) było nabycie Royal Wilanów w Warszawie przez firmę Wood & Company, reprezentowaną przez Avison Young.

Chociaż miasta regionalne zyskują na popularności, ich udział w całkowitej wartości inwestycji pozostaje ograniczony. Pomimo że 5 z 8 transakcji miało miejsce na rynkach regionalnych, w tym jedna dotycząca biurowca klasy ,,prime” w Krakowie, ich łączna wartość stanowiła 25% całkowitego wolumenu sektora.

„Biorąc pod uwagę transakcje znajdujące się obecnie w zaawansowanej fazie negocjacji, przewidujemy, że wartość inwestycji w sektorze biurowym w 2026 r. pozostanie na poziomie z ubiegłego roku. Fundamenty rynku pozostają silne, przyciągając nowe źródła kapitału.” – dodaje Marcin Purgal, Senior Director, Investment.

6 Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce po Q1 2026

Wnioski po MIPIM

Polska nadal przyciąga inwestorów dzięki solidnemu wzrostowi gospodarczemu, przewidywalnym ramom prawnym oraz bezpiecznemu i płynnemu rynkowi. Inwestorzy zachodni, zwłaszcza z Francji, wykazują duże zainteresowanie polskim rynkiem, w związku z czym oczekujemy napływu kapitału typu „core”.

W ciągu ostatnich dwóch lat istotnie zaktywizował się kapitał krajowy, a inwestorzy typu value-add, oportunistyczni i działający na mniejszą skalę są aktywni we wszystkich sektorach, skupiając się na swoich niszach. Oczekujemy, że rok 2026 przyniesie wyniki lepsze niż poprzedni, przy pozytywnych perspektywach rynkowych i silnych prognozach wzrostu.

Jednak utrzymująca się niepewność związana z sytuacją na Bliskim Wschodzie może wpłynąć na rynek nieruchomości. Rosnące ceny ropy mogą wywołać ponowną presję inflacyjną, co z kolei może doprowadzić do presji na wzrost stóp procentowych po okresie stopniowych spadków w ciągu ostatnich dwóch lat. Rynek nieruchomości zazwyczaj reaguje wolniej niż rynki kapitałowe i wykazuje pewną inercję, dlatego w perspektywie krótkoterminowej można zaobserwować podejście typu „poczekamy, zobaczymy”.

Auto Partner rośnie mimo presji rynkowej. Rekordowe przychody, spadek zysków

Grupa Auto Partner, jeden z największych dystrybutorów części samochodowych na polskim rynku, w 2025 r. zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 4,4 mld zł, co oznacza wzrost o 7,6% rok do roku. Wynik EBITDA Grupy wyniósł 337,2 mln zł (-1,8% r/r), a zysk netto 198,9 mln zł (-4,3% r/r).

Eksport Grupy wzrósł w 2025 roku o 10% r/r. Ekspansja zagraniczna w 2026 roku będzie wspierana przez nowe centrum logistyczno-magazynowe w Zgorzelcu. Dzięki strategicznej lokalizacji przy granicy centrum znacząco wzmacnia potencjał sprzedaży Grupy na rynkach Europy Zachodniej.

Rok 2025 był dla nas okresem dalszego rozwoju i umacniania fundamentów działalności, mimo wymagającego otoczenia rynkowego. Osiągnęliśmy rekordowe przychody przekraczające 4,4 mld zł, co było efektem zwiększania skali działalności, dynamicznego rozwoju eksportu oraz konsekwentnego poszerzania oferty produktowej. Nasza marża brutto ze sprzedaży ukształtowała się nieznacznie poniżej poziomu osiągniętego rok wcześniej (26,6% wobec 27,4%), na co wpływ miały zarówno utrzymujące się tendencje lekkiej deflacji, silna presja konkurencyjna w zakresie cen, jak i umocnienie się złotego względem euro. Jednocześnie, dzięki skutecznej kontroli kosztów oraz dalszemu usprawnianiu procesów, Grupa zachowała wysoką efektywność operacyjną i finansową. Co ważne, istotnym wsparciem dla naszych wyników był stabilny wzrost sprzedaży zagranicznej. Dysponujemy solidnymi fundamentami, które pozwalają nam myśleć o dalszym, zrównoważonym rozwoju w kolejnych latach – mówi Aleksander Górecki, Prezes Zarządu Auto Partner S.A.

W 2025 r. sprzedaż w Polsce odpowiadała za 49,2% całkowitych obrotów i wyniosła niecałe 2,2 mld zł, rosnąc o 5,2% w ujęciu rocznym. Eksport, mający 50,8% udziałów w przychodach, zwiększył się o 10% i jest blisko granicy 2,25 mld zł. Głównym kierunkiem zbytu Grupy pozostaje Unia Europejska.

Miniony rok przyniósł wyzwania związane z presją kosztową, silną konkurencją oraz lekką deflacją w branży przez dużą część roku, co wpłynęło na poziom rentowności. Notujemy jednak wzrost zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym, przy czym szczególnie wyróżnia się dynamiczny rozwój sprzedaży eksportowej. Dodatkowym impulsem dla dalszego rozwoju będzie nowe centrum logistyczno-magazynowe w Zgorzelcu. To największa inwestycja w historii Grupy, oferująca  33 tys. m² nowoczesnej powierzchni i wysoki poziom automatyzacji. Dzięki strategicznej lokalizacji przy granicy z Niemcami i Czechami obiekt zwiększy naszą efektywność operacyjną i usprawni obsługę rynków Europy Zachodniej. Zakładamy, że centrum osiągnie pełną zdolność operacyjną do końca pierwszego półrocza br. – mówi Piotr Janta, Wiceprezes Zarządu Auto Partner S.A.

WYBRANE DANE FINANSOWE PO 2025 ROKU

4Q 2025 4Q 2024 Zmiana% 2025 2024 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 1 073 915 994 826 8,0% 4 424 895 4 112 497 7,6%
Sprzedaż w Polsce 526 316 506 877 3,8% 2 176 403 2 069 254 5,2%
Sprzedaż zagraniczna 547 599 487 949 12,2% 2 248 492 2 043 243 10,0%
Zysk brutto ze sprzedaży 302 253 287 150 5,3% 1 175 098 1 127 221 4,2%
Rentowność brutto na sprzedaży 28,1% 28,9% -0,8 p.p. 26,6% 27,4% -0,8 p.p.
EBITDA 86 138 96 973 -11,2% 337 206 343 556 -1,8%
Rentowność EBITDA 8,0% 9,8% -1,8 p.p. 7,6% 8,4% -0,8 p.p.
EBIT 71 221 83 521 -14,7% 280 346 289 272 -3,1%
Rentowność EBIT 6,6% 8,4% -1,8 p.p. 6,3% 7,0% -0,7 p.p.
Zysk netto 52 568 60 552 -13,2% 198 932 207 976 -4,3%
Rentowność netto 4,9% 6,1% -1,2 p.p. 4,5% 5,1% -0,6 p.p.

Marzec najlepszy w pierwszym kwartale

Po pierwszym kwartale 2026 r. sprzedaż Grupy sięgnęła – według szacunków – 1,17 mld zł, notując wzrost o blisko 9% w ujęciu rocznym. Z kolei w marcu – najsilniejszym miesiącu kwartału – Grupa osiągnęła przychody na poziomie blisko 450 mln zł (449,8 mln zł), co oznacza wzrost o 19,5% r/r. Osiągnięte rezultaty potwierdzają dobrą kondycję biznesową Grupy oraz skuteczność realizowanej strategii handlowej.

Zmowa cenowa na rynku owoców. Skupy dogadywały się za plecami rolników – są kary od UOKiK

Rolnicy i sadownicy z Wielkopolski przez ponad dwa lata sprzedawali swoje owoce po zaniżonych cenach. Jak ustalił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, przyczyną tej sytuacji była zmowa cenowa właścicieli punktów skupu, którzy wspólnie ustalali stawki, eliminując realną konkurencję na lokalnym rynku. W efekcie producenci wiśni, porzeczek i innych owoców otrzymywali wynagrodzenie znacznie poniżej rynkowego poziomu.

Mechanizm zmowy: wspólne ustalanie cen

Nieprawidłowości dotyczyły kilku firm działających w różnych województwach, m.in. w Wielkopolsce, Łódzkiem i na Mazowszu. Wśród nich znalazły się przedsiębiorstwa prowadzące skupy owoców, które – zamiast konkurować – uzgadniały ceny między sobą.

Zmowa trwała przez trzy sezony zbiorów w latach 2022–2024. Przedsiębiorcy regularnie wymieniali się informacjami o stawkach za owoce, wykorzystując komunikatory internetowe. Celem było utrzymanie cen na możliwie niskim poziomie i uniknięcie tzw. „wojny cenowej”.

Jak podkreśla prezes UOKiK Tomasz Chróstny, skutki tych działań były jednoznaczne:
rolnicy przez kilka sezonów otrzymywali zaniżone wynagrodzenie za swoją pracę.

Dowody: komunikatory i koordynacja działań

Kluczowym dowodem w sprawie były wiadomości zabezpieczone podczas przeszukania w jednej z firm. Pokazują one jasno, że przedsiębiorcy aktywnie koordynowali swoje działania.

Z treści komunikacji wynika m.in., że uczestnicy zmowy obawiali się konkurowania ceną i wspólnie ustalali poziomy skupu. W praktyce oznaczało to brak realnej alternatywy dla rolników – ceny były zbliżone w całym regionie, a transport do dalszych punktów często nieopłacalny.

Kary finansowe: ponad 1,5 mln zł

W wyniku postępowania prezes UOKiK nałożył kary o łącznej wysokości ponad 1,57 mln zł. Sankcje objęły zarówno przedsiębiorstwa, jak i osobę fizyczną odpowiedzialną za udział w zmowie.

Najwyższe kary otrzymały:

  • Damex – 452 tys. zł
  • Kam-Pol – 391 tys. zł
  • Fructis – 299 tys. zł
  • Kalbrok – 265 tys. zł
  • Silver-Trans – 59 tys. zł
  • osoba fizyczna – 110 tys. zł

Decyzja nie jest jeszcze prawomocna – ukarani mogą się od niej odwołać do sądu.

Szerszy kontekst: kontrola rynku przetwórstwa

Sprawa z Wielkopolski nie jest odosobniona. UOKiK prowadzi obecnie kolejne postępowania wyjaśniające, obejmujące zarówno duże firmy przetwórcze, jak i inne podmioty skupujące owoce. Celem jest sprawdzenie, czy podobne praktyki mogły występować również na innych etapach łańcucha dostaw.

Zmowa cenowa a legalne działania rynkowe

Urząd przypomina, że nie każda podobna cena oznacza naruszenie prawa. Istnieje istotna różnica między nielegalną zmową cenową a tzw. naśladownictwem cenowym.

  • zmowa cenowa polega na uzgodnieniu stawek między przedsiębiorcami,
  • naśladownictwo to jedynie obserwacja rynku i dostosowanie własnych cen bez porozumienia.

To rozróżnienie ma kluczowe znaczenie przy ocenie praktyk rynkowych.

Rolnicy mogą dochodzić odszkodowań

Poszkodowani producenci rolni mają prawo dochodzić roszczeń przed sądem cywilnym. Obowiązujące przepisy umożliwiają ubieganie się o odszkodowanie za straty wynikające z naruszenia prawa konkurencji.

To ważny element tzw. private enforcement, który pozwala realnie rekompensować szkody poniesione przez uczestników rynku.

Program łagodzenia kar – szansa dla uczestników zmowy

UOKiK przypomina również o funkcjonowaniu programu łagodzenia kar (leniency). Uczestnicy nielegalnych porozumień mogą liczyć na obniżenie, a nawet uniknięcie sankcji, jeśli zdecydują się współpracować z urzędem i dostarczyć dowody.

Maksymalne kary za udział w zmowie mogą sięgać nawet 10% rocznego obrotu firmy, a w przypadku menedżerów – do 2 mln zł.

Hakerzy celują w produkcję, bo wiedzą jedno: każda minuta kosztuje fortunę

Rok 2025 przyniósł gwałtowne zaostrzenie krajobrazu zagrożeń w sektorze produkcyjnym. Cyfrowa transformacja, rozwój smart factory i coraz silniej powiązane łańcuchy dostaw zwiększyły efektywność operacyjną, ale jednocześnie dramatycznie poszerzyły powierzchnię ataku. W efekcie przemysł stał się głównym celem cyberprzestępców na świecie – twierdzi Raz Levkowitz, analityczka Check Point Software Technologies.

Dla liderów technologicznych wzrost zagrożeń w sektorze przemysłowym to nie jest już problem operacyjnym, a ryzykiem strategicznym, które bezpośrednio wpływa na ciągłość działania, przychody i reputację organizacji. W 2025 roku liczba udokumentowanych ataków ransomware wzrosła globalnie o 32%, osiągając poziom 7419 incydentów. Najbardziej dotkniętym sektorem była produkcja, gdzie liczba ataków na wzrosła o 56% rok do roku. W zeszłym roku łączna liczba ataków w tym sektorze wynosiła 1466 (wzrost z 937).

Skąd tak drastyczne statystyki? Powód jest prosty: przestój może kosztować miliony dolarów dziennie. Atakujący przestali traktować zakłócenie produkcji jako efekt uboczny. Dziś to ich główna dźwignia nacisku. Co więcej, skutki jednego incydentu rozlewają się na cały łańcuch dostaw, potęgując presję na ofiarę.
Czołowe grupy ransomware na świecie

Czołowe grupy ransomware na świecie.
|Źródło: Check Point Software Technologies

Dlaczego sektor produkcyjny jest tak podatny?

Za rosnącą skalą zagrożeń w sektorze produkcyjnym stoją przede wszystkim trzy głęboko zakorzenione, strukturalne słabości. Pierwszą z nich jest powszechne wykorzystanie przestarzałych systemów OT, które nigdy nie były projektowane z myślą o współczesnych standardach cyberbezpieczeństwa. W wielu zakładach przemysłowych nadal funkcjonują sterowniki PLC, systemy SCADA oraz urządzenia IIoT z wbudowanymi, dobrze znanymi podatnościami. W Europie aż 80% producentów operuje na krytycznych systemach OT zawierających luki bezpieczeństwa, co sprawia, że ich eksploatacja przez cyberprzestępców jest nie tylko możliwa, ale wręcz powtarzalna i skalowalna.

Drugim czynnikiem jest rosnąca złożoność łańcuchów dostaw, która w praktyce oznacza gwałtowne zwiększenie powierzchni ataku. Współczesne środowiska produkcyjne są silnie uzależnione od zewnętrznych dostawców, partnerów technologicznych oraz rozwiązań SaaS, co tworzy sieć powiązań trudnych do pełnej kontroli. Cyberprzestępcy coraz rzadziej atakują bezpośrednio duże organizacje. Zamiast tego wybierają słabsze ogniwa, takie jak mniejsi dostawcy czy firmy świadczące usługi zarządzane, wykorzystując je jako punkt wejścia do docelowego środowiska. Skala tego zjawiska rośnie dynamicznie, o czym świadczy niemal dwukrotny wzrost liczby ataków na łańcuch dostaw rok do roku.

Ostatnim elementem jest dojrzałość modelu ransomware-as-a-service, który znacząco obniżył barierę wejścia dla cyberprzestępców i umożliwił szybkie skalowanie operacji. Dzięki modelowi afiliacyjnemu nawet mniej zaawansowani technicznie aktorzy mogą korzystać z gotowych narzędzi i infrastruktury, prowadząc skuteczne kampanie ataków dostosowane do konkretnej branży czy regionu. W efekcie cyberprzestępczość w obszarze przemysłowym przestała być domeną wyspecjalizowanych grup, a stała się zorganizowanym, globalnym ekosystemem działającym według zasad biznesowych.

W efekcie połączenie przestarzałej infrastruktury, rozproszonego ekosystemu partnerów oraz uprzemysłowionego modelu cyberataków sprawia, że sektor produkcyjny jest dziś jednym z najbardziej narażonych obszarów gospodarki.

Polacy spokojniejsi mimo globalnych napięć, ale finansowo nadal ostrożni

Najnowszy odczyt Financial Wellness Index (FWI) od Finax pokazuje stabilizację sytuacji Kowalskich, choć do “strefy komfortu” wciąż daleko. Po pierwszym kwartale 2026 r. indeks oceniający dobrostan finansowy polskiego społeczeństwa wyniósł 47 pkt na 100 możliwych. Wbrew globalnym napięciom, nie widać wzrostu stresu związanego z finansami, jednak poczucie bezpieczeństwa w tym obszarze wciąż pozostaje ograniczone.

Autorzy kwartalnego raportu Finax pt. “Financial Wellness Index” ponownie wyróżnili pięć typów postaw finansowych Polek i Polaków. Największą grupę stanowią metaforyczne „chomiki” (38 proc. badanych), czyli osoby pośrodku skali – bez nagłych sytuacji kryzysowych, próbujące gromadzić oszczędności, choć nie zawsze udaje im się systematycznie odkładać. Ta grupa ocenia swoją sytuację jako przeciętną i odczuwa umiarkowany stres w obszarze finansów. Najmniej (5 proc.) jest tzw. rekinów finansów, charakteryzujących się dużą poduszką finansową i stabilną sytuacją materialną.Badanie_stres finansowy

Najnowszy odczyt Financial Wellness Index dla ogółu społeczeństwa po pierwszym kwartale 2026 r. wyniósł 47 punktów na 100 możliwych i nie różni się od wyniku za Q4 2025 r. Badanie pokazuje, że Polacy pozostają daleko od progu poczucia komfortu w kwestiach finansów, który określono na 60 pkt.

– Obserwowany od początku naszego badania układ wskazuje na trwałość różnic pomiędzy poszczególnymi grupami. Te same segmenty konsekwentnie lokują się na przeciwnych krańcach skali dobrostanu finansowego. W segmencie osób o niskim wyniku FWI nadreprezentowane są kobiety, osoby w wieku 18–24 lata oraz gospodarstwa domowe o dochodach do 5 500 zł netto miesięcznie. Wśród osób o wysokim i bardzo wysokim poziomie indeksu mamy przewagę mężczyzn oraz osób w wieku 55+ – komentuje Przemysław Barankiewicz, szef Finax na Polskę.

Polacy finansowo spokojni, mimo geopolitycznych napięć

W najnowszych danych Finax nie widać wyraźnego wzrostu stresu finansowego, który można by powiązać z bieżącą sytuacją geopolityczną – konfliktem na linii USA-Iran, wywołującym ponadnarodowe turbulencje gospodarcze. Większość Polaków odczuwa obecnie brak lub niskie napięcie dotyczące sytuacji materialnej (38 proc.). Poczucie wysokiego napięcia deklaruje co czwarty badany (25 proc.).Financial Wellness Index IQ2026

– W naszym cyklicznym badaniu widzimy, że stres dotyka systematycznie tych samych grup. Wyraźnie silniej odczuwają go kobiety, Zetki i Millenialsi oraz osoby niepracujące. W Polsce ma on zresztą charakter raczej chroniczny, a nie kryzysowy. Utrzymuje się na umiarkowanym poziomie i nie eskaluje wraz z bieżącymi wydarzeniami – tłumaczy Przemysław Barankiewicz.

Najniższy spośród wszystkich grup poziom stresu zaobserwowano wśród emerytów i rencistów (19 proc. badanych wobec 27 proc. osób w wieku 18-24 l. i 32 proc. wśród 35-44 l.).

Polacy „chomikują”, ale nie inwestują pieniędzy

Stabilne nastroje w polskim społeczeństwie znajdują odzwierciedlenie w danych makroekonomicznych. Według danych NBP, na koniec lutego 2026 r. gospodarstwa domowe zgromadziły na rachunkach bankowych aż 1,47 bln zł depozytów – o ponad 110 mld zł więcej niż rok wcześniej.Badanie_samoocena sytuacji finansowej

Jednocześnie rośnie udział środków trzymanych na rachunkach bieżących, które są słabo oprocentowane lub w ogóle. Ich wartość zwiększyła się o ponad 10 proc. rok do roku, podczas gdy lokaty urosły o ok. 2 proc. Polacy odkładają pieniądze, ale nie pozwalają im pracować. Zbyt rzadko sięgają po efektywne sposoby pomnażania kapitału, jak np. globalnie zdywersyfikowane portfele oparte na funduszach ETF czy rozwiązania emerytalne trzeciego filaru (OIPE, IKE, IKZE). To niestety efekt wieloletniego przywiązania do najprostszych rozwiązań, ale też dowód, że w dalszym ciągu uczymy się inwestowania. Nie lubimy ryzyka, wolimy trzymać pieniądze pod poduszką albo w banku, gdzie de facto realnie tracą – komentuje ekspert Finax, firmy pomagającej Polakom zarządzać finansami.

Kobiety finansowo mają się gorzej

Po pierwszym kwartale 2026 r. Polacy najczęściej oceniali swoją sytuację finansową jako przeciętną (44 proc.), 27 proc. postrzega ją pozytywnie, a 29 proc. negatywnie. Jednocześnie aż 41 proc. Polaków nie odczuło poprawy swojej sytuacji w ostatnich trzech miesiącach, w przeciwieństwie do 23 proc. badanych, deklarujących, że ich sytuacja wyraźnie się poprawiła.Badanie_poprawa sytuacji finansowej

Porównując sytuację kobiet i mężczyzn – panie wypadają gorzej. Częściej znajdują się w grupach o niższym poczuciu finansowego komfortu i odczuwają wyższy poziom stresu. 22 proc. Polek ocenia swoją sytuację finansową pozytywnie, w porównaniu do 35 proc. Polaków.

Co ciekawe, w ciągu ostatnich trzech miesięcy istotnie poprawiła się sytuacja ekonomiczna gospodarstw domowych o przeciętnych oraz wysokich miesięcznych dochodach netto: w przypadku dochodu powyżej 15 000 zł miesięcznie pozytywnej odpowiedzi udzieliło aż 39 proc. badanych.

Międzypokoleniowy rozjazd w oszczędzaniu

Regularne odkładanie pieniędzy deklaruje zaledwie 34 proc. Polaków. Dominującą postawą pozostaje oszczędzanie umiarkowane i nieregularne (40 proc. społeczeństwa).Badanie_regularne oszczędzanie

Niestety nie zmieniamy swoich nawyków finansowych w sposób, który mógłby przełożyć się na realną poprawę dobrostanu. Pierwsze miesiące roku to dobry, symboliczny moment żeby zacząć. Pamiętajmy, że procent składany to nasz sprzymierzeniec. Im wcześniej zaczniemy odkładać, tym większe korzyści zyskamy  – mówi Przemysław Barankiewicz.

W badaniu Financial Wellness Index widać wyraźny rozjazd postaw finansowych między najmłodszymi a najstarszymi Polakami. Osoby w wieku 18–24 lata rzadziej niż w poprzednim kwartale odkładają pieniądze (regularność deklaruje zaledwie 15 proc. osób), podczas gdy w grupie 55+ obserwujemy wzrost tego wskaźnika (aż 42 proc. reprezentantów grupy 55+ oszczędza regularnie).

Najmłodsi, którzy dopiero budują swoje nawyki finansowe, w trudniejszym otoczeniu częściej z nich rezygnują. Z kolei osoby starsze, bliżej emerytury, wzmacniają dyscyplinę finansową – dodaje szef Finax na Polskę.

Iran a sprawa polska

Baryłka ropy powyżej 100 USD, zamieszanie na giełdach akcji, osłabienie złotego i polskich obligacji. Co sytuacja na Bliskim Wschodzie oznacza dla inwestorów?

Niestabilność będzie rządziła jeszcze przez co najmniej kilka tygodni. Nie da się przewidzieć przyszłości, ale warto się na nią przygotować. Ostatnie wydarzenia przypomniały, że podczas inwestowania warto dywersyfikować portfel na rynki z całego świata, unikać stawiania wyłącznie na kraje i sektory, które dobrze radziły sobie w przeszłości, inwestować długoterminowo i najlepiej w sposób zautomatyzowany, nie śledząc cały czas wyników – podkreśla Przemysław Barankiewicz.

Patrząc na ostatnie dekady, rynkowe turbulencje niemal zawsze okazywały się jedynie przystankiem w drodze do nowych maksimów.

– Dobrym przykładem jest pierwsza kadencja Trumpa. Mimo ogromnej niepewności politycznej, która wielu skłaniała do ucieczki z giełdy, indeks S&P 500 wzrósł w tym czasie o około 70 proc. Gdyby ktoś wtedy postanowił czekać z inwestowaniem, dużo by stracił – dodaje Klaudia Sibielak z Finax, specjalizująca się w finansach osobistych.

Ekspertka podkreśla, że obecnie największym błędem Polaków nie jest brak oszczędności, ale kwestia zarządzania pieniędzmi w długim terminie.

– Polacy coraz częściej oszczędzają, ale wciąż zbyt rzadko inwestują. To właśnie inwestowanie, nawet niewielkich kwot, pozwala wykorzystać efekt procentu składanego i zbudować kapitał na przyszłość. Inwestując powinniśmy skupić się na długim terminie, regularności oraz celach i trzymać się obranej strategii – mówi Klaudia Sibielak.

Financial Wellness Index (FWI) by Finax

Wskaźnik opracowany w celu pomiaru dobrostanu finansowego dorosłych Polaków. Został zaprojektowany jako cykliczne narzędzie pozwalające ocenić postawy i deklarowane zachowanie dotyczące finansów osobistych. Tworzony jest co kwartał na podstawie ogólnopolskiego, wieloaspektowego badania. Financial Wellness Index od Finax przyjmuje wartości od 0 (brak zabezpieczenia finansowego, wysoki stres finansowy) do 100 (pełna niezależność finansowa, dojrzałość w zarządzaniu pieniędzmi).

Badanie Finax za Q1 2026 będące fundamentem do określenia wskaźnika Financial Wellness Index zostało zrealizowane przez Maison&Partners pod koniec marca 2026 r. metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu badawczym Ariadna na reprezentatywnej grupie 1078 osób w wieku 18+.

TREX S.A. zwiększa skalę biznesu – rekordowy I kwartał 2026

Działająca na rynku e-commerce spółka TREX S.A. opublikowała wstępne wyniki za I kwartał 2026 r. Skonsolidowane przychody Grupy TREX wzrosły o 88,3 proc. względem analogicznego okresu 2025 r. W ujęciu jednostkowym przychody Spółki w tym okresie były wyższe o 83,3 proc. wobec 2025 r.

Opublikowane wstępne wyniki TREX S.A. za I kwartał 2026 r. dają powody do radości. W ciągu trzech miesięcy br. Grupa osiągnęła 21,3 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost aż o 88,3% w stosunku do przychodów w analogicznym okresie 2025 r. (11,3 mln zł).

Na poziomie jednostkowym przychody ze sprzedaży Spółki w I kwartale br. wyniosły       17,6 mln zł, czyli o 83,27% więcej niż w tym samym okresie ub.r. (9,6 mln zł).

Podsumowując miniony kwartał, z satysfakcją stwierdzamy, iż nasze biznesowe decyzje i działania znajdują odzwierciedlenie w wynikach. W omawianym okresie położyliśmy mocny nacisk na zwiększenie rozpoznawalności marki TREX SPORT, zwłaszcza w mediach społecznościowych. Staraliśmy się dotrzeć z naszą ofertą wszędzie tam, gdzie klienci rzeczywiście rozpoczynają i finalizują proces zakupowy. Równolegle poszerzyliśmy nasz asortyment, wprowadzając nowe produkty z zakresu fitness i wellness, które odpowiadają na zmieniające się potrzeby klientówwyjaśnia Karolina Koczwara, prezeska TREX S.A.

Tak imponujący wzrost przychodów r/r wiąże się również z uruchomieniem nowych kanałów dystrybucji. Warto przypomnieć, iż w I kwartale br. Spółka rozpoczęła sprzedaż sprzętu marki TREX SPORT na Węgrzech i w Rumunii, za pośrednictwem sieci Decathlon. Są to kolejne rynki zagraniczne (po francuskim, holenderskim i austriackim), na które Spółka weszła ze swoją ofertą od końca 2025 r.

Monitorujemy trendy i zachowania sportowe klientów w całej Europie, i w oparciu o tę wiedzę staramy się tak wzbogacać ofertę TREX SPORT, aby była atrakcyjna dla różnych klientów, w różnych częściach kontynentu. To jest nasz największy motywator do dalszego rozwoju działalnościdodaje Prezeska TREX S.A.

Warto przy tej okazji podkreślić, że w lutym br. Zarząd TREX S.A. opublikował nową strategię rozwoju na lata 2026-27, a następnie, w marcu br., prognozy finansowe, w których zapowiedział, iż bieżący rok zamknie skonsolidowanymi przychodami na poziomie 76 mln zł.

Ostateczne wyniki finansowe TREX S.A. za I kwartał 2026 r. zostaną opublikowane 15 maja br.

Inflacja w Polsce w marcu potwierdzona: 3,0% r/r, efekt napięć na Bliskim Wschodzie widoczny w cenach

Marcowy, finalny odczyt inflacji konsumenckiej wyniósł 3,0 proc. r/r i był zgodny z wcześniejszymi szacunkami. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 1,1 proc., nieznacznie powyżej prognoz (1,0 proc.). Głównym czynnikiem podbijającym inflację był silny wzrost cen w kategorii transportu (+8,2 proc. m/m), co pozostaje bezpośrednio związane z napięciami na Bliskim Wschodzie i skokiem cen surowców energetycznych, w tym ropy naftowej i gazu.

Pomimo tego przejściowego wzrostu, inflacja nadal mieści się w dopuszczalnym paśmie odchyleń od celu NBP (2,5 proc. +/- 1 p.p.), co ogranicza presję na natychmiastową reakcję ze strony polityki pieniężnej.

Wypowiedzi Prezesa Adama Glapińskiego oraz członków Rady Polityki Pieniężnej wskazują na utrzymanie podejścia typu „wait and see”. W obecnych warunkach – podwyższonej niepewności i zewnętrznego szoku podażowego – kluczowe znaczenie ma ocena skali i trwałości konfliktu oraz jego wpływu na gospodarkę. W praktyce oznacza to, że decyzje dotyczące stóp procentowych będą w najbliższym czasie silnie uzależnione zarówno od napływających danych makroekonomicznych, jak i od ewentualnego rozlewania się się presji inflacyjnej.

Boty AI to już ponad połowa ruchu w internecie. Szefowa Lumen Technologies ostrzega: „Stare sieci nie wytrzymają”

Ponad połowa globalnego ruchu internetowego jest dziś generowana nie przez ludzi, lecz przez boty i agentów sztucznej inteligencji. Kate Johnson, dyrektor generalna Lumen Technologies, ostrzega w liście otwartym skierowanym do liderów światowego biznesu, że cyfrowa infrastruktura znalazła się w punkcie zwrotnym, a dotychczasowe modele łączności zaczynają hamować rozwój AI.

List opublikowany tuż przed forum Semafor World Economy Summit kreśli obraz internetu, który coraz mniej przypomina przestrzeń zdominowaną przez użytkowników, a coraz bardziej środowisko działania autonomicznych systemów. Jak podkreśla Johnson, nowa siła robocza przedsiębiorstw składa się dziś z agentów AI i botów. Działają one bez przerwy, przez całą dobę, analizując ogromne wolumeny danych i coraz częściej komunikując się bezpośrednio ze sobą, bez udziału człowieka.

Algorytmy rosną szybciej niż liczba użytkowników

Szefowa Lumen przekonuje, że nie jest to już futurystyczna wizja, lecz proces, który właśnie się dokonuje. Według przywoływanych danych aktywność źródeł automatycznych przekroczyła już połowę całkowitego ruchu w internecie. Jeszcze bardziej wymowny jest sam kierunek zmian: ruch generowany przez boty rośnie wielokrotnie szybciej niż aktywność ludzkich użytkowników, a dodatkowym katalizatorem stał się rozwój generatywnej sztucznej inteligencji. Modele AI produkują dziś niewyobrażalne ilości danych, co w bardzo krótkim czasie gwałtownie zwiększa obciążenie sieci.

W praktyce oznacza to, że infrastruktura cyfrowa musi obsłużyć nie tylko większą liczbę połączeń, ale także zupełnie nowy charakter ruchu. Nie chodzi już wyłącznie o przesyłanie treści między człowiekiem a serwerem. Coraz częściej są to intensywne, zautomatyzowane przepływy danych między modelami, aplikacjami, chmurą i centrami obliczeniowymi.

Infrastruktura przestaje nadążać

W medialnej fascynacji rozwojem AI łatwo skupić się wyłącznie na modelach, chatbotach i procesorach graficznych. Johnson zwraca jednak uwagę na mniej widowiskowy, ale kluczowy element całego ekosystemu: fizyczną infrastrukturę sieciową. To właśnie ona ma dziś coraz większy problem z obsługą dynamicznych, skokowych obciążeń generowanych przez sztuczną inteligencję.

Tradycyjna architektura łączności była projektowana w czasach, gdy ruch internetowy miał bardziej przewidywalny charakter. Tymczasem systemy AI działają inaczej. Potrafią w bardzo krótkim czasie wygenerować ogromne zapotrzebowanie na transfer danych i zasoby sieciowe, a to sprawia, że dotychczasowe rozwiązania stają się niewystarczające.

Dyrektor generalna Lumen obrazowo porównuje tę sytuację do tankowania bolidu Formuły 1 paliwem niskiej jakości. Innymi słowy, nawet największe inwestycje w zaawansowane układy GPU nie przyniosą oczekiwanych efektów, jeśli dane będą blokować się w zbyt wąskich gardłach przesyłowych. Sama moc obliczeniowa nie wystarczy, jeśli nie towarzyszy jej odpowiednio wydajna sieć.

Potrzebne sieci nowej generacji

Według Johnson odpowiedzią na ten problem musi być nowa generacja infrastruktury: bardziej elastyczna, programowalna i rozliczana w modelu zbliżonym do usług chmurowych. Sieci przyszłości powinny być zdolne do szybkiego skalowania przepustowości, reagowania na zmienne potrzeby algorytmów i uwzględniania zewnętrznych czynników wpływających na pracę systemów, takich jak ceny energii czy ekstremalne zjawiska pogodowe.

To oznacza, że telekomunikacja przestaje być jedynie zapleczem dla cyfrowej gospodarki. Staje się jednym z jej najważniejszych filarów. W świecie napędzanym przez AI przewaga konkurencyjna będzie zależeć nie tylko od dostępu do najlepszych modeli czy najmocniejszych chipów, lecz także od jakości, niezawodności i elastyczności połączeń.

Telekomy zmieniają strategię

Dla operatorów telekomunikacyjnych taki trend nie musi oznaczać zagrożenia. Wręcz przeciwnie — może stać się nowym źródłem wzrostu. Rosnąca rola sztucznej inteligencji sprawia, że zapotrzebowanie na zaawansowaną łączność będzie szybko rosło, a firmy z sektora infrastruktury cyfrowej już zaczynają się do tego dostosowywać.

Lumen Technologies jest jednym z przykładów tej zmiany. Spółka przebudowuje swoje portfolio, koncentrując się na usługach związanych z infrastrukturą dla gigantów chmurowych i potrzebami rynku AI. Równocześnie ogranicza część działalności detalicznej, stawiając na segment, który w nadchodzących latach może stać się jednym z najważniejszych obszarów całej branży telekomunikacyjnej.

Sieć jako strategiczny zasób

W ocenie Kate Johnson sieć staje się dziś układem nerwowym nowoczesnej gospodarki. W erze sztucznej inteligencji jakość połączeń przestaje być technicznym detalem, a zaczyna pełnić rolę strategicznego zasobu. To od niej będzie zależało, czy przedsiębiorstwa będą w stanie skutecznie wdrażać automatyzację, rozwijać agentów AI i wykorzystywać potencjał nowych modeli.

Jeśli obecne tempo wzrostu automatycznego ruchu się utrzyma, infrastruktura sieciowa przestanie być niewidocznym tłem cyfrowej rewolucji. Stanie się jednym z głównych pól rywalizacji w gospodarce przyszłości — miejscem, w którym rozstrzygać się będzie, kto zyska przewagę w świecie napędzanym przez dane, algorytmy i autonomiczne systemy.

Ukraina ma rakiety hipersoniczne? Zaskakujące słowa parlamentarzysty

Ukraina dysponuje nową, ściśle tajną bronią o zasięgu do 500 kilometrów, a w trakcie trwającej wojny miała również przeprowadzić operacje w przestrzeni kosmicznej – wynika z wypowiedzi przedstawiciela Rady Najwyższej. Jeśli te informacje się potwierdzą, mogą świadczyć o znaczącym postępie technologicznym ukraińskiego sektora zbrojeniowego.

Kijów posiada systemy rakietowe, o których istnieniu „prawie nikt nie wiedział” – poinformował Fedir Wenisławski z parlamentarnej Komisji ds. Bezpieczeństwa Narodowego, cytowany przez RBC-Ukraine i „Ukraińską Prawdę”. Według polityka hipersoniczne pociski przeszły już chrzest bojowy. Ich zasięg, określany na pół tysiąca kilometrów, stanowi realne zagrożenie dla celów strategicznych położonych daleko za linią frontu.

Misje na granicy kosmosu

Najbardziej zaskakujący wątek wypowiedzi Wenisławskiego dotyczy jednak aktywności Ukrainy poza atmosferą ziemską. Parlamentarzysta poinformował o dwóch startach rakiet nośnych przeprowadzonych z terytorium kraju już po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji.

  • Pierwszy ładunek miał przekroczyć linię Karmana (100 km),
  • Drugi osiągnął pułap aż 204 kilometrów.

Oba zdarzenia zostały oficjalnie zarejestrowane przez systemy monitoringu technicznego. Według Wenisławskiego operacje te nie były jedynie testami, lecz misjami o charakterze bojowym, realizowanymi przez jednostki Głównego Zarządu Wywiadu (GUR).

Innowacje w powietrzu: Starty z transportowców

Ukraina ma również eksperymentować z technologią „air-launch”, czyli wynoszeniem rakiet nośnych z pokładu samolotów transportowych lecących na wysokości około 8 tysięcy metrów. Takie rozwiązanie drastycznie zwiększa elastyczność operacyjną armii, uniezależniając ją od zniszczonej lub zagrożonej atakami stacjonarnej infrastruktury naziemnej i kosmodromów.

Eksperci podkreślają, że ujawnione informacje potwierdzają dążenie Ukrainy do uzyskania samodzielności operacyjnej. Centralnym punktem tej strategii jest debata nad utworzeniem wojsk kosmicznych oraz własnej sieci satelitów. Takie rozwiązanie ma zagwarantować Kijowowi suwerenność informacyjną, niezbędną do prowadzenia nowoczesnego rozpoznania i sprawnej łączności.

Strategiczna demonstracja siły

Choć resort obrony nie wydał jeszcze oficjalnego komunikatu potwierdzającego te słowa, sama publikacja tak szczegółowych deklaracji ma ogromne znaczenie polityczne. Pokazuje ona, że mimo wyniszczającej wojny, ukraiński przemysł zbrojeniowy nie tylko przetrwał, ale jest w stanie rozwijać technologie dotąd zarezerwowane dla największych mocarstw świata.

Jeśli informacje o rakietach hipersonicznych i udanych misjach podkosmicznych zostaną w pełni potwierdzone, będzie to sygnał fundamentalnej zmiany w potencjale militarnym Ukrainy – z państwa broniącego się za pomocą dostaw z Zachodu, w stronę regionalnego lidera zaawansowanych technologii uderzeniowych.

Anthropic rzuca rękawicę liderom SaaS. Nadchodzi Claude 4.7 i autorski projektant stron

Anthropic szykuje uderzenie, które może zredefiniować układ sił nie tylko w sektorze AI, ale i na rynku profesjonalnego oprogramowania. Z informacji ujawnionych przez „The Information” wynika, że firma przygotowuje się do debiutu modelu Claude Opus 4.7 oraz autorskiego narzędzia do automatycznego generowania witryn internetowych i prezentacji. Premiera obu nowości może nastąpić jeszcze w tym tygodniu.

Tak intensywny grafik premier to efekt strategii, którą Anthropic konsekwentnie realizuje od początku 2026 roku. Firma wychodzi poza rolę dostawcy samego modelu, stając się projektantem zintegrowanych środowisk pracy. Po lutowej premierze wersji 4.6 i wdrożeniu rozwiązań dla ekosystemu Microsoft Office, spółka wykonuje kolejny ruch: tworzy aplikacje, w których AI przestaje być tylko doradcą, a przejmuje rolę samodzielnego wykonawcy.

Obecna ofensywa dowodzi, że rywalizacja w sektorze AI przesunęła się z poziomu parametrów technicznych na pole walki o cyfrowe środowisko pracy użytkownika. Przewagę zyska ten, kto najskuteczniej „zamknie” proces twórczy wewnątrz własnych narzędzi.

Strategia dwóch torów: Opus i Mythos

W nowej architekturze biznesowej Claude Opus 4.7 ma umocnić status flagowego rozwiązania premium dla szerokiego rynku komercyjnego. Równolegle Anthropic utrzymuje ścisły nadzór nad swoim najpotężniejszym systemem – Claude Mythos. Model ten, rozwijany w ramach poufnego projektu Glasswing, trafia wyłącznie do wybranych partnerów i służy głównie do wzmacniania cyberbezpieczeństwa. Taka strategia pozwala firmie na agresywną ekspansję rynkową przy jednoczesnym ograniczaniu ryzyk, jakie niosą ze sobą najbardziej zaawansowane modele typu frontier.

Front starcia z Adobe i Figmą

Największy niepokój branży wzbudza jednak zapowiadane narzędzie do projektowania wizualnego. Wejście Anthropic w domenę generowania stron WWW i prezentacji to bezpośrednie wyzwanie rzucone gigantom pokroju Adobe, Figmy czy Wixa. Giełda zareagowała błyskawicznie – na wieść o planach startupu z San Francisco, notowania kluczowych graczy sektora kreatywnego odnotowały spadki. Inwestorzy z coraz większym napięciem obserwują zjawisko „AI-owej destrukcji”, która zagraża tradycyjnym modelom subskrypcyjnym w oprogramowaniu specjalistycznym.

Ruch ten nie jest jednak zaskoczeniem dla uważnych obserwatorów rynku. Anthropic od miesięcy przygotowywał grunt pod tę ekspansję, m.in. poprzez współpracę z Figmą przy konwersji kodu Claude Code na edytowalne projekty graficzne. Własny kreator stron to logiczne domknięcie ekosystemu. Claude przestaje być jedynie interfejsem tekstowym; staje się platformą, która na żądanie dostarcza gotowy produkt biznesowy – od layoutu po działającą witrynę.

Wojna w Ukrainie uderza również w klimat. Skala szkód jest ogromna

Konflikty zbrojne mają znaczny i wielowymiarowy wpływ na klimat oraz środowisko. Przykłady z ostatnich dekad pokazują, że zniszczenia infrastruktury, pożary instalacji przemysłowych i masowe przemieszczenia ludności przekładają się nie tylko na lokalne szkody ekologiczne, lecz także na istotne emisje gazów cieplarnianych. Wojna w Ukrainie jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów. Intensywne działania militarne doprowadziły do zniszczenia lasów, terenów rolniczych, obiektów przemysłowych i infrastruktury energetycznej.

– Eksperci szacowali, że emisje związane z konfliktem w Ukrainie odpowiadają poziomom porównywalnym z rocznymi emisjami całego kraju takiego jak Polska i to jedynie w wyniku bezpośrednich skutków wojny, bez uwzględniania długofalowej degradacji ekosystemów czy kosztów odbudowy. Podobne zjawiska obserwujemy na Bliskim Wschodzie. Płonące szyby naftowe, spalane magazyny paliw czy zniszczona infrastruktura wydobywcza prowadzą do gwałtownych emisji CO2, metanu i innych toksycznych związków do powietrza i gleby – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Marcin Kowalczyk z Fundacji WWF Polska. – Historia zna wcześniejsze precedensy. Pożary szybów naftowych w czasie wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku spowodowały lokalne katastrofy ekologiczne i krótkoterminowe wzrosty emisji. Różnica w porównaniu z dzisiejszymi konfliktami polega na skali wiedzy i świadomości klimatycznej. Współczesne oceny bazują na rozwiniętych metodach monitoringu satelitarnego i modelowania emisji, a społeczność międzynarodowa dyskutuje konsekwencje dla globalnego bilansu gazów cieplarnianych. Skutki konfliktów są długotrwałe. Zniszczenie infrastruktury energetycznej i transportowej utrudnia dekarbonizację i odbudowę niskoemisyjnych systemów. Degradacja gleb i lasów obniża zdolność sekwestracji dwutlenku węgla. Ponadto konflikty generują kryzysy humanitarne, które zwiększają zapotrzebowanie na zasoby i mogą prowadzić do krótkoterminowych rozwiązań o wysokiej emisyjności, jak masowe użycie generatorów czy wzrost spalania paliw kopalnych. W obliczu tych zagrożeń konieczne jest zminimalizowanie długofalowych konsekwencji wojny dla klimatu i przywrócenie środowiskowej równowagi dotkniętych regionów – powiedział Marcin Kowalczyk.

Sztuczna inteligencja polaryzuje świat bardziej, niż go łączy

Choć nagłówki światowych mediów sugerują, że sztuczna inteligencja (AI) jest już wszechobecna, rzeczywistość maluje zgoła inny obraz. Żyjemy w cyfrowej bańce, która przysłania nam fakt, że dla około 80% populacji globu technologia ta pozostaje kompletną abstrakcją. Osoba wyplatająca koszyki w wiejskich regionach Afryki czy rolnik na odległych terenach Azji nie odczuwają skutków działania algorytmów w swojej codzienności. To trzeźwiąca perspektywa, która wybija nas z przekonania, że AI to jedyna i nieuchronna trajektoria rozwojowa dla każdego mieszkańca Ziemi. Nawet w obrębie tych 20% ludzkości, która ma kontakt z nowoczesnymi technologiami, zaledwie niewielki odsetek realnie płaci za narzędzia AI i wykorzystuje je w sposób zaawansowany. Po trzech latach gwałtownej akceleracji tej dziedziny, świat nie stał się jednolitym placem zabaw dla chatbotów. Zamiast tego, obserwujemy głęboką polaryzację postaw. Z jednej strony mamy entuzjastów, którzy z chłoną nowinki, optymalizując swój czas i automatyzując zadania. Z drugiej strony wyrasta potężna fala nieufności i oporu, podsycana przez narracje płynące prosto z Doliny Krzemowej.

– Liderzy technologiczni, tacy jak Sam Altman czy Dario Amodei, budują wizję przyszłości, w której praca „białych kołnierzyków” staje się zbędna. Zapowiedzi masowego zastępowania ludzi przez maszyny w sektorach analitycznych, prawnych czy administracyjnych budują zrozumiałą niechęć. Trudno oczekiwać entuzjazmu od pracowników, którym wprost mówi się, że ich kompetencje lada chwila stracą na wartości – powiedziała serwisowi eNewsroom profesor Aleksandra Przegalińska z Akademii Leona Koźmińskiego oraz Uniwersytetu Harvarda. – Taka retoryka, nastawiona na zysk wąskiej grupy twórców technologii, może stać się zarzewiem poważnej rewolty społecznej. Już teraz widać, że niechęć do AI rośnie, a zjawiska takie jak deepfake’i tylko pogłębiają kryzys zaufania. Wśród obecnych użytkowników AI krystalizują się dwie drogi. Pierwszą jest tzw. „workslop” – zalew nienadzorowanej i często bezwartościowej treści. To cyfrowy szlam, który zamiast pomagać, zatyka kanały komunikacji. Druga droga to świadoma, strukturyzowana współpraca z agentami AI, gdzie człowiek pozostaje nadzorcą i strategiem. To podejście obiecuje ciekawe rezultaty, ale wymaga wysokich kompetencji i krytycznego myślenia. Nie ma jednej drogi, którą podąży świat. Sektory takie jak IT, prawo czy analityka danych zmienią się bezpowrotnie, jednak istnieje realna szansa, że duża część społeczeństwa świadomie „nie wsiądzie do tego pociągu”. Kluczowym wyzwaniem pozostaje utrzymanie ludzkiego nadzoru nad procesami autonomicznymi. Samodzielna, nienadzorowana praca modeli AI niesie ze sobą ryzyka, których jako społeczeństwo możemy nie chcieć zaakceptować. Przyszłość nie musi być dyktatem algorytmów; może być mozaiką różnych postaw, w której człowiek wciąż pozostaje ostatecznym punktem odniesienia – sugeruje Aleksandra Przegalińska.

Cudzoziemcy na polskim rynku pracy. W październiku 2025 r. było ich już ponad 1,1 mln

Na koniec października 2025 roku pracę w Polsce wykonywało 1 139,4 tys. cudzoziemców. Oznacza to wzrost o 7,1% w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej oraz o 0,9% względem września 2025 r. Udział cudzoziemców w ogólnej liczbie osób wykonujących pracę w Polsce wyniósł 6,9%, co pokazuje, że ich znaczenie dla krajowego rynku pracy pozostaje istotne i nadal rośnie.

W strukturze tej grupy dominowali mężczyźni, którzy stanowili 59,9% wszystkich cudzoziemców wykonujących pracę. Ich udział był o 0,4 pkt proc. wyższy niż rok wcześniej. Jednocześnie rosła zarówno liczba kobiet, jak i mężczyzn. W ujęciu rocznym liczba kobiet zwiększyła się o 6,0%, a mężczyzn o 7,8%. W porównaniu z końcem września 2025 r. wzrost wyniósł odpowiednio 0,8% i 1,0%.

Istotna część cudzoziemców wykonywała pracę na podstawie umów zlecenia i umów pokrewnych. Według stanu na 31 października 2025 r. było to 441,3 tys. osób. W porównaniu z październikiem 2024 r. oznaczało to wzrost o 6,3%, natomiast względem poprzedniego miesiąca liczba ta zwiększyła się o 0,9%. Pokazuje to, że elastyczne formy zatrudnienia nadal odgrywają dużą rolę w aktywności zawodowej cudzoziemców w Polsce.

Najliczniejszą grupą obcokrajowców pracujących w Polsce pozostawali obywatele Ukrainy. Pod koniec października 2025 r. było ich 767,1 tys., czyli o 7,3% więcej niż rok wcześniej i o 1,1% więcej niż miesiąc wcześniej. Ukraińcy stanowili 67,3% ogólnej liczby cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce. Ich udział zwiększył się nieznacznie zarówno w relacji rocznej, jak i miesięcznej — w obu przypadkach o 0,1 pkt proc.

Z danych wynika również, że cudzoziemcy wykonujący pracę w Polsce pochodzili z ponad 150 państw. Oznacza to, że polski rynek pracy pozostaje atrakcyjny nie tylko dla obywateli krajów sąsiednich, ale także dla pracowników z dużo szerszego grona państw. Mimo tej różnorodności geograficznej struktura zatrudnienia pozostaje silnie skoncentrowana wokół największych grup narodowościowych oraz największych ośrodków gospodarczych.

Pod względem miejsca zamieszkania największa koncentracja cudzoziemców wykonujących pracę występowała w regionie warszawskim stołecznym. Na koniec października 2025 r. mieszkał tam co piąty pracujący cudzoziemiec, czyli 20,2% całej analizowanej populacji. Najmniejszy udział odnotowano w regionie świętokrzyskim, gdzie mieszkało 0,8% cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce. Dane te potwierdzają, że zatrudnienie obcokrajowców koncentruje się przede wszystkim w regionach o największej aktywności gospodarczej i największym zapotrzebowaniu na pracowników.

Prezentowane dane obejmują osoby wykonujące pracę, czyli zarówno pracujących w gospodarce narodowej, jak i osoby realizujące umowy zlecenia i umowy pokrewne objęte obowiązkiem ubezpieczenia społecznego lub zdrowotnego. Analizowana zbiorowość nie obejmuje natomiast osób wykonujących umowy o dzieło ani umowy o pomocy przy zbiorach. Od 2025 r. uwzględniani są również właściciele i współwłaściciele gospodarstw rolnych oraz pomagający członkowie rodzin.

Opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Wyniki Śnieżki za 2025 rok: spadek przychodów, wzrost EBITDA i mocniejszy bilans

  • W 2025 r. Grupa Śnieżka wygenerowała 772,5 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza spadek o 3,2% w skali roku. Pomimo niższych wpływów, Grupa odnotowała poprawę rentowności: wynik EBITDA wzrósł o 0,6% r/r, osiągając poziom 143,7 mln zł, natomiast zysk netto zwiększył się o 2,5% r/r do kwoty 73,9 mln zł.
  • Sytuacja na poszczególnych rynkach prezentowała się następująco:
    • Polska: Sprzedaż krajowa spadła o 1,7% r/r (do 566,9 mln zł), co stanowi wynik lepszy od średniej rynkowej.
    • Węgry: Przychody wyniosły 98,9 mln zł, notując spadek o 3,8% r/r, co wskazuje
      na dynamikę słabszą od średniej rynkowej.
    • Ukraina: Sprzedaż ukształtowała się na poziomie 75,5 mln zł, co oznacza spadek
      o 6,3% r/r.
  • Na koniec grudnia 2025 r. Grupa znacząco poprawiła swoją strukturę zadłużenia – wskaźnik dług netto/EBITDA obniżył się do poziomu 0,9 (wobec 1,4 w roku ubiegłym).

– Choć trwający cykl obniżek stóp procentowych przyniósł konsumentom oczekiwaną ulgę w kosztach finansowania, popyt w sektorze remontowo-budowlanym pozostał pod silną presją, ustępując miejsca wydatkom w innych obszarach gospodarki. Mimo niższej od zakładanej aktywności zakupowej konsumentów, w 2025 roku wypracowaliśmy wyniki operacyjne na poziomie EBITDA porównywalne do osiągniętych rok wcześniej, notując przy tym wyraźniejszą poprawę zysku netto. Obserwowany od kilku lat ogólnorynkowy spadek wolumenów wpłynął na nasze przychody, jednak na kluczowym dla nas rynku polskim – generującym ponad 73% obrotów – skala korekty była znacznie łagodniejsza niż średnia dla całego sektora. Dzięki wynikom lepszym od dynamiki rynku wyrobów dekoracyjnych, skutecznie zwiększyliśmy nasze udziały rynkowe w kraju. W odniesieniu do bieżącego roku zachowujemy konserwatywne podejście do przewidywanych wolumenów rynkowych. Pozostajemy czujni wobec ryzyk zewnętrznych – utrzymujące się napięcia geopolityczne mogą bowiem istotnie wpływać na stabilność łańcuchów dostaw, zmienność kosztów surowców oraz gwałtowne wahania kursów walut – komentuje Piotr Mikrut, Prezes Zarządu Śnieżka SA.

W 2025 r. rynek farb dekoracyjnych w Polsce w ujęciu wartościowym utrzymał wynik zbliżony r/r, natomiast wolumenowo odnotował jednocyfrowy spadek w ujęciu procentowym (dolna granica przedziału). W tym kontekście zmiana sprzedaży spółki – spadek o 1,7% do 566,9 mln zł – oznacza osiągnięcie wyniku powyżej rynku. Na Węgrzech rynek w ujęciu procentowym r/r rósł wartościowo w środku przedziału jednocyfrowego, przy jednoczesnym wolumenowym spadku w dolnej granicy przedziału jednocyfrowego, podczas gdy wyniki spółki były słabsze od rynku – przychody spadły o 3,8%, do 98,9 mln zł. W Ukrainie rynek w ujęciu procentowym r/r odnotował nieznacznie wyższy poziom sprzedaży wolumenowej względem 2024 roku – sprzedaż spółki spadła o 6,3%, do 75,5 mln zł.

Na zyskowność w 2025 r. pozytywnie wpłynęły m.in. spadek kosztu własnego sprzedaży o 26,6, mln zł r/r oraz poprawa wyniku na działalności finansowej o 4,1 mln zł r/r, wynikająca z niższych kosztów obsługi długu. Rentowność EBITDA w tym okresie wyniosła 18,6% (+0,7 p.p. r/r), a marża brutto ze sprzedaży 51,1% (+1,8 p.p. r/r), co było efektem korzystnej relacji kosztów wytworzenia do uzyskanej sprzedaży.

Podstawowe elementy sprawozdania z całkowitych dochodów Grupy Kapitałowej Śnieżka:

okres 12 miesięcy zakończony dnia 31 grudnia 2025 roku okres 12 miesięcy zakończony dnia 31 grudnia 2024 roku Zmiana (r/r)
Przychody ze sprzedaży 772 506 798 440 -3,2%
Koszt własny sprzedaży 378 080 404 678 -6,6%
Koszty SG&A (sprzedaży i ogólnego zarządu) 289 596 286 502 1,1%
Wynik na pozostałej działalności operacyjnej 530 (2 028) -126,1%
Wynik na działalności finansowej (14 064) (18 140) -22,5%
Udział w zysku jednostki stowarzyszonej (104) 250 -141,6%
Zysk brutto 91 192 87 342 4,4%
Zysk na działalności operacyjnej (EBIT) 105 360 105 232 0,1%
Zysk na działalności operacyjnej + amortyzacja (EBITDA) 143 727 142 836 0,6%
Podatek dochodowy 17 305 15 251 13,5%
Wynik netto, w tym 73 887 72 091 2,5%
Zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej 71 374 69 351 2,9%

Inwestycja w stal nierdzewną jako strategiczny fundament nowoczesnego przedsiębiorstwa

W dzisiejszym dynamicznym świecie biznesu, gdzie każda minuta przestoju na linii produkcyjnej generuje straty idące w tysiące złotych, wybór odpowiednich materiałów konstrukcyjnych staje się decyzją o charakterze strategicznym. Kadra zarządzająca coraz częściej dostrzega, że pozorna oszczędność na etapie zakupowym może szybko przekształcić się w finansową pułapkę. Stal nierdzewna, ze względu na swoją unikalną odporność na korozję oraz ekstremalne warunki pracy, nie jest już traktowana jedynie jako wydatek, lecz jako długofalowa lokata kapitału. Zrozumienie, że jakość materiału bezpośrednio przekłada się na ciągłość operacyjną, to pierwszy krok do budowy przewagi konkurencyjnej na trudnym rynku przemysłowym.

Często mówi się, że oszczędny płaci dwa razy, a w branży ciężkiej ta ludowa mądrość nabiera szczególnego znaczenia. Wybierając komponenty do krytycznych instalacji, managerowie muszą brać pod uwagę nie tylko cenę jednostkową, ale przede wszystkim cykl życia produktu. Materiały o podwyższonej trwałości minimalizują ryzyko awarii, które w skomplikowanych systemach logistycznych mogą wywołać efekt domina. To właśnie tutaj stal nierdzewna pokazuje swój pazur, oferując stabilność, której próżno szukać w tańszych zamiennikach.

Optymalizacja kosztów operacyjnych dzięki trwałej infrastrukturze rurociągowej

W sektorach takich jak farmacja, przemysł spożywczy czy energetyka, systemy przesyłowe stanowią krwiobieg całej organizacji. Decydując się na profesjonalne rury ze stali nierdzewnej, firma inwestuje w bezpieczeństwo procesowe i higienę pracy na najwyższym poziomie. Bezszwowe warianty tych komponentów gwarantują szczelność nawet przy ogromnych ciśnieniach, co jest kluczowe w instalacjach wysokiego ryzyka. Można to porównać do budowy solidnego fundamentu pod wieżowiec – jeśli baza będzie słaba, cała nadbudowa, niezależnie od jej nowoczesności, prędzej czy później ulegnie degradacji.

Modernizacja parku maszynowego często wiąże się z koniecznością dopasowania istniejących instalacji do nowych norm środowiskowych. Stal nierdzewna idealnie wpisuje się w trendy ESG, będąc materiałem w pełni recyklingowalnym i niewymagającym stosowania toksycznych powłok antykorozyjnych. Dla CEO oznacza to nie tylko niższe koszty utylizacji w przyszłości, ale także lepszy wizerunek firmy w oczach świadomych ekologicznie inwestorów i kontrahentów. To czysty pragmatyzm ubrany w nowoczesne szaty odpowiedzialności społecznej biznesu.

Pręty ze stali nierdzewnej w precyzyjnej budowie maszyn i detali

Nie mniejsze znaczenie dla efektywności operacyjnej mają elementy ruchome i konstrukcyjne maszyn. Wysokiej klasy pręty ze stali nierdzewnej są niezbędne wszędzie tam, gdzie wymagana jest niezwykła precyzja oraz odporność na ścieranie. Wykorzystuje się je do produkcji wałów, osi czy zaworów, które muszą pracować bezawaryjnie przez tysiące roboczogodzin. Wybór odpowiedniej klasy stali pozwala na redukcję częstotliwości przeglądów serwisowych, co w skali roku pozwala zaoszczędzić realne kwoty, które można przesunąć na cele rozwojowe lub innowacje.

Warto zauważyć, że rynek stali jest obecnie mocno nasycony produktami o różnej charakterystyce, dlatego kluczowe jest znalezienie dostawcy, który oferuje pełną transparentność i certyfikację materiałową. Współpraca z ekspertami z branży, takimi jak firma stalesia.com, pozwala na precyzyjne dobranie parametrów technicznych do konkretnych potrzeb zakładu. Profesjonalne doradztwo techniczne na etapie projektowania potrafi wyeliminować błędy, które na późniejszym etapie wdrożenia byłyby niezwykle kosztowne do usunięcia.

Strategiczne podejście do łańcucha dostaw i bezpieczeństwa materiałowego

Zarządzanie ryzykiem w łańcuchu dostaw to jeden z najgorętszych tematów w gabinetach zarządów w ostatnich latach. Stabilny dostęp do certyfikowanych materiałów stalowych pozwala na planowanie produkcji z dużym wyprzedzeniem, bez obaw o nagłe przestoje spowodowane brakiem komponentów. Przedsiębiorstwa, które postawiły na sprawdzone rozwiązania i trwałe relacje z dystrybutorami, znacznie lepiej zniosły zawirowania gospodarcze ostatniej dekady. To lekcja, z której warto wyciągnąć wnioski, planując kolejne etapy ekspansji rynkowej.

Dobrze zaprojektowana infrastruktura oparta na stali nierdzewnej to w gruncie rzeczy ubezpieczenie od niepewności. Choć świat technologii pędzi do przodu, pewne zasady fizyki i chemii pozostają niezmienne – materiał, który nie koroduje i nie traci swoich właściwości pod wpływem temperatury, zawsze będzie lepszym wyborem niż doraźne, półśrodki. Inwestując w jakość, liderzy biznesu budują organizacje odporne na kryzysy, gotowe do podjęcia wyzwań, jakie stawia przed nami przyszłość przemysłu 4.0. Każdy projekt zrealizowany z dbałością o standardy materiałowe to cegiełka dołożona do długowieczności całego przedsiębiorstwa.

Benefity, które budują lojalność. Jak standard biurowej kuchni wpływa na decyzje kandydatów o podjęciu pracy?

W dobie walki o największe talenty o wyborze nowego pracodawcy rzadko decyduje już tylko wysokość wynagrodzenia. Dzisiejsi kandydaci, szczególnie z pokoleń wchodzących na rynek pracy, szukają miejsc odzwierciedlających ich wartości i zapewniających optymalne warunki do codziennego funkcjonowania. Jednym z kluczowych miejsc weryfikacji kultury organizacyjnej firmy jest biurowa kuchnia – przestrzeń integracji i regeneracji, która mówi o firmie więcej niż oficjalne foldery.

Pierwsze wrażenie zaczyna się w kuchni – dlaczego biurowe zaplecze to wizytówka Twojej kultury

Pierwsze wrażenie zaczyna się w kuchni – dlaczego biurowe zaplecze to wizytówka Twojej kultury organizacyjnej?

Podczas rozmowy rekrutacyjnej kandydaci często mają okazję zobaczyć zaplecze socjalne. Nowoczesne, czyste wnętrze z dostępem do zaawansowanych technologii sygnalizuje profesjonalizm i dbałość o dobrostan zespołu. Wybór odpowiedniej metody serwowania napojów powinien być podyktowany specyfikacją budynku oraz realnymi preferencjami pracowników, co buduje poczucie przynależności od pierwszego dnia.

Dostępna w modelu abonamentowym woda do firmy to element strategii budowania komfortu, który pozwala na stały dostęp do krystalicznie czystej wody. Firmy coraz częściej stawiają na rozwiązania systemowe, które gwarantują higienę i wygodę użytkowania niezależnie od natężenia ruchu w biurze, co jest wyrazem szacunku do czasu i zdrowia zatrudnionych osób.

Nowa era benefitów – dlaczego krystaliczna woda i profesjonalna kawa zastępują „owocowe czwartki”?

Pracownicy oczekują benefitów, które są dostępne każdego dnia i realnie wspierają ich efektywność. Zaawansowane systemy podające wodę schłodzoną, gazowaną lub wrzącą bezpośrednio z kranu to standard, który realnie podnosi prestiż miejsca pracy. Takie rozwiązanie eliminuje potrzebę czekania na zagotowanie wody czy przechowywania zapasów, co znacząco usprawnia biurową codzienność.

Inwestycja w certyfikowane technologie filtracji, które spełniają najwyższe światowe normy bezpieczeństwa i redukują dziesiątki zanieczyszczeń, to dowód na to, że zdrowie zespołu jest priorytetem. Taka dbałość o standardy jest silnym argumentem w procesie rekrutacyjnym, budującym wizerunek odpowiedzialnego i nowoczesnego pracodawcy.

Benefity, które budują lojalność. Jak standard biurowej kuchni wpływa na decyzje kandydatów o podjęciu pracy? 1

Employer Branding w każdym łyku – jak designerskie rozwiązania budują prestiż nowoczesnego biura

Nowoczesne biuro to przestrzeń, która ma inspirować. Estetyka urządzeń ma znaczenie – nowoczesne, wielofunkcyjne nablatowe dystrybutory łączą futurystyczny design z wysoką funkcjonalnością. Wykorzystanie karafek wielorazowych w salach konferencyjnych to z kolei elegancki sposób na podkreślenie proekologicznej postawy firmy i dbałości o detale.

Kandydat, który widzi zaangażowanie firmy w ochronę zasobów i realne działania na rzecz zrównoważonego rozwoju, znacznie chętniej utożsami się z marką. Odpowiedzialne podejście do wyposażenia wnętrz, oparte na ograniczaniu odpadów i efektywności energetycznej, przekłada się na autentyczność działań z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu.

Inteligentne nawodnienie a lojalność zespołu – inwestycja w zdrowie, która wraca w postaci mniejszej rotacji

Właściwe nawodnienie ma bezpośredni wpływ na koncentrację i poziom energii w ciągu dnia. Zapewniając pracownikom dostęp do wody o doskonałym smaku, pracodawca realnie wspiera ich kondycję psychofizyczną, co jest kluczowe w zapobieganiu wypaleniu zawodowemu. To podejście skoncentrowane na człowieku, które buduje trwałe relacje i zaufanie wewnątrz organizacji.

Pracownicy, którzy czują się zaopiekowani w tak podstawowej kwestii, jak dostęp do bezpiecznej wody, wykazują wyższy poziom lojalności i chętniej wiążą swoją przyszłość z firmą na długie lata. Standard kuchni staje się namacalnym dowodem na to, że organizacja dba o jakość życia swoich ludzi każdego dnia, tworząc kulturę, w której każdy może się rozwijać.

Technologia w służbie komfortu – dlaczego innowacje w kuchni mają znaczenie?

Wprowadzenie inteligentnych systemów uzdatniania wody to nie tylko kwestia wygody, ale także bezpieczeństwa mikrobiologicznego. Nowoczesne technologie, takie jak systemy nanofiltracji czy powłoki antybakteryjne, gwarantują, że każda kropla wody spełnia najbardziej rygorystyczne normy jakościowe. Dla kandydata do pracy to sygnał, że firma korzysta z najlepszych dostępnych narzędzi, aby chronić swoich pracowników przed współczesnymi zagrożeniami, takimi jak mikroplastik czy zanieczyszczenia chemiczne. Integracja takich rozwiązań z estetyką biura tworzy spójny wizerunek miejsca pracy przyszłości.

FAQ:

Czy nowoczesny system filtrowania wody rzeczywiście wpływa na wizerunek firmy w oczach kandydata?

Absolutnie tak. Współcześni specjaliści zwracają uwagę na detale, które świadczą o kulturze wellness i trosce o zdrowie. Rezygnacja z plastikowych butelek na rzecz profesjonalnego dystrybutora to dla kandydata jasny sygnał, że firma inwestuje w technologie najwyższej jakości i dba o komfort zespołu w sposób bezkompromisowy. W świecie, gdzie „owocowe czwartki” stały się memem, dostęp do krystalicznej, bezpiecznej wody jest autentycznym benefitem, który buduje prestiż pracodawcy od pierwszej wizyty w biurze.

Finanse w rękach debiutantów – strategia mądrego startu

Rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej wymaga od Ciebie czegoś więcej niż tylko świetnego pomysłu na produkt czy usługę. Prawdziwym wyzwaniem okazuje się sprawne poruszanie w gąszczu przepisów oraz umiejętne planowanie wydatków od pierwszych dni funkcjonowania biura. Wielu początkujących liderów popełnia błąd, skupiając się wyłącznie na sprzedaży, podczas gdy to kontrola przepływów pieniężnych decyduje o przetrwaniu marki.

Edukacja finansowa młodych przedsiębiorców – jak zacząć?

Naukę zarządzania budżetem warto rozpocząć od rzetelnej analizy posiadanych zasobów oraz zrozumienia różnicy pomiędzy finansami osobistymi a firmowymi. Dobrym krokiem będzie sięgnięcie po specjalistyczną literaturę oraz kursy online, które tłumaczą podstawy księgowości i zasady rozliczeń z urzędami. Czasami pomocny okazuje się kredyt gotówkowy, szczególnie gdy potrzebujesz początkowego wsparcia na zakup niezbędnego sprzętu lub profesjonalny marketing. Powinieneś regularnie monitorować koszty stałe, aby żaden niespodziewany wydatek nie zachwiał płynnością Twojej działalności. Porównywarka Totalmoney.pl może pomóc Ci w szybkim zestawieniu dostępnych na rynku produktów bankowych, co ułatwia podjęcie racjonalnej decyzji. Taki świadomy proces buduje poczucie odpowiedzialności i daje pełną kontrolę nad przyszłością tworzonej organizacji.

Nowoczesne narzędzia wspierające rozwój biznesu

Wdrażanie automatyzacji oraz korzystanie z platform cyfrowych znacząco przyspiesza procesy administracyjne w małej firmie. Możesz zdecydować się na proste aplikacje do wystawiania faktur lub bardziej rozbudowane systemy ułatwiające kontakt z klientami. Wybór odpowiedniej technologii powinien być poprzedzony weryfikacją, jakie funkcjonalności są Ci rzeczywiście potrzebne na obecnym etapie. Warto zwrócić uwagę na kilka istotnych rozwiązań:

  • Oprogramowanie księgowe działające w chmurze.

  • Aplikacje do mierzenia czasu pracy i zarządzania zadaniami.

  • Panele analityczne do śledzenia statystyk sprzedaży.

  • Komunikatory integrujące pracę całego zespołu.

Dzięki takim rozwiązaniom zyskujesz cenne godziny, które możesz poświęcić na planowanie strategiczne i dopracowywanie oferty.

Budowanie stabilnych fundamentów firmy

Tworzenie poduszki bezpieczeństwa to priorytet dla każdego, kto chce przetrwać okresy mniejszego zainteresowania swoimi usługami na rynku. Powinieneś systematycznie odkładać część wypracowanych zysków, aby zabezpieczyć firmę przed nagłymi zmianami koniunktury czy awariami sprzętu. Równie istotne są relacje z kontrahentami oparte na zaufaniu i terminowości, ponieważ to one tworzą Twój profesjonalny wizerunek w branży. Skupienie się na celach długofalowych zamiast na pogoni za szybkim zyskiem zazwyczaj przynosi znacznie lepsze efekty w dłuższej perspektywie. Ciągłe aktualizowanie wiedzy i adaptacja do zmieniających się regulacji prawnych pozwoli Ci utrzymać stabilność oraz zyskać przewagę nad mniej elastyczną konkurencją.

Rozwój biznesu to maraton, w którym kondycja finansowa określa, kto ostatecznie dotrze do mety w dobrej formie. Dbając o własną edukację i korzystając z mądrego wsparcia, realnie zwiększasz swoje szanse na zbudowanie trwałej i silnej marki. Nie przestawaj szukać nowych inspiracji, testuj dostępne rozwiązania i zawsze trzymaj rękę na pulsie w kwestii trendów w zarządzaniu. Twoje zaangażowanie w zrozumienie mechanizmów rynkowych z pewnością zaprocentuje w postaci sprawnie działającego i przewidywalnego przedsiębiorstwa.

Katastrofy nie będzie? Strach był krótki, ulga przyszła szybko

Amerykanie blokują Ormuz, ale rynek nie kupuje scenariusza katastrofy. Zamiast ucieczki od ryzyka dostajemy cofnięcie ropy i słabszego dolara, jakby inwestorzy znów zakładali, że najgorsze zostanie zamiecione pod stół negocjacyjny.

Nie taki Ormuz straszny?

Rynek bardzo szybko weryfikuje wczorajsze obawy związane z Cieśniną Ormuz. Stany Zjednoczone przeszły od gróźb do działania, ale świat się nie zatrzymał – i to jest dziś kluczowa informacja. Iran nie reaguje nerwowo, nie ma prowokacji, a zamiast tego pojawiają się doniesienia o możliwych rozmowach jeszcze w tym tygodniu. To wyraźnie zmienia optykę: z rynku ustawionego na eskalację przechodzimy w stronę scenariusza „kontrolowanego napięcia”. Najlepiej widać to na ropie – Brent cofa się z poziomu 102$ poniżej 100$, oddając część premii za ryzyko. Równolegle dolar traci grunt pod nogami, a EUR/USD dynamicznie dobija w okolice 1,18$. To wygląda jak klasyczny powrót do gry pod TACO – rynek po raz kolejny zakłada, że twarda retoryka nie musi kończyć się realnym konfliktem, a najczarniejsze scenariusze można na razie odłożyć na bok.

Bankierzy wracają do gry

Na drugim planie pojawia się wyraźna kumulacja wystąpień bankierów centralnych, która – choć nie jest jednym zorganizowanym wydarzeniem – trafia w bardzo czuły moment dla rynków. Po tygodniach zdominowanych przez geopolitykę inwestorzy będą szukać potwierdzenia, czy banki centralne zaczynają uwzględniać wyższe ceny energii w swoich scenariuszach. W tym tygodniu usłyszymy przedstawicieli Fed, EBC, ale też Banku Anglii, gdzie głos zabierze sam Andrew Bailey. Kluczowe pytanie pozostaje niezmienne: czy to tylko chwilowe zaburzenie, czy początek bardziej trwałej presji inflacyjnej. Na razie rynek zdaje się wracać do bardziej gołębiego myślenia – cofnięcie ropy i słabszy dolar wspierają scenariusz, w którym banki centralne nie będą zmuszone do utrzymywania restrykcyjnej polityki przez dłuższy czas. Wystąpienia z tego tygodnia mogą ten obraz szybko zweryfikować.

Złoty korzysta z ulgi

Na rynku walutowym dzisiejszy ruch jest już wyraźnym odejściem od wczorajszej niepewności. EUR/USD pnie się w okolice 1,18$, a dolar oddaje pole po wcześniejszym umocnieniu. Złoty korzysta z poprawy sentymentu – USD/PLN schodzi poniżej 3,60 zł, co jest wyraźnym sygnałem odpływu od dolara. EUR/PLN pozostaje przy tym stabilny w rejonie 4,24 zł, co pokazuje, że na notowania złotego wpływają przede wszystkim globalne wydarzenia, a nie lokalna siła naszej waluty. W kalendarzu pojawia się dziś odczyt inflacji PPI w USA. Rynek spodziewa się wzrostu, co będzie istotne dla obecnej narracji o słabnącej presji inflacyjnej. Jeśli dane potwierdzą obawy, dzisiejsza słabość dolara może szybko okazać się chwilowa. Na razie jednak rynek wybiera bardziej komfortowy scenariusz i odsuwa temat eskalacji na drugi plan.

Kurs dolara pod presją, rynek gra na dalsze spadki

Globalny sentyment nadal opiera się na nadziei, że sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej ulegnie poprawie. Spadek cen ropy po poniedziałkowym skoku przyczynił się do ponownego, wyraźnego osłabienia dolara amerykańskiego – do najniższych poziomów od początku marca. W takiej sytuacji coraz trudniej będzie powstrzymać presję spadkową na USD, o ile nie pojawi się nowe, negatywne zaskoczenie, które gwałtownie podważy zaufanie rynków.

Dolar amerykański w ostatnim czasie zachowywał się słabiej, niż sugerowałby to napływ informacji związanych z wojną z Iranem oraz wzrostem cen ropy. W momencie wybuchu konfliktu pozycjonowanie spekulacyjne na USD odchodziło od najbardziej pesymistycznych poziomów od ponad dekady, odnotowanych w styczniu – wynika to m.in. z badania Bank of America. Każde poważniejsze zakłócenie rynkowe prowadzi do domykania pozycji. W pierwszych dniach i tygodniach konfliktu dolar pełnił funkcję bezpiecznej przystani – częściowo ze względu na swoją tradycyjną rolę, ale również w wyniku redukcji wcześniejszych pozycji spekulacyjnych.

W ostatnich dniach zależność między dolarem a cenami ropy wyraźnie się jednak osłabiła. Owszem, w poniedziałek dolar zyskał po wzroście cen ropy po rozmowach USA–Iran w Islamabadzie, ale ruch ten był ograniczony i mało przekonujący – bardziej widoczny w parze USDJPY niż w AUDUSD czy EURUSD. Na tym etapie wydaje się, że negatywne informacje z regionu Zatoki Perskiej mogą jedynie chwilowo wspierać dolara, zamiast prowadzić do jego wyraźnego umocnienia – chyba że globalne rynki wejdą w fazę gwałtownej wyprzedaży. Jednocześnie dolar pozostaje podatny na wyraźniejsze spadki, jeśli napływające informacje będą sprzyjać niższym cenom ropy oraz stabilnemu lub poprawiającemu się sentymentowi rynkowemu.

Równocześnie czynnik, który wcześniej stanowił istotną barierę dla dalszego osłabienia dolara – czyli duże krótkie pozycje spekulacyjne – zmienił się w element wspierający ten trend. Obecnie obserwujemy bowiem wyraźny wzrost długich pozycji na USD. Najnowszy raport COT dotyczący rynku futures (stan na ubiegły wtorek, opublikowany w piątek) wskazuje m.in. na pierwszą od początku 2025 roku netto krótką pozycję w EURUSD, największą od lata 2024 roku długą pozycję w USDJPY (tuż przed załamaniem strategii carry trade na jenie) oraz wciąż istotne krótkie pozycje na funcie brytyjskim.

Ceny mieszkań w wielkiej płycie: 14 tys. za metr w Warszawie, 12,7 tys. w Krakowie, 7,4 tys. w Łodzi

W ostatnich miesiącach wyraźnie przyspieszyła dyskusja o przyszłości bloków z wielkiej płyty oraz tezy o ograniczonej trwałości budynków powstałych w latach 70. i 80., konieczności ich gruntownej modernizacji, a nawet potencjalnej „granicy życia”. Jednocześnie rynek – wbrew alarmistycznym tonom – zachowuje się znacznie bardziej pragmatycznie. Dane transakcyjne zebrane przez analityków SonarHome.pl nie pokazują panicznej wyprzedaży ani gwałtownej utraty wartości mieszkań w blokach z wielkiej płyty. Przeciwnie, wskazują raczej na stopniową stabilizacja tego rynku.

Analiza danych transakcyjnych mieszkań z wielkiej płyty za lata 2024-2025 wskazuje, że w większości dużych miast w Polsce mediana cen lekko spadła. Największą korektę odnotowano w Krakowie (-3,5%, do ok. 12,7 tys. zł/m²). Spadki pojawiły się również we Wrocławiu (-1,9%, 11,2 tys. zł/m²), Warszawie (-1,6%, 14,2 tys. zł/m²) oraz Poznaniu (-0,3%, 9,6 tys. zł/m²). Łódź pozostała stabilna (7,4 tys. zł/m²), a Gdańsk jako jedyny zanotował wzrost (+1,1%, 12,3 tys. zł/m²).Ceny mieszkań w wielkiej płycie

Na potrzebę przeprowadzonych przez SonarHome.pl analiz jako mieszkania z wielkiej płyty przyjęto lokale wybudowane w latach 1970-1989, co ma solidne uzasadnienie metodologiczne. To właśnie wtedy powstała największa część tego rynkowego zasobu, o stosunkowo jednorodnych parametrach technicznych i funkcjonalnych. Dzięki temu możliwe jest porównywanie mieszkań o zbliżonym standardzie, bez zaburzeń wynikających ze wcześniejszych eksperymentalnych projektów lub bardziej zaawansowanych realizacji z lat 90. Dlatego z punktu widzenia rynku wielka płyta wciąż traktowana jest jako spójna kategoria produktowa.

Obserwowane zmiany to istotny sygnał, że rynek nie tyle reaguje na wielką płytę spadkami cen, a raczej dostosowuje je w ramach szerszego cyklu – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome.pl. – Skala zmian jest ograniczona i trudno mówić o strukturalnym odwróceniu trendu. W praktyce oznacza to, że mieszkania z tego segmentu nadal znajdują nabywców i utrzymana jest płynność, mimo rosnącej konkurencji ze strony nowszego budownictwa. W tym kontekście szczególnie istotne jest spojrzenie na segment wielkiej płyty przez pryzmat realnych transakcji, a nie tylko debat eksperckich. To one najlepiej pokazują, czy obawy o przyszłość tych budynków są już „wyceniane” przez rynek, czy nadal pozostają głównie elementem publicystycznej narracji.

Różnice cenowe, a wiek budynków

W danych SonarHome.pl, platformy do wyceny mieszkania i znalezienia agenta, wyraźnie widoczna jest zależność: im nowszy lokal, tym wyższa cena za metr kwadratowy.

Mieszkania z lat 1970-1989, czyli klasyczna wielka płyta, są najtańsze. Lokale z lat 1990-2009 są droższe, jeszcze wyżej wyceniane są inwestycje z lat 2010-2019, a najwyższe ceny osiągają budynki oddane po 2020 roku.

Warte odnotowania są zaobserwowane różnice regionalne. W Gdańsku przewaga cen nowszego budownictwa nad wielką płytą jest relatywnie niewielka – wynosi około 15-17% (średnio 14,4 tys. zł za metr kwadratowy mieszkania z ostatnich kilku lat, wobec 12,3 tys. zł za lokal z wielkiej płyty). W Warszawie różnice sięgają około 26-28% (17,9 tys. zł wobec 14,3 tys. zł), a w Krakowie 25-34% (17,1 tys. zł wobec 12,7 tys. zł). Największe rozbieżności widoczne są w Łodzi, gdzie nowe mieszkania są droższe od wielkiej płyty nawet o ponad 50% (11,4 tys. zł wobec 7,4 tys. zł).Ceny mieszkań w wielkiej płycie 2

Sytuacja ta obrazuje, że wpływ wieku budynku na cenę nie jest jednolity i zależy od lokalnego rynku oraz innych czynników, jak standard wykończenia mieszkania, lokalizacja czy metraż. Jednak tam, gdzie zasób nowoczesnych mieszkań jest bardziej ograniczony, wielka płyta utrzymuje relatywnie silniejszą pozycję cenową.

Struktura rynku ważniejsza niż metryka

Ciekawym zjawiskiem jest to, że nawet w segmencie nowego budownictwa dane potrafią być mylące, jeśli nie uwzględni się struktury transakcji. W Warszawie mieszkania z lat 2020+ osiągają nieco niższą medianę cen niż te z lat 2010-2019 (17,9 tys. zł/m² wobec 18,3 tys. zł/m²). Nie wynika to jednak z realnie niższych stawek za metr, lecz z innego rozkładu lokalizacji.

W nowszym segmencie większy udział mają dzielnice o umiarkowanych cenach, takie jak Białołęka czy Ursus. Z kolei w grupie 2010-2019 więcej transakcji dotyczy droższych lokalizacji, jak Wola czy Wilanów. W efekcie dla budynków z ostatnich lat można zaobserwować niższą medianę, która nie odzwierciedla ich faktycznej jakościowej wyceny. Analogiczna sytuacja występuje w Poznaniu (12,3 tys. zł/m² za lokale z lat 2020+ wobec 12,7 tys. zł/m² za mieszkania z lat 2010-2019), gdzie w segmencie 2020+ dominują tańsze lokalizacje, m.in. Ławica, Naramowice, Rataje czy Podolany.

Przykład ten ponownie pokazuje, że analiza cen bez kontekstu przestrzennego może prowadzić do błędnych wniosków. Kluczowe znaczenie ma lokalizacja – często lepsza niż w przypadku nowych inwestycji – co w wielu przypadkach amortyzuje wpływ wieku budynku na wycenę.

Punkt zwrotny czy długie trwanie?

Zestawienie danych transakcyjnych z narracją debaty publicznej prowadzi do dość jednoznacznego wniosku: rynek na razie nie potwierdza najbardziej radykalnych scenariuszy dla wielkiej płyty. Nie widać ani gwałtownej utraty wartości, ani odpływu popytu.

Obecnie wielka płyta pozostaje ważnym elementem rynku mieszkaniowego, szczególnie w dużych miastach, gdzie oferuje relatywnie dobrą lokalizację przy niższej cenie. To właśnie ta kombinacja wciąż przyciąga kupujących i stabilizuje ten segment rynku. Ale prawdziwy test dopiero przed nim. Nie będzie to jednak nagłe „20-30 lat do końca”, lecz raczej długotrwały proces, w którym o wartości mieszkań zdecyduje nie tylko technologia budowy sprzed dekad, ale też zdolność do adaptacji – zarówno budynków, jak i całych osiedli – podsumowuje Anton Bubiel.

Warto jednak obserwować pojawiające się spadki cen, ponieważ mogą być one pierwszym sygnałem zmiany nastawienia – zwłaszcza w kontekście rosnących kosztów modernizacji, wymogów energetycznych i niepewności regulacyjnej. Jeśli te czynniki się nasilą, różnica cenowa mieszkań z wielkiej płyty w porównaniu z nowym budownictwem może się pogłębiać.

Sektor BSS w Polsce przechodzi z modelu skali do modelu kompetencyjnego

Sektor BSS w Polsce wchodzi w nowy etap – wynika z raportu „Business Services 2026” Grafton Recruitment. Choć liczba centrów przekroczyła 2080, a zatrudnienie 488,7 tys. osób, rozwoju branży należy upatrywać nie tyle w liczbach, ile zmianie charakteru realizowanych projektów. Model oparty na skali i obsłudze prostych procesów ustępuje miejsca centrom kompetencyjnym, które podejmują coraz bardziej złożone, specjalistyczne zadania.

Od przewagi kosztowej do przewagi kompetencyjnej

Sektor nowoczesnych usług dla biznesu odgrywa coraz większą rolę w polskiej gospodarce. Na koniec I kwartału 2025 roku zatrudniał ponad 488 700 osób – o 6,2% więcej niż rok wcześniej. Od 2015 roku liczba pracowników branży niemal się potroiła, a liczba centrów zwiększyła się do 2 081 (w 2024 roku było ich 1941).

Wzrost liczby zatrudnionych w BSS i powstających centrów usług nadal jest widoczny, jednak bardziej umiarkowany niż wcześniej, odzwierciedlając transformację sektora. Branża znajduje się obecnie w stanie przejściowym – pomiędzy modelem, który przez lata opierał się na skali, wolumenie i relatywnie prostych procesach, a nową rzeczywistością, w której kluczowe znaczenie mają wiedza, technologia i realna wartość dodana. Nie konkuruje już niskimi kosztami pracy, ale stawia na kompetencje i dojrzałość organizacyjną. W warunkach globalnego niedoboru talentów przewagę zyskują lokalizacje zapewniające silny ekosystem edukacyjny – także i tu Polska pozostaje konkurencyjna.

Rosnące koszty pracy, zbliżające się do poziomów krajów Europy Zachodniej powodują, że globalne firmy przenoszą obsługę prostych procesów do innych krajów, jednocześnie lokując w Polsce funkcje wymagające wyższych umiejętności, takie jak analiza danych, controlling finansowy, zarządzanie ryzykiem czy ESG. Model biznesowy oparty na efektywności kosztowej ustępuje miejsca centrom kompetencyjnym, realizującym procesy coraz bardziej zaawansowane i specjalistyczne – mówi Joanna Wanatowicz, Dyrektor Zarządzająca Grafton Recruitment.liczba pracownikow BSS

Ten trend potwierdzają obserwacje i dane Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, wskazujące na coraz większą specjalizację inwestycji w sektorze BSS w Polsce. Równolegle z przemianami zachodzącymi w istniejących ośrodkach powstają nowe, które koncentrują się na obsłudze bardziej zaawansowanych funkcji biznesowych oraz R&D (badania i rozwój).  

Dodatkowym impulsem rozwojowym są rosnące inwestycje w infrastrukturę cyfrową i cyberbezpieczeństwo, napędzane zarówno dynamicznym rozwojem technologii chmurowych i AI, jak i nowymi wymogami regulacyjnymi. Widoczna jest również zmiana podejścia do wsparcia publicznego – coraz większy nacisk kładziony jest na jakość projektów, ich innowacyjność oraz rozwój kompetencji, a nie wyłącznie na skalę tworzonych miejsc pracy – wyjaśnia Radosław Pituch, Head of BSS & Tech Investments w PAIH.

Popyt na role: od powtarzalności do specjalizacji

Zmiana profilu obsługiwanych procesów przekłada się na strukturę rekrutacji i oczekiwania kompetencyjne.

Zachodzące zmiany wynikają bardziej z kierunku transformacji sektora niż z samej koniunktury. Firmy nie zwiększają zatrudnienia gwałtownie, ale też nie ograniczają go radykalnie – raczej dostosowują struktury do nowych potrzeb, automatyzują procesy i przesuwają kompetencje w stronę bardziej zaawansowanych funkcjianalitycznych, eksperckich i strategicznych – tłumaczy Dagmara Jaworecka, Regional Division Manager w Grafton Recruitment.

W ostatnich kwartałach popyt na większość ról w sektorze BSS pozostawał stabilny. Zapotrzebowanie na pracowników w obsłudze klienta, łańcuchach dostaw, analityce biznesowej (Business Intelligence), HR i płacach, marketingu oraz administracji biurowej utrzymywało się na zbliżonym poziomie. Stabilny był także popyt w finansach i księgowości.

 Na tym tle wyróżnia się obszar ESG. W 2024 oraz na początku 2025 roku obserwowaliśmy wyraźny wzrost zapotrzebowania na role w tym obszarze. Wynikał on przede wszystkim z presji regulacyjnej związanej z CSRD i ESRS oraz konieczności budowania kompetencji, których wiele firm wcześniej nie posiadało – dodaje Dagmara Jaworecka.

Jednocześnie systematycznie maleje znaczenie ról, w ramach których realizowane są proste i powtarzalne zadania, głównie w obsłudze klienta i obsłudze zamówień, administracji, zarządzaniu podstawowymi danymi oraz w obszarze rekrutacji. Zwolnienia, choć nie mają charakteru masowego, są zauważalne, co znajduje odzwierciedlenie we wzroście zainteresowania usługami outplacementu.

– Firmy rzadziej prowadzą rekrutacje na dużą skalę, większą rolę odgrywa dziś precyzyjne dopasowanie kompetencji do konkretnych potrzeb biznesowych. Coraz większego znaczenia nabierają również elastyczne formy współpracy. Outsourcing, projekty czasowe oraz modele hybrydowe pozwalają szybciej reagować na zmieniające się realia rynkowe – komentuje Michał Piernik, Division & Business Development Manager Grafton Recruitment.

Procesy rekrutacyjne stają się bardziej wymagające, wieloetapowe i średnio o około 15 dni dłuższe niż rok wcześniej. Widocznym zjawiskiem są zamrożenia rekrutacji, co świadczy o ostrożności w podejmowaniu decyzji dotyczących zwiększania zatrudnienia. Zmienia się także podejście kandydatów.

– Z naszych obserwacji wynika, że decyzje o zmianie pracy podejmowane są dziś z większą ostrożnością. Kontroferty ponownie odgrywają istotną rolę, jednak około 30% pasywnych kandydatów, mimo otrzymania propozycji, ostatecznie pozostaje w obecnej organizacji – dodaje Michał Piernik.

Kompetencje przyszłości definiują rozwój sektora

Zmiany w sektorze BSS pokazują, że kluczowe stają się umiejętności specjalistyczne oraz hybrydowe – łączące wiedzę procesową, umiejętności analityczne i znajomość technologii. Wraz z rozwojem automatyzacji i AI rośnie zapotrzebowanie na pracowników, którzy potrafią obsługiwać zaawansowane procesy, a także je analizować, optymalizować i rozwijać.

Coraz większe znaczenie ma nie tylko doświadczenie pracowników, ale także ich zdolność do adaptacji i rozwijania nowych kompetencji. To właśnie elastyczność i gotowość do nauki będą decydować o dalszym rozwoju pracowników i konkurencyjności sektora.

Odpowiedzią na rosnącą złożoność procesów i zmieniające się wymagania biznesowe jest stałe podnoszenie kwalifikacji. Tym bardziej że długofalowe prognozy są jednoznaczne: do 2030 roku około 40% obecnie wymaganych umiejętności zostanie zastąpionych lub uznanych za nieaktualne, a nawet 59% pracowników globalnej siły roboczej będzie wymagało upskillingu lub reskillingu – tłumaczy Mateusz Skiba, Menedżer ds. Inwestorów Zagranicznych w Grafton Recruitment.

Transformacja technologiczna sektora wspiera rozwój usług

Efektywność operacyjną i poprawę jakości usług wspiera transformacja technologiczna BSS, w którym dominują procesy oparte na ekspertyzie oraz zaawansowanych narzędziach technologicznych. Z danych ABSL wynika, że centra w coraz większym stopniu wykorzystują rozwiązania AI w obszarach takich jak automatyzacja procesów, obsługa klienta, generowanie treści, analiza danych czy wsparcie procesów decyzyjnych. Integrują też rozwiązania RPA z narzędziami generatywnej AI (GenAI), automatyzując coraz złożone procesy decyzyjne i zwiększając skalowalność operacyjną.

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce znajduje się w zaawansowanej fazie transformacji cyfrowej. Zakres realizowanych procesów ewoluuje w kierunku zadań wymagających zaawansowanych kompetencji technologicznych i analitycznych. Także i to sprawia, że Polska przestaje być postrzegana tylko jako lokalizacja zapewniająca niższe koszty operacyjne, a coraz częściej pełni rolę hubu kompetencyjnego obsługującego procesy o wysokim stopniu złożoności – mówi Joanna Ciężkowska, Senior Brand Manager Grafton Recruitment.

Raport „Business Services 2026” został przygotowany przez ekspertów Grafton Recruitment. Wykorzystano w nim dane GUS, Eurostatu oraz ABSL („Sektor usług biznesowych w Polsce 2025”). Tabele i widełki wynagrodzeń zostały opracowane na podstawie danych rynkowych oraz analiz własnych Grafton Recruitment.

Marek Lenz dołączył do zarządu Credit Agricole

Marek Lenz dołączył do zarządu banku Credit Agricole. Wcześniej pełnił on rolę CIO. W funkcji wiceprezesa będzie nadal odpowiadał za obszar IT i wspierał rozwój banku.

Marek Lenz, który dotychczas pełnił rolę CIO banku, dołączył do zarządu banku Credit Agricole. Marek Lenz ma ponad 20-letnie doświadczenie w obszarze IT. Zdobywał je w międzynarodowych firmach z sektora finansowego, telekomunikacyjnego i energetycznego, także jako CIO Banku Pekao, Allianz, AXA i Vattenfall Poland. W mBanku był dyrektorem Departamentu Infrastruktury IT. Jest absolwentem Wydziału Telekomunikacji na Politechnice Gdańskiej. Ma także dyplom MBA Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i Uniwersytetu Quebec w Montrealu.

W nowej funkcji Marek Lenz nadal będzie odpowiadał za obszar IT i wspierał rozwój banku, zapewniając nowoczesne technologie oraz wdrażając zmiany w podejściu zwinnym, w którym się m.in. specjalizuje. Jest także ekspertem w obszarze transformacji cyfrowej i rozwiązań chmurowych.

Branża meblarska zwróciła się do rządu o pilne działania osłonowe

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli (OIGPM) skierowała oficjalny list do Prezesa Rady Ministrów oraz przedstawicieli kluczowych resortów gospodarczych, apelując o pilne wsparcie dla polskiej branży meblarskiej. Dokument został zaadresowany do Premiera Donalda Tuska, Ministra Finansów i Gospodarki, Andrzeja Domańskiego oraz Ministra Energii, Miłosza Motyki.

Izba zwraca uwagę na pogarszającą się sytuację sektora, który od lat stanowi jeden z filarów polskiej gospodarki oraz ważny element krajowego eksportu. Przedsiębiorcy mierzą się z rosnącymi wyzwaniami o charakterze ekonomicznym i geopolitycznym. Jak podkreśla OIGPM, szczególnym obciążeniem dla producentów mebli pozostają wysokie koszty energii elektrycznej i paliw, które bezpośrednio wpływają na koszty produkcji i konkurencyjność polskich firm. Dodatkowym wyzwaniem są rosnące ceny surowców i komponentów, spadający popyt na rynkach międzynarodowych, a także nasilająca się presja ze strony zagranicznych producentów.

Izba wskazuje również, że utrzymujące się niekorzystne warunki rynkowe mogą prowadzić do dalszego osłabienia sektora, ograniczenia inwestycji oraz negatywnych konsekwencji społeczno-gospodarczych, w tym utraty miejsc pracy – zwłaszcza w regionach, gdzie przemysł drzewno-meblarski odgrywa kluczową rolę.

W związku z powyższym OIGPM apeluje do rządu o podjęcie zdecydowanych i systemowych działań wspierających stabilność branży. Wśród najważniejszych postulatów znalazły się:

  • obniżenie hurtowych cen paliw,
  • obniżenie cen energii elektrycznej, które należą obecnie do najwyższych w Europie i na świecie,
  • wprowadzenie dodatkowych działań pomocowych i osłonowych, które pomogą ustabilizować sytuację i poprawić kondycję przedsiębiorstw meblarskich.

Zdaniem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, szybka i zdecydowana reakcja administracji państwowej jest niezbędna, aby zahamować negatywne trendy i zapewnić dalszy rozwój jednego z najważniejszych sektorów polskiej gospodarki.

UOKiK: Enter Air wypłaci pasażerom ponad 8,2 mln zł rekompensat

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zobowiązał linie lotnicze Enter Air do wypłaty konsumentom przysporzenia o łącznej wartości przekraczającej 8,2 mln zł. Decyzja jest efektem postępowania prowadzonego wobec przewoźnika w związku z praktykami stosowanymi przy rozpatrywaniu reklamacji oraz realizacji praw pasażerów. Sprawa dotyczy zarówno problemów związanych z bagażem, jak i sytuacji odwołania lub znacznego opóźnienia lotów.

Enter Air to polski przewoźnik specjalizujący się w lotach czarterowych obsługiwanych głównie na rzecz biur podróży. Do UOKiK trafiały skargi od pasażerów, którzy wskazywali na trudności w dochodzeniu swoich praw. W toku postępowania Prezes UOKiK zakwestionował 10 praktyk stosowanych przez spółkę. Zamiast kary administracyjnej wydana została decyzja zobowiązująca, której skutkiem mają być konkretne rekompensaty dla podróżnych.

Jak podkreśla Prezes UOKiK Tomasz Chróstny, pasażerowie powinni mieć realną możliwość korzystania z przysługujących im praw, a przewoźnicy mają obowiązek tworzyć przejrzyste, zgodne z przepisami zasady obsługi reklamacji. Dotyczy to nie tylko odpowiedzi na roszczenia, ale również zapewnienia odpowiednich świadczeń w razie problemów pojawiających się przed lotem, w jego trakcie i po jego zakończeniu.

Jednym z najważniejszych elementów decyzji są rekompensaty związane z reklamacjami dotyczącymi uszkodzenia, zniszczenia lub utraty bagażu. Enter Air ma wypłacić 170 zł tym podróżnym, których reklamacje zostały rozpatrzone z opóźnieniem, a następnie odrzucone albo uznane jedynie częściowo. Zgodnie z obowiązującymi przepisami termin na ustosunkowanie się do reklamacji wynosi 14 dni. Urząd przypomniał, że przedsiębiorca nie może samodzielnie wydłużać tego czasu, a brak odpowiedzi w terminie lub całkowity brak odpowiedzi oznacza co do zasady uznanie roszczenia.

Istotny fragment decyzji dotyczy także raportu PIR, czyli Raportu Niezgodności Własności, sporządzanego na lotnisku po stwierdzeniu nieprawidłowości związanych z bagażem. Zdaniem UOKiK taki dokument, jeśli zawiera wszystkie niezbędne informacje dotyczące stanu faktycznego i roszczeń, powinien być traktowany jak reklamacja złożona przewoźnikowi. Oznacza to, że pasażerowie, którzy sporządzili PIR, a mimo to ich późniejsze roszczenia zostały odrzucone jako złożone po terminie, także mają otrzymać rekompensatę.

Przysporzenia mają objąć również inne sytuacje, w których reklamacje były przez Enter Air odrzucane z powodów zakwestionowanych przez Urząd. Chodzi między innymi o sprawy, w których przewoźnik odmawiał uznania roszczeń z uwagi na wiek walizki, brak określonych dokumentów wymaganych przez linię lub jednostronne wyłączenie własnej odpowiedzialności.

Druga grupa rekompensat dotyczy opóźnienia w dostarczeniu bagażu rejestrowanego. W takich przypadkach konsumenci, którym Enter Air odmówił uznania reklamacji lub zwrotu wydatków poniesionych w związku z brakiem bagażu, mają otrzymać po 200 zł. UOKiK zakwestionował praktykę odrzucania roszczeń w sytuacji, gdy lot kończył się w kraju zamieszkania pasażera, a także ograniczania zwrotów wyłącznie do tzw. artykułów pierwszej potrzeby. Urząd uznał, że odszkodowanie za opóźnione dostarczenie bagażu może przysługiwać niezależnie od miejsca docelowego podróży, a przepisy nie zawężają odpowiedzialności przewoźnika do jednej kategorii zakupów.

Decyzja obejmuje również sprawy związane z odwołaniem i znacznym opóźnieniem lotów. UOKiK ustalił, że Enter Air zawierał z pasażerami ugody, zarówno na pokładzie, jak i po opuszczeniu samolotu, proponując świadczenia niższe niż przewidują przepisy. W ocenie Urzędu pasażerowie mogli nie otrzymywać pełnej i jasnej informacji o swoich uprawnieniach. W takich przypadkach przewoźnik ma wypłacić wyrównanie do poziomu odszkodowania przewidzianego prawem, a dodatkowo przekazać bezterminowy voucher o wartości 50 zł do jednorazowego wykorzystania podczas dowolnego lotu obsługiwanego przez Enter Air.

Podstawę odpowiedzialności przewoźników lotniczych stanowią przepisy Konwencji montrealskiej oraz unijnego rozporządzenia nr 261/2004. To właśnie rozporządzenie określa minimalne prawa pasażerów w przypadku odwołania lotu, dużego opóźnienia lub odmowy wejścia na pokład. Wysokość odszkodowania zależy od długości trasy i wynosi 250 euro dla lotów do 1500 km, 400 euro dla lotów od 1500 do 3500 km oraz 600 euro w przypadku pozostałych lotów. Co do zasady świadczenie przysługuje wtedy, gdy pasażer dotarł do miejsca docelowego z opóźnieniem wynoszącym co najmniej trzy godziny albo gdy lot został odwołany.

Zgodnie z decyzją osoby uprawnione do otrzymania rekompensaty mają zostać poinformowane indywidualnie przez Enter Air w ciągu sześciu miesięcy od uprawomocnienia się decyzji. Spółka ma skontaktować się z pasażerami najpóźniej do 24 października 2026 r. i przekazać informacje dotyczące sposobu oraz terminu automatycznej wypłaty przysporzeń. Jeżeli taka wypłata nie będzie możliwa, na przykład z powodu braku numeru rachunku bankowego, przewoźnik będzie zobowiązany do realizacji płatności na wniosek konsumenta. Szczegółowe instrukcje mają zostać przekazane zainteresowanym bezpośrednio przez spółkę.

Dodatkowo Enter Air ma opublikować komunikat o decyzji Prezesa UOKiK na swojej stronie internetowej oraz na profilu w serwisie Facebook. Urząd zapowiada, że będzie monitorował wykonanie zobowiązania. Według szacunków łączna wartość rekompensat może wynieść dokładnie 8 234 034 zł.

Warto podkreślić, że część konsumentów może być uprawniona do więcej niż jednej rekompensaty, jeśli ich sprawa obejmowała różne naruszenia. Przysporzeniem objęto nie tylko osoby, które złożyły reklamacje, ale także te, które mogły zrezygnować z dochodzenia swoich praw wskutek działań uznanych przez UOKiK za wprowadzające w błąd. Tacy pasażerowie będą mogli zwrócić się do Enter Air, powołując się na decyzję Prezesa UOKiK. Jednocześnie otrzymanie rekompensaty wynikającej z decyzji nie zamyka drogi do dalszego dochodzenia roszczeń, jeśli konsument uzna, że należne mu świadczenie powinno być wyższe.

„Mieszkanie bez wkładu własnego” pozostaje ograniczoną opcją mimo zmian w limitach

Od kwietnia 2026 r. zaczęły obowiązywać nowe, wyższe limity ceny metra kwadratowego dla mieszkań kupowanych w programie „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Teoretycznie powinno to zwiększyć dostępność mieszkań finansowanych kredytem z państwową gwarancją wkładu własnego. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, gdzie kupujący mogą dziś przebierać w ofertach deweloperskich, a gdzie znalezienie mieszkania spełniającego warunki programu wciąż niemal graniczy z cudem.

– Podwyżka limitów ceny metra kwadratowego była potrzebna, bo wcześniejsze coraz wyraźniej rozmijały się z rynkowymi realiami. Problem w tym, że podniesienie limitów nie wystarczy, jeśli cena mieszkania nadal nie może przekroczyć 500 tys. zł – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Limity w górę, choć nie wszędzie w tym samym tempie

W II i III kwartale 2026 r. najwyższy limit ceny metra kwadratowego dla nowych mieszkań obowiązuje w Warszawie. W stolicy wzrósł on kwartał do kwartału o 4 proc., do poziomu 16,2 tys. zł. Podobna skala podwyżki miała miejsce w Krakowie i Gdańsku, gdzie wojewodowie zwiększyli limity odpowiednio do 13,7 tys. zł i 13,5 tys. zł za metr kwadratowy.

W Poznaniu i Katowicach korekta była bardziej umiarkowana, choć również dodatnia, a w Łodzi limit przekroczył 9,9 tys. zł za mkw. Jedynym dużym rynkiem, gdzie w praktyce nie doszło do zmiany, pozostaje Wrocław.Komunikat-kredyty bez wkładu-kwiecień 2026-limit ceny mkw

Podwyższenie limitów ceny metra kwadratowego sprawiło, że więcej mieszkań z oferty deweloperów spełnia to kryterium. Problem w tym, że jest jeszcze drugie.

Limit 500 tys. zł wciąż największą barierą

Aby skorzystać z rządowej gwarancji wkładu własnego, mieszkanie musi nie tylko mieścić się w limicie ceny metra kwadratowego, lecz także w kwocie samej gwarancji – maksymalnie 100 tys. zł, czyli 20 proc. wkładu wymaganego przez banki. To właśnie ten warunek najmocniej zawęża pole wyboru, szczególnie w największych i najdroższych metropoliach.

Osoby z odpowiednią zdolnością kredytową, ale bez oszczędności na wkład własny, muszą więc znaleźć lokum kosztujące nie więcej niż pół miliona złotych. Oczywiście, jeśli ktoś dysponuje własnymi środkami i może pokryć część wkładu, maksymalna cena mieszkania automatycznie rośnie.

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazują, że między marcem a kwietniem 2026 r. liczba mieszkań spełniających oba kryteria wzrosła w większości miast, choć punkt wyjścia był bardzo niski. W Warszawie takich lokali przybyło z 257 do 293, w Gdańsku z 308 do 334, a w Katowicach z 232 do 252. Największy przyrost odnotowano w Łodzi – z 757 do 899 mieszkań, co sprawia, że to jedno z nielicznych dużych miast, gdzie realnie jest dziś w czym wybierać.

Na drugim biegunie pozostaje Kraków. Mimo podwyżki limitu ceny metra kwadratowego liczba mieszkań spełniających oba kryteria wzrosła tam zaledwie z 22 do 37. To wciąż wynik symboliczny jak na jeden z największych rynków mieszkaniowych w kraju.Komunikat-kredyty bez wkładu-kwiecień 2026-oferta

Małe mieszkania też często wypadają z gry

Nawet niewielki metraż nie gwarantuje spełnienia warunków programu. W kwietniu 2026 r. w Warszawie spośród 293 mieszkań możliwych do zakupu na kredyt bez wkładu własnego tylko 125 było lokalami jednopokojowymi, a 154 – dwupokojowymi. Podobny schemat widać w innych miastach.

Małe mieszkania, choć tańsze w ujęciu całkowitym, bardzo często mają cenę metra kwadratowego zbyt wysoką, by zmieścić się w ustawowym limicie.

– Spełnienie jednocześnie obu kryteriów w praktyce eliminuje znaczną część kawalerek i popularnych mieszkań dwupokojowych. Co z tego, że można je kupić za pół miliona złotych, skoro tylko nieliczne mieszczą się w limicie ceny za metr kwadratowy. Pod tym względem małe metraże są zwykle najdroższe – podkreśla Marek Wielgo.

Z danych Banku Gospodarstwa Krajowego, który zarządza programem, wynika, że w 2025 r. z państwowej gwarancji wkładu własnego skorzystało blisko 21,8 tys. kredytobiorców, czyli ponad dwa i pół raza więcej niż rok wcześniej. Mimo to kredyty bez wkładu własnego wciąż stanowią niewielki odsetek wszystkich udzielonych kredytów mieszkaniowych – w 2025 r. banki udzieliły ich ponad 238 tys.

Co istotne, kredytów z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym udzielają obecnie tylko cztery banki: PKO Bank Polski, Bank Pekao SA, Alior Bank oraz Santander Bank.Komunikat-kredyty bez wkładu-kwiecień 2026-kredyty

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl jasno pokazują, że kredyt bez wkładu własnego jest dziś realną opcją przede wszystkim w Poznaniu i Łodzi, gdzie dostępnych jest około tysiąca mieszkań spełniających wszystkie warunki. W pozostałych metropoliach program pozostaje niszowy.

Marek Wielgo zwraca też uwagę na dodatkową korzyść w postaci dopłat od państwa. W przypadku narodzin drugiego dziecka w okresie spłaty kredytu dopłata wynosi 20 tys. zł, a każde kolejne dziecko premiowane jest kwotą 60 tys. zł.

Nowe ryzyka, nowe kompetencje. Cyberbezpieczeństwo wymaga dziś decyzji strategicznych

Cyberbezpieczeństwo staje się jednym z kluczowych obszarów decyzji zarządczych, a nie wyłącznie domeną działów IT – wynika z raportu KPMG „Cybersecurity Considerations 2026”. Analiza wskazuje, że o przewadze konkurencyjnej organizacji coraz częściej decyduje zdolność do zarządzania ryzykiem cyberbezpieczeństwa w warunkach rosnącej złożoności – napędzanej przez rozwój sztucznej inteligencji, napięcia geopolityczne oraz zmiany regulacyjne. Dane rynkowe potwierdzają skalę wyzwań w Polsce aż 96% firm doświadczyło incydentu cyberbezpieczeństwa w 2025 roku, a globalnie 57% CEO wskazuje geopolitykę jako istotne ryzyko dla działalności.

Cyberzagrożenia stały się trwałym elementem otoczenia biznesowego, a organizacje funkcjonują w środowisku rosnącej złożoności operacyjnej. Wynika ona nie tylko z postępu technologicznego, ale również z fragmentacji regulacyjnej oraz dynamicznego wzrostu liczby tożsamości nieludzkich, takich jak konta systemowe, API czy agenci AI.

Organizacje wchodzą w erę, w której cyberbezpieczeństwo nie może być już dłużej traktowane jako koszt operacyjny zarządzany przez dział IT. Zestawiając globalną i lokalną, polską perspektywę, widać zjawisko, które można nazwać paradoksem dojrzałości: firmy coraz konsekwentniej budują struktury i inwestują w narzędzia bezpieczeństwa, a jednocześnie liczba incydentów osiąga rekordowo wysoki poziom, ponieważ atakujący adaptują nowe technologie co najmniej równie sprawnie jak obrońcy. Sztuczna inteligencja jest głównym katalizatorem tej asymetrii – i właśnie dlatego kluczowym wyzwaniem na najbliższe lata staje się nie tyle dostęp do odpowiednich rozwiązań technicznych, ile zdolność zarządów do podejmowania świadomych decyzji w obszarze cyberbezpieczeństwa. Wymaga to uwzględnienia tego zagadnienia w strategii organizacji na równi z obszarami takimi jak zarządzanie finansami czy łańcuchem dostaw. Firmy, które tę zmianę przeprowadzą skutecznie, zyskają odporność operacyjną, która staje się jednym z kluczowych wymiarów przewagi konkurencyjnej – mówi Michał Kurek, Partner, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Firmy, które chcą zweryfikować swój poziom przygotowania, mogą sprawdzić, czy ich backup spełnia wymagania NIS2.

Nowe obszary ryzyka – AI, tożsamości i łańcuchy dostaw

Raport KPMG identyfikuje obszary wymagające szczególnej uwagi zarządów. Należą do nich m.in. ochrona systemów sztucznej inteligencji jako element budowania zaufania i zgodności regulacyjnej oraz zarządzanie tożsamościami nieludzkimi, których liczba dynamicznie rośnie i wymyka się tradycyjnym modelom kontroli.

Istotną zmianą jest również transformacja podejścia do bezpieczeństwa łańcuchów dostaw – od okresowych audytów do ciągłego monitorowania i współdzielenia odpowiedzialności.Cyberbezpieczeństwo przestaje być domeną IT – raport KPMG wskazuje kluczowe wyzwania na 2026 rok

Sztuczna inteligencja redefiniuje model bezpieczeństwa

Sztuczna inteligencja znajduje się w centrum transformacji cyberbezpieczeństwa. Z jednej strony umożliwia automatyzację procesów, szybsze wykrywanie zagrożeń i bardziej efektywne reagowanie na incydenty. Z drugiej – znacząco zwiększa możliwości cyberprzestępców, pozwalając im prowadzić bardziej zaawansowane i skalowalne ataki, w tym kampanie phishingowe wykorzystujące AI czy technologie deepfake.

Rozwój autonomicznych systemów wpływa również na funkcjonowanie centrów operacji bezpieczeństwa (SOC). Coraz więcej zadań operacyjnych przejmują systemy oparte na AI, co przesuwa rolę specjalistów w kierunku nadzoru nad algorytmami, interpretacji ryzyka oraz zarządzania złożonymi środowiskami technologicznymi.

Geopolityka i regulacje zwiększają złożoność

Cyberbezpieczeństwo coraz silniej przenika się z geopolityką. Organizacje muszą uwzględniać ryzyka wynikające z konfliktów międzynarodowych, zmian w łańcuchach dostaw oraz rosnącej liczby regulacji, takich jak NIS2, DORA czy Cyber Resilience Act. W efekcie odchodzą od jednolitych, globalnych modeli bezpieczeństwa na rzecz bardziej rozproszonych i lokalnych podejść.

Na polskim rynku rośnie znaczenie zagrożeń związanych z haktywizmem, podczas gdy percepcja ryzyka ze strony grup wspieranych przez państwa uległa częściowemu obniżeniu.

Przygotowanie na erę postkwantową

Rozwój komputerów kwantowych stawia pod znakiem zapytania skuteczność obecnych metod szyfrowania. Organizacje muszą już dziś przygotowywać się na transformację w kierunku kryptografii postkwantowej, obejmującą m.in. inwentaryzację stosowanych rozwiązań, dostosowanie wymagań wobec dostawców oraz wdrożenie wieloletnich programów migracji.

O raporcie:

Raport „Cybersecurity Considerations 2026” został opracowany przez KPMG International we współpracy z ekspertami z obszaru cyberbezpieczeństwa z wielu regionów świata oraz partnerami technologicznymi, takimi jak Google, Microsoft, Palo Alto Networks i ServiceNow. Wnioski opierają się na analizie trendów rynkowych oraz wynikach badań globalnych KPMG, uzupełnionych w niniejszym opracowaniu o dane z badania do „Barometru cyberbezpieczeństwa” przeprowadzonego wśród organizacji działających w Polsce.

ORLEN zwiększa krajowe wydobycie – nowe odwierty w Wielkopolsce i na Lubelszczyźnie

0

ORLEN uruchomił produkcję gazu ziemnego z dwóch nowych projektów wydobywczych – na złożach Jastrzębiec w województwie lubelskim oraz Sierosław w Wielkopolsce. Inwestycje te stanowią element realizacji strategii rozwoju krajowego wydobycia i mają znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa energetycznego, jak i dla lokalnych gospodarek.

Nowe źródła gazu w Polsce

Zgodnie z informacjami spółki, łączna produkcja z obu złóż w pierwszym roku ma wynieść około 140 mln m³ gazu ziemnego. Projekty zostały zaplanowane jako długoterminowe – przewiduje się, że eksploatacja będzie prowadzona przez kilkanaście lat, przy stopniowym spadku wydobycia typowym dla tego typu złóż.

Nowe wolumeny gazu trafią zarówno do sektora energetycznego, jak i do przemysłu oraz odbiorców indywidualnych. W kontekście rosnącego znaczenia dywersyfikacji źródeł energii, rozwój krajowego wydobycia postrzegany jest jako jeden z elementów zwiększania stabilności dostaw.

Znaczenie dla regionów i samorządów

Inwestycje ORLEN mają również wymiar lokalny. Samorządy, na terenie których prowadzone jest wydobycie, korzystają z opłat związanych z działalnością eksploatacyjną. Oznacza to dodatkowe wpływy do budżetów gminnych, które mogą być przeznaczane na rozwój infrastruktury czy usług publicznych.

Sierosław: mobilna technologia dla mniejszych złóż

Złoże Sierosław, położone na pograniczu gmin Tarnowo Podgórne i Dopiewo, zostało zagospodarowane z wykorzystaniem mobilnej instalacji produkcyjnej. Tzw. skid to kontenerowy system obejmujący moduły do separacji, osuszania i pomiaru gazu.

Takie rozwiązanie stosuje się przede wszystkim przy złożach o mniejszych zasobach, gdzie budowa pełnej infrastruktury stacjonarnej byłaby mniej opłacalna. Mobilność instalacji pozwala ograniczyć koszty inwestycyjne, a po zakończeniu eksploatacji umożliwia jej przeniesienie i wykorzystanie w innym miejscu.

Odwiert Sierosław-2H ma zapewnić produkcję na poziomie około 40 mln m³ gazu zaazotowanego rocznie. Szacowane zasoby całego złoża wynoszą około 900 mln m³, co pozwala na jego eksploatację przez kilkanaście lat.

Jastrzębiec: większa skala wydobycia

Znacznie większy potencjał produkcyjny posiada złoże Jastrzębiec, zlokalizowane w powiecie biłgorajskim, na granicy gmin Tarnogród i Kuryłówka. Do eksploatacji włączono tam pięć nowych odwiertów.

W okresie maksymalnego wydobycia złoże to może zwiększyć krajową produkcję gazu o około 100 mln m³ rocznie. Całkowite zasoby szacowane są na blisko 1 mld m³, co również pozwala na wieloletnią eksploatację.

Element szerszej strategii rozwoju

Uruchomienie nowych odwiertów wpisuje się w długoterminową strategię spółki, zakładającą systematyczny wzrost krajowego wydobycia gazu. Jednym z celów jest osiągnięcie poziomu około 4 mld m³ rocznie do 2030 roku.

Realizacja tych założeń opiera się m.in. na rozwijaniu projektów na mniejszych złożach oraz optymalizacji kosztów poprzez wykorzystanie istniejącej infrastruktury i nowoczesnych, elastycznych technologii wydobywczych.

ORLEN na rynku upstream

ORLEN pozostaje największym koncernem paliwowo-energetycznym w Europie Środkowo-Wschodniej. Spółka prowadzi działalność wydobywczą w ośmiu krajach na czterech kontynentach.

Na koniec 2025 roku łączne zasoby węglowodorów koncernu szacowano na 1 242 mln baryłek ekwiwalentu ropy (BOE), z czego około 75% stanowił gaz ziemny. Największa część zasobów znajduje się w Polsce, ale istotne aktywa zlokalizowane są również w Norwegii, Kanadzie i Pakistanie.

Inżynier przyszłości będzie technologiem, humanistą i strategiem jednocześnie

W dobie dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji i cyfryzacji, pojęcie „inżyniera przyszłości” nabiera zupełnie nowego znaczenia. To nie jest już wyłącznie specjalista od kodu, robotyki czy nowych technologii – to technologiczny humanista, który łączy kompetencje z obszaru nauk ścisłych, inżynierii, humanistyki, etyki oraz zagadnień społecznych i środowiskowych.

Z perspektywy akademickiej – m.in. doświadczeń Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych – wyraźnie widać, że rynek pracy przesuwa się w stronę kompetencji hybrydowych. Nie wystarcza już wiedzieć jak coś zbudować – trzeba rozumieć dlaczego i z jakimi konsekwencjami.

Gospodarka przyszłości oparta jest na transformacji cyfrowej, metawersie i gospodarce uwagi. W świecie, w którym życie cyfrowe i fizyczne przenikają się i funkcjonują równolegle, kluczowe stają się kompetencje interdyscyplinarne. Inżynier przyszłości musi operować na trzech poziomach wiedzy:

  • Know-why – rozumienie przyczyn i kontekstu zjawisk,
  • Know-what – dostęp do rzetelnych informacji i danych,
  • Know-how – zdolność praktycznego zastosowania wiedzy.

Nie jest to jedynie koncepcja teoretyczna. Według raportu World Economic Forum „Future of Jobs”, aż 44% kompetencji pracowników zmieni się do 2027 r., a wśród kluczowych umiejętności dominują myślenie analityczne, kreatywność, kompetencje technologiczne oraz zdolność do ciągłego uczenia się.

Z kolei analizy McKinsey & Company wskazują, że ponad 50% zadań zawodowych może być częściowo zautomatyzowanych, co paradoksalnie zwiększa zapotrzebowanie na specjalistów potrafiących łączyć technologię z kontekstem społecznym, biznesowym i etycznym.

Potwierdza to również OECD – systemy edukacyjne integrujące podejście STEAM (science, technology, engineering, arts, mathematics) skuteczniej przygotowują do funkcjonowania w świecie złożoności, niepewności i szybkiej zmiany.

W praktyce oznacza to, że nowoczesny inżynier nie tylko rozwiązuje problemy techniczne, ale przewiduje skutki swoich działań, analizuje systemy w skali globalnej i wdraża innowacje w sposób odpowiedzialny.

Kluczowe stają się: myślenie systemowe, zdolność do pracy na styku różnych dziedzin oraz stosowanie etyki inżynierskiej w skali globalnej.

Wniosek jest jednoznaczny: edukacja przyszłych inżynierów musi przygotowywać nie tylko do pracy z technologią, ale przede wszystkim do świata decyzji i odpowiedzialności.

AI nie odbiera pracy. Ona redefiniuje kompetencje. Przewagę budują ci, którzy potrafią z niej świadomie korzystać – łącząc wiedzę, technologię i odpowiedzialność.