Amerykanie blokują Ormuz, ale rynek nie kupuje scenariusza katastrofy. Zamiast ucieczki od ryzyka dostajemy cofnięcie ropy i słabszego dolara, jakby inwestorzy znów zakładali, że najgorsze zostanie zamiecione pod stół negocjacyjny.
Nie taki Ormuz straszny?
Rynek bardzo szybko weryfikuje wczorajsze obawy związane z Cieśniną Ormuz. Stany Zjednoczone przeszły od gróźb do działania, ale świat się nie zatrzymał – i to jest dziś kluczowa informacja. Iran nie reaguje nerwowo, nie ma prowokacji, a zamiast tego pojawiają się doniesienia o możliwych rozmowach jeszcze w tym tygodniu. To wyraźnie zmienia optykę: z rynku ustawionego na eskalację przechodzimy w stronę scenariusza „kontrolowanego napięcia”. Najlepiej widać to na ropie – Brent cofa się z poziomu 102$ poniżej 100$, oddając część premii za ryzyko. Równolegle dolar traci grunt pod nogami, a EUR/USD dynamicznie dobija w okolice 1,18$. To wygląda jak klasyczny powrót do gry pod TACO – rynek po raz kolejny zakłada, że twarda retoryka nie musi kończyć się realnym konfliktem, a najczarniejsze scenariusze można na razie odłożyć na bok.
Bankierzy wracają do gry
Na drugim planie pojawia się wyraźna kumulacja wystąpień bankierów centralnych, która – choć nie jest jednym zorganizowanym wydarzeniem – trafia w bardzo czuły moment dla rynków. Po tygodniach zdominowanych przez geopolitykę inwestorzy będą szukać potwierdzenia, czy banki centralne zaczynają uwzględniać wyższe ceny energii w swoich scenariuszach. W tym tygodniu usłyszymy przedstawicieli Fed, EBC, ale też Banku Anglii, gdzie głos zabierze sam Andrew Bailey. Kluczowe pytanie pozostaje niezmienne: czy to tylko chwilowe zaburzenie, czy początek bardziej trwałej presji inflacyjnej. Na razie rynek zdaje się wracać do bardziej gołębiego myślenia – cofnięcie ropy i słabszy dolar wspierają scenariusz, w którym banki centralne nie będą zmuszone do utrzymywania restrykcyjnej polityki przez dłuższy czas. Wystąpienia z tego tygodnia mogą ten obraz szybko zweryfikować.
Złoty korzysta z ulgi
Na rynku walutowym dzisiejszy ruch jest już wyraźnym odejściem od wczorajszej niepewności. EUR/USD pnie się w okolice 1,18$, a dolar oddaje pole po wcześniejszym umocnieniu. Złoty korzysta z poprawy sentymentu – USD/PLN schodzi poniżej 3,60 zł, co jest wyraźnym sygnałem odpływu od dolara. EUR/PLN pozostaje przy tym stabilny w rejonie 4,24 zł, co pokazuje, że na notowania złotego wpływają przede wszystkim globalne wydarzenia, a nie lokalna siła naszej waluty. W kalendarzu pojawia się dziś odczyt inflacji PPI w USA. Rynek spodziewa się wzrostu, co będzie istotne dla obecnej narracji o słabnącej presji inflacyjnej. Jeśli dane potwierdzą obawy, dzisiejsza słabość dolara może szybko okazać się chwilowa. Na razie jednak rynek wybiera bardziej komfortowy scenariusz i odsuwa temat eskalacji na drugi plan.






