Wstępne wyniki finansowe Grupy XTB za 2020 rok

Rekordowy rok XTB: 402,4 mln zł zysku, 797,7 mln zł przychodów i ponad 112 tys. nowych klientów. Wstępne wyniki finansowe XTB za 2020 rok.Kluczowe wskaźniki efektywności XTB w 2020 roku

W 2020 roku, XTB wypracowało najwyższe w historii firmy przychody operacyjne – 797,7 mln zł (wzrost o 233,4 % w porównaniu z 2019 rokiem), skonsolidowany zysk netto – 402,4 mln zł (wzrost o 597,4% r/r) oraz EBIT – 516,3 mln zł (wzrost o 689,3% r/r). XTB pozyskało także rekordową liczbę 112 tys. nowych klientów (wzrost o 206,5% w porównaniu z liczbą klientów pozyskanych w 2019 roku). Grupa przełamała także barierę ćwierć miliona pozyskanych klientów.

Rekordowe wyniki finansowe XTB w 2020 roku

XTB zanotowało dynamiczne wzrosty we wszystkich kluczowych wskaźnikach efektywności finansowej. Dzięki korzystnym uwarunkowaniom rynkowym, XTB wypracowało najwyższe w historii firmy przychody operacyjne – 797,7 mln zł (wzrost o 233,4 % w porównaniu z 2019 rokiem), zysk netto – 402,4 mln zł (wzrost o 597,4% r/r) oraz EBIT – 516,3 mln zł (wzrost o 689,3% r/r). Do osiągnięcia bardzo dobrych rocznych wyników finansowych, oprócz obecnej na rynkach przez cały 2020 rok wysokiej zmienności na rynkach finansowych i towarowych, przyczyniły się także cięcia stóp procentowych, które sprawiły, że handel na instrumentach finansowych stał się mocno atrakcyjny dla wielu inwestorów. W czwartym kwartale ub. roku Grupa XTB odnotowała 140,1 mln zł przychodów z działalności operacyjnej (w czwartym kwartale 2019 było to 89,6 mln zł) oraz 40,5 mln zł zysku netto (wobec 37 mln zł w analogicznym okresie 2019 roku).

– 2020 rok był bardzo dobrym rokiem dla XTB. Osiągnięcie trzycyfrowych wzrostów przychodów i zysków nie byłoby jednak możliwe bez kilku wcześniejszych lat wytężonej pracy nad naszym produktem, technologią i doskonaleniem obsługi. Dzięki nim, wykorzystaliśmy szansę na rozwój i wzrost którą dostarczyła ponadprzeciętna zmienność na rynkach. Ten rok udowodnił stabilność fundamentów, na których oparty jest nasz biznes. – powiedział Prezes Zarządu XTB Omar Arnaout. Chcemy być firmą inwestycyjną pierwszego wyboru, nie tylko dla klientów w Polsce czy Europie, ale na całym świecie. – dodał Omar Arnaout.

Równolegle do działalności detalicznej stanowiącej większość przychodów Grupy, XTB rozwija działalność instytucjonalną pod marką X Open Hub (XOH), w ramach której dostarcza płynność i technologię innym instytucjom finansowym, w tym domom maklerskim. W tym obszarze w 2020 roku spółka odnotowała również pięciokrotny wzrost przychodów do 104,9 mln zł, wobec 20,8 mln w 2019 roku.

Koszty działalności operacyjnej w 2020 r. ukształtowały się na poziomie 281,7 mln zł i były o 107,8 mln zł wyższe od tych rok wcześniej (2019: 173,9 mln zł). Wzrost ten był związany przede wszystkim ze zwiększonymi kosztami marketingowymi związanymi z wyższymi nakładami na kampanie online oraz rosnącymi kosztami wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych, a także wzrostem zatrudnienia.

Ponad ćwierć miliona klientów XTB

Jednym fundamentów solidnego i długofalowego wzrostu XTB jest stale rosnąca baza klientów i liczby aktywnych klientów. W 2020 r. Grupa odnotowała kolejny rekord w tym obszarze pozyskując 112 025 nowych klientów, który oznacza nie tylko wzrost o 206,5%
w ujęciu rocznym (w 2019 roku XTB pozyskała 36 555 klientów), ale wartość ta odpowiada sumarycznej liczbie klientów pozyskanych w ciągu sześciu ostatnich lat (w latach 2014-2019 Grupa XTB pozyskała 112 825 klientów). Łącznie z usług polskiego brokera skorzystało ponad 261 tys. klientów. Wraz ze wzrostem ogólnej bazy klienckiej, rośnie także liczba klientów, którzy aktywnie korzystają z możliwości inwestycyjnych oferowanych przez XTB. Liczba aktywnych klientów (takich, którzy przeprowadzili co najmniej jedną transakcję ciągu 12 miesięcy) sięgnęła w 2020 roku 107 287, wobec 45 837 klientów w 2019 roku. Podwoiła się także średnia liczba aktywnych klientów (obejmuje klientów, którzy przeprowadzili co najmniej jedną transakcję w okresie 3 miesięcy) – z 26 582 w 2019 do 58 069 w 2020 roku.

– Wzrost liczby aktywnych klientów jest i nadal będzie dla nas jednym z największych priorytetów. Pomimo że wzrosty, które osiągnęliśmy w 2020 roku były bardzo solidne, to celujemy w dalsze zwiększenie naszej bazy zarówno pozyskanych, jak i aktywnych klientów. Zamierzamy jak najlepiej wykorzystać fakt, że coraz większa liczba osób interesuje się inwestowaniem. Myślę tu nie tylko o doświadczonych inwestorach, którzy często już nas znają i inwestują w XTB, ale również o osobach, które dzięki sytuacji, którą obserwujemy na rynkach, dopiero zaczęły się tym tematem interesować. – powiedział Prezes Zarządu XTB Omar Arnaout.

Dynamiczny wzrost bazy klientów współgrał z dużą aktywnością transakcyjną wyrażoną w liczbie zawartych kontraktów w lotach. W konsekwencji obrót instrumentami pochodnymi wyniósł 3 175,2 tys. lotów (2019: 1 597,2 tys. lotów) a rentowność na lota w ujęciu rocznym wzrosła do 251 zł (2019: 150 zł).

Polityka dywidendowa

Zarząd XTB podtrzymuje zamiar rekomendowania Walnemu Zgromadzeniu wypłaty dywidendy zgodnie z polityką dywidendową Spółki. Rekomendacja w tym zakresie zostanie przedstawiona w marcu br. po publikacji raportu rocznego.

Wykorzystanie szans i dalszy rozwój globalny Nadrzędnym celem XTB jest zostanie wyborem i kompleksowym rozwiązaniem dla każdego inwestora. Priorytetem Zarządu jest dalszy przyrost bazy klienckiej prowadzący do umocnienia pozycji rynkowej XTB na świecie bazując zarówno na efektywnym zagospodarowaniu korzystnych czynników zewnętrznych jak i doskonaleniu w obszarze oferty, technologii i obsługi.

Działania te wspierane będą przez szereg inicjatyw m.in. wprowadzoną 5 października 2020 r. nową i stałą ofertą na akcje i ETF-y (ang. Exchange-Traded Funds) „0% prowizji” dla miesięcznych wolumenów o wartości do 100 000 EUR. Oferta „0% prowizji” wspierana jest przez kampanię marketingową i reklamową z udziałem nowego ambasadora marki XTB – jednego z najlepszych menadżerów piłkarskich na świecie, José Mourinho, który będzie ambasadorem XTB przez dwa lata. Oferta ta została przyjęta z dużym entuzjazmem zarówno przez obecnych, jak i nowych klientów. Klienci XTB mają dostęp łącznie do 4500 instrumentów finansowych obejmujących m.in. ponad 2000 prawdziwych akcji z 16 największych światowych giełd oraz fundusze ETF, w tym na towary, nieruchomości i obligacje, a także dostęp do rynku Forex i kryptowalut.

XTB kontynuuje także ekspansję na nowe rynki skupiając się na rozpoczęciu działalności operacyjnej Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz w RPA. 9 stycznia 2021 r. została założona spółka XTB MENA Limited w DIFC (ang. Dubai International Financial Centre), Obecnie trwają prace nad spełnieniem warunków określonych przez lokalnego regulatora DFSA i wymaganych do rozpoczęcia działalności w ZEA, co zarząd firmy planuje uczynić jeszcze w I półroczu 2021 r. W zakresie RPA, ze względu na złożone lokalne uwarunkowania formalno-prawne przewidywana data rozpoczęcia działalności nie jest możliwa do określenia.

– Mamy jasną wizję rozwoju w 2021 roku. Chcemy pozyskać przynajmniej 120 tysięcy nowych klientów, otwieramy nowe biuro w Dubaju i intensyfikujemy działania na rynkach, na których już jesteśmy obecni. Mocno postawimy również na najwyższą jakość obsługi naszych klientów oraz na technologię i to nie tylko w kontekście naszej platformy xStation oraz xStation Mobile, ale także w zakresie bezpieczeństwa, wydajności i stabilności. Nawet ostatnie dni udowodniły nam, jak ważna dla klientów jest możliwość inwestowania w interesujące ich instrumenty wtedy, kiedy zechcą. Zrobimy wszystko, by XTB było miejscem, które takie możliwości zapewni; dzisiaj i w przyszłości. – powiedział Omar Arnaout.

Dalsze szczegółowe informacje podsumowujące podsumowujące działalność Grupy XTB 2020 roku są zawarte w Raporcie bieżącym numer 2/2021 – „Wstępne wyniki finansowe i operacyjne za 2020 rok”.

„Kontrakty CFD są złożonymi instrumentami i wiążą się z dużym ryzykiem szybkiej utraty środków pieniężnych z powodu dźwigni finansowej.

77% rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty pieniężne w wyniku handlu kontraktami CFD u niniejszego dostawcy CFD.

Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty CFD, i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.”

Technologia 5G – jakie korzyści przyniesie dla branży logistycznej?

5G wprowadzi prawdziwą rewolucję w komunikacji mobilnej i transmisji danych. Sieć piątej generacji umożliwi znaczny postęp technologiczny, na którym niewątpliwie skorzysta również branża logistyczna. Wspólnie z ekspertami GEFCO wskazujemy główne korzyści z wprowadzenia nowego standardu łączności bezprzewodowej – poprawę widoczności w łańcuchach dostaw, lepsze zarządzanie flotą i wsparcie przy podejmowaniu decyzji. 5G umożliwi również szybki rozwój Internetu Rzeczy.

Na czym polega przewaga technologii 5G?

Sieci 5G i urządzenia obsługujące 5G pozwolą uzyskać skokowy wzrost wydajności. Potencjał nowej technologii jest na tyle wysoki, aby zmienić sposób, w jaki projektujemy i korzystamy z usług informacyjnych. Jedną z najmocniejszych stron technologii 5G jest brak opóźnień w transmisji danych, czyli skrócenie do skrajnego minimum czasu jaki jest potrzebny na przesłanie żądania danych z urządzenia podłączonego do sieci, a następnie uzyskanie odpowiedzi w postaci danych.

Sieci 5G charakteryzują bardzo małe opóźnienia, co oznacza, że nowa technologia umożliwi komunikację między urządzeniami w czasie rzeczywistym. Sieci 5G są również w stanie obsłużyć jednocześnie większą liczbę urządzeń. Dla porównania, w sieci 4G może działać około 4000 urządzeń na kilometr kwadratowy, podczas gdy sieci 5G mogą obsługiwać do miliona urządzeń na tej samej powierzchni.

„5G otwiera przed nami nowe możliwości rozwoju Internetu Rzeczy (IoT), który w uproszczeniu jest systemem urządzeń elektronicznych, komunikujących się ze sobą i wymieniających dane. W przypadku branży logistycznej może przybrać on formę na przykład tysięcy czujników, działających w sieci 5G, umieszczonych w transportach i używanych do monitorowania w czasie rzeczywistym wielu zmiennych, od lokalizacji towaru przez jego temperaturę i wilgotność po kontrolę zapasów” – wyjaśnia Rafał WILK, Dyrektor IT, GEFCO Polska.

Konsekwencje z uruchomienia sieci 5G dla sektora logistycznego

Systemy danych i informacyjne są siłą napędową w łańcuchu dostaw, ponieważ umożliwiają dokładniejsze i szybsze podejmowanie decyzji, dzięki czemu rośnie wydajność pracy i zadowolenie klientów. Gdy łańcuchy dostaw są wyposażone w dużą liczbą urządzeń IoT, można na bieżąco śledzić to, co dzieje się w środowisku operacyjnym. W konsekwencji wiele łańcuchów dostaw stanie się bardziej responsywnych i elastycznych. Na przykład, urządzenia pracujące w sieciach 5G w magazynach i centrach dystrybucyjnych mogą samodzielnie powiadamiać o niskim poziomie zapasów. Sprzęt może również samodzielnie informować nas o problemach lub automatycznie planować prace serwisowe. Pozwoli to zaoszczędzić koszty, ale także czas, co przełoży się na wyższy poziom wydajności w branży logistycznej.

Urządzenia wyposażone w funkcję rzeczywistości rozszerzonej mogą wzbogacać lub uzupełniać informacje ponad to, co widzimy. Wyobraźmy sobie sytuację, w której pracownik magazynu musi szybko zlokalizować towar wśród tysięcy podobnych produktów. Korzystając ze smartfona lub okularów do rzeczywistości rozszerzonej, poszukiwany przedmiot może poinformować o swoim położeniu, zmieniając kolor lub generując wirtualną animację. Sieci 5G będą w stanie przesłać duże ilości danych, niezbędnych do bezproblemowego renderowania takich obrazów w czasie rzeczywistym.

Główne korzyści jakie oferuje technologia 5G dla branży logistycznej:

  1. Lepsza widoczność przepływów. Widoczność w łańcuchu dostaw to znacznie więcej niż śledzenie przesyłek. Największą zaletą technologii 5G jest natychmiastowy i dokładny wgląd w operacje w łańcuchach dostaw – tj. widoczność zakupów, zapasów, zamówień, produkcji i wysyłek w całym środowisku operacyjnym, wspierana przez aktywne zarządzanie zdarzeniami w czasie rzeczywistym. Firmy logistyczne będą mogły monitorować i zarządzać przepływem procesów i usług, podejmując decyzje w czasie rzeczywistym, co będzie szczególnie pożądane w przypadku reagowania na zakłócenia w łańcuchu dostaw.
  1. Nowe możliwości w zarządzaniu flotami pojazdów. Każdy pojazd użytkowy jest wyposażony w czujniki, które monitorują jego pracę, pomagając zachować dostępność floty i unikać wystąpienia awarii. Ponieważ sieci 5G będą działać również poza obszarami miejskimi, floty pojazdów użytkowych staną się częścią stale dostępnej sieci transportowej. Systemy zarządzania transportem (TMS) umożliwią kontrolę wykorzystania pojazdów w czasie rzeczywistym z korzyścią dla całego łańcucha dostaw.
  1. Wsparcie decyzji predykcyjnych. Przy podejmowaniu decyzji zawsze warto posiadać jak najwięcej informacji, aby mieć pewność dokonania najlepszego wyboru. Ze względu na prawdopodobny wzrost ilości danych generowanych przez czujniki i urządzenia IoT w sieciach 5G, systemy wspomagania decyzji powinny pracować z jeszcze większą precyzją.

„Tylko komunikacja w czasie rzeczywistym, jaką oferuje technologia 5G, pozwoli w pełni wykorzystać potencjał Internetu Rzeczy w branży logistycznej. Ilość generowanych danych znacznie się zwiększy, co spowoduje, że zarządzanie łańcuchem dostaw będzie jeszcze bardziej płynne, szybsze i efektywne kosztowo. Równocześnie wzrośnie znaczenie bezpieczeństwa danych, ponieważ wraz z popularyzacją internetu rzeczy coraz więcej decyzji będzie podejmowanych w oparciu o informacje pozyskiwane z sieci” – podsumowuje specjalista GEFCO, globalnego eksperta w zakresie multimodalnych łańcuchów dostaw.

Pożyczka pozabankowa a kwestie bezpieczeństwa

Pożyczanie pieniędzy przez Internet staje się coraz popularniejsze. Za skorzystaniem z pożyczek pozabankowych przemawiają proste i przystępne procedury, szybki proces rozpatrywania wniosku oraz niemal natychmiastowy dostęp do pieniędzy, które mogą zostać wydane na dowolny cel. Pożyczka pozabankowa, czyli popularna chwilówka, posiada liczne zalety, jednak nie każda oferta dostępna w Internecie będzie warta naszej uwagi. Na co powinniśmy zwrócić uwagę, aby wybrać korzystną, a przede wszystkim bezpieczną szybką pożyczkę?

Czym pożyczka pozabankowa różni się od kredytu bankowego?

Pożyczka pozabankowa, jak sama jej nazwa wskazuje, jest udzielana przez firmy spoza sektora bankowego. Jako że nie obowiązują ich przepisy prawa bankowego, tego typu podmioty mogą oferować korzystniejsze i szybsze procedury przyznawania pieniędzy obarczone w dodatku zredukowanymi do niezbędnego minimum formalnościami. Do otrzymania chwilówki potrzebny jest jedynie dowód osobisty, wypełniony online wniosek oraz posiadanie konta bankowego na własne nazwisko. Do wniosku nie musimy dołączać dokumentów potwierdzających wysokość dochodu, stabilność zatrudnienia ani wskazywać osób, które wystąpią w roli poręczycieli.

Możliwość ubiegania się o pożyczkę bez wychodzenia z domu, siedząc wygodnie przez komputerem lub ze smartfonem w dłoni sprawia, że cały proces jest łatwy, szybki i przyjemny. Co więcej, pożyczka pozabankowa jest udzielana 24h, 7 dni w tygodniu, w tym także w weekendy, święta oraz dni wolne od pracy. Pozwala to na uzyskanie wsparcia finansowego w każdej sytuacji, co zyska uznanie osób ceniących sobie elastyczność oraz pragnących mieć dostęp do dodatkowych pieniędzy w dowolnej chwili. Pieniądze wpływają na konto w przeciągu kilkunastu minut i od razu mogą zostać spożytkowane na dowolny cel, wedle preferencji klienta.Pożyczka pozabankowa a kwestie bezpieczeństwa

Jak bezpiecznie pożyczać pieniądze przez Internet?

Ogromna popularność szybkich pożyczek gotówkowych sprawiła, że na polskim rynku działa obecnie wiele firm oferujących chwilówki. Kluczem do bezpiecznego korzystania z ich oferty jest dokładne sprawdzenie kilku kwestii, zanim zdecydujemy się na wypełnienie i przesłanie wniosku o pożyczkę. Po pierwsze, należy zweryfikować, czy wybrana firma pożyczkowa jest legalnie działającym w naszym kraju podmiotem oraz sprawdzić, czy nie znajduje się na tzw. czarnej liście Komisji Nadzoru Finansowego lub Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Jeśli firma wydaje się w porządku, należy dokładnie zapoznać się z zasadami udzielania pożyczek. Wszystkie najważniejsze informacje oraz koszty powinny być dostępne na stronie www firmy oraz być jasno i zrozumiale wyjaśnione. Jeśli dana oferta budzi wątpliwości, warto poszukać innej. Istotną kwestią są rzeczywiste koszty pożyczki pozabankowej – powinniśmy móc je sprawdzić za pomocą specjalnego symulatora dostępnego na stronie firmy, który pokaże kwotę do spłaty oraz termin jej uiszczenia. Najlepszym rozwiązaniem jest wybór firmy, w której pierwsza pożyczka pozabankowa zostanie udzielona za darmo, a na kolejne, już jako stali klienci, uzyskamy atrakcyjne zniżki i rabaty.

Ustawa wolnościowa może zwiększyć ilość szkodliwych treści w sieci. Przed usuwaniem wpisów administratorów odstraszy groźba 50 mln zł kary

Ustawa wolnościowa została 22 stycznia przesłana do KPRM i czeka na wpis do wykazu prac Rady Ministrów. Nowy akt prawny ma chronić prawo do wolności słowa w sieci, nad czym czuwać będzie pięcioosobowa Rada Wolności Słowa. Będzie ona rozstrzygać kwestię zasadności usunięcia przez administratorów danego wpisu czy zablokowania konta użytkownika. W razie niekorzystnych rozstrzygnięć serwis społecznościowy musi liczyć się z karą do nawet 50 mln zł. Adwokat Xawery Konarski ocenia jednak, że ustawa może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego i nie przysłuży się ani mediom internetowym, ani samym internautom.

Wstępne założenia tzw. ustawy wolnościowej zostały przedstawione przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę 15 stycznia br., krótko po tym, jak Twitter, a później także Facebook, Instagram i Snapchat zdecydowały o bezterminowym zablokowaniu kont byłego już prezydenta USA Donalda Trumpa, oskarżanego o podżeganie w mediach społecznościowych do styczniowego ataku na Kapitol.

 Wszyscy zaczęli się wtedy zastanawiać, czy prawidłowe jest rozwiązanie, w którym prywatne firmy mogą dość swobodnie blokować rozpowszechnianie różnego rodzaju wypowiedzi w internecie. To jest coś, nad czym zastanawiamy się w Polsce, nad czym zastanawiają się w Unii Europejskiej, ale i w Stanach Zjednoczonych. Nasze Ministerstwo Sprawiedliwości chciało zagwarantować użytkownikom wolność wypowiedzi w internecie i postanowiło to zrobić w formie odrębnej ustawy, powszechnie nazywanej ustawą wolnościową – mówi agencji Newseria Biznes Xawery Konarski, partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

W założeniu resortu sprawiedliwości ustawa wolnościowa ma przede wszystkim chronić konstytucyjne prawo do wolności słowa w internecie. W tej chwili serwisy społecznościowe – w przypadku uznania pewnych treści za bezprawne i naruszających czyjeś dobra osobiste – mogą zadecydować o usunięciu takiego wpisu albo zablokowaniu konta użytkownika, który to opublikował. Od takiej decyzji de facto nie ma realnej szybkiej możliwości odwołania. Według Ministerstwa Sprawiedliwości łamie to wolność wypowiedzi i pozwala na cenzurę w internecie, gdzie obecnie toczy się najwięcej politycznych dyskusji i sporów światopoglądowych.

Dlatego w projekcie ustawy zaproponowano powołanie pięcioosobowej Rady Wolności Słowa, która ma stać na straży wolności wyrażania poglądów w serwisach społecznościowych. W jej skład będą wchodzić eksperci z dziedziny prawa i nowych mediów, wybierani przez Sejm na sześcioletnią kadencję (większością kwalifikowaną 3/5 głosów, co ma zagwarantować ponadpartyjny skład rady).

– Zgodnie z założeniami projektu w Polsce ma zostać powołany regulator internetu, którego dotąd nie mieliśmy. Rada ma być powoływana i wybierana przez parlament. Moim zdaniem to rozwiązanie niedobre, które spowodowałoby upolitycznienie polskiego internetu. Po drugie, ponad 20 lat zajmuję się prawem internetu, uczestnicząc w wielu przedsięwzięciach legislacyjnych i regulacyjnych, i nie przypominam sobie debaty dotyczącej tego, w jakim kształcie, z jakimi kompetencjami i czy w ogóle takiego regulatora powinniśmy powoływać. Wydaje się, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie jest właściwym podmiotem do decydowania o tym. Tymczasem ten projekt tylnymi schodami wprowadza regulatora polskiego internetu, bez jakiejkolwiek debaty publicznej w tym zakresie – mówi Xawery Konarski.

Jeżeli administrator serwisu internetowego zablokuje konto albo usunie wpis, którego treść nie narusza polskiego prawa, wtedy użytkownik będzie mógł złożyć skargę do serwisu, który powinien ją rozpatrzyć w ciągu 48 godzin. Jeśli nie przywróci wpisu albo utrzyma blokadę konta, użytkownikowi będzie przysługiwać odwołanie do Rady Wolności Słowa, która rozpatrzy je w ciągu siedmiu dni.

Jeżeli rada uzna skargę za zasadną, może nakazać niezwłoczne przywrócenie zablokowanej treści lub konta (jej decyzję będzie można jeszcze zaskarżyć w sądzie). Za niezastosowanie się do rozstrzygnięć serwisowi społecznościowemu będzie grozić kara administracyjna w wysokości od 50 tys. zł do nawet 50 mln zł.

Adwokat ocenia, że tak wysoka kara finansowa może spowodować, że administratorzy serwisów społecznościowych nie będą usuwać treści, nawet tych ewidentnie szkodliwych, bojąc się wchodzić w spory dotyczące tego, czy dana treść jest bezprawna.

– To też niedobrze, bo o ile wolność wypowiedzi jest ogromną wartością, o tyle źle jest, jeżeli w internecie znajdują się wypowiedzi szkodliwe i potencjalnie bezprawne. Przykładem są chociażby fake newsy polityczne czy mowa nienawiści. Nie w każdym przypadku takie wpisy są łatwe do ocenienia jako bezprawne. Natomiast wielokrotnie są one bardzo szkodliwe. Trudno byłoby podejmować swobodne decyzje dotyczące takich treści, mając z tyłu głowy myśl o tej 50-milionowej karze. Tak więc spodziewam się, że gdyby ta ustawa weszła w życie, w polskim internecie mielibyśmy znacznie więcej szkodliwych treści, co na pewno nie było założeniem projektodawców – ocenia partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Jego zdaniem ustawa wolnościowa będzie miała wręcz istotny wpływ na funkcjonowanie mediów internetowych w Polsce. Jak podkreśla, nie jest to rozwiązanie konieczne legislacyjnie, bo kwestie swobody wypowiedzi wkrótce ureguluje prawo europejskie. W grudniu ub.r., po pięciu latach prac UE zaprezentowała bowiem projekt Digital Services Act, czyli kodeks europejskiego internetu, który rangą i znaczeniem można porównać do RODO.

– W tym kodeksie są zawarte bliźniacze do ustawy wolnościowej próby zabezpieczenia swobody wypowiedzi w internecie. Przykładowo nie będzie można zablokować konta użytkownika bez powiadomienia go o tej decyzji wraz z uzasadnieniem i daniem mu szansy na zakwestionowanie jej w ramach różnych procedur online – wyjaśnia Xawery Konarski. – To oznacza, że projekt ustawy wolnościowej dubluje coś, co i tak będzie w Polsce prawem. Digital Services Act jest rozporządzeniem UE, które po uchwaleniu będzie stosowane bezpośrednio również w naszym kraju. Dlatego – przy całym poparciu dla idei, która przyświeca temu projektowi – kontynuowanie prac nad ustawą wolnościową uważam za bezprzedmiotowe. 

22 stycznia br. projekt ustawy został ogłoszony do KPRM z wnioskiem o wpis do wykazu prac legislacyjnych. Wniosek wciąż czeka na realizację, po której będą możliwe dalsze konsultacje, a następnie – przyjęcie projektu przez rząd.

Ruszają pierwsze inwestycje magazynowe w parku logistyczno-przemysłowym przy planowanym Centralnym Porcie Komunikacyjnym

90 proc. deweloperów magazynowych ocenia perspektywy na ten rok jako pozytywne lub zdecydowanie pozytywne – wynika z badania Cushman & Wakefield. Wielu z nich – choć z niepokojem śledzi wpływ pandemii na gospodarkę – planuje nowe inwestycje, które napędza przede wszystkim zwiększony popyt ze strony e-commerce. Takie jest też przeznaczenie magazynów budowanych na terenie nowego parku przemysłowo-logistycznego oddalonego o 10 km od przyszłego Centralnego Portu Komunikacyjnego. Przy węźle komunikacyjnym w Wiskitkach operator logistyczny FM Logistic stawia platformę magazynową o docelowej powierzchni przekraczającej 100 tys. mkw. 

Jak pokazuje styczniowa analiza firmy doradczej Cushman & Wakefield, większość działających w Polsce deweloperów magazynowych dobrze ocenia ubiegły rok pod względem popytu i podaży. Zdaniem 33 proc. najemcy magazynowi byli równie aktywni jak w ciągu dwóch ostatnich, rekordowych lat. W ocenie 45 proc. potrzeby najemców nawet wzrosły. Zgodnie z wcześniejszymi prognozami największą aktywność na rynku magazynowym wykazali najemcy związani ze sprzedażą internetową.

W tym samym badaniu ponad 90 proc. deweloperów magazynowych uważa, że sytuacja rynkowa w tym roku będzie pozytywna lub zdecydowanie pozytywna. Zdaniem 88 proc. wzrost popytu na magazyny generowany przez sprzedaż internetową będzie jednym z dominujących trendów, m.in. dlatego deweloperzy nie przewidują spowolnienia i planują nowe inwestycje. W tym gronie jest również FM Logistic, którego obroty przekraczają miliard euro rocznie. Operator logistyczny stawia właśnie pierwszą inwestycję na terenie planowanego parku przemysłowo-logistycznego, który będzie w przyszłości sąsiadować z Centralnym Portem Komunikacyjnym.

– Od planowanego CPK dzieli nas zaledwie 10 km. Z tego względu miasto Wiskitki zaplanowało na tym obszarze utworzenie parku przemysłowo-logistycznego. Nasza platforma jest pierwszą inwestycją realizowaną na tym terenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Jóźwik, regional director FM Logistic Central Europe.

Lokalizacja między Warszawą a Łodzią ma być jednym z głównych atutów nowej inwestycji – magazyny budowane są przy samym węźle komunikacyjnym Wiskitki łączącym autostradę A2 z drogą krajową 50, która w perspektywie zostanie jeszcze rozbudowana o kolejną nitkę, pełniącą dziś rolę dużej obwodnicy Warszawy.

Firma tym samym chce wzmacniać swoją obecność w centralnej Polsce, a bliskość aglomeracji warszawskiej i położenie przy ważnym węźle komunikacyjnym umożliwi realizację jej strategii dla logistyki miejskiej, którą od kilku lat rozwija w ramach projektu CityLogin. Zakłada on zastąpienie obecnie używanych pojazdów samochodami napędzanymi alternatywnymi źródłami energii. Pierwsza duża realizacja w tym zakresie zaplanowana jest już na ten rok.

Nowa platforma logistyczna w Wiskitkach będzie mieć całkowitą powierzchnię przekraczającą 100 tys. mkw. W pierwszym etapie, który ma być oddany do użytku na początku 2022 roku, powstaną trzy hale magazynowe, które pomieszczą prawie 30 tys. miejsc paletowych oraz powierzchnię biurową (1,5 tys. mkw.) z salami konferencyjnymi. Operator logistyczny szacuje, że już w przyszłym roku zatrudnienie znajdzie tu ok. 100 osób.

– Inwestowanie we własne magazyny to istotna część modelu biznesowego naszej grupy, która daje nam realną przewagę konkurencyjną. Wynika ona z pełnej kontroli nad całym obiektem, którą doceniają zwłaszcza klienci o rosnących i zmiennych potrzebach biznesowych – wskazuje Daniel Franke, managing director FM Logistic Central Europe– Dodatkowo długoterminowa i dedykowana forma inwestycji umożliwia nam razem z klientami zupełnie inne spojrzenie dotyczące wysokonakładowych inwestycji związanych z automatyzacją, a także zrównoważonym rozwojem.

Magazyn w Wiskitkach będzie dostosowany do obsługi wszystkich kanałów sprzedaży, zgodnie ze strategią omnichannel. Ponadto jedna z hal będzie też przystosowana do składowania towarów w temperaturze kontrolowanej.

– Dziś nie wystarczy już zwykła usługa magazynowania. Firmy oczekują od operatorów logistycznych dodatkowych kompetencji – mówi Mariusz Jóźwik. – Dlatego w Wiskitkach chcemy być gotowi na najbardziej wymagające wyzwania naszych klientów. Proponujemy tu kompleksowy zakres usług logistycznych, w tym magazynowanie, dystrybucję, co-packing, co-manufacturing, a także tak bardzo w ostatnim czasie zyskującą na popularności obsługę kanału e-commerce. W naszej ocenie żaden inny operator do tej pory nie zapewnił tak kompleksowej oferty we własnym obiekcie, pod jednym dachem.

Cushman & Wakefield prognozuje, że bieżący rok na rynku magazynów przyniesie dalszy rozwój rozwiązań proekologicznych. Ten trend był zauważalny już w ubiegłym, ale w kolejnym mogą się pojawić nowe, ciekawe rozwiązania w tym zakresie. Wpisuje się w niego również nowa inwestycja FM Logistic.

– Zastosowane w niej zostaną innowacyjne rozwiązania wykorzystujące dobre praktyki oszczędzania wody pitnej i osiągania efektywności energetycznej obiektu. Zadbano też o zielone otoczenie inwestycji oraz infrastrukturę pozwalającą pracownikom na m.in. dojazd współdzielonymi środkami transportu bądź pojazdami elektrycznymi, które będą mogli naładować na parkingu. Wysoka dbałość o surowce budowlane oraz dobre praktyki wynikające z certyfikacji LEED zapewniają maksymalne obniżenie wpływu procesu budowlanego na środowisko naturalne – precyzuje regional director FM Logistic Central Europe.

Liczba chętnych na kredyty mieszkaniowe powróciła do poziomów sprzed pandemii. Polacy wnioskują o wyższe kwoty

Banki notują coraz wyższe zainteresowanie kredytami hipotecznymi. O odbudowie popytu informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe, który w styczniu wyniósł 18,1 proc. Z informacji BIK wynika także, że w porównaniu do stycznia ub.r. wzrosła zarówno liczba chętnych na kredyt, jak i średnie kwoty, o jakie wnioskują Polacy. – Prognozy na ten rok zależą między innymi od polityki kredytowej banków, ale spodziewamy się wzrostów – mówi Waldemar Rogowski, profesor SGH, główny analityk Biura Informacji Kredytowej. BIK prognozuje wartość akcji kredytowej na poziomie 72 mld zł, czyli o 14 proc. wyższą niż w 2020 roku.

Pierwszy w tym roku dodatni odczyt BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe oznacza, że w styczniu 2021 roku w przeliczeniu na dni robocze banki i SKOK-i przesłały do Biura Informacji Kredytowej zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 18,1 proc. w porównaniu ze styczniem ub.r. Wartość tego indeksu w porównaniu do odczytu z grudnia 2020 roku wzrosła o 11,7 pkt proc. – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Waldemar Rogowski.

Ujemne odczyty BIK Indeks notował w okresie od marca do sierpnia 2020 roku. Od września tendencja się odwróciła, nie licząc przerwy w listopadzie, kiedy ponownie wskaźnik spadł. Ostatnie dane wskazują na to, że popyt na kredyty – w ujęciu liczby wnioskujących – praktycznie odbudował się do poziomu sprzed pandemii.

W styczniu do banków i SKOK-ów wnioskowało 37 460 potencjalnych kredytobiorców. To o 0,3 proc. więcej niż przed rokiem, i to pomimo mniejszej liczby dni roboczych, oraz o 11,5 proc. więcej niż w grudniu ub.r. W stosunku do kwietnia 2020 roku, kiedy dołek był największy, liczba wnioskujących wzrosła o ponad jedną trzecią. Styczniowy wzrost zainteresowania kredytobiorców będzie widoczny w sprzedaży kredytów za jeden–dwa miesiące, bo tyle trwa procesowanie wniosków w bankach.

Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w styczniu br. wyniosła 306,46 tys. zł i była o 6,6 proc. wyższa niż w styczniu 2020 roku – mówi główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Jak podkreśla, odzwierciedla to obecną sytuację na rynku mieszkaniowym – wzrost średniej ceny powierzchni użytkowo-mieszkalnej oraz zakupy coraz większych nieruchomości.

– Trzeba również pamiętać, że banki poluzowały wymagania odnośnie do wkładu własnego przy kredycie mieszkaniowym, co bezpośrednio przekłada się na poziom akceptowania wyższej wartości wskaźnika LtV – mówi dr hab. Waldemar Rogowski. – Pozytywny wpływ będzie miał również wzrost liczby osób zaszczepionych.

Pierwsze miesiące pandemii przyniosły znaczące zaostrzenie warunków przyznawania kredytów mieszkaniowych, ale w drugim półroczu banki zaczęły je łagodzić. To spowodowało, że w całym roku liczba wniosków kredytowych była tylko minimalnie niższa niż w 2019 roku (o 0,6 proc.). Ten segment produktów – na tle całego rynku – poradził sobie z kryzysem wyjątkowo dobrze.

Prognozy BIK zakładają, że akcja kredytowa w segmencie mieszkaniowym w tym roku wyniesie 72 mld zł i będzie o 14 proc. wyższa niż w całym 2020 roku. Wysokiemu popytowi na kredyty będą sprzyjać wciąż niskie stopy procentowe oraz względnie dobra sytuacja na rynku pracy.

Zmiany w uldze abolicyjnej wprowadzają limit odliczenia do 1360 zł. Część osób pracujących za granicą zapłaci w efekcie podwójny podatek

Od stycznia 2021 roku osoby, które rozliczają dochody z zagranicy zgodnie z metodą proporcjonalnego odliczenia, skorzystają z ulgi podatkowej tylko do kwoty 1360 zł. Ministerstwo Finansów tłumaczy, że ma to zapobiec nieprawidłowościom i unikaniu opodatkowania. – Wydaje się jednak, że zmiany te służą jedynie zwiększeniu przychodów z tytułu podatków do budżetu państwa – ocenia Agnieszka Telakowska-Harasiewicz z SSW Pragmatic Solutions. Nowe zasady dotkną ponad 26 tys. osób.

– Sam mechanizm działania ulgi abolicyjnej nie został bardzo zmieniony, wprowadzono natomiast limit odliczenia do kwoty 1360 zł. Ulga abolicyjna została wprowadzona, aby wyrównać opodatkowanie między dwiema metodami unikania opodatkowania, czyli metodą proporcjonalnego odliczania oraz metody wyłączenia z progresją. Dotyczy zatem polskich podatników, którzy uzyskują dochody za granicą, w stosunku do których umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania przewiduje metodę proporcjonalnego odliczenia – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Telakowska-Harasiewicz, doradca podatkowy SSW Pragmatic Solutions.

Z ulgi abolicyjnej korzystają podatnicy, którzy osiągają za granicą dochody z tytułu umowy o pracę, z działalności wykonywanej osobiście, np. z zasiadania w radach nadzorczych spółek, w radach dyrektorów, zarządach, a także osoby uzyskujące dochody na podstawie kontraktów menedżerskich czy z tytułu działalności gospodarczej. Przysługuje ona podatnikom pracującym w krajach, z którymi Polska umówiła się na metodę proporcjonalnego odliczenia. To m.in. Australia, Holandia, Irlandia, Norwegia, USA czy Wielka Brytania.

– Od 2021 roku taka metoda jest również przewidziana w umowach z Danią i Portugalią, a to za sprawą zmian na podstawie konwencji MLI – wskazuje doradca podatkowy. – Ulga abolicyjna nie będzie miała zastosowania do dochodów uzyskiwanych na terytorium np. Francji czy Niemiec, albowiem umowy zawarte pomiędzy Polską a tymi krajami przewidują metodę wyłączenia z progresją.

Co do zasady w przypadku metody proporcjonalnego odliczenia zagraniczny dochód jest opodatkowany w naszym kraju, ale podatku nie trzeba płacić w tej części, w jakiej został uregulowany za granicą. Ulga abolicyjna pozwalała uniknąć tej zapłaty. W efekcie osoba, która musi stosować metodę proporcjonalnego odliczenia, rozlicza się tak jak ten, komu wolno stosować wyłączenie z progresją.

– Ulga abolicyjna w dotychczasowym brzmieniu pozwalała na zredukowanie podatku od dochodów uzyskanych za granicą praktycznie do zera. Innymi słowy, jeżeli polski podatnik uzyskiwał dochody np. z umowy o pracę za granicą, to rozliczając się w Polsce przy wykorzystaniu ulgi abolicyjnej, nie musiał już dopłacić podatku – tłumaczy Agnieszka Telakowska-Harasiewicz.

Zmiana wprowadza od przyszłego roku maksymalne odliczenie w ramach ulgi abolicyjnej do poziomu 1360 zł. To oznacza, że będzie można skorzystać z ulgi w przypadku zagranicznego dochodu nieprzekraczającego kwoty 8 tys. zł. Od nadwyżki trzeba będzie dopłacić w Polsce różnicę między podatkiem płaconym w kraju wykonania pracy a tym naliczonym przez polskiego fiskusa.

W uzasadnieniu projektu ustawy Ministerstwo Finansów podaje, że zmiana ma ograniczyć nieprawidłowości i unikanie opodatkowania dochodów. Twierdzi też, że likwidacja ulgi abolicyjnej dotknie relatywnie niewielką liczbę osób. W 2018 roku z ulgi abolicyjnej skorzystało 67 tys. osób, z tej grupy 26 tys. osób będzie miało podatek wykraczający poza limit. Ponad 60 proc. podatników będzie mogło skorzystać z ulgi tak jak dotychczas.

– Wydaje się, że wbrew temu, co twierdzi Ministerstwo Finansów, zmiany do ulgi abolicyjnej służą jedynie zwiększeniu przychodów z tytułu podatków do budżetu państwa – zauważa doradca podatkowy z SSW Pragmatic Solutions. – Wprowadzenie limitu odliczenia spowoduje, że w wielu przypadkach polscy podatnicy uzyskujący dochody za granicą będą musieli dopłacić podatek.

Poseł Stanisław Tyszka w interpelacji poselskiej wylicza, że np. nauczycielka pracująca w Londynie, osiągająca przychód 30 tys. funtów rocznie brutto, będzie płaciła oprócz 3,5 tys. funtów podatku brytyjskiego i 2,5 tys. funtów na składki społeczne ponad 2,1 tys. funtów podatku do polskiego fiskusa. Zdaniem ekspertów ograniczenie ulgi abolicyjnej może też naruszać równość podatkową. Osoby pracujące np. w Niemczech, Francji czy Hiszpanii nie będą musiały ponosić dodatkowych obciążeń podatkowych, bo stosują metodę wyłączenia z progresją.

Nowe przepisy zaczną mieć zastosowanie w przypadku rozliczania dochodów za 2021 rok, czyli w deklaracjach składanych w 2022 roku.

Narzędzie polskiej firmy pozwala naprawić błędy w oprogramowaniu w kilka minut. Wkrótce sztuczna inteligencja zacznie poprawiać programistów

W typowym oprogramowaniu występuje średnio 25 błędów na 1000 linii kodu – podaje National Institute of Standards and Technology. Niewykryty błąd oprogramowania może spowodować krytyczne przerwy w działaniu systemu, a naprawianie usterek zajmuje programistom nawet 60 proc. czasu. Polski start-up znalazł rozwiązanie problemu – RevDeBug umożliwia programistom łatwą identyfikację i naprawę błędów w oprogramowaniu. Rejestruje wykonywany kod i pozwala odtworzyć w ciągu kilku minut zdarzenia, które doprowadziły do wystąpienia błędu.

– RevDeBug to narzędzie, które usprawnia proces naprawy błędów w oprogramowaniu. Usuwamy przyczyny frustracji związane z tym procesem, dzięki cztemu pozwalamy zespołom odpowiedzialnym za rozwój oprogramowania na skupienie się na tworzeniu i rozwijaniu nowego. Przetwarzamy więcej danych, korzystamy z nowych technologii, przyczyny i symptomy związane z błędami nie są cały czas w tym samym miejscu. To powoduje, że osoby odpowiedzialne za naprawę oprogramowania muszą szukać, co jest prawdziwą przyczyną – mówi agencji Newseria Innowacje Piotr Biegun, członek zarządu w RevDeBug.

Według National Institute of Standards and Technology w typowym oprogramowaniu występuje średnio 25 błędów na 1000 linii kodu. Oznacza to ogromną liczbę luk w zabezpieczeniach, a większość z nich jest wynikiem prostych błędów w kodowaniu. Niewykryty błąd może spowodować krytyczne przerwy w działaniu systemu. Błędna konfiguracja platform chmurowych doprowadziła np. do naruszenia bezpieczeństwa danych w instytucji finansowej Capital One w 2019 roku, w wyniku którego ucierpiało ok. 106 mln osób.

– Wykrywanie błędów jest problematyczne. Weźmy np. zwykłą stronę internetową, z której korzysta przeciętny Polak – z jego perspektywy coś nie działa, jest to frustrujące. Natomiast z perspektywy działu IT przyczyny, dlaczego to nie działa, są pochowane w różnych miejscach. Zaczęliśmy korzystać z bardziej skomplikowanych systemów, rozwiązań chmurowych, nowych technologii, które powodują, że błędy, przyczyny i symptomy tych błędów są w różnych miejscach. Jesteśmy w stanie szybciej tworzyć oprogramowanie i je skalować, natomiast znajdowanie i naprawianie błędów stało się trudniejsze – wskazuje Piotr Biegun.

Polski start-up opracował system, który wykrywa i naprawia różnego rodzaju nieprawidłowości w systemach i aplikacjach. Narzędzie rejestruje wykonywany kod, w ten sposób umożliwiając odtworzenie zdarzenia, które doprowadziło do wystąpienia błędu. Dzięki temu nie trzeba zgadywać przyczyn awarii, a sam proces naprawy skraca się czasem z miesięcy do kilku minut.

– Wykorzystujemy do tego naszą opatentowaną technologię pozwalającą nagrać film z wykonania kodu, który doprowadził do danej awarii. Dzięki temu programista patrząc na ten kod, nie musi poszukiwać przyczyny tych błędów i potem odtwarzać sytuacji, które nie wiadomo, dlaczego się wydarzyły – wskazuje ekspert.

Opracowane przez Polaków narzędzie bazuje na sztucznej inteligencji. Dostarcza gotowe rozwiązania programistom i informatykom.

– RevDeBug pozwala stwierdzić, dlaczego dana rzecz się wydarzyła, czyli nie trzeba pytać sztucznej inteligencji, dlaczego zadziałała w ten sposób. Z drugiej strony pracujemy nad tym, żeby z wykorzystaniem nie tylko sztucznej inteligencji, ale również metod statystycznych i matematycznych dostarczać programistom informacje, które ułatwiają i skracają proces związany z analizowaniem, naprawianiem błędów, żeby dostawali od nas gotowe wiadomości i sugestie, które elementy wymagają poprawy – mówi Piotr Biegun.

Raport Consortium for Information & Software Quality (CISQ) „The Cost of Poor Software Quality in the US” szacuje, że koszty związane z oprogramowaniem słabej jakości sięgają 2,08 tryliona dol. i nie obejmuje to nawet „długu technicznego”, czyli nagromadzonych luk w oprogramowaniu w aplikacjach, sieciach i systemach, które nigdy nie zostały naprawione. Raport CISQ szacuje to zadłużenie na kolejne 1,3 tryliona dol. Zdecydowana większość (75 proc.) to awaria oprogramowania spowodowana brakiem łatania znanych luk w zabezpieczeniach, problemy ze starszym sprzętem i nieudane projekty rozwojowe.

Błędy związane z oprogramowaniem hamują działalność firm, często mogą powodować wielomilionowe straty związane z przestojem. Dzięki rozwiązaniu polskiej firmy takie sytuacje praktycznie nie mają miejsca, dlatego z systemu korzystają m.in. sektor finansowy, e-commerce czy e-usługi.

– To, nad czym pracujemy przyszłościowo, to proces „self-healing”, czyli będziemy w stanie dostarczać programistom nie tylko przyczyny, ale od razu kod, który dane problemy rozwiązuje w sposób automatyczny – zapowiada członek zarządu w RevDeBug. – Skupiamy się na tym, żeby nasze narzędzie było dostępne nie tylko dla dużych korporacji, z którymi obecnie pracujemy, ale również było dostosowane do pracy mniejszych zespołów. Dzięki temu, że będziemy dystrybuować je za pomocą chmur publicznych, takich jak Microsoft Azure, każdy będzie mógł skorzystać z naszego rozwiązania w prosty sposób i rozliczyć się w takim modelu, który jest dla niego wygodny, tzn. w zależności od tego, jakiej wielkości przetwarza dane i jakiej wielkości ma biznes.

Polka opracowała mobilną aplikację dla chorych na hashimoto. Może pomóc setkom tysięcy osób w Polsce

Hashiona to aplikacja mobilna skierowana do osób zmagających się z chorobą Hashimoto i niedoczynnością tarczycy. Ma na celu ułatwienie życia chorym i zarządzanie chorobą, a także udzielenie pomocy w wejściu w tzw. remisję. – Pacjent ma do wyboru kilka funkcjonalności w aplikacji, m.in. jest w stanie sam śledzić swoje objawy oraz szukać tzw. wyzwalaczy, czyli czynników, które powodują dany objaw, np. alergie pokarmowe – tłumaczy Ewa Galant, autorka aplikacji i założycielka firmy Hashiona.

Przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) problemy z tarczycą uznawane są już za chorobę cywilizacyjną, na którą cierpi według różnych szacunków endokrynologów nawet 4,5 procent populacji. Z kolei według danych GUS z 2018 roku w Polsce aż milion osób chorowało z powodu tarczycy. Eksperci szacują, że nawet 800 tys. przypadków to efekt choroby Hashimoto. To schorzenie autoimmunologiczne wynikające z wady układu odpornościowego. Organizm sam atakuje białka tarczycowe, powodując degradację tarczycy i zaburzenia w produkcji hormonów. Choć jest to choroba nieuleczalna, można z nią żyć, a przy wykorzystywaniu dodatkowej wiedzy i zmianie stylu życia całkiem sprawnie radzić sobie z jej objawami. Dzięki opracowanej przez Polkę aplikacji Hashiona będzie to o wiele łatwiejsze, a pacjenci otrzymają dodatkowe wsparcie.

– Pacjent ma do wyboru kilka funkcjonalności w aplikacji, m.in. jest w stanie samodzielnie śledzić swoje objawy choroby i szukać tzw. wyzwalaczy, czyli czynników, które powodują dany objaw choroby. Mogą to być np. alergie pokarmowe, ale nie tylko. Dodatkowo pracujemy właśnie nad funkcjonalnością specjalnego programu, który będzie trwał 24 tygodnie i będzie przeprowadzał użytkowników przez wszystkie etapy wejścia w remisję choroby przez zmianę nawyków żywieniowych i zmianę stylu życia. Podobnie jak np. przy cukrzycy styl życia przy hashimoto jest kluczowy – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Ewa Galant, autorka aplikacji i założycielka firmy Hashiona.

W celu dokładnych pomiarów stylu życia pacjenci będą logować się do aplikacji każdego dnia i oznaczać najpierw swoje symptomy, zarówno psychiczne, jak również fizyczne, a także opisywać swój styl życia, czyli m.in. częstotliwość i jakość snu oraz odżywiania, a także występowanie sytuacji stresogennych. Na podstawie tych informacji aplikacja będzie wspierać pacjenta w szukaniu tzw. indywidualnych wzorców zdrowotnych, aby wcielać je w życie, a jednocześnie wykluczać lub ograniczać negatywne wzorce.

– Nasz program „Step by step to remission” jest dosyć unikatowy w skali światowej, dlatego że za pomocą aplikacji prowadzimy naszego pacjenta za rękę poprzez poszczególne zmiany stylu życia do momentu, aż wejdzie on do etapu remisji choroby. Remisję rozumiemy przez stan, w którym pacjent nie odczuwa objawów, czyli czuje się dobrze, jest w stanie normalnie funkcjonować, oraz w momencie, w którym jego przeciwciała w krwi spadają do poziomu najbliższego zeru – wskazuje założycielka firmy Hashiona.

Choć aplikacja nie jest produktem medycznym i nigdy nie zastąpi kontaktu z lekarzem, oferuje wsparcie standardowej terapii osobom chorym na hashimoto lub chorobę niedoczynności tarczycy. Oznacza to, że pacjenci zawsze już będą musieli przyjmować lek na niedoczynność tarczycy, natomiast aplikacja ma na celu wsparcie stylu życia. Co ważne, Hashiona jest jednym z niewielu tego typu rozwiązań na rynku.

– Na dzisiaj, szczególnie na rynku polskim, nie istnieją rozwiązania technologiczne skierowane do tej grupy pacjentów, jesteśmy pierwsi w Polsce. Budujemy społeczność wśród pacjentów, lekarzy, ale również naukowców, którzy będą rozwijać wiedzę na temat choroby Hashimoto za pomocą danych zbieranych anonimowo z aplikacji – wskazuje Ewa Galant.

Hashiona jest już dostępna dla polskich użytkowników w sklepie Google Play na urządzenia z systemem operacyjnym Android, na razie w ograniczonej formie. Dodatkowe funkcjonalności, w tym program „Step by step to remission”, pojawią się na przełomie marca i kwietnia 2021 roku.

Spadek PKB i wzrost bezrobocia, czyli co nas czeka w szponach kryzysu?

Porównując poziom kryzysu w Polsce z innymi krajami – głównie Zachodniej Europy – można pomyśleć, że pandemia koronawirusa za bardzo nas nie dotknęła. Przewidywany spadek PKB na poziomie 5% wygląda dobrze, w porównaniu z kilkunastoprocentowymi spadkami w Hiszpanii i Francji. To prawda – pandemia dotknęła Europę Wschodnią znacznie mniej, niż inne państwa. Widać to na przykładzie Niemiec – gdzie granica między liczbą zachorowań dzieli kraj na wschodnią i zachodnią część. Czemu tak jest, nie wie nikt. Nie należy jednak zachwycać się sytuacją naszej gospodarki. Spadek PKB o 5% to wciąż ogromny kryzys, niewidziany w Polsce od 30 lat.

– Mówienie o zielonej wyspie to przesada. To nie jest normalny kryzys, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Sytuacja jest bardzo ciężka. Obniżenie wartości PKB o 5% to gigantyczny spadek, któremu towarzyszy w dodatku ogromny wzrost zadłużenia państwa – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Dzisiaj możemy powiedzieć, że radzimy sobie nie najgorzej. Ale sytuacja jest bardzo ciężka. Możemy jeszcze oczekiwać załamania się wielu wskaźników, na przykład bezrobocia. Dzięki interwencji państwa bezrobocie nie wzrosło – co obserwujemy także na rynku europejskim. Jednak kosztem tego jest ogromny wzrost długu publicznego. Cenę za to zapłacimy w przyszłości, a bezrobocie wkrótce zacznie rosnąć – przewiduje Orłowski.

Na telefon z banku lub na Sanepid, czyli nowe sposoby oszustów na kradzież naszych danych

Pandemia Covid-19 sprawiła, że funkcjonujemy głównie w kanale online. Nie chodzi tylko o możliwość pracy zdalnej. Przez Internet możemy załatwić już prawie wszystko, nawet takie sprawy, jak np. „wizytę” u lekarza specjalisty czy zaciągnięcie kredytu hipotecznego, co kiedyś było niemożliwe. Za tę wygodę płacimy czasem wysoką cenę. W sieci umieszczamy coraz więcej informacji na swój temat, co jest na rękę osobom czyhającym na nasze dane, będące w dzisiejszym świecie walutą ważniejszą niż złoto… Tylko od kwietnia do lipca w naszym kraju odnotowano aż o 42% więcej ataków przy użyciu szkodliwego oprogramowania niż w poprzednio analizowanym okresie[1]. Cyberprzestępcy w swoich działaniach są coraz bardziej przebiegli. Skutki mogą być zauważalne od razu, np. w postaci „uszczuplenia” naszego konta bankowego lub niestety bardziej długofalowe. Jeżeli nie zorientujemy się w porę, złodziej może się posługiwać się skradzionymi danymi przez dłuższy czas i np. zaciągać na nazwisko ich właściciela kolejne pożyczki czy kredyty. Jak się przed tym chronić i unikać niechcianych długów? Podpowiada ekspert Intrum!

Korona-kryzys, czyli czas „żniw” dla cyberprzestępców

Polacy są świadomi tego, że ciągłe przebywanie w kanale online przynajmniej w teorii zwiększa szanse na naruszenie prywatności, a nawet kradzież tożsamości. Obawiamy się tego zjawiska. Z badania przeprowadzonego przez KRD i serwis ChronPESEL.pl wynika, że 60 proc. respondentów obawia się utraty danych osobowych, a 54 proc. za największe zagrożenie uznaje wycieki z baz danych urzędów i firm.

– Przestępcy nie zawsze stosują wyrafinowane metody, nie zawsze chodzi o zaplanowane ataki hakerów. Niestety takie osoby częściej bazują na naszym braku wiedzy, nieostrożności, roztargnieniu, o co przecież w korona-kryzysie nietrudno. Wystarczy np. nie doczytać wszystkich zapisów umowy, którą dokonujemy na odległość (online), albo nie sprawdzić wiarygodności konsultanta jakiejś firmy, który chce nam sprzedać jakiś towar lub usługę po podejrzanie niskiej cenie. Możemy odczuć skutek takiej nieuwagi od razu w postaci zapłaty za transakcję, która nie dojdzie do skutku, ale konsekwencji może być więcej. Gdy nasze dane raz dostaną się w niepowołane ręce, oszust może posługiwać się nimi wielokrotnie. Zawieranie różnych umów w naszym imieniu, zaciąganie pożyczek i kredytów – to najpopularniejsze sposoby wykorzystania naszej tożsamości przez cyberprzestępców. W taki nieświadomy sposób stajemy się dłużnikami. Dowiadujemy się o tym najczęściej w momencie, kiedy staramy się „oficjalnie”, we własnym imieniu o kredyt czy chcemy dokonać zakupu na raty. Wtedy otrzymujemy informację, że widniejemy na jednej z tzw. czarnych list dłużników, bo oczywiste jest, że zobowiązanie zaciągnięte na nasze nazwisko, nie jest spłacane przez oszusta – komentuje ekspert Intrum, Magdalena Krakowczyk.

Nowa rzeczywistość, w której żyjemy prawie od roku, to również nowe sposoby oszustów na wyłudzanie naszych danych i pieniędzy. Te ostatnio często spotykane, to podawanie się w fałszywych wiadomościach sms czy telefonach za pracowników Sanepidu, ministerstw, Policji czy innych służb zaangażowanych w walkę z pandemią.

Czy zagrożenie i obawy Polaków są zasadne?

Dane pokazują, że niestety odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Boimy się nie tylko działania cyberprzestępców, ale nie mamy również zaufania do instytucji, które gromadzą nasze dane osobowe. Jak podaje KRD, w kwietniu do sieci trafiły poufne informacje na temat kilkuset pacjentów przebywających na kwarantannie w powiecie gnieźnieńskim. W tym samym miesiącu do podobnego incydentu doszło w sklepie internetowym Cyfrowe.pl, który gromadził dane klientów od 2007 r. Na początku jesieni cyberprzestępcy weszli w posiadanie danych klientów dwóch aptek internetowych. W listopadzie doszło z kolei do wycieku, m.in. numerów PESEL z bazy jednego z portali medycznego gromadzącego informacje o zdrowiu ponad 15 tys. pacjentów. Podobne przykłady można mnożyć.

O czym każdy internauta wiedzieć powinien, czyli zasady bezpieczeństwa w sieci

Czy w starciu z internetowym oszustem jesteśmy na straconej pozycji? – Na szczęście nie! Rozsądek, szczególna uwaga na pewne podejrzane działania, znajomość podstawowych zasad bezpiecznego korzystania z sieci, powinny skutecznie utrudnić cyberprzestępcom kradzież naszych danych, czyli w konsekwencji także naszych pieniędzy. To ważne, ponieważ jak wynika z danych Intrum, w korona-kryzie dochody aż 45 proc. konsumentów w Polsce uległy zmniejszeniu[2]. Pojawienie się niechcianych długów w takiej sytuacji oznaczałoby również powstanie poważnych problemów finansowych. Zawsze warto starać się ich unikać, a w czasach kryzysu powinien być to imperatyw – podpowiada Magdalena Krakowczyk, ekspert Intrum.

W dbaniu o bezpieczeństwo danych z pewnością pomoże Dekalog Bezpiecznego Użytkowania Internetu od Intrum:

  1. Wybieraj tylko bezpieczne i sprawdzone sklepy internetowe, czyli takie, o których wiadomo, że przestrzegają zasad bezpieczeństwa i stosują odpowiednie zabezpieczenia, dzięki którym dane osobowe ich klientów nie staną się łatwym łupem dla oszustów. Ta zasad dotyczy wszelkich instytucji, którym powierzamy swoje dane.
  2. Dokonuj płatności internetowych tylko przy udziale certyfikowanych pośredników.
  3. Nie otwieraj wiadomości e-mail i sms nieznanego pochodzenia oraz zawierających podejrzaną treść. Zwróć szczególną uwagę na wiadomości nakazujące zapłatę zaległych (w tym przypadku fikcyjnych) faktur lub podanie dostępu do konta bankowego albo danych z karty płatniczej.
  4. Zadbaj o bezpieczeństwo haseł dostępu. Hasła powinny składać się z różnych znaków (wielkie i małe litery, znaki specjalne i cyfry) oraz być odpowiednio długie (min. 8 znaków), wtedy będą trudniejsze do złamania. Co nie mniej ważne – nie posługuj się tym samym hasłem dostępu do wielu kont i pamiętaj, aby zmieniać je co jakiś czas.
  5. Nigdy nie podawaj haseł i loginów osobom trzecim. Nawet takie podmioty jak ZUS czy Policja tego nie wymagają!
  6. Sprawdzaj, czy bank lub sklep internetowy, z którego korzystasz, wykorzystuje szyfrowaną wersję protokołu http. Innymi słowy, sprawdź, czy adres strony poprzedza fraza „https” (np. https://www.abcdefghijkl.pl). Jeżeli nie, to takie połączenie nie jest szyfrowane, co znacząco obniża poziom zaufania do takiej witryny i warto rozważyć, czy istnieje potrzeba przekazywać tam swoje dane.
  7. Wykonując przelew bankowy on-line, nigdy nie kopiuj numeru rachunku bankowego z zewnętrznych źródeł, tylko za każdym razem wpisuj go ręcznie.
  8. Nie korzystaj z otwartych, niezabezpieczonych sieci Wi-Fi, czyli tzw. hotspotów, dostępnych w miejscach publicznych, takich jak restauracje, galerie handlowe czy lotniska, nawet jeżeli musisz skorzystać z aplikacji bankowej, aby wykonać szybki przelew. W celu zwiększenia ochrony naszych urządzeń, zasadne wydaje się rozważenie nabycia usługi VPN (z ang. Virtual Private Network), dzięki której przeglądanie Internetu, w tym także korzystanie z usług bankowych czy robienie zakupów, będzie odpowiednio zabezpieczone i niedostępne dla osób trzecich.
  9. Używaj sprawdzonych programów antywirusowych. Dzięki temu dodatkowemu zabezpieczeniu możesz mieć pewność, że zarówno Twoje dane, które udostępniasz w Internecie, jak i informacje, które przechowujesz lokalnie na komputerze lub w smartfonie, będą bezpieczne. Korzystaj tylko z oprogramowania pochodzącego z autoryzowanych, legalnych źródeł.
  10. Dokonuj regularnych aktualizacji oprogramowania na Twoim komputerze, smartfonie i tablecie.

[1] Dane: CERT Polska, 2020.

[2] Intrum, European Consumer Payment Report 2020, grudzień 2020.

Nowość na wrocławskim lotnisku – bramki do automatycznej kontroli granicznej

W Porcie Lotniczym Wrocław oficjalnie zaprezentowano dziś bramki do automatycznej kontroli dokumentów podróżnych w strefie Non Schengen. Wrocławskie lotnisko jako drugie regionalne lotnisko w Polsce zainstalowało je zarówno w hali odlotów, jak i przylotów. Dzięki tej inwestycji pasażerowie szybciej przejdą kontrolę na granicy.Port Lotniczy Wrocław fot. Maciej Lulko 04 Port Lotniczy Wrocław fot. Maciej Lulko 05

Nowe bramki do automatycznej kontroli granicznej znajdują się w halach odlotów i przylotów

– po 4 w każdej hali. – Bardzo się cieszę, że dzięki rządowym funduszom bramki biometryczne do automatycznej kontroli granicznej zostały zamontowane na wrocławskim lotnisku. Jest to ważna inwestycja, która zwiększy komfort podróżujących, unowocześni i ulepszy proces odprawy granicznej, a także wesprze Straż Graniczną w realizacji jednego z jej podstawowych zadań – mówi obecny na prezentacji wojewoda dolnośląski Jarosław Obremski.

Z kolei płk Tomasz Michalski, komendant Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej, dodaje:

– Cieszymy się bardzo, że funkcjonariusze Straży Granicznej na wrocławskim lotnisku mogą nadzorować i obserwować proces kontroli granicznej przy wykorzystaniu bramek do automatycznej kontroli dokumentów podróżnych. Jestem przekonany, że nowe wyposażenie wpłynie na usprawnienie i przyśpieszenie procesu kontroli granicznej. Bramki automatycznie weryfikują dane zawarte w chipie biometrycznym paszportu z wizerunkiem twarzy podróżnego. Dzięki temu wykluczona jest możliwość posłużenia się podrobionym, przerobionym lub cudzym dokumentem. Ponadto bramki są połączone z bazami danych, które obsługuje Straż Graniczna, a to z kolei pozwala m.in. wykryć, czy podróżny nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa wewnętrznego i porządku publicznego.

– Dzięki bramkom przejście graniczne ma teraz większą przepustowość. To kolejna inwestycja, która zwiększa atrakcyjność naszego terminala. Z roku na rok staje się on coraz bardziej przyjazny i nowoczesny. Możemy śmiało powiedzieć, że jesteśmy w pełni gotowi na powrót ruchu do normalności – mówi Dariusz Kuś, prezes Portu Lotniczego Wrocław.

Kto i jak może korzystać z bramek?

Kontrola graniczna w Porcie Lotniczym Wrocław obowiązuje podróżnych wylatujących lub przylatujących z krajów spoza strefy Schengen. Bramki do automatycznej kontroli są ustawione przy wejściu i wyjściu ze strefy Non Schengen. Z bramek mogą korzystać pełnoletni obywatele UE, EOG i Szwajcarii posiadający dokument biometryczny: paszport lub dowód osobisty. – Tylko z takiego dokumentu mogą być odczytane dane przez urządzenie skanujące – wyjaśnia Przemysław Marcinkowski, dyrektor ds. infrastruktury w Porcie Lotniczym Wrocław. Bramka obsługuje osoby o wzroście pomiędzy 120 a 220 cm.

Automatyczna kontrola graniczna przebiega w następujący sposób: należy podejść do bramki, otworzyć dokument na stronie ze zdjęciem, przyłożyć go do czytnika i chwilę przytrzymać. Po automatycznej weryfikacji danych otwiera się bramka, przez którą trzeba wejść do środka, gdzie następuje skanowanie twarzy w celu potwierdzenia tożsamości. Aby zeskanować twarz, należy stanąć w wyznaczonym miejscu (oznaczonym na podłodze symbolem stóp), zdjąć nakrycie głowy, okulary i maseczkę. Jeżeli wszystko się zgadza, można wyjść ze strefy automatycznej kontroli.

Bramki do automatycznej kontroli granicznej działają na kilku lotniskach w Polsce, ale tylko na Chopina w Warszawie, we Wrocławiu i w Poznaniu są w obu halach. – Na innych lotniskach bramki są albo w hali przylotów, albo w hali odlotów. Port Lotniczy Wrocław zainstalował je w obu halach, podobnie jak zrobiono to w Warszawie na lotnisku Chopina oraz na lotnisku w Poznaniu – zauważa Przemysław Marcinkowski.

Testy i bezpieczeństwo na lotnisku

Bramki to nie jedyna nowość, jaką Port Lotniczy Wrocław wprowadził w ostatnich miesiącach. Od 30 stycznia pasażerowie przylatujący do Wrocławia ze strefy Non Schengen mogą wykonać na wrocławskim lotnisku szybki test antygenowy tuż po przylocie. Punkt diagnostyczny badań na obecność COVID-19 znajduje się przed stanowiskami kontroli granicznej, a więc przed przekroczeniem granicy Państwa Polskiego. Koszt wykonania testu to 200 zł, czas oczekiwania na wynik – około 15 minut. Negatywny wynik testu umożliwia zwolnienie z 10-dniowej kwarantanny. Punkt działa po każdym przylocie samolotu ze strefy Non Schengen, także w godzinach nocnych. To ogromne ułatwienie dla pasażerów wracających do Wrocławia z Wielkiej Brytanii czy Ukrainy, a także dla osób podróżujących lotami czarterowymi np. wracających z Zanzibaru.

Dodatkowo od listopada na parkingu przed terminalem działa punkt do wykonywania testów na obecność wirusa SARS-CoV-2. Znacznie wcześniej wprowadzono specjalne zasady korzystania z terminala w ramach bezpiecznej obsługi pasażerów. Przed wejściem do terminala przeprowadzany jest pomiar temperatury, a po wejściu obowiązuje nakaz zasłaniania ust i nosa, a także zasada zachowania dystansu. W terminalu rozmieszczone są dozowniki z płynem do dezynfekcji. Zalecana jest regularna dezynfekcja rąk. Pasażerowie są na bieżąco informowani, jak bezpiecznie korzystać z terminala. Informacje są m.in. wyświetlane na ekranach, a ponadto udzielają ich pracownicy Portu Lotniczego Wrocław.

To będzie przełomowy rok dla wielu hoteli. Sektor hotelowy czeka duża transformacja

Hotele z niecierpliwością oczekują na odmrożenie gospodarki. 2021 rok powinien okazać się już lepszy dla branży niż rok ubiegły. W Polsce mamy bardzo silny popyt krajowy, zarówno od strony biznesu, jak i turystyki, co dla sektora hotelowego jest o tyle korzystne, że nie jest wyłącznie uzależniony od przyjazdów turystów z zagranicy. Dzięki temu, polskie hotele mają dużą szansę poradzić sobie po odmrożeniu gospodarki, nawet jeśli jeszcze przez dłuższy czas ruch turystyki na świecie będzie zablokowany albo w jakimś stopniu ograniczany. Pokazały to dobre wyniki, jakie odnotował sektor w miejscowościach turystycznych w minionym sezonie letnim.

Hotelarze, szczególnie w dużych miastach, będą musieli wykazać się dużą dozą kreatywności, by przyciągnąć w najbliższych miesiącach polskich gości biznesowych, którzy będą mieli bardzo szeroką ofertę do wyboru. W ostatnich latach popyt na usługi hotelowe w największych ośrodkach biznesowych w kraju był bardzo duży, hotele nie musiały intensywnie zabiegać o gości. Teraz będą zmuszone wykazać się dużą elastyczność i zawalczyć o klientów. Tym bardziej, że na rynku jest spora ilość mieszkań przeznaczonych na wynajem krótkoterminowy, stanowiących dla nich po części konkurencję. Poza tym, wiodące sieci hotelowe wchodzą i rozszerzają ofertę mieszkań i domów na wynajem krótkoterminowy w dużych miastach i miejscowościach wakacyjnych, ponieważ klienci oczekują teraz większej przestrzeni podczas wypoczynku.

Hotele są jedną z branż, której pandemia przyniosła największe straty. W najgorszej sytuacji są właściciele obiektów, którzy nie mieli zgromadzonego rezerwowego „tłuszczyku finansowego”. Teraz zmuszeni są do sprzedaży hoteli i wycofania się z rynku, na który prawdopodobnie już nie wrócą. W tej chwili w Polsce na sprzedaż wystawionych jest już kilkaset obiektów hotelowych. Są to głównie nieduże hotele i pensjonaty zlokalizowane w mniejszych miejscowościach.

W wyniku dużego spadku zaufania do sektora ze strony instytucji finansowych obiekty w słabej kondycji nie mogą liczyć na wsparcie kredytowe. Część mniejszych hoteli położonych w niedużych ośrodkach oraz niezbyt dobrze zlokalizowanych upadnie. W tym roku będziemy świadkami przejęć na rynku hotelowym i konsolidacji branży na dużą skalę.

Znaczna część międzynarodowych inwestorów wstrzymała się z akwizycją assetów z segmentu hotelowego, koncentrując uwagę aktualnie głównie na sektorze magazynowym. Operatorzy na umowach dzierżawy bardzo ostrożnie wybierają oferty i skupiają się wyłącznie na największych aglomeracjach w kraju albo całkowicie wstrzymują się z podejmowaniem decyzji.

Autor: Katarzyna Tencza, Associate Director Investment&Hospitality w Walter Herz

Wpływ koronawirusa na medycynę nie skończy się razem z pandemią

Do 2025 roku w medycynie dokona się zmiana priorytetów i przewartościowanie w podejściu do leczenia.

Wybuch pandemii spowodował dynamiczne przyspieszenie cyfrowej transformacji sektora medycznego, która w ciągu dziewięciu miesięcy osiągnęła poziomy spodziewane w perspektywie wielu lat. Zmienił też nastawienie naukowców, pacjentów i przedsiębiorstw do tego kto, gdzie i jak powinien się zajmować ochroną zdrowia w przyszłości – wynika z raportu “The Future unmasked: life sciences and healthcare predictions 2025” firmy doradczej Deloitte.

Na początku 2020 r. branża ochrony zdrowia i sektora life science, obejmującego segmenty: farmaceutyczny, biotechnologiczny oraz technologii medycznych, znajdowała się na ścieżce stałego, ale relatywnie powolnego rozwoju.

Wybuch pandemii koronawirusa spowodował, że obserwowane w ostatnich latach trendy w sektorze ochrony zdrowia gwałtownie przybrały na sile. Według przewidywań ONZ do 2025 r. 11 proc. światowej populacji (21 proc. w przypadku Europy) będą stanowiły osoby powyżej 65 roku życia. Z kolei zdaniem Międzynarodowej Federacji Diabetologicznej liczba osób cierpiących np. na cukrzycę ma do 2030 r. wzrosnąć do 578 mln i do 700 mln do roku 2045. Zdaniem ekspertów Deloitte w najbliższych latach branża medyczna koncentrować się więc będzie na takich trendach jak: starzenie się społeczeństw, wzrost wydatków budżetowych na służbę zdrowia, popularność aplikacji zdrowotnych i fitnessowych, wykorzystanie telemedycyny i wirtualnej diagnostyki, rozprzestrzeniania się chorób cywilizacyjnych i antybiotykoodporności.

Najnowszy raport firmy doradczej Deloitte poświęcony przyszłości branży medycznej w znacznej mierze opiera się na analizie i przewidywaniach długofalowego wpływu koronawirusa na nasze życie. Społeczeństwa na całym świecie zaczęły bowiem doceniać wysiłki podejmowane przez firmy medyczne, a także dostrzegać nowe sposoby współpracy różnych podmiotów dążących do znalezienia i wdrożenia najlepszych możliwych rozwiązań pro-zdrowotnych.

Osobną kwestią, która będzie miała długofalowe konsekwencje, jest kontynuowanie w pandemii wielu terapii pacjentów przewlekle chorych. Wymuszona izolacja, poczucie zagrożenia ekonomicznego, czy praca zdalna nie pozostały bez wpływu na kondycję psychofizyczną społeczeństw.

Od ochrony zdrowia do zdrowej starości

Zdaniem ekspertów Deloitte, doświadczenia ostatnich miesięcy skłonią ludzi do częstszego i bardziej świadomego brania odpowiedzialności za własne wybory zdrowotne i styl życia. Pandemia wymusiła na nas pogłębienie wiedzy na temat zagrożeń, które wynikają z osłabienia ludzkiego systemu odpornościowego, spowodowanego niekontrolowanym rozwojem cywilizacyjnym.

Jednocześnie na to wszystko nałożyło się powstanie nowych i przyspieszenie rozwoju dotychczasowych rozwiązań technologicznych, dzięki którym możliwa jest stała kontrola własnej kondycji, tak fizycznej, jak i psychicznej, ale też śledzenie potencjalnych zagrożeń dla zdrowia.

Wiele wskazuje na to, że przyszłość przyniesie bardziej świadome podejście człowieka do kwestii jego własnego zdrowia, jak i ogólnego dobrostanu. Zamiast podejmować doraźne aktywności dotyczące zwalczania pojawiających się chorób czy zakażeń, ludzie coraz częściej będą swoją kondycję monitorować w trybie ciągłym. W ten sposób łatwiej im będzie podejmować najlepsze dla siebie decyzje dotyczące diety, stylu życia i aktywności. Miejmy więc nadzieję, że odejdziemy od modelu chwilowego leczenia na rzecz przemyślanej, długofalowej i sprawnie kontrolowanej prewencji, która ma nam zapewnić witalność i zdrowie na starość, mówi Krzysztof Wilk, Partner Associate w dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

„4P” medycyny

Do roku 2025 w medycynie dokona się zasadnicza zmiana priorytetów i sposobów podejmowania decyzji w zakresie rekomendowanego leczenia oraz przewartościowanie podejścia do diagnostyki. Zgodnie z ideą „4P” (z ang. predictive, preventative, personalised, participatory) medycyna ma być przewidująca, prewencyjna, spersonalizowana i partycypacyjna. Dzięki wykorzystaniu najnowszych zdobyczy technologicznych w zakresie analityki zbiorów danych, genomiki, sztucznej inteligencji, nanotechnologii, komputerów kwantowych czy komunikacji 5G możliwe będzie szybsze diagnozowanie i lepsze jego dopasowanie do indywidualnych potrzeb pacjentów, a także sprawniejsze prowadzenie procedur badawczych i rozwojowych.

Konieczność jak najszybszego znalezienia szczepionki na Covid-19 spowodowała współpracę wielu przedsiębiorstw sektora medycznego oraz instytucji państwowych i naukowych na niespotykaną wcześniej skalę. Takie podejście z pewnością znacząco ułatwiły też dostępne narzędzia komunikacyjne i analityczne. Wykorzystanie zaawansowanych technologii może nie tylko bezpośrednio poprawić rezultaty leczenia, ale mieć wpływ na obniżenie kosztów związanych z opieką zdrowotną, ułatwić dostęp do usług medycznych, poprawić dokładność diagnostyki, umożliwić lepsze dopasowanie produktów oraz efektywniejszą kontrolę bezpieczeństwa danych pacjentów, mówi Maciej Dalecki, Dyrektor w dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Pandemia podkreśliła znaczenie szerokiego zakresu współpracy w mobilizowaniu i koordynowaniu publicznych i prywatnych wysiłków, zmierzających do opanowania światowych zagrożeń zdrowotnych.

SI i analityka danych

Według przewidywań ekspertów Deloitte, do roku 2025 firmy medyczne uzyskają dostęp do wielkich zbiorów danych medycznych oraz możliwości ich złożonej analizy. Tam, gdzie do tej pory biznes skupiał się na rozwoju aspektów sprzętowych, w przyszłości będzie koncentrować się na efektywnym wykorzystaniu skomplikowanych rozwiązań programistycznych. W efekcie sektor zdrowotny w znacznie większym stopniu niż obecnie będzie funkcjonował w modelu dostawcy oprogramowania jako usługi (Software as a Service – SaaS).

Technologie wykorzystujące sztuczną inteligencję pozwolą też przyspieszyć procesy opracowywania nowych leków oraz ograniczyć czas trwania testów klinicznych, co przyczyni się do odwrócenia trendu spadających zysków z działalności badawczo-rozwojowej.

Bazując na doświadczeniach uzyskanych w czasie pandemii, w 2025 r. instytucje ochrony zdrowia oraz sektora life sciences aktywnie będą wymieniać się danymi, tworząc silniejsze połączenia między sektorami publicznym i prywatnym a systemem ochrony zdrowia.. Pozwolą aktywnie dostarczać prewencyjną i spersonalizowaną ochronę, zmieniać modele obsługi pacjentów, zrewolucjonizują proces dochodzenia do innowacyjnych medycznych rozwiązań – czy to w obszarze leków, urządzeń, czy usług, mówi Wiesław Kotecki, Partner w Deloitte Digital.

3xzdrowie Centrum Medyczne

Zgodnie z Polityką Energetyczną, w 2030 r. udział OZE w końcowym zużyciu energii brutto wyniesie co najmniej 23 proc.

Wczoraj rząd przyjął Politykę Energetyczną Polski do 2040 r., bardzo ważny i długo wyczekiwany dokument.

Dokument opiera się na trzech głównych filarach – sprawiedliwej transformacji, budowie zeroemisyjnego systemu energetycznego oraz dobrej jakości powietrza. Wyznacza ramy transformacji energetycznej w Polsce, która zgodnie z Europejskim Zielonym Ładem ma prowadzić do dekarbonizacji sektora energetycznego oraz być sprawiedliwa i niewykluczająca.

– Cieszymy się, że po tak długim okresie, czyli po 12 latach od ustanowienia poprzedniej Polityki Energetycznej, przyjęto nowy dokument, wyznaczający kierunki rozwoju sektora. Powinien on odpowiadać na wyzwania związane z Europejskim Zielonym Ładem, ale również porozumieniem paryskim. Czekamy obecnie na opublikowanie pełnej treści nowej polityki energetycznej w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” – mówi Dorota Zawadzka – Stępniak, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Niskoemisyjna transformacja energetyczna ma sprzyjać zmianom modernizacyjnym całej polskiej gospodarki, gwarantując bezpieczeństwo energetyczne, dbając o sprawiedliwy podział kosztów i ochronę najbardziej wrażliwych grup społecznych. Ale sprawiedliwa transformacja oznacza także zapewnienie nowych możliwości rozwoju regionom i społecznościom, które zostały najbardziej dotknięte negatywnymi skutkami przekształceń w związku z niskoemisyjną transformacją energetyczną. Dlatego tak kluczowe jest przygotowanie przez te regiony (województwa: śląskie, dolnośląskie, wielkopolskie oraz małopolskie, łódzkie i lubelskie) terytorialnych planów sprawiedliwej transformacji, które określą skalę wyzwań i ścieżkę transformacji.

Zgodnie z Polityką Energetyczną, w 2030 r. udział OZE w końcowym zużyciu energii brutto wyniesie co najmniej 23 proc., moc zainstalowana farm wiatrowych na morzu osiągnie ok. 5,9 GW w 2030 r. i do ok. 11 GW w 2040 r. – To krok w dobrym kierunku, gdyż dekarbonizacja naszego sektora energetycznego powinna opierać się przede wszystkim o źródła OZE – dodaje Dorota Zawadzka – Stępniak.

Ogrzewanie wszystkich gospodarstw ma odbywać się poprzez ciepło systemowe oraz zero- lub niskoemisyjne źródła indywidualne. Taki cel przełoży się na ograniczenie wykorzystania paliw stałych, często paliw o niskiej jakości w źródłach indywidualnych.

W 2033 r. uruchomiony zostanie pierwszy blok elektrowni jądrowej o mocy ok. 1-1,6 GW. Kolejne bloki będą wdrażane co 2-3 lata, a cały program jądrowy zakłada budowę 6 bloków.

Transformacja energetyczna będzie wymagała zaangażowania wielu podmiotów i poniesienia ogromnych nakładów inwestycyjnych, których skala może osiągnąć w latach 2021-2040 ok. 1,6 bln zł.

Marta Wrochna-Łastowska nową członkinią zarządu spółki Żabka Polska

Marta Wrochna-Łastowska, Dyrektorka Finansowa firmy Żabka Polska, decyzją Rady Nadzorczej została powołana do Zarządu i objęła funkcję Członkini Zarządu ds. Finansowych. Żabka udowadnia jak duże znaczenie w dalszym rozwoju firmy ma obszar kontroli i nawigacji finansowej spółki. Osiągnięcie identycznej reprezentacji kobiet i mężczyzn w zarządzie Żabka Polska stawia  firmę wśród niewielu sieci handlowych i przedsiębiorstw na polskim rynku posiadających parytet.

Jesteśmy firmą, w której wszyscy traktowani są równo i mają takie same szanse rozwoju, bez względu na płeć. Kobiety mają wysokie kompetencje, są zaangażowane, świetnie radzą sobie na kierowniczych stanowiskach. Potwierdza to nie tylko parytet, który mamy obecnie w Zarządzie naszej firmy, ale również fakt, że to właśnie kobiety kierują w naszej organizacji tak istotnymi obszarami jak: dział prawny, logistyka, dział personalny, dział analiz cenowych, sprzedaż czy adaptacja – mówi Tomasz Suchański, Prezes Zarządu Żabka Polska.

Marta Wrochna-Łastowska w spółce Żabka Polska pracuje od 2018 roku. Jako Dyrektorka Finansowa odpowiadała za utrzymanie płynności finansowej organizacji oraz efektywne i skuteczne zarządzanie finansami przedsiębiorstwa. Dotychczasowe doświadczenie zawodowe Marta Wrochna-Łastowska zdobyła m.in. podczas wieloletniej pracy w Ernst & Young Corporate Finance w Polsce i za granicą. Jest absolwentką Finansów i Rachunkowości oraz Zarządzania w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Posiada tytuł ACCA (Association of Chartered Certified Accountants).

Dołączenie Marty Wrochny-Łastowskiej do Zarządu firmy sprawia, że Żabka staje się pierwszą siecią handlową w Polsce, w której zarządzie obowiązuje parytet. Dodatkowo w spółce to właśnie kobiety zarządzają na stanowiskach dyrektorskich wieloma istotnymi obszarami. Warto również dodać, że wśród pracowników biurowych spółki, to właśnie kobiety przeważają na stanowiskach specjalistycznych. Obecnie aż 62% spośród ponad 5000 franczyzobiorców sieci to panie. Franczyzobiorczynie doskonale radzą sobie na lokalnych rynkach, zatrudniają pracowników oraz aktywnie włączają się w działania prospołeczne. Żabka Polska podejmuje wiele działań w zakresie równego traktowania wszystkich pracowników, które dotyczą m.in. takich obszarów jak wynagrodzenia czy możliwość awansu prowadząc np. badania wśród pracowników czy webinary.

Zarząd spółki Żabka Polska tworzą obecnie: Tomasz Suchański (Prezes Zarządu), Tomasz Blicharski, Anna Grabowska, Adam Manikowski, Jolanta Bańczerowska i Marta Wrochna-Łastowska.

Barometr nastrojów kadry zarządzającej 2020 – raport Mazars

Odporność pomimo Covid-19: Nowy coroczny barometr opinii Mazars pokazuje, że szefowie firm są zaskakująco optymistyczni co do przyszłości.

  • 58% spodziewało się wyższych przychodów w 2020 niż w 2019 i prawie trzy czwarte (71%) spodziewa się wzrostu w 2021 roku
  • Trendy gospodarcze i technologiczne najprawdopodobniej będą wpływały na firmy w ciągu następnych 3-5 lat; firmy przekonane o umiejętności odpowiedniego reagowania
  • Rozważanie długoterminowych inwestycji sugeruje, że firmy szykują się na nowy start

Mazars, międzynarodowa firma audytorsko-doradcza opublikowała dziś „Barometr C-suite Mazars 2020”, czyli kompleksowy raport na temat opinii członków zarządów i kierownictwa oraz ich prognoz na 2021, sporządzony na podstawie wypowiedzi ponad 500 menadżerów najwyższego szczebla na całym świecie.

Hervé Hélias, Dyrektor Generalny i Prezes Grupy Mazars mówi: – Nasz inauguracyjny barometr gromadzący opinie członków zarządów z całego świata w drugiej połowie roku 2020, ma na celu prezentację spostrzeżeń, które pomogą firmom i innym interesariuszom zrozumieć ten moment w historii. Przeanalizowaliśmy, czym zajmowały się firmy, jak pandemia wpłynęła na ich ogląd krótko- i długoterminowych priorytetów, co zamierzają robić, jakich spodziewają się przemian i wiele więcej. Kryzys wpłynął na nas wszystkich, ale pocieszającym jest fakt, że więcej spółek było pozytywnie nastawionych co do ich przychodów w 2020 roku niż tych nastawionych negatywnie i że większość spodziewa się wzrostu w 2021 roku.

Zaskakująco optymistyczne prognozy

Ankieta przeprowadzona w trzecim kwartale 2020 roku pokazała, że firmy są zasadniczo optymistyczne co do przyszłości. Pomimo ciężkich warunków, większość (58%) spodziewało się zakończyć rok 2020 z przychodami wyższymi niż w 2019. Przy przewidywaniach na rok 2021 menedżerowie byli nawet bardziej optymistyczni: ponad 70% spodziewało się wyższych przychodów niż w 2020 roku.

Nie można jednak pominąć minusów: wpływ kryzysu Covid-19 jest oczywisty dla 35%, którzy stwierdzili, że ich przychody będą niższe niż w 2019 roku. Odnotowaliśmy również bardziej negatywne nastawienie wśród 40 dodatkowych respondentów w badaniu nastrojów za 4 kwartał, w którym więcej menedżerów niż wcześniej obawiało się, że ich przychody spadną w 2021 roku.

Respondenci z Ameryki Łacińskiej mają najbardziej optymistyczne prognozy: 91% mówi, że ma dobre perspektywy wzrostu w 2021 roku, czyli znacznie powyżej światowej średniej, kształtującej się na poziomie 71%.

Patrząc w przyszłość, zarządzający firmami przewidują, że największy wpływ na ich działalność będą miały trendy gospodarcze i technologiczne. Dobrą nowiną jest to, że mają pewność co do swoich zdolności zarządzania tymi trendami: 90% firm czuje się przygotowana, żeby zareagować na trendy w technologii.

Co z ryzykiem klimatycznym?

Pomimo, że zmiany klimatyczne coraz bardziej przyciągają uwagę mediów, organów regulacyjnych i opinii publicznej, tylko 20% respondentów globalnie spodziewa się, że ten trend będzie miał największy wpływ na ich biznes: jest najniżej na liście. Ta liczba jest nieco wyższa wśród przedsiębiorstw w Europie Zachodniej (25%), co sugeruje, że ten temat jest tam poważniej traktowany, ale kształtuje się na poziomie niższym niż 20% w Ameryce Łacińskiej, Afryce, Europie Wschodniej/ WNP i USA.

Ryzyko klimatyczne jest również trendem, z którym szefowie firm czują się najmniej pewnie: około 28% powiedziało, że nie są przekonani o swojej zdolności do zareagowania na ten trend (wobec 10% dla trendów w technologii/innowacji).

Komentując te wnioski, Rudi Lang, Partner Mazars mówi: – Oczekiwania w zakresie ładu

korporacyjnego, etyki i odpowiedzialności społecznej lub zmian klimatycznych są odzwierciedleniem tego, co zwykle zawiera się w trzech literach ESG (ang. environmental, social and governance). Sądzę, że panuje powszechne przekonanie, że cele ESG będą miały wpływ na przedsiębiorstwa że wszystkich branż, choć w różnym stopniu. Przewiduję, że znaczenie ESG będzie z biegiem czasu rosło.

Istotne przemiany biznesowe spodziewane w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat

Przez najbliższe trzy do pięciu lat, szefowie firm planują dokonać przemian biznesowych, w tym transformacji technologicznych, transformacji związanych z poprawą wydajności (47%) oraz rozwijać nowe usługi, działalność na nowych rynkach i nowe modele biznesowe (46%). Przemiana kulturowa w obrębie organizacji była uznawana za najmniej prawdopodobną, na poziomie 40%.

Szykowanie się na nowy start: zmierzanie w kierunku długoterminowych inwestycji

W raporcie analizuje się również, czy dane działanie będzie miało skutek w krótszej perspektywie (do roku) czy w dłuższej (rok lub dłużej). Działanie obejmujące możliwości wzrostu zewnętrznego, strategię korporacyjną oraz badania i rozwój/innowacje były uznawane za długoterminowe, natomiast działania takie jak zmniejszanie zatrudnienia, rozwiązywanie bezpośrednich problemów finansowych i zarządzanie dostawcami zaklasyfikowano jako krótkoterminowe. Opinie różniły się znacząco w zależności od wielkości spółki, lokalizacji, branży i stanowiska. Na przykład, w opinii prezesów z branży motoryzacyjnej i produkcyjnej oraz z branży usług finansowych, zrównoważony rozwój należy do działań najbardziej długoterminowych, natomiast prezesi z sektora technologicznego i telekomunikacyjnego uznają go za działanie stosunkowo krótkoterminowe.

Generalnie, zarządzający planują realizację bardziej długoterminowych strategii inwestycyjnych (powyżej roku), szczególnie w firmach zarządzanych przez kobiety1. Dotyczy to wszystkich regionów poza Afryką, szczególnie RPA, gdzie szefowie spodziewają się większej koncentracji na krótkoterminowych działaniach, w tym na bezpośrednich problemach finansowych oraz wydajności/redukcji kosztów i stosunkowo mniejszej koncentracji na niektórych bardziej długoterminowych projektach, takich jak szukanie nowych pracowników i strategii korporacyjnej.

Mark Kennedy, Partner Mazars podsumowuje: – Przeprowadziliśmy to badanie, ponieważ dla nas jako firmy świadczącej usługi profesjonalne jest bardzo istotne, żeby wiedzieć, co się dzieje na rynku i z naszymi klientami. Uderzyły mnie pozytywne prognozy na nadchodzący rok. Pokazuje to, że inwestowanie w odporność zawsze się opłaca i powinno znajdować się wysoko na liście celów biznesowych.

Raport z badania „Barometr C-suite Mazars 2020” jest dostępny na stronie www.pol.mazars.pl

Złoty w oczekiwaniu na decyzję RPP

Wczoraj cena euro spadła przez chwilę poniżej 4,48 zł. Dzisiaj złoty traci, w oczekiwaniu na decyzję RPP i komunikat po tej decyzji.

Lepsze dane z Europy

Poznaliśmy wczoraj dane na temat wzrostu PKB w strefie euro. Technicznie rzecz biorąc spadku, bo w ciągu roku PKB strefy euro skurczyło się o 5,1%. Niby dużo, ale należy zwrócić uwagę, że analitycy spodziewali się spadku nawet o 5,4%. Co ciekawe, pomimo tej rozbieżności z oczekiwaniami korzystnej dla Europy inwestorzy bardziej patrzyli na realny spadek i wczoraj do końca dnia euro było w odwrocie względem dolara.

Decyzja w sprawie stóp procentowych

Dzisiaj posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Analitycy są zgodni, że dzisiaj nie powinniśmy spodziewać się przełomu w samym komunikacie. Warto będzie jednak skupić się na konferencji prasowej o godzinie 16:00, gdzie być może ponownie usłyszymy wiele interesujących informacji. Obserwatorzy zwracają uwagę na kwestię potencjalnych interwencji walutowych NBP, która była poruszana na poprzednim posiedzeniu RPP, jednak do żadnych nie doszło. Jest to tym dziwniejsze, że w ciągu 4 dni euro staniało przeszło 7 groszy z 4,55 zł na 4,48 zł.

Indeksy PMI dla usług

Po wczorajszych indeksach PMI przemysłu przyszedł dzisiaj czas na indeksy dla usług. Rynki uważają indeksy dla przemysłu za bardzo ważne, jednakże w trakcie pandemii to w branży usługowej są znacznie większe zawirowania. Dla całej Unii Europejskiej wynik był bardzo bliski oczekiwań. Bez niespodzianek obyło się również w Wielkiej Brytanii, gdzie indeks przy okazji wyjścia z Unii spadł o imponujące 9,9 pkt. Nie można się w sumie dziwić, że menedżerowie boją się negatywnych konsekwencji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,

16:00 – Polska – konferencja po decyzji RPP.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cztery dziedziny cyfrowych innowacji, które szczególnie zyskają na wdrożeniu 5G

W dyskusji na temat cyfrowych innowacji wiele uwagi poświęca się internetowi rzeczy, przetwarzaniu na brzegu sieci, uczeniu maszynowemu czy sztucznej inteligencji. Społeczeństwo jednak nie zdaje sobie sprawy z rzeczywistego postępu zachodzącego w tych dziedzinach. Duży wpływ na zapoczątkowanie cyfrowej transformacji w tych obszarach miały standardy 4G i LTE 4G, ale dopiero sieć 5G przeniesie ją na wyższy poziom. Eksperci Vertiv przeprowadzili analizę dziedzin, w których nowy standard transmisji danych umożliwi szybki rozwój. Poniżej prezentujemy wybrane z nich.

Początek ery 5G stawia przed branżą IT wyzwanie polegające na zidentyfikowaniu rozwiązań, które będą najefektywniej korzystać z tej techniki i przyniosą wysokie dochody umożliwiające finansowanie kolejnych innowacji.

Rozszerzona rzeczywistość (AR – Augmented Reality) oraz haptic computing

Obszary zastosowania rozszerzonej rzeczywistości rozciągają się od zaawansowanych gier, przez wizualizację wyników badań obrazowych w medycynie, po serwis sprzętu i szkolenia dla wojska. Natomiast haptic computing to metoda, która pozwala na dotykowe sterowanie aplikacjami komputerowymi i może być używana w połączeniu z AR. Przykładem zastosowania jest np. interakcja z wirtualnymi obiektami 3D podczas projektowania przestrzeni.

Ponadto, dzięki tym narzędziom studenci medycyny mogą wirtualnie ćwiczyć delikatne techniki chirurgiczne, jednocześnie odczuwając, jak to jest np. zszywać naczynia krwionośne lub wykonywać inne zabiegi wymagające precyzji. Serwisanci sprzętu mogą z kolei uzyskać szybki dostęp do trójwymiarowych modeli lub innych wizualizacji, które ułatwiają diagnozowanie i naprawę urządzeń, także zdalnie. W dziedzinie obronności rzeczywistość rozszerzona i haptic computing pomogą w przygotowaniu do niebezpiecznych zadań, takich jak rozbrajanie ładunków wybuchowych.

Fundamentalne znaczenie dla ciągłego doskonalenia tych zastosowań ma możliwość przejścia od działania głównie w stałych lokalizacjach do obsługi użytkowników mobilnych, bez wpływu na jakość doświadczeń – mówi Piotr Wójcik, Dyrektor Działu Sprzedaży ds. Kluczowych Klientów w Polsce i krajach bałtyckich w firmie Vertiv. – Wyższa przepustowość i niższe opóźnienia, jakie zapewnia standard 5G, są kluczowe dla tego procesu.

Wirtualna rzeczywistość

Wirtualna rzeczywistość (VR – Virtual Reality) znacznie zwiększa zakres wyzwań związanych z dostarczaniem treści. Przesyłanie obrazu wideo VR o jakości zbliżonej do telewizyjnej (Full HD) wymaga przepustowości rzędu 80-100 megabitów na sekundę w porównaniu z 5 Mb/s w przypadku strumieniowania zwykłego wideo w wysokiej rozdzielczości. W tej sytuacji w uzyskaniu wirtualnej rzeczywistości o wysokiej jakości w sieci może pomóc standard 5G.

Istnieją też powody, aby wierzyć, że użytkownicy będą skłonni zapłacić za tego rodzaju doświadczenie. Przykładowo, najpopularniejsza koszykarska liga świata – National Basketball Association (NBA) – po raz pierwszy wprowadziła wirtualną rzeczywistość do transmisji meczów w sezonie 2016-2017 i znacznie rozszerzyła swoją ofertę w kolejnych latach. Zwiększono liczbę obsługiwanych zestawów słuchawkowych VR oraz umożliwiono fanom oglądanie meczów na żywo, wraz z przyjaciółmi, na wirtualnych miejscach przy boisku. Władze ligi postrzegały to jako sposób na powiększenie liczby fanów na całym świecie dzięki odtworzeniu doświadczeń na żywo dla tych, którzy nie mogą uczestniczyć w meczach.

Inteligentne miasta

Innym obszarem, który może wiele zyskać na wdrożeniu 5G, są inteligentne miasta. Stosowane w nich aplikacje wymagają natychmiastowego przetwarzania wielkich ilości danych z wykorzystaniem mechanizmu bazującego na stale doskonalonych algorytmach uczenia maszynowego. Jednak związane z tym działania nie odbywają się w czasie rzeczywistym, ale w ciągu dni, tygodni lub miesięcy. Problemem w tym przypadku są nie tyle opóźnienia, ale ilość danych.

5G ma kluczowe znaczenie dla efektywności zarządzania czujnikami i pochodzącymi z nich informacjami. Agregacja setek lub tysięcy takich urządzeń, które z kolei muszą mieć dostęp do danych z wielu źródeł zewnętrznych, takich jak pogoda, wydarzenia, planowane prace drogowe i wypadki, sprawia, że 5G jest elementem o znaczeniu krytycznym dla przyszłości inteligentnych miast.

Aby uzyskać wyobrażenie o ilości danych generowanych w inteligentnym mieście, warto przywołać przykład miasta Santander w Hiszpanii. Rozmieszczono tam ponad 12 tys. czujników (m.in. do monitorowania natężenia ruchu, nawadniania, a także raportowania zdarzeń), które odnotowują ponad 300 tys. obserwacji dziennie. Przejście od monitorowania do proaktywnego zarządzania będzie więc wymagało szybszego przesyłania jeszcze większej ilości danych.

Inteligentny handel detaliczny

Transmisja danych w standardzie 5G może też przyspieszyć cyfrową transformację w handlu detalicznym. Jej zastosowanie w istniejącej architekturze sieciowej pomoże sprzedawcom w dostosowaniu się do wymogów gospodarki cyfrowej dzięki np. większemu stopniowi personalizacji ofert, szerszemu wykorzystaniu analityki do identyfikacji trendów i przewidywania popytu oraz efektywnemu wykorzystaniu wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości, aby zwiększyć komfort robienia zakupów przez klientów.

W ten sposób sprzedawcy uzyskają też dostęp do wielu demograficznych, spersonalizowanych historii wyszukiwania, poprzednich zakupów i innych zbiorów danych, które wpływają na decyzje zakupowe w czasie zbliżonym do rzeczywistego. Dzięki temu będą mogli dostosowywać oferty do kupujących w sklepie lub w jego pobliżu. Przy obecnie wykorzystywanych narzędziach dostęp do takiej ilości danych nie jest możliwy.

Jaka będzie przyszłość 5G?

Powyższe przykłady pochodzą z dokumentu „Turning on 5G: using edge archetypes to identify the most mature use cases”. Eksperci z Vertiv wskazują w nim 24 najbardziej znaczące przykłady zastosowania standardu 5G w przetwarzaniu brzegowym, pogrupowane na cztery obszary, dla których krytyczne znaczenie mają przepustowość i brak opóźnień w przesyłaniu danych: transmisja między urządzeniami, komfort użytkownika, nadmiar danych oraz dziedziny niosące ryzyko dla zdrowia i życia (jak np. cyfrowa ochrona zdrowia, ale i autonomiczne pojazdy).

Warto przy tym pamiętać, że 5G to wciąż stosunkowo nowy standard, a powyższe przykłady dotyczą wczesnego etapu wdrożeń. Jednak, biorąc pod uwagę w jakim tempie się on rozwija oraz jakie są zapotrzebowania na rynku na szybką transmisję dużej ilości danych, z pewnością w najbliższych latach czeka nas dynamiczny rozwój usług korzystających z możliwości zapewnianych przez 5G.

Rynek nieruchomości handlowych w 2020, prognozy na 2021

Sektor handlowy to segment nieruchomości, który najdotkliwiej ucierpiał podczas pandemii, głównie z powodu trzech lockdownów oraz wciąż przedłużanych ograniczeń. Pomimo to w 2020 r. do użytku oddano blisko 260 tys. mkw. GLA powierzchni w centrach handlowych, co stanowi wynik zbliżony do roku 2019. W 2021 możemy spodziewać się, że na rynek trafi kolejne 200-250 tys. mkw. GLA – prognozuje firma doradcza Colliers.

Dominacja małych

Wymuszony przez pandemię lokalny styl życia obserwowany w ubiegłym roku, a w efekcie częstsze korzystanie z punktów usługowo-handlowo-gastronomicznych w sąsiedztwie miejsca zamieszkania miały i będą mieć znaczący wpływ na decyzje inwestorów. Na popularności zyskują parki handlowe i mniejsze centra o profilu zakupów codziennych o powierzchni nieprzekraczającej 25 tys. mkw. GLA. Udział tych pierwszych w ubiegłorocznej podaży na rynku handlowym wyniósł 63,5%, obecnie zaś stanowią 52% projektów w budowie. W 2020 r. otworzyły się m.in. parki Vendo w Jaworze, Częstochowie, Łukowie i Władysławowie, Karuzela w Lublińcu i Ełku, Saller w Chojnicach czy Stop Shop w Siedlcach. Najwięcej nowej powierzchni handlowej, bo aż 54% pojawiło się w małych miastach.

W 2020 r. powstało 21 nowych obiektów, a 4 już istniejące zostały rozbudowane. Tym samym podaż całkowita powierzchni w polskich centrach handlowych wzrosła do 12,2 mln mkw. GLA, z czego najwięcej znajduje się w aglomeracji warszawskiej (1,7 mln mkw. GLA) i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (1,2 mln mkw. GLA). Do największych ukończonych w ubiegłym roku inwestycji należą: Park Handlowy Kujawia we Włocławku, Galeria Wiślanka w Żorach i Dekada Nysa.

Ubiegły rok przyniósł niewielki wzrost współczynnika pustostanów w centrach handlowych. Pod koniec sierpnia w ośmiu największych aglomeracjach wyniósł on 4,8%, w porównaniu z 4,1% w grudniu 2019 r. Na wynajęcie czeka łącznie ok. 317 tys. mkw. GLA.

Pożądany mix

Jednym z trendów, które będą zyskiwać na znaczeniu przez najbliższe lata, są inwestycje w obiekty „mixed-use”. W 2020 r. oddano do użytku m.in. Elektrownię Powiśle, kolejny etap Browarów Warszawskich i Monopolis w Łodzi. W budowie znajdują się następne tego rodzaju inwestycje m.in. Fabryka Norblina w Warszawie, Fuzja w Łodzi czy Młode Miasto w Gdańsku.

— Deweloperzy komercyjni dotychczas skupiający się na sektorze handlowym coraz chętniej będą dywersyfikować swój portfel, tworząc projekty wielofunkcyjne obejmujące przede wszystkim różnego rodzaju inwestycje mieszkaniowe. Tworzenie takich miejsc w połączeniu z rozwojem dzielnic mieszkaniowych kreuje nowe możliwości rozwoju marek handlowych, które obecne były dotychczas w centrach handlowych. Możemy więc spodziewać się wzrostu zainteresowania dobrze zlokalizowanymi lokalami ulicznymi w osiedlach mieszkaniowych i śródmiejskich projektach wielofunkcyjnych — mówi Marta Machus-Burek, senior partner i dyrektor Działu Powierzchni Handlowych w Colliers.

Boom na e-commerce

Ubiegły rok upłynął pod znakiem dynamicznego rozwoju e-commerce, który będzie kontynuowany także w roku 2021. Sieci handlowe wykazały się dużą elastycznością, opracowywały nowe modele sprzedaży i komunikacji wielokanałowej oraz zwiększały inwestycje w nowe technologie i rozwój różnych form dostaw. Działania te poskutkowały obserwowaną wzmożoną aktywnością na platformach sprzedażowych – szacuje się, że wydatki Polaków na zakupy internetowe wzrosły w 2020 r. o 31,4% i przekroczyły 15,3 mld EUR.

— Możemy prognozować, że firmy z branży handlowej w najbliższych latach coraz częściej będą podejmować decyzje o optymalizacji kanałów dotarcia do klientów, koncentrując się na powierzchni magazynowej i rozwijaniu usług z zakresu e-commerce. Taką strategię przyjęli już m.in. grupa CCC, LPP, Inditex i H&M, a także Empik, który w ubiegłym roku zamknął swój flagowy sklep w Domach Towarowych Wars Sawa Junior w Warszawie — mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

— Pewne jest, że w dalszym ciągu sieci handlowe rozwijać będą modele sprzedaży i komunikacji wielokanałowej (omnichannel) oraz zwiększać inwestycje  w nowe technologie i rozwój sprzedaży online. Dla sieci handlowej nadrzędne staje się efektywne dotarcie do klienta z przekazem, produktem i budowanie doświadczeń. Dlatego też sklepy stacjonarne stanowić będę nadal ważny element  strategii omnichannel. Możemy spodziewać się, że rozwiązania technologiczne zapewnią jeszcze lepszą integrację pomiędzy lokalami stacjonarnymi a e-commerce, zaś strategie opracowane na bazie Big Data pozwolą na zaoferowanie klientom jeszcze bardziej spersonalizowanych usług. Dodatkowo technologia coraz bardziej wspierać będzie działania operacyjne i logistyczne, optymalizując procesy i koszty  — dodaje Marta Machus-Burek.

Blisko 15 debiutów

Pomimo pandemii na wejście na polski rynek zdecydowały się w ubiegłym roku sieci takie, jak: Urban Outfitters w Warszawie czy Ulla Popken w Gdańsku. Największym wydarzeniem był jednak debiut marki Primark, która otworzyła swój pierwszy sklep w Galerii Młociny w Warszawie. Kolejny uruchomiony zostanie w poznańskiej galerii Posnania. Do marek debiutujących w ubiegłym roku w Warszawie zaliczają się również te z sektora  premium tj. Patek Philipe, Giorgio Armani Beauty oraz Carl Hansen & Son (branża meblarska).

W 2020 r. odnotowano również wprowadzenie na rynek nowych konceptów przez sieci obecne już w Polsce, np. Falconerii (Calzedonia), Modivo (CCC) i Fitanu.com (Martes Sport).

— Wiele firm kontynuuje ekspansję na polskim rynku, są to przede wszystkim dyskonty – KiK, Action, Pepco i Dealz. Na uwagę zasługuje dynamiczny rozwój sieci modowej Sinsay (LPP) oraz platformy obuwniczej e-obuwie, która w naszym kraju może pochwalić się już 25 sklepami stacjonarnymi. Wyjście z Polski zapowiedziały natomiast sieci takie, jak: Salamander, Promod, Camaieu i Sportisimo — wymienia Katarzyna Michnikowska.

W 2021 roku możemy spodziewać się dalszego rozwój firm z ofertą o profilu „ekonomicznym”, dyskontów (m.in. rosyjskiej sieci Mere), sklepów outletowych (np. marki Half Price, należącej do sieci CCC), sieci spożywczych oraz sieci z sektora „wszystko dla domu”. Nowych modeli funkcjonowania poszukiwać będą najbardziej dotknięte pandemią sektory – gastronomiczny i rozrywkowo-rekreacyjny.

1 lutego ponownie otwarto galerie handlowe, co daje ich obiektów oraz najemcom szansę na generowanie obrotów, sprzedaż kolekcji zimowych, jeszcze w ramach wyprzedaży i szanse na odrabianie strat. Długo jeszcze nie będzie można jednak mówić o powrocie branży do stanu sprzed pandemii.

Rzecznik MŚP wskazał próbę nałożenia nowych obowiązków na przedsiębiorców

Rzecznik MŚP wskazał próbę nałożenia nowych obowiązków na przedsiębiorców – wstrzymanie biegu przedawnienia karalności czynu oraz przedawnienia wykonania kary m.in. w sprawach o przestępstwa skarbowe w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 oraz w terminie 6 miesięcy po dniu ich odwołania

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zaopiniował poselski projekt tzw. „ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw”, gdzie zauważył, że po raz kolejny próbuje się nałożyć nowe obowiązki na przedsiębiorców, tym razem proponując regulację, aby w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 oraz pół roku po ich odwołaniu nie biegł termin przedawnienia karalności czynu oraz przedawnienia wykonania kary w sprawach o przestępstwa i przestępstwa skarbowe.

Rzecznik MŚP przedstawił uwagi do opublikowanego na stronie Sejmu poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 867 dalej: „Projekt”) oraz opublikowanej autopoprawki do poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 867A, dalej: Autopoprawka).

Projekt wraz z Autopoprawką przewidują m.in., że w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 oraz w terminie 6 miesięcy po dniu ich odwołania nastąpi wstrzymanie biegu przedawnienia karalności czynu oraz przedawnienia wykonania kary m.in. w sprawach o przestępstwa skarbowe.

Pismem z dnia 29 stycznia 2021 r. Rzecznik MŚP przekazał do Kancelarii Sejmu RP, że skutkiem wdrożenia powyższych regulacji będzie nałożenie na mikro-, małych i średnich przedsiębiorców nowych obowiązków administracyjnych, chociażby w kwestii gromadzenia i przechowywania dokumentacji skarbowej w dłuższym, nie określonym, czasie.

Ponadto Rzecznik MŚP zwrócił uwagę, że uzasadnienie Projektu i Autopoprawki w kontekście wpływu uregulowania na działalność mikro-, małych i średnich przedsiębiorców jest lakoniczne, a w konsekwencji nie spełnia wymogów określonych w przepisach Prawo przedsiębiorców. W związku z powyższym, zdaniem Rzecznika MŚP, zarówno treść Projektu (Autopoprawki), jak i uzasadnienie Projektu (Autopoprawki) powinny zostać uzupełnione o możliwie najbardziej precyzyjne wskazanie wpływu proponowanej regulacji na mikroprzedsiębiorców, małych oraz średnich przedsiębiorców.

Podwyżki 2021 – jak nowe podatki i opłaty wpłynęły na ceny

Nowy rok będzie jeszcze bardziej wymagający dla budżetów polskich gospodarstw domowych. Potencjalnemu wyjściu z pandemii towarzyszyć będzie wzrost cen, opłati podatków. Przeciętna rodzina każdego miesiąca zapłaci za prąd o ponad 10 zł więcej.

Dalszy wzrost cen towarów i usług w 2021 roku jest nieunikniony. Pytanie tylko, jaki będzie jego zasięg. Motorem inflacji, oprócz nowych podatków i opłat, będą drożejące paliwa, a także wzmożona konsumpcja, która została odroczona na skutek wprowadzonych obostrzeń. Analitycy Banku Pekao w raporcie „Czas na postpandemiczną odbudowę. Perspektywy na 2021 rok i dalej” prognozują, że w całym 2021 inflacja wyniesie średnio 2,6%.

Większość zapowiedzi dotyczących głębszego drenowania kieszeni konsumenta właśnie weszła w życie. Zapłacimy wyższe rachunki za prąd, podrożeją napoje słodzone, opłaty za wywóz odpadów, abonament RTV i za posiadanie psa. Głębiej sięgną do portfela również właściciele nieruchomości mieszkalnych oraz przeznaczonych na prowadzenie działalności gospodarczej. Dlatego eksperci rankomat.pl sprawdzili jakie podwyżki czekają Polaków w 2021 roku.

Ceny energii elektrycznej w górę – wyższe taryfy, opłata OZE i opłata mocowa

Zgodnie z decyzją Urzędu Regulacji Energetyki (URE) od stycznia 2021 roku obowiązywać będą nowe taryfy dla gospodarstw domowych. Opłaty za energię elektryczną wzrosną średnio o 3,5%. Zatwierdzone przez URE zmiany w najpopularniejszej grupie taryfowej G11 prezentuje poniższa tabela:zmiany ceny pradu (2)

Wyższe taryfy to jednak nie jedyny czynnik wpływający na wysokość tegorocznych rachunków za prąd. Kolejnym elementem jest opłata OZE. Co ciekawe obciążenie to w 2017 r. wynosiło 3,70 zł/MWh netto, w trzech kolejnych latach opłata nie była pobierana (choć była wymieniana na rachunku za energię elektryczną), a w 2021 r. opłata została ustalona na poziomie 2,20 zł/MWh netto, czyli 2,71 zł/MWh brutto.

Pozostając przy trzyosobowym gospodarstwie domowym zużywającym 1.777 kWh rocznie, wprowadzenie opłaty OZE spowoduje wzrost rachunku za prąd o około 4,80 zł w skali roku.

Opłata mocowa – im więcej zużyjesz tym więcej zapłacisz

Kolejnym elementem wpływającym na wysokość rachunku jest tzw. opłata mocowa, która ma być przeznaczona na wzmocnienie infrastruktury energetycznej i zapewnienie stałych i bezproblemowych dostaw prądu. Wysokość opłaty mocowej ustalana jest według rocznego zużycia prądu przez gospodarstwo domowe. Obowiązujące stawki w cenach brutto prezentują się następująco:

  • 2,30 zł przy zużyciu mniejszym niż 500 kWh rocznie,
  • 5,51 zł przy zużyciu od 500 kWh do 1200 kWh rocznie,
  • 9,19 zł przy zużyciu powyżej 1200 kWh do 2800 kWh,
  • 12,87 zł przy zużyciu powyżej 2800 kWh.

Opłata mocowa mieści się w przedziale od 2,30 do 12,87 zł brutto miesięcznie. Najwyższą stawkę zapłacą podmioty zużywające powyżej 2800 kWh rocznie. Nasze modelowe gospodarstwo domowe zostanie obciążone zatem opłatą mocową w wysokości 9,19 zł miesięcznie, co daje łącznie 110,28 zł w skali roku.

Podsumowując wprowadzone podwyżki rodzina zużywająca 1.777 kWh rocznie korzystająca z usług Tauron Sprzedaż w 2021 roku zapłaci za prąd około 138 zł brutto więcej. Na podwyżkę złoży się:

  • wzrost cen dla odbiorców w taryfie G11 o 1,89 zł brutto miesięcznie (około 22,68 zł rocznie),
  • opłata mocowa 9,19 miesięcznie (około 110,28 zł rocznie)
  • opłata OZE 2,20 zł/MWh (około 4,80 zł rocznie)

Podatek cukrowy – więcej zapłacimy za napoje słodzone

W 2021 roku naturalnie nie ominą nas podwyżki w sklepach spożywczych. Jednym z elementów wpływających na wzrost cen napojów słodzonych jest podatek cukrowy. Danina ta ma mieć charakter prozdrowotny i wpływać na ograniczenie spożycia cukru przez Polaków. Na podatek cukrowy składają się dwa elementy przeliczane na 1 litr napoju:

  • Opłaty stałej w wysokości 0,50 zł, kiedy w 100 ml napoju zawartość cukru jest niższa lub równa 5 g lub kiedy napój zawiera dowolną ilość substancji słodzącej innej niż cukier.
  • Opłaty zmiennej w wysokości 0,05 zł z każdy gram cukrów powyżej 5 g w 100 ml napoju.

Napoje zawierające substancje aktywne jak tauryna czy kofeina będą dodatkowo objęte opłatą w wysokości 0,10 zł na litr napoju. Zgodnie z przepisami maksymalny podatek na 1 litr napoju nie może przekroczyć 1,20 zł. To jedna z wyższych stawek w Europie. Wyprzedza nas Norwegia, Irlandia, Estonia i Wielka Brytania. Należy przy tym pamiętać, że podatek od napojów słodzonych nie występuje we wszystkich krajach. Daniny nie wprowadzili np. Niemcy, Czesi czy Słowacy.podatek cukrowy na litr (3)

Jak wprowadzenie podatku cukrowego wpłynie na ceny na sklepowych półkach?

Wiele zależy od tego czy producenci będą gotowi ponieść część kosztów związanych z podatkiem cukrowym i podzielić się nimi z dostawcami i sieciami handlowymi, zmniejszając tym samym obciążenie samego konsumenta. Analitycy z Credit Agricole w „Kwartalniku agrobiznesu | Zima 2020” postawili hipotezę, że w przypadku całkowitego przerzucenia podatku cukrowego na klienta wzrost cen będzie bardzo zróżnicowany:

  • około 35% wzrosłyby ceny słodzonych napojów gazowanych o wysokiej zawartości cukru o niskiej cenie za 1 litr zawierające dodatkowo substancje aktywne np. kofeinę,
  • około 10% wzrosłyby ceny soków, nektarów i innych napojów o zawartości soku wynoszącej min. 20% (naliczany jest wtedy tylko zmienny element podatku),
  • nieznacznie mniejszy względny wzrost cen miałby miejsce w przypadku napojów energetycznych, które charakteryzują się relatywnie wysoką ceną za 1 litr.

Hipotetyczny wzrost cen poszczególnych napojów słodzonych przy założeniu całkowitego przeniesienia podatku cukrowego na konsumenta oraz przy niezmienionym składzie napojów prezentuje poniższy wykres:Wzrost cen wybranych napojów (3)

Najwyższy, około 45% wzrost ceny, dotknąłby wielbicieli Hoop Coli w dwulitrowej butelce. Na kolejnych miejscach znalazłby się Fanta Pomarańczowa (ok. 40% wzrost) oraz Coca-Cola i Pepsi (ok. 36% wzrost). Mając jednak na uwadze potencjalny spadek popytu producenci prawdopodobnie będą zmniejszać swoje marże i szukać innych sposobów na ograniczenie skali podwyżek.

Opłata od „małpek” czyli wyższa cena za alkohol w małych butelkach

Od 1 stycznia 2021 roku zacznie obowiązywać opłata od małpek, czyli alkoholi w butelkach mniejszych niż 300 ml. Danina ta obciąży hurtowników zaopatrujących sklepy w napoje alkoholowe tego typu. Ostatecznie dodatkowy koszt zostanie prawdopodobnie przeniesiony na konsumenta. Co ważne, opłata nie będzie dotyczyć sprzedaży alkoholu przeznaczonego do spożycia na miejscu.

Wysokość opłaty ustalono na poziomie 25 zł od litra stuprocentowego alkoholu, który sprzedawany będzie w opakowaniach nieprzekraczających 300 ml. Przykładowo oznacza to wzrost ceny o:

  • 0,75 zł w przypadku 250 ml wina 12%,
  • 1 zł w przypadku 100 ml wódki 40%
  • 2 zł w przypadku 200 ml wódki 40%,
  • 3,5 zł w przypadku 200 ml śliwowicy 70%.

Jak wynika z badania firmy Synergion „Dokąd płynie mała wódka” liczbę osób spożywających każdego dnia alkohol w małych butelkach można szacować łącznie na 3 mln. Nowa danina dotknie zatem istotną grupę konsumentów, a wzrost ceny 100 ml „małpki” o 1 zł generować może 3 mln zł dodatkowych wpływów podatkowych dziennie.

Podatek od nieruchomości – maksymalne stawki w górę

Zgodnie z obwieszczeniem Ministerstwa Finansów w 2021 roku obowiązywać będą nowe stawki maksymalne podatku od nieruchomości. Właścicieli lokali może czekać około 4% podwyżka. To jednak stawka maksymalna i nie wszystkie gminy muszą zdecydować się na wykorzystanie jej w pełnym wymiarze.

Właściciele nieruchomości mieszkalnych mogą zostać obciążeni maksymalnym podatkiem wynoszącym 85 gr za metr kwadratowy. Przedsiębiorcy mogą zapłacić nawet 24,84 za metr kwadratowy, co stanowi wzrost o 94 gr w stosunku do 2020 roku. Skalę podwyżek w 2021 r. dla wybranych rodzajów nieruchomości prezentuje poniższa tabela.Maksymalne stawki podatku od nieruchomości (1)

Warto w analizowanym kontekście także sprawdzić, jak będą kształtować się stawki podatku od nieruchomości mieszkalnych i gruntów w miastach wojewódzkich, ponieważ stosowne uchwały w tym zakresie zostały już podjęte.Podatek od nieruchomosci 2021

Aż 10 miast wojewódzkich (Warszawa, Gdańsk, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Białystok, Olsztyn, Bydgoszcz, Szczecin) zdecydowało się na wprowadzenie maksymalnych stawek proponowanych przez Ministerstwo Finansów. Najniższe podatki od nieruchomości mieszkalnych i gruntów obowiązują w Zielonej Górze i są one niemal o połowę niższe od stawek maksymalnych (0,44 zł za dom lub mieszkanie i 0,28 zł za grunt pod budynkiem mieszkalnym).

 

Podatek od handlu detalicznego – bez decyzji TSUE

Ostateczna decyzja TSUE w sprawie podatku od sprzedaży detalicznej jeszcze nie zapadła, ale Ministerstwo Finansów przewiduje, że pozytywne rozstrzygnięcie będzie zgodne z polską argumentacją. Oznacza to, że podatek handlowy wszedł w życie z początkiem 2021 roku. Daniną obłożeni będą wszyscy sprzedawcy detaliczni prowadzący działalność w Polsce. Kwotą wolną od podatku jest przychód ze sprzedaży detalicznej w wysokości 17 mln zł miesięcznie. Nadwyżki obciążone zostaną w następujący sposób:

  • 0,8% od miesięcznego przychodu przekraczającego 17 mln zł, ale nie wyższego niż 170 mln zł,
  • 1,4% od nadwyżki ponad 170 mln miesięcznego przychodu.

Wprowadzenie podatku obciążającego handel w obecnej sytuacji gospodarczej może mieć szereg negatywnych skutków. Zwracają na to uwagę specjaliści z Głównej Szkoły Handlowej w raporcie „Społeczno-gospodarcze skutki wdrożenia podatku od sprzedaży detalicznej”. Poza wyraźnym wzrostem średniej ceny sprzedaży i zwiększenia inflacji kosztów podstawowych artykułów spożywczych wymienia się m.in.:

  • osłabienie sektora żywnościowego w Polsce,
  • likwidacje miejsc pracy (estymowana wysokość nawet na poziomie 25 tysięcy),
  • ograniczenie inwestycji i innowacji,
  • wzmocnienie spowolnienia gospodarczego,
  • ograniczenie działalności charytatywnej i społecznej.

Podsumowanie

Zaobserwowana tendencja nie napawa optymizmem, szczególnie że wzrostowi kosztów życia towarzyszy nie najlepsza sytuacja gospodarcza w kraju. Co prawda bezrobocie utrzymuje się nadal na relatywnie niskim poziomie, ale trudno przewidzieć, jak zachowa się rynek pracy, kiedy wygasną wszystkie programy pomocowe. Dokładając do tego niepewność związaną z zakończeniem pandemii i powrotem gospodarki do „normalności” perspektywy na udany 2021 rok w dalszym ciągu są mgliste – komentuje Bartłomiej Borucki, ekspert rankomat.pl.

Ustawodawstwo krajowe, które ogranicza prawo do prowadzenia gier losowych i pieniężnych do określonych miejsc, może stanowić przeszkodę w swobodnym świadczeniu usług

Działająca w Czechach na rynku gier hazardowych spółka toczyła przez lata bezskutecznie spór z organami podatkowymi wszystkich szczebli w kraju, przegrała też w sądzie I instancji. Tamtejsze ministerstwo finansów cofnęło jej zezwolenie w zakresie prowadzenia gier losowych w zakładzie znajdującym się na terenie jednego z miast ze względu na to, że miejsce prowadzenia działalności nie figurowało wśród wymienionych w specjalnym załączniku. Jednak Trybunał Sprawiedliwości UE stanął po stronie firmy, wskazując na wspólnotowe przepisy, zgodnie z którymi ograniczenia w swobodnym świadczeniu usług wewnątrz Unii są zakazane w odniesieniu do obywateli państw członkowskich, mających swe przedsiębiorstwo w innym państwie UE niż państwo odbiorcy usługi.

Zakaz prowadzenia gier losowych wprowadzony przez gminę

Czeska ustawa nr 202/1990 o loteriach i innych podobnych grach w art. 50 ust. 4 stanowi, że w drodze powszechnie obowiązującego zarządzenia gmina może ograniczyć prowadzenie gier losowych, loterii i innych podobnych gier wyłącznie do okresów i miejsc wymienionych w tym zarządzeniu, określać okresy i miejsca, w których prowadzenie loterii i innych podobnych gier jest zakazane lub też w całości zakazać ich prowadzenia na całym obszarze gminy. Rada miasta Děčín podjęła w 2013 r. takie zarządzenie, którym zakazała prowadzenia ww. gier na swoim terenie. Zakaz nie obejmował kasyn znajdujących się w miejscach wskazanych w załączniku nr 1 do tego zarządzenia.

Zakaz ograniczania swobody świadczenia usług na podstawie art. 56 TFUE

W październiku 2013 r. ministerstwo finansów cofnęło spółce zezwolenie na prowadzenie gier losowych w zakładzie znajdującym się na terytorium miasta Děčín, bo miejsce prowadzenia przez nią działalności nie figurowało wśród miejsc wymienionych we wspomnianym załączniku. Firma wniosła odwołanie, które minister finansów oddalił. Spółka przegrała również w praskim sądzie rejonowym. Wyrok ten zaskarżyła do najwyższego sądu administracyjnego w Czechach, podnosząc, że sąd I instancji naruszył prawo, odmawiając zastosowania w tej sprawie prawa wspólnotowego. Przedsiębiorca powołał się na przepis art. 56 zd. 1 Traktatu o Unii Europejskiej i Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (traktat TFUE), który brzmi: „…ograniczenia w swobodnym świadczeniu usług wewnątrz Unii są zakazane w odniesieniu do obywateli Państw Członkowskich mających swe przedsiębiorstwo w Państwie Członkowskim innym niż państwo odbiorcy świadczenia” (Dziennik Urzędowy C 326, 26/10/2012).

Przywołując zeznania świadka, spółka podniosła, że część klientów jej zakładu w Děčínie, mieście położonym w odległości około 25 km od granicy niemieckiej, składała się z obywateli innych państw członkowskich, a zatem w sprawie powinien znaleźć zastosowanie art. 56 TFUE.

Usługi świadczone obywatelom innego państwa UE

Najwyższy sąd administracyjny skierował do Trybunału Sprawiedliwości UE pytanie prejudycjalne, czy aby przypadkiem spółka nie ma racji i ww. czeskie przepisy nie naruszają unijnej swobody usługobiorców. Sąd zwrócił uwagę, że w orzecznictwie TSUE podnoszono już, że usługi świadczone bez konieczności przemieszczania się przez usługodawcę mającego siedzibę w jednym państwie członkowskim na rzecz usługobiorcy mającego siedzibę lub miejsce zamieszkania w innym państwie członkowskim stanowią transgraniczne świadczenie usług, i że do takich usługobiorców zaliczają się również turyści lub osoby przemieszczające się w celach naukowych. Sąd wyraził również obawę, czy takie uregulowania nie naruszają zagwarantowanych w traktacie TFUE swobód podstawowych.

Jednakże czeski sąd stwierdził, że TSUE w swym orzecznictwie, wyjaśniając, iż art. 56 TFUE ma zastosowanie do spraw z udziałem usługodawców oferujących usługi za pośrednictwem telefonu lub internetu, a także turystom, nie rozstrzyga wyraźnie, czy przepis ten znajdzie również zastosowanie tylko dlatego, że grupa obywateli jednego państwa UE może uzyskać usługę w innym państwie UE, która to usługa jest świadczona zasadniczo obywatelom tego innego państwa UE.

Swoboda gwarantowana usługodawcom i usługobiorcom

Na wstępie TSUE wskazał, że postanowienia traktatu TFUE chroniące prawa i swobody podstawowe mogą mieć zastosowanie do przepisów prawa krajowego wyłącznie odnośnie do spraw mających związek z wymianą handlową między państwami członkowskimi. Nie znajdują bowiem zastosowania do spraw o naruszenie swobody świadczenia usług, w których wszystkie elementy zamykają się w kręgu jednego państwa.

Przepis art. 56 TFUE nakłada na państwa UE obowiązek zniesienia ograniczeń w swobodzie świadczenia usług, jeśli mogą one uniemożliwić, utrudnić lub uczynić mniej atrakcyjną działalność usługodawcy z siedzibą w innym państwie UE, w którym zgodnie z prawem świadczy on takie same usługi. Ze swobody tej mają prawo korzystać, jak i na naruszenie jej powoływać się, zarówno usługodawcy, jak i usługobiorcy. Oznacza ona również swobodę udania się usługobiorcy do innego państwa członkowskiego celem skorzystania z oferowanej tam usługi.

Uregulowania krajowe nie mogą ograniczać swobody świadczenia usług

TSUE podkreślił, że z samej okoliczności podnoszenia przez przedsiębiorcę wystąpienia sporu co do ograniczenia świadczenia usługi transgranicznej nie można wysnuwać ponad wszelką wątpliwość stwierdzenia, że z taką transgraniczną usługą ma się do czynienia, a obywatele innych państw UE mogą z tych usług skorzystać. Musi to zostać wykazane. Z drugiej strony wpływu na możliwość zastosowania art. 56 TFUE nie ma ani liczba klientów zagranicznych, którzy skorzystali z usługi, ilość wyświadczonych usług, ani też zasięg geograficzny podnoszonego ograniczenia w swobodzie świadczenia usług. Można się na niego powoływać zarówno, gdy ograniczenie to może dotyczyć nieokreślonej liczby odbiorców usług, jak i jednego tylko usługobiorcy.

W wydanym 3 grudnia 2020 r. wyroku Trybunał orzekł:

„…ustawodawstwo krajowe, które ogranicza prawo do prowadzenia gier losowych i pieniężnych do określonych miejsc, może stanowić przeszkodę w swobodnym świadczeniu usług, która wpisuje się w zakres art. 56 TFUE (…) Artykuł 56 TFUE należy interpretować w ten sposób, że znajduje on zastosowanie do sytuacji spółki mającej siedzibę w danym państwie członkowskim, która utraciła zezwolenie na prowadzenie gier losowych w następstwie wejścia w życie w tym państwie członkowskim uregulowania określającego miejsca, w których dozwolone jest organizowanie takich gier, mającego zastosowanie bez rozróżnienia do wszystkich usługodawców prowadzących działalność na terytorium tego państwa członkowskiego, bez względu na to, czy ci usługodawcy świadczą usługi obywatelom danego państwa członkowskiego czy obywatelom innych państw członkowskich, w sytuacji, gdy część jej klienteli pochodzi z państwa członkowskiego innego niż państwo jej siedziby” (wyrok w sprawie C-311/19, BONVER WIN, a.s. przeciwko Ministerstwo Finansów Republiki Czeskiej, ECLI:EU:C:2020:981).

Podsumowanie

To bardzo ciekawe rozstrzygnięcie europejskiego Trybunału może stanowić furtkę do prowadzenia działalności usługowej, w tym także gier losowych, pieniężnych i nie tylko przez przedsiębiorców, którym krajowe regulacje na taką działalność nie zezwoliły. Warunkiem jest wykazanie, że naruszają one unijną swobodę świadczenia usług w odniesieniu do usługi transgranicznej.

Autor: Kinga Hanna StachowiakWspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym i zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. Prezes Zarządu spółek z branży nieruchomości i consultingu biznesowego.

Leonardo i Solvay uruchamiają wspólne laboratorium ds. badań nad kompozytami termoplastycznymi

  • Szersze zastosowanie kompozytów termoplastycznych w przemyśle lotniczym i kosmicznym, a dokładnie w konstrukcjach struktur podstawowych, wymaga opracowania nowych materiałów oraz nowych procesów produkcji, aby móc uzyskać lepsze parametry oraz lepszą wydajność produkcyjną
  • Tworząc “Wspólne Wirtualne Laboratorium Badawcze”, Leonardo i Solvay postanowiły podjąć to wyzwanie łącząc wysiłki i wnosząc uzupełniające się umiejętności oraz wiedzę ekspercką
  • Większa część działalności będzie prowadzona w zakładach spółki Leonardo w Grottaglie (we włoskim Taranto), oraz w Ośrodku Nauki i Zastosowań Materiałowych firmy Solvay (MSAC) w Brukseli
  • Według Roberto Cingolaniego, Dyrektora ds. Technologii i Innowacji w Leonardo: “Współpraca z Solvay to poważny krok naprzód w zakresie badań nad zaawansowanymi materiałami, które stanowią część programów badawczo-rozwojowych prowadzonych przez Leonardo Labs. Badania nad materiałami zaawansowanymi umożliwiają lepsze parametry i bezpieczeństwo produktów przyczyniając się do wydajniejszego systemu produkcji w obiegu zamkniętym”
  • Nicolas Cudré-Mauroux, Dyrektor ds. Technologii i Innowacji w Solvay podkreślił znaczenie całościowego podejścia do opracowywania materiałów oraz technologii ich obróbki ponieważ “zwiększenie szybkości produkcji jest równie ważne, jak uzyskanie wymaganych parametrów”. Firma Solvay jest zaangażowana w sprawę opracowania lekkich materiałów o znakomitych parametrach dla bardziej zrównoważonego przemysłu lotniczego

Firmy Leonardo i Solvay ogłosiły uruchomienie wspólnego laboratorium badawczego przeznaczonego do opracowywania nowych materiałów kompozytowych oraz procesów produkcji o krytycznym znaczeniu dla przyszłości przemysłu lotniczego i kosmicznego. Ta współpraca stanowi ważny kamień milowy umożliwiając znaczącą zmianę w produkcji części kompozytowych i zmniejszeniu wpływu na środowisko.

Wspólne przedsięwzięcie – Leonardo Solvay Joint Lab będzie się skupiać na termoplastycznych “materiałach inżynieryjnych”, a w szczególności na zgrzewaniu i automatycznym laminowaniu (łączeniu na  miejscu) złożonych i dużych struktur lotniczych w celu maksymalizacji cech produktu, poprawy wydajności produkcji oraz wydłużenia cyklu życiowego produktów. Badania koncentrują się na kompozytach termoplastycznych ponieważ oferują one użytkownikom wyjątkowe korzyści, takie jak obniżona masa dla uzyskania oszczędności zużycia paliwa przez samolot, ponieważ nie wymagają autoklawów przy łączeniu części, tym samym umożliwiając opracowanie znacznie bardziej zrównoważonych linii produkcyjnych. Leonardo i Solvay uważają, że ta umowa stworzy podstawy dla dalszej współpracy platform nad krótko- i średnioterminowymi zastosowaniami w przemyśle lotniczym i poza nim.

“Współpraca z Solvay to poważny krok naprzód w zakresie badań nad zaawansowanymi materiałami, które stanowią część programów badawczo-rozwojowych prowadzonych przez Leonardo Labs.” podkreśla Roberto Cingolani, Dyrektor ds. Technologii i Innowacji w Leonardo. Obszar badań, tak istotny dla Leonardo, stanowi kluczowy czynnik konkurencyjności i umożliwi lepsze parametry i bezpieczeństwo naszych produktów, zwiększając ich potencjał, i zwracając się bezpośrednio w postaci mniejszego wpływu na środowisko i zużycia zasobów oraz przyczyniając się do wydajniejszego systemu produkcji w obiegu zamkniętym”.

Ta współpraca jest zgodna ze strategią firmy Solvay mającą na celu umocnienie naszej pozycji jako dostawcy nowatorskich materiałów kompozytowych dla rynku lotniczego i innych rynków” dodał Nicolas Cudre-Mauroux, Dyrektor ds. Technologii i Innowacji w Solvay. “Uważamy, że partnerstwo z koncernem Leonardo zwiększy naszą zdolność do opracowywania przełomowych termoplastycznych rozwiązań kompozytowych i znacznie zwiększy zakres i zastosowania w przemyśle lotniczym, przyczyniając się do zmniejszenia zużycia paliwa oraz emisji CO2”, podsumował.

Leonardo Solvay Joint Lab będzie działać poprzez Leonardo Lab w Grottaglie (Taranto) oraz w Ośrodku Nauki i Zastosowań Materiałowych firmy Solvay (MSAC) w Brukseli. Ponadto wspólne laboratorium będzie miało dostęp do wewnętrznych infrastruktur obydwu firm i współpracy z instytucjami, ośrodkami badawczymi oraz uczelniami wyższymi we Włoszech i zagranicą, w celu tworzenia otwartych innowacji.

Sroga zima dla HoReCa. Aż 81 proc. hotelarzy i restauratorów obawia się jeszcze trudniejszego pierwszego półrocza

Subindeks Barometru EFL dla sektora HoReCa na I kwartał br. wyniósł 47,7 pkt. Choć wzrósł o 5,1 pkt. w porównaniu do pomiaru z ostatniego kwartału ubiegłego roku, to pozostaje wskaźnikiem z najniższą wartością wśród wszystkich 6 badanych sektorów. Restauratorzy i hotelarze wciąż najdotkliwiej odczuwają wpływ pandemii COVID-19. Niemal wszyscy zapytani (99 proc.) uważają, że pandemia spowoduje upadki firm. Ponadto, HoReCa jest jedynym sektorem, w którym większość przedstawicieli (81 proc.) spodziewa się pogorszenia sytuacji w I półroczu 2021.

Barometr EFL dla HoReCa na I kwartał 2021:

  • Subindeks: 47,7 pkt. (+5,1 pkt. kw./kw.- największy wzrost wśród 6 badanych sektorów); najniższy wskaźnik wśród 6 badanych sektorów
  • Inwestycje: 100 proc. przedsiębiorców prognozuje podobny poziom inwestycji co miesiąc wcześniej
  • Sprzedaż: 60 proc. przedsiębiorców prognozuje spadek sprzedaży; najwięcej wśród 6 badanych sektorów
  • Płynność finansowa: 56 proc. przedsiębiorców prognozuje pogorszenie płynności finansowej; najwięcej wśród 6 badanych sektorów
  • Finansowanie zewnętrzne: 72,5 proc. przedsiębiorców prognozuje większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne;
  • Wpływ koronawirusa na sytuację firmy: 100 proc. przedsiębiorców uważa, że koronawirus będzie mieć niekorzystny wpływ na przyszłą sytuację firmy

– Choć wartość pierwszego odczytu Barometru EFL dla HoReCa jest wyższa niż kwartał wcześniej, to ten wzrost jest pozorny. Zawdzięczamy go przede wszystkim temu, że większość zapytanych zgłosiła wyższe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne, które najpewniej jest konieczne do utrzymania działalności, a nie na zaplanowane inwestycje. Na bardzo trudną sytuację sektora wskazuje fakt, że aż 6 na 10 hotelarzy i restauratorów spodziewa się spadku sprzedaży, a co drugi pogorszenia płynności finansowej. Bez wątpienia HoReCa odczuje najboleśniej ekonomiczne powikłania pocovidowe. A nastroje i sytuacje przedsiębiorców pogarszają się z każdą informacją o poluźnieniu restrykcji, które niestety nie dotyczą ich obszaru. Choć wsparciem jest tzw. tarcza gastronomiczna, to niestety 99 proc. ankietowanych ma rację. Wiele restauracji, kawiarni, barów może nie przetrwać tej zimy – mówi Radosław Woźniak, prezes EFL.

Druga fala nie odpuszcza

Na wyższą w porównaniu do poprzedniego pomiaru (IV kwartał 2020 – 42,6 pkt.) wartość subindeksu Barometru EFL dla HoReCa na I kwartał br. (47,5 pkt., +5,1 pkt. kwartał do kwartału) największy wpływ miały prognozy w obszarze finansowania zewnętrznego. Aż 3 na 4 przedsiębiorców (72,5 proc.) uważa, że w od stycznia do marca br. będzie mieć wyższe zapotrzebowanie na dodatkowe finansowanie. Te z pewnością będzie potrzebne na dokapitalizowanie bieżącej działalności, a nie (jak to bywało najczęściej) na planowane inwestycje i rozwój przedsiębiorstwa.

W pozostałych obszarach widać znaczącą przewagę pesymistów lub przedsiębiorców, którzy nie spodziewają się znaczących zmian. Po raz pierwszy w historii badania wszyscy respondenci zaznaczyli taką samą odpowiedź dotyczącą oceny przyszłych inwestycji. Wszyscy bowiem uznali, że ich poziom będzie taki sam jak w poprzednich trzech miesiącach. W przypadku przewidywanego poziomu sprzedaży aż 60 proc. firm z branży ocenia, że nastąpi jego spadek. Jest to najgorszy wynik wśród wszystkich 6 badanych sektorów, co jest związane z kontynuacją restrykcji dotyczących pandemii COVID-19 w najbliższych miesiącach. Pesymistyczne prognozy sprzedażowe nie pozostają bez wpływu na płynność finansową. Jej pogorszenia spodziewa się aż 56 proc. przedsiębiorców, także najwięcej wśród 6 badanych sektorów.

HoReCa szykuje się na najgorsze

Analizując kwestię wpływu pandemii COVID-19 na HoReCa należy znowu zauważyć ogromny pesymizm panujący wśród jej przedstawicieli. Niemal wszyscy (99 proc.) wskazali, że pandemia spowoduje upadki firm i zamykanie działalności gospodarczych. Ponownie, to najwyższy odsetek wśród 6 badanych sektorów i co więcej najwyższy wskaźnik od początku realizacji covidowego badania.

O utrzymujących się bardzo złych nastrojach w HoReCa może świadczyć także fakt, że jest jedyną branżą (spośród 6 badanych), w której większość zapytanych przedstawicieli uważa, że w I półroczu 2021 roku sytuacja w ich branży pogorszy się. Tak uważa aż 81 proc. firm. W przypadku budownictwa, transportu czy produkcji największy odsetek stanowią przedsiębiorcy oceniający, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy sytuacja w branży się poprawi.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na IV kwartał 2020 roku wyniosła 49,3 pkt. Osiągnięty poziom jest o 0,8 pkt. wyższy niż w IV kwartale 2020 roku.

Pierwsza aplikacja ubezpieczeniowa z automatyczną wypłatą po szkodzie

Ubezpieczeniowe aplikacje do samodzielnej likwidacji szkód działają na polskim rynku od kilku lat. Od teraz klienci mogą zlecić wypłatę odszkodowania równolegle ze zgłoszeniem szkody – informuje towarzystwo ubezpieczeń Compensa.

Ubezpieczyciele od lat starają się usprawnić proces likwidacji szkód. Wiedzą, że czas reakcji na zgłoszenie i związana z tym jak najszybsza wypłata odszkodowania są z punktu widzenia klientów kluczowe. Jednym z branżowych pomysłów na uproszczenie i przyspieszenie tych czynności jest aplikacja do samodzielnej likwidacji szkód. Program pozwala poszkodowanym przekazać ubezpieczycielowi – bez osobistego, mailowego lub telefonicznego kontaktu z obsługą klienta – najważniejsze informacje o zdarzeniu i wnioskować o odszkodowanie.

Na przełomie 2020 i 2021 roku na rynku pojawiło się usprawnienie tego rozwiązania. Towarzystwo ubezpieczeń Compensa jako pierwszy ubezpieczyciel w Polsce uruchomił automatyczne zlecenie wypłaty odszkodowania. Oznacza to, że cały proces likwidacji można przeprowadzić nawet w kilkanaście minut, a pieniądze otrzymać po zaledwie kilku godzinach od nieszczęśliwego zdarzenia, np. kolizji czy zalania.

– Można powiedzieć, że wypłata odszkodowania następuje w czasie rzeczywistym, tzn. równolegle ze zgłoszeniem szkody. Dotychczas czas realizacji wynosił do 3 dni i jest to wciąż rynkowy standard. Nasze nowe rozwiązanie sprawia, że klient nie czeka na weryfikację sprawy przez naszego konsultanta, bo dzięki technologii proces likwidacji przebiega w pełni automatycznie. Akceptacja odszkodowania i zlecenie wypłaty w aplikacji odbywają się podczas pierwszego kontaktu z nami – tłumaczy Rafał Mosionek, Zastępca Prezesa Zarządu Compensa TU SA Vienna Insurance Group, odpowiedzialny w firmie m.in. za obszar likwidacji szkód.

Jeżeli klient nie zgadza się z proponowaną wyceną, zostaje skierowany do przedstawiciela zakładu ubezpieczeń. Również na tym etapie obsługa zgłoszenia jest zautomatyzowana i po pierwszym kontakcie może zakończyć się natychmiastowym zleceniem wypłaty.

Jak działa samodzielna likwidacja szkód?

Przykład Compensy pokazuje, jak to rozwiązanie działa w praktyce. Obsługa zgłoszenia szkody z ubezpieczeń OC, AC, NNW i majątkowych odbywa się w całości online. Proces można streścić w kilku poniższych krokach:

  1. Klient kontaktuje się z ubezpieczycielem i odbiera SMS-a z linkiem do aplikacji.
  2. Następnie w aplikacji uzupełnia wymagane informacje i dokumenty: dane polisy, numer konta do wypłaty, opis i zdjęcia szkody itp.
  3. System automatycznie weryfikuje zgłoszenie i na tej podstawie proponuje odszkodowanie.
  4. Jeśli klient akceptuje wycenę, system od razu zleca wypłatę.

W przypadku niektórych zdarzeń konieczne mogą okazać się oględziny zniszczonego samochodu lub innego mienia. „Wizyta” rzeczoznawcy może być w takiej sytuacji również przeprowadzona zdalnie.

Źródło: Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group

Izraelski dystrybutor wypromuje gry Mousetrap Games

Studio Mousetrap Games, należące do notowanej na NewConnect spółki Oxygen SA, podpisało  umowę dystrybucyjną z izraelskim wydawcą, firmą App Central Ltd. Umowa obejmuje współpracę firm, między innymi w zakresie promocji, dystrybucji i wsparcia gier mobilnych MTG.

Mousetrap Games to specjalizująca się w grach mobilnych spółka-córka notowanej na NewConnect Oxygen SA. W 2020 roku firma wydała 15 tytułów kierowanych do różnych typów graczy, między innymi gry premium, casual oraz 5 gier z gatunku hyper casual. Uwagę App Central przykuł szczególnie ostatni gatunek – dystrybutor planuje włączyć niektóre gry hyper casualowe Mousetrap Games w tzw. bundle, czyli pakiety gier.

Bundle oferują możliwość pobrania lub zakupu kilku aplikacji w ramach jednego pakietu, który może zostać stworzony zarówno dla płatnych, jak i bezpłatnych aplikacji. Użytkownicy korzystają dzięki temu z odnawialnych subskrypcji lub jednorazowej płatności, dającej dostęp do wszystkich gier z bundle’a. Dzięki współpracy z App Central Ltd., wybrane produkcje mobilne Mousetrap Games będą dystrybuowane w takich pakietach wraz z grami innych producentów.

  • Podpisanie umowy z App Central to dla nas szansa na dotarcie z grami Mousetrap Games do innego segmentu użytkowników. Współpraca zakłada inwestycję ze strony dystrybutora w marketing, ale też podział zysków osiągniętych ze sprzedaży gier i reklam. Cieszymy się, że pozyskaliśmy partnera rynkowego, dzięki któremu firma może się szybko rozwijać – mówi Edward Mężyk, Prezes Oxygen SA.

App Central Ltd. to wydawnictwo korzystające z najnowocześniejszych algorytmów monetyzacji i optymalizacji, które oferuje twórcom gier i aplikacji mobilnych rozwiązania wykraczające poza tradycyjne działania marketingowe. Firma korzysta z pakietu SDK, opartego na sztucznej inteligencji, który, działając według wielu parametrów, optymalizuje zakupy i subskrypcje aplikacji mobilnych.

Oxygen SA to polska spółka działająca w sektorze gamingowym, do której należą zarówno wrocławska spółka Mousetrap Games, jak i HyperCat (dawniej Glass Cannon Games). Spółka notowana jest na giełdzie NewConnect. Grupa kapitałowa Oxygen skupia się na produkcji i działalności wydawniczej na rynku gier mobilnych ze szczególnym uwzględnieniem gier z kategorii hyper casual, casual i mid-core. Spółka wspierana jest przez znaczące  podmioty z branży gamedev, jakie jak The Knights of Unity czy C-Shark.

Pierwsza akwizycja w Grupie Kapitałowej Transition Technologies w 2021 roku

Transition Technologies PSC, największa spółka Grupy Kapitałowej Transition Technologies, podpisała umowę inwestycyjną o przejęciu pakietu kontrolnego polskiej firmy Algomine, specjalizującej się w dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań informatycznych do monetyzacji potencjału danych.

Algomine, to Data Science House, który wykorzystuje Big Data, uczenie maszynowe, sztuczną inteligencję i rozwiązania chmurowe do realizacji indywidualnych rozwiązań dla firm, przynoszących im oszczędności i zwiększających przychody.

– W ciągu 5 lat działalności naszej firmy zbudowaliśmy unikalne kompetencje w zakresie monetyzacji danych oraz bardzo szerokie portfolio klientów z różnych branż. Integracja z Transition Technologies PSC to dla nas realna możliwość rozwoju na skalę globalną. Kluczowa jest tu komplementarność naszych usług, dzięki czemu razem będziemy w stanie kompleksowo odpowiadać na potrzeby naszych klientów – mówi Marcin Górzyński, Członek Zarządu Algomine.

Ambitne plany GK TT związane z dalszym rozwojem

Działająca od 30 lat na rynku Grupa Kapitałowa Transition Technologies w 2020 roku odnotowała rekordowy poziom przychodów, większy o ok 20% od wyniku z roku poprzedniego

– Kontynuujemy proces rozbudowy Grupy Kapitałowej nie tylko  poprzez organiczny wzrost wszystkich spółek, ale również poprzez akwizycję komplementarnych firm, które uzupełnią portfolio Grupy. Takie działania w strategii niewątpliwie będą znaczące przed planowanymi debiutami giełdowymi spółek z Grupy. Liczymy też na szybki wzrost gospodarczy w 2021 r. i oceniamy, że nasze tegoroczne przychody ukształtują się na poziomie 550-600 mln zł, przy backlogu zamówień na poziomie 65% – mówi prof. Konrad Świrski, Prezes Grupy Kapitałowej Transition Technologies.

Płatne webinary w 2020 – raport ClickMeeting

W 2020 roku na popularności bardzo zyskały platformy do spotkań online i webinarów – częstotliwość wyszukiwania przez polskich Internautów hasła „webinar”* wyniosła 3294 proc. w porównaniu do 2019 roku. W zeszłym roku wzrosło również zainteresowanie płatnymi spotkaniami online – rekordzista w Polsce za pośrednictwem platformy webinarowej ClickMeeting zarobił jednorazowo 57 tys. zł, a łącznie wszystkie wydarzenia uzyskały przychód w wysokości 2,5 mln zł.

Miniony rok 2020 dla wielu przedsiębiorców był czasem destabilizacji, ograniczenia lub nawet całkowitej utraty przychodów. Jednak problemy ekonomiczne często okazywały się jednocześnie impulsem pobudzającym przedsiębiorczość i skłaniającym do szukania nowych rozwiązań technologicznych. Na popularności zyskały narzędzia umożliwiające zarabianie w Internecie. W porównaniu do 2019 roku w 2020, według danych ClickMeeting, znacząco wzrosła liczba płatnych webinarów, średnie zarobki na webinarach oraz łączne przychody całej branży.

Wydarzeniem płatnym może być każdy kurs, lekcja, szkolenie, konferencja, które są oferowane komercyjnie przez Internet. Jest to narzędzie często wykorzystywane podczas konsultacji online czy e-learningu. Z kolei eventy czy na przykład debaty mogą być organizowane zarówno całkowicie w trybie online jak w trybie hybrydowym. Wtedy dają chętnym możliwość wyboru – udział w nich możliwy jest zarówno w formie stacjonarnej, jak i przez Internet. Obie metody w czasie pandemii stały się niezwykle popularne i mogą stać się źródłem przychodu- tylko od organizatora wydarzenia zależy, czy udział będzie darmowy, czy płatny.

Rekordowe zarobki webinarowe w 2020 rokuCM_Najwyzszy_przychod_z_platnego_webinaru2020 CM_Sredni_przychod_z_platnego_webinaru_2020

Jak wynika z raportu ClickMeeting „Webinary i wideokonferencje w czasach pandemii”, dla 44 proc. organizatorów webinarów stanowią one źródło dochodów. Korzystają z nich obecnie zarówno freelancerzy, jak i korporacje zatrudniające kilkanaście tysięcy osób. W Polsce rekordowy webinar zorganizowany na platformie ClickMeeting zarobił w 2020 roku 57 tys. zł. Z kolei patrząc na dane z całego świata, rekordzista w Wielkiej Brytanii zebrał w trakcie jednego spotkania prawie 90 tys. zł (18,3 tys. funtów), w Stanach Zjednoczonych wynik był bardzo podobny – 89,5 tys. zł (24 tys. dolarów), natomiast w Niemczech najwyższa uzyskana kwota wyniosła 37,8 tys. zł (8,4 tys. euro).

 

Średni przychód z webinaru

Średni przychód z płatnych webinarów ClickMeeting w Polsce w 2020 roku wyniósł 995 zł, w Kanadzie 5568 zł (1920 dolarów kanadyjskich), w Wielkiej Brytanii 1395 zł (272 funty), w USA 1335 zł (355 dolarów) i w Niemczech 1089 zł (238 euro).

Łączne zarobki webinarowe

W 2020 roku na platformie ClickMeeting w Polsce odbyło się 4721 płatnych wydarzeń do końca  listopada, czyli o 162 proc. więcej niż w 2019 roku. Łącznie zarobiły aż 2,5 miliona zł, z kolei w Niemczech 2,45 mln zł (540 tys. euro), w Stanach Zjednoczonych 1,68 mln zł (452 tys. dolary), w Wielkiej Brytanii 707,5 tys zł (139 tys. funtów) oraz w Kanadzie 411,6 tys. zł (140 tys. dolarów kanadyjskich). W Europie, nie licząc Polski, liczba płatnych sesji online wzrosła o 470 proc. i zarobiły one w sumie 2,47 mln zł (543 687 euro). W zeszłym roku na polskiej platformie ClickMeeting wydarzenia online zarobiły łącznie 7 633 776 zł (1 677 753 euro).

Eventy online

Wiele sektorów gospodarki musiało diametralnie zmienić swój sposób działania, by dostosować się do nowej sytuacji. Przykładem takiej adaptacji może być część firm z branży eventowej. Według danych firmy ClickMeeting na dostarczanej przez nią platformie w tym roku odbyło się o 787 proc. w Polsce i 186 proc. na całym świecie więcej wydarzeń online niż jeszcze rok temu. Wzrosła też frekwencja podczas wydarzeń organizowanych w sieci. W spotkaniach z liczbą uczestników powyżej 1000 w 2020 roku brało udział o 55 proc więcej osób niż w całym 2019 roku.

Szkoleniowcy, trenerzy biznesu, marketingowcy i sprzedawcy nie mieli wyboru – jeśli chcieli przetrwać, musieli przenieść swoją działalność do Internetu i tam na niej zarabiać. Dla nich właśnie możliwość prowadzenia płatnych webinarów i eventów ma kluczowe znaczenie.

Organizacja spotkań online daje ogromne możliwości – mówi Dominika Paciorkowska, Dyrektor Zarządzająca ClickMeetingPozwala dotrzeć do znacznie większej liczby osób, niż byłoby to możliwe w formie stacjonarnej, niezależnie od lokalizacji – przede wszystkim w małych miejscowościach. W przypadku ClickMeeting w wydarzeniu tego typu może brać udział nawet 10 tys. osób jednocześnie. Zgromadzenie takiej liczby odbiorców „na żywo” jest bardzo trudne i kosztowne. Wymaga wynajęcia ogromnej powierzchni i sprzętu scenicznego, uzyskania masy pozwoleń i zatrudnienia dużej liczby odpowiednio przeszkolonych osób. W przypadku wydarzenia online zazwyczaj wystarczy tylko zadbać o stabilne narzędzie i łącze internetowe.

Korzystne zmiany w programach gwarancyjnych dla firm

Mniejsze firmy i większe przedsiębiorstwa, zainteresowane gwarancjami BGK, mogą z nich skorzystać na specjalnych warunkach również w 2021 r. Pakiet pomocowy został przedłużony do 30 czerwca br., a dodatkowo część gwarancji dostępna jest na jeszcze korzystniejszych warunkach. Bank Millennium oferuje finansowanie zabezpieczone gwarancjami BGK. Proces wnioskowania odbywa się z wykorzystaniem kanałów cyfrowych i podpisu kwalifikowanego, z kwalifikowanym znacznikiem czasu.

W przypadku programu gwarancji de minimis (program dla mikro-, małych i średnich firm), do 30 czerwca br. utrzymano brak prowizji za pierwszy rok korzystania z gwarancji oraz 80% poziom ochrony. Wydłużono też okres gwarancji do 75 miesięcy dla kredytu obrotowego i do 120 miesięcy dla kredytu inwestycyjnego oraz zwiększono kwotę gwarancji de minimis z 3,5 mln PLN do równowartości 1,5 mln EUR.

W ramach gwarancji płynnościowych dot. kredytów (program dla średnich i dużych firm) utrzymano wysoki poziom ochrony do 80%, wyższą kwotę kredytu objętego gwarancją – do 200 mln zł oraz podwyższoną łączna kwotę gwarancji – do 250 mln zł. Wprowadzono też możliwość skorzystania z gwarancji również w przypadku kredytów w walucie obcej.

W zakresie faktoringowych gwarancji płynnościowych do 30 czerwca br. wprowadzono wydłużony okres limitu faktoringowego – do 24 miesięcy oraz wydłużony termin ważności gwarancji – do 72 miesięcy.

Dzięki Planowi Odbudowy Dla Europy polskie PKB wzrośnie o 66,7 mld zł w 2022 roku

Globalny kryzys ekonomiczny związany z pandemią koronawirusa ma zdecydowanie unikalny charakter. Rządy wielu państw, a także przedstawiciele biznesu dostrzegają, że proces wychodzenia z recesji musi zachodzić w sposób zrównoważony. W tym celu Unia Europejska zdecydowała się na instrument Next Generation UE (NGEU). To 380 mld euro dotacji dla państw członkowskich UE i możliwość uzupełnienia ich pożyczkami do kolejnych 360 mld euro. O tym, w jak dużym stopniu polska gospodarka ucierpiała w wyniku kryzysu i jak może pomóc jej Unia Europejska, opowiedzą eksperci DNB Bank Polska i firmy doradczej Deloitte w czasie konferencji prezentującej raport „Kierunki 2021. Nowy Plan Marshalla. Odbudowa polskiej gospodarki po COVID-19”. Gościem honorowym wydarzenia będzie Herman Van Rompuy, były Przewodniczący Rady Europejskiej.

Celem na lata 2021-2022 powinno być jak najszybsze wprowadzenie gospodarki na ścieżkę ożywienia gospodarczego. Pierwszy krok w tym kierunku to pokonanie wirusa poprzez efektywne systemy szczepień. Po drugie, ekonomiczne ożywienie ułatwi również Plan Odbudowy dla Europy uzupełniony o krajowe środki wspierające rozwój. Skuteczne działanie w tych dwóch obszarach jest obecnie niezbędne. Europejska strategia sprawi, że wszystkie państwa staną się silniejsze w tej samej perspektywie czasowej. Wzmocni to skalę poprawy gospodarczej również w Polsce – mówi Herman Van Rompuy, były Przewodniczący Rady Europejskiej.

Program NGEU to uzupełnienie tradycyjnego, 7-letniego budżetu Unii Europejskiej. Dla Polski rozszerzenie o antykryzysowy dodatek oznacza podobną kwotę wsparcia w relacji do PKB jak w poprzednim budżecie na lata 2014-2020, rozwiewając obawy o znaczący spadek napływu funduszy unijnych po 2020 roku. Nowy Plan Marshalla zakłada trzy kluczowe zadania, które muszą zrealizować jego beneficjenci: odbudowa gospodarki po pandemii oraz przyspieszenie transformacji cyfrowej i ekologicznej.

Wyznaczanie kierunków na 2021 r. jest trudnym zadaniem. W raporcie przeanalizowaliśmy to, co będzie szczególnie istotne w polskiej gospodarce w najbliższych miesiącach. Punktem wyjścia stała się oczywiście pandemia COVID-19 i działania Unii Europejskiej, które mają powstrzymać negatywne skutki kryzysu. Skupiliśmy się na programie Next Generetion EU, który zakłada 100 mld euro dotacji dla Polski. Chcemy odpowiedzieć na pytanie, jak możemy z tych funduszy skorzystać i czy środki pozwolą na ograniczenie luki rozwojowej między rodzimą a zachodnią gospodarką – mówi Artur Tomaszewski, Prezes Zarządu DNB Bank Polska S.A.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez DNB Bank Polska i firmę Deloitte, największy efekt NGEU mierzony przyrostem PKB w Polsce wystąpi w latach 2022-2023 i wyniesie odpowiednio: 66,7 mld zł oraz 61 mld zł. W tym czasie wpływ funduszy NGEU odpowiadać będzie za ponad połowę całkowitego wzrostu PKB w tym okresie.

Na potrzeby raportu „Kierunki 2021. Nowy Plan Marshalla. Odbudowa polskiej gospodarki po COVID-19” przeprowadzono badanie, w którym wzięli udział klienci DNB Bank Polska, czyli duże firmy z różnych sektorów gospodarki. Wynika z niego, że nie wszyscy podchodzą optymistycznie do planów Unii Europejskiej.  Jedynie w przypadku inicjatywy „Zwiększenie mocy“ więcej niż połowa ankietowanych przedsiębiorstw wskazała, że może się ona przyczynić do rozwoju firmy.

Optymizm na rynkach. Bałagan na Wall Street

Koniec pandemii jest jeszcze daleko przed nami. Mimo, że ciężko w tym momencie podać jakąś konkretną datę całkowitego odejścia od ograniczeń a ryzyko mutacji wirusa wciąż jest duże, to na rynku walutowym oraz akcyjnym ponownie zagościł optymizm. Nie widać presji na waluty emerging markets (silny PLN, HUF oraz TRY), technologiczny indeks zza oceanu w dwa dni wrócił w okolice historycznych szczytów a ropa naftowa jest najdroższa od lutego 2020 roku.

Trzeba przyznać, że perspektywy gospodarcze na całym świecie poprawiły się wraz ze wzrostem rozpoczęcia kampanii szczepień. Świat czeka teraz na szczepionkę od J&J, która będzie kolejną cegiełką do przyspieszenia całego procesu. Obserwowane ożywienie jest niestety nierównomierne. Chiny przodują, zaraz z nimi są Stany Zjednoczone, natomiast strefa euro pozostaje mocno w tyle. Taką ostatnio ocenę wydał Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Rynki w tym momencie żyją pakietem stymulacyjnym w USA (1,9 bln USD), który z dużą determinacją chce wprowadzić w życie Joe Biden. W Senacie trwają prace. Strona republikańska jest gotowa do rozmów ale jakiekolwiek trudności w głosowaniu mogą wprowadzić zamęt na rynkach.

Ostatnie wydarzenia na Wall Street (ponadprzeciętne wzrosty GameStop i innych mniejszych spółek) Financial Times nazwał bałaganem. Zamieszanie wokół portalu Reddit spowodowało, że szeroki rynek spadał (ubiegły tydzień) a firmy o wątłych fundamentach ponadprzeciętnie zyskiwały. Ten tydzień pokazuje powrót do starych zasad. GameStop stracił już 60 proc. podczas gdy NASDAQ testuje ponownie ATH (all-time high). Porządek na giełdzie w USA będzie teraz kontrolował Gary Gensler, który został nominowany w poniedziałek przez prezydenta USA na szefa komisji papierów wartościowych (SEC). Wg Bloomberga zatwierdzenie jego kandydatury przez Senat jest już niemal pewne. Gensler może być jednym z bardziej agresywnych regulatorów na Wall Street od 20 lat. Wcześniej pracował w Goldamn Sachs i był szefem komisji regulującej rynek futures. Oczekuje się od niego, że będzie sprawnie prowadził sprawy przeciwko dużym korporacjom i bankom.

Na uwagę zasługuje również ropa naftowa, która podobnie jak rynek akcyjny od poniedziałku rozpoczęła kolejny rajd na północ. WTI oraz brent są najdroższe od lutego ubiegłego roku a wzrosty dodatkowo są wspierane przez wczorajszy duży spadek zapasów w USA, który podała firma API. Dziś oczy inwestorów będą skierowane na publikacje Departamentu Energii o 16:30. Tak duży optymizm jest związany z tym, że rynek oczekuje silnego odbicia popytu w 2021 roku oraz dalszych ograniczeń wydobycia strony krajów OPEC+. W lutym poznamy kolejne decyzje.

Swój rajd zakończył inny surowiec, czyli srebro. Ceny w ostatnim czasie zostały mocno wywindowane przez inwestorów z grupy WallStreetBets. Rajd nie był aż tak spektakularny jak na spółce GameStop, co pokazuje, że rynek srebra jest dużo większy i ciężko go w podobny sposób zmanipulować. Od poniedziałkowego szczytu (ok 30 USD/oz) ceny spadły już ponad 10 proc. Dodatkowo silniejszy dolar nie pomaga cenom wszystkich metali szlachetnych.

Dziś poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej na temat stóp procentowych. Lutowe posiedzenie RPP nie wniesie prawdopodobnie niczego nowego. W komunikacie liczymy na powtórzenie, że bank zamierza dalej wspierać gospodarkę niskimi stopami procentowymi i poprzez program skupu aktywów, a także przypomni, że może interweniować na rynku walutowym. Nie sądzimy, aby NBP miał się w najbliższym czasie zdecydować na coś więcej, niż tylko werbalne ostrzeżenia, choć ostatnie zejście EUR/PLN pod 4,50 testuje determinację banku centralnego do kontroli kursu. Od strony sytuacji gospodarczej Rada nie ma powodu istotnie zmieniać tonu komunikatu. Pozytywne sygnały z gospodarki – lepsze wyniki grudniowej sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej oraz zaskakujący wzrost produkcji budowlano-montażowej – będą równoważone obawami o rozwój pandemii w Europie i przedłużaniem restrykcji, które negatywnie wpływają na aktywność gospodarcza w kraju i na kontynencie.

Łukasz Zembik
Kierownik Departamentu Analiz TMS

BADANIE: Blisko 70% Polaków rozumie przedsiębiorców, którzy wznawiają biznesy mimo obostrzeń

Prawie sześciu na dziesięciu badanych uważa, że kolejne przedłużenie rządowych obostrzeń jest złą decyzją. Blisko 85% rodaków twierdzi, że w czasie lockdownu nie korzystało z usług objętych zakazem. Do tego ponad połowa Polaków nie zamierza w najbliższym czasie odwiedzać miejsc, które zostaną otwarte mimo restrykcji. Jednak niemal siedem na dziesięć osób popiera przedsiębiorców działających wbrew narzuconym ograniczeniom. Co więcej, przeszło 70% jest zdania, że służby nie powinny ich za to karać. Takie wnioski płyną z ogólnopolskiego badania UCE RESEARCH i SYNO Poland.Ponad połowa Polaków nie zamierza korzystać z usług firm, które otwierają się mimo rządowych obostrzeń

Aż 55,8% badanych Polaków uważa, że rząd podjął złą decyzję w sprawie przedłużenia lockdownu do 14 lutego br. Natomiast 32% jest przeciwnego zdania, a 12,2% nie ma jeszcze wyrobionej opinii. Według Krzysztofa Zycha, głównego analityka UCE RESEARCH, rodacy są mocno zmęczeni obostrzeniami. Ekspert nie jest jednak przekonany, czy przeszło połowa ww. ankietowanych bierze pod uwagę dramatyczną sytuację przedsiębiorców. Być może większe znaczenie ma własna wygoda i utrata pewnego rodzaju swobody.

– Ci, którzy uznali decyzję za błędną, zapewne kierują się informacjami o bardzo negatywnych konsekwencjach lockdownu dla gospodarki. Z jednej strony przedsiębiorcy zaznaczają, że straty wynikające z restrykcji są duże i już wyczerpują możliwości finansowe firm. Z drugiej strony ludzie też nie są zbyt przekonani do argumentów rządu. Uważają bowiem, że otwarcie małych biznesów, np. restauracji czy siłowni, nie wpłynie znacząco na zagrożenie epidemiczne – komentuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

Natomiast, jak zaznacza Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, Polacy coraz częściej słyszą o zwolnieniach. Zapowiada się, że ruszą one dużą falą od kwietnia. Zdaniem eksperta, ludzie zaczynają się obawiać tego scenariusza, co jest uzasadnione w obecnej sytuacji gospodarczej. A przedłużenie obostrzeń zwiększa wydatnie ryzyko znalezienia się w gronie bezrobotnych.

– Społeczeństwo w pewien sposób nauczyło się już żyć w wirusem i jego konsekwencjami. Z tego też wynika luźniejsze podejście do restrykcji, tym bardziej że od dłuższego czasu liczba zakażeń utrzymuje się na dość stabilnym poziomie. To oczywiście w pewien sposób też wpływa na myślenie o stosowanych obostrzeniach – dodaje Zych.

Badanie pokazuje, że 84,8% osób nie skorzystało w trakcie lockdownu z zakazanych form działalności. Mowa tu o np. wizytach w barze, restauracji, hotelu, klubie fitness czy na siłowni bądź na stoku narciarskim. Tylko 13,3% przyznało się do tego, a 1,9% nie pamiętało. Według mec. Parola, te wyniki świadczą nie tyle o tym, że Polacy boją się wirusa. Widać przede wszystkim brak realnych możliwości korzystania z obiektów użyteczności publicznej. Dopiero teraz zaczynają być otwierane lokale gastronomiczne czy kluby fitness. Wszystko to wynika z braku odpowiedniej pomocy ze strony państwa.

– Taka postawa może być spowodowana strachem przez ewentualnymi karami. Natomiast wśród osób, które przyznały się do tego, że korzystały z zabronionych usług, częściej mamy mężczyzn niż kobiety. Z kolei patrząc na wielkość miast, widać, że najbardziej aktywni pod tym względem byli badani z miejscowości liczących od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców, od 200 tys. do 499 tys. zamieszkałych osób oraz od 100 tys. do 199 tys. – wskazuje analityk z UCE RESEARCH.

Z raportu wynika też, że 52,3% Polaków nie zamierza w najbliższym czasie korzystać z miejsc, które zostały otwarte mimo lockdownu. Z kolei 35,6% twierdzi, że zrobi to, a 12,1% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. Jak zaznacza prof. Gomułka, większość osób nie zdecyduje się na ten krok, ponieważ wcześniej nie korzystały one z tego typu ofert. Dla nich nie jest problemem rezygnacja z takiej wizyty, choć przedsiębiorcy zapewniają o swojej determinacji w zakresie zachowania rygorów zdrowotnych.

– Część badanych nie będzie korzystała z tego typu usług z powodu obaw przed zakażeniem. Ale moim zdaniem, decydujące znaczenie ma sytuacja ekonomiczna. Polacy zdecydowanie boją się o swoją przyszłość. Do tego dochodzi wzrost cen i towarzysząca temu inflacja, która jest mocno zauważalna dla zwykłego Kowalskiego. Ludzie nie mają pieniędzy i widoków na szybką poprawę sytuacji – podkreśla Adrian Parol.

Natomiast Andrzej Głowacki, prezes DGA, jest przekonany, że stopniowo, w reżimie sanitarnym, Polacy zaczną odwiedzać bary, kluby fitness itd. I bez wątpienia prym będą wieść młodzi ludzie. Z kolei osoby po 60. roku życia zapewne zdecydują się na to dopiero po zaszczepieniu się.

– Konsekwencją otwierania tych biznesów będzie to, że służby będą wyjątkowo notorycznie je kontrolowały i konsekwentnie nakładły mandaty, żeby pokazać społeczeństwu, że należy przestrzegać obostrzeń. Co jakiś czas będziemy też słyszeć o wyjątkowo dynamicznych akcjach. One będą miały skłonić ludzi do tego, żeby jednak nie korzystali z tego typu usług – przewiduje Krzysztof Zych.

Zdaniem 67,5% respondentów, przedsiębiorcy mają rację, że mimo zakazu otwierają swoje firmy. Z kolei 18,8% jest przeciwnego zdania, a 13,7% nie ma wyrobionego stanowiska w tej sprawie. Jak przekonuje prezes Głowacki, los mikrofirm i małych przedsiębiorstw jest tragiczny. Świadomi tego są także Polacy, którzy mają zapewnione stałe miesięczne wypłaty. Wynik badania jest wyrazem solidarności.

– Widać duże wsparcie dla przedsiębiorców, ale dobre słowo nie przełoży się na ich dochody. Skoro ponad połowa Polaków nie zamierza ich odwiedzać w tym czasie, to dalej będą stać w miejscu. Do tego służby będą nakładać na nich kary, a to z kolei wiąże się z dalszą walką o swoje prawa w sądach – podkreśla ekspert z UCE RESEARCH.

Polacy nie są za karaniem przedsiębiorców. Aż 70,7% ankietowanych uważa, że policja, sanepid itp. instytucje nie powinny bezwzględnie nakładać mandatów na osoby, które mimo zakazu wznowią swoją działalność. Przeciwnego zdania jest 18% badanych, a 11,3% nie ma wyrobionej opinii. Według Andrzeja Głowackiego, każdy Polak jest świadomy zagrożenia zakażeniem COVID-19, zatem karanie przedsiębiorców za otwarcie obiektów nie jest zbyt uzasadnione.

– To sygnał dla służb do rewizji swojego podejścia wobec przedsiębiorców odmrażających w desperacji swoje biznesy. Państwo w dobrze pojętym własnym interesie powinno raczej udzielić wsparcia przedsiębiorcom. Stosowanie kar i restrykcji może osiągnąć zupełnie odwrotne skutki i to zupełnie nieprzewidywalne oraz długotrwałe dla sporej części gospodarki – podsumowuje mec. Parol.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 29-31.01.2021 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Gazety Wyborczej na reprezentatywnej próbie 1009 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Konsolidacja w Grupie Seris Konsalnet

  • Seris Konsalnet Cleaning powstał w wyniku połączenia Seris Klinet i Seris AS PAK. Jest częścią polskiej Grupy Kapitałowej Seris Konsalnet, oferującej usługi ochrony fizycznej, monitoringu i usługi czystości, wchodzącej jednocześnie w skład międzynarodowej Grupy Seris.
  • Konsolidacja pozwoli na zdynamizowanie rozwoju usług utrzymania czystości w Grupie Seris Konsalnet obok kluczowych usług ochrony i monitoringu.
  • Seris Konsalnet Cleaning wprowadza na polski rynek najnowocześniejsze technologie sprzątania, tworząc innowacyjny model działania – Cleaning 4.0.
  • Obserwowany jest wzrost znaczenia usług utrzymania czystości w obliczu pandemii COVID-19, przy jednoczesnej zwiększonej dbałości o efektywność kosztową i ochronę środowiska.
  • Seris Konsalnet Cleaning łącząc obszary ogłasza wprowadzenie trzech innowacyjnych linii usługowych: Q BOT, Q EYE i Q EKO.

Grupa Kapitałowa Seris Konsalnet Holding S.A. ogłasza zakończenie procesu konsolidacji spółek świadczących kompleksowe usługi sprzątające w obszarze B2B w Polsce: Seris Klinet i Seris AS PAK. W wyniku tej strategicznej operacji powstała spółka Seris Konsalnet Cleaning sp. z o.o., którą kieruje dotychczasowy zarząd Seris Klinet, Andrzej Chodacz i Tomasz Lichota. Powodem połączenia spółek jest dynamiczny wzrost zapotrzebowania na nowoczesne usługi sprzątania i dezynfekcji, które w okresie pandemii nabierają jeszcze większego znaczenia.

Od wielu lat posiadamy w Grupie Seris Konsalnet spółkę świadczącą usługi utrzymania czystości – mówi Tomasz Wojak, Prezes Zarządu Seris Konsalnet Holding S.A. – W dyskusjach na temat przyszłości jesteśmy zgodni w zarządzie firmy, że rynek usług, które wykonujemy zmienia się i będzie się zmieniał dynamicznie w najbliższych latach, z powodu nie tylko rozwoju technologii, ale też rosnących kosztów pracy oraz zmieniających się oczekiwań Klientów. Zbudowaliśmy więc silny, profesjonalny zespół, z którym stworzyliśmy strategię na kolejne lata. Sądzimy, że tak jak zmienia się sposób sprzedaży towarów, tak samo ewoluować będzie biznes usługowy. Mając ambicje bycia liderem w usługach, które świadczymy, podejmujemy szybkie decyzje i działania inwestując w rozwój, a nasza strategia zakłada postępującą digitalizację procesów sprzedaży i obsługi Klienta. Uważamy również, że dalszy rozwój w oparciu o technologie przyjazne środowisku i człowiekowi to obowiązkowy element strategii każdej nowoczesnej firmy i w oparciu o takie wartości zamierzamy działać w kolejnych latach – dodaje Tomasz Wojak.

– Usługi utrzymania czystości rozwijamy w większości segmentów rynku, od przemysłu poprzez powierzchnie komercyjne aż po instytucje publiczne – mówi Andrzej Chodacz, Prezes Zarządu Seris Konsalnet Cleaning. – W tym celu wdrażamy kluczowe w naszej ocenie przewagi technologiczne: automatyzację i informatyzację usług przy jednoczesnym zwiększaniu kompetencji pracowników. Chcemy być liderem na polskim rynku, tworząc zupełnie nowy wymiar usług, nowy model działania – Cleaning 4.0. To połączenie nowoczesnych, wysokich technologii, monitoringu, mapowania pomieszczeń, programowania robotów sprzątających, szkolenia ekip nadzorujących oraz monitorowanie wykonanej pracy. Dzięki temu mamy możliwość przedstawienia klientowi raportu z wykonania naszej pracy, a nawet monitorować ją w czasie rzeczywistym online. Wszystko to w celu podniesienia wydajności, konkurencyjności i wygody klienta w trudnym dla nas wszystkich okresie COVID-19 i po jego zakończeniu – podkreśla Andrzej Chodacz.

Cleaning 4.0 – co to jest

Koncepcja Cleaning 4.0 jest zbudowana na czterech głównych filarach: robotyzacji, automatyzacji, digitalizacji oraz zaawansowanej ochronie środowiska, które stają się liniami produktowymi, tworząc zintegrowany model działania, choć mogą być stosowane także pojedynczo. Ich wspólnym mianownikiem staje się zaangażowanie technologii, Internetu
w budowanie usług o możliwie wysokiej jakości, dlatego wszystkie mają wspólny symbol Q.

Nowe usługi i wdrożenie filozofii Cleaning 4.0 mają na celu osiągnięcie przez Seris Konsalnet Cleaning pozycji lidera nowoczesnych technologii w branży sprzątającej, ugruntowanie pozycji rynkowej marki Seris Konsalnet oraz dostarczenie klientom usług w jakości nieosiągalnej dotychczas na polskim rynku. Jednocześnie wpisują się w dynamikę zmiennego otoczenia biznesowego i wyzwań, z jakimi – zwłaszcza w okresie pandemii – muszą mierzyć się klienci i partnerzy biznesowi Seris Konsalnet Cleaning. W obliczu COVID-19 obserwowany jest intensywny wzrost znaczenia i zapotrzebowania na usługi czystości przy jednoczesnym nacisku na ich aspekty ekologiczne oraz zapewnienie zgodności z rygorami sanitarnymi.

Dynamiczny wzrost zapotrzebowania na nowoczesne usługi utrzymania czystości jest widoczny zwłaszcza w branży przemysłowej, logistycznej oraz retail. Pojawiły się nowe potrzeby – m.in. dezynfekowania dużych powierzchni i obiektów, w których pracują i przebywają ludzie, takich jak: galerie handlowe, supermarkety, zakłady produkcyjne czy magazyny. Wpisuje się w to również wzmożona konieczność ochrony pracowników oraz podwyższone standardy bezpieczeństwa i higieny pracy – m.in. w zakresie zapobiegania rozprzestrzenianiu się wirusa SARS-CoV-2 i konieczności monitorowania stref, w których przebywają zespoły pracowników.

Wejście w życie nowej ustawy o cyberbezpieczeństwie może kosztować polską gospodarkę nawet 40 mld zł. Ucierpi nie tylko branża telekomunikacyjna, lecz także konsumenci

Najnowsze raporty wskazują, że wykluczenie Huaweia z budowy sieci 5G w Polsce może kosztować całą polską gospodarkę 40 mld zł w ciągu najbliższych pięciu lat. Tylko branża telekomunikacyjna może stracić w tym czasie 15 mld zł. Nowelizowana właśnie ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa może wykluczyć technologicznego giganta z polskiego rynku ze względu na jego chińskie pochodzenie. – W dyskusjach wprost mówi się, że nowe regulacje mogą być wymierzone w dostawców z Chin. Jednak tego typu regulacje mają to do siebie, że nigdy nie wiadomo, kiedy, jak i wobec kogo zostaną użyte. To powoduje ogromną niepewność na rynku, na którym inwestycje są liczone w miliardach złotych – mówi adwokat dr Michał Kuliński.

Branżowe instytucje i eksperci, prawnicy i wszystkie podmioty działające na rynku telekomunikacyjnym od pół roku uważnie śledzą plany nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Wpłynie ona bowiem na kształt całego polskiego rynku telekomunikacyjnego, jak i wdrażanie w Polsce sieci 5G oraz wybór dostawców infrastruktury dla tej technologii. Do pierwszej wersji noweli – zaproponowanej przez ówczesne Ministerstwo Cyfryzacji we wrześniu ub.r. – ponad setka różnych podmiotów zgłosiła w sumie ok. 750 uwag. Z kolei w połowie stycznia pojawiła się druga propozycja zmian w tym akcie prawnym, która wywołała nie mniejsze kontrowersje niż poprzednia.

– Nowy projekt nowelizacji ustawy o cyberbezpieczeństwie z 21 stycznia br., choć w kilku szczegółach uwzględnia  uwagi zgłaszane do wcześniejszej wersji projektu, nadal jednak przewiduje wprowadzenie kluczowych rozwiązań, którym zarzucano niezgodność z prawem europejskim, regulacjami międzynarodowymi, a także z polskim porządkiem prawnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Michał Kuliński, adwokat z Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Battara Bartoszek Kuliński BBK. – W dyskusjach wprost mówi się, że regulacje mogą być wymierzone w dostawców z Chin, ale tego typu regulacje mają to do siebie, że nigdy nie wiadomo, kiedy, jak i wobec kogo zostaną użyte. To powoduje ogromną niepewność na rynku, na którym inwestycje są liczone w miliardach złotych.

Aktualny projekt zmian w ustawie o KSC może wykluczyć z polskiego rynku chińskich dostawców, tymczasem koncern technologiczny Huawei jest w tej chwili jednym z głównych dostawców infrastruktury dla sieci 5G. Jak wynika z grudniowego raportu Oxford Economics, producent już w tej chwili ma dość istotny wkład do krajowej gospodarki. W 2019 roku firma wygenerowała 750 mln zł wpływów do budżetu, zatrudniała w Polsce niemal 10 tys. pracowników, a jej bezpośredni wkład do polskiego PKB wyniósł ponad 407 mln zł.

Najnowszy raport „Prawne i ekonomiczne skutki ograniczenia konkurencji wśród dostawców sprzętu sieciowego 5G w Polsce”, przygotowany przez firmę Audytel i kancelarię Dentons na zlecenie Huaweia, wskazuje, że wykluczenie tego producenta z polskiego rynku może powodować łączne straty dla całej polskiej gospodarki w wysokości nawet ponad 40 mld zł. Dlatego branża telekomunikacyjna postuluje o zmianę zapisów ustawy.

– Jest propozycja, by ocenę dostawców sprzętu i technologii, pozwalającą wykluczyć ich z rynku, oprzeć na kryteriach technicznych związanych z certyfikacją urządzeń, tak jak to zrobiło kilka krajów europejskich. Operatorzy wskazują też, by usunięcie sprzętu dostawcy uznanego za niebezpiecznego wydłużyć do okresu zbliżonego do amortyzacji takiego sprzętu. Obecny projekt jako zasadę przewiduje siedem lat, ale okres ten może być skrócony do pięciu lat. Operatorzy wskazują, że 10 lat to powinno być minimum. Inaczej Polska naraża się na procesy o ogromne odszkodowania – mówi adwokat.

Bezpośrednim skutkiem potencjalnie arbitralnej decyzji o wykluczeniu danego dostawcy z rynku może być wymuszona wymiana sprzętu sieciowego wykorzystywanego w sieciach telekomunikacyjnych. Analitycy Audytelu wskazują, że w przypadku wykluczenia Huawei straty operatorów w wyniku większego zużycia energii, zwiększonych kosztów utrzymania i kosztów potencjalnych sporów prawnych mogą sięgnąć 14,9 mld zł. Gdyby zaś wykluczono dwóch chińskich dostawców, w tym Huaweia, sam koszt wymiany urządzeń sieciowych przekroczyłby 6,8 mld zł w pespektywie 10 lat.

Z analiz Audytelu wynika, że wzrosnąć mogą także ceny sprzętu innych dostawców, zwłaszcza zaawansowanych technologii do budowy sieci 5G. Wzrost może sięgać nawet 23 proc. Analitycy wskazują także na możliwe opóźnienia we wdrażaniu sieci nowej generacji w Polsce – o co najmniej 14 miesięcy przy wykluczeniu chińskich dostawców aż do nawet trzech lat, gdyby pojawiły się ryzyka techniczne, strategiczne i logistyczne. Wówczas straty finansowe dotkną nie tylko operatorów, lecz także konsumentów i całą gospodarkę.

 Wejście w życie nowelizacji w obecnym kształcie spowoduje ogromną niepewność na rynku, na którym inwestycje są liczone w miliardach złotych. Wdrożenie niektórych z tych rozwiązań spowoduje niemal pewne procesy o ogromne odszkodowania skierowane przeciwko Polsce – mówi ekspert kancelarii Battara Bartoszek Kuliński BBK. – Pojawiły się też dodatkowe zapisy, wcześniej niekonsultowane publicznie, które również wzbudzają zastrzeżenia. Dotyczy to m.in. nowo dodanych zmian w ustawie Prawo telekomunikacyjne. Przewidują one bardzo szybką ścieżkę powołania operatora hurtowego, który w drodze administracyjnej, poza przetargiem, mógłby dostać częstotliwości do dalszej odsprzedaży. Nowy, zapewne państwowy operator może otrzymać właściwie dowolne częstotliwości. Taki podmiot ma być wyznaczany przez premiera. To otwarcie drogi do całkowitego przemodelowania rynku.

Zmiany proponowane w ustawie o KSC zawierają m.in. pomysł państwowego operatora telekomunikacyjnego, który będzie działał jako spółka Skarbu Państwa i dostarczał instytucjom publicznym (np. KPRM, Kancelarii Sejmu, Prezydenta RP, Wojsku Polskiemu czy Policji) usługi telekomunikacyjne na potrzeby realizacji celów związanych z obronnością, bezpieczeństwem i porządkiem publicznym. Państwowy operator będzie działać w ramach częstotliwości zapewnionych mu przez UKE i korzystać z infrastruktury operatorów komercyjnych. Ci będą zobowiązani odpłatnie udostępnić mu swoje zasoby.

– Jeśli operatorzy nie zawrą z tym podmiotem umowy w ciągu 30 dni, to warunki dostępu do ich infrastruktury ustali rząd. Te warunki mogą nie być rynkowe, operatorzy mogą również nie mieć technicznych możliwości podłączenia tego podmiotu, a wówczas UKE może wymuszać rozbudowę. Jak zwykle kluczowe znaczenie ma to, jak dane przepisy będą stosowane w praktyce, ale ewidentnie otwiera to furtkę do wywierania przez władzę dużego wpływu na rynek telekomunikacyjny. Trudno to pogodzić z wymogami Europejskiego kodeksu łączności elektronicznej, który powinien być wdrożony w Polsce – zauważa dr Michał Kuliński.

Ubezpieczenie pomoże na podatkowy ból głowy?

  • Zmiany prawne i podatkowe, np. rejestr umów o dzieło czy kary za błędy w JPK_VAT niepokoją przedsiębiorców, którzy coraz bardziej obawiają się kar. Polska jest w ogonie rankingu przyjazności systemu podatkowego OECD.
  • Coraz więcej firm i księgowych sięga po polisy skarbowe, zwłaszcza że chronią też przed nieprawidłowościami w rozliczaniu tarcz antykryzysowych. Ceny zaczynają się od kilkuset złotych.
  • Ubezpieczenie skarbowe warto uzupełnić polisą OC zarządu, żeby zapewnić sobie całościową ochronę przed skutkami błędów.

System podatkowy nieustannie się zmienia, co przyprawia przedsiębiorców o ból głowy. W rankingu przyjazności i konkurencyjności systemu podatkowego przeprowadzanym przez Tax Foundation wśród 36 badanych krajów OECD Polska niezmiennie od wielu lat plasuje się w jego ogonie. W 2020 r. zajęła 34. miejsce, wyprzedzając jedynie Chile i Włochy. Do tego cały czas firmy muszą mierzyć się z ograniczeniami spowodowanymi pandemią. Zamieszanie potęgują też po części tarcze antykryzysowe, które oprócz wsparcia nakładają na biznes także dodatkowe obowiązki.

Kolejne projekty zmian prawnych, które obecnie są dyskutowane, także nie napawają podatników optymizmem. Warto tu wymienić projekt ustawy odbierającej możliwość odmowy przyjęcia mandatu czy ustawy wprowadzającej tzw. prekluzję dowodową w postępowaniach skarbowych, przez którą podatnicy utracą możliwość przedstawiania nowych faktów po zakończeniu kontroli skarbowej. Przedsiębiorcy szukają zatem dodatkowej pomocy i sposobów na zabezpieczenie się przed ewentualnymi karami. Jednym z rozwiązań zyskującym obecnie na popularności są polisy skarbowe chroniące właśnie przed konsekwencjami finansowymi błędów w rozliczeniach z Urzędem Skarbowym – mówi Łukasz Górny, radca prawny, Dyrektor Departamentu Rozwoju EIB SA.

Organy skarbowe dysponują coraz bardziej zaawansowanymi narzędziami kontroli podatników i nie wahają się z nich szeroko korzystać. To obecnie przede wszystkim spędza sen z powiek przedsiębiorcom:

·        Od 1 października podatnikom grożą kary w wysokości 500 złotych za każdy, pojedynczy błąd w wypełnianiu nowego pliku JPK_VAT.

·        Od 1 stycznia obowiązuje wprowadzony tarczą antykryzysową obowiązek zgłaszania do ZUS umów o dzieło. Na podstawie tworzonego rejestru kontrolerzy będą badać, czy zamiast nieoskładkowanych umów o dzieło nie powinny być zawierane oskładkowane umowy zlecenia lub wręcz umowy o pracę.

·        11 stycznia ruszyły kontrole celno-skarbowe, które nie ominą też przedsiębiorców, którzy zawiesili działalność w czasie pandemii

 

Kogo chroni polisa skarbowa?

Ubezpieczenie to chroni osoby wykonujące czynności księgowe lub płacowe w organizacji oraz wykonujące czynności zarządcze, lub nadzorcze w tym obszarze. Ubezpieczeniem można objąć konkretne osoby, wskazane z imienia i nazwiska, lub opisaną zajmowanymi stanowiskami bezimienną grupę osób, np. pracowników działu księgowości. Umowę ubezpieczenia może zawrzeć również osoba prowadząca działalność gospodarczą.

Jakie wsparcie zapewnia ubezpieczenie skarbowe?

Standardowo ochrona w ramach polisy składa się z dwóch sekcji: OC wobec pracodawcy za błędy lub zaniechania w wykonywaniu obowiązków z zakresu rachunkowości oraz z klauzuli karno-skarbowej. W przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą sekcja OC wobec pracodawcy jest wyłączona, za to zgodnie z warunkami klauzuli karno-skarbowej taka osoba może liczyć na pokrycie wszelkich kosztów obrony w postępowaniu karnym lub karno-skarbowym, a także na refundację grzywien karno-skarbowych nałożonych na taką osobę.

Warto podkreślić, że klauzula nie zawiera wyłączenia winy umyślnej osoby ubezpieczonej. Bez tego ochrona mogłaby być bezcelowa, bo zdecydowana większość spraw karno-skarbowych kończy się niestety orzeczeniem winy umyślnej. Co więcej, w ubiegłym roku wprowadzono na rynek dodatkową klauzulę – pomocy antycovidowej – przygotowaną z myślą o wszystkich przedsiębiorcach korzystających z jednej z kilkunastu dostępnych form pomocy publicznej – wskazuje Łukasz Górny z EIB SA.

Co daje klauzula pomocy antycovidowej w polisie skarbowej?

Rozszerzenie to obejmuje odpowiedzialność za błędy w przygotowaniu wniosków, monitorowaniu wykorzystania czy rozliczeniu uzyskanej pomocy publicznej, a także rozszerza klauzulę karno-skarbową o wszczęcie postępowania karnego skarbowego oraz karnego z art. 233 kodeksu karnego (kk) (złożenie oświadczenia niezgodnego z prawdą) i art. 297 kk (wyłudzenie pomocy publicznej). Na mocy tej klauzuli nie można jednak pokryć roszczeń z tytułu błędnego przygotowania wniosku, skutkującego nieprzyznaniem pomocy publicznej w ogóle lub w niepełnej wysokości.

Obecnie ceny za ubezpieczenie indywidualne zaczynają się od kilkuset złotych za rok ochrony. Przy polisach grupowych i wyższych sumach, rzędu 5 mln złotych, składki oscylują zazwyczaj między trzydziestoma a pięćdziesięcioma tysiącami złotych. Otwartym pytaniem jest to, jak długo takie stawki się utrzymają, wobec rosnącego ryzyka kar – dodaje Łukasz Górny z EIB SA.

Warto też posiadać polisę D&O

Obok ubezpieczenia skarbowego warto też mieć wykupione ubezpieczenie OC zarządu, które swoim zakresem obejmuje m.in. odpowiedzialność za zobowiązania publicznoprawne z art. 116 lub 116a Ordynacji Podatkowej. Połączenie tych dwu ubezpieczeń – skarbowego i D&O – z uwagi na ich komplementarny charakter zapewnia całościową ochronę przed błędami. Przedsiębiorcy zainteresowani jeszcze większym zminimalizowaniem ryzyka błędu powinni zwrócić uwagę także na ubezpieczenia podatkowe i doradcze, które w uproszczeniu można porównać do atrakcyjnego cenowo abonamentu na usługi renomowanej kancelarii podatkowej.

Źródło: EIB SA.

Czy umowy o dzieło przeniosły się do szarej strefy? W I 2021 r. zarejestrowano o blisko 1/3 mniej r/r.

Obowiązująca od stycznia tego roku konieczność zgłaszania i rejestrowania umów o dzieło w ZUS-ie doprowadziła do tego, że w pierwszym tygodniu b.r. zgłoszono zaledwie 15% takich umów, w porównaniu z analogicznym okresem w 2020 r. W całym styczniu 2021 r. spadek był na poziomie blisko 30% r/r. Czy w praktyce umowy o dzieło zastępowane są tzw. rozliczaniem się „pod stołem”?

Od 1 stycznia tego roku weszły w życie nowe przepisy obligujące Zakład Ubezpieczeń Społecznych do prowadzenia ewidencji umów o dzieło. Jednocześnie powyższe regulacje nakładają na firmy i osoby fizyczne nowe rygorystyczne obowiązki. W ciągu zaledwie siedmiu dni od zawarcia umowy o dzieło, należy ją zgłosić na specjalnym formularzu RUD do ZUS-u. W przypadku braku zgłoszenia lub spóźnienia, można spodziewać się kary sięgającej kwoty 5 000,00 złotych.

Utrudnienia dla małych i średnich firm

Obowiązek rejestrowania wszystkich umów o dzieło, poza trzema sporadycznie występującymi wyjątkami, mają zarówno pracodawcy, jak i sami wykonawcy. Także w przypadku, jeżeli jest się osobą fizyczną i nie jest się zarejestrowanym w ZUS-ie jako płatnik składek, należy zarejestrować umowę o dzieło. Dodatkowo, sporo problemów dla firm generuje brak jasnej i w sposób klarowny wyjaśnionej różnicy pomiędzy umową o dzieło i oskładkowaną umową zlecenia. Przepisy, w tej materii, są tak mało precyzyjne, że w niektórych wypadkach definiuje je dopiero istniejące orzecznictwo sądowe. Powszechnie znane są też przypadki kwestionowania umów o dzieło i naliczenia wstecz składek ZUS z tego tytułu. To wszystko powoduje zarówno dodatkowe koszty, wprowadza niepotrzebne elementy ryzyka biznesowego, jak i konsumuje czas przedsiębiorców.

W efekcie, właściciele małych i średnich firm, którzy najczęściej korzystają z umów o dzieło, znaleźli się w kłopocie. Z jednej strony, nie zawsze bowiem stać ich na stworzenie dodatkowe miejsca pracy – etatu, zwłaszcza w dobie pandemii i lockdowndów. Z drugiej, nie zawsze mają aż tyle zadań dla freelancerów. Jednorazowa pomoc marketingowa, techniczna czy copywriterska rozliczane na umowę o dzieło to dla nich szansa na uzyskanie potrzebnych narzędzi – takich jak strona www, reklamy, treści dla odbiorców – bez dodatkowych kosztów.

– Rejestracja umów o dzieło w ZUS-ie, zgodnie z nowymi przepisami, ani nie należy do łatwych, ani szybkich procesów. Na dowód powyższej tezy, można przytoczyć liczby. – mówi Przemysław Głośny, prezes zarządu Useme.com. – W całym zeszłym roku było podpisanych i zrealizowanych w Polsce ponad 0,5 miliona umów o dzieło. Zatem średnia tygodniowa to blisko 10 tysięcy. W pierwszych ośmiu dniach 2021 r., kiedy już obowiązywały nowe przepisy, do ewidencji ZUS-u zostało zgłoszonych zaledwie 1,6 tysiąca, tj. 15% umów, w porównaniu do takiego samego okresu roku 2020. Nieco lepiej wypadł cały styczeń b.r., gdyż w ZUS-ie zarejestrowano 30 tysięcy umów, jednak w dalszym ciągu jest to tylko 71% umów zgłoszonych w 2020 r.– podsumowuje Głośny z Useme.com.

Szara strefa czy alternatywa?

Choć nowe przepisy nie zmieniają niczego w samych umowach o dzieło, to wymóg zgłaszania każdej takiej umowy do ZUS-u spowodował drastyczny spadek zarejestrowanych umów. Czy to oznacza, że przedsiębiorcy zrezygnowali ze stosowania takiej formy rozliczania czy może przeszli do szarej strefy?

Nie można wykluczyć żadnej z powyższych odpowiedzi. Jednak od początku roku, odnotowano duży wzrost zainteresowania alternatywną formą rozliczenia. Dotyczy to zarówno zleceniodawców, jak i wykonawców, szczególnie z sektora usług elektronicznych dla biznesu, takich jak, programowanie, projektowanie grafiki, tworzenie treści czy tłumaczenia.

Dla przedsiębiorców legalną możliwością rozliczenia umów o dzieło jest przejście na rozliczenie B2B w oparciu o rachunki lub faktury VAT. Jednak freelancerzy, tj. wykonawcy, nie zawsze chętnie zakładają własne firmy, bo dla nich tego typu prace stanowią najczęściej formę dorobienia po godzinach do etatu, a prowadzenie firmy jest po prostu zbyt drogie. Ponadto Polacy, obserwując kłopoty wielu firm w okresie pandemii, nie są skłonni tak chętnie jak kiedyś zakładać działalności gospodarcze.

– Kiedy w grę wchodzi realna obawa o błędne zaklasyfikowanie umowy i związane z tym konsekwencje, bezpieczniej jest rozliczać się na podstawie faktur. Również tych wystawianych przez profesjonalne portale pracy zdalnej w imieniu freelancerów, którzy nie mają własnej firmy, ale wykonują usługi dla biznesu – tłumaczy Przemysław Głośny, prezes Useme.com, największej w Europie Centralnej i Wschodniej platformy dla legalnego rozliczania prac zdalnych. – Dlatego właśnie w Useme stosujemy rozwiązania, które zabezpieczają obydwie strony. Zleceniodawca, przyjmując fakturę, nie ponosi odpowiedzialności przed ZUS. Serwis, z kolei ma określone wymagania, na podstawie których przyjmuje prace do legalnego rozliczenia umowy o dzieło. Pozwala to uniknąć pomyłki przy błędnym zaklasyfikowaniu umowy i związanych z tym konsekwencji. – dodaje Głośny z Useme.com.

Useme w pierwszym miesiącu 2021 roku odnotowało duży wzrost zainteresowania swoimi usługami, zarówno w obszarze zapytań, jak i zdecydowanie wyższej liczby rozliczonych umów w tym okresie. Z danych historycznych wynika, że zwyczajowo styczeń nie zaliczał się do miesięcy wzrostowych, tylko zdecydowanie spokojnych okresów. Powyższe dane ilustrują fakt, że umowy o dzieło są potrzebne, ale zleceniodawcy obawiając się komplikacji związanych z ich rejestrowaniem lub błędnym zakwalifikowaniem charakteru prac, szukają alternatywnego sposobu na bezpieczne i legalne rozliczenie. Bez konieczności ucieczki do szarej strefy.

Omikron Capital inwestuje w spółkę Dagat ECO

Omikron Capital, podmiot działający na rynku private equity, inwestuje w spółkę Dagat ECO – poznańskie przedsiębiorstwo z branży precyzyjnej obróbki metali. Jest to już trzecia firma, która trafiła do portfela Omikron Capital.

Dagat ECO to rodzinna firma zajmująca się obróbką metali od ponad 20 lat. Specjalizuje się w zakresie obróbki rur i profili metalowych. Przedsiębiorstwo posiada uniwersalny park maszynowy i wysoko wykwalifikowaną kadrę, a szerokie zastosowanie oferowanych usług pozwala zdobywać partnerów biznesowych z wielu branż, między innymi samochodowej, medycznej, HVAC, kolejowej czy petrochemicznej.

Dagat ECO to stabilna firma z dużym potencjałem wzrostu i unikatowym know-how. Dzięki swoim zasobom może z powodzeniem rywalizować i zdobywać nowe rynki zbytu i dalej się rozwijać. Ostatni rok spółka zakończyła z dobrym wynikiem, a w latach 2016-2019 zwiększyła sprzedaż o ponad 60 proc. – mówi Tomasz Firczyk, Partner Zarządzający i założyciel Omikron Capital. – Liczymy na dalsze wzrosty i większą ekspansję na rynki zagraniczne, między innymi w Niemczech, Francji i krajach Beneluksu. Wierzymy, że nam się to uda, ponieważ już teraz  produkty firmy trafiają m.in. do USA, Brazylii czy Turcji – dodaje.

– Cieszę się, że pomimo trudności wywołanych pandemią Covid-19 udało się sprawnie przeprowadzić całą transakcję. Bardzo optymistycznie patrzę na przyszłość firmy, która przy wsparciu i doświadczeniu zespołu Omikron Capital może dalej rozwijać skrzydła – mówi Piotr Gulczewski, dotychczasowy właściciel i prezes zarządu Dagat ECO.

Firma zatrudnia ponad 230 osób. W 2019 roku osiągnęła sprzedaż na poziomie blisko 44 mln zł i zakończyła go z wynikiem 4,4 mln zł EBITDA. Spółka jest największym dostawcą systemów poręczowych do pojazdów komunikacji miejskiej w Europie Środkowo-Wschodniej. Cieszy się uznaniem na rynku o wysokiej barierze wejścia, między innymi dzięki swojej elastyczności i najwyższej jakości. Nowi właściciele planują dalszą ekspansję dzięki odpowiedniemu wsparciu.

Na początku wzmocnimy firmę w obszarze zarządczym oraz dziale sprzedaży. Chcemy w sposób ciągły profesjonalizować organizację, aby budować jej potencjał. Planujemy również inwestycje w większą automatyzację i robotyzację zakładu produkcyjnego, które pomogą spółce zwiększyć skalę działania. Zależy nam na dalszej ekspansji na rynki zagraniczne oraz w branżach o wysokiej perspektywie wzrostu, między innymi kolejowej, medycznej i chemicznej – mówi Jakub Mazurek, Dyrektor Inwestycyjny Omikron Capital. – Firma obecnie posiada już długotrwałe relacje z klientami typu blue chip, a jakość jej usług potwierdzają liczne międzynarodowe certyfikaty – dodaje.

Omikron Capital nabył 100 proc. udziałów spółki. Inwestorzy liczą na dwu, a nawet trzykrotny wzrost wartości firmy w ciągu najbliższych 5-7 lat. Poza wsparciem i inwestycjami, pomóc ma także duży i ciągle rozwijający się rynek obróbki metali na świecie.

Kolejna inwestycja Omikron Capital

W połowie zeszłego roku Omikron Capital przejął 100 proc. udziałów spółki ZAP-Mechanika z Ostrowa Wielkopolskiego, która również specjalizuje się w precyzyjnej obróbce metali. Podobnie jak Dagat ECO, spółka była firmą rodzinną nabytą bezpośrednio od właścicieli.

Omikron Capital, jako podmiot działający na rynku private equity, skupia się na inwestycjach między innymi w firmy rodzinne, w których założyciele chcą wycofać się z prowadzenia biznesu lub szukają wspólnika, który pomoże im dynamicznie rozwinąć przedsiębiorstwo.

Inwestorzy koncentrują się przede wszystkim na dobrze prosperujących firmach przemysłowych i usługowych, z odpowiednim potencjałem wzrostu. Omikron Capital wyróżnia się kompleksowym podejściem do przejmowanych spółek, które po zakupie są aktywnie wspierane wiedzą ekspercką i doświadczeniem, zdobytym przez inwestorów przy prawie 30 transakcjach.

Rekordowa zbiórka w eSkarbonce i wyjątkowy sukces akcji na Twitterze – Mastercard zagrał z WOŚP

– Niedzielny, 29. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, zakończył się rekordowym wynikiem ponad 17 mln zł dorzuconych do eSkarbonki przez darczyńców oraz kwotą 358 365 zł zebraną w trakcie akcji #MastercardGrazWOSP na Twitterze, którą firma przekaże na konto Fundacji. W tym roku cyfrowe narzędzia dostarczone przez Mastercard, umożliwiające prowadzenie zbiórki na odległość, cieszyły się niezwykłą popularnością, z sukcesem łącząc darczyńców z kwestującymi.

W tym roku po raz czwarty Mastercard umożliwił wpłaty na rzecz Fundacji za pośrednictwem eSkarbonek, czyli „wirtualnych puszek”. Wolontariusze WOŚP, przedstawiciele przedsiębiorstw z segmentu MŚP oraz osoby indywidualne mogli wygenerować i udostępniać znajomym unikalny link do własnej eSkarbonki, za pomocą którego darczyńcy wpłacali darowizny z wykorzystaniem bezgotówkowych płatności online. Podczas tegorocznego Finału WOŚP ta metoda wsparcia okazała się bardziej potrzebna niż kiedykolwiek, umożliwiając darczyńcom przyłączenie się do zbiórki szybko i bez wychodzenia z domu. O potrzebie i popularności tego narzędzia najlepiej świadczy zebrana do eSkarbonki kwota – 17 840 237 zł. To ponad 29 razy więcej niż w roku ubiegłym. W kulminacyjnym momencie w niedzielę do eSkarbonki trafiało sześć wpłat na sekundę, zasilając ją kwotą 6 907 zł w ciągu każdej minuty. Średnia wpłata była 5% wyższa niż w czasie 28. Finału i wynosiła 55,85 zł. eSkarbonki, napędzane przez Mastercard, uruchomione zostały na początku grudnia i działały do poniedziałkowego wieczoru, 1 lutego. W tym czasie swoje wirtualne puszki założyło 21 922 osób i firm, które chciały wesprzeć inicjatywę WOŚP. Wśród nich znalazło się wiele osobistości ze świata polityki, publicystyki i kultury. Rekordowa eSkarbonka, należąca do 17-letniego wolontariusza Łukasza Berezaka ze Szczecina zamknęła się z kwotą 225 225 zł – to więcej niż wyniosła suma wszystkich wpłat do eSkarbonki podczas 26. Finału WOŚP w 2018 roku. Imponująca jest również najwyższa jednorazowa wpłata, wynosząca 27 000 zł. Łącznie stronę eSkarbonki odwiedziło 740 000 osób.

Już po raz ósmy na Twitterze w dniu Finału WOŚP najpopularniejszym hashtagiem w Polsce był #MastercardGrazWOSP. Za pierwszy tweet lub retweet jednego użytkownika opublikowany w dniu Finału z tym hashtagiem, Mastercard zadeklarował przekazanie 5 złotych na konto Orkiestry. Użytkownicy Twittera napisali 71 673 unikalnych tweetów, zbierając tym samym 358 365 zł dla Orkiestry w zaledwie 24 godziny. Mastercard zasilił więc tegoroczną zbiórkę kwotą ponad 165 000 zł większą niż w roku ubiegłym. Łącznie, od początku inicjatywy w2014 r., dzięki zaangażowaniu użytkowników Twittera w akcję „Mastercard gra z WOŚP” Mastercard przekazał Orkiestrze ponad 1 600 000 zł.

Swoje zaangażowanie w działania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Mastercard potwierdził nie tylko dostarczając cyfrowe narzędzia do zbiórki. 60 pracowników z warszawskiego oddziału firmy założyło własne eSkarbonki, a w czasie niedzielnego Finału wielu z nich wyruszyło również kwestować na ulicach miasta. Łącznie, konto zbiórki zasilili kwotą ponad 106 000 zł.

„Na etapie przygotowań nikt nie potrafił przewidzieć, czy w warunkach pandemicznych Finał WOŚP powtórzy sukces poprzednich edycji. Okazuje się jednak, że Orkiestra potrafi zagrać nawet w trudnym i nieprzewidywalnym otoczeniu. Cieszymy się, że Mastercard dołożył do tej edycji swoją cegiełkę: wiedzę i doświadczenie w obszarze płatności. eSkarbonka napędzana przez Mastercard zapełniła się imponującą kwotą. „Pomagamy pomagać” i obiecujemy, że dalej będziemy to robić. Do końca świata i o jeden dzień dłużej” – powiedział Jerzy Hołub, dyrektor marketingu w polskim oddziale Mastercard Europe.

Wszystkie środki zebrane przy wsparciu Mastercard trafią na konto Orkiestry i przeznaczone zostaną na zakup sprzętu na dziecięce oddziały laryngologii, otolaryngologii oraz diagnostyki głowy.

Pandemia znacznie zwiększyła zainteresowanie rozwiązaniami chmurowymi. Ponad 60 proc. firm zamierza w nie zainwestować w ciągu dwóch najbliższych lat

61 proc. firm na świecie planuje w kolejnych dwóch latach zainwestować w rozwiązania chmurowe – wynika z badania EY Digital Investment Index 2020. To jedna z trzech najpopularniejszych technologii wdrażanych w przedsiębiorstwach, a czas pandemii jeszcze przyspieszył jej implementację. IDC ocenia, że globalny rynek chmury będzie w 2024 roku wart 1 bln dol. Chmura umożliwia firmom optymalizację kosztów, zapewnia bezpieczeństwo i pozwala skalować biznes, dostosowując go do otoczenia rynkowego. – Dzięki niej serwery nigdy nie spowodują w firmie przestoju, który może kosztować nawet 60 tys. zł za godzinę – mówi ekspert Orange Polska Konrad Gawda. Coraz popularniejsze stają się także rozwiązania chmurowe oferowane jako usługi, postępować będzie też automatyzacja.

– W rozwiązaniach chmurowych w kolejnych latach spodziewam się postępującej automatyzacji, czyli dostarczania często powtarzających się elementów aplikacji jako gotowych do wykorzystania usług. Innym trendem jest szersza dystrybucja geograficzna, czyli sprawianie, że fizyczne lokalizacje serwerów, centrów danych będą coraz bliżej użytkowników, chociażby po to, żeby ograniczyć opóźnienia. Do tego bardzo przydatne będą 5G i współpraca technologii chmurowych z telekomunikacyjnymi – mówi agencji Newseria Biznes Konrad Gawda, ekspert ds. usług chmurowych w Orange Polska.

Pandemia w znaczący sposób zwiększyła zainteresowanie rozwiązaniami chmurowymi, które nie będzie słabnąć nawet po jej ustaniu. Według październikowego raportu IDC globalne wydatki na ten cel za cztery lata osiągną poziom 1 bln dol. Średnioroczny wzrost eksperci szacują na blisko 16 proc. Najsilniejszy wzrost prognozowany jest w obszarze usług chmurowych, m.in. w kategorii infrastructure as a service (IaaS)

– Chmura typu IaaS to miejsce, gdzie firmy mogą uruchamiać swoje aplikacje zarówno na potrzeby własne, jak np. CRM czy zarządzanie zasobami, jak i na potrzeby zewnętrzne, udostępniane klientowi, takie jak sklep internetowy czy system rezerwacji – mówi ekspert Orange Polska. – Podstawową cegiełką, z której budujemy rozwiązania w chmurach typu IaaS, są maszyny wirtualne. Jest to po prostu część zasobów dużych, fizycznych serwerów wydzielona i działająca jako osobny, wirtualny komputer. Na takim komputerze można zainstalować aplikacje bez większych modyfikacji – tak samo jak na PC czy serwerze stojącym na zapleczu firmy.

W ostatnich dwóch latach na wdrożenie rozwiązań chmurowych zdecydowała się ponad połowa globalnych firm badanych w ramach EY Digital Investment Index 2020. Taki plan na kolejne dwa lata deklaruje 61 proc. przedsiębiorstw. Chmura – obok internetu rzeczy i sztucznej inteligencji – jest przez biznes najchętniej wdrażaną technologią. Wydatki na ten cel będą rosły ze względu na szereg korzyści, takich jak optymalizacja kosztowa i elastyczność, wspierające sprawność biznesową i operacyjną.

– W chmurze jest miejsce, żeby aplikacje rosły. Większość współczesnych serwerowni jest albo niedoszacowana, albo przeszacowana, bo rozwój biznesu trzeba przewidzieć już w momencie zakupu sprzętu. W chmurze nie ma tego problemu. Można wykorzystać skalowanie, czyli dodawanie i odejmowanie zasobów w zależności od tego, jak aktualnie kształtuje się ruch na naszej stronie. Zawsze możemy dołożyć zasoby w sposób ręczny albo automatyczny – wyjaśnia Konrad Gawda.

Ekspert Orange wskazuje, że dzięki chmurze firmy mogą łatwo i tanio tworzyć np. środowiska testowe – chociażby po to, żeby przetestować nową wersję swojego sklepu internetowego, co pozwala na częste wprowadzanie zmian i szybkie dopasowywanie się do rynku. Chmura pozwala też przedsiębiorstwom uruchamiać na krótki czas ogromne zasoby, żeby szybko wykonywać złożone obliczenia (np. obliczanie tras dostaw, generowanie tysięcy faktur albo symulacje procesów fizycznych w biurach projektowych). Chmura chroni też firmy przed skutkami cyberataków typu ransomware czy przestojami, które mogą słono kosztować.

– Dzięki chmurze serwery nigdy nie spowodują przestoju w firmie, a wiem, że to potrafi słono kosztować. Według szacunków dla przykładowych polskich firm to są koszty rzędu 60 tys. zł za godzinę przestoju – wskazuje Konrad Gawda. – Mało kto myśli też o tym, jak ważna jest kopia zapasowa, dopóki nie uświadomi sobie, że średnia wartość okupu ransomware płaconego przez firmy w zamian za odzyskanie danych wyniosła w zeszłym roku około 100 tys. dol., a liczba takich skutecznych wymuszeń wzrosła o 1/3 w stosunku do poprzedniego roku. W przypadku Integrated Computing Standard automatyczne kopie zapasowe można uruchomić dosłownie dwoma kliknięciami.

Integrated Computing to usługa dostarczana przez Integrated Solutions należący do Grupy Orange Polska. Składa się ona z dwóch rozwiązań chmury w wersji Managed, czyli zarządzanej, nastawionej na elastyczność i dopasowanie do potrzeb klienta np. z dedykowanymi lub współdzielonymi serwerami, a także usługi Standard. To rozwiązanie gotowe do użycia, którym zarządza się poprzez panel www. W wygodny sposób pozwala tworzyć środowiska z maszyn wirtualnych, dysków czy połączeń sieciowych. Dostępne API pozwala też automatyzować te czynności. Część elementów usługi – jak np. tworzenie kopii zapasowych – też jest w pełni zautomatyzowana.

– Właśnie uruchomiliśmy nowy element tej usługi, czyli serwer bazy danych Oracle. To firma znana jako czołowy dostawca baz danych typu Enterprise. Jest też znana z dość rygorystycznych warunków licencyjnych, które sprawiają, że użycie jej baz danych na chmurach typu IaaS może być po prostu nieopłacalnie drogie. Dlatego w Integrated Computing Standard stworzyliśmy osobne środowisko techniczne dopasowane do tych warunków licencyjnych. Dzięki temu możemy teraz zaoferować klientom użytkującym bazę danych Oracle dedykowaną dla niej platformę jako usługę. Klient – obok innych zasobów chmurowych – dostaje maszynę wirtualną z zainstalowaną bazą danych, którą sam może skonfigurować i zarządzać. A przede wszystkim – połączyć ze swoimi pozostałymi aplikacjami w chmurze – wyjaśnia ekspert ds. usług chmurowych w Orange Polska.

Usługę Integrated Computing Standard firma może rozliczać w dwóch modelach: abonamentowym, w którym firma z góry deklaruje, ile zasobów będzie wykorzystywać, a także w modelu pay-as-you-go. Tu firma płaci od godziny uruchomionych zasobów. Nie trzeba więc z góry niczego przewidywać, za to można dopasowywać liczbę wirtualnych procesorów i gigabajtów pamięci do aktualnych potrzeb.

– Nasi specjaliści z Integrated Solutions mają duże doświadczenie w prowadzeniu migracji do chmury i oferują przy tym pomoc. Takie wsparcie obejmuje m.in. preaudyt, czyli wstępne sprawdzenie możliwości, optymalizację, przygotowanie planu, testową migrację z weryfikacją oraz wsparcie w pierwszych dniach. Bardziej doświadczeni użytkownicy mogą przeprowadzić taką migrację samodzielnie, korzystając z mechanizmu Disaster Recovery, czyli z zapasowego wirtualnego centrum danych – mówi Konrad Gawda.