Wakacyjny rynek pracy: Najwięcej ofert pracy na wschodzie Polski, najmniej na południu

0

W trzecim kwartale 2020 roku największe możliwości znalezienia nowej pracy będą w Polsce wschodniej i południowo-zachodniej, tam firmy będą poszukiwać nowych pracowników. Najsłabsze prognozy zatrudnienia wskazały przedsiębiorstwa na południu oraz w centrum Polski, co oznacza mniejszy popyt na pracowników i spadek liczby etatów. Dowiedz się więcej z analizy przygotowanej przez ManpowerGroup.

Okres wakacyjny nie oznacza korzystnych warunków do poszukiwania nowej pracy, ponieważ ofert w całej Polsce będzie dużo mniej niż w ostatnich latach. Pracodawcy jedynie w dwóch z sześciu badanych przez ManpowerGroup regionów kraju zamierzają od lipca do września 2020 roku rekrutować nowych pracowników. Najwyższy odsetek firm planujących zatrudniać nowe osoby stanowią przedsiębiorstwa z regionu wschodniego. Prognoza netto zatrudnienia (różnica pomiędzy odsetkiem organizacji, które deklarują wzrost, a spadek liczby pracowników) wynosi tam +6% i jest to stosunkowo dobra informacja dla osób planujących zmianę pracy. Na dobre perspektywy znalezienia nowego zatrudnienia mogą liczyć również kandydaci z Polski południowo-zachodniej (+5%).
– Dodatnia prognoza w regionie wschodnim wynika przede wszystkim z prężnie rozwijającej się tam branży przetwórstwa spożywczego, która mimo pandemii, notuje duże zapotrzebowanie na ręce do pracy. Obserwujemy, że producenci ze wschodnich województw borykają się z brakiem kadr i często sięgają po nasze wsparcie w rywalizacji o kandydatów. Polska wschodnia to również obszar rolniczy, gdzie w sezonie letnim właściciele gospodarstw poszukują pracowników do pomocy przy zbiorach – wyjaśnia Dominik Malecdyrektor regionalny w agencji rekrutacyjnej Manpower. – Południowo-zachodnia część kraju to z kolei region, który jest bardzo dobrze rozwinięty gospodarczo i biorąc pod uwagę dane archiwalne, zawsze notował większe potrzeby personalne. Wpływ na to ma między innymi bliska odległość do granicy zachodniej i inwestycje przedsiębiorstw zagranicznych, które tam ulokowały swój kapitał. Ponadto południowy-zachód charakteryzuje się dużą różnorodnością biznesu i nasyceniem również firm z tych branż, które nie odczuły skutków kryzysu. Z tego względu w miesiącach wakacyjnych przedsiębiorstwa z Dolnego Śląska i województwa opolskiego będą poszukiwać nowych pracowników, jednak nie w takiej skali, jak to miało miejsce przed rozwojem koronawirusa – dodaje ekspert.
Kogo zatem będą poszukiwać polscy pracodawcy w trzecim kwartale bieżącego roku? Jak zaznacza ekspert Manpower, największe braki kadrowe odczuwają obecnie właściciele magazynów, firm produkcyjnych, kurierskich i logistycznych, potrzebni są również niewykwalifikowani i wykwalifikowani pracownicy fizyczni, osoby do obsługi wózków widłowych z uprawnieniami. – Pracodawcy poszukują również specjalistów IT i osób o specjalnościach technicznych. Mimo pandemii, nie maleje zapotrzebowanie na pracowników ze znajomością języków obcych. W cenie jest szczególnie niemiecki, francuski, hiszpański, włoski. Kandydaci, którzy biegle posługują się jednym z nich, a także językiem angielskim, w dalszym ciągu mogą liczyć na atrakcyjne oferty pracy. To zasługa dobrze rozwiniętego i dalej rozwijającego się sektora usług wspólnych w Polsce – tłumaczy Dominik Malec.
Redukcje etatów zapowiadają pracodawcy z pozostałych czterech regionów, gdzie plany rekrutacyjne są najniższe od momentu rozpoczęcia badania w 2008 roku. Najmniej optymistyczni są pracodawcy z południa (-12%) oraz centrum Polski (-11%). Niekorzystne warunki do zmiany zawodowej będą również na północy kraju (-10%) oraz w regionie północno-zachodnim (-8%).
plany pracodawcow zatrudnienie
– Najbliższy kwartał będzie trudnym okresem na rynku pracy. Sytuacja na rynku jest nieprzewidywalna i nie wiemy, jaka będzie finalna skala wpływu pandemii na polską gospodarkę. Już teraz obserwujemy, że nie wszystkie regiony prognozują wzrost liczby pracowników. Cięcia etatów zapowiadane na południu wynikają z umiejscowionych tam firm produkcyjnych, szczególnie tych z branży motoryzacyjnej, które najbardziej odczuły skutki kryzysu. Brak ciągłości w utrzymaniu łańcucha dostaw, opóźnienia w transporcie komponentów spowodowały zatrzymanie produkcji, a co za tym idzie spadek obrotów i redukcję miejsc pracy. Oprócz tego producenci aut walczą ze zmniejszonym popytem na ich produkty – mówi Dominik Malec. – Każdy region odczuwa skutki pandemii indywidualnie i pracodawcy patrzą na prognozy zatrudnienia z różnych perspektyw. Z jednej strony lock down spowodował spadki obrotów w wielu organizacjach, ale z drugiej strony wciąż brakuje specjalistów o umiejętnościach, które mogą utrzymać ciągłość biznesową, również w trybie zdalnym – podsumowuje ekspert.
W ujęciu kwartalnym plany rekrutacyjne firm pogorszyły się w pięciu z sześciu badanych regionów. Największy spadek (o 13 pp.) wskazali pracodawcy z Polski centralnej i południowej. Mniej ofert pracy niż w minionym kwartale będzie również na północy (8 pp.) i północnym-zachodzie kraju (7 pp.). W ujęciu rocznym spadek optymizmu wśród ankietowanych firm zadeklarowali pracodawcy we wszystkich badanych regionach. Najbardziej prognoza obniżyła się na południu Polski (o 23 pp.), najmniej w regionie wschodnim – o 2 pp.

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia to kwartalne badanie, które mierzy intencje pracodawców związane ze zwiększeniem lub zmniejszeniem całkowitego zatrudnienia w ich oddziale w najbliższym kwartale. Badanie jest przeprowadzane od ponad 55 lat, aktualnie wśród ponad 36 000 pracodawców w 43 krajach i jest jednym z najbardziej wiarygodnych badań rynku pracy na świecie. Raport dla III kwartału 2020 r. został opracowany na podstawie wywiadów indywidualnych przeprowadzonych od 17 do 30 kwietnia 2020 r. W Polsce wyniki raportu ManpowerGroup publikowane są od II kwartału 2008 r. W badaniu dla trzeciego kwartału 2020 roku wzięło udział 436 pracodawców. Więcej informacji na temat raportu dostępnych jest na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy.

Autor: Patrycja Miązek

Bez paliwa nie ma jazdy

Dolar zaczyna lekko zyskiwać we wtorek, niwelując wczorajsze osłabienie, ale w ruchu nie widać przekonania. Podobnie globalny rynek akcji nie kontynuuje wczorajszej zwyżki, a inwestorzy czekają na świeże impulsy.

Z łatwością przyszło wczoraj rynkom odsunąć na bok wszelkie statystyki związane z rozwojem pandemii COVID-19, a skupić uwagę na sygnałach wzmocnienia gospodarki. Zaczęło się od przekazu chińskiej prorządowej prasy, która zachęcała inwestorów do przyglądania się „efektowi majątkowemu rynków kapitałowych” i „wychowania zdrowego rynku byka”. Potem doszedł silny skok indeksu ISM dla sektora usługowego USA (57,1, prog. 50), odzwierciedlający odbudowę aktywności gospodarczej po okresie lockdownu. Wreszcie Wall Street otrzymało dodatkowy zastrzyk optymizmu w postaci obietnicy czwartej fazy pakietu fiskalnego. Co interesujące, charakter sygnałów był różny, ale każdy był traktowany jako wystarczający, by wspierać chęć do wzrostów ryzykownych aktywów. Wygodne było, że jeden po drugim sygnały potrafiły podtrzymać entuzjazm rynkowy. Jednak w nocy już zabrakło kolejnego zastrzyku optymizmu i dziś rano obserwujemy cofnięcie na giełdach, spadek cen ropy naftowej i powrót umocnienia USD. To pokazuje, że rynek sam z siebie nie ma siły ani przekonania od podtrzymania trendu i prędzej preferuje uczepić się popularnej w danym momencie informacji. Gdy jednak punktu zaczepienia brak, wątpliwości skłaniają do przyjęcia defensywnej pozycji. Taki niezdecydowany handel z przeplataniem wzrostowych i spadkowych dni będzie się utrzymywał do czasu, aż trend w nowych przypadkach zachorowań nie zostanie odwrócony, albo dane makro przestaną zwiastować przyspieszenie ożywienia.

Bank Rezerwy Australii nie zaskoczył i utrzymał stopę kasową oraz cel dla rentowności 3-letnich obligacji skarbowych na 0,25 proc. Bank powtórzył forward guidance, że zamierza utrzymać akomodacyjną politykę tak długo, aż będzie to konieczne. Jednocześnie bank podtrzymał optymistyczną ocenę powrotu ożywienia i przyznał, że prognozy kształtują się lepiej niż wcześniej oczekiwano. Mimo to podkreślił, że z powodu pandemii perspektywy pozostają bardzo niepewne. Firmy rewidują swoje modele biznesowe i przeprowadzają restrukturyzacje. To może opóźnić proces odbudowy miejsc pracy po tym, jak w II kw. ubyło ich 1 milion. Ogólnie RBA liczy na poprawę i nie wybrzmiał nadmiernie ostrożnie, co było zdyskontowane przez AUD i nie wywołało reakcji. Gorzej przyjęte zostały jednak doniesienia, że stan Wiktoria, drugi najludniejszy w Australii, wprowadza 6-tygodniowy lockdown dla obszaru miejskiego Melbourne po tym, jak wczoraj stwierdzono tam 191 nowych przypadków zachorowań. Gorzkie przypomnienie, że gospodarka dalej tkwi w pandemii.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wielomilionowe dofinansowanie dla innowacyjnych projektów w zakresie zwalczania pandemii

0

200 mln zł przewidziano w konkursie „Szybka ścieżka – Koronawirusy” na dofinansowanie projektów badawczych, których efektem ma być opracowanie innowacyjnych rozwiązań mających na celu przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się wirusów, w tym przede wszystkim SARS-COV-2. W konkursie, który potrwa do końca roku, mogą wziąć udział przedsiębiorstwa, ich konsorcja oraz konsorcja naukowo-przemysłowe.

Konkurs był tematem środowego webinarium z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu”, który to cykl został zorganizowany przez Ministerstwo Rozwoju we współpracy z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości.

Jak poinformowała Agnieszka Lewandowska z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, podstawowym warunkiem zakwalifikowania przedstawionego projektu do dofinansowania jest możliwość jego wdrożenia w działalności gospodarczej.

W 200-milionowym budżecie konkursu, który jest realizowany w ramach Programu Inteligentny Rozwój, 75 mln jest przeznaczonych dla województwa mazowieckiego, a 125 mln dla pozostałych 15 województw. Otrzymane dofinansowanie można przeznaczyć na badania przemysłowe i/lub eksperymentalne prace rozwojowe mieszczące się w trzech obszarach tematycznych konkursu (badania przemysłowe są fakultatywne, natomiast prace rozwojowe obowiązkowe).

Pierwszy z obszarów to zestawy i urządzenia do szybkiej diagnostyki, np. testy czy roboty do zdalnego pobierania próbek. Drugi obejmuje badania nad lekami i szczepionkami. Mogą one dotyczyć zarówno wykorzystania już zarejestrowanych substancji w nowy sposób, czyli np. w terapii koronawirusa, jak i nowych, innowacyjnych leków.

Trzeci ostatni obszar to prace związane z prewencją zakażeń, z tworzeniem tzw. tarczy antywirusowej. Mieszczą się w nim projekty urządzeń do podtrzymywania życia, środki ochrony osobistej i grupowej (np. skuteczne maseczki ochronne), systemy dezynfekcji, systemy teleinformatyczne (np. specjalne aplikacje), kioski do diagnostyki czy systemy zwiększające efektywność wszelkiego rodzaju pracy zdalnej.

Wartość kosztów kwalifikowalnych projektów, czyli kosztów, na których pokrycie może zostać przyznana dotacja – to w przypadku projektów realizowanych samodzielnie przez mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa – od 1 mln zł do 50 mln euro, a pozostałych projektów – od 2 mln zł do 50 mln euro.

Poziom dofinansowania dla MŚP może wynieść nawet 80 proc. na badania przemysłowe i do 60 proc. na prace rozwojowe. W przypadku dużych firm jest to odpowiednio 65 proc. i 40 proc.

Nadsyłanie wniosków przebiega w trzech rundach. Pierwsza już się zakończyła i trwała od 6 maja do 5 czerwca, druga obejmuje okres od 6 czerwca do 24 lipca, trzecia – od 25 lipca do 31 grudnia br. Na początku oceny projektów sprawdzana jest ich poprawność formalna . Potem następuje panelowe spotkanie online wnioskodawcy z ekspertami i pracownikami NCBR, którzy przekazują mu swoje uwagi dotyczące wniosku. Po panelu przedsiębiorca ma szansę na poprawienie wniosku i uwzględnienie wskazówek ekspertów.

Na koniec projekt jest oceniany przez panel ekspertów pod względem zgodności z kryteriami konkursu. Ocenia się m.in. istotę projektu (jego cel, proponowaną metodologię badawczą, innowacyjność rezultatów), realizację (plan prac, zespół badawczy oraz zarządzający, infrastrukturę naukowo-badawczą), a także aspekty procesu wdrożenia projektu takie jak np. znaczenie realizacji projektu dla polskiej gospodarki i jej opłacalność, zachowanie praw własności intelektualnej.

Innym sposobem uzyskania dofinasowania na inwestycje związane z przeciwdziałaniem pandemii jest ubieganie się o dotację na infrastrukturę do zwalczania COVID-19 w ramach Programu Inteligentny Rozwój. Łukasz Małecki z Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej poinformował, że chodzi tu o wsparcie finansowe projektów, których celem jest budowa lub unowocześnienie infrastruktury służącej do testowania oraz przygotowania do masowej produkcji produktów służących do zwalczania pandemii COVID-19. Chodzi tu o szczepionki i inne produkty lecznicze, sprzęt szpitalny, odzież ochronną, środki odkażające itp.

Budżet konkursu opiewa na 100 mln zł, a nabór wniosków, który rozpoczął się 8 czerwca, potrwa do 31 lipca. Jak wskazał Małecki, pod uwagę będą brane tylko te projekty, które mogą zostać zrealizowane w okresie do 6 miesięcy od dnia udzielenia pomocy. Maksymalna wysokość dotacji wynosi 75 proc. kosztów kwalifikowalnych. Może ona zostać zwiększona o 15 pkt. proc., jeżeli projekt zostanie zakończony w terminie dwóch miesięcy od dnia udzielenia dofinasowania.

Kolejne webinaria z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” poświęcono ułatwieniom podatkowym w Tarczy Antykryzysowej (wtorek 7 lipca) oraz dopłatom do kredytów dla firm dotkniętych kryzysem (środa 8 lipca).

Więcej informacji oraz szczegółowy harmonogram webinariów: www.parp.gov.pl/tarcza.

Partnerami cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” są Ministerstwo Finansów, Krajowa Administracja Skarbowa, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, Urząd Zamówień Publicznych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Powstała koalicja izb handlowych i gospodarczych w Polsce

0

W ramach zawartego porozumienia organizacje członkowskie koalicji będą współpracować na rzecz zapewnienia finansowania systemu ochrony zdrowia w Polsce na poziomie średniej państw OECD oraz poprawy dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej. 

Wyzwanie bez precedensu

Pięć międzynarodowych izb handlowych i gospodarczych w Polsce podpisało list intencyjny na rzecz wspólnego dialogu, wspierającego zapewnienie finansowania systemu ochrony zdrowia w Polsce na poziomie średniej państw Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (Organisation for Economic Co-operation and Development – OECD) oraz poprawy dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej.

Sygnatariusze listu to przedstawiciele: Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce, Belgijskiej Izby Gospodarczej, Polsko-Kanadyjskiej Izby Gospodarczej, Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej oraz Polsko-Szwajcarskiej Izby Gospodarczej. Koalicjanci zapowiadają możliwość rozszerzenia porozumienia o kolejne organizacje członkowskie.

Przedstawiciele koalicji zwracają uwagę, że pandemia COVID-19 jest jak dotąd najpoważniejszym wyzwaniem dla polskiej gospodarki w XXI wieku. Zdaniem przedstawicieli organizacji członkowskich koalicji skutki tego zjawiska stanowią bezprecedensowe zagrożenie między innymi dla stabilności finansowania systemu ochrony zdrowia.

Odpowiednio finansowany i stabilnie funkcjonujący system opieki zdrowotnej stanowi kluczowy warunek bezpieczeństwa społecznego. Zdrowie obywateli to zaś istotny czynnik zrównoważonego rozwoju państwa. Jako sygnatariusze listu intencyjnego izb handlowych i gospodarczych w Polsce nie mamy wątpliwości, że wszelkie działania na rzecz wsparcia dla zapewnienia optymalnego poziomu finansowania systemu ochrony zdrowia są konieczne. Czas kryzysu to paradoksalnie najwłaściwszy czas na rewizję strategii i mądre inwestycje w tym obszarze. W ostatnim raporcie OECD zwrócono uwagę, że „dopływ dodatkowych funduszy, o ile zostaną one skutecznie zainwestowane, może w znacznym stopniu przyczynić się do usunięcia głównych barier utrudniających dostęp do opieki”[1] – mówi Dorota Dąbrowska-Winterscheid, dyrektor zarządzająca w Amerykańskiej Izbie Handlowej w Polsce.

Konstruktywny dialog

W ramach zawartego porozumienia przedstawiciele koalicji izb handlowych i gospodarczych w Polsce zamierzają podejmować działania, których celem jest zapobieganie negatywnym skutkom zdrowotnym i gospodarczym pandemii COVID-19. Chodzi między innymi o uniknięcie pogorszenia dostępu do świadczeń, który skutkowałby pogorszeniem stanu zdrowia i jakości życia pacjentów.

Sygnatariusze listu intencyjnego deklarują działania w obszarze formułowania wspólnych stanowisk i opinii, wypracowywanych w oparciu o analizy i wzajemną wymianę informacji. Członkowie porozumienia zamierzają brać aktywny udział w debacie publicznej dotyczącej znaczenia stabilności finansowania systemu ochrony zdrowia dla bezpieczeństwa społecznego i rozwoju gospodarczego Polski. Ważnym aspektem planowanych działań koalicji ma być wspieranie dyskusji dotyczących zapewnienia wysokiej jakości usług w ochronie zdrowia oraz budowanie świadomości znaczenia dostępności skutecznych i bezpiecznych produktów leczniczych jako istotnego czynnika polityki zdrowotnej państwa.

– Aktualne wyzwania, związane ze skutkami pandemii COVID-19, wymagają szczególnego zaangażowania i współpracy wielu interesariuszy. W naszym przekonaniu jedynie opracowywanie rozwiązań na rzecz zapewnienia optymalnego poziomu finansowania ochrony zdrowia oraz dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej przy szerokim zaangażowaniu przedstawicieli instytucji publicznych, przedsiębiorców, organizacji pozarządowych oraz instytucji naukowych pozwoli zabezpieczyć kluczowe potrzeby w obszarze opieki zdrowotnej. Jako koalicja izb handlowych i gospodarczych pragniemy aktywnie uczestniczyć we współtworzeniu propacjenckiego systemu ochrony zdrowia – mówi Piotr Górski, członek zarządu Belgijskiej Izby Gospodarczej.

Dostępność świadczeń

Ważnym aspektem aktualnych potrzeb w sektorze ochrony zdrowia, na który zwracają uwagę przedstawiciele koalicji, jest dostępność świadczeń opieki zdrowotnej, w tym terapii farmakologicznych.

Dostępność skutecznych technologii lekowych ma zasadnicze znaczenie dla uzyskiwanych efektów zdrowotnych, zarówno doraźnych, jak i odległych. W ostatnich latach w wielu dziedzinach medycyny zwiększyła się dostępność terapii, jednak wciąż wielu polskich pacjentów nie może skorzystać z leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną. W naszym odczuciu utrzymanie dobrego trendu inwestycji w nowoczesne rozwiązania terapeutyczne jest konieczne. Ze swojej strony pragniemy dostarczać interesariuszom rzetelnych informacji i analiz, które będą stanowiły wartościowy wkład do dyskusji w tym zakresie. Zdajemy sobie sprawę z wagi i trudności decyzji podejmowanych w obszarze inwestycji w nowoczesne terapie farmakologiczne, szczególnie w dobie kryzysu. Ponieważ jednak inwestycje te wydają się mieć jedynie pozytywne skutki dla zdrowia obywateli i gospodarki Polski, służymy swoimi analizami i opiniami, które pomogą z rozwagą podejmować decyzje o kluczowym dla zdrowia i bezpieczeństwa obywateli Polski znaczeniu – mówi Jacek Graliński, przewodniczący Komitetu Farmaceutycznego AmCham.

[1] https://www.oecd.org/poland/Polska-Profil-systemu-ochrony-zdrowia-2019-Launch-presentation.pdf

Zdrowie publiczne, gospodarka i polityka – te obszary najbardziej ucierpią na koronawirusie

Epidemia koronawirusa spowodowała kryzys w trzech obszarach – zdrowotnym, gospodarczym i politycznym. Konsekwencje dla zdrowia publicznego w Polsce zaczynają się na szczęście stabilizować. Jeśli uda nam się ograniczyć działanie epidemii do kilku ognisk, będziemy w stanie nad nią zapanować. Za tym kryzysem nieuchronnie jednak zbliżają się konsekwencje kryzysu ekonomicznego. Wiemy już, że z powodu epidemii koronawirusa stracimy dużo jako społeczeństwo. Zarządzenie dystansu społecznego i lockdownu przeniosło ciężar utrzymania gospodarki na skarb państwa. Mimo zbliżającego się pełnego odmrożenia działalności gospodarczej, wyjdziemy więc z kryzysu dużo biedniejsi. 

– Żaden rząd, nawet najbogatszy, nie jest w stanie sam z siebie utrzymywać gospodarki w nieskończoność. Dlatego odmrożenie jest konieczne. Nie zmieni to jednak faktu, że ponad miesięczny lockdown mocno nadszarpnął polskie PKB – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Trzecim kryzysem, spowodowanym przez koronawirusa, jest kryzys polityczny. Reakcja rządów na epidemię będzie miała duży wpływ na kolejne wybory w poszczególnych państwach. W Polsce decyzje polityczne na szczęście nie przełożyły się na duży wzrost bezrobocia. Programy antykryzysowe służą bowiem zamianie wsparcia dla bezrobotnych na wsparcie postojowego w firmach, które dzięki temu nie miały impulsu do zwolnień. Bezrobocie i rozszycie tej tkanki gospodarczej powoduje trwałe zniszczenia. To jest filozofia stojąca za tarczami antykryzysowymi i programami pomocowymi, które stosują rządy europejskie. Zupełnie inaczej ma się sytuacja w Stanach Zjednoczonych – gdzie elastyczność zatrudnienia pracowników jest dużo większa. Tam pula osób bezrobotnych wzrosła aż do  40 milionów Amerykanów. Jednak utrzymanie pracowników na postojowym także kosztuje. Dlatego te trzy kryzysy – zdrowotny, gospodarczy i polityczny – spowodują, że będziemy biedniejsi, mimo różnego rozłożenia akcentów w różnych krajach – analizuje Roszkowski.

Branża sprzedaży bezpośredniej od początku pandemii notuje rekordowe wzrosty obrotów. Szybko rośnie też zapotrzebowanie na sprzedawców

Sprzedaż bezpośrednia w czasie lockdownu i stopniowego odmrażania handlu notuje rekordowe wzrosty obrotów. Od początku marca do końca maja branża sprzedaje średnio o 30 proc. więcej niż rok temu. W przypadku części firm wzrosty sięgają nawet 85 proc. Zwiększa się także zapotrzebowanie na nowych sprzedawców – poziom rekrutacji jest czterokrotnie wyższy niż przed rokiem. – Wirus nas nie zaskoczył. Już od kilku lat stopniowo przechodziliśmy na nowe technologie i inne sposoby komunikacji ze sprzedawcami i klientami – tłumaczy Mirosław Luboń, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej.

– Sprzedaż bezpośrednia bywa powszechnie postrzegana jako bardzo tradycyjna i w związku z tym wydawałoby się, że w okresie pandemii powinna spadać. Nic takiego się nie zdarzyło. Od kilku lat firmy z tej branży przechodziły na nowsze technologie i nowe sposoby komunikowania się zarówno ze sprzedawcami, jak i z klientami. Już od trzech lat cała komunikacja odbywa się w 75 proc. online – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mirosław Luboń.

Dzięki wprowadzanym od kilku lat zmianom branża sprzedaży bezpośredniej nie odczuła skutków kryzysu wywołanego koronawirusem. Zdalne przyjmowanie zamówień, wysyłanie produktów do paczkomatów, konsultacje online czy wsparcie klientów za pośrednictwem komunikatorów lub infolinii sprawiły, że firmy szybko przestawiły się na pracę zdalną i mogły funkcjonować bez przeszkód również w czasie lockdownu. Dzięki temu większość z nich w ostatnich miesiącach notuje wzrosty.

– Podstawą sprzedaży bezpośredniej jest długotrwała relacja z klientem. Dotychczas opierała się na osobistym kontakcie, face to face. W związku z tym, że zmienia się branża, zakres i formy komunikacji, zmienia się również relacja z klientami. Więcej osób kontaktuje się z nami online, ale w przeciwieństwie do sprzedaży internetowej kontakt po zakupach się nie urywa. W interesie każdego sprzedawcy leży, żeby go podtrzymać, służyć klientowi radą, podpowiedzieć odpowiednie produkty zgodnie z jego potrzebami – tłumaczy ekspert.

Z danych PSSB wynika, że od początku marca do końca maja branża notuje sprzedaż średnio o 30 proc. wyższą niż w analogicznym okresie 2019 roku. Dla niektórych firm okres lockdownu okazał się najlepszy w historii i zanotowały nawet o 85 proc. wyższą sprzedaż niż przed rokiem.

– Wiele firm specjalizujących się w kosmetykach, suplementach i innych artykułach gospodarstwa domowego zanotowało rekordowe wzrosty już w marcu. Zwłaszcza te, które miały w swojej ofercie i suplementy, i płyny dezynfekujące. W związku z tym rzeczywiście większość firm, jeśli zanotowała spadek, to nieznaczny i tylko na samym początku pandemii, a potem sprzedaż albo się utrzymuje na tym samym poziomie co w zeszłym roku, albo jest znacznie lepiej – wskazuje dyrektor generalny PSSB. – Nie wiemy, co przyniesie druga połowa roku, ale prognozy są dobre.

Także raport Światowej Federacji Stowarzyszeń Sprzedaży Bezpośredniej (WFDSA) pokazuje, że branża na całym świecie prognozuje utrzymanie oraz stabilizację obecnego trendu rynkowego.

Wzrostowi obrotów sprzyja także rosnące zatrudnienie w branży. Choć obecnie liczba bezrobotnych w Polsce przekracza już milion osób, a tylko w I kwartale br. zlikwidowano blisko 120 tys. miejsc pracy, firmy sprzedaży bezpośredniej szukają sprzedawców. W niektórych poziom rekrutacji wzrósł kilkukrotnie. Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej z firmami członkowskimi zachęca też konsultantów do współpracy w ramach kampanii „Krok we własny biznes”.

– Wiele osób albo straciło pracę, albo ma zmniejszone wynagrodzenie, szuka więc okazji do zarobienia dodatkowych pieniędzy. W związku z tym rekrutacja teraz przynosi lepsze efekty, a więcej sprzedawców oznacza  większe obroty. Myślę, że ten trend się utrzyma przez najbliższych kilka miesięcy – prognozuje Mirosław Luboń.

Szacuje się, że z branżą sprzedaży bezpośredniej współpracuje ok. milion osób, przy czym dla 20 proc. jest to podstawowe źródło dochodów.

Powoli wracamy do planowych zabiegów i wizyt u lekarzy. Telemedycyna może pomóc w walce z rosnącymi kolejkami

Pandemia przyczyniła się do skokowego wzrostu popularności telemedycyny. Już na początku większość szpitali, przychodni i placówek medycznych wprowadziła zdalne konsultacje online i przez telefon, co umożliwiło zasięgnięcie porady lekarza, a także  wystawienie zwolnienia, skierowania czy recepty bez konieczności osobistego kontaktu. Do tej formy przekonali się zarówno lekarze, jak i pacjenci. Aż 74 proc. pacjentów chce korzystać z telemedycyny nawet po zakończeniu pandemii – wynika z badań Grupy LUX MED. Obecnie firma dostarcza prawie 20 tys. usług telemedycznych dziennie.

W trakcie pandemii SARS-CoV-2 wielu pacjentów obawia się wizyty w przychodni czy szpitalu (jak informował Główny Inspektorat Sanitarny – nawet 1/3 zakażeń miała miejsce właśnie w placówkach służby zdrowia). W związku z wprowadzonymi przez państwo ograniczeniami, a także z uwagi na obawy samych pacjentów, wiele procedur medycznych musiało zostać odłożonych w czasie. Konsekwencją tych zawirowań jest narastający w społeczeństwie dług zdrowotny. Chodzi przede wszystkim o fizyczne możliwości realizacji skumulowanego zapotrzebowania na usługi zdrowotne, które na dodatek będą nadal musiały być realizowane w warunkach ograniczeń epidemiologicznych.

– Dług zdrowotny jest jednym z głównych skutków pandemii. Pacjenci w pierwszym okresie walki z koronawirusem mieli duży problem z podjęciem leczenia w dotychczasowej formie, co było konsekwencją wprowadzonych ograniczeń oraz tym, że główny wysiłek systemu zdrowotnego został skierowany przede wszystkim na walkę z COVID-19. Najbardziej odczuli to pacjenci z poważnymi i przewlekłymi chorobami, np. onkologicznymi czy kardiologicznymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED.

Po prawie czterech miesiącach szpitale i placówki medyczne wracają do planowanych zabiegów i ponownie, przy zachowaniu restrykcyjnych procedur bezpieczeństwa i zaostrzonych standardach higieny i dezynfekcji, coraz powszechniej udzielają konsultacji lekarskich w trybie stacjonarnym. Pandemia SARS-CoV-2 przyczyniła się jednak do skokowego wzrostu popularności telemedycyny. Wielu pacjentów przekonało się do tej formy korzystania z porad lekarskich.

– Sytuacja zmusiła nas do szybkiego rozwoju telemedycyny, w czym dosyć dobrze i szybko odnalazł się sektor prywatny. Telemedycyna pomogła w tym najtrudniejszym okresie, nie pozwalając stracić pacjentów z oczu – podkreśla Anna Rulkiewicz.

Już na początku pandemii minister zdrowia, NFZ i Rzecznik Praw Pacjenta zachęcali pacjentów do korzystania z konsultacji zdalnych, podkreślając, że stanowią one pełnoprawne świadczenie zdrowotne, które powinno być udzielane na takich samych zasadach jak tradycyjna porada w gabinecie lekarza.

– Dzisiaj telemedycyna w Polsce wygląda dość dobrze. Mamy e-Receptę, e-Zwolnienia i e-Skierowania, dzięki czemu usługa telemedyczna może być wykonana w wielu przypadkach zdrowotnych kompleksowo. Dlatego też telemedycyna już z nami zostanie, bo część pacjentów bardzo dobrze ją ocenia – mówi prezes Grupy LUX MED.

– Coraz lepiej rozumiemy, w których przypadkach klinicznych telemedycyna sprawdza się najlepiej. Z naszego doświadczenia wynika, że dużą skuteczność ma w leczeniu infekcji górnych dróg oddechowych, chorób przewlekłych w okresie stabilizacji, w kontynuacji rozpoczętego leczenia, w dermatologii – jeśli pacjent może przesłać lekarzowi zdjęcia – czy przy omawianiu wyników badań i planowaniu dalszej diagnostyki – wymienia Mirosław Suszek, dyrektor Pionu Opieki Ambulatoryjnej LUX MED.

Pod koniec marca 75 proc. konsultacji w LUX MED odbywało się drogą zdalną. Obecnie to ok. 40 proc. Firma przewiduje, że docelowo będzie to ok. 25–30 proc.

– W ok. 40 proc. przypadków konsultacja zdalna jest wystarczająca do wykonania skutecznego wywiadu, postawienia diagnozy i rozpoczęcia procesu leczenia. W pozostałych 60 proc. przypadków niezbędna jest wizyta w placówce – najczęściej w celu wykonania badania diagnostycznego, np. USG, pobrania krwi do testów laboratoryjnych, wykonania zabiegu czy badania fizykalnego w gabinecie lekarskim. Stopień wykorzystania telemedycyny mocno różni się jednak między poszczególnymi specjalizacjami lekarskimi. Przykładowo w okulistyce wynosi 20 proc., w pediatrii już 40 proc., a najwyższy jest w psychologii – aż 75 proc. – wskazuje Mirosław Suszek.

Pacjent może wybrać konsultację spośród wszystkich lekarzy danej specjalizacji z całej Polski, którzy świadczą takie porady.

– Mamy ogromny niedobór kadr medycznych, więc telemedycyna jest wsparciem dla polskiego systemu ochrony zdrowia, gdzie czas pracy lekarza czy pielęgniarki jest jednak bardzo istotny. Lekarz może udzielać porad i monitorować stan zdrowia, nawet jeśli znajduje się w innym mieście niż pacjent – mówi Anna Rulkiewicz.

W przyszłości telemedycyna może być lekarstwem także na inne, narastające bolączki systemu ochrony zdrowia, takie jak starzejące się społeczeństwo czy wzrost znaczenia chorób cywilizacyjnych, co przekłada się na zapotrzebowanie na większą liczbę konsultacji i świadczeń medycznych. Dla systemu zdalne usługi to wzrost wydajności i długofalowo niższe koszty.

– Według naszego niedawno przeprowadzonego badania opinii aż 74 proc. pacjentów zadeklarowało chęć korzystania z telemedycyny nawet po zakończeniu pandemii. Jednak ważne jest dla nich to, że jeżeli zajdzie taka potrzeba, będą mogli skorzystać z usług również w placówce. 24 proc. pacjentów nie jest zainteresowanych telemedycyną, a 2 proc. chciałoby korzystać wyłącznie z usług telemedycznych. Podsumowując – te statystyki wskazują, że pacjenci są w głównej mierze zainteresowani modelem zintegrowanym, w którym telemedycyna jest częścią całego procesu leczenia – wskazuje dyrektor Pionu Opieki Ambulatoryjnej LUX MED.

Co czwarty internauta woli robić zakupy w sieci niż w tradycyjnych sklepach. Rozszerzona rzeczywistość może zmniejszyć liczbę zwrotów

Migracja konsumentów z trybu offline do online trwa już od dawna, ale pandemia SARS-CoV-2 okazała się katalizatorem, który przyspieszył ten proces. W sieci kupuje już 72 proc. Polaków, a więcej niż co czwarty częściej wybiera obecnie ten kanał zakupowy m.in. ze względu na wygodę, szybkość i większe bezpieczeństwo. Zyskały kategorie, które w e-commerce dobrze radziły sobie już wcześniej, jak moda i uroda czy elektronika, ale Polacy przekonali się również do kupowania w internecie produktów spożywczych. Rosnącą rolę w e-zakupach odgrywają technologie, jak np. rozszerzona rzeczywistość, które pozwalają lepiej dopasować produkt i zminimalizować ryzyko zwrotów.

– Z powodu pandemii i bieżącej sytuacji internetowy handel dynamicznie się rozwija. Według naszego najnowszego raportu już 72 proc. internautów kupuje przez internet i w stosunku do poprzedniego roku jest to skok o ok. 15 pkt. proc. Bardzo chętnie kupujemy w sieci nie tylko dlatego, że jest to bezpieczna i bezkontaktowa forma zakupów, ale i ze względu na fakt, że jest to łatwe, szybkie i wygodne – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Patrycja Sass-Staniszewska, prezes zarządu Izby Gospodarki Elektronicznej.

Jak pokazuje czerwcowy raport Izby „Omni-commerce. Kupuję wygodnie”, zakupów w sieci dokonuje już blisko 3/4 polskich internautów, przy czym 27 proc. z powodu pandemii SARS-CoV-2 częściej wybiera ten kanał zakupowy. E-zakupy są najczęściej realizowane w sklepach internetowych (52 proc.) oraz na platformach zakupowych (38 proc.). Co istotne, 70 proc. internautów deklaruje, że wartość ich e-koszyka zakupowego jest taka sama lub większa w porównaniu do stacjonarnego, a prawie 1/3 decyzji zakupowych zapada, gdy konsument otrzyma informację o promocji.

– Konsumenci polubili zakupy przez internet nie tylko ze względu na bezpieczeństwo. E-commerce zapewnia im maksymalne ograniczenie kontaktów bezpośrednich. Polubili go również za to, że jest to bardzo fajna, łatwa forma zakupów i przede wszystkim zaoszczędzają czas, który teraz mogą spędzać z rodziną lub na swoim ulubionym hobby – mówi Patrycja Sass-Staniszewska.

Proces migracji konsumentów z trybu offline do online trwa już od dawna, ale pandemia SARS-CoV-2 okazała się katalizatorem, który go dodatkowo przyspieszył (tylko 17 proc. Polaków wskazało w tym roku sklepy stacjonarne jako swoje ulubione miejsce zakupów – to o 5 pkt proc. mniej niż w ubiegłym roku). Do e-commerce przekonały się osoby, które dotychczas były w sieci bierne i korzystały wyłącznie z tradycyjnych kanałów zakupowych.

– W czasie, kiedy tradycyjny handel przeżywa ogólnoświatowy kryzys, sprzedaż internetowa jeszcze bardziej rośnie w siłę. Do tej pory rynek e-commerce rozwijał się w tempie ponad 18 proc. rocznie. Teraz możemy być prawie pewni co najmniej dwukrotnie wyższego wyniku za ten rok – mówi Beata Badzyńska, dyrektor ds. operacyjnych Sensi Labs.

Jak podkreśla, obostrzenia i strach przed koronawirusem przełożyły się też na zmianę nawyków zakupowych konsumentów, którzy docenili bezpieczeństwo zakupów przez internet. Z kolei zamrożenie gospodarki i zamknięcie stacjonarnych sklepów spowodowało, że retailerzy i inne biznesy musiały przejść przyspieszoną cyfrową transformację, przenieść się do online’u i dostosować do zmian nawyków zakupowych klientów, w czym pomagają nowe technologie. Ponad połowa (55 proc.) internautów w trakcie zakupów korzysta też z nowoczesnych rozwiązań zakupowych, takich jak BLIK, wideo produktowe czy wirtualne przymierzalnie.

– Po rewolucji wywołanej przez e-commerce przyszła kolej na rozszerzoną rzeczywistość, która rozwiązuje problemy takie jak np. brak możliwości przymierzenia produktu. W trakcie zakupów online klient nie może zobaczyć, czy produkt do niego pasuje, i nie może być pewien, czy spełni jego oczekiwania. Ta niepewność często przekłada się na brak finalizacji zakupu albo zwrot zakupionego produktu – mówi Beata Badzyńska. – Wdrożenie rozszerzonej rzeczywistości do e-commerce pozwala zminimalizować liczbę zwrotów, bo przed zakupem klient ma możliwość wirtualnego przymierzania produktu.

Przykładem może być stworzona przez Sensi Labs aplikacja do wirtualnego mierzenia oprawek okularów. To kategoria produktów, której klienci raczej nie kupią bez przymierzenia.

– Aplikacja Sensi Labs Glasses Click & Fit pozwala klientowi sprawdzić, jak będzie wyglądać w różnych modelach okularów. Jest bezpłatna, więc wystarczy ją ściągnąć i zainstalować, żeby aktywować przymierzanie. Nie jest to kolejna aplikacja, która nakłada okulary na zdjęcie – tu użytkownik widzi, jak ich kształt jest dopasowany do twarzy, może przejrzeć się w aplikacji jak w lustrze i wybrać takie oprawki, które najbardziej do niego pasują. Co ważne, okulary pozostają osadzone na nosie podczas poruszania głową czy oglądania się pod różnymi kątami, co odwzorowuje warunki zbliżone do realnej wizyty w sklepie – wyjaśnia dyrektor ds. operacyjnych Sensi Labs.

Aplikacja jest rozwiązaniem abonamentowym dla wszystkich firm, które sprzedają okulary. Można ją zintegrować z istniejącymi systemami sprzedaży oraz dostosowywać do indywidualnych potrzeb każdej marki.

– Będziemy tworzyć dedykowane aplikacje dla każdego sprzedającego lub implementować moduł przymierzania w rozszerzonej rzeczywistości w istniejących już aplikacjach. To usługa komplementarna, zawiera także wykonanie modeli 3D produktów oraz wstawienie do aplikacji. Mamy nadzieję, że klienci biznesowi docenią nasze rozwiązanie i zdecydują się na jego wykorzystanie – mówi Beata Badzyńska. – Wirtualne przymierzanie okularów gwarantuje realną oszczędność czasu, pieniędzy i nerwów traconych podczas zwrotów nietrafionych okularów.

Jak pokazuje czerwcowy raport „Omni-commerce. Kupuję wygodnie”, z wirtualnych przymierzalni korzysta 6 proc. internautów. Badanie wskazuje, że moda i uroda, a także elektronika są kategoriami, które w e-commerce dobrze radziły sobie już wcześniej, a w czasie pandemii dodatkowo zyskały.

Przez koronawirusa Polki obawiają się o swoją zawodową przyszłość. Co trzecia rozważa wyjazd do pracy za granicę

Pandemia koronawirusa ma wpływ na życie zawodowe niemal 70 proc. Polek, głównie młodych. Dla wielu z nich jest to wpływ negatywny – pracę już straciło 15 proc., a 18 proc. pracuje w mniejszym wymiarze czasu – wynika z badania IQS na zlecenie Promedica24. W związku z tym coraz więcej kobiet szuka pracy za granicą. Co trzecia przyznaje, że rozważa emigrację zarobkową, przede wszystkim do Niemiec. Ponad 20 proc. z nich chciałoby podjąć pracę przy opiece nad seniorami.

– Z przeprowadzonego na nasze zlecenie badania wynika, że pandemia ma wpływ na życie zawodowe niemal 70 proc. Polek. Najbardziej dotyka młodszych kobiet w wieku 25–34 lata. Z jednej strony mowa tu o takich zmianach jak przejście na zdalny tryb pracy czy większa ilość pracy, z drugiej zaś o znacznie bardziej dotkliwych sytuacjach, takich jak redukcja etatu czy nawet utrata pracy – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dariusz Siedlecki, dyrektor ds. rekrutacji w Polsce w Promedica24.

Z badania przeprowadzonego przez agencję badawczą IQS na zlecenie Promedica24 wynika, że przez koronawirusa pracę mogło stracić nawet 870 tys. Polek. Blisko 60 proc. boi się o sytuację finansową swoją lub swoich najbliższych, 40 proc. – obniżki wynagrodzenia, a co trzecia – utraty pracy. Dlatego też większość kobiet żyje oszczędniej, wiele z nich zastanawia się także nad zmianą pracy.

Coraz częściej kobiety biorą pod uwagę wyjazd za granicę. Co trzecia, gdyby otrzymała atrakcyjną ofertę zatrudnienia, zgodziłaby się na podjęcie pracy sezonowej poza Polską. Podobny odsetek pań deklaruje chęć wyjazdu do pracy tymczasowej lub na okresowy kontrakt. Co czwarta rozważa stałe zatrudnienie poza granicami Polski. Za pracą najchętniej wyjechałyby do Niemiec (43 proc.), Holandii (42 proc.) i Wielkiej Brytanii (41 proc.).

Niemcy to ponad 80-milionowy kraj, który dysponuje nie tylko ogromnym, chłonnym rynkiem pracy, lecz także przy stawce minimalnej, wynoszącej 9,35 euro brutto za godzinę (około 42,50 zł), oferuje godne zarobki.

Mimo spowolnienia gospodarczego  w Niemczech zapotrzebowanie na pracowników w branży rolniczej jest duże. Tutaj brakuje nawet kilkuset tysięcy rąk do pracy. Zatrudnienie oferują także sektor handlu detalicznego oraz e-commerce. Kolejny chłonny obszar to branża medyczna i opiekuńcza. Dane Niemieckiego Związku Pielęgniarek wskazują, że jeszcze przed pandemią w tamtejszej służbie zdrowia brakowało ok. 200 tys. pracowników. Nawet drugie tyle może być potrzebne do opieki nad seniorami.

– W Niemczech żyje około 17 mln seniorów, większość z nich wymaga stałej opieki, dlatego też szacuje się, że w branży opieki senioralnej potrzeba w tej chwili nawet 200 tys. pracowników. W związku z dużym zapotrzebowaniem na tego typu usługi w Niemczech, dzięki wsparciu takich firm jak Promedica24, możliwe jest szybkie znalezienie dogodnego kontraktu. To szansa dla ogromnej liczby Polaków – przekonuje Dariusz Siedlecki.

Do opieki nad seniorami wystarczą naturalnie wykształcone kompetencje, które kobiety nabywają, opiekując się bliskimi. W branży opiekuńczej pracę mogą znaleźć nie tylko młode kobiety, ale też te po 50. roku życia.

– W przypadku pracy w Niemczech mile widziana jest znajomość języka niemieckiego, przynajmniej w podstawowym stopniu. Za pośrednictwem naszej firmy dajemy jednak możliwość odbycia od podstaw kursu językowego. Przed wyjazdem przyszli opiekunowie przechodzą również szkolenia z zakresu opieki nad osobą starszą – wskazuje dyrektor ds. rekrutacji w Polsce w Promedica24.

W połowie czerwca Niemcy zniosły obostrzenia związane z przekraczaniem granic i obowiązkiem kwarantanny. W trakcie ich obowiązywania opiekunowie udający się do pracy byli z tych restrykcji zwolnieni dzięki dokumentom otrzymywanym od firmy pośredniczącej w zatrudnieniu.

– Zatrudnienie poprzez agencję daje opiekunom niezwykle ważne poczucie bezpieczeństwa, które chroni ich przed negatywnymi skutkami, jakie niesie za sobą np. praca na czarno. Legalność zatrudnienia dzięki umowie, wiarygodność firmy, brak prowizji za znalezienie pracy, gwarancja bezpieczeństwa danych, ubezpieczenie zdrowotne czy możliwość nauki języka obcego to jedne z najważniejszych czynników, jakie brane są pod uwagę przez przyszłych opiekunów, a które oferowane są przez naszą firmę – zapewnia Dariusz Siedlecki.

Inteligentne recyklomaty ułatwiają segregowanie odpadów. Do recyklingu ma zachęcić Polaków e-kaucja

Na rynku dostępne są już inteligentne kosze na śmieci, które wyręczają użytkowników w segregacji odpadów. Jeszcze inne zajmują się przetwarzaniem resztek w prekompost. Roboty potrafią poznać cechy i rozróżnić, czy materiał jest mętny, czy nieprzezroczysty, rozpoznają też symbole określonych marek. Wyzwaniem jest jednak, by do recyklingu przekonać zwykłych ludzi. Pomóc w tym mają urządzenia do recyklingu EcoTech System. W zamian za wrzucane puszki czy butelki dostaje się punkty, które można wymienić na darmowe bilety czy zniżki.

– Rozwiązanie składa się z dwóch elementów: to automatyczny, inteligentny kosz – recyklomat oraz platforma transakcyjna, dzięki której on funkcjonuje i całe rozwiązanie może działać. Robimy tzw. cyfryzację śmieci, wykorzystując do tego recyklomat, który zawiera innowacyjny system do rozpoznawania odpadów opakowaniowych. Jest też konfigurowalny w zależności od tego, co chcemy zbierać – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Konrad Romek, prezes EcoTech System.

Sztuczna inteligencja coraz częściej zastępuje człowieka przy segregacji śmieci. Na rynku dostępne są już inteligentne kosze na śmieci, które wyręczają użytkowników już na etapie segregacji śmieci. Przykładem takiego urządzenia jest Bin-e, gdzie użytkownik wrzuca odpad do środka, a urządzenie na podstawie rozpoznawania obrazu i sztucznej inteligencji samo ocenia, jaki to odpad i do którego pojemnika go przypisać.

Roboty wyposażone w sztuczną inteligencję potrafią poznać cechy materiałów – rozróżnić, czy tworzywo jest mętne, czy nieprzezroczyste. Mogą nawet rozpoznać symbole określonych marek. Inne potrafią kompostować resztki, w ciągu doby redukując masę odpadów nawet o 90 proc. Takich maszyn jest coraz więcej, problemem jednak jest odpowiednie nastawienie użytkowników. Choć większość ludzi twierdzi, że stosuje recykling, nie zawsze o tym pamięta. Rozwiązaniem mogą być urządzenia, które będą ich do tego motywować.

– Wystarczy na danym terenie rozstawić recyklomat, pobrać bezpłatną aplikację na urządzenia mobilne ECO-Portfel, zalogować się do niej i można już korzystać z recyklomatu. Wrzucając odpady opakowaniowe w postaci butelek szklanych czy plastikowych, co zależy od konfiguracji urządzenia, zbieramy punkty. Za każde opakowanie przydzielany jest nam punkt, czyli tworzymy ekologiczną walutę. Nasze punkty wymieniamy u partnerów programu na nagrody: zniżki i rabaty, w zależności od tego, co kto oferuje – wskazuje Konrad Romek.

Pierwsze recyklomaty były w Polsce testowane już w 2018 roku w Wieluniu. Rok później urządzenia pojawiły się w Warszawie – łącznie jest ich już 12. Wkrótce będzie ich znacznie więcej, bo EcoTech System wspólnie z Giełdą Papierów Wartościowych, w ramach projektu Skylab, stawia kolejne.

– GPW będzie testowała naszą platformę transakcyjną pod kątem możliwości wykorzystania w nowoczesnych systemach, np. kaucyjnych, czyli tzw. e-kaucja, bezgotówkowy obieg, cashback na konto. Jej ewentualne zastosowania to właśnie ekologiczna waluta czy budowanie platformy do obrotu surowcami zebranymi m.in. za pomocą recyklomatu – zaznacza prezes EcoTech System.

Już pierwsze dwa recyklomaty w stolicy spełniły swoją rolę – zebrano ponad 70 tys. plastikowych i 16 tys. szklanych butelek oraz prawie 27 tys. puszek. Dotychczas warszawiacy mogli otrzymać rabat na kawę w Costa Coffee, tańszy bilet do sieci Multikino, Teatru Dramatycznego oraz zniżki na spektakle w Teatrze Capitol. Obecnie pula nagród jest poszerzana, a do projektu dołączają kolejni partnerzy. Przybywać też będzie samych urządzeń, a oprogramowanie można stosować nie tylko w recyklomatach, lecz także np. w punktach skupu czy sklepach.

– Nie będziemy powielać systemów, które są na świecie, ponieważ wiemy, ile one kosztują. Stworzymy coś własnego, coś nowego – obrót bezgotówkowy, e-kaucja. Nie ma przeciwwskazań technicznych ani ograniczeń, żeby tego nie robić. Szykujemy się do tego i w krótkim czasie jesteśmy w stanie to realizować – zapowiada Konrad Romek.

Relacja z OSE GDAŃSK 2020

W dniach 2-3 lipca br. w Gdańsku w Muzeum II Wojny Światowej odbyła się VIII edycja Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego – OSE GDAŃSK 2020, poświęconego wyzwaniom stojącym przed polską energetyką.

Przed rozpoczęciem debat odbyła się uroczysta Gala Wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Energetyki 2020”. Statuetka „Bursztyn Polskiej Energetyki” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie rozwoju i bezpieczeństwa polskiej gospodarki i energetyki w kraju i zagranicą. Laureaci w/w statuetki dzięki tej nagrodzie zostali uhonorowani za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych zobowiązań lub wyzwań stawianych przed nimi z tytułu pełnionego stanowiska lub przyjętej strategii firmy. W tym roku statuetka została wręczona Zbigniewowi Gryglasowi – Podsekretarzowi Stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych za konsekwentne promowanie rozwoju morskiej energetyki wiatrowej na Morzu Bałtyckim oraz działania na rzecz zwiększenia udziału polskich firm z sektora gospodarki morskiej w rynku offshore, Monice Morawieckiej – Prezes Zarządu PGE BALTICA za konsekwentne realizowanie Programu Offshore w grupie kapitałowej PGE, poprzez nadzorowanie przygotowań do budowy trzech farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim: Elektrowni Wiatrowej Baltica-1 (EWB1), Elektrowni Wiatrowej Baltica-2 (EWB2), Elektrowni Wiatrowej Baltica-3 (EWB3), Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej za skuteczne i konsekwentne realizowanie programu „Czyste powietrze”, czego efektem jest lepsze zarządzanie energią cieplną i ograniczenie emisji szkodliwych substancji do atmosfery, Gminie Potęgowo za zrealizowanie inwestycji budowy ekologicznej sieci ciepłowniczej oraz montażu paneli fotowoltaicznych na budynkach użyteczności publicznej, które przyczyniły się do poprawy efektywności energetycznej i wzrostu bezpieczeństwa ekologicznego gminy. Podczas gali wręczone zostały także statuetki „Bursztynowe Serce”. Statuetka „Bursztynowe Serce” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie filantropii. Laureaci w/w wyróżnienia dzięki tej nagrodzie zostali uhonorowani za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych działań takich jak: długofalowe programy na rzecz pomocy potrzebującym, wyrównywania szans edukacyjnych utalentowanej młodzieży, pomocy lokalnym społecznościom, promowaniu postaw proekologicznych. W tym roku statuetka została wręczona Fundacji ORLEN w uznaniu za konsekwentne i skuteczne realizowanie projektów na rzecz poprawy bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, a także wspieranie edukacji młodych ludzi poprzez programy stypendialne.OSE GDAŃSK 2020 (2) OSE GDAŃSK 2020 (3) OSE GDAŃSK 2020 (4) OSE GDAŃSK 2020 (5) OSE GDAŃSK 2020 (1)

Debatą otwierającą OSE GDAŃSK 2020 była Sesja Plenarna pt. „Polska polityka energetyczna – priorytety unijne vs polskie cele strategiczne”. Moderatorem debaty był Wojciech Jakóbik – Redaktor Naczelny, BiznesAlert.pl, zaś udział w niej wzięli: Janusz Kowalski – Sekretarz Stanu i Pełnomocnik Rządu ds. Reformy Nadzoru Właścicielskiego nad Spółkami Skarbu Państwa, Ministerstwo Aktywów Państwowych; Ireneusz Zyska – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii, Ministerstwo Klimatu; Zbigniew Gryglas – Podsekretarz Stanu, Pełnomocnik Ministerstwa Aktywów Państwowych ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej; Stefan Gullgren – Ambasador Królestwa Szwecji w Polsce; Tale Kandal – Chargé d’Affaires Królestwa Norwegii w Polsce; Rafał Gawin – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Artur Michalski – Wiceprezes Zarządu, NFOŚiGW. Początek debaty stanowił próbę odpowiedzenia na pytanie o podstawowe kierunki zmian polityki energetycznej Polski do 2050 roku  w kontekście Europejskiego Zielonego Ładu, co pozwoliło zastanowić się nad nowym polskim mixem energetycznym i rewolucji w podejściu do roli paliw kopalnych. W tym kontekście analizowano także uwarunkowania płynące z planu neutralności klimatycznej do 2050, dzięki czemu możliwe było omówienie nowych perspektyw rozwoju sektora OZE, także na podstawie doświadczeń płynących z aukcji dla OZE. Kolejnym tematem, z jakim zmierzyli się zaproszeni goście to miejsce energetyki jądrowej w nowej polityce energetycznej z uwzględnieniem stopnia zaawansowania polskiego projektu oraz modeli finansowania. Ważnym punktem debaty była także kwestia dywersyfikacji dostaw paliw i pytania czy „bezpieczniej” będzie znaczyło również „taniej”. Druga część dyskusji uwzględniała międzynarodowy kontekst i dotyczyła m.in. priorytetów współpracy w basenie Morza Bałtyckiego (gaz, off-shore, elektroenergetyka, ciepłownictwo, kogeneracja, wzrost efektywności energetycznej), a także kształt wspólnego rynku energii i gazu po Brexicie. Zapoznano także słuchaczy z doświadczeniami krajów UE w zakresie przeciwdziałania negatywnym skutkom wzrostu cen nośników energii.

Po Sesji Plenarnej odbyły się trzy panele dyskusyjne: „Strategie dostosowawcze grup energetycznych do nowych trendów rynkowych i zmian polityki energetycznej Państwa”, „Off shore – perspektywy rozwoju, skala projektów, Polscy wytwórcy komponentów i instalacji” oraz „Projekty OZE w portfolio firm energetycznych”.

Panel „Strategie dostosowawcze grup energetycznych do nowych trendów rynkowych i zmian technologicznych” moderowany był przez Zbigniewa Kozłowskiego – Partnera, DWF Poland Jamka sp.k., zaś w dyskusji wzięli udział: Piotr Górnik – Dyrektor ds. Energetyki Cieplnej, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o.; Dominik Wadecki – Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych, Grupa Energa; Jerzy Kwieciński – Prezes Zarządu, PGNiG S.A.; Marcin Lewandowski – Prezes Zarządu, Grupa GPEC; Andrzej Modzelewski – Członek Zarządu, innogy Polska S.A.; Rafał Soja – Prezes Zarządu, TAURON Sprzedaż; Józef Węgrecki – Członek Zarządu ds. Operacyjnych, PKN ORLEN S.A.  Na początku zaproszeni prelegenci starali się zidentyfikować konieczne zmiany strategii grup energetycznych i ich główne przyczyny, między innymi by odpowiedzieć na pytanie, czy zbliża się kres dotychczasowego modelu gospodarki paliwowej w Polsce. Następnie starano się rozwiązać kwestie pogodzenia bezpieczeństwa energetycznego, oczekiwań klientów i interesów akcjonariuszy grup energetycznych. Zastanawiano się również nad innowacjami technologicznymi wspierającymi zrównoważony rozwój i ich wpływ na modele rynkowe w poszczególnych podsektorach energetyki, a także przyszłymi programami inwestycyjnymi oraz sposobami ich finansowania. W dalszej części debaty pochylono się nad zagadnieniem gazu jako coraz powszechniejszego surowca dla dużej energetyki oraz uzależnienia polskiej energetyki od systemów wsparcia. Na koniec poproszono uczestników dyskusji o ich opinie w kwestii nowych rozwiązań w polskiej energetyce, w tym wykorzystania wodoru.

 

Następny panel nosił tytuł „Off shore – perspektywy rozwoju, skala projektów, Polscy wytwórcy komponentów i instalacji” i  poprowadzony został przez Mariusza Wójcika – Project Managera, ILF i Członka Zarządu FNEZ. Gośćmi biorącymi udział się w debacie byli: Ireneusz Zyska – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii, Ministerstwo Klimatu; Zbigniew Gryglas – Podsekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej, Ministerstwo Aktywów Państwowych; Mateusz Berger – Wiceprezes Zarządu, Agencja Rozwoju Przemysłu S.A.; Jarosław Dybowski – Dyrektor Wykonawczy ds. Energetyki, PKN ORLEN S.A.; Tomasz Jakubowski – Dyrektor ds. Operacyjnych, Centralna Jednostka Inwestycyjna PSE; Michał Kołodziejczyk – Prezes Zarządu, Equinor Polska; Monika Morawiecka – CEO, PGE Baltica; Paweł Przybylski – Prezes Zarządu, Siemens Gamesa Renewable Energy; Mariusz Witoński – Prezes Zarządu, Polskie Towarzystwo Morskiej Energetyki Wiatrowej.  Zaproszeni goście odnieśli się na początku do głównych obszarów regulacji, jeżeli chodzi o projekt ustawy o promocji morskiej energetyki wiatrowej. Omówiono również system finansowania morskich farm wiatrowych (kto, kiedy i na jakich zasadach może uzyskać wsparcie), jak i również plan udziału materiałów i usług lokalnych (kto może skorzystać, a kto stracić). Drugim, kluczowym elementem debaty było pytanie na jakich zasadach będzie odbywać się przyłączanie MFW do sieci. Na tej podstawie możliwe było zarysowanie obowiązków inwestora i operatora MFW w szczególności próbowano odpowiedzieć na pytanie, czy będzie łatwiej przygotować projekt morskiej farmy wiatrowej.

 

Ostatni panel pierwszego dnia nosił tytuł „Projekty OZE w portfolio firm energetycznych”. Moderatorem debaty był Maciej Bando – b. Prezes URE, zaś w roli panelistów wystąpili: Wojciech Drożdż – Wiceprezes Zarządu ds. Innowacji i Logistyki, ENEA Operator Sp. z o.o.; Mariusz Iskierski – Wiceprezes Zarządu ds. Inwestycji, PGE Energia Odnawialna S.A.; Przemysław Janiszewski – Wiceprezes Zarządu, Polimex-Mostostal S.A.; Ewa Malicka – Prezes Zarządu, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, BELSE Sp. z o.o. Panel dyskusyjny rozpoczął się od próby nakreślenia przez prelegentów miejsca energetyki w zapewnieniu zrównoważonego rozwoju, co stanowiło wstęp do analiz przyszłości sektora wydobywczego i jego aliansu z energetyką konwencjonalną. Odniesiono się także w debacie do potencjału rynkowego energetyki wiatrowej i fotowoltaiki a także, w szczególności, do szans rozwoju lądowej energetyki wiatrowej. Wnioski pozwoliły skonstruować ostrożne prognozy, jeżeli chodzi o miejsce energetyki rozproszone w KSE, jak i również zmierzyć się z kwestią rozwoju magazynów energii oraz energetyki jądrowej w Polsce.

 

W drugim dniu OSE GDAŃSK 2020 odbyły się trzy panele dyskusyjne:  „Nowe uwarunkowania dla rozwoju ciepłownictwa i kogeneracji, program Czyste powietrze”, „Rynek energii elektrycznej, paliw płynnych oraz gazu” oraz „Inwestycje w innowacyjność – firmy, samorządy, prosumenci (OZE, e-mobility, fotowoltaika)”.

 

Debatę „Nowe uwarunkowania dla rozwoju ciepłownictwa i kogeneracji, program Czyste powietrze” poprowadził prof. Waldemar Kamrat z Politechniki Gdańskiej, zaś do debaty zostali zaproszeni: Jacek Chodkowski – Prezes Zarządu, DALKIA Polska Energia S.A.; Anna Jakób – Członek Zarządu, Grupa GPEC; Przemysław Kołodziejak – p.o. Prezesa Zarządu, PGE Energia Ciepła S.A.; Andrzej Kuliński – Prezes Zarządu, Elbląskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej Sp. z o.o.; Paweł Stańczyk – Prezes Zarządu, PGNIG Termika S.A; Anna Wiosna – Dyrektor, Bank Pekao S.A.; dr inż. Krzysztof Zborowski – Wiceprezes Zarządu, Radomskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej „RADPEC” S.A. W pierwszej części debaty odniesiono się do nowego systemu wsparcia kogeneracji w kontekście oczekiwań i szans rozwoju. Zastanawiano się także nad preferencjami dla rozwoju efektywnych energetycznie systemów ciepłowniczych i czy w związku z tym zbliża się schyłek kogeneracji węglowej. Przeanalizowano także Program antysmogowy z perspektywy jego stanu zaawansowania, pierwszych efektów, niezbędnych korekt i naturalnie stymulowania proekologicznych zachowań. W dalszej części dyskusji podjęto temat inwestycji w ciepłownictwie, zwłaszcza jeżeli chodzi o podstawowe trendy rozwojowe, finansowanie projektów, czy bariery inwestycyjne. Następnie zastanawiano się nad miejscem samorządów w rozwoju polskiego ciepłownictwa (w szczególności pod kątem gospodarki odpadami) a także wykorzystania OZE w ciepłownictwie systemowym. Na koniec poproszono zaproszonych gości o odniesienie się do ostatnich zmian w otoczeniu regulacyjnym ciepłownictwa, paneliści zapoznali także słuchaczy z najnowszymi technologiami w ciepłownictwie i Kogeneracji.

 

Kolejny panel, zatytułowany „Rynek energii elektrycznej, paliw płynnych oraz gazu” poprowadzony został przez Marka Kulesę – Dyrektora w Towarzystwie Obrotu Energią. W roli prelegentów wystąpili: Piotr Dziadzio – Sekretarz Stanu, Ministerstwo Klimatu; Jan Frania – Wiceprezes Zarządu, PGE Dystrybucja S.A.; Rafał Gawin – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Jakub Kowalski – Członek Zarządu, Polska Spółka Gazownictwa Sp. z o.o.; Henryk Młodawski – Członek Zarządu, Exalo Drilling; Adam Stępień – Dyrektor Generalny, Krajowa Izba Biopaliw; Beata Wittmann – Członek Zarządu, Gas Storage Poland; Artur Zawisza – Wiceprezes Zarządu, Unia Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego. Na wstępie uczestnicy panelu podzielili się swoimi wrażeniami, jeżeli chodzi o pierwsze doświadczenia płynące z wdrożenia rynku mocy. Następnie poproszono ich o nakreślenie przyszłości polskiego węgla z uwzględnieniem czynników społecznych, ekonomicznych oraz neutralności klimatycznej. W dalszej części zastanawiano się, czy prosumenci stanowią wzmocnienie dla pozycji konsumentów energii elektrycznej, co było istotne z punktu widzenia m.in. ochrony konkurencyjności przemysłu energochłonnego. Kolejna kwestia, jaka została omówiona, było rosnące znaczenie gazu jako podstawowego paliwa dla energetyki oraz stopnia liberalizacji polskiego rynku gazu, w tym rozwoju rynku giełdowego gazu ziemnego. Pod koniec debaty zastanawiano się nad problematyką dywersyfikacji źródeł i kierunków dostaw gazu, ropy naftowej oraz paliw płynnych a także rozwoju nowych segmentów rynku paliw (elektromobilność, paliwa alternatywne – wodór). Odniesiono się także do tematu magazynów energii i gazu po 2020 roku a także wodoru jako prawdopodobnego paliwa przyszłości.

 

Ostatni panel nosił tytuł „Inwestycje w innowacyjność – firmy, samorządy, prosumenci (OZE, e-mobility, fotowoltaika)” i  moderowany był przez Michała Sznycera – Wiceprezesa Zarządu Pracodawców Pomorza i Partnera w Kancelarii MGS Law Kancelaria Radców Prawnych, w roli prelegentów zaś wystąpili: Artur Dembny – Prezes Zarządu, CRK Energia Sp. z o.o.; Jakub Faryś – Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego; Andrzej Kojro – Prezes Zarządu, Enea Operator Sp. z o.o.; Radosław Kwiecień – Członek Zarządu, Bank Gospodarstwa Krajowego; Paweł Niedzielski – Dyrektor ds. Sprzedaży, Sektor Energetyczny, Nokia Solutions and Network Sp. z o.o.; Arnold Rabiega – Prezes Zarządu, Krajowy Instytut Energetyki Rozproszonej; Bogdan Szymański – Prezes Zarządu, Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej – Polska PV; Grzegorz Walczukiewicz – Dyrektor, Port Czystej Energii Sp. z o.o. Zaproszeni goście zastanawiali się, czy Operator Systemu może być wyznacznikiem kierunków inwestycji sieciowych, jak i również jaka jest rola samorządów w realizacji projektów infrastrukturalnych. Następnie odniesiono się do zagadnienia wyzwań i barier w odniesieniu do wspierania przesyłu transgranicznego. Nie bez znaczenia był także temat podłączenia OZE do sieci w kontekście konkurencji i bezpieczeństwo systemu. Druga część panelu dotyczyła przyszłości projektów dotyczących spalarni odpadów oraz biogazowi oraz energetyki rozproszonej i skutków nowej polityki energetycznej. Paneliści starali się także nakreślić sytuację, jeżeli chodzi o Magazyny energii ad 2020 jako niezbędny element dojrzałego rynku czystej energii. Na koniec zaś podjęto tematy rozwoju e-mobility (pojazdy elektryczne, stacje ładowania, technologie magazynowania energii), fotowoltaiki (zwłaszcza jeżeli chodzi o kierunki rozwoju: małe przydomowe instalacje czy duże farmy) oraz rozwoju rynku wodoru jako prawdopodobnego paliwa przyszłości.

 

Interesująca dyskusja, zarówno pomiędzy uczestnikami paneli, jak i dzięki licznym pytaniom z sali świadczy o dużym zainteresowaniu poruszonymi tematami i stanowi punkt wyjścia do debaty w kolejnej edycji Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego, który odbędzie się już na wiosnę przyszłego roku. Więcej szczegółów można znaleźć na stronie internetowej www.osegdansk.pl.

Ogólnopolski Szczyt Energetyczny był wspierany przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia.

Europejskie Centrum Biznesu główny organizator OSE GDAŃSK 2020 pragnie szczególnie podziękować Partnerowi Strategicznemu: TAURON Polska Energia S.A. Partnerom Głównym: ENEA S.A. oraz Polskiemu Koncernowi Naftowemu ORLEN S.A., Partnerowi Merytorycznemu: PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., Partnerom: Agencji Rozwoju Przemysłu S.A., Bankowi Gospodarstwa Krajowego, Bankowi Ochrony Środowiska S.A., BELSE Sp. z o.o., Energoprojekt Poznań S.A., Grupie ENERGA, Grupie LOTOS S.A., Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o., Gaz-System S.A., Grupie GPEC, Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwu S.A., Polskim Sieciom Elektroenergetycznym S.A., Gospodarzowi Gali Bursztyn Polskiej Energetyki Miastu Gdańsk, Partnerowi Motoryzacyjnemu: Grupie Zdunek. Pragniemy także podziękować za współpracę Samorządowi Województwa Pomorskiego, Fundacji na Rzecz Energetyki Zrównoważonej oraz firmie UpLive.

Podziękowania należą się także Patronom Medialnym: Portalowi BiznesAlert, Portalowi Capital24.pl, Magazynowi Chemia i Biznes, Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL, Portalowi CEO.com.pl, Dziennikowi Gazecie Prawnej, Portalom z Grupy Xtech: energetykacieplna.pl. elektroinzynieria.pl, srodowisko.pl, Magazynowi Energetyka Cieplna i Zawodowa, Czasopismu Energetyka Wodna, Portalowi Energetykon.pl, Magazynowi Law Business Quality, Magazynowi Biomasa, Portalowi mBrokers.pl, Czasopismu Nowa Energia, Portalowi Nuclear.pl, Portalowi OptimalEnergy.pl, Magazynowi OZEON, Portalowi Polish Market Online, Magazynowi Polski Przemysł , Radiu Gdańsk, Magazynowi Smart Grids Polska, Portalowi Teraz Środowisko, Warsaw Business Journal, Wiadomościom Naftowym i Gazowniczym, Portalowi WysokieNapiecie.pl.

Szczyt objęty został Patronatem Honorowym przez Marszałka Senatu RP Tomasza Grodzkiego, Ministra Aktywów Państwowych Jacka Sasina, Ministra Klimatu Michała Kurtykę, Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka, Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Michała Gróbarczyka, Ministerstwo Rozwoju, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Cyfryzacji, Ambasadę Królestwa Szwecji w Warszawie, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki Rafała Gawina, Prezesa Urzędu Dozoru Technicznego Andrzeja Ziółkowskiego, Wojewodę Pomorskiego Dariusza Drelicha, Wojewodę Świętokrzyskiego Zbigniewa Koniusza, Marszałka Województwa Pomorskiego Mieczysława Struka, Wicemarszałka Województwa Zachodniopomorskiego Tomasza Sobieraja, Prezydent Miasta Gdańska Aleksandrę Dulkiewicz, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Agencję Rynku Energii, Fundację na rzecz Energetyki Zrównoważonej, Główny Instytut Górnictwa, Górniczą Izbę Przemysłowo-Handlową

Instytut Kolejnictwa, Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie, Krajową Izbę Biopaliw, Krajową Izbę Gospodarczą, Krajowy Instytut Energii Rozproszonej, Narodową Agencję Poszanowania Energii, Politechnikę Gdańską, Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, Polskie Stowarzyszenie Elektromobilności, Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych, Polskie Towarzystwo Morskiej Energetyki Wiatrowej, Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej, Pracodawców Pomorza, Polsko Skandynawską Izbę Gospodarczą, Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej – Polska PV, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych, Związek Miast Bałtyckich, Unię Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego, Związek Miast i Gmin Morskich.

Jak wyglądają rynki biurowy i magazynowy, jakie są prognozy do końca 2020?

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych zapytała liderów rynku o podsumowanie pierwszego półrocza i prognozy na koniec roku. Według nich rynki biurowy i magazynowy są w dobrej kondycji. Wartość transakcji inwestycyjnych przekroczy 2 mld Euro. Jednak wiele projektów było rozpoczętych przed marcem i nie ma jeszcze pełnej wiedzy o tym, jak COVID-19 wpłynie na rynek w średnim i dłuższym okresie. Eksperci prognozują, że procesy wycen i transakcji będą teraz dłuższe, a inwestorzy mają wrócić do większej aktywności pod koniec roku.

Drugi kwartał był lepszy niż można się było spodziewać, szczególnie dla magazynów i logistyki. Spodziewamy się większego zainteresowania inwestorów aktywami magazynowymi, kosztem biurowców i centrów handlowych. Dobrej prognozie dla tego segmentu sprzyja rozwój e-commerce oraz duża aktywność inwestorów i najemców. Warto wspomnieć, że w Europie Zachodniej stopy kapitalizacji w logistyce wróciły do poziomu sprzed COVID-19.

Obserwujemy dużą presję ze strony inwestorów na ulokowanie kapitału w nieruchomościach komercyjnych. Niskie stopy procentowe oraz programy zwiększające płynność pieniądza na rynku napędzają popyt inwestycyjny – mówi Krzysztof Cipiur, Director Capital Markets Knight Frank.

A z drugiej strony wymagania banków są teraz większe. Dalsza aktywność inwestorów będzie więc zależna od warunków pozyskiwania finansowania – komentuje Agnieszka Jachowicz, Członek Zarządu PINK.

Renata Osiecka, Dyrektor Zarządzająca, AXI IMMO:

Inwestycje

Pandemia covid-19, nowe zachowania konsumenckie, a także nowe zwyczaje pracowników biurowych z pewnością wpłyną na sektor inwestycyjny, a także na pracę działów wycen. Niemniej spodziewamy się, że w drugiej połowie roku będziemy obserwować powolny powrót inwestorów na rynek. Musimy przygotować się, że w nowej sytuacji procedowanie transakcji z pewnością wydłuży się. Jednak zadajmy sobie pytanie czy kiedykolwiek rynek inwestycyjny był nastawiony na sprint? Posługując się dalej terminologią sportową, był to raczej bieg długodystansowy. Musimy pamiętać, że większość transakcji, które są obecnie zamykane swój początek miały pół i więcej roku wcześniej. Inwestorzy bardzo ostrożnie podchodzą do rozpoczynania nowych projektów, dlatego każdy ruch poprzedzony jest analizą. Ta zachowawczość, rozumiana przez zwiększoną ostrożność do podejmowania decyzji na pewno nie zmieni się.

Rynek Magazynowy

Najbardziej optymistycznie sygnały docierają z rynku magazynowego. Sektor ten m.in. za sprawą zwiększonego popytu na zakupy przez Internet, spowodował dywersyfikację kanałów sprzedaży dla wielu firm, co z korzyścią wpłynęło na większe zapotrzebowanie na kluczowe dla obsługi e-commerce powierzchnie typu ‘last mile’ oraz duże regionalne i międzynarodowe huby dystrybucyjne. Co to zmienia dla rynku inwestycyjnego? Otóż zaobserwujemy przetasowania w portfelach. Spodziewamy się, że część funduszy, które były dotychczas nastawione na zakup biurowców i centrów handlowych, zrezygnuje z aktywów typowo handlowych na rzecz magazynów. Wartość rynku powierzchni logistycznych i przemysłowych będzie nadal rosła m.in. przez położenie geograficzne Polski i jej dotychczasową dodatnią koniunkturę finansową i niezmiennie dużą aktywność najemców.

Biura

Biura pozostaną nadal ważnym assetem w portfelach funduszy inwestycyjnych. Sytuację w sektorze regulują przede wszystkim nastroje najemców i to jakie decyzje będą podejmowali w dłuższej perspektywie. W czasie pandemii część firm rozważała renegocjacje podpisanych już umów najmu. Na dziś wydaje się, że rynek z trendu konsolidacyjnego i zawierania dużych transakcji najmu, zwróci się raczej ku mniejszym transakcjom w kilku lokalizacjach tak, aby różne zespoły klientów miały pewnego rodzaju dowolność w wyborze miejsca, w którym będą pracować.

Retail

Największych zmian spodziewamy się w sektorze handlowym m.in. poprzez nadal wydłużający się konflikt na linii najemcy – właściciele centrów handlowych. Niemniej, już od pewnego czasu rynek ten przechodzi transformację z tradycyjnego miejsca do handlu w kierunku sklepów „pop-up” czy showroomów z rozbudowaną ofertą leisure i entertaiment. W nowej sytuacji nieco lepszą perspektywę w przypadku możliwych zmian właścicielskich spodziewamy się w segmencie parków handlowych niż samych centrów handlowych, które od kilku lat pozostają w orbicie zainteresowań inwestorów.

Zdecydowanie przed nami czas wielu wyzwań, w którym więcej niż dotychczas będą miały działy wycen, które do analiz będą musiały wprowadzić nowe scenariusze ryzyka, przez co sam proces otrzymania raportu wydłuży się i będzie wzbogacony o nowe dotychczas nie brane pod uwagę czynniki. Spodziewamy się, że jedną z istotnych postcovidowych zmiennych będzie jeszcze większa uwaga i sprawdzanie wiarygodność najemców, zwłaszcza teraz kiedy wielu dużych graczy zmagało się ze skutkami pandemii, a nowe podmioty zwłaszcza w sektorze magazynowym są często pod względem organizacyjnym na etapie start-upów. Niemniej sytuacja sprzyja też wielu okazjom, dlatego pod koniec roku lub na początku 2021 możemy spodziewać się wejścia dotychczas nie obecnego na naszym rynku kapitału zagranicznego.

Ryszard Gretkowski, wiceprezes zarządu 7R:

Pandemia przyspieszyła rozwój trendów obserwowanych już wcześniej i potwierdziła zapotrzebowanie rynku na konkretne produkty i rozwiązania przemysłowo-magazynowe. Gwałtowny wzrost transakcji e-commerce to dla nas dobry prognostyk. W tym obszarze zmiany dyktują sami konsumenci. Bez względu na scenariusz przebiegu pandemii w drugiej połowie 2020 roku, zapotrzebowanie na duże powierzchnie handlowe może wykazywać tendencje spadkowe, a na znaczeniu zyska logistyka ostatniej mili i magazyny miejskie typu 7R City Flex. Jeszcze bardziej liczyć się będą atrakcyjne lokalizacje magazynów, ułatwiające operatorom logistycznym rozwój łańcucha dostaw na terenie całej Polski. Elastyczność, projekty BTS i bliska współpraca z najemcami przy planowaniu budynku zgodnie z ich potrzebami będą kluczowymi czynnikami sukcesu dla firm deweloperskich adaptujących się do zmian nowej normalności.

Regionalizacja centrów dystrybucyjnych

Polska jest istotnym hubem logistycznym w Europie Środkowo-Wschodniej. Olbrzymie wyzwania i przeciążenie łańcucha dostaw w pierwszej połowie roku pokazały, że większa regionalizacja centrów dystrybucji jest ważnym elementem adaptacji do zmieniających się dynamicznie potrzeb rynku. Po zamknięciu granic lądowych i powietrznych okazało się, że nie możemy jak dotąd polegać na szybkim transporcie towarów z Chin, ale i rynków europejskich. Firmy e-commerce i operatorzy logistyczni będą w nadchodzącym czasie zagęszczać swoją sieć magazynów, także tych miejskich, aby mieć towar jeszcze bliżej odbiorcy docelowego i obsługiwać zamówienia jak najszybciej.

Ekomagazyny

Wzmożona aktywność na platformach e-commerce zwiększyła ruch w firmach logistycznych i kurierskich. Należy pamiętać, że wzrost popularności e-handlu to zwiększony ślad węglowy firm odpowiedzialnych za transport towarów. Najemcy logistyczni coraz częściej adresują potrzebę zastosowania zielonych rozwiązań w magazynach, które oferuje np. ekokoncepcja 7R Green, wprowadzona przez dewelopera z początkiem roku. To ważny krok na drodze niwelowania niekorzystnych zmian w środowisku naturalnym, a zielone praktyki powinny stać się standardem na rynku nieruchomości magazynowych.

Projekty specjalistyczne dla e-commerce

Wielu klientów zrobiło w pandemii zakupy w Internecie po raz pierwszy. Część z tych nowych użytkowników zostanie przy tej wygodnej formie. Zmiany w zachowaniach konsumenckich wymuszone, a właściwie przyspieszone, przez lockdown pozwalają prognozować, że branża retail zacznie ograniczać swoje powierzchnie handlowe na rzecz niewielkich showroomów, a większość sprzedaży będzie się opierać na e-commerce. To także zmiana dla rynku magazynowego. Będzie powstawać więcej obiektów dla branży e-commerce, a oznaczać to będzie mocny zwrot w kierunku projektów wysoko specjalistycznych, zautomatyzowanych, zrobotyzowanych, wyposażonych w antresole i przenośniki.

Krzysztof Cipiur, Director Capital Markets, Knight Frank:

Obserwujemy dużą presję ze strony inwestorów na ulokowanie kapitału. Niskie stopy procentowe oraz programy zwiększające płynność pieniądza na rynku napędzają popyt inwestycyjny. Zainteresowanie inwestorów skupia się obecnie wokół logistyki i biur w warszawskim CBD.

Spodziewamy się, że tegoroczne wakacje będą czasem transakcji pozarynkowych, tzw. off-market. Również apetyt inwestorów na logistykę nie maleje, a wręcz przeciwnie, tendencja z ostatnich lat się utrzymuje, dlatego pomimo pandemii wiele transakcji jest obecnie rozpoczynanych. Transakcje większego ryzyka, czyli te z segmentu core-plus i value-add pozostają w zawieszeniu i przewidujemy, że ta sytuacja utrzyma się w najbliższym czasie. Ważnym czynnikiem są ograniczenia w uzyskaniu finansowania bankowego z powodu konserwatywnej polityki banków.

Jeśli w tym roku nastąpi druga fala pandemii, czego następstwem będą kolejne obostrzenia także w przekraczaniu granic, może to dodatkowo ograniczyć przypływ pieniądza z Azji, ponieważ polityka i wewnętrzne regulacje funduszy inwestycyjnych np. z Korei Południowej wymagają ich osobistego przyjazdu i obejrzenia nieruchomości. Jest to istotne, ponieważ udział kapitału południowokoreańskiego w wolumenie transakcji z udziałem kapitału zagranicznego na rynku nieruchomości komercyjnych w Europie w 2019 roku wzrósł o 7% w stosunku do 2018 roku, z 3% na 10%. Największymi graczami na rynku nieruchomości komercyjnych pozostają jednak firmy z naszego regionu – Niemcy, Austria, Wielka Brytania i Francja, które często mają przedstawicieli w Polsce, co znacznie ułatwia i przyspiesza procesy decyzyjne.

Rafał Pomorski, CFO Globalworth Poland:

Pandemia koronawirusa ma bezprecedensowy wpływ na globalną gospodarkę i siłą rzeczy bardzo intensywnie oddziałuje na branżę, w której działamy. Sytuacja jest nadal bardzo zmienna i pewnie dlatego tak trudno jest stawiać krótkoterminowe, a tym bardziej długoterminowe prognozy. Cały czas pojawia się wiele znaków zapytania i różnego rodzaju obawy dotyczące przyszłości oraz tego jak dystans społeczny i model home office wpłyną chociażby na rynek biurowy. W tak dynamicznie zmieniających się warunkach rynkowych elastyczność oraz zdolność szybkiego dostosowania się są niezbędne, aby starać się dalej płynnie prowadzić działalność biznesową. W Globalworth postawiliśmy na przygotowanie i analizę kilku scenariuszy na podstawie których we właściwym czasie możemy wprowadzić odpowiednie działania w zależności od rozwoju sytuacji. Sytuacja monitorowana jest na bieżąco, a nasze zespoły praktycznie każdego tygodnia weryfikują i, jeśli trzeba, korygują założone scenariusze oraz powiązane z nimi działania. Zapewne wiele dojrzałych organizacji w drugiej połowie roku przyjmie podobne strategie, które skupiać się będą na chronieniu biznesu, aktywów i ograniczaniu ryzyka, a jednocześnie na poszukiwaniu szans stworzonych przez nowe uwarunkowania.

W Warszawie powstaje najwięcej biur w Europie Środkowo-Wschodniej

W 2020 roku aktywność rynkowa w regionie CEE w znacznym stopniu będzie wynikała z renegocjacji i przedłużeń niż nowych umów najmy czy transakcji typu pre-let – wynika z najnowszego raportu Colliers International pt. „exCEEding Borders Office Snapshot”, w którym firma podsumowuje kluczowe wyniki rynkowe za pierwszy kwartał 2020 roku dla 14 stolic Europy Środkowej i Wschodniej. Zauważalny jest także wzrost liczby oferowanych podnajmów, co wiąże się z częściowym zmniejszeniem zapotrzebowania na powierzchnię biurową. Można spodziewać się również, że umowy będą poddane dodatkowej weryfikacji przez wynajmujących, banki oraz inwestorów w celu zmniejszenia ryzyka spadku zrównoważonego dochodu.

Reakcje najemców

Najemcy dokonują obecnie weryfikacji swoich strategii w zakresie nieruchomości, co związane jest z popularyzacją pracy częściowo zdalnej. Poszukują też bardziej elastycznych lub hybrydowych rozwiązań, które pozwolą im rozwijać się i zawierać umowy w zależności od potrzeb. Stanowi to pewne wyzwanie dla rynku inwestycyjnego, ponieważ podobnie jak w przypadku wszystkich typów nieruchomości, wartość biurowców w dużej mierze jest uzależniona od poziomu najmu.

Z globalnych badań Colliers wynika, że większość pracowników chciałaby kontynuować pracę zdalną co najmniej 1 lub 2 razy w tygodniu po ustaniu pandemii COVID-19. Wiele firm w Europie Środkowo-Wschodniej rozważa hybrydowe połączenie pracy zdalnej i biurowej z wykorzystaniem oprogramowania do zarządzania projektami, komunikacji rozproszonych zespołów, a nawet zarządzania umiejętnościami w biznesie. Eksperci podkreślają, jak ważne jest, aby przetestować szereg scenariuszy w celu przywrócenia równowagi i dobrania odpowiedniego rozmiaru biura w momencie powrotu. Poradnik Colliers „Rebalance your Workplace Planner” pokazuje organizacjom, jak działać elastycznie i proaktywnie w obliczu nieznanych, zmiennych ekonomicznych i zdrowotnych.

Skutki kryzysu

Niektóre sektory biznesowe zostaną dotknięte przez kryzys bardziej, a inne mniej. Zmiany z pewnością nadejdą, ale tempo oraz globalny i niespotykany dotąd charakter pandemii sprawiają, że bardzo trudno na tę chwilę przewidzieć jej konkretne skutki.

Cały sektor biurowy znajduje się dziś pod silną presją. Większość wynajmujących i najemców prowadzi otwarte negocjacje, aby poradzić sobie w tych trudnych czasach. Najbardziej powszechną praktyką w całym regionie CEE jest odraczanie czynszów i dodatkowe zachęty. W zamian za te ustępstwa umowy najmu są zazwyczaj przedłużane o określony czas.

Spowolnienie dotknęło również rynek inwestycyjny. W dużej mierze wynikało to z ograniczeń podróżowania i miało wpływ na zatrzymanie lub na czasowe wstrzymanie procesów kupna-sprzedaży. W związku z ponownym otwarciem granic eksperci przewidują, że w drugiej połowie roku liczba transakcji zwiększy się.

Rynek biurowy w stolicach regionu CEE – pierwszy kwartał 2020 r.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w 14 stolicach Europy Środkowo-Wschodniej na koniec I kwartału 2020 r. wyniosły prawie 26,4 mln mkw. W pierwszych miesiącach roku deweloperzy oddali do użytku ponad 288 mln mkw. Największymi zasobami nowoczesnej powierzchni biurowej w regionie może pochwalić się Warszawa (5,6 mln mkw.), Budapeszt (3,7 mln mkw.) i Praga (3,7 mln mkw.). Silny wzrost nowej podaży w I kwartale 2020 r. odnotowano w Bukareszcie (78 tys. mkw.), następnie w Belgradzie (48 tys. mkw.) i Budapeszcie (45 tys. mkw.). Rekordowa ilość nowoczesnej powierzchni biurowej w budowie na koniec I kwartału 2020 r. znajdowała się w Warszawie (792,9 tys. mkw.), Budapeszcie (582 tys. mkw.) i Bukareszcie (380 tys. mkw.). Wzrost popytu w porównaniu do 2019 roku odnotowały tylko Ryga i Bratysława. Spadła aktywność na rynku najmu w Warszawie, Pradze, Kijowie, Tiranie i Bukareszcie.

– Pandemia COVID-19 niewątpliwie wpłynęła na rynek biurowy w Polsce. Sytuacja na świecie jest niepewna i zmienia się każdego dnia, dlatego w wielu firmach procesy decyzyjne wydłużają się. Jednak ci najemcy, którym właśnie kończą się umowy najmu, są zmuszeni do dokonania pewnych kroków, dlatego też wiele transakcji nadal trwa. W tym i następnym roku z pewnością możemy spodziewać się wzrostu liczby renegocjacji, które do tej pory stanowiły tylko 33% umów najmu w Polsce. Ze względu na obecną sytuację, najemcy koncentrują się głównie na optymalizacji kosztów i postrzegają relokacje jedynie przez pryzmat potencjalnych oszczędności. Pandemia z pewnością przyczyniła się do zmiany podejścia do pracy zdalnej. Z ankiet przeprowadzonych przez Colliers wynika, że większość osób chciałaby pracować z domu 1-2 dni w tygodniu po zakończeniu pandemii. Wielu z nich nie wyobraża sobie jednak pracy bez bezpośredniej interakcji ze współpracownikami – podczas spotkań lub rozmów przy kawie. W efekcie zmianie ulegnie funkcja biura – stanie się ono miejscem kreatywnym, w którym pracownicy będą spotykać się, aby wymieniać doświadczenia. Spodziewamy się również wzrostu zainteresowania hybrydowymi modelami najmu – powierzchnie wynajmowane na tradycyjne biuro będą uzupełniane o powierzchnie typu coworking/flex w zależności od aktualnych potrzeb organizacji. Na pomoc w zarządzaniu biurem w trakcie i po pandemii przyjdzie także technologia – systemy do rezerwacji biurek, miejsc parkingowych itd. – mówi Paweł Skałba, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Colliers International.

Arval rusza z wynajmem rowerów dla firm

Arval Service Lease Polska, lider na rynku wynajmu długoterminowego pojazdów z pełną obsługą (tzw. car fleet management), rusza z ofertą wynajmu rowerów, w tym także elektrycznych i jednocześnie definiuje nowy sektor mobilności – bike fleet management. Umowa wynajmu zapewnia finansowanie roweru, ubezpieczenie od kradzieży, OC, NNW, a także serwis i pakiet sezonowych przeglądów. To pierwsza tego typu oferta na rynku przygotowana przez firmę na co dzień zajmującą się wynajmem pojazdów. Jest skierowana do klientów, którzy już korzystają z usług Arval.

Rowery oferowane przez Arval są dostępne od ręki. Zależnie od klasy i rodzaju jednośladu cena za wynajem wynosi od 2,4 zł do 6 zł za dzień (ceny netto). Arval proponuje umowę na 36 miesięcy, obejmującą dodatkowo ubezpieczenie od kradzieży, OC, NNW oraz serwis i pakiet przeglądów. Każdy pojazd dostarczany jest z zabezpieczeniem antykradzieżowym. Firmy decydujące się na wynajem rowerów dla swoich pracowników mogą również zamówić usługi dodatkowe, takie jak assistance 24/7, door-to-door czy też przechowywanie rowerów w sezonie zimowym. Arval może zapewnić również parkingi rowerowe oraz firmowe mini stacje serwisowe, gdzie użytkownicy mogą np. dopompować koła. Umowę wynajmu rowerów zawierać mogą firmy, które już korzystają z usług Arval, a po zakończonym okresie wynajmu, jednoślady mogą zostać wykupione przez pracowników, którzy z nich korzystali.

Wynajem rowerów, w tym rowerów elektrycznych jest kolejnym elementem pakietu usług Arval pod nazwą „The Journey Goes On”, który pozwala na zapewnienie przedsiębiorstwom mobilności w czasie powrotu do normalności po okresie „społecznej kwarantanny”. – Firmy poszukują obecnie różnych sposobów na zapewnienie pracownikom bezpiecznego dojazdu do pracy, by ograniczać zbędne kontakty i unikać komunikacji zbiorowej. Oprócz elastycznych form wynajmu samochodów na krótki i średni okres wprowadziliśmy możliwość wynajmu jednośladów. W ten sposób otwieramy nowy sektor mobilności –  bike fleet management – mówi Robert Antczak, dyrektor generalny Arval Service Lease Polska. To pierwsza tego typu oferta na polskim rynku rozwijana przez firmę z branży wynajmu długoterminowego pojazdów, z pełną obsługą.

– Rowery elektryczne pozwalają na komfortowe dojazdy do pracy nawet z odległości kilkunastu kilometrów prawie przez cały rok. Sezon rowerowy w Polsce jest coraz dłuższy, bo mamy coraz cieplejsze zimy. W dużych miastach do pracy rowerem można dojechać szybciej niż samochodem, wliczając czas potrzebny na parkowanie. Poza tym to sposób na spędzenie kilkudziesięciu minut dziennie w aktywny i zdrowy sposób – mówi Rafał Tarnacki, product & innovations manager w Arval Service Lease Polska.

W ofercie wynajmu rowerów od Arval dostępne są obecnie cztery różne modele:

  • elektryczny Kross Trans Hybrid 2.0 – w cenie 6 zł netto za dzień (180 zł netto za miesiąc)
  • tradycyjny Kross Trans 4.0 w – cenie 2,60 zł netto za dzień (78 zł netto za miesiąc)
  • elektryczny Romet eGazela w cenie 4,60 zł netto za dzień (138 zł netto za miesiąc)
  • tradycyjny Romet Gazela w cenie 2,40 zł netto za dzień (72 zł netto za miesiąc)

Gama rowerów na wynajem w ofercie Arval będzie sukcesywnie rozszerzana.

W centrum uwagi dane z USA i europejskie spotkania na szczycie

W najbliższych dniach warte uwagi będą głównie informacje opisujące stan walki z pandemią w Stanach Zjednoczonych oraz dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA.

W ostatnich dniach docierały do nas dwa strumienie informacji. Pierwszy, pozytywny – z globalnej gospodarki m.in. w postaci danych o aktywności biznesowej i bezrobociu po obu stronach Atlantyku – daje nadzieję na to, że poprawa sytuacji w drugiej części roku może być szybsza, niż się spodziewano. Drugi, w postaci wzrostu liczby dziennych zakażeń koronawirusem na poziomie globalnym i w USA, zwraca uwagę, że obawy w kontekście pandemii wciąż pozostają żywe.

Te dwa główne motywy ścierały się i balansowały wzajemnie w zeszłym tygodniu. Sama zmienność na rynku walutowym w obliczu tej „równowagi” nie była zbyt duża – spora część aktywów nie wykazywała jasnego, kierunkowego trendu. Opisywane poniżej waluty (z wyjątkiem funta brytyjskiego) w parze z euro zakończyły tydzień w niewielkiej odległości od poziomu na jakim go rozpoczęły.

PLN

Para EUR/PLN w ubiegłym tygodniu nie wybiła się poza widełki 4,41-4,48, w których utrzymuje się od około miesiąca, przez większość czasu kontynuując spokojny handel.

W tym okresie poznaliśmy dwie istotne publikacje z polskiej gospodarki: odczyt inflacji CPI oraz indeksu PMI w czerwcu. Inflacja konsumencka niespodziewanie odbiła, osiągając poziom 3,3% i podążając w tym samym kierunku co inflacja w strefie euro. Indeks PMI również pokazał odbicie, podobne do tego, jakie obserwowaliśmy w niemal całej Europie, aczkolwiek wskaźnik ten cały czas pozostaje poniżej poziomu 50 punktów.

Najbliższe dni nie przyniosą istotnych publikacji ekonomicznych z Polski. Uwagę inwestorów może przykuć za to druga tura wyborów prezydenckich, która odbędzie się w niedzielę. Utrzymanie prezydentury przez Andrzeja Dudę prawdopodobnie w istotny sposób nie wpłynęłoby na rynek walutowy.

Naszym zdaniem zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego miałoby większy potencjał wywołania zmienności, niemniej trudno jednoznacznie określić kierunek tych zmian. Zmiana na fotelu prezydenta oznaczałaby zmianę status quo, czego rynki z zasady nie lubią. Jednocześnie ten kandydat wydaje się być bardziej proeuropejski, przez co jego wygrana mogłaby zostać odebrana pozytywnie przez inwestorów. Nawet w przypadku zrealizowania się tego scenariusza, nie oczekujemy jednak bardzo dużych ruchów na parze EUR/PLN.

EUR

Dane napływające z gospodarki strefy euro w dalszym ciągu wypadają lepiej od oczekiwań. Zbiorczy indeks PMI opisujący aktywność biznesową we wspólnym bloku w czerwcu (po rewizji) znalazł się na poziomie 48,5 pkt. Poziom poniżej 50 pkt w przeszłości był zbieżny z recesją, jednak jest prawdopodobne, że ogromne wahania jakie obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach sprawiły, że bezwzględne poziomy odczytów aktywności biznesowej dostarczają obecnie mniej przydatnych informacji. W naszej ocenie, aby uzyskać bardziej wiarygodny obraz sytuacji po otwarciu gospodarek, będziemy musieli zaczekać na dane o produkcji i sprzedaży w czerwcu.

Niemiecki parlament wsparł EBC w sporze z sędziami niemieckiego sądu konstytucyjnego, co sprzyjało dalszemu spadkowi spreadów obligacji peryferyjnych krajów strefy euro. Seria spotkań politycznych na wysokim szczeblu (Eurogrupa i ECOFIN) w tym tygodniu może wesprzeć optymizm, w kontekście czego widzimy możliwość umocnienia euro w relacji do głównych walut.

USD

Miesięczny raport z amerykańskiego rynku pracy ponownie zaskoczył in plus. Czerwcowe dane pokazały wzrost zatrudnienia w sektorach pozarolniczych o 4,8 mln, podczas gdy odczyt za maj został zaktualizowany w górę, do 2,7 mln. Stopa bezrobocia spadła z kolei do 11,1% w czerwcu z 13,3% w poprzednim miesiącu. Optymizm w kontekście publikacji ogranicza fakt, że ankiety, na podstawie których opracowywane są dane, przeprowadzane były w okolicy połowy miesiąca, w związku z czym nie odzwierciedlały wzrostu liczby zakażeń i wyhamowania czy odwrócenia procesu otwierania gospodarki w części stanów pod koniec miesiąca.

Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA (2017-2020)

Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 06/07/20

Do tej pory nie obserwowaliśmy silnej reakcji amerykańskiej waluty na niekorzystne zmiany na froncie walki z pandemią w USA. Wzajemna zależność między podwójną rolą dolara jako waluty safe haven i wskaźnika kondycji amerykańskiej gospodarki z pewnością zdominuje handel przy wejściu w letnie miesiące.

GBP

Optymizm w kontekście stopniowego łagodzenia obostrzeń w Wielkiej Brytanii w ubiegłym tygodniu przeważał nad obawami związanymi z Brexitem, wspierając brytyjską walutę. Funt zakończył tydzień jako jedna z najlepiej radzących sobie głównych walut.

Biorąc pod uwagę, że kalendarz ekonomiczny dla Wielkiej Brytanii w tym tygodniu nie obfituje w istotne informacje, spodziewamy się, że szterling raczej nie będzie poddany większym wahaniom. Sądzimy jednak, że w średnim terminie waluta będzie radzić sobie dobrze, wraz z tym, jak gospodarka Wielkiej Brytanii będzie kontynuowała powrót do normalności, a inwestorzy nabiorą przekonania, że lokalne lockdowny nie będą miały istotnego negatywnego wpływu na ożywienie gospodarcze. Do tej pory dane z gospodarki, szczególnie indeksy PMI oraz dane dot. sprzedaży detalicznej były zachęcające. Spodziewamy się, że pozytywny trend w danych w kolejnych tygodniach zostanie utrzymany.

CHF

Frank szwajcarski zakończył ubiegły tydzień na niemal niezmienionym poziomie w parze z euro. Po początkowym wzroście para EUR/CHF oddała zyski i ustabilizowała się nieco powyżej poziomu 1,06.

Wygląda na to, że Szwajcarski Bank Narodowy kontynuuje swoje działania zmierzające do ograniczenia siły franka – dane SNB pokazały, że w ubiegłym tygodniu doszło do największego wzrostu wartości depozytów na żądanie od maja.

Ostatnie wieści ze Szwajcarii były w większości negatywne. Większość najbardziej bieżących danych z gospodarki okazała się znacznie gorsza od oczekiwań, z czego najbardziej rozczarował wskaźnik wyprzedzający KOF oraz indeks PMI dla przemysłu. Sporym zaskoczeniem był lekki spadek tego ostatniego w relacji do poziomu sprzed miesiąca. Kontrastuje to z silnym odbiciem indeksów aktywności biznesowej w innych europejskich krajach. W tym miejscu należy jednak zwrócić uwagę, że poprawa czasu dostaw działała przeciwko wzrostowi indeksu, w pewnym stopniu zaburzając obraz sytuacji. Jednocześnie indeks opisujący aktywność w usługach istotnie wzrósł, osiągając poziom 49,1 pkt, co jest pozytywną informacją biorąc pod uwagę, że sektor ma kluczowe znaczenie dla gospodarki Szwajcarii.

Kalendarz ekonomiczny dla Szwajcarii w tym tygodniu jest w większości pusty. W środę poznamy jedynie dane o bezrobociu w czerwcu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Czy poker online ma przyszłość? Nawet po COVID-19 prognozy są ostrożnie optymistyczne

0

Oprócz relatywnie wąskiej grupy zdeklarowanych fanów z pewnością niewiele osób ekscytuje się pokerem w ogóle, a pokerem online w szczególności. Tymczasem jest to sektor, którego obroty sięgają miliardów dolarów. Branża już od kilku lat podlegała wprawdzie pewnym turbulencjom, jako że wojnę pokerowi w dotychczasowym kształcie wydały USA, a obecnie epidemia koronowirusa odcisnęła – podobnie jak na wielu branżach – swoje negatywne piętno. Jednak szeroko rozumiany przemysł iGamming, w tym gry hazardowe, odnotowują systematyczne zyski (wartość netto szacowana na 138,7 mld USD w 2018 r. i 152,1 mld USD w 2019 r.). Duża w tym zasługa Izraela, który jest uznawany za światowego lidera w dziedzinie innowacji, a jego firmy i przedsiębiorcy odgrywają ogromną rolę w sektorze gier online. To Isai Scheinberg, izraelsko-kanadyjski założyciel PokerStars, witryny pokera online, sprawił, iż zainteresowały się nim miliony ludzi na całym świecie.

Isai Scheinberg przed sądem USA, czyli koniec pewnej pokerowej epoki

Niewiele wydarzeń z pokerem w tle przykuwało uwagę opinii publicznej. Wydaje się, iż w skali globalnej można mówić o trzech takich przypadkach. Pierwszym z nich było rozpropagowane w 2003 r. zwycięstwo 27-letniego Chrisa Moneymaker`a w turnieju World Series of Poker z wygraną 2,5 mln USD. Transmisja turnieju i zwycięstwo Moneymaker`a były ekscytujące niczym wielkie wydarzenie sportowe. Wprawdzie kanały telewizyjne już w 2002 r. zaczęły popularyzować pokera online, umieszczając kamery bezpośrednio przy stołach gier, ale dopiero wygrana Moneymakera wywołała boom pokerowy w Stanach Zjednoczonych. Miliony Amerykanów rzuciły się do internetu, aby spróbować swoich sił. Poker na dobre zagościł w telewizji.

Drugim wydarzeniem, które co prawda spopularyzowało pokera, ale jednocześnie zadało mu poważny cios, był tzw. czarny piątek (Black Friday) 15 kwietnia 2011 r., kiedy to władze federalne USA zamknęły największe witryny pokerowe z PokerStars, Full Tilt i Absolute Poker, a 11 prominentnym osobom z branży postawiono zarzuty nielegalnego hazardu, prania brudnych pieniędzy i oszustw bankowych.

Wreszcie trzecie wydarzenie miało miejsce w styczniu bieżącego roku, kiedy to „guru” pokera, twórca najbardziej znanej witryny PokerStars, Isai Scheinberg dobrowolnie oddał się w ręce wymiaru sprawiedliwości USA, a w marcu został uznany za winnego i aktualnie oczekuje na wyrok w areszcie domowym. Jego dobrowolny przylot do Nowego Jorku uważany jest za koniec pewnej pokerowej epoki, kres pokera na wysokim poziomie z obrotami rzędu kilku miliardów dolarów. Czy tak istotnie będzie? Zanim odpowiemy na to pytanie, warto więcej uwagi poświęcić osobie Isai Scheinberga i jego PokerStars.

73-letni obecnie Scheinberg dorastał na Litwie. Uzyskał tytuł magistra matematyki na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym, a następnie uciekł z ZSRR do Izraela. Tam walczył w wojnie Jom Kippur w 1973 r. i pracował w IBM. Ostatecznie przeniósł się do Kanady, gdzie jako utalentowany programista komputerowy odegrał kluczową rolę w opracowaniu uniwersalnego standardu obliczeniowego Unicode, który pozwala komputerom na przetwarzanie różnych języków świata. Jako miłośnik pokera w 2000 r. założył firmę PYR Software w Toronto, która opracowała oprogramowanie dla internetowych firm pokerowych. W 2001 r. wraz z synem Markiem założył własną firmę PokerStars, zarejestrowaną początkowo w Kostaryce.

Oprogramowanie Scheinberga było wyjątkowe, ponieważ umożliwiało grę w turniejach online. PokerStars oferował także tradycyjne stoły do pokera online, pobierając prowizję za obsługę gier. Jednak to dzięki turniejom witryna stała się hitem wśród graczy. Firma szybko stała się drugą co do wielkości w branży, za PartyGaming z siedzibą w Gibraltarze, która zdominowała największy na świecie rynek pokera online w Stanach Zjednoczonych. W 2006 r. organizowała miliony turniejów online. Zaledwie pięć lat po uruchomieniu PokerStars było już warte około 2 mld USD.

Dążenia PokerStars do upublicznienia i wejścia na Wall Street zostały udaremnione pod koniec 2006 r., kiedy to Stany Zjednoczone przyjęły ustawę o nielegalnym egzekwowaniu zasad hazardu internetowego (UIGEA). Jej przepisy zakazywały firmom hazardowym dokonywania płatności w krajach, które nie aprobowały hazardu online. Formalnie nie zakazano pokera online, ale UIGEA znacznie utrudniło przyjmowanie depozytów przez strony. Nowe rozwiązanie stało się błogosławieństwem dla PokerStars, ponieważ jej rywal opuścił rynek amerykański. Scheinberg zdecydował się pozostać w USA i skorzystać z szeroko otwartego rynku. Firma stała się największą witryną pokerową na świecie. Kolejne lata upłynęły pod znakiem szybkiego wzrostu i rekordów popularności. Do 2010 r. firma generowała około 500 mln USD zysków rocznie przy 1,4 mld USD przychodów.

Amerykańskie problemy pokera online

Amerykański Departament Sprawiedliwości nigdy nie zalegalizował zagranicznych firm pokerowych działających w USA, przyjmując oficjalnie stanowisko, że poker online narusza ustawę Wire Act z 1961 r. Mimo tego PokerStars, PartyGaming czy Full Tilt Poker nadal serowały gry, reklamowały się w telewizji, promowały i sponsorowały najbardziej znanych pokerzystów. Wydawało się, że rząd USA przymyka oko na ten biznes.

Internetowe firmy pokerowe uspokajały, że Wire Act, odnosząc się tylko do „zakładów na dowolne wydarzenie sportowe lub zawody”, nie dotyczy pokera. Inne prawo federalne, Illegal Gambling Business Act (IGBA), nie miało zastosowania do pokera, ponieważ była to gra zręcznościowa, a nie hazardowa. Taką opinię prawną najlepszych kancelarii uzyskali przedstawiciele PokerStars. W 2005 r. firma przeniosła swoją siedzibę na Wyspę Man.

Sielanka skończyła się w 2011 r. W ów czarny piątek federalni prokuratorzy postawili Scheinberga i 10 innych osób w stan oskarżenia, zamknęli amerykańską stronę PokerStars i jej głównego rywala Full Tilt Poker. Wszyscy poza Scheinbergiem przyznali się do winy i otrzymali stosunkowo łagodne wyroki. Federalna akcja uczyniła z Scheinberga bohatera ludowego wśród entuzjastów pokera online. Kiedy upadł Full Tilt Poker i nie był w stanie zwrócić 330 mln USD depozytów graczy, prokuratorzy zawarli z Scheinbergiem umowę, w wyniku której PokerStars nabyło Full Tilt i spłaciło jego amerykańskich klientów, a on sam formalnie przestał być szefem witryny.

W istocie jednak prokuratorzy federalni nigdy nie zrezygnowali ze ścigania Scheinberga. Jego syn Mark Scheinberg sprzedał PokerStars za 4,9 mld USD w 2014 r. firmie Amaya Inc. notowanej na giełdzie. Nowy właściciel przewidywał przekształcenie PokerStars w giganta hazardu online, który oferowałby gry kasynowe i zakłady sportowe wraz z pokerem.

Ogromne sumy pieniędzy sprawiły, że przemysł pozostawał na celowniku Departamentu Sprawiedliwości, zwłaszcza prokuratorów na Manhattanie. Prawnicy rządowi celowali w słabe punkty w przepływie pokerowych pieniędzy przez system finansowy USA. Większość banków i wystawców kart kredytowych nie była skłonna przetwarzać płatności pokera online, więc PokerStars i Full Tilt musiały polegać na małych firmach, które niekiedy były podejrzane i drogie. W latach 2009-2010 władze federalne przejęły aktywa dziesiątek firm przetwarzających transakcje pokera online w USA, oskarżając je lub zakazując działalności.

Z pozoru wybór Donalda Trumpa na urząd prezydenta USA wydawał się korzystny dla hazardu online. Sam działał w branży kasyn, założył nawet spółkę joint venture z hazardem internetowym. Pozytywnie wypowiadał się na temat jego pełnej legalizacji. Jednak gdy objął urząd prezydenta, jego administracja poszła w przeciwnym kierunku. Departament Sprawiedliwości po raz kolejny zmienił opinię na temat ustawy Wire Act, utrzymując, że dotyczy ona szeroko pojętego hazardu online i pokera.

Federalni prokuratorzy mogli więc na poważnie zająć się Scheinbergiem i jego ekstradycją. Prawdziwym problemem stały się zarzuty, że naruszył ustawę o grach hazardowych. Nie dotyczyły natomiast kwestii przepływów pieniędzy. Prawo IGBA jest dziś bardziej klarowne z powodu orzeczenia Sądu Apelacyjnego na Manhattanie w 2013 r., który stwierdził, że oferowanie pokera w stanie, w którym gra jest nielegalna, narusza prawo federalne, bez względu na to, czy poker jest grą zręcznościową, czy nie.

Oddanie się Scheinberga w styczniu 2020 r. w ręce wymiaru sprawiedliwości USA oznacza koniec jednej z najdzikszych sag w historii internetu, kiedy to zagraniczne firmy o wątpliwej proweniencji zgarniały setki milionów opłat od amerykańskich graczy marzących o statusie gwiazd pokera. Winy Scheinberga mogą skutkować wyrokiem do pięciu lat więzienia, choć jest mało prawdopodobne, że trafi za kraty. Pozostaje w areszcie domowym, w rzeczywistości niewiele bardziej surowym niż kwarantanna, która dotyka obecnie milionów mieszkańców Nowego Jorku.

Jaka jest przyszłość pokera online?

To pytanie należy stawiać nie tylko w kontekście skazania Isai Scheinberga, „pokerowej polityki” USA, ale też w obliczu epidemii COVID-19, która poważnie wstrząsnęła branżą. Zacznijmy od kondycji PokerStars. Firma od lat spada w rankingach. Wprawdzie wciąż przyciąga 6 100 graczy gotówkowych na godzinę, ale zaledwie kilka lat temu przyciągała ponad 20 000 graczy i miażdżyła wszystkie inne strony www. Czy spadek będzie kontynuowany?

Internetowy przemysł pokerowy systematycznie traci od czasu czarnego piątku w 2011 r., zaś wielkie firmy uznają konieczność hazardowej dywersyfikacji. Amaya, spółka macierzysta PokerStars, przekształcona następnie w The Stars Group, miała właśnie taką wizję, wchodząc w różne gałęzie hazardu, wzmacniając swoje kasyna i zakłady sportowe.

PokerStars nadal zajmuje czołowe miejsce w branży pokera online, ale z powodu upadku całego sektora pozostanie tylko jednym z wyborów dla graczy. Będzie to dalekie od czasów, gdy był największą i najbardziej dostępną witryną pokerową.

Optymizmem powinien napawać fakt, iż – jak już wspomnieliśmy – izraelskie firmy i przedsiębiorcy przejmują przemysł iGaming. Najlepsze witryny kasyn, w krajach takich jak Kanada i Wielka Brytania, a nawet Afryka Południowa, zależą od rozwoju izraelskiego przemysłu gier. Pomimo dość ostrych restrykcji prawnych w samym Izraelu nadal pozostaje on przystanią dla najlepszych firm iGaming i zapewnia zatrudnienie projektantom, programistom oraz pokrewnym specjalistom IT. Ma wysokorozwiniętą gospodarkę zapewniającą wyższy standard życia w porównaniu z wieloma innymi krajami zachodnimi, dużą liczbę utalentowanych i wysoce zmotywowanych specjalistów. Przemysł iGaming w Izraelu działa na różnych poziomach, niezależnie od tego, czy zakłada się firmę w kraju, czy prowadzi działalność poza nim. Niektóre spółki są wspierane przez rząd, co ułatwia im inwestycje w zasoby i narzędzia iGamingu.

Specjaliści utrzymują, iż w Stanach Zjednoczonych niebawem zmieni się nastawienie do gier hazardowych. Wprawdzie po czarnym piątku wiele osób przewidywało, iż będzie to śmierć amerykańskiego pokera online, ale – jak to zwykle bywa – byli tacy, którzy podjęli nowe wyzwanie. Problemem władz amerykańskich zdaje się nie być hazard jako taki, ale rozliczenia i przepływy pieniędzy, które chcą kontrolować, co udowodniły przy wielu innych okazjach, choćby przy wprowadzaniu prawa FATCA (ang. Foreign Account Tax Compliance Act – ustawa federalna uchwalona w 2010 r., wdrożona 1 lipcu 2014 r., która wymaga od zagranicznych instytucji finansowych identyfikacji amerykańskich klientów i przekazywania informacji o ich rachunkach finansowych).

Prawdą jest, iż ekspansja iGamingu w Stanach Zjednoczonych została zastopowana. Żaden stan nie uchwalił ustawy, która legalizowała gry kasynowe lub pokera online, nie mówiąc już o uruchomieniu witryny pokerowej. Jednak dzięki wykładni Departamentu Sprawiedliwości z 2011 r. poszczególne stany otrzymały zielone światło do samodzielnego podejmowania takich decyzji, bez obawy, że pogwałcą wciąż niejasne federalne przepisy o hazardzie. Chociaż istnieje jakaś forma hazardu w 48 z 50 stanów (z wyłączeniem Utah i Hawajów), legalizacja pokera online z pewnością wydaje się logiczna i nieunikniona.

COVID-19, uderzając boleśnie w branżę hazardową, zwłaszcza kasyna, paradoksalnie wydobył jej nowe możliwości rozwojowe. Jednym z jego interesujących efektów ubocznych w pokerze jest to, że wykreował ogromny rynek ludzi, którzy chcą grać w prywatnego pokera online z przyjaciółmi. Poker online zaczyna przeżywać boom w czasach pandemii, a efektem staje się rozwój tzw. Home Games online. Wielu operatorów zaczęło oferować funkcję hostowania prywatnych gier ze znajomymi, a PokerStars ma taką funkcję od prawie dekady. Na rynku ujawniła się luka, która wprawdzie istniała, ale była ignorowana. Chodzi tu o grupy starszych graczy, stałych bywalców pubów, studentów, a także graczy domowych. Kiedy powróci normalność post-pandemiczna, pozostanie dojrzały rynek domowych gier pokerowych, do którego operatorzy winni dostosowywać swoje oferty. Zyskać mogą ci, którzy zaoferują domowe gry z kamerą internetową. Wszystko wskazuje więc na to, że świat pokera online może się znacznie poszerzyć.

Jeśli chodzi o przyszłość kasyn, to zdaniem ekspertów nastąpią tu również znaczące zmiany wymuszone doświadczeniami z czasów epidemia koronawirusa. Zapewne zostaną wprowadzone tzw. maksima stołowe. Dotychczas menadżerowie pokerowi starali się „upchnąć” jak najwięcej osób przy jednym stole, zwłaszcza w turniejach. Po COVID-19 to się jednak zmieni, niezależnie od tego, czy poker roomom się to spodoba, czy nie. Między stolikami będzie więcej miejsca, aby gracze nie pozostawali w zbyt bliskim kontakcie. Zmieni się również liczba osób przy stole. Zamiast stołów z dziewięcioma lub dziesięcioma graczami (czy to w grach gotówkowych, czy turniejach) pokoje pokerowe najprawdopodobniej uczynią normą stoły ośmioosobowe. Oczywiście więcej uwagi kasyna będą przywiązywały do czystości, bowiem w przeszłości poker roomy niekoniecznie były jej bastionem. Zapewne zmienią się godziny pracy kasyn, niezbędne będą też przerwy itp. Niektóre kasyna z powyższych względów mogą zostać zamknięte, zaś małe powierzchniowo poker roomy okażą się nieopłacalne.

Reasumując, dla pokera, zwłaszcza pokera online, nadchodzi całkowicie nowa rzeczywistość, w której nie wszystkie firmy i gracze będą w stanie się odnaleźć i wyjść z niej obronną ręką. Nie musi to bynajmniej oznaczać rzeczywistość gorszą, ale z pewnością diametralnie inną.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski

Ceny nieruchomości pod lupą

0

Od kilku miesięcy śledzę różnorodne prognozy dotyczące cen nieruchomości. Jedną z ostatnich jest szeroko publikowany w mediach raport Emmerson Evaluation, zgodnie z którym do końca 2022 roku powinniśmy spodziewać się postępujących spadków cen mieszkań. Spadków wyjątkowo dużych, rzędu aż 15-20% w porównaniu do hossy z przełomu 2019/2020. Taki scenariusz budzi nadzieje wśród części kupujących, ale nie spodziewam się jego realizacji.

ceny nieruchomosci

Kluczem do zrozumienia trendów cen nieruchomości na rynku, jest dostrzeżenie korelacji pomiędzy ich wysokością a średnimi wynagrodzeniami w kraju. Na podstawie danych NBP i GUS możemy stwierdzić, że w Polsce w ostatnich 5 latach stosunek ten wynosił blisko 95%. W ciągu najbliższych 2 lat oczekiwany jest spadek tempa wzrostu wynagrodzeń do 3-4% rocznie. Oznacza to, że na koniec 2022 roku średnia pensja brutto w polskim sektorze przedsiębiorstw wyniesie 6000 zł brutto. Tymczasem, mimo rosnących pensji, eksperci Emmerson Evaluation oczekują aż 15-20% spadku cen nieruchomości. Spełnienie takiej prognozy oznaczałoby zmianę poziomu korelacji Pearsona (określającego relację wynagrodzeń do cen) z 95% do – 98%! Jest to więc scenariusz skrajnie mało prawdopodobny.

W raporcie podnoszony jest także argument, że „liczba osób mogąca pozwolić sobie na zakupy gotówkowe jest ograniczona”. Oczywiście, jest to założenie całkowicie poprawne, bo w zasadzie wszystkie zasoby w ekonomii są ograniczone. Warto jednak dodać, że grupa osób, które stać na kupno mieszkania za gotówkę liczy aż ok. 250 tys. (jeśli koszt to 250 tys. zł) lub 100 tys. (jeśli koszt to 500 tys. zł). Oznacza to potencjalny popyt w wysokości ok. 50 mld zł, który w dobie niskich stóp procentowych na lokatach, może zostać łatwo i szybko przeniesiony na rynek nieruchomości. Dla lepszego zobrazowania – w ciągu roku buduje się w Polsce ok. 200 tys. mieszkań.

Na polskim rynku nieruchomości bardzo prawdopodobny jest za to scenariusz, który jest już od lat realizowany na Węgrzech. Niskie stopy procentowe obowiązujące obecnie w naszym kraju będą stanowiły bardzo silny bodziec wspierający popyt na rynku nieruchomości. Obniżka stóp sprawiła, że rata modelowego kredytu hipotecznego (300 tys. zł, 30 lat) spadła z ok. 1400 zł do ok. 1200 zł.

Z drugiej strony, banki w ostatnich miesiącach bardzo zaostrzyły procedury kredytowe, wymagając wyższego niż dotychczas wkładu własnego, obniżając zdolność kredytową, odmawiając udzielenia kredytów osobom pracującym w wybranych gałęziach gospodarki. W tym momencie mamy więc dwie znoszące się siły – tani kredyt i zaostrzone wymogi jego udzielania. Wiele wskazuje jednak na to, że po tej stanowczej interwencji banków, z biegiem czasu będą one łagodzić warunki kredytowania (pierwsze oznaki tego trendu pokazuje już majowy raport Związku Banków Polskich). Dzięki temu warunki finansowania w najbliższych kwartałach staną się przystępniejsze niż przed epidemią.

Prognozy dotyczące przyszłości polskiego rynku po pojawieniu się koronawirusa, dobrze konfrontować z danymi nie tylko z naszego kraju, ale też z innych państw, których gospodarki zmierzyły się z epidemią. W maju ceny nieruchomości w Chinach rosły w tempie 4,9% (liczone rok do roku). Choć to najniższy wynik od ponad dwóch lat, to o żadnych spadkach cen nie ma tam mowy. Jak donosi agencja prasowa Bloomberg, sprzedaż nieruchomości w Wielkiej Brytanii właśnie wróciła do poziomu sprzed koronawirusa.

Biorąc pod uwagę niski koszt kredytowania, brak alternatyw inwestycyjnych, analogie z innych państw, jak Chiny czy Wielka Brytania, prognozy dla zmian wynagrodzeń w Polsce oraz historyczne korelacje między cenami nieruchomości a poziomem płac, możemy zarysować dwie prognozy. Po pierwsze, w 2020 roku ceny nieruchomości najprawdopodobniej pozostaną stabilne. W grudniu za 1 m2 mieszkania w największych polskich miastach będziemy płacili mniej więcej tyle samo, co obecnie. Po drugie, w latach 2021-2022 rynek powróci do wzrostów. Spodziewam się, że nieruchomości będą drożeć w tempie ok. 6% w skali roku, a w grudniu 2022 roku cena 1 m2 w będzie o ok. 13% wyższa niż obecnie.

Wśród ekspertów często pojawiają się też prognozy zwiastujące wyprzedaże na rynku wtórnym. Powodem jest m.in. zdecydowane ograniczenie najmu krótkoterminowego w ostatnich miesiącach. Właściciele tego typu lokali mogą zmienić rodzaj działalności na najem długoterminowy lub sprzedać inwestycję. Druga opcja, jeśli nie mamy przysłowiowego „noża na gardle” jest jednak nieopłacalnym rozwiązaniem. Inwestorzy nie mają powodów, by w czasach niskich stóp procentowych na lokatach i wysokiego prawdopodobieństwa powrotu do wzrostów cen nieruchomości, wyprzedawać mieszkanie kupione w celach zarobkowych.

Zostawiając na marginesie wszystkie prognozy, możemy być natomiast pewni jednego. Koronawirus i lockdown zmieniły preferencje klientów na rynku nieruchomości, co jest już widoczne. Spada sprzedaż małych mieszkań i kawalerek, rośnie zainteresowanie dużym metrażem. Przejście do home office zmieniło podejście do organizacji pracy. Właściciele firm z segmentu SOHO (small office, home office) rozpoczęli intensywne poszukiwania mieszkań komfortowo łączących funkcje biura z codziennym życiem. Rozpędu nabiera rynek second home, co widać zwłaszcza w Trójmieście, gdzie jedną z ciekawszych inwestycji jest apartamentowiec Tarasy Bałtyku. Dla mieszkańców polskich miast posiadanie drugiego, atrakcyjnie zlokalizowanego mieszkania to nie tylko szansa na bezpieczny odpoczynek i niezależność, ale też możliwość budowania portfela inwestycyjnego. W samym Gdańsku w maju ceny nieruchomości wzrosły o 1,36% w porównaniu do kwietnia. Nadmorskie nieruchomości premium to stabilne inwestycje w niepewnych czasach pandemii.

Autor: Piotr Tarkowski

Gdzie Polacy wybierają się na wakacje? Jak zmieniły się ich preferencje w porównaniu do zeszłego roku?

0

Już od kilku dni trwają upragnione wakacje. Choć budziły one wiele wątpliwości, Polacy z wielką chęcią wybierają się zwłaszcza na tygodniowy odpoczynek. W tym roku na popularności zyskało Świnoujście czy Ustka, natomiast najchętniej wybieranym obiektem noclegowym są apartamenty oraz domki letniskowe. Za nocleg urlopowicze zapłacą średnio 70 zł za osobę.

Według prognoz długoterminowych tegoroczne lato będzie jeszcze cieplejsze niż ostatnie.  Lipiec zapowiada się słonecznie, a zatem jest to dobra wiadomość dla wszystkich planujących urlop w pierwszej połowie wakacji. Według badania CBOS – ponad 80% Polaków spędzi tegoroczne wakacje w kraju.

Na wakacje najchętniej do Świnoujścia


Podobnie jak na okres czerwcowego, długiego weekendu najpopularniejszą miejscowością na okres wakacji  jest według portalu Noclegowo.pl Świnoujście – 11%. Nie dużo mniejsze zainteresowanie odnotowano Kołobrzegiem – 9,9%. Na trzecim miejscu znaleźć można Łebę – 8,8%.

W porównaniu do zeszłego roku, możemy zobaczyć, że wzrosło zainteresowanie mniejszymi miejscowościami jak Jarosławiec, Jastarnia, Dźwirzyno czy Grzybowo. Aktualnie znajdują się one w czołówce najchętniej wybieranych miejscowości na okres wakacyjny.” – komentuje Mateusz Goliat, ekspert portalu Noclegowo.pl


Obiekty na wyłączność coraz bardziej popularne


Polacy w tym roku swój wypoczynek planują spędzić w apartamentach – 36,4% oraz domkach letniskowych – 27,2%. Choć jeszcze w zeszłym roku najczęściej rezerwowanym obiektem noclegowym były pokoje w kwaterach prywatnych, to aktualnie trend ten znacznie się odwrócił. Apartamenty oraz domki letniskowe pozwalają spędzić urlop tylko w gronie swojej rodziny bądź znajomych, dlatego też wiele Polaków postrzega właśnie te dwie opcje jako najbezpieczniejsze.

Wakacje we dwoje

W 2019 roku na wyjazd we dwoje zdecydowało się 27% turystów,  jednak w tym roku dane te zdecydowanie uległy zmianie. Aktualnie na wypoczynek we dwie osoby zdecydowało się 64,7% spośród wszystkich osób rezerwujących nocleg na okres wakacyjny. Możemy zauważyć więc, że w tym roku Polacy znacznie rzadziej decydują się na wyjazd większą grupą i wybierają wypoczynek w kameralnym gronie.

Wypoczynek dłuższy niż rok temu

W tym roku Polacy preferują 7-dniowy wypoczynek – 25,7%. Niewiele mniej turystów decyduje się na 6-dniowy wyjazd – 14%. Natomiast ponad 10% rezerwuje swoje wakacje na 10 dni. Trend ten  w porównaniu do zeszłego roku również uległ zmianie, podobnie jak ilość osób. W ubiegłym roku na najwięcej osób zdecydowało się na wyjazd 4-dniowy – 21,8%. Może być to spowodowane tym, że w przez pandemię koronawirusa Polacy nie wyjeżdżali w czasie wiosny, stąd pojawiła się ta chęć dłuższego wypoczynku w trakcie trwających wakacji.

Nad Bałtykiem ceny bez zmian, w górach lekki spadek


Nadal średnio za nocleg w Polsce trzeba zapłacić 70-80 zł, czyli cena ta nie  uległa szczególnej zmianie w stosunku do zeszłego roku. W większych miastach jak Sopot lub Gdańsk ceny te są wyższe i sięgają średnio 100 zł za nocleg za osobę. W mniejszych miejscowościach jak wspomniane wcześniej Grzybowo czy Dźwirzyno znaleźć można nocleg już za 50 zł za osobę. Pośród najpopularniejszych górskich destynacji najtaniej turyści zapłacą za nocleg w Zakopanem – średnio 67 zł za osobę, a najdrożej w Karpaczu – 78 zł.

„Z naszym obserwacji wynika, że średnia cena za nocleg nie uległa zmianie względem roku 2019. Zaobserwowaliśmy zarówno niewielkie zmiany spadkowe – jak w górach oraz wzrostowe – zwłaszcza w spokojnych regionach jak Mazury czy Bieszczady” – dodaje Mateusz Goliat. 

Udogodnienia w obiekcie ważniejsze niż lokalizacja


W poprzednich latach Polacy przy rezerwacji noclegu koncentrowali się głównie na odległości do atrakcji, restauracji czy centrum. Wypoczynek opierał się głównie na spędzaniu czasu poza obiektem. Aktualnie jednak coraz częściej poszukujący noclegu dopytują o dostępne udogodnienia w samym obiekcie takie jak grill, miejsce na ognisko, meble ogrodowe czy plac zabaw dla dzieci. Kluczowe stało się także ciekawe spędzenie czasu nie wychodząc do popularnych miejsc, a w zaciszu wynajętego noclegu.

Autor: Zuzanna Maciejewska

Grupa INC: chcemy w ciągu najbliższego roku pozyskać 100 mln zł dla swoich klientów

0

Grupa INC, specjalizująca się w finansowaniu innowacyjnych podmiotów, podsumowuje zrealizowane projekty w minionym kwartale. Okazał się on rekordowy, gdyż spółka pozyskała w tym czasie dla swoich klientów ponad 20 mln zł. Jest to kwota przeszło 5-krotnie wyższa niż w I kw. 2020 r. Kolejny okres zapowiada się również udanie, ponieważ w samym lipcu INC planuje przeprowadzić 4 emisje akcji. W ciągu najbliższego roku Grupa INC planuje pozyskać dla swoich klientów kwotę ok. 100 mln zł.

– II kwartał, w szczególności czerwiec był dla nas bardzo udany. Emisje, które przeprowadziliśmy były skierowane do dużych inwestorów indywidualnych, ale także wykorzystaliśmy w pozyskiwaniu kapitału naszą platformę crowdinvestingową CrowdConnect.pl. Zdecydowaną większość transakcji stanowiły spółki gamingowe, na które przypada ok. 16 mln zł pozyskanego kapitału. Największe transakcje i oferty dotyczyły spółki United Label oraz Incuvo. Uważam, że duża liczba realizowanych projektów w II kw. powinna być już widoczna w wynikach półrocznych, które opublikujemy najpóźniej 7 września. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes DM INC.

Rozwój Grupy INC w zakresie pozyskania kapitału dla innowacyjnych podmiotów wynika z przyjętej w marcu br. strategia rozwoju. Zakłada ona osiągnięcie pozycji krajowego lidera w kompleksowej obsłudze małych i średnich spółek z tzw. sektora nowej ekonomii poszukujących finansowania na rozwój. Grupa INC zamierza spełnić ten cel poprzez rozwój fintechowego domu maklerskiego.

Na pozycja na rynku kapitałowym, to wynik konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju. Jednak jest to dopiero początek. Poziom zebranego kapitału, który udało nam się zrealizować w II kw., chcielibyśmy, w wersji konserwatywnej, powtórzyć w kolejnych okresach. Oczywiście mamy ambitniejsze plany i w ciągu najbliższego roku planujemy pozyskać dla swoich klientów ok. 100 mln zł. – dodaje Paweł Śliwiński.

W III kw. INC spodziewa się pierwszych debiutów spółek, które pozyskiwały kapitał na platformie CrowdConnect.pl. Najbliżej debiutu są SkinWallet oraz genXone, w którym Grupa INC jest także zaangażowana kapitałowo.

Przewodnik po najlepszych praktykach cyfrowych w czasie pandemii. Przyśpieszona digitalizacja w 4 krokach

0

Przed wstrząsem spowodowanym pandemią wiele organizacji realizowało długoterminowe plany transformacji cyfrowej. Koronawirus jednak podniósł cyfrową stawkę i potwierdził, że aplikacje są najważniejszym zasobem współczesnych organizacji.Wiele z podjętych inicjatyw cyfrowych rozstrzyga dziś o być albo nie być dla takich przedsiębiorstw jak np. restauracje, kawiarnie i przedsiębiorstwa handlowe. Funkcjonowanie umożliwia im realizacja zamówień online, które płynnie łączą się z usługami dostaw. Wiele innych inicjatyw trzeba zaś zrewidować, uwzględniając nowe warunki w zmienionym świecie. Mówimy o złożonych transakcjach sprzedaży wymagających organizacji wielu interesariuszy, wydarzeniach angażujących klientów oraz zatrudnianiu i wprowadzaniu pracowników do organizacji w bezpieczny sposób. Niektóre organizacje dobrze rozwijają się w tym środowisku, ale wiele innych toczy walkę o przetrwanie, a różnica między nimi zależy od szybkości dostosowania się z wykorzystaniem technologii. Już teraz można wskazać kilka dobrych praktyk tych firm, którym się to udało.

Przewodnik „dobrej adaptacji” przedstawia cztery fazy działania. Są one nie tylko wskazówką, jak wrócić do równowagi po zakłóceniach związanych z pandemią, lecz także dają możliwość usprawnienia cyfrowego rozwoju i procesów zwiększających elastyczność biznesu.

Krok pierwszy: przywracanie produktywności – praca zdalna

Pierwsza faza reakcji na pandemię dotyczyła ustalenia priorytetów działania. Organizacje identyfikowały, jakie obszary operacyjne są najważniejsze dla biznesu w celu złagodzenia negatywnego wpływu pandemii na działalność (np. bezpieczne miejsce pracy, świadczenia chorobowe czy opiekuńcze, kryzys ekonomiczny itd.). Ważnym zagadnieniem było wykorzystanie technologii i rozwiązań, które mogą szybko przywrócić wydajność. W przypadku większości organizacji pierwszym krokiem była ochrona pracowników i umożliwienie im pracy zdalnej. Często wiązało się to z szybką zmianą z setek zdalnych połączeń na tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy. Programy i projekty z tym związane, które zwykle trwałyby kilka miesięcy, musiały zostać wykonane w ciągu kilku dni czy godzin.Z perspektywy naszych klientów[1] widzimy, że w takich sytuacjach najistotniejsza jest elastyczność dostawców i otwartość na natychmiastowe wsparcie bieżącej potrzeby. Ponadto, gwarantem skuteczności w przyśpieszonym procesie digitalizacji są też rozwiązania programistyczne oraz SaaS i hybrydowe modele wdrożeniowe, które pozwalają na szybkie skalowanie możliwości cyfrowych bez potrzeby posiadania dedykowanych zespołów.

Krok drugi: skalowanie cyfrowej przepustowości

Zapewnienie wystarczającej przepustowości celem obsługi zwiększonego ruchu w kanałach cyfrowych otwiera drugą fazę działań. Wielu klientów F5 buduje nową infrastrukturę, żeby sprostać zalewowi cyfrowych procesów i ich uczestników, tak jak dostawca narzędzi wspierających współpracę online. Firma ta doświadczyła gwałtownego wzrostu popytu z powodu ogromnej fali pracy zdalnej. Poza rozbudową fizycznej infrastruktury, zwiększanie przepustowości cyfrowej, przybrało też inne formy. W wielu przypadkach organizacje zostały lub będą zmuszone do wdrażania rozwiązań architektonicznych służących ekspansji. Zaliczamy do nich cloud bursting (rozszerzanie możliwości chmury prywatnej na życzenie po osiągnięciu limitu) i poszerzanie wdrożeń on-premise za pomocą urządzeń wirtualnych lub definiowanych programowo w chmurze publicznej.

Krok trzeci: zabezpieczanie aplikacji

Trzecia faza dotyczy zabezpieczenia aplikacji, przez które przepływa główna wartość biznesu. Miliony ludzi migrują dziś do aplikacji internetowych w tempie dyktowanym pandemią. Proporcjonalnie do skali działań online rosną wyzwania związane z ich bezpieczeństwem.Obserwujemy wiele przypadków, w których cyberprzestępcy pracują nad wyzyskiwaniem nowych systemów oraz tych, które właśnie się zmieniają. Stan Waszyngton został niedawno zaatakowany przez grupę cyberprzestępców o nazwie Scattered Canary, która wykorzystała tysiące skradzionych numerów ubezpieczenia społecznego aby nielegalnie ubiegać się o świadczenia. Inne grupy celowały w programy pomocowe mające wzmocnić gospodarkę (jak Small Business Administration), próbując nielegalnie wykorzystać możliwość pozyskania środków pomocowych, które były dysponowane za pośrednictwem aplikacji internetowych.

Straty sektora prywatnego, także doświadczającego nowych ataków, sięgają milionów dolarów – dotyczy to szczególnie sieci, które nie wdrożyły zaawansowanych technologii zwalczania nadużyć finansowych. Gwałtowny wzrost zamówień żywności w Internecie jest wykorzystywany przez organizacje hakerskie na różnych płaszczyznach – od nielegalnego handlu kuponami zniżkowymi, do opłacania transakcji za pomocą skradzionych kart kredytowych.

Środowisko makroekonomiczne tworzy dodatkową presję na bezpieczeństwo aplikacji. W czasach spowolnienia gospodarczego organizacje stają się bardziej wrażliwe na ryzyko i chcą łatać luki ochrony, aby ich sytuacja nie uległa pogorszeniu. Analitycy branżowi wskazują na wzrost wydatków w kilku obszarach związanych z bezpieczeństwem cybernetycznym w pandemii, w tym bezpieczne dostarczanie aplikacji i bezpieczną łączność. Cyberochrona w nowym środowisku jest trudna, ponieważ atakujący wykorzystują luki, których nie naprawiono podczas standardowych procesów wdrażania. Wiele z cyberprzestępczych celów jednak uodporni się na ataki w miarę postępu prac organizacji nad ochrona aplikacji.

Krok czwarty: budowa nowych rozwiązań

W czwartej fazie organizacje zaczynają rozpoznawać nowe ścieżki działania, wprowadzać innowacje dla klientów i tworzyć wartość w nowych standardach. Takie podejście widać już w sektorze restauracyjnym, który rozszerzył ofertę o dostawy do domu czy medycznym – zmieniającym się dzięki technologiom telemedycznym – oraz naturalnie w handlu.  W wielu przypadkach pandemia wymogła kompromisy. W obszarze telemedycyny czasowo zawieszono zasady HIPAA (Health Insurance Portability and Accountability Act[2]), aby umożliwić szerszy dostęp do konsultacji medycznych osobom, które pozostają w odosobnieniu. Celem jest zwiększenie wydajności operacyjnej i umożliwienie nowych działań online lub ponowna rewizja istniejących strategii.

Rozkwit w rzeczywistości post-pandemicznej

Spodziewamy się, że transformacja biznesu w kanały cyfrowe będzie po pandemii kontynuowana, ponieważ klienci i organizacje przyzwyczajają się do sposobu działań online[3]. Zmiany w krajobrazie biznesowym mogą być poważne i nieodwracalnie wpłyną na dynamikę konkurencji rynkowej, zwiększając podziały między tymi organizacjami, które skutecznie zarządzają kapitałem aplikacyjnym, a tymi, które tego nie robią.Kiedy mówimy o transformacji cyfrowej, tak naprawdę mówimy o organizacjach budujących wartości biznesowe oraz różnicowanie poprzez używane aplikacje. Po sześciu miesiącach od wybuchu globalnej pandemii wydaje się, że jednym z jej oczywistych skutków będzie przyspieszenie i wzmocnienie inicjatyw cyfrowych.  Powyższe cztery fazy przyśpieszonej digitalizacji w okresie intensywnych zmian nie kończą procesu jednorazowym powrotem do „normalności”. Rozwój w świecie po okresie pandemii oznacza przyjęcie przez organizacje ciągłego cyklu transformacji obejmującego eksperymenty, testy, uodparnianie i skalowanie w zwinny sposób. Tempo zmian przyspiesza, a sprawność biznesowa ma kluczowe znaczenie dla przetrwania i rozwoju.

Kara Sprague, wiceprezes i dyrektor zarządzający BIG-IP w F5

[1] W marcu i kwietniu br. nasza firma pomogła kilku organizacjom osiągnąć ten cel. Wiele z nich to instytucje opieki zdrowotnej i agencje rządowe, dla których niezwykle ważne było, aby pracownicy mogli podjąć pracę zdalną natychmiastowo.

[2] Ustawa miała na celu zmodernizowanie przepływu informacji zdrowotnych, określenia, w jaki sposób dane osobowe przechowywane przez sektor opieki zdrowotnej i ubezpieczeń zdrowotnych powinny być chronione przed oszustwami i kradzieżą, a także określenia ograniczeń w zakresie ubezpieczenia zdrowotnego. (Za Wikipedią)

[3] Twitter już zadeklarował, że praca zdalna będzie standardem dla ich organizacji. Badania przeprowadzone przez IDC wskazują, że odsetek firm spodziewających się, że 1/4 zatrudnionych będzie pracować online wzrósł z 8% (przed wybuchem pandemii) do 60% w 2021 r.

Dzień Niepodległości zanudził rynki

0

Święta w USA często powodują, że na rynkach dzieje się relatywnie niewiele. Nie inaczej było tym razem. Dzisiaj od rana widać natomiast odreagowanie tego dnia bez traderów zza oceanu.

Dzień wolny w USA bez niespodzianek

Dzień Niepodległości w USA uszanowali też inni inwestorzy. Na głównych parach z dolarem wiało nudą. Przeniosło się to też na inne pary w tym polskiego złotego, który miał również spokojny piątek. Dzisiaj od rana widać specyficzną sytuację. Z jednej strony jest przepływ kapitału do Europy, co potwierdza wzrost euro względem dolara, ale z drugiej strony inwestorzy trzymają środki w euro (bo tracą względem tej waluty również waluty państw naszego regionu, które zwyczajowo zyskiwały, gdy euro drożało względem dolara i franka szwajcarskiego).

Koronawirus a ropa naftowa

Rynek ropy naftowej jest mocno zależny od przewidywanego popytu na surowiec. W związku z tym kolejne lockdowny zamykające ludzi w domach i przerywające prace przemysłu odbijają się negatywnie na jej notowaniach. Dlatego analitycy z niepokojem patrzą na nowe rekordy przypadków koronawirusa w USA. Warto zwrócić uwagę, że rekordy te padają w dużych stanach, a liczby w porównaniu chociażby z Polską wskazują na bardzo poważny problem. Inwestorzy na razie starają się jednak ignorować ten bodziec i inwestują pod dobre dane makroekonomiczne, bo ropa zyskuje na wartości.

Dane z Niemiec

Dzisiaj od rana poznaliśmy zamówienia w niemieckim przemyśle. Rosną one w ujęciu miesięcznym o 10,4%, co na pierwszy rzut oka może wydawać się dobrym wynikiem. Jest to jednak niemal 5% poniżej oczekiwań oraz co ważniejsze spadek w ujęciu rocznym przekracza wciąż 30%. Dane te nie przeszkodziły jednak euro od rana się umacniać.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Skutki pandemii: reshoring produkcji przemysłowej, dywersyfikacja i zwiększanie zapasów

0

Coroczny raport „Manufacturing Risk Index” firmy Cushman & Wakefield prezentuje analizę wpływu COVID-19 na branżę produkcyjną.

Z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej  Cushman & Wakefield (NYSE: CWK) wynika, że wraz z ponownym uruchamianiem zakładów produkcyjnych na całym świecie pojawiają nowe trendy w odpowiedzi na globalną pandemię COVID-19.

Eksperci Cushman & Wakefield dokonali analizy wpływu pandemii COVID-19 na globalny przemysł oraz aktualnych warunków w poszczególnych krajach świata, a także prognoz dotyczących ożywienia produkcji przemysłowej. W związku z tym, że firmy produkcyjne starają się zabezpieczyć linie produkcyjne jednocześnie opracowując strategię odbudowywania rentowności, firma Cushman & Wakefield przygotowała raport pt. „Global Manufacturing Risk Index 2020”, prezentujący najlepsze lokalizacje dla produkcji przemysłowej spośród 48 krajów w Europie, Ameryce Północnej i Południowej oraz Azji.

Ranking bazowy

W opublikowanym raporcie poszczególne kraje zostały sklasyfikowane według ich przewidywanej zdolności „odmrożenia” sektorów produkcyjnych wraz ze znoszeniem wprowadzonych obostrzeń i powracaniem firm do normalności. Ranking krajów pod względem ich zdolności do powrotu do normalności został sporządzony w oparciu o sześć kluczowych zmiennych, ważonych według ich szacowanego udziału w ożywieniu sektora produkcyjnego.

Liderem rankingu bazowego pozostały Chiny, a drugie miejsce zajęły Stany Zjednoczone.

Zarówno Chiny, jak i Stany Zjednoczone oferują duży rynek zbytu i zasoby siły roboczej, zachęty na szczeblu zarówno federalnym, jak i stanowym, a także rozbudowaną sieć infrastruktury – powiedział Jason Tolliver, globalny dyrektor działu badań newCommerce w Cushman & Wakefield. Dzięki szybkiemu wdrażaniu technologii w procesach produkcyjnych, Stany Zjednoczone, pomimo droższej siły roboczej w tym kraju, mogą zacząć efektywniej rywalizować z Chinami o miejsca pracy w przemyśle – dodaje ekspert.

Ranking bazowy

Obserwujemy poważne zakłócenia w aktywności ekonomicznej na całym świecie, a zgromadzone przez nas dane ukazują korzyści i problemy wynikające z sieci wzajemnych powiązań – powiedziała Lisa Graham, dyrektor działu badań rynku nieruchomości magazynowych i przemysłowych w regionie EMEA, Cushman & Wakefield. Reshoring na masową skalę – abstrahując od wykonalności i atrakcyjności tego rozwiązania – nie jest realistyczny i nie nastąpi w najbliższej przyszłości. W ramach zwiększania niezawodności funkcjonowania na wypadek drugiej fali pandemii lub kolejnego lockdownu, firmy produkcyjne będą raczej koncentrować się na dwóch najpilniejszych problemach: pozyskiwaniu surowców i komponentów oraz zakłóceniach łańcuchów dostaw – dodaje ekspertka.

Ranking według poziomu ryzyka

Raport zawiera także analizę czynników ryzyka politycznego i ekonomicznego. Liderem rankingu według poziomu ryzyka została w 2020 roku Kanada (w górę o jedno miejsce w porównaniu z rokiem 2019), a Stany Zjednoczone spadły na drugą pozycję. Singapur awansował z szóstego miejsca na trzecie, a Niemcy – z siódmego na czwarte. Pierwszą piątkę zamykają Chiny.

raniking wg poziomu ryzyka

Ranking według kosztów

Trzecią analizowaną kategorią były koszty, w tym koszty pracy i prowadzenia działalności. Tegoroczny ranking MRI według kosztów odzwierciedla szeroki wpływ wojny handlowej pomiędzy USA i Chinami na pozycje poszczególnych krajów regionu. Chiny nadal są liderem zestawienia, ale Wietnam i Indie awansowały odpowiednio na drugie i trzecie miejsce.

Proces przenoszenia produkcji do Azji Południowo-Wschodniej trwa już od dłuższego czasu. Wraz ze wzrostem płacy minimalnej w Chinach wzrosły zamówienia produktów wymagających dużych nakładów siły roboczej takich jak odzież, zabawki i obuwie w tańszych lokalizacjach. Jednak pomimo inicjatyw podejmowanych przez rządy krajów Azji Południowo-Wschodniej w celu przyciągnięcia firm produkcyjnych, Chiny nadal mają wyraźną przewagę infrastrukturalną oferując możliwości efektywnego transportu drogowego, kolejowego i morskiego – powiedział Jason Tolliver.

ranking wg ciecia kosztów

Z powodu trwającej pandemii wiele pytań dotyczących przyszłości globalnego sektora produkcyjnego pozostaje bez odpowiedzi. Jesteśmy pełni optymizmu co do jego przyszłości, która w ostatecznym rozrachunku będzie jednak zależała od elementów branży, które obecnie dynamicznie się rozwijają, jak i krajów i firm produkcyjnych, które nadal sprawnie funkcjonują w obliczu pojawiających się nowych wyzwań – dodaje Jason Tolliver.

Opinia eksperta

Joanna Sinkiewicz, Partner, Head of Industrial & Logistics, Cushman & Wakefield:

Sytuacja ogólna związana z koronawirusem i ograniczeniem kontaktów doprowadziła do znaczących spadków  w przemyśle. W kwietniu br. produkcja przemysłowa spadła o 1/4, a produkcja samochodów nawet o 4/5 w ujęciu rocznym. Spadł też eksport takich towarów jak maszyny czy meble. Dużo  lepiej radziły sobie branże budowlana i spożywcza. Duża grupa najemców produkcyjnych ograniczyła swoją działalność, często wykorzystując tradycyjne przerwy wakacyjne (od 2 do 4 tygodni), wcześniej tj. w marcu i kwietniu br., koncentrując się na zapewnieniu bezpieczeństwa zdrowotnego oraz ciągłości operacyjnej. Powoli wracamy do normalnych zasad działania.

Czy widać negatywny wpływ tych zjawisk na rozwój rynku magazynowego w Polsce? Część  najemców produkcyjnych faktycznie sygnalizowała przejściowe problemy. Stopniowo jednak wracają do normalnej działalności operacyjnej i zgłaszają nowe zapotrzebowania. Dodatkowo, polski rynek magazynowy, opiera się na różnych gałęziach gospodarki, z dużym i rosnącym udziałem handlu internetowego. Ten ostatni wzmocnił swoją pozycję i tempo rozwoju w okresie lockdown-u. Trudno już dziś ocenić finalne skutki pandemii, wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi a na horyzoncie rysuje się ryzyko drugiej fali pandemii, także potrzeba czasu by ocenić całościowy obraz.

Wydaje się, jednak że jednym z rezultatów aktualnego kryzysu będzie dążenie firm produkcyjnych do zmniejszenia ryzyka związanego z „blokadą” jakieś lokalizacji. Tym samym, firmy produkcyjne będą zwiększały swoje zapasy w różnych lokalizacjach oraz dywersyfikowały źródła pozyskiwania surowców i komponentów, potrzebnych do produkcji wyrobów gotowych na rynki europejskie. W dłuższym terminie Polska może być beneficjentem tego trendu. W tym aspekcie, decydujące znaczenie ma nasze dogodne położenie geograficzne w centralnej części starego kontynentu, dalszy rozwój infrastruktury transportowej i wciąż relatywnie niskie koszty pracy i inwestycyjne. Pandemia przyczyni się do wzrostu bezrobocia, co może paradoksalnie korzystnie wpłynąć na rozwój rynku nieruchomości magazynowych i produkcyjnych, dla którego czynnik rosnących kosztów pracy i malejącej dostępności pracowników, był wymieniany jako główna bariera dla szybszego wzrostu.

Droga Czerwona do Portu Gdynia. Inwestycja współfinansowana z Programu Wieloletniego CPK

0

Minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk oraz pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego Marcin Horała podpisali w obecności premiera RP Mateusza Morawieckiego porozumienie w sprawie poprawy dostępu do Portu Gdynia. Prace przygotowawcze do budowy tzw. Drogi Czerwonej w Gdyni zostaną sfinansowane z Programu Wieloletniego CPK w latach 2020-2023.

Droga Czerwona zapewni bezpośrednie połączenie Portu Gdynia z siecią dróg krajowych, w tym z trasą ekspresową S6. Nowy dwujezdniowy odcinek poprowadzi od Portu Gdynia do skrzyżowania ul. Morskiej z Obwodnicą Trójmiasta i ma zastąpić remontowaną Estakadę Kwiatkowskiego. Inwestycja poprawi dostępność portu od strony lądu, a tym samym zwiększy jego możliwości przeładunkowe.

Szacowana łączna wartość budowy Drogi Czerwonej, bezpośredniego łącznika z obwodnicą trójmiejską, to ponad 1,5 mld zł, a jej realizacja przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad zaplanowana jest w latach 2020-2028.

Droga Czerwona zapewni optymalne połączenie Portu Gdynia z obwodnicą trójmiejską. Znajdujemy się właśnie obok Muzeum Emigracji, które jest symbolem tego, jak kiedyś Polacy już na zawsze wypływali z kraju w świat w poszukiwaniu lepszego życia. Tymczasem zależy nam na tym, żeby to do polskich portów przypływały towary, żeby wzrastała wymiana handlowa i żeby dzięki temu nasz kraj jeszcze szybciej się rozwijał – powiedział premier RP Mateusz Morawiecki.

Minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk i wiceminister Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK, zobowiązali się, że podejmą wspólne działania w celu realizacji tego przedsięwzięcia.

Finansowanie prac przygotowawczych dla Drogi Czerwonej zostało przewidziane w ramach Programu Społeczno-Gospodarczego wchodzącego w skład Programu Wieloletniego, o którym jest mowa w Ustawie z 10 maja 2018 r. o Centralnym Porcie Komunikacyjnym. Program Wieloletni CPK, który jest już na ostatnim etapie uzgodnień na poziomie rządowym, zapewni finansowanie w latach 2020-2023 dla prac przygotowawczych do inwestycji w nowe lotnisko przesiadkowe dla Polski, nowe linie kolejowe (tzw. szprychy) i inwestycje komplementarne.

W rozwoju portów morskich niezwykle ważne jest zapewnienie bezpiecznego dostępu do terminali zarówno od strony morza, jak też lądu. Oprócz dostępu kolejowego w Gdyni ogromne znaczenie ma budowa tzw. Drogi Czerwonej. Cieszę się, że znajduje ona swoje miejsce w strategii budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego – powiedział Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej.

Celem nadrzędnym tej inwestycji są ułatwienia w transporcie ludzi i towarów, co idealnie wpisuje się w sens inwestycji CPK – podkreślił Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK. – Ta inicjatywa pokazuje, jak fałszywa jest budowana przez niektórych alternatywa między inwestycjami strategicznymi a lokalnymi. Tymczasem to właśnie dzięki wielkiemu, strategicznemu programowi inwestycyjnemu CPK możemy również realizować powiązane inwestycje lokalne jak Droga Czerwona w Gdyni – dodał.

W osobnym podpisanym dziś porozumieniu o współpracy spółki Zarząd Portu Morskiego Gdynia i Centralny Port Komunikacyjny zobowiązały się do ścisłej współpracy przy realizacji istotnych projektów inwestycyjnych.

Budowa inwestycji drogowych i kolejowych znacząco przyspieszy realizację kluczowych dla gospodarki morskiej i krajowej projektów, takich jak Port Zewnętrzny. Budowa Drogi Czerwonej będzie stymulacją do rozwoju regionu, ale także wsparciem dla działań na rzecz nowych połączeń żeglugowych w basenie Morza Bałtyckiego – powiedział Adam Meller, prezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia.

Istotne znaczenie dla trójmiejskich portów mają też planowane inwestycje kolejowe CPK na Pomorzu, w szczególności budowa nowej linii kolejowej nr 5 CPK–Płock–Grudziądz–Gdańsk i modernizacja istniejących linii kolejowych nr 131, 201 i 202 przez Trójmiasto do Słupska. Umożliwią one np. osiągnięcie czasu przejazdu z Gdyni do Warszawy w 2 godz. 25 min. a do CPK w 2 godz. 10 min.

– Te inwestycje oznaczają rozdzielenie komunikacji pasażerskiej i towarowej, a tym samym zwiększenie przepustowości sieci kolejowej na potrzeby przewozów towarowych. Skrócenie czasu transportu do i z portów morskich będzie miało kluczowe znaczenie dla ich dalszego rozwoju – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Strategiczną inwestycją Portu Gdynia jest Port Zewnętrzny, którego budowa stała się koniecznością w obliczu rosnącej konkurencji rynkowej oraz wobec prognoz popytu na przeładunki kontenerowe, przewidujących wzrost w polskich portach morskich do poziomu ok. 9,5 mln TEU w 2050 r. 

Budowa Portu Zewnętrznego przygotowywana jest w modelu Partnerstwa Publiczno-Prywatnego (PPP). Oznacza to, że firmy będą partycypować w kosztach inwestycji, w zamian za prawo do prowadzenia działalności związanej z przeładunkiem towarów. To dlatego wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda, pełnomocnik rządu ds. PPP, podpisał dziś z prezesem Adamem Mellerem z Portu Gdynia w sprawie kontynuacji przygotowania projektu PPP.

Budowa nowej infrastruktury ma istotne znaczenie dla konkurencyjności każdego portu, a zastosowanie modelu PPP stworzy możliwość optymalizacji wydatków publicznych. Kluczową kwestią dla projektu Portu Zewnętrznego jest zapewnienie koniecznej infrastruktury dostępowej, zarówno od strony lądu jak i morza – powiedział wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda.

Dla Portu Gdynia istotną kwestią jest budowa falochronów, która umożliwi dostęp dla statków o większym tonażu, a będzie skoordynowana z powstaniem dodatkowego toru podejściowego do portu wojennego. Falochrony staną się także osłoną dla obecnie funkcjonującego wejścia do portu; ułatwią ruch statków handlowych przy Porcie Zewnętrznym, jak i promów oraz statków wycieczkowych wchodzących do Portu Gdynia.

Port Gdynia pełni funkcję punktu węzłowego międzynarodowej sieci bazowej TEN-T. Znajduje się on na wejściu korytarza Bałtyk–Adriatyk, którego przedłużeniem jest łącząca Gdynię ze Szwecją Autostrada Morska Gdynia–Karlskrona.

Jakie rozwiązania są przyszłością dla logistyki świeżych produktów?

0

Pandemia koronawirusa jest sytuacją, z jaką biznes nie zetknął się do tej pory. Dla wielu przedsiębiorców to czas pełnego przearanżowania modelu prowadzonej działalności, choćby pod względem przejścia w pełni czy w części na pracę zdalną – co nie we wszystkich sektorach jest wykonalne. Logistyka świeżych produktów, ze względu na konieczność zapewnienia konsumentom podstawowych towarów, nie mogła zwolnić tempa. Co więcej, w niektórych przypadkach można stwierdzić, że sytuacja przyspieszyła niektóre ze zmian.

Ostatnie miesiące pokazały, że przyszłością funkcjonowania biznesu w szerokim ujęciu jest praca zdalna. Jak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez pracownię ARC Rynek i Opinia, niemal siedmiu na dziesięciu Polaków pracujących zdalnie ocenia ten sposób pracy, jako łatwy i efektywny. Z kolei ponad połowa przedsiębiorców deklaruje, że w przyszłości całość lub część obowiązków pracownicy będą mogli realizować zdalnie.

– W przypadku pracy zdalnej, na jej efektywność wpływa zapewnienie pracownikom dostępu do niezbędnych systemów operacyjnych. Inwestycje w cyfrową transformacje i systemy IT są dzisiaj koniecznością dla biznesu. W przypadku logistyki świeżych produktów i nie tylko, obsługa klienta czy zarządzanie transportem może być realizowane zdalnie, bez negatywnego wpływu na łańcuch dostaw. To samo dotyczy zarządzania jakością. Temperatura i poziom wilgotności w naszych magazynach jest automatycznie monitorowany, a wszystkie anomalie są sygnalizowane alertami w aplikacji mobilnej. – Piotr Pietrzykowski, prezes Green Factory Logistics.

Przyspieszająca udział cyfryzacji w gospodarce to duża szansa dla biznesu, ale zmiany nie ograniczają się wyłącznie do inwestycji w systemy IT. Dla branży logistycznej i intralogistycznej oraz innych gałęzi biznesu automatyzacja i robotyzacja nie jest już wizją przyszłości, ale staje się codziennością, dyktowaną także przez poszukiwanie rozwiązań problemu kurczących się zasobów ludzkich. Wykorzystanie zautomatyzowanych i mobilnych robotów oraz elastycznych przestrzeni i integracja systemów zarządzania może być odpowiedzią na postępujące trendy digitalizacji i indywidualizacji potrzeb konsumentów. Logistyka coraz częściej inwestuje w technologie, aplikacje i rozwiązania bazujące na Internecie Rzeczy. Jak pokazuje raport B2B Global IoT Analysis, do końca 2020 roku ich kwota sięgnie 250 mld Euro.

– Za automatyzacją i robotyzacją zawsze musi iść uzasadnienie ekonomiczne skorelowane z charakterem biznesu. W przypadku logistyki produktów spożywczych wymagających ciągłej kontroli temperatury wciąż istotnym czynnikiem pozostaje praca człowieka. Wielkość zamówień i zleceń, ze względu na obrót produktami sezonowymi, jest zmienna co utrudnia poddanie ich automatyzacji. Z kolei w przypadku systemów operacyjnych związanych z przyjęciem czy wydaniem towaru, a także systemy klientów i centrów dystrybucyjnych cyfryzacja jest bez wątpienia niezbędna. – Piotr Pietrzykowski, prezes Green Factory Logistics.

Transformacja, jakiej ulegnie branża logistyczna w najbliższych latach będzie inicjowana innowacjami wdrażanymi w innych branżach, takich jak np. motoryzacyjnej, gdzie obecnie trwają prace nad wykorzystaniem potencjału autonomicznych pojazdów, sterowanych za pomocą sieci lub dronów dostawczych w przypadku mniejszych zamówień. Wciąż rozwijająca się technologia komunikacji pomiędzy urządzeniami, jako jeden z elementów automatyzacji, może uprościć procesy logistyczne realizowane w magazynach czy wspierać transport towarów, gwarantując bardziej bezpieczne dostawy.

-Koronawirus przyspieszył nieuniknione zmiany, dając dodatkowy impuls do wprowadzenia wielu rozwiązań opartych na innowacjach. Te zmiany z pewnością wpłyną na poprawę procesów logistycznych i usprawnią wszystkie  operacje. – Piotr Pietrzykowski, prezes Green Factory Logistics

Ponad połowa polskich CFO w ciągu następnych dwunastu miesięcy planuje inwestycje w zakresie digitalizacji

0

Tempo i skala zmian regulacji podatkowych wymuszają na firmach coraz większą digitalizację zespołów finansowo-podatkowych. Jak wynika z badania CFO Survey 2020 – spring edition”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, zdaniem 47 proc. dyrektorów finansowych polskich przedsiębiorstw wdrożenie nowoczesnych rozwiązań technologicznych poprawia efektywność pracy tych działów. Niewiele mniejsza liczba osób biorących udział w badaniu wskazuje na ograniczenie w ten sposób ryzyka podatkowego. Według ponad połowy pytanych digitalizacja ma największy wpływ na tworzenie i aktualizowanie raportów oraz automatyzację procesu gromadzenia danych. 

Według dyrektorów finansowych polskich przedsiębiorstw badanych przez Deloitte największe znaczenie dla pracy zespołów finansowo-podatkowych w ich firmach ma przygotowywanie i aktualizowanie raportów (58 proc.), automatyczne gromadzenie danych (55 proc.), zarządzanie przepływem pracy i dokumentami (50 proc.) oraz stosowane narzędzia analityczne (47 proc.).

Jak zauważają eksperci Deloitte, takie wskazania nie dziwią, gdy pod uwagę zostaną wzięte z jednej strony zwiększający się poziom skomplikowania raportowania podatkowego oraz rosnąca ilość wymaganych danych podatkowych, a z drugiej strony czasochłonność tworzenia wykwalifikowanego zespołu specjalistów podatkowych. Dodatkowo, nakładając na to ograniczenia natury kosztowej oraz dążenia do ulepszania procesów związanych z zarządzaniem ryzykiem. – Coraz powszechniej w obszarze finansowo-podatkowym stosowane są dedykowane systemy informatyczne usprawniające procesy raportowania podatkowego, rozszerzenia dla ogólnie dostępnych systemów ERP, rozwiązania polegające na automatyzacji i robotyzacji procesów, a także wdrożenia narzędzi klasy BI in memory. Rozwiązania te mogą w znacznym stopniu ograniczyć czasochłonność – mówi Paweł Spławski, Partner, Lider Programu CFO w Deloitte.

Wydatki na analitykę danych – tak, ale nie zawsze

Badanie „CFO Survey 2020 – spring edition”, zostało wykonane między marcem a połową maja 2020 r., czyli już w trakcie epidemii SARS-CoV-2, na grupie 309 dyrektorów finansowych z 6 krajów Europy Środkowej. Uzyskane dane pokazują, że choć 50 proc. ankietowanych wskazało redukcję kosztów jako kluczową strategię działania ich biznesów w tym trudnym okresie, znaczna część z nich planuje w ciągu następnych dwunastu miesięcy zwiększać wydatki na narzędzia analityki danych w obszarze podatków.

Ponad połowa (56 proc. CFO) widzi taką możliwość w przypadku usprawnienia w planowaniu zasobów przedsiębiorstwa (ERP), a według 48 proc. wzrosty wydatków obejmą systemy i aplikacje podatkowe. Istotne (42 proc.) będą też koszty automatyzacji procesów, co wiąże się np. z robotami usprawniającymi proces księgowania faktur zakupowych, czy też z coraz bardziej zautomatyzowanym generowaniem i wysyłaniem faktur sprzedażowych do klientów.

– Planowanie zwiększenia wydatków przez istotną część badanych na narzędzia związane z analizą danych w obszarze podatków ma na pewno związek z nieustannymi nowelizacjami przepisów. Wprowadzenie nowych wymogów dotyczących raportowania V7M stanowi dość istotną zmianę systemową i wymusza gromadzenie nowych typów informacji – mówi Krzysztof Wilk, Partner Associate w dziale Doradztwa Podatkowego w Deloitte.

Co interesujące, bardzo wysoki odsetek badanych nie przewiduje wzrostu nakładów na rozwiązania kognitywne.  61 proc. pytanych wskazało w tym przypadku, że nie będzie inwestować w technologie kognitywne, do których zalicza się np. sztuczna inteligencja, ani w systemy bazujące na Internecie Rzeczy. Aż 71 proc. respondentów nie bierze pod uwagę blockchainu.

Korzyści digitalizacji podatków

Przepisy podatkowe w ostatnim czasie coraz częściej wymuszają na przedsiębiorcach digitalizację pracy zespołów podatkowych. Ankietowani przez Deloitte uważają, że takie rozwiązania poprawiają efektywność pracy w ich firmach (47 proc.), pozwalają ograniczyć ryzyko podatkowe (44 proc.), usprawniają procesy raportowania (35 proc.) i podejmowania decyzji (27 proc.), a także zmniejszają zaangażowanie pracowników w powtarzalne czynności (26 proc.) oraz redukują koszty i liczbę ludzkich błędów (po 24 proc.).

Zgodnie z obowiązującymi regulacjami systemy finansowo-księgowe czy ERP muszą być dostosowane do sporządzania raportów JPK i przeprowadzania ich wewnętrznej walidacji. W coraz bardziej złożonym otoczeniu prawnym opieranie się na weryfikacji manualnej danych podatkowych jest coraz bardziej ryzykowne. Dzieje się tak nie tylko ze względu na rosnące wolumeny transakcyjne. Przyczyniają się do tego także wymagania administracji podatkowej oraz zwiększone możliwości kontrolne organów wynikające z automatyzacji procesu kontroli podatkowych.

– Transakcje są weryfikowane przez organy z danymi kontrahentów poprzez porównywanie JPK VAT, a coraz częściej dane analizowane są z innymi ustrukturyzowanymi raportami takimi jak e-sprawozdania finansowe, czy pliki kontrolne JPK w zakresie faktur, wyciągów bankowych i magazynów. Z tego powodu, jak widać z odpowiedzi naszych ankietowanych, automatyzacja funkcji podatkowej, jak również zwiększanie nacisku na poprawę pewności raportowania są wyraźnie dostrzegane przez kadrę zarządczą i stają się dziś niemal koniecznością – mówi Norbert Wasilewski, Partner Associate w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte. Ekspert dodaje, że zbliża się 4. rocznica wejścia w życie przepisów dotyczących raportowania JPK i w tym czasie zarówno podatnicy jak i organy podatkowe mocno zwiększyły swoje kompetencje oraz możliwości kontrolne przygotowanych przez podatników danych.

Raportowanie podatkowe – najczęściej przez ERP

Wymóg elektronicznego raportowania podatkowego wiąże się z koniecznością wykorzystania szeregu rozwiązań, zależnych od tego o jakie deklaracje chodzi w danym przypadku. Z odpowiedzi CFO wynika, że najczęściej są to narzędzia wbudowane w systemy księgowe/ERP. W przypadku JPK VAT/ JPK VDEK tak zadeklarowało 65 proc. pytanych; 61 proc. postępuje tak z mechanizmem podzielonej płatności (Split Payment), a przy Białej Liście Podatników 45 proc. Najrzadziej systemowe narzędzia wspierające raportowanie są stosowane w zakresie obowiązków dotyczących raportowania MDR (tylko 19 proc.). W mniejszym stopniu firmy respondentów korzystały z narzędzi zewnętrznych takich jak: nakładki, interfejsy czy dashboardy oraz realizacji obowiązków w formie outsourcingu.

Nadążanie za błyskawicznie zmieniającymi się regulacjami podatkowymi to nie lada wyzwanie. Z perspektywy prowadzących biznes najlepszym rozwiązaniem jest obsługa wszelkich procesów podatkowych z jednego źródła, takiego jak system finansowo-księgowy czy ERP.

Nowe wymogi to nie tylko wyzwanie dla systemów, ale i coraz częściej ryzyko istotnych sankcji dla firm czy zarządów – np. brak możliwości zaliczenia wydatków do kosztów przy zapłacie na konto spoza tzw. Białej Listy czy sankcje związane z brakiem zachowania metody podzielonej płatności. Braki w nowym pliku JPK_V7M, który wejdzie w życie od 1 października 2020 r., mogą z kolei skutkować karą administracyjną w wysokości 500 zł za każdy błąd. Nie powinno więc dziwić, że przedsiębiorcy nierzadko posiłkują się zewnętrznymi rozwiązaniami, takimi jak samodzielne oprogramowanie, nakładki lub konwertery – mówi Norbert Wasilewski. Ekspert dodaje, że wyspecjalizowane firmy o wysokich kompetencjach technologicznych i doradczych, wiedzą, jak je prawidłowo skonfigurować, aby zapewnić zgodność z ostatnimi obowiązującymi przepisami. Są one również bardziej elastyczne i pozwalają na szybsze dostosowanie do nowych wymogów czy nawet zmieniającego się podejścia organów podatkowych.

Relatywnie niewielki udział narzędzi analitycznych wspierających raportowanie MDR pokazuje, że nawet bardzo złożone rozwiązania informatyczne i postępująca automatyzacja wielu procesów nie zawsze mogą w sposób efektywny radzić sobie z wszystkimi obszarami raportowania. Wciąż istnieją obszary, w których konieczna jest szczegółowa analiza konkretnych działań podatnika i przełożenie ich na ewentualne obowiązki sprawozdawcze, które wymykają się ramom systemów IT lub, które mogą być przez nie co najwyżej wspierane pod czujnym okiem specjalistów. 

Technologiczne kompetencje ekspertów podatkowych

We współczesnym środowisku księgowo-podatkowym eksperci obok oczywistej znajomości zagadnień finansowych czy prawnych muszą coraz częściej dysponować także odpowiednią wiedzą informatyczną, pozwalającą na współpracę z działami IT czy konsultantami zewnętrznymi przy opracowywaniu oprogramowania i odpowiednich rozwiązań automatyzujących czy analizujących dane.

Widać to również w firmach doradczych, gdzie działy podatkowo-technologiczne rozwijają się bardzo dynamicznie, łącząc znajomość przepisów podatkowych ze specjalizacją IT. Nie powinien więc dziwić fakt, że również przedsiębiorcy w dużej części w takim kierunku rozwijają swoje funkcje podatkowe. Wciąż jednak widać przestrzeń do rozwoju w tym obszarze mówi Paweł Spławski.

Ponad połowa polskich respondentów badania Deloitte pozytywnie oceniła wiedzę i umiejętności swoich pracowników w dziedzinie technologii cyfrowych w funkcji podatkowej. Jednoznacznej pozytywnej odpowiedzi w tym zakresie udzieliło 48 proc., a 6 proc. częściowo zgodziło się z tym stwierdzeniem. Tyle samo zdecydowanie mu zaprzeczyło, a aż 31 proc. odpowiedziało „raczej nie”. Zastanawiające może być, że 8 proc. CFO zadeklarowało, że nie ma żadnej wiedzy na ten temat.

Polak w świecie telekomunikacji

0

Chociaż urządzenia telekomunikacyjne towarzyszą nam już od lat, to wielu z nas doceniło je szczególnie podczas pandemii COVID-19. W jakim celu sięgamy po nie najczęściej i czy satysfakcjonują nas warunki ofert telekomunikacyjnych, z których korzystamy? PAYBACK, w swoim najnowszym badaniu Opinion Poll sprawdził, jaki stosunek do używania komórek, tabletów i komputerów mają Polacy. 

Nie da się ukryć – urządzenia telekomunikacyjne bardzo ułatwiają nam życie codzienne. Tak twierdzi aż 89% ankietowanych. Czasem jednak potrafią nas zdekoncentrować i utrudnić funkcjonowanie, co przyznał co dziesiąty respondent. Za ich największą zaletę uważamy przede wszystkim możliwość komunikacji z bliskimi, mieszkającymi nawet setki kilometrów od nas (77% wskazań) oraz zdobycia wszelakich informacji w ciągu zaledwie kilku sekund (56%). Oprócz tego zdaniem 41% ankietowanych urządzenia te pozwalają na szybkie przesyłanie danych oraz robienie zakupów bez konieczności wychodzenia z domu.

JAKA JEST WEDŁUG PANA PANI NAJWIĘKSZA ZALETA TELEKOMUNIKACJI
*Pytanie wielokrotnego wyboru

Smartfon i komunikatory internetowe

Mogłoby się wydawać, że mając tak łatwy dostęp do urządzeń telekomunikacyjnych, używanie ich będzie pochłaniać znaczną część dnia. Jednak okazuje się, że prawie 40% respondentów korzysta z nich od 3 do maksymalnie 5 godzin dziennie. Tylko co dziesiątemu Polakowi zajmuje to więcej niż 10 godzin w ciągu dnia. Po jakie treści wówczas najczęściej sięgamy? 56% chce być na bieżąco i czyta newsy, natomiast połowa z nas sprawdza portale społecznościowe.

W czasie pandemii dwa typy urządzeń telekomunikacyjnych stały się niezbędne, by komunikować się z innymi – smartfon, który ponad połowa z nas ma przy sobie praktycznie zawsze oraz laptop. Oprócz wykonywania standardowych połączeń telefonicznych przez 44% respondentów podobny odsetek, bo 42%, chętnie korzysta z komunikatorów internetowych. Ta druga forma zyskała na popularności szczególnie w ostatnim czasie i aż 47% ankietowanych zdecydowanie częściej, niż przed pandemią, po nią sięga. Dla ponad połowy z nich jest to świetny sposób na wysyłanie wiadomości tekstowych do rodziny i znajomych. Co czwarty ankietowany korzysta z komunikatorów w celach służbowych, by uczestniczyć w videokonferencjach. Podobny odsetek (23%) – by spotkać się wirtualnie z bliskimi.

DO JAKICH CELÓW UŻYWA PAN PANI OBECNIE NAJCZĘŚCIEJ KOMUNIAKTORÓW INTERNETOWYCH

Prokliencka postawa operatorów telekomunikacyjnych

Rabaty na dodatkowe usługi, darmowe gigabajty czy szybszy Internet. To tylko niektóre z propozycji, z którymi operatorzy wychodzili naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów, by ci mogli bez przeszkód komunikować się z bliskimi w czasie kwarantanny. Oferty takich dodatkowych pakietów otrzymało 49% ankietowanych, a u prawie połowy z nich spotkały się one z zainteresowaniem.

Ponad połowa respondentów korzysta z usług telekomunikacyjnych jednego dostawcy. 63% jest zadowolonych z warunków oferty, na którą się zdecydowali, a podobny odsetek nie rozważa przeniesienia numeru telefonu do innego operatora. Co ciekawe – co piąty z nas nie wie, jak wygląda ten proces i czy jest on stosunkowo prosty. Wybierając konkretną ofertę kierujemy się przede wszystkim ceną za usługi komunikacyjne (62%). Na dalszym miejscu znajduje się zasięg danej sieci (23%), a dla co dziesiątego badanego istotna jest wielkość pakietu internetowego.

Wyniki naszego badania wskazują, że do komunikacji z bliskimi i surfowania po Internecie Polacy przede wszystkich używają smartfonów. Takie potrzeby idealnie wpisują się w koncepcję niedawno uruchomionej w PAYBACK platformy Telco Market. W ramach projektu na stronie i w aplikacji mobilnej PAYBACK każdy uczestnik może znaleźć atrakcyjną ofertę m.in. na Internet, usługi telewizyjne, przeniesienie numeru komórkowego do innej sieci lub przedłużenia obecnej umowy u swojego dostawcy, a przy tym otrzymać dużą liczbę dodatkowych punktów PAYBACK – mówi Katarzyna Grzywaczewska, dyrektor marketingu w PAYBACK Polska

Gdański biurowiec Wave dopuszczony do użytkowania

0

Budynek biurowy Wave, realizowany w Gdańsku przez firmę Skanska, został w zeszłym tygodniu dopuszczony do użytkowania. Oferuje on prawie 25 tys. mkw. innowacyjnej i zrównoważonej powierzchni biurowej. Wave, jako pierwszy biurowiec w Trójmieście, będzie ubiegał się o wymagający certyfikat WELL.

Według najnowszych szacunków, do końca 2022 roku w Trójmieście przybędzie prawie 146 tys. mkw. powierzchni biurowej[1]. Jedną z inwestycji, które przyczynią się do tego wzrostu, jest realizowany przez Skanska biurowiec Wave, zlokalizowany przy głównej arterii Trójmiasta, alei Grunwaldzkiej. Budowa pierwszego budynku w ramach projektu, oferującego blisko 25 tys. mkw. nowoczesnej przestrzeni rozlokowanej na 14 kondygnacjach, zakończyła się w piątek.

– Wave usytuowany jest w szybko rozwijającym się centrum biznesowym Gdańska, którym już od kilku lat jest Oliwa. Bardzo dobre połączenie komunikacyjne, innowacyjne rozwiązania techniczne i przede wszystkim najwyższej jakości przestrzeń biurowa, która gwarantuje zdrowe środowisko pracy, to główne atuty naszego pierwszego biurowca w Trójmieście – mówi Eliza Jamrozik, negocjator ds. wynajmu w spółce biurowej Skanska.

Wave to dowód na to, że nowoczesna architektura biurowa może nawiązywać swoim wyglądem do historii miasta, w którym powstaje. Architekci z pracowni medusa group, którzy projektowali Wave, inspirowali się rytmiczną kompozycją portowych składów kontenerowych. Z kolei ogólnodostępna przestrzeń między budynkami odwołuje się do bałtyckiego, nadbrzeżnego krajobrazu, gdzie współgrają ze sobą kształty wydm oraz fal.

Wave, jako pierwszy budynek biurowy w Trójmieście, będzie ubiegać się o niezwykle wymagający certyfikat – WELL To oznacza, że biura w Wave spełniają nawet najbardziej wyśrubowane wytyczne i są zdrowym oraz zrównoważonym miejscem pracy. WELL kładzie duży nacisk na odpowiednią wentylację oraz filtrację powietrza w pomieszczeniach, utrzymywanie właściwej wilgotności i dbanie o komfort termiczny.

W ramach inwestycji Skanska położone zostaną płyty chodnikowe wykonane z zielonego betonu o właściwościach fotokatalitycznych. Dzięki promieniom słonecznym dochodzi na jego powierzchni do redukcji szkodliwych dla człowieka związków znajdujących się w miejskim powietrzu, które powstają ze spalin emitowanych przez samochody.

W biurowcu funkcjonuje również system Connected by Skanska, umożliwiający bezkontaktowe poruszanie się po budynku, co jest szczególnie ważne w kontekście obecnych i przyszłych zagrożeń epidemiologicznych.

Wave – kluczowe fakty i liczby:

  • Ukończony I z II budynków kompleksu
  • Powierzchnia najmu I etapu Wave: ok. 24 700 mkw. GLA, całej inwestycji (dwóch budynków): ok. 48 000 mkw. GLA
  • Liczba kondygnacji naziemnych/podziemnych: 14/2.
  • Budynek będzie ubiegał się o certyfikaty WELL, LEED i Obiekt bez barier
  • Dodatkowe benefity dla najemców: Connected by Skanska
  • Generalny wykonawca budynku: Skanska S.A.
  • Agent wyłączny odpowiedzialny za komercjalizację: CBRE
  • Autor projektu architektonicznego: śląska pracownia medusa group

[1] https://biuroprasowe.cbre.pl/101243-biurowcow-wciaz-przybywa-w-budowie-prawie-100-takich-obiektow

Pierwszy korona-kwartał za nami

0

Drugi kwartał 2020 roku to kwartał, na którego koniec czekało wielu. Wszystko dlatego, że jest to pierwszy okres, gdy rynek w całości funkcjonował w czasie koronawirusa. Podczas tych miesięcy doszło do wielu zmian na rynku mieszkaniowym, choć nie wszystkie wydają się zadowalające, szczególnie dla tych oczekujących mocnego spadku cen w krótkim czasie. Nie ulega jednak wątpliwości, że rynek nie jest już taki, jaki był cztery miesiące temu.

Nieuniknione zmiany

W połowie marca rynek nieruchomości, podobnie jak cały kraj, wszedł w fazę lockdown’u. Mniej więcej do końca kwietnia wyraźnie obniżyła się ilość transakcji, a te, które dochodziły do skutku były kontynuacją procesu sprzedaży rozpoczętego jeszcze w lutym, czy na początku marca. Patrząc na ceny mieszkań pierwszy sygnał wskazujący na możliwy początek zmiany trendu pojawił się w Warszawie. W marcu średnia cena metra kwadratowego lokalu mieszkalnego w stolicy wyniosła 10,9 tys. zł, co oznaczało symboliczny spadek względem lutego o 0,7%. W kwietniu za stolicą podążyły inne miasta i lekki spadek średniej ceny można było też zauważyć m.in. w Krakowie, Gdańsku czy Gdyni. Zmiany były powolne, ale tak jak wspominaliśmy już wcześniej w naszych komentarzach[1] jest to charakterystyczne dla rynku nieruchomości mieszkaniowych. Kiedy minął lockdown, czyli w maju, rynek mieszkaniowy odżył po okresie zamrożenia. Można powiedzieć, że społeczeństwo przyzwyczaiło się już do funkcjonowania w czasach koronawirusa, minął nieco strach przed spotkaniami. Można było przypuszczać, że wszystko wraca do normy. Jednak nie do końca tak to wyglądało.

W maju obserwowaliśmy zdecydowanie więcej wizyt i spotkań. Kupujący dużo chętniej umawiali się na oglądanie mieszkania, wzrost zainteresowania był wyraźny. Jednak nie możemy interpretować tego faktu jako powrót do sytuacji sprzed pandemii. Ponieważ o ile spotkań jest więcej i nie ma już barier do ich przeprowadzania, o tyle liczba spotkań niekoniecznie musi przekładać się na zawierane transakcje. Nawet jeśli kupujący nie porzucają chęci zakupu nieruchomości, to czas potrzebny na podjęcie decyzji zdecydowanie się wydłużył – mówi Anton Bubiel, dyrektor operacyjny w SonarHome.pl, firmie zajmującej się automatyzacją procesu kupna i sprzedaży mieszkań.

Trudno się dziwić kupującym, skoro dla wielu z nich sytuacja uległa pogorszeniu. A na decyzje o zakupie mieszkania nie mają wpływu wyłącznie konkretne zmiany, jak np. obniżka wynagrodzenia czy trudności związane z zaciągnięciem kredytu hipotecznego, ale również naturalna niepewność przyszłości. Niepokój i gorsze nastroje konsumenckie mogą być czynnikiem równie mocno hamującym podejmowanie decyzji o zakupie nieruchomości.

Co się zmieniło dla kupujących mieszkania w pigułce:

  • Banki zaostrzyły kryteria udzielania kredytów, wymagany jest wkład własny w wysokości co najmniej 20%
  • Najnowsze dostępne na ten moment (06.07.2020) dane BIK wskazują, że w maju liczba kredytów spadła o prawie 29% w porównaniu do maja 2019, natomiast wartość była niższa o 22,4%. Zsumowane dane z okresu od stycznia do maja dają bardziej pozytywny wynik. Spadek liczby kredytów w ujęciu liczbowym wynosi 5,6% natomiast w ujęciu wartościowym mamy wzrost na poziomie 3,8% (duży udział mają w tych statystykach mają decyzje o zakupie podjęte przed atakiem epidemii w I kw. 2020 r.)
  • Dostęp do kredytów hipotecznych został ograniczony dla osób pracujących w branżach wrażliwych na social distancing, czyli np. turystyka, gastronomia
  • Zaostrzono również kryteria udzielania kredytów dla osób zatrudnionych w formie umowy cywilnoprawnej bądź prowadzących działalność gospodarczą
  • Stopa bezrobocia rejestrowanego w maju wyniosła 6%. Możliwe, że wyraźniejszy skok będziemy mogli zaobserwować w danych z lipca (choć są to prognozy), wtedy też zakończy się trzymiesięczny okres wypowiedzenia dla osób, które otrzymały wypowiedzenie w marcu br.
  • Zgodnie z danymi GUS nastroje konsumenckie utrzymują się na zauważalnie niższym niż przed pandemią poziomie, co m.in. przekłada się na spadek skłonności do podejmowania decyzji o tzw. ważnych wydatkach
  • Obniżka stopy referencyjnej przez RPP do rekordowo niskiego poziomu 0,1% spowodowała spadek opłacalności lokat bankowych (oprocentowanie bliskie 0%). Z tego powodu inwestorzy z gotówką, nie korzystający z innych instrumentów rynku kapitałowego wciąż są zainteresowani nieruchomościami. Jednak chętniej wybierają rynek wtórny niż pierwotny.

W maju dynamicznie, w czerwcu statycznie

Po nieznacznych zmianach cen w marcu i kwietniu w maju można było zauważyć większy niż dotychczas spadek średnich cen ofertowych dotyczących rynku wtórnego. Skala tego spadku miesiąc do miesiąca wynosiła od 0,73% w Gdyni do 3% w Gdańsku. W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu ceny spadły o około 2% natomiast w Łodzi o ponad 1,5%.

Czerwiec nie obfitował już w wyraźne zmiany cen za jakie sprzedający chcieli sprzedać swoje mieszkania. Różnica względem poprzedniego miesiąca w największych miastach Polski wyniosła uśredniając 0,5%. Zatem dla wielu miast można użyć określenia, że ceny względem maja nie zmieniły się. Tak było np. w Warszawie, Gdańsku, Gdyni, Poznaniu, Wrocławiu i Łodzi. Jedyną mocniejszą zmianą w cenach ofertowych był wzrost o 2% w Krakowie.

Być może sprzedający widząc większą liczbę wizyt w celu prezentacji mieszkania nabrali pewności siebie, jednak same wizyty nie wystarczą jeszcze do zakupu mieszkania, musiałyby się przekładać na transakcje, a z tym jak wiemy jest trudniej. Wydłuża się czas potrzebny do podjęcia decyzji o zakupie, tzn. średni czas trwania mieszkania w ofercie. – mówi Barbara Bugaj, główny analityk rynku nieruchomości w SonarHome.pl, firmie oferującej darmowe narzędzie do wyceny mieszkania online.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w czerwcu 2020 r.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w czerwcu 2020 r.
źródło: SonarHome.pl

[1] https://sonarhome.pl/raporty

Akcyza przeniesiona o kwartał – co to oznacza dla branży?

0

Nie od początku lipca, lecz od początku października obowiązywać będzie pobór podatku akcyzowego na wyroby w postaci płynów do elektronicznych papierosów – tak zdecydowało Ministerstwo Finansów. Co to oznacza dla polskich firm produkujących i dystrybuujących e-papierosy i liquidy? Branża, zrzeszona w stowarzyszeniu walczy o przetrwanie i przedstawia swoje racje. 

Wraz z początkiem lipca wprowadzona miała zostać akcyza na e-papierosy oraz tzw. wyroby nowatorskie, która zdaniem przedstawicieli branży ze względu na procentowo bardzo wysoką stawkę mocno uderzy w już osłabiony przez pandemię biznes. Dosłownie tuż przed datą graniczną Ministerstwo Finansów na podstawie rozporządzenia zdecydowało o trzymiesięcznym zaniechaniu poboru akcyzy. Czy uratuje to branżę?

Akcyza – co to oznacza dla branży?

Wprowadzenie poboru podatku akcyzowego, bez względu na datę stanie się czynnikiem, który negatywnie wpłynie nie tylko na branżę, lecz też na użytkowników końcowych.

– Liczbę osób korzystających z e-papierosów w Polsce szacuje się na około 1,5 miliona. Wprowadzenie tak wysokiej akcyzy wiązać się będzie z koniecznością podniesienia cen produktów o minimum 100 %, gdyż tylko w ten sposób możemy spróbować zniwelować straty wynikające z pandemii oraz dodatkowego podatku. Przeniesienie początku akcyzy w czasie to również odroczenie problemu, a nie jego rozwiązanie, jakim by była stopniowo wprowadzana tzw. krocząca stawka podatku – mówi Jacek Golenia, Dyrektor Handlowy VAPE RIDE, firmy produkującej płyny.

Według danych Komisji Europejskich 10 proc. Polaków spróbowało  w przeszłości e-papierosa, co jest siódmym wynikiem w Europie. Wprowadzenie akcyzy oznacza również dla użytkowników niepewną przyszłość. Zdaniem przedstawicieli branży nowy podatek w obecnym brzmieniu to prosta droga do powstania i powiększania się szarej strefy, w której krążyć będą produkty. – Zjawisko to będzie niekorzystne zarówno dla branży, jak i dla rządu, który utraci wpływy z podatków od towarów i usług oraz podatku dochodowego. W efekcie branża e-papierosów zatrudniająca w kraju kilka tysięcy ludzi znajdzie się na skraju bankructwa, co będzie oznaczać wzrost bezrobocia i potrzebę wypłaty ewentualnych zasiłków czy zapomóg. A nieuczciwe podmioty będą kontynuować produkcję w szarej strefie. W efekcie budżet państwa więcej straci, niż może zyskać wprowadzając nowy podatek nieadekwatny do obecnej sytuacji gospodarczej – dodaje Justyna Lipowicz ze Stowarzyszenia „NIE dla tytoniu!”, zrzeszającego członków działających w branży elektronicznych inhalatorów nikotyny propagujących mniej szkodliwy styl życia dla uzależnionych nałogowych palaczy tradycyjnego tytoniu.

Apel do premiera

Biorąc pod uwagę negatywne skutki pandemii i wprowadzenie nowego podatku, branża zrzeszona w Stowarzyszeniu „NIE dla Tytoniu!” jeszcze przed decyzją Ministerstwa Finansów zaznaczyła, w jak trudnym znalazła się położeniu. W tym celu napisano list do Premiera Mateusza Morawieckiego.

„(…) Branża e-papierosów za sprawą realnej stawki akcyzy na poziomie nigdy niespotykanym na rynku tradycyjnych wyrobów tytoniowych, tj. podwyższającym wielokrotnie o 100% ceny jej produktów, stanie lada dzień na skraju bankructwa (…)” – czytamy w apelu wystosowanym przez  branżowe Stowarzyszenie „NIE dla Tytoniu!”. Według najnowszych zmian z 30 czerwca 2020 roku, jak twierdzi sam minister Tadeusz Kościński: „Podpisane przeze mnie rozporządzenie stanowi reakcję na aktualną sytuację związaną ze stanem epidemii i jest odpowiedzią na sygnały rynku.” Można więc uznać, iż głos stowarzyszeń branżowych przyniósł tymczasowy efekt w postaci rozporządzenia przesuwającego początek akcyzy o trzy miesiące, chociaż patrząc długofalowo jest to niewystarczające dla utrzymania kilku tysięcy firm i miejsc pracy.

Jakie zatem rozwiązanie proponuje branża?

– Jesteśmy za rozważnie wprowadzonym podatkiem akcyzowym, więc koniecznie równo z banderolowaniem, czyli na dzień dzisiejszy od stycznia 2021 roku. A przede wszystkim za optymalną stawką akcyzy zaczynającą się od 0,10 zł za 1 ml płynu w pierwszym roku poboru podatku i jego sukcesywnym wzroście w przyszłych latach. Takie podejście pozwoliło by na dalszym utrzymaniu kilku tysięcy miejsc pracy i przede wszystkim zachowaniu zasady równej konkurencyjności względem silniejszych gospodarczo od polskich MŚP koncernów zagranicznych tradycyjnych wyrobów tytoniowych oferujących ostatnim czasem także płyny nikotynowe i tzw. wyroby nowatorskie. A na sile polskiej gospodarki zapewne nam wszystkim zależy. – podsumowuje Justyna Lipowicz.

Źródło:

Dane własne

https://www.bbc.com/news/business-44295336

https://ec.europa.eu/commfrontoffice/publicopinion/archives/ebs/ebs_429_en.pdf

Bisnode i Euler Hermes Polska zawarły strategiczną umowę o współpracy

0

Bisnode 1 lipca. 2020 r. podpisał z Euler Hermes umowę na dostawę krajowych i międzynarodowych danych wspierających obsługę ubezpieczeń należności świadczonych przez Euler Hermes w Polsce. Jednocześnie Bisnode na mocy porozumienia nabył od Euler Hermes w Polsce obszar usług związanych z raportami handlowymi i zaoferuje klientom Euler Hermes dedykowane rozwiązania Grupy Bisnode.

Jest nam niezmiernie miło ogłosić fakt podpisania umowy o współpracy z Euler Hermes. Stanowi to dowód kompetencji i wiary w umiejętności Bisnode, których celem jest zaspokojenie rosnących wymagań sektora finansowego. Wzmacnia również postrzeganie Bisnode jako najbardziej godnego zaufania źródła danych biznesowych na polskim rynku. Jesteśmy bardzo podekscytowani dalszą współpracą z Euler Hermes i gorąco witamy nową grupę klientów, którzy na mocy porozumienia będą teraz mieli dostęp do najlepszych oferowanych na rynku rozwiązań w zakresie analityki Smart Data i raportów kredytowych – mówi Andrzej Osiński, Prezes Zarządu Bisnode Polska.

Nawiązanie współpracy z Euler Hermes w Polsce w zakresie segmentu usług związanego z obszarem raportów handlowych pozwoli Bisnode – europejskiemu liderowi w dostarczaniu danych i analityki biznesowej – na wzmocnienie własnych zasobów bazodanowych i efektywne dopasowanie portfela produktowego Bisnode pod kątem oczekiwań klientów we wszystkich segmentach oferowanych usług. Ponadto, długofalowa współpraca z Euler Hermes wpłynie pozytywnie na tempo wzrostu przychodów Bisnode i jego znaczenia na rynku w segmencie instytucji finansowych. Euler Hermes, jako globalny lider rynku ubezpieczeń należności, będąc częścią międzynarodowej grupy ubezpieczeniowo-finansowej Allianz, na bieżąco analizuje potrzeby polskiego rynku i działających na nim firm. Zapewniając kompleksowy zakres usług i serwis związany z zarządzaniem ryzykiem handlowym, Euler Hermes, korzysta z najlepszych rozwiązań w zakresie analizy danych, pozyskując je z wielu źródeł, w tym od kluczowych na rynku parterów wyspecjalizowanych w ich gromadzeniu.

Jako lider rynku ubezpieczeń należności i gwarancji intensywnie inwestujemy w rozwiązania i usługi wzmacniające zdolności oceny ryzyka handlowego. Dzięki umowie z Bisnode Klienci Euler Hermes zyskują możliwość dostępu do największych baz danych wraz z kompleksową aktualizacją i dostępem w czasie rzeczywistym. Współpraca z Bisnode to dla Euler Hermes także dostęp do informacji i danych istotnie wspierających nasze działanie na rynku ubezpieczeń należności, dzięki czemu będziemy świadczyć usługi spełniające potrzeby i oczekiwania Klientów w realiach rosnącego znaczenia digitalizacji i cyfryzacji – stwierdza Paul Flanagan Prezes Zarządu Euler Hermes Polska.

All in! Games na GPW pod nową nazwą

0

Ostatni krok po połączeniu All in! Games z firmą Setanta został wykonany. Od 6 lipca spółka już oficjalnie jest notowana na Głównym Parkiecie GPW jako AIGAMES (oznaczenie ALG), zastępując dotychczasową nazwę SETANTA.

Jest to co prawda tylko kosmetyczna zmiana, ale ważna z punktu widzenia naszych obecnych i potencjalnych inwestorów. Dotychczasowy stan mógł powodować zdziwienie u niektórych osób zainteresowanych inwestycją w nasze wydawnictwo gier komputerowych, ale teraz ich wątpliwości powinny zostać w pełni rozwiane. All in! Games oficjalnie zaczyna nowy, giełdowy rozdział w swojej historii i liczymy, że będzie on dla nas bardzo udany
-Piotr Żygadło, CEO All in! Games

W styczniu 2020 roku doszło do połączenia All in! Games sp. z o.o. z Setanta i zgodnie z podjętymi przez obie spółki uchwałami majątek tej pierwszej został przeniesiony do powstałej spółki All in! Games S.A., w zamian za akcje wydane przez Setantę. Ta koncentrowała się wcześniej na projektach globalnych, lokalnych i nieruchomościach. Na Głównym Rynku GPW debiutowała w 2017 roku, przechodząc z rynku NewConnect, na którym była notowana od stycznia 2013 roku.

W połowie czerwca, podczas spotkania Rady Nadzorczej doszło do powołania nowego Zarządu, co było ostatnim krokiem w procesie fuzji. Zasiedli w nim Piotr Żygadło (Prezes Zarządu), Maciej Łaś (Wiceprezes Zarządu) oraz Łukasz Górski (Wiceprezes Zarządu).

2020 (k)rokiem milowym dla All in! Games

Finalizacja fuzji oraz wejście na giełdę to nie jedyne kroki milowe, jakie All in! Games stawia w 2020. W drugiej połowie roku planowana jest premiera najgłośniejszego tytułu wydawnictwa, cyberpunkowej gry akcji Ghostrunner (studio deweloperskie One More Level). Przy jej wydaniu krakowska firma współpracuje z jednym z czołowych wydawnictw na świecie (1. miejsce w rankingu Metacritic za 2019 rok), 505 Games i liczy na to, że tytuł ten stanie się globalną, rozpoznawalną marką.

Mamy spore oczekiwania wobec tej gry i liczymy, że będzie to druga, po Cyberpunk 2077 największa polska premiera w 2020 roku. Ghostrunner otrzymał bardzo dobre recenzje, demo spotkało się z ciepłym przyjęciem przez graczy, a liczba osób, które dodały już tę pozycję do swojej Wish Listy na platformie Steam również bardzo nas satysfkacjonuje. Wierzymy, że będzie to dla nas przełomowy sukces, który otworzy drzwi do kolejnych, niezwykle ciekawych projektów

-Piotr Żygadło, CEO All in! Games

eSky przeprowadza cyfrową transformację z Google Cloud

0

Warszawa, 6 lipca 2020 eSky.pl, lider rynku internetowych biur podróży w krajach CEE, wybrał Google jako partnera we wdrażaniu cyfrowej transformacji. Dzięki produktom Google Cloud firma będzie jeszcze szybciej wprowadzać innowacje oraz skalować swoją działalność, oferując klientom najlepsze jakościowo usługi w najkorzystniejszych cenach.  

Dzięki współpracy z Google Cloud, firma eSky.pl będzie mogła sprawniej i łatwiej zarządzać swoimi zbiorami danych. Wykorzystanie chmury obliczeniowej umożliwi zautomatyzowanie raportowania, co przyspieszy i ułatwi podejmowanie strategicznych dla biznesu decyzji w dynamicznie zmieniającym się świecie. W pakiecie wykorzystywanych usług znajdują się również narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję, które eSky.pl będzie wykorzystywać do upsellingu produktów, mapowania obiektów hotelowych czy też odpowiedniego targetowania kampanii marketingowych.

Poziom wykorzystania danych i technologii cyfrowych do celów analitycznych i marketingowych przez polskie przedsiębiorstwa turystyczne należy do jednego z najniższych w Europie. Tymczasem turystyka jak nigdy wcześniej potrzebuje dziś cyfrowych narzędzi, by efektywniej i skuteczniej docierać do klientów. Preferencje dotyczące podróży uległy w ostatnim czasie znaczącym zmianom, które mogą pozostać z nami na dłużej albo powracać cyklicznie. Branża turystyczna musi być gotowa na elastyczność i bieżące dostosowywanie się do potrzeb klientów. Wdrożenie rozwiązań chmury obliczeniowej jest idealnym rozwiązaniem do osiągnięcia tych celów – mówi Łukasz Neska, Wiceprezes eSky.pl.

eSky.pl, wprowadzając cyfrową transformację z Google Cloud, zdecydowało się na gruntowną modernizację swojej infrastruktury IT poprzez wykorzystanie architektury mikroserwisów. Dzięki podzieleniu oprogramowania na mniejsze aplikacje, firma może równolegle pracować nad kilkoma funkcjonalnościami, szybciej wprowadzając aktualizacje i udogodnienia, bez ryzyka związanego z brakiem stabilności lub przerwami w działaniu usług. eSky.pl jako jedna z pierwszych firm w Polsce, zintegrowała swoje usługi również z Asystentem Google, dostarczając klientom kolejną, wygodną ścieżkę umożliwiającą wyszukiwanie kierunków podróży czy rezerwację pobytów.

eSky.pl wykorzystuje Google Cloud po to, by móc osiągnąć maksymalną skalowalność. Z uwagi na sezonowość, jaką charakteryzuje się branża turystyczna, to bardzo efektywne rozwiązanie. Na podstawie zdefiniowanych wcześniej parametrów, infrastruktura chmurowa umożliwia automatyczne dopasowywanie do panującego w serwisie ruchu, gwarantując obsłużenie najwyższych szczytów ruchu, bez ryzyka i niepotrzebnych kosztów stałych, takich jak utrzymanie dużych serwerów – mówi Magdalena Zwierzyńska z zespołu Google Cloud.

Rozwiązania Google Cloud zostały wdrożone również w obszarach działań Big Data, Data Analysis oraz Data Science. eSky.pl wykorzystuje oprogramowanie BigQuery, by łączyć ze sobą ogromne i bardzo złożone zbiory danych do przeprowadzania operacji obliczeniowych i wyciągania wniosków w czasie rzeczywistym dla różnych działów w firmie, takich jak logistyka czy marketing. Firma wykorzystuje również modele scoringowe, które pomagają w automatyzacji działań marketingowych, dostarczając trafne rekomendacje na stronie oraz cross- i upselling produktów.

Zespół eSky.pl przy wsparciu Google zdecydował się również na wdrożenie zestawu praktyk Site Reliability Engineering, co pozwalają budować i usprawniać różne funkcjonalności bez ryzyka dla stabilności platformy. Szczegółowe monitorowanie parametrów usług określone jako Service Level Objective oraz analizowanie tzw. budżetu błędów w danym okresie pozwala firmie na podejmowanie racjonalnych decyzji projektowych, zwiększając efektywność.

Innowacje wprowadzone w eSky.pl bezpośrednio przełożą się na doświadczenia klientów, którzy będa otrzymywali trafniejsze rekomendacje dotyczące destynacji, lotów, czy hoteli. Baza obiektów w nowych krajach będzie też stale powiększana. Skróceniu ulegnie także czas załatwiania spraw przez obsługę klienta, a eSky będzie mógł oferować jeszcze atrakcyjniejsze oferty w najkorzystniejszych cenach – dodaje Łukasz Neska, Wiceprezes eSky.pl

Szybka adaptacja technologii chmurowych to bardzo dobry sposób na budowanie przewag konkurencyjnych. Warto pamiętać, że chmura to nie tylko optymalizacja kosztów utrzymania infrastruktury. Google Cloud daje bardzo dużo możliwości pracy z danymi w celu optymalizowania swoich działań marketingowych, eSky.pl wykorzystuje tę szansę na bardzo wysokim poziomie –komentuje Dawid Papież, Industry Head w Google Polska.

ABM przekaże 100 mln na leczenie nowotworów przełomową terapią CAR-T cells

0

Agencja Badań Medycznych rozpoczyna realizację programu mającego na celu opracowanie i wprowadzenie do Polski na szeroką skalę przełomowej terapii leczenia nowotworów, przy użyciu modyfikowanych genetycznie limfocytów CAR-T cells (terapia adoptywna komórkami CART). Tego rodzaju terapia ma szczególne znaczenie w przypadku leczenia białaczek najmłodszych pacjentów.

Technologia CAR-T cell zmienia perspektywę leczenia onkologicznego. Grant w kwocie 100 mln złotych wprowadzi nasz kraj do czołówki światowej w zakresie immunoterapii takich jak USA czy Izrael, co jednocześnie pozwoli nam uniezależnić się od oligopolu wielkich firm. Dzięki temu, dostarczymy polskim pacjentom innowacyjne leczenie w wielokrotnie niższej cenie – podkreśla Prezes Agencji Badań Medycznych, dr n. med. Radosław Sierpiński.

Przełom w leczeniu nowotworów krwi

Terapia komórkami CAR-T jest najbardziej zaawansowaną i spersonalizowaną technologią stosowaną w leczeniu hematoonkologicznym, która polega na wytworzeniu dla każdego pacjenta leku na bazie jego własnych limfocytów. Wykorzystanie układu odpornościowego do walki z nowotworem polega na pobraniu od pacjenta limfocytów T, które są następnie modyfikowane genetycznie w laboratorium. Gen ten koduje wytwarzanie przez limfocyt T receptora rozpoznającego specyficzne antygeny komórek nowotworowych.

Dla przykładu dzięki terapii komórkami CAR-T Z można uzyskać całkowitą remisję u ok. 90 proc. chorych z ostrą białaczką limfoblastyczną, przy czym remisja u ok. 50 proc. pacjentów ma ona charakter trwały. W przypadku innych terapii szansa wyleczenia takich pacjentów jest bliska zera.

Nowa era leczenia dla dzieci z białaczkami i chłoniakami

Wprowadzenie do Polski terapii CAR-T cells jest ważne nie tylko z punku widzenia badań naukowych, ale przede wszystkim z punktu widzenia szans dla pacjentów. Nowotwory wywodzące się z limfocytów B i ich prekursorów stanowią w Europie około 80% wszystkich przypadków zachorowań na białaczkę wśród dzieci. Rokowania pacjentów z nawrotem choroby po standardowej terapii są bardzo złe.

Wskazaniem do terapii CAR-T są złośliwe chłoniaki i ostre białaczki  u dzieci oraz młodych dorosłych, u których brak jest opcji terapeutycznej, czyli chorych opornych na leczenie lub z nawrotem po dwóch liniach leczenia.

U części pacjentów hematoonkologicznych żadna ze znanych nam dziś metod nie jest skuteczna, nie mówiąc o trwałym wyleczeniu nowotworu. W związku z tym, technologia CAR-T budzi ogromne nadzieję w środowisku medycznym.

Komórki CAR-T to najbardziej zaawansowana, spersonalizowana forma immunoterapii nowotworów – technologia przyszłości, która w perspektywie najbliższej dekady może stać się podstawową metodą leczniczą w onkologii. Konkurs Agencji Badań Medycznych stwarza szansę opracowania w Polsce i wdrożenia terapii opartej na komórkach CAR-T; przyczyni się do zwiększenia jej dostępności, a polskie laboratoria badawcze i produkcyjne ulokuje wśród liderów biotechnologii na świecie – komentuje prof. Sebastian Giebel – Zastępca Dyrektora ds. Klinicznych Kierownik Katedry Transplantacji Szpiku Kostnego i Onkohematologii w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Curie Skłodowskiej w Gliwicach.

Miliony dolarów na leczenie

Immunoterapia komórkami CAR-T jest bardzo skuteczna, ale też niezwykle kosztowna
i skomplikowana do przeprowadzenia. Obecnie leczenie jednego pacjenta oferowane przez firmy to koszt rzędu nawet pół miliona dolarów, co zwykle pozostawia terapię poza zasięgiem chorych. Jeśli CAR-T cells są stworzone we własnych laboratoriach koszty te są nawet dziesięć razy niższe.

Dofinansowanie przekazane przez Agencję Badań Medycznych ma umożliwić prowadzenie badań przez polskie konsorcjum i doprowadzić do powszechnego stosowania tej terapii
w polskim systemie ochrony zdrowia. Dzięki wspólnej deklaracji Prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa, bazując na amerykańskiej technologii wywodzącej się z MD Anderson Medical Center możemy już teraz realnie rozwijać sektor biotechnologii i leczyć Polaków najnowszymi terapiami – podsumowuje Prezes Sierpiński.

Prof. Adam Witkowski: Czas na mocną dyskusję o realnie lepszym dofinansowaniu systemu

0

Epidemia COVID-19 pozwoliła zweryfikować założenia dotyczące systemu opieki zdrowotnej. Zdefiniowaliśmy świadczenia i projekty, będące ważną szansą na poprawę efektywności i oszczędności w systemie. Do sukcesu niezbędne jest jednak optymalne finansowanie – uważa prof. Adam Witkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Cenne wnioski

Zdaniem Prof. Adama Witkowskiego, kierownika Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie, prezesa Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, epidemia COVID-19 pokazała, że wiele świadczeń opieki zdrowotnej może być z powodzeniem realizowanych zdalnie.

Za pomocą teleporad możemy realizować przede wszystkim konsultacje lekarskie i wypisywanie recept. Jestem przekonany, że te formy telemedycyny zostaną z nami na stałe, szczególnie jako ważna forma opieki nad pacjentami ze schorzeniami przewlekłymi. Biorąc pod uwagę, że znaczący odsetek tradycyjnych wizyt lekarskich sprowadzał się wcześniej do konsultacji z lekarzem i wypisania recepty na stale przyjmowane leki, telekonsultacje okazały się istotną formą optymalizacji efektywności świadczeń opieki zdrowotnej w tym kontekście – mówi prof. Adam Witkowski.

Eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przyznają, że z dużym powodzeniem można zdalnie prowadzić zajęcia rehabilitacyjne dla chorych po zawale serca lub z niewydolnością serca. Podobnie, dzięki telemonitoringowi urządzeń wszczepialnych, na odległość można z sukcesem kontrolować stan pacjentów z rozrusznikami serca, kardiowerterami-defibrylatorami czy urządzeniami do terapii resynchronizującej. W dobie epidemii pozwala to uniknąć gromadzenia pacjentów w ośrodku, a tym samym ograniczać ryzyko potencjalnego wzajemnego zakażania się pacjentów i personelu medycznego. Na co dzień telemonitoring pozwala ograniczyć liczbę wizyt specjalistycznych, co jest korzystne zarówno dla pacjentów, którzy nie muszą odbywać niejednokrotnie długich podróży do ośrodka kontrolującego, jak i dla systemu opieki zdrowotnej, który na ograniczeniu liczby wizyt specjalistycznych oszczędza.

Choć telekonsultacje to zdaniem ekspertów ważna szansa na optymalizację opieki zdrowotnej, to ta forma świadczenia nie może być zastosowana w każdym przypadku. Przykładem są pacjenci pierwszorazowi, wymagający szczegółowej diagnostyki w ośrodkach.

Strategiczne finansowanie

Według ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego epidemia COVID-19 pokazała, jak istotnym aspektem jest kwestia stabilnego i optymalnego finansowania ochrony zdrowia.

Chociaż wiemy o tym od lat, w obliczu wyzwań epidemicznych szczególnie wyraźnie zobaczyliśmy skalę niedofinansowania sektora ochrony zdrowia. Od lat kolejne rządy obiecują poprawę i zwiększenie nakładów w tym obszarze, na razie jednak nie można mówić o widocznej poprawie – mówi prof. Adam Witkowski.

W przypadku kardiologii i kardiochirurgii zdaniem ekspertów wyzwaniem pozostaje niedoszacowanie procedur i zbyt nisko określone ryczałty, które prowadzą do zadłużania się szpitali. Zwłaszcza w przypadkach, kiedy płatnik publiczny nie płaci lub nie pokrywa wszystkich kosztów zrealizowanych przez szpital świadczeń.

O tym, że pieniędzy w systemie nie jest więcej, świadczy przykład rozliczania procedur w obecnych realiach epidemii. Otóż leczenie chorych, podejmowane z powodu zakażenia COVID-19, powoduje ubytek w ramach szpitalnego ryczałtu. To z kolei prowadzi do sytuacji, że świadczeń w ramach puli ryczałtowej nie wystarcza dla pacjentów z innymi niż COVID-19 schorzeniami. Nie ma wątpliwości, że przyszedł najwyższy czas na mocną dyskusję o tym, by system ochrony zdrowia był realnie lepiej dofinansowany – uważa prof. Adam Witkowski.

Nowe regulacje

Przepisy przyjęte w ustawie „6 proc. PKB na zdrowie” zdaniem ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego to krok w dobrym kierunku. Środowisko kardiologów jednocześnie przypomina, że w obliczu znaczących i stale rosnących potrzeb w zakresie opieki zdrowotnej w Polsce to rozwiązanie może jednak okazać się nie w pełni wystarczające. Zwłaszcza, jeśli wartość PKB w Polsce odniesie się do średniej wartości PKB w krajach Unii Europejskiej.

Zdaniem prof. Adama Witkowskiego, gdyby ogłoszony w  czerwcu 2020 roku prezydencki projekt ustawy o Funduszu Medycznym przewidywał dodatkowe środki dedykowane sektorowi ochrony zdrowia, idea byłaby bez wątpienia bardzo słuszna. – 2 dodatkowe miliardy złotych przeznaczone na obszar opieki zdrowotnej w sytuacji, gdy Narodowy Fundusz Zdrowia zmuszony był finansować świadczenia związane z terapią zakażonych koronawirusem, byłyby bardzo potrzebnym i znaczącym wsparciem dla systemu – mówi prof. Adam Witkowski.

Istotne potrzeby

W obszarze kardiologii przykładowe obszary wymagające uwagi i finansowania to zdaniem ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego:

  • w zakresie farmakoterapii: leczenie przeciwpłytkowe u chorych z ostrymi zespołami wieńcowymi, zapobieganie zgonom i kolejnym zawałom serca u pacjentów bardzo wysokiego ryzyka po już przebytym zawale serca przy pomocy nowoczesnych leków obniżających poziom cholesterolu, profilaktyka udarów mózgu u chorych z niezastawkowym migotaniem przedsionków, nowoczesne leczenie niewydolności serca;
  • w zakresie wyrobów medycznych: terapie u chorych z wadami zastawkowymi i niewydolnością serca, stymulacja przy użyciu rozruszników bezelektrodowych, zdalne monitorowanie urządzeń wszczepialnych w niewydolności serca i profilaktyce nagłego zgonu sercowego, diagnostyka arytmii u chorych po udarze mózgu oraz u pacjentów z omdleniami przy użyciu wszczepialnych rejestratorów arytmii.

Epidemia COVID-19 pozwoliła zweryfikować realną wartość świadczeń opieki zdrowotnej. Nie ma wątpliwości, że warto inwestować w nowoczesne formy opieki medycznej. Inwestycje te wymagają przede wszystkim uwagi i środków finansowych, a w kolejnym kroku ich uważnej lokacji. Wtedy szansa, że przyniosą realne korzyści, znacząco rośnie – uważa prof. Adam Witkowski.

Przez pandemię na NewConnect było mniej debiutów. Ale wartość obrotu akcjami wzrosła o ponad 1000%

0

W pierwszych pięciu miesiącach br. NewConnect był świadkiem czterech debiutów. Natomiast w analogicznym okresie ubiegłego roku odnotowano ich 7. W kwietniu wartość obrotu akcjami wzrosła o ponad 1000% rok do roku i wyniosła 1,1 mld zł. Z kolei od stycznia do maja otwarto ponad 60 tys. nowych rachunków maklerskich. Dla porównania, w ostatnim kwartale 2019 roku przybyło ich niespełna 7 tys. Obecnie największym zainteresowaniem inwestorów cieszą się spółki z branży gamingowej, biotechnologicznej, IT oraz e-commerce.

Od stycznia do końca maja br. na rynku NewConnect zadebiutowały 4 spółki. Dwie z nich w styczniu, kolejne – odpowiednio w lutym i kwietniu. Natomiast w analogicznym okresie ubiegłego roku było 7 debiutów. Warto przypomnieć, że 2 z nich przypadły na styczeń, kolejny był w lutym, a po 2 – odnotowano w kwietniu i w maju.

– Okres pandemii był także czasem kwarantanny inwestorów. Widoczne było skupienie się na ich własnych sprawach. Z tego względu debiuty były przesuwane na inne terminy – komentuje Andrzej Głowacki, prezes zarządu Grupy Kapitałowej DGA S.A.

Jak zaznacza Piotr Borowski, członek zarządu GPW, od wybuchu pandemii koronawirusa obserwujemy dużą zmienność cen akcji. Z tym związana jest wzmożona aktywność inwestorów na wszystkich rynkach prowadzonych przez GPW. Na NewConnect odnotowano największy procentowo wzrost dynamiki obrotów. W kwietniu br. wartość obrotu akcjami wzrosła o ponad 1000%, patrząc rok do roku. I wyniosła 1,1 mld zł.  Natomiast w maju poszła w górę o przeszło 900% rok do roku, tj. do poziomu 857,6 mln zł.

– Obroty na NewConnect przekroczyły w kwietniu 2020 roku zaczarowany 1 mld zł. Przy tym tylko sama BIOMAXIMA S.A. to aż 240 mln zł z tej kwoty. W sumie 20 spółek na tzw. małym parkiecie uzyskało wówczas pułap 10 mln zł miesięcznego obrotu. Główny prym wiodą spółki okołomedyczne i producenci gier. Uzasadnienie jest dość proste, tj. pandemia i sukcesy polskich twórców gier – informuje prezes Głowacki.

Mimo pandemii koronawirusa rynek NewConnect cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem inwestorów oraz emitentów. Zdaniem Piotra Borowskiego, wskazują na to nie tylko wielkości obrotów. Świadczy o tym również duża liczba nowych rachunków inwestycyjnych. Od początku roku do końca maja otwarto w domach maklerskich ponad 60 tys. nowych rachunków maklerskich, podczas gdy w czwartym kwartale 2019 roku – niecałe 7 tys. Przedstawiciel zarządu GPW liczy, że większość tych nowych inwestorów pozostanie na rynku kapitałowym na dłużej. Warto też podkreślić, że w środowisku bardzo niskich obecnie stóp procentowych lokata bankowa nie jest atrakcyjną propozycją inwestycyjną.

– Bardzo duża liczba otwartych rachunków w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2020 roku jest wynikową dwóch czynników. Pierwszy to zerowe lub zbliżone do tej wartości oprocentowanie lokat bankowych. Drugi to spędzanie czasu w domu i próba zarobienia na wzroście kursów. Wynikiem jest rekordowy obrót w kwietniu i maju na NewConnect – wyjaśnia ekspert z DGA S.A.

W ostatnim czasie największym zainteresowaniem inwestorów na NewConnect cieszą się spółki z branży gamingowej, biotechnologicznej, IT oraz e-commerce. Jak zaznacza Piotr Borowski, więcej transakcji zawierano także na akcjach spółek, które informowały rynek o angażowaniu się w walkę z koronawirusem. To są głównie małe podmioty, dlatego wzrost zainteresowania nimi wśród inwestorów szybko znajduje odzwierciedlenie w kursach akcji. Poza tym producenci gier od kilku lat aktywnie pozyskują kapitał poprzez giełdę, co naturalnie przyciąga kolejnych emitentów do tej branży.

– Inwestorzy, spędzający w domu dużo czasu przed ekranem monitora, liczą na szybki zysk. Bardzo duże wahania cen akcji na NewConnect mają niewiele wspólnego z analizą fundamentalną czy techniczną. To wynik gry inwestorów. Nie należy tego zjawiska negatywnie oceniać, gdyż jest to element procesu ich edukacji. Jestem przekonany, że jeśli będziemy więcej czasu spędzać w domu, np. w trakcie jesiennej, potencjalnej drugiej fali pandemii, to ponownie zauważymy zwiększone zainteresowanie obrotem akcjami – podkreśla prezes Głowacki.

Każda nietypowa sytuacja stwarza szanse dla nowych przedsięwzięć, wyzwala potencjał i kreatywność, jak przekonuje Anna Szymańska, wiceprezes zarządu DGA S.A. Jednak pozostaje zawsze pytanie, czy stworzone zostaną warunki, aby dany pomysł mógł się rozwinąć. Ekspert zaznacza, że żaden stan w gospodarce nie trwa wiecznie. Dzisiaj firmy produkujące środki odkażające notują ogromne wzrosty, ale to wcale nie znaczy, że po definitywnym zakończeniu pandemii będą one równie wysokie.

– W okresie pandemii z jednej strony technicznie utrudniony jest proces organizacji emisji akcji ze względu na istniejące ograniczenia oraz duże wahania cen akcji na giełdzie. Ale z drugiej – jest mniejsza konkurencja wśród samych spółek, które zamierzają pozyskać finansowanie na rynku kapitałowym. Przeprowadzone w tym roku emisje akcji dowodzą, że interesujące pomysły biznesowe znajdują finansowanie wśród inwestorów giełdowych – ocenia członek zarządu GPW.

Wejście na giełdę oznacza większy dostęp do inwestorów, promocję, wiarygodność i tym samym lepsze szanse na kontrakty. Jak mówi Joanna Juszczyszyn-Klimek, dyrektor Departamentu Zarządzania Projektami w DGA S.A, to kusi niektóre startupy. Jednak nie każde przedsiębiorstwo jest w stanie ponieść stosunkowo wysokie koszty oraz obowiązki z tytułu posiadania statusu spółki giełdowej w perspektywie długoterminowej. I dotyczy to również podmiotów, które w okresie pandemii znalazły niszę na rynku i odnoszą aktualnie sukcesy.

– Pozyskanie finansowania na rynku kapitałowym należy planować z wyprzedzeniem. Warto mieć wszystko przygotowane zawczasu, żeby w odpowiednim, sprzyjającym momencie wyjść z ofertą na rynek. Widzimy dużą liczbę nowo otwartych rachunków inwestycyjnych w tym roku, wysokie obroty akcjami oraz bardzo niskie oprocentowanie lokat bankowych. A to może być dobrym prognostykiem zainteresowania inwestorów z rynku NewConnect – przekonuje Piotr Borowski.

Według prezesa Głowackiego, okres pandemii to szansa dla startupów na debiut na tzw. małym parkiecie. Ale konieczne jest eliminowanie z GPW i NewConnect spółek, które po prostu nie są uczciwe wobec inwestorów. Z punktu widzenia ochrony inwestorów należy zwrócić uwagę nie tylko na scenariusze „pump and dump” – pompuj i wyrzucaj. Trzeba również zauważyć znaczną liczbę spółek, których notowania są zawieszone. Zdaniem eksperta, rynek NewConnect jest interesujący, umożliwia pozyskanie kapitału. Ale jest także obarczony ryzykiem. Jednak, jak widać po ww. danych, nawet w tak trudnych czasach i podczas szeregu obostrzeń potrafi osiągać coraz wyższe obroty.

Mogło być gorzej, a nie jest

Wirus rozprzestrzenia się po świecie przy dziennym przyroście przypadków powyżej 200 tys., jednak rynki zdają się zepchnąć obawy na bok, znajdując uspokojenie w stabilnym wskaźniku zgonów i postępach w opracowywaniu szczepionki. Ryzykiem pozostaje, że napływające dane przestaną wspierać scenariusz szybszego odbicia ożywienia.

Pozytywny trend wyłania się po weekendzie, choć trudno znaleźć dla niego konkretnego punktu zaczepienia. Wygląda na to, że perspektywa długiego weekendu (albo przynajmniej takiego z niepełną obecnością inwestorów z USA) hamowała zapędy traderów do dyskontowania pozytywnych danych. Doniesienia o postępach wirusa po weekendzie nie wybiegły jednak poza oczekiwania, więc możliwe, że teraz rynki nadganiają z reakcją silne odczyty NFP, ISM dla przemysłu, czy PMI z Chin. Podejście takie może być i słuszne, choć jak wskazywałem przy komentarzu do raportu NFP, nie można zapominać, że ponowne przyspieszenie wzrostu liczby zachorowań wkrótce znajdzie swoje odbicie w danych. I tak jak NFP nie obejmował wpływu skoku zachorowań w USA w drugiej połowie czerwca, tak i dziś publikowany ISM dla usług także może wskazywać na większy optymizm przedsiębiorców niż jest obecne. W tym kontekście istotniejszy będzie czwartkowy raport o tygodniowej liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, gdzie już mogą pojawić się efekty ponownego zamykania punktów usługowych i zwalniana pracowników.

Słabsze dane będą podkopywać zaufanie inwestorów, podnosząc ryzyko korekty na Wall Street oraz wzrostu awersji do ryzyka na globalnym rynku. Jednocześnie dziś rano we wzrostach indeksów widać uparte dążenie inwestorów, by podtrzymać rajd ryzyka, skupiając się na jasnych stronach. Wśród uzasadnień dla nieporzucania optymizmu wyróżniają się nadzieje na postęp w pracach nad szczepionką oraz stabilność wskaźnika śmiertelności. Nie oczekuje się przywrócenia ogólnokrajowych lockdownów, a bardziej punktowe działania, jak ostatnio w Pekinie i Melbourne. Rację na rynku ma zawsze strona dominująca i niegasnące nadzieje utrudniają rozwinięcie się korekty. Mimo to bagaż negatywnych ryzyk wydaje się za duży, by obecnie ustanowić trwały rajd wzrostowy. Wzrosty dziś nie gwarantują wzrostów jutro.

Złoty zaczyna nowy tydzień stabilnie przy 4,46 za euro. Najbliższe dni nie przynoszą żadnych istotnych danych z Polski. W ostatnich dniach złoty pozostawał w trendzie bocznym (do EUR), ale co ważniejsze, był niewrażliwy na okresy poprawy nastrojów na rynkach zewnętrznych. Wydaje się, że rynek zarzucił ściganie aprecjacji i teraz czeka na pretekst do głębszej korekty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Chatbot może przynieść miliony dolarów oszczędności. Ale trzeba uważać, żeby nie zamienił się w rasistę

Na technologicznej mapie świata chatboty nie pojawiły się w tym roku – o uwagę odbiorców walczą od dobrych kilku lat. Miały już swoje wzloty i upadki, ale firmy z branży IT nie zdecydowały się na porzucenie tego tematu. Wręcz przeciwnie – inwestują w rozwój tych narzędzi coraz więcej środków. W nadziei na olbrzymie zyski. Pandemia koronawirusa pokazała, że ich starania i oczekiwania są słuszne.

Gdy władze kolejnych krajów informowały o lockdownach związanych z pandemią, zamykały granice i donosiły o ofiarach koronawirusa, obywatele poszukiwali informacji dotyczących choroby. Obsłużenie ich działającymi do tej pory infoliniami było niemożliwe, a Internet jest pod tym względem narzędziem niedoskonałym – coraz większym problemem staje się przekopanie dużej ilości danych i wychwycenie w nich tych najbardziej wiarygodnych. W sukurs przestraszonym społeczeństwom przyszły właśnie chatboty.

W drugiej połowie marca bota informacyjnego uruchomiła Światowa Organizacja Zdrowia. Wykorzystała do tego WhatsApp, popularną platformę należącą do Facebooka, potem powtórzono to z Messengerem. Dostęp do ważnych treści uzyskały nie tysiące czy miliony, ale miliardy ludzi. – To nie było skomplikowane narzędzie, ale bardzo prosty bot przekazujący informacje i porady – tłumaczy Anna Schneider, UX Specialist – prowadząca szkolenia z tworzenia chatbotów w firmie Symetria UX. – Prosty nie oznacza jednak kiepski. Bot spełniał swoje zadanie, za darmo przekazywał sprawdzone dane i robił to przez całą dobę, w różnych językach. Ludzie nie musieli wysłuchiwać na infolinii automatu powtarzającego, że trzeba czekać w kolejce jeszcze pięć czy osiem godzin. Spadło też ryzyko przyswojenia przez nich fake newsów, od których w tym czasie zaroiło się w sieci. Z danych opublikowanych przez Organizację w połowie kwietnia wynikało, że z ich bota skorzystało ponad 12 mln osób.

Chatbotów w trudnym czasie pandemii nie użyła wyłącznie WHO. Podobnie uczyniło np. Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC) w Stanach Zjednoczonych, a w Polsce Kancelaria Premiera czy NFZ. Wsparcia na tym polu udzieliły zarówno korporacje technologiczne, m.in. Microsoft, jak i startupy. Ciekawym przykładem z tej drugiej grupy jest pochodzący z Indii Avaamo, znany z tworzenia interfejsów konwersacyjnych. Jakiś czas temu udostępnił on wspartego sztuczną inteligencją bota, który odpowiada na pytania dotyczące pandemii. Narzędzie o nazwie „Project COVID” działa niczym popularne wyszukiwarki internetowe, ale stara się wybierać informacje jedynie ze sprawdzonych, cenionych źródeł. Firmy, urzędy czy instytucje zajmujące się ochroną zdrowia mogą za darmo umieszczać bota na swoich stronach internetowych. Ma je to odciążyć w trudnych czasach.

Wirtualni pomocnicy przydają się w czasie pandemii, ale czy zostaną z nami, gdy skończy się obecny kryzys? Jeszcze na początku roku, kiedy o koronawirusie niewiele mówiono w zachodnim świecie, BBC opisało historię młodej kobiety, u której zdiagnozowano nowotwór. Chociaż została wyleczona, popadła w apatię, kryzys psychiczny sprawił, że nie była w stanie podnieść się z łóżka. Trafiła wówczas na chatbota o nazwie Vivibot działającego w sferze zdrowia psychicznego. Bot wyznaczał swojej rozmówczyni kolejne zadania, coraz trudniejsze i bardziej angażujące. Aż w końcu, jak zapewnia użytkowniczka, pomógł jej stanąć na nogi.

Według WHO kłopoty ze zdrowiem psychicznym będą drugą najczęściej spotykaną (po chorobach układu krążenia) dolegliwością ludzkości. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że pandemia i wywołany przez nią kryzys gospodarczy nasilą to zjawisko. Szybko może się okazać, że brakuje specjalistów zdolnych do niesienia pomocy tak dużej liczbie pacjentów. Ratunkiem mogą być wówczas chatboty. I chociaż nie zastąpią one – na razie – psychiatrów i psychologów, to pokładane są w nich spore nadzieje. Zwłaszcza, że w rozmowie z chatbotami wielu ludzi otwiera się i nie boi się zadawania „głupich” pytań. Z badania przeprowadzonego przez Symetrię UX, agencję specjalizującą się w projektowaniu doświadczeń użytkownika, wynika, że ponad 40 proc. respondentów uznało chatboty za doskonałe narzędziem dla osób wstydliwych.

Chatbot, w przeciwieństwie do człowieka, nie ocenia. Potrafi być bardzo cierpliwym rozmówcą i wiele osób zauważyło to podczas pandemii, gdy musieli zostać w domach, nierzadko samotnie. Media donosiły np. o mężczyźnie, który zakochał się w bocie o imieniu Charlie i chociaż niektórym może się to wydawać śmieszne czy dziwne, to nie jest on odosobnionym przypadkiem. Z chatbota Replika korzystają setki tysięcy osób, dla których jest on przyjacielem, a nawet partnerem. Scenariusze filmowe stają się naszą rzeczywistością – podsumowuje Schneider.

Bot, zwłaszcza ten stworzony w oparciu o sztuczną inteligencję, może być terapeutą, kolegą czy nawet obiektem westchnień, ale nie można zapominać, że to również narzędzie biznesowe. Z danych udostępnionych przez Business Insider wynika, że rynek chatbotów w roku 2019 był wart 2,6 mld dolarów, a w połowie dekady może to być już 9,4 mld dolarów. Warto przy tym zaznaczyć, że te prognozy pochodzą z czasów przed pandemią.

MIT Technology Review opisało przypadek infolinii, która z uwagi na obostrzenia związane z epidemią, musiała zredukować liczbę pracowników. Tymczasem liczba dzwoniących rosła. Mogło to doprowadzić do paraliżu, ale rozwiązaniem okazał się chatbot dostarczony przez korporację IBM. Z takimi problemami zderzyły się banki, które zaleciły klientom kontakt online, sklepy internetowe przeżywające prawdziwe oblężenie w czasie lockdownu czy towarzystwa ubezpieczeniowe, których klienci byli zainteresowani polisami związanymi z koronawirusem. Bez nowoczesnych rozwiązań, w tym chatbotów, bardzo trudno byłoby im zachować ciągłość biznesu.

Nawet jeśli ktoś przed pandemią nie miał kontaktu z botem lub kiepsko wspomina te doświadczenia, mogło się to zmienić. I okazało się, że wirtualny rozmówca jest w stanie pomóc szybko i o każdej porze dnia czy nocy. Z badania przeprowadzonego przez Symetria UX wynika, że 45 proc. respondentów wybiera rozmowę z chatbotem, ponieważ zależy im na natychmiastowym uzyskaniu odpowiedzi. Z drugiej strony układanki będą natomiast firmy, które poznały finansowy aspekt tych zmian. – Właśnie na tych dwóch filarach – pieniądzach i czasie – będzie się opierać rozwój tego rynku – stwierdza Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager z Symetria UX.

Z punktu widzenia firm liczy się to, że chatboty są nie tylko coraz lepsze, ale też coraz bardziej przystępne cenowo. Potrafią przy tym zapewnić realne oszczędności. Firma Virgin Mobile jeszcze w 2017 roku informowała, że źle zorganizowany mechanizm rekrutacyjny kosztuje ją rocznie ponad 5 mln dolarów. Nie powinno zatem dziwić, że chatboty zaczęły być masowo wdrażane do procesu poszukiwania nowych pracowników. W Polsce z wirtualnego rekrutera, Emplobota, korzystają już np. Santander Consumer Bank czy BNP Paribas. Z artykułu opublikowanego przez serwis Entepreneur wynika, że osoby poszukujące pracy pozytywnie odbierają nowe narzędzia, a to z kolei przekłada się na ich dobre zdanie o potencjalnym pracodawcy.

Rosnące zapotrzebowanie na chatboty sprawia, że tworzące je startupy mogą liczyć na pokaźne wsparcie inwestorów. Oprócz wspomnianego już Avaamo można wskazać na grupę firm, które pozyskały kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt milionów dolarów na rozwój. Do tej grupy należą Pypestream, Kasisto, Omilia, Wysdom czy Cinnamon. Przedsiębiorstwo Directly, które szkoli boty z pomocą specjalistów w danej branży, niedawno pozyskało od inwestorów 11 mln dolarów. Jeszcze większe środki na rozwój tych technologii przeznaczają giganci: Microsoft, Google czy Facebook. I lubią chwalić się efektami inwestycji.

Na początku roku Google zaprezentowało chatbota Meena i natychmiast ogłosiło, że w swojej kategorii jest to najlepsze rozwiązanie na świecie. Zaledwie kilka miesięcy później Facebook pochwalił się konkurencyjnym rozwiązaniem o nazwie Blender. Do jego szkolenia wykorzystał 1,5 mld postów z platformy Reddit. Efekt? Według potentata rynku mediów społecznościowych, blisko połowa rozmówców bota stwierdziła, że woli rozmawiać z maszyną niż z drugim człowiekiem. Nie wszystko poszło jednak po myśli Facebooka. Szkolony na materiale z Reddita bot nie stronił od używania obraźliwych zwrotów i mijania się z prawdą podczas rozmowy

Może to zabrzmi banalnie, ale pieniądze to nie wszystko, także w tym biznesie. Aby stworzyć naprawdę dobrego bota potrzebne są czas, doświadczenie, umiejętności, odpowiednio dobrane dane. I przede wszystkim specjaliści, którzy nie zachłysną się sukcesem. Historia z Blenderem przypomina zdarzenie sprzed kilku lat, gdy swojego bota zaprezentował Microsoft. Narzędzie o imieniu Tay trafiło na Twittera i w ciągu kilku godzin z sympatycznego rozmówcy zmieniło się w agresywnego rasistę i mizogina. Microsoft stracił nad tym kontrolę i musiał go w pośpiechu wyłączyć. Przy czymś takim pestką wydaje się to, że chatboty czasem nie rozumieją, co się do nich mówi lub pisze, bo na to narzeka spora część respondentów w naszych badanych. Spokojnie, ich komunikatywność będzie rosła z każdym rokiem – deklaruje Chwiedziewicz.

Przedsiębiorcy domagają się miejsca przy legislacyjnym stole

Organizacje zrzeszające polskich przedsiębiorców mają wiele propozycji, jakie zmiany gospodarcze powinny zostać wprowadzone w Polsce. Ich przedstawiciele apelują więc do rządzących, by współpracowali z przedsiębiorcami przy ustanawianiu nowych legislacji i wytyczaniu ścieżki dla polskiej gospodarki. Podkreślają, że jest to szczególnie ważne w czasie wychodzenia z kryzysu epidemicznego. Podnoszące się po zamrożeniu gospodarki biznesy potrzebują, by ich głos był słyszany i wysłuchany. Przedsiębiorcy podkreślają przy tym, że nie chodzi im o łaskę, pakiety pomocowe i wsparcie finansowe. Te narzędzia były konieczne w czasie kryzysu i każdy z nas może ocenić, jak rząd wywiązał się z tego zadania. Teraz jednak właściciele firm potrzebują przede wszystkim dialogu z rządzącymi i wspólnego budowania nowej, lepszej gospodarki.

– W polityce gospodarczej rządu trzeba wrócić do zasad gospodarki rynkowej i zasad demokracji – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club. – Naprawić stosunki z Unią Europejską i pozyskać od niej odpowiednie fundusze. Wprowadzić nowy ład energetyczny. Aktywnie włączyć się w projekt Zielonego Ładu, prowadzony przez UE. Wprowadzić program cyfryzacji w całej Polsce. Doprowadzić do lepszej współpracy środowisk naukowych ze środowiskami gospodarczymi. Podjąć śmiałą decyzję, oddającą inicjatywę ludziom przedsiębiorczym – państwo musi wycofać się z roli wielkiego gracza, jaką ma dzisiaj w gospodarce. Obecnie konkuruje bowiem na rynku nieuczciwie, często wypierając prywatne biznesy z gospodarki narodowej. Takie powinny być podstawowe kierunki działania rządu, dzisiaj i w okresie zdecydowanego wychodzenia z pandemii – postuluje Goliszewski.

Kupować czy pożyczać? – oto jest pytanie

0

Oszczędność pieniędzy, miejsca, czasu, a także mobilność i elastyczność – to korzyści, które mają największy wpływ na decyzje o wyborze wynajmu zamiast kupowania różnych dóbr. Mimo tylu zalet i faktu, że wypożyczyć można dziś w zasadzie wszystko, Polacy wolą jednak mieć rzeczy na własność  – wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Czy wywołane pandemią obawy przed utratą płynności finansowej i idący za tym spadek konsumpcjonizmu będą miały wpływ na zmianę nastawienia? Szczególnie, że ponad jedna trzecia pytanych wskazała właśnie ograniczenie wydatków i brak konieczności angażowania własnego kapitału w zakup danego dobra jako przeważające zalety wynajmu.

Branża wynajmu, kiedyś zarezerwowana przede wszystkim dla biznesowych profesjonalistów – stała się w ostatnim czasie znacznie bardziej obszerna, obejmując niemal wszystko. Ma to swoje korzyści – wypożyczenie przedmiotu, którego będziemy używać tylko raz lub dwa razy, jest znacznie tańsze i bardziej zrównoważone finansowo i środowiskowo niż jego zakup. Co więcej, dzięki rozwojowi m.in. mediów społecznościowych i aplikacji współdzielenia (sharingowych), możliwe jest już wykorzystanie zasobów, którymi dysponują sąsiedzi lub lokalne społeczności. Oszczędność czasu, pieniędzy i znaczący wpływ na coraz popularniejsze wartości lokalne – teraz takie cele łatwiej osiągnąć. Jednak czy jesteśmy gotowi przestawić nasze myślenie i wybrać wynajem – współkorzystanie zamiast kupna i własność?

Co możemy wypożyczyć od ręki?

– Pieniądze warto oszczędzać i cieszyć się możliwością wyboru. Gdy stoimy przed koniecznością zakupu drogiej rzeczy, z której skorzystamy najwyżej kilka razy, albo nie jesteśmy pewni czy w ogóle i zadajemy sobie pytanie, czy na pewno nas na to stać, odpowiedź jest prosta – na pewno nas stać, by to wypożyczyć – mówi  Sławomir Grzelczak prezes BIG InfoMonitor.

  • Sukienki ślubne i wieczorowe mogą kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, szczególnie, jeśli wymarzony fason stworzył znany projektant. Chęć zabłyśnięcia może zaspokoić możliwość wypożyczenia kreacji – niektóre witryny pozwalają na kilkudniowy najem za jedyne 10 proc. wartości detalicznej.
  • Niezależnie od tego, czy jest to czyszczenie dywanu, okazjonalna pielęgnacja ogrodu, czy po prostu dzień na majsterkowanie, elektronarzędzia czasami są po prostu niezbędne. Ale zamiast wydawać setki, a nawet tysiące na sprzęt używany raz, warto zwrócić się do lokalnego sklepu ogrodniczego lub wyspecjalizowanej wypożyczalni. Takie firmy oferują wszystko, od myjni ciśnieniowych po agregaty lakiernicze.
  • Potencjalnie słomiany zapał do żmudnej nauki gry na instrumentach warto przetestować wynajmem wybranego sprzętu. Wypożyczenie pianina cyfrowego kosztuje średnio 40-50 zł tygodniowo, gitary – 20-30 zł. Może więc zamiast wyrwę w budżecie i zostać z kurzącym się sprzętem, lepiej najpierw przetestować własną wytrwałość?
  • Początkujący fotografowie, ale też profesjonaliści chcący przetestować drogi i specjalistyczny sprzęt mogą wynająć obiektywy czy aparaty za ułamek ich wartości i w praktyce zweryfikować ich jakość i przydatność dla własnych celów.
  • Zakup sprzętu elektronicznego to spora inwestycja. Tym większa, im więcej jest go potrzebne w danym momencie. Dlatego też w niektórych przypadkach warto rozważyć nie kupno, a wynajem telewizorów oraz innych sprzętów audiowizualnych. Będzie nie tylko taniej, ale również z wykorzystaniem modeli najnowszych i najwyższej jakości.

Ekonomia współdzielenia

Osobną kategorię stanowią towary coraz częściej dostępne w modelu sharing economy, czyli ekonomii współdzielenia. Takie podejście stało się popularne dzięki wykorzystaniu współczesnej technologii informatycznej, umożliwiającej znalezienie, wynajęcie, opłacenie i zwrot towaru w czasie rzeczywistym, z poziomu aplikacji np. w smartfonie. – Znamienne jest, że choć jest to trend wyraźnie zauważalny, to jednak z badania, zrealizowanego na zlecenie BIG InfoMonitor przez Quality Watch, wynika, że zaledwie 29 proc. pytanych w ogóle słyszało o pojęciu ekonomii współdzielenia. To zdaje się jeden z tych przypadków, gdy wygoda i dostępność pewnych rozwiązań wyprzedza oficjalne nazewnictwo i regulacje, które dopiero czekają na zaistnienie w powszechnej świadomości społeczeństwa – zauważa Sławomir Grzelczak.

  • Indywidualna komunikacja współdzielona, która oferuje rowery lub hulajnogi, obecna jest już w wielu polskich miastach. W ubiegłym roku np. rynek polskiego bike-sharingu wart był ponad 93 mln zł, a na jeden współdzielony pojazd, w tym rower, przypada w naszym kraju 90 użytkowników. W takim modelu dostępnych jest w Polsce 24,7 tys. rowerów, a prognozuje się, że do 2025 r. liczba ta wzrośnie do 57 tys. Tego typu rozwiązania oferuje już 67 polskich miast, a liczba użytkowników, którzy po nie sięgają wynosi 2,2 mln osób.
  • W ostatnich latach popularny stał się także system car sharingu, umożliwiającego krótkoterminowe wykorzystanie pojazdu (często elektrycznego). Usługa skierowana jest głównie do osób, które nie posiadają własnego auta lub potrzebują korzystać z niego sporadycznie. Według analiz przeprowadzonych przez Instytut Keralla Research, taką usługę świadczy w Polsce aktualnie 12 firm, podczas gdy jeszcze rok temu było ich 6. Łączna liczba współdzielonych samochodów (osobowych i dostawczych) wzrosła z 3082 do 4747 pojazdów (czyli o 54 proc. r/r).
  • Osoby korzystające z aut prywatnych lub służbowych często skarżą się na niemożność zaparkowania w zatłoczonych centrach miast. Powstały więc aplikacje, w których można wyszukać miejsca parkingowe udostępnione przez właścicieli w interesujących nas lokalizacjach.

– Jak widać możliwości jest wiele. Wynajem to oszczędność pieniędzy, czasu, przestrzeni, lokalizacji, energii i przede wszystkim większa elastyczność dająca możliwość korzystania wciąż z czegoś nowszego. Ponadto zamieniamy koszty stałe związane z posiadaniem na koszty zmienne powiązane z korzystaniem –  nie inwestujemy, nie ponosimy kosztów utrzymania i ryzyka spadku wartości, co dotkliwie widać m.in. na przykładzie samochodu. Przy takim zakupie jak auto dochodzi też koszt utraconych korzyści, bo przeznaczone na niego pieniądze moglibyśmy zainwestować i uzyskiwać z nich np. odsetki czy dywidendę od zakupionych akcji. Na dodatek gdy finansujemy zakupy kredytem, dochodzą jeszcze  koszty odsetkowe. A jednak ludzie nie są jeszcze do tego przekonani i nadal wolą kupować, bowiem w świadomości kulturowej posiadanie określa pozycję społeczną – wskazuje prof. Waldemar Rogowski Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej i wykładowca SGH.

– Pocieszający jest jednak fakt, że ponad jedna trzecia już wynajmujących wskazała właśnie ograniczenie wydatków i brak konieczności angażowania własnego kapitału w zakup danego dobra jako przeważające zalety ekonomii współdzielenia. Wiele osób zrozumiało, że bardziej opłaca się wypożyczyć coś na kilka dni czy tygodni, niż wydawać pieniądze na przedmioty, które latami zalegają w szafie lub zagracają inne przestrzenie. Osoby, które już mają za sobą tego typu doświadczenia powinno to zachęcić do częstszego korzystania z tego rozwiązania, a innych dotychczas nieprzekonanych do sięgnięcia po takie możliwości – mówi Sławomir Grzelczak.

Najczęściej wynajmujemy mieszkania i rowery

A jak to wygląda w praktyce? Respondenci w ciągu ostatniego roku najczęściej wynajmowali mieszkania lub pokoje w trakcie wyjazdu (22 proc.). 13 proc. badanych ma za sobą wynajem roweru, a 12 proc. sprzętu do remontu mieszkania. Co dziesiąta osoba (11 proc.) wynajmowała w ciągu ostatniego roku mieszkanie w celu stałego pobytu. Tu warto zauważyć, że częściej taką odpowiedź deklarowały osoby młodsze – aż 28 proc. osób w wieku do 24 lat. Dobra takie jak samochód czy hulajnoga częściej wypożyczane były przez osoby młodsze, a odwrotna zależność jest widoczna w przypadku sprzętu medycznego – tu częściej jest on wypożyczany przez starszych użytkowników.

Kategorie wypożyczanych rzeczy
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor
Korzyści z wynajmowania i wypożyczania
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Na wynajem mieszkania decyduje się coraz więcej osób, nie tylko dlatego, że np. nie mają zdolności kredytowej lub nie chcą wiązać się z bankiem na długie lata, a z powodu większej elastyczności i swobody. Zmiana miejsca zamieszkania, dzielnicy lub miasta przy wynajmie jest dużo prostsza. W przypadku wynajmowanego lokum nie musimy się martwić wahaniami walut, rosnącym oprocentowaniem, inflacją itp. Poza tym w czasach, gdy co trzecia małżeństwo się rozpada, nie ma problemu związanego ze sprzedażą wspólnego mieszkania.

Choć wynajem stałego mieszkania w Europie to od lat już standard, takie podejście nie jest jednak zbyt popularne w Polsce. Według danych Eurostatu aż 83,5 proc. Polaków posiada mieszkania lub domy na własność i jest to jeden z najwyższych wskaźników w całej Unii Europejskiej. Dla porównania za Odrą 40 proc. osób wybiera wynajem. – Może być to podyktowane kulturowo, bowiem posiadanie nieruchomości na własność daje poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego. Polacy w nieruchomościach posiadają majątek szacowany na 3,6 bln zł podczas gdy na depozytach bankowych (terminowych i a’vista) posiadają 1 bln zł – zauważa prof. Waldemar Rogowski.

Brak zmartwień i oszczędność

Główną zaletą wypożyczania sprzętu jest brak konieczności dbania o jego stan techniczny, bo tym zajmuje się właściciel wynajmowanej rzeczy. Taką korzyść wskazało 41 proc. osób, które rzeczywiście wypożyczały coś w ubiegłym roku. 36 proc. uważa, że istotny jest aspekt oszczędnościowy – brak konieczności angażowania własnego kapitału w zakup danego dobra. Podobny odsetek badanych (32 proc.) wskazał na oszczędność miejsca, czyli brak konieczności magazynowania rzeczy w momencie, kiedy nie jest używana.

Korzyści z wynajmowania i wypożyczania
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Skłonność do posiadania większa niż do wynajmowania

Choć Polacy zdecydowanie preferują posiadanie rzeczy na własność niż ich wynajem, to z pewnością obecna sytuacja związana z pandemią może ten trend zmienić. Wyjątkami od reguły są: sprzęt medyczny, który wynajęłoby dwie trzecie badanych (66 proc.) oraz sprzęt turystyczny, którego wypożyczenie deklaruje 57 proc. pytanych. Co ciekawe, wyniki nie różnią się pod względem demografii badanych, np. odsetek osób do 24 lat preferujący wynajmem rowerów jest zbliżony do odsetka wypożyczających rowery wśród osób w wieku powyżej 45 lat (16-17 proc.).

Skłonność do posiadania i wynajmowania rzeczy
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

– Patrząc przez pryzmat kryzysu gospodarczego, a także większych niż dotychczas problemów finansowych w polskich domach, niezwykle ważną cechą charakterystyczną dla możliwości wynajmu jest racjonalna konsumpcja, w pierwszej kolejności tego co już jest wytworzone. Pozwala to zahamować niekończącą się pogoń za własnym i nowym. Wynajem jako forma dostępu do dóbr sprzyja jakościowym aspektom rozwoju gospodarczego w wymiarach: społecznym, ekonomicznym i ekologicznym – zaznacza Sławomir Grzelczak.

Tym bardziej, że z badań dla BIG InfoMonitor wynika, że co trzeci pytany z powodu koronawirusa stracił część swoich zarobków, a co dwudziesty został całkowicie pozbawiony dochodów. Dlatego do wszelkich wydatków warto podchodzić bardziej roztropnie. Jeśli nie ma oszczędności, a bieżące dochody są niewystarczające, należy szukać innych rozwiązań i tu dobrym kierunkiem jest właśnie wynajem. Według ostatnich danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK problemy z terminowym regulowaniem bieżących rachunków i rat kredytowych miało na koniec maja 2,86 mln osób. Suma ich zaległości zbliżyła się do 81 mld zł.

Turystyka na skraju zapaści. Branża, by przetrwać, potrzebuje rządowego wsparcia przez najbliższy rok

Hotele i obiekty noclegowe mają minimalne obłożenie, wciąż sparaliżowana jest też turystyka przyjazdowa, przewoźnicy autokarowi, duże wydarzenia i targi. – Istnieje niebezpieczeństwo, że wiele firm i obiektów turystycznych zbankrutuje, bo jeżeli nie ma popytu, to nie będą w stanie pokryć kosztów – mówi Andrzej Hulewicz, wiceprezes Mazurkas Travel, i podkreśla, że za rok obraz branży może wyglądać zupełnie inaczej niż dziś. Jego zdaniem będzie ona potrzebować programów pomocowych jeszcze przez następny rok, żeby podnieść się z zapaści spowodowanej pandemią. Minister rozwoju Jadwiga Emilewicz zapowiedziała, że jeszcze w lipcu zostanie przedstawiona ustawa z rozwiązaniami dla branży.

Turystyka jest różnorodna i są obszary, które mniej ucierpiały w wyniku pandemii i szybciej wracają do życia, ale inne nie ruszyły do tej pory. Hotele i obiekty wypoczynkowe nad morzem, w górach czy nad jeziorami w miarę szybko powróciły do życia, kiedy zostały już otwarte. Ale z drugiej strony mamy hotele miejskie czy turystykę biznesową, która wciąż jest na poziomie prawie zerowym – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Hulewicz, wiceprezes Mazurkas Travel i przedstawiciel Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel.

Turystyka jest dużą i, co najważniejsze, od lat stale rosnącą gałęzią polskiej gospodarki, generującą ponad 6 proc. krajowego PKB. W wielu regionach Polski rozwój infrastruktury turystycznej – hoteli, restauracji czy atrakcji dla turystów – tworzy miejsca pracy i pobudza lokalny wzrost gospodarczy, więc dobra kondycja tego sektora przesądza o ich być albo nie być.

Branża turystyczna bardzo ucierpiała w wyniku pandemii, większość firm jest w złej kondycji. Dostaliśmy pomoc, za którą jesteśmy wdzięczni, ale ona tylko w części pokryła nasze koszty. Wiele firm potrzebuje jej nadal. Jeżeli chcemy zachować potencjał, który tkwi w tych firmach, i utrzymać wkład branży turystycznej do dochodu narodowego na dotychczasowym poziomie, dalsza pomoc jest potrzebna. Zarówno branży, jak i budżetowi państwa będzie się to opłacało – podkreśla ekspert.

W Polsce cały rynek HoReCa jest wart około 30,9 mld zł, a w ostatnich trzech latach rósł w tempie około 7 proc. rocznie, napędzany m.in. przez rosnącą konsumpcję, wzrost dochodów gospodarstw domowych i świadczenia socjalne takie jak 500+ („Rynek HoReCa w Polsce 2019. Analiza i prognozy rozwoju do 2024 r.”). Pandemia SARS-CoV-2 mocno zachwiała jednak jego kondycją. Trzymiesięczny lockdown, obostrzenia w przemieszczaniu się i całkowity paraliż turystyki sprawiły, że wiele podmiotów działających w branży ma dziś problemy z utrzymaniem finansowej płynności.

Hotele, miejsca noclegowe i obiekty turystyczne w Polsce decyzją rządu pozostawały zamknięte od 31 marca i dopiero drugi etap odmrażania gospodarki, który rozpoczął się w maju, umożliwił im wznowienie działalności. Mimo to wiele z nich wciąż ma niewielkie obłożenie, na poziomie kilku–kilkunastu procent, przez co notują straty. Obostrzenia związane z SARS-CoV-2 powodują też, że w praktyce wciąż zamrożony jest sektor dużych wydarzeń, targów i konferencji. Wciąż sparaliżowana jest także turystyka przyjazdowa, polscy przewoźnicy autokarowi nie realizują żadnych zamówień od kilku miesięcy.

Istnieje niebezpieczeństwo, że wiele firm i obiektów turystycznych zbankrutuje, bo jeżeli nie ma popytu, to nie będą w stanie pokryć kosztów. Za rok obraz branży może już wyglądać zupełnie inaczej – mówi Andrzej Hulewicz.

W ramach pomocy dla branży rząd zapowiedział najpierw program 1000+, który następnie zmienił się w propozycję bonu turystycznego 500+. W Senacie trwają prace nad ustawą, która ma go wprowadzić. Zakłada ona, że rodzice dzieci przed 18. rokiem życia otrzymają elektroniczny voucher na cele związane z turystyką, np. opłacenie biletów, noclegu w hotelu lub pensjonacie, kolonii czy obozów sportowych i rekreacyjnych.

Voucher ma trafić w sumie do ponad 6 mln dzieci w Polsce, a wartość pomocy skierowanej do branży turystycznej wyniesie ok. 3,5 mld zł.  Resort rozwoju szacuje, że na wprowadzeniu bonu 500+ skorzysta kilkadziesiąt tysięcy podmiotów, z których 15 proc. to duże firmy, 85 proc. to przedsiębiorstwa z sektora mikro, małych i średnich. Ministerstwo podkreśla, że program został przygotowany tak, żeby skorzystały na nim zarówno najmniejsze podmioty, np. przewodnicy i piloci, jak i touroperatorzy i hotelarze, którzy świadczą kompleksowe usługi turystyczne.

– Bon turystyczny jest ważny i należy się uznanie za to, że w ogóle doszedł do skutku, choć w dużo mniejszym wymiarze, niż zakładano. Jednak on tylko w małym stopniu odpowiada na potrzeby branży turystycznej. Poza tym dotyczy wąskiej grupy podmiotów, przede wszystkim organizatorów kolonii czy obiektów stricte wypoczynkowych, i do nich głównie będzie kierowany. Większość podmiotów z branży turystycznej w zasadzie nie odniesie korzyści z bonu turystycznego – ocenia wiceprezes Mazurkas Travel.

Jak podkreśla, fenomenem branży turystycznej w Polsce jest to, że przez ostatnich 30 lat dynamicznie się rozwijała bez żadnej większej pomocy ze strony państwa. Jednak teraz wsparcie jest niezbędne – zwłaszcza na czas po pandemii, żeby branża mogła podnieść się z zapaści. W przeciwnym razie w lipcu, kiedy skończą się środki płynące z rządowych tarcz, pojawią się problemy z utrzymaniem płynności i zatrudnienia.

Przez najbliższy rok ta pomoc będzie nadal bardzo potrzebna – podkreśla Andrzej Hulewicz. – Dla hoteli, firm autokarowych, biur turystyki przyjazdowej problemem jest teraz przede wszystkim płynność finansowa, kwestia pokrycia kosztów stałych i utrzymania pracowników. Potrzebne jest szerokie wsparcie ze strony rządu, żeby utrzymać ten 6-proc. wkład branży w krajową gospodarkę.

Wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz zapowiedziała, że do 22 lipca resort przedstawi ustawę z rozwiązaniami dla branży. Wśród nich mają być: nowy fundusz na pożyczki dla organizatorów turystyki na zwroty zaliczek, przedłużenie zwolnienia z ZUS i postojowego do końca września, programy pomocowe ARP czy dodatkowe zachęty dla klientów biur podróży.