2020 – rokiem chmury w bankowości

Sektor bankowy okrzyknął rok 2020 „rokiem chmury”. Jeszcze niedawno ZBP szacował, że przejście z fazy wczesnej adaptacji technologii chmurowej do fazy powszechnego stosowania zajmie bankom od dwóch do pięciu lat. Dziś nie ma już wątpliwości, że inwestycje gigantów technologicznych, łagodniejsze podejście regulatora do wdrożeń i pandemia koronawirusa znacząco przyspieszą ten proces.

„Zachmurzenie” w Polsce

Według danych Eurostatu poziom wykorzystania rozwiązań chmurowych w Polsce wynosi zaledwie 20%. Daleko nam do europejskiego lidera – Finlandii, w której z chmury korzysta aż 65% firm. Jednak według prognoz tempo sprzedaży rozwiązań cloud computing w Polsce będzie dynamicznie rosnąć. Przyczynią się do tego inwestycje światowych gigantów technologicznych – Microsoft i Google –  którzy przeznaczą miliardy dolarów na rozwój chmury obliczeniowej w Polsce.

Technologia cloud computing niesie za sobą wiele korzyści. Pozwala na zmniejszenie kosztów IT (od 20% do 50%) oraz znaczące przyspieszenie procesów, np. analizy danych czy przygotowywania raportów i sprawozdań. Dla wielu firm chmura to również istotne narzędzie w realizacji cyfrowej transformacji w obszarze infrastruktury przedsiębiorstwa. Dlatego coraz więcej podmiotów, w tym z sektora finansowego, deklaruje plan wdrożenia strategii chmurowej w ciągu najbliższych lat.

Chmura w bankowości

Dotychczas banki odnosiły się do rozwiązań cloud computing z pewną rezerwą z uwagi na obawy związane z kwestią cyberbezpieczeństwa. Pandemia koronawirusa zmusiła je jednak do zredefiniowania swojego podejścia. W ostatnich tygodniach nastąpiło znaczne przyspieszenie wdrożeń projektów chmurowych w bankach determinowane koniecznością dostosowania infrastruktury do nowej rzeczywistości. Oczywiście bezpieczeństwo danych jest wciąż równie istotne, jednak nie stanowi już kategorycznej bariery dla chmury.

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) również dostrzegła rosnące znaczenie cloud computingu. 24 stycznia 2020 roku KNF opublikował komunikat przedstawiający wytyczne, zalecenia i wyjaśnienia, które mają umożliwić bankom w Polsce sprawne i skuteczne wdrażanie usług chmurowych.

Przejście polskich banków do chmury ułatwi też „Standard wdrożeń w chmurze obliczeniowej”, tzw. PolishCloud, przygotowany przez ekspertów kancelarii Kochański & Partners we współpracy z reprezentantami banków oraz firmy Accenture pod auspicjami Związku Banków Polskich. Zawiera on praktyczną analizę wszystkich istniejących aktów prawnych związanych z zagadnieniem usługi chmurowej dla sektora finansowego.

Najpierw edukacja

Pierwszy i najważniejszym krokiem do efektywnego wdrożenia technologii cloud computing w polskich bankach jest edukacja. W ściśle regulowanym sektorze finansowym zrozumienie funkcjonowania chmury obliczeniowej przez całą organizację – działy IT, kadrę kierowniczą, działy prawne i compliance, architektów i pracowników HR – jest szczególnie istotne. Badania wskazują jednak na problem braku kompetencji i wiedzy z zakresu rozwiązań chmurowych w wielu firmach. Stąd inicjatywa PolishCloud Academy stworzona przez Związek Banków Polskich we współpracy z partnerami merytorycznymi: Google, Microsoft, Operatorem Chmury Krajowej, Accenture oraz kancelarią Kochański & Partners. To największy w Europie Środkowo-Wschodniej bezpłatny cykl szkoleń dla reprezentantów banków, który ma przygotować środowisko finansowe do nadchodzących zmian technologicznych i organizacyjnych.

Europejskie banki w chmurze

Wdrożenie rozwiązań cloud computing jest dziś priorytetem dla utrzymania konkurencyjności na rynku finansowym. Wiele europejskich banków korzysta już bowiem z chmury obliczeniowej, co pozytywnie przekłada się na ich wydajność i koordynację działań wewnątrz organizacji. BBVA, działający globalnie bank o hiszpańskich korzeniach, dzięki inwestycji w chmurę stworzył platformę do współpracy dla swoich pracowników. Z kolei Moeta Bank, największy czeski bank, poprzez wdrożenie rozwiązań chmurowych zyskał elastyczną infrastrukturę pozwalającą na szybkie wprowadzanie zmian i reagowanie na oczekiwania klientów.

Szczególnie ciekawą sytuację możemy obserwować we Włoszech. Tamtejszy bank Intesa Sanpaolo ogłosił niedawno nawiązanie współpracy z Google, której ambitne założenia obejmują budowę innowacyjnej infrastruktury technologicznej w Turynie i Mediolanie.

Na rozwiązania chmurowe zdecydował się też m.in. Banca Transilvania, który dzięki wdrożeniu zaoszczędził łącznie 41 dni roboczych w dziale ryzyka i bezpieczeństwa. Rumuński bank wprowadził również zautomatyzowaną obsługę klienta, która zapewniła mu usprawnienie i ulepszenie obsługi klienta oraz spore oszczędności finansowe.

Polskie banki powoli sięgają chmur

W Polsce zaawansowane rozwiązania chmurowe jako pierwszy wdrożył Idea Bank. Przejście do środowiska Office 365 umożliwiło pracownikom banku współpracę przy wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi w chmurze. PKO BP, największy polski bank, również zapowiedział przeniesienie aplikacji do chmury. Decyzja wynika ze zdefiniowanej na początku 2020 roku strategii Road to Cloud, na podstawie której stworzono mapę migracji do chmury w architekturze hybrydowej multi-cloud. Bank dzięki wykorzystaniu technologii chmurowych chce budować najbezpieczniejszą i najbardziej kompleksową ofertę dla swoich klientów oraz oferować im kompleksową platformę usług, produktów bankowych i płatności, a także umożliwić przedsiębiorstwom stworzenie wirtualnej firmy w chmurze.

Polacy a koronawirus – nowe potrzeby zakupowe czy nawyki konsumpcji mediów

Pandemia koronawirusa zdominowała ostatnie miesiące życia Polaków i bezpośrednio wpłynęła nie tylko na ich poczucie bezpieczeństwa, ale również stworzyła nowe potrzeby zakupowe czy nawyki konsumpcji mediów. Na pytania o to, jak epidemia odcisnęła się na postawach konsumenckich, odpowiedział zespół badaczy Havas Intelligence (Havas Media Group) w czterech kolejnych falach badania Koronabus.

Obawy stałym elementem naszego życia

Zdecydowana większość Polaków niepokoi się sytuacją związaną z epidemią koronawirusa, a przede wszystkim zdrowiem własnym i swoich bliskich. Jednak stopniowe odmrażanie gospodarki i życia społecznego powoduje spadek zaniepokojenia, szczególnie wyraźny po ponad dwóch miesiącach od wprowadzenia pierwszych obostrzeń. Nasz stan psychiczny i jakość życia zaczynają wracać do normy odczuwanej przed pandemią. Do końca kwietnia dominował wśród nas niepokój i zmęczenie, jednak coraz mniejsza grupa badanych wskazuje na te emocje jako często odczuwane.1 (1)

Przyszłość po koronawirusie

Na przyszłość patrzymy raczej w ciemnych barwach – dwie trzecie Polaków obawia się, że strach przed koronawirusem jeszcze długo będzie obecny w naszym życiu, a po epidemii nic już nie będzie takie samo. Zaniepokojenie rośnie wraz z wiekiem – to właśnie osoby po 55 roku życia najbardziej martwią się swoją przyszłością. Młodzi mniej obawiają się zmian jakie mogą zajść w ich życiu po koronawirusie, częściej są także gotowi zostać przy nowych nawykach i umiejętnościach zdobytych w trakcie pandemii. Aż 40% planuje pozostać przy nawyku samodzielnego gotowania w domu a 34% chce po zakończeniu epidemii kontynuować uprawianie aktywności fizycznej w domu. Starsze segmenty wiekowe są pod tym kątem bardziej zachowawcze – po pandemii deklarują tylko pozostanie przy częstszym gotowaniu w domu oraz korzystaniu z internetowych usług bankowych.3

Działania marek

W spontanicznej świadomości podejmowanych przez marki inicjatyw związanych z walką z koronawirusem nadal dominuje Orlen, zyskując na bardzo wczesnej decyzji podjęcia działań i wsparciu ich przez media masowe w momencie największego lęku społeczeństwa. W czwartej fali badania, pod koniec maja, na drugie miejsce przesunął się Polsat wyprzedzając WOŚP. Należy nadmienić, że pomimo faktu, że ponad 60% Polaków słyszało o inicjatywach marek, których celem jest wsparcie działań związanych z walką z wirusem, tylko co dziesiąty Polak jest w stanie wskazać konkretną markę zaangażowaną w takie działania.4

Zmiany w konsumpcji mediów

Na początku okresu pandemii ogromna fala lęku zbudowała popyt na wiarygodne informacje. Obserwowaliśmy dynamiczny wzrost popularności mediów informacyjnych, w tym wiodących programów informacyjnych w TV, ale także portali horyzontalnych i prasy. Widoczne było odmłodzenie widowni telewizji linearnej. Dwucyfrowo wzrosła liczba subskrypcji mediów płatnych. Zamknięcie w domach wpłynęło również na ogromny wzrost konsumpcji streamingu video online, a także gier. W czwartej fali badania pod koniec maja telewizja i portale horyzontalne coraz rzadziej są wymieniane przez konsumentów jako media, z których korzystają częściej. Wzmocniła się pozycja mediów poświęconych raczej rozrywce – takich jak YouTube, serwisy streamingowe czy gry komputerowe, tym razem za sprawą wzrostu popularności w segmencie 18-24.6

Więcej czasu z influencerami

Prawie jedna czwarta Polaków śledzi influencerów w mediach społecznościowych. Facebook to ciągle platforma wykorzystywana w tym celu najczęściej, choć już 61% followersów korzysta także z Instagrama. Największą popularnością cieszą się profile celebrytów, aktorów i muzyków. Wśród śledzących influencerów, większość stanowi segment 18-24. Wiek konsumenta różnicuje nie tylko typ wybieranych treści, ale także kanał na jakim obserwowane są profile (dominacja Instagrama w najmłodszym segmencie, mocna pozycja YouTube w segmencie 45-54) i oczekiwania wobec postaw influencerów w trakcie pandemii. Ponadto, młode kobiety stanowią najliczniejszą grupę wśród bardziej zaangażowanych obserwujących.8

Plany wakacyjne

Pomimo tego, że pod koniec maja 68% Polaków obawiało się o swoje zdrowie i zdrowie bliskich, 76% o wydolność służby zdrowia, a 45% o przyszłość swojej pracy, tylko 10% Polaków zrezygnowało z planów wakacyjnych z powodu obawy o zdrowie, a 7% z powodów finansowych. Pandemia spowodowała dużą niepewność w związku z ograniczeniami prawnymi, a mimo tego blisko jedna czwarta Polaków zamierza zrealizować swoje plany wyjazdowe sprzed pandemii, w tym najwięcej (29%) wśród osób w wieku 35-44, czyli rodzin, które planują urlopy z największym wyprzedzeniem w związku z koniecznością skorelowania ich np.  z planami innych członków rodziny, czy wybraniem odpowiednich miejsc pobytu dla dzieci. 22% Polaków czekało z decyzją w sprawie urlopu do momentu uzyskania informacji na temat zniesienia obostrzeń i dopiero pod koniec maja zaczęli planowanie urlopu.

Planując wakacje w sytuacji pandemii bierzemy pod uwagę potrzebę dystansu społecznego i bezpieczeństwa, dlatego blisko 40% planujących urlop zamierza go spędzić w wynajętym dla siebie pokoju, domu czy apartamencie. Spadła ilość osób zamierzających spędzić go w hotelu lub pensjonacie (z 40% przed pandemią na 32% w maju b.r.). W tym roku będziemy rzadziej korzystać z biur podróży – taki sposób organizacji wyjazdu wakacyjnego planuje jedna czwarta Polaków. Ponad 70% planuje dotrzeć do miejsca swojego urlopu własnym transportem i spędzić urlop w hotelu lub wynajętym pokoju/mieszkaniu/domu. Większość Polaków planuje wyjechać (podobnie jak w zeszłym roku) na tydzień lub dwa. Na najdłuższe wakacje pozwolą sobie osoby powyżej 55 roku życia, na najkrótsze wakacje wyjadą najmłodsi.7

Komentarz Alicji Cybulskiej, Chief Strategy Officer Havas Media Group:

Pandemia zastała Polaków w poczuciu bezpieczeństwa, które uznawali za gwarantowane ze względu na wieloletnią stabilizację gospodarczą i nawet kryzys z 2008 roku był dla Polski łaskawy. Nadejście pandemii, niewiadomej w skutkach zarazy, spowodowało wybuch lęku i poczucie braku kontroli nad sytuacją. Badania pokazują, że powoli przyzwyczajamy się do epidemii w naszym kraju, ale lęk o własne zdrowie, wydolność służby zdrowia i sytuację gospodarczą kraju pozostaje w nas na poziomie, którego nie pamiętają co najmniej trzy pokolenia. Lęk spowodował zmianę priorytetów i potrzeb – na pierwsze miejsce wysforowały potrzeby fizjologiczne, szczególnie w pierwszym okresie ograniczeń, w postaci zapewnienia sobie zupełnie podstawowych środków do życia. Ogromnie też wzrosło poszukiwanie poczucia bezpieczeństwa, co obserwujemy szczególnie w gwałtownym poszukiwaniu informacji o zagrożeniu i postępie epidemii. To jest ciekawe zjawisko w kontekście kryzysu prasy przed pandemią, która w jej czasie odczuwa odrodzenie. Większość potrzeb wynikających z wyższych poziomów piramidy Masłowa, takich jak potrzeby samorealizacji została „zamrożona” do odwołania, co spowodowało wstrzymanie zakupów dotyczących urody i odzieży, a także większych zakupów, np. samochodów. Konsekwencją tej sytuacji jest również zmniejszenie zainteresowania markami i komunikacją produktową. W związku z tym duży procent działań komunikacyjnych marek został wstrzymany, w tym współpraca z influencerami. Tymczasem jedna trzecia populacji deklaruje większą ilość czasu spędzaną na śledzeniu profili influencerów w mediach społecznościowych, w tym aż połowa osób w grupie wiekowej 45-54. Ta sytuacja jest dość zaskakująca dla wszystkich stron, ponieważ influencerzy, pozbawieni znanych sobie zajęć, mają problem z odnalezieniem tonu i treści właściwych dla czasów pandemii. Mamy zatem nową sytuację zarówno dla konsumentów, marek i influencerów, w której szansę mają ci, którzy trafnie odczytają aktualne potrzeby i dostosują do nich swoją ofertę i komunikację.

Wellbeing w małych przedsiębiorstwach – dlaczego jest tak ważny?

Wellbeing zyskuje na coraz większym znaczeniu w miejscu pracy. Managerowie zdali sobie sprawę, że umowa o pracę i dobre wynagrodzenie często już nie wystarczają, aby zatrzymać w firmie cennego pracownika. Małe przedsiębiorstwa dopiero zaczynają wprowadzać pierwsze rozwiązania, a dobrą inspirację może stanowić m.in. szwedzka fika.

Pracodawcy szukają rozwiązań, które pozwolą im zatrzymać na dłużej najcenniejszych pracowników oraz zwiększą atrakcyjność przedsiębiorstwa w oczach przyszłych kandydatów. Jednym z działań zyskującym na popularności jest dbanie o wellbeing pracowników.  To długofalowa strategia, mająca na celu trwałą zmianę stylu życia wszystkich pracowników, w tym managerów, na zdrowszy i bardziej świadomy. Jego sukces zależy od motywacji pracowników, ich zaangażowania w korzystanie z oferowanych propozycji, a przede wszystkim od gotowości na zmianę.

Pierwsze kroki ku wellbeing – to proste

Wellbeing w dosłownym tłumaczeniu oznacza dobrostan, czyli stan, w którym czujemy się po prostu dobrze i komfortowo. Obejmuje on całościowe spojrzenie na pracownika i jego potrzeby. Człowiek, który potrafi radzić sobie z sytuacjami stresowymi i nie wyprowadzają one go z równowagi, który realizuje swój potencjał i spełnia się w pracy, przenosi te zadowolenie na płaszczyznę życia osobistego. Dzięki temu postrzega siebie jako osobę wartościową, a pracę i swoje życie jako pełne interesujących szans do wykorzystania.

– Dzięki wellbeing pracownicy czują się częścią danej firmy, ponieważ szefowie dają im odczuć, że są dla nich ważni. Mając świadomość jej współtworzenia, czerpią zdecydowanie większą satysfakcję i radość z wykonywanych zadań. Identyfikują się z firmą, dzięki czemu bardziej przykładają się do powierzanej im pracy. Każdy pracownik powinien mieć poczucie, że jego działania mają realny wpływ na funkcjonowanie firmy i kultury organizacyjnej oraz, że ma w niej szansę na rozwój zawodowy. – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.

Wellbeing zaczyna się już na poziomie urządzania biura. W miejscu pracy istotny jest wpływ maszyn i oświetlenia na zdrowie, zastosowane kolory w pomieszczeniach, a nawet zapach unoszący się w biurze. Równie ważne są strefy relaksu, kantyna pracownicza, taras lub ogród oraz rozmieszczenie roślin wewnątrz. Wprowadzając pierwsze zmiany warto rozważyć świadczenia medyczne i sportowe, darmowe owoce, konsultacje z psychologiem, wizyty masażystów oraz elastyczne godziny pracy, dające szansę pracownikom
na realizację swoich pasji i innych obowiązków wciągu dnia. Przykład idzie z góry, dlatego pomocne okazać się mogą również szkolenia dla kadry managerskiej oparte o immerse experience, takie, jak „cyfrowy detox”, które  rozwijają umiejętność radzenia sobie ze stresem oraz pozwalają skutecznie przeciwdziałać wyczerpaniu zawodowemu kadry zarządzającej.

Work-life balance rosnącym trendem

Coraz więcej pracowników dostrzega trudność w zachowaniu równowagi pomiędzy życiem osobistym, a zawodowym. Na przełomie ostatnich lat zmieniły się oczekiwania wobec pracy, jej roli i miejsca w życiu – zaczęła ona być tylko jego częścią. Pracownicy chcą mieć czas dla przyjaciół i rodziny, pogłębiać swoje kompetencje,  a coraz częściej – wykonywać też zadania z innej branży (z ang. gig economy). Dlatego szukają miejsca, w którym będą mogli dążyć do osiągnięcia równowagi (work-life balance).

Co zaskakujące, rozdzielenie sfery zawodowej od prywatnej i rezygnacja z pracy po godzinach prowadzi do zwiększenia wydajności pracowników, ich lojalności wobec danej organizacji oraz wzrostu zaangażowania w wykonywane obowiązki. Okazało się, że komfort i dobre samopoczucie w miejscu pracy jest równie ważny jak rozwój zawodowy i pogłębianie kwalifikacji.

Szwedzka fika kluczem do wellbeing w pracy?

Fika to szwedzki obyczaj oznaczający przerwę w pracy, podczas której pijemy kawę lub inny napój i jemy różne przekąski w towarzystwie znajomych, przyjaciół czy rodziny. Najczęściej do kawy serwowane są słodkości, a najpopularniejszym dodatkiem są bułeczki cynamonowe.

– Fika to okazja, by zwolnić. Aby zrobić sobie prawdziwą przerwę i połączyć się z innymi ludźmi. Większość szwedzkich zakładów pracy ma wpisane w ich kulturę organizacyjną  przed- i popołudniowe przerwy na kawę, które są nie tyle odpoczynkiem od pracy, ale doskonałą okazją do nieformalnych spotkań i dyskusji. 20 minutowe przerwy nie zastępują przerwy na lunch, są jej dopełnieniem i minimalizują ryzyko wypalenia zawodowego. Wielu międzynarodowych pracodawców decyduje się na jej wprowadzanie w swojej firmie – podsumowuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z zakresu HR i komunikacji międzykulturowej.

Wdrożenie strategii wellbeingowej w małych przedsiębiorstwach może rozpoczynać się stopniowo, od niewielkich działań, pozytywnie wpływających na atmosferę w miejscu pracy. Ale najważniejsze by słuchać swoich pracowników i dostrzegać ich potrzeby. Pracownik, który odczuwa satysfakcję z wykonywanych obowiązków i zauważa możliwości rozwoju zawodowego nie zaczyna myśleć o zmianie pracy.

Firmy tną koszty i wstrzymują inwestycje, ale recesja nie dotknie każdego

0

80% firm spodziewa się spadku wyników finansowych na koniec roku, a blisko 90% odnotowało zmniejszenie sprzedaży. Powrót do poziomu sprzed pandemii możliwy będzie najwcześniej za 6-12 miesięcy, choć niektóre branże spodziewają się recesji dopiero w 2021 r. Firmy przed upadłością bronią się najczęściej poprzez cięcie kosztów, głównie niezwiązanych z podstawową działalnością, a redukcję etatów traktują jako ostateczność.

W dniach 10 – 24 czerwca Francusko-Polska Izba Gospodarcza (CCIFP), wraz z Izbami bilateralnymi zrzeszonymi w International Group of Chambers of Commerce (IGCC), przeprowadziła ankietę wśród polskich i zagranicznych przedsiębiorstw dotyczącą wpływu pandemii na biznes w Polsce. Jej wyniki porównano z podobnym badaniem przeprowadzonym przez CCIFP w momencie wprowadzenia pierwszych restrykcji. Pozwoliło to na weryfikację ówczesnych obaw i wskazanie największych problemów, z którymi spotkali się przedsiębiorcy w ciągu trzech ostatnich miesięcy. Jak pokazują wyniki czerwcowych badań, blisko 90% firm odnotowało zmniejszenie sprzedaży, z czego najwięcej, bo aż ¼ ankietowanych deklaruje spadki przekraczające 25%. Wynika to nie tylko z czasowego zamknięcia sklepów, czy ograniczenia zakupów przez konsumentów, ale również z panującej niepewności na rynku i wstrzymania wydatków przez firmy, co z kolei przełożyło się na spadek obrotów w segmencie B2B i wszelkich usług dla biznesu – mówi Monika Constant, Dyrektor Generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej (CCIFP). W porównaniu z marcowym badaniem, teraz większość firm jest w stanie określić poziom spadków, a co za tym idzie może zacząć podejmować konkretne działania i wdrażać zmiany w strategii biznesowej na przyszłe miesiące. – dodaje Monika Constant.

Firmy tracą zamówienia, ale płatności nie zostały zablokowane

Największym problem, z którym spotykali się przedsiębiorcy w ostatnich trzech miesiącach, było anulowanie zamówień przez klientów (51% wskazań). Sprawdziły się zatem obawy większości firm wyrażone w marcowym badaniu, w którym anulowanie zamówień prognozowało 50% respondentów. Opóźnienia w płatnościach od klientów, czy realizacji zamówień dotknęły finalnie mniej firm niż pokazywały wyniki pierwszego badania (odpowiednio 27% i 29% wskazań w czerwcu, wobec 56% i 41% w marcu). Jedynie zmniejszenie produkcji wystąpiło na nieco większą skalę niż prognozowano (28 % odpowiedzi w czerwcu i 21% w marcu). Dużym utrudnieniem dla prowadzenia działalności, szczególnie wśród firm działających na wielu rynkach, były ograniczenia w przemieszczaniu i zamknięte granice, na co wskazywało 38% respondentów. Wiązało się to z koniecznością zdalnego zarządzania firmą, a także stanowiło problem z podpisywaniem dokumentów czy umów.

Lepsza sytuacja niż zakładano wystąpiła w logistyce i transporcie towarów. Blisko połowa respondentów nie odnotowała w tym obszarze wpływu COVID-19, co jest o blisko 10% lepszym wynikiem niż na początku marca. W przypadku co trzeciej firmy pojawiały się problemy z dostawą produktów od poddostawców z Polski i z zagranicy. Deklarowane problemy z transportem w kraju, czy pojawiającymi się brakami na stanach magazynowych wystąpiły jedynie w co dziesiątym przedsiębiorstwie.

Cięcia kosztów w firmach co najmniej do końca roku

W konsekwencji spadków sprzedaży, firmy podjęły szereg działań mających na celu zmniejszanie wydatków i kosztów funkcjonowania przedsiębiorstwa, by w ten sposób utrzymać płynność finansową. 52% firm już zredukowało wydatki niezwiązane z podstawową działalnością firmy, w takich obszarach jak marketing, reklama, czy szkolenia, a blisko 40% będzie te ograniczenia kontynuować w kolejnych miesiącach. Skala tych cięć jest znacząca, gdyż w blisko 2/3 przypadków wyniosły one powyżej 50% dotychczasowych budżetów. Kolejne kroki podejmowane przez przedsiębiorstwa to: wstrzymanie rekrutacji (45% wskazań), podwyżek (37%) i premii (28%). W 29% firm nastąpiła redukcja wynagrodzenia, najczęściej od 5% do 20% dotychczasowej pensji, jednak w kolejnych miesiącach tego rodzaju działanie deklaruje już tylko 17% ankietowanych przedsiębiorstw. Firmy starają się za wszelką cenę utrzymać miejsca pracy i pomimo spadku obrotów, zwolnienia pracowników są wprowadzane jako ostateczność. Do tej pory redukcji etatów dokonało 15% firm, najczęściej na poziomie od 2% do 10% załogi. W ponad połowie przedsiębiorstw epidemia wpłynęła na prowadzone lub planowane inwestycje. Większość z nich została wstrzymana lub przesunięta na przyszły rok. Dotyczy to zarówno rozbudowy firmy, zakładania kolejnych oddziałów, czy zakładów produkcyjnych, ale również zakupu nowego sprzętu, czy rozwoju pracowników. Szansę na dokończenie mają jedynie te inwestycje, które są już mocno zaawansowane. Chociaż statycznie siedem na osiem ankietowanych firm potwierdza, że pandemia koronawirusa ma negatywny wpływ na ich działalność, to widać też, że duża ich część dobrze poradziła sobie w sytuacji kryzysowej. Stosunkowo niewiele przedsiębiorstw zwolniło pracowników, tudzież przewiduje konieczność zwolnień – zamiast tego firmy raczej koncentrują się na podtrzymaniu podstawowej działalności i jednocześnie szukają oszczędności w innych, pobocznych obszarach, jak choćby marketing. – ocenia Dr Lars Björn Gutheil – dyrektor generalny i członek zarządu Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Perspektywy nadal mało optymistyczne, choć nie dla wszystkich

W porównaniu z marcowym badaniem więcej firm jest w stanie oszacować skalę wpływu koronawirusa na roczne wyniki finansowe (w marcu ponad 60% firm spodziewało się pogorszenia wyników, ale nie potrafiło podać jego poziomu). Blisko 1/3 respondentów deklaruje pogorszenie wyników do 20%, a w przypadku 1 firmy na 5 spadki przekroczą 20%. W porównaniu z marcem zwiększył się jednak odsetek firm, które deklarują, że wynik finansowy na koniec roku będzie taki sam lub wyższy (18% w czerwcu, 6% trzy miesiące wcześniej). ¼ przedsiębiorców nie potrafi przewidzieć, kiedy ich wyniki powrócą do stanu sprzed pandemii, a 31% zakłada, że nastąpi to nie wcześniej jak w przyszłym roku. Mimo znaczących spadków widać jednak pewien optymizm, przynajmniej w niektórych branżach. Na początku pandemii większość przedsiębiorców nie wiedziała co się stanie i rysowała same czarne scenariusze, które jak pokazuje badanie nie zawsze się sprawdziły. Warto jednak zaznaczyć, że niektórzy ankietowani, spodziewają się pogorszenia sytuacji dopiero w przyszłym roku. – mówi Monika Constant, Dyrektor Generalna CCIFP.

Zmiany nastąpią również w obszarze organizacji przedsiębiorstw. Ponad 80% ankietowanych deklaruje wprowadzenie większej elastyczności w sposobach pracy, 56% firm częściej będzie wykorzystywać formy zdalnego uczestnictwa w spotkaniach zewnętrznych, czy konferencjach. Nastąpi również szybsza cyfryzacja usług zewnętrznych (32%) i wewnętrznych (38%), a także rozwiną się kanały sprzedaży on-line (26% wskazań). Wyniki czerwcowego badania potwierdzają, że Polacy polubili pracę zdalną. Odsetek firm, które wprowadzają bardziej elastyczne formy pracy wzrósł od marca o ponad 20%. Widać również większą skłonność do cyfryzacji usług, co sprzyjać będzie rozwojowi nowych, innowacyjnych produktów i rozwiązań dla biznesu. – mówi Joanna Jaroch-Pszeniczna, Wicedyrektor CCIFP.

Blisko połowa badanych firm (48%) skorzystała ze wsparcia w ramach tzw. tarczy antykryzysowej. Wśród nich 43% przedsiębiorców oceniło udzieloną pomoc pozytywnie, a według 54% proponowane rozwiązania nie spełniły ich oczekiwań. Główne uwagi dotyczyły skomplikowanych procedur, niejasnych zasad, a także długiego czasu oczekiwania na decyzję. Zgodnie z obawami przedsiębiorców, wiele problemów wynika z samego zarządzania kryzysem na poziomie krajowym: zbyt surowych wymogów dotyczących uprawnień do otrzymania pomocowy publicznej, przeszkód natury biurokratycznej, czy wreszcie z faktu zamykania granic – to wszystko dodatkowo powoduje, że wiele firm walczy o przetrwanie. Dlatego ważne jest, aby zoptymalizować pomoc dla przedsiębiorców na tyle, aby mogli oni szybko przezwyciężyć kryzys i zachować miejsca pracy – uważa Dr Lars Björn Gutheil.

Badanie Przetrwać COVID19 – Wpływ pandemii na działalność firm w Polsce zostało przeprowadzone przez Francusko-Polską Izbę Gospodarczą wśród firm zrzeszonych w izbach bilateralnych należących do International Group of Chambers of Commerce (IGCC) i skierowane było do Prezesów, Dyrektorów Generalnych i członków zarządu. Udział w nim wzięło 189 przedsiębiorstw działających w Polsce, z czego 26% to firmy polskie, 16% niemieckie, 14% francuskie, 7% amerykańskie, 6% szwajcarskie, 5% austriackie, a 26% z kapitałem pochodzącym z innych krajów. Połowa respondentów reprezentowała firmy zatrudniające do 50 osób, 32%  to średnie przedsiębiorstwa (51 – 500 pracowników), a 19 % to firmy zatrudniające powyżej 500 osób. Najwięcej respondentów pochodziło z branży przemysłowej (13%), budowlanej i nieruchomości (13%), usług dla biznesu (12%), doradztwa (8%), usług IT i telekomunikacji (7%) oraz handlu i dystrybucji (6%).

Tarcza 4.0 – ograniczenia w przejmowaniu polskich firm przez podmioty zagraniczne w związku z COVID-19

0

Uchwalone przepisy tzw. Tarczy 4.0 przewidują m.in. zmiany w ustawie o kontroli niektórych inwestycji. Celem ich wprowadzenia jest ochrona polskich firm, operujących w kluczowych dla polskiej gospodarki sektorach, a osłabionych w związku z COVID-19, przed wrogimi przejęciami przez podmioty zagraniczne. Najnowsze rozwiązania określają m.in. zasady i tryb kontroli inwestycji dokonywanych przez zagranicznych inwestorów, w tym obowiązek zawiadomienia Prezesa UOKiK oraz sankcje związane z naruszeniem przepisów. Nowe zasady dokonywania inwestycji będą obowiązywać od 24 lipca 2020 r. Regulacje mają charakter tymczasowy i utracą moc po upływie 2 lat.

Podmioty objęte ochroną

Zgodnie z przepisami Tarczy 4.0, podmiotami objętymi ochroną są: spółki publiczne; przedsiębiorcy posiadający mienie wchodzące w skład infrastruktury krytycznej; podmioty z branży IT, które opracowują bądź modyfikują oprogramowanie dla celów prowadzenie działalności przez podmioty operujące w strategicznych obszarach gospodarki, oraz przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą w jednej z branż wskazanych we wprowadzonej regulacji, np. z branży energetycznej, chemicznej, telekomunikacyjnej, medycznej, związanej z produkcją materiałów wybuchowych, bądź spożywczej.

Dodatkowym, poza posiadaniem siedziby na terytorium Polski, warunkiem podlegania przez ww. podmioty omawianym regulacjom jest fakt osiągnięcia przychodu w wysokości powyżej 10 mln EUR ze sprzedaży i usług na terytorium RP, w którymkolwiek z dwóch lat obrotowych, poprzedzających zawiadomienie.

Katalog inwestorów, których dotyczą zmiany

Projekt Tarczy 4.0 przewidywał, że zawarte w nim restrykcje miały przede wszystkim dotyczyć potencjalnych nabywców, którzy mają siedzibę poza UE oraz EOG. Finalne brzmienie przepisów usunęło jednak z zakresu ich zastosowania również podmioty posiadające siedzibę w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OWGiR), co umożliwi dokonywanie inwestycji także przedsiębiorcom m.in. z USA, Wielkiej Brytanii, Korei Południowej, czy Japonii. Natomiast inwestorzy m.in. z Chin, Rosji oraz krajów arabskich, poddani będą restrykcjom przewidzianym w omawianej regulacji.

Duże kontrowersje interpretacyjne budzi wyłączenie z zakresu podmiotowego nowej regulacji podmiotów, które nie posiadały od co najmniej dwóch lat siedziby na terytorium państwa członkowskiego.

Literalna wykładnia nowych przepisów o kontroli inwestycji prowadzi do wniosku, że dodatkowym kryterium, które musi wykazać potencjalny nabywca celem zwolnienia z obowiązku podlegania regulacji, jest posiadanie siedziby w UE, EOG bądź OWGiR od co najmniej 2 lat od dnia złożenia zawiadomienia o planowanej transakcji. Nowe przepisy przyznają również kompetencję Prezesowi UOKiK do podjęcia działań mających na celu weryfikację, czy inwestor faktycznie prowadzi działalność gospodarczą lub posiada siedzibę na terenie UE, EOG lub OWGiR – mówi Mikołaj Zdyb, radca prawny w kancelarii prawnej D.Dobkowski sp.k. stowarzyszonej z KPMG w Polsce.

Działania powodujące obowiązek złożenia zawiadomienia

Zgodnie z przepisami zawartymi w Tarczy 4.0, obowiązkiem zgłoszenia do Prezesa UOKiK objęte są przede wszystkim transakcje, w wyniku których, dojdzie do nabycia lub osiągnięcia znaczącego uczestnictwa w kapitale podmiotu objętego ochroną (możliwość wywierania wpływu na działalność podmiotu objętego ochroną przejawiająca się posiadaniem co najmniej 20% ogólnej liczby głosów, udziału kapitałowego lub udziału w zyskach) lub nabycia dominacji (uzyskanie statusu podmiotu dominującego wobec podmiotu objętego ochroną).

Nowe zasady kontroli inwestycji odnoszą się także do tzw. nabycia pośredniego, czyli nabycia lub osiągnięcia znaczącego uczestnictwa w podmiocie objętym ochroną poprzez podmiot trzeci, niebędący bezpośrednio stroną transakcji. Taka sytuacja ma miejsce przede wszystkim w wypadku, gdy umowę dotyczącą sprzedaży udziałów/akcji zawiera spółka zależna od inwestora – mówi Mikołaj Zdyb, radca prawny w kancelarii prawnej D.Dobkowski sp.k. stowarzyszonej z KPMG w Polsce.

Postępowanie przed UOKiK

Postępowanie inicjowane jest przez zawiadomienie złożone przez inwestora planującego nabycie dominacji lub osiągnięcie znaczącego uczestnictwa w podmiocie objętym ochroną. W dalszym etapie postępowanie dzieli się na dwie fazy, tj. postępowanie sprawdzające, kiedy Prezes UOKiK może zdecydować, że brak jest przesłanek do sprzeciwienia się transakcji oraz właściwego postępowania kontrolnego – w przypadku stwierdzenia w pierwszej fazie ewentualnych podstaw do wyrażenia sprzeciwu przez organ.

W wyniku właściwego postępowania kontrolnego organ może wydać decyzję o sprzeciwie wobec planowanej transakcji, którą można zaskarżyć do sądu administracyjnego.

Sankcje za nieprzestrzeganie regulacji

Inwestor, który bez zawiadomienia nabywa dominację lub osiąga znaczące uczestnictwo w podmiocie objętym ochroną, naraża się na odpowiedzialność karną skutkującą grzywną do 50 mln zł, karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5, albo obu tym karom łącznie.

Ponadto, nabycie dominacji lub osiągnięcie znaczącego uczestnictwa w podmiocie objętym ochroną bez uprzedniego zawiadomienia Prezesa UOKiK, bądź pomimo wydania decyzji o sprzeciwie, skutkuje bezwzględną nieważnością dokonanej transakcji – mówi Mikołaj Zdyb, radca prawny w kancelarii prawnej D.Dobkowski sp.k. stowarzyszonej z KPMG w Polsce.

Husqvarna rozszerza swoją działalność

Husqvarna zdążyła już przyzwyczaić do odważnych kroków. Pod koniec ubiegłego roku szwedzki wytwórca ogłosił informację o przejęciu części biznesu Niemieckiego Wacker Neuson. Dzięki temu Husqvarna uzupełniła swoją ofertę zacieraczek. Od teraz można będzie wyposażyć się w maszyny samojezdne i dokonać wyboru spośród poszerzonej oferty maszyn prowadzonych.

Do oferty zacieraczek do betonu firmy Husqvarna Contruction dołącza model CRT 48-PS. Dzięki optymalnej zwrotności i dużemu pokryciu powierzchni CRT 48-PS osiąga wysoką wydajność. Napędzany jest benzynowym silnikiem Kubota. Elektrohydraulika kontrolowana joystickiem umożliwia precyzyjne manewrowanie. Zacieraczka oferuje do wyboru dwa tryby sterowania – standardowy i o zwiększonej czułości dostosowany do warunków pracy. Husqvarna CRT 48-PS przeznaczona jest do pracy na dużych powierzchniach, gdzie wymagany jest mały nacisk jednostkowy na powierzchnie. Średnica zacierania to 2 x 1219 mm a masa w zależności od silnika od 639 do 660 kg. Nieco prostsza sterowana mechanicznie zacieraczka spalinowa Husqvarna CRT 48 oferuje średnicę zacierania 2 x 1220 mm i napędzana jest trzema rodzajami silników do wyboru. Dostępne są wersje zasilane benzyną, LPG. Masa zacieraczek zawiera się między 547 a 579 kg. Ofertę maszyn samojezdnych uzupełnia mniejsza Husqvarna CRT 36. Ta mała zacieraczka dzięki zastosowaniu sprzęgła odśrodkowego w prosty sposób przekazuje napęd na łopatki bez stosowania dodatkowych elementów mechanicznych. Mechaniczne sterowanie daje również dobre „czucie” podłoża. Maszyna ta oferuje średnicę zacierania 2 x 915 mm przy masie 451 kg oraz benzynowy napęd Honda. Ponadto w ofercie firmy Husqvarna Construction nadal pozostają dostępne zacieraczki prowadzone. Jednym z flagowych modeli w tej kategorii jest zacieraczka do betonu BG 475, którą stworzono z myślą o najtrudniejszych wyzwaniach. Ta maszyna o wysokiej wydajności jest napędzana przez niezawodny silnik Hondy i została wyposażona w sprzęgło QUICKSTOP w celu zwiększenia bezpieczeństwa.

Instytut Migal Galilee wykorzystuje aplikację BIOVIA od Dassault Systèmes do badań nad szczepionką na COVID-19

0

W miarę jak branża medyczna i biotechnologiczna stara się walczyć z pandemią COVID-19, izraelski instytut Migal Galilee wykorzystuje aplikację BIOVIA firmy Dassault Systèmes, aby przyspieszyć prace nad potencjalną szczepionką na SARS-CoV-2.

Instytut Migal od czterech lat korzysta z aplikacji BIOVIA, która stanowi uzupełnienie całej gamy narzędzi obliczeniowych stosowanych w projektach związanych z opracowaniem szczepionki na koronawirusa. Gdy choroba COVID-19 osiągnęła status pandemii, izraelski instytut badawczo-rozwojowy, specjalizujący się w botanice, rolnictwie, sozologii, informatyce, żywieniu i biotechnologii, zaczął korzystać z aplikacji i narzędzi obliczeniowych do analizowania mutacji COVID-19, stawiając sobie za cel stworzenie nowatorskiej szczepionki na koronawirusa na potrzeby badań przedklinicznych in vivo w ciągu 90 dni.

W kontekście COVID-19 platforma 3DEXPERIENCE firmy Dassault Systèmes oraz wchodzące w jej skład aplikacje cyfrowe mogą pomóc branży medycznej zaspokoić potrzeby badawczo-rozwojowe.

Wykorzystując aplikacje BIOVIA do badań nad COVID-19, instytut Migal Galilee może cyfrowo kierować procesami laboratoryjnymi i eksperymentalnymi, aby osiągać wyniki w krótszym czasie. Naukowcy mogą szybciej przetwarzać i analizować dane badawcze z ostatnich czterech lat oraz tworzyć modele zachowań białek wirusa oraz ewolucji epitopów. Pozwala to racjonalizować wyniki testów z uwzględnieniem wcześniejszych badań i podejmować trafniejsze decyzje dotyczące kolejnych strategii badawczych.

Aplikacja BIOVIA Pipeline Pilot usprawnia cykl innowacji badawczych, wspierając opracowywanie i wdrażanie obiegów pracy związanych z analizą danych, które przyspieszają generowanie wniosków. Aplikacja BIOVIA Discovery Studio dostarcza kompleksowy zestaw metod modelowania i symulowania pozwalających analizować niuanse chemii białek oraz stymulować odkrywanie i opracowywanie nowych metod terapii molekularnej.

Foreign Policy: Polska nie ma nikogo, kto zastąpiłby migrantów zarobkowych z Ukrainy

0

W ostatnich latach Polska stała się największym importerem pracowników zagranicznych w Unii Europejskiej. W 2018 roku Polska wydała 635 000 kart pobytu, co stanowi jedną piątą wszystkich tego typu dokumentów wydanych w Unii. Od 2014 r. prawie 2 miliony Ukraińców zajęły wolne miejsca pracy w rolnictwie, budownictwie, produkcji i logistyce. Między innymi ta właśnie grupa wspierała polską gospodarkę.

Według nowego raportu Narodowego Banku Polskiego wzrost napływu ukraińskich pracowników do Polski w latach 2013-2018 doprowadził do 13 procent wzrostu gospodarczego Polski. Ale to dopiero pandemia ujawniła niektóre problemy zarządzania migracją w Polsce. O tym pisze opiniotwórcze międzynarodowe czasopismo Foreign Policy.

Okazało się, że po prostu nie ma kim zastąpić ukraińskiej siły roboczej. Część wolnych miejsc pracy w przedsiębiorstwach została zajęta przez Polaków, a także pracowników z krajów azjatyckich. Jednak agencje rekrutacyjne niechętnie pozyskują kandydatów z Nepalu, Indii, czy Bangladeszu ze względu na wysokie koszty i trudności logistyczne związane z przyjazdem pracowników z tak odległych miejsc.

„Czas oczekiwania na pozwolenia jest długi, a ponadto istnieją różnice kulturowe i językowe, które utrudniają kontakt. Polska ma sześć konsulatów obsługujących około 40 milionów Ukraińców i tylko dwa w Indiach, które obsługują 1,5 miliarda ludzi w Indiach oraz w sąsiednim Bangladeszu i Nepalu”– komentuje Tomasz Bogdevic, dyrektor agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal, która jako jedyna organizuje loty czarterowe dla pracowników z Ukrainy do Polski.

Bogdevic podkreśla, że ​​wielu Ukraińców chce przyjechać do pracy w Polsce. Czterech na dziesięciu pasażerów pierwszego lotu czarterowego zorganizowanego przez Gremi Personal po raz pierwszy przyleciało do Polski. Od tego czasu agencja zorganizowała jeszcze dwa loty dla pracowników. W planach jest jeszcze kilka czarterów. „Podjęliśmy tę decyzję w południe”,  -powiedział Bogdevic, „a w ciągu dnia zgłosiło się już 100 osób”.

„Jednak obecny system wobec obywateli Ukrainy, Białorusi i Mołdawii koncentruje się przede wszystkim na pracy krótkoterminowej, a nadmierna zależność kraju od jednego źródła pozyskiwania pracowników zagranicznych oznacza, że ​​jego siła robocza może łatwo się wyczerpać, jeśli zmienią się warunki polityczne, gospodarcze lub społeczne. Ten właśnie problem ujawniła pandemia”, – zauważa publikacja Foreign Policy. Potencjalny wpływ na przedsiębiorstwa zależne od pracy krótkoterminowej zmusił rząd do przedłużenia legalnego pobytu dla cudzoziemców.

„Polska powtarza błędy niemieckich pracowników-gości w latach siedemdziesiątych XX wieku, uznając migrantów za [tymczasową] pracę», – czytamy w publikacji.

Tymczasem niemieckie firmy już zaczynają przyciągać ukraińskich pracowników, którzy zdobyli wykształcenie i pracę w Polsce, co jest alarmującym sygnałem dla Polski. W ubiegłym roku cudzoziemcy otworzyli rekordową liczbę nowych firm zarejestrowanych w Polsce. „Tacy pracownicy są niezwykle cenni, a polski rząd powinien zrobić wszystko, aby utrzymać ich w kraju”, – podsumowuje Foreign Policy.

Złoty znów tracił

0

Wczorajszy dzień przyniósł osłabienie złotego o 3 grosze względem euro. Dzisiaj od rana trwa korekta, ale wciąż znajdujemy się wyraźnie powyżej wczorajszych poziomów. Po raz kolejny wzrost ryzyk na rynku przełożył się negatywnie na polską walutę.

Huśtawka na złotym

Wczoraj złoty stracił dość niespodziewanie 3 grosze na wartości, tym samym kończąc dzień powyżej poziomu 4,47 za 1 euro. Ruch ten był wynikiem generalnego wzrostu awersji do ryzyka. Wczoraj widać było spore problemy na europejskich parkietach, gdzie giełdy zaliczyły spore spadki. Co ciekawe, do końca dnia giełdy odbiły się, a złoty już nie. Widać też było silny spadek na EURCHF. Jest to para walutowa, która dobrze obrazuje nastroje na rynkach. Im więcej ryzyk, tym mocniej inwestorzy przenoszą swoje zainteresowanie na franka, uważanego za bezpieczniejszą z walut na trudne czasy.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy raport ADP na temat nowych miejsc pracy. Dane z amerykańskiego rynku pracy ostatnio pojawiają się w milionach a nie setkach tysięcy, jak to miało miejsce przed kryzysem. Nie inaczej było wczoraj. W czerwcu powstało w USA niemal 2,4 miliona miejsc pracy. Analitycy spodziewali się jednak 3 milionów. Są to oczywiście w większości miejsca zlikwidowane z okazji pandemii i otwierane na nowo. Ze względu na różnice pomiędzy danymi a oczekiwaniami dolar wczoraj tracił na wartości względem euro.

Bezrobocie w Unii

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat stopy bezrobocia w Unii Europejskiej. Wyniosła ona 7,4% wobec oczekiwanych 7,7%. Jak widać znacznie mniej elastyczny rynek pracy na starym kontynencie poradził sobie teoretycznie znacznie lepiej niż ten za oceanem. Pytanie jak długo uda mu się otrzymać tą przewagę, dzisiaj po południu zobaczymy dane z USA. Dobre dane pomogły jeszcze mocniej umacniać się euro względem dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Stanusch Technologies z nowymi inwestorami

0

Polska spółka Stanusch Technologies, pracująca nad rozwojem botów opartych na sztucznej inteligencji otrzymała właśnie wsparcie od nowego inwestora. Czy wreszcie doczekamy się elektronicznego asystenta komunikującego się w języku polskim? Projekt wspiera już akcjonariusz Kulczyk Investments, a w czerwcu dołączył do nich kolektyw inwestorów, w którym wiodącym podmiotem jest rodzimy fundusz Deep Change Ventures.

Stanusch Technologies, specjalizuje się w tworzeniu systemów opartych na sztucznej inteligencji, a zwłaszcza na przetwarzaniu języka naturalnego (NLP). Autorskie rozwiązanie Spółki wykorzystywane jest do optymalizacji powtarzalnych procesów biznesowych, które opierają się na kontakcie międzyludzkim. Dotychczasowe wyniki prac Stanusch Technologies wskazują na potencjał automatyzacji nawet 80% procesów, które można standaryzować. Chatboty i voiceboty, które powstają w śląskiej spółce, już jakiś czas temu przekonały do siebie Kulczyk Investments. W czerwcu przedsiębiorstwo z Rudy Śląskiej pozyskało nowych udziałowców.

Koalicja nowych inwestorów, którzy staną się również akcjonariuszami Spółki, jest zgrupowana wokół Deep Change Ventures. Fundusz, którego pomysłodawcą i szefem jest Wojciech Stramski, skupia się na wspieraniu firm, które działają zgodnie z agendą Sustainable Development Goals (SDG) określoną przez ONZ i jakie mają pomóc w ograniczeniu negatywnej wpływu człowieka na środowisko. Z opublikowanego w styczniu raportu PwC na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos wynika, że dwie trzecie spośród celów leżących u podstaw SDG można wzmocnić dzięki innowacjom technologicznym. Dlaczego firma zdecydowała się na wsparcie dla śląskiego przedsiębiorstwa sektora IT? CEO funduszu wyjaśnia – Stanusch Technologies na rynku nie jest anonimowy. To jedno z tych przedsiębiorstw, które może pochwalić się rzeczywiście wartościowym i innowacyjnym produktem. Spółka ukierunkowana jest na tworzenie technologii związanych z celami SDG, a to jest dla nas bardzo ważne i również skłoniło nas do inwestycji. Jednak nasza rola nie sprowadza się do modelu inwestora, który czeka na szybki wzrost i monetyzację inwestycji. Zamierzamy aktywnie działać w przedsiębiorstwie i budować je. – zaznacza Stramski. Podkreśla to również Maciej Stanusch założyciel i prezes Stanusch Technologies – Nowi akcjonariusze, którzy wejdą do struktur Spółki, będą nas wspierać zarówno doświadczeniem i kontaktami, jak i środkami.

Pieniądze na rozwój

Firma z Rudy Śląskiej dostaje zastrzyk od zielonego funduszu, którego największym beneficjentem będzie dział R&D, ale nie tylko. Część zgromadzonych środków przeznaczonych będzie na komercjalizację i  wzmocnienie zespołu. Ile pieniędzy trafi na konta Stanusch Technologies? – Mawia się, że dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, jednak oprócz tego ograniczają nas obostrzenia wynikające z podpisanej umowy o współpracy, dlatego wspomniana kwota musi pozostać tajemnicą. Co mogę zdradzić to fakt, że nasze porozumienie jest tak skonstruowane, że zapewnia nam środki, na bieżący rozwój a przy osiągnięciu kolejnych kamieni milowych planujemy kolejne rundy finansowania i dopiero wtedy będziemy mogli zdradzić więcej szczegółów. Jednak bieżące finansowane pozwoli nam nie tylko spokojnie prowadzić prace nad produktem, a wręcz je zintensyfikować.– tłumaczy Maciej Stanusch.

Najbardziej ludzki chatbot

Stanusch Technologies jest ekspertem w tworzeniu chatbotów i voicebotów. Firma zrealizowała do tej pory ponad 140 projektów. Z produktów spółki skorzystali m.in.  ING Bank Śląski, Getin Bank, Santander Bank, BNP Paribas, PlusBank, Orange, UPC, Gaspol, Link4, InPost, Empik, Energa, Amica, oraz Bayer.

Stanusch Technologies chwali się, że w 2019 roku jego chatbot Eva znalazł się w pierwszej dziesiątce laureatów konkursu o Nagrodę Loebnera. W konkursie organizowanym przez Swansea University wybierane są chatboty, z którymi rozmowa jest najbliższa konwersacji z człowiekiem. Polski projekt Eva rywalizował m.in. z programami Mitsuku czy Uberbot. – Sukces chatbota Eva pokazuje, że firma Stanusch Technologies ma ogromny potencjał w szczególności w dobie COVID19  który chcemy dalej rozwijać. Technologia będzie miała szerokie zastosowanie, także komercyjne. – zapowiada Wojciech Stramski. Dla kierowanego przez niego Deep Change Ventures inwestycja w Stanusch Technologies jest premierową. Od przedstawiciela funduszu usłyszeć można, że w ciągu najbliższych miesięcy Deep Change Ventures ogłosi kolejne zaangażowanie kapitałowe.

Nieruchomości premium ochronią kapitał

0

Ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem pandemii koronawirusa oraz jej skutków dla gospodarki. Recesja to niepewny czas m.in. dla inwestorów, którzy stoją przed trudnym wyborem – gdzie należy ulokować posiadany kapitał? Zarówno w czasach prosperity, jak i podczas kryzysu popularne są nieruchomości, które uznawane są za bezpieczną formę inwestowania. Ekspert firmy Vacation Investments uważa, że spośród nich najlepszym wyborem mogą się okazać obiekty premium, które nawet w ciężkich dla gospodarki czasach utrzymują swoją wartość i stanowią skuteczną ochronę środków przed wzrostem inflacji.

Nieruchomości luksusowe z dużymi szansami w walce z kryzysem

Rynek nieruchomości premium ma duży potencjał, aby uchronić się przed skutkami kryzysu. O jego dobrej pozycji świadczy szereg czynników. Rynek dóbr luksusowych jest z natury mniej wrażliwy na negatywne skutki spowolnienia gospodarczego. Dowodzą tego obserwacje poczynione w trakcie poprzednich globalnych recesji, podczas których akcje spółek oferujących tego rodzaju dobra ulegały znacznie mniejszym spadkom niż spółek z szerokiego indeksu giełdowego. Ponadto ceny nieruchomości premium nie obniżyły się podczas kryzysu z 2008 r. Jednym z gwarantów stabilności rynku nieruchomości luksusowych jest fakt, że nabywcami na nim są osoby bardzo zamożne. Posiadają majątek, który pozwala im żyć na niezmienionym, bardzo wysokim poziomie również w czasie kryzysu – mówi Bogdan Kornas, doradca zarządu Vacation Investments Sp. z o.o.

Przewiduje się, że zapowiadane ewentualne obniżki cen lokali będą głównie obejmować inwestycje z segmentu popularnego.

Unikatowe perełki pozwolą zarobić

Nieruchomości premium cechuje unikatowość. Ich podaż jest limitowana. Są budowane w ściśle wyselekcjonowanych, atrakcyjnych i prestiżowych lokalizacjach. Co ważne, nieruchomości premium służą jako doskonała ochrona środków przed panującą obecnie stosunkowo wysoką inflacją. Korzyści z inwestycji jest oczywiście więcej – na prawdziwe zyski można liczyć z wynajmu lub odsprzedaży nieruchomości, gdy rynek “odbije” – dodaje Bogdan Kornas.

Inwestorzy na decyzyjnym rozdrożu

Inwestorzy poszukujący stabilnej i oferującej atrakcyjną stopę zwrotu metody pomnażania kapitału muszą przemyśleć swoje plany. Lokaty bankowe oferują coraz mniej korzystne warunki ze względu na obniżenie stóp procentowych, co z kolei prowadzi do spadku przychodów z depozytów i inwestycji w obligacje rządowe. Dotychczasowe niskie oprocentowanie lokat (1,5% w ostatnich miesiącach) spadło do zaledwie 1%, a możliwe są dalsze obniżki – nawet do 0,5% [1]. W obecnej sytuacji sporo spółek giełdowych zrezygnowało z wypłaty z dywidendy, rekomendując zatrzymanie zysków w firmie i wzmocnienie jej kapitałów. Wszechobecna niepewność sprawia, że uwaga inwestorów kieruje się ku rynkowi nieruchomości, który uchodzi za jeden z najbardziej bezpiecznych i stabilnych w okresie kryzysu.

Jaki scenariusz dla rynku nieruchomości?

Analizy wskazują, że obecna sytuacja może w niewielkim stopniu zachwiać sektorem nieruchomości. Co jednak ważne, ewentualna korekta nie powinna być znacząca. Należy raczej szykować się na spadek liczby nowych inwestycji wprowadzanych do sprzedaży. Na rynku nieruchomości od dawna mamy do czynienia z przewagą popytu nad podażą. To powinno zagwarantować mu stabilizację również w czasie recesji – podkreśla Bogdan Kornas.

Rynek nieruchomości z dobrymi perspektywami

Rynek nieruchomości jest uznawany za bezpieczny w obliczu spowolnienia gospodarczego. Już na początku aktualnego kryzysu bank inwestycyjny Goldman Sachs zmienił swoją ocenę dla nieruchomości z “neutralnej” na “przeważaj” podkreślając stabilność tego rynku w niepewnych czasach. Dotychczasowe sygnały płynące z rynku nieruchomości w czasie pandemii COVID-19 napawają optymizmem. Choć deweloperzy obawiali się licznych odstąpień od umów sprzedaży zawartych przed kryzysem, to relatywnie niewiele osób zrezygnowało z nabycia mieszkania. Aż 70% członków Polskiego Związku Firm Deweloperskich deklaruje, że wśród ich klientów taka rezygnacja nie miała miejsca. Na rynku nie zanotowano też znaczących spadków cen nieruchomości. Wręcz przeciwnie, w niektórych miastach ceny te nadal rosną i nic nie zapowiada ich obniżek. Jeszcze na początku pandemii w Polsce – w marcu czy kwietniu, nabywcy nieruchomości mogli swobodniej negocjować warunki zakupu, teraz jest to znacznie cięższe, co pokazuje, że rynek cały czas ma się dobrze.

Należy również podkreślić, że recesje gospodarcze powodowane przez czynniki pozagospodarcze z reguły trwają krótko. To ważne z perspektywy rynku nieruchomości, odpornego na krótkotrwałe zawahania. Inwestycję w nieruchomość cechuje długoterminowość i dzięki temu ma ona duże szanse przetrwać cykle koniunkturalne oraz niekorzystne wydarzenia. Jak natomiast dało się do tej pory zaobserwować – po rynkowym odbiciu ceny nieruchomości zawsze rosną.

Badanie EY – Jakie wyzwania stawiają przed firmami nowe technologie? Na jakie bariery prawne skarżą się przedsiębiorcy, chcący wdrażać innowacje?

0

Według badania EY ponad 90% firm uważa, że prawo nie nadąża za rozwojem nowych technologii, jednocześnie większość ankietowanych twierdzi, że ich branża jest podatna na innowacje. Największą barierą we wszystkich sektorach są wysokie koszty wdrożenia nowych technologii i brak kapitału (64% wszystkich wskazań). Natomiast największą barierą prawną wskazywaną przez respondentów, niezależnie od branży, były zbyt długie procesy prawne – uzyskiwania zgód, pozwoleń, patentów. 50% ankietowanych wybrało tę odpowiedź. Zdaniem 80% ankietowanych, głównym wyzwaniem prawnym związanym z adaptacją innowacyjnych technologii jest kwestia wykorzystywania sztucznej inteligencji.

Realizując badanie dotyczące wyzwań, które stawiają przed firmami nowe technologie, EY skoncentrował się przede wszystkim na pogłębionej analizie barier prawnych w sektorze finansowym, energetycznym, nieruchomości oraz produkcyjno-usługowym. Zbyt długie procesy (uzyskiwanie zgód, pozwoleń, patentów) wybrało aż 50% badanych ze wszystkich branż. Na podium są także dwie inne trudności, które wskazało odpowiednio 49% i 39% ankietowanych – to zbyt często zmieniające się prawo i brak uregulowania pewnych obszarów. Przeregulowanie natomiast było wskazywane przez najmniejszy odsetek respondentów – 27% wskazań.

Wyniki badania EY pokazały bardzo ciekawą i jednocześnie niepokojącą kwestię – ponad 90% badanych wskazało, że regulacje prawne nie nadążają za rozwojem nowych technologii, które oparte są na rozwiązaniach informatycznych. Dodatkowo bariera prawna jest wskazywana jako jedna z trzech kluczowych barier przy wdrażaniu innowacji. Wobec braku szczegółowych przepisów odnoszących się do nowych technologii, istotne jest właściwe stosowanie obowiązujących regulacji. Nie jest to bariera, której nie da się przeskoczyć. Kluczową rolę odgrywa tu znajomość specyfiki branży i danej innowacji – wtedy można liczyć na sukces. – mówi Justyna Wilczyńska-Baraniak, adwokat i Associate Partner EY.

Szczegółowe wyzwania prawne wskazywane przez respondentów badania EY zależą od sektora, który reprezentowali ankietowani. 43% badanych z branży finansowej skarży się w szczególności na brak regulacji pewnych obszarów, a także na zbyt długie procesy prawne (41%) oraz często zmieniające się prawo (40%). Co ciekawe, 33% respondentów z tego sektora wskazało przeregulowanie jako znaczącą barierę prawną.

W przypadku branży energetycznej, głównymi barierami prawnymi są zbyt częste zmiany prawa, brak regulacji pewnych obszarów oraz zbyt długie procesy prawne – te odpowiedzi wybrało odpowiednio 52%, 48% i 45% uczestników badania.

Branża nieruchomościowa za najpoważniejsze bariery prawne uznała zbyt długie procesy prawne (69%), zbyt częste zmiany prawa (66%) oraz rozproszenie przepisów (48% odpowiedzi).

W branży produkcyjno-usługowej główne bariery prawne są takie same, jak w sektorze nieruchomości, różnią się tylko odsetkiem wskazań. Na zbyt długie procesy prawne skarży się 44% respondentów, zbyt częste zmiany prawa wskazało 34% ankietowanych, a rozproszenie przepisów jest głównym problemem dla 36% badanych.

EY zapytał też respondentów o największe wyzwanie prawne dla ich branży. 80% ankietowanych ze wszystkich branż wskazało sztuczną inteligencję. Dużo mniej respondentów zwróciło uwagę na trudności ze stosowaniem zgodnie z prawem chmury obliczeniowej – 36% odpowiedzi, oraz technologii blockchain – 33% i IOT – 32%. Najmniej problemów prawnych w odniesieniu do nowych technologii zdaniem badanych dotyczy 5G (5%) oraz druku 3D – zaledwie 2% odpowiedzi.

EY poruszył także temat zmian w prawie dotyczącym wdrażania nowoczesnych technologii.

Nasi respondenci wyraźnie wskazali trzy główne postulowane obszary zmian prawa. Cyberbezpieczeństwo, inwestycja w nowe technologie i ochrona własności intelektualnej są kluczowe dla wszystkich branż, które chcą rozwijać nowe technologie. Ankietowani często odpowiadali, że brak środków wstrzymuje wdrażanie innowacji, dlatego warto najpierw sporządzić kalkulację korzyści, która pokaże, ile będziemy mogli zyskać z danej inwestycji – dodaje Justyna Wilczyńska-Baraniak.

Z badania przeprowadzonego przez EY wynika, że najbardziej podatna na nowe technologie jest branża finansowa – takiej odpowiedzi udzieliło 84% ankietowanych. Największy wpływ na rozwój tej branży będą miały trzy technologie: sztuczna inteligencja (90% wskazań), chmura obliczeniowa (46%) oraz automatyzacja i robotyzacja (54%). Największą barierą dla upowszechnienia technologii w sektorze finansowym są wysokie koszty i brak kapitału – taką odpowiedź wybrało 70% badanych, cyberbezpieczeństwo (49%) i bariery prawne (40%). Głównym wyzwaniem dla bankowości i finansów (70% odpowiedzi) jest rozwój technologii w kierunku zapewnienia cyberbezpieczeństwa.

Branża energetyczna również jest podatna na nowe technologie – tak oceniło ten sektor 72% ankietowanych. Technologie, które zdecydowanie mogą wpłynąć na rozwój tej branżyto według 74% badanych przez EY sztuczna inteligencja, automatyzacja i robotyzacja (59%) oraz chmura obliczeniowa (47%). Tu również największą barierą dla innowacji są wysokie koszty i brak kapitału (68% odpowiedzi). Oprócz tego respondenci wskazali jeszcze opór przed zmianami – 46% oraz bariery prawne – 44%. Największe wyzwanie przyszłości dla energetyki związane jest z rozwojem technologii magazynowania energii (72% odpowiedzi).

Najmniej z badanych przez EY, ale również podatna na innowacje jest branża nieruchomości – 60% ankietowanych wskazało, że ten sektor jest nastawiony na nowe technologie. Największy potencjał technologiczny ma automatyzacja i robotyzacja (58% ankietowanych wybrało tę odpowiedź), po niej chmura obliczeniowa (49%) i sztuczna inteligencja (42%). Największa bariera nadal pozostaje bez zmian –  wysokie koszty i brak kapitału to wyzwanie dla 68% badanych, kolejne to opór przed zmianami (50%) oraz bariery prawne (42%). W sektorze budowlano-deweloperskim wyzwaniem przyszłości będzie energooszczędność.

63% ankietowanych przez EY uważa, że branża produkcyjno-usługowa jest otwarta na innowacje. Najczęściej wybierane technologie przyszłości są takie same jak w branży energetycznej – sztuczną inteligencję wybrało 48% respondentów, automatyzację i robotyzację – 46%, a chmurę obliczeniową – 42% badanych. Branża produkcyjno-usługowa jako główne bariery wskazała: wysokie koszty i brak kapitału – tę odpowiedź wybrało 58% respondentów, brak świadomości/wiedzy – 51% oraz opór przed zmianami – 48%.

Badanie zostało przeprowadzone przez EY w listopadzie 2019 roku wśród przedstawicieli 596 firm, w oparciu o ankiety wypełniane elektronicznie (CAWI) oraz wywiady realizowane przez telefon (CATI). Respondentami byli członkowie zarządu (36%), osoby na kierowniczych stanowiskach w IT (26%), działach prawnych (20%) i działach finansów.

Przedsiębiorcy do UODO: konieczne ułatwienia w prowadzeniu działalności marketingowej firm

0

Związek Cyfrowa Polska wspólnie ze Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców zwrócił się do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych oraz Ministra Cyfryzacji o wprowadzenie zmian w prawie, które ułatwią działalność marketingową firm. Zdaniem organizacji pandemia koronawirusa spowodowała, że działania promocyjne zostały znacznie utrudnione. – Nowe przepisy powinny zatem ułatwiać komunikację marketingową, a nie stawiać jej kolejne bariery – podkreślają wnioskodawcy.

Propozycje, o których rozważenie prosi organizacja reprezentująca polską branżę cyfrową i nowoczesnych technologii, dotyczy zapisów w Prawie Komunikacji Elektronicznej. Obecnie trwają prace nad jego nowelizacją w związku z przeniesieniem do polskiego prawa regulacji zawartych w Europejskim Kodeksie Łączności Elektronicznej. „Konieczne jest ułatwienie działalności marketingowej firm w kontekście trudnej sytuacji ekonomicznej związanej z pandemią koronawirusa. Duża część dotychczasowych odbiorców pracuje dziś zdalnie, a więc firmy nie mają podobnych możliwości bezpośredniej prezentacji produktów i usług, jakie mieli przed pandemią” – zauważa prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik.

Wprowadzić ułatwienia w przesyłaniu informacji marketingowych

W piśmie do Prezesa UODO Jana Nowaka oraz ministra cyfryzacji Marka Zagórskiego, Cyfrowa Polska oraz ZPP wspólnie postulują m.in. aby dozwolone było, bez uprzedniej wymaganej zgody adresata, przesyłanie elektronicznej komunikacji marketignowej na ogólne adresy e-mail odbiorców instytucjonalnych i powiązane z nimi numery telefonów. Taka zgoda nadal wymagana byłaby w przypadku odbiorców indywidualnych. „Ogólne dane kontaktowe abonenta nie są zwykle przypisane do jednej oznaczonej osoby. Innymi słowy, nie ma swojego właściciela, który mógłby decydować, jaką komunikację życzy sobie otrzymywać” – podkreśliły ogranizacje pracodawców.

Cyfrowa Polska i ZPP uważają również, że potrzebne są ułatwienia w prowadzeniu marketingu bezpośredniego na zasadzie tzw. soft opt-in, tj. umożliwienie prowadzenia marketingu bezpośredniego do klientów instytucjonalnych, których elektroniczne dane kontaktowe zostały uzyskane przez firmę wcześniej w kontekście sprzedaży im produktów lub usług. To po to, aby przedsiębiorca mógł ponownie zaoferować takim klientom własną ofertę. „Zmiana ta nie ma negatywnego wpływu na prywatność klientów, bowiem zasadniczo są oni często zainteresowani otrzymywaniem informacji o produktach i usługach podobnych do tych, które już nabyli” – podkreślono w piśmie.

Związek Cyfrowa Polska oraz Związek Przedsiębiorców i Pracodawców postulują także o wprowadzenie ułatwień w komunikacji marketingowej z odbiorcami instytucjonalnymi poprzez umożliwienie kierowania jej na dane kontaktowe pracowników instytucji, także w sytuacji, gdy firma nie sprzedawała wcześniej produktów lub usług temu odbiorcy. Zmiana ta miałaby wyłącznie dotyczyć danych, które zostały upublicznione przez urząd, np. na jej stronie internetowej.

Zbyt surowe kary

Organizacje pracodawców proszą również Prezesa UODO o wyraźne potwierdzenie, że dotychczasowe zgody marketingowe, zebrane w zgodzie z obecnym prawem, będą w przyszłości stanowiły ważną podstawę przyszłych działań marketingowych. Wnioskodawcy zauważają, że w innym wypadku, prowadzenie normalnej działalności promocyjnej, może być zakłócone. Wątpliwości budzi także proponowana kara pieniężna nakładana przez UKE za działania marketingowe, bez uzyskania odpowiedniej zgody. Miałaby ona wynosić co najmniej 5 mln zł.  W ocenie organizacji, jest ona rażąco surowa i nieadekwatna do możliwości finansowych wielu przedsiębiorców.

Domniemanie rzetelności ksiąg podatkowych

0

Organ podatkowy, uznając księgi podatkowe za nierzetelne, ma obowiązek obalenia domniemania ich rzetelności i autentyczności poprzez udowodnienie tego, że są one prowadzone nierzetelnie. Z uzasadnienia wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 21 maja 2010 r., I FSK 863/09, wynika, że „w myśl (…) art. 193 § 1 Ordynacji podatkowej, księgi podatkowe prowadzone rzetelnie i w sposób niewadliwy stanowią dowód tego, co wynika z zawartych w nich zapisów. Czyli, pomimo że art. 181 Ordynacji podatkowej nadaje równą moc dowodową wszystkim dowodom w nim wymienionym, to z treści art. 193 § 3 wynika, że księgi podatkowe mają szczególny walor. Tę szczególną moc dowodową ksiąg podatkowych, należy interpretować jako zakaz określania w postępowaniu podatkowym elementów mających wpływ na wysokość podatku, bez uprzedniego stwierdzenia w sposób uregulowany prawem prowadzenia ksiąg w sposób nierzetelny lub wadliwy, które w danej sprawie objęte były zakresem prawnopodatkowego stanu faktycznego, a które zgodnie z przepisami prawa powinny być zaewidencjonowane w księgach zgodnie z ich rzeczywistym przebiegiem. W piśmiennictwie i orzecznictwie utrwalony jest pogląd, iż badanie ksiąg podatkowych stanowi istotną czynność postępowania. Odrzucenie księgi jako dowodu wymaga obalenia domniemania jej zgodności z prawdą, przy czym jego ciężar spoczywa na organie podatkowym”. Jaką zatem odgrywa rolę i jak ważne jest domniemanie rzetelności ksiąg podatkowych w sprawie podatkowej?

Rzetelność ksiąg podatkowych

Zgodnie z art. 3 pkt 4 ustawy Ordynacja podatkowa (Dz.U. 2019.900, tj. z dnia 14 maja 2019 r., zwanej dalej „Ordynacją podatkową”) przez księgi podatkowe rozumie się księgi rachunkowe, podatkową księgę przychodów i rozchodów, ewidencje oraz rejestry, do których prowadzenia w celach podatkowych, na podstawie odrębnych przepisów, obowiązani są podatnicy, płatnicy lub inkasenci. Z kolei przepis art. 193 § 1 Ordynacji podatkowej stanowi, że księgi podatkowe prowadzone rzetelnie i w sposób niewadliwy stanowią dowód tego, co wynika z zawartych w nich zapisów.

„Za rzetelne, (na podstawie art. 193 § 2 ustawy Ordynacja podatkowa), uznaje się księgi podatkowe, jeżeli dokonywane w nich zapisy odzwierciedlają stan rzeczywisty. Za niewadliwe (na podstawie art. 193 § 3 ustawy Ordynacja podatkowa), uznaje się księgi podatkowe prowadzone zgodnie z zasadami wynikającymi z odrębnych przepisów”.

Zapis § 1 ww. artykułu przyznaje szczególną moc dowodową księgom podatkowym. Prywatnym zapisom w ewidencjach prowadzonych dla celów podatkowych przyznany został walor taki, jaki ma dokument urzędowy, o którym mowa w art. 194 Ordynacji podatkowej. Księgi podatkowe są specyficznymi urządzeniami ewidencyjnymi, w których podatnicy na podstawie odrębnych przepisów mają obowiązek wykazywać zdarzenia gospodarcze mające wpływ na wymiar podatków.

W celu skutecznego podważenia rzetelności ksiąg podatkowych np. rejestrów sprzedaży i zakupu prowadzonych na potrzeby podatku od towarów i usług organ podatkowy w praktyce musi nie tylko zakwestionować okazane w toku sprawy podatkowej dokumenty handlowe, podatkowe i księgowe, ale również przeprowadzić dowód przeciwko tym rejestrom, przedstawić uzasadnienie dokonanych ustaleń i dokonać właściwej subsumcji prawnej odpowiednich przepisów.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie w orzeczeniu z dnia 29 stycznia 2008 r., sygn. akt I SA/Lu 726/2007 (LexPolonica nr 1937176), podkreślił znaczenie ksiąg podatkowych: „Pomimo że art. 181 Ordynacji podatkowej nadaje równą moc dowodową wszystkim dowodom w nim wymienionym, to z treści art. 193 § 3 wynika, że księgi podatkowe mają szczególny walor. Tę szczególną moc dowodową ksiąg podatkowych, należy interpretować jako zakaz określania w postępowaniu podatkowym elementów mających wpływ na wysokość podatku, bez uprzedniego stwierdzenia w sposób uregulowany prawem prowadzenia ksiąg w sposób nierzetelny lub wadliwy, które w danej sprawie objęte były zakresem prawnopodatkowego stanu faktycznego, a które zgodnie z przepisami prawa powinny być zaewidencjonowane w księgach zgodnie z ich rzeczywistym przebiegiem”.

Niewadliwość ksiąg podatkowych

Jak stanowi doktryna, niewadliwość ksiąg związana jest z relacją pomiędzy rzeczywistością rozumianą jako sposób dokonywania zapisu a wzorcem prawnym tego sposobu dokonania zapisu, zawartym w prawie, i w przeciwieństwie do rzetelności ma stopniowalny charakter, o czym świadczy art. 193 § 5 Ordynacji podatkowej, który nakazuje organom skarbowym uznać za dowód tego, co wynika z zawartych w wadliwych księgach zapisów, jeżeli wady nie mają istotnego znaczenia dla sprawy.

Spełnienie wszystkich wymaganych np. w ustawie o podatku od towarów i usług warunków formalnych prowadzenia ksiąg powoduje, że są one niewadliwe. Jeśli dodamy do tego jeszcze fakt, że wszystkie dane w ewidencjach odpowiadają danym, które obligatoryjnie powinny się w nich znaleźć, oczywiste staje się, że nie może być mowy o niewadliwości tychże rejestrów.

Podsumowanie

Księgi podatkowe korzystają z domniemania prawdziwości (autentyczności) oraz domniemania zgodności z prawdą (wiarygodności). „Dobrodziejstwo domniemania wiarygodności ksiąg podatkowych chroni podatnika przed koniecznością każdorazowego dowodzenia wysokości podatku, którego obliczenie oparto na zapisach księgi” – tak przeczytamy w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku z dnia 24 marca 2009 r. (I SA/Gd 879/08, POP 2011, z. 2, poz. 145-146). Dopóki domniemanie to nie zostanie obalone, wiąże organ podatkowy, który nie będzie mógł ustalić podstawy opodatkowania, przyjmując w tym zakresie inne wielkości niż te wynikające z księgi.

Wskazać należy, że nieskuteczne podważenie przez organ podatkowy rzetelności i niewadliwości ksiąg powoduje, że księgi te zachowują w dalszym ciągu walor dokumentu urzędowego. Najczęściej w sprawie podatkowej bywa tak, że organ podatkowy stwierdza nierzetelność ksiąg podatkowych w protokole badania ksiąg na podstawie poszlak i swoich domysłów, starając się dopasować potrzebne mu w tym celu quasi dowody. Zazwyczaj nie pamięta jednak, że księgi podatkowe posiadają wzmocnioną moc dowodową i skuteczne ich podważenie wymaga dowodów w rozumieniu Ordynacji podatkowej. Organy podatkowe, aby osiągnąć swój cel, często dopuszczają się licznych błędów odnoszących się do oceny dowodów oraz manipulowania faktami. W takich przypadkach nie dochodzi do obalenia domniemania rzetelności i niewadliwości ksiąg podatkowych. Aby móc skuteczniej bronić się w toku kontroli czy postępowania podatkowego przed zakusami urzędników skarbowych, warto skorzystać z pomocy doświadczonego prawnika, który będzie potrafił wykorzystać atut domniemania rzetelności ksiąg podatkowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Jakim typem klienta jesteś? – kupujący w czasie pandemii

0

Na to pytanie pomoże Ci odpowiedzieć raport „Pandemic Personas” AnalyticsIQ. Dzięki Big Data i psychologii wspomniana firma zidentyfikowała cztery główne tożsamości klientów, jakie ujawniły się podczas pandemii: zachowawczy cynik, ostrożny optymista, obojętny pesymista, a może rozluźniony marzyciel. Jakim typem klienta jesteś ty?

Funkcjonowanie biznesu w czasach kryzysu zdrowotnego nie było łatwe, a po nim – może okazać się jeszcze trudniejsze. Nieprzewidywalność związana z możliwością nawrotu pandemii, ekonomiczne skutki lockdownu i zmiana nawyków konsumentów to główne obawy przedsiębiorców, którzy co rusz napotykają kolejne problemy.

Odnalezienie się w takich okolicznościach nie jest łatwe. Dlatego amerykańska firma analityczna AnalyticsIQ opracowała raport „Pandemic Personas”, który identyfikuje i charakteryzuje osobowości konsumentów, jakie wykształciły się w czasie pandemii. Dzięki temu przedsiębiorcy, marketerzy i reklamodawcy będą mogli zrozumieć, jak odpowiednio dostosować swoją komunikację.

W czasie lockdownu byliśmy zmuszeni do zmiany swoich przyzwyczajeń, zaś po zdjęciu ograniczeń obserwujemy utrwalanie nowych wzorców zachowań, wynikających nie z konieczności, a z wolnego wyboru. Niektórzy mogli odkryć zalety pracy w domu i mogą chcieć się jej trzymać nawet po lockdownie, inni nie mogli doczekać się powrotu do pracy w biurze. To co chyba najbardziej wpłynęło na obraz nowego rynku to zamawianie większości rzeczy za pośrednictwem sieci. Wszystkie te zmiany mają jeden wspólny mianownik: internet. – zauważa Marcin Filipowicz, wiceprezes Audience Network, agencji specjalizującej się w big data marketingu i kampaniach programmatic.

Wielki przewrót, czyli opowieść o rewolucji

Specjaliści z AnalyticsIQ przeprowadzili badanie na grupie 10 tys. osób, a następnie wyróżnili 4 główne grupy konsumentów. Pierwsza z nich to tzw. zachowawczy cynicy, z ang. on guard cynics, których nastawienie można określić jako negatywne i protekcjonalne. Do grupy tej przynależy 28% konsumentów, jednak przeszło ⅔ stanowią kobiety. Ludzie z tej grupy ograniczają swoją interakcję z innymi do social mediów i połączeń wideo, wolny czas spędzają popijając wieczorem lampkę wina i rozmyślając o niespłaconych kredytach. To ciekawe, biorąc pod uwagę, że zarabiają lepiej niż inni.

23% badanych osób to tzw. ostrożni optymiści (careful optimists), którzy są co prawda zachowawczy, ale jednocześnie mają pozytywne nastawienie i patrzą na świat i swoją przyszłość przez różowe okulary. Zbiór ten tworzą głównie osoby dojrzałe, 88% tej grupy ukończyło 45 lat, a ponownie większość stanowią kobiety. Przedstawiciele tej grupy wykazują się sporą empatią, dbając nie tylko o siebie, ale również o swoich najbliższych.

Co trzeci z ankietowanych konsumentów uważa się natomiast za rozluźnionego marzyciela (lax dreamers). Ludzie ci trwają w optymistycznym nastawieniu do życia i mimo przeciwności losu pozostają pozytywni bez praktykowania zachowań ochronnych. Większość tej grupy stanowią żonaci mężczyźni. Aż 82% to osoby w wieku 45 lat lub starsze. Wyróżnia ich również miejsce zamieszkania, jak twierdzą specjaliści z AnalyticsIQ, marzyciele dwukrotnie częściej zameldowani są w małych miasteczkach lub społecznościach rolniczych. Osoby te lubią wydawać pieniądze i nie przejmują się zbytnio skutkami pandemii.

19% badanych to obojętni pesymiści (remiss pessimists), którzy cechują się negatywnym nastawieniem do pandemii oraz nie uczestniczą w zachowaniach pro ochronnych. Ta grupa składa się głównie z samotnych mężczyzn w wieku 25-64 lata, którzy dobrze zarabiają i mieszkają na obszarach miejskich lub podmiejskich. Być może z tego powodu często uważają się za innowatorów.

Wraz z upływem czasu trwania pandemii każdy z nas coś w swoim zachowaniu zmienił, również w swojej aktywności online. Marketerzy, którzy w działaniach marketingowych korzystają z danych o zachowaniach internautów powinni teraz szczególnie weryfikować ich jakość i aktualność. Nasze zachowania online często uległy diametralnej zmianie w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Bez aktualnych danych zarówno własnych (1st party data) jak i pochodzących ze źródeł zewnętrznych (3rd party data) działania marketingowe mogą być zupełnie nieefektywne. – mówi Grzegorz Kosiński, prezes Audience Network agencji specjalizującej się w kampaniach programmatic.

Sztorm w kieliszku

Co jeszcze udało się ustalić firmie analitycznej to fakt, że np. ostrożny optymista priorytetowo traktuje zakup masek, rękawiczek i produktów ziołowych, podczas gdy zachowawczy cynicy w pierwszej kolejności zaopatrują się w mydło, środki dezynfekujące, leki i maski. Z drugiej strony niezależni obojętni pesymiści chętnie inwestują w … alkohol, projekty DIY i odzież. Rozluźniony marzyciel kupuje domowe środki czystości, artykuły spożywcze i leki.

Badanie podkreśla również, jak różne osoby radzą sobie w czasie kryzysu zdrowotnego. Ostrożni optymiści zapisują, medytują i dzwonią do rodziny. Cynicy, którzy częściej stosują techniki nielecznicze w swoich rutynowych działaniach związanych ze zdrowiem, piją alkohol, słuchają muzyki i sprzątają. Zaś marzyciele modlą się, słuchają i grają muzykę, a pesymiści piją alkohol, jedzą i sprzątają. Jak łatwo zauważyć z przeprowadzonych badań, podczas kryzysu rośnie zainteresowanie utrzymaniem czystości i alkoholem.

Podczas lockdownu ilość sprzedawanego alkoholu istotnie wzrosła, mimo że hipermarkety były zamknięte. W marcu i na początku kwietnia sprzedaż alkoholu w sklepach o powierzchni od 500 do 999 m2 wzrosła blisko 4-krotnie w porównaniu do połowy stycznia i początku lutego. Natomiast obecnie, po otwarciu sklepów wielkopowierzchniowych widać jeszcze w tych placówkach mniejszy, bo 8% wzrost, ale w pozostałych sklepach – mało i wielkopowierzchniowych sprzedaż tej kategorii już spada – zwraca uwagę Agata Pribulka – Czmyr, Dyrektor Generalna Sagra Technology, która współpracuje z kilkudziesięcioma sieciami handlowymi i największymi producentami w Polsce.

Precyzyjna informacja o kliencie od dawna jest paradygmatem handlu, natomiast po światowym lockdownie, zdolność do zbierania i analizowania aktualnych danych o konsumentach stała się niemal kluczowym elementem przygotowania oferty. Empatia i umiejętność przewidywania trendów to najważniejsze kompetencje, jakie musi posiąść biznes. Nie tylko po to by wznieść się ponad przeciętność, ale po to, by w ogóle móc myśleć o przetrwaniu w nowym, bardziej wymagającym i mniej wybaczającym otoczeniu.

Prof. Modzelewski o podatkach w czasie pandemii: Fiskus może rozłoży je na raty. Na umorzenie jest nikła szansa

0

Ze względu na pandemię koronawirusa wzrósł odsetek przedsiębiorców mających problemy z terminową płatnością danin. Jednak mogą oni ubiegać się o przyznanie ulgi lub o umorzenie zaległości podatkowych. Według ekspertów, przymusowa egzekucja należności niewiele przynosiła, a teraz jej skuteczność jeszcze bardziej spadnie. Natomiast fiskus nie ustępuje tak szybko, dlatego rozkładanie na raty uchodzi za pewien rytuał. Z kolei umarzanie przez naczelników urzędów skarbowych obarczone jest ogromnym ryzykiem. Przez lata w Polsce nie przeprowadzono konkretnej akcji oddłużeniowej, a dziś jest ona niezwykle potrzebna. Na taki krok może zdecydować się tylko silna władza.

Wnioskowanie do urzędów skarbowych o całkowite lub częściowe umorzenie zaległości podatkowych, czy raczej o rozłożenie należności na raty, to coraz częściej pojawiający się w przestrzeni publicznej dylemat wielu przedsiębiorców. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy w dobie pandemii boleśnie odczuwają problem braku zamówień czy spóźnionych płatności.

– Jeżeli w Polsce powstaje zaległość podatkowa, to 90% z niej jest straconych, krótko mówiąc nieściągalnych. A nawet trzeba brać pod uwagę więcej, bo kiedy ta przymusowa egzekucja daje 1% wpływów, to jest już dobrze. Tu mówimy o czasach, w których była dużo lepsza sytuacja finansowa firm. Nasze zdolności wyegzekwowania są śladowe, a ze względu na pandemię spadną do wielkości o charakterze nazwijmy to niedostrzegalnym, o żadnym poziomie istotności – komentuje były wiceminister finansów, prof. Witold Modzelewski.

W specyficznej sytuacji są przedsiębiorstwa, które były objęte zakazem prowadzenia działalności. Mówi się, że one nie będą w stanie wywiązać się z zaległości podatkowych, zwłaszcza tych powstałych od marca do maja br. W tym przypadku zapewne nastąpi rozłożenie na raty albo odroczenie terminu płatności, które będzie tylko wstępem do umorzenia. Jednocześnie prognozuje się, że firmy, które nie były objęte zakazem prowadzenia działalności, ale odczuły spadek popytu, zostaną potraktowane inaczej. One prawdopodobnie będą mieć niewielką szansę na umorzenie, ale zapewne będą mogły skorzystać z odroczeń.

– W Polsce umorzenia zaległości podatkowych praktycznie nie ma, poza procedurami pomocy publicznej, które też prawie nie istnieją. Rozłożenie na raty to jest raczej rytuał, władza nie ustępuje tak szybko. To rodzaj pewnej gry pozorów, która oczywiście jest potrzebna. Ja wcale nie chcę jej deprecjonować. Natomiast nie miejmy złudzeń. Nieuregulowane podatki w Polsce nigdy nie będą zapłacone. Zresztą to nie tylko cecha naszego kraju – mówi były wiceminister finansów.

Obecnie największe zaległości podatkowe dotyczą VAT-u. Ale to jednocześnie największe źródło dochodów budżetowych państwa. Eksperci z kolei przekonują, że w dobie pandemii szybko też rosną zaległości w podatku od nieruchomości. Jednocześnie wśród firm panuje przekonanie, że władza nie będzie egzekwować tych środków w sposób przymusowy. Ważniejsze jest przetrwanie niż uregulowanie tych danin.

– Istnieją wytyczne, które pozwalają na umarzanie zaległości podatkowych. Ale to tylko kierunkowa sugestia. Ona jest zbyt słaba, żeby naczelnicy urzędów skarbowych odważyli się na taki krok. Rozstrzygnięcia w tego typu sprawach są obarczone ogromnymi ryzykami, które znajdują się po stronie decydującego. I to nie jest specyfika polska, tak już jest we współczesnym świecie finansów – podkreśla prof. Modzelewski.

Jednym z rozwiązań mogłoby być wprowadzenie programu oddłużeniowego, dotyczącego tylko zaległości już powstałych. Jednak mówi się, że do tego potrzebna jest silna władza. Słaba będzie się bowiem obawiać takiego kroku. Osoby decydujące mogłyby się znaleźć na cenzurowanym i np. zostać uznane za łamiące prawo. Przy tym to nie jest kwestia poglądów politycznych, tylko racjonalnego zachowania.

– Przez lata nikt w Polsce nie odważył się na przeprowadzenie akcji oddłużeniowej. Ale też nie było takiej potrzeby jak teraz. W 1994 roku zrobiliśmy to skutecznie, choć to były zupełnie inne czasy. Wtedy umarzaliśmy zaległości, ale to były tzw. podatki zlikwidowane, popiwki i dywidendy. Wtedy rzeczywiście udało się uratować bardzo wiele firm od spuścizny pobalcerowiczowskiej. Czy dzisiaj ktoś byłby na tyle odważny? Daj Boże, żeby tak, ale nawet w kampanii wyborczej nie usłyszeliśmy zapowiedzi ws. jednorazowej akcji umorzeniowej – zaznacza ekspert.

W najbliższym czasie realny wydaje się zatem scenariusz, w którym naczelnicy urzędów skarbowych będą odraczać i rozkładać zaległości podatkowe na raty. Później nastąpi umorzenie warunkowe, jeśli dana firma przetrwa.

– Tak się to robi w sposób fachowy. Pomogę tobie, jeśli ty sobie pomożesz. Dziś trudno powiedzieć, ile zaległości uda się zrestrukturyzować. Jeżeli to będzie 25-30%, to powiemy o sukcesie w naszych realiach. Jednak sami podatnicy muszą tego chcieć, a nie likwidować swoją działalność gospodarczą – podsumowuje prof. Witold Modzelewski.

Trudne wybory uczestników rynku

0

Kondycja gospodarki USA wygląda lepiej niż kondycja jej populacji. Kolejne twarde dane makro potwierdzają, że ożywienie przyspiesza i dokonuje się naprawa po wiosennej zapaści. Jednocześnie raporty o postępach wirusa przynoszą ponure rekordy. Szarpane wahania notowań w obu kierunkach powodują, że trudno stwierdzić, na ile rynek zdyskontował już poprawę w danych, a na ile zamierza przełożyć na ceny obawy o drugą falę zachorowań.

Rynek pracy jest kluczowym elementem gospodarki i źródłem wątpliwości. Nie będzie wsparcia w wydatkach konsumpcyjnych, jeśli Amerykanie nie będą mieli pracy. Kolejny raport świadczących o szybkiej odbudowie miejsc pracy skasowanych z powodu lockdownu doda argumentów za silnym tempem ożywienia. Rynkowy konsensus zakłada wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 3,058 mln (po 2,509 mln w maju), choć ta wielkość tak naprawdę nic nie mówi, jeśli weźmiemy pod uwagę, że prognozy wahają się od 0,5 mln do 9 mln. Jak trudno jest estymować sytuację na rynku pracy w dobie kryzysu pokazał wczoraj raport ADP, gdzie majowe dane zrewidowano z -2,76 mld do +3,065 mln. Mimo to oczekiwania na dobry wynik dziś po południu są ustawione wysoko. Pomaga w tym wczorajszy mocny odczyt zatrudnienia wg ADP (2,369 mln w czerwcu) oraz solidne komponenty ISM dla przemysłu (odbicie subindeksu zatrudnienia o 11 pkt. do 43,1). Kontynuowana odbudowa zatrudnienia wraz z wyraźnym obniżeniem się stopy bezrobocia będą wzmacniać zaufanie Amerykanów, że ożywienie nie jest tylko pustą statystyką. A co dobre dla „uczestników” gospodarki realnej, to dobre także dla uczestników rynków finansowych.

Tryb risk-on może w danych znaleźć paliwo dla pociągnięcia w górę indeksów. W odniesieniu do USD sytuacja jest bardziej skomplikowana, gdyż rynek FX brodzi w mętnej wodzie wątpliwości i defensywnego nastawienia. Jeśli dane będą wyjątkowo mocne i rajd ryzyka zacznie się rozpędzać, dolar straci z uwagi na swój status bezpiecznej przystani – niepotrzebnej w okresach poprawy nastrojów. Jednak w ostatnich dniach kilkukrotnie zdarzały się momenty, kiedy niechęć inwestorów do partycypacji w szerokim rajdzie ryzyka powodowała selektywne reagowanie na dane z USA, znajdując w nich tylko korzyść dla dolara. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że USA czeka długi weekend w związku z obchodami Dnia Niepodległości, podczas gdy tempo przyrostu nowych zachorowań na wirusa przyspiesza. Możliwe, że w poniedziałek inwestorzy będą musieli stawić czoła doniesieniom o przywróceniu zakazów poruszania się w niektórych stanach i braku łóżek szpitalnych. W obliczu tych ryzyk, ewentualna euforia po mocny NFP może szybko zgasnąć, kiedy ochrona zysków stanie się priorytetem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – czerwiec 2020 r.

0
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 65,2% rdr do 26,4 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 1121,8% do 820,9 mln zł
  • Wzrost wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 82,2% rdr do poziomu 1154,1 tys. szt.
  • Wzrost łącznego obrotu produktami strukturyzowanymi o 158,8% rdr do 257,0 mln zł
  • Wzrost łącznego obrotu ETF-ami o 700,7% rdr do 75,0 mln zł
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowych na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 7,0% do poziomu 230,0 mln zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 14,5% do poziomu 18,9 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 33,0% rdr do 8,3 TWh

W czerwcu 2020 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 26,7 mld zł, czyli o 65,1% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 65,2% rdr do poziomu 26,4 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,255 mld zł, o 49,5% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec czerwca 2020 r. wyniosła 49 569,17 pkt i była o 17,6% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w czerwcu 2020 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 1030,7% rdr do poziomu 844,3 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 1121,8% rdr i wyniosła 820,9 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w czerwcu 2020 r. wyniósł 1154,1 tys. szt., czyli o 82,2% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 54,7% rdr do poziomu 554,3 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 126,9% rdr do 287,0 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 143,9% rdr do 283,3 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami spadł o 9,4% rdr do 29,5 tys. szt.

W czerwcu zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 158,8% rdr do poziomu 257,0 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 700,7% rdr do 75,0 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec czerwca 93,3 mld zł wobec 87,6 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 7,0% rdr do poziomu 230,0 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w czerwcu 2,0 mld zł wobec 25,3 mld zł rok wcześniej, co oznacza spadek o 92,2% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w czerwcu 18,9 TWh, co oznacza wzrost o 14,5% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 3,8% rdr do poziomu 2,8 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 16,6% rdr do poziomu 16,0 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł w czerwcu o 33,0% rdr do 8,3 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 40,7% do poziomu 0,9 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 36,9% rdr do poziomu 7,4 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł w czerwcu 2,4 TWh, co oznacza wzrost o 9,9% rdr. Czerwcowe dane w tej linii biznesowej są nieporównywalne rdr z uwagi na zakończenie notowań certyfikatów kogeneracyjnych, które nastąpiło wraz z końcem czerwca 2019 r.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 86,1% rdr osiągając w czerwcu poziom 15,0 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 40,7% rdr, do wolumenu 1,6 TWh.

Kapitalizacja 392 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec czerwca 2020 r. wyniosła 472,9 mld zł (105,9 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 440 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 865,6 mld zł (193,8 mld EUR).

W ubiegłym miesiącu na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, w porównaniu do 19 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

KOMUNIKAT O OBROTACH NA RYNKACH GRUPY GPW

Co trzecia firma przemysłowa z sektora MŚP zwiększyła automatyzację

W porównaniu z rokiem ubiegłym ponad 32 proc. małych i średnich firm przemysłowych w Polsce odnowiło swój park maszyn i urządzeń, a 35,2 proc. zwiększyło automatyzację procesów produkcji – najczęściej wykorzystując do tego środki własne oraz leasing. Część miała za sobą także umiarkowanie dobry rok, czemu sprzyjała w pewnym zakresie dywersyfikacja źródeł finansowania – wynika z badania zrealizowanego dla Siemens Financial Services. Nowa rzeczywistość wywołana koronawirusem SARS-CoV-2 i konieczność zachowania rygoru sanitarnego spowoduje prawdopodobnie jeszcze większą automatyzację, digitalizację oraz zdalną kontrolę w przedsiębiorstwach.  

Kryzys wywołany epidemią COVID-19 wstrząsnął prawie wszystkimi obszarami gospodarki. Część firm znacząco musiała zmniejszyć zakres działalności lub czasowo wstrzymać ją całkowicie, inne borykają się z kolei ze spadkiem popytu spowodowanego mniejszą konsumpcją. Małymi krokami gospodarka zaczyna się odmrażać, jednak dzieje się to z zachowaniem rygoru sanitarnego i dystansu społecznego.

Większa automatyzacja pozwoli zachować ciągłość produkcji

– Firmy przemysłowe z sektora MŚP miały za sobą umiarkowanie dobry rok, co w połączeniu z programami wsparcia rządowego, ułatwiło przetrwanie zamrożenia gospodarki i pierwszy etap walki z epidemią. Teraz jednak przedsiębiorcy muszą się przystosować do nowych warunków funkcjonowania. Niektórzy już to zrobili zmieniając, chociaż czasowo, profil działalności w stronę produkcji najpotrzebniejszych obecnie rzeczy, jak rękawiczki czy żele dezynfekcyjne – mówi Tomasz Kukulski, Prezes Zarządu Siemens Financial Services w Polsce. – Z kolei większość musi zaimplementować rozwiązania, które ułatwią funkcjonowanie w rygorze sanitarnym. W konsekwencji może to jeszcze bardziej zwiększyć znaczenie automatyzacji procesów produkcji, której poziom w porównaniu do ubiegłego roku zwiększyła co trzecia firma, a jeszcze przed epidemią w najbliższym roku planowała prawie co druga. Wymagać to będzie także elastycznych form finansowania – dodaje.

Automatyzacja dla firm przemysłowych z branży tworzyw sztucznych, poligraficznej, obróbki metalu i tzw. food and beverage była ważna jeszcze przed epidemią. Jak wynika z badania Siemens Financial Services, jej poziom zwiększyło 35,2 proc. ankietowanych przedsiębiorców z tych sektorów, a zmniejszyło zaledwie 1,5 proc.; u 59,1 proc. pozostał bez zmian. Jeszcze więcej firm chciało podnosić poziom automatyzacji procesów produkcji w ciągu najbliższych 12 miesięcy – aż 44,5 proc.

Co trzecia firma z badanych branż zwiększyła również nakłady na odnowienie swojego parku maszyn i urządzeń. Ograniczyło je 6 proc., a u 59,3 proc. ankietowanych pozostały bez zmian. W ciągu najbliższych 12 miesięcy nakłady na odnowienie maszyn i urządzeń chciało zwiększyć 38,2 proc. a zmniejszyć 5,8 proc. Co ważne, firmy także częściej odnawiały swój park maszynowy – w porównaniu do ubiegłego roku zrobiło to co czwarte badane przedsiębiorstwo. Niecałe 12 proc. wskazało także na większy udział finansowania zewnętrznego w swoim parku maszyn i urządzeń, w przypadku 66,5 proc. utrzymał się na takim samym poziomie, a spadł zaledwie u 5,8 proc.

Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

– Automatyzacja, digitalizacja, nowoczesny park maszyn i urządzeń były kluczowe do zachowania konkurencyjności jeszcze przed epidemią. Teraz, w nowej rzeczywistości powinno to postępować, co już obserwujemy wśród niektórych klientów. Firmy nie czekają aż wirus SARS-CoV-2 zniknie i wszystko wróci do normy. Są kreatywne i próbują dostosować się do obecnej sytuacji. Nie wiemy jeszcze na jak długo wirus z nami zostanie, dlatego przedsiębiorcy będą szukać sposobów na zabezpieczenie się przed ewentualnymi, kolejnymi falami epidemii, zwiększając digitalizację, automatyzację i zdalną kontrolę – ocenia Cezary Mychlewicz, dyrektor ds. marketingu branż przemysłowych w Siemens.

Maszyny i urządzenia finansowane leasingiem i wypracowanym zyskiem

Bardzo istotną kwestią w nowej rzeczywistości będzie odgrywał dostęp do finansowania. Na chwilę przed wybuchem epidemii, małe i średnie firmy przemysłowe z badanych branż najczęściej finansowały swoje parki maszyn i urządzeń ze środków własnych. Wykorzystywało je aż 73 proc., z czego  32,8 proc. opłacało sprzęt w całości z wypracowanych zysków. W przypadku finansowania zewnętrznego, najpopularniejszym stosowanym sposobem był leasing – wynika z badania Siemens Financial Services. Korzystał z niego prawie co drugi przedsiębiorca (47,4 proc), z czego co szósty (16,4 proc.) ankietowany finansował za pomocą leasingu cały park maszyn i urządzeń, natomiast reszta (31 proc.) jakąś jego część.

Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

– Małe i średnie firmy przemysłowe doceniały leasing jako metodę finansowania inwestycji. W pierwszej fazie epidemii COVID-19 część przedsiębiorstw zgormadzone zyski wykorzystała prawdopodobnie do utrzymania bieżącej płynności. Teraz, po częściowym odmrożeniu gospodarki, gdy przedsiębiorcy muszą dostosować się do nowej rzeczywistości, będą potrzebowali łatwo dostępnych źródeł finansowania na niezbędne inwestycje. Leasing, dzięki swojej elastyczności, zapewne pozostanie w czołówce najchętniej wykorzystywanych przez MŚP form pozyskania kapitału – zaznacza Tomasz Kukulski z Siemens Financial Services.

 

Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Z kredytów korzystało 18 proc. badanych firm. W pewnym zakresie do finansowania maszyn i urządzeń przedsiębiorcy wykorzystywali również dotacje – postępowało tak 18 proc z nich.

Ostatni rok z umiarkowanymi wzrostami

Jak wynika z badania Simens Financial Services, firmy MŚP z badanych branż na chwilę przed zamrożeniem gospodarki były w umiarkowanie stabilnej sytuacji. W porównaniu do ubiegłego roku, 22 proc. przedsiębiorstw zwiększyło sprzedaż krajową, a u 52,8 proc. pozostała ona bez zmian. Do spadku przyznało się 18,8 proc. W przypadku sprzedaży towarów partnerom zagranicznym sytuacja wygląda nieco lepiej –w ciągu ostatnich 12 miesięcy eksport zwiększył blisko co czwarty przedsiębiorca (23,9 proc.). Spadek zanotowało 13,7 proc. firm, a 51,3 proc. utrzymało eksport na tym samym poziomie. Dodatkowo, co czwarty przedsiębiorca informował także o zwiększonej ekspansji na nowe rynki zbytu. Spadek zanotowało 9 proc. badanych firm.
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.
Firmy dywersyfikujące źródła finansowanie w lepszej kondycji i z większą automatyzacją

Analizując wyniki badania Siemens Financial Services widać, że przed epidemią przedsiębiorstwa korzystające z finansowania zewnętrznego były w lepszej sytuacji niż te, które wykorzystywały wyłącznie środki własne. W porównaniu do poprzedniego roku, firmy dywersyfikujące źródła finansowania zwiększyły sprzedaż krajową o 32,2 proc. i eksport o 21,7 proc. Natomiast 38,8 proc. uważało, że ich zdolność do konkurowania poprawiła się. Przedsiębiorstwa polegające wyłącznie na środkach własnych odnotowały wyniki analogicznie: 16,9 proc., 8,9 proc. i 16,1 proc.

Podobnie było w przypadku automatyzacji procesów produkcji. 40,8 proc. firm dywersyfikujących źródła finansowania zwiększyło jej poziom względem ubiegłego roku, a w przyszłości planowało to zrobić 48 proc. Wśród przedsiębiorstw korzystających tylko z wypracowanych zysków było to 24,2 proc. i 37,1 proc. Firmy korzystające ze środków zewnętrznych częściej także zwiększały nakłady na swój park maszyn i urządzeń – 42,1 proc. ankietowanych i planowały to w ciągu najbliższych 12 miesięcy – 48,7 proc. W przypadku przedsiębiorców polegających tylko na zyskach było to 29 proc. i 31,5 proc. Podobną różnicę widać również w zwiększaniu częstotliwości odnowień.

Wpływ koronawirusa na badane branże

Większość badanych podmiotów to doświadczone przedsiębiorstwa, prowadzące działalność powyżej 21 lat. Zdobyte doświadczenie oraz przebyte kryzysy w przeszłości w pewnym sensie mogą pomóc im przetrwać. Wszystko zależy jednak od tego, ile potrwa epidemia wywołana COVID-19, czego nie da się przewidzieć.

Większość badanych podmiotów to doświadczone przedsiębiorstwa, prowadzące działalność powyżej 21 lat. Zdobyte doświadczenie oraz przebyte kryzysy w przeszłości w pewnym sensie mogą pomóc im przetrwać. Wszystko zależy jednak od tego, ile potrwa epidemia wywołana COVID-19, czego nie da się przewidzieć.

Warto pamiętać, że każdy przedsiębiorca, niezależnie od branży, jest w nieco innej sytuacji. W przypadku poligrafii lub tworzyw sztucznych, wszystko zależy od konkretnej firmy. Jeśli przedsiębiorstwo dostarczało np. plastikowe sztućce i opakowania lub plakaty na różnego rodzaju wydarzenia biznesowe, sportowe, jej sytuacja jest ciężka. Natomiast w przypadku produkowania opakowań dla produktów spożywczych, środków higieny czy dezynfekcji, ich sytuacja może być stabilna, a nawet mogą odnotowywać wzrosty. Podobnie jest w branży food and beverage. Wiele zależy również od łańcucha dostaw i jego ewentualnego zachwiania – zaznacza Tomasz Kukulski. – Dodatkowo, kluczową kwestią jest teraz dostosowanie się przez firmy przemysłowe do nowej rzeczywistości, co część przedsiębiorców już robi, dążąc do większej automatyzacji i zdalnej kontroli. Do tego potrzeba będzie jednak nowych inwestycji, maszyn i urządzeń oraz finansowania – podsumowuje.

Upadłość galerii handlowej w wyniku pandemii. Czy po łódzkiej Sukcesji czeka nas fala upadłości?

0

Bankructwo, upadłość galerii handlowej w wyniku pandemii. Czy po łódzkiej Sukcesji czeka nas fala upadłości? Co teraz mają począć najemcy?

Zasoby powierzchni handlowej w Polsce wynoszą obecnie ponad 15 mln m kw. W 2019 roku dostarczono 406 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni handlowej. Około 500 tys. m kw. jest obecnie w budowie, z czego aż 85 proc. ma otworzyć się do końca roku (dane za międzynarodową firma doradczą  Cushman & Wakefield). Centra handlowe z blisko 73 proc. udziałem niezmiennie pozostają dominującym formatem rynku powierzchni handlowych w Polsce (11 mln metrów kwadratowych). Jeszcze niedawno duże sieci  planowały ekspansję na polskim rynku, inwestorzy budowę nowych centrów handlowych szczególnie w mniejszych miejscowościach.

 W dobie pandemii centra handlowe były zamknięte przez całe miesiące, właściciele i najemcy stracili bezzwrotnie swoje przychody. Galerie handlowe już działają, ale po pierwsze ruch klientów jest mniejszy niż przed pandemią, a z drugiej strony niektórzy najemcy zamykają swoje salony, żeby ograniczyć koszta. Teraz doszło nowe zjawisko. Likwidacja, bankructwo galerii handlowych. 30 czerwca 2020 r. Centrum Handlowo – Rekreacyjne „Sukcesja” zostanie zamknięte” – takie oświadczenie wydał syndyk, który wszedł do spółki będącej właścicielem łódzkiego centrum na skutek ogłoszenia jej upadłości. Sukcesja jest pierwszą ofiarą COVID-19. Czy będą następne bankructwa? Jak wiadomo, oprócz sklepów odzieżowych, zazwyczaj w centrach handlowych mieszczą się też kina, siłownie, restauracje. Co mają zrobić najemcy Sukcesji? Czy istnieje możliwość odzyskania zainwestowanych środków? Co z umowami najmu? Na te pytania odpowiada  mecenas Joanna Domoń-Kulas z kancelarii prawnej Causa Finita.

Czy umowy najmu lokali w Sukcesji są nadal ważne i skuteczne?

Tak. Jeżeli lokale zostały wydane najemcom przed ogłoszeniem upadłości wynajmującego, a tak było w tym przypadku, umowy najmu nieruchomości upadłego wiążą strony (art. 107 ust. 1 Prawa Upadłościowego). W teorii zatem, zarówno syndyk, jak i najemcy centrum są nadal zobowiązani do realizacji umów najmu. W praktyce jednak wiadomo, że rada wierzycieli „Sukcesji” nie wyraziła zgody na dalsze prowadzenie przedsiębiorstwa przez syndyka. Umowy najmu nie zostaną w konsekwencji wykonane przez wynajmującego i najemcy centrum będą je mogli wypowiedzieć na normalnych zasadach. Normalnych, czyli przewidzianych w umowach najmu albo ogólnych przepisach Kodeksu cywilnego.

Należy w tym miejscu dodać, że syndykowi przysługuje szczególne uprawnienie do wypowiedzenia umów najmu, na podstawie postanowienia sędziego-komisarza, z zachowaniem trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia. Z prawa tego syndyk może skorzystać nawet wówczas, gdy ani umowa najmu, ani Kodeks cywilny, takiej możliwości nie przewidywały. Sędzia-komisarz wydaje takie postanowienie, jeśli trwanie umów najmu utrudnia likwidację masy upadłości, albo gdy czynsze najmu odbiegają od przeciętnych czynszów za najem tego samego rodzaju (art. 109 Prawa Upadłościowego).

Czy w przypadku upadłości i pojawieniu się syndyka masy upadłościowej najemca będzie musiał płacić czynsz?

 Nie. Wobec braku możliwości prowadzenia przedsiębiorstwa upadłego, syndyk nie jest w stanie wykonać umów. Czynsze i inne należności nie mogą być w konsekwencji fakturowane.

Co z kaucjami i gwarancjami bankowymi?

Prawo upadłościowe nie reguluje szczegółowo tych kwestii przez co należy przyjąć, że syndyk może ściągnąć z gwarancji bankowych przeterminowane należności wobec najemców na zasadach przewidzianych w umowach najmu, dopóki gwarancje te nie utracą ważności. W przypadku kaucji pieniężnych, należy zgłosić roszczenia o ich zwrot sędziemu-komisarzowi.

Czy najemcy mogą dochodzić odszkodowań z powodu zamknięcia sklepu?

Tak. Najemcy mogą dochodzić w postępowaniu upadłościowym odszkodowań z powodu rozwiązania umowy przed terminem wynikającym z umowy, poprzez zgłoszenie wierzytelności sędziemu-komisarzowi. Na odszkodowanie najemców mogą składać się szkody rzeczywiste, dla przykładu nakłady inwestycyjne poczynione na wykończenie lokali, przy czym, jeżeli umowa najmu nie rozstrzyga kwestii rozliczenia nakładów to zgodnie z Kodeksem cywilnym syndyk może żądać przywrócenia lokalu do stanu poprzedniego albo zatrzymać ulepszenia za zapłatą kwoty odpowiadającej wartości nakładów w chwili zwrotu. Najemcy mogą też żądać utraconych korzyści. Te jednak nie jest już tak łatwo udowodnić. Wszystkie wierzytelność najemców o odszkodowanie podlegają zaspokojeniu w kategorii drugiej.

Czy firma, która kupi upadłe centrum handlowe od syndyka, będzie musiała honorować  umowę z poprzednim właścicielem?

Tutaj sytuacja jest odrobinę bardziej skomplikowana. Należy bowiem przyjąć, że ani syndyk, ani najemcy, nie muszą wcale wypowiadać umów najmu tak, jak to opisano powyżej. Jeżeli z takiego prawa nie skorzystają, umowy najmu będą – przynajmniej teoretycznie – kontynuowane.

Przenosząc się teraz w przyszłość, przepisy stanowią, że sprzedaż przez syndyka nieruchomości upadłego wywołuje takie same skutki w stosunku do umowy najmu lub dzierżawy, jak sprzedaż w postępowaniu egzekucyjnym. (art. 108 Prawa Upadłościowego). Oznacza to, że firma, która kupi „Sukcesję”, wstąpi w prawa i obowiązki wynajmującego wynikające ze stosunku najmu. Najemcy będą mieć więc niejako „nowego” wynajmującego.

Długo się tym jednak mogą nie nacieszyć, gdyż na ogólnych zasadach prawa cywilnego firma taka będzie uprawniona do rozwiązania umów najmu za wypowiedzeniem, z zachowaniem terminów ustawowych. Prawo takie nie będzie nabywcy przysługiwać jedynie wówczas, gdy umowy zostały zawarte na czas oznaczony i mają datę pewną, a lokal został najemcy wydany. O ile to drugie wymaganie jest w przypadku obecnych najemców „Sukcesji” niewątpliwie spełnione, to w przypadku pierwszego z nich najemcy winni sprawdzić, czy okazali umowy najmu notariuszowi lub w inny sposób umowy te uzyskały datę pewną. Jeżeli nie – trzeba jak najszybciej naprawić to niedopatrzenie. W przeciwnym razie nowy wynajmujący może skutecznie umowę najmu wypowiedzieć

Szybka Ścieżka na finiszu perspektywy unijnej. Kolejne 300 milionów złotych dla przedsiębiorców

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłasza ostatni już w tej perspektywie unijnej horyzontalny konkurs Szybkiej Ścieżki, realizowany ze środków Funduszy Europejskich – Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. Przedsiębiorcy oraz ich konsorcja, również z jednostkami naukowymi, ponownie mają szansę na uzyskanie dofinansowania innowacyjnych projektów.  Nabór wniosków rozpocznie się 3 sierpnia, a zakończy 14 września 2020 roku. Budżet konkursu wynosi 300 milionów złotych.

Przedsiębiorcy korzystają ze wsparcia Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Szybka Ścieżka już od pięciu lat. To najchętniej wybierane przez nich, bardzo skuteczne narzędzie wspierania badań i prac rozwojowych – podkreśla minister nauki i szkolnictwa wyższego Wojciech Murdzek. – Zdolność do zmian i otwartość na innowacje to klucz do sukcesu polskich przedsiębiorstw. Szybka Ścieżka daje impuls do rozwoju nauki i gospodarki.

Szybką Ścieżką do rozwoju

Od początku prowadzenia konkursu, tj. od 2015 roku, dofinansowanie w jego ramach uzyskało niemal 1,5 tysiąca projektów na łączną kwotę ponad 9,3 miliarda złotych.

Konkurs to szansa dla przedsiębiorców i konsorcjów na wsparcie innowacyjnych projektów. Prace nad rozwojem nowoczesnych narzędzi i technologii mogą pomóc polskim firmom stworzyć przewagę konkurencyjną i osiągać długoletnie zyski – ocenia Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej.

Mimo przeciwności związanych z epidemią, w ostatnim naborze, którego znaczna część zrealizowana była już po wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemicznego, przedsiębiorcy zgłosili do nas ok. 800 projektów na łączną kwotę dofinansowania ponad 5,5 mld zł. Pokazuje to, że widzą w innowacjach perspektywę na przyszłość – wskazuje Wojciech Kamieniecki, dyrektor NCBR – Poprzedni nabór zakończyliśmy 22 czerwca, skala zainteresowania rozbudziła nasz apetyt na innowacje, dlatego już dziś, po nieco ponad tygodniu, zapowiadamy kolejny. Liczę na duże zainteresowanie i setki nowych ciekawych projektów.

Dwie rundy naboru

Nabór wniosków został podzielony na dwie rundy. W pierwszej, która rozpocznie się 3 sierpnia i potrwa do 21 sierpnia o dofinansowanie w łącznej kwocie 100 milionów złotych będą mogły ubiegać się duże przedsiębiorstwa oraz ich konsorcja (również z MŚP i jednostkami naukowymi). Z kolei druga runda (22 sierpnia – 14 września) skierowana jest do mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz ich konsorcjów, również z udziałem jednostek naukowych. Te, będą mogły łącznie uzyskać dofinansowanie w wysokości 200 milionów złotych. Po każdej z rund nastąpi ocena wniosków, która potrwa do 120 dni.

Dofinansowanie przyznawane jest na badania przemysłowe i/lub eksperymentalne prace rozwojowe (obowiązkowy element), ewentualnie uzupełnione o prace przedwdrożeniowe, których efektem jest opracowanie innowacyjnego rozwiązania możliwego do wdrożenia w działalności gospodarczej. Konkurs przeznaczony jest dla regionów słabiej rozwiniętych, co oznacza, że miejsce prowadzenia prac badawczo-rozwojowych musi znajdować się poza województwem mazowieckim.

Innowacje wokół nas

Szybka Ścieżka to realne wsparcie dla przedsiębiorstw, które dzięki prowadzonym projektom, mogą wejść na rynek z unikalnym produktem. Jedną z takich firm jest SensDx, która w ramach realizowanego projektu przeprowadziła prace badawczo-rozwojowe nad opracowaniem prototypu MULTISENSORA – innowacyjnego mikroczujnika do różnicowania bakteryjnego lub wirusowej etiologii infekcji górnych dróg oddechowych.

Wsparcie NCBR w konkursie Szybka Ścieżka pomogło nam w realizacji założeń projektu MultiSensor i tym samym przyczyniło się do rozwoju SensDx S.A. Dzięki funduszom mamy możliwość uzupełnić kapitał spółki oraz wesprzeć realizację i wdrożenie innowacyjnych rozwiązań na rynku polskim i światowym. Realizując inwestycję MultiSensor wprowadzimy innowację na rynek promując tym samym polski potencjał na rynkach międzynarodowym – powiedziała dr inż. Katarzyna Pala, Business Development Director w SensDx.

Kupujemy bez oglądania. Transakcje zdalne to już codzienność

Rynek nieruchomości wraz z lockdownem zmienił się diametralnie. Prawdopodobnie już na stałe. Jeszcze  na początku roku był bardzo mocno rozgrzany. Można było mówić o dwucyfrowych wzrostach cen, a niektóre nieruchomości osiągały wartości uznawane wcześniej za nierealne. Spodziewano się, że może przyjść korekta rynku, ostudzenie, które wręcz by się przydało w celu wyhamowania ciągłych wzrostów. Tak było przed 1 marca. Nikt nie spodziewał się jednak czarnego łabędzia i zmian o 180 stopni.  

Reprezentuję duże biuro nieruchomości w Trójmieście. Na samym początku lockdownu otrzymaliśmy około 70% zapytań mniej niż zazwyczaj. Rynek przez dwa-trzy tygodnie był dosyć mocno zmrożony. Jednak w miarę postępu epidemii społeczeństwo zaczęło pomału przystosowywać się do sytuacji i do tego, że sytuacja prawdopodobnie zostanie z nami na dłużej. Chociaż zapytań było zdecydowanie mniej, to transakcji ubyło nieznacznie. Klienci, którzy zgłaszali się do nas w marcu i na początku kwietnia byli zdecydowani na zakup i szybciej podejmowali decyzje. Nie mieliśmy więc osób, które oglądają naście nieruchomości, tylko klientów, którzy przychodzili, oglądali jedną nieruchomość, przystępowali do negocjacji – powiedział Sebastian Wielgus, laureat nagrody Lider Nieruchomości Otodom – Pośrednik Roku 2019, z biura WhiteWood.

Co ciekawe negocjacje w tym okresie ze względu na dużą niepewność rynku były dużo bardziej niż obecnie. Klienci byli skłonni do większych rabatów i odstępstw od normalności ze względu na niepewność sytuacji.

Transakcje zdalne to już codzienność pośredników

Nagle okazało się, że duża część naszych klientów jest za granicą ze względu na kwarantannę. Przez zamknięte granice nie mogli oni przyjechać, więc musieliśmy bardzo szybko organizować pełnomocnictwa, tłumaczenia i dokumenty online. Niestety, nie wszystko było przygotowane na to, żebyśmy mogli funkcjonować w sposób normalny. Transakcje były mocno opóźnione, niektóre wciąż jeszcze się nie odbyły ze względu ma to, że na dokumenty ze Szwecji chociażby czekaliśmy ponad miesiąc – mówił Sebastian Wielgus.

To nie powstrzymywało pośredników. Zaczęli przeprowadzać transakcje na podstawie pełnomocnictw, z obecnością klienta u notariusza w formie wideo. Klient był u notariusza wirtualnie, słuchał całego aktu, zadawał pytania notariuszowi, a pełnomocnik w jego imieniu podpisywał umowę.

Dokonała się szalenie duża zmiana – doszło do transakcji, gdzie klient nie oglądał nieruchomości osobiście, korzystał wyłącznie z wirtualnego spaceru. Co prawda w bardzo wysokiej jakości, czyli zdjęcia wirtualne, ogłoszenie, wideo prezentacja do tego film. Takich nieruchomości od marca do końca kwietnia sprzedaliśmy trzy, gdzie klient przyjechał przed samym końcem, po to tylko, żeby wejść do nieruchomości i potwierdzić, że ona jest faktycznie taka, jaka była na wirtualnym spacerze. I to były nieruchomości powyżej półtora miliona złotych, mówimy więc o dużym wolumenie – skwitował.

Trendy na rynku nieruchomości po pandemii

W ostatnim czasie zauważalny jest popyt na nieruchomości wakacyjne nad polskim wybrzeżem, co w zeszłym roku nie było tak popularne.

Sprzedawaliśmy nieruchomości w okolicy 2 milionów, powyżej 1,5 miliona złotych, typowo wakacyjne. I klienci mówili, że raz: nie chcemy trzymać pieniędzy na koncie, a dwa: chcemy jechać do swojego mieszkania i nie chcemy, żeby ktokolwiek nam zakazał wyjazdu do tego mieszkania, bo my chcemy tam być. To nie były więc zakupy typowo inwestycyjne – to były zakupy bardziej jako lokata kapitału, jako posiadanie nieruchomości wakacyjnej. Obecnie mamy 140% zapytań porównując rok do roku. Czyli można powiedzieć, że rynek jest ponownie w bardzo dobrej kondycji. Co prawda klienci dokonują zakupów w inny sposób, czyli właśnie wykorzystując wirtualne spacery, wideo-prezentacje, ograniczamy ilość spotkań, natomiast klienci poszukują innych nieruchomości. Klienci chcą wydawać więcej, natomiast zmieniają się nam segmenty klientów, przesuwają się słupki, czego klienci szukają i w jakim budżecie. Jest duże zainteresowanie domem na przedmieściach w cenie mieszkania 3-pokojowego w centrum. Klienci zaczynają zwracać uwagę na rzeczy, na które nie zwracali wcześniej, czyli balkon, ogródek. Wcześniej fajnie jakby ten balkon był. Obecnie balkon musi być. Tak samo ogródek – wcześniej niekoniecznie, po miesiącu zamknięcia zaczyna to być sprawa ważna.

Obserwacje gościa debaty Otodom potwierdzają statystyki serwisu. Najpopularniejsza strona z nieruchomościami zanotowała w maju o 33% większy ruch niż rok wcześniej. – Domy stały się najpopularniejszym typem nieruchomości, wyprzedzając mieszkania. A jeśli mieszkania – to dziś poszukiwane są większe (wcześniej najczęściej od 40 mkw., dziś od 60 mkw.) z balkonami (wzrost zapytań o 30%), tarasami (wzrost o 67%) lub ogródkami (wzrost o 68%) – zaznacza Jarosław Krawczyk z Otodom.

Jaka jest przyszłość nieruchomości po pandemii

Na tym etapie nie można jednoznacznie stwierdzić, jak będzie wyglądał ten rynek nieruchomości w 2021 roku. Możemy jedynie prognozować, pamiętając, rynek nieruchomości wisi w pewnego rodzaju próżni – nie odbiera natychmiast. Skutki lockdownu odczujemy dopiero po jednym, może dwóch kwartałach, najwcześniej w listopadzie-grudniu. Wtedy będziemy w stanie ocenić kondycję rynku nieruchomości i to, jak mocno ucierpiał.

Na pewno zdecydowanie mocniej ucierpi rynek nieruchomości komercyjnych. Mówię tutaj o biurach. Do dnia dzisiejszego duża część pracowników dużych biurowców nie wróciła do biur, wykonują prace zdalnie, czyli nie potrzebują stanowisk. Trafiła do nas na sprzedaż, na wynajem, też spora ilość lokali, które były jeszcze wynajęte kilka miesięcy temu, czyli dużo osób wycofało się z wynajmów – dodał Sebastian Wielgus.

Czy zatem jest to dobry moment na zakup nieruchomości?

Mamy takie powiedzenie w biurze: „Dobry czas na zakup nieruchomości zawsze był wczoraj”. I tak samo dzisiaj jestem w stanie powiedzieć, że dobry czas na zakup nieruchomości był na początku kwietnia, bo były wtedy największe możliwości negocjacyjne. Teraz trudniej o kredyt czy załatwienie spraw u notariusza lub w urzędach. Dzisiaj na założenie księgi wieczystej czy na zmianę wpisu w księdze wieczystej w Warszawie czekamy od 5 do 8 miesięcy. W Gdańsku przed epidemią było to od 9 do 10 miesięcy. Nie chcę myśleć jak jest teraz, można się domyślać, że nawet około 12 miesięcy. Wiem też, że na przedmieściach Trójmiasta jest duży problem z oczekiwaniem na pozwolenia na budowę. Oczywiście mówimy tu o małych deweloperach – nawet 6-miesięczny czas oczekiwania na pozwolenie na budowę – to jest tragedia. Bardzo potrzebujemy uproszczenia procedur i scyfryzowania urzędów, bo blokuje nam to po prostu sprzedaż – podsumował Sebastian Wielgus.

***

Wypowiedzi Sebastiana Wielgusa, laureata nagrody Lider Nieruchomości Otodom – Pośrednika Roku 2019, z biura WhiteWood Nieruchomości, pochodzą z debaty Otodom „Rynek nieruchomości dziś i za rok”, która odbyła się online, 17 czerwca 2020 roku, w ramach cyklu Otodom.Live na platformie Facebook.

Przedsiębiorcy postulują do kandydatów na Prezydenta, aby określili się, czy będą w sposób właściwy pilnowali czystości stanowienia prawa

Prezydent Polski jest kluczową postacią dla konstytucyjnego ustanawiania prawa. Na jego biurku jest miejsce na proces powtórnego konsultowania i opiniowania ustaw przyjętych przez Sejm, przed wprowadzeniem legislacji w życie. Może cofnąć ustawy do powtórnego głosowania i poprawienia w komisjach. Dlatego dziewięć największych organizacji zrzeszających polskich przedsiębiorców wystosowało do kandydatów na urząd Prezydenta zapytanie o realizację postulatów, które dotyczą czystości i rzetelności stanowionego prawa. Podnoszące się po kryzysie przedsiębiorstwa potrzebują dobrych, zrozumiałych i jasnych przepisów. Szczególnie, że nietransparentne prawo od zawsze jest jednym z największych problemów, z którymi się mierzą.

– Większość przedsiębiorców na pytanie o największe problemy w prowadzeniu biznesu odpowiada: nietransparentne prawo – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Dlatego apelujemy, by kandydaci na urząd Prezydenta Polski określili się, czy będą w sposób właściwy pilnowali czystości stanowienia prawa. Mówią o tym nasze trzy najważniejsze postulaty. Pierwszy  nich dotyczy tego, by prezydent przyjrzał się bardzo dokładnie ustawom, które będą pogarszały sytuację prawną przedsiębiorców – zanim je podpisze. Drugi postulat mówi o konsultacji i ocenie skutków ustawy. Rzadko się zdarza, by miało to miejsce przed złożeniem propozycji ustawy do Sejmu. W trzecim postulacie zwracamy się do prezydenta, by skorzystał ze swojego prawa inicjatywy legislacyjnej i wprowadził następującą zmianę – wszystkie ustawy podnoszące podatki powinny przechodzić w Sejmie większością ⅗ głosów. Te postulaty dotyczą stania na straży stanowionego prawa, więc są konstytucyjnym obowiązkiem prezydenta. Chcielibyśmy jednak usłyszeć z ust kandydatów obietnice ich spełnienia – podkreśla Kowalski.

Niepewna przyszłość – transport przestraszony brakiem zleceń, budownictwo spadkiem cen, a usługi koniecznością zamknięcia

Nowa rzeczywistość biznesowa przysparza wielu zmartwień i niepewności. Jak sobie z nią poradzić i jak działać w drugim półroczu? Dwie na pięć firm liczy, że sytuację uda się przeczekać bez wprowadzania zmian, jedna na pięć nie wie, co robić, a pozostałe w zależności od branży mają mniej lub bardziej pesymistyczne i optymistyczne scenariusze – wynika z badania przeprowadzonego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Najkorzystniej swoją przyszłość widzi przemysł, gdzie rozwój prognozuje prawie 12 proc. firm i budownictwo rozważające co najwyżej obniżki cen. Ale ponad 21 proc. biznesów transportowych obawia się ograniczenia działalności, ale też całkiem często upadłości, podobnie jak usługi i handel. Najbardziej o swoją przyszłość obawiają się mikrofirmy.

Pierwszą falę uderzenia pandemii odczuło negatywnie około 70 proc. mikro, małych i średnich firm tracąc całość lub część przychodów1. Gospodarka się już rozmraża, ale nie oznacza to jednak powrotu do status quo sprzed koronawirusa. Wiele zmian, z którymi w ostatnim czasie muszą się mierzyć firmy reprezentujące niemal wszystkie sektory gospodarki, ma bardzo radykalny charakter. W obliczu nierównomiernie rozkładającego się spowolnienia gospodarczego i przyspieszającej na naszych oczach cyfrowej transformacji niektóre radzą sobie lepiej (nowe technologie, e-handel), inne zdecydowanie gorzej (linie lotnicze, turystyka).

Jak wskazali respondenci w badaniu Keralla Research, zrealizowanym na zlecenie BIG InfoMonitor, największą obawą firm jest prawdopodobieństwo utraty klientów – albo dlatego, że będą oszczędzać, jak odpowiedziało 44,2 proc. pytanych, albo dlatego, że będą się bali zarażenia, co wskazało 6,4 proc. odpowiadających. Niedostateczny popyt na towary i usługi kładzie się cieniem na przewidywania biznesu dotyczące tego, co się zdarzy i co trzeba będzie zrobić w najbliższych sześciu miesiącach.

– Najwięcej, bo aż 40 proc. przedsiębiorców mówi jednak o zamiarze utrzymania dotychczasowego sposobu działania i niechęci do wprowadzania zmian. Z jednej strony oznacza to, że firmom tym udało się wyjść cało z kłopotów, które gospodarce zafundował lockdown i liczą, że tak będzie dalej, ale rodzi się pytanie, czy da się nie zmieniać nic, jeśli wszyscy inni będą to robić? Ponad 22 proc. pytanych przedstawicieli firm nie wie, jaki powinien być kolejny krok, więc albo są zagubieni i nie potrafią przewidzieć, co jeszcze może spotkać ich biznes, a to nie rokuje zbyt dobrze na przyszłość, albo, tak jak zwolennicy utrzymania status quo, wyszli z pandemii bez większego szwanku – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Różne podejście w zależności od branży i skali biznesu

Końca biznesu obawiają się usługi, mniejszej liczby zleceń transport

Pozostałe odpowiedzi wskazują, że dwie na pięć firm, w perspektywie sześciu miesięcy w wyniku pandemii rozważa bardzo różnorodne działania. Proporcje pozytywnych planów i czarnych scenariuszy dotyczących najbliższej przyszłości w dużej mierze zależą od branży. Jednych pandemia inspiruje lub zmusza do rozwijania działalności, kontynuacji pracy zdalnej, rozwijania sprzedaży online czy połączenia z inną firmą albo też znalezienia nowej biznesowej drogi. W tym samym czasie, całkiem spora grupa przedsiębiorstw widzi przykrą w skutkach konieczność obniżki cen, dostrzega ryzyko ograniczenia działalności, a nawet zawieszenia działalności lub ogłoszenia bankructwa.

działania rozważane przez firmy z powodu pandemiiJak różnie kryzys związany z koronawirusem potraktował firmy, widać po branżowej dywersyfikacji ewentualnych planów na nadchodzące sześć miesięcy. W przemyśle prawie 12 proc. przetwórców, by zdobyć więcej klientów, chce rozwijać działalność i pracować intensywniej niż wcześniej. Niemal co dziesiąty przedstawiciel przemysłu rozważa też zmianę profilu, 6 proc. przymierza się do podwyżki cen, niemal 5 proc. do obniżki cen, a 4 proc. do ograniczenia działalności. W tym samym czasie w transporcie więcej niż co piąta firma obawia się przymusu ograniczenia działalności gospodarczej, 7 proc. boi się spadku cen, a dodatkowo trzy na sto nie wykluczają nawet ogłoszenia upadłości. Nie ma tu więc mowy o optymizmie, ale są obszary gospodarki, gdzie prognozy z bankructwem w tle są równie częste. To handel, ale też usługi , w których dodatkowo ponad osiem firm na sto bierze też pod uwagę zawieszenie działalności, a co dziesiąty usługodawca obawia się również konieczności obniżki cen. W handlu głównym kierunkiem, choć mniej powszechnym niż można byłoby się spodziewać jest przebranżowienie, wspomina o nim ponad 5 proc. pytanych. Po 3,5 proc. wskazało plan wejścia w sprzedaż online, ograniczenie działalności i ogłoszenie upadłości.

Najspokojniejsze o przyszłość z pięciu analizowanych branż: transportu, przemysłu, budownictwa, handlu i usług jest budownictwo. W tej branży nikt nie myśli o upadłości, ograniczeniu działania czy też przebranżowieniu, główną bolączką jest ewentualna konieczność obniżki cen produktów i usług (12,5 proc.), ale są i tacy, którzy rozważają rozwój i podwyżki.

Mikrofirmy w największym potrzasku

działania rozważane przez firmy z powodu pandemii 2Sytuacja jest też zróżnicowana, gdy weźmiemy pod uwagę skalę prowadzonej działalności. Jedynie firmy mikro, liczące od 1 do 9 pracowników, rozważają możliwość ogłoszenia upadłości lub połączenia z innym podmiotem, najczęściej zastanawiają się też nad obniżeniem cen produktów i usług.

Firmy największe, w których pracuje od 50 do 249 osób, najwyraźniej wskazały, że nie widzą potrzeby podejmowania żadnych działań, bo obecne nastawienie w zupełności im w tym trudnym okresie wystarcza. Co więcej, według deklaracji, to te przedsiębiorstwa są najbardziej skłonne rozwijać działalność mimo przeciwności oraz przechodzić na tryb pracy zdalnej.

Praca zdalna w zasięgu ręki

Warto zauważyć, że choć w początkowym okresie lockdownu dało się słyszeć o trudnościach wynikających z konieczności technicznego dostosowania się do funkcjonowania w nowych warunkach, obecnie nie jest to sfera mająca wpływ na działanie firm. Dwa czy trzy miesiące temu nawet niektóre biznesy komputerowe borykały się z niedoborami sprzętowymi i procedurami przystosowującymi ich systemy do działania w warunkach powszechnego trybu home office. Tymczasem z badania dla BIG InfoMonitor wynika, że obecnie przedsiębiorstwa nie widzą na tym polu technologicznych ograniczeń. W przemyśle co ósma firma zamierza na stałe skierować część załogi na pracę zdalną, w usługach co dwunasta, a w handlu co czternasta.

Nowa rzeczywistość pokazała, że zmienią się nasze nawyki, np. dotyczące pracy zdalnej. I wiele wskazuje na to, że nie jest to chwilowe dostosowanie się do wymogów narzuconych ograniczeniami, ale początek długofalowego trendu, który na każdym kroku udowadnia, że jeśli ma wpływ na efektywność takiego rozwiązania, to tylko pozytywny.

Badanie przeprowadzone przez Research&Grow techniką CATI na próbie małych i średnich firm – do 250 pracowników, N=251, 16-18 marca 2020 r.

Badanie Keralla Research techniką wywiadów telefonicznych na próbie 500 mikro, małych i średnich firm. Termin badania: kwiecień/maj 2020.

Ministerstwo Rozwoju chce poprawić sytuację mieszkaniową w Polsce. Powstaną społeczne agencje najmu

Proponowana przez Ministerstwo Rozwoju zmiana przepisów ma poprawić sytuację mieszkaniową w Polsce. Wśród pomysłów resortu jest wprowadzenie społecznych agencji najmu, ulgi na urządzenie się i dopłaty do czynszu. Istotne znaczenie może mieć zwłaszcza ten pierwszy postulat. Społeczne agencje najmu docelowo mają pomóc tym, którzy mają za wysokie dochody na mieszkanie komunalne, ale niewystarczające na najem na wolnym rynku, a osoby te stanowią nawet 40 proc. społeczeństwa.

 Projekt ustawy o zmianie ustawy o niektórych formach popierania budownictwa mieszkaniowego niesie za sobą trzy istotne zmiany. Wprowadza się do polskiego porządku prawnego instytucję społecznych agencji najmu. Przewidziano dodatki mieszkaniowe, nową specjalną formę dopłaty do czynszu dla podnajemców korzystających z oferty społecznej agencji najmu, a dodatkowo ulgę podatkową dla osób nabywających mieszkanie lub dom po raz pierwszy – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Przybylska, kierowniczka ds. rzecznictwa w Fundacji Habitat for Humanity Poland.

Ministerstwo Rozwoju pracuje nad przepisami, które mają poprawić sytuację mieszkaniową w Polsce. Kluczowe znaczenie może mieć wprowadzenie społecznych agencji najmu, których rolą jest pośredniczenie między właścicielami mieszkań a osobami chcącymi wynająć mieszkanie. Pośrednictwo to gwarantuje wynajmującym stały dochód, czyli czynsz, nawet jeśli najemca nie będzie go płacił, a lokatorom niższy czynsz. Dotychczas działały dwie takie instytucje w ramach pilotażu – w Warszawie (prowadzona przez Fundację Habitat for Humanity) i Poznaniu (Miejskie Biuro Najmu).

 To innowacyjne rozwiązanie, które przyczyni się do zmniejszenia deficytu mieszkań dostępnych, czyli o umiarkowanym czynszu, na które niemalże każdy może sobie pozwolić. Obecnie w Polsce brakuje według szacunków od 600 tys. do 2 mln takich lokali. Społeczna agencja najmu pozwala rozszerzyć ofertę mieszkań obecnie będących na rynku o tańsze, które można wynająć – tłumaczy Katarzyna Przybylska.

Społeczne agencje najmu działają od ok. 30 lat m.in. w Belgii, Francji i Wielkiej Brytanii. Rozwiązanie to przyniosło w tych krajach spodziewane efekty, więc ministerstwo liczy na to, że podobnie będzie w Polsce. To mogłoby wspomóc również rynek najmu, poturbowany na skutek pandemii, bo część właścicieli ma problem z wynajęciem swoich lokali.

 Społeczne agencje najmu nie są zbyt rozpoznawalnym narzędziem wśród Polaków. Zapytaliśmy jednak w naszym badaniu opinii publicznej, opisując ten model działania, jak Polacy zapatrują się na takie rozwiązanie. Wynika z niego, że około 50 proc. byłoby zainteresowanych działaniem społecznych agencji najmu. Zarówno jako właściciele mieszkań, którzy chcieliby je przeznaczyć na wynajem, jak i jako osoby szukające tańszych mieszkań do wynajęcia – wskazuje ekspertka.

To rozwiązanie to szansa dla ludzi, których nie stać na zakup mieszkania ani jego wynajem po cenach rynkowych, a jednocześnie mają zbyt wysokie dochody, aby móc liczyć na mieszkanie komunalne. Takie osoby, jak wynika z danych Fundacji Habitat for Humanity, stanowią nawet 40 proc. społeczeństwa. Projekt ustawy nie precyzuje, do kogo miałyby być skierowane społeczne agencje najmu.

– Wskazuje się jedynie, że rada gminy, powołując społeczną agencję najmu, określi, według jakich kryteriów będą przyjmowani podnajemcy. Jednym z nich oczywiście może być kryterium dochodowe. Nasza fundacja, prowadząc Społeczną Agencję Najmu, również przyjmowała kryterium dochodowe. Jeżeli rodzina przekraczała pewien próg, to niestety, wiedząc, że jest dużo innych rodzin, które również potrzebują wsparcia, oferowaliśmy mieszkania osobom w trudniejszej sytuacji finansowej – mówi Katarzyna Przybylska. – Ale poza tym bardzo elastycznie podchodzimy do tego, kto może skorzystać z oferty agencji.

Społeczne agencje najmu, poza pośredniczeniem w wynajmie, mogą oferować dodatkowe usługi, które określa projekt ustawy.

Przede wszystkim wspierają podnajemcę, udzielają mu niezbędnej pomocy, np. w obszarze socjalnym, czyli jeżeli potrzebuje pomocy w jakimś urzędzie, to nasi pracownicy mu pomagają. Oprócz tego mogą udzielać wsparcia w obszarze zatrudnienia, jeżeli podnajemcy mają problemy ze znalezieniem pracy. Dodatkowo pracownicy społecznej agencji najmu na bieżąco i stale monitorują stan mieszkania, terminowość opłat i pozostałe elementy, które pozwalają jego właścicielowi być spokojnym o to, że w jego mieszkaniu nie dzieje się nic złego – wyjaśnia przedstawicielka Fundacji Habitat for Humanity Poland.

Resort rozwoju postuluje też wprowadzenie ulgi podatkowej na zakup nieruchomości (ulga na urządzenie się). Ponadto samorządy, które zdecydują się oddać swoje grunty pod inwestycje mieszkaniowe, dostaną część mieszkań na własność.

Firmy produkcyjne walczą z kryzysem i brakiem zamówień. 30 proc. musiało zredukować zatrudnienie

71 proc. firm produkcyjnych zapowiedziało, że nie planuje zwiększać zatrudnienia w najbliższych miesiącach, a prawie 30 proc. musiało już zredukować liczbę pracowników – wynika z badania Trenkwalder. Takie wyniki nie dziwią, gdy spojrzymy na dane o produkcji przemysłowej, która w kwietniu była o ponad 24 proc., a w maju o 17 proc. niższa niż przed rokiem. Trudna sytuacja jest np. w branży motoryzacyjnej, gdzie 39 proc. firm przeprowadziło zwolnienia, a 61 proc. obcięło wynagrodzenia. Jej poprawa potrwa co najmniej półtora roku.

Dla firm produkcyjnych prowadzenie działalności podczas pandemii jest dużo bardziej skomplikowane niż dla innych branż. Pracowników obsługujących linie produkcyjne nie da się zatrudniać w trybie home office. Firmy wciąż balansują pomiędzy koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom a utrzymania produkcji i płynności finansowej. Jak wynika z badania przeprowadzonego w kwietniu przez agencję Trenkwalder, pracodawcy w pierwszej kolejności starali się utrzymać miejsca pracy. Dlatego też po ogłoszeniu stanu epidemii kierowali pracowników na zaległe urlopy wypoczynkowe, urlopy bezpłatne czy postojowe. Jednak  blisko 30 proc. firm produkcyjnych zredukowało swoje zatrudnienie w związku z kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa, a jedynie 13 proc. z nich skorzystało ze świadczenia postojowego przyznawanego w ramach tarczy antykryzysowej.

– Zwolnienia dotyczyły przede wszystkim pracowników o najkrótszym stażu pracy, najmniej doświadczonych i których prace mogą wykonywać inni pracownicy – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Ratajczyk z agencji pracy Trenkwalder.

Badanie Trenkwalder było prowadzone w pierwszym miesiącu pandemii i wpływ kryzysu na dalsze redukcje zatrudnienia nie jest jeszcze znany. GUS raportuje w kwietniu rekordowy spadek zatrudnienia wynoszący 152 tys. etatów, co stanowi zmniejszenie zatrudnienia o 2,1 proc. w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku i 2,4 proc. w stosunku do marca 2020 roku. W maju stopa bezrobocia wzrosła do 6 proc., a bez pracy pozostawało milion osób.

Co ciekawe, trzy czwarte firm, które dokonały redukcji etatów, nie przewiduje zwiększenia zatrudnienia. To oznacza, że w najbliższych tygodniach i miesiącach nastąpi stagnacja na rynku pracy. Dotyczy to głównie branży motoryzacyjnej, gdzie wystąpił spadek zamówień i potrzeba czasu, aby rynek znów się ożywił. Optymistyczne prognozy mówią, że pozytywne zmiany na rynku pracy będą możliwe dopiero po 2021 roku – podkreśla Wojciech Ratajczyk.

Z badania PZPM i KPMG wynika, że wszystkie firmy motoryzacyjne odnotowały w związku z pandemią spadek sprzedaży, a większość musiała mierzyć się z zakłóceniami w dostawach. Te problemy spowodowały, że 61 proc. podmiotów było zmuszonych obniżyć pensje pracowników, a 39 proc. nie ustrzegło się przed zwolnieniami. Prawie siedem na dziesięć firm wskazuje, że długotrwałym skutkiem pandemii będzie konieczność ograniczania zatrudnienia. Trudności dotyczą także obszaru produkcji odzieży i wyrobów tekstylnych oraz mebli.

Branże, które świetnie sobie radzą dzisiaj, to logistyka związana z e-commerce, produkcja żywności i farmacja – mówi prezes agencji pracy Trenkwalder.

I to w tych branżach możliwe będzie zwiększanie liczby pracowników w najbliższych miesiącach. Kwietniowa ankieta Trenkwalder wskazuje, że takie plany ma 26 proc. firm. Zdecydowanie więcej (71 proc.) wstrzymuje się z tymi zamiarami.

Wydaje się, że po kwietniu osiągnęliśmy dół krzywej spadku zatrudnienia. Z naszego badania wynika, że 86 proc. firm nie planuje dalszych zwolnień. Zatem teraz mówimy o nadchodzącej stagnacji na rynku pracy – podkreśla ekspert. – Świat był już niepewny przed wybuchem pandemii, dzisiaj firmy obawiają się przyszłości. Można powiedzieć, że planują swoje zasoby i swoje moce produkcyjne z dnia na dzień.

W takiej sytuacji dla firm kluczowa może okazać się praca tymczasowa, która – jak podkreślają pracodawcy – zapewnia im większą elastyczność zatrudnienia, w zależności od liczby zleceń. To może być szansa dla rynku, którym poważnie zachwiał stan pandemii. Agencje pracy zrzeszone w Polskim Forum HR informują, że 10 tys. pracowników tymczasowych straciło pracę z powodu koronawirusa w ciągu zaledwie półtora miesiąca od ogłoszenia kwarantanny narodowej. Ze względów logistycznych czy formalnych tylko niewielkiej części z tych osób udało się znaleźć nowe zatrudnienie u innego pracodawcy.

Nowy zbiornik przeciwpowodziowy w Raciborzu zabezpieczy przed żywiołem 2,5 mln osób z południa Polski. Tego typu inwestycji będzie coraz więcej

W Raciborzu oddano właśnie do użytku zbiornik przeciwpowodziowy, który ochroni przed żywiołem przeszło 2,5 mln mieszkańców południa Polski. To największa jak dotąd inwestycja hydrotechniczna w kraju. Na budowie obiektu przez dwa i pół roku pracowało ponad 1 tys. osób i kilka tysięcy jednostek sprzętu. Realizacja inwestycji nie była łatwa m.in. ze względu na powódź i pandemię. Coraz większe problemy z suszą i gwałtownymi opadami sprawiają, że Polska będzie realizować coraz więcej inwestycji hydrotechnicznych, a giełdowy Budimex, wykonawca zbiornika w Raciborzu, widzi w nich rynkową szansę.

– Polska retencjonuje tylko 6,5 proc. wody. W ciągu nadchodzących siedmiu lat chcemy zwiększyć retencję do poziomu 15 proc., docelowo do 30 proc., żebyśmy nie cierpieli w okresach suszy, które na pewno będą nas dotykać w pierwszych połowach roku, jak to miało miejsce w obecnym. Na początku tego roku mieliśmy ogromną suszę, obecnie walczymy z powodzią. Wszelkie podtopienia i wezbraniowe ulewy również będą miały cykliczny charakter – powiedział Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, podczas otwarcia inwestycji.

Susze, które uderzają zwłaszcza w energetykę, rolnictwo i przemysł, nawiedzają Polskę regularnie od lat. W ubiegłym roku szczególnie dotkliwa była susza rolnicza, która dotknęła ponad 200 tys. gospodarstw rolnych i przełożyła się na spadek plonów i wzrost cen żywności. Z kolei na początku tego roku susza hydrologiczna objęła 90 proc. terytorium Polski. W tej chwili kolejne regiony kraju borykają się z nawałnicami, lokalnymi podtopieniami i powodziami. Dotknięte zostały zwłaszcza województwa małopolskie, mazowieckie, podkarpackie i śląskie. IMGW ostrzega przed kolejnymi nawałnicami.

Aby unormować sytuację, potrzebne są długofalowe inwestycje wpływające na poprawę bilansu wodnego i działania zwiększające retencję. Miesiąc temu zapowiedziano specustawę, która przewiduje m.in. rozwiązania prawne ułatwiające działalność dla rolników, samorządów i spółek wodnych w zakresie przeciwdziałania suszy oraz zwiększenie poziomu retencjonowanych wód przynajmniej do 15 proc. w perspektywie do 2027 roku.

W tym tygodniu w Raciborzu Dolnym została oddana inwestycja, która wpisuje się w ten program. To największy w Polsce zbiornik przeciwpowodziowy o powierzchni przekraczającej 26 km² i pojemności 185 mln m³, czyli tyle, ile zmieściłoby się w 226 Pałacach Kultury i Nauki.

– Ta inwestycja ma ogromne znaczenie dla całego Dolnego Śląska, ponieważ ochroni 2,5 mln mieszkańców przed ryzykiem powodzi. Jest kluczowym elementem ochrony przeciwpowodziowej całego regionu – mówi agencji Newseria Biznes Artur Popko, wiceprezes zarządu spółki Budimex, odpowiedzialnej za realizację inwestycji.

Zbiornik w Raciborzu został zaprojektowany jako polder, czyli suchy obiekt, który będzie wypełniany wyłącznie w przypadku powodzi. W momencie nadejścia fali polder będzie piętrzył wodę, zabezpieczając obszar około 600 km² od Raciborza, przez Kędzierzyn-Koźle, Brzeg, Opole, Oławę, aż po Wrocław. Inwestycja ochroni przed żywiołem blisko 2,5 mln mieszkańców w trzech województwach: śląskim, opolskim i dolnośląskim. Objętość zbiornika będzie się stopniowo powiększać do 300 mln m³ ze względu na wydobywane w czaszy kruszywo.

– Ta inwestycja zdecydowanie wpisuje się w proces budowy całej gospodarki wodnej – mówi Marek Gróbarczyk. – Polder ma przede wszystkim użytkowość przeciwpowodziową, żeby nigdy więcej nie wydarzyły się takie tragedie jak w 1997 roku. Docelowo chcemy przebudować go na zbiornik mokry, wieloużytkowy, zasilający Odrę w okresach suszy i stanowiący element zabezpieczenia przeciwpowodziowego.

Jak podkreśla prezes Budimexu Dariusz Blocher, realizacja inwestycji nie należała do łatwych m.in. ze względu na pogodę. Powódź w końcówce zeszłego roku sprawiła, że budowa została zalana na dwa miesiące, a po niej przyszła pandemia SARS-CoV-2, która spowodowała kolejne problemy z realizacją prac, bo część załogi trafiła na kwarantannę.

– Umowę podpisywaliśmy w trudnych warunkach. Przejęliśmy budowę po poprzednim wykonawcy, z mnóstwem problemów i słabo zinwentaryzowanym terenem. Wtedy wydawało się, że to jest w ogóle niemożliwe do realizacji w terminie – mówi. – Presja czasu była gigantyczna, a na początku problemem był też brak zaufania wszystkich stron, bo w projekt były zaangażowane środki unijne, środki budżetowe, Banku Światowego, napięte były też relacje inżynier – wykonawca. To wszystko trzeba było przełamać, ale jednak się udało.

Na budowie zbiornika pracowało w sumie ponad 1 tys. osób i kilka tysięcy jednostek sprzętu. Prace rozpoczęły się w końcówce 2017 roku i w sumie trwały dwa i pół roku. Do budowy wykorzystano ponad 6,8 mln ton ziemi, która zmieściłaby się w ponad 130 tys. wagonów kolejowych. Złożony z nich pociąg byłby tak długi, że w linii prostej prowadziłby z Raciborza aż do Madrytu.

– Krótki okres realizacji tej inwestycji był wielkim wyzwaniem. To ok. 22 km obwałowań o wysokości 11 metrów, miliony metrów sześciennych nasypu do zbudowania w różnych warunkach pogodowych – wskazuje Artur Popko.

Giełdowa spółka ma już duże doświadczenie w realizacji inwestycji hydrotechnicznych. Budimex, jako generalny wykonawca, przebudował m.in. porty w Świnoujściu i w Szczecinie, kanał Płonie przy Martwej Wiśle w Gdańsku czy Zbiornik Wodny Rydzyna. W tej chwili realizuje też modernizację portów w Gdańsku i poprawę dostępu do portów w Gdyni i w Świnoujściu.

– W sumie zrealizowaliśmy ok. 30 tego typu kontraktów. Ten w Raciborzu jest największym. Kolejny to tzw. Żelazny Most dla KGHM-u. Wykonaliśmy wiele prac umocnieniowych na Bałtyku, ale także w portach w Szczecinie, Świnoujściu i Gdańsku – wymienia Dariusz Blocher. – Retencja wody w Polsce, żeglowność rzek, gromadzenie i umacnianie brzegów to jest perspektywa nawet nie siedmiu, ale czternastu lat i Polska powinna przeznaczyć na ten cel duże środki. Dla firm, które potrafią i wiedzą, jak to robić, to powinny być dobre czasy. Z drugiej strony nie są to też proste projekty, bo nasz poprzednik sobie z nim nie poradził.

W inwestycjach hydrotechnicznych Budimex widzi duży potencjał rynkowy. Spółka szacuje, że w nadchodzących latach budżet przeznaczony na hydrotechnikę znacznie przekroczy 100 mld zł.

– Polska ma najmniejsze zasoby wody pitnej w Unii Europejskiej. Wiemy, że zlewnie Odry, Wisły czy Nysy Łużyckiej wymagają dużego doinwestowania. Cały czas wracamy do połączenia Bałtyku z Morzem Śródziemnym, więc Odra musi być żeglowna. Pojawia się też temat progu na Wiśle, koło Włocławka. Potrzeby są wszędzie, to będą małe, średnie i duże projekty wspierane przez Skarb Państwa – mówi prezes firmy Budimex.

Oddany do użytku zbiornik przeciwpowodziowy Racibórz Dolny to w tej chwili największa inwestycja hydrotechniczna w Polsce. Jego przebudowę zlecił Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gliwicach. Wartość prac budowlanych zrealizowanych przez Budimex to 672 mln zł netto. Środki na realizację inwestycji pochodziły z Banku Światowego, Banku Rozwoju Rady Europy, Unii Europejskiej, budżetu państwa oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Przez pandemię wydawcy stracili od 50 do nawet 80 proc. przychodów z reklam. Branża liczy na zerowy VAT na prasę

Dziennik „The Los Angeles Times” już w kwietniu informował, że stracił ponad 1/3 swoich dochodów z reklam. O załamaniu wpływów z ich sprzedaży pisał też brytyjski „The Economist” i inne światowe dzienniki. Problemy nie ominęły również polskiego rynku: w trakcie lockdownu sprzedaż drukowanych gazet i magazynów spadła, a utrata wpływów reklamowych sięgnęła od około 50 proc. do nawet 80 proc. w przypadku prasy lokalnej. To spowodowało, że wydawcy nie uniknęli zamykania tytułów, obniżek pensji i zwalniania pracowników. Spadek przychodów znacząco przełoży się na ich sytuację finansową i wyniki po II kwartale. Branża apeluje o specjalne, sektorowe wsparcie – przede wszystkim zerowy VAT na prasę, który został już zapowiedziany w odniesieniu do książek.

Koronawirus bardzo boleśnie odbił się na budżetach reklamowych, a co za tym idzie na przychodach wydawców z reklam. Zwłaszcza na rynkach lokalnych, gdzie w niektórych przypadkach niemalże z tygodnia na tydzień zniknęło do 80 proc. wpływów reklamowych – mówi agencji Newseria Biznes Marek Frąckowiak, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy.

Wydawcy prasy utrzymują się głównie ze sprzedaży tytułów i wpływów reklamowych. Tymczasem w trakcie lockdownu sprzedaż spadła, a utrata wpływów reklamowych sięgnęła średnio ok. 50 proc.

Oba te źródła przychodów są równie ważne. Utrata czy załamanie jednego z nich podważa kondycję wydawcy. Te poważne spadki przychodów wynikały po prostu z sytuacji epidemicznej. Gospodarka nie działała normalnie, większość przedsiębiorców wstrzymała się z reklamowaniem, bo i tak nie byli w stanie zaspokoić potrzeb odbiorców. W tej chwili to zaczyna już powoli odbijać, ale utrata przychodów jest bardzo poważna i nawet w większym stopniu niż spadki sprzedaży prasy przyczyniła się do cięć i wprowadzania koniecznych oszczędności – mówi Marek Frąckowiak.

Trudna sytuacja spowodowała, że część wydawców nie uniknęła zamykania tytułów, obniżek pensji i zwalniania pracowników. Problemy dotknęły nie tylko prasę lokalną, ale i największych na rynku graczy – w tym m.in. Agorę, która na pół roku obcięła wynagrodzenia o 20 proc., radykalnie obniżyła zatrudnienie w portalu GoldenLine i zdecydowała o zamknięciu magazynów „Logo” i „Avanti”. Spółka poinformowała też, że średnia sprzedaż „Gazety Wyborczej” w czasie epidemii spadła o 10 proc. Zwolnienia i cięcia wynagrodzeń wprowadziły także grupa Wirtualna Polska, Burda Media Polska, Polska Press, Bauer, Edipresse, Eurozet czy Grupa ZPR Media, która zakończyła również wydawanie miesięczników „Podróże” i „Żagle” oraz zdecydowała się na rozwiązanie spółki Murator Expo.

Pandemia SARS-CoV-2 i wywołany nią spadek przychodów znacząco przełoży się na sytuację finansową wydawców i wyniki spółek po II kwartale. Branża zaapelowała do rządu o specjalne, sektorowe wsparcie, w tym m.in. rekompensatę części utraconych wpływów reklamowych, preferencyjne kredyty czy wsparcie w formie płatnych ogłoszeń rządowych. Jak podkreśla Marek Frąckowiak, wszystkie te instrumenty zostały też wprowadzone w innych krajach UE.

Niektóre branże otrzymały specjalne, sektorowe wsparcie, właściwe dla ich specyfiki. Wydawcy prasowi również o to występowali, wskazując, że rozwiązania zawarte w tarczach antykryzysowych są niewystarczające i istnieje potrzeba takiego specyficznego wsparcia – mówi. – Doczekaliśmy się go na stosunkowo niewielkim poziomie. Płatne ogłoszenia rządowe dostały dotąd tylko niektóre tytuły gazet ogólnopolskich i kilku tygodników ogólnopolskich. Wskazywaliśmy też na potrzebę wsparcia tych najmniejszych i najsłabszych, czyli prasy lokalnej, i mam nadzieję, że to się jeszcze stanie.

Jak wskazuje dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy, dla borykających się z problemami wydawców dużą pomocą byłby zerowy VAT na prasę. Takie rozwiązanie, ale w odniesieniu do książek, zapowiedział minister kultury, prof. Piotr Gliński. Wymaga ono jednak zgody Komisji Europejskiej (na podstawie art. 395 dyrektywy VAT), o co polski rząd zawnioskował już w kwietniu. Obniżenie do zera z dotychczasowych 5 proc. stawki VAT na książki drukowane ma wesprzeć księgarzy i wydawnictwa, które z finansowymi problemami borykały się jeszcze przed pandemią.

Prasa jest dobrem kultury i szczególnie teraz, w czasach pandemii, udowodniła swoje znaczenie informacyjne. Wydawcy prasy są tak samo ważni jak wydawcy książek. Prosimy więc, żeby ich wesprzeć w taki sam sposób – mówi Marek Frąckowiak. – To rzeczywiście przyniosłoby najszerszy i najtrwalszy skutek, jeśli chodzi o wspomożenie wydawców. Obniżenie do zera stawki VAT na prasę byłoby długofalowe w skutkach i jednocześnie najmniej bolesne dla budżetu państwa, który – dobrze to rozumiemy jest w tej chwili w trudnej sytuacji. Proponujemy więc rozwiązanie, które jest pożyteczne dla obu stron.

Jak wynika z badania przeprowadzonego w maju dla Ringier Axel Springer Polska, choć w czasie pandemii większość tytułów odnotowała spadki sprzedaży, to jednak zainteresowanie ich treściami wzrosło. Aż 62 proc. czytelników było w stanie poświęcić więcej czasu na lekturę drukowanych wydań gazet i magazynów, a 53 proc. czytało więcej tytułów prasowych. Ponad połowie respondentów zdarzało się czytać artykuły i informacje, które zwykle pomijali, a 62 proc. stwierdziło, że czyta prasę z większą uwagą. To oznacza, że w czasie pandemii koronawirusa wzrosła rola prasy jako medium, na które poświęcano więcej uwagi i zaangażowania.

Pierwsze latające taksówki już za dwa lata. Rozładują zakorkowane miasta i przyspieszą krótkie podróże

Systemy autonomizujące pracę pojazdów transportowych pozwolą stworzyć inteligentne latające taksówki. Dzięki zastosowaniu technologii dronowych możliwe będzie wdrożenie do służby ekologicznych taksówek elektrycznych pionowego startu i lądowania z systemem autopilota na pokładzie. Sztuczna inteligencja przejmie w nich rolę kierowcy-oblatywacza, umożliwiając szybkie i sprawne przemieszczanie się po aglomeracji. Rynek podchodzi jednak dość sceptycznie do autonomicznych latających taksówek.

– Autonomiczna taksówka to jest o krok za daleko. W przypadku statku powietrznego, w którym nie widzę pilota i nie wiem, jak się z niego wydostać, czułbym niepokój. Ale zakładam, że skoro można dolecieć na Księżyc w statku, w którym człowiek niewiele może zrobić, to może jednak zaufajmy informatykom, programistom i innym konstruktorom i zgódźmy się na takie loty – mówi agencji Newseria Innowacje Sławomir Kosieliński, prezes Fundacji Instytut Mikromakro i przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Droniada GZM 2020.

Z raportu „TomTom Traffic Index 2019” wynika, że od 2018 roku średni poziom zakorkowania miast na świecie wzrósł aż o 28 proc. W ubiegłym roku przestaliśmy w korkach średnio 87 minut i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie sytuacja miała się zmienić. Rozwiązaniem problemu narastających korków mają być systemy autonomicznego transportu pasażerskiego, nad którymi pracują największe korporacje technologiczne z całego świata oraz obiecujące start-upy.

Potencjał pojazdów tego typu dostrzegł m.in. japoński rząd, który planuje wdrożyć do najbardziej zatłoczonych miast system autonomicznych latających taksówek. Do prac nad tym projektem zaproszono inżynierów z takich firm jak Airbus, Boeing, Cartivator, Japan Airlines, NEC, Uber czy Yamato Holdings. Według wstępnych założeń pierwsze pojazdy miałyby rozpocząć służbę w ciągu najbliższej dekady.

Na apel japońskiego rządu opowiedziała m.in. firma NEC, która pod koniec 2019 roku przeprowadziła testy prototypowej maszyny tego typu. Pojazd wyposażono w cztery silniki wirnikowe, które z powodzeniem uniosły maszynę na wysokość ok. 3 metrów, pozwoliły wykonać kilka manewrów i bezpiecznie wylądować. Testy odbywały się bez pasażerów na pokładzie, w przyszłości jednak maszyna będzie zdolna do transportowania zarówno towarów, jak i ludzi. Za masową produkcję autonomicznych taksówek od NEC ma odpowiadać spółka Cartivator, a pierwsze pojazdy zjadą z linii produkcyjnych w 2026 roku.

– Już dzisiaj niektóre linie metra są całkowicie autonomiczne. Pociągiem steruje komputer, maszynisty tam nie uświadczymy. Gdybyśmy na chłodno na to spojrzeli, współczesne boeingi i airbusy są również pojazdami bezzałogowymi, pilot tylko naciska guzik. Maszyna sama startuje, leci i ląduje, a pilot jest tylko dla naszej satysfakcji – twierdzi ekspert.

Jednym z pierwszych operatorów latających pojazdów autonomicznych może zostać firma Uber, która w ramach programu Uber Air pracuje nad autorskimi pojazdami tego typu. Od 2020 roku korporacja rozpoczyna intensywne testy swoich wielkoformatowych dronów transportowych, a od 2023 roku planuje rozpocząć świadczenie usług komercyjnych dla mieszkańców trzech miast: Dallas, Los Angeles oraz Melbourne.

Do wdrożenia na rynek latających taksówek przygotowuje się również Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego. Eksperci EASA opublikowali wytyczne dla producentów elektrycznych i hybrydowych pojazdów pionowego startu i lądowania, które będą stanowić podstawę do prac nad pojazdami przeznaczonymi do funkcjonowania na terenie Unii Europejskiej.

– Jeżeli piloci nie ćwiczą, nie wykonują zadań specjalnych, to w tak zautomatyzowanym środowisku tracą swoje umiejętności. Jest to więc nieustająca walka między tym, ile zautomatyzować, a ile jeszcze zachować kompetencji pilota, maszynisty czy kierowcy – wskazuje Sławomir Kosieliński.

Według Index Markets Research w 2017 roku wartość rynku autonomicznych samolotów pionowego startu i lądowania wyniosła 3,2 mld dol. Szacuje się, że do 2022 roku osiągnie wartość 7,88 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 19,82 proc.

Światło UV-C zabija 99,9 proc. koronawirusa w ciągu kilku sekund. Badania wykazały, że wirusy zabija także rodzaj światła bezpiecznego dla ludzi

Nawet 99,9 proc. koronawirusów może zostać zabitych pod wpływem światła UV-C. Dotyczy to także wirusa SARS-CoV-2, który wywołuje COVID-19. Dotychczas wirusy mogły być zabijane przez konwencjonalne bakteriobójcze światło UV-C o długości fali 254 nm, niebezpiecznej dla ludzi. Badania Signify i Uniwersytetu Bostońskiego wykazały jednak, że dla koronawirusa zabójcze jest także światło UV-C o długości fali 222 nm, które nie uszkadza ludzkich komórek. – Udostępnimy technologię innym firmom oświetleniowym, aby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na dezynfekcję – zapowiada Eric Rondolat, prezes Signify.

– Nasze wyniki testów pokazują, że powyżej określonej dawki promieniowania UV-C wirusy zostały całkowicie dezaktywowane: w ciągu kilku sekund nie byliśmy już w stanie wykryć żadnego – podkreśla dr Anthony Griffiths, profesor nadzwyczajny mikrobiologii na Boston University School of Medicine. – Jesteśmy bardzo podekscytowani odkryciami i mamy nadzieję, że przyspieszą one rozwój produktów, które mogą pomóc ograniczyć rozprzestrzenianie się SARS-CoV-2.

Naukowcy już  udowodnili, że światło ultrafioletowe zabija koronawirusa. Najczęściej stosowanym rodzajem światła UV do zastosowań bakteriobójczych jest lampa łukowo-rtęciowa, która emituje światło o długości fali ok. 254 nanometrów. Lampy te można jednak stosować tylko do dezynfekcji niezamieszkałych pomieszczeń –  bezpośrednia ekspozycja na konwencjonalne lampy UV może stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia człowieka. W przeciwieństwie do UV-A i UV-B, które są transmitowane przez słońce i mogą być blokowane za pomocą kremu przeciwsłonecznego, UV-C składa się z krótszej długości fali światła, która niszczy materiał genetyczny – zarówno u ludzi, jak i cząstek wirusowych.

Naukowcy firmy Signify i Uniwersytetu Bostońskiego przeprowadzili badania, które potwierdzają, że dla wirusów równie zabójcze jest światło o długości fali 222 nm, które dla ludzi nie stanowi zagrożenia. Podczas badań napromieniowali koronawirusa różnymi dawkami UV-C pochodzącego ze źródła światła Signify. Przy dawce 5 mJ/cm kw. w ciągu 6 sekund zginęło 99 proc. wirusa SARS CoV-2. Opierając się na tych danych, stwierdzono, że dawka 22 mJ/cm kw. spowoduje zmniejszenie wirusa o 99,9999 proc. w 25 sekund.

– Bardzo się cieszę z owocnej współpracy z Uniwersytetem Bostońskim w walce z koronawirusem. Naukowcy potwierdzili skuteczność naszych źródeł światła jako środka zapobiegawczego dla firm i instytucji, które szukają sposobów na zapewnienie środowiska wolnego od wirusów  – wskazuje Eric Rondolat, prezes zarządu Signify.

Światło można bezpiecznie stosować w miejscach o dużym natężeniu ruchu – w szpitalach, środkach transportu czy szkołach. W Chinach światło UV jest już szeroko stosowane do czyszczenia autobusów i innych przedsiębiorstw publicznych. W najbliższym czasie taki sposób dezynfekcji może być wykorzystywany znacznie częściej. Signify zapowiedziało, że technologię udostępni innym firmom oświetleniowym.

– Biorąc pod uwagę potencjał technologii do wspomagania walki z koronawirusem, Signify nie zachowa jej do wyłącznego użytku, ale udostępni ją innym firmom oświetleniowym. W nadchodzących miesiącach zwiększymy jednak naszą zdolność produkcyjną wielokrotnie, aby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na dezynfekcję – podkreśla Eric Rondolat.

Saski Partners: Po mocnym spadku w I poł. roku rynek M&A najgorsze ma już za sobą

Po zapaści w pierwszym półroczu 2020 polski rynek fuzji i przejęć czeka w najbliższych miesiącach ożywienie, wynika z analiz firmy doradczej Saski Partners. Do wzrostu aktywności na rynku przyczyni się oczekiwany spadek wycen aktywów i fakt, że fundusze private equity zgromadziły znaczne środki na inwestycje. Z powodu globalnego kryzysu związanego z pandemią koronawirusa liczba transakcji fuzji i przejęć w Polsce spadła w tym roku o niemal połowę.

W pierwszej połowie roku sfinalizowano w Polsce 68 transakcji fuzji i przejęć wobec 129 w tym samym okresie 2019 roku, a ich łączna wartość była mniejsza o 65 proc. i wyniosła 1,4 mld euro, wynika z analizy danych Thomson Reuters i Catalyst. Dla porównania liczba transakcji w Europie Zachodniej spadła w tym okresie o 41 proc. do 6.186. Wśród największych transakcji na polskim rynku, których zamknięcie nastąpiło w tym roku, było m. in. przejęcie grupy energetycznej Energa przez PKN Orlen (660 mln euro), nabycie Polskich ePłatności przez duńską Grupę Nets (405 mln euro) oraz zakup spółki Danwood przez koreański koncern budowlany GS Engineering & Construction (140 mln euro).

Wielu inwestorów postanowiło przeczekać okres największej niepewności związanej z epidemią, by przekonać się, jak zamrożenie gospodarki wpłynie na funkcjonowanie poszczególnych sektorów oraz wyniki finansowe spółek, a co za tym idzie ich wyceny – powiedział Dominik Olszewski, partner zarządzający Saski Partners. – Ponadto, w ostatnich miesiącach banki finansujące transakcje mocno zaostrzyły warunki kredytowe, co w wielu przypadkach opóźnia zamknięcie transakcji.

Eksperci Saski Partners spodziewają się, że wraz ze stabilizacją sytuacji makroekonomicznej, powinna znacznie wzrosnąć aktywność inwestorów zainteresowanych dalszą ekspansją w Polsce. Jednocześnie spowolnienie gospodarcze może ograniczyć oczekiwania cenowe właścicieli przedsiębiorstw i skłonić ich do szybszej sprzedaży.

Pomimo pandemii transakcje cały czas są zawierane. Wśród największych przejęć ogłoszonych w minionych tygodniach są m. in. kupno Grupy Interia przez Telewizję Polsat, sieci sklepów Tesco w Polsce przez właściciela Netto, czy też przejęcie stacji paliw eMila przez spółkę Anwim, do której należy marka Moya. Ponadto, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo rozpoczęło negocjacje w trybie wyłączności ze spółką Tauron Polska Energia na kupno 100 proc. udziałów w spółce Tauron Ciepło.

Podmioty, które były do tej pory skłonne do inwestowania w Polsce i regionie, będą to robiły dalej, ale raczej bardziej selektywnie i oportunistycznie. Mniej doświadczeni inwestorzy prawdopodobnie będą podchodzić z większą ostrożnością do rozwoju firm poprzez przejęcia. Jednak dla funduszy private equity czyli inwestorów, którzy wiedzą jak strukturyzować transakcje i zarządzać ryzykiem, obecny okres może być dobrym czasem na szukanie okazji inwestycyjnych – powiedział Dominik Olszewski.

Nie bez znaczenia jest również fakt, że jeszcze przed wybuchem pandemii fundusze private equity zgromadziły na świecie rekordowo wysokie środki pieniężne na inwestycje.

Środki na inwestycje zgromadzone przez fundusze nieustannie rosną i według różnych szacunków sięgają już w skali globalnej około 2,6 biliona dolarów. W naszym regionie również są to znaczne kwoty, co może wpłynąć na to, że przy potencjalnie niższych wycenach spółek, fundusze intensywniej będą szukać okazji inwestycyjnych – powiedział Dominik Olszewski.

Tesla wkrótce z nową fabryką w Stanach Zjednoczonych

Producent samochodów elektrycznych i firma Elona Muska, Tesla, będzie miała kolejną fabrykę w Ameryce Północnej, co zostanie ogłoszone wkrótce — powiedziała w środę Robyn Denholm, przewodnicząca zarządu producenta samochodów elektrycznych. Denholm dodała, że firma ma pełne ręce roboty dzięki programowi globalnej ekspansji. Fabryka w Szanghaju działa obecnie pełną parą, a fabryka w Berlinie jest w budowie. Denholm powiedziała również, że wymaga to dużego wysiłku, aby w tym samym czasie powstały równolegle kolejne fabryki.

Rolą zarządu Tesli jest upewnienie się, że zespół menedżerów robi to, co do nich należy. Być może nie jest to tradycyjny sposób, gdyż oczywiście mamy swoje powiernicze zobowiązania wobec wszystkich udziałowców, aby je podtrzymywać i realizować, ale jesteśmy również po to, aby pomóc zespołowi zarządzającemu w realizacji misji firmy — dodała Denholm.

Tymczasem amerykański rząd może szykować kolejną rundę pomocy dla przedsiębiorców. Do 140 miliardów dolarów w pożyczkach dla małych przedsiębiorstw może być skoncentrowane ponownie na wsparciu restauracji, hoteli i innych branż najbardziej dotkniętych epidemią koronawirusa — zadeklarował w środę Sekretarz Skarbu Stanów Zjednoczonych Steven Mnuchin. Fundusze te, pochodzące z programu ochrony wypłat pensji o wartości 660 miliardów dolarów mają wygasać we wtorek, ponieważ wtedy przestaną być przyjmowane wnioski przez Agencję Małych Przedsiębiorstw. Mnuchin dodał, że pojawiło się polityczne poparcie zarówno wśród Demokratów, jak i Republikanów, aby ponownie przeznaczyć pieniądze na hotele czy restauracje.

Dziś kontrakty terminowe na główne amerykańskie indeksy wskazują na dość płaskie otwarcie. Wszystkie futures znajdują się w rejonie wczorajszego zamknięcia, a być może inwestorzy już teraz czekają na popołudniowe dane z amerykańskiego przemysłu oraz na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Dane te mogą być pomocne w kreowaniu oczekiwań odnośnie dalszych działań Fed, od którego sytuacja na rynkach wydaje się mocno uzależniona.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Przejrzystość procesu budżetowego? Wskaźniki makroekonomiczne tylko dla nielicznych

Ministerstwo Finansów przekazało już do NFZ wskaźniki makroekonomiczne w celu przygotowania planu finansowego NFZ, choć nie otrzymali ich jeszcze partnerzy społeczni Rady Dialogu Społecznego. Dane obejmują lata 2020-2023. Plan wraz z wybranymi wskaźnikami opublikował think-tank PublicPolicy.pl. Prognoza zakłada spadek zatrudnienia o ponad 190 tys. etatów i wzrost rejestrowanego bezrobocia o 415 tysięcy osób (o 45 proc.) do poziomu ponad 1,3 miliona osób.

Według wskaźników makroekonomicznych (są tylko wybrane, brak np.  PKB):

  • W 2020 r. zatrudnienie w gospodarce narodowej zmniejszy się ponad 190 tysięcy etatów
  • Bezrobocie w 2020 r. wzrośnie o ponad 400 tys. osób
  • Płaca realna prawie się nie zmieni (+0,17 proc. r/r)
  • Płaca minimalna w 2020 r. przekroczy 50 proc. średniej płacy (51,3 proc.)
  • Płaca minimalna, nawet technicznie założona, przy wzroście o inflację przekracza 50 proc. płacy średniej.

Wskaźniki makroekonomiczne

W zwyczajowym procesie budżetowym do 10 maja Ministerstwo Finansów przekazuje partnerom Rady Dialogu Społecznego wstępne wskaźniki makroekonomiczne wraz z Wieloletnim Planem Finansowym Państwa (WPFP). Następnie do 15 czerwca przygotowuje założenia makroekonomiczne do budżetu i przekazuje je członkom RDS. Od 10 maja do 15 czerwca, strona społeczna może wstępnie analizować założenia makroekonomiczne i przygotowywać się kierunkowo do konsultacji ostatecznych np. płacy minimalnej.

W tym roku rząd nie przygotował WPFP i tych wstępnych wskaźników. Rząd przygotował aktualizację programu konwergencji (APK), ale tylko na rok 2020, a ponadto ten dokument nie zawierał wskaźników rynku pracy niezbędnych w dialogu społecznym. Zgodnie ze specustawą antykryzysową termin przekazania założeń makroekonomicznych dla RDS przesunięto na 31 lipca.

Jednak na potrzeby NFZ takie wskaźniki zostały przygotowane. Wskazują one na silne załamanie na rynku pracy. Płaca wzrośnie tylko nominalnie, realnie pozostanie na poziomie z 2019 r. To oznacza, że płaca minimalna w relacji do średniej płacy przekroczy 51 proc.

Prognoza zakłada spadek zatrudnienia o ponad 190 tys. etatów i wzrost rejestrowanego bezrobocia o 415 tysięcy osób (o 45 proc.) do poziomu ponad 1,3 miliona osób. To bezrobocie utrzyma się do 2023 r. Niestety nie ma szacunków pełnego bezrobocia wg. badania BAEL.

Niestety strona społeczna Rady Dialogu Społecznego nie dostała jeszcze wskaźników, nawet wstępnych. A przecież im wcześniej będą znane choćby robocze założenia makroekonomiczne, tym więcej czasu na efektywne, dobre merytorycznie konsultacje.

Dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP

Wskaźnik odwiedzin obiektów handlowych sukcesywnie pnie się w górę

Osiem tygodni po przywróceniu pełnej działalności obiektów handlowych wskaźnik odwiedzin zanotował kolejne wzrosty. Jak wynika z danych zebranych przez Polską Radę Centrów Handlowych z 88 obiektów o łącznej powierzchni 3,1 mln m kw. GLA, stanowiących 26% rynku centrów handlowych w Polsce, footfall od poniedziałku do soboty (22-27 czerwca) wyniósł średnio od 77 do 81% ubiegłorocznej wartości.

Wysoki wskaźnik odwiedzin zanotowała niedziela 28 czerwca – pierwsza od dawna i jedna z nielicznych handlowych w tym roku. Footfall wyniósł 63% w stosunku do analogicznego dnia ubiegłego roku

– To dobry wynik, biorąc pod uwagę, że nie wszyscy mogli mieć świadomość, że niedziela jest handlowa. Na wysoki wskaźnik odwiedzin z pewnością miały też wpływ odbywające się tego dnia wybory prezydenckie – komentuje Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager w PRCH.

Nieco lepsza odwiedzalność nadal panuje w obiektach małych i średnich. Duże i bardzo duże galerie handlowe są o 3-4 punkty procentowe w tyle.

Najlepsze wskaźniki w stosunku do ubiegłego roku zanotował w badanym tygodniu Region Południowo-Zachodni. Stabilna sytuacja panuje w Regionie Północnym, tam wartość footfallu nadal plasuje się w czołówce wyników. Najsłabiej wypadł Region Wschodni ze średnią odwiedzalnością na poziomie 70-76% w zależności od dnia.

– Wprowadzenie 4 maja kolejnego etapu odmrażania gospodarki udowodniło, że klienci do serca wzięli sobie powagę sytuacji związanej z trwającą pandemią i nie zdecydowali się na szturm centrów handlowych od razu. Sytuacja ulega jednak systematycznej poprawie. Jak wynika z danych zbieranych przez Reveal w 60 obiektach handlowych, wskaźnik odwiedzin zanotował w maju 2020 35-procentowy spadek w stosunku do maja 2019, ale już w porównaniu miesiąc do miesiąca footfall majowy wyniósł 165,9% odwiedzin kwietniowych – komentuje Beata Tomaś, COO w Reveal Systems.

– Trwająca napięta sytuacja wymaga podejmowania szczególnych działań dążących do zapewnienia rzetelnych wyników odwiedzalności. To sprowadza się do stałej kontroli poprawności funkcjonowania systemów zliczania klientów, co gwarantuje, że zebrane i przedstawiane dane odzwierciedlają aktualną sytuację na rynku – dodaje Beata Tomaś.Wskaźnik odwiedzin obiektów handlowych sukcesywnie pnie się w górę

Polski Bon Turystyczny – dla kogo i na co? Jak przystąpić do programu?

Ponad 6 mln polskich dzieci będzie mogło skorzystać z nowego rozwiązania, które będzie stanowiło również wsparcie dla rodzimej branży turystycznej cierpiącej z powodu COVID-19. Trwają prace legislacyjne nad Polskim Bonem Turystycznym, który ma zostać wprowadzony w życie jeszcze w tegoroczne wakacje. Sejm już przyjął ustawę i została ona skierowana do Senatu. A o tym kto, i na jakich zasadach będzie mógł skorzystać z takiej formy pomocy rozmawiali 24 czerwca eksperci Ministerstwa Rozwoju, Polskiej Organizacji Turystycznej, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP podczas webinarium odbywającego się w ramach cyklu „Tarcza Antykryzysowa dla biznesu”.

Działania rządu związane z usuwaniem gospodarczych skutków pandemii COVID-19 to przede wszystkim szybka pomoc dla przedsiębiorców, mająca na celu utrzymanie ich płynności finansowej. Przedsiębiorstwa turystyczne stanowią ten sektor gospodarki, który w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa bardzo ucierpiał. Światowa Organizacja Turystyki (UNWTO) uważa, że branża turystyczna może stracić z powodu koronawirusa od 30 do 50 mld dolarów, a prognozy te mogą się jeszcze znacznie pogorszyć. Zdaniem Światowej Organizacji Turystyki, zamiast prognozowanego przed kryzysem wzrostu branży o 3-4 proc., należy obecnie spodziewać się spadku o 1-2 proc.

– Jesteśmy przekonani, że Polski Bon Turystyczny to dobre rozwiązanie, które przede wszystkim w 85 proc. będzie wspierało mikro i małych przedsiębiorców z branży turystycznej. Ze strony Kancelarii Prezydenta i minister rozwoju Jadwigi Emilewicz jest taka myśl, że jeśli Bon zostanie dobrze przyjęty wówczas rozważymy, czy będzie on stałym elementem rozwiązań służących rozwojowi polskiej branży turystycznej. Ta branża najbardziej dotkliwie odczuła skutki epidemii koronawirusa – powiedział Paweł Mucha z Kancelarii Prezydenta RP.

Polski Bon Turystyczny powstał w odpowiedzi na aktualną sytuację związaną ze skutkami epidemii koronawirusa. Z jednej strony wspiera polskie rodziny, ma poprawić jakość ich życia, a także zmniejszyć nierówności dochodowe w Polsce oraz pomóc osobom wychowującym dzieci, w tym także niepełnosprawne.

– Dzieci i młodzież, które uczestniczyły w zajęciach szkolnych, nie miały możliwości przez wiele miesięcy spotykać się z kolegami i koleżankami, uczestniczyć w zajęciach w trybie stacjonarnym. Dlatego też pojawiła się inicjatywa – w celu wynagrodzenia dzieciom tego trudnego okresu. Chcemy pokazać, że istnieje możliwość podróżowania po kraju, zwiedzania, wspólnego wypoczynku, po tym niezwykle trudnym czasie dla nas wszystkich powiedział dr Dominik Borek, Zastępca Dyrektora Departamentu Turystyki, Ministerstwo Rozwoju.

Z drugiej strony to także wsparcie finansowe dla lokalnej branży turystycznej, która została dotknięta skutkami epidemii COVID-19. Bon ma zwiększyć poziom aktywności turystycznej społeczeństwa, a także wpłynąć na zmianę sposobu spędzania wolnego czasu.

Dla kogo i na co?

Na każde dziecko przysługuje świadczenie w formie bonu o wartości 500 zł. Obowiązuje prosta zasada: każdemu, kto pobiera świadczenie 500+ przysługuje również Polski Bon Turystyczny. Pomocą zostaną objęte również rodziny z dzieckiem z niepełnosprawnością, którym będzie przysługiwać dodatkowy bon w postaci 500 zł – czyli łącznie 1000 zł. Świadczenie można wykorzystać do 31 marca 2022 roku. Bon można przeznaczyć na opłacenie m.in. pobytu w hotelu, pensjonacie, gospodarstwie agroturystycznym, uczestnictwa w koloniach lub obozie harcerskim, na obozie sportowym lub rekreacyjnym oraz na turnusie rehabilitacyjnym. Z tym, że wydarzenia muszą odbywać się na terenie kraju.

W programie mogą wziąć również udział firmy organizujące imprezy turystyczne, a także ci, którzy realizują usługi hotelarskie – oprócz standardowych miejsc noclegowych i hoteli, także np. obiekty agroturystyczne. Warunkiem będzie świadczenie usług zgodnie z przepisami obowiązującego prawa – mieć wpis w ewidencji w odpowiednim urzędzie marszałkowskim lub gminy (w zależności od prowadzonego modelu biznesowego) oraz uzyskać wpis w ramach systemu teleinformatycznego prowadzonego przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Warunkiem będzie również znalezienie się na liście, utworzonej przez Polską Organizację Turystyczną. Poza przedsiębiorstwami turystycznymi, do programu mogą przystąpić również Organizacje Pożytku Publicznego świadczące niezarobkowo usługi hotelarskie oraz organizujące okazjonalne imprezy turystyczne dla ograniczonej grupy ludzi.

Z pierwszych szacunków wynika, że beneficjentami programu Polski Bon Turystyczny może być ponad 11 tys. turystycznych obiektów noclegowych, ponad 4,5 tys. przedsiębiorców turystycznych oraz blisko 8 800 organizacji pożytku publicznego (OPP).

Jak przystąpić do programu?

Aby dołączyć do programu, przedsiębiorca będzie musiał zalogować się w systemie PUE ZUS i wypełnić odpowiedni formularz. Za obsługę techniczną projektu odpowiada Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Z kolei beneficjenci programu będą musieli założyć konto lub zalogować się do już istniejącego na platformie PUE ZUS. Aby skorzystać z Bonu, wystarczy podać otrzymany numer przy płatności za imprezę turystyczną lub nocleg. W ustalonych terminach wypłaty dla podmiotów turystycznych będą rozliczane przez ZUS na podstawie zrealizowanych bonów.

W projekcie uczestniczy także Polska Organizacja Turystyczna, która odpowiada za weryfikację usługodawców w programie. POT prowadzi również akcję promocyjną, mającą na celu promocję polskich atrakcji turystycznych.

Obecnie prowadzimy kampanię „Odpoczywaj w Polsce”, która ma inspirować do wyjazdów w różne rejony kraju. Pokazujemy ciekawe miejsca, obiekty w naturze i te związane z szeroko pojętą turystyką wiejską – powiedział Jacek Janowski, dyrektor Departamentu Promocji Turystyki Krajowej, Polska Organizacja Turystyczna.

Więcej informacji, o tym gdzie można wykorzystać Polski Bon Turystyczny znajduje się na stronie www.odpoczywajwpolsce.pl oraz www.bonturystyczny.gov.pl.

To był niebezpieczny początek kwartału. Podsumowanie Q2 2020 na rynku biurowym

W II kwartale 2020 rynek zasiliło 766 modułów biurowych, które nie zostały zaabsorbowane przez nowe umowy najmu. Tym samym — jak wynika z danych REDD — zasoby wolnej powierzchni zwiększyły się o 166 tys. m kw. To pierwsze podsumowanie II kwartału roku na rynku biurowym w Polsce.

Dane REDD wskazują, że na polskim rynku dostępnych jest 4443 modułów biurowych o łącznej powierzchni 2.4 mln m kw. Jak pokazują dane REDD, w II kwartale 2020 rynek zasiliło 766 modułów biurowych, które nie zostały zaabsorbowane przez nowe umowy najmu. Zasoby wolnej powierzchni zwiększyły się od kwietnia do końca czerwca o 166 tys. m kw.

Spośród ponad 20 rynków regionalnych monitorowanych przez REDD, największy negatywny bilans wynajętych i zwolnionych biur zanotowały Katowice (-59.9 tys. m kw.), Gdańsk (-41.4 tys. m kw.) oraz Warszawa (-26.8 tys. m kw.). Jedyną „zieloną wyspą” na mapie największym rynków jest Wrocław, w którym zaobserwowano pozytywny bilans, a dostępna powierzchnia zmniejszyła się o 2.3 tys. m kw.Podsumowanie Q2 2020 na rynku biurowym

To był niebezpieczny początek kwartału: 2.6 tys. m kw. dziennie

Zasoby dostępnej powierzchni przez pierwsze dwa miesiące kwartału przyrastały w średnim tempie ponad 2.6 tys. m kw. dziennie.

Ten niebezpieczny trend stracił na sile w czerwcu. Posługując się nomenklaturą giełdową, możemy stwierdzić, że w czerwcu zasoby poruszają się w trendzie bocznym z lekką tendencją spadkową widoczną w ostatnich dniach.2 kw. 2020 na rynku biurowym 2 kw. 2020 na rynku biurowym

E-commerce z tarczą. Wpływ pandemii na zachowania zakupowe Polaków

Jak wynika z wynikami badania „Omnicommerce.Kupuję wygodnie”, 27% internautów deklaruje, że w związku z ryzkiem zarażenia koronawirusem, częściej robią zakupy online. Wśród osób powyżej 35 lat jest to nawet 38%. Więcej kupować online zaczęło 31% kobiet i 22% mężczyzn. Wyraźny ruch w stronę e-commerce’u widać w dużych miastach, o liczbie 100-200 tys. mieszańców oraz największych miastach, pow. 500 tys. mieszkańców, gdzie odpowiednio 42% i 32% konsumentów zaczęło przenosić zakupy do Internetu. Podobny trend można zaobserwować w regionach bardziej dotkniętych COVID-19, jak mazowieckie, małopolskie, dolnośląskie, łódzkie, gdzie co 3. konsument zwiększył zakupy online. Wyjątkiem jest województwo śląskie, gdzie – pomimo największej liczby zachorowań – zakupy w sieci zwiekszyło 20% badanych.

„W ostatnich miesiącach zauważalna jest zmiana popularności odwiedzania fizycznych placówek przez klientów oraz zwiększona tendencja do przenoszenia biznesu do świata online. Wszyscy robimy małe kroki ku normalności, jednocześnie dostrzegając możliwości, jakie oferuje nam wirtualny świat handlu. Polska jest krajem, w którym ludzie są bardzo otwarci na nowe technologie, szczególnie w sektorze płatności i korzystania z form bezgotówkowych. Polacy chętnie korzystają z płatności bezdotykowych, płatności przez link, za pomocą Blika, itp. Tendencja do cyfryzacji przedsiębiorstw, również w kontekście metod płatności rośnie, a więc jest to niezwykle ważny rynek, pełen wielkich możliwości rozwoju.” – mówi Jakub Czerwiński, Wiceprezes ds. sprzedaży w Adyen.

E-commerce z tarczą

W Internecie kupuje już 72% konsumentów. Odsetek e-kupujących wzrósł w stosunku do poprzedniego roku (tj. czerwca 2019. roku) aż o +15p.p. Bezpośrednio w odpowiedzi na panedemię konsumenci najczęściej zakupili w sieci sprzęt sportowy (24%), a dalej produkty wyposażenia domu (22%), elektronikę (21%), produkty z branży modowej (21%), produkty urodowe (21%), produkty związane ze zdrowiem (20%), AGD (15%) i produkty spożywcze (14%). Internauci, którzy już kupowali online w różnych kategoriach, takich zakupów dokonali jeszcze częściej. W wymienionych branżach zakupy zrobiło między 28% a 45% e-klientów. Warto wspomnieć, że produkty spożywcze zakupiło aż 34% e-kupujących. Intensyfikacja zakupów online we wspomnianych była najsilniejsza w małych i średnich miastach, 20-100 tys. mieszkańców. Wirtualne koszyki zapełniły też cześciej kobiety, które kupiły nie tylko więcej produktów modowych, urodowych i związanych ze zdrowiem, ale też dokonały zakupów w kategorii wyposażenia domu, AGD i elektroniki. Co cieszy, aż 12% inernautów zakupiło dostępy do różnych szkoleń i warsztatów online. Ta kategoria to kolejny zwycięzca pandemii.

Więcej, ale okazyjnie

Wartość koszyków zakupowych zwiększyła się nie tylko ze względu na wzrosty cen, ale także przeniesienie większych zakupów do online’u. Konsumenci coraz rzadziej są w stanie wskazać branżę, w której w ogóle nie dokonaliby zakupu online lub mobilnie. Do niedawna taką kategorią były produkty spożywcze, ale pandemia zdecydowanie zmieniła tę sytuację. Konsumenci nie tylko zaczęli robić zakupy spożywcze online, ale także docenili szybką reakcję sieci spożywczych i obecnie ich zadowolenie z e-zakupów w tej kategorii  jest badzo duże, m.in. 72% uważa, że dostępność produktów jest dobra lub nawet bardzo dobra. Polacy przestali też bać się dużych wydatków online. Obecnie już prawie ¾ e-kupujących deklaruje, że ich koszyki zakupowe w sieci są większe niż w sklepach stacjonarnych albo nie zależą od kanału zakupowego. W przypadku zakupów spożywczych, aż 82% e-klientow jest zdania, że kupując produkty spożywcze w sieci, wydają więcej. Dla mody ten wskaźnik wyniósł 64%, a dla urody 69%. Warto jednak pamiętać o wrażliwości cenowej polskich konsumentów, którą pandemia nasiliła. 47% badanych zadklarowało, że będą podchodzić do zakupów bardziej racjonalnie, m.in. będą kupować rozważniej. Na takie zachowanie wskazuje m.in. częstsze niż rok temu wykorzystanie porównywarek cenowych oraz dekaracja dokonania ostatniego zakupu podczas porównywania cen albo bezpośrednio w odpowiedzi na informację o promocji.

„Polacy zakupy w Internecie chwalą sobie przede wszystkim za dostęp do szerokiego asortymentu produktów i marek,a teraz także za zwiększone bezpieczeństwo i szybkość zakupów. Przez ostatnie lata malały wskazania na ceny w tym znaczeniu, że konsumenci nie zakłądają już, że są one zawsze niższe niż offline. To, co jest niezmienne, to oczekiwanie dostępu do okazji zakupowych, atrakcyjnych promocji, przecen, wyprzedaży. Widać, że pandemia jeszcze to oczekwanie wzmocniła, dlatego ważne jest, aby gracze e-commerce’owi pamiętali o zachętach zakupowych dla spragnionych zakupów Polaków, nie tylko tych codziennych, ale też przyjemnościowych, które 33% odłożyło na czas kwarantanny.” – mówi Katarzyna Czuchaj-Łagód, Dyrektor Zarzadzająca Mobile Institute

Na zakupy tam, gdzie zwykle, czyli gdzie?

„W wielu branżach i kategoriach wzrosło zainteresowanie zakupami przez Internet, czego przyczyną były restrykcje związane z pandemią. Nowa rzeczywistość wymusiła na konsumentach zmianę dotychczasowych nawyków, co dla e-sprzedawców stało się szansą na pozyskanie nowej grupy odbiorców. W związku z tym, tak ważne jest żeby cały proces zakupowy, proces płatności i obsługa posprzedażowa budowały pozytywne doświadczenia i zachęcały do kolejnych transakcji. Zakupy internetowe powinny być niezmiennie, przede wszystkim bezpieczne, szybkie i wygodne.” – mówi Magdalena Grablewska, Marketing Manager Przelewy24

Restrykcje nałożone na sklepy stacjonarne ze względu na pandemię, spowodowały wyraźne osłabienie zjawiska zakupów wielokanałowych. W procesie ostatniego zakupu 36% konsumentów wykorzystało przynajmniej 2 kanały zakupowe (offline / online / mobile). Jest to o -20p.p. mniej niż rok temu. Do 43% spadł udział internautów kupujących te same marki w wielu kanałach, tj. online, mobilnie bądź stacjonarnie. Znacznie mniej konsumentów informacja o produkcie, czy promocji, znaleziona w sieci, zachęci obecnie do wizyty w sklepie stacjonarnym. Konsumenci w takim przypadku, raczej pozostaną w kanale online. Jako klienci mamy też coraz mniej ulubionych miejsc zakupowych. Wciąż najczęściej ulubione miejsca klienci wskazują w kategoriach takich jak elektronika, wyposażenie domu i turystyka. Konkretne sklepy internetowe najczęściej mają swoich fanów wśród kupujących perfumy i kosmetyki, produkty wyposażenia wnętrz, a także te związane z kulturą i rozrywką, jak gry, aplikacje, książki, ebooki, płyty, czy muzyka w formacie cyfrowym. Jeśli chodzi o sklepy stacjonarne, to najczęściej swoich fanów mają te z kategorii spożywczej
i wyposażenia wnętrz oraz salony sprzedaży aut bądź jednośladów oraz sklepy z akcesoriami motoryzacyjnymi. Platformy zakupowe zyskały jako ulubione miejsce zakupów urodowych oraz w kategorii kultura i rozrywka.

“Można powiedzieć, że na początku pandemii zjawisko omnicommerce przestało istnieć. Zamknięcie sklepów stacjonarnych na czas epidemii spowodowało, że retailerzy i inne biznesy zaczęli szybciej transformować cyfrowo i dostosowywać się do realiów i zmian nawyków zakupowych klientów. Ogromnego skoku w e-commerce dokonała branża e-grocery. Na uwagę zasługują działania Carrefour i Biedronki oraz Lidla, a także Auchan. Auchan, sprzedaje artykuły spożywcze przez Allegro. Carrefour uruchomił usługę click & collect oraz możliwość sprawdzenia, czy w skepach sieci jest tłum klientów. Biedronka i Lidl wprowadziły zakupy przez Internet w 10 miastach przez aplikację Glovo. To rewolucyjne podejście powoduje, że e-grocery staje się już procesem ogólnopolskim.” – Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej

Partnerami głównymi raportu są Adyen oraz Przelewy24.

Partnerem raportu jest Walutomat.

Źródło: Dane pochodzą z badania i raportu „Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2020” zrealizowanego na zlecenie Izby Gospodarki Elektronicznej przez firmę badawczą Mobile Institute. Badanie przeprowadzone zostało na próbie 2069 internautów. Opinie zebrano metodą CAWI, wykorzystując responsywne ankiety elektroniczne. Dane zostały zebrane w dniach 20-29 maja 2020 roku. Są reprezentatywne dla internautów w Polsce po względem struktury płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania.

Raport jest do pobrania bezpłatnie na stronie Izby Gospodarki Elektronicznej pod adresem https://eizba.pl/wp-content/uploads/2020/06/Omni-commerce-Kupuje-wygodnie-2020.pdf

Poprawa dostępności fizycznego złota

Niepewność, jaką wywołała pandemia COVID-19, spowodowała, że inwestorzy zaczęli wykupywać z rynku metale szlachetne. Złoto w pewnym momencie zniknęło ze skarbców, a jego cena mocno wzrosła. Wiele osób poddało się panice i chciało kupować duże ilości tego kruszcu. W efekcie ceny oraz spready u dealerów poszybowały w górę, a i tak nie wystarczyło to na pokrycie popytu ze strony inwestorów indywidualnych. Jednak sytuacja powoli się normalizuje. Co się zmieni? Tłumaczy ekspert z firmy Tavex.

Czynnikiem, który wpłynął na zwiększenie długoterminowej presji inflacyjnej, jest prowadzenie bezprecedensowej polityki pieniężnej. Wpływa to korzystnie na rynek złota, wspierając długoterminowy wzrost wartości kruszcu. Ostatnio mogliśmy obserwować bardzo silne podwyżki cen metali fizycznych. Było to wywołane głownie tym, że wielu inwestorów chciało nabyć prawdziwy, fizyczny produkt, którego ilość na rynku była mocno ograniczona. Doprowadziło to do tego, że zarówno cena skupu, jak i sprzedaży była kilkanaście procent powyżej rynkowej ceny kruszcu wyznaczanej na giełdzie (cena SPOT). Wzrosły również marże, które miały zrównoważyć krzywe popytu i podaży. Co ciekawe, niektórzy inwestorzy od lat prognozowali taki scenariusz sugerując, że wirtualne produkty sztucznie utrzymywały niską cenę złota fizycznego – dlatego nie jest wykluczone, że w niedalekiej przyszłości taka koniunktura cenowa stanie się rzeczywistością.

Warto podkreślić, że sytuacja ta doskwierała nie tylko małym graczom. Rynek londyński, uznawany za światowe centrum handlu złotem, doświadczył ogromnych problemów z transportem złota przy transakcjach wymagających fizycznego transferu kruszcu. Miało to również odzwierciedlenie we wzroście spreadu pomiędzy londyńskim rynkiem złota i nowojorskimi kontraktami terminowymi na złoto, którego wartość nie przekracza 100 USD.

Musimy jednak pamiętać, że “światowa cena złota” tak naprawdę nie ma nic wspólnego ze sprzedażą złota w postaci fizycznej i na jego handel należy spojrzeć szerzej niż jedynie z perspektywy samego zakupu od dealera. Warto podkreślić, że oprócz samej transakcji kupna-sprzedaży, fizyczne złoto to także wydobycie kruszcu, rafinacja, transport, ubezpieczenie i bezpieczne przechowywanie. Sprzedaż papierowego złota to nic innego jak księgowanie wirtualnych aktywów.

Obecnie sytuacja na rynku wraca powoli do normy. Poprawa dostępności fizycznego złota stworzyła warunki do niższych spreadów. Obecnie wynoszą one 5-6%. Natomiast na przestrzeni ostatniego miesiąca w Polsce można było kupić złoto za około 6600-7000 zł za uncję.

Inwestując warto zastanowić się nad tą formą zabezpieczenia swoich oszczędności. Złoto lokacyjne w postaci sztabek i monet stanowi doskonałą formę zabezpieczenia. Chroni nasze pieniądze przed inflacją i ryzykiem związanym z kryzysami gospodarczymi. Warto podkreślić, że jest wolne od podatku VAT, a także od podatku od zysków kapitałowych, jeżeli sprzedamy je po sześciu miesiącach od momentu zakupu – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Większość z państw powoli znosi restrykcje wprowadzone przez pandemię koronawirusa. Jednak globalna gospodarka potrzebuje zdecydowanie więcej czasu, aby przynajmniej częściowo wrócić do normalnego funkcjonowania.

Spadek spreadów uwidacznia się na całym rynku począwszy od największych dealerów, czyli tych, którzy zamawiają złoto bezpośrednio z kluczowych mennic. Dzięki poprawie łańcucha dostaw złoto jest obecnie dostępne na lepszych warunkach niż na przykład miesiąc temu. Korzystnie zbiega się to w czasie z wygasaniem lokat bankowych założonych w czasach wyższych stóp procentowych. Widzimy, że klienci odchodzą od lokat oprocentowanych na 0,01% na rzecz bezpiecznych aktywów takich jak np. fizyczne złoto – podsumowuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Priorytety Niemiec w czasie sprawowania prezydencji w Radzie Unii Europejskiej

Od dzisiaj Niemcy obejmują prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Poprzednio przewodziły pracom Rady w roku 2007. Prezydencja niemiecka potrwa 6 miesięcy. Jakie będą priorytety Niemiec w czasie sprawowania tej funkcji?

Prezydencja ma na celu usprawnienie działania struktur unijnych. Niemcy będą koordynowały pracę Rady. Oprócz zadań organizacyjnych (pilnowanie procedur, synchronizacja prac nad ustawodawstwem, dbanie o niezakłócony bieg prac nad programami UE), Niemcy zmierzą się z wyzwaniami, jakich prezydencje innych krajów nie znały.

Koronawirus i skutki pandemii

Po pierwsze, Niemcy będą działać w czasie pandemii koronawirusa i jej skutków. Do zadań UE będzie należała odbudowa gospodarki europejskiej (dodatkowy fundusz 750 mld euro) oraz działania w obszarze zdrowia. Do końca 2020 r. mają zapaść wiążące decyzje na temat funduszu, jego struktury, podziału środków między poszczególne państwa. Rozpocznie się też dyskusja na temat sposobów przyszłej spłaty zaciągniętych zobowiązań – pierwsze pomysły zakładają nowe źródła przychodów własnych UE.

Budżet Unii

Unia musi wreszcie opracować wieloletnie ramy finansowe (unijny budżet) na lata 2021-2027. Trwające od miesięcy negocjacje powinny wreszcie się zakończyć. Ciągle trwa spór między “oszczędnymi” (Austria, Holandia, kraje skandynawskie, trochę i same Niemcy) a zwolennikami większych wydatków (tutaj są kraje Południa, Francja, Polska oraz Parlament Europejski).

Brexit

Ostatni dzień prezydencji Niemiec będzie ostatnim dniem Wielkiej Brytanii w UE. Do 31 grudnia Niemcy będą “domykać” umowę o przyszłych relacjach gospodarczych z Londynem. Albo przyjmą do wiadomości twardy Brexit bez żadnej umowy. Aktualnie zanosi się raczej na to drugie rozwiązanie, na co jasno wskazuje europejski negocjator ds. Brexitu Michel Barnier. Mówi wprost, że Brytyjczycy wycofują się z przyjętych wcześniej zobowiązań i negocjują bez przekonania, jakby bez woli zawarcia umowy.

Europejski Zielony Ład

Europa spróbuje wykorzystać sytuację związaną z likwidacją skutków pandemii do zintensyfikowania prac nad Zielonym Ładem. Pojawiła się bowiem szansa, aby odbudowa po wirusie realizowała już plany klimatyczne. Dodatkowe fundusze w wysokości 750 mld euro mają być wydawane w ramach realizowania celów Zielonego Ładu.

Digitalizacja Europy i relacje UE-Chiny

Czas niemieckiej prezydencji to decyzje dotyczące rozbudowy sieci 5G (chińskie rozwiązania lub amerykańskie i europejskie) oraz inwestycji w nowe technologie. Chiny wychodzą z pandemii znacznie bardziej wzmocnione niż Stany Zjednoczone, które nie radzą sobie ze skutkami COVID 19. W tym kontekście relacje UE-Chiny będą jeszcze trudniejsze. Chińczycy stają się graczem nr 1, a to będzie rodziło problemy. Z jednej strony Chiny to kluczowy partner, z drugiej strony państwa czują zagrożenie wykupowaniem przez chiński kapitał osłabionych europejskich przedsiębiorstw. Do tego dochodzi odwieczny dylemat dotyczący praw człowieka i demokracji, wzmocniony jeszcze przez Pekin przyjęciem nowych regulacji w zakresie bezpieczeństwa na obszarze Hong Kongu.

Relacje UE-Afryka i uchodźcy

UE pod przewodnictwem Niemiec będzie dążyć do zawarcia nowej umowy o współpracy z Afryką, głównie chodzi o zbieranie afrykańskich doświadczeń w walce z pandemiami oraz o wsparcie rozwojowe. Imigracja to temat drażliwy w wielu państwach UE. Po koronawirusie może nabrać znaczenia, ponieważ wirus cofnął – czasem drastycznie – dekady postępów w obszarze zwalczania biedy i głodu w krajach rozwijających się, głównie w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Azji. Teraz nastawienie Niemiec jest odmienne od tego sprzed kilku lat – granice powinny zostać zamknięte.

Wspólne wartości, w tym rządy prawa

Niemcy raczej sprzyjają propozycjom powiązania wydatkowania środków europejskich z przestrzeganiem wspólnych wartości, w tym praworządności. Możliwe jest wypracowanie mechanizmu kontroli praworządności i powiązanie wypłat unijnych środków z jej przestrzeganiem.

Walka z pracą dzieci

Niemcy będą dążyć do zawarcia globalnego porozumienia na rzecz ograniczenia pracy (de facto wyzysku) dzieci.

Wnioski dla Polski

Niemcy czują wielką odpowiedzialność za UE i są gotowi wziąć jej zdecydowanie więcej niż kiedykolwiek (warto wspomnieć w tym miejscu wystąpienie ówczesnego szefa MSZ Radosława Sikorskiego w Berlinie w 2011 r., podczas którego wzywał Niemcy do większej aktywności i argumentował, że ryzykiem dla Europy byłaby pasywność niemieckiego rządu). Stąd zgoda na dodatkowe 750 mld euro środków, które pochodzić będą ze wspólnej pożyczki. Można spodziewać się zrozumienia ze strony Berlina dla tych państw (w tym Polski), które będą dążyć do zwiększenia unijnego budżetu.

Sposób wykorzystywania unijnych pieniędzy (budżetowych + dodatkowych 750 mld euro) będzie już budził kontrowersje, a możliwe że i sprzeciw Polski. Wynikać to będzie z nacisku na realizację Zielonego Ładu (Polska ciągle milczy w tej sprawie) oraz możliwego powiązania wydatków z kwestiami takimi jak praworządność. Rząd bardzo chętnie przyjmie unijne środki, ale będzie chciał mieć swobodę w ich wydawaniu – a na to się nie zanosi. Osią sporu będzie też to, czy to rząd czy samorządy będą odpowiadały za realizację konkretnych programów oraz projektów. Spór ten widać też w aktualnie trwającej kampanii prezydenckiej: urzędujący prezydent A. Duda zapowiadał wielkie rządowe inwestycje, a jego główny kontrkandydat R. Trzaskowski skupia się na “inwestycjach tuż za rogiem” – lokalnych i o mniejszej wartości, natomiast wpisujących się w potrzeby lokalnej społeczności.

Nacisk na wdrażanie Zielonego Ładu i digitalizacji może oznaczać, że Polska nie będzie w stanie w pełni skorzystać z unijnych pieniędzy. Z własnej woli (a w zasadzie z braku tejże woli w obszarze środowiska i energii) oraz z powodu braku odpowiedniego potencjału (w Polsce digitalizacja postępuje bardzo dobrze w zasadzie tylko w jednym obszarze – rozbudowy infrastruktury teleinformatycznej, dużo słabiej wygląda natomiast budowa e-administracji, z kolei wiele przedsiębiorstw zupełnie odpuszcza kwestie cyfrowe).

W obszarach dotyczących relacji UE z innymi państwami i regionami nasza dyplomacja nie będzie miała wiele do powiedzenia. W sprawach europejskich wartości kontynuowany będzie spór pomiędzy UE a Polską. Możliwe są kolejne postępowania w trybie art. 7 Traktatu o funkcjonowaniu UE i ew. wnioski do TSUE.

Piotr Wołejko, ekspert Pracodawców RP ds. społeczno-gospodarczych

Jak sieci SD-WAN ułatwią wykorzystanie potencjału 5G

Komórkowa transmisja danych 5G, dzięki dużej szybkości transferu i małym opóźnieniom, w wielu firmach zmieni sposób prowadzenia biznesu. Jednak, aby skorzystać z niej w pełni, konieczna będzie modyfikacja własnej infrastruktury sieciowej, jak też zarządzającego nią oprogramowania i aplikacji przetwarzających przesyłane dane. Trzeba się też liczyć z faktem, że popularyzacja technologii 5G i jej wdrażanie na całym świecie będzie rozciągnięte w czasie. Administratorzy firmowych sieci muszą więc zapewnić sobie opcję korzystania z różnych alternatywnych metod łączności oraz ich ochrony.

Zarządzanie środowiskiem umożliwiającym wykorzystanie wielu metod przesyłania danych (m.in. łącza stałego, Wi-Fi, komórkowego) oraz jego ochrona nie jest prostym zadaniem. Konieczne jest zapewnienie odpowiedniego rodzaju połączenia z konkretnym urządzeniem za pomocą określonego oprogramowania, ale także zdolności rozpoznania sytuacji, gdy zmieniają się wymagania aplikacji dotyczące łączności lub zaobserwowania, że połączenie staje się niestabilne. Dodatkowo, należy umożliwić dokonywanie szybkich zmian związanych z łącznością – bez powodowania zakłóceń lub wpływu na wydajność całej infrastruktury.

Konieczne jest też stworzenie strategii bezpieczeństwa zapobiegającej wyciekowi wrażliwych danych w momencie, gdy nastąpi automatyczna zmiana rodzaju łącza, z którego korzystają pracownicy firmy. Osiągnięcie tego celu wymaga stworzenia inteligentnej sieci z wdrożonymi narzędziami, która automatycznie będzie rozpoznawać rodzaj połączenia, oceniać wydajność urządzeń końcowych, brzegowych lub Internetu rzeczy, a także rozumieć wymogi dotyczące wydajności aplikacji. Takie sieci muszą też – na podstawie zgromadzonych danych – dobierać rodzaj najlepszego w aktualnej sytuacji połączenia i dokonywać ewentualnych zmian, gdy są one konieczne, ale też przez cały czas utrzymywać wysoki poziom bezpieczeństwa jako integralnej części całego procesu.

Jest to złożone wyzwanie i niewielu dostawców potrafi mu sprostać. Tym bardziej, że dodanie 5G do listy dostępnych metod łączności nie jest tak proste, jak w przypadku innych technik komunikacji. W wielu sytuacjach ten rodzaj transmisji danych będzie najszybszym dostępnym, ale nie jest pozbawiony wad. Dlatego trzeba zapewnić sobie możliwość skrupulatnej analizy tego, co w danym momencie jest dla firmy i pracowników najbardziej korzystne, automatycznego wyboru pod względem wydajności i kosztów, stałego monitoringu oraz zarządzania łączem.

To w sposób wykładniczy zwiększa liczbę kombinacji możliwych ustawień urządzeń infrastruktury sieciowej i praktycznie eliminuje opcję wykorzystania tradycyjnych routerów brzegowych. Otwiera zaś drogę dla routerów SD-WAN, które nie tylko są już przystosowane do wymogów stawianych przez infrastrukturę 5G, ale też potrafią automatycznie podejmować najkorzystniejsze dla przedsiębiorstwa i efektywności pracowników decyzje, jak też zagwarantować bezpieczeństwo transmisji danych.

Nowy paradygmat bezpieczeństwa

SD-WAN, pomimo zapewnianych korzyści, nie jest jednak rozwiązaniem perfekcyjnym. Firmy migrujące z tradycyjnych routerów WAN na SD-WAN tracą zabezpieczenia wynikające z faktu, że wcześniej wszystkie dane przesyłane były przez centrum danych i tam zabezpieczane. Większość rozwiązań SD-WAN wyposażonych jest w kilka bardzo podstawowych narzędzi ochronnych, jak VPN czy firewall, które teoretycznie mogłyby zastąpić rozwiązania zabezpieczające klasy korporacyjnej, ale jakość i efektywność ich pracy nie jest wystarczająca. Tymczasem współczesne przedsiębiorstwa wymagają, aby komunikacja w ramach sieci SD-WAN była odpowiednio wydajna i zabezpieczona. Oczekują też elastycznego zarządzania w sytuacji częstych, następujących w czasie rzeczywistym zmian rodzajów łączności. Brak spełnienia tego wymogu będzie oznaczał pojawienie się luk, które otworzą cyberprzestępcom drogę do sieci.

Wyzwaniem natomiast jest fakt, że – po wprowadzeniu transmisji 5G do firmowej infrastruktury – mechanizmy zapewniające bezpieczeństwo (np. sprawdzanie zaszyfrowanego ruchu) stają się wąskim gardłem. Każda tego typu operacja będzie musiała odbywać się szybciej niż kiedykolwiek i niż jest to w stanie zapewnić większość dostępnych obecnie na rynku produktów ochronnych. Tymczasem wolumen przesyłanych zaszyfrowanych danych cały czas zwiększa się i obecnie stanowi ponad 70% ruchu w sieci. Rośnie również popularność standardu TLS 1.3 – szybszego i bezpieczniejszego następcy powszechnie obecnie stosowanego SSL. Wszystko to powoduje, że zapewnienie odpowiednio wydajnych mechanizmów ochronnych przy transmisji danych 5G staje się ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Osiągnięcie tak wysokiego poziomu bezpieczeństwa i wydajności nie jest proste. Kontrola zaszyfrowanego ruchu wymaga tak dużej mocy obliczeniowej firewalli następnej generacji (NGFW), że wielu ich dostawców odmawia wręcz publikacji swoich wyników wydajnościowych. Oczywiste jest, że aktywne kontrolowanie stale rosnącego wolumenu zaszyfrowanego ruchu – zwłaszcza w przypadku korzystania z TLS 1.3 do zabezpieczania połączeń 5G – będzie miało negatywny wpływ na wydajność zarówno zapór sieciowych, jak i łączności SD-WAN, co nie jest dobrym prognostykiem ze względu na fakt, że to właśnie z powodu bardzo wysokiej wydajności standard 5G jest wprowadzany na rynek.

Ochrona wspomagana sprzętowo

Aby spełnić oczekiwania klientów związane z wydajnością, jak też zapewnić wszystkie funkcje ochronne, jak kontrola zaszyfrowanego ruchu, przedsiębiorstwa powinny inwestować w rozwiązania zaprojektowane od podstaw pod kątem wydajności. W rodzinie urządzeń Fortinet Secure SD-WAN zastosowano specjalne, zaprojektowane przez tego producenta układy ASIC, zamiast zwykłych komercyjnych procesorów. Dzięki temu rozwiązanie to jest jedynym zapewniającym najważniejsze funkcje ochronne przy zachowaniu wydajności na bardzo wysokim poziomie. Fortinet jest też jedynym producentem, który łączy w jeden skonsolidowany system bezpieczeństwo i rozbudowane funkcje sieciowe, jak też zapewnia zintegrowane zarządzanie.

Technologia 5G będzie bardzo szybko zdobywała popularność, konieczne jest więc zagwarantowanie bezpieczeństwa danych przesyłanych z jej wykorzystaniem. Przy obecnych wymaganiach przedsiębiorstw jedynie rozwiązanie zapewniające zintegrowanie wydajnej sieci i najwyższego poziomu ochrony będzie w stanie umożliwić ich sprawne funkcjonowanie. Rozwiązania Fortinet Secure SD-WAN świetnie sprawdzą się w firmach, które chcą skorzystać z wydajności zapewnianej przez 5G. Dzięki zaawansowanym funkcjom zyskają bezpieczeństwo w sieci, komfort pracy użytkowników oraz uproszczone zarządzanie na brzegu sieci WAN – mówi Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce.