Czynniki podażowe i strukturalne pchają inflację do wzrostu – po kryzysie może ona mocno przyspieszyć

W maju inflacja w Polsce była najwyższa w Unii Europejskiej. Przyspieszenie w czerwcu sugeruje, że ta sytuacja najprawdopodobniej się utrzyma, a na pewno pozostaniemy w europejskiej czołówce. Jednak strategia otwierania gospodarki jest w Polsce inna niż w UE i powoduje silniejszą presję podażową na wzrost cen.

Inflacja bazowa jest nadal wysoka, mogła nawet wzrosnąć do 4 proc. r/r. Problemy strukturalne wywołują presję inflacyjną mimo szoku popytowego.

Negatywnym czynnikiem jest między innymi gwałtowny wzrost płacy minimalnej w 2020 r. która w sytuacji recesji i słabej sytuacji na rynku pracy w relacji do mediany wynagrodzenia może już w tym roku sięgnąć nawet 60 proc.!. To wywiera silną presję na inflację.Czynniki podażowe i strukturalne pchają inflację do wzrostu – po kryzysie może ona mocno przyspieszyć

Według danych GUS łączna inflacja w czerwcu przyspieszyła do 3,3 proc. r/r wobec 2,9 proc. r/r przed miesiącem. W ujęciu EUROSTAT (tzw. wskaźnik HICP) ten wzrost może być jeszcze wyższy, tak było przed miesiącem, kiedy, kiedy HICP wyniósł 3,4 proc. r/r vs inflacji w ujęciu GUS 2,9 proc. r/r. W maju inflacja w Polsce była najwyższa w UE. W ujęciu HICP inflacja mogła się już zbliżyć do 4 proc.!Czynniki podażowe i strukturalne pchają inflację do wzrostu – po kryzysie może ona mocno przyspieszyć 2

Przed kilkoma tygodniami pisałem, że słaby popyt będzie ciągnął ceny w dół. Z drugiej strony ograniczenia podażowe, które mimo otwarcia gospodarki nadal są bardzo uciążliwe dla firm pchają ceny do góry. Inflacja ma dwie twarze. Bieżące dane to potwierdzają. Wygrywa presja podażowa.

Nadal w wielu branżach ograniczenia nie są adekwatne i porównywalne do otwarcia w innych branżach. Te wszystkie ograniczenia powodują presję na wzrost cen, szczególnie w usługach.

Według badania Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej firmy negatywnie oceniają działania rządu dot. odmrażania gospodarki. 57 proc. firm negatywnie ocenia odmrażanie. Średnia ocena to 3,7 w skali od 0 do 10 (przy czym 5 to ocena neutralna). Pozytywne oceny to tylko 11 proc. Neutralne – 32 proc.

Nie mamy jeszcze struktury wzrostu cen, ale efekt spadku popytu był widoczny przed miesiącem w cenach odzieży i obuwia, środków transportu, wyposażenia mieszkania i urządzeń gospodarstwa domowego. Najprawdopodobniej tutaj trendy będą kontynuowane.

Utrzymuje się jednak wysoka inflacja cen żywności (ok. 6 proc. r/r). W przypadku żywności popyt nie jest elastyczny i o trendach cenowych decydują czynniki podażowe, pogodowe i trendy na rynkach rolnych. A tutaj sytuacja jest mocno niepewna, bo do ryzyka suszy teraz przeszliśmy do ryzyka powodzi i innych negatywnych czynników meteorologicznych.

Ograniczenia podażowe silnie wpłynęły również na usługi dla ludności. Mimo, że już otwarto zakłady kosmetyczne i fryzjerskie, to nadal w tej branży istnieją ograniczenia. Przyspieszenie inflacji w czerwcu sugeruje, że wzrost cen w usługach jest nadal wysoki, w maju był nawet dwucyfrowy w niektórych rodzajach usług.

Inflacja bazowa jest nadal wysoka, mogła nawet wzrosnąć do 4 proc. r/r, problemy strukturalne wywołują presję inflacyjną mimo szoku popytowego. Te czynniki nie ustąpią nawet po kryzysie. Poziom cen w Polsce jest już wyższy o ok. 9 proc. w porównaniu do 2015 r. W UE o ok. 6 proc.. Ceny w Polsce wzrosły więc prawie 1,5-krotnie szybciej niż UE. Wzrost cen mocno przyspieszył w 2020 r. kiedy gwałtownie zwiększono płacę minimalną.

Negatywnym czynnikiem strukturalnym jest właśnie eksperyment z gwałtownym wzrostem płacy minimalnej w 2020 r. która w sytuacji recesji i słabej sytuacji na rynku pracy w relacji do mediany wynagrodzenia może w tym roku nawet sięgnąć 60 proc.! Już w tym roku. To wywiera silną presję na inflację.

Niestety istnieje ryzyko, że w 2021 r. płaca minimalną znowu pójdzie w górę. Mechanizm ustawowy jest ślepy na recesję i problemy rynku pracy. To może się skończyć wysoka inflacją po kryzysie, a w polityce pieniężnej brakiem instrumentów po obniżce stóp procentowych prawie do zera.

Dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP 

Wzrost cen w Polsce zaskakuje. Inflację w czerwcu napędzają drożejące usługi

Niespodzianka w dzisiejszym szybkim szacunku inflacji GUS. W jego świetle w czerwcu inflacja wyniosła 3,3% r/r i 0,7% m/m, co stanowi odbicie po kwartale spadków (w maju 2,9% r/r).

Jest to o tyle zaskakujące, że recesja co do zasady dusi inflację i oczekiwania inflacyjne. Z odczytu flash wiemy, że czerwcowego wyniku nie obciążyła drożejąca żywność (tak jak to miało miejsce w ostatnich miesiącach). Także rosnący trend cen paliw nie jest w stanie wyjaśnić całego przyrostu.

Najprawdopodobniej (co znajduje potwierdzenie w opiniach przedsiębiorców) wzrosty cen są napędzane przez usługi, za które trzeba płacić coraz więcej. Zaostrzony reżim sanitarny z perspektywy producenta oznacza ograniczenie podaży oraz procedury dalekie od optymalnych, czego skutkiem jest konieczność dostosowania w górę cen. Już w połowie miesiąca będziemy w stanie powiedzieć, gdzie te wzrosty są najbardziej widoczne w skali całej gospodarki. W ciemno można obstawiać usługi fryzjerskie, kosmetyczne czy dentystyczne, w których istnieje duża determinacja do przestrzegania restrykcyjnych zasad, przez wzgląd na bezpieczeństwo pracowników, a popyt jest sztywny. Nie można również zapomnieć o cenach usług turystycznych i powiązanych z nimi usług hotelarsko-gastronomicznych. Branża korzysta z ograniczeń nałożonych na wyjazdy zagraniczne, odbudowuje poduszkę finansową po fatalnym kwartale, a ostateczny efekt wzmacnia obecność zapowiadanego bonu turystycznego.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Inflacja w Polsce znów rośnie

Spokojniejsze przechodzenie kryzysu niż zakładano dotychczas, połączone z bardzo niskimi stopami procentowymi i bezprecedensowymi trasnferami socjalnymi podnosi inflację, co z kolei osłabia złotego.

Inflacja znów rośnie

Odmrażanie gospodarki spowodowało, że Polacy zaczęli wychodzić i konsumować. Patrząc na opublikowany dzisiaj wskaźnik inflacji wynoszący 3,3% w skali roku widać, że koronawirus sprzyjał również wzrostowi cen. Wynik ten znajduje się w celu inflacyjnym, ale jest bardzo blisko jego górnej granicy. Warto zwrócić uwagę, że tani kredyt oraz transfery socjalne powodują wzrost presji inflacyjnej. Wątpliwe jest jednak, by w obecnej sytuacji RPP podnosiła stopy procentowe. Po tych danych złoty wyraźnie traci na wartości.

Słabsze dane z Wysp

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB w Wielkiej Brytanii. Spadek w ujęciu rocznym o 1,7% nie jest dużym zaskoczeniem. Analitycy spodziewali się 1,6% na minusie, ale biorąc pod uwagę nadchodzący brexit i trwającą epidemię to niewielka różnica. Nie zmienia to faktu, że inwestorzy po tych danych ponownie patrzą z niepokojem na funta brytyjskiego i traci on na wartości względem głównych walut.

Problemy z kredytami w USA

Zza oceanu dochodzą informacje o ograniczaniu akcji kredytowej. Problemem okazał się przepis, który w przypadku odraczania spłat kredytu nie pozwala ich wpisać jako przeterminowanych. Banki nie mają zatem wystarczających danych do oceny wiarygodności kredytowej klientów. Tym samym wielu ryzykownych klientów, którzy normalnie otrzymaliby pożyczkę, odchodzi z kwitkiem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Badanie Microsoft: AI motywuje firmy do podnoszenia umiejętności pracowników

Firmy dostrzegają największe korzyści biznesowe z zastosowania sztucznej inteligencji (AI), gdy łączą wdrażanie technologii AI z rozwojem umiejętności swoich pracowników, zarówno technicznych, jak i miękkich – wynika z badania Microsoft „AI & Skills” przeprowadzonego wśród 12 tys. pracowników i menedżerów na całym świecie[1]. Ponad 1/3 respondentów z polskich organizacji przyznała, że w swojej działalności zupełnie nie wykorzystuje możliwości sztucznej inteligencji, podczas gdy 23 proc. potwierdza wysoki stopień zaawansowania w jej zastosowaniu. Największa część badanych (44 proc.) dopiero odkrywa możliwości AI i przeprowadza pierwsze eksperymenty z jej wykorzystaniem. Pokazuje to, że wśród dużych polskich przedsiębiorstw mamy do czynienia z firmami dwóch prędkości w adopcji technologii AI i rozwoju umiejętności pracowników w tym zakresie. Wyniki badania w porównaniu z innymi krajami były dyskutowane w trakcie spotkania ExperimentAI, podczas którego wypowiadało się wielu gości specjalnych cytowanych poniżej.

„W maju Microsoft ogłosił kompleksowy plan inwestycyjny o wartości 1 miliarda dolarów w celu przyspieszenia innowacji i transformacji Polskiej Doliny Cyfrowej. Ta inwestycja zapewni silne wsparcie dalszego sukcesu utalentowanych polskich programistów i nie tylko, umożliwiając rozwój cyfrowych umiejętności dla 150 000 osób. Polska jako kraj talentów, w którym pracuje 25% deweloperów Europy Środkowo-Wschodniej, z wykształconymi zespołami i duchem przedsiębiorczości ma potencjał, aby stać się cyfrowym sercem Europy” – Mark Loughran, dyrektor generalny Microsoft w Polsce.

Niemal 10 proc. polskich firm aktywnie stosuje AI

„Obecnie znajdujemy się w złotej erze AI. Dysponujemy ogromną ilością narzędzi i danych pozyskiwanych z sensorów i urządzeń, które są w stanie komunikować się ze sobą i podejmować niezależne decyzje. Sztuczna inteligencja będzie obecna niemal w każdym aspekcie naszego życia. Wszystkie te elementy już dziś są dla nas łatwo dostępne, dzięki czemu jesteśmy w stanie budować nowe modele biznesowe. I to właśnie nazywamy czwartą rewolucją cyfrową” – podkreśla Cristina Dolan, MIT Alum, Co-founder and CEO iHuddl, Founder and CEO of Inside Chains.

W zrealizowanym przez Microsoft badaniu “AI & Skills” wzięło udział 611 polskich firm zatrudniających więcej niż 250 pracowników. Ponad 23 proc. z nich wykorzystuje AI w sposób zaawansowany. Są to firmy, które w swoich procesach mają zaimplementowane elementy sztucznej inteligencji (niemal 10 proc.) lub jest ona zapisana w formalnych strategiach działania, a dane stanowią ich kluczowy zasób (ponad 13 proc.). 33 proc. respondentów przyznało, że znajduje się na początkowym etapie rozwoju AI w firmie. W fazie rozpoznania znajduje się 22 proc. organizacji. Taki sam odsetek polskich przedsiębiorstw już eksperymentuje z tą technologią.

„Wolumeny danych, które generujemy powodują, że nie jesteśmy już w stanie ich analizować bez AI. Nie ma współczesnej innowacji bez AI. I chociaż efektywność analityki machine learning i AI w obrębie tekstu wysoce specjalistycznego, jakim jest opinia prawna, pozostawia wciąż wiele do życzenia. Bez względu na to, czy efekt działania algorytmu będzie taki czy inny ryzyko opinii i doradztwa pozostaje po stronie prawnika, zawsze. Prawnicy się tego boją, ale rozumieją, że bez AI nie da się pracować, bo to wsparcie jest nie do przecenienia” – mówi Marek Laskowski, CIO w Kancelarii Prawnej Domański Zakrzewski Palinka.

Ponad 80 proc. zaawansowanych użytkowników AI w Polsce dostrzega jej konkretną wartość dla prowadzonego biznesu. W przypadku firm dopiero eksperymentujących z inteligentnymi algorytmami, wskaźnik ten spada do 50 proc. Średnia światowa dla respondentów na całym świecie wynosi 69 proc. Dane te potwierdzają, że firmy mają poczucie dużej wartości biznesowej z zastosowania algorytmów AI w swojej organizacji.

„Myślę, że powinniśmy bardziej skoncentrować się na efektach wynikających z holistycznej transformacji cyfrowej, a nie na konkretnej technologii. Dopiero, kiedy przedsiębiorcy dostrzegą oczywiste wartości biznesowe wynikające z zastosowania najnowszych technologii takich jak sztuczna inteligencja, sami staną się ich najlepszymi ambasadorami w swoich organizacjach. Widząc te korzyści tym chętniej zaangażują się w rozwój kompetencji swoich prawników w tym obszarze.” – podkreśla Tomasz Staszelis, Chief Digital Officer w Polpharmie.

Liderzy AI inwestują więcej w umiejętności swoich pracowników

„Porównując dane dotyczące stopnia zaawansowania w kwestii wykorzystania sztucznej inteligencji z Polski z danymi z innych krajów zauważyliśmy pewien schemat. Polskie przedsiębiorstwa, niezależnie od tego czy są średniozaawansowane w wykorzystaniu AI, czy są profesjonalistami, zauważają więcej korzyści wynikających z użycia tej technologii oraz chcą więcej inwestować w rozwój umiejętności swoich pracowników. Również sam odsetek firm implementujących sztuczną inteligencję jest w Polsce większy niż w innych krajach. Co więcej, polscy liderzy AI przewidują dwucyfrowy wzrost biznesu w ciągu następnych 5 lat, nawet pomimo trudnej sytuacji gospodarczej związanej z pandemią. Dzieje się tak dlatego, że firmy wykorzystujące AI, zaczynają więcej inwestować w swój rozwój. W perspektywie długoterminowej przyniesie im to znaczącą przewagę nad konkurencją” – mówi Julian Lambertin, Executive Vice President, KRC Research.

Firmy o wyższej skali wzrostu łączą program rozwoju umiejętności pracowników z wdrażaniem sztucznej inteligencji. Przedsiębiorstwa, które są najbardziej dojrzałe pod względem adopcji AI twierdzą, że aktywnie budują umiejętności zespołu lub mają takie plany. Ponadto dwie trzecie (66 proc.) polskich pracowników z firm, które określają się jako dojrzałe w obszarze AI twierdzi, że już skorzystało z programów przekwalifikowania w tym zakresie.

Badania pokazują również, że firmy wiodące w obszarze AI koncentrują się na tym, aby technologia ta uzupełniała talenty swoich pracowników. Firmy rozwijają umiejętności kadry we wszystkich kategoriach – od zaawansowanej analizy danych i krytycznego myślenia po komunikację i kreatywność. 84,7 proc. menedżerów wyższego szczebla i 62,1 proc. pracowników w firmach, które wykorzystują AI, określa się jako „augmented worker” – podkreślając, że technologia wspiera ich w pracy, począwszy od pomocy w zarządzaniu prostymi zadaniami i procesami, po dostarczanie informacji i pomoc w podejmowaniu decyzji. W polskich organizacjach odsetek ten jest jeszcze wyższy i wynosi on kolejno 89 i 69 proc.

Kamila Stępniowska, Co-Founder, CEO w Automation & Education, Speaker Office Digtial University dodaje – “Panuje przekonanie, że pracownik powinien pracować, a nie się uczyć. Stąd apel do menagerów, by pozwalali pracownikom rozwijać się i poszerzać wiedzę w obszarze cyfrowym”.

Innowacje dzięki AI

Liderzy AI mają także poczucie, że technologia ta w wysokim stopniu wpływa na efektywność procesów operacyjnych. W przypadku polskich respondentów jest to aż 89 proc. wskazań. Dostrzegają oni także, że AI wpływa na ich innowacyjność w zakresie rozwoju nowych produktów i usług. Potwierdziło to 62 proc. przedstawicieli rodzimych organizacji. W przypadku pozostałych firm dopiero eksperymentujących z AI, odsetek osób, które zauważyły wyraźny wpływ tej technologii na rozwój nowych produktów sięga jedynie 35 proc.

„Jest to bezprecedensowy moment dla wszystkich firm – niezależnie od wielkości, branży i położenia geograficznego. Nadchodzące miesiące i lata będą miały kluczowe znaczenie dla większości organizacji, ponieważ wszyscy staramy się dostosować do nowych warunków. Cyfrowa transformacja przyspiesza, a sztuczna inteligencja znajduje się w jej centrum. Uważamy, że AI będzie nadal pomagać firmom w osiąganiu większej zwinności i konkurencyjności. Jednak droga do uwolnienia pełnego jej potencjału polega na wykorzystaniu technologii do naturalnego uzupełnienia ludzkiej pomysłowości – ważne więc będzie skupienie się nie tylko na wdrażaniu inteligentnych technologii, ale i na umiejętnościach, które pomogą w pełni czerpać korzyści z nowych rozwiązań” – mówi Wojciech Życzyński, członek zarządu w polskim oddziale Microsoft.

[1] W badaniu wzięło udział około 12 000 pracowników i liderów w większych przedsiębiorstwach na 20 rynkach na całym świecie w dniach 12–30 marca. W badaniu wzięło udział 611 przedstawicieli polskich firm. Badanie koncentruje się na analizie umiejętności pracowników potrzebnych do rozwoju wraz z upowszechnieniem sztucznej inteligencji.

Andrzej Sowiński odchodzi z Lenovo Polska

Po ponad 9 latach kierowania polskim oddziałem firmy Lenovo, dotychczasowy dyrektor generalny Andrzej Sowiński zdecydował, iż odchodzi z firmy. W piątek (26 czerwca) poinformował o tym oficjalnie pracowników Lenovo Polska.

Tymczasowo jego stanowisko obejmie Ivan Bozev, dyrektor generalny regionu CSEE (Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej) w Lenovo. Nadzoruje on ciągły rozwój grupy PC Lenovo w Polsce, Bułgarii, Chorwacji, Czechach, Grecji, Rumunii, Serbii, Słowenii, na Słowacji i Węgrzech oraz sześciu innych krajach Europy Wschodniej. Przełożonym Ivana Bozeva jest Francois Bornibus – prezes Lenovo EMEA.

W czasie swojej wieloletniej pracy, Andrzej Sowiński, przyczynił się do wypromowania marki Lenovo na polskim rynku zwiększając jej udziały w tymże rynku ponad dziesięciokrotnie, tym samym budując i umacniając pozycję firmy jako lidera rozwiązań IT, przede wszystkim w obszarze komputerów osobistych (PCSD). Sowiński współpracował z wieloma klientami, przekonując ich do innowacyjnych rozwiązań Lenovo, aktywnie wspierał działania z kanałem dystrybucji i nieustannie dbał o rozwój kanału partnerskiego, zwiększając liczbę aktywnych partnerów handlowych współpracujących z Lenovo, a także rozwijając i umacniając relacje z nimi.  Przeprocesował utworzenie w Polsce dwóch nowych działów produktowych w Lenovo – Motorola oraz Data Center Group.

Fala automatyzacji nadchodzi do Polski

To sektor rozwiązań teleinformatycznych będzie siłą napędową do odbudowania polskiej gospodarki po pandemii COVID – 19 – uważa Przemysław Kędzior z TCG Process. Przychody firm oferujących cyfrowe rozwiązania wzrosły od kwietnia br. o blisko połowę, a przedsiębiorstwa te odnotowały wzrost zamówień oferowanych przez siebie programów i rozwiązań o ponad 40 proc[1].

Pierwsza rewolucja przemysłowa dotyczyła włókiennictwa, druga – hutnictwa, a trzecia przemysłu wytwórczego. Na naszych oczach odbywa się czwarta rewolucja związana z automatyzacją procesów czy wprowadzaniem sztucznej inteligencji do codziennego życia. Polskie firmy w okresie pandemii przekonały się do niestandardowych rozwiązań z obszaru cyfryzacji zasobów informacji i zarządzania danymi online.

Na całym świecie pandemia przyczyniła się do popularyzacji pracy zdalnej i modeli rozproszonych, a co za tym idzie wykorzystywania zasobów cyfrowych. Polskie firmy są coraz bardziej zainteresowane rozwiązaniami typu input managment. Jeszcze parę lat temu w przedsiębiorstwach królowały dokumenty, a dziś wyraźnie widać wzrost znaczenia kanałów online, rozwiązań mobilnych i integracji systemowych. Polskie firmy, szczególnie teraz w okresie pandemicznym, są otwarte na stosowanie i szybkie wdrażanie nowych technologii – Przemysław Kędzior, Menadżer Generalny TCG Process Polska.

Nie każdy wróci do pracy stacjonarnej

Zdaniem Michała Gizy, doradcy zarządu ds. rozwoju TCG Process Polska , praca zdalna jest przyszłością rynku. W ciągu ostatnich 12 lat odsetek osób pracujących zdalnie wzrósł o 159 proc[1]. Pandemia może znacząco zwiększyć tę liczbę. Już teraz ponad 75 proc. firm planuje przynajmniej dla części pracowników wprowadzić stałą pracę z domu.

To dla TCG Process dobra informacja. Praca w trybie zdalnym wymaga korzystania z narzędzi online czy specjalnych platform, które umożliwiają działanie na dokumentach i danych. Obserwujemy znaczący wzrost popularności rozwiązań z obszaru input managmentu, które umożliwiają masowe przetwarzanie danych w krótkim czasie. To ogranicza pracę ręczną i skraca czas implementacji danych. Z rozwiązań umożliwiających pracę zdalną oraz z programów, takich jak oferowana przez nas platforma DocProStar® najczęściej korzystają firmy z sektora BPO, finansów i ubezpieczeń – mówi Michał Giza.

Zdaniem ekspertów TCG Process, fala automatyzacji zawita wkrótce do Polski i będzie dotyczyć nie tylko firm z sektora BPO. Już dziś w Szwajcarii – jednym z państw, gdzie działa TCG Process – do rozwiązań online przekonują się firmy z sektora healthcare, edukacyjnego czy publicznego.

[1] Badanie „Barometr ITX”.
[1] https://www.flexjobs.com/blog/post/remote-work-statistics/

Wakacje na „L4” ubocznym skutkiem pandemii

0

W pierwszych miesiącach trwania pandemii wielu Polaków nie wykorzystało urlopów, dlatego w drugiej części roku będą chcieli to nadrobić. Z tego powodu w firmach może zabraknąć rąk do pracy. Pracodawcy, z których znaczna większość wciąż stara się wyjść z kryzysu spowodowanego koronawirusem, nie będą chcieli udzielić podwładnym zgody na urlopy. Wielu zatrudnionych, którzy nie dostaną pozwolenia na wykorzystanie zaległego wypoczynku uda się w związku z tym na niezasadne zwolnienia chorobowe. Zjawisko to jest obserwowane co roku. Jednak tym razem wyraźnie przybierze ono na sile – oceniają eksperci z firmy doradczej Conperio. Absencja spowodowana „L4” w firmach może wzrosnąć tego lata nawet o 1/3 względem analogicznego okresu w zeszłym roku.

 Pandemia koronawirusa spowodowała lawinowy wzrost poziomu absencji chorobowej w polskich firmach od marca do maja br. Dane Conperio, największej krajowej firmy doradczej zajmującej się audytem absencji chorobowej wykazują, że Polacy wykorzystywali w tym czasie koniunkturę na zwolnienia i w rekordowym wymiarze przebywali na „L4” mimo, że faktycznie nie byli chorzy. Pracownicy, którzy byli na chorobowym w dalszym ciągu mają niewykorzystane dni urlopowe. Pozostała grupa zatrudnionych, która podczas pandemii Covid-19 wykonywała pracę, za sprawą lockdownu oraz w trosce o zdrowie swoje i swoich najbliższych, często zmuszona była zrezygnować z wcześniej zaplanowanych urlopów i przełożyć je na bliżej nieokreśloną przyszłość. Czynnik te potęgują problem jakim jest zbyt duża liczba pracowników chętnych udać się na wypoczynek w drugiej połowie 2020 roku.

Urlopowa fala kulminacyjna

Obecnie, w związku z luzowaniem restrykcji oraz okresem wakacji, wielu Polaków wierzy, że latem będą mogli wyruszyć na upragnione wczasy z rodziną. Kłopot w tym, że gdy jednocześnie w tym samym momencie o urlop poprosi znaczna część załogi, w wielu firmach zabraknie rąk do pracy. Dlatego przełożeni nie będą chcieli wydawać zgód na urlopy dla pracowników w tym samym czasie. Tysiące podwładnych może poczuć się potraktowanymi niesprawiedliwie i rościć sobie prawo do wypoczynku. Wszystko wskazuje zatem na to, że tego lata pracodawców czeka niemały ból głowy związany z ustalaniem grafików urlopowych oraz kolejny wysyp fałszywych „L4”.

– Zjawisko wzrostu absencji chorobowych wśród pracowników w okresie letnim obserwujemy rokrocznie. W poprzednich latach liczba zwolnień lekarskich w wakacje, w firmach korzystających z audytów Conperio utrzymywał się na poziomie 6 %, z delikatnym wzrostem na początku i na końcu okresu wakacyjnego. Szacujemy, że tego lata w związku falą zaległych urlopów spowodowanych pandemią koronawirusa oraz fałszywymi zwolnieniami lekarskimi, poziom absencji chorobowych w firmach może wynieść nawet 9%.mówi Mikołaj Zając, prezes Conperio.

Menedżerowie proszą o wsparcie, ZUS nie nadąża

Kadry zarządzające oraz działy HR przyznają wprost, że ustalenie harmonogramów urlopów zgodnie z preferencjami pracowników będzie w tym roku w wielu przypadkach niemalże niewykonalne.

– Nasi klienci, duże korporacje zatrudniające w każdym ze swoich zakładów produkcyjnych kilkaset osób, jak i mniejsze firmy, zgłaszają się z prośbą o wsparcie szkoleniowe, pod kątem prawa pracy, a także pod kątem kontroli pracowników przebywających na chorobowym. Pracodawcy narzekają także na opieszałość oraz brak kontrolowania zatrudnionych przebywających na zwolnieniach lekarskich przez ZUS. wyjaśnia Mikołaj Zając.

Jak wynika z doświadczenia ekspertów Conperio, znaczna większość pracowników przyłapanych dwukrotnie na symulowaniu absencji chorobowej, zaprzestaje tego procederu lub zmienia pracodawcę.

WEBCON udostępnia bezpłatnie narzędzia IT wspierające pracę zdalną

0

Ostatnie miesiące dla wielu firm okazały się prawdziwym testem dojrzałości cyfrowej. Wykazał on, że w sytuacji nagłej konieczności przejścia pracowników na tryb Home Office organizacje dłużej korzystające z dobrodziejstw cyfryzacji radzą sobie znacznie lepiej niż firmy, które dopiero stawiają pierwsze kroki na drodze do cyfrowej transformacji. To m.in. z myślą o tej drugiej grupie polski producent platformy do automatyzacji procesów biznesowych udostępnił za darmo osiem aplikacji ułatwiających zarządzanie pracownikami zdalnymi.

W obliczu globalnej pandemii, firmy na całym świecie przyspieszają tempo wdrażania cyfryzacji. Jak podaje agencja doradcza Ernst&Young w raporcie Global Capital Confidence Barometer, co trzecia organizacja planuje zwiększyć inwestycje w tym obszarze. Łukasza Wróbla, CBDO i Wiceprezesa w WEBCON taki trend nie dziwi. Firmy dojrzałe cyfrowo są z definicji bardziej elastyczne we wdrażaniu innowacji oraz zarządzaniu zmianą, co jak pokazuje bieżąca sytuacja może zadecydować o ich przetrwaniu na rynku. Jednocześnie też lepiej radzą sobie z pracą w warunkach kryzysowych, ponieważ ich procesy i najlepsze praktyki są zapisane w systemach informatycznych, a nie tylko w głowach pracowników – zauważa.

Organizacje, których procesy biznesowe oraz architektura IT nie były przygotowane na zarządzanie rozproszonym zespołem stanęły w mijającym kwartale przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Musiały błyskawicznie zaadaptować rozwiązania, które umożliwią ich pracownikom pracę zdalną, takie jak Microsoft Teams czy Zoom oraz zapewnią bezpieczny dostęp do zasobów firmy z domu, takie jak VPN. Podjęte na szybko działania pozwoliły firmom na nieprzerwane kontynuowanie bieżącej działalności, a teraz czas pomyśleć o tym, jak wykorzystać te zabiegi w kierunku pełniejszej digitalizacji.

Z pomocą w tym zakresie przychodzi firma WEBCON, która przygotowała osiem darmowych aplikacji do efektywnego zarządzania pracownikami zdalnymi. Wśród nich znaleźć można m.in. narzędzia do rejestracji czasu pracy i raportowania wykonywanych w ciągu dnia zadań, aplikacje wspierające produktywność i współpracę w zespole, które umożliwiają managerom łatwą priorytetyzację zadań oraz monitorowanie postępu prowadzonych projektów czy tzw. Pulpit Pracownika, czyli cyfrowe biurko zbierające w jednym miejscu wszystkie aktualne zadania użytkownika.

W gronie udostępnianych aplikacji zainteresowani znajdą też narzędzia automatyzujące proces tworzenia i zatwierdzania zamówień – od momentu utworzenia zlecenia przez akceptację przełożonego, aż po zrealizowanie zakupu – jak również pozwalające wydajnie zarządzać korespondencją przychodzącą i wychodzącą. W pełni elektroniczna obsługa poczty przyspieszy procesowanie dokumentów, umożliwi zdalny dostęp do korespondencji oraz ułatwi terminowe udzielanie odpowiedzi. Aplikacja Helpdesk dedykowana zarządzaniu incydentami pomoże natomiast w płynnym przepływie informacji i zadań. Zgłoszony problem zostanie odpowiednio skategoryzowany i oddelegowany do konkretnej osoby. Status sprawy może być na bieżąco monitorowany, aż do momentu jej rozwiązania.

Z bezpłatnych aplikacji wspierających pracę zdalną można korzystać na dwa sposoby: subskrybując wersję chmurową typu SaaS WEBCON BPS Cloud, której darmowy okres został teraz przedłużony do 60 dni lub instalując na własnych serwerach odsłonę freemium platformy WEBCON BPS Express. Pełna lista darmowych aplikacji wraz z opisem ich funkcjonalności dostępna jest na stronie producenta: https://webcon.com/streamline-remote-work/. W digitalizacji chodzi nie o umiejętność spisania nowych procedur działania w dokumencie i wysłanie go pracownikom, ale raczej o zdolność rzeczywistej zmiany sposobu, w jaki firma działa i przezwyciężenie starych przyzwyczajeń. Odpowiednie narzędzia IT wspierające procesy biznesowe umożliwiają bieżące korygowanie przyjętej strategii rozwoju oraz zwinną rekonfigurację – bez ryzyka destabilizacji pracy organizacji – sprawiając, że kryzys staje się okazją do zwiększenia udziału firmy w rynku – podsumowuje Łukasz Wróbel, CBDO i Wiceprezes w WEBCON.

Jednak spadki – jak COVID-19 wpływa na farmację

0

Międzynarodowy kapitał inwestycyjny skupi się na firmach, które będą w stanie opracować lekarstwo na COVID-19. Tymczasem polski sektor farmaceutyczny, wbrew wcześniejszym oczekiwaniom, odnotowuje poważne spadki w stosunku do notowań sprzed pandemii koronawirusa.

Zaskakujące spadki

Choć światowe firmy farmaceutyczne reagują na COVID-19 stosunkowo łagodnie, polski sektor odnotowuje intensywne spadki wynoszące w połowie marca aż 50% w porównaniu do wartości z początku roku. Nic nie zapowiada również szybkiego wyjścia z kryzysu – do początku czerwca straty udało się odrobić jedynie do poziomu 28%.

Trudna sytuacja polskich firm wynika w dużej mierze ze spadku ilości kupowanych wyrobów farmaceutycznych w wyniku ograniczenia wizyt pacjentów w aptekach i placówkach medycznych w obawie przed zakażeniem koronawirusem. Na kryzys w sektorze wpływa również załamanie się globalnego łańcucha dostaw. Wiele komponentów medycznych było bowiem dostarczane do Polski z Chin i Włoch.

Jak zauważa Szymon Balcerzak, Szef Zespołu Doradztwa Transakcyjnego i Analiz w kancelarii Kochański & Partners:

Obowiązek dostosowania działalności placówek medycznych w połączeniu z brakiem możliwości prowadzenia intensywniejszych prac nad szczepionką na COVID-19 znacząco wpływa na gorsze notowania polskiego sektora farmaceutycznego. Prawdopodobnie jeszcze przez długi czas branża będzie odrabiać straty.

Wyścig po szczepionkę

To właśnie ograniczony potencjał opracowania szczepionki na koronawirusa jest jedną z głównych przyczyn kryzysu na polskim rynku farmaceutycznym. Szybkie wprowadzenie leku na COVID-19 jest jednym z najistotniejszych wyzwań, przed którymi stanął światowy sektor farmaceutyczny w dobie pandemii. Pierwsza firma, która tego dokona, będzie mogła osiągnąć skokowy wzrost przychodów o niespotykanej skali. Dlatego światowi inwestorzy lokują kapitał w te koncerny, które wydają się najbliższe wynalezienia szczepionki. Amerykańska firma Gilead Sciences, która otwarcie informuje o postępach w pracy nad szczepionką, odnotowała na początku pandemii wysoki wzrost wartości giełdowej. Jednak optymizm inwestorów szybko ostygł. Obserwacja zmiany wyceny firmy pozwala przypuszczać, że napływ kapitału ma raczej charakter spekulacyjny. Na początku maja bank JP Morgan obniżył rekomendacje dla akcji Gilead Sciences do poziomu neutralnego.

COVID-19 stwarza firmom farmaceutycznym szansę na spektakularne wypromowanie swojej marki. Sposób dostosowania działalności poszczególnych koncernów farmaceutycznych do warunków w dobie pandemii oraz postępy prac nad szczepionką przyciągają uwagę inwestorów. Kapitał zaangażowany w sektor farmaceutyczny jest niestabilny, co pozwala przypuszczać, że inwestorzy nie są przekonani, czy pandemia COVID-19 jest wydarzeniem, które spowoduje istotną i długotrwałą zmianę strukturalną na rynku farmaceutycznym. – tłumaczy Adrian Grzegorzewski, Analityk w Kochański & Partners.

USA i Niemcy odrabiają straty

W porównaniu do Polski dość optymistycznie przedstawia się sytuacja amerykańskiego sektora produkcji leków. Indeks farmaceutyczny, po spadku rzędu 24,5% w drugiej połowie marca, systematycznie odrabiał straty do poziomu 2,9%. Pozytywny trend wynika z dużego potencjału technologicznego amerykańskich firm, umożliwiającego im zaspokojenie dynamicznie zmieniających się potrzeb konsumentów. Na przykład koncern Pfizer dzięki sprzedaży lekarstwa na zapalenie płuc odnotował w ostatnich miesiącach skokowy wzrost przychodów.

Pandemia daje szansę koncernom farmaceutycznym na bardziej intensywną promocję swojej działalności, co przyciąga uwagę inwestorów. Szczególnie zauważalny jest napływ kapitału do koncernów farmaceutycznych w gospodarkach wysoko rozwiniętych, których stopień zaawansowania technologicznego pozwala szybko dostosować się do dynamicznie zmieniających się warunków rynkowych. – komentuje Olgierd Świerzewski, CEO, Szef Praktyki Farmaceutycznej w Kochański & Partners.

Długofalowe perspektywy rozwoju amerykańskiej branży farmaceutycznej zależeć będą jednak od stabilizacji w stosunkach z Chinami, które są jednym z głównych partnerów biznesowych USA.

Podobny do amerykańskiego schemat reakcji indeksów giełdowych na pandemię odnotował sektor farmaceutyczny w Niemczech, który po stratach na poziomie 28% osiągnął w czerwcu wartość z początku roku. Pandemia COVID-19 ukazała jednak silne uzależnienie Niemców od globalnego łańcucha dostaw – nagłe zamknięcie granic spowodowało problemy z dostępem do lekarstw na lokalnym rynku.

Cisco wprowadza na rynek ofertę rozwiązań usprawniających funkcjonowanie pracowników i biur

0
  • Liderzy biznesu poszukują rozwiązań IT, aby spełnić wymagania zachowania dystansu społecznego w miejscu pracy.
  • Nowe rozwiązania usprawniają pracę zdalną i zwiększają bezpieczeństwo.
  • Nowa oferta wychodzi naprzeciw potrzebom sektora opieki zdrowotnej i oświaty, wdrażających nowe modele działania.

W trakcie CiscoLive! Digital, wirtualnego wydarzenia z udziałem ponad 100 tys. klientów, partnerów i innych przedstawicieli branży IT, Cisco ogłosiło wprowadzenie nowych rozwiązań zapewniających organizacjom elastyczność działania i odporność biznesową w obecnej, niepewnej rzeczywistości. Według CFO, którzy wzięli udział w badaniu PwC „COVID-19 CFO Pulse Survey”, organizacje skupiają się obecnie przede wszystkim na dostosowaniu zasad dotyczących bezpieczeństwa w miejscu pracy (87%) w związku z powrotem pracowników do biur. Ponadto, blisko połowa wszystkich CFO deklaruje, że w ich firmach praca zdalna zagości na stałe jako opcja na stanowiskach, na których jest możliwa. Nowe rozwiązania Cisco są odpowiedzią na oba kluczowe wyzwania, czyli konieczność zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom zdalnym oraz stworzenia cieszącego się zaufaniem pracowników, bezpiecznego miejsca pracy w biurze.

Gdy organizacje zmagały się z początkową reakcją na pandemię, wiele z nich zdecydowało się na rozwiązania wspierające zachowanie ciągłości działania, współpracując z działem Cisco Customer Experience (CX) i partnerami Cisco, dzięki czemu zapewnili sobie możliwość prowadzenia dalszej działalności. W kolejnej fazie reakcji na pandemię oraz przygotowując się na to, co może przynieść przyszłość, dyrektorzy i kierownicy działów IT i działów operacyjnych skupiają się na wdrażaniu środowisk informatycznych, które pozwolą uwzględnić doświadczenia z ostatnich kilku miesięcy. Większość (72%) CFO ankietowanych w badaniu PwC przewiduje, że efektami ubocznymi pandemii będą większa elastyczność i zwinność, a 49% uważa, że inwestycje technologiczne dokonywane przez nich w tym czasie poprawią pozycję ich firm w dłuższym okresie.

„W ciągu ostatnich kilku miesięcy obserwowaliśmy znaczne zakłócenia w wielu branżach i organizacjach o dotychczas niespotykanej skali. Firmy, których strategia cyfrowa zaplanowana była na rok do trzech lat, musiały przyspieszyć realizację projektów w dużo większej skali niemal z dnia na dzień” – powiedział Chuck Robbins, prezes Cisco. „Nowa oferta Cisco zwiększająca elastyczność biznesu pomoże klientom zweryfikować ich strategie biznesowe oraz wdrożyć rozwiązania szybciej i łatwiej niż kiedykolwiek.”

Ta nowa oferta rozwiązań zwiększających elastyczność została opracowana na podstawie dotychczasowych doświadczeń Cisco we wspieraniu tysięcy klientów w okresie pandemii COVID-19. Składają się na nią rozwiązania dla poszczególnych sektorów, między innymi dla opieki zdrowotnej i oświaty, prostsze modele użytkowania oraz szybsza dostępność usług dla klientów. Oferta będzie w dalszym ciągu rozszerzana o rozwiązania umożliwiające zachowanie dystansu społecznego w miejscu pracy, wspierające produktywność dużej liczby pracowników zdalnych oraz szybkie dołączanie do sieci kolejnych placówek.

Rozwiązania branżowe

Pandemia zakłóciła pracę placówek opieki zdrowotnej i oświatowych. Dzięki wsparciu firmy Cisco w ciągu kilku dni wiele z nich było w stanie podjąć nauczanie zdalne lub przejść na zdalne zarządzanie i świadczyć usługi telemedyczne. Cisco w dalszym ciągu zapewnia im wsparcie w zakresie zwiększania elastyczności działania i wdrażania nowych modeli funkcjonowania. Nowe rozwiązania dla tych sektorów obejmują:

  • Kształcenie na odległość – dzięki bezpieczeństwu rozwiązań do pracy grupowej wiedzy specjalistycznej Cisco, 1,2 mld dzieci i młodzieży na całym świecie mogło pozostać w kontakcie i uczyć się w zupełnie nowych dla siebie warunkach.
  • Tymczasowa, podłączona do sieci terenowa placówka szpitalna – pakiet infrastruktury IT, na której konfigurację i uruchomienie wystarczy do 5 dni, wspierający zwiększony ruch w szpitalu lub umożliwiający dołączenie dodatkowej placówki tymczasowej. Rozwiązanie obejmuje technologię bezprzewodową zapewniającą dostęp do danych, komunikacji głosowej i wideo, zintegrowane zabezpieczenia sieci oraz wskazówki i wsparcie w zakresie wdrożeń.

Bezpieczne rozwiązania do pracy zdalnej

W czasie pandemii klienci chętnie wybierali Cisco, ze względu na rozwiązania wspierające produktywność pracowników, cechujące się bezpieczeństwem i skalowalnością. Są one teraz dostępne jako rozwiązania pakietowe wspierające organizacje, które dysponują już wiedzą, jakie zmiany względem ich pierwotnego podejścia są niezbędne:

  • Zdalne centrum kontaktu – usługi technologiczne i wdrożeniowe, które umożliwiają przedstawicielom centrum kontaktu pracę z domu przy użyciu rozwiązań opartych na chmurze lub zapewniają bezpieczny zdalny dostęp do funkcjonującej w firmie technologii.
  • Elastyczny dostęp zdalny – wiedza i technologia zapewniająca pracownikom dostęp do sieci, urządzeń końcowych umożliwiających współpracę oraz aplikacji biznesowych. W ofercie znajduje się wiele produktów i usług zaspokajających potrzeby różnych grup klientów – potrzebujących sprzętu, oprogramowania lub rozwiązań funkcjonujących na prywatnych urządzeniach użytkowników.
  • Bezpieczeństwo pracy zdalnej – zabezpieczenia zdalnego dostępu dużej liczby użytkowników za pomocą narzędzi do analizy aktualnego obciążenia VPN, planowanie wdrożeń technologii Cisco Security, a także planowanie, projektowanie i konfiguracja sieci VPN, aby w bezpieczny sposób zarządzać zdalnym dostępem pracowników.

Zaufane rozwiązania w miejscu pracy

Organizacje muszą sprostać wyzwaniu, jakim jest powrót do „nowej normalności”, poszukując rozwiązań umożliwiających bezpieczny powrót pracowników do biur oraz nowych modeli biznesowych i organizacji pracy, które spełnią wymagania w zakresie bezpieczeństwa pracowników i klientów. Rozwiązania Cisco wspierające wprowadzane zmiany to, między innymi:

  • Łączność z biurem zdalnym – rozbudowa sieci firmowej o sąsiednie i zdalne lokalizacje, które spełniają wymagania użytkowników w zakresie większej przepustowości, szybszej łączności i większego bezpieczeństwa. Oferowane usługi i technologie pomagają klientom projektować i budować rozwiązania bezprzewodowej sieci LAN oraz zarządzać nimi. Zapewniają użytkownikom bezpieczny dostęp do aplikacji biznesowych przy wykorzystaniu odpowiednio zabezpieczonych i niezawodnych sieci bezprzewodowych.
  • Monitorowanie zagęszczenia w biurach – wiedza specjalistyczna i technologia pomagająca zachować dystans społeczny w miejscu pracy. Rozwiązanie oparte na DNA Spaces wykorzystuje infrastrukturę bezprzewodową do analizowania zachowań użytkowników w różnych lokalizacjach, umożliwiając organizacjom podejmowanie decyzji dotyczących bezpieczeństwa w miejscu pracy. Będzie dostępne od lipca.

Prawo do urlopu – co zmieniła epidemia?

Epidemia postawiła w trudnej sytuacji wielu pracodawców. Jednocześnie ogrom zmian, w tym projektów, które były dość dynamicznie zmieniane, mógł wprowadzić dozę niepewności co do aktualnego brzmienia praw pracowników w zakresie ich podstawowych uprawnień, w tym urlopów. Aktualnie obowiązujące regulacje tłumaczą eksperci DAS Towarzystwa Ochrony Prawnej.

Stan zagrożenia epidemicznego związany z rozprzestrzenianiem się wirusa COVID-19 spowodował wprowadzenie wielu zmian w prawie, które dotyczą bezpośrednio zarówno pracowników, jak i pracodawców. Jednocześnie ta wyjątkowa sytuacja może być pretekstem do zmuszania pracownika do rezygnacji ze swoich uprawnień – np. w kwestii urlopu. Dlatego warto znać obowiązujące przepisy w tej sferze oraz zapoznać się ze zmianami, jakie zostały wprowadzone w związku z pandemią.

Prawo do wypoczynku prawem pracownika

Każdemu pracownikowi, zgodnie z przepisami Kodeksu pracy, w zależności od stażu pracy, przysługuje 20 (przy stażu poniżej 10 lat) lub 26 dni (przy stażu powyżej 10 lat) urlopu wypoczynkowego w ciągu roku. Urlop wypoczynkowy udzielany jest w oparciu o plany urlopowe zgodnie z funkcjonującym rozkładem pracy – w dni, które dla danego pracownika są dniami pracy. Plan urlopowy w ostatecznym kształcie ustala pracodawca, ale robi to na podstawie wniosków składnych przez pracowników oraz biorąc pod uwagę potrzebę zapewnienia normalnego (stałego) toku pracy. Jednak co najważniejsze – to pracownik wybiera termin swojego urlopu.

Mimo ustalenia planu urlopowego, urlop wypoczynkowy pracownika może ulec przesunięciu, ale taka ewentualność jest ściśle regulowana przez prawo. – Po pierwsze, co oczywiste, urlop wypoczynkowy może ulec przesunięciu na wniosek samego pracownika. Po drugie, przesunięcie urlopu wypoczynkowego może nastąpić z inicjatywy pracodawcy, gdy z powodu szczególnych jego potrzeb nieobecność pracownika spowodowałaby poważne zakłócenia toku pracy firmy – tłumaczy Marta Kotowska, radca prawny w DAS. Taka zmiana w planach urlopowych musi być rzeczywiście uzasadniona.

Warto zwrócić tutaj uwagę, że pracownik może zostać również odwołany z urlopu, jednak taka sytuacja może mieć miejsce wyłącznie, gdy obecność pracownika w miejscu pracy wymagana jest okolicznościami nieprzewidzianymi w chwili rozpoczęcia urlopu. W takim przypadku pracodawca ma obowiązek pokryć koszty poniesione przez pracownika w bezpośrednim związku z odwołaniem go z urlopu, dodaje ekspertka.

A co jeśli się zarazimy?

Co ważne, w prawie mamy już uregulowaną kwestię prawa do urlopu w obliczu styczności z wirusem. Jeżeli pracownik zostanie objęty przymusową kwarantanną np. w związku z podejrzeniem kontaktu z osobą zakażoną koronawirusem, to nie straci swoich dni urlopowych. Jego urlop zostanie przesunięty na późniejszy, ustalony z pracodawcą termin.

Urlop na żądanie pracodawcy?

W obliczu lockdown’u i wstrzymania działalności wielu firm dużo mówiło się o tym, kiedy i czy pracodawca może wysłać pracownika na urlop wypoczynkowy. W tym zakresie regulacje prawne nie uległy zmianie i w dalszym ciągu pracodawca ma takie uprawnienie, ale wyłącznie w dwóch ściśle określonych przypadkach.

Pierwszym z nich jest zaległy urlop. – Urlop, którego pracownik nie wykorzystał w poprzednim roku, „przechodzi” na następny rok. Warunkiem jest, aby pracownik wykorzystał go najdalej do 30 września. Pracodawca jest uprawniony do skierowania pracownika na zaległy urlop wypoczynkowy, określając samodzielnie jego termin – wskazuje Marta Kotowska. Warto zaznaczyć, że regulacja dotycząca urlopu zaległego znalazła się w ustawie z dnia 4 czerwca 2020 r. o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 (Dz. U. 2020, poz. 1086), czyli w tzw. tarczy antykryzysowej 4.0. Zgodnie z treścią ustawy w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, ogłoszonego z powodu COVID-19, pracodawca może udzielić pracownikowi, w terminie przez siebie wskazanym, bez uzyskania zgody pracownika i z pominięciem planu urlopów, urlopu wypoczynkowego niewykorzystanego przez pracownika w poprzednich latach kalendarzowych, w wymiarze do 30 dni urlopu. Pracownik jest obowiązany taki urlop wykorzystać.

Drugą sytuacją, kiedy pracodawca na zasadzie własnej, jednostronnej decyzji może skierować pracownika na urlop wypoczynkowy, jest okres wypowiedzenia. Pracownik jest w tym przypadku zobowiązany taki urlop wykorzystać. Gdy pracodawca nie zdecyduje się na skierowanie pracownika na urlop w okresie wypowiedzenia, będzie obowiązany do wypłacenia mu ekwiwalentu pieniężnego za niewykorzystany urlop.

Dodatkowo, okres pandemii rozbudził także dyskusję na temat urlopu bezpłatnego. Należy podkreślić, że urlop bezpłatny może zostać udzielony jedynie na wniosek pracownika. Pracodawca nie ma prawnego uprawnienia do zmuszenia pracownika do jego wzięcia, nie może również go na taki urlop skierować, zaznacza ekspertka DAS.

Epidemia nie zmienia podstawowych praw

Eksperci DAS przypominają, że pomimo trwającej pandemii prawo do urlopu wypoczynkowego w dalszym ciągu pozostaje przede wszystkim uprawnieniem pracownika. Pracodawca jedynie w ściśle określonych przypadkach może skierować pracownika na urlop wypoczynkowy w drodze jednostronnej decyzji. W okresie epidemii (jak również w każdym innym) pracodawca może zaproponować pracownikowi wykorzystanie urlopu wypoczynkowego w zaproponowanym przez siebie terminie, jednak decyzja o wykorzystaniu dni wolnych pozostaje po stronie pracownika.

Nowe technologie – miłość czy nienawiść?

0

Dentsu opublikowało wyniki globalnego badania „Digital Society Index – Nowe technologie: miłość czy nienawiść”, w którym wzięło udział 32 000 ankietowanych z 22 krajów (w tym z Polski). Dane pochodzące z DSI udowadniają, że ludzie na całym świecie przywiązali się do nowych technologii podczas pandemii COVID-19. Nowe, cyfrowe społeczeństwo pełne jest nadziei, ale i obaw wobec postępu technologii. 

Raport „Digital Society Index – Nowe technologie: miłość czy nienawiść”
to analiza trendów technologicznych i odpowiedź na pytanie – w jaki sposób marketerzy i marki mogą wykorzystać technologię, aby pomóc w kształtowaniu przyszłości po zakończeniu kryzysu?
Badanie przeprowadzono wśród 32 000 osób na 22 rynkach w okresie od marca do kwietnia br. – podczas szczytu pandemii na całym świecie. Wyniki Digital Society Index wykazały, że w czasie pandemii weszliśmy w nowy okres, tzw. „techlove”, czyli „miłości do nowych technologii”. O stanie tym świadczy częste wchodzenie w interakcję z technologią, w sposób bardziej pozytywny niż dotychczas.
Jedna trzecia (29%) respondentów uważa, że technologia umożliwiła im kontakt z przyjaciółmi, rodziną i otaczającym ich światem podczas lockdownu. Podobny odsetek (29%) osób uważa, że technologia umożliwiła im relaks i odprężenie się w stresującym czasie pandemii. Badanie ujawniło także tendencję do poszerzania swojej wiedzy – w szczególności obecną wśród ankietowanych z krajów reprezentujących „gospodarki wschodzące i rozwijające się”.
Badani przyznawali, że uczą się nowych umiejętności i poszerzają swoją wiedzę, do czego przyczynił się bezpośrednio rozwój rozwiązań cyfrowych i dostępność oferty kursów online. Mając więcej czasu na naukę i doskonalenie się w domu, prawie połowa badanych w Meksyku (44%) czy Brazylii (43%), korzysta z nowych technologii, podczas gdy zaledwie 1/5 ankietowanych z Wielkiej Brytanii (18%) i 1/4 ze Stanów Zjednoczonych (24%) wykorzystuje technologię do podnoszenia kwalifikacji, na przykład za pomocą aplikacji edukacyjnych i seminariów internetowych. Pomimo entuzjazmu w wykorzystywaniu dobrodziejstw ery cyfrowej, zauważalne są także jednak obawy o długoterminowe negatywne oddziaływanie nowych technologii. Ponad połowa (57%) badanych z całego świata uważa, że tempo zmian technologicznych jest zbyt szybkie i że sprzyja ono nierównościom na całym świecie. Jeśli chodzi o różnice płci, kobiety (32%) częściej niż mężczyźni (27%) twierdzą, że dzięki technologii czują się bardziej zaangażowane w życie przyjaciół, rodziny i świata wokół nich. Jest to szczególnie widoczne na rynkach wschodnioeuropejskich i skandynawskich. Coraz więcej osób na całym świecie wierzy w zdolność technologii do rozwiązywania wyzwań społecznych, takich jak kwestie opieki zdrowotnej, np. walka z COVID-19 – 42% w 2018 r., 45% w 2019 r. i 54% w 2020 r.

Nowe oczekiwania wobec marek

Ten optymizm przekłada się na wzrost oczekiwań marki. Pandemia zmusiła przedsiębiorstwa do ponownego rozważenia swoich interakcji z konsumentami. Jeśli chodzi o świadczenie nowych usług mających na celu pomoc psychiczną i fizyczną, 66% ludzi na całym świecie twierdzi, że nie tylko „chciałoby”, ale wręcz oczekuje, że w ciągu najbliższych pięciu do dziesięciu lat firmy i organizacje będą wykorzystywać technologię w sposób, który ma szerszy, pozytywny wpływ na społeczeństwo. Ponad połowa osób w USA (60%) czy Wielkiej Brytanii (59%) uważa, że tak właśnie jest, a najbardziej potrzebują tego ludzie w Chinach (84%).
rys 11
Dwie trzecie konsumentów będzie oczekiwać, że marki zaczną opracowywać produkty i usługi, które poprawią ich zdrowie i samopoczucie. Dotyczy to w szczególności rynków wschodzących – na przykład, osiem na dziesięć osób w Chinach czy Brazylii ma takie oczekiwania. W czasie kryzysu COVID-19 marki w wyraźny sposób wykorzystywały technologię, aby zmieniać swoje relacje z konsumentami, wspierając i wzmacniając ich dobre samopoczucie. Wyzwaniem dla firm będzie humanizacja technologii i zapewnienie konsumentów, że wykorzystują nowe technologie zgodnie z ich oczekiwaniami, w służbie społeczeństwu. Oznacza to również zapewnienie inwestowania w możliwości funkcjonalne, takie jak e-commerce, które ukierunkowanie będą na budowanie prawdziwie empatycznej marki.
rys 12
W szczytowym okresie pandemii COVID-19, ponad dwie trzecie osób uważa za ważne, by organizacje uzyskały wyraźną zgodę na wykorzystanie danych osobowych do wspierania badań i rozwoju, które dotyczą wyzwań społecznych, takich jak badania medyczne. Jest to szczególnie zauważalne na wspomnianych rynkach wschodzących, takich jak RPA (79%), Brazylia (76%), Polska i Meksyk (75%) oraz wśród starszych pokoleń. Sześciu na dziesięciu respondentów spośród reprezentantów generacji Z (16-23 lata) zgadza się, że ważne jest uzyskanie zgody na badania i rozwój. Liczba osób w wieku 55-65 lat uznających podobnie wzrasta zaś do siedmiu na dziesięciu badanych.
rys 13

Uwaga na techlash

Pomimo krótkoterminowych korzyści płynących z technologii w czasie pandemii, badanie wskazuje na długoterminowy trend odwrotny, tzw. techlash – negatywną tendencję w stosunku do technologii, która będzie obecna na całym świecie, w niektórych krajach bardziej niż w innych. Na całym świecie 57% ankietowanych uważa dziś, że tempo zmian technologicznych jest zbyt szybkie (poziom ten jest stały od 2018 r.). Prawie połowa wszystkich respondentów uważa, że technologie cyfrowe zwiększają przepaść między bogatymi i biednymi, co jest najbardziej widoczne w przypadku Chin (61%) i Francji (57%).

Wstrzymanie spłaty kredytu na czas procesu – sądy po wznowieniu prac chętniej przystają na takie wnioski

0
  • Trudna sytuacja finansowa wielu kredytobiorców wpływa na ich zdolności regulowania rat hipotecznych.
  • Ulgą może być dla nich wstrzymanie spłaty kredytu na czas procesu z bankiem. Sądy po wznowieniu orzekania przychylnie rozpatrują takie wnioski.
  • Konsument, który chce uzyskać decyzję o zawieszeniu spłaty musi uprawdopodobnić swój interes prawny i konieczność ochrony praw majątkowych.

Kiedy bank zwróci nadpłatę?

Wahania kursu franka szwajcarskiego i jego okresowy wzrost (nawet do 4,35 zł w marcu i maju) spowodował, że część kredytobiorców utraciła zdolność spłaty rat hipotecznych. To wywołało u wielu osób chęć pozbycia się ciążącego zobowiązania. Od kilku miesięcy do kancelarii prawnych zgłasza się coraz więcej frankowiczów, zlecając analizy własnych umów kredytowych. W przypadku obaw kredytobiorcy o zdolność do terminowych spłat rat, które od stycznia urosły w niektórych przypadkach nawet o kilkaset złotych miesięcznie, pomocne może być sądowe zawieszenie spłaty rat na czas procesu. Zgodnie z art. 730 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, w każdej sprawie cywilnej podlegającej rozpoznaniu przez sąd można żądać udzielenia zabezpieczenia. Taki wniosek można złożyć także w przypadku spraw związanych z kredytami hipotecznymi, a jego koszt jest niski – opłata sądowa wynosi 100 zł.

– Najważniejsze jest, aby w takim wniosku uprawdopodobnić interes prawny kredytobiorcy. Szanse rosną, jeśli w umowie z bankiem znajdują się klauzule o przesądzonej przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nieuczciwości lub klauzule, które zostały wpisane do rejestru postanowień niedozwolonych prowadzonego przez Prezesa UOKiK. Duże szanse na zawieszenie rat mają też osoby, które już spłaciły wartość nominalną kredytu udzielonego w złotówkach. Co więcej, w przypadku zasądzenia i uprawomocnienia nieważności umowy takich osób, to bank będzie musiał zwrócić nadpłatę. Zawieszenie spłat uchroni więc tych frankowiczów przed zwiększeniem nadpłaty i ryzykiem nieodzyskania swojego roszczenia wobec banku – mówi Piotr Maciągowski, Prezes Zarządu w e-Kancelaria

Sądy ruszyły do pracy, a frankowicze do sądów

Korzystny dla zadłużonych we franku szwajcarskim trend trwa w sądach od jesieni zeszłego roku. W marcu na prawie dwa miesiące większość spraw została jednak zawieszona z powodu pandemii. Wielu kredytobiorców wykorzystało ten czas na uporządkowanie dokumentów i zlecenie analizy prawnej swoich umów hipotecznych. W maju ruszyli do sądów – ich szanse na pomyślne uregulowanie swoich zobowiązań kredytowych są duże. Każda umowa wymaga indywidualnej oceny prawnej, ale okoliczności sprzyjają teraz korzystnym dla frankowiczów orzeczeniom sądów.

– Spora część sądów cywilnych wróciła do orzekania pod koniec maja i pracuje już dość sprawnie. Zgłaszający się do nas kredytobiorcy pytają o terminy, w jakich mogą spodziewać się orzeczenia. To oczywiście indywidualna sprawa każdego sądu, ale na pewno teraz nie warto już zwlekać. Złożenie wniosku o wstrzymanie spłaty zobowiązania na czas procesu może bowiem wielu kredytobiorcom pomóc przetrwać trudny okres szczególnie jeśli zmniejszyły się ich dochody. W interesie banków jest dążenie do przewlekania postępowań, ale sądy coraz częściej pozytywnie rozpatrują wnioski o zabezpieczenie roszczeń o zapłatę i ustalenie nieważności umowy kredytu. Znam wiele takich przypadków z ostatniego miesiąca – mówi Piotr Maciągowski z e-Kancelaria.

Zgodnie z prawem Unii Europejskiej, kredytobiorcy powinno przysługiwać prawo wstrzymania realizacji świadczeń wynikających z nieuczciwych zapisów umowy (jak w przypadku powiązań z walutą CHF), zanim jeszcze zostanie to potwierdzone w prawomocnym wyroku końcowym. Wstrzymanie obowiązku dokonywania spłat rat kapitałowo – odsetkowych jest więc obecnie bardzo realne w przypadku dużej części umów kredytowych.

Pracownicy sezonowi narażeni na brak wynagrodzenia. To będzie „drapieżne” lato w kurortach

0

Od początku istnienia stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom jednym z najtrudniejszych sezonów naszego działania były zawsze wakacje. Jeszcze kilka lat temu to właśnie pod koniec sierpnia do naszej organizacji trafiały dziesiątki zgłoszeń od pracowników, którzy nie potrzymali wynagrodzeń za pracę w gastronomii lub hotelarstwie nad morzem. Zdarzały się również przypadki pracowników, którym odciągano z wypłat koszt zakwaterowania czy np. rzekomych strat jakie miał ponieść pracodawca w czasie pracy sezonowej pracownika (np. liczba stłuczonych talerzy czy liczba skradzionych towarów). W ostatnich latach sytuacja się uspokoiła, ale wiele wskazuje na to, że sezon 2020 przez pandemię koronawirusa może być znów czasem wielkich problemów. – Rynek pracy sezonowej będzie bardziej drapieżny, a pracodawcy by oszczędzić na wynagrodzeniach mogą posuwać się do oszustw – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

  • Praca sezonowa 2020. Niektórzy będą próbowali wykorzystać nieświadomych, młodych pracowników. Może dojść także do sytuacji, że z powodu strat przedsiębiorcom nie wystarczy pieniędzy na wynagrodzenia w czasie rozliczeniowym.
  • Najważniejsza jest umowa. Pracownik sezonowy nie powinien zgadzać się na umowę ustną czy inne nieuczciwe sposoby rozliczenia.
  • Jeżeli pracodawca będzie chciał nas zwolnić i nie rozliczyć się – zawsze znajdzie sposób. Tutaj często dochodzi do absurdalnych sytuacji
  • Warto poprosić pracodawcę o rozliczenia np. codziennie po zakończonej pracy lub co tydzień.

Rynek pracy sezonowej po koronawirusie jest bardziej „drapieżny”

Ostatnie dwa sezony letnie były spokojniejsze. „Rynek pracownika” powodował, że to sprzedawcom, hotelarzom i restauratorom zależało na pracownikach, a nie pracownikom na pracy. Stawki wynagrodzeń zdecydowanie rosły, a sytuacje by niezbędna była interwencja zdarzały się rzadko. W tym roku może być jednak inaczej. Powodem jest oczywiście efekt pandemii koronawirusa: – Turystyka ucierpiała na koronawirusie niezwykle mocno, ale przed sezonem letnim udało się ją odmrozić. Wiele hoteli, barów, restauracji czy punktów handlowych poszukuje obecnie pracowników sezonowych. Spodziewamy się jednak, że w tym roku może dochodzić do oszustw. Wielu pracodawców pewnie będzie cynicznie wykorzystywać kryzys gospodarczy by obniżać wynagrodzenia i np. nie rozliczać się z pracownikami sezonowymi na koniec wakacji. Spodziewamy się jednak także sytuacji, że niektóre firmy zatrudnią pracowników, a pod koniec sezonu, gdy okaże się, że biznes przyniósł jednak straty może dojść do sytuacji, że na pensje po prostu nie wystarczy. Pracownicy tymczasowi lub sezonowi mogą być pokrzywdzeni w pierwszej kolejności – mówi Prezes Stowarzyszenia Stop Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

W kurortach nadmorskich każdego roku zatrudnianych jest kilka tysięcy pracowników sezonowych. Odmrożenie gospodarki nie spowodowało jeszcze, że do firm powrócili klienci w tak wielkiej skali byśmy mogli powiedzieć, że kryzys minął. – Przedsiębiorcy będą bardziej „drapieżni”, szczególnie w branżach sezonowych. Mogą na tym ucierpieć pracownicy na których niektórzy szefowie będą oszczędzać – dodaje Prezes Marczulewska.

Najważniejsza jest umowa! Pracodawcy, kiedy chcą oszukać często stosują chwyty poniżej pasa

Prawnicy Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom radzą: zanim podejmiemy pracę, koniecznie podpiszmy uwagę z naszym szefem. Nie pozwólmy, by była to umowa ustna i nie zgadzajmy się na nieuczciwe rozwiązania, czyli np. częściowe wynagrodzenie na umowie, a reszta „pod stołem”. Rozmaite nielegalne propozycje na początku współpracy, mogą być sygnałem, że mamy do czynienia z nieuczciwym przedsiębiorcom: –  Takich umów na „czarno”, szczególnie w gastronomii, bez badań lekarskich to jest całe mnóstwo. Byle ograniczyć koszty. Jedni pracownicy walczą o swoje prawa gdy zostaną oszukani, ale nie brakuje też pracowników, którzy rezygnują z walki np. o jedno wynagrodzenie czy jakieś obiecane wcześniej premię. Ja zawsze jednak radzę, by walczyć o swoje prawa, bo jeżeli jakiś pracodawca oszukał nas to pewnie oszuka kolejne osoby – mówi Prezes Marczulewska.

– Spotykamy się również z przypadkami, że np. brak wypłat jest argumentowany „złym zachowaniem” pracownika. Na koniec miesiąca lub na koniec wakacji, gdy miało dojść do rozliczeń, pracownica jest zwalniana, bo źle obsługiwała klientów, stłukła talerz lub zrobiła jeszcze coś innego. Wachlarz jest ogromny. Kiedyś spotkałam się z argumentacją, że pracownica restauracji została zwolniona i nie dostała pensji, bo „rozsiewała złą energię” – mówi Małgorzata Marczulewska. – Zawsze podpisujmy umowę i zawsze starajmy się by czas rozliczania to nie był miesiąc, a dniówka albo wypłata co tydzień – dodaje.

Co jeżeli w naszym miejscu dojdzie do zakażenia lub kwarantanny?

Praca sezonowa w czasie pandemii koronawirusa wiąże się z jeszcze innymi problemami: co jeżeli dojdzie do zakażenia lub kwarantanny w hotelu lub sklepie w którym pracujemy sezonowo? – Nad morzem raczej nie zabraknie turystów, a jak jest tłok, to oczywiste jest, że może dojść do zakażeń. Jeżeli np. działalność hotelu jest zawieszona, bo jest kwarantanna, to pracodawca nie może odmówić wypłaty wynagrodzenia za ten czas. Brak możliwości podjęcia pracy nie jest uzależniony od pracownika, więc wynagrodzenie mu się należy. Inna rzecz, że wszystko zależy czy mamy podpisaną umowę, czy nie – mówi Małgorzata Marczulewska.

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom zaprasza do kontaktu mailowego wszystkie osoby, które czują się pokrzywdzone działaniem swoich pracodawców – także jeżeli mówimy o pracy sezonowej lub tymczasowej.

Bridgestone i Microsoft wprowadzają inteligentny system monitorowania opon

0
  • We współpracy z Microsoft, koncern Bridgestone opracował unikalny system monitorowania uszkodzeń opony, który wykorzystuje Microsoft Connected Vehicle Platform (MCVP).
  • System ma pomóc zwiększyć bezpieczeństwo na drodze i redukować ryzyko wypadków spowodowanych przez usterki techniczne.
  • Wspólne przedsięwzięcie to kolejny krok w kierunku realizacji celu Bridgestone, by stać się światowym liderem zrównoważonych i zaawansowanych rozwiązań w zakresie mobilności.

Bridgestone, największy na świecie producent opon i wyrobów z gumy, współpracuje z Microsoft przy opracowywaniu pierwszego na świecie systemu, który pozwoli w czasie rzeczywistym wykryć uszkodzenia opony. To właśnie uszkodzenia opon są przyczyną około 30 procent wszystkich wypadków samochodowych spowodowanych usterkami technicznymi1.

Brakujący element w śledzeniu usterek opon

Istnieją cztery podstawowe przyczyny uszkodzeń opon: niewłaściwe ciśnienie, zużycie, nieregularne ścieranie oraz uszkodzenia mechaniczne powstałe poprzez uderzenie w krawężnik, przedmioty leżące na drodze lub dziurawą nawierzchnię. Na szczęście, większości z tych problemów można już skutecznie uniknąć. Systemy monitorowania ciśnienia w oponach TPMS są obowiązkowym elementem wyposażenia wszystkich pojazdów wyprodukowanych po 2012 r. i pozwalają kierowcom unikać problemów związanych ze zbyt niskim ciśnieniem w oponach. Regularne przeglądy pojazdu i wymiana opon chroni z kolei przed ich nadmiernym zużyciem. Wyjątkiem w tym obszarze – i źródłem potencjalnego niebezpieczeństwa – przez długi czas była kwestia uszkodzeń opony, których nierzadko nie można wykryć bez dokładnych oględzin w warsztacie, a które mogą wystąpić w dowolnym momencie. Uszkodzone opony mogą być przyczyną wypadków. Mogą mieć także negatywny wpływ na działanie innych podzespołów pojazdu, np. kół, a co za tym idzie mogą stać się dodatkowym czynnikiem ryzyka dla bezpieczeństwa kierowcy i pasażerów.

Teraz możemy zająć się także i tym obszarem. System monitorowania uszkodzeń opony Bridgestone pozwala kierowcy śledzić stan opony w czasie rzeczywistym. System wykorzystuje rozwiązanie Microsoft Connected Vehicle Platform (MCVP) i dane z już istniejących czujników i elementów wbudowanych w oponę oraz specjalne algorytmy, aby identyfikować zdarzenia, które mogą pozostawiać ślady na powierzchni opony lub naruszać jej konstrukcję. Kierowca natychmiast otrzymuje powiadomienie o zagrożeniu i może podjąć odpowiednie działania, żeby uniknąć ryzyka. Na rynku nie ma obecnie żadnego podobnego systemu, który nie wymagałby montażu dodatkowego osprzętu.

Krok naprzód

System monitorowania uszkodzeń opony ma również inne cenne zastosowania. Nie tylko analizuje, kiedy doszło do uszkodzenia, ale też gdzie miało to miejsce. Dzięki temu pozwala zyskać szeroki ogląd warunków panujących na drodze, a zebrane informacje dotyczące występowania dziur i innych zagrożeń mogą zostać przekazane odpowiednim służbom odpowiedzialnym za przeprowadzanie prac remontowych. Z systemu skorzystają także pojazdy autonomiczne, jako że auta mogą powiadamiać innych uczestników ruchu w okolicy o zagrożeniach na lokalnych drogach, a także przekazywać informacje do bazy danych w chmurze.

System monitorowania uszkodzeń opony Bridgestone jest obecnie dostępny dla wszystkich flot i producentów wyposażenia samochodowego korzystających z MCVP. Wspólny projekt realizowany z Microsoft pozwoli Bridgestone na dalszy rozwój innowacyjnych rozwiązań, które spełniają wymagania stawiane przez floty i producentów oryginalnego wyposażenia na całym świecie.

Cyfrowe partnerstwo z myślą o przyszłości

MCVP oferuje rozwiązania z zakresu telematyki, systemu infotainment, danych z czujników połączonych z chmurą. Dzięki wykorzystaniu rozwiązania Microsoft Azure platforma zyskuje olbrzymi zasięg i globalną dostępność. Spełnia również warunki niezbędne do działania zgodnie z przepisami RODO. Dzięki współpracy z Bridgestone firma Microsoft może wzbogacać swoje oferty o nowe rozwiązania w ramach MCVP.

Laurent Dartoux, CEO i Prezes Bridgestone EMIA, powiedział: „Świat cyfrowy stanowi olbrzymią część działań, jakie obecnie podejmuje Bridgestone. Dlatego musimy bezwzględnie współpracować z wiodącymi partnerami w branży, którzy wspierają nasze potrzeby dziś i w przyszłości. Połączyliśmy siły z Microsoft i dzięki temu możemy teraz zaoferować nasz system monitorowania uszkodzeń opony milionom kierowców, a co za tym idzie zagwarantować im większe bezpieczeństwo i spokój.”

Wdrażając Microsoft Connected Vehicle Platform chcemy wspierać firmy w tworzeniu bezpiecznych i spersonalizowanych rozwiązań w obszarze mobilności. Bridgestone skorzystał z platformy MCVP, aby rozwinąć swój system monitorowania uszkodzeń opony, który w niezaprzeczalny sposób wpływa na poprawę bezpieczeństwa na drodze i jest dowodem na to, że współpraca między liderami rynku z różnych branż ma szansę stworzyć całkiem nowe szanse dla biznesu.” – powiedziała Tara Prakriya, dyrektor zarządzająca ds. Azure Mobility i Microsoft Connected Vehicle Platform w Microsoft.

Badanie Ericsson: używanie smartfona mniej szkodliwe dla środowiska od steka?

0

Według badania ConsumerLab firmy Ericsson, w ciągu ostatnich dwóch dekad znacznie wzrosły obawy konsumentów związane z ochroną środowiska. O ekologii myśli już co drugi badany, podczas gdy jeszcze dwadzieścia lat temu 80% nie interesowało się wpływem człowieka na środowisko naturalne. Pomimo wielu pozytywnych zmian nadal nie wiemy, które z codziennych nawyków mają największy wpływ na emisję CO2 i zmiany klimatu. Czy używanie smartfona jest bardziej szkodliwe od regularnego jedzenia wołowiny, a podróżowania na wakacje samolotem gorsze od jazdy samochodem?

Jak wynika z globalnego badania Ericsson ConsumerLab, większość z nas podejmuje proekologiczne decyzje zakupowe, ale nie zawsze potrafi trafnie wskazać, które z codziennych nawyków mają najbardziej zgubny wpływ na środowisko. Pewne czynności, jak np. codzienne dojazdy do pracy samochodem czy podróż samolotem na wakacje, są przez większość oceniane jako jednoznacznie złe i negatywnie wpływające na zmiany klimatyczne. Jednocześnie, respondentom znacznie trudniej było ocenić faktyczny poziom oddziaływania na środowisko stosowanej diety czy też korzystania ze smartfonów. 84% respondentów nie doceniło wpływu diety na środowisko, podczas gdy około 70% przeceniło wpływ używania smartfonów.
Badanie Ericsson używanie smartfona mniej szkodliwe dla środowiska

„Nie dla wszystkich jest oczywiste, że korzystanie ze smartfona, może być mniej szkodliwe dla środowiska od jedzenia steka. Wielu konsumentów nie jest świadomych w jaki sposób różnego rodzaju produkty są wytwarzane i jakie obciążenie dla planety kryje się za popularnymi usługami czy czynnościami. Tym samym nie mogą wiedzieć, jaki ślad węglowy zostaje po rocznym korzystaniu ze smartfonu czy regularnych dojazdach do pracy samochodem. Dlatego tak ważna staje się obecnie potrzeba edukacji i współpracy na tym polu wielu osób z różnych środowisk – nauki, biznesu i polityki” – tłumaczy Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.

Zacznij zmiany od siebie

Jesteśmy świadomi oddziaływania na środowisko, ale czy bierzemy za to odpowiedzialność? W rzeczywistości 8 na 10 konsumentów na świecie uważa, że główna odpowiedzialność za ochronę środowiska spoczywa na władzach krajowych i samorządowych. Dodatkowo 45% z uczestników najnowszego badania Ericsson ConsumerLab uważa, że regulacje środowiskowe będą miały pozytywny wpływ na przedsiębiorstwa i gospodarkę. Co więcej około 5 na 10 respondentów postrzega również firmy i marki jako kluczowe podmioty odpowiedzialne za ochronę środowiska i oczekuje od nich stosowania praktyk przyjaznych dla środowiska.

Warto zauważyć, że około 70% respondentów dostrzega, że to zbiorowo na obywatelach leży odpowiedzialność za środowisko, przy czym tylko 55% uważa, że odpowiedzialność spoczywa również bezpośrednio na nich. Dodatkowo co czwarty uważa, że działania mające na celu złagodzenie wpływu człowieka na środowisko powinny być zbiorowym wysiłkiem. Wszystkie podmioty państwowe, biznesowe i pozarządowe, a także obywatele powinni przyjąć na siebie tę odpowiedzialność.
używanie smartfona mniej szkodliwe dla środowiska„Wyniki badania wyraźnie pokazują, że konsumenci mają trudności z powiązaniem swoich indywidualnych działań z istotnym wpływem na ogólny stan klimatu. Każdego dnia można dokonywać wyborów przyjaznych dla środowiska – od wyboru co jemy, jak żyjemy i czym podróżujemy. Oczywiste jest, że większość konsumentów chce dokonać zmian poprzez swoje codzienne działania, ale szukają wsparcia i wskazania, w którą stronę powinni rozwijać swoje zrównoważone podejście do życia i konsumpcji” – podsumowuje Marcin Sugak.

Milton Essex rozpoczyna budowanie księgi popytu

0

Od 30 czerwca do 2 lipca br. przeprowadzony zostanie proces book-buildingu Milton Essex – warszawskiej spółki specjalizującej się w tworzeniu innowacyjnych urządzeń i oprogramowania do cyfrowej diagnostyki medycznej. Zapisy na akcje rozpoczną się od 6 lipca i potrwają do 16 lipca br. Podanie do wiadomości ostatecznej wysokości ceny emisyjnej nastąpi 21 lipca br. Funkcję oferującego podczas emisji pełni Navigator Dom Maklerski.

W ramach oferty na podstawie dokumentu ofertowego inwestorom zostanie zaoferowane łącznie 2 750 000 akcji serii L, za które spółka chce pozyskać nie więcej niż równowartość 1 mln euro. Zebrane środki Milton Essex będzie chciał przeznaczyć na finalizację prac związanych z pierwszym urządzeniem do diagnostyki alergii, jego rejestrację i program pilotażowy urządzenia.

– Wznowienie emisji, która miała odbyć się tuż przed pandemią Covid-19, to dla naszej spółki niecierpliwie oczekiwany przełom rynkowy i bardzo cieszymy się, że opublikowany niedawno suplement do dokumentu ofertowego wzbudził niemałe zainteresowanie emisją akcji. Przyznaję jednak, że czas kwarantanny COVID-19 dobrze wykorzystaliśmy, wzbogacając nasz portfel projektowy o Face-Cov™ system do zdalnego pomiaru temperatury ciała człowieka o cechach metrologicznych z wbudowaną biometryczną funkcją rozpoznawania twarzy. Nowy produkt przygotowaliśmy wykorzystując rozwiązania zastosowane w naszym flagowym systemie SkinSense. Jest on innowacyjnym systemem wspomagającym diagnostykę alergii, do którego zaangażowaliśmy sztuczną inteligencję. Na tym polu mamy naprawdę duże osiągnięcia i liczymy, że dzięki emisji akcji będziemy mogli wprowadzić je w życie – mówi Radosław Solan, wiceprezes spółki.

Milton Essex S.A. jest beneficjentem dotacji NCBiR z programu „Ścieżka dla Mazowsza” o wartości 11,1 mln PLN. Dotychczas na badania wykorzystała ponad 3,5 mln zł.

Harmonogram emisji akcji Milton Essex SA

   
od 30 czerwca do 2 lipca

(do godz. 15.00)

Book-building (budowa księgi popytu)
do 5 lipca Ustalenie Ceny Emisyjnej / ew. wyodrębnienie Transzy Dużych Inwestorów oraz Transzy Małych Inwestorów
od 6 lipca Rozpoczęcie przyjmowania Zapisów i wpłat na Akcje Oferowane
do 16 lipca (do godz. 18.00) Zakończenie przyjmowania Zapisów i wpłat na Akcje Oferowane
do 21 lipca Przydział Akcji Oferowanych
do 21 lipca Podanie do publicznej wiadomości wyników Oferty Publicznej
do 24 lipca Zwrot nadpłaconych kwot (w przypadku nadsubskrypcji)

Koniec kwartału to nie koniec kłopotów

0

Rynki nie potrafią wytrzymać przy jednym temacie i skaczą z informacji na informację, co przynosi szarpane ruchy. Wczoraj obawy o wzrost liczby chorych na koronawirusa udało się zagłuszyć lepszymi danymi z gospodarki USA, ale dziś rano doniesienia o przywróceniu lockdownu w australijskim Melbourne macą spokój. Zanosi się na niespokojne lato.

Interesujące, że tym razem lepsze od oczekiwań odczyty marko z USA nie przyniosły osłabienia dolara, ale go umocniły. Wcześniej oznaki szybszego odbicia gospodarczego były odbierane jako pozytywny sygnał dla gospodarki USA, a zatem wspierały rajd na Wall Street, co znów poprawiało ogólnorynkowy sentyment. Tutaj włączał się status dolara jako bezpiecznej przystani, który jednak w okresach wzrostu apetytu na ryzyko powinien się osłabiać.

Dlaczego teraz jest inaczej?

Prawdopodobnie bierze się to z niezdecydowania inwestorów, którzy mają wątpliwości do rozrysowywania tak długiego łańcucha przyczyn i skutków. Obecnie zbyt dużo jest czynników po obu stronach równania, gdzie po jednej stronie jest optymizm związany z szybszym tempem ożywienia a po drugiej obawy o drugą falę zachorowań na koronawirusa. W rezultacie inwestorzy decydują się rozgrywać dane najprościej jak się. Lepsze dane o podpisanych umowach domów w USA dobrze rokują dla wzrostu gospodarczego, ale inwestorzy nie mają przekonania, że od razu rozkręci to nową falę rajdu ryzykownych aktywów. Globalnie wątpliwości i niepokoje są zbyt duże, by status USD jako bezpiecznej przystani zadziałał, ale lokalnie dane pomagają.

Od kliku dni funt jest w trybie osuwania na coraz niższe poziomy i od zeszłotygodniowego szczytu traci do dolara ponad 2 proc. Częściowo związane jest to z pogorszeniem rynkowych nastrojów i wzrostem obaw wokół pandemii. Funt był uznawany jako ryzykowna waluta i jak wiele innych korzystał na osłabieniu dolara, podczas gdy rynek nie przejmował się analizą fundamentów GBP. A te wciąż pozostają niekorzystne. Wielka Brytania jest krajem z piątą na świecie liczbą zachorowań na COVID-19 z potencjalnym wystąpieniem drugiej fali przez decyzje o masowym otwarciu gospodarki w czerwcu. Ale koniec czerwca przypomina też o brexicie, gdyż dziś mija ostateczny termin, do kiedy można było zgłosić chęć przedłużenia negocjacji nowej umowy handlowej między Wielką Brytanią i Unią Europejską, inaczej stare zasady współpracy przestaną obowiązywać od 1 stycznia 2021 r. Jest za mało czasu, aby udało się uzgodnić wszystkie aspekty przyszłej wymiany, szczególnie że negocjacje prowadzone są w chłodnej i spornej atmosferze. Mimo to w dobie kryzysu wywołanego pandemią żadnej ze stron nie zależy, by całkowicie zerwać stosunki z ważnym partnerem handlowym. Zapewne w najbliższych tygodniach uda się uzgodnić umowę ramową, jednak z wieloma aspektami (m.in. dot. usług i inwestycji) skazanymi na surowe warunki oparte o zasady WTO. Nowe zasady współpracy będą nieść ze sobą szkodliwe konsekwencje dla trajektorii wzrostu gospodarczego Wielkiej Brytanii, bardziej niż dla strefy euro. Będzie to balast, który będzie ciążył funtowi i utrzymywał go relatywnie słabszego względem innych ryzykownych walut.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zainteresowanie koloniami i obozami kilkukrotnie mniejsze niż rok temu. Ze zorganizowanego wypoczynku skorzysta 240 tys. dzieci

Obawa przed koronawirusem i problemy finansowe sprawiają, że rodzice masowo rezygnują z wysyłania dzieci na kolonie i obozy. – Jeszcze w marcu mieliśmy sprzedanych w branży 40–50 proc. miejsc. Teraz, jeżeli osiągniemy sprzedaż na poziomie 20 proc. tego co w ubiegłym roku, będzie to można uznać za sukces – ocenia Krzysztof Maziński z Biura Usług Turystycznych BUT, przedstawiciel Polskiej Izby Turystyki Młodzieżowej. Z szacunków MEN wynika, że w 2019 roku ze zorganizowanego wypoczynku skorzystało 1,3 mln uczniów, w tym roku będzie to zaledwie 240 tys.

– Gwałtownie spadł popyt na kolonie i obozy – przyznaje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Maziński. – W połowie marca, kiedy wybuchła fala pandemii, mieliśmy w branży sprzedanych 40–50 proc. miejsc. W tej chwili szacujemy, że będziemy mieli maksymalnie 20 proc. sprzedanych miejsc w stosunku do zeszłego roku.

Z danych MEN wynika, że na kolonie i obozy wyjedzie ok. 240 tys. dzieci, z czego 160 tys. wybierze wypoczynek w kraju, a 3 tys. – za granicą. Blisko 80 tys. uczniów weźmie udział w półkoloniach.

 Rodzice obawiają się o bezpieczeństwo swoich dzieci, być może mają też problemy finansowe. W związku z tym od początku fali pandemii mamy bardzo dużą skalę rezygnacji z naszych usług. Tyczy się to zarówno kolonii i obozów krajowych, jak i przede wszystkim zagranicznych – mówi ekspert.

W tym roku w prowadzonej przez MEN bazie znajduje się obecnie ok. 7 tys. zatwierdzonych zgłoszeń wypoczynku dzieci i młodzieży.

– W bazie łatwo i szybko można sprawdzić wiarygodność organizatora wypoczynku (kolonii, obozu), który ma obowiązek zgłosić wyjazd do kuratorium oświaty właściwego ze względu na siedzibę organizatora. Dzięki temu wizytatorzy mogą kontrolować miejsca wypoczynku dzieci i młodzieży. Podobne kontrole będą przeprowadzali pracownicy straży pożarnej i sanepidu (zarówno przed rozpoczęciem wypoczynku, jak również w czasie jego trwania) – wyjaśnia Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Ze względu na pandemię koronawirusa resort edukacji, wspólnie z Ministerstwem Zdrowia i Głównym Inspektorem Sanitarnym, opracował wytyczne, które mają obowiązywać podczas organizacji tegorocznego wypoczynku dla dzieci i młodzieży. Główne ograniczenia dotyczą liczby dzieci zakwaterowanych w jednym pokoju (maksymalnie cztery osoby przy zachowaniu powierzchni 4 mkw. na jedną osobę) czy minimalnej przestrzeni przysługującej na jedno dziecko podczas prowadzenia zajęć (4 mkw.). Między turnusami ośrodki muszą być dodatkowo sprzątane i dezynfekowane. Rekomendowane jest zmianowe wydawanie posiłków, a po każdej grupie należy dokładnie wyczyścić blaty stołów i poręcze krzeseł. Organizatorzy powinni też zapewnić środki do dezynfekcji i higieny osobistej dla uczestników i kadry. Przepisy miały zwiększyć bezpieczeństwo wypoczynku, rodziców jednak takie rozwiązania nie przekonują.

– Jednoznacznie mogę powiedzieć, że ten rok będzie bardzo zły dla organizatorów wyjazdów młodzieżowych. Oprócz spadków sprzedaży chodzi także o ryzyko, które bierzemy na siebie, organizując obozy w tak trudnym czasie. Obawiamy się o bezpieczeństwo, nasza kadra także. Nie do końca wiemy, co się stanie, kiedy zostanie wykryty koronawirus w ośrodku, w związku z czym ryzyko i nasze obawy są olbrzymie – przyznaje przedstawiciel Biura Usług Turystycznych BUT.

W związku ze spadkiem zainteresowania, ale też obostrzeniami związanymi z koronawirusem, oferta wyjazdów jest znacznie mniejsza niż w minionych latach. Część programów musiała zostać zmodyfikowana, a części imprez nie uda się zorganizować.

– Redukujemy, często odwołujemy całe turnusy albo poszczególne programy, bo nie jesteśmy w stanie ich zrealizować. Po pierwsze, z przyczyn epidemicznych, czyli np. nie jesteśmy w stanie zapewnić bezpiecznej organizacji ze względu na zalecenia GIS-u, ponadto często brakuje chętnych – tłumaczy Krzysztof Maziński. – Najlepiej wyglądają te imprezy, gdzie dzieci są najbardziej zmotywowane do wyjazdu, czyli np. z bardzo atrakcyjnymi programami albo z udziałem znanych osób: influencerów czy youtuberów.

Nie pal za sobą mostów, czyli kilka słów o offboardingu

0

Nawet jeśli epidemię koronawirusa uda się tego lata wygasić, jej skutki firmy będą odczuwać z opóźnieniem. Tym bardziej, że jak na razie nic nie zapowiada, by jesienią kryzysowy scenariusz nie miał się powtórzyć. Dlatego wiele firm okres wakacyjny poświęci nie tylko na nadrabianie strat powstałych w efekcie pandemii, ale także na optymalizację kosztów. A to oznacza w wielu przypadkach także redukcję etatów. Jak się do tego przygotować?

Zwalnianie – moment krytyczny

Zwalnianie pracownika to jedno z trudniejszych zadań stawianych przed kierownictwem firmy, a nawet moment krytyczny, zarówno dla osoby zwalnianej, jak i dla zwalniającego. I to niezależnie od tego, z czyjej inicjatywy następuje rozstanie. Jak podkreśla Maciej Kabaciński, szef Pionu HR w firmie Quercus Sp. z o.o., specjalizującej się we wdrożeniach SAP dla HR, rozstanie jest niełatwe z kilku powodów. Po pierwsze jest sytuacją trudną, czasami nawet przykrą. Po drugie – oznacza konieczność zmiany planów i uzupełnienia wakatu. I po trzecie – niezwykle ważne – nie pozostaje bez wpływu na pracę firmy.

„Jeśli to pracodawca decyduje się na rozstanie z pracownikiem, musi mieć świadomość, że inni członkowie zespołu będą mieć obawy, czy ich to także może spotkać. Dlatego dobrą praktyką jest zorganizowanie spotkania z zespołem i wyjaśnienie przyczyn. Z drugiej strony – także w sytuacji, gdy rozstanie następuje z inicjatywy pracownika, warto porozmawiać z pozostałym personelem, aby poznać nastroje w zespole i móc wdrożyć działania, które mogłyby ograniczyć ryzyko kolejnych odejść” – mówi.

Analityka – pierwsza pomoc HR Managera

Oprócz poznania powodów odejścia pracownika oraz nastrojów w zespole z pomocą mogą przyjść zaawansowane narzędzia analityczne, dzięki którym możemy poznać trendy dotyczące rotacji na poszczególnych stanowiskach i np. sprawdzić, ile procent pracowników w danym wieku odchodzi z firmy w określonym przedziale czasowym, czyli na przykład w ciągu trzech lat. Taka wiedza pozwala przygotować się na możliwe sytuacje kryzysowe i zawczasu podjąć działania zaradcze, czyli m.in. przejrzeć i odświeżyć bazę potencjalnych pracowników (oczywiście pod warunkiem spełnienia wszystkich wymogów związanych z RODO).

„Dzięki takim narzędziom analitycznym jak SAP Business Intelligence możemy sprawdzić wskaźniki odejść. Może okazać się na przykład, że w grupie pracowników w wieku 20-30 lat średnio 20% odchodzi w ciągu 3 lat pracy, natomiast osoby w wieku 30-40 lat odchodzą najczęściej w ciągu 5 lat. Te dane nie mogą być jednak wykorzystane do dyskryminacji kogokolwiek w procesie rekrutacyjnym, ale pozwalają menedżerowi zabezpieczyć się na ewentualne odejście, którego prawdopodobieństwo ma potwierdzenie w analizach” – podkreśla ekspert firmy Quercus Sp. z o.o.

Offboarding, czyli rozstanie z klasą

Pojęcie onboardingu, czyli procesu związanego z przyjęciem, a następnie wdrożeniem pracownika do pracy na nowym miejscu i w nowym zespole jest już w powszechnym użyciu. O zwalnianiu jako procesie mówi się rzadziej. A jest ono równie istotne, jeśli nie ważniejsze, w kontekście kreowania wizerunku firmy – zgodnie z dewizą, że nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy.

Offboarding, to mówiąc najprościej proces, który pozwala na bezproblemowe, płynne i nieobarczone niepotrzebnymi emocjami rozwiązanie stosunku pracy z pracownikiem oraz na pozamykanie wszelkich spraw, które powinny być zakończone, jak np. zdanie sprzętu, zamknięcie dostępów do zasobów danych, itp.

Dobre rozstanie z pracownikiem to takie, które nie pali żadnych mostów. Pracodawcy powinno bowiem zależeć na tym, aby pracownik miło wspominał czas spędzony w firmie i dobrze o niej mówił. Dlatego wiele firm organizuje pożegnalne spotkania, podczas których wręcza pracownikowi upominek na nową drogę zawodowego życia. Jednak dla zapewnienia płynności procesu kluczowe jest wprowadzenie odpowiednich procedur, które ułatwią i uproszczą rozstanie.

„Dzięki zaawansowanym technologiom każda firma może skonfigurować proces offboardingu zgodnie ze swoją specyfiką. Do tego celu potrzebne jest m.in. zdefiniowanie listy sprzętu, który był wydany i niezbędnych dokumentów, które trzeba wypełnić – w obecnych czasach najlepiej z możliwością podpisywania ich elektronicznie. Trzeba także wyznaczyć osobę, która będzie zatwierdzać poszczególne kroki procesu, wyznaczyć zastępcę (stałego lub tymczasowego), określić, do jakich danych pracownicy mają dostęp i które dostępy oraz w jakim czasie powinny zostać wyłączone” – podpowiada Wojciech Miszewski, specjalista firmy Quercus ds. SuccessFactors.

Takie rozwiązania pozwalają ponadto umawiać rozmowy końcowe (w konkretnym pomieszczeniu, o ustalonej godzinie) oraz wskazać, które osoby będą w takim spotkaniu uczestniczyć. Niejako z automatu o rozwiązaniu umowy powiadamiane są także osoby, które są odpowiedzialne m.in. za płace oraz za benefity.

Rozstanie z pracownikiem zawsze budzi emocje, a utrata pracy klasyfikowana jest (w skali stresu Thomasa Holmesa i Richarda Rahe’a) w pierwszej dziesiątce najbardziej stresujących doświadczeń życiowych. Dlatego właśnie warto wprowadzić procedury, które porządkują cały proces i ograniczają stres, a także ryzyko problemów, które mogą pojawić się w wyniku odejścia pracownika (np. nieprzekazanie informacji zastępcy). Poza tym dobrze przeprowadzony offboarding, czyli rozstanie w przyjaznej, pełnej zrozumienia atmosferze, to także szansa na ponowne nawiązanie współpracy w przyszłości. Nie warto palić za sobą mostów.

W ciągu trzech lat czeka nas boom na rynku dronów. Pandemia ujawniła nowe możliwości ich zastosowania

– Pandemia otwiera nowe przestrzenie dla transformacji cyfrowej: przyspieszy rozwój dronów w logistyce, rolnictwie i służbie zdrowia – ocenia Sławomir Kosieliński, prezes Fundacji Instytut Mikromakro. Szczególnie w tym ostatnim obszarze obserwujemy dynamiczne przyspieszenie. W czasie pandemii testowano możliwość dostarczania dronami próbek do badań na obecność wirusa. Bezzałogowe systemy dostarczają już nawet szczepionki i narządy do przeszczepu. – Rynek bardzo szybko eksploduje, jeszcze nie w tym momencie, ale najpóźniej za trzy lata – prognozuje ekspert.

– Coś, co do lutego wydawało się nieosiągalne i nieopłacalne, nagle w czasach pandemii stało się realne. Widzimy, że życie przeniosło się online, również zakupy, jak gwałtownie zwiększyła się efektywność pracy logistyki i kurierów. Pozostaje więc pytanie, czy nie można byłoby w tej dziedzinie postawić kropki nad i i wykorzystać bezzałogowe statki powietrzne do zwiększenia efektywności pracy kurierskiej – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Kosieliński, prezes Fundacji Instytut Mikromakro, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Droniada GZM 2020.

Pandemia nie tylko zintensyfikowała wykorzystanie dronów, lecz również pokazała nowe możliwości ich zastosowania. W Chinach systemy wyposażone w kamery termowizyjne mierzyły temperaturę. W Wielkiej Brytanii dostarczały niezbędne środki ochrony osobistej do personelu medycznego na wyspie Wight. W Polsce drony były też wykorzystywane do patrolowania plaż, lasów i innych popularnych miejsc spotkań oraz kontrolowania, czy nie dochodzi do łamania obowiązującego wówczas zakazu gromadzenia się. W Warszawie testowano też transport próbek do badań na obecność wirusa SARS-CoV-2 pomiędzy szpitalem MSWiA a Centralnym Szpitalem Klinicznym UCK WUM. Było to możliwe dzięki wykorzystaniu rozwiązań Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej – odbiorników ADS-B zintegrowanych z systemem do koordynacji lotów bezzałogowych statków powietrznych.

Wyobraźmy sobie sytuację, że trzeba jechać z Warszawy do Siedlec po lekarstwo. Samochodem cała operacja trwa około pięciu godzin i trzeba kilka osób postawić na nogi. Można by było w takiej sytuacji naciśnięciem guzika uruchomić drona, który wystartuje z dachu szpitala i w ciągu niecałej godziny dotrzedo Siedlec. Tam lekarstwo jest ładowane i rusza w drogę powrotną. To jest przyszłość. Polskie drony mają taką możliwość, to zadanie dzisiaj jest wykonywalne w polskiej przestrzeni powietrznej, ale musi się pojawić zapotrzebowanie – wyjaśnia prezes Fundacji Instytut Mikromakro.

Drony z powodzeniem dostarczały już leki w Afryce. Niedawno dron z Uniwersytetu w Maryland dostarczył nerkę, którą przeszczepiono pacjentowi cierpiącemu na poważną chorobę nefrologiczną. Także w Polsce w kwietniu odbył się pierwszy w Polsce lot drona, w którym przewieziono próbki do badań na obecność wirusa SARS-CoV-2 pomiędzy szpitalem MSWiA a Centralnym Szpitalem Klinicznym UCK WUM.

 Mamy zbudowany system informatyczny, mamy drony, teraz potrzeba, żeby chciał tego rynek. Jeżeli to wszystko się zacznie łączyć ze sobą tak, że będzie i zapotrzebowanie ze strony rynku, i możliwości prawne, to rynek bardzo szybko eksploduje. Może jeszcze nie teraz, ale za dwa–trzy miesiące, a najpóźniej za trzy lata – ocenia Sławomir Kosieliński.

Polska jako pierwszy kraj w Europie posiadała operacyjny system do koordynacji zarządzania ruchem bezzałogowych statków powietrznych w separacji od ruchu lotniczego. Jako jedno z pierwszych państw na świecie uregulowała ten rynek i jest liderem technologii dronowych. Rozwój rynku może przyspieszyć startujący właśnie projekt „Usługi cyfrowe dla bezzałogowych statków powietrznych”. Jego efektem ma być rozwój rozwiązań cyfrowych i teleinformatycznych dla branży, a także usprawnienie procesu zakładania i prowadzenia tej działalności. Wart ponad 60 mln zł konkurs będzie realizowany w ramach programu operacyjnego Polska Cyfrowa przez Ministerstwo Infrastruktury, Urząd Lotnictwa Cywilnego oraz Polską Agencję Żeglugi Powietrznej.

Jak przekonuje ekspert, możliwości zastosowania dronów jest wiele również poza medycyną. Jednym z perspektywicznych obszarów jest rolnictwo. W USA drony są już wykorzystywane do kontroli plonów.

– Drony pozwalają szybciej wykryć patogeny chorób roślin, sprawdzić, czy na polu właściwie rosną ziemniaki, czy pomidory są już gotowe do zbioru. Można też je wykorzystywać do robienia punktowych oprysków. To się dzieje, te produkty są gotowe – wskazuje prezes Fundacji Instytut Mikromakro.

Nowe zastosowania dronów będą sprawdzane podczas konkursu Droniada GZM, który rozpocznie się 1 lipca. W jednej z konkurencji zadanie polegać będzie na wykryciu ognisk chorób roślin: mączniaka rzekomego kapustowatych, fytoftorozy oraz mączniaka prawdziwego.

 Wszystkie te trzy choroby są bardzo ciężkie. Jeżeli fytoftoroza rozpowszechni się w jakimś sadzie, to straty gospodarcze są liczone w setki tysięcy złotych. Jeżeli dałoby się to odpowiednio wcześnie wykryć właśnie z wykorzystaniem dronów, straty zostaną wtedy zminimalizowane – przekonuje Sławomir Kosieliński.

W innej konkurencji zadaniem będzie stworzenie bezzałogowego systemu latającego opartego na technologiach Przemysłu 4.0, czyli np. sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego, by monitorować sytuację na autostradach.

– Policja chce, żeby od 2021 roku główne węzły autostradowe w Polsce były monitorowane właśnie z dronów. Zespoły akademickie przedstawiają pomysły na to, jak to zrobić efektywnie. Mają wykryć intruza w korytarzu życia, sprawdzić, w jakim położeniu znajduje się pojazd uprzywilejowany, przekazać meldunek na stanowisko dowodzenia i w ten sposób doprowadzić do ukarania sprawcy wykroczenia – dodaje prezes Fundacji Instytut Mikromakro.

Ostatnie ulewy nie zażegnały zagrożenia suszą. Kilka upalnych dni bez opadów sprawi, że problem powróci

W Polsce zmiany klimatu są już widoczne gołym okiem – mówi Marcin Popkiewicz, fizyk i redaktor portalu Nauka o klimacie. Wzrost temperatury spowodował z jednej strony przyspieszone wyparowywanie wody i wzrost zagrożenia suszą, z drugiej zaś opady coraz częściej mają charakter nawalny, powodując wzrost zagrożenia powodziowego. Ostatnie deszcze załagodziły co prawda problem suszy, z którym zwłaszcza rolnicy borykali się od dłuższego czasu, ale nasycenie wodą w głębszych warstwach gleby wciąż jest niskie. To oznacza, że wystarczy cieplejszy okres bez opadów, żeby zagrożenie suszą wróciło.

– Zmiany klimatu widać gołym okiem, nie trzeba robić specjalnych badań. Latem mamy więcej fal upałów, zimą coraz mniej śniegu. Ta zmiana już jest bardzo wyraźna – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Popkiewicz, fizyk, popularyzator nauki i redaktor portalu Nauka o klimacie.

Jak wskazuje, w ciągu ostatniego stulecia w Polsce nastąpił wzrost średniej temperatury o około 2,5°C.

 To znaczy, że Mazowsze ma w tej chwili klimat termicznie zbliżony do Niziny Węgierskiej z XIX wieku. Pomyślmy o winiarskim rejonie Tokaju na Węgrzech. Na Mazowszu panują już w tej chwili podobne temperatury – mówi.

Według danych PGW Wody Polskie w Polsce od co najmniej siedmiu lat zimą występują znikome opady śniegu. Miniona zima była najcieplejszą w historii pomiarów i już trzecią z rzędu, w której śnieg w wielu miejscach nie spadł w ogóle. Braku pokrywy śnieżnej, która zapewniałaby wilgotność gleby na wiosnę, nie zrekompensowały też znikome opady deszczu. To sprawiło, że wiosną na 90 proc. terytorium Polski wystąpiła susza hydrologiczna, która objawia się spadkiem poziomu rzek i wód gruntowych oraz wpływa na wegetację roślin. Dopiero ostatnie tygodnie przyniosły większe opady deszczu i sytuacja wodna się poprawiła.

– Obecne opady złagodziły zagrożenie suszą. W Polsce mamy na przemian susze i powodzie. Są to powodzie opadowe, bo wyniku bezśnieżnych zim przestają występować powodzie roztopowe na wiosnę. Klimat się zmienia, podobnie zresztą jak na całym świecie, w wyniku emisji gazów cieplarnianych. Sumaryczna ilość opadów w Polsce nie rośnie, ale temperatury są wyższe – mówi ekspert. – Co to oznacza dla bilansu wodnego, skoro pada tyle samo, a wyparowuje więcej? Bilans wodny robi się ujemny. W efekcie spada poziom wód gruntowych, wysychają stawy i rzeki, do tego zmienia się charakter opadów. Mamy więcej opadów ekstremalnych, nawalnych, a później dłuższe okresy bezopadowe i suszę. Jest to związane właśnie ze zmianą klimatu.

Dane IMiGW pokazują, że w tej chwili na większości terytorium Polski nasycenie gleby wodą (w warstwie 0–7 cm) jest duże i w zależności od regionu waha się od 40 miejscami do nawet 90 proc. W kilku regionach zachodniej Polski wciąż jednak oscyluje wokół 30–40 proc.

– Ostatnie opady oraz dość chłodny maj złagodziły problem suszy. Jednak jeśli spojrzymy na wilgotność gleby w warstwie głębszej, od 28 do 100 cm według IMiGW, to widzimy, że duża część Polski wciąż jest w stanie bardzo poważnej suszy. Ta woda jest na powierzchni, ale głębiej już jej nie ma. Zatem, o ile teraz nie widzimy ryzyka suszy, to kolejny cieplejszy okres bez opadów spowoduje, że to zagrożenie powróci – mówi Marcin Popkiewicz.

Jak podkreśla, aby załagodzić problem, potrzebne są równomierne, dość intensywne opady deszczu trwające co najmniej kilka tygodni, a nawet miesięcy i towarzyszące im niezbyt wysokie temperatury, żeby woda mogła wsiąknąć w grunt.

– Mamy zasoby wody na różnych głębokościach. Pokłady wodne, które generują się dużo wolniej, wolniej się też napełniają. Najlepszy jest taki deszcz, który pada równomiernie i łagodnie, ponieważ woda ma wtedy czas wsiąknąć w glebę i przesączyć się głębiej, do pokładów wodonośnych. Kiedy mamy nagłe ulewy, urwania chmur, w dodatku na wyschniętą, spieczoną glebę, ta woda po prostu spływa po powierzchni do rzek i dalej do Bałtyku. W rezultacie wody na polach po prostu nie ma. Niestety w związku ze zmianą klimatu coraz więcej opadów ma charakter nawalny – mówi redaktor portalu Nauka o klimacie.

Problem gwałtownych opadów potęgują jeszcze kwestie zabudowy w polskich miastach, które – zabetonowane i wyasfaltowane – są o kilka stopni cieplejsze niż łąki czy lasy. To powoduje, że właśnie nad miastami zwykle jest oberwanie chmury.

Betonując nasze miasta, sami ściągamy te opady nawalne na głowę. To właśnie nad nagrzanymi miastami formują się gwałtowne ruchy konwekcyjne, prowadzące do tzw. oberwań chmury. Jak już tak pięknie je zabetonowaliśmy, pozbyliśmy się zieleni, wycięliśmy drzewa, pobudowaliśmy wszędzie nasze domy, wyłożone kostką place, parkingi itd., to jak już ten opad nawalny spadnie, to gdzie ma się podziać ta woda? Kanalizacja burzowa nie jest w stanie obsłużyć takich opadów, więc woda spływa do piwnic, zatapia tunele i mamy olbrzymi problem. Co więc powinniśmy zrobić? Oczywiście oprócz tego, że chronić klimat i nie dopuszczać do jego destabilizacji, powinniśmy prowadzić działania adaptacyjne. Coraz więcej samorządów ma tego świadomość, że potrzebna jest w miastach zieleń, nie parkingi, tylko parki – podkreśla Marcin Popkiewicz.

Jak dodaje, fundamentalną zasadą jest zatrzymywanie opadów w miejscu, gdzie spadną.

– Teren powinien być gąbką przechwytującą i magazynującą wodę. Działają tak tereny zielone, bujne lasy, łąki, mokradła i meandrujące rzeki. Z kolei wycinane lasy, nadmierna rozbudowa rowów melioracyjnych czy wyprostowane rzeki przypominające kanalizację burzową sprzyjają szybkiemu spływowi wody do Bałtyku, powodzi oraz suszy. W kontekście postępującej zmiany klimatu to szkodliwe działania antyadaptacyjne – zauważa redaktor portalu Nauka o klimacie.

Cała prawda o uszczelnianiu VAT

0

Kreatywność fiskusa, czyli jak chwalić się uszczelnieniem systemu VAT, gdy w rzeczywistości jest on coraz bardziej dziurawy? MF chwali się wyłącznie rosnącymi wskaźnikami z wpływów z podatku VAT, a milczy na temat jeszcze bardziej rosnących wskaźników jego nieściągalności. Co gorsza, ofiarami uszczelniania systemu podatkowego stają się legalnie działający bądź nieświadomi uczestnictwa w karuzeli VAT przedsiębiorcy.

Fiskus chwali się zwiększoną ściągalnością VAT. Na europejskim forum stawia się w tej kwestii nawet za wzór do naśladowania. Pismem z 20 lutego 2019 r. w odpowiedzi na interpelację poselską 28742 Zastępca Szefa Krajowej Administracji Skarbowej, działając z upoważnienia Ministra Finansów, wskazał, że wg jego danych luka podatkowa w VAT w 2013 r. wynosiła 25,7%, w 2015 r. – 23,9%, a już w 2017 r., czyli zaledwie po 9 miesiącach funkcjonowania KAS (od 1 marca 2017 r.) – jedynie 14%. To 10% zasypanie luki to zdaniem Zastępcy Szefa KAS zasługa utworzenia Krajowej Administracji Skarbowej oraz wprowadzenia takich rozwiązań jak pakiet paliwowy czy system monitorowania transportu towarów wrażliwych SENT. Urzędnik wskazał jeszcze na skuteczność kontroli podatkowych.

„Z danych przedstawionych powyżej jednoznacznie wynika, że reforma w ramach której powstała Krajowa Administracja Skarbowa, przyczyniła się do znacznego ograniczenia luki podatkowej bowiem już po kilkumiesięcznym funkcjonowaniu połączonych struktur administracji podatkowej, Służby Celnej i kontroli skarbowej w ramach KAS (…) lukę w podatku VAT dla roku 2017 oszacowano na 14%, prawie o 10% mniej niż to miało miejsce w roku 2015 (…) nie sposób pominąć skutków uszczelnienia systemu podatkowego, efektywności działań prewencyjnych oraz skuteczności tzw. twardych kontroli, dotyczących oszustów podatkowych” (pismo Ministra Finansów z 20 lutego 2019 r., sygn. DNK7.054.5.2019).

Zależy, kto podaje dane…

Wpływy w wysokości 113,4 mld zł przy zaległości w poborze 21 mld zł z tytułu podatku od towarów i usług w 2013 r. – to dane Ministerstwa Finansów, na które rok później, 26 lutego 2020 r., powołuje się w swoim artykule Rzeczpospolita, zestawiając je z danymi z 2019 r. W roku 2019 wpływy wyniosły 183,2 mld zł przy 92,8 mld zł nieściągniętego VAT-u. Oznacza to, że w 2013 r. nie ściągnięto jedynie 15,6% VAT. Jedynie, bo w 2019 r. jest to już 33,6%. Co ciekawe, wskaźnik nieściągalności VAT zaczął znacząco wzrastać od czasu nasilenia polityki wzmożonego uszczelniania VAT, czyli od przełomu lat 2015 i 2016. W 2014 r. wyniósł on bowiem 19,34% (124,3 mld zł wpływu, 29,8 mld zł zaległości), w 2015 r. wzrósł do 27,29% (123,1 mld zł wpływu, 46,2 mld zł zaległości), ale już w 2016 r. służby skarbowe ściągnęły tylko 126,6 mld zł VAT z 191,8 mld zł do ściągnięcia (34% nieściągalność), w 2017 r. – 156,8 mld zł z 237,9 mld zł (34,09% nieściągalność), oraz 174,9 mld zł z 264,9 mld zł w 2018 r. (33,98% nieściągalność).

Zatem rekordową nieściągalność tego podatku fiskus odnotował w 2017 r., tym samym, który Zastępca Szefa KAS w odpowiedzi na interpelację nazywał rokiem sukcesu w uszczelnianiu VAT.

…i w jaki sposób

Najwyższa Izba Kontroli 12 lutego 2020 r. opublikowała raport nt. odzyskiwania mienia pochodzącego z przestępstw. Wynika z niego, że z szacowanych w latach 2014-2018 zysków przestępców w wysokości od 217 do 520 mld zł służby ścigania zabezpieczyły 2,7 mld zł, a więc zaledwie od 0,52% do 1,24% tych kwot. NIK wskazała, że Ministerstwo Sprawiedliwości, chwaląc się wysokimi wskaźnikami odzyskiwanego od przestępców majątku, nie podawało do wiadomości opinii publicznej rzetelnych informacji:

„Ministerstwo Sprawiedliwości gromadziło jedynie dane statystyczne na temat liczby skazanych, wobec których orzeczono przepadek przedmiotów lub korzyści majątkowych, natomiast nie gromadzono danych dotyczących wartości skutecznie wykonanych orzeczeń przepadku m.in. kwot, jakie wpłynęły na rachunki Skarbu Państwa (…) Zdaniem NIK dane Prokuratury prezentowane opinii publicznej nie obrazowały skuteczności systemu odzyskiwania mienia” (www.nik.gov.pl).

Jednak NIK już w podsumowaniu tego „świetnego” dla fiskusa pod względem ściągalności VAT roku 2017 napisała: „Niska była również skuteczność postępowań egzekucyjnych wobec podmiotów dokonujących oszustw podatkowych” (Analiza wykonania budżetu państwa i założeń polityki pieniężnej w 2017 r. nr ewid. 88/2018/P/18/001/KBF i 89/2018/P/18/002/KBF).

W przywołanej wyżej odpowiedzi na interpelację 28742 Zastępca Szefa KAS, ustosunkowując się do nieskuteczności działań podejmowanych w zakresie odzyskiwania mienia w stosunku do wzmożonego wzrostu wszczętych kontroli VAT u przedsiębiorców w latach 2014-2015, przyznał: „…wiodącą rolą kontroli, stało się dokonywanie „papierowych” ustaleń z niewielkim prawdopodobieństwem ściągalności (…) Kluczowym problemem było błędne założenie prowadzenia kontroli „na ilość” – im więcej, tym lepiej…”.

Wzrost poboru VAT priorytetem rządu

„W 2020 r. kontynuowane będą działania mające na celu uszczelnienie systemu podatkowego, co jest jednym z priorytetów Rządu. Działania w tym obszarze będą skoncentrowane głównie na wzroście poboru podatku od towarów i usług i zwalczaniu związanych z nim oszustw…” – tak stanowią „Założenia projektu budżetu państwa na 2020 r.” (www.gov.pl). Rodzą się tylko pytania: Kto zapewni wpływy budżetowe, które zdołają zaspokoić rosnące potrzeby i programy socjalne państwa? Jeśli z przestępców nie da się ściągnąć VAT, to od kogo? Kto ma być tym źródłem rosnącego poboru podatku od towarów i usług?

Brać się za uczciwych przedsiębiorców, bo za oszustów się nie da

W połowie 2018 r. jeden z portali internetowych ujawnił treść notatki służbowej izby skarbowej w Kielcach, w której zwierzchnicy instruują swoich urzędników, by ci skupili się na ściąganiu należności podatkowych z legalnie działających przedsiębiorców, którzy dysponują namacalnym, a nie, jak w przypadku firm słupów, wirtualnym majątkiem, z którego można coś pozyskać. Oszustom VAT-owskim, stojącym w rzeczywistości za całym procederem karuzeli VAT, mają odpuścić, bo odnalezienie ich majątku, zajęcie go i egzekucja z niego jest mało prawdopodobna. Skarbówka ma się koncentrować na tych, którzy posiadają majątek i zostali jeszcze w kraju. Stąd też, chcąc wykonać zalecenia zwierzchników, urzędnicy dokonywali zabezpieczeń na takich majątkach od razu po wszczęciu kontroli, po to, aby na wszelki wypadek zdążyć coś zająć.

Inną grupą docelową skarbówki dla zabezpieczenia zwiększonych wpływów z VAT są przedsiębiorcy nieświadomie uczestniczący w oszustwie podatkowym. To przecież ich wina, że choć dokonując transakcji w przekonaniu, że są zupełnie legalne, nie dochowują należytej staranności przy weryfikacji kontrahenta i tym sposobem zostają wkręceni w karuzelę VAT.

„Nie można jednak z góry zakładać, że oszustwo karuzelowe jest sztuczną konstrukcją, zwłaszcza że zasadą jest, że problem ten dotyczy rzeczywistego obrotu gospodarczego i może też dotyczyć uczciwych podatników. (…) Oczywiście organy podatkowe przyjmują nazbyt uproszczone założenie, że już sam udział w karuzeli zakłada jego świadome uczestnictwo” (wyrok WSA we Wrocławiu z 9 listopada 2017 r., sygn. akt I SA/Wr 203/17).

Ci, co zostali jeszcze w kraju

Przedsiębiorcom przyszło prowadzić firmę w państwie, którego motorem napędowym mają być zwiększone wpływy do budżetu państwa, zapewnione dzięki uszczelnieniu systemu VAT. Jeśli więc informacje o sukcesie w ich ściąganiu niekoniecznie pokrywają się z rzeczywistością, z uwagi na bezradność fiskusa wobec prawdziwych oszustów może to rodzić obawy u uczciwych bądź nieświadomych wkręcenia w oszustwa podatkowe przedsiębiorców. Bo budżet już zaplanowano, pieniądze rozdzielono i w domyśle wydano, a środki na to skądś jednak trzeba wziąć.

Ochrona majątku firmy przy prowadzeniu działalności w kraju, w którym metodą na zapewnienie wpływów do budżetu jest „branie się” za uczciwych przedsiębiorców, bo za oszustów się nie da, może okazać się utrudniona, a możliwa do osiągnięcia jedynie pod inną, bardziej przyjazną jurysdykcją.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Pandemia mocno zachwieje kondycją finansową banków. O kredyty dla konsumentów i przedsiębiorstw będzie coraz trudniej

Obniżki stóp procentowych i wzrost kosztów ryzyka odbiją się na kondycji finansowej banków, które już na początku roku zaostrzyły warunki udzielania kredytów. I mimo że w nadchodzących miesiącach spodziewają się dużego spadku popytu, zwłaszcza na kredyty długoterminowe dla MŚP, mieszkaniowe i konsumpcyjne, to nie zamierzają tych kryteriów łagodzić. NBP wskazuje, że skala tego zaostrzenia będzie znacząca, co może odbić się na całej gospodarce.

– Banki żyją z kontrolowanego ryzyka. Pandemia była takim czarnym łabędziem, który skokowo podniósł ryzyko kredytowe, co oznacza, że w bankach pojawiają się bardzo duże rezerwy na kredyty. Ten rok na pewno będzie trudniejszy, tworzenie rezerw oznacza ograniczenie środków pod nowe kredyty i wymaga zrównoważenia tych dwóch elementów – mówi agencji Newseria Biznes Mariola Szymańska-Koszczyc, prezes EFPA Polska – Fundacji na rzecz Standardów Doradztwa Finansowego, wiceprezes Warszawskiego Instytutu Bankowości.

Pandemia SARS-CoV-2 to kolejny na przestrzeni ostatnich miesięcy cios dla sektora bankowego, po procesach o kredyty frankowe czy tzw. małym TSUE, regulującym zwroty prowizji za wcześniejszą spłatę kredytów konsumpcyjnych. Teraz nałożyły się na nie dodatkowe problemy – obniżki stóp procentowych, niska aktywność klientów i wzrost kosztów ryzyka, co z pewnością odbija się na kondycji finansowej sektora.

– Z pewnością wyniki sektora bankowego na koniec tego roku będą słabsze od poprzedniego, ale za wcześnie jeszcze prognozować, o ile. Prognozy, które się pojawiają, mają duży rozstrzał, mówimy o kilku do nawet kilkudziesięciu miliardów złotych różnicy w wyniku netto sektora bankowego na koniec roku wobec poprzedniego. To są poważne różnice. Wszystko zależy od tego, jak szybko będziemy odmrażać gospodarkę i jak będzie wyglądała jesień – mówi Mariola Szymańska-Koszczyc.

Według NBP w nadchodzącym okresie trzeba spodziewać się znacznego spadku przeciętnej zyskowności sektora bankowego oraz wzrostu liczby i udziału w aktywach banków ponoszących straty. Wpłynie na to m.in. spadek marży odsetkowej (obniżenie stopy referencyjnej NBP (o 1,4 pkt proc.) spowoduje spadek marży odsetkowej netto rzędu 15–30 proc.), wzrost odpisów na oczekiwane straty kredytowe, spadek przychodów banków z prowizji i opłat wskutek mniejszego popytu na usługi bankowe oraz możliwy wzrost odpisów portfelowych na ryzyko związane z kredytami frankowymi. Polskie banki mają tymczasem niewielki potencjał do głębszego obniżania kosztów.

– Polski sektor bankowy jest bardzo silny kapitałowo i to jest powszechna opinia wśród polskich i międzynarodowych instytucji. Polskie banki mają też mocną pozycję płynnościową, w związku z czym nie widzę dla nich fundamentalnych zagrożeń. Co nie zmienia faktu, że ten rok będzie dla nich bardzo trudny, podobnie jak i dla całego sektora finansowego – mówi prezes EFPA Polska.

Także Narodowy Bank Polski w „Raporcie o stabilności systemu finansowego. Wydanie specjalne: skutki pandemii COVID-19” wskazuje, że polski system finansowy wszedł w okres pandemii w dobrej kondycji, odporny na szoki i bez znaczących nierównowag. Siła i charakter szoku wywołanego pandemią sprawiły jednak, że ryzyko kredytowe znacznie wzrosło, a prawdopodobieństwo wystąpienia problemów z obsługą długu jest znaczne w większości kategorii kredytów. Bank centralny wskazał, że jednocześnie z uwagi na spodziewane straty kredytowe pojawiło się też ryzyko nadmiernego ograniczenia dostępności kredytu w gospodarce, co będzie mieć na nią niekorzystny wpływ.

– Największym wyzwaniem będą odroczone konsekwencje lockdownu: potrzeby kredytowe klientów i wzrost ryzyka kredytowego – mówi Mariola Szymańska-Koszczyc. – Dzisiejsza sytuacja postepidemiczna wymaga współpracy i ogromnej odpowiedzialności pomiędzy sektorem prywatnym a rządem i instytucjami publicznymi. Sektor finansowy dostarcza finansowanie dla gospodarki, przez co powinien być sektorem specjalnej troski, ważnym partnerem w znajdywaniu rozwiązań na optymalne wychodzenie z bardzo trudnej sytuacji, w której się znaleźliśmy.

Już w I kwartale tego roku banki zaostrzyły warunki udzielania kredytów we wszystkich segmentach rynku. W przypadku kredytów dla przedsiębiorstw skala tego zjawiska była największa od 2009 roku. Mimo że w nadchodzących miesiącach banki spodziewają się dużego spadku popytu na kredyty (zwłaszcza mieszkaniowe, konsumpcyjne i kredyty długoterminowe dla MŚP), to nadal zamierzają zaostrzać politykę kredytową. Jak wskazał bank centralny, skala tego zaostrzenia będzie znacząca, co może negatywnie odbić się na całej gospodarce („Sytuacja na rynku kredytowym II kwartał 2020 r.”).

– Dziś sektor bankowy jest tym, który, mimo że wychodzi proaktywnie i pomaga przedsiębiorcom z różnych branż, powinien sam zostać otoczony publiczną opieką jako część krwiobiegu gospodarki oraz jako źródło finansowania i wychodzenia z kryzysu wszystkich przedsiębiorstw w Polsce – wskazuje wiceprezes Warszawskiego Instytutu Bankowości.

Jak podkreśla, banki odegrały istotną rolę w transferowaniu rządowej pomocy z kolejnych tarcz antykryzysowych. Z kolei pod względem środowiska pracy bardzo dobrze poradziły sobie ze stress-testem, jakim okazała się pandemia SARS-CoV-2 i trzymiesięczny lockdown.

– Gdy spojrzymy na giełdę, ceny akcji banków mocno spadały, ale jeśli chodzi o ciągłość ich działania, ten egzamin zdały na piątkę. Nie było żadnych większych zawirowań związanych z serwisowaniem bieżących potrzeb klientów. Sektor bankowy jako mocno zinformatyzowany bardzo dobrze poradził sobie też z przejściem na pracę zdalną – mówi Mariola Szymańska-Koszczyc.

Prezes Fundacji EFPA Polska ocenia też, że pandemia dodatkowo napędzi w sektorze bankowym szersze wykorzystanie automatyzacji, procesów zdalnych i sztucznej inteligencji.

– Jednocześnie sektor finansowy jest jedną z najbardziej uregulowanych branż. Wchodząc w obszar, w którym ważną rolę odgrywają technologie takie jak sztuczna inteligencja, trzeba na nowo się temu przyjrzeć. W wielu obszarach te regulacje nie nadążają za rzeczywistością. Potrzebny jest okrągły stół, przy którym zostanie dokonany przegląd istniejących regulacji, oraz starania, żeby znaleźć równowagę pomiędzy oczekiwaniami klientów co do nowego modelu funkcjonowania instytucji finansowej a regulacyjnym zachowaniem bezpieczeństwa i stabilności sektora. Regulacje powinny przeciwdziałać i zabezpieczać, ale i ułatwiać zmianę modeli biznesowych tak, aby dostarczać usługę w takim formacie i jakości, jakich potrzebują klienci – mówi.

Jak firmy radziły sobie w pandemii i czego obawiają się pracownicy w drugiej połowie roku?

0

Co czwarty pracownik nie wie, czy jego stanowisko pracy zostanie utrzymane do końca roku. Również co czwarty przyznaje, że w wyniku pandemii COVID-19 w jego firmie nastąpiła redukcja wynagrodzeń – przy czym blisko jedna trzecia spodziewa się dalszego obniżania pensji w  najbliższych miesiącach. Ponad połowa przedsiębiorstw odnotowała spadek przychodów, a nieco ponad jedna trzecia zauważyła opóźnienia lub nienależyte wykonanie kontraktów. Aż  78 proc. uczestników badania, przeprowadzonego przez Gdańską Fundację Kształcenia Menedżerów (GFKM) i Szkołę Wyższą Psychologii Społecznej (SWPS), przyznaje, że zagrożenie koronawirusem spowodowało częściowe lub całkowite przejście firmy w tryb pracy zdalnej.

Zdalnie, z redukcją kosztów i wynagrodzeń

…tak można najkrócej odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób biznes starał się radzić sobie z sytuacją wynikającą z pandemii.

Zdecydowana większość firm, bo aż 78,8 proc. przeszła w tryb pracy zdalnej. Prawie 40 proc. respondentów przyznało, że w ich organizacjach doszło do redukcji kosztów innych niż wynagrodzenia. Co czwarty badany wskazał, że w jego przedsiębiorstwie przeprowadzono redukcję wynagrodzeń. Optymizmem może napawać fakt, że tylko w przypadku 13 proc. firm, w których pracują uczestnicy badania zastosowano zwolnienia.Jakie działania podjęła firma, w której pracujesz w związku z pandemią COVID-19

– Zarządzający firmami wiedzą, że pracownicy stanowią znaczącą część kosztów organizacji. Wiedzą też, jak trudno jest pozyskać i wyszkolić nowego pracownika. Dlatego w pierwszej kolejności poszukiwali oszczędności w innych obszarach niż wynagrodzenia czy redukcja etatów. Warto również zauważyć, że przed pandemią tylko 41 proc. firm umożliwiało swoim pracownikom pracę w trybie zdalnym. W trakcie epidemii odsetek ten wzrósł prawie dwukrotnie – do 78 proc. To dobry przykład jak szybko i elastycznie firmy przystosowały się do nowych warunków i że wiele z nich szybko nadrobiło „technologiczne zaległości” komentuje Dominik Pieczewski z GFKM, współautor badania.

Spadek przychodów największym problemem

Ponad 54 proc. respondentów przyznało, że wskutek pandemii, ich firmy mierzą się ze spadkiem przychodów. Co trzeci zaś wskazał, że jego organizacja miała problem z terminowym lub należytym wywiązaniem się z umów. Blisko jedna trzecia badanych odnotowała wycofywanie się klientów z kontraktów. Nieco ponad 30 proc. zaobserwowało zakłócenia w łańcuchu dostaw. Tylko 12 proc. ankietowanych wskazało, że w ich firmach nie wystąpiły żadne z wymienionych problemów.Jakie problemy pojawiły się w funkcjonowaniu Twojej firmy w związku z pandemią COVID-19

Będą dalsze cięcia

Uczestnicy badania z obawą patrzą w przyszłość. Blisko 53 proc. spodziewa się spadku przychodów firmy. Co za tym idzie, ankietowani przewidują kolejne cięcia – 30 proc. przewiduje redukcje wynagrodzeń, ale ponad 40 proc. stawia na ograniczenie kosztów innych niż płace. Prawie 24 proc. respondentów obawia się redukcji etatów. Jest też spora, bo aż 23-proc. grupa optymistów, którzy nie obawiają się żadnych negatywnych następstw pandemii w swojej organizacji.Których z poniższych działań zjawisk spodziewasz się w Twojej firmie do końca roku

Tylko połowa respondentów jest pewna, że ich stanowiska pracy zostaną utrzymane. Co czwarty badany nie wie, czego się spodziewać, ale tylko 3 proc. badanych wprost obawia się zwolnienia do końca tego roku. Należy jednak zauważyć, że aż 22 proc. badanych odmówiło odpowiedzi na to pytanie. Jakich działań spodziewasz się ze strony organizacji, w której pracujesz w związku ze swoim stanowiskiem pracy do końca roku

Drugi kwartał br. był dla biznesu prawdziwym sprawdzianem z zarządzania kryzysowego. Wszystko wskazuje na to, że w drugiej połowie roku menedżerom przyjdzie nadal mierzyć się z negatywnymi konsekwencjami problemów wywołanych przez pandemię. Głównym będzie dalszy spadek przychodów firm. Przyszłość pokaże, czy sprawdzą się przewidywania badanych, którzy szansy na ratunek upatrują głównie w redukcji kosztów innych niż płacowe. Warto zauważyć, że 60 proc. badanych pewnych utrzymania swojego stanowiska pracy to osoby zajmujące stanowiska kierownicze i wyższe. Pokazuje to, że rozwój kompetencji, a co za tym idzie – awans na wyższe stanowiska przynosi większe poczucie bezpieczeństwa w czasach kryzysu – podsumowuje Dominik Pieczewski z GFKM.

O badaniu

Celem badania przeprowadzonego przez GFKM i SWPS było zweryfikowanie, z jakimi problemami mierzą się firmy w związku z pandemią COVID-19, jakie działania podjęły w tym trudnym czasie oraz jakich problemów spodziewają się menedżerowie i pracownicy w swoich organizacjach do końca tego roku. W trwającym od 26 kwietnia do 6 czerwca 2020 r. badaniu udział wzięło 430 uczestników studiów i programów rozwojowych realizowanych przez te instytucje. Blisko połowa (48,8 proc.) z nich zajmuje stanowiska kierownicze lub wyższe, a druga połowa (51,2 proc.) pracuje na stanowiskach specjalistycznych lub innych. Połowa badanych pracuje w firmach dużych, zatrudniających powyżej 249 osób. Pozostali w organizacjach, w których liczba pracowników nie przekracza 249 osób.

eFaktoring, eWindykacja i eUmowy – ułatwienia dla przedsiębiorców w Santander Bank Polska

0

Santander Bank Polska przygotował pakiet e-usług dla mikro i małych firm. W bankowości internetowej Mini Firma oprócz m.in. eKsięgowości i Kantoru Santander, klienci skorzystają z usługi szybkiej wymiany faktur na gotówkę, czyli z eFaktoringu oraz z narzędzi do windykacji zaległych należności i zawierania umów online.

– W Santander Bank Polska wprowadzamy rozwiązania, aby pomóc klientom w prowadzeniu i rozwijaniu ich biznesu. Tym razem w bankowości internetowej Mini Firma udostępniliśmy zestaw nowych możliwości, które będą wspierać i ułatwiać codzienne zarządzanie biznesem – to profesjonalne wsparcie ekspertów usług prawnych i windykacyjnych. Dzięki rozwiązaniom eUmowy, eFaktoring i eWindykacja, nasi klienci mogą szybko i sprawnie załatwić dużą część formalności. Wspieramy w codziennym prowadzeniu biznesów, aby nasi klienci – przedsiębiorcy, mogli je z sukcesami rozwijać – mówi Arkadiusz Przybył, wiceprezes Zarządu Santander Bank Polska.

eFaktoring – proste narzędzie do utrzymania płynności finansowej

Jak wskazują dane z majowego badania na zlecenie KRD, połowa ankietowanych przedsiębiorców, którzy reprezentują sektor mikro i małych firm negatywnie ocenia swoją sytuację ekonomiczną[1]. To przede wszystkim efekt kryzysu wywołanego pandemią COVID-19. Obawę o utratę płynności finansowej przedsiębiorcy mieli już w kwietniu, sygnalizowało ją 2/3 ankietowanych przedstawicieli MŚP w badaniu Barometr EFL[2].

Istotnym utrudnieniem w zachowaniu płynności przedsiębiorstw są długie terminy płatności faktur, których wymaga wielu usługobiorców. Dwu-, a nawet trzymiesięczne oczekiwanie na zapłatę nawet w stabilnej sytuacji gospodarczej jest niełatwe, a w czasach kryzysu może być destruktywne dla działalności firmy.

Właśnie dlatego Santander Bank Polska przygotował dla przedsiębiorców przystępną i przejrzystą usługę eFaktoringu. Dzięki niej fakturę sprzedażową, zaraz po jej wystawieniu można zgłosić do sfinansowania w Narodowym Funduszu Gwarancyjnym (NFG), który ekspresowo wypłaci 100% wartości netto faktury VAT lub jej część – w zależności od decyzji przedsiębiorcy. Aby zacząć korzystać z usługi wystarczy złożyć wniosek o przyznanie limitu faktoringowego. Na start można otrzymać nawet 100 000 zł – i zamieniać faktury na gotówkę w 5 minut! Rozwiązanie dostępne jest dla klientów, którzy mają bankowość elektroniczną Mini Firma.

Proces finansowania faktur odbywa się w on-line, szybko i bez formalności. Klienci Santander Bank Polska mogą korzystać z eFaktoringu na specjalnych warunkach. Przez pierwsze 6 miesięcy współpracy są zwolnieni z opłaty abonamentowej za prawo do wykorzystywania limitu faktoringowego. W kolejnych miesiącach koszt stały wynosi 0,2% od kwoty przyznanego limitu. Do tego dochodzą jedynie prowizje od sfinansowanych faktur – w NFG stawki rozpoczynają się już od 1,99 zł za każde sfinansowane 100 zł na 30 dni – jest to obecnie jedna z najniższych stawek rynkowych.

Wsparcie w odzyskaniu należności

Nieterminowa zapłata za towar lub usługę albo też całkowity brak uregulowania należności, to istotne zagrożenie dla płynności finansowej firmy. Odpowiada na to eWindykacja – nieopłacone faktury można w ciągu kilku chwil wprowadzić na platformę Payhelp i tym samym uruchomić proces windykacji polubownej. W razie potrzeby przez platformę można też skierować sprawę na drogę sądową, w trybie Elektronicznego Postępowania Upominawczego.

Eksperci Payhelp, dzięki swojemu wieloletniemu doświadczeniu, dobierają najlepszą formę dochodzenia wierzytelności. Payhelp prowadzi pełną obsługę procesu windykacyjnego. Przedsiębiorca oszczędza w ten sposób czas i energię, a jednocześnie zyskuje specjalistyczne pośrednictwo. Pozwala to utrzymać dobre relacje bezpośrednie z nieterminowym kontrahentem, a ponadto kształtuje wizerunek firmy jako profesjonalnie kontrolującej swoje należności. Dostawcą usługi eWindykacja oraz serwisu Payhelp jest BEST S.A. – lider w branży zarządzania wierzytelnościami w Polsce.

eUmowy – prostsza droga przez formalności

Przedsiębiorcy mierzą się ze zmiennością przepisów i biurokracją, która na co dzień spowalnia ich biznes. Szczególnie małe firmy z reguły nie mogą sobie pozwolić na stałą i kompleksową obsługę prawną. Dlatego każde rozwiązanie, które upraszcza formalności jest dla nich istotnym udogodnieniem.

Takim narzędziem są udostępnione bezpłatnie eUmowy. eUmowy dają dostęp do aplikacji Umownik – narzędzia, które umożliwia wygenerowanie aktualnej i zgodnej z prawem umowy w oparciu o ponad 30 dostępnych szablonów. Znajdują się w niej np. umowy sprzedaży, zlecenia, o dzieło, NDA, RODO. W aplikacji klienci mogą tworzyć wzory o dowolnej treści, a także prowadzić zdalne negocjacje z kontrahentem. Dodatkowo mogą weryfikować tożsamość i podpisywać umowy podpisem elektronicznym.

W ten sposób można elektronicznie, z zachowaniem pełnego bezpieczeństwa i poufności wprowadzonych danych, szybko i poprawnie przygotować i zawrzeć umowę. Jednocześnie wszystkie tak stworzone dokumenty są dostępne w jednym miejscu i w każdej chwili można do nich sięgnąć przez bankowość internetową. Dostawcą usługi Umownik jest LawBiz Technology Sp. z o.o.

[1] KRD: 49 proc. przedsiębiorców z sektora mikro, małych i średnich firm przyznaje, że ich sytuacja ekonomiczna jest zła, 18.05.2020, pap.pl, publikacja online: https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C646231%2Ckrd-49-proc-przedsiebiorcow-z-sektora-mikro-malych-i-srednich-firm [dostęp: 05.06.2020].

[2] Ponad 60 proc. MŚP obawia się utraty płynności finansowej w II kwartale, finanse.gazetaprawna.pl, 15.04.2020, publikacja online: https://finanse.gazetaprawna.pl/artykuly/1469506,ponad-60-proc-msp-liczy-sie-z-utrata-plynnosci-finansowej-w-ii-kwartale.html [dostęp: 05.06.2020]

Jak koronawirus wpłynął na rynek pracy

0

Na początku marca w Polsce potwierdzono pierwsze zachorowania na COVID-19. W kolejnych tygodniach lockdown uniemożliwił wielu firmom prowadzenie swojej działalności. Jak epidemia wpłynęła na liczbę publikowanych ofert pracy oraz poszukujących zatrudnienia, pokazują dane serwisu OLX Praca.

Jak wynika z danych GUS na koniec maja tego roku w urzędach pracy zarejestrowanych było ponad milion bezrobotnych, czyli więcej niż w kwietniu o prawie 50 tys. oraz więcej niż w maju ubiegłego roku o 105,7 tys. Stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 6 proc. W maju kolejne osoby utraciły zatrudnienie – zarejestrowano wówczas ponad 100 tys. zupełnie nowych bezrobotnych. Zwiększył się też odsetek osób bezrobotnych w wieku poniżej 30. roku życia i wyniósł 27,2 proc.

Sytuacja społeczno-gospodarcza w kraju nadal pozostaje trudna, ale stopniowe odmrażanie gospodarki wpłynęło na poprawę w niektórych obszarach. Z danych serwisu OLX Praca wynika, że w pierwszej połowie kwietnia znacząco spadła liczba pracodawców publikujących ogłoszenia o pracę w porównaniu z okresem sprzed koronawirusa. Praktycznie nie oferowano wówczas zatrudnienia w branżach beauty i HoReCa. Jednak w maju sytuacja uległa poprawie. Ma to oczywiście związek ze stopniowym odmrażaniem polskiej gospodarki. Od 4 maja były otwierane hotele i pensjonaty. Od 18 maja działalność wznawiały salony kosmetyczne i fryzjerskie, restauracje, bary i kawiarnie.

Zgodnie z wynikami serwisu OLX w drugiej połowie maja liczba pracodawców oferujących pracę wzrosła o 3 proc. w porównaniu z danymi z lutego.

Większe zapotrzebowanie w sektorze beauty i w branży budowlanej

Po znoszeniu obostrzeń rządowych w niektórych obszarach zwiększyło się zapotrzebowanie na nowych pracowników. W sektorze beauty liczba dodanych ofert wzrosła wówczas o 30 proc. Co ciekawe, w połowie maja zanotowano największą liczbę dodanych ogłoszeń w kategorii Fryzjer / kosmetyczka w historii OLX Praca.

Remonty i prace budowlane również w czasie epidemii cieszą się dużym zainteresowaniem. Jest to jedna z nielicznych branż, która nie była całkowicie zamrożona. A wiosna i początek lata to okres, w którym co roku poszukiwani są pracownicy sezonowi do wykonywania prac budowlanych. W maju tego roku w branży budowlanej pojawiło się o 21 proc. więcej ofert w porównaniu z okresem sprzed epidemii. Z kolei do pracy na produkcji oraz na stanowiska kierowców i kurierów już w maju liczba ofert utrzymywała się na takim samym poziomie jak przed koronawirusem.

Jak wynika z danych OLX w drugiej połowie maja w porównaniu z danymi z lutego tego roku o ponad 200 proc. wzrosła również liczba dodanych ogłoszeń w kategorii Zdrowie i opieka. Miało to związek z akcją promocyjną trwającą od marca do końca czerwca, podczas której użytkownicy mogli w tej kategorii dodawać oferty bezpłatnie.

Rekrutacja online i praca zdalna

W dobie epidemii zarówno dla pracodawców, jak i osób szukających pracy istotne znaczenie ma możliwość wykonywania pracy z domu. Na początku czerwca łącznie w kategorii Praca pojawiło się ponad 3 tys. ogłoszeń oznaczonych jako praca zdalna oraz ponad 6 tys. oznaczonych jako praca z rekrutacją online. Również wśród osób poszukujących zatrudnienia dwukrotnie wzrosła liczba osób zainteresowanych pracą wykonywaną zdalnie.

Wprowadzenie do parametrów wyszukiwania pracy zdalnej to odpowiedź na potrzeby rynku, które pojawiły się w związku z koronawirusem – mówi Tomasz Grzechnik, szef kategorii Praca w OLX. – Epidemia zmusiła wiele firm do przeniesienia pracy do domów i choć oczywiście życzymy sobie, by wirus odszedł jak najprędzej, to z obecnej perspektywy możemy już powiedzieć, że praca zdalna i rekrutacja online na dłuższą metę mogą pomóc wygenerować spore oszczędności dla pracodawcy i korzyści dla pracownika.

Spadek liczby odpowiedzi na oferty pracy

W pierwszej połowie kwietnia, gdy wiele firm pracowało zdalnie i obowiązywały ograniczenia dotyczące przemieszczania się i funkcjonowania, zmniejszała się liczba osób odpowiadających na ogłoszenia o pracę. Znaczące spadki były widoczne w takich kategoriach, jak: Hotelarstwo, Gastronomia, Hostessa, Fryzjer / kosmetyczka. W maju sytuacja uległa poprawie – podobnie jak zwiększała się liczba ofert, zwiększała się również liczba osób aktywnie poszukujących zatrudnienia.

W maju największe zainteresowanie było w branży dotyczącej zdrowia i opieki – o ponad połowę wzrosła liczba użytkowników odpowiadających na oferty. Ponadto, w porównaniu z okresem sprzed koronawirusa, zwiększyła się liczba aplikujących odpowiadających na ogłoszenia na stanowisko magazyniera (wzrost o 13 proc.) oraz do pracy w salonach fryzjerskich i kosmetycznych (wzrost o 14 proc.).

Pod koniec maja nadal liczba nadesłanych odpowiedzi na oferty pracy była mniejsza niż przed koronawirusem o ok. 10 proc. Widoczna jest jednak tendencja wzrostowa. Warto też zwrócić uwagę, że o ponad 60 proc. wzrosła liczba użytkowników przeglądających ogłoszenia oznaczone jako Praca dodatkowa / sezonowa. Może to oznaczać, że w związku z niestabilną jeszcze sytuacją na rynku pracy dla poszukujących zatrudnienia ciekawą opcją staje się praca tymczasowa.

Cyfryzacja po koronawirusie – czy dogonimy Europę?

Polska cyfryzacja kuleje i trzeba nadać jej tempa. Czy paradoksalnie pandemia COVID-19 pozytywnie wpłynie na potrzebę informatyzacji i zastosowania technologii w naszym kraju? Na przełomie ostatnich trzech miesięcy przekonaliśmy się, jak wiele i jak szybko mogło się zmienić. Biznes dostosował się sprawnie. A jak wyglądały inne sektory, w tym sądownictwo i administracja? 

Od blisko 20 lat mamy możliwość korzystania z podpisu elektronicznego. Do tej pory promil Polaków stosował tę formę sygnowania dokumentów. Wielu ekspertów wskazuje, że administracja elektroniczna działa średnio, a obywatele w dobie pandemii na własnej skórze przekonali się, co nie zostało zinformatyzowane. A przecież Estonia, która jest mniejszym krajem niż Polska, sprawnie funkcjonuje online. Czemu więc my nie możemy? Cyfryzacja nie jest przecież odrębną gałęzią gospodarki czy administracji, a sposobem na to, by takie elementy życia jak płatności, edukacja czy sprawy urzędowe móc realizować w sposób szybki i wygodny, a w sytuacjach kryzysowych jak pandemia, przetestować skuteczność informatycznych wdrożeń.

Cyfryzacja Polski w dobie koronawirusa i konsekwencje przejścia do przestrzeni online

Jesteśmy krajem konserwatywnym. Tak w poglądach, jak i sektorze prawno-administracyjnym. Usługi oparte są na papierologii i tradycyjnym obiegu dokumentów. Zero działalności elektronicznej albo minimalna ich ilość sprawiały, że zanim nabyliśmy wymarzoną nieruchomość, poświęcaliśmy kilka dni na bieganie od urzędu do urzędu. Nagle, 1 marca 2020 roku wszystko stanęło. Przekonaliśmy się, co zostało scyfryzowane, a gdzie cyfryzacji nie było. Ludzie, siedząc w domach, zmienili sposób funkcjonowania. Zmieniła się również ich mentalność i podejście do technologii. Scyfryzowaliśmy się jako społeczeństwo, ale państwo pozostało na tym samym zastanym etapie.

Doświadczenie, które państwo polskie popełniło na naszych dzieciach będzie skutkowało przez najbliższe dwadzieścia lat. Dzieci miały dwa tygodnie na przerzucenie się na e-learning. One zdały ten egzamin bardzo dobrze, gorzej z nauczycielami. Ale przez dwa miesiące wielu z nich pozyskało nowe kompetencje. I tu rzeczywiście online’owe funkcjonowanie znakomicie się poprawiło – powiedział prof. UO dr hab. Dariusz Szostek.

Jakie są tego konsekwencje? Wielu przedsiębiorców bardzo poważnie rozważa rezygnację z najmu nieruchomości komercyjnych i przejście  na pracę zdalną, która wcześniej istniała w niewielkim stopniu. Tendencje wyraźne są także wśród części pracowników, którzy bardzo chwalą sobie pracę z domów. Wiele osób chciałoby pracować w systemie 3+2 (praca w biurze + home office), co bardzo wpłynie w przyszłości na kwestie najmu nieruchomości.

Sektor prawny nie był gotowy na lockdown

Przez ostatnie 20 lat głównie mówiliśmy o informatyzacji, a nie działaliśmy. I nagle, 1 marca pojawiło się pokerowe „sprawdzam”. Lawina problemów, zawierania umów tylko się rozkręcała. Chociaż w ciągu dwóch miesięcy ludzie nawykli do zdalnego komunikowania się, wiedzą, co to jest podpis elektroniczny, a na rynku odnotowano kilkusetprocentowy wzrost sprzedaży takiej formy uwierzytelniania dokumentów, droga zmian nie jest łatwa, ale widać światełko w tunelu. Pomału zmienia się też myślenie w konserwatywnym notariacie.

Dwa miesiące temu wraz z prof. Zollem i prof. Rott-Pietrzyk oraz dr Grochowskim przygotowaliśmy rekomendację dla notariatu w aspekcie możliwości sporządzania aktu notarialnego online na podstawie dzisiejszych przepisów, z drobnym ewentualnym liftingiem. Chodzi o to, aby zmienić konserwatywne podejście do czynności notarialnych. Efekt był zaskakujący: bardzo mocna negacja ze strony wielu notariuszy, względem wykorzystania nowoczesnych narzędzi z notariacie. Rekomendacje miały charakter praktyczny, ale z mocnymi podwalinami naukowymi. Po dwóch miesiącach, kiedy okazuje się, że kancelarie notarialne funkcjonują na pół gwizdka, a niektóre wręcz przez 2 miesiące były zamknięte, kiedy już wiadomo, że pandemia nie skończy się tak szybko, diametralnie zmieniło się nastawienie notariuszy w zakresie wykorzystywania nowych technologii. Podjęto dyskusję w tymże zakresie, a wielu notariuszy otwarcie przyznaje się do tego, że nie ma innego wyjścia jak się zreformować. Zmieniła się mentalność. Pamiętam jak jeszcze w ramach prac “świętej pamięci” Komisji Kodyfikacyjnej  (została rozwiązana w poprzedniej kadencji Parlamentu) przygotowaliśmy zmiany w kodeksie postępowania cywilnego, dopuszczające między innymi e-rozprawy. Przepisy uchwalono, ale nie wdrożono. Pojawił się COVID-19 i  nagle można! Pierwsza taka rozprawa odbyła się 21 kwietnia we Wrocławiu. Aktualnie wiele sądów je wdrożyło. Nagle podpisy elektroniczne są akceptowalne. Zmieniło się także rozumienie bezpośredniości czy obecności. To, co do tej pory było odrzucane, przede wszystkim także przez notariuszy, że dla spełnienia wymogu obecności oraz bezpośredniości musimy być fizycznie obecni w konkretnym miejscu, zmieniło się także w systemowej wykładni prawa. W lipcu pojawi się taka publikacja europejskich naukowców „Covid and Law”, w której,  m.in. wskazujemy  jak na świecie w przeciągu dwóch ostatnich miesięcy zmieniła się kwestia interpretacji bezpośredniości. Skoro w polskiej Konstytucji w art. 120 mamy przepis, który wskazuje, że posiedzenia Sejmu odbywają się w obecności co najmniej połowy posłów – a my nie zmieniając Konstytucji, ale tylko regulaminem wprowadzając możliwość uczestnictwa posłów online, to oznacza, że zdalnie można robić wszystko, na co także wskazuje nowa interpretacja prawa. A realizacja postulatu obecności oraz bezpośredniości może być realizowana także online – podsumował Dariusz Szostek.

Zmieniła się mentalność. Dostrzeżono bałagan, chaos i to, że żyjemy jak za czasów Bismarcka – papierologia, dokumenty, obrót wniosków, podań, który mamy perfekcyjnie opanowany. Brak nam systemów informatycznych, które by wspierały tę pracę. W innych państwach nie jest tak, że otrzymujemy obieg dokumentów, w tym papierowych. Jest dostęp do informacji, obieg informacji, a nie dokumentów. Wielu uważa, że staje się nowoczesnymi tylko dlatego, że zamienia dokument tradycyjny, z podpisem własnoręcznym, na taki z podpisem kwalifikowanym, ale dalej to jest tekst w PDF. To nie jest nowoczesność, to co najwyżej kompensowanie opóźnień.

Wciąż tkwimy w końcówce XX wieku

Jako kraj mamy do odrobienia spore zaległości w zakresie cyfryzacji. Tokenizacja za granicą jest już powszechna. Gruzja, Litwa, Estonia, Malta mają wpisy w blockchain, a my wciąż księgi wieczyste. Na świecie mamy do czynienia ze smart contractami, samodzielnie egzekwującymi czynności, m.in. bankowe, jest tokenizacja i algorytmizacja.

To jest teraźniejszość, żadna przyszłość (jak uważa wielu). Problemem Polski jest porównywanie się do dużych gospodarek, m.in. Niemców, Anglików, Francuzów, znajdując zawsze usprawiedliwienie, że oni są bardziej rozwinięci. Wolę  porównywać się do Turcji, Białorusi, Rumunii, Estonii itd. (bo tu nie ma usprawiedliwienie). Widząc takie efekty porównania, bardziej boli, gdyż wyraźnie wówczas widać, w jakim miejscu jesteśmy. Czyli gdzie? W zakresie cyfryzacji mentalnie i organizacyjnie w końcówce XX wieku, może pierwsze lata XXI. Obieg dokumentu przede wszystkim, zamiast oparcia się o informację i odpowiednie wpisy, m.in. w blockchain. Konieczna jest zmiana funkcjonowania administracji, sądownictwa itd.. Czy w dalszym ciągu mamy posługiwać się papierowym odpisem aktu notarialnego jak przez ostatnie 150 lat, z tradycyjną pieczęcią, zszywając karty  w czasach, gdy nowoczesne państwa umieszczają go w blockchainowych rejestrach? – skonkludował Dariusz Szostek.

***

Wypowiedzi prof. UO dr hab. Dariusza Szostka, specjalisty w prawie nowych technologii, w aspektach prawnych handlu elektronicznego i w prawie konsumenckim, eksperta w zakresie identyfikacji elektronicznej oraz metod uwierzytelniania, blockchain i smart contract, pochodzą z debaty Otodom „Rynek nieruchomości dziś i za rok”, która odbyła się online, 17 czerwca 2020 roku, w ramach cyklu Otodom.Live na platformie Facebook.

Czym się różni księgowy od dyrektora finansowego?

0

Księgowy patrzy w przeszłość, dyrektor finansowy – kreuje przyszłość. Tak w skrócie można opisać podstawową różnicę między tymi dwoma stanowiskami w firmie. Dla wielu przedsiębiorców nie jest to jednak oczywista sprawa. Aby nie dochodziło do niepotrzebnych napięć, warto więc dokładnie określić zakres obowiązków każdej z tych osób.

Na czym polega rola księgowego?

Rolą głównego księgowego jest zapewnienie firmie bezpieczeństwa związanego z ewidencją zdarzeń gospodarczych – zarówno z punktu widzenia formalnego, jak i prawnego. Do jego obowiązków należy także realizacja zaleceń audytorów badających sprawozdania finansowe (jeżeli spółka podlega badaniu), ewentualnie zarządzanie podległym zespołem.
– Do tego momentu wszystko jest jasne. Problem pojawia się, gdy właściciele przedsiębiorstwa oczekują, że z wyprzedzeniem dowiedzą się od księgowego o tym, jak będzie wyglądała przyszła sytuacja finansowa firmy. Oprócz prognozowania często wymagają ponadto analizy rentowności poszczególnych obszarów, planowania płynności w długim i krótkim terminie, a nawet odpowiedzialności w zakresie kontroli wyniku finansowego czy optymalizacji podatków. Jednak te kwestie ewidentnie należą już do kompetencji dyrektora finansowego – tłumaczy Sebastian Uryn, ekspert z Grupy Doradczej Compertus. Czy to oznacza więc, że główny księgowy nie może wykonywać opisanych wyżej obowiązków? – Jeśli posiada odpowiednią wiedzę i umiejętności – jak najbardziej może. W takiej sytuacji trzeba mieć jednak świadomość, że są to dodatkowe zadania, wykraczające poza klasyczną księgowość. Dlatego ich zakres warto uszczegółowić na piśmie. W ten sposób unikniemy nieporozumień czy rzucania wzajemnych oskarżeń, gdy coś w firmie idzie nie tak – wyjaśnia Sebastian Uryn. A co jeśli nasz księgowy stwierdzi: “Szefie, to dla mnie za dużo!”? Wtedy do akcji powinien wkroczyć dyrektor finansowy.

Dyrektor finansowy – strażnik interesów firmy

Kompetencje CFO są bardzo szerokie. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że osoba ta dba o finanse firmy i jest strażnikiem jej interesów.
– Do głównych zadań CFO należą: prowadzenie polityki finansowej przedsiębiorstwa, tworzenie strategii jej rozwoju, kontrola rentowności, optymalizacja podatków czy inwestowanie nadwyżek. Innym ważnym obszarem, który może usprawnić działanie biznesu, jest edukacja zespołu, a szczególnie menedżerów każdego szczebla – mówi specjalista z Grupy Doradczej Compertus.  Dlaczego współpraca z menedżerami jest tak istotna? Ponieważ to właśnie ich decyzje operacyjne mają największy wpływ na wynik finansowy firmy. Aby w przedsiębiorstwie mógł funkcjonować dobrze zarządzany system budżetowania czy kontrolingu, osoby odpowiedzialne merytorycznie za poszczególne obszary muszą posiadać niezbędny poziom wiedzy ekonomicznej.

CFO – etat czy outsourcing?

Powodem, dla którego wielu przedsiębiorców przerzuca obowiązki CFO na głównego księgowego, są wysokie koszty zatrudnienia wykwalifikowanego dyrektora. Istnieje jednak inne rozwiązanie, które ostatnimi czasy zyskuje na popularności nawet w przypadku dużych przedsiębiorstw. To outsourcing, w ramach którego wyspecjalizowane firmy świadczą usługi dyrektora finansowego na godziny.  – Poziom opłat za usługi dyrektora finansowego na godziny dostosowany jest do skali działalności biznesu – jego praca ma przecież generować dodatkowe zyski, a nie pogarszać wynik finansowy. Jest to możliwe dzięki temu, że małe firmy mają stosunkowo niewiele dokumentów, co w prosty sposób przekłada się na mniejszą pracochłonność. U dużych klientów z kolei specjalizacja, doświadczenie i sprawne narzędzia powodują, że współpraca z CFO jest bardziej efektywna niż zatrudnianie go na etacie – podkreśla Sebastian Uryn. W wielu sytuacjach bywa również tak, że przedsiębiorstwa nie potrzebują ciągłego wsparcia dyrektora finansowego na godziny. Ekspert opracowuje wtedy procedury i wdraża system controllingowy, nad którymi pieczę przejmują potem inne osoby w firmie. Można to porównać do tworzenia “instrukcji obsługi finansów” – podręcznika pomagającego rozwijać biznes przy utrzymaniu jego rentowności.

USA rozważa wprowadzenie nowych ceł na towary z UE

0

Administracja USA ogłosiła, że rozważa nałożenie ceł na dobra importowane z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Przedstawiciel USA do spraw handlu Robert Lighthizer uzasadnia konieczność zwiększenia taryf, potrzebą wywarcia presji i zmuszenia krajów Unii Europejskiej do pójścia na ugodę w związku z ciągnącym się od dawna konfliktem o dofinansowywanie produkcji Airbusa.

Przypomnimy, że na początku czerwca 2020 Prezydent USA Donald Trump zagroził nałożeniem cła na samochody wyprodukowane w UE, jeśli nie zostaną cofnięte cła na homary, importowane do UE ze Stanów Zjednoczonych. W czwartek (25.06.2020) dzienna liczba nowych zakażeń COVID-19 w USA była największa w historii. Część stanów USA decyduje się na cofnięcie decyzji o poluzowaniu restrykcji.

Z kolei w Europie, gdzie sytuacja (według WHO) stopniowo się poprawia, część państw przywraca restrykcje (Portugalia, Chorwacja). Ryzyko powrotu do ostrych ograniczeń podtrzymuje nerwowość na rynkach.

Według danych Państwowej Komisji Wyborczej z 99,78% obwodów głosowania wynika, że, zgodnie z oczekiwaniami, zwycięzcą pierwszej tury wyborów prezydenckich został obecnie urzędujący prezydent Andrzej Duda, uzyskując poparcie 43,67%. Drugiej miejsce i awans do drugiej tury wyborów uzyskał prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski z poparciem 30,34% głosów.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała osłabienie. Indeks szerokiego rynku WIG stracił na wartości -1,86%. Notowania największych spółek (tworzących index WIG20) straciły nieco więcej – 2,68%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień następująco: sWIG80 wzrósł o 0,94%, natomiast mWIG40 lekko spadł o -0,27%.

W nadchodzącym tygodniu uwaga inwestorów pozostanie skupiona na danych z USA. We wtorek (30.06.2020) poznamy odczyt indeksu zaufania konsumentów Conference Board. W środę (01.07.2020) nadejdzie kolej na raport ADP, indeks zatrudnienia, indeks nowych zamówień oraz indeks ISM dla przemysłu. W czwartek (02.07.2020) czeka nas cały wysyp danych z rynku pracy w USA, takich jak zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym, długość tygodnia pracy, stopa bezrobocia oraz liczba złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Piątek jest dniem wolnym w USA ze względu na Dzień Niepodległości, który przypada na sobotę. Poza tym, we wtorek (30.06.2020) poznamy inflacje CPI w Polsce oraz w środę (01.07.2020) – PMI dla polskiego przemysłu.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

EBOR i GPW stworzą „przewodnik” po raportowaniu ESG dla spółek i inwestorów

0
  • Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR) i Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) nawiązały współpracę w zakresie wsparcia spółek w procesie raportowania czynników ESG
  • Do 17 lipca 2020 r. EBOR zbiera oferty firm doradczych, posiadających doświadczenie w dziedzinie zrównoważonego rozwoju, na realizację projektu
  • Wspólny projekt EBOR i GPW polega na opracowaniu ujednoliconych, zgodnych z obowiązującymi przepisami prawa (m.in. Europejskim Zielonym Ładem) wytycznych dotyczących raportowania czynników ESG przez spółki giełdowe. Jego celem jest opracowanie dokumentu określającego spójne ramy raportowania, które pomogą spółkom w procesie udostępniania informacji o swoich działaniach i danych w zakresie ESG, posiadających walory użytkowe w procesie inwestycji na rynku kapitałowym.

Globalnie, wartość aktywów pod zarządzaniem funduszy ETF ESG wyniosła na koniec maja rekordowe 82 mld dolarów, o 10% więcej niż w kwietniu. Ta polityka inwestycyjna z peryferyjnej przeszła do głównego nurtu rynków kapitałowych. Wielu globalnych inwestorów już się przekonało, że zrównoważony rozwój i rosnące zyski wzajemnie nie wykluczają się. Powstają kolejne badania, które wskazują, że uwzględnienie czynników ESG zwiększa odporność portfela na zawirowania i szoki w gospodarce. Pandemia Covid-19 jeszcze bardziej przyspieszyła rozwój inwestowania odpowiedzialnego społecznie – szczególnie na rozwiniętych rynkach kapitałowych – mówi Marek Dietl, Prezes GPW.

W celu realizacji projektu EBOR wyłoni w przetargu publicznym konsorcjum składające się z  ekspertów z doświadczeniem międzynarodowym i lokalnym w obszarze zrównoważonego rozwoju, rynków finansowych oraz zagadnień ESG. We współpracy z GPW wybrany podmiot opracuje raport, zawierający wytyczne wraz z rekomendacjami dotyczącymi raportowania czynników ESG. Wytyczne te będą zgodne z istniejącymi przepisami prawa krajowego i UE. Wyłoniony podmiot przeprowadzi też działania budujące świadomość dotyczącą zagadnień ESG. Oferty zainteresowanych udziałem w postępowaniu EBOR przyjmowane są do 17 lipca br. do godz. 18:00.

Wspieranie zrównoważonego i przyjaznego środowisku rozwoju jest dla Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR-u) sprawą priorytetową. Od 29 lat, w Polsce oraz w innych krajach działalności Banku, realizujemy projekty, które łączą w sobie elementy: inwestycji finansowych, zaangażowania doradczego oraz wsparcia merytorycznego. Tylko w ubiegłym roku ponad 62% naszego finansowania było finansowaniem projektów zielonych. Transparentność spółek oraz dostęp do regularnych raportów dot. czynników ESG są potrzebne aby móc rozwijać nowoczesne rynki kapitałowe oraz finansować zieloną gospodarkę. W ramach współpracy z GPW, EBOR wesprze zintegrowane raportowanie dot. ESG oraz rozwój zrównoważonych rynków kapitałowych, zgodnie z regulacjami UE i potrzebami inwestorów – zaznacza Grzegorz Zieliński, Dyrektor Regionalny na Europę Środkową i Kraje Bałtyckie, EBOR.

Skrót ESG (ang. Environmental, Social and Corporate Governance) to opis działań podejmowanych przez firmy z punktu widzenia ich wpływu na ochronę środowiska (E), dbanie o społeczeństwo (S) i prowadzenie ładu korporacyjnego (G). W przeprowadzonym w październiku 2019 r. przez GPW badaniu wśród uczestników rynku kapitałowego o wpływie czynników ESG na decyzje inwestycyjne, aż 88% ankietowanych uważa, że spółki, których strategia zbudowana jest w oparciu o dobre praktyki z obszaru ESG mogą być traktowane jako podmioty o obniżonym poziomie ryzyka, a tym samym o zwiększonej atrakcyjności inwestycyjnej.

Nowa platforma 5G przyspieszy rozwój najnowszych technologii. Dzięki wsparciu sztucznej inteligencji zrewolucjonizuje rynek robotów i dronów

Roboty potrafią już coraz więcej. Wyposażone w sztuczną inteligencję zastępują ludzi nie tylko w przemyśle. Sprawdzają się też w medycynie, obsłudze klientów czy w szkołach. Innowacyjnych, energooszczędnych robotów o dużej mocy obliczeniowej będzie coraz więcej – platforma Qualcomm Robotics RB5 przyspieszy ich rozwój poprzez wsparcie w zakresie 5G i sztucznej inteligencji. – Pomagamy w tworzeniu bezpieczniejszych i inteligentniejszych robotów niż kiedykolwiek wcześniej – przekonuje Dev Singh z Qualcomm Technologies.

Rewolucja w robotyce gwałtownie przyspiesza. Dzięki postępowi technologicznemu w automatyce, magazynowaniu energii, sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym roboty potrafią coraz więcej i stopniowo przejmują zadania wykonywane przez ludzi.  Oxford Economics ocenia, że do 2030 roku liczba robotów przekroczy 20 mln. Wszystko wskazuje jednak na to, że będzie ich jeszcze więcej, a przy tym będą potrafić znacznie więcej niż obecnie.

Technologia 5G wpłynie na sztuczną inteligencję, internet rzeczy i robotykę. Aby działać skutecznie, roboty muszą wymieniać ogromne ilości danych z systemami i siłą roboczą, do czego potrzebna jest pojemność i możliwości sieci 5G. Przykładowo w rolnictwie mogą łatwo monitorować stan upraw i wysyłać rolnikom wideo i informacje w czasie zbliżonym do rzeczywistego. Po otrzymaniu instrukcji mogłyby następnie wykonać pożądane czynności.

Teraz o takie roboty będzie znacznie łatwiej. Firma Qualcomm wprowadziła pierwszą na świecie platformę robotyki z obsługą 5G i SI. Dzięki temu przyspieszy powstawanie nowoczesnych maszyn, m.in. autonomicznych dronów.

– Dzięki platformie Robotics RB5  pomożemy w przyspieszeniu rozwoju szerokiej gamy segmentów robotyki, takich jak autonomiczne roboty mobilne (AMR), roboty dostawcze, inspekcyjne, inwentaryzacyjne, przemysłowe i współpracujące, a także bezzałogowe statki powietrzne. Umożliwimy w ten sposób wykorzystanie zastosowań robotyki Przemysłu 4.0 i wylejemy fundamenty w obszarze zarządzania ruchem powietrznym dronów – mówi Dev Singh, szef działu autonomicznej robotyki, dronów i inteligentnych maszyn w Qualcomm Technologies.

To pierwsza platforma,  która oferuje wsparcie dla technologii 5G. Robotics RB5 to zestaw składający się ze sprzętu, oprogramowania oraz niezbędnych narzędzi deweloperskich –  m.in. ośmiordzeniowego CPU z rdzeniami Kryo i procesora graficznego Adreno 650 oraz silnika przetwarzania obrazu Spectra 480 ISP. Platforma umożliwia też nagrywanie wideo w rozdzielczości 8K w 30 klatkach na sekundę, a także wykonywanie zdjęć 200 MP. Co więcej, przy zdolności do 15 teraoperacji na sekundę (TOPS) ułatwi prace ze sztuczną inteligencją czy deep learning.

Qualcomm przekonuje, że platforma dostarcza kluczowe elementy konstrukcyjne dla każdego rodzaju robota – od konsumenckiego do przemysłowego. Heterogeniczna platforma obliczeniowa jest zaś idealnym mózgiem dla robotów.

– W Qualcomm Technologies mamy duże doświadczenie w zakresie technologii bezprzewodowej wspieranej sztuczną inteligencją, mobilnym przetwarzaniem i łącznością. Wykorzystując swoją głęboko zakorzenioną wiedzę na temat systemów mobilnych w branży robotyki, pomagamy w tworzeniu silniejszych, bezpieczniejszych i inteligentniejszych robotów niż kiedykolwiek wcześniej – przekonuje Dev Singh.

Odwzorowano już niemal 20 proc. dna oceanów. Dokładna wiedza pozwoli lepiej przewidzieć fale tsunami i ocenić zmiany klimatu

Nawet Księżyc i Mars zostały całkowicie i szczegółowo odwzorowane. W przypadku dna morskiego jest to jednak znacznie trudniejsze. Większość tego, co dotychczas zostało przedstawione, nie opiera się na bezpośrednich pomiarach. Szacunki głębokości dna morskiego mogą być niepoprawne nawet o ponad kilometr, a obiekty mniejsze niż kilkaset metrów są niewidoczne. Stopniowo się to jednak zmienia. Fundacja Seabed 2030 ogłosiła właśnie, że zmapowała już niemal 20 proc. dna oceanicznego.

Ponad 70 proc. powierzchni Ziemi jest pokryte wodą i nie można jej zmierzyć bezpośrednio za pomocą kamer ani zdjęć satelitarnych. Mapowanie zwykle wykonuje się za pomocą teledetekcji poprzez odbijanie fal dźwiękowych od dna morskiego. W efekcie tylko niewielki procent oceanicznego dna został dokładnie zbadany. O ile nawet Księżyc i Mars zostały szczegółowo odwzorowane, o tyle większość naszej planety pozostaje tajemnicą.

Aby wypełnić tę lukę, w 2017 roku powstał projekt Seabed 2030, którego celem jest mapowanie całego dna oceanu i udostępnianie danych. Projekt powstał we współpracy The Nippon Foundation z General Batymetric Chart of the Oceans (GEBCO). Fundacja niedawno ogłosiła, że do sieci GEBCO dodała zmapowanych 14,5 mln mkw. dna oceanicznego. To powierzchnia niemal dwukrotnie większa niż terytorium Australii. W efekcie zmapowane jest już 19 proc. dna oceanu. Dla porównania w 2017 roku było to zaledwie 6 proc.

– Ciągły wzrost ilości danych dostępnych do mapowania dna oceanu pozwoli Seabed 2030 odegrać wiodącą rolę w dostarczaniu kompleksowego zestawu wiarygodnych danych, z których wszyscy mogą swobodnie korzystać. Jest to krok naprzód w kierunku realizacji naszej misji do 2030 roku, której celem jest umożliwienie światu podejmowania decyzji politycznych, wykorzystania zrównoważonego rozwoju oceanów i podjęcia badań naukowych na podstawie szczegółowych informacji batymetrycznych dna morskiego Ziemi – mówi Jamie McMichael-Phillips, dyrektor projektu Seabed 2030.

Prezes Fundacji Nippon, Yohei Sasakawa, ogłosił niedawno trzy inicjatywy, które pozwolą przyspieszyć mapowanie dna oceanu. To wspieranie mapowania niezbadanych obszarów, gromadzenie danych poprzez crowdsourcing i rozwój technologii gromadzenia danych.

– Przy wsparciu rządów, przemysłu, środowisk akademickich i filantropii, a także dzięki zastosowaniu innowacyjnych technologii spodziewamy się, że nowych danych z roku na rok będzie przybywać – mówi Jamie McMichael-Philips.

Znajomość kształtu dna morskiego ma wiele ważnych zastosowań – od bezpiecznej nawigacji po zarządzanie zasobami i modelowanie klimatu. Wiele nowoczesnych sieci komunikacyjnych mogłoby nie istnieć, gdyby nie dokładnie zbadane dna morskie, a podwodne kable stanowią podstawę cyfrowego ekosystemu i internetu. Co istotne, dokładna mapa pozwoli lepiej zrozumieć np. cyrkulację oceanów czy wzrostu poziomu morza. Pomoże przewidzieć fale tsunami, ekologom da zaś możliwość dokładnego śledzenia zmian klimatycznych.

– Seabed 2030 będzie nadal poszukiwać nowych partnerów i innowacji technologicznych. Każdy może przyczynić się do budowania mapy oceanów, która przyniesie ludzkości ogromne korzyści – przekonuje dyrektor projektu Seabed 2030.

Łączenie sektorów zielonej energii. Co to oznacza dla Polski?

Farmy wiatrowe, fotowoltaika i zielony wodór to przyszłość polskiej energetyki. Za 10 lat połowa wytwarzanej energii może pochodzić z OZE. Do odchodzenia od węgla nie jest nam potrzebna elektrownia atomowa.

Europejski Zielony Ład ma na celu przyspieszenie tempa transformacji krajów UE w kierunku gospodarki zeroemisyjnej, rozwijającej się bez wykorzystania paliw kopalnych. Na finansowanie przez banki komercyjne czy Europejski Bank Inwestycyjny nie mogą liczyć nie tylko przedsięwzięcia związane z eksploatacją węgla ale także potencjalna budowa elektrowni jądrowej.

W tym kontekście kluczową koncepcją staje się tzw. łączenie sektorów energii, jak to ocenia Instytut Jagielloński, w swoim raporcie „Łączenie sektorów zielonej energii. Co to oznacza dla Polski? Elektryfikacja, decentralizacja, digitalizacja”. Kierunek ten zakłada znaczny wzrost wykorzystania energii elektrycznej, pochodzącej z najtańszej formy jej pozyskiwania, tj. elektrowni wiatrowych i instalacji fotowoltaicznych, zasilania określonych sektorów gospodarki takich jak sektor transportowy, różne gałęzie przemysłu oraz ciepłownictwo systemowe i indywidualne ogrzewanie budynków, w celu minimalizacji zależności od paliw kopalnych.

– Nasz scenariusz jest realistyczny, ponieważ zakłada, że bardzo konkurencyjne ze względu na opłacalność staną się alternatywne źródła energii – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Alternatywne nie tylko wobec węgla, ale także – ropy i gazu ziemnego. Istotne jest, że przy finalnej cenie energii dla odbiorcy coraz bardziej brane są pod uwagę koszty oddziaływania na środowisko, a wynika to z polityki UE i ONZ.

Jak wynika z raportu Instytutu Jagiellońskiego najważniejszym wyzwaniem dla takiej przyszłości energetycznej państw jest z jednej strony rozproszenie przestrzenne (decentralizacja), a z drugiej strony zmienność i nieregularność wytwarzania warunkowana czynnikami pogodowymi. Rozwiązaniem są odpowiednie technologie wytwarzania i magazynowania – np. turbiny gazowe, wykorzystujące biogaz lub wodór w cyklu prostym, czy magazynowanie energii w bateriach, ale również odpowiednich technologii cyfrowych umożliwiających komunikację urządzeń i agregację – np. internet rzeczy czy sztuczna inteligencja oraz rozwiązań rynkowych – np. zarządzanie popytem (DSM) w celu chwilowej redukcji zapotrzebowania, czy odpowiednia konstrukcja tzw. usług systemowych, zapewniających utrzymanie częstotliwości i napięcia.

– Cztery polskie koncerny energetyczne, w których akcjonariuszem jest Skarb Państwa, są narzędziem dla realizacji tej strategii, a przede wszystkim chodzi o odwrócenie całego naszego dotychczasowego myślenia o energetyce – wyjaśnia prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Energetyka będzie coraz bardziej rozproszona i różne sektory gospodarki będą się przenikać. To jest teoria wszystkiego czyli powiązania wszystkiego ze wszystkim, bo istotne jest wytwarzanie energii z różnych odnawialnych źródeł ale także jej magazynowanie, a takimi magazynami mogą stać się również samochody.

Dla Polski istotne jest, żeby nowe technologie powstawały w naszym kraju. Ponieważ wiele państw jest dopiero na początku drogi poszukiwań wytwarzania zielonego wodoru – nie jesteśmy spóźnieni. Największe polskie spółki, takie jak Orlen czy PGNiG przygotowują się do tego od kilku lat i zapisały to w swych strategiach.

– Okres kolejnych kampanii wyborczych nie sprzyjał temu, aby podawano konkretne terminy realizacji inwestycji i wygaszania już istniejących, ale po wyborach prezydenckich rozpocznie się konkretna dyskusja wokół tematu łączenia sektorów zielonej energii – komentuje Marcin Roszkowski.

Cedrob kupuje ZM Silesia za 108,3 mln zł

Gobarto SA zawarła z Cedrob SA umowę sprzedaży 100 proc. akcji Zakładów Mięsnych Silesia SA. Kwota transakcji wyniosła 108,3 mln zł.

Gobarto o zamiarze sprzedaży ZM Silesia poinformowała na początku roku. Wówczas podjęła decyzję o zmianie strategii na lata 2019-2024. Zgodnie z jej założeniami Gobarto chce skupić się na segmentach zwierzęcym, produkcyjnym i dystrybucyjnym. Cedrob za Zakłady Mięsne Silesia zapłaci 108,3 mln zł.

– Naszym celem jest umacnianie Cedrob jako silnej grupy kapitałowej działającej w branży mięsnej. Nie jest to możliwe bez bardzo mocnej pozycji rynkowej i zdolności kapitałowych. Ta zmiana pozwoli nam przyśpieszyć proces restrukturyzacji segmentu przetwórczego i przygotować się na kolejne akwizycje – podkreśla Andrzej Goździkowski, prezes zarządu Cedrob SA.

Marcin Śliwiński, prezes zarządu Gobarto SA dodaje – Sprzedaż Silesii zwiększy możliwości finansowe Gobarto do rozwoju segmentów hodowli, produkcji i dystrybucji. W ostatnim czasie dokonaliśmy znaczących inwestycji w fermy zarodowe. Rozwijamy także program Gobarto 500, którego celem jest wybudowanie, wraz z polskimi rolnikami, 500 nowoczesnych obiektów inwentarskich.

Zakłady Mięsne Silesia są jednym z liderów branży mięsnej w Polsce w zakresie przetwórstwa. Główny zakład produkcyjny znajduje się w Sosnowcu. Spółka zarządza także wydzierżawionymi przez Cedrob Zakładami Mięsnymi Henryk Kania, które zlokalizowane są w Goczałkowicach Zdrój, Pszczynie, Mokrsku i Ćwiklicach.

Wraz z przejściem do Cedrob nasze cele biznesowe nie zmieniają się. Będąc częścią Gobarto, bardzo blisko współpracowaliśmy z Cedrob, m.in. wykorzystując w naszych zakładach pochodzący od niej surowiec. Pionowa integracja w ramach Grupy Cedrob gwarantuje bezpieczeństwo i stabilność biznesową – podkreśla Mariusz Rusin, prezes zarządu Zakładów Mięsnych Silesia SA.

BTC Studios z dwoma nowymi członkami Rady Nadzorczej

Nowymi członkami Rady Nadzorczej BTC Studios S.A., notowanego na NewConnect producenta i wydawcy gier mobilnych oraz konsolowych, zostali Yoshio Osaki oraz Anthony Poullain. Yoshio Osaki to założyciel IDG Consulting, natomiast Anthony Poullain od ponad dekady jest związany z branżą odzieżową.

Do naszej Rady Nadzorczej dołączyli nowi członkowie, których doświadczenie zawodowe z pewnością pomoże w rozwoju spółki i realizacji jej ambitnych celów. Yoshio Osaki to autorytet dla wielu podmiotów z branży gamingu, jego osobiste zaangażowanie w rozwój BTC Studios to z jednej strony dowód na słuszność obranego przez nas modelu biznesowego, a z drugiej dostrzeżenie potencjału rozwojowego spółki. Anthony Poullain ze swoim wieloletnim doświadczeniem związanym z branżą odzieżową z pewnością otworzy przed spółką nowe możliwości w zakresie współpracy między obiema branżami, nad którą intensywnie myślimy wewnątrz spółki – mówi Jarosław Zeisner, członek zarządu BTC Studios S.A.

Yoshio Osaki to założyciel IDG Consulting – wiodącej firmy zajmującej się globalnymi badaniami rynku, consultingiem i analityką, specjalizującej się w rynku gier i sportu elektronicznego (e-sport). Osaki to doradca topowych firm, w tym liderów technologii blue-chip i szybko rozwijających się startupów. W IDG Consulting odpowiada za zarządzanie projektami, obsługę klienta i rozwój biznesu. Aktywnie działa jako Anioł Biznesu, doradca strategiczny i członek zarządu firm z branży gier, e-sportu, sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego, e-commerce oraz blockchain.

Anthony Poullain to doświadczony manager z wieloletnią praktyką w dziedzinie rozwoju biznesu dla klientów z różnych branż. Od 2008 roku ściśle związany z branżą odzieżową. – Od 2019 jest Business Development Managerem w PHB Group UAB, firmie produkującej odzież z siedzibą na Litwie.

Remarketing AdWords – sprytny sposób, by zachęcić klienta do zakupów

Dzięki narzędziom remarketingowym Google Ads możliwe staje się dotarcie do potencjalnych klientów, którzy mimo odwiedzenia strony lub sklepu internetowego, nie podjęli spodziewanej akcji. Jak działa kampania remarketingowa AdWords zwiększającą sprzedaż?

Remarketing AdWords to sposób na przekonanie niezdecydowanych klientów do kolejnych zakupów, pobrania e-booka, wypełnienia formularza kontaktowego bądź rejestracji na stronie. Więcej inspirujących kampanii online znajdziesz na https://adcookie.pl/.

Na czym polega remarketing AdWords?

W dobie nowych technologii witryny internetowe są w stanie monitorować zachowania użytkowników, sprawdzając w jaki sposób zostali przekierowani na stronę i które produkty lub usługi przykuły ich uwagę. Remarketing AdWords wykorzystuje te informacje, wyświetlając dopasowane reklamy osobom najbardziej skłonnym do zakupów lub innych akcji na stronie. Przykładowo potencjalny klient poszukujący laptopa, wkrótce po opuszczeniu e-sklepu zobaczy w usługach Google reklamy komputerów osobistych, produkty z pokrewnej kategorii bądź informację o bieżących rabatach na sprzęt elektroniczny. Tym samym znacznie zwiększa się szansa na sfinalizowanie transakcji lub inną pożądaną akcję na stronie.

Jakie możliwości oferuje remarketing Google Ads?

Zaletą Google Ads jest możliwość tworzenia precyzyjnych list remarketingowych. To autor kampanii decyduje, czy znajdą się na niej wszyscy odwiedzający wskazaną zakładkę na stronie internetowej, czy tylko osoby, które dodały produkt do koszyka, lecz ostatecznie nie dokonały zakupu. Reguły te pozwalają ściśle dopasować działania reklamowe do konkretnych grup użytkowników, co znacznie podnosi efektywność działań promocyjnych.

Nie są to wszystkie możliwości oferowane przez narzędzia do remarketingu Google AdWords. Niezwykle przydatne są też opcje lokowania reklam, umożliwiające wielokanałowe dotarcie do użytkowników. Należą do nich:

  • remarketing standardowy – reklamy wyświetlane podczas przeglądania innych stron internetowych lub podczas korzystania z aplikacji w sieci reklamowej Google,
  • remarketing dynamiczny – reklama spersonalizowana, obejmująca produkty lub usługi oglądane przez użytkownika na Twojej stronie internetowej,
  • reklamy w wyszukiwarce – wyświetlanie reklam w Google, gdy użytkownik po opuszczeniu witryny nadal poszukuje informacji w wyszukiwarce,
  • remarkerting wideo – prezentacja reklam osobom oglądającym filmy Youtube,
  • remarketing kierowany na listę odbiorców – kierowanie reklam do osób zalogowanych w usługach Google.

Jeśli zastanawiasz się jak połączyć remarketing AdWords z innymi działaniami promocyjnymi, zajrzyj na stronę https://adcookie.pl/uslugi/. Znajdziesz tam różnorodne kampanie online, dostosowane do potrzeb e-biznesu.

Kampania remarketingowa AdWords – od czego zacząć?

Konfiguracja list remarketingowych wymaga instalacji w witrynie lub sklepie internetowym specjalnego skryptu śledzącego. Możesz zrobić to wchodząc na swoje konto w AdWords i pobierając niewielki blok kodu do wklejenia na wybranych podstronach. Dzięki temu dane o działaniach użytkowników automatycznie trafią na konsoli Google Ads, z możliwością ich wykorzystania w przyszłych kampaniach remarketingowych.

DHL: Jak eksport może pomóc MŚP w przezwyciężeniu negatywnych skutków pandemii?

Nawet do 60 proc. polskiej branży meblarskiej, 47 proc, rynku elektroniki osobistej czy 46 proc. sektora urządzeń elektrycznych jest zależnych od eksportu[1]. Tymczasem według najnowszych danych ABSL[2], w ubiegłym roku pierwsze miejsce pod względem wartości eksportu z Polski zajął sektor nowoczesnych usług, osiągając wartość 19,8 mld USD. W efekcie sektor ten zdystansował branże automotive (16,2 mld USD), meblową (12,3 mld USD) czy AGD (6,9 mld USD). Jak firmy produkcyjne mogą dostosować swoją strategię do nietypowych czasów i odwrócić tendencję na swoją korzyść?

Mimo że nowa rzeczywistość zamknęła drzwi przed wieloma biznesami, otworzyła jednocześnie cały wachlarz nowych możliwości. Głównymi wygranymi będą firmy, które postawią na elastyczność i dostosują swoją strategię biznesową do nietypowych czasów. Według mnie, kluczem są trzy kwestie. Po pierwsze: sprawdzenie, na które produkty jest obecnie popyt. Po drugie: otworzenie się na nowe rynki. Po trzecie: zapewnienie swoim konsumentom i kontrahentom sprawnej oraz bezpiecznej dostawy – radzi Edwin Osiecki, wiceprezes ds. marketingu i sprzedaży w DHL Express.

Popyt na artykuły higieniczne, medyczne, środki czystości i AGD

Na całym świecie wzrosło zapotrzebowanie na artykuły higieniczne i medyczne, ale również AGD. To dało pole do rozwoju firmom kosmetycznym, które sprawnie zareagowały na zmianę sytuacji rynkowej. Około 30 proc. z nich zmieniło profil produkcji, zwiększając udział preparatów do higieny rąk, czyli m.in. żeli czy płynów dezynfekcyjnych[3]. Co więcej, jak wynika z informacji Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego, ponad 50 proc. produktów z tej branży wytwarzanych w Polsce przeznaczonych jest na eksport. Wzrost popytu na artykuły szczególnie potrzebne w nowej rzeczywistości umożliwił firmom kosmetycznym nadrobienie strat związanych ze spadającą sprzedażą innych towarów.

Globalność trendu zapotrzebowania na dobra związane z higieną i medycyną potwierdzają statystyki ze Stanów Zjednoczonych, gdzie w marcu tego roku wśród najszybciej rosnących kategorii e-commerce’owych znalazły się m.in. jednorazowe rękawiczki (wzrost o 670 proc.), wypiekacze do chleba (+652 proc.), leki na kaszel i przeziębienie (+535 proc.) czy artykuły do mycia naczyń (+275 proc.)[4].

Warto się zastanowić, w jaki sposób firma może dostosować się do potrzeb konsumentów, dostarczając to, czego potrzebują i jednocześnie realizując swoje cele biznesowe. Przykładowo, restauracje podczas okresu obowiązywania restrykcji zaczęły sprzedawać posiłki „do-it-yourself” lub paczki z zestawami produktów. Szczególnie nagradzana jest elastyczność i kreatywność, które umożliwiają odpowiednie wpisanie się w potrzeby klientów – dodaje Edwin Osiecki.

Rosja, USA i Czechy – popularne kierunki polskiego eksportu

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w pierwszym kwartale 2020 roku nadwyżka w obrotach towarowych handlu zagranicznego Polski wyniosła 3,5 miliardów złotych[5]. W takim samym okresie przed rokiem dodatnie saldo wyniosło zaledwie miliard złotych. Jednocześnie – zdaniem urzędu – szereg ograniczeń wprowadzonych na terenie Polski w drugiej połowie marca nie miał dużego wpływu na handel międzynarodowy z uwagi na to, że granice dla przepływu towarowego były niezmiennie otwarte.

Otwieranie się na nowe rynki w czasie powolnego „odmrażania” krajowej gospodarki to dobra strategia. Przede wszystkim – umożliwia dotarcie do klientów za granicą w państwach, które zniosły już restrykcje związanych z koronawirusem i odnotowują ekonomiczne ożywienie. Dotyczy to np. Chin – sugeruje Edwin Osiecki.

W jakich kierunkach powinny podążać MŚP, które szukają odbiorców za granicą? Z grona głównych partnerów handlowych Polski, produkty w pierwszym kwartale najczęściej eksportowano do Rosji, Stanów Zjednoczonych i Czech[6]. Najczęściej procentowo eksportowaliśmy: maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy (37,4%), towary przemysłowe, sklasyfikowane głównie według surowca (18%), różne wyroby przemysłowe (16,8%) czy chemikalia i produkty pokrewne (9,8%)[7].

Przemysł ciężki, automotive czy AGD to tylko wybrane przykłady branż, które znalazły się w trudnym położeniu w trakcie pandemii. Polscy przedsiębiorcy mogą zmienić strategię biznesową lub zainteresować zagranicznych klientów innymi produktami, które będą odpowiadać na ich aktualne potrzeby. Ważne jest dokładne zbadanie danego rynku
i zastanowienie się w jaki sposób można wpisać się ze swoim produktem w oczekiwania konsumentów w danym regionie
– zachęca Edwin Osiecki.

Zapewnienie ciągłości dostaw oraz sprawnej i bezpiecznej dostawy

Ostatnim aspektem, na który powinny zwrócić uwagę MŚP, chcące osiągnąć sukces
w nowej rzeczywistości, jest sprawna logistyka – zarówno pod kątem zapewnienia ciągłości dostaw od podwykonawców, jak i doręczeń do klientów. Przedsiębiorstwa, które sprowadzają niezbędne do funkcjonowania produkty z zagranicy, są uzależnione od terminowości i niezawodności dostaw.

Z drugiej strony, stabilny partner logistyczny daje też klientom poczucie bezpieczeństwa, że ich zamówienia dotrą pod wskazany adres w określonym czasie. O popycie na ekspresowe przesyłki świadczą liczby – w połowie marca odnotowano globalny wzrost zapotrzebowania o 183 procent[8]. Ważną rolę w warunkach pandemicznych odgrywa również bezpieczeństwo doręczenia, np. dostawa bezkontaktowa lub możliwość odbioru przesyłki z automatu.

Przedsiębiorcy, którzy teraz przeżywają moment zawahania w nowej rzeczywistości, nie powinni się poddawać. Kluczem do sukcesu jest ustalenie nowej strategii biznesowej: sprawdzenie, na które produkty czy modele biznesowe panuje obecnie popyt na danym rynku, wyjście z ofertą do nowych klientów – także zagranicznych – oraz zapewnienie kontrahentom oraz konsumentom sprawnej i bezpiecznej dostawy.

[1] Polski Instytut Ekonomiczny, Top 10 industries dependent on exports in Poland in 2020, czerwiec 2020

[2] Raport ABSL, Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce, czerwiec 2020

[3] Branża kosmetyczna vs. Covid-19, Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego, maj 2020

[4] Stackline, Top 100 Fastest Growing & Declining Categories in E-commerce, marzec 2020 r.

[5] Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-marzec 2020 roku, Główny Urząd Statystyczny, maj 2020

[6] Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-marzec 2020 roku, Główny Urząd Statystyczny, maj 2020

[7] Obroty towarowe handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń-marzec 2020 roku, Główny Urząd Statystyczny, maj 2020

[8] Kount, Kount Unveils eCommerce and Fraud Trend Tracker for Spring 2020, kwiecień 2020

Auchan Retail Polska zdecydowało o zamknięciu dwóch ze swoich sklepów na terenie Polski

Niskie obroty i niesprzyjające warunki wynajmu spowodowały znaczne straty w tych lokalizacjach. Pomimo wysiłków zespołów osiągnięcie trwałej rentowności dla dwóch sklepów okazało się niemożliwe.

Informując o podjętej decyzji Auchan Retail Polska podkreśla jednocześnie, że zadba o każdego z pracowników zatrudnionych w obu zamykanych sklepach. Procesowi będą towarzyszyć indywidualne rozmowy z poszczególnymi pracownikami, podczas których przedstawione zostaną możliwości i dalsze perspektywy.

Decyzja o zamknięciu nierentownych sklepów jest skomplikowana i trudna dla nas wszystkich. Na tym etapie priorytetem naszych działań jest wsparcie pracowników zamykanych sklepów, którym, w miarę możliwości, zaoferujemy alternatywne stanowiska pracy w okolicznych sklepach należących do naszej sieci. Musimy natomiast pamiętać, że w perspektywie długoterminowej koncentrujemy się na zapewnieniu trwałej rentowności wszystkich sklepów, tak aby realizować założoną przez nas strategię Auchan 2022. Dzięki temu jesteśmy w stanie bronić siły nabywczej polskich konsumentów i pozostać liderem niskich cen na polskim rynku – powiedział Gérard Gallet, dyrektor generalny Auchan Retail Polska.

Auchan Retail Polska planuje przeniesienie części pracowników do innych, okolicznych sklepów należących do sieci. Przeniesienia te nastąpią w ramach dostępnych wakatów, z zachowaniem wszelkich uprawnień pracowniczych i ciągłości zatrudnienia. Nastąpi również rozwiązanie umów w ramach zwolnień grupowych wraz z odprawami. Dla osób spełniających kryterium wieku możliwe będzie skorzystanie z uprawnień przedemerytalnych lub emerytalnych wraz z odprawą emerytalną.

Zamknięcie sklepów dla klientów nastąpi od 30 sierpnia br.

Activision Blizzard z najwyższą ceną docelową. Boeing rośnie ponad 8 proc.

Kontrakty terminowe na akcje w USA wzrosły w poniedziałek, podczas gdy inwestorzy obserwują wzrost liczby infekcji koronawirusem z prawdopodobieństwem wznowienia restrykcji gospodarczych w przyszłości, co z kolei daje szansę na kontynuację bardzo luźnej polityki monetarnej prowadzonej przez amerykańską Rezerwę Federalną.

W weekend przypadki infekcji koronawirusem na całym świecie przekroczyły 10 milionów, a śmierć poniosło ponad 500 000 osób. Władze na Florydzie, w Teksasie, Kalifornii i Arizonie, które przyczyniły się do niedawnego wzrostu liczby przypadków w Stanach Zjednoczonych nałożyły nowe ograniczenia i wycofały się z planów ponownego otwarcia, a znoszenie restrykcji na razie wstrzymano.

Z punktu widzenia poszczególnych spółek Activision Blizzard, spółka gamingowa, otrzymała od Benchmark Co. najwyższy poziom ceny docelowej na Wall Street. Cena została podniesiona z poziomu 77 do 85 USD za akcję. Zdaniem Benchmark Co. silne zaangażowanie graczy może przyczynić się do osiągnięcia przez spółkę dobrych wyników. ATVI powinno nadal wykazywać wzrost nie tylko z zaangażowania, ale także z monetyzacji oraz przyspieszającego trendu w kierunku cyfryzacji, co może prowadzić do długoterminowych stałych zysków. Analitycy dostrzegają szczególną siłę cyfrowego ekosystemu pełnego spektrum gry Call of Duty.

Boeing wzrósł o ponad 8 proc. po tym, jak amerykańskie organy nadzoru bezpieczeństwa lotniczego poinformowały, że rozpoczną kluczowe testy już w poniedziałek dla modelu samolotu, który w ostatnich miesiącach napotkał trudności techniczne, powodując dwie katastrofy. Będzie to ważny kamień milowy w przywróceniu tego typu samolotu do użytku po tym, jak flota była uziemiona przez ponad rok.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.