Sytuacja na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych

Bez względu na to, czy mamy do czynienia z Polską, Holandią, Niemcami, czy Hiszpanią, wszystkie europejskie rynki nieruchomości komercyjnych znajdują się obecnie pod wielką presją. Najpoważniej dotyka ona segment handlowy, co będzie wymagać redefinicji strategii biznesowych najemców i właścicieli centrów, tak aby zminimalizować problemy z płynnością finansową teraz i w przyszłości. To wnioski z najnowszego raportu MVGM „COVID-19 Property management impact”, analizującego kondycję rynków nieruchomości w 10 europejskich krajach, w których działa MVGM.

MVGM podsumowało i przeanalizowało możliwe konsekwencje i scenariusze rozwoju sytuacji na rynkach nieruchomości handlowych, biurowych i magazynowych w Polsce, Holandii, Belgii, Hiszpanii, Portugalii, Czechach, na Słowacji, w Rumunii, Niemczech i Luksemburgu.

Każdy z rynków narodowych ma swoją specyfikę i właściwości, dlatego trudno je porównywać. Związane jest to z ich odmienną dojrzałością, dynamiką rozwoju, czy różnymi cechami poszczególnych segmentów. Pewne efekty kryzysu są jednak wspólne dla wszystkich. Takim przykładem jest sektor handlowy, którego ogólna kondycja zależy od szeregu zmiennych, m.in. poziomu siły nabywczej, penetracji zakupów online, czy stopnia nasycenia powierzchnią handlową. Jedno jest jednak bezsprzeczne – to właśnie ten sektor boryka się obecnie z największymi trudnościami we wszystkich krajach, w których jesteśmy obecni. Możemy więc obserwować innych, wymieniać się wiedzą i wypracować wspólne, europejskie rozwiązania. – Virginie de Baere, Dyrektor Zarządzająca, MVGM Poland

Najemcy mogą nie mieć dokąd wracać

W większości przeanalizowanych krajów otwarte są tylko sklepy mające w swojej ofercie produkty pierwszej potrzeby oraz apteki. Wyjątkiem jest Holandia, gdzie rząd nie nakazał ograniczenia działalności większości sklepów. Mimo to wiele dużych sieci, jak np. H&M, zdecydowało o tymczasowym zamknięciu swoich salonów. Liczba odwiedzających centra handlowe (footfall) spadła drastycznie.

W Holandii najemcy i właściciele centrów doszli do porozumienia, na mocy którego sklepy mogą m.in. zapłacić czynsz z trzytygodniowym opóźnieniem bez obawy o naliczanie kar umownych i odsetek. Z tych zapisów nie mogą natomiast korzystać najemcy, którzy nie mieli 25-procentowego spadku obrotów. Mimo to właściciele, podobnie jak w dziewięciu pozostałych krajach, obawiają się o swoją płynność finansową. Jest to związane z faktem, że podobnie jak w Polsce, rządy nie przykładają wystarczającej uwagi do wprowadzenia regulacji, które będą chronić ich interesy. W dłuższej perspektywie czasu możemy mieć więc do czynienia z falą bankructw, co niekorzystnie odbije się też na kondycji biznesowej najemców, którzy nie będą mieli dokąd wracać. – Virginie de Baere, Dyrektor Zarządzająca, MVGM Poland

Równocześnie, jak zwraca uwagę MVGM, rośnie sprzedaż online (dla przykładu Hiszpania zanotowała wzrost o 12,5% r-d-r), a w miarę jak aktualna sytuacja będzie się przedłużać, stopień penetracji zakupów internetowych będzie coraz wyższy. To wymusi na centrach handlowych dostosowanie się do nowej rzeczywistości szybciej, niż wcześniej prognozowano.

Repozycjonowanie centrów czy zmiana ich funkcji, o której rynek mówił już wcześniej, prawdopodobnie nabierze innego znaczenia. Wszyscy uczymy się teraz funkcjonować w całkiem nowych realiach rynkowych i otrząsamy się z pierwszego szoku. Przed nami bardzo ważna lekcja do odrobienia – przygotowanie strategii biznesowych na moment, kiedy wszyscy wrócimy do „normalności”. – Virginie de Baere, Dyrektor Zarządzająca, MVGM Poland

Bez wsparcia rządu ciężko będzie odbudować polskie targi

Chcielibyśmy widzieć „światełko w tunelu” – Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego – tak mówi o rozwiązaniach, jakie pojawiają się w nowej wersji Tarczy Antykryzysowej. Jej zdaniem, stanowią one kolejny krok we właściwym kierunku, ale wciąż niewystarczający, aby zapewnić branży  funkcjonowanie i szybki powrót do normalności.

Odpowiadając na reakcje polskich przedsiębiorców na przyjętą w zeszłym tygodniu tzw. Tarczę Antykryzysową, rząd przedstawił nowe propozycje rozwiązań.

– Kolejne ułatwienia, które przynosi Tarcza 2.0., takie jak możliwość wnioskowania o zwolnienie z połowy składek ZUS przez najbliższe trzy miesiące firmom zatrudniającym do 49 osób oraz wydłużenie tzw. postojowego dla osób samozatrudnionych oraz osób, które pracowały na podstawie umów cywilnoprawnych do 3 m-cy, czy podwyższenie świadczenia postojowego do wysokości 80% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę to niewątpliwie kolejny krok we właściwym kierunku – mówi Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego i dodaje, że chciałaby widzieć w nich „światełko w tunelu”.

– Branża targowa coraz bardziej odczuwa skutki spowodowane pandemią koronawirusa. Wiele firm musiało już zwolnić pracowników, a nad pozostałymi nadal wisi widmo redukcji
i, jeśli pomoc rządu zakończy się w tym miejscu, większość z nich – np. oferujących usługi dla targów takie jak projektowanie i budowanie stoisk czy spedycja i transport targowy, będzie zmuszona ogłosić upadłość
– opisuje obecną sytuację branży targowej Beata Kozyra i pyta: – Bo z czego przedsiębiorca ma płacić nawet obniżone pensje i składki ZUS swoich 10, 20 czy 40 pracowników, kiedy nie ma przychodów? A nie ma ich od ponad 2 miesięcy.

Prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego wskazuje, że w nowelizacji znalazło się wiele nowych zapisów, jednak wciąż brakuje satysfakcjonujących przedsiębiorców rozwiązań, m.in. takich jak:

  1. Zwolnienie z ZUS na 6 m-cy (dodanie 3 m-cy do obecnego rozwiązania) firm zatrudniających do 49 pracowników.
  2. Odblokowanie rachunków bankowych spleet payment do końca roku 2020.
  3. Automatyczny, obligatoryjny zwrot w terminie do 30 dni nadpłaconego VAT-u przez US, na podstawie informacji w deklaracji VAT za m-c marzec/kwiecień/maj 2020 – bez potrzeby składania specjalnego podania.
  4. Skrócenie czasu i uproszczenie procedur rozpatrywania wniosków pomocowych w ZUS, US, UP, czy BGK.
  5. Prolongata do końca roku płatności z tytułu deklaracji VAT, PIT, CIT, zaliczek na podatek dochodowy, płatności z tytułu rocznych deklaracji PIT, zwrot wszelkich świadczeń nadpłaconych lub nadliczonych, widocznych w deklaracjach w ciągu maksimum 30 dni od złożenia deklaracji.

Według Beaty Kozyry, niezbędne byłoby również wsparcie finansowe rządu dla przedsiębiorstw, które chciałaby wystawiać się na targach. Jak zauważa, wielu wystawców w pierwszej kolejności będzie ratować swoje biznesy i ciąć koszty, mi.in rezygnując z udziału w targach, a przecież to właśnie targi mogłyby pomóc im wrócić go gry.

– Zdajemy sobie sprawę, że budżet Polski nie jest z gumy, ale nadzwyczajne sytuacje wymagają teraz nadzwyczajnych działań. Jeśli dzisiaj rząd nie wyciągnie do nas ręki, to spadek wpływu do budżetu od polskich firm będzie dużo większy niż ewentualny deficyt wynikający z większej niż obecnie oferowanej pomocy rządu poszkodowanym przez koronawirusa firmom – przewiduje Beata Kozyra. Jej zdaniem, kiedy doda się do tego zasiłki dla setek tysięcy nowych bezrobotnych, straty Państwa będą dużo większe niż pomoc finansowa, którą rząd mógłby dzisiaj zaoferować, spełniając postulaty przedsiębiorców branży targowej.

– Organizatorzy targów robią wszystko, aby od jesieni ruszyć z organizacją swoich imprez.   Bez dodatkowego wsparcia części  firm z branży, uda się przetrwać, jednak niezmiernie ciężko będzie odbudować polskie targi, liżąc głębokie rany, jakie przemysłowi targowemu zadał koronawirus. A co z setkami pozostałych firm targowych? Co miesiąc firmy branży targowej odnotowują 150 mln strat! Bez pomocy rządu, czyli spełnienia powyższych postulatów, branża targowa będzie bardzo osłabiona i może stać się łatwym kąskiem dla zachodniej konkurencji – ostrzega prezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zwraca jednocześnie uwagę, że firmom z tej branży, obok spełnienia powyższych postulatów dotyczących przedsiębiorstw wielu sektorów gospodarki, zależy również na wypracowaniu przez rząd, wspólnie z Polską Izbą Przemysłu Targowego (jedyną oficjalną organizacją zrzeszającą firmy działające w branży targowej w Polsce) specjalnej pomocy sektorowej. – Jej celem byłoby uratowanie 100 letniej tradycji polskich targów, które przez ponad wiek były wizytówką naszego kraju, dźwignią polskiego eksportu – tak zewnętrznego, jak i wewnętrznego – podsumowuje Beata Kozyra.

RPP tnie stopy procentowe. Rosną zapasy ropy. Rosyjski rubel ostro w dół

Wbrew oczekiwaniom analityków RPP zadziałała proaktywnie i obniżyła stopy procentowe już teraz, nie czekając na pogorszenie sytuacji. Złoty przyjął to wyjątkowo spokojnie.

Rada obniża stopy procentowe

Na wczorajszym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej doszło do niespodziewanej obniżki stóp procentowych. Patrząc na zachowanie rynków i otaczającą nas sytuację, decyzja ta jest jak najbardziej uzasadniona. Analitycy spodziewali się jednak pozostawienia stóp na niezmienionych poziomach z powodu dotychczasowego zachowania RPP. Miała ona tendencje do próby przeczekiwania problemów i działania post factum a nie pro aktywnie. Spadek stóp procentowych o 0,5% to również dobra wiadomość dla kredytobiorców. Niższe odsetki nie zawsze pojawią się od razu, aczkolwiek perspektywa niższego oprocentowania kredytów pozwoli z pewnością trochę odetchnąć.

Złoty mocny mimo obniżek stóp procentowych

Złoty zachowywał się bardzo spokojnie pomimo obniżek stóp procentowych. Zwyczajowo, gdy stopy procentowe spadają, waluta się osłabia. Wynika to z faktu, że inwestorzy trzymający pieniądze w relatywnie bezpiecznych obligacjach opartych o stopę procentową nagle otrzymują informację o spadku rentowności inwestycji. W takiej sytuacji część z nich zamyka swoje pozycje inwestycyjne i sprzedają walutę. Dlaczego teraz tak nie było? Racjonalna polityka monetarna RPP zwiększyła zaufanie do polskiej gospodarki. W rezultacie pomimo delikatnych wzrostów cen walut z początku dnia złoty nadal się umacnia. Cena euro wynosi tylko lub aż 4,53 zł, frank kosztuje 4,29 zł, a dolar 4,17 zł.

Rosną zapasy ropy

Wczorajsze dane z USA pokazały, że gwałtownie rosną zapasy ropy naftowej. Dzieje się tak pomimo istotnego spadku liczby wież wiertniczych w USA. Po samych danych ropa zachowywała się stabilnie, jednakże wieczorem niespodziewanie podskoczyła ponownie w okolice 33-34 dolarów. Wraz z odbiciem na ropie w górę idzie również rosyjski rubel, jako waluta silnie powiązana z cenami surowców energetycznych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Odstępne a rozliczenie VAT

Przedsiębiorcy w toku prowadzonej działalności często mierzą się z koniecznością wcześniejszego rozwiązania umowy. W tego typu przypadkach umowy najczęściej przewidują różne sposoby rozliczenia pomiędzy stronami. Do najczęstszych zaliczyć można odstępne, zwrot zadatku, kary umowne czy rekompensatę za wcześniejsze rozwiązanie umowy. Ustalenie charakteru tych świadczeń na potrzeby podatkowe jest bardzo ważne, ponieważ determinuje prawidłowość rozliczenia podatków. Jest to istotne zwłaszcza z perspektywy podatku od towarów i usług.

Odstępne

Zgodnie z art. 396 Kodeksu cywilnego strony mogą zastrzec możliwość odstąpienia od umowy za zapłatą odstępnego. Kwestia kwalifikacji takiego odstępnego nie jest do końca jasna. W szczególności należy zawsze odpowiedzieć na pytanie, czy jest to odszkodowanie/kara umowna, czy wynagrodzenie za zrzeczenie się pewnych uprawnień.

WSA w Gliwicach w wyroku z dnia 23 maja 2018 r., sygn. III SA/Gl 159/18, zwrócił uwagę, że w takim przypadku świadczeniem usług jest akceptacja dla odstąpienia od zawarcia umowy sprzedaży bez podania przyczyny za zapłatą ustalonej kwoty, zwłaszcza w sytuacji, gdy kwestia odstąpienia została uregulowana w samej umowie. WSA uznał, że w takich sytuacjach rezygnacja z umowy nie jest efektem samowolnych decyzji, a kwota odstępnego nie może być traktowana jako rekompensata/kara umowna.

Podobne stanowisko zajął Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w Interpretacji indywidualnej z 14 maja 2018 r., sygn. 0113-KDIPT1-3.4012.216.2018.3.JM, gdzie dodatkowo podkreślił, że dostawa towarów będzie podlegała opodatkowaniu VAT wtedy, gdy przedsiębiorca działa w ramach transakcji w charakterze podatnika VAT. Z uwagi na to, iż dostawa towarów była związana z działalnością gospodarczą, odstępne również będzie kwalifikowane jako związane z opodatkowaną działalnością VAT.

Podsumowując, jeżeli możliwość odstąpienia od umowy i kwota odstępnego została ustalona w umowie i nie jest związana ze szkodą dla jednej strony, tj. jedna strona ma możliwość odstąpienia od umowy, druga strona otrzyma odstępne (wynagrodzenie), to w takich przypadkach wypłata odstępnego powinna być opodatkowana VAT i udokumentowana fakturą.

Zwrot zadatku a VAT

Kolejną kwestią obecną w rozliczeniach przedsiębiorców zawartą w szczególności w umowach przedwstępnych są regulacje dotyczące zadatku. Zgodnie z art. 394 § 1 Kodeksu cywilnego w razie niewykonania umowy przez jedną ze stron podmiot otrzymujący zadatek może go zatrzymać, a podmiot dający zadatek może żądać jego zwrotu w podwójnej wysokości.

WSA w Krakowie w wyroku z dnia 30 października 2019 r., sygn. akt I SA/Kr 856/19, wskazał, że zwrot zadatku w podwójnej wysokości związany z rozwiązaniem umowy przedwstępnej stanowi czynność opodatkowaną podatkiem od towarów i usług. WSA wskazał, że zapłata podwójnej kwoty zadatku wynikającego z umowy przedwstępnej jest wynagrodzeniem za nieskorzystanie przez niego z uprawnienia do zawarcia umowy przyrzeczonej.

Z kolei Dyrektor Izby Skarbowej w Poznaniu w interpretacji z dnia 6 listopada 2015 r., nr ILP1/4512-1-685/15-2/AP, wskazał, że zatrzymany zadatek pełni funkcję odszkodowawczą i jako taki nie podlega opodatkowaniu VAT.

Podsumowując, zasadniczo zadatek nie jest opodatkowany VAT z uwagi na jego odszkodowawczy charakter, chyba że jego wypłata wynika ze skorzystania przez jedną ze stron z prawa do rezygnacji. Wówczas mamy do czynienia z odpłatnością w formie zadatku za czynności opodatkowane VAT. Przykładowo powyższe można opisać na przykładzie firmy dokonującej rezerwacji usług hotelowych, płacącej na ten cel zadatek. W sytuacji, gdy firma zrezygnuje i nie dojdzie do świadczenia usługi, hotel poniesie szkodę i na jej poczet zatrzyma zadatek – jako odszkodowanie, bez konieczności opodatkowania VAT. Jeżeli jednak w takiej umowie ustalone zostałoby, że hotel wypłaca podwójną kwotę zadatku w sytuacji, gdy na prośbę hotelu podatnik skorzysta z prawa do rezygnacji, wówczas jest to odpłatność za świadczenie w postaci rezygnacji z umowy.

Rekompensata za wcześniejsze rozwiązanie umowy

Wyroki sądów administracyjnych i interpretacje organów podatkowych wskazują, że zapłata z tytułu wcześniejszego rozwiązania umowy za zgodą stron (dotyczy to m.in. umów najmu lub dzierżawy) stanowi wynagrodzenie za usługę, która polega na wyrażeniu zgody na odstąpienie od umowy i jako takie powinno zostać opodatkowane VAT (NSA w wyroku z dnia 11 maja 2017 r., sygn. akt I FSK 819/15 czy Dyrektor KIS w interpretacji z dnia 4 lipca 2017 r., nr 0111-KDIB3-2.4012.180.2017.1.SR).

Podsumowując, w przypadku rekompensat, inaczej niż w przypadku zadatku, stanowisko organów podatkowych i sądów administracyjnych jest już ukształtowane i wskazuje na konieczność opodatkowania takiego rodzaju zakończenia umowy. Dlatego każdorazowo podatnik w trakcie zawierania umowy powinien wziąć pod uwagę aktualne stanowisko organów podatkowych i sądów tak, aby w sposób prawidłowy ukształtować relacje z kontrahentem i zapewnić bezpieczeństwo podatkowe dla późniejszych rozliczeń wynikających z umowy. Dobrą praktyką w tym zakresie jest skonsultowanie umów z doradcami podatkowymi, którzy – znając przepisy oraz aktualną praktykę orzeczniczą i interpretacyjną – pomogą zidentyfikować zagadnienia podatkowe i pokierują rozliczeniami związanymi z umową.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Nest Bank wdraża pakiet pomocowy BGK

W związku z sytuacją epidemiologiczną w Polsce Bank Gospodarstwa Krajowego udostępnił przedsiębiorcom z segmentu mikro, małych i średnich firm nowe, korzystniejsze warunki gwarancji de minimis. Dzięki nim kredyty dla mikro i małych firm będą bardziej dostępne i korzystniejsze. Nowe warunki są właśnie wdrażane w Nest Banku.

Nest Bank od dawna aktywnie uczestniczy w programie gwarancji de minimis realizowanym przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Program ma na celu zwiększenie dostępu do finansowania dla firm z sektora MŚP oraz zapewnienie rozwiązań kredytowych dla przedsiębiorców z krótką historią kredytową lub nieposiadających wystarczającego majątku na zabezpieczenie kredytu.

W celu zmniejszenia skutków pandemii COVID-19 Bank Gospodarstwa Krajowego wprowadził zmiany zasad obejmowania kredytów gwarancjami de minimis. Nest Bank zdecydował się wdrożyć te zmiany w trybie pilnym. Dzięki temu zakres gwarancji zwiększy się z 60 do 80% kwoty kredytu. Okres zabezpieczenia kredytu obrotowego wydłuży się z 27 do 39 miesięcy. Nest Bank nie będzie pobierał prowizji za udzielenie gwarancji. Prowizja nie jest pobierana również dla udzielonych wcześniej gwarancji, których kolejna opłata rocznicowa przypada w okresie od 19 marca 2020 r. do 31 grudnia 2020 r.

– Specjalizujemy się w obsłudze mikro i małych firm, znamy ich potrzeby i dlatego od dawna udostępniamy im kredyty z gwarancjami. Gwarancje de minimis wspierają firmy posiadające krótką historią kredytową oraz te, które nie posiadają wystarczającego majątku na zabezpieczenie kredytu. W tej trudnej sytuacji związanej z pandemią COVID-19 tego typu wsparcie jest szczególnie ważne. Często daje ono szanse najmniejszym firmom na przetrwanie lub dostosowanie się do nowych warunków poprzez inwestycję w zmianę profilu działalności. Kredyty z gwarancjami w Nest Banku udzielamy w szybkim procesie z uproszczonymi formalnościami. Dzięki temu firma może otrzymać decyzję kredytową bez wychodzenia z domu (telefonicznie), nawet w 5 minut – mówi Agnieszka Porębska-Kość, Członek Zarządu Nest Banku.

Z gwarancji będą mogły skorzystać firmy, które na dzień 1 lutego 2020 roku nie miały zaległości w ZUS, US. Zmiany będą obowiązywać do 31 grudnia 2020 r. z możliwością ich przedłużenia. Wdrożenie warunków szczególnych gwarancji w bankach udzielający kredytów z zabezpieczeniem gwarancją de minimis zależy od decyzji tych banków.

W wirtualnej klasie Cisco Webex

W obliczu zamknięcia większości szkół w Europie z powodu rozprzestrzeniania się koronawirusa, Cisco i IBM pomagają uczniom i nauczycielom w kontynuowaniu nauki i nauczania na odległość.

W ciągu ostatnich kilku tygodni Cisco i IBM podjęły wspólną inicjatywę stworzenia bezpłatnych wirtualnych klas dla uczniów dotkniętych zamknięciem szkół w Europie. Celem tego projektu jest nie tylko łączenie nauczycieli i uczniów poprzez interaktywne zajęcia online, ale także pomaganie im w efektywniejszym korzystaniu z technologii.

„W całej Europie uczniowie, nauczyciele i rodzice dostosowują się do wirtualnego uczenia się. Jesteśmy dumni, że nasza współpraca z IBM pomaga setkom tysięcy studentów w dalszym kształceniu się i rozwijaniu ich umiejętności” – powiedziała Wendy Mars, prezes Cisco na Europę, Bliski Wschód, Afrykę i Rosję (EMEAR).

Wirtualne klasy obsługiwane przez Cisco Webex umożliwiają nauczycielom prowadzenie i nagrywanie konferencji wideo, udostępnianie treści edukacyjnych z ich ekranów, komunikowanie się z uczniami w różnych aplikacjach i uzyskiwanie od nich informacji zwrotnych w czasie rzeczywistym.

Aby pomóc nauczycielom i uczniom w dostosowaniu się do tego nowego formatu w klasie, ponad 3000 przeszkolonych wolontariuszy IBM – którzy również wykonują telepracę z domu za pomocą Cisco Webex – podzieli się swoją wiedzą. Wolontariusze IBM zapewniają nauczycielom sesje szkoleniowe i wsparcie w czasie rzeczywistym, pomagając im w adaptacji narzędzia i jak najlepszym  jego wykorzystaniu.

„Jako pracownicy IBM, codziennie dzielimy się wiedzą i doświadczeniem ze społecznością. Wyzwania takie jak to, z którym wszyscy się dziś zmagamy, z COVID-19, dają nam szansę na to, aby technologia i wolontariat miały realny wpływ na przyszłość naszego społeczeństwa i na edukację naszych dzieci” – powiedział Martin Jetter, Senior Vice President & Chairman, IBM Europe.

Inicjatywa została już uruchomiona w wielu krajach europejskich – m.in. w: Austrii, Czechach, Niemczech, Finlandii, Włoszech, Holandii, Polsce, Słowacji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Do tej pory program dotarł z pomocą do co najmniej 200 000 uczniów w ponad 2000 szkół w całej Europie.

„W tych trudnych czasach kluczowe znaczenie ma utrzymanie ciągłości edukacji naszych dzieci. Przeznaczyliśmy odpowiednie środki na sprzęt niezbędny dla nauczycieli i uczniów. Wiemy jednak, że sam sprzęt nie wystarczy, że potrzebujemy również ekspertów, którzy pomogą nam w nauczaniu na odległość. Dlatego tak bardzo doceniamy wkład naszych partnerów. Ich pomoc w tym obszarze jest znamienna. Zapewniają nauczycielom indywidualne wsparcie przy nauce nowych technologii i przestawieniu się na nauczanie online. Wierzę, że wyjdziemy z tego kryzysu, m.in. z większą świadomością znaczenia partnerstwa i cyfryzacji” – powiedział Marek Zagórski, Minister Cyfryzacji w Polsce.

We Włoszech inicjatywa pomogła wielu studentom odzyskać poczucie pewności. „Martwiłem się, że nie ukończę roku i nie zdam egzaminu końcowego. Ukończenie programu nauczania daje mi dodatkowe bezpieczeństwo” – zauważyła 17-letnia Gabriele, studiująca w Rzymie we Włoszech.

W Madrycie ponad 100 000 nauczycieli prowadzi już wirtualne zajęcia z pomocą wyszkolonych wolontariuszy. „Codziennie korzystamy z Webexu podczas wirtualnych spotkań i narzędzie to okazało się bardzo pomocne w tym kryzysie. Doceniamy to, że przedstawiciel IBM pomaga naszym 191 nauczycielom i 2500 studentom” – powiedział Javier Martínez Arjona, dyrektor szkoły średniej Antonio Machado z Madrytu w Hiszpanii.

Ciągłość jest szczególnie ważna, gdy uczniowie zbliżają się do kolejnego etapu edukacji. Enrique Morillo del Río, nauczyciel matematyki w szkole średniej José García Nieto dodaje: „Większość moich studentów ma zamiar rozpocząć studia na uniwersytecie. Teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebują swoich nauczycieli, którzy ich wesprą. Dzięki technologii jesteśmy w stanie kontynuować nauczanie  na najwyższym poziomie”.

„Są rzeczy w życiu, które muszą działać nieprzerwanie w tych trudnych czasach. Zrobimy wszystko, aby wesprzeć firmy, rządy i społeczności: tych, na których życie wpłynęła ta pandemia, i tych na pierwszej linii frontu. Jesteśmy zaszczyceni, że technologia Cisco Webex odgrywa rolę w łączeniu ludzi, czy to w edukacji, służbie zdrowia czy gospodarce” – dodaje Wendy Mars.

Cisco i IBM starają się rozszerzyć ten projekt na resztę Europy, aby pomóc nauczycielom w zapewnieniu ciągłości w swoich klasach i wspierać edukację uczniów.

Gdy tarcza nie wystarcza – sposoby na utrzymanie płynności finansowej w 2020 r.

31 marca uchwalono zapisy tzw. tarczy antykryzysowej, która ma wesprzeć przedsiębiorców w minimalizowaniu strat biznesowych w związku z pandemią koronawirusa. Rządowe propozycje są skierowane głównie do mikro- i małych firm oraz stanowią rozwiązania doraźne, przez co nie trafiają w długoterminowe potrzeby biznesu. Obecnie głównym wyzwaniem jest konieczność utrzymania płynności finansowej i ochrona miejsc pracy. Firmy, dla których propozycje zawarte w rządowej specustawie są niewystarczające, mogą sięgnąć po rozwiązania zabezpieczające ich tegoroczny wynik finansowy. Zaliczymy do nich m.in. weryfikację kosztów poniesionych w przeszłości i odzyskanie nadpłat lub ulgi podatkowe.

Wiele firm wciąż jest w trakcie procesu reorganizacji oraz próbuje rozwiązywać najpilniejsze problemy, takie jak brak ciągłości w łańcuchu dostaw, spadki sprzedaży, ograniczenia produkcji czy braki kadrowe. W tym gorącym okresie podatnicy oczekują upraszczania procedur, minimalizowania formalności i szybkiego podejmowania decyzji przez organy państwowe. Dla przedsiębiorców, których płynność finansowa jest zagrożona, czas odgrywa kluczową rolę. Niezależnie od wsparcia rządu w ramach tarczy antykryzysowej, mają oni do dyspozycji inne rozwiązania, które pomogą wygenerować oszczędności i wpłyną na poprawę przychodów jeszcze w bieżącym roku. Najbardziej efektywne opisujemy poniżej.

Rozliczenie ulgi B+R za 2019 rok

Dobrą wiadomością dla firm prowadzących działalność badawczo-rozwojową jest wydłużenie terminu składania deklaracji CIT-BR lub PIT-BR o dwa miesiące – do 31 maja. Jeśli do tej pory nie skorzystały one z ulgi B+R w podatku dochodowym, zyskały czas, aby odpowiednio przygotować się do jej rozliczenia. Z tej szansy powinny skorzystać szczególnie firmy z branży chemicznej, farmaceutycznej, spożywczej i produkcji opakowań, które notują obecnie zwiększone zapotrzebowanie na swoje produkty. W obliczu niedoborów kadrowych przedsiębiorcy wprowadzają zmiany technologiczne, np. modyfikują maszyny i linie produkcyjne, aby zwiększyć produktywność. Opracowują również nowe procesy i produkty, dzięki czemu mogą odpowiedzieć na zapotrzebowanie rynku. Część firm na pewien czas zupełnie zmieniła swój profil produkcyjny i przestawiła się np. na produkcję maseczek, rękawiczek, odzieży ochronnej, żeli antybakteryjnych czy płynów dezynfekujących.

– W przypadku wprowadzania nowych produktów lub w ramach ulepszania dotychczasowych procesów  możemy mieć do czynienia z podjęciem działań badawczo-rozwojowych. Wówczas aktywność przedsiębiorcy kwalifikuje się do ulgi B+R, która pozwala mu na dwukrotne odliczenie od podatku poniesionych kosztów kwalifikowanych. Najpierw, poprzez ujęcie ich jako kosztu uzyskania przychodu, a następnie odpisanie 100 proc. tego samego wydatku od podstawy opodatkowania. W zależności od wielkości nakładów na działania B+R, późniejsze oszczędności mogą wynieść nawet kilkaset tysięcy złotych – zauważa Tomasz Stańczyk, konsultant w Dziale Innowacji, Ulgi Dotacji w Ayming Polska.

Korekty CIT

Nie wszyscy płatnicy PIT lub CIT mają świadomość, że w dowolnym momencie mogą złożyć korektę zeznania podatkowego w celu rozliczenia ulgi B+R do pięciu lat wstecz. To rozwiązanie jest szczególnie atrakcyjne w przypadku roku podatkowego 2018, w którym ulga B+R zaczęła obowiązywać w pełnym wymiarze i od tego momentu umożliwia odliczenie 100 proc. kosztów kwalifikowanych. Z tej szansy powinni skorzystać szczególnie ci przedsiębiorcy, którzy znają już mechanizm działania ulgi, ale dotychczas rozliczyli ją tylko raz. Warto ponownie przeanalizować swoje działania badawczo-rozwojowe, by móc wygenerować oszczędności podatkowe. W przypadku złożenia korekty przedsiębiorca otrzyma zwrot nadpłaconego podatku w przeciągu kilku miesięcy.

Odroczenie wpłat i weryfikacja daniny lokalnej

W ramach tarczy antykryzysowej gminom przyznano specjalne uprawnienia w zakresie podatku od nieruchomości. Lokalne organy prawodawcze mogą wprowadzać zwolnienia z opłat za część roku 2020. Rada gminy ma również prawo przedłużyć termin płatności rat podatku od nieruchomości za kwiecień, maj i czerwiec maksymalnie do 20 września bieżącego roku. Po stronie gmin leży opracowanie zasad, w oparciu o które podatnicy będą mogli korzystać z tej preferencji. Ustawodawca wskazał jedynie, iż zwolnienie może zostać przyznane przedsiębiorcom, „których płynność finansowa uległa pogorszeniu w związku z ponoszeniem negatywnych konsekwencji ekonomicznych z powodu COVID-19”.

Płatnicy daniny lokalnej mogą skorzystać z dodatkowej możliwości wygenerowania oszczędności, jaką daje weryfikacja prawidłowości rozliczeń z gminą. Zgodnie z przepisami ordynacji podatkowej, mają prawo złożyć korektę deklaracji podatkowej do 5 lat wstecz. Przeprowadzenie weryfikacji dotychczasowych opłat może przynieść znaczne oszczędności. Z analiz Ayming wynika, że 44 proc. przedsiębiorstw w Polsce odprowadza zawyżony podatek od nieruchomości. W przypadku największych podmiotów – tj. płacących więcej niż 3 mln zł podatku rocznie – odsetek ten wynosi aż 71 proc. dodaje Przemysław Smoczyński, kierownik projektu w Dziale Podatków i Opłat Lokalnych w Ayming Polska.

Weryfikacja kosztów ZUS

Pod koniec marca pracodawcy otrzymali od ZUS-u zawiadomienie o wysokości stopy procentowej składki wypadkowej w nowym okresie rozliczeniowym, która będzie obowiązywać przez rok. Każdy przedsiębiorca może zweryfikować poprawność jej wyliczenia, aby upewnić się, że ustalona stawka nie jest zbyt wysoka. Częstym powodem zawyżenia zobowiązań z tytułu składki wypadkowej są nieprawidłowe dane przekazane
w informacji ZUS IWA, na przykład dotyczące liczby wypadków czy liczby osób ubezpieczonych. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości w deklaracji, płatnik składek powinien samodzielnie skorygować ZUS IWA w terminie 7 dni. Może również sprawdzić poprawność wyliczenia dotychczasowych kosztów składki wypadkowej do 5 lat wstecz i odzyskać ewentualne nadpłaty.

– Innym sposobem na znaczne obniżenie zobowiązań do ZUS jest minimalizacja warunków zagrożenia w przedsiębiorstwie. Środowisko pracy ma największy wpływ na wysokość opłat z tytułu składki wypadkowej. Do najpowszechniejszych czynników podwyższających składkę zaliczymy hałas, pyły, drgania mechaniczne, substancje chemiczne, promieniowanie oraz mikroklimat zimny lub gorący. W sytuacji, w której obecnie wiele przedsiębiorstw stosuje wymuszony i często ograniczony tryb funkcjonowania, jest to dobry moment, aby rozpocząć projektowanie działań zmierzających do poprawy warunków pracy. Minimalizacja czynników zagrożenia i zadbanie o prawidłową ocenę środowiska pracy może przełożyć się na zmniejszenie stopy procentowej składki wypadkowej w kolejnym okresie rozliczeniowym, czyli na wymierne oszczędności dla pracodawcy – wyjaśnia Michał Wawrzynowski, ekspert ds. BHP w Obszarze Kosztów Pracy w Ayming.

Komentarz branżowy: Jak pandemia zmieni polski przemysł spożywczy?

Ważną przewagą branży spożywczej jest to, że bazuje głównie na krajowym surowcu, dostarczanym przez polskich rolników. W rezultacie pandemia koronawirusa w krajach azjatyckich oraz w Europie nie przerwała łańcuchów dostaw. Dodatkowo, produkcja surowców rolnych oraz artykułów żywnościowych jest w Polsce wyższa od konsumpcji wewnętrznej, co jest istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa żywnościowego kraju. Pod tym względem cały sektor rolno-spożywczy można uznać za krytyczną część polskiej infrastruktury.

Nie oznacza to jednak, że nie ma żadnego negatywnego wpływu pandemii na krajowy sektor spożywczy. Polska znaczną część produkcji sprzedaje na rynki zagraniczne. Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów w ubiegłym roku w eksporcie żywności odnotowano kolejny rekord. Jego wartość wyniosła 31,4 mld euro i była wyższa o 6% w relacji rocznej. Jak pokazują dane GUS, przychody z eksportu stanowią ok. 25% łącznych przychodów krajowych firm spożywczych oraz ok. 7% w przypadku przedsiębiorstw, zajmujących się handlem hurtowym żywnością. Wszelkie zawirowania w eksporcie, jeśli są poważne, powodują więc negatywne skutki dla poszczególnych podsektorów polskiej branży spożywczej.

Z powodu pandemii w większości krajów Unii został zamknięty sektor gastronomiczny i hotelowy lub jego działalność została mocno ograniczona. A jest to istotna część europejskiej gospodarki, zarówno pod względem wartości, jak i dynamiki wzrostu. W 2018 r. łączne wydatki gospodarstw domowych na te usługi w 27 krajach UE (bez Polski) wyniosły ok. 700 mld euro (ta kwota dotyczy całości wydatków w ramach wskazanych usług, a nie tylko na żywność). W ciągu pięciu lat wartość wydatków zwiększyła się o 16%. Unijny sektor HoReCa jest ważnym odbiorcą dla polskiego przemysłu spożywczego. W rezultacie, pod wpływem ograniczeń związanych z pandemią, gwałtownie spadł popyt zagraniczny w przypadku niektórych produktów żywnościowych. Dotyczy to głównie mięsa, ale odczuwa to również część firm mleczarskich. Tylko te dwie branże odpowiadają za 40% przychodów polskiego sektora spożywczego oraz za 32% eksportu żywności z Polski.

Na rynku krajowym w najbliższym okresie na branżę spożywczą będą miały wpływ również ograniczenia wprowadzone w ramach walki z pandemią, m.in. są to zmiany w dostępie do sklepów spożywczych oraz rekomendacja, by pozostać w domu. W rezultacie krajowy popyt na produkty żywnościowe przed świętami może być słabszy niż oczekiwała tego branża jeszcze miesiąc temu. Warto wspomnieć, że akcja „Zostań w domu na Święta”, jest obecnie prowadzona w dużej części państw Unii Europejskiej.

Poza powyższym, z branży dochodzą również sygnały o wydłużeniu terminów spływu należności za dostarczone produkty. Dotyczy to zarówno rynków zagranicznych, jak i krajowego.

To wszystko powoduje, że najbliższe miesiące to czas niepewności oraz dynamicznych zmian sytuacji na rynku spożywczym i przynajmniej dla części branży spożywczej będą wyzwaniem. A należy pamiętać, że produkcją spożywczą w Polsce zajmuje się ponad 15 tys. firm, należących głównie do rodzimego kapitału. Tylko ok. 4 tys. to firmy zatrudniające powyżej 9 osób.

Ciężko dziś oceniać jak silne mogą być reperkusje dla krajowej branży spożywczej. Dużo zależy od czasu trwania tych trudniejszych uwarunkowań rynkowych, w których muszą obecnie funkcjonować przedsiębiorstwa. Można się jednak spodziewać, że spadek przychodów w niektórych podsektorach oraz niższa rentowność będą sprzyjały konsolidacji przedsiębiorstw. To może uderzać przede wszystkim w mniejsze, słabsze kapitałowo podmioty. Dotyczyć to może szczególnie takich branż jak mięso, gdzie jednym z najważniejszych czynników sukcesu dla przetwórcy jest dostęp do bazy surowcowej. Z kolei ochrona producentów żywca przed negatywnym wpływem zawirowań na rynku żywności wymaga dużego zaangażowania kapitałowego po stronie przetwórców.

Ale obecny czas może również stanowić wstęp do nowego otwarcia na unijnym rynku żywności.

Niektóre kraje takie Czechy czy Austria planują powoli zmniejszać ograniczenia związane funkcjonowaniem np. sektora usług. Myślą o tym również Niemcy, nasz najważniejszy zagraniczny odbiorca żywności. Można spodziewać się, że wraz z poprawą sytuacji epidemicznej w innych krajach Unii, również pozostałe państwa będą odmrażały swoje gospodarki.

Zapotrzebowanie na żywność może więc wzrosnąć w Europie. W tej sytuacji ważne jest, aby polski sektor produkcji żywności był do tego przygotowany pod względem produkcyjnym oraz kapitałowym. To oznacza, że należy dołożyć wszelkich starań, aby w jak największym stopniu uchronić potencjał produkcyjny w obecnym okresie. Dzięki temu możliwa będzie szybka odpowiedź na ewentualny wzrost popytu w innych państwach w przyszłości.

Autor komentarza: Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego Santander Bank Polska

Covid-19: Europejski sektor budowlany wymaga pilnych działań

Przedstawiciele europejskiego sektora budowlanego wzywają do podjęcia pilnych działań w kierunku ochrony zdrowia pracowników, wsparcia działalności gospodarczej oraz przyspieszenia procesu odbicia gospodarki.

We wspólnej deklaracji RICS i inne wiodące organizacje europejskie reprezentujące sektor budowlany, którego wartość stanowi 9% PKB UE i w którym zatrudnionych jest ponad 16 milionów Europejczyków, wzywają instytucje europejskie oraz europejskie państwa członkowskie do podjęcia skoordynowanych działań w celu:

  • Wdrożenia wymaganych i adekwatnych do sytuacji środków ochrony zdrowia i bezpieczeństwa, protokołów postępowania oraz wytycznych przy jednoczesnym aktywnym zaangażowaniu wszystkich interesariuszy, umożliwiając pracodawcom zagwarantowanie wymaganego poziomu ochrony pracowników.
  • Wsparcia łańcucha dostaw w procesie budowlanym poprzez uruchomienie środków umożliwiających skuteczne funkcjonowanie wewnętrznego rynku UE. W tym kontekście RICS z zadowoleniem przyjął komunikat Komisji Europejskiej w sprawie implementacji ‘zielonych pasów’ ruchu zgodnie z wytycznymi dotyczącymi środków zarządzania granicami.
  • Wprowadzenia szeroko zakrojonych programów wsparcia i bodźców finansowych. Działania te nie mogą ograniczać się jedynie do wybranych sektorów o znaczeniu strategicznym lub politycznym, które mogą wymagać pełnego zakresu pomocy; musi być skierowane do pracodawców także z innych kluczowych sektorów, takich jak budownictwo, którzy również muszą uzyskać pełną uwagę i wsparcie ze strony władz.
  • Zmniejszenie obciążeń administracyjnych i obwarowań w zakresie wdrażania przez pracodawców środków tymczasowego bezrobocia.
  • Efektywny łańcuch dostaw w budownictwie ma kluczowe znaczenie dla utrzymania ciągłości działalności przy zachowaniu odpowiednich warunków zdrowia i bezpieczeństwa. Dlatego niezbędne jest zapewnienie swobodnego przepływu produktów budowlanych, sprzętu i usług, z pełnym poszanowaniem instrukcji wydanych przez organy zdrowia publicznego.

Na koniec, podpisujące się pod deklaracją organizacje zwracają się do Komisji Europejskiej z apelem o rozpoczęcie dialogu, gdy tylko pozwolą na to okoliczności, w kierunku wspólnej identyfikacji i wdrożenia odpowiednich środków mających na celu ograniczenie pogorszenia się koniunktury gospodarczej i ułatwienie szybkiego wznowienia pełnej aktywności w sektorze.

„W obliczu kryzysu wywołanego Covid-19 pragniemy powtórzyć nasze zobowiązanie do wspierania w działaniach władz publicznych, a także poświęcenie się naszemu najbardziej fundamentalnemu zasobowi, jakim jest dobro naszych profesjonalistów.

Wzywamy władze publiczne do wzięcia pod uwagę skali zakłóceń w sektorze budowlanym i do podjęcia wszelkich możliwych działań celem zapobieżenia, by przewidywane spowolnienie gospodarcze przekształciło się w historycznych rozmiarów krach o daleko idących konsekwencjach społecznych” – Sander Scheurwater, dyrektor ds. komunikacji i spraw zewnętrznych RICS w Europie.

VMware umożliwia Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu prowadzenie studiów online w czasach pandemii

Obecna sytuacja związana z COVID-19 sprawiła, że pracownicy akademiccy i studenci muszą pozostać w domach. Czy to oznacza, że większość uczelni musiała przerwać nauczenie? Nie w czasach gdy do komunikacji potrzebne jest tylko stabilne połączenie z Internetem. Na całym świecie uniwersytety przechodzą na nauczanie online. Wśród nich polskie uczelnie m.in. Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu, która udostępnia swoim studentom wirtualne laboratoria.

Gdy dwa lata temu prestiżowy magazyn Times zapytał przedstawicieli najważniejszych światowych uczelni wyższych co myślą o edukacji online, tylko 24 proc. z nich przyznało, że taka forma edukacji może stać się podstawą kształcenia. Dla 63 proc. przebadanych zdalna edukacja miała do 2030 r. stać się stałym punktem oferty edukacyjnej, ale tylko w formie dodatkowych zajęć. Dzisiaj, kryzysowa rzeczywistość weryfikuje te opinie i to w najbardziej dotkliwy sposób.

Innowacyjna edukacja w czasach pandemii

Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu to największa niepubliczna uczelnia na Dolnym Śląsku. Dzięki nowoczesnym technologiom stosowanym przez uczelnię studenci mają okazję uczyć się pracy w zaawansowanych środowiskach teleinformatycznych oraz na specjalistycznym oprogramowaniu. Dzięki technologiom VMware, amerykańskiego dostawcy oprogramowania i wsparciu polskiej firmy Advatech, WSB we Wrocławiu utrzymała ciągłość tych działań edukacyjnych.

Na naszej uczelni cenimy sobie interakcję, żywą dyskusję i bezpośredni kontakt. Wszyscy jesteśmy teraz jednak w sytuacji wyjątkowej, w której musimy się na nowo odnaleźć mówi Piotr Spychała, Wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. Nasze motto brzmi: pomagamy rozumieć świat – innowacyjni, przyjaźni, praktyczni. W myśl tej idei wykorzystujemy nowoczesne rozwiązania technologiczne m.in. od firmy VMware. Dzięki nim nasi studenci mogą dalej studiować w bezpiecznych dla siebie warunkach, w domu, z wykorzystaniem Internetu – dodaje.

Uczelnia od dawna wykorzystuje technologię VDI (Virtual Desktop Infrastructure), opartą o rozwiązanie VMware Horizon. Dzięki temu, że rozwiązanie to jest funkcjonującym już standardem dla sal laboratoryjnych – w bardzo krótkim czasie możliwe było udostępnienie zasobów na zewnątrz i oddanie studentom do swobodnej dyspozycji tych samych wirtualnych desktopów, z których korzystali na co dzień na uczelnie. W takich okolicznościach jak dzisiaj daje to studentom i wykładowcom dostęp do akademickich systemów z dowolnego miejsca na świecie.

Kształt cyfrowej edukacji

Decyzją władz uczelni większość zajęć odbywa się obecnie online z wykorzystaniem różnorodnych platform e-learningowych. Są to zarówno wykłady jak i ćwiczenia. Laboratoria, które wymagają dostępu do specjalistycznych systemów i aplikacji były jednak sporym wyzwaniem. Dzięki technologii VMware Horizon użytkownicy mają pełen, zdalny dostęp do kilkuset wirtualnych stanowisk komputerowych z systemami Windows i Linux. Cały ten system został podzielony na odpowiednie pule zasobowe, umożliwiające nauczenie z różnych specjalizacji.

Przy wykorzystaniu technologii VMware praktycznie wszystkie stanowiska laboratoryjne działają w kompletnie wirtualnym środowisku, zapewniając obsługę użytkowników w każdej nawet najbardziej nietypowej sytuacji – mówi Paweł Kołodko, Dyrektor Działu IT Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. Studenci i wykładowcy wykorzystując jedynie przeglądarkę na swoich komputerach, tabletach lub telefonach uzyskują możliwość zdalnego dostępu do laboratoriów praktycznie z dowolnego miejsca – dodaje.

Dostęp do wirtualnych desktopów uczelnia zapewnia studentom w trybie całodobowym, przez cały tydzień. Prowadzący zajęcia korzystają także z modułu HelpDesk, z pomocą którego uzyskują szybki dostęp do pulpitu danego studenta oraz możliwość podjęcia interakcji z nim (przejęcia myszki, zdalnej pomocy etc.) i szybkiej pomocy podczas prowadzenia zajęć. Część przedmiotów prowadzona jest z wykorzystaniem aplikacji do telekonferencji. W tym wypadku możliwe jest uruchomienie aplikacji Teams bezpośrednio na pulpicie zdalnym.

Wdrożenie na miarę ciągłości biznesowej

Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu od lat korzysta z wdrożonych przez Advatech zaawansowanych rozwiązań wirtualizacyjnych od VMware. Samo rozwiązanie VDI w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu oparte jest o stos technologii: VMware vSphere, VMware vSAN, a także technologię NVIDIA GRID oraz przełączniki Dell Technologies.

Wirtualizując laboratoria akademickie kilku polskich uczelni jeszcze parę lat temu nie spodziewaliśmy się oczywiście takiego rozwoju wypadków i to w takim tempie. Planowaliśmy oczywiście udostępnianie wirtualnych maszyn studentom, aby mogli mieć dostęp do specjalistycznego oprogramowania z domu i móc przygotowywać się do zajęć, ale rozwój wydarzeń dobitnie pokazał, że elastyczność rozwiązań wirtualnych oraz definiowanych programowo potrafi wręcz czynić cuda w najmniej spodziewanych momentach – komentuje Paweł Chrobak, kierownik działu wirtualizacji w firmie Advatech.

Stworzone środowisko do nauki online jest w pełni funkcjonalne, włącznie z wymagającymi aplikacjami graficznymi do wizualizacji prowadzonych ćwiczeń i symulacji. Komunikacja na linii student-wykładowca jest szyfrowana odpowiednimi certyfikatami SSL, co zmniejsza ryzyku wycieku wrażliwych danych.

Analiza najnowszych danych o rozwoju epidemii

Kilka ostatnich dni w Polsce to stabilizacja liczby potwierdzonych nowych zachorowań (około 400 przypadków dziennie). Polska, pomimo szeregu podjętych działań, nie osiągnęła jeszcze dziennego szczytu – epidemia charakteryzuje się powolnym przyrostem, jednak kształt krzywej nadal wykazuje cechy wzrostu wykładniczego. Sytuacja w niektórych krajach uległa znacznej poprawie, można wyróżnić kilka trendów rozwoju epidemii.

Powolny wzrost, jednak brak wyraźnych oznak zmian trendu

Polska, Irlandia, Szwecja i Rumunia hamują rozwój wirusa. Mimo niskich wzrostów oraz relatywnie małej liczby chorych, kształty krzywych ciągle przejawiają cechy wzrostu wykładniczego. Jeśli przez kilka kolejnych dni Polska utrzyma dzienne przyrosty na stabilnym poziomie, przełamanie trendu wykładniczego będzie zdecydowanie widoczne. Wiele zależy od naszego zachowania podczas świąt Wielkiej Nocy.

Duże wzrosty oraz wyraźnie negatywna prognoza

W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii oraz Francji duże liczby chorych oraz duże dzienne wzrosty – to przekłada się na zdecydowanie negatywną prognozę rozwoju sytuacji. Do tego grona dołącza również Rosja – tu nadał łączna liczba chorych nie jest bardzo duża, jednak tempo i kształt wzrostu są bardzo niepokojące.covid-19-cykl-5-20200408-krzywe-5_USA

Istotna poprawa utrzymana przez kilka – kilkanaście dni

Austria, Norwegia, Czechy i Szwajcaria stanowczo ograniczyły rozwój choroby. Odpowiadające tym krajom krzywe wzrostu przedstawiają „wypadnięcie” z trendu wykładniczego – stan powielony przez kilka – kilkanaście dni.covid-19-cykl-5-20200408-krzywe-2_AUSTRIA

Umiarkowana poprawa w trakcie ostatnich 2-3 dni

We Włoszech, Niemczech i Hiszpanii nadal identyfikuje się wielu nowych chorych. Mimo to, dzienne przyrosty przestały rosnąć – to bardzo dobry znak, który daje nadzieję na powolne wygaszenie pandemii.  Dużo zależy od odpowiedzialnego zachowania społeczeństw. Pomimo poprawy, wiele ograniczeń jest nadal utrzymywanych. Podobną efekty osiągnęła Portugali, choć tu skala zachorowań jest znacznie mniejsza.covid-19-cykl-5-20200408-krzywe-3_HIszpania

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 08.04.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Cisza przed burzą na niemieckim rynku pracy

Z początkiem marca wydawało się, że kryzys gospodarczy wywołany przez Covid-19 nie dotknął niemieckiego rynku pracy, gdy bezrobocie zanotowało niewielki spadek w porównaniu z poprzednim miesiącem. Analitycy Allianz i Euler Hermes uważają, że nie wolno jednak dać się zwieść ostatnim danym, które wyglądają jak „cisza przed burzą”, która gwałtownie zakończy cud niemieckiego rynku pracy.

Ostatnie statystyki rynku pracy z datą graniczną na 12 marca nie odzwierciedlają jeszcze coraz bardziej agresywnych środków ograniczających rozprzestrzenianie pandemii wprowadzanych w kolejnych dniach miesiąca. W związku z tym, szybki wzrost bezrobocia w Niemczech w kwietniu i maju jest wręcz przesądzony. Rzeczywisty zakres zakłóceń gospodarczych będzie widoczny przede wszystkim w liczbie pracowników, którzy przeszli na Kurzarbeit, czyli skrócony czas pracy, która w nadchodzących miesiącach powinna pozostawić daleko w tyle wielkości obserwowane podczas wielkiego kryzysu finansowego. Już w drugim kwartale 2020 r., nie tylko wartość szczytowa z połowy 2009 r. wynosząca 1,5 mln, ale także ostatnie szacunki rządowe 2,35 mln pracowników na Kurzarbeit, mogą zostać przekroczone. W Allianz i Euler Hermes szacujemy, że silne załamanie gospodarki w 1. poł. 2020 r. może narazić na ryzyko nawet 12 mln miejsc pracy w Niemczech.

Zakres pogorszenia się sytuacji na rynku pracy jest ściśle powiązany z czasem trwania obostrzeń.

W celu spowolnienia rozprzestrzeniania się wirusa Covid-19 działalność gospodarcza w Niemczech została w dużej mierze zatrzymana. Głęboka – ale relatywnie bardziej tymczasowa – recesja à la 2008/09 będzie nieunikniona, ale to długość blokady określi spadek wzrostu gospodarczego, a także pogorszenie rynku pracy. Korzystając z doświadczenia Chin, w naszym podstawowym scenariuszu, ekonomiści Allianz i Euler Hermes przygotowali model szoku gospodarczego, z pełną blokadą obowiązującą jeden miesiąc, a także dwa miesiące, jak również przy założeniu, że wdrożone działania ograniczające rozprzestrzenianie pandemii okażą się sukcesem, następującym po nim częściowym ożywieniem gospodarczym w kształcie litery U. W końcu, wprawdzie „efekty dogadania” są pewne, podmioty gospodarcze będą prawdopodobnie w pierwszej kolejności konsumować i inwestować z pewną dozą ostrożności, podczas gdy niektóre łańcuchy dostaw mogą wymagać naprawy. Uwzględniliśmy również łagodzące efekty zastosowania politycznych petard. 

Tabela 1: Bezrobocie w Niemczech w różnych scenariuszach gospodarczych

Bezrobocie w Niemczech w różnych scenariuszach gospodarczych
Źródło: Refinitiv, Allianz Research

W scenariuszu podstawowym gospodarka niemiecka prawdopodobnie skurczy się o -1,8% w 2020 r. w przypadku jej zatrzymania na jeden miesiąc i o całe -5%, jeżeli przerwa potrwa dwa miesiące (Tabela 1). Nawet w przypadku takiego względnie krótkiego bezruchu stopa bezrobocia odnotuje pierwszy wyraźny wzrost od początku lat dwutysięcznych, przebijając przynajmniej tymczasowo poziom 6%. To oznacza koniec niezwykłego biegu rynku pracy w Niemczech przez ostatnie 15 lat, który odnotował obniżenie stopy bezrobocia o ponad połowę od 2006 r. – z 10,8% do 5% w 2019 r. – i który nie drgnął ani w czasie wielkiego kryzysu finansowego, ani kryzysu związanego z długiem państwowym w strefie euro. Mimo wzrostu bezrobocia w 2020 r. – ze stratami przede wszystkim skoncentrowanymi na sektorze handlowym, a także sektorze usług – zatrudnienie powinno pozostać w znacznym stopniu na stabilnym poziomie w naszym scenariuszu podstawowym.

Przedłużający się kryzys może pozostawić głębsze blizny na niemieckim rynku pracy

W podstawowym scenariuszu opracowanym przez Allianz i Euler Hermes wyłania się duże ryzyko pogorszenia sytuacji. Nie można wykluczyć przedłużającego się kryzysu zdrowotnego z ewentualnymi ponownymi zakażeniami. To oznaczałoby, że granice pozostaną zamknięte i górę wezmą przejściowe środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii. Im dłuższa przerwa w gospodarce, tym trudniejsze ponowne uruchomienie silnika wzrostu i większe prawdopodobieństwo zmaterializowania się gwałtownego pogorszenia sytuacji. W takim scenariuszu szacujemy, że niemiecki PKB zmniejszy się o -7%, a stopa bezrobocia wzrośnie do ponad 7% w 2020 r. z liczbą osób bezrobotnych przekraczającą 3 miliony.

Autor analizy: Katharina Utermöhl, Starsza Ekonomistka na Europę, Allianz

Czy polskie szkoły zdały egzamin z nauczania przez internet?

Wśród rodziców posiadających dzieci w wieku szkolnym, 39% badanych przyznało, że ich pociechy mają zorganizowane nauczanie online ze wszystkich przedmiotów szkolnych, a 45% stwierdziło, że tylko niektóre zajęcia szkolne prowadzone są przez internet. Zdalne nauczanie może utrudniać brak rozwiązań technologicznych – 90% rodziców uważa, że niektórzy uczniowie nie mają odpowiednich narzędzi do nauki przez internet – takie wnioski płyną z sondażu przeprowadzonego pod koniec marca 2020 r. przez InsightOut LAB na zlecenie firmy NEXERA.

Technologia, co uczy

Od 25 marca br. zgodnie z rozporządzeniem MEN, polskie szkoły mają obowiązek nauczania na odległość. Wcześniej, w związku z zamknięciem szkół i placówek edukacyjnych, tylko zalecano, aby zorganizować uczniom zajęcia online. Kilka dni po wprowadzeniu takiego obowiązku, na zlecenie firmy NEXERA zapytano rodziców o doświadczenia ich dzieci związane z przejściem na zdalny tryb nauki. Okazuje się, że mniej niż 4 na 10 uczniów ma zorganizowane internetowe nauczanie ze wszystkich przedmiotów, a 45% tylko z części.

Rodzice zostali zapytani również o to, z jakich programów/narzędzi korzystają nauczyciele prowadzący internetowe lekcje. 45% z nich wskazało na platformy webinarowe lub e-learningowe, do których szkoła posiada dostęp. Wg 38% respondentów do nauki online wykorzystywane są media społecznościowe (Facebook, Messenger, Youtube), a 35% wskazało, że prowadzenie zajęć odbywa się za pomocą programów do komunikacji i telekonferencji (np. Skype, Microsoft Teams, Google Hangout). Wg co piątego rodzica (21%) zajęcia online odbywają się za pomocą dedykowanych internetowych serwisów edukacyjnych – pokazują wyniki sondażu NEXERY.

Wprowadzenie nauczania online to dla wielu szkół zupełnie nowe wyzwanie, z którym niespodziewanie przyszło się mierzyć dyrektorom, nauczycielom, jak również rodzicom i uczniom. Wielu z nich nie miało możliwości odpowiednio przygotować się do nowej sytuacji, w tym wyposażyć się w rozwiązania cyfrowe. Wg 89% respondentów to internet uznawany jest za podstawowe narzędzie do nauki online. Jednocześnie aż 90% badanych przyznało, że nie wszystkie dzieci posiadają niezbędne narzędzia do zdalnego trybu nauczania, takie jak komputer czy laptop na własne potrzeby, jak również dostęp do szybkiego i stabilnego łącza. Na internetowej mapie Polski nadal widnieją tzw. „białe plamy”, czyli miejsca, które nie są podłączone do szerokopasmowej sieci. Rozwijanie infrastruktury telekomunikacyjnej jest podstawą do tego, aby przeciwdziałać wykluczeniu cyfrowemu i wyrównywać szansę w dostępie do edukacji online – komentuje Paweł Biarda, Członek Zarządu ds. Sprzedaży i Rozwoju Biznesu w firmie NEXERA.

Internetowe rewolucje w edukacji

Czterech na dziesięciu badanych (43%) jest zdania, że polscy uczniowie są gotowi na naukę online. Nieco mniej optymistycznie oceniani są pod tym kątem nauczyciele oraz szkoły – analogicznie 35% i 28% badanych uważa, że są oni przygotowani na to, aby prowadzić zdalne nauczanie.

Ponadto, 54% rodziców przyznało, że niezależnie od epidemii koronawirusa ich dziecko codziennie lub prawie codziennie wykorzystuje internet do samodzielnej nauki. Jednocześnie 75% badanych stwierdziło, że dzieci powinny mieć więcej zajęć, które pokażą im w jaki sposób można korzystać
z internetu – wynika z sondażu NEXERY.

– Możemy przypuszczać, że nauczanie online będzie odgrywało coraz większą rolę w systemie edukacji – zwłaszcza biorąc pod uwagę, to jak wielu uczniów na co dzień wykorzystuje internet do tego, aby czerpać i poszerzać swoją wiedzę. Warunkiem rozwoju tego modelu nauczania jest powstanie szerokopasmowej sieci internetowej na terenie całego kraju, zwłaszcza w tych regionach, gdzie nie było to dotąd możliwe, czyli mniejszych miejscowościach i wsiach. Dzięki temu możemy otworzyć mieszkańcom i dzieciom z tych obszarów nowe możliwości – nie tylko do nauki, ale również pracy zdalnej, czy rozrywki – komentuje Paweł Biarda z firmy NEXERA.

Nota metodologiczna:

Sondaż NEXERY – badanie zostało zrealizowane przez InsightOut Lab na zlecenie operatora telekomunikacyjnego firmę NEXERA. W celu zebrania wywiadów wykorzystano metodę CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu Ariadna. Badanie przeprowadzono między 27 a 30 marca 2020 r. na grupie 2098 osób.

Sprzedaż biznesu w drugim i trzecim tygodniu pandemii spadła o jedną trzecią

Ogarnięta pandemią gospodarka hamuje. Jak bardzo, pokazuje spadek liczby raportów pobieranych z bazy Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. W pierwszym tygodniu kwarantanny rynek sprawdził wiarygodność płatniczą 22 proc. osób i firm mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. W dwóch kolejnych był to już spadek przekraczający 30 procent – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Zamknięte sklepy, nie działające firmy i ograniczona liczba klientów lub też ich całkowity brak sprawiły, że część firm zmniejszyła sprzedaż lub też zupełnie ją zawiesiła. Spadła liczba transakcji z konsumentami, zamarły lub spowolniły transakcje B2B. Skalę spadku widać po średniej liczbie raportów pobieranych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Raporty pokazują wiarygodność płatniczą i są potrzebne wszędzie tam gdzie oferujący usługę czy towar z odroczonym terminem płatności chce się upewnić, że kupuje partner, który nie ma przeterminowanych długów i tym samym rodzi mniejsze ryzyko, że nie zapłaci podjętych zobowiązań. Zapytania sprawdzające wiarygodność płatniczą składają do BIG InfoMonitor m.in. operatorzy telewizji kablowej, dostawcy internetu, telekomy, leasing, faktoring, firmy pożyczkowe, banki, franczyzodawcy oraz przedsiębiorstwa z różnych branż weryfikujące swoich partnerów biznesowych.

biznes w czasach pandemii koronawirusa
Źródło: BIG InfoMonitor

– W pierwszym tygodniu ograniczeń w działaniu biznesu, wywołanych przez pandemię, czyli między 16 a 22 marca, liczba sprawdzonych klientów zmniejszyła się w porównaniu z analogicznym okresem minionego roku o 22 proc., a w kolejnych tygodniach już o ponad 30 proc. Na przełomie marca i kwietnia było to 32 proc. – informuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Rosnące z roku na rok zainteresowanie tego typu sposobem upewniania się co do rzetelności klientów konsumentów i firm, oznacza, że w praktyce spadek ten jest bardziej drastyczny. Wynika zarówno z unieruchomienia firm jak i ograniczeń w zakupach jakie zaczynają narzucać sobie klienci. W badaniu zrealizowanym przez 4P dla BIG InfoMonitor oszczędniejsze gospodarowanie budżetem już zapowiada połowa Polaków.

– W tych trudnych i dynamicznie zmieniających się okolicznościach zamierzamy prezentować Państwu cotygodniowy wskaźnik zapytań z bazy rejestru BIG InfoMonitor. Aktywność naszych klientów sprawdzających czy ich potencjalny klient nie ma długów i czy można mu zaufać, oferując towar lub usługi z odroczonym terminem płatności, dobrze ilustruje poziom aktywności, a obecnie blokadę jakiej gospodarka doświadcza z powodu pandemii – mówi Sławomir Grzelczak.

W całym zeszłym roku przedsiębiorcy zweryfikowali w rejestrze BIG InfoMonitor wiarygodność płatniczą blisko 7,5 mln osób i prawie 1,6 mln firm, co oznacza, że zapytali o niemal co piątego pełnoletniego Polaka i o ponad połowę działających na rynku firm.

Nowotwory krwi atakują coraz częściej. W Polsce pacjenci wciąż czekają na nowoczesne metody diagnostyczne i innowacyjne terapie celowane

Nowotwory krwi i szpiku występują coraz częściej, ale dla wielu z nich są już opracowane innowacyjne terapie celowane. Są one wymierzone w konkretną mutację genetyczną, odpowiedzialną za pojawienie się choroby, i przynoszą zdecydowaną poprawę wyników leczenia. Do takich schorzeń zaliczają się m.in. ostra białaczka szpikowa czy rzadko występująca mastocytoza. Kluczem jest odpowiednia, wychodząca poza zakres podstawowych badań diagnostyka, która pozwoli wyodrębnić grupę chorych, u których można zastosować nowoczesne leki celowane. – Bardzo nam zależy na tym, aby nowe terapie, które w sposób niebudzący wątpliwości wydłużają czas przeżycia chorych na ostrą białaczkę szpikową, były dostępne również dla polskich pacjentów – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Według szacunków Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań na nowotwory układu krwiotwórczego i chłonnego w ciągu ostatnich 30 lat wzrosła ponad dwukrotnie. Zalicza się do nich m.in. ostra białaczka szpikowa.

– Ostra białaczka szpikowa to jeden z najbardziej agresywnych nowotworów układu krwiotwórczego. Dlatego ważne jest, żeby czas od momentu jej rozpoznania do włączenia leczenia był jak najkrótszy. W ostatnich kilku latach dokonał się gigantyczny przełom w leczeniu ostrej białaczki szpikowej dzięki wprowadzeniu nowych terapii celowanych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Agnieszka Wierzbowska, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

To choroba, na którą cierpią przede wszystkim osoby dorosłe, a ryzyko wzrasta wraz z wiekiem – większość zachorowań przypada po 60. roku życia. Jej objawami związanymi z niedokrwistością są najczęściej postępujące osłabienie, zmęczenie, obniżenie tolerancji wysiłku, u osób starszych może to być też zaostrzenie dolegliwości wieńcowych czy niewydolności krążenia. Sygnałem alarmowym mogą być również krwawienia z nosa czy dziąseł przy czyszczeniu zębów oraz przedłużające się infekcje.

Choroba atakuje szpik kostny, którego zadaniem jest produkcja komórek krwi i – jak wskazuje nazwa – zazwyczaj przebiega w sposób ostry: jej początek jest nagły, objawy mają burzliwy przebieg, a pacjent wymaga jak najszybszego wdrożenia leczenia.

– Komórki białaczkowe bardzo szybko się namnażają, wobec czego nie możemy czekać z diagnozą. W tej chwili jesteśmy w stanie postawić rozpoznanie w ciągu jednego dnia, co wymaga oczywiście badania szpiku. Jednak musimy precyzyjnie określić typ białaczki i rokowania, a w tym celu konieczne są specjalistyczne badania genetyczne. Są one bardzo istotne, ponieważ mamy leki celowane, „inteligentne”, które działają na określone zaburzenia genetyczne i u części pacjentów możemy je zastosować – mówi prof. Grzegorz Helbig z Kliniki Hematologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

– Oprócz podstawowych metod diagnostycznych, takich jak badanie cytologiczne szpiku i badanie immunofenotypowe, które zajmują stosunkowo niewiele czasu, a ich  wyniki są dostępne w ciągu jednego dnia, żeby właściwie leczyć młodych chorych na ostrą białaczkę szpikową, potrzebujemy również szeregu dodatkowych badań molekularnych oceniających genetykę tej białaczki, bo jest to choroba niezwykle zróżnicowana – dodaje prof. Agnieszka Wierzbowska.

Dla lekarza bardzo istotna jest więc informacja, z jakim podtypem ma do czynienia, aby móc wybrać dla pacjenta indywidualną, spersonalizowaną terapię. A tych jest coraz więcej. Stale pojawiają się nowe leki rejestrowane zarówno przez amerykańską Agencję Żywności i Leków, jak i  Europejską Agencję Leków.

– Bardzo nam zależy, aby te nowoczesne terapie, które bez żadnych wątpliwości wydłużają czas przeżycia chorych na ostrą białaczkę szpikową, były dostępne również w Polsce. Możliwość ich zastosowania u polskich pacjentów zależy od dwóch czynników: od refundacji leku, ale również od dostępności metod diagnostycznych, które pozwolą wyodrębnić właściwą grupę chorych. Dlatego tak ważna jest współpraca pomiędzy diagnostą laboratoryjnym i lekarzem, bo wszyscy pracujemy na rzecz tego samego pacjenta – dodaje prof. Agnieszka Wierzbowska.

Diagnostyka musi być zarówno szybka, żeby terapię można było wdrożyć niemal od razu, jak i wiarygodna, niezależnie od tego, w jakim ośrodku w Polsce została przeprowadzona. Stąd dla lekarzy duże znaczenie ma ujednolicenie standardów diagnostyki i certyfikacja odpowiedzialnych za nią laboratoriów.

– Zostały wręczone certyfikaty dla polskich laboratoriów diagnostycznych dotyczące oznaczenia mutacji FLT3 i oznaczenia allelic ratio. To ogromna radość dla lekarzy, dlatego że certyfikacja laboratoriów w Polsce świadczy o tym, że w prawie wszystkich jednostkach, które do tego procesu przystąpiły, oznaczanie danej mutacji odbywa się tą samą metodą, zgodnie z tym samym protokołem, obejmuje ściśle określone krótkie ramy czasowe. Jednocześnie wyniki pomiędzy tymi laboratoriami są porównywalne. Pacjent, który ma oznaczenie wykonane w danym laboratorium, może być leczony w innym ośrodku – mówi kierownik Katedry i Kliniki Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Prof. Grzegorz Helbig dodaje, że nawet jeśli pacjent wyjedzie za granicę, wynik ten będzie uznawany. Ma bowiem „pieczęć” Polskiej Grupy ds. Leczenia Białaczek – znak jakości.

– Ważne, żeby wszystkie ośrodki w Polsce postępowały z pacjentami w ten sam sposób. W tej chwili większość ośrodków w Polsce wykonuje badania w ciągu 72 godzin, więc dostęp do nich jest bardzo szybki – dodaje.

– Jednym z największych osiągnięć dokonanych przez diagnostów jest wystandaryzowanie tzw. szybkiej diagnostyki dla obydwu mutacji FLT3: tandemowej duplikacji oraz mutacji punktowej D835. Jest to związane z wymogami, które współczesna medycyna niesie, czyli dąży się do leczenia spersonalizowanego, celowanego, opartego na leczeniu konkretnych mutacji, które powodują chorobę. Leczenie inhibitorami FLT3 jest już dostępne na świecie, jako pierwsze zostało wprowadzone w krajach Europy i w USA, natomiast w Polsce ciągle czekamy na jego refundację. Jednak najważniejsze jest to, że dzięki wytężonej pracy diagnostów zostały już zaś wprowadzone standardy diagnostyczne i jesteśmy gotowi do podjęcia się diagnostyki, która umożliwi kwalifikację pacjentów, żeby leczyć w ten sposób – mówi dr n. med. Marta Libura z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Certyfikacja laboratoriów w kontekście diagnostyki FLT3 jest kluczowa, ponieważ za chwilę, kiedy ta terapia wejdzie do Polski, pacjent będzie mieć możliwość szybkiej diagnostyki i wdrożenia tej terapii.

Lekarze podkreślają, że ujednolicona diagnostyka ma ogromne znaczenie w leczeniu wielu chorób krwi, szczególnie tych o niespecyficznych objawach. Dotyczy to nie tylko ostrej białaczki szpikowej, lecz także m.in. mastocytozy. Charakteryzuje się ona nadmierną liczbą  mastocytów, czyli komórek tucznych, najczęściej  zlokalizowanych w skórze, co przyczynia się do powstania charakterystycznych plam. Mówimy wówczas o mastocytozie skórnej. Bywa jednak, że choroba dotyczy narządów wewnętrznych. W przypadku mastocytozy układowej komórki tuczne gromadzą się w szpiku kostnym, śledzionie, wątrobie, przewodzie pokarmowym czy też w węzłach chłonnych.

– Mastocytoza występuje bardzo rzadko. Jej diagnoza jest bardzo trudna i wymaga koordynacji pracy bardzo wielu specjalistów. 80 proc. pacjentów jako pierwsze objawy ma wysypkę na skórze, wobec czego najczęściej trafia do dermatologa. Drugą grupą są pacjenci, u których występują objawy alergii. Szczególnie istotne jest tutaj wystąpienie reakcji uczuleniowej po ukąszeniu przez owada błonkoskrzydłego. Pacjent trafi do alergologa. Do hematologa będzie skierowany w bardzo późnym okresie. Ważna jest świadomość lekarza pierwszego kontaktu, jak i lekarzy innych specjalizacji, że mogą to być pierwsze objawy mastocytozy i pacjent powinien mieć przeprowadzoną diagnostykę hematologiczną, która pozwoli na ostateczne potwierdzenie rozpoznania i wdrożenie właściwego leczenia – mówi prof. Grzegorz Helbig.

– W mastocytozie, podobnie jak w wielu nowotworach układu krwiotwórczego, również dokonał się postęp terapeutyczny, dostępne są nowe leki i terapie celowane. U podłoża tej choroby także leżą pewne zaburzenia genetyczne, które można w sposób celowany zablokować, zahamować i przynieść poprawę wyników leczenia pacjenta – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska.

Postęp w leczeniu pacjentów hematologicznych, w tym m.in. z ostrą białaczką szpikową i mastocytozą, był przedmiotem obrad IX edycji Hematology Experts Forum (HEF), które odbyło się w lutym w Warszawie. Wydarzenie każdego roku gromadzi ekspertów z całej Polski i gości ze świata.

ŹRÓDŁA:

„Hematologia onkologiczna – aspekty kliniczne, ekonomiczne i systemowe”, Warszawa 2015, https://izwoz.lazarski.pl/fileadmin/user_upload/Raport_Hematologia.pdf.

Meir Wetzler, John C. Byrd, Clara D. Bloomfield, „Ostra i przewlekła białaczka szpikowa”, s. 738747.

„Acute myeloid leukaemia as a cause of acute ischaemic heart disease”, NCBI, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2557149/ [Dostęp: 13.03.2020].

„Adult Acute Myeloid Leukemia Treatment (PDQ®)”, NCBI, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/books/NBK65939/HASHCDR0000257990__136 [Dostęp: 13.03.2020].

Magdalena Lange, Iwona Flisiak, Monika L. Kapińska-Mrowiecka, Andrzej Kaszuba, Joanna Maj, Lidia Rudnicka, Małgorzata Sokołowska-Wojdyło, „Mastocytoza. Rekomendacje diagnostyczno-terapeutyczne Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego”.

Tegoroczne należności za składki na ubezpieczenia społeczne można bezkosztowo odroczyć lub rozłożyć na raty. Z rozwiązania mogą skorzystać wszystkie firmy

Przedsiębiorcy, którzy w związku z koronawirusem mają trudności z terminowym opłaceniem składek, mogą wnioskować o odroczenie terminu płatności. Należności można też rozłożyć na raty. Dla tych, które dotyczą 2020 roku, nie będzie naliczana opłata prolongacyjna. Jeśli właściciel firmy złoży wniosek przed terminem płatności składek, nie poniesie żadnych kosztów związanych z ulgą. To rozwiązanie, z którego mogą skorzystać wszyscy płatnicy, bez względu na wielkość firmy, czyli także ci, którzy nie mogą ubiegać się o zwolnienie z obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia społeczne. Dotychczas do ZUS wpłynęło blisko 5 tys. wniosków.

– W ramach tarczy antykryzysowej zostały wdrożone rozwiązania związane z możliwością odroczenia terminu płatności lub rozłożenia na raty bez opłaty prolongacyjnej. Dotyczy to należności z bieżącego roku, czyli stycznia i kolejnych miesięcy – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agata Wiśniewska-Półtorak, dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów w Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Tarcza antykryzysowa umożliwia przedsiębiorcom odroczenie terminu płatności składek na ubezpieczenia społeczne lub rozłożenie ich na raty. Wszyscy, którzy ze względu na pandemię koronawirusa mają problemy z terminowym płaceniem składek, mogą złożyć taki wniosek do ZUS. Nie ma przy tym znaczenia wielkość przedsiębiorstwa czy od kiedy prowadzona jest działalność. To oznacza, że na to ułatwienie mogą załapać się firmy, które nie spełniają warunków koniecznych dla zwolnienia z obowiązku opłacania składek. Co więcej, rozwiązanie to można łączyć z innymi ulgami i świadczeniami, które wprowadza tarcza antykryzysowa – zwolnieniem ze składek czy świadczeniem postojowym.

– Jeżeli płatnicy składek mają problemy z lat ubiegłych, mogą również wnioskować do nas o rozłożenie tych należności na raty nawet z odroczonym terminem płatności. Do takich rozwiązań według ogólnych zasad będzie naliczana opłata prolongacyjna, ale dla należności powstałych w bieżącym roku – już nie – podkreśla Agata Wiśniewska-Półtorak.

Jak wskazuje przedstawicielka ZUS, kilkadziesiąt tysięcy przedsiębiorców ma zobowiązania z ubiegłych lat rozłożone na raty. Jak wynika z danych zakładu, co roku rośnie liczba wniosków o udzielenie ulgi w spłacie zadłużenia. O ile w 2015 roku średnio co miesiąc wpływało nieco ponad 4 tys. wniosków, o tyle w 2018 roku już blisko 6 tys. Łącznie tylko w 2018 roku ZUS udzielił zgody 55,7 tys. płatników.

– Jeżeli ktoś miał zobowiązania, które miał rozłożone na raty z lat ubiegłych, w takiej sytuacji istniała możliwość np. zawieszenia spłaty układu ratalnego. Skierowaliśmy do naszych przedsiębiorców takie uproszczone zawieszenie spłaty układu ratalnego na trzy miesiące – mówi dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów w ZUS.

Co istotne, składki na ubezpieczenia społeczne można odroczyć lub rozłożyć na raty bez konieczności uiszczenia opłaty prolongacyjnej.

– Ważne jest, kiedy złożymy wniosek o taką ulgę. Jeżeli złożymy go przed terminem płatności, nie będziemy naliczać żadnych odsetek za zwłokę – dodaje ekspertka.

Z danych ZUS wynika, że do 8 kwietnia do 19:00 przedsiębiorcy złożyli nieco ponad 4,8 tys. wniosków o ulgi – odroczenie składek czy rozłożenie zaległości na raty.

– Wnioski o ulgę są bardzo proste i dostępne na Platformie Usług Elektronicznych. Zachęcamy płatników, którzy nie mają jeszcze takiego profilu, żeby założyli go i w szybki sposób przekazali do nas wnioski, a my będziemy je niezwłocznie obsługiwać – mówi Agata Wiśniewska-Półtorak.

Od października wzrosną opłaty za prąd. Inwestycja w fotowoltaikę może pomóc firmom w kryzysie zaoszczędzić na rachunkach

0

Pandemia koronawirusa uderza w małe i średnie firmy, które zaczęły już szukać oszczędności i możliwości obniżenia bieżących kosztów utrzymania, jak rachunki za media czy prąd. Te ostatnie będą w kolejnych miesiącach rosły, m.in. przez planowaną od października opłatę mocową, ale możliwość zastopowania podwyżek stwarza inwestycja we własne mikroźródło energii. Dzięki instalacji fotowoltaicznej firma może produkować energię na własne potrzeby, ograniczając przy tym wydatki i zyskując korzyści podatkowe. Istniejące na rynku instrumenty pozwalają sfinansować taką inwestycję nawet bez angażowania kapitału obrotowego przedsiębiorstwa.

Ograniczenia wprowadzane w stanie epidemii przynoszą straty firmom. Korzystają one z rządowych narzędzi osłonowych, ale i same szukają oszczędności i możliwości obniżenia kosztów utrzymania, takich jak opłaty za media czy energię elektryczną. Zwłaszcza ta ostatnia pozycja – przez duży wzrost cen energii na przestrzeni ostatnich miesięcy – jest istotna w budżetach firm. Ceny na polskim rynku należą do najwyższych w Europie i będą nadal rosły, m.in. ze względu na opłatę mocową, której pobieranie rozpocznie się za sześć miesięcy.

Możliwość ograniczenia rachunków za energię stwarza inwestycja we własne mikroźródło. Dzięki instalacji fotowoltaicznej firma może produkować energię na własne potrzeby, tnąc wydatki w nadchodzących miesiącach. Co więcej, istniejące na rynku instrumenty pozwalają sfinansować taką inwestycję bez angażowania kapitału obrotowego przedsiębiorstwa. W tym celu firma może skorzystać np. ze specjalnej, dedykowanej oferty finansowania zakupu instalacji PV, przygotowanej przez leasingodawcę we współpracy z dostawcą tej technologii.

– Fotowoltaika w takiej formie finansowania to najlepszy wybór dla wszystkich firm i gospodarstw rolnych w obecnych czasach. Zapewnia oszczędności na długie lata i to już od pierwszego miesiąca pracy bezpiecznej i bezawaryjnej elektrowni słonecznej – mówi Mariusz Lach, dyrektor komunikacji i marketingu firmy Concept Energy, która dostarcza usługi z zakresu projektowania i montażu instalacji fotowoltaicznych dla sektora przedsiębiorstw.

Polski rynek fotowoltaiki przeżywa w tej chwili boom, który napędziły m.in. nowelizacja ustawy o OZE zmieniająca definicję prosumenta, ujednolicenie stawki podatku VAT na instalacje fotowoltaiczne, a także fakt, że energia ze słońca jest znacząco tańsza niż ze źródeł tradycyjnych. Przyczynił się do tego także spadek cen urządzeń fotowoltaicznych. Według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych na początku marca br. moc zainstalowana fotowoltaiki w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym wyniosła 1596,5 MW, co oznacza wzrost o 124 MW w porównaniu do poprzedniego miesiąca i blisko 190-proc. przyrost w skali roku.

Wybór sposobu finansowania inwestycji fotowoltaicznej ma kluczowe znaczenie dla możliwości kwalifikowania kosztów po stronie klienta. Firma ma do wyboru leasing operacyjny bądź pożyczkę. W pierwszym przypadku cała rata leasingowa netto jest wliczana w koszty działalności, natomiast wynikający z niej VAT podlega rozliczeniu. Koszty związane z amortyzacją instalacji fotowoltaicznej pozostają po stronie leasingodawcy.

– W przypadku pożyczki kosztem jest jedynie część odsetkowa, co z kolei kompensowane jest przez możliwość amortyzacji leżącej po stronie pożyczkobiorcy. Pożyczka jest szczególnie interesującym rozwiązaniem dla tzw. małego podatnika, ponieważ w przypadku instalacji o wartości poniżej 50 tys. euro uzyskuje on możliwość jednorazowej amortyzacji – wyjaśnia Romuald Mendelak, dyrektor ds. rozwoju rynku maszyn i urządzeń w Idea Getin Leasing.

Jak podkreśla, wybór autoryzowanego dostawcy instalacji przyspiesza i ułatwia akceptację wniosku o finansowanie, a także otwiera możliwość wydłużania jego okresu nawet do 84 miesięcy.

– Proponujemy przedsiębiorcy 25 lat gwarancji pozyskiwania darmowej energii oraz tarczę podatkową dla jego firmy. Instalacje montujemy już w 14 dni, więc cały proces oszczędzania zacznie się naprawdę szybko. Minimalny wkład własny wynosi już od 5 proc. wartości inwestycji, a raty spłacają się z bieżących oszczędności na kosztach energii elektrycznej – przekonuje Mariusz Lach z Concept Energy.

Sprzedaż biznesu spadła aż o 1/3 przez pandemię koronawirusa. Firmy znacznie rzadziej sprawdzają wiarygodność płatniczą swoich kontrahentów i klientów

0

Pandemia koronawirusa dotkliwie odbija się na kondycji firm, które muszą mierzyć się ze spadkiem liczby klientów, mniejszymi przychodami i zatorami płatniczymi. Przedsiębiorstwa, minimalizując ryzyko problemów z terminową płatnością, zwykle zawczasu sprawdzają swojego potencjalnego kontrahenta w bazie informacji gospodarczej. W ubiegłym roku w rejestrze BIG InfoMonitor firmy zweryfikowały wiarygodność płatniczą blisko 7,5 mln osób i prawie 1,6 mln przedsiębiorstw. W tej chwili takich zapytań jest znacząco mniej – statystyki BIG pokazują, że aktywność polskiego biznesu w drugim i trzecim tygodniu pandemii spadła aż o 1/3.

 W pierwszym tygodniu ograniczeń w działaniu biznesu wywołanych przez pandemię, czyli między 16 a 22 marca, liczba sprawdzonych klientów zmniejszyła się w porównaniu z analogicznym okresem minionego roku o 22 proc., a w kolejnych tygodniach już o ponad 30 proc. Na przełomie marca i kwietnia było już to 32 proc. – informuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Raporty BIG pokazują wiarygodność płatniczą. Są potrzebne wszędzie tam, gdzie oferujący usługę czy towar z odroczonym terminem płatności chce się upewnić, że ma do czynienia z wiarygodnym i wypłacalnym klientem. Takie raporty z baz BIG pobierają nie tylko przedsiębiorstwa z różnych branż weryfikujące swoich partnerów biznesowych, ale także m.in. operatorzy telewizji kablowej, dostawcy internetu, telekomy, leasing, faktoring, firmy pożyczkowe i banki.

W całym 2019 roku przedsiębiorcy zweryfikowali w rejestrze BIG InfoMonitor wiarygodność płatniczą blisko 7,5 mln osób i prawie 1,6 mln firm, co oznacza, że zapytali o niemal co piątego pełnoletniego Polaka i o ponad połowę przedsiębiorstw działających na polskim rynku. Jeszcze przed wybuchem kryzysu z bazy Rejestru Dłużników BIG – zawierającej przeszło 84,7 mln informacji gospodarczych – takie raporty były pobierane średnio co 1,5 sekundy. Obecnie ich liczba znacząco zmalała – co odzwierciedla, jak mocno wyhamował rynek.

– Aktywność naszych klientów sprawdzających, czy ich potencjalny klient nie ma długów i czy można mu zaufać, oferując towar lub usługi z odroczonym terminem płatności, dobrze ilustruje poziom aktywności, a obecnie blokadę, jakiej gospodarka doświadcza z powodu pandemii – mówi Sławomir Grzelczak. – W tych trudnych i dynamicznie zmieniających się okolicznościach zamierzamy prezentować cotygodniowy wskaźnik zapytań z bazy rejestru BIG InfoMonitor.

Zamknięte sklepy i przedsiębiorstwa, ograniczona liczba klientów albo ich całkowity brak przyczyniły się do tego, że duża część firm zmniejszyła sprzedaż bądź zawiesiła ją całkowicie. Piętno na gospodarce odcisnęła kwarantanna, ale powoli dochodzi do tego kolejny element. Firmy i konsumenci przestraszeni finansowymi konsekwencjami pandemii już myślą o oszczędnościach. Podczas gdy pod koniec marca w badaniu dla BIG InfoMonitor ścięcie wydatków deklarował co drugi konsument, tak na początku kwietnia taki plan ma już sześciu na dziesięciu. Kryzys wywołany pandemią w największym stopniu dotknął m.in. handel i branżę spożywczą, turystyczną, hotelarską i eventową. Straty liczą również restauratorzy, właściciele kawiarni i pubów oraz firmy transportowe, których działalność została mocno ograniczona w związku z sytuacją epidemiologiczną, co z kolei przekłada się na rosnące zaległości sektora.

Kryzys spotęguje jedną z największych bolączek firm, zwłaszcza małych i średnich, którą są zatory płatnicze, bo wywołują efekt domina. Przedsiębiorstwa, które nie dostają zapłaty w terminie, same nie mają środków, żeby opłacić swoich kontrahentów i pracowników. W obecnych realiach, kiedy firmy mają ograniczone przychody i liczbę klientów, zatory stwarzają duże ryzyko bankructwa. Z badań wykonanych dla BIG InfoMonitor wynika, że o swoją płynność obawia się siedem na dziesięć firm. Już na początku pandemii co trzecie mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwo usłyszało od swoich odbiorców, że z powodu koronawirusa nie zapłacą w terminie.

Branża motoryzacyjna dotkliwie odczuwa skutki pandemii koronawirusa. Zanotuje w tym roku dwucyfrowe spadki sprzedaży

0

Branża motoryzacyjna dotkliwie odczuwa skutki pandemii koronawirusa. Zanotuje w tym roku dwucyfrowe spadki sprzedaży 1

Według danych Instytutu SAMAR w marcu liczba zarejestrowanych aut osobowych i dostawczych do 3,5 tony spadła o prawie 40 proc. w porównaniu z marcem ubiegłego roku. To najgorszy wynik od siedmiu lat. Jak podkreśla PR manager Volvo, widoczne w statystykach spadki sprzedaży są również spowodowane specyfiką polskiego rynku, którego wielkość jest mierzona nie według zamówień, lecz liczby rejestracji. Tymczasem w tej chwili klienci odkładają w czasie odbiory nowych samochodów, a wiele urzędów nie pracuje i nie przyjmuje wniosków rejestracyjnych. Koncern spodziewa się jednak, że w maju sytuacja zacznie powoli wracać do normy, choć branża motoryzacyjna i tak nie uniknie spadków.

 Marzec był jeszcze mocny, ponieważ rozpoczął się z pełną prędkością sprzedażową. Wpływ pandemii koronawirusa był widoczny dopiero w drugiej połowie miesiąca. Spodziewam się, że kwiecień pod względem sprzedaży będzie słabszy dla całej branży. Natomiast w okolicach maja, jeżeli pandemia przestanie przyspieszać i miniemy punkt kulminacyjny, to przy utrzymaniu procedur bezpieczeństwa salony znowu zaczną odzyskiwać ruch. Ludzie będą kontynuować zakupy, nie tylko samochodów, i w całej gospodarce rozpocznie się powrót do normalności – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Stanisław Dojs, PR manager Volvo Car Poland.

Najnowsze statystyki Instytutu SAMAR pokazują, że pandemia koronawirusa boleśnie uderzyła w branżę motoryzacyjną. Tegoroczny marzec pod względem popytu był najgorszy od 2013 roku. Liczba zarejestrowanych aut osobowych i dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony spadła o prawie 40 proc. (do niecałych 40 tys. sztuk) w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. W porównaniu do lutego spadek sięgnął 21 proc. Spadki sprzedaży są spowodowane głównie strachem klientów przed odwiedzaniem salonów, zamknięciem lub ograniczeniem działalności wielu punktów sprzedaży, zawieszeniem produkcji fabryk samochodów, a także obawami przed kryzysem gospodarczym, któremu towarzyszy nagły wzrost bezrobocia.

Jak podkreśla PR manager Volvo, nadal spływają zamówienia na nowe samochody. Salony i dealerzy wciąż funkcjonują i zbierają zamówienia, ale kontaktują się z klientami telefonicznie, mailowo lub poprzez wideoczaty.

 Widzimy wyraźnie, że klienci nie rezygnują z zakupu samochodów, tylko odkładają odbiór gotowych samochodów. Niektórzy chcą, aby nowe auto podstawić im pod dom, inni po prostu stwierdzają, że odbiorą go w późniejszym terminie. To oczywiście powoduje, że w statystykach one nie będą widoczne, bo samochód bez rejestracji nie figuruje jako sprzedany. To też powoduje, że płynność sprzedaży w drugiej połowie marca i w kwietniu, który zapewne też będzie jeszcze dotknięty pandemią, będzie istotnie zaburzona. Jednak później spodziewam się, że marki – zwłaszcza z segmentu premium, takie jak Volvo – zaczną bardzo szybko odrabiać straty, a wielu klientów, którzy planowali kupić samochód, nie zrezygnuje z tego – mówi Stanisław Dojs.

Volvo na tle całego rynku wypada stosunkowo dobrze – marka rozpoczęła ten rok na dużym plusie, notując w styczniu i lutym blisko 30-proc. wzrost sprzedaży. Także jej wyniki za pierwszą połowę marca były jeszcze dobre, ale w końcówce miesiąca był już widoczny istotny spadek sprzedaży.

Na świecie w pierwszych dwóch miesiącach tego roku Volvo odnotowało spadek sprzedaży o blisko 10 proc. Wyniki w dół pociągnął zwłaszcza chiński rynek, który jest jednym z najważniejszych dla wszystkich marek motoryzacyjnych. Sprzedaż tam spadła o 80 proc.

– W lutym tamtejszy rynek praktycznie zamarł i pociągnął wszystkie dane w dół. Marzec z 10-proc. spadkiem był z kolei miesiącem, w którym Chiny zaczęły się odradzać. Z kolei w Europie w bardzo wielu krajach, m.in. w Hiszpanii i we Włoszech, decyzją rządów zamknięto wszystkie salony samochodowe. Polska jest jeszcze w tej unikalnej sytuacji, że nadal zakup samochodu jest możliwy z zachowaniem pewnych procedur bezpieczeństwa. Spodziewamy się, że rozwój sytuacji w Europie i Polsce będzie mieć łagodniejszy przebieg, zatem i powrót do normalności nastąpi szybciej – mówi ekspert.

Jak podkreśla, w tej chwili sytuacja w Chinach powoli wraca do normy. Klienci wracają do otwartych salonów i domykają transakcje zakupu, które zostały przerwane przez pandemię koronawirusa. Podobnie – tyle że z około dwumiesięcznym opóźnieniem – powinien zachować się też europejski rynek.

 To będzie z pewnością rok spadków dla całej naszej branży i rozłożą się one nierównomiernie. Marki premium, takie jak Volvo, stracą mniej, inne stracą bardzo dużo. Bardzo surowe normy CO2 są dodatkowym obostrzeniem, przez które producenci aut nie będą w stanie szybko nadrobić tych strat – mówi Stanisław Dojs. – Nasza marka prawdopodobnie zakończy ten rok z wynikiem podobnym do zeszłorocznego, choć może pojawić się niewielki spadek. Przypuszczam, że z kolei w całej branży będą to spadki dwucyfrowe. Z pewnością branża motoryzacyjna ucierpiała, natomiast są takie sektory, które w tej chwili w ogóle zamarły. Nasza na szczęście w pewnej formie kontynuuje płynność biznesu.

Instytut SAMAR ocenia, że spadki będą się utrzymywać również w kolejnych miesiącach, a na koniec tego roku sprzedaż samochodów o DMC do 3,5 tony spadnie w porównaniu z ubiegłym o 24 proc. do 475 tys. egzemplarzy.

Blisko połowa miejsc pracy przestanie istnieć w ciągu 20 lat. Do tej zmiany trzeba zacząć przygotowywać najmłodszych

W wielu branżach najbardziej poszukiwane zawody lub specjalizacje nie istniały jeszcze kilka lat temu, a tempo zmian przyspieszy. Uniwersytet Oksfordzki podaje, że 47 proc. dzisiejszych miejsc pracy zostanie wyeliminowanych w ciągu następnych 20 lat. Nawet  65 proc. dzieci rozpoczynających naukę w szkole podstawowej będzie pracować w zawodach, które nawet jeszcze nie istnieją. Tylko rozwijanie nowych kompetencji jest szansą na sukces na przyszłym rynku pracy. Pomocne mogą być w tym pozornie zwykłe zabawki, takie jak przygotowywane przez polski start-up urządzenie muzyczne do nauki podstaw programowania i matematyki.

– Musicon to urządzenie, które odpowiada na światowe trendy edukacyjne, rozwijając kompetencje przyszłości. Przygotowujemy dzieci na wyzwania przyszłości, bo nie wiemy, jakie będą zawody za 10–20 lat. Wiemy natomiast, jak można się do tego przygotować, żeby nadążyć za światem i żeby dzieci były przygotowane do życia w świecie, którego nie znamy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Kamil Laszuk, współzałożyciel start-upu M sp. z o.o.

Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Oksfordzkim wykazało, że 47 proc. dzisiejszych miejsc pracy zostanie wyeliminowanych w ciągu następnych 20 lat. Wkrótce większość tego, co wiemy o świecie, przestanie być prawdą. Obecnie obiektywnie dobre stanowiska pracy zostaną albo całkowicie zautomatyzowane, albo znacznie zdewaluowane. To oznacza, że dzieci muszą nabyć nowe umiejętności, bo tylko wówczas będą mogły skutecznie konkurować na rynku pracy.

Światowe Forum Ekonomiczne szacuje, że nawet 65 proc. dzieci rozpoczynających naukę w szkole podstawowej będzie pracować w zawodach, które nawet jeszcze nie istnieją. Tylko rozwijanie kompetencji przyszłości zwiększy ich szanse – to nie tylko nauka kodowania, lecz także logicznego i twórczego myślenia czy umiejętność współpracy z innymi. Takie zdolności można wytrenować nie tylko w szkole, ale i w domu, a pomocne mogą się okazać pozornie zwykłe zabawki.

– Musicon to urządzenie w pełni analogowe, wykonane z drewna. To jest taki analogowy komputer, trochę pozytywka, katarynka, ale ma dużo więcej możliwości – przekonuje ekspert. – Dzieci w interakcji z Musiconem programują, komponują, uczą się matematyki, uczą się współpracy w grupie. To urządzenie muzyczne rozwija holistycznie wiele umiejętności, a muzyka jest zapalnikiem.

Na rynku są już dostępne klocki, które ożywają poprzez odpowiednio zaprogramowaną muzykę i dźwięki. Nie brakuje też robotów, które wykonają nie tylko najprostsze polecenia. W przypadku przedszkolaków program Think & Learn Code-a-Pillar uczy podstawowych poleceń i sposobu ich łączenia w sekwencji. Bloki kodujące to segmenty gąsienicy, które są połączone ze sobą za pośrednictwem portów USB. To tylko przykłady urządzeń, które zajmują najmłodszych, a przy okazji uczą ich kodowania czy związków przyczynowo-skutkowych.

Polski Musicon także przygotowuje dzieci do kompetencji przyszłości, działa jednak na wiele zmysłów.

– Urządzenie angażuje wiele zmysłów, wykorzystujemy w nim polisensoryczność. I przez to, że dziecko naraz widzi, dotyka i słyszy, jest w stanie bardziej wejść w proces edukacyjny, więcej zapamiętać, więcej się nauczyć. Wszystko to dzieje się poprzez zabawę i interakcję, która jest naturalna dla dzieci – tłumaczy Kamil Laszuk.

Musicon może być domową zabawką, sprawdza się jednak przede wszystkim w grupie – w przedszkolach czy szkołach. Urządzenia te są już na wyposażeniu w szkołach w Polsce, Singapurze, Hiszpanii i USA. Najlepiej służą w edukacji dzieci w wieku 3–12 lat. Jak przekonuje współzałożyciel M sp. z o.o., urządzenie może też pełnić funkcję terapeutyczną.

– W Musiconie drzemią ogromne pokłady możliwości wspierania terapii dzieci, czy to ze spektrum autyzmu, czy z innymi dysfunkcjami – twierdzi ekspert.

Poznaj siłę Amazon i dowiedz się, jak skutecznie budować przewagę konkurencyjną na tej platformie

Wzrost sprzedaży o połowę w czasie pandemii? Nic prostszego. eCommerce to prawdziwy joker w talii kart przedsiębiorców – zmienia zasady gry i ratuje pikującą sprzedaż. Klienci firmy Nethansa odnotowali blisko 50% wzrost obrotów w marcu. Jak tego dokonali? O tym można dowiedzieć się z akademii Nethansy. Sopocki startup startuje z cyklem bezpłatnych szkoleń online. Pierwsza z 4 lekcji rozpocznie się już 9 kwietnia. Obecność obowiązkowa!

Eksperci z Nethansy zgodnie twierdzą, że to doskonały moment na to, aby chwycić byka za rogi i wykorzystać powstałe okoliczności, jako trampolinę, która pomoże rozwinąć sprzedaż. Z analiz firmy płynie jeden wniosek – sprzedaż w internecie kwitnie. Klienci współpracujący z sopockim startupem, odnotowali w marcu 45% wzrost w porównaniu ze styczniem i 28% w konfrontacji z lutym. To doskonale obrazuje, że podczas kryzysu handel online rozpędza się i rośnie w siłę, a Amazon może być ratunkiem dla wszystkich sieci stacjonarnych, które utraciły dochody.

Zdajemy sobie sprawę, że wielu przedsiębiorców prowadzących sklepy, obecnie zmaga się z dużym wyzwaniem. Chcemy pomóc! Dlatego dzielimy się bezcenną wiedzą na temat sprzedaży na największym marketplace świata, Amazonie. Pokażemy rozwiązania, które pozwolą Ci wyjść z kryzysu obronną ręką. Epidemia COVID-19 to równie wielkie zagrożenie dla biznesu, a dla tych, którzy będą przygotowani to również wielka szansa. Poznaj siłę Amazon i dowiedz się, jak skutecznie budować przewagę konkurencyjną na tej platformie, która otwiera drzwi prowadzące na niemal każdy rynek – mówi Sacha Stockem, prezes i założyciel firmy Nethansa.

Od czego zacząć? Najlepiej od początku!

Korzystając ze swojego doświadczenia i eksperckiej wiedzy, firma postanowiła zrealizować cykl praktycznych szkoleń, które mają pokazać polskim przedsiębiorcom, jak skutecznie wykorzystać Amazon, jako kanał sprzedaży na dziś i na jutro.

Bezpłatny program edukacyjny w formie akademii online w ramach której eksperci podzielą się swoją wiedzą o tym, jak skutecznie sprzedawać na Amazon, rozpocznie się już 9 kwietnia 2020. Kolejne warsztaty odbędą się 16, 23 i 30 kwietnia. By wziąć w nich udział, wystarczy wejść na stronę internetową Nethansa.clickmeeting.pl i wypełnić formularz rejestracji. Warto się pospieszyć, ponieważ ilość miejsc jest limitowana i o udziale decyduje kolejność zgłoszeń.wspierajmy-polski-handel-daty

To nie tylko dobra okazja dla eCommercowych świeżaków, to również idealny moment dla eCommerców chcących zwiększyć swoją sprzedaż. – Postanowiliśmy ratować polski handel i edukować na temat Amazon, by rodzime przedsiębiorstwa wyszły z kryzysu obronną ręką. Dlatego zapraszamy na cykl szkoleń online, które sprawią, że spojrzysz na obecną sytuację jak na szansę na rozwój swojego biznesu  – mówi Sascha Stockem.

Nethasa od wielu lat zajmuje się wspieraniem producentów i resellerów w realizacji skutecznej sprzedaży za pośrednictwem platformy Amazon. W tym celu firma opracowała oparty o sztuczną inteligencję autorski system Clipperon. Stworzone przez sopocką spółkę algorytmy potrafią bardzo skutecznie przewidzieć trendy cenowe, wykorzystując dane zgromadzone w Amazonie. System umożliwia tworzenie analiz zawierających m.in. prognozę obrotu oraz estymację zysku, informację o konkurencji oraz ranking sprzedaży produktu w swojej kategorii.

W czasach kryzysu nikt nie powinien lekceważyć siły, jaką jest amerykański serwis zakupowy. Amazon to 48 razy większy rynek niż cały polski sektor e-commerce, co czyni go doskonałym miejscem ekspozycji produktów. To również obecnie najtańszy i najprostszy sposób dotarcia do zagranicznych konsumentów i poszerzenia grona klientów o osoby z takich państw jak Niemcy czy Hiszpania, które w wyniku globalnej pandemii zostały uwięzione we własnych w domach.

Zapisy na bezpłatne internetowe szkolenia Nethansy odbywają się pod tym linkiem:
https://nethansa.clickmeeting.pl/

Ekonomiści przy Radzie Przedsiębiorczości monitorują polską gospodarkę

Przy Radzie Przedsiębiorczości powstało Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej (CMSG). To grupa ekonomistów, która będzie wspierać Radę w dialogu ze stroną rządową o naprawie polskiej gospodarki. CMSG będzie regularnie ankietować polskich przedsiębiorców – badając m.in. wykorzystanie instrumentów tzw. tarcz antykryzysowych, oraz zbierać i analizować dla Rady Przedsiębiorczości dane ekonomiczne z kraju i zagranicy. Partnerem naukowym CMSG jest Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

CMSG tworzą: prof. Elżbieta Adamowicz z Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH, dr Sonia Buchholtz – ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan, prof. Stanisław Gomułka – Główny Ekonomista Business Centre Clubu, dr Janusz Jankowiak – Główny Ekonomista Polskiej Rady Biznesu, dr Stefan Kawalec z Capital Strategy, dr Łukasz Kozłowski – Główny Ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, dr Aleksander Łaszek – Główny Ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, Piotr Soroczyński – Główny Ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej oraz dr Sławomir Dudek – Główny Ekonomista Pracodawców RP  i koordynator grupy.

CMSG będzie dwa razy miesięcznie prowadzić badania ankietowe przedsiębiorstw, analizując bieżącą sytuację ekonomiczną przedsiębiorstw oraz wpływ koronawirusa na ich decyzje i funkcjonowanie. Taką częstotliwość badań uznano za stosowną z uwagi m.in. na dynamiczne zmiany legislacyjne i ekonomiczne w Polsce. „Będziemy też monitorować korzystanie z instrumentów przewidzianych w tzw. tarczy i jej kolejnych odsłonach. Będziemy także zbierać propozycje rozwiązań, które zdaniem samych przedsiębiorstw byłyby najlepsze w obecnej sytuacji” – informuje dr Sławomir Dudek.

„Nasza grupa ma formułę Think-Netu – w tej sieci, w ramach wymiany poglądów i na podstawie analiz, będziemy formułować opinie i ekspertyzy dla Rady Przedsiębiorczości. Posłużą następnie Radzie i jej poszczególnym członkom do dialogu ze stroną rządową – naszym celem jest doprowadzenie do udzielania polskiemu biznesowi skutecznego i pożądanego wsparcia” – wyjaśnia koordynator CMSG. Szczegółowe zdania grupy to:

  • monitorowanie wskaźników gospodarczych, sytuacji przedsiębiorstw i rynku pracy (w tym badania ankietowe przedsiębiorstw),
  • monitorowanie sytuacji finansów publicznych,
  • monitorowanie programów gospodarczych w innych krajach,
  • przedstawianie rekomendacji w zakresie działań wspierających bezpieczeństwo ekonomiczne i bezpieczeństwo finansów państwa,
  • przedstawienie rekomendacji działań „pokryzysowych” służących odbudowie i rozwojowi przedsiębiorczości i polskiej gospodarki jako całości.

Partnerem naukowym CMSG jest Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH w Warszawie, zajmujący się m.in. badaniami koniunktury gospodarczej w Polsce już od prawie 35 lat. Pierwsze badania ankietowe firm przemysłowych w Polsce wprowadził właśnie IRG SGH – w 1986 roku. Wyniki tych badań służyły  monitoringowi sytuacji polskiej gospodarki w czasach kryzysu w trakcie transformacji od gospodarki socjalistycznej do gospodarki rynkowej na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku.

Nowa tarcza finansowa. Pracodawcy z nadzieją patrzą na program bezzwrotnych dotacji dla firm

Premier Mateusz Morawiecki i prezes NBP Adam Glapiński przedstawili kolejne propozycje wsparcia dla gospodarki w ramach tarczy finansowej.

Jak podkreślił premier, Tarcza finansowa jest nową inicjatywą rządu, która razem z Tarczą antykryzysową sięgnie swoim rozmiarem ponad 300 mld zł. „Nowa Tarcza jest tak skonstruowana, żeby bardzo szybko przekazać środki na ratowania miejsc pracy” – wyjaśnił Mateusz Morawiecki.

Szef rządu podkreślił, że aby skorzystać z pomocy, firmy będą musiały spełnić tylko dwa warunki. Pierwszy to utrzymanie działalności, drugi to niezwalnianie pracowników. „Prostota jest bardzo ważną cechą naszego rozwiązania” – powiedział premier.

Jak wyjaśnił Mateusz Morawiecki, przedsiębiorcy nie będą musieli także wypełniać wielu zaświadczeń czy dokumentów. „Wystarczy oświadczenie” – zaznaczył premier. „Wszystko będzie się działo on-line” – dodał.

Program bezzwrotnych w 75% dotacji dla firm na ochronę przedsiębiorstw i utrzymanie zatrudnienia może okazać się skutecznym instrumentem chroniącym naszą gospodarkę przed negatywnymi skutkami COVID-19. Wątpliwości może budzić podział środków ze względu na wielkość firm, w szczególności relatywnie niewielka kwota przeznaczona dla dużych przedsiębiorstw, które zatrudniają w naszym kraju ponad 3 mln pracowników. To właśnie tam znajduje się znacząca część cennych miejsc pracy, które decydują o wysokiej pozycji konkurencyjnej naszej gospodarki.

Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński zaznaczył, że zrobi wszystko, aby kryzys był dla Polski możliwie łagodny. Jak podkreślił, środki uruchamiane w ramach Tarczy finansowej są olbrzymie i w ciągu 2-3 tygodni dotrą do przedsiębiorców.

Szef NBP wyjaśnił, że bank centralny nie finansuje rządowych wydatków. Jak zapewnił, współdziałanie NBP z rządem dotyczące realizacji programu pomocowego polega przede wszystkim na zapewnieniu „oddechu” finansowego dla spółek.

Teraz potrzebne są szczegółowe rozwiązania. Wsparcie finansowe jest ważne, ale ciągle wiele branż czeka na przyjaźniejsze przepisy prawne, które pozwolą im lepiej funkcjonować.

Zaskakująca obniżka stóp procentowych w Polsce

Dziś, na jednodniowym posiedzeniu, Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o dalszym cięciu stóp procentowych w naszym kraju. Jest to już druga obniżka o 50 punktów bazowych, która ma na celu pomóc w przezwyciężeniu negatywnych skutków dla gospodarki podczas epidemii COVID-19.

Stopa referencyjna spadła więc do 0,5 proc. z 1,00 proc. Jest to ruch, który poniekąd był wyceniany przez rynek stopy procentowej, ale niekoniecznie już dziś. Tym samym potencjał do dalszych obniżek stóp procentowych mógł już zmaleć, ale miejsce do cięcia jeszcze teoretycznie jest. To działanie wraz z operacjami rynkowymi NBP ma przede wszystkim za zadanie obniżyć oprocentowanie i koszt kapitału. W rezultacie również może to utrzymywać niskie oprocentowanie polskich obligacji i wspierać wzrost ich cen. To dobra informacja na rynku długu dla inwestorów, którzy kupują polskie obligacje.

W komunikacie NBP mogliśmy przeczytać dodatkowo, że “NBP będzie nadal – oprócz operacji podstawowych – prowadził operacje zasilające sektor bankowy w płynność poprzez transakcje repo. Jednocześnie NBP będzie prowadził operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku.”

Już dziś rentowność polskich 10-latek spadła z 1,61 proc. do 1,56 proc. Powyższe działania NBP i RPP mogą spowodować, że oprocentowanie prędko nie wzrośnie, co jest dobre w kontekście rosnących potrzeb pożyczkowych kraju. Dodatkowo spadek cen obligacji będzie ograniczony ze względu na aktywne zakupy ze strony NBP.

Choć dzisiejsza decyzja była zaskakująca, to dla rynku była dobra i pozytywna. Lepiej reagować zdecydowanie i ewentualnie później korygować swoje decyzje, niż  odwlekać w czasie decyzje, które mogą pomóc gospodarce.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Grupa ROBYG zakontraktowała 588 lokali w Q1 2020

W pierwszym kwartale 2020 roku Grupa ROBYG zakontraktowała 588 lokali netto w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu i planuje uznać w przychodach 420 lokali. Potencjał sprzedażowy spółki na kolejne kwartały jest wysoki – obecnie w ofercie znajduje się ponad 1700 lokali, a zasoby gruntów umożliwiają wybudowanie około 17 500 mieszkań. Ponadto ROBYG uruchomił VIDEO CHAT i podpis elektroniczny – dzięki czemu klienci mogą kupić mieszkanie bez wychodzenia z domu.

„Epidemia koronawirusa była najbardziej nieprzewidywanym zdarzeniem, które ma wpływ na całą gospodarkę – stąd wyniki pierwszego półrocza będą determinowane przez dalszy rozwój tej sytuacji. Mamy nadzieję, że rynek mieszkaniowy nie odczuje większych zmian – jednak natychmiast dostosowaliśmy się do sytuacji – wdrożyliśmy procedury bezpieczeństwa i umożliwiliśmy klientom zdalny zakup mieszkania. Uruchomiliśmy VIDEO CHAT i podpis elektroniczny. Uzupełnia on system usług internetowych i telefonicznych. W ten sposób klienci mogą prowadzić umówione spotkania z przedstawicielami biur sprzedaży. Terenowe biura Grupy ROBYG działają w systemie dyżurów i ograniczyły liczbę klientów do umówionych spotkań. Za pośrednictwem video czatu można bez wychodzenia z domu zapoznać się z ofertą na wybrany lokal spośród ponad 1700 mieszkań w każdym z 3 miast: Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Połączenie video chat z ROBYG jest realizowane za pośrednictwem bezpłatnej, dedykowanej aplikacji, która nie wymaga instalacji żadnego oprogramowania po stronie klienta. Natomiast na bezpłatnej dla klientów platformie można skorzystać z podpisu elektronicznego i zawierać umowy rezerwacyjne na mieszkania” – powiedział Eyal Keltsh, wiceprezes zarządu ROBYG SA.

Grupa ROBYG odnotowała w 2019 roku przychody w wysokości 1,12 mld zł. Zysk netto wyniósł 202 mln zł, a zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej 178 mln zł. W 2019 Grupa miała w budowie 5900 lokali w 3 miastach i zainwestowała w bank ziemi w 4 miastach – Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu ponad 330 mln zł – dzięki czemu ma potencjał budowy około 16.500 mieszkań. W analizowanym okresie ROBYG wprowadził do sprzedaży 3215 mieszkań.

W 2019 roku Grupa ROBYG zakontraktowała 2570 lokali netto1 w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Oznacza to przekroczenie celu założonego na rok 2019 na poziomie około 2300 lokali. Grupa ROBYG uznała w przychodach około 2850 lokali.

Grupa ROBYG to 21 000 sprzedanych lokali i ponad 63 000 zadowolonych klientów. Grupa ROBYG osiągnęła w 2019 roku 20% sprzedaży z rekomendacji klientów. W ramach ROBYG CLUB dzięki rekomendacjom można otrzymywać atrakcyjne nagrody lub korzystać z kart rabatowych w sklepach. Mniej niż 5% lokali w ofercie to lokale gotowe – oznacza to, że klienci kupują mieszkania na bardzo wczesnym etapie inwestycji.

ROBYG wprowadził do oferty nowy format mieszkań – mikroapartamenty Modern Space w sąsiedztwie projektu City Sfera w warszawskich Włochach. W 2 budynkach Modern Space znajdą się 402 lokale o metrażach od 17 – 39 m2. Modern Space to nowoczesny charakter i elegancka forma, które gwarantują komfort użytkowania. Na parterze planowane są lokale usługowe i sklepy, a na pierwszym piętrze przestrzeń przeznaczona m.in. na Centrum Medyczne. Recepcja z portierem, monitoring i ochrona zapewnia bezpieczeństwo, a strefa ogólnodostępnych usług: pralnia, suszarnia, fitness, strefa biurowa oznaczają wyższy standard inwestycji i stanowią o jej atrakcyjności dla klientów. Lokalizacja w pobliżu ośrodków biznesowych to także wyjątkowa okazja inwestycyjna. Możliwość wykończenia pod klucz i odpisania podatku VAT to kolejne atuty Modern Space. To doskonała inwestycja pod względem lokowania kapitału – pierwsza oferta mieszkań w Warszawie, w najbardziej poszukiwanym małym metrażu, z tak wysokim standardem budynku i pakietem usług dodatkowych.

1 Nie uwzględniając rezygnacji na projekcie Young City 2 z powodu przedłużających się procedur administracyjnych

Marcin Rosati objął stanowisko dyrektora zarządzającego i wiceprezesa zarządu InPost

InPost – lider nowoczesnej logistyki w Polsce – informuje, że od z początkiem kwietnia 2020 roku stanowisko wiceprezesa zarządu i dyrektora zarządzającego odpowiedzialnego za rynek polski objął Marcin Rosati. Doświadczenie i wysokie kompetencje Marcina Rosati pomogą firmie w sprawnej realizacji strategii opartej na technologicznym rozwoju i silnym wsparciu kluczowych obszarów organizacji.

Marcin Rosati z handlem i rynkiem elektroniki użytkowej związany jest od 1997 roku. Doświadczenie zdobywał m.in. w firmach Philips Polska – gdzie odpowiadał za wprowadzenie na rynek z sukcesem pierwszej cyfrowej telewizji satelitarnej Wizja TV – oraz Samsung Polska, jako dyrektor sprzedaży i marketingu. W 2006 roku dołączył do grupy Media-Saturn, obejmując stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za zakupy, a w maju 2014 roku został mianowany prezesem zarządu Media Saturn Holding Polska. Wcześniej pracował w bankowości, w tym w Banku Handlowym SA oraz HSBC Investment Bank w Londynie.

„Ostatnie lata to dla InPost czas intensywnego i dynamicznego wzrostu, zarówno pod względem biznesowym, jak i organizacyjnym. Misją firmy jest uzyskanie pozycji niekwestionowanego lidera logistycznego w Polsce i ciągłego wyznaczanie trendów w branży. Dla osiągnięcia zamierzonych celów potrzebne są nie tylko wyjątkowe pomysły, ale przede wszystkim świetni ludzie i fachowcy. Stawiamy na najlepszych, dlatego z satysfakcją informujemy, że Marcin Rosati dołącza do naszego zespołu. Jestem przekonany, że doświadczenie i kompetencje Marcina pomogą nam w realizacji wszystkich biznesowych planów” – mówi Rafał Brzoska, prezes InPost.

Ułatwienia w zawieraniu umów leasingu nie dla wszystkich

  • W kolejnym pakiecie pomocowym, tzw. tarczy 2.0, którym zajmuje się Sejm, znalazł się długo oczekiwany przez branżę leasingową przepis usprawniający proces zawierania umów leasingu i ich późniejszego aneksowania, czyli możliwość zawierania i zmieniania umów w formie dokumentowej.
  • Wątpliwości budzi jednak fakt, że daje on takie uprawnienia jedynie Agencji Rozwoju Przemysłu oraz jej spółce zależnej. Klienci innych firm leasingowych dalej nie będą mogli zawierać czy zmieniać umowy, np. z wykorzystaniem e-maila – zwracają uwagę Związek Polskiego Leasingu i Konfederacja Lewiatan.

W procedowanym aktualnie projekcie ustawy o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 tzw. Tarcza 2.0 znalazła się możliwość zawierania i zmieniania umów w formie dokumentowej, a nie jak dotychczas obligatoryjnie w formie pisemnej pod rygorem nieważności.

– Zastrzeżenia nasze, co do tej regulacji budzi jedynie fakt, że daje ona uprawnienia w tym zakresie jedynie Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP S.A.) oraz spółce zależnej ARP S.A, co sprawia, że jedynie klienci tej Grupy będą objęci takim usprawnieniem jak możliwość zawarcia, czy zmiany umowy np. z wykorzystaniem e-maila – mówi Andrzej Krzemiński, przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu. Tego typu rozwiązanie zaburzy konkurencyjność na rynku, a dodatkowo wpłynie na to, że część klientów będzie mogła zawrzeć, czy zmienić umowę bez konieczności bezpośredniego kontaktu z firmą leasingową, a pozostała część nie będzie miała takiej możliwości, co w dzisiejszych czasach stanu epidemii nie wydaje się być najwłaściwszym rozwiązaniem – dodaje Andrzej Krzemiński.

Niestety, nie przewidziano konsultacji publicznych tego projektu, co uniemożliwiło nam zgłoszenie uwag przed jego skierowaniem do Sejmu RP. Z tych właśnie względów podejmujemy aktualnie działania mające na celu zwrócenie uwagi na ten problem przez Parlamentpodkreśla Andrzej Krzemiński.

Andrzej Kubisiak: Epidemia może trwale zmienić podejście rządów do globalizacji gospodarki

Problemy z globalnymi łańcuchami dostaw podczas epidemii koronawirusa mogą wpłynąć na przyszłe sposoby zarządzania produkcją. Branże, które opierały się na dostawach części i półproduktów z innych krajów, mają teraz kłopot z wykonaniem zleceń i zamówień. Problem ten dotyka między innymi jednej z najbardziej kluczowych dla zdrowia publicznego branży – farmaceutyki i branży lekowej. Duża część substancji aktywnych, używanych przy produkcji leków, produkowana jest w krajach azjatyckich. Konsekwencją tego jest niedobór leków i produktów higienicznych na rynkach europejskich, gdy w Azji dzieje się coś niedobrego. Rządy dotkniętych przez epidemie krajów zaczynają się w tym orientować. Ich reakcje na aktualne problemy zwiastują, że w globalne łańcuchy dostaw mogą być w przyszłości dużo krótsze. 

– Świat, w którym znajdziemy się po pandemii, będzie wyglądał inaczej. Część krajów będzie się starać o to, by strategiczne branże były we władaniu państwowym – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – W obecnych warunkach widzimy bardzo silne działania protekcjonistyczne. Poszczególne rządy nabierają świadomości, że należy bronić lokalnego biznesu. Rząd Niemiec już zapowiedział, że nie będzie dopuszczał do przejęć niemieckich firm przez zagraniczny kapitał. Takie działania mogą prowadzić do nacjonalizacji części przedsiębiorstw. Trend globalizacji produkcji, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, może częściowo zaniknąć. Globalne łańcuchy dostaw będą wyglądać zupełnie inaczej po zakończeniu się pandemii koronawirusa – przewiduje Kubisiak.

Startuje #FakeHunter – system do walki z infodemią

PAP i GovTech Polska uruchamiają aplikację #FakeHunter, czyli nowe narzędzie do walki w sieci z dezinformacją o koronawirusie. Za pomocą tej aplikacji każdy internauta będzie mógł zgłosić wątpliwą treść do sprawdzenia, a następnie otrzymać wiarygodną, zweryfikowaną odpowiedź.

Na początku marca Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że pojawieniu się koronawirusa (SARS-CoV-2), towarzyszy ogromnych rozmiarów „infodemia”, czyli globalny zalew informacji. Niektóre z nich są prawdziwe, inne nie. Razem tworzą mieszankę wybuchową, która wywołuje wśród ludzi dezorientację i panikę.

W czasie pandemii fałszywe doniesienia na temat choroby COVID-19, często powielane przez środki masowego przekazu i media społecznościowe stają się wyjątkowo groźne. Od tego, czy ludzie będą kierować się informacją potwierdzoną w wiarygodnych źródłach, czy też ulegać dezinformacji zależy zdrowie i życie milionów osób i firm nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.

Dlatego Polska Agencja Prasowa i GovTech wdrażają projekt #FakeHunter – społeczny system weryfikacji treści publikowanych w Internecie, którego celem jest demaskowanie nieprawdziwych wiadomości dotyczących SARS-CoV-2. Integralną częścią programu jest specjalna aplikacja, za pomocą której, każdy internauta będzie mógł zgłosić wątpliwą treść do sprawdzenia, a następnie otrzymać wiarygodną odpowiedź, zweryfikowaną przez społecznych liderów opinii oraz ekspertów PAP. Wszystkie weryfikowane doniesienia wraz z werdyktami znajdą się w specjalnym serwisie połączonym z aplikacją #FakeHunter.

„Po specjalnej akcji rekrutacyjnej do pomocy w walce z dezinformacją dołączyło ponad 300 wolontariuszy. Część już została przeszkolona w sprawdzaniu faktów i korzystaniu z systemu. Razem z zespołem ekspertów PAP będą weryfikować przesyłane przez internautów, budzące wątpliwości, informacje o koronawirusie. Projekt jest otwarty, można powiedzieć, że to dopiero pierwsza faza rozwoju całego systemu” – tłumaczy prezes zarządu PAP Wojciech Surmacz.

„#FakeHunter to odważny krok w walce z dezinformacją. Projekt ma na celu walkę ze wspólnym wrogiem w obliczu infodemii. Do udziału w akcji i używania naszego narzędzia zachęcamy wszystkich internautów i dziennikarzy, by wspólnie stawić czoła temu wyzwaniu” – podkreśla pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech Justyna Orłowska.

Wtyczka do pobrania i zainstalowania aplikacji #FakeHunter znajduje się na stronie https://fakehunter.pap.pl/. Partnerami projektu są Demagog, DO OK, Objectivity, Amazon Web Services.

Polska Agencja Prasowa to największa agencja informacyjna w Polsce. Zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. Przez całą dobę, 7 dni w tygodniu 250 dziennikarzy i 40 fotoreporterów przygotowuje serwisy informacyjne, z których korzystają media, instytucje, urzędy państwowe i przedsiębiorcy.
Program GovTech Polska jest realizowany przez Zespół działający w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pod patronatem Premiera. Zespół odpowiada za międzyresortowe projekty w dziedzinie innowacji, nowych technologii oraz cyfryzacji. Jego celem jest budowa nowoczesnego Państwa wspólnie z innowatorami: przedsiębiorcami, start-upami, środowiskiem naukowym oraz samymi obywatelami. Zespół skupia także społeczność innowatorów chcących wspólnie przyczynić się do budowy nowoczesnego, cyfrowego państwa.

Źródło informacji: PAP

Tarcza antykryzysowa: 2000 złotych na świadczenia dla pracowników bez podatku

Ochrona zatrudnienia, zmniejszenie obciążeń i zachowanie płynności finansowej w firmach to główne cele pakietu projektów ustaw, które składają się na tzw. tarczę antykryzysową. Wśród ulg uchwalonych przez rząd znajdują się nowe przepisy dotyczące zmian w rozliczeniach podatku dochodowego od osób fizycznych PIT. Z kwoty 1000 do 2000 złotych, wzrósł limit zwolnienia z PIT od wartości konkretnych świadczeń finansowanych ze środków Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (ZFŚS) lub funduszy związków zawodowych.

Pandemia koronawirusa i towarzyszące jej ograniczenia uniemożliwiają normalne funkcjonowanie większości firm w Polsce. Pracodawcy, podobnie jak pracownicy, potrzebują konkretnych rozwiązań. Jednym zależy na utrzymaniu zespołów i zapewnieniu płynności finansowej, drugim na utrzymaniu pracy i środków składających się na domowy budżet. Nowe przepisy, wprowadzone w ramach tarczy antykryzysowej, dwukrotnie zwiększające limit zwolnienia z podatku dochodowego świadczeń z ZFŚS, to rozwiązanie, które pomaga obu stronom.

Pracodawca, wybierając świadczenia dla zatrudnionych, w pierwszej kolejności powinien przyjrzeć się kwestii rozliczenia podatku dochodowego i ZUS. Zgodnie z prawem wszystko, co firma oferuje pracownikowi stanowi przychód ze stosunku pracy i w związku z tym podlega opodatkowaniu. Istnieją jednak pewne odstępstwa – zwolnione z opodatkowania są świadczenia pieniężne i rzeczowe, np. przedpłacone karty podarunkowe czy paczki wielkanocne finansowane przez pracodawcę ze środków ZFŚS lub funduszy związków zawodowych do określonej kwoty. Dobrą wiadomością zarówno dla pracodawców jak i pracowników jest to, że dotychczasowa kwota zwolnienia, która wynosiła 1000 złotych, została zwiększona aż dwukrotnie – do wysokości nieprzekraczającej 2000 złotych w 2020 i 2021 roku. Warto także przypomnieć o tym, że na początku tego roku, po raz pierwszy od wielu lat, została także podniesiona wartość odpisu na ZFŚS o 321 zł na pracownika zatrudnionego w warunkach normalnych. W praktyce oznacza to zwiększenie odpisu do kwoty 1550,26 zł. Co więcej, podniesione zostały jeszcze dwa limity istotne z punktu widzenia pracodawcy – dotyczące zwolnienia z PIT od zapomóg wypłacanych przez organizacje związkowe oraz wolnych od PIT zapomóg otrzymywanych w przypadku indywidualnych zdarzeń losowych finansowanych poza ZFŚS czy finduszy związkowych. Pierwszy został podniesiony z 1 do 3 tys. zł. Drugi zaś z 6 do aż 10 tys. zł – powiedziała Katarzyna Turska, Dyrektor ds. Zarządzania Zasobami Ludzkimi w Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.

Świadczenia socjalne w praktyce

Obowiązek tworzenia ZFŚS spoczywa na jednostkach budżetowych i samorządowych zakładach budżetowych. Ponadto według stanu na 1 stycznia 2020 roku dotyczy on także firm zatrudniających co najmniej 50 pracowników w przeliczeniu na pełne etaty lub jeśli z wnioskiem o utworzenie funduszy wystąpiła zakładowa organizacja związkowa – dotyczy to przedsiębiorstw zatrudniających od 20 do 50 osób.

Środki odkładane w ramach ZFŚS muszą być gromadzone przez pracodawcę na osobnym rachunku bankowym i wykorzystane na wsparcie socjalne pracowników. Firmy, które w tym wyjątkowym czasie planują docenić i zmotywować pracowników wykorzystując w tym celu ZFŚS muszą pamiętać, że zgodnie z obowiązującym prawem wartość świadczeń finansowanych z tego funduszu powinna być zróżnicowana i uzależniona od sytuacji rodzinnej, materialnej i życiowej zatrudnionych. Warunki przeznaczania środków pochodzących z ZFŚS na poszczególne cele i rodzaje działalności socjalnej pracodawca określa w regulaminie – wyjaśniła Katarzyna Turska z Sodexo Benefits and Rewards Services Polska.

Realne wsparcie domowego budżetu

Dane rynkowe wskazują, że w ostatnim czasie ceny towarów i usług konsumpcyjnych istotnie wzrosły. To bez wątpienia odbija się na kondycji domowych budżetów. Dlatego też w ramach świadczeń, finansowanych ze środków z ZFŚS, warto sięgać po te, które realnie pomogą pracownikom, czyli te, z których będą mogli oni skorzystać w czasie pandemii i obowiązującego trendu #zostańwdomu i #pracujzdromu oraz po zakończeniu kwarantanny. Przykładem świadczenia pieniężnego, pozwalającego skorzystać ze zwiększonego nową ustawą zwolnienia z PIT do 2000 zł na pracownika są karty podarunkowe. Opłaty związane z zakupem, zasileniem i obsługą takich kart podlegają zwolnieniu z podatku VAT. Karta to uniwersalne, nowoczesne i elastyczne rozwiązanie, które obdarowanym daje swobodę wyboru oraz wygodę użytkowania, a pracodawcy możliwość wielokrotnego doładowywania. Kartami można płacić online, a także zbliżeniowo. Jest to istotne dla wielu osób, które unikają płatności gotówkowych, wypłat z bankomatów czy dotykania przycisków terminali, aby ograniczyć przenoszenie wirusa SARS-CoV-2.

Jak VPN pomaga w pracy zdalnej?

Praca zdalna budzi skrajne uczucia, lecz ostatnie wydarzenia związane z pandemią koronawirusa pokazały, że taki tryb wykonywania zadań rewelacyjnie się sprawdza. Żeby jednak tak było, każdy pracodawca powinien zatroszczyć się o jak najlepsze warunki dla każdego pracownika. Równie istotne jest to, aby zdalnie wykonywane zadań było przeprowadzone z zachowaniem najważniejszych zasad bezpieczeństwa, w czym pomaga VPN. Co to takiego? Jakie może mieć zastosowanie w firmie?

Czy praca zdalna jest w Polsce popularna?

Na tle innych krajów Unii Europejskich (w ponad połowie z nich), gdzie 20 procent pracowników zatrudnionych jest w formie zdalnej, nasz kraj wypada blado. Według raportu Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP) Polska jest wśród państw, w których odsetek osób pracujących zdalnie jest najniższy, tak samo, jak między innymi w Bułgarii, Włoszech czy Niemczech. Najbardziej przychylnie do tego podchodzą (powyżej 30 proc. zatrudnionych) Amerykanie, Duńczycy, Szwedzi i Holendrzy. 

Ten stan się jednak zmienia, co szczególnie widać w niektórych branżach, gdzie praca przed komputerem wypełnia praktycznie cały 8-godzinny czas. Tak jest zwłaszcza wśród programistów, nie dziwi więc, że rynek IT przoduje w zmianach dotyczących pracy zdalnej. Obecna niespodziewana sytuacja sprawiła, że nawet najbardziej sceptyczni pracodawcy musieli zmienić nawyki, zalecając to też swoim pracownikom. Jeśli i my jesteśmy w takiej sytuacji, powinniśmy (jak jeszcze tego nie zrobiliśmy) zainteresować się tematyką VPN. To zapobiegnie sytuacji, że do wrażliwych danych będą miały dostęp niepowołane osoby.

VPN – jak to działa?

Dla wielu osób praca zdalna prawie niczym się nie różni od tej, która wykonywana jest w biurze. Pokutuje przekonanie, że przecież robi się praktycznie to samo: używa edytorów tekstowych, arkuszy kalkulacyjnych, korzysta z internetu itd. To tylko częściowo prawda, gdyż komputery osobiste nie bywają odpowiednio zabezpieczone, co rodzi zagrożenie dla całej firmy – jej pracowników, zasobów, tajemnic zawieranych umów itd. Chcąc mieć spokój i pewność, że nikt nie ma prawa dostępu do tego, co poufne, powinniśmy zainwestować w dobry VPN – Virtual Private Network, czyli wirtualną prywatną sieć. VPN pozwala zachować prywatność online, ale jak to działa?

Najlepiej opisać to tym, jak standardowo korzystamy z internetu. Gdy to robimy, przypisywany jest nam indywidualny adres IP, dzięki któremu możemy – przy pomocy dostawcy internetu – przeglądać zasoby sieci. Każdy z właścicieli stron może zbierać dane na temat naszej aktywności, sprawdzając nie tylko lokalizację, ale też historię kliknięć. Takie informacje stanowią łakomy kąsek dla różnych osób. Mogą być łatwo sprzedane, lub – co gorsza – przechwycone przez hakerów, którzy zyskują tym samym łatwy dostęp do tajnych informacji. 

Połączenie VPN rozwiązuje ten problem, ponieważ nasz adres IP zostaje ukryty. Nie widzą go więc również właściciele stron, które przeglądamy. Mają jedynie dostęp do IP należącego do sieci VPN. Nie mogą więc przypisać do konkretnej osoby danej aktywności na stronie.

VPN – co dodatkowo potrafi?

Nie dziwi więc, że VPN szczególnie sprawdza się w przypadku wykonywania pracy zdalnej. Dzięki temu zabezpieczeniu nie ma ryzyka ataku przez hakerów, niezależnie, czy korzystamy z sieci domowej, czy publicznej. VPN można stosować na każdym urządzeniu z dostępem do internetu, a więc nie tylko na komputerze, ale też na telefonie i smartfonie. 

Ale to nie wszystko, ponieważ z VPN korzysta się również w innych celach, zwłaszcza by ominąć geoblokady czy zmienić adres IP na zagraniczny. W niektórych krajach, gdzie panuje cenzura w internecie, prywatna sieć VPN pozwala ominąć takie blokady. Dobrze więc zastanowić się, czy to, co zamierzamy robić, nam nie zaszkodzi. 

Żebyśmy się zrozumieli – korzystanie z internetu nigdy w 100% nie będzie bezpieczne, nawet jak zdecydujemy się na sieć VPN. Jednocześnie, to rozwiązanie w ogromnym stopniu ogranicza ataki cyberprzestępców, możemy więc być pewni, że zdecydowana większość planowanych włamań do naszego firmowego serwera zakończy się klapą.

Upadłość przedsiębiorcy po 24 marca 2020 r.

Upadłość firmy, czy nawet próba ogłoszenia upadłości w przypadku osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą, bardzo często kończyła się fiaskiem lub nie w pełni zadowalała upadłego. Ogłoszenie upadłości przez profesjonalny podmiot występujący w powszechnym obrocie gospodarczym wiąże się z koniecznością spełnienia określonych warunków. Po pierwsze, przedsiębiorstwo musi być w stanie niewypłacalności. Po drugie, musi posiadać co najmniej dwóch wierzycieli. Po trzecie, dłużnik powinien mieć majątek o wartości wystarczającej na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego i częściową spłatę wierzycieli.

Upadłość przedsiębiorcy, który prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, nie jest zjawiskiem popularnym mimo tego, że ma on obowiązek złożenia wniosku o upadłość w konkretnym terminie, a brak takiego działania skutkuje określonymi sankcjami. Z tego też względu doszło do nowelizacji prawa upadłościowego, która w pewnym sensie uatrakcyjniła upadłość na tzw. zasadach ogólnych.

Nowe uprawnienia syndyka

Zmiany, które weszły w życie w dniu 24 marca 2020 r. mają na celu, aby przyspieszyć całą procedurę. Ma temu służyć m.in. wyposażenie syndyka w dodatkowe uprawnienia. Zmieni się bowiem sposób zgłaszania wierzytelności przez wierzycieli w toku postępowania. Do nowelizacji były one kierowane do sądu upadłościowego, który następnie przekazywał je syndykowi. Proces przekazywania tychże zgłoszeń w wielu przypadkach trwał miesiącami. Po 24 marca 2020 r. wierzyciele będą wysyłali zgłoszenia bezpośrednio do syndyka. Istotne jest również, że wierzyciele zgłaszali wierzytelności nawet i kilka miesięcy po ogłoszeniu upadłości. Mimo tego, że winno to nastąpić w terminie 30 dni od dnia obwieszczenia postanowienia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Obecnie, spóźnione zgłoszenie będzie wiązało się z opłatą.

Przedsiębiorca jak konsument

Upadłość spółki z o.o. wiąże się z likwidacją majątku spółki. Podobnie jest w przypadku upadłości przedsiębiorcy będącego osobą fizyczną z tą jednak różnicą, że w przypadku utraty nieruchomości, którą ten faktycznie zamieszkiwał, mogą zostać wydane mu środki na najem innego lokalu mieszkalnego na okres od roku do dwóch lat. Do momentu nowelizacji zasada ta była kojarzona jedynie z upadłością konsumencką.

Ograniczono też możliwości zajęcia dochodów upadłego jednoosobowego przedsiębiorcy. Syndyk nie może dokonać zajęcia jego dochodów w takim wymiarze, aby pozbawić go jakichkolwiek środków na bieżące utrzymanie. O tym, w jakim stopniu dojdzie wyłączenia dochodu upadłego z masy upadłości będzie decydował sąd.

Należy też pamiętać, że osoba fizyczna będzie mogła uzyskać oddłużenie w toku postępowania bez konieczności ustanowienia planu spłaty wierzycieli. Warunkiem jest jednak brak zdolności do spłaty jakichkolwiek kwot, np. poprzez utratę zdrowia. Przed zmianą przepisów plan spłaty wierzycieli wobec przedsiębiorcy był elementem obligatoryjnym w postępowaniu upadłościowym.

Autorem artykułu jest doradca restrukturyzacyjny Filip Kozik z kancelarii KL Law Polska Sp. z o.o. specjalizujący się w sprawach z zakresu upadłości i restrukturyzacji firm.

Rekordowa liczba 324 mln użytkowników Cisco Webex w marcu

Obecna sytuacja zmusza wiele osób do ograniczenia kontaktów z innymi ludźmi i pozostania w domach, czego efektem jest ogromny wzrost popularności narzędzi do współpracy, takich jak Cisco Webex. Świadczy o tym fakt, że w marcu odbyły się aż 73 miliony spotkań za pośrednictwem tej platformy.

„Wykorzystanie Webexa wzrosło 2,5 raza w Ameryce Północnej i Południowej, cztery razy w Europie i 3,5 raza w regionie Azjii i Pacyfiku. Jest to wynik zwiększonego zainteresowania usługą wśród klientów korporacyjnych, ale również wzrostu popularności nauki zdalnej i telemedycyny” – mówi Sri Srinivasan, starszy wiceprezes i dyrektor generalny, Cisco Collaboration.

Wzrost wykorzystania platformy Cisco Webex w liczbach:

  • W marcu z Cisco Webex skorzystało aż 324 miliony użytkowników, czyli ponad dwa razy więcej niż w styczniu.
  • Liczba nowych rejestracji wyniosła 240 tysięcy na dobę.
  • Jednego dnia odbywało się 4,2 miliona spotkań, czyli ponad dwukrotnie więcej niż podczas szczytowych momentów przed pandemią.
  • W marcu odbyły się spotkania trwające w sumie 14 miliardów minut, czyli ponad dwa razy więcej niż w lutym.

„Skala z jaką są obecnie wykorzystywane narzędzia do współpracy jest niezwykła. Robimy wszystko, aby nadążyć za zapotrzebowaniem. Nasi specjaliści ciężko pracują, aby organizacje, które muszą funkcjonować w tym trudnym okresie, mogły pozostać w kontakcie, działać efektywnie i bezpiecznie” – mówi Chuck Robbins, prezes Cisco.

„Okienko dla seniorów” zmieniło dzienny cykl pracy. Umacnia się trend dużych zakupów w małych sklepach

Wprowadzenie „okienka dla seniorów” od 1 kwietnia już w pierwszym dniu zmieniło rytm pracy w tradycyjnych sąsiedzkich sklepach za rogiem. Najnowsze dane dostarczone przez system M/platform pokazują, że średnie obroty w godz. 10:00-12:00 spadały nawet o 15%, podczas gdy tuż po godz. 12:00 wzrastały o 25%. Z tych samych danych wynika, że zaobserwowany tydzień temu trend robienia dużych zakupów w małych sklepach nie tylko się utrzymuje, ale coraz bardziej umacnia – kupujemy tam już o 20% rzadziej, ale średnia wartość koszyka wzrosła o 44%.

Nowe zasady związane z obowiązującym w Polsce stanem epidemicznym dotyczące m.in. robienia zakupów zostały ogłoszone we wtorek 31 marca, a weszły w życie już dzień później, wprowadzając m.in. ograniczenie liczby klientów w sklepie do trzech osób na stanowisko kasowe oraz okienko pomiędzy godz. 10:00 a 12:00 przeznaczone wyłącznie dla osób, które ukończyły 65. rok życia.

Firma Comp Platforma Usług S.A., będąca operatorem ogólnopolskiego programu Promo+ we współpracy z Comp Centrum Innowacji, dostawcą systemu M/platform umożliwiającego świadczenie usług wsparcia sprzedaży dla sklepów handlu tradycyjnego, jak co tydzień zbadała bieżącą sprzedaż produktów w segmencie tradycyjnym. Wnioski po raz kolejny zaskakują. Takich zmian w dziennych cyklach sprzedaży nigdy wcześniej nie odnotowano.

Spadek obrotów podczas „okienka dla seniorów” – największy w sobotę

Z dnia na dzień coraz wyraźniej widoczny jest spadek obrotów między godz. 10:00 a 12:00. Dotychczas typowy dzień roboczy w małych sklepach charakteryzował się dwoma okresami intensywnej sprzedaży: 10:00-12:00 oraz 14:00-18:00, przy czym w piątki (które charakteryzują się średnim obrotem o 20% wyższym niż inne dni robocze) popołudniowe godziny intensywnego ruchu przedłużają się zwykle aż do godz. 19:00. Udział zakupów robionych podczas porannego szczytu 10:00-12:00 w typowym dniu roboczym wynosi ok. 15% całodziennych obrotów badanych sklepów. Po wprowadzeniu najnowszych regulacji, wartość ta spadała codziennie od pierwszego dnia, osiągając w piątek 3 kwietnia poziom 11,5%, czyli o 23% mniej niż zwykle.

Spadek obrotów najbardziej widoczny był w sobotę 4 kwietnia, która jest tradycyjnie dniem największych zakupów w małych sklepach spożywczych (o 28% więcej niż w przeciętny dzień roboczy), a w dodatku szczyt zakupów przypada na godziny przed- i okołopołudniowe – prawie 1/3 całego dziennego obrotu przypada na godz. 10:00-14:00, z czego przedział 10:00-12:00 odpowiada za niemal 17%. W sobotę, 4 kwietnia łączne obroty badanych sklepów detalicznych podczas „okienka dla seniorów” wynosiły zaledwie 12,5% dziennego obrotu, czyli o 1/4 mniej od obrotów w analogicznym okresie tydzień wcześniej.Comp_Mat. prasowy

Zamiast przerwy obiadowej, szczyt obrotów – skrajności znów w sobotę

Klienci, którzy nie mogą robić zakupów między 10:00 a 12:00 tłumnie ruszyli do sklepów zaraz po godz. 12:00. We wszystkie badane dni wyraźnie widać było wzrost obrotów tuż po „okienku”. Przedział między godz. 12:00 a 14:00 jest tradycyjnie (z wyjątkiem soboty) okresem mniej intensywnego ruchu w sklepach, po którym następuje drugi szczyt popołudniowy. Przez pierwsze trzy dni po wprowadzeniu nowych obostrzeń obroty w badanych sklepach skokowo wzrastały tuż po godz. 12:00, osiągając wzrost godzina do godziny na poziomie od 19% w środę aż do 40% w piątek. Ten intensywny ruch podczas przerwy obiadowej nakładał się na szczyt popołudniowy, przez co obroty podwyższone w stosunku do analogicznego okresu z poprzedniego tygodnia, utrzymywały się przynajmniej do godz. 17:00.

Najgorętszym momentem w całym minionym tygodniu była sobota 4 kwietnia między godz. 12:00 a 13:00, kiedy to obroty były o 1/4 większe (25%) niż w analogicznym okresie tydzień wcześniej, natomiast skokowy wzrost godzina do godziny osiągał niespotykany pułap +58%.

Sprzedaż podczas „okienka” gwałtownie spadła. Dawniej był to okres największych obrotów w ciągu dnia. Teraz przesunął się o dwie godziny. Skokowy wzrost o 58% tuż po godz. 12:00 oznacza ogromne kolejki. Te dane są wyraźnym sygnałem dla młodszych konsumentów – unikajcie zakupów w południe, unikajcie największych kolejek, szczególnie w soboty. Większe kolejki to większe ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa. Najlepiej przyjść na zakupy wcześnie ran. – komentuje Tomasz Jasinkiewicz, wiceprezes Comp Platforma Usług S.A.

Duże zakupy w małych sklepach – nowy trend się umacnia

W danych z systemu M/platform można również zauważyć pogłębiający się trend robienia dużych zakupów w małych sklepach. Liczba paragonów, a zatem częstotliwość wizyt, spadła w ubiegłym tygodniu o kolejne 4%, osiągając poziom o 20% niższy niż w lutym. Utrzymujące się podwyższone obroty wzrosły o kolejne 6%, dochodząc do pułapu 16% powyżej średniej tygodniowej z lutego. Te wysokie obroty i rzadsze wizyty w sklepach przełożyły się na kolejny skokowy wzrost wartości koszyka z 31% do 44% powyżej średniej z lutego. To, co w zeszłym tygodniu było zaskoczeniem, przekształca się wyraźnie w stabilny trend, świadczący o tym, że w dobie epidemii COVID-19 małe sąsiedzkie sklepy za rogiem zmieniają swą rolę.Comp_Mat. prasowy (2)

Od trzech tygodni obserwujemy silny trend – kupujemy w sklepach tradycyjnych coraz rzadziej, już o 20%, a nasz średni koszyk jest coraz większy, już o 44%. W dobie koronawirusa małe sklepy stają się głównym źródłem zaopatrzenia dla wielu z nas. Nowe ograniczenia wyraźnie ten trend umacniają. Te rzadsze i większe zakupy oznaczają skrócenie czasu przebywania w sklepie, co pomaga w walce z koronawirusem. W celu dalszego skrócenia tego czasu coraz więcej małych sklepów „za rogiem” przechodzi na model „zamów i odbierz”. Nie wszystkie z nich mają do tego stosowne narzędzia, dlatego też już w tym tygodniu uruchamiamy na M/platform nową ogólnopolską usługę, dzięki której klienci mogą przekazywać swoje listy zakupowe do ulubionego sklepu za rogiem. Będzie to usługa całkowicie bezpłatna zarówno dla detalistów, jak i konsumentów. To jest nasz wkład w walkę z koronawirusem – mówi Tomasz Jasinkiewicz.

Badaniami objęto próbkę n = 4634 reprezentatywnych sklepów z segmentu handlu tradycyjnego, wybranych spośród sklepów, które przystąpiły do programu Promo+. Analizę opracował dział analityki Comp Centrum Innowacji, dostawcy systemu M/platform, na zlecenie Comp Platforma Usług S.A., operatora usługi Promo+.

Rekrutacja online – jakie metody zyskają na znaczeniu?

19 mln Polaków korzysta z mediów społecznościowych, a ogłoszenia video z ofertą pracy są o 230% częściej otwierane niż te w formie tradycyjnej publikacji. Koronawirus wstrzymał na chwilę cały świat, ale działalność większości branż toczy się dalej. To dobry moment na zmianę podejścia do rekrutacji i wdrożenia bardziej innowacyjnych rozwiązań nie tylko na czas pandemii.

To, co było przewidywaniem na kolejne lata w przeciągu kilku tygodni zaczęło być wdrażane w wielu firmach. Obecna sytuacja w kraju zmusiła pracowników do dokonania zmian
i przystosowania się do nowych warunków i dostępnych możliwości. Zaplanowane rozmowy rekrutacyjne zostały przeniesione do Internetu, a HR-owcy zaczęli coraz więcej myśleć
o innowacyjnych narzędziach wykorzystywanych w procesie pozyskiwania nowych pracowników. Jak każda zmiana, i ta wymagała pewnej elastyczności i umiejętności dopasowania się do nowych warunków.

Rekrutacja  w obliczu pandemii

Wyjątkowe sytuacje wymagają od nas pewnej elastyczności, umiejętności dostosowania się do nowych warunków. Realizacja procesów rekrutacyjnych z udziałem nowoczesnych technologii nie jest co prawda niczym nadzwyczajnym, a wręcz jest już bardzo popularna. Videorekrutacje i ATS (aplicant tracking systems) to narzędzia, które na dobre przyjęły się
w środowisku Human Resources. Cyfrowe narzędzia rekrutacyjne potrafią wyszukać odpowiednich kandydatów w sieci, porównać CV wybranych osób oraz zweryfikować ich obecność w mediach społecznościowych. Mogą też przeprowadzić testy i oceny kompetencji oraz zarekomendować najlepszych kandydatów do pracy. Dzięki tym rozwiązaniom procesy rekrutacyjne przebiegają krócej i są bardziej efektywne. Według firmy FYTE, powiązanej kapitałowo z Morgan Philips Group, specjalizującej się w cyfrowej rekrutacji, ogłoszenia video są ponad 230% częściej otwierane w porównaniu do tradycyjnych form publikacji.

Czas automatyzacji procesów rekrutacyjnych

Programy wykorzystywane do videorekrutacji jeszcze nigdy nie były tak potrzebne, jak dziś. Umożliwiają one nie tylko rozmowę z kandydatem przy użyciu kamery, ale również automatyzację procesu rekrutacji poprzez nagrywanie pytań rekrutera oraz zarejestrowanie odpowiedzi kandydatów w formie filmików.

Videorekrutacja pozwala zaoszczędzić czas przy rekrutacjach wysokowolumenowych oraz sprawdza się doskonale jako narzędzie do screeningu kandydatów przy rekrutacjach wieloetapowych. Kandydatom również zaoszczędza czas, umożliwiając przejście całości lub części spotkań rekrutacyjnych w zaciszu swojego domu o najdogodniejszej porze.

 -Oprócz pytań rekrutacyjnych coraz częściej wykorzystywane są również gry na urządzenia mobilne. Nowoczesne narzędzia poprawiają jakość oceny potencjalnego kandydata
i zapewniają równie cenne informacje z zakresu psychodiagnostyki, co metody klasyczne, poza tym umożliwiają dotarcie i zaangażowanie nawet 15 razy więcej kandydatów niż np. Targi pracy. Dodatkową zaletą jest to, że wyniki rekrutacji uzyskujemy w ciągu kilku minut – mówi Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej.

Social media w rekrutacji

Jak pokazuje badanie przeprowadzone przez Wearesocial.com i Hootsuite „Digital 2020”
aż 19 mln Polaków korzysta z mediów społecznościowych, na co przeznaczają średnio
2 godziny dziennie. 16 mln korzysta z Facebooka, 1,25 mln z Twittera, a 3,7 mln z LinkedIn. Dlatego nic dziwnego, że social media zaczęły odgrywać coraz większą rolę w procesie rekrutacji.  Do tej pory najczęściej wykorzystywanymi kanałami do pozyskania nowych pracowników były te media społecznościowe, które z założenia mają charakter bardziej zawodowy, czyli LinkedIn i GoldenLine.

– Za pośrednictwem takich kanałów rekruterzy mogą nawiązać kontakt z kandydatem spełniającym określone kryteria. Dodatkowo jest to kanał, za pośrednictwem którego firmy mogą dzielić się informacjami związanymi z działalnością swojej firmy oraz o trwającej rekrutacji na określone stanowiska. Dodatkowo coraz częściej rekruterzy w poszukiwaniu nowych kandydatów przeszukują Facebooka, Instagram i blogi branżowe – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej.

Webinaria – alternatywa dla szkoleń

W wyniku pandemii liczne konferencje i szkolenia dla praktyków HR zostały odwołane, przeniesione na inny termin lub przekształcone w spotkania online. Dlatego też chcąc dalej inwestować w swój rozwój i wymianę doświadczeń warto sprawdzić ofertę dostępnych webinariów.

– Pozwalają one na wymianę doświadczeń i wiedzy oraz poznania ciekawych metod wykorzystywanych w procesach rekrutacji. Dodatkowo jest to okazja do spotkania się
z innymi osobami, co pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie. Z racji tego, że podczas pandemii wiele osób czuje strach i niepewność wzrost roli wellbeing jako formy redukcji stresu  i wzmacniania odporności psychicznej pracowników zyskał obecnie na szczególnym znaczeniu.
– podsumowuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z zakresu HR
i psychologii międzykulturowej.

Zarządzanie kryzysowe w czasie COVID-19. Rekomendacje po rozmowach z właścicielami firm rodzinnych i prywatnych z Niemiec i Polski

Firmy rodzinne, chcąc trwać, działają systemowo. Zarządzanie kryzysowe w czasie COVID-19. Rekomendacje Instytutu Biznesu Rodzinnego po rozmowach z właścicielami firm rodzinnych i prywatnych z Niemiec i Polski.

Instytut Biznesu Rodzinnego (IBR), pod kierunkiem dr Adrianny Lewandowskiej, doświadczonego doradcy ds. strategii i sukcesji, w ciągu ostatnich tygodni rozprzestrzeniania się koronawirusa i światowej pandemii, podjął się zadania rzetelnego zdiagnozowania problemów i obaw właścicieli firm rodzinnych oraz opracowania rekomendacji, które mogą być użyteczne dla rodzinnych biznesów. – Rzetelne podejście do diagnozy sytuacji wymaga, by pomyśleć po pierwsze o tym, co można zrobić na rzecz firm rodzinnych, by systemowo wzmocnić sytuację, a po drugie by odpowiedzieć sobie również na pytanie, co właściciele firm rodzinnych mogą czy powinni zrobić, by poprawić swoją sytuację – mówi dr Adrianna Lewandowska.

W obszarze wsparcia zewnętrznego dla firm rodzinnych Instytut Biznesu Rodzinnego pozostaje w dialogu z partnerem zagranicznym, organizacją European Family Businesses (EFB), która zajmując się lobbowaniem na rzecz firm rodzinnych w Parlamencie Europejskim przygotowała oficjalne stanowisko i zalecenia w sprawie COVID-19, które mają na celu pomóc firmom rodzinnym, nie tylko przetrwać obecną pandemię, ale również wystosowała szereg postulatów, wymagających pilnej interwencji Parlamentu Europejskiego w koordynacji z państwami członkowskimi, by przywrócić maksymalnie efektywne funkcjonowanie firm rodzinnych w krajach (szczegóły w zakresie tych prac opublikowane zostaną jeszcze w tym tygodniu).

W obszarze zwiększania efektywności wewnętrznej, warto przeanalizować systemowe podejście do zarządzania firmą rodzinną. W ciągu ostatnich tygodni Instytut Biznesu Rodzinnego, a także eksperci z partnerskiej sieci w Niemczech analizujący sytuację w rodzinnych firmach w całej Europie, przeprowadzili łącznie setki rozmów z właścicielami firm, którzy są bardzo świadomi tego, że obecny stan wymaga zdecydowanej reakcji.

– W sytuacji, gdy krzyżują się tak naprawdę dwie logiki: ta, która nakazuje zwiększanie dystansu, zachowanie bezpieczeństwa, ochronę zdrowia, bliskich i ta, która logicznie każe wskazywać na konsekwencję przestojów, zamkniętych firm, przedłużającego się oczekiwania na zmianę, stajemy przed wyzwaniem bardzo interdyscyplinarnego spojrzenia na sytuację. Kompleksowość zarządzania zrobiła się wielowymiarowa, jak chyba nigdy do tej pory. Sytuacja zrobiła się tak trudna, że to, co dziś aktualne, jutro już aktualne nie jest. Jednak mimo to, zebraliśmy dla przedsiębiorców kilka myśli, dzieląc się również doświadczeniem naszych przyjaciół z Niemiec, m.in. prof. Petera Maya i prof. Sabine Rau, które, jak ufamy, okażą się przydatne w zarządzaniu firmą rodzinną – dodaje dr Adrianna Lewandowska

Realistyczny optymizm – punktem wyjścia dla biznesu

Zacznijmy od tego, że sama koncentracja na trudnościach nie wystarczy. Nie pomagają nagłówki tytułów wieszczących, że większości firm rodzinnych nie będzie, że jak państwo nie pomoże teraz, to za chwilę nie będzie komu pomagać. Truizmem jest twierdzenie, że sytuacja jest wyjątkowo trudna. Jednak nieustanne podkreślanie dramatyzmu, to droga donikąd.

Warto przytoczyć przykład najczęściej tytułowanego w historii US Navy admirała Jamesa Stockdale – (odznaczony m.in. „Medal of Honor”), który pytany o to, jak przetrwać w ekstremalnych okolicznościach, wskazał na tzw. realistyczny optymizm, który pozwala z jednej strony zachować wiarę w nadejście lepszego jutra i jednocześnie podejmować niezbędne, niezwykle trudne decyzje oparte o realistyczną ocenę aktualnej sytuacji. Na realistyczny optymizm wpływają dwie składowe:

  • Realizm – „The discipline to confront the brutal facts of your current realities” – konieczność zderzenia się z „brutalnymi faktami”, których ignorowanie może doprowadzić do szybkiej i nieuchronnej zagłady. Przyjęcia działań, które są niezbędne do przeżycia i zachowania sił do dalszej walki.
  • Optymizm – „Retain faith that you will prevail, regardless of difficulties” – zachowanie wiary w odzyskanie wolności i ostateczne zwycięstwo. Podniesienie się z kryzysu, przebudowanie możliwości działania, poszukiwanie nowych szans niezbędnych do realizacji śmiałej wizji lepszej przyszłości.

Ten realistyczny optymizm jest szczególnie teraz niezwykle potrzebny. Firmy rodzinne z racji swojej filozofii działania i wartości, na których się opierają, tworzą przedsięwzięcia biznesowe na pokolenia. Długowieczność jest rytmem, w którym realizują swoje zadania. Prowadząc biznes rodzinny, jej właściciele mają zawsze przed sobą jeden, główny i zasadniczy cel – trwałość firmy przez lata, gdyż budują ten biznes na pokolenia. Temu celowi są zazwyczaj podporządkowane wszystkie decyzje strategiczne. Może się zmieniać profil działania, model biznesowy, forma aktywności, a nawet portfel spółek, ale ten jeden cel zasadniczy ciągle trwa. W bardzo wielu firmach rodzinnych jest tak również dzisiaj.

– Dziś przyszło się zatrzymać, by pomyśleć mocniej niż dotychczas o teraźniejszości. Kryzysy są immanentną cechą gospodarki, nieczęsto jednak pojawiają się Czarne Łabędzie. Te zmieniają obraz mocno i nie można kreślić scenariuszy przyszłości, bo żaden z nich nie będzie trafiony. Przyszłość jest nieznana, jednak są pewne zasady, o których warto pamiętać, bo te są wspólne dla firm, które przechodzą turbulencje i wychodzą z nich mocniejsze – mówi dr Adrianna Lewandowska.

Kryzys jest immanentną cechą gospodarki. COVID-19 to jednak Czarny Łabędź.

Czarnych Łabędzi, czyli wydarzeń, które spadają na nas nagle i odciskają ogromne piętno na naszym życiu, było w ostatnich 100 latach co najmniej kilka. Należą do nich wybuch I wojny światowej, dojście Hitlera do władzy, zamachy z 11 września czy upadek Lehman Brothers. Do tej niechlubnej listy dołączy niewątpliwie koronawirus. Takie kryzysy bardzo zmieniają obraz i trudno jest przewidywać, co będzie, gdy miną. Zadaniem rodziny właścicielskiej, a przede wszystkim właściciela firmy polega na nabieraniu odporności. Ciągłym.

Rys. 1. Cykl nabierania odporności w firmie rodzinnej1_Cykl_nabierania_odporności_Firmy

4 sposoby reagowania firm prywatnych na koronawirusa

W Polsce i Niemczech na co dzień obserwujemy różne reakcje właścicieli firm w czasie panującej pandemii. Abstrahując od polityki, rekomendacji rządowych czy nawet zakazów prowadzenia określonej formy działalności w czasie COVID-19, można wyodrębnić 4 najczęściej spotykane reakcje właścicieli firm na obecną sytuację.

Aktywna reakcja to plan wyjścia z sytuacji najczęściej firm małych i działających w skali mikro. Na profesjonalnej reakcji, wskazującej na duże doświadczenie zarządcze, są firmy nieposiadające czynnika rodzinności. Tak zachowują się, czy powinny się zachowywać, wszystkie korporacje. Jednak firmy rodzinne, które myślą wciąż o zachowaniu długowieczności, nie zatrzymują się na podejściu profesjonalnym. Idą krok dalej w kierunku podejścia systemowego.

Rys. 2. Reakcje właścicieli firm w czasie pandemii.2_Reakcje_właścicieli_firm_w_czasach_pandemii

Aby wygrać z kryzysem należy działać systemowo – sześć najważniejszych obszarów

Większość rekomendacji, które można znaleźć obecnie w dyskursie publicznym w zakresie wychodzenia z trudnej sytuacji, skupia się na obszarze stricte biznesowym. To dość oczywiste biorąc pod uwagę, jak mocno większość firm narażona jest na utratę płynności finansowej. Gdy się ją traci, cała reszta jest już konsekwencją. Jednakże analizy wskazujące na to, co oprócz samego wątku biznesowego pozwala rodzinom biznesowym przezwyciężać najtrudniejsze kryzysy i budować swoje firmy na pokolenia, każe spojrzeć na firmę rodzinną bardziej systemowo.

Rys. 3. Sześć obszarów działania systemowego w firmie rodzinnej.3_obszary_działania_sytemowego_w_FR

  1. Firma w kontekście rynkowym

Pierwszy obszar, który powinien zostać poddany analizie, to kontekst stricte firmowy. Mimo iż większość poniższych powinno podlegać bieżącej i ciągłej diagnozie, jednak często nie ma w firmach wdrożonego controllingu zarządczego, czy planowania scenariuszowego, które w tej chwili staje się niezbędne. Analizę systemową warto więc rozpocząć diagnozą sytuacji firmowej.

Najważniejsze pytania, na które bezwzględnie powinien znać odpowiedź właściciel firmy

  1. Z jakim spadkiem przychodów musimy się liczyć w najbliższych 1, 2, 3, 6 miesiącach?
  2. Czy mamy opracowane różne scenariusze?
  3. Czy mamy płynność finansową, aby przejść ten kryzys? Czy ją monitorujemy wystarczająco szczegółowo?
  4. Czy grozi nam wypowiedzenie jakiś linii kredytowych? Jeśli tak, jak możemy temu zapobiec?
  5. Które koszty możemy zredukować, jednak tak, by nie naruszyć naszych wartości i zachowywać się etycznie?
  6. Którzy dostawcy będą mieli dłuższe problemy z dostarczaniem towaru do nas?
  7. Którzy klienci mogą mieć trudności i jakie to będzie miało konsekwencje dla nas?
  8. Czy mamy jakieś alternatywne rynki zbytu? Czy możemy zdefiniować nowe segmenty docelowe?
  9. Czy możemy wykorzystać ten kryzys do nauki? Jakiej?
  10. Jakie nowe idee możemy wprowadzić, by wykorzystać czas, jaki mamy?

 

  1. Kontekst indywidualny właściciela

Mówiąc o firmie rodzinnej, system rozszerza się na właścicieli firmy. Nie chodzi więc wyłącznie o „uzdrowienie” firmy, ale również o sprawdzenie, jakie jest indywidualne położenie poszczególnych członków rodziny właścicielskiej. Być może to również obszar wymagający wsparcia.

  • Kto z naszej rodziny nuklearnej (lub rozszerzonej) zagrożony jest personalnie najbardziej: zdrowotnie, ekonomicznie, emocjonalnie, społecznie?
  • Kto ze względu na swoje obowiązki pełnione w firmie potrzebuje szczególnego wsparcia? Jakiego? Kto może mu takiego wsparcia udzielić?
  • Co każdy z nas może zrobić, by przyczynić się do przezwyciężenia kryzysu? Jak możemy określić nasze indywidualne role? Zadania?
  • Jak wygląda mój osobisty stan finansowy na chwilę obecną? Od kiedy mogłyby zacząć się moje osobiste finansowe problemy spowodowane tym, że nie będę w stanie spłacić bieżących zobowiązań? Jakie mogę podjąć środki prewencyjne, by to się nie stało?
  1. Kontekst rodziny właścicielskiej

Najważniejszą siłą (a czasem największą słabością) może być rodzina stojąca za danym biznesem. Z badań prowadzonych przez Instytut Biznesu Rodzinnego wiemy, że istnieje bezpośredni związek między silnymi rodzinami biznesowymi, w których pielęgnowane są więzi, relacje, wzajemny dialog a efektywnością biznesową. Ważne jest więc w analizie systemowej firmy rodzinnej spojrzeć na obszar samej rodziny właścicielskiej.

  • Jak możemy zapewnić wymagany w chwili obecnej dystans (w spotkaniach), a jednocześnie dać naszej rodzinie poczucie, że wszyscy jesteśmy ze sobą emocjonalnie blisko?
  • Jak zapewniamy komunikację w naszej rodzinnej? Na co dzień, na niedziele, na czas świąt?
  • Jak możemy mimo dystansu wzmacniać więzi rodzinne? Dbać o relacje?
  • Jak możemy jako rodzina aktywnie wspierać innych, dalszych członków naszej rodziny (zakupy, apteka, ew. wizyty u lekarza itp.)?
  • Kto z dalszej rodziny może potrzebować naszej pomocy?
  • Jak organizujemy nasze codzienne życie, aby nie dopuścić do pojawienia się stresu i lęku lub, gdy ten się pojawi, by go zminimalizować (np. przez wprowadzenie codziennych, małych rutyn, rozdzielanie zadań, wspólne odtwarzanie muzyki, czytanie wnukom via skype, wspólne oglądanie filmów, wspólną modlitwę, medytację, rozmowy itp.)?
  1. Kontekst przywództwa

Sytuacje takie jak ta, wymagają dobrego przywództwa. Opartego na transparentnych zasadach, jasnym przekazie, a także bliskości z pracownikami, którzy również przeżywają swoje niepokoje czy lęki. Decyzje, które zapadają, wpływają na kulturę organizacyjną, której kształt się weryfikuje właśnie w czasach próby. I co ważniejsze, teraz podejmowane decyzje, to, czy opierają się na wartościach, a także sposób ich komunikowania, a pozostaną na długo w DNA firm.

  • Czy pomimo dystansu społecznego, który musimy zachowywać w czasie epidemii, potrafimy dobrze i skutecznie wykonywać zadania związane z zarządzaniem?
  • Czy wdrożyliśmy wszystkie możliwe dla firmy warianty cyfrowe, abyśmy mogli nadal prowadzić firmę (zarządzanie z domu, praca zdalna, ochrona danych, spotkania online, rzeczywistość wirtualna itp.)?
  • W jaki sposób zapewniamy, by podejmowane, niezbędne działania, które niwelują skutki kryzysu były zgodnie z naszymi wartościami?
  • W jaki sposób promujemy zachowania prozespołowe, „solidarnościowe” na rzecz naszych pracowników?
  • Jak dbamy o komunikację z pracownikami, którzy również mogą odczuwać strach i lęk?
  • Jak zarządzamy tymi emocjami? Jak je niwelujemy?
  1. Kontekst majątku

Sytuacja taka jak ta, wymaga, by rodzina właścicielska przyjrzała się również swojemu stanowi posiadania. Z perspektywy rodziny, nie firmy. Gdyby trzeba było realizować najtrudniejsze firmowo scenariusze, jak jesteśmy przygotowani jako osoby fizyczne na trudny czas. Jak ewentualna restrukturyzacja albo zgłoszenie upadłości mogłoby wpłynąć na majątki osobiste. Taka analiza również jest niezbędna do przeprowadzenia.

  • Jaka jest nasza obecna sytuacja majątkowa? Czy któryś z członków rodziny ma trudniejszą sytuację finansową? Czy wynika ona z obecnej sytuacji?
  • Czy mamy wyznaczone osoby z rodziny, które dywersyfikują nasz majątek? Analizują sytuację gospodarczą i szukają wariantów na zachowanie bezpieczeństwa finansowego naszej rodziny?
  • Czy podział obowiązków w zakresie zarządzania majątkiem rodzinnym jest dokonany i zaakceptowany? Czy wprowadzono Konstytucję rodzinną / Ład rodzinny, który określa reguły związane z zarzadzaniem majątkiem?
  • Czy osoby pracujące na rzecz rozwoju majątku są w stanie obecnie pracować?
  • Czy nasz ład korporacyjny jest odpowiednio opracowany i działa na czas kryzysu? Czy mamy zapewnione kanały komunikacji między radą nadzorczą a zarządem?
  • Jak informujemy nieaktywnych członków rodziny o potencjalnych trudnościach finansowych?
  • Czy kryzys jest dla nas jakąś szansą? Jeśli tak, czy możemy go wykorzystać (dezinwestycja, inwestycje)?
  1. Kontekst otoczenia

Środowisko firm rodzinnych jednoznacznie ocenia, że tarcza antykryzysowa nie jest wystarczająco skuteczna, tym bardziej dlatego, że nie obejmuje średnich i dużych firm. Warto jednak przeanalizować wszelkie możliwe opcje i na bieżąco śledzić sytuację. I odwrotnie przeanalizować, gdzie jako firma możemy się włączyć i jakie inicjatywy wesprzeć.

  • Jakie wsparcie rządowe jest dostępne dla poszczególnych oddziałów naszej firmy?
  • Czy mamy prawników, z którymi możemy rozmawiać o korzystnych dla naszej firmy, dostępnych rozwiązaniach? Czy wiemy, skąd możemy czerpać inspiracje na temat możliwych rozwiązań?
  • Jakie dodatkowe zadania może podjąć teraz nasza firma na rzecz wspólnego dobra? Ochrony zdrowia? Produkcji środków potrzebnych do walki ze skutkami epidemii?
  • Jak możemy zaangażować się społecznie? Czy są akcje społeczne, które wpisują się w nasze wartości i w które chcielibyśmy / moglibyśmy się zaangażować? Czy może sami będziemy inicjatorami jakiś potrzebnych społecznie działań?

– Reasumując: działając systemowo, zwiększamy uważność na każdą integralną część systemu rodzinnej firmy! To właśnie ta integralność, spójność i wierność wartościom, które ważne są dla systemów: rodziny, indywidualnego podejścia każdego z właścicieli, przywództwa w firmie, zarządzania firmą w kontekście decyzji rynkowych oraz majątku, stanowi o potencjale firmy nie tylko na przetrwanie kryzysu, ale na to, co jest immanentną cechą firm rodzinnych, czyli dążenie do wielopokoleniowości.

Wielu doświadczonych ekspertów ze wszystkich branż uruchomiło dedykowane wsparciu przedsiębiorcom linie telefoniczne, także Instytut Biznesu Rodzinnego. Przestawiliśmy się z wyjazdów na telekonferencje, bo cały czas jest w nas wiara, że ten czas można wykorzystać twórczo, najpierw na pewne wyjście z kryzysu, z horyzontem dalszego długodystansowego marszu – dodaje dr Adrianna Lewandowska, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego

Rozszerzona rzeczywistość pomoże w walce z COVID–19

Kwestia ochrony pracowników służby zdrowia stała się kluczowym elementem w walce z koronawirusem. Zarażenie jednego pracownika ochrony zdrowia doprowadza do wyłączenia całych oddziałów szpitalnych. W odpowiedzi na obecną sytuację spółka Holo4Labs opracowała, wykorzystujące rozszerzoną rzeczywistość (Augumented Reality), oprogramowanie Holo4Triage. Nowy produkt zmniejszy ryzyko zakażenia się wirusem chroniąc w ten sposób kluczowy personel medyczny oraz przyspieszy proces diagnozy.

Technologia Rozszerzonej Rzeczywistości (AR), poprzez połączenie możliwości gogli Microsoft HoloLens drugiej generacji z oprogramowaniem Holo4Triage, usprawni przeprowadzenie wywiadu medycznego oraz zmniejszy ryzyko zarażenia personelu będącego na pierwszej linii ognia w walce z COVID–19. Lekarz lub inny wykfalifikowany pracownik ochrony zdrowia zakładając gogle może przeprowadzić wywiad, zeskanować dokumentację lub np. dowód osobisty nie dotykając ich czy głosowo wprowadzić do systemu dane o temperaturze i innych objawach pacjenta. Wszystko to z wykorzystaniem bezkontaktowego interfejsu głosowego i innych sensorów wbudowanych w urządzenie.

Rozwiązanie Holo4Triage ma za zadanie pomóc w rejestracji i obsłudze pacjentów podejrzanych o przenoszenie chorób zakaźnych, takich jak rozprzestrzeniający się obecnie koronawirus. System jest przygotowany, żeby wesprzeć mobilność pracowników przede wszystkim w szpitalach i centrach kryzysowych. Jednak korzystać z niego mogą również jednostki policji, straży pożarnej, straży granicznej czy wojska. Rozwiązanie Holo4Triage wykorzysujące gogle HoloLens II od Microsoft uzupełnia aplikacja mobilna dla pacjentów pozwalająca zebrać wywiad czy poinformować osobę będącą na kwarantannie o wynikach przeprowadzonych testów. – To co jeszcze kilka lat temu wydawało się technologią przyszłości, dziś może realnie pomóc nam w ratowaniu życia i ograniczaniu pandemii. Chroniąc personel medyczny chronimy samych siebie, a nowoczesne narzędzia takie jak Holo4Triage są najlepszą formą bezpiecznej diagnozy zapewniając pacjentowi odpowiedni poziom usług oraz zabezpieczając lekarza czy diagnostę przed bezpośrednim narażeniem na dany patogen – podsumowuje Paweł Gawkowski, CEO Holo4Labs. – Holo4Triage to urządzenie do użytku osobistego, nikt go z nikim nie współdzieli, więc nie ma ryzyka przeniesienia infekcji przez proste współużytkowanie klawiatury czy myszy komputerowej przy wprowadzaniu danych – dodaje Gawkowski.

Korzystanie ze zdobyczy najnowszych technologii ma jeszcze jeden pozytywny wymiar. Użycie takiego rozwiązania przez personel medyczny zajmujący się zagrożeniami epidemiologicznymi zmniejsza ich stres, a co za tym idzie, ryzyko błędu, który mógłby wkraść się w trakcie procedury diagnostycznej. Ten psychologiczny aspekt jest szalenie istotny, gdy wprowadza się nowe procedury i gdy personel pracuje pod dużym obciążeniem. Moduł procedur krok–po–kroku pozwala mniej doświadczonym lub przemęczonym pracownikom służby zdrowia na dokładne przejście przez procedury bez pominięcia żadnego elementu. Bardziej doświadczeni diagności mogą dzięki temu skupić się na innych pilnych zadaniach wiedząc, że nad poprawnością procesu czuwa system, który nie pozwala pominąć żadnego kroku.

Oprogramowanie ma także pomagać w szybkiej rejestracji poprzez zrobienie zdjęcia pacjentowi i zeskanowanie dokumentu tożsamości bez konieczności brania go do rąk. Dane te następnie trafią do systemu szpitalnego skracając w ten sposób czas rejestracji pacjenta. Technologia umożliwi także sprawdzanie statusu personelu, obłożenie sal pacjentami czy dostępność aparatu diagnostycznego. Analizując wciąż zmieniającą się sytuację Sztuczna Inteligencja zasugeruje optymalne wykorzystanie zasobów danego oddziału.

Rozwiązanie opracowała doświadczona firma, która od lat pracuje nad oprogramowaniem wykorzystywanym w laboratoriach na całym świecie. Spółka Holo4Labs tworzy zaawansowane interfejsy rozszerzonej rzeczywistości od 2017 roku. Jako część technologicznej grupy kapitałowej TenderHut, spółka korzysta także z potencjału i doświadczeń programistów realizujących projekty informatyczne. W ubiegłym roku Holo4Labs – rozwiązanie dla laboratoriów – uzyskało tytuł Innowacji Roku 2019 podczas prestiżowego konkursu Emerging Europe w Londynie.

Koronawirus a nieruchomości – po okresowym spowolnieniu sytuacja unormuje się

Koronawirus zatrzymał świat i wywołuje zamieszanie na światowych rynkach. Jego wpływ oceniany jest także pod kątem branży nieruchomości, która przez ostatnie lata notowała wyjątkowe wzrosty. Piotr Tarkowski, ekspert rynku nieruchomości uspokaja: „aktualne dane spływające z Azji sugerują, że po okresowym spowolnieniu sytuacja unormuje się, a ceny mieszkań wrócą na dotychczasowe tory.”

 Jak zaznacza Tarkowski, jednoznaczna prognoza sytuacji na rynku nie jest jeszcze możliwa w obecnym momencie (przełom marca i kwietnia). Warto jednak powstrzymać się od emocji, by przeanalizować dotychczasowe kryzysy, z którymi musiała zmierzyć się gospodarka. Dobrze też pamiętać, że rynek nieruchomości jest znacznie bardziej odporny na panikę niż giełda, a nauczony doświadczeniem, na kryzysy nie reaguje gwałtownie.

– Historia największych epidemii XXI wieku pokazuje, że wywołany przez nie gospodarczy szok miał jedynie krótkotrwały charakter, a rynki nieruchomości szybko wracały do równowagi. – argumentuje Piotr Tarkowski – Jak wynika z opracowania Zillow Economic Research już po 9 miesiącach od wybuchu epidemii SARS, wskaźniki zatrudnienia oraz cen nieruchomości w Hong Kongu (kraju, który najmocniej odczuł skutki SARS) wróciły do trendów sprzed kryzysu. Podobny rozwój sytuacji można było zaobserwować w przypadku epidemii MERS oraz wirusa H1N1.

Aktualne dane z Chin, Japonii oraz Korei Południowej pokazują, że sytuacja stabilizuje się. W tym pierwszym państwie, już 9 tygodniu po wybuchu epidemii, rzeczywistość zaczyna się normalizować.

Oznaki poprawy widoczne są także na rynku nieruchomości. – mówi Tarkowski – Jak wynika z opracowania Capital Economics liczba transakcji w największych chińskich miastach sięgnęła już blisko 50% tych zeszłorocznych (dla porównania w połowie lutego obroty stanowiły niespełna 2% tych z 2019 roku). W przypadku Korei Południowej i Japonii, sytuacja prezentuje się podobnie. Po gwałtownym spadku aktywności gospodarczej, obserwujemy pierwsze oznaki normalizacji. Widać ją chociażby w rosnącej liczbie transakcji na rynku nieruchomości.

Wprowadzenie przez polski rząd tzw. tarczy antykryzysowej wiąże się z drukiem pieniędzy, a co za tym idzie – wzrostem inflacji i cen. Narodowy Bank Polski dokonuje skupu obligacji skarbowych od banków komercyjnych. Płaci za nie „wirtualnymi” pieniędzmi, które są generowane w formie cyfrowego zapisu, a następnie trafiają w formie przelewu na rachunek sprzedającego. W Polsce to nowość, choć tego typu operacje już od lat prowadzone są przez banki centralne USA, Japonii czy Strefy Euro.

Jak na razie NBP wykreował w ten sposób nieco ponad 10 miliardów złotych. – mówi Piotr Tarkowski – W relacji do bazy monetarnej krążącej po Polsce jest to relatywnie niewiele, bo ok. 4%. Prawdopodobnie procent ten będzie jeszcze rósł. W tej sytuacji, inflacja jest nieunikniona.

Według wstępnych szacunków, liczba transakcji na polskim rynku nieruchomości w marcu i kwietniu może spaść przynajmniej o połowę. Piotr Tarkowski uważa jednak, że mniejsza liczba kupujących wcale nie musi przełożyć się na obniżenie cen.

Zarówno klienci jak i deweloperzy wstrzymali dalsze decyzje i żadna ze stron nie znajduje się jeszcze pod presją. – mówi Tarkowski. – Analizując lokalne i ogólnopolskie serwisy pod koniec marca, mediana cen mieszkań oferowanych na sprzedaż praktycznie niczym nie różniła się od tej sprzed miesiąca. Obniżek nie widać ani w Warszawie, ani we Wrocławiu, ani w Trójmieście.

Zwraca też uwagę na to, że dalszy rozwój sytuacji zależy przede wszystkim od tego, kiedy gospodarka stanie na nogi.

Po zawierusze, jaka czeka nas w II kwartale, drugie półrocze może zaprowadzić ceny nieruchomości na kolejne wyżyny. – twierdzi Piotr Tarkowski – Przyczynią się do tego miliardy złotych wpompowane na rynek przez NBP oraz rekordowo niskie stopy procentowe. Po ich ostatniej obniżce zdolność kredytowa statystycznej polskiej rodziny zwiększyła się o ok. 15%. Jednocześnie lokaty bankowe i obligacje stały się jeszcze mniej atrakcyjne niż dotychczas.

Zdaniem eksperta najbardziej realny wydaje się scenariusz „węgierski”, który trwa już od kilku lat. Na Węgrzech stopa referencyjna została obniżona do zaledwie 0,5 %, a kredyt na mieszkanie jest powszechnie dostępny. W tej sytuacji ceny nieruchomości wciąż pną się w górę.

Jest więc bardzo prawdopodobne, że część osób, w obliczu taniego kredytu, wysokiej inflacji i braku alternatywy, zainwestuje w nieruchomości. – mówi Piotr Tarkowski

Piotr Tarkowski

Autor, od kilkunastu lat związany z branżą, jest ekspertem rynku nieruchomości miesięcznika Manager. Jego teksty publikowane są również na łamach innych mediów (m.in. Dziennika Gazety Prawnej i Gazety Finansowej).

HR w dobie koronawirusa. Eksperci: Rozmowa zdalna, ale umowa tylko na spotkaniu

Telekonferencje zamiast spotkań służbowych, w tym też z kandydatami ubiegającymi się o pracę. To jedna z rekomendacji Polskiego Forum HR dla swoich członków jeszcze sprzed tzw. narodowej kwarantanny. Jak podkreślają eksperci, rozmowy zdalne stanowią codzienność w wielu rekrutacjach, ale teraz zyskają na popularności. Jednak część naborów obejmuje testy manualne. Epidemia sprawi, że branża poniesie straty, ale w tym momencie trudno oszacować ich skalę. Dziś można spodziewać się za to wydłużenia procesów rekrutacyjnych. A tradycyjnych spotkań nie da się całkowicie wyeliminować, bo są konieczne przy podpisywaniu umów. Branża potrzebuje przyszłościowych zmian.

Jeszcze przed tzw. narodową kwarantanną Polskie Forum HR wydało zalecenia dla swoich członków, tj. największych firm rekrutacyjnych w kraju. Jak informuje Natalia Bogdan, prezes zarządu Jobhouse, zarekomendowano m.in. zastępowanie spotkań służbowych, również z kandydatami, telekonferencjami. Jej zdaniem, w dobie technologii rozmowy online nie odbiegają standardem od tych prowadzonych face to face, a mogą znacznie ograniczyć ryzyko zakażenia koronawirusem. Wprowadzenie ich w każdej firmie wydaje się w obecnej sytuacji konieczne.

– Do tej pory pierwsze kontakty online wynikały przede wszystkim z tego, że kandydat jest dobrem rzadkim i bardzo krótko dostępnym dla agencji. Ponadto aplikujący oczekuje szybkiej odpowiedzi zwrotnej. Musieliśmy dostosować się do jego wymagań i przejść jako branża do takiego sposobu rekrutacji – opisuje Iwona Szmitkowska, prezes Work Service.

Natomiast Ewelina Glińska-Kołodziej, dyrektor operacyjny Trenkwalder, stwierdza, że rozmowy zdalne to już codzienność w wielu rekrutacjach. Pierwszy etap naboru coraz częściej odbywa się telefonicznie lub za pośrednictwem Skype’a. Zdaniem eksperta, taka forma będzie niewątpliwie zyskiwała na popularności. Stanie się tak nie tylko z uwagi na działania prewencyjne w związku z zagrożeniem koronawirusem. To również usprawnienie rekrutacji i oszczędność czasu kandydatów oraz konsultantów.

Z kolei prezes Szmitkowska podkreśla, że są nabory na podstawowe stanowiska, gdzie trzeba sprawdzić zdolności manualne potencjalnego pracownika. Wtedy konieczne jest spotkanie, żeby przeprowadzić testy, najczęściej w zakładzie danej firmy.

– Zdalne rozmowy rekrutacyjne były wybierane dotychczas w określonych sytuacjach. To np. nabór na stanowiska specjalistyczne i managerskie, gdy kandydaci pochodzili z różnych miejsc w Polsce i spoza niej. Ponadto była to forma preferowana przez rodaków pracujących w Wielkiej Brytanii, którzy poszukiwali możliwości powrotu do aktywności zawodowej w ojczyźnie. Większość branży HR jest już przygotowana do takiej formy naboru – informuje Mateusz Żydek, rzecznik prasowy Randstad Polska.

Zdaniem Natalii Bogdan, obecna sytuacja wpłynie na branżę rekrutacyjną i działalność agencji zatrudnienia, a straty będą duże. Szczególnie odczują to firmy, które delegują pracowników za granicę. Ze spadkiem liczby zamówień muszą się też liczyć agencje pracy tymczasowej i podmioty prowadzące rekrutacje, zwłaszcza dla branży transportowej, logistycznej, turystycznej i eksportowej. Ale nie tylko, wiele firm przygotowuje się do restrukturyzacji i cięć kosztów – mnóstwo projektów rekrutacyjnych jest zamrożonych.

– Nigdy nie rekrutujemy dla siebie. Zawsze działamy na zlecenie klienta. Gospodarka spowolniła, to oczywiste, ale nie jest tak, że wszystko stanęło i nic się nie dzieje. W marcu przyjechali pracownicy z Indonezji czy Ukrainy. Rekrutowani są też Polacy w różnych miejscach. Jednak wszystko odbywa się na mniejszą skalę – zaznacza prezes Szmitkowska.

Natomiast Mateusz Żydek podkreśla, że ograniczenie planów rekrutacyjnych w części firm wynika z zaburzenia globalnego łańcucha dostaw, decyzji administracyjnych rządu związanych z rozwojem epidemii oraz niepewnej sytuacji gospodarczej w najbliższych miesiącach. Ale są branże, które zwiększają zapotrzebowanie na pracowników. To m.in. sektor logistyczny, centra dystrybucyjne obsługujące e-commerce oraz firmy produkujące komponenty, które mogą stanowić alternatywę dla towarów dostarczanych z Azji. Tak też jest w przypadku producentów żywności długoterminowej, środków czystości i higieny, branży spirytusowej, handlu, a także firm oraz hurtowni farmaceutycznych. Zdaniem eksperta, ich wzmożone potrzeby w kwestii zatrudnienia nowych kadr mogą pomóc zrównoważyć efekt ograniczenia procesów rekrutacyjnych w innych sektorach.

– Dzisiaj trudno jednak stwierdzić, jak długo potrwa pandemia. Ze względu na tempo rozprzestrzeniania się koronawirusa możemy założyć, że będzie to co najmniej kilka miesięcy. W obecnej sytuacji rozmowy zdalne to konieczność, firmy rekrutacyjne powinny także rozważyć wykonywanie wszystkich obowiązków w ten sposób. Niezależnie od indywidualnych decyzji ws. pracy z domu, pracodawcy powinni przypominać zatrudnionym o konieczności regularnego mycia rąk oraz czyszczenia i wietrzenia pomieszczeń, w których wykonują obowiązki zawodowe – mówi prezes zarządu Jobhouse.

Jak stwierdza Ewelina Glińska-Kołodziej, możemy spodziewać się wydłużenia procesów rekrutacyjnych wymagających zachowania pełnej ostrożności. Z kolei Iwona Szmitkowska zwraca uwagę na obowiązujące prawo. Nawet jeśli rozmowy rekrutacyjne i testy odbędą się na odległość, to i tak nieuniknione jest spotkanie. Przepisy nie pozwalają na podpisanie umów o pracę i umów-zlecenia z cudzoziemcami zdalnie. Prezes Work Service podkreśla, że w przeszłości branża już zgłaszała potrzebę zmian w tym zakresie. Dziś wiele różnych dokumentów można podpisać w ten sposób i są one honorowane, np. w banku. Taka modyfikacja w kontekście pracy tymczasowej czy kodeksu pracy byłaby pozytywnym wynikiem obecnej sytuacji. Ale to już leży w gestii legislatora.

COVID-19 może uczynić pracę zdalną normą

Pandemia koronawirusa może być katalizatorem dla wzrostu liczby osób pracujących zdalnie – wynika z badania przeprowadzonego przez Colliers International na grupie 3000 pracowników biurowych z 25 krajów. Według wstępnych analiz, aż 82% osób chciałoby pracować z domu przez jeden lub więcej dni w tygodniu po wygaśnięciu pandemii COVID-19.

W badaniu „Praca z domu w czasie pandemii COVID-19” międzynarodowa firma doradcza Colliers International zapytała osoby, których profesje wymagają pracy z biura o ich doświadczenia związane z przejściem na pracę zdalną z powodu pandemii koronawirusa (COVID-19).

Wstępne wnioski z badania pokazują, że:

  • 82% respondentów chciałoby pracować zdalnie przez jeden lub więcej dni w tygodniu po wygaśnięciu pandemii COVID-19.
  • 71% osób, które przed pandemią COVID-19 nigdy nie pracowały z domu, chciałoby w przyszłości pracować zdalnie chociaż raz w tygodniu.
  • 53% badanych uważa, że ich produktywność nie zmieniła się z powodu pracy z domu, 24% uważa, że ich produktywność wzrosła, zaś tylko 2% respondentów uważa, że ich produktywność spadła.
  • Największy wzrost produktywności deklarują osoby reprezentujące branże usług finansowych, profesjonalnych i technologii. Największy spadek produktywności deklarują osoby z sektora prawnego, pracownicy oświaty i zatrudnieni w branży badań.
  • 55% badanych uważa, że może wykonać pracę indywidualną, wymagającą koncentracji, lepiej lub o wiele lepiej pracując w domu.
  • 76% respondentów uważa, że mimo pracy zdalnej i fizycznego dystansu, nadal ma dobry kontakt z członkami swojego zespołu. Jednakże 58% twierdzi, że dużo lepiej potrafią współpracować z innymi z biura niż z domu.
Chris McLernon, dyrektor generalny Colliers International w regionie EMEA
Chris McLernon, dyrektor generalny Colliers International w regionie EMEA

Chris McLernon, dyrektor generalny Colliers International w regionie EMEA, komentując badanie, stwierdził, że jego wstępne wyniki wskazują, iż pandemia koronawirusa przyczyni się do zasadniczych zmian w sposobie pracy w przyszłości.

– Właśnie przechodzimy największy w historii test pracy zdalnej. Jego wyniki będą miały znaczący wpływ na to, jak będziemy pracować w przyszłości – mówi Chris McLernon. – Zrozumienie, jak pracownicy postrzegają pracę z domu w tym pełnym wyzwań czasie, jest kluczowe. Badanie przeprowadzone przez zespół Workplace Advisory Colliers International daje nam dostęp do unikalnych, globalnych danych, na podstawie których będziemy mogli przygotować rekomendacje dotyczące krótkoterminowych usprawnień dla tej formy pracy i długoterminowych następstw takiego rozwiązania. Już teraz jest dla nas jasne, że wiele osób akceptuje pracę z domu i w przyszłości chciałoby ją w pewny stopniu kontynuować przez część tygodnia, nawet gdy będą mogły wrócić do biur – dodaje.

Zaproszenie do ankiety

Badanie „Praca z domu w czasie pandemii COVID-19” będzie prowadzone do końca kwietnia, a jego całościowe wyniki zostaną zaprezentowane w pogłębionym raporcie.

Ankieta to pierwsza część wieloetapowego badania Colliers, którego celem jest zrozumienie, jak praca z domu w trakcie pandemii COVID-19 przełoży się na potrzeby związane z przestrzenią biurową w dłuższej perspektywie i jak w krótkim terminie można ją usprawnić.

Jan Jaap Boogaard, szef działu Workplace Advisory Colliers w regionie EMEA
Jan Jaap Boogaard, szef działu Workplace Advisory Colliers w regionie EMEA

– Znaleźliśmy się w sytuacji zarówno wyjątkowej, jak i pełnej wyzwań, która stwarza okazję do przeanalizowania sposobu, w jaki pracujemy. Powinniśmy wykorzystać ją do zbadania, jakie rozwiązania się sprawdzają, a jakie nie i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Właśnie dlatego, prowadzimy badanie dotyczące pracy zdalnej – mówi Jan Jaap Boogaard, szef działu Workplace Advisory Colliers w regionie EMEA. – Już na podstawie pierwszych wyników, mamy kilka ciekawych spostrzeżeń. Większość badanych wskazała, że ich produktywność podczas pracy z domu się nie zmieniła. Ponad 70% osób, które przed COVID-19 nigdy nie pracowały z domu, w przyszłości chciałoby chociaż raz w tygodniu pracować zdalnie. Będzie to miało znaczący wpływ na zapotrzebowanie firm na powierzchnie biurowe – zaznacza.

Otoczenie ma znaczenie

Dane ze wstępnych wyników badania wskazują na chęć kontynuacji elastycznej pracy w pewnym zakresie po wygaśnięciu pandemii COVID-19. W sumie 49% respondentów chciałoby w ciągu tygodnia pracować od jednego do dwóch dni zdalnie, podczas gdy 32% badanych chciałoby pracować zdalnie przez trzy lub więcej dni, a 19% chciałoby pracować zdalnie krócej niż jeden dzień.

Znaczną różnicę preferencji widać między osobami, które dopiero w ostatnim czasie zaczęły pracę z domu, a osobami, które już wcześniej pracowały przez kilka tygodni z domu. Wśród tych respondentów, którzy już od czterech tygodni pracują w domu z powodu COVID-19, tylko 7% chciało wrócić do codziennej pracy z biura po wygaśnięciu pandemii. W przypadku osób, które dopiero od tygodnia pracują z domu, 22% chciałoby pracować w biurze przez cały tydzień po wygaśnięciu COVID-19.

Badanie wykazało również, że doświadczenia związane z pracą z domu różniły się w zależności od tego, czy dana osoba ma w domu dzieci czy współlokatorów. 33% respondentów stwierdziło, że w trakcie pracy z domu są bardziej rozproszeni, a jako główną przyczynę tego stanu podawali dzieci, następnie innych domowników i zwierzęta. Osoby mieszkające same i te, które mieszkają z małżonkiem lub partnerem wykazywały najniższy spadek produktywności.

Respondenci najczęściej pracują w specjalnie przeznaczonych do tego pomieszczeniach (39%), następnie w salonach (32%), sypialniach (17%) i kuchniach (15%). Większość osób mieszkających samotnie na miejsce pracy wybiera salon, natomiast większość osób posiadających dzieci pracuje w specjalnie przeznaczonym do tego pokoju.

Wstępne wyniki badania wykazały również, że osoby, które mieszkają ze współlokatorami częściej niż osoby mieszkające samotnie, z dziećmi czy z małżonkiem lub partnerem, chciałyby pracować z biura po wygaśnięciu pandemii COVID-19.