Ceny złota najwyższe od sześciu lat. Im większy kryzys w gospodarce, tym większy popyt na ten surowiec

Od połowy 2018 roku zarówno ceny kontraktów terminowych na złoto, jak i samego złota pną się w górę i teraz są najwyższe od ponad sześciu lat. Jedne i drugie od początku roku wzrosły już dwucyfrowo, a jednak zdaniem analityków wciąż mają przed sobą perspektywy wzrostu. To wina ucieczki inwestorów do bezpiecznych przystani i spodziewanego po programach pomocowych banków centralnych dla gospodarek wzrostu inflacji.

 Dalsze zwyżki notowań złota są prawdopodobne, głównie ze względu na prognozowane trudności globalnej gospodarki w bieżącym roku. W okresie recesji złoto może być jedną z najbardziej atrakcyjnych form lokowania kapitału – mówi Paweł Grubiak, prezes zarządu i doradca inwestycyjny w Superfund TFI. – W ostatnich tygodniach na szerokim rynku finansowym zmienność była podwyższona, a złoto nie było wyjątkiem. Wahania notowań kruszcu wynikały z wielu czynników, w tym głównie z dynamicznie zmieniającej się wartości amerykańskiego dolara. Gdy ten silnie zyskiwał na wartości, notowania złota kierowały się w dół.

Jednak korelacja ta przestała mieć znaczenie, gdy inwestorzy jak zwykle w czasach niepewności zaczęli kierować swoje pieniądze w stronę aktywów uważanych za pewne w kryzysie, takich jak frank szwajcarski czy właśnie złoto. W ostatnich dniach ceny kruszcu rosły, pomimo że zyskiwał także dolar, co świadczy o apetycie inwestorów na zakup kruszcu. Hossa na rynku złota trwa już prawie dwa lata. Od sierpnia 2018 roku do teraz jego ceny wzrosły o ponad 45 proc. i w ostatnich dniach przekroczyły poziom 1770 dol.

– Popyt na złoto wynika m.in. ze wspomnianego statusu tego kruszcu jako bezpiecznej przystani na rynkach finansowych. Złoto jest negatywnie skorelowane z notowaniami głównych indeksów giełdowych, a dodatkowo jest traktowane jako jedno z lepszych zabezpieczeń przed inflacją – tłumaczy Paweł Grubiak. – Ponadto warto mieć na uwadze psychologiczną rolę złota. To symbol bogactwa, statusu i bezpieczeństwa już od tysiącleci. Złoto jest uniwersalnym, jednolitym środkiem przechowywania wartości, z łatwością można je przechowywać w formie fizycznej przez wiele lat. Na tle innych surowców jest w mniejszym stopniu traktowane jako surowiec przemysłowy, a w większym jako surowiec inwestycyjny.

Jego zdaniem mimo wahań cen wyraźny ruch w górę po raz pierwszy od dłuższego czasu tworzy okazję do kontynuacji trendu wzrostowego. Na razie na rynkach finansowych nastąpiła poprawa nastrojów i odreagowanie na rynkach akcji. Jednak efekty kwarantanny dla całej globalnej gospodarki będą szacowane z opóźnieniem i pesymizm związany z recesją dopiero może się na rynku pojawić. A jeśli notowania głównych indeksów akcyjnych z powrotem skierują się w dół, to stworzą bardzo dobrą okazję do zwyżek cen złota. Niepokój ekonomistów musi też budzić przewidywany wzrost inflacji po tym, gdy banki centralne zwiększyły płynność banków komercyjnych i firm na wielobilionową skalę..

Niedawne zamknięcie rafinerii złota w Szwajcarii zrodziło pytania o dostępność złota fizycznego na globalnym rynku. Jednak rafinerie powoli wracają do działalności operacyjnej, a przestój prawdopodobnie jest jedynie tymczasowy – uspokaja prezes Superfund TFI. – Na razie nie ma istotnego zagrożenia tym, że złota na globalnym rynku zabraknie, ale jeśli będziemy mieli do czynienia z dotkliwą recesją w światowej gospodarce, to należy liczyć się z tym, że popyt na ten kruszec może istotnie wywindować ceny.

Co dziesiąty Polak w związku z koronawirusem bardziej martwi się o swoje finanse niż zdrowie. Co czwarty już stracił część lub całość dochodów

W wyniku pandemii koronawirusa co czwarty Polak już stracił pracę lub część wynagrodzenia. Wśród zatrudnionych na niepełny wymiar czasu, na umowę-zlecenie czy o dzieło problem dotyczy 64 proc. ankietowanych – wynika z badania BIG InfoMonitor. Jednocześnie tylko część ma poduszkę finansową, która umożliwia im przetrwanie do trzech miesięcy. Dlatego też połowa Polaków zamierza oszczędzać na wydatkach, także tych podstawowych.

– Spytaliśmy Polaków, czego obawiają się w okresie pandemii – czy bardziej o zdrowie, czy o swoje finanse. Okazało się, że co 10. bardziej boi się o to, że nie będzie miał za chwilę z czego żyć, niż o to, że się zarazi. Niemal połowa obawia się na równi problemów zdrowotnych i finansowych – mówi agencji Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspertka Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Z badania 4P przeprowadzonego pod koniec marca dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że koronawirus ma poważne konsekwencje dla naszych finansów. Blisko 40 proc. pracodawców przyznaje, że bierze pod uwagę zwolnienie lub ograniczenie pensji pracowników. Co szósty badany sygnalizował, że jego dochody już stopniały, a 7 proc. już straciło źródło utrzymania. Na problemy z utratą części lub całości dochodów skarżą się przede wszystkim zatrudnieni na umowę-zlecenie i o dzieło (64 proc.) oraz prowadzący działalność gospodarczą (75 proc.).

– Polacy już sygnalizują, że są zwalniani z pracy, niemal 20 proc. badanych mówiło o ograniczeniu obowiązków zawodowych, co przełożyło się na spadek wynagrodzenia. Nie są to opowieści bezpodstawne, bo przedsiębiorcy pytani o to, jak reagują na to, co się dzieje teraz w gospodarce, odpowiadają, że w tym roku – jeśli nie w tej chwili, to za chwilę – będą ograniczać wynagrodzenia, nie będą wypłacać pensji – podkreśla Halina Kochalska.

Największe obawy towarzyszą osobom, które nie mają odłożonych żadnych pieniędzy. Prawie co piąty badany podkreśla, że starczy mu oszczędności na kolejny miesiąc lub maksymalnie dwa. 15 proc. ankietowanych jest w stanie przeżyć do trzech miesięcy, a kolejne 10 proc. – do pół roku.

– Niewielkie oszczędności mają głównie pracownicy na umowach cywilnoprawnych, w większości zatrudnieni w niepełnym wymiarze godzin oraz, jak wskazują badania, osoby prowadzące działalność gospodarczą. To w tych dwóch grupach problemy finansowe są spotęgowane – wskazuje ekspertka BIG InfoMonitor.

Wśród osób pracujących na umowach cywilnoprawnych 40 proc. widzi przed sobą maksymalnie dwumiesięczne perspektywy. Wśród prowadzących działalność gospodarczą odsetek ten wynosi 30 proc.

Utrata lub ograniczenie dochodów sprawiły, że Polacy planują oszczędności. Pod koniec marca 30 proc. planowało ograniczyć większe wydatki, a 20 proc. chciało ciąć nawet te podstawowe.

– W drugim tygodniu kwietnia plany oszczędzania dotyczące wydatków zadeklarowało aż 60 proc. badanych. Widać, że Polacy zamierzają zacisnąć pasa, bo to, że ograniczenia się skończą, nie oznacza, że wrócimy do stanu, który panował w gospodarce przed ogłoszeniem stanu epidemii. Każdy już się z tym liczy. Jednak nasze ograniczenia wydatków dodatkowo będą napędzały kryzys w gospodarce, bo ona żywi się właśnie naszymi zakupami – zauważa Halina Kochalska.

Większość Polaków deklaruje, że mimo problemów finansowych nie zamierza przekładać żadnych zobowiązań finansowych na później. Jeśli jednak sytuacja miałaby ich do tego zmusić, co 10. wskazuje, że odłoży w czasie raty kredytów konsumpcyjnych, czynsz lub podatki.

– Najwięcej osób pomyślało o przełożeniu na później rat kredytów konsumpcyjnych. Jest to dobra opcja, bo banki oferują wakacje kredytowe. Zaznaczyłabym tu jedynie, by skorzystać z tych wakacji, zanim zaczniemy opóźniać spłaty rat, bo w przeciwnym razie to utrudnia rozmowę z bankiem – przypomina ekspertka.

Z danych BIG InfoMonitor oraz BIK wynika, że jeszcze przed wybuchem pandemii kłopoty z terminowym spłacaniem zobowiązań miało 2,8 mln osób, a ich łączne zaległości sięgały 79 mld zł.

200 mln zł dla naukowców i start-upów walczących z koronawirusem w ramach konkursu Szybka Ścieżka. Na wsparcie wciąż mogą liczyć także inne, innowacyjne branże

Tylko w tym roku Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach konkursu Szybka Ścieżka przeznaczy na wsparcie projektów z branży technologicznej 2,5 mld zł wsparcia. W odpowiedzi na pandemię koronawirusa NCBR uruchomiło program grantowy poświęcony projektom skupionym wokół diagnostyki, profilaktyki oraz leczenia COVID-19. Wielomilionowe granty ze strony podmiotów publicznych i prywatnych pozwolą zaistnieć na rynku najbardziej innowacyjnym start-upom, m.in. z branży kosmicznej czy tym wyspecjalizowanym w dostarczaniu narzędzi do walki z koronawirusem.

W odpowiedzi na pandemię koronawirusa Narodowe Centrum Badań i Rozwoju uruchomiło program grantowy poświęcony projektom skupionym wokół diagnostyki, profilaktyki oraz leczenia COVID-19. W ramach Szybkiej Ścieżki „Koronawirusy” NCBR przeznaczy na rzecz naukowców, przedsiębiorców i diagnostów 200 mln zł z Funduszy Europejskich. Wnioski będzie można składać od 6 maja 2020 r.

Do walki z koronawirusem włączył się m.in. polski start-up DataWalk wyspecjalizowany w programowaniu systemów sztucznej inteligencji. Firma planuje wdrożyć do użytku platformę analityczną, która ułatwi śledzenie rozwoju pandemii czy identyfikowanie supernosicieli. Start-up Talkie.ai zaprojektował bota obsługującego infolinię koronawirusową. Platforma wykorzystuje systemy sztucznej inteligencji w procesie rozpoznawania i analizy mowy, a następnie udziela telefonującym informacji na podstawie oficjalnych komunikatów NFZ.

Programy grantowe skierowane do start-upów walczących z pandemią nie wpłyną jednak na finansowanie innowacji z innych sektorów gospodarki. Środki na ich wsparcie będą pochodzić z innych, celowych programów wsparcia. 140 mln zł trafi do 15 projektów z branży kosmicznej.

– W technologiach kosmicznych mamy przykład, jak futurystyczna dziedzina generuje coraz ciekawsze pomysły. Dedykowana dla przemysłu kosmicznego Szybka Ścieżka zaowocowała dużym wskaźnikiem efektywności składanych wniosków do uzyskanych grantów – praktycznie co drugi uzyskał dofinansowanie. Wyższa jest również dojrzałość projektów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Polska zajmuje obecnie odległe, 39. miejsce w rankingu 127 najbardziej innowacyjnych państw opracowanym przez ekspertów z Global Innovation Index. Pozostajemy w ogonie Europy, we wspomnianym rankingu wyżej uplasowały się m.in. Czechy, Estonia czy Słowacja. Wyspecjalizowanie programów badawczo-rozwojowych może pomóc rodzimym start-upom wybić się na arenie międzynarodowej. Tu NCBR liczy przede wszystkim na nowe, ekologiczne technologie.

– Poza wspomnianymi inwestycjami zachęcam do inwestowania w przemysł 4.0. W Polsce będzie budowana sieć 5G, która sama w sobie nie jest procesem innowacyjnym, ale jej wykorzystanie będzie stanowiło innowację. I tutaj jest przemysł 4.0 i wszelkie pomysły związane z Big Data, internetem rzeczy, cyfryzacją – wymienia Wojciech Kamieniecki. – Bardzo mocno chcemy postawić na ochronę środowiska, na gospodarkę w systemie zamkniętym. I tutaj też mamy kilka pomysłów, które chcemy ogłosić w najbliższych miesiącach, związanych czy to z modernizacją obecnych budynków, zasobów mieszkaniowych, czy szkół do klasy energetycznej plus. Te rozwiązania zapewnią i lepszą izolację, i lokalne źródła zasilania w energię, ale opartą na OZE, na nieemisyjnych środkach wytwarzania energii. 

Rynek przymyka oko na słabe dane, waluty emerging markets odżywają

Ostatnie niepokojące informacje z globalnej gospodarki nie przełożyły się na pogorszenie rynkowego sentymentu.

W ostatnich dniach dobrze radziły sobie zarówno indeksy giełdowe jak i inne aktywa postrzegane jako ryzykowne. Ich zwyżki były wspierane przez informacje o kolejnych działaniach decydentów. Rezerwa Federalna ogłosiła kolejny pakiet bezpośrednich pożyczek, które mają na celu wsparcie gospodarki USA. Z kolei Eurogrupa uruchomiła nieco skromniejszą paczkę pomocy fiskalnej – adresowaną szczególnie do państw strefy euro i niejako komplementarną do działań podejmowanych na szczeblu krajowym.

Waluty krajów G10 nie do końca wiedziały, jak reagować na te doniesienia, stąd większość z nich zakończyła tydzień na niemal niezmienionym poziomie. Wyjątek stanowiły waluty, których kurs zależy od zmian cen surowców, jak i waluty emerging markets, które wyraźnie się umocniły. Najlepiej radzącym sobie walutom krajów, w których istotne znaczenie dla gospodarki ma produkcja ropy naftowej, sprzyjała perspektywa porozumienia dotyczącego ograniczenia produkcji tego surowca, a w konsekwencji wzrostu cen ropy.

W najbliższych dniach uwaga rynków skupi się na kilku ważnych kwestiach. Po pierwsze, inwestorzy będą obserwować dane dotyczące liczby zakażeń w Europie, zwracając szczególną uwagę na tempo spadku nowych zakażeń w kolejnych dniach. Po drugie, inwestorzy będą obserwować dane ekonomiczne o wysokiej częstotliwości, czyli przede wszystkim cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych nowych bezrobotnych, ale znaczenie w tym tygodniu będą miały też comiesięczne dane o sprzedaży detalicznej w USA. Dane te pozwolą na dokonanie wstępnej oceny wpływu pandemii na gospodarkę Stanów Zjednoczonych. Istotne będą również informacje ekonomiczne z Chin.

PLN

Polski złoty w ubiegłym tygodniu doświadczył umocnienia po serii spadków, co następowało w kontekście poprawy rynkowego sentymentu. Miniony tydzień przyniósł niespodziewany spadek stóp procentowych w Polsce, jak i informację o “tarczy finansowej”, która ma dostarczyć firmom dodatkową pomoc finansową o wartości 100 mld zł, której większa część ma być bezzwrotna. Działania banku centralnego i rządu oceniamy pozytywnie. W sytuacji, w jakiej znajdują się obecnie zarówno Polska, jak i świat, wszelkie – zwłaszcza bezpośrednie – działania zmierzające do złagodzenia szoku związanego z koronawirusem uznajemy za coś pożądanego. W Polsce działania te są uzasadnione tym bardziej, że kraj ma dobrą sytuację fiskalną.

W najbliższych dniach zachowanie złotego w głównej mierze powinno nadal zależeć od zmian sentymentu. W tym tygodniu poznamy jednak też dane z Polski – a konkretnie marcowe odczyty inflacji. Między innymi w związku ze spadkiem cen ropy naftowej oczekiwany jest spadek dynamiki cen w relacji do lutowych odczytów.

GBP

W tym tygodniu rząd Wielkiej Brytanii ma ogłosić decyzję dotyczącą przedłużenia lockdownu. Z uwagi na brak istotnych publikacji ekonomicznych informacja ta będzie jedną z kwestii, na których w najbliższych dniach skupią się inwestorzy. Pierwsza rewizja środków mających przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się koronawirusa zaplanowana jest na czwartek. Zgodnie z prawem takie rewizje mają odbywać się co trzy tygodnie (począwszy od momentu wprowadzenia lockdownu).

O ile lockdown, póki co, zdaje się do pewnego stopnia działać, to jednak jest zdecydowanie zbyt wcześnie, by móc określić, czy Wielka Brytania ma za sobą szczyt zakażeń koronawirusem. Wydłużenie obecnego lockdownu (prawdopodobnie o kolejne trzy tygodnie) jest niemal pewne. Prawdopodobnie taki scenariusz jest też zawarty w rynkowych wycenach, stąd też w tym tygodniu szterling może podążać za zmianami na parze EUR/USD.

EUR

W ramach programu pomocy fiskalnej kraje UE otrzymają wsparcie rzędu 540 mld EUR (z czego większość trafi do krajów strefy euro). O ile liczba ta sama w sobie sugeruje skromniejsze działania niż te rozważane przez USA, to jednak należy pamiętać, że ta pomoc stanowi jedynie dodatek do działań podejmowanych przez poszczególne państwa, przy wyraźnym wsparciu ze strony EBC. Pojedyncze stany w USA same z siebie nie są w stanie zapewnić zbyt wielkiego wsparcia i muszą polegać praktycznie wyłącznie na programach federalnych. Pozostajemy pod wrażeniem zarówno skali, jak i prędkości, z jaką strefa euro odpowiedziała na pandemię. Spodziewamy się, że prędzej czy później środki podjęte przez blok walutowy przełożą się na aprecjację euro w relacji do dolara amerykańskiego.

USD

W ostatnich dniach Rezerwa Federalna uruchomiła kolejny, ogromny program pomocowy. Nowy pakiet uwzględnia pożyczki dla organów administracji na szczeblu lokalnym i stanowym. Pomoc dla tych podmiotów jest obecnie kluczowa, biorąc pod uwagę spadek wpływów podatkowych i niemożność utrzymywania swoich własnych deficytów.

Jednocześnie cotygodniowe dane o liczbie wniosków o zasiłki dla nowych bezrobotnych – najbardziej bieżący wskaźnik zniszczeń ekonomicznych wywołanych przez pandemię w USA – w dalszym ciągu pokazują, że wzrost liczby osób, które utraciły zatrudnienie rośnie w tempie wyższym, niż zakładają nawet pesymiści. O ile odpowiedź USA z zakresu polityki fiskalnej i monetarnej odpowiada skali problemu, przed którym stoi kraj, o tyle zakładamy, że recesja w gospodarce USA będzie głębsza i potrwa dłużej niż w Europie. W tym kontekście podtrzymujemy też nasze oczekiwania zakładające aprecjację wspólnej europejskiej waluty względem dolara amerykańskiego.

Autor: Enrique Díaz-Alvarez, Ebury

Spokojnie po świętach

Pomimo Świąt Wielkanocnych na rynkach było relatywnie spokojnie. Wygląda na to, że inwestorzy przyzwyczaili się już do nowej rzeczywistości i mamy względną stabilizację.

Rating Polski stabilny

Kolejny przegląd ratingu przez jedną z głównych agencji ratingowych świata zakończył się korzystnie dla Polski. Wiadomo, w normalnych warunkach można by dyskutować, czy patrząc na stabilność naszej gospodarki nota nie jest zbyt niska. Ciężko jest jednak sobie w obecnej sytuacji wyobrazić podniesienie ratingu. Złoty zareagował umocnieniem po tej decyzji, ruch jednak był relatywnie niewielki. Warto zwrócić uwagę, że moment na publikację danych był co najmniej dziwny. To są potencjalnie ważne dla rynków informacje. Ich publikacja w Wielki Piątek, będący w wielu krajach dniem wolnym, w godzinach wieczornych to proszenie się o problem.
Lany poniedziałek dniem pracy na rynkach

Poniedziałek był dniem wolnym w Polsce i wielu innych krajach, jednak nie wszędzie. Rynki w związku z tym pracowały. Pod nieobecność inwestorów z Polski złoty najpierw wyraźnie stracił by w nocy nadrobić cały ten ruch z nawiązką. Euro podrożało z 4,55 zł powyżej 4,57 zł, by spaść do 4,54 zł. Podobnie zachowały się inne waluty za wyjątkiem funta. Tutaj powodem było silne umocnienie się funta względem innych walut, w związku z czym funt po nocnym umocnieniu był wciąż dwa grosze droższy niż w poniedziałkowy poranek. Dzisiaj od rana złoty delikatnie traci.

Porozumienie w sprawie wydobycia ropy

Państwa OPEC+ (czyli Opec oraz kilku innych wydobywców w tym Rosja) porozumiały się, co do obniżenia wydobycia o 10%. Porozumienie dotyczy produkcji od 1 maja, zatem na razie nic się nie zmienia. Komentarze analityków do tej decyzji są mocno rozbieżne. Zgoda jest co do tego, że obniżka była konieczna i wyjątkowo duża. Nie ma natomiast zgody, czy obniżka jest wystarczająca. Nie wiadomo także jak zachowa się rynek. Część analityków mówi o wzroście cen ropy w krótkim okresie nawet o 15 dolarów na baryłce, czyli około 50%. Patrząc jednak na zachowanie rynków nie ma powodów do takiego optymizmu. Pomimo decyzji ropa znów nieznacznie tanieje.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Przedsiębiorca przeciwko epidemii – działania w trakcie kryzysu

Wszechobecna panika i strach przed tym, jak długo będzie trwała obecna sytuacja sprawiły, że przedstawiciele wielu branż stanęli nagle przed wieloma bolesnymi i niewygodnymi decyzjami, patrząc jednocześnie z niepokojem w przyszłość. Jakie kroki podejmują przedsiębiorcy w obliczu chaosu gospodarczego? O strategiach działania w czasie pandemii opowiada Marek Sprengel, prezes firmy Awilux, produkującej okna i drzwi.

Aktualna, trudna sytuacja w Polsce i na świecie wymaga od przedsiębiorców podjęcia takich decyzji strategicznych, których wyniki pozwolą im na przetrwanie kryzysu, jednocześnie zachowując zasady etyki. Firma Awilux, dbając o zabezpieczenie swoich pracowników, utrzymuje produkcję i kontynuuje już rozpoczęte inwestycje, zachowując przy tym wszelkie środki ostrożności. Leszczyński producent okien wspiera i będzie wspierać  swoich partnerów biznesowych – dystrybutorów, zapewniając im narzędzia i rozwiązania wspierające ich funkcjonowanie na rynku w tych trudnych warunkach. W firmie zostały także zawieszone wypłaty wynagrodzeń zarządu oraz wprowadzone ograniczenia inwestycyjne dotyczące nowych realizacji. Awilux przekazał także darowiznę na rzecz Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Lesznie, umożliwiającą zakup nowoczesnego urządzenia do dezynfekcji karetek i sal chorych oraz na środki ochrony osobistej dla personelu medycznego. Jak jeszcze odpowiedzialni przedsiębiorcy powinni postępować w okresie kryzysu?

Za wszelką cenę dbaj o team

Według Marka Sprengela, prezesa firmy Awilux, w pierwszej kolejności należy gruntownie przeanalizować zebrane do tej pory zasoby i rozporządzać nimi w taki sposób, aby mieć na uwadze aktualną działalność, jak i tę, podejmowaną w dalszej perspektywie czasu – w trakcie pandemii, a także po jej zakończeniu. Rozsądnie powinniśmy także gospodarować zasobami ludzkimi – przede wszystkim pozostając fair w stosunku do pracowników. – Jako pracodawca staramy się zapewnić pracownikom to, czego nie zapewnia państwo – czyli stabilność oraz pewność dochodów. Na chwilę obecną wspólnie z zespołem kierowników przyjęliśmy zasadę, że nie będziemy zwalniać naszych wyszkolonych zasobów kadrowych, ale podjęliśmy uzasadnioną spadkiem zamówień i „zamrożeniem” rynków w Luksemburgu czy Belgii decyzję o zmniejszeniu wszystkim wymiaru zatrudnienia do 80% etatu. Nasi pracownicy przyjęli to rozwiązanie ze spokojem i zrozumieniem. To dało nam potwierdzenie tego, że – bez względu na stanowisko – każdy rozumie powagę sytuacji, mając poczucie „grania w jednej drużynie”. Oczywiście mam nadzieję, że już niebawem będziemy mogli wrócić do ustaleń sprzed pandemii – dotyczących pracy i wynagrodzeń. Gdy zachodnie kraje zaczną „rozmrażać” swoje gospodarki, co prawdopodobnie stanie się szybciej niż w Polsce, przed firmami, które kierują część swojej produkcji na eksport, otworzy się szansa na częściowy przynajmniej powrót do wcześniejszych wyników działań – mówi Marek Sprengel.

Jednym z pozytywnych aspektów obecnej sytuacji jest fakt, iż do kraju z zagranicy wróciło wielu fachowców, pracujących wcześniej w Europie Zachodniej. – Zadania, które wykonują, czyli m.in. murowanie, tynkowanie czy prace instalacyjne, są wyjątkowo potrzebne tutaj na miejscu. A z racji poprawy zarobków w Polsce, część z nich najprawdopodobniej rozważy pozostanie w kraju po zakończeniu pandemii – mówi prezes firmy Awilux.

Zagrożona „zamrożona” gospodarka

Co – oprócz drugiej fali epidemii – dodatkowo zagraża przedsiębiorcom w branży budowlanej oraz w branży stolarki otworowej? – Niektórzy przedsiębiorcy w panice znacząco obniżają ceny, rezygnując z własnej marży lub nawet dokładając do sprzedaży. Moim zdaniem, na dłuższą metę nie prowadzi to do niczego dobrego – zapewnia Marek Sprengel.  Dodaje także, że niepokojąca jest również kwestia wydłużania się i niepewności samego procesu „zamrożenia” polskiej gospodarki:  – Choć na przykład branża budowlana reaguje z opóźnieniem na tego typu zmiany, to wydłużający się czas „zamrożenia” i narastająca niepewność konsumentów może doprowadzić do tego, iż potem będzie o wiele ciężej rozruszać gospodarkę. Nawet w Polsce duży udział w rynku ma konsumpcja wewnętrzna, ta inwestycyjna. Do tej pory, dzięki korzystnym kredytom i pewności zatrudnienia, decyzja o budowie domu czy zakupie mieszkania była łatwiejsza i pewniejsza. Teraz ta niepewność może odsuwać decyzje inwestycyjne na dalszy plan.

Światełko w tunelu

Pomimo wielu niesprzyjających czynników, prezes firmy Awilux dostrzega już światełko w tunelu:

Dzięki temu, że społeczeństwa zachodnie lżej przejdą przez aktualny kryzys, a gospodarki tamtych państw ulegną szybszemu rozmrożeniu, dla eksporterów z naszej branży powoli pojawia się nadzieja związana z przywróceniem popytu na produkty na rynkach zagranicznych. Mam również nadzieję, że po okresie epidemii uruchomią się zasoby gotówkowe – podobnie jak to miało miejsce w latach 2008 i 2010 – i zostaną one skierowane na inwestycje. Z naszych obserwacji wynika również, że osoby planujące przed wybuchem epidemii zakup mieszkania, po okresie kwarantanny chętniej rozważą zakup domu lub nieruchomości z ogródkiem – aby na wypadek kolejnego kryzysu korzystać z większej przestrzeni i własnego kawałka zieleni – podsumowuje Marek Sprengel.

Z najnowszych danych wynika, że również polski rząd przedstawił nowe i długo oczekiwania działania w tak zwanej Tarczy kryzysowej 2.0. Jak mówi Marek Sprengel: – Jest to trochę spóźniona decyzja lecz zapewne pozwoli wielu przedsiębiorcom także z naszej branży przetrwać kolejne niepewne tygodnie. Wraz z nowymi informacjami potwierdzającymi już decyzje innych krajów o programach rozmrażania swoich gospodarek zza czarnych chmur widać już fragmenty błękitnego nieba.

W ostatnim czasie przedstawiciele wielu branż musieli podjąć kluczowe decyzje, mające na celu ochronę prowadzonego biznesu przed skutkami gospodarczymi aktualnie panującej epidemii. Pomimo wielu niesprzyjających czynników, prognozy przedstawione przez prezesa firmy Awilux zakładają w dłuższej perspektywie odbudowę tego, co zostało wstrzymane lub zniweczone przez epidemię korona wirusa, tak, by docelowo spróbować wrócić do znanej nam normalności.

Zamiast szczepienia – ostrzeżenie na telefonie. Tak też można walczyć z COVID-19

Rękawiczki, maseczki, a nawet mandaty, nie są tak skuteczne w walce z koronawirusem, jak dystansowanie społeczne. Ta metoda ma jednak istotną wadę – wymaga nieustannej izolacji. Wkrótce może się to zmienić. Jak? Cloud Technologies wykorzystując dane OnAudience.com, opracowało narzędzie, które na smartfonie powiadomi użytkownika, gdy ten znajdzie się w bliskim otoczeniu osoby zakażonej. O pomyśle polskiej spółki mówi się nawet za oceanem. Czy rozwiązanie COVID-19 Prevention Tool trafi do Polski?

Klasyczna nawigacja, wykorzystując nasz telefon, pokazuje trasę, jaką musimy pokonać, by dotrzeć do celu. Wyznacza nam również jej kierunek i kontroluje przebieg podróży. Oprogramowanie przygotowane przez firmę Cloud Technologies na podstawie danych z platformy OnAudience.com, działa jak anty nawigacja, która ma uchronić nas przed koronawirusem. W jaki sposób? System ostrzega nas, gdy zbliżamy się do zakażonej osoby lub zagrożonego obszaru.

Firma opracowała COVID-19 Prevention Tool, które powiadamia użytkownika, że ten przebywa w pobliżu osoby zakażonej koronawirusem lub znajduje się na obszarze uznanym za niebezpieczny. Gdy jeden z warunków zostanie spełniony, narzędzie na urządzeniu mobilnym wyświetla ostrzeżenie i sugeruje podjęcie dodatkowych środków ostrożności, może również zarekomendować poddanie się kwarantannie.

Co szczególnie ważne, nie jest konieczne instalowanie żadnej nowej aplikacji, a system wykorzystuje do komunikacji z użytkownikiem powszechnie dostępną przestrzeń reklamową. W ten sposób już teraz obejmuje swoim zasięgiem praktycznie wszystkich posiadaczy smartfonów. Narzędzie posiada również panel administracyjny, którym może posługiwać się administracja publiczna, na przykład stacje sanepidu w celu zarządzania danymi o zakażeniach. To na ich podstawie system uczy się, gdzie i kto jest narażony na najwyższe ryzyko.

Według badań, opublikowanych w ubiegłym roku przez National University of Singapore, smartfon jest w stanie określić swoje położenie z dokładnością od 7 do 13 metrów na obszarach miejskich, a to już wystarczy, by precyzyjnie wyznaczyć strefę zagrożenia. – Bezpieczeństwo to dzisiaj priorytet każdego człowieka, a nasze narzędzie pozwoli na śledzenie, gdzie wirus aktualnie się znajduje. To również szansa na ochronę prywatności każdego z obywateli, gdyż korzystamy wyłącznie z anonimowych danych, bez potrzeby instalowania jakichkolwiek dodatkowych aplikacji na telefonie użytkownika. To sprawdzony sposób, przez lata wykorzystywany w cyfrowym marketingu. Co więcej, z ostrzeżeniem już teraz możemy dotrzeć do praktycznie wszystkich użytkowników urządzeń mobilnych – mówi Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Kwestia anonimowości w kontekście przesyłania danych o zakażeniach budzi liczne obawy – nikt z nas nie chce być narażony na utratę prawa do prywatności. Natomiast dzięki technologii anonimizacji, jaką stosuje platforma OnAudience.com i braku ingerencji w oprogramowanie smartfona to obecnie bezpieczna metoda. To również pełna kompatybilność, ponieważ informacje o zagrożeniu pojawiają się na banerach, podczas przeglądania internetu, niezależnie od miejsca, czasu i platformy. Nie następuje również żadna bezpośrednia wymiana informacji między urządzeniami zakażonego i osoby znajdującej się w stanie zagrożenia.

Sztuczna inteligencja jak epidemiolog

aplikacja koronawirus.jpgTo zaawansowane oprogramowanie korzysta nie tylko z historii lokalizacji i technologii personalizacji reklam w sieci, ale również intensywnie angażuje sztuczną inteligencję. Dzięki SI program identyfikuje osoby, które mogą być zagrożone spotkaniem z zakażoną jednostką lub przebywają w skażonym obszarze, wykorzystując technologię programmatic. Rozwiązanie to polega na tym, że algorytmy same decydują o tym, gdzie i kiedy powinien pojawić się komunikat.

Program anonimowo wyszukuje urządzenia mobilne zainfekowanych, a następnie dostarcza ostrzeżenia ludziom. Wszystko dzięki temu, że system zna miejsca, w których ostatnio przebywały. Dane wykorzystywane przez OnAudience.com to jednak za mało, by precyzyjnie określić, kto jest zarażony.

Wykorzystując big data i uczenie maszynowe, moglibyśmy co prawda wyznaczyć obszary, które budzą szczególne obawy, np. biorąc pod uwagę miejsca, w których w ostatnim czasie przebywała największa liczba osób. Jednak taka forma jest mniej precyzyjna niż taka sama analiza, wspierana danymi z sanepidu. A gdy gra toczy się o ludzkie życie, nierozsądnie byłoby stawiać na taki kompromis. – tłumaczy Piotr Prajsnar.

Tech-wsparcie w walce z pandemią

Czemu jest to skuteczniejsza metoda niż tradycyjne śledzenie i wychwytywanie zakażonych jednostek na podstawie zgłoszonych incydentów? Zgodnie z najnowszymi badaniami, które pojawiły się w czasopiśmie Science w przypadku COVID-19 jest to niemożliwe ze względu na bezobjawowe rozprzestrzenianie się wirusa, który pod względem zasięgu i nieprzewidywalności występowania objawów, mocno różni się od SARS z 2003 roku.

Dochodzimy do wniosku, że rozprzestrzenianie się wirusów jest zbyt szybkie, aby można je było powstrzymać przez ręczne śledzenie kontaktów, ale można je kontrolować, jeśli proces ten byłby szybszy, wydajniejszy i miałby miejsce na dużą skalę. – napisał zespół badawczy z Uniwersytetu w Oksfordzie odpowiedzialny za badanie.

W 2011 roku na rynku pojawiła się aplikacja mobilna FluPhone, która miała pomóc w zrozumieniu choroby, jaką jest grypa. W wywiadzie dla magazynu Wired jej twórcy: Jon Crowcroft i Eiko Yoneki przyznają, że dziś tego typu projekty mogą pomóc w walce z koronawirusem. – Agencje ochrony zdrowia mogłyby je (tj. aplikacje) wykorzystać do wypełnienia anonimowych map danych, co może pomóc w ograniczeniu transmisji – mówi Crowcroft i dodaje: – Aplikacja pomogłaby również naukowcom dowiedzieć się, jak długo wirus przetrwa na powierzchni, jaka część populacji jest nosicielami bezobjawowymi i gdzie kierować krytyczne zasoby medyczne.

Dlatego właśnie potrzebujemy wsparcia technologii. Rozwój internetu rzeczy i mnogość arsenału, jaki posiada każdy z nas, wywołały eksplozję ilości generowanych danych. Według portalu Statista w 2020 aktywnych będzie już 20 mld urządzeń typu IoT – to smartfony, smart zegarki, tablety i wiele innych, wyposażonych w czujniki i łączących się z internetem przedmiotów. Czy to dużo? To blisko dwukrotnie więcej niż jeszcze dwa lata temu.

Każde to urządzenie, pozostawia po sobie ślady, informacje zapisywane w formie liczb i znaków, które następnie odczytywane są przez programy, nieraz wspierane sztuczną inteligencją. Te punkty styku człowieka z internetem, zapisywane są automatycznie, bez udziału użytkownika. Dodatkowo od pewnego czasu, większość z nich wyposażona jest w moduł GPS. Dotychczas firmy codziennie wykorzystywały te informacje do różnych celów – by produkować lepsze produkty, poznać upodobania klientów czy po to, by tworzyć angażujące reklamy. Okazuje się, że tą samą technologię można wykorzystać w walce z koronawirusem!

Po pandemii sektor ICT może stać się kołem napędowym polskiej gospodarki

Pandemia koronawirusa przyczyniła się do ekspresowej edukacji rynku i społeczeństwa w zakresie potrzeb cyfrowych i do wzrostu cyberataków. W średniej i dłuższej perspektywie przełoży się to na zwiększone zapotrzebowanie na usługi i produkty ICT oraz cyberbezpieczeństwa. Jednak w krótkim okresie sektor ICT z uwagi na szok popytowy może doświadczyć spadków – wynika z analizy przygotowanej przez Instytut Kościuszki przy udziale Związku Cyfrowa Polska. Eksperci prognozują, że wsparty przez państwo sektor ICT może rozruszać polską gospodarkę po kryzysie i rekomendują rozwiązania, które mogą w tym pomóc. To m.in. wdrożenie pożyczek technologicznych, wprowadzenie bonów na cyberbezpieczeństwo oraz ulg podatkowych.

Scenariusze i rekomendacje dla polskiej gospodarki cyfrowej po okresie pandemii zostały przedstawione wspólnie przez Instytut Kościuszki i Związek Cyfrowa Polska w opracowaniu pt. „危机 [wēijīi]”. To słowo w języku chińskim oznacza „kryzys” i składa się z dwóch znaków, jeden oznaczający „zagrożenie”, a drugi „szansę”. – Polska i świat stanęły aktualnie w obliczu zagrożenia wywołanego pandemią koronawirusa SARS-CoV-2, która swe początki ma w Chińskiej Republice Ludowej. Musimy podejść do tego wyzwania tak jak w swoim sposobnie myślenia mają zakorzenione Chińczycy, czyli już teraz Polska musi myśleć o strategii gospodarczej na przyszłość, identyfikując szanse ekonomiczne, które powstaną wraz z narodzinami nowego cyfrowego świata, który formuje się właśnie na naszych oczach – tłumaczy Izabela Albrycht, prezes Instytutu Kościuszki.

Strategiczne ICT

Autorzy opracowania oceniają, że po okresie kryzysu wywołanego przez pandemię, sektor rozwiązań teleinformatycznych (ICT) odegra szczególną rolę w odbudowywaniu gospodarki. M.in. rozwiązania dot. IoT, cyberbezpieczeństwa, sztucznej inteligencji, automatyzacji produkcji czy analizy BigData będą tymi, które, odpowiednio wykorzystane, zapewnią polskiej gospodarce innowacyjność, wzrost produktywności i bezpieczeństwo. Zdaniem ekspertów Instytutu Kościuszki siłą napędową dla cyfrowej gospodarki może stać się także budowa sieci 5G, która przyniesie w kraju m.in. nowe miejsca pracy.

Dla pierwszej rewolucji przemysłowej kluczowe było włókiennictwo, dla drugiej hutnictwo, dla trzeciej przemysł wytwórczy. Dziś, w czasach czwartej rewolucji przemysłowej jest to przemysł ICT – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. I podkreśla, że wyzwaniem dla Polski jest dziś to, by zająć w tym wyścigu wysoką pozycję. – Stąd potrzeba, by teraz wesprzeć polski sektor ICT, który może być silnikiem napędowym dalszego rozwoju polskiego PKB – dodaje Michał Kanownik.

Konkretne propozycje działań to efekt rozmów oraz konsultacji w ramach branży, a także wśród firm zrzeszonych w inicjatywie #CyberMadeinPoland, działającej na rzecz krajowego rynku cyberbezpieczeństwa. Postulaty te przedstawione i przedyskutowane zostały także wraz z Radą do spraw Cyfryzacji przy Ministerstwie Cyfryzacji.

Kryzys a dynamika rynku teleinformatycznego

Instytut Kościuszki ocenia, że w średnio i długookresowym scenariuszu zapotrzebowanie w Polsce i na świecie na usługi, jak i produkty ICT oraz cyberbezpieczeństwa wzrośnie. Jednocześnie w krótkim okresie, zapewne co najmniej do pierwszego kwartału 2021 r, przedsiębiorcy w odpowiedzi na szok popytowy oraz podażowy ograniczą zakup nowych rozwiązań. A to – zdaniem ekspertów – może doprowadzić nawet do upadłości całego segmentu polskich MŚP oraz startupów z sektora ICT, które w ogromnej większości nie posiadają rezerw kapitałowych, aby przetrwać takie spowolnienie. Autorzy opracowania obawiają się, że to będzie również oznaczać, że większe podmioty, które posiadają rezerwy, przetrwają kryzys, a następnie kolejno zdyskontują i zmonetyzują zapotrzebowanie globalnej i polskiej gospodarki na rozwiązania ICT i cyberbezpieczeństwa, także dzięki brakowi znacznej konkurencji z rynków regionalnych, przetrzebionych przez kryzys. – Aby temu zaradzić niezbędne jest celowe działanie państwa, także we współpracy z większymi firmami z branży ICT – wskazuje Robert Siadak, jeden z autorów raportu. Co proponują eksperci?

Pożyczki technologiczne i bony na cyberbezpieczeństwo wsparciem dla sektora ICT

W rekomendacjach Instytutu Kościuszki czytamy, że konieczne jest wprowadzenie niskooprocentowanych lub bezzwrotnych „pożyczek technologicznych” dla MŚP i start-upów. Miałyby być one wypłacane przez Polski Fundusz Rozwoju lub Bank Gospodarstwa Krajowego. Eksperci proponują także wprowadzenie rozwiązań systemowych, które w trwającym procesie digitalizacji administracji publicznej, mogłyby zwiększyć rolę rozwiązań dostarczanych przez małe i średnie przedsiębiorstwa oraz start-upy. Mogłyby one przyjąć wiele form, np. poprzez ustanowienie specjalnych pozacenowych kryteriów w postępowaniach publicznych promujących rozwiązania oferowane przez firmy wytwarzające oprogramowanie lub sprzęt w Polsce czy też wprowadzenie pewnych wymagań systemowych, takich jak potrzeba uzyskania zawsze wyceny od polskiego MŚP w procesie zamówienia publicznego.

Sektor ICT i cyberbezpieczeństwa oczekuje także od państwa działań stymulujących digitalizację w kraju, np. poprzez specjalne ulgi podatkowe czy programy dedykowane zakupom technologicznym. Instytut Kościuszki proponuje kwalifikowanie wydatków na cyberbezpieczeństwo jako wydatków na innowacje, co wiązałoby się z odpisami CIT oraz rozszerzeniem stosowania „innovation box”.  Eksperci wnoszą również o wprowadzenie tzw. „bonów na cyberbezpieczeństwo”. Korzystać mogłyby z nich jednostki samorządowe w celu zakupu usług lub rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa ICT.

Branża proponuje również specjalne wsparcie projektów badawczo-rozwojowej w sektorze ICT w trakcie trwania kryzysu gospodarczego, poprzez zwiększenie poziomów dofinansowania w ramach trwających lub planowanych projektów – nawet do 90 – 100 proc. w przypadku MŚP i start-upów.

Instytut Kościuszki zauważa również, że w ramach kolejnej perspektywy finansowej Unii Europejskiej, której realizacja rozpoczynać będzie się w okresie znacznego spowolnienia ekonomicznego, należy umożliwić alternatywne formy oceny przedsiębiorstw aplikujących o wsparcie z programów unijnych, w tym regionalnych programów operacyjnych. Eksperci oceniają, że mogą one czerpać z metodologii stosowanej przez programy inkubacyjne czy akceleracyjne, np. ocena panelu ekspertów w zakresie wartości biznesowej i innowacyjności rozwiązania czy technologii.

– Chcemy zwrócić uwagę na trzeci niezbędny wymiar analizy i działań państwa polskiego obok podejmowanej już walki z pandemią oraz jej bezpośrednimi gospodarczymi konsekwencjami. Wymiar ten nazwać można namysłem stategiczno-ekonomicznym i zawrzeć w pytaniu „co dalej?”, w jaki sposób Polska, jej gospodarka i społeczeństwo powinny rozwijać się w nowej rzeczywistości goeopolitycznej i ekonomicznej, która wykrystalizuje się po aktualnym okresie kryzysu – podsumowuje Robert Siudak z Instytutu Kościuszki.

Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej nt. miko- i makroekonomicznych aspektów tzw. Tarczy Finansowej

Kluczowe uwagi:

  • Zmiany idą w dobrym kierunku, bo adresują kluczowy teraz dla przedsiębiorstw problem braku płynności i wysokiego ryzyka kryzysu gospodarczego na wielką skalę, z możliwością pomocy bezzwrotnej na dużą skalę, jako swego rodzaju odszkodowania za podjęte przez rząd radykalnie restrykcyjne działania administracyjne;
  • Propozycje Tarczy Finansowej są w naszej ocenie spóźnione o co najmniej miesiąc, co może zaważyć na bankructwie wielu firm i dużym spadku zatrudnienia w pierwszej połowie roku. Ale bez pomocy finansowej państwa groziła istotnie utrata kilku milionów miejsc pracy;
  • Kryterium spadku przychodów w jednym miesiącu o 25% pozbawi wiele firm dostępu do tego instrumentu. Rząd powinien dać swój szacunek kosztów dla zatrudnienia i gospodarki tego ograniczenia;
  • Kreatywne finansowanie, mające na celu ominięcie w roku 2020 przekroczenia progów państwowego długu publicznego, ostrożnościowego 55% PKB i konstytucyjnego 60% PKB.

Gwarantowany przez państwo pakiet płynnościowy, oszacowany przez rząd na 100 mld zł, zakładający możliwość umorzenia w okresie 2-4 lat 60% z udzielonych pożyczek, oceniamy jako duży krok w dobrym kierunku.

Potrzebę ułatwień w dostępie do płynności dla firm pozbawionych możliwości normalnego funkcjonowania na rynku administracyjnymi decyzjami o czasowym zawieszeniu działalności akcentowaliśmy wcześniej, bezpośrednio po, a nieraz nawet jeszcze przed, zamrożeniem dużej części gospodarki.

Postulaty przedsiębiorców i ekonomistów rząd postanowił zaadresować jednak ze znacznym opóźnieniem, po przedstawieniu w pierwszych tygodniach pakietów działań w dużym stopniu nieadekwatnych do potrzeb gospodarki. W ten sposób nie uniknęliśmy zamknięcia wielu małych i średnich firm oraz utraty wielu miejsc pracy.

Brak „Tarczy finansowej” powoduje, że jeszcze w kwietniu nie będzie jasne, z jakich instrumentów można korzystać jednocześnie, a jakie się wzajemnie wykluczają. To wydłuży proces planowania przez firmy korzystania z instrumentów pomocowych.

Mamy szereg merytorycznych uwag do sposobu wdrażania pakietu płynnościowego w życie.

Uważamy, że finansowaniem płynności powinien zajmować się Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK), a nie państwowy Polski Fundusz Rozwoju (PFR) – instytucja, która nie jest częścią sektora finansów publicznych, więc nie podlega ograniczeniom nakładanym na finanse publiczne w ustawodawstwie polskim, czy też ograniczeniom dla sektora bankowego. PFR także w prawie unijnym jest poza sektorem finansów publicznych, choć po przyjęciu nowych finansowych obowiązków będzie tak prawdopodobnie nie dłużej niż do września br. Do tego czasu zostało kilka miesięcy, które PFR zapewne wykorzysta dla sprzedaży własnych obligacji bez ryzyka przyrostu długu publicznego. Zaciągnięty przez PFR dług trzeba będzie jednak wliczyć do przyrostu państwowego długu publicznego (PDP) w ujęciu krajowym z chwilą umorzenia (tj. 12 miesięcy od zaciągnięcia pożyczki przez MSP) oraz gdy uruchomione zostaną gwarancje Skarbu Państwa. A jest to nieuchronne w okresie 2-4 lat, kiedy zaczną zapadać obligacje PFR znajdujące się w portfelu NBP. W wyniku umorzeń udzielonych przez PFR, opiewających – zgodnie z propozycjami rządu – na 60 mld PLN, koszt gwarancji przejdzie na Skarb Państwa.

Program pomocowy rządu na kwotę 100 mld zł trzeba więc już teraz traktować jak transakcję sektora General Government (GG). Oznacza, to że ten nowy program, dodatkowo oprócz Tarczy 1.0 i 1.1, zwiększy dług sektora GG o ok. 4,4% PKB, a deficyt sektora finansów publicznych o dalsze ok. 2,7% PKB w ujęciu unijnym. Będzie to wzrost dodatkowy wobec dużego zmniejszenia wpływów budżetowych i składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, które w sumie szacować można na około 5-6% PKB.

Sposób finansowania zaproponowany przez rząd, jest wybiegiem, bo pozwala na jakiś czas, może tylko przez 2-3 kwartały (co zależy kiedy firmy skorzystają z umorzenia), uniknąć przekroczenia przez państwowy dług publiczny (PDP) progu ostrożnościowego 55% PKB. Nie zmienia to jednak faktu, że przy osłabieniu kursu walutowego istnieje ryzyko przekroczenia w roku 2021, zarówno progu ostrożnościowego 55% PKB jak i konstytucyjnego 60% PKB.

Ta operacja (nie zależnie czy to przez PFR, czy BGK) odbywa się również przy wykorzystaniu operacji NBP, polegających na skupie obligacji gwarantowanych, emitowanych przez jednostkę zależną od rządu, które są kreacją pustego pieniądza, przy jednoczesnym pomijaniu konstytucyjnej definicji długu publicznego. Ten mechanizm to wrota do zniesienia jakichkolwiek granic dla finansowania wydatków budżetu przez bank centralny. Jakie są gwarancje, że na tym programie koronawirusowym się skończy. Czy PFR poprzez kreację pustego pieniądza, już na trwałe nie będzie finansował wydatków budżetu państwa z pominięciem PDP. W bankach z drugiej strony utrzymuje się nadpłynność rzędu ok. 70 mld zł (wobec ok. 80 mld zł na początku roku). Jednocześnie mają one portfel obligacji rządowych o wartości niemal 340 mld zł, który pozwala im na pozyskanie płynności za pośrednictwem standardowych operacji repo z bankiem centralnym.

Zdajemy sobie w pełni sprawę, że odległe w czasie o 2-4 lata skutki makroekonomiczne zastosowanych przez rząd procedur i ich zawiłość na skutek istniejącej wciąż dwoistości krajowej i unijnej statystyki finansów publicznych, w znikomym stopniu interesują przedsiębiorców, którym zależy na szybkim uzyskaniu dostępu do płynności z zastosowaniem prostych procedur.

Jednak zarówno zastosowane procedury, jak i ich średnio i długoterminowe następstwa makroekonomiczne nie powinny umykać uwadze podmiotów gospodarczych i obywateli, bo w nieco dłuższej perspektywie dotkną nas wszystkich. Dlatego konieczne jest nakreślenie przez rząd scenariusza makroekonomicznego na najbliższe kilka lat. Tymczasem zgodnie z pierwszą ustawą COVID, rząd zlikwidował obowiązek przygotowania w tym roku, Wieloletniego Planu Finansów Państwa na lata 2020-2023. To oznacza, że opinia publiczna nie pozna teraz, jak zaproponowane mechanizmy wsparcia, a w szczególności niekonwencjonalne mechanizmy finansowania tych programów wpłyną na kluczowe wskaźniki makroekonomiczne w perspektywie średniookresowej: koszt obsługi długu publicznego, relacja PDP do PKB, kurs złotego, rynkowe stopy procentowe. Jako społeczeństwo dostajemy w pewnym sensie kota w worku, mamy i powinniśmy mieć pomoc, ale nie znamy konsekwencji makroekonomicznych, w szczególności fiskalnych i monetarnych.

Rząd powinien przygotować ocenę stanu finansów publicznych w horyzoncie planu wieloletniego tj. dla lat 2020-2023. W świetle takiej oceny potrzebne może się okazać wycofanie się z dodatkowych emerytur, 13-tej i 14-tej, oraz z silnego podniesienia płacy minimalnej oraz generalny przegląd strony wydatkowej aby uniknąć konieczności wzrostu podatków w przyszłości.

Wejście firm do programu nie może następować w oparciu o niejasne, dyskrecjonalne kryteria. Zbyt mało wiemy na ten temat. Dotyczy to w szczególności firm dużych i bardzo dużych gdzie warunki przydzielenia płynności, jak i rozmiar ewentualnych umorzeń, mają stać się przedmiotem indywidualnych negocjacji PFR z przedsiębiorstwami. PFR decydować będzie nie o umorzeniu własnych prywatnych należności, lecz należności podmiotów gospodarczych wobec wszystkich podatników.

Kryterium spadku przychodów tylko w jednym miesiącu stawia wiele firm i samozatrudnionych przed dylematem – wystawić fakturę i mieć nadzieję, że kontrahent zapłaci, czy nie wystawiać i aplikować o pomoc państwa. Jednocześnie jeżeli punktem odniesienia jest tylko jeden miesiąc, stworzy to możliwość nadużyć poprzez przesuwanie płatności przez firmy i osoby, które wcale nie ucierpiały na pandemii, ale mają dobre układy ze swoimi kontrahentami. Dlatego pomoc rozliczać powinniśmy po fakcie, w oparciu nie o jeden miesiąc, a np. o dane za cały rok i na tej podstawie umarzać zobowiązania najbardziej dotkniętych osób i firm, jednocześnie od pozostałych wymagając zwrotu pomocy, która dla nich byłaby po prostu wsparciem płynnościowym.

Inwestycyjne zaangażowanie PFR w średnie i duże firmy pociąga za sobą także ryzyko trwałego wzrostu etatyzacji gospodarki. Harmonogram i określenie zasad wyjścia podmiotów z dominującym udziałem SP z sanowanych firm prywatnych są niezbędnym minimum. Przy czym szczególnym nadzorem niezależnych ekspertów objęte powinny być zasady przydzielania wsparcia płynnościowego spółkom zależnym już dziś od rządu.

Autorzy opinii:

prof. Elżbieta Adamowicz – Instytut Rozwoju Gospodarczego, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie
dr Sonia Buchholtz – Konfederacja Lewiatan
dr Sławomir Dudek – Główny Ekonomista – Pracodawcy RP, koordynator CMSG
prof. Stanisław Gomułka – Główny Ekonomista – Business Centre Club
dr Janusz Jankowiak – Główny Ekonomista – Polska Rada Biznesu
Stefan Kawalec – Capital Strategy
Łukasz Kozłowski – Główny Ekonomista – Federacja Przedsiębiorców Polskich
dr Aleksander Łaszek – Główny Ekonomista – Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju
Piotr Soroczyński – Główny Ekonomista – Krajowa Izba Gospodarcza

Epidemia koronawirusa przyczyni się do ogromnych zmian i rozwoju technologicznego polskich firm

Ograniczenia wprowadzone w związku z koronawirusem SARS-CoV-2 mogą przyczynić się do ogromnych zmian w zakresie optymalizacji procesów i rozwoju technologicznego polskich firm.

Dla ponad połowy polskich menedżerów wyższego szczebla transformacja cyfrowa jest priorytetem. Jedna trzecia z nich uważa, że ich rola jest jedną z kluczowych w procesie podejmowania decyzji o inwestycjach i zakupach związanych z rozwojem technologicznym organizacji. Co ciekawe, wszyscy prezesi (CEO) i dyrektorzy ds. digitalizacji (CDO) uznają swoje zaangażowanie w ten proces za dominujące. Jak wynika z pierwszej polskiej edycji badania firmy doradczej Deloitte pt. „Przemysł 4.0 w Polsce – rewolucja czy ewolucja?” mimo, że kadry kierownicze w polskich przedsiębiorstwach są świadome możliwości, jakie on stwarza, nie mają przygotowanej konkretnej strategii przekształceń cyfrowych. To może znacznie utrudniać funkcjonowanie przedsiębiorstwa w trudnej sytuacji rynkowej spowodowanej epidemią koronawirusa SARS-CoV-2.

W miarę postępu cyfryzacji wielu organizacjom wciąż z trudem przychodzi przekształcenie się w nowoczesne przedsiębiorstwo. Przed wybuchem epidemii ponad połowa (58 proc.) polskich menedżerów wyższego szczebla deklarowała, że transformacja cyfrowa jest priorytetem strategicznym ich firmy. Jednocześnie tylko dla 45 proc. badanych technologie były ważne i kluczowe w codziennej pracy. O braku praktycznego podejścia do zagadnienia przekształceń technologicznych świadczy dość wysoki (34 proc.) odsetek zarządzających, którzy deklarowali, że w ogóle nie korzystają z narzędzi transformacji cyfrowej lub robią to sporadycznie. Epidemia SARS-CoV-2, która wiele firm oraz instytucji zmusiła do przejścia na tryb pracy zdalnej i większego polegania na cyfrowych możliwościach może się okazać katalizatorem zmian.

Coraz częściej można zetknąć się z terminem „przyspieszenie technologiczne”, który funkcjonuje jako bardziej dosadne określenie postępu w zakresie technologii. Niemal każdy dzień przynosi nowe odkrycia, osiągnięcia w obszarze zwiększenia mocy obliczeniowej, czego przykładem może być choćby dynamiczny rozwój komputerów kwantowych. Wobec możliwości i wyzwań, jakie niesie transformacja cyfrowa, polskie przedsiębiorstwa powinny przygotować konkretne plany działania. Nie wystarczy wiedzieć, co jest do zrobienia, trzeba jeszcze to z sukcesem zrealizować – mówi Paweł Filipowicz, partner, lider praktyki SAP w Europie Środkowej, Deloitte.

Zdecydowana większość ankietowanych (86 proc.) deklarowała, że wdrażanie nowych technologii ma kluczowe znaczenie dla przewagi rynkowej organizacji, a według 70 proc. respondentów badania Deloitte także dla utrzymania rentowności. Wobec tego, dla wielu z nich (58 proc.) transformacja cyfrowa stanowi priorytet strategiczny. Jednak, aby przeprowadzić ten proces, potrzebne są duże zmiany na poziomie kultury organizacyjnej – tak uważało aż 71 proc. zapytanych. Wyniki badania firmy doradczej pokazują, że kadra kierownicza polskich przedsiębiorstw jest świadoma możliwości, jakie stwarza czwarta rewolucja przemysłowa i planuje inwestycje w sferze przekształceń cyfrowych. Jednocześnie jednak menedżerowie nie byli pewni tego, jak skorzystać z możliwości, jakie dają nowoczesne rozwiązania, a brak konsekwencji strategicznych i operacyjnych może skutkować zahamowaniem tych wysiłków.

Większa konkurencyjność dzięki nowym technologiom

Internet Rzeczy, sztuczna inteligencja czy rozszerzona rzeczywistość to rozwiązania, które coraz powszechniej funkcjonują w biznesie. Dzięki najnowszym narzędziom technologicznym, przedsiębiorstwa mogą znacznie szybciej gromadzić i przetwarzać informacje, co ma bezpośrednie przełożenie na obsługę klienta, a zatem utrzymanie konkurencyjności. Konsumenci wymagają od producentów szybkości, jakości, dopasowania i personalizacji na niespotykaną do tej pory skalę. Z drugiej strony istnieją wyzwania stawiane przez środowisko, co pociąga za sobą konieczność dbania o materiały czy prowadzenie procesów produkcyjnych w duchu gospodarki o obiegu zamkniętym. Także wydarzenia niespodziewane, jak choćby trwająca epidemia, narzucają organizacjom zupełnie nowe wymagania i konieczność dostosowania rozwiązań do aktualnej sytuacji i potrzeb rynkowych.

Integracja inteligentnych, usieciowionych i autonomicznych technologii cyfrowych oraz fizycznych, takich jak Internet Rzeczy, robotyka, pojazdy autonomiczne, druk 3D w erze zwanej Przemysłem 4.0 stwarza nowe możliwości w zakresie innowacji i rozwoju działalności biznesowej, procesów i produkcji. To się już dzieje w Chinach, gdzie podczas epidemii koronawirusa SARS-CoV-2 wykorzystuje się roboty AGV do dezynfekcji, pomiarów temperatury, dostarczania posiłków w szpitalach i wielu innych zadań – dodaje Paweł Filipowicz.

Kto podejmuje decyzje?

80 proc. dyrektorów operacyjnych (COO) postrzegało siebie jako osoby biorące czynny udział w procesie decyzyjnym, ale przyznało, że to nie do nich należy „ostatni głos” w sprawie inwestycji w badania i rozwój narzędzi z obszaru Przemysłu 4.0. Również jedna trzecia dyrektorów ds. informatycznych i ds. technicznych twierdziła, że uczestniczy w procesie decyzyjnym, lecz ostatecznie nie rozstrzyga o nakładach na rozwój narzędzi Przemysłu 4.0 w przedsiębiorstwach, z którymi są związani.

Zaskakujące, że podobnie jak w globalnym badaniu, jedynie 22 proc. polskich ankietowanych wskazało CSCO, a więc dyrektorów ds. łańcucha dostaw, jako kluczowych uczestników procesu podejmowania decyzji dotyczących transformacji cyfrowej w przedsiębiorstwach produkcyjnych, a 31 proc. uznało, że nie biorą oni udziału w tym procesie. Być może to efekt tego, że jest to stosunkowo nowa funkcja w organizacji. Jednak przedsiębiorstwa powinny dążyć do podniesienia roli CSCO i dostosowania funkcji łańcucha dostaw do szerzej pojętych celów strategicznych firmy – mówi Szymon Sowiar, menedżer w zespole SAP, Deloitte.

Wśród kluczowych decydentów znajdują się prezesi (CEO) oraz dyrektorzy ds. digitalizacji (CDO).

Optymizm nie zastąpi strategii

W ocenie przedstawicieli polskiej kadry kierowniczej zarządzane przez nich przedsiębiorstwa zawsze dobrze sobie radzą z wprowadzaniem inicjatyw z obszaru transformacji cyfrowej i – dzięki kompetentnym pracownikom – wiedzieli, co należy robić w tym zakresie (59 proc. wskazań). Jednocześnie, co można uznać za paradoksalne, zdawali sobie sprawę z tego, że ich organizacje nie mają odpowiedniego planu strategicznego dla wprowadzania zmian w kierunku Przemysłu 4.0, by uzyskać przewagę konkurencyjną. Tak zadeklarowało aż 53 proc. respondentów.

Nasze globalne badanie pokazało, że większość firm podchodzi ambicjonalnie i z dużym entuzjazmem do inwestycji z zakresu technologii Przemysłu 4.0. Zauważyliśmy jednak wiele rozbieżności między planami a faktycznymi działaniami. Firmy pragną wprowadzać zmiany w sferze cyfrowej, jednak trudno im odnaleźć optymalną równowagę między korzyściami w bieżącej działalności a możliwościami, jakie oferuje Przemysł 4.0 w obszarze innowacji i przekształceń modelu biznesowego. Szczególnie w obecnej sytuacji warto wziąć pod uwagę rekomendacje płynące z naszego raportu, który wskazuje, ile jest jeszcze do zrobienia w kwestii unowocześniania polskiej gospodarki – dodaje Szymon Sowiar.

Badanie pozwoliło wyłonić pięć najważniejszych wyzwań, z jakimi mierzą się firmy w Polsce na drodze do transformacji cyfrowej przemysłu. Respondenci wybierali je z połączonych zbiorów: operacyjnych, związanych z kulturą organizacyjną i środowiskiem. Wśród najczęściej wskazywanych odpowiedzi znalazły się: brak wdrożeń i szkoleń dla szeregowych pracowników (53 proc.), trudności związane z poszukiwaniem, szkoleniem oraz utrzymaniem kompetentnych talentów (48 proc.), potrzeba budowania kultury organizacyjnej, która byłaby w stanie wspierać transformację cyfrową (48 proc.), brak wewnętrznej spójności w zakresie strategii rozwoju (43 proc.) oraz brak spójności w zakresie wykorzystywania narzędzi cyfrowych (41 proc.).

Respondenci edycji globalnej mają większe niż polscy ankietowani doświadczenie we wdrażaniu rozwiązań Przemysłu 4.0, co pozwala im już teraz cieszyć się dużym zwrotem z takich inwestycji. O średnim i dużym wskaźniku rentowności mówi w sumie 90 proc. respondentów globalnego badania. Natomiast w polskiej edycji aż 60 proc. uważa, że jest za wcześnie, by to oceniać, a jedynie 27 proc. wskazało, że zwrot z inwestycji był średni lub wysoki, 12 proc. oceniło go jako ujemny, a nawet zerowy – podkreśla Szymon Sowiar.

Ekonomiści alarmują: Pandemia zdemoluje wpływy z podatków. 20-30 mld zł to wariant optymistyczny

Jak przewidują eksperci, średnio o 12% spadną dochody budżetowe ze względu na pandemię koronawirusa. Inna prognoza, też optymistyczna, zakłada straty podatkowe na poziomie 20-30 mld złotych. Najbardziej odczuwalna będzie zmiana we wpływach z VAT-u. Nie brakuje również opinii, że najgłębszy spadek nastąpi w podatkach CIT i PIT. Rząd powinien jak najszybciej podjąć działania mające na celu zwiększenie dochodów budżetowych. UE już przyznała środki na dofinansowanie działań ratunkowych. A podnoszenie podatków to nie jest dobry pomysł na obecny czas.

Szacowanie strat

Prof. Modzelewski
Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów

W wariancie optymistycznym dochody budżetowe spadną średnio o 12%, o czym informuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów. Ekspert zaznacza, że ten scenariusz zakłada zakończenie obecnej kwarantanny w kwietniu tego roku. Jeżeli ona będzie jeszcze przez cały maj, to pojawi się olbrzymi problem z bieżącą realizacją wydatków budżetowych ze względu na dalszy spadek dochodów podatkowych. Wówczas trzeba będzie pożyczyć na to kolejne dodatkowe pieniądze, ale rodzi się pytanie – skąd.

Marek Zuber, ekonomista
Marek Zuber, ekonomista

– Tegoroczne straty podatkowe wyniosą 20-30 mld zł i to w wersji optymistycznej. Ona zakłada, że wzrost gospodarczy na koniec roku wyniesie ok. 0%. Nawet jeśli w drugim kwartale będziemy mieli recesję, np. -4% czy -3%, to wierzę w dynamiczne odbicie w kolejnych miesiącach i to powinno się mniej więcej wyrównać. Dziś to dla mnie dość realny scenariusz pod warunkiem, że opanujemy pandemię w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Ale tego do końca jeszcze nie wiemy, więc trudno prognozować – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Prof. Stanisław Gomułka, Główny Ekonomista Business Centre Club
Prof. Stanisław Gomułka, Główny Ekonomista Business Centre Club

Natomiast prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów, podkreśla, że wpływy podatkowe są ściśle powiązane z aktywnością gospodarczą. Pojawiają się oceny, często dość rozbieżne, wpływu pandemii na PKB w tym roku. Ekspert przywołuje prognozę jednego z banków, Citi Research, z 7 kwietnia br. Wynika z niej, że w porównaniu z tym samym okresem ub.r. nasza gospodarka skurczy się w drugim kwartale o 7,9%, w trzecim – o 3,9%, a w czwartym – 2,3%. Natomiast spadek za cały rok jest szacowany na ok. 3,2%. W kolejnym miesiącu przewidywania mogą być już inne.

– Bardzo trudno powiedzieć, o ile procent spadną wpływy podatkowe, ponieważ pojawiają się różne scenariusze. Te najbardziej optymistyczne zakładają zmniejszenie się PKB o co najmniej 3%, natomiast te pesymistyczne mówią o dwucyfrowym wyniku, a więc minimum 10%. Nikt nie stwierdzi, który z tych wariantów jest najbardziej prawdopodobny, bo to wynika ze zbyt wielu zmiennych. Wśród nich jest m.in. długość ograniczeń gospodarczych czy skala bezrobocia – mówi dr Wojciech Warski.

Podatki pod lupą

Natomiast Marek Zuber szacuje, że deficyt budżetowy w tym roku będzie na poziomie 50-80 mld zł. Ale on jest konieczny z uwagi na pomoc przedsiębiorstwom w okresie zapaści, w ciągu 2-3 najbliższych miesięcy. Według prof. Gomułki, spadek wpływów podatkowych będzie widoczny już w wynikach za pierwszy kwartał, a pogłębi się w drugim. Jednocześnie wzrosną wydatki budżetowe. Z kolei dr Roman Namysłowski, ekspert BCC ds. podatków, stwierdza, że zmniejszą się wpływy ze wszystkich podatków, ponieważ prognozowana jest recesja. Mogłoby się wydawać, że więcej środków wpłynie z akcyzy. W koszykach zakupowych widać bowiem wzrost wydatków na alkohol. Jednak ten podatek to przede wszystkim paliwa, których ceny spadły. Ponadto, konsumenci rzadziej korzystają z pojazdów.

Prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce
Prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, fot. WUT Business School

– Jeśli będzie np. masowe zwolnienie z wpłacania składek ZUS, to oczywiście zmaleją wpływy z tego tytułu. Raczej nie będzie takich rozwiązań z VAT-em, więc tu wszystko zależy od sytuacji w gospodarce i spadek będzie proporcjonalny do skali recesji. Bardzo silnie spadną, być może blisko zera, wpływy z CIT-u, bo niewiele przedsiębiorstw w Polsce wypracuje zyski w tym roku. Biorąc pod uwagę PIT, to również spodziewam się poważnego spadku, dochody ludzi będą mniejsze – analizuje prof. Witold Orłowski.

Zdaniem prof. Modzelewskiego, najgłębszy spadek będzie w podatkach CIT i PIT, ale w części od działalności gospodarczej. Według byłego wiceministra finansów, stosunkowo najmniejsze tąpnięcie nastąpi w podatku VAT, oczywiście pod warunkiem odmrażania gospodarki, a zwłaszcza odbudowy popytu wewnętrznego już w maju br. Natomiast Marek Zuber przypuszcza, że jednak najbardziej dotkliwy będzie spadek VAT-u z uwagi na jego udział w dochodach budżetowych. To danina związana z obrotami w gospodarce. A jeśli mamy mniej sprzedanych usług i towarów, to relatywnie mniejsze stają się też wpływy. Dr Namysłowski również spodziewa się największych spadków w tym podatku, dającym ok. 200 mld zł rocznie. I zaznacza, że w tarczy antykryzysowej jest stosunkowo mało rozwiązań dot. VAT-u, w przeciwieństwie do CIT-u czy PIT-u.

– Jeśli założymy ten najbardziej optymistyczny scenariusz ze spadkiem PKB o 3%, to wpływy z tytułu podatku VAT jako procyklicznego zmniejszą się o co najmniej 10%. A przy tych wariantach pesymistycznych jeszcze więcej. Wpływy z CIT-u zmaleją o minimum połowę w stosunku do dzisiejszego stanu. Natomiast podatek PIT ucierpi relatywnie najmniej. Chyba że będzie duża skala bezrobocia, bo wówczas ludzie nie zarabiają – analizuje dr Warski.

Plan na teraz

Według prof. Orłowskiego, to, o ile dokładnie zmniejszą się wpływy podatkowe, stanowi w tym momencie sprawę drugorzędną. Zdecydowanie ważniejsze jest to, w jaki sposób należy ratować gospodarkę.  Zdaniem prof. Modzelewskiego, rząd musi natychmiast podjąć działania, które zwiększą dochody budżetowe tam, gdzie jest to możliwe. Gdyby usunięto wszystkie bezzasadne przywileje występujące tylko w ramach grup towarów i usług substytucyjnych (część opodatkowana, część nie), to można osiągnąć z tego tytułu istotne skutki fiskalne. W akcyzie to jest w granicach 4-5% potencjalnego przyrostu, a teraz liczy się każdy grosz. Natomiast ekspert z BCC dodaje, że działania powinny być związane ze stymulowaniem wsparcia dla biznesu. Bez płynności finansowej wiele firm upadnie.

– Tarcza antykryzysowa w bardzo niewielkim zakresie wpływa na rozliczenia podatkowe przedsiębiorców. Przygotowane rozwiązania skupiają się bardziej na odroczeniu terminów płatności podatków niż realnej abolicji. Dziś wyzwaniem jest zapobieganie zatorom płatniczym, które mogą spowodować tzw. efekt domina. Pomocne okazałoby się wprowadzenie tzw. kasowej metody zapłaty zobowiązań podatkowych, tj. uzależnienie obowiązku ich regulowania od otrzymania płatności od kontrahenta. Od lat przedsiębiorcy postulują o takie ułatwienie. Ale jak do tej pory bez skutku – mówi doradca podatkowy Marek Niczyporuk.

Jak informuje dr Warski, UE już przyznała Polsce 7,9 mld euro i w trybach natychmiastowych zatwierdza projekty korzystające z tego finasowania. Przy tym Unia nie dysponuje nowymi środkami. Uruchamia te, które już są zapisane w budżecie, a z różnych powodów nie zostały wykorzystane i zostałyby zwrócone do kasy unijnej. Fundusze te mogą być użyte w celu dofinansowania różnego rodzaju działań ratunkowych. Polski rząd zdecyduje o tym, czy to będą programy pożyczkowe z umorzeniami bądź bezpośrednie dofinansowania. W tej kwestii ma pełną autonomię.

– Wprawdzie pan premier systematycznie zaprzecza jakobyśmy mieli jakąkolwiek pomoc z UE, to ona oczywiście jest. To, co możemy zrobić, to z pewnością prosić o przesunięcie części środków z celów inwestycyjnych na wsparcie gospodarki przeciwko koronawirusowi. I jestem przekonany, że Unia i Komisja Europejska będą skłonne tego typu prośbę przyjaźnie rozważyć – dodaje prof. Orłowski.

Natomiast prof. Modzelewski wskazuje w obecnej sytuacji na niesięganie do generalnych podwyżek jakichkolwiek podatków. Być może nawet trzeba będzie je obniżyć. Z kolei według prof. Orłowskiego, teraz na pewno nie dojdzie do podnoszenia podatków, ale w przyszłości to na pewno nastąpi. Przy tym np. wyraźna próba dociśnięcia VAT-u spowoduje ucieczkę w szarą strefę. Jak dodaje dr Namysłowski, jesteśmy w przededniu recesji, obniżenia koniunktury gospodarczej i różnych trudności. Nakładanie dodatkowego ciężaru fiskalnego nie jest rozwiązaniem, które pomoże biznesom. Wręcz negatywnie wpłynie na ich funkcjonowanie.

– Podnoszenie podatków, zwłaszcza kiedy państwo ma problemy ze ściąganiem już tych obowiązujących, nie ma większego sensu. Nastroje wśród przedsiębiorców już nie są dobre. Część z nich nie może sobie poradzić z obsługą bieżących obciążeń. Państwo w takiej sytuacji powinno ulżyć firmom, a nie je dodatkowo opodatkowywać – podsumowuje Marek Niczyporuk.

I kwartał roku na plusie, dwa kolejne z prognozowanymi spadkami

Według wstępnych szacunków ekspertów Colliers International, w pierwszym kwartale 2020 r. całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej, mimo rozwoju pandemii COVID-19 w marcu, utrzymał się na wysokim poziomie i wyniósł ok. 3,7 mld euro. Liderem w regionie pozostała Polska.

Na znaczny wzrost wolumenu w regionie CEE w I kw. roku wpływ miało przejęcie przez Heimstaden czeskiego portfolio Residomo o wartości 1,3 miliarda euro. W porównaniu do pierwszego kwartału 2019 roku wzrost wyniósł 68% (ok. 2,2 miliardów euro), a w porównaniu do pierwszego kwartału 2018 roku 28% (ok. 2,9 miliarda euro).

Idą spadki

Po rekordowym 2019 r. Polska utrzymała się na pozycji lidera regionu w pierwszym kwartale 2020, dzięki 48% udziałowi w wartości wolumenu. Na drugim miejscu znalazły się Czechy z 39%, następnie Słowacja (5%), Rumunia (4%), Węgry (2%) oraz Bułgaria (2%). Według szacunków kolejne miesiące na rynku inwestycyjnym nie będą tak korzystne.wolumen transakcji inwestycyjnych nieruchomości

– Spodziewamy się, że ograniczenia wprowadzone po to, by zapewnić ludziom bezpieczeństwo i zmniejszyć rozprzestrzenianie się wirusa, np. wstrzymanie lotów i zamknięcie granic, znacznie wpłyną na wysokość wolumenów transakcji w drugim i trzecim kwartale, a to dlatego, że strony transakcji nie mogą się spotkać, czy zobaczyć nieruchomości – mówi Kevin Turpin, dyrektor regionalny ds. badań rynku na Europę Środkowo-Wschodnią w Colliers International.

Co więcej, poza tymi, miejmy nadzieję krótkotrwałymi restrykcjami, wielu właścicieli i managerów nieruchomości jest obecnie zajętych oceną i zarządzaniem ryzykiem związanym z ich aktywami. W odpowiedzi na pandemię rządy poszczególnych państw, do tej pory, skupiały się przede wszystkim na pomocy przedsiębiorstwom najbardziej dotkniętym ograniczeniami i rozwiązaniu problemów dotyczących wynagrodzeń pracowników. Poza propozycją potencjalnie krótkoterminowego zwolnienia z podatku, wielu właścicieli nieruchomości może mieć poczucie, że zostali pominięci w pakietach pomocowych.

Według wstępnych wyników badania przeprowadzanego przez Colliers, inwestorzy nadal wykazują się dużym apetytem. Dodatkowo, wolumen kapitału, który może zostać zainwestowany, również pozostaje wysoki, a nawet potencjalnie mógłby wzrosnąć, jednak wielu inwestorów wstrzymuje decyzje do czasu, gdy sytuacja się wyjaśni, szczególnie w kwestii finansowania, wycen i możliwości obejrzenia potencjalnej nieruchomości.

Wszystkie powyższe prognozy uzależnione są od tego, jak długo będziemy zmagać się z pandemią, jaką skalę osiągną szkody ekonomiczne oraz jak szybko wszyscy gracze na rynku zdołają odzyskać siły i przystosować się do zmian, które z pewnością zajdą, a przynajmniej zostaną z nami przez pewien czas. Wszystkie podmioty bez względu na profil działalności – deweloperzy, banki, inwestorzy, najemcy czy doradcy – odczują zmianę.

Po świętach w pozytywnych nastrojach

Powrót po świątecznej przerwie odbywa się w pozytywnych nastrojach, gdyż rynek akcji dyskontuje ożywioną dyskusję o przywróceniu gospodarkę do działania, a waluty surowcowe pozytywnie przyjęły dane z chińskiego handlu zagranicznego wskazujące na nasilony popyt na surowce. Tymczasem złoto poprawia ponad siedmioletnie szczyty.

Rynek szacuje wagi czynników wpływających na instrumenty i lepiej ocenia te pozytywne. Przede wszystkim wiele zależy od tempa, z jakim przywrócona zostanie aktywność gospodarcza w USA. Prezydent Trump zapewnia, że nastąpi to szybko, a CDC przewiduje, że szczyt zachorowań w USA przyjdzie w tym tygodniu. Na świecie tempo nowych przypadku zachorowań zwalnia. W Europie, choć lockdown wciąż trwa, tak Hiszpania łagodzi restrykcje dotyczące zakazu prowadzenia działalności. Z drugiej strony Francja wydłużyła lockdown do 11 maja, a podobna decyzja czeka Wielką Brytanię. Druga fala zachorowań odnotowywana jest w Azji.

Rynek stara się ocenić, na ile złe wieści zostały już zdyskontowane, w efekcie czego teraz można skupić się na tych pozytywnych. To ryzykowna gra w warunkach podwyższonej zmienności i drzemiącego na boku kapitału, który może zarówno polować na tanie okazje do kupna, jak i szukać szczęścia w pozycjach krótkich. Jakkolwiek lepiej jest grać scenariusz odbicia, wcale nie musi się to odbywać po prostej linii. Dziś pozytywny klimat budują dane z chińskiego handlu zagranicznego, które pokazały znacznie mniejszy niż się spodziewano spadek eksportu (-6,6 proc. r/r vs -13,9 proc. r/r) i niespodziewany wzrost importu denominowanego w CNY (2,4 proc. r/r, prog. -7 proc. r/r). W szczególności siła importu towarów spowodowała, że AUD i NOK są dziś w czołówce aprecjacji walut G10. Ale łyżkę dziegciu dokłada OPEC+, który zawarł rozczarowujące porozumienia redukcji wydobycia tylko o 9,7 mln b/d, kiedy globalne załamanie popytu jest szacowane nawet na 30 mln b/d. To nie pozwala cenom ropy wyrwać się wyżej, szczególnie że już pojawiają się wątpliwości, na ile nowe zobowiązania do cięcia wydobycia będą wypełniane. Wreszcie rusza sezon wyników kwartalnych spółek z Wall Street i interesującym będzie, jak firmy oceniają wpływ koronawirusa na przyszłą sprzedaż. Można spodziewać się negatywnych informacji.

Warunki rynkowe coraz mocniej ciągną ceny złota do góry. Na początku tygodnia uncja złota kosztuje już ponad 1700 USD. Fed zagwarantował nieograniczone pokłady dolara i rynek ma przestrzeń do odreagowania panicznej ucieczki w USD. Złoto także załapało się na to odbicie, gdyż część inwestorów chce odbudować alokację w kruszcu. Rynek akcji dalej cechuje podwyższona zmienność, ale przy dostarczonej przez banki centralne płynności powinniśmy już uniknąć gwałtownych szarpnięć, które zmuszałyby do wyprzedaży złota. W efekcie znikają dwa czynniki mogące blokować metal. Natomiast niepewność o skalę szkód wywołanych pandemią COVID-19 trzyma inwestorów z dala od aktywów ryzykownych. A co, jeśli pandemia osłabnie? Dla wzrostu cen złota nie jest to przeszkoda. Jeśli kryzys medyczny zostanie zażegany, pojawią się obawy o ryzyko kredytowe państw starających się wyjść z recesji poprzez emisję długu. W przypadku złagodzenia warunków lockdownu uwolniony popyt może nie zostać szybko zaspokojony przez ograniczoną podaż. Ryzyko wyższej inflacji będzie sprzyjać perspektywom złota.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pandemia to sprawdzian dla demokracji i solidarności społeczeństwa. Długofalowych zmian raczej jednak nie będzie

Pandemia obnażyła trudności, z którymi od dawna borykaliśmy się jako społeczeństwo. – W obliczu zagrożenia stajemy się solidarni, ale to tylko pokazuje słabość systemu w obszarze służby zdrowia, edukacji czy gospodarki – ocenia dr Mira Marcinów, filozofka i psycholożka z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. W czasach kryzysu społeczeństwo potrzebuje lidera, przywódcy, dlatego słuchamy zaleceń i przeważnie przestrzegamy kwarantanny. Może to jednak budzić wątpliwości co do bezpieczeństwa zasad demokracji.

– Pandemia jedynie obnażyła trudności, z którymi od dawna borykaliśmy się jako społeczeństwo. Myślę o brutalnych obszarach systemu, z którymi od dłuższego czasu radziliśmy sobie dość prymitywnie, poprzez wyparcie czy zanegowanie istnienia problemów. Koronawirus nie jest wyłącznie problemem medycznym – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Mira Marcinów, psycholożka i filozofka z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.

Z danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju wynika, że nakłady Polski na służbę zdrowia stanowią 6,3 proc. PKB (publiczne – 4,34 proc. PKB). Pod tym względem nie wypadamy najlepiej na tle krajów OECD, bo średnia dla tej grupy wynosi 8,8 proc. Okazuje się jednak, że w starciu z koronawirusem wszyscy przegrywają, nawet te państwa, które na zdrowie przeznaczają relatywnie najwięcej. Pandemia obnażyła jednak wszystkie słabości naszego kraju, nie tylko te związane z opieką zdrowotną.

– Pandemia odsłoniła niewydolność systemu w kwestii edukacji, gospodarki i polityki. Budujemy jednak wokół tego pozytywną narrację, że w sytuacji ekstremalnej to obywatele muszą podejmować heroiczne decyzje na poziomie indywidualnym, na przykład dobrowolnie wpłacając pieniądze na odzież ochronną dla personelu. Ale takie bohaterstwo na poziomie indywidualnym pokazuje jedynie klęskę instytucji społecznych i rozwiązań politycznych – przekonuje dr Mira Marcinów.

Jak podkreśla, dotychczasowa reakcja społeczeństwa na pandemię jest w większości poważna i adekwatna.

– Poważne podejście do ryzyka nie musi się jednak wiązać z respektem wobec zaleceń rządu, bo to wymaga zaufania. Zaufania, że podczas kwarantanny nie zostaniemy bez pomocy, że gdy zachorujemy, to ktoś nam pomoże – zauważa ekspertka Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.

Mimo że na co dzień z tym zaufaniem bywa różnie, to w trudnych sytuacjach społeczeństwo szuka przywódców, opiekunów. Dowodem może być to, że w obliczu pandemii przystaliśmy na rozwiązania prawne, takie jak ograniczenia swobody, na które bez widma katastrofy nikt by się nie zgodził – zgodnie z rządowymi zaleceniami nie wychodzimy z domu, zakupy robimy wtedy, kiedy to faktycznie koniecznie, zrezygnowaliśmy ze spotkań towarzyskich.

 W sytuacjach niepewności często poddajemy się regresowi, jesteśmy jak dzieci, szukamy odpowiedzialnego przywódcy – rodzica. Sytuacje zagrożenia zawsze ożywiały skłonności infantylne. Jesteśmy zaniepokojeni, wręcz przerażeni. A w takiej sytuacji całą energię możemy wkładać w zanegowanie zagrożenia poprzez szukanie tego, który deklaruje własną wszechmoc. To oczywiście budzi wątpliwość, jaki wpływ pandemia będzie miała na demokrację – podkreśla filozofka. – Niebawem przekonamy się, czy wybory w obecnej sytuacji epidemiologicznej się odbędą. To na podstawie takich konkretnych reakcji społeczeństwa powinniśmy budować odpowiedzi na pytanie, czy potrafimy być solidarni w sytuacji zagrożenia.

Podejmowane oddolne inicjatywy wsparcia dla personelu medycznego, seniorów i potrzebujących potwierdzają to, co znamy już z historii – w obliczu zagrożenia i tragicznych zdarzeń potrafimy się zjednoczyć jako naród, współpracować i pomagać innym.

Antoni Kępiński pisał o histeryzacji społeczeństwa w czasie zarazy, kataklizmów czy wojen, o tym, że kiedy tracimy zdolność kierowania własnym losem, czujemy się bezsilni. W takich sytuacjach nasze decyzje tracą autonomiczny charakter, decydujemy tak, jak decydują inni, „ja” jest zastąpione przez „my”, wzrasta podatność na sugestię, szukamy wodza, który jest namiastką ojca, łatwo ulegamy nastrojom swego otoczenia. I jedynie aktywność jest w stanie rozładować stan wewnętrznego napięcia, który przeżywamy. Z tym że w przypadku pandemii remedium zawsze polegało na dziwnym rodzaju aktywności i solidarności poprzez fizyczne separowanie się – wyjaśnia dr Mira Marcinów.

Pandemia z pewnością będzie mieć polityczne i gospodarcze konsekwencje, choć zarówno ich zakres, jak i skalę trudno dziś prognozować. Pod względem socjologicznym także może być różnie.

Nie chodzi o to, kto lepiej przewidzi przyszłość, kto jest lepszym prorokiem, ale o budowanie różnych narracji dotyczących zmian po pandemii. Z jednej strony musimy być przygotowani na najgorsze, ale z drugiej – musimy liczyć na najlepsze – podkreśla dr Mira Marcinów. – Mam nadzieję, że to pójdzie w stronę współpracy, a nie rywalizacji: który kraj najlepiej poradzi sobie z pandemią, który rząd wygra, który zespół wynajdzie szczepionkę na wirusa i  wygra.

Według ekspertki IFiS PAN ewentualne zmiany mogą być jednak krótkofalowe.

Dotychczas sytuacja pandemii zmieniła nasze deklaracje dotyczącego tego, że wiedza specjalistyczna ma znaczenie, że rząd powinien być sprawą poważnych ludzi. Ale po jej ustaniu możemy równie szybko o tym zapomnieć. Mam oczywiście nadzieję, że nie zapomnimy – podkreśla dr Mira Marcinów. – Obawiam się, że niewiele się zmieni na lepsze – że szybko i bezmyślnie będziemy chcieli powrócić do starego, dobrze znanego porządku, zbyt szybko chcąc odzyskać utracone poczucie bezpieczeństwa.

Skutki pandemii nie omijają energetyki. Może to oznaczać problemy z realizacją zaplanowanych inwestycji

Skutki pandemii nie omijają energetyki. Może to oznaczać problemy z realizacją zaplanowanych inwestycji 1

Mniejsze zapotrzebowanie na energię i surowce obniża ich ceny, a więc także wpływy spółek energetycznych. To może oznaczać problemy z realizacją ich inwestycji, szczególnie tych związanych z transformacją systemu energetycznego. Ministerstwo Klimatu alarmowało, że zerwanie łańcucha dostaw i braki kadrowe stanowią też ryzyko dla inwestycji w OZE. Jednak nie powinniśmy odkładać ich w czasie, gdyż polityka klimatyczna Unii Europejskiej w tym zakresie się nie zmieni.

– Polska energetyka jest w bardzo trudnym momencie związanym z pandemią koronawirusa i nie ma co ukrywać, że gospodarka, a tym bardziej energetyka, może istotnie odczuć jej konsekwencje. Cena energii w kontraktach długoterminowych na Towarowej Giełdzie Energii notuje swoje minima. Z jednej strony można się cieszyć, że ceny są o kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt procent niższe od tych sprzed dwóch miesięcy. Jednak z drugiej strony konsekwencją zapewne będzie brak środków na inwestycje generowane przez spółki energetyczne – mówi agencji Newseria Biznes Jerzy Kurella, ekspert ds. energetycznych Instytutu Staszica, doradca Pracodawców RP i były prezes PGNiG.

Jak podaje Forum Energii, w 2019 roku udział węgla w produkcji energii elektrycznej wyniósł 73,6 proc. Projekt polityki energetycznej Polski do 2030 roku przewiduje jednak spadek znaczenia czarnego surowca w miksie energetycznym do 60 proc. przy równoczesnym zwiększaniu znaczenia energii z OZE. Transformacja energetyczna to jednak proces obliczony na dziesięciolecia, wymagający stabilnych ram prawnych i przede wszystkim finansowania, którego koszty szacowane są na kilkaset miliardów złotych. Co więcej, zapotrzebowanie na energię będzie w tym czasie istotnie wzrastać, a stare bloki – opalane węglem kamiennym i brunatnym – będą wyłączane z eksploatacji, przez co pilnie potrzebne są inwestycje w rozbudowę mocy wytwórczych i rozwój sieci.

– Trzeba pamiętać, że większość polskiej energetyki powstała w latach 70. i siłą rzeczy wiele bloków energetycznych straciło swoje możliwości generowania energii i będzie podlegać wyłączeniom. Stąd też przed polską energetyką duże wyzwanie związane ze zmianą dotychczasowego aksjomatu, czyli odejście od wielkogabarytowych bloków energetycznych na rzecz energetyki obywatelskiej, prosumenckiej, która jest zdecydowanie mniej podatna na kataklizmy, jak choćby pandemia koronawirusa – mówi Jerzy Kurella.

Jak podaje Forum Energii, skutki pandemii nie omijają energetyki: zapotrzebowanie na energię elektryczną spada średnio o ponad 7 proc., a niedługo w statystykach widoczne będzie też zmniejszone zużycie paliw. Średnia cena energii elektrycznej na rynku krótkoterminowym jest już niższa o 1/4, najniżej od blisko dwóch lat notowane są uprawnienia do emisji CO2. Choć energia tanieje, to już pojawiają się problemy z niewypłacalnością odbiorców, które mogą pociągnąć za sobą kłopoty dla małych, niezależnych sprzedawców energii.

 Niższe zapotrzebowanie na energię będzie trwać tak długo jak pandemia koronawirusa. Wierzę, że nie dłużej niż trzy–sześć miesięcy, ale nawet po takim okresie gospodarka będzie musiała ruszyć. Trzeba będzie zacząć normalnie funkcjonować i przywrócić procesy gospodarcze na normalne tory. Niższe zapotrzebowanie na energię jest więc mimo wszystko krótkotrwałe, ale oczywiście stanowi problem dla spółek energetycznych i podmiotów, które odpowiadają za bilansowanie energii. Jednak dla przedsiębiorców i obywateli zostanie to niezauważone. Chyba że dojdzie do jakiejś gigantycznej katastrofy gospodarczej, ale na to nie będzie jednego, dobrego rozwiązania – mówi ekspert.

Były prezes PGNiG ocenia również, że w długim horyzoncie czasowym pandemia koronawirusa nie powinna mieć negatywnych skutków dla rozwoju energetyki ze źródeł odnawialnych. Ministerstwo Klimatu pod koniec marca alarmowało, że zerwanie łańcucha dostaw, szczególnie komponentów z Chin, braki kadrowe czy spowolnienie niektórych procedur w związku z pandemią może generować problemy firm z branży OZE zobowiązanych do rozpoczęcia produkcji energii zakontraktowanej w ramach systemu aukcyjnego, jak również na innych warunkach.

– Niezależnie od tego, czy chodzi o części do paneli fotowoltaicznych, czy inne inwestycje, my również potrafimy – w Polsce i Europie – wybudować dobre panele, jesteśmy w stanie stworzyć instalacje związane z energetyką wiatrową. Ten krótkotrwały, kilkumiesięczny okres związany z zachwianiem dostaw zostanie bardzo szybko uzupełniony przez instalacje produkowane w Europie. Może to się wiązać z nieco wyższymi cenami instalacji, ale w żadnym wypadku nie zmieni generalnego kierunku związanego z przestawianiem się europejskiej energetyki na bardziej przyjazną ludziom i klimatowi – uważa Jerzy Kurella.

W ubiegłym roku w Polsce produkcja energii elektrycznej z OZE była najwyższa w historii i przekroczyła 25 TWh. Rosną moce zainstalowane w źródłach odnawialnych, na koniec 2019 roku było to już 9,5 GW. Szybki rozwój OZE w ostatnich dwóch latach wynika głównie z inwestycji w instalacje prosumenckie, ale wciąż jest niewystarczający, aby Polska mogła wypełnić unijne zobowiązania dotyczące ich udziału w miksie energetycznym. Te wciąż pozostają w mocy, ponieważ – jak podkreśla ekspert Instytutu Staszica – kryzys wywołany pandemią koronawirusa nie powinien zepchnąć polityki klimatycznej na drugi plan ani zahamować wdrażania Europejskiego Zielonego Ładu, przyjętego w grudniu 2019 roku przez Komisję Europejską. Plan ten zakłada osiągnięcie przez UE neutralności klimatycznej do 2050 roku, przy jednoczesnym wsparciu dla innowacyjnej gospodarki.

– Pandemia koronawirusa nie spowoduje, że za kilka miesięcy problem smogu zniknie. Jeśli będziemy kontynuować politykę opartą przede wszystkim na złożach kopalnych, znajdziemy się w konfrontacji wobec zamierzeń UE. One się nie zmienią, jestem przekonany, że decyzje podjęte w grudniu podczas obrad Komisji Europejskiej będą kontynuowane. Być może zostaną przesunięte w czasie, ale mówimy o perspektywie do 2050 roku. Bez względu na to, co się obecnie dzieje, Polska powinna ściśle włączyć się w ten fundamentalny dla Europy program, który zmieni nie tylko współczesną energetykę, ale i dotychczasowe myślenie o gospodarce i przemyśle. Paradoksalnie pandemia koronawirusa jeszcze mocniej pokazała, że European Green Deal może być niepowtarzalną szansą dla krajów europejskich na włączenie się w globalną konkurencję o przyszły kształt gospodarczy świata, opartego na najnowszych technologiach, z nowymi modelami biznesowymi i społecznymi. W zjednoczonej Europie jest tego pełna świadomość, stąd też stanowcze oświadczenia chociażby Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej, że w tym zakresie polityka Unii Europejskiej się nie zmieni  – mówi ekspert ds. energetycznych Instytutu Staszica.

[DEPESZA] Branża leasingowa chce minimalizować skutki pandemii. Jednym z pomysłów jest wideoweryfikacja klientów

0

Branża leasingowa odnotowała wzrost na poziomie 0,4 proc. w zakresie udzielonego finansowania za pierwsze dwa miesiące roku. W marcu firmy odczuwały już wpływ pandemii koronawirusa, podobnie jak przedsiębiorstwa, które korzystają z ich usług. Z myślą o nich wprowadzono m.in. możliwość odroczenia spłaty zobowiązań leasingowych. Jednocześnie firmy wprowadzają też możliwość zdalnego zawierania i aneksowania umów leasingowych przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii. Brak kontaktu z handlowcem zapewni bezpieczeństwo i ciągłość obsługi klientów, a to jest kluczowe dla całej gospodarki. Wideoweryfikację klientów wprowadziła już Idea Getin Leasing.

Ciągłość działania branży leasingowej jest istotna o tyle, że dostarcza ona instrumenty finansowe (leasing, pożyczki inwestycyjne, krótko- i długoterminowe finansowanie wynajmu pojazdów i innych sprzętów) dla ponad 800 tys. przedsiębiorstw, z których ponad 50 proc. to mikrofirmy o obrotach do 5 mln zł rocznie. Udział firm leasingowych w finansowaniu inwestycji, zwłaszcza MŚP, rośnie z roku na rok. Przedsiębiorstwa sięgają po ten instrument, ponieważ jest to szybkie źródło pozyskania finansowania niezbędnych im pojazdów i urządzeń, a poza tym elastyczne, z uproszczonymi procedurami i dające korzyści podatkowe.

Wśród rozwiązań, które mają wesprzeć klientów firm leasingowych w tej trudnej sytuacji, jest m.in. umożliwienie restrukturyzacji bieżących zobowiązań na okres nawet do sześciu miesięcy. Ponadto część podmiotów w sektorze stosuje już narzędzia, które mają uprościć kontakt z nowymi i dotychczasowymi klientami. Możliwość zdalnego podpisywania umów wprowadziła Idea Getin Leasing.

W ten sposób dostosowujemy się do aktualnych ograniczeń oraz wychodzimy naprzeciw technologicznym oczekiwaniom naszych klientów i partnerów. Wśród nich w szybkim tempie przybywa ludzi nastawionych na dokonywanie transakcji w kanałach cyfrowych za pomocą przenośnego komputera czy smartfona, oczekujących spersonalizowanych ofert i decyzji kredytowych w czasie rzeczywistym – mówi Lech Stabiszewski, członek zarządu Idea Getin Leasing.

Nowy proces podpisywania umów w spółce odbywa się za pośrednictwem wideoweryfikacji, czyli bez bezpośredniego kontaktu klienta z handlowcem. Do zawarcia umowy niezbędne są jedynie np. laptop z kamerą, dostęp do internetu i telefon komórkowy. Dzięki wykorzystaniu jednej z popularnych aplikacji do komunikacji online klient może zawrzeć umowę leasingu, pożyczki, najmu lub kredytu na wybrany sprzęt z dowolnego miejsca w całej Polsce i bez konieczności wychodzenia z domu.

– W ten sposób umożliwiamy firmom realizację wcześniejszych planów bądź np. przebranżowienie i przygotowanie się na powrót do normalnej działalności po zniesieniu ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa – podkreślają przedstawiciele Idea Getin Leasing.

Z pomocą leasingu firmy najchętniej finansują zakup nowych aut – ten segment ma blisko 50-proc. udział w całym rynku. Dlatego też w ramach dodatkowych udogodnień Idea Getin Leasing w kanale online proponuje klientom także możliwość zakupu i finansowania sprzętów ze swojego serwisu aukcyjnego, a w Auto Katalogu SAMAR (autokatalog.pl) w II połowie kwietnia pojawią się auta dostępne od ręki w specjalnych ofertach kilkudziesięciu dealerów z całej Polski.

Również w tym przypadku klienci będą mogli zakupić auto i podpisać nową umowę, np. leasingową czy najmu, w kanale zdalnym przy wykorzystaniu wideoweryfikacji, a następnie auta będą bezpiecznie dostarczane pod domy w całej Polsce, pod wskazany przez klienta adres – podkreśla Robert Bendlewski, dyrektor Departamentu Pojazdów Idea Getin Leasing.

Auto Katalog SAMAR to wirtualny salon samochodowy, w którym użytkownik może przeglądać ponad 250 tys. zdjęć aut i 300 galerii wnętrz 360 st. albo stworzyć 55 tys. różnych kombinacji porównań wybranych pojazdów.

– Prezentujemy 53 marki i 432 modele samochodów, a wsparciem klientów w wyborze finansowania jest tekstowy livechat i pomoc konsultanta online. Kolejnym krokiem rozwoju platformy będzie m.in. zaoferowanie użytkownikom gotowych do natychmiastowego odbioru aut, których specjalne warunki finansowania zostały przygotowane we współpracy z dealerami z całej Polski – dodaje Robert Bendlewski.

Praca zdalna codziennością dla 2/3 pracujących Polaków. Jej największymi zwolennikami są mężczyźni

Ponad 60 proc. Polaków przynajmniej część swoich obowiązków wykonuje zdalnie – wskazuje Barometr Providenta. Wielu z nich przyzwyczaiło się już do tej zmiany i nawet woli pracować z domu niż w biurze. Co ciekawe, więcej zwolenników home office jest wśród mężczyzn. Polacy doceniają przede wszystkim to, że nie tracą czasu i pieniędzy na dojazdy do pracy oraz mogą pracować w wygodnym domowym stroju. Jako wadę wskazują brak kontaktu z innymi ludźmi i integracji ze współpracownikami.

Według Barometru Providenta wśród zalet pracy zdalnej dominuje oszczędność czasu na dojazdy. Odpowiedziało tak trzech na pięciu badanych, a ponad połowa wskazała na zaoszczędzone w ten sposób pieniądze. Polacy doceniają także możliwość oderwania się od gwarnego biura (45,5 proc.) oraz możliwość pracy w domowym stroju (40 proc.).

– Jako główny minus pracy zdalnej osoby badane określiły brak kontaktów z ludźmi, czyli brak aspektu socjalnego, brak możliwości wypicia szybkiej wspólnej kawy w kuchni, wymienienia krótkiej informacji na korytarzu czy odbycia krótkiego spotkania. Przenieśliśmy się bardzo mocno na telefony i aplikacje, które umożliwiają nam kontakt – podkreśla Karolina Łuczak, kierownik biura prasowego i komunikacji wewnętrznej Provident Polska.

Na taką wadę wskazało 86,5 proc. badanych. Polacy narzekają także na problemy z koncentracją spowodowane dużą liczbą bodźców, jak np. włączony telewizor czy pracujący obok partner/partnerka. Rozprasza ich także konieczność opieki nad dziećmi czy wykonywania innych domowych obowiązków.

– Oczywiście łatwo jest mówić: zorganizujmy sobie w domu kącik do pracy i zaplanujmy szczegółowo rozkład dnia. Starajmy się faktycznie tego dotrzymać, ale rzeczywistość często bywa trudna i nie zawsze da się tego dokonać – mówi Karolina Łuczak.

W badaniu Providenta ponad połowa respondentów deklaruje, że w domu ma wygospodarowane miejsce do pracy. Z kolei co piąty badany wskazuje na trudności z rozplanowaniem dnia pracy i koniecznością wykonania domowych obowiązków

Mimo to zdecydowanie więcej osób preferuje pracę z domu niż w biurze (40,7 proc. vs. 33,6 proc.). Wśród zwolenników takiej formy przeważają mężczyźni.

– Dla prawie połowy z nich to lepszy sposób na pracę niż wykonywanie obowiązków zawodowych w biurze. Jest to zbieżne z wynikami badań UN Global Compact, które wskazują na trudniejszą sytuację kobiet pracujących z domu, ponieważ to one częściej niż mężczyźni są odpowiedzialne także za wspieranie edukacji dzieci i zajmowanie się domem – wskazuje Anna Karasińska, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska.

– Około 40 proc. badanych podczas pracy w domu gotuje. Wiele osób w tym czasie sprząta lub pierze. Widać więc, że wykorzystujemy ten czas na domowe obowiązki. Tylko 22 proc. badanych mówi, że pracując z domu, koncentruje się w tym czasie wyłącznie na zawodowych obowiązkach i nie ma żadnych rozpraszaczy – podkreśla Karolina Łuczak.

Wyniki Barometru Providenta wskazują na to, że praca zdalna jest efektywna i wydajna. Takiego zdania jest 56 proc. badanych. Podobny odsetek ankietowanych podkreśla, że jest to formuła współpracy co najmniej w równym stopniu lub nawet bardziej opłacalna dla pracodawcy w porównaniu z obowiązkami wykonywanymi stacjonarnie.

Polacy rewolucjonizują domową klimatyzację. Innowacyjne urządzenie pobierze energię w nocy i uwolni ją w ciągu dnia

Pandemia koronawirusa może spowodować, że pierwsze upały większość z nas będzie musiała spędzić w domu. W takim przypadku nieoceniona może się okazać klimatyzacja. Urządzenia do niej mogą już być kontrolowane przez smartfona, są też dostępne klimatyzatory zasilane energią słoneczną. Opracowany przez polskich inżynierów akumulator energii chłodu pozwoli pobierać energię w nocy i uwolni ją w ciągu dnia. Dzięki temu zużycie będzie liczone według korzystniejszej, nocnej taryfy. Jak szacują producenci, aż 70 proc. kosztów energii elektrycznej w miesiącach letnich wynika  właśnie z użytkowania klimatyzacji.

– Akumulator energii chłodu, jak mówi sama nazwa, akumuluje energię w postaci lodu. Jest to o tyle innowacyjne rozwiązanie, że nikomu wcześniej nie udało się odspajanie lodu od elementu, na którym się gromadził. Powodowało to straty i obniżenie sprawności urządzenia, natomiast dzięki procesowi odrywania się lodu od naszego wymiennika mamy tę przewagę nad innymi tego typu urządzeniami, że nasze utrzymuje sprawność niemal cały czas na tym samym poziomie wydajności – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jan Soczewka, prezes i założyciel firmy Mar-Bud.

Nakładane przez rząd restrykcje związane z pandemią koronawirusa są przedłużane. To może oznaczać, że pierwsze upalne dni będzie trzeba spędzić w domu. Z pomocą mogą wówczas przyjść klimatyzatory, które są coraz bardziej innowacyjne. Można już włączyć je w system inteligentnego domu i kontrolować za pomocą aplikacji mobilnej, można także już wybierać pośród klimatyzacji zasilanych energią słoneczną.

Obniżanie kosztów chłodzenia pomieszczeń jest istotne, gdyż według danych firmy Mar-Bud nawet do 70 proc. zużycia energii elektrycznej w budynkach w okresie letnim wynika właśnie z użytkowania klimatyzacji. Integracja tych urządzeń z systemami magazynowania chłodu pozwala przenieść zużycie energii z godzin szczytu na godziny nocne. Dzięki temu jest ono liczone według tańszej taryfy.

– Urządzenie działa w cyklu dobowym i generalnie przynosi zysk w dwóch obszarach: jeden to właśnie jego wyższa sprawność przez to, że pracuje w nocy, w niższych temperaturach, a drugi to niższy koszt jednostkowy energii elektrycznej, która jest tańsza w nocy – wyjaśnia Jan Soczewka.

Urządzenie działa po podłączeniu go do istniejącej instalacji klimatyzacyjnej na zasadzie plug-and-play. W pracy wykorzystuje ten sam czynnik chłodzący co główna instalacja. Co ważne, magazyn jest kompatybilny ze wszystkimi znanymi systemami chłodzenia przemysłowego, które wykorzystują wodę lodową. Urządzenie jest innowacyjne w skali świata.

– Sterujemy nim online, dzięki czemu przy zestawieniu bardzo dużej liczby urządzeń, np. tysiąca czy więcej, możemy wykorzystać energię, której będzie brakowało w sieci. Latem, przy najwyższych temperaturach mamy niedobory energii. Wtedy możemy zastosować nasze urządzenie i nie korzystać z tzw. pierwotnych źródeł energii. Pozwala ono również na tzw. ścinanie pików. Nie pobiera energii wtedy, kiedy zapotrzebowanie jest najwyższe, w okresie wysokich temperatur zewnętrznych – dodaje prezes firmy Mar-Bud.

Z raportu TechSci Research wynika, że światowy rynek klimatyzatorów był w 2017 roku wyceniany na 121 mld dol. Do 2023 roku ma osiągnąć wartość 231 mld dol. Z kolei analitycy Fortune Business Insights ocenili globalny wolumen tego rynku na 14 mln urządzeń w 2018 roku. Do 2026 roku ma być ich 19,4 mln.

Historyczne porozumienie producentów ropy

W Niedzielę Wielkanocną Państwa OPEC+ podjęły kolejną próbę zażegnania kryzysu, który został wywołany przez sprzeciw Meksyku, który swoje wydobycie chciał ograniczyć o 100 tys. b/d a nie proponowane 400 tys. b/d. Takie stanowisko wynikało z faktu, że Prezydent Andres Manuel Lopez Obrador za kluczowy projekt swojej kadencji uznaje podniesienie wydobycia to 2,5 mln b/d do końca 2024 roku. Na początku 2020 roku wydobycie wynosiło około 1,7 mln b/d a eksport około 1,2 mln b/d. Plany wzrostu wydobycia zakładają m.in. że państwowa spółka Pemex uruchomi w tym roku dwa razy więcej szybów niż w 2019 roku. Strategiczny cel intensywnego zwiększania produkcji kłóci się oczywiście z partycypacją w ostrej redukcji wydobycia przez OPEC+.

Uczestnictwo Meksyku w porozumieniu wisiało na włosku, ale trwający kilkadziesiąt godzin impas w końcu został wczoraj przełamany. Meksyk dostał zgodę na obniżenie produkcji o jedynie 100 tys. b/d. Sprawia, to, że:

w maju i czerwcu OPEC+ ograniczy wydobycie o 9,7 mln b/d (a nie 10 mln jak wcześniej zakładano) od lipca do końca roku cięcie będzie wynosić 7,7 mln b/d w pierwszym kwartale redukcja będzie mieć wartość 5,7 mln b/d.

Punktem referencyjnym dla cięcia wydobycia jest październik 2018 roku. W ostatnim miesiącu trwania wojny cenowej wiele państw OPEC uruchomiło wolne moce produkcyjne, co sprawia, że od obecnych pułapów cięcie wynosi mniej więcej 12,5 mln b/d.

Dodatkowo, na rynku pojawiają się informacje, że państwa spoza OPEC+: USA, Norwegia, Indonezja i Kanada ograniczą wydobycie o łącznie 4 do 5 mln b/d. Zresztą okazuje się, że to Stany Zjednoczone mają przejąć na siebie redukcję, której unika Meksyk. Część ważnych konsumentów surowca (USA, Indie, Japonia, Korea Płd.) zapowiedziało też, że przyczynią się do równoważenia rynku ropy także poprzez zwiększenie swoich rezerw strategicznych surowca. Mówi się, że skala zakupów ma wynieść około 3 mln b/d. Więcej informacji na ten temat International Energy Agency ma podać w środę.

W Poniedziałek Wielkanocny przed południem baryłka WTI jest wyceniana na 23 USD. Pokazuje, to, że inwestorzy liczyli na więcej ze strony OPEC+ i nowych sojuszników a poprzeczka oczekiwań przed negocjacjami była bardzo wysoko postawiona. Zresztą jedyny moment w trakcie wideokonferencji, kiedy ceny rosły, to ten, w którym pojawiły się nieprawdziwe pogłoski o możliwym cięciu o 20 mln b/d. Należy pamiętać, że obecnie skala zapaści popytu na surowiec może sięgać 30 mln b/d. Wysiłki państw wydobywających ropę nie są w stanie zapobiec gigantycznej nadpodaży i przyrostowi zapasów, ale sprawią, że nie grozi w tej chwili trwały spadek do kilkunastu dolarów za baryłkę. Perspektywy rynku w drugiej połowie roku, gdy globalna aktywność gospodarcza zacznie nabierać wigoru po kwarantannie wyglądają korzystniej. Odbicie cen WTI powyżej 40 USD w IV kwartale i dalsze wzrosty w roku 2021 jawią się jako realny scenariusz.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Polskie firmy w marcu przekazały ponad 100 milionów wsparcia na walkę z COVID-19

W marcu polski biznes przekazał na walkę z koronawirusem ponad 100 mln zł w gotówce lub przelewem. Do tego, należy doliczyć pomoc przekazaną w formie rzeczowej m.in. w formie żywności lub sprzętu. Właśnie ukazał się raport podsumowujący społeczną odpowiedzialność biznesu w Polsce w czasie kryzysu.

Ponad 100 dużych i średnich firm i niezliczona ilość małych firm pokazało siłę w obliczu kryzysu, jaki dotknął całą naszą gospodarkę. Dla biznesu to szczególnie trudny czas, bo nie każdego stać na utrzymanie firmy w czasie przestoju. Jednak jak się okazuje chęć pomocy jest silniejsza. Kiedy służba zdrowia apeluje o pomoc, polscy przedsiębiorcy nie pozostają na te apele obojętni.

Sektor przemysłowy największym wsparciem

Najliczniej reprezentowanym sektorem wśród firm, które w marcu udzieliły wsparcia w walce z epidemią, jest sektor przemysłowy: to aż 42% firm. Największą kwotę wsparcia finansowego dla służby zdrowia przekazał PKN Orlen. Kwota jednorazowego dofinansowania wyniosła ponad 60 mln złotych.

Wyżywienie dla personelu medycznego

Nie można zapomnieć o małych przedsiębiorstwach, które również dokładają swoją cegiełkę do podbudowywania sytuacji służby zdrowia. Pracowników ochrony zdrowia intensywnie wspierała także gastronomia przekazując posiłki dla pracowników szpitali. To drugi najliczniej reprezentowany sektor, który w marcu udzielił pomocy medykom, szpitalom i pacjentom.

Zaraz obok niego plasuje się sektor informacji i komunikacji, do którego zaliczone zostały m.in. firmy produkujące gry czy firmy IT. Obecne na liście są również firmy z sektora finansowego i bankowego, które na pomoc przekazały ponad 23 mln złotych.

O kondycji polskiego biznesu

W badaniu biznesowego wsparcia służby zdrowia uwzględniono 102 firmy, które w marcu zdecydowały się pomóc. Najczęściej przedsiębiorcy decydowali się na przekazanie pomocy finansowej w kwocie między 1 mln a 5 mln złotych. Drugą najczęściej przekazywaną sumą są wartości od 500 tys. do 1 mln złotych.

Raport w całości można bezpłatnie pobrać na stronie markethub.pl. Ponieważ codziennie powstają nowe inicjatywy i dołączają kolejne firmy,  na początku maja ukaże się aktualizacja raportu.

#MieszkanieDlaMedyka – jak można pomóc?  

Personel medyczny jest szczególnie narażony na zakażenie koronawirusem. Lekarze, ratownicy, pielęgniarki i pozostali pracownicy szpitali codziennie ryzykują zdrowiem nie tylko swoim, ale również bliskich i rodzin. To właśnie z myślą o nich powstała inicjatywa #MieszkanieDlaMedyka, zorganizowana przez pośredników w obrocie nieruchomościami.

Wynajem w potrzebie

Walczą na pierwszej linii frontu w szpitalach, placówkach medycznych, często również na ulicy. W pracy przeżywają stres, bo mogą zarazić się w każdym momencie. A potem wracają do domu – i znów się martwią, czy nie narażają bliskich na niebezpieczeństwo. Tak wygląda codzienność medyków w trakcie pandemii COVID-19. Wychodząc naprzeciw ich potrzebom branża nieruchomości promuje akcję, dzięki której mieszkania i lokale zostaną nieodpłatnie udostępnione pracownikom służby zdrowia.

Jak można pomóc?

Dysponujesz miejscami noclegowymi? Udostępniając swoje mieszkanie – umeblowane i niezamieszkane – możesz wesprzeć personel medyczny w tym trudnym czasie. Wystarczy wypełnić formularz na stronie http://mieszkaniedlamedyka.pl w zakładce “zgłoś mieszkanie”, uzupełniając podstawowe informacje o nieruchomości – miejscowość, dzielnicę, ulicę, metraż. Organizatorzy akcji skontaktują się z Tobą, gdy znajdą grupę potrzebujących medyków. Udostępnienie mieszkania nastąpi na podstawie umowy użyczenia lokalu, której wzór można pobrać ze strony. Pomaganie jeszcze nigdy nie było tak proste.

Szczytny cel

Inicjatywa #MieszkanieDlaMedyka cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, między innymi dzięki wsparciu agencji pośrednictwa, mediów i portali nieruchomości, w tym RynekPierwotny.pl oraz GetHome.pl. Na apel organizatorów odpowiedziało wiele osób. Ogłoszeń z każdym dniem przybywa, a w mediach społecznościowych powstają grupy pomagające w wymianie informacji, kto potrzebuje mieszkania i kto je oferuje. W ten sposób akcja dotrze do większego grona odbiorców.

Medycy oczywiście nie zapłacą za swój pobyt. Zarówno pośrednicy, jak i osoby prywatne, wstrzymują pobieranie wynagrodzenia przy transakcjach wspierających personel medyczny, chcąc w ten sposób pomóc tym, którzy na co dzień dbają o nasze bezpieczeństwo.

Handel znalazł się na poważnym zakręcie. Ruch w sklepach i na stacjach paliw jest coraz mniejszy

Najnowsze dane z rynku pokazują, że pomiędzy III a IV tygodniem tzw. narodowej kwarantanny ruch w sieciach handlowych zmniejszył się o ponad 14 proc. Z kolei w całym badanym okresie spadł aż o 55 proc. W tym samym czasie na stacjach paliw odnotowano nieco mniejsze spadki – odpowiednio o 4,5 proc. i o blisko 48 proc. Tak wyglądają wnioski z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud oraz UCE RESEARCH, przygotowanego na podstawie obserwacji prawie 930 tys. dorosłych Polaków, a także ponad 20 tys. obiektów handlowych.

Pomiędzy III a IV tygodniem tzw. narodowej kwarantanny ruch w sklepach sieci handlowych obniżył się aż o 14,2 proc. Marcin Lenkiewicz z aplikacji BLIX wyjaśnia, że jest to związane z wprowadzaniem coraz ostrzejszych obostrzeń. Polacy robią większe zakupy raz w tygodniu, a intensywność ruchu rozkłada się właściwie na cały dzień i noc, gdy są otwarte niektóre placówki. Z kolei Maciej Ptaszyński z Polskiej Izby Handlu stwierdza, że zmniejszyła się częstotliwość wizyt, ale radykalnie wzrosła wielkość typowego koszyka zakupowego. Ona ma fundamentalny wpływ na utrzymanie wysokości obrotów w handlu spożywczym.

– Nie oceniam sanitarnej zasadności form ograniczenia ruchu w sklepach. Natomiast z biznesowego punktu widzenia, handel znalazł się na poważnym zakręcie. Przychody sukcesywnie spadają i to w okresie przedświątecznym. Straci na tym dostawa, transport i logistyka. W tych warunkach ceny zostaną obniżone w celu redukcji strat. I równie szybko wzrosną, bo skończy się towar w kilku asortymentach – mówi dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Od I do IV tygodnia tzw. narodowej kwarantanny ruch w sklepach zmalał aż o 55 proc. (I vs II tydzień – spadek o 48,5 procent, I vs III tydzień – o 47,6 proc.). Zdaniem Huberta Majkowskiego z międzynarodowej agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland, sytuację ratuje to, że wielu konsumentów zaczęło robić zakupy online. Ponadto niektóre sklepy rozszerzyły działalność na całą dobę. Dodatkowo cześć z nich wprowadza nowe rozwiązania, np. zamawianie art. poprzez aplikacje i odbiór w placówkach.

– W tej trudniej rynkowo sytuacji warto szczególnie zwrócić uwagę na to, jak reagują sieci na zaistniałą sytuację. Przykładem są projekty typu click&collect. Klienci zamawiają produkty online i odbierają je w specjalnych punktach przy sklepach, bez wchodzenia do środka. Ciekawym rozwiązaniem jest też współpraca Carrefoura z kurierami Glovo, którzy dowożą produkty zamówione poprzez aplikację pod drzwi konsumentów – relacjonuje Marcin Lenkiewicz.

Na stacjach paliw też nie jest dobrze. Patrząc na wyniki od III do IV tygodnia tzw. narodowej kwarantanny ruch spadł o 4,5 proc. – Właściwie trzeba powiedzieć, że wizyty klientów są ograniczone do minimum. Gastronomia działa w bardzo wąskim zakresie i tylko na wynos. Prognozy przewidują jeszcze głębsze zmniejszenie ruchu w związku z zakazem wstępu do lasów i z apelami o pozostanie w domach na Wielkanoc – informuje Krzysztof Romaniuk z Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

Analiza wykazała również, że w całym badanym okresie ubyło aż o 47,6 proc. wizyt na stacjach paliw (I vs II tydzień – spadek o 43,3 procent, a I vs III – o 45,1 proc.). – W omawianym okresie ruch samochodów osobowych obniżył się o około 60 procent, a ciężkiego transportu – o 25 proc. Ewentualne dalsze ograniczenia w przemieszczaniu się spowodują jeszcze głębsze spadki sprzedaży samych paliw, jak również artykułów pozapaliwowych – dodaje ekspert z POPiHN.

Wyniki pochodzą z cyklicznie wydawanego raportu firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH. Monitoring był prowadzony od 9 marca do 5 kwietnia br. Łącznie obserwowano zachowania blisko 933 tys. dorosłych Polaków. Działaniami objęto 23 największe sieci handlowe (ponad 16,7 tys. sklepów) i 8 ogólnopolskich brandów stacji paliw (blisko 3,5 tys. obiektów) we wszystkich 16 województwach.

Branża spożywcza: Wielkanoc przyniesie kolejny, choć mniejszy wzrost sprzedażowy, ale przyszłość jest niepewna

Zbliżające się święta wielkanocne oznaczają dla producentów kolejny wzrost zamówień na produkty spożywcze. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie on tak gwałtowny, jak w marcu i mniejszy niż w latach ubiegłych w analogicznym okresie. Firmy już teraz obawiają się o swoją przyszłość, w tym przede wszystkim o utrzymanie łańcucha dostaw i ciągłości biznesowej, ceny i dostępność surowców. Nie wiadomo też, jaki los czeka produkty spoza tzw. podstawowego koszyka żywnościowego, czyli np. słodycze i przekąski.

O wpływie pandemii koronawirusa na rynek słodyczy oraz na całą branżę spożywczą mówi Arkadiusz Drążek, dyrektor handlowy w firmie Brześć, produkującej słodycze i przekąski.

Po pierwszym boomie sprzedażowym, który obserwowaliśmy w połowie marca wraz z początkiem narodowej kwarantanny, czeka nas kolejny wzrost zapotrzebowania na produkty spożywcze związany z Wielkanocą. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie on jednak tak gwałtowny. Po pierwsze, większość z nas spędzi święta w okrojonym gronie, mając na uwadze rekomendacje rządowe, by nie odwiedzać bliskich. Oznacza to więc rozsądne zakupy, ograniczoną liczbę produktów i potraw wielkanocnych. Po drugie, wiele branż już teraz odczuwa negatywne skutki pandemii koronawirusa, co przełożyło się na pogorszenie sytuacji na rynku pracy i tym samym spadek w dochodach gospodarstw domowych. To, jak i obawa o przyszłość, poskutkują prawdopodobnie oszczędniejszymi niż dotychczas wydatkami na zakupy spożywcze. Potwierdza to zresztą badanie Nielsena przeprowadzone z końcem marca. Zgodnie z jego wynikami, prawie 60 proc. ankietowanych Polaków przewiduje, że obecna sytuacja epidemiologiczna wpłynie na ilość kupowanych produktów[1].

Zakłady produkcyjne w obawie przed przestojami

Na tę chwilę sytuacja producentów branży spożywczej jest ogólnie rzecz ujmując stabilna. To, z czym obecnie mierzą się firmy w naszej branży, to na pewno wdrażanie kolejnych wytycznych GIS dla przedsiębiorstw i pracowników. Akurat w przypadku naszej firmy nie jest to mocno odczuwalne, jako że zakłady produkcyjne w branży spożywczej charakteryzują się podwyższonym poziomem higieny, a obecna sytuacja sprawiła też, że staramy się być o dwa kroku do przodu, jeśli chodzi o zalecenia dotyczące ostrożności i pracy w bezpiecznych warunkach. Głównie dlatego, że jak większość firm, obawiamy się ogniska koronawirusa w zakładzie, boimy się o zdrowie i bezpieczeństwo naszych pracowników i ich bliskich. Nie mówiąc już o tym, że może to mieć bardzo poważne i odczuwalne konsekwencje w postaci przestojów bądź zatrzymania procesu produkcyjnego. Obawiają się tego zwłaszcza przedsiębiorstwa z sektora MŚP, które na samym rynku słodyczy mają i tak niełatwo, biorąc pod uwagę dużą konkurencję.

Przyszłość pod znakiem zapytania

Ciężko przewidzieć, co przyniosą kolejne tygodnie i miesiące dla rynku słodyczy oraz dla całej branży spożywczej. Dlaczego? Sytuacja epidemiologiczna jest bardzo dynamiczna, a zachowania konsumenckie dość nieprzewidywalne. Wynika to z faktu, że nie mamy tu punktu odniesienia, nie mierzyliśmy się nigdy wcześniej z podobnym zjawiskiem. Planowanie i zarządzaniem łańcuchem dostaw staje się obecnie dla całej branży sporym wyzwaniem. Na tę chwilę mamy zakontraktowane kluczowe surowce, ale nie wiemy, jak będzie wyglądać ich dostępność oraz ceny w niedalekiej przyszłości. Już teraz mówi się np. o załamaniu cen mleka czy jaj. Nie jest też tajemnicą, że głównym zainteresowaniem konsumentów będą w nadchodzącym czasie cieszyć się przede wszystkim produkty z tzw. podstawowego koszyka zakupowego, choć warto też pamiętać o wyrobach o długim terminie ważności, służących za tzw. suchy prowiant. Stawia to pod znakiem zapytania dalsze losy słodyczy i przekąsek. Z jednej strony, nie są one wliczane do wspomnianego, podstawowego koszyka żywnościowego, ale z drugiej strony, ostatnie tygodnie pokazały, że Polacy zaopatrują się w słodkości i przekąski w ramach zapasów jedzenia, właśnie z uwagi na ich długi termin przydatności.

[1] http://poradnikhandlowca.com.pl/artykuly/nielsen-zachowania-konsumentow-przed-swietami/

Ubezpieczenie produktem pierwszej potrzeby w kryzysie

  • Rozwiązania antykryzysowe dotyczące rynku ubezpieczeń powinny uwzględniać jego specyfikę – brak opłaty składki może w skrajnym przypadku spowodować opóźnienia w wypłacie odszkodowań.
  • Przedsiębiorcy borykający się z problemami z tytułu przestoju nie powinni rezygnować z ubezpieczeń.
  • Zawieszenie działalności zwiększa ryzyko szkód.

Gwałtowna zmiana sposobu życia i ograniczenie, a w wielu przypadkach całkowite zatrzymanie, działalności niektórych sektorów gospodarki spowodowane przez pandemię koronawirusa, będzie miało poważne konsekwencje. W związku z tym rząd oraz poszczególne urzędy i samorządy proponują różne rozwiązania mające zminimalizować ewentualne straty finansowe przedsiębiorców i konsumentów, w postaci np. tarczy antykryzysowej. Część postulowanych ulg czy zmian dotyczy także rynku ubezpieczeń. O czym warto pamiętać, analizując możliwości?

Sektor ubezpieczeń jest specyficznym elementem rynku finansowego, którego charakterystykę należy brać pod uwagę przy opracowywaniu poszczególnych projektów. Trzeba przede wszystkim pamiętać, że składka wpłacana przez ubezpieczających jest podstawą jego funkcjonowania, tworzy swego rodzaju fundusz, z którego wypłacane są odszkodowania, a ubezpieczyciele tak naprawdę jedynie nim zarządzają. Wszelkie pojawiające się propozycje powinny zatem uwzględniać zachowanie płynności i stabilności poszczególnych towarzystw. Również temu celowi przyświecają rekomendacje Polskiej Izby Ubezpieczeń. Trzeba pamiętać, że masowy brak płatności składek może w skrajnym wypadku doprowadzić do opóźnień w wypłacie odszkodowań, czy nawet je uniemożliwić – zauważa Łukasz Zoń, Prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.

Na wprowadzenie w życie konkretnych proponowanych rozwiązań w tym obszarze będziemy musieli zapewne jeszcze poczekać, a w międzyczasie przedsiębiorcy podejmują już stosowne kroki mające zapewnić im ograniczenie ponoszonych wydatków do niezbędnego minimum. Dlaczego nie powinny wśród nich znaleźć się ubezpieczenia?

Ubezpieczenie może okazać się podstawą odbudowy potencjału zarówno w czasie, jak i po pandemii

Podstawowym czynnikiem, o którym nie wolno zapominać, jest fakt, że wraz z zawieszeniem bądź ograniczeniem działalności ryzyko powstania szkód w majątku wcale nie maleje. Czasami wręcz rośnie. Owszem, z jednej strony zmniejsza się ewentualność wypadków i zdarzeń wynikających z działalności operacyjnej, czyli m.in. spowodowanych przez pracowników i klientów. Jednak z drugiej strony, wzrasta ryzyko szkód spowodowanych żywiołami, czynnikami atmosferycznymi czy awariami mediów, jak dopływ prądu lub wody. Brak pracowników w siedzibie firmy może uniemożliwić szybkie wykrycie usterki i podjęcie odpowiednich działań ograniczających rozmiar szkód. Dlatego nie warto ograniczać zakresu ani rezygnować z ochrony oferowanej przez ubezpieczenia. Co z tego, że zaoszczędzimy na koszcie składki, która stanowi promile, czy nawet ułamek promila posiadanego majątku, jak potem nie będziemy mieli środków na remont czy odbudowę budynku po np. zalaniu.

Mienie firmy, czyli wszelkie budynki i sprzęty, obok kadry pracowniczej, są podstawą odbudowy potencjału ekonomicznego i płynności finansowej przedsiębiorstwa. Dlatego w sytuacji kryzysowej nie warto szukać oszczędności poprzez ograniczanie lub znoszenie ich ochrony. Zwłaszcza że w przyszłości odtworzenie programu ubezpieczenia na tych samych warunkach, także cenowych, może nie być możliwe. Trzeba też pamiętać, że istotą rynku ubezpieczeń jest zapewnienie wsparcia w trudnych chwilach, dlatego ubezpieczyciele są otwarci na negocjacje i pomoc przedsiębiorcom w przetrwaniu sytuacji kryzysowej. Swoją pomoc, ze zdwojoną siłą świadczą także brokerzy ubezpieczeniowi – dodaje Łukasz Zoń.

Jeszcze niedawno niektóry przedsiębiorcy podchodzili niechętnie do ubezpieczeń mienia albo kupowali ograniczoną ochronę, biorąc część ryzyk na siebie, często argumentując to faktem, że stać ich na samodzielne pokrycie ewentualnych strat. Jednak mając przed sobą widmo recesji, takie podejście może okazać się wysoce nierozsądne. Przedsiębiorcy mogą nie mieć już wolnych środków finansowych z powodu przestoju.

O przestoju trzeba poinformować

Brak rezygnacji z polisy to jednak tylko jeden z elementów zapewnienia skutecznej ochrony ubezpieczeniowej w czasie przestoju. O fakcie zawieszenia działalności lub jej ograniczenia zawsze trzeba uprzedzić ubezpieczyciela. Niektórzy zastrzegają sobie, że spod ich ochrony jest wyłączone mienie, które nie było użytkowane przez określony czas. Wtedy należy uzgodnić z towarzystwem dodatkowe warunki gwarantujące ciągłość ochrony. Zweryfikować powinno się także miejsce ubezpieczenia, czyli adres, pod jakim znajduje się lub jest przechowywane mienie. Jest to szczególnie istotne, jeżeli firma decyduje się na przestawienie na pracę zdalną i pozwoli pracownikom zabrać część sprzętów do domu.

Źródło: Stowarzyszenie Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych

Przedsiębiorcy leasingowi apelują do Ministra Finansów

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami branża leasingowa pracuje nad wdrożeniem pakietu osłonowego dla swoich klientów, aby umożliwić odroczenie spłaty zobowiązań leasingowych. Jak się okazuje nie każdy z przedsiębiorców może być takimi wakacjami leasingowymi objęty bez konsekwencji podatkowych.

Problem dotyczy m.in. naszych klientów, którzy kiedyś pomogli wyjść z problemów innym przedsiębiorcom i zgodzili się przejąć w formie cesji ich umowy leasingu – zauważa Andrzej Krzemiński, przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu.

Zgodnie z przepisami podatkowymi w umowach leasingu  zawartych począwszy od 2013 roku, dopuszcza się możliwość przekazania praw i obowiązków wynikających z umowy na innego przedsiębiorcę (tzw. cesja umowy leasingu) pod warunkiem, że inne postanowienia umowy nie ulegały zmianie.

W naszej opinii przepisy w tym zakresie należy interpretować w ten sposób, że w przypadku zmiany strony umowy (cesja umowy leasingu), jeżeli nie dochodzi do zmiany innych postanowień umowy, a jedynie zmiany strony i wstąpienia jej w prawa i obowiązki dotychczasowego korzystającego, zasady podatkowego rozliczania takiej umowy powinny odbywać się tak, jakby się nic nie zmieniło. Jeżeli bowiem dochodzi do przeniesienia praw i obowiązków na inny podmiot, nie dochodzi do przerwania biegu sama umowa leasingu, a jedynie do zastąpienia jednej strony tej umowy przez inny podmiot. Takie rozumienie przepisów potwierdza także uzasadnienie do nowelizacji, która nadała przedsiębiorcom tego typu uprawnienia – podkreśla Andrzej Krzemiński.

Jednak organy skarbowe rozumieją ten przepis inaczej i interpretują przepisy w ten sposób, że nie powinno dochodzić do zmiany innych postanowień umowy nie tylko w momencie, w którym następuje zmian stron umowy, ale także później w trakcie dalszego jej trwania.

Tym samym jeżeli przykładowo do cesji umowy leasingu doszło w 2018 roku i w związku z dzisiejszą sytuacja kryzysową umowa ta miałaby np. zostać aneksowana w celu wprowadzenia do niej wakacji leasingowych, wówczas po aneksowaniu takiej umowy przestanie ona, w interpretacji organów skarbowych, mieć charakter umowy leasingu i konsekwencji leasingobiorca starci prawo do nabycia, po za kończeniu umowy leasingu, przedmiotu po cenie wynikającej z warunków umowy cesji.

Z podobną sytuacją będziemy mieli do czynienia z umowami leasingu, których przedmiotem są samochody osobowe o wartości przekraczającej 150 tys. zł, które zostały zawarte do dnia 31 grudnia 2018 roku, a które obecnie miałyby być przedmiotem aneksowania. Zgodnie z przepisanymi obowiązującymi od 2019 roku w przypadku zmiany lub odnowienia tego typu umów, istnieje ryzyko, że przedsiębiorcy stracą uprawnieninia do pełnego zaliczenia rat leasingowych do kosztów podatkowych.

Brzmienie tego przepisu budzi wiele wątpliwości, bowiem ustawodawca nie zdecydował się na doprecyzowanie jakie zmiany w umowach mogą doprowadzić do utraty praw nabytych. Także Minister Finansów, który zapowiedział wydanie w tej sprawie objaśnień podatkowych, takich objaśnień nie wydał.

Dlatego też dzisiaj stoimy przed niezwykle pilną potrzebą wyjaśnienia przedsiębiorcom, czy decydując się na wakacje leasingowe zachowają dotychczasowe prawa, czy będą jednak obciążeni dodatkowymi kosztami podatkowymi? –  podkreśla Andrzej Krzemiński.

Agencja S&P i rating Polski. Załamanie kryptowalut

Wielki Piątek jest świętem w wielu krajach, nie zmienia to faktu, że na ten dzień przypada aktualizacja ratingu kredytowego Polski. Gdyby doszło do obniżki powinno się to odbić negatywnym echem zarówno na złotym, jak i na kosztach obsługi długu.

Ocena agencji na koniec tygodnia

Dzisiaj poznamy opinie agencji ratingowej S&P na temat ryzyka kredytowego Polski. Agencje ratingowe mocno przespały aktualizację ratingów w trakcie poprzedniego kryzysu i mogą mieć teraz presję, by szybciej reagować. Z drugiej strony, z punktu widzenia Polski dobrze by było, żeby jeszcze ten przegląd przynajmniej odbył się bez obniżki zarówno ratingu, jak i perspektywy na przyszłość. Spadek ratingu to nie tylko słabsza waluta, ale również wyższa rentowność obligacji, a to się przekłada na realne straty budżetu. Będzie on musiał płacić bowiem wyższe odsetki od rolowanego długu.

Załamanie kryptowalut 

Dzisiaj od rana bitcoin wyraźnie traci. Zaczynał dzień powyżej 7300 dolarów, obecnie znajduje się już wyraźnie poniżej poziomu 7000 dolarów. To samo działo się na innych kryptowalutach. Część analityków wiąże ten spadek z przedświątecznymi wypłatami. Nie zmienia to faktu, że bitcoin w dalszym ciągu znajduje się w trendzie wzrostowym po marcowym gwałtownym załamaniu notowań.

Bezrobocie w Kanadzie

W marcu stopa bezrobocia wzrosła w Kanadzie z 5,6% na 7,8%. Warto jednak zwrócić uwagę, że to tylko część danych. Zmiana zatrudnienia pokazuje jednak gorszy obraz. W całej Kanadzie ubyło milion miejsc pracy, czyli co 20 miejsce uległo likwidacji. Wskaźnik bezrobocia jest oczywiście różny dla różnych grup wiekowych i wśród młodzieży wynosi już powyżej 16%. Co ciekawe, pomimo tych złych danych dolar kanadyjski nie tracił wczoraj. Inwestorzy spodziewali się bowiem bardzo złych odczytów. Warto zwrócić uwagę, że oczekiwania analityków tworzone są z pewnym wyprzedzeniem w związku z tym, fakt, że dane są gorsze od oczekiwań sprzed kilku dni nie znaczy, że inwestorzy nie skorygowali w tym czasie swoich szacunków.

Dzisiaj święto w wielu krajach, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Plan na #PowrotyDoPracy: Działania w zakresie zapobiegania i ograniczenia pandemii w sektorze produkcji

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przedstawił wczoraj plan powrotu do pracy całej gospodarki, a w szczególności branż, których działanie zostało ograniczone na skutek rządowych obostrzeń.

ZPP apeluje o bezzwłoczne wdrożenie planu powrotu Polaków do pracy. Najbogatsze państwa Unii Europejskiej zaplanowały już stopniowe znoszenie restrykcji i wybudzanie gospodarki po świętach. Z danych OECD wynika, że straty Polski w wyniku lockdownu, mogą sięgnąć 28 proc. wartości naszego PKB. To byłby jeden z najgorszych wyników w grupie państw rozwiniętych. Jeżeli Polacy natychmiast nie wrócą do pracy, to obie Tarcze i miliardy na stymulowania gospodarki zostaną zaprzepaszczone. Nie stać nas na to.

Prezentujemy Państwu rekomendacje ZPP dla sektora produkcji przemysłowej w zakresie przeciwdziałania zarażeniu wirusem CODIV-19. Opracowanie bazuje na sprawdzonych praktykach i doświadczeniach wdrożonych na świecie przez firmę Procter&Gamble.

Każde przedsiębiorstwo i każdy zarząd, najlepiej znający realia swojej firmy, znajdzie tu odpowiednie dla siebie rozwiązania i zalecenia, które pomogą zwiększyć bezpieczeństwo pracowników i znacząco ograniczyć ryzyko zarażenia koronawirusem.

Rekomendujemy wykorzystywać już dziś następujące rozwiązania:

1. Prowadzenie regularnych kampanii informacyjnych dla pracowników oraz firm zewnętrznych – poprzez maile, ekrany TV, tablice na ogrodzeniu; nagłośnienie na zewnątrz fabryki w celu przekazywania komunikatów policji.

2. Rozdzielanie części zakładów produkcji w celu wyeliminowania kontaktu pomiędzy pracownikami.

3. Podział pracowników fabryki z poszczególnych zmian na kilka podzespołów – dla każdego z nich różne godziny rozpoczęcia i zakończenia pracy, osobne miejsca, w których pracownicy oczekują na rozpoczęcie pracy.

4. Wyznaczone osobne wejście oraz wyjście z pracy w celu wyeliminowania możliwości kontaktu pracowników z różnych podzespołów.

5. Wdrożenie nowego systemu wejścia/wyjścia z pracy pracowników agencji pracy tymczasowej w celu wyeliminowania zgromadzeń przed wejściem na teren firmy.

6. Wdrożenie dodatkowych zabezpieczeń stanowisk pracy przy liniach produkcyjnych.

7. Komunikacja miejska: zmiana organizacji przystanków autobusowych oraz rozkładu jazdy autobusów; wdrożenie autobusów dedykowanych wyłącznie dla poszczególnych podzespołów.

8. Ograniczenie liczby osób przebywających w pomieszczeniach wspólnych w celu zapewnienia odpowiedniego odstępu (m.in. kantyna pracownicza, pokoje śniadań, palarnia).

9. Zapewnienie dla każdego działu dedykowanego, osobnego pokoju śniadań oraz toalety.

10. Wprowadzenie procesu pomiaru temperatury termometrem bezdotykowym, a następnie za pomocą kamery termowizyjnej.

11. Ograniczenie liczby gości wchodzących na teren zakładu tylko do koniecznych oraz ich monitorowanie (wprowadzenie procedury samooceny medycznej oraz pomiar temperatury termometrem bezdotykowym w zainstalowanej budce).

12. Wprowadzenie procedury minimalizującej kontakt kierowców ciężarówek w centrach dystrybucji z pracownikami ochrony i ekipy sprzątającej (m.in. dystans 1,5 m, instalacja budek, dezynfekcja rąk po każdym kontakcie z dokumentami, rękawiczki jednorazowe dla kierowców, oddzielne strefy oczekiwania dla kierowców).

13. Instalacja intercomów we wszystkich budkach ochrony na terenie fabryki, w punkcie odbioru przesyłek oraz w mail room w celu umożliwienia kontaktu bez konieczności bezpośredniej interakcji, wszelkie przesyłki dostarczane wyłącznie w jednym centralnym punkcie odbioru.

14. Zapewnienie środków do dezynfekcji indywidualnych miejsc pracy (wdrożony harmonogram z listą punktów do dezynfekcji przed rozpoczęciem pracy – na produkcji oraz w biurach). Zwiększona częstotliwość sprzątania, regularnie wycierane poręcze, przyciski w windzie i inne powierzchnie wspólne.

15. Zwiększenie liczby stacji z płynem do dezynfekcji oraz liczby dyspenserów z ręcznikami papierowymi w toaletach (zastąpienie suszarek ręcznikami papierowymi).

16. Zmiana wszystkich spotkań na zdalne.

17. Wdrożenie polityki pracy z domu dla pracowników, dla których jest to możliwe.

18. Wsparcie pracowników w opiece nad dziećmi w wieku szkolnym.

19. Ograniczenie spotkań i zgromadzeń – wdrożona zasada co najmniej 1,5 metrowej odległości pomiędzy pracownikami (m.in. w miejscach oczekiwania na rozpoczęcie pracy wprowadzone oznaczenia wizualne miejsc, w których powinni stać pracownicy).

20. Wprowadzona zasada – rezygnacja z uścisku dłoni przy powitaniach.

21. Odwołanie spotkań i szkoleń oraz wdrożenie szkoleń online tam, gdzie są one konieczne.

22. Wprowadzenie grafiku korzystania ze stołówki pracowniczej oraz zmiana zasad wydawania posiłków: m.in. wyeliminowanie płatności gotówką, wprowadzenie gotowych, zafoliowanych zestawów, zastąpienie solniczek i pieprzniczek saszetkami.

23. Zmiana zasad pracy np. administracji personalnej: wdrożenie zdalnej pomocy.

24. Ograniczenie podróży służbowych.

25. Codzienne wirtualne spotkania z partnerami biznesowymi w celu zapewnienia wdrożenia przez nich tych samych procedur oraz informowania na bieżąco o wszystkich zmianach i procesach.

26. Zmiana zasad funkcjonowania sklepików firmowych: zamknięcie sklepu stacjonarnego i umożliwienie dostawy do domów pracowników.

27. Zabezpieczenie odpowiedniej ilości maseczek ochronnych dla pracowników oraz szkolenie z korzystania z maseczek.

28.Wypracowana procedura na wypadek wystąpienia podejrzenia choroby zakaźnej udostępniona wszystkim przełożonym innych + wyodrębnienie pokoju izolacji.

29. Wymiana mebli na modele umożliwiające szybką dezynfekcje.

30. Dodatkowe stacje dezynfekujące w pomieszczeniu kierowców i magazynu; zakaz korzystania z toalety i prysznica dla kierowców przez pracowników; zminimalizowanie kontaktu z kierowcami (dokumentacja dostaw dostarczana drogą mailową, kluczyki kierowców pakowane w jednorazowe woreczki foliowe, stosowanie rękawiczek jednorazowych); w przypadku potrzeby wyjścia pracowników na zewnątrz, kierowca zobligowany jest do pozostania w samochodzie.

Liczymy, że rozsądne zastosowanie części lub całości powyższych wytycznych pozwoli zapewnić bezpieczeństwo oraz jego poczucie pracownikom, a zakładom przemysłowym, umożliwili nieprzerwaną zdolność produkcyjną.

#PowrotyDoPracy

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców
przy współpracy z Procter & Gamble

 

Do pobrania: #PowrotyDoPracy: Działania w zakresie zapobiegania i ograniczenia pandemii w sektorze produkcji

 

Aplikacje typu fleeceware groźne także dla właścicieli iPhone’ów

Badacze z firmy Sophos znaleźli ponad 30 aplikacji typu fleeceware dostępnych w oficjalnym sklepie Apple App Store. Zazwyczaj są to proste narzędzia, które mają wiele darmowych lub tanich odpowiedników, np. edytory zdjęć, horoskopy czy skanery kodów QR. Niebezpieczne programy mają już łącznie ponad 3,6 mln pobrań.[1] Ich zainstalowanie może drogo kosztować – po kilku dniach obciążają użytkowników subskrypcjami o wartości nawet kilku tysięcy złotych lub obowiązkowymi zakupami w aplikacji.

„Darmowe” programy za kilka tysięcy

Z aplikacji typu fleeceware można korzystać za darmo tylko w okresie próbnym. Po nim naliczane są wysokie opłaty za subskrypcję – nawet ponad 40 zł na tydzień, czyli około 2000 zł rocznie. Do tego często dochodzą obowiązkowe opłaty za zakupy w aplikacji, bez których nie działa ona prawidłowo. Wbrew powszechnemu przekonaniu użytkowników, subskrypcji nie anuluje samo usunięcie aplikacji.

Fleeceware

Po raz pierwszy Sophos ostrzegał przed fleeceware we wrześniu ubiegłego roku, gdy taki schemat działania odkryto w aplikacjach na system Android.[2] W styczniu br. firma znalazła kolejnych 20 niebezpiecznych programów, które ze sklepu Google Play pobrało prawie 600 mln użytkowników.[3] Teraz zagrożeni są także użytkownicy systemu iOS. Proceder jest przy tym bardzo opłacalny – wiele aplikacji typu fleeceware znajduje się wśród najbardziej dochodowych programów w App Store (np. zajmujący 11. miejsce Zodiac Master Plus).

Legalne, ale nieuczciwe

Aplikacje zachęcają fałszywymi pięciogwiazdkowymi recenzjami i agresywnymi reklamami, m.in. w popularnych serwisach społecznościowych, takich jak YouTube, Instagram czy TikTok. Oficjalnie nie są uznawane za nielegalne i pozornie nie stanowią zagrożenia, bo nie zawierają złośliwego kodu. Ich działanie jest jednak nieuczciwe, gdyż wykorzystują zaufanie i nieuwagę użytkowników, ukrywając informacje o opłatach „drobnym drukiem” w pomijanych zazwyczaj regulaminach.

– Czujność należy zachować już podczas wybierania aplikacji. Decydujmy się na te, które znamy, a dokładnie sprawdzajmy szczególnie te, o których dowiedzieliśmy się z reklamy. Starannie czytajmy wszelkie informacje dotyczące regulaminu i warunków subskrypcji, nie podawajmy też pochopnie danych swojej karty kredytowej. Jeśli już zainstalowaliśmy aplikację tego typu pamiętajmy, że aby anulować opłaty nie wystarczy usunąć programu. Listę swoich aktywnych subskrypcji oraz szczegółowe wskazówki jak je unieważnić znajdziemy na stronie Apple App Store oraz Google Play – radzi Łukasz Formas, Kierownik zespołu inżynierów w firmie Sophos.

[1] Źródło: https://sensortower.com/ios/rankings/top/iphone/us/all-categories?date=2020-01-11

[2] https://news.sophos.com/en-us/2019/09/25/fleeceware-apps-overcharge-users-for-basic-app-functionality/

[3] https://news.sophos.com/en-us/2020/01/14/fleeceware-apps-persist-on-the-play-store/

Działania na rzecz wsparcia firm rodzinnych w Unii Europejskiej – Przeciwdziałanie skutkom COVID-19

European Family Businesses (EFB), organizacja zajmująca się lobbowaniem na rzecz firm rodzinnych w Parlamencie Europejskim, przygotowała oficjalne stanowisko i zalecenia w sprawie COVID-19, które mają na celu pomoc firmom rodzinnym nie tylko przetrwać obecną pandemię, ale również wystosowała szereg postulatów, wymagających pilnej interwencji Parlamentu Europejskiego w koordynacji z państwami członkowskimi, by przywrócić maksymalnie efektywne funkcjonowanie firm rodzinnych w krajach UE. COVID-19 wpływa na nasz świat już od ponad 3 miesięcy, a my jako gospodarki krajów europejskich wciąż nie jesteśmy nawet bliscy poznania daty, kiedy będziemy mogli wrócić do „normalnego” funkcjonowania.  Instytut Biznesu Rodzinnego pozostaje w dialogu z przedsiębiorcami rodzinnymi, dla których ważne jest, by postulaty zgłaszane przez EFB miały jak największe poparcie.

Globalny problem wymaga globalnego rozwiązania

W komunikacie EFB przeczytamy, że europejskie społeczeństwa i gospodarki z pewnością będą musiały stawić czoła temu niezwykłemu wyzwaniu, ale to działania na szczeblu UE będą miały kluczowe znaczenie dla przyszłości rodzinnych firm, w tym polskich, które krytycznie odnoszą się do tarczy antykryzysowej zaproponowanej przez polski rząd. Jak dotąd państwa członkowskie w UE reagowały szybko w wielu aspektach nadzwyczajnej sytuacji związanej z koronawirusem, jednak działania te wydają się nieskoordynowane. W rezultacie sytuacja pozostaje trudna dla wielu krajów. Kluczowym według EFB obszarem, w którym Komisja Europejska powinna pilnie podjąć działania, jest przywrócenie swobodnego przepływu towarów i usług w Europie oraz otwarcie granic państw członkowskich w celu promowania bezpiecznego przepływu towarów w całej Europie, oczywiście w sposób bezpieczny i zgodny z zaleceniami służb medycznych. Zamykanie granic i nieskoordynowane podejście państw członkowskich w tym obszarze budzi obawy co do przyszłości firm rodzinnych. Umożliwienie swobodniejszego przepływu towarów przez granice Państw umożliwi firmom tworzenie niezbędnych produktów, naprawę pozrywanych ogniw łańcucha dostaw, przeciwdziałanie drastycznie spadającej ilości zapasów surowców i półproduktów do produkcji związanej w dużej mierze z niemal całkowitym wstrzymaniem dostaw z Chin. W obliczu obecnej sytuacji nadzwyczajnej otwarcie granic państw UE da szansę na przetrwanie firmom rodzinnym.

Niezwykle istotne według EFB jest również umożliwienie swobodnego przepływu w UE pracowników pracującym poza granicami swojego kraju. W wielu krajach UE w obliczu obecnych restrykcji i zamkniętych granic brakuje w niektórych sektorach rąk do pracy stałej oraz sezonowej. W krajach silnie uzależnionych od turystyki problem ten nasili się dopiero w lecie.tłumaczenia

Kraje UE muszą mówić wspólnym głosem

Według EFB konieczne jest stworzenie wspólnego standardu określającego, kto może podróżować w krajach strefy Schengen, i musi to nastąpić jak najszybciej. Może to obejmować dowód braku zakażenia COVID-19 lub inne środki, takie jak wzmożone testy na granicach.

Ponadto UE musi zezwolić krajowym organom celnym na zaakceptowanie odroczenia płatności na rzecz rządu wszelkich opłat celnych za kwiecień i maj. W celu szybkiego zatwierdzenia wniosków o odroczenie organy celne potrzebują teraz obszernych zabezpieczeń UE.

Skuteczne wdrożenie postanowień: powinno być szybkie i łatwe dla państw, instytucji i firm

Abstrahując od krytycznie przyjętej tarczy antykryzysowej w Polsce, w całej Europie rządy były niezwykle aktywne w swoich propozycjach ekonomicznych rozwiązań do wybuchu COVID-19. Społeczność biznesowa z zadowoleniem przyjęła wiele z tych rozwiązań, jednak wdrożenie wielu z tych polityk trwa zbyt długo. Pieniądze nie są przekazywane wystarczająco szybko. Tarcze antykryzysowe w krajach UE obiecują, że pieniądze zostaną dostarczone w późniejszym terminie i przekazane przedsiębiorcom, jednak bez szybkiego wdrożenia takich środków nadzwyczajnych i natychmiastowego przepływu pieniędzy wiele firm jest poważnie zagrożonych upadkiem.

Zdaniem EFB w obliczu globalnej sytuacji kryzysowej, takiej jak COVID-19, Komisja Europejska musi zadbać o ograniczenie biurokracji, aby zapewnić szybkie działania. Komisja Europejska musi zadbać o to, by rządy bez wahania wdrażały swoje działania w zakresie polityki kryzysowej oraz aby były one zgodne z potrzebami przedsiębiorstw, zanim będzie za późno. Nadszedł czas, aby rządy były proaktywne. Komisja Europejska powinna zadbać o wsparcie rządów w podejmowaniu tych działań i powinna zostać wdrożona gwarancja, że działanie w dobrej wierze nie zostanie ukarane.

Oprócz tego należy zachęcać banki i inne instytucje finansowe do jak najłatwiejszego udostępniania narzędzi i zasobów finansowych. W wyjątkowych okolicznościach normalne procedury składania wniosków muszą zostać usprawnione. Firmy, aby przetrwać pilnie potrzebują gotówki już, a nie za 2 miesiące. Lokalne banki komercyjne nie zmieniły swojej polityki ryzyka i zasad kwalifikacji, więc odpowiednie wsparcie nie może dotrzeć do MŚP. Niezabezpieczone pożyczki lub wsparcie finansowe nie zostaną w takich bankach udzielone.

Ponadto należy zniechęcać banki do wycofywania umów kredytowych. Firmy potrzebują zapewnienia, szczególnie w tych trudnych czasach, że przekroczenie stanu konta jest możliwe i bezpieczne. Sektor bankowy musi odgrywać swoją rolę w ratowaniu firm i gospodarek.

Wsparcie dla wszystkich firm: Firmy średniej wielkości są mocno zaniedbywane

Mimo, iż rządy krajowe tworzą przepisy prawne w celu zaspokojenia potrzeb różnych rozmiarów przedsiębiorstw, to konsekwentnie zaniedbywane w całej Europie, są średniej wielkości przedsiębiorstwa. Ponieważ wiele środków wsparcia koncentruje się wyłącznie na mikro i małych przedsiębiorstwach oraz samozatrudnionych lub dużych przedsiębiorstwach, średnie przedsiębiorstwa nie mają dobrze sprofilowanego wsparcia.

EFB wzywa Komisję Europejską do zapewnienia szczególnego wsparcia w celu zaspokojenia szczególnych potrzeb średnich przedsiębiorstw w czasach kryzysu. Środki te mogą obejmować przekierowanie nieprzydzielonych funduszy strukturalnych w celu wsparcia zagrożonych przedsiębiorstw.

Przyszłość: strategia wyjścia z kryzysu

COVID-19 to pierwszy w historii kryzys, w którym musieliśmy intensywnie skupić się na działaniach tymczasowych. Do tej pory podjęto wiele działań wspierających przedsiębiorstwa i gospodarkę w celu rozwiązania krótkoterminowych problemów, takich jak przepływy pieniężne w firmach i utrzymanie miejsc pracy. Utrzymanie tych działań pozostaje kluczowe, jednak musimy teraz skupić się na perspektywie średnio- i długoterminowej.

UE i państwa członkowskie muszą teraz określić, w jakich okolicznościach i w jaki sposób państwa członkowskie powinny zrestartować swoje gospodarki. Nie można oddzielać celów zdrowotnych od ekonomicznych, nie w dłuższej perspektywie. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby ta krótkoterminowa recesja nie stała się depresją długoterminową.

Komisja Europejska powinna opracować skoordynowane podejście do motywowania i zachęcania ludzi do bezpiecznego powrotu do pracy w celu wznowienia działalności gospodarczej. Powinno to rozpocząć się od Komisji, w porozumieniu z państwami członkowskimi, zalecającej praktyczne ramy i wytyczne wyjaśniające, w jaki sposób pracownicy mogą bezpiecznie wrócić do pracy.

Zagwarantowałoby to, że kluczowe branże będą mogły bezpiecznie wznowić działalność, gwarantując bezpieczeństwo pracowników. Pracownicy mogą obawiać się powrotu do pracy, dlatego pracodawcy muszą być wyposażeni w środki ochrony swoich pracowników, zarówno w trakcie pracy, ale i w drodze do i z pracy. Muszą zaistnieć odpowiednie urządzenia pomiarowe i sprzęt bezpieczeństwa, a także dystans społeczny w miejscu pracy, aby choroba nie miała szans na rozprzestrzenienie się.

Ponadto kolejnym ważnym narzędziem pomagającym w zrestartowaniu naszych gospodarek będą nowe wieloletnie ramy finansowe, aby przedsiębiorstwa mogły planować w perspektywie długoterminowej. Jest sprawą najwyższej wagi, aby przedsiębiorstwom udzielano pomocy w planowaniu przyszłości, ponieważ prawdopodobnie będą one pracowały przy ograniczonych zasobach.

W obliczu zagrożenia związanego z COVID-19 Europa musi pozostać zjednoczona i współpracować w celu wypracowania skutecznych rozwiązań i proaktywnego wdrażania tych rozwiązań. Nie można zapominać o znaczeniu przedsiębiorstw i społeczności przedsiębiorców przy planowaniu przyszłości. EFB chce odgrywać aktywną rolę w regeneracji Europy po wybuchu pandemii COVID-19.

Firmy rodzinne w Polsce potrzebują zdecydowanego wsparcia ze strony UE. Fundamentalne działania mające na celu określenie terminu wprowadzenia „lockdown” i zapewnienie bezpiecznego powrotu do pracy są potrzebne na wczoraj. Niezwykle ważne jest również zapewnienie bezpieczeństwa w obszarach poszczególnych ogniw łańcucha dostaw firm rodzinnych. Wspólne stanowisko UE w obszarze zasad funkcjonowania przepływu towarów i dóbr przez strefę Schengen również dałoby firmom dodatkowy wachlarz biznesowych możliwości. 14% polskich firm rodzinnych eksportuje swoje produkty w Europie. Przywracanie harmonii gospodarki, oczywiście zgodnie z zaleceniami służb medycznych, powinno się zacząć już. Wiele firm nie może dłużej czekać, bo niedługo nie będzie ich na to stać na tak długo trwający przestój. Z drugiej strony niezwykle istotna jest teraz idea zjednoczonej Unii Europejskiej, która współpracując i wznosząc się ponad nacjonalizmy ma szansę na szybki powrót do odbudowania gospodarki. W Polsce mamy 828 tys. firm, które mówi o sobie, że są firmami rodzinnymi. W UE firm rodzinnych wg Jerzego Buzka jest ponad 11 milionów, zatrudniających ok. 60% ludzi w sektorze prywatnym i generujących ok 60% PKB. Stawka jest zatem ogromna – komentuje dr Adrianna Lewandowska, doradca ds. strategii i sukcesji, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego.

Izolacja stymuluje rynek płatności odroczonych

Marzec był rekordowym miesiącem jeśli chodzi o liczbę transakcji
e-commerce opłaconych odroczonymi płatnościami PayU Monedo „Płacę później” – pokazują dane Kreditech, dostawcy rozwiązania. Według danych firmy liczba transakcji z odroczonym terminem płatności była w marcu 2020 dwukrotnie większa, niż rok wcześniej i o 30 proc. wyższa niż w lutym br. Był to rekordowy miesiąc w historii usługi. Liczba transakcji w których klienci wykorzystują mechanizm odroczonej płatności od Monedo jest już niemal równa liczbie transakcji z wykorzystaniem usługi POS Raty (umożliwiającej sfinansowanie zakupów pożyczką ratalną).

Kreditech wraz z PayU są pionierami usługi odroczonych płatności w Polsce. Rozwiązanie PayU Monedo „Płacę później” jest dostępne dla internautów od września 2017 roku. Wybierając taką formę płatności przez PayU w danym sklepie konsument może odroczyć moment poniesienia faktycznego kosztu zakupu o 30 dni. W tym czasie może dokonywać innych zakupów w dowolnej liczbie i w razie konieczności zwracać je. Po 30 dniach opłaca faktycznie zrealizowane zakupy, albo może rozłżyć ten koszt na 6 wygodnych rat.

Krzysztof Komosa, Dyrektor Zarządzający Kreditech w Polsce tłumaczy, że na wzrost popularności płatności odroczonych w okresie narodowej kwarantanny wpływ miały przede wszystkim dwa czynniki. Po pierwsze konsumenci pozbawieni możliwości robienia zakupów w wielu sklepach stacjonarnych naturalnie przenieśli się do e-commerce. – W przypadku dokonywania wielu transakcji i zakupu różnorodnych produktów, np. odzieży, gdzie można spodziewać się również dużego odsetka zwrotów i wymian, płatności odroczone są dla kupującego bardzo dobrym narzędziem zarządzania budżetem i bieżącą płynnością, który nie blokuje gotówki – komentuje Krzysztof Komosa.

Obserwujemy, że liczba odroczonych płatności rośnie w coraz większej liczbie sklepów, gdzie ta usługa była dostępna wcześniej, ale klienci z niej nie korzystali. Widać wyraźnie, że to zainteresowanie ze strony konsumentów wpływa na rosnącą popularność tej formy płacenia za zakupy w e-commerce – mówi Komosa.

Raport: Koronawirus a strach przed dotykaniem. Ponad połowa osób zrezygnowała z korzystania z urządzeń publicznych

COVID-19 zdemolował sposób, w jaki działa społeczeństwo i gospodarka. Groźny wirus ma również wpływ na naszą interakcję ze światem zewnętrznym. Eksperci z firmy Symetria UX przeprowadzili badanie, mające sprawdzić, jak korzystamy z urządzeń znajdujących się w przestrzeni publicznej. Okazuje się, że strach skutecznie zniechęcił nas do wypłacania pieniędzy z bankomatów, kupowania kawy w automatach czy korzystania z samoobsługowych kas biletowych.

Symetria UX, poznańska agencja badawczo-projektowa, która dla firm z całego świata świadczy usługi z zakresu user i customer experience, zrealizowała badanie, które objęło łącznie 230 Polaków. 193 osoby uczestniczyły w badaniu ilościowym metodą CAWI, natomiast 37 wzięło udział w zdalnych badaniach jakościowych w narzędziu RespoTeam. Wszystko po to, aby zrozumieć, jak korzystamy z ekranów dotykowych oraz innych urządzeń samoobsługowych, do niedawna cieszących się ogromną popularnością. Badacze zadali sobie podstawowe pytanie: jak koronawirus wpływa na naszą interakcję z otoczeniem?infografika-ekrany-dotykowe

Zrozumieć strach

Naukowcy z amerykańskiego Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAID) po licznych badaniach ustalili, że czas półtrwania wirusa na urządzeniach wykonanych ze stali nierdzewnej wynosi blisko 6 godzin, natomiast w przypadku powierzchni plastikowych możemy mówić nawet o 7 godzinach. Jednak nie oznacza to, że po upływie tego czasu możemy czuć się bezpieczni, ponieważ w poszczególnych próbach COVID-19 wykryto najpóźniej po upływie trzech dni. – Choroba ta wciąż skrywa przed nami wiele tajemnic, a te budzą obawy i w konsekwencji strach. Ludzie, podobnie jak zwierzęta, unikają tego, co wywołuje w nich lęk lub niepewność. Ten mechanizm pozwolił nam przetrwać, a teraz, jako projektanci, musimy stawić mu czoła – zauważa Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager w Symetria UX.

Nim stanie się w szranki z takim przeciwnikiem, należy dobrze się przygotować, poznając go na wskroś. Dlatego zespół Symetrii postanowił wziąć pod lupę nasze dotychczasowe przyzwyczajenia związane z obsługą ekranów dotykowych zlokalizowanych w przestrzeni publicznej, jak i tych osobistych, które zazwyczaj nosimy w kieszeniach. – Wyniki tej analizy skonfrontowaliśmy ze zmianami wywołanymi wybuchem epidemii, aby zidentyfikować nowe zachowania użytkowników oraz główne obawy związane z korzystaniem z dotykowych interfejsów – tłumaczy Monika Banach, UX Team Leader w Symetrii.

Unikamy nie tylko ludzi, ale i urządzeń

Na początek Symetria UX postanowiła sprawdzić, z jakich urządzeń dotychczas korzystaliśmy najchętniej. Żółty plastron lidera otrzymał bankomat (78%), na podium znalazły się również kasa samoobsługowa (65%) i paczkomat (52%). Nieco mniej popularne były biletomaty (32%), automaty do pobierania numerków kolejkowych (22%) oraz ekspresy do kawy usytuowane w miejscach publicznych, np. na stacjach benzynowych (7%).

Pogłębiona analiza wykazała ciekawą korelację. Mianowicie korzystanie z poszczególnych urządzeń z ekranami dotykowymi uzależnione jest od wieku badanych. Wśród osób starszych, czyli takich, które osiągnęły minimum 50 lat, większą popularnością cieszą się bankomaty oraz automaty do pobierania numerka kolejkowego. Natomiast im młodsze osoby badaliśmy, tym wykazywały one większą chęć do korzystania z paczkomatów – dodaje Monika Banach.

Pojawienie się koronawirusa drastycznie wpłynęło nie tylko na to, jak pracujemy czy wypoczywamy, lecz również na sposób wykonywania przez nas podstawowych czynności. Doskonale widać to w raporcie Symetrii.

Polityka izolacji społecznej ma jeden podstawowy cel – to ograniczenie mobilności mieszkańców danego terenu, dzięki czemu możemy zahamować rozprzestrzenianie się wirusa. Ponieważ taka praktyka stosowana jest również w Polsce, gdzie dodatkowo wspierana jest systemem kontroli publicznej i srogimi karami finansowymi, także i tu zaowocowało to spadkiem mobilności. Cierpią na tym wszelkie urządzenia, które znajdują się w przestrzeni publicznej i wyposażone są z ekran do obsługi dotykowej. Jak twierdzą eksperci Symetria UX, ogólnie można przyjąć, że częstotliwość korzystania z urządzeń ogólnodostępnych spadła o ponad połowę.

Dotychczas tak popularne we wszelkich miejscach publicznych, tj. na dworcach, w centrach handlowych czy stacjach paliwowych, ekspresy do kawy, odnotowały spadek zainteresowania o 14%. Podobnie w przypadku automatów do pobierania numerków (17%) czy bankomatów (23%),.

Czas epidemii to również doskonałe środowisko do rozwoju fobii społecznych. Ludzie, obawiając się zarażenia, unikają kontaktu, np. z obsługą sklepu, zamieniając kasjera na samoobsługową kasę. Dzięki temu zjawisku nieco mniejszy regres zaobserwowano w przypadku wspomnianych kas samoobsługowych czy biletomatów. – Przestałem z nich korzystać ponieważ nie mam zaufania, że są dezynfekowane. Brakuje im rozwiązań technicznych, np. takich, by automatycznie dezynfekowały ekran, np. poprzez jonizowanie go – przyznaje Łukasz, uczestnik zdalnego badania fokusowego w RespoTeam.

Osoby, które korzystają obecnie z urządzeń z ekranami dotykowymi w przestrzeni publicznej, zachowują większe środki ostrożności niż miało to miejsce przed pojawieniem się wirusa.

W przypadku wciąż mało znanej nam choroby najskuteczniejszym sposobem na zachowanie bezpieczeństwa jest izolacja. Nie zawsze jednak jest ona możliwa. Jakie działania prewencyjne podejmują Polacy, korzystając z urządzeń samoobsługowych? Najwięcej, bo niemal 7 na 10 respondentów, wskazało na zachowanie większej odległości od osób stojących w kolejce do urządzenia. Na drugim miejscu uplasowała się natychmiastowa dezynfekcja rąk (55%). – W dobie epidemii staram się używać rękawiczek jednorazowych podczas korzystania z pinpadów, bankomatów, ekranów – przyznaje Joanna, uczestniczka zdalnego badania fokusowego.

Do niedawna niewiele osób, stojąc np. w kolejce do bankomatu, zachowywało się inaczej niż wcześniej. Trzy czwarte respondentów przyznało, że korzystając z urządzeń dotykowych w przestrzeni publicznej nie stosowało takich środków bezpieczeństwa jak teraz. Tylko 17% uczestników badania zachowuje je na takim samym poziomie, co przed epidemią.

Obecna sytuacja związana z dynamicznym rozwojem pandemii i wynikające z tego ograniczenia, których źródłem jest presja społeczna, czy działania legislacyjne, podejmowane przez rząd, wpłynęły w znacznym stopniu na ograniczenie korzystania z urządzeń dotykowych w przestrzeni publicznej.

Z urządzeń dotykowych korzystamy dziś dużo rzadziej, lecz nie wynika to wyłącznie z obaw przed zakażeniem koronawirusem. Do takiego stanu rzeczy przyczynia się również fakt, że mniej wychodzimy z domu. Chętnie korzystamy również z alternatywnych usług, odpowiadających na tę samą potrzebę. Kurierzy zastąpili paczkomaty, a zamiast płacić gotówką, posługujemy się płatnościami zbliżeniowymi, nie ma więc potrzeby chodzić do bankomatu. A jeżeli już musimy się tam wybrać, to podejmujemy większe kwoty – tłumaczy Radosław Pawlak, UX Researcher z Symetrii.

Brudna prawda o smartfonach

Jak podaje amerykański tygodnik społeczno-polityczny Time, powołując się na naukowców z University of Arizona, telefon komórkowy jest 10 razy brudniejszy niż deska sedesowa. Mimo to uczestnicy badania Symetrii bardziej obawiają się zakażenia koronawirusem podczas korzystania urządzeń znajdujących się w miejscach publicznych (87%). W przypadku urządzeń osobistych takie obawy wyraziło zaledwie 49% respondentów.

Mówiąc o strachu, należy podkreślić, że osoby starsze, a za takie uważamy ludzi, którzy ukończyli 50. rok życia, mają nieco mniejsze obawy przed zakażeniem wirusem, a w związku z tym przykładają nieco mniejszą wagę do środków bezpieczeństwa podczas korzystania z ekranów dotykowych w miejscach publicznych. Również przed epidemią osoby te rzadziej stosowały środki bezpieczeństwa – zwraca uwagę ekspert Symetrii.

Jakie środki wobec tego podejmują Polacy, aby chronić swoje zdrowie, korzystając z osobistych urządzeń wyposażonych w ekrany dotykowe? Okazuje się, że nie robimy zbyt wiele, głównie ograniczamy korzystanie ze smartfonów poza domem oraz dezynfekujemy urządzenia, a także dłonie. Niemniej środki ostrożności w przypadku urządzeń osobistych są rzadziej stosowane niż w przypadku urządzeń ogólnodostępnych.

Na pewno wpływ na to ma również brak jednoznacznej informacji od producentów urządzeń, która precyzyjnie określałaby, jak możemy je czyścić, nie narażając się na utratę gwarancji. Mimo że większość sprzedawanych dziś smartfonów posiada pewne rozwiązania, które mają czynić je wodoodpornymi, to autoryzowane serwisy producenta zastrzegają, że zachlapanie może grozić utratą gwarancji, przez co wspomniana odporność na ciecz to czysto teoretyczna zaleta – zauważa Radosław Pawlak.

Nie bez znaczenia jest również aspekty psychologiczny. Wiele osób uważa, że skoro jesteśmy jedynymi osobami, które mają styczność z naszym smartfonem to czy istnieją jakiekolwiek szanse na to, że na jego powierzchni znalazł się niebezpieczny wirus? – Przeprowadzone badania wykazały, że powierzchnie smartfonów są pokryte bakteriami i wirusami, w tym również takimi, które mogą powodować poważne infekcje – mówi Judy Guzman-Cottrill, ekspert od chorób zakaźnych z Oregon Health & Science University. A przecież telefony są często trzymane blisko oczu, nosa i ust, gdzie zarazki mogą łatwo dostać się do organizmu.

Nowa era projektowania

Do niedawna mocnym trendem w projektowaniu był nacisk na ekologię, korzystanie z materiałów przyjaznych środowisku lub pochodzących z recyklingu. Kryzys epidemiologiczny przyczynił się do powstania nowego kierunku, który w najbliższych latach będzie zyskiwać na znaczeniu. – Projektanci stoją dziś przed ogromnym wyzwaniem. Wiele produktów i usług trzeba wymyślić od nowa, tak żeby ich odbiorcy nie bali z nich korzystać. W niektórych przypadkach wystarczy wdrożenie niewielkich zmian, w innych będzie konieczna całkowita transformacja. Ogromną rolę odegrają tutaj zarówno materiały, takie jak miedź, które skracają życie patogenów, jak i nowe rozwiązania technologiczne, eliminujące konieczność dotykania urządzeń lub automatyzujące ich dezynfekcję – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz z Symetrii.

Doskonałym przykładem wykorzystania technologii do eliminacji zbędnego kontaktu z urządzeniem jest aplikacja pozwalająca na bezdotykowe otwieranie paczkomatów. – Korzystałam z ekranu dotykowego przy odbieraniu paczki za pośrednictwem Inpost, teraz przestawiłam się na aplikację mobilną, która pozwala odebrać paczkę przy użyciu telefonu – mówi Anna, uczestniczka badania jakościowego.

Pandemia koronawirusa zmusza nas do rewizji nawyków. Widać to szczególnie w dużych miastach, gdzie strach przed zakażeniem jest największy. Swoje piętno COVID-19 odcisnął zarówno na gospodarce, jak i społeczeństwie. Firmy, jak i instytucje państwowe, z trwającego kryzysu z pewnością wyciągną ważne lekcje, a trwałe zmiany wydają się nieuniknione. Raport Symetrii wskazuje na potrzebę nowego podejścia do tworzenia infrastruktury oraz urządzeń umieszczanych w miejscach publicznych. Nadrzędnym celem jest niedopuszczenie do wybuchu podobnego kryzysu w przyszłości.

Po szczycie OPEC+ jest zgoda i redukcja. Co to oznacza dla rynku ropy?

Niedawni przeciwnicy pogodzeni, ale nadpodaż jest przesądzona.
Koronawirus wymaże pięć lat wzrostu konsumpcji ropy. By walczyć o zrównoważenie rynku – OPEC+ zdecydował o początkowym ścięciu wydobycia o 10 mln b/d. Oznacza to jego redukcję o 22 proc.

Przedstawiono także harmonogram zarządzania produkcją na najbliższy rok.
Ma ono iść w parze z redukcją wydobycia w innych państwach (USA, Brazylia, Kanada, Norwegia), łącznie o 5 mln b/d. Nie ma informacji, jak do tych oczekiwań odnoszą się wymienione kraje. Decyzje mają zapaść w Wielki Piątek, na szczycie G-20.

Delegaci zgodzili się, że perspektywy rynku są bardzo trudne, a fundamenty najgorsze w historii. OPEC zakłada, że globalna gospodarka skurczy się w 2020 roku o 1,1 proc. Jeszcze w marcu prognozowano dynamikę światowego PKB na poziomie 2,4 proc. rok do roku. Załamanie wzrostu ma odzwierciedlenie w projekcjach popytu na ropę. Szacunki Rystad Energy mówią, że popyt jest obecnie 27,5 mln b/d niższy niż przed epidemią. Zapotrzebowanie na benzynę w USA jest najniższe od lat 90., a trzeci największy konsument ropy – Indie – ograniczyły konsumpcję o 70 proc.

W rezultacie OPEC przyjmuje, że w najgorszym II kwartale popyt ma załamać się średnio o 12 mln b/d, a w całym roku aż o 6,8 mln b/d. Średnioroczne zapotrzebowanie na ropę w 2019 roku wyniosło minimalnie ponad 100 mln b/d. Będzie to pierwszy spadek popytu od Globalnego Kryzysu Finansowego, ale będzie on jednocześnie wyraźnie potężniejszy, bo aż o 6,8 proc. rok do roku.

By walczyć z nadpodażą surowca OPEC+ podjął następujące kroki:

  • w maju i czerwcu produkcja zostanie obniżona o 10 mln b/d względem obecnych poziomów
    ·        od lipca do końca roku skala redukcji wyniesie 8 mln b/d
    ·        w pierwszym kwartale 2021 cięcie ma wynieść 6 mln b/d.

Skuteczność cięć ma zależeć od wysiłków Arabii Saudyjskiej i Rosji. Oba państwa mają obniżyć ilość pompowanej każdego dnia ropy do około 8,5 mln baryłek.
Reakcja rynków jest daleka od euforii. Kurs WTI spadał w czwartek ponad 10 proc. i notowania wracały do punktu, w którym były tydzień wcześniej, gdy Donald Trump ogłosił światu, że producenci ropy ograniczą mocno jej wydobycie.

Przyjęte rozwiązanie nie gwarantuje, że rynek uniknie w drugim kwartale gigantycznej nadpodaży. Jednocześnie fakt, że ograniczenie w kolejnych miesiącach będzie mniej rygorystyczne – wydłuży absorpcję potężnych zapasów surowca, które właśnie są akumulowane. Przypomnijmy, że tylko w ubiegłym tygodniu zapasy w USA podniosły się o rekordowe 15,2 mln baryłek. Przytoczone już wyliczenia Rystad Energy mówią o popycie niemal 30 mln b/d niższym niż przeciętnie. Kwiecień będzie prawdopodobnie miesiącem największej nadprodukcji, a ograniczenia mają zacząć obowiązywać od maja. W konsekwencji, przez kolejne trzy tygodnie zapasy ropy mogą odnotować potężny przyrost.

Nie wolno także zapominać, że piętą achillesową porozumienia OPEC+ była jego niska skuteczność. W przeszłości liczni producenci chronicznie nie wypełniali przyjętych na siebie zobowiązań. W ostatnich ośmiu miesiącach poprzedniego porozumienia OPEC+ Rosja ani razu nie ścięła wydobycia tak mocno, jak było to ustalone. Jedynie połowa z dwudziestu sygnatariuszy realizowała cel w momencie zerwania negocjacji. Jeszcze gorzej statystyka ta wygląda dla państw spoza kartelu. Na dziesięć państw – jedynie mniejsi gracze, tj. Azerbejdżan i Oman, wypełniali założenia. Problemy z tym obok Rosji miały również Kazachstan i Meksyk. Zresztą opór drugiego z tych państw przed akceptacją wymaganej redukcji wydobycia na szczycie 9 kwietnia pokazuje, że będzie koordynacja wydobycia będzie bardzo trudna i będzie budzić zastrzeżenia. Tym bardziej, że obejmie też szereg państw, które dotychczas nie koordynowały z OPEC wydobycia (o ile przyłączą się do porozumienia).

Iran, Libia i Wenezuela ponownie są zwolnione z redukcji wydobycia ze względu na produkcję bardzo niską na historycznym tle. Każde z tych państw będzie dążyć do zwiększenia produkcji. Szczególnie duże ryzyko istnieje w przypadku pogrążonej w wojnie domowej Libii, która wydobywa niewiele, a w ubiegłym roku przeciętnie pompowała prawie milion baryłek każdego dnia. Generał Haftar zdaje sobie sprawę, że musi wznowić dostawy ropy na rynki światowe, by zapewnić finansowanie i uspokoić nastroje swojej armii.

Średnioroczny popyt na ropę wg EIA i jego prognoza OPEC dla 2020 roku

Średnioroczny popyt na ropę wg EIA i jego prognoza OPEC dla 2020 roku
Źródło: EIA, OPEC

Bartosz Sawicki, DM TMS Brokers

To będą pierwsze tak nietypowe święta. Msze i spotkania rodzinne głównie online

Dla wielu Polaków Wielkanoc to przede wszystkim najważniejsze święto kościelne. Ponad połowa z nas bierze udział w Triduum Paschalnym, nieco mniej w niedzielnej rezurekcji. Ze względu na pandemię koronawirusa w głównych uroczystościach w tym roku Polacy będą uczestniczyć online. Takie też będą często śniadania wielkanocne z rodzinami.  – Chodzi o to, żebyśmy nie odpuścili, żebyśmy przeżywali tę Wielkanoc tak, jak możemy – podkreśla ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski.

 Te święta będą zupełnie inne. Kościół przestrzega zarówno zarządzeń służb sanitarnych, jak i władz państwowych, a wszystko w trosce o dobro, zdrowie i życie człowieka. Dlatego kiedy wychodzą kolejne zarządzenia, to również ze strony Konferencji Episkopatu Polski przypominamy o tym, żeby ich przestrzegać. One wpłyną całkowicie na przeżywanie tego czasu, to będą te same święta, ale nie takie same święta – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski.

W corocznych badaniach CBOS mniej więcej połowa Polaków podkreśla, że Wielkanoc to dla nich ważne przeżycie religijne. Świadczy o tym deklarowane przywiązanie do kościelnych uroczystości. Ponad połowa społeczeństwa bierze zazwyczaj udział w Triduum Paschalnym, rekolekcjach wielkopostnych, drodze krzyżowej czy gorzkich żalach. Na niedzielną rezurekcję o świcie chodzi prawie 50 proc. Polaków. W tym roku udział w tych uroczystościach i nabożeństwach będzie głównie zdalny.

Z pomocą przychodzą środki społecznego przekazu i media, które pomagają w modlitwie. Transmisje mszy świętych i nabożeństw biją rekordy popularności i oglądalności, bo ludzie mają potrzeby duchowe i łączą się w ten sposób ze wspólnotą Kościoła – mówi ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Obecne rozporządzenia przewidują, że w zgromadzeniach religijnych może uczestniczyć tylko pięć osób, nie licząc księdza i innych osób sprawujących w tym czasie posługę. W związku z tym episkopat wydał dyspensę od obowiązku uczestnictwa na mszy świętej w niedziele w kościele.

Owocnie święta przeżywamy wewnętrznie – przekonuje rzecznik Konferencji Episkopatu Polski. – Transmisja mszy świętej, wspólne śniadanie wielkanocne i pobłogosławienie pokarmów oraz modlitwa z papieżem Franciszkiem to  trzy elementy, które pozwolą dobrze przeżyć tegoroczną Wielkanoc w domu.

Episkopat zachęca też do kontynuowania corocznych tradycji, ale w nieco zmienionej formie.

– Zachęcamy, by w Wielki Piątek adorować krzyż u siebie w domu. W Wielką Sobotę przygotowujemy koszyk wielkanocny z pisankami i pokarmami. Wiemy, że nie będzie możliwe poświęcenie tego w kościołach ze względu na stan epidemii i ograniczenia, ale może to zrobić głowa rodziny podczas śniadania wielkanocnego – wyjaśnia ks. Paweł Rytel-Andrianik

Badania CBOS co roku pokazują, że Polacy przede wszystkim traktują Wielkanoc jako święta rodzinne. Dla zdecydowanej większości to okazja do spotkań w większym gronie. Trudno im sobie wyobrazić święta bez święcenia pokarmów i dzielenia się jajkiem przy wielkanocnym stole. W tym roku wiele osób będzie jednak musiało spędzić ten czas samotnie lub w bardzo ograniczonym gronie najbliższej rodziny.

Zachęcamy do tego, aby w Niedzielę Wielkanocną stworzyć wirtualny stół wielkanocny – robić zdjęcia tam, gdzie jesteśmy, czy krótkie filmy i przesłać bliskim jako znak naszej duchowej łączności – mówi rzecznik KEP. – Chodzi o to, żebyśmy nie odpuścili, żebyśmy przeżywali tę Wielkanoc tak, jak możemy. W związku z tym, że to są tak wyjątkowe święta, to będą przez lata wspominane i dlatego trzeba zawalczyć, żeby jak najlepiej je przeżyć.

Biznes mocno włączył się w walkę z SARS-CoV-2. Wsparcie jest już liczone w setkach milionów złotych

0

Cały czas wydłuża się lista firm, które choć same ucierpiały finansowo w wyniku pandemii SARS-CoV-2 i związanych z nią ograniczeń, włączają się w pomoc dla szpitali i medyków. W walce z koronawirusem szeroki front tworzą firmy państwowe oraz prywatne, zarówno duże, jak i te z sektora MŚP. Kwota bezpośredniego wsparcia sięga już kilkuset milionów złotych. Przyjmuje ono wymiar zarówno materialny, jak i finansowy, a jedną z najbardziej pożądanych form pomocy jest zakup sprzętu medycznego i środków ochrony osobistej, których placówkom dramatycznie brakuje.

Dostępność respiratorów, testów diagnostycznych i środków ochrony osobistej – takich jak maseczki, jednorazowe rękawiczki i żele do dezynfekcji – to w tej chwili jeden z największych problemów w walce z pandemią koronawirusa. Szpitale dotkliwie odczuwają ich braki. Dlatego biznes – choć sam ucierpiał w wyniku pandemii i związanych z nią ograniczeń – w dużym stopniu włączył się do pomocy, przekazując znaczące kwoty na walkę z SARS-CoV-2.

Kiedy podjęliśmy decyzję o pomocy dla służby zdrowia, nie mieliśmy świadomości, jak ogromne są potrzeby. Dopiero kiedy skontaktowaliśmy się z placówkami medycznymi, żeby się dowiedzieć, czego najbardziej potrzebują, i dotarły do nas lista potrzeb, apele o pomoc, a także mnóstwo podziękowań za naszą inicjatywę, zrozumieliśmy, w jak trudnej sytuacji są polscy medycy – stwierdza Robert Abramczuk, prezes Posnet Polska, producenta urządzeń fiskalnych.

Firma Posnet w ostatnich dniach przeznaczyła milion złotych na wsparcie placówek służby zdrowia w walce z koronawirusem. Pomoc spółki trafiła do szpitali w Warszawie, Tomaszowie Lubelskim, Puławach i Przemyślu. Spółka kupiła dla medyków 300 tys. maseczek ochronnych, 10 tys. kombinezonów medycznych, 10 tys. przyłbic ochronnych i 10 przenośnych respiratorów, które trafią na wyposażenie najbardziej potrzebujących szpitali. Wybór zakupionego sprzętu został ustalony wspólnie z placówkami medycznymi, dlatego odpowiada na ich największe potrzeby. Posnet we własnym zakresie zorganizował też zakup sprzętu medycznego w Polsce i za granicą oraz jego międzynarodowy transport.

– Wierzę, że zakupiony przez nas sprzęt medyczny i środki ochrony podniosą bezpieczeństwo pracowników służby zdrowia i przyczynią się do opanowania epidemii – mówi prezes Posnetu.

W ramach akcji „Jesteśmy Razem. Pomagamy” pozytywne przykłady działania firm w czasie walki z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2 pokazują duże zaangażowanie społeczne biznesu. Na liście są już m.in. Drutex, Dr Irena Eris, LPP, Budimex, CCC, Mago, Putka, Topex, Deichmann, a kwota bezpośredniego wsparcia sięga już kilkunastu milionów złotych.

W walce z pandemią koronawirusa szeroki front tworzą zarówno firmy państwowe, jak i prywatne. Pomoc przybiera wymiar finansowy, jak i rzeczowy. Przykładowo, dzięki funduszom przekazanym przez firmę Drutex zostało zmodernizowane i doposażone Pomorskie Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy w Gdańsku, aby lepiej służyć hospitalizowanym zarażonym koronawirusem. Firma CCC z kolei w swoich szwalniach rozpoczęła produkcję ochraniaczy na obuwie, które są przystosowane do ochrony personelu medycznego.

W ramach akcji HASHWzywamyPosiłki firmy gastronomiczne i sieci restauracyjne wspierają ratowników, lekarzy i pielęgniarki, którzy nie opuszczają szpitali przez kilkanaście godzin i tworzą pierwszy front w walce z wirusem, organizując im dostawę gotowych posiłków. Część firm – w tym np. Allegro i Grupa PKP – wprowadziła pakiet działań antykryzysowych, aby pomóc mniejszym przedsiębiorcom w walce ze skutkami pandemii.

Nasze wsparcie jest wyrazem głębokiego szacunku i podziwu dla ludzi, którzy niosąc pomoc innym, narażają własne życie i stoją na pierwszej linii walki z koronawirusem, czyli dla pracowników służby zdrowia – zaznacza Robert Abramczuk.

Z badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia dla Forum Odpowiedzialnego Biznesu wynika, że zdaniem sześciu na dziesięciu pracowników ich firmy prowadzą wystarczające działania wspierające otoczenie w związku z pandemią koronawirusa. Najlepiej oceniani są pod tym względem mikroprzedsiębiorcy – w ich przypadku odsetek pozytywnych opinii wyniósł ok. 70 proc., podczas gdy w średnich (250–499 zatrudnionych) było to 52 proc., a w dużych (ponad 500 pracowników) – 58 proc.

Zawieszenie zajęć dla studentów wydłużone. Niektóre uczelnie już gotowe do przeprowadzenia egzaminów i rekrutacji online

Pandemia koronawirusa sprawiła, że życie przeniosło się do sieci. Także życie szkolne i akademickie, a zgodnie z najnowszym rozporządzeniem – taka sytuacja potrwa przynajmniej do 26 kwietnia. Decyzją rządu egzaminy maturalny i ósmoklasistów zostały przesunięte najprawdopodobniej na drugą połowę czerwca. Sytuacja wciąż jest niejasna w przypadku studentów. – Nasza uczelnia jest przygotowana na każdą ewentualność, włącznie z egzaminowaniem i przeprowadzaniem obron prac w trybie zdalnym – zapowiada dr Małgorzata Kluska-Nowicka, wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

– W związku z przedłużeniem zawieszenia zajęć dla uczelni wyższych i w konsekwencji dla studentów, podobnie jak w ostatnich trzech tygodniach, nic się nie zmienia. Dalej działamy w trybie zdalnym, co dotyczy zarówno kształcenia, jak też obsługi studentów – mówi agencji Newseria Biznes dr Małgorzata Kluska-Nowicka, wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Już od blisko miesiąca uczelnie i szkoły przeniosły zajęcia do świata wirtualnego. To w sieci odbywają się lekcje i wykłady, a większość działów pracuje zdalnie. Niektóre uczelnie udzielają w sieci porad prawnych i prowadzą przez internet także zajęcia sportowe. Już wiadomo, że taka sytuacja potrwa co najmniej do 26 kwietnia – tak wynika z najnowszego rozporządzenia rządu. Część szkół wyższych, niezależnie od rządowych obostrzeń, sama zdecydowała, że zajęcia będą odbywały się online znacznie dłużej. Władze Uniwersytetu Warszawskiego podjęły decyzję, że zajęcia będą odbywały się online do połowy maja. Jednak  większość uczelni jest do takiej sytuacji przygotowana.

– Dzięki mobilizacji naszych wykładowców, jak również naszych studentów w znakomitej większości nasze zajęcia są realizowane z powodzeniem w trybie zdalnym. Jestem pozytywnie zaskoczona, jak szybko nasi wykładowcy i studenci odnaleźli się w nowej rzeczywistości. Takie narzędzia jak Moodle, Zoom czy Hangouts stały się naszą dydaktyczną codziennością. Dzięki nim spotykamy się w wirtualnych salach, w których prowadzimy zajęcia, a materiały do zajęć dostarczamy studentom na platformie Moodle – wskazuje dr Małgorzata Kluska-Nowicka.

W sieci dostępne są podręczniki i potrzebne materiały. Uczelnie starają się przenieść do wirtualnego świata wszystkie zajęcia, także dla studentów medycyny. W Stanach Zjednoczonych np. studenci medycyny wykorzystują HoloLens Microsoftu na wirtualnych zajęciach anatomii. To wszystko ma sprawić, żeby przerwa w klasycznej edukacji była jak najmniej uciążliwa.

– Nasza uczelnia jest przygotowana na każdą ewentualność, włącznie z egzaminowaniem i przeprowadzaniem obron prac w trybie zdalnym. I gdyby było to potrzebne, tak właśnie będą się odbywać zaliczenia i obrony – podkreśla wicekanclerz WSB w Poznaniu.

Decyzją rządu egzaminy maturalny i ósmoklasistów zostały przesunięte i odbędą się najprawdopodobniej w drugiej połowie czerwca. Z myślą o maturzystach część uczelni prowadzi powtórki materiałów. W czasie pandemii niektóre przeniosły zajęcia do internetu, jak np. WSB, która organizuje webinaria, czyli wykłady online, prowadzone przez nauczycieli języka polskiego i matematyki. Z danych uczelni wynika, że takie zajęcia mają nawet wyższą frekwencję niż te prowadzone tradycyjnie. Dlatego też WSB rekrutację na nowy rok akademicki przeprowadzi online.

– Prócz zajęć w trybie zdalnym prowadzimy również rekrutację na studia na nowy rok akademicki. Oczywiście proces ten kandydaci i nasi pracownicy również realizują zdalnie, bez konieczności przychodzenia do biura rekrutacji – mówi dr Małgorzata Kluska-Nowicka. – Wszyscy mamy nadzieję, że w październiku będziemy mogli spotkać się z naszymi studentami w murach naszej uczelni. Gdyby jednak sytuacja tego wymagała, zajęcia będą realizowane zdalnie i jesteśmy na to gotowi.

Czy rynek nieruchomości na wynajem czeka kryzys?

Czy osoby inwestujące w nieruchomości mają się czego obawiać w kontekście pandemii i związanego z nim kryzysu gospodarczego? Jaka prognoza dotyczącą inwestycji w mieszkania przeznaczone na wynajem jest najbardziej prawdopodobna?

Obecnie – wiosną 2020 roku – żyjemy w zamrożeniu, sytuacji absolutnie nieprzewidywalnej i nietypowej. Nic dziwnego, że snujemy liczne domysły, również te dotyczące inwestycji w nieruchomości. Warto jednak uzbroić się w zdrowy rozsądek i rozważyć wszystkie opcje na podstawie faktów, a nie emocjonalnego podejścia. W końcu chodzi o finanse, a te z uczuciami nie idą w parze.

Każdy potrzebuje dachu nad głową

Jeszcze do niedawna prognozy dla rynku nieruchomości były bardzo optymistyczne. Rok 2020 miał być prawie tak samo dobry jak 2019. I nagle wszystko się zmieniło. Przez pandemię COVID-19, a właściwie z powodu przymusowej izolacji, tracą prawie wszystkie branże – również rynek nieruchomości. Jak zatem może wyglądać sytuacja w 2020 roku?

Nie dysponując szklaną kulą, pozostaje nam oprzeć się na faktach i w oparciu o nie spróbować ustalić możliwy scenariusz na przyszłość. W czasie epidemii i w pierwszych miesiącach po niej należy się zapewne spodziewać ograniczenia wydatków związanych z potrzebami, które wykraczają poza te najważniejsze. Jednak dach nad głową jest potrzebą podstawową! A to dobra wiadomość dla osób wynajmujących nieruchomości długoterminowo.

– Jeżeli kupiłeś mieszkanie w dużym mieście, gdzie zawsze będzie więcej pracy niż w mniejszych miejscowościach, to o ciągłość najmu możesz być spokojny. W takiej sytuacji wynajmujący, którzy planowali zakup mieszkania, mogą odłożyć te plany na jakiś czas, a Ty możesz liczyć na dłuższy najem. Każdy przecież musi gdzieś mieszkać – mówi Marta Bocheńska-Pachuta z firmy Baransu, zajmującej się zakupem i przygotowywaniem nieruchomości na wynajem na zlecenie klientów.

Poza tym na odłożenie decyzji o zakupie własnego mieszkania wpłyną też w znacznej mierze trudności z uzyskaniem kredytu. Banki mogą zaostrzyć kryteria, zwiększając wymagany udział własny i wysokość minimalnych dochodów niezbędnych do otrzymania pozytywnej decyzji kredytowej. A to oznacza, że mieszkania na wynajem będą potrzebne.

Dobry produkt zawsze się obroni

Choć może to zabrzmieć okrutnie, to jednak – pandemia stanowi idealne kryterium weryfikacyjne dla wszystkich, którzy już kupili mieszkanie z przeznaczeniem na wynajem długoterminowy. Pierwsza i najważniejsza sprawa to lokalizacja.

– Kawalerka w centrum Warszawy prawie nigdy nie będzie stała pusta. Może będzie trzeba zmniejszyć czynsz, a może jedno mieszkanie będzie zamieszkiwać więcej osób, ale szanse na jego wynajem są zdecydowanie większe, niż w przypadku kilkupokojowego mieszkania w małym miasteczku – uważa Marta Bocheńska-Pachuta.

Kolejna sprawa to relacje z najemcami. Jeśli dobrze ich wybraliśmy, to jest szansa, że pozostaną z nami na dłużej. Mieszkania w centralnych dzielnicach wynajmują często osoby pracujące np. w korporacjach czy bankach, a więc głównie ci, którzy chcą mieć dobry dojazd do pracy w centrum. Pracownicy najbardziej poszukiwanych branż – informatycy i inżynierowie zostaną najpewniej najmniej dotknięci kryzysem. Dobrze zatem wiedzieć co nieco o życiu zawodowym wynajmujących i takie pytania zadawać jeszcze przed podpisaniem z nimi umowy.

Jeśli między właścicielami nieruchomości a najemcami istnieje dobra komunikacja, to jest szansa, że o ewentualnych kłopotach z pracą dowiesz się wcześniej. Będzie czas na przygotowanie oferty lub dyskusję o wysokości czynszu. Nawet, jeśli będziesz musiał go obniżyć, to nie pozostaniesz z niczym. Jeżeli kupiłeś dobre mieszkanie w dobrej cenie, to pomimo zmniejszonego wpływu z najmu zarobisz np. nie 8%, a 4%, co nadal oznacza wyższy zysk niż z lokaty bankowej.

Kto straci na nieruchomościach?

Przejdźmy teraz do możliwych negatywnych konsekwencji kryzysu spowodowanego pandemią. Pierwszą już przedstawiliśmy. To ewentualne mniejsze zyski, spowodowane koniecznością obniżenia czynszu.

Druga to wzrost liczby mieszkań na rynku. Osoby, które stawiały dotychczas na najem krótkoterminowy, przerzucą się raczej na opcję długoterminową. Jako, że mniejsze fundusze i strach przed chorobą spowodują zapewne znaczne zmniejszenie ruchu turystycznego, „krótkoterminowcy” zauważą spadek liczby rezerwacji. Poza tym przekształcenie mieszkania z jednej formy na drugą jest bardzo łatwe, więc dość szybko na rynku pojawi się większa konkurencja. Dojdą nowe mieszkania w korzystnych lokalizacjach i cenach.

Trzecia sprawa to problemy inwestorów, którzy chcieliby kupić mieszkanie na wynajem. Jako że część starych klientów może mieć trudności z utrzymaniem regularnej spłaty kredytów, a banki będą musiały podjąć działania celem regulacji zobowiązań (nawet kosztem ustępstw), to możemy się spodziewać, że nowi kredytobiorcy nie otrzymają łatwo pieniędzy na inwestycje. Obostrzenia będą duże, a zdolność kredytowa zainteresowanych stopnieje. Jednym słowem, o kredyt może być trudniej.

Procedury kredytowe mogą trwać dłużej niż przed kryzysem. Obecnie są praktycznie wstrzymane ze względu na ograniczenia w poruszaniu się, a praca bardzo wielu pracowników z domu nie ułatwia funkcjonowania żadnego banku. Wykonuje się tylko czynności najważniejsze, zapewniające przetrwanie instytucji. Dlatego należy oczekiwać, że kupujący znacznie dłużej poczekają na decyzję kredytową, a sprzedający – na uzyskanie niezbędnych zaświadczeń.

Jak zmienić kryzys w okazję?

Jeśli planowałeś zakup nieruchomości, w szczególności za gotówkę, to mówiąc krótko – „kupuj, gdy leje się krew”. Choć niczego nie można być pewnym, to jednak istnieje duże prawdopodobieństwo, że ceny mieszkań spadną, podaż będzie większa od popytu i o atrakcyjne mieszkanie w dobrej lokalizacji będzie zdecydowanie łatwiej.

Pamiętaj, że dobry produkt – w naszym przypadku mieszkanie do najmu – zawsze się sprzeda. W lepszych czasach za więcej, w gorszych za mniej, ale zawsze gwarantuje przypływ pieniędzy. Skoro ludzi nie będzie stać na zakup, będą wynajmować. Wynajmować co? Twoje mieszkanie!

A jeśli już masz mieszkanie, które dopiero zamierzasz przeznaczyć na wynajem? Przeczekaj kwarantannę (nawet z zaciśniętymi zębami) lub spróbuj wystawić ofertę wynajmu, ale w niższej cenie. Przede wszystkim jednak przyjrzyj się swojemu produktowi. Może czas przestoju warto wykorzystać na jego uatrakcyjnienie? Dokładnie je posprzątaj, wynieś wszystkie niepotrzebne rzeczy, odmaluj, wymień zniszczone lub bardzo przestarzałe sprzęty.

– Dobrym pomysłem może być homestaging. Atrakcyjne elementy wyposażenia wnętrza bez trudu znajdziemy i zamówimy przez internet. Jeśli chcemy współpracować z architektem lub projektantem, większość szczegółów uzgodnimy zdalnie. Ewentualnie możemy zdecydować się na samodzielne przeprowadzenie małego remontu. Na koniec warto wykonać dobre, naprawdę dobre zdjęcia – podpowiada właścicielka Baransu. – Na wynajęcie być może będzie trzeba trochę poczekać, ale dzięki odpowiedniemu przygotowaniu, twoje mieszkanie będzie stanowiło atrakcyjną ofertę – dodaje.

Jakie z tego wnioski? Nieruchomości to wciąż najlepsza możliwa opcja inwestycyjna. Zyski z dobrego produktu są czasem wyższe, czasem niższe, ale zawsze pewne. W przeciwieństwie do giełdy, gdzie należy spodziewać się ogromnych spadków i wycofywania kapitału, zapotrzebowanie na nieruchomości w dłuższej perspektywie zawsze jest stałe.

Po kilkumiesięcznym szoku i fazie niepewności – jeśli pandemia zostanie opanowana i nie pojawi się inne zagrożenie – za około rok wszystko powinno wrócić do normy. A przecież ostatnio „normą” był rynek bardzo dobry dla sprzedającego.

Na razie jednak trendy się odwróciły. Teraz to kupujący będą dyktowali warunki i w najbliższych miesiącach ceny nieruchomości mogą spadać. Zatem kupujący mieszkania na wynajem, szczególnie Ci dysponujący gotówką, mogą powoli zacząć rozglądać się za okazją.

[aktualizacja] 5G na razie przegrywa z koronawirusem. Opóźnienia w aukcjach na częstotliwości w wielu krajach UE

Aukcja 5G w Polsce także została zawieszona. Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej poinformował, że w związku z przepisami ustawy z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U.2020 poz. 568) bieg terminu składania ofert wstępnych w ogłoszonej w dniu 6 marca 2020 r. aukcji na cztery rezerwacje częstotliwości z zakresu 3480-3800 MHz został zawieszony.

Pandemia koronawirusa może zahamować rozwój sieci 5G na świecie. Odwołano targi Mobile World Congress 2020, na których technologia ta miała oficjalnie zadebiutować, opóźnione są także aukcje na częstotliwości dla sieci 5G. Tymczasem na rozwój nowej technologii czeka zwłaszcza segment fintech. Dzięki upowszechnieniu się technologii 5G oraz rozwiązań z zakresu otwartej bankowości klienci będą mogli przejąć pełną kontrolę nad swoim finansami i zarządzać nimi w pełni elastycznie, wymieniając informacje pomiędzy wieloma instytucjami.

– Same transakcje płatnicze nie wymagają przyspieszenia, ale dzięki 5G banki mogą wprowadzać wideokonferencje 3D dla swoich klientów, dzięki czemu zmniejszy się liczba placówek. Dzięki AR i VR w sieciach detalicznych będzie można oglądać, przebierać i ubierać się wirtualnie w domu, płatność będzie tylko częścią tej całości. To jest kierunek, w którym będziemy szli. 5G jest potrzebne do usług, które będą generowały płatności – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Janusz Diemko, niezależny konsultant rynku płatniczego.

Unia Europejska wdrożyła szereg działań, które mają przyspieszyć cyfryzację społeczeństwa, w tym również sektora finansowego. Zgodnie z celami ustanowionymi w ramach Europejskiego kodeksu łączności elektronicznej do końca 2020 roku każdy z krajów członkowskich zobowiązał się do uruchomienia sieci 5G przynajmniej w jednym mieście. Z uwagi na panującą pandemię koronawirusa cele te mogą się okazać jednak niemożliwe do spełnienia. Najpierw odwołano jedną z największych imprez na świecie – Mobile World Congress, która niemal w całości byłaby poświęcona technologii 5G. W poszczególnych krajach członkowskich przesuwane są także aukcje na częstotliwości 3400–3800 MHz dla nowej sieci, m.in. w Hiszpanii i Francji.

W Polsce aukcja 5G została ogłoszona przez Urząd Komunikacji Elektronicznej. Termin na składanie ofert wstępnych upływa 23 kwietnia, a rzecznik UKE potwierdza, że nie ma planów przedłużania tego terminu. Tymczasem technologia ta jest bardzo oczekiwana na rynku. Postanowienia zawarte w kodeksie stwarzają fintechom podstawy do rozpoczęcia szeroko zakrojonych prac nad wdrożeniem usług bankowych funkcjonujących w ramach infrastruktury sieciowej piątej generacji.

Z punktu widzenia innowatorów z sektora finansowego równie istotne było uchwalenie dyrektywy PSD2, która wprowadziła koncepcję otwartej bankowości. Zgodnie z jej założeniami banki funkcjonujące na europejskim rynku muszą udostępnić interfejsy programistyczne aplikacji (API), aby umożliwić wymianę informacji o klientach z dostawcami zewnętrznych usług. Wdrożenie PSD2 uwalnia dane konsumenckie na użytek aplikacji, które mogą wykorzystać je np. do konsolidacji rachunków z kilku banków w jednej usłudze bądź inicjowania transakcji za pośrednictwem zewnętrznego oprogramowania.

– Otwarta bankowość powinna wprowadzić kolejne usługi, np. możliwość podłączenia wszystkich rachunków pod jeden login. Są firmy, które robią credit scoring i dzięki zgodzie klienta umożliwią dostęp do historii transakcji na rachunku łatwiejsze, szybsze i być może tańsze kredyty. To może być częścią ID. Zamiast robić przelewy, żeby się zidentyfikować, dokonam transakcji albo się zaloguję i przez otwartą bankowość potwierdzę cyfrową tożsamość szybciej, sprawniej i wygodniej – wyjaśnia ekspert.

Zgodnie z najnowszymi informacjami Komisji Nadzoru Finansowego na polskim rynku funkcjonuje obecnie sześć rodzimych fintechów ze zgodą na realizację usług w ramach otwartej bankowości, z czego aż trzy specjalizują się w płatnościach internetowych: PayPro, PayU oraz Blue Media. Oprócz tego zgody KNF-u otrzymała firma Banqware, twórcy platformy banqUP pozwalającej bankom i fintechom na dostęp do wielu europejskich API, operator platformy pożyczkowej Kontomatik oraz spółka Ramp Link specjalizująca się w technologii blockchain.

– Firmy są gotowe do świadczenia tych usług teraz. Myślę, że za rok–dwa będziemy widzieli coraz więcej przykładów użytecznego wykorzystywania PSD2 dla klientów. Jest już polskie API, banki długo dyskutowały i debatowały, jak je wprowadzić. Boją się za bardzo otworzyć, żeby nie tracić jakiejś części biznesów. Na innych rynkach idzie to szybciej. Jesteśmy gotowi, tylko otwarta bankowość nie jest jeszcze w pełni wdrożona przez banki i firmy, żeby  umożliwić nam te same możliwości, co na innych rynkach – podsumowuje Janusz Diemko.

Realizacja założeń PSD2 może być dopiero początkiem rewolucyjnych zmian, jakie czekają współczesną bankowość. Stowarzyszenie Emerging Payments Association opublikowało dokument „The Future of Payments Regulation. Voices of the EPA”, w którym opisuje propozycje wdrożenia dyrektywy PSD3. Propozycja EPA zakłada m.in. możliwość stworzenia cyfrowej tożsamości oraz przerzucenie na dostawcę usług decyzji o wdrożeniu bądź zaniechaniu korzystania z narzędzi do silnego uwierzytelniania użytkowników.

Według analityków z firmy Allied Market Research wartość globalnego rynku otwartej bankowości w 2018 roku wyniosła 7,3 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 43,15 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 24,4 proc.

5G na razie przegrywa z koronawirusem. Opóźnienia w aukcjach na częstotliwości w wielu krajach UE

Pandemia koronawirusa może zahamować rozwój sieci 5G na świecie. Odwołano targi Mobile World Congress 2020, na których technologia ta miała oficjalnie zadebiutować, opóźnione są także aukcje na częstotliwości dla sieci 5G. Tymczasem na rozwój nowej technologii czeka zwłaszcza segment fintech. Dzięki upowszechnieniu się technologii 5G oraz rozwiązań z zakresu otwartej bankowości klienci będą mogli przejąć pełną kontrolę nad swoim finansami i zarządzać nimi w pełni elastycznie, wymieniając informacje pomiędzy wieloma instytucjami.

– Same transakcje płatnicze nie wymagają przyspieszenia, ale dzięki 5G banki mogą wprowadzać wideokonferencje 3D dla swoich klientów, dzięki czemu zmniejszy się liczba placówek. Dzięki AR i VR w sieciach detalicznych będzie można oglądać, przebierać i ubierać się wirtualnie w domu, płatność będzie tylko częścią tej całości. To jest kierunek, w którym będziemy szli. 5G jest potrzebne do usług, które będą generowały płatności – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Janusz Diemko, niezależny konsultant rynku płatniczego.

Unia Europejska wdrożyła szereg działań, które mają przyspieszyć cyfryzację społeczeństwa, w tym również sektora finansowego. Zgodnie z celami ustanowionymi w ramach Europejskiego kodeksu łączności elektronicznej do końca 2020 roku każdy z krajów członkowskich zobowiązał się do uruchomienia sieci 5G przynajmniej w jednym mieście. Z uwagi na panującą pandemię koronawirusa cele te mogą się okazać jednak niemożliwe do spełnienia. Najpierw odwołano jedną z największych imprez na świecie – Mobile World Congress, która niemal w całości byłaby poświęcona technologii 5G. W poszczególnych krajach członkowskich przesuwane są także aukcje na częstotliwości 3400–3800 MHz dla nowej sieci, m.in. w Hiszpanii i Francji.

W Polsce aukcja 5G została ogłoszona przez Urząd Komunikacji Elektronicznej. Termin na składanie ofert wstępnych upływa 23 kwietnia, a rzecznik UKE potwierdza, że nie ma planów przedłużania tego terminu. Tymczasem technologia ta jest bardzo oczekiwana na rynku. Postanowienia zawarte w kodeksie stwarzają fintechom podstawy do rozpoczęcia szeroko zakrojonych prac nad wdrożeniem usług bankowych funkcjonujących w ramach infrastruktury sieciowej piątej generacji.

Z punktu widzenia innowatorów z sektora finansowego równie istotne było uchwalenie dyrektywy PSD2, która wprowadziła koncepcję otwartej bankowości. Zgodnie z jej założeniami banki funkcjonujące na europejskim rynku muszą udostępnić interfejsy programistyczne aplikacji (API), aby umożliwić wymianę informacji o klientach z dostawcami zewnętrznych usług. Wdrożenie PSD2 uwalnia dane konsumenckie na użytek aplikacji, które mogą wykorzystać je np. do konsolidacji rachunków z kilku banków w jednej usłudze bądź inicjowania transakcji za pośrednictwem zewnętrznego oprogramowania.

– Otwarta bankowość powinna wprowadzić kolejne usługi, np. możliwość podłączenia wszystkich rachunków pod jeden login. Są firmy, które robią credit scoring i dzięki zgodzie klienta umożliwią dostęp do historii transakcji na rachunku łatwiejsze, szybsze i być może tańsze kredyty. To może być częścią ID. Zamiast robić przelewy, żeby się zidentyfikować, dokonam transakcji albo się zaloguję i przez otwartą bankowość potwierdzę cyfrową tożsamość szybciej, sprawniej i wygodniej – wyjaśnia ekspert.

Zgodnie z najnowszymi informacjami Komisji Nadzoru Finansowego na polskim rynku funkcjonuje obecnie sześć rodzimych fintechów ze zgodą na realizację usług w ramach otwartej bankowości, z czego aż trzy specjalizują się w płatnościach internetowych: PayPro, PayU oraz Blue Media. Oprócz tego zgody KNF-u otrzymała firma Banqware (platforma zapewniająca podmiotom trzecim szybką i bezpieczną integrację z różnymi bankowymi API z całej Europy. Silnik technologiczny banqUP upraszcza złożoność API bankowych, dzięki czemu podmiot trzeci otrzymuje nie tylko dostęp do danych bankowych, ale również ich analizę), operator platformy pożyczkowej Kontomatik oraz spółka Ramp Link specjalizująca się w technologii blockchain.

– Firmy są gotowe do świadczenia tych usług teraz. Myślę, że za rok–dwa będziemy widzieli coraz więcej przykładów użytecznego wykorzystywania PSD2 dla klientów. Jest już polskie API, banki długo dyskutowały i debatowały, jak je wprowadzić. Boją się za bardzo otworzyć, żeby nie tracić jakiejś części biznesów. Na innych rynkach idzie to szybciej. Jesteśmy gotowi, tylko otwarta bankowość nie jest jeszcze w pełni wdrożona przez banki i firmy, żeby  umożliwić nam te same możliwości, co na innych rynkach – podsumowuje Janusz Diemko.

Realizacja założeń PSD2 może być dopiero początkiem rewolucyjnych zmian, jakie czekają współczesną bankowość. Stowarzyszenie Emerging Payments Association opublikowało dokument „The Future of Payments Regulation. Voices of the EPA”, w którym opisuje propozycje wdrożenia dyrektywy PSD3. Propozycja EPA zakłada m.in. możliwość stworzenia cyfrowej tożsamości oraz przerzucenie na dostawcę usług decyzji o wdrożeniu bądź zaniechaniu korzystania z narzędzi do silnego uwierzytelniania użytkowników.

Według analityków z firmy Allied Market Research wartość globalnego rynku otwartej bankowości w 2018 roku wyniosła 7,3 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 43,15 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 24,4 proc.

Pomoc prawna dla lekarzy i podmiotów leczniczych

Nawet najlepszy lekarz może popełnić błąd, podobnie zresztą jak pozostali przedstawiciele brany medycznej. Niestety, pomimo zachowania należytej staranności i działania zgodnie z obowiązującymi regułami, może czasami dojść do sytuacji, w której pracownik szpitala lub kliniki zostanie pozwany przez niezadowolonego pacjenta oraz jego bliskich.

  1. Wsparcie prawne dla lekarzy i innych pracowników medycznych
  2. Na co zwrócić uwagę przy wyborze prawnika?
  3. Sprawy cywilne przeciwko lekarzom
  4. Pomoc w sprawie karnej dla podmiotu leczniczego

W tego typu sprawach należy jak najszybciej znaleźć kancelarię, która ma wiedzę i doświadczenie w obronie lekarzy oraz podmiotów leczniczych, gdyż w przeciwnym razie trudno będzie samemu zadbać o dobre imię.

Wsparcie prawne dla lekarzy i innych pracowników medycznych

Na szczęście zarówno lekarz, pielęgniarka, diagnosta, jaki i dentysta oraz pozostali pracownicy szpitali zawsze mogą skorzystać z pomocy prawnika, który w przypadku sprawy cywilnej lub karnej zajmie się reprezentacją. Zdecydowanie zwiększa to szanse na załatwienie sprawy zgodnie z oczekiwaniami podmiotu leczniczego. Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku branży medycznej każda sprawa może być inna, więc wymaga odpowiedniego zaangażowania ze strony kancelarii.

Na co zwrócić uwagę przy wyborze prawnika?

Jeżeli zastanawiasz się nad wybraniem kancelarii adwokackiej, która zajmie się sprawami związanymi z prawem medycznym lub dotyczy personelu pracującego w służbie zdrowia, musisz zwrócić uwagę na to, aby wybrać taką, która rzeczywiście się w tym specjalizuje. O ile bez żadnego problemu można dotrzeć do prawników obeznanych w prawie spadkowym lub rodzinnym, to branża medyczna jest bardziej skomplikowana. Nic więc dziwnego, że wiele osób narzeka na trudności ze znalezieniem dobrego prawnika. Przed nawiązaniem współpracy upewnij się, że wybrana kancelaria prowadziła w przeszłości podobne sprawy i może pochwalić się sukcesami. Podczas rozmowy z przedstawicielem kancelarii zapytaj, czy jej pracownicy zapewnią wsparcie oraz ochronę w przypadku procesów karnych, wystąpienia roszczeń cywilnych lub spraw odwołujących się do odpowiedzialności zawodowej. Kancelaria powinna zapewnić między innymi obronę przed sądami (zarówno arbitrażowymi, jak i administracyjnymi), Sądem Najwyższym, NFZ, Rzecznikiem Praw Pacjenta oraz pozostałymi jednostkami.

Sprawy cywilne przeciwko lekarzom

W większości przypadków obrona w sprawach cywilnych prowadzonym przeciwko lekarzom i pozostałym zawodom medycznym potrzebna jest ze względu na rzekome naruszenia praw pacjenta, nieświadome wyrządzenie szkody lub nienależyte wykonanie obowiązków. Zanim jednak Kancelaria adwokacka w Rzeszowie będzie mogła przygotować skuteczną linię obrony, jej przedstawiciel musi zapoznać się ze wszystkimi szczegółami sprawy. Dzięki takiemu podejściu każda sprawa traktowana jest indywidualnie, co pozwala idealnie dobrać plan i strategię związaną z dalszymi postępowaniami. Pamiętaj, że sprawy procesowe mogą ciągnąć się naprawdę długo, dlatego zdecydowanie należy unikać działań pod wpływem emocji. Wystarczy jednak zdać się na specjalistę w tym zakresie prawa, aby zrobił on wszystko, co możliwe, aby zabezpieczyć interesy klienta. Popularna kancelaria z Rzeszowa, która wielokrotnie prowadziła obronę lekarzy oraz podmiotów leczniczych ma doświadczenie między innymi w przypadku następujących spraw:

  • obrona przed roszczeniami odszkodowawczymi, które dotyczą błędów lekarskich,
  • obrona przed roszczeniami w związku z naruszeniem praw pacjenta (obejmuje to również prawo do tajemnicy informacji, prawo do dostępu do dokumentacji medycznej oraz odmowę zgody na udzielanie świadczeń),
  • pomoc w przypadku roszczeń wynikających ze stosunku pracy,
  • wsparcie w razie wystąpienia naruszenia dóbr osobistych lekarza lub innego pracownika medycznego,
  • obrona przed roszczeniami argumentowanymi niewykonaniem umowy.

Pamiętaj jednak, że każda sprawa jest inna. Zamiast więc szukać wskazówek w internecie, skontaktuj się z prawnikiem i opisz mu swój problem. Dzięki temu zaoszczędzisz czas, a jednocześnie zyskasz pewność, że otrzymane informacje mają podstawy prawne i możesz je wykorzystać na swoją korzyść.

Pomoc w sprawie karnej dla podmiotu leczniczego

Osoby pracujące na stanowiskach medycznych oprócz pozwów cywilnych narażane są również na postępowania karne oraz sprawy gospodarcze. W takim przypadku również należy wybrać kancelarię, która ma niezbędne doświadczenie i będzie mogła odpowiednio poprowadzić sprawę. Wiele przydatnych porad znajdziesz na stronie https://jakubowskazawada.com/obrona-lekarzy-i-podmiotow-leczniczych/, gdzie opisano liczne sytuacje, w których obrona w sprawach karnych może być potrzebna. Można je podzielić na trzy podstawowe obszary: zarządzanie podmiotem leczniczym, udzielanie świadczeń zdrowotnych oraz czynności okołolekarskie. Chociaż tego typu sprawy są szczególnie trudne, wsparcie kancelarii daje ci największe szanse na ich wygranie. Zamiast więc wpadać w panikę, lepiej powierzyć swoją przyszłość dobremu prawnikowi.

Praca zdalna – prawa i obowiązki pracodawcy i pracownika

Ustawa z 2 marca br. wprowadziła nieznaną dotychczas w polskim prawodawstwie definicję pracy zdalnej. Co powinien zapewnić pracodawca? Czy także samochód i zwrot części kosztów za comiesięczne rachunki płacone za mieszkanie?

– Ustawa nie określa formy w jakiej pracodawca może polecić pracę zdalną pracownikowi, dlatego należy wnioskować, że to może się odbyć w dowolny sposób, również w formie ustnej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Warszawski, radca prawny w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Jednak w interesie obu stron jest formalne przekazanie takiego polecenia, co najprościej można zrobić wysyłając służbowego maila.

Na jak długi okres może być zlecona praca zdalna? Ustawa tego nie przesądza, to już zależy od decyzji pracodawcy. Nie może to być okres dłuższy niż 80 dni. Jednak ten czas może ulec zmianie, poprzez jego skrócenie lub wydłużenie.

Co pracodawca powinien zapewnić pracownikowi, ponieważ jest to niezbędne do pracy zdalnej? O ile w przypadku telepracy pracodawca ma obowiązek zapewnić sprzęt do wykonywania takiej pracy, to przy pracy zdalnej ustawa nie reguluje tych kwestii, pozostawiono to do uzgodnienia pomiędzy pracownikiem i pracodawcą. Dobrym standardem jest, że pracodawca zapewnia sprzęt komputerowy z potrzebnym oprogramowaniem.

Jak daleko idące mogą być oczekiwania pracowników? Czy firma powinna zapewnić samochód, do wykorzystania przez pracownika?

– To zależy od charakteru wykonywanej pracy, gdy samochód jest potrzebny pracownikowi do wykonywania pracy, pracodawca powinien to zapewnić – wyjaśnia mec. Łukasz Warszawski.

Praca w domu to także dodatkowe koszty dla pracownika, związane z rachunkami za mieszkanie. Jeżeli warunki domowe czy rodzinne utrudniają wykonanie pracy zdalnej, to pracownik może zwrócić się do pracodawcy o wyznaczenie innego miejsca pracy, które będzie spełniało także warunki bhp. Jednak ustawa nie rozstrzyga kwestii związanych z takimi dodatkowymi kosztami ponoszonymi przez pracownika.

– To również pozostawiono uzgodnieniom stron, a dobrą praktyką byłaby zgoda pracodawcy na częściową partycypację w powstałych kosztach, ponoszonych przez pracownika, związanych np. ze zwiększonymi wydatkami na energię elektryczną wyjaśnia prawnik z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.