Koronawirus (COVID-19) a polskie prawo ochrony konkurencji i konsumentów

Epidemia koronawirusa ma istotny wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej. Zarówno przedsiębiorcy, jak i konsumenci spotykają się z niecodziennymi sytuacjami na rynku. Poniżej przedstawiamy ogólną analizę wpływu epidemii COVID-19 na poszczególne aspekty polskiego prawa ochrony konkurencji oraz zakres kompetencji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji
i Konsumentów („UOKiK”) w związku z zaistniałą sytuacją.

Kontrola koncentracji

Jak dotąd żadne szczególne środki dotyczące systemu kontroli koncentracji nie zostały wprowadzone. Zatem wciąż możliwe jest dokonywanie zgłoszeń zamiaru koncentracji, które powinny zostać rozpoznane w ustawowym terminie 1 miesiąca (sprawy w I fazie) lub 5 miesięcy (sprawy zakwalifikowane do II fazy). Należy mieć na uwadze, że czas trwania postępowań antymonopolowych w sprawach kontroli koncentracji może być dłuższy niż zwykle, nawet w przypadku spraw nieskomplikowanych (niemniej UOKiK ma obowiązek wydania decyzji w ustawowym terminie). Również prowadzenie badań rynku w sprawach bardziej skomplikowanych może być utrudnione. W przeciwieństwie do Komisji Europejskiej czy francuskiego Urzędu Ochrony Konkurencji (Autorité de la concurrence), UOKiK nie zwrócił się dotychczas do przedsiębiorców o powstrzymanie się z notyfikacjami, które mogą zostać złożone w późniejszym terminie. Niemniej, zważywszy na powagę sytuacji, rekomendacja taka wydaje się uzasadniona. Możliwe, że UOKiK będzie bardziej skłonny do kontaktów pre-notyfikacyjnych z przedsiębiorcami (co w porównaniu do innych jurysdykcji rzadko ma miejsce w Polsce), w celu wcześniejszego zbadania koncentracji przed formalnym ich zgłoszeniem[1].

Praktyki ograniczające konkurencję

Po pierwsze trwająca sytuacja kryzysowa może spowodować zmianę kwalifikacji prawnej porozumień lub jednostronnych działań przedsiębiorców mających pozycję dominującą. W szczególności, niektóre rodzaje porozumień horyzontalnych (tj. zawartych pomiędzy konkurentami), które stanowiłyby naruszenie art. 101 ust. 1 TFUE[2]  lub art. 6 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów[3], mogą zostać uznane za legalne w aktualnej sytuacji. Porozumienia tego rodzaju mogą skorzystać z wyłączenia indywidualnego określonego w art. 101 ust. 3 TFUE lub art. 8 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów.

Należy jednak mieć na uwadze, że postanowienia takich antykonkurencyjnych porozumień mogą stać się legalne po jednoczesnym spełnieniu czterech warunków, takich jak:

  • przyczynienie się do polepszenia produkcji, dystrybucji towarów lub do postępu technicznego lub gospodarczego;
  • zapewnienie nabywcy lub użytkownikowi odpowiedniej części wynikających z porozumień korzyści;
  • niezbędności;
  • brak możliwości wyeliminowania konkurencji na rynku.

Ponadto, to na przedsiębiorcy spoczywa obowiązek wykazania spełnienia przesłanek wyłączenia indywidualnego. Zatem, niezależnie od dynamicznej sytuacji, a także mając na uwadze 5-letni okres przedawnienia, pożądane jest gromadzenie wszelkiego rodzaju dowodów, takich jak dane rynkowe oraz korespondencja, aby mieć możliwość wykazania w przyszłości, że określona forma współpracy była konieczna. Podobnie przedstawia się sytuacja jednostronnych praktyk przedsiębiorców dominujących, którzy mogą np. w czasie kryzysu wstrzymywać dostawy na rzecz swoich stałych klientów.

Opisane powyżej podejście jest zgodne z bieżącą polityką zagranicznych organów ochrony konkurencji. Dobrym przykładem jest komunikat brytyjskiego Competition and Markets Authority, który oświadczył, że „nie ma zamiaru prowadzić działań wymierzonych we współpracę przedsiębiorców lub ograniczanie dostępności produktów, jeśli rozwiązania takie są niezbędne dla ochrony konsumentów, np. w celu zabezpieczenia dostaw”. Jednocześnie, organ Zjednoczonego Królestwa ostrzegł, że “nie będzie tolerował niegodziwych działań przedsiębiorców wykorzystujących sytuację kryzysową jako „przykrywkę” zmowy, która nie jest niezbędna. Dotyczy to wymiany informacji o długoterminowej strategii cenowej i biznesowej, gdy nie jest to konieczne z perspektywy potrzeb obecnej sytuacji”[4]. W podobnym duchu wypowiedział się kanadyjski Komisarz ds. Konkurencji Matthew Boswell. Z jednej strony zapowiedział on uważne monitorowanie nieuczciwych praktyk przez organ, a z drugiej zaznaczył, że „kanadyjskie prawo ochrony konkurencji dopuszcza prokonkurencyjne współdziałanie przedsiębiorców w celu zapewnienia dostaw towarów i usług po przystępnych cenach, aby zaspokoić potrzeby Kanadyjczyków”[5].

Jednocześnie organy antymonopolowe uważnie monitorują działania przedsiębiorców w czasie kryzysowej sytuacji. Przykładowo UOKiK wszczął postępowanie w sprawie wypowiedzenia umów przez hurtownie zaopatrujące szpitale w sprzęt ochronny (w tym maski chirurgiczne). Zgodnie z komunikatem prasowym, tego rodzaju nagłe rozwiązanie umów mogło mieć na celu uzyskanie znacznie wyższych cen od aktualnych klientów (szpitali)[6]. Obecnie UOKiK przygląda się działaniom dwóch hurtowni farmaceutycznych. Organ bada, czy miało miejsce naruszenie zakazu praktyk ograniczających konkurencję (antykonkurencyjnego porozumienia lub nadużycia pozycji dominującej). Ponadto UOKiK uruchomił specjalną infolinię dla szpitali.

Po drugie niektórzy przedsiębiorcy mogą zostać zmuszeni przez władze publiczne do działań o charakterze antykonkurencyjnym. Dobrym przykładem są przepisy art. 11 ust. 2-5 polskiej specustawy dotyczącej COVID-19[7], które ustanawiają podstawy prawne do wydawania przez Prezesa Rady Ministrów wiążących poleceń lub zawierania umów przez podmioty niepubliczne, w tym przedsiębiorców. Niektóre z tego rodzaju środków mogą mieć charakter ograniczający konkurencję. Niemniej mogą one skorzystać z tzw. state action defense, zgodnie z którą działania przedsiębiorców wymuszone przez władze publiczne nie stanowią naruszenia art. 101 ust. 1 lub art. 102 TFUE oraz art. 6 ust. 1 lub 9 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Dobrym przykładem jest decyzja Prezesa Rady Ministrów nakładająca na serwisy internetowe Allegro oraz OLX obowiązek zaprzestania sprzedaży niektórych produktów farmaceutycznych i paramedycznych. Należy jednak pamiętać, że doktryna state action – będąca wyjątkiem od ogólnych zakazów określonych w przywołanych przepisach – jest zawężająco interpretowana przez sądy unijne. Zatem, w sytuacjach tego rodzaju zalecana jest konsultacja z doradcą z zakresu prawa konkurencji.

Relacje konsumenckie

Kryzys związany z COVID-19 może skłaniać do zachowań skutkujących wyrządzeniem szkody konsumentom. Dotyczy to między innymi:

  • odmowy zwrotu opłaconego z góry wynagrodzenia z tytułu świadczenia usług;
  • wprowadzania w błąd konsumentów co do właściwości niektórych produktów, np. w zakresie antybakteryjnego działania;
  • podnoszenia cen niektórych produktów.

W oficjalnym komunikacie UOKiK poinformował, że zgodnie z odpowiednimi przepisami, podróżujący (klienci biur podróży) są uprawnieni do zwrotu kosztów, jeżeli zostali zmuszeni do rezygnacji z imprezy na skutek nadzwyczajnych okoliczności. Sytuacja pasażerów (klientów linii lotniczych) jest niejednoznaczna ze względu na brak specyficznych regulacji w tym zakresie. Niemniej, Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wyraził oczekiwanie, że „linie lotnicze także powinny zachować się odpowiedzialnie i monitorować bieżącą sytuację, aby uniknąć zagrożenia dla zdrowia pasażerów”[8]. Nie można wykluczyć, że UOKiK będzie skłonny wszczynać postępowania przeciwko przedsiębiorcom, którzy odmówili konsumentom zwrotu kosztów usług, które nie były faktycznie świadczone w czasie stanu zagrożenia epidemiologicznego.

Odnośnie informacji wprowadzających w błąd, tego rodzaju komunikaty mogą stanowić nieuczciwe praktyki rynkowe stanowiące również, zgodnie z art. 24 ust. 2 pkt 3 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów. Stosowanie tego rodzaju praktyk zagrożone jest karą pieniężną w wysokości do 10% rocznego obrotu przedsiębiorcy, która to kara może zostać nałożona przez UOKiK.

Najbardziej problematyczna sytuacja związana jest z podwyżkami cen. Chociaż organy antymonopolowe zwykle powstrzymują się z ingerowaniem w polityki cenowe przedsiębiorców, UOKiK zakomunikował, że nieuczciwe podwyżki cen detalicznych będą traktowane jako pobieranie marż sprzecznych z zasadami współżycia społecznego[9]. Taka kwalifikacja prawna może skutkować wszczynaniem przez UOKiK postępowań dotyczących naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Zatem, detaliści powinni być w stanie przedstawić dowody na okoliczność, że podwyżka cen była niezbędna w aktualnej sytuacji (np. ze względu na wzrost cen surowców).

Panująca sytuacja jest wnikliwie monitorowana przez UOKiK, który utworzył zespół przeznaczony do zwalczania nieuczciwych praktyk handlowych w czasie kryzysu związanego z COVID-19. Zatem, należy oczekiwać, że UOKiK będzie prowadził w najbliższych latach postępowania dotyczące tego rodzaju praktyk.

Podejście UOKiK nie różni się w istotny sposób od działań organów ochrony konkurencji we Włoszech[10], Wielkiej Brytanii[11] oraz Australii[12].

Przewaga kontraktowa

Zważywszy na znaczenie łańcucha dostaw żywności w czasie epidemii COVID-19, praktyki dużych przedsiębiorców (dostawców lub nabywców) względem słabszych kontrahentów mogą być oceniane na gruncie tzw. ustawy o przewadze kontraktowej[13]. Zgodnie z art. 6 tej ustawy, zakazane jest nieuczciwe wykorzystywanie przewagi kontraktowej, który to zakaz skierowany jest zarówno do dostawców, jak i nabywców. Przewaga kontraktowa została natomiast definiowana jako znacząca dysproporcja w potencjale ekonomicznym stron. Dotychczas ustawa ta była wykorzystywana przez UOKiK jako narzędzie walki z dużymi przedsiębiorcami, którym zarzucano wykorzystywanie mniejszych kontrahentów, co miało miejsce np. w relacjach między dużymi przetwórcami żywności zaopatrywanymi przez rolników indywidualnych[14] lub relacje pomiędzy sieciami supermarketów a mniejszymi dostawcami[15]. Mając na uwadze sytuację spowodowaną epidemią COVID-19 oraz niejasność podstawowych pojęć ustawy, regulacja ta może być wykorzystywana przez UOKiK w szczególności do walki ze znaczącymi podwyżkami cen hurtowych lub cen surowców. Tego rodzaju podejście zostało również zakomunikowane przez Prezesa UOKiK w oficjalnym oświadczeniu[16].

Zatory płatnicze

Z dniem 1 stycznia 2020 r. UOKiK uzyskał kolejną kompetencję, tj. możliwość prowadzenia postępowań przeciwko przedsiębiorcom, którzy nie regulują wymagalnych zobowiązań pieniężnych w sytuacji, gdy suma wartości świadczeń pieniężnych niespełnionych oraz spełnionych po terminie wynosi co najmniej 2 mln zł w okresie 3 kolejnych miesięcy[17]. UOKiK ma kompetencję do nakładania kar pieniężnych proporcjonalnych do wartości świadczenia oraz kwoty odsetek w sytuacji, gdy wobec przedsiębiorcy zostanie stwierdzone opóźnianie się ze spełnieniem świadczeń pieniężnych. Jednakże w odniesieniu do zatorów powstałych na skutek COVID-19 dłużnik może podnosić, że opóźnienie spowodowane było działaniem siły wyższej. Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego[18], administracyjna kara pieniężna nie może zostać nałożona w takich okolicznościach. Niemniej, przedsiębiorca powinien być w stanie wykazać, że opóźnienie spowodowane było epidemią COVID-19.

Autor: Szymon Gołębiowski, adwokat, senior associate w Taylor Wessing w Warszawie

[1] Przykładowo, amerykańska Federalna Komisja Handlu (Federal Trade Commission) przyjmuje wyłącznie zgłoszenia w formie elektronicznej (dokumenty papierowe nie są przyjmowane od 17 marca 2020 r.). Zob.: https://www.ftc.gov/news-events/blogs/competition-matters/2020/03/changes-bureau-procedure-during-covid-19-coronavirus

[2] Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dz.Urz. C 326, 26.10.2012, s. 47–390).

[3] Ustawa z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów (tekst jednolity – Dz.U. 2019 r. poz. 369 z późn.zm.).

[4] https://www.gov.uk/government/news/covid-19-cma-approach-to-essential-business-cooperation

[5] https://www.canada.ca/en/competition-bureau/news/2020/03/statement-from-the-commissioner-of-competition-regarding-enforcement-during-the-covid-19-coronavirus-situation.html

[6] https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=16260

[7] Ustawa z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. 2020 r. poz. 374).

[8] https://www.gov.uk/government/topical-events/coronavirus-covid-19-uk-government-response

[9] https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=16322

[10] https://en.agcm.it/en/media/press-releases/2020/3/ICA-Coronavirus-the-Authority-intervenes-in-the-sale-of-sanitizing-products-and-masks

[11] https://www.gov.uk/government/topical-events/coronavirus-covid-19-uk-government-response

[12] https://www.accc.gov.au/consumers/consumer-rights-guarantees/covid-19-coronavirus-information-for-consumers

[13] Ustawa dnia 15 grudnia 2016 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi i spożywczymi (tekst jednolity – Dz.U. 2019 r. poz. 517 z późn.zm.).

[14] Np. decyzja UOKiK z dnia 1 października 2019 r. RGB-15/2019; decyzja Prezesa UOKiK z dnia 5 marca 2018 RGB-3/2018.

[15] https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=15796

[16] Zob. przypis 9.

[17] Art. 13b ust. 2 ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych (tekst jednolity – Dz.U. 2019 r. poz. 118 z późn.zm.).

[18] Art. 189e ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (tekst jednolity – Dz.U. 2020 r. poz. 256 z późn.zm.).

Tarcza antykryzysowa. Nie zaimponuje Europie, która nie cofnie się nawet przed nacjonalizacją

Ogłoszona w dniu wczorajszym przez premiera Mateusza Morawieckiego tzw. tarcza antykryzysowa jest niewątpliwie znaczącym kołem ratunkowym dla polskiego biznesu, która, na pierwszy rzut oka, robi wrażenie. 212 mld zł na sanację polskiej gospodarki i wsparcie przedsiębiorców, to kwota wydawałoby się imponująca. Diabeł wszak, jak zwykle, tkwi w szczegółach, a jeśli się im przyjrzeć to okaże się, iż tak naprawdę tylko 61,3 mld zł (a więc niecałe 14 mld euro) ma pochodzić z budżetu, pozostała część to m.in. gwarancje zapewnione przez Bank Gospodarstwa Krajowego.

Środowiska przedsiębiorców i pracodawców (BCC, Lewiatan, Polska Rada Biznesu) doceniając szybką reakcję rządu, pozostają sceptyczne wobec wielu rozwiązań uważając, iż nie przedstawiono wizji dla biznesu nakreślonej na 2-3 lata. Niektórzy w mocnych słowach określają cały pakiet jako dobrze skrojoną propagandę, z której nic nie wynika (np. Janusz Jankowiak).

Istotnie, premier na konferencji prasowej nie omieszkał triumfalnie obwieścić, iż żaden kraj Europy nie przygotował tak szerokiego, spójnego, komplementarnego pakietu ochronnego dla swoich przedsiębiorców, jak to uczyniła Polska. Czyżby? Warto się więc przyjrzeć niektórym deklaracjom i działaniom europejskich przywódców.

Aby na wstępie nie sięgać po przykłady ekonomicznych gigantów, dysponującymi potencjałami nieporównywalnymi z Polską, warto nadmienić, iż w dziewięciomilionowej Szwecji, w dniu 16 marca 2020 r. tamtejszy bank centralny „dorzucił” 30 mld dolarów do programu skupu obligacji, dzięki czemu całkowity pakiet obejmujący finansowanie bankowe i pomoc państwa sięgnął już blisko 200 mld dolarów. W obliczu takich kwot, polskie 220 mld zł (w istocie 61,3 mld zł – 15 mld dolarów) wygląda dość blado. Nie warto więc nadmiernie chełpić się polskimi programami, zwłaszcza, że za chwilę wkroczymy w świat kwot astronomicznych.

Pomysły na nacjonalizację

Nacjonalizacja w liberalnej gospodarce wolnorynkowej nigdy nie była dobrym rozwiązaniem, ale słowo to coraz częściej pojawia się w ustach prominentnych polityków i finansistów. Zacznijmy od Francji, która gotowa jest sięgnąć po tę najcięższą broń z ekonomicznego arsenału, aby chronić swoje największe firmy przed zawirowaniami rynkowymi. Francja zrywa swoje dotychczasowe plany budżetowe, a jej minister finansów, Bruno Le Maire, zapowiedział, iż państwo będzie interweniować wszelkimi niezbędnymi sposobami, aby chronić majątek kraju i nie zawaha się nawet przed nacjonalizacją.

Kogo miałaby dotyczyć nacjonalizacja? Już w zeszłym tygodniu Le Maire zapowiedział, że rząd wesprze firmy, w których ma udziały. Obejmuje to szeroki katalog firm począwszy od sektora turystycznego, który został szczególnie mocno dotknięty. Rząd posiada znaczne udziały m.in. w Airbus SE i Renault SA, Air France-KLM i Aeroports de Paris, a także pośredni pakiet akcji w spółce PSA Group produkującej Peugeota.

Air France-KLM uziemił samoloty i podjął kroki w celu uzyskania środków pieniężnych, ostrzegając, że drastyczna redukcja kosztów to jedynie połowa utraconej w 90% zdolności sprzedaży. Globalny operator lotniska ADP został również dotknięty wstrzymaniem ruchu lotniczego, najpierw do Chin, a następnie do Stanów Zjednoczonych. Obecnie już niemal wszędzie.

Europejscy producenci samochodów, w tym PSA, Fiat Chrysler Automobiles NV i Volkswagen AG, podjęli również nadzwyczajne kroki, aby przeżyć. Mimo to nacjonalizacje i dokapitalizowanie oznaczają delikatne i złożone negocjacje z innymi państwami. Rządy holenderski i francuski dyskutowały już o dokapitalizowaniu Air France-KLM, ale każdy ruch musi być skoordynowany.

Wielka Brytania jest również gotowa na nacjonalizację. Brytyjski minister transportu Grant Shapps zasugerował w Izbie Gmin, że linie lotnicze, przewoźnicy kolejowi i firmy autobusowe, w razie konieczności, mogą zostać czasowo znacjonalizowane, aby zapewnić ciągłość transportu podczas pandemii koronawirusa. Środek ten może zapobiec „upadkowi” wielkich przewoźników. Paradoksalnie konserwatyści sięgają po pomysł Partii Pracy z wyborów z 2017 r., która zobowiązała się przywrócić własność publiczną kolei i zwiększyć rolę miejskich publicznych spółek autobusowych. Partia Pracy jest w opozycji, ale jej obietnice mogą zrealizować konserwatyści, którzy 3 lata temu o takich pomysłach nie śnili w najczarniejszych koszmarach. W kolejce do upaństwowienia stoi brytyjski przemysł lotniczy prosząc o pomoc w wysokości wielu miliardów funtów, ostrzegając, że ograniczenie podróży zagroziło jego rentowności.

Włochy zamierzają ratować bankrutującą Alitalię

Włoski rząd oświadczył, że planuje renacjonalizację tego przewoźnika w ramach awaryjnego planu ratowania gospodarki, który został nakreślony w dekrecie rządowym opublikowanym 16 marca 2020 r. Włoskie media podały, że ponowna nacjonalizacja linii lotniczej może kosztować podatników do 600 mln euro (670 mln dolarów). Szczegóły włoskiego programu ratowniczego mają zostać sfinalizowane w przyszłym miesiącu.

Warto wiedzieć, iż Alitalia przegrywała ostrą konkurencję z tanimi przewoźnikami, jak EasyJet i Ryanair. Analitycy ostrzegają, że firma jest zbyt mała, za to ma nadmierną liczbę pracowników w stosunku do obsługiwanych lotów. Przewoziła tylko 22 mln pasażerów, a jej udział w rynku we Włoszech spadł do 14% w 2018 roku. Dla porównania, każdego roku niemieckie linie Lufthansa i Delta Airlines z Atlanty przewoziły około 180 mln pasażerów.

Państwa przejmują odpowiedzialność za utrzymanie firm i pracowników

Lepszym pomysłem niż nacjonalizacja wydają się duże programy pomocowe kierowane do przedsiębiorstw i pracowników. Wielcy gracze ekonomiczni składają poważne deklaracje. Ułatwia im to Unia, która rozluźniła ograniczenia dotyczące pomocy publicznej, aby dać szansę rodzimym przemysłom.

Prezydent Francji Emmanuel Macron ogłosił, iż państwo, które „jest na wojnie”, udzieli gwarancji nawet na 300 mld euro (335 mld dolarów) pożyczek bankowych dla francuskiego biznesu. Co więcej, Macron obiecał, iż wszystkie proponowane reformy – w tym jego własna, kontrowersyjna reforma emerytalna – zostaną wstrzymane, rząd zapewni, że żadna firma nie upadnie, a specjalny fundusz solidarności zostanie przeznaczony dla pracowników dotkniętych skutkami rozprzestrzeniania się wirusa. W tej chwili przygotowuje się awaryjny budżet, który wyniesie 45 mld euro na pokrycie pensji robotników. Zadłużenie Francji wzrośnie powyżej 100% produkcji gospodarczej, ale rząd się nie zawaha.

Rząd kanclerz Angeli Merkel zamierza sfinansować plan stymulacyjny o wartości nawet 150 mld euro (162 mld dolarów), aby zrekompensować skutki kryzysu gospodarczego wywołanego koronawirusem. Oprócz tego istnieje program płynności dla przedsiębiorstw o wartości 610 mld dolarów. To jednak wydaje się nadal niewystraczające. Tak uważa m.in. Markus Soeder, przywódca Bawarii. Dodatkowo rząd rozważa dodatkową pomoc dla małych firm i osób prowadzących działalność na własny rachunek. Uważa się, że tu potrzeba dużego pakietu finansowania na poziomie krajowym w wysokości co najmniej 100 mld euro, a prawdopodobnie 150 mld euro. Program płynności, który rząd Merkel ogłosił w zeszłym tygodniu, może być bezużyteczny, ponieważ wiele banków nie byłoby w stanie udzielić niezbędnych pożyczek.

Według magazynu Der Spiegel rząd planuje przeznaczyć 40 mld euro na dodatkową pomoc dla osób prowadzących działalność na własny rachunek, a także dla małych firm. Z tego 30 mld euro stanowiłoby pożyczki dla zagrożonych przedsiębiorstw.

Indeks Instytutu Ifo prognozuje, że największa gospodarka Europy może w tym roku skurczyć się o 1,5–6%.

Hiszpania zobowiązała się zmobilizować środki w wysokości 200 mld euro na działania pomocowe dla rodzimego biznesu. Premier Hiszpanii Pedro Sánchez ogłosił połączenie gwarancji kredytowych, dotacji państwowych i finansowania prywatnego, które może wynieść nawet 20% PKB kraju. Uznał, że „są to wyjątkowe okoliczności, które wymagają wyjątkowych środków”.

Czy rząd Polski docenia skalę zagrożenia?

Pytanie o nacjonalizację w warunkach polskich prawdopodobnie (z naciskiem na to słowo) nie ma sensu, ponieważ wielkie flagowe przedsiębiorstwa albo pozostają w rękach państwa, albo ma ono w nich poważne udziały.

Sens ma natomiast inne pytanie: czy rząd ogłaszając „tarczę antykryzysową” ma świadomość istoty i powagi zagrożenia? Istnieją co do tego wątpliwości. Jedno dziś jest pewne – program „nie powala”, zwłaszcza w kontekście działań, jakie podejmują państwa Europy. Zdaniem niektórych ekspertów (np. Grzegorza Baczewskiego, dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan) albo rząd i prezydent nie doceniają skali zagrożenia gospodarki albo nie mają pomysłu, co mogli by w tej sytuacji zrobić. Wydaje się brakować rozwiązań dla firm, które już znalazły się na granicy upadłości. Gwarancje i odroczenia kredytowe nie wystarczą.

Należy pamiętać, iż szumnie ogłaszana tzw. „praca zdalna”, to w większości wypadków fikcja. Zakłady produkcyjne stoją, transport nie funkcjonuje – duże firmy przestają zarabiać co uniemożliwia wypłatę pensji. Realne rozwiązanie polegałoby na przejęciu przez Skarb Państwa zobowiązań do wypłaty pensji pracownikom.

Rada Dialogu Społecznego nie ma wątpliwości, iż rząd nie tylko nie docenia zagrożenia, ale kompletnie nie konsultuje swoich decyzji „wypracowywanych na kolanie”, na potrzeby konferencji prasowych. Zarzuca, iż brak jest w programie mechanizmów niezbędnych do zachowania płynności finansowej przedsiębiorstw.

Wydaje się, iż rząd istotnie winien zasiąść do szybkich, ale wszechstronnych konsultacji. To jedyne rozwiązanie, które w jakimś sensie pozwoli mu podzielić się odpowiedzialnością, a z drugiej strony rozładuje strach o dalszy los firm i pracowników, który bynajmniej nie został rozładowany „tarczą antykryzysową”.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 23.03-27.03.2020

Dane makro stały się drugorzędne, gdyż historyczne odczyty nie znaczą już nic, a bieżące badania nastrojów są niezaskakująco fatalne. W konsekwencji inwestorzy będą wypatrywać posunięć rządów w walce z wirusem i oceniać środki zaradcze łagodzące szkody wynikające z zastopowania funkcjonowania gospodarek.

Przyszły tydzień: III pakiet fiskalny USA, PMI z USA/EU/Wlk. Brytanii, wnioski o zasiłek z USA, BoE

USA

W danych z USA powinno pokazać się wiele dowodów wpływu COVID-19. Choć jeszcze dane o sprzedaży domów (wt) pokazać załamanie popytu z opóźnieniem, tak w odczytach PMI (wt) i zamówieniach na dobra trwałe (śr) już będzie można zobaczyć wpływ zakłóceń łańcucha dostaw. Prawdziwym szokiem może być gwałtowny skok liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (czw) w związku z zamknięciem wielu punktów usługowych i zakładów pracy. Szczyt w czasie Globalnego Kryzysu Finansowego wyniósł 665 tys., ale tym razem może być szybko przebity. Jedyne, co może zatrzymać wzrost liczby wniosków przed przekroczeniem 1 mln to opóźnienia w procesowaniu wniosków przez urzędy. Finalny odczyt indeksu nastrojów konsumentów (pt) nie utrzyma wstępnego wyniku i należy spodziewać się silnej korekty w dół. Na to wszystko musi szybko odpowiedzieć rząd USA i uwaga będzie skupiona na szczegółach trzeciego pakietu fiskalnego wysokości ok. 1 bln USD, który ma zostać przedstawiony już w poniedziałek. Jeśli pakiet rozczaruje, Wall Street wróci do silnych spadków. Jeśli nie, stabilizacja klimatu inwestycyjnego może osłabić presję w poszukiwaniu płynności w USD, co przejściowo może osłabiać walutę.

Strefa euro

Wstępne odczyty indeksów PMI dla sektorów przemysłowego i usługowego ze strefy euro (wt) wskażą silne spadki, odzwierciedlając szok gospodarczy wywołany epidemią koronawirusa. Ponieważ dane będą niepełne z częścią ankiet z pierwszej połowy miesiąca, należy się nastawić na dwustopniowe uderzenie z negatywną korektą w odczytach finalnych na początku kwietnia. Rewizja niemieckiego indeksu Ifo (śr) oraz indeks nastrojów konsumentów KE (pon) potwierdzą drastyczne pogorszenie sytuacji gospodarczej. Europa staje się epicentrum kryzysu, co już znajduje ujście w wycenie europejskich aktywów.

Wielka Brytania

Podobnie jak w strefie euro, tak i w Wielkiej Brytanii marcowe odczyty indeksów PMI (wt) powinny pokazać silne tąpnięcie. Nawet pomimo tego, że ograniczenia prowadzenia działalności na Wyspach następowały z pewnym opóźnieniem względem wydarzeń w Europie kontynentalnej, to i tak indeksy powinny pokazać silne wyhamowanie aktywności. Bank Anglii w tym miesiącu ma już za sobą dwa nadzwyczajne posiedzenia, po których doszło do obniżek stopy procentowej (łącznie do 0,1 proc.), uruchomienia programu wsparcia finansowania przedsiębiorstw i ogłoszenia nowego QE na 200 mld GBP. Bank prawdopodobnie kupił sobie trochę czasu na obserwowanie rozwoju sytuacji. Nie spodziewamy się dalszego luzowania po przyszłotygodniowym posiedzeniu (czw).

Polska

W Polsce podaż pieniądza (pon) i stopa bezrobocia (wt) będą miały charakter drugorzędny. Wstępna presja na wyprzedaż złotego została opanowana przy 4,60 za euro z podejrzeniem interwencji instytucjonalnej. W kolejnych dniach intersujące będzie, czy przy następna fala paniki rynkowej spotka się z podobnym blokowaniem osłabienia waluty. Zainteresowaniem będą się też cieszyć kolejne aukcje skupu obligacji i operacje repo przez bank centralny jako źródło informacji o potrzebach płynnościowych sektora bankowego.

Australia i Nowa Zelandia

W Australii w przyszłym tygodniu powinien być przedstawiony nowy pakiet fiskalny. PMI i indeks nastrojów konsumentów (pon) więcej powiedzą o bieżącej sytuacji. W Nowej Zelandii dane o bilansie handlowym za luty (wt) powinny pokazać spadek eksportu towarów rolnych do Chin z powodu COVID-19. AUD i NZD pozostaną pod presja przy podwyższonej wrażliwości na pogorszenie perspektyw globalnego wzrostu.

Kanada

W Kanadzie przed nami tydzień bez ważnych danych, chyba że Bank Kanady dokona niezapowiedzianej obniżki stóp procentowych. Sprowadzenie stóp procentowych do zera przez Fed jest pewnym drogowskazem dla BoC i sygnały o pogorszeniu sytuacji gospodarczej prędzej czy później skłonią bank do luzowania. Poza tym CAD pozostaje zdany na pęd ku pozyskiwaniu płynności w USD i huśtawkę cen ropy naftowej – obie niekorzystne czynniki w ostatnim czasie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

6 działań, które muszą się znaleźć w tarczy antykryzysowej

Dziś priorytetem wszystkich środowisk powinno być: ratowanie miejsc prac oraz utrzymanie płynności przedsiębiorstw. Zapewni to Polakom środki do życia, a firmy ochroni przed bankructwami. Lewiatan przeprowadził szerokie konsultacje z firmami i wybrał sześć priorytetowych postulatów, które muszą znaleźć się w tzw. tarczy antykryzysowej.

Wśród najważniejszych postulatów znalazły się:

  1. Abolicja wszelkich danin publicznych co najmniej do 1 lipca, w tym przede wszystkim podatków i składek ZUS oraz odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych do 1 lipca 2020 r.
  2. Dofinansowanie wynagrodzeń w czasie przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy przy obniżonych obrotach, zmniejszonej skali lub wstrzymaniu działalności firm dla utrzymania zatrudnienia.
  3. Zapewnienie pracownikom zasiłku chorobowego w przypadku zwolnień, odosobnienia pracowników z powodu COVID-19, zamiast wynagrodzenia.
  4. Wsparcie płynności poprzez uwolnienie środków pieniężnych zgromadzonych na kontach VAT i przyspieszenie zwrotów podatku VAT z deklaracji.
  5. Odroczenie wejścia w życie nowej matrycy stawek VAT oraz wprowadzenia JPK_V7M i JPK_V7K do końca 2020 r.
  6. Wydłużenie ważności orzeczeń lekarskich i odstąpienie od badań wstępnych medycyny pracy. Zatrudnienie cudzoziemców.

Poniżej omówienie najważniejszych postulatów Konfederacji Lewiatan:

1. Abolicja wszelkich danin publicznych co najmniej do 1 lipca, w tym przede wszystkim podatków i składek ZUS oraz odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych do 1 lipca 2020 r.

Wprowadzenie od 1 marca do 1 lipca br. powszechnej abolicji dla firm od wszelkich danin publicznych, w tym przede wszystkim podatków PIT, CIT VAT oraz składek płaconych do ZUS (ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe, wypadkowe, zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych). W przypadku składek na ZUS należy zadbać o ciągłość praw ubezpieczonych, zwłaszcza w zakresie ubezpieczenia zdrowotnego i chorobowego. Pomimo nieopłacania składek przez płatników, na indywidulanych kontach ubezpieczonych należałoby dokonać zapisów pozwalających na uwzględnienie tego okresu do późniejszej wysokości świadczenia, na podstawie średniej składki z poprzednich miesięcy.

W obecnej sytuacji, w której firmy nie mogą zapewnić ciągłości funkcjonowania, i w związku z absencją pracowników, niezbędne jest odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych do 1 lipca 2020 r.

2. Dofinansowanie wynagrodzeń w czasie przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy przy obniżonych obrotach, zmniejszonej skali lub wstrzymaniu działalności firm dla utrzymania zatrudnienia.

Należy dostosować ustawę o szczególnych rozwiązaniach związanych z ochroną miejsc pracy do obecnej sytuacji. Okres 6 miesięcy spadku obrotów, który uprawniałby do wsparcia, jest zbyt długi w stosunku do konieczności pilnego podjęcia działań służących ochronie miejsc pracy. Należy wprowadzić możliwość składania wniosku na podstawie spadku obrotu za miesiąc marzec i kolejne w stosunku do analogicznego okresu 2019 r. Przy czym warunek powinien dopuszczać także uwzględnianie okresów przyszłych, o ile przedsiębiorca udowodni spadek obrotów na podstawie udokumentowanych informacji o zmniejszonych zamówieniach, zerwanych kontraktach itp. Mając na uwadze wzrost wysokości płacy minimalnej w ostatnich latach, kwota dofinansowania powinna zostać podwyższona, co najmniej do 40% średniej krajowej.

3. Zapewnienie pracownikom zasiłku chorobowego w przypadku zwolnień, odosobnienia pracowników z powodu COVID-19, zamiast wynagrodzenia.

Proponujemy wprowadzenie rozwiązania, które zmniejszy obciążenia finansowe pracodawców w sytuacji, kiedy brak możliwości świadczenia pracy przez pracownika wynika z decyzji właściwego organu. W takim przypadku pracodawca nie był zobowiązany do wypłaty wynagrodzenia. Pracownik otrzymywałby zasiłek chorobowy.

4. Wsparcie płynności poprzez uwolnienie środków pieniężnych zgromadzonych na kontach VAT i przyspieszenie zwrotów podatku VAT z deklaracji.

Kluczowe znaczenie dla firm w okresie kryzysu związanego z epidemią COVID-19 i późniejszym ryzykiem wystąpienia głębokiego spowolnienia gospodarczego, bądź recesji, jest zachowanie płynności finansowej. Stosowanie mechanizmu podzielonej płatności oznacza blokowanie ogromnych kwot podatku na kontach VAT. Uwolnienie tych środków może nastąpić poprzez dokonanie wpłaty należności podatkowych lub poprzez płatność w mechanizmie podzielonej płatności.

Postulujemy, aby w kryzysowym okresie, tj. do końca 2020 r. urzędy skarbowe zwalniały środki zgromadzone na koncie VAT w maksymalnie skróconym terminie – 14 dni. Jednocześnie zwrot kwoty podatku VAT wynikający z deklaracji VAT, a dokonywany na wniosek podatnika na konto VAT, powinien być dokonywany niezwłocznie, nie dłużej jak w terminie 5 dni, biorąc pod uwagę, że pieniądze te, z punktu widzenia budżetu państwa, będą „bezpieczne”, tj. możliwe do wykorzystania wyłącznie w ramach mechanizmu podzielonej płatności.

Zasadne jest także zobowiązanie urzędów skarbowych do dokonywania standardowych zwrotów podatku VAT w maksymalnym terminie 14 dni, a nie jak ma to miejsce obecnie w terminie maksymalnym wynoszącym 60 dni.

5. Odroczenie wejścia w życie nowej matrycy stawek VAT oraz wprowadzenia JPK_V7M i JPK_V7K do końca 2020 r.

Mając na uwadze potrzebę prowadzenia prac związanych z wdrożeniem nowej matrycy stawek VAT wspólnie ze zmianami w JPK_VAT, postulujemy odroczenie wejścia w życie tych zmian do końca 2020 r. Efektem będzie przywrócenie stanu, w którym oba te pakiety (JPK_V7M i JPK_V7K oraz CN) wejdą w życie równocześnie.

Przesunięcie terminu do 1 stycznia 2021 (i odpowiednie przesunięcie dla kolejnych grup) składania nowych struktur JPK_VAT jest konieczne, ponieważ składanie nowych plików JPK_VAT nie dotyczy, wbrew powszechnie panującemu przekonaniu, tylko połączenia JPK_VAT z formularzem deklaracji VAT, ale przede wszystkim wymuszają dokonanie czasochłonnej i wielowymiarowej analizy w obszarze grup produktów i usług, typów (procedur) transakcji oraz typów dokumentów w celu oznaczenia ich w systemach księgowych w nowy, niespotykany wcześniej sposób.

6. Wydłużenie ważności orzeczeń lekarskich i odstąpienie od badań wstępnych medycyny pracy. Zatrudnienie cudzoziemców.

Konieczne jest wydłużenie ważności badań wstępnych, kontrolnych, okresowych przez okres obowiązywania ustawy z 2 marca 2020 r. dotyczącej przeciwdziałania COVID-19.

Należy odstąpić od badań wstępnych, kontrolnych w szerszym zakresie niż jest to obecnie dopuszczalne. W najbliższym okresie, tam gdzie do pracy nie są wymagane wyjątkowo szczegółowe badania, możemy opierać się na oświadczeniach pracowników, iż nie ma przeciwskazań do podjęcia określonej pracy albo przeprowadzać telefoniczną rozmowę z lekarzem, który potwierdzałby elektronicznie firmie czasowe dopuszczenie do pracy.

W przypadku cudzoziemców konieczne jest również wydłużenie okresu obowiązywania oświadczeń, zezwoleń o pracę i zezwoleń na pobyt czasowy przez okres obowiązywania tzw. specustawy z dnia 2 marca 2020 r.

Koronawirus u pracownika – procedura postępowania dla pracodawcy

Prezentujemy procedurę wskazującą krok po kroku, w jaki sposób powinien zachować się pracodawca, kiedy dowiaduje się, że u jego pracownika stwierdzono koronawirusa.

Oto jakie czynności zobowiązany jest podjąć pracodawca:

  1. Poinformować o zagrożeniu pracowników – wynika to z art. 207(1) Kodeksu pracy (dalej – Kp) – pracodawca jest obowiązany przekazywać pracownikom informacje o zagrożeniach dla zdrowia i życia.
  2. Poinformować o sytuacji Sanepid – wynika to z art. 5 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych.
  3. Podjąć działania, które doprowadzą do zorganizowania pracy w sposób zapewniający bezpieczeństwo (art. 207 par. 2 Kp), które w tym konkretnym przypadku mogą polegać na:
  • zarządzeniu dezynfekcji stanowiska pracy chorego pracownika, narzędzi, które używał;
  • wydaniu polecenia pracy zdalnej tym pracownikom, którzy mogą tak pracować – do czasu wydania decyzji w sprawie kwarantanny przez Sanepid;
  • można wydać pracownikom wykorzystanie zaległego urlopu;
  • nowe przepisy nie rozstrzygają, co z pracownikami, którym nie da się zlecić pracy zdalnej – tu w zależności od sytuacji i zaleceń sanepidu do czasu rozstrzygnięcia przez sanepid, czy osoby te będą objęte kwarantanną, czy nie – pracodawca może zdecydować o zarządzeniu przestoju/porozumieć się z pracownikiem, co do zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy/ porozumieć się z pracownikiem, że uda się do lekarza po zwolnienie/ porozumieć się z pracownikiem w sprawie wykorzystania bieżącego urlopu wypoczynkowego/kontynuować pracę;
  • mierzeniu temperatury ciała wszystkich pracowników. Nie ma co prawda oficjalnego stanowiska Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych w tej sprawie, ale zdążył się wytworzyć jednolity pogląd, że jest to dopuszczalne.
  1. Poinformować pracowników o działaniach podjętych w związku z zaistniałą sytuacją – wynika to z art. 207 (1) Kp.
  2. Sanepid może zdecydować o poddaniu osoby zdrowej, która miała styczność z chorym kwarantannie na okres 21 dni licząc od ostatniego dnia styczności. Ostatni dzień styczności jest więc początkiem okresu wliczanego do kwarantanny. Decyzja o zastosowaniu kwarantanny wskazuje jej okres i miejsce odbywania. Jest doręczana tylko pracownikowi. Pracownik ma obowiązek niezwłocznie poinformować pracodawcę o treści decyzji (to wynika z zasad usprawiedliwiania każdej z nieobecności określonych w rozporządzeniu), ale zgodnie z wyjaśnieniami ZUS dostępnymi na tej stronie samą decyzję o kwarantannie pracownik może dostarczyć pracodawcy/ZUS już po zakończeniu kwarantanny – to wynika stąd, że nie może opuszczać miejsca kwarantanny, ale oczywiście informacyjnie powinien przesłać skan/zdjęcie tak szybko, jako będzie możliwe.
  3. Okres kwarantanny zarządzonej przez Sanepid (i tej po powrocie z zagranicy) zrównany jest w ustawie o świadczeniach pieniężnych w razie choroby i macierzyństwa z okresem niezdolności do pracy wskutek choroby – przysługuje za nie wynagrodzenie chorobowe (do 33 dni w roku kalendarzowym, a w przypadku pracowników po 50 roku życia – do 14 dni płatne przez pracodawcę) i zasiłek chorobowy. Być może nowa specustawa to zmieni (są takie postulaty) i zasiłek chorobowy będzie przysługiwał od pierwszego dnia kwarantanny (czyli pracodawca w ogóle nie będzie ponosił jej kosztu).

Dorota Brzezińska-Grabarczyk, adwokat, partner w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w rozwiązywaniu sporów sądowych z zakresu prawa pracy, prawa spółek, nieuczciwej konkurencji oraz w sprawach budowlanych. Ekspert w dziedzinie projektów inwestycyjnych.

Zapłata podatku, a koronawirus jako siła wyższa

Koronawirus sparaliżował działanie polskich przedsiębiorców. Panująca obecnie sytuacja stała się przyczyną kryzysu, którego nie można było przewidzieć. Przedsiębiorcy nie mając żadnych szans odczytać nadchodzącego załamania, zostali postawieni przed faktem dokonanym w postaci braku możliwości przeciwdziałania oraz wdrożenia odpowiednich rozwiązań. Taki stan rzeczy dotyczy głównie mikroprzedsiębiorców, którzy stanowią ponad 90% wszystkich przedsiębiorstw funkcjonujących w Polsce. Brak odpowiedniej wysokości kapitału własnego takich podmiotów w połączeniu ze spadającą płynnością finansową oraz wzrostem bieżącego zadłużenia nie pozwala na regulowanie bieżących zobowiązań, w tym zobowiązań podatkowych. Stąd już krótka droga do upadłości, bowiem trudno wyobrazić sobie implementację działań naprawczych w obliczu nagłego odpływu odbiorców.

W świetle powyższego, zasadnym staje się pytanie czy w takiej sytuacji możliwe jest zaprzestanie zapłaty podatków z uwagi na siłę wyższą jaką niewątpliwie jest koronawirus.

Obowiązek zapłaty podatku

Zgodnie z Konstytucją, każdy jest obowiązany do ponoszenia ciężarów i świadczeń publicznych, w tym podatków, określonych w ustawie. Według konstytucjonalistów, powinność ta wynika z obowiązku utrzymywania kraju, a więc zapewnieniu możliwości suwerennego funkcjonowania i wypełniania zadań dla dobra wspólnego. Jest to zatem obowiązek o charakterze powszechnym i dotyczy wszystkich, którzy pozostają w związku z Polską, korzystając przy tym z jej opieki[1].

Tyle na temat przymusowego obowiązku płacenia podatków mówi Konstytucja. W rezultacie, w samej Konstytucji, jak również w innych aktach prawnych brak jest regulacji prawnych, które zawieszałyby lub eliminowałyby ten obowiązek w przypadku sytuacji nadzwyczajnej z jaką mamy obecnie do czynienia. To pierwsza zła wiadomość dla podmiotów z ujemnym bilansem. Niestety, druga wiadomość również nie napawa optymizmem. Ustawy podatkowe wprowadzają bowiem memoriałową metodę rozpoznawania przychodów. Oznacza to, że przychód podatkowy powinien zostać rozpoznany w momencie realizacji świadczenia. Z analogiczną sytuacją mamy do czynienia na gruncie podatku od towarów i usług. Obowiązek podatkowy powstaje w momencie wykonania usługi bądź dostawy towaru. W konsekwencji, obowiązek podatkowy powstaje już w momencie wykonania świadczenia, pomimo braku fizycznego otrzymania środków. Skutki są łatwe do przewidzenia. Najlepiej zobrazuje to umowa najmu z miesięcznym okresem rozliczeniowym. Upływ każdego takiego okresu generuje obowiązek zapłaty podatku, niezależnie od wpływu środków do kasy przedsiębiorstwa.

Ani Konstytucja, ani ustawy podatkowe nie zawierają zatem uprawnienia pozwalającego na brak zapłaty podatku. Obowiązujące prawo nie wprowadza więc klauzuli generalnej na którą mogą powołać się podatnicy dotknięci skutkami zaistniałej sytuacji.

Wygaśnięcie zobowiązania podatkowego

Powyższe zdaje się potwierdzać Ordynacja podatkowa, która wyraźnie mówi w jakich okolicznościach wygasa zobowiązanie podatkowe, a więc kiedy przestaje istnieć więź prawna obligująca podatnika do zapłaty podatku. Pośród katalogu takich przypadków trudno odnaleźć możliwość powołania się na stan w jakim obecnie przyszło nam funkcjonować. Podatnikowi pozostaje zatem zapłata podatku albo skorzystanie z ulg, również uregulowanych przez Ordynację.

Ulgi

Przedmiotowe ulgi mogą przybrać formę odroczenia terminu płatności podatku, rozłożenia go na raty oraz umorzenia zaległości podatkowej.

Tym co najbardziej zainteresuje przedsiębiorców jest zapewne umorzenie zaległości podatkowej, uwarunkowanej zaistnieniem ważnego interesu przedsiębiorcy. Dopiero tutaj możemy się doszukać pewnego podobieństwa do braku obowiązku zapłaty podatku w ogóle. Niestety, skorzystanie z tego dobrodziejstwa jest uzależnione od decyzji organu podatkowego. Dobra wiadomość jest jednak taka, że koronawirus i jego następstwa mogą stanowić ku temu racjonalne uzasadnienie.

Niestety, ustawodawca pozostawił organom dość dużą swobodę. Przejawia się ona w użyciu przez prawodawcę zwrotu „organ może”, co oznacza, że fiskus nie ma obowiązku każdorazowego umorzenia podatku w przypadku wystąpienia ważnego interesu podatnika. Potwierdza to najnowsze orzecznictwo NSA, w którym stwierdza się, że w przypadku uznania, iż spełniona została przesłanka do umorzenia, to jednak organ dokonuje wyboru opcji decyzyjnej: zastosuje ulgę albo odmówi jej udzielenia. Nawet wystąpienie „ważnego interesu podatnika” lub „interesu publicznego”, nie obliguje organu podatkowego do zastosowania ulgi w każdym przypadku, bowiem nie istnieje wprost prawo podatnika do uzyskania ulgi (por. wyrok II FSK 1362/19 – wyrok NSA z dnia 2019.12.04).

Podsumowując, pomimo że obowiązujące prawo dopuszcza możliwość niepłacenia podatku, to jednak jest ona w całości uzależniona od decyzji aparatu skarbowego. Dodając do tego, że skorzystanie z instytucji umorzenia wymaga przeprowadzenia postępowania podatkowego, to wygaśnięcie obowiązku zapłaty nastąpi dopiero po jego zakończeniu i otrzymaniu pozytywnej decyzji. Zakładając bardzo korzystny scenariusz, czyli wydanie decyzji przez organ podatkowy w terminie 2 miesięcy, okazać się może, że w tym okresie fiskus zdąży przeprowadzić postępowanie egzekucyjne, które jeszcze bardziej pogorszy sytuację przedsiębiorcy.

Odpowiedzialność karna

Brak zapłaty podatku – jako wykroczenie skarbowe – jest penalizowane przez Kodeks karny skarbowy. Aby jednak doszło do popełnienia omawianego wykroczenia musi istnieć wina podatnika rozumiana tutaj jako obiektywna zdolność zachowania się zgodnie z prawem. Innymi słowy, wykroczenie nie wystąpi, jeśli od podatnika nie można wymagać zachowania zgodnego z prawem, którego nie jest w stanie wykonać. Nie będzie ryzykiem przyjęcie, że wystąpienie namacalnego związku pomiędzy obecną sytuacją epidemiczną w kraju, a brakiem środków na zapłatę podatku, wyeliminuje winę.

Taką tezę potwierdzają zresztą wypowiedzi resortu finansów, który zamierza odroczyć termin zapłaty zobowiązań podatkowych właśnie z uwagi na utratę płynności finansowej przez przedsiębiorców.

Podsumowanie

W krajowym porządku prawnym brak jest regulacji prawnych pozwalających przedsiębiorcom na jednostronne wstrzymanie, bądź całkowite zaprzestanie płacenia podatków. Wola w tym zakresie należy tylko do prawodawcy, co może przejawić się w uchwaleniu odpowiedniej ustawy.

Przedsiębiorcom pozostaje jedynie skorzystanie z możliwości umorzenia zaległości podatkowej, co z kolei jest uzależnione do dyskrecjonalnej woli urzędu skarbowego.

Skutkiem tego, w obecnym stanie prawnym brak jest możliwości powołania się na siłę wyższą, powodującą wygaśnięcie zobowiązania podatkowego.

Korzystna wiadomość jest taka, że brak zapłaty podatku nie powinien wiązać się z nałożeniem odpowiedzialności karnej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] Art. 84 Konstytucja RP, Komentarz, red. Safjan/Bosek 2016.

Pakiet antykryzysowy to za mało. Zrezygnujmy ze split payment, zawieśmy podatki i ZUS

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt
Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

18 marca zostały przedstawione założenia pakietu antykryzysowego. Projekt oparty jest na pięciu filarach, a dwa pierwsze skierowane są dla pracowników i przedsiębiorców.

Pracownicy

Przedsiębiorcom, którzy spełnią kryteria związane ze spadkiem obrotów czy zarejestrowaniem straty finansowej, państwo ma pokryć 40 proc. pensji pracowników do wysokości średniego wynagrodzenia w gospodarce. Pracodawca będzie mógł też obniżyć płace o 60%, o ile nie przeprowadzi zwolnień. Należy pamiętać, że wypłacana pensja nie może być w tej sytuacji niższa niż płaca minimalna.

Z kolei samozatrudnieni, osoby na umowach zleceniach i o dzieło w związku ze spadkiem dochodów otrzymają jednorazowe świadczenie w wysokości około 2 tys. zł. Pakiet przewiduje także dodatkowy zasiłek opiekuńczy na czas 14 dni dla osób, które opiekują się dzieckiem do 12 roku życia. Zmieni się także termin złożenia PIT. Podatnicy będą musieli to zrobić do końca czerwca.

Przedsiębiorcy

W drugim filarze, skierowanym do przedsiębiorców, planowane są m.in. gwarancje kredytowe, mikropożyczki do wysokości 5 tysięcy zł na 12 miesięcy, leasing operacyjny dla sektora transportowego oraz szereg rozwiązań o charakterze gwarancyjnym i płynnościowym dostarczanych przez Polski Fundusz Rozwoju, Bank Gospodarstwa Krajowego i Agencję Rozwoju Przemysłu.

Pakiet zakłada również odroczenie płatności składek ZUS o 3 miesiące lub rozłożenie ich na raty.  Ponadto wprowadza rozwiązanie, na mocy którego umowy o usługi budowlane zawarte w trybie zamówień publicznych będą przedłużone o czas trwania zagrożenia epidemicznego.

Czy to wystarczy?

Zaproponowane zmiany to o wiele za mało. Przykładowo: czy pożyczka w wysokości 5 tysięcy złotych pozwoli zachować płynność finansową przedsiębiorcy? Albo czy odroczenie płatności ZUS o trzy miesiące będzie korzystne, skoro już od czerwca przedsiębiorcy będą musieli płacić skumulowane składki? Najprawdopodobniej będzie to przecież moment, w którym przedsiębiorstwa dopiero będą próbowały się podnieść po czasie kryzysu.

Moim zdaniem rząd mógłby zdecydować się na odstąpienie od płatności split payment, a dodatkowo uwolnić środki zgromadzone na koncie VAT. Taki zabieg z pewnością mógłby poprawić płynność finansową wielu przedsiębiorców. Przypomnijmy, że stosowanie mechanizmu split payment jest od 1 listopada 2019 roku obowiązkowe dla niektórych branż i usług. Za niestosowanie się do niego grożą kary. Z obawy przed nimi wielu przedsiębiorców stosuje taki tryb płatności, nawet jeśli wymóg prawny ich nie dotyczy.

Kolejną dobrą propozycją mogłoby być np. niepłacenie podatków z wystawionych, a nieopłaconych przez nabywców faktur. Oczywiście, dziś przedsiębiorca może skorzystać z tzw. ulgi na złe długi, jednak musi czekać na przeterminowanie płatności aż 90 dni. W obecnej sytuacji można by było umożliwić podatnikom rozliczenia podatków w formie kasowej, tj. w okresie, za który otrzymali płatność za wykonane zlecenie. Taka ulga mogły by być stosowana do faktur przychodowych. Najlepszym rozwiązaniem byłoby odejście od ściągania należności publicznoprawnych i to nie na trzy miesiące, tak jak w przypadku ZUS, ale na okres o wiele dłuższy. Z pewnością pomogłoby to w zachowaniu płynności wielu przedsiębiorcom.

Na koniec warto zauważyć, że wiele punktów medycyny pracy jest zamkniętych albo odmawia przyjęcia pracowników na badania. W związku z tym należałoby zwolnić czasowo od obowiązków przechodzenia badań wstępnych lub okresowych do pracy.

Inwestycyjny boom mieszkaniowy w potrzasku koronawirusa

Ciąg dalszy przesuwania środka ciężkości inwestycyjnej prosperity w kierunku budownictwa indywidualnego. Jednak w świetle bezprecedensowej sytuacji zagrożenia epidemicznego i oczekiwanego gospodarczego trzęsienia ziemi, załamanie boomu na pierwotnym rynku mieszkaniowym wydaje się przesądzone.

W lutym statystyki inwestycyjne pierwotnego rynku mieszkaniowego wyglądały jak na początek roku w pełni standardowo. Jest to okres ich stabilizacji na stosunkowo niskim poziomie przed wiosenno-letnim sezonem budowlanym, gdy to następuje ich wybicie. Jego pierwsze symptomy widać było już w lutym w przypadku danych mieszkań rozpoczętych oraz oddanych do użytkowania. Tym samym rynek już nastawiał się na kolejne miesiące ciężkiej pracy i windowania statystyk inwestycyjnych.

Po raz kolejny dała o sobie znać tendencja silnie rosnącej dynamiki danych dotyczących indywidualnego budownictwa jednorodzinnego, przy względnej stabilizacji tych dotyczących aktywności inwestycyjnej deweloperów.

I tak budujący na własne potrzeby po dwóch miesiącach br. oddali do użytkowania 12,8 tys. lokali – o 9,1 proc. więcej rdr, a deweloperzy niemal równo 20 tys., co oznacza roczny progres rzędu zaledwie ułamka procenta. W przypadku mieszkań rozpoczętych wygląda to odpowiednio: 12,3 tys. i 31,5 proc. indywidualne oraz 20,6 tys. i 2,4 proc. deweloperzy. W nowych pozwoleniach zaś 13,8 tys. i 9,8 proc. oraz 23,3 tys. i minus 2,5 proc.

Rynek inwestycyjny potwierdza więc rysujący się już w poprzednich raportach GUS trend coraz silniej rosnącego zainteresowania Polaków indywidualnym budownictwem jednorodzinnym, przy względnej stabilizacji dynamiki budownictwa deweloperskiego. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to postępująca drożyzna lokali deweloperskich jest, albo raczej była jednym z głównych powodów takiego stanu rzeczy.

Niestety, w związku z bezprecedensową sytuacją globalnego zagrożenia epidemicznego, która niesie ze sobą zagrożenie dla parametrów rodzimej gospodarki oraz sytuacji społeczno-ekonomicznej mieszkańców kraju, raczej nieunikniona wydaje się jakaś forma załamania koniunktury na mieszkaniowym rynku pierwotnym w każdym z możliwych aspektów.

Pierwszym symptomem oczekiwanego cofnięcia parametrów inwestycyjnych mieszkaniówki są docierające sygnały o paraliżu urzędów odpowiedzialnych za formalności konieczne do uruchamiania budów, przede wszystkim za wydawanie pozwoleń na budowę. Tym samym ich statystyki w kolejnych miesiącach zapewne spadną, niewykluczone, że do wręcz symbolicznych wartości.

Jednak nawet niezależnie od statystyk nowych pozwoleń należy oczekiwać spadku także wolumenów rozpoczynanych budów, tak przez deweloperów jak i inwestorów indywidualnych. Jest to oczywiste w świetle bezprecedensowego zagrożenia i w konsekwencji niespotykanego dotąd w powojennej historii kraju potencjału rzeczywistości kryzysowej.

Wg portalu RynekPierwotny.pl jedynie dane dotyczące mieszkań oddawanych do użytkowania mogą w przewidywalnej perspektywie uniknąć gwałtowniejszych turbulencji. Deweloperzy z dużą determinacją będą bowiem dążyć do zakończenia szczególnie tych najbardziej zaawansowanych inwestycji, by przekazać je nabywcom i ostatecznie zamknąć.

Przede wszystkim należy mieć świadomość, że obecna sytuacja społeczno – gospodarcza kraju jest wciąż bardzo trudna do precyzyjnej oceny, przede wszystkim z racji swojej precedensowości. Stąd pojawiające się jeszcze dość często opinie bagatelizujące destrukcyjny wpływ pandemii koronawirusa m.in. na krajowy rynek nieruchomości, w tym głównie mieszkaniowych, wg których już za 3-4 miesiące wszystko wróci do normy. Tymczasem szanse na tak optymistyczny scenariusz są dosłownie zerowe, a co gorsza, możemy mieć i najprawdopodobniej już mamy do czynienia z kryzysem o niespotykanej sile rażenia, którego skutki zostaną rozłożone na lata. Niestety, inwestycyjny boom w mieszkaniówce znalazł się na dobre w potrzasku koronawirusa.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

W lutym produkcja w górę, ale w marcu już tak dobrze nie będzie

W lutym br. produkcja wzrosła. To optymistyczna wiadomość. W kolejnym miesiącu zobaczymy już kumulację wygaszania produkcji wynikającej z braku materiałów, popytu, braku pracowników i wymogów sanitarnych.

Jak podaje dzisiaj GUS, w lutym br. dynamika produkcji sprzedanej przemysłu wyniosła 4,9% r/r (przed rokiem 6,9%) oraz 2,2% m/m. Korekta sezonowa przyniosła wzrosty o odpowiednio 3,2% r/r oraz 1,3% m/m. W lutym dodatnia dynamika dotyczyła wszystkich grup produktów: najsilniej inwestycyjnych (5,9% r/r), ale i dobra konsumpcyjne trzymały się mocno (3,6-4,6%). Zupełnie nietypowo na tle ostatnich miesięcy znaczna większość branż przemysłu (28, z udziałem wartości dodanej na poziomie 95,6%) była na plusie. W szczególności nieco powyżej średniej znalazło się przetwórstwo (a na ogólny wynik in minus wpłynęło górnictwo). Najwyższe, ponad 10-procentowe dynamiki odnotowały produkcja pozostałego sprzętu transportowego (16,8% r/r, tu jednak typowe są duże jednostkowe zakupy), urządzeń elektrycznych (12,1%) i wyrobów z metali (11,5%).

Byłaby to więc dość optymistyczna wiadomość, gdyby nie fakt, że to ostatnie takie dane, a komunikat marcowy przyniesie zaostrzenie spadków. W kolejnym miesiącu zobaczymy już kumulację wygaszania produkcji wynikającej z (chronologicznie): braku materiałów, braku popytu, braku pracowników i wymogów sanitarnych. Wzrostów można spodziewać się w branżach priorytetowych w dobie pandemii, np. chemicznej, ewentualnie produkcji sprzętu medycznego. Pod znakiem zapytania stoi sposób statystycznego opisu przebranżowionej produkcji (np. z tekstylnych, które rozpoczną produkcję maseczek chirurgicznych).

Komentarz Sonii Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Lewiatana

W czasach pandemii 88 proc. firm wykorzystuje pracę zdalną

Praca zdalna została wdrożona w 88 proc. firm, a 13 proc. pracodawców wskazało, że część ich pracowników przebywa na kwarantannie. W ponad 70 proc. przedsiębiorstw pracownicy skorzystali z zasiłku opiekuńczego na dziecko w wieku do 8 lat, wprowadzonego w związku z epidemią koronawirusa – wynika z ankiety przeprowadzonej przez Konfederację Lewiatan.

Ustawa z 2 marca br. wprowadziła możliwość uzyskania zasiłku opiekuńczego na dziecko do lat 8 w związku z zapobieganiem epidemii COVID-19. Skorzystali z tej możliwości pracownicy ponad 70 proc. przedsiębiorstw, które wzięły udział w ankiecie. Swoje obowiązki w formie pracy zdalnej wykonywało 21 proc. pracowników, a taką możliwość zatrudnienia wdrożyło 88 proc. firm.

– Z ankiety wynika, że 11 proc. zatrudnionych była nieobecna w pracy. Z tej grupy najwięcej osób nie pracowało z powodu zawieszenia lub ograniczenia produkcji (m.in. branża automotive, produkcja obuwia), choć ta przyczyna dotyczyła tylko kilku zakładów produkcyjnych – mówi Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Pozostałe nieobecności były związane z urlopami (w tym bezpłatnymi) i zwolnieniami chorobowymi z powodów innych niż COVID -19. 13 proc. pracodawców wskazało, że wśród ich pracowników są osoby przebywające na kwarantannie domowej.

Ankieta została przeprowadzona 16 marca i objęła 210 przedsiębiorstw zatrudniających prawie 110 tys. pracowników.

Pracodawcy RP apelują do Ministra Zdrowia o zapewnienie bezpiecznych warunków pracy wszystkim jednostkom służby zdrowia

Apelujemy o zapewnienie bezpiecznych warunków pracy nie tylko wydzielonym szpitalom zakaźnym, ale również wszystkim jednostkom służby zdrowia, które realizują swój obowiązek pomocy pacjentom – piszą Pracodawcy RP w liście do Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego.

– Pracodawcy RP popierają wszelkie działania zmierzające do skutecznego zapobiegania oraz zwalczania chorób zakaźnych, w tym wirusa SARS-CoV-2. Doceniamy również dotychczasowy wysiłek Pana Ministra i całego resortu zdrowia, a także olbrzymi wysiłek oraz poświęcenie wszystkich profesjonalistów medycznych, jednak w dalszym ciągu dostrzegamy kwestie, które wymagają priorytetowego podejścia – czytamy w liście.

– Dzisiaj droga pacjenta do lekarza jest znacząco utrudniona, a przecież wszyscy jesteśmy pacjentami. Nie należy też zapominać, że prawa pacjenta wciąż obowiązują i wszyscy pacjenci pozostają pod taką samą ochroną jak dotychczas, bez względu na rodzaj postawionego rozpoznania – podkreślają Pracodawcy RP.

– Polscy pacjenci oraz polscy świadczeniodawcy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony jest potężne zagrożenie związane z epidemią koronawirusa, a z drugiej – pacjenci z olbrzymim spektrum chorób będący w trakcie terapii lub oczekujący na pomoc medyczną, często konieczną, wymagającą natychmiastowych decyzji terapeutycznych i działania – zwracają uwagę eksperci.

Pracodawcy RP

Koronawirus a spłata kredytów i rat leasingowych przez przedsiębiorców

Generalną regułą stosunków zobowiązaniowych, umów, jak i podstawowym obowiązkiem ich stron, jest spełnienie ciążących na nich zobowiązań. Potwierdza to przepis art. 353 Kodeksu cywilnego, stanowiący, że w stosunkach tych wierzyciel może żądać od dłużnika świadczenia, a dłużnik powinien świadczenie spełnić. Od reguły tej istnieją odstępstwa, a jedną z przesłanek takich odstępstw jest wystąpienie siły wyższej, czyli czynnika, który uniemożliwia dłużnikowi spełnienie świadczenia. Takim czynnikiem jest panująca obecnie epidemia koronawirusa, powodująca utratę płynności finansowej przedsiębiorców. Czy przedsiębiorcy mogą się na nią powoływać i nie spłacać rat leasingowych oraz rat zaciągniętych kredytów?

W środę 18 marca 2020 r., rząd ogłosił projekt specustawy, będącej tarczą antykryzysową krajowej gospodarki. Przewiduje ona 212 mld zł wsparcia dla zakładów pracy, celem zachowania miejsc pracy w obliczu problemów finansowych przedsiębiorstw. – „Dla przedsiębiorców, których obroty spadną, przewidujemy możliwość dopłat do wynagrodzeń pracowników” – zadeklarował Premier Mateusz Morawiecki.

Świadomość władzy co do pogłębiającego się kryzysu gospodarczego, w wyniku postępującej epidemii nowego wirusa, zmusiła rządzących do przeznaczenia części środków antykryzysowej tarczy na wsparcie firm w spłacie ich zobowiązań. Ma ono przybrać postać udzielania gwarancji kredytowych, zapewnienie płynności finansowej poprzez m.in. preferencyjne mikropożyczki, czy warunki leasingu operacyjnego, a także odroczenie lub rozłożenie na raty płatności składek ZUS.

W dobie epidemii Państwo chce ratować gospodarkę i niewypłacalnych przedsiębiorców przed upadłością, mając świadomość skali sytuacji nadzwyczajnej, w jakiej się znaleźli. A jak informuje Światowa Organizacja Zdrowia, pandemie mogą trwać miesiącami lub latami. Jak więc mają sobie radzić ze spłatą swoich bieżących zobowiązań przedsiębiorcy, do których pomoc państwa jeszcze nie dotarła lub też okaże się niewystarczająca?

Raty kredytów i leasingów

Pacta sunt servanda, czyli obowiązująca w obrocie gospodarczo-prawnym reguła prawa rzymskiego stanowi, że umów należy dotrzymywać. Podstawowym obowiązkiem strony umowy jest spełnienie zaciągniętego na jej podstawie zobowiązania. Z obowiązku tego zostaje jednak zwolniona, gdy spełnić zobowiązania nie może wskutek wystąpienia przeszkody, za którą nie ponosi odpowiedzialności. Potwierdza to treść art. 471 Kodeksu cywilnego: „Dłużnik jest obowiązany do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi” (Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93, ze zm.).

W przedmiocie zaciągniętych przez przedsiębiorców kredytów i zawartych leasingów oznacza to, że nieregulowanie przez nich wynikających z tych umów rat i opłat z powodu siły wyższej, nie będzie obarczone odpowiedzialnością za powstałe z tego powodu szkody. Epidemia koronawirusa, jako okoliczność niewykonania zobowiązania za którą przedsiębiorca nie ponosi odpowiedzialności, skutkuje uwolnieniem go od kar umownych, czy innej odpowiedzialności odszkodowawczej.

Samo powołanie się na siłę wyższą nie wystarczy

Chcąc uwolnić się od konieczności realizacji zobowiązania z powodu epidemii koronawirusa przedsiębiorcy muszą pamiętać o niezwykle istotnej kwestii, na którą zwrócił uwagę Sąd Najwyższy w uchwale z 26 października 2007 r. (sygn. akt. III CZP 30/07). Wystąpienie siły wyższej nie stanowi o automatycznym zwolnieniu z odpowiedzialności. Niezbędne jest zajście związku przyczynowego oraz zbieżności w czasie pomiędzy zdarzeniem będącym siłą wyższą, a brakiem realizacji umowy.

Dlatego też, tak jak powołać się na nią może obecnie np. właściciel sieci kin, dyskoteki, restaurator, szkoły prywatnej, organizator koncertów, teatry, czy biura turystyczne, tak trudno byłoby o to firmie farmaceutycznej, producentowi masek ochronnych, czy płynów do dezynfekcji. Podczas gdy przedstawiciele jednych branż stają przed widmem upadłości, z powodu odgórnego podczas zagrożenia epidemicznego ograniczenia ich działalności lub całkowitego jej zakazu, inni notują rekordowe zyski. Oczywiście producent leków może w dobie epidemii ogłosić, że nie jest w stanie spłacać rat kredytu i opłat leasingowych, bo jego firmę zamknięto na wiele dni z powodu kwarantanny, po której pracownicy nie powrócili do pracy, a on nie mógł znaleźć nowych. Jednak to na nim spoczywa obowiązek wykazania tego. Ciężar udowodnienia związku przyczynowego między epidemią koronawirusa, a niemożnością regulowania swoich zobowiązań spoczywa na tym, który na siłę wyższą się powołuje.

Dodatkowe umowy, aneksy

Siła wyższa zawiesza wykonanie zobowiązania na czas jej trwania, zwalnia dłużnika z obowiązku spełnienia świadczenia, a przede wszystkim z odpowiedzialności za powstałe z tego tytułu szkody. Zaistnienie przeszkody w spłacie rat kredytowych i leasingowych, w postaci siły wyższej, zwalnia więc przedsiębiorcę z obowiązku ich regulowania w okresie trwania tej siły wyższej. Nie oznacza jednak, że spowoduje wygaśnięcie umów, czy zezwoli bankom i leasingodawcom na ich wypowiedzenie. Przedsiębiorcy będą po prostu zobowiązani do wypełnienia tych umów do końca po ustaniu siły wyższej.

Ale to obostrzenia kodeksowe. Nic nie stoi na przeszkodzie, by strony umów rozszerzyły je poprzez zapisy umowne. Wówczas, jeśli to zostanie wyraźnie wskazane w umowie, rozszerzeniu może też ulec odpowiedzialność przedsiębiorcy o przypadki siły wyższej. Dlatego lepiej dla przedsiębiorców, by nie podpisywali przedkładanych im obecnie przez banki i leasingodawców dodatkowych umów, czy aneksów. Poprzez ich zawarcie mogą wyłączyć bowiem swoją kodeksową ochronę przed odpowiedzialnością za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania, nawet jeśli byłoby to skutkiem niezależnej od nich siły wyższej.

Podsumowanie

W czasie trwania siły wyższej wierzyciel nie może domagać się wykonania zobowiązania. Przedsiębiorcy, którzy w obecnej sytuacji nie są w stanie regulować swoich zobowiązań leasingowych i kredytowych, nie muszą zawierać z bankami, czy leasingodawcami żadnych dodatkowych uzgodnień, w przedmiocie ich spłaty. Jeśli niewypłacalność, a zatem niemożność spełnienia wskazanych zobowiązań, jest następstwem okoliczności, za które przedsiębiorcy ci nie ponoszą odpowiedzialności, a taką okolicznością jest panująca pandemia koronawirusa, to spełnią je po jej ustaniu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

BPO/SSC: nawet odporni odczują skutki kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa

Sektor nowoczesnych usług w Polsce wykorzystuje całą swoją wiedzę by sprawnie zarządzać kryzysem – wynika z badań firmy Mercer przeprowadzonych w połowie marca wśród członków Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL. W chwili ogłoszenia pandemii aż 80% badanych firm miało gotowe plany utrzymania ciągłości biznesu, a 70% z nich od razu było zdolnych przestawić się na tryb pracy zdalnej. Jednak samo przygotowanie nie ochroni sektora przed skutkami pandemii.  Przedstawiciele ABSL postulują o wprowadzenie długofalowych rozwiązań umożliwiających realizację zadań. 

Gotowi na kryzysy

Sektor nowoczesnych usług zatrudnia w Polsce blisko 310 000 osób w centrach obsługi procesów biznesowych (BPO), centrach usług wspólnych (SSC/GBS), IT czy centrach badawczo-rozwojowych(R&D).

Aż połowa z obecnych w Polsce podmiotów działa w skali globalnej. Znakomita większość (80%) w momencie pojawienia się wirusa w Polsce posiadała gotowy plan utrzymania ciągłości działania (Business Continuity Plan) lub program naprawczy (Disaster Recovery Plan), często przygotowywane i testowane m. in. w Indiach, a ostatnio również w Chinach, w szczycie koronowirusowego kryzysu.

Praca zdalna tak, choć nie zawsze możliwa

Firmy sektora nowoczesnych usług obsługują z Polski jednostki biznesowe rozsiane po całym świecie. Posiadają technologie oraz know-how pozwalający na pracę zdalną, a dzięki inwestycjom w infrastrukturę teleinformatyczną w większości przypadków zdolne są do szybkiego przestawienia swoich pracowników na pracę z domu. Już w pierwszych dniach kryzysu koronawirusowego z takiej możliwości skorzystało 30% pracowników branży, a możliwość natychmiastowego wdrożenia trybu zdalnego deklarowało 70% firm zrzeszonych w ABSL.

–  Z naszego badania wynika, że blisko jedna trzecia badanych (30%) nie zgłasza obecnie żadnych problemów z przejściem pracowników na pracę zdalną. 40% jednak przyznaje, że charakter niektórych prac na to nie pozwala – podkreśla Krzysztof Nowak, Partner, Mercer.

Przygotowani, ale świadomi trudności

Chociaż sektor nowoczesnych usług jest przygotowany, nie oznacza to, że pandemia nie zachwieje jego funkcjonowaniem. Aż 71% badanych przez Mercer firm przyznaje, że będą zmuszone do przesunięcia realizacji niektórych projektów. Prawie jedna trzecia (29%) obawia się zakłóceń w swoim łańcuchu dostaw, identyczny odsetek spodziewa się opóźnień w realizacji zleceń.

Mimo trudnej sytuacji, firmy z branży dość pozytywnie postrzegały swoją sytuację. W chwili realizacji badania zakończonego 19 marca, tylko 15% badanych już zdecydowało o korekcie swoich celów biznesowych. Jedna trzecia (33%) rozważała taką możliwość, zaś ponad połowa (52%) była zdecydowana zrealizować plany.  Paweł Panczyj, Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju, ABSL jednocześnie stanowczo podkreśla – Sytuacja może jednak ulec zmianie, na co największy wpływ będą miały m. in. rozwiązania zaproponowane przez rząd.

Ważne są rozwiązania wspierające procesy

Sytuacja sektora usług wspólnych uzależniona jest od wielu czynników pozasektorowych.  Ogłoszona przez rząd tarcza antykryzysowa to krok w dobrym kierunku. Czterdziestoprocentowe dopłaty do wynagrodzeń z pewnością pomogą wielu firmom utrzymać płynność finansową oraz zatrudnienie. Szczególnie tam, gdzie konieczna okaże się np. zatrzymanie produkcji lub świadczenia usług. – W przypadku sektora nowoczesnych usług kluczowe są rozwiązania wspierające realizację procesów, szczególnie, że marzec to miesiąc sporządzania bilansów rocznych. Dlatego ABSL apeluje m. in. o odroczenie niektórych terminów, doraźne zmiany w systemie rozliczeń podatkowych oraz o zdalną komunikację z urzędami skarbowymi – dodaje Paweł Panczyj, Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju, ABSL

Komentarz: Paweł Panczyj, Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju, ABSL

Nieobecność wielu pracowników może powodować niewydolność działów księgowych w firmach. Biura rachunkowe, z których usług korzysta większość przedsiębiorców, nie są wstanie zapewnić terminowego wypełnienia licznych obowiązków sprawozdawczych ciążących na podatnikach. Niezbędne jest zatem odroczenie przez rząd terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych.

Przedsiębiorcy zrzeszeni w ABSL uważają, że w obecnej sytuacji pierwszy obowiązek sprawozdawczy powinien zostać odroczony. Warto dodać też, że nie został jeszcze opublikowany wzór raportu, który ma być składany przez przedsiębiorców. W przypadku dużych podatników przeprowadzających w skali miesiąca wiele transakcji handlowych, każdy nowy obowiązek sprawozdawczy oznacza zmiany w systemach księgowych, a zmiana w systemach księgowych i automatyczne rozwiązania wymagają dyskusji i analiz w ramach przedsiębiorstwa, w tym z ekspertami IT. W konsekwencji, od momentu opublikowania wzoru raportu, do chwili jego wdrożenia musi być zapewniony odpowiedni czas na przygotowanie się do nowego obowiązku.

Wnosimy też o umożliwienie zdalnej komunikacji z organami podatkowymi – nie tylko poprzez ePUAP, ale i urzędowe skrzynki mailowe inspektorów podatkowych. Zabiegamy o przywrócenie kwartalnego rozliczenia VAT dla wszystkich podatników oraz uproszczenie procedur korzystania ze środków zgromadzonych na rachunku VAT.

Jak widać potrzeb i oczekiwań jest wiele – wszystkie postulaty, które zgłosiły nasze firmy członkowskie, zostały przekazane do odpowiednich Ministerstw.

Niby stabilizacja

Kurs złotego teoretycznie ustabilizował swój poziom. Nie ustabilizował jednak zmienności. 203% zmiany w ciągu dnia, to wartości, które w normalnych warunkach wystepują na rynkach kryptowalutowych i spółkach spekulacyjnych, a nie walutach państw na naszym poziomie rozwoju.

Korekta na rynkach

Po wczorajszym odbiciu się od okolic 4,60 zł dzisiaj złoty odzyskał trochę na wartości. Kosztuje już “zaledwie” 4,52 zł. W dół szły również inne waluty za wyjątkiem funta. Frank kosztuje 4,30 zł po przecenie 5 groszowej. Dolar z kolei 4,20 po niemal 10 groszowej przecenie. Przy tak silnych ruchach korekty nie mogą dziwić. Inwestorzy/spekulanci muszą bowiem kiedyś realizować zyski, a przy takiej zmienności na rynku jest mniej zleceń oczekujących, w związku z czym mniejsze oferty powodują większą zmienność. Nie znaczy to wcale, że pomimo dobrego początku dnia złoty nie zakończy tygodnia na nieciekawych poziomach dla kupujących.

Obligacje nieatrakcyjne

Początek obecnego kryzysu był związany z przenoszeniem kapitału z rynków ryzykownych do bezpieczniejszych. W dół szły giełdy i surowce energetyczne, a w górę obligacje, czy złoto. Jednak już tydzień temu inwestorzy przyjęli jeszcze większą awersję do ryzyka i zaczęli przenosić środki do gotówki, która nie powinna stracić (po za inflacją). W rezultacie widzieliśmy silną przecenę, zarówno złota, jak i obligacji państwowych. Przecena przeważnie sięgała około 0,75% w przypadku rentowności 10 letnich obligacji. Oznacza to, że taka obligacja traciła na wartości około 7,5%. Warto zwrócić uwagę, że pomimo tej przeceny inwestorzy dalej są skłonni dopłacać do niemieckich obligacji, bo to tańszy sposób trzymania gotówki w euro niż bank przez ujemne stopy procentowe.

Wielka Brytania ponownie obniża stopy procentowe

Wczoraj Bank Anglii jednogłośnie doprowadził do obniżki stóp procentowy z 0,25% do 0,1%. Poprzednia redukcja była o 0,5%, aczkolwiek teraz zbliżając się nieuchronnie do 0% i potencjalnie ujemnych wartości Brytyjczycy nie chcą powtórzyć błędu strefy euro i pozostać bez możliwości reakcji. Stąd najprawdopodobniej pozostawienie dodatniej symbolicznej wartości 0,1%. Po tej decyzji było widać pewną przecenę funta, ale zbiegła się ona w czasie z jego bardzo silnym umacnianiem i bardzo szybko została skorygowana.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl 

Areszty i więzienia potencjalnymi epicentrami koronawirusa

Amerykanie biją na alarm: areszty i więzienia szybko stają się niebezpiecznym miejscem dla więźniów i personelu – wylęgarnią koronawirusa. Ale to nie tylko problem amerykański, ale również świata, a więc i polski. Nie ma tu miejsca na półśrodki – należy podjąć działania radykalne, wręcz rewolucyjne.

Koronawirus gorszy niż HIV

Nikogo nie trzeba przekonywać, iż koronawirus już wpływa na systemy odbywania kar. Przeniknął przez mury więzień i dotknął specyficznej grupy – wyjątkowo podatnej na zarażenie i choroby. Niesprzyjające warunki w więzieniach, aresztach i innych obiektach izolacji ułatwią jego rozprzestrzenianie się w najbliższej przyszłości. Łatwo to zobrazować na przykładzie już obecnego w więzieniach wirusa HIV z tym, że w porównaniu z koronawirusem, może okazać się problemem mało znaczącym. Według Światowej Organizacji Zdrowia (ang. World Health Organization – WHO) rozpowszechnienie HIV w więzieniach jest 15 razy wyższe niż w całej populacji dorosłych. Zalecane środki leczenia HIV są zazwyczaj niedostępne w zakładach karnych, tylko około 5% krajów realizuje programy zapobiegające rozprzestrzenianiu się HIV w warunkach izolacji. Współdzielenie strzykawek wśród więźniów zażywających narkotyki jest powszechne. Inne czynniki ryzyka HIV to niebezpieczny seks ze względu na brak dostępności prezerwatyw, przemoc seksualna, inne zachowania seksualne wysokiego ryzyka oraz tatuowanie i przekłuwanie ciała (piercing).

Tymczasem koronawirus, który jest bardziej śmiercionośny i zaraźliwy niż grypa, może poczynić w zakładach karnych prawdziwe spustoszenie i mieć dalekosiężne konsekwencje. W krajach, w których pandemia na dobre się zadomowiła, koronawirusem zostali zarażeni zarówno strażnicy, jak i więźniowie. Wirus przetoczył się przez chińskie więzienia pod koniec lutego, odnotowano około 500 przypadkach zachorowań w co najmniej czterech placówkach odosobnienia, zlokalizowanych w trzech prowincjach. We Włoszech, drugim po Chinach kraju dotkniętym koronawirusem w największym stopniu, co najmniej 7 więźniów zmarło nie w wyniku zarażenia, ale z powodu zamieszek i protestów, jakie wybuchły po wprowadzeniu przez władze więzienne ograniczeń dotyczących odwiedzin. W marcu Iran tymczasowo uwolnił około 70 000 więźniów, aby rozładować zagęszczenie i pomóc w powstrzymaniu epidemii.

Problem jest niezwykle poważny, bowiem statystyki są nieubłagane. Każdego dnia w więzieniach na świecie przebywa ok. 10 milionów osób, w tym osoby tymczasowo aresztowane. Prawie połowa z nich przypada na Stany Zjednoczone, Rosję i Chiny. W ciągu roku na całym świecie 30 milionów osób, na dłużej lub krócej, doświadcza pozbawienia wolności, a na wszystkich 5 kontynentach liczba więźniów systematycznie wzrasta.

System penitencjarny USA ma problem

W Stanach Zjednoczonych obawy związane z potencjalną epidemią koronawirusa w więzieniach są szczególnie uzasadnione, ponieważ kraj ma największą więzienną populację na świecie. Około 2,3 miliona osób jest izolowanych w więzieniach, aresztach, domach poprawczych, ośrodkach detencyjnych, czy szpitalach psychiatrycznych. Wskaźnik uwięzienia wynoszący 655 na 100 000 osób oznacza, że w USA zamyka się ludzi w dwa razy większym tempie niż w Rosji, ponad pięć razy większym niż w Chinach, ponad sześć razy większym niż w Kanadzie i Francji, prawie dziewięć razy większym niż Niemczech i prawie 17 razy większym niż Japonii (New York Times z 17.03.2020). Nawet stany, w których liczba uwięzionych jest najmniejsza, zamykają więcej osób niż większość innych krajów. Szacuje się, że wskaźnik uwięzienia w Massachusetts – najmniej represyjnym stanie – był ponad dwukrotnie wyższy niż w Anglii i Walii i prawie trzykrotnie wyższy niż w Korei Południowej.

Istnieje stereotyp, że więzienia to zamknięte środowiska. Tak nie jest, a więźniowie nie stanowią populacji objętej kwarantanną – do więzień codziennie napływają setki tysięcy pracowników więziennych, sprzedawców, pracowników służby zdrowia, nauczycieli i gości – wszyscy mogą przenosić wirusa z więzienia do swoich domów i społeczności.

W więzieniach niemożliwy jest fizyczny dystans między ludźmi, zaś opieka medyczna obciążona i na niskim poziomie. Szczególnie dotkliwy jest brak mydła, środków dezynfekujących. W więzieniach i aresztach ludzie dzielą łazienki, pralnie i jadalnie. Toalety w celach rzadko mają pokrywy. Zbiornik toalety służy również jako zlew do mycia rąk, szczotkowania zębów i innych czynności higienicznych. Tymczasem odkażanie rąk nie jest dozwolone w większości więzień ze względu na zawartość alkoholu w środkach dezynfekujących.

Pracownicy są pełni obaw, bowiem już odnotowuje się pierwsze przypadki zarażeń. W federalnym systemie więziennictwa USA, w którym przebywa ponad 175 000 osób, zawieszono wszystkie wizyty na 30 dni, w tym większość wizyt prawników. Zakazano również transferu więźniów między zakładami, z kilkoma wyjątkami. Wiele stanowych i lokalnych więzień, w których przetrzymywana jest większość uwięzionych, również zawiesiła wizyty. 13 marca 2020 r. Federalny Departament Korekcyjny ogłosił, że we wszystkich 122 federalnych zakładach poprawczych wstrzymuje się odwiedziny rodzin, przyjaciół i adwokatów na 30 dni. Adwokaci alarmują, że zakłady poprawcze nie są odpowiednio przygotowane do powstrzymania epidemii w swoich murach. Rekomendacje udzielane przez federalne Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom – takie jak trzymanie się w odległości 6 stóp od innych osób i rutynowe dezynfekowanie powierzchni – są prawie niemożliwe do wykonania za kratami. Więzienne służby medyczne są źle zaopatrzone na co dzień, więc gdyby zarażenia koronawirusem miały przybrać masowy charakter, więźniowe będą transportowani do „cywilnych” szpitali. Tymczasem pracownicy szpitali w rozmowie z „NYT” nie wyobrażają sobie, aby lokalny szpital dawał więźniom pierwszeństwo, jeśli trzeba będzie podejmować trudne decyzje dotyczące ratowania życia.

Jakie podejmować środki zaradcze?

Według ekspertów, więzienia i areszty wkrótce staną się epicentrami pandemii koronowirusa, jeśli będzie kontynuowana dotychczasowa profilaktyczna bezczynność. Ta prognoza nie dotyczy wyłącznie więziennictwa Stanów Zjednoczonych.

Stowarzyszenia publicznych adwokatów w Nowym Jorku wezwały do uwolnienia zatrzymanych w miejskich więzieniach, w tym na wyspie Rikers, gdzie są przetrzymywane osoby za naruszenia warunków zwolnienia warunkowego, mają ponad 50 lat i wcześniej zdiagnozowane problemy zdrowotne.

Szybko należy rozwiązać problem tymczasowo aresztowanych. Statystki w USA są przerażające. Podczas gdy rocznie ponad 600 000 osób przekracza bramy więzień, każdego dnia do tymczasowego aresztu trafia około 612 000 osób. Ponad połowa osób przebywających w areszcie pozostaje tam tylko przez 2-3 dni. Podobnie, chociaż w mniejszej skali, problem wygląda w innych krajach.

Pojawiają się kolejne inicjatywy. Niektóre prokuratury polecają swoim prokuratorom, aby nie sprzeciwiali się wnioskom obrońców o uchylenie aresztowania z powodu wykroczeń lub drobnych przestępstw, jeżeli osoba oskarżona nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego.

Kolejnym powodem do niepokoju jest duża populacja starszych i chorych więźniów. 40% osadzonych w USA cierpi na schorzenia przewlekłe. Zwykle są to starsi więźniowie, stanowiący grupę ryzyka jeśli chodzi o wirus COVID-19. W więzieniach stanowych i federalnych w Stanach Zjednoczonych przebywa 274 000 osób w wieku 50 lat lub starszych. Gdyby tę grupę wyizolować od reszty więźniów, to stanowiłaby siódmą pod względem liczebności populację więzienną na świecie.

Statystki wyraźnie wskazują, iż wskaźnik recydywy wśród starszych więźniów, zwolnionych po odbyciu długich wyroków, jest bliski zeru. Gubernatorzy i wymiar sprawiedliwości rozważają więc jednorazowy przegląd tej grupy osadzonych pod kątem zapewnienia natychmiastowej opieki medycznej lub zwolnienia z dalszego odbywania kary. Ważne jest, aby decyzje zapadały szybko. Organy wymiaru sprawiedliwości mogą zmniejszać liczbę osadzonych na kilka sposobów:

  • wykroczenia i przestępstwa, które nie zagrażają bezpieczeństwu publicznemu, przekwalifikować na czyny niepodlegające karze więzienia,
  • stosowanie nadzoru zamiast aresztowań za wszystkie przestępstwa o niskiej szkodliwości społecznej,
  • zwolnienie wszystkich aresztowanych, którzy nie mogą uiścić kaucji.

Ale i te kroki nie idą wystarczająco daleko. Należy sięgać po bardziej radykalne, które proponują przedstawiciele Inicjatywy Polityki Więziennej (ang. Prison Policy Initiative), określając je jako „zasady zdrowego rozsądku”. Do tych, które mogą spacyfikować potencjalną epidemię w więzieniach zaliczają:

  • uwolnienie wszystkich chorych i starszych więźniów,
  • zaprzestanie pobierania opłat za opiekę medyczną w więzieniach,
  • ograniczanie decyzji o areszcie tymczasowym do wyjątkowych wypadków,
  • przerwanie odbywania kar pozbawienia wolności za naruszenia rygorów zwolnienia warunkowego, naruszenie nadzoru policyjnego itp.

W tym samym duchu sformułowane są wytyczne waszyngtońskiego Stowarzyszenia Szeryfów i Szefów Policji (ang. Washington Association of Sheriffs and Chiefs Police), szczególnie istotne dla stanu Waszyngton, który ma drugą, po stanie Nowy Jork, najwyższą liczbę zgłoszonych przypadków zarażenia koronawirusem. Stowarzyszanie postuluje zwolnienie z więzień wybranych grup osadzonych, masowe udzielanie urlopów zwłaszcza osobom starszym i chorym. Trzeba to uczynić natychmiast, bo późniejsze zwolnienia tylko rozleją falę zakażeń na terenie kraju.

Reasumując, wybuch epidemii koronawirusa w więzieniach i aresztach może przerodzić się w koszmar. Więzienia nie są gotowe na pandemię. Jej wybuch może potencjalnie rozprzestrzenić się także na powiązane społeczności. Wybuch epidemii w miejscu odosobnienia może nadwerężyć lokalne, „cywilne” systemy opieki zdrowotnej, ponieważ setki lub tysiące zarażonych nagle będą potrzebować opieki medycznej, której więzienia nie są w stanie zapewnić.

Więzienia i areszty wciąż mają czas na przygotowanie się do walki z koronawirusem, ale ten czas się powoli kończy. Może to być kilka dni, może tydzień lub dwa… W miarę rozprzestrzeniania się koronawirusa możliwości się kurczą. Wiele krajów będzie musiało stawić czoła nowym wyzwaniom w swoich więzieniach, ale Stany Zjednoczone są wyjątkowe, ponieważ mają miliony ludzi uwięzionych w tysiącach więzień, aresztach i innych ośrodkach, z których każdy może stać się siedliskiem epidemii.

Wszystkie inne strategie hamowania tempa zakażeń są istotne, ale wtórne. Chodzi tu m.in. o organizowanie widzeń bez kontaktu lub za pomocą połączenia wideo-telefonicznego, wzmożenie codziennej higieny. Postuluje się także badania przesiewowe więźniów, a następnie izolowanie ich, jeśli uzyskają wynik pozytywny.

W warunkach polskiego systemu penitencjarnego zwolnienie z aresztów osób, które nie są oskarżone o przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu, wydaje się rozsądnym rozwiązaniem z uwagi na dużo większe zagrożenie epidemiologiczne w aresztach i ich przeludnienie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Test przywództwa. Jakich liderów potrzebujemy w kryzysie?

Wybuch epidemii koronawirusa i jego konsekwencje w turystyce, transporcie, gastronomii i wielu innych branżach skutkuje nie tylko kryzysem ekonomicznym, ale nasila również poczucie strachu. Z końcem lutego 2020r. ARC Rynek i Opinia podało, że 75 % Polaków przewiduje wpływ koronawirusa na polską gospodarkę, a 87% na gospodarkę światową. Specjalistom trudno przewidzieć realny wpływ na ekonomię. W zależności od źródła, między 30%, a 100 % przedsiębiorstw w Polsce odczuło już negatywne skutki kryzysu i mierzy się z rosnącą obawą
o jutro. 

„Nie zatrzymasz fal, ale możesz nauczyć się surfować” – Jon Kabat-Zinn

– Brak informacji wzmaga stres i nasila chęć redukcji niepewności. Nietolerancja wobec niepewności jest jednym z kluczowych czynników wywołujących depresję i lęk. Sposób, w jaki musimy zaakceptować ją lub coś nieznanego może doprowadzić do załamania naszego stanu emocjonalnego. – komentuje sytuację Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej.

Zdaniem socjologów nieprzewidywalne, globalne i radykalne skutki przemian, zachodzące
we wszystkich obszarach życia człowieka, powodują permanentny stan niepokoju, niepewności i zagrożenia. Tolerancja niepewności jest często opisywana jako ważna umiejętność liderów (Cohen i March 1986, Huber 2003).

Jakich liderów potrzebujemy w kryzysie?

– Osoby, które posiadają dobrze rozwiniętą tolerancję niepewności zachowają spokój i będą lepiej funkcjonować w trudnych warunkach. Zatem, co wpływa na jej poziom? Między innymi takie czynniki, jak: przewidywanie skutków, branie odpowiedzialności za własne działania, umiejętność szybkiego dostosowania się do zmieniających się warunków (takich, jak cyfryzacja czy umiejętność pracy zdalnej), umiejętność zachowania zimnej krwi przy jednoczesnej szybkiej zmianie perspektywy, umiejętność radzenia sobie z pojawiającymi się przeszkodami, odporność psychiczna. – wyjaśnia Katarzyna Richter.

Czy polskie firmy są przygotowane na kryzys? Mogłoby się wydawać, że tak. Większość wdrożyła procedury antykryzysowe, szybko dostosowując się do zmian rynkowych. Jaki jest jednak stan faktyczny? Aktualna sytuacja to prawdziwy test, który zweryfikuje, czy firmy faktycznie były przygotowane na kryzys i jak sobie z nim poradzą.

Świadomy lider

– Obecna sytuacja to przede wszystkim test przywództwa. Pokazuje nasze przygotowanie, myślenie długoterminowe i przewidywanie, a także posiadaną elastyczność działania, gotowość uczenia się i wychodzenia poza schemat. Aktualnie potrzebujemy liderów, którzy dostrzegają w trudnej sytuacji możliwości, są otwarci na wyzwania, posiadają samodyscyplinę i dobre nawyki. Tacy liderzy  będą lepiej radzić sobie w tych i każdych innych okolicznościach. – mówi Katarzyna Richter oraz dodaje:

– Przykładem szybkiego działania i przystosowania się do sytuacji kryzysu epidemiologicznego może być LVMH, która wstrzymała produkcję perfum Dior i Givenchy i zaczęła produkować żel antybakteryjny, podobnie jak Verdant Spirits, szkocki producent ginu, który przestawił linię produkcyjną i rozpoczął produkcję żelu do dezynfekcji rąk, czy AskHenry, która oferuje usługi konsjerża i wprowadza do swojej oferty wykonywanie zakupów spożywczych dla swoich klientów.

Świadomy lider to osoba, która potrafi zarządzać sobą i innymi. Potrafi zapanować nad emocjami i podejmować decyzje z głową wolną od piętrzących się myśli. Rola uważności i wellbeingu odgrywa w sytuacjach kryzysowych zasadniczą rolę. Świadomy lider przejdzie do działania według procedur antykryzysowych, a jeśli w firmie nie ma planu działania kryzysowego, to skupi się na szybkim jego stworzeniu. Ważne przy działaniu jest spojrzenie na sytuację z perspektywy pracownika, jak wpłynie to na jego stan psychofizyczny. Zastanowienie się, jak pracownicy radzą sobie z tolerancją sytuacji niepewnej. O czym myślą? Co ich stresuje? Najczęściej jest to martwienie się o ciągłość pracy, zapewnienie opieki nad dzieckiem, stabilność finansowa.

Rola komunikacji w sytuacji kryzysowej jest nie do przecenienia

Autentyczność, transparentność i czas przekazania informacji pracownikom jest kluczowa, wpływa na  to, jak pracownicy odpowiedzą na sytuację kryzysową.

Rozpoczęcie komunikacji z pracownikami leży po stronie lidera. Rozmowa może zredukować stres i pomóc w zrozumieniu sytuacji, ponieważ uzyskają oni wiedzę o tym, jak obecny kryzys  wpływa na ich pozycję i co pracodawca będzie robić, aby ich wesprzeć. Cisza i brak komunikacji z pracownikami jest najgorszą opcją, jaką można wybrać, gdyż powoduje rozprzestrzenianie się negatywnych emocji takich, jak strach i niepokój oraz szerzenie plotek i utratę zaufania. – podkreśla Katarzyna Richter oraz dodaje:

– Ważne jest, aby liderzy pozostali jak najlepiej poinformowani i czerpali wiedzę z wiarygodnych źródeł. Przy konstruowaniu komunikatów do pracowników warto wziąć pod uwagę ich perspektywę, sprawić, aby komunikat odnosił się do ich uczuć i obaw oraz był spójny z wartościami organizacji, którą reprezentują.

Sytuacja pandemii to lekcja pokory dla nas wszystkich, w której kluczową rolę odegrają spokój, tolerancja niepewności oraz umiejętność szybkiego dostosowywania się do dynamicznie zmieniających się warunków.  

Cisza na rynkach, ale jeszcze nie koniec burzy

Rynek akcji kontynuuje rajd ulgi po pozytywnej sesji w czwartek i zdaje się, że zmęczenie spadkami i chęć równoważenia pozycji przed weekendem stwarza wrażenie ulgi. Trzeba jednak pamiętać, że w kwestii walki z pandemią niewiele uległo zmianie na lepsze i choć władze fiskalne i monetarne dokładają starań, szkody dla gospodarki globalnej wyrządzone przez kryzys będą olbrzymie.

Wczorajsze dane z Niemiec i USA były tylko preludium tego, co przyniosą kolejne tygodnie. Indeks niemieckiego instytut Ifo wskazał na najgorsze nastroje w biznesie od sierpnia 2009 r. przy największym miesięcznym pogorszeniu nastrojów do 1991 r. Historyczny spadek z miesiąca na miesiąc zaliczył też indeks aktywności biznesowej w rejonie Filadelfii. Wzrost liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA w ubiegłym tygodniu był jeszcze reaktywnie skromny (z 211 tys. do 282 tys.), ale kolejne odczyty mogą pójść w miliony, kiedy o zasiłek zaczną się zgłaszać osoby z zamkniętych restauracji, kin i innych punktów usługowych. Jakkolwiek w Europie działania w zakresie ochrony miejsc pracy i wynagrodzeń są bardziej proaktywne, tak nieuniknione jest obniżenie konsumpcji prywatnej, nie mówiąc o zamrożeniu inwestycji. Nie widomo, jak długo potrwa lockdown i jak hojne będą rządy w ratowaniu firm zagrożonych upadłością. W USA doradca ekonomiczny Białego Domu zasugerował przejmowanie udziałów w spółkach, choć nie wiadomo jak będzie się to odnosić do aktualnych akcjonariuszy. Z tego może zrodzić się kolejny chaos na Wall Street (a za nim na innych giełdach).

Obserwowane dziś rano mocne odbicie indeksów może stwarzać wrażenie powrotu optymizmu, ale osobiście zachowałbym czujność. Przed weekendową przerwą inwestorzy mogą przejawiać tendencję do redukcji ryzyka, co w obliczu ostatnich spadków sugeruje wychodzenie z krótkich pozycji. Polowanie na okazje wśród przecenionych aktywów może dodatkowo podsycać wzrosty, ale ta grupa inwestorów równie łatwo będzie porzucać papiery przy pojawieniu się najmniejszego powodu do obaw. Także na FX wyróżnia się przerwanie ośmiodniowego rajdu USD, jednak sygnały z rynku pieniężnego sugerują, że zaburzenia w postaci masowego poszukiwania płynności w USD nie zniknęły. Otwarcie nowych linii swapowych w USD przez Fed z innymi bankami centralnymi (które mogą teraz pożyczać dolary lokalnym instytucjom) pomaga, ale jeszcze nie powstrzymuje pędu ku bezpiecznej walucie rezerwowej świata. Rynek walutowy może wkrótce stać się następnym obszarem (po stabilizacji rynku długu i wsparciu pożyczkowym banków i firm), który będzie wymagał interwencji banków centralnych, by pohamować umocnieni USD. To z pewnością jeszcze nie koniec burzliwych czasów dla rynków finansowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Oglądalność youtuberów wzrosła o 30% w czasie pandemii

W czasie pandemii oglądalność wideo youtuberów zrzeszonych w sieciach grupy LTTM wzrosła o 30%. Znacząco wydłużył się czas oglądania materiałów (o 30%) oraz zwiększyła się liczba wyświetleń filmów (o 27%). Tylko od 12 do 15 marca łączna liczba wyświetleń na YouTube wyniosła aż 133 miliony, a średni czas oglądania 753 miliony minut (522 dni).

Porównując te dane do analogicznych dni (piątek – niedziela) pierwszego tygodnia marca zauważalny jest wzrost na poziomie 28 milionów wyświetleń oraz 170 milionów minut czasu oglądania (watchtime). Ta zmiana została odnotowana w sieci LTTM we wszystkich grupach demograficznych widzów. Większą popularnością cieszą się zarówno kanały dziecięce, gamingowe, edukacyjne, jak i te z kategorii beauty, rozrywki czy specjalistycznych treści tematycznych i hobby. Dane zostały opracowane na podstawie ponad 800 kanałów zrzeszonych w sieci.

O 30% wzrosła oglądalność YouTube w czasie pandemii

Czas pandemii oznacza nie tylko czasu zwiększonej konsumpcji mediów, ale także zaobserwowany przez nas wzrost aktywności twórców treści. Dzięki temu wielu klientom pomogliśmy w ekspresowym tempie przenieść budżety, między innymi z działań OOH na kampanie z influencerami. W naturalny sposób obserwujemy też zwiększone zainteresowanie e-commersów influencer marketingiem – specjalnie dla tej grupy wprowadziliśmy nowe możliwości rozliczeń współprac z influencerami, między innymi w oparciu o modele CPM, CPC lub wykorzystanie kodów rabatowych – komentuje Paweł Stano, wiceprezes grupy LTTM i prezes LifeTube.

Influencerzy nie tylko angażują się w akcje edukacyjne czy informacyjne (takie jak zainicjowana niedawno akcja #KoronaCizGłowyNieSpadnie, w której wzięło udział już ponad 60 topowych twórców), ale tworzą obecnie więcej treści skierowanych do ich społeczności. Swoje materiały często tworzą w domowym studio, nie korzystając ze wsparcia ekipy filmowej lub ograniczając je do niezbędnego minimum – dzięki temu produkcja ich treści nie została w większości przypadków wstrzymana.

6 wskazówek dla firm, które pomogą usprawnić zdalny proces onboardingu

Ograniczenia mające zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa COVID-19 z dnia na dzień zwiększyły liczbę osób pracujących zdalnie. W konsekwencji proces związany z wdrożeniem nowej osoby do firmy zmienia swoje oblicze. Organizacje, które ostatnio zatrudniły nowych pracowników stoją przed wyzwaniem, jak skutecznie wdrożyć ich w wykonywanie obowiązków w ramach pracy zdalnej. Jak usprawnić ten proces? Antal przedstawia 6 najważniejszych elementów skutecznego onboardingu online.

Sprawne przeprowadzenie onboardingu online jest bardzo trudnym zadaniem, szczególnie dla firm, które nigdy nie pracowały zdalnie i zwłaszcza kiedy organizacje przechodzą na taki model pracy w trybie pilnym. Jeśli jednak przedsiębiorstwo wcześniej, choćby w niewielkim stopniu wykorzystywało home office to na pewno ma duże szanse, aby w zdalny sposób sprawnie wdrożyć do pracy nowego pracownika, nawet jeśli będzie się to odbywało w bardzo przyśpieszonym tempie. Aby proces się udał, konieczne jest podejmowanie szybkich decyzji i stosowanie niestandardowych działań, takich jak wysłanie kurierem segregatora z dokumentami czy przewiezienie taksówką służbowego laptopa. Jakie dodatkowe działania należy podjąć, aby przeprowadzić skuteczny onboarding online? Firma rekrutacyjna Antal dzieli się swoimi doświadczeniami, które zdobyła dzięki współpracy z rekruterami pracującymi zdalnie oraz praktykami, które zdały egzamin na przestrzeni ostatnich lat. Oto poradnik Antal.

  1. Plan działań kluczem do sukcesu

Wprowadzenie nowego pracownika do organizacji to spore wyzwanie w tradycyjnych warunkach, a co dopiero w sytuacji, gdy onboarding musi zostać przeprowadzony w całości zdalnie. Jednak nie jest to zadanie niewykonalne. Aby uniknąć chaosu, warto przyjąć konkretną strategię działań, która umożliwi nowo zatrudnionej osobie poznanie wszelkich tajników nowej pracy bez stresu. Ważne, aby taka osoba czuła się dobrze poinformowana i zaopiekowana. Im lepiej nowy pracownik zaaklimatyzuje się w pracy, tym bardziej efektywnie będzie wykonywał swoje obowiązki w przyszłości.

Ostatnie dni to dla wielu firm czas wyzwań, dlatego pracodawcy muszą się przestawić na nowe myślenie i podjąć niestandardowe działania. Firmy nadal aktywnie prowadzą procesy rekrutacyjne, a pracownicy potrzebują skutecznego onboardingu i komunikacji. Tyle, że w nowych warunkach. Obecna sytuacja wymaga szeregu szybkich działań operacyjnych takich jak dostosowanie i udostępnienie odpowiednich rozwiązań technologicznych oraz szkoleń, także dla menedżerów, z wykorzystania różnych środków komunikacji. Tego typu działania pozwolą usprawnić pracę zdalną, co w konsekwencji przełoży się na bardziej elastyczne i sprawne działania całych zespołów – mówi Artur Skiba, Prezes Antal

  1. Baza wiedzy online

Co zrobić, aby adaptacja nowego pracownika poszła zgodnie z planem? Przede wszystkim należy stworzyć bazę wiedzy online dla nowych pracowników i zamieścić w niej informacje, które ułatwią im pierwsze tygodnie i miesiące pracy, np.: prezentacje wdrożeniowe, przewodniki, informacje o narzędziach, z których korzysta zespół, wzory dokumentów i regulaminy, informacje o produktach i usługach świadczonych przez firmę.

  1. Szeroki wachlarz narzędzi

W zależności od specyfiki firmy, proces onboardingu można wspierać na wiele sposobów. Warto wykorzystać takie narzędzia jak: webinary, video konferencje, zahasłowane miejsce online z podstawową wiedzą, potrzebną do wdrożenia. Dla przedsiębiorców onboarding online to przede wszystkim wyzwanie organizacyjne. Obecnie dedykowane rozwiązania technologiczne dla pracy zdalnej stają się coraz bardziej popularne. Jednym z nich jest Microsoft Teams, narzędzie, które oferuje wszystkie niezbędne funkcjonalności (video konferencje, czat do pracy projektowej). Warto również sięgnąć po darmowe komunikatory, ułatwiające koordynację pracy zdalnej, np. Slack. Dobrym pomysłem jest zaprzyjaźnienie się z Todoist, Trello czy Asaną, czyli tzw. menedżerami zadań. Charakteryzują się one przejrzystością i są łatwe w obsłudze.

Okazuje się, że w obliczu panującej pandemii wiele firm i branż funkcjonuje praktycznie bez uszczerbku i nie mam tu na myśli producentów maseczek ochronnych. Przoduje tu oczywiście branża IT. Większość naszych kontrahentów bezbłędnie radzi sobie w ciągu ostatnich dni – wszelkie spotkania, również te z kandydatami do pracy, odbywają się on- line. W dzisiejszych czasach funkcjonuje wiele narzędzi umożliwiających również wieloosobowe spotkania w sieci. Nawet nasi najwięksi klienci korporacyjni dość łatwo zaadaptowali się do takiej formy funkcjonowania. Docierają do mnie informacje, że rekrutacje, łącznie z on- boardingiem nowych pracowników, nigdy nie odbywały się tak sprawnie jak teraz. Większość stanowisk pracy, pod kątem których dotychczas poszukiwaliśmy osób do pracy u naszych klientów jest nadal otwarta, a, paradoksalnie, udogodnieniem w tym trudnym czasie jest to, że cały proces rekrutacyjny można bezpiecznie przejść nie ruszając się z domu- mówi Anna Teodorowska, IT Regional Menager, Antal.

  1. Opieka mentorów

Profesjonalne wprowadzenie nowego pracownika to zawsze must-have, ale w przypadku zdalnego onboardingu nabiera ono jeszcze wyższej rangi. Nowi pracownicy mają zawsze mnóstwo pytań i wątpliwości – w tradycyjnej, biurowej rzeczywistości zawsze mogą zadać je komuś, kogo tam spotkają. Pracując zdalnie, są ze swoimi wątpliwościami całkiem sami. Dlatego warto wskazać osobę z firmy, która będzie pełniła rolę mentora. Nowy pracownik będzie mógł się zwrócić do niej z pytaniami związanymi z realizacją zadań, a także z nieformalnymi zwyczajami panującymi w firmie.

  1. Zaufanie skuteczną przesłanka zaangażowania pracowników

Niektórzy pracownicy zdalni są proszeni o przesyłanie co pół godziny podsumowania dotychczas zrealizowanych działań swojemu przełożonemu, aby przedstawić mu, czym się zajmują i na jakim są etapie pracy. Firmy powinny zastanowić się, czy taki nadzór jest im faktycznie potrzebny. Dojrzali pracownicy podczas trwania home office mogą być jeszcze bardziej efektywni. W związku z tym, pierwszym krokiem do onboardingu online i wdrożenia pracy zdalnej powinno być właściwe przygotowanie zespołów i managerów: odpowiednia komunikacja, wyznaczenie jasnych zasad funkcjonowania takiego trybu oraz zapewnienie wszystkich, że jest to normalny dzień pracy, tylko
w nieco innych warunkach.

Menedżerowie powinni dać pracownikom więcej elastyczności i kontrolować ich zadania rzadziej, a raczej skupić się na efekcie końcowym, który jest wspólnym celem zespołu. Więc zamiast dopytywać „Jak Ci idzie?” lepiej postawić na narzędzia do zarządzania projektami np. Trello czy Clickup. Należy też przekazać pracownikowi ważne kontakty do osób z organizacji, które mogą być pomocne, podczas realizacji projektu. Nowego pracownika trzeba poinformować, że w razie  problemu może w każdej chwili skontaktować się z bezpośrednim przełożonym i poprosić o wsparcie. Pomocny będzie również harmonogram działań oraz spotkania statusowe np. dwa razy w tygodniu, kiedy cały zespół się zdzwania i rozmawia o projekcie czy ewentualnych problemach Z kolei menedżerowie swoje wolne moce powinni przenieść na osoby, które potrzebują więcej czasu na wdrożenie i wsparcie ich w odnalezieniu się w nowych okolicznościach. Nie wszystkie osoby mogą mieć też naturalne predyspozycje do dobrego zarządzania własnym czasem i samodzielnej organizacji zadań – tym osobom warto pomóc w przygotowaniu planu zadań oraz na bieżąco sprawdzać ich postępy.

  1. Ewaluacja

Bardzo istotny jest stały monitoring działań onboardingowych. Feedback uzyskany podczas rozmowy lub w formie ankiety na temat tego, co nowym pracownikom się podobało, a zwłaszcza tego, co można poprawić, pozwoli zoptymalizować cały proces, a tym samym wpłynąć na większe zaangażowanie i efektywność zespołu.

Zmiany są nieodłącznym elementem ewolucji, której wymaga dzisiejszy rynek pracy

Praca zdalna stała się w tej chwili koniecznością, ale taka elastyczna forma współpracy już wcześniej była pozytywnie oceniana – i pożądana – przez pracowników i partnerów biznesowych. Z tego też powodu coraz więcej firm daje taką możliwość zatrudnionym, wprowadza innowacyjne usługi i atrakcyjne systemy pracy. Przykładem firmy, która wdrożyła tego typu nowoczesne rozwiązanie jest Antal. Firma stworzyła platformę rekrutacyjną REX opartą na modelu, w którym wybrany projekt rekrutacyjny jest udostępniany grupie rekruterów, pracujących na zasadach freelance i zdalnie. Bezpośrednim beneficjentem jest firma, która ma dostęp do szeregu rekruterów docierających do wyspecjalizowanych kandydatów w możliwie krótkim czasie. Z kolei freelancerzy, którzy nie są zainteresowani pracą na etacie lub muszą pracować zdanie, cenią sobie niezależność, potrafią pracować samodzielnie i są ekspertami rynku w ramach swojej specjalizacji.

Dla nas rzeczywistość pracy z domu jest naturalnym rozwojem wypadków, którego się spodziewaliśmy w przyszłości. Wszyscy nasi współpracownicy mają dostęp do platformy, która uczy ich jak pracować zdalnie oraz do szkoleń dotyczących budowania swojego wizerunku w sieci, dzięki czemu wzmacniamy nasze zasięgi dotarcia do kandydatów i komunikacji z nimi. Bardzo nas cieszy pozytywny odbiór naszego płynnego przejścia na prace zdalną, dzięki czemu pracodawcy nie tylko maja zapewnioną ciągłość procesów rekrutacyjnych, ale również obsługę na najwyższym poziomie. Mimo, że nie spodziewaliśmy się pandemii, to jednak wiedzieliśmy ze świat przyjmie wymiar pracy zdalnej prędzej czy później- mówi Karolina Korzeniewska, ReX Project Manager, Antal.

Polacy coraz częściej donoszą na spalających odpady. Strażnicy miejscy przyjmują więcej zgłoszeń

W ubiegłym roku straże miejskie przyjęły więcej zgłoszeń w sprawie zadymienia i prawdopodobnego spalania odpadów niż rok wcześniej. Biorąc pod uwagę jednostki z miast wojewódzkich, najwięcej takich przypadków odnotowano w Krakowie. Statystyki wzrosły też m.in. w Poznaniu, Bydgoszczy, Białymstoku, a także Kielcach. Z kolei mniej donosów było w Katowicach, Gdańsku czy Warszawie. Jednak podjęta interwencja nie zawsze skutkuje mandatem czy skierowaniem sprawy do sądu. Rzadziej niż kiedyś dochodzi również do używania jako rozpałki plastikowych butelek.

3814 zgłoszeń o zadymieniu i prawdopodobnym spalaniu odpadów przyjęła w 2019 roku Straż Miejska w Krakowie. Rok wcześniej było ich mniej, bo 3728. Tego typu wzrosty odnotowano również w Poznaniu (z 3309 do 3571), Bydgoszczy (z 1640 do 2193), Białymstoku (z 808 do 1194), Kielcach (z 1116 do 1179), Opolu (z 739 do 861), Olsztynie (z 327 do 424) oraz Zielonej Górze (z 157 do 162). Natomiast w Katowicach liczba zgłoszeń zmniejszyła się z 2530 do 2048. Spadki nastąpiły też w Gdańsku (z 1296 do 1106), Warszawie (z 1184 do 1077), Lublinie (z 1160 do 1008) i Gorzowie Wielkopolskim (z 268 do 228).

– W Bydgoszczy te statystyki cały czas wzrastają, a początek smogofobii czy smogomanii był w 2017 roku. Wówczas mieliśmy 1304 zgłoszenia, a rok wcześniej – 668, czyli widzimy wzrost o prawie 100%. Trudno jednoznacznie powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. 3 lata temu odczyty dot. jakości powietrza w sezonie grzewczym były gorsze niż w 2016 roku. Teoretycznie więc liczba zgłoszeń powinna spaść – komentuje Arkadiusz Bereszyński, rzecznik Straży Miejskiej w Bydgoszczy.

Jak przekonuje st. insp. Maria Plutka, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Kielcach, z roku na rok wzrasta świadomość ekologiczna społeczeństwa. Ludzie wiedzą, że spalanie substancji niedozwolonych to nie tylko łamanie prawa, ale przede wszystkim zagrożenie zdrowia swojego i swoich najbliższych. I jak podkreśla, mieszkańcy Kielc są na tym punkcie bardzo wyczuleni.

– W sezonie jesienno-zimowym do Straży Miejskiej wpływają zgłoszenia o zadymieniu i prawdopodobnym spalaniu odpadów. Strażnicy podejmują interwencje również z własnej inicjatywy. W szczególności takimi działaniami objęte są dzielnice domów jednorodzinnych, gdzie często mieszkańcy korzystają z pieców opalanych węglem i drewnem – informuje Jacek Kucharczyk, komendant Straży Miejskiej Miasta Lublin.

Natomiast Przemysław Piwecki, rzecznik Straży Miejskiej z Poznania podkreśla, że funkcjonariusze mogą kontrolować w zakresie gospodarki odpadami komunalnymi, w tym ich spalania. Te problemy w 99% są przypisane do nieruchomości mieszkalnych. Z kolei w zakładach pracy najczęściej mamy do czynienia ze spalaniem odpadów produkcyjnych, a nie komunalnych. Tego typu kontrole wykonuje Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.

– Oczywiście, zdarzają się również zgłoszenia dot. np. zakładów produkcyjnych lub lokali gastronomicznych. W takich przypadkach zazwyczaj kierujemy je do właściwych podmiotów. W ubiegłym sezonie sprawdzaliśmy jakość używanego paliwa. Teraz, w związku z całkowitym zakazem używania paliw stałych na terenie Krakowa, wygląda to inaczej. Kontrolujemy, czy zakaz jest przestrzegany i czy stosowane przez mieszkańców paliwa są legalne – mówi Edyta Ćwiklik z biura prasowego Straży Miejskiej w Krakowie.

Od 2019 roku szczecińskim strażnikom pomaga dron antysmogowy. Jest on wydzierżawiony od specjalistycznej firmy na określoną liczbę nalotów. W ub.r. zostało przeprowadzonych 230 takich interwencji. Z kolei Arkadiusz Bereszyński podkreśla, że tylko poprzez kontrolę palenisk można stwierdzić wykroczenie, a nie z drona. W Bydgoszczy działa specjalistyczna grupa składająca się z sześciu osób. Natomiast Przemysław Piwecki podkreśla, że w przypadkach szczególnych pobierane są próbki popiołu. One trafiają do badań laboratoryjnych w celu sprawdzenia, czy spalano odpady.

– Część zgłoszeń się powtarzała i dotyczyła tych samych posesji. Niejednokrotnie w trakcie kontroli okazywało się, że są tam spalane legalne paliwa, takie jak węgiel i drewno. Silne zadymienie powstawało jedynie w momencie rozpalania pieca, póki nie osiągnął on właściwej temperatury. W takiej sytuacji strażnicy nie mają podstaw do ukarania danej osoby – podkreśla komendant Kucharczyk.

Jak zaznacza Piotr Piętak, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Katowicach, zgłoszenia dotyczą m.in. wyczuwalnej uciążliwości zapachowej czy silnego zadymienia (dym zabarwiony, widoczny). Mieszkańcy informują również o podejrzeniu spalania odpadów, substancji bądź paliw niedozwolonych w paleniskach domowych ewentualnie na przestrzeni otwartej. Zdarza się, że wskazują miejsca i czas takich praktyk, dołączając zdjęcia czy materiały filmowe.

– Zgłaszający nie ma obowiązku przedstawienia się, może to zrobić anonimowo. Z naszego punktu widzenia istotne jest precyzyjne wskazanie miejsca. Prosimy więc o podanie nazwy ulicy i numeru posesji, w której mogą być spalane odpady. Osoba zgłaszająca nie zostaje świadkiem w postępowaniu sądowym, chyba że widziała, jak ktoś wkładał odpady do pieca – opisuje Arkadiusz Bereszyński.

Kontrolujący jest uprawniony m.in. do wstępu na teren nieruchomości, co podkreśla st. insp. Joanna Wojtach, rzecznik Straży Miejskiej w Szczecinie. I dodaje, że uniemożliwienie przeprowadzenia czynności kontrolnych to przestępstwo. Z kolei komendant Kucharczyk zaznacza, że w przypadku stwierdzenia spalania niedozwolonych materiałów bądź substancji możliwe jest wystawienie mandatu w wysokości do 500 zł. Inna opcja to skierowanie wniosku o ukaranie do sądu.

– Strażnicy podkreślają, że świadomość mieszkańców dotycząca tego, czym można palić w piecach cały czas się zwiększa. Podczas interwencji nie są już świadkami tak patologicznych sytuacji, jakie miały miejsce jeszcze kilka lat temu. Kiedyś na porządku dziennym było wykorzystywanie jako rozpałki plastikowych butelek. Palono gumowe kalosze, a raz nawet strażnicy znaleźli w palenisku kawałek nadpalonej opony. Teraz już takich drastycznych odkryć nie ma – podsumowuje st. insp. Wojtach.

W przypadku długotrwałej pandemii ceny będą rosły, a promocje zanikały

Sieci handlowe mogą teraz dynamicznie zmieniać promocje w gazetkach i na półkach. Niektórzy eksperci przewidują, że retailerzy będą mocniej promować produkty świeże i o krótkim terminie ważności. Jednak ogólnie będzie coraz mniej obniżek. Jednym z głównych wyzwań dla handlu jest teraz utrzymanie harmonijnych dostaw. Ceny podstawowych produktów mogą zostać podniesione, z uwagi na rosnące koszty dystrybucji. Część sieci prawdopodobnie wykorzysta też obecną sytuację. Ale nagłe i silne wzrosty raczej są wykluczone ze względu na konkurencję i względy wizerunkowe.

Z uwagi na masowe wykupywanie towarów przez Polaków, sieci handlowe mogą dynamicznie zmieniać promocje w gazetkach i na półkach. Jak zauważa Tomasz Jabłoński z aplikacji BLIX, poza problemami z zaopatrzeniem i logistyką, retailerzy wstrzymują kampanie reklamowe i spontanicznie zmieniają strategie cenowe. Od obniżek ważniejsza jest teraz dostępność produktów, która generuje ruch w sklepach oraz bezpieczeństwo klientów robiących zakupy.

– To nie jest dobry czas dla promocji, gdyż pewne towary, np. makarony, ryże czy mydła, są kupowane bez względu na ich ceny. Sądzę, że sieci zmienią swoje strategie. Przy okazji sprzedaży kryzysowej będą promowały produkty świeże i o krótkim terminie ważności. Z całą pewnością jednak wielkość ich nabycia spadnie – przewiduje dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Dr Urszula Kłosiewicz-Górecka, członek Zespołu Foresightu Gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym, podkreśla, że sytuacja jest dość dynamiczna. Dni, a nawet godziny mogą spowodować radykalne zmiany w zachowaniach, obserwowanych trendach i strategiach przedsiębiorstw handlowych. Dlatego trzeba pamiętać o tym, że wszystkie prognozy i analizy obarczone są dużymi błędami.

– Obecna sytuacja ma charakter wyłącznie przejściowy, co trzeba wyraźnie podkreślić. Zwiększone zakupy były reakcją konsumentów na informację o zamknięciu placówek oświaty. Ten stan nie będzie trwał ciągle, zatem nie ma powodu, żeby zmieniać globalnie strategie marketingowe, tym bardziej że zaopatrzenie i handel funkcjonują stabilnie – przekonuje Maciej Ptaszyński, Wiceprezes Zarządu Polskiej Izby Handlu.

Natomiast dr Kłosiewicz-Górecka dodaje, że zwiększone zakupy żywności i środków higienicznych oraz czystości wyciszą się, o ile radykalnie nie pogorszy się sytuacja epidemiologiczna. Obecnie ważne jest zachowanie dostępności sklepów, utrzymanie sprawności łańcuchów dostaw i harmonijnie uzupełniane towarów na półkach. To jest kluczowe w sytuacji możliwych problemów z utrzymaniem odpowiedniego poziomu zatrudnienia. Niezwykle istotne jest zachowanie bezpieczeństwa żywności, pracowników i klientów. Spełnianie tych podstawowych funkcji handlu jest obecnie największym wyzwaniem dla firm i będzie miało odzwierciedlenie w strategiach działania.

– Sytuacja będzie kształtować się dynamicznie, w zależności od decyzji władz, liczby zachorowań i poziomu paniki społecznej. Jeśli rozprzestrzenianie się koronawirusa zostanie unormowane, klienci będą przyciągani do sklepów atrakcyjnymi ofertami, dla których zaczną nawet naruszać zasady kwarantanny. Ostatecznie wszyscy wypatrywać będą opanowania sytuacji z nadzieją na zmianę kontekstu zakupowego w związku ze zbliżającymi się świętami – mówi Tomasz Jabłoński.

Z kolei Hubert Majkowski z Hiper-Com Poland, nie przewiduje w najbliższym czasie wahań liczby obniżek prezentowanych w gazetkach. Ekspert spodziewa się natomiast zmiany ilości promocji w samych sklepach. Może ona ogólnie wzrosnąć w przypadku produktów nie pierwszej potrzeby, na które jest mniejszy popyt.

– Najbardziej niezbędne produkty szybko się wyprzedadzą. Mniej trwałych artykułów nie da się zaoszczędzić. Dlatego promocji będzie coraz mniej – zarówno tych w gazetkach, jak i na sklepowych półkach. Jednocześnie konkurencja powstrzyma duże sieci przed podnoszeniem cen w trybie nadzwyczajnym. Przyczynią się do tego też względy wizerunkowe – prognozuje dr Faliński.

Z kolei eksperci z platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH zauważyli, że w ostatnich dniach sieci nieco podniosły ceny nowego asortymentu, wykładanego na półki. Te produkty, które były wcześniej w promocji, zaczęły znikać.

– Sieci prawdopodobnie podniosą ceny większości artykułów, w związku z rosnącymi kosztami logistyki. Natomiast wysoki popyt na produkty podstawowe znosi potrzebę ich silnego promowania. Jeżeli uda się szybko opanować pandemię, jej skutki będą mało widoczne dla konsumentów. W innym wypadku ceny będą rosły, a promocje – znikały – ostrzega Hubert Majkowski.

Jak wyjaśnia ekspert z aplikacji BLIX, sieci obawiają się spadków sprzedaży. Atmosferę podgrzewa fakt, że nie wiadomo, jak długo potrwa kwarantanna Polaków. Obecnie koszt zakupu asortymentu pierwszej potrzeby nie odgrywa dla konsumenta kluczowej roli. Dlatego sieci mogą podnosić ceny, tym samym dywersyfikując ryzyko zamknięcia sklepów czy zmniejszenia ilości odwiedzin.

– Nie jest wykluczony czasowy niewielki wzrost cen żywności i środków higienicznych w kolejnych dostawach. Może on wynikać z różnicy kosztów, ale też z uznania przez część przedsiębiorstw obecnej sytuacji jako szansy na poprawę sytuacji ekonomicznej. Z kolei promocje art. nieżywnościowych mogą okazać się zasadne i bardziej doceniane przez klientów w nieco dłuższej perspektywie, gdy koronawirus zostanie już opanowany – uważa dr Kłosiewicz-Górecka.

W najbliższych tygodniach głównym problemem może nie być cena towaru, lecz jego produkcja i dostawa, na co zwraca uwagę Andrzej Wojciechowicz, ekspert Komisji Europejskiej. Nawet jedna zakażona osoba w zakładzie produkcyjnym może inicjować 14-dniową kwarantannę przedsiębiorstwa. Interesariusze całego łańcucha dostaw są pod tą samą presją. To czarny scenariusz, który chyba jednak nam nie grozi. Rozdrobnienie i pozorna słabość polskich producentów żywności w tych warunkach są zbawienne dla całego systemu zaopatrzenia w artykuły FMCG.

W dobie epidemii koronawirusa firmy kierują się w stronę sprzedaży internetowej. O czym należy pamiętać

Ogłoszona pandemia wirusa SARS-Cov-2 wywołującego chorobę COVID-19 wymusiła podjęcie przez Rząd trudnej decyzji o wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemicznego, co pociągnęło za sobą duże zmiany dla handlu. Firmy, które nie chcą drastycznie zmniejszyć obrotów szukają alternatywnych rozwiązań. Naturalnym kierunkiem jest przeniesienie działań do sklepów internetowych, jednak należy się do tego odpowiednio przygotować pod kątem prawnym.

Wiele stron internetowych jest dobrze przygotowanych pod kątem funkcjonalnym i technicznym, ale już jeśli chodzi o kwestie prawne, to pozostawiają one wiele do życzenia. Nieoczekiwanym skutkiem epidemii koronowirusa może być poprawa tego stanu rzeczy. I choć cześć podmiotów w pośpiechu próbuje dostosować swoje strony internetowe do wymogów określonych przepisami prawa, to niestety nadal wielu przedsiębiorców nie jest przygotowanych na tę okoliczność w sposób odpowiedni.

Problem dotyczy kwestii prawidłowego określenia na stronach internetowych zasad świadczenia usług drogą elektroniczną, potocznie mówiąc – zamieszczenia odpowiednich i wymaganych przez prawo regulaminów, w tym wolnych od klauzul abuzywnych. Problemem jest również właściwe uregulowanie kwestii przetwarzania danych osobowych tak w związku z działaniem strony internetowej, jak i samą transakcją – komentuje mec. Andrzej Wilk, senior associate w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Najczęstszym błędem jest brak na stronie internetowej regulaminu świadczenia usług drogą elektroniczną, który często utożsamiany jest z regulaminem sklepu – zazwyczaj nie jest to jednak to samo. Warto wspomnieć, iż usługą świadczoną drogą elektroniczną jest sam przekaz danych (art. 2 pkt. 4 u.o.ś.u.d.e), okoliczność, iż na stronie internetowej nie ma sklepu internetowego nie zwalnia więc z obowiązku określenia regulaminu świadczenia usług drogą elektroniczną.

Obowiązek wdrożenia regulaminu świadczenia usług drogą elektroniczną i jego elementy są ściśle określone – chodzi tu m.in. o tzw. wymagania techniczne, rodzaj i zakres usługi np. możliwość zapoznania się z poradnikami na stronie internetowej, działania jakie użytkownik nie może podejmować na stronie internetowej np. propagowanie rasizmu itp. Regulamin sklepu internetowe reguluje zaś kwestie związane z samą transakcją zakupu towarów lub usług – dodaje mec. Andrzej Wilk.

W sytuacji gdy na stronie internetowej jest sam regulamin sklepu internetowego, który nie reguluje świadczenia usług drogą elektroniczną, to może to narażać osobę prowadzącą stronę internetową na konsekwencje prawne, w tym roszczenia użytkowników (kwestie uszkodzenia sprzętu, braku dostępności strony internetowej, braku świadomości o zagrożeniach), a także grzywnę, jeśli usługodawca nie przedstawił na swoje stronie internetowej enumeratywnie wymaganych przepisami prawa informacji (art. 5 i 23. u.o.ś.u.d.e).

Regulaminy nie mogą zawierać klauzul abuzywnych np. zastrzegać dowolną zmianę przez usługodawcę w każdym czasie treści Regulaminu. Regulaminy nie mogą też naruszać zasady równowagi kontraktowej w stosunkach B2B np. zastrzeżeń rozległych uprawnień tylko na rzecz jednej strony umowy. Jest to podstawa do podnoszenia zarzutu nieważności takiego zapisu.

Co z RODO?

W ostatnich dniach wiele artykułów odnosiło się do kwestii rzekomego „zawieszenia stosowania rozporządzenia Rodo” w związku z epidemią koronawirusa. Urząd ochrony danych osobowych wskazał, iż przepisy o ochronie danych osobowych ulegają pewnym ograniczeniom w związku ze zwalczaniem ww. zagrożenia, ale tylko w niezbędnym do tego zakresie. Nie ma mowy o nie stosowaniu przepisów rozporządzenia RODO w zakresie działalności handlowej, w tym tej w Internecie, czy też działalności marketingowej.

– Na stronie internetowej czy fanpagu na portalach społecznościowych powinny znaleźć się stosowne informacje dot. przetwarzania danych osobowych (klauzule informacyjne). Należy podkreślić, że nie chodzi tylko o przetwarzanie danych osobowych podczas i w związku z transakcją, ale także w zakresie użytkowania, czyli przeglądania strony internetowej – dodaje mec. Wilk.

Najczęstszym błędem jest brak klauzul informacyjnych na stronach internetowych lub ich niepełna treść w dumnie brzmiących politykach prywatności lub politykach cookies.
Trzeba rozgraniczyć te dokumenty. Polityka prywatności powinna ogólnie wskazywać i definiować narzędzia jakie stosowane są na stronie internetowej. Polityka cookies powinna określać jakie cookies oraz w jakich celach będą stosowane. Pozostaje jeszcze kwestia przekazania informacji o przetwarzaniu danych osobowych w sposób przejrzysty i przystępny – najlepiej w osobnym dokumencie (klauzuli informacyjnej). Zawieranie zapisów dot. przetwarzania danych osobowych w długich regulaminach lub politykach może budzić wątpliwość w zakresie zasady przejrzystości wynikającej z art. 5 rozporządzenia RODO – twierdzi mec. Wilk.

Klauzule informacyjne często zawierają błędne podstawy prawne przetwarzania, co może skutkować wysokimi karami dla prowadzących strony internetowe.

Niezbędne zgody

Częstymi i istotnymi błędami są braki w zakresie pozyskiwania na stronie internetowej tzw. zgody telekomunikacyjnej (użycie urządzenia końcowego) oraz zgody na przesyłanie informacji handlowych drogą elektroniczną. Błędy te również obwarowane są wysokimi sankcjami. Warto w tym kontekście pamiętać, iż jeśli na stronie internetowej ma być newsletter to trzeba w sposób profesjonalny uregulować w regulaminie kwestię jego dystrybucji – tak aby nie narażać się na roszczenia z tytułu naruszenia dóbr osobistych użytkownika wobec spamu.

W kwestii tzw. zgód na stronach internetowych warto zadbać o to, by nie kumulować w ramach tzw. jednego checkboxu kilku zgód, w tym razem zgód na przetwarzanie danych osobowych, zgód telekomunikacyjnych, zgód na przesyłanie informacji handlowych drogą elektroniczną. Użytkownik musi mieć zagwarantowane prawo wyboru – zgoda nie może być wymuszana, bo będzie nieważna. Checkboxy zgód nie mogą być domyślnie zaznaczane. Warto też pamiętać o kilku praktycznych kwestiach: numer IP, oraz dane zawarte w cookies są danymi osobowymi, a korzystanie z popularnych narzędzi na stronie internetowej np. statystycznych może prowadzić do transferu danych poza EOG, ceny w sklepach internetowych powinny być prezentowane zgodnie z przepisami.

A to dopiero wierzchołek wymagań, które należy zapewnić z uwagi na mnogość regulacji prawnych.Kluczem do sukcesu dla firm w czasach epidemii może się okazać przeniesienie biznesu do e-commerce, co wiąże się nie tylko z udostępnieniem oferty, ale również dostosowaniem strony do wymogów prawnych, o czym warto pamiętać.

Koronawirus a zobowiązania związane z realizacją umów

Wydarzenia ostatnich tygodni spowodowane zagrożeniem wirusem COVID-19 nie mają precedensu w historii ostatnich kilkudziesięciu lat. Z każdym dniem coraz większa liczba przedsiębiorców nie jest w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań cywilnoprawnych. Skalę wyzwań tym wywołanych można śmiało porównać do skutków nagłego wybuchu wojny.

Złożoność aktualnego stanu wynika m.in. stąd, iż prawo łatwiej radzi sobie z rozwiązywaniem spraw, w których – mówiąc kolokwialnie – zawiniła konkretna strona. W przypadku koronawirusa jest inaczej. Wywiązanie się z umów jest trudne bądź niemożliwe także dla podmiotów działających w dobrej wierze. Dodatkowym problemem jest niemożność rozstrzygania tych sporów przez sądy.

Znaczenie klauzul ogólnych

Przedsiębiorcy, nie będąc winnymi zaistniałej sytuacji, nie są w stanie wywiązać się ze zobowiązań, więc powołują się na tzw. siłę wyższą (łac. vis maior). Rozumie się przez nią zdarzenie nagłe (lub sekwencję zdarzeń), których wystąpienia nie można było przewidzieć i których skutkom nie można było zapobiec.

Zapisy dotyczące siły wyższej stosuje się często w umowach cywilnoprawnych jako formę zabezpieczenia się przed roszczeniami drugiej strony. Warto zauważyć, iż polskie prawo cywilne – choć używa pojęcia siły wyższej – w praktyce jej nie definiuje. Siła wyższa jest więc tzw. klauzulą ogólną przyjętą i powszechnie stosowaną w prawodawstwie, nie zaś konkretnym przepisem.

Brak zawarcia w umowie cywilnoprawnej jednoznacznego zapisu o możliwości wycofania się ze zobowiązań z powodu zaistnienia „siły wyższej” nie oznacza, iż strony umowy nie mogą powoływać się na tę klauzulę w szczególnych sytuacjach, a jest nią niewątpliwie chaos spowodowany koronawirusem. Tego właśnie obawiają się liczni przedsiębiorcy, którym wcześniej nie przeszło nawet przez myśl dookreślanie zapisów umownych związanych ze zdarzeniami nieprzewidywalnymi i nie wpisali tej klauzuli do umowy.

Nadzwyczajność obecnej sytuacji sprawia, że znaczenie klauzul ogólnych prawa przy rozwiązywaniu sporów jest dużo większe niż normalnie. Poza siłą wyższą pod uwagę trzeba brać w szczególności klauzulę zasad współżycia społecznego. Odwołuje się ona do uniwersalnych wartości i ustalonych zwyczajów przyjętych powszechnie i stosowanych w kulturze polskiej i europejskiej.

Indywidualne podejście

Samo wystąpienie nadzwyczajnych okoliczności nie zwalnia automatycznie z obowiązku wykonania zobowiązania umownego ani też jego zawieszenia. Jeżeli jednak z powodu koronawirusa przedsiębiorca odmówi wypełnienia swoich zobowiązań powołując się na siłę wyższą (nawet jeśli pojęcie to nie zostało zawarte w umowie), to jego przypadek wymagać będzie każdorazowo indywidualnej oceny i zbadania wszystkich okoliczności. W wielu przypadkach jego argumenty będą uzasadnione.

Zgodnie z art. 471 Kodeksu cywilnego osoba (dłużnik) niewykonująca lub nienależycie wykonująca swoje zobowiązania nie ponosi konsekwencji z tego tytułu, jeśli wynika to z okoliczności, za które nie ponosi on odpowiedzialności.

Nie są to jedyne przepisy chroniące przedsiębiorców niezdolnych do wypełnienia swoich zobowiązań z powodu siły wyższej. Art. 476 K.c. zwalnia także stronę niewywiązującą się z umowy z odpowiedzialności za opóźnienie w spełnieniu świadczenia, jeśli opóźnienie to jest następstwem okoliczności za które strona ta nie ponosi odpowiedzialności.

Strona niewywiązująca się ze swoich zobowiązań nie może jednak podnosić argumentu siły wyższej w każdej sytuacji. Kluczową sprawą jest tutaj jej osobista wiedza nt. możliwości realizacji zobowiązania. Ważne jest przede wszystkim ustalenie, czy w chwili zawarcia umowy strona zobowiązana mogła wiedzieć o tym, iż z jakichś powodów wykonanie zobowiązania będzie niemożliwe. Z mocy prawa nieważne są bowiem umowy, których nie można zrealizować (art. 387 § 1 K.c.). Co więcej, strona, która w chwili zawarcia umowy wiedziała o niemożliwości świadczenia, a drugiej strony z błędu nie wyprowadziła, obowiązana jest do naprawienia szkody, którą druga strona poniosła przez to, że zawarła umowę nie wiedząc o niemożliwości świadczenia (art. 387 § 2 K.c.). Może to mieć miejsce np. w sytuacji gdy zobowiązanie jest od początku sprzeczne z obowiązującymi przepisami.

Warto mieć na uwadze, że kryzys koronawirusowy wybuchł w Polsce z całą siłą w połowie marca 2020 r. Jednakże jego symptomy znane były wielu przedsiębiorcom znacznie wcześniej. Przykładowo już w styczniu 2020 r. importerzy wielu produktów nie mogli sprowadzić ich z Chin, ponieważ tamtejsze fabryki były już zamknięte. Były to informacje znane i łatwe do uzyskania, choć niekoniecznie funkcjonujące w tzw. przestrzeni medialnej.

Powoływanie się zatem na siłę wyższą w sytuacji, kiedy umowa – np. na dostawę towarów których nie można dostarczyć – została zawarta już po pojawieniu się sygnałów o problemach w Chinach, może zostać uznane za nieskuteczne.

Problem z wypłatami

Czy pracodawca może się powołać na siłę wyższą, gdy nie ma z czego zapłacić pracownikom? Również i w tym przypadku każda sprawa musi być rozpatrywana indywidualnie, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności.

W wielu przypadkach takie wyjaśnienie będzie zasadne. Dowodem na to jest także reakcja Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, który zazwyczaj podchodzi do spraw mało elastycznie. Ogłosił on, iż firmy mające problemy finansowe z powodu koronawirusa będą mogły uzyskać trzymiesięczne zwolnienie z opłacania składek ZUS.

Analogicznie, jak w przypadkach opisanych wcześniej, przedsiębiorcy nie mogą używać argumentu siły wyższej w sytuacji, kiedy poznali już okoliczności powodujące brak możliwości późniejszej zapłaty pracownikom. Dotyczy to też umów cywilnoprawnych z zewnętrznymi podwykonawcami, np. umów o dzieło czy zlecenia.

O ile można przyjąć argument siły wyższej w przypadku umów podpisanych wcześniej, o tyle ma on wątpliwe podstawy w sytuacji, gdy umowa została podpisana już po wybuchu kryzysu koronawirusowego, a zleceniodawca miał świadomość, że skutkiem zamieszania będzie m.in. problem ze znalezieniem pieniędzy na zapłatę.

Przerwane dostawy

Skutkiem obecnej sytuacji rynkowej jest m.in. częste przerywanie łańcuchów dostaw. W efekcie firmy nie mogą otrzymać towarów lub komponentów do produkcji, za które chciałyby zapłacić i – co więcej – dostały już na to pieniądze od swoich kontrahentów. Co zatem może zrobić przedsiębiorca, który pobrał zaliczkę na zakup towaru do realizacji zlecenia bądź usługi, którego nie może wykonać z powodów niezależnych od siebie?

Jeżeli do tego dojdzie, zaliczkę należy bezwzględnie zwrócić i nie można tłumaczyć się siłą wyższą. Zgodnie z art. 495 § 1 K.c. odmowa zwrotu zaliczki w takim wypadku traktowana jest jako bezpodstawne wzbogacenie się.

To jednak tylko jeden z możliwych scenariuszy. Często zdarza się, iż zlecenie zostało już częściowo zrealizowane, ale nie można go dokończyć właśnie z przyczyn niezależnych. W takim wypadku przedsiębiorca dostarczający towar bądź usługę może zachować część zaliczki od częściowo wykonanego zlecenia. Druga strona ma jednak prawo całkowicie odstąpić od umowy, jeżeli częściowo wykonane już zlecenie nie ma dla niej znaczenia z powodu „właściwości zobowiązania”.

Przykładem może być kontrakt na dostawę i montaż instalacji przemysłowej, który przestał być realizowany na wczesnym etapie i pozostała jeszcze daleka droga do ukończenia projektu.

Również w takiej sytuacji powodem odstąpienia od umowy przez zamawiającego może być fakt, iż wykonawca mógł w pewnym momencie posiąść wiedzę i informacje wskazujące na to, iż z przyczyn niezależnych nie będzie w stanie w całości wypełnić zlecenia.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Geny a koronawirus SARS-CoV-2. Genetycy zauważają pewne zależności

Osoby o określonych cechach genetycznych mogą mieć potencjalnie większą podatność na zakażenia koronawirusem. Jak twierdzi dr hab. Mirosław Kwaśniewski, kierownik Centrum Bioinformatyki i Analizy danych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, wcześniejsze badania wykazały, że w obrębie ludzkiego genu ACE2 zidentyfikowano szereg wariantów mogących wpływać na podatność na infekcję innymi koronawirusami: SARS-CoV i NL63. Jednak, jak podkreśla naukowiec, zależności pomiędzy podatnością na zachorowanie i przebiegiem COVID-19 są nadal nieznane, konieczne są też kolejne badania.

Zdaniem immunologów, dzięki znajomości mechanizmów odpowiedzialnych za przenikanie wirusów do organizmu i analizie genów kodujących białka biorące udział w procesie, można przewidzieć, czy różnice w DNA pomiędzy ludźmi mają wpływ na podatność na zakażenie. Dotyczy to wielu znanych i groźnych chorób.

Dr Paweł Gajdanowicz
dr Paweł Gajdanowicz

Badania genetyczne i analizy asocjacyjne umożliwiły wykrycie związków pomiędzy genetycznymi różnicami a podatnością na zakażenia takimi wirusami jak: HIV, HBV, HCV, wirus dengi, bakteriami wywołującymi gruźlicę, trąd, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych oraz pasożytami wywołującymi malarię – wymienia dr Paweł Gajdanowicz z Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Dla przykładu, mutacja w genie kodującym receptor CCR5 czyni osoby mniej podatnymi na zakażenie HIV, a podobne zależności można mnożyć.

Osoby posiadające określone cechy genetyczne, czyli np. warianty genów, mają różną podatność na zakażenia oraz inaczej reagują na leki używane w terapii. W konsekwencji, sam przebieg choroby może być zależny od indywidualnych predyspozycji genetycznych. Wiedza ta jest niezwykle cenna i zaczyna przekładać się na efekty kliniczne.

Geny a koronawirus SARS-CoV-2

Tak jak w przypadku innych chorób, w przypadku koronawirusa SARS-CoV-2, również istotną rolę mogą odgrywać geny; jednym z najlepiej opisanych jest gen ACE2. Wcześniejsze badania nad koronawirusem SARS-CoV, który spowodował pandemię w 2002 i 2003 roku, wykazały związek pomiędzy ilością białek kodowanych przez gen ACE2, występujących na powierzchni pęcherzyków płucnych, a zakażeniem tym wirusem. Podobnie może być teraz w przypadku SARS-CoV-2. Pomimo wczesnych etapów epidemii nowym koronawirusem, naukowcy wiedzą coraz więcej o sposobie, w jaki ten wirus może zakażać ludzkie komórki.

Dr hab. Mirosław Kwaśniewski
dr hab. Mirosław Kwaśniewski

Mechanizm infekcji komórek płuc przez wirusa SARS-CoV-2 związany jest z aktywacją białek wirusa, przez specyficzny enzym, znajdujący się na powierzchni komórek płuca. Wykazano, że aktywowane białka wirusa – podobnie jak w przypadku pandemii SARS-Cov w 2002 roku – łączą się z ludzkim receptorem kodowanym przez wspomniany wyżej gen ACE2, powodując zakażenie – tłumaczy dr hab. Mirosław KwaśniewskiReceptor ACE2 może być zatem wykorzystywany przez wirusy do wniknięcia do komórki gospodarza, wewnątrz której dochodzi do ich namnożenia. Spośród tysięcy zidentyfikowanych wariantów w obrębie genu ACE2, wiele z nich może potencjalnie wpływać na podatność na infekcję koronawirusami takimi jak SARS-CoV i NL63. Nadal jednak nie można potwierdzić, czy podobna zależność występuje w przypadku obecnego koronawirusa – SARS-CoV-2. Do dalszych badań epidemiologicznych w kontekście rozprzestrzeniania się wirusa i jego inwazyjności, potrzebne będą wielkoskalowe analizy genetyczne przeprowadzane na wielu populacjach.

Czy można sprawdzić, że jesteśmy w grupie ryzyka?

Co ciekawe, we wcześniejszych badaniach udowodniono związek zmian genetycznych w obrębie genu ACE2 u pacjentów z podatnością na wiele innych chorób, w tym np. kardiologicznych.

Widzimy, że na przebieg COVID-19 może wpływać nie tylko wiek pacjentów, ale również choroby współistniejące, takie jak cukrzyca czy nadciśnienie, a więc takie, których podłoże również może zależeć od uwarunkowań genetycznych i stylu życia. Dopiero teraz, w sytuacji kryzysowej, wszyscy zaczynamy bardziej dostrzegać wagę takich zależności – kontynuuje dr hab. Mirosław Kwaśniewski.

Zdaniem naukowców, dostępność nowoczesnych technologii umożliwiających sekwencjonowanie genomów w dużej skali (nawet całej populacji), globalny dostęp do informacji o zakażeniach i przebiegu choroby oraz zaawansowane metody analityczne mogą stanowić broń w walce z nowymi, groźnymi wirusami. Identyfikacja genetycznych predyspozycji wpływających na przebieg infekcji lub skuteczność leczenia może odegrać z kolei istotną rolę w zarządzaniu systemem opieki zdrowotnej w sytuacji kryzysowej – m.in. poprzez identyfikację osób o zwiększonej podatności na zachorowanie lub osób, u których przebieg kliniczny choroby może mieć ciężki charakter. Wiedza o predyspozycjach genetycznych oraz uwarunkowaniach behawioralnych i środowiskowych może umożliwić dobór najskuteczniejszej terapii.

O ekspertach:

dr hab. Mirosław Kwaśniewski – genetyk, biolog molekularny, bioinformatyk, kierownik Centrum Bioinformatyki i Analizy Danych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Koordynator prac grup badawczych w projektach z zakresu Medycyny Spersonalizowanej i genomiki wielkoskalowej, skupionych głównie wokół problemów chorób cywilizacyjnych, w szczególności nowotworów, cukrzycy typu II i chorób układu krążenia. W ramach tych projektów współpracuje z wiodącymi ośrodkami naukowymi w Polsce i na świecie. W swojej pracy wykorzystuje najnowsze metody analityczne z zakresu genomiki i biologii systemowej. Pełni rolę doradcy organizacji międzynarodowych i firm biotechnologicznych w dziedzinie nowych technologii genomiki i analizy danych biomedycznych. Laureat nagrody Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za osiągnięcia naukowe.

Dr Paweł Gajdanowicz – adiunkt w Katedrze i Zakładzie Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Autor prac naukowych z obszarów immunologii, alergologii, onkologii biologii molekularnej i medycyny spersonalizowanej. Doświadczenie zdobywał w prestiżowych instytucjach badawczych w Polsce i Europie. Zaangażowany w realizację licznych projektów naukowych i badawczo-rozwojowych. Członek Rady Młodych Naukowców 3 kadencji oraz Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI).

Premium Fund S.A. przejmuje Mousetrap Games

Premium Fund S.A. (w trakcie zmiany nazwy na Oxygen S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, przejęła 100% udziałów w Mousetrap Games Sp. z o.o. Z kolei udziałowcy Mousetrap Games objęli większościowy pakiet akcji w Premium Fund S.A., a Prezesem Zarządu Spółki został Edward Mężyk.

Podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki Premium Fund S.A. w dniu 17 marca 2020 roku podjęto uchwałę o podwyższeniu kapitału zakładowego w drodze emisji nowych akcji serii E na pokrycie, których wniesione zostały, jako wkład niepieniężny, wszystkie udziały w spółce Mousetrap Games Sp. z o.o.

Dzięki przejęciu większościowego pakietu akcji w Premium Fund przez wspólników Mousetrap Games spółka w ramach Grupy Kapitałowej rozpoczyna działalność w segmencie gier mobilnych. Po finalizacji transakcji nabycia udziałów MTG Spółka rozpocznie prace nad realizacją nowej strategii rozwoju.

W czasie NWZ powołano również nową Radę Nadzorczą w składzie: Tomasz Nietubyć, Tomasz Czechowski, Marcin Krok, Marcin Bużantowicz oraz Łukasz Łoziński. Na nowego Prezesa Zarządu Spółki wybrany został Edward Mężyk, który jest jednocześnie Prezesem Zarządu Mousetrap Games Sp. z o.o.

„Mousetrap Games staje się spółką zależną Premium Fund S.A., a dzięki swojej spółce-matce notowanej na giełdzie otwierają się przed nią zupełnie nowe możliwości i drogi rozwoju.” – mówi Edward Mężyk, CEO Mousetrap Games i Prezes Premium Fund S.A. „Od wielu miesięcy przy wsparciu udziałowców opracowywałem strategię rozwoju na najbliższe cztery lata, która w całości opiera się na analizie danych i współpracy z doświadczonymi partnerami.” – dodaje.

Premium Fund S.A. pierwotnie nazywała się Smoke Shop S.A. i powstała w 2010 r. w wyniku przekształcenia ze spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w Spółkę Akcyjną. Spółka prowadziła sieć salonów zajmujących się detalicznym handlem artykułami tytoniowymi oraz akcesoriami do palenia tytoniu. W grudniu 2010 r. Smoke Shop S.A. zadebiutowała na rynku NewConnect.

W 2016 r. spółka dokonała sprzedaży zorganizowanej części przedsiębiorstwa, stanowiącej część działalności operacyjnej i zmieniła nazwę na Exchange Invest S.A. W 2017 r. miała miejsce kolejna zmiana nazwy Spółki na Premium Fund S.A. W 2019 r. w akcjonariacie Spółki pojawili się nowi inwestorzy, a podczas walnego zgromadzenia akcjonariusze zadecydowali o zmianie nazwy na Oxygen S.A. oraz zmianie siedziby na Kraków.

Cyfryzacja w kadrach i płacach jest niezbędna

Choć digitalizacja dokumentów pracowniczych wymaga zaangażowania zarówno zasobów ludzkich, jak i finansowych, to długoterminowe korzyści tego procesu mogą okazać się nieocenione dla firmy. Aktualne wydarzenia i obowiązek przenoszenia pracy z przedsiębiorstw do domów tylko to potwierdzają.

Ostatnie wydarzenia – m.in. praca zdalna dużej części pracowników z powodu zagrożenia COVID-19 – utwierdzają w przekonaniu, że cyfryzacja i automatyzacja procesów jest niezwykle istotna we współczesnym przedsiębiorstwie. Jest to dobrze widoczne także w obszarze kadr i płac, gdzie tradycyjny model prowadzenia dokumentacji wydaje się być skazany na porażkę i będzie musiał ustąpić nowoczesnym metodom gromadzenia i udostępniania danych – zwłaszcza, że digitalizacji sprzyjają aktualne uwarunkowania prawne.

Przypomnijmy, że rok 2019 rozpoczął się przełomowymi zmianami w przepisach dotyczących dokumentacji pracowniczej, wprowadzonymi ustawą z 10 stycznia 2018 r. o zmianie niektórych ustaw w związku ze skróceniem okresu przechowywania akt pracowniczych oraz ich elektronizacją (DzU poz. 357; dalej: ustawa). Jako akt wykonawczy do ustawy wydano rozporządzenie ministra rodziny, pracy i polityki społecznej z 10 grudnia 2018 r. w sprawie dokumentacji pracowniczej (DzU poz. 2369; dalej: rozporządzenie), implementujące szereg istotnych modyfikacji związanych z prowadzeniem i przechowywaniem tej dokumentacji.

Plusy cyfryzacji w kadrach i płacach

Obecnie bez trudu możemy znaleźć coraz bardziej zaawansowane rozwiązania informatyczne, umożliwiające transformację cyfrową, która znacznie ułatwia życie przedsiębiorcom i pracownikom. W obszarze zarządzania zasobami ludzkimi są to nie tylko systemy kadrowo-płacowe, ale także np. portale pracownicze umożliwiające bieżący wgląd do danych i dokumentów. Korzystanie z tego typu rozwiązań istotnie skraca czas obsługi administracyjnej szeregowych pracowników oraz kadry menedżerskiej, pozwalając przeznaczyć go na inne zadania przynoszące wymierne korzyści dla organizacji.

Digitalizacja dokumentacji przynosi także inne profity, choćby w postaci możliwości zastosowania lepszych zabezpieczeń przed zniszczeniem czy dostępem niepowołanych osób, co czasem ciężko utrzymać w odniesieniu do dokumentacji w wersji papierowej. Skutki nieprzestrzegania zasad przechowywania i ochrony danych osobowych (w tym także dokumentów pracowniczych) mogą zaś przejawiać się w bardzo dotkliwych karach finansowych.

Oczywiście trzeba mieć na uwadze, że proces implementacji elektronicznej postaci dokumentów pracowniczych wymaga zaangażowania określonych zasobów – zarówno ludzkich, jak i finansowych, a także może trwać kilka miesięcy. Jednak inwestycja w ten obszar z pewnością jest warta rozważenia.

Podpowiedzi dla przedsiębiorców

Co więc powinny wiedzieć firmy chcące postawić na cyfryzację w obszarze kadr i płac? Przed wdrożeniem takiej zmiany, zawsze powinna być ona poprzedzona analizą i określeniem zakresu elektronizacji, czyli sprecyzowaniem, która część dokumentacji pracowniczej zostanie zdigitalizowana.

Po podjęciu decyzji o prowadzeniu dokumentacji pracowniczej w formie elektronicznej, należy wybrać narzędzia informatyczne, które obsłużą wybrane procesy z uwzględnieniem obowiązujących przepisów. Rozporządzenie wskazuje, że dokumentacja pracownicza w postaci elektronicznej powinna być prowadzona i przechowywana w systemie informatycznym zapewniającym:

  • zabezpieczenie jej przed uszkodzeniem, utratą oraz nieuprawnionym dostępem,
  • integralność treści dokumentacji i metadanych polegającą na zabezpieczeniu przed wprowadzaniem zmian, z wyjątkiem zmian wprowadzanych w ramach ustalonych i udokumentowanych procedur,
  • stały dostęp do dokumentacji osobom do tego upoważnionym,
  • identyfikację osób mających dostęp do dokumentacji oraz rejestrowanie dokonywanych przez te osoby zmian w dokumentacji i metadanych,
  • skuteczne wyszukiwanie dokumentacji na podstawie metadanych (tj. identyfikatora dokumentu, identyfikatora dokumentacji, rodzaju dokumentu, daty powstania dokumentu, daty opatrzenia skanu kwalifikowaną pieczęcią elektroniczną lub kwalifikowanym podpisem elektronicznym, numerem PESEL pracownika, imienia i nazwiska pracownika, nazwy pracodawcy, daty utworzenia uporządkowanego zbioru dokumentów),
  • wydawanie, w tym przez eksport w postaci elektronicznej, dokumentacji albo części dokumentacji,
  • funkcjonalność wydruku dokumentacji.

Kolejny krok, który musi wykonać przedsiębiorstwo, to opracowanie harmonogramu prac oraz wyznaczenie osób odpowiedzialnych za realizację. Należy także zadbać o upoważnienie wykonawców prac do przetwarzania danych osobowych w taki sposób, aby spełnić wymogi RODO.

Przenoszenie dokumentacji

Zgodnie z zapisami kodeksu pracy, pracodawca może zmieniać postać, w której prowadzi i przechowuje dokumentację pracowniczą. Zmiana postaci dokumentacji pracowniczej z papierowej na elektroniczną następuje przez sporządzenie odwzorowania cyfrowego, w szczególności skanu, i opatrzenie go kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub kwalifikowaną pieczęcią elektroniczną pracodawcy lub kwalifikowanym podpisem elektronicznym upoważnionej przez pracodawcę osoby, potwierdzającym zgodność odwzorowania cyfrowego z dokumentem papierowym.

Obowiązujące przepisy nakazują zabezpieczyć dokumentację przechowywaną w postaci elektronicznej. Rozporządzenie wskazuje, że właściwe zabezpieczenie polega m.in. na:

  • systematycznym dokonywaniu analizy zagrożeń,
  • opracowaniu i stosowaniu procedur zabezpieczania dokumentacji i systemów ich przetwarzania, w tym procedur dostępu, tworzenia kopii zapasowych oraz przechowywania,
  • stosowaniu środków bezpieczeństwa adekwatnych do zagrożeń,
  • bieżącym kontrolowaniu funkcjonowania wszystkich organizacyjnych i techniczno-informatycznych sposobów zabezpieczenia, a także okresowym dokonywaniu oceny skuteczności tych sposobów,
  • przygotowaniu i realizacji planów przechowywania dokumentacji w długim czasie, w tym jej przenoszenia na nowe informatyczne nośniki danych i do nowych formatów danych, jeżeli tego wymaga zapewnienie ciągłości dostępu do dokumentacji.

Należy pamiętać o pracownikach

Co szczególnie istotne, planując cały proces, należy również pamiętać o realizacji jego końcowego etapu, czyli przekazaniu pracownikom papierowej wersji dokumentacji.

Pracodawca nie ma obowiązku informować pracowników o  rozpoczęciu prac nad transformacją dokumentacji z wersji tradycyjnej na elektroniczną. Musi ich natomiast powiadomić o zmianie postaci prowadzenia i przechowywania dokumentacji pracowniczej oraz o możliwości odbioru papierowej postaci dokumentacji w terminie 30 dni od dnia przekazania tej informacji. Dlatego warto odpowiednio wcześniej przygotować protokoły przekazania, lokując je w komplecie z dokumentacją. Przyspieszy to wydawanie dokumentów i skróci czas oczekiwania na nie.

Podsumowując, w przedsiębiorstwach, które mają już za sobą proces cyfryzacji, znacznie łatwiej dostosowywać się do zmieniających się warunków w funkcjonowaniu – tak jak to ma miejsce obecnie. Dlatego decyzja o digitalizacji w obszarze kadr i płac w pozostałych firmach nie powinna być odkładana w zbyt daleką przyszłość.

Autorka: Barbara Kochańska-Mierzejewska, Senior Manager w MDDP Outsourcing

Żywności w Polsce nie zabraknie. W kolejnych miesiącach jej ceny powinny spadać

Choć trudno przewidzieć, jak rozwinie się pandemia koronawirusa w Europie, na razie nie ma zagrożenia brakiem towarów w sklepach. Polska jest jednym z największych producentów żywności w Europie. W zdecydowanej większości kategorii produkuje znacznie więcej jedzenia, niż konsumuje. Braki niektórych towarów są przejściowe, spowodowane jedynie większymi zakupami na zapas. Gorsza sytuacja na rynku pracy i w budżetach gospodarstw domowych powinna oddziaływać na spadek cen żywności w kolejnych kwartałach – oceniają eksperci Credit Agricole. 

– Uważamy, że epidemia SARS-CoV-2 będzie miała ograniczony wpływ na sytuację podażową na krajowym rynku żywności. Z kolei obserwowany obecnie silny wzrost popytu na żywność ma charakter przejściowy i w najbliższych dniach wygaśnie – opiniują analitycy Credit Agricole w najnowszej wiosennej edycji kwartalnika agrobiznesu „AgroMapa”. – Łańcuchy dostaw w sektorze rolno-spożywczym są o wiele krótsze od tych w innych działach produkcji przemysłowej. Wiele firm jest zintegrowana pionowo, czyli ich działalność obejmuje cały cykl produkcyjny. Jednocześnie cykle produkcyjne podstawowych rodzajów żywności, takich jak pieczywo, mięso oraz produkty mleczne, są na ogół w całości zlokalizowane na terenie Polski. W konsekwencji ryzyko zerwania łańcuchów dostaw w sektorze rolno-spożywczym na terenie kraju oceniamy jako niskie.

Jak wynika z danych GUS i obliczeń Credit Agricole, w 2019 roku Polska wyprodukowała nadwyżki zbóż, wieprzowiny, mleka, cukru, jaj, drobiu i wołowiny oraz wystarczające dla zaspokojenia krajowego popytu ilości roślin strączkowych, ziemniaków, pozostałych warzyw i owoców. Dlatego też duża część żywności jest eksportowana, głównie do innych krajów Unii Europejskiej. W ubiegłym roku według danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa wartość polskiego eksportu żywności wyniosła 31,4 mld euro, a importu – tylko 21,1 mld euro. Dodatnie saldo w handlu artykułami rolno-spożywczymi wyniosło więc 10,4 mld euro, co jest trzecim najwyższym wynikiem w UE po Niderlandach i Hiszpanii. Jednak to właśnie eksporterzy i importerzy mogą najwięcej stracić na przywróceniu kontroli na granicach i braku dostępu do rynków, na których epidemia zatoczyła o wiele szersze kręgi niż w Polsce.

Sytuacja ta widoczna jest m.in. w przypadku polskiego sektora wołowiny, gdzie ze względu na problemy ze sprzedażą mięsa do Włoch, będących największym odbiorcą polskiego eksportu, obserwowany jest silny spadek cen skupu bydła – wyjaśnia raport Credit Agricole. – Ze względu na dynamiczny rozwój sytuacji trudno jest jednak na tym etapie wskazać rodzaje produkcji rolnej, które są szczególnie narażone zarówno na problemy z eksportem, jak również importem dóbr pośrednich.

Pytanie o bezpieczeństwo dostaw żywności pojawiło się w głowach wielu Polaków, gdy obserwowali puste półki i lodówki po mięsie, makaronach i innych produktach suchych czy daniach gotowych. Zdaniem analityków był to tylko efekt zaskoczenia: po zamknięciu szkół, sklepów z towarami innymi niż podstawowe czy placówek kultury wielu konsumentów rzuciło się do sklepów robić zapasy, a te nie były przygotowane na tak duży popyt i nie nadążały z uzupełnianiem zapasów. Sytuacja powinna się jednak unormować, gdy konsumenci ochłoną, a sklepy dostosują się do nowych potrzeb rynku.

Zarząd zauważył istotny wpływ tej sytuacji na zwiększenie sprzedaży firmy w drugiej połowie pierwszego kwartału 2020 roku. W styczniu, lutym i marcu spółka z miesiąca na miesiąc odnotowuje rekordowe poziomy sprzedaży – poinformował w czwartek BioPlanet zajmujący się dystrybucją produktów ekologicznych, nieco droższych od standardowych.

– W związku z pandemią i powiązanymi z nią ograniczeniami w sklepach sieci Take&GO średnia liczba produktów w koszyku klienta wzrosła o 30 proc., a średnia wartość pojedynczych zakupów zwiększyła się o 20 proc. Jednocześnie konsumenci zgodnie z zaleceniami rzadziej wybierali się na zakupy – sieć zanotowała spadek liczby transakcji o 11 proc. – zakomunikował właściciel bezgotówkowych sklepów bezobsługowych z Poznania.

Korzystając ze zwiększonego popytu, część dostawców i sklepów podniosła też ceny. Jednak bardzo szybko zareagował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wraz z podległą mu Inspekcją Handlową, wszczynając kontrole zarówno w sklepach internetowych, jak i stacjonarnych. Mimo że żywność w ostatnim roku podrożała o 7,5 proc. i była głównym motorem inflacji, Credit Agricole podtrzymało swoje prognozy spowolnienia wzrostu cen w dalszej części roku.

W kolejnych kwartałach czynnikiem oddziałującym na spowolnienie wzrostu cen żywności będzie pogorszenie sytuacji na rynku pracy i obniżenie dynamiki dochodów gospodarstw domowych. W konsekwencji podtrzymujemy nasz scenariusz, zgodnie z którym dynamika cen żywności osiągnie swoje maksimum lokalne w I kwartale br., a w kolejnych miesiącach będzie kształtowała się w łagodnym trendzie spadkowym – podsumowuje raport.

Witold Orłowski: Pakiet pomocowy rządu za mały i zbyt powolny

Premier zapowiedział wprowadzenie gospodarczej i społecznej tarczy antykryzysowej dla bezpieczeństwa przedsiębiorców oraz pracowników w związku z pandemią wirusa SARS-CoV-2. Pakiet pomocowy będzie obejmował wsparcie pracowników i pracodawców, oferując pokrycie części wynagrodzeń z umów cywilno-prawnych oraz zamortyzowanie strat osób samozatrudnionych i pracujących na umowę zlecenie czy o dzieło. Środki pójdą na odroczenie spłat pożyczek i opłat, a także na mikropożyczki wspierające działanie firm. Eksperci chwalą rząd za to, że pakiet pomocowy powstaje. Wątpliwości budzi jednak tempo prac oraz ilość przeznaczonych na tarczę antykryzysową środków.

– Stworzenie tego pakietu trwa już bardzo długo, a jego uruchomienie potrwa kolejne tygodnie. Nie sądzę żeby jakikolwiek przedsiębiorca zobaczył jakiekolwiek pieniądze wcześniej niż za ładnych parę tygodni – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Pakiet nie jest również specjalnie szczodry. Jest to tylko kilkadziesiąt miliardów złotych, głównie w formie odroczonych płatności – które mają być później uregulowane. Pakiet został więc stworzony przy założeniu, że sytuacja zacznie się normalizować po miesiącu lub dwóch. Tymczasem rząd ma obowiązek założyć – przy całej niejasności, jak potoczą się dalsze wydarzenia związane z COVID-19 – że epidemia dopiero się zaczyna. Pakiet powinien być przewidziany na sytuację, w której będziemy mieli do czynienia z wielomiesięcznymi problemami w gospodarce. Powinien również zapewnić jak najszybszą pomoc, by pieniądze dotarły do firm i pracowników zanim przedsiębiorstwa upadną – zaznacza Orłowski.

Rosnące zobowiązania – jak pozbyć się długu?

Czasami zobowiązania przerastają możliwości dłużnika, który w pewnym momencie traci płynność finansową. Nie jest to jednak sytuacja bez wyjścia, ponieważ istnieją sposoby na wyjście z trudnej sytuacji materialnej.

Osoby z poważnymi problemami finansowymi najczęściej wybierają jedną z dwóch dróg do wyjścia z zadłużenia. Pierwszą jest próba umorzenia długu, natomiast drugą jest połączenie kilku zobowiązań w jedno, łatwiejsze do spłaty. Jak tego dokonać?

Kiedy można umorzyć dług?

Ewentualność umorzenia długu, czyli zrzeczenia się wierzyciela wszelkich roszczeń wobec dłużnika może mieć miejsce po spełnieniu kilku warunków. Wszelkie prawne kwestie związane z umorzeniem długu zawarte są w Kodeksie cywilnym. Umowa powinna być jasno skonstruowana i sporządzona na piśmie. Chodzi o porozumienie między wierzycielem a dłużnikiem, w konsekwencji którego dług przestaje istnieć. Drugą formą jest odstąpienie od pozwu, jeżeli sprawa trafiła na wokandę sądu. Inną możliwością na umorzenie długu jest przejęcie go przez osobę trzecią. W efekcie zobowiązanie u pierwotnego dłużnika wygasa, natomiast miano nowego dłużnika przyjmuje wspomniana osoba trzecia, która zobowiązuje się do uregulowania należności. Tutaj również niezmiernie ważne jest, aby umowa miała charakter pisemny.

Czy umorzenie długu może być korzystne?

Z pozoru mogłoby się wydawać, że trudno znaleźć argumenty za umorzeniem pożyczki, skoro oznacza to jedynie stratę dla wierzyciela. Jednak sytuacja wcale nie musi być tak jednoznaczna. W wielu przypadkach uciążliwy proces, ciągłe koszty ponoszone na próby wyegzekwowania należności mogą z czasem okazać się wyższe, niż sam dług. Dotyczy to zwłaszcza osób czy przedsiębiorstw na granicy bankructwa. Często uruchomione są już procedury upadłościowe, co oznacza dla wierzyciela kolejne wydłużenie. W związku z tym sytuacje, kiedy dochodzi do umorzenia zobowiązania lub umorzenia części długu wcale nie należą do odosobnionych przypadków. Niekiedy wierzyciel woli odzyskać chociażby szczątkową część należności, wliczając dług oraz naliczone przez czas zwłoki odsetki w koszty uzyskania przychodu.

Pożyczki dla zadłużonych

Niekiedy ostatnią deską ratunku dla osób będących dłużnikami jest pożyczka dla zadłużonych. Pieniądze uzyskane w ten sposób mogą posłużyć na spłatę najbardziej pilnych zobowiązań, a dłużnik zyskuje w ten sposób czas na znalezienie lepszego rozwiązania swoich kłopotów finansowych. Tego typu pomoc oferują niektóre firmy, specjalizujące się w udostępnianiu dodatkowych środków osobom w potrzebie. Dla przykładu pożyczka w Eurocent to oferta długoterminowa, a zatem spora szansa dla osób, które dotychczas ratowały się chwilówkami. Nawet jeśli dłużnik posiada negatywną historię kredytową, może starać się o pożyczkę w instytucji pozabankowej, która nie wymaga szeregu zabezpieczeń oraz nieskazitelnej sytuacji kredytowej.

Czym jest konsolidacja?

Istnieje jeszcze jedna droga dla osób zadłużonych. Bardzo często, kiedy przez dłuższy czas sytuacja finansowa nie ulega poprawie, ludzie zaciągają kilka zobowiązań jednocześnie. W efekcie muszą regularnie spłacać należności kilku osobom lub podmiotom, co z pewnością nie poprawia ich sytuacji. Rozwiązaniem takiego impasu może być konsolidacja, czyli połączenie wszystkich zobowiązań w jedną pożyczkę. Jak to możliwe? Otóż konsolidowanie kredytów, pożyczek oraz innych zobowiązań to dość częsta praktyka, przypominająca nieco przeniesienie długu. Nie zmienia się jednak dłużnik, a wierzyciel. Przy okazji nowej pożyczki konsolidacyjnej można wynegocjować korzystniejsze warunki oraz dłuższy okres spłaty.

Pandemia koronawirusa i handel w internecie

Na handel internetowy pandemia ma wpływ od samego początku, a mimo to wciąż nie jest jasne, czy e-commerce na całej sytuacji straci, wyjdzie z niej obronną ręką czy może nawet urośnie. Czy sezon letni okaże się rewolucyjny dla handlu?

Zagrożenie koronawirusem przybrało groźne rozmiary dosłownie w przededniu święta Chińskiego Nowego Roku. Tradycyjnie jest to czas, gdy wielu Chińczyków wyjeżdża na wakacje, odwiedza rodzinę i robi typowe świąteczne zakupy. Co roku powstają z tego powodu zatory w dostawach. Doświadczeni sprzedawcy i obyte w sieci marki, wiedząc o tym, robią zapasy i przygotowują się zawczasu na ten stan. Jednak w tym roku koronawirus doprowadził do drastycznego zamrożenia dostaw już na początku roku.

Dało się też zauważyć przesunięcie w wyborach konsumenckich w kierunku artykułów pierwszej potrzeby. Alibaba i JD.com jako piersze platformy e-handlu na świecie odnotowały w magazynach brak masek medycznych i środków higieny. Ale braki nie dotyczyły tylko maseczek.

W związku z czasowym zamknięciem wielu chińskich fabryk firmy na całym świecie odnotowały kłopoty z uzupełnianiem zapasów. W Niemczech 41 proc. sprzedawców internetowych zapytanych przez Niemieckie Towarzystwo Handlowe (HDE) stwierdziło, że już odczuwa spadek popytu. Co druga firma e-commerce oczekuje spadku sprzedaży i zysków z powodu wąskich gardeł w dostawach.

Sposoby na handel mimo epidemii

We wszystkich krajach dotkniętych pandemią handel odnotowuje trudności. Konsumenci mniej myślą o zakupach sprzętu czy ubrań, ale już w branży spożywczej czy w serwisach rozrywkowych (jak platformy streamingowe czy serwisy gier online) widać boom. Przyciągającym klientów rozwiązaniem mogą okazać się dostawy realizowane przez drony i roboty – to na razie kwestia przyszłości, ale już całkiem niedalekiej. Notowana na giełdzie Nasdaq chińska firma EHang, która rozwija autonomiczne latające taksówki, użyczyła swoich pojazdów powietrznych, by dostarczały leki do szpitali w dotkniętych epidemią obszarach Chin.

Na naszym rodzimym gruncie sieci gastronomiczne i spożywcze starają się przeskoczyć do sieci, by nie tracić klientów. Nie każdy jednak dysponuje odpowiednio sprawnym systemem obsługi zamówień online ani ma dostęp do odpowiednio rozwiniętego zaplecza logistycznego, by nie zostać przysypanym piętrzącymi się zamówieniami.

Szanse na wzrost sprzedaży

Ryzyko zarażenia się w zatłoczonych miejscach jest spore, toteż klienci częściej decydują się na zakupy online. Przykłady z chińskiego rynku są optymistyczne dla branży e-commerce: sklep JD.com odnotował czterokrotny wzrost sprzedaży artykułów spożywczych, takich jak ryż i mąka, w porównaniu do tego samego okresu z ubiegłego roku. Od początku lutego odnotowano także ponad 222 miliony pobrań ze sklepu internetowego Apple w Chinach, co stanowi wzrost o 40 proc. w porównaniu ze średnią z 2019 r.

W mocno dotkniętych pandemią Włoszech zakupy konsumenckie przez internet w lutym odnotowały wzrost o ponad 80 proc. Jak podaje Nielsen, sprzedaż w ostatnim tygodniu lutego wzrosła o 30 pp w stosunku do poprzedniego tygodnia. Na plusie, z dwucyfrowym wynikiem, były również dyskonty i supermarkety. Większy popyt na sprzedaż żywności nie dotyczy jednak wszystkich sklepów. Negatywny trend dotknął wielkopowierzchniowych hurtowni, w których zaopatrują się hotelarze i restauratorzy.

Liczba osób objętych przymusową kwarantanną będzie w najbliższych tygodniach w Polsce i w Europie rosła. Naturalne więc, że osoby unikające kontaktów z innymi, z własnej woli lub z racji wymogów kwarantanny, będą raczej robić zakupy online niż odwiedzać sklepy.

– Branża handlowa musi zdywersyfikować kanały dystrybucji i to nie tylko na czas epidemii. Rozbudowany system sprzedaży w internecie w razie potrzeby może stać się podstawowym źródłem dochodu. Nawet, gdy wirusowa panika minie, mogą pojawić się kolejne zjawiska, które uczynią tradycyjny handel mniej opłacalnym, jak już wcześniej wprowadzone niehandlowe niedziele czy szybki wzrost płac w branży wynikający z podniesienia pensji minimalnej – tłumaczy Bartosz Górecki, Brand Manager merce.com.

Czy szykuje się przełom w handlu?

Zazwyczaj na świecie jest tak, że gdy jedni idą w górę, inni spadają. W czasie pandemii rośnie sprzedaż produktów pierwszej potrzeby, a spada popyt na dobra luksusowe. Nikt nie kupuje luksusowego samochodu czy sukni od projektanta w czasie kwarantanny. Spadek zainteresowania kosztownymi produktami przeciągnie się prawdopodobnie na czas kryzysu ekonomicznego wywołanego przez koronawirusa. Już teraz mówi się o gigantycznych stratach w branży diamentów, które straciły na wartości o ponad ⅓ w stosunku do początku roku.

Sytuacja może się zmienić wraz z wejściem w kolejny sezon. Gdy ludzie przywykną do kwarantanny i zakupów online, sezon wiosenny tego roku może być pierwszym w historii handlu, gdy kanał cyfrowy przebije zakupy stacjonarne. Wiosenne sukienki, rowery czy letnie opony praktycznie wszyscy kupimy w internecie.

– Już teraz widzimy próby pobudzania sprzedaży. Robią to nie tylko firmy, których biznes został ograniczony z powodu zamknięcia galerii handlowych i placówek stacjonarnych. Sprzedawcy prowadzą wielokanałowe kampanie, które zachęcają do pozostania w domu i przejścia ze swoimi zakupami do internetu. Sklepy internetowe przełamują bariery, które do tej pory były głównym blokerem: oferują darmowe wysyłki bez limitów zamówienia, wydłużają prawo zwrotu. Zwiększane są również zasoby w kanałach komunikacji zdalnej, gdzie konsultanci zapewniają pełne wsparcie. Obecna sytuacja wymusi też wiele inwestycji na firmach, które zdecydują się przenieść duży ciężar swojej sprzedaży do internetu – ocenia Bartosz Górecki z merce.com.

Terytorialsi przechodzą chrzest bojowy. Żołnierze są gotowi wspierać Policję w kontrolowaniu osób poddanych kwarantannie

Żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej są gotowi, by wspierać Policję w kontrolowaniu, czy osoby objęte kwarantanną przebywają w swoich domach, i udzielaniu im niezbędnej pomocy. Od środy terytorialsi uruchomili też zdalny punkt pomocy psychologicznej dla takich osób. Za pośrednictwem infolinii i chatu wsparcia udzielają psychologowie pełniący służbę w WOT. W zadania, które mają zapobiec rozprzestrzenianiu się SARS-CoV-2, zaangażowanych jest obecnie 1,8 tys. terytorialsów. Dla młodej, niespełna czteroletniej formacji obecna sytuacja stanowi pierwszy tak poważny sprawdzian.

 Wojska Obrony Terytorialnej pozostają w gotowości do wsparcia Policji w zakresie kontroli osób objętych kwarantanną w związku z przeciwdziałaniem rozprzestrzenianiu się koronawirusa – deklaruje w informacji przesłanej agencji Newseria Biznes ppłk Marek Pietrzak, rzecznik WOT.

Osoby przebywające na kwarantannie – pod groźbą kary grzywny do 5 tys. zł – nie mogą opuszczać swoich domów. Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że zdecydowana większość stosuje się do tego zakazu. Przestrzegania zasad kwarantanny pilnuje Policja – funkcjonariusze w porozumieniu ze służbami sanitarnymi codziennie sprawdzają, czy osoby nią objęte przebywają w domach i czy nie potrzebują pomocy. W te działania mają zostać włączeni także żołnierze WOT.

 Uruchomienie tego wsparcia nastąpi niezwłocznie po wydaniu decyzji przez ministra obrony, na wniosek ministra spraw wewnętrznych i administracji – mówi ppłk Marek Pietrzak.

Od środy 18 marca dowództwo WOT uruchamia także zdalny punkt pomocy psychologicznej dla osób, które przebywają w kwarantannie. Jego działania będą oparte na żołnierzach-psychologach pełniących służbę w WOT, a pomoc psychologiczna będzie udzielana poprzez bezpłatną, całodobową infolinię i w formie czatu.

Żołnierze WOT niemal od początku wspierają działania służb i władz samorządowych w zakresie zapobiegania rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Zostali skierowani m.in. do mierzenia temperatury podróżnym na lotniskach, uszczelniania granic wspólnie ze Strażą Graniczną oraz transportu sprzętu medycznego.

 Aktualnie do zadań związanych z przeciwdziałaniem epidemii koronawirusa zostało skierowanych 1,8 tys. żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej i 140 jednostek sprzętu. W realizacji tych zadań biorą udział żołnierze wszystkich 16 brygad – mówi ppłk Marek Pietrzak.

Od 12 marca model działania WOT zmienił się ze szkoleniowego na przeciwkryzysowy. To oznacza, że żołnierze zostali postawieni w stan gotowości, a w tej chwili każdy z nich musi liczyć się z pilnym wezwaniem i koniecznością stawiennictwa w jednostce w ciągu 12 godzin. W przypadku 1,2 tys. żołnierzy służb medycznych WOT ten czas jest krótszy – muszą być gotowi do działania w ciągu maksymalnie 6 godzin.

– Do zadań, które mają ograniczyć skutki koronawirusa, są delegowani żołnierze posiadający stosowne uprawnienia. Są to ratownicy medyczni, pielęgniarki, farmaceuci i żołnierze z uprawnieniami KPP [kwalifikowana pierwsza pomoc – red.]. Ci żołnierze otrzymali do swojej dyspozycji niezbędne wyposażenie medyczne i mogą zostać wykorzystani m.in. do odciążenia cywilnych służb medycznych albo do segregacji pacjentów zgłaszających się do placówek medycznych – mówi ppłk Marek Pietrzak.

Rzecznik WOT podkreśla, że na ten moment głównym zadaniem terytorialsów jest jednak wsparcie służb sanitarnych i organów samorządu w zakresie zaopatrywania w żywność i leki osób potrzebujących, w tym objętych kwarantanną.

 Wsparcie będzie kierowane do najbardziej potrzebujących, w szczególności: do rodzin personelu medycznego zaangażowanego w zapobieganie rozprzestrzenianiu się koronawirusa, kombatantów, weteranów działań poza granicami państwa, osób starszych, powyżej 60. roku życia, osób niepełnosprawnych, samotnie wychowujących dzieci i poddanych kwarantannie. We wszystkich brygadach WOT zostali wyznaczeni koordynatorzy ds. dystrybucji żywności z ośrodków pomocy społecznej. Dane kontaktowe koordynatorów zostały przekazane z BOT do wskazanych podmiotów – mówi ppłk Marek Pietrzak.

Co mogą zrobić przedsiębiorcy w obliczu siły wyższej epidemii koronawirusa

Jak informuje Światowa Organizacja Zdrowia, pandemie grypy mogą trwać miesiące, a nawet lata. Dotykają dużej części populacji, co powoduje znaczne obciążenie dla służby zdrowia i innych podstawowych usług, co z kolei może prowadzić do znacznych strat gospodarczych (www.euro.who.int). Co w tej sytuacji czeka przedsiębiorcę, którego działalność została zamknięta lub – co najmniej – poddana kwarantannie?

Siła wyższa to w prawie cywilnym okoliczność egzoneracyjna, czyli wyłączająca odpowiedzialność za czyn. Zgodnie z doktryną prawa i orzecznictwem aby móc powołać się na wystąpienie siły wyższej zjawisko to musi charakteryzować się łącznie: zewnętrznością, niemożliwością jego przewidzenia i zapobieżenia jego skutkom. Potwierdza to postanowienie Sądu Najwyższego z 16 września 2011 r.: „…za siłę wyższą uznaje się zdarzenie, które jest zewnętrzne, niemożliwe do przewidzenia i któremu nie można było zapobiec” (sygn. akt IV CSK 77/11).

Czynnik siły wyższej powoływany jest w sytuacji gdy podmiot zobowiązany nie wykonał ciążącego na nim obowiązku, a sprawy, w których się na nią powołuje, dotyczą bezpośrednio lub pośrednio roszczeń majątkowych.

Zewnętrzne, niemożliwe do przewidzenia i zapobieżenia

Czy więc szerzącą się obecnie w Polsce i na świecie epidemię koronawirusa przedsiębiorcy, dla obrony swoich interesów, mogą nazywać siłą wyższą? Epidemia koronawirusa od 11 marca 2020 r., na mocy oświadczenia Światowej Organizacji Zdrowia (ang. World Health Organization, WHO), przemieniła się w światową pandemię. Zgodnie z zamieszczoną na stronie WHO definicją pandemii, a dokładnie pandemii grypy, to ogólnoświatowa epidemia wywołana przez nowego wirusa grypy, na który ludność ludzka ma niewielką lub mniejszą niż dotąd odporność. Pandemie grypy są niemożliwe do przewidzenia. Mogą być łagodne lub powodować ciężkie choroby lub zgony (www.euro.who.int).

Sama WHO potwierdziła zatem, że na całym świecie, a więc i w Polsce, wystąpiło zdarzenie niemożliwe do przewidzenia. Co do cechy zewnętrzności, to panująca epidemia w obecnej sytuacji przedsiębiorców również spełnia tę przesłankę, bowiem zrodziła się i ma swoje źródło poza siedzibą i strukturami organizacyjnymi ich przedsiębiorstw. A o tym, że przedsiębiorcy nie mieli i nie mają możliwości jej zapobieżenia potwierdziło odgórne ogłoszenie 13 marca 2020 r. przez władze państwa stanu zagrożenia epidemiologicznego na terenie całego kraju (Dz.U. 2020 poz. 433).

Sytuacja prowadzących działalność gospodarczą

Wskazanym rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 13 marca 2020 r., na terenie całego kraju wprowadzono wprost ograniczenia w funkcjonowaniu części zakładów pracy oraz w prowadzeniu określonych form działalności gospodarczej, głównie związanych z gromadzeniem się ludności. Ale skutki wprowadzenia stanu zagrożenia epidemicznego oddziałują na znacznie szerszy krąg przedsiębiorców, niż ten wskazany w rozporządzeniu. Mowa przede wszystkim o ograniczeniu w przemieszczaniu się, które dotyczy samych przedsiębiorców i może mieć negatywny wpływ na podejmowane przez nich przedsięwzięcia, zawierane kontrakty, czy wykonanie ciążących na nich zobowiązań, ale obejmuje przede wszystkim całą ludność, a więc potencjalnych klientów, czy kontrahentów tych przedsiębiorców. Przedsiębiorcy tracą więc podwójnie, a nawet potrójnie, bo nie dość, że zostali ograniczeni w bieżącej sprzedaży swoich towarów i usług oraz zahamowani w rozwoju swojej działalności, to jeszcze nikt nie zwolni ich z wykonania, mimo aktualnej sytuacji, ciążących zobowiązań wobec kontrahentów i państwa.

Co w takich okolicznościach może zrobić przedsiębiorca? Czy obowiązek wykonania ciążącego na nim zobowiązania umownego zostaje zawieszony? Co może zrobić przedsiębiorca, który pobrał zaliczkę na zakup towaru do realizacji zlecenia, a którego zrealizować nie może? I co z kontrahentem, który takiego zlecenia i zaliczki udzielił?

Co może przedsiębiorca?

W obliczu siły wyższej, jaką jest pandemia koronawirusa i ogłoszonego w kraju stanu zagrożenia epidemicznego, przedsiębiorca może, powołując się na tę okoliczność, czasowo zawiesić spełnienie ciążącego na nim wobec kontrahenta zobowiązania bądź całkowicie się z niego zwolnić. Może wycofać się z przyjętego zlecenia, zwracając pobraną zaliczkę, a w obliczu niemożności jej zwrotu, zobowiązać się do jej zwrotu w określonym terminie, bez ponoszenia dodatkowych obciążeń w postaci np. kar umownych.

Za powyższym stwierdzeniem przemawiają jasno regulacje Kodeksu cywilnego, a przede wszystkim przepis art. 495 § 1, który obwarowuje jedynie, że jeśli jedno ze świadczeń wzajemnych stało się niemożliwe do spełnienia w wyniku okoliczności, za które żadna ze stron umowy nie ponosi odpowiedzialności, np. wskutek sprzeczności możliwości wykonania zobowiązania z przepisami wprowadzonymi w celu walki z epidemią, strona która miała je spełnić powinna zwrócić tylko świadczenie, które otrzymała od drugiej strony.

Ale druga strona też może

Tu następuje całościowe wyjaśnienie pełni uprawnień przedsiębiorcy. Bowiem tak, jak może on, powołując się na wystąpienie siły wyższej, zwolnić się ze spełnienia świadczenia w całości lub części (art. 495 § 2), tak druga strona może żądać zwrotu świadczenia, które już spełniła, a w braku możliwości jego zwrotu, żądać wypłaty za nie ekwiwalentu. Oczywiście na tle dokonywanych rozliczeń mogą powstać spory. Odrębną kwestią jest, jak będą je rozstrzygać sądy w oparciu o wykładnię przepisów szczególnych. Za to na gruncie regulacji cywilnoprawnych, zastosowanie w tej sytuacji znajdzie reguła rebus sic stantibus, wyrażona w art. 3571 Kodeksu cywilnego:

„Jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Rozwiązując umowę sąd może w miarę potrzeby orzec o rozliczeniach stron, kierując się zasadami określonymi w zdaniu poprzedzającym” (Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93, ze zm.).

Jak widać, nadzwyczajna zmiana stosunków, a za powód takiego stanu faktycznego należy uznać wystąpienie siły wyższej w postaci ogólnoświatowej pandemii koronawirusa, może doprowadzić w braku porozumienia stron do sądowego rozwiązania umów łączących przedsiębiorcę z innymi przedsiębiorcami, kontrahentami, czy klientami. To właśnie reguła rebus sic stantibus służyć może w tych okolicznościach przedsiębiorcom do zmiany sposobu wykonania ciążących zobowiązań umownych, a nawet do całkowitego się od nich uwolnienia. Skorzystanie z tego przepisu wymaga jednak przejścia drogi sądowej, jeśli strony umowy nie dojdą w tym zakresie do porozumienia.

Czy pracodawca może nie wypłacić pensji?

Powyższa reguła nie ma jednak zastosowania do stosunków pracy. Co prawda pracodawca może, powołując się na siłę wyższą, próbować w ugodowy sposób starać się wytłumaczyć pracownikom brak terminowej wypłaty wynagrodzeń, niemniej naraża się przy tym na sankcje w postaci grzywny od 1 000 zł do 30 000 zł, jaką przewiduje za nieterminową płatność art. 282 § 1 Kodeksu pracy. Reguły tej ochrony stosunku pracy nie będą miały zastosowania do umów o dzieło i umów zlecenia, przy których zlecający będzie się mógł powołać na nadzwyczajną zmianę okoliczności.

Siłę wyższą pracodawca może jednak wziąć za podstawę rozwiązania stosunku pracy z pracownikiem. Powodem wypowiedzenia umowy może być w obecnej sytuacji utrata płynności finansowej. Poza tym dalsze pogłębianie zobowiązań finansowych pracodawcy wobec pracowników mogłoby spowodować utratę nie tylko wypłacalności, ale i np. nieruchomości stanowiącej zakład pracy, a jak orzekł Sąd Najwyższy w wyroku z 12 lutego 2019 r.:

„…zadziałanie siły wyższej i zniszczenie zakładu pracy stanowiącego placówkę zatrudnienia dla załogi, jest przyczyną dotyczącą pracodawcy, gdyż uniemożliwia mu spełnienia podstawowego obowiązku wynikającego z treści stosunku pracy, to jest zapewnienia pracownikowi możliwości wykonywania pracy zgodnie z zawartą umową” (sygn. akt II PK 283/17).

Trzecia strona medalu

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wypowiedział się po raz pierwszy na temat siły wyższej – nazywanej wówczas z języka francuskiego force majeure – w 1968 r., w sprawie 4/68 Schwarzwaldmilch (wyrok z 11.07.1968 r., EU:C:1968:41, s. 385). Wówczas orzekł, że: „Powołując się na force majeure importer musi wykazać, iż nie był w stanie importować towaru w przewidzianym okresie z powodu nadzwyczajnych okoliczności będących poza jego kontrolą, których skutków nie mógł przewidzieć pomimo zachowania wszelkiej wymaganej staranności, jak tylko za cenę nadmiernych kosztów”.

Zatem przedsiębiorcy, którzy będą chcieli uwolnić się od ciążących na nich obowiązków wobec kontrahentów, fiskusa, czy innych podmiotów, muszą pamiętać, że to na nich spoczywać będzie ciężar wykazania, iż do niespełnienia tych obowiązków doszło w wyniku siły wyższej, czyli okoliczności za którą nie oni ponoszą odpowiedzialność. W przeciwnym razie kontrahenci, fiskus oraz inne podmioty mogą domagać się spełnienia swoich roszczeń na podstawie art. 471 K.c., stanowiącego że:

„Dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi”.

Przedsiębiorca może więc nie wykonać przyjętego zlecenia, powołując się na siłę wyższą, która mu to uniemożliwiła, ale zlecający może domagać się jego wykonania lub naprawienia wynikłej wskutek niewykonania szkody, wskazując na brak jej wystąpienia, np. podnosząc, że przedsiębiorca mógł przewidzieć nadchodzące skutki epidemii, czy też mógł zorganizować pracę zdalną. Na tych samych zasadach kontrahenci, fiskus i inne podmioty mogą dochodzić odpowiedzialności odszkodowawczej, jeśli ich interes ucierpi przez niespełnienie ciążącego na przedsiębiorcy zobowiązania.

Warto sprawdzić stan swoich zobowiązań

Panująca na świecie pandemia koronawirusa, jak i obowiązujący w Polsce stan zagrożenia epidemicznego, przynoszą ogromne straty dla całej gospodarki, nie omijając przy tym tworzących ją przedsiębiorców. Bez wątpienia są to więc zdarzenia wypełniające znamiona siły wyższej, na którą przedsiębiorcy mogą się powoływać chcąc uwolnić się w części lub całości od ciążących na nich zobowiązaniach umownych. Jednocześnie powinni mieć świadomość, że druga strona tych umów nie musi przystawać na te działania.

Dlatego już teraz warto sprawdzić stan swoich zobowiązań, przeprowadzić audyt umów wzajemnych, celem przeanalizowania sytuacji prawnej, w jakiej się znajduje i w jakiej wkrótce, w obliczu postępującej pandemii koronawirusa, może się znaleźć.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kurs złotego najniżej od wielu lat. Co się dzieje?

Narasta ryzyko drastycznego osłabienia złotego. Niestety realizuje się czarny scenariusz, bliźniaczo podobny w swych przyczynach do tego z 2008 r., ale o sile zwiększonej przez koronawirusa. Nadzieje możemy mieć tylko z jednego powodu.

– To powtórka scenariusza sprzed dwunastu lat, gdy panicznie wzrósł popyt na dolara – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Ten popyt wywołał olbrzymie przetasowania na rynku walut, a jedną z ofiar był złoty. Niestety podobną sytuację mamy obecnie, a to uderzy w realną gospodarkę.

Działania banków centralnych są bogatsze o lekcję z 2008 r., jednak na rynku jest dużo strachu, a najbliższe dni mogą być bardzo turbulentne dla złotego.

9 marca za dolara trzeba było płacić 3,79 zł, średni kurs dolara wzrósł do 4,24 zł, to oznacza zmianę aż o 45 groszy.

Fatalne są nastroje wśród frankowiczów. Szwajcarska waluta w ciągu miesiąca podrożała o 6,4 proc. Średni kurs franka wzrósł do 4,35 zł.

– Małym pocieszeniem jest to, że złoty – podobnie jak inne waluty rynków wschodzących – wchodzi w ten okres z innego poziomu. Są one wycenione poniżej oczekiwań, natomiast w 2008 r. były skrajnie przewartościowane, a dotyczyło to zwłaszcza polskiej waluty – komentuje ekspert XTB.

Prezydent Konfederacji Lewiatan: Kilka kolejnych miesięcy pod znakiem bardzo silnego spowolnienia gospodarczego. Koszty kryzysu dla polskiej gospodarki sięgną kilkudziesięciu miliardów złotych

– Patrząc na inne kraje, nastawiałbym się raczej na dwa miesiące niż dwa tygodnie ograniczeń, i to przyjmując pozytywny scenariusz, w którym wirus zostanie wreszcie opanowany dzięki izolacji kraju – mówi Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan. To będzie mieć bardzo poważne skutki dla firm. Tym bardziej że szczyt zachorowań wciąż jest przed nami. Kryzys, który dotknął już m.in. transport, hotelarzy i restauratorów, prędzej czy później uderzy też w firmy produkcyjne.

 Mamy już pierwsze scenariusze finansowe, które zakładają, że koszty kryzysu dla polskiej gospodarki, dla polskiego PKB sięgną kilkudziesięciu miliardów złotych, mówi się o około 40 mld zł. Patrząc na inne rynki, np. w Chinach, sprzedaż samochodów spadła już o 92 proc., co stanowi bardzo duży problem. Na dziś najważniejsze jest zdrowie Polaków, natomiast w najbliższych kilku miesiącach pojawi się kwestia bardzo dużego spowolnienia gospodarczego – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Wczoraj minister finansów podpisał rozporządzenie w sprawie rozwiązania bufora ryzyka systemowego. Jest to dodatkowy kapitał utrzymywany przez banki na wypadek określonego ryzyka. Dzięki temu do gospodarki zostanie uwolnione 30 mld zł, co pozwoli uchronić banki przed kryzysem i rozkręci akcję kredytową dla firm.

– Szacujemy, że efektem tego będzie podniesienie PKB o 0,5 proc. w ciągu dwóch i pół roku – podkreślił w komunikacie minister finansów Tadeusz Kościński.

Branże, które jako pierwsze i w największym stopniu ucierpiały wskutek kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa, to m.in. transport, hotelarstwo i turystyka. Ze stratami musi liczyć się też handel, bo od 14 marca br. w Polsce obowiązuje stan zagrożenia epidemiologicznego, a rząd zadecydował o ograniczeniu funkcjonowania centrów i galerii handlowych, w których czynne pozostały tylko apteki, sklepy spożywcze, drogerie i pralnie. Według Polskiej Rady Centrów Handlowych straty będą ogromne i dotkną zarówno zarządców, najemców, jak i ochronę czy firmy eventowe. Straty liczą także kina, teatry oraz właściciele restauracji, kawiarni i pubów, w których zakazane jest spożywanie posiłków na miejscu. Zamówienia można składać tylko na wynos lub z dowozem.

– Trzeba oczekiwać, że lada chwila kryzys uderzy też w firmy produkcyjne, a największa fala zachorowań jest wciąż przed nami. Nie wiemy, na ile spowoduje ona zamykanie zakładów pracy ze względu np. na kwarantannę pracowników – mówi Maciej Witucki. – W praktyce epidemia będzie mieć wpływ na wszystkie firmy w polskiej gospodarce. Pytanie, jakie pojawią się środki pomocowe. Mamy pierwsze sygnały i konkretne propozycje rządu. Mamy nadzieję, że one rzeczywiście zaspokoją potrzeby przedsiębiorstw i pracowników, tych osób, które zostaną zablokowane na kwarantannie bądź ze względu na zamknięcie zakładów pracy.

W środę premier Mateusz Morawiecki przedstawił wstępne założenia tzw. tarczy antykryzysowej, która ma zamortyzować skutki pandemii koronawirusa dla przedsiębiorstw i gospodarki. Rządowy pakiet rozwiązań – które mają być teraz przekładane na teksty konkretnych ustaw – obejmuje m.in.: dopłaty do 40 proc. pensji (do wysokości średniego wynagrodzenia w gospodarce) dla pracowników zagrożonych redukcją etatów, wakacje kredytowe i mikropożyczki dla firm, które nie będą zwalniać pracowników, możliwość automatycznego przedłużenia firmowego kredytu obrotowego, odroczenia płatności składek do ZUS oraz zaliczek na podatek PIT, CIT i VAT czy płatności za media oraz wynagrodzenia „postojowe” dla osób na umowach cywilnoprawnych i samozatrudnionych (80 proc. minimalnego wynagrodzenia). Poza tym przewidziane jest także wsparcie służby zdrowia kwotą 7,5 mld zł oraz 30 mld zł na inwestycje publiczne. Rządowy pakiet antykryzysowy ma kosztować w sumie 212 mld zł, czyli ok. 9,2 proc. krajowego PKB.

W najmniejsze firmy natychmiast uderza brak obrotów, sprzedaży i płynności. Dalej są firmy większe i średnie, które być może mają jeszcze jakieś zapasy, oraz firmy produkcyjne. Jeżeli na hali produkcyjnej pojawi się koronawirus, to zostanie ona zamknięta – mówi Maciej Witucki.

Polskie wsie mogą mieć nowoczesne systemy oczyszczania ścieków. Rozwiążą problem nie tylko braku kanalizacji, lecz także niedoborów wody

Poziom skanalizowania polskich wsi wynosi nieco ponad 40 proc. i jest wciąż niewystarczający. Rozwiązaniem problemu mogą być pasywne systemy oczyszczania ścieków typu „constructed wetlands”, zaproponowane przez firmę RDLS – spółkę spin-off Uniwersytetu Warszawskiego. Instalacje tego typu naśladują naturalne procesy zachodzące na terenach bagiennych, pracując w odpowiednio zaprojektowanym i kontrolowanym układzie. Zaletą instalacji jest niski koszt budowy oraz eksploatacji. Tymczasem oczyszczenie ścieków i ponowne wykorzystanie wody może być kluczowe w walce z  problemem jej niedoborów. Polska jest jednym z krajów zagrożonych jego występowaniem.

– Pasywne systemy oczyszczania ścieków typu „constructed wetlands” są alternatywą dla konwencjonalnych oczyszczalni. Charakteryzują je: prosta obsługa, odporność na zmiany ilości dostarczanych ścieków i zmienny ładunek zanieczyszczeń oraz konkurencyjne koszty wynikające z braku m.in konieczności napowietrzania i mieszania jak w przypadku tradycyjnych oczyszczalni ścieków – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Krzysztof Poszytek z uniwersyteckiej spółki spin-off, RDLS.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2018 roku do sieci kanalizacyjnej było w całej Polsce przyłączonych 70,8 proc. gospodarstw. W miastach dostęp do kanalizacji miało 90,3 proc. gospodarstw, a na terenach wiejskich zaledwie 41,3 proc. Dla porównania, w 2008 roku poziom zapewnienia dostępu do kanalizacji wynosił w całym kraju 61 proc., z czego w miastach 85,5 proc, a na wsiach 22,5 proc.

Pasywne systemy oczyszczania ścieków proponowane przez firmę RDLS, będącą spółką spin-off UW, naśladują naturalne procesy oczyszczania zachodzące w siedliskach bagiennych. Oczyszczanie ścieków bytowych odbywa się w filtrach gruntowych za pomocą mikroorganizmów zasiedlonych w rozwiniętym systemie korzeni i kłączy roślin wodnych i wodolubnych. Taki układ pozwala na skuteczne oczyszczenie ścieków. To rozwiązanie ekologiczne, w którym nie stosuje się dodatkowych związków chemicznych.

– Ścieki, które dopływają do systemu, przesiąkają kolejno przez odpowiednie filtry gruntowe, w tym poziome i pionowe. Tam odpowiednio zachodzące procesy biochemiczne powodują degradację związków organicznych oraz asymilację i zatrzymanie azotu, fosforu i metali ciężkich.– wskazuje ekspert.

Instalacja nie emituje odoru, a jej praca jest stabilna w ciągu całego roku ze względu na zlokalizowanie systemów w gruncie. Systemy można łatwo rozbudowywać o kolejne zbiorniki i filtry gruntowe, dzięki czemu w przyszłości można zwiększyć ilość dopływających ścieków. Oczyszczona woda nadaje się do ponownego wykorzystania. Może być więc użyta bezpośrednio w miejscu, w którym pracuje oczyszczalnia, lub odprowadzona do pobliskiego cieku wodnego.

– Woda po procesach oczyszczenia może być wykorzystana do różnych zabiegów agrotechnicznych. Może być z powodzeniem stosowana przez rolników do nawadniania pól lub przez mieszkańców do nawadniania ogródków. W większych miejscowościach może być również wykorzystywana na przykład do spłuczek w miejskich toaletach – wyjaśnia Krzysztof Poszytek.

Polska jest jednym z krajów zagrożonych występowaniem deficytów wody. Z danych Global Compact Network Poland wynika, że na jednego mieszkańca przypada w naszym kraju rocznie około 1,8 tys. metrów sześciennych wody. To 2,5-krotnie mniej, niż wynosi średnia europejska. Proponowane pasywne systemy oczyszczania ścieków mają być przeznaczone przede wszystkim dla miejscowości oddalonych od istniejącej sieci kanalizacyjnej, ale instalacje te sprawdzą się również na terenie ośrodków letniskowych, osiedli mieszkaniowych, hoteli, szkół, urzędów czy jednostek wojskowych.

W tym roku w miejscowości Białka w województwie lubelskim (gmina Dębowa Kłoda) zostanie wybudowana jedna z największych tego typu oczyszczalni w Europie. Obsłuży ona około 1,8 tys. mieszkańców. Oczyszczalnia została zaprojektowana przez naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, natomiast inwestycja jest realizowana przez konsorcjum RDLS z czeską firmą Dekonta.

Przecena złotego

Na rynkach robi się coraz ciekawiej, o ile oczywiście nie czekają nas zakupy większych kwot walut obcych. Euro za 4,60 zł z pewnością budzi sporo emocji, u niektórych są one pozytywne. Gorzej jest z frankiem, bowiem znacznie więcej Polaków ma potrzebę kupna.

Szaleństwo na złotym

Wczoraj pisaliśmy o przebijaniu poziomu 4,50 zł przez kurs euro względem złotego. Dzisiaj nad ranem zobaczyliśmy krótkie przebicie poziomu 4,60 zł. Sytuacja wygląda analogicznie na innych walutach. Frank osiągnął 4,35 zł przypominając najgorsze czasy, bo o wystrzale kursu franka 1 stycznia 2015 roku. Dolar trafił przez moment na 4,25 zł. Ostatni raz tak drogie euro widzieliśmy tuż po kryzysie 2008 roku. Frank jest najdroższy od 2015 roku. Dolar zbliża się do szczytów z 2016 roku. Powodem tak drogich walut franka i dolara jest też relacja tych walut do euro, znajdują się blisko istotnych maksimów.

Gdzie jest dno?

Wczoraj baryłka ropy spadła do 25 dolarów na giełdzie w Londynie, Nowy York pokazał kwotowanie po 21 dolarów. W obydwóch przypadkach są to najniższe poziomy od 2003 roku. Nasuwa się więc pytanie, o to jak głęboko może spaść cena. Pamiętajmy, że w tym czasie koszty wydobycia rosły. Cena ta w dalszym ciągu pokrywa koszty dwóch najaktywniejszych w tym zamieszaniu graczy, czyli Rosji i Arabii Saudyjskiej. Nie zmienia to faktu, że deficyt obu tych państw może być absurdalny w tym roku bo budżet wymaga znacznie wyższych kursów. Co ciekawe, na całej sytuacji waluta Arabii Saudyjskiej w przeciwieństwie do rubla prawie wcale nie traci. Warto zwrócić uwagę, że pomimo bardzo atrakcyjnych cen zapasy wcale znacząco nie rosną.

Nieaktualne dane z Polski

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat produkcji przemysłowej w Polsce. W lutym rosła rok do roku o 4,9%. To jednocześnie bardzo dobra i w sumie niemal nieistotna informacja. Dobra, bo to wynik znacznie powyżej oczekiwań 1,6%. Nieistotna, bo pewne kluczowe rzeczy się zmieniły i dane sprzed rozpoczęcia kwarantanny w wielu firmach i przerwą na opiekę nad dziećmi nie są szczególnie wiarygodne.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Ponad pół miliona za nowy dom. Średni koszt budowy wzrósł o 15% rok do roku

Koszty budowy domu rosną, a średni metraż zmniejsza się. Zmieszczenie się w planowanych kosztach budowy to duże wyzwanie, któremu w 2019 roku sprostało tylko 32% inwestorów. Nowy „Raport o budowie domów w Polsce” Oferteo.pl.

 Średnia cena budowy przekroczyła pół miliona

Według danych Oferteo.pl, największego polskiego portalu łączącego poszukujących usług z ich dostawcami, przeciętny koszt budowy domu w 2019 roku szacowany był na 532 tys. zł. To o prawie 70 tys. zł więcej niż rok wcześniej. Wyniki te są szczególnie ciekawe, biorąc pod uwagę, że średni metraż budowanego domu się zmniejszył. W ubiegłym roku niemal trzy razy częściej niż rok wcześniej inwestorzy decydowali się na budowę najmniejszych domów o powierzchni nieprzekraczającej 100 m2.

Wycena budowy domu do stanu końcowego przed startem inwestycji w poszczególnych województwach
mazowieckie 500 000 zł
podlaskie 460 000 zł
dolnośląskie 450 000 zł
śląskie 450 000 zł
zachodniopomorskie 440 000 zł
warmińsko-mazurskie 440 000 zł
łódzkie  430 000 zł
kujawsko-pomorskie 400 000 zł
pomorskie 400 000 zł
świętokrzyskie 390 000 zł
lubuskie 380 000 zł
opolskie 380 000 zł
lubelskie 350 000 zł
wielkopolskie 350 000 zł
małopolskie 350 000 zł
podkarpackie 340 000 zł

 

Z analizy Oferteo.pl wynika, że najwięcej środków pochłaniała budowa domów na terenie województwa mazowieckiego. Średnie koszty wyniosły tam 500 tys. zł. Inwestorzy, którzy chcieli wybudować dom w województwie podlaskim, musieli być gotowi na wydatek w wysokości średnio 460 tys. zł. W czołówce najdroższych znalazły się także województwa śląskie oraz dolnośląskie. Najkorzystniejsza cenowo w tej chwili wydaje się budowa w województwach małopolskim, wielkopolskim, podkarpackim i lubelskim.

Koszty rzeczywiste wyższe niż szacowaneO ile realne koszty przerosły prognozowane

W przypadku aż 68% badanych koszty budowy okazały się wyższe niż przewidywane. Dla większości z nich (56%) dodatkowe wydatki stanowiły między 11 a 25% początkowo zakładanej sumy. Co czwarty inwestor musiał pokryć do 10% nieprzewidzianych wydatków. Wygląda więc na to, że dołożenie dodatkowej sumy podczas budowy jest niemal pewne.

Najczęściej niewłaściwie przewidujemy koszty robocizny (46% przypadków), w drugiej kolejności zaskakują nas ceny materiałów (41%).

Budowa domu to proces pochłaniający ogromne środki. Dla wielu z nas jest to największa inwestycja w życiu, przy czym aż 57% domów, które powstały w 2019 roku, zostało sfinansowanych ze środków pochodzących z kredytu. Warto więc poszukać możliwości obniżenia kosztów budowy. Porównując oferty różnych ekip budowlanych, projektantów lub dostawców materiałów, jesteśmy w stanie znaleźć opcję odpowiadającą nam nie tylko pod względem jakości, ale również cenykomentuje Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl.

Jak obniżyć koszty budowy?

Co robić, aby zaoszczędzić na budowie i jakie rozwiązania wybierać, żeby ostateczne koszty nas nie przytłoczyły? Oto pięć istotnych kwestii.

  1. Głównym czynnikiem wpływającym na koszty jest lokalizacja. Oczywiście im mniejsza i mniej popularna miejscowość, tym tańsza będzie budowa.
  2. Najtańszym rozwiązaniem jest dom parterowy. Jeśli jednak potrzebujemy więcej przestrzeni, lepiej będzie zdecydować się na parter z poddaszem użytkowym niż budować dodatkowe piętro. Takie rozwiązanie pozwala oszczędzić średnio 55 tys. zł.
  3. Drewniane domy są tańsze niż te budowane w tradycyjnej technologii. W zależności od wybranego metrażu, w przypadku domów do 100 m2 – nawet o 40 tys. zł. Różnice zacierają się wraz ze wzrostem metrażu – do ok. 12 tys. zł w przypadku największych domów.
  4. Budowa garażu generuje dodatkowe, bardzo znaczące koszty. To wydatek nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.
  5. Przygotowany wspólnie z architektem indywidualny projekt wiąże się z wyższymi kosztami już na starcie inwestycji, ale dzięki niemu można mieć większą pewność, że dom będzie idealnie spełniał indywidualne potrzeby.

Metodologia badania

Przedstawione w „Raporcie o budowie domów w Polsce” dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w styczniu 2020 roku metodą CAWI na próbie 660 osób, które w 2019 roku budowały dom.

Branża szkoleniowa: „Tarcza Antykryzysowa” nie ochroni przedsiębiorców

Zdaniem Polskiej Izby Firm Szkoleniowych przedstawione przez rząd propozycje działań w ramach „Tarczy Antykryzysowej” są niewystarczające i jedynie odroczą problemy przedsiębiorców. Zagrożonych jest 70 tys. podmiotów i 100 tys. osób, szczególnie tych pracujących w formie samozatrudnienia.

Polska Izba Firm Szkoleniowych od zeszłego tygodnia kieruje na ręce Minister Rozwoju swoje propozycje wsparcia przedsiębiorców i apeluje o bezpośrednie włączenie do prac nad przygotowywanym programem ochronnym.

Branża szkoleniowa jest konsekwentnie pomijana w rozmowach. Tymczasem jej wartość, szacowana na 6-10 mld zł, jest taka sama jak np. sektorów sportowego czy reklamowego[1]. Sytuacja już teraz jest dramatyczna. Znaczna część podmiotów wchodzących w jego skład w wyniku obecnej sytuacji straciła przychody na poziomie lub blisko 100 proc. Szacujemy, że branża bez odpowiedniego wsparcia nie przetrwa dłużej niż 2-3 miesiące – mówi Piotr Piasecki, Prezes Polskiej Izby Firm Szkoleniowych.

Polska Izba Firm Szkoleniowych apeluje o kontynuowanie prac nad pakietem osłonowym i włączeniu do nich przedstawicieli branży szkoleniowej i doradczej. Ponadto uważa za konieczne zwiększenie wymiaru wsparcia dla samozatrudnionych i mikro firm, które są najbardziej zagrożone upadkiem. Co więcej, w stosunku do wielu podmiotów, wobec skali i nieodwracalności utraty przychodów, odroczenie terminów nie zapobiegnie ryzyku upadłości, dlatego Izba postuluje o uwzględnienie najprostszych form, przynajmniej częściowo umarzanych pożyczek, dostępnych dla mikro-, małych firm, w tym także samozatrudnionych. Wnioskuje również o rozszerzenie katalogu podstaw do zasiłku o decyzję zakazującą organizacji szkoleń z bezpośrednim udziałem osób. Polska Izba Firm Szkoleniowych oczekuje rozwiązań pozwalających przedsiębiorcom realnie zatrzymać swoich pracowników i podwykonawców.

[1] Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego, 2019 oraz Raport o Rynku Reklamy i Mediów, przygotowanego przez analityków Publicis Groupe, 2020.

9 na 10 przedsiębiorców zakłada pogorszenie wyników finansowych przez wpływ koronawirusa na prowadzoną działalność

90% firm wdraża procedury przeciw COVID 19. Tyle samo spodziewa się pogorszenia wyników finansowych na koniec roku.

Skutki pandemii COVID 19 odczuwalne są praktycznie przez wszystkie przedsiębiorstwa prowadzące działalność w Polsce. Spadek sprzedaży dotknął już ponad 80% firm, a 62% boryka się ze zwiększoną absencją pracowników. Jednocześnie biznes aktywnie włącza się w zwalczanie epidemii poprzez wprowadzanie nowych procedur bezpieczeństwa, często bardziej restrykcyjnych niż zalecenia GIS. Perspektywy nie napawają jednak optymizmem – 9 na 10 przedsiębiorców zakłada pogorszenie wyników finansowych na koniec roku.

infografika_koronawirus a biznesWyniki ankiety przeprowadzonej w dniach 13-17 marca przez Francusko-Polską Izbę Gospodarczą wśród polskich i francuskich przedsiębiorców prowadzących działalność w naszym kraju pokazują, że  aż 98% z nich odczuwa skutki epidemii koronawirusa w swojej codziennej pracy. Najbardziej dotknięta jest sprzedaż, która zmniejszyła się u ponad 80% badanych przedsiębiorstw. Większość firm nie jest w stanie określić skali spadków, jednak co czwarty ankietowany szacuje, że przekroczyła ona 15%.  Zwiększona absencja związana z wykorzystywaniem urlopów, czy zwolnień na opiekę nad dziećmi wpływa na pracę 62% badanych firm. Nieco lepiej wygląda sytuacja w obszarze logistyki i łańcucha dostaw. 34% przedsiębiorstw ma problemy z otrzymywaniem na czas zamówionych produktów od poddostawców, 18% zgłasza braki na stanach magazynowych, co piąta firma ma problemy w obszarze transportu krajowego, a u 8% występują utrudnienia w eksporcie. Turystyka, gastronomia, handel, czy przewozy lotnicze, to tylko kilka sektorów, które w tym momencie ponoszą ogromne straty związane z przestojem i brakiem klientów, a nie wiemy ile jeszcze taki stan potrwa i jak szybko uda się odbudować zaufanie społeczeństwa do np. zagranicznych podróży. Pamiętajmy również o tysiącach firm pracujących dla biznesu, zajmujących się obsługą biura, cateringiem, organizacją szkoleń, targów, usługami marketingowymi, które z każdym dniem tracą kolejnych klientów i zamówienia. – mówi Monika Constant, Dyrektor Generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Mobilizacja firm w zakresie walki z koronawirusem

Praktycznie wszyscy respondenci wprowadzili nowe procedury bezpieczeństwa mające na celu ochronę swoich pracowników i klientów. Wiele z tych regulacji wykracza poza zalecenia rządu i Głównego Inspektora Sanitarnego, co świadczy o odpowiedzialnym podejściu do prowadzenia biznesu. Ponad 90% przedsiębiorstw przeszło na tryb pracy zdalnej na stanowiskach biurowych, a także anulowało wszelkie bezpośrednie spotkania zastępując je telekonferencjami i rozwiązaniami cyfrowymi. 75% organizacji wprowadziło zakaz odbywania podróży służbowych, a także udziału w szkoleniach i konferencjach. 2/3 ankietowanych firm stawia na edukację i prowadzi akcje dotyczące zachowania zasad bezpieczeństwa i higieny przeciw zakażeniu koronawirusem. Niewiele, bo tylko jedna na 10 firm zdecydowała się na ograniczenie czasu pracy, czy wysyłanie pracowników na płatny urlop. Biznes zareagował szybko i odpowiedzialnie podejmując działania nie tylko wobec swoich pracowników, ale również klientów, dostawców i bezpośrednich partnerów. Widać tutaj mobilizację na wszystkich szczeblach organizacji, od zarządu do szeregowych pracowników. – mówi Monika Constant.

Spadek wyników finansowych trudny do oszacowania

Firmy na ten moment nie potrafią ocenić w jakim stopniu epidemia wpłynie na tegoroczne wyniki. Wszystko zależy od tego, czy wprowadzone zostaną nowe obostrzenia i jak długo trwać będzie stan zagrożenia epidemicznego na terenie Polski i pozostałych krajów, z którymi polska gospodarka jest blisko związana. Obniżenia prognoz spodziewa się jednak ponad 90% ankietowanych. Co druga firma zakłada, że powrót do normalnej aktywności nastąpi najpóźniej z początkiem czerwca, 19% wskazuje na koniec lipca, a 9% zakłada powrót do sytuacji sprzed epidemii w jeszcze późniejszym terminie. Jednym z największych problemów, na który zwracają uwagę przedsiębiorcy, jest kwestia płynności finansowej. 55% firm przewiduje opóźnienia w płatnościach od klientów, a co druga spodziewa się anulacji już dokonanych zamówień. 40% firm prognozuje, że będzie miało problem z realizacją dotychczasowych zleceń w terminie, a 20% zakłada zmniejszenie produkcji. Przedłużająca się epidemia będzie miała według respondentów również wpływ na rynek pracy. Już teraz ponad 45% przedsiębiorstw prognozuje wstrzymanie rekrutacji, a 30% zamrożenie podwyżek. Widać jednak dużą mobilizację firm jeśli chodzi o utrzymanie obecnych miejsc pracy. Kłopoty z wypłacaniem pensji, czy redukcję etatów przewiduje mniej niż 20% ankietowanych. Największym wyzwaniem jest jednak utrzymywanie relacji biznesowych i pozyskiwanie klientów. W dobie pracy zdalnej i ograniczeń związanych z przemieszczaniem, ponad 70% przewiduje znaczne trudności w kontaktach z klientami i partnerami, co przekłada się na wynik finansowy. Wśród odpowiedzi pojawiło się również kilka optymistycznych akcentów, zakładających mocne odbicie po ustabilizowaniu sytuacji i wzmożoną aktywność mającą na celu nadgonienie obecnych strat. Firmy spodziewają się dużego spowolnienia produkcji i sprzedaży oraz pogorszenia wyników finansowych, ale relatywnie krótkotrwałego kryzysu, który w opinii większości firm skończy się najpóźniej w drugim kwartale br. Obecna sytuacja najprawdopodobniej zmieni sposób funkcjonowania firm i wpłynie na jeszcze większą cyfryzację pracy oraz dystrybucji. Globalny charakter kryzysu może ponadto stać się szansą na zwiększenie współpracy międzynarodowej zwłaszcza w kluczowych dla całego świata obszarach. – mówi Michał Dybuła, Główny Ekonomista BNP Paribas Bank Polska S.A.

Potrzebna pomoc publiczna

Spadek zamówień, kłopoty z logistyką, czy w przypadku niektórych branż całkowite wstrzymanie sprzedaży i jakiejkolwiek działalności biznesowej, to straty nie tylko dla poszczególnych przedsiębiorstw, ale również realna groźba recesji. Ankietowani zwrócili uwagę na kilka kluczowych obszarów, w których wsparcie instytucji publicznych pozwoli na zachowanie płynności finansowej i zmniejszy negatywne konsekwencje dla gospodarki. Jednym z nich jest kwestia zmniejszenia lub rozłożenia w czasie obciążeń fiskalnych i socjalnych (60% wskazań). Kolejną formą wsparcia mogłyby być niskooprocentowane pożyczki, czy obniżka stóp procentowych przez NBP (33% i 22% wskazań). Przedsiębiorstwa wskazują również na potrzebę przesunięcia terminu na złożenie deklaracji CIT-8, czy raportowania schematów podatkowych (MDR) oraz odłożenia w czasie przepisów nakładających na przedsiębiorców dodatkowe obowiązki, jak choćby nową matrycę stawek VAT, konieczność informowania o zapłacie na rachunki spoza białej listy, czy PPK. – mówi Joanna Jaroch Pszeniczna, Wicedyrektor Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. Problemem stają się też wymogi dotyczące podpisywania dokumentów, w momencie gdy upoważniony reprezentant znajduje się za granicą i nie ma możliwości szybkiego powrotu. Firmy zwracają również uwagę na system sądownictwa, który musi działać szybko i sprawnie w przypadku procesów restrukturyzacyjnych. Obecna sytuacja z pewnością będzie mieć negatywny wpływ na wiele branż i w istotny sposób wpłynie na wyniki oraz płynność gotówkową. W tym kontekście wczorajsze zapowiedzi rządu są pozytywnym sygnałem, poczekajmy jednak na konkretne projekty, które zostaną wdrożone. Obecne rozwiązania dostępne w przepisach podatkowych pozwalające np. wystąpić z wnioskiem o odroczenie płatności podatkowych są bowiem niewystarczające. – mówi Paweł Toński, Managing Partner w firmie Crido.

Jakie pozytywne wnioski wyciągną firmy z kryzysu

Firmy już teraz patrzą w przyszłość i starają się wyciągnąć konstruktywne wnioski z obecnego kryzysu. 64% z nich deklaruje, że to doświadczenie pozwoli na rozwinięcie w organizacji różnych form pracy zdalnej. 45% przedsiębiorstw deklaruje przygotowanie nowych procedur antykryzysowych, które pozwolą na szybsze dostosowanie się do podobnych sytuacji. Część firm wdrażać będzie również rozwiązania cyfrowe zarówno dla procesów wewnętrznych (42%), jak i zewnętrznych (32%), a także postawi na rozwój kanałów sprzedaży on-line.

Badanie „Wpływ koronawirusa na działalność firm w Polsce” zostało przeprowadzone przez Francusko-Polską Izbę Gospodarczą wśród firm stowarzyszonych i skierowane było do Prezesów, Dyrektorów Generalnych, Finansowych i Prawnych. Udział w nim wzięło 118 przedsiębiorstw działających w Polsce, z czego 35% to firmy polskie, 58% francuskie, a 7% z kapitałem pochodzącym z innych krajów. Połowa respondentów reprezentowała firmy zatrudniające do 50 osób, 29%  to średnie przedsiębiorstwa (51 – 500 pracowników), a 23 % do firmy zatrudniające powyżej 500 osób. 58% firm biorących udział w badaniu świadczy usługi B2B, 25% zajmuje się sprzedażą w segmencie B2B i B2C, a 15% respondentów to firmy produkcyjne.

Europejski Bank Centralny: od “cokolwiek będzie konieczne” do “dajcie to”

Co się stało: Wczoraj wieczorem, po nadzwyczajnym posiedzeniu rady zarządzającej, EBC ogłosił nowy tymczasowy program zakupu aktywów o wartości 750 mld EUR (około 6% PKB strefy euro) do końca roku – lub w razie potrzeby dłużej – w odpowiedzi na Wybuch COVID-19. Uwzględnione zostaną wszystkie aktywa w ramach APP (Asset Purchase Programmes – Programy Zakupu Aktywów), a zakupy będą realizowane w elastyczny sposób (tzn. możliwe jest wcześniejsze sfinansowanie włoskiego długu). EBC postanowił także rozszerzyć zakres aktywów kwalifikujących się do zakupu na niefinansowe papiery dłużne przedsiębiorstw oraz złagodzić standardy zabezpieczeń, aby umożliwić bankom pozyskiwanie środków na większą część ich aktywów, w tym na wierzytelności przedsiębiorstw.

Wielkość ma znaczenie: Program Pandemicznych Zakupów Ratunkowych (PEPP) zostanie uzupełniony miesięcznymi zakupami w wysokości 20 mld EUR QE (luzowania ilościowego) i 120 mld EUR ogłoszonych w zeszłym tygodniu, dzięki czemu całkowita kwota zakupów na pozostałą część roku wyniesie 1,1 bln EUR, czyli ponad 110 mld EUR miesięcznych zakupów aktywów. Oczywiście, w ramach programu reinwestycyjnego EBC będzie również kontynuował wymianę zapadających papierów wartościowych. Umieszczając to w kontekście historycznym: miesięczne zakupy netto QE osiągnęły szczytowy poziom około 85 mld EUR w 2016 r. (zob. wykres poniżej). Zwiększy to cały zasób APP, który zgromadził już 2,6 bln EUR aktywów, o 40%.

Bez limitów: Biorąc pod uwagę tak gwałtowny wzrost miesięcznych zakupów, EBC zasadniczo pożegnał się z limitem emitenta wynoszącym 33% – który jest limitem narzuconym samemu sobie, aby nie posiadać więcej niż jednej trzeciej długu danego kraju. Nie jest to oficjalna decyzja o zniesieniu tego limitu, ale uważamy, że jest to formalność, która powinna nastąpić w krótkim czasie po wdrożeniu przez EBC komunikatu PEPP. Tymczasem klucz kapitałowy zostanie na razie utrzymany, ale będzie stosowany w sposób „elastyczny”, co pozwoli na tymczasowe odstępstwa. Wreszcie, EBC stwierdził, że jest „w pełni przygotowany” do zwiększenia programu „o tyle, o ile będzie to konieczne i tak długo, jak będzie to konieczne” i jest gotów „zbadać wszystkie opcje i wszystkie ewentualności, aby wesprzeć gospodarkę w tym szoku”. Dlatego też w przypadku dalszego znacznego pogorszenia się warunków finansowych należy spodziewać się, że w najbliższym czasie zostaną ogłoszone dodatkowe niekonwencjonalne i kreatywne środki polityczne.

Zamknięcie spreadu: Chociaż ogłoszenie nie wzbudziło większego optymizmu rynkowego po stronie instrumentów kapitałowych – kontrakty futures wzrosły tylko nieznacznie (0,5 do 2%) – to rynki obligacji są jednak bardzo zadowolone z ogłoszenia EBC, przy czym spread dla Włoch jest niższy o +85 pb, dla Grecji niższy o 155 pb, a wszystkie inne spready również spadają w tempie dwucyfrowym (dla 10 letnich terminów zapadalności).

Tymczasowe problemy z zaopatrzeniem? Pomimo serii kryzysów fiskalnych, rozszerzenie PSPP i wprowadzenie PEPP może tymczasowo ograniczyć podaż obligacji skarbowych dostępnych na rynku, przynajmniej do momentu uruchomienia bodźców fiskalnych – których planowane emisje netto były już wcześniej niskie lub wręcz ujemne, co z pewnością będzie zmniejszając ich rentowność. Według szacunków EBC poprzednie QE (poluzowanie polityki pieniężnej) obniżyło benchmark 10-letnich obligacji niemieckich o 100 pb, a efekt ten prawdopodobnie nasili się wraz z nowymi programami. Jednak większość krajów zapowiedziała już ogromne pakiety fiskalne na ponad 100 mld euro bez gwarancji, 1 100 mld euro z gwarancjami, co wskazuje na prawidłowy dobór wielkości przez EBC ex post.

Rysunek 1: Miesięczne zakupy netto w ramach QE (skala lewa, mld EUR) vs. akcje QE (skala prawa, mld EUR)

miesięczne zakupy w ramach qe
Źródło: Refinitiv, Allianz Research, Euler Hermes

Allianz Research, dział badań ekonomicznych Euler Hermes