Zasięg reklamy prasowej można już dokładnie zmierzyć. Pomaga w tym m.in. innowacyjna technologia śledzenia ruchów gałek oczu

Zasięg reklamy prasowej można już dokładnie zmierzyć. Pomaga w tym m.in. innowacyjna technologia śledzenia ruchów gałek oczu 1

Spółka Polskie Badanie Czytelnictwa wprowadza na polski rynek badanie reklamy prasowej. Jej efektywność mierzy m.in. za pomocą technologii eyetrackingu, która rejestruje ruchy gałek ocznych respondentów. Badanie jest wspólnym projektem PBC, wydawców prasy i domów mediowych. Średnio reklamy prasowe przyciągają uwagę czytelnika przez 6–8 sekund. Do jednego wydania gazety lub magazynu czytelnicy wracają od 2 do 5 razy, co oznacza, że nawet kilkukrotnie dostrzegają zawarte w nich reklamy.

– Reklama prasowa dociera do 53 proc. populacji Polski, to jest medium bardzo zasięgowe. Z drugiej strony mamy w prasie bardzo dużo jakościowych kontaktów z reklamą. Wystarczy powiedzieć, że np. magazyny luksusowe generują prawie 36 mln kontaktów z reklamą, a dzienniki ponad 150 mln. Tak więc z jednej strony reklama prasowa dociera do ponad połowy populacji, i to tej aktywnej społecznie, bardziej zamożnej i o większym potencjale zakupowym, a z drugiej generuje bardzo dużą liczbę dobrych jakościowo, realnych kontaktów z reklamą – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Waldemar Izdebski, szef Polskich Badań Czytelnictwa.

Prasa jest medium, w którym reklama nie musi walczyć o uwagę odbiorcy – czytelnicy zauważają blisko 90 proc. zamieszczanych w niej reklam. Wczytują się w nie i angażują w ich treść. Reklama w prasie żyje tak długo, jak wydanie pisma, a czytelnik wraca do jednego wydania średnio 25 razy. To oznacza, że zauważa zawarte w nim reklamy po kilka razy. W przypadku pism wnętrzarskich cykl życia reklamy wynosi nawet kilkanaście miesięcy.

PBC wprowadza właśnie na rynek nowy model badania reklamy prasowej, który pozwoli mierzyć jej zasięg, intensywność i jakość kampanii reklamowych w prasie oraz oszacować koszty dotarcia do grup docelowych. Badanie jest wspólnym projektem PBC, wydawców prasy i domów mediowych. Wiąże się ono z wprowadzeniem na rynek reklamy kilku nowych wskaźników mediaplannerskich i zakłada m.in. badanie rzeczywistych zachowań konsumentów reklamy prasowej na bazie eyetrackingu, który rejestruje ruchy gałki ocznej i pozwala określić, jak badani czytają pisma oraz na co zwracają uwagę, skupiając się na reklamie.

– Pasywny pomiar reklamy prasowej jest oparty na urządzeniu do śledzenia ruchów gałki ocznej. Gdy czytelnik czyta pismo, w którym oprócz treści redakcyjnych są też reklamy, dokładnie śledzimy, jak jego oko się zachowuje i gdzie się znajduje w danym momencie – mówi Waldemar Izdebski. – Ludzkie oko bardzo szybko porusza się w rożnych kierunkach – rejestruje w swoim polu widzenia tekst redakcyjny, a w międzyczasie skanuje np. ile kosztuje pralka czy jakiś inny produkt w promocji. To rodzi pewien problem, ponieważ trzeba z tego stworzyć pewien model. I my taki model stworzyliśmy, po pierwsze wyodrębniamy zauważalność reklam, a po drugie kontakty z reklamą oraz czas, w którym oko czytelnika przebywa w polu widzenia reklamy – podkreśla.

Żeby kontakt czytelnika z reklamą był efektywny, musi trwać co najmniej 1/3 sekundy (300 milisekund), co w nauce nosi nazwę P300 i oznacza aktywację uwagi. Nowe badanie PBC pokazuje natomiast, że jeden realny kontakt czytelnika z reklamą trwa średnio aż 2/3 sekundy (600 milisekund). To oznacza nie tylko aktywowanie procesów uwagi, lecz także skupienia, czyli następuje zapamiętywanie reklamy.

– Kontakt jest bardzo ważną sprawą. W prasie przeciętnie trwa on 2/3 sekundy, co oznacza aktywowanie procesów związanych ze skupieniem – reklama wtedy jest przetwarzana świadomie i elementy jej są zapamiętywane. To kluczowa sprawa dla naszego badania – realny, bardzo jakościowy kontakt z reklamą prasową – podkreśla Waldemar Izdebski.

Nowe badanie reklamy prasowej PBC znacznie rozszerza także próbę badania czytelnictwa w formie ankiety internetowej (metoda CAWI). Łącznie z dotychczasowym badaniem prowadzonym przez ankieterów w domach respondentów (metoda CAPI) to ponad 30 tys. wywiadów rocznie, a większa próba badawcza pozwala na dokładniejsze analizy czytelnictwa.

– To badanie rozdziela nośnik i reklamę. Pokazuje, ile razy pojedynczy czytelnik ma kontakt z reklamą, ile czasu tak naprawdę przy niej spędza. To dużo bardziej precyzyjne niż mówienie po prostu: „Mamy nakład 10 tys., więc docieramy do 10 tys. ludzi”. Do tej pory mierzyliśmy nakłady i nośniki tylko i wyłącznie dlatego, że nie było lepszego sposobu – mówi Paweł Tkaczyk, strateg marki w agencji reklamowej MIDEA.

Wydawcy i przedstawiciele domów mediowych zgodnie oceniają, że badanie PBC to nowy standard mierzenia efektywności reklamy w prasie.

– Pasywny pomiar reklamy prasowej PBC to interesujący pomysł wykonany w innowatorski sposób. Dzięki niemu będzie można wykazać np. o ile reklama całostronicowa jest lepiej zauważana od reklamy półstronicowej. Wszystkie dotychczasowe argumenty używane przez wydawców będzie można wykazać w danych liczbowych, wyniki są dostępne na poziomie poszczególnych tytułów. Dzięki temu można podawać mediaplan, bazując na pomiarze kontaktu z reklamą. To jest daleko idąca innowacyjność i nowość w stosunku do obecnej sytuacji – mówi Dariusz Kostrzewski, dyrektor ds. badań i analiz rynku w „Gazecie Wyborczej”.

Szef Polskich Badań Czytelnictwa Waldemar Izdebski podkreśla również, że dzięki nowej metodologii badania reklamy prasowej wydawcy i domy mediowe będą mogli przede wszystkim wykazać reklamodawcom, że reklama w prasie jest mierzalna, pokazać, w jaki sposób wydają pieniądze i jakie są tego efekty.

– W tym momencie mówimy już nie tylko o tym, że ileś milionów ludzi miało w ręku dany tytuł, czytało bądź przeglądało wydanie gazety lub magazynu. Teraz możemy odpowiedzieć na pytanie, ile osób faktycznie widziało daną reklamę, ile osób do niej wracało, widziało ją wielokrotnie, patrzyło na nią przez sekundę czy dwie. Wiemy, że krótkie spojrzenie znaczy zupełnie co innego, niż długie spojrzenie. Te wszystkie nowe ujęcia są w tym badaniu obecne i dzięki temu mamy znacznie bardziej precyzyjną wiedzę – mówi dr hab. Jacek Haman, socjolog, ekspert ds. metodologii, Polskie Badania Czytelnictwa.

– Pasywny pomiar reklamy jest atrakcyjny dla wszystkich planujących media w Polsce. Świat się zmienił – głównie dzięki mediom digitalowym – i marketerzy przyzwyczaili się do tego, że mogą planować reklamy w sposób mierzalny. W przypadku pasywnego pomiaru reklamy prasowej mamy do czynienia z realnym, wielokrotnym, jakościowym i niepodważalnym pomiarem, który pozwala nam nie tylko coś obiecać i zadeklarować, lecz także wykazać realny efekt. To jest pewien przełom – dodaje Izabela Sarnecka, dyrektor Biura Reklamy Wydawnictwa Bauer.

Wirtualna rzeczywistość wkracza do zarządzania nieruchomościami. Pozwala szkolić pracowników szybciej i w bezpieczniejszych warunkach

Wirtualna rzeczywistość wkracza do zarządzania nieruchomościami. Pozwala szkolić pracowników szybciej i w bezpieczniejszych warunkach 2

Automatyzacja i wykorzystanie dronów, np. do monitorowania czy wsparcia obsługi technicznej budynków, stają się standardem w zarządzaniu nieruchomościami. Rynek szuka coraz bardziej zaawansowanych technologicznie rozwiązań, a firmy coraz chętniej wykorzystują także wirtualną rzeczywistość do usprawnienia swoich procesów i szkolenia pracowników technicznych. Pozwala to przeszkolić załogę i zweryfikować jej wiedzę w bezpiecznych warunkach, w dowolnym miejscu, jednocześnie redukując czas i koszty takich szkoleń.

– Pojęcie facility management jest dość skomplikowane. Obejmuje pewne procesy, które definiują, w jaki sposób należy zarządzać przedsiębiorstwem. Natomiast w obszarze nieruchomości facility management jest kojarzony jako usługi dostarczane klientom w zakresie zarządzania ich dobrami, jako obsługa techniczna budynków – mówi agencji Newseria Biznes Norbert Ślusarczyk, segment director corporate, Hard FM Poland w Sodexo Polska.

Facility management, czyli kompleksowe zarządzanie budynkiem, może przynieść firmie szereg korzyści – od obniżenia kosztów utrzymania nieruchomości, przez zwiększenie jej rynkowej wartości, po poprawę jakości świadczonych w nim usług. FM może obejmować cały szereg aspektów: zarówno obsługę techniczną budynku, utrzymanie czystości i catering, zarządzanie ekonomiczne, jak i elementy związane z poprawą warunków pracy czy motywowaniem pracowników. W ten obszar – podobnie jak w innych branżach – w coraz większym stopniu wkraczają nowe technologie.

– Klienci oczekują, że będziemy dostarczać im obsługę facility management w innowacyjny sposób, że będziemy optymalizować koszty utrzymania nieruchomości bądź koszty personalne potrzebne do realizacji takich usług. Najlepszą odpowiedzią na te potrzeby jest zastosowanie nowych technologii. Dlatego inwestujemy w nie już od pewnego czasu. Wprowadzamy roboty, drony i procesy automatyzacji, które mają przede wszystkim optymalizować koszty ponoszone przez naszych klientów – mówi Norbert Ślusarczyk.

Wykorzystanie robotów i dronów, np. do monitorowania czy wsparcia obsługi technicznej budynków, powoli stają się już standardem w branży. Dlatego potrzebne są coraz nowsze i bardziej zaawansowane rozwiązania, które pozwolą lepiej zarządzać obsługą nieruchomości, a przy tym zredukować koszty.

– Nowym rozwiązaniem jest wirtualna rzeczywistość, kojarzona do tej pory głównie z grami komputerowymi. Rozwój technologii i większa dostępność takich rozwiązań pozwalają nam na zastosowanie VR w naszej branży do usprawnienia procesów. To idealne rozwiązanie, abyśmy mogli naszym pracownikom zapewnić wyższy komfort pracy i większe bezpieczeństwo, z kolei naszych klientów nie narażać na niezaplanowane sytuacje – mówi Norbert Ślusarczyk.

Technologia wirtualnej rzeczywistości uzupełni stosowane przez Sodexo standardowe metody audytu i szkolenia pracowników. Pierwszym wdrażanym modułem szkoleniowym na bazie VR jest pompownia przeciwpożarowa. Pracownicy będą odbywać szkolenia z przeglądu pompowni przeciwpożarowej w wirtualnym środowisku, co pozwoli przeszkolić załogę i zweryfikować jej wiedzę bez narażania zdrowia pracowników czy bezpieczeństwa pracy urządzeń.

– Dzięki odwzorowaniu pomieszczeń możemy szkolić pracowników technicznych w dowolnym miejscu i o dowolnej porze bez narażania ich zdrowia i bezpieczeństwa naszych klientów. Każdego pracownika możemy przeszkolić i przeegzaminować, sprawdzając jego wiedzę, bezpośrednio w obiekcie klienta czy w centrali naszej firmy. To optymalizacja zarówno czasu osób szkolących, jak i szkolonych – przekonuje Norbert Ślusarczyk.

Szkolenie pracowników w wirtualnej rzeczywistości ma też wymiar proekologiczny. W tradycyjnym szkoleniu z przeglądu pompowni przeciwpożarowej zużywa się średnio 40–100 litrów oleju napędowego. Wykorzystanie VR pozwala ograniczyć tę ilość i zmniejszyć ślad węglowy.

– Szkolenia w wirtualnej rzeczywistości to trend, który będzie się upowszechniał w obszarze facility management. Do tej pory nie było narzędzi pozwalających na przeprowadzenie tego typu szkoleń dla pracowników technicznych. Natomiast za jakiś czas stanie się to normą – mówi ekspert Sodexo Polska.

Dodatkowy atut to oszczędność czasu i kosztów, bo szkolenie wraz z modułem egzaminacyjnym trwa około godziny.

– Największym kosztem dla utrzymania nieruchomości jest koszt i czas pracy naszych pracowników. To jest element, który możemy optymalizować przy wykorzystaniu wirtualnej rzeczywistości. Pozwoli nam to zdecydowanie podnieść efektywność pracy ludzi i poprawić kosztową część obsługi nieruchomości – podkreśla Norbert Ślusarczyk.

Sodexo jest jednym z liderów rynku facility management. Obsługuje w całej Polsce blisko 220 nieruchomości i 1 350 mniejszych jednostek, dostarczając kompleksowe, zintegrowane usługi.

Przybywa freelancerów. Największe zapotrzebowanie jest na programowanie i tłumaczenia

Małe i średnie firmy coraz częściej w poszukiwaniu oszczędności nawiązują współpracę z freelancerami. Duże znaczenie ma też elastyczność takiego rozwiązania. Dlatego korzystają z nich zarówno mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa, osoby fizyczne, jak i duże firmy. – Najczęściej z freelancerami współpracują agencje interaktywne czy biura tłumaczeń, firmy, które mają dużo zleceń w branżach takich jak programowanie, copywriting – podkreślają eksperci Useme.eu.

– Najpopularniejsze oferty freelancingu to usługi związane z programowaniem, tworzeniem stron internetowych, większe lub mniejsze prace programistyczne, prace związane z copywritingiem. Mówimy o tłumaczeniach, pisaniu artykułów czy pracy z social mediami, ale także o pracach graficznych – przygotowaniu grafik, projektów stron, drobnych elementów graficznych jak ulotki. W tych grupach najczęściej pojawiają się zlecenia – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Głośny, prezes Useme.eu.

Z raportu Useme.eu „Freelancerzy w Polsce w 2019 roku” wynika, że najczęściej do freelancerów zgłaszają się mikroprzedsiębiorstwa (68,4 proc.), małe i średnie firmy (50,3 proc.), a także osoby fizyczne (50 proc.).

– Korzyści, jakie osiągają, współpracując z freelancerami, to przede wszystkim elastyczność zatrudnienia, bo najczęściej większość firm nie potrzebuje zatrudniać grafika, żeby stworzyć projekt ulotki. To sprowadza się do elastyczności wykonywanych zadań, a co za tym idzie – do niższych kosztów działania. Dużo taniej jest zatrudnić kogoś do wykonania konkretnego zlecenia niż zatrudniać kogoś na etat i czekać na zlecenia dla niego – mówi Przemysław Głośny.

Statystyczny freelancer to 25–34-latek, mieszkający zarówno w małych miejscowościach, jak i dużych miastach. Co drugi łączy dodatkową pracę z etatem i przeznacza na nią średnio 4 godziny dziennie. W ubiegłorocznym badaniu 14,5 proc. ankietowanych zadeklarowało rezygnację z etatu na rzecz całkowitego poświęcenia się freelancingowi, a co dziesiąta osoba planowała zrobić to jeszcze w tym roku.

– Najczęściej z freelancerami współpracują agencje interaktywne, biura tłumaczeń, takie, które mają dużo drobnych zleceń. Aczkolwiek praktycznie każda firma na jakimś etapie ma potrzebę jednorazowej pracy w postaci np. zaprojektowania strony internetowej, ulotki czy wykonania drobnego tłumaczenia, więc w zasadzie nie ma konkretnej grupy, która jest skazana na współpracę z freelancerami – mówi prezes Useme.eu.

Freelancer pracuje na własny rachunek, sam szuka zleceń, ustala czas pracy i wyznacza termin urlopu. Budowanie swojej marki na rynku to jednak trudna i mozolna praca. Freelancerzy podkreślają, że łatwo też to stracić.

– Kiedyś freelancer kojarzył się z nieterminowością, lekkim podejściem do obowiązków, ale to się zmienia. Od 2 lat zaczęliśmy używać pojęcia „freelancer”, dlatego że już nie odstrasza potencjalnych zleceniodawców – mówi Przemysław Głośny.

Większość freelancerów preferuje zatrudnienie na umowę o dzieło oraz wystawianie faktur VAT. Prawie dwie trzecie z nich ufa swoim klientom i nie oczekuje zaliczki za pracę lub robi to bardzo rzadko. Blisko 80 proc. freelancerów pytanych przez platformę Useme.eu przyznaje, że rzadko lub nigdy nie mają problemów z terminowym otrzymaniem wynagrodzenia. Wolni strzelcy zdecydowanie rzadziej dają się namówić na pracę na czarno dla klienta. Taką możliwość w tegorocznym badaniu zadeklarowało 13,8 proc. osób, podczas gdy w ubiegłym roku było to 37,4 proc.

– Obserwujemy z roku na rok, że i liczba freelancerów, i liczba firm korzystających z ich pracy rośnie z uwagi na zwiększający się zakres prac w tych najpopularniejszych branżach i potrzebę większej elastyczności pracy – ocenia perspektywy rynku Przemysław Głośny.

Praca programisty jest niezwykle opłacalna. Kursy programowania oferuje np sdacademy.pl ich propozycje są naprawde godne uwagi.

Dane i statystyki mogą pomóc samorządom w rozwoju. W 2021 roku powstanie baza danych o usługach publicznych świadczonych przez samorządy

Dane i statystyki mogą pomóc samorządom w rozwoju. W 2021 roku powstanie baza danych o usługach publicznych świadczonych przez samorządy 3

Podobnie jak w biznesie dane i statystyki mogą stanowić bazę dla rozwoju samorządów, pomagając w podejmowaniu decyzji o inwestycjach czy wydatkowaniu środków publicznych. W Polsce brakuje jednak centralnego systemu ich gromadzenia i przetwarzania. Często w tym samym kontekście podawane są różne statystyki, pochodzące z różnych źródeł. Tę sytuację może zmienić System Monitorowania Usług Publicznych, którego start planowany jest na 2021 rok. SMUP ma być kompleksową bazą danych o usługach publicznych świadczonych przez samorządy, z której będą mogli korzystać m.in. przedsiębiorcy, administracja, mieszkańcy i instytucje pozarządowe.

– Mamy dzisiaj szereg danych i informacji płynących z różnych źródeł, natomiast cały czas na poziomie ogólnopolskim kuleje kwestia udostępnienia tych danych. Przeciętny mieszkaniec Gliwic nie zdaje sobie sprawy z tego, że w urzędzie miejskim co roku tworzonych jest blisko 200 zestawień danych na różne potrzeby – począwszy od Głównego Urzędu Statystycznego, poprzez marszałka i połowę ministerstw, po różnego rodzaju instytucje. Tych statystyk i analiz tworzymy naprawdę wiele, natomiast na poziomie kraju są one ze sobą nieskoordynowane – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Śpiewok, wiceprezydent Gliwic.

Jak podkreśla, przeciętny użytkownik nie potrafi sobie poradzić z analizą raportów i wnioskowaniem, bo nie zna kontekstu ani metody gromadzenia danych, więc byłoby to obarczone dużym błędem. Dlatego w Polsce konieczne jest wypracowanie jednolitego systemu gromadzenia i analizy danych z różnych źródeł, które mogłyby być wykorzystywane m.in. przez samorządy. Obecny jest bowiem pracochłonny i nieefektywny.

– Jestem zwolennikiem systemu norweskiego, gdzie funkcjonuje jedna instytucja samorządowa, której działalność jest zbieżna z naszym Głównym Urzędem Statystycznym i która zbiera dane ze wszystkich samorządów i ministerstw. System jest kompleksowy, dane ze wszystkich gmin są zbierane w jednym miejscu i pozwalają na wysuwanie właściwych wniosków na poziomie kraju – mówi Mariusz Śpiewok.

Według raportu „Data utilization intensity and economic performance” opracowanego dla resortu cyfryzacji efektywne przetwarzanie danych to jeden z kluczowych elementów dla całej gospodarki. Dostęp, analiza i wykorzystanie danych wpływają w 48 proc. na produktywność polskiego PKB i w 46 proc. na PKB całej Unii Europejskiej.

Biznes już w tej chwili korzysta z big data i zaawansowanej analizy danych, żeby tworzyć nowe modele biznesowe i prześcignąć konkurencję. Jednak dane i statystyki mogą również stanowić bazę do rozwoju samorządów, np. optymalizując decyzje o podejmowanych inwestycjach czy wydatkowaniu środków publicznych. Stworzenie ogólnokrajowego systemu mogłoby w tym pomóc.

– Takie pomysły się pojawiają, rozmawiamy o nich z innymi samorządami i ministerstwami. Zresztą do  Krajowej Strategii Rozwoju Regionalnego został już wpisany System Monitorowania Usług Publicznych jako element do realizacji w najbliższych latach. Jednak w międzyczasie pojawiają się nowe wymogi prawne, jak choćby niedawno wprowadzony obowiązek tworzenia raportów o stanie gminy. Każda z gmin musi stworzyć raport, czyli kolejne opracowanie oparte na danych, i to nie wpisuje się w ujednolicenie podejścia do gromadzenia danych – mówi wiceprezydent Gliwic.

System Monitorowania Usług Publicznych (SMUP) to projekt realizowany – przy współudziale środków unijnych – przez Związek Miast Polskich i Związek Powiatów Polskich wspólnie z MSWiA oraz GUS-em. Są w niego zaangażowane samorządy różnej wielkości z całego kraju. Start systemu informatycznego, który ma być kompleksową bazą danych o usługach publicznych świadczonych przez samorządy, jest zaplanowany na koniec 2021 roku. Korzystać z niego będą mogli m.in. przedsiębiorcy, instytucje administracji rządowej i samorządowej, mieszkańcy, instytucje pozarządowe i środowiska naukowe.

Zgodnie z koncepcją wykonawczą przyjętą na początku tego roku SMUP będzie zawierać dane o usługach publicznych świadczonych przez samorządy w 6 obszarach: (podatki i opłaty lokalne, gospodarowanie nieruchomościami, drogownictwo i transport, ochrona środowiska, inwestycje i budownictwo, geodezja i kartografia). Dla każdego z nich będą stosowane takie same wskaźniki monitorujące pod kątem liczby, jakości, dostępności i efektywności kosztowej, co umożliwi m.in. porównywanie wyników osiąganych przez poszczególne samorządy.

Naukowiec MIT: Za 10 lat nie będziemy już musieli rozmawiać. Będziemy mogli czytać nawzajem swoje umysły

Naukowiec MIT: Za 10 lat nie będziemy już musieli rozmawiać. Będziemy mogli czytać nawzajem swoje umysły 4

Wraz ze wzrostem znaczenia systemów przetwarzania dużych zasobów informacji zwiększa się ryzyko wycieku poufnych danych użytkowników internetu. W związku z tym firmy technologiczne muszą inwestować w rozwiązania, które zabezpieczą informacje przed dostępem osób niepowołanych. Istotną rolę mogą odegrać na tym polu algorytmy sztucznej inteligencji. W przyszłości algorytmy mogą nie być potrzebne. – Za 10 lat nie będziemy już musieli rozmawiać, bo będziemy mogli czytać nawzajem swoje umysły, a po drugie, nasze mózgi będą połączone ze sobą oraz z komputerami i staniemy się zbiorową inteligencją lub superludźmi – przewiduje Peter Gloor z MIT.

– Dzięki gromadzeniu dużych zbiorów danych dotyczących swoich klientów, ogromne spółki mogą przeanalizować np. cele podróży swoich pasażerów i korzystając z systemów opartych na sztucznej inteligencji planować zakup nowych samolotów czy otwarcie nowych połączeń. Spółki, które najlepiej analizują dane, będą mogły odnosić sukcesy dzięki przewidywaniu przyszłych trendów. Spółki takie będą posiadały dogłębną wiedzę, która umożliwi planowanie przyszłych działań – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Peter Gloor z Massachusetts Institute of Technology (MIT).

Dziś nie tylko wielkie korporacje technologiczne interesują się narzędziami do bezpiecznego przetwarzania danych w sieci. Coraz częściej zagadnieniem tym interesują się jednostki administracji publicznej w związku z postępującą cyfryzacją społeczeństwa. Wdrażane są zarówno państwowe platformy zabezpieczające procesy przetwarzania informacji publicznych, jak i regulacje prawne, które mają wyznaczyć ramy bezpiecznego przetwarzania danych o charakterze poufnym.

Na polskim rynku największym przedsięwzięciem tego typu jest partnerstwo publiczno-prywatne zawiązane pomiędzy Operatorem Chmury Krajowej a firmą Google. Amerykańska korporacja udostępni polskim przedsiębiorcom chmurę Google Cloud, dzięki które będą mogli oni w bezpieczny sposób przetwarzać zasoby big data. Z jednej strony nowe narzędzie pozwoli firmom analizować duże zbiory danych, aby lepiej dotrzeć do klienta, z drugiej zaś będzie gwarancją tego, że dane będą przetwarzane w sposób bezpieczny i w pełni transparentny.

– Ochrona prywatności jest ważnym zagadnieniem, ponieważ żyjemy w społeczeństwie, w którym nie wszyscy życzą dobrze innym ludziom. Z tego powodu musimy zachowywać w tajemnicy naszą orientację seksualną, naszą sytuację finansową, nasze poglądy na temat urzędującego prezydenta USA. Musimy chronić naszą prywatność przed osobami, które chciałyby nam wyrządzić krzywdę – mówi Peter Gloor.

Równie istotne są procesy legislacyjne, które mają uregulować kwestie związane z masowym przetwarzaniem danych użytkowników internetu, m.in. unijne przepisy RODO. Według raportu opracowanego przez analityków EY Polska, już teraz widać pozytywne efekty wprowadzenia tych regulacji. Co trzecia firma zainwestowała w oprogramowanie do bezpiecznego przetwarzania danych klientów. Z drugiej strony według 56 proc. respondentów nowe prawo wymusi wprowadzenie zmian w sposobach funkcjonowania firm zajmujących się sprzedażą oraz marketingiem, które zostaną zmuszone do pozyskiwania klientów z poszanowaniem ich prywatności.

– Gdyby wszyscy mieli dogłębną wiedzę, regulacje prawne nie byłyby potrzebne. Niestety, w naszym społeczeństwie znajdzie się ten 1 proc. ludzi, którzy nie życzą dobrze innym i chcą wykorzystać pozostałą część populacji, kradnąc dane. Przykładem takiego zachowania może być zdobycie numeru czyjejś karty kredytowej i próba wyłudzenia pieniędzy w ten sposób. Z tego powodu musimy – po pierwsze, edukować ludzi, że nie należy podawać numeru karty kredytowej podczas korzystania z niezabezpieczonej przeglądarki internetowej, a po drugie – wprowadzać regulacje prawne zabraniające działań – mówi ekspert.

Jednym z efektów wprowadzenia RODO może być powstanie narzędzi profilujących klientów pozyskiwanych dzięki analizie zasobów big data. Umożliwią one precyzyjne określenie grupy docelowej, a co za tym idzie – dotarcie z przekazem marketingowym wyłącznie do tych klientów, którzy rzeczywiście są zainteresowani daną usługą.

Dobrym przykładem narzędzia, które działa w ten sposób, jest projekt Bali autorstwa Microsoftu. Skupia się on na rozwiązaniu problemu odwróconej prywatności, czyli danych pozwalających zidentyfikować użytkownika, nad którymi ten nie ma pełnej kontroli. Mowa tu m.in. o informacjach przetwarzanych przez służby publiczne, pracodawców czy duże sieci handlowe. Prace nad tym narzędziem prowadzone są od kilku miesięcy, a według Microsoftu pozwoli przejąć użytkownikowi pełną kontrolę nad danymi zebranymi na jego temat, zwizualizować je, zarządzać nimi, a nawet zarabiać na ich przetwarzaniu.

Jak prognozuje ekspert, w przyszłości procesy przetwarzania danych mogą zachodzić już nie tylko w chmurze.

– Przyszłość już nadeszła. Za 10 lat nie będziemy już musieli rozmawiać, bo będziemy mogli czytać nawzajem swoje umysły, a po drugie, nasze mózgi będą połączone ze sobą oraz z komputerami i staniemy się zbiorową inteligencją lub superludźmi – przewiduje Peter Gloor.

Według analityków z firmy International Data Corporation wartość globalnego rynku big data w 2018 roku przekroczyła 189 mld dol. Przewiduje się, że do 2022 roku wzrośnie do przeszło 274 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie powyżej 13 proc.

Technologia kwantowa staje się coraz bardziej realna. Za kilka lat superkomputery pomogą opracować zupełnie nowe materiały i leki

Technologia kwantowa staje się coraz bardziej realna. Za kilka lat superkomputery pomogą opracować zupełnie nowe materiały i leki 5

Naukowcom Google udało się skonstruować w pełni funkcjonalny komputer wykorzystujący do przeprowadzania obliczeń matematycznych zjawisko supremacji kwantowej. Urządzenie może się pochwalić niesamowitą wydajnością i jest pierwszym krokiem w stronę technologii nowych prędkości. W ciągu 200 sekund procesor Sycamore przeprowadził obliczenia, które wykonywane za pośrednictwem najszybszego klasycznego superkomputera IBM Summit potrwałyby ok. 10 tys. lat.

– Technologia kwantowa to technologia, dzięki której można wykonać niektóre obliczenia znacznie szybciej. Jest w stanie dać nam odpowiedzi na pytania, których jeszcze nie postawiliśmy, lub takie, na które do tej pory nie odpowiedzieliśmy. Niektóre obliczenia mogłyby nam zająć całe wieki. Google wykonał wyliczenia, które pokazały, że gdybyśmy chcieli przeprowadzić te działania na najszybszym na świecie „standardowym” superkomputerze, zajęłoby nam to jakieś 10 tys. lat. Maszyny Google’a wykonały te obliczenia w zaledwie kilka minut – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje profesor Jacob Biamonte, ekspert ds. fizyki kwantowej.

Wysoka wydajność obliczeniowa komputerów kwantowych wynika ze sposobu, w jaki przetwarzają informacje. W przeciwieństwie do tradycyjnych komputerów opartych na technologii krzemowej nie operują na bitach, które mogą przybierać wartości binarne. Działają w oparciu o kubity, kwantowe jednostki informacji, które przenoszą znacznie szerszy zasób wartości pośrednich, a co za tym idzie – charakteryzują się zauważalnie wyższą mocą obliczeniową.

Dokonanie kwantowej supremacji przez komputer od Google to ważny krok w stronę technologii nowych prędkości. Inżynierom korporacji udało się zmusić 53 kubity do wygenerowania losowego ciągu cyfr, a następnie zweryfikowania, czy rzeczywiście mamy do czynienia z ciągiem o losowym charakterze. Komputer został skonstruowany z myślą o wykonaniu tego konkretnego zadania, ale w przyszłości podobne konstrukcje mogą być wykorzystanie do przeprowadzania skomplikowanych operacji liczbowych z dziedziny materiałoznawstwa, ekonomii czy kryptografii.

– Najbardziej interesujące i ekscytujące w tej technologii jest to, czego jeszcze nie odkryliśmy, jeśli chodzi o materiałoznawstwo. Chcielibyśmy dowiedzieć się więcej o materiałach, które jeszcze nie do końca poznaliśmy, a których nie da się badać przy pomocy żadnego z komputerów dostępnych obecnie. Komputery kwantowe pozwolą nam odpowiedzieć na wszystkie pytania, a ich wpływ będzie widoczny w wielu branżach – trudno powiedzieć, która z nich będzie pierwszą, ale jedno jest pewne: firmy nie mogą pozwolić sobie na zignorowanie tej technologii – twierdzi ekspert.

Eksperymenty związane z wykorzystaniem komputerów kwantowych prowadzą także inne czołowe korporacje technologiczne. Jednym z głównych rywali Google w tej branży jest firma IBM, która powołała do życia IBM Quantum Computation Center w mieście Poughkeepsie, w stanie Nowy Jork, jednostkę naukową skupioną na badaniach związanych z supremacją kwantową. W projekcie uczestniczą zarówno przedstawiciele świata biznesu, jak i nauki, a głównym zadaniem placówki jest znalezienie komercyjnych zastosowań dla komputerów kwantowych.

Jednym z najnowszych odkryć zespołu IBM w tej dziedzinie jest opracowanie metody na kontrolowanie kwantowego zachowania atomów. Badanie przeprowadzone za pośrednictwem skaningowego mikroskopu tunelowego dowiodło, że istnieje możliwość skonstruowania komputera kwantowego, który w roli kubitów wykorzystywałby pojedyncze atomy, w przypadku tego nowatorskiego eksperymentu – atomy tytanu.

– Musimy pamiętać, że to zupełnie nowa technologia. Ma w sobie słowo komputer, ale rozwiązuje problemy, którymi się dziś zajmujemy, dużo szybciej niż tradycyjny komputer. Przyczyni się do prawdziwej transformacji i bardzo trudno jest przewidzieć jej rozwój, podobnie jak w przypadku Faradaya, który pokazał, że stworzenie silnika elektrycznego jest możliwe. W jego czasach też nikt nie przewidział, że ta technologia stworzy podwaliny komunikacji bezprzewodowej – wskazuje Jacob Biamonte.

Google udało się dokonać kwantowej supremacji, ale jest to dopiero pierwszy krok na drodze do upowszechnienia technologii tego typu. Projekty pokroju Quantum Development Kit mają umożliwić wykorzystanie komputerów kwantowych nie tylko do wykonywania ściśle ograniczonych zadań. Prezes Google Sundar Pichai przewiduje, że w ciągu kilku najbliższych lat powstaną komputery kwantowe nowej generacji, które rozwiążą dotąd nierozwiązywalne problemy ze względu na zbyt długi czas.

Maszyny tego typu mogą usprawnić szyfrowanie danych, stworzyć nowe modele pogodowe, pomóc w projektowaniu nowych leków, przyspieszyć prace związane z opracowywaniem nowych materiałów czy rozszyfrowywanie genomu.

– Głębokie kwantowe sieci neuronowe zwiększają możliwości maszyny w zakresie przewidywania i dzięki temu uczy się ona znacznie szybciej. Mamy zupełnie nowy model koncepcyjny, który tak bardzo różni się od dzisiejszych komputerów, że w zasadzie nie da się go z nimi zestawić. Pytania, które obecnie zadajemy, będą musiały się zmienić. To bardziej filozofia, nie fizyka, a to bardzo rzeczywiste ucieleśnienie idei jest wciąż bardzo trudne do wyjaśnienia. Technologia bardzo zmieni sposób spojrzenia na świat i nie powinniśmy jej lekceważyć, bo wtedy bylibyśmy tacy jak nasi przodkowie, którzy w momencie odkrycia elektryczności nie mieli narzędzi do korzystania z niej – podsumowuje Jacob Biamonte.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku obliczeń kwantowych w 2019 roku wyniosła 93 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 283 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 24,9 proc.

Hongkong zmierza do najgłębszej recesji od japońskiej okupacji

Trwające od 5 miesięcy protesty w Hongkongu powodują, że gospodarka tego regionu skurczyła się o ponad 3 proc. zaledwie w ciągu jednego kwartału. Biorąc pod uwagę skalę słabnącego eksport i zmniejszających się inwestycji czy dramatyczny spadek liczby turystów, nie należy oczekiwać szybkiego powrotu na ścieżkę wzrostu PKB – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W połowie 2019 r. na szeroką skalę rozpoczęły się protesty w Hongkongu. Chociaż mają one głównie podłoże polityczne, to jednak demonstracje młodych ludzi są również związane z pogarszającym się standardem życia (olbrzymi wzrost cen nieruchomości) oraz silnymi nierównościami dochodowymi w tym Specjalnym Regionie Administracyjnym (SAR).

Niepokoje społeczne zbiegły się też z niekorzystnymi warunkami ekonomicznymi w Azji. Wojna celna między USA i Chinami jeszcze przed wyjściem milionów obywateli na ulicę byłej brytyjskiej kolonii powodowała redukcję wymiany handlowej Hongkongu ze światem. Zarówno eksport, jak i import zaczęły się kurczyć już pod koniec 2018 r. Sierpień i wrzesień br. pokazują ogólny spadek wymiany handlowej już na poziomie ok. 8 proc. (rok do roku), co oznacza najgorszy wynik od kryzysu finansowego ponad dekadę temu.

Nie tylko handel, ale i inwestycje ostro w dół

Redukcja wymiany handlowej i niepewność związana z kondycją globalnej gospodarki przyczyniły się do zmniejszenia inwestycji. Według urzędu statystycznego dla SAR (CENSTATD) już w II kwartale br. skurczyły się one o ponad 10 proc. W kolejnym kwartale, według wstępnych danych opublikowanych w czwartek, komponent inwestycji w PKB spadł o 16,3 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.

W ciągu ostatnich 45 lat tylko raz inwestycje uległy silniejszemu spadkowi. Były to kwartały szczytu kryzysu azjatyckiego pod koniec ubiegłego stulecia. Regionalny rząd starał się w ostatnich miesiącach ratować sytuację, zwiększając wydatki publiczne aż o 5,3 proc. (rok do roku) w III kwartale – najwięcej od 15 lat, ale i tak nie zapobiegło to dramatycznemu załamaniu się całego PKB.

Sprzedaż zanurkowała o jedną czwartą. Turystów mniej o połowę

Zamknięte ulice czy interwencje policji nie sprzyjają zakupom. Dotyczy to zwłaszcza towarów innych niż żywność i napoje. Ogólny poziom sprzedaży detalicznej obniżył się więc do 11,5 proc. w lipcu i 23 proc. w sierpniu (obie wartości w ujęciu rok do roku). Sprzedaż dóbr trwałego użytku (elektronika, pojazdy, meble) spadła o 14,3 proc r/r w sierpniu, a ubrań o 32,1 proc r/r w tym samym miesiącu. O prawie jedną trzecią obniżyła się wartość sprzedaży w galeriach handlowych, a popyt generowany przez konsumentów na biżuterię, zegarki czy inne luksusowe towary spadł o 47,4 proc. w sierpniu – według oficjalnych danych CENSTATD.

Ta ostatnia kategoria jest także dobrym miernikiem wydatków turystów. Dane Rady Turystyki Hongkongu pokazują, że liczba odwiedzających SAR spadła we wrześniu o ponad 34 proc. do 3,1 miliona. To drugi z rzędu ponad 30-procentowy spadek w ujęciu rok do roku. Gros turystów odwiedzających Hongkong to obywatele Chin (70-80 proc.). Według Departamentu Handlu SAR turysta wizytujący region  wydaje średnio 6,6 tys. hongkońskich dolarów (ok. 3,3 tys. zł) na osobę podczas jednej wizyty (2018 r.), a w sumie ich roczne wydatki sięgnęły 328 mld $HK (ok.13 proc. całego PKB).

Na razie nie ma żadnych sygnałów, by sytuacja w turystyce ulegała poprawie. Bloomberg w środę cytował wypowiedź szefowej administracji Hongkongu Carrie Lam, że w pierwszej połowie października liczba odwiedzających region zmniejszyła się o ok. połowę w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Uwzględniając tak olbrzymi udział turystyki w sprzedaży detalicznej, można oczekiwać, że tempo jej spadku utrzyma się na poziomie ok. 25 proc. w kolejnych miesiącach. Szacunki ekonomistów Bloomberga pokazują, że we wrześniu mogła ona zanurkować o 28,5 proc r/r.

To może być najgorszy okres od japońskiej okupacji

Nałożenie się na siebie trzech negatywnych czynników – dramatu w handlu zagranicznym, załamania się inwestycji i spektakularnego spadku sprzedaży detalicznej – sprawia, że w ciągu III kw. br. PKB obniżyło się o 3,2 k/k (w drugim mieliśmy spadek o 0,4 proc. k/k) i 2,9 proc. r/r. W ciągu ostatnich 30 lat tylko raz Hongkong doświadczył minimalnie głębszego spowolnienia – o 3,4 proc. na początku 2009 r., ale kolejny kwartał to był już wzrost o 3,6 proc.

Biorąc jednak pod uwagę, że wstępne dane nie obejmują wrześniowej sprzedaży detalicznej (publikacja na początku listopada), można oczekiwać, że zostaną one zrewidowane jeszcze w dół. Nie ma też co liczyć na szybkie odbicie koniunktury w najbliższych tygodniach, jak to miało miejsce w 2009 r. Protesty trwają, inwestycję spadają, turyści wystrzegają się regionu. Obecna sytuacja może być zatem znacznie trudniejsza niż w szczycie kryzysu finansowego. Patrząc dodatkowo na dane Banku Światowego (1960-1990 r.), Hongkong ani razu nie był w recesji. Również w latach 50. ze względu na niezwykle szybki rozwój i napływ siły roboczej także był to prawdopodobnie okres bez kilkukwartalnego spadku PKB. W rezultacie jest bardzo prawdopodobne, że obecny spadek aktywności gospodarczej będzie najsilniejszy od momentu okupacji Hongkongu przez Japonię i dramatycznej migracji ponad połowy ludności z tego regionu w pierwszej połowie lat 40. ubiegłego stulecia.

Design w służbie coworkingu

Coworking rośnie w siłę. To już nie tylko przestrzeń dla freelancerów, ale coraz częściej elastyczne rozwiązanie biurowe wykorzystywane przez mniejsze i duże firmy, a nawet międzynarodowe korporacje. Według prognoz ShareSpace wzrost rynku coworkingowego w ciągu najbliższej dekady utrzyma się na stałym poziomie około 30%. Silna konkurencja sprawia, że przestrzenie muszą się czymś wyróżnić. Bezsprzecznie jest to design, tworzący klimat i atmosferę danego miejsca, ale także realizujący cele biznesowe najemców. Jak design buduje przewagę konkurencyjną biur coworkingowych, a także… ich użytkowników?

Big data i cyfryzacja, zmiany geopolityczne, automatyzacja i robotyzacja, zmiany w środowisku naturalnym. Zjawiska te bezpośrednio wpływają na nasze życie, kształtując nową rzeczywistość – także tę, w której pracujemy. Rynek pracy, a zarazem przestrzenie biurowe, ciągle ewoluują. Walka o największe talenty (the battle for talent), zmiany pokoleniowe, mobilność i rozproszenie pracy, zrównoważony rozwój (sustaiability), urbanizacja i wiążąca się z nią tęsknota za naturą – trendy te zmieniają wciąż nasz styl oraz miejsca pracy. Na rynku przetrwają firmy, które będą w stanie dostosować się do istotnych zmian, tendencji i trendów widocznych w gospodarce, świecie technologii oraz społeczeństwie – mówi Mateusz Laskowski, członek zarządu Forbis Group.

Wobec dynamicznie zmieniającego się środowiska, współczesne organizacje stoją przed ogromnym wyzwaniem. Konieczność zmiany priorytetów z kosztów inwestycyjnych na operacyjne, wymaga ogromnej zwinności i doskonałego zarządzania – perfekcyjną odpowiedzią na te potrzeby stawiane przez gospodarkę jest coworking – elastyczny, pozwalający na błyskawiczne skalowanie liczby stanowisk, bez konieczności wiązania się długoterminową umową – mówi Mateusz Piotrowicz Country Manager ShareSpace. Jakim kryterium kierują się przedsiębiorcy oraz freelancerzy poszukujący przestrzeni coworkingowej dla siebie i swojej firmy? Z pewnością biorą pod uwagę lokalizację, cenę i proponowane usługi. Jednak przy tak dużej konkurencyjności i dość zbliżonych ofertach i udogodnieniach oferowanych obecnie na rynku elastycznych przestrzeni, głównym wyróżnikiem staje się aranżacja przestrzeni.

Jak wygląda idealnie zaprojektowane biuro coworkingowe?

W rzeczywistości każda przestrzeń ustala swoją definicję tego środowiska, ponieważ różnią się one między sobą proponowanymi usługami, liczbą osób, które z niego korzystają, powierzchnią, oferowanym wyposażeniem oraz kulturą pracy i wartościami. Jak wynika z raportu „Design w służbie coworkingu”, element obowiązkowy dla tego typu wnętrz to funkcjonalność, a głównym wyróżnikiem każdej z przestrzeni są rozmaite środki i zabiegi organizacyjne, które pozwalają ją uzyskać. Analizie ekspertów Forbis Group poddane zostały wnętrza HubHub, Biznes Zone i Brain Embassy.

Dobre pomysły się sprawdzają – takie stwierdzenie najlepiej określa zabiegi i idee budujące współczesne coworkingi. Na równi stawiane są funkcjonalność oraz design, a zrównoważone połączenie obu zagadnień oraz rozwiązania mające na celu spełnienie ich podstawowych wymogów i kryteriów, decydują o atrakcyjności danej przestrzeni dla użytkownika – mówi Paulina Kanigowska, architekt Forbis Group. Projektowanie biur coworkingowych stanowi niemałe wyzwanie dla architektów. Jednocześnie to niepowtarzalna możliwość do wykazania się kreatywnością i tworzenia oryginalnych, niebanalnych aranżacji. Z drugiej strony coworking to przestrzeń, którą trudno zamknąć w standardowych ramach. Wśród głównych wyzwań projektowych wymienić można rozproszenie grupy docelowej, konieczność umiejętnego strefowania i organizacji przestrzeni do pracy w kolektywie, spełnienie wszelkich wymogów dotyczących bezpieczeństwa danych.

Jako firma łącząca kompetencje w zakresie projektowania i urządzania biur widzimy, jak duże znaczenie dla osiągania celów biznesowych ma design. Dostrzegamy również jak prężnie rozwija się sektor powierzchni coworkingowych, co nieuchronnie oznacza większa konkurencję, także w kwestii podejścia do aranżacji przestrzeni W raporcie pokazujemy najlepsze praktyki w projektowaniu, w odniesieniu do globalnych trendów i zmian zachodzących na rynku pracy. Udowadniamy, że design i biznes zawsze idą w parze – podkreśla Mateusz Laskowski, członek zarządu Forbis Group.

Złoty notuje trzymiesięczne maksimum w stosunku do EUR i USD

W bieżącym, skróconym tygodniu pracy dominowały wydarzenia z zagranicy. Po długim okresie niepewności, wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zostało przesunięte na koniec stycznia przyszłego roku. Co istotne, brytyjscy parlamentarzyści zgodzili się na przedterminowe wybory, które odbędą się w grudniu. Wcześniejsze wybory dają realną szansę na przełamanie impasu i dojście do porozumienia w kwestii sposobu wyjścia kraju z UE.

W środę wieczorem amerykański FED, zgodnie z prognozą, po raz trzeci obniżył stopy procentowe o 0,25 p.p., do przedziału 1,50-1,75%. Najprawdopodobniej w grudniu System Rezerwy Federalnej nie zdecyduje się już na ponowne obniżenie stóp procentowych.

W kontekście statystyk polskich makroekonomicznych, w tym tygodniu warto wspomnieć o październikowym spadku wskaźnika zaufania gospodarczego (ESI), publikowanego przez Komisję Europejską, do 100,2 pkt. Trend spadkowy dla zaufania podmiotów gospodarczych w Polsce jest bardzo widoczny w ostatnich dwunastu miesiącach. Optymizm przedsiębiorców zaczyna wyraźnie się osłabiać. Najgorzej sytuacja wygląda w budownictwie i przemyśle (choć w tych dwóch branżach nastąpił ostatnio lekki wzrost zaufania). W czwartek został opublikowany wstępny szacunek październikowej inflacji konsumenckiej, która zanotowała wzrost o 0,2% m/m i 2,5% r/r.

W tym tygodniu złotówce wiodło się bardzo dobrze. Polska waluta umocniła się względem dwóch głównych walut. W czwartek rano w stosunku do euro kurs polskiej waluty znajdował się na poziomie 4,26 PLN/EUR (trzymiesięczne maksimum), a w stosunku do dolara amerykańskiego lekko poniżej poziomu 3,82 PLN/USD (również trzymiesięczne maksimum).

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY

Brexit w Halloween nastraszył firmy

  • Kolejne daty brexitu nie potwierdzają się. Taka niepewność jest bardzo kłopotliwa dla przedsiębiorców.
  • Polska jest wg ekonomistów trzecim najbardziej narażonym na straty wynikające z brexitu państwem UE, polski eksport do Wielkiej Brytanii ma wartość ponad 58 mld złotych, PKB po „rozwodzie” może spaść nawet o 0,24%.
  • Najbardziej niepokoją się firmy mające kooperantów działających na zagranicznych rynkach. Czy po twardym brexicie tacy partnerzy nie przestaną się rozliczać i płacić faktur? Obecnie ponad 50 tysięcy firm prowadzi wymianę handlową z Wielką Brytanią.

Jak firmy przygotowują się na brexit

Wg pierwotnego planu Wielka Brytania miała opuścić Unię Europejską w tym roku, w piątek 12.04. Tak się nie stało, a kolejnym terminem był 31.10. Na ten sam dzień przypada święto Halloween, ale firmy najbardziej boją się nie tego, że brexit będzie miał miejsce szybko, a tego, że nie wiadomo czy w ogóle i na jakich warunkach do niego dojdzie.

– Największy problem z brexitem przedsiębiorcy mają z tym, że nie wiadomo czy w ogóle do niego dojdzie, a jeśli tak, to kiedy i na jakich zasadach się dokona. W uproszczeniu można powiedzieć, że nic nie jest przesądzone. To najgorsze okoliczności dla biznesu. Przecież rozwój firmy i podejmowane inwestycje planuje się precyzyjnie na kilka lat do przodu, zaciągane kredyty też opierają się na planach sprzedaży, które mogą, ale nie muszą zrealizować się w sytuacji dużej niepewności. W takim kontekście kluczowe jest zapewnienie sobie płynności finansowania i skrócenie długich terminów zapłaty faktur. Popularne w polskim obrocie handlowym odroczone terminy płatności, czasem nawet na pół roku, to duże ryzyko w tak niepewnej sytuacji, kiedy nie wiadomo, co się wydarzy za kilka dni – mówi Joanna Rembelska, Dyrektor ds. Bezpieczeństwa i Audytu Wewnętrznego eFaktor S.A.

Najdroższy „rozwód” w historii – polskie firmy na pewno ucierpią

Wg Oxford Economics, Polska jest trzecim najbardziej narażonym na straty państwem UE po Wielkiej Brytanii i Irlandii. Tzw. twardy brexit (czyli bez umowy) może obniżyć PKB Polski o 0,24 proc. głównie w wyniku spadku eksportu, a w przypadku brexitu za porozumieniem może zmniejszyć PKB o 0,14 proc.* Wielka Brytania to dla naszych firm trzeci największy rynek eksportowy. Towary wysyłane z Polski do Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku były warte 58,2 mld zł. Eksportujemy tam maszyny i urządzenia mechaniczne, sprzęt elektroniczny (blisko jedna czwarta eksportu), artykuły spożywcze (sektor rolno-spożywczy stanowi około 20 proc. całkowitego eksportu Polski do Wielkiej Brytanii), a także części i komponenty do samochodów czy meble.

Po „rozwodzie” mogą pojawić się problemy w rozliczeniach z firmami działającymi na tamtym rynku. Obecnie ponad 50 tysięcy firm prowadzi wymianę handlową z Wielką Brytanią.

– Część firm nie odczuje brexitu, ale będą też takie, które „rozwód” może dużo kosztować. Dotyczy to głównie eksporterów, np. z branży motoryzacyjnej. Temat brexitu pojawia się w rozmowach z firmami zgłaszającymi się do nas po finansowanie faktoringowe i budzi ich niepokój. Część polskich przedsiębiorców działających na rynku w Wlk. Brytanii obawia się m.in. ceł i obostrzeń w handlu z innymi rynkami. W takiej sytuacji w wielu branżach wymiana handlowa może przestać się opłacać. Przedsiębiorca starający się w banku o wieloletni kredyt na rozwijanie produkcji nie będzie umiał przekonać analityków, że nie ma zagrożenia spłaty pożyczonych środków. W przypadku faktoringu jest inaczej, jak do tej pory nie ograniczamy finansowania faktur przedsiębiorców prowadzących biznes także w Wielkiej Brytanii, ale każdy przypadek analizujemy indywidualnie – mówi Joanna Rembelska z eFaktor S.A.

* Dane Polski Instytut Ekonomiczny (PIE)

Za 5 lat skumulowana wartość polskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych może osiągnąć nawet 208 mld zł

Biorąc pod uwagę długoletnie trendy, polskie bezpośrednie inwestycje zagraniczne mogą rosnąć w ciągu najbliższych lat w średnim tempie przekraczającym 10% rocznie i na koniec 2024 roku powinny osiągnąć wartość około 19,6 mld zł – wynika z raportu przygotowanego przez PwC we współpracy z PFR TFI. Autorzy opracowania podkreślają, że rozwój zagranicznych projektów polskich firm zwiększy efektywność krajowych przedsiębiorstw i da szansę na transfer technologii oraz dobrych praktyk zarządczych.

Zgodnie z szacunkami autorów raportu „Polskie inwestycje zagraniczne – jak pomóc przedsiębiorcom w ekspansji”, skumulowana roczna stopa wzrostu strumieni polskich BIZ może w ciągu najbliższych pięciu lat przekraczać 10%, co oznacza, że na koniec 2024 roku polskie BIZ powinny osiągnąć wartość około 19,6 mld zł. Jednocześnie, zakładając stabilny rozwój polskiej gospodarki, skumulowana wartość polskich BIZ może osiągnąć w 2024 roku nawet 208 mld zł.

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne to ogromna szansa dla firm na pozyskanie nowych klientów. Korzyści z BIZ jest jednak znacznie więcej. To także możliwość poprawy efektywności przedsiębiorstwa, transfer technologii i dobrych praktyk zarządczych, integracja z globalną gospodarką czy dostęp do know-how i nowych kompetencji. – Ewa Małyszko, prezes zarządu PFR TFI

Autorzy raportu zwracają uwagę, że punktem przełomowym dla polskich inwestycji zagranicznych była akcesja do Unii Europejskiej. Trend wzrostowy uległ jednak załamaniu w związku z kryzysem finansowym z 2008 roku. Do kryzysu z roku 2008 zdecydowaną większość globalnych bezpośrednich inwestycji zagranicznych stanowiły transakcje dokonywane pomiędzy państwami rozwiniętymi. Według danych UNCTAD w 2018 roku do państw rozwijających się trafiło 52% światowych BIZ, a równocześnie grupa ta odpowiadała za 45% światowych BIZ wychodzących. W roku 2007 było to odpowiednio 31% i 15%.

Polskie bezpośrednie inwestycje zagraniczne w 2017 r. wyniosły nieco ponad 8 mld zł. Zdecydowana większość zainwestowanych środków była przeznaczona na nowe inwestycje. Co czwarta firma inwestycje lokuje w krajach, z którymi Polska sąsiaduje. Z naszych analiz wynika jednak, że relacja inwestycji zagranicznych polskich przedsiębiorców do PKB kraju nadal utrzymuje się poniżej średniej unijnej. Pełne wykorzystanie możliwości rozwojowych polskich firm i potencjału rynków zagranicznych zależy także od odpowiedniej polityki publicznej i dostępności instrumentów wsparcia. – Dionizy Smoleń, dyrektor w zespole ds. sektora publicznego w PwC

Jak wspierać bezpośrednie inwestycje zagraniczne

Ekspansja zagraniczna lokalnych przedsiębiorców jest od dekad wspierana przez wyspecjalizowane instytucje działające w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Przykładowo w Niemczech od wielu lat działa Deutsche Investitions- und Entwicklungsgesellschaft (DEG). W całości należy do KfW niemieckiego banku rozwojowego, który w 80% jest własnością niemieckiego skarbu państwa, a w 20% należy do landów. Na koniec 2018 roku w portfolio DEG znajdowało się 682 projektów, łączna wartość inwestycji wynosiła 8,14 mld euro.

DEG jest jednym z kilkunastu bilateralnych instytucji finansowych zrzeszonych w Związku Europejskich Instytucji Finasowania Rozwoju (EDFI). Na koniec 2018 r. ich łączne zobowiązania wynikające z zawartych umów inwestycyjnych wynosiły 41,2 mld euro.

Z kolei w Stanach Zjednoczonych od 1971 roku działa Overseas Private Investment Corporation (OPIC). Samodzielna agenda wspiera prywatny biznes finansując inwestycje, zapewniając instrumenty ograniczające ryzyko i udziela wsparcia merytorycznego. Wartość portfela inwestycji OPIC wynosi obecnie ponad 20 mld dolarów i w ciągu ostatniej dekady uległa podwojeniu.

W Polsce na podobnych zasadach działa Fundusz Ekspansji Zagranicznej zarządzany przez PFR Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A. W Grupie Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) TFI jest instytucją zarządzającą kilkunastoma funduszami i wspierającą zrównoważony rozwój społeczny i wzrost gospodarczy kraju. PFR TFI działa na zasadach komercyjnych i podlega Ustawie o funduszach inwestycyjnych i zarządzaniu alternatywnymi funduszami inwestycyjnymi oraz nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego. PFR TFI zarządza między innymi Funduszem Ekspansji Zagranicznej, którego rolą w Grupie PFR jest współfinansowanie ekspansji inwestycyjnej polskich firm na rynki zagraniczne, zwłaszcza tam gdzie udział państwowych instytucji jest im szczególnie potrzebny, czyli w krajach wysokiego ryzyka.

Nasze zaangażowanie stanowi zwykle od kilku do kilkunastu milionów euro w projekt, co stanowi bardzo solidny zastrzyk kapitałowy w przypadku projektów realizowanych przez średniej wielkości polskie firmy. Nasza współpraca z przedsiębiorcami ma charakter bardzo pragmatyczny – oparty na zrozumieniu potrzeb ich biznesu. Pomagamy przedsiębiorcom w przejęciu zagranicznych konkurentów i firm komplementarnych, w inwestycjach greenfield i w dalszym rozwoju już istniejących spółek zależnych. – Ewa Małyszko, prezes zarządu PFR TFI

Spośród wielu projektów zrealizowanych przez polskie firmy we współpracy z Funduszem Ekspansji Zagranicznej warto wymienić przeprowadzoną w ubiegłym roku transakcję przejęcia kilku rumuńskich spółek działających w obszarze hostingu i domen przez R22, która w ten sposób osiągnęła 25% udział w rumuńskim rynku hostingowym i pozycję lidera. R22 kontynuuje strategię międzynarodowego wzrostu i we współpracy z Funduszem nabywa kolejne spółki. Fundusz Ekspansji Zagranicznej współpracuje także z polską spółką Moleo, która działa w branży e-commerce. Firma Moleo prowadzi sprzedaż produktów dla dzieci, dorosłych, artykułów dla zwierząt, wyposażenia wnętrz. Fundusz udzieli finansowania niemieckiej spółce zależnej Moleo i ułatwi jej dalszą ekspansję na tamtejszym rynku.

Reakcja dolara na kolejna obniżkę stóp w USA

Wczoraj wieczorem Rezerwa Federalna ścięła stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Tak jak oczekiwaliśmy, decydenci zasugerowali jednak, że póki co raczej nie należy spodziewać się dalszego luzowania polityki monetarnej w USA.

Stopa fed funds została ścięta do przedziału 1,50-1,75%. Jest to trzecia obniżka stóp procentowych w USA w tym roku. Cięcie stóp podczas ostatniego spotkania Fed-u nie było zaskoczeniem. Analitycy i inwestorzy zgodnie zakładali, że amerykański bank centralny najpewniej zdecyduje się na obniżkę stóp. Wycena kontraktów fed funds futures przed spotkaniem wskazywała, że szacowane przez rynek, implikowane prawdopodobieństwo cięcia stóp procentowych w USA wynosiło ponad 90%. W związku z tym, że ruch był oczekiwany, uczestnicy rynku skupili się na słowach prezesa Rezerwy Federalnej, Jerome’a Powella dotyczących możliwości podjęcia dodatkowych działań z zakresu polityki monetarnej w dalszej części roku.

Komentarze Powella były dość optymistyczne i niekoniecznie zbieżne z dość agresywnym tempem luzowania, które obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach. Powell powtórzył, że ostatnia obniżka to tzw. “insurance cut”, który miał na celu ochronę gospodarki USA przed potencjalnym wzrostem napięć w handlu. Powell stwierdził również, że gospodarka USA nadal rośnie w “umiarkowanym” tempie, wspierana przez “silny” rynek pracy, podczas gdy ryzyka zewnętrzne – zwłaszcza te związane z Brexitem – zaczynają się zmniejszać.

W trakcie konferencji prasowej Powell ostudził również nastroje względem kolejnej obniżki stóp procentowych w dalszej części roku. Zgodnie ze słowami przewodniczącego Rezerwy Federalnej, polityka monetarna obecnie znajduje się w “dobrym miejscu”. Co istotne, ze swojego komunikatu bank wyciął fragment o tym, że będzie “działał w odpowiedni sposób w celu utrzymania ekspansji”, który można było odczytywać jako gotowość banku do obniżania stóp procentowych. Jest to dość duża zmiana – był to istotny fragment, zawarty we wcześniejszych komunikatach po spotkaniach decyzyjnych banku centralnego. Uważamy, że powyższe wskazuje na to, że nie zobaczymy obniżek stóp procentowych ze strony Fed-u przed końcem bieżącego roku. Sądzimy, że bank centralny na jakiś czas zrobi pauzę w luzowaniu polityki pieniężnej, aby ocenić wpływ ostatnich obniżek stóp procentowych na gospodarkę USA.

Reakcja dolara amerykańskiego na ostatnie spotkanie Fed-u była jednak dość zaskakująca. Amerykańska waluta doświadczyła wyprzedaży o około 0,5% w parze ze złotym, które nadeszło po krótkotrwałym wzroście kursu USD/PLN (Wykres 1).

Wykres 1: Kurs USD/PLN & USD/EUR (30/10/19 – 31/10/19)

Kurs USDPLN & USDEUR
Źródło: Bloomberg Data: 31/10/19

Naszym zdaniem, za powyższym ruchem stało kilka czynników. Po pierwsze, Powell stwierdził, że ostatni strajk pracowników General Motors – najdłuższy od 50 lat strajk robotników przemysłu samochodowego w USA przeciwko tak dużej firmie z tej branży – prawdopodobnie negatywnie przełożył się na dynamikę wzrostu PKB w USA w tym kwartale. Powell odniósł się również do możliwości podniesienia stóp procentowych w najbliższym czasie, stwierdzając, że musiałby nastąpić “naprawdę znaczący wzrost inflacji, który utrzymałby się, zanim nawet rozważylibyśmy podniesienie stóp […]” sugerując, że Fed nie ma tego w planach.

Po środowej decyzji rynki finansowe zaczęły w mniejszym stopniu wyceniać możliwość kolejnej obniżki stóp procentowych podczas spotkania decyzyjnego Rezerwy Federalnej w grudniu. Patrząc na wycenę kontraktów fed funds futures implikowane prawdopodobieństwo kolejnego ruchu w dół obecnie wynosi około 25%. Rynki szacują, że z większym niż 50-procentowe prawdopodobieństwem, do obniżki stóp procentowych dojść może dopiero podczas spotkania amerykańskiego banku centralnego w marcu. Naszym zdaniem amerykańska waluta w krótkim terminie może nieco zyskać, w związku z niższymi oczekiwaniami rynku dotyczącymi luzowania polityki monetarnej w USA w przyszłości.

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

RODO zmienia podejście do bezpieczeństwa danych w Europie oraz zwiększa zaufanie klientów do firm

RODO wywarło zdecydowanie pozytywny wpływ na europejskie firmy, poprawiając bezpieczeństwo danych i zwiększając zaufanie klientów – to wniosek płynący z badania firmy Check Point Software Technologies we współpracy z firmą badawczą OnePoll, przeprowadzonego po roku od wprowadzeniu RODO. Przygotowany na jego podstawie raport pokazuje w jaki sposób organizacje europejskie wdrażają jego wymagania.

Badanie przeprowadzone wśród 1000 menedżerów IT oraz specjalistów bezpieczeństwa we Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii oraz Wielkiej Brytanii miało na celu sprawdzenie, w jaki sposób europejskie firmy spełniają wymagania narzucone przez RODO. Wyniki pokazały, że 75% organizacji uważa, że RODO ma pozytywny wpływ na zaufanie konsumentów, a 73% twierdzi, że poprawiło bezpieczeństwo ich danych.

Dwie trzecie (60%) ankietowanych przyznało, że ich firmy w pełni wprowadziły wszystkie wymagania RODO, a tylko 4% z nich przyznało, że dopiero zaczynają ten proces. Kiedy spytano, jak oceniają stopień dostosowania się do RODO w skali 0 do 10 (gdzie 0 to “zupełnie nie” a 10 to “w pełni”), średni wynikiem było optymistyczne 7.91.

Jedną z możliwych przyczyn tego pozytywnego nastawienia może być strategiczne podejście do bezpieczeństwa danych, do którego RODO zachęca. Badanie wykazało, że około dwóch trzecich (65%) badanych menedżerów uważa, że ich firmy mają organiczne i strategiczne podejście do kwestii cyberbezpieczeństwa. To strategiczne podejście oznacza wprowadzenie wszystkich wytycznych RODO.

Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO) zostało wprowadzone 25 maja 2018 roku w celu zwrócenia kontroli nad danymi osobowymi obywatelom Unii Europejskiej. Prawo to spotkało się z niezrozumieniem w niektórych regionach z powodu braku wyraźnych wskazówek, w jaki sposób się do niego dostosować. Po roku od tego czasu, firmy Check Point Software i OnePoll chciały sprawdzić, w jaki sposób organizacje podeszły do spełnienia jego wymagań.

Badanie pokazało znaczny postęp na terenie całej Europy. Ponad połowa (53%) ankietowanych stwierdziła, że ich organizacja założyła grupę roboczą RODO. Kolejne 45% określiło budżet dla kosztów wprowadzenia RODO, podczas gdy 41% zatrudniło konsultantów RODO.

Z perspektywy IT, najczęstszymi środkami podjętymi w celu spełnienia wymagań bezpieczeństwa RODO były:

  • Wprowadzenie standardowych środków bezpieczeństwa (44%)
  • Zorganizowanie szkoleń dla pracowników celem zwiększenia świadomości w kwestii bezpieczeństwa danych (41%)
  • Zaimplementowanie systemu kontroli dostępu i szyfrowania (41%)

Wyniki badań pokazują, że pomimo zainwestowania w kompatybilność z RODO sporego kapitału (27% respondentów wydało pomiędzy 55 000$ a 165 300$), inwestycja ta zaczęła się zwracać w postaci np. zwiększonego zaufania konsumentów oraz bezpieczeństwa danych.

– Wyniki naszych badań wyraźnie pokazują, że wiele europejskich organizacji poczyniło znaczące postępy we wprowadzeniu kroków w dążeniu do zgodności z zarządzeniem RODO. Część z nich już teraz dostrzega ogromne korzyści, ale wiele firm ma nadal sporo do zrobienia. – powiedział Rafi Kretchmer, szef działu marketingu produktowego w Check Point Software Technologies

Dla organizacji ważne jest wdrożenie elastycznych frameworków celem spełnienia wymagań RODO zamiast po prostu ograniczać dostęp do narzędzi i platform, których zarówno pracownicy jak i klienci chcą używać – jak na przykład urządzenia mobilne czy chmura. Istnieją relatywnie proste do wprowadzenia metody zabezpieczania danych, takie jak np. szyfrowanie dokumentów czy dysków twardych. Tego typu podejście może pomóc nam się upewnić, że wrażliwe dane firmy są dobrze chronione, a dodatkowo zapobiec ich wyciekom czy nieautoryzowanemu dostępowi do nich ze skradzionych urządzeń.

Głównym celem RODO jest ochrona danych osobowych, tak więc platformy chmurowe również zostały poddane kontroli. Ponad 83% ankietowanych powiedziało, że ich firma korzysta z rozwiązań tego typu. Wielu badanych zwraca uwagę na to, w jaki sposób chmury spełniają wymagania RODO. Wyniki ankiety pokazują, że chmura pozostaje głównym ośrodkiem zapewnienia lepszego bezpieczeństwa danych.

Trzy najważniejsze długoterminowe zalety RODO według ankietowanych to:

  • Większa lojalność klientów dzięki pokazaniu, że firmy dbają o bezpieczeństwo ich danych (45%)
  • Zwiększenie efektywności działania, szczególnie w kwestii cyberbezpieczeństwa (44%)
  • Wprowadzenie bardziej szczegółowego wglądu w informacje przetwarzane przez firmy (40%)

Komentarz rynkowy: Październik lepszy, niż można było oczekiwać

W porównaniu do października ubiegłego roku, tegoroczny początek IV kwartału przebiegał w nastrojach dalece lepszych, niż możemy pamiętać z 2018 roku. Co prawda początek miesiąca wskazywał na powtórkę zeszłorocznego scenariusza, jednak po silnym spadku indeksów w pierwszych dniach października, nie nastąpiła ich dalsza eskalacja, a zaczął realizować się etap rozbicia, z wyjściem indeksów na nowe historyczne szczyty, jak mogliśmy to obserwować w przypadku rynku amerykańskiego.

Krajowy rynek akcji znajdował się pod wpływem kilku czynników

Tradycyjnie zresztą można było obserwować wysoki dysparytet wyników krajowych indeksów akcji w porównaniu do rynków bazowych. Chociaż kierunek zmian, przynajmniej w przypadku większych spółek, był tożsamy. Krajowy rynek akcji znajdował się pod wpływem kilku czynników. Jednym z nich był mały i duży wyrok TSUE, tj. werdykt dotyczący kredytów gotówkowych oraz kredytów hipotecznych. Wyrok dotyczący kredytów indeksowanych do franka szwajcarskiego nie miał wysokiego wpływu na notowania banków, głównie z powodu braku silnych negatywnych zaskoczeń, jak i z rozłożonego na lata wpływu tego wyroku. Inaczej wyglądała sytuacja wyroku dotyczącego kredytów gotówkowych, która po publikacji szacunkowych rezerw zdołowała w znaczący sposób kurs Alior Banku. Można przypuszczać, że proces wpływu obydwu wyroków będzie stopniowo odzwierciedlany w wynikach banków w kolejnych kwartałach i latach, ale dzięki temu rynek uniknie silnego, skokowego spadku. Czynnikiem neutralnym dla rynku był wynik wyborów parlamentarnych, który w dużym uproszczeniu utrzymał sytuację status quo. Niewielki wpływ miała również opublikowana na koniec miesiąca strategia rynku kapitałowego, z uwagi na brak rewolucyjnych pozytywnych zmian. Jakkolwiek trzeba stwierdzić, że publikacja strategii jest czynnikiem pozytywnym.

Pozytywne informacje dla rynku spłynęły ze strony polityki monetarnej

Pomimo wcześniejszych deklaracji, Fed zdecydował się na uruchomienie programu skupu aktywów. Rynek powszechnie oczekuje również kolejnej obniżki stóp na październikowym posiedzeniu Fed. Polityka monetarna łagodzi słabsze odczyty danych z amerykańskiej gospodarki. Wzrosty na amerykańskim rynku akcji wspierane były ponadto przez trwający obecnie sezon wyników, chociaż trudno stwierdzić, że uzasadniają one tak silne wzrosty. Co prawda z opublikowanych na 30 października wyników około 80% spółek zanotowała pozytywne zaskoczenia na poziomie raportowanego zysku na akcję, zaś na poziomie raportowanych przychodów  – 64%, czyli dalej bardzo pozytywnie. Trzeba jednak uczciwie stwierdzić, że prognozy analityków amerykańskich były ponadprzeciętnie konserwatywne, zaś zagregowany poziom zysków spada III kwartał z rzędu, wykazując się obecnie dynamiką na poziomie -3,7% r/r.

Rynki żyją stymulacją monetarną i sytuacją na linii USA – Chiny

Widoczne jest jednak, że rynki żyją trwającą obecnie stymulacją monetarną i ponownie możliwym porozumieniem na linii USA – Chiny. Na chwilę obecną strony wróciły do rozmów i wstrzymały się z wprowadzeniem ogłoszonych we wrześniu represyjnych działań. Ponadto, Państwo Środka zobowiązało się do zwiększenia zakupów amerykańskich surowców rolnych. W dalszym ciągu nieporuszone pozostają kluczowe kwestie związane z ochroną własności intelektualnej i polityki walutowej. Trudno tutaj oczekiwać szybkiego pełnego porozumienia. Konsensus rynkowy zakłada zawarcie porozumienia cząstkowego, który nie wyjaśnia jednak wszystkich problemów i tym samym nie zamyka meritum sporu. Okazja do tego pojawi się już w połowie listopada, na szczycie Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC) w Chile.

W Europie połowicznie został rozwiązany problem Brexitu

Obecnie funkcjonujący termin to 31 stycznia, zaś parlament brytyjski zaakceptował zawarte porozumienie pomiędzy Wielką Brytanią a pozostałymi krajami Unii Europejskiej. Obecnie tematem numer jeden, poza trwającymi negocjacjami dotyczącymi kwestii szczegółowych, będzie temat grudniowych wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii.

Czynnikiem ryzyka pozostają publikowane dane gospodarcze

W przypadku Chin do nieco słabszej dynamiki PKB należy się przyzwyczaić, bez wpływu nie pozostaje również kwestia wojny handlowej. Coraz słabsze są natomiast odczyty wskaźników PMI dla Europy Zachodniej, w tym dla gospodarki niemieckiej. Istnieje obawa, że słabsza kondycja sektora przemysłowego przeniesie się na sektor usług. Istnieją jednak na rynku głosy, że na przełomie 2019/20 roku będziemy mogli obserwować odwrócenie trwających obecnie tendencji. W dalszym ciągu aktualne są oczekiwania dotyczące bardziej ekspansywnej polityce fiskalnej w Europie Zachodniej.

Notowania poszczególnych spółek w listopadzie będą pod wpływem trwającego sezonu wyników

Na nieco wyższym poziomie, na wyniki poszczególnych indeksów wpływać będą wymienione wcześniej kwestie globalne. W ostatnich kwartałach po osiągnięciu historycznych szczytów w USA następowała korekta spadkowa, trudno jest obecnie wykluczyć powtórkę tego scenariusza. W przypadku Polski istotną kwestią może być trzecia rewizja indeksów MSCI, jednak wolumenowy wpływ na krajowy rynek powinien być dużo słabszy niż w poprzednich dwóch razach. W Stanach Zjednoczonych, poza kwestią wojny handlowej, na notowania w dalszym ciągu wpływa kwestia ewentualnego impeachmentu Donalda Trumpa. Zbliżamy się coraz silniej do rozpoczęcia realnej kampanii wyborczej w Stanach, co może przynieść porcję zarówno pozytywnych, jak i negatywnych informacji dla rynków.

Autor: Kamil Hajdamowicz zarządzający aktywami Vienna Life Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie S. A. Vienna Insurance Group

Cesja wierzytelności z tytułu odszkodowania za wywłaszczenie nieruchomości

Organ odmówił spółce wypłaty odsetek od odszkodowania z tytułu wywłaszczenia nieruchomości, bo stwierdził, że legitymacji do takiego roszczenia nie daje jej obejmująca te roszczenia wierzytelność nabyta w drodze cesji. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku w wyroku z 7 sierpnia 2019 r. orzekł: „Z art. 509 k.c. jednoznacznie wynika, że wraz z wierzytelnością przechodzą na nabywcę wszelkie związane z nią prawa (…) U.g.n. nie wprowadza żadnych ograniczeń co do możliwości zbywania roszczenia o odszkodowanie z tytułu utraty własności gruntu zajętego pod drogę. Tym samym z tego punktu widzenia przelew wierzytelności należy uznać za dopuszczalny” (sygn. akt II SA/Gd 144/19).

Przepisy art. 509 § 1 i 2 Kodeksu cywilnego stanowią: „Wierzyciel może bez zgody dłużnika przenieść wierzytelność na osobę trzecią (przelew), chyba że sprzeciwiałoby się to ustawie, zastrzeżeniu umownemu albo właściwości zobowiązania. Wraz z wierzytelnością przechodzą na nabywcę wszelkie związane z nią prawa, w szczególności roszczenie o zaległe odsetki” (Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93, ze zm.). Natomiast zgodnie z art. 98 ust. 3 ustawy o gospodarce nieruchomościami za wywłaszczone pod drogi publiczne działki gruntu, ich właścicielowi lub użytkownikowi wieczystemu należy się odszkodowanie w wysokości uzgodnionej między właścicielem lub użytkownikiem wieczystym a właściwym organem (Dz.U. 1997 nr 115 poz. 741, ze zm.).

Ustalenie odszkodowania za wywłaszczony pod drogę grunt

We wrześniu 2012 r. jedna ze spółek zawarła z władzami powiatu i gminy umowę partnerską na wspólną realizację przebudowy ulicy i skrzyżowania. 18 kwietnia 2013 r. aktem notarialnym zobowiązała się do partycypowania w kosztach przedsięwzięcia i przekazania na rzecz powiatu kwoty 1 840 000 zł. W akcie tym określono, że obowiązek spółki do zapłaty wskazanej kwoty podlega pomniejszeniu o kwotę 278 024 zł, należną spółce od powiatu tytułem odszkodowania za wywłaszczenie pod inwestycję znajdującego się w jej użytkowaniu wieczystego gruntu. Decyzję wywłaszczeniową starosta wydał 19 września 2012 r., a odszkodowawczą 10 kwietnia 2013 r.

W kwietniu 2014 r. spółka złożyła oświadczenie woli o uchyleniu się od skutków prawnych umowy notarialnej o partycypowaniu w kosztach przedsięwzięcia. 28 października 2014 r. postanowieniem referendarza sądowego decyzji odszkodowawczej starosty została nadana klauzula wykonalności. Dwa dni później spółka dokonała cesji wynikającej z tej decyzji wierzytelności na inną spółkę (nazywaną dalej spółką skarżącą lub skarżącą), a w czerwcu 2015 r. dokonała na jej rzecz kolejnej cesji, tym razem z tytułu noty odsetkowej dotyczącej ww. wierzytelności odszkodowawczej. W październiku 2015 r. skarżąca wystąpiła do starosty o odsetki w wysokości ponad 62 000 zł za opóźnienie w zapłacie ponad 278 000 zł odszkodowania. W listopadzie 2015 r. sąd okręgowy w całości pozbawił wykonalności umowy notarialnej, od której chciała uchylić się spółka. Sąd apelacyjny podtrzymał rozstrzygnięcie sądu okręgowego.

Potrącenie wierzytelności

Starosta odmówił ustalenia odsetek za zwłokę na rzecz skarżącej. Uznał, że skoro obowiązek odszkodowawczy powstał w ramach stosunku administracyjnego, to i ewentualne roszczenie odsetkowe skorelowane z tym obowiązkiem ma charakter administracyjny. Zatem ustalone 10 kwietnia 2013 r. odszkodowanie zostało w całości spełnione 18 kwietnia 2013 r. w ramach potrącenia potwierdzonego umową notarialną.

W listopadzie 2017 r. decyzję starosty podtrzymał wojewoda. Zgodził się ze starostą, że należna spółce kwota 278 024 zł podlegała potrąceniu z kwoty 1 840 000 zł należnej starostwu na mocy umowy z 18 kwietnia 2013 r. Stwierdził, że co prawda między stronami istnieje spór co do ważności tej umowy, niemniej nie jemu jest dane o tym rozstrzygać. Mimo wyroku sądu apelacyjnego z 5 kwietnia 2017 r., którym pozbawił tę umowę wykonalności, wojewoda stał na stanowisku, że nie rozstrzyga on o nieistnieniu zobowiązania spółki, a jedynie o pozbawieniu starostwa możliwości jego egzekucji wprost z zawartej w formie aktu notarialnego umowy.

Organy powinny zbadać prawidłowość potrącenia

9 maja 2018 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku uchylił decyzję wojewody, wskazując na znaczące jej uchybienia, poprzez niedokonanie przez organ istotnych ustaleń co do okresu, za jaki odsetki powinny zostać ustalone. Organy nie zbadały również dostatecznie, czy doszło do skutecznego potrącenia wierzytelności. „W niniejszej sprawie organy nie zbadały także, czy potrącenie (kompensata) nie powinno nastąpić w trybie przepisów ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych, czy też na zasadach ogólnych wynikających z Kodeksu cywilnego, mimo że skarżąca Spółka konsekwentnie wskazywała na konieczność zastosowania w sprawie art. 60 pkt 7, art. 62 oraz art. 63 ustawy o finansach publicznych” (sygn. akt II SA/Gd 54/18).

Wojewoda uchylił decyzję, ale…

Zobowiązany do ponownego rozpatrzenia sprawy wojewoda uchylił w całości decyzję starosty. Bynajmniej jednak nie w sposób, jakiego spodziewać mogłaby się skarżąca. Stwierdził bowiem, że całe postępowanie o zapłatę odsetek podlega umorzeniu, bo z wnioskiem o to wystąpiła spółka, która nie była właścicielem wywłaszczonego gruntu, a więc podmiot niebędący beneficjentem odszkodowania, od którego wartości toczy się spór odsetkowy. Jego zdaniem legitymacji do wysunięcia takiego żądania nie daje umowa przelewu wierzytelności. Za niedopuszczalne uznał stosowanie w postępowaniu administracyjnym przepisów prawa cywilnego dotyczących cesji.

Organ nie zastosował się do zaleceń sądu

Rozpoznający wniesioną przez spółkę skargę WSA w Gdańsku stwierdził, że wojewoda w swojej decyzji w ogóle nie zastosował się do zaleceń sądu wskazanych w wyroku z 9 maja 2018 r., a jedynie zakwestionował dopuszczalność cesji wierzytelności odsetkowej od odszkodowania za wywłaszczenie nieruchomości, czego nie kwestionował sąd wydający ten wyrok. WSA stanął również na stanowisku, że uprawnienie do odszkodowania, o którym mowa w art. 98 ust. 3 ustawy o gospodarce nieruchomościami, nie ma charakteru niezbywalnego. W przeciwnym razie naruszeniu uległby przepis art. 509 Kodeksu cywilnego, który wyraźnie stanowi, że wraz z wierzytelnością przechodzą na cesjonariusza wszelkie związane z nią prawa, w szczególności roszczenie o zaległe odsetki. Ograniczeń w możliwości cesji roszczenia o odszkodowanie za utratę własności nieruchomości nie przewiduje też sama ustawa o gospodarce nieruchomościami. Jak orzekł WSA w wyroku z 7 sierpnia 2019 r.: „Przepisy u.g.n. nie zawierają żadnych przepisów, które uniemożliwiałyby zbycie ustalonego prawa do odszkodowania w kwocie wynikającej z decyzji administracyjnej. Wbrew stanowisku organu odwoławczego, istota odszkodowania, mimo administracyjnego charakteru sprawy, w toku której zostaje ono ustalone, również nie sprzeciwia się dopuszczalności jego przelewu. W tej zaś sytuacji bezpodstawne jest stanowisko o bezprzedmiotowości postępowania w przedmiocie przyznania odsetek od odszkodowania ustalonego w decyzji 10 kwietnia 2013 r.” (sygn. akt II SA/Gd 144/19).

Przedsiębiorcy skuteczni w walce z urzędniczą samowolą

Sąd, uchylając decyzję organu drugiej instancji, wskazał na szereg dokonanych przez niego naruszeń prawa administracyjnego, przede wszystkim zasadę praworządności przez niepodejmowanie wszelkich niezbędnych do wyjaśnienia sprawy czynności. Powołał się także na przepisy art. 77 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego w zw. z art. 107 § 3 K.p.a. oraz art. 153 ustawy – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi poprzez niedostosowanie się do oceny prawnej dokonanej przez sąd. To tylko potwierdza, że organy administracji publicznej w kontaktach z przedsiębiorcami niejednokrotnie stosują samowolę prawną, przed którą przedsiębiorcy ci dochodzić mogą i skutecznie dochodzą ochrony w sądzie, świadomie korzystając z reprezentacji kancelarii prawnych wyspecjalizowanych w walce z urzędniczym bezprawiem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dużo wydajemy, mało oszczędzamy. Konsumenci nie wierzą w nadchodzące spowolnienie

Spowolnienie tak mocno odczuwane przez niemiecką gospodarkę do Polski jeszcze nie dotarło. Dane dotyczące września pokazują niepokojące tendencje, ale polska gospodarka nadal rośnie w solidnym tempie. Konsumenci są w dobrych nastrojach, dużo wydajemy.

Niekorzystne zmiany dotyczą sprzedaży detalicznej, jest wzrost wyniósł 5,5 proc. Jednak po wyeliminowaniu podwyżek cen sprzedaż była wyższa o niewiele ponad 4,0 proc.

– To mniej niż mogliśmy oczekiwać, szczególnie, że wrzesień 2018 r. był dość słaby, a więc baza odniesienia była niska – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jednak o konsumpcję nie powinniśmy się martwić, bo mamy duże wzrosty sprzedaży artykułów trwałego użytku, jak choćby meble, rtv, agd czy samochody, a to świadczy o dobrych nastrojach wśród konsumentów.

Konsument jest pewny siebie, bo sytuacja na rynku pracy jest korzystna. Zatrudnienie rośnie w skali roku ok. 2 proc., a wynagrodzenia w okolicach 7 proc.

Windykacja popularniejsza niż sprzedaż długu, czyli jak Polacy odzyskują należności

Polscy wierzyciele nie czekają długo z rozpoczęciem postępowania prowadzącego do odzyskania pieniędzy. Często działania rozpoczynają zaraz po przeterminowaniu płatności, a długi, których dochodzą, nie przekraczają zwykle 10 tysięcy złotych – wynika z danych serwisu Oferteo.pl. Częściej niż sprzedaż długu wybierana jest windykacja.

Najczęściej do 10 000 złWysokość długu

Wyniki analizy przeprowadzonej przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, wskazują, że długi, jakie odzyskują Polacy, nie przekraczają zwykle 10 000 zł. Takich kwot dotyczyło 38% zleceń zamieszczonych w serwisie w ciągu ostatniego roku. Co trzecie zapytanie obejmowało natomiast kwoty od 10 000 do 29 999 zł. Większe sumy windykowane były znacznie rzadziej, a długi przekraczające milion złotych stanowiły już tylko 1% przypadków.

Na pierwszym miejscu windykacjaRodzaj usługi

Okazuje się, że wierzyciele częściej niż na sprzedaż długu decydują się na rozpoczęcie postępowania windykacyjnego. To rozwiązanie wybrało 47% badanych, podczas gdy na sprzedaż długu decydowało się 42% z nich. Preferencje te zupełnie inaczej wyglądały w ubiegłym roku, kiedy to właśnie odsprzedanie należności firmie je skupującej było najczęściej wybieranym rozwiązaniem. Dodatkowo 11% firm było gotowych zarówno sprzedać dług, jak i rozpocząć postępowanie windykacyjne.

Nierzetelni dłużnicy i trudności z odzyskaniem własnych pieniędzy stanowią poważny problem dla wierzyciela. W tak złożonych sprawach bardzo cenna jest pomoc specjalistów rozumiejących finansowe i prawne aspekty każdego indywidualnego przypadku. Szukając firm zajmujących się tego typu tematyką, warto zapoznać się z zagadnieniami, jakimi zajmowały się one wcześniej oraz opiniami na temat ich pracy. W ten sposób możemy zdobyć pewność, że powierzamy kwestię swoich finansów w ręce profesjonalistów – radzi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl

Firmy nie zwlekają z walką o pieniądze

Badania pokazują, że firmy w Polsce nie czekają z podjęciem działań mających na celu odzyskanie długu. 38% z nich zgłaszało się po pomoc w tej sprawie już w tym samym roku, w którym płatność się przeterminowała, a 27% podjęło działanie po roku od terminu płatności.

Należności przeterminowane od 2 do 4 lat były przedmiotem 23% spraw zgłaszanych w serwisie Oferteo.pl. Tylko 12% ankietowanych zwlekało z walką o pieniądze pięć lat lub dłużej.

O tym, jak cenny w tego typu sprawach jest czas, świadczy również fakt, że aż 80% badanych zwracających się o pomoc podkreślało, że zależy im na jak najszybszym rozwiązaniu sprawy. 11% było w stanie poczekać miesiąc, a 5% nie było jeszcze zdecydowanych na żaden konkretny termin.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 2 600 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl przez osoby, które chciały odzyskać należności od października 2018 roku do końca września 2019 roku.

Rekordowy popyt na powierzchnię biurową w III kw. 2019

W III kwartale 2019 roku popyt na powierzchnię biurową na 9 największych rynkach w kraju[1] osiągnął rekordową wartość i wyniósł łącznie prawie 0,5 mln mkw. – podają eksperci Colliers International. W Warszawie podpisano największą umowę najmu w historii rynku biurowego w Polsce – przednajem mBanku w Mennicy Legacy Tower na niemal 46 tys. mkw. Z kolei wśród miast regionalnych największą transakcję odnotowano w Fabrycznej Office Park B2&B3 w Krakowie –  umowa przednajmu UBS na ok. 19,3 tys. mkw.

Współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie osiągnął najniższą wartość od trzeciego kwartału 2012 roku i wyniósł 8,2%, co przełożyło się na 461,1 tys. mkw. dostępnej powierzchni biurowej. Wśród miast regionalnych najniższy poziom pustostanów zaobserwowano w Trójmieście (4,8%), a najwyższy w Łodzi (12,1%).

W Warszawie deweloperzy oddali do użytku 61,7 tys. mkw. powierzchni biurowej.

— Wśród największych projektów oddanych do użytku w III kwartale 2019 r. w stolicy znalazły się Wola Retro (24,5 tys. mkw.), Generation Park Z (17,3 tys. mkw.), Libra Business Centre A (9,8 tys. mkw.) oraz Flanders Business Park C (7,4 tys. mkw.) — wymienia Anna Maroń, analityk w Dziele Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Rynkiem regionalnym z największym przyrostem nowej podaży w III kwartale 2019 roku był Wrocław, gdzie oddano do użytku 4 projekty biurowe o łącznej powierzchni ponad 43,4 tys. mkw., z czego największy to Nowy Targ (19,4 tys. mkw.).

Największy udział wśród wszystkich kontraktów podpisanych w III kwartale 2019 roku na 9 głównych rynkach w Polsce, uwzględniając Warszawę, miały nowe umowy (51%). Renegocjacje oraz ekspansje stanowiły odpowiednio 42% i 7%. Na etapie budowy projektów biurowych najemcy wynajęli łącznie ponad 128 tys. mkw., co stanowiło ok. 26% wszystkich umów podpisanych w III kwartale 2019.

[1] Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia z Katowicami, Łódź, Poznań, Szczecin, Lublin

Czy unikniemy podwyżek cen energii?

Sztuczne utrzymywanie niskich cen energii kosztowało budżet państwa 4 mld zł. Nie wiadomo czy zostanie podtrzymane w 2020 r. Za zaniżone rachunki zapłacą podatnicy, czyli wszyscy.

W założeniu ustawa o cenach energii miała redukować ceny na rachunkach dla gospodarstw domowych i tylko przez rok. W 2020 r. powinniśmy wprowadzić uwolnienie cen energii elektrycznej, które będzie bolesne, oznaczałoby wzrost cen o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent, ale byłoby urealnieniem sytuacji.

– Ceny energii powinny w Polsce rosnąć, bo jesteśmy uzależnieni od węgla – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, red.nacz. BiznesAlert.pl. – Ten trend zmieni dopiero transformacja energetyczna. Za kilka lat energia okaże się tańsza.

Sztuczne utrzymywanie cen opóźnia zmiany w polskiej energetyce. Zniechęca firmy do inwestowania w opłacalne technologie. Porzucenie tego mechanizmu byłoby jak najbardziej celowe, ale politycy mogą mieć inny pomysł, bo przed nami wybory prezydenckie.

– Jest to problem dla rządzących: czy wprowadzać nową ustawę o cenach energii, która zamrozi te ceny w 2020 r. – komentuje ekspert BiznesAlert.pl. – Moim zdaniem nie warto utrzymywać takich subsydiów, bo jest to dotowanie cen w nieskończoność. Biznes wolałby realną sytuację i prawdziwe ceny.

GPW publikuje wyniki za 3 kw. 2019 r.

  • Przychody Grupy Kapitałowej GPW wyniosły 82,5 mln zł w III kw. 2019 r.
  • EBITDA wyniosła 55,9 mln zł w III kw. 2019 r.
  • Zysk operacyjny sięgnął 47,0 mln zł w III kw. 2019 r.
  • Zysk netto uplasował się na poziomie 41,1 mln zł w III kw. 2019 r.
  • Koszty operacyjne wyniosły 36,1 mln zł w III kw. 2019 r.

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w III kw. 2019 r. wypracowała 82,5 mln zł przychodów ze sprzedaży i osiągnęła 41,1 mln zł zysku netto. Zysk EBITDA wyniósł 55,9 mln zł w tym okresie, co oznacza 9,6% wzrost rdr. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży spadły o 3,8% wobec III kw. 2018 r. i o 7,4% wobec II kw. 2019 r. Spadek przychodów w ujęciu rocznym wynika przede wszystkim z niższych o 2,1 mln zł (o 5,5%) przychodów z rynku towarowego.

Niższe przychody z rynku towarowego w ujęciu rocznym wynikają, w głównej mierze, z niższych przychodów z obrotu prawami majątkowymi. Wpływ na to miał spadek obrotów prawami majątkowymi kogeneracji związany z wygaśnięciem tych certyfikatów z 31 grudnia 2018 roku i całkowitym umorzeniem ich do 30 czerwca 2019 roku oraz z zakończeniem ich notowania w czerwcu 2019 roku.

Przychody Grupy z rynku finansowego w III kw. 2019 r. były niższe o 0,7 mln zł rdr oraz wyższe o 1,0 mln zł kdk. Przychody z obsługi obrotu spadły w ujęciu rocznym o 2,5%, tj. o 0,8 mln zł. W III kw. 2019 roku zanotowano również spadek przychodów z obsługi emitentów o 0,4 mln zł rdr do 5,0 mln zł. Trend wzrostowy został utrzymany na przychodach ze sprzedaży informacji, które w III kw. 2019 r. wzrosły w stosunku do okresu porównywalnego w 2018 r. o 4,0%, tj. do 11,5 mln zł.

Zarząd Giełdy koncentruje działania na wielu obszarach biznesowych. Wprowadzamy szereg rozwiązań, dotyczących naszej podstawowej działalności, adresowanych do emitentów i inwestorów. Wśród najważniejszych w tym roku było m.in. uruchomienie Giełdowego Programu Pokrycia Analitycznego dla 40 emitentów, wprowadzenie ETF-ów na mWIG40, start Akademii GPW Growth, wprowadzenie indeksu WIG-ESG, czy rozpoczęcie programu crowdfundingowego dla branży maklerskiej. O konkurencyjności giełd decydują rozwiązania technologiczne, dlatego zdecydowaliśmy m.in. o budowie własnej platformy transakcyjnej, czy systemu GPW Data bazującego na uczeniu maszynowym i sztucznej inteligencji. Trwają też prace nad startem giełdowego rynku rolnego. Jestem przekonany, że bodźcem do rozwoju giełdy i rynku kapitałowego będzie wdrożenie przyjętej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego. Nasze giełdowe inicjatywy strategiczne dobrze wpisują się w założenia SRRK – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Koszty operacyjne w III kw. 2019 r. spadły o 6,9 mln zł w porównaniu z tym samym okresem przed rokiem i  o 7,2 mln zł wobec II kwartału 2019 r., sięgając 36,1 mln zł. Spadek kosztów operacyjnych jest związany głównie z mniejszą opłatą poniesioną w tym roku na KNF. Po ostatecznym rozliczeniu opłata ta wyniosła 6,7 mln zł w 2019 r., wobec 12,5 mln zł poniesionych w roku wcześniejszym. Wskaźnik kosztów do przychodów (C/I) w III kw. 2019 r. ukształtował się na poziomie 43,8% wobec 50,2% rok wcześniej oraz 48,6% w II kw. 2019 r.

Na zmianę kosztów działalności operacyjnej w ujęciu rocznym złożyły się: wzrost o 1,0 mln zł kosztów amortyzacji oraz o 2,7 mln zł łącznych kosztów osobowych w związku z wyższym zatrudnieniem wynikającym z realizacji strategii rozwoju #GPW2022. Koszty czynszów i innych opłat eksploatacyjnych spadły o 1,2 mln zł rdr.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za III kw. 2019 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w III kw. 2019 r. wyniósł 41,1 mln zł, o 9,3% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej, ale o 3,3% mniej niż w II kw. 2019 r. Wzrost zysku netto w ujęciu rocznym to w znacznym stopniu rezultat niższej opłaty na KNF.

Przychody z rynku finansowego

W III kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 46,4 mln zł, co oznacza spadek względem poprzedniego roku o 1,5% i wzrost o 2,2% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 56,3% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, emitentów i sprzedaży informacji.

  • Obsługa obrotu na rynku finansowym

W III kw. 2019 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 29,9 mln zł w porównaniu do 30,7 mln zł rok wcześniej. Jest to spadek o 2,5% rdr i wzrost o 5,2% kdk. Na wynik największy wpływ miał spadek przychodów z obrotu akcjami o 7,4% rdr oraz  wzrost o 5,2% kdk.

  • Obsługa emitentów

W III kw. 2019 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 5,0 mln zł w porównaniu do 5,4 mln zł w III kw. 2018 r. i 5,1 mln zł w II kw. 2019 r. Przychody z tytułu opłat za notowanie wyniosły 4,2 mln zł (-11,7% rdr i -2,2% kdk). Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów za notowanie jest liczba notowanych emitentów na rynkach GPW oraz ich kapitalizacja na koniec poprzedniego roku. Przychody z tytułu opłat za wprowadzenie oraz inne opłaty wyniosły 0,8 mln zł (+31,9% rdr i +6,0% kdk). Głównym czynnikiem kształtującym wysokość przychodów z tej linii biznesowej jest liczba debiutów na parkietach GPW oraz wartość akcji i obligacji wprowadzonych do obrotu.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w III kw. 2019 r. wyniosły 11,5 mln zł, co oznacza wzrost o 4,0% rok do roku i jednocześnie spadek o 3,7% względem II kw. 2019 r. Przychody z tej linii biznesowej stanowiły 14,0% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW.

Przychody z rynku towarowego

W III kw. 2019 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 36,0 mln zł, o 5,5% mniej niż rok wcześniej i o 17,1% mniej niż w II kw. 2019 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w III kw. 2019 r. wyniósł 43,6%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu: obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

  • Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w III kw. 2019 r. spadły o 7,5% rdr oraz o 14,9% kdk do 18,8 mln zł. Przychody z obrotu energią elektryczną wyniosły 4,7 mln zł, co oznacza spadek o 10,2% rdr i wzrost o 36,4% kdk. Przychody z obrotu gazem wzrosły o
3,9% rdr i o 5,2% kdk do 3,3 mln zł. Przychody z tytułu obrotu prawami majątkowi do świadectw pochodzenia spadły w III kw. 2019 r. o 15,2% rdr oraz o 39,0% kdk do 7,6 mln zł. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w III kw. 2019 r. wyniosły 3,2 mln zł, co daje wzrost o 8,9% rdr oraz o 5,4% kdk. Wysokość innych opłat od uczestników rynku zależy w dużej mierze od liczby i aktywności Członków IRGiT, w szczególności liczby wykonywanych transakcji.

  • Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W III kw. 2019 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 6,2 mln zł, co oznacza spadek o 5,6% rdr i o 31,0% kdk.

  • Rozliczenie transakcji

Grupa uzyskuje przychody z tytułu prowadzenia działalności rozliczeniowej prowadzonej przez IRGiT, spółkę zależną TGE. Przychody z rozliczenia transakcji w III kw. 2019 r. wyniosły 10,8 mln zł, o 2,6% mniej niż rok wcześniej i o 11,2% mniej niż w II kwartale 2019 r. Na zmianę przychodów z tego tytułu wpływ mają wolumeny obrotu na wszystkich rynkach prowadzonych przez TGE.

  • Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji na rynku towarowym w III kw. 2019 r. wyniosły 172 tys. zł wobec 103 tys. zł w III kw. 2018 r. oraz 171 tys. zł w II kw. 2019 r.

Koszty działalności operacyjnej

W III kw. 2019 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 36,1 mln zł, o 16,1% mniej niż w analogicznym okresie 2018 r., oraz o 16,7% mniej niż w II kw. 2019 r. Na spadek kosztów działalności operacyjnej w ujęciu rocznym złożyły się niższe koszty poniesione na funkcjonowanie KNF, mimo wzrostu łącznych kosztów osobowych i wzrostu amortyzacji.

Koszty amortyzacji wzrosły o 12,0% rdr oraz spadły o 5,5% kdk do 8,9 mln zł w III kw. 2019 r. Wzrost kosztów amortyzacji w stosunku do porównywalnego okresu 2018 r. jest w głównej mierze efektem wdrożenia przez wszystkie spółki z Grupy nowego standardu – MSSF 16 „Leasing”. Na skutek implementacji Standardu usunięto rozróżnienie między leasingiem operacyjnym oraz leasingiem finansowym, co skutkuje ujęciem przez leasingobiorców w sprawozdaniu z sytuacji finansowej prawie wszystkich umów leasingowych, tj. umów najmu powierzchni biurowej, miejsc parkingowych, kolokacji, użytkowania wieczystego oraz opłat za wynajem floty samochodowej. Dotychczas kwoty związane z powyższymi umowami były prezentowane na odpowiednich rodzajach kosztów działalności operacyjnej, obecnie koszty te będą rozłożone pomiędzy: amortyzację, koszty finansowe oraz koszty podatków i opłat.

Należy podkreślić, że mimo znaczącego wpływu na sprawozdanie finansowe w zakresie prezentacyjnym, MSSF 16 nie będzie miał jednak wpływu na działalność operacyjną spółek z Grupy, a także zmiany te nie wpłyną na przepływy pieniężne w 2019 r.

Łączne koszty osobowe w III kw. 2019 r. wyniosły 19,2 mln zł, o 14,1% więcej rdr i o 0,6% mniej kdk. Wyższe łączne koszty osobowe wynikają ze stopniowego zwiększania zatrudnienia w Grupie podyktowanego większym nakładem pracy związanym z realizacją inicjatyw rozwojowych zawartych w strategii #GPW2022.

W III kwartale 2019 r. GK GPW koszty czynszów wyniosły 1,1 mln zł, o 52,4% mniej rdr i o 1,3% więcej kdk. Spadek w ujęciu rocznym w znacznej mierze jest spowodowany wdrożeniem standardu MSSF 16.

Udział w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności

W III kw. 2019 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek wycenianych metodą praw własności wyniósł 4,7 mln zł w porównaniu do 3,4 mln zł w III kw. 2018 r. oraz 3,6 mln zł w II kw. 2019 r. Na wyższe wyniki w ujęciu rocznym wpłynął wyższy zysk Grupy KDPW.

Audyt energetyczny przedsiębiorstwa – na czym polega?

Ustawa o efektywności energetycznej, która weszła w życie 1 października 2016 roku, nakłada na duże firmy obowiązek sporządzenia audytu energetycznego przedsiębiorstwa. Co istotne, jest to obowiązek cykliczny, który należy powtarzać średnio co 4 lata. Na czym dokładnie polega audyt energetyczny, kto może go przeprowadzić i jakie kary przewiduje prawo za niezastosowanie się do przepisów?

Czym jest audyt energetyczny?

Audyt energetyczny przedsiębiorstwa to raport, którego celem jest określenie rzeczywistego zapotrzebowania energetycznego przedsiębiorstwa oraz wskazanie obszarów, w których może osiągnąć ono oszczędności energii. W skład opracowania wchodzi także lista rekomendacji, których wdrożenie może przynieść firmie audytowanej m.in. zwiększenie wydajności czy obniżenie kosztów operacyjnych, a tym samym wzrost jej konkurencyjności na rynku.

Audyt wykonuje się w oparciu o aktualne dane dotyczące zużycia energii w przedsiębiorstwie, a także jego zapotrzebowanie na moc. Z pewnością powinien znaleźć się w nim przegląd zużycia energii w budynkach przynależących do danej firmy. To jednak nie wszystko, gdyż sprawdzić należy także pozostałe obszary (np. instalacje przemysłowe lub transport) odpowiedzialne łącznie za ponad 90% całkowitego zużycia energii przez dane przedsiębiorstwo. Jeżeli jest to możliwe, to audyt energetyczny powinien opierać się także na analizie kosztowej cyklu życia budynków oraz instalacji przemysłowych. Dzięki temu możliwe jest m.in. uwzględnienie oszczędności energii w dłuższym przedziale czasowym.

Co istotne, audyt tego rodzaju powinien zostać przeprowadzony przez podmiot zewnętrzny, który posiada stosowne uprawnienia. Warto przy tym pamiętać, że nie może być to osoba, która jest bezpośrednio zaangażowana w audytowaną działalność przedsiębiorcy.

Obowiązek sporządzenia audytu energetycznego – kogo obejmuje?

Przeprowadzenie audytu energetycznego przedsiębiorstwa jest obligatoryjne w przypadku przedsiębiorców, którzy średniorocznie zatrudniają minimum 250 pracowników. Ten obowiązek dotyczy również firm, które osiągnęły roczny obrót netto przekraczający 50 milionów euro lub suma aktywów ich bilansu sporządzonego na koniec wybranego roku przekroczyła 43 milionów euro.

Audyt energetyczny krok po kroku

Audyt energetyczny przedsiębiorstwa rozpoczyna wizyta wstępna. Audytor przeprowadza wówczas wywiad z kierownictwem firmy, którego celem jest zebranie informacji odnośnie oczekiwań, jak również zakresu audytu. To właśnie na wizycie wstępnej ustala się termin realizacji audytu oraz kryteria oceny środków poprawy efektywności energetycznej. Kluczowe znaczenie ma przekazanie wiedzy o możliwych ograniczeniach, jakimi objęty jest audytowany czy też o wszelkich planowanych zmianach, które mogą mieć wpływ na audyt energetyczny.

Kolejny etap polegający na zbieraniu danych, sprowadza się do gromadzenia informacji na temat obiektów audytowanego przedsiębiorstwa. Audytor uwzględnia wówczas wszystkie systemy, procesy i elementy wyposażenia firmy zużywające energię elektryczną. Na przykład, aby określić, jaką część energii wykorzystuje firma na ogrzewanie, audytor ustala zapotrzebowanie budynku na ciepło oraz koszty jego ogrzewania, a także sprawność systemu grzewczego. Niezbędne jest także ustalenie źródeł nadmiernego poboru energii, które wynikają zazwyczaj z niewłaściwej eksploatacji budynku lub jego wyposażenia. Zebrane informacje audytor porównuje z obowiązującymi normami i na tej podstawie przygotowuje bilans zysków i strat energii w przedsiębiorstwie jak również zestaw zaleceń dotyczących prac modernizacyjnych.

Ostatni etap sprowadza się do opracowania oceny opłacalności i czasu zwrotu z planowanych inwestycji, które mają zredukować zużycie energii w przedsiębiorstwie. Na podstawie szczegółowej analizy przygotowywany zostaje raport. Należy przy tym pamiętać, że każdy przedsiębiorca ma ustawowy obowiązek przechowywania wyników z audytów energetycznych do celów kontrolnych przez okres 5 lat od ich sporządzenia.

Co grozi za zignorowanie obowiązku przeprowadzenia audytu energetycznego?

Przedsiębiorca, który nie dopilnuje wykonania audytu energetycznego w wyznaczonym okresie, podlega karze pieniężnej. Jej wysokość ustalana jest w każdym przypadku indywidualnie przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Pod uwagę brany jest wówczas zakres naruszeń, ich powtarzalność, a także możliwości finansowe podmiotu, któremu przyznana zostanie kara. Maksymalna kara finansowa może sięgać do 5% przychodu przedsiębiorstwa osiągniętego w poprzednim roku podatkowym.

Przeprowadzenie audytu energetycznego to złożony proces, który trwać może nawet kilka tygodni. Niemniej, jego efekty mogą przynieść naszej firmie wymierne korzyści. Zwiększenie efektywnego wykorzystania energii w przedsiębiorstwie przełoży się bowiem na oszczędności w postaci niższych rachunków za prąd.

Zawieszona akcyza – jak z niej skorzystać?

Co do zasady każda firma, która sprowadza do Polski towary objęte akcyzą, na przykład wina lub inne alkohole, powinna zapłacić akcyzę w ciągu 25 dni, licząc od dnia dostawy towaru od producenta do importera. Wyjątkiem od tej reguły jest zasada zawieszonej akcyzy, która pozwala odroczyć zapłatę podatku. Jak z niej skorzystać?

Wśród utrudnień, na które wskazują polscy importerzy win, najczęściej wymieniana jest konieczność banderolowania towaru oraz płacenia podatku akcyzowego, często zanim jeszcze butelki z winem trafią na sklepowe półki. Rozwiązaniem tego drugiego problemu jest zasada zawieszonej akcyzy.

Można zapłacić później, ale…

Zgodnie z tą zasadą, termin zapłaty podatku może rozpocząć swój bieg dopiero od momentu, w którym towar wyjedzie z magazynu. Procedura zawieszenia poboru akcyzy ma zastosowanie na etapie produkcji, magazynowania, przeładowywania i transportu wyrobów akcyzowych, jest tylko jedno „ale”.

Otóż, zawieszona akcyza obowiązuje tylko wtedy, gdy alkohol magazynowany jest w składzie podatkowym (lub przemieszczany pomiędzy składami podatkowymi). W momencie, gdy towar taki skład opuszcza, zaczyna biec termin 25 dni na opłacenie podatku akcyzowego.

Własny skład podatkowy

Niestety, spełnienie wszystkich wymagań związanych z samodzielnym utworzeniem składu podatkowego jest czasochłonne, kosztowne i związane z dość skomplikowanymi procedurami. Przede wszystkim skład podatkowy trzeba utworzyć na terenie, do którego posiada się tytuł prawny, np. akt własności, umowę najmu lub dzierżawy. Poza tym konieczne jest odpowiednie wyposażenie, np. zbiorniki, nalewaki, mieszalniki, wagi itp. Urządzenia pomiarowe muszą oczywiście posiadać aktualne świadectwa legalizacji. Dodatkowe koszty będą wynikały z konieczności złożenia tzw. zabezpieczenia akcyzowego.

Firma, która chce  uruchomić skład podatkowy musi wykazać, że zajmuje się działalnością związaną z produkcją, przeładunkiem lub magazynowaniem wyrobów akcyzowych, a także, że jest płatnikiem VAT.  Ważne też, że aby prowadzić skład podatkowy, nie można mieć zaległości podatkowych, celnych, ani związanych z ZUS-em. Składu podatkowego nie mogą też prowadzić przedsiębiorcy, którym w przeszłości udowodniono przestępstwo gospodarcze. Firma nie może znajdować się w stanie likwidacji ani upadłości, nie może też być przeciwko niej prowadzone żadne działanie

Z powodu złożonych procedur oraz kosztów związanych z właściwym przygotowaniem magazynu, na własne składy podatkowe przeważnie mogą sobie pozwolić tylko największy importerzy. A co ze średnimi i małymi firmami, które w branży alkoholowej stanowią większość? Czy są one skazane na płacenie akcyzy znacznie wcześniej niż bogaci konkurenci? Na szczęście, nie. Dla nich rozwiązaniem może być usługowy skład podatkowy.

Usługowy skład podatkowy

Usługowy skład podatkowy działa na analogicznych zasadach jak własny, tyle że swoje działania realizuje na rzecz klientów. Firma, która korzysta z takich usług również może odroczyć termin zapłaty podatku.

– Dzięki możliwości zamrożenia płatności podatku akcyzowego, także małe i średnie firmy mogą być bardziej konkurencyjne na rynku, zwłaszcza, że towaru zmagazynowanego u nas nie trzeba odbierać w całości – mówi Remigiusz Zdrojkowski, dyrektor zarządzający w firmie Pro-Log, która prowadzi usługowy skład podatkowy.

Drugą kwestią jest banderolowanie win. Zazwyczaj wino powinno posiadać nałożone znaki akcyzy jeszcze przed wjazdem na terytorium Polski. Aby było to możliwe, importer wysyła banderole do producenta, a ten nakleja je na butelki. Problem stanowi nie tylko to, że banderole muszą być wysyłane w specjalnej procedurze przesyłkowej, ale też strata czasu na ręczne banderolowanie produktów (często trwa to kilka lub nawet kilkanaście dni).

Przepis dotyczący nakładania banderol w miejscu produkcji nie dotyczy jednak składów podatkowych. Owszem, wino musi wyjechać ze składu podatkowego z naniesionymi znakami akcyzy, ale wjechać może bez nich. Jeśli skład podatkowy oferuje usługę banderolowania alkoholu na miejscu, dla importera oznacza to oszczędność czasu i wysiłku związanego z wysyłką banderol za granicę.

Podsumowując – jeśli importer współpracuje ze składem podatkowym w Polsce, wtedy zamawia u dostawców za granicą towar z poleceniem dostawy do składu podatkowego. Banderole może wtedy dostarczyć bezpośrednio do składu, a podatek zapłacić w ciągu 25 dni od momentu, gdy dana partia towaru opuści skład (podatek nalicza się wtedy tylko od wydanego towaru).

Nie tylko podatek i banderole

Korzystając z usług zewnętrznego składu podatkowego (o ile jest on prowadzony przez firmę z kompleksową ofertą), można zdecydować się także na outsourcing wielu innych czynności, takich jak np. etykietowanie butelek, pakowanie zestawów, czy też transport poszczególnych partii towaru do konkretnych odbiorców.

W efekcie, właściwie wszystkie etapy przygotowania alkoholu do sprzedaży w Polsce – od przyjęcia transportu, po dostarczenie na półkę w sklepie – można zlecić firmie prowadzącej usługowy skład podatkowy.

Taki model współpracy jest korzystny zarówno dla małych i średnich importerów, jak i dla całego rynku winiarskiego (lub szerzej – alkoholowego) w Polsce. Działalność usługowych składów podatkowych umożliwia bowiem wyrównywanie szans pomiędzy wielkimi koncernami, a znacznie mniejszymi przedsiębiorcami, którzy np. wyszukują wyjątkowe wina w małych winnicach.

Dzięki zewnętrznym składom podatkowym nawet ci najmniejsi mogą poprawić swoją płynność finansową poprzez odroczoną zapłatę akcyzy, a także uprościć proces banderolowania lub skorzystać z innych usług – dawniej dla nich niedostępnych lub zbyt kosztownych.

Obywatele Ukrainy nadal najliczniej osiedlają się w Polsce

W pierwszych trzech kwartałach tego roku liczba cudzoziemców posiadających ważne zezwolenia na pobyt długoterminowy w Polsce wzrosła o 43,5 tys. osób. Bez zmian najliczniej zwiększa się grupa obywateli Ukrainy, a także Białorusi i Gruzji. Obcokrajowcy najchętniej zamieszkują w województwach z aglomeracjami miejskimi i dużym zapotrzebowaniem na pracowników.

Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że pod koniec III kwartału tego roku ważne zezwolenia na pobyt posiadało 415,5 tys. obcokrajowców. Według stanu na 1 stycznia 2019 r. i 2018 r. było to odpowiednio 372 tys. i 325 tys. osób. W pierwszych trzech kwartałach br. największy wzrost dotyczył obywateli:

  • Ukrainy – o 30,8 tys. do 210 tys. osób
  • Białorusi – o 4,3 tys. do 24,4 tys. os.
  • Gruzji – o 1,9 tys. do 4,8 tys. os.
  • Indii – o 1,1 tys. do 9,9 tys. os.
  • Mołdawii – o 0,8 tys. do 2,2 tys. os.

Cudzoziemcy chcący osiedlić się i zalegalizować swój pobyt w Polsce składają w urzędach wojewódzkich wnioski o zezwolenia na pobyt. Osoby spełniające warunki wydania zezwolenia otrzymują dokumenty potwierdzające ich prawo pobytu w kraju. W raportowanym okresie najwięcej przybyło zezwoleń na pobyt czasowy (maksymalnie do 3 lat) – o 34,3 tys. oraz stały – o 7,2 tys.

Najbardziej popularnymi regionami wśród cudzoziemców posiadających ważne zezwolenia na pobyt pozostają województwa z dużymi ośrodkami miejskimi: mazowieckie – 119 tys. osób, małopolskie – 44 tys. os., dolnośląskie – 33 tys. os., wielkopolskie – 33 tys. os. oraz śląskie – 24 tys.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz.

Stopy procentowe w USA obniżone trzeci raz z rzędu

Stopy procentowe w USA spadają właśnie trzeci raz z rzędu. Szef Fed w dalszym ciągu przekonuje, że nie mamy do czynienia z cyklem obniżek. Patrząc jednak na reakcję dolara, inwestorzy wiedzą swoje i trzeba przyznać, że wczorajsze posiedzenie pokazuje, że na razie to oni mają rację.

Fed zgodnie z oczekiwaniami tnie stopy

Większość analityków miała rację. Federalny Komitet Otwartego Rynku obniżył stopy procentowe o 0,25%. Warto zwrócić uwagę, że jest to już trzecie cięcie z rzędu. Konfrontując to z narracją Komitetu, który uporczywie utrzymuje, że nie mamy do czynienia z cyklem obniżek, można dojść do wniosku, że tak naprawdę nie wiadomo, jak miałby wyglądać taki cykl. Obserwatorzy zwrócili uwagę, że z komunikatu opisującego powody obniżki, zniknęła fraza o podtrzymywaniu wzrostu gospodarczego. Może to oznaczać wiele. Jednak biorąc pod uwagę reakcję rynków, które wyraźnie uciekają od USD na rzecz innych głównych walut, można odnieść wrażenie, że inwestorzy nie uwierzyli, że to cokolwiek zmienia. Wypowiedzi Jerome Powella, który po spotkaniu kolejny raz sugerował brak obniżek w najbliższej przyszłości, znaczą dla rynków już coraz mniej. Podobnie mówił przed październikowym posiedzeniem, a efekt widzimy sami.

Dobre dane z USA

Przed posiedzeniem Rezerwy w sprawie stóp procentowych mieliśmy serię ważnych danych makroekonomicznych. Raport ADP na temat zatrudnienia zgodnie z oczekiwaniami był zdecydowanie lepszy niż miesiąc temu, a nawet przekroczył prognozy o kilka procent. Wzrost PKB wyniósł 1,9%, co było wynikiem o 0,2% wyższym od oczekiwań. Rynki zareagowały na te odczyty w miarę spokojnie, gdyż oczekiwały wówczas na decyzję Komitetu odnośnie do zmiany stóp.

Kanada zostawia stopy

O godzinie 15:00, cztery godziny przed decyzją FOMC, miało miejsce posiedzenie Banku Kanady. Regulator tym razem nie zdecydował się na obniżkę. W komunikacie po spotkaniu Stephen Poloz, szef Banku Kanady tłumaczył, że zagrożenia dla gospodarki jego państwa nie są na tyle silne, aby miały one uzasadniać cięcie. Pomimo takich argumentów prognozy gospodarcze na kolejne lata zostały zweryfikowane w dół. Reakcja rynków była zaskakująca. Po konferencji inwestorzy zaczęli się wycofywać z dolara kanadyjskiego, mimo że nie doszło do obniżenia stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 10:00 – Polska – inflacja konsumencka,
  • 11:00 – Strefa Euro – PKB,
  • 13:30 – USA – wydatki Amerykanów,
  • 13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

O kondycji esportu i gamingu w Polsce. Za nami konferencja Esport & Gaming Forum

57 prelegentów z 45 polskich i zagranicznych firm dyskutowało w czwartek nad kondycją branży związanej z cyfrową rozrywką i sportem elektronicznym, w ramach konferencji Esport & Gaming Forum. Zaproszeni goście – wśród nich m.in.  Michał Szafrański, Artur Kurasiński, czy Anna Baumann – przeszli przez pełne spektrum tematów dotyczących tej tematyki, dzieląc się z widzami swoją wiedzą i doświadczeniem.

Druga edycja konferencji Esport & Gaming Forum została zorganizowana z myślą o promocji cyfrowej rozrywki i sportów elektronicznych w kręgach marketingowych oraz biznesowych. W trakcie wydarzenia prelegenci zaprezentowali aktualne trendy panujące w branży, możliwości wykorzystania ich przez marki, a także wyzwania, przed którymi stoją podmioty funkcjonujące w tym środowisku. Efektem jest ponad 15 godzin transmisji pełnej cennej wiedzy, przekazanej przez specjalistów całkowicie za darmo.

W tym roku organizatorzy podzielili wydarzenie na dwie sceny – biznesową oraz edukacyjną. Na pierwszej z nich prezentowano spojrzenie na branżę ze strony głównych podmiotów odpowiadających za kształt rynku, który według szacunków ma urosnąć pięciokrotnie do 2025 roku. Prognozuje się, że ilość fanów esportu przekroczy w tym samym roku poziom 19 milionów, a aktywnych graczy – 9 milionów.

– Po raz kolejny stworzyliśmy platformę do wymiany wiedzy, doświadczeń oraz umiejętności. Do udziału zaprosiliśmy specjalistów z wielu dziedzin, dzięki czemu mogliśmy przedstawić spojrzenie na zjawisko esportu i gamingu z różnych perspektyw. Kluczowe było dla nas dystrybuowanie wiedzy za darmo, w ramach transmisji na żywo, dostępnej w ogólnodostępnych kanałach – powiedział Maciej Sawicki – jeden z pomysłodawców konferencji, odpowiedzialny za linię merytoryczną wydarzenia.

Esport & Gaming Forum (4)Z punktu widzenia biznesowego, nie zabrakło analizy sytuacji polskiego sportu elektronicznego w czterech kluczowych obszarach – mediów, marketingu, profesjonalnych rozgrywek oraz szkolenia talentów. Zaproszeni goście – m.in. Michał Szafrański, Artur Kurasiński, czy Pauls Perkons, dzielili się cennymi wskazówkami w każdej z tych sfer.

Esport & Gaming Forum (1)Na scenie edukacyjnej wiedzą dzieliły się osoby, które w świecie esportu i gamingu funkcjonują w różnych rolach – od dziennikarzy, przez trenerów, streamerów, przedstawicieli drużyn esportowych, aż po organizatorów rozgrywek. W roli prelegentów wystąpili m.in. Fryderyk „Veggie” Kozioł – jeden z najbardziej utytułowanych polskich trenerów w League of Legends, Michał “Avahir” Kudliński – komentator sportów elektronicznych oraz Piotr “Izak” Skowyrski, czyli najpopularniejszy polski komentator esportowy, którego kanał subskrybowany jest przez ponad 2 mln osób.

Esport & Gaming Forum (3)– Sport elektroniczny i gaming funkcjonują na styku wielu obszarów. Każdy z nich został szczegółowo omówiony podczas konferencji, dzięki czemu zarówno jej uczestnicy, jak i widzowie zgromadzeni w studio lub śledzący konferencję za pośrednictwem transmisji, mogli wynieść kilka cennych lekcji – skomentował Tomasz Przeździecki, Associate Director w Mediacom Beyond Advertising.

Wystąpienia podczas konferencji niosły dużą wartość zarówno dla osób, które są nowe w branży, ale też dla tych, którzy funkcjonują w niej od lat. – Z mojej perspektywy o randze i znaczeniu tej konferencji świadczy fakt, że największe esportowe gwiazdy, jak np. Nervarien, same zwróciły się z zapytaniem o bilet, a Izak, pomimo trudnej sytuacji logistycznej, zgodził się zaangażować bez wahania – dodał Kamil Górecki, CEO Fantasyexpo.

Informacje o konferencji dotarły poprzez największe tytuły branżowe i media horyzontalne w Polsce do ponad 215 tysięcy osób. Wszystkie materiały wygenerowały ponad 600 tysięcy wyświetleń, a obie transmisje na żywo obejrzało łącznie ponad 20 tysięcy osób. Zapis konferencji ze sceny biznesowej jest dostępny na kanale Esportmania TV na YouTube. Nagranie ze sceny edukacyjnej zostanie udostępnione wkrótce na kanale Polsat Games na platformie Twitch.

Pomysłodawcami Esport & Gaming Forum są Maciej Sawicki oraz Szymon Kubiak, a organizatorami tegorocznej edycji byli Maciej Boroń, Wojciech Jeznach, Bartek Pawlik, reprezentujący kolejno Mediacom Beyond Advertising, Fantasy Expo, Polsat Games.
Piotr Szarwark

Po udanym trzecim kwartale Grupa MOL podnosi prognozę na rok 2019

  • Wyższy przewidywany wynik EBITDA za 2019 r. przy niezmienionym poziomie nakładów inwestycyjnych
  • Niemal niezmieniony oczyszczny wynik CCS EBITDA (-3%) na poziomie 689 mln USD, przekłada się na łączny wynik EBITDA za trzy kwartały na poziomie 1,84 mld USD
  • Zarówno w trzecim kwartale, jak w trzech kwartałach roku narastająco, firma wygenerowała dodatnie przychody gotówkowe, jednocześnie podwajając r/r poziom inwestycji w strategiczne projekty do poziomu 1,37 mld USD
  • Wynik CCS EBITDA w segmencie Downstream wzrósł o 4% r/r, natomiast wynik EBITDA segmentu Upsteram odnotował spadek na skutek niskich cen węglowodorów. Zintegrowany model biznesowy MOL zapewnia jednak naturalne zabezpieczenie przeciwko zmiennościom w cenach ropy i gazu.
  • W segmencie Usług Konsumenckich wynik EBITDA wzrósł o 15%. w walucie lokalnej i o 10% w USD.

Grupa MOL podała dzisiaj wyniki finansowe za trzeci kwartał 2019 r. Pomimo słabnących warunków makroekonomicznych oraz niższych cen ropy i gazu, solidny wynik EBITDA w trzecim kwartale umożliwia Grupie podniesienie celu na bieżący rok o ok. 100 mln USD, do poziomu ok. 2,4 mld USD.

Wynik EBITDA w segmencie Upstream obniżył się w trzecim kwartale do 235 mln USD na skutek m.in. niższych cen ropy naftowej i znacznie niższych cen gazu. Wolumen węglowodorów nieznacznie spadł (-1% r/r) w ostatnim kwartale, a średnia dzienna produkcja wyniosła 107,500 baryłek ekwiwalentu ropy naftowej (boepd), jednak poziom produkcji od początku roku utrzymuje się na średnim poziomie 112 tys. boepd, czyli powyżej celu zakładanego na rok 2019.

Oczyszczony wynik CCS EBITDA segmentu Downstream wzrósł w trzecim kwartale o 4%., do 272 mln USD, podczas gdy marżowość produktów rafineryjnych wzrosła od czasu spadku w pierwszym półroczu. Popyt na paliwo silnikowe stale rośnie o 3% w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, co pozytywnie wpłynęło na wynik segmentu Downstream. Prace nad największą inwestycja organiczną MOL – budową zakładu produkcji polioli – nabrały tempa w trzecim kwartale i odbywają się zgodnie z planem.

Segment Usług Konsumenckich osiągnął rekordowe wyniki kwartalne na poziomie 161 mln USD, notując 10% wzrost r/r., dzięki dalszym wzrostom marż zarówno na paliwach, jak i ofercie pozapaliwowej. Również w tym segmencie widać pozytywny wpływ rosnącego popytu na paliwa w regionie. Dynamicznie rozwijany jest także flagowy, pozapaliwowy koncept firmy – Fresh Corner. Przebudowywane pod tym kątem są kolejne stacje, a łączna liczba punktów Fresh Corner wynosi już 794 w porównaniu z 615 w ub.r.

Segment Gas Midstream zanotował w trzecim kwartale wynik EBITDA na poziomie 27 mln USD, 8% wyższy niż rok wcześniej.

Zsolt Hernádi
Zsolt Hernádi

Zsolt Hernádi, Prezes i CEO Grupy MOL tak skomentował wyniki finansowe: „Nasz zintegrowany model biznesowy w pierwszych dziewięciu miesiącach roku przyniósł bardzo dobre wyniki finansowe, co pozwala nam podnieść całoroczną prognozę wyniku CCS EBITDA do 2,4 mld USD. Utrzymujemy dodatnie przepływy finansowe, pomimo podwojenia nakładów inwestycyjnych na dynamicznie rozwijane projekty transformacyjne. Realizacja naszej flagowej inwestycji – projektu „Poliole” – przyspieszyła w trzecim kwartale, a prace postępują zgodnie z harmonogramem i osiągnęły już stan ok. 35%.”

Gaming coraz bardziej popularny

Gaming, do niedawna uznawany za rozrywkę niszową, na którą czas poświęcają dzieci i nastolatkowie, staje się jednym z istotniejszych hobby w nowoczesnej, cyfrowej rzeczywistości. Z badania przeprowadzonego przez agencję Smartscope na zlecenie RTV EURO AGD wynika, że jedynie 14 proc. Polaków nie gra w gry elektroniczne i nie interesuje się tą forma rozrywki.

Kreowany przez lata stereotyp gamera odszedł już dawno do lamusa. Gracze to grupa zróżnicowana wiekowo, chętnie inwestująca w swoją pasję, dzieląca czas wolny między różne aktywności. Z badania przeprowadzonego dla RTV EURO AGD wynika, że gamingiem regularnie lub sporadycznie zajmuje się odpowiednio 22 proc. i 37 proc. polskiego społeczeństwa. I zapowiada się, że liczby te będą rosnąć. Według Global Games Market Report, w roku 2019 globalny rynek gier wygeneruje przychody w wysokości 152 mld dolarów i w porównaniu do roku ubiegłego odnotuje wzrost o 9,6 proc.

Polscy gracze i ich preferencje

Granie już dawno przestało być rozrywką dla dzieci i nastolatków. Znaczną większość gamerów stanowią osoby dorosłe, czynne zawodowo.

– W roku 2018 największą grupę graczy, bo aż 61 proc., stanowiły osoby między 25. a 44. rokiem życia, często wykształceni pracownicy etatowi – komentuje Marcin Hajek, szef Działu Gaming w RTV EURO AGD.

Mimo iż gracze chętnie poświęcają czas na swoje hobby, to – jak wynika z badania RTV EURO AGD – w kwestii zakupu gier i sprzętu są jednak bardzo rozważni. Decyzję podejmują zazwyczaj kierując się rekomendacjami (33 proc. badanych) i ceną (22 proc). W przypadku gier najchętniej płacą jednorazowo za pełną wersję, by potem grać do woli (54 proc.), a tylko 25 proc. respondentów chciałoby kupić jak najtaniej wersję podstawową gry i potem ewentualnie dokupić dodatki. Zdecydowana większość badanych (81%) wydała w ub.r. na ten cel nie więcej niż 300 zł.

– Polski rynek gier elektronicznych jest już dość dobrze rozwinięty, choć wydatki na gaming w porównaniu do budżetów domowych są wciąż istotnie niższe niż w krajach zachodnich. Ciekawe jest to, że w Polsce dominuje sprzedaż gier pudełkowych, podczas gdy na Zachodzie gracze przekonali się już do wersji cyfrowych, kupowanych np. na platformie cyfrowej lub w postaci kart przedpłaconych, i one stanowią ponad połowę ogólnej sprzedaży – dodaje Marcin Hajek, szef Działu Gaming w RTV EURO AGD.

Z badania RTV EURO AGD wynika, że gracze chętnie inwestują w sprzęt. Aż 68 proc. badanych deklaruje, że zamierza w najbliższym czasie zakupić nową konsolę, podzespoły do PC (karta graficzna, procesor) lub akcesoria. Te ostatnie są kategorią, w którą gracze zainwestują najchętniej – 24% osób planuje kupić wyposażenie dodatkowe, takie jak słuchawki, myszka, klawiatura czy fotel gamingowy.

Hobby i aktywności poza grami

Badanie RTV EURO AGD potwierdza, że stereotypowy wizerunek gracza, który zaszywa się w swoim pokoju i poświęca każda minutę na gaming ma niewiele wspólnego rzeczywistością. Gracze chętnie korzystają z różnorodnych from rozrywki. Pomimo iż w kręgu ich zainteresowań znalazły się te kanapowe, takie jak oglądanie telewizji (59 proc.), seriali (44 proc.) czy treści na platformach wideo (42 proc.), to ponad połowa z nich deklaruje, że poświęca swój czas również na spotkania z przyjaciółmi i czytanie książek (po 54 proc.). Chętnie oddają się również różnym formom aktywności – jeżdżą na rowerze (51 proc.), biegają (32 proc,) i chodzą na siłownię (25 proc.).

Gaming przestał być już rozrywką dla wąskiej grupy pasjonatów. W nowoczesnym, cyfrowym społeczeństwie wyjątkiem niebawem będą osoby, które nie miały do czynienia ze światem gier elektronicznych, zwłaszcza że cyfrowi tubylcy (ang. digital natives) – dla których internet i narzędzia elektroniczne dostępne na różnych urządzeniach są naturalnym środowiskiem – w ciągu najbliższych kilku lat będą stanowić ok. 75% osób aktywnych zawodowo i najsilniejszą grupę nabywczą.

Badanie zostało zrealizowane przez agencję badawczą Smartscope we wrześniu 2019 r. na panelu internetowym na próbie 553 osób.

Transition Technologies podsumowuje wyniki Q3 2019

Grupa Kapitałowa Transition Technologies (GK TT) – lider IT w obszarze energii, gazu, informatyki medycznej i przemysłu – podsumowuje wstępne wyniki III kwartału 2019 r. Przychody na poziomie ponad 260 mln PLN i rosnące wpływy z rynków zagranicznych pomogą zrealizować tegoroczne plany i pozwalają optymistycznie patrzeć w 2020 rok, mimo konserwatywnej oceny rozwoju rynku informatycznego na świecie.

GK TT rośnie zgodnie z prognozami. Po trzech kwartałach 2019 r. spółki grupy osiągnęły ponad 260 mln PLN przychodów, co stanowi ponad 15 proc. wzrost r/r.  Na osiągnięte wyniki składa się stabilny wzrost sprzedaży produktów IT w sektorach energetycznym i przemysłowym oraz wzrost sprzedaży usług outsourcingowych i Managed Services. GK TT skupia siły na rozwijaniu zaawansowanych technologicznie produktów i budowaniu kompetencji w najbardziej dynamicznie rosnących kierunkach światowej informatyki.

 Inwestycje w zagraniczne spółki przynoszą oczekiwany zwrot. Wolumeny sprzedaży grupy na rynkach poza Polską – Europa Zachodnia, USA i Azja, są coraz wyższe. Zauważamy co prawda pierwsze oznaki spowolnienia w światowej gospodarce, jednak odpowiednia dywersyfikacja biznesu pozwala nam kontynuować trend wzrostowy. Dużą rolę zwracamy na bezpieczeństwo biznesowe, więc nawet przy znacznym pogorszeniu koniunktury, zrealizujemy prognozy na 2019, czyli przychód na poziomie 350 mln PLN i wzrost 15% r/r – mówi prof. Konrad Świrski, prezes zarządu Grupy Kapitałowej Transition Technologies SA.

GKTT ma rozproszoną strukturę zatrudnienia. Po trzecim kwartale 2019 jest to 22 biur i partnerstw na całym świecie, w tym (poza Polską) 4 w Europie, 2 w Azji, 2 w Ameryce Pn. GK TT zbudowała unikalne portfolio usługowo-produkcyjne. Stabilna pozycja lidera w sektorze energetycznym, rozwój rynków zagranicznych i dynamicznie zwiększająca się sprzedaż informatycznych usług outsourcingowych w segmencie Managed Services w kraju i za granicą wzmocniły portfel stałych zamówień.

Do końca 2019 koncentrujemy się na dalszej rozbudowie naszych linii produktowych dla klientów w kraju oraz na dynamicznym rozwoju biznesu zagranicznego.  Jesteśmy w kluczowej fazie rozwoju naszej grupy. Chcemy funkcjonować jako firma międzynarodowa choć oczywiście nasz kapitał w całości pozostaje polski  – dodaje prof. Świrski.

Fed zgodnie z oczekiwaniami ściął stopy procentowe

Fed przeszedł w neutralne nastawienie, nie dając podstaw do oczekiwań kolejnej obniżki stóp procentowych przed końcem roku. Jednocześnie prezes Powell wysoko ustawił poprzeczkę dla ewentualnego powrotu podwyżek, co niesie długoterminowe implikacje dla dolara. Dochodzi do asymetrycznego rozłożenia ryzyk, gdyż prędzej Fed ugnie się pod ciężarem rozczarowujących danych niż ulegnie pokusie zacieśniania.

Zgodnie z oczekiwaniami Fed ściął stopy procentowe o 25 do 1,50-1,75 proc. Przekaz z komunikatu wybrzmiał nieco jastrzębio, gdyż bank odszedł od czynnej gotowości do obrony ożywienia gospodarczego, a w zamian stwierdził, że obecne parametry polityki monetarnej są odpowiednie i w oczekiwanym przez Fed scenariuszu pozostaną optymalne. To podkreślenie przekonania, że śródcykliczne dostawanie zostało zakończone i rynek nie powinien wysoko wyceniać szans na kolejną obniżkę w grudniu. Biorąc pod uwagę, że przed decyzją rynek dyskontował 25 proc. szans na kolejne cięcie przed końcem roku, przekaz FOMC wybrzmiał jastrzębio i z miejsca dał impuls do umocnienia USD.

Później jednak dolara zaczął tracić, za co winny był prezes Powell, który stwierdził, że do podnoszenia stóp, a nawet rozważania takiego kroku potrzebny byłby długi i wiarygodny epizod wysokiej inflacji. Zatem teraz nie wystarczy, aby inflacja przekroczyła cel inflacyjny 2 proc., ale prawdopodobnie Fed pozwoli na jej silniejsze odchylenie do celu, zanim zdecyduje się na reakcję. To niesie istotne implikacje dla długoterminowych oczekiwań podwyżek, nachylenia krzywej rentowności i generalnej pozycji USD względem innych walut G10. Podkreśla też, jak asymetrycznie rozłożone są teraz ryzyka dla dolara. W końcu wystarczy, że dane z gospodarki znowu rozczarowują, aby Fed wrócił do dyskusji o luzowaniu. Z kolei pozytywne zaskoczenia zawsze długo będą rodzić wątpliwości, czy to już ten moment, aby Fed zmienił nastawienie. W naszej ocenie USD będzie teraz mógł co najwyżej korzystać na okresach wzrostu awersji do ryzyka, ale jeśli globalna gospodarka pokaże oznaki odbicia, dolar będzie fundującym rajd innych.

Na razie jednak o tych lepszych danych można tylko marzyć. W nocy indeksy PMI z Chin wypadły gorzej od prognoz i pokazały, że chińskie firmy nie ekscytują się zanadto porozumieniem „pierwszej fazy”. Wszyscy czekają na konkrety, podpisy pod tekstem porozumienia i faktycznego usunięcia ryzyka eskalacji wojny celnej. Tego na razie nie ma, a nawet pojawiają się problemy, jak np. odwołanie szczytu APEC w Chile, na którym mało dojść do spotkania prezydentów Trumpa i Xi. Według doniesień prasowych odwołanie APEC nie zakłóci planom prac nad porozumieniem, choć nadal nie wiemy co i kiedy ten plan przewiduje. Na niepewności nie da się zbudować zaufania biznesu i dlatego wskaźniki aktywności będą pozostawać nisko.

Pozytywne impulsy nie przyjdą dziś także z Eurolandu, gdzie w centrum uwagi będą wstępne szacunki PKB oraz inflacji. Jeśli III kw. ma pokazać wzrost, to tylko minimalny (0,1 proc.), biorąc pod uwagę zapaść przemysłu. Inflacja HICP pozostaje zdławiona i spowolnienie do 0,7-0,8 proc. r/r (przy celu inflacyjnym 2 proc.) utwierdzi EBC w gołębim nastawieniu. Nawet jeśli można wątpić (a my wątpimy) w możliwości dalszego rozszerzenia ekspansji monetarnej EBC, to póki co sygnałów do poprawy fundamentów EUR także nie widać. Mimo to EUR/USD może korzystać na tym, że łatwiej będzie zobaczyć powód do osłabienia dolara niż euro.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pracowniku, nie obawiaj się robota

Wszelkie nowinki technologiczne, które ułatwiaj i przyśpieszają pracę, zwykle z punktu widzenia pracownika są korzystne i pożądane. Wraz z rozwojem technologii pojawiają się jednak obawy, że roboty mogą zastąpić człowieka odbierając mu tym samym pracę.  Specjaliści przekonują jednak, że powinniśmy traktować je nie jako zagrożenie a wsparcie.

Należy pamiętać, że wszelkiego rodzaju automatyzacja ma obecnie na celu nie tyle zastąpienie pracownika, co najczęściej jego wsparcie i udoskonalenie dotychczasowej pracy. Automatyzacja i sztuczna inteligencja już dawno wyszła poza ramy IT i coraz częściej spotykana jest w przedsiębiorstwach, fabrykach czy zakładach produkcyjnych. Najprostszym przykładem jest chociażby wykorzystanie zaawansowanych systemów oprogramowania w londyńskim City czy wykorzystanie chatbotów na infoliniach.

Branża finansowa jest obszarem, gdzie wiele procesów ma charakter automatyczny i powtarzalny, wykorzystanie zautomatyzowanych systemów może więc odciążyć w tej kwestii pracowników. W ITBoom wdrażamy technologie z obszaru BI, które pomagają w wykonywaniu dokładnych analiz finansowych. Dzięki naszym rozwiązaniom firmy zyskują wsparcie nie tylko w obszarze zarządzania obecnymi procesami, ale potrafią także przewidzieć i wykluczyć wiele zagrożeń. Implementowane przez nas narzędzia samouczące się, pozwalają wyjść poza procesy wewnętrzne i wdrożyć efektywniejsze zarządzanie np. cenami na pułkach sklepowych czy e-commerce – przekonuje Piotr Kawecki, Dyrektor Zarządzający w ITBoom.

Innym przykładem wykorzystania automatyzacji są fabryki i linie produkcyjne, wykorzystanie w nich najnowszych rozwiązań to jeden z najistotniejszych elementów tzw. czwartej rewolucji przemysłowej.  Maszyny, których działanie opiera się na skomplikowanych systemach i odpowiednich programach są wykorzystywane w fabrykach, gdzie wspierają pracowników w wykonywaniu prostych, powtarzalnych czynności czy też zadań, które są dla człowieka niebezpieczne. Chodzi tu o prace w szkodliwych warunkach w spalarniach śmieci, przy segregacji niebezpiecznych odpadów czy ich transporcie. Trzeba jednak pamiętać, że nad wszystkim musi czuwać człowiek. Nawet najinteligentniejsza maszyna, nie jest wstanie w 100% zastąpić człowieka, może go jedynie wspomóc.

Kawecki przekonuje, że AI będzie angażowała się w coraz ciekawsze i ambitniejsze projekty, jednym z nich jest wykorzystanie sztucznej inteligencji do produkcji whisky. To doskonały przykład nieszablonowego wykorzystania sztucznej inteligencji. Stworzenia alkoholu przy użyciu AI podjęła się odjęła się szwedzka gorzelnia Mackmyra we współpracy z Microsoftem. Sam proces opiera się na informacjach zebranych w chmurze, następnie przeliczanych i analizowanych na podstawie danych sprzedażowych, najbardziej docenianych smaków i wielu innych zmiennych. Na podstawie ogromnej ilości danych, oprogramowanie komponuje nowe receptury. Pozwala to zaoszczędzić czas, sprawia, że kompozycje są ciekawsze, a przede wszystkim jest ich o wiele więcej. Na tej bazie możliwe jest stworzenie aż 70 milionów rożnych receptur smakowych. Trzeba podkreślić, że na końcu tego procesu znajduje się człowiek, który dokonuje ostatecznej weryfikacji smaku i podejmuje decyzję czy trafi on na rynek – podsumowuje Kawecki.

Szara strefa w branży pogrzebowej – usługi pogrzebowe powinny zostać uregulowane

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Polska Izba Branży Pogrzebowej (PIBP) przeanalizowały rynek usług pogrzebowych w Polsce i wskazują na szereg spraw, które należy uregulować. Zgodnie z szacunkami FPP i PIBP wartość nieewidencjonowanej sprzedaży w tym sektorze w 2019 r. kształtuje się na poziomie ok. 1,4 mld zł, zaś wartość funduszu wynagrodzeń w szarej strefie – przeszło 2 mld zł. Łącznie sektor finansów publicznych mógłby zyskać do 960 mln zł rocznie na wprowadzeniu nowych rozwiązań prawnych, które redukowałyby szarą strefę na tym rynku. Warto podkreślić, że zmiana przepisów jest niezbędna w części świeckiej – w obszarze, za który odpowiada Kościół regulacje są właściwe.

– Przepisy nie regulują działalności gospodarczej polegającej na świadczeniu usług pogrzebowych i pokrewnych. Do wykonywania tej działalności nie jest wymagane ani zezwolenia lub koncesja, ani nawet wpis do rejestru działalności regulowanej.– powiedział serwisowi eNewsroom Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. – W aktualnym stanie prawnym jest to zatem tzw. działalność wolna. Żadne przepisy nie określają kompleksowo wymogów, którym powinny odpowiadać podmioty świadczące usługi pogrzebowe. Jednocześnie nie ma regulacji, które zapewniłby bliskim zmarłych swobodny i nieskrępowany wybór usługodawców. Brakuje chociażby wyraźnych i jednoznacznych regulacji zapewniających dostęp do informacji o usługodawcach. Także procedury uzyskiwania niezbędnych dokumentów stawiają uprawnionych do pochówku w sytuacji petenta, któremu nie umożliwia się odpowiedniego dostępu do wysokiej jakości usług pogrzebowych  – wyjaśnia Czyżak.

Polskie biurowce za miliardy

Wartość transakcji inwestycyjnych na rynkach biurowych poza Warszawą przekroczyła już miliard euro, co jest historycznie najlepszym wynikiem. Łącznie ze stolicą, biurowe transakcje inwestycyjne już na koniec trzeciego kwartału wyniosły tyle, ile w całym 2018 roku, a rynek szykuje się na rekord – ponad 3,5 mld euro.

Jak wynika z danych JLL, wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze biurowym na koniec III kwartału tego roku zamknęła się na poziomie blisko 2,8 mld euro. Tym samym rynek dogonił już rezultat z całego 2018 roku.

Co szczególnie warte podkreślenia, rekordowe wyniki odnotowały rynki regionalne – ponad 1 mld euro.

Po raz pierwszy w historii transakcje inwestycyjne na biurowych rynkach regionalnych przekroczyły poziom miliarda euro. Najlepszy wynik zanotował Kraków, gdzie inwestycje osiągnęły wartość 314 mln euro. Na podium znalazł się również Wrocław – z 221 mln euro i Trójmiasto – 109 mln euro. Tak znakomite rezultaty potwierdzają bardzo duże zainteresowanie inwestorów rynkami biurowymi poza Warszawą oraz mocną kondycję sektora nie tylko w stolicy kraju. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Jak na razie inwestorzy dokonali 48 transakcji biurowych (dla porównania, w całym 2018 roku było ich 44), z czego najwięcej na rynku warszawskim. Wartość inwestycji w stolicy na koniec III kw. tego roku wyniosła natomiast 1,7 mld euro.

Biorąc pod uwagę wartość transakcji biurowych, które aktualnie znajdują się na różnych etapach zaawansowania, prognozujemy, że cały 2019 zamknie się w Polsce rekordowym wynikiem ponad 3,5 mld euro – łącznie w Warszawie i poza nią. Takim rezultatom sprzyja wzrost gospodarczy, ciekawy wybór produktów inwestycyjnych oraz popyt ze strony najemców, którzy od początku roku zawarli w całej Polsce umowy na aż 1,2 mln mkw.” – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Wśród najważniejszych transakcji sfinalizowanych do tej pory znalazła się sprzedaż Warsaw Spire Tower przez Ghelamco Group i Madison International do IMMOFINANZ za 386 mln euro; warszawskiego West Station (I+II) przez JV HB Reavis & PKP do singapurskiego inwestora Mapletree za ok. 190 mln euro; przejęcie 70% udziałów w regionalnym portfolio biurowym EPP (Malta Office Park w Poznaniu, Symetris Business Park I&II w Łodzi, O3 Business Park I&II w Krakowie) przez Henderson Park; sprzedaż Warsaw Trade Tower przez Akron do Globalworth za ok. 133 mln euro; oraz budynku Ethos w Warszawie, który został zakupiony przez Credit Suisse Asset Management od Kulczyk Silverstein Properties za ok. 115 mln euro.

J. Steinhoff: Krajowe bezpieczeństwo energetyczne pilnie wymaga długoterminowej strategii. Odnawialne źródła mogą zastąpić atom

J. Steinhoff: Krajowe bezpieczeństwo energetyczne pilnie wymaga długoterminowej strategii. Odnawialne źródła mogą zastąpić atom 6

Za trzy lata błękitny surowiec ze złóż na Morzu Północnym popłynie do Polski gazociągiem Baltic Pipe. Ta inwestycja – podobnie jak rozbudowa gazoportu w Świnoujściu – znacząco pozwoli uniezależnić się od dostaw gazu z Rosji i poprawi krajowe bezpieczeństwo energetyczne. Pozostałe kluczowe inwestycje w obszarze energetyki zależeć będą od długoterminowej strategii. – Potrzebujemy jak najszybciej przyjąć politykę energetyczną na następne 15–20 lat – podkreśla Janusz Steinhoff, były minister gospodarki. Chodzi przede wszystkim o decyzje, czy będziemy budować miks energetyczny w oparciu o atom, czy raczej odnawialne źródła.

– Polska była zawsze krajem stosunkowo bezpiecznym energetycznie, ponieważ dysponujemy zasobami nośników energii takich jak węgiel brunatny i kamienny, ale przede wszystkim wydobywamy około 4–4,5 mld m³ gazu. Z drugiej strony importujemy prawie całą ropę i ok. 11 mld m³ gazu. Import nośników energii będzie coraz większy. Polska zrobiła jednak w ostatnich latach bardzo dużo, aby to bezpieczeństwo energetyczne, zwłaszcza w odniesieniu do gazu ziemnego, poprawić – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Janusz Steinhoff, były minister gospodarki i wicepremier w rządzie Jerzego Buzka.

Jak podkreśla, polskie bezpieczeństwo energetyczne zdecydowanie poprawi gazociąg Baltic Pipe, który pozwoli uniezależnić się od dostaw gazu z Rosji. Gazociąg połączy norweskie złoża gazu ziemnego z systemem przesyłowym w Danii, skąd surowiec będzie trafiać na polski rynek i dalej do odbiorców w sąsiednich krajach. Przepustowość Baltic Pipe ma wynosić ok. 10 mld m³ rocznie, co stanowi ok. 60 proc. polskiego zapotrzebowania na gaz.

Budowa gazociągu ma zakończyć się za trzy lata, w październiku 2022 roku. Wtedy kończy się także kontrakt jamalski na dostawy gazu, zawarty przez PGNiG z rosyjskim Gazpromem. Polska jest uzależniona od importu gazu – z zagranicy pochodzi 70 proc. tego surowca, przy czym 90 proc. importu to właśnie gaz rosyjski.

– Odeszliśmy od sytuacji sprzed 15 czy 20 lat, czyli braku technicznych możliwości dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego z kierunków innych niż rosyjski. W tej chwili dysponujemy pełną paletą rozwiązań: mamy gazoport, rozbudowane transgraniczne połączenia, fizyczny i wirtualny rewers na gazociągu jamalskim i przestaniemy płacić rentę za brak alternatywy. Tę rentę płaciliśmy rosyjskiemu dostawcy przez prawie 30 lat – mówi Janusz Steinhoff. – Kiedy zbudujemy połączenie z Norwegią poprzez Danię do Niechorza, będziemy dysponować już wszelkimi możliwościami, aby Polska stała się gazowym hubem i można było eksportować gaz m.in. na Ukrainę.

Kluczowa dla dywersyfikacji dostaw gazu do Polski jest także rozbudowa terminalu LNG w Świnoujściu, która zakłada zwiększenie jego mocy regazyfikacyjnych o 50 proc. (do 7,5 mld m³ gazu rocznie) do końca 2021 roku, oraz rozbudowa połączeń transgranicznych ze Słowacją, Litwą, Czechami i Ukrainą. Pozwoli to na stworzenie w Polsce centrum przesyłu i handlu gazem dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej oraz państw bałtyckich.

Były minister gospodarki odkreśla jednak, że z puntu widzenia bezpieczeństwa energetycznego niezbędne jest jak najszybsze przyjęcie kompleksowej, długoterminowej strategii, która określi, w jakim kierunku będzie zmierzać polska energetyka. To wymaga pracy ponad podziałami politycznymi.

– Nie można dyskutować w nieskończoność, czy będziemy budować elektrownię atomową, czy będziemy wspierać rozwój odnawialnych źródeł energii. Ten dokument powinien powstać jak najszybciej, bo musimy dobierać narzędzia wsparcia do tej strategii, którą przyjmiemy i która będzie obowiązywać co najmniej 15–20 lat – podkreśla Janusz Steinhoff.

„Polityka Energetyczna Polski do 2040 roku”, czyli długoterminowa strategia państwa w zakresie energetyki, jest w przygotowaniu, podobnie jak Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu do 2030 roku (KPEiK), negocjowany z Komisją Europejską. Ta pod koniec czerwca przesłała swoje zalecenia do projektu, który rząd do końca br. powinien dostosować do uwag i przedstawić jego ostateczną wersję.

Jak wynika z projektu KPEiK, w tej chwili ok. 77 proc. energii elektrycznej w Polsce jest wytwarzane z węgla kamiennego i brunatnego. W kolejnych latach jego udział ma sukcesywnie spadać (do 60 proc. w 2030 roku). Równocześnie Polska będzie stawiać na dywersyfikację nośników energii, zwiększając udział OZE oraz wprowadzając do bilansu energetycznego energetykę jądrową.

Uruchomienie pierwszego bloku (o mocy ok. 1–1,5 GW) pierwszej elektrowni jądrowej przewidziano na 2033 rok. Do 2043 roku planowane jest uruchomienie kolejnych pięciu takich bloków. Jak informował w połowie lipca pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski, w latach 2040–2045 około 20 proc. produkcji energii w Polsce ma już pochodzić z atomu.

– 10 lat temu byłem zwolennikiem inwestycji w elektrownię atomową. W tej chwili uważam, że to nie jest to czas na jej budowę, biorąc pod uwagę bardzo wysokie koszty inwestycyjne przekraczające 4,5 mln euro na 1 MW. To czterokrotnie więcej niż w przypadku gazu i zdecydowanie więcej niż w przypadku paliw stałych. Od paliw stałych musimy odchodzić, ponieważ koszty emisji CO2 w Europie są coraz wyższe. Tak więc pozostają nam odnawialne źródła energii i kompensowanie niestabilnych źródeł energii gazem. To jest moim zdaniem racjonalny kierunek – mówi Janusz Steinhoff.

Rządowe plany zakładają, że rola OZE w elektroenergetyce zwiększana będzie głównie za sprawą dwóch technologii – energetyki wiatrowej oraz fotowoltaiki. Udział OZE z obecnego poziomu 14 proc. ma wzrosnąć do ok. 27 proc. w 2030 roku oraz ok. 50 proc. do 2040 roku względem stanu obecnego.

– W tej chwili sytuacja się bardzo zmieniła, koszty inwestycyjne odnawialnych źródeł energii bardzo spadły. Myślę tutaj zwłaszcza o fotowoltaice i energetyce wiatrowej, szczególnie na morzu. Te warunki ekonomiczne odnawialnych źródeł energii są dzisiaj zdecydowanie bardziej atrakcyjne, niż miało to miejsce 15 czy 20 lat temu – mówi Janusz Steinhoff.

Split payment od listopada obowiązkowy w branżach najbardziej narażonych na nieprawidłowości. Przepisy będą dotyczyć pół miliona przedsiębiorstw

Split payment od listopada obowiązkowy w branżach najbardziej narażonych na nieprawidłowości. Przepisy będą dotyczyć pół miliona przedsiębiorstw 7

Od 1 listopada 2019 roku split payment będzie obowiązkowy. Metoda podzielonej płatności w transakcjach, których wartość transakcji będzie przekraczać 15 tys. zł, obejmie w sumie 150 grup towarów i usług, przede wszystkim te najbardziej narażone na wyłudzenia VAT. Dotyczy to prawie pół miliona płatników VAT. Dotychczas ze split payment korzystają głównie spółki Skarbu Państwa i duże firmy. Z raportu NBP wynika, że już 70 proc. przedsiębiorców otrzymuje należności lub płaci za kupione towary przy wykorzystaniu tej metody.

– Mechanizm split payment jest dla nas bardzo istotny z punktu widzenia uszczelniania systemu podatkowego. Zwiększa również bezpieczeństwo obrotu w stosunku do zewnętrznych klientów aparatu skarbowego. Chcemy ten projekt rozszerzać. 1 listopada wejdą stosowne w tym zakresie zmiany – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Słaboszowski, wiceminister finansów, zastępca szefa Krajowej Administracji Skarbowej.

Od listopada 2019 roku listopada split payment ma być stosowany w tych branżach, które są najbardziej narażone na wyłudzenia VAT, np. w branży paliwowej, jeżeli tylko wartość transakcji będzie przekraczać 15 tys. zł. Metoda podzielonej płatności obejmie w sumie 150 grup towarów i usług, które są wymienione w nowym załączniku numer 15 do ustawy o podatku VAT. Oprócz branży paliwowej dotyczy to m.in. usług i robót budowlanych, laptopów, komputerów, telewizorów, paliw opałowych, stali, surowców wtórnych oraz części samochodowych. Łącznie nowe przepisy będą dotyczyć ok. pół miliona płatników VAT.

– Zwiększa się oczywiście bezpieczeństwo obrotu. Z jednej strony to co prawda wakowanie środków, ale z drugiej strony podmiot, który korzysta z mechanizmu split payment jest podmiotem najprawdopodobniej bezpiecznym i uczciwym – ocenia Tomasz Słaboszowski.

Mechanizm podzielonej płatności ma uszczelnić system podatkowy i zwiększyć wpływy z VAT-u do budżetu państwa. Polega to na tym, że na rachunek rozliczeniowy przedsiębiorcy trafia jedynie kwota netto, a podatek VAT, należny firmie od kupującego towar lub usługę kontrahenta, wpływa na nowo utworzony rachunek VAT.

Raport „Szybki Monitoring NBP – analiza sektora przedsiębiorstw” wskazuje, że już 70 proc. przedsiębiorców otrzymuje należności lub płaci za kupione towary lub usługi, wykorzystując split payment. Jest on dobrowolny od lipca 2018 roku. Z danych resortu finansów wynika, że do 30 czerwca 2019 roku na specjalne rachunki trafiło nieco ponad 10 proc. należnego za ten okres podatku VAT (65,8 mld zł).

Jednak, jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, blisko 17 proc. firm przyznaje, że podzielona płatność wpłynęła negatywnie na ich płynność finansową. Najwięcej krytycznych ocen pada ze strony firm transportowych (22,6 proc.) oraz handlowych (19,6 proc.). Żadnego wpływu split payment nie zauważyła ponad połowa firm stosujących ten mechanizm.

– Staramy się wprowadzać te zmiany w taki sposób, aby przedsiębiorcy odczuwali je w najmniejszym stopniu. Natomiast bezpieczeństwo obrotu i ochrona interesów Skarbu Państwa muszą być tu uwzględniane, dlatego że zachowanie wielkości wpływów dla budżetu jest również bardzo ważne z punktu widzenia interesów państwa – tłumaczy Tomasz Słaboszowski.

Miasta coraz częściej stawiają na proekologiczne inwestycje. Wymagają tego od nich mieszkańcy

Miasta coraz częściej stawiają na proekologiczne inwestycje. Wymagają tego od nich mieszkańcy 8

Ograniczenie smogu, zagospodarowanie wody deszczowej, powstawanie terenów zielonych – tego typu proekologiczne inicjatywy coraz częściej uwzględniane są w strategiach rozwoju polskich miast. – Takie są oczekiwania mieszkańców, którzy chcą, by miasta stawały się bardziej przyjaznymi miejscami do życia – podkreśla zastępca prezydenta Rudy Śląskiej. Dlatego działania na rzecz ochrony środowiska i walki z zanieczyszczeniami powietrza, takie jak np. rozwój ekologicznego transportu zbiorowego czy przeniesienie ruchu samochodowego z dzielnic na obwodnice, stały się dla miasta priorytetem, obok kluczowych inwestycji infrastrukturalnych.

Stoimy przed ogromnymi globalnymi wyzwaniami, czyli musimy się przygotować na ograniczenie smogu i lepsze zagospodarowanie wód deszczowych i tych, które płyną przez nasze miasto, dbanie o zieleń – mówi agencji Newseria Biznes Michał Pierończyk, II zastępca prezydenta Rudy Śląskiej. – Są już pozyskane pieniądze na „Chronimy Krople Deszczu”, więc zbiorniki retencyjne. Będziemy też zachęcali mieszkańców do tego, żeby sami retencjonowali wodę zakresie, w jakim są w stanie to robić.

Jak podkreśla, tego typu działania wpisują się w motto miasta, zakładające, że Ruda Śląska ma stać miastem przyjaznym do zamieszkania, pracy i wypoczynku. Plan rozwoju w tym zakresie na najbliższą dekadę precyzuje strategia na lata 2014–2030, szeroko skonsultowana przed przyjęciem z mieszkańcami miasta i aktualizowana w ubiegłym roku. Dokument kładzie szczególny nacisk właśnie na integrację poszczególnych dzielnic miasta i rozwój komunikacyjny.

Ruda Śląska jest średnim miastem leżącym w obrębie metropolii. Dojazd jest łatwy, ale my chcemy ułatwić go jeszcze bardziej i wykorzystać to jako przewagę konkurencyjną. Mowa tu o połączeniu autostrady A4 i Drogowej Trasy Średnicowej Trasą N-S, północ-południe. Budujemy ją od 2010 roku i co jakiś czas dokładamy kolejne odcinki. Chcemy do 2022 roku zakończyć to połączenie, co stworzy pewien kręgosłup komunikacyjny naszego miasta – mówi Michał Pierończyk.

Budowana w etapach i z unijnym współfinansowaniem trasa rudzka to jedna ze sztandarowych inwestycji miasta. Ma pełnić rolę obwodnicy dla dzielnic Godula, Orzegów i Ruda, przejmując ruch tranzytowy w tym rejonie i uwalniając kolejne tereny inwestycyjne. To z kolei ma pobudzić lokalny rynek nieruchomości. Jak podkreśla wiceprezydent miasta, pierwsze symptomy tego ożywienia są już widoczne.

Nieruchomości się otwierają, pytają o nie inwestorzy, to jest szansa na większe podatki z tego tytułu. Aby ten rozwój był pełny, droga powinna być pociągnięta dalej na południe, do Mikołowa, i na północ, do Bytomia. Pracujemy już nad dokumentacją projektową, aby było to możliwe – mówi Michał Pierończyk. – Ma to szczególne znaczenie dla mieszkańców dzielnic, dla których ta droga będzie stanowić obwodnicę. Łatwiej będzie z nich wyjechać i dostać się na trasy szybkiego ruchu. To też stworzy drugi filar dla rozwoju miasta, czyli uporządkuje dzielnice i uspokoi ruch.

Przeniesienie części ruchu samochodowego na obwodnicę stworzy z koli podstawę do rozwoju komunikacji zbiorowej.

Coraz więcej osób będzie się zwracało ku transportowi zbiorowemu, bo dojdą do wniosku, że samochodem będą jechać trzy razy dłużej – mówi Pierończyk. – Mieszkańca Polski czeka zastanowienie się nad tym, czy posiadać samochód, czy nie. Myślę, że na przestrzeni następnych kilkunastu lat będziemy tak sobie organizować życie, żeby nie przemieszczać się własnym samochodem lub nie jako jedyna osoba w samochodzie. Pola do optymalizacji jest bardzo dużo.

Oprócz rozwoju komunikacyjnego władze miasta skupiają się również na infrastrukturze sportowej, uatrakcyjnianiu oferty kulturalnej i rewitalizacji publicznych przestrzeni, dzięki której Ruda Śląska ma być bardziej przyjazna mieszkańcom.

– O tym myślą mieszkańcy – o mieście przyjaznym do zamieszkania i dobrym do rekreacji. To jest zasadniczy cel strategii rozwoju miasta do roku 2030 – mówi Michał Pierończyk.

Sztandarową inwestycją w tym zakresie, dobiegającą końca, jest Trakt Rudzki, ścieżka pieszo-rowerowa, a miejscami także rolkarska, która ma połączyć obiekty sportowe, parki, skwery oraz miejsca związane z historią Nowego Bytomia i Wirku. W ramach projektu zrewitalizowanych zostanie łącznie 7 dużych obszarów zielonych o łącznej powierzchni 35 ha..

Trakt Rudzki jest drugim elementem naszego rozwoju, w tym przypadku mówimy o przemieszczaniu się w inny sposób niż samochodem, czyli rowerem, pieszo, na rolkach. Ta idea będzie dźwignią rozwoju naszego miasta – mówi Michał Pierończyk.

Kandydaci do pracy chcą znać powody odrzucenia CV. Tylko co szósty z nich dostaje taką informację

Kandydaci do pracy chcą znać powody odrzucenia CV. Tylko co szósty z nich dostaje taką informację 9

Zaledwie połowa kandydatów do pracy uważa, że rekrutujący dbają o dobre relacje z aplikującymi na dane stanowisko. Przykładowo, tylko co szósty kandydat otrzymał informację zwrotną na temat powodów odrzucenia oferty. Mimo że chciałaby je poznać zdecydowana większość aplikujących. Negatywne doświadczenia podczas procesu rekrutacji mogą oznaczać utratę reputacji i klientów – nawet 65 proc. osób zmienia pod ich wpływem nastawienie do marki, a 20 proc. nie kupi produktu lub usługi danej firmy.

– Candidate experience to ogół doświadczeń, które kandydaci wynoszą po kontakcie z firmą jako pracodawcą. Ten pierwszy punkt styku z marką zazwyczaj ma miejsce dużo wcześniej niż w procesie rekrutacyjnym, bo jest to często pierwsza wizyta w sklepie albo w firmie jako klient, czasem jest to moment, kiedy ktoś znajomy opowiada nam o danej firmie. Wtedy już sobie zaczynamy wyrabiać opinię o niej jako potencjalny kandydat – mówi agencji Newseria Biznes Maja Gojtowska, autorka książki „Candidate experience. Jeszcze kandydat czy już klient?”.

Z raportu „Candidate Experience w Polsce”, przygotowanego przez eRecruiter, wynika, że według połowy kandydatów pracodawcy dbają o dobre relacje z osobami aplikującymi. Dla porównania, jeszcze w 2017 roku takiego zdania było ok. 30 proc. osób.

– Pracodawcy coraz więcej uwagi przykładają do budowania doświadczeń kandydatów, jednak z perspektywy kandydatów wciąż jest bardzo dużo do zrobienia – ocenia Maja Gojtowska.

Zdecydowana większość (88 proc.) oczekuje rzetelnego przedstawienia warunków pracy, informacji o zarobkach i powodach niezakwalifikowania się do dalszego etapu rekrutacji (po ok. 70 proc.). Postulaty nie znajdują jednak pokrycia w rzeczywistości – tylko 40 proc. spotkało się z rzetelnym przedstawieniem warunków zatrudnienia, 17 proc. dowiedziało się, dlaczego nie zostali wybrani, a 27 proc. znalazło informacje o wynagrodzeniu w ogłoszeniu o pracę.

– Ten dysonans pomiędzy kandydatami, którzy tego oczekują, a tymi, którzy tego rzeczywiście doświadczyli, jest bardzo duży – podkreśla Maja Gojtowska.

Raport „Candidate Experience w Polsce” wskazuje, że negatywne doświadczenia z procesu rekrutacji zmieniają nastawienie do marki w przypadku 65 proc. osób. Nieco więcej deklaruje, że nie będzie ponownie aplikować do takiej firmy, a 45 proc. – odradzi to innym osobom. Co piąty kandydat, który wyniósł negatywne wrażenia z procesu rekrutacji, zapowiada, że nie kupi produktu lub usługi tej firmy.

– Firmy potrzebują szerokiej, całościowej edukacji w zakresie candidate experience. Potrzebują spojrzenia na procesy budowy doświadczeń kandydatów nie tylko jako na jednorazową rekrutację, lecz także na cały proces, który bezpośrednio przekłada się na decyzje zakupowe kandydatów. Jest mnóstwo badań, które pokazują, że kandydat swoje doświadczenia z procesu rekrutacji, szczególnie te negatywne, przekłada na swoje decyzje zakupowe – podkreśla ekspertka.

„Barometr Rynku Pracy XII”, przygotowany przez Work Service, podaje, że co piąta osoba pracująca zamierza zmienić miejsce zatrudnienia. Pozostali nie rozglądają się za nowym pracodawcą, a to oznacza, że firmy, które szukają rąk do pracy, muszą szukać innych dróg dotarcia z informacjami o prowadzonej rekrutacji. Dlatego na znaczeniu zyskuje marketing rekrutacyjny, czyli np. nawiązanie kontaktu z potencjalnymi kandydatami za pomocą mediów społecznościowych, czy system rekomendacji.

– 80 proc. kandydatów na rynku pracy to tzw. kandydaci pasywni, czyli osoby, które są zainteresowane zmianą pracy, ale nie szukają jej aktywnie. Dla pracodawców to ogromne wyzwanie, ponieważ dotarcie do takich osób wymaga zupełnie innych narzędzi, zupełnie innego sposobu myślenia o rekrutacji – zauważa Maja Gojtowska.

Mleko modyfikowane inspirowane składem pokarmu kobiecego. O jego wartości nie świadczy jeden składnik, ale dopiero cała ich kompozycja

Mleko modyfikowane inspirowane składem pokarmu kobiecego. O jego wartości nie świadczy jeden składnik, ale dopiero cała ich kompozycja 10

Eksperci podkreślają, że mleko matki to cud natury. Wiedzą, że to nie poszczególne składniki, a cała ich kompozycja sprawia, że jest ono tak wyjątkowe. Zawiera bowiem większość niezbędnych do prawidłowego rozwoju dziecka składników odżywczych w unikalnych proporcjach i w odpowiednich ilościach. Gdy karmienie piersią nie jest możliwe, należy wybrać mleko modyfikowane o składzie inspirowanym pokarmem matki.

Pierwsze lata życia dziecka to wyjątkowo ważny okres w jego rozwoju. Wówczas kształtuje się układ pokarmowy, nerwowy czy odpornościowy malucha. Odpowiednie żywienie w tym czasie może zapobiec rozwojowi wielu poważnych schorzeń w przyszłości, m.in. cukrzycy typu 2, otyłości, chorób sercowo-naczyniowych, a nawet niektórych nowotworów. Podstawą diety niemowlęcia powinno być mleko matki – Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca wyłączne karmienie piersią przez pierwsze pół roku życia dziecka.

– W trakcie karmienia piersią dobroczynne bakterie kolonizują jelita dziecka, wprowadzając odpowiednią równowagę mikrobioty jelitowej, a to z kolei ma istotne znaczenie w walce z infekcjami czy zapobieganiu alergiom. Mleko kobiece jest najlepszym pokarmem dla niemowlęcia – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Halina Dudek, ekspert Bebilon 2.

W skład kobiecego mleka wchodzą aminokwasy, nukleotydy biorące udział w wielu procesach metabolicznych, długołańcuchowe wielonienasycone kwasy tłuszczowe, które aktywnie wspierają prawidłowy rozwój wzroku i mózgu, białka, przeciwciała, enzymy, hormony, czynniki wzrostu, witaminy i składniki mineralne oraz oligosacharydy. W mleku mamy występuje ponad 1000 różnych krótko- i długołańcuchowych oligosacharydów w stosunku 9:1, które odwzorowują ok. 100 struktur. Co ciekawe, kobiecy pokarm zaspokaja potrzeby niemowlęcia, a także dostosowuje się do nich – skład mleka zmienia się bowiem nawet w czasie jednego karmienia.

– Początkowo zawiera on głównie wodę i laktozę, czyli cukier mleczny, a tym samym zaspokaja pragnienie malucha. Następnie w mleku pojawiają się składniki odżywcze, białka, węglowodany, tłuszcze i pod sam koniec ta frakcja mleka jest już bardzo gęsta, zawiera niemal same tłuszcze, które zaspokajają głód dziecka – mówi Halina Dudek.

Nie każda kobieta jest w stanie karmić swoje dziecko piersią. W takich sytuacjach w porozumieniu z lekarzem pediatrą mama powinna wybrać mleko modyfikowane, które będzie odpowiednio wspierało prawidłowy rozwój młodego organizmu, a jego kompozycja składników inspirowana składem pokarmu matki.

– Warto tu przypomnieć, że o tym, czy dany produkt ma odpowiedni skład dla dziecka, nie świadczy pojedynczy składnik, ale cała ich kompozycja. Przykładowo pojedynczy oligosacharyd, np. HMO to tylko jedna struktura, pojedynczy puzzel w całej układance – mówi Halina Dudek.

Warto podkreślić unikalność pokarmu kobiecego. Mleko produkowane przez inne gatunki ssaków zawiera bowiem m.in. oligosacharydy tylko w śladowych ilościach. Mleko modyfikowane Bebilon 2 zawiera unikalną kompozycję oligosacharydów GOS/FOS w stosunku 9:1, które odwzorowują kompozycję krótko- i długołańcuchowych oligosacharydów mleka matki. Ponadto jest to mleko z kompletną kompozycją1 składników, które zawiera również składniki naturalnie występujące w mleku mamy, dzięki czemu wspiera ono odporność poprzez zawartość witamin A, C i D, wspiera rozwój mózgu oraz narządu wzroku dzięki zawartości DHA, wspiera funkcje poznawcze dzięki zawartości żelaza. Warto pamiętać, że jest to również mleko następne rekomendowane jako numer 1 przez pediatrów w Polsce2.

Karmienie piersią jest najwłaściwszym i najtańszym sposobem żywienia niemowląt oraz jest rekomendowane dla małych dzieci wraz z urozmaiconą dietą. Mleko matki zawiera składniki odżywcze niezbędne do prawidłowego rozwoju dziecka oraz chroni je przed chorobami i infekcjami. Karmienie piersią daje najlepsze efekty, gdy matka prawidłowo odżywia się w ciąży i w czasie laktacji oraz gdy nie ma miejsca nieuzasadnione dokarmianie dziecka. Przed podjęciem decyzji o zmianie sposobu karmienia matka powinna zasięgnąć porady lekarza.

1 Kompletna kompozycja Bebilon 2 zgodna z przepisami prawa zawiera m.in. witaminy A, C i D dla prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego, DHA dla rozwoju mózgu i wzroku, gdy dziecko spożywa 100 mg DHA dziennie oraz żelazo dla rozwoju poznawczego. Laktoza, DHA, witaminy, żelazo, wapń oraz nukleotydy naturalnie występują w mleku matki.

2 Wśród mlek następnych, na podstawie badania przeprowadzonego przez Kantar Polska SA w lutym 2019 r.

Nowoczesne urządzenia podwodne pozwolą zbadać najgłębszy region oceanu. Nowe technologie pomagają także w badaniu dna Bałtyku

Aż 95 proc. oceanów i 99 proc. dna oceanu nie zostało jeszcze do końca zbadane. Dzięki nowym technologiom już wkrótce może się to zmienić. Naukowcy zamierzają zbudować zanurzoną sieć połączonych ze sobą czujników, które będą wysyłać dane na powierzchnię i stworzą podwodny internet rzeczy. Głębiny i dno morskie bada też coraz więcej autonomicznych dronów. Trwają prace nad Orfeuszem – autonomicznym pojazdem podwodnym, który ma zbadać rowy oceaniczne na głębokości poniżej 6 tys. m. Najnowsze technologie są też wykorzystywane do badania dna Bałtyku.

– Dysponujemy urządzeniami do noszenia, lecz także urządzeniami, które noszą inne urządzenia pomiarowe zdalnie sterowane na kablu albo w pełni automatyczne. Są tzw. autonomiczne pojazdy podwodne, które samodzielnie wykonują zdalne misje. Są też pojazdy nawodne, czyli już całkowicie zautomatyzowane jednostki pływające, które mogą wykonywać pomiary bez udziału człowieka – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr inż. Benedykt Hac, kierownik Zakładu Oceanografii Operacyjnej Instytutu Morskiego w Gdańsku.

National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA) szacuje, że nawet 95 proc. oceanów i 99 proc. dna oceanu musi jeszcze zostać zbadane. Biorąc pod uwagę fakt, że ponad 70 proc. planety jest pokryte wodą, powstające ​​bezzałogowe systemy, które są w stanie zanurzyć się coraz głębiej w głębiny oceanów i mórz, mogą pomóc poznać i zrozumieć tajemnice naszej planety.

Pojazdy zajmowane przez ludzi (HOV) zabierają małe zespoły naukowców i inżynierów bezpośrednio na dno morskie na ograniczony czas. Pojazdy zdalnie sterowane (ROV) umożliwiają badaczom obserwacje, zbieranie próbek i przeprowadzanie eksperymentów przy jednoczesnym kontrolowaniu pojazdu z powierzchni. Autonomiczne pojazdy podwodne (AUV) to programowalne, zrobotyzowane pojazdy, które w zależności od konstrukcji mogą dryfować lub sunąć przez ocean.

Hybrydowy pojazd zdalnie sterowany (HROV) łączy z kolei zalety konstrukcyjne dwóch rodzajów pojazdów w jednej platformie. HROV może działać jako autonomiczny podwodny pojazd swobodnie pływający (AUV), latający przez ocean jak samolot, aby badać i mapować duże obszary za pomocą sonaru, czujników i kamer.

– To wszystko jest otwarte, ogranicza nas tylko wyobraźnia. Jeśli będziemy mieli dość wyobraźni, to nie dość, że będziemy mogli stosować nowe urządzenia, nowy rodzaj nosiciela do urządzeń, lecz także uda nam się zbudować nowe technologie do pomiarów fizycznych – przekonuje Benedykt Hac.

Naukowcy z Massachusetts Institute of Technology zamierzają zbudować zanurzoną sieć połączonych ze sobą czujników, które wysyłają dane na powierzchnię. Działający na bezbateryjny system komunikacji podwodnej system może być wykorzystywany do monitorowania temperatur mórz w celu badania zmian klimatu i śledzenia życia morskiego.

Podwodne urządzenia  coraz częściej naśladują mechanizmy typowe dla ryb. Zamiast napędu okrętowego i śmigłowego, które są mało wydajne, stosowane są rozwiązania przypominające płetwy. Nad takim urządzeniem trwają prace również w Polsce.

– Pracujemy razem z jedną z polskich spółek nad projektem podwodnego pojazdu o napędzie bionicznym. To urządzenie zamiast zwykłej śruby wyposażone jest w płetwy, które wykonując ruch po obu burtach pojazdu, powodują jego przemieszczanie się w wodzie. Natura przez miliony lat wszystkie złe pomysły już wyeliminowała, w związku z czym my korzystamy ze sprawdzonej technologii. Wiemy, że efektywność takiego systemu jest zdecydowanie większa niż klasycznych napędowych systemów – zwykłych śrub napędowych czy waterjetów – przekonuje ekspert.

Przy pomocy nowoczesnych urządzeń łatwiej można też wydobywać z morskiego dna obiekty magnetyczne. To nie tylko wykrywacze metalu, dostosowane do pracy na głębokościach, lecz także magnetometry, które lokalizują z niemal 100 proc. dokładnością dany przedmiot. Powstają też urządzenia, które przewidują, gdzie mogą znajdować się obiekty magnetyczne, często bazując na odbitym polu magnetycznym.

– Mamy zupełnie nową technologię do poszukiwań obiektów magnetycznych. Same urządzenia niewiele się różnią od obecnych, ale już oprogramowanie to prawdziwa magia – matematyka na bardzo wysokim poziomie, która pozwala nie tyle odkryć, ile przewidywać pewne rzeczy, np. takie obiekty, które mają swoją sygnaturę magnetyczną, czyli wprowadzają pewne zaburzenia w lokalne pole magnetyczne i są to głównie obiekty wykonane ręką człowieka – tłumaczy ekspert.

Maszyny nie zawsze będą potrafiły zastąpić człowieka, jego intuicję i doświadczenie. Dlatego np. obiekty HOV, które zabierają na pokład naukowców, pozwalają naukowcom na szczegółowe obserwacje, zbieranie próbek czy przeprowadzanie eksperymentów na dnie morskim. Nowe technologie sprawdzają się jednak tam, gdzie człowiek i dotychczas wykorzystywane urządzenia nie zawsze mogły dotrzeć.

W ramach programu eksploracji oceanów głębokich HADEX (skrót od Hadal Exploration) powstaje Orfeusz – głębinowy autonomiczny pojazd podwodny. Dzięki niemu możliwe będzie zbadanie strefy hadalu – najgłębszego regionu oceanu (od 6 tys. metrów głębokości).

– Istnieje realna możliwość całkowitego zastąpienia pracy ludzi w wodzie w czasie pomiarów przez urządzenia w pełni zautomatyzowane. Autonomiczne pojazdy podwodne są dziś już zdolne do tego, żeby wykonywać misje kilkudziesięciogodzinne. Pojazd autonomiczny z napędem bionicznym będzie mógł nieprzerwanie pełnić swoją misję przez nawet pół roku. A zatem będzie mógł wykonać nie tylko nadzór nad tym zadaniem, które otrzymał i jednorazowo wykonał, lecz także będzie mógł prowadzić np. monitoring – podkreśla Benedykt Hac.

Komórki macierzyste przyspieszają rozwój medycyny. Dzięki nim można stworzyć kopię organizmu człowieka, zapisać ją na mikroprocesorze i testować na niej nowe leki

Komórki macierzyste mogą zastąpić uszkodzone neurony i w ten sposób leczyć m.in. chorobę Parkinsona. Naukowcy badają również sposoby wykorzystania komórek macierzystych do leczenia cukrzycy, uszkodzenia rdzenia kręgowego, chorób serca oraz utraty wzroku i słuchu. Dzięki nim można też stworzyć minikopie organów i testować na nich działanie leków. Komórki mogą też być stosowane jako tusz w drukarkach 3D – w ten sposób udało się już wydrukować w pełni unaczynione serce. Co roku w Europie tylko za pomocą komórek macierzystych krwi leczonych jest 26 tys. pacjentów.

– Dorosłe komórki macierzyste są wykorzystywane w badaniach klinicznych nad schorzeniami takimi jak choroba Parkinsona. Jednak mają one również inne bardzo ciekawe zastosowania. Można np. pobrać komórki macierzyste chorej osoby i umieścić je na szalce Petriego, a następnie przywrócić je do stanu wyjściowego i rozpocząć hodowlę niewielkich trójwymiarowych wersji organów pacjenta, na których można testować skuteczność terapii lub leków albo zbadać, jak przebiegał ich rozwój – mówi agencji Newseria Innowacje dr Divya Chander, kierownik Wydziału Neurobiologii na Singularity University.

Naukowcy badają sposoby wykorzystania komórek macierzystych do leczenia cukrzycy, choroby Parkinsona, uszkodzenia rdzenia kręgowego, chorób serca oraz utraty wzroku i słuchu. Dr Claire Henchcliffe z Weill Cornell Medical College w Nowym Jorku wraz z Malin Parmar opracowały wyniki badania dotyczącego choroby Parkinsona. Jak twierdzą, zastosowanie komórek macierzystych jako źródła do przeszczepu komórek nerwowych wytwarzających dopaminę może zrewolucjonizować opiekę nad chorym.

Z komórek macierzystych można też stworzyć wydrukowane w 3D minikopie ludzkich organów. W ten sposób można testować działanie leków. Pfizer współpracuje z firmą badawczą Draper, aby opracować trójwymiarowe modele wątroby, przewodu pokarmowego i innych narządów. Colgate-Palmolive to kolejny partner Draper, który bada modele tkanki dziąseł do testowania produktów do pielęgnacji jamy ustnej.

Bezpieczne testowanie leków jest o tyle istotne, że jak wynika z danych National Center for Advancing Translational Sciences, ponad 80 proc. nowych leków testowanych w USA zawiodło podczas badań klinicznych, które mają ustalić, czy są one bezpieczne dla pacjentów, ponieważ okazały się nieskuteczne. Ponad 30 proc. jest toksycznych.

– Wartościowym zastosowaniem komórek macierzystych – choć może trudno w to uwierzyć – jest użycie ich jako tuszu do drukarek 3D. Dzięki temu możliwe będzie drukowanie fragmentów, a nawet całych organów. Obecnie mamy do czynienia z problemem niedoboru organów do przeszczepu, wraz z wiekiem rośnie też ryzyko wystąpienia niewydolności organów. Drukowanie organów w technologii 3D przy użyciu komórek macierzystych pacjenta będzie dawało możliwość przeszczepiania organów, które na poziomie komórkowym są praktycznie jak nowe – przekonuje dr Divya Chander.

Dotychczas tkanki i narządy hodowano z różnym powodzeniem, stosowano przy tym rusztowania – gdzie  komórki wysiewa się na biodegradowalne struktury, które następnie powinny ulec degradacji. Zespół badawczy pod kierunkiem Ebena Alsberga na University of Illinois w Chicago opracował proces umożliwiający drukowanie w 3D tkanek biologicznych bez rusztowań przy użyciu „atramentu” złożonego tylko z komórki macierzystej. Opracowali metodę drukowania 3D komórek przy użyciu koralików hydrożelowych. Kulki podtrzymują komórki podczas drukowania, utrzymując je na miejscu i zachowując ich kształt. Gdy komórki zostaną wydrukowane wystawiane są na działanie promieni UV, które krzyżują ze sobą kulki.

– Komórki macierzyste mogą być wykorzystywane nie tylko do zastępowania obumierających komórek, lecz także mogą umożliwić spersonalizowanie usług medycznych – wskazuje ekspertka.

Leczenie jest dostosowane do potrzeb przeciętnego przedstawiciela danej populacji. Jednak nie każdy pacjent ma takie same potrzeby jak przeciętny przedstawiciel danej populacji. Idea spersonalizowanych usług medycznych polega na dostosowaniu opieki zdrowotnej do indywidualnych potrzeb jednostek, które są powiązane ze stylem życia, uwarunkowaniami genetycznymi, wiekiem, płcią oraz sytuacją życiową.

– Medycynę można spersonalizować na wiele sposobów. Jednym z nich jest wykorzystanie indukowanych pluripotencjalnie komórek macierzystych chorego w celu przeprowadzenia badań klinicznych leku przy udziale tylko tej jednej osoby poprzez stworzenie niejako kopii jej organizmu w warunkach laboratoryjnych i zapisanie jej na mikroprocesorze – tłumaczy dr Divya Chander.

Popularniejszym sposobem personalizacji usług medycznych, który może najszybciej wejść do powszechnego użytku, jest stałe monitorowanie funkcjonowania organizmu. Dzięki temu można obserwować reakcję organizmu na daną terapię – zmianę stylu życia, podanie leków – w czasie rzeczywistym.

– Monitorowanie funkcjonowania organizmu przed podaniem leków może sprawić, że lekarze będą mogli nadzorować i pomagać w utrzymaniu dobrego stanu zdrowia, a nie tylko śledzić przebieg choroby – mówi kierownik Wydziału Neurobiologii na Singularity University.

Hulajnogi elektryczne dzielą społeczeństwo

Od czasu pojawienia się w wielu miastach europejskich hulajnóg elektrycznych, wywołały one zamęt nie tylko w ruchu drogowym, ale także w mediach i polityce. Raporty o wypadkach drogowych, porzuconych hulajnogach, aż do postulatów, aby zakazać jazdy hulajnogami elektrycznymi – ten sposób przemieszczania się po mieście budzi skrajne emocje.

Co jednak naprawdę sądzi opinia publiczna na temat elektrycznych hulajnóg? Czy konsumenci kupiliby sobie taką hulajnogę czy jednak wolą system wypożyczalni? Firma Reichelt elektronik, dystrybutor komponentów elektronicznych, przy pomocy narzędzia OnePoll przeprowadziła na ten temat sondaż na grupie 1000 respondentów z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Polski i Holandii. Wyniki są zaskakujące.

Polska: hulajnogi elektryczne przyjmują się dobrze

Wyniki ankiety pokazują, że na temat hulajnóg Polacy są dosyć zgodni. Tylko 11% ankietowanych nie wierzy, że hulajnogi elektryczne będą odgrywać dominującą rolę w transporcie w dłuższej perspektywie czasowej – natomiast 59% uważa, że e-hulajnogi staną się popularnym środkiem transportu.

Nieco ponad 23% respondentów korzystało z hulajnogi elektrycznej, co oznacza, że pojazd ten jest niemal tak popularny, jak rowery elektryczne (24%) i zdecydowanie powszechniej wykorzystywany niż samochody elektryczne (9%).

Co ciekawe, w przeciwieństwie do innych krajów europejskich, największy odsetek, bo aż 42% posiadaczy hulajnogi elektrycznej w Polsce występuje w grupie wiekowej 25-34. Ankietowani w wieku 18-24 z kolei traktują hulajnogi jako przyszłość transportu: 30% badanych w grupie wiekowej 18-24 lat posiada już elektryczną hulajnogę i uważa, że e-hulajnogi nie są wyłącznie krótkotrwałym trendem.

Problemy związane z bezpieczeństwem i kosztami ograniczają korzystanie z hulajnóg

A co przeszkadza Polakom w e-hulajnogach? Zgodnie z ankietą obawy dotyczące bezpieczeństwa są główną przeszkodą w ich stosowaniu (72%). Ponadto, Polacy wymieniają więcej argumentów przeciwko hulajnogom elektrycznym:

  • Zły wizerunek (29%)
  • Zbyt wysokie koszty (16%)
  • Nie mają potrzeby użytkowania hulajnogi elektrycznej (15%)

Z badania wynika, że aby przekonać respondentów do zalet e-hulajnóg, należałoby poprawić integrację tych pojazdów z przepisami ruchu drogowego – tak uważa 31% ankietowanych. Aż 40% z nich oczekiwałoby oddzielnego, wyznaczonego pasa ruchu dla hulajnóg. Gdyby korzystanie z nich było tańsze, około jedna trzecia (33%) byłaby skłonna użytkować e-hulajnogi regularnie. 20% respondentów nie zamierza w ogóle korzystać z hulajnóg elektrycznych, nawet gdyby warunki miały ulec zmianie. Z drugiej strony, prawie co trzeci pytany (30%) docenia swobodę poruszania się e-hulajnogami.

Jak wypadamy na tle Europy? Polska i Francja bardziej optymistyczne niż Niemcy

Podczas gdy połowa niemieckich respondentów negatywnie ocenia hulajnogi elektryczne, w Polsce prawie 60% pytanych wyraża aprobatę dla e-hulajnóg. Także we Francji jest znacznie więcej optymistów, niż sceptyków. Dla przykładu, tylko 21 procent Francuzów uważa, że e-hulajnogi się nie sprawdzą. Według ankiety, aby sceptycy stali się zwolennikami e-hulajnóg w innych krajach UE, podobnie jak w Polsce, koszty zakupu i użytkowania musiałyby zostać zmniejszone oraz zapewniona powinna być lepsza integracja z ruchem drogowym.

Wielka Brytania przeciw e-hulajnogom

Szczególnym przypadkiem jest Wielka Brytania. Tam, w przeciwieństwie do innych badanych krajów europejskich, nie wolno używać hulajnóg w ruchu drogowym, na ścieżkach rowerowych lub chodnikach. Według ankiety zainteresowanie Brytyjczyków korzystaniem z e-hulajnóg jest niewielkie. Tylko co trzeci z nich opowiada się za legalizacją hulajnóg elektrycznych w ruchu drogowym.