Zgodnie z oczekiwaniami RPP pozostawiła na wczorajszym posiedzeniu stopy bez zmian. Stopa bazowa wynosi dalej 2,5%. Również zgodnie ze swoimi zapowiedziami tzw. forward guidance, czyli wskazówka co do przyszłej polityki pieniężnej została przeformułowana i teraz RPP zapowiada utrzymanie stóp bez zmian co najmniej do połowy 2014 (wcześniej był to koniec 2013). Ton komunikatu RPP jest raczej neutralny w warstwie dotyczącej wzrostu gosp. (niższa aktywność w USA i Chinach, powolne ożywienie w Polsce). Komunikat jest natomiast bardzo łagodny w części dotyczącej inflacji, co potwierdzone jest przez projekcję Instytutu Ekonomicznego NBP (patrz wykresy). Pomimo, iż ścieżka projekcji inflacji kształtuje się powyżej tej z lipca, na całej swojej długości nie przebija ona celu inflacyjnego. Takiego scenariusza właśnie oczekiwaliśmy, jednak – sądząc po reakcji rynku – nie był to scenariusz powszechnie oczekiwany. Implikacje projekcji zostały dodatkowo wzmocnione w czasie konferencji po posiedzeniu Rady: prezes Belka praktycznie wykluczył szybkie podwyżki stóp i wielokrotnie podkreślał utrzymywanie się PKB poniżej PKB potencjalnego, a więc i ewidentny brak presji inflacyjnej. Belka wskazywał też na fakt poparcia nowego forward guidance przez całą RPP. I znów, forward guidance nie jest do końca efektywny – otwarcie większość Rady jest za utrzymaniem stóp bez zmian przez znacznie dłuższy okres niż do drugiej połowy 2014 (i tak też wycenia zacieśnienie rynek).
MON zmieni warunki przetargu na okręty podwodne, bo nie spełnia ich niemiecki koncern

Narastają kontrowersje wokół wartego ponad 1,5 miliarda euro postępowania dotyczącego zakupu okrętów podwodnych dla polskiej armii. Chociaż niemiecki okręt typu 212A nie spełnia obowiązkowych wymagań taktyczno-technicznych dotyczących m.in. uzbrojenia rakietowego, systemu ratownictwa i napędu, to Ministerstwo Obrony Narodowej nie odrzuciło oferty niemieckiego koncernu ThyssenKrupp Marine Systems. Zamiast tego zdecydowało się na zmianę wymagań przetargu.
– Zakup okrętów podwodnych jest jednym z kluczowych elementów modernizacji Marynarki Wojennej RP – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Kister, ekspert Instytutu Jagiellońskiego. – Ten rodzaj uzbrojenia jest kluczowy do tego, by Marynarka Wojenna odzyskała w ogóle zdolność do realizacji zadań operacyjnych.
Wiceminister obrony narodowej, generał Waldemar Skrzypczak w odpowiedzi na interpelację posła Jacka Sasina przyznał, że MON zmieni obligatoryjne wymagania taktyczno-techniczne, których nie spełnia niemiecki okręt. Zdaniem niektórych komentatorów faworyzowanie strony niemieckiej może być efektem listu intencyjnego podpisanego 27 maja 2013 r. przez ministrów obrony narodowej Polski i Niemiec. Strony zobowiązują się w nim do współpracy dotyczącej Marynarki, w tym okrętów podwodnych. Sprawę jako pierwszy ujawnił portal defence24.pl.
– Sytuacja, w której zamawiający dostosowuje swoje założenia nie do własnych potrzeb, tylko do produktu, który jest na rynku, jest niebywała i niespotykana – twierdzi Kister. – Zakrawa ona na patologię.
Zdaniem eksperta jedyną sytuacją, która uzasadniałaby zmianę wymagań, byłoby pojawienie się nowych technologii i dostosowanie wymagań do nich. W tym przypadku jednak taka sytuacja nie ma miejsca.
Tym bardziej, że może to budzić obawy konkurentów niemieckiego koncernu.
– A co z innymi oferentami, co z innymi okrętami, które stają do postępowania i które spełniają te niezmienione jeszcze wymagania? – pyta Łukasz Kister. – Kluczowym kontrkandydatem jest francuski okręt podwodny Scorpene Class, więc warto byłoby zapytać ministerstwa, czy ten okręt spełnia te wymagania. Jeżeli tak, a taką informację podają eksperci, tym bardziej ta decyzja ministerstwa jest dziwna i niezrozumiała i może wywoływać perturbacje międzynarodowe, o czym już francuska prasa dość głośno pisze.
Olgierd Dziekoński: Mongolia zainteresowana polskim górnictwem i przemysłem spożywczym

Inwestycje i współpraca z krajami azjatyckimi mogą okazać się intratne dla polskich firm. Chodzi tu nie tylko o Chiny czy Koreę, ale także o Mongolię. Kraj ten jest zainteresowany ofertą polskiego przemysłu – zarówno wydobywczego, jak i spożywczego oraz transportowego.
– Wymierne efekty październikowej wizyty prezydenta Polski w Mongolii właściwie już są – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP. – Chodzi tu o podpisanie przez firmę górniczą Famur kontaktu na dostawę maszyn górniczych dla mongolskiego przemysłu wydobywczego, który to kontrakt jest wyceniany na ok. 100 mln dolarów – dodaje Dziekoński.
W ramach kontraktu Famur nawiąże współpracę z trzema mongolskimi firmami wydobywczymi. Polskie przedsiębiorstwo wykona m.in. studium wykonalności dla podziemnej kopalni Nalaikh należącej do firmy Tsagaan Shonkhor Holding; a także sprzeda stację zakładową i przenośniki taśmowe firmie Tsetsens Mining and Energy.
Nie tylko górnictwo
Mongołowie są zainteresowani także współpracą z innymi niż górnictwo obszarami polskiego przemysłu.
– Prezydent Mongolii Cachiagijn Elbegdordż wyraził zainteresowanie całością oferty polskiego przemysłu, szczególnie w sferze wydobywczej, ale również w dziedzinie produkcji żywności, i co ciekawe, w sferze np. lekkich samolotów – mówi Dziekoński.
Podczas spotkania prezydenta Komorowskiego z przedstawicielami administracji podkreślono także rolę wsparcia obecności polskich firm w Mongolii kredytami eksportowymi. Rozmawiano także o ewentualnym wsparciu udziału Mongolii w rynku polskim.
– Problemem jest tu bardzo wysoka nadwyżka eksportu ze strony Polski przy minimalnym imporcie towarów mongolskich – mówi prezydencki minister. – Ta nierównowaga nie jest nigdy dobrym rozwiązaniem na dłuższą metę. Kwestię tę warto rozwiązać także dlatego, że Mongolia posiadająca bardzo bogate zasoby mineralne mogłaby być interesującym partnerem dla niektórych polskich przedsiębiorstw specjalizujących się w problematyce surowcowej.
Polska żywność, meble i usługi informatyczne mają szansę na sukces za oceanem

Firmy komputerowe, ale też meblarskie czy przemysł spożywczy – zdaniem prezesa Amerykańskiej Izby Handlowej mogą liczyć na sukces w Stanach Zjednoczonych. Szansę na zwiększenie wymiany handlowej ma stworzyć porozumienie o wolnym handlu między UE a USA. Na jej drodze mogą stanąć jednak problemy polityczne i skandal związany z podsłuchiwaniem europejskich przywódców przez amerykański wywiad, który spowodował kryzys zaufania.
– Już teraz polscy inwestorzy coraz śmielej wchodzą na rynki w Stanach Zjednoczonych czy w Kanadzie, ale ja uważam, że to dopiero początek. Jeżeli będzie dużo mniej hamulców, mniej barier, to handel międzynarodowy, eksport, import będzie się rozwijał w jedną i w drugą stronę – mówi Józef Wancer, prezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.
Jego zdaniem o Stanach Zjednoczonych jako kierunku rozwoju mogą myśleć nie tylko ogromne koncerny, ale również mniejsze firmy.
– One są bardziej elastyczne. To jest taka motorówka, a nie krążownik, dużo łatwiej zakręcić w lewo, w prawo, znaleźć sobie odpowiednią głębokość – przekonuje Józef Wancer.
Na liście branż, w których unijne firmy mogą stanowić konkurencję dla Amerykanów i szukać rynku zbytu za oceanem, figuruje między innymi sektor informatyczny.
– Młodzi Polacy są bardzo znani z tego, że świetnie sobie w tym sektorze dają radę, po prostu wciąż jest za mało prywatnego biznesu w tym, żeby oni mogli zaistnieć na rynku – tłumaczy Wancer.
Szansę na rozwój ma także przemysł meblarski, który opiera się spowolnieniu gospodarczemu i elastycznie reaguje na zmiany na światowych rynkach. Renomę w USA może też zdobyć polska żywność.
– Jest to świetna możliwość i szansa dla Polski. Zdrowa żywność – jesteśmy znani już, że rzeczywiście dbamy o jakość. Jeżeli tego nie stracimy, ale jednocześnie nasza efektywność będzie większa, czyli będziemy bliżej tych benchmarków na Zachodzie, to powinniśmy odnieść sukces – podkreśla prezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.
Wolny handel między USA a Unią Europejską byłby jednym ze sposobów na przyspieszenie ożywienia gospodarek po obu stronach oceanu. Z wyliczeń ekonomistów wynika, że tylko w krajach Unii mogłoby to zwiększyć dynamikę PKB o 0,5-1,0 pkt. proc. rocznie. Teraz politycy muszą jednak przywrócić zaufanie na linii Waszyngton – Bruksela, które zostało nadszarpnięte przez doniesienia o podsłuchiwaniu unijnych liderów przez amerykańskie służby.
– Jeżeli to zaufanie między UE a USA będzie większe w przyszłości, to rzeczywiście takie zielone światło ktoś naciśnie – przewiduje Józef Wancer. – Ja wierzę bardzo w integrację Europy, więc to, co jest dobre dla Europy, powinno być również bardzo dobre dla Polski.
– Polska jest ekonomiczną potęgą – mówił na spotkaniu z biznesmenami i naukowcami amerykański sekretarz stanu John Kerry, który wczoraj zakończył swoją wizytę w Polsce. Wymienił przy tym polskie firmy, które odniosły sukces w Stanach.
Najłatwiejszą kwestią są cła, które w przypadku handlu między USA a UE w wielu kategoriach produktów zostały maksymalnie zredukowane. Na liście barier są jednak normy jakości i inne przepisy, będące pozacelnymi barierami w handlu. Wejście w życie znoszących je rozwiązań ułatwiłoby nie tylko wymianę handlową, ale też inwestycje.
Banki kuszą promocjami na kredyty mieszkaniowe. Na razie sprzedaż nie rośnie
Sprzedaż kredytów hipotecznych przez banki może nie wrócić do poziomu sprzed kryzysu finansowego – podkreślają przedstawiciele sektora bankowego. Na wzrost zainteresowania klientów tymi produktami nie wpłyną w znaczący sposób ani zachęty i promocje stosowane przez banki, ani rządowy program Mieszkanie dla Młodych.
– Analizując miesięczną sprzedaż kredytów hipotecznych z perspektywy ostatniego półrocza, można powiedzieć, że jednoznacznego trendu wzrostowego jeszcze w tej chwili nie widać. W polskim systemie bankowym stanęliśmy na sprzedaży rzędu średnio około 3 miliardów złotych miesięcznie i tak w dalszym ciągu funkcjonujemy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Obłękowski, wiceprezes nadzorujący Obszar Rynku Detalicznego PKO Banku Polskim.
Na rynku kredytów hipotecznych panuje stagnacja. Zdaniem eksperta, wynika to przede wszystkim z wątpliwości klientów, a te spowodowane są przez kilka czynników.
– W społeczeństwie funkcjonuje jeszcze przeświadczenie, że kryzys jeszcze się nie skończył. Klienci zastanawiają się też, czy ceny mieszkań jeszcze nie pójdą w dół – uważa Jacek Obłękowski.
Ekspert dodaje, że choć ceny nieruchomości w ostatnim czasie spadły, dla części klientów spadek jest jeszcze zbyt skromny, stąd też czekają z decyzją o zaciągnięciu kredytu na mieszkanie.
Ożywieniem na rynku nie skutkują nawet liczne zachęty i promocje ze strony banków. W ocenie Jacka Obłękowskiego, także uruchomienie wkrótce programu Mieszkanie dla Młodych będzie miało ograniczony wpływ na rynek kredytów hipotecznych.
– Banki robią bardzo dużo, aby sprzedaż kredytów hipotecznych z powrotem weszła na istotnie wyższe tory, oferują np. wakacje kredytowe, czy „happy days”, permanentne obniżanie marży, obniżanie prowizji – podkreśla ekspert. – Na pewno będą wykorzystywały również programy rządowe, natomiast miejmy świadomość, że zakres wpływu tych programów raczej będzie ograniczony. Liczyłbym najbardziej na fakt utrzymywania przez relatywnie dłuższy czas rynkowych stóp procentowych na takim poziomie, jak są w tej chwili i stabilizacji na rynku cen mieszkań – podsumowuje Jacek Obłękowski.
Z analizy Open Finance obejmującej dane z drugiego kwartału 2013 r. wynika, że dziewiąty raz z rzędu kwartalna sprzedaż kredytów hipotecznych jest niższa niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W okresie kwiecień-czerwiec 2013 r. działające na polskim rynku banki sprzedały 43 124 kredytów hipotecznych. Łącznie przez ostatnie 12 miesięcy banki udzieliły 172,8 tys. kredytów mieszkaniowych, co jest najsłabszym wynikiem od 2007 r. To o 2,3 proc. mniej niż w 12-miesięcznym okresie zakończonym 31 marca 2013 r. Także w tym ujęciu jest to ósmy z rzędu okres spadkowy.
W ciągu 5-10 lat prawie całkowiecie znikną niezależne małe sklepy. Zastąpią je sklepy należące do sieci
W perspektywie 5-10 lat całkowicie zmieni się struktura segmentu sklepów niskopowierzchniowych. Większość małych sklepów będzie należała do sieci. Ta utrata niezależności przyniesie im jednak konkretne korzyści.
– Handel drobnopowierzchniowy zawsze będzie istniał w Polsce, bo tego potrzebują konsumenci. Choć będzie tylko nieznacznie tracił na znaczeniu, to bardzo zmieni się jego struktura – uważa Grzegorz Łaptaś, project manager w firmie doradczej Roland Berger. – Sklepy niezależne, drobnopowierzchniowe, które dzisiaj mają ponad połowę udziałów w tym kanale, w perspektywie 5-10 lat prawie całkowicie znikną. Zastąpią je sklepy franczyzowe, należące do sieci.
Grzegorz Łaptaś szacuje, że sklepów drobnopowierzchniowych jest w Polsce jest około 70 – 80 tys. i ubywa ich w tempie kilku tysięcy rocznie.
– Ten spadek nie jest istotny, biorąc pod uwagę cały rynek. Jeżeli chodzi o strukturę pomiędzy tymi zrzeszonymi i tymi niezależnymi, to te pierwsze dziś stanowią mniej niż połowę, prawdopodobnie między 30 a 50 proc. Spodziewamy się, że w perspektywie 5-7 lat proporcje między usieciowionymi a niezależnymi odwrócą się, co oznacza, że tych pierwszych będzie pewnie 3/4, a niezależnych około 1/4 – wylicza Grzegorz Łaptaś w rozmowie z agencją informacyjnej Newseria Biznes.
Zmiany na rynku determinowane są przez zachowania konsumentów, którzy zmieniają miejsce dokonywania zakupów. A także z profitów, jakie ma dać właścicielom sklepów przystąpienie do sieci.
– Sklep drobnopowierzchniowy, który przystąpił do sieci albo do franczyzy, zyskuje skalę zakupową, dzięki temu lepsze ceny, a także profesjonalizację zarządzania i tym samym lepszy układ sklepu, lepiej dobrany asortyment. Zyskuje też dostęp do marek własnych, które są bardziej ekonomiczne i znane konsumentowi – wymienia w rozmowie z Newserią Biznes Grzegorz Łaptaś.
Ważne jest wsparcie marketingowe i organizacyjne, oferowane z centrali, oraz możliwość korzystania ze znanej marki.
– Usieciowienie handlu powoduje, że rola hurtu, czyli etapu pośredniego pomiędzy producentem a sklepem, zanika. Sieci kupują bezpośrednio u producentów. Poza tym, jeżeli mówimy o usieciowieniu handlu detalicznego, to często wynika ono z konsolidacji hurtowników – tłumaczy Łaptaś.
Największy hurtownik spożywczy w Polsce, grupa Eurocash, ma kilkanaście miliardów złotych obrotów i wysoki udział w rynku dystrybucyjnym. Jest też największym franczyzodawcą.
– Pod jej szyldami działa około 10 tys. sklepów detalicznych drobnopowierzchniowych w Polsce i będą się przyłączały kolejne. To oznacza, że inni hurtownicy, którzy nie mają takiej kontroli nad własnością dystrybucyjną, mają strategiczny problem. Albo muszą się połączyć, albo pozwolić przejąć się innemu graczowi, albo wycofać się z biznesu – zaznacza przedstawiciel firmy Roland Berger.
Kiepski rok dla polskiej motoryzacji. Branża chce zmian w prawie

Jak podkreślają przedstawiciele branży motoryzacyjnej, polski przemysł samochodowy potrzebuje pilnego wsparcia ze strony rządu. Branża chciałaby ułatwień podatkowych oraz usprawnienia kontroli technicznej pojazdów, bo w tym roku rekordowo niska będzie zarówno produkcja aut, jak i liczba rejestracji. Z polskich fabryk może wyjechać prawie o połowę mniej pojazdów niż w rekordowym 2008 r.
– Branża oczekuje szybkich, że decyzje, które zostaną podjęte przez rząd, poprawią rynek wewnętrzny, a po poprawieniu rynku wewnętrznego inwestorzy chętniej będą produkowali nowe modele samochodów w Polsce – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. – Takie kraje jak Czechy, Słowacja, Rumunia czy Węgry są znacznie bardziej przyjazne dla branży motoryzacyjnej.
Faryś dodaje, że przygotowany przez KPMG raport dla PZPM opisuje znaczenie branży motoryzacyjnej dla polskiej gospodarki. Pracuje w niej ponad 760 tys. osób, których zarobki sięgają 34 mld zł, czyli 8,6 proc. polskiej produkcji dodanej brutto. Wartość branży to ok. 120 mld zł, a budżet rocznie zyskuje 27 mld zł dzięki podatkom odprowadzanym przez przedsiębiorców i pracowników tego sektora.
Jednak dane ujawniają również, że ten rok może być dla branży jednym z najgorszych w ostatnich latach. Produkcja spadnie do poziomu ok. 560 tys. pojazdów, podczas gdy w rekordowym 2008 r. wyprodukowano prawie 1 mln aut. Zarówno w Czechach, jak i na Słowacji w tym roku z fabryk wyjedzie ponad 2 mln pojazdów. To w ocenie Farysia dowód na to, że zmiany w polskim prawie są niezbędne.
– Mówimy o wprowadzeniu rozwiązań podatkowych, m.in. o możliwości pełnego odliczenia podatku VAT od samochodów służbowych, czy też likwidacji akcyzy i zastąpienia jej podatkiem, który będzie uzależniony od parametrów ekologicznych. W związku z tym samochody, które są przyjaźniejsze dla środowiska, będą niejako promowane, a samochody, które bardzo trują, będą eliminowane z rynku. Drugim ważnym obszarem jest kontrola pojazdów – mówi Faryś.
Dzięki usprawnieniu systemu stacji kontroli pojazdów z dróg powinny zniknąć stare, niebezpieczne auta, które stopniowo zostaną wyparte przez samochody przyjazne środowisku i wyposażone w nowoczesne systemy. Faryś zaznacza, że takie rozwiązania wprowadziły już kraje ościenne.
– Tam rozwiązania takie, jak pełne odliczenie podatku VAT dla samochodów służbowych kupowanych przez firmy czy wprowadzenie podatku zależnego od parametrów ekologicznych, wprowadzono już dość dawno, w związku z czym producenci postrzegają te kraje jako bardzo przyjazne. Myślę, że warto pójść śladem tych krajów, sprawdzić, jakie tam są rozwiązania i wprowadzić je w Polsce – ocenia prezes PZPM.
W jego ocenie zmiany powinny doprowadzić do wzrostu liczby rejestracji pojazdów. W tym roku zarejestrowanych zostanie tylko 250-260 tys. samochodów – to najmniej od kilkunastu lat. Wynika to nie tylko ze zmniejszonej produkcji i sprzedaży, ale także ze zjawiska reeksportu, czyli sprzedaży samochodów używanych za granicę.
Wzrośnie akcyza na papierosy. Paczka zdrożeje o ok. 1 zł.

Rząd chce podwyższyć akcyzę na papierosy o 5 proc. od początku 2014 r. Eksperci ostrzegają, że zmiana wpłynie na zmniejszenie wpływów do budżetu. Rozwinie się szara strefa oraz rynek papierosów elektronicznych. Polska już teraz ma jedne z najwyższych stawek podatków w stosunku do wartości paczki papierosów w Europie.
– Można się spodziewać, że obecne zmiany na 2014 rok będą miały negatywny wpływ na dochody budżetu państwa. Będzie to wynikało i z rozwoju szarej strefy, i z odejścia do e-papierosów, a także z jakichś nowatorskich rozwiązań, które na pewno się pojawią – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Pośniak, partner i doradca podatkowy w CMS Cameron McKenna.
Zgodnie z danymi zebranymi przez Komisję Europejską w lipcu br., niemal 85 proc. średniej ceny paczki papierosów w Polsce to podatki. W tym rankingu przed nami są jedynie Grecja i Wielka Brytania. Ok. 40 proc. opodatkowania papierosów w Polsce to akcyza, wynosząca 188 zł za 1000 papierosów. Resztę stanowią akcyza od ceny sprzedaży (ponad 31 proc. całkowitej ceny detalicznej) oraz podatek VAT.
Resort finansów szacuje, że po podwyżce akcyzy na wyroby tytoniowe o kolejne 5 proc., paczka papierosów zdrożeje średnio o 1 zł.
Komisja Europejska w ramach walki o ograniczenie palenia w Unii Europejskiej nałożyła na państwa członkowskie minimalną akcyzę wynoszącą łącznie 60 proc. średniej ważonej ceny paczki papierosów, ale co najmniej 90 euro od 1000 papierosów.
– Warto zauważyć, że jeżeli obecne plany rządu zostaną wprowadzone w życie, te 90 euro w 2014 roku zostanie przekroczone. Istotne w tym jest to, że czas, w którym państwa wspólnotowe mają na dostosowanie się do tych 90 euro upływa z końcem 2018 roku, a co za tym idzie, Polska ewidentnie będzie tutaj przodowała – podkreśla Pośniak.
Dodaje, że rząd powinien przede wszystkim nałożyć akcyzę również na papierosy elektroniczne, które są coraz popularniejsze, a obecnie nie są obłożone tym podatkiem. Niezbędna jest również walka z szarą strefą.
Zdaniem Andrzeja Pośniaka, zamiast akcyzy procentowej od ceny papierosów podwyższona powinna zostać akcyza kwotowa. Taki model został przyjęty m.in. w Danii, Holandii, Irlandii i Szwecji. We wszystkich tych krajach akcyza procentowa wynosi mniej niż 10 proc. ceny paczki papierosów. Znacznie wyższe są za to akcyzy kwotowe – w Irlandii wynosi niemal 240 euro od 1000 papierosów, a w pozostałych wymienionych krajach – ok. 160 euro.
– Taką zmianę można wprowadzić, żeby to nie miało zasadniczego wpływu średnio na ceny papierosów, a bardziej uniezależniło budżet państwa od wahań cen papierosów – postuluje Pośniak i krytykuje obecny model: – Zapewne powodów trzymania się przez Ministerstwo Finansów tego modelu jest kilka, przy czym w praktyce pierwsze jest na pewno to, że jeżeli chcemy coś zmienić, to trzeba mieć silne uzasadnienie ku temu, więc łatwiej jest zostać przy modelu, który już jakoś funkcjonuje, nawet jeśli nie za dobrze.
Dodaje, że nie bez znaczenia jest lobbing koncernów tytoniowych, zwłaszcza tych, które produkują tańsze wyroby tytoniowe. Dla nich obecne przepisy są bardziej korzystne z uwagi na stosunkowo duży udział akcyzy procentowej. W przypadku podwyższenia akcyzy kwotowej wszyscy producenci byliby tak samo obciążeni.
Operatorzy kablowi wchodzą na rynek telekomunikacyjny

Operatorzy kablowi korzystają z mniejszej liczby regulacji dotyczących ich działalności i rozwijają ofertę w obszarze telefonii tradycyjnej oraz dostępu do internetu. Usługi mobilne są jednak wciąż zarezerwowane dla operatorów telekomunikacyjnych.
– Z punktu widzenia zarówno Netii, jak i TP SA, głównym rywalem dla obu tych podmiotów są przedsiębiorcy kablowi, dostawcy usług telewizji kablowej i także dostawcy usług internetu oraz usług głosowych. Ponieważ jest to segment rynku nieregulowany, to telekomunikacyjni operatorzy są na pozycji nieco mniej korzystnej niż operatorzy kablowi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Sawala-Uryasz, analityk CAIB Unicredit.
Podkreśla, że operatorzy kablowi mogą rywalizować w usługach telefonii stacjonarnej i tradycyjnego dostępu do internetu. Jednak są ograniczeni infrastrukturą, która nie pozwala im na rozwój usług mobilnych. Ten obszar to wciąż domena operatorów telekomunikacyjnych.
Sawala-Uryasz ocenia, że w najlepszej sytuacji na rynku są operatorzy, którzy mają w ofercie zarówno usługi tradycyjne, jak i mobilne. Z drugiej strony przewagą operatorów kablowych jest mniejsza regulacja ich działalności. Dzięki temu mogą stworzyć bardziej konkurencyjną ofertę pod względem cen oraz zasięgu geograficznego.
Przejęciem Netii może być zainteresowany niemiecki Deutsche Telekom. Na razie nie ma jednak żadnych potwierdzonych informacji dotyczących transakcji. Mimo konkurencji ze strony operatorów kablowych, wciąż rozbudowane usługi tradycyjne mogłyby zachęcić tego inwestora do kupna Netii.
– Netia jest takim puzzlem w układance innego operatora, któremu ta część usług tradycyjnych jest obca i jej nie posiada. Byłaby potencjalnym celem do przejęcia dla takiego operatora, aczkolwiek w przeszłości wielokrotnie o tym mówiono i niewiele się w tym kierunku działo – twierdzi Sawala-Uryasz.
o2 po przejęciu Wirtualnej Polski skupi się na rozwoju treści wideo oraz dostęp mobilny

Po przejęciu Wirtualnej Polski o2 zamierza rozwijać treści wideo, a także dostęp mobilny do tego portalu. Nie będzie treści płatnych, bo serwisy mają utrzymywać się z reklam. Nowy właściciel Wirtualnej Polski zapewnia, że portale wp.pl oraz o2.pl będą nadal funkcjonować jako konkurencyjne serwisy i nie planuje ich połączenia.
– Wideo to jeden z filarów naszych dalszych wzrostów. Doceniamy dotychczasowe osiągnięcia Wirtualnej Polski. Chcemy je wzmocnić zdwojeniem inwestycji po połączeniu i ten kierunek jest wysoko na liście naszych priorytetów. Na pewno będziemy inwestować i rozwijać mobile, czyli dostęp przez smartfony do naszych treści – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Świderski, prezes o2.
Wirtualna Polska została przejęta przez o2 za 375 mln zł. Dotychczasowym właścicielem był Orange. Zakup zostanie dokonany za środki funduszu private equity Innova Capital. Na przejęcie zgodę musi jeszcze wyrazić UOKiK.
Struktury obydwu firm zostaną połączone w ramach Grupy Wirtualna Polska. Świderski zapewnia jednak, że centrala WP nie zostanie przeniesiona z Gdańska do Warszawy. W stolicy zostaną jednak utrzymane biura portalu, które już się tam znajdują. Świderski nie chce jeszcze precyzować, czy pracownikom grożą zwolnienia, ale zapewnia, że każdy dostanie szansę na rozwój w nowej firmie.
– Po tym jak uzyskamy zgodę regulatora, będziemy chcieli przystąpić do wspólnej pracy z managerami Wirtualnej Polski i managerami o2, i zastanowić się, jak nowy lider na rynku potencjalnie mógłby wyglądać, jaka organizacja musiałaby stać za taką spółką, aby realizować nasze założone cele biznesowe. Natomiast jeszcze jest za wcześnie, żeby mówić o konkretnych ruchach personalnych – mówi Świderski.
Utrzymane zostaną obydwa portale – o2.pl oraz wp.pl. Świderski przyznaje, że w pewnym stopniu są one konkurencyjne, ale przekonuje, że razem umożliwiają dotarcie do szerszego grona odbiorców.
– Na pewno przejrzymy portfolio serwisów. Widzimy, że niektóre serwisy, które konkurują ze sobą, doskonale się uzupełniają. Trafiają do innych grup użytkowników, więc te decyzje też będą poprzedzone głęboką analizą – ocenia Świderski.
Dodaje, że w strategii nowej Grupy Wirtualna Polska bardzo ważne będą treści wideo. Umożliwiają one pozyskanie reklamodawców, a to właśnie reklamy mają być głównym źródłem przychodu dla spółki. Świderski zapewnia, że nie ma planów, by portale oferowały treści płatne, bo spółka stawia na szeroki dostęp do treści.
W strategii spółki przewidziany jest też rozwój dostępu mobilnego do portali. Duże znaczenie będą miały też portale tematyczne, które są dobrze rozwinięte w ramach o2. Niewykluczone, że zostaną wprowadzone usługi e-commerce, które pozwolą na dodatkowy przychód poza reklamami.
LW Bogdanka S.A. po III kwartałach 2013: wydobycie i wyniki finansowe zgodne z planem
Grupa Kapitałowa Lubelskiego Węgla BOGDANKA, której jednostką dominującą jest Lubelski Węgiel BOGDANKA S.A. – najnowocześniejsza i najbardziej efektywna kopalnia węgla kamiennego w Polsce oraz krajowy lider rynku producentów węgla energetycznego, wypracowała w III kwartale 2013 roku przychody ze sprzedaży w wysokości 539,40 mln zł (wzrost o 11,05% w stosunku do III kwartału 2012 roku), zysk operacyjny (EBIT) sięgający 119,40 mln zł oraz zysk netto w wysokości 82,70 mln. Narastająco po trzech kwartałach przychody ze sprzedaży wyniosły 1,42 mld zł, zysk operacyjny: 307,56 mln zł, a zysk netto: 224,73 mln zł.
Zysk brutto osiągnięty w III kwartale 2013 roku był najwyższym kwartalnym zyskiem brutto od IV kwartału 2011 roku, który był wyjątkowo korzystny dla Spółki. Rentowność zysku brutto za trzeci kwartał 2013 roku wyniosła 33,55%, czyli kształtowała się na poziomie wyższym niż w trzecim kwartale 2012 roku (26,45%), pomimo niekorzystnych tendencji rynkowych. Było to związane z konsekwentnie realizowaną polityką kontroli kosztów.
UOKiK: Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Sieradzu
Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Sieradzu nadużyło swojej siły rynkowej utrudniając przyłączenie do sieci ciepłowniczej nowego przedsiębiorcy – uznała Prezes UOKiK. Przedsiębiorca zaniechał stosowania kwestionowanej praktyki
Spółki, które nie posiadają własnej sieci ciepłowniczej, mogą sprzedawać ciepło po uzyskaniu dostępu do urządzeń przesyłowych istniejących na danym terenie. Zgodnie z prawem właściciel sieci ciepłowniczej powinien umożliwić korzystanie z niej nowym wytwórcom ciepła, jeżeli spełnią wymogi przyłączenia. Dzięki temu konsument ma możliwość wyboru przedsiębiorcy wytwarzającego ciepło.
Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Sieradzu zaopatruje w ciepło mieszkańców tego miasta będąc jednocześnie dysponentem jedynej sieci ciepłowniczej na jego terenie. Postępowanie UOKiK zostało wszczęte po skardze spółki Bioelektrociepłownia, która chcąc jako nowy producent wejść na rynek ciepła w Sieradzu, napotkała ze strony PEC na utrudnienia w dostępie do urządzeń przesyłowych.
Analiza przeprowadzona przez Urząd wykazała, że PEC w Sieradzu niezgodnie z prawem blokował wejście nowego przedsiębiorcy na rynek m.in. poprzez odmawianie przekazania mu informacji niezbędnych do przygotowania wniosku o określenie warunków przyłączenia do sieci ciepłowniczej. Od sierpnia 2010 r. do czerwca 2012 r. monopolista uchylał się od udzielenia kompletnych odpowiedzi na pisma konkurenta jako powody wskazując m.in. nieobecność kompetentnych osób.
Prezes UOKiK uznała, że Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej z Sieradza ograniczało konkurencję stwarzając nieuzasadnione bariery dla pojawienia się nowego przedsiębiorcy na rynku produkcji ciepła w Sieradzu. Urząd nie ma kompetencji do rozstrzygania sporów pomiędzy przedsiębiorcami, jednak może interweniować kiedy spółka nadużywa dominującej pozycji na danym rynku przeciwdziałając rozwojowi konkurencji. Na PEC w Sieradzu nałożona została kara pieniężna w wysokości 104 571 zł. Przedsiębiorca zaprzestał stosowania niedozwolonej praktyki przed wszczęciem postępowania antymonopolowego m.in. poprzez udostępnienie na swojej stronie internetowej wzoru wniosku o określenie warunków przyłączenia źródła ciepła do sieci ciepłowniczej. Decyzja nie jest prawomocna, przedsiębiorca odwołał się do sądu.
Źródło:
![]()
Komentarz dzienny, 6 listopada 2013
Indeks ISM dla sektorów innych niż przetwórstwo przemysłowe niespodziewanie wzrósł z 54,4 do 55,4 w październiku (oczekiwano minimalnej korekty w dół, do 54,0), sygnalizując dalszą poprawę koniunktury w szerokiej grupie branż. W przeciwieństwie do indeksu dla przemysłu, raport tym razem wskazuje na negatywny wpływ październikowych batalii budżetowych na aktywność gospodarczą, był on jednak ograniczony do wybranych branż (handel detaliczny i usługi gastronomiczne), dotkniętych przez gwałtowne pogorszenie nastrojów konsumenckich.
Kongo chce współpracować z polskimi firmami

Władze Konga, jednej z najdynamiczniej rozwijających się gospodarek Afryki Środkowej, chcą zachęcić polskich przedsiębiorców do robienia wspólnych interesów. Stawiają na przemysł wydobywczy, infrastrukturę kolejową i sektor rolno-spożywczy. Pierwszy szlak przetarł już Jan Kulczyk, który był jednym z gości pierwszego w historii forum polsko-kongijskiego w Warszawie.
4 listopada 2013 r., w Ministerstwie Gospodarki, odbyło się forum gospodarcze z udziałem przedstawicieli rządu Kongo Brazzaville z wicepremierem Januszem Piechocińskim oraz czołowymi przedstawicielami polskiego biznesu m.in. z dr Januszem Steinhoffem i dr Janem Kulczykiem. Spotkanie było częścią oficjalnej wizyty przedstawicieli rządu Kongo w Polsce. Dyskutowano przede wszystkim o potencjale współpracy gospodarczej między Polską i Kongo.
– W ciągu ostatnich 10 lat sześć na dziesięć najprężniej rozwijających się gospodarek świata to kraje afrykańskie. Charakteryzują się one chłonnym rynkiem, na którym polscy przedsiębiorcy mają olbrzymie szanse rozwoju, szczególnie w Republice Konga. Polska ma zaś stabilną gospodarkę, która doskonale poradziła sobie w dobie światowego kryzysu oraz duży rynek zbytu – prawie 40 mln ludzi. Jesteśmy ponadto ósmą populacją w UE i 34. na świecie – powiedział wicepremier Janusz Piechociński podczas forum, dodając, że organizowane w Warszawie pierwsze w historii Polsko-Kongijskie Forum Gospodarcze stanie się platformą służącą budowaniu nowych relacji oraz określaniu wzajemnych możliwości.
Polskie firmy mają szanse w Afryce
– Rozmawialiśmy z wicepremierem i ministrem gospodarki Januszem Piechocińskim o możliwej współpracy dwustronnej, zarówno jeżeli chodzi o udział państwa, jak i udział przedsiębiorstw, które serdecznie zapraszamy do Konga, by mogły zobaczyć, jakie są możliwości rozwoju i wzajemnych kontaktów – podkreśla Gilbert Ondongo, minister stanu, gospodarki, finansów, planowania oraz budżetu i integracji Republiki Konga.
– Dzisiaj polskie doświadczenia z okresu transformacji są naszym eksportowym know-how, które może nam ułatwić ekspansję na rynkach wschodzących i szybko rozwijających się. Dzięki temu możemy skutecznie rywalizować nie tylko w naszym regionie Europy Środkowej i Wschodniej, ale także w Afryce – powiedział podczas panelu dyskusyjnego Jan Kulczyk, założyciel CEED Institute i globalny przedsiębiorca, który od lat realizuje duże inwestycje w Afryce.
Zdaniem wicepremiera Piechocińskiego, Kongo to duża szansa dla polskich przedsiębiorców, tym bardziej że jest to jeden z najprężniej rozwijających się krajów Afryki Subsaharyjskiej. Do 2015 roku chce uzyskać status gospodarki wschodzącej, ale też centrum transportowego o szczególnym znaczeniu dla regionu. To jedyne państwo w Afryce Środkowej, które posiada port oceaniczny.
Jednym z najbardziej perspektywicznych i znanych sektorów w Kongo jest przemysł surowcowy. Ale nie tylko na tym polu polscy przedsiębiorcy mogą szukać możliwości dla siebie. Zdaniem przedstawicieli polskich i kongijskich władz potencjalnych dziedzin współpracy jest jeszcze więcej, tym bardziej, że oba kraje mają już dobre doświadczenia.
– W przeszłości Polska istotnie wspierała rozwój naszego kraju, szkoląc naszych ludzi. To była współpraca przede wszystkim o charakterze edukacyjnym – przypomina Gilbert Ondongo. – Chcielibyśmy rozszerzyć tę współpracę na kolejne sektory, przede wszystkim rolnictwo, przemysł, bezpieczeństwo i infrastrukturę kolejową – wymienia.
Z danych resortu gospodarki wynika, że w 2012 roku obroty handlowe między Polską i Kongiem osiągnęły 11,8 mln euro. W porównaniu z 2011 rokiem eksport wzrósł o 65 proc., a import o 35 proc.
Zacieśnianiu współpracy między firmami sprzyjają liczne kontakty polityczne. Odbywające się właśnie Dni Konga Brazzaville w Polsce i wizyta delegacji kongijskiej to już trzecie spotkanie w tym roku na najwyższym szczeblu. We wrześniu podpisano porozumienie o konsultacjach politycznych pomiędzy rządami Polski i Konga.
Najbogatszy Polak przetarł już szlak
– Dzięki zacieśnieniu współpracy gospodarczej, Afryka i Europa wspólnie mogą osiągnąć pozycję lidera w światowej rozgrywce gospodarczej. Europa nie jest w stanie dalej sama się rozwijać – posiadamy kapitał ludzki, finansowy i przemysłowy, ale potrzebujemy znaleźć na niego odbiorców – powiedział Jan Kulczyk.
Jan Kulczyk, jako jeden z pierwszych, wskazał Afrykę jako kierunek ekspansji zagranicznej firm z regionu Europy Środkowo-Wschodniej i zainicjował międzynarodową dyskusję na ten temat. Założony przez niego CEED Institute w maju 2013 r. wydał raport poświęcony najważniejszym trendom gospodarczym, politycznym i społecznym Afryki Subsaharyjskiej. W ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach CEED Institute zorganizował również pierwsze w regionie Europy Środkowo-Wschodniej forum poświęcone relacjom gospodarczym Europy i Afryki.
Firma Kulczyk Investments jest obecna m.in. w Kongu, Nigerii, Tunezji, Tanzanii i Gwinei Równikowej. Jedna ze spółek z grupy, Zanaga Iron Ore Company (ZIOC), dzięki posiadanym zasobom rudy żelaza w Kongu i możliwościom produkcyjnym, ma szansę być jednym z sześciu największych producentów tego surowca na świecie.
– Wspólnie z Glencore, jedną z największych na świecie firm zajmujących się produkcją i obrotem zasobami naturalnymi, o kapitalizacji rzędu 70 miliardów dolarów, realizujemy potężne inwestycje. Być może to będzie największa kopalnia rudy żelaza w świecie, a na pewno w Afryce, z produkcją na początek 12 mln ton, a potem 30 mln ton rudy żelaza. To inwestycja warta 3 mld dolarów, ważna również dla naszej gospodarki i gospodarki europejskiej – mówi dr Jan Kulczyk.
Na konferencji klimatycznej ONZ w Warszawie ma powstać światowy zielony fundusz

W czasie 19. szczytu klimatycznego ONZ, który rozpocznie się w przyszłym tygodniu w Warszawie, ma powstać światowy fundusz ds. walki ze zmianą klimatu. Już wiadomo, że globalnego porozumienia ws. klimatu w Warszawie nie będzie, ale toczyć będą się negocjacje, które umożliwią jego podpisanie w 2015 roku.
– Założyliśmy, jako społeczność międzynarodowa, że w 2015 roku na konferencji w Paryżu zostanie podpisane to porozumienie globalne, które będzie dotyczyło wszystkich krajów. Naszym priorytetem jest przede wszystkim doprowadzenie do tego, żeby określić drogę dojścia do Paryża, do konferencji, która ureguluje wszystkie kwestie w skali globalnej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Zaleski, wiceminister środowiska.
Szczyt COP 19 odbędzie się w Warszawie na Stadionie Narodowym w dniach 11-22 listopada. Będą w nim uczestniczyć przedstawiciele wszystkich państw członkowskich ONZ oraz wielu organizacji pozarządowych. Szczyt w Paryżu w 2015 roku (COP 21) ma być przełomowy.
Jednym z zadań stojących przed uczestnikami szczytu klimatycznego jest sfinalizowanie porozumień wypracowanych na poprzednich konferencjach, m.in. w Durbanie, Doha i Cancun. Najważniejszym jest stworzenie globalnego, „zielonego” funduszu przeznaczonego na walkę ze zmianą klimatu.
– Tu chodzi jak zwykle o pieniądze, czyli żeby uruchomić fundusze przeznaczone na ochronę klimatu, najczęściej fundusze skierowane do krajów rozwijających się. Chodzi o zielony fundusz, o którym bez przerwy mówimy, że musimy go uruchomić, a ciągle jeszcze nie funkcjonuje. Gdyby nam się to udało w Warszawie, to byłby bardzo ważny krok naprzód, pokazanie krajom rozwijającym się dobrej woli całej społeczności globalnej – przekonuje Zaleski.
Wiceminister dodaje, że stworzenie takiego funduszu to sprawdzian odpowiedzialności krajów rozwiniętych. Podkreśla, że w czasie kryzysu decyzja o przeznaczeniu środków na ochronę środowiska jest szczególnie trudna, bo nie daje wymiernych efektów, a pieniądze trafią głównie do dalekich krajów.
Jednym z zadań polskiej prezydencji konferencji będzie wypracowanie kompromisu między uczestnikami szczytu. Porozumienie musi objąć wszystkie kraje i nałożyć na nie obowiązki proporcjonalne do możliwości. Zaleski zauważa, że podpisany w 1997 r. protokół z Kioto, który wszedł w życie w 2005 r., nie dotyczy wszystkich krajów. Nie ratyfikowały go Stany Zjednoczone, a w 2011 r. z paktu wystąpiła Kanada. Zmienił się też układ sił w światowej gospodarce.
– Dzisiaj niektóre państwa, które wówczas były w gronie państw słabo rozwiniętych, są liderami światowej gospodarki. Inne państwa wypadły z grona tych gospodarek dobrze rozwiniętych, w związku z tym trzeba przemodelować wszystkie zobowiązania i uznać, że wszyscy jednakowo odpowiadamy za klimat – podkreśla wiceminister środowiska. – Dzisiaj trzeba by określić możliwe do poniesienia przez każdy kraj obowiązki i obciążenia w dziedzinie ochrony klimatu. To jest najtrudniejsza kwestia, bo to kosztuje.
Dodaje, że kraje rozwijające się upominają się o rekompensaty za historyczne emisje rozwiniętych gospodarek. Kraje uprzemysłowione produkowały znacznie więcej dwutlenku węgla w czasach swojego gwałtownego rozwoju niż inne państwa, które dopiero teraz dołączają do grona rozwiniętych.
– Sytuacja się zmieniła o tyle, że dzisiaj już cała ludzkość odpowiada za zmiany klimatyczne i ta świadomość przebija się do wszystkich uczestników procesu. Będzie tylko trudno wyspecyfikować te zadania i nałożyć obowiązki na każdy kraj oddzielnie – ocenia Zaleski, jednocześnie podkreślając, że jest optymistą co do rezultatu konferencji w Warszawie.
Minister rolnictwa: Kontrole wykazały, że Polska jest wolna od GMO

Kontrole pól zlecone przez resort rolnictwa po roku od wprowadzenia zakazu upraw roślin genetycznie zmodyfikowanych nie wykazały, by zostały na nich zasiane transgeniczne rośliny. Minister rolnictwa podkreśla, że dzięki nowym przepisom zezwalającym na obrót nasionami GMO i ich rejestrację, Polska uniknęła nawet 1,5 mld zł kary ze strony UE. Jednak Komisja Europejska do tej pory nie zajęła stanowiska w sprawie zakazu samych upraw.
Co roku inspektorzy mają przeprowadzać około 9 tys. kontroli, co odpowiada poziomowi 5 proc. upraw kukurydzy w Polsce. Według GUS (za 2010 r.) w Polsce kukurydza uprawiana jest w około 180 tys. gospodarstwach (ziarno i kiszonka razem) na łącznej powierzchni około 700 tys. ha. Ziemniak Amflora (opatentowany przez BASF) praktycznie nie jest uprawiany w Europie. W przeciwieństwie do kukurydzy MON 810 (patent Monsanto), która według szacunków rośnie na ok. 100 tys. ha w całej UE (80 proc. z tych upraw przypada na Hiszpanię).
– Te próby zostały przeprowadzone i w kilku przypadkach stwierdzono minimalną zawartość GMO. Natomiast nigdzie nie było takiego poziomu, który, zgodnie z przepisami, można by uznać, że jest to kukurydza MON 810 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stanisław Kalemba, minister rolnictwa i rozwoju wsi.
28 stycznia tego roku Polska wprowadziła zakaz upraw roślin GMO, które dopuszczone zostały na unijny rynek (są to wspomniane: Amflora i MON 810). Zgodnie z rozporządzeniami do ustawy o nasiennictwie, rolnik, który zasiał odmianę rośliny genetycznie zmodyfikowanej, zostanie ukarany. Sankcja, jaka grozi w takim przypadku, wynosi 200 proc. wartości zastosowanego materiału siewnego oraz zniszczenie tej uprawy na koszt gospodarza. Pola mają kontrolować pracownicy Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa.
– Możemy po latach sporów powiedzieć, że Polska jest wolna od wysiewu i uprawy roślin GMO, w tym głównie kukurydzy MON 810 – podkreśla minister rolnictwa. – To dobrze, bo mamy duże rozdrobnienie pól, bioróżnorodność, świetną markę naturalnej, zdrowej, ekologicznej polskiej żywności, i trzeba o tę markę dbać.
W styczniu szef resortu rolnictwa poinformował Komisję Europejską o wprowadzonych w Polsce zakazach. Uzasadnił w dokumencie, że takie uprawy stanowią zagrożenie dla hodowców pszczół i rynku miodu, wskazał także na brak autoryzacji pyłku genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy MON 810 zgodnie z przepisami UE.
– Trwa wymiana korespondencji na poziomie uwag, co do tych rozporządzeń, ale oficjalnego stanowiska Komisji Europejskiej nie ma – mówi Stanisław Kalemba.
Przepisy zakazujące upraw GMO towarzyszyły zmianom w ustawie o nasiennictwie, która dopuściła obrót nasionami roślin genetycznie modyfikowanych oraz ich rejestrację. Ustawa wdrożyła unijne dyrektywy oraz wykonała wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 2009 r., który dotyczył uchybień stwierdzonych w poprzedniej ustawie o nasiennictwie (z 26 czerwca 2003 r.).
– Tymi decyzjami uniknęliśmy kar w granicach 1-1,5 mld zł. To są inteligentne rozwiązania, bo do tej pory nie było ustawy, która by regulowała te kwestie i nie było instytucji, które by je kontrolowały – uważa Stanisław Kalemba.
W Polsce potrzeba systemowych zachęt do oszczędzania

Polacy nie mają nawyku oszczędzania nie tylko z braku pieniędzy, ale i złych doświadczeń z poprzednich dziesięcioleci. Z powodu ustrojowych zmian i rządowych reform w ciągu kilkudziesięciu lat kilkakrotnie tracili swoje oszczędności. Dlatego zdaniem prezes Union Investment TFI należy wprowadzić rozwiązania, które będą zachęcać obywateli do gromadzenia oszczędności na własną rękę.
Zaledwie co trzeci Polak odkłada jakiekolwiek pieniądze z bieżącej pensji. Jak przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Góra-Dubiela, prezes Union Investment TFI, żeby zwiększyć ten odsetek potrzeba zachęt systemowych ze strony państwa.
– Podstawą powinny być systemy obligatoryjnego oszczędzania na emeryturę wprowadzone przez państwo takie jak np. OFE. Ważne jest, by wsparte były przez systemy zachęcające do oszczędzania np. poprzez odpisywanie od podstawy opodatkowania składek. To byłby skuteczny bodziec dla Polaków, by systematycznie budować pulę oszczędności – podkreśla Małgorzata Góra-Dubiela w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.
Systemy te muszą być przy tym zbudowane w sposób jasny i łatwy do zrozumienia. Zdaniem prezes Union Investment TFI, dobrym pomysłem są rządowe propozycje zmian dotyczące Indywidualnych Kont Zabezpieczenia Emerytalnego, które są elementem III filaru systemu emerytalnego.
– Planowane zmiany w IKZE to krok w dobrym kierunku. Oznaczają duże uproszczenie i to już prawdopodobnie spowoduje, że wzrośnie zainteresowanie nimi – dodaje Małgorzata Góra-Dubiela.
Zgodnie z projektem przedstawionym przez ministerstwo pracy do oszczędzania w IKZE miałyby zachęcać kwotowy limit wpłat (zamiast procentowego), a także znana z góry stawka podatku (w wysokości 10 proc.), jakim objęte zostałyby wypłaty oszczędności.
Według Małgorzaty Góry-Dubieli kluczowym elementem jest właśnie stabilność wprowadzanych zmian prawnych. Dotychczasowe systemy oszczędzania nauczyły Polaków, że czasem za sprawą niezależnej od nich decyzji łatwo mogą utracić oszczędności całego życia.
– Paradoksalnie można powiedzieć, że Polacy w czasie swojej ostatniej historii byli uczeni tego, żeby nie oszczędzać, a jeżeli oszczędzać, to na krótki termin – podkreśla prezes Union Investment TFI. – Pomijam wydarzenia związane z wojną czy z wymianą pieniędzy w 1950 roku. Na pewno niektórzy z nas pamiętają podwyżki w latach 70., 80., słynne książeczki mieszkaniowe, gdzie ludzie latami odkładali i potem nic nie mogli za to kupić, ale także i hiperinflację w latach 1988-89.
Ostatnie zmiany w reformie emerytalnej to, zdaniem Małgorzaty Góry-Dubieli, także czynnik odstraszający od oszczędzania na emeryturę.
– Bez względu na to, jak się ocenia zmiany w systemie emerytalnym, trzeba jasno powiedzieć, że mogą one podważyć zaufanie do długoterminowego oszczędzania. Coś, co zostało wprowadzone jako system obligatoryjnego oszczędzania na emeryturę, ponownie zostaje zmienione – tłumaczy prezes Union Investment TFI.
Główną zmianą, proponowaną przez rząd w systemie emerytalnym, jest nacjonalizacja obligacji z portfela OFE. Miałyby one zostać w całości przeniesione do ZUS-u. Kolejna to tzw. „suwak bezpieczeństwa”, polegający na stopniowym przekazywaniu do ZUS-u aktywów zgromadzonych w otwartym funduszu emerytalnym przez okres 10 lat poprzedzających przejście na emeryturę. Taki zabieg eliminowałby tzw. ryzyko złej daty, związane z przechodzeniem na emeryturę w czasie nagłego załamania koniunktury. Według ostatniej opinii do projektu ustawy przygotowanej przez resort pracy, po wejściu w życie reformy członkowie OFE będą mieli cztery miesiące na zadeklarowanie chęci pozostania w funduszu. Jeśli tego nie zrobią, ich oszczędności automatycznie trafią do ZUS.
Emisja obligacji PKP PLK najpóźniej na początku grudnia

PKP Polskie Linie Kolejowe wyemitują obligacje jeszcze przed końcem tego roku. Rząd znowelizował „Wieloletni Program Inwestycji Kolejowych”, na który przeznaczone będą pozyskane środki. W ciągu kilku dni Skarb Państwa powinien udzielić odpowiednich gwarancji.
– W ostatni dzień października, podpisaliśmy umowę dotyczącą emisji obligacji z BGK, tym samym realizując zapowiedź, że emisja obligacji zostanie zapięta i zrealizowana w czwartym kwartale – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Remigiusz Paszkiewicz, prezes PKP PLK. – Liczę na to, że to będzie jeszcze w tym miesiącu, żeby też specjalnie nie wydłużać pewnych terminów płatności, natomiast nie będzie też nic złego w tym, jeśli będzie to początek grudnia.
Emisja obligacji została wymuszona nowelizacją tegorocznego budżetu. Dotacja państwa dla PKP PLK została zmniejszona o 1 mld zł. Objęcie emisji obligacji przez Bank Gospodarstwa Krajowego to największa jak do tej pory inwestycja w ramach rządowego programu Inwestycje Polskie.
Rząd przyjął we wtorek nowelizację „Wieloletniego Programu Inwestycji Kolejowych”, co było jednym z warunków niezbędnych do finalizacji emisji obligacji. Zgodnie z nim do 2015 r. zrealizowane zostaną projekty za niemal 25 mld zł.
– Drugą rzeczą jest dopięcie sprawy udzielenia gwarancji przez Skarb Państwa. To też jest na dobrej drodze, myślę że w ciągu kilku dni ten warunek również zostanie wypełniony. Wtedy nie będzie żadnego kłopotu, żebyśmy mogli wykorzystać na finansowanie inwestycji w tym roku i częściowo w przyszłym roku pieniądze z obligacji – zapowiada Paszkiewicz.
Dodaje, że dzięki środkom uzyskanym z obligacji uda się sfinansować wszystkie planowane inwestycje kolejowe. Zgodnie z rządowym projektem do 2015 r. z obligacji PKP PLK ma pozyskać łącznie 3,6 mld zł.
McDonald’s dołącza książki do zestawów. Promuje w ten sposób czytanie wśród dzieci
Sieć restauracji McDonald’s rozpoczyna dziś ogólnopolską akcję edukacyjną „Czytam sobie”. W ponad 300 restauracjach do zestawów będą bezpłatnie dołączane książki dla dzieci napisane przez znanych autorów. Nakład wyniesie 400 tysięcy egzemplarzy.
W książkowej promocji dla najmłodszych będzie można uzbierać aż siedem tytułów, podzielonych na trzy poziomy trudności, w zależności od umiejętności młodego czytelnika.
– Akcja „Czytam sobie” to duży projekt – mówi agencji informacyjnej Newseria Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych McDonald’s Polska. – Linia przygotowana dla McDonald’s Polska to siedem książek na trzech poziomach trudności i 400 tys. nakładu rozprowadzanego przez sieć naszych restauracji – wymienia.
Książki z pierwszego poziomu trudności zawierać będą 150–200 wyrazów ułożonych w krótkie zdania, bez takich znaków jak ą, ę, ó czy sz, cz i ch.
– Na pierwszych dwóch poziomach są to książki, w których nie mogą występować wszystkie litery, jedynie podstawowe 23 – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zofia Stanecka, autorka książek dla dzieci. – To jest nie lada łamigłówka, bo książka musi być tak samo ciekawa, jak gdyby była napisana ze wszystkimi literami.
Na pierwszym poziomie nie znajdziemy również dialogów, a jedynie zdania opisowe.
– Teksty muszą być tak skonstruowane, żeby dziecko miało poczucie czytania czegoś płynnego i naprawdę wciągającego, a jednocześnie bez tych wszystkich znaczków. Na drugim poziomie na szczęście mogą być dialogi, co czasem ułatwia sprawę – dodaje Zofia Stanecka.
Na drugim poziomie dziecko przeczyta już kilkakrotnie więcej wyrazów (800–900) ułożonych w bardziej skomplikowane zdania. Z kolei trzeci poziom – adresowany do dzieci czytających już na co dzień – zawiera 2500–2800 wyrazów w tekście i pełny alfabet.
W ocenie Agnieszki Carrasco–Żylicz, psychologa dziecięcego, korzyści dla najmłodszych z tej serii wydawniczej są w zasadzie nieograniczone.
– Przede wszystkim dziecko rozwija swój umysł, spostrzegawczość, pamięć, fantazję, wyobraźnię – tłumaczy. – Dla mnie jako psychologa dziecięcego, chyba największa korzyść jest taka, że dziecko uczy się skupienia, uczy się koncentrować na swoich myślach, na swoich emocjach. Uczy się przeżywania, co w dzisiejszych czasach jest bardzo dzieciom potrzebne.
Jeśli akcja spotka się z zainteresowaniem klientów, to niewykluczone, że będzie przedłużona lub powtórzona.
– Na razie potrwa do wyczerpania nakładu – 400 tys. książek. Gorąco wierzymy, że mądrość tej akcji, celność, dobry pomysł i fajne książki spowodują, że to nie będzie trwało długo – dodaje Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych McDonald’s Polska. – Dla nas przede wszystkim ma to wymiar pewnych pożytecznych działań, również związanych z wizerunkiem. Chcemy, żeby McDonald’s był obecny wszędzie tam, gdzie dzieje się coś mądrego i wartościowego.
Aby otrzymać książkę za darmo, wystarczy kupić zestaw rodzinny, czyli zwykły zestaw dla dorosłego wraz z dziecięcym zestawem „Happy Meal”.
Prof. Ćwiąkalski: obowiązujący zakaz reklamy aptek jest sprzeczny z prawem europejskim

Żadna inna działalność nie jest tak surowo regulowana prawnie jak działalność aptek i sprzedaż leków – twierdzi prof. Zbigniew Ćwiąkalski. Na obowiązującym od dwóch lat zakazie aptek traci nie tylko branża, ale i pacjenci, którym aptekarze, obawiając się konsekwencji, przestali nawet udzielać informacji o tańszych zamiennikach. Ministerstwo Zdrowia pracuje nad nowelizacją ustawy refundacyjnej, ale nic nie wskazuje na razie, żeby przepis ten zmienił się w najbliższym czasie.
– Aktualnie prowadzone są prace zmierzające do nowelizacji prawa farmaceutycznego, ale nie dotyczą one art. 94, który właśnie jest przedmiotem sporu, czyli całkowitego zakazu reklamy aptek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Zbigniew Ćwiąkalski.
Przedstawiciele branży farmaceutycznej i eksperci podkreślają, że na przepisie zakazującym reklamy nie skorzystali ani pacjenci, ani apteki, bo ceny leków nie spadły i nie zwiększyła się ich dostępność. Jak wynika z raportu firmy IMS Health – ustawa refundacyjna w czasie swojego obowiązywania (od początku 2012 r.) doprowadziła do zwolnienia 15 tys. osób pracujących w przemyśle farmaceutycznym, z czego 8 tys. pracowników zwolniły apteki.
– Problem polega na tym, że nie ma innego produktu czy działalności, które tak surowo, restrykcyjnie byłyby traktowane, bo jeżeli popatrzymy na alkohol, tytoń czy gry hazardowe, to nie ma tak surowych zakazów jak tutaj – tłumaczy prof. Ćwiąkalski.
Podkreśla, że zakaz reklamy odebrał aptekom możliwość konkurowania na równych zasadach z supermarketami, sklepami spożywczymi czy stacjami benzynowymi, bo one mogą reklamować środki medyczne dostępne bez recepty, które posiadają w swojej ofercie.
Jego zdaniem, na obecnych przepisach tracą również pacjenci, którzy nie mogą liczyć na fachową pomoc czy informację o lekach np. podczas zakupów w punktach sprzedaży pozaaptecznej.
– De facto ten całkowity zakaz reklamy aptek to jest zakaz konkurencji, który jest wygodny dla części środowiska, ale nie jest wygodny dla konsumentów dlatego, że oni chcą być informowani o lekach, o ich cenach i możliwości tańszego ich nabycia. Przy czym od razu muszę zastrzec, że nikt nie kwestionuje zakazu reklamy leków refundowanych – zaznacza.
Ćwiąkalski podziela opinię, że zakaz reklamy aptek jest niezgodny z unijnym prawem. Konfederacja Lewiatan w ubiegłym tygodniu złożyła do Komisji Europejskiej skargę w tej sprawie. Motywuje je tym, że przepisy ustawy refundacyjnej naruszają m.in. zasadę swobody przepływu towarów i stanowią nieusprawiedliwione ograniczenie konkurencji.
– Państwo jest odpowiedzialne za to, żeby ustawodawstwo krajowe było zgodne z ustawodawstwem europejskim, natomiast ten totalny zakaz jest całkowicie niezgodny z ustawodawstwem europejskim, stąd też dwie skargi, które zostały złożone do Komisji Europejskiej. KE może wydać zalecenia. Jeżeli rząd polski do tych zaleceń się nie dostosuje, to wtedy skarga trafi do Trybunału Sprawiedliwości UE i Trybunał orzeknie o naruszaniu przepisów unijnych przez Polskę – podkreśla prof. Ćwiąkalski.
Z szacunków Lewiatana wynika, że ok. połowy asortymentu aptek stanowią leki i produkty medyczne, które mogłyby być reklamowane.
„Samospłacający się dom” nadal czeka na nowe prawo

Bank Ochrony Środowiska opracował program wspierający budowę domów jednorodzinnych wyposażonych w instalacje fotowoltaiczne. Dzięki temu spłata kredytu, zaciągniętego na budowę domu, ma być opłacana ze sprzedaży energii do sieci oraz niższych rachunków za prąd. Jego uruchomienie blokują jednak regulacje prawne.
– Zakład energetyczny nie może odmówić przyłączenia mikroinstalacji OZE (odnawialne źródła energii), czyli do 40 kW, i odbioru wyprodukowanej przez nią energii. Jednak opłata, która jest dzisiaj proponowana, czyli 16 groszy za odsprzedaną kilowatogodzinę, nie jest zachęcająca dla klienta indywidualnego. Koszt tej inwestycji jest wciąż dosyć wysoki, w związku z tym przy takich przychodach mamy długi okres zwrotu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Żyła, główny ekolog banku, zastępczyni dyrektora Departamentu Ekologii i Strategii w BOŚ.
Z danych banku wynika, że rynek prosumencki rośnie, choć powoli. Przyspieszyć proces jego rozwoju miała ustawa o odnawialnych źródłach energii, nad którą prace trwają trzeci rok. Ułatwienie produkcji i sprzedaży energii miało nastąpić poprzez zwolnienie prosumentów z obowiązku prowadzenia działalności gospodarczej i posiadania koncesji na produkcję energii elektrycznej. Same mikroinastalacje mają zostać objęte systemem wsparcia, a na operatorów sieci zostać nałożony ma być obowiązek zakupu nadwyżki energii za 80 proc. średniej ceny rynkowej.
W oparciu o założenia do ustawy o OZE z 2012 roku BOŚ wraz z ekspertami stworzył program „Samospłacajacy się dom”, gdzie instalacja fotowoltaiczna ma przynieść kapitał na spłatę rat za nieruchomość.
– Program nie został jeszcze uruchomiony, ponieważ czekamy na ostateczny kształt ustawy o odnawialnych źródłach energii. Pewne rozwiązania tylko formalnoprawne znalazły się w zapisach „małego trójpaku”, czyli nowelizacji Prawa energetycznego z tego roku, natomiast wprowadzony tam mechanizm finansowy i poziom opłat, które można uzyskać odsprzedając energię, utrudnia realizację programu w takim kształcie, w jakim był przez nas zaplanowany. Stąd bank cały czas pracuje nad jego modyfikacją i dostosowaniem do możliwych warunków rynkowych – informuje Anna Żyła.
Szykuje się więcej inwestycji infrastrukturalnych
Branża budowlana liczy na falę nowych inwestycji infrastrukturalnych w związku nową unijną perspektywą finansową. Unijny budżet na lata 2014-2020 zakłada, że 17,5 mld euro będzie przeznaczonych na przebudowę i rozwój polskiej infrastruktury transportowej. To powoduje, że firmy budowlane już dzisiaj przygotowują się do pozyskania nowych zleceń.
– Mamy pełną świadomość, że w nowym rozdanie unijnym bardzo duży nacisk jest kładziony na komunikację szynową, na rozwój kolejnictwa i oczywiście przygotowujemy się do tego, żeby uczestniczyć w realizacji tych zadań w jak największym zakresie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiesław Nowak, prezes ZUE, firmy zajmującej się budową infrastruktury komunikacji miejskiej i kolejowej.
Wciąż jednak realizowane są inwestycje z obecnej „siedmiolatki”.
– Jeżeli idzie o rynek kolejowy, to co przez lata było piętą achillesową na tym rynku, czyli mała liczba przetargów puszczanych na rynek w latach poprzednich, w tej chwili stała się czymś dobrym dla wykonawców. PKP dysponuje jeszcze nie wykorzystanymi środkami z funduszy unijnych z tego rozdania. W związku z tym cały czas są ogłaszane nowe zadania, które poszczególni wykonawcy mogą podejmować i realizować, co zresztą robimy – zapewnia Wiesław Nowak.
Grupa Kapitałowa ZUE jest jednym głównych graczy na rynku budownictwa infrastruktury komunikacji miejskiej i kolejowej. Na rynku infrastruktury tramwajowej ZUE z prawie 50–procentowym udziałem, jest niekwestionowanym liderem. Z kolei projekty realizowane w ramach budowy i modernizacji linii kolejowych, dają spółce 10 proc. udziału w rynku kolejowym.
– W ostatnich dniach złożyliśmy na rynku kolejowym najkorzystniejszą ofertę na rewitalizacji odcinka Koniecpol–Częstochowa, na kwotę ponad 35 mln złotych. Także jest to rynek, na którym cały czas są zlecenia do wzięcia – dodaje Wiesław Nowak. – Pracujemy w bardzo podobnych segmentach: w segmencie infrastruktury miejskiej i infrastruktury kolejowej. Potencjał, który posiadamy, możemy w sposób w miarę swobodny przemieszczać z jednego rynku na drugi.
Branża liczy również na korzystne zmiany w prawie zamówień publicznych, które skutecznie wyeliminują oferentów proponujących zbyt niskie ceny w przetargach. Ocenia przy tym, że obecne regulacje nie rozwiązują tego problemu.
– W chwili obecnej rażąco niskie ceny pojawiają się częściej na rynku infrastruktury miejskiej niż na rynku infrastruktury kolejowej. Tym niemniej również w tym segmencie rywalizacja jest bardzo duża. W przetargu bierze udział zawsze od kilku do kilkunastu oferentów. Nie można powiedzieć, że wprowadzono regulacje prawne, które zapobiegałyby składaniu ofert z rażąco niską ceną. Ja tego nie widzę – dodaje Nowak.
W prawie zamówień publicznych nadal brakuje definicji rażąco niskiej ceny, mimo że w Polsce jest to główne kryterium brane pod uwagę w przetargach. Istnieje jednak szansa, że jakość zamówień publicznych w infrastrukturze już wkrótce poprawi nowelizacja tej ustawy. Parlament i Urząd Zamówień Publicznych pracują nad kilkunastoma projektami.
Korzystne zmiany w prawie mają przynieść również nowe unijne przepisy, które prawdopodobnie zaczną obowiązywać w 2016 r. Zgodnie z nimi kryterium najniższej ceny zostanie zastąpione wyborem oferty najbardziej konkurencyjnej ekonomicznie. Oznacza to, że w przetargach brana będzie pod uwagę też jakość przedstawianego projektu.
Oświadczenie dot. transakcji w Grupie Kapitałowej MCI Management opisanej w raporcie bieżącym nr 49/2013
MCI poinformowało w nawiązaniu do treści raportu bieżącego nr 49/ 2013 z dnia 1 listopada 2013 r. informującego o transakcji wewnątrz Grupy Kapitałowej MCI Management i pomiędzy jednostkami w 100% zależnymi kapitałowo MCI Management SA, Zarządu MCI Management wyjaśnia, że decyzja o realizacji ww. transakcji została podyktowana zapowiadanymi zmianami w Ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych.
W wyniku zdarzeń opisanych w raporcie bieżącym akcje obecnie istniejącej spółki komandytowo – akcyjnej zostaną wniesione do nowej spółki komandytowo-akcyjnej. Ponieważ obie spółki komandytowo-akcyjne są w 100% zależne od MCI Management SA, struktura biznesowa Grupy Kapitałowej MCI nie ulegnie zmianie.
Komentarz dzienny, 5 listopada 2013
Wskaźnik
PMI dla polskiego przemysłu wzrósł w październiku z 53,1 do 53,4 pkt., po raz
kolejny zaskakując analityków (konsensus: 52,8; nasza prognoza: 52,7).
Większość prognoz (w tym i nasza) opierała się zapewne na korelacji z indeksami
niemieckimi (tu odnotowano niewielkie wzrosty bądź stabilizację) i przekonaniu
o możliwej korekcie subindeksu Zatrudnienie po zaskakująco dużym wzroście w
poprzednim miesiącu. Efekty te zrealizowały się jedynie częściowo.
W grudniu rolnicy dostaną 1,4 mld zł płatności bezpośrednich

W grudniu na konta polskich rolników wpłynie 1,4 mld złotych w ramach dopłat bezpośrednich. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa czeka jeszcze na rozporządzenia, w których zostaną określone stawki płatności. Zgodnie ze wstępnymi założeniami, jeden gospodarz otrzyma maksymalnie prawie 1 tys. zł do jednego hektara. Jednak część rolników może otrzymać kary, jeśli kontrole wykażą, że nieprawidłowo wypełnili wnioski.
– Stawka jednolitej płatności obszarowej (JPO) wynosi ok. 830 złotych, natomiast uzupełniającej podstawowej wynosi ok. 139 złotych. Czyli łącznie rolnik będzie mógł otrzymać ok. 969 złotych do hektara uprawy np. zbóż – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Renata Mantur, dyrektor Departamentu Płatności Bezpośrednich Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. – Agencja jest przygotowana do wypłaty płatności bezpośrednich od 1 grudnia. Planowana na dziś kwota do wypłaty to 1,4 mld zł.
ARiMR czeka jeszcze na rozporządzenia ministra rolnictwa w sprawie stawek płatności.
Do końca czerwca 2014 roku wypłaty powinny zostać zakończone i łącznie do polskich rolników ma trafić ok. 3,5 mld euro, tj. 14,8 mld złotych.
W poprzednich latach niektórzy rolnicy musieli zwrócić dopłaty z powodu problemów z tzw. ortofotomapami (są sporządzane na podstawie zdjęcia satelitarnego lub lotniczego), które są częścią systemu identyfikacji działek rolnych. W oparciu o te dane agencja rozpatruje wnioski o przyznanie płatności.
– Jeżeli rolnik otrzymuje załącznik graficzny wraz z wnioskiem spersonalizowanym [częściowo uzupełnionym o jego dane znane z poprzednich naborów wniosków – red.], jest zobowiązany zweryfikować te dane, które są zgodne ze stanem rzeczywistym występującym na gruncie – tłumaczy Renata Mantur. – Jeżeli stwierdzi, że obszar, który jest widoczny na ortofotomapie nie kwalifikuje się do płatności, powinien taką zmianę na tym załączniku graficznym nanieść.
Jeżeli gospodarz nie wprowadzi takiej zmiany, musi się liczyć z tym, że jego dopłata zostanie pomniejszona lub będzie musiał zwrócić pieniądze.
– Ortofotomapy są wymieniane co trzy lata. Zatem jeżeli w okresie jej obowiązywania na gruncie pojawią się budynki, albo zostanie ten grunt przeznaczony na inne cele niż rolnicze, gospodarz powinien takie zmiany nanieść na załączniku graficznym. Tym samym uniknie konsekwencji związanych z ewentualnym pomniejszeniem płatności, które może być stwierdzone podczas kontroli na miejscu [czyli w gospodarstwie – red.] – doradza dyrektor.
Dodaje, że takie przypadki zdarzają się coraz rzadziej. Należy jednak pilnować, by dane przedstawiane we wnioskach były zawsze aktualne i zgodne ze stanem faktycznym w gospodarstwie.
Te najważniejsze dla rolników dotacje w tym roku przeliczane są po korzystniejszym dla nich kursie niż w minionym. Europejski Bank Centralny ogłosił, że wyniesie 4,2288 złotych za euro i jest wyższy o 3 proc. niż w ubiegłym roku (wtedy wynosił 4,1038 zł za euro). Taki sam kurs obowiązuje we wszystkich państwach członkowskich, w których oficjalną walutą nie jest euro.
Polscy rolnicy deklarują, że przeznaczają to wsparcie na zakup nawozów i środków ochrony roślin, co ma rekompensować wzrost ich cen po przystąpieniu Polski do UE. Ponad 14 mln hektarów gruntów rolnych jest objętych w kraju dopłatami bezpośrednimi.
Będą zmiany w systemie aktywizacji bezrobotnych. Dziś zajmie się nimi rząd

Urzędy pracy będą współpracować z prywatnymi agencjami zatrudnienia. Ma być to ważny element nowego systemu aktywizacji zawodowej bezrobotnych. Resort pracy liczy, że z około 20 tys. długotrwale bezrobotnych, do których będzie skierowana taka pomoc, połowa znajdzie pracę. Dziś rząd ma zająć się projektem nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy.
– Zmiana od przyszłego roku ma polegać na innej aktywizacji bezrobotnych najbardziej oddalonych od rynku pracy, których bardzo często nie udaje się przywrócić trwale na rynek pracy dzięki działaniom standardowym. Im trzeba poświęcić więcej czasu, bardziej zindywidualizować wsparcie, dostarczyć usług, których urząd nie dostarcza. To jest np. kompleksowe badanie lekarskie, pomoc psychologa czy trening interpersonalny, czasami pomoc w rozwiązaniu spraw osobistych, rodzinnych – wyjaśnia Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.
Takie niestandardowe działania mają zapewniać prywatne agencje zatrudnienia. Ich współpraca z państwowymi urzędami pracy od kilku miesięcy jest testowana w trzech województwach: podkarpackim, dolnośląskim i mazowieckim. Jak podkreśla wiceminister, pierwsze efekty są zadowalające. Wskaźniki efektywności są na poziomie ponad 50 proc.
– Program podkarpacki, który ruszył w maju, ma już bardzo dobre efekty, łącznie około 500 osób zatrudnionych, czyli ponad połowa skierowanych do programu – mówi Jacek Męcina. – Dwa pozostałe projekty są jeszcze w fazie wstępnej, ponieważ one rozpoczęły się dopiero w sierpniu. Na koniec roku pewnie dopiero będziemy próbowali zbadać tę efektywność.
Choć na ostateczne wyniki prowadzonych testów trzeba jeszcze poczekać, to według resortu pracy, takie rozwiązania powinny na stałe wejść do systemu aktywizacji osób bezrobotnych.
– Szacujemy, że przeciętnie około 40 proc. osób skierowanych na takie programy może znaleźć pracę. Gdybyśmy zmultiplikowali taki program na poziom całego kraju, to liczymy na to, że rocznie będziemy mogli skierować do tych programów do 20 tys. bezrobotnych, a około 10 tys. znajdzie zatrudnienie. To dużo biorąc pod uwagę trudności z aktywizacją tych osób na rynku pracy – podkreśla wiceminister pracy.
Resort pracy chce, żeby na poziomie regionalnym marszałkowie województw wspólnie z urzędami pracy podejmowali decyzje, na jakich lokalnych rynkach pracy wsparcie prywatnych służb zatrudnienia jest potrzebne. Środki na ten cel będą zagwarantowane w Funduszu Pracy. Męcina podkreśla, że jest to korzystne pod względem kosztowym rozwiązanie, ponieważ agencje będą wynagradzane za efekty, czyli wyniki w aktywizacji bezrobotnych.
– Znaczna część wynagrodzenia będzie się należeć agencji wtedy, gdy szeroko pojęte finanse publiczne będą już odczuwać pozytywne skutki tego, że ktoś podjął zatrudnienie, bo będą rosły wpływy podatkowe, będą rosły chociażby składki na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych – mówi Jacek Męcina.
PKP CARGO uruchomi połączenie do Włoch. Chce zwiększać liczbę linii poza Polskę

PKP CARGO S.A. chce zwiększyć udział w rynkach poza Polską. Spółka, która jest drugim największym kolejowym przewoźnikiem towarowym w Europie pod względem pracy przewozowej, planuje uruchomienie wahadłowego połączenia z Polski do Włoch. Przy sprzyjających warunkach może ono ruszyć już w przyszłym roku.
Już w tej chwili PKP CARGO razem z partnerami uruchamia liczne połączenia międzynarodowe, a w ciągu najbliższego roku planuje zwiększyć ich liczbę.
– Pracujemy z partnerami nad uruchamianiem połączeń wahadłowych. W szczególności dotyczy to przewozu kontenerów. Mamy takie połączenie Rotterdam-Poznań, połączenie między Niemcami, okolice Duisburga, a Warszawą. Mamy także połączenia z Łodzi do Chin. Połączenie z Włochami to interesujący kierunek i badamy możliwość uruchomienia połączeń wahadłowych na linii północ-południe – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Boroń, prezes zarządu PKP CARGO S.A.
Łukasz Boroń ocenia, że wielu przewoźników oferuje połączenia wschód-zachód, ale na trasach północ-południe jest znacznie mniejsza konkurencja. Takie połączenie mogłoby zapewne uzyskać wsparcie Unii Europejskiej, która kładzie coraz większy nacisk na transport kolejowy. Równocześnie byłoby szansą dla polskich portów, które mają rosnące wyniki pod względem przeładunku kontenerów.
– Te towary można transportować nie tylko na Śląsk i tam rozdystrybuować do klientów finalnych, ale także przekroczyć granice Polski i dojechać dalej – podkreśla Boroń. – Jeśli analiza możliwości i opłacalności takiego połączenia wypadnie pozytywnie, to zdecydowanie uruchomimy je w przyszłym roku. Pamiętajmy jednak, że połączenia zagraniczne to dziś nie jest gros naszych przychodów, ale są interesującą propozycją, która pozwala na przejmowanie ruchu towarów z dróg na kolej.
PKP CARGO zadebiutowało pod koniec października na warszawskiej giełdzie. Wartość oferty publicznej, która objęła 48,3 proc. udziałów należących wcześniej do PKP S.A., sięgnęła ok. 1,4 mld zł. Dzięki udanemu debiutowi oraz stabilizacji udziału spółki w polskim rynku kolejowych przewozów towarowych na poziomie ok. 60 proc. pod względem pracy przewozowej (według danych UTK), spółka rozważa rozwój na innych rynkach.
– Przede wszystkim patrzymy na rynki ościenne. W naszej ocenie to tutaj najwięcej możemy zyskać i tutaj mamy największe przewagi. Prawie 40 proc. naszych przewozów wewnątrz kraju to przewozy, które odnoszą się do eksportu, importu, lub też do tranzytu. W ubiegłym roku przewieźliśmy 2,5 mln ton ładunków za granicą, podczas gdy w kraju przewieźliśmy 116,7 mln ton – mówi Boroń.
Spółka ostrożnie patrzy na kierunek wschodni, gdzie problemem są nie tylko przepisy (brak liberalizacji rynku), ale także warunki techniczne, np. inny rozstaw torów. W Europie dominują tory o rozstawie 1435 mm, w krajach byłego ZSRR pociągi jeżdżą po liniach szerokotorowych o rozstawie 1520 mm.
– A zatem gdzie? Niemcy, bo to największy rynek europejski, i kraje na południe od Polski: Czechy, Słowacja, Węgry, Austria, czyli kraje, do których docierają najczęściej nasze ładunki, które przekraczają granice i dzisiaj są przejmowane przez innych przewoźników. Przede wszystkim definiujemy siebie jako lidera na rynku polskim, ale wierzymy, że mamy też potencjał i podstawę do tego, żeby być graczem europejskim, silnym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – wylicza prezes PKP CARGO.
Prezes zarządu spółki dodaje, że najbardziej interesujące są Czechy i Słowacja, bo tam PKP CARGO notuje największe wzrosty. W Niemczech dużym rywalem jest DB Schenker, największy europejski przewoźnik towarowy, jednak Łukasz Boroń szacuje, że na niemieckim rynku wciąż jest miejsce na wzrost. Rozwój nie jest zbyt szybki, bo spółka woli wzrost organiczny niż przejęcia. Przy czym, pomimo tego, że obecnie nie ma żadnych konkretnych planów w tym zakresie, spółka nie wyklucza również możliwości dokonywania przejęć innych podmiotów w przyszłości. Wzrost organiczny jest wolniejszy, ale tańszy, bo wymaga jedynie uzyskania pozwoleń i przeszkolenia załóg.
PKO BP: Polska gospodarka rozpędza się. Siłą napędową w 2014 r. może stać się wyższy deficyt
Wzrost gospodarczy na koniec 2014 roku osiągnie 3 proc. – wynika z prognoz PKO Banku Polskiego. Głównym czynnikiem pobudzającym wzrost będzie poluzowanie polityki budżetowej państwa, co doprowadzi do zwiększenia deficytu. W pewnej mierze przyczynią się do tego także tegoroczne obniżki stóp procentowych. Ekonomiści banku prognozują, że pierwsza podwyżka nastąpi w IV kwartale przyszłego roku.
– Przez większość przyszłego roku stopy procentowe będą stabilne, natomiast pod koniec roku, po tym, jak wzrost gospodarczy przyspieszy, polityka pieniężna będzie stopniowo zacieśniana – zaznacza Radosław Bodys, główny ekonomista PKO BP. – Zakładamy, że pierwsza podwyżka i początek tego cyklu zacieśnienia polityki pieniężnej nastąpi w czwartym kwartale przyszłego roku w skali 50 pkt. bazowych. Czyli przyszły rok skończymy z główną stopą na poziomie 3 proc., i cykl będzie trwał w 2015, kiedy stopy wzrosną do 4 proc. – dodaje.
Obecnie główna stopa procentowa wynosi 2,50 proc. Według zgodnych przewidywań ekonomistów i zapowiedzi samych członków RPP, na rozpoczynającym się dziś posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej nie zmieni poziomu stóp procentowych.
Tegoroczne obniżki stóp procentowych przyczynią się do odbicia w polskiej gospodarce. Ekonomiści PKO Banku Polskiego szacują, że w trzecim kwartale wzrost sięgnął ok. 2 proc. W II kwartale – według danych GUS – wzrost PKB wyniósł 0,8 proc. rok do roku. Prognozy banku mówią, o 3-procentowej dynamice PKB w przyszłym roku.
– Na rok 2014 zakładamy kontynuację przyspieszenia wzrostu, co wynika w części z poluzowania polityki fiskalnej, którą zakładamy w przyszłym roku, w części z opóźnionych efektów poluzowania polityki pieniężnej z tego roku, a w części z ożywienia, które obserwujemy na świecie – wyjaśnia Radosław Bodys w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.
Ocenia, że rola polityki pieniężnej w napędzaniu gospodarki znacząco zmaleje kosztem poluzowania polityki fiskalnej, czyli np. zwiększania wydatków budżetowych.
– Wydaje się, że ważniejszym obszarem od polityki pieniężnej w przyszłym roku będzie polityka fiskalna, ponieważ ona przejmie rolę głównego stymulusu dla gospodarki – tłumaczy główny ekonomista PKO BP. – Widzimy już, że działania rządu zmierzają ku temu, żeby poluzować gospodarkę poprzez poluzowanie polityki fiskalnej, a przypomnijmy, że było to główne źródło spowolnienia gospodarczego w ciągu ostatnich 6 kwartałów – podkreśla.
Trzy na cztery faktury płacone są po terminie. Opóźnia to inwestycje w 1/3 firm
W Polsce trzy na cztery faktury płacone są z opóźnieniem. Zatory płatnicze u ok. 7 proc. firm prowadzą do zmniejszenia zatrudnienia. Dlatego rozwinął się rynek usług faktoringowych. Obroty firm, zajmujących się skupowaniem od przedsiębiorców wierzytelności i ich późniejszym ściąganiem, rosną od 2008 roku. W III kwartale były o blisko 15 proc. większe niż przed rokiem.
– Faktoring znakomicie się sprawdza w trudnych czasach, gdy firmom jest trudniej pozyskać finansowanie na rozwój. Jest on mniej wrażliwy na spowolnienie gospodarcze, gdyż skupia się bardziej na strumieniu wierzytelności, który posiadają przedsiębiorcy, a mniej na ich zdolności kredytowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Kuniewicz, dyrektor generalny Bibby Financial Services.
Po trzech kwartałach 2013 roku obroty 20 firm należących do Polskiego Związku Faktorów doszły do poziomu 70 mld zł – to o 59 proc. więcej niż po II kwartale oraz o 14,8 proc. więcej niż po III kwartale 2012 r.
Faktoring to coraz popularniejszy sposób na zapewnienie firmom płynności finansowej.
– Faktor, w przeciwieństwie do banku rozważającego udzielenie kredytu, nie patrzy do tyłu, na historię, tylko na ten biznes, który firma robi – przekonuje dyrektor generalny Bibby Financial Services. – Jeśli przedsiębiorca ma kontrahentów, którym sprzedaje z odroczonym terminem płatności, to pieniądze z wierzytelności może dostać teraz, a nie w momencie spełnienia kolejnych wymogów czy uzyskania kolejnych zabezpieczeń.
Firma faktoringowa skupuje wierzytelności od przedsiębiorców i sama zajmuje się ich ściąganiem oraz ewentualnymi problemami z tym związanymi.
– Można więc powiedzieć, że wchodzimy w funkcję bankiera, której przedsiębiorcy nie chcą pełnić – mówi Kuniewicz. – Oni chcą po prostu prowadzić biznes i nie martwić się o pieniądze. Faktoring daje firmom szybciej potrzebne im pieniądze i bierze na siebie problemy związane z odzyskiwaniem należności, wydłużaniem okresów płatności przez kontrahentów itd.
Koszty związane z nieterminowym regulowaniem należności wynoszą przeciętnie 7,2 proc. wszystkich kosztów ponoszonych przez firmy.
– Niewątpliwie ponosimy ryzyko – mówi Kuniewicz. – Jednak jest to ryzyko, które ponosi każdy przedsiębiorca sprzedający z odroczonym terminem płatności. Różnica polega na tym, że my nie dostarczamy towarów, tylko zajmujemy się stroną finansową – dodaje.
Bibby Financial Services zostało nagrodzone przez „Home&Market” jako „Najlepszy Partner w Biznesie”. Doceniono wykorzystywanie skutecznych i niestandardowych rozwiązań finansowych wspomagających działanie małych i średnich polskich firm.
Kapsch: jakość bramownic wymienionych w raporcie NIK była sprawdzana. Są bezpieczne

Operator systemu viaTOLL, firma Kapsch Telematic Services, zaprzecza zarzutom, że bramownice z czujnikami systemu są niebezpieczne. Według raportu Najwyższej Izby Kontroli do budowy części z nich wykorzystano materiały bez odpowiednich certyfikatów. Jak podkreślają przedstawiciele KTS, bezpieczeństwo konstrukcji potwierdziły trzy niezależne badania i nadzór budowlany.
– System działa zgodnie z prawem. Infrastruktura przydrożna systemu, czyli bramownice, spełniają normy wymagane polskim prawem. Są w pełni bezpieczne, a atesty i certyfikaty zostały wielokrotnie potwierdzone nie tylko niezależnymi badaniami, ale także opinią Generalnego Urząd Nadzoru Budowlanego – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Gorzkowski, dyrektor PR w Kapsch Telematic Services.
Według raportu NIK kilkadziesiąt bramownic w całym kraju było wykonanych z materiałów bez odpowiednich dokumentów. Gorzkowski podkreśla jednak, że materiały i sposób budowy bramownic spełniają europejskie normy EN 1012 oraz EN 10210, a wszystkie użyte do produkcji półwyroby, materiały i surowce posiadają odpowiednie atesty, zamieszczone w dokumentacji powykonawczej każdej bramownicy.
Kapsch wyjaśnia, że dodatkowe badania zostały zlecone pod koniec ubiegłego roku po tym, jak pojawiło się podejrzenie, że na terenie Niemiec mogło dojść do sfałszowania certyfikatów jakościowych dla kształtowników zamkniętych, wykorzystanych przy budowie części bramownic. Przeprowadzono wówczas weryfikację dokumentów importowych oraz badanie samych kształtowników, które nie wykazało żadnych odchyleń do obowiązujących norm.
– W lutym br. przekazano pełną dokumentację, włącznie z wynikami badań, zamawiającemu, czyli GDDKiA oraz Inspektoratowi Nadzoru Budowlanego. Ta dokumentacja była dostępna już na wiosnę tego roku, również Najwyższej Izbie Kontroli – mówił agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Cywiński, prezes Kapscha w Polsce.
Spółka podkreśla, że od 2011 roku, kiedy viaTOLL zaczął powstawać, przeprowadzono szereg kontroli, również ze strony Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, które nie wykazały żadnych nieprawidłowości.
Branża farmaceutyczna w kryzysie. Spodziewane jest jednak odbicie
Branża farmaceutyczna wciąż traci. Jednak zgodnie z prognozami firmy badawczej PMR po trudnym 2012 roku, kiedy weszła w życie ustawa refundacyjna, ma nastąpić odbicie. Sytuacja firm na rynku raczej nie wróci jednak do poziomu z 2011 roku. W tym roku negatywny wpływ na nie mają spadki sprzedaży leków refundowanych, obniżki cen i częste zmiany na listach leków refundowanych. Nowa weszła w życie w piątek.
– Otoczenie prawne sprawia nam trudności w codziennej działalności. Jednak bez względu na regulacje najważniejsze jest to, żeby nie zapomnieć o tym, po co to robimy, dlaczego i dla kogo jesteśmy – mówi Renata Borkowska-Kubiak, rzeczniczka Pelion Healthcare Group.
Jak podkreśla, szczególnie w branży ochrony zdrowia ważny jest końcowy klient. Firma Pelion za takie podejście otrzymała nagrodę „Najlepszy Partner w Biznesie”, przyznawanej przez miesięcznik Home&Market. Wyróżniono ją za świadczenie usług na najwyższym poziomie, które są ściśle dostosowane do potrzeb odbiorców i wychodzą naprzeciw ich rosnącym oczekiwaniom. W rozwijaniu współpracy z kontrahentami spółka farmaceutyczna, stawia na pierwszym miejscu dobro pacjenta.
– Oczywiście, każdemu zależy na tym, żeby na końcu był z tego zysk, żeby na tym zarobić. My jako spółka giełdowa musimy również wykazać się dobrymi wynikami przed naszymi inwestorami, natomiast przede wszystkim koncentrujemy się na tym, żeby pacjent, który przychodzi do aptek, w tym do Aptek „Dbam o Zdrowie” mógł się czuć bezpiecznie i temu właśnie podporządkowana jest codzienna praca we wszystkich obszarach naszej działalności – dodaje rzeczniczka.
Notowana na GPW Pelion Healthcare Group (dawniej Polska Grupa Farmaceutyczna) jest jedną z największych grup kapitałowych działających na rynku ochrony zdrowia w Polsce, na Litwie i w Wielkiej Brytanii. Świadczy usługi we wszystkich segmentach dystrybucji farmaceutycznej (rynek hurtowy, detaliczny i szpitalny) na rzecz pacjentów, aptek, szpitali oraz producentów.
Rozwój usług w chmurze może dać nawet 2,5 miliona nowych miejsc pracy w UE
Wzrost PKB o 1 proc. rocznie i 2,5 mln nowych miejsc pracy – takie korzyści dla unijnej gospodarki – według Komisji Europejskiej – dałoby pełne wykorzystanie możliwości chmury obliczeniowej. Unijna strategia w tym zakresie już jest, urzędnicy pracują nad konkretnym planem działania, ale i tak główny nacisk w rozwoju tych technologii położony będzie na regulacje krajowe.
– Polska musi zadbać o to, by chmura znalazła się w funduszach strukturalnych. Główny nacisk jeśli chodzi o finansowanie chmury będzie w państwach członkowskich. Należy wiec stworzyć polską strategię dla chmury i Eurocloud prowadzi już rozmowy z Ministerstwem Gospodarki. Myślę, że środowisko powinno wywrzeć silną presję, by stworzyć tę strategię – mówi Anna Katarzyna Nietyksza, prezes EuroCloud Polska i Eficom SA oraz członkini Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego.
Dodaje, że istotne jest, by technologia chmury została uwzględniona w Programie Operacyjnym Polska Cyfrowa. Konsultacje założeń programu kończą się jutro. W połowie miesiąca ma być znany jego ostateczny kształt.
– Najważniejszym elementem będzie doprowadzenie do tego, by w Programie Operacyjnym Polska Cyfrowa znalazły się konkrety dotyczące traktowania wydatków nie jako nakładów inwestycyjnych, tylko kosztów operacyjnych [OPEX – red.]. Chmura to jest właśnie OPEX, czyli możemy sobie kupić usługę płacąc abonament miesięczny, a nie musimy kupować serwera i trzymać go przez kilka lat, zapewniając trwałość projektu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Nietyksza.
Chmura obliczeniowa polega na przechowywaniu danych na serwerach wyspecjalizowanych firm znajdujących się w innymi miejscu. Dzięki temu można uzyskać dostęp do swoich danych z dowolnego podłączonego do internetu komputera. Zdaniem ekspertów jest to rozwiązanie pozwalające na znaczne oszczędności, a także bezpieczniejsze.
– To jest zupełna zmiana w myśleniu o finansach publicznych i firmowych – dodaje Nietyksza. – Chmura daje 30-70 proc. optymalizacji kosztów infrastruktury. Przewagą chmury jest jeszcze to, że nie ma gigantycznego kosztu zakupu oprogramowania i licencji na nie i ciągła jego aktualizacja.
Szansa na rozwój i nowe miejsca pracy
W ramach realizacji ogłoszonej pod koniec ubiegłego roku Europejskiej Strategii na rzecz Wykorzystania Chmury Obliczeniowej, promowani mają być europejscy dostawcy chmury obliczeniowej. Chodzi tu zarówno o dostawców infrastruktury, oprogramowania i platform. Z danych Komisji Europejskiej wynika, że wykorzystując w pełni możliwości chmury obliczeniowej można stworzyć 2,5 mln nowych miejsc pracy w Europie i przyczynić się do wzrostu PKB UE o 1 proc. rocznie do 2020 roku.
– Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny patrzy na to z dystansem i może aż tak ambitnych celów nie uda się zrealizować. Niemniej jednak rzeczywiście chmura tworzy nowe miejsca pracy, szczególnie dla młodych ludzi, w sektorze tworzącym oprogramowanie. Sprzyja także rozwojowi małych i średnich firm, gdyż nie wymaga inwestycji – dodaje prezes EuroCloud Polska i Eficom SA.
Trwają prace nad konkretnym planem wdrożenia europejskiej strategii. Pod koniec października powołano grupę ekspertów, którzy mają zająć się wypracowaniem standardów w zakresie świadczenia usług chmurowych. Pierwsze posiedzenie grupy ma się odbyć jeszcze w listopadzie.
Komputronik spodziewa się rekordowego roku. Na wiosnę nowy Megastore w Poznaniu
Komputronik zamierza wiosną otworzyć drugi w Polsce salon sprzedaży Megastore, tym razem w rodzinnym Poznaniu. Klienci będą mogli kupić sprzęt wszystkich liczących się dziś marek na rynku elektroniki. Firma spodziewa się, że przyciągnie on więcej klientów niż warszawski sklep. Dystrybutor sprzętu komputerowego systematycznie zwiększa swój udział w rynku i poprawia wyniki sprzedaży.
Poznański Megastore mieścić się będzie w centrum handlowym Plaza i będzie podobnym salonem do tego, jaki działa już w Warszawie.
– Komputronik od blisko 10 lat posiada już własny salon w tej samej lokalizacji w Poznaniu. Teraz pojawi się sklep o ponad sześciokrotnie większej powierzchni i znacząco bogatszej ofercie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Buczkowski, prezes spółki Komputronik SA.
Swoją przewagę nad konkurencją firma widzi w szybkiej dostawie zamówionego towaru. Centralny magazyn zlokalizowany jest w Poznaniu, dzięki czemu sprzęt zakupiony przez klientów z tego miasta i z okolic będzie dostarczony w ciągu dwóch godzin.
Zarząd spółki chce dzięki przyjętej strategii poprawić wyniki sprzedaży. Choć, jak podkreślają jego przedstawiciele, wprawdzie daje się odczuć spowolnienie gospodarcze, ale o kryzysie w branży nie ma mowy.
– Klienci są mniej skłonni niż wcześniej do szybszej wymiany sprzętu, nastąpiła również pewnego rodzaju stagnacja, jeśli chodzi o wielkość branży – tłumaczy prezes firmy Komputronik. – Należy jednocześnie zwrócić uwagę na to, że czołowe sieci sprzedaży zyskują udział w rynku. Po sześciu miesiącach bieżącego roku mieliśmy dynamikę wzrostu przychodów o 60 proc. Jest pewne, że IV kwartał będzie znacząco lepszy od IV kwartału poprzedniego roku.
Komputronik w półroczu zakończonym 30 września miał 745,2 mln zł przychodów, czyli o 64 proc. więcej niż rok wcześniej. Zysk operacyjny wyniósł 5,8 mln zł wobec 0,2 mln zł przed rokiem, a zysk netto 4,8 mln zł. Rok wcześniej spółka miała 1,7 mln zł straty.
Apple ogłasza wyniki za czwarty kwartał
Firma Apple ogłosiła wyniki finansowe za czwarty kwartał roku obrotowego 2013, który zakończył się 28 września 2013 r. Spółka zadeklarowała przychody kwartalne w wysokości 37,5 miliarda USD i kwartalny zysk netto w wysokości 7,5 miliarda USD, czyli 8,26 USD na akcję rozwodnioną. W analogicznym kwartale poprzedniego roku przychody wyniosły 36 miliardów USD, a zysk netto 8,2 miliarda USD, czyli 8,67 USD na akcję rozwodnioną. Marża brutto wyniosła 37 procent w porównaniu z 40 procentami w analogicznym kwartale poprzedniego roku. 60 procent przychodów w ostatnim kwartale przypadało na sprzedaż poza USA.
Spółka sprzedała rekordową, jak na ten kwartał, liczbę 33,8 miliona iPhone’ów w porównaniu z 26,9 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka Apple sprzedała też w zakończonym kwartale 14,1 miliona iPadów w porównaniu z 14 milionami w analogicznym kwartale poprzedniego roku. Spółka sprzedała 4,6 miliona komputerów Mac w porównaniu z 4,9 miliona w analogicznym kwartale poprzedniego roku.
„Z satysfakcją ogłaszamy wyniki godne fantastycznego roku, w tym rekordowe przychody za czwarty kwartał, na które złożyła się między innymi sprzedaż prawie 34 milionów iPhone’ów”, powiedział Tim Cook, Dyrektor Generalny Apple. „W okres świąteczny wkraczamy z nowym iPhonem 5c i iPhonem 5s, systemem iOS 7, nowym iPadem mini z wyświetlaczem Retina oraz nieprawdopodobnie smukłym i lekkim iPadem Air, nowymi MacBookami Pro, nowym, bezkompromisowym modelem Mac Pro, systemem OS X Mavericks oraz nową generacją aplikacji iWork i iLife dla OS X i iOS”.
„W kwartale zakończonym we wrześniu nasza działalność przyniosła ponad 9,9 miliarda USD w gotówce, a do akcjonariuszy w formie dywidend i poprzez odkup akcji własnych wróciło dodatkowe 7,8 miliarda USD, co oznacza, że wypłaty w ramach naszego programu zwrotu kapitału wyniosły już łącznie 36 miliardów USD”, powiedział Peter Oppenheimer, Dyrektor Finansowy Apple.
Apple prognozuje następujące wyniki w pierwszym kwartale roku obrotowego 2014:
- przychody ze sprzedaży: od 55 do 58 miliardów USD;
- marża brutto: od 36,5 do 37,5 procenta;
- koszty operacyjne: od 4,4 do 4,5 miliarda USD;
- pozostałe przychody/(koszty): 200 milionów USD;
- stawka opodatkowania: 26,25 procenta.
Niniejsza informacja prasowa zawiera wybiegające w przyszłość stwierdzenia, w tym bez ograniczeń te dotyczące szacowanych przychodów ze sprzedaży, marży brutto, kosztów operacyjnych, pozostałych przychodów/(kosztów) i stawki opodatkowania. Ze stwierdzeniami tymi wiążą się elementy ryzyka i niepewności, a faktyczne wyniki finansowe mogą być różne od prognozowanych. Do elementów ryzyka i niepewności należą bez ograniczeń: wpływ czynników konkurencyjnych i ekonomicznych (oraz reakcji Spółki) na decyzje konsumentów i przedsiębiorców dotyczące zakupu produktów Spółki; nieustanna presja konkurencyjna na rynku; zdolność Spółki do terminowego wprowadzania na rynek nowych programów, produktów i innowacji technologicznych oraz stymulowania na nie popytu; wpływ zmian w produktach, ich cenach lub ofercie i/lub wzrost kosztów podzespołów na marżę brutto Spółki; ryzyko związane z utrzymaniem zapasów zamawianych przez Spółkę z wyprzedzeniem, zanim klienci zamówią produkty Spółki; nieustanna dostępność, na akceptowalnych warunkach, określonych podzespołów i usług niezbędnych do prowadzenia przez Spółkę działalności, a obecnie nabywanych ze źródeł o ograniczonej dostępności lub takich, dla których nie ma alternatywy; wpływ zależności Spółki od usług produkcyjnych i logistycznych świadczonych przez firmy trzecie na jakość, ilość lub koszt produktów bądź usług; czynniki ryzyka związane z działalnością zagraniczną Spółki; zależność Spółki od własności intelektualnej i treści cyfrowych dostarczanych przez firmy trzecie; potencjalny wpływ ewentualnego orzeczenia, że Spółka naruszyła prawa własności intelektualnej innych podmiotów; zależność Spółki od wyników działalności dystrybutorów, operatorów telekomunikacyjnych i innych pośredników w sprzedaży produktów Spółki; wpływ ewentualnych problemów z jakością produktów i usług na sprzedaż i zysk operacyjny Spółki; ciągłość pracy i dostępność kluczowych członków kadry zarządzającej i pracowników; wojny, akty terroru, kryzysy zdrowia publicznego, katastrofy naturalne i inne okoliczności, które mogłyby zakłócić dostawy, transport i kształtowanie się popytu na produkty; niekorzystne wyniki innych postępowań prawnych. Dodatkowe informacje na temat potencjalnych czynników wpływających na wyniki finansowe Spółki zamieszczane są niekiedy w sekcjach pt. „Risk Factors” (Czynniki ryzyka) i „Management’s Discussion and Analysis of Financial Condition and Results of Operations” (Omówienie i dokonana przez Zarząd analiza stanu finansowego i wyników działalności) wchodzących w skład ogólnodostępnych sprawozdań Spółki składanych w amerykańskiej Komisji ds. Papierów Wartościowych i Giełdy (SEC), w tym Formularza 10-K Spółki za rok obrotowy zakończony 29 września 2012 roku, Formularza 10-Q Spółki za kwartał zakończony 29 grudnia 2012 roku, Formularza 10-Q Spółki za kwartał zakończony 30 marca 2013 roku, Formularza 10-Q Spółki za kwartał zakończony 29 czerwca 2013 roku oraz Formularza 10-K Spółki za rok zakończony 28 września 2013 roku, który zostanie złożony w komisji SEC. Spółka nie zobowiązuje się do aktualizowania stwierdzeń lub informacji wybiegających w przyszłość. Informacje takie powinny być interpretowane w kontekście daty ich ogłoszenia.
Apple tworzy komputery Mac, najlepsze komputery osobiste na świecie, system operacyjny OS X, pakiety iLife, iWork oraz oprogramowanie do zastosowań profesjonalnych. Apple jest również pionierem w rewolucji multimediów cyfrowych za sprawą iPoda i iTunes. Firma zrewolucjonizowała rynek telefonów komórkowych, wprowadzając rewolucyjny telefon iPhone oraz uruchamiając App Store. Zaprezentowany przez firmę iPad definiuje przyszłość mediów mobilnych i elektroniki użytkowej.<
Komentarz dzienny, 4 listopada 2013
Indeks ISM w przemyśle osiągnął w październiku 56,4pkt. (poprzednio 56,2pkt., konsensus rynkowy 55,0pkt.). Okres zbierania odpowiedzi respondentów zbiegł się z wyłączeniem funkcjonowania rządu (częściowo prawdopodobnie także z datą publikacji tymczasowego rozwiązania tego problemu). Tym samym więc ankieta odzwierciedla w pełni reakcję przedsiębiorców na nawracający impas polityczny w kongresie. Jest ona pozytywna zarówno w ujęciu ilościowym (sam poziom indeksu) jak i jakościowym (pozytywne odpowiedzi respondentów z dominantą braku wpływu przerwania funkcjonowania rządu na prowadzony biznes – uwaga jednak, gdyż może być to związane z doborem próby; pierwsza, ilościowa forma pomiaru reakcji przedsiębiorców tego mankamentu nie ma).
Komisja Europejska zbada, czy Polska łamie unijne prawo zakazując reklamy aptek
Zakaz reklamy aptek jest niezgodny z unijnym prawem – podkreślają eksperci i przedstawiciele branży farmaceutycznej. Ich zdaniem, ten zapis ustawy refundacyjnej ogranicza podstawowe w UE swobody: przepływu towarów i prowadzenia działalności gospodarczej. Apele branży do Ministerstwa Zdrowia o zmianę przepisów nie przynoszą efektów. Teraz skargi przedsiębiorców w tej sprawie rozpatrzy Komisja Europejska.
– Konfederacja Lewiatan nie kwestionuje zakazu reklamy leków refundowanych. Chodzi nam tylko o zniesienie zakazu reklamy aptek i ich działalności, aby nie były poszkodowane w stosunku do sklepów i stacji benzynowych, które sprzedają podobne produkty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.
Konfederacja Lewiatan chce, aby Komisja Europejska zbadała, czy Polska nie łamie prawa UE, utrzymując omawiany zakaz. W tym celu złożyła skargi do Komisji Europejskiej. Zdaniem Konfederacji, rząd powinien znieść zakaz reklamy aptek w ramach trwających prac nowelizacyjnych ustawy refundacyjnej.
– Obecne przepisy, zakazujące całkowicie reklamy aptek i ich działalności, są sprzeczne z podstawowymi zasadami Traktatu o funkcjonowaniu UE, a mianowicie ze swobodą przepływu towarów i usług oraz z zasadą swobody prowadzenia przedsiębiorczości – mówi prof. Elżbieta Traple z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Zakaz reklamy aptek narusza również prawo pacjenta do informacji, bo tak szerokie jego traktowanie powoduje, że każdy komunikat jest traktowany jako reklama, wobec tego przedsiębiorca nie może komunikować podstawowych informacji, które są równocześnie korzystne dla pacjenta.
Omawiany zakaz organy nadzorcze nad aptekami interpretują w sposób rozszerzający, co w praktyce powoduje, że obejmuje on praktycznie każde działanie apteki stanowiące ułatwienie dla pacjenta. Na skutek zakazu reklamy aptek tracą pacjenci, ponieważ zawieszono programy propacjenckie, dzięki którym mogli oni płacić mniej za leki.
2 mld euro na walkę z wykluczeniem cyfrowym. W połowie listopada znane będą szczegóły programu Polska Cyfrowa

– Ostateczny kształt strategii Polska Cyfrowa na lata 2014-2020 powinniśmy poznać w połowie listopada – zapowiada Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji. Trwające w tej chwili konsultacje społeczne zakończą się w środę, 6 listopada. W ramach programu do wydania będzie prawie 2 mld euro na walkę z wykluczeniem cyfrowym. Środki te mają m.in. poprawić dostęp do infrastruktury teleinformatycznej oraz wspomóc rozbudowę e-administracji.
Konsultacje społeczne w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa trwają od ponad miesiąca. Szansę zgłaszania uwag do projektu mieli, i wciąż mają wszyscy zainteresowani. Dziś w siedzibie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego odbędzie się konferencja konsultacyjna programu.
– Jest dużo uwag, ale też olbrzymie wsparcie dla tego projektu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes szef resortu administracji i cyfryzacji, który liczy na to, że do połowy miesiąca uda się stworzyć ostateczny kształt programu.
Program ma być oparty o trzy podstawowe elementy. Pierwszy to poprawa dostępu do infrastruktury teleinformatycznej. Chodzi o budowę sieci szerokopasmowych, ze szczególnym uwzględnieniem tzw. białych plam.
Drugi z filarów programu to rozwój e-administracji. Użytkownicy mają mieć łatwy i przyjazny dostęp do usług publicznych, świadczonych drogą elektroniczną. Resort liczy, że w ten sposób będą oni chętniej niż dotąd korzystali z sieci globalnej.
Trzeci z fundamentów to walka z wykluczeniem cyfrowym i rozwój tzw. centrów aktywności cyfrowej.
– Chodzi o to, żebyśmy szeroko, w całym społeczeństwie budowali nasze umiejętności – mówi Boni. – Nastawiamy się też na takich superliderów, mających talenty programistyczne, żeby im dodawać jeszcze tych umiejętności i zachęcać, by ze swoimi projektami zostawali tutaj, w kraju.
Program Operacyjny Polska Cyfrowa ma być realizowany w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej na latach 2014-2020. Jego wartość przekracza 1,9 mld euro. Najwięcej środków, ok. 880 mln euro, przeznaczonych będzie na stworzenie dostępu do szerokopasmowego internetu i e-administrację.
S. Kalemba: nowe unijne programy dla rolników ruszą najwcześniej w 2015 roku
Rozmowy na temat podziału nowego unijnego budżetu na lata 2014-2020 przedłużają się, co oznacza, że nowe dotacje na inwestycje dla rolników ruszą dopiero za dwa lata. Minister rolnictwa spodziewa się z tego powodu pewnego zahamowania w działaniach inwestycyjnych w rolnictwie. Zapewnia jednocześnie, że w kolejnych miesiącach rolnicy będą mieli do wykorzystania jeszcze środki z obecnej perspektywy.
– Są jeszcze środki na mikroprzedsiębiorstwa, natomiast one cieszą się średnim zainteresowaniem, więc będziemy rozmawiali 4 listopada z komisarzem ds. rolnictwa Dacianem Ciolosem w Brukseli, żeby je przesunąć m.in. na podstawowe usługi dla ludności, na infrastrukturę wsi – mówi Stanisław Kalemba, minister rolnictwa i rozwoju wsi. – Środki z obecnej perspektywy będą wykorzystane. Nie ma najmniejszych zagrożeń. A skoro są gdzieś jeszcze rezerwy, to staramy się przenieść je na te działania, które są bardzo oczekiwane.
Planowanie działań w nowej perspektywie na lata 2014-2020 utrudnia brak decyzji na szczeblu unijnym co do podziału środków. Przedłużające się rozmowy w instytucjach unijnych mogą oznaczać, że nowych działań w przyszłym roku nie będzie.
– Najpierw musi zapaść decyzja Parlamentu Europejskiego co do programów inwestycyjnych. Być może nastąpi to w listopadzie – mówi Kalemba. – Żeby rolnicze programy zostały zatwierdzone, muszą powstać akredytacje, systemy informatyczne na nową perspektywę, co nastąpi nie wcześniej niż w 2015 roku – przewiduje minister w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.
Jednocześnie zapewnia, że w resorcie trwają przygotowania do poszczególnych działań w nowej perspektywie na lata 2014-2020.
– Przygotowaliśmy założenia do Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Trwają prace grup roboczych, zespołów, konsultacje z poszczególnymi branżami. To są setki uwag różnych organizacji rolników – mówi Kalemba.
Zapowiada, że są spore szanse na to, aby było więcej pieniędzy w ramach tzw. pierwszego filaru, czyli płatności bezpośrednich i na rozwój obszarów wiejskich, wraz z zadaniami w zakresie infrastruktury wsi.
– Będą też działania istotne dla rolników: modernizacja gospodarstw, programy dla młodych rolników, programy rolno-środowiskowe. Nowe działanie, które przewidujemy, to będą inwestycje w małe gospodarstwa rolne – bo ten potencjał jeszcze nie jest w Polsce w pełni wykorzystany, także na przetwórstwo, bo przecież to ten sektor decyduje o świetnej pozycji naszego rolnictwa – uważa Stanisław Kalemba.
To oznacza, że w nowej unijnej perspektywie rolnicy będą mogli korzystać w dużej mierze z podobnych programów jak w dotychczasowej „siedmiolatce”.
– Duża kwota, około 2,5 miliarda euro zostanie przeznaczona dla gospodarstw w szczególnych warunkach, tzw. ONW, z których korzysta około 55 proc. rolników. Podstawowe działania ONW będą realizowane systematycznie, nie będzie żadnych przerw. Natomiast w działaniach inwestycyjnych faktycznie pewne zahamowanie będzie – przyznaje Stanisław Kalemba.
Pogram Rozwoju Obszarów Wiejskich ma wspierać tworzenie wspólnego, unijnego rynku rolnego, przyspieszyć modernizację obszarów wiejskich. Nowa perspektywa na lata 2014-2020 będzie ukierunkowana głównie na wzrost konkurencyjności rolnictwa. Zgodnie ze wstępnymi ustaleniami Polska w ramach polityki rolnej ma otrzymać 28,5 mld euro.
W ramach mijającego PROW na lata 2007-2013 Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (zajmująca się głównie przekazywaniem tych unijnych pieniędzy) do połowy września tego roku przelała na konta bankowe polskich rolników blisko 49 mld złotych.
E. Kłossowski: NIK ma rację krytykując naliczanie kar w systemie viaTOLL. To państwo odpowiada za taki stan rzeczy

Najwyższa Izba Kontroli skrytykowała sposób naliczania kar, kwalifikacje i bezpieczeństwo bramownic oraz brak meteorologicznej kontroli całego układu pomiarowego sieci elektronicznego poboru opłat viaTOLL. Ekspert podkreśla jednak, że za najistotniejsze błędy odpowiada nie wykonawca, lecz państwo i niejasne prawo.
– To państwo narzuciło takie warunki gry. Mówimy o bardzo kontrowersyjnych zagadnieniach, które powinny były być rozstrzygnięte przez ustawodawcę – przekonuje adwokat i publicysta Eryk Kłossowski. – Nie zostały i ma to swoje konsekwencje.
NIK uznał, że bramownice, czyli konstrukcje, na których znajdują się czujniki systemu viaTOLL, zostały nieprawidłowo uznane za urządzenia bezpieczeństwa ruchu drogowego. Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego, mimo uwag NIK, podtrzymuje swoją decyzję i wskazuje, że kwalifikacja bramownic viaTOLL jest prawidłowa. NIK zauważył też, że mankamentem systemu jest brak meteorologicznej kontroli całego układu pomiarowego. Tymczasem Główny Urząd Miar wielokrotnie wypowiadał się w tej kwestii podając, że system nie może zostać uznany za przyrząd pomiarowy w rozumieniu ustawy z Prawo o miarach, a w szczególności nie może być uznany za przyrząd pomiarowy podlegający prawnej kontroli metrologicznej.
Ministerstwo Transportu nie zgadza się również z najcięższym z zarzutów kwestionujących bezpieczeństwo wybranych bramownic. W komunikacie podało, że w trakcie kontroli MTBiGM kontrolerom Najwyższej Izby Kontroli przedstawiało dokumenty i wyjaśnienia, które nie dają podstaw do formułowania zarzutu nieprawidłowości. Informacje te potwierdza także operator systemu.
– Zbudowana w Polsce infrastruktura przydrożna systemu viaTOLL spełnia wszystkie wymogi bezpieczeństwa, a użyte do jej budowy materiały są zgodne zarówno z polskimi, jak i europejskimi normami, co zostało potwierdzone przez niezależne ośrodki badawcze. Potwierdzają to także certyfikaty, odbiory, dodatkowe ekspertyzy, a także jednoznaczna opinia Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego – mówi Krzysztof Gorzkowski z Kapsch Telematic Services.
Pozytywnie o systemie wypowiedział się także Minister Sławomir Nowak.
– System viaTOLL jest skuteczny i potrzebny. Uważam, że jest bardzo dobry i będziemy rozwijać go dalej, bo skądś trzeba brać pieniądze na budowę nowych dróg – powiedział Nowak.
Eryk Kłossowski przyznaje jednocześnie, że NIK ma rację krytykując sposób naliczania kar dla kierowców za nieuiszczenie opłaty w systemie viaTOLL. Obecnie odbywa się to proporcjonalnie do liczby mijanych bramownic, co powoduje wysokie kumulacje kar za jedno przewinienie. W parlamencie trwają już prace nad zmianą tego sposobu karania.
– System kar nakładanych na kierowców za nieuiszczenie opłat elektronicznych całkowicie nie przystaje do tradycji prawno-karnej w naszym kręgu kulturowym – przekonuje Kłossowski. – Nie można kar nakładać w drodze decyzji administracyjnej, nie można nakładać za coś innego niż czyn człowieka, nie można ich nakładać całkowicie abstrahując od winy.


