Union Investment kupił hotel Park Inn by Radisson w Krakowie

Park Inn by Radisson Krakow
Park Inn by Radisson w Krakowie
  • Union Investment, fundusz zarządzający inwestycjami na rynku nieruchomości z siedzibą w Hamburgu, przejął hotel Park Inn by Radisson
    w Krakowie. To już drugi hotel Union Investment w tym mieście.
  • Obiekt został otwarty w 2009 roku, posiada 152 pokoje i jest zlokalizowany na południowym brzegu Wisły w pobliżu centrum miasta, w bezpośrednim sąsiedztwie centrum konferencyjnego ICE Kraków.
  • Formalne przeniesienie praw i obowiązków wynikających z transakcji planowane jest do końca maja 2018 roku. Sprzedającym jest joint venture spółek zależnych UBM Development AG oraz Lindorcenia Ltd. Zarządcą hotelu na podstawie długoterminowej umowy dzierżawy jest Radisson Hotel Group, która również firmuje obiekt swoją marką.
  • Cena zakupu to ok. 26 mln euro. Union Investment nabył hotel dla jednego ze swoich instytucjonalnych funduszy nieruchomości.

Lokalizacja hotelu, która jest dogodna zarówno dla podróżujących w celach biznesowych, jak i turystycznych, a także trwale wysoka frekwencja, to czynniki, które sprawiły, że Park Inn by Radisson świetnie wpisuje się w portfel Union Investment – mówi Andreas Löcher, szef działu zarządzania inwestycjami hotelowymi w Union Investment Real Estate. Po transakcjach w Warszawie i Gdańsku, jest to już trzeci nabyty przez nas hotel w Polsce w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Widzimy potencjał inwestycyjny na polskim rynku hotelowym – dodaje Andreas Löcher.

Pod koniec stycznia Union Investment nabył dwa hotele Holiday Inn w Polsce. Pierwszy z nich, z 256 pokojami, znajduje się w centrum Warszawy. Drugi, z ok. 240 pokojami, powstaje na Wyspie Spichrzów w sercu Gdańska. Łączna wartość trzech tegorocznych hotelowych transakcji Union Investment to ok. 106 mln euro. W sumie hamburska firma zarządzająca nieruchomościami posiada w Polsce sześć hoteli w czterech różnych miastach, w tym położony na Starym Mieście w Krakowie hotel Radisson Blu ze 196 pokojami, będący od 2009 roku własnością funduszu Unilimmo Europa.

Hotel Park Inn by Radisson ma 152 pokoje ulokowane na pięciu piętrach. Obiekt oferuje także m. in. strefę śniadaniową i restauracyjną, strefę fitness, pięć sal konferencyjnych z foyer o łącznej powierzchni ok. 1 000 m2 oraz ok. 70 miejsc parkingowych w podziemnym garażu. Hotel wyróżnia atrakcyjna lokalizacja – na Stare Miasto lub na Kazimierz można z niego dotrzeć pieszo w ciągu 10-15 minut.

Wartość rynku DevOps rośnie o 18 proc. rok do roku

Rynek metodologii DevOps, która usprawnia i przyspiesza cykl rozwoju oprogramowania, wchodzi w fazę dojrzałości. Według szacunków firmy doradczej Forrester, DevOps jest używane w 50 proc. przedsiębiorstw. Co więcej, tylko 1 proc. uczestników badania przyznało, że nie jest zainteresowane  jego wdrożeniem. Z kolei doroczny raport firmy Puppet pokazuje, że liczba respondentów pracujących w dedykowanym dziale DevOps wzrosła w latach 2014-2017 z 16 do 27 proc. Do zalet metodologii należy m.in. szybsze dostarczanie rozwiązań na rynek, a także niższe koszty utrzymania infrastruktury.

DevOps kładzie nacisk na współpracę developerów i administratorów infrastruktury przy zarządzaniu produkcją, rozwojem i utrzymaniem oprogramowania. Wśród korzyści płynących ze  wdrożenia tej metodologii można wymienić zwiększenie elastyczności, czyli możliwość decydowania na bieżąco o tempie rozwoju, w zależności od cyklu produktu. Jej atutem jest ponadto praca w chmurze, gdzie różne zespoły mogą pracować nad rozwojem produktu niezależnie. Zastosowanie DevOps jest w stanie zmniejszyć ryzyko projektowe oraz usprawnić komunikację między różnymi grupami.

– DevOps pozwala wykorzystać synergię kompetencji takich jak zarządzanie infrastrukturą, jakością i bezpieczeństwem. Wysoka złożoność współczesnego oprogramowania wymaga od przedsiębiorstw wdrożenia najlepszych praktyk organizacyjnych i inżynierskich we wszystkich aspektach jego produkowania – mówi Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer w Linux Polska.

Rynek DevOps ciągle rośnie

Korzyści płynące z DevOps sprawiają, że po tę metodę firmy sięgają coraz częściej. Na zlecenie firmy Logz.io powstało badanie, w którym uczestniczyło ponad 700 profesjonalistów z branży IT. 50 proc. ankietowanych stwierdziło, że rozpoczęło wdrażanie lub wdrożyło DevOps w swoim przedsiębiorstwie. 43 proc. przyznało, że DevOps poprawia innowacyjność, a 70 proc., że zwiększa zwinność (agility). Nic dziwnego zatem, że wartość tego rynku rośnie. Według analiz Allied Market Research, w 2016 roku wynosiła ona 2,88 miliarda dolarów, a do 2023 roku ma sięgnąć 9,4 miliarda. Tempo wzrostu rynku DevOps szacowane jest na 18 proc. rok-do-roku.

Według Gartnera w 2016 roku z DevOps korzystało 25 proc. firm z listy Global 2000. Natomiast z badania firmy  Forrester z 2017 roku wynika, że tylko 1 proc. respondentów nie jest zainteresowanych implementacją metodologii DevOps, a 9 proc. nie ma sprecyzowanych planów co do wdrożenia, ale jest zainteresowane. Reszta firm albo wdrożyła DevOps, albo planowała wdrożenie w ciągu najbliższych 12 miesięcy od przeprowadzonego badania.

Wymierne rezultaty

Realny wpływ DevOps na usprawnienie pracy nad rozwojem oprogramowania bada doroczny raport „State of DevOps Report 2017” przygotowywany przez firmy Puppet i Dora. Z ostatniego opracowania wynika, że przedsiębiorstwa działające już według metodologii DevOps są znacznie skuteczniejsze w produkcji oprogramowania, od tych, które dopiero wdrażają tę metodologię. Opracowanie podaje, że ta pierwsza grupa organizacji wdraża nowy kod 46 razy częściej, a czas przestojów (MTTR) jest o 96 razy krótszy niż w innych projektach. Kluczowa jest także automatyzacja testów, zarządzania konfiguracją, czy wdrożeń – w przypadku firm, w których stosuje się DevOps, o 30 proc. maleje odsetek prac wykonywanych manualnie.

Wyzwania i wsparcie Open Source

Tomasz Dziedzic podkreśla, że wdrożenie DevOps w przedsiębiorstwach to proces długofalowy. Samo wprowadzenie nowych technologii i narzędzi jest stosunkowo proste, jednak dla firm wyzwaniem jest podjęcie zmian w organizacji pracy, których wymaga koncepcja DevOps. To właśnie czynnik ludziki stanowi swoistą barierę dla wdrożenia i sukcesu tej metodologii w przedsiębiorstwie. Zmiany dotyczą wielu szczebli w firmie i wymagają zaangażowania ze strony kadry zarządzającej.

– Wprowadzenie tego modelu to konieczność zmiany obecnych przyzwyczajeń i kultury obowiązującej w środowisku IT, związana przede wszystkim z lepszym przepływem informacji i współpracą pomiędzy różnymi działami – dodaje Tomasz Dziedzic.

Czy są czynniki, które przyspieszają i ułatwiają wdrożenie metodologii DevOps? Badania wskazują, że jednym z nich może być adopcja opartego na otwartym kodzie oprogramowania Open Source. Badanie przeprowadzone przez 451 Research wykazało korelację pomiędzy zastosowaniem otwartego oprogramowania, a sukcesem we wprowadzeniu DevOps. Wśród przebadanych firm, które w przynajmniej 60 proc. korzystały z otwartych rozwiązań, 54 proc. zadeklarowało, że ukończyło wdrażanie metodologii DevOps. Dla podmiotów, w których procentowy udział wykorzystania otwartego oprogramowania był niższy niż 60 proc. wskaźnik ten wyniósł zaledwie 30 proc.

– Wśród najpopularniejszych narzędzi stosowanych w metodologii DevOps opartych o licencję Open Source należy wymienić Ansible i Puppet, czyli systemy do automatyzacji zarządzania konfiguracją systemów operacyjnych, Maven stosowny do realizacji procesu budowania kodu, Jenkins wspierający automatyzację rozproszonego budowania oprogramowania, a także jego testowania i badania jakości kodu, GitLab będący scentralizowanym system zarządzania wersjami kodu oraz Kubernetes i OpenShift będący oprogramowaniem do zarządzania chmurą prywatną – komentuje Tomasz Dziedzic.

Młodych dłużników przybywa, choć ich zaległości przeważnie nie przekraczają 4 tys. zł

18-24 latkowie – pierwsze poważniejsze decyzje finansowe mają jeszcze przed sobą, dlatego też stanowią w całej populacji nieliczną grupę kredytobiorców oraz niesolidnych dłużników. Problemy z płatnościami rat kredytów i rachunków ma 154,5 tys. milenialsów, łącznie ich zaległości dochodzą do 872 mln zł. Młodych niesolidnych dłużników przybyło przez rok o 15 proc. – wynika z danych BIG InfoMonitor oraz BIK.

Według GUS, na 31,5 mln dorosłych Polaków, 3,1 mln osób ma między 18 a 24 lata. Więcej niż połowa z nich (52 proc.) to studenci, około jednej trzeciej mieszka jeszcze z rodzicami. Można więc przypuszczać, że duża część wciąż pozostaje na utrzymaniu swoich bliskich i najpoważniejsze decyzje finansowe ma jeszcze przed sobą. Młodzi jednak coraz odważniej podchodzą do pożyczania pieniędzy. Z danych BIK wynika, że przez rok przybyło 33 tys. kredytobiorców. Kredyty ma obecnie 630,5 tys. i „igreki” stanowią dziś 4 proc. polskich kredytobiorców, z pulą kredytów wartą 7,3 mld zł, czyli ponad 1 proc. sumy, którą mają do zwrotu wszyscy polscy kredytobiorcy. Młodzi coraz więcej pożyczają, ale na ogół radzą sobie z obsługą swoich zobowiązań. – Z naszych danych wynika, że w przypadku pokolenia Y, odsetek opóźnianych o 90 dni kredytów konsumpcyjnych, które młodzi ludzie biorą najczęściej, spadł w minionym roku z 12,5 do 12 proc. Choć 18-24 latkowie dopiero zaczynają zbierać doświadczenie w świecie finansów, jest to wynik o 1 pkt. proc. gorszy niż w przypadku reszty spłacających kredyty konsumpcyjne – zauważa Sławomir Grzelczak, wiceprezes BIK i prezes BIG InfoMonitor.

Milenialsów występujących w roli niesolidnych płatników jednak przybywa. Liczba osób między 18 a 24 rokiem życia, która ma kłopoty z obsługą kredytów, czy też bieżących rachunków, wynosi 154 540 osób i jest o 15 proc. wyższa niż przed rokiem. Z kolei kwota ich zaległości wzrosła przez 12 miesięcy z 725 905 059 zł do 871 862 261 zł, o 20 proc. W tym czasie w całej populacji liczba dłużników zwiększyła się o 15,6 proc., a wysokość długów o 25 proc.

Niespłacane w terminie raty kredytów i bieżących rachunków młodych, stanowią 1,3 proc. całości źle obsługiwanych zobowiązań widocznych w bazach BIK i BIG InfoMonitor. Przeciętny zaległy dług (min. 200 zł opóźnione o co najmniej 30 dni) młodych osób jest bowiem stosunkowo niski na tle długów ogółu Polaków (25 035 zł) wynosi – 5 642 zł. 29 proc. młodych ma nie więcej niż 1000 zł, a 47 proc. od 1001 zł do 4000 zł, powyżej 4 tys. zł ma niespełna jedna czwarta (24 proc.) osób.

– Należy odnotować jednak negatywny trend wzrostowy, zarówno co do liczby osób młodych nieterminowo obsługujących swe zobowiązania jak i kwoty zaległych płatności – mówi Roman Pomianowski, prezes Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych. – Nie uzasadnia to jednak histerycznego wręcz komentowania zachowań ekonomicznych młodych – bicia na alarm i ogłaszania problemu „straconego pokolenia”, lecz wymaga rzeczowego odczytania pojawiających się zagrożeń i potrzeb. Szczególnie, że narastanie problemów wynikających z utraty kontroli nad swoimi finansami zdecydowanie bardziej widoczne jest w kolejnych, starszych grupach wiekowych – dodaje Roman Pomianowski. W jego opinii w miarę optymistyczne dane dotyczące najmłodszych czynnych już finansowo Polaków, warto odbierać jako sytuację sprzyjającą podejmowaniu działań prewencyjnych, zaradczych i profilaktycznych. – Nie chcemy gasić pożarów i mierzyć się z kataklizmami życiowymi wynikającymi z zadłużenia, kiedy możemy konstruktywnie wspierać młodych ludzi we wchodzeniu w coraz bardziej złożoną sferę decyzji finansowych – podsumowuje.

Dominują zaległe rachunki za telefon

Wśród opóźnionych zobowiązań milenialsów dominują kredyty, na które przypada prawie 470 mln zł. W kategorii zobowiązań pozakredytowych, których 18-24 latkowie mają blisko 402 mln zł, przodują niezapłacone rachunki za telefon – 94,9 mln zł. Problem ten dotyczył ponad 35 tys. osób. Średni dług to 2 683 zł. Na drugim miejscu znalazło się przeterminowane zadłużenie z tytułu wykonawczego, czyli pieniędzy, których wypłatę nakazał sąd. Niepokojące jest to, że już wśród wkraczających w dorosłość znajdują się osoby, które zalegają z opłatą alimentów, zobowiązań o wieloletnim charakterze. Z danych BIG InfoMonitor wynika, że jest ich ponad 2,5 tys., a alimentacyjny dług wynosi 26,7 mln zł, czyli 10,4 tys. zł na osobę. Za co jeszcze w terminie nie płacą Polacy w wieku 18-24 lat? Prawie 14,5 mln zł opóźnionego długu milenialsi wygenerowali w związku z podpisaniem umowy zakupu, z uregulowania której się nie wywiązali. Lekceważąco grupa ta podchodzi również do uregulowania kar za jazdę bez ważnego biletu, które otrzymała w środkach komunikacji publicznej. Prawie 9 tys. osób w wieku 18-24 lata zalega z tego tytułu na kwotę niemal 11 mln zł. Uwagę zwraca wysokość średniej zaległości z tego tytułu 1 224 zł. Jest to o 450 zł więcej niż przeciętna zaległość za jazdę na gapę ogółu Polaków.

Francuski Pawilon na Targach CSR – już po raz trzeci!

Francuskie firmy to nie tylko 80 mld zainwestowanego kapitału i blisko 250 000 miejsc pracy, ale również sprawdzone rozwiązania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. 12 kwietnia, podczas Targów CSR na stadionie PGE Narodowy, Francusko-Polska Izba Gospodarcza (CCIFP) wspólnie z dwunastoma firmami stowarzyszonymi, już po raz trzeci utworzy Pawilon francuski, w którym zaprezentuje przegląd najlepszych praktyk oraz opowie o wartościach i priorytetach, które wyznaczają sobie firmy na najbliższe lata.

Targi2018_banner

 „Pawilon Francuski stał się już nieodzownym elementem Targów CSR, gdyż organizujemy go po raz trzeci. Z każdą edycją zajmujemy więcej przestrzeni i jest z nami więcej firm. Jest to wyraźny sygnał, że członkowie Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej podejmują coraz więcej aktywności w obszarze CSR i chcą się nimi dzielić z innymi. Francja bowiem od wielu lat mocno angażuje się w tematy związane ze zrównoważonym rozwojem, a wiele inicjatyw rozwijanych jest również przez sektor prywatny”. – mówi Mariusz Kielich, Kierownik ds. komunikacji i PR we Francusko-Polskiej Izbie Gospodarczej.

Francuski pawilon tworzą następujące firmy: Antalis Poland Sp.z o.o., ATDI Sp. z o.o., BANK BGŻ BNP PARIBAS, BUREAU VERITAS POLSKA SP. Z O.O., CSRinfo, EIFFAGE, Immochan Polska Sp. z o.o., Wspólnie-Fundacja LafargeHolcim, Little Greenfinity, Leroy Merlin, Pierre Fabre Dermo-Cosmetique Polska Sp. z o. o., Sanofi.

Przedstawiciele firm opowiedzą o wartościach, które przekładają się na strategię i działania z zakresu CSR. Będzie można poznać konkretne projekty, w które angażują się firm, w takich domenach jak: ochrona środowiska, BHP, poszanowanie pracowników i różnorodność, etyka biznesu i relacje zewnętrzne, współpraca z lokalnymi społecznościami, czy wsparcie dla osób potrzebujących. Na stoisku będzie można porozmawiać i nawiązać relacje w przytulnej, francuskiej atmosferze przy kawie i świeżych croissantach oraz wziąć udział w konkursach. W trakcie targów CCIFP będzie prezentowała wyniki ostatniej edycji Barometru CSR – jedynego, cyklicznego badania w Polsce, poświęconego tematowi społecznej odpowiedzialności biznesu.

Targi CSR to największego w Polsce wydarzenie o społecznej odpowiedzialności biznesu i zrównoważonym rozwoju, organizowane przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Na wszystkie części wydarzenia obowiązuje wstęp  wolny. Zwiedzający targi obok możliwości uczestniczenia w atrakcjach przygotowanych przez około 70 wystawców, będą mogli wziąć udział również w części konferencyjnej towarzyszącej spotkaniu. W ostatniej edycji Targów wzięło udział 2000 odwiedzających.

Więcej informacji o Francusko-Polskiej Izbie Gospodarczej:

Więcej informacji o wydarzeniu:

Partnerzy i patroni 7. Targów CSR

Organizator: Forum Odpowiedzialnego Biznesu

  • Partner Główny: Siemens Polska
  • Partner: Jeronimo Martins Polska, Polpharma
  • Patroni Honorowi: CSR Europe, Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy
  • Partner medialny: Rzeczpospolita

Patroni: Business Centre Club, Federacja Konsumentów, Konfederacja Lewiatan, Krajowa Izba Gospodarcza, Francusko-Polska Izba Gospodarcza, Program Przedsiębiorstwo Fair Play, Skandynawsko-Polska Izba Gospodarcza, UNICEF

Patroni medialni: Polityka, PAP Biznes, Clear Channel Poland, Harvard Business Review Polska, Kompendium CSR, Benefit, Energia i Recykling, My Company Polska, SEMESTR – magazyn studentów, Be.Navigator, Kampaniespoleczne.pl, NGO.pl, PRoto.pl

Patroni medialni Francuskiego pawilonu:

ASBiznesu, BRIEF, CEO.com.pl, Fakty Magazyn Gospodarczy, Kampaniespoleczne.pl, My Company Polska, Rynek Inwestycji

Cena bitcoina ze szwajcarską dokładnością

Ostatnie spadki cen bitcoina to jeszcze nic w zestawieniu z obliczeniami szwajcarskich naukowców. Posiadacze najpopularniejszej kryptowaluty nie będą zadowoleni z ich rachunków – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Presja na kryptowaluty się utrzymuje. Cena bitcoina w ostatnich dniach spadła poniżej 7 tys. dol. i zbliżyła się do najniższych wartości od połowy listopada ub.r. Dodatkowo praktycznie cały pierwszy kwartał br. był bardzo słaby dla BTC. Od początku roku spadki sięgają już 50 proc.

Koniec ćwierkania o bitcoinie

Ceny spadają w reakcji na coraz bardziej powszechne kontrole nakładane na podmioty handlujące kryptowalutami. Podobny efekt wywołują też zakazy reklam kryptowalut wprowadzane przez internetowych gigantów.

Facebook już nie publikuje płatnych ogłoszeń związanych z kryptowalutami. W połowie roku taki sam zakaz wprowadzi Google. Do tego grona dołączył właśnie Twitter, motywując swoją decyzję troską o bezpieczeństwo użytkowników.

Ponadto bardzo popularny na świecie serwis dyskusyjny Reddit przestał obsługiwać już płatności kryptowalutami, a Google zabrania wprowadzania rozszerzeń do swojej przeglądarki Chrome, które mogłyby być wykorzystywane do “kopania” kryptowalut.

Cena bitcoina ze szwajcarską dokładnością

Ograniczenie ekspozycji kryptowalut w najpopularniejszych sieciach społecznościowych czy w wyszukiwarce wywoła, przynajmniej w krótkim terminie, raczej negatywny efekt. Ceny bitcoina oraz innych wirtualnych walut mogą nadal pozostawać pod presją, a nawet spadać. Jak bardzo? Na to pytanie próbowali odpowiedzieć szwajcarscy naukowcy z ETH (Politechniki Federalnej) w Zurychu, wykorzystując prawo Metcalfe’a (w badaniu pt. “Are Bitcoin Bubbles Predictable? Combining a Generalized Metcalfe’s Law and the LPPLS Model).

Bob Metcalfe w latach 80. wymyślił sieć Ethernet, a opracowany przez niego wzór mówi, że wartość sieci jest proporcjonalna do kwadratu użytkowników. Jednak wspomniani szwajcarscy naukowcy wprowadzili swoją korektę. Stosując model regresji log-liniowej, doszli do wykładnika 1,69, zamiast 2 (“kwadratu” z oryginalnego prawa Metcalfe’a).

Zaaplikowanie tego prawa sugeruje, że kapitalizacja rynkowa (cena jednostkowa razy ilość w obrocie) bitcoina znajduje się w przedziale 22-44 mld dolarów. Tymczasem wg aktualnych cen bieżąca wartość wynosi 122 mld dol. Gdyby zatem trzymać się teorii Szwajcarów, najpopularniejsza kryptowaluta, mimo dużych spadków cen, wciąż jest mocno przeszacowana. Według obliczeń naukowców z ETH bitcoin mógłby kosztować ok. 1,3 tys. dol., czyli 5 razy mniej niż obecnie.

Czekając na ogromną podaż

Dziś o wycenie bitcoina, podobnie jak innych cyfrowych walut, bardziej niż wyliczenia naukowców decydują prawa popytu i podaży. Popyt właśnie spada, a podaż w dalszym ciągu może być wysoka za sprawą syndyka masy upadłościowej japońskiej Mt. Gox, największej niegdyś giełdy kryptowalut na świecie. Zgodnie z ostatnim raportem w posiadaniu syndyka jest 166,3 tys. bitcoinów oraz 168,2 tys. bitcoinów cash, które zostaną wystawione na sprzedaż. To ok. 1 proc. całego rynku bitcoina oraz jego odmiany bitcoin cash – w sumie na sprzedaż trafią kryptowaluty o wartości 1,2 mld dolarów (przy obecnych cenach), czyli nieco ponad 4 mld złotych.

Fakt ten może ograniczać potencjał wzrostowy bitcoina, a także – poprzez analogię – innych kryptowalut w najbliższym czasie. Czy jednak wpłynie na spadek ceny do poziomu, który sugerują badacze z ETH w Zurychu? W krótkim okresie prawdopodobnie nie, ale przejściowy okres, w którym obserwujemy zaostrzenie regulacji zarówno przez państwa, jak i znane firmy, może przez pewien czas ograniczać zainteresowanie kryptowalutami, zmniejszając szanse na pokaźne wzrosty cen.

Rekordowe otwarcie roku na lotnisku w Jasionce

Ponad 150 tysięcy pasażerów obsłużonych od 1 stycznia do 31 marca br. oznacza, że był to najlepszy pierwszy kwartał w historii podrzeszowskiego portu lotniczego. Ponad 4-procentowy wzrost w stosunku do wyników z 2017 roku to przede wszystkim efekt stale rosnącej frekwencji na rejsach Polskich Linii Lotniczych LOT, które poza lotami krajowymi od marca oferują bezpośrednie połączenie z Rzeszowa do Tel-Awiwu. Swoją cegiełkę do wyniku osiągniętego przez lotnisko w Jasionce dołożyli też chasydzcy pielgrzymi, jak co roku podróżujący samolotami czarterowymi, by dotrzeć na grób cadyka Elimelecha.

Porównując z danymi z 2017 r., w pierwszym kwartale br. na pokładzie samolotów LOT podróżowało z i do Rzeszowa niemal 20 proc. więcej pasażerów. Ta dynamika odzwierciedla rosnący popyt na bilety na trasie Warszawa-Rzeszów. Warto podkreślić, że od końca marca LOT zwiększył liczbę oferowanych lotów ze stolicy na lotnisko w Jasionce do 34 w ciągu tygodnia, zaś 30 kwietnia uruchomi cotygodniowe, bezpośrednie połączenie transatlantyckie Rzeszów-Newark.

– Dobra współpraca z narodowym przewoźnikiem to nie tylko rekordowe wyniki, ale także możliwość korzystania przez naszych pasażerów z nowoczesnej floty, jaką dysponuje LOT. Dwukrotnie gościliśmy już Boeinga 737 MAX, a niebawem regularnie zaczną lądować u nas Dreamlinery – mówi Michał Tabisz, prezes portu lotniczego Rzeszów-Jasionka. – Cieszę się, że pozostałe linie operujące z Jasionki również dostrzegają nasz potencjał, otwierając nowe połączenia lub zwiększając liczbę oferowanych miejsc. To sprawia, że kolejne miesiące zapowiadają się jeszcze bardziej optymistycznie.

Pod koniec marca br. Ryanair uruchomił wakacyjną trasę z Rzeszowa do bułgarskiego kurortu Burgas, zaś w połowie maja planuje otwarcie sezonowego połączenia z Atenami. Z kolei Lufthansa od początku maja zwiększy liczbę lotów na trasie Rzeszów-Monachium z 7 do 11 tygodniowo. Swoją wakacyjną ofertę wylotów z Rzeszowa poszerzyli także touroperatorzy, co przełoży się na znaczny wzrost liczby lotów czarterowych z Jasionki do Grecji, Bułgarii, Turcji i Albanii.

***

Brak rychłych skutków dla handlu warunkiem wystarczającym

Fakt, że prześciganie się w ogłaszaniu ceł importowych przez USA i Chiny jak na razie nie skutkuje ich automatycznym nakładaniem, wystarcza rynkom do odzyskania równowagi. Wall Street przechodzi z piekła do nieba, co uspokaja nastroje na rynku walutowym z główną korzyścią dla USD.

Odpowiedzią na pytanie w temacie z tytułu wczorajszego Komentarza Porannego „W którą stronę teraz?” jest (niestety): w obie. Zawsze jest loterią, na ile panika przejmie przewodnią rolę nad sentymentem rynkowym, a na ile zwycięży chęć utrzymania status quo. Wczoraj mieliśmy przykład obu wersji. Najpierw odpowiedź Chin na protekcjonizm USA przyniósł pogorszenie nastrojów i wzrost awersji do ryzyka, ale w kolejnych godzinach rynek skupił większą uwagę na fakcie, że póki co zarówno USA, jak i Chiny nie wskazały konkretnej daty obowiązywania zaproponowanych ceł importowych i obie strony są otwarte do negocjacji. Później potwierdził to doradca gospodarczy Białego Domu Larry Kudlow, według którego cła ogłoszone przez USA na towary z Chin są tylko propozycją, która może nigdy nie wejść w życie. Zatem po pozytywnej stronie mamy nadzieję, że faktyczne ograniczenia w wymianie handlowej mogą być w dużo mniejszej skali niż te zapowiedziane, a ich konsekwencje makroekonomie tak czy siak będą niewielkie (0,1-0,2 pkt proc. PKB USA). Po negatywnej stronie mamy za to wielomiesięczną niepewność, czym skończą się negocjacje, gdyż niezależnie od deklaracji pozostają furtką do eskalacji kryzysu.

Osobiście jestem trochę zdumiony, z jaką łatwością rynek odgonił czynniki ryzyka i bez większych oporów przeszedł do utwierdzania się w przekonaniu, że wszystko jest w porządku. Głównym wygranym ostatniej doby jest USD, zarówno względem bezpiecznych, jak i ryzykownych walut. Mimo to na głównych crossach z USA w dalszym ciągu pozostajemy w konsolidacjach. To częściowo może ulec zmianie, jeśli np. EUR/USD wyjdzie poniżej 1,2230, albo USD/JPY przełamie 107,30, ale ogólnie rynek odbija się od bandy do bandy, co nie stwarza wrażenia, że inwestorzy mają silne przekonanie do zawieranych pozycji. Jakkolwiek solidne dane z USA (ADP i ISM wczoraj) pozwalają z optymizmem czekać na jutrzejszy raport NFP, jeśli nie dostaniemy potwierdzenia wszystkie opcje pozostają w grze. Na ten moment mamy równe szanse na rajd ryzyka, jak i kolejną falę załamania sentymentu.

EUR/PLN nie oddala się zbytnio od 4,20 i dzielnie zniósł zarówno wahania globalnych nastrojów, jak i zaskoczenie w odczycie inflacji z Polski. Według wstępnego szacunku GUS CPI w marcu spadł do 1,3 proc. r/r z 1,4 proc. i prognozie 1,7 proc. W rozczarowaniu udział miały nie tylko komponenty najbardziej zmienne (jak żywność czy paliwa), ale też składowe inflacji bazowej, która prawdopodobnie obniżyła się z 0,8 proc. do 0,6 proc. Coraz bardziej oddala się wizja pierwszej podwyżki stóp procentowych RPP i rynek wycenia mniej 15 proc. szans na podwyżkę przed drugą połową 2019 r. Fundamentalne zaplecze złotego słabnie i nie będzie go już tak dobrze chronić przed zawirowaniami na rynkach zewnętrznych. Jednak póki spokojnie jest na globalnych rynkach, nie ma powodu, by złoty miał wyraźnie tracić z tytułu samych danych krajowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Niespełna dwa razy więcej rezerwacji na tegoroczny długi weekend majowy. Najczęściej wybieramy Grecję i Turcję

Niespełna dwa razy więcej rezerwacji na tegoroczny długi weekend majowy. Najczęściej wybieramy Grecję i Turcję 1

W tym roku podczas długiego weekendu majowego na wyjeździe relaksować się będzie niemal dwa razy więcej klientów biur podróży – wynika ze statystyk Travelplanet.pl. Wystarczą trzy dni wolnego w pracy, by cieszyć się z ponad tygodniowego wypoczynku. Z planowaniem wyjazdu nie ma co czekać. Oferty znikają w szybkim tempie, a rezerwując urlop w ostatniej chwili, należy się liczyć z wyższymi cenami. Popularne majówkowe destynacje to Grecja, Turcja i Hiszpania. Klienci biur podróży odkrywają też Polskę i Węgry jako ciekawe kierunki na długi weekend.

Coraz więcej Polaków wyjeżdżających na majówkę rezerwuje wycieczki z dużym wyprzedzeniem. To gwarancja nie tylko niższych cen, lecz także większego wyboru hoteli i kierunków. W ubiegłym roku dla tych, którzy liczyli na ciekawe oferty last minute na majówkę, pozostały tylko wyjazdy do Egiptu, Tunezji i Turcji. Popularne europejskie destynacje były wyprzedane już na początku kwietnia, dostępne były tylko droższe wycieczki.

– Od zeszłego roku mamy do czynienia ze znacznym przyspieszeniem decyzji rezerwacyjnych. Dlatego to ostatni dzwonek, żeby znaleźć jeszcze coś ciekawego na majówkę. Są jeszcze oferty do Egiptu, ale to już nie są te fajne oferty poniżej 2 tys., teraz trzeba zapłacić 2,2–2,4 tys. zł, ale jeszcze np. do Portugalii, do Algarve, można polecieć do hotelu 4-gwiazdkowego ze śniadaniami i obiadokolacjami za 2,2 tys. zł. Widać więc, że te bardzo popularne i kojarzone jako tanie oferty są już wyprzedane – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Kałucki z Travelplanet.pl.

Tegorocznej majówce wybitnie sprzyja układ kalendarza: wystarczy wziąć 3 dni wolnego w pracy, aby wypoczywać aż dziewięć (święto pracy 1 maja przypada we wtorek, a Konstytucji 3 maja – w czwartek). Dlatego Polacy ruszyli do biur podróży, które notują prawdziwe oblężenie – z danych Traveplplanet.pl z początku kwietnia wynika, że tegoroczna majówka przyciąga dwukrotnie więcej klientów. Wyjazdom sprzyjają też niższe niż w szczycie sezonu ceny, a w kurortach jest jeszcze stosunkowo spokojnie.

– Jeśli chodzi o kierunki wyjazdów na majówkę, nie będzie wielkich zaskoczeń – Egipt, Wyspy Kanaryjskie, a także Hiszpania kontynentalna i Turcja. Mocno do głosu dochodzi również Tunezja, która wypadła z wielkiej piątki, ale powoli powraca do łask. Tunezyjczycy muszą dać dobrą, tańszą ofertę, żeby z powrotem przekonać klientów – ocenia Jarosław Kałucki.

Z danych Travelplanet.pl wynika, że podobnie jak rok wcześniej najczęściej wybieranym kierunkiem jest Grecja, jednak powoli traci na popularności (28 przy 34 proc. w 2017 roku). W tym roku dwukrotnie częściej niż rok temu rezerwujemy majówkę w Turcji (wzrost z 10 do 20 proc.). Hiszpanię wybiera ponad 13 proc. klientów (przy 19 proc. rok wcześniej). Stosunkowo niewielu klientów wybiera na razie wypoczynek w Egipcie (8 proc.). Podobnie było w pierwszej połowie kwietnia rok temu, ostatecznie jednak Egipt został wiceliderem majówki, i to mimo informacji o tajemniczej śmierci Polki w kwietniu 2017 roku. Powoli do katalogów wraca też Tunezja. Loty wznowiło m.in. brytyjskie biuro podróży Thomas Cook. Według Globalnego Indeksu Terroryzmu Tunezja jest obecnie bezpieczniejsza niż np. Turcja.

Majówkowym hitem w tym roku może też być Chorwacja.

– Chorwacja w sezonie jest dosyć droga, ale w wysokosezonowych okresach, czyli koniec kwietnia, początek maja oraz wrzesień do połowy października, ma bardzo przystępne, atrakcyjne ceny. To kraj, który ma niezwykle bogatą historię, gdzie mieszają się wpływy rzymskie i bizantyjskie, jest tam naprawdę co robić – przekonuje Jarosław Kałucki.

Coraz częściej na majówkowe wyjazdy wybieramy Polskę. Oferta biura podróży często jest bardziej korzystna cenowo od samodzielnego wyszukiwania hotelu. Klienci biur podróży odkrywają też Węgry. Stosunkowo niewielka odległość od Polski i zbliżony koszt wypoczynku do majówki w kraju spowodowały, że turyści zwrócili uwagę na wiosenne uroki Budapesztu i Balatonu.

Proteza z grafenowym czujnikiem poprawi komfort życia osób pozbawionych ręki. Pozwala wykonywać precyzyjne ruchy, a nawet odczuwać dotyk

Proteza z grafenowym czujnikiem poprawi komfort życia osób pozbawionych ręki. Pozwala wykonywać precyzyjne ruchy, a nawet odczuwać dotyk 2

Bioniczne protezy rąk stają się coraz doskonalsze. Naukowcy opracowują urządzenia, które umożliwiają już poruszanie każdym palcem osobno, oddają zmysł dotyku i kontrolowane są za pomocą myśli. Przyszłością protetyki może okazać się grafen. Zbudowane z tego materiału czujniki zamontowane w bionicznej ręce pozwolą na bardziej precyzyjne niż dotychczas posługiwanie się protezą. Zapotrzebowanie na nowoczesne protezy jest bardzo duże. W samych Stanach Zjednoczonych przeprowadza się rocznie ok. 185 tys. amputacji.

Na rynku protez pojawiają się coraz doskonalsze rozwiązania. Proteza BeBionic jest wyposażona w osobne silniki dla każdego z palców, dzięki czemu ruch jest dobrze skoordynowany i realistyczny, a poruszanie protezą pozwala skutecznie chwytać różne przedmioty. Proteza BeBionic dobrze sprawdza się również w czynnościach wymagających precyzji.

Na Georgia Tech College of Design w USA powstała proteza dla muzyka Jasona Barnesa, który stracił rękę w wypadku. Pierwotnie opracowane ramię protetyczne pozwalało jednak tylko na grę na perkusji. Kolejnym krokiem było opracowanie protezy umożliwiającej grę na instrumentach klawiszowych. Naukowcy usiłowali wykorzystać do jej produkcji czujniki elektromiogramu (EMG), jednak okazały się zbyt mało precyzyjne. Ostatecznie opracowano protezę, w której połączono ocalałe po amputacji mięśnie odpowiedzialne za ruchy palców z protezą za pomocą sygnałów ultradźwiękowych. Muzyk obecnie znów koncertuje.

Przełomem w precyzji ruchów wykonywanych przez protezy może okazać się grafen. Opracowywana przez Włoski Instytut Technologiczny protetyczne ramię z grafenowymi czujnikami, ma znacząco poprawić komfort życia osób pozbawionych ręki.

– Ta sztuczna ręka jest kontrolowana przez czujniki zdolne wykrywać ruchy mięśni ramienia. Informacje transmitowane są bezpośrednio do urządzenia. Aby zapewnić lepszy kontakt i większy komfort pacjenta do czujnika dodaliśmy grafen – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Manuel Crugliano z Włoskiego Instytutu Technologicznego.

Zastosowany w protezie grafen pozwoli nie tylko kontrolować ruchy sztucznej ręki za pomocą myśli (dzięki połączeniom nerwowym), ale również pozwoli na odczuwanie wrażenia dotyku. Już w 2014 roku powstał prototyp pierwszej „czującej” ręki bionicznej. Jej skuteczność odczuwania sięgała 78 proc. w przypadku oceny twardości dotykanego przedmiotu i 88 proc. w przypadku rozpoznawania konkretnych przedmiotów. Niestety, początkowo aparatura służąca do kontrolowania protezy była zbyt duża, by urządzenie mogło funkcjonować poza laboratorium.

– W pierwszym prototypie użyliśmy tylko dwóch czujników, więc ręka mogła się tylko otwierać i zamykać. W następnym, który zostanie wkrótce zaprezentowany, użyliśmy paska z grafenem i kolejnego czujnika. Może on również poruszać nerwami. Dodaliśmy pełny ruch dłoni oraz możliwość komfortowego noszenia tej protezy przez cały dzień – twierdzi naukowiec.

Najnowsze podejście do odczuwania dotyku przez osoby z protezą polega na wysyłaniu wibracji, które wywołują efekt propriocepcji, czyli czucia głębokiego. Proteza skonstruowana przez Cleveland Clinic w stanie Ohio pozwala nie tylko poczuć dotykany obiekt, ale również eliminuje konieczność patrzenia na dotykany przedmiot, co było do tej pory jedną z barier w komfortowym korzystaniu z protez. Urządzenie generujące wibracje jest na tyle małe, że może być montowane bezpośrednio w protezie.

Barierą wciąż pozostaje wprowadzanie najnowszych rozwiązań naukowych na rynek oraz dostarczanie ich potrzebującym pacjentom. Naukowcy z Cleveland Clinic skupiają się obecnie na badaniach, czy ich technologia wibracji może pomóc także osobom z np. amputowanymi nogami.

Badacze z Włoskiego Instytutu Technologicznego natomiast swoją protezę z grafenu chcą wprowadzić na rynek w najbliższym czasie.

– Prezentację prototypu planujemy w najbliższych dniach. Potem w fazie testów zaczniemy oferować go pacjentom, którzy będą potrzebować takiego sztucznego ramienia. Koszty produkcji są tylko nieznacznie wyższe niż normalnej protezy, więc urządzenie ma być dostępne dla większości pacjentów – przekonuje Manuel Crugliano.

Według Grand View Research, światowy rynek robotycznych protez był w 2016 roku wyceniany na ponad 790 mln dolarów. W samych tylko Stanach Zjednoczonych rocznie przeprowadza się około 185 tys. amputacji.

SEAT zapowiada ofensywę produktową. W 2020 roku wypuści na rynek pierwsze samochody elektryczne

SEAT zapowiada ofensywę produktową. W 2020 roku wypuści na rynek pierwsze samochody elektryczne 3

SEAT notuje w Polsce rekordowe wyniki sprzedaży. W 2017 roku klienci hiszpańskiej marki zarejestrowali 10,5 tys. aut. To najlepszy wynik od kilkunastu lat. W pierwszych miesiącach tego roku dynamika sprzedaży jest na poziomie 45 proc., co jest dobrym prognostykiem na kolejne kwartały. Tym bardziej że SEAT zapowiada szereg nowości. Na 2020 rok planuje ofensywę na rynku samochodów elektrycznych. Swoją nowość, czyli turystyczne elektryczne auto wyścigowe, SEAT prezentuje podczas tegorocznych Targów Motor Show w Poznaniu.

 W 2017 roku SEAT w Polsce, już jako część Volkswagena, osiągnął najlepsze wyniki od 2001 roku. To jest dla nas niesamowity sukces, po kryzysie w latach 2011–2012 w Polsce i na świecie. W ubiegłym roku mieliśmy wzrost zwłaszcza w sprzedaży do klienta prywatnego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Góralczyk z firmy SEAT.

Polska stała się jednym z dziesięciu największych rynków dla SEAT-a. W 2017 roku Polacy zarejestrowali niemal 10,5 tys. samochodów tej marki, niemal o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Znacznie wzrosła zwłaszcza sprzedaż do klientów prywatnych – o ponad 41 proc., co było drugim najlepszym wynikiem pod względem dynamiki wzrostu sprzedaży do klientów prywatnych. Obiecująco wyglądają też pierwsze dane z 2018 roku.

– Wyniki sprzedażowe dwóch pierwszych miesięcy tego roku napawają nas ogromnym optymizmem. Zarejestrowaliśmy ponad 2 tys. nowych samochodów. Mamy wzrosty w stosunku do analogicznych miesięcy zeszłego roku rzędu 45 proc. – wskazuje Jakub Góralczyk.

Koncern notuje wzrosty również na innych kluczowych rynkach. Po dwóch miesiącach tego roku liderem sprzedaży pozostaje Hiszpania (+18,1 proc., 17,1 tys. aut), a na drugim miejscu są Niemcy (+15 proc., 13,7 tys.).

– SEAT bardzo silnie się rozwija w sensie geograficznym. Do tej pory marka była obecna przede wszystkim w Europie, a w najbliższych latach będziemy obecni również w Afryce, Ameryce Łacińskiej, Południowej. Będziemy też powoli wchodzili na rynek chiński i szerzej azjatycki – mówi Jakub Góralczyk.

Jak przekonuje ekspert SEAT-a, na duży wzrost zainteresowania ma wpływa coraz bogatsza oferta. Na rynku dobrze przyjęła się Ibiza w nowej generacji oraz Ateca, czyli pierwszy SUV, którego sportowa wersja jeszcze w tym roku wyjedzie na polskie drogi. Wkrótce na rynku pojawi się siedmioosobowy Tarraco, czyli trzeci SUV, po modelach Ateca i Arona. Także w tym roku po raz pierwszy na ulice wyjadą samochody z logotypem Cupra.

Stwierdziliśmy, że na tyle dobrze SEAT radzi sobie w Polsce i na świecie, że możemy Cuprę potraktować osobno, dać jej więcej przestrzeni – wyjaśnia Góralczyk. – Na Tarraco nie kończymy naszej ofensywy. W tym roku pojawi się nowa generacja Leona, a w 2020 roku, czyli już za dwa lata, pojawi się największa ofensywa samochodów elektrycznych.

Koncern ma już w swoim portfolio takie auta. Jednym z nich jest elektryczne auto wyścigowe Cupra e-Racer, które jest flagowym modelem prezentowanym na tegorocznych targach Motor Show w Poznaniu.

– To samochód o niesamowitych osiągach, który sprint do setki osiąga w 2,3 sekundy, a prędkość maksymalną 270 km/h rozwija błyskawicznie, w dodatku bardzo designersko wyglądający. To przyszłość e-mobilności w naszym wykonaniu – wyjaśnia Góralczyk.

Kierowcy coraz częściej wybierają ekologiczne samochody. Dane KPMG i PZPM pokazują, że w 2017 roku zarejestrowano 18 tys. samochodów hybrydowych (wzrost o 69 proc.) i ponad tysiąc samochodów elektrycznych (wzrost o 87,7 proc.).

SEAT zapowiada też dalsze inwestycje w nowe technologie, m.in. connectivity, czyli rozwiązania umożliwiające łączność pomiędzy kierowcą a otoczeniem, czyli korzystanie z funkcji smartfona za pośrednictwem ekranu pokładowego. Marka idzie też krok dalej, wdrażając system Amazon Alexa – wystarczy kilka komend głosowych, by odsłuchać wiadomości czy skorzystać z nawigacji. Docelowo dzięki systemowi możliwe ma być też połączenie z inteligentnym domem.

– Wszystkie rozwiązania technologiczne, które wprowadza branża motoryzacyjna, mają na celu przede wszystkim poprawę bezpieczeństwa. Urządzenia z zakresu connectivity także. W Polsce jest bardzo silny trend korzystania z telefonu komórkowego podczas jazdy, więc jeżeli telefon jest bezdotykowo połączony z systemem w samochodzie, to kierowca jest się w stanie skupić na drodze – podkreśla Jakub Góralczyk.