Kurs euro: Wyższa od prognoz inflacja warunkiem pozostania EUR/PLN poniżej 4,20 zł

Środowy poranek przynosi niewielkie osłabienia złotego, który tym samym koryguje swoje wczorajsze umocnienie. Inwestorzy czekają na dane o inflacji w Polsce.

O godzinie 09:03 za euro trzeba było zapłacić 4,1990 zł, dolar kosztował 3,4230 zł, a szwajcarski frank 3,5695 zł. We wszystkich trzech przypadkach oznacza to nieznaczną wzrostową korektę wczorajszych spadków tych walut. O tym natomiast, ile na koniec dnia trzeba będzie za nie zapłacić, zdecydują przede wszystkim publikowane dziś przez GUS szacunkowe dane o marcowej inflacji w Polsce.

Po świętach wielkanocnych złoty kontynuował swą dobrą przedświąteczną passę, umacniając się wczoraj do głównych walut. Tum samym w dalszym ciągu pozostaje on niewrażliwy na wzrost awersji do ryzyka na rynkach globalnych i wahania EUR/USD. To wyróżnia go też na tle innych walut regionu. W efekcie w ostatnich dwóch tygodniach częściowo odrobił on straty z okresu druga połowa lutego – pierwsza połowa marca, wywołane gołębią polityką prowadzoną przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP). Następstwem tego był wczorajszy spadek EUR/PLN poniżej bariery 4,20 zł, cofnięcie CHF/PLN do poziomów z końca stycznia br., czy utrzymanie się kursu USD/PLN blisko 3,41 zł, pomimo umocnienia dolara na świecie.

Dziś o godzinie 10:00 GUS opublikuje dane o inflacji w Polsce. W marcu oczekuje się jej przyspieszenia do 1,6 proc. w relacji rok do roku z 1,4 proc. w lutym. Rynkowe prognozy są jednak dość mocno „rozstrzelone” i wahają się w przedziale od 1,5 proc. do 1,8 proc., co dodatkowo uwrażliwia złotego na ten impuls. Należy sądzić, że marcowa inflacja będzie zbliżona do konsensusu, ale raczej poniżej niż powyżej niego. Stąd też dane będą kolejną przesłanką utwierdzającą rynek w przekonaniu, że obecnie podwyżka stóp procentowych w Polsce to dość odległa wizja.

Ten przysłowiowy kij ma jednak dwa końce. Odczyt inflacji powyżej konsensus, a zwłaszcza na poziomie 1,8 proc., będzie sporą niespodzianką, która może postawić znak zapytania przy dotychczasowej polityce Rady. To zaś złotego umocni. Wyższy od oczekiwań wzrost cen w Polsce jest też podstawowym warunkiem pozostania EUR/PLN poniżej granicy 4,20 zł.

Krajowa waluta, po trwającym 2 tygodnie okresie braku wrażliwości na czynniki globalne, powoli ponownie powinna ją odzyskiwać. Nie jest wykluczone, że dziś oprócz danych o inflacji, polskie pary będą też reagować na wahania EUR/USD. Te zaś będą uzależnione od danych makro. Publikowane przed południem inflacyjne dane ze strefy euro będą stanowić punkt odniesienia do oczekiwań co do przyszłej polityki ECB, a seria popołudniowych danych z USA (m.in. raport ADP, indeks ISM dla usług, zamówienia w przemyśle) będzie analizowana w kontekście polityki Fed. Stąd też ewentualny wzrost notowań EUR/USD będzie tworzył popytową presję na krajową walutę, a spadek tej pary będzie złotemu ciążył.

Wykres dzienny EUR/PLN

EURPLN+DailySpoglądając na złotego z nieco dalszej perspektywy to aktualnie znalazł się on w kleszczach łagodnej polityki monetarnej prowadzonej przez RPP oraz wciąż świetnych wyników polskiej gospodarki. To zaś równoważy rynkowe siły, co powinno zapewnić wahania EUR/PLN w przedziale 4,18-4,24 zł w kolejnych miesiącach. Przynajmniej do czasu, aż nie zmienią się rynkowe uwarunkowania.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, niezależny analityk

Poprawia się kultura jazdy samochodem w Polsce. Wciąż jednak na drodze obecne są negatywne emocje

Poprawia się kultura jazdy samochodem w Polsce. Wciąż jednak na drodze obecne są negatywne emocje 1

Polacy uważani są za jednych z najbardziej agresywnych kierowców na świecie. Wymuszanie pierwszeństwa, nadużywanie klaksonu i oślepianie światłami to największe grzechy polskich kierowców. Polakami za kierownicą wciąż rządzą emocje, choć ich zachowanie na drodze znacznie poprawiło się na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat.

Z badania Instytutu Transportu Samochodowego wynika, że ponad 80 proc. polskich kierowców obserwuje agresywne zachowania na drogach co najmniej raz w tygodniu. Co trzeci z badanych przyznaje natomiast, że jemu samemu również zdarzają się tego rodzaju postępki. Do zachowań, na które najbardziej narzekają kierowcy, należy m.in. oślepianie światłami, niebezpieczne zmiany pasa ruchu, agresywne wyprzedzanie, krzyki oraz nadużywanie klaksonu. Jak pokazuje raport „Polak w drodze 2.0 – wydatki kierowców”, ponad 30 proc. mandatów wystawianych jest właśnie za niekulturalne zachowania za kierownicą, m.in. za nieprawidłowe manewry.

 Na zachowanie za kierownicą przede wszystkim wpływa czas. Jeżeli mocno się spieszymy, to nagle wszyscy nam zajeżdżają drogę. To siedzi tak naprawdę w nas, bo to nie jest kwestia tego, co się dzieje na drodze. Gdybyśmy jechali z innymi emocjami, prawdopodobnie ta droga byłaby zdecydowanie przyjaźniejsza – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Anna Orzeł, menedżer kierunku logistyka, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Do najczęstszych przyczyn niekulturalnego zachowania na drodze należy nieumiejętność panowania nad stresem, przeżywanie negatywnych wydarzeń z własnego życia, a także osobowość o skłonności do agresji. Raport Instytutu Transportu Samochodowego pokazuje, że Polacy pod względem zachowania na drodze przypominają kierowców z południa Europy, znanych z żywego temperamentu i ekspresywnego wyrażania emocji.

 Jeżeli patrzymy na polskich kierowców na tle Europy, to jesteśmy dość dobrymi kierowcami pod względem dynamiki jazdy i przede wszystkim myślenia za kierownicą. To jest najważniejszy element, który nas wyróżnia, natomiast jesteśmy jeszcze bardziej nerwowi. Poza tym w Polsce jest społeczne przyzwolenie na to, że możemy jeździć szybciej niż 50 km/h – mówi dr Anna Orzeł.

Agresywne zachowania na drodze to jedna z najczęstszych przyczyn wypadków komunikacyjnych. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2016 roku blisko 26 proc. kolizji spowodowanych zostało przez kierowców nieprzestrzegających pierwszeństwa przejazdu, a prawie 9 proc. wynikało z nietrzymania bezpiecznej odległości między pojazdami. Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że w ciągu ostatnich 10 lat poziom kultury jazdy w Polsce wyraźnie się zwiększył.

– W latach 90. obserwowaliśmy częściej tzw. styl turecki, czyli ja, kierowca, czyli pan i władca. Ostatnia dekada pokazuje, że zmierzamy w kierunku norweskim, czyli większa uprzejmość, puszczanie pieszych. Zmienia się to bardzo pozytywnie, choć emocje nadal rządzą – mówi dr Anna Orzeł.

Zdaniem ekspertki na poprawę kultury na polskich drogach istotny wpływ ma rozwój nowych technologii. Innowacyjne rozwiązania, takie jak układy automatycznego hamowania, tempomaty utrzymujące prędkość jazdy, systemy monitorujące martwą strefę i utrzymujące samochód na pasie ruchu zwiększają poczucie bezpieczeństwa i pewności za kierownicą, a tym samym redukują poziom stresu i agresji.

– My na kierunku logistyka kochamy telematykę, czyli wszystkie rozwiązania, które są nam w stanie pokazać, w jakim czasie dojedziemy do celu, pozwalają nam zaplanować drogę i poprawić płynność jazdy. Mam nadzieję, że im bardziej miasta będą inteligentne, czyli im bardziej będziemy wchodzili w smart city 3.0, tym styl jazdy będzie się poprawiał – mówi dr Anna Orzeł.

Na zmianę stylu prowadzenia auta wpływa również zyskujący coraz większą popularność system car-sharingu, a więc wspólnego użytkowania samochodów osobowych. Kierowcy mają świadomość, że wszelkie usterki spowodowane nieprawidłowym zachowaniem na drodze wiążą się w tym przypadku z karami finansowymi. Przywiązują więc większą uwagę do ekonomiki jazdy i stanu technicznego wypożyczanego samochodu.

Kiedy korzystam z takiej formy wypożyczenia samochodu, zauważam, że w samochodach jest czysto, co jest bardzo pozytywne. Co prawda, brak jeszcze w aplikacjach informacji o czystości samochodu, ale to widać gołym okiem, że kierowcy rzeczywiście dbają o te samochody, o to, gdzie są zaparkowane, w jaki sposób. Więc dzięki temu również ogólna uważność i kultura bardzo mocno się rozwijają – mówi dr Anna Orzeł.

O konieczności zachowania kultury na drodze kierowcom przypomina Dzień Grzeczności za Kierownicą przypadający na 5 kwietnia.

Szczęśliwi pracownicy żyją dwa lata dłużej i zarabiają o jedną trzecią więcej. Satysfakcję z pracy czerpie zaledwie 37 proc. Polaków

Szczęśliwi pracownicy żyją dwa lata dłużej i zarabiają o jedną trzecią więcej. Satysfakcję z pracy czerpie zaledwie 37 proc. Polaków 2

63 proc. Polaków jest niezadowolonych ze swojej pracy – wynika z raportu Employer Branding Institute, inicjatora akcji pracujebolubie.pl. Tymczasem szczęście w pracy to wymierne korzyści dla obu stron. Zadowoleni pracownicy są bardziej efektywni i kreatywni, rzadziej korzystają ze zwolnień lekarskich. Szczęście w pracy przekłada się też na wyższe zarobki i dłuższe życie. Kluczem jest dbanie o potrzeby pracowników – nie chodzi o kolejne benefity, ale działania, które będą angażować pracowników oraz uwzględniać ich opinie.

– Pracodawcy w Polsce potrzebują zaangażowanych pracowników, którzy będą ambasadorami firmy, będą promować jej działania i sprawiać, że również klienci będą bardziej zaangażowani i bardziej chętni, by korzystać z usług i produktów danej firmy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Eliza Skotnicka, starszy menadżer w Zespole People Advisory Services w EY.

W dzisiejszych czasach pracodawca, chcąc odpowiedzieć na potrzeby pracowników, przede wszystkim powinien ich słuchać. Konieczność sprawstwa, czyli tego, że pracownik czuje, że coś od niego jest zależne w organizacji, jest dzisiaj najważniejsza. Nie jest tak, jak jeszcze 10–15 lat temu, że zarządy decydują o wszystkim. Ważne jest, żeby słuchać pracowników, dać im szansę się wypowiedzieć i wdrożyć to, co interesującego wymyślą, a co będzie zgodne ze strategią firmy – mówi Michał Grzybowski, partner, lider Zespołu People Advisory Services w EY.

Z ubiegłorocznych danych Work Service wynika, że blisko połowa firm w Polsce ma problem ze znalezieniem i dopasowaniem kandydatów. Jednocześnie nie potrafią zadbać o potrzeby pracowników – wynika z raportu Employer Branding Institute i EY „Cała Polska tworzy idealne miejsce pracy”.

– Jak wynika z badań prowadzonych przez cały rok w ramach serwisu pracujebolubie.pl, tylko 37 proc. Polskich pracowników jest w miarę zadowolonych i szczęśliwych. Cała reszta, czyli ponad 60 proc., nie jest usatysfakcjonowana ze swojej pracy. To naprawdę dużo. Polska plasuje się na samym końcu  w rankingu krajów – nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko Europę – mówi dr Barbara Zych, CEO Employer Branding Institute.

Na świecie tylko 13 proc. osób pracujących jest faktycznie zaangażowanych w swoją pracę. Im mniejsze zaangażowanie i poczucie celu, tym mniejsze zadowolenie z wykonywanych obowiązków. Na tym zaś tracą wszyscy. Zadowoleni pracownicy są o 86 proc. bardziej kreatywni i o 43 proc. bardziej produktywni. Rzadziej (o 36 proc.) korzystają ze zwolnień lekarskich i generują znacznie niższą rotację (od 26 do 61 proc.). Dodatkowo, szczęśliwi pracownicy zarabiają o 36 proc. więcej i żyją 2 lata dłużej.

 Nie chodzi o to, żebyśmy dali naszym pracownikom kolejny benefit, kolejną kartę Multisport, ale byśmy potrafili całościowo, w całym cyklu życia pracownika zadbać o jego potrzeby. Żeby czuł się zaopiekowany, doceniony, żeby miał wyzwania, które są na miarę jego możliwości, ale też widział sens tego, co robi – przekonuje dr Barbara Zych.

Duża część firm kładzie nacisk na powierzchowne wspieranie pracowników – dodatkowe pozapłacowe benefity, inspirujące wnętrza czy choćby kawa z bitą śmietaną za darmo. Choć brzmi przyjemnie, nie przekłada się to na długofalowe zadowolenie, bo to nie w takich benefitach tkwi źródło szczęścia zatrudnionych osób.

– Jeżeli damy szansę pracownikom wypowiedzieć się na dany temat, zaangażujemy ich w proces decydowania, to możemy mieć zadowolonych pracowników z dwóch powodów: dostaną to, czego chcą – oczywiście przy określonych możliwościach kosztowych, a jednocześnie będą współtwórcami tego, co robi cała firma – mówi Michał Grzybowski.

W dużej mierze szczęście zależy od samych pracowników, czyli znalezienie interesującej pracy, która będzie też stanowić hobby. To jednak na pracodawcy spoczywa także odpowiedzialność za dobre samopoczucie pracownika i jego satysfakcję z pracy.

– W firmie najważniejsze są cztery obszary – atmosfera, flow, zdrowie i energia oraz sens pracy. Nad tymi czterema obszarami pracodawcy powinni pracować, ale bardzo ważne jest też to, że to sami pracownicy muszą zadbać o swoje szczęście, zaangażować się, wychodzić z inicjatywą, pokazywać, że mają też coś do powiedzenia i zmieniać aktywnie swoje miejsce pracy – tłumaczy Eliza Skotnicka.

Energia, czyli zdrowie fizyczne i psychiczne pracowników, dobre odżywianie, sport i ogólna kondycja mogą podnieść produktywność nawet o 25 proc., obniżają absencje (o 27 proc.) i zwiększają zaangażowanie (o ok. 15 proc.). Efektywność podnoszą też pozytywne emocje w miejscu pracy – kiedy często się śmiejemy czy żartujemy. Z badań University of Warwick wynika, że osoby skoncentrowane na pozytywnych emocjach, nawet wywoływanych drobnymi rzeczami, pracują o 12 proc. efektywniej. Trwale angażuje pracownika także stan wysokiej motywacji i poczucie sensu w pracy, wiara w to, co robimy.

– To poczucie sensu jest tutaj o tyle istotne, że firmy, które potrafią zaangażować pracowników w wizję, naprawdę osiągają dużo i to widać w ich wynikach ekonomicznych. Nie mówimy tutaj o bawieniu się poczuciem szczęśliwości na bardzo płytkim poziomie, ale zarządzaniu strukturą organizacji w taki sposób, żeby zadbać o potrzeby pracowników od podstawowych, po te wyższe poziomy funkcjonowania – mówi dr Barbara Zych.

Jednocześnie jednak mniej niż połowa szefów firm (46 proc.) stwierdza, że ich firma ma zdefiniowany cel, a jeszcze mniej (44 proc.) może potwierdzić, że działają w sposób skoncentrowany na dążeniu do celu. W 13 proc. firm cel nigdy nie został wyjaśniony ani zakomunikowany. Posiadanie celu wpływa zaś na satysfakcję pracowników (89 proc.), zdolność do transformacji (84 proc.), wyższą jakość produktów i lojalność klientów (po ok. 80 proc.).

– Myślę, że jest to niezwykle istotne w wielu organizacjach, gdzie pracownicy mogą mieć realny wpływ na to, jak firma się zmienia, w jaki sposób podchodzi do swoich klientów, jak zmienia swoją strategię marketingową, czy proces rekrutacji. Bardzo istotne jest to, żeby włączać pracowników w tego typu działania, to daje satysfakcję i zwiększa zaangażowanie, a to z kolei przekłada się na większą wydajność pracowników i wyższe przychody firmy – wskazuje Michał Grzybowski.

Polacy bardziej zadowolonymi konsumentami niż Amerykanie. Poziom satysfakcji klientów zbliża się do 80 proc.

Polacy bardziej zadowolonymi konsumentami niż Amerykanie. Poziom satysfakcji klientów zbliża się do 80 proc. 3

W ciągu ostatnich sześciu lat wskaźnik zadowolenia konsumentów w Polsce wzrósł o ponad 17 pkt proc. i obecnie wynosi prawie 78 proc. Przewyższa tym samym poziom satysfakcji klientów w USA i Wielkiej Brytanii. Na rosnące zadowolenie konsumentów ogromny wpływ ma jakość obsługi i coraz większe znaczenie, jakie przywiązują do niej firmy. Najlepsi przedsiębiorcy na tym polu po raz jedenasty otrzymali Gwiazdy Jakości Obsługi.

Satysfakcja klienta to jeden z najbardziej znaczących elementów budowania pozycji marki na rynku oraz jej przewagi nad konkurencją. Polacy z roku na rok stają się coraz bardziej świadomymi konsumentami i choć przy wyborze sklepu lub usługodawcy wciąż kierują się przede wszystkim ceną, to coraz większe znaczenie przywiązują także do jakości. Dotyczy to zarówno jakości produktu bądź usługi, jak i poziomu obsługi.

Poziom satysfakcji konsumentów w Polsce rośnie z roku na rok i wynosi aktualnie 77,9 proc. To bardzo wysoki wskaźnik, biorąc pod uwagę to, że amerykański wskaźnik satysfakcji konsumentów wynosi 76 proc., podobnie brytyjski, czyli w Polsce jest lepiej niż w Ameryce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Bartoń, prezes Polskiego Programu Jakości Obsługi.

Konsumenci nieustannie oceniają firmy, z których usług korzystają, zwłaszcza że internet daje im w tym zakresie ogromne możliwości. Przedsiębiorstwa powinny wykorzystywać skłonność Polaków do oceniania, aby stale monitorować stan satysfakcji klientów. Do dyspozycji mają m.in. ankiety konsumenckie wykorzystujące takie wskaźniki, jak Net Promoter Score i Customer Satisfaction Index, badania tajemniczego klienta, stałe analizowanie opinii zgłaszanych za pomocą mediów społecznościowych czy przez contact center.

Mamy bardzo rozbudowane badania związane z satysfakcją klientów i z tych badań pozyskujemy pomysły, co w naszych procesach i narzędziach zmieniać, by spełniać oczekiwania klientów i realizować jak najlepiej ich potrzeby. Na takim materiale wynikającym z badań pracujemy i następnie przekładamy te pomysły na konkretne usprawnienia w procesach – mówi Zuzanna Chodyra-Piast, kierownik Działu Zarządzania Doświadczeniem Klienta w Play, firmie nagrodzonej Gwiazdą Jakości Obsługi.

Dobrą strategią jest szybkie reagowanie na sytuacje kryzysowe oraz eksponowanie pozytywnych opinii o firmie. Polski Program Jakości Obsługi stworzył portal jakoscobslugi.pl, czyli platformę, na której klienci mogą wystawić ocenę usługodawcy i która jest kanałem wymiany informacji między firmą a konsumentem. Przedsiębiorstwa, które zaangażują się w program, zyskują dodatkową możliwość poznania opinii swych klientów, korzystać bezpośrednio z ich rad i zaleceń.

Firmy mogą czerpać z bogatych zbiorów opinii konsumentów, którzy doradzają, co zrobić, aby poprawić jakość obsługi, aby zyskać jeszcze większą satysfakcję konsumentów, a te firmy, które zostają Gwiazdami, cieszą się najwyższym uznaniem konsumentów i mogą komunikować ten wyjątkowy znak we wszystkich swoich działaniach i materiałach – mówi Mirosław Bartoń.

Dobra obsługa klienta nie jest możliwa bez satysfakcji samych pracowników, stąd nacisk na rekrutację i utrzymanie odpowiednich kadr pracowniczych.

– Znacząco zwiększyliśmy wynagrodzenia dla naszych pracowników w ubiegłym i w tym roku. Budujemy cały system motywacyjny tak, żeby on nagradzał nie tylko sprzedaż, lecz także jakość obsługi – mówi Adam Pawłowicz, wiceprezes zarządu ds. handlu, LOTOS Paliwa, jednej z firm nagrodzonych Gwiazdą Obsługi Jakości.

Drugim istotnym elementem, poza odpowiednim wynagrodzeniem, jest cały system szkoleń.

Kładziemy ogromny nacisk na szkolenie pracowników, na nieustanne monitorowanie tego, w jaki sposób klienci są obsługiwani. Wprowadziliśmy stały system szkoleń kroczących, które są powtarzane. Wprowadziliśmy system e-learningu i e-tutoringu, więc tych narzędzi szkoleniowych, zarówno internetowych, jak i tradycyjnych, jest bardzo dużo i staramy się nieustannie poprawiać umiejętności naszych pracowników – mówi Adam Pawłowicz.

LOTOS stara się stawiać klienta w centrum swojego zainteresowania, a jakość obsługi buduje poprzez takie elementy jak sposób traktowania klienta przez sprzedawcę, szybkość obsługi, co na stacjach paliwowych ma ogromne znaczenie, wygląd każdej stacji, odpowiednie wyeksponowanie towarów tak, aby klient nie musiał długo szukać potrzebnego produktu, widoczność loga przy wjeździe na stację oraz prawidłowa obsługa na podjeździe.

Najlepiej oceniane na portalu firmy raz w roku, z okazji przypadającego na 15 marca Międzynarodowego Dnia Konsumenta, zostają wyróżnione Gwiazdą Jakości Obsługi. Wśród tegorocznych laureatów znalazły się takie przedsiębiorstwa, jak 5.10.15, Allegro.pl, Allianz, Avon, Bank Millennium, Bank Zachodni WBK, BGŻ BNP Paribas, Ceneo.pl, Circle K, CityFit, Costa Coffee, Deichmann, DHL Parcel, Drogerie Natura, Enel-Med, ERGO Hestia, Gothaer, Hebe, ING Bank Śląski, Inmedio, Intersport. Jula, Kaufland, Kazar, Lidl, Link4, Lotos, Lux Med, mBank, Media Expert, NEONET, Net Credit, NJU Mobile, OBI, Oriflame, Pepco, Piekarnie Hert, PKN Orlen, PLAY, RTV EURO AGD, Samsung, Santander Consumer Bank, Selgros, Serwis Fabryczny Sprzętu Gospodarstwa Domowego Bosch Siemens Gaggenau Zelmer, Shell, Smyk, SPAR, T-Mobile, UPC, Vivus.pl, Warta, Wonga.pl.

– Gwiazda Jakości Obsługi jest nagrodą wyjątkową, ponieważ ona jest przyznawana przez konsumentów. Ona nie trafia do nas w wyniku decyzji kapituły jakiegoś konkursu czy jury, ale tę nagrodę dają nam konsumenci, więc to jest dla nas dowód na to, że nasza codzienna praca jest przez klientów doceniana i pozytywnie oceniona – mówi Zuzanna Chodyra-Piast.

– Nagroda Gwiazda Jakości Obsługi jest dla nas potwierdzeniem tego, że nasze starania o to, żeby naszych klientów obsługiwać jak najlepiej, przynoszą efekty w postaci ocen klientów. Przykładamy do tego ogromną wagę, badamy nieustannie satysfakcję naszych klientów i jakość obsługi – mówi Adam Pawłowicz.

Polska trzeci rok z rzędu liderem eksportu stolarki okiennej w Unii. Największy producent prognozuje dobre wyniki również na 2018 rok

Polska trzeci rok z rzędu liderem eksportu stolarki okiennej w Unii. Największy producent prognozuje dobre wyniki również na 2018 rok 4

Łączna produkcja stolarki budowlanej w polskich zakładach wzrosła w 2017 roku o prawie 6 proc. i sięgnęła 23,4 mln sztuk. Natomiast w ciągu ostatnich czterech lat liczba okien i drzwi wyprodukowanych w polskich fabrykach zwiększyła się o 24 proc. – wynika z danych Centrum Analiz Branżowych. Eksperci prognozują, że w przyszłym roku rynek urośnie ok. 5 proc., a eksport nawet o 9–10 proc. Wzrosty w branży stolarskiej to głównie zasługa eksportu, w którym największy, 25-proc. udział ma Grupa VELUX. Ubiegłoroczne wyniki spółki są odzwierciedleniem dobrej sytuacji całego sektora i dobrym prognostykiem na 2018 rok.

 Sytuacja polskiej branży stolarskiej jest doskonała. W zeszłym roku produkcja wzrosła o 6 proc. i był to czwarty rok z rzędu, w którym cała branża rosła. Przyrost eksportu sięgnął w tym czasie 25 proc., natomiast sprzedaż krajowa wzrosła o 9 proc. w ciągu tych czterech lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Klos z Centrum Analiz Branżowych.

Produkcja i eksport okien są polską specjalnością w Unii Europejskiej. Z danych Centrum Analiz Branżowych wynika, że w 2017 roku łączna produkcja stolarki budowlanej w polskich zakładach wzrosła o prawie 6 proc. i sięgnęła 23,4 mln sztuk. Natomiast w ciągu ostatnich czterech lat liczba okien i drzwi wyprodukowanych w polskich fabrykach zwiększyła się aż o 24 proc. Za wzrosty odpowiada głównie eksport, od 2015 roku Polska niezmiennie pozostaje liderem pod względem wartości eksportu stolarki budowlanej. Głównymi odbiorcami polskich okien i drzwi są Niemcy, Wielka Brytania i Francja.

Kondycja branży jest dobra dzięki eksportowi. Największy wpływ na rozwój branży okienno-drzwiowej ma wysoki popyt na te wyroby, nie tylko w Polsce, lecz także w Europie. Drugim czynnikiem jest bardzo wysoka jakość produktów z Polski. W ostatnich latach postawiliśmy na najnowsze fabryki, linie produkcyjne i w tej chwili niewielu producentów w Europie jest w stanie dorównać polskim. Sprzedajemy obecnie za granicę ponad 10 mld okien i drzwi o wartości około 8 mld zł. To są duże ilości, co roku rosną o kilkanaście procent. Polskie firmy wyspecjalizowały się w produkcji okien i drzwi jeśli chodzi o cały kontynent europejski – podkreśla Robert Klos.

Ekspert CAB zauważa też, że polski eksport rośnie również dzięki zagranicznym producentom, którzy lokują swoją produkcję w Polsce, korzystając z dobrej sytuacji tutejszego rynku, fachowej kadry pracowniczej i zaplecza dostawców, którzy dostarczają komponenty do produkcji.

Już niemal 40 proc. polskiego eksportu okien i drzwi to eksport producentów zagranicznych bądź firm o zagranicznym kapitale zagranicznym. Takie przedsiębiorstwa mają duży wpływ na to, że odnosimy tak spektakularne sukcesy w eksporcie – mówi Robert Klos.

Największy w Polsce producent okien, Grupa VELUX, ma w krajowym eksporcie ponad 25-procentowy udział. Ubiegłoroczne wyniki spółki są odzwierciedleniem dobrej sytuacji całego rynku. VELUX zakończył go 10-procentowym wzrostem przychodów oraz 12-procentowym wzrostem zatrudnienia.

Rok 2017 był dla całej Grupy VELUX okresem dynamicznego rozwoju. Mieliśmy do czynienia z bardzo dobrą koniunkturą na rynkach eksportowych, co pozwoliło zwiększyć produkcję w naszych zakładach. Dzięki temu zwiększyliśmy nasze przychody o ponad 10 proc. do poziomu 1,9 mld zł. Umocniliśmy naszą pozycję jako największego producenta i eksportera okien w Polsce. Na rynku polskim również mieliśmy do czynienia ze wzmożoną aktywnością inwestorów, zarówno komercyjnych, jak i indywidualnych. To w połączeniu z nowymi, innowacyjnymi produktami, które wprowadziliśmy na rynek, pozwoliło nam również znacznie zwiększyć sprzedaż – podsumowuje Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska.

VELUX co roku inwestuje w nowe technologie i rozwój produktów. W drugim kwartale ubiegłego roku grupa wprowadziła na rynek trzyszybowe okna energooszczędne, w których zastosowano szereg nowoczesnych technologii, m.in. innowacyjną konstrukcję profili okiennych ThermoTechnologyTM oraz specjalną konstrukcję szyby zapewniającą korzystny bilans energetyczny. Okna spełniają wymogi dyrektywy dotyczącej budownictwa energooszczędnego, która zacznie obowiązywać w Polsce w 2021 roku.

Ubiegłoroczny wzrost produkcji i sprzedaży przełożył się na zatrudnienie. VELUX Polska i jej spółki siostrzane w 2017 roku zatrudniły pięciuset nowych pracowników (wzrost o 12 proc.). Łącznie dla Grupy pracuje w tej chwili w Polsce przeszło 4250 osób.

Grupa VELUX ma w Polsce cztery zakłady produkcyjne – dwa w Gnieźnie i po jednym w Namysłowie oraz Wędkowach koło Tczewa. W ubiegłym roku grupa zainwestowała w ich rozwój ponad 100 mln zł. Skumulowane inwestycje w trakcie ostatnich trzech lat sięgają 310 mln zł.

Od samego początku nasza polityka zakładała, żeby systematycznie i długofalowo rozwijać biznes. W ubiegłym roku m.in. ukończyliśmy rozbudowę fabryki okuć w Gnieźnie oraz budowę kotła na biomasę w fabryce w Namysłowie, który pozwoli dzięki wykorzystaniu odpadów produkcyjnych zmniejszyć o około 80 proc. zapotrzebowanie na gaz zużywany na ciepło technologiczne i ogrzewanie hal – mówi Jacek Siwiński.

Najnowszy, oddany do użytku projekt to centrum dystrybucyjne w Wiosce Okiennej w Wędkowach na Pomorzu, gdzie znajduje się największa w Polsce fabryka okien. Inwestycja, która powstała kosztem 22 mln zł, pozwoli zwiększyć tegoroczną produkcję okien o kolejnych 10–15 proc. i zatrudnić setkę dodatkowych pracowników.

– Uważamy, że 2018 rok również będzie udany. Na ten moment popyt nie słabnie, rynek nadal jest rozgrzany i będzie to sprzyjać zwiększaniu sprzedaży. My zaoferujemy klientom kolejne nowe produkty – w tym również energooszczędne, trzyszybowe okna dachowe w segmencie premium i wiele innych, które mam nadzieję, spotkają się z równie dobrym odbiorem. Jesteśmy optymistami – mówi prezes VELUX Polska.

– Prognozy dla branży stolarskiej są świetlane, dlatego że rozwijają się rynki budowlane w UE i rozwija się także rynek budowlany w Polsce. Nie jest to już tylko kwestia budownictwa mieszkaniowego, ale też budownictwa komercyjnego, biur, budynków użyteczności publicznej, galerii i obiektów handlowych. Spodziewamy się, że w przyszłym roku ten rynek w Polsce urośnie o ok. 5 proc., natomiast eksport nawet o 910 proc. – dodaje Robert Klos.

Polska branża transportowa niedoinwestowana. Na innowacje technologiczne firmy wydają znacznie mniej niż w Europie Zachodniej

Polska branża transportowa niedoinwestowana. Na innowacje technologiczne firmy wydają znacznie mniej niż w Europie Zachodniej 5

Podstawowym nośnikiem informacji w polskich firmach nadal są klasyczne papierowe segregatory i arkusze Excel – wynika z badania TomTom Telematics. Klasyczne analogowe narzędzia stosowane są w 40 proc. Jedynie co ósma firma używa systemów telemetrycznych, które pomagają obniżyć koszty, zwiększyć efektywność wykorzystania pojazdów i bezpieczeństwo kierowców. Polskie przedsiębiorstwa wydają na ten cel znacznie mniej niż te we Francji czy w Niemczech – problem ten szczególnie widoczny jest w branży transportowej, gdzie inwestycja zwraca się najszybciej.

Polscy przedsiębiorcy na inwestycje w innowacyjne rozwiązania technologiczne wydają średnio 12 tys. euro rocznie. To zaledwie 36 proc. wydatków firm francuskich i 41 proc. niemieckich.

– To wielka strata dla biznesu, ponieważ systemy zarządzania flotą mogą radykalnie podnieść efektywność tych przedsiębiorstw i znacznie zwiększyć ich konkurencyjność w kraju i za granicą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Kujawiński, dyrektor sprzedaży TomTom Telematics Polska.

Wśród barier ograniczających wprowadzanie nowych rozwiązań w polskich przedsiębiorstwach zarządzający najczęściej wymieniają wysokie koszty (37 proc. odpowiedzi ), trudności we wprowadzaniu innowacji (18 proc. ) i brak wykwalifikowanych pracowników (13 proc.).

– Faktycznie nowe technologie mogą się kojarzyć z nakładami finansowymi, ale prawda jest taka, że mówimy o koszcie rzędu 1 proc. miesięcznych kosztów pojazdu, a co ważniejsze – wydatki te szybko się zwracają. Warto rozpatrzeć tego typu nakłady jako inwestycję, która zarabia na siebie i pomaga firmom osiągnąć więcej – podkreśla Marek Kujawiński.

Systemy telematyczne wspierają tylko ok. 13 proc. samochodów firmowych w polskich firmach. To niewiele na tle Europy, gdzie takie rozwiązania wybiera dwukrotnie więcej firm.

W branży transportowej jest trochę lepiej, bo efekty z wdrożenia tej technologii są bardziej zauważalne, nawet wśród osób mniej otwartych na innowacje. Zwroty z inwestycji są bardzo szybkie, a korzyści obejmują nie tylko operacyjne wsparcie przewozu, lecz także wykraczają daleko poza podstawowe funkcjonalności – tłumaczy Marek Kujawiński.

Kluczem do efektywnego wdrożenia nowych rozwiązań jest jednak dobranie odpowiednich urządzeń i wsparcie dostawcy systemu na etapie wprowadzania technologii i pracy operacyjnej.

– 46 proc. polskich menadżerów deklaruje, że w ciągu ostatnich 5 lat zainwestowało w technologie, jednocześnie przyznając, że została ona źle wykorzystana, głównie ze względu na brak zasobów ludzkich bądź nieodpowiednie wdrożenie i przeszkolenie pracowników – tłumaczy Marek Kujawiński.

Do wdrożenia systemów telemetrycznych firmy może jednak zmusić rosnąca konkurencja wewnętrzna (63 proc.), tendencja do obniżania marż (32 proc.) i rosnące koszty pracy (30 proc.) – wynika z badania „Finanse Inwestycje Trendy (FIT) Branży Transportowej w pierwszej połowie 2017 roku” Instytutu Keralla Research. Cyfryzacja zarządzania flota przynosi wymierne oszczędności dotyczące kosztów paliwa, serwisowania i ubezpieczenia pojazdów.

Inne korzyści z systemów, takich jak platforma WebFleet, to pełna komunikacja pracowników biura z kierowcami, wysyłanie trasy i dystrybucja zadań z raportowaniem bieżących etapów ich realizacji, uwzględniając ruch drogowy, zdalny nadzór nad tankowaniem i zużyciem paliwa, bieżące powiadomienie o wszelkich zdarzeniach czy możliwość automatycznego powiadomienia klienta o realnym czasie dostawy – podkreśla dyrektor sprzedaży TomTom Telematics w Polsce,

Analiza stylu jazdy kierowcy w czasie rzeczywistym pozwala na zmniejszenie wypadkowości i tym samym poważnych kosztów przestojów. Cyfryzacja pomaga też bardziej efektywnie zarządzać pracownikami, podnosi też ich bezpieczeństwo.

W aspekcie zapewnienia zgodności z wymogami prawnymi, takimi jak rozliczanie czasu pracy, wyliczenie delegacji, przestrzeganie przepisów drogowych czy obowiązków wynikających z rejestracji danych na tachografie, systemy telematyczne pozwalają właścicielowi w pełni skoncentrować się na swoim biznesie, unikając potencjalnych kar i problemów – dodaje Marek Kujawiński.

Firmy, które stosują rozwiązania telemetryczne, skuteczniej budują również swój wizerunek.

– Nowoczesna technologia może również pomóc w budowaniu pozytywnych relacji z klientami, np. poprzez umożliwienie im weryfikacji warunków przewozu, jak przewożone są ich towary, czy dzięki bieżącej informacji o szacowanej godzinie przyjazdu – dodaje Marek Kujawiński.

Czy na indeks WIG 20 zawitała prawdziwa bessa?

Pogrom inwestorów na indeksie WIG 20 trwa, wszyscy zaczęli się bać. Dzisiaj przeanalizujemy obecną sytuację na rynku i zastanowimy się, czy powinniśmy. Na samym początku warto sprawdzić jak polski indeks WIG 20 radzi sobie na tle benchmarku dla rynków wschodzących, czyli MSCI Emerging Markets.

Jak wiadomo, Polska dalej zaliczana jest do państw rozwijających się, dlatego możemy porównać obydwa indeksy.

MSCI POLAND EM

Na powyższej grafice kolorem pomarańczowym został zobrazowany indeks państw rozwijających się, kolorem białym indeks WIG 20. Na chwile obecną indeks WIG 20 został wyprzedany o wiele bardziej, niż pozostałe indeksy państw zaliczanych do EM.

Co nam to mówi? Na polskim indeksie ciąży zbyt duży pesymizm. Oprócz tego warto zauważyć, co się stało w drugiej połowie 2016 roku. Indeks MSCI EM odbił, natomiast WIG 20 pozostał zdołowany. Czy sytuacja się powtórzy? Jeżeli tak, to na początku zobaczymy odbicie na indeksie EM, dopiero potem WIG 20.

Na duży pesymizm wskazuje też ankieta przeprowadzona przez SII – Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Wyniki ankiety zamieszczonej na Twitterze z 22 marca przedstawiały się następująco:

Są wyniki INI (Indeks Nastrojów Inwestorów) za kolejny tydzień:

byki 25,7% (-5,1 p.p.)

neutralni 16,4% (-2,6 p.p.)

niedźwiedzie 57,8% (+7,6 p.p.)

Dzięki temu wiemy, że większość osób dalej spodziewa się spadku, co tworzy podstawy do korekty (zawsze powinniśmy wychodzić z założenia, że większość osób się myli).

Patrząc od strony technicznej na interwał dzienny indeks WIG 20 znajduje się w trendzie spadkowym. Od końca stycznia porusza się w kanale spadkowym. Oprócz tego niedźwiedzie przebiły 200-okresową średnią kroczącą, co można uznać za trend spadkowy.

Notowania WIG 20, interwał dzienny

Notowania WIG 20, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Aktualnym ograniczeniem każdej korekty jest górna banda kanału wzrostowego, natomiast dla wyprzedaży dolna.

Na tygodniowym interwale wszystkie ważniejsze wsparcia również zostały pokonane, dopiero na interwale miesięcznym mamy strefę popytu, która może zatrzymać obecną wyprzedaż.

WIG 20, interwał miesięczny

WIG 20, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

Strefa popytu została wyznaczona przez długoterminową konsolidację kursu od 06.2013 do 07.2015 oraz miesięczną świecę z 03.2017. Dopiero pokonanie tej strefy świadczyłoby o rozpoczęciu bessy na polskim rynku kapitałowym.

Oprócz tego podstawą wzrostów może być oscylator stochastyczny, który pomału zmierza w stronę poziomu wyprzedania. Należy także pamiętać, że dalsze losy WIG 20 uzależnione są także od zachowania amerykańskiego indeksu S&P 500. Kapitalizacja giełdy amerykańskiej stanowi 40 procent kapitalizacji giełdy globalnej, dlatego wyznacza główne trendy na rynku.

Jeżeli indeks S&P 500 utrzyma się powyżej 200-okresowej średniej kroczącej, a WIG 20 powyżej wspomnianej strefy, to bazowym scenariuszem pozostanie trend wzrostowy.

Pełnomocnik świadka w postępowaniu karnym i karnym skarbowym

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, osoba niebędąca stroną może ustanowić pełnomocnika, jeżeli wymagają tego jej interesy w toczącym się postępowaniu (art. 87 par. 2 KPK). Na przykład świadek, może to zrobić w sytuacji, w której nie dysponuje on wystarczającą wiedzą profesjonalną do obrony swych praw w toku składania zeznań, a taka obrona jest konieczna ze względu na okoliczności.

Może to mieć miejsce chociażby wtedy, gdy przeciwko świadkowi toczy się inne postępowanie karne i uzasadniona by była odmowa odpowiedzi na niektóre pytania, ponieważ jej udzielenie mogłoby narazić świadka na odpowiedzialność karną (art. 183 par. 1 KPK). Zdarzają się również sytuacje, w których przedmiotem toczącego się postępowania, a tym samym i czynności przesłuchania, są informacje objęte tajemnicą zawodową, czy dotyczące tajemnicy przedsiębiorstwa. Świadek może odmówić zeznań co do okoliczności, na które rozciąga się obowiązek zachowania tajemnicy, bez uprzedniego zwolnienia go przez sąd lub prokuratora z tego obowiązku (art. 180 KPK).

Naturalnie można by zaprezentować więcej sytuacji, które istnienie wspomnianego interesu świadka uzasadnią, ponieważ pojęcie tego interesu można rozumieć dość szeroko. Liczy się zawsze konkretny stan faktyczny. Każdy przypadek należy traktować indywidualnie – i to na osobie świadka, a raczej zgłaszającego się do sprawy pełnomocnika świadka, spoczywać będzie wykazanie, że w konkretnej sytuacji ochrona interesów wymaga udziału w czynności przesłuchania pełnomocnika.

W przypadku odmowy dopuszczenia pełnomocnika świadka do przesłuchania istnieje możliwość zaskarżenia zarządzenia o odmowie, ale tylko wtedy, gdy zostanie ono wydane przez prokuratora. Jeżeli wyda je sąd, to nie będzie możliwości wniesienia zażalenia.

Skutki ustanowienia pełnomocnika przez świadka

W postępowaniu karnym świadek może udzielić pełnomocnictwa adwokatowi lub radcy prawnemu na piśmie albo ustnie do protokołu. Udzielenie takiego pełnomocnictwa, w przeciwieństwie do innych procedur, nie wiąże się z obowiązkiem uiszczenia opłaty skarbowej.

Rolą pełnomocnika powinno być przede wszystkim czuwanie nad zgodnością przesłuchania z obowiązującą procedurą oraz dbałość o to, by pytania stawiane świadkowi zmierzały do ustalenia tzw. prawdy obiektywnej. Pełnomocnik powinien zatem m.in. żądać od przesłuchującego precyzowania pytań niejasnych, składać zastrzeżenia do protokołu z uwagami oraz we własnym zakresie zadawać pytania świadkowi.

Skutki

Świadek w postępowaniu karnym czy karnym skarbowym ma prawo ustanowić pełnomocnika – takiego, jakiego może mieć strona każdego postępowania, i na takich samych zasadach. Jest to bardzo istotne wzmocnienie pozycji świadka, który podczas czynności procesowych, często przygnieciony lawiną pytań przesłuchującego, gubi się i przeinacza fakty, co jedynie zniekształca obraz ustalonego stanu faktycznego. Do podstaw dobrej strategii procesowej należy zatem wnioskowanie o ustalenie dla świadka pełnomocnika procesowego, którego wsparcie może okazać się bezcenne.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Wiele hałasu o ropę z Bahrajnu

W weekend świat obiegła wiadomość, że Bahrajn odkrył największe w historii kraju złoża ropy naftowej. Pojawiła się nadzieja, że będzie to kolejny etap globalnej rewolucji cenowej tego surowca. Niestety, rzeczywistość może być zdecydowanie mniej optymistyczna i kierowcy na stacjach nie poczują żadnej ulgi – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

1 kwietnia Bahrajńska Agencja Informacyjna (BNA) opublikowała depeszę o odkryciu największych złóż ropy naftowej od momentu rozpoczęcia eksploatacji przez „Bahrain Oil Field” w 1932 r. Według oficjalnych doniesień mają ona „przyćmić obecne rezerwy Bahrajnu”. Poza tymi informacjami komunikat jest dość lakoniczny, co sugeruje, że raczej możemy zapomnieć o setkach tysięcy baryłek dziennie dodatkowej podaży ropy naftowej.

Ile ropy wydobywa Bahrajn?

Według Rady Rozwoju Gospodarczego Bahrajnu (EBD) w 2017 r. wydobywano 197 tys. baryłek ropy dziennie (bpd). Na to składała się produkcja z wcześniej wymienionego Bahrain Oil Field na poziomie 44 tys. bpd.

Reszta ropy pochodzi ze złoża Abu Sa’afah zarządzanego wspólnie z Arabią Saudyjską. Z dużym prawdopodobieństwem oficjalny komunikat dotyczący nowo odkrytych pokładów ropy oraz gazu i stwierdzenie ich „przyćmienia” odnosi się tylko do tych 44 tys. bpd.

Zestawiając te liczby do skali globalnego popytu i podaży, warto zauważyć, że np. Arabia Saudyjska czy Rosja wydobywają dziennie po ok. 10 mln baryłek, a marcowe szacunki IEA (Międzynarodowej Agencji Energetycznej) pokazują, że globalne zapotrzebowanie na „czarne złoto” przekroczy 100 mln bpd w czwartym kwartale br. Podaż ropy z Bahrajnu w skali globalnej jest więc marginalna.

Eksperymentalne wydobycie?

Kolejnym elementem niepewności w komunikacie z Bahrajnu jest sam rodzaj złoża. Sformułowanie informacji sugeruje jakoby było to złoże „tight oil”, którego eksploatacja miałaby być z rejonu morskiego. Do tej pory nie praktykowało się na skalę komercyjną wydobycia ropy ze złóż niekonwencjonalnych z dna morza.

Gdyby rzeczywiście chodziło o wprowadzenie nowej technologii, to ryzyka związane z projektem znacznie rosną. Hipotetyczny wpływ nie tylko na globalny rynek ropy byłby prawdopodobnie niezauważalny, ale również sam projekt nie musiałby szczególnie pomóc samemu Bahrajnowi. Królestwo, mimo przeprowadzenia szeregu reform, przeżywa ostatnio finansową zadyszkę. Wszystkie podstawowe agencje ratingowe obcięły jego wiarygodność kredytową wyraźnie poniżej poziomu inwestycyjnego, a stosunek długu do PKB może zbliżyć się do 100 proc. w ciągu trzech lat (prognoza S&P Global Ratings na 2020 r. wynosi 97,9 proc.).

Nawet optymistyczny scenariusz to za mało

Odkładając na bok wątpliwości co do skali wydobycia i technologii, warto rozważyć pozytywny scenariusz. Zakładamy, że z nowego złoża Królestwo będzie wydobywać 10 razy więcej niż Bahrain Oil Field. Cały czas jednak, mimo tych niezwykle optymistycznych szacunków, skala produkcji ropy byłaby bardzo ograniczona i wynosiłaby mniej niż 500 tys. bpd, czyli 0,5 proc. całkowitego globalnego popytu. Mimo wrażliwości ropy nawet na stosunkowo niewielkie zmiany w globalnym bilansie „czarnego złota”, to i tak za mało, by zauważalnie wpłynąć na cenę tego popularnego surowca energetycznego.

W środę władze Bahrajnu na specjalnej konferencji prasowej mają ogłosić podstawowe parametry nowego złoża. Jest niezwykle mała szansa, by te informacje przełożyły się na spadki cen ropy. Polscy kierowcy muszą więc uzbroić się w cierpliwość i sięgać głęboko do kieszeni, bo szanse na spadki cen paliw przez najbliższe tygodnie pozostaną ograniczone. Nowe komunikaty z Bahrajnu niestety tego nie zmienią.

Inżynierowie TAURON skonstruowali mobilne urządzenie do zasilania nawet 1000 gospodarstw domowych

Energetycy z TAURON Dystrybucja zbudowali mobilne urządzenie, które w przypadku poważnych awarii sieci średniego napięcia lub prowadzenia prac modernizacyjnych czy inwestycyjnych, jest w stanie w bardzo krótkim czasie zasilić ok. 1000 gospodarstw domowych. Podłączenie urządzenia może odbywać się bez wyłączania linii energetycznej, czyli w technologii prac pod napięciem.

Mobilne urządzenie zasilające (w skrócie MUZ) to autorski projekt pracowników krakowskiego oddziału spółki. W polskiej elektroenergetyce nie stosowano dotychczas zasilania sieci średniego napięcia z mobilnych agregatów prądotwórczych, głównie z powodu trudności w rozwiązaniu problemów ochrony przeciwporażeniowej. Rozwiązanie zastosowane przez TAURON Dystrybucja opiera się na wykorzystaniu agregatu niskiego napięcia, który podłączony do MUZ transformującego niskie napięcie, umożliwia zasilenie fragmentu sieci średniego napięcia.

Głównym celem wykorzystania urządzenia jest przede wszystkim skrócenie czasu przerwy w dostawach energii elektryczne w przypadku prowadzenia prac planowanych, jak i przy usuwaniu awarii sieci średniego napięcia. Zaangażowanych jest także mniej pracowników i sprzętu. MUZ zapewnia przy tym pełną ochronę przed porażeniem, co dotychczas było główną trudnością techniczną i powodem niestosowania takiego rozwiązania w Polsce.

Urządzenie jest stosowane przede wszystkim na terenach wiejskich do zapewnienia zasilania na końcowych odcinkach linii średnich napięć.

Z reguły do odcinków tych przyłączonych jest kilka lub kilkanaście stacji z transformatorami o małej mocy, zasilających ok 1000 gospodarstw domowych.  Do tej pory jedynym sposobem zapewnienia energii w takich miejscach było zastosowanie jednego generatora przy każdej stacji pozbawionej napięcia. Wymagało to zapewnienia odpowiedniej liczby agregatów prądotwórczych, pracowników do ich obsługi, środków transportu i przede wszystkim czasu. Do niektórych stacji w rejonach górskich przywiezienie generatora byłoby bardzo trudne, bądź wręcz niemożliwe.

Konstrukcja urządzenia zapewnia także dużą elastyczność co do wyboru miejsca przyłączenia. Chodzi przede wszystkim o to, żeby było niekłopotliwe dla otoczenia. Ponadto wykorzystanie jednego generatora dużej mocy zamiast kilku mniejszych jest efektywniejsze energetycznie i ekonomicznie oraz korzystniejsze dla środowiska naturalnego. Istotnym parametrem jest również bardzo krótki czas niezbędny do podłączenia urządzenia wraz z agregatem do sieci. Od momentu przyjazdu zestawu do jego podłączenia wystarczy ok 40 minut i jedynie dwuosobowy zespół elektromonterów.

Prace nad MUZ rozpoczęły się w 2016 r., a następnie urządzenie było testowane przez okres roku. Urządzenie zostało również zbadane i pozytywnie zaopiniowane przez naukowców z Politechniki Śląskiej. To nowatorskie urządzenie zaprojektowane i wykonane przez inżynierów i techników z TAURON Dystrybucja, zostało zgłoszone do urzędu patentowego.

Planowane jest, by każdy z 11 oddziałów spółki będzie posiadał co najmniej jeden własny MUZ. Rozpoczęła się już budowa dwóch urządzeń dla oddziału w Bielsku-Białej i Jeleniej Górze, w których ze względu na linie energetyczne prowadzone w terenach górskich i zalesionych tego typu urządzenia są najbardziej potrzebne. Jedna z wersji MUZ będzie wykonana jako kontener montowany na podwoziu samochodu z napędem 4×4. Pojazd ten będzie dodatkowo wyposażony w hydraulicznie wysuwany maszt ze zdalnym sterowaniem ułatwiający podłączenie urządzenia do sieci energetycznej.

To kolejne nowatorskie rozwiązanie po mobilnej linii serwisowej, którego zadaniem jest skrócenie realizacji prac w sieci średniego napięcia oraz wyeliminowanie, bądź skrócenie przerw w dostawie energii elektrycznej spowodowanej awariami czy realizacją prac planowanych.