Już dziesięciu operatorów otrzymało zgodę na wprowadzenie dopłat za korzystanie z roamingu. Wszyscy główni operatorzy wystąpili o takie pozwolenie

Już dziesięciu operatorów otrzymało zgodę na wprowadzenie dopłat za korzystanie z roamingu. Wszyscy główni operatorzy wystąpili o takie pozwolenie 1

Regulacja Roam Like at Home oznacza dla europejskich telekomów spadek przychodów z roamingu nawet o 65 proc. W Polsce, gdzie ceny należą do jednych z najniższych w Europie, dla operatora infrastrukturalnego przychody spadają średnio o 180 mln zł. To sprawiło, że operatorzy zwracają się do Urzędu Komunikacji Elektronicznej z wnioskami o zgodę na stosowanie dodatkowych opłat za korzystanie z roamingu w UE. O możliwość wprowadzenia opłat dodatkowych zwróciły się już Play, Orange, Plus i T-Mobile.

Obecni klienci nie muszą się obawiać wysokich rachunków za usługi realizowane poza Polską. Wysokość dodatkowych opłat jest niewielka, a klient może odstąpić od umowy, jeżeli operator nalicza dodatkowe opłaty. Warto jednak pamiętać o tym, że abonenci nabywający nową umowę nie mają takiego prawa.

– Unijna zasada Roam Like at Home oznacza, że korzystanie z usług w roamingu w Europejskim Obszarze Gospodarczym, a przede wszystkim w UE, nie jest darmowe, natomiast powinno być na takich samych zasadach, na jakich korzystamy z usług w kraju, czyli ceny usług krajowych powinny zostać przeniesione na roaming. Wyjątkiem jest transmisja danych, gdzie są limity. W przestrzeni publicznej, niestety, panuje przeświadczenie, że roaming powinien być darmowy albo że jest darmowy i nic się za to nie płaci – płaci się na dokładnie takich samych zasadach, jak w przypadku usług krajowych – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Marcin Cichy, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Nowe regulacje oznaczają oszczędności dla klientów, zaś dla telekomów – dotkliwe straty. Z raportu EY „Wprowadzenie Roam Like at Home w Polsce i innych krajach EOG” wynika, że nowe prawo może oznaczać spadek zysków operacyjnych (EBITDA) europejskich telekomów działających w strefie wolnego handlu (EOG) do 7 proc. i spadek przychodów z roamingu o 65 proc. Dlatego część operatorów zwraca się do UKE z wnioskiem o możliwość utrzymania dodatkowych opłat za usługi.

– Decyzja o możliwości naliczania dodatkowych opłat przez przedsiębiorców telekomunikacyjnych w przypadku, kiedy ponoszą straty przewyższające 3 proc. EBITD-y, wprost wynika z przepisów rozporządzenia roamingowego z 2012 roku, a także z przepisów wykonawczych z 2016 roku. To regulacja Parlamentu Europejskiego i Rady zdecydowała, że w przypadku strat przedsiębiorca może wprowadzić dodatkowe opłaty i obciążać nimi klientów, natomiast to przedsiębiorca decyduje o tym, w jaki sposób tę możliwość konsumuje na bazie decyzji, które są wydawane przez prezesa UKE – mówi Marcin Cichy.

W czerwcu 2017 roku, kiedy zaczął obowiązywać w UE roaming na zasadach usług krajowych, w Polsce niektórzy operatorzy nie wprowadzili w pełni nowej zasady. Jednak już w lipcu UKE informował, że 96 proc. użytkowników mobilnych korzysta z nowych opłat zgodnych z zasadą „Roam Like at Home”. W Polsce, gdzie ceny należą do najniższych w Europie, a średni przychód na klienta detalicznego sięga sześć euro (o 60 proc. mniej niż średni przychód na klienta w EOG), a ogromną popularnością cieszą się oferty nielimitowane, regulacje mogą oznaczać nawet 180 mln zł spadku przychodów. Mimo tego nie wszyscy operatorzy postanowili się zwrócić z tym do UKE.

– Przyznaliśmy takie prawo ośmiu operatorom wirtualnym, to małe spółki, które działają na stosunkowo niskich marżach i są w najtrudniejszej sytuacji z punktu widzenia ponoszonych kosztów i strat z tytułu roamingu. Jeśli chodzi o dużych, tradycyjnych operatorów infrastrukturalnych, mamy cztery wnioski: od sieci Plus, Play, Orange i T-Mobile. W przypadku sieci Plus i Play zezwoliliśmy już na podnoszenie opłat według określonego scenariusza, w przypadku Orange sprawa jest w toku, czwarty z operatorów, T-Mobile, zdecydował się na zwrócenie do prezesa UKE o taką zgodę najpóźniej – podkreśla prezes UKE.

Zgoda na opłaty dodatkowe nie musi oznaczać dla klientów wysokich rachunków za korzystanie z usług poza granicami kraju. Wysokość opłat dodatkowych za roaming pobranych przez operatora nie może być wyższa niż poniesione przez sieć koszty z tytułu świadczenia usługi roamingu. Ponadto operatorzy, którym zostały przyznane zgody, będą monitorowani przez UKE. Jeśli okaże się, że wykorzystują dodatkowe opłaty do zarabiania, mogą zostać na nich nałożone kary.

– Decyzje są przyznawane na okres dwunastu miesięcy i to przedsiębiorca decyduje, czy i kiedy zdecyduje się na ich wdrożenie. Opłaty, które będą możliwe do ponoszenia, to średnio 11 groszy w przypadku połączeń wychodzących, 4 grosze przy połączeniach odbieranych w roamingu i za wysyłanie SMS oraz 2 grosze za 1 MB transmisji danych. To, czy przedsiębiorca zdecyduje się skonsumować te opłaty i w jakiej formie, zależy od niego, my ustalamy ceny maksymalne – tłumaczy Marcin Cichy.

Klienci są też chronieni przepisami prawa. Jeśli nie zgadzają się na opłaty, to zgodnie z prawem telekomunikacyjnym mogą odstąpić od umowy i zmienić operatora.

Zatrudnienie rośnie, ale tylko w połowie województw

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

W UE28 zatrudnienie wzrosło w 2016 r. w 84 proc. regionów. W Polsce, na 16 województw wzrost zatrudnienia zanotowano w 8. regionach – podał Eurostat.

Ekscytujemy się niskim i ciągle malejącym bezrobociem, ale problemem w Polsce nie jest bezrobocie a niska stopa zatrudnienia. Na koniec 2016 r. wynosiła ona w populacji 15+ 53,2 proc., a na koniec 2017 r. niewiele więcej, bo 53,7 proc. Oznacza to, że w grupie osób w wieku 15 lat i więcej nie pracowało ponad 46 osób na 100. A w wieku 20-64 lata na 100 osób nie pracowało w 2016 r. nieco ponad 30, a w 2017 r. – 29.

Zdecydowanie bardziej powinniśmy koncentrować się zatem na zwiększaniu zatrudnienia, bo z bezrobociem poradziliśmy sobie m.in. wysyłając osoby w wieku 60 lat (kobiety) i 65 lat (mężczyźni) na emerytury.

Polska gospodarka rośnie i będzie potrzebowała osób, które chcą pracować, mają odpowiednie kwalifikacje, kompetencje i umiejętności. Jeśli mamy wykorzystać dobrą koniunkturę w Europie i na świecie, to musimy zwiększyć poziom zatrudnienia. I to nie tylko średni poziom w Polsce, ale także w regionach, szczególnie tych o najniższej stopie zatrudnienia. Jest tu dużo do zrobienia.

Eurostat pokazuje (marzec 2018 r.), że zmiany poziomu zatrudnienia są bardzo zróżnicowane regionalnie, szczególnie w Polsce. W UE28 na 275 regionów, w 231 (czyli w 84 proc.) zatrudnienie wzrosło, w 12 pozostało niezmienione, a tylko w 32 zmalało, czyli tendencja była wyraźnie pozytywna. Problem w tym, że na 32 regiony w UE28, w których zatrudnienie zmalało, ¼ to polskie województwa.

W Polsce patrzymy z reguły tylko na swój rynek pracy, i to na cały rynek pracy, bez regionalnego rozróżnienia. Widzimy od 2016 r. wyraźnie spadające bezrobocie, rosnące problemy ze znalezieniem pracowników, rosnące wynagrodzenia. Problem w tym, że zmiany poziomu zatrudnienia są dość znacznie zróżnicowane między województwami. Najniższa stopa zatrudnienia jest (4. kwartał 2017 r.) w województwie Warmińsko-Mazurskim – 49,9 proc., najwyższa na Mazowszu – 57,3 proc. Różnica spora, ale w obu przypadkach zatrudnienie jest bardzo niskie. Na Warmii i Mazurach na 100 osób w wieku 15+ nie pracuje ponad 50 osób, na Mazowszu – prawie 43 osoby.

Na szczęście w większości regionów o relatywnie niskiej stopie bezrobocia zatrudnienie rośnie szybciej niż w części województw lepiej rozwiniętych. Są regiony, w których zatrudnienie w ciągu roku wzrosło o prawie 8 proc. r/r (Podkarpacie), ale też takie, gdzie zatrudnienie spadło (np. Wielkopolska – spadek o 2,5 proc. r/r). Wzrost zatrudnienia w województwach o niskiej stopie bezrobocia wskazuje, że zasoby pracy w tych województwach mają szanse być lepiej wykorzystane. Należy mieć nadzieję, że spadek zatrudnienia w województwach lepiej rozwiniętych wiąże się z inwestycjami, dzięki którym przedsiębiorstwa nie potrzebują aż tak dużo pracowników, ale na pewno potrzebują pracowników o wyższych kwalifikacjach.

Warto zatem przyjrzeć się zatrudnieniu w poszczególnych województwach – przed nami na jesieni wybory samorządowe i analiza sytuacji na rynku pracy na pewno może być pomocna w definiowaniu wyzwań dla regionów.wykres zatrudnienia

Nowy model kompetencyjny specjalisty ds. finansów

Czy zastanawialiście się, jak dużo czasu działy finansowe większości firm spędzają na żmudnym analizowaniu danych napływających z systemów ERP, business intelligence, czy narzędzi procesujących płatności? Dodatkowo wielu pracowników poświęca wiele godzin, przeglądając i analizując umowy prawne, wiadomości e-mail lub wykonując rutynowe i powtarzalne zadania operacyjne. Czy tak duże nakłady pracy przynoszą pozytywne skutki? Liczby mówią same za siebie. Jak wynika z raportu PwC, „Sztuczna inteligencja, prognozy na 2018 rok”, zaledwie 26% przedstawicieli branży finansowej potwierdziło, że ich firmy prawidłowo wykorzystują pozyskane dane w celu wygenerowania wartości. 

W efekcie finansiści mogą poświęcić czas na bardziej strategiczne zadania tylko wtedy, kiedy uporają się z pracą operacyjną. Wyobraźmy sobie jednak, że istnieją systemy skanujące wszystkie dane, identyfikujące trendy i anomalie, automatycznie wykonujące wiele transakcji i zgłaszające istotne problemy, nad którymi powinni pochylić się specjaliści. Wyobraźmy sobie również narzędzia oparte na sztucznej inteligencji identyfikujące i wyjaśniające możliwe ryzyka i przygotowujące prognozy, które w istotny sposób mogą wspierać managerów w podejmowaniu decyzji biznesowych. Utopia? Okazuje się, że sektor finansowy bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z korzyści, które niosą ze sobą rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji, a ich powszechność rośnie.

Spersonalizowane plany finansowe, skanowanie systemów pod kątem ewentualnych oszustw finansowych czy automatyzowanie obsługi klienta – to zaledwie kilka z naprawdę wielu rozwiązań technologicznych, które wspierają finansistów w ich codziennej pracy. Sektor finansowy docenia benefity idące w parze z nowoczesnymi technologiami, bo jak pokazuje raport AICPA i Oracle „Agile Finance Revealed” 4 na 5 finansistów uważa automatyzację i robotyzację za pozytywne zjawiska, które przyspieszą ich pracę i zwiększą efektywność. Oczywiście to nie powód, aby spocząć na laurach. Postęp technologiczny powinien być motywacją do budowania nowych kompetencji, które podniosą konkurencyjność finansistów na rynku pracy. Umiejętności, które do niedawna były domeną informatyków, np. te dotyczące data management, bardzo szybko stają się uniwersalnym wymogiem zgłaszanym przez pracodawców – komentuje Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Association of International Certified Professional Accountants.

Na czym więc powinni skoncentrować się finansiści? Kluczowe będzie przede wszystkim przyswojenie podstawowych technik związanych z tzw. data mining czyli ekstrakcją danych, a także zarządzaniem danymi. Eksperci z tej dziedziny powinni być też wyczuleni na te procesy wykorzystywane przez klientów, które mogą zostać ulepszone przez automatyzację. Niezależnie od tego, czy chodzi o procesy produkcyjne czy procesy finansowe, zdolność do zautomatyzowania w celu poprawy wydajności i obniżenia kosztów będzie ważnym wyróżnikiem specjalisty ds. finansów. Oczywiście należy również pamiętać, że informacje, które podlegały szerszym analizom i opracowaniom muszą zostać odpowiednio zwizualizowane.

Umiejętna selekcja i prezentacja informacji jest jednym z istotnych elementów komunikacji z inwestorami, akcjonariuszami, zarządami. Kluczem do stworzenia atrakcyjnego raportu finansowego jest wykorzystanie nowoczesnych narzędzi służących np. przygotowaniu infografik, dynamicznych elementów graficznych czy dostosowujących nasz dokument do różnych kanałów dystrybucji. Co ciekawe, warto przyswoić również podstawową wiedzę z zakresu user experience, która pozwoli nam prezentować strategiczne treści w bardziej intuicyjnej i przyswajalnej dla odbiorcy formie. Jak wynika z naszego raportu „Report visualisation: From concept to deployment”, większość odbiorców preferuje na przykład prezentację danych za pomocą wyraźnych, kontrastujących kolorów – dodaje Jakub Bejnarowicz.

Jak tłumaczy Jakub Bejnarowicz, w najbliższej przyszłości, jak nigdy wcześniej, wzrośnie również znaczenie współpracy. Ponieważ rozwój sztucznej inteligencji dotyczy wielu obszarów naszego życia, będzie ona wymagać również specyficznych umiejętności, których brakuje zwykle specjalistom z dziedziny AI Dla przykładu, informatycy pracujący nad rozwiązaniem dotyczącym zarządzania ryzykiem finansowym zazwyczaj nie posiadają specjalistycznej wiedzy z zakresy ekonomii czy finansów. Aby ich praca miała sens, muszą blisko współpracować z finansistami. Dotyczy to zresztą nie tylko etapu stworzenia aplikacji, ale również późniejszych uaktualnień pod kątem nowych regulacji prawnych czy elementów związanych z dynamicznie zmieniającym się środowiskiem biznesowym firmy.

Spółka na Gibraltarze a brexit

29 marca 2019 r. Wielka Brytania wyjdzie z Unii Europejskiej. Brexit obejmie swym zasięgiem również Gibraltar, który jest terytorium zależnym korony brytyjskiej. Czy dla otwieranych tak chętnie spółek na Gibraltarze – małym państewku na Półwyspie Iberyjskim, które i tak zawsze pozostawało poza strefą Schengen – będzie to miało jakiekolwiek znaczenie?

Opodatkowanie dochodów osób prawnych stawką 0 lub 10%, nieistniejący podatek od zysków kapitałowych czy wypłacanych dywidend oraz wiele innych ulg dla biznesu – to wszystko sprawiło, że Gibraltar od dawna był solą w oku Unii Europejskiej, a Bruksela nazywała jego terytorium wprost rajem podatkowym. Za powrotem pod nadzór UE Gibraltar nie powinien więc tęsknić. Jedyne, czego obawiają się jego władze, to ograniczenie swobodnego przepływu ludzi. Rząd Gibraltaru zastanawia się, jak ewentualne kontrole na granicach wpłyną na krajową turystykę. Wydaje się jednak, że jeśli tylko regulacje celne zostaną odpowiednio zmienione, to brexit może przynieść Gibraltarowi same korzyści.

Zakładanie spółek na Gibraltarze

Położenie na terytorium UE, a wyłączenie poza granice strefy Schengen – taki układ sprawia, że Gibraltar korzysta z wszelkich dobrodziejstw przynależności do grona związku państw Starego Kontynentu, a jednocześnie nie obowiązują w nim wspólnotowe ograniczenia, zwłaszcza te dotyczące funkcjonowania spółek, które zostały stworzone w oparciu o ustawodawstwo Wielkiej Brytanii. Aby powołać spółkę na Gibraltarze, wystarczy jedynie ustanowić co najmniej jednego członka zarządu i co najmniej jednego udziałowca oraz spełnić wymogi sądu rejestrowego.

Opodatkowanie spółek na Gibraltarze

Jurysdykcja Gibraltaru przewiduje zerową (0%) stawkę podatku dochodowego od osób prawnych w przypadku dochodów spółek osiąganych poza jego terytorium. Stawką 10% opodatkowane są tylko dochody uzyskane na Gibraltarze. Co prawda w pewnych sytuacjach obowiązek podatkowy obejmie również dochody mające swe źródła poza terytorium Gibraltaru, ale dotyczy to tylko podatników mających na nim miejsce zamieszkania.

Dzięki rozpoczęciu działalności gospodarczej na terytorium zamorskim Zjednoczonego Królestwa można zapewnić skuteczną ochronę majątkowi zarówno firmy, jak i własnemu. Gibraltar nie obciąża bowiem przedsiębiorców podatkiem od sprzedaży ani podatkiem VAT, nie pobiera podatku od zysków kapitałowych oraz podatków u źródła w zakresie udzielanych przez spółkę pożyczek i wypłacanych dywidend. Z kolei brak podatku od spadków i darowizn jest niezwykle istotną zaletą z punktu widzenia sukcesji i planowania spadkowego. W dodatku Commissioner of Income Tax oferuje podatnikom Gibraltaru wiążące interpretacje podatkowe, co przyczynia się do wzmocnienia pewności obrotu prawnego.

Polska ustawa podatkowa a gibraltarski brexit

Gibraltar, mimo że przynależy terytorialnie do Unii Europejskiej, jest przez polskie przepisy podatkowe traktowany bardzo wyjątkowo. Zgodnie z art. 2 pkt 3 lit. c Ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz. U. z 2017 r. Nr 54, poz. 535 z późn. zm.), na potrzeby tejże ustawy „Gibraltar traktuje się jako wyłączony z terytorium Unii Europejskiej”. Po 29 marca 2019 r. lub 31 grudnia 2020 r. (w zależności od ostatecznego kształtu ustaleń w sprawie tzw. okresu przejściowego po brexicie) takie specjalne traktowanie nie będzie już potrzebne.

Przy obecnym kształcie uregulowań prawnych może nastąpić pogorszenie sytuacji polskiego przedsiębiorcy posiadającego udziały w spółce na Gibraltarze. Jako członek Unii Europejskiej przynależący do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG), Gibraltar korzysta bowiem z licznych przywilejów. W świetle polskiego prawa jednym z nich jest możliwość nabywania nieruchomości bez konieczności uzyskania zezwolenia ministra spraw wewnętrznych i administracji. Przywilej ten nie dotyczy państw, które nie mają statusu członka EOG. Zatem po brexicie spółki z Gibraltaru, aby nabyć nieruchomość w Polsce lub udziały w spółkach posiadających nieruchomości na terenie Polski, będą musiały takie zezwolenie resortu zdobyć.

Co w okresie przejściowym?

Dodatkowy okres, który ma złagodzić skutki wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, ma potrwać 21 miesięcy – od 29 marca 2019 r. do 31 grudnia 2020 r. Trudno rozstrzygnąć, jak będzie wyglądała sytuacja gibraltarskich spółek w tym czasie. Zjednoczone Królestwo nie chce zaakceptować proponowanych przez UE warunków. Przewidują one, że w tym okresie w stosunkach na linii Bruksela-Londyn prawie nic się nie zmieni – jedynie to, że Bruksela będzie mogła zawetować wszelkie nowe umowy handlowe Londynu, a brytyjskiej stolicy nie będzie już przysługiwać prawo głosu w sprawach unijnych.

Wolność podatkowa przy maksimum poufności

Ostateczny wynik pertraktacji w sprawie okresu przejściowego nie powinien mieć znaczącego wpływu na sytuację gibraltarskich spółek. Z uwagi bowiem na to, że Gibraltar posiada specyficzny status członka Unii Europejskiej wyzwolonego spod obwarowań strefy Schengen, jego przejście brexitu powinno przebiegać łagodniej niż samej Wielkiej Brytanii.

Najlepszym świadectwem owego wyzwolenia jest konstrukcja gibraltarskiej non-resident company, która choć posiada siedzibę rejestrową na Gibraltarze, nie prowadzi na jego terytorium działalności, a więc nie jest jego rezydentem podatkowym. Podlega ona całkowitemu zwolnieniu od podatku dochodowego. Ponadto członkowie jej zarządu oraz udziałowcy nie muszą udzielać informacji, kto jest beneficjentem rzeczywistym spółki.

Podsumowanie

Oderwanie się od struktur Unii Europejskiej będzie dla Gibraltaru jeszcze mniej odczuwalne niż dla samego Zjednoczonego Królestwa. Gibraltar nigdy nie był częścią unii celnej między państwami UE i nie podlegał wspólnotowym przepisom o podatku VAT. To właśnie te odrębności wyróżniały go na tle innych państw Europy, przynosząc miano terytorium niezwykle atrakcyjnego i idealnego do rozwoju biznesu. Po brexicie brak związania ograniczeniami Brukseli może tylko sprawić, że stanie się on jeszcze atrakcyjniejszy.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Mur runął, ale różnice zostały – płacowy podział Niemiec

Największa, najbardziej zaawansowana gospodarka Europy rozwija się w świetnym tempie. Jednak rynek pracy tylko z pozoru wygląda bezproblemowo. W istocie już niemal 30 lat po zjednoczeniu Niemiec nadal istnieją granice. Dziś nie wyznaczają ich szlabany i zasieki, tylko pensje – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

PKB Niemiec powiększyło się w całym 2017 r. o 2,5 proc. i wyniosło ponad 3,2 biliona euro. Dla porównania Polska w ogólnym wymiarze generuje blisko siedmiokrotnie niższe PKB niż Niemcy i ok. 3,5-krotnie niższe w przeliczeniu na mieszkańca. W wielu aspektach gospodarczych nie zbliżymy się do zachodniego sąsiada jeszcze przez wiele lat. Europejska potęga ma jednak również swoje problemy, a głównym z nich jest utrzymujący się podział na wschód i zachód.

Niemcy mogą pozazdrościć… Niemcom

Niemiecki rynek pracy na pierwszy rzut oka wygląda niemal nieskazitelnie. Liczba osób zatrudnionych stopniowo wzrasta – w styczniu było to 44,7 mln ludzi. Bezrobocie należy do najniższych w całej Unii Europejskiej, niższe mają tylko Czechy i Malta. Jakby tego było mało – pod względem średniego wynagrodzenia Niemcy z płacą 3,8 tys. euro należą do unijnej czołówki. Średnia godzinowa stawka za Odrą i Nysą przekracza 22 euro.

Czy wobec takich danych wypada mówić o problemach? Jeśli przyjrzeć się bliżej, okaże się, że po blisko 30 latach od upadku Muru Berlińskiego i zjednoczenia Niemiec wciąż nie udało się zlikwidować wielu różnic gospodarczych. Najwyraźniej widać to w sferze wynagrodzeń. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie we wschodnich Niemczech w 2017 r. było o niemal jedną trzecią, czyli o blisko tysiąc euro, niższe niż po tej bardziej rozwiniętej – zachodniej stronie.

Wschodnia strona bezrobocia

Wschód i zachód dzieli też poziom bezrobocia. Według niemieckiego urzędu statystycznego stopa bezrobocia rejestrowanego w lutym na terenach byłego RFN wyniosła 5,3 proc., natomiast w byłym NRD – 7,7 proc. I chociaż pozytywnie należy odbierać szybszy spadek stopy bezrobocia przez ostatnie lata na wschodzie niż zachodzie, to problemem pozostają widoczne różnice strukturalne. Na zachodzie Niemiec tylko 2,8 proc. osób poniżej 20. roku życia jest zarejestrowane jako bezrobotne, podczas gdy na wschodzie aż 6,8 proc.

We wschodnich landach niemal nieuchwytne są różnice w wysokości pensji mężczyzn oraz kobiet. Pracownicy zarabiają średnio o niespełna 100 euro więcej niż pracowniczki. Tymczasem na zachodzie wynagrodzenia mężczyzn są o 20 proc., czyli o 700 euro, wyższe niż kobiet. Dla odmiany na wschodzie występują większe różnice bezrobocia pod względem płci: 8,4 proc. – mężczyzn wobec 6,9 proc. – kobiet. Na terenach byłego RFN takiego podziału nie widać – bezrobotnych jest 5,6 proc. mężczyzn oraz 4,9 proc. kobiet.

Choć minęły już prawie trzy dekady, odkąd runął mur, Niemcom nie udało się doprowadzić wschodu kraju do poziomu zachodniej części. Gospodarka niemiecka pozostaje wprawdzie motorem napędowym Europy, ale bardziej zrównoważony geograficznie wzrost pomagałby potencjałowi całego państwa. Byłaby to także dobra wiadomość dla pracujących w Niemczech Polaków, którzy tuż za granicą mogliby liczyć na wynagrodzenia dostępne w odległych zachodnich landach.

Maciej Szczęsny: Forma naszych piłkarzy jest wielką niewiadomą. Przed trenerem Nawałką bezsenne noce

Maciej Szczęsny: Forma naszych piłkarzy jest wielką niewiadomą. Przed trenerem Nawałką bezsenne noce 2

Do Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej zostało tylko 79 dni. We wspólne przeżywanie emocji włącza się też biznes. Novotel ruszył z kampanią „Zgrupowanie Kibiców”. To jego pierwsze działania na polskim rynku związane z piłką nożną, Ostatnie statystyki – 3 mecze towarzyskie, 270 minut gry i żadnej strzelonej bramki, za to dwie stracone. Zdaniem ekspertów, choć wyniki niepokoją, to styl w jakim graliśmy z Nigerią może stanowić podstawę do delikatnego optymizmu. Dziś kolejne spotkanie biało-czerwonych. Tym razem narodowa drużyna zmierzy się z Koreą Południową. 

Porażka z Nigerią polskiej reprezentacji w piłce nożnej (0:1) wzbudziła niepokój nie tylko u kibiców, ale także ekspertów. Był to trzeci mecz towarzyski, w którym polska drużyna nie strzeliła bramki, sama zaś straciła dwie. Dziś kolejny mecz biało-czerwonych, z Koreą Południową.

– Straciliśmy jedną bramkę po indywidualnym błędzie naszego obrońcy, ale też strzeliliśmy jedną bramkę, ewidentnie piłka przekroczyła linię bramkową między słupkami i pod poprzeczką bramki nigeryjskiej, ale ani arbiter główny, ani asystent tego nie dostrzegli. Szkoda, zwłaszcza że był to trzeci mecz z rzędu, kiedy oficjalnie nie zdobyliśmy bramki i to może trochę martwić. Przykre trochę też, że zarówno Meksyk, jak i Nigeria  się z nami nie wysilały i wygrali. Urugwaj też nie włożył całego serca w mecz przeciwko nam jesienią i zremisował 0:0 – ocenił w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes podczas wspólnego oglądania meczu w hotelu Novotel Maciej Szczęsny, były bramkarz reprezentacji Polski.

Po ostatnich Mistrzostwach Europy w Piłce Nożnej, gdzie polska reprezentacja dotarła do ćwierćfinału i otarła się o półfinał, apetyty kibiców znacznie wzrosły. Po chudszych latach, bez znaczących sukcesów, wydawało się, że może być już tylko lepiej. Dobre nastroje podsycały też najnowsze rankingi FIFA – obecnie jesteśmy na 6. miejscu. Przed nami sami najwięksi – Niemcy, Brazylia, Portugalia, Argentyna i Belgia. Ostatnie wyniki nieco jednak osłabiły wiarę w polską reprezentację.

– Przed mundialem jestem nastawiony znacznie bardziej sceptycznie niż przed Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej. Tam też bałem się o wyjście z grupy, nie stawiałem żadnych innych wysokich celów poza awansem z grupy, a tu mamy bardzo silnych rywali. Wysoko oceniam Senegal. Piłkarze tego kraju grają w wielu klubach w Premier League, Bundeslidze, Serie A, w lidze hiszpańskiej. Mecz otwarcia będzie kluczowy. Kolumbia jest faworytem naszej grupy, więc marzy mi się, żeby ten ostatni grupowy mecz z Japonią nie był meczem o honor, tylko o awans z grupy. Trener Nawałka ma kłopoty, wielu kluczowych zawodników nie gra w swoich klubach na co dzień lub potraciło formę z EURO2016 – podkreśla Michał Pol, dziennikarz sportowy.

Największym problemem są przede wszystkim kontuzje filarów naszej reprezentacji. Choć Robert Lewandowski gra, to od kilku miesięcy na murawę nie wybiegł Jakub Błaszczykowski. Wciąż nie gra też Maciej Makuszewski, a Kamil Grosicki dochodzi do siebie po złamaniu palca w prawej stopie. Część kadrowiczów, którzy błyszczeli na mistrzostwach Europy, teraz jest dalekich od szczytu formy.

– Grzegorz Krychowiak ma swoje kłopoty w Anglii. Michał Pazdan, który tworzył fantastyczną parę z Kamilem Glikiem, nawet został ochrzczony ministrem obrony narodowej za postawę na EURO2016, niestety nie wyjechał do dobrego, zachodniego klubu, został w Ekstraklasie i dostosował do niej swój poziom, chociaż trzeba przyznać, że u Nawałki piłkarze grają lepiej niż w klubach. Nie jestem więc kompletnym sceptykiem, ale uważam, że ta kadra ma dużo większe problemy niż przed EURO2016 – zaznacza Michał Pol.

Z drugiej strony, kłopoty doświadczonych zawodników oznaczają szansę dla tych, którzy wcześniej o powołaniu do reprezentacji mogli pomarzyć. Ich ostatnie występy, eksperci zgodnie określają jako zaskakująco dobre.

– Do tej pory Kurzawa miał jeden krótki występ, który mu ewidentnie nie wyszedł, a mecz z Nigerią zagrał lepiej niż poprawnie. Frankowski, który był debiutantem, pokazał się z bardzo dobrej strony. Myślę, że również Krychowiak, który ma kłopoty z formą, pokazał, że wie do czego jest potrzebny w reprezentacji, co mu wychodzi najlepiej, na co koledzy i trenerzy liczą – podkreśla Maciej Szczęsny.

Przed mistrzostwami świata w Rosji polscy piłkarze będą jeszcze mogli sprawdzić ustawienia w meczach towarzyskich. Już dzisiaj zagramy w  Chorzowie z Koreą Południową. W czerwcu, tuż przed mundialem, zmierzymy się jeszcze z Chile i Litwą.

– Cieszę się, że są okazje, gdzie selekcjoner może sprawdzić zawodników u boku Roberta Lewandowskiego, bo co to byłby za sens, gdyby zagrali sami debiutanci. Trener też chce zobaczyć, jak Dawid Kownacki funkcjonuje u boku Roberta Lewandowskiego, a nie w ataku bez Roberta, bo takiego ataku po prostu nie będzie – zaznacza Michał Pol.

Ostatnie wyniki, choć wzbudziły niepewność, w części ekspertów nie zachwiały wiary w sukces. Dużo będzie jednak zależeć od Roberta Lewandowskiego, czyli naszego najmocniejszego punktu. W eliminacjach do mundialu strzelił 16 z 28 bramek. Żadna inna drużyna narodowa nie jest tak uzależniona od skuteczności jednego zawodnika. Jeśli jednak będzie w formie, a do gry wrócą kontuzjowani piłkarze, mamy szansę na dobry wynik w Rosji.

 Głęboko wierzę, że wyjdziemy z grupy, wierzę także w ćwierćfinał. Wszystko zależy od tego, jaką ma się formę przez miesiąc, czasami też szczęście dopisze, ale czasami też trzeba zejść na ziemię, zapytać, czy Polska jest w stanie wznieść się na takie wyżyny. Każdy by chciał, ale oceniając realnie uważam, że ćwierćfinał jest dla nas sukcesem – mówi Piotr Celeban, piłkarz, kapitan Śląska Wrocław.

W działania sportowe zaangażował się Novotel, który 23 marca ruszył z kampanią „zgrupowanie Kibiców”. To początek działań zaplanowanych do lipca 2018 roku. Novotel zorganizuje strefy kibica w 23 hotelach w Europie Środkowo-Wschodniej. To pierwsze tego typu działania Novotelu na polskim rynku związane z piłką nożną. W ramach piłkarskiej kampanii zaoferuje dedykowaną ofertę dla kibiców.

Spadek ryzyka sprzyja złotemu

Początek tygodnia przyniósł umocnienie polskiego złotego, który zyskiwał zwłaszcza w relacji do dolara amerykańskiego.

Zmiany obserwowanego poziomu ryzyka i związanego z nim sentymentu to element, który w ostatnich dniach miał niebagatelny wpływ na globalne aktywa finansowe, odbijając się przede wszystkim na światowych indeksach akcji. Pamiętamy, jak mocno traciły giełdy po informacjach dotyczących potencjalnego wprowadzenia amerykańskich i chińskich ceł pod koniec zeszłego tygodnia. Odwrót od ryzyka był związany z obawami, że działania amerykańskich władz mogą stanowić zalążek wojny handlowej.

Percepcja sytuacji nieco zmieniła się na początku tygodnia. Rynek zareagował na informacje o tym, że trwają rozmowy Stanów Zjednoczonych i Państwa Środka. Negocjacje prowadzą Steve Mnuchin, sekretarz skarbu USA oraz Liu He, nowy wicepremier i jeden z najbardziej zaufanych doradców prezydenta Xi Jinpinga. Amerykańskimi żądaniami są m.in. redukcja chińskich ceł na import samochodów (obecnie wynoszą one 25%), wzrost wolumenu zakupów amerykańskich półprzewodników przez Chiny oraz łatwiejszy dostęp firm z USA do chińskiego rynku. Prezydent Trump za cel stawia sobie przede wszystkim ograniczenie deficytu w handlu z Państwem Środka i powstrzymanie procederu kradzieży amerykańskiej własności intelektualnej przez Chiny.

Na informacje o tym, że oba państwa prowadzą dialog rynki zareagowały pozytywnie: światowe giełdy odżyły, odrabiając część strat z poprzedniego tygodnia, zyskiwały również ryzykowne waluty EM (takie jak PLN), traciły z kolei waluty safe haven (przede wszystkim JPY). Spadek zanotował również tzw. „indeks strachu”, czyli VIX. Wskaźnik nadal znajduje się na podwyższonym poziomie, jednak jego spadek sugeruje, że rynkowa percepcja krótkoterminowego ryzyka jest lepsza niż była jeszcze w piątek.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,22 – 4,23. Wspólna waluta zyskiwała natomiast w relacji do głównych walut, wspierana przez poprawę sentymentu i osłabienie dolara amerykańskiego.

Dzisiejsze, wstępne dane o inflacji CPI w Hiszpanii nie napawają optymizmem. Miesięczna dynamika cen w marcu była głęboko ujemna, odczyt w relacji do ubiegłego roku wyniósł z kolei marne 1,2% wobec oczekiwanych 1,5%. Są to dane z zaledwie jednego kraju, jednak jeśli tendencja będzie widoczna również w innych, większych gospodarkach strefy euro – których odczyty dynamiki cen poznamy w kolejnych dniach – może to być powodem osłabienia wspólnej waluty.

Ostatecznie to właśnie oczekiwania względem działań EBC odpowiadają za istotną część umocnienia wspólnej waluty na przestrzeni ostatnich kwartałów. Jeśli zabraknie makroekonomicznych przesłanek do tego, żeby w oczekiwanym przez rynek momencie EBC zacieśniał politykę monetarną w strefie euro, kurs powinien zareagować.
GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,82 – 4,85. Brytyjska waluta kontynuowała dobrą passę z zeszłego tygodnia, zyskując na poprawie nastrojów wokół negocjacji w kwestii Brexitu oraz z uwagi na wzrost oczekiwań rynku względem ruchu ze strony Banku Anglii podczas kolejnego spotkania. Obecnie rynek wycenia prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych podczas spotkania BoE w maju na około 70%. Wzrost rynkowych szacunków do 100% w kolejnych tygodniach powinien być czynnikiem, który może wspierać brytyjską walutę.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,8%, wahając się w widełkach 3,38 – 3,42. Dolar istotnie tracił również w relacji do głównych walut. Ważony indeks USD obniżył się do najniższego poziomu od pięciu tygodni. Wczorajsza słabość dolara amerykańskiego była związana ze wspomnianym powrotem do ryzyka. Inwestorzy zareagowali na informacje o tym, że Chiny i Stany Zjednoczone będą prowadziły dialog dotyczący relacji handlowych obu państw.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 15:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w styczniu
  • 16:00 – wskaźnik zaufania konsumentów Conference Board w marcu
  • 17:00 – przemawia Raphael Bostic z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Skutki wycieku danych i #deleteFacebook – akcje o 14 proc. w dół

Po informacji o gigantycznym wycieku danych osobowych z kont na Facebooku wielkie firmy i znane osobistości kasują swoje facebookowe profile, a wartość akcji portalu zmniejsza się o 50 mld dolarów. Dlaczego? – Zaufanie użytkowników i reputacja to najcenniejsze, co ma i co może utracić portal społecznościowy – komentuje Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Cambridge Analytica, amerykańska firma doradcza, miała zebrać i wykorzystać prywatne dane ponad 50 mln użytkowników Facebooka. – Użyliśmy Facebooka, by pozyskać miliony profili. To był fundament, na którym zbudowano całą firmę – przyznał na łamach „New York Times” Chris Wylie, b. pracownik (szef działu badań) Cambridge Analytica.

Mark Zuckerberg, szef Facebooka, po wybuchu skandalu przez kilka dni milczał. Po czym na swoim profilu oświadczył m.in., że pracował nad tym, by zrozumieć, co się stało i jak upewnić się, że to się nie powtórzy. Zapewnił, że najważniejsze działania, mające na celu zapobieżenie temu, co się stało, podjął już dawno temu. – Ale my też popełniamy błędy, jest więcej do zrobienia i musimy to zrobić – oświadczył. – Chcę podziękować wszystkim, którzy nadal wierzą w naszą misję i pracują, by zbudować społeczność. Wiem, że to zajmuje więcej czasu, niż byśmy chcieli, ale obiecuję, że będziemy nad tym pracować i budować lepszą usługę na dłuższą metę.

Giełda i użytkownicy zareagowali jednak zdecydowanie negatywnie. Od informacji o wycieku danych akcje Facebooka spadły o 14 proc. i straciły na wartości ok. 50 mld. dolarów. Z kolei Brian Acton, współzałożyciel WhatsApp, po skasowaniu swojego facebookowego profilu propagował na Twitterze akcję #deletefacebook. Z kolei Elon Musk, biznesmen i filantrop, usunął facebookowe profile swoich dwóch sztandarowych przedsiębiorstw – SpaceX i Tesla. Angielski zespół muzyczny Massive Attack postawił na kontakt z fanami poprzez tradycyjną stronę internetową, zawieszając facebookowy profil.

Do akcji #deletefacebook dołączył także Cinkciarz.pl oraz Conotoxia. – Podjąłem decyzję o usunięciu wszystkich prowadzonych przez nas kont w serwisie Facebook – poinformował Marcin Pióro, CEO Cinkciarz.pl, założyciel i właściciel całej grupy Conotoxia Holding.

Co takie decyzje użytkowników z różnych stron świata mogą oznaczać dla portalu społecznościowego?

– Facebook zawdzięcza swój szybki rozwój finansowy ogromnej bazie użytkowników. Jeżeli użytkowników będzie mniej, albo inwestorzy dojdą do wniosku, że zwiększyło się ryzyko odwrócenia się ludzi od Facebooka, to może się przełożyć na niższą wycenę akcji. Od momentu pojawienia się niejasności w związku z ochroną danych użytkowników, firma straciła blisko jedną siódmą wartości rynkowej – komentuje Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Powstały w 2004 r. Facebook na całym świecie ma blisko 2 mld użytkowników. W 2012 r. spektakularnie wszedł na amerykańską giełdę NASDAQ – był najwyżej wycenianą spółką w chwili debiutu.

– Nie tylko liczba aktywnych użytkowników się liczy, istotna jest także reputacja, ponieważ mediom społecznościowym przekazujemy dane osobowe o sobie i swoich bliskich. W przypadku istnienia uzasadnionych obaw o wyciek danych osobowych na zewnątrz nasze zaufanie do takich firm spada, co może powodować ich niższą wycenę – dodaje Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

ESMA, interwencja produktowa – komentarz IDM

– Inwestorzy indywidualni nie są przygotowani na tak drastyczne ograniczenie dźwigni finansowej na rynku CFD, jakie ESMA wprowadza dzisiaj poprzez interwencję produktową. Obniżenie lewara w praktyce może oznaczać przejście inwestorów indywidualnych do podmiotów poza jurysdykcją Unii Europejskiej, np. z Australii, Ameryki Środkowej i Południowej czy Rosji, a w konsekwencji wygaszanie europejskiego rynku CFD. W świetle ostatnio opublikowanych przez ESMA danych na temat spadku liczby reklamacji składanych przez klientów indywidualnych dot. usług na rynku CFD, takie podejście europejskiego nadzorcy jest tym bardziej niezrozumiałe i może okazać się ze szkodą dla rynku, szczególnie przy bardzo krótkim czasie na wprowadzenie zmian – Piotr Sobków, Członek Zarządu IDM.

–  Jesteśmy za rozwiązaniami, które będą realnie zwiększały ochronę inwestorów detalicznych. Jednak praktyka rynku pokazuje, że poziom dźwigni nie jest skutecznym narzędziem ochrony inwestora. Ponadto, część z propozycji ESMA została już wprowadzona i funkcjonuje na polskim rynku. Na przykład w odniesieniu do działań reklamowych, wytyczne krajowego nadzoru precyzują zakres działań marketingowych, formy promocji i stosowanie bonusów dla klientów. Kilku członków IDM przyjęło już wspominane przed ESMA rozwiązanie ochrony klientów przed negatywnym debetem, co ogranicza znacznie ryzyko dla inwestorów. Izba poparła także przyjęcie regulacji określającej standardowy minimalny poziom mechanizmu MCO na poziomie 50% wartości pobranego depozytu przy uwzględnieniu wyniku całego portfela transakcji. Taki system jest wykorzystywany obecnie przez firmy inwestycyjne działające w Europie i charakteryzuje się, w większości analizowanych wariantów, najskuteczniejszą ochroną przed ryzykiem rozliczeniowym – dodaje Piotr Sobków.

Badanie Salesforce: obsługa klienta decyduje o tempie rozwoju w sektorze finansowym

Firmy, którym udaje się w sposób spójny zarządzać pozytywnymi doświadczeniami klientów, ponad dwukrotnie częściej osiągają lepsze wyniki od reszty rynku. Jednym z największych utrudnień przy wdrażaniu strategii opartej na customer experience jest silosowe przetwarzanie informacji – takie m.in. informacje wynikają z najnowszego międzynarodowego badania Salesforce.

Usługi finansowe obecnie przeżywają kryzys lojalności klientów. Dotyczy to zarówno banków, towarzystw ubezpieczeniowych, jak i firm inwestycyjnych. Według badań, skuteczną receptą na zahamowanie odpływu klientów i pozyskiwanie nowych może być wdrażanie strategii marketingowych ukierunkowanych na doskonalenie obsługi klienta.

Obecnie czynnikiem budowania przewagi konkurencyjnej w sektorze usług finansowych jest efektywne zarządzanie doświadczeniami klientów (customer experience) i umiejętne prowadzenie ich przez wszystkie etapy współpracy z firmą (customer journey). Dla instytucji finansowych oznacza to konieczność posiadania technologii, która nie tylko uczy się, ale też prognozuje i rekomenduje konkretne działania ukierunkowane na oczekiwania pojedynczych klientów i wspiera spójną komunikację we wszystkich punktach styku klientów z firmą. Dla firm prawdziwym wyzwaniem jest tworzenie inteligentnych, spersonalizowanych usług.

Jednak sama technologia nie wystarczy, aby być konkurencyjnym. Konieczna jest również współpraca między wszystkimi jednostkami biznesowymi w firmie. W sektorze finansowym jest to o tyle trudne wyzwanie, że branża wykazuje wysoki stopień przeciwdziałania ryzyku, więc pomimo dobrych intencji zarządzających, departamenty prawne w firmach mogą wstrzymywać transformację organizacji.

W publikacji „Snapshot Report Marketing Trends across Financial Services” firma Salesforce szukała odpowiedzi na pytania:

  • w jaki sposób marketing instytucji finansowych dba o utrzymanie lojalności klientów i przewagi konkurencyjnej,
  • jakie są przeszkody w zarządzaniu customer experience,
  • które kanały komunikacji i technologie odnotują w tym sektorze największy wzrost w ciągu najbliższych 2 lat.

Badanie przeprowadzono w 2017 roku wśród 500 liderów marketingu z sektora usług finansowych (banków, rynków kapitałowych, ubezpieczeń, firm zarządzających majątkiem aktywów – asset management). Wśród respondentów wyróżniono trzy grupy zależnie od poziomu zadowolenia z przychodów osiąganych z inwestycji w marketing. High performers (12%) – o najwyższym poziomie zadowolenia, moderate performers (77%) – o umiarkowanym, oraz underperformers (11%) – niezadowolonych z uzyskiwanych wyników.

W raporcie wykorzystano również dane pochodzące z innego międzynarodowego badania „State of Marketing” przeprowadzonego w 2017 r. wśród kadry kierowniczej w działach marketingu.

Kluczowe wnioski z badania:

  • 69% szefów marketingu jest przekonanych, że ich firmy uzyskują większą konkurencyjność, gdy działają odwołując się do doświadczeń klientów i starają się tymi doświadczeniami zarządzać. Grupa High preformers 2,3 razy częściej od reszty rynku twierdzi, że realizuje działania związane z customer experience we wszystkich działach swojej organizacji.
  • Utrzymywanie w instytucjach finansowych silosowego stylu zarządzania nie pozwala uzyskać pełnego obrazu klienta. Tylko 24% szefów marketingu mówi, że technologia jaką obecnie dysponują, jest efektywna i pozwala na współpracę pomiędzy jednostkami biznesowymi (sprzedażą, serwisem, zespołami marketingu). High preformers 2,5 razy częściej niż underperformers integrują systemy dla uzyskania kompletnej, wygodnej do wykorzystania informacji o klientach.
  • W przypadku 65% firm budżety na marketing zwiększają się od 2 lat, ale jednocześnie przybywa kanałów komunikacji, które wymagają inwestycji.
  • 66% szefów marketingu przewiduje dalszy wzrost budżetów w ciągu następnych 2 lat.
  • Ponad 1/3 (35%) budżetów marketingowych jest przeznaczana na kanały i narzędzia, o których istnieniu sektor nie wiedział jeszcze 5 lat temu. Przez 2 kolejne lata udział tych wydatków w ogólnym budżecie zwiększy się do 41%.
  • 91% działów marketingu w branży finansowej ma w planach oddanie do użytku aplikacji mobilnych.
  • 70% szefów marketingu mówi, że zarządzanie customer journey ma pozytywny wpływ na decyzje klientów i ich chęć do rekomendowania produktów i usług.

Wyzwania związane z tworzeniem doświadczenia klienta

Według 69% liderów marketingu z branży usług finansowych firma zyskuje większą konkurencyjność, gdy bazuje na customer experience (CX). Chociaż wszyscy są zgodni co do tego, że CX jest ważnym czynnikiem w walce o rynek, to realizacja tej strategii nie jest łatwa. Branża zmaga się z wieloma wyzwaniami, takimi jak: zbyt wiele źródeł danych, niewystarczające źródła wewnętrzne, czy ograniczenia budżetowe. Poniżej zestawiono trzy największe trudności na drodze do budowy dobrego doświadczenia klienta, zależnie od rodzaju oferowanych usług w sektorze finansowym.

Trzy główne wyzwania dla marketingu finansowego związane z zarządzaniem customer experience:

bankowość 1. Trudności w zdobyciu danych z różnorodnych źródeł.

2. Trudności w wykorzystaniu danych i dostosowaniu ról do kolejnych cyklów współpracy z klientami.

3. Stworzenie spójnego, łatwego w obsłudze, pojedynczego „widoku klienta”.

ubezpieczenia 1. Trudności w zdobyciu danych z różnorodnych źródeł.

2. Niewystarczające źródła wewnętrzne.

3. Ograniczenia budżetowe i przestarzała struktura organizacyjna.

rynki kapitałowe 1. Trudności w wykorzystaniu danych i dostosowaniu ról do kolejnych cyklów współpracy z klientami.

2. Zbyt wiele kanałów komunikacji.

3. Ograniczenia budżetowe.

zarządzanie majątkiem i inne usługi finansowe 1. Ograniczenia budżetowe.

2. Niewystarczające źródła wewnętrzne.

3. Brak integracji wykorzystywanych narzędzi i technologii.

Silosy przeszkadzają w integrowaniu informacji o klientach

Zarządzanie pozytywnymi doświadczeniami klientów zaczyna się od uruchomienia procesów pozwalających na efektywną wymianę danych w firmie. Niestety w sektorze finansowym istnieje wiele rozwiązań silosowych, zamkniętych, które ograniczają przepływ informacji pomiędzy działami marketingu i innymi jednostkami biznesowymi. Utrudnia to znacznie kreowanie pojedynczego widoku klienta – pracownicy dysponują jedynie fragmentarycznymi danymi.

Tylko 24% szefów marketingu twierdzi, że obecnie posiadane technologie pozwalają na współpracę między departamentami biznesowymi (sprzedażą, serwisem, zespołami marketingu). W ciągu najbliższych 12-18 miesięcy najbardziej na tworzenie współdzielonego, pojedynczego widoku klienta nastawiony jest rynek kapitałowy (64%) i ubezpieczenia (61%). Wśród banków takie działania podejmie 57% instytucji, a w firmach zarządzających aktywami mniej niż połowa (47%).

Budżety marketingowe rosną, ale zwiększa się ilość kanałów

Budżety marketingowe w branży finansowej od dwóch lat stale zwiększają się, co potwierdza 65% respondentów. Jednocześnie jednak przybywa kanałów komunikacji i narzędzi marketingowych, co prowadzi do rozdrobnienia środków. Obecnie już 35% budżetów trafia do kanałów, o których istnieniu nie wiedziano jeszcze przed pięciu laty, a w ciągu kolejnych dwóch lat ich udział w ogólnym budżecie wzrośnie do 41%.

Działy marketingu w firmach osiągających najlepsze wyniki bardziej nastawione są na utrzymywanie spójnej komunikacji, niż angażowanie się w większą liczbę narzędzi i kanałów. Firmy z grupy High performers prawie dwa razy częściej (1,8) od underperformers potrafią zarządzać customer journey, gdy klient zmienia sposób kontaktu z firmą (porusza się między kanałami). Innymi słowy, zamiast rozbijać wiadomości na każdy kanał, dostarczają spersonalizowane wiadomości bazujące na poprzednich interakcjach klienta niezależnie od sposobu, w jaki klient kontaktuje się z firmą.

Mobilność – kluczowa dla finansowego marketingu

Klienci twierdzą, że korzystanie z usług bankowych to jedna z najważniejszych aktywności realizowanych na urządzeniach mobilnych (po nawigacji GPS, korzystaniu z serwisów pogodowych i czytaniu newsów). Dla klientów z młodszego pokolenia (Millenialsów) – w wieku 18-34 lat – 1,8 razy częściej innych grup wiekowych istotny jest mobilny dostęp do giełdy i różnych form zarządzania majątkiem. Nie dziwi zatem, że w ciągu najbliższego roku aż 91% działów marketingu z branży finansowej ma w planach oddanie do użytku aplikacji mobilnych. Dlaczego mobilność przoduje w wykresach obrazujących wzrost kanałów marketingowych? Odpowiedź jest prosta: pozwala generować niebagatelne korzyści (w nawiasach podano odsetek respondentów wskazujących konkretną korzyść):

  • wzrost przychodów (74%),
  • chęć klienta do rekomendowania produktów/usług (70%),
  • większa satysfakcja klienta (68%),
  • rosnąca lojalność klienta (67%),
  • wyższe zaangażowanie klienta (66%),
  • niższy wskaźnik rezygnacji z usług (64%).

Spójne customer journey wpływa na lojalność

Solidnie wdrożona strategia ukierunkowana na zarządzanie customer journey zapobiega odchodzeniu klientów do konkurencji. Aż 73% klientów może zmienić dostawcę usług finansowych, jeśli otrzyma nieodpowiedni poziom obsługi. Zdaniem 70% szefów marketingu zarządzane „podróżami klientów” przekłada się na ich wolę do rekomendowania produktów i usług innym ludziom. To jeden z najskuteczniejszych sposobów pozyskiwania nowych leadów – aż 61% klientów twierdzi, że zamówiliby produkty i usługi polecane przez przyjaciół i rodzinę.

W tworzeniu strategii marketingowych ukierunkowanych na klienta z pomocą przychodzi technologia. Szefowie marketingu w branży finansowej spodziewają się zwłaszcza ogromnego wzrostu w wykorzystaniu w ciągu 2 lat sztucznej inteligencji (AI) i Internetu Rzeczy (odpowiednio 49% i 32%). Jednak ograniczenia budżetowe i ochrona danych są głównymi czynnikami blokującymi realizację strategii AI w sektorze finansowym, w którym ochrona prywatności i danych klientów jest kluczowa. 78% klientów stwierdziło, że na ich lojalność względem firmy wpływa właśnie rygorystyczna polityka prywatności przestrzegana przez instytucję finansową.

Polski sektor finansowy wobec nowych wyzwań marketingowych

Walka o jakość obsługi klienta, wspomagana rozwiązaniami technologicznymi toczy się w sektorze finansowym na wszystkich rynkach. Jak wynika z badań firmy doradczo-szkoleniowej Develor, przeprowadzonych w 2016 r. wśród firm z branży finansowej z czterech krajów Europy Środkowowschodniej, w tym Polski, klienci instytucji finansowych są w stanie zapłacić więcej za produkt lub usługę, jeśli zostanie im zagwarantowana lepsza obsługa. W Polsce dotyczyło to 42% klientów w 2015 roku i 43% w roku 2016. Zaskakuje fakt, że choć w 2015 roku 13% respondentów byłoby gotowych zapłacić o 30% więcej za dobre customer experience, to już w 2016 zrobiłoby to 21%. Podkreślmy, że polski sektor finansowy jest uznawany za innowacyjny i korzysta z zaawansowanych metod zdobywania nowych klientów za pośrednictwem Internetu i aplikacji mobilnych.