Transition Technologies kontynuuje ekspansję zagraniczną i inwestuje we francuska firmę IT

Grupa Kapitałowa Transition Technologies (GK TT) – polski lider IT w obszarze energii, gazu i przemysłu, rozwija zagraniczną sieć biur i spółek partnerskich. Spółka Transition Technologies PSC, wchodząca w skład GK TT, zakupiła udziały
w FlexThings SAS, francuskiej firmie technologicznej, dostarczającej rozwiązania
z zakresu Internetu Rzeczy (IoT) oraz Rozszerzonej Rzeczywistości.

Zarówno Transition Technologies PSC, jak i FlexThings SAS od kilku lat specjalizują się
w zakresie tworzenia nowatorskich rozwiązań oraz systemów informatycznych. Decyzja
o nabyciu udziałów przez polską spółkę podyktowana została rozwojem kanału sprzedaży,
a także umocnieniem pozycji GK TT na francuskim rynku.

– Po kilku latach współpracy, opierającej się na dostawach z Polski, zdecydowaliśmy się na bardziej zdecydowane działanie, które rozwinie kanały sprzedaży i pozwoli umożliwi nam bezpośrednią obecność we Francji. Aktywnie działamy w sektorze przemysłowym, dostarczając najnowsze technologie w oparciu o Internet Rzeczy, czy Rozszerzoną Rzeczywistość. Tym samym dostrzegamy ich ogromny potencjał wzrostowy. Na konkurencyjnym rynku francuskim niezbędne jest ofertowanie usług jako lokalna, francuskojęzyczna organizacja – mówi Szymon Bartkowiak Prezes Zarządu Transition Technologies PSC.

Francuska spółka nie jest pierwszą zagraniczną organizacją, w którą zainwestowała GK Transition Technologies. Spółka posiada również biura inżynierskie, developerskie,
a także sprzedażowe w Stanach Zjednoczonych, Malezji, Niemczech oraz w Wielkiej Brytanii. Spółka współpracuje z największymi światowymi korporacjami przemysłowymi, corocznie notując dynamiczne zwiększanie sprzedaży w segmencie informatycznych usług outsourcingowych i Managed Services. W szybkim tempie rozwija się także działalność GK TT w Polsce, gdzie sieć 12-stu już biur pozwala spółce sukcesywnie zwiększać poziom zatrudnienia.

Pomimo trudności na wewnętrznym rynku IT i problemów wielu firm informatycznych opierających swój model biznesowy na zamówieniach sektora publicznego, to właśnie polska myśl technologiczna staje się „krajowym dobrem eksportowym”. Najlepsze polskie przedsiębiorstwa IT dynamicznie rozwijają się w kierunku firm międzynarodowych, otwierając własne przedstawicielstwa lub inwestując poza granicami kraju.

Konrad Świrski,
Prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies S.A.

– Wykorzystujemy elastyczny model rozwoju budując zarówno własne spółki zagraniczne, jak i inwestując w te istniejące już na rynku. Za każdym razem szczególną uwagę zwracamy na właściwą pozycję  firmy na lokalnym rynku i zdobyciu gwarantowanych, długoterminowych przychodów. Samodzielna ekspansja zagraniczna jest korzystna, ale wiąże się też z dużym ryzykiem i trudnościami, których nie dostrzegają firmy koncentrujące się na rynku lokalnym mówi Konrad Świrski, Prezes Zarządu Grupy Kapitałowej Transition Technologies.

W przeciwieństwie do sceptycznych nastrojów krajowego rynku IT, plany rozwojowe Grupy Kapitałowej Transition Technologies S.A. zakładają dalszy dynamiczny rozwój i znaczące  zwiększenie sprzedaży w 2018 roku.

USA i Chiny na drodze negocjacji

Obawy o światową wojnę handlową opadają, co powoduje spore wzrosty na azjatyckich i amerykańskich giełdach. Stało się to po tym, jak ogłoszono, że Chiny i USA rozpoczną negocjacje w sprawie polepszenia dostępu Amerykanów do chińskiego rynku, a Amerykanie mają nie nakładać nowych ceł na produkty z Chin. W efekcie amerykańskie indeksy giełdowe zanotowały najwyższe jednodniowe wzrosty od sierpnia 2015 r., niektóre odzyskując niemal połowę zeszłotygodniowych strat, a był to najgłębszy tygodniowy spadek od ponad 2 lat. Informacja o negocjacjach spowodowała też odejście inwestorów od bezpiecznych przystani, a tym samym spadek wartości dolara, a jeszcze bardziej japońskiego jena. Na tej fali rośnie z kolei euro, funt i złotówka.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do japońskiego jena (+0,56%), a traci do euro (-0,7%), brytyjskiego funta (-0,51%), dolara kanadyjskiego (-0,23%) oraz dolara australijskiego (-0,09%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,245, GBP/USD – 1,423, USD/CAD – 1,283, AUD/USD – 0,773 i USD/JPY – 105,6. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+1,24%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,5, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,875. Złotówka zyskuje do głównych walut. We wtorek rano dolar kosztuje poniżej 3,39 zł, euro – poniżej 4,22 zł, funt – 4,82 zł, a frank – poniżej 3,59 zł.

Giełdy

Na światowe giełdy poza Europą powrócił kolor zielony. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,48%, niemiecki indeks DAX – 0,83%, a paryski indeks CAC 40 – 0,57%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 2,72%, meksykański indeks Bolsa – o 0,74%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,84%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 2,65%, indeks Shanghai Composite – o 1,05%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,86%.

Ropa i złoto

Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej idą w dół. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 70,12 USD (-0,47%), a ropy WTI – 65,55 USD (-0,5%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy pozostała na poziomie 75 USD. Z kolei złoto kontynuuje wzrosty. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1353 USD. To 8 USD więcej (+0,59%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

10:00 – Strefa euro – Podaż pieniądza M3 (r/r), luty (prognoza 4,6%)
11:00 – Strefa euro – Wskaźniki koniunktury gospodarczej, marzec
14:00 – Węgry – Decyzja ws. stóp procentowych, marzec (oczekiwania: bez zmian)
16:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Atlanty
16:00 – USA – Indeks zaufania konsumentów – Conference Board, marzec (prognoza 131 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Silniejsze euro, stabilizacja na złotym, funt nadal zyskuje

Niska podaż na przetargu może mieć ograniczony wpływ na notowania polskich obligacji. Spokojny początek tygodnia z silniejszym euro (w okolicach 1,245 USD) i stabilnym złotym (w relacji do euro na poziomie bliskim 4,22-4,23).

Rynek walutowy i stopy procentowej

Bieżący tydzień rozpoczął się umocnieniem euro względem dolara. Nominalnie kurs EURUSD ponownie przełamał opór na 1,24. Zmiany te to nadal pokłosie ujemnego dla dolara bilansu zeszłotygodniowych doniesień nt. rosnącego konfliktu handlowego pomiędzy USA a Chinami. Dodatkowo wczoraj wsparcie wspólnej walucie dała wypowiedź J. Weidmanna (prezesa Bundesbanku i kandydata Niemiec na przyszłego prezesa EBC), potwierdzająca wcześniejsze doniesienia, że oczekiwania rynku w kwestii przyszłorocznych podwyżek stóp w strefie euro „nie są do końca nierealistyczne”.

Pomimo wzrostu notowań głównej pary walutowej złoty stabilizował się. W czwartek notowania EURPLN oscylowały w okolicach 4,22-4,23. W tym tygodniu RPP opublikuje protokół z marcowego posiedzenia, który zapewne nie będzie wspierał złotego. Jednakże z racji, że Rada wyraźnie określiła swoją politykę na najbliższe kwartały wydarzenie to nie powinno mieć istotnego przełożenia na notowania PLN, który nadal pozostawać powinien pod wpływem nastrojów na rynku globalnym.

Minutes RPP nie powinny mieć istotnego wpływu również na ceny polskich instrumentów dłużnych. Pomimo kilku jastrzębich wypowiedzi członków RPP (m.in. prof. Gatnara), przeważa stanowisko wait-and-see wskazujące na oczekiwanie na kolejne publikacje danych gospodarczych. W tym nurcie utrzymana była ostatnia wypowiedź dr Eryka Łona, który jest uznawany za jednego z gołębi, widząc nawet potencjał do obniżki stóp procentowych w przypadku znacznego obniżenia aktywności gospodarczej.

W trakcie pierwszego kwartału istotny wpływ na notowania polskich obligacji miała niższa podaż papierów na aukcjach Ministerstwa Finansów. Na ostatnim przetargu w tym kwartale MF zaoferuje obligacje za 3mld PLN, co może krótkoterminowo wspierać notowania, jednak fakt ten jest już w dużym stopniu wyceniony i nie powinien prowadzić do tak silnych spadków rentowności, jakie były obserwowane od początku lutego.

Negatywnie na wyceny obligacji w Europie w najbliższych dniach może wpływać wzrost inflacji. W marcu wygasają efekty niskiej bazy, które spychały wskaźnik HICP w Niemczech do poziomu 1,2% r/r, przez co prognozowane jest przyspieszenie inflacji do 1,6% r/r. Wzrost inflacji po jej spowolnieniu na początku 2018 roku oraz wzrost cen ropy, gdzie baryłka Brent notowana jest obecnie w okolicach 70 dolarów, będą ciążyć wycenom instrumentów dłużnych.

W poniedziałek kalendarz publikacji gospodarczych nie zawierał żadnych istotnych pozycji, stąd uwaga inwestorów koncentrowała się na polityce handlowej, która może istotnie wpływać na średnioterminową ścieżkę amerykańskiej inflacji, bowiem nasilenie się konfliktu to czynnik inflacjogenny dla USA. W tym tygodniu poznamy m.in. wskaźnik bazowy PCI za luty (preferowana przez Fed miara inflacji). Rynek oczekuje stabilizacji na poziomie 1,5% r/r. Obok czwartkowych danych inflacyjny już dzisiaj opublikowany zostanie indeks Conference Board, który zapewne pokaże, że dobra sytuacja na amerykańskim rynku pracy wraz z obniżką podatków wspierają nastroje Amerykanów. Z kolei w strefie euro planowana na wtorek publikacja wskaźnika ESI potwierdzi zapewne dotychczasowe trendy, pokazując pogorszenie koniunktury w krajach wspólnoty.

Tymczasem, na wartości nadal zyskuje funt brytyjski. Pozostając pod wpływem jastrzębich wypowiedzi członka BoE, który wskazał, że stopy procentowe w bieżącym cyklu podwyżek powinny wzrosnąć jeszcze nawet dwukrotnie, kurs GBPUSD przełamał w poniedziałek opór na 1,42. Na rynku wzrosło przekonanie, że w maju BoE podniesie koszt pieniądza o 25 pb z obecnych 0,5%.poczatek tygodnia na rynkach finansowychAutorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Analiza techniczna srebra oraz złota 27.03.2018

Rezerwa Federalna podwyższyła stopy procentowe o kolejne 25 punkty bazowe. Zachowała także swoje poprzednie prognozy dot. ścieżki podwyżki stóp procentowych w 2018 roku. Z kolei tzw. fedokropki sugerują bardziej jastrzębią politykę monetarną na 2019 oraz 2020 roku.

Sama podwyżka stóp procentowych była wyceniana przez rynek, dlatego najważniejszy były projekcje. Po komunikacie FED-u dolar amerykański został wyprzedany na szerokim rynku, tak samo jak rynek akcji. Największym wygranym były metale szlachetne.

W tym momencie warto również zwrócić uwagę na zachowanie notowań złota po każdej podwyżce stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Poniżej zobrazowano grafikę złota na tle zacieśniania monetarnego.

XAUSD, amerykańskie stopy procentowe

XAUSD, amerykańskie stopy procentowe

Źródło: Bloomberg

Od 2017 roku każda podwyżka stóp procentowych kończyła się bardzo mocną aprecjacją złota, tak samo jak i srebra. Jedynie po podwyższeniu kosztu pieniądza w czerwcu 2017 roku złoto zanurkowało jeszcze bardziej, ale po kilku miesiącach odrobiło straty z dużą nadwyżką. Czy tym razem będzie tak samo?

Pierwsza reakcja złota oraz srebra po publikacji stóp procentowych wskazuje, że jest to bardzo prawdopodobnie. W poprzednim tygodniu złoto oraz srebro zyskało odpowiednio 2.66 oraz 2.02 procenta. Spójrzmy, co na ten temat ma do powiedzenia analiza techniczna.

Gold – analiza techniczna

Pomimo mocnych wzrostów na notowaniach złota nie doszło do pokonania żadnego istotnego poziomu. Jednakże na interwale tygodniowym została wyrysowana formacja flagi, pokonanie górnej lub dolnej bandy rzuci światło na dalszy kierunek notowań.

Notowania złota, interwał tygodniowy

Notowania złota, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Jeżeli zjawisko aprecjacji złota po podwyżce stóp procentowych zadziała, to większe prawdopodobieństwo leży po stronie wybicia górą z formacji flagi. Aczkolwiek warto zwrócić uwagę, że po wybiciu z formacji strona kupująca będzie musiała zmierzyć się z bardzo mocnym oporem wyznaczonym przez szczyt z 2016 roku na poziomie 1374 USD. Dopiero pokonaniu tej strefy będziemy mogli mówić o kontynuacji trendu wzrostowego.

Z drugiej strony, gdyby dolar amerykański zaczął się umacniać, to nie możemy wykluczyć wybicia dołem z formacji flagi. W takim przypadku ratunkiem dla byków byłaby strefa popytu 1277-1290. Dopiero po jej pokonaniu strona sprzedająca otworzy drogę do poziomu 1250 USD.

Srebro – analiza techniczna

Wzrosty na notowaniach srebra są mniej ograniczone, ponieważ poniżej znajduje się tygodniowy opór, który stanowi wsparcie dla strony kupującej. Z drugiej strony najbliższy opór wyznaczony jest na podstawie górnej bandy konsolidacji, w której srebro porusza się od połowy 2017 roku. Niemniej jednak należy pamiętać, że notowania srebra uzależnione są od notowań złota. Spadek cen złota przyczyniłby się na dalszą deprecjację srebra w okolicę wspomnianego wcześniej wsparcia 15.65-16.00.

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Odreagowanie

Wczoraj widzieliśmy solidny dzień odwrotu po piątkowej wyprzedaży bez zakłóceń w postaci jakichkolwiek informacji, a szczególnie tych podsycających strach przed wojną handlową. Wall Street odbił, za nim Azja, a dziś Europa dopełnia klimatu. Na FX cofają się USD i JPY, co może być spotęgowane porządkowaniem pozycji na koniec miesiąca.

W poniedziałek nie otrzymaliśmy żadnej szokującej nowej „rewelacji” z Białego Domu, za to pojawiły się sygnały ze strony Chin i USA o chęci do negocjacji, więc główna dyskusja na rynkach w ciągu ostatnich 24 godzin zaczęła krążyć wokół tematu, czy rynki nie przereagowały? Osobiście sądzę, że tak, ale powtórzę za wczorajszym komentarzem: nie w tym rzecz. Ryzyko totalnej wojny handlowej jest niskie i jej wartościowe przełożenie na zaburzenia w wymianie międzynarodowej dóbr i usług będzie niewielkie. Ale ryzykiem w krótkim terminie wciąż pozostaje, czy temat ten znowu nie stanie się głównym generatorem emocji i będzie potęgował odbiór słabszych odczytów danych i aktywności gospodarczej? W tym tygodniu mamy koniec miesiąca/kwartału i przerwy świątecznej, więc pokusa do ucinania pozycji jest duża. To działa na niekorzyść USD względem NOK, EUR i NZD, ale za to USD/JPY jest wyżej wraz z odreagowaniem spadków na giełdach. Dalej sądzę, że to jeszcze nie koniec niepokojów związanych z ryzkiem wojny handlowej, choć (jak widać po wczoraj) nie jest to kwestia, która będzie trzymać rynki w garści bez przerwy. Podtrzymuję ostrożne podejście.

EUR/USD wciąż ma przestrzeń do wzrostów w kierunku zeszłomiesięcznych szczytów przy 1,2550 i z braku innych powodów rynek może chcieć przetestować techniczne bariery. USD/JPY jest napędzany odbicie giełd, mimo że generalny trend jest spadkowy, więc tutaj bardziej realne jest wcześniejsze przebudzenie sprzedaży. CAD całe zło (gołębi BoC, ryzyko rozpadu NAFTA) ma już w cenach, a silny odczyt CPI oraz lepsze wieści z negocjacji handlowych Kanady z USA pomagają w odbiciu. GBP podobnie ma za sobą politykę i dane, brakuje jednak siły do kupna, ale pozostaję cierpliwy. Wreszcie brak turbulencji na rynkach zewnętrznych pozwala na spokojnie na rynku złotego, ale w mojej ocenie nowa rzeczywistość dla EUR/PLN jest powyżej 4,20.

Dziś w kalendarzu badanie nastrojów w Eurolandzie i USA. Raport Komisji Europejskiej oraz indeks Conference Board pozwolą ocenić, czy kwestia nasilającego się protekcjonizmu rzutuje na nastroje konsumentów i biznesu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Priorytetem działów zakupów na całym świecie pozostają oszczędności

Najważniejszym priorytetem dla dyrektorów działu zakupów (CPO) w Polsce i na świecie pozostaje redukcja kosztów oraz zarządzanie ryzykiem łańcucha dostaw. Może to być jednak trudne, biorąc pod uwagę, że prawie dwie trzecie z nich przyznaje, że łańcuchom tym w ich organizacji brak przejrzystości lub występuje ona w niewielkim stopniu. Jak wynika z globalnego badania firmy doradczej Deloitte „Leadership: Driving innovation and delivering impact. The Deloitte Global Chief Procurement Officer Survey 2018” pod wpływem nowoczesnych technologii model zakupów przechodzi intensywny okres zmian. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy największy wzrost zainteresowania wśród menedżerów odpowiedzialnych za zakupy zanotowała automatyzacja z wykorzystaniem robotów.  

Badanie zostało przeprowadzone wśród menedżerów kierujących działem zakupów (CPO) z 504 firm, mających siedzibę w 39 krajach, w tym również w Polsce. Łączne obroty tych przedsiębiorstw wynoszą 5,5 biliona dolarów.

Łańcuch dostaw bez kontroli

Zaskakującym wnioskiem z tegorocznego badania jest, że aż 65 proc. ankietowanych menedżerów zakupów kontroluje jedynie poziom swoich bezpośrednich dostawców i nie wie co dzieje się w kolejnych ogniwach. – Ma to istotne konsekwencje dla wszystkich organizacji i branż, w szczególności w zakresie spełniania wymogów prawnych i korporacyjnych, odpowiedzialności społecznej oraz identyfikacji potencjalnych ryzyk – mówi Michał Syga, starszy konsultant w Dziale Konsultingu Deloitte. – Jest to tym bardziej niepokojące, że ponad połowa ankietowanych upatruje w zarządzaniu ryzkiem łańcucha dostaw jedną z trzech czołowych strategii zakupowych – dodaje.

Osiągniecie jak największej przejrzystości może mieć pozytywny wpływ na realizację głównych priorytetów zakupowych wynikających z badania, czyli redukcji kosztów (78 proc.) oraz rozwoju nowych produktów i rynków (58 proc.). Pozwoli to także zwiększyć pewność, że strategiczni dostawcy są gotowi sprostać i wesprzeć plany rozwoju firmy. Obecnie przekonanych o tym jest jedynie 52 proc. ankietowanych.

Co ważne współpraca z dostawcami z roku na rok spada na liście priorytetów ankietowanych menedżerów. W tym roku wskazało na nią jedynie 23 proc. badanych, podczas gdy rok temu było to 26 proc., a w 2016 roku 39 proc.

Trudne do osiągnięcia oszczędności

Menedżerowie kierujący działem zakupów byli również pytani o to, jak radzą sobie z osiąganiem stawianych przed nimi celów oszczędnościowych. 61 proc. badanych zadeklarowało, że w ciągu ostatniego roku udało się im osiągnąć wyższy poziom oszczędności niż rok wcześniej. To o 3 pp. wynik lepszy niż rok temu. Co ciekawe tylko 13 proc. polskich CPO zadeklarowało, że udało im się w ciągu ostatniego roku poprawić poziom oszczędności. Jedna piąta przyznała, że rezultat ten był gorszy, a 53 proc., że był bez zmian. – Gorsze wyniki deklarowane przez polskich menedżerów mogą wynikać z kilku powodów. Po pierwsze, jesteśmy krajem niskich kosztów, które nie jest łatwo ciąć w nieskończoność. Po drugie, co ważniejsze, polscy menedżerowie zakupów, w przeciwieństwie do reszty świata wciąż w większym stopniu wykorzystują tradycyjne dźwignie zakupowe takie jak cena zakupu, a w mniejszym te wymagające bardziej strategicznego spojrzenia – mówi Jakub Rosiecki, starszy menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Koncentrację na konsolidacji wydatków deklaruje 50 proc. polskich respondentów wobec 37 proc. globalnie, prace nad usprawnieniem specyfikacji produktów i usług deklaruje 50 proc. wobec 24 proc kolegów na świecie, a zwiększanie konkurencji planuje 44 proc. polskich CPO wobec 31 proc. globalnie.

Jednocześnie zyskujące na znaczeniu globalnie, redukcja całkowitego kosztu posiadania całkowitego kosztu dobra w jego cyklu życia (32 proc.) oraz zwiększanie współpracy z dostawcami (23 proc.) uzyskały jedynie po 13 proc. wskazań polskich menedżerów.

Niewystarczające kompetencje

Przedsiębiorstwa muszą dostosować się do nowego środowiska niepewności gospodarczej, jednak tegoroczna edycja pokazała pewne uspokojenie nastrojów makroekonomicznych. Poziom ryzyka związanego z zakupami, choć wciąż wysoki, wydaje się być pod kontrolą. Wskazuje na nie 47 proc. respondentów. Rok temu było to 50 proc.

Rosnącą rolę działów zakupów potwierdza fakt, że 73 proc. badanych ma poczucie bycia wspieranym przez zarząd swojej organizacji. Jednocześnie jedynie jeden na czterech menedżerów jest postrzegany jako silny partner biznesowy przynoszący istotną wartość firmie – Jest to wyzwanie dla liderów działów zakupów, którzy, aby odgrywać większą rolę w strategiach biznesowych swoich firm, muszą uzyskiwać lepsze wyniki. Na przeszkodzie staje liderom czynnik ludzki – 49 proc. liderów uważa ze ich zespołom brakuje kompetencji, aby zrealizować strategie zakupowe. Mimo spadku o 9 pp. rok do roku odsetek ten wciąż jest wysoki – mówi Jakub Rosiecki. Wśród polskich menedżerów 69 proc. ma wątpliwości co do kompetencji swojego zespołu w tym zakresie – dodaje. Nie znajduje to jednak odzwierciedlenia w inwestycjach w szkolenia. 15 proc. polskich menedżerów nie planuje wcale szkoleń w kolejnym roku, a 38 proc. przyznaje, że wydaje na szkolenia więcej niż 1 proc. swojego budżetu  (podczas gdy na świecie jest to 66 proc). Podobnie ma się sytuacja w zakresie szkoleń związanych z kompetencjami cyfrowymi (synteza danych, kompetencje analityczne) – w Polsce w takie szkolenia chce inwestować 8 proc. respondentów, dwa razy mniej niż na świecie. – To niezrozumiałe z kilku powodów. Po pierwsze 85 proc. rodzimych menedżerów wskazuje narzędzia analityczne jako technologię, która będzie miała największy wpływ na ich pracę w kolejnych 2 latach, a po drugie to właśnie technologie cyfrowe dają nam dużą szansę na szybkie dogonienie liderów w zakresie efektywności zakupów – mówi Jakub Rosiecki.

Coraz ważniejsze  – automatyzacja i robotyzacja

Nadal wysoko na liście priorytetów CPO znajdują się nowoczesne technologie. Ponad jedna trzecia liderów zakupów uważa, że dzięki digitalizacji będą w stanie zrealizować cele zakupowe i dostarczyć wartość biznesową. Cyfryzacja zakupów jest również wymieniana jako kluczowy czynnik w ich strategii. – Istotę cyfryzacji podkreśla fakt, że trzecim najważniejszym obszarem szkoleń dla zespołów zakupów, obok szkoleń technik negocjacyjnych i kompetencji miękkich, są właśnie umiejętności cyfrowe – mówi Jakub Rosiecki. Jednocześnie 17 proc. ankietowanych firm nie ma strategii cyfryzacji zakupów. A spośród tych, które mają ją wypracowaną, mniej niż jedna trzecia wierzy, że znacząco podniesie ona szanse zrealizowania celów zakupowych.

W zakresie technologii, które najbardziej wpłyną na biznes w kolejnych dwóch latach na uwagę zasługują zaawansowana analityka (54 proc. wskazań). Eksperci Deloitte wskazują też na rosnącą rolę automatyzacji procesów z wykorzystaniem robotów. Jej popularność w ciągu roku wzrosła prawie dwukrotnie, z 13 do 24 proc., co związane jest z korzystnym poziomem zwrotu z inwestycji oraz dużą skalowalnością tej technologii. – Żaden z polskich dyrektorów nie wskazał na robotyzację jako technologię mogącą mieć zastosowanie w zakupach, co jest ważnym sygnałem wskazującym na duży potencjał optymalizacji rodzimych przedsiębiorstw. Temat ten powinien jak najszybciej trafić na agendę dyrektorów zakupów, gdyż pozwala przynieść istotne oszczędności w operacyjnych procesach zakupowych. – Robotics Process Automation (RPA) cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem – dodaje Paweł Zarudzki, lider robotyki procesowej w Dziale Konsultingu Deloitte – Robotyzacja pozwala na automatyzację np. wymagających logowania się do różnych rozproszonych systemów informatycznych, uspójniania danych, przetwarzania zapotrzebowań, zamówień czy obróbki faktur. Zakupy operacyjne są obszarem, który bardzo dobrze poddaje się robotyzacji – dodaje.

Głównymi barierami digitalizacji, których pokonanie mogłoby usprawnić proces zakupów są brak integracji danych w łańcuchu dostaw (46 proc.) a także niska jakość samych danych (45 proc.). – Są to rzeczywiście problemy które napotykamy na co dzień w trakcie projektów zakupowych. Paradoksalnie, cyfryzacja może pomóc pokonać te bariery. Automatyzacja procesów w zakupach z pomocą robotów może poprawić istotnie przepływ i jakość danych nawet w sytuacji niepełnej integracji systemów – przekonuje Jakub Rosiecki.

Nord Stream 2 oznacza destabilizację Ukrainy i zwiększenie roli Gazpromu

Projekt Nord Stream 2 prezentowany jest jako doskonała alternatywa ekonomiczna dla niepewnych dostaw gazu przez Ukrainę. Rzekomo korzystny projekt ma jeden podstawowy cel polityczny – destabilizację naszego wschodniego sąsiada. Unia Europejska, Stany Zjednoczone, kraje Zachodnie zainwestowały dotychczas miliardy w uspokojenie sytuacji na Ukrainie. Polskie, niemieckie i inne firmy rozważają inwestycje w tamtejszy sektor elektroenergetyczny i gazowy. Nie da się uzasadnić projektu Nord Stream 2 z punktu widzenia wspólnej polityki energetycznej oraz interesu politycznego. Także ze względu na zagrożenie monopolem rosyjskim nie ma przemawiających za nim argumentów ekonomicznych.

– Wszystko to zostanie zaprzepaszczone, jeśli powstanie Nord Stream 2. Pozwoli on Rosji na dalsze destabilizowanie Ukrainy, omijanie jej w dostawach na Europy – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny Biznes Alert – Przy okazji spowoduje to zwiększanie roli Gazpromu na rynkach europejskich w sytuacji, kiedy umawiano się na zmniejszanie zależności od głównych dostawców. PR-owe działania ze strony rosyjskiej zarówno w Brukseli, jak i Moskwie skutecznie przyczyniają się do pozyskiwania jego zwolenników. Istnieją w Europie firmy, które chcą zarabiać na większej ilości taniego gazu z Rosji. Partykularyzmy te służą dzieleniu Unii Europejskiej i krajów zachodnich w odpowiedzi na Nord Stream 2. Przez to nie potrafimy przyjąć jasnego, negatywnego stanowiska w tej sprawie. Sprawa nie jest jednak zamknięta. Rada Europejska wciąż może działać na rzecz ograniczenia projektu w ramach prawa europejskiego. Nie wiadomo na razie jakie czynności zostaną podjęte, ponieważ są kraje, które – jeśli nie oficjalnie, to potajemnie – wspierają Nord Stream 2. Trudno będzie osiągnąć konsensus w kwestii decyzji, która zablokowałaby projekt. Można mówić o jego pewnych regulacjach, zmniejszających negatywny wpływ na rynek Europy Środkowej i Wschodniej. O to dzisiaj walczy Polska w ramach dyskusji o rewizji dyrektywy gazowej – podkreślił Jakóbik.

Polskie firmy będą się rozwijać dzięki innowacjom. Potrzebne jednak większe wsparcie ze strony nauki

Polskie firmy będą się rozwijać dzięki innowacjom. Potrzebne jednak większe wsparcie ze strony nauki 1

Innowacje to gwarancja rozwoju przedsiębiorstwa. Połączenie innowacyjnych technologii z ludzką kreatywnością umożliwi firmom rozwój, stworzenie całkiem nowych produktów i usług oraz wyjście z nimi na rynki zagraniczne. Duże firmy czerpią też korzyści ze współpracy ze środowiskiem akademickim. Taka wymiana stwarza szansę na wypracowanie niesztampowych rozwiązań – podkreślają przedstawiciele firm nagrodzonych w konkursie agencji informacyjnej Newseria „Inspiratorzy biznesu 2018” w kategorii Innowacje.

–  Dziś w dobie nowoczesnych technologii bez innowacyjności trudno wyobrazić sobie rozwój jakiegokolwiek przedsiębiorstwa. Dlatego bardzo istotne staje się umiejętne połączenie biznesu z tym, co oferuje nauka. Ścisła współpraca firm z polską nauką staje się czymś nieodzownym – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Kozłowski, prezes firmy Emitel.

Organizacjom, które nie korzystają z zaawansowanych technologii, grozi zepchnięcie na margines. Globalna firma doradcza IDC szacuje, że większość największych firm postawiła już technologie cyfrowe w centrum swojej strategii biznesowej, a w 2019 roku wydatki na inicjatywy związane z transformacją cyfrową przekroczą na całym świecie już 2,2 bln dol.

– Zdefiniowanie innowacji nie jest wbrew pozorom takie proste. Nam wszystkim kojarzy się to z tym, że to innowacyjna technologia, natomiast jest nią również innowacyjne podejście do technologii, które już są obecne i wykorzystywane. Można powiedzieć, że innowacja jest po części związana z nowymi pomysłami i z nowymi technologiami – ocenia Tadeusz Woszczyński, Country Manager Hitachi Europe Ltd.

W gronie kluczowych dla biznesu technologii stymulujących transformację są obecnie big data, analityka predykcyjna, internet rzeczy i uczenie maszynowe. Z raportu „Sztuczna inteligencja w biznesie” MarketingLink wynika, że do 2020 roku 75 proc. przedsiębiorstw będzie wykorzystywać sztuczną inteligencję w biznesie.

– Współczesna firma przede wszystkim musi patrzeć na to, jak rozwija się rynek, inwestować w innowacyjne technologie. Nie tylko w produkty, które chcemy wprowadzać na rynek, trzeba także wdrażać innowacje wewnątrz firmy, żeby pracownicy mogli efektywnie pracować i mieli komfortowe warunki pracy. Trzeba budować firmę na inwestowaniu w pracowników i w ich rozwój, bo to dzięki ich pomysłom i kreatywnemu myśleniu możemy wprowadzać innowacje na rynek – tłumaczy Woszczyński.

Cyfrowa transformacja i wykorzystanie technologii wymagają zaangażowania wielu stron. Niezbędne jest stworzenie multidyscyplinarnego zespołu, a także szeroka współpraca biznesu z nauką.

 Bez nauki nie byłoby postępu technologicznego. Dzisiaj mówimy o rozwiązaniach gospodarki 4.0, czyli cyfrowego świata. To wszystko zaczęło się w nauce, od podróży w kosmos, dzięki temu, że kiedyś pierwszy człowiek postawił stopę na księżycu, dzisiaj, kilkadziesiąt lat później, możemy korzystać z dobrodziejstwa nauki – mówi Andrzej Kozłowski.

Dzięki nowym technologiom, szerszym wykorzystywaniu innowacji możliwe jest stworzenie projektów, które w znaczący sposób przełożą się na większy komfort życia. Takie projekty zostały nagrodzone w konkursie agencji Newseria „Inspiratorzy biznesu 2018” w kategorii Innowacje.

Jednym z laureatów została firma Arcus i jej rozwiązania mobilnego druku.

– Arcus Kyocera Zeccer to rozwiązanie stworzone z myślą o niszy, czyli osobach, które chcą zarządzać dokumentem, chcą drukować zdalnie przez aplikację mobilną czy też wysyłając pliki na adres mailowy urządzenia, które dostępne jest w galerii handlowej czy w akademikach. Drugą płaszczyzną jest innowacyjność technologiczna. Wydruki realizowane są przez aplikację mobilną, która jest pilotem wszystkich urządzeń dostępnych w sieci Arcus Kyocera Zeccer, a także wysyłka pliku na adres mailowy – tłumaczy Michał Gembal, dyrektor ds. marketingu w Grupie Arcus.

Dzięki Arcus Zeccer drukowanie ma być prostsze i szybsze, a przy tym całkowicie bezpieczne, cały proces przesyłania dokumentów z telefonu do drukarki jest szyfrowany, a pliki usuwane są po wydrukowaniu.

Nagrodę „Inspiratorów Biznesu” otrzymał także Emitel za sieć transmisyjną stworzoną na potrzeby IoT i smart city na bazie technologii Long Range, która otwiera wiele nowych obszarów zastosowań, szczególnie takich, w których instalacja czujnika jest skomplikowana, a dostęp do źródła zasilania ograniczony lub niemożliwy.

 Jeszcze 100 lat temu miasta zamieszkiwane były przez niespełna 15 proc. populacji świata, dzisiaj zamieszkuje je już połowa ludzkości. Tymczasem miasta stanowią tylko 2 proc. powierzchni świata. Stwarza to nowe możliwości dla biznesu i z tych możliwości trzeba korzystać – przekonuje Andrzej Kozłowski.

Kolejna z nagrodzonych firm – Hitachi – została wyróżniona z kolei za macierz WORM (Write-Once-Read-Many) tj. Hitachi Content Platform, która jest odpowiedzią na nowe regulacje w sektorze bankowym, m.in. MIFID2 czy RODO oraz problem trwałego nośnika. Umożliwia bezpieczne przechowywania danych na trwałym nośniku, bez późniejszej możliwości ich zmodyfikowania.

 Hitachi Content Platform to technologia macierzy WORM od lat sprawdzona w sektorze bankowym. My, jako Hitachi w Polsce, opracowaliśmy koncepcję prawną, funkcjonalną i technologiczną wykorzystania macierzy WORM do rozwiązania problemu trwałego nośnika – wyjaśnia Tadeusz Woszczyński.

Hodowcy szukają możliwości zwiększenia opłacalności produkcji trzody chlewnej. Ich największym problemem jest rozprzestrzeniający się afrykański pomór świń

Hodowcy szukają możliwości zwiększenia opłacalności produkcji trzody chlewnej. Ich największym problemem jest rozprzestrzeniający się afrykański pomór świń 2

Wirus ASF, czyli afrykański pomór świń, niska opłacalność produkcji trzody chlewnej i uzależnienie krajowego rynku od europejskich cen – to główne problemy, z którymi borykają się dziś polscy hodowcy. Rozwiązaniem może być bioasekuracja, która chroni trzodę chlewną przed czynnikami zakaźnymi. Jej zaostrzone zasady są jednym z głównych narzędzi walki z ASF, poza tym pozwalają rolnikom ograniczyć koszty leczenia weterynaryjnego i śmiertelność trzody chlewnej. 

– Problemów w hodowli trzody chlewnej jest dziś kilka, jednym z najważniejszych jest ASF, który rozprzestrzenia się na terenie kraju. Linia Wisły została przekroczona, w związku z tym należy oczekiwać, że ASF będzie się przesuwał w kierunku zachodnim. Problemem jest też niska opłacalność produkcji, która wynika przede wszystkim ze skali. Skala determinuje to, jak dalece opłacalna jest hodowla – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Jagiełłowicz, prezes zarządu Agro Gobarto.

Afrykański pomór świń, czyli wirus ASF, pojawił się w Polsce w lutym 2014 roku. Od tego momentu stwierdzono ponad 1,6 tys. przypadków tej choroby u dzików i 108 ognisk wśród świń. Walka z wirusem kosztowała gospodarkę ponad 140 mln zł. Jak podaje Główny Inspektorat Weterynarii, ASF powoduje duże straty ekonomiczne w przemyśle mięsnym oraz hodowli powodowane upadkami świń, kosztami likwidacji ognisk choroby, a także wstrzymaniem obrotu i eksportu świń, mięsa wieprzowego oraz produktów pozyskiwanych od świń.

– Trendy cenowe wynikają z tego, co dzieje się dzisiaj w Chinach, USA, krajach Ameryki Łacińskiej i Europie. Ostatnie dwa lata to bardzo dobra koniunktura, spowodowana m.in. tym, że rynek chiński potrzebował bardzo dużo wieprzowiny, a Europa była jednym z liderów dostaw wieprzowiny na rynek chiński – mówi Jacek Jagiełłowicz.

Głównym kierunkiem eksportu polskiego mięsa jest w tej chwili głównie Europa Zachodnia, Kanada i Chile. Ze względu na rozprzestrzenianie się wirusa ASF polscy producenci zostali wykluczeni z dużych i dochodowych, czołowych rynków azjatyckich takich jak Chiny, Japonia i Korea.

Bioasekuracja jest jednym z najważniejszych narzędzi w walce z wirusem. Obejmuje ona szereg działań, które mają zminimalizować możliwości wprowadzenia i szerzenia się czynników zakaźnych w obrębie gospodarstwa i poza nim.

– W bioasekuracji zewnętrznej osoby postronne nie mogą wchodzić do strefy czystej, samochody nie mogą wjeżdżać na teren fermy. W wewnętrznej świętą zasadą jest: „całe pomieszczenie pełne, całe pomieszczenie puste”. Chodzi o to, by nie było możliwości przeniesienia czynników zakaźnych z jednej grupy na drugą. Przykładowo, hodujemy zwierzęta na warchlakarni, następnie opróżniamy to pomieszczenie, myjemy, dezynfekujemy i dopiero potem wprowadzamy zwierzęta z innej grupy. Ważne jest, żeby osoba zajmująca się zwierzętami, przechodząc między pomieszczeniami, miała czyste obuwie czy ubranie, bo nie przestrzegając tej zasady, może ona przenieść te czynniki zakaźne – wyjaśnia Artur Jabłoński, adiunkt w Zakładzie Chorób Świń Instytutu Weterynarii w Puławach.

W związku z afrykańskim pomorem świń w lutym zaostrzone przepisy dotyczące bioasekuracji zostały rozszerzone na teren całego kraju decyzją Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Na hodowców świń nowe przepisy nakładają szereg wymogów i nakazów, a bioasekuracja wzbudziła wiele emocji zwłaszcza w mniejszych gospodarstwach, dla których wiążę się ona z dodatkowymi kosztami.

Jednak ekspert Zakładu Chorób Świń Instytutu Weterynarii w Puławach podkreśla, że bioasekuracja wewnętrzna ma fundamentalne znaczenie nie tylko w związku z ASF. Jest kluczowa także dla rentowności produkcji i od niej zależy, jak tanio produkowane są tuczniki. Jeżeli hodowane są tak, aby nie mogły zarażać się od innych zwierząt, to rzadziej chorują, a rolnik nie ponosi związanych z tym kosztów leczenia.

– Bioasekuracja wewnętrzna ma zasadnicze znaczenie dla rentowności produkcji i tak naprawdę istotnie zmniejsza jej koszty. Dzięki temu więcej zostaje hodowcy w kieszeni. Każda złotówka wydana na środki zwiększające poziom bioasekuracji zwraca się wielokrotnie. Nas, hodowców, lekarzy, nie stać na to, żeby zwierzęta leczyć. Kiedy są leczone, hodowca notuje ogromne straty. My bioasekurujemy po to, żeby je szybko hodować, żeby przyrastały i by nie miały problemów ze śmiertelnością – mówi Artur Jabłoński.

Prezes Agro Gobarto ocenia, że profesjonalizacja polskich gospodarstw i odpowiednia skala produkcji są niezbędne, żeby uczynić ją bardziej opłacalną. W tej chwili polskie gospodarstwa rolne utrzymujące trzodę chlewną są jednymi z najbardziej rozdrobnionych w Europie. Około 172 tys. gospodarstw utrzymuje ok. 12 mln sztuk trzody, podczas gdy Niemcy utrzymują 25 milionów świń w niespełna 22 tys. gospodarstw.

– Widzimy, jak duża jest różnica. To odbija się również na poziomie produkcji – widzimy, na jakim poziomie produkują Niemcy, Duńczycy, Hiszpanie, a na jakim my. My, a także inne duże podmioty, produkujemy bardzo dobrze, niestety – średnia krajowa pozostawia wiele do życzenia. Dlatego powinniśmy edukować rolników. Hodowla musi być bardziej profesjonalna, a fermy czy gospodarstwa rolne powinny być lepiej zorganizowane i zarządzane – mówi Jacek Jagiełłowicz.

Agro Gobarto to spółka należąca do Grupy Gobarto, jednej z największych w Polsce firm działających w branży mięsnej, która eksportuje m.in. do krajów Europy, Azji, Afryki, Kanady i Chile. W marcu zainicjowała cykl bezpłatnych spotkań Akademii Rolnika, których celem jest edukacja rolników w zakresie najnowszej wiedzy i standardów hodowli trzody chlewnej. Inicjatywa powstała w odpowiedzi na bieżące problemy tego rynku.

Szkolenia będą prowadzone na terenie całej Polski i mają przybliżyć uczestnikom zagadnienia związane z nowoczesnymi technikami tuczu trzody chlewnej, efektywnego zarządzania gospodarstwem oraz wysoce opłacalnej hodowli świń. Praktycy hodowli i eksperci weterynarii będą poruszać na nich tematy takie jak zapobieganie ASF, bioasekuracja, odpowiednie żywienie trzody, ekonomika produkcji, nowoczesne technologie w budynkach inwentarskich czy wymogi dotyczące ochrony środowiska.

– Poprzez te szkolenia chcielibyśmy także dotrzeć do najlepszych i najbardziej aktywnych hodowców. Tych, którzy mogliby współtworzyć z nami program Gobarto 500. Polega on na tym, aby wspólnie z rolnikiem zainwestować w obiekt produkcyjny, który będzie w pełni profesjonalny, wyposażony, bioasekuracyjnie zabezpieczony, a jego skala będzie pozwalała hodowcy i jego rodzinie godziwie żyć. Proponujemy wszystkim rolnikom, żeby zwracali uwagę przede wszystkim na bioasekurację w związku z ASF, ale również na stworzenie odpowiedniego mikroklimatu, dostarczania jak najlepszej jakości pasz dla zwierząt. To jest kierunek, który pozwoli prowadzić opłacalną hodowlę – mówi Jacek Jagiełłowicz.

Polska branża lotnicza w czołówce pod względem innowacyjności. Śląski Klaster Lotniczy wśród najlepszych klastrów w Europie

Polska branża lotnicza w czołówce pod względem innowacyjności. Śląski Klaster Lotniczy wśród najlepszych klastrów w Europie 3

Śląski Klaster Lotniczy – jako pierwszy klaster w Polsce – zdobył najwyższy certyfikat Gold Label, przyznawany przez Europejski Sekretariat ds. Analizy Klastrów (ESCA) za jakość zarządzania. To stawia go w szeregu z najlepszymi klastrami w Europie. Eksperci doceniają ŚKL także za działalność innowacyjną. W ubiegłym tygodniu prezes klastra Krzysztof Krystowski odebrał nagrodę specjalną podczas gali „Inspiratorzy biznesu: Innowacje”. 

 Śląski Klaster Lotniczy – jako pierwszy w Polsce – otrzymał złotą odznakę jakości w zarządzaniu klastrem. Jest to odznaczenie przyznawane przez Europejski Sekretariat ds. Analizy Klastrów, który na zlecenie Komisji Europejskiej bada jakość zarządzania takimi organizacjami wspierającymi przedsiębiorców – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Krystowski, prezes zarządu Śląskiego Klastra Lotniczego oraz prezes Związku Pracodawców Klastry Polskie.

Śląski Klaster Lotniczy tworzy ponadsześdziesiąt podmiotów – przedsiębiorstw z branży lotniczej, wyższych uczelni i instytucji otoczenia biznesu. Jego główne kompetencje to m.in. produkcja szybowców oraz samolotów lekkich i bezzałogowych, produkcja modułów do silników lotniczych, usługi remontowe i doradcze dla lotnictwa czy szkolenia dla branży lotniczej. ŚKL powstał w celu wzmocnienia współpracy pomiędzy przedsiębiorstwami i stworzenia optymalnych warunków dla transferu wiedzy i innowacji w obrębie branży lotniczej.

Klaster ściśle współpracuje z podkarpacką Doliną Lotniczą. Jego członkowie generują roczny przychód w wysokości ok. 3 mld zł, z czego 80 proc. pochodzi z eksportu, i zatrudniają ponad 15 tys. pracowników. ŚKL zainicjował też utworzenie na Politechnice Śląskiej specjalizacji w kierunkach Lightweight Structures oraz Aircraft Design, dzięki czemu studenci mogą szybko odnaleźć się na rynku pracy w przemyśle lotniczym.

W lutym tego roku Śląski Klaster Lotniczy wziął udział w audycie prowadzonym przez ESCA (European Secretariat for Cluster Analysis) i jako pierwszy klaster w Polsce uzyskał Złoty Certyfikat Jakości przyznawany najlepszym klastrom w Europie. ŚKL może się posługiwać nim przez dwa lata.

 W Polsce działa dziś szesnaście klastrów kluczowych wybranych przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, a wśród nich jest również Śląski Klaster Lotniczy. Jako pierwsi w Polsce otrzymaliśmy ten prestiżowy tytuł. Jest to coś naprawdę niesamowitego, jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, że klastrów, które mają ten tytuł jest w Europie bardzo niewiele, dla przykładu na Słowacji czy w Rumunii funkcjonuje tylko po jednym klastrze – mówi Krzysztof Krystowski.

W dowód uznania i docenienia działalności innowacyjnej Śląski Klaster Lotniczy został także wyróżniony nagrodą specjalną podczas gali „Inspiratorzy biznesu: Innowacje”, która odbyła się 20 marca br. Warszawie. Odbierając wyróżnienie, Krzysztof Krystowski ocenił, że krajowe i europejskie wyróżnienie przyczyni się do większej rozpoznawalności Śląskiego Klastra Lotniczego w Polsce i na arenie międzynarodowej.

W Polsce działa aktualnie około dwustu klastrów, czyli organizacji skupiających firmy z określonego sektora gospodarki. Współpraca w ramach klastra pozwala im osiągać wspólne cele, na przykład realizować prace badawczo-naukowe, podnosi innowacyjność, ułatwia nawiązywanie kontaktów handlowych, stwarza też korzystne warunki do powstawania nowych firm. Najwięcej polskich klastrów działa w sektorze technologii informacyjno-komunikacyjnych, energetyki, odnawialnych źródeł energii i budownictwa, branży medycznej i turystycznej oraz w usługach dla biznesu.