Najnowsze technologie wkraczają do branży fitness. Inteligentne hula-hoop z czujnikiem ruchu pokaże m.in. liczbę spalonych kalorii

Najnowsze technologie wkraczają do branży fitness. Inteligentne hula-hoop z czujnikiem ruchu pokaże m.in. liczbę spalonych kalorii 1

Inteligentne rozwiązania coraz częściej wykorzystywane są w sporcie. VHOOP, czyli inteligentne hula-hoop to kolejny, obok skakanki Smart Rope LED, produkt z branży fitness zaprezentowany na targach Mobile World Congress 2018 w Barcelonie. Wbudowany w nie czujnik ruchu zbiera dane, takie jak spalone kalorie, liczba obrotów czy czas treningu, a następnie przesyła do aplikacji mobilnej, gdzie są analizowane. Trend wearables, czyli inteligentnych urządzeń noszonych przez człowieka – także tych sportowych – błyskawicznie się rozwija.

Na rynku pojawia się coraz więcej inteligentnych urządzeń do ćwiczeń, które pozwalają zwiększyć jakość wykonywanych treningów. W najbliższej przyszłości rynek inteligentnych rozwiązań dla branży fitness poszerzy się przede wszystkim o urządzenia typu wearables (inteligentną odzież i akcesoria do noszenia, takie jak smartwatche), a także o coraz bardziej zaawansowane przyrządy do ćwiczeń, a nawet całe siłownie.

Inteligentne hula-hoop VHOOP składa się z ośmiu elementów, dzięki czemu można je łatwo złożyć i rozłożyć – montaż i demontaż nie powinny zająć więcej niż 2 minuty. Urządzenie dostarczane jest z ośmioma dodatkowymi obciążnikami ze stali nierdzewnej, pozwalającymi na modyfikowanie trudności treningu. Hula-hoop ma wbudowaną baterię, która po 1,5-godzinnym ładowaniu wystarczy na 15 dni treningowych (po godzinie treningu dziennie).

– Z VHOOP można ćwiczyć tak samo jak z normalnym hula-hoop, ale ma ono czujnik ruchu, więc można je podłączyć za pośrednictwem bluetootha do aplikacji i np. konkurować ze swoimi znajomymi. Można zwiększać obciążenia, a także złożyć i spakować do torby, więc można ćwiczyć, gdzie się chce – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Hyeyoung Baek z firmy Mice Leech, dystrybuującej urządzenie.

Po pobraniu aplikacji VHOOP na ekranie smartfona otrzymamy w czasie rzeczywistym pełne dane dotyczące każdego z treningów – liczbę spalonych kalorii, długość treningu oraz liczbę wykonanych obrotów. Mamy dostęp także do pełnej historii treningów. Można się także porównywać z trenującymi na całym świecie, a nawet urządzić zawody w gronie znajomych. Urządzenie, choć znajduje się w fazie prototypu, jest już dostępne w sprzedaży w internecie za pośrednictwem portalu crowdfundingowego Indiegogo. Jego ceny zaczynają się od 79 dolarów.

– Urządzenie jest zrobione z polipropylenu i estromalu. Nie zawiera substancji toksycznych, ale jest na tyle wytrzymałe, by można było wykonywać ćwiczenia. Jednocześnie jest bardziej elastyczne niż zwykłe hula-hoop i bardzo bezpieczne – zapewnia Hyeyoung Baek.

Poza inteligentnymi przyrządami do ćwiczeń na rynek trafiają coraz bardziej zaawansowane rozwiązania dla trenujących, związane z technologią wirtualnej rzeczywistości. Black Box VR to pierwsze na świecie rozwiązanie wirtualnej rzeczywistości do profesjonalnego treningu fitness. Po założeniu gogli przenosimy się do wirtualnego świata, by w niewyobrażalnych na co dzień sytuacjach sprawdzić możliwości organizmu i siłę mięśni. Z kolei maszyna do ćwiczeń Icaros za pomocą wirtualnej rzeczywistości pozwala trenować niemal wszystkie partie mięśni. Na urządzeniu kładziemy się w pozycji deski (z ang. plank), a w trakcie treningu prowadzimy wirtualny, futurystyczny myśliwiec.

Według danych Global Market Insights, rynek sprzętu fitness w 2016 roku był wart ponad 10 mld dol. Do 2024 r. ma on rosnąć w tempie ponad 3 proc. średniorocznie. Allied Market Research zakłada, że rynek ten w 2022 roku osiągnie wartość niemal 13 mld dol.

Z danych Ministerstwa Sportu wynika, że w 2017 roku tylko co siódmy Polak w wieku 15–69 lat osiągał poziom aktywności fizycznej w czasie wolnym, jakie rekomenduje Światowa Organizacja Zdrowia.

Grafen przyszłością medycyny i rehabilitacji. Czujniki wykorzystujące ten materiał m.in. sprawdzą napięcie mięśni podczas ćwiczeń

Grafen przyszłością medycyny i rehabilitacji. Czujniki wykorzystujące ten materiał m.in. sprawdzą napięcie mięśni podczas ćwiczeń 2

Ta alotropowa odmiana węgla jest przezroczysta, elastyczna i biokompatybilna, co pozwala umieszczać zbudowane na niej czujniki bezpośrednio na skórze. Grafenowy czujnik napięcia skóry, opracowywany przez fiński instytut VTT, może pomóc m.in. w terapiach rehabilitacyjnych. Na bazie grafenu tworzone są również elektroniczne tatuaże mogące mierzyć rytm serca czy specjalne fotodetektory do błyskawicznego wykrywania infekcji u człowieka. Komercjalizacja grafenowych wynalazków może jednak potrwać nawet kilka lat.

Grafen jest płaską strukturą złożoną z atomów węgla, przypominającą kształtem plaster miodu. Choć sam węgiel jest pierwiastkiem znanym już od wieków, to jego nowa odmiana uznawana jest za przyszłość technologii. Jest doskonałym przewodnikiem ciepła i prądu, a do tego cechuje się dużą wytrzymałością mechaniczną i elastycznością.

– Opracowaliśmy bardzo elastyczny i biokompatybilny czujnik oparty na grafenie. Można go zakładać bezpośrednio na skórę i mierzyć jej napięcie na danym obszarze oraz monitorować ruchy kończyn. Grafen jest elastyczny i przezroczysty, więc idealnie nadaje się do takich zastosowań – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Henrik Sandberg z instytutu VTT z Espoo.

Opracowana przez fiński instytut VTT elastyczna opaska z grafenu, mierzy napięcie skóry na badanym obszarze oraz monitoruje ruchy kończyn. Dane z czujnika przekazywane są za pośrednictwem elastycznego układu scalonego do aplikacji w smartfonie, gdzie są analizowane. Cały proces będzie przydatny zwłaszcza w rehabilitacji, a także w sporcie.

– W naszym projekcie grafen pełni rolę czujnika oporu, a dane zbiera elastyczny układ scalony i przesyła je do telefonu komórkowego. W aplikacji mobilnej można zobaczyć, jak badana osoba rzeczywiście się rusza. Urządzenie można wykorzystywać w terapii lub w sporcie, by sprawdzać, czy ćwiczenia wykonywane są poprawnie – mówi Henrik Sandberg.

Grafen w przyszłości będzie użyteczny w medycynie i terapiach rehabilitacyjnych. Naukowcy z Uniwersytetu w Teksasie opracowali metodę aplikacji grafenowych czujników w skórę na zasadzie tymczasowego tatuażu. Elektroniczny tatuaż potrafi mierzyć m.in. rytm serca czy napięcie mięśni. Szwedzki instytut KTH opracowuje grafenowe fotodetektory, które potrafią błyskawicznie rozpoznać infekcję u człowieka. Wystarczy delikatne ukłucie palca, by urządzenie wykryło molekularny odcisk choroby.

Za wyizolowanie grafenu, do którego doszło w 2004 roku, Andre Geim i Konstantin Novoselov zostali wyróżnieni Nagrodą Nobla w dziedzinie fizyki. Nad opracowywaniem technologii wytwarzania grafenu od 2006 roku pracuje między innymi Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych w Warszawie. Zakład Technologii Chemicznych ITME opracował technologię wytwarzania grafenu płatkowego, dzięki której możliwa stała się jego produkcja na skalę przemysłową, a także modyfikacje pozwalające na dostosowywanie materiału do konkretnych potrzeb.

Mimo tego na świecie wciąż jest mało gotowych rozwiązań opartych na grafenie. Główną barierą jest komercjalizacja wynalazków naukowców, które zwykle potrzebują co najmniej kilku lat, by zadebiutować na rynku w postaci gotowych produktów.

– Na razie testujemy samą technologię. Oczekujemy, że w ciągu kilku lat powinny się pojawić pierwsze komercyjne zastosowania tej technologii – zapowiada przedstawiciel instytutu VTT.

Według analityków Research and Markets rynek grafenu w 2025 r. ma osiągnąć wartość 1 mld dol.

„Rzęsiście”, „ancymonek” i „prażynka” uznane za najpiękniejsze słowa w języku polskim. Internauci znacznie częściej sięgają jednak po te najbrzydsze

„Rzęsiście”, „ancymonek” i „prażynka” uznane za najpiękniejsze słowa w języku polskim. Internauci znacznie częściej sięgają jednak po te najbrzydsze 3

Polacy coraz chętniej powracają do staromodnych słów i lubią zabawy językowe – wynika z analizy Instytutu Monitorowania Mediów. Średnio sześćset razy miesięcznie w internecie pojawiły się najpiękniejsze słowa wybrane w plebiscycie „Mów do mnie pięknie…” ogłoszonym przez Bibliotekę Śląską w Katowicach, czyli „rzęsiście”, „ancymonek” i „prażynka”. Ponadsześciokrotnie częściej w sieci pojawiają się jednak słowa uznane za brzydkie i nieciekawe: „szpanować”, „flaki” i „flegma”. Dzięki powstającemu „Wirtualnemu leksykonowi pięknych (i niepięknych) słów”, który opracowuje Biblioteka Śląska, tych najładniejszych może jednak w polskim internecie przybywać.

– W Bibliotece Śląskiej w Katowicach powstaje swoisty leksykon, słownik najładniejszych wyrazów, które są używane przez nas w sytuacjach ciekawych i niezwykłych. To dokument, który powstaje dzięki pracownikom biblioteki, ale też kręgowi innych osób, dla których słowo ma kształt niezwykły. W słowniku tym znajdą się najciekawsze i najważniejsze słowa, np. „rzęsisty” czy „ancymonek”. Dodamy również argumentację napisaną przez osoby, które przywołały dany wyraz – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Jan Malicki, dyrektor Biblioteki Śląskiej w Katowicach.

„Wirtualny leksykon pięknych i niepięknych słów” powstaje na bazie wyników projektu „Mów do mnie pięknie…” zorganizowanego w lutym przez Bibliotekę Śląską. Do udziału zostali zaproszeni użytkownicy języka polskiego, którzy mieli zaproponować słowa i zwroty uważane przez nich za piękne, a z drugiej strony przywołać te, których uroda językowa budzi kontrowersje. Za najpiękniejsze zostały uznane słowa „rzęsiście”, „prażynka” i „ancymonek”. Wśród niepięknych słów znalazły się „szpanować”, „flaki” i „flegma”.

– Dla nas ważniejszy jest użytkownik języka. To on decyduje o wyborze słów najważniejszych, najciekawszych i pięknych. Z drugiej strony jest tylko ktoś, kto opracowuje i korzysta z tego, co każdy z nas może powiedzieć o języku. To legło u podstaw całego przedsięwzięcia. Chcielibyśmy wydobyć te słowa, które zapadły w pamięć, które kojarzą się każdemu z nas z tym, co dla niego istotne, piękne. Jest więc zachowana funkcja etyczna i estetyczna. Nasz słownik będzie mieć inny charakter niż te, które powstawały wcześniej. Będą w nim te wyrazy, które są wciąż ważne, ale i te, które chcielibyśmy, żeby weszły do użytku – przekonuje prof. Jan Malicki.

W plebiscycie wyróżniono także słowotwórczość. Słowo „razemek” i „razemka” to zaproponowana nazwa towarzysza życia. Może zastąpić prawne „konkubinat”. Nowe słowo miałoby określać związek romantyczny, choć nieformalny.

– Z jednej strony wydobywamy to, co wiąże się z aktywnością, współkreacją, współtworzeniem języka, a z drugiej strony wysłuchujemy tych wyrazów, które mają coś, co nazywam szlachetnością, arystokratyzmem w rozmowie z drugim człowiekiem – podkreśla prof. Jan Malicki.

Choć może się wydawać, że przynajmniej w sieci używamy ich rzadko lub wcale, nie jest to prawdą.

– Instytut Monitorowania Mediów postanowił sprawdzić, jak te najpiękniejsze i mniej piękne słowa są używane przez internautów i użytkowników mediów społecznościowych. Trzy najpiękniejsze, czyli „ancymonek”, „prażynka” i „rzęsiście”, ukazują się w publikacjach średnio sześćset razy miesięcznie. Najczęściej pada słowo „rzęsiście”, które wykorzystywane jest w rozmaitych kontekstach. Mamy nie tylko rzęsiste brawa i deszcze, lecz także kółka z dymu, harmider czy gitary w utworze muzycznym – mówi Magdalena Pawłowska, ekspertka Instytutu Monitorowania Mediów.

Z badania IMM wynika, że najpopularniejsze wśród pięknych słów jest „rzęsiście” – 260 wzmianek miesięcznie – i „prażynka” – ok. 200. Oba słowa mają raczej wydźwięk pozytywny, pojawiają się przede wszystkim w mediach społecznościowych i portalach. Słowo „ancymonek” – co do którego walorów estetycznych nie można mieć wątpliwości – używane jest nieco rzadziej (120 wzmianek), ale pojawia się w ironicznym użyciu.

 Jedna trzecia publikacji internetowych wykorzystuje to słowo z wydźwiękiem negatywnym, dlatego że użytkownicy korzystają z niego w kontekście ironicznym, np. określając w ten sposób nielubianych przez siebie polityków – wskazuje ekspertka IMM.

IMM zbadał też popularność trzech niepięknych słów wskazanych w ankiecie Biblioteki Śląskiej – „szpanować”, „flaki” i „flegma”. Liczba publikacji z ich użyciem jest dużo większa, nawet sześciokrotnie, w porównaniu z treściami zawierającymi piękne słowa. W internecie i social mediach pojawiają się cztery tysiące razy miesięcznie.

– Niestety, są to często słowa wykorzystywane jako obelgi, szczególnie w gorących internetowych dyskusjach, np. przy wymianie tweetów, na forach czy w komentarzach pod artykułami na portalach – podkreśla Magdalena Pawłowska.

Do 2020 r. wszystkie domowe urządzenia mają być podłączone do internetu. W centrum idei smart home stanie inteligentna lodówka

Do 2020 r. wszystkie domowe urządzenia mają być podłączone do internetu. W centrum idei smart home stanie inteligentna lodówka 4

Systemy inteligentnego domu z roku na rok zyskują coraz większą popularność. Wciąż pojawiają się także nowe pomysły na usprawnienie tego typu rozwiązań. W najnowszym podejściu do idei smart home centrum systemu inteligentnego domu może stać się lodówka, która jest jedynym domowym sprzętem pracującym 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Już w 2020 roku wszystkie urządzenia z rynku RTV, AGD i elektroniki użytkowej, mają mieć dostęp do internetu i komunikować się między sobą.

– W ręku użytkownika znajduje się smartfon i wychodząc poza obrys swojego domu to smartfon jest centrum zarządzania. W samym domu, w sercu systemu znajdują się jednak urządzenia różnego typu, od telewizorów do lodówek. To lodówka jest tym elementem, który jest podłączony do zasilania elektrycznego w trybie ciągłym, przez co w sposób naturalny można z tej lodówki zrobić urządzenie, wokół którego będą się integrować pozostałe urządzenia infrastruktury mieszkania lub domu – twierdzi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Arkadiusz Wójcik, szef IM IT & Mobile w Samsung Electronics Polska.

Idea inteligentnego domu opiera się na dwóch filarach – energooszczędności oraz ułatwienia życia. Rosnące koszty energii elektrycznej wymuszają na gospodarstwach domowych oszczędności. Współpracujące i komunikujące się między sobą sprzęty w sposób bardziej efektywny mogą korzystać z energii elektrycznej. Dla przykładu termostat kontrolujący temperaturę grzejnika otrzyma informację od smartfona z GPS-em, że zbliżamy się do domu i odpowiednio wcześnie dostosuje temperaturę wnętrza do naszych potrzeb. Użytkownik może także samodzielnie zarządzać oświetleniem czy ogrzewaniem z poziomu smartfona.

– Urządzeniami, które konsumują energię elektryczną będziemy mogli sterować z naszego smartfona, uruchamiając poszczególne elementy domowej infrastruktury w sposób korzystny i w odpowiednim w oczekiwanym przez użytkownika momencie – zapewnia przedstawiciel Samsunga.

Inteligentny dom ułatwia również codzienne życie. Na rynku są już dostępne elektroniczne zamki współpracujące z aplikacjami na telefonie. Dzięki temu nie musimy pamiętać o kluczach, a nawet możemy dać czasowy dostęp do naszego mieszkania innej osobie. Inteligentne rozwiązania są także dostępne w przypadku sprzętu gospodarstwa domowego. Roboty sprzątające wykorzystują sztuczną inteligencję i uczą się najbardziej efektywnego sposobu sprzątania konkretnego domu czy mieszkania. Szereg udogodnień znajdziemy także w kuchni, gdzie specjalne urządzenia dobiorą optymalny czas przyrządzenia danej potrawy, wykorzystując uczenie maszynowe i wbudowane czujniki.

– Z naszej perspektywy urządzenia oprócz tego, że raportują swój stan pracy oraz są zarządzane przez użytkownika, mają również możliwość komunikacji bezpośredniej między sobą, np. możliwość prezentowania zdjęć ze smartfona na telewizorze oraz odbierania obrazu z telewizora na smartfonie. Już dziś w tej idei działają smartfony, telewizory, roboty odkurzające czy wybrane modele pralek. Podłączyliśmy je do internetu w ramach tzw. smart hub i docelowo będziemy chcieli, żeby te urządzenia w domu działały między sobą i były włączone w jeden ekosystem, jedno środowisko – przekonuje Arkadiusz Wójcik.

Jak oceniają eksperci, wzrost rynku inteligentnych domów związany jest z rozwojem internetu rzeczy (IoT) oraz poszukiwaniem przez konsumentów coraz częściej rozwiązań zapewniających wygodę, bezpieczeństwo, a także wpływających na mniejsze zużycie energii elektrycznej. Do idei inteligentnego domu wprowadzanych jest więc coraz więcej urządzeń.

– Po roku 2020 chcemy, aby wszystkie urządzenia dostarczane na rynek konsumencki miały możliwość podłączenia do internetu oraz zintegrowania w ramach środowiska smart hub. Dzięki aplikacjom chcemy umożliwić zarządzanie tymi urządzeniami oraz chcielibyśmy, żeby użytkownik mógł monitorować stan pracy poszczególnych urządzeń podpiętych do internetu – tłumaczy ekspert.

Z raportu Markets and Markets wynika, że w najbliższych latach średnioroczny wzrost rynku smart home będzie oscylował w granicach 13,5 proc., by w 2023 roku osiągnąć wartość 138 mld dol.

Na nowe leki czeka przynajmniej 200 chorych z zaawansowanym szpiczakiem. Odkładanej w czasie od kilku miesięcy refundacji nie doczekało już ponad 60 pacjentów

Na nowe leki czeka przynajmniej 200 chorych z zaawansowanym szpiczakiem. Odkładanej w czasie od kilku miesięcy refundacji nie doczekało już ponad 60 pacjentów 5

Innowacyjne terapie to jedyna szansa dla chorych z zaawansowanym lub nawrotowym szpiczakiem plazmocytowym. Obecnie w Polsce pilnie czeka na lek ok. 200 osób. Mimo zapowiedzi resortu zdrowia od jesieni ubiegłego roku najbardziej oczekiwany lek pomalidomid nie znalazł się na liście refundacyjnej. Środowiska pacjenckie zapowiadają dalszą walkę o dostęp do tej terapii, zwłaszcza że pacjenci ze szpiczakiem od blisko 10 lat nie otrzymali żadnych nowych terapii.

Ogromny postęp medycyny w zakresie onkologii sprawił, że wiele nowotworów złośliwych ma dzisiaj status chorób przewlekłych, a nie śmiertelnych. Lekarze mają do dyspozycji takie nowoczesne metody leczenia, jak immunoterapia pobudzająca układ odpornościowy pacjenta do walki z rakiem oraz przeciwciała monoklonalne wykorzystywane w terapiach celowanych molekularnie. Terapie te znacznie przedłużają życie chorych oraz poprawiają ich jakość ze względu na niską toksyczność. W Polsce potrzeby onkologii w zakresie innowacyjnego leczenia wciąż nie są jednak odpowiednio zaspokajane.

– W polskim systemie ochrony zdrowia jest jeszcze bardzo dużo braków. Jako organizacje pacjenckie walczymy o to, żeby pacjenci mieli lepszy dostęp do nowoczesnych terapii onkologicznych. Przez 1,5 roku udało się naprawdę bardzo wiele osiągnąć w tej dziedzinie – mówi agencji informacyjnej Newseria  Biznes Szymon Chrostowski z Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

Zdaniem ekspertów priorytetem w zakresie refundacji nowoczesnych terapii powinny być obecnie nowotwory płuca, piersi, a zwłaszcza szpiczak plazmocytowy. W resorcie zdrowia toczą się dwa postępowania w sprawie objęcia refundacją skutecznej terapii przeciwko rakowi piersi, od listopada dostęp do nowoczesnego leczenia zyskała natomiast część chorych na raka płuca. Ogromnym problemem pozostaje jednak kwestia pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym, na którego w Polsce cierpi ok. 10 tys. osób. W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się chorzy z zaawansowaną lub oporną na leczenie postacią tej choroby.

Naszym priorytetem będzie m.in. szpiczak, bo ta grupa pacjentów od 10 lat nie ma zabezpieczenia innowacyjnego leku, a wiedząc, że jest w trakcie procedowania, na to zwrócimy szczególną uwagę, bo tej grupie się to bardzo należy – mówi Krystyna Wechmann, prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

Lekarze i pacjenci walczą o dostęp do przynajmniej trzech z sześciu zarejestrowanych na świecie leków przeznaczonych do walki z zaawansowaną, nawrotową i oporną na leczenie postacią szpiczaka plazmocytowego. Jednym z nich jest pomalidomid, na świecie dostępny i szeroko stosowany już od blisko 5 lat. Jest to preparat z grupy leków immunomodulujących, a więc hamujący rozwój komórek nowotworowych poprzez stymulowanie do działania układu odpornościowego pacjenta. Lek ten, często stosowany w terapiach skojarzonych, nawet dwukrotnie wydłuża życie chorych, a także zmniejsza ryzyko wystąpienia powikłań.

Brak pomalidomidu jest dla pacjentów tragedią. Umierają w zastraszającym tempie, od listopada to już 60 osób. Żyjemy od leku do leku, od remisji do remisji. Nasze remisje to nowe leki, bo nie możemy wracać do leków, które były nam podane na początku choroby. Szpiczak uodparnia się na to leczenie, potrzebujemy nowych leków nowej generacji – mówi Anna Leoniuk, członek Fundacji Carita – Żyć ze szpiczakiem.

Pomalidomid jest lekiem podawanym doustnie, co eliminuje konieczność hospitalizacji. Dzięki temu pacjenci są w stanie prowadzić w miarę normalny tryb życia. Jesienią ubiegłego roku Ministerstwo Zdrowia nie wykluczało wprowadzania tej terapii do programu lekowego już na początku 2018 roku.

Najbardziej obawiamy się w przyszłości tego, że to leczenie nie zostanie przez ministerstwo zrefundowane. Tylko w Polsce nie ma nowych leków dla pacjentów ze szpiczakiem, wszędzie byśmy żyli z tą chorobą jak z chorobą przewlekłą, a u nas jest to choroba śmiertelna – mówi Anna Leoniuk.

O wprowadzenie leku na listę refundacyjną apelowały środowiska pacjenckie w oficjalnych listach do resortu zdrowia. Eksperci podkreślają, że preparat został pozytywnie oceniony przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, liczne badania kliniczne wykazują jego wysoką skuteczność, nie ma więc merytorycznych przesłanek, by nie objąć go refundacją.

– Pacjent słyszy doniesienia, czyta w prasie, w internecie, że pacjenci w Europie są leczeni w sposób nowoczesny. Kiedy weryfikują u swojego lekarza prowadzącego, czy nie można podać właśnie tego typu leczenia, słyszą: niestety, nie mamy dostępu – mówi Szymon Chrostowski.

Relacja z IV Europejskiego Kongresu Jakości

„Future of Quality”. Pod takim hasłem odbył się IV Europejski Kongres Jakości, który w Łodzi zgromadził przedstawicieli świata biznesu i nauki . To industrialne, rozwijające się miasto w pierwszy dzień wiosny stało się stolicą jakości. Licznie zgromadzeni uczestnicy, prelegenci i paneliści promowali  wdrożone w swoich organizacjach rozwiązania, przedstawiali realne case studies i poznawali najnowsze trendy związane z systemami zarządzania jakością. Kulminacyjnym punktem wydarzenia było wręczenie Certyfikatów JAKOŚĆ ROKU® oraz zaprezentowanie nowego projektu Fundacji Qualitas: European Quality Certificate®.

Nietuzinkowe wystąpienie inauguracyjne wygłosił dr Mateusz Grzesiak ekspert i wykładowca Wyższej Szkoły Biznesu w Dąbrowie Górniczej. Ten międzynarodowy trener biznesu szkolący w 7 językach, psycholog, autor 14 bestsellerowych książek z zakresu psychologii, sprzedaży i zarządzania, wspólnie z uczestnikami szukał odpowiedzi na pytania, czym tak właściwie jest jakość, a także jak to pojęcie ma się do decyzji, które podejmujemy jako konsumenci. Na podstawie przeprowadzonych badań pokazał, jacy jesteśmy, my Polacy: czego oczekujemy od produktów i usług, a także jak nasza mentalność przejawia się w różnych aspektach zarządzania i prowadzenia biznesu. Uświadomił zebranym gościom, jak ważne, obok wykształcenia i zdobytego doświadczenia, są kompetencję miękkie. Na wielu przykładach udowodnił że szkolenie z zakresu nowoczesnych modeli zarządzania i właśnie umiejętności miękkich to „must have” każdego nowoczesnego przedsiębiorstwa.

Po solidnej dawce wiedzy, motywacji i inspiracji temat był płynnie kontynuowany, a to za sprawą dr Joanny Rosak-Szyrockiej z Politechniki Częstochowskiej, która pod lupę wzięła pojęcie jakości, ale w kontekście promowania firmy, jej produktów i usług. Radziła, jak wykorzystać działania podejmowane w celu polepszania wdrożonych standardów w strategiach promocyjnych i marketingowych. Podkreśliła także znaczenie zdobytego certyfikatu JAKOŚĆ ROKU® jako świetnego narzędzia zwiększającego sprzedaż i budującego wiarygodność zarówno przedsiębiorstw, jak i samych marek.

Zamknięciem pierwszej części tego merytorycznego spotkania praktyków był pierwszy panel dyskusyjny, który poprowadziła dr Rosak – Szyrocka. Wspólnie z zaproszonymi do rozmowy panelistami szukała odpowiedzi na pytania, jak stres wpływa na naszą skuteczność i wydajność oraz dlaczego warto uzyskać równowagę w tzw. work-life balance. Swoimi doświadczeniami i różnymi perspektywami widzenia z uczestnikami Kongresu podzielili się: Danuta Hanna Jakubowska, rzecznik prasowy Przedsiębiorstwa Farmaceutycznego LEK-AM Sp. z o.o., Aldona Dybuk, dyrektor ds. promocji i PR Energy Events oraz Adam Różycki, prezes zarządu Grupy Producentów Agros Sp. z o.o.

Specyfikę firm rodzinnych w kontekście patriotyzmu zakupowego przybliżył uczestnikom Jakub Kołodziej, członek zespołu zarządzającego Roleski Sp.j. Pokazał, jakie są różnice tego typu przedsiębiorstw w stosunku do modelu korporacyjnego oraz w jaki sposób rodzinna organizacja pozwala budować przewagę konkurencyjną. Podkreślił, że produkty pochodzące z Polski i od polskich przedsiębiorców są obecnie nie tylko kupowane, ale i szczególnie poszukiwane przez konsumentów, jako te odznaczające się wysoką jakością.

Po przybliżeniu uczestnikom firm rodzinnych przyszedł czas na temat, który spędza sen z powiek chyba wszystkim przedsiębiorcom – dostosowanie systemu ochrony danych osobowych do przepisów RODO. Kwestię tą, w kontekście systemów zarządzania jakością, rozwinął w swoim wystąpieniu Piotr Ubych, menedżer produktu ds. danych osobowych w DEKRA Certification Sp. z o.o.

Z kolei Jakub Kocjan z portalu LeanCenter.pl na chwilę zabrał wszystkich zebranych gości do Japonii – ojczyzny Toyoty, koncepcji lean management i stawiania jakości na pierwszym miejscu. Wyjaśnił enigmatyczne dla niektórych słowa gembajidoka oraz podkreślił wagę pracowników wszystkich szczebli w procesie wykrywania błędów i ich naprawiania.

Po kolejnej turze wystąpień przyszedł czas na temat innowacji, które znajdują się w kręgu zainteresowań każdego przedsiębiorcy dążącego do nieustannego rozwoju i bycia zawsze o krok przed konkurencja. Panel dyskusyjny na ten „medialny” temat poprowadził dr hab. inż. Marek Roszak, prof. , prezes Klubu Polskie Forum ISO 9000, członek Kapituły. Na pytania, czym są innowacje, jak je wdrażać oraz w jaki sposób z ich pomocą napędzać swój biznes, opowiadali praktycy, którym ta tematyka jest szczególnie bliska: Marcin Śpiewok, Menedżer ds. Rozwoju spółki SILBO, wiodącego polskiego producenta opakowań do żywności, Sławomir Harazin, wiceprezes zarządu ACTION S.A., właściciela marki Activejet® oraz Zygmunt Król, prezes zarządu Saatbau Polska Sp. z o.o., czołowej polskiej firmy produkującej nasiona i rośliny rolnicze. Podkreślali oni, że innowacji nie trzeba przedstawiać ani jej nazywać, ponieważ rynek sam ją dostrzeże. Zwracali uwagę na to, że innowacje wymagają inwestycji, często bardzo ryzykownych, a także sporych nakładów pracy w badania dotyczące nowych technologii.

Na zakończenie części merytorycznej wystąpił Marcin Kałużny, Przewodniczący Kapituły i prezes zarządu Fundacji Qualitas, który zaprezentował nowy projekt: European Quality Certificate®, wspierający dążenia i marzenia polskich przedsiębiorców, aby „Made in Poland” stało się powszechnym, niekwestionowanym synonimem jakości.

Po części merytorycznej , w trakcie Gali Finałowej, uroczyście przyznane zostały Certyfikaty JAKOŚĆ ROKU® 2017. Dyplomy i statuetki wręczali Członkowie Kapituły w asyście Jakuba Mielczarka, Sekretarza Województwa Łódzkiego.

Przyznana została także specjalna nagroda Audytorów Certyfikatu: Manager Jakości. Tytuł w tym roku otrzymał Zygmunt Król, prezes zarządu Saatbau Polska Sp. z o.o., za profesjonalizm, działalność CSR oraz osobiste zaangażowanie w rozwój firmy, branży i regionu. Nagrodę uroczyście wręczyła ubiegłoroczna Laureatka Tytułu, Katarzyna Szczur, prezes zarządu TEXTRA Poland Sp. z o.o.

Tytuł IKARA JAKOŚCI za najlepszą pracę dyplomową z zakresu zarządzania powędrował do mgr Elżbiety Marekwicy oraz jej promotorki, dr inż. Jadwigi Malkiewicz z Wyższej Szkoły Biznesu w Dąbrowie Górniczej, Wydziału Zamiejscowego w Cieszynie. Tytuł nagrodzonej pracy to Projekt wdrożenia metodologii WCM (World Class Manufacturing) z wykorzystaniem narzędzi i metod doskonalenia jakości w przedsiębiorstwie produkcyjnym Lys Fusion Poland”.

Punktem kulminacyjnym tej części wydarzenia było wręczenie tytułów honorowych ORŁOM JAKOŚCI, czyli elitarnemu gronu przedsiębiorstw, które przez lata udowadniały, że jakość zarządzania ma znaczenie dla sukcesu w biznesie i które stanowią niekwestionowany wzór dla innych. Tegoroczni Laureaci tytułu, na wniosek przewodniczącego Kapituły, dołączyli do Rady Programowej Fundacji Qualitas.

Po Gali Finałowej odbył się uroczysty bankiet. Był to czas na rozmowy kuluarowe i wymianę kontaktów biznesowych.

W ten sposób zakończył się IV Europejski Kongres Jakości. Teraz czas na wdrożenie koncepcji projakościowych do swoich działań biznesowych, podkreślenie jakości zdobyciem EUROPEAN QUALITY CERTIFICATE 2018® i…

…do zobaczenia na V jubileuszowym Europejskim Kongresie Jakości!

Podwyżki cen paliw na Święta Wielkanocne

Kierowcy kolejny raz nie mają szczęścia do kosztów tankowania paliwa w czasie wielkanocnych podróży. Na europejskim rynku zauważalnie wzrosły ceny benzyny bezołowiowej oraz diesla. Powody podwyżek są jednak inne niż przed rokiem, a ich skutki prawdopodobnie również będą inne, bardziej dotkliwe – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Baryłka ropy Brent kosztuje już ponad 240 zł, czyli blisko 10 proc. więcej niż dwa tygodnie temu. „Czarne złoto” jest również o włos od ustanowienia najwyższych poziomów od połowy 2015 r. Droższa ropa ciągnie w górę ceny benzyny oraz diesla. Na europejskim rynku ARA kosztują one odpowiednio 1,70 oraz 1,80 zł za litr, po wzrostach o 14 gr w porównaniu do pierwszej połowy marca.

Tropy wiodą do Iranu i Wenezueli

Ceny ropy rosną przede wszystkim w następstwie napięć geopolitycznych w Zatoce Perskiej. Zmiany w administracji amerykańskiej mogą sugerować, że Stany Zjednoczone będą reprezentować bardziej konfrontacyjne podejście do Iranu. Od porozumienia nuklearnego zawartego w 2015 r. Teheran podniósł wydobycie ropy o ponad milion baryłek dziennie, czyli o niemal 40 proc. Obecnie ta zwiększona w ostatnich latach podaż może być zagrożona.

W pewnym stopniu wyższe ceny to także rezultat niższej produkcji ropy w Wenezueli. Dramatyczna sytuacja ekonomiczna w tym kraju powoduje, że w ciągu trzech miesięcy produkcja zmniejszyła się o 200 tys. baryłek – do najniższych poziomów od 14 lat.

Już to przerabialiśmy, ale powody były inne

W minione Święta Wielkanocne także mieliśmy do czynienia z silnymi wzrostami cen paliw. W kwietniu 2017 r. był to jednak głównie rezultat silniejszego od oczekiwań popytu na paliwa po obu stronach Atlantyku, co powodowało obawy, że topniejące zapasy mogą przełożyć się na jeszcze wyższe ceny podczas sezonu wakacyjnego.

Wtedy jednak nie było strachu o podaż ropy naftowej, a także o kwestie geopolityczne. Krótko po okresie świątecznym (na rynku hurtowym) oraz po weekendzie majowym (na rynku detalicznym) ceny zaczęły wyraźnie się obniżać i początek wakacji już był dla kierowców względnie łaskawy. Średnie ceny benzyny 95, według danych Eurostatu, kształtowały się na poziomie 4,35 zł, czyli o prawie 40 gr mniej niż w okolicach świąt.

Albo drogo, albo jeszcze drożej

Czy można więc liczyć, że podobnie jak w zeszłym roku po świętach ceny hurtowe zaczną wyraźnie spadać? Raczej jest to mało prawdopodobne. Cena równowagi na rynku ropy naftowej jest obecnie wyraźnie wyżej niż w 2017 r. To skutek przedłużającego się porozumienia między OPEC oraz Rosją o ograniczaniu produkcji. Nie pozwala to na wywieranie presji cenowej ze strony podaży i ogranicza konkurencję.

Z kolei dyplomatyczne przepychanki na Bliskim Wschodzie mogą się utrzymywać tygodniami, jeśli nie miesiącami. Stwarza to ryzyko, że przy jakichkolwiek zaburzeniach (np. pogodowych) w produkcji czy zwiększonym popycie (sezon wakacyjny) ceny będą dalej rosły. W rezultacie raczej musimy się przyzwyczaić, że za popularną bezołowiówkę będziemy płacić średnio 4,70 zł/litr lub więcej, a nie liczyć na powtórzenie scenariusza z zeszłego roku i spadki do 4,35 zł/litr.

Polska rajem podatkowym… dla fiskusa

Wstrzymywane zwroty VAT, przewlekłe wydłużanie okresu kontroli podatkowych i skarbowych oraz niejasne i wadliwe przepisy, do tego wprowadzanie coraz to nowych obciążeń podatkowych przy jednoczesnym odbieraniu ulg, a nawet zakazywanie prowadzenia działalności – to obecna rzeczywistość polskiego obrotu gospodarczego. Sam fiskus nazywa to skutecznym uszczelnianiem systemu podatkowego. Systemu, w którym to on jest jedynym suwerenem.

W trakcie odbywającego się w styczniu w Davos Światowego Forum Ekonomicznego premier Mateusz Morawiecki powiedział, że uszczelniając lukę w VAT, Unia Europejska powinna brać przykład z Polski. Podczas gdy Komisja Europejska szacuje, że unijna luka wynosi 155–160 mld euro, Polska może pochwalić się jej obniżeniem o 30 mld złotych w 2017 r. Z tej kwoty aż 20 mld budżet Skarbu Państwa zawdzięczać może wyłącznie uszczelnieniu systemu podatkowego.

Obietnice za 9 mld

Pytanie tylko, ile z tej kwoty pochodzi z owego uszczelniania, a ile pieniędzy zostało wyciągniętych wprost z kieszeni podatników. Zgodnie z badaniem projektu budżetu Skarbu Państwa na 2017 rok, opublikowanym w październiku 2016 r. na łamach „Gazety Wyborczej”, a przeprowadzonym przez Fundację CenEA, złamanie obietnic obniżenia stawek podatkowych powinno przynieść budżetowi dodatkowe 6,6–8,9 mld złotych. Od 1 stycznia 2017 r. miały bowiem obowiązywać niższe stawki VAT, odpowiednio 22% zamiast 23% i 7% w miejsce 8%. Dodatkowe miliardy są także wynikiem ukrytej podwyżki podatków, osiągniętej dzięki zamrożeniu wysokości kwoty wolnej od podatku, limitów ulg oraz limitów kosztów uzyskania przychodu na poziomie z 2016 r.

Wstrzymane zwroty VAT

Według informacji Ministerstwa Finansów, ujawnionych w odpowiedzi na zapytania poselskie, w okresie od 1 stycznia do 27 października 2016 r. fiskus wstrzymał podatnikom zwroty VAT na kwotę ponad 3 mld złotych. Rok później, w okresie tylko od 1 stycznia do 3 lipca 2017 r., były to ponad 2 mld złotych. Brak jeszcze danych, jaka część wskazanej przez premiera sumy wpływu z VAT do budżetu państwa pochodzi ze wstrzymanych przedsiębiorcom zwrotów w całym 2017 r.

Kontrole podatkowe i skarbowe bez ograniczeń

Chyba jeszcze trudniejszym niż odzyskanie nadpłaconego VAT zadaniem, przed jakim stoją obecnie przedsiębiorcy, jest poradzenie sobie z kontrolą podatkową. Mimo istniejących pozornie ograniczeń czasowych, może ona bowiem trwać w nieskończoność. Według Ustawy z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej, kontrola dokonywana przez organ u przedsiębiorcy nie może przekroczyć w jednym roku kalendarzowym:

1) w odniesieniu do mikroprzedsiębiorców – 12 dni roboczych,
2) w odniesieniu do małych przedsiębiorców – 18 dni roboczych,
3) w odniesieniu do średnich przedsiębiorców – 24 dni roboczych,
4) w odniesieniu do pozostałych przedsiębiorców – 48 dni roboczych.

Przepisy Ordynacji podatkowej mówią o maksymalnie 2-miesięcznym okresie załatwienia skomplikowanych spraw. W rzeczywistości pracownicy urzędów skarbowych po wszczęciu ograniczonej ww. limitami kontroli podatkowej, gdy natkną się na nieprawidłowość, wszczynają postępowanie podatkowe – a to, w braku formalnych ograniczeń czasowych, trwa o wiele dłużej, często miesiące czy nawet lata. Wystarczy tylko, jeśli dla zachowania procedur organy co 2 miesiące będą informować o jego przedłużeniu. Nie można też zapomnieć, że po zaistnieniu pewnych przesłanek – będą one mogły dokonać powtórnej kontroli – i to w tym samym roku kalendarzowym.

Fiskus robi, co chce

W październiku 2016 r. WSA w Białymstoku zobowiązał organ, który dziewięciokrotnie przedłużał prowadzoną u podatnika kontrolę, do zakończenia postępowania w terminie 2 miesięcy. W swoim wyroku stwierdził: „Prowadzenie kontroli podatkowej przez ponad dwa lata, przy dalszym braku możliwości określenia terminu jej zakończenia, nie może być uznane za nieprzewlekłe niezależnie od przyczyn takiego stanu” (wyrok z 5 października 2016 r., I SAB/Bk 4/16).

Choć zgodnie z orzecznictwem sądów „przeprowadzenie kontroli podatkowej pod pozorem postępowania kontrolnego stanowi istotne naruszenie prawa” (wyrok WSA w Poznaniu z 2 lutego 2011 r., I SA/Po 709/10), suweren fiskus nic sobie z tego nie robi.

W odpowiedzi na interpelację poselską nr 12905 w sprawie kontroli skarbowych, po wejściu w życie ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej, Ministerstwo Finansów poinformowało, że w okresie od 1 marca do 7 czerwca 2017 r. wszczęto 369 kontroli celno-skarbowych, a średni czas oczekiwania na zakończenie wszczętego postępowania kontrolnego wynosił 164 dni, a więc ponad 5,5 miesiąca.

Wiem, ale nie powiem

W obliczu takiej skali bezprawia urzędniczego część zwiększonych wpływów z VAT stanowić mogą podatki nieodebrane w drodze zwrotu z obaw przed ewentualnymi reperkusjami ze strony organów podatkowych. Skuteczna działalność PR-owa fiskusa – chwaląca sukces walki na polu uszczelniania VAT i siejąca strach groźbami wysokich sankcji za udział w karuzelach podatkowych – sprawia, że podatnicy wolą zapłacić podatek, rezygnując z wystąpienia o jego zwrot.

Spory wpływ na tę sytuację ma wprowadzona w życie 15 lipca 2016 r. klauzula obejścia prawa podatkowego. Daje ona organom podatkowym legitymację do odmowy wydawania interpretacji indywidualnej i opinii zabezpieczającej w sytuacji, gdy powezmą tylko podejrzenie, że mogłyby one dotyczyć stanów faktycznych lub zdarzeń przyszłych, mogących stanowić przedmiot decyzji wydanej z zastosowaniem przepisów klauzulowych. Według informacji Ministerstwa Finansów, ujawnionych w odpowiedzi na interpelację poselską nr 11902 z 12 kwietnia 2017 r., w okresie od 15 lipca 2016 r. do 27 kwietnia 2017 r. z tego właśnie powodu wydano 584 postanowień o odmowie udzielenia interpretacji indywidualnej. Obawy podatników nie dziwią w sytuacji, gdy fiskus działa według zasady: „Nie powiem ci, czy chcesz zrobić źle. Zdecyduję, jak zrobisz”.

Unia idzie w odwrotną stronę

We wtorek, 23 stycznia 2018 r., Unia Europejska zmniejszyła o blisko połowę liczbę państw na tzw. czarnej liście krajów niewspółpracujących w obszarze podatkowym. Z widniejących na niej 17 państw zostało już tylko 9.

Państwa wykreślone z czarnej listy tzw. rajów podatkowych:

  • – Barbados;
  • – Grenada;
  • – Korea Płd.;
  • – Makau;
  • – Mongolia;
  • – Panama;
  • – Tunezja;
  • – Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Państwa, które pozostały na liście rajów podatkowych:

  • – Bahrajn;
  • – Guam;
  • – Namibia;
  • – Palau;
  • – St. Lucia;
  • – Samoa;
  • – Samoa Amerykańskie:
  • – Trynidad i Tobago:
  • – Wyspy Marshalla.

Pięć dni wcześniej, w czwartek, 18 stycznia 2018 r., Komisja Europejska ogłosiła kolejne propozycje zmian w związku z wielką reformą systemu VAT. Jak donosi „Rzeczpospolita”, Bruksela chce znacznie zliberalizować przepisy o VAT, zezwalając m.in., by państwa członkowskie stosowały swobodnie, według własnego uznania, obniżoną stawkę tego podatku do wielu produktów i usług. Komisja proponuje również całkowite zwolnienie małych przedsiębiorstw z VAT i jednocześnie wprowadzenie szeregu ułatwień, takich jak choćby zwolnienie małych i średnich przedsiębiorstw od obowiązku składania deklaracji podatkowych.

Brexit po polsku

Zniesienie nierównych zasad dotyczących możliwości stosowania obniżonych stawek VAT na terenie poszczególnych państw Unii Europejskiej (jedne mogą, inne nie – decyduje o tym głównie staż danego kraju w strukturze UE, a zmian można dokonać tylko przy uzyskaniu jednomyślnej zgody wszystkich krajów członkowskich) miało być jednym z argumentów zatrzymania Wielkiej Brytanii w szeregach Wspólnoty. Unia, widząc swą niekonkurencyjność gospodarczą wobec innych rynków, również w sferze podatkowej, próbuje tę sytuację zmienić i wprowadza rozwiązania korzystne dla przedsiębiorców funkcjonujących na jej terenie.

Inną, własną drogą zdaje się podążać Polska. Fiskus pod egidą zarówno walki z luką w VAT, jak i naprawy finansów państwa przemyca coraz to nowe obciążenia podatkowe.

A będzie jeszcze gorzej

W październiku ub.r., podczas prezentacji budżetu na 2018 rok, ówczesny Minister Finansów Mateusz Morawiecki zapowiedział, że to właśnie w tym roku nastąpi prawdopodobnie całkowite zlikwidowanie luki w VAT. Naprawa budżetu państwa rozpoczęła się już pierwszego dnia nowego roku – wprowadzenie podatku od nieruchomości komercyjnych, zwiększenie stawki zryczałtowanego podatku od najmu, objęcie szerszym zakresem opodatkowania podmiotów posiadających zagraniczne spółki kontrolowane… Inne daniny, jak np. od tzw. wyrobów nowatorskich oraz papierosów elektronicznych, choć zostały wprowadzone na początku 2018 r., to do jego końca funkcjonować będą ze stawką zerową, stąd w praktyce zaczną obciążać podatników dopiero w 2019 r. Wtedy też ma zacząć obowiązywać zakwestionowany przez Komisję Europejską podatek od sprzedaży detalicznej.

Fiskus sięga wprost do kieszeni

Naprawiać budżet można nie tylko, nakładając coraz to nowe podatki. Innym sposobem jest zabieranie ulg, a w konsekwencji zwiększanie wpływów z już istniejących danin. Nowelizacja ustawy o VAT wyrzuca część towarów z obniżonej stawki 8%, wciągając je na wyższy próg 23%. Dotyczy to niektórych wyrobów higienicznych i farmaceutycznych, cystyny czy niesłużących korekcie wzroku soczewek okularowych. Innym przykładem sięgania wprost do kieszeni podatnika jest pomysł zniesienia górnej granicy składki ZUS.

Sposobem na zwiększanie wpływów z podatków jest również odbieranie podatnikom legalnych możliwości obniżania ich wymiaru. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji indywidualnej z dnia 9 stycznia 2018 r. odebrał im choćby możliwość zaliczania do kosztów podatkowych wydatków poniesionych na organizację imprezy integracyjnej w firmie w części przypadającej na pracowników niezatrudnionych na podstawie umowy o pracę (0111-KDIB1-2.4010. 411.2017.1.MS). Jeśli więc firma będzie chciała zacieśnić stosunki z pracownikami zatrudnionymi, współpracującymi z nią na podstawie umów zleceń, o dzieło czy w tzw. formie B2B, czyli poprzez prowadzenie jednoosobowej działalności gospodarczej, to już teraz nie będzie mogła odliczyć poniesionych w tym celu kosztów.

Test wytrzymałości

Wszyscy i wszystko ma swoje granice zarówno możliwości, jak i wytrzymałości. A polscy podatnicy muszą być wytrzymali potrójnie. Już wkrótce duzi przedsiębiorcy będą musieli zmierzyć się ze skierowanym przeciw nim trójzębem – z obciążeniem podatkiem od sprzedaży detalicznej, podatkiem od nieruchomości komercyjnych i z ograniczeniem możliwości handlu w niedziele.

Rosnące koszty zatrudnienia już dawno spowodowały, że rynek pracy musiał szukać od nich ucieczki w inne formy współpracy niż tylko etat. Teraz przyjdzie mu się zmierzyć z kolejnym obciążeniem, jakim będzie zniesienie limitu składek ZUS. Przywołana wyżej interpretacja indywidualna dyrektora KIS to kolejny cios.

Sukces fiskusa na polu skutecznego poboru podatku VAT nie powinien być więc niczym zaskakującym. Niemal niczym nieograniczona moc decydowania w przedmiocie opodatkowania sprawia, że pod tym względem Polska to dla fiskusa istny raj podatkowy.

Autor:

radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Komentarz Prezesa Mostostal Warszawa S.A. Andrzeja Goławskiego do skonsolidowanego sprawozdania finansowego za 2017 rok

Andrzej Goławski – Mostostal Warszawa.
ANDRZEJ GOŁAWSKI – MOSTOSTAL WARSZAWA SA
FOT. BRUNO FIDRYCH

Grupa Mostostal Warszawa w 2017 roku osiągnęła przychody ze sprzedaży w wysokości 1,1 mld zł, zanotowała zysk brutto w wysokości 26,9 mln zł oraz poniosła stratę netto w wysokości 5,0 mln zł. Zmniejszenie poziomu przychodów za rok 2017 w stosunku do roku 2016 spowodowane było zmniejszającymi się, zgodnie z harmonogramem, przerobami na budowie bloków energetycznych w Opolu, a także niższą niż oczekiwano kontraktacją w latach wcześniejszych. Ponadto, na osiągnięte wyniki znaczący wpływ miały zdarzenia jednorazowe takie jak spisanie części aktywa z tytułu podatku odroczonego i utworzenie odpisu aktualizującego wartość należności od Lubelskiego Węgla Bogdanka S.A. w związku z przegranym sporem przed Sądem Arbitrażowym, a także rozpoznanie aktywa praktycznie pewnego na tle postępowań sądowych obejmujących roszczenia Spółki. Ponadto, działając na podstawie wydanej w 2017 roku rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego w zakresie  dokonania ponownego przeglądu zaksięgowanych przez Spółkę przychodów z tytułu roszczeń oraz dokonania właściwej korekty sprawozdań finansowych, przeprowadziliśmy analizę wszystkich sporów sądowych i arbitrażowych z udziałem Spółki. W rezultacie tych czynności, stosując się do rekomendacji, dokonaliśmy istotnej aktualizacji kwot uznanych uprzednio za przychód. Nie zmienia to jednak podejścia Mostostalu Warszawa w zakresie dochodzenia roszczeń wcześniej rozpoznanych, czy to w drodze negocjacji, czy też w ramach toczących się sporów. Naszym celem jest odzyskanie wszystkich należności. Każda otrzymana z nich kwota wpłynie pozytywnie na sprawozdania finansowe w przyszłości.

Obecnie Grupa odbudowuje portfel zleceń. Od początku 2017 roku zawarliśmy kilkanaście nowych kontraktów o łącznej wartości 1,1 mld zł. Najbardziej owocną kontraktację odnotowaliśmy w budownictwie ogólnym, gdzie zasadniczą część stanowią inwestycje mieszkaniowe (osiedla Vis á Vis Wola, apartamentowiec Mennica Residence II, Lipowe Zacisze w Pruszkowie), biurowe (budynek LPP w Gdańsku, Libra BC II w Warszawie), publiczne (Mediateka w Piotrkowie Trybunalskim, kryty basen w Bydgoszczy) oraz budynki dydaktyczne dla Politechniki Poznańskiej i AGH. Realizujemy również nowe zadania w sektorze ochrony środowiska. Są to modernizacje oczyszczalni w Krośnie i w Otwocku. Portfel Grupy wypełniają kontrakty z sektora ogólnobudowlanego, przemysłowego, energetycznego i infrastrukturalnego. Systematycznie uzupełniany portfel zamówień pozwoli na dalszy, stabilny rozwój Grupy.

Profil zadłużenia finansowego nie uległ zmianie w porównaniu do ubiegłego roku i nadal jest dla nas bardzo korzystny. Tylko 29 mln zł z 222 mln zł to kredyty bankowe i leasing (17 mln zł według stanu na dzień 31 grudnia 2016 r.). Pozostała kwota to pożyczki otrzymane od spółki matki – Acciona Construcción z siedzibą w Madrycie.

Na koniec 2017 roku kapitał własny ogółem Grupy Mostostal Warszawa wyniósł 139 mln zł. Zatrudnienie osiągnęło poziom 1.552 pracowników, utrzymując się na zbliżonym poziomie w porównaniu do stanu na koniec 2016 roku.

Naszym celem na rok 2018 jest dalszy wzrost portfela zamówień i poprawa wyników finansowych. Ten cel chcemy zrealizować poprzez konsekwentny rozwój wszystkich obszarów biznesowych.

W ciągu pięciu lat wydatki Ukraińców w Polsce wzrosły dwukrotnie

W ubiegłym roku ukraińscy konsumenci dołożyli do naszego obrotu detalicznego aż 7,7 mld zł, o 8% więcej niż w 2016 roku. W samym IV kwartale 2017 roku Ukraińcy wydali 2,1 mld zł – wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. Więcej niż Ukraińcy w 2017 roku wydali w Polsce jedynie Niemcy, którzy zostawili w sklepach i na usługi aż 16 mld zł, a w IV kwartale 2017 roku 3,2 mld zł. Eksperci Personnel Service wskazują, że od 2012 roku wydatki Ukraińców w Polsce wzrosły aż dwukrotnie – z 3,6 mld w 2012 roku do 7,7 mld w 2017 roku.

Z najnowszego raportu GUS wynika, że w 2017 roku cudzoziemcy przekroczyli granicę Polski 287,1 mln razy, co oznacza wzrost o 4% w porównaniu do ubiegłego roku. Obcokrajowcy zostawili w Polsce w 2017 roku 41,5 mld zł, a w IV kwartale 2017 roku 9,5 mld zł.

Biorąc pod uwagę tylko ostatni kwartał ubiegłego roku, największy udział miały wydatki[1] przekraczających granicę z Niemcami (40,5%), następnie z Ukrainą (26,3%), Czechami (11,5%), Słowacją (7,6%), Białorusią (7,7%), Litwą (4,5%) i Rosją (1,7%). Jeżeli jednak spojrzymy na średnie wydatki ponoszone przez przedstawicieli poszczególnych państw podczas jednej wizyty w Polsce – rekordowe kwoty wydali Ukraińcy. Podczas jednej wizyty w IV kwartale 2017 roku zostawiali aż 777 zł, podczas gdy Niemcy zaledwie 424 zł.

Rosnące wydatki Ukraińców to oczywiście pochodna coraz większej ich obecności w Polsce. Z naszego najnowszego „Barometru Imigracji Zarobkowej” wynika, że Ukraińcy pracują już w 39% dużych firm. Jednak na razie nie chcą zostawać na stałe. Tylko 11% deklaruje chęć osiedlenia się w Polsce, co z punktu widzenia rozwoju naszej gospodarki, nie jest korzystne. Ukraińcy, którzy zostawaliby w naszym kraju na dłużej, przyczyniliby się jeszcze bardziej do wzrostu naszego PKB – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service.

Co kupują cudzoziemcy?

Cudzoziemcy w IV kwartale 2017 roku kupowali w Polsce przede wszystkim towary nieżywnościowe, na które przeznaczyli ok. 85% swoich wydatków. Na żywność i napoje bezalkoholowe wydali 12%, a na pozostałe produkty i usługi ok. 3%. Spośród artykułów nieżywnościowych największym zainteresowaniem cudzoziemców cieszyły się materiały do budowy, remontu i konserwacji mieszkania lub domu (ok. 24% wydatków na towary nieżywnościowe), sprzęt RTV i AGD (ok. 20%) oraz części i akcesoria do środków transportu (ok. 13%).

Z naszego raportu wynika, że Ukraińcy przebywający w Polsce na utrzymanie wydają najczęściej od 200 do 500 zł miesięcznie. To niewiele, ale warto pamiętać, że do obrotu detalicznego wchodzą nie tylko wydatki pracujących u nas Ukraińców, ale też odwiedzających ich rodzin czy znajomych. Podobnie było jak my zaczynaliśmy wyjeżdżać do Wielkiej Brytanii. Londyn już od jakiegoś czasu jest jednym z najpopularniejszych kierunków turystycznych. Dla Ukraińców takim miejscem są polskie miasta, gdzie zostawiają coraz więcej gotówki – podsumowuje Krzysztof Inglot.

[1] Biorąc pod uwagę lądową granicę