Połowa Polaków obawia się, że wprowadzenie euro będzie niekorzystne

Co drugi Polak jest zdania, że na wejściu do strefy euro i wprowadzeniu w naszym kraju wspólnej waluty stracą rodzime firmy. Pozytywny wpływ zakłada dopiero co trzeci zapytany, a prawie co szósta osoba sądzi, że polskie przedsiębiorstwa nie odczują zmian w związku z dołączeniem do Eurolandu, wykazało badanie przeprowadzone przez SW Research dla instytucji płatniczej AKCENTA.

Polacy nie spodziewają się prędkiego dołączenia do strefy euro. 2/3 z nas prognozuje, że nie nastąpi to przez najbliższą dekadę, w tym aż blisko co trzecia osoba zakłada, ze w ogóle do niej nie przystąpimy. Równie sceptycznie Polacy odnoszą się do potencjalnych korzyści płynących z przyjęcia wspólnej waluty. – Aż połowa z nas sądzi, że euro będzie dla polskich firm kłopotem i źle wpłynie na rodzimy biznes. Tak przyznało dokładnie 50,7% respondentów – wskazuje Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału AKCENTY, która zleciła badanie.

Wykres 1.przyjęcie euro dla polaków

Opór przed zmianą

Obecnie polska gospodarka i handel zagraniczny świetnie się rozwijają. Według danych Głównej Urzędu Statystycznego PKB naszego kraju wzrósł w IV kwartale 2017 r. o 5,1% r/r  a eksport towarów, liczony w PLN, w całym minionym roku o 8,3%. W dodatku już trzeci rok z rzędu Polsce udało się utrzymać dodatnie saldo wymiany handlowej, podkreśla AKCENTA. – Dobrą kondycję gospodarczą i intensywny rozwój kraju widzą i odczuwają także sami Polacy. Rosną pensje, bezrobocie jest rekordowo niskie, mamy mnóstwo zamówień z zagranicy. Stąd też wynika zapewne obawa przed zmianą i zastąpieniem złotówki przez euro, co mogłoby wpłynąć na polską gospodarkę i tym samym na życie przeciętnego Kowalskiego – tłumaczy ekspert AKCENTY.

Eurosceptyczni Milenialsi

Co ciekawe, największe obawy przed niekorzystnym wpływem dołączenia Polski do strefy euro przejawiają reprezentanci pokolenia Millenialsów, czyli tzw. generacji Y. Najbardziej pesymistyczna jest w tej kwestii grupa osób w wieku 25-36 lat, w której aż blisko 2/3 badanych (64,5%) odpowiedziało, że dołączenie do Eurolandu może źle odbić na polskim biznesie. W dodatku, tylko blisko co piąty respondent w tym wieku wskazał odpowiedź odwrotną (21%). Młodsi reprezentacji pokolenia Milenialsów, w wieku od 18 do 24 lat, także częściej niż starsze generacje wskazywali na pesymistyczny scenariusz dla krajowych firm po dołączeniu do Eurolandu (55,7%). Najmniejsze obawy mają natomiast respondenci w wieku powyżej 50. roku życia. W ich grupie odsetek odpowiedzi wskazujących na niekorzystny wpływ euro wyniósł 42,8%. Równocześnie przedstawiciele najstarszego pokolenia odznaczali się na tle pozostałych najwyższym przekonaniem o prawdopodobnym pozytywnym efekcie euro (38,7%). Skąd takie różnice między generacjami? Radosław Jarema z AKCENTY wskazuje, że może to wynikać z obaw młodych osób, które dopiero rozpoczynają kariery i zakładają rodziny, że zmiana waluty osłabi dobrą koniunkturę i konkurencyjność polskich firm, a tym samym niekorzystnie wpłynie na ich sytuację finansową. Starsze osoby doświadczyły już wielu przełomowych transformacji w kraju, nie będzie to, więc pierwsza zmiana gospodarcza, z którą się zmierzą, dodaje ekspert AKCENTY.

Wykres 2.

przyjęcie euro dla polaków 2* Badanie zostało zrealizowane na zlecenie instytucji płatniczej AKCENTA w dniach 12.02-14.02.2018 przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 1024 ankiet z Polakami powyżej 18 roku życia.

Spokojne ruchy bitcoina

W ciągu ostatniego tygodnia bitcoin wykonywał stosunkowo dość spokojne ruchy w górę i w dół i poruszał się w widełkach pomiędzy 8,3 tys. USD a 9,1 tys. USD. W poniedziałek rano kosztuje 8,5 tys. USD, czyli podobnie jak 19 marca. W porównaniu z piątkiem rano, kiedy najpopularniejsza kryptowaluta kosztowała 8,4 tys. USD, oznacza to minimalny wzrost o ok. 1%. Od początku roku bitcoin stracił ok. 37% swojej wartości. Nadal jednak kosztuje 39% więcej niż w tegorocznym dołku z 6 lutego.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do japońskiego jena (+0,33%), a traci do euro (-0,04%), brytyjskiego funta (-0,16%), dolara kanadyjskiego (-0,12%) oraz dolara australijskiego (-0,32%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,236, GBP/USD – 1,415, USD/CAD – 1,287, AUD/USD – 0,772 i USD/JPY – 105. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,35%) i kurs EUR/JPY wynosi 129,8, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,873. W porównaniu z sytuacją sprzed weekendu złotówka zyskuje do franka szwajcarskiego, traci do euro i funta i pozostaje na podobnym poziomie do dolara. W poniedziałek rano dolar kosztuje poniżej 3,42 zł, euro – ponad 4,22 zł, funt – poniżej 4,84 zł, a frank – ponad 3,6 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach nadal króluje kolor czerwony. W piątek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,44%, niemiecki indeks DAX – 1,77%, a paryski indeks CAC 40 – 1,39%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 2,1%, meksykański indeks Bolsa – o 1,78%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,46%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,72%, indeks Shanghai Composite spadł o 0,6%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,17%.

Ropa i złoto

Po wcześniejszych spadkach ceny ropy naftowej znowu idą w górę. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 70,45 USD (+2,19%), a ropy WTI – 65,88 USD (+2,4%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy wzrosła o 2 USD do 75 USD. Także złoto w porównaniu z piątkiem notuje wzrosty. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1345 USD. To 3 USD więcej (+0,22%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:45 – Francja – PKB (k/k), IV kw. – 0,7% (prognoza 0,6%)
  • 10:30 – Niemcy – Wystąpienie szefa Bundesbanku
  • 16:30 – USA – Indeks Dallas Fed dla przemysłu, marzec (poprzednio 37,2 pkt.)
  • 17:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku
  • 21:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Cleveland

 Przygotował zespół analityczny easyMarkets 

Trzy sygnały, że Bitcoin to jednak bańka

Zapewnienia, że „nic nie będzie już takie jak dawniej” i rozmowy o inwestycjach w Bitcoiny w poczekalniach u dentystów to najlepsze argumenty, by trzymać się od kryptowalut z daleka.

W tym roku mija 35 lat od kiedy magazyn Time po raz pierwszy posłużył się terminem „nowa ekonomia”, choć popularność zyskał on w połowie lat dziewięćdziesiątych, a rozkwit w czasie wielkiej technologicznej hossy z przełomu wieków. Choć sam termin miał tylko opisywać przejście z gospodarki przemysłowej na rzecz technologicznej, opartej na wiedzy, w czasie internetowego boomu używano go do odróżnienia firm działających w sektorze przemysłu oraz firm internetowo-technologicznych. Z czasem termin nowa ekonomia zaczął być używany ironicznie, w odniesieniu do firm internetowych, które nie osiągają zysków, lecz dotychczasowe prawidła funkcjonowania przedsiębiorstw miałyby ich nie obejmować.

Być może najlepszą ilustracją internetowego szaleństwa i późniejszego otrzeźwienia były notowania Yahoo!, którego kapitalizacja wystartowała z 848 mln dolarów w 1996 r. by osiągnąć 125 mld dolarów w 2000 r. i zawrócić do 10 mld dolarów rok później. (Ostatecznie w 2016 r. Verizon kupił internetowe aktywa firmy – wyszukiwarkę, konta mailowe i komunikator – za 4,8 mld dolarów w 2016 r.). Pytanie brzmi, w którym miejscu tej historii jest Bitcoin lub inne kryptowaluty?

Nadchodzi nowe

Bańka internetowa to najświeższe spośród wielu skojarzeń, a schemat powstawania baniek na przestrzeni dziejów wydaje się zbliżony, począwszy od tulipanowej sprzed 400 lat. W inwestorach narasta przekonanie, że oto stoją przed szansą współuczestniczenia w historii, która na zawsze odmieni oblicze świata (nowa ekonomia), w którym żyją, przy czym same przemiany są na bardzo wczesnym etapie, co ma gwarantować krociowe zyski w długim terminie – gdy rewolucja zmieni się w nową rzeczywistość. I – co najciekawsze – to rzeczywiście działa, tyle, że rzadko w wypadku pionierów. Google debiutował na giełdzie z ceną 50 dolarów za akcję obecnie jest to ponad 1100 dolarów i to Alphabet, a nie Yahoo! zawładnął Internetem i to nie w skali USA, ale wymiarze globalnym.

Nie zawsze też zyski muszą pochodzić z dziedziny bezpośrednio związanej z nową gospodarką. Najbogatszą firmą na świecie jest wszak Apple, który zarabia na produkcji sprzętu (a więc „po staremu”), a najbogatszym człowiekiem świata – Jeff Bezos – założyciel Amazona, który swoją potęgę buduje na optymalizacji dostaw zakupów internetowych, choć gdyby nie hossa dotcomowa, Amazon nigdy nie mógłby powstać, a użyteczność iPhonów nie zostałaby doceniona.

Jeśli spojrzymy w ten sposób na Bitcoina, to łatwo dojść do przekonania, że bliżej mu do Yahoo! niż Google’a. Choć sam pomysł na powstanie kryptowaluty był przełomowym, to technologia sprzed dekady, sprawia, że w porównaniu do późniejszych kryptowalut bywa uznawany za walutę przestarzałą, która nie spełni pokładanych oczekiwań. Natomiast firmy, które jako pierwsze zdołają skomercjalizować technologię blockchain na dużą skalę, mogą osiągnąć sukces, pod warunkiem jednak, że zaakceptują płatności także w tradycyjnych walutach.

Wszyscy o tym mówią

Już w latach 30. minionego wieku mawiano, że gdy pucybut zapyta jakie akcje ma kupić warto ewakuować się z giełdy. Dekadę temu o inwestycjach giełdowych za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych gawędzono w barach, kolejkach do sklepowej kasy i innych miejscach publicznych. Giełdowa hossa przebiła się do głównych wydań wiadomości telewizyjnych, podobnie jak nocne kolejki społeczne pod oddziałami domów maklerskich przyjmujących zapisy na akcje prywatyzowanych przedsiębiorstw, a gotówka całymi miliardami napływała do TFI i to w skali miesięcznej.

Czy z Bitcoinem jest podobnie? Dziś dzienniki telewizyjne nie mają już tej samej siły oddziaływania, a bieżących informacji częściej szuka się w Internecie, gdzie faktycznie kolejne rekordy notowań Bitcoina (i jego późniejszy spadek) skwapliwie odnotowywały największe serwisy ogólnotematyczne. Sam byłem świadkiem rozmowy o Bitcoinach w poczekalni dentystycznej, co oczywiście niczego jeszcze nie dowodzi.

Ale już sytuacja, w której firmy porzucają dotychczasowy profil działalności na rzecz bardziej modnego i potencjalnie zyskownego może być takim sygnałem ostrzegawczym. Pod koniec lat 90. wystarczyło ogłosić zamiar stworzenia serwisu internetowego, by kapitalizacja spółki wzrosła o kilkadziesiąt, a nawet kilkaset procent ( np. Agora i jej projekt Gazeta.pl lub Softbank i projekt Expander.pl). Dziś podobnie wygląda reakcja inwestorów na spółki, które postanowiły na poważnie zająć się blockchainem.

To jest uzasadnione

Problem z bańkami polega na tym, że nawet w ich apogeum zaangażowani w nie inwestorzy na ogół są w stanie używać z pozoru sensownych argumentów uzasadniających wycenę danego aktywa. Dopiero z perspektywy czasu trudno zrozumieć, dlaczego ktoś zapłacił za cebulkę tulipana równowartość domu z ogrodem, albo kupował akcje, gdy ich wycena sięgała kilkuset lat przyszłych zysków czy też metr mieszkania w klasie ekonomicznej za kilkakrotność średniego miesięcznego wynagrodzenia.

Z Bitcoinem sprawa jest jeszcze trudniejsza, ponieważ za jego wycenę odpowiadają czyste siły popytu i podaży, nie ma w nim natomiast wartości fundamentalnej, chyba, że za taką uznać ilość energii elektrycznej i mocy obliczeniowej potrzebnej do jego „wykopania”. Co prawda zwolennicy krytpowalut twierdzą – nie bez racji – że o tradycyjnych walutach można powiedzieć dokładnie to samo, ponieważ ich wartość opiera się tylko na wierze uczestników gospodarki co do swojej wartości, niemniej dolary, euro czy złote są w pełni wymienialne na godziny pracy, usługi, czy towary, zaś Bitcoin to nadal głównie instrument spekulacyjny, a nie waluta. Hasła o zerwaniu z zależnością wartości pieniądza od nieprzemyślanych lub chroniących partykularne interesy decyzji politycznych brzmią kusząco, a nawet logicznie, ale gdy wstaniemy od stołu, liczy się to, czy Bitcoinem można wygodnie zapłacić za codzienne zakupy. Nie wystarczy bowiem, że pieniądz jest ideologicznie czysty, by zyskał powszechną akceptację – musi być jeszcze w pełni wymienialny i – to najważniejsze – stabilny. Świat nigdy nie zaakceptuje pieniądza, którego wartość – w przeliczeniu na towary, usługi i godziny pracy – skacze i spada o kilkadziesiąt procent w kilka tygodni, dni i godzin, nawet jeśli technologia, która za nim stoi, rzeczywiście może zmienić obieg pieniądza w gospodarce.

Emil Szweda dla Michael/Ström Dom Maklerski

Z dużej chmury mały deszcz, czyli protekcjonistyczne pomysły Trumpa

Wojna handlowa postrachem giełd ale nie rynków walutowych. Wzrost awersji na rynkach spowodowany nieobliczalną politykom Trumpa. Wskaźniki nastrojów konsumentów i przedsiębiorców mogą obrać tendencje spadkowe w obawie przed konsekwencjami wprowadzenia ograniczeń w handlu wymierzonych przede wszystkim w Chiny. Na parach złotowych spokój z szansą na odreagowanie przy wsparciu po stronie giełd światowych i ich odbicia z ubiegłotygodniowego dna. Funt brytyjski na fali w efekcie GBP/PLN z szansami nawet na poziom 5,00 w perspektywie kilku tygodni.

 

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 02.02.2017-26.03.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1317 3,5650 3,3136 4,6630
Maksimum 4,2380 3,6550 3,4550 4,8530

 

EUR/PLN

euro 26.03.2018Początek tygodnia nie przynosi póki co większych zmian w wycenie EUR/PLN. Technicznie jednak nadal znajdujemy się w trendzie wzrostowym od poziomu ostatniego minimum czyli 4,1320. Mimo zdecydowanego wzrostu awersji do ryzyka w ostatnich dniach trend osłabiający złotego nieco wyhamował. Poprzedni tydzień wydawało się, że będzie pod znakiem posiedzeń banków centralnych. I owszem był z tym, że zszedł nieco na dalszy plan a gwiazdą tygodnia postanowił być znów prezydent USA. Po raz kolejny zaserwował rynkom niepewność. Zapowiedział kolejną porcję protekcjonizmu, który tym razem został ukierunkowany szczególnie wobec Chin. Szczegółów tak naprawdę jeszcze nie znamy, czego mogłyby dotyczyć ograniczenia w handlu. Niemniej jednak powoli już pojęcie wojny handlowej przybiera na sile. Trudno więc w obecnej chwili szukać czynników za odreagowaniem kursu i powrotem choćby w okolice 4,20. Zarówno podwyżka stóp w USA jak i zmniejszenie apetytu na ryzyko nie zachęcają do zajmowania pozycji w złotówce. Po stronie czynników wewnętrznych a więc gołębiej postawy RPP również raczej mamy do czynienia z czynnikami podażowymi. Wydaje się więc, że aktualny kierunek EUR/PLN to powinna być konsolidacja w rejonie 4,21-4,24.

CHF/PLN

frank 26.03.2018Mimo solidnej wyprzedaży na rynkach akcyjnych w ubiegłym tygodniu i tym samym awersji do ryzyka CHF/PLN utrzymał się w dość wąskim paśmie wahań. Jest to związane przede wszystkim z tym, że coraz odważniejsze pomysły Trumpa z wprowadzeniem nowych ograniczeń w handlu wywołały reakcję przede wszystkim na giełdach. Rynek walutowy te plany przetrawił nieco na chłodno i ucieczki do walut uznawane za bezpieczne nie było. Owszem jen japoński jest na poziomach nie widzianych od końca 2016 roku ale trzeba pamiętać, że jest to związane przede wszystkim z osobą S. Abe. Również sytuacja techniczna na parze EUR/CHF sprzyja ruchom na CHF/PLN. Jesteśmy powyżej 1,17 a więc i kurs CHF/PLN jest w okolicach 3,60. Obecnie testowane jest wsparcie w postaci linii krótkoterminowego trendu wzrostowego. Jeśli uda się pokonać poziom 3,60 i dodatkowo nastąpi odbicie na giełdach światowych to jest szansa na zejście niżej kilka groszy.

USD/PLN

dolar 26.03.2018Bez wątpienia sporo się działo w zeszłym tygodniu na parach walutowych powiązanych z dolarem. Można powiedzieć, że na USD/PLN powoli widzimy symptomy odwrócenia trendu wzrostowego. Stało się tak za sprawą nieco rozczarowującego posiedzenia Fed. Owszem stopy znów w USA poszły w górę ale inwestorzy liczyli na coś więcej. Chodzi o tzw kropki, które mówią o tym ile podwyżek stóp zobaczymy w kolejnych latach. I tzw dot chart pokazały, że w 2018 tempo podwyżek pozostanie niezmienione. To spowodowało wyprzedaż waluty amerykańskiej na szerokim rynku. USD/PLN szybko spadł o 5 groszy i obecnie testuje wsparcie w postaci linii trendu wzrostowego. Wydaje się jednak, że kluczowym wsparciem może być poziom 3,40. Zamieszanie wokół planów wprowadzenia kolejnych ograniczeń w handlu przez Trumpa może skutkować odwrotem inwestorów od amerykańskiej waluty. USD/PLN ma więc szansę na większe odreagowanie. A służy temu scenariuszowi odwrócenie trendu na EUR/USD gdzie jesteśmy blisko 1,24.

GBP/PLN

funt 26.03.2018Zdecydowanie na fali w ostatnich dniach jest funt brytyjski. Tak naprawdę na rynek trafiają same pozytywy dla brytyjskiej waluty co pozwala jej się umacniać na szerokim rynku. Najpierw ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, że negocjacje brexitowe przebiegają bardzo dobrze. Wielka Brytania doszła do porozumienia z UE co do okresu przejściowego. Pozostaje kwestia Irlandii ale wydaje się, że w tym momencie ważniejsze było uzyskanie dłuższego terminu dostępu do wspólnego rynku. Również funt dostał wsparcie ze strony Banku Anglii. Posiedzenie nie przyniosło co prawda zmian w polityce monetarnej ale rozkład głosów a mianowicie dwóch członków było za podwyżką stóp znacznie przybliżyło taki ruch już na kolejnym majowym zebraniu. Inwestorzy szybko więc zdyskontowali taki ruch w notowaniach funta. W efekcie GBP/PLN porusza się w dość dynamicznym trendzie wzrostowym, a ruch w samym marcu z 4,67 na maksimum 4,85 musi robić wrażenie. Trzeba też wspomnieć o danych z gospodarki, które również potwierdzają radzenie sobie w trudnym otoczeniu a więc wyjścia ze struktur UE.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Akcje, amerykańskie obligacje, surowce czy waluty – w co inwestować?

Po ostatnich spadkach na giełdach w Stanach Zjednoczonych i Europie wielu inwestorów zadaje sobie pytanie, w co należy dalej inwestować. Wymaga to zastanowienia, ponieważ dotychczasowe trendy mogą nie być już kontynuowane z taką siłą jak dotąd.

– Pozostajemy pozytywnie nastawieni do akcji, ale w pierwszym kwartale należy spodziewać się  podwyższonej zmienności – powiedział serwisowi eNewsroom Arkadiusz Bogusz, prezes zarządu Baltic Capital TFI –  Będzie to powodować nagłe ruchy na giełdach. W takim wypadku amerykańskie obligacje mogą być dobrą opcją na ten krótki okres. Ceny surowców są stosunkowo niskie i zsynchronizowany silny wzrost gospodarczy może spowodować, że złoto, srebro czy ropa mogą znowu pójść w górę. Z drugiej strony waluty rynków wschodzących (ang. emerging markets) cały czas są wycenione bardzo nisko. Po ostatnim gwałtownym wzroście (ang. rally) należy jednak spodziewać się korekty w pierwszym kwartale – dodał Bogusz.

Columbus Energy S.A. publikuje wyniki za 2017 r.

Columbus Energy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, będąca liderem rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce, zakończyła 2017 r. blisko czterokrotnym wzrostem przychodów na poziomie skonsolidowanym w ujęciu rdr., które przekroczyły 30,6 mln zł. W minionym roku Spółka intensywnie pracowała nad rozwojem struktury oraz umacnianiem swojej marki.

W 2017 r. Columbus Energy S.A. wypracowała prawie 2,59 mln zł zysku na działalności operacyjnej na poziomie skonsolidowanym, a jej przychody sięgnęły 30,66 mln zł. Rok wcześniej wartość przychodów wyniosła 8,39 mln zł, co świadczy o ogromnej dynamice wzrostu zanotowanej w 2017 r. Spółka konsekwentnie realizuje działania prorozwojowe, których celem jest utrzymanie pozycji lidera w branży mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. Emitent wprowadził do swojej oferty panele fotowoltaiczne monokrystaliczne „full black” w standardowej ofercie o podwyższonej mocy, będące zarazem przeskokiem technologicznym na rynku polskim. Columbus Energy S.A. bardzo mocno inwestuje w zasoby ludzkie i dalszy rozwój struktury, dzięki czemu jest w stanie docierać ze swoją ofertą praktycznie do każdego miejsca w Polsce. Zarząd Spółki bardzo dobrze ocenia osiągnięte wyniki finansowe w 2017 r. i liczy, że dzięki podejmowanym działaniom rozwojowym będzie w stanie utrzymać wysoką dynamikę wzrostu.

„W 2017 roku realizowaliśmy politykę maksymalizacji dynamiki wzrostu, szczególnie w 4 kwartale praktycznie dwukrotnie zwiększyliśmy zasoby ludzkie. Równolegle ewoluowała nasza oferta. Dzisiaj współpracując z bankami i instytucjami finansowymi jesteśmy w stanie dostarczyć właścicielowi domu czy firmy finansowanie dedykowane z RRSO poniżej 4,5% na stałej stopie procentowej. W połączeniu z technologią najwyższej jakości standard, jaki oferujemy, jest o kilka kroków przed rynkiem. Ta technologia nigdy nie była tak dostępna jak teraz. 30 mln zł przychodów to dużo, jednak nasze ambicje sięgają zdecydowanie dalej, a koniunktura, popyt, taniejące technologie i fantastyczny zespół, jaki zbudowaliśmy, daje nam wiarę w to, że nasze cele będą się spokojnie realizować. To, co cieszy najbardziej, to to, że jesteśmy prekursorami większości innowacji produktowo-usługowych w Polsce, nawet korporacje energetyczne nas naśladują.” – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Zarządu spółki Columbus Energy S.A.

Rozwój Columbus Energy S.A. z pewnością nie byłby tak szybki, gdyby nie obecność na rynku publicznym. Spółka przeprowadziła w 2017 r. 4 emisje obligacji, pozyskując z nich łącznie ponad 11 mln zł. Środki te zostały przeznaczone na realizację montaży instalacji fotowoltaicznych. Wszystkie serie wyemitowanych obligacji zostały już wprowadzone do obrotu na rynku Catalyst.

Z kolei pod koniec 2017 r. Emitent złożył do Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o zatwierdzenie prospektu emisyjnego sporządzonego w związku z ofertą publiczną dopuszczenia papierów wartościowych do obrotu na rynku regulowanym GPW. Przeniesienie notowań akcji na rynek główny GPW stanowi jeden z głównych celów strategicznych Spółki i powinno przyczynić się do jej dalszego wzrostu oraz zwiększenia zainteresowania nią wśród inwestorów instytucjonalnych.

„Rynek kapitałowy ma swoje zalety. Pozyskanie ponad 11 mln zł z emisji obligacji było kluczowe w życiu naszej organizacji. Mieliśmy możliwość wykorzystania tych środków na sfinansowanie programu abonamentowego, czyli montaży na dachach naszych klientów instalacji w czasie, kiedy negocjowaliśmy z bankami umowy finansowania naszych klientów. Dzisiaj banki i instytucje finansowe zostały przez nas przekonane, że warto dać tanie finansowanie na niskim ryzyku prosumentom. Wykonaliśmy tytaniczna pracę w tamtym czasie i widać już tego efekty. Zeszły rok przyniósł też postawienie pierwszego kroku w złożonej inwestorom obietnicy, tj. rozpoczęcia procesu przeniesienia notowań na rynek regulowany GPW. Jesteśmy w trakcie procesowania prospektu w Komisji Nadzoru Finansowego i liczymy na to, że w najbliższych miesiącach proces ten zakończy się sukcesem. Dzięki temu wizerunek naszej firmy będzie mocniejszy, kojarzony z dużymi firmami, a docelowo chcemy, aby marka Columbus Energy była marką z segmentu energetyki, odnawialnej, ale jednak energetyki.” – podsumowuje Prezes Zieliński.

W marcu br. Spółka wprowadziła do swojej oferty kolejne innowacje – Abonament Elastyczny. Nowe rozwiązanie pozwoli klientom indywidualnym oraz biznesowym na dopasowywanie instalacji do własnych potrzeb przy zachowaniu bardzo atrakcyjnego finansowania.

W 2017 roku w trosce o zdrowie konsumentów zmodyfikowano skład ponad 33,5 tys. produktów spożywczych

Od 1980 roku liczba osób zmagających się z otyłością podwoiła się, a jednocześnie wciąż dwa miliardy ludzi na świecie cierpi z powodu niedożywienia. Kwestia zdrowia, którego niezbędnym elementem jest odpowiednie odżywianie, staje się coraz ważniejsza dla producentów żywności i sieci handlowych. Najwięksi na świecie producenci i sieci handlowe skupione są w The Consumer Goods Forum, organizacji promującej działania prozdrowotne. Jak wynika z najnowszej edycji raportu „Health & Wellness Progress Report”, przygotowanego przez tę organizację przy współpracy z firmą doradczą Deloitte, w ubiegłym roku na świecie zmieniono skład 33,7 tys. produktów, tak aby miały bardziej pozytywny wpływ na zdrowie klientów.

Liczba organizacji zrzeszonych w The Consumer Goods Forum wynosi obecnie 83, z czego 15 wstąpiło do niej w ostatnim roku. Ich łączne przychody wynoszą 3,1 biliona dolarów, a liczba pracowników 6,8 mln osób. Wśród organizacji, które są członkami Forum znajdują się, m.in.: Carrefour, Coca-Cola, Danone, Ferrero, Heineken, Henkel, Jeronimo Martins, Johnson-Johnson, L’Oreal, Nestle, P&G, PepsiCo, Unilever, Tesco czy Walmart.

Naprzeciw oczekiwaniom konsumentów

– Prawie połowa firm, które należą do The Consumer Goods Forum to producenci żywności i napojów. Z kolei sieci handlowe stanowią 39 proc. członków tej inicjatywy. Z roku na rok zwiększa się grono firm, które rozumieją, że zdrowie i dobre samopoczucie ich klientów to jeden z czynników, który będzie decydował o przewadze konkurencyjnej – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte. Jest to tym ważniejsze, że świadomość konsumentów rośnie. Wśród nich z jednej strony mamy coraz większą grupę starszych osób cierpiących na choroby cywilizacyjne, z drugiej strony dominujący głos na rynku zaczyna należeć do milenialsów, których wymagania wobec sprzedawców i producentów są znacznie większe niż wcześniejszych pokoleń – dodaje.

Społeczna odpowiedzialność

Działalność The Consumer Goods Forum ma duży oddźwięk społeczny. Aż 58 proc. firm członkowskich bierze udział w akcjach, które mają na celu zwalczanie głodu. W ciągu ostatniego roku przekazały one potrzebującym 77 ton żywności i 180 mln posiłków.

Z danych wynika, że w ubiegłym roku w programach prozdrowotnych, zainicjowanych przez członków Forum na całym świecie uczestniczyło ponad 527 tys. szkół, czyli 37 proc. więcej niż rok wcześniej. Aż 85 proc. firm działających w CGF przyznało, że w aktywnościach tych wspierają je społeczni partnerzy (rok wcześniej 72 proc.).

The Consumer Goods Forum działa nie tylko na rzecz konsumentów, ale również pracowników firm przystępujących do inicjatywy. Jedno ze zobowiązań dotyczy bowiem uruchomiania programów prozdrowotnych dla zatrudnionych w nich osób. W 2017 uczestniczyło w nich 1,6 mln pracowników, o 23 proc. więcej niż rok wcześniej.

Realne działania

Jak wynika z raportu w ubiegłym roku producenci żywności zmienili skład 33,7 tys. produktów, tak, aby były one zdrowsze i bardziej wartościowe. Aż 88 proc. firm ma w swojej ofercie produkty, których skład został zmodyfikowany z myślą o zdrowiu konsumentów. Z kolei połowa członków CGF przeformułowała składy swoich produktów z myślą o mieszkańcach niektórych regionów, w których działa. W przypadku żywności zmiany składu dotyczyły przede wszystkim redukcji ilości soli i cukru. Zadeklarowało je odpowiednio 75 i 68 proc. firm. Połowa producentów zdecydowała się na zmniejszenie ilości tłuszczów w swoich produktach, w tym szczególne tłuszczów nasyconych i trans.

W kategorii kosmetyków i produktów higieny osobistej 13 firm zmieniło skład prawie 100 produktów. Eliminowano głównie szkodliwe parabeny i mikrogranulki.

Coraz szerszy zasięg

Uczestnicy The Consumer Goods Forum co roku podpisują zobowiązania oraz rezolucje, które są związane z ideami przyświecającymi jego powstaniu. Pierwsza z rezolucji dotyczy oferowania klientom szerokiej gamy produktów wspierających zdrowy styl życia. Aż 97 proc. firm zadeklarowało, że wdrożyło programy, które wspierają takie działania. Kolejna rezolucja dotyczy udzielania klientom przejrzystych i transparentnych, a także opartych na faktach informacji handlowych, a także odpowiedzialnego marketingu. Aż 97 proc. firm aktywizowało programy, mające na celu wprowadzenie w życie tej rezolucji. Aż 94 proc. uważa, że wprowadzone przez nich zmiany wykraczają poza lokalne prawo na rynkach, na których działają.

Trzecia z rezolucji dotyczy komunikacji z klientami i edukacji na temat diet i zdrowego stylu życia.

Aż 92 proc. firm członkowskich w ankietach zadeklarowało, że działa zgodnie z tą rezolucją. Jest to ogromna poprawa w ciągu ostatnich dwóch lat. Po raz kolejny w zdecydowanej większości przypadków (85 proc.), społeczeństwo ma dostęp do polityk korporacyjnych dotyczących tych programów, nie tylko za pośrednictwem tradycyjnych kanałów, ale także poprzez dobrowolne publikowanie ich na stronach internetowych czy przedstawienie raportów dotyczących społecznej odpowiedzialności biznesu.

Reklamy tak, ale nie skierowane do dzieci

Zrzeszone w The Consumer Goods Forum firmy zobowiązały się również, że zostaną ujednolicone zasady etykietowania produktów i informacji dla klientów. Już 37 proc. firm wdrożyło w tym celu odpowiednie procedury i procesy, a 20 proc. chce tego dokonać w ciągu najbliższego roku.

Podobnie jak rok temu jedno z zobowiązań dotyczyło zaprzestania reklamowania produktów uznawanych za niezdrowe wśród dzieci i młodzieży poniżej 12. roku życia. Aż 58 firm ogłosiło, że zaprzestało tego typu praktyk. W ubiegłym roku taką deklarację złożyło 51 proc. członków CGF. Jednocześnie połowa firm, które proces ten mają jeszcze przed sobą, przyznała, że nie wiedzą od czego zacząć. – Obszary, na które stawia The Consumer Goods Forum, takie jak: reformulacja produktów, transparentna komunikacja na temat składu żywności, zaprzestanie reklamowania produktów uznawanych za niezdrowe wśród dzieci, czy w końcu komunikacja i edukacja na temat diet i zdrowego stylu życia, leżą u podstaw odpowiedzialności tego sektora i to te obszary powinny być drogowskazem przy wyborze strategicznych priorytetów w zakresie społecznej odpowiedzialności biznesu. Firmy powinny też dzielić się z rynkiem najlepszymi praktykami z tych obszarów, a tym samym inspirować inne firmy. To z korzyścią nie tylko dla konsumentów, ale też całego środowiska biznesowego – mówi Irena Pichola, Partner, Lider Sustainability Consulting w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte. – Aktywność takich organizacji jak The Consumer Goods Forum to także wywieranie presji na wszystkich uczestników rynku, którzy wcześniej czy później będą musieli grać według tych samych zasad, co firmy, które uważają, że społeczna odpowiedzialność biznesu to nie tylko slogan, ale szansa na realny wpływ na dalszy rozwój ludzkości – dodaje.

Prawie 50 proc. Polaków nie wyobraża sobie poranka bez kawy. Dla co trzeciego ważne są codzienne rytuały z tym związane

Prawie 50 proc. Polaków nie wyobraża sobie poranka bez kawy. Dla co trzeciego ważne są codzienne rytuały z tym związane 1

Dla 43 proc. Polaków kawa jest nieodłącznym elementem poranka. Większość najchętniej pije ją z mlekiem, a 83 proc. konsumentów ma swój ulubiony kubek lub filiżankę, w której lubić pić poranną kawę. Średnio co trzeci ma też swoje rytuały związane z poranną kawą – wynika z badań konsumenckich przeprowadzonych przez SW Research Agencja Badań Rynku i Opinii na zlecenie marki Nespresso Polska.

– Polacy zdecydowanie preferują kawy mleczne. Lubimy duże kawy – czarna czy z mlekiem, chcemy mieć dużo kawy w filiżance czy kubku. Polacy zwracają również uwagę na smak – ważne jest dla nich, żeby kawa nie była zbyt kwaskowata, żeby miała dużo aromatów i była dosyć intensywna – mówi agencji informacyjnej Newseria Anna Oleksak, coffee ambassador Nespresso.

Jak wynika z badań konsumenckich przeprowadzonych na zlecenie marki wśród konsumentów pijących kawę, 39 proc. preferuje kawę sypaną, natomiast 14 proc. przygotowuje ją w ekspresie ciśnieniowym. Na trzecim miejscu ex aequo (po 11 proc.) znalazł się ekspres przelewowy i kawiarka, a na piątym – kawa porcjowana (kapsułki), którą przygotowuje 8 proc. badanych. Raport pokazuje też, że wiele osób (47 proc. Polaków) najchętniej pije kawę z mlekiem, a 38 proc. preferuje mocny czarny napar bez dodatków.

– Bardzo wielu Polaków deklaruje, że nie wyobraża sobie poranka bez określonej ilości kawy. To jest element pewnego porannego trybu funkcjonowania. Nieco mniejsza część – 34 proc. Polaków – deklaruje, że ma z tym związane określone rytuały. Wiele osób czerpie przyjemność z samego przygotowywania kawy, nieco mniej ceni również moment konsumpcji kawy z najbliższymi – mówi dr Tomasz Kozłowski, socjolog, kierownik Katedry Edukacji i Nowych Mediów w Collegium Da Vinci w Poznaniu.

Z badań zleconych przez Nespresso Polska wynika, że dla 43 proc. Polaków kawa jest nieodłącznym elementem poranka. Liczy się nie tylko, co pijemy, lecz także jak i z kim. 83 proc. konsumentów ma swój ulubiony kubek lub filiżankę, w której lubić pić poranną kawę. Dwie trzecie twierdzi, że dzięki temu doznania są przyjemniejsze. Średnio co trzeci ma też swoje rytuały związane z poranną kawą, na przykład parzy ją w określony sposób albo wykorzystuje tę chwilę na krótki odpoczynek i wyciszenie.

– W Polakach z pewnością istnieje potencjał do tego, żeby takie zwyczaje kawowe się upowszechniały i pogłębiały. Istnieje wiele przykładów konsumenckich rewolucji, przez które Polacy przeszli i które dają im ogromną przyjemność. Myślę, że kawa ma wszelkie predyspozycje, żeby stać się takim kolejnym rynkowym obszarem – mówi dr Tomasz Kozłowski.

Socjolog zwraca też uwagę na to, że 50 proc. Polaków deklaruje, że pije kawę w samotności – zarówno o poranku, jak i później, w pracy.

– To oznacza, że nie upowszechniła się jeszcze do końca kultura picia kawy wspólnie – mówi dr Tomasz Kozłowski.

Polacy najbardziej doceniają w dobrej kawie przede wszystkim smak (61 proc.) i odpowiedni aromat (37 proc.), ale 8 proc. konsumentów wskazuje też na jej pobudzające właściwości. Jak wskazuje Anna Oleksak, coffee ambassador marki Nespresso, kawę można dobrać nie tylko pod kątem preferencji smakowych, lecz także samopoczucia czy stylu życia.

– Dla tych, którzy wybierają espresso, zwykle to jest moment, w którym mogą się zatrzymać, pomyśleć przez pięć minut, a potem biegną dalej do swoich spraw. Ci, którzy mają więcej czasu, wybierają kawę lungo albo americano, przy której mogą przejrzeć poranną prasę. W weekend może nas rozpieścić cappuccino, z którym można posiedzieć na kanapie. Naprawdę warto próbować różnych kaw, w różnej formie, bo dzięki temu można zbudować swoje rytuały, które sprawią, że miło zaczniemy dzień – mówi Anna Oleksak.

Marka Nespresso Polska wystartowała w tym tygodniu z kampanią dostosowaną do polskiego mlecznego rynku.

– W pierwszym tygodniu marca rozpoczeliśmy kampanię „ Awaken your Senses – A Ty, jak lubisz spędzać poranki?”. Nespresso do tej pory kojarzone głównie z ciemną i mocną kawą, espresso bądź ristretto, z nową kampanią wychodzi naprzeciw oczekiwanion polskich konsumentów. Polska jest rynkiem mlecznym, dlatego marka Nespresso w ramach kampanii proponuje takie rozwiązania, które pozwolą otrzymać ten perfekcyjny kubek kawy z mlekiem. Latissima Ona, nasz nowy ekspres, pozwala za jednym dotknięciem przycisku otrzymać kawę z dokładnie taką ilością mleka, jakiej oczekujemy. A selektywnie dobrane zestawy kaw w ramach kampanii Awaken Your Senses pozwalają otrzymać najlepsze połączenia mleczne – mówi Hala Halabi, senior brand manager Nespresso Polska.

Polska ma jedne z najsurowszych przepisów dotyczące stref czystego transportu. Na takie restrykcje nie zdecydowały się największe europejskie miasta

Polska ma jedne z najsurowszych przepisów dotyczące stref czystego transportu. Na takie restrykcje nie zdecydowały się największe europejskie miasta 2

Przyjęta w styczniu ustawa o elektromobilności nie uwzględnia coraz popularniejszych na polskim rynku samochodów hybrydowych. Wyklucza też wstęp do stref czystego transportu dla hybryd typu plug-in, w których napęd można przełączyć na tryb elektryczny. Tak restrykcyjnych przepisów nie wprowadził wcześniej żaden kraj w Europie. W największych europejskich metropoliach jak Berlin czy Londyn wjazd do ekostref był początkowo dozwolony dla pojazdów niskoemisyjnych, a kryteria zaostrzano stopniowo.

– Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych zaproponowała strefy czystego transportu, które są jednymi z najbardziej restrykcyjnych na świecie. Do tych stref mają prawo wjazdu wyłącznie pojazdy czysto elektryczne napędzane wodorem oraz pojazdy napędzane CNG. Nie mają natomiast możliwości wjazdu pojazdy typu hybrydy plug-in, czyli takie, które można przełączyć na zeroemisyjny tryb. Jest wielką zagadką, dlaczego te pojazdy nie mogą wjeżdżać do stref, tak jak ma to miejsce wszędzie w Europie – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Tak restrykcyjnych zapisów, które zabraniałyby PHEV-om (plug-in hybrid electric vehicle) wjazdu do ekostref nie ma w innych europejskich państwach, w których jest łącznie ponad dwieście takich specjalnych, wydzielonych obszarów.

 Między innymi właśnie po to koncerny motoryzacyjne stworzyły kategorię samochodów typu hybrydy plug-in, by w obrębie miasta poruszać się na silniku elektrycznym, natomiast pomiędzy aglomeracjami, gdy zasięg samochodu elektrycznego jest niewystarczający, wspomagać się silnikiem z napędem konwencjonalnym. Mamy coraz większe zasięgi PHEV-ów obecnie to jest około 30–50 km, lecz są już producenci, którzy deklarują, że auta te mogą być wyposażone w baterie pozwalające na przejechanie nawet 150 km. To oznacza, że w trakcie codziennego użytkowania pojazdu można jeździć tylko i wyłącznie na silniku elektrycznym, czyli zeroemisyjnym. Tym samym powinny one być dopuszczone do wjazdu do stref czystego transportu – ocenia Maciej Mazur.

W innych krajach Europy tak restrykcyjne przepisy były wprowadzane etapami, z uwzględnieniem okresów przejściowych. Przykładem są ekostrefy w Berlinie czy Londynie, gdzie początkowo dopuszczone do ruchu były pojazdy niskoemisyjne, a kryteria zaostrzano stopniowo. Londyńska strefa dopiero od przyszłego roku będzie dostępna wyłącznie dla aut z napędem zeroemisyjnym.

– Musimy się pogodzić z tym, co jeździ po naszych drogach – nie są to niestety samochody zeroemisyjne, a głównie wysokoemisyjne. Stąd strefy powinny dopuszczać niską emisję: hybrydy klasyczne, hybrydy typu plug-in czy nawet samochody spełniające normę EURO 4, 5 lub 6, a następnie docelowo za 10–15 lat dopuścili w tych strefach wyłącznie samochody elektryczne – uważa Maciej Mazur.

Dyrektor PSPA dodaje, że ustawa o elektromobilności w ogóle nie uwzględnia samochodów hybrydowych, których na polskim rynku jest najwięcej. Hybrydy łączą dwa typy napędu – elektryczny i konwencjonalny. Pozwala to na osiągnięcie dużo większych zasięgów, ponieważ główną bolączką rynku elektromobilności jest nadal ograniczony dystans, jaki można przejechać na jednym ładowaniu.

– Producenci najpierw wprowadzili hybrydy klasyczne, a następnie pojazdy hybrydowe, które można doładować ze źródła zewnętrznego – są to hybrydy typu plug-in. Stanowią one odpowiedź na ograniczone zasięgi, które cały czas są jedną z największych barier rozwoju  elektromobilności. Aczkolwiek to już zaczyna się zmieniać, bo kolejni producenci deklarują, że w najbliższych miesiącach wprowadzą do obrotu pojazdy, które będą mogły przejechać 300–400 km na jednym naładowaniu. Pozwoli to zrównać je z zasięgami pojazdów z napędem konwencjonalnym. Musimy jednak dochodzić do tego etapami, a hybrydy są ważnym etapem w drodze do zeroemisyjności – mówi Maciej Mazur.

Ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych zakłada, że kierowcy, którzy zdecydują się na zakup auta o napędzie elektrycznym lub wodorowym, nie będą musieli płacić akcyzy ani uiszczać opłat za parkowanie w płatnych strefach. Będą za to mogli korzystać z uprzywilejowanych buspasów.

Z kolei przedsiębiorcy zyskają możliwość większego odpisu amortyzacyjnego. Do końca 2020 roku w całej Polsce ma powstać również sieć 6,4 tys. punktów ładowania energią elektryczną (400 szybkich ładowarek i 6 tys. o normalnej mocy). Obecnie udział elektryków i hybryd typu plug-in w polskim rynku wciąż jest znikomy i oscyluje wokół 0,1 proc. W 2017 roku zarejestrowano niespełna tysiąc pojazdów elektrycznych.

Ponad 150 tys. Polaków zapada co roku na nowotwory. Wciąż brakuje jednak kompleksowej opieki onkologicznej

Ponad 150 tys. Polaków zapada co roku na nowotwory. Wciąż brakuje jednak kompleksowej opieki onkologicznej 3

Warunkiem skutecznej walki z nowotworami jest nie tylko dostęp do nowoczesnych terapii, lecz także objęcie pacjentów skoordynowaną opieką wielu specjalistów ściśle ze sobą współpracujących. Kompleksowa opieka onkologiczna zakłada także dostęp do pełnego zakresu usług terapeutycznych, diagnostycznych i rehabilitacyjnych w jednej placówce leczniczej. Brak takiej opieki nad pacjentem onkologicznym skutkuje mniejszą efektywnością leczenia i niepotrzebnymi kosztami dla budżetu państwa – podkreślali eksperci podczas VII Forum Pacjentów Onkologicznych.

Zachorowalność na nowotwory złośliwe stale rośnie. W Polsce co roku choroby te diagnozowane są u ponad 150 tys. pacjentów. Kobiety najczęściej dotyka rak piersi, jelita grubego lub płuca, w przypadku mężczyzn nowotwór atakuje przede wszystkim płuca i gruczoł krokowy. Jednocześnie nowotwory złośliwe stanowią drugą przyczynę zgonów w Polsce. Rocznie z ich powodu umiera blisko 100 tys. osób. Dzięki postępowi medycyny choroba onkologiczna coraz częściej staje się chorobą przewlekłą, chorzy żyją wiele lat i są w stanie prowadzić w miarę normalne życie. Polscy pacjenci borykają się jednak z wieloma problemami instytucjonalnymi, które zmniejszają ich szanse na skuteczną walkę z chorobą, m.in. brakiem kompleksowej opieki medycznej.

 Dla pacjenta taka opieka to gwarancja bezpieczeństwa w systemie opieki zdrowotnej. Dziś pacjent czuje się zaniepokojony, bo nie wie, gdzie trafi, z kim się skontaktować, a taka kompleksowa opieka to prowadzenie pacjenta za rękę i skupienie systemu opieki wokół pacjenta i jego potrzeb, a nie potrzeb danej jednostki organizacyjnej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Adam Maciejczyk, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii we Wrocławiu, prezes Ogólnopolskiego Zrzeszenia Publicznych Centrów i Instytutów Onkologicznych.

Brak kompleksowej opieki medycznej to także niepotrzebne koszty dla budżetu państwa. Obecnie wśród najpoważniejszych problemów polskiej onkologii, obok zbyt wysokich cen leków i braków kadrowych, wymienia się m.in.: multiplikowanie świadczeń, nieodpowiednie leczenie powodujące wzrost powikłań lub przedwczesne zgony. Koszty generują również renty i zasiłki dla osób, które po błędnie zastosowanym leczeniu nie mogą wrócić do normalnego życia zawodowego. Choroby nowotworowe wymagają złożonego, wielospecjalizacyjnego podejścia, dlatego skoordynowana opieka onkologiczna powinna obejmować szereg działań, od edukacji zdrowotnej począwszy.

Tego obecnie oczekują pacjenci, opieki kompleksowej, koordynowanej, czyli prowadzenia, poczynając od diagnostyki, poprzez leczenie oraz włączenie od razu na etapie diagnozy rehabilitacji, czyli wsparcia psychologicznego i żywieniowego, przywrócenia do aktywności – mówi Beata Ambroziewicz, członek zarządu Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

Podstawą objęcia pacjentów kompleksową opieką onkologiczną jest wielodyscyplinarny zespół, w którego skład wchodziliby nie tylko onkolodzy, lecz także specjaliści z innych dziedzin. Lekarze ci przekazywaliby sobie pacjenta na różnych etapach leczenia, a ich pracę koordynowałby lekarz prowadzący chorego. W jednej placówce pacjent mógłby zostać tym samym objęty zarówno opieką diagnostyczną, jak i późniejszą radioterapią, chemioterapią oraz rehabilitacją po zakończeniu leczenia. Zdaniem ekspertów drogą do zbudowania systemu koordynowanej opieki onkologicznej jest powstanie Narodowego Instytutu Onkologii zapowiedziane przez premiera Mateusza Morawieckiego.

– To ma być pomysł na zintegrowanie całego środowiska onkologicznego, odpowiedź na potrzeby pacjentów – takiej opieki, która nie tylko pozwoli wcześniej wdrożyć nowe formy leczenia, lecz także sprawdzić efektywność tych innowacyjnych terapii. Zdecydowanie poprawi wyniki leczenia – mówi prof. Adam Maciejczyk.

W terapii chorób nowotworowych niezwykle ważne jest psychologiczne wsparcie pacjenta. Jak dotąd zapewniają to jedynie organizacje pozarządowe, takie jak Fundacja Black Butterflies założona blisko 2 lata temu przez Ewę Minge. Fundacja prowadzi Dom Życia w Zielonej Górze, w którym pomoc znajdą osoby borykające się ze śmiertelnymi chorobami oraz członkowie ich rodzin. Placówka, mająca dziś pod opieką kilkudziesięciu pacjentów, oferuje wsparcie psychologów, onkologów dietetyków, a nawet prawników. Podopieczni mogą też uczestniczyć w różnego rodzaju aktywnościach artystycznych i sportowych.

Mamy np. grupę fotografii, malarstwa, decoupage’u, sztucznej biżuterii, projektowania mody i szycia kolekcji. Możemy się nauczyć języka niemieckiego czy angielskiego, tańca brzucha. Mamy zajęcia pilatesu, swój własny gabinet kosmetyczny. Poprzez art terapię i inne aktywności umysłowe i fizyczne często poprawia się jakość życia i często ludzie wychodzą z tej choroby – mówi Ewa Minge.

Jak podkreśla, wspieranie pacjentów w powrocie do normalnego życia jest dużo łatwiejsze przy współpracy wielu instytucji.

Warto być w Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych z kilku powodów. Pierwszym jest to, że wymieniając swoje doświadczenia, możemy się bardzo dużo dowiedzieć. To absolutna wszechnica wiedzy. Z drugiej strony mamy ogromne wsparcie pod każdym względem. Samodzielnie możemy mniej. W koalicji widzimy, że nie jesteśmy odosobnieni. Im więcej nas, tym lepiej – dodaje Ewa Minge.

Kompleksowa opieka onkologiczna powinna obejmować ponadto dostęp do nowoczesnych terapii oraz technik chirurgicznych. Innowacyjne leczenie opiera się przede wszystkim na immunoterapii, a więc pobudzaniu organizmu pacjenta do walki z chorobą. Ostatnie lata przyniosły przełom w leczeniu wielu nowotworów złośliwych, m.in. jelita grubego i czerniaka, nowoczesne terapie są w stanie znacznie przedłużyć życie, dając możliwość doczekania pojawienia się kolejnych, jeszcze skuteczniejszych metod terapeutycznych. Znaczna część tych terapii nie jest jednak dostępna dla polskich chorych.

– Oczy pacjentów zwrócone są w kierunku raka płuca, a także nowotworów piersi, nowotworów hematoonkologicznych. Bardzo trudna jest sytuacja chorych ze szpiczakiem i przewlekłą białaczką limfocytową, którzy oczekują na sekwencyjne leczenie, czyli umożliwiające przedłużenie życia w dobrym stanie pacjenta, którego nie da się wyleczyć, ale który może żyć z nowotworem normalnie – mówi Beata Ambroziewicz.

Kompleksowa opieka onkologiczna była wiodącym tematem VII Forum Pacjentów Onkologicznych, które odbyło się 21 marca w Warszawie. Spotkanie rozpoczęła debata z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia oraz Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP. Podczas tegorocznego forum po raz trzeci wręczono nagrody Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych „Jaskółki Nadziei”, przyznawane za wsparcie, niesienie nadziei oraz tworzenie dobrych wzorów i praktyk w polskiej onkologii.