Polscy naukowcy opracowali nową metodę laserowej komunikacji optycznej. Nowa technologia zwiększy zasięg i odporność na zakłócenia podczas przesyłania danych

Polscy naukowcy opracowali nową metodę laserowej komunikacji optycznej. Nowa technologia zwiększy zasięg i odporność na zakłócenia podczas przesyłania danych 1

W przeciwieństwie do szeroko stosowanych w systemach transmisji danych laserów pracy ciągłej, polscy naukowcy chcą wykorzystać do tego celu lasery impulsowe. Pozwoli to na uzyskanie znacznie większego zasięgu i odporności na zakłócenia podczas przesyłania danych. Specjaliści z Instytutu Optoelektroniki WAT pracują nad zastosowaniem nowej technologii w dalmierzach laserowych, dzięki czemu żołnierze wykorzystujący to urządzenie będą mogli dodatkowo komunikować się między sobą w trudnym terenie oraz podczas tzw. ciszy radiowej. Technologią optycznej transmisji danych zainteresowana jest także NASA.

 Dostępne obecnie optyczne systemy transmisji danych, wykorzystują jako źródła promieniowania głównie lasery pracy ciągłej. Oferują one bardzo dużą szybkość transmisji, sięgającą dziesiątek Gb/s. Jednak lasery impulsowe mogą generować impulsy o kilkadziesiąt razy większej mocy, co automatycznie przekłada się na większy zasięg transmisji, bądź na utrzymanie transmisji w dużo trudniejszych warunkach atmosferycznych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje mjr dr inż. Tadeusz Drozd z Instytutu Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej.

Lasery impulsowe są powszechnie stosowane w systemach militarnych, medycynie i przemyśle. Naukowcy pracują nad możliwością wykorzystania ich do transmisji danych. Możliwość komunikacji i szybkiego przesyłania danych z wykorzystaniem laserów impulsowych może stanowić dodatkową funkcję w urządzeniach, gdzie laser ten jest już wbudowany i wykorzystywany do innych celów, np. w dalmierzach laserowych, służących do pomiaru odległości, występujących w różnego rodzaju systemach wojskowych.

– Chcemy wyposażyć żołnierzy w dalmierze z wbudowaną funkcją transmisji danych. Obok bezpośredniej łączności dalmierz-dalmierz, pozwoli to na transmisję danych z urządzeń, które do tego dalmierza zostaną podłączone, np. transmisje wideo z laptopa lub tabletu pomiędzy żołnierzami znajdującymi się w terenie. Z uwagi na szczególne parametry promieniowania laserowego – małą rozbieżność generowanej wiązki, niewidoczny zakres widmowy promieniowania  (podczerwieni) – przesyłanie danych i mowy może być skryte i praktycznie niemożliwe do podsłuchu i zakłócenia na polu walki – wyjaśnia mjr Tadeusz Drozd.

Nowa technologia może być wykorzystywana również w zastosowaniach cywilnych, np. jako łącza transmisji danych wszędzie tam, gdzie głównym kryterium transmisji nie jest szybkość, lecz zasięg i niezawodność. Jej dużym atutem jest odporność na trudne warunki atmosferyczne.

Komunikacją laserową interesuje się NASA. Rozwijany jest projekt nadajnika laserowego, który będzie częścią instrumentu Deep Space Optical Communications. System będzie mógł pokazać swoje możliwości podczas misji Psyche w 2022 roku, kiedy do głównego pasa planetoid w Układzie Słonecznym zostanie wysłana sonda, której celem będzie zebranie danych potrzebnych do dokładnego zrozumienia, jak powstają planety i inne ciała niebieskie.

Według analityków marketsandMarkets, globalny rynek technologii laserowych będzie wart w 2022 roku blisko 15,5 mld dolarów. Największe wzrosty notować będzie zastosowanie laserów właśnie w optycznej komunikacji.

Spada widoczność reklam w polskim internecie. Połowa z nich nie dociera do konsumentów

Spada widoczność reklam w polskim internecie. Połowa z nich nie dociera do konsumentów 2

Pod koniec ubiegłego roku średni czas kontaktu z reklamą display skrócił się do 20,7 sekund, a wskaźnik widoczności reklam spadł do 50 proc. – wynika z badania firmy Meetrics. Oznacza to, że połowa budżetów na ten cel była wydawana nieefektywnie. Polska znalazła się pod tym względem na końcu europejskiej stawki. Nieco lepsze wyniki odnotowała reklama wideo, dla której wskaźnik widoczności sięgnął 56 proc.

– W tej chwili większość reklam jest praktycznie niewidoczna dla użytkowników. Wskaźnik viewability wynosi 50 proc., co oznacza, że połowa reklam wykupionych przez reklamodawców nie dotarła do konsumenta. Czas kontaktu z reklamą wynosi średnio około 20 sekund. Te wyniki oglądalności świadczą o tym, że na polskim rynku mamy jeszcze sporo pracy, aby przekonać wydawców i reklamodawców, że ten wskaźnik jest ważny i trzeba go optymalizować –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Piątkowski, country manager Meetrics Polska.

Jak wynika z międzynarodowego raportu „Viewability Benchmark Report”, opublikowanego przez firmę Meetrics, IV kwartał 2017 roku przyniósł zauważalne pogorszenie wskaźników widoczności reklam display na polskim rynku. Średni czas kontaktu z reklamą display skrócił się do 20,7 sekund (wobec 27,5 sekundy w poprzednim kwartale), a wskaźnik viewability spadł z 55 proc. do poziomu 50 proc. w ujęciu kwartalnym.

Według ekspertów spadki miały po części charakter sezonowy, spowodowany większą liczbą reklam emitowanych w okresie przedświątecznym. Tomasz Piątkowski zauważa również, że w Polsce badanie widoczności reklam jest przeprowadzane dopiero od czerwca ubiegłego roku, a jego dokładność jest coraz większa.

– W Polsce mierzymy widzialność od trzech kwartałów i na razie odnotowaliśmy spadek. To efekt kalibracji badania, a poza tym z kwartału na kwartał pomiar, którym obejmowaliśmy rynek, był coraz szerszy. W związku z tym średnia była dokładniejsza. To oznacza, że dochodzimy do właściwego poziomu wskaźnika viewability i jest to moment, żeby odpowiedzieć na pytanie: jak zacząć go poprawiać? – mówi Tomasz Piątkowski.

Europejska średnia w IV kwartale 2017 roku wyniosła 62 proc. (wskaźnik viewability). Polska – z wynikiem 50 proc. – znalazła się na końcu europejskiej stawki. Dla porównania, w Niemczech ten wskaźnik wyniósł 55 proc., we Francji – 62 proc., a we Włoszech – 63 proc. Liderem po raz kolejny została Austria, z wynikiem 67 proc.

– Polska w tej chwili jest na szarym końcu, jeżeli chodzi o wskaźnik viewability. Gorzej jest aktualnie tylko w Wielkiej Brytanii – ze względu na zupełnie inny, bardziej rozdrobniony rynek – oraz w Szwajcarii. Natomiast większość krajów UE radzi sobie pod tym względem dużo lepiej. Wynika to z faktu, że tam zainteresowano się tym tematem dużo wcześniej – mówi Tomasz Piątkowski.

Najlepsze wskaźniki widoczności w ubiegłym kwartale osiągnęły w Polsce reklamy typu halfpage (65 proc. i 27,8 sekundy) i skyscraper (61 proc. i 44,4 sekundy). Znacznie gorzej wypadały natomiast billboard (50 proc. i 12,1 sekundy) oraz medium rectangle (40 proc. i 18,8 sekundy). Jak ocenia country manager Meetrics, dla rozwoju rynku reklamy digital w Polsce kluczowe jest tworzenie zasobów reklamowych o większym potencjale widoczności.

– Aby reklama była lepiej widoczna, należy się skupić przede wszystkim na optymalizacji produktów reklamowych, czyli formatów reklamowych, które oferują wydawcy reklamodawcom. Drugim komponentem jest optymalizacja samej kampanii reklamowej tak, żeby dobierać i realizować kampanie reklamowe na dobrze widocznych powierzchniach – podkreśla Tomasz Piątkowski.

Nieco lepsze wyniki w ostatnim kwartale ubiegłego roku odnotowała reklama wideo, dla której wskaźnik viewability osiągnął 56 proc., a średni czas kontaktu z reklamą wideo wyniósł 17,8 sek.

– Dla reklam wideo wskaźniki są znacznie wyższe niż średni benchmark rynkowy ze względu na sam ich charakter. Użytkownik – jeżeli już odtwarza reklamę – to z reguły ogląda ją minimum kilka sekund. Standard widoczności dla reklamy wideo – czyli standard IAB – mówi, że 50 proc. tej reklamy musi znaleźć się na ekranie przez dwie sekundy. Takich reklam, które są obejrzane przez dwie sekundy, jest całkiem sporo – znacznie więcej niż reklam formatu banerowego czy displayowego – wyjaśnia Tomasz Piątkowski.

Firma technologiczna Meetrics jest dostawcą rozwiązań służących do weryfikacji, poprawy jakości i skuteczności kampanii reklamowych oraz kontentu w sieci. Współpracuje z reklamodawcami, domami mediowymi i dużymi wydawcami. Od 2016 roku Meetrics publikuje cykliczne raporty dotyczące widoczności reklam na wybranych rynkach europejskich. Opiera się na definicji viewability rekomendowanej przez IAB i Media Rating Council (standard ten określa, kiedy można uznać reklamę za widoczną i jak poprawnie dokonać pomiaru). Reklama jest uważana za widoczną, jeżeli minimum 50 proc. jej powierzchni jest widoczne na ekranie przez co najmniej sekundę (dla reklam wideo – co najmniej 2 sekundy).

80 proc. Polaków pozytywnie ocenia efekty działania funduszy UE. Dostrzegają głównie nowe inwestycje i przyspieszenie rozwoju gospodarczego

80 proc. Polaków pozytywnie ocenia efekty działania funduszy UE. Dostrzegają głównie nowe inwestycje i przyspieszenie rozwoju gospodarczego 3

Ponad 90 proc. gmin w Polsce skorzystało lub korzysta z funduszy unijnych. Przez to pośrednimi beneficjentami środków z Unii Europejskiej jest zdecydowana większość społeczeństwa. To z tego powodu ponad 80 proc. Polaków pozytywnie ocenia efekty ich działania – wynika z badań SW Research na zlecenie Komisji Europejskiej. Dwie trzecie ankietowanych podkreśliło, że największy wpływ na rozwój ich najbliższego otoczenia mają inwestycje poprawiające stan dróg i infrastruktury. W tej perspektywie finansowej Polska jest największym beneficjentem środków z UE.

Opinia Polaków na temat wykorzystania funduszy z UE jest absolutnie pozytywna. Ponad 80 proc. uważa, że fundusze europejskie przyniosły Polsce dobre inwestycje i rozwój gospodarczy. Zestawiając to z opinią Polaków na temat członkostwa w UE w ogóle, można zauważyć, że te liczby są praktycznie tożsame, bo badanie Eurobarometru sprzed dwóch lat wykazało, że 84 proc. Polaków popiera członkostwo Polski w UE – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Witold Naturski, kierownik wydziału informacji i komunikacji społecznej w Przedstawicielstwie Komisji Europejskiej w Polsce.

Negatywne skutki działania funduszy wymieniło jedynie 4,8 proc. osób zapytanych przez SW Research pod koniec stycznia br. Zwracali oni uwagę na marnotrawienie pieniędzy i niepotrzebne inwestycje. Co piąty respondent w tej grupie wskazywał na uzależnienie Polski od Unii Europejskiej, a co siódmy jest zdania, że otrzymane pieniądze trzeba będzie kiedyś zwrócić np. w postaci wyższych składek unijnych.

Zwykle pewnie niezadowoleni są ci, którzy aplikowali o dofinansowanie, a nie dostali, bo zawsze jest to proces konkursowy i zawsze trzeba spełnić minimalne wymagania formalne, a poza tym fundusze te muszą być przeznaczone na realne projekty – podkreśla Witold Naturski.

62,5 proc. badanych wśród obszarów najczęściej finansowanych przez UE wymieniło ochronę środowiska, 52 proc. wskazało naukę i edukację, a 48,7 proc. – rozwój działalności gospodarczej. Dwie trzecie badanych podkreśliło, że największy wpływ na rozwój ich najbliższego otoczenia miały dotacje unijne poprawiające infrastrukturę oraz jakość dróg.

Z funduszy europejskich w Polsce w ostatnich latach korzystały najróżniejsze grupy podmiotów – przedsiębiorcy, małe i duże firmy, ale na pewno jedną wyróżniającą się grupą są samorządy i gminy, a drugą – duże projekty infrastrukturalne w skali kraju, np. kolejowe bądź drogowe. Te duże projekty infrastrukturalne to grupa wiodąca, nawet nie pod względem liczby, ale pod względem wartości i rozmachu – wymienia Witold Naturski.

To sprawia, że zaledwie 2,6 proc. Polaków nigdy nie słyszało o funduszach europejskich. Najczęściej informacje o nich społeczeństwo czerpie z tradycyjnych mediów. Drugim źródłem są tablice informujące o tym, że coś zostało współfinansowane z UE. Mimo to niewielu Polaków potrafi wymienić konkretne nazwy funduszy unijnych.

Musimy pamiętać o tym, że nie każdy jest beneficjentem bezpośrednim, np. przedsiębiorcą, który otrzymał dotacje z funduszy europejskich. Każdy jest natomiast beneficjentem pośrednim, ponieważ korzystamy z infrastruktury drogowej. Trudno więc byłoby wymagać, żeby wszyscy byli doskonale poinformowani co do konkretnych nazw programów, bo po prostu nie jest im to do życia potrzebne. Mimo wszystko Polacy mają stosunkowo dużą świadomość na temat funduszy europejskich – tłumaczy Witold Naturski.

Niewielką świadomość mają za to w temacie tzw. Planu Junckera. Słyszało o nim zaledwie 8 proc. badanych, mimo że Polska jest szóstym krajem najczęściej korzystających ze środków w ramach tego programu.

Plan oferuje środki zwrotne. To są kredyty na rozwój gospodarczy, na działalność gospodarczą dla firm, również dla firm samorządowych, które mogą w ten sposób zrealizować przedsięwzięcia, na które inaczej nie dostałyby żadnych kredytów, ponieważ banki komercyjne uznałyby je za zbyt ryzykowne. Dzięki temu można zrealizować takie projekty jak mieszkania z dojściem do własności w Poznaniu, modernizacja szpitala wojewódzkiego w Toruniu – mówi Witold Naturski.

60 proc. Polaków twierdzi, że nie widzi przeszkód w pozyskiwaniu funduszy europejskich. 16 proc. ankietowanych ma doświadczenia w aplikowaniu o fundusze bądź indywidualnie, bądź jako przedstawiciele firm i instytucji; 27 proc. ma w rodzinie osobę, która ubiegała się o unijne dofinansowanie, a 35 proc. ma beneficjenta funduszy w gronie znajomych. Ankietowani deklarują, że prawie 80 proc. złożonych wniosków zostało rozpatrzone pozytywnie.

Polska świetnie wykorzystuje fundusze europejskie, w poszczególnych sektorach dzieje się to szybciej bądź wolniej, zawsze jest pewna nerwowość, czy się zdąży przed konkretną datą, ale dotychczas bardzo niewielkie kwoty pozostały niewykorzystane. To są nieznaczące kwoty. Miejmy nadzieję, że do końca obecnej perspektywy finansowej, uda się tak jak poprzednio dobrze wykorzystać wszystkie środki – podkreśla Witold Naturski.

Z danych dostępnych na Portalu Funduszy Europejskich wynika, że od uruchomienia programów do 21 stycznia 2018 roku złożono 72 883 wnioski o dofinansowanie projektów na całkowitą kwotę 462,6 mld zł. Wartość dofinansowania UE we wnioskach wyniosła 286,6 mld zł. Wartość dofinansowania z podpisanych umów z beneficjentami wynosi 173,1 mld zł. W obecnej perspektywie finansowej Polska ma do wykorzystania 82,5 mld euro.

Nowotwory krwi bywają często błędnie diagnozowane jako niedokrwistość. Znaczna ich część może przekształcić się w ostrą białaczkę szpikową

Nowotwory krwi bywają często błędnie diagnozowane jako niedokrwistość. Znaczna ich część może przekształcić się w ostrą białaczkę szpikową 4

Zespoły mielodysplastyczne (MDS) to wciąż mało znane nowotwory krwi, które mogą się przekształcić w ostrą białaczkę szpikową (AML). Podstawowym problemem jest diagnostyka, ponieważ objawy MDS przypominają niedokrwistość. Dodatkowo występują one najczęściej u osób powyżej 70 roku życia, u których niemożliwa jest intensywna chemioterapia. Leczenie polega na podawaniu leków, których celem działania jest wydłużenie przeżycia, poprawa jakości życia oraz zminimalizowanie przetoczeń krwinek czerwonych.

Zespoły mielodysplastyczne (MDS) to grupa różnorodnych chorób nowotworowych układu krwiotwórczego, charakteryzujących się zmniejszoną ilością krwinek we krwi obwodowej. Za przyczynę tych schorzeń uważa się uszkodzenie komórek macierzystych szpiku np. na skutek kontaktu z promieniowaniem jonizującym lub substancjami toksycznymi. Choroby te najczęściej rozwijają się u osób starszych, po 60 roku życia, a czynnikami ryzyka są przebyta terapia nowotworowa, zawodowy kontakt z substancjami toksycznymi, np. środkami ochrony roślin, oraz palenie tytoniu. Zespoły mielodysplastyczne można podzielić na choroby niskiego ryzyka, gdzie ryzyko transformacji do ostrej białaczki szpikowej jest niskie oraz choroby wysokiego ryzyka. W tym drugim przypadku MDS może w przeciągu pół roku do kilku lat przekształcić się w ostrą białaczkę szpikową (AML).

– Zespoły mielodysplastyczne wyższego ryzyka nazywano stanami przedbiałaczkowymi. Mają one wspólną patogenezę, podobny profil genetyczny mutacji. Zespoły mielodysplastyczne wyższego ryzyka w miarę upływu czasu często transformują do ostrej białaczki szpikowej, leczenie w obu tych chorobach jest podobne – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Agnieszka Wierzbowska, zastępca ordynatora ds. intensywnej chemioterapii i transplantacji szpiku, Klinika Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Objawy zespołów mielodysplastycznych to m.in. niedobór czerwonych krwinek, osłabienie, senność oraz pogorszenie koncentracji. Diagnozę stawia się na podstawie ogólnego badania krwi, problem polega na tym, że symptomy MDS przypominają objawy niedokrwistości. Wybór optymalnej opcji leczenia zależy natomiast od wieku pacjenta, jego ogólnego stanu zdrowia oraz obecności chorób współistniejących. Chorzy w dobrym stanie ogólnym otrzymują zazwyczaj intensywną chemioterapię i są kandydatami do przeszczepu szpiku. Chorzy w gorszym stanie zdrowia kwalifikowani są do mniej agresywnych opcji leczenia, których podstawowym celem jest wydłużenie całkowitego przeżycia i poprawa jakości życia.

– Standardem postępowania w tej grupie chorych są leki demetylujące, w Polsce jedynym lekiem zarejestrowanym i refundowanym do leczenia jest azacytydyna. Tutaj nie odstajemy od Europy, mamy dostępne leczenie za pomocą tej terapii dla wszystkich chorych spełniających kryteria rozpoznania zespołu mielodysplastycznego wyższego ryzyka – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska.

Badania kliniczne pokazują, że leczenie za pomocą azacytydyny daje dobre wyniki również w przypadku chorych na ostre białaczki szpikowe powyżej 65 roku życia, którzy nie kwalifikują się do intensywnego leczenia. Lek ten działa cytotoksycznie na nieprawidłowe komórki krwiotwórcze w szpiku, prowadząc do znacznego wydłużenia całkowitego przeżycia pacjentów. W Polsce dostępny jest jednak wyłącznie dla pacjentów, u których ilość blastów nie przekracza 30 proc., czyli dla wciąż za małej liczby chorych.

– Jest to leczenie skuteczne, które prowadzi do wydłużenia całkowitego przeżycia, zwłaszcza w takich podgrupach chorych, którzy mają niekorzystne ryzyko cytogenetyczne lub mają białaczkę związaną z cechami zależnymi od mielodysplazji, czyli białaczkę podobną do zespołu mielodysplastycznego, w tych grupach chorych udowodniono jednoznacznie przewagę tego leczenia nad wszystkimi innymi standardowymi opcjami terapeutycznymi – mówi prof. Agnieszka Wierzbowska.

U pacjentów niekwalifikujących się do intensywnego leczenia stosuje się ponadto przetaczanie koncentratów krwinek czerwonych lub, co ma miejsce znacznie rzadziej, płytek krwi. Ten rodzaj terapii prowadzi do znacznego obniżenia jakości życia pacjentów, wymaga bowiem częstych, nawet cotygodniowych pobytów w szpitalu, jest też obciążony ryzykiem ze względu na ilość gromadzonego w organizmie żelaza. Nadmiar tego pierwiastka może prowadzić do uszkodzenia wątroby, trzustki oraz serca, a także zaburzenia gospodarki hormonalnej poprzez uszkodzenia przysadki mózgowej.

– Obecnie w Polsce nie ma dobrych, skutecznych leków refundowanych, które mogłyby to przeładowanie żelazem ograniczać. To są dosyć duże problemy w tej grupie pacjentów – mówi dr Krzysztof Mądry, adiunkt, Klinika Hematologii, Warszawski Uniwersytet Medyczny.

Jedyny dostępny w ramach programów lekowych preparat usuwający nadmiar żelaza z organizmu podawany jest podskórnie przez 12 godzin, kilka dni w tygodniu. Wszystkie te elementy sprawiają, że celem lekarzy jest unikanie przetoczeń, co jest możliwe dzięki zastosowaniu odpowiednich leków, takich jak lenalidomid i azacytydyna. Preparaty te pozwalają zredukować lub wyeliminować przetoczenia w 50–70 proc.

– Ponadto u części chorych możemy też obserwować poprawienie odporności poprzez wzrost liczby neutrofili czy redukcję ryzyka krwawień poprzez wzrost liczby płytek. To wszystko w jakiś sposób powinno i przekłada się na poprawę jakości życia – mówi dr Krzysztof Mądry.

 


Artykuł powstał w ramach kampanii edukacyjnej „Wczesna diagnostyka nowotworów krwi”, której partnerem jest Celgene Sp. z o.o.

Celgene

Blisko 20 proc. Polaków ma zastrzeżenia do jakości usług. Ponad połowa z nich składa reklamację

Blisko 20 proc. Polaków ma zastrzeżenia do jakości usług. Ponad połowa z nich składa reklamację 5

18 proc. klientów ma zastrzeżenia do usług, z których korzysta – wynika z badań Providenta przeprowadzonych z okazji Światowego Dnia Konsumenta. Ponad połowa z grupy niezadowolonych w takiej sytuacji składa reklamację, 30 proc. poprzestaje na poskarżeniu się rodzinie, zaś 20 proc. nie podejmuje żadnych działań.

– Większość klientów jest zadowolona z usług, z których korzysta. Wciąż jest jednak grupa około 18 proc. klientów, którzy mają zastrzeżenia do usług świadczonych przez firmy. To dotyczy różnych branż. Połowa tych odpowiedzi dotyczyła branży telekomunikacyjnej, ale były też zastrzeżenia co do kredytów gotówkowych, pożyczek czy produktów ubezpieczeniowych, czyli szeroko pojętej branży finansowej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Szerling, dyrektor ds. marketingu i członek zarządu  Provident Polska.

Z badania Providenta wynika, że 82 proc. Polaków nie przypomina sobie żadnej sytuacji, w której mieliby jakieś zastrzeżenia, ale 18 proc. już tak. Zastrzeżenia dotyczą różnorodnych usług, od telekomunikacyjnych przez pożyczki gotówkowe, zakupy na raty, ubezpieczenia po dostawę prądu czy gazu. W takich sytuacjach przeważnie składamy reklamację (55 proc.) albo informujemy o tym rodzinę i przyjaciół (30 proc.). Tylko 5 proc. zwraca się o pomoc do rzecznika lub innej instytucji wspierającej konsumentów. 20 proc. nie podejmuje żadnych działań.

– Bardzo często niezadowolenie klienta z usług buduje się już na etapie pozyskania pierwszej informacji o produkcie oraz w procesie sprzedażowym. W Provident Polska bardzo dbamy o to, aby od samego początku, czyli już na etapie reklamy, dawać klientom rzetelną, pełną informację na temat produktu –tłumaczy Katarzyna Szerling. – Ważne jest, żeby klient korzystający z usługi finansowej czy kupujący produkt finansowy otrzymywał pełną, rzetelną i przejrzystą informację.

Pełna informacja to jedno, ale wiele zależy też od podejścia samego konsumenta, co widoczne jest m.in. na rynku pożyczkowym.

– Odpowiedzialne pożyczanie to zadanie obu stron procesu kredytowego. Po stronie klienta jest istotne, aby nie podejmował decyzji pod wpływem chwili, impulsu, lecz dokonał wcześniejszej analizy, czy będzie go stać na regulowanie rat przez kolejne miesiące. Zadaniem pożyczkodawcy jest wykonanie szeregu działań w celu upewnienia się, że transakcja będzie bezpieczna dla obu stron. Działania, które my podejmujemy, to m.in. weryfikacja danych podanych przez klienta, ocena jego zdolności kredytowej, weryfikacja jego historii w Biurach Informacji Gospodarczej czy BIK – wymienia Marcin Żuchowski, dyrektor ds. ryzyka kredytowego i członek zarządu Provident Polska.

Statystyki pokazują, że zaufanie do firm pożyczkowych wzrasta. Z badania Kantar TNS wynika, że ufa im 17 proc. Polaków. To wciąż niewiele w porównaniu z bankami (62 proc.), ale z drugiej strony w przypadku sektora pożyczkowego ten wskaźnik rośnie z dwucyfrową dynamiką. W ciągu roku firmy z tego sektora zanotowały wzrost zaufania o 54 proc. W dużej mierze to zasługa uregulowania rynku od strony prawnej (m.in. nowelizacji ustawy antylichwiarskiej i ustawy o kredycie hipotecznym).

– Klient przed wzięciem pożyczki może dokonać weryfikacji wiarygodności firmy w rejestrze stworzonym i prowadzonym przez KNF. To dosyć świeża regulacja, więc warto edukować klientów, że mają taką możliwość. Firmy wpisane do tego rejestru muszą spełniać szereg wymogów, m.in. co do wysokości kapitału, jego pochodzenia, wartości czy niekaralności zarządów. Legalnie działające firmy muszą się także stosować do regulacji związanej z maksymalnymi kosztami pożyczek tak odsetkowymi, jak i pozaodsetkowymi – wskazuje Żuchowski.

Ekspert radzi także, co zrobić, by decyzja o pożyczce była dobrze przemyślana i odpowiedzialna.

– Klienci muszą sami kontrolować swoją zdolność kredytową. W tym celu powinni szacować swój budżet domowy, możliwości spłaty rat, ale też weryfikować, z kim zawierają transakcję, np. poprzez sprawdzenie podmiotu pożyczkowego w rejestrze prowadzonym przez KNF. Konsumenci powinni też dokonywać oceny samej umowy, jej zapisów, wysokości kosztów, które tam się znajdują i rozważyć różne scenariusze, co by się stało, gdyby mieli przejściowe lub trwałe kłopoty z realizacją swojego zobowiązania – przekonuje Marcin Żuchowski.

Rolnicy składają pierwsze wnioski o rekompensaty z powodu afrykańskiego pomorem świń. Wirus spowodował już wielomilionowe straty

Rolnicy składają pierwsze wnioski o rekompensaty z powodu afrykańskiego pomorem świń. Wirus spowodował już wielomilionowe straty 6

Maksymalne ograniczenie populacji dzików i zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa w środowisku, zabezpieczenie granicy przed kolejnymi zakażeniami wtórnymi i bioasekuracja polskich gospodarstw – to priorytety w walce z wirusem ASF, szerzej znanym jako afrykański pomór świń. Pod koniec lutego pojawiło się 108. ognisko tej choroby. Rolnicy, którzy ponoszą z tego powodu straty w produkcji, składają pierwsze wnioski o rekompensaty finansowe.

 Po dwóch latach negocjacji udało nam się przekonać KE, żeby przyjąć polski program pomocy – finansowany w całości ze środków krajowych, rekompensujący straty w dochodach gospodarstw z terenów, na których wystąpił afrykański pomór świń i gdzie rolnicy ponoszą straty w produkcji. Od stycznia mamy rozporządzenie Rady Ministrów w tej sprawie. Rolnicy składają już pierwsze wnioski. Co kwartał będą mogli robić to ponownie. Jeden z najistotniejszych dla rolników problemów mamy rozwiązany. Borykaliśmy się z nim przez dwa lata, uruchamiając nadzwyczajną pomoc czy jednorazowe mechanizmy pomocowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Bogucki, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Afrykański pomór świń, czyli wirus ASF, pojawił się w Polsce na początku 2014 roku. Od tego momentu stwierdzono ponad 1,6 tys. przypadków tej choroby u dzików i 108 ognisk wśród świń. Walka z wirusem kosztowała gospodarkę ponad 140 mln zł. Jak podaje Główny Inspektorat Weterynarii, ASF powoduje bardzo straty ekonomiczne w przemyśle mięsnym oraz hodowli, powodowane upadkami świń, kosztami likwidacji ognisk choroby, a także wstrzymaniem obrotu i eksportu świń, mięsa wieprzowego oraz produktów pozyskiwanych od  świń.

Od lutego Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa prowadzi nabór wniosków o przyznanie pomocy finansowej dla producentów trzody chlewnej z terenów objętych afrykańskim pomorem świń.

 Kolejny aspekt to uruchomienie pomocy dla rolników, którzy na obszarze całej Polski będą wprowadzać zasady bioasekuracji lub zawieszać czasowo hodowlę świń. O taką pomoc wystąpiliśmy do Komisji Europejskiej. Projekt rozporządzenia w tej sprawie jest już na etapie uzgodnień międzyresortowych – mówi Jacek Bogucki.

Umożliwienie skuteczniejszej walki z ASF miała na celu także specustawa podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę w grudniu ubiegłego roku. Zakłada ona m.in. uśmiercanie odłowionych dzików i budowę ogrodzenia na wschodniej granicy, która ma zapobiegać migracji zwierząt i rozprzestrzenianiu się wirusa.

 Spośród do tej pory sześciu obszarów, w których wybuchała ta choroba, pięć ma pierwotne źródło właśnie w migracji dzików przez granicę. To mamy potwierdzone i udowodnione. Niestety mamy też taką sytuację, że w obszarze pierwotnego zakażenia, a więc tam gdzie mieliśmy pierwsze ognisko w 2014 roku, województwo podlaskie, powiat sokólski, Białostocczyzna, przez 1,5 roku nie mieliśmy żadnego przypadku choroby u dzików ani u świń, niestety w tym roku ponownie choroba pojawiła się, znów przy samej granicy, przez migrację zwierząt – mówi Jacek Bogucki.

Jak podkreśla, resort przygląda się poczynaniom Czechów, którzy na terenach leśnych wygrodzili teren, gdzie pojawił się ASF.

Mamy nadzieję, że ta metoda się sprawdzi, wtedy będzie to dowód na to, że to ogrodzenie naszej granicy ma sens i że jeśli pojawiają się ogniska w obszarach niezurbanizowanych, można zastosować tego typu metodę. My nie mamy takiej możliwości, choćby tu pod Warszawą, dlatego jedynie redukcja populacji dzików jest rozwiązaniem tego problemu – wyjaśnia Bogucki.

Sekretarz stanu w resorcie rolnictwa ocenia, że gdyby zapora stanęła na granicy 4–5 lat temu, dzisiaj afrykański pomór świń nie stanowiłby już problemu dla polskich hodowców i gospodarki. Natomiast w tej chwili najistotniejsze w walce z ASF jest maksymalne ograniczenie populacji dzików i zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa w środowisku, zabezpieczenie granicy przed kolejnymi zakażeniami wtórnymi i bioasekuracja polskich gospodarstw.

 Kolejny element to działania służb na granicy, które nie pozwalają, aby przewożona była potencjalnie zakażona żywność, aby wirus w inny sposób nie dostawał się w różne części kraju. To jest duże wyzwanie, do tej pory żadnemu krajowi Europy nie udało się zwalczyć ASF w krótkim czasie. W Polsce – mimo, że choroba przesuwa się, a jej zasięg się zwiększa – to przebiega to w o wiele wolniejszym tempie niż w innych krajach – mówi Jacek Bogucki.

Innowacje w farmacji głównym tematem debaty „The Future of Healthcare”

Już 26 marca w Hotelu Bristol w Warszawie odbędzie się ekspercka dyskusja o katalizatorach i barierach dla rozwoju firm farmaceutycznych w Polsce. Innowacje w sektorze ochrony zdrowia będą główną osią debaty klubowej „The Future of Healthcare” organizowanej przez Executive Club.

Spotkanie będzie wyjątkową okazją do merytorycznej debaty a także szansą do zaprezentowania Polski jako doskonałego miejsca do inwestycji firm farmaceutycznych. Wśród poruszanych tematów będzie m.in.: przemysł farmaceutyczny w dobie rozwoju technologicznego, polityka oraz bezpieczeństwo lekowe kraju, a także znaczenie farmacji dla rozwoju gospodarki. Branża medyczna oraz farmaceutyczna stoją u progu transformacji związanej z wszechobecną informatyzacją. Ważnym elementem spotkania będzie odpowiedź na pytanie czy Refundacyjny Tryb Rozwojowy sprawdzi się jako zachęta do inwestowania w Polsce dla globalnych koncernów farmaceutycznych.

Uczestnictwo w debacie potwierdzili już prof.  dr hab. n. med. Krzysztof J. Filipiak – Prorektor ds. Umiędzynarodowienia, Promocji i Rozwoju Uczelni, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Paul van Arkel – Prezes Novartis Poland, Dr nauk farm. Leszek Borkowski – konsultant ds. rynku leków amerykańskich funduszy inwestycyjnych, powołany do Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, Dr n. med. Dorota Hryniewiecka-Firlej – Prezes Zarządu, Pfizer Polska, Tomasz Judycki – Wiceprezes Zarządu Atende Medica, Prezes Polskiej Izby Informatyki Medycznej, Jacek Myszko – radca prawny, Senior Counsel w zespole Life Sciences kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak oraz Markus Sieger – Prezes Zarządu, Zakłady Farmaceutyczne Polpharma S.A.

Executive Club jest organizacją zrzeszającą przedstawicieli top managementu, reprezentujących przeszło dwieście najważniejszych polskich i międzynarodowych spółek.  Od kilkunastu lat w Klubie skupieni są prezesi i przedsiębiorcy, którzy swoimi działaniami wyznaczają kierunki rozwoju polskiej przedsiębiorczości, organizacja inspiruje i wspiera rozwój biznesu. Członkostwo w Executive Club jest ekskluzywne, przeznaczone wyłącznie dla zarządów  firm, które są liderami w zakresie zarządzania oraz wpływu na rozwój polskiego i międzynarodowego rynku. Uczestnictwo w spotkaniach klubowych i konferencjach branżowych naszej organizacji stanowi nie tylko niepowtarzalną okazję, by posłuchać ścierających się opinii ekspertów, zdobyć wiedzę na temat najnowszych rozwiązań w biznesie, ale i do nawiązania nowych kontaktów biznesowych.

Organizator: Executive Club

Patroni Honorowi: Instytut Farmaceutyczny, Polskie Towarzystwo Lekarskie, Warszawski Uniwersytet Medyczny

Partner Główny: Pfizer Polska,

Partner Złoty: Coloplast

Partnerzy: Atende S.A., Cigno Consulting, Novartis Poland, Polpharma S.A., Sołtysiński Kawecki & Szlęzak

Patroni Medialni: CEO Magazyn, Polish Market, Biotechnologia.pl, medinwestycje.pl, Ogólnopolski Portal Medyczny Medserwis.pl, Portale Medyczne, poradnikzdrowie.pl, Świat Medycyny, MedicalOnline.pl, Diagnozujemy.pl, Polityka Zdrowotna, Przemysł Farmaceutyczny

Bazy dłużników notują duży skok liczby zadłużonych z młodego pokolenia

W 2017 w bazach dłużników figurowało już 2,5 miliona osób na łączną sumę 62 miliardy zł (z 23 mld zł w 2016r.). Średni poziom zadłużenia to aż 25 tysięcy zł. Dane BIK oraz BIG wskazują na coraz szybszy wzrost nowych dłużników z niższych grup wiekowych.

Przyczyny wzrostu liczby zadłużonych

W kontekście sytuacji gospodarczej raczej nie widać konkretnej przyczyny, dla której ostatni rok miałby być krytycznym dla konsumentów. Bezrobocie nieco spadło, zarobki nieznacznie się poprawiły. Za złą sytuację nie można również obwiniać inflacji, bowiem tej od pewnego czasu u nas nie obserwujemy.

Powody leżą zupełnie gdzie indziej. Otóż, od pewnego czasu dość skuteczną formą nacisku na nierzetelnych dłużników jest wpisywanie ich na listy dłużników. Konsumenci mają świadomość konsekwencji posiadania negatywnych wpisów i część z nich stara się unikać takich nieprzyjemności.

Doświadczenia w tej materii brakuje jednak osobom młodym, które po większy kredyt bankowy jeszcze nie sięgały, toteż nie do końca doceniają faktu posiadania dobrej historii kredytowej oraz braku negatywnych wpisów w bazach dłużników. Jednocześnie młodzi ochoczo korzystają z pożyczek nie wymagających posiadania zdolności kredytowej, często pożyczają więcej niż potrzebują i raczej rzadko planują swoje wydatki z należytym rozsądkiem.

Spontaniczne pożyczanie a zaległości w spłacie zobowiązań

Badania BIG InfoMonitor dowodzą pewną korelację między czasem potrzebnym do podjęcia decyzji o zaciągnięciu pożyczki a terminową spłatą całości zadłużenia. Okazuje się, że 1/5 konsumentów, które zaciągnęły pożyczkę spontanicznie, mają problemy z jej spłatą.

Co więcej, 36 % zadłużonych twierdzi, że problemy z regulowaniem zadłużenia z tytułu posiadanego kredytu lub pożyczki, wynikają z przeszacowania swoich możliwości i złego planowania domowego budżetu. 25 % dłużników zapomina o spłacie raty, a 20 % nie reguluje zadłużenia z uwagi na niespodziewany pilny wydatek. 34 % badanych deklaruje, że zaległości w spłatach wynikają z wypadków losowych.

Powody sięgania po kredyty konsumpcyjne i pożyczki bez BIK

Większość konsumentów, bo aż 41 % pożycza z uwagi na niskie zarobki. 31 % sięga po pożyczki i kredyty z uwagi na brak oszczędności i pilną potrzebę gotówki. 18 % deklaruje, że problemem jest tak naprawdę kiepska dyscyplina finansowa, której efektem jest brak oszczędności.

15 % twierdzi, że zmuszonych jest pożyczyć z uwagi na brak planowania wydatków z wyprzedzeniem i załatania dziury budżetowej. Aż 11 % pożycza choć nie musi, bowiem ulega jedynie pokusie zakupów. 8 % woli pożyczyć niż oszczędzać – można więc uznać, że powodem pożyczki jest niecierpliwość. Kolejnych 8 % nie ma umiejętności z zarządzaniem pieniędzmi. 12 % ankietowanych podaje inne powody.

Z powyższych danych wynika jasno, że spora liczba zaciąganych pożyczek i kredytów wynika z braku kontroli nad wydatkami. Brak tej kontroli nie musi wynikać z rozrzutności, ale z braku umiejętności lub też chęci do nadzorowania swoich wpływów i wydatków. Nic więc dziwnego, że tak wielu konsumentów posiadających kredyt czy pożyczkę z czasem ma problem z organizowaniem pieniędzy na rzecz spłaty zadłużenia.

Efektem są negatywne wpisy do baz dłużników co z czasem eliminuje daną grupę z możliwości zaciągnięcia kredytu w banku i instytucji pożyczkowej lub zmusza do skorzystania z pożyczki bez sprawdzania baz BIK-u, BIG-u i KRD.

Problemy z zarządzaniem budżetem

Osoby młode mają tendencję do ulegania trendom i niekontrolowanemu zakupoholizmowi, co często kończy się drobnymi zadłużeniami. Konsumenci do 34 roku życia przejawiają kilka innych charakterystycznych dla siebie cech: pożyczają więcej pieniędzy niż potrzebują, pożyczają w sposób nieprzemyślany i często decyzję o pożyczce podejmują spontanicznie.

Grupa ta dość chętnie korzysta z pożyczek pozabankowych, gdyż są one łatwe w uzyskaniu, szczególnie gdy chodzi o chwilówki bez BIK. Efektem ich lekkomyślności jest negatywny wpływ na statystyki dla tej grupy wiekowej, co w efekcie będzie wpływało na utrudniony dostęp do kredytów i pożyczek oraz wnikliwszą analizę ich sytuacji finansowej, co w niektórych instytucjach pożyczkowych i bankach już ma miejsce.

Dlaczego aż tylu Polaków nie ma zdolności kredytowej?

Zdolność kredytowa jest sumą dwóch głównych czynników. Pierwszy element zdolności kredytowej to dochody umożliwiające regulowanie comiesięcznych rat kredytu. Sprawa ta jest jednak nieco bardziej złożona i nie sama kwota dochodów wyznacza możliwości kredytowe.

Oczywistym jest, że konsument musi ze swoich pieniędzy regulować czynsz, inne kredyty, rachunki, kupować jedzenie, lekarstwa, paliwo, ubezpieczenie, wydatki na dzieci itd. Wyjątkowo skrupulatnie zostaną przeanalizowane wydatki w stosunku do przychodów, jeśli klient wnioskuje o bardzo duży kredyt, np. hipoteczny. Biorąc pod uwagę słabe zarobki większości Polaków, nie ma się co dziwić, że ich zdolność do zapożyczenia się nie jest wysoka.

Kolejną istotną składową jest historia kredytowa. W celu jej określenia banki oraz firmy pożyczkowe zwracają się do Biura Informacji Kredytowej, które to zajmuje się skrupulatnym odnotowywaniem przebiegu każdego kredytu, pożyczki, zadłużenia na kartach kredytowych czy debetu na kontach osobistych. Każde przewinienie będzie „zapamiętane” do pięciu lat od zakończenia kłopotliwego zadłużenia. Jest to kolejnym z powodów, dla których pożyczka bez BIK stabilnie utrzymuje swoją popularność.

Analizę danych przeprowadził portal:

e-busines-banner

Cypr nadal atrakcyjny dla polskiego przedsiębiorcy

Wielostronna konwencja podatkowa MLI oraz zmiany ustaw podatkowych miały w znaczący sposób wpłynąć na sytuację polskich przedsiębiorców będących udziałowcami lub właścicielami zagranicznych spółek. Jednak mimo prób wprowadzenia nowych obostrzeń ulokowanie majątku i obrót nim w obcych jurysdykcjach nadal są bardzo opłacalne. Wciąż jednym z najatrakcyjniejszych kierunków jest należący do Unii Europejskiej Cypr.

Obowiązująca od 1 stycznia 2018 r. Ustawa z dnia 27 października 2017 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (Dz.U. z 2017 r., poz. 2175) zniosła limit 250 tys. euro, poniżej którego przychody osiągnięte przez zagraniczną spółkę były zwolnione z obowiązku zapłaty 19% podatku w Polsce. Poszerzył się również katalog źródeł przychodów, których wystąpienie zostanie uznane za podległe opodatkowaniu z tytułu działalności zagranicznej spółki kontrolowanej (ang. Controlled Foreign Corporation – CFC).

Zostały jednak zachowane lub rozszerzone kryteria, których niespełnienie pozwoli uniknąć zagranicznej spółce uznania jej za kontrolowaną. Są nimi m.in.:

  • posiadanie przez okres nie krótszy niż 30 dni, bezpośrednio lub pośrednio, ponad 50% udziałów w kapitale lub ponad 50% praw głosu w organach kontrolnych lub stanowiących, lub ponad 50% udziałów związanych z prawem do uczestnictwa w zyskach;
  • pochodzenie co najmniej 33% przychodów tej spółki osiągniętych w roku podatkowym ze wskazanych w ustawie źródeł.

Przepisów o CFC nie stosuje się również do spółek, które podlegają opodatkowaniu od całości swoich dochodów w państwie członkowskim UE lub OECD i tam też prowadzą istotną, rzeczywistą działalność gospodarczą.

Spółka na Cyprze to spółka w UE

Cypr jest państwem członkowskim Unii Europejskiej, a więc spółka opodatkowująca w całości swoje dochody na jego terytorium spełni przesłankę wyłączającą objęcie 19% podatkiem w Polsce. Zyski cypryjskiej spółki według tamtejszego prawa będą podlegać 12,5% stawce podatku dochodowego. To jedna z najniższych stawek podatku CIT w całej Unii Europejskiej.

Poza tym Cypr oferuje liczne ulgi i udogodnienia dla biznesu – głównie dzięki temu, że ma zawartych kilkadziesiąt międzynarodowych umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. W efekcie prowadzenie firmy i ulokowanie jej majątku w cypryjskiej spółce niesie ze sobą duże korzyści.

Brak podatku od kapitałów pieniężnych, dywidend i odsetek

Cypr nie pobiera podatku, którego podstawą byłyby zyski kapitałowe. Przychody oraz dochody z tytułu obrotu papierami wartościowymi, a więc obligacjami, akcjami, udziałami, świadectwami założycielskimi oraz innymi podobnymi instrumentami finansowymi są zwolnione z podatku dochodowego.

Brak opodatkowania przychodów i dochodów od kapitałów pieniężnych, przy szeroko rozbudowanej sieci podpisanych przez Cypr umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, czyni jego terytorium idealnym do utworzenia spółki holdingowej, w pełni wykorzystującej kolejną z ulg, jaką jest brak podatku u źródła od wypłacanych ze spółki cypryjskiej dywidend i odsetek.

Prawa licencyjne i własności intelektualnej

Podpisane przez Cypr umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania pozwalają działającej tam spółce na korzystanie ze zwolnienia z podatku od należności licencyjnych. Dla przykładu, na podstawie umowy pomiędzy Polską a Cyprem takie należności wypłacane przez polską spółkę na rzecz spółki cypryjskiej obciążone będą 5% podatkiem u źródła, ale z możliwością uzyskania z niego zwolnienia.

Atrakcyjnymi preferencjami podatkowymi na Cyprze objęte jest też korzystanie z praw własności intelektualnej. Aż 80% dochodu netto spółki cypryjskiej, osiągniętego z tytułu ich użytkowania, zwolnione jest z opodatkowania. Ulga uwzględnia również dochody uzyskane z tytułu rozporządzania tymi prawami. Przy tym pojęcie prawa własności intelektualnej w prawie cypryjskim jest bardzo szeroko rozumiane – obejmuje ono swym zakresem praktycznie każde dobro niematerialne funkcjonujące w obrocie gospodarczym i stanowiące wytwór ludzkiego umysłu.

Zmiana umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania

Do dochodów uzyskiwanych za pośrednictwem spółki zarejestrowanej na Cyprze ma wciąż zastosowanie Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Republiki Cypru w sprawie unikania podwójnego opodatkowania w zakresie podatków od dochodu i majątku sporządzona w Warszawie 4 czerwca 1992 r. (Dz. U. z 1993 r. Nr 117, poz. 523 z późn. zm.). Pomimo jej istotnej zmiany protokołem podpisanym 22 marca 2012 r. (Dz. U. z 2012 r., poz. 1383), Cypr nadal pozostaje atrakcyjnym kierunkiem dla polskiego przedsiębiorcy. Przemawiają za tym nie tylko wskazane korzyści podatkowe, lecz także położenie Cypru, zlokalizowanego na terenie Unii Europejskiej, rozwinięta infrastruktura wyspy oraz wysoki standard regulacji prawnych, opartych na rozwiązaniach anglosaskich.

Trust i fundacja prywatna jako remedium na opodatkowanie CFC

Obciążenie polskich przedsiębiorców dodatkowym, 19% podatkiem z tytułu dochodów uzyskiwanych za pośrednictwem należących do nich zagranicznych spółek może zostać złagodzone dzięki zastosowaniu konstrukcji trustu lub fundacji prywatnej. Założyciel fundacji lub trustu, przekazując majątek pod zarząd powiernika niebędącego polskim rezydentem podatkowym, unika spełnienia przesłanki podmiotowej podlegania regulacjom dotyczącym zagranicznych spółek kontrolowanych.

Spółki cypryjskie – instrukcja obsługi

Choć minimalny kapitał zakładowy cypryjskiej spółki to zaledwie 1 euro cent, należy pamiętać, że jego wpłacenie to tylko jeden z pierwszych kroków do jej założenia. Do prawidłowej rejestracji, pozwalającej uniknąć negatywnych następstw podatkowo-prawnych nieprofesjonalnego działania, niezbędne jest wykonanie szeregu czynności przed cypryjskim magistratem. Oprócz zatwierdzenia firmy czy złożenia przed urzędnikiem sądowym wymaganych oświadczeń pod przysięgą, konieczne jest również przygotowanie memorandum oraz umowy spółki w języku greckim i angielskim oraz dopełnienie pozostałych wymaganych cypryjskim prawem formalności.

Konwencja MLI

Zakładanie spółek na Cyprze jest nadal bardzo korzystnym rozwiązaniem dla polskich przedsiębiorców – zarówno pod względem planowania podatkowego, jak i ochrony majątku firmy. Sytuacji tej nie powinna zmienić podpisana przez Polskę 7 czerwca 2017 r. Konwencja wielostronna implementująca środki traktatowego prawa podatkowego mające na celu zapobieganie erozji podstawy opodatkowania i przenoszeniu zysku, sporządzona w Paryżu 24 listopada 2016 r., czyli tzw. konwencja MLI (ang. Multilateral Instrument to Modify Bilateral Tax Treaties). Choć Polska, jako czwarty sygnatariusz, złożyła 23 stycznia 2018 r. w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju dokument potwierdzający jej ratyfikację, to do jej wejścia w życie potrzebna jest ratyfikacja pięciu sygnatariuszy. Aby zaś konwencja MLI zmieniła konkretną umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania (np. między Polską a Cyprem), musi być ratyfikowana przez obie strony umowy.

Czy ratyfikuje ją Cypr, a jeśli tak, to jakie to będzie miało skutki? Samo Ministerstwo Finansów w komunikacie na swojej stronie internetowej (http://www.mf.gov.pl) poinformowało, że „przyjęcie tzw. konwencji MLI nie zmieni sposobu rozliczania podatków przez Polaków mieszkających i żyjących za granicą”. Już teraz wiadomo też, że niektóre zapisy konwencji MLI, jeśli wejdą w życie w stosunkach na linii Cypr – Polska, byłyby mniej restrykcyjne dla właścicieli i udziałowców cypryjskich spółek niż obowiązujące teraz. Art. 8 MLI wprowadza bowiem minimalny 365-dniowy warunek posiadania udziałów, akcji lub innych podobnych praw w spółce, od którego spełnienia uzależnia możliwość zastosowania zwolnienia lub wyłączenia z opodatkowania wypłacanych dywidend. Obowiązująca obecnie między obydwoma państwami umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania przewiduje dłuższy, bo 24-miesięczny okres (art. 10 ust. 2 lit. a umowy przywołanej wyżej).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Skrzynio-palety – co do nich zapakować

Prowadząc sklep internetowy, stacjonarny czy też przedsiębiorstwo produkcyjne, trzeba zadbać o to, by artykuły były przechowywane i transportowane we właściwy sposób. Nadzorowanie tego procesu pozwoli nie tylko utrzymać porządek w magazynie, ale także zapobiec ewentualnym zniszczeniom produktów. Poza zwykłymi pudełkami, warto zaopatrzyć się w pojemne kontenery, które z łatwością pomieszczą produkty wielkogabarytowe, ciężkie i podatne na uszkodzenia. W takiej sytuacji z pomocą przychodzą skrzynio-palety, które posiadają specjalne wejścia pod wózek widłowy. Jaki rodzaj pojemników wybrać, by towary były zabezpieczone w odpowiedni sposób? Odpowiadamy poniżej.

Skrzynio-palety drewniane

Jest to zdecydowanie jeden z najbardziej wytrzymałych kontenerów, w którym można przechowywać artykuły duże i masywne, a także delikatne (szkło, części maszyn i aut). Będą najbardziej przydatne zwłaszcza podczas eksportu, a więc wtedy, gdy towary są najbardziej podatne na uszkodzenia mechaniczne, do których może dojść podczas długiej podróży różnymi środkami transportu. Skrzynio-palety wykonane z drewna są bardzo wytrzymałe i odporne na uszkodzenia, jednak trzeba pamiętać o ich odpowiedniej impregnacji. Drewno, jako naturalny surowiec, który pochłania wilgoć, świetnie się nadaje także do przewozu warzyw i owoców, dzięki czemu zapobiega gniciu.

Skrzynio-palety ze sklejki drewnianej

Kontenery tego typu są znacznie lżejsze od skrzynio-palet drewnianych (nawet o 70%), a dzięki możliwości składania, zajmują mniej powierzchni. Dodatkowo, nie wymagają czasochłonnego montażu, gdyż posiadają uniwersalne zakładki, zamykane za pomocą młotka. Podobnie jak skrzynie wykonane z drewna, dobrze się sprawdzą podczas transportu artykułów cennych, mało odpornych na uszkodzenia mechaniczne i czynniki atmosferyczne. Można w nich także przewozić materiały ciężkie, takie jak maszyny oraz części zamienne do samochodów. W zależności od ciężaru przewożonego ładunku, można wybierać skrzynio-palety o różnym obciążeniu – od 100 do nawet 1000 kg. Warto również dodać, że świetnie nadają się do transportu nie tylko drogą lądową, ale także morską i lotniczą.

Kontenery tekturowe

Opakowania tego typu są idealnym pomysłem na przechowywanie i transport ubrań oraz obuwia, a także artykułów papierniczych. Często przewozi się w nich także inne produkty (np. sprzęt RTV, AGD), pod warunkiem, że wewnątrz pudełka są one dodatkowo zabezpieczone przed wstrząsami. Kontenery tekturowe świetnie się sprawdzają podczas transportu na krótkich odcinkach (przykładowo ze sklepu do mieszkania klienta).

Odpowiednie magazynowanie towarów, a także ich właściwe zabezpieczenie na czas transportu, pozwoli uniknąć strat związanych z ewentualnym uszkodzeniem, a co za tym idzie zapobiec niezadowoleniu klientów, którzy mogą otrzymać wadliwy towar. Jeżeli szukasz wytrzymałych i solidnie wykonanych skrzynio-palet lub innych kontenerów przeznaczonych do transportu różnego rodzaju produktów, zajrzyj na: https://www.rajapack.pl/kartony-pudelka-opakowania-kartonowe/kartony-kontenery-nadstawki-do-ciezkich-produktow-eksportu_C1160.html i zapoznaj się z ofertą.