Do polskich gabinetów stomatologicznych przyjeżdża coraz więcej obcokrajowców. Pacjentów zagranicznych przyciągają niższe ceny i wysoka jakość leczenia

Do polskich gabinetów stomatologicznych przyjeżdża coraz więcej obcokrajowców. Pacjentów zagranicznych przyciągają niższe ceny i wysoka jakość leczenia 1

Polska to coraz ważniejszy punkt na mapie turystyki stomatologicznej. Na leczenie zębów przyjeżdża do nas coraz więcej Niemców, Brytyjczyków czy Skandynawów. Pacjentów przyciąga wysoka jakość leczenia i znacznie niższe niż na zachodzie lub północy kontynentu ceny. Mimo zmiennych kursów walut, noclegów i przelotów leczenie zębów w Polsce jest dla cudzoziemców opłacalne. Pacjenci zagraniczni doceniają też to, że krajowe gabinety wyposażone są w najnowsze technologie i materiały. Turystyka medyczna to coraz istotniejsza gałąź całej gospodarki.

– Zainteresowanie usługami stomatologicznymi wśród zagranicznych pacjentów zdecydowanie rośnie. Pojawia się coraz więcej pacjentów z Europy: z Wielkiej Brytanii, Niemiec, ze Skandynawii i Szwajcarii – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Urszula Jarosz-Kajdrys, lekarz ortodonta, protetyk i implantolog z Varsovia Dental.

Według danych firmy PwC do Polski co roku przyjeżdża niemal 400 tys. zagranicznych pacjentów. Polskie Stowarzyszenie Turystyki Medycznej szacuje, że wartość tego rynku rośnie i tylko w 2015 roku zagraniczni pacjenci zostawili w naszych placówkach medycznych ok. 1,5 mld zł. Zagraniczni pacjenci korzystają w Polsce przede wszystkim z usług dentystycznych. Nasz kraj już od kilku lat wspólnie z Czechami i Węgrami plasuje się w europejskiej czołówce pod względem denturystyki. Naszą przewagą są znacznie niższe niż na Zachodzie ceny.

– Dla kieszeni pacjentów oznacza to dwukrotnie większe oszczędności. Niektóre zabiegi w Polsce potrafią być nawet kilkanaście razy tańsze – ocenia Urszula Jarosz-Kajdrys.

W Polsce za jedną plombę trzeba zapłacić 100–180 zł, a aparat ortodontyczny to wydatek 1,5–3,5 tys. zł za jeden łuk. Dla porównania w Wielkiej Brytanii metalowe aparaty kosztują około 2–2,5 tys. funtów, a porcelanowe – ok. 3 tys. funtów. Za mosty protetyczne trzeba tam zapłacić ponad 3 tys. funtów, w Polsce trzykrotnie mniej. Kompleksowa odbudowa uzębienia wiąże się z kosztem kilkudziesięciu tysięcy złotych, a za granicą koszt jest przynajmniej dwukrotnie wyższy. Jak jednak podkreśla Jarosz-Kajdrys, stomatologicznych turystów przyciąga nie tylko niższa cena, lecz także jakość leczenia.

– Używamy doskonałych materiałów, mamy bardzo dobry sprzęt. Lekarze i technicy stomatologiczni kształcą się nieustannie, dlatego pacjent, przyjeżdżając do Polski, może być pewien, że dostanie leczenie na najwyższym poziomie, a wszelkie nowinki naukowo-techniczne będą dla niego dostępne. Będzie mógł zaplanować leczenie według najnowszych procedur – przekonuje lekarz ortodonta Varsovia Dental.

Jak podaje PMR, rynek stomatologiczny w Polsce co roku rozwija się w ok. 7-proc., a do 2020 roku ma być wart 12,5 mld zł. Stomatologia staje się też coraz bardziej innowacyjna: tradycyjne zdjęcia rentgenowskie są zastępowane przez trójwymiarowe modelowanie, a lokalizowanie ubytków odbywa się za pomocą precyzyjnych laserów. Prywatne gabinety oferują też kompleksową obsługę, z dokładnie zaplanowanym planem leczenia.

– Kolejną kwestią, która przyciąga pacjentów do Polski, jest możliwość leczenia całościowego. W klinikach mogą liczyć na leczenie protetyczne i chirurgiczne. Nie muszą szukać kilku klinik, w jednej zrobią implanty, odbudowę kości czy przeszczep dziąsła, a całą sprawę zakończą drobnymi korektami estetycznymi – podkreśla dr Urszula Jarosz-Kajdrys.

Zagranicznym pacjentom opłaca się leczenie w Polsce, nawet biorąc pod uwagę koszty dojazdu i zakwaterowania. Turystyce medycznej sprzyjają też przepisy prawne.

– Pacjent może dochodzić swoich praw za granicą, dlatego trend turystyki medycznej jest zdecydowanie wzrostowy. Zauważyły to również kasy chorych i ubezpieczyciele, starają się ułatwić pacjentowi zwrot kosztów leczenia, jeżeli pacjent wyjedzie za granicę – mówi dr Jarosz-Kajdrys.

Cała turystyka to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki w Polsce. Jej udział w PKB to około 5–6 proc. Co roku Polskę odwiedza ok. 16,7 mln turystów zagranicznych, a krajowe lotniska w 2017 roku obsłużyły blisko 40 mln pasażerów. Turystyka medyczna może znacząco wpłynąć na wzrost liczby odwiedzających, dlatego jest też uwzględniana w strategii rozwoju całego sektora. Pojawia się też coraz więcej biur podróży, które w swojej ofercie mają m.in. wizytę u stomatologa, zapewniają transport i nocleg czy pomoc tłumacza.

– Pacjenci, którzy przyjeżdżają do gabinetu na leczenie, to klienci linii lotniczych, hoteli, taksówek, restauracji, często po wizycie idą do sklepów, zwiedzają miasto. Turystyka medyczna to trend, który zdecydowanie jest zauważalnym elementem gospodarki – ocenia dr Urszula Jarosz-Kajdrys.

Prawie połowa oprogramowania w Polsce wykorzystywana jest nielegalnie. Skala piractwa maleje, ale wciąż nam daleko do średniej unijnej

Prawie połowa oprogramowania w Polsce wykorzystywana jest nielegalnie. Skala piractwa maleje, ale wciąż nam daleko do średniej unijnej 2

Mimo że skala piractwa w Polsce systematyczne maleje, to wciąż jest na wysokim poziomie i wynosi 48 proc. Polska nadal ma wiele do nadrobienia do unijnej średniej wynoszącej 29 proc. czy światowej na poziomie 35 proc. Z badań przeprowadzonych dla BSA wynika, że zmniejszenie wykorzystania nielegalnego oprogramowania o 1 punkt procentowy przyniosłoby dodatkowe 2 mld zł wpływu do budżetu państwa.

Piractwo jest hamulcem rozwoju. Jego skala systematycznie spada, według ostatnich badań została oszacowana na poziomie 48 proc. To duży progres, ponieważ jeszcze dekadę temu było to 58 proc., z drugiej strony jeśli porównamy to do średniej w UE, wynoszącej 29 proc., czy średniej światowej, wynoszącej 35 proc., to pokazuje, że różnica między skalą korzystania z nielicencjonowanego oprogramowania w Polsce a średnią w UE, to po prostu przepaść – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartłomiej Witucki, przedstawiciel BSA The Software Alliance w Polsce.

Jak wynika z badania BSA Global Software Survey, wskaźnik wykorzystywania nielegalnego oprogramowania w latach 2007, 2011 oraz 2013 wynosił odpowiednio 57 proc., 53 proc. oraz 51 proc. Według szacunków łączna wartość rynkowa nielegalnego oprogramowania wykorzystywanego w Polsce w 2015 roku wyniosła 447 mln dol. wobec 536 mln dol. w 2013 roku.

– Z badań, które jedna z czołowych szkół biznesu przeprowadziła na zlecenie BSA, wynika, że w Polsce obniżenie skali wykorzystania nielicencjonowanego oprogramowania tylko o 1 punkt procentowy spowodowałoby, że branża oprogramowania dostarczyłaby do polskiej gospodarki dodatkowe 2 mld zł. Biorąc pod uwagę to, że na przestrzeni ostatniej dekady w Polsce odsetek spadł o 10 pkt proc., wydaje się, że gra jest warta świeczki – zauważa Bartłomiej Witucki.

Jak podkreśla, to nie jest jedyna korzyść ekonomiczna płynąca z ograniczenia piractwa. Badania sprzed kilku lat wskazały na to, że spadek wykorzystania nielegalnego oprogramowania o 10 pkt proc. umożliwia stworzenie 32 tys. nowych miejsc pracy, z czego 3 tys. w samym tylko sektorze IT.

– Piractwo komputerowe ma negatywny wpływ na gospodarkę, więc zmniejszenie skali piractwa powoduje wymierne korzyści ekonomiczne z punktu widzenia nie tylko gospodarki światowej, lecz także lokalnej – dodaje Witucki.

Na poważne straty naraża się jednak przede wszystkim osoba lub firma korzystająca z nielegalnego oprogramowania.

Jest ścisła korelacja między nielegalnym oprogramowaniem a oprogramowaniem zainfekowanym, a zainfekowane oprogramowanie to bezpośrednie ryzyko utraty danych, często wrażliwych, stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa – podkreśla przedstawiciel BSA w Polsce.

Drugim czynnikiem ryzyka korzystania z oprogramowania bez licencji jest bezpieczeństwo prawne. Jak podkreśla Witucki, w Polsce za naruszenie praw autorskich do oprogramowania grozi kara pozbawienia wolności do 5 lat.

Symptomatyczne jest to, że wraz ze zdjęciem Polski z „watch list” [listy krajów borykających się w znacznym stopniu z piractwem – red.] priorytety organów ścigania w zakresie przeciwdziałania naruszeniom praw autorskich do oprogramowania, także do muzyki, filmów, trochę się zmieniły, te kwestie nie są już tak istotne. Wydaje się, że to odbija się na efektywności działania organów ścigania – podkreśla Witucki.

Z drugiej strony sądy są coraz surowsze dla firm, które korzystają z nielegalnego oprogramowania. W I połowie 2017 roku zasądziły blisko 900 tys. zł na rzecz producentów zrzeszonych w BSA tytułem naprawienia szkód przez krajowe podmioty za korzystanie z oprogramowania dla osiągnięcia korzyści majątkowej lub jego bezprawne rozpowszechnianie. W porównaniu z I półroczem 2016 roku to wzrost o 200 proc.

W ocenie ekspertów BSA konieczne jest wdrożenie regulacji prawnych umożliwiających skuteczną ochronę oprogramowania, ale równie ważne jest prowadzenie działań edukacyjnych w zakresie poszanowania własności intelektualnej.

To edukacja od małego, tak żeby wyrobić wśród młodzieży nawyk poszanowania dla efektów pracy twórczej, ale żeby z drugiej strony wzrastała świadomość korzyści płynących z najlepszych praktyk zarządzania oprogramowaniem. Te korzyści trudno przecenić – mówimy o optymalizacji kosztów, a więc o wymiernej korzyści finansowej, a także o bezpieczeństwie prawnym i informatycznym – wyjaśnia Bartłomiej Witucki.

BSA The Software Alliance to międzynarodowa organizacja, która reprezentuje sektor oprogramowania komputerowego przed rządami i na rynku międzynarodowym. Trafiają do niej co roku tysiące zgłoszeń dotyczących korzystania z nielegalnego oprogramowania. W 2016 roku z Polski wpłynęło 909 takich zawiadomień, podczas gdy w 2015 roku było ich nieco ponad 450.

Na pomoc żywnościową liczyć może 1,3 mln Polaków. W tym roku trafi na ten cel ponad 350 mln zł

Na pomoc żywnościową liczyć może 1,3 mln Polaków. W tym roku trafi na ten cel ponad 350 mln zł 3

W Polsce w skrajnym ubóstwie żyje niemal 2 mln osób, a co piąte gospodarstwo domowe jest zagrożone ubóstwem lub wykluczeniem społecznym. To m.in. do tych osób trafia pomoc w ramach programu operacyjnego Pomoc Żywnościowa 2014-2020. W 2018 roku na paczki żywnościowe dla potrzebujących trafi ponad 350 mln zł. Każda z 1,3 mln osób otrzymuje rocznie łącznie 50 kg żywności, obejmującej 21 produktów z 7 grup towarowych.

– Ubóstwo w dalszym ciągu w Polsce istnieje. To nie jest temat, który przebrzmiał. Caritas Polska i Caritasy diecezjalne są organizacjami, które stale pomagają ludziom i w których w działalność statutową wpisana jest pomoc najuboższym. Jednym z elementów pomocy ludziom najuboższym jest pomoc żywnościowa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartłomiej Kulisz z Caritas Polska, organizacji partnerskiej programu.

Z danych GUS wynika, że ubóstwo w Polsce stopniowo się zmniejsza. W 2-16 roku wciąż jednak skrajnie ubogich było blisko 5 proc., czyli ok. 2 mln osób. Według danych Eurostatu w 3 proc. gospodarstw warunki finansowe nie pozwalają na zapewnienie codziennej porcji warzyw i owoców, mniej więcej tyle samo nie stać na posiłek mięsny lub jego odpowiednik. To m.in. dla nich przeznaczonych jest program operacyjny Pomoc Żywnościowa 2014–2020, którego budżet wynosi 556,9 mln euro.

 W latach 2014–2020 program ma do dyspozycji ponad 2 mld zł. Już zbliżamy się do kwoty wydatków rocznych 400 mln zł pomocy trafiającej do ponad 1,3 mln Polaków w postaci paczki rocznej. Taka paczka zawiera 50 kg różnych produktów najwyższej jakości, o bardzo wysokich standardach – tłumaczy Jacek Bogucki, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Łącznie z pomocy żywnościowej w ramach programu korzysta 1,3 mln Polaków. To przede wszystkim osoby w trudnej sytuacji materialnej – o niskich dochodach, bezdomne, bezrobotne, przewlekle chore lub niepełnosprawne. Co roku pomoc żywnościowa, na jaką mogą liczyć, jest coraz większa. W 2014 roku, kiedy program dopiero startował, w koszyku znajdowało się tylko 5 produktów. W tym roku jest ich już 21 z 7 różnych grup towarowych.

– To m.in. kabanosy, miód, mąka, makaron, szynka, gulasz, mleko, więc asortyment jest naprawdę szeroki. Do jednej osoby rocznie w czasie trwania tego podprogramu przewidzianego na 2017 rok, który kończymy w czerwcu 2018 roku, trafi około 50 kg żywności. Globalnie to 69 tys. ton, czyli  2791 TIR-ów. Gdyby ustawić je jeden za drugim, utworzyłby się sznur pojazdów o długości 53 kilometrów – wylicza Witold Strobel, dyrektor generalny Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, instytucji, która odpowiada za realizację programu.

Żywność przekazywana jest bezpośrednio do potrzebujących przez organizacje partnerskie, czyli Federację Polskich Banków Żywności, Caritas Polska, Polski Czerwony Krzyż i Polski Komitet Pomocy Społecznej.

– Program realizowany jest w zasadzie na terenie całej Polski. Obecnie obsługujemy 230 tys. osób, ale tych, które zgłaszają się do Caritas, jest coraz więcej. Pomimo różnych działań skala ubóstwa w Polsce jeszcze jest i program operacyjny, który dostarcza bardzo duże ilości produktów zbilansowanych, stanowiących uzupełnienie diety osób potrzebujących, jest niezmiernie potrzebny – ocenia Bartłomiej Kulisz.

Pomoc mogą uzyskać osoby lub rodziny znajdujące się w najtrudniejszej sytuacji i o dochodzie do 1268 zł w przypadku osoby samotnej lub 1028 zł na osobę w rodzinie. Jak podkreśla przedstawiciel resortu rolnictwa, istotne jest, by dbać o wysoką jakość przekazywanej żywności.

Debata na ten temat toczyła się przy okazji prac nad ustawą o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Ministerstwo rolnictwa wielokrotnie podnosiło kwestię związaną z bezpieczeństwem takiej żywności.

– Jest oczywiście możliwe, aby do potrzebujących trafiały produkty, które w sklepach sprzedane być nie mogą, ale na pewno nie może to być po przekroczeniu terminu przydatności, a nawet po przekroczeniu terminu zalecanego do spożycia, ponieważ gwarancja bezpieczeństwa tej żywności jest najważniejsza. Do potrzebujących powinna trafiać żywność wysokiej jakości, która spełnia standardy wyższe niż średnia w Europie – przekonuje Jacek Bogucki.

Prezes PFR: Banki stoją przed olbrzymim zagrożeniem. Muszą konkurować nie tylko ze sobą, lecz także z podmiotami świadczącymi usługi finansowe

Prezes PFR: Banki stoją przed olbrzymim zagrożeniem. Muszą konkurować nie tylko ze sobą, lecz także z podmiotami świadczącymi usługi finansowe 4

Polacy rekordowo szybko adaptują nowinki technologiczne z obszaru finansów i płatności. To m.in. sprawia, że polska bankowość detaliczna, system płatności i produkty kredytowe są jednymi z bardziej unikalnych na świecie – ocenia Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju. To stwarza duże pole dla rozwoju fintechów – innowacyjnych start-upów z sektora finansowego, które wyrastają na konkurencję dla banków. Wiodącą technologią, która w najbliższych latach zmieni sektor usług finansowych, będzie blockchain, na którym opierają się kryptowaluty.

Polska może być rynkiem znanym na świecie z tego, że powstaje tu wiele ciekawych technologii z obszaru usług finansowych i fintechy, które zdobywają międzynarodową pozycję. Mamy już pewne osiągnięcia w obszarze płatności, np. innowacyjny system płatności mobilnych BLIK. Możemy się też pochwalić innymi innowacyjnymi technologiami, świetnymi informatykami. Zwłaszcza w sektorze bankowości detalicznej mamy bardzo nowoczesne rozwiązania, a nasz system płatności i produkty kredytowe są jednymi z bardziej unikalnych na świecie – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju.

Na tle Europy polski rynek usług finansowych jest bardzo innowacyjny. Ponad 14 mln Polaków aktywnie korzysta z bankowości internetowej, a ponad 5 mln ma zainstalowaną w smartfonie aplikację swojego banku. Według PwC z bankowości mobilnej korzysta już 61 proc. posiadaczy telefonów komórkowych, co daje najwyższy wynik w UE. Z kolei mobilny system płatności BLIK aktywowało ponad 2 mln klientów.

Polacy rekordowo szybko adaptują nowinki technologiczne z obszaru finansów i płatności, a w kontaktach z bankiem preferują kanały cyfrowe (według badań NBP tylko 8 proc. wybiera wizytę w tradycyjnym oddziale banku). To stwarza pole do rozwoju nowych, innowacyjnych produktów i usług.

Odpowiedzią na potrzeby klientów są fintechy – innowacyjne start-upy z sektora finansowego, bazujące na internecie i nowych technologiach. Z raportu „Sektor finansowy coraz bardziej fintech” globalnej firmy doradczej PwC wynika, że prawie dwie trzecie (57 proc.) klientów banków byłoby skłonnych zastąpić doradcę rozwiązaniem technologicznym, a fintechy mogą w nadchodzących latach przejąć do 33 proc. światowego rynku usług finansowych.

Banki stoją teraz przed olbrzymim zagrożeniem. Konkurują już nie tylko ze sobą nawzajem, lecz także z innymi podmiotami, głównie platformami typu e-commerce czy firmami handlowymi, które wchodzą w obszar usług finansowych. Regulatorzy na całym świecie chcą tej konkurencji, więc banki muszą się nauczyć szybkiego inwestowania w nowe technologie i reagowania na zmieniające się preferencje klientów. Bankowość przyszłości będzie bardziej internetowa, bardziej zaawansowana technologicznie, ale też bliższa preferencjom klientów i oferująca szerszy zakres usług – prognozuje Paweł Borys.

Polska jest jednym z najszybciej rosnących, fintechowych rynków. Deloitte wycenia jego wartość na 856 mln euro. Polski rynek wciąż ma jednak duży potencjał – wartość inwestycji venture capital w fintechy w Polsce w stosunku do PKB wciąż wynosi tylko 0,005 proc. – natomiast w globalnej skali odpowiada za około 70 proc. (dane Deloitte z 2017 roku).

Innowacyjne start-upy mogą w najbliższych latach zmienić układ sił w sektorze finansowym i zagrozić pozycji banków. Sprzyja temu unijne prawodawstwo – dyrektywa PSD2 ma na nowo uregulować rynek usług płatniczych, uwzględniając rozwój nowych podmiotów i digitalizację branży finansowej w ostatnich latach. Od początku ubiegłego roku działa też powołany przez Komisję Nadzoru Finansowego specjalny zespół ds. rozwoju innowacji finansowych, który ma zadbać o rozwój fintechów na polskim rynku.

Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju ocenia, że wiodącą technologią, która odciśnie piętno na sektorze usług finansowych, będzie blockchain.

Blockchain to nowa technologia, która ułatwia bezpieczne rozliczanie różnego typu transakcji finansowych. Ostatnio często kojarzona z kryptowalutami, ale tak naprawdę jest to technologia, którą można wykorzystać w bankowości do tego, aby usługi finansowe były bardziej bezpieczne, odporne na cyberataki, które są coraz większym zagrożeniem. Jest ona bardzo efektywna, umożliwia dokonywanie płatności, prowadzenie rachunków i rozliczeń finansowych w taki sposób, że prawie nie można ich podrobić. Z perspektywy usług finansowych jest to olbrzymia wartość, ponieważ zapewnia ona bezpieczeństwo zarówno całego systemu finansowego, jak i klientów – mówi Paweł Borys.

Blockchain to system rozproszonej bazy danych oparty na algorytmach matematycznych i kryptografii. Służy do rejestrowania informacji o zdarzeniach gospodarczych albo transakcjach finansowych dokonywanych pomiędzy jego użytkownikami. Podstawowym elementem blockchain jest blok danych. Zawiera on pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych transakcjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch. Danych przechowywanych w blockchain nie można zmodyfikować bez autoryzacji, bo zamiast jednego bloku należałoby zmienić cały łańcuch.

Blockchain jest odporny na cyberataki, ponieważ hakerom trudniej jest uzyskać dostęp do wielu kont użytkowników, niż złamać zabezpieczenia pojedynczej bazy danych. Szacuje się, że aby złamać zabezpieczania blockchain użyte w bitcoinie potrzebna byłaby moc obliczeniowa równa połowie całego internetu.

Mówi się, że blockchain ma bardzo duże perspektywy rozwoju, nie tylko w sektorze usług finansowych, lecz w ogóle jako technologia, która może efektywnie obsługiwać różnego typu transakcje w sektorze publicznym czy finansowym. Jestem przekonany, że jest to tylko kwestia czasu, kiedy w znaczącym stopniu znajdzie ona zastosowanie również na polskim rynku – prognozuje Paweł Borys.

UKE przygotowuje certyfikowane narzędzie do pomiaru jakości łącza internetowego. Będzie podstawą do odstąpienia od umowy

UKE przygotowuje certyfikowane narzędzie do pomiaru jakości łącza internetowego. Będzie podstawą do odstąpienia od umowy 5

Urząd Komunikacji Elektronicznej pracuje nad narzędziem, które pozwoli polskim klientom sprawdzić jakość oferowanego internetu, a w przypadku problemów dochodzić od operatora poprawy działania zagwarantowanych usług. W ostateczności pomiar będzie także podstawą do odstąpienia od umowy z operatorem. Polska zajmuje 34. miejsce na świecie pod względem prędkości stałego łącza. Nieznacznie utrzymuje się ona powyżej średniej światowej.

– Chcielibyśmy, aby każdy użytkownik mógł poprzez darmową aplikację zweryfikować, czy to, co jest zapisane w umowie z operatorem usług internetowych, jest zgodne z tym, co w rzeczywistości jest świadczone i czy umowa, którą podpisał, na pewno odzwierciedla stan faktyczny, czyli jaki jest transfer i w jaki sposób może korzystać z internetu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Cichy, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

W pierwszej fazie udostępnione przez UKE narzędzie będzie dedykowane jedynie usługom stacjonarnym, jednak w przyszłości zostanie rozszerzone także na usługi mobilne. Za jego pośrednictwem klienci będą mogli sprawdzić, czy transfer danych, upload, download oraz opóźnienia pakietów spełniają ich oczekiwania. Jak podkreśla prezes Urzędu, to rozwiązanie nie będzie miało na celu tworzenia rankingu operatorów.

– Nie chcemy pozycjonować przedsiębiorców względem siebie i decydować, który jest lepszy czy gorszy. To będą jednostkowe pomiary, które będzie wykonywał klient. Jeżeli dojdzie do wniosku, że przez dłuższy czas powtarza się sytuacja, w której operator nie dostarcza tego, do czego się zobowiązał, klient będzie miał podstawę do tego, żeby dochodzić swoich roszczeń i odstąpić od umowy – stwierdza prezes UKE.

W ubiegłym roku trwały prace nad rozwojem merytorycznym projektu. Odbyły się m.in. konsultacje z przedsiębiorcami, operatorami i stroną społeczną. Teraz zostanie ogłoszony konkurs na wdrożenie certyfikowanego narzędzia.

– Chcielibyśmy je wdrożyć w połowie roku w formie testowej. Klienci będą mogli z tego skorzystać przez kilka miesięcy, my zbierzemy informacje o tym, jak to działa. Docelowo będziemy to realizować w cyklach dwuletnich, a więc co dwa lata będziemy ogłaszać konkurs na dostawcę takiego sprzętu – informuje Marcin Cichy.

Roczne zestawienia operatorów oferujących w Polsce dostęp do internetu wraz ze średnimi prędkościami przesyłania danych od lat publikują np. serwisy speedtest.pl czy rfbenchmark.pl. W 2017 roku jeden z rankingów został opracowany na podstawie ponad 30 mln pomiarów wykonanych przez użytkowników. W pierwszej trójce w przypadku łącz stałych znalazły się Inea, Toya i UPC, osiągając średnie wyniki pobierania odpowiednio: 67,94 Mb/s, 64,44 Mb/s i 58,03 Mb/s. Biorąc pod uwagę internet mobilny, w czołówce uplasowali się T-Mobile (18,28 Mb/s), Orange (17,37 Mb/s) i Plus (14,43 Mb/s).

Polska zajmuje obecnie 34. pozycję w rankingu prędkości internetu przygotowanym przez serwis speedtest.net. Średnia prędkość stałego łącza w Polsce to 42,33 Mb/s podczas pobierania treści. To wynik zbliżony do średniej globalnej, która wynosi obecnie 41,88 Mb/s w przypadku downloadu, ale czterokrotnie mniej w porównaniu do państw z czołówki rankingu – Singapuru (166,44 Mb/s) i Islandii (161,98 Mb/s).

Samochody stają się multimedialnymi centrami rozrywki. Nowe funkcjonalności wymagają jednak stosowania coraz mocniejszych procesorów

Samochody stają się multimedialnymi centrami rozrywki. Nowe funkcjonalności wymagają jednak stosowania coraz mocniejszych procesorów 6

Inteligentne samochody powoli stają się standardem. Już dzisiaj większość nowych samochodów wyposażana jest w szereg kamer i czujników, systemy multimedialne z ekranami dotykowymi czy asystentów głosowych. W 2024 roku 75 proc. nowych samochodów będzie miało możliwość łączności z sieciami komórkowymi. Dzięki temu w przyszłości auta będą mogły same diagnozować i analizować usterki, w czasie rzeczywistym dostarczać informacje na temat korków i proponować lepsze trasy, a nawet dzięki zamontowanym czujnikom będą w stanie mierzyć poziom naszego stresu i proponować relaksacyjną muzykę czy przerwę na kawę.

Branża automotive do 2030 roku ma osiągnąć wartość 6,7 bln dolarów – według szacunków firmy doradczej McKinsey. Blisko 30 proc. tego dochodu zostanie wypracowana przez rozwijające się technologie. Najważniejszymi trendami w przyszłości tego przemysłu mają być autonomia, connected cars, auta elektryczne oraz współdzielenie. Do 2030 roku 70 proc. wszystkich samochodów może być półautonomiczna, 15 proc. będzie jeździć po drogach zupełnie bez udziału kierowcy. Podobnie jak w przypadku smartfonów nowoczesne samochody wymagają stosowania coraz wydajniejszych procesorów, które będą w stanie obsłużyć taką liczbę zadań.

Nowoczesne procesory przeznaczone dla branży automotive muszą obsługiwać m.in. kamery, ekrany wyświetlające grafikę 3D czy mapy 3D, a niejednokrotnie nawet dwa systemy operacyjne.

– Snapdragon 820 to czterordzeniowy procesor do samochodu. To jeden z naszych najpotężniejszych chipów pracujących w samochodach z hipernadzorcą kontrolującym dwa ekrany, podczas gdy trzeci jest obsługiwany przez wirtualną maszynę Androida. Ten chip kontroluje także sześć kamer, w tym cztery z obrazem 360 stopni. Pojedynczy układ odpowiada za trzy ekrany, dwa systemy operacyjne, sześć kamer, obraz panoramiczny i grafikę 3D na ekranach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Carl Ormond z Qualcomm.

Jednym z ważniejszych trendów na rynku automotive są tzw. connected cars. To samochody podłączone do internetu, mogące się komunikować z użytkownikiem i innymi urządzeniami oraz infrastrukturą drogową. To otwiera zupełnie nowe możliwości na tym rynku. W przyszłości auta będą mogły same diagnozować i analizować usterki, w czasie rzeczywistym dostarczać informacje na temat korków i proponować lepsze trasy, a nawet dzięki zamontowanym czujnikom będą w stanie mierzyć poziom naszego stresu i zaproponować relaksacyjną muzykę czy przerwę na kawę.

Qualcomm już teraz współpracuje z wiodącymi producentami samochodów nad wdrożeniem szybkiej technologii 5G do łączności w autach. Podczas Mobile World Congress 2018 firma zaprezentowała wybrane ze swoich projektów dla branży motoryzacyjnej, w tym koncepcyjny samochód wyposażony w łączność 5G i Gigabit LTE. Jak przewidują specjaliści, jej zaadaptowanie do potrzeb motoryzacji może przynieść nawet jedną piątą szacowanego zysku z tej technologii.

– Procesor współpracuje z modemem sieci 5G. W samochodzie podłączonym do sieci 5G możemy uzyskać prędkość przesyłu danych na poziomie 4,1 gigabita na sekundę, co daje nam 15-gigabajtowy plik wideo w ciągu 28 sekund. Streaming, filmy, mapy – wszystko to może się znaleźć bezpośrednio w samochodzie – mówi inżynier firmy Qualcomm.

Przełomem w komunikacji między człowiekiem a samochodem będą asystenci głosowi. Powstaje coraz więcej urządzeń wykorzystujących wirtualnych asystentów w samochodzie, takich jak wideo rejestrator Garmin Speak Plus, kontrolowany za pomocą głosu. Jeszcze w tym roku Google planuje wydać polską wersję językową swojego Asystenta Google. Niedługo po nim po polsku powinna zacząć mówić także Alexa od Amazona.

Opracowywane rozwiązania nie tylko dostarczają kierowcy i pasażerom rozrywki, lecz także mogą poprawić bezpieczeństwo podczas podróży samochodem – zarówno pasażerów, jak i pieszych.

– Mamy również platformę działającą w częstotliwości sześciu gigaherców, która informuje nas o ruchu pieszych za samochodem, a także przygotowuje na zmianę świateł i ostrzega przed zbliżającymi się pieszymi – twierdzi ekspert.

Jak wynika z prognoz firmy analitycznej Strategy Analytics, w 2024 roku około 75 proc. nowych samochodów będzie miało możliwość łączności z sieciami komórkowymi. Według prognoz firmy McKinsey connected car ma być standardem na rynku samochodów już w 2020 roku.

Według raportu Grand View Research światowy rynek samochodowych systemów rozrywki osiągnął w 2016 roku wartość 15,2 mld dolarów. Za cztery lata, powołując się na dane Markets and Markets, ma to już być ponad 30 mld dolarów przy średniorocznym wzroście na poziomie blisko 12 proc.

Protekcjonizm Trumpa

W minionym tygodniu rynki z uwagą śledziły poczynania administracji D. Trumpa w kwestii ceł na aluminium i stal. Prezydent USA ostatecznie podpisał w czwartek decyzję o wprowadzeniu ceł. W najbliższych tygodniach rynki z uwagą będą obserwować możliwe działania odwetowe UE i Chin oraz analizować ryzyko zaostrzenia działań protekcjonistycznych ze strony największych światowych gospodarek. W zeszłym tygodniu poznaliśmy również dane z amerykańskiego rynku pracy, które okazały się dużo lepsze od oczekiwań, co silnie wsparło wzrosty na giełdowych parkietach w piątek. W czwartek z kolei ECB utrzymało stopy procentowe w eurolandzie na niezmienionym poziomie.

W tym tygodniu inwestorzy z napięciem będą oczekiwać odczytów inflacji CPI w USA (wtorek), który to odczyt może rozpalić spekulację, co do tempa normalizacji polityki monetarnej przez FED. W środę poznamy dane o poziomie cen w Niemczech oraz dane o sprzedaży detalicznej w USA. Na zakończenie tygodnia w piątek seria danych z lokalnego podwórka między innymi dane o zatrudnieniu i poziomie wynagrodzeń w Polsce. W piątek poznamy również dane o produkcji przemysłowej w USA.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Poznaj hakerów: złośliwe oprogramowanie na urządzenia mobilne

W ciągu ostatniego roku każda firma na świecie doświadczyła przynajmniej jednego ataku złośliwego oprogramowania na urządzenia mobilne – informuje firma Check Point Software Technologies. Mobilne złośliwe oprogramowanie stało się poważnym problemem zarówno dla klientów indywidualnych, jak i dla organizacji na całym świecie. Choć dużo zostało już napisane na temat tego, które złośliwe oprogramowanie mobilne jest najpopularniejsze, a także jak działają różne ich warianty, kluczowe jest zrozumienie, dlaczego atakujący wybierają w pierwszej kolejności akurat urządzenia mobilne.ThreatcloudMap

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy zacząć od przeglądu typów hakerów, którzy tworzą i obsługują mobilne złośliwe oprogramowanie.

Poznaj hakerów

Istnieją cztery główne typy twórców mobilnych złośliwych programów. Pierwsi i najbardziej wyrafinowani są programiści na poziomie stanowym, którzy tworzą złośliwe oprogramowanie w celach wywiadowczych – na przykład takie jak narzędzia CIA znalezione w wycieku Vault 7.

Podobnie do deweloperów stanowych, druga grupa skupia się bardziej na szpiegostwie, a deweloperzy tworzą złośliwe oprogramowanie szpiegujące dla rządów i organizacji na całym świecie. Grupa NSO – organizacja zajmująca się cyberbezpieczeństwem, odpowiedzialna za złośliwe oprogramowanie Pegasus – jest doskonałym przykładem, a rząd meksykański domniemanym klientem.

Trzecia grupa koncentruje się na tworzeniu osobistego oprogramowania szpiegującego, które udaje narzędzia „kontroli rodzicielskiej”. Zwykle są to prywatni użytkownicy, którzy chcą monitorować inne urządzenia osobiste.

Ostatnią grupą są „normalni” cyberprzestępcy, którzy rozwijają „zwykłe złośliwe oprogramowanie”, próbując nielegalnie się wzbogacić.

Poszczególne grupy nie wykluczają się wzajemnie i można zauważyć wiele powiązań w stosowanych przez nich taktykach, technologii, a nawet całych fragmentach kodu.

Główne rozróżnienia między tymi grupami tkwią w ich motywach, co można wywnioskować analizując poszczególne ataki. Państwowe złośliwe oprogramowanie oraz inne programy szpiegujące są opracowywane w celach wywiadowczych i dlatego muszą działać dyskretnie, aby uniknąć wykrycia. Szkodliwe oprogramowanie generujące przychody (takie jak oprogramowanie typu ransomware) często nie kryje swojej obecności.

Dlaczego urządzenia mobilne są narażone?

Platforma mobilna stanowi szczególnie atrakcyjną okazję dla twórców szkodliwego oprogramowania szukających informacji i/lub zysków.

Najprostszym powodem, który przyciąga hakerów do urządzeń mobilnych, jest łatwość ataku. Większość użytkowników nie chroni swojego urządzenia mobilnego ani nie aktualizuje systemu operacyjnego, aby instalować poprawki bezpieczeństwa. Większość ludzi zamyka drzwi na noc i kupuje antywirusy na swoje komputery, ale te same nawyki nie są tak powszechne, jeżeli chodzi o smartfony. Przy tak prostym celu dla atakującego, aby uzyskać dostęp do urządzenia, często nie potrzeba niczego więcej niż prymitywnych technik.

Z 2,1 miliardami użytkowników urządzeń mobilnych, z których jedna czwarta posiada więcej niż jedno urządzenie, drugą zaletą atakowania urządzeń mobilnych jest szeroka powierzchnia ataku. Niezależnie od tego, czy chodzi o generowanie nieuczciwych przychodów z reklam, czy o atak DDoS, mobilne złośliwe oprogramowanie opiera się na dużej liczbie zainfekowanych urządzeń, które uruchamiają określone mechanizmy. Sama ekonomia skali oferowana przez urządzenia mobilne jest niezwykle atrakcyjna dla cyberprzestępców.

Ponadto numer telefonu nie jest uważany za informacje o dużej poufności, dzięki czemu grupy szpiegowskie mogą łatwo wykryć numer telefonu potencjalnej ofiary. Dzięki tym informacjom mogą wskazać urządzenie w celu przeprowadzenia oszustw phishingowych skierowanych przeciwko użytkownikowi, umożliwiając niezwykle wydajne operacje gromadzenia danych wywiadowczych.

Na koniec, zarażone urządzenie mobilne może potencjalnie wywołać dużo więcej szkód niż zarażony PC. Przykładowo, mobilne złośliwe oprogramowanie bankowe może wykorzystywać dostęp do połączeń przychodzących i SMS-ów w celu obejścia dwuskładnikowego uwierzytelnienia. Inny przykład: zarażone urządzenia mobilne są idealnymi narzędziami szpiegowskimi – ich użytkownicy noszą je ze sobą wszędzie, co pozwala na ciągłe nagrywanie ich bez ich wiedzy za pomocą wbudowanego mikrofonu i kamery.

Podsumowanie i następne kroki

Urządzenia mobilne posiadają ogromny potencjał zarówno dla profesjonalnych hakerów jak i zwykłych przestępców. Są łatwe do wykorzystania, niechronione, stanowią idealny wektor indywidualnych i masowych ataków. Zapewniają atakującym możliwości, o których mogli wcześniej jedynie pomarzyć. W związku z powyższym, mobilne złośliwe oprogramowanie stanowi nie tylko poważny aktualny problem, ale też może stać się jeszcze większym zagrożeniem w przyszłości.

Artykuł był pierwszą częścią serii o bezpieczeństwie sieciowym, której autorami są specjaliści z firmy Check Point Software Technologies.

Wynajem powierzchni biurowych w Polsce

Polski rynek nieruchomości biurowych w ostatnich latach przeżywa niesamowity rozkwit. Wiele zagranicznych firm jest zainteresowanych otworzeniem swoich oddziałów w Polsce, a oferta biur jest niezwykle szeroka.

Biurowce powstają praktycznie w każdym zakątku Polski. Firmy zagraniczne już nie tylko interesują się tym co ma do zaoferowania Warszawa. Spoglądają również w kierunku takich miast jak Wrocław, Kraków, Gdańsk, Łódź czy Poznań. W różnych ośrodkach powstają liczne inwestycje biurowe, które już na etapie budowy mogą pochwalić się ogromnym zainteresowaniem. W Warszawie powstaje jedna z ciekawszych inwestycji – biurowiec Varso Tower, w Gdańsku kompleks biurowy Alchemia, a w Łodzi budynki biurowe Imagine.

Sytuacja jest niezmiernie sprzyjająca dla polskich miast, takich jak Łódź. Korzystają one na nowoczesnych inwestycjach, które zmieniają oblicze i krajobraz miasta. Dobrym przykładem jest Imagine inwestycja biurowa, która jest umiejscowiona praktycznie w samym sercu miasta. Posiada ona dwa nowoczesne budynki z układem gabinetowym, open space i mieszanym. W ten sposób wynajem biura Imagine nie jest problemem, gdy dana firma jest zainteresowana niestandardową aranżacją biura. Coraz częściej zdarza się, że firmy potrzebują zarówno przestrzeni open space dla zespołów, jak i biur z układem gabinetowych dla działów odpowiedzialnych za sprzedaż lub spotkania z klientami.

Wiele inwestycji jest na wczesnym etapie budowy lub na etapie wykończania wnętrz. W planach jest również dużo biurowych inwestycji, a deweloperzy nie zwalniają tempa. Zainteresowanie firm korzystnie wpływa na tworzenie nowych miejsc pracy i rzadko kiedy spotyka się problem z niewynajętymi powierzchniami. Firmy dosyć często mają w planach wynajem kolejnych pomieszczeń wraz z rozwojem.

W najbliższym czasie możemy obserwować napływ zagranicznych firm, które szukają odpowiedniego miejsca dla swoich oddziałów. Sytuacja ta niezwykle cieszy deweloperów, którzy są gotowi na kolejne inwestycje w kompleksy biurowe.

Rola pełnomocnika strony w trakcie przesłuchania świadka przez organ podatkowy

Strona postępowania podatkowego oraz jej pełnomocnik mają prawo brać udział w przesłuchaniu świadka. Uprawnienie to obejmuje prawo zadawania pytań. Aby zaś zadawać je umiejętnie, należy uważnie śledzić sposób prowadzenia przesłuchania oraz sporządzania protokołu.

Istota dowodu z przesłuchania świadka w trakcie postępowania dowodowego

Zgodnie z przepisami Ordynacji podatkowej jako dowód trzeba dopuścić wszystko, co może przyczynić się do wyjaśnienia sprawy, a nie jest sprzeczne z prawem. Jednocześnie dowodami w postępowaniu podatkowym mogą być m.in. zeznania świadków. W charakterze świadków najczęściej wzywani są kontrahenci podatnika lub jego pracownicy, a w przypadku osób fizycznych również członkowie rodziny bądź sąsiedzi, którzy mogą posiadać informacje istotne dla sprawy.

Pamiętać trzeba, że strona postępowania ma prawo składać wnioski dowodowe, np. o przesłuchanie świadka, który jej zdaniem będzie w stanie przybliżyć organowi podatkowemu stan faktyczny danej sprawy. Istotne jest przy tym, że na gruncie Ordynacji podatkowej nie ma hierarchii dowodów, zatem dowód z przesłuchania świadka ma taki sam walor dla ustalenia stanu faktycznego jak dowód z dokumentu czy opinii biegłego.

Często jest tak, że nawet dokumenty potwierdzające fakty (faktury, dokumenty CMR, WZ, wyciągi bankowe) nie są wystarczające do udowodnienia danej okoliczności, dlatego nieraz warto powołać świadka dla wzmocnienia dowodów z dokumentów. Świadek zeznający według swojej najlepszej wiedzy – jako dowód osobowy – może bezpośrednio przekonać organ o racji podatnika.

Rola strony i jej pełnomocnika w trakcie przesłuchania świadka

Podatnik oraz jego pełnomocnik, jeżeli został ustanowiony, mają prawo brać udział w czynności przesłuchania świadka – nie tylko w celu pozyskania wiadomości o tym, co świadek ma do powiedzenia w sprawie, ale również by skorzystać z możliwości zadawania pytań oraz zgłaszania uwag i zastrzeżeń. Dzięki tym uprawnieniom strona i jej pełnomocnik, który z reguły lepiej zna przepisy proceduralne, mogą mieć wpływ na sposób prowadzenia przesłuchania. Przykładowo, odpowiednio zadane pytania niejednokrotnie potrafią wpłynąć nie tylko na same zeznania, ale również na wynik sprawy. Często zdarza się, że świadek czegoś nie pamięta, gdyż od danego zdarzenia minęło już dużo czasu. W takiej sytuacji odpowiednio, zgodnie z przepisami zadane pytanie może ułatwić mu przypomnienie sobie o danej sytuacji, która rzeczywiście miała miejsce, czego potwierdzenie jest istotne dla strony postępowania. Rola pełnomocnika nie sprowadza się jednak wyłącznie do zadawania świadkowi pytań.

Przepisy proceduralne a sposób prowadzenia przesłuchania

Doświadczenie pokazuje, że niejednokrotnie osoby prowadzące przesłuchanie świadka nie tylko nadużywają swoich uprawnień, ale również nie zapisują w protokole przesłuchania istotnych kwestii, zwłaszcza korzystnych dla podatnika. Dlatego też ważne jest, by strona i jej pełnomocnik uczestniczyli we wspomnianej czynności i „patrzyli na ręce” osoby przesłuchującej. Do protokołu można bowiem składać zastrzeżenia, a także upominać przesłuchującego, jeśli nie zapisze całej wypowiedzi świadka. Taki protokół w całości stanowi wszak dowód w sprawie podatkowej. A organy podatkowe w praktyce często zawierają w swoich decyzjach te fragmenty zeznań, które ich zdaniem potwierdzają stanowisko organu. Jeżeli więc zabraknie w takim protokole istotnej informacji przemawiającej na korzyść strony, podatnik zostanie pozbawiony możliwości powołania się na nią w swoich pismach (np. w wypowiedzeniu się w sprawie zebranego materiału dowodowego czy w odwołaniu od decyzji wymiarowej).

Istota pełnomocnika strony postępowania podatkowego

Zarówno strona postępowania, jak i świadek mogą nie zdawać sobie sprawy z uchybień osoby przesłuchującej. Z kolei stres – powodowany nie tylko samym faktem przesłuchiwania, ale również powtarzającymi się pytaniami czy zachowaniem przesłuchującego – nie wpływa pozytywnie na rzetelność wypowiedzi. W takiej sytuacji istotna jest rola pełnomocnika, który może dać poczucie bezpieczeństwa, a w razie ewentualnych błędów czy zamierzonych działań niezgodnych z przepisami procedury – odpowiednio zareagować (np. złożyć stosowne zastrzeżenie do protokołu). Aby zatem skutecznie bronić swych praw w postępowaniu podatkowym, warto skorzystać z pomocy profesjonalisty.

Błędy proceduralne dotyczą nie tylko przesłuchania świadka, ale również szeregu innych czynności organów podatkowych. O randze tych uchybień również trzeba pamiętać.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.