Chemia 4.0 – Gospodarka o obiegu zamkniętym może okazać się jedną z najbardziej korzystnych rewolucji w branży chemicznej

Julia Patorska Deloitte
Julia Patorska
Sustainability Consulting Central Europe
Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych, Deloitte

Cyfryzacja i gospodarka o obiegu zamkniętym to dwa czynniki, które spowodują w najbliższym czasie duże zmiany w branży chemicznej. Dotyczy to również polskich firm chemicznych, które w większym stopniu niż dotychczas powinny inwestować w innowacyjne rozwiązania.

Zainspirowana badaniem przeprowadzonym przez naszych zachodnich sąsiadów, postanowiłam przyjrzeć się jak czwarta rewolucja przemysłowa (Industry 4.0) może wpływać na branżę chemiczną. Cyfryzacja, automatyzacja i zwrócenie się do zasobów odnawialnych i biodegradowalnych ma niewątpliwie także wpływ na zmiany, które w tej branży zachodzą, albo niebawem zajdą.

Wnioski, które płyną z raportu „Chemistry 4.0 – Growth through innovation in a transforming world” przygotowanego przez Deloitte i Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Chemicznego (VCI) są jednoznaczne. Cyfryzacja i gospodarka o obiegu zamkniętym to dwa czynniki, które spowodują duże zmiany w branży chemicznej w najbliższych dekadach. Te dwa zjawiska będą wzajemnie oddziaływać, co wpłynie na sposoby prowadzenia prac badawczo-rozwojowych, modele biznesowe i produkcyjne. W konsekwencji, branża chemiczna będzie musiała sprostać nowym wyzwaniom, ale również zyska wcześniej nieistniejące możliwości. Wydaje się, bowiem, że kluczem do osiągnięcia sukcesu w zakresie gospodarki o obiegu zamkniętym, przejścia z linearnego podejścia wykorzystywania zasobów do procesów oszczędnych i maksymalizujących wartość zasobów i użytkowanych materiałów – są właśnie zmiany technologiczne w branży chemicznej. Ale bez możliwości generowania i zbierania ogromnej ilości danych, odpowiedniego przekształcania ich, przekazywania informacji na wielu poziomach, nie ma szans na wejście w kolejny etap zmian.

Branża chemiczna a gospodarka o obiegu zamkniętym

O istocie zmian, które muszą nastąpić, świadczy chociażby ogłoszona 16 stycznia b.r. przez Komisję Europejską strategia dla tworzyw sztucznych w gospodarce o obiegu zamkniętym (A European Strategy for Plastics in a Circular Economy). Z jednej strony zapotrzebowanie na wyroby z tworzyw sztucznych z każdym rokiem się zwiększa, bo mamy do czynienia z materiałem plastycznym, wygodnym i tanim. Jest on wykorzystywany powszechnie, a wielość zastosowań jest nieskończona. Równocześnie coraz częściej zaczynamy postrzegać ten materiał, jako największe wyzwanie w zakresie zanieczyszczenia środowiska, który dodatkowo do produkcji wymaga zużywania zasobów nieodnawialnych. Recykling tworzyw sztucznych w Europie nie osiąga nawet 30%, a w Polsce jest to jeszcze mniej. Dlatego przy dalszym wzroście zapotrzebowania na produkty i opakowania z tworzyw sztucznych zarówno źródło pochodzenia tego materiału, jak i sposób wycofywania produktów z użycia i recykling muszą niewątpliwie się zmienić.

Modele biznesowe funkcjonujące w ramach gospodarki o obiegu zamkniętym muszą obejmować sieci partnerów z różnych sektorów, a digitalizacja pozwala usprawnić współpracę między nimi. Firmy, które chcą odnieść sukces w takim środowisku powinny wykazać się zarówno umiejętnościami technicznymi, jak i kontaktami sieciowymi. Spółki chemiczne, ze względu na doświadczenie związane z angażowaniem skomplikowanych procesów produkcyjnych, mogą odegrać kluczową rolę w ramach takich sieci. Moim zdaniem podmioty z branży chemicznej w Polsce, które jako pierwsze dostrzegą możliwości dalszego rozwoju związane z potrzebami gospodarki o obiegu zamkniętym, będą mogły zdobyć trwałą przewagę konkurencyjną. Zmiany w całym łańcuchu wartości są nieuchronne, a rola branży będzie rosła. Wraz z rozwojem firm chemicznych, w dalszej kolejności będą zyskiwali klienci tych firm.

Coraz bardziej zaawansowana digitalizacja

Według badania Deloitte i VCI, połowa małych i średnich firm chemicznych zamierza aktywnie inwestować w cyfryzację swoich procesów i działalności biznesowej. Duże znaczenie digitalizacji modeli biznesowych dla utrzymania się na rynku w przyszłości widzi branża chemiczna w Niemczech. Aż 30 proc. niemieckich MŚP osiąga już 5 proc. swoich przychodów dzięki cyfrowemu modelowi biznesowemu. Kolejne 40 proc. planuje wdrożyć go w najbliższych latach. Praktyczne wykorzystanie wielkich zbiorów danych cyfrowych umożliwia intensyfikację innowacyjności.

Zgodnie z tym, co piszą autorzy raportu Chemia 4.0 wyróżnić możemy trzy kategorie takiego wykorzystania: transparentność i procesy cyfrowe, modele operacyjne oparte na danych oraz modele cyfrowe. Przykładem prowadzonych prac rozwojowych w tej dziedzinie jest połączenie usług cyfrowych z produkcją chemiczną w digitalizacji rolnictwa, produkcji addytywnej (druk 3D) oraz w segmencie e-zdrowia sektora opieki zdrowotnej.

Sytuacja w Polsce

Branża chemiczna (bez petrochemii) w latach 2010-2016 rosła średniorocznie 5,7%. To więcej niż wzrost w przetwórstwie przemysłowym ogółem. Także w porównaniu do największych gospodarek europejskich nie musimy się tego wzrostu wstydzić. WIG-CHEMIA od września 2008 r. urósł 325%. Ale w rywalizacji z globalnymi graczami głównym zagrożeniem dla polskich firm jest ograniczony dostęp do surowców w konkurencyjnych cenach. Wydaje się jednak, że inwestycje w innowacyjne rozwiązania mogą pomóc polskiej chemii wzmocnić jej pozycję na rynku. Odnoszę wrażenie, że rynek chemiczny w Polsce, a przynajmniej jego główni gracze, widzą istotne znaczenie i potrzebę takich działań. Niemniej, jest jeszcze sporo do zrobienia, a wydatki na badania i rozwój w naszym kraju wciąż są zdecydowanie mniejsze niż wydatki firm globalnych. Kolejnym elementem, który może pomagać osiągać przewagi jest współpraca z istniejącymi ośrodkami badawczymi. Znam pewien zaawansowany instytut naukowy z Łodzi, który realizując bardzo innowacyjne badania materiałowe, współpracuje z podmiotami spoza Polski, bo w naszym kraju nie mógł znaleźć nabywców swojej technologii. A wykorzystanie tej technologii na szeroką skalę w segmencie włókien chemicznych mogłoby istotnie ograniczyć konieczność wykorzystywania nieodnawialnych zasobów (głównie importowanej ropy naftowej) na rzecz przetwarzania pozostałości z produkcji rolnej.

Zatem zmiany, które obserwowane są w Niemczech i innych bardziej rozwiniętych i uprzemysłowionych krajach, za chwilę na dużą skalę będą widoczne także w Polsce. Digitalizacja może pozwalać na rozwój i zwiększenie efektywności modeli biznesowych opartych na obiegu zamkniętym. Co więcej, innowacje mogą zyskać nowy cel. Zmiany będą wymuszane regulacjami na poziomie unijnym i krajowym, choć wydaje się, że większe korzyści osiągną ci, którzy będą krok przed wymogami legislacyjnymi. Pomimo konieczności poniesienia kosztów, w długim czasie przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym okaże się bardzo dobrą inwestycją. Równocześnie można nadal wykorzystywać jeszcze finansowanie grantowe. Źródła dotacji są zróżnicowane i obejmują m.in. program sektorowy INNOCHEM przeznaczony dla podmiotów z branży chemicznej, INNOMOTO, Innowacyjny Recykling czy INNOSTAL, w których zdefiniowano obszary badawcze spójne z działalnością sektora. Dodatkowo podmioty te mogą obniżyć kwotę odprowadzonych podatków, korzystając z ulgi podatkowej z tytułu prowadzonej działalności badawczo – rozwojowej, która z roku na roku staje się coraz atrakcyjniejsza i pozwala na zmniejszenie podstawy opodatkowania nawet o 200 proc. kosztów związanych z badaniami i rozwojem.

Alain Simonnet
Alain Simonnet

Ostatnie lata pokazują zauważalną zmianę w podejściu do kreowania innowacji, na którą 3M odpowiada poprzez swoje działania. Klienci oczekują dzisiaj więcej. Produkty i technologie muszą wspierać ich zrównoważony rozwój. Chcąc sprostać tym oczekiwaniom niezbędny jest intensywny dialog z klientami a wielu przypadkach nawet współprojektowanie rozwiązań. (…) Dewiza „Customer First” jest w pełni stosowana w naszej działalności badawczo-rozwojowej. Wynikiem tego podejścia jest transformacja naszej działalności R&D i wyjście poza ramy laboratoriów. Nasi naukowcy współpracują ścisłe z działami marketingu, sprzedaży czy produkcji. Regularnie odwiedzają też klientów, aby przetestować prototypy rozwiązań poza laboratorium, w ich środowisku docelowym. Naturalną konsekwencją tych działań jest również tworzenie miejsc takich jak Centra Innowacji czy Centra Szkoleniowe. Są one platformą do dialogu z klientami i wspólnego poszukiwania inspiracji oraz optymalnych rozwiązań. To kierunek, bez którego trudno sobie dzisiaj wyobrazić tworzenie produktów przyszłości. W procesie tworzenia innowacji bardzo ważny dla 3M jest również zrównoważony rozwój. Chcemy aby nasze technologie nie tylko poprawiały wydajność działalności klientów, ale także wspierały ich w realizacji celów rozwoju zrównoważonego. – Alain Simonnet, Dyrektor Zarządzający 3M Poland Sp. z o.o.

Podwyżka stóp procentowych a sprzedaż mieszkań

W jakim stopniu podwyżka stóp procentowych może zdaniem deweloperów wpłynąć na sprzedaż mieszkań? Sondę prezentuje serwis nieruchomości Dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Podwyżka stóp procentowych to oczywiście wzrost kosztów kredytu, spadek zdolności kredytowej, wzrost oprocentowania lokat, a więc możliwy odpływ klientów inwestycyjnych. Należy jednak zaznaczyć, iż zmiana stóp procentowych w 0,25 p.p. nie zmieni wiele. Wystarczy bowiem spojrzeć na bardzo dobrą sprzedaż, choć oczywiście nie tak dużą jak obecnie, w 2013 czy 2014 roku, kiedy to stopy procentowe wynosiły 2-3 proc., czyli nawet dwukrotnie więcej niż obecne 1,5 proc. Zmiana będzie miała jednak aspekt psychologiczny, po jednej podwyżce należy się spodziewać kolejnych, tym bardziej że rośnie inflacja. Obecnie wynosi ona około 2 proc., a jeszcze w latach 2014-2016 mieliśmy do czynienia z deflacją.

Dariusz Krawczyk, prezes zarządu Polnord S.A.

Trudno spodziewać się, by ewentualna podwyżka stóp była czynnikiem, który doprowadzi do znacznego obniżenia popytu na rynku mieszkaniowym. Mamy bowiem jednocześnie do czynienia ze stałym wzrostem wynagrodzeń, co przekłada się na poprawę zdolności kredytowej wielu potencjalnych nabywców mieszkań. Aktualnie poziom stóp procentowych jest rekordowo niski, więc jego stopniowe podnoszenie nie wpłynie na popyt i rynek kredytów w sposób gwałtowny.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Dziś wysokość stóp procentowych utrzymuje się na wyjątkowo atrakcyjnym dla kupujących poziomie, jednak w dłuższej perspektywie liczymy się z ich wzrostem. Czas pokaże, czy to nastąpi już w tym roku. Warto pamiętać, że na koniunkturę na rynku mieszkaniowym mają wpływ również inne czynniki makroekonomiczne, jak rosnące płace i spadek bezrobocia, a w tym przypadku, nic nie wskazuje na zmianę korzystnego trendu. Inwestycja w nieruchomości cechuje się wciąż wyższą stopą zwrotu niż na przykład lokaty bankowe, poziom stóp procentowych ma więc wpływ na zainteresowanie zakupami nieruchomości. Dlatego wszelkim zapowiadanym zmianom w tym zakresie będziemy się bacznie przyglądać.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper

W 2018 roku spodziewamy się utrzymania popytu, mimo zapowiadanych podwyżek stóp procentowych. W Polsce nadal brakuje setek tysięcy mieszkań, a zainteresowanie zakupem w celach inwestycyjnych lub zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych wciąż jest wysokie. Inwestorzy przekonali się, że kupno mieszkania to dobra i pewna lokata kapitału.

Ponadto w ostatnich latach obserwujemy wzrost siły nabywczej Polaków, dzięki czemu zyskują coraz większe możliwości kredytowania zakupu mieszkania. W związku z tym umiarkowana podwyżka stóp procentowych, jakiej rynek się spodziewa, nie powinna wpłynąć na zahamowanie koniunktury. Również lokaty bankowe nie staną się wtedy atrakcyjną alternatywą dla tych, którzy poszukują sposobu na zainwestowanie środków.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Zapowiadane na koniec tego roku podwyżki stóp procentowych nie powinny znacząco wpłynąć na zahamowanie popytu na mieszkania. Poza tym są to tylko zapowiedzi, które nie wiadomo, czy zostaną zrealizowane. Jak się okazało, nabywcy mieszkań w ubiegłych latach poradzili sobie ze wzrostem wkładu własnego i nie wpłynęło to negatywnie na rynek mieszkaniowy, choć były takie obawy. W tym przypadku może być podobnie i kupujący także poradzą sobie z wyżej oprocentowanymi kredytami. Natomiast osoby, które będą miały nadwyżki finansowe nadal chętnie będą je lokowały na rynku nieruchomości, bo to bezpieczna forma inwestowania kapitału. Tym bardziej, że lokaty bankowe pomimo zapowiadanego wzrostu stóp procentowych i tak prawdopodobnie nie będą na tyle atrakcyjnie oprocentowane, aby dawały podobny zwrot z inwestycji, jak wynajem lokali.

Mirosław Łoziński, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Przy oprocentowaniu lokat bankowych na obecnym poziomie w przedziale od 1 proc. do 2 proc. inwestycja w mieszkanie dająca zwrot powyżej 4 proc. wciąż jest atrakcyjna. Znacząca część klientów kupuje mieszkania za gotówkę. Możliwy wzrost stóp procentowych, w krótkim okresie dotknie głównie osoby ubiegające się o kredyt hipoteczny, dla których istotna jest zdolność do obsługi zadłużenia, ustalana na dzień zawarcia umowy kredytowej.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Na razie nie ma żadnych, potwierdzonych informacji na temat podwyżek stóp. Jeżeli nastąpią to w dalszej perspektywie i będą nieznaczne. Dopóki mamy dobrą sytuację gospodarczą, a klientów stać na raty lub częściowe finansowanie zakupu mieszkania gotówką, popyt nie zmaleje. Ważna jest też rentowność wynajmu, który jeszcze długo będzie podstawową konkurencją dla lokat bankowych.

Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates

Jeśli potwierdzi się scenariusz sygnalizowany przez analityków, zgodnie z którym stopy wzrosną w ostatnim kwartale bieżącego roku, popyt na mieszkania może ulec osłabieniu, ale w niewielkim stopniu. Może mieć to swoje konsekwencje dopiero w 2019 roku, jeśli Rada Polityki Pieniężnej po ewentualnej podwyżce podtrzyma swoje decyzje w kolejnych okresach.

Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A. nadzorujący Pion Ekonomiczny i Biuro Relacji Inwestorskich

Sądząc po naszych wynikach sprzedaży, zapowiedzi podwyżki stóp procentowych zdają się nie zniechęcać inwestorów do lokowania oszczędności w nieruchomościach. Inwestowanie w nieruchomości nadal przynosi większe zyski niż lokaty bankowe. Na zmniejszenie popytu mogą wpłynąć też inne czynniki, na przykład rosnące ceny mieszkań, które generowane są coraz wyższymi cenami gruntów i materiałów budowlanych oraz kosztami wykonawstwa.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Podwyżki stóp procentowych prawdopodobnie wpłyną na zmniejszenie popytu na mieszkania. Osoby decydujące się na kredyt będą uważniej przeglądać oferty, kalkulować, czy kupno mieszkania w danej inwestycji jest dobrym wyborem, najkrócej mówiąc – zastanawiać się czy im się to opłaca. Jeśli chodzi o inwestorów, nawet jeżeli stopy procentowe wzrosną o 1 proc. nadal zakup mieszkania będzie bardziej opłacalny niż lokata bankowa.

Jerzy Kłeczek, specjalista ds. marketingu w Activ Investment

Podwyżki stóp procentowych nie powinny znacząco obniżyć popytu na mieszkania, bo większość kredytobiorców posiada środki na wkład własny i ma wystarczające dochody, by podołać wymogom bankowym. Jeszcze większa grupa klientów nabywa lokale za gotówkę. Dotyczy to szczególnie mieszkań pod wynajem, a ten rynek w dużych miastach wciąż się rozwija. Jedynie kupno mieszkania na wynajem przy wsparciu kredytowym może przestać się opłacać.

Adam Dąbkowski, dyrektor generalny Nexity Polska

Ceny rosną, a nieodłącznym zjawiskiem towarzyszącym temu procesowi jest wzrost stóp procentowych, z czym wszyscy inwestorzy muszą się z nim liczyć. Wyższe stopy oznaczają droższe kredyty, co może spowodować spadek popytu na mieszkania. Same mieszkania również prawdopodobnie zdrożeją.

Drugim czynnikiem związanym ze wzrostem stóp jest coraz lepsze oprocentowanie lokat. To także może mieć znaczenie dla osób, które rozważają zakup mieszkania, jako jednej z form inwestowania kapitału. Być może część z nich zdecyduje się właśnie na lokatę. To zmniejszy skalę zakupów inwestycyjnych.

Spodziewamy się jednak, że potencjalne zmiany na rynku będą miały łagodniejszy charakter niż te, które można było obserwować w latach 2007-2008. Polska nadal charakteryzuje się niskim odsetkiem osób żyjących w wynajętych mieszkaniach w porównaniu do zachodnich sąsiadów. Popularność najmu nadal będzie rosła, podobnie jak średni poziom czynszów, toteż taka inwestycja będzie nadal opłacalna.

Autor: Dompress.pl

Realne bezrobocie w Polsce to 16 procent

Poland, Holland – brzmi podobnie i na pierwszy rzut oka bardzo podobnie wyglądają rynki pracy obu państw w ostatnich danych Eurostatu. Stopa bezrobocia w Polsce oraz w Holandii jest dokładnie taka sama – 4,4 proc. Niestety, pozostałe parametry pokazują, jak wiele brakuje nam jeszcze do Holendrów – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Stopa bezrobocia, choć to bardzo wygodny miernik kondycji rynku pracy, informuje nas jedynie, jaki jest odsetek osób, które szukają płatnego zajęcia, do aktywnych zawodowo. Nie dowiemy się jednak na tej podstawie, np. jaki procent osób w wieku produkcyjnym ma zatrudnienie, a przecież to kluczowa informacja dla gospodarki. Różnice, zresztą nie tylko w poziomie zatrudnienia, dobrze pokazuje zestawienie innych danych z Polski oraz z Holandii.

Łączy nas tylko stopa bezrobocia

Publikacje Eurostatu za grudzień pokazują, że stopa bezrobocia w Polsce oraz w Holandii wynosi 4,4 proc. Dane są porównywalne, gdyż uzyskiwane dzięki tej samej metodologii – ankiet wśród gospodarstw domowych (ok. 30 tys.). W obu przypadkach uwzględnia się także efekt sezonowy na rynku pracy (zimą np. zmniejsza się aktywność rolnictwa czy budowlanki), co także umożliwia lepsze porównanie odczytów.

Ciekawi fakt, że bezrobocie wśród Polek jest nawet niższe niż wśród Holenderek i wynosi odpowiednio 4,5 oraz 4,7 proc. Inny interesujący element: w podziale na wiek bezrobocie osób starszych w wieku 50-64 lata jest wyższe w Holandii – 4,2 proc. niż w naszym kraju – 3,4 proc. (dane za III kw. 2017 r.). To jednak, co należy podkreślić, wcale nie oznacza, że zatrudnienie w obu krajach wygląda podobnie.

Zatrudnienie – olbrzymie różnice

Dane Eurostatu wskazują, że odsetek zatrudnionych w Holandii w wieku 15-64 lata na koniec III kw. 2017 r. wynosił 76,3 proc. W Polsce było to 66,5 proc., czyli prawie 10 pkt proc. mniej.

10 pkt proc. na korzyści Holandii to diametralna różnica. Aby wyrównać wynik, Polska musiałaby zwiększyć zatrudnienie o 2,4 mln osób. Z kolei gdyby te 2,4 mln, obecnie bierne zawodowo, nagle zaczęło szukać pracy, to stopa bezrobocia skoczyłaby w Polsce z obecnych 4,5 proc. do ponad 16 proc., a liczba bezrobotnych podniosłaby się z ok. 800 tys. osób do 3,2 mln. To bardzo dobrze pokazuje skalę ukrytego w bierności zawodowej bezrobocia.

To młodzi najbardziej zaniżają wynik

Nie jest zaskakujące, że poważne różnice w poziomie zatrudnienia Polaków i Holendrów dotyczą osób w przedziale wiekowym 55-64 lata. U nas ten odsetek wynosi 49,4 proc. (niższy niż np. w Hiszpanii), a w Holandii – 66 proc. Od lat jednak kuleje nad Wisłą polityka senioralna w kontekście zatrudnienia osób starszych i utrzymywania ich aktywności zawodowej.

Pewną niespodzianką może być natomiast inna informacja. Według Eurostatu stopa zatrudnienia osób młodych (15-24 lata) w Polsce wynosi tylko 30 proc., a w Holandii – 64 proc. Oczywiście młodzi Holendrzy nie pracują na pełen etat i znaczna część z nich kontynuuje naukę (45 proc. osób w wieku 25-34 lata ma wyższe wykształcenie, czyli bardzo podobnie jak w Polsce). Może to oznaczać, że poza brakiem zachęt do systemowego wspierania w zatrudnianiu młodych (np. podatki), łączenie pracy z nauką w Polsce nie jest po prostu w modzie.

Lepiej dłużej, a mniej intensywnie

Inne poważne systemowe zaniedbanie polega na tym, że w Polsce brakuje promocji zatrudnienie na niepełny etat. W Holandii ponad 70 proc. kobiet pracuje w niepełnym wymiarze godzin, dzięki czemu łatwiej godzą obowiązki domowe z zawodowymi. W Polsce natomiast ten odsetek wynosi zaledwie 10 proc.

Mniejsza intensywność pracy prawdopodobnie pozwala także Holendrom dłużej utrzymywać się na rynku pracy, dłużej odkładać na emeryturę i cieszyć się jej względnie wysokim poziomem w relacji do ostatnich zarobków. Holendrzy są aktywni zawodowo przez równo 40 lat, Polacy przez 32,9. To olbrzymia różnica, która stanowi poważne wyzwanie, zwłaszcza dla możliwości zgromadzenia wystarczającego kapitału na jesień życia.

Nowe przepisy, nowe stawki VAT – czy będą spory z fiskusem?

Uchwalona przez sejm nowelizacja ustawy o VAT wyrzuca część towarów z obniżonej stawki 8%, co oznacza, że zostaną one objęte podstawową stawką 23%. Podwyżka dotyczy m.in. okularów przeciwsłonecznych i odżywek dla kulturystów. Miały zdrożeć nawet prezerwatywy, ale dyrektor Departamentu VAT w Ministerstwie Rozwoju i Finansów zapewnił, że tak się nie stanie, bo prezerwatywy to wyrób medyczny. W kogo najbardziej uderzą kolejne zmiany, które mają przynieść do budżetu 1,3 mld zł rocznie?

Rząd realizuje wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE (C-678/13), który już w 2015 r. nakazał Polsce podwyższyć stawkę VAT na produkty, które nie służą do celów stricte leczniczych ani nie są przeznaczone wyłącznie do użytku przez osoby niepełnosprawne. W związku z tym zmieni się teraz ustawa z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług, a dokładnie jej załącznik nr 3.

Chorzy i kulturyści

Uchylenie poz. 82 załącznika zabierze niższą stawkę VAT cysteinie, cystynie i ich pochodnym, które, jak się argumentuje, nie są produktami farmaceutycznymi ani środkami spożywczymi, a jedynie ich składnikami. Najbardziej na podwyżce ucierpi branża suplementów diety, ale nie tylko. L-cysteina może bowiem być pomocna przy leczeniu alergii, osłabionej odporności czy niepłodności u mężczyzn.

Tylko wyrób medyczny

Z kolei uchylenie poz. 92 oznacza, że preferencyjną stawkę utracą wyroby higieniczne lub farmaceutyczne (włączając smoczki) z gumy innej niż ebonit, a więc: osłonki antykoncepcyjne, cewki, strzykawki i ich zbiorniki, rozpylacze, kroplomierze itp., odciągacze do mleka, smoczki do karmienia, torebki na lód, butelki na gorącą wodę, worki tlenowe, gumowe osłonki na palce czy specjalne poduszki pneumatyczne dla chorych.

Pomysłodawcy zmian pozostawiają jednak pewną furtkę. Towary, które będzie można uznać za wyroby medyczne w rozumieniu ustawy o wyrobach medycznych dopuszczonych do obrotu na terytorium RP, zachowają nadal obniżoną 8-procentową stawkę VAT. To samo dotyczy smoczków dla niemowląt i dzieci, które, by nie narazić się matce Polce, zostały wymienione wprost w poz. 107a załącznika jako podlegające niższej stawce opodatkowania.

Lateksowy problem

Od początku ujawnienia projektu, w związku z planowanym uchyleniem preferencyjnej stawki VAT na wyroby z gumy innej niż ebonit, istniały wątpliwości, czy producenci lateksowych prezerwatyw również na tym ucierpią. Czy fiskus będzie uznawał ten produkt za wyrób medyczny? Wydaje się, że obawy te rozwiewa nie tylko wspomniana na wstępie wypowiedź dyrektora Departamentu VAT w MRiF, lecz także ustawodawstwo unijne.

Dyrektywa Rady Europejskiej (006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r.) w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej wyraźnie bowiem wskazuje, iż preferencyjną stawką VAT mogą zostać objęte „produkty farmaceutyczne zwykle stosowane dla ochrony zdrowia, zapobiegania chorobom oraz do celów medycznych i weterynaryjnych, łącznie z produktami używanymi do celów antykoncepcyjnych oraz higieny osobistej”.

Ciemne okulary

Planowane zmiany w VAT może odczuć branża optyczna. Wymienione w poz. 103 załącznika soczewki kontaktowe, soczewki okularowe ze szkła i innych materiałów nadal będą korzystać z preferencji fiskalnych, ale pod jednym warunkiem: muszą służyć do korekty wzroku. Wyższym opodatkowaniem powinny zostać więc objęte szkła „bez recepty”, stosowane do okularów ozdobnych, a przede wszystkim do okularów przeciwsłonecznych.

Spory z fiskusem

Zgodnie z uzasadnieniem projektu wprowadzone zmiany w przepisach mają przede wszystkim pozwolić na uniknięcie unijnych reperkusji. Dodatkowo budżet państwa ma dzięki nim zarabiać ok. 1,3 mld zł rocznie. Czy w świetle tego, w razie wątpliwości, organy podatkowe będą przyznawały podatnikom możliwość zastosowania preferencyjnych stawek? Na tym tle mogą znów powstawać spory z fiskusem. Bo czy przeciwsłoneczne okulary, które mają zostać objęte wyższą stawką VAT, nie są wyrobem medycznym dla dotkniętych światłowstrętem?

Szkoda, że tak istotne zagadnienia nie zostały doprecyzowane na etapie legislacyjnym, bo teraz będzie trzeba czekać na rozstrzygnięcie orzecznictwa w sprawach firm zajmujących się importem, handlem, produkcją wspomnianych szkieł do okularów przeciwsłonecznych i innych wyrobów niemedycznych. A urzędniczej swobody interpretacyjnej chciałby uniknąć każdy przedsiębiorca, zwłaszcza w obliczu postępowania i domiaru podatkowego oraz dalszych, nieraz negatywnych konsekwencji.

Jak się przygotować?

Planując import, produkcję oraz dalszą sprzedaż wyrobów objętych nowelizacją, dobrze jest wcześniej przeprowadzić audyt podatkowy takich działań. Oczywiście jednym z rozwiązań jest wystąpienie do fiskusa o wydanie indywidualnej interpretacji. Niestety, może to się okazać jałowym staraniem, jeśli przedmiotem zapytania do organów skarbowych będzie transakcja, której wartość przekracza 100 tys. zł, bo wówczas fiskus najczęściej odmawia wydania interpretacji. Podejrzewa bowiem próbę naruszenia klauzuli obejścia prawa podatkowego, skoro zgodnie z art. 119e Ordynacji podatkowej obniżenie wysokości zobowiązania podatkowego jest uznawane za osiągnięcie korzyści majątkowej. Dlatego też jako prewencyjne rozwiązanie dla firm, które najbardziej ucierpią na zmianach, czyli specjalizujących się w obrocie niemedycznymi wyrobami higienicznymi i farmaceutycznymi, soczewkami i szkłami do okularów oraz odżywkami, pozostaje doradztwo podatkowe.

Jakoś to będzie

Sami pomysłodawcy zmian stwierdzili, że na rynku mogą pojawić się nowe produkty, w odniesieniu do których nie można obecnie stwierdzić, czy będą mogły być uznane za wyrób medyczny. Dlatego nie jest możliwe przygotowanie zamkniętego katalogu wszystkich towarów, które będą mogły korzystać z obniżonej 8-procentowej stawki podatku. Nie da się również przewidzieć, jakie skutki ekonomiczne odczują podmioty wykonujące działalność leczniczą w związku z nieobjęciem obniżoną stawką VAT niektórych wyrobów higienicznych.
Trudno przypuszczać, by fiskus w razie wątpliwości, czy np. dany wyrób może korzystać z preferencyjnej stawki czy nie, działał na korzyść podatników. Projektodawcy ustawy w uzasadnieniu zmian jasno wskazali: „Mając na uwadze, że orzeczenie TSUE de facto przesądza, jaki kształt winny mieć polskie przepisy w tym zakresie (tzn. niemożliwe jest stosowanie wobec tych towarów obniżonej stawki podatku), niezbędne jest szybkie przyjęcie proponowanych zmian celem uniknięcia przez Polskę kar finansowych” (Projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług z dnia 23 listopada 2017 r., druk nr 2056).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

BIK: niedzielne zakupy już nie na raty

W niedzielę 11 marca 2018 r. nie zrobimy zakupów w galeriach handlowych. Brak handlowych niedziel zmieni strukturę sprzedaży kredytów zaciąganych w weekendy. Jak informowało w grudniu ub. roku Biuro Informacji Kredytowej, Polacy dokonują najwięcej zakupów na raty w soboty i niedziele. Kredyty ratalne w weekendy, udzielane przez banki w sieciach handlowych oraz pożyczki w firmach pozabankowych, stanowią niemal 1/ 4 łącznej sprzedaży kredytów z całego tygodnia.

Z dniem 1 marca 2018 r. zaczną obowiązywać nowe przepisy o zakazie pracy w handlu w niedziele i święta. Praca w handlu będzie dozwolona w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca, a także w niedzielę bezpośrednio poprzedzającą pierwszy dzień Wielkiej Nocy. Zakupy w weekendy będą utrzymane w grudniu – w kolejne dwie niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia.

Raty kredytowo-pożyczkowe obciążają budżet domowy

W badaniu o kondycji kredytowej Polaków, przeprowadzonym w listopadzie 2017 r. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie BIK*, aż połowa ankietowanych (osoby, które aktualnie spłacają co najmniej jedną pożyczkę lub kredyt) potwierdziła, że posiada kredyty gotówkowe (50%). W kolejności osoby te wymieniały kredyty ratalne i mieszkaniowe, stanowiące udział po 32%, a dalej kredyt na karcie kredytowej (24%) i chwilówka (7%). Kredyty ratalne i gotówkowe są jednocześnie rodzajem zobowiązań, z którymi badani najczęściej mieli styczność. Warto przy tym nadmienić, że zobowiązania kredytowo-pożyczkowe w większości gospodarstw domowych obciążają nie więcej niż 30% dochodów, przy czym najczęściej podawany przedział to wartość od 10 do 19% dochodów.

BIK potwierdza trendy

Analitycy BIK podsumowali sprzedaż kredytów ratalnych na zakup towarów i usług, która w grudniu 2017 r. wyniosła blisko 1,5 mld zł, co było o 23,2% więcej niż w grudniu 2016 r. Wynik ten jest w dużym stopniu spowodowany postawą konsumentów, którzy grudniowych zakupów dokonują w centrach handlowych, posiłkując się wówczas kredytami ratalnymi, na terenie sklepów, oraz zaciągają pożyczki w firmach pozabankowych.

O tym, że kredyty ratalne służyły finansowaniu świąteczno-noworocznych zakupów, pokazuje rosnący w grudniu ub. roku trend dziennych kwot udzielonych kredytów ratalnych. Im bliżej świąt i nowego roku, tym więcej było kredytów.

BIK niedzielne zakupy już nie na raty
Trend ten potwierdzają także inne wydarzenia w końcówce roku, jak np. wielkie przeceny w tzw. „Black Friday”. W piątek, 24 listopada br. banki udzieliły 20,5 tys. kredytów ratalnych na łączną kwotę 71,8 mln. zł. Zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym jest to prawie o 100% więcej niż średnia dzienna dla pozostałych dni roboczych w listopadzie 2017 r. Z kolei w weekend, występujący bezpośrednio po „czarnym piątku”, Polacy ruszyli do sklepów i za sprawą zakupów ratalnych, wpłynęli na wzrost sprzedaży o prawie połowę w stosunku do pozostałych weekendów w listopadzie.

– Jak informują dane GUS*, sprzedaż detaliczna towarów w grudniu 2017 r. była wyższa o 6% w porównaniu z grudniem 2016 r. Nie jest to dużo w zestawieniu z danymi o wzroście płac i zatrudnienia w grudniu – mówi Sławomir Grzybek, dyrektor Departamentu Business Intelligence BIK. – Średnie płace w grudniu 2017 r. były wyższe (sektor przedsiębiorstw) w porównaniu z grudniem roku poprzedniego o 7,3%, zatrudnienie wzrosło o 4,6%, więc wzrost dochodów z pracy był prawdopodobnie dwukrotnie wyższy niż sprzedaż detaliczna – wyjaśnia Sławomir Grzybek.

W weekend na raty

Według analityków BIK, trend wzrostowy w sprzedaży ratalnej w okresach przedświątecznych, a także w poprzedzające je weekendy może świadczyć o wzmożonym zainteresowaniu zarówno instytucji finansowych, jak i ich klientów finansowaniem zakupów kredytami ratalnymi.

Kredyty ratalne zaciągane są w większości w centrach handlowych lub u samych sprzedawców, którzy współpracują z bankami „consumer finance”. Decyzja o zakupie na raty podejmowana jest w sklepie, z udziałem rodziny, która właśnie w weekend wspólnie udaje się na zakupy dóbr trwałego użytku. Zaciągnięte kredyty ratalne najczęściej przeznaczane są na zakup sprzętu AGD i RTV (34%) lub urządzeń elektronicznych – komputera, laptopa (24%).

Inaczej jest w przypadku kredytów gotówkowych, służących finansowaniu potrzeb i wydatków bieżących, o charakterze nagłym i nieprzewidzianym, dlatego też zaciągane są każdego dnia od poniedziałku do piątku, w oddziałach bankowych zlokalizowanych zazwyczaj poza galeriami handlowymi.

– Kredyty gotówkowe w grudniu 2017 r. zostały udzielone na kwotę o 7% niższą niż w grudniu 2016 r., co można tłumaczyć m.in. mniejszą liczbą dni roboczych w 2017 r. W segmencie do 15 tys. zł udzielono o 2,3% mniej niż przed rokiem – mówi Sławomir Grzybek z BIK. – Inaczej, jak w przypadku kredytów ratalnych, nie rosły dzienne kwoty i liczby zawieranych umów kredytowych, ponadto w grudniowe weekendy zawierano niewielkie liczby kredytów gotówkowych – dodaje Sławomir Grzybek.

Dużą aktywność w okresie przedświątecznym ub. roku miały firmy pożyczkowe. W grudniu 2017 r. firmy spoza sektora bankowego, raportujące do BIK, udzieliły pożyczek (łącznie ratalnych i gotówkowych) na kwotę 482 mln zł (wzrost r/r o 43%), w tym w segmencie do 15 tys. zł na kwotę 420 mln zł (wzrost r/r o 30%). W grudniu sprzedaż firm pożyczkowych w segmencie kwot do 15 tys. zł stanowiła ok. 20% sprzedaży bankowej.

Potrzeba czy zbytek

Zaciąganie kredytu na raty czy chwilówki, to sposób na dokonywanie zakupów często pod wpływem impulsu a nie realnej potrzeby. Podatność społeczeństwa na oferty promocyjne czy przeceny, silnie wspomaga popyt na towary i usługi. Pytanie, czy ograniczenie handlu w niedziele zmieni postawy zakupowe.

BIK, w badaniu opinii, zapytał Polaków o emocje towarzyszące zaciąganiu kredytów i pożyczek. Jak wynika z odpowiedzi ankietowanych, zadowoleniu z posiadania zakupionego produktu czy usługi towarzyszą negatywne emocje. Aż 47% osób potwierdziło, że odczuwa stres z powodu konieczności przyszłej spłaty, przy czym kobiety (51%) mają większe obawy z tym związane niż mężczyźni.

Dobrym prognostykiem może być stosunek Polaków do oszczędzania oraz do regulowania zobowiązań. Ponad 60% badanych zgodziło się ze stwierdzeniem, że niezależnie od poziomu zarobków, należy zawsze oszczędzać. Potwierdzały to zwłaszcza osoby z regionu południowego (śląskie, małopolskie).

Powołując się na wychowanie i wartości wyniesione z domu rodzinnego, aż 77% osób przyznało, że zaciągnięte zobowiązania pożyczkowe czy kredyty należy spłacać oraz korzystać z nich tylko wtedy gdy ma się pewność ich spłaty (78%).

W informacji wykorzystano źródła:

* GUS, Dynamika sprzedaży detalicznej w grudniu 2017 r. , Przeciętne zatrudnienie i wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w grudniu 2017 r.
* Badanie opinii zlecone przez BIK, pt. „Polacy na rynku kredytowym”, ARC Rynek i Opinia dla BIK S.A., listopad 2017 r., 18-65 lat, N=1000.

Do 2019 r. liczba pokoi hotelowych w Polsce wzrośnie o 30 proc.

Według szacunków Emmerson Evaluation do końca 2019 r. liczba pokoi hotelowych w Polsce wzrośnie średnio o ponad 30% względem bazy dostępnej na koniec 2016 r.[1] W niektórych lokalizacjach przyrost podaży osiągnie poziom nawet 50%. Takiej dynamiki analitycy firmy spodziewają się w pasie nadmorskim (+53%)[2] i Trójmieście (+48%). Inwestorów do rynku przyciągnie wysoki popyt na usługi hotelowe oraz rentowność, która dla najlepiej zarządzanych obiektów może przyjmować wartości ponad 40%[3].

Wśród lokalizacji, w których w latach 2017-2019 ma powstać najwięcej nowych pokoi hotelowych przoduje Wybrzeże. Na dalszych miejscach znalazły się: Łódź, w której wg obliczeń Emmerson Evaluation podaż ma wzrosnąć o 43% oraz Poznań i Warszawa z przyrostem sięgającym odpowiednio 36% i 31%. Najmniejszy przyrost miejsc pojawi się na południu Polski – w Krakowie, Katowicach i pasie górskim (Zakopane, Karpacz, Beskidy – Wisła, Ustroń, Szczyrk), gdzie podaż ma wzrosnąć o niespełna 11%[4].

Wykres 1.

Do 2019 r. liczba pokoi hotelowych w Polsce wzrośnie o 30 proc.Źródło: Emmerson Evaluation

– Pod względem liczby nowych pokoi hotelowych liderem pozostaje niezmiennie Warszawa, w której do dostępnej na koniec 2016 r. bazy prawie 13 tys. miejsc do 2019 r. ma dołączyć kolejnych 3,9 tys. Wzrost inwestycji hotelowych na Wybrzeżu przyniesie z kolei 2,7 tys. pokoi w Trójmieście i 1,8 tys. w pasie nadmorskim obejmującym takie kurorty, jak Kołobrzeg, Świnoujście, Jurata, Jastarnia, Chałupy. Część z nowych obiektów już trafiła na rynek, ale inne są dopiero w budowie i zostaną oddane do użytku w ciągu najbliższych miesięcy. Planując nowe projekty inwestorzy powinni więc staranie analizować potencjał obecnej oraz powstającej bazy hotelowej w poszczególnych lokalizacjach. W popularnych kurortach, takich jak Trójmiasto, rynek już jest mocno nasycony i kolejne realizacje mogą doprowadzić do nadpodaży – komentuje Dariusz Książak, Prezes Zarządu Emmerson-Evaluation.

Wykres 2.

Do 2019 r. liczba pokoi hotelowych w Polsce wzrośnie o 30 proc. 2Źródło: Emmerson Evaluation

Wysoka rentowność kusi inwestorów

Rosnący popyt na usługi hotelowe oraz wysoka stopa zwrotu stymulują inwestycje w tym segmencie rynku nieruchomości. Według obliczeń Emmerson Evaluation wskaźnik rentowności EBITDA, mierzony relacją do całkowitego przychodu, dla hoteli kategorii 3, 4 i 5 gwiazdek waha się od ok. 20% do 40%. Największą efektywność biznesową wykazują obiekty o najwyższym standardzie. W ich wypadku wskaźnik rentowności przyjmuje wartości od 29% do nawet 42% dla najlepiej zarządzanych obiektów. Średnia dla obiektów 3 i 4-gwiazdkowych wynosiła odpowiednio 29% i 33%.

Wykres 3.

Do 2019 r. liczba pokoi hotelowych w Polsce wzrośnie o 30 proc. 3Źródło: Emmerson Evaluation

Ile kosztuje inwestycja w hotel?

Analitycy Emmerson Evaluation przeanalizowali także koszty budowy 3, 4 i 5-gwiazdkowych obiektów hotelowych w Polsce. Ich wysokość została określona w przedziałach, co wynika ze zróżnicowanego wyposażenia, standardu wykończenia oraz funkcjonalności obiektów. W przypadku hoteli 3-gwiazdkowych koszt budowy 1 pokoju zaczyna się od 160 tys. zł, ale może wynieść nawet do 360 tys. zł. W przypadku obiektów 4-gwiazdkowych rozbieżności w kosztach są jeszcze większe i wahają się od 250 do 600 tys. zł. Inwestycja w najwyższej klasy hotele 5-gwiazdkowe wymaga nakładów sięgających od 350 do 730 tys. zł na jeden pokój.

Wykres 4.

Do 2019 r. liczba pokoi hotelowych w Polsce wzrośnie o 30 proc. 4Źródło: Emmerson Evaluation

[1] Dane z suplementu do raportu Emmerson Evaluation pt. „Rynek hotelowy w Polsce 2017”.
[2] Pas nadmorski: Kołobrzeg, Świnoujście i Półwysep Helski – Jurata, Jastarnia, Chałupy.
[3] Rentowność mierzona relacją EDITDA do całkowitego przychodu.
[4] Procentowy przyrost liczby pokoi hotelowych względem bazy dostępnej na koniec 2016 r.

Polskie kosmetyki dobrze sobie radzą w Wielkiej Brytanii

Przedstawiciele Banku Zachodniego WBK uważają, że Polska może odważnie zmierzać w kierunku podium wśród najważniejszych importerów kosmetyków do Wielkiej Brytanii. Duże nasycenie tamtejszego rynku czy niepewność związana z Brexitem nie wstrzymują umacniania się pozycji naszych producentów. Dane brytyjskiej organizacji Cosmetic, Toiletry & Perfumery Association (CTPA) pokazują, że spośród wszystkich krajów dostarczających kosmetyki na Wyspy to właśnie znaczenie Polski rośnie najszybciej[1]: w 2015 r. nasz kraj był na miejscu 6., w 2016 r. już na 4. Wyniki za 2017 r. są również bardzo obiecujące.

Brytyjki bezustannie poszukują wielkiego hitu. Chcą skuteczności i błyskawicznych efektów. Z tego powodu są niezwykle otwarte na nowości i chętnie próbują nowych specyfików – mówi Krystyna Rzemieniecka z firmy The Biz Mentor, zajmująca się doradztwem dla firm kosmetycznych na rynku brytyjskim. Renata Dutkiewicz, dyrektor sektorowa z Banku Zachodniego WBK, podkreśla z kolei, że ta otwartość Brytyjek i ich determinacja w poszukiwaniu najskuteczniejszych produktów stanowią ogromną szansę dla polskich marek. – Polskie kosmetyki powstają w oparciu o najnowsze technologie, często chronione patentami. Dzięki temu mogą pochwalić się wieloma unikalnymi właściwościami. Mają więc szansę trafić idealnie w oczekiwania brytyjskich konsumentek (i konsumentów) – podkreśla Renata Dutkiewicz. Już teraz dla krajowych producentów Wyspy to drugi najważniejszy zagraniczny rynek zbytu, na którym w okresie I-IX 2017 r. sprzedaż sięgnęła ponad  984 mln zł, a nadal ma on potencjał wzrostu.

Dalszy potencjał nadal istnieje. Rynek kosmetyczny Zjednoczonego Królestwa należy do największych w Europie. Jak podaje CTPA, jego wartość (w cenach detalicznych) sięga już prawie 10 mld £ (9,379 mld £)[2]. Co więcej, choć jest to rynek nasycony, to każdy jego sektor wciąż odnotowuje wzrost, średnio o 2-3% rocznie. Sam rynek kremów nawilżających wart jest blisko 1,11 mld £ i ciągle się rozwija. W 2017 roku, według prognoz Beauty Market ma osiągnąć wzrost rzędu 1,8%. Największe udziały rynkowe posiadają na nim globalne marki, takie jak L’Oreal (14%), Estee Lauder (10%) i Beiersdorf (10%), ale widać duży udział mniej znanych i małych marek, w tym także zagranicznych.

Receptura na Wielką Brytanię

O tym, że warto być na rynku brytyjskim wie Inglot, dobrze znana za granicą firma kosmetyczna z Przemyśla. Swój pierwszy salon w Wielkiej Brytanii, w Westfield White City, marka otworzyła w 2008 r. Od listopada 2016 r. „mieszka” na jednej z najsłynniejszych ulic handlowych na świecie, legendarnej Oxford Street, a dodatkowo umożliwia brytyjskim klientom zakupy online. Jowita Kotuła z Inglota wskazuje, że w przypadku kosmetyków kolorowych jednym z kluczowych czynników sukcesu na tym rynku jest szeroka gama produktów dostosowanych do bardzo niejednolitej grupy docelowej. – W Wielkiej Brytanii wyzwaniem jest ogromna różnorodność społeczeństwa. Musieliśmy zaproponować produkty dla wszystkich typów karnacji, odpowiedzieć na bardzo różne preferencje klientów, uwarunkowane również społecznie i kulturowo. Biorąc to pod uwagę organizujemy w salonach eventy tematyczne, np. weekendy hinduskie. Nie bez znaczenia pozostaje również wszechobecna konkurencja. Plusem jest zdecydowanie to, że Wielka Brytania jest dużym i zamożnym rynkiem o wysokiej świadomości konsumenckiej – mówi Jowita Kotuła.

Krystyna Rzemieniecka wskazuje, że polskie marki powinny pamiętać, że na Wyspach do potencjalnych klientów należy przemawiać językiem korzyści, nie zapominając o właściwej prezentacji produktu, w tym o opakowaniu. Podkreśla także, że Brytyjki są dobrze wyedukowane w dziedzinie pielęgnacji oraz działania kosmetyków i ich poszczególnych składników. Doświadczenia Inglota potwierdzają to: – Kładziemy duży nacisk na odpowiednie przeszkolenie sprzedawców. W naszych salonach pracują profesjonalni wizażyści. Coraz bardziej świadome klientki oczekują rzetelnych informacji o składzie produktów, cenią również fachowe podejście wizażystów – wskazuje Jowita Kotuła.

Wirtualny świat, bardzo realna sprzedaż

Poza dopasowaniem swoich produktów do lokalnej specyfiki i preferencji klientów, firmy myślące o ekspansji na Wyspach powinny bardzo gruntownie przemyśleć strategię sprzedaży i promocji swoich wyrobów. Popularność mediów społecznościowych i kultury „selfie” powoduje, że internet jest dla polskich firm kosmetycznych zainteresowanych rynkiem brytyjskim ważnym kanałem zarówno dla promocji, jak i sprzedaży. Coraz mniej Brytyjczyków kupuje kosmetyki w sklepach stacjonarnych, za to na popularności zyskują internetowe i telewizyjne kanały sprzedaży (na Wyspach zakupy online per capita są najwyższe w Europie).[3] Social media są wpływowymi narzędziami promocji nowych marek i produktów branży kosmetycznej. Przykładowo, Inglot prowadzi osobne profile dla poszczególnych rynków, w tym dla Wielkiej Brytanii.

Ogromny potencjał internetu sprawia, że polskie marki mogą wejść na rynek brytyjski, ponosząc na początku stosunkowo niewielki koszt uruchomienia i prowadzenia sklepu online. – Firmy kosmetyczne z Polski powinny się jednak liczyć z tym, że samo postawienie strony internetowej nie wystarczy, aby posypały się zamówienia z Wysp – podkreśla ekspertka The Biz Mentor. – Nowa marka musi najpierw zdobyć zaufanie konsumentów, prezentując swoje doświadczenie, jak i pozycję za granicą oraz na rynku rodzimym. Aby osiągnąć długoterminowy sukces, świadomość marki musi być zaplanowana i starannie rozwijana. Wprowadzanie jej na rynek brytyjski wymaga więc czasu i cierpliwości – dodaje Krystyna Rzemieniecka.

Niepewność Brexitowa: wskazany spokój

Dla wielu eksporterów zainteresowanych Wielką Brytanią – nie tylko z Polski i nie tylko sprzedających kosmetyki – sporym znakiem zapytaniem jest Brexit. Według ekspertki Banku Zachodniego WBK, Renaty Dutkiewicz, w kontekście handlu zagranicznego wcale nie musi przynieść negatywnych rozstrzygnięć, ale na pewno trzeba wziąć go pod uwagę, mądrze i ze spokojem planując biznes na Wyspach. – Nie jest zasadne, aby z racji samego Brexitu rezygnować choćby ze wstępnego rozpoznania możliwości. Wielka Brytania to duży rynek i dla wielu branż pozostanie bardzo atrakcyjny niezależnie od wyniku negocjacji z Unią Europejską. W najgorszym wypadku należy liczyć się z wejściem w życie w marcu 2019 r. ceł WTO. Już teraz niektóre firmy uwzględniają w analizach dotyczących opłacalności wejścia czy rozwijania biznesu na Wyspach scenariusz przejścia na zasady WTO, biorąc pod uwagę ewentualne cła czy bariery pozataryfowe. Dzięki temu unikną niespodzianek w przypadku braku porozumienia co do np. czasowego utrzymania unii celnej – wskazuje dyrektor sektorowa z Banku Zachodniego WBK. Ekspertka podkreśla przy tym, że spory wpływ na zyski ze sprzedaży na rynku brytyjskim mogą mieć towarzyszące dalszym negocjacjom wahania kursów walut. Przed tymi ostatnimi eksporterzy wyrobów kosmetycznych mogą się jednak zabezpieczyć, np. za pomocą kontraktów terminowych forward.

Efekt… szminki

Jak wskazują ostatnie dane, gospodarka Zjednoczonego Królestwa radzi sobie znacznie lepiej niż spodziewali się tego ekonomiści, zapowiadający po decyzji o Brexicie znaczne spowolnienie. Według ostatnich danych brytyjskiego urzędu statystycznego, PKB w ojczyźnie Szekspira nadal rośnie, w 2017 r. zwiększyło się o 1,8% r/r.[4] Nawet jeśli z powodu Brexitu czy innych powodów gospodarka brytyjska zacznie się kurczyć, to eksporterom kosmetyków optymizmu może dodawać wiara w tzw. efekt… szminki. Koncepcja ta mówi o tym, że w przypadku pogorszenia koniunktury konsumenci rezygnują z dóbr luksusowych o znacznej wartości (np. samochody, nieruchomości) na rzecz tych o niższej wartości – w tym właśnie kosmetyków. Ekonomiści Banku Zachodniego WBK przypominają z kolei, że produkty z Polski już kilkukrotnie podbijały rynki unijne właśnie w okresach dekoniunktury w Europie Zachodniej. Tak było choćby w pokryzysowych latach 2008 i 2009, kiedy udział naszych eksporterów na rynku EU rósł pomimo gospodarczego zastoju czy spowolnienia w krajach UE. – W okresie pogorszonej koniunktury w Niemczech, konsumenci zamiast np. AGD droższych marek, kupowali produkty porównywalnie dobre, ale w niższej cenie, często importowane. Jeśli spowolni gospodarka UK, to można zakładać, że brytyjskie konsumentki będą bardziej otwarte na mniej znane, nieco tańsze marki, w tym te z Polski – podkreśla Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WBK.

Przedstawiciele firmy Inglot, zapytani o największe ryzyko związane z prowadzeniem biznesu na Wyspach, nie mówią o Brexicie. Wskazują, że w ostatnim czasie prowadzenie biznesu w Wielkiej Brytanii zakłócają głównie niepokoje społeczne związane z atakami terrorystycznymi. Także Krystyna Rzemieniecka sugeruje, żeby do Brexitu podchodzić ze spokojem. – Tak naprawdę na razie nie wiadomo kto i w jakim stopniu ucierpi z powodu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Toczy się nieskończenie wiele debat, ale część z nich to, kolokwialnie mówiąc, „sianie paniki”. Osobiście żywię wielką nadzieję, że zwycięży zdrowy rozsądek i ostatecznie zmieni się niewiele lub wręcz nic. Należy po prostu planować z uwzględnieniem kilku scenariuszy. Poza tym, na bazie swoich wieloletnich doświadczeń i obserwacji wiem jedno: kobiety zawsze znajdą pieniądze na dobry krem – mówi Krystyna Rzemieniecka.

Swoje własne wrażenia na temat potencjału brytyjskiego rynku i możliwości rozwoju sprzedaży na tym kierunku polskie firmy kosmetyczne mogły także wynieść ze zorganizowanej przez Bank Zachodni WBK pod koniec 2017 r. misji wyjazdowej do Londynu. W ramach wydarzenia krajowi przedsiębiorcy mieli okazję spotkać się z ekspertami i firmami posiadającymi doświadczenie w eksporcie do Zjednoczonego Królestwa oraz nawiązać bezpośrednie relacje biznesowe z potencjalnymi kontrahentami i partnerami.

[1] CTPA, Annual Report 2016, http://www.ctpa.org.uk/annualreport/2016/#32/z, s. 32.
[2] Jak wyżej, s.28.
[3]Average annual spending per capita for online shopping in Europe in 2015 and 2016, by country (in euros), https://www.statista.com/statistics/435928/online-shopping-e-commerce-spending-per-capita-by-country-europe/.
[4] Gross domestic product, preliminary estimate: October to December 2017, https://www.ons.gov.uk/economy/grossdomesticproductgdp/bulletins/grossdomesticproductpreliminaryestimate/octobertodecember2017.

W Europie kobiety zarabiają 16-17 procent mniej niż mężczyźni

Wypowiedź: Monika Banyś, biuro prasowe  Personnel Service.

Z danych Eurostatu wynika, że różnica w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w krajach Unii Europejskiej wynosi aż 16,7%. I choć na razie brakuje ogólnych regulacji w tym zakresie, niektóre kraje wprowadzają własne rozwiązania. Niemcy pracują nad prawem, które zobowiąże firmy do ujawniania różnic płacowych. Natomiast Islandia jako pierwszy kraj na świecie lukę w wynagrodzeniach uznaje za przestępstwo.

– Różnice w wynagradzaniu kobiet i mężczyzn to problem, na który Unia Europejska zwraca uwagę już od dłuższego czasu. Znane są wytyczne dotyczące niwelowania luki płacowej, ale nadal brakuje odpowiednich rozwiązań prawnych w tym zakresie. Można się jednak spodziewać, że niedługo się to zmieni. Islandia dała fantastyczny przykład tego, jak skutecznie poradzić sobie z luką płacową. Od początku roku obowiązuje tam prawo, które nierówne wynagradzanie kobiet i mężczyzn za analogiczną pracę, traktuje jak przestępstwo. Firmy, które stosują dyskryminację płacową narażają się na karę wynoszącą nawet do 500 dolarów dziennie – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Islandia przeciera szlaki do równości płacowej

Z danych Statistics Iceland wynika, że w Islandii w 2016 roku kobiety zarabiały średnio 16,1% mniej niż mężczyźni pracujący na analogicznych stanowiskach. Tak wysoki wskaźnik nierówności w wynagrodzeniach, który jest zbliżony do średniej w krajach Unii Europejskiej, zmobilizował lokalny rząd do wypracowania odpowiedniego rozwiązania systemowego, które ma rozwiązać problem. Od początku tego roku w Islandii obowiązuje prawo zobowiązujące firmy zatrudniające więcej niż 25 osób do uzyskania specjalnego certyfikatu, który potwierdza sprawiedliwą politykę płacową wśród kobiet i mężczyzn. Przedsiębiorstwa, które nie uzyskają takiego zaświadczenia, w świetle prawa popełnią przestępstwo i narażą się na kary finansowe.

Nad rozwiązaniem dotyczącym niwelowania luki płacowej pracują również Niemcy. Nie jest to zaskoczeniem biorąc pod uwagę, że z danych Federal Statistical Office (DeStatis) wynika, że luka płacowa w Niemczech w 2016 roku wyniosła aż 21% i była jedną z najwyższych w całej Unii Europejskiej. Zgodnie z nowym prawem, pracodawcy w Niemczech będą zmuszeni do ujawniania różnic płacowych w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Jednak inaczej niż w przypadku Islandii to prawo będzie obowiązywało tylko w firmach, które zatrudniają więcej niż 200 pracowników.

Rynek pracy w Polsce sprzyja kobietom

Nierówności w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn na polskim rynku pracy są stosunkowo niewielkie. Z ostatnich dostępnych danych Eurostatu wynika, że luka płacowa wynosi 7,7%, jest zatem zdecydowanie niższa niż średnia w Unii Europejskiej (16,7%). Jak wskazuje Krzysztof Inglot, obecnie kobietom na rynku pracy sprzyja deficyt kadrowy, z którym mamy do czynienia już od jakiegoś czasu.

– Duże zapotrzebowanie na pracowników powoduje, że kobiety i mężczyźni mają zapewniony równy start. Dodatkowo, nasz rynek pracy pod względem równości płac jest dosyć dojrzały. Pracodawcy zdają sobie sprawę, że nie liczy się płeć pracownika, tylko jego kompetencje – mówi Krzysztof Inglot.

W dłuższej perspektywie na wyrównywanie płac kobiet i mężczyzn wpłynie również większa automatyzacja i robotyzacja pracy.

Broker kurierski alternatywą dla giełdy transportowej

Giełda transportowa to w dzisiejszych czasach bardzo popularny sposób znajdowania kontrahentów odpowiedzialnych za przesyłkę towarów. Pozwala na szybkie wyszukanie firmy, w zależności od wymagań finansowych oraz innych parametrów.

Poza niewątpliwymi zaletami posiada jednak również swoje negatywne strony, jak np. stosunkowo niskie bezpieczeństwo oraz możliwość trafienia na nierzetelnego partnera. Coraz więcej firm korzysta więc z usług brokerów kurierskich, dających większą pewność udanej usługi.

Giełdy transportowe działają na zasadzie pośrednictwa pomiędzy przedsiębiorstwami szukającymi potencjalnych kontrahentów. Firmy zgłaszają zapotrzebowanie na transport pewnego towaru w konkretnym czasie, między danymi punktami. Następnie zgłaszają się przewoźnicy, którzy są skłonni zaoferować swoje usługi na warunkach przedstawionych przez firmę, przedstawiając swój cennik. Działanie takie przypomina trochę porównywarki cen produktów. Pozwala to na łatwy dostęp do zróżnicowanych ofert i wybór tej najlepszej. Jednak ten, wydawałoby się, niemal idealny system ma również swoje poważne ograniczenia.

Po pierwsze, przedsiębiorstwo, które chce skorzystać z takich usług nigdy nie ma pewności, że firma transportowa prawidłowo wykona swoje zadanie. Zwłaszcza, jeżeli jest ona mała i nieznana, a takie najczęściej, ze względu na niską rozpoznawalność, walczą o klienta ceną. Ale niedotrzymanie terminów, czy odpowiedniej jakości usługi to nie jest jeszcze największy problem. Nieszczęśliwy wybór firmy transportowej niejednokrotnie kończy się oszustwem, kradzieżą towaru lub jego zaginięciem w trakcie przewozu. Oczywiście platformy zarządzające giełdami transportowymi starają się minimalizować takie ryzyko, jednak do nieprawidłowości nadal dochodzi stosunkowo często. Czy jest więc jakiś sposób, aby uniknąć wspomnianych problemów, bez konieczności rezygnacji z niewątpliwej wygody powyższych rozwiązań?

Odpowiedzią na kłopoty wokół giełd transportowych mają być usługi brokerów kurierskich. Są to firmy pośredniczące między przedsiębiorstwami zlecającymi transport, a spedytorami. Wszystko odbywa się online, a ponadto klient ma możliwość szybkiego dostępu do wybranych ofert, w zależności od ilości środków planowanych na tę operację. Nie trzeba zatem wykonywać żadnych dodatkowych czynności, ponieważ wszystkim zajmuje się firma pośrednicząca. Jedną z takich firm świadczącą usługi na bardzo wysokim poziome jest Sendello, której ofertę odnajdziemy tutaj – http://www.sendello.pl/.
Ważną zaletą takiej formy współpracy jest możliwość śledzenia przesyłki, co znacznie poprawia bezpieczeństwo i pozwala na kontrolowanie jakości wykonanej usługi jeszcze przed jej zakończeniem. Wszystko to sprawia, że nie trzeba rezygnować z wygody i sprawności nowoczesnych rozwiązań podczas poszukiwania opcji zapewniających pewność oraz bezpieczeństwo.

Mądry wybór może oszczędzić problemów

Decydując się na sposób wyboru kontrahentów należy więc zwrócić dużą uwagę na zalety i wady dostępnych ofert i wybrać najlepszą opcję. Samodzielne poszukiwanie firmy transportowej, przy dzisiejszych możliwościach, nie będzie zbyt dobrym rozwiązaniem. Dlatego obecnie funkcjonuje tak wiele platform oferujących swoje usługi w zakresie pośrednictwa. Giełdy transportowe są sposobem pozwalającym zapoznać się z ofertą licznych usługodawców, w zakresie transportu, jednak mają swoje bardzo poważne ograniczenia w postaci niewystarczającej gwarancji bezpieczeństwa. Wybór brokerów kurierskich, ze względu na swoje możliwości kontrolowania kontrahentów, może zaoszczędzić czas, pieniądze oraz nerwy związane z nieprawidłowo wykonaną usługą.

Dzień indeksów PMI. Stabilizacja cen ropy

Dzisiejszy poranek zdominowały na rynkach publikacje indeksów koniunktury z Europy. Dobrym danym ze Szwajcarskiego przemysłu towarzyszy słaby odczyt sprzedaży detalicznej. Rosnące wydobycie ropy dusi jej ceny.

Indeksy PMI dla przemysłu

Dzisiaj poznaliśmy odczyty tego wskaźniki. Jest to wynik badania ankietowego menadżerów odpowiedzialnych za zamówienia w przedsiębiorstwach branży przemysłowej. Im więcej pozytywnych odpowiedzi tym wyższy wskaźnik. Na tej podstawie ocenia się czy gospodarka będzie się rozwijać czy nie. Polska osiągnęła 54,6 punktów. Jest to wynik poniżej granicznej 50 oddzielającej rozwój od recesji. Jest jednak słabszy od oczekiwań 55,3 punktów. Dane nie nie miały jednak większego wpływu na złotego, nie licząc krótkiego odbicia, po którym od razu pojawiła się korekta. Warto zwrócić uwagę, że optymizm w Europie zachodniej jest znacznie większy. Dla całej strefy euro wynosi zgodnie z oczekiwaniami 59,6 punktów. Słabiej od oczekiwań wypadła z kolei Wielka Brytania, która uzyskała rezultat 55,3 punktów czyli 1,2 poniżej oczekiwań. Dane te nieznacznie osłabiły funta.

Dane ze Szwajcarii

Rewelacyjne są dane na temat indeksu PMI ze Szwajcarii wynoszące aż 65,3 pkt. Spowodowały one krótkotrwałe umocnienie franka. Ruch ten został już zniwelowany. Warto zwrócić uwagę, że w ostatnich dniach frank umocnił się o niemal 2% względem euro. W rezultacie nie może dziwić, że inwestorzy realizują zyski z zakupu franków osłabiając tą walutę. Sygnałem do realizacji zysków były słabsze dane na temat sprzedaży detalicznej, która wzrosła rok do roku o zaledwie o 0,6%. To znacznie poniżej oczekiwanego 1,5%. W efekcie tych danych frank, który jeszcze wczoraj zmierzał do 3,60 zł dzisiaj spada i kosztuje już poniżej 3,58 zł.

USA zwiększają produkcję ropy

Wzrost cen ropy zachęca firmy naftowe do zwiększania wydobycia. W rezultacie amerykania osiagnęli najwyższą produkcję od 1970 roku. Efektem tego jest pierwszy od dawna wzrost zapasów ropy naftowej i to od razu o niemal 7 milionów baryłek. Efektem wzrostu produkcji jest stabilizacja cen ropy w okolicach 70 dolarów. Po tym jak od połowy 2017 roku ropa podrożała w półrocznym ruchu o 50% nastąpiło wyhamowanie ruchu. Nie można wykluczyć oczywiście dalszych wzrostów, ale ceny te powodują wyraźne zwiększanie wydobycia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA -wnioski o zasiłek dla bezrobotnych
  • 16:00 -USA – raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl