Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne 02.02.2018

Przyszły tydzień publikacji makroekonomicznych otworzy amerykański PMI, jego wartość poznamy w pierwszy dzień sesji o godzinie 16:00. W poniedziałek będzie to jedyna publikacja, która może wpłynąć na rynek walutowy. W kolejnym dniu poznamy australijski, kanadyjski oraz amerykański bilans handlowy. Oprócz tego zostanie podany australijski koszt pieniądza, a także kanadyjski PMI. W środę zaplanowane jest spotkanie członów ECB, a także publikacja decyzji w sprawie stóp procentowych w Nowej Zelandii. W czwartek poznamy siłę chińskiej gospodarki oraz najnowszy koszt pieniądza ustalany przez Bank Anglii. Ostatni dzień sesji będzie decydujący dla dolara kanadyjskiego, ponieważ poznamy kondycję rynku pracy.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Australia, Nowa Zelandia, Wielka Brytania – koszt pieniądza

Według inwestorów w przyszłym tygodniu nie zobaczymy żadnej podwyżki stóp procentowych. Natomiast według rozkładu prawdopodobieństwa rynek oczekuje, iż najszybciej z trzech wspomnianych banków centralnych stopy procentowe podniesie Bank Anglii. Aktualne prawdopodobieństwo wskazuje na podwyżkę stóp procentowych dopiero w trzecim kwartale 2018 roku, termin dosyć odległy.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych

Źródło: Bloomberg

Od czego zależy ścieżka przyszłych stóp procentowych? Od inflacji oraz wzrostu gospodarczego. Pierwszy czynnik jest spełniony, natomiast drugi hamuje wzrost kosztu pieniądza.

Stopy procentowe UK, prognoza inflacji

Stopy procentowe UK, prognoza inflacji

Źródło: Bloomberg

Na powyższy wykresie zobrazowano stopy procentowe ustalane przez Bank Anglii (linia biała) na tle prognozy inflacji. Po wyniku referendum w Wielkiej Brytanii rynek wywarł bardzo dużą presję na Banku Anglii, który zdecydował się na obniżkę stóp procentowych. Jednak stopy procentowe nie pozostały długo na tym poziomie, władze monetarne podwyższyły koszt pieniądza do wcześniejszego poziomu (przyznanie się do błędu).

Spadek wartości GBP na szerokim rynku spowodował drastyczny wzrost ceny ropy naftowej, pozostałych surowców oraz produktów importowanych. Inflacja podskoczyła, ale dla BOE nie jest to wystarczającym powodem do podwyżki stóp procentowych. W 2011 prognozowana inflacja była na o wiele wyższym poziomie, co również nie przełożyło się na podwyżkę stóp procentowych.

Instrument do obserwacji

Od kwietnia 2017 roku notowania USDJPY znajdowały się w szerokiej konsolidacji. Obecny ruch spadkowy został rozpoczęty po odbiciu od strefy podaży. Z kolei w nadchodzącym tygodniu może dojść do pokonania linii trendu spadkowego, co sugeruje również dolna strefa wsparcia. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na oscylator stochastyczny, który wskazuje na pozytywną dywergencję kursu walutowego.

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Jeżeli stronie kupującej uda się pokonać linie trendu spadkowego, to po raz kolejny możemy zobaczyć umocnienie dolara amerykańskiego w stosunku do jena japońskiego. W tym scenariuszu celem kupujących może okazać się górna strefa konsolidacji.

Szkoły otwierają się na nowe technologie. Microsoft ocenił sześć polskich placówek jako światowe centra innowacyjności

Szkoły otwierają się na nowe technologie. Microsoft ocenił sześć polskich placówek jako światowe centra innowacyjności 1

Coraz więcej szkół otwiera się na nowe technologie. Technologia przestaje szkołom przeszkadzać, a pomaga im wpasowywać się w proces edukacyjny – ocenia Cecylia Szymańska-Ban z Microsoft Polska. Nowe technologie pomagają zwiększyć kompetencje cyfrowe uczniów. W części szkół brakuje do tego odpowiedniego sprzętu, w niektórych placówkach problemem jest brak kompetencji nauczycieli. Sytuacja powoli się jednak zmienia. Sześć polskich szkół zostało wskazanych przez Microsoft jako centra kompetencyjne na światową skalę.

 Technologie są obecne wszędzie, w związku z tym dobrze jest, żeby były wykorzystywane też w szkole. Istotne jest, żeby te technologie wykorzystywać sensownie, czyli pokazywać, w jaki sposób może ona wpłynąć na jakość pracy, współpracę, uczenie się kompetencji, w jaki sposób wykorzystywać różnego rodzaju aplikacje i usługi do tego, żeby uczyć się lepiej, wydajniej i sensowniej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Cecylia Szymańska-Ban, dyrektor ds. sektora edukacji w Microsoft Polska.

Jak wynika z „Ramowego katalogu kompetencji cyfrowych” Ministerstwa Cyfryzacji w Polsce jest około 12 mln osób wykluczonych cyfrowo, bez dostępu do nowych technologii. Najczęściej powodem niekorzystania z cyfrowych technologii jest brak odpowiednich umiejętności. Statystyki mówią, że co piąty Polak nigdy nie korzystał z internetu. Dotyczy to również dzieci i młodzieży. Dziś pod względem kompetencji informatycznych polscy uczniowie odstają od rówieśników z Europy. Raport Edu-Tech 2016 wskazuje, że plasujemy się poniżej średniej dla państw OECD (287 przy 295 pkt). W dużej mierze to brak powszechnie używanych nowych technologii w polskich szkołach. W części brakuje potrzebnego sprzętu, czasami brakuje też kompetencji cyfrowych nauczycieli.

– Technologia przestaje szkołom przeszkadzać, a zaczyna pomagać im w dostosowywaniu się do procesu edukacyjnego, proces uczenia i zarządzania szkołą. Szkoły są coraz bardziej otwarte, ale potrzebują narzędzi. Nie da się wykorzystywać chmury obliczeniowej i aplikacji bez urządzeń. Z jednej strony musi być baza sprzętowa, z drugiej strony kompetencje, bo nauczyciele muszą wiedzieć, jak z tego korzystać – wskazuje ekspertka.

Światowe Forum Ekonomiczne prognozuje, że 65 proc. dzieci, które uczą się obecnie w szkołach podstawowych, będzie w przyszłości pracować w zawodach, które dziś jeszcze nie istnieją, w większości powiązanych z IT i nowymi technologiami. U dzieci i młodzieży budowanie kompetencji cyfrowych można zacząć już od najmłodszych lat. Dlatego dla polskich szkół istotne jest wsparcie firm związanych z technologią i IT.

 Udostępniamy nasze oprogramowanie, żeby było ono łatwo dostępne i żeby można było je wykorzystywać. Z drugiej strony, mamy dość mocne projekty do budowania kompetencji nauczycieli, tworzymy środowisko innowacyjnych nauczycieli, mamy ogromną bazę kursów, budujemy modelowe, referencyjne szkoły. Zapraszamy szkoły i nauczycieli, żeby uczyli się od innych – wymienia Cecylia Szymańska-Ban.

Do sieci Szkół w Chmurze Microsoft należy ponadsześćdziesiąt placówek, które pretendują do wpisania na światową listę innowacyjnych szkół Microsoft Showcase School. Sześć polskich szkół zostało wskazanych przez Microsoft jako centra kompetencyjne na światową skalę. Dzięki wsparciu firmy szkoły przygotowują uczniów do aktywnego i mądrego wykorzystywania technologii na każdym etapie edukacji. Celem programu jest zwiększenie potencjału edukacji poprzez wykorzystanie najnowocześniejszych technologii.

Działania Microsoft zostały docenione przez Stowarzyszenie Wspierania Edukacji i Rodziny „Sternik”, a firma została uhonorowana nagrodą „Sternik edukacji”.

Do 2022 roku 90% personelu szpitalnego będzie korzystać z technologii mobilnych przy łóżku pacjenta

Firma Zebra Technologies Corporation zaprezentowała wyniki badania „Future of Healthcare: 2022 Hospital Vision Study”. Przedstawia ono wpływ wykorzystania technologii mobilnych w szpitalach świadczących pomoc medyczną w nagłych przypadkach. Badanie, w którym udział wzięli kierownicy zespołów pielęgniarskich, osoby decyzyjne ds. IT i pacjenci, zawiera obserwacje z pierwszej linii opieki nad pacjentami. Opisuje ono również znaczenie rozwiązań zapewniających mobilność w służbie zdrowia, które w ciągu kolejnych pięciu lat mają zmienić sposób świadczenia usług zdrowotnych na całym świecie.

Badanie 2022 Hospital Vision Study firmy Zebra wskazuje na coraz większe zastosowanie, w szpitalach z całego świata, rozwiązań zapewniających mobilność – takich jak komputery mobilne, tablety, drukarki i bezprzewodowe skanery kodów kreskowych. Spośród wszystkich decydentów biorących udział w badaniu 72 proc. twierdzi, że wykorzystanie urządzeń mobilnych wpływa na poprawę jakości opieki nad pacjentem – oferują one personelowi szpitalnemu dostęp do potrzebnych informacji przy łóżku pacjenta. W efekcie wydłuża się czas, który można poświęcić pacjentom oraz spada liczba popełnianych błędów.

Wymierne korzyści, wynikające z rozwiązań zapewniających mobilność w służbie zdrowia, wpływają na rosnące wykorzystanie technologii mobilnych na każdym etapie opieki nad pacjentem. Według respondentów badania w niemal wszystkich szpitalach szacuje się, że do 2022 roku urządzenia mobilne będą używane przy łóżku pacjenta przez personel pielęgniarski (97 proc.) i lekarzy (98 proc.). W coraz większym zakresie mają być również wykorzystywane przez innych pracowników sektora służby zdrowia — farmaceutów, techników laboratoryjnych, radiologów i specjalistów ratownictwa medycznego. W badaniu przedstawiono także opinie pacjentów na temat wzrostu wykorzystania rozwiązań zapewniających mobilność w służbie zdrowia. Niemal ośmiu na dziesięciu respondentów pozytywnie odnosi się do wykorzystania urządzeń mobilnych do poprawy poziomu swojej opieki zdrowotnej.

KLUCZOWE WNIOSKI Z BADANIA

  • Rozwiązania zapewniające mobilność w służbie zdrowia szybko stają się standardem w opiece nad pacjentami na całym świecie: Badanie 2022 Hospital Vision Study firmy Zebra wskazuje na rosnące zastosowanie rozwiązań mobilnych we wszystkich dziedzinach medycyny do 2022 roku. Co ciekawe, tendencję wzrostową odnotowuje się również w obszarach, w których technologie mobilne są już powszechnie stosowanie (wśród personelu pielęgniarskiego opieki przyłóżkowej z 65 proc. do 95 proc.). Znaczny wzrost w tym zakresie charakteryzuje również inne grupy zawodowe — farmaceutów i techników farmaceutycznych (z 42 proc. do 96 proc.), techników laboratoryjnych (z 52 proc. do 96 proc.) i personel pielęgniarski intensywnej opieki medycznej (z 38 proc. do 93 proc.).
  • Wyniki badania wskazują jako główną korzyść spadek liczby błędów, których można uniknąć: Objęci badaniem kierownicy zespołów pielęgniarskich i osoby decyzyjne ds. IT oczekują, że rozwiązania zapewniające mobilność w służbie zdrowia ograniczą liczbę błędów popełnianych podczas podawania leków (61 proc.) i oznakowania pobranych próbek (52 proc.).
  • Technologie mobilne pozwalają personelowi szpitali spędzać więcej czasu przy łóżku pacjentów: Według prognoz do 2022 roku 91 proc. personelu pielęgniarskiego ma mieć dostęp do elektronicznej dokumentacji medycznej, medycznych baz danych i baz danych leków (92 proc.) oraz wyników badań laboratoryjnych (88 proc.) za pośrednictwem urządzeń mobilnych, co pozwoli ograniczyć czas spędzany z dala od pacjentów.
  • Rosnące zastosowanie rozwiązań zapewniających mobilność w służbie zdrowia ma poprawić komunikację: Niemal siedmiu na dziesięciu kierowników zespołów pielęgniarskich objętych badaniem przypisuje rozwiązaniom mobilnym korzystny wpływ na komunikację i współpracę między pracownikami oraz poprawę jakości opieki nad pacjentami. Natomiast 64 proc. respondentów spośród decydentów ds. IT określa komunikację na linii lekarze–personel pielęgniarski jako główny obszar, w którym oczekują poprawy.
  • Rozwiązania zapewniające mobilność w służbie zdrowia zostaną uzupełnione o informacje o lokalizacji uzyskiwane w czasie rzeczywistym. Ma to na celu optymalizację procesów: System lokalizacji w czasie rzeczywistym (RTLS) będzie wykorzystywany do lokalizacji wszystkiego — od sprzętu, zapasów i środków farmaceutycznych, po pacjentów i personel. Uzyskana dzięki temu widoczność pozwoli administratorom zwiększyć dostępność personelu przy łóżkach pacjentów, poprawić przepływ pracy i podnieść poziom bezpieczeństwa.
  • Lepszy przepływ danych, zintegrowany za pomocą przenośnej technologii mobilnej, ma zwiększyć wykrywalność stanów zagrażających życiu i polepszyć sposób powiadamiania o nich: Wśród objętych badaniem decydentów ds. IT 98 proc. oczekuje, że do 2022 roku analizy predykcyjne i wczesne powiadomienia o stanach zagrażających życiu, na przykład o sepsie i zakażeniach szpitalnych, będą wysyłane na urządzenia mobilne personelu szpitalnego.
  • Pacjenci rozumieją korzyści wynikające z rozwiązań zapewniających mobilność w służbie zdrowia i coraz aktywniej angażują się w działania umożliwiające zapewnienie im samym opieki zdrowotnej: Większość uczestniczących w badaniu pacjentów (77 proc.) pozytywnie reaguje na wykorzystanie przez lekarzy technologii mobilnych w celu poprawy opieki zdrowotnej.

Chris Sullivan — Global Healthcare Practice Lead, Zebra Technologies:

„Rozwiązania zapewniające mobilność w służbie zdrowia stanowią silny trend, który w wielkim stopniu wpływa na poprawę jakości opieki nad pacjentami na całym świecie. Już sama liczba członków personelu pielęgniarskiego i kierowników ds. IT, którzy wzięli udział w naszym badaniu, żeby zaprezentować, jak bardzo technologie mobilne poprawiają ich pracę, potwierdza wyraźną tendencję coraz lepszego wykorzystania rozwiązań mobilnych w służbie zdrowia. Otwartość pacjentów wobec idei mobilności oraz ich entuzjastyczne nastawienie, świadczy o tym, że mobilność jest w coraz większym stopniu kojarzona przez nich z najlepszymi standardami leczenia.  W firmie Zebra jesteśmy przekonani, że rozwiązania mobilne są niezbędne do zapewnienia skuteczności i efektywności w sektorze służby zdrowia oraz zaoferowania pracownikom służby zdrowia najlepszych narzędzi do niesienia pomocy ludziom”.

ZAŁOŻENIA I METODOLOGIA BADANIA

Zebra zleciła przeprowadzenie trzech globalnych badań, które pozwalają lepiej zrozumieć rolę, jaką technologia odgrywa w szpitalach świadczących pomoc medyczną w nagłych przypadkach. Badania przeprowadzone we współpracy z ośrodkami badawczymi (Research Now, Lucid) koncentrowały się na kierownikach zespołów pielęgniarskich, osobach decyzyjnych ds. IT i pacjentach poddanych niedawnej hospitalizacji. Badanie 2022 Hospital Vision Study firmy Zebra podsumowuje wyniki tych analiz i zestawia odpowiedzi uzyskane od ponad 1500 respondentów ze Stanów Zjednoczonych Am. Płn., Brazylii, Chin, Wielkiej Brytanii, Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Badania zostały przeprowadzone w 2017 roku.

Rośnie popularność domów zagadek w Polsce. Takie miejsca będą coraz częściej wykorzystywane do rekrutacji pracowników

Rośnie popularność domów zagadek w Polsce. Takie miejsca będą coraz częściej wykorzystywane do rekrutacji pracowników 2

Zabawa w escape roomach szybko wyrasta na jedną z ulubionych rozrywek Polaków. W 2015 roku w Polsce takich miejsc było zaledwie 150, teraz jest ich prawie tysiąc, ale na rynku pozostają jedynie najlepsze lokale, których właściciele idą z duchem czasu, wprowadzają nowe rozwiązania i mogą pozwolić sobie na doposażenie. Takie miejsca przestają służyć wyłącznie rozrywce – firmy wykorzystują je m.in. do reklamy swoich produktów i procesów rekrutacyjnych, a szkoły – do nietypowych lekcji dla uczniów.

Obecnie panuje duży boom na escape roomy. Gdy zaczynaliśmy, w samej Warszawie było około ośmiu firm, obecnie jest ponad 40. Natomiast w skali Polski jest ponad 1 tys. pokoi, podczas gdy trzy lata temu było ich zaledwie około 150, czyli mamy wzrost o ok. 600 proc. W tym momencie rynek się stabilizuje, nie otwierają się nowe miejsca, a dochodzi wręcz do weryfikacji rynku – gorsze firmy odpadają. Dalej widzimy ogromne zapotrzebowanie klientów na tę usługę, ruch u nas nie maleje, wręcz wzrasta – mówi agencji informacyjnej Newseria Wojciech Szulimowski, współzałożyciel Domu Zagadek.

Jak podkreśla, kiedyś wiele firm zaczynało od wynajętej kawalerki, jednak wraz z rozwojem rynku oczekiwania klientów wzrosły. Poprzeczka została postawiona dosyć wysoko, dlatego też teraz samo wynajęcie pokoju, umieszczenie w nim kilku rekwizytów i schowków już nie wystarczy.

Klienci szybko to zweryfikują, mają oni bowiem coraz większe oczekiwania co do wystroju pokoju, zagadek i mechanizmów. Kreatywność musi być na jak najwyższym poziomie w tym momencie, żeby wymyślić coś, co zaskoczy. Każdy z ponad tysiąca pokoi w Polsce oferuje jakieś zagadki, więc żeby się wyróżnić, trzeba zrobić coś oryginalnego – mówi Wojciech Szulimowski.

Klient wciąż musi być zaskakiwany nowymi zagadkami i wyzwaniami, bo jeśli szybko pozna mechanizmy, nie wróci już do tego miejsca. Dlatego właściciele chętnie eksperymentują i otwierają się na to, co jeszcze nieznane. Aby zwiększyć rentowność danego miejsca i przyciągnąć klientów, często otwierają dodatkowe pokoje lub modernizują te istniejące.

To świetna forma rozrywki dla osób w każdym wieku, ponieważ wpływa na kreatywność, logiczne myślenie, kojarzenie faktów oraz spostrzegawczość. Zespoły biorące udział w zabawie liczą od dwóch do sześciu osób i wręcz skazane są na współpracę, bo niektórych zagadek nie da się po prostu rozwiązać w pojedynkę.

– Przychodzą do nas wszyscy – od dzieci po dorosłych. Wśród klientów są też firmy, które organizują sobie gry, integracje. Mamy także wyjścia kawalerskie. Coraz więcej firm chce wykorzystać zagadki do lokowania produktów – firma X przychodzi do nas i mówi: chcemy pokazać fajne funkcje telefonu, dobrze byłoby, gdyby gracze mogli je zobaczyć, czy możecie wymyślić jakieś zagadki, żeby ich wypróbowali – tłumaczy Wojciech Szulimowski.

W celu dotarcia z ofertą do szerszego grona potencjalnych klientów niektóre domy zagadek uruchamiają przenośne wersje pokoi.

– Zdarzało nam się też robić mobilne escape roomy w różnych przypadkach – ktoś chciał zrobić urodziny dla dzieci i zaprosić je do takiej mobilnej gry, ktoś inny chciał zamienić jeden z popularnych sklepów meblowych na escape room i zaproponować dzieciom zabawę w nim. Mobilne escape roomy mocno się rozwijają, najczęściej są to gry w pokojach, salach konferencyjnych, na wyjazdach integracyjnych dla firm – wyjaśnia Wojciech Szulimowski.

Jednym z nowych sposobów na wykorzystanie escape roomów jest rekrutacja pracowników. Wyzwania i łamigłówki, z jakimi muszą zmierzyć się uczestnicy zabawy w domu zagadek, to dobry sposób na sprawdzenie, jak kandydaci współpracują w grupie i czy radzą sobie w trudnych i niespodziewanych sytuacjach. Zauważyli to specjaliści ds. HR, którzy podejmują próby wykorzystania domów zagadek w procesie rekrutacyjnym.

Jak grupa wchodzi do pokoju, to od razu widać, kto jest liderem, kto podchodzi bardziej kreatywnie, kto matematycznie. Na świecie już escape roomy są wykorzystywane w rekrutacjach. Sami będziemy niedługo rekrutować i prawdopodobnie wykorzystamy ten sposób, żeby wybrać osoby do współpracy. Będziemy chcieli rozwijać ten kierunek – mówi Wojciech Szulimowski.

W pokoju zagadek można organizować lekcje, a różnorodna tematyka sprawia, że praktycznie każdy nauczyciel znajdzie tu coś, czym będzie mógł zainteresować swoich uczniów.

Jesteśmy w pokoju, w którym nie trzeba znać języka egipskiego, ale wychodzimy z pełną wiedzą o Egipcjanach i ich języku. Właściwie w każdym z pokoi czegoś się dowiadujemy, rozwijamy swoją kreatywność – mamy bardzo często szkolne wycieczki w godzinach lekcyjnych. To nawet punkt wycieczki niektórych biur podróży – mówi Wojciech Szulimowski.

Na fali popularności escape roomów zrodziła się nowa społeczność. Jej członkowie jeżdżą po całej Polsce, odwiedzając nowe pokoje, a wyzwaniem dla nich jest bicie nowych rekordów w rozwiązywaniu zagadek.

Banki przestrzegają klientów przed inwestycjami w kryptowaluty. Branża chce się włączyć w proces uregulowania tego rynku

Banki przestrzegają klientów przed inwestycjami w kryptowaluty. Branża chce się włączyć w proces uregulowania tego rynku 3

Związek Banków Polskich przyłącza się do grona krytyków kryptowalut i chce się włączyć w proces uregulowania tego rynku wspólnie z NBP i Komisją Nadzoru Finansowego. – Wiemy z doświadczenia, że kiedy coś bardzo gwałtownie rośnie, to bardzo często gwałtownie spada. Przestrzegamy naszych klientów, żeby uważali z rynkiem kryptowalut – mówi dr Przemysław Barbrich, ekspert Związku Banków Polskich.

– Bitcoin i inne kryptowaluty przypominają bańki spekulacyjne, które w ekonomii zdarzają się regularnie co jakiś czas. Dlatego NBP i KNF bardzo poważnie zastanawiają się nad uregulowaniem tej kwestii, a Związek Banków Polskich również deklaruje włączenie się w ten proces. Uważamy, że dla bezpieczeństwa naszych klientów zasadne byłoby wprowadzenie pewnych regulacji na rynku kryptowalut, który wymaga odpowiedniego profesjonalizmu. Ogólnie rynki walutowe i giełdowe to rynki dla profesjonalistów – ocenia dr Przemysław Barbrich ze Związku Banków Polskich.

Kryptowaluty biją wśród inwestorów rekordy popularności. Według aktualnych danych CoinMarketCap łączna kapitalizacja rynku przekracza w tej chwili 573 mld dol. Bitcoin (BTC), najpopularniejsza spośród przeszło 1,2 tys. zarejestrowanych kryptowalut, odpowiada za lwią część tego rynku. Obecny jej kurs to nieco ponad 9 tys. dol.

– W ciągu jednego dnia kryptowaluty zyskują albo tracą wyjątkowo dużo. Obserwując historyczne wydarzenia na rynkach walutowych, przypomina to sytuację na giełdzie tulipanów w Amsterdamie wiele lat temu. Wtedy też za cebulki niektórych tulipanów można było kupić dom – mówi dr Przemysław Barbrich.

Gorączka spekulacyjna wokół cebulek tulipanów w XVII wieku w Holandii doprowadziła do ekonomicznego kryzysu. Coraz więcej ekspertów ocenia, że rynek kryptowalut również wykazuje wszystkie cechy bańki spekulacyjnej. W tym gronie są już. m.in. legendarny inwestor Warren Buffet, „Wilk z Wall Street”, czyli Jordan Belfort, Robert Shiller, laureat Nagrody Nobla za pracę dotyczącą baniek spekulacyjnych, i Kenneth Rogoff, były ekonomista MFW i profesor Uniwersytetu Harvarda.

Eksperci przestrzegają przed inwestycjami w kryptowaluty ze względu na niestabilność rynku i ogromne wahania. Jeszcze 7 stycznia, w szczycie kapitalizacja tego rynku, przekraczała 830 mld dol. (co oznacza, że do tej pory wyparowało z niego ponad 380 mld dol.). Krach w połowie stycznia spowodował, że ciągu 24 godzin wartość bitcoina spadła o 20 proc., do mniej niż 9,5 tys. dol. Rynek błyskawicznie odrobił straty, ale notowania pokazują znaczące wahania kursu – w połowie grudnia wartość BTC sięgała momentami 20 tys. dol., a jeszcze 8 lat temu BTC był wart raptem jednego dolara.

– Nikt nie wie, w którą stronę będzie rozwijał się ten rynek. Nie chodzi o to, aby czegokolwiek nikomu zakazywać, ale uczestnicy tego rynku powinni być świadomi efektów swoich działań, żeby nagle nie okazało się, że mamy grupę 15–20 tys. osób, które straciły majątki swojego życia w wyniku zachwiania kursu bitcoina, który z poziomu 20 tys. dol. spadł nagle do poziomu 300 dol. Przypomnę, że w ostatnim miesiącu te zachwiania sięgały 15–30 proc. w skali tygodnia – mówi dr Przemysław Barbrich.

Mimo ryzyka wielu inwestorów postrzega kryptowaluty – określane mianem gorączki złota XXI wieku – jako szansę na łatwy zarobek, dużo większy w porównaniu z tym, co oferuje rynek regulowany.

– Przy rekordowo niskiej inflacji bezpieczne lokaty bankowe dają klientowi zarobić 2–2,5 proc. w skali roku. Nieco bardziej niebezpieczne formy inwestowania, np. fundusze inwestycyjne, pozwalają na zarobek rzędu 5 proc. w skali roku, a aktywność na Giełdzie Papierów Wartościowych daje możliwość zarobienia 10–15 proc. w skali roku. Jeżeli więc ktoś proponuje zarobek 20–30 proc. w ciągu tygodnia, to znajduje się grupa osób, która mówi: spróbujmy, zaryzykujmy. Ta chciwość pcha wiele osób w bardzo niebezpieczne, wzburzone rewiry związane z kryptowalutami – ocenia dr Przemysław Barbrich.

W połowie ubiegłego roku NBP i KNF przestrzegały przed inwestowaniem w kryptowaluty, przypominając, że nie są one gwarantowane przez bank centralny, nie są prawnym środkiem płatniczym i wiążą się z ryzykiem oszustwa i utraty kapitału. Od grudnia obie instytucje prowadzą wspólną akcję informacyjną „Uważaj na kryptowaluty” i uważnie monitorują ten rynek.

– Jako banki zwracamy uwagę na to, że chętnie włączylibyśmy się do działań regulatora rynku w tym obszarze. To jest właśnie rola regulatora, który – patrząc na żarówkę – powinien wiedzieć, że za chwilę ta żarówka się spali i reagować zanim do tego dojdzie. W sytuacji, kiedy podmioty nieprofesjonalne zaczynają być aktywne na tych rynkach, może się zdarzyć jakieś nieszczęście. Naszą rolą – jako bankowców – jest ochrona klientów. Stąd sygnały ze środowiska bankowego, żeby postępować ostrożnie z kryptowalutami. Stąd też sygnały, że banki bardzo rygorystycznie podchodzą do osób, które próbują obracać kryptowalutami przy użyciu kont bankowych – mówi dr Przemysław Barbrich.

Pod koniec grudnia 2017 roku BZ WBK wypowiedział umowę rachunku osobie fizycznej za obrót kryptowalutą, uzasadniając, że takie transakcje nie są objęte przepisami polskiego prawa, a bank może to zrobić, jeżeli zachodzi podejrzenie, że konto jest wykorzystywane do celów sprzecznych z przepisami i regulaminem. Również Pekao SA wypowiedział umowę rachunku kryptowalutowej giełdzie EasyCoin.pl. Na początku stycznia na podobny krok zdecydował się Bank BPH, który zamknął konta Bitmarket.pl – jednej z największych polskich giełd kryptowalutowych.

Ekspert Związku Banków Polskich zwraca też uwagę na fakt, że kryptowaluty bywają wykorzystywane przez przestępców i hakerów albo mogą służyć do rozliczeń nielegalnych transakcji i prania brudnych pieniędzy.

– Banki mają ustawy antypralnicze, czyli dotyczące prania brudnych pieniędzy. W sytuacjach, w których nabieramy podejrzenia, że kryptowaluty mogą być wykorzystywane do działalności przestępczej, będziemy podejmowali zdecydowane kroki, żeby temu przeciwdziałać – podkreśla dr Przemysław Barbrich.

Analitycy prognozują giełdową hossę. Dobra sytuacja polskiej gospodarki i sytuacja spółek zachęcają inwestorów do kupowania akcji

Analitycy prognozują giełdową hossę. Dobra sytuacja polskiej gospodarki i sytuacja spółek zachęcają inwestorów do kupowania akcji 4

Polska gospodarka rozwija się najszybciej od sześciu lat i wszystko wskazuje na to, że szybkie tempo rozwoju zostanie utrzymane również w 2018 roku. Korzystne otoczenie makroekonomiczne wpływa także pozytywnie na wyniki osiągane przez polskie firmy. Zdaniem Michała Stanka z firmy inwestycyjnej Q Value przełoży się to na apetyt inwestorów na zakup bardziej ryzykownych aktywów, np. akcji.

 Wszystko wskazuje na to, że kolejny rok będzie równie dobry gospodarczo. Mam nadzieję, że z punktu widzenia naszego biznesu przełoży się to na większe zainteresowanie klientów i inwestorów produktami bardziej ryzykownymi niż tylko dotychczas wybierane produkty oparte o rynek pieniężny bądź rynek dłużny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Stanek, prezes zarządu Q Value. – Wszystko wskazuje na to, że najbliższe lata będą czasem hossy na rynkach akcyjnych i chciałbym, żeby inwestorzy z tego skorzystali. Narzędzi dostępnych na polskim rynku jest na tyle dużo, że każdy wybierze coś atrakcyjnego dla siebie.

W 2017 roku polska gospodarka rozwijała się w niewidzianym od 2011 roku tempie 4,6 proc. To nieco więcej niż oczekiwali ekonomiści, którzy spodziewali się dynamiki na poziomie 4,5 proc. i wyraźnie szybciej niż w 2016 roku, gdy mimo założonych w ustawie budżetowej 3,8 proc. produkt krajowy brutto wzrósł tylko o 2,9 proc. Choć najmocniej do wzrostu przyczyniła się konsumpcja, widać także wyraźny ruch w inwestycjach. Nakłady brutto na środki trwałe wzrosły w całym roku o 5,4 proc., podczas gdy rok wcześniej zanotowano wyraźny spadek o 7,9 proc. Oznacza to, że w ostatnim kwartale roku wzrost inwestycji był dwucyfrowy. Według Michała Stanka powinno to zaowocować zwiększonym zainteresowaniem polskim rynkiem akcyjnym.

 Oczekuję hossy na rynku akcyjnym i chyba nie jestem odosobniony z „byczym” nastawieniem do rynku – ocenia Michał Stanek. – Ale pieniądze wymagają ciszy – im dłużej nie mówi się o spektakularnych wzrostach, tym większa szansa na to, że kilka dobrych kwartałów jest przed nami. To jest czas, który można wykorzystać na własnych portfelach, inwestując środki bardziej agresywnie aniżeli tylko w produkty pieniężne czy dłużne.

Już 2017 rok był dla polskiej giełdy pozytywny. WIG20 wzrósł o przeszło 26 proc. i znalazł się w czołówce europejskich indeksów największych spółek o najwyższej dynamice, a indeks szerokiego rynku WIG wzrósł o ponad 23 proc. Jeśli jednak spojrzeć na napływy pieniędzy do funduszy inwestycyjnych, to widać, że największym zainteresowaniem cieszyły się bezpieczne rozwiązania: gotówkowe i pieniężne, które zanotowały dodatnie saldo w wysokości 8,2 mld zł, następnie fundusze mieszane (3,5 mld zł) oraz dłużne (3,4 mld zł). Natomiast do funduszy akcyjnych, mimo hossy, napłynęło w 2017 roku 0,9 mld zł.

 Na dobrą sytuację na giełdzie na pewno wpływa dobra kondycja spółek – podkreśla prezes zarządu Q Value. – Spółki pokazują dobre wyniki, pojawiają się inwestorzy zagraniczni, a nasz rodzimy kapitał zaczyna coraz bardziej dostrzegać inwestycje alternatywne do lokat, ponieważ na lokatach dziś nie zarabiamy. Klienci powoli zaczynają przesuwać swoje środki w inne instrumenty niż tylko depozyt, natomiast korzystają z dobrej sytuacji gospodarczej i niewątpliwie kolejne kwartały w wynikach spółek powinny pokazać równie przyzwoite wyniki, tym samym przełożyć się na zyski dla inwestorów.

Ekspert zastrzega jednak, że zawsze istnieje ryzyko wystąpienia nieoczekiwanego zdarzenia, które może w jednej chwili zmienić nastroje inwestorów i spowodować ich odwrót od giełd rynków wschodzących w stronę bezpiecznych przystani. Takimi czynnikami mogłyby być eskalacja konfliktu koreańskiego lub irańsko-saudyjskiego, a także inne wydarzenie geopolityczne, które trudno przewidzieć. Z reguły rynki najmocniej reagują na zagrożenia zaskakujące. Gdyby tak się stało, polska giełda i złoty mogą znowu wypaść z łask inwestorów.

 Jesteśmy mimo wszystko systemem naczyń połączonych, więc jeżeli gdzieś na świecie ktoś kichnie, wszyscy mają katar. Jako system naczyń połączonych być może też odczulibyśmy efekty pęknięcia bańki spekulacyjnej, jaką jest ostatnio modny bitcoin, który pokazuje bardzo dużą zmienność – ocenia Michał Stanek. – Może się okazać, że rynki finansowe i nieruchomościowe, które też są na wysokich poziomach, w którymś momencie pękną, ale na zupełnie innych aktywach niż te najczęściej wybierane przez inwestorów, czyli rynek dłużny czy rynek akcyjny, bądź jakiekolwiek mieszanki tych dwóch rynków.

Niewielu Polaków płaci dobrowolne składki emerytalne i rentowe. W ten sposób zabezpieczają swoją emerytalną przyszłość

Niewielu Polaków płaci dobrowolne składki emerytalne i rentowe. W ten sposób zabezpieczają swoją emerytalną przyszłość 5

Niewiele osób w Polsce dobrowolnie opłaca za siebie składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe. To bardzo dobre rozwiązanie dla osób, które przez jakiś czas nie pracują albo takich, które wykonują nieoskładkowane umowy o dzieło. Opłacając składki, oszczędzają na przyszłą emeryturę. Jak podkreślają eksperci, emerytura wydaje się dla młodych osób odległą przyszłością, ale regularne opłacanie składek przez kilkadziesiąt lat przyniesie znacznie większy zysk niż odkładanie większych kwot przez kilka czy kilkanaście lat.

Każda osoba w Polsce, która nie ma tytułu do obowiązkowych ubezpieczeń emerytalnego i rentowych, czyli nie pracuje na etacie, nie ma umowy-zlecenia lub nie wykonuje działalności gospodarczej, może przystąpić do nich dobrowolnie. Wystarczy, że złoży w ZUS wniosek o objęcie jej ubezpieczeniami emerytalnym i rentowymi – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Osoby, które dobrowolnie podlegają ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym, nie mogą się zgłosić do ubezpieczenia chorobowego i wypadkowego.

Każda osoba, która dobrowolnie zgłosi się do ubezpieczeń emerytalnego i rentowego, opłaca składki na swoją przyszłą emeryturę, a także zabezpiecza się na wypadek, gdyby była długo niezdolna do pracy (przysługuje jej wówczas renta z tytułu niezdolności do pracy). Objęcie dobrowolne tymi ubezpieczeniami, jeżeli tylko nas na to stać, to bardzo dobre rozwiązanie  – tłumaczy Andrusiewicz.

Podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe osób dobrowolnie podlegających ubezpieczeniom stanowi zadeklarowana kwota. Nie może ona być jednak niższa niż kwota minimalnego wynagrodzenia, które od 2018 roku wynosi 2100 zł brutto. To oznacza, że na dobrowolne ubezpieczenia emerytalne i rentowe trzeba zapłacić miesięcznie ponad 570 zł.

Jeśli tylko nas na to stać, możemy opłacać wyższe składki, tym samym więcej odkładamy na przyszłą emeryturę – podkreśla Wojciech Andrusiewicz.

Obecnie z możliwości dobrowolnego opłacania składek korzysta niewielu Polaków. Większość oszczędza na własną rękę lub – z powodu niskich zarobków – nie odkłada wcale. Z przygotowanego na zlecenie Nationale-Nederlanden raportu „Dojrzałość finansowa Polaków 2017” wynika, że z myślą o emeryturze oszczędza 40 proc. mężczyzn i 46 proc. kobiet. Jeszcze większa grupa, bo 47 proc. panów i połowa pań, nadwyżki finansowe woli jednak przeznaczać na przyjemności. 36 proc. nie ma żadnych zaskórniaków.

– Kiedy jest się młodym, to oczywiście wydaje się, że starość nie istnieje, a jeżeli nawet, to jest to tak odległa przyszłość, że nie ma sensu o niej myśleć. Teraz trzeba przede wszystkim kupować, albo rzeczy codziennego użytku, albo np. mieszkanie – mówi Marek Zuber, ekonomista.

Z badania Nationale-Nederlanden wynika, że ci, którzy nie odkładają na przyszłość, najczęściej deklarują, że nie mają z czego. Dwóch na pięciu Polaków podkreśla, że bieżące wydatki pochłaniają ich całe zarobki, a 18 proc. nie myśli jeszcze o gromadzeniu kapitału na przyszłość.

Warto oszczędzać, bo czas bardzo szybko leci. Zwykle orientujemy się, że do emerytury nie zostało dużo czasu i nie wiadomo, czy będziemy w stanie uzbierać tyle, żeby nam wystarczyło. Im dłużej zbieramy pieniądze, tym dłużej działa procent składany. Dzięki temu mamy uzbierane więcej niż tylko to, co odłożyliśmy, a zatem lepiej zbierać 40 lat niż 14. Nie chodzi o to, żeby odkładać tysiąc złotych miesięcznie, zacznijmy od kilkudziesięciu złotych, ale róbmy to jak najdłużej i systematycznie. Kiedy nie będziemy mogli albo chcieli pracować, to będziemy mieć zabezpieczenie, które dodatkowo dzięki procentowi składanemu nam się powiększy – przekonuje Marek Zuber.

Światowe indeksy biją rekordy. Optymizm zaczyna przypominać nastroje z 2007 r.

Na Wall Street liczba dni bez korekty przekraczającej 5 proc. to już ponad 400 dni. Nigdy nie udało się to od czasów ostatniej wojny światowej.

– Styczeń był 10-tym z rzędu miesiącem wzrostu cen akcji na Wall Street, to najlepszy wynik od dziesięciu lat – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – To najlepszy taki wynik od 1958 r., gdy ceny rosły przez 11 miesięcy.

Nie takie PMI złe, jak je malują

Początek miesiąca tradycyjnie przyniósł serię odczytów koniunktury w sektorach przemysłowych państw Starego Kontynentu. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami indeks PMI dla Polski uplasował się na poziomie 54,6 pkt, co rozczarowało część analityków decydujących się na nieco wyższe zawieszenie konsensualnej poprzeczki (55,2 pkt). Napływających danych nie należy postrzegać przez pryzmat łyżki dziegciu, która może ważyć na dość optymistycznych perspektywach wzrostu w nadchodzących kwartałach. Rozbierając wskaźnik na części pierwsze zauważamy, że wolumen nowych zamówień wzrósł najsilniej od trzech lat, a narastające zaległości produkcyjne niewątpliwie traktuje się jako dobry omen zwiastujący odbicie inwestycji.

Zaskakująco wysoki indeks PMI dla norweskiego sektora przemysłowego (59,0 pkt, konsensus: 56,6 pkt) pozwolił norweskiej koronie (0,7 proc.) na solidne wykorzystanie słabości amerykańskiej waluty. W cieniu najsilniejszego z komponentów koszyka walut G10 znajduje się euro (0,5 proc.), które w trakcie azjatyckiej części piątkowych notowań może ponownie uplasować kurs EUR/USD nad okrągłym poziomem 1,2500. W defensywnie znajduje się japoński jen (-0,4 proc.) próbujący chwilowo ustabilizować notowania USD/JPY w okolicach poziomu 109,60. Dość nisko znajduje się również australijski dolar (-0,3 proc.), który nie znalazł oparcia w wysoce rozczarowujących danych z pierwotnego rynku nieruchomości.

Niekwestionowanym liderem regionu pozostaje czeska korona. Jej 0,9 proc. aprecjacja to pokłosie przewidywalnej decyzji ČNB w sprawie podwyżki stóp procentowych do poziomu 0,75 proc. oraz publikacji najnowszych prognoz gospodarczych uwzględniających dalsze umocnienie waluty. Złoty (0,5 proc.) przeszedł obojętnie wobec nudnego protokołu ze styczniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, gdzie pierwsze skrzypce ponownie grały oczekiwania wobec pozostawienia niezmienionych parametrów polityki przez zdecydowanie dłuższy czas. Na koniec dnia EUR/PLN znajduje się przy 4,1520, USD/PLN oscyluje przy 3,3260, GBP/PLN schodzi do 4,7360, a CHF/PLN wraca w okolicę poziomu 3,5800.

Czwartek na europejskich parkietach stał pod znakiem ponownego przejęcia inicjatywy przed podaż. Ze spadkowych nastrojów skutecznie wyłamała się giełda w Mediolanie, gdzie FTSE MIB zakończył dzisiejsze notowania z blisko 0,2 proc. zwyżką pomimo dość odczuwalnej przeceny spółek z sektora bankowego. We Frankfurcie skalę przeceny próbował minimalizować Commerzbank (0,4 proc.) pomimo obaw regulatorów w zakresie adekwatności kapitałowej instytucji finansowych po wypłacie przez nie dywidendy. Po drugiej stronie zestawienia wyraźnie rządził Fresenius (-4,8 proc.) będący pod presją niezbyt optymistycznych not analitycznych. Perspektywę dość udanej sesji ma przed sobą Siemens (-4,5 proc.), który w ostatnich minutach sesji uzyskał pozwolenie amerykańskiej Agencji Żywności i Leków na testy opracowywanego leku w miejscu opieki nad pacjentem. Na niemieckiej giełdzie uwagę próbował skraść Adidas (-1,9 proc.) będący na fali realizacji zysków po wczorajszej rekomendacji kupna M.M. Warburg z ceną docelową na poziomie 210 EUR (obecnie: 183,75 EUR).

Na Wyspach szansę zwyżkowego odbicia ograniczyły telekomy, których przecena skutecznie okryła zdecydowanie skromniejszy wpływ spółek z branży energetycznej czy z sektora nieruchomości. O dość pomyślnym przebiegu notowań mogą mówić inwestorzy ITV (3,5 proc.), czyli spółki zyskującej miano najsilniejszego z komponentów indeksu FTSE 100 (-0,6 proc.). W jej cieniu znalazły się między innymi walory 3i Group (2,2 proc.) będące na fali wyraźnie podbitego wolumenu obrotu. W Warszawie swoje pięć minut miała Jastrzębska Spółka Węglowa (2,4 proc.) walcząca do końca sesji z mBankiem (2,2 proc.) o palmę pierwszeństwa wśród spółek indeksu WIG 20 (-0,8 proc.). Wśród beneficjentów świeżo wydanych not analitycznych znalazł się Alior Bank (1,5 proc.), dla którego ustalono cenę docelową walorów na poziomie 109 PLN (obecnie: 86,75 PLN). Zestawienie rodzimych gigantów zamknęły PZU, Orange Polska i Eurocash, notujące przecenę rzędu 3,4 proc. Nieco skromniejszy ruch w stronę południa odnotował Lotos (-2,7 proc.), którego inwestorzy oczekują na najświeższe dane dotyczące wielkości marży rafineryjnej za styczeń.

Na rynku surowców energetycznych pokaźny ruch w stronę południa notują marcowe kontrakty na gaz ziemny (-5,2 proc.). W przypadku West Texas Intermediate (1,3 proc.) należy mówić o usilnych staraniach wyjścia nad 65,50 USD za baryłkę, co przy obecnym kształcie świec stawia pod znakiem perspektywę kontynuacji zwyżkowego odreagowania. Wśród metali szlachetnych uwagę ponownie zwraca złoto (0,0 proc.) utrzymujące poziomy z wczorajszego zamknięcia (1 344,60 USD). Pod presją niezbyt optymistycznych nastrojów znajduje się srebro (-0,7 proc.), które obecnie próbuje utrzymać się nad poziomem 17,22 USD za uncję. Najciekawszym oraz najsilniej rosnącym płodem rolnym zostaje kawa – na przestrzeni dnia jej marcowe kontrakty zdołały podrożeć aż 2,5 proc.
Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Sojusz Renault-Nissan-Mitsubishi sprzedał 10,6 mln pojazdów w 2017 roku

  • Łączna sprzedaż Renault, Nissana i Mitsubishi Motors wzrosła o 6,5%, do 10 608 366 egzemplarzy w 2017 r., co odpowiada jednemu na dziewięć samochodów osobowych i lekkich samochodów użytkowych sprzedawanych na świecie
  • Sojusz utrzymał pozycję lidera w segmencie samochodów bezemisyjnych, ze skumulowanym wynikiem 540 623 samochodów elektrycznych sprzedanych od 2010 r.

Renault-Nissan-Mitsubishi, największy na świecie sojusz branży motoryzacyjnej, poinformował, że wchodzące w jego skład firmy sprzedały łącznie 10 608 366 samochodów w ciągu 12 miesięcy do 31 grudnia 2017 r.

Rosnący popyt na pojazdy sportowo-użytkowe, lekkie samochody użytkowe, a także wzrost popularności bezemisyjnych samochodów elektrycznych pomogły zwiększyć wolumen sprzedaży o 6,5% w 2017 r., który był również pierwszym pełnym rokiem uczestnictwa w Sojuszu Mitsubishi Motors.

Carlos Ghosn, prezes i dyrektor generalny Renault-Nissan-Mitsubishi
Carlos Ghosn, prezes i dyrektor generalny Renault-Nissan-Mitsubishi

Carlos Ghosn, prezes i dyrektor generalny Renault-Nissan-Mitsubishi, powiedział: „10,6 miliona samochodów osobowych i lekkich samochodów użytkowych sprzedanych w 2017 roku daje sojuszowi Renault-Nissan-Mitsubishi pierwszą pozycję w rankingu grup motoryzacyjnych na świecie. Ta ewolucja świadczy o kompleksowości naszej oferty modelowej oraz odzwierciedla naszą globalną obecność na rynkach i atrakcyjność technologii stosowanych w naszych pojazdach”.

W 2017 r. firmy należące do Sojuszu sprzedawały pojazdy w prawie 200 krajach pod 10 markami (Renault, Nissan, Mitsubishi Motors, Dacia, Renault Samsung Motors, Alpine, Lada, Infiniti, Venucia i Datsun).

Sprzedaż Groupe Renault wzrosła o 8,5%, do 3 761 634 egzemplarzy w 2017 r. Był to rekordowy rok dla Renault — najpopularniejszej na świecie i drugiej pod względem popularności w Europie francuskiej marki, a także dla Dacii. Renault spodziewa się dalszego wzrostu w 2018 r., podsycanego rozwojem międzynarodowej działalności oraz odnowieniem oferty modelowej zgodnie z założeniami planu Drive The Future.

Nissan Motor Co. Ltd. sprzedał 5 816 278 pojazdów na całym świecie, co oznacza wzrost o 4,6%, oraz przedstawił sześcioletni strategiczny plan Nissan M.O.V.E. to 2022.
W USA i Chinach firma odnotowała wzrost sprzedaży w 2017 r. odpowiednio o 1,9 oraz 12,2%. Sprzedaż pojazdów marki Infiniti w 2017 r. wyniosła 246 492 egzemplarzy i była wyższa o 7% w porównaniu z poprzednim rokiem.

Mitsubishi Motors Corporation sprzedała w 2017 r. 1 030 454 pojazdy, czyli o 10% więcej niż w 2016 r. Największy wkład we wzrost wolumenu sprzedaży miał rynek chiński — najważniejszy dla firmy w opracowanym przez Mitsubishi Motors planie Drive For Growth. Sprzedaż roczna wzrosła tam o 56%, do 129 160 egzemplarzy. Chiny stały się największym rynkiem dla Mitsubishi Motors dzięki dużemu popytowi na produkowany w tym kraju model Outlander.

Wyniki w regionie ASEAN również są obiecujące. Wprowadzenie kompaktowego minivana XPANDER w Indonezji przyczyniło się do wzrostu sprzedaży o 17%, do 242 224 egzemplarzy. W Japonii sprzedaż zwiększyła się o 7% dzięki wznowieniu działań marketingowych promujących najmniejsze samochody typu kei-car.

Stabilna pozycja lidera rynku samochodów elektrycznych

Od 2010 r., czyli od debiutu Nissana LEAF, sojusz Renault-Nissan-Mitsubishi sprzedał pod różnymi markami na całym świecie 540 623 samochodów elektrycznych. W łącznym ujęciu Sojusz pozostaje globalnym liderem w segmencie stuprocentowo elektrycznych samochodów osobowych i lekkich samochodów użytkowych.

Nissan LEAF, pierwszy popularny i produkowany masowo samochód elektryczny, wciąż jest najlepiej sprzedającym się modelem z takim napędem. Od premiery rynkowej w grudniu 2010 r. klienci kupili już ponad 300 000 tych pojazdów.

W 2017 r. zaprezentowano nowego Nissana LEAF, oferującego jeszcze większy zasięg, zaawansowane technologie oraz nową, dynamiczną stylistykę. Sprzedaż w Japonii rozpoczęła się już w zeszłym roku, zaś na pozostałych głównych rynkach model będzie wprowadzany stopniowo w 2018 r. Klienci z całego świata zamówili już ponad 40 000 nowych Nissanów LEAF, z czego 13 000 przypada na Japonię, 13 000 zarezerwowano w USA, a ponad 12 000 trafi do klientów w Europie.

Oprócz modelu LEAF Nissan sprzedaje także lekki pojazd użytkowy eNV200. Samochód oferowany głównie w Europie i Japonii również przeszedł ostatnio modernizację, dzięki której zasięg europejskiej wersji zwiększył się o 100 kilometrów.

W 2017 r. Renault, przez trzeci rok z rzędu, pozostawał liderem segmentu samochodów elektrycznych w Europie, z udziałem w rynku wynoszącym 23,8% przy wzroście wolumenu sprzedaży o 38%. Renault ZOE był najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym w Europie — w jego przypadku wzrost sprzedaży wyniósł 44%.

Od 2011 r. Renault sprzedał na całym świecie ponad 150 000 samochodów elektrycznych. Były to modele: Renault ZOE, Renault Kangoo Z.E., Fluence Z.E. i Renault Samsung Motors SM3 Z.E.

W 2017 r. firma Renault zaprezentowała model Master Z.E., ogłaszając wprowadzenie unikatowej w skali globalnej oferty bezemisyjnych lekkich samochodów użytkowych (Twizy Cargo, ZOE dla firm, Kangoo Z.E. oraz Master Z.E.).

W 2017 r. Renault-Nissan-Mitsubishi sprzedał 91 000 samochodów elektrycznych, czyli o 11% więcej niż w 2016 r.

Plan strategiczny Alliance 2022

W ramach planu strategicznego Alliance 2022 Renault-Nissan-Mitsubishi prognozuje, że do końca 2022 r. wartość synergii w skali roku przekroczy 10 mld EUR. Ponadto wprowadzonych zostanie 12 nowych modeli bezemisyjnych samochodów elektrycznych oraz 40 modeli z technologią jazdy autonomicznej.

Wprowadzenie nowych modeli i technologii powinno przyczynić się do wzrostu rocznej sprzedaży Renault-Nissan-Mitsubishi do ponad 14 mln egzemplarzy do końca 2022 r., co oznaczałoby przychody na poziomie 240 mld USD.

10 największych rynków Sojuszu

Kraj Łączna sprzedaż Udział w rynku
Chiny 1 719 815 6,2%
USA 1 697 149 9,8%
Francja 759 598 29,8%
Japonia 689 650 13,2%
Rosja 578 082 36,1%
Meksyk 412 029 27,0%
Niemcy 349 376 9,4%
Wielka Brytania 309 172 10,6%
Włochy 293 362 13,6%
Brazylia 267 835 12,3%

10 największych rynków Groupe Renault

Kraj Łączna sprzedaż*
Francja 673 852
Rosja 448 270
Niemcy 228 046
Włochy 215 901
Hiszpania 185 760
Turcja 178 646
Brazylia 167 147
Iran 162 079
Wielka Brytania 115 262
Argentyna 115 243

* Cały 2017 r. (sprzedaż), z wyłączeniem Twizy

10 największych rynków Nissana

Kraj Łączna sprzedaż
USA 1 593 464
Chiny* 1 519 714
Japonia 590 905
Meksyk 366 544
Wielka Brytania 167 379
Kanada 146 677
Rosja** 107 168
Francja 81 293
Brazylia 78 823
Niemcy 76 133

 *Łącznie z marką Venucia;** Łącznie z Kazachstanem

10 największych rynków Mitsubishi Motors

Kraj Łączna sprzedaż
Chiny 129 160
USA 103 685
Japonia 91 630
Australia 80 674
Indonezja 79 885
Filipiny 71 097
Tajlandia 69 737
Niemcy 45 197
Wielka Brytania 26 531
ZEA 24 497