W oczekiwaniu na dane z amerykańskiego rynku pracy

Roman Ziruk - Ebury
Roman Ziruk, Ebury Polska

Piątek upłynie pod znakiem publikacji z amerykańskiego rynku pracy. Po wczorajszej wyprzedaży, inwestorzy ponownie powrócili do dolara, oczekując dobrych, popołudniowych danych z USA

Pomimo wzrostu kursu EUR/USD, polska waluta w czwartek poddana była jedynie ograniczonym wahaniom, istotnie zyskując jedynie w relacji do dolara amerykańskiego. “Minutki” ze styczniowego spotkania RPP potwierdzają nasze oczekiwania względem braku jakichkolwiek istotnych działań zmierzających do zacieśnienia polityki monetarnej ze strony RPP na przestrzeni najbliższych kwartałów. Członkowie Rady spodziewają się utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie, część z nich (prawdopodobnie mniejsza część) zastrzega, iż podniesienie kosztów pieniądza w kolejnych kwartałach mogłoby być tematem rozważań, jeśli dane pokażą, że presja inflacyjna będzie silniejsza, od oczekiwanej obecnie.

Narodowy Bank Czeski (CNB) zgodnie z oczekiwaniami podniósł wczoraj referencyjną stopę procentową z poziomu 0,5% do 0,75%. Bank zmienił również stopę lombardową, która wzrosła o 50 punktów bazowych, do poziomu 1,5%. Bardziej interesujące od samej decyzji Banku były jego prognozy gospodarcze. CNB spodziewa się umocnienia czeskiej waluty (związanego z tym) spadku inflacji oraz wyższego tempa wzrostu gospodarczego, niż zakładano wcześniej. Zgodnie z nowymi szacunkami Banku, kurs EUR/CZK w 2019 r. powinien wynieść 24,5. W następstwie informacji, które sugerują kontynuację zacieśniania stóp procentowych w kolejnych latach, kurs EUR/CZK obniżył się o około 0,5%.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,15-4,16. Wczorajsza rewizja indeksu PMI dla przemysłu strefy euro w styczniu była zbieżna ze wstępnymi szacunkami. Wskaźnik na poziomie 59,6 znajduje się w okolicy maksimum z ostatniego miesiąca i jako jeden z najważniejszych indeksów wyprzedzających sugeruje utrzymanie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego na początku roku.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,72-4,76. Wczorajsze, styczniowe dane PMI dla przemysłu Wielkiej Brytanii rozczarowały konsensus, ściągając w dół wycenę brytyjskiej waluty. Indeks PMI spadł do najniższego od siedmiu miesięcy poziomu 55,3 wobec oczekiwanych 56,5 i 56,2 notowanych w ubiegłym miesiącu.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek osłabił się o 0,7%, wahając się w widełkach 3,32 – 3,35. Wczorajsza słabość amerykańskiej waluty nie była do końca uzasadniona w kontekście ostatniego, jastrzębiego komunikatu ze spotkania FED, dobrych danych o aktywności gospodarczej i optymistycznych odczytów z rynku pracy.

Dane sprzyjały dolarowi: wczorajszy odczyt indeksu ISM dla przemysłu pokazał mniejszy niż oczekiwano spadek wskaźnika z poziomu 59,7 do 59,1 (konsensus zakładał, że indeks aktywności obniży się do 58,8 pkt). Indeks PMI dla przemysłu zgodnie z oczekiwaniami pokazał dobry wynik 55,5. Tygodniowy odczyt liczby zadeklarowanych bezrobotnych był dodatkowo nieco niższy od oczekiwań, oprócz tego w dół zrewidowano szacunki z ostatniego tygodnia.

W dniu dzisiejszym uwaga inwestorów skupi się na raporcie z amerykańskiego rynku pracy. Zgodnie z oczekiwaniami sektor pozarolniczy w styczniu utworzył ok. 180 tys. miejsc pracy. Najpopularniejsza miara U3 powinna pokazać utrzymanie się poziomu bezrobocia na stabilnym poziomie 4,1%, w okolicy poziomu naturalnego dla amerykańskiej gospodarki. Dynamika płac z kolei powinna przyspieszyć z 2,5% do 2,6% w ujęciu rocznym; miesięczny wzrost ma wynieść natomiast 0,3%.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:00 – indeks nastrojów konsumentów w USA Michigan w styczniu

14:30 – raport z amerykańskiego rynku pracy w styczniu

2018 rok to dobry czas na zmianę pracy

W 2017 roku co drugi specjalista lub menedżer odczuł poprawę swojej sytuacji zawodowej, ale 4 na 10 pracowników niestety nie – wynika z raportu Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy”. Jeśli znajdujesz się w tej drugiej grupie, warto w nowym roku pomyśleć o zmianie pracy. Tym bardziej, że wynagrodzenia proponowane podczas procesów rekrutacyjnych w 2017 roku wzrosły aż o 14% i ten trend utrzyma się również w 2018 roku. Świadome i przemyślane etapy procesu poszukiwania pracy nie tylko zwiększają szansę na sukces, ale również dodają pewności siebie oraz motywacji.

Nowy rok to czas, który wiele osób poświęca na podsumowania. Jest to również doskonały moment na identyfikację potrzeb zawodowych oraz rozejrzenie się za środowiskiem pracy, które umożliwi lepsze wykorzystanie naszego potencjału oraz zaoferuje interesujące perspektywy rozwoju. Taka zmiana powinna zostać poprzedzona zrobieniem „zawodowego rachunku sumienia”.

Po pierwsze, zrób krok wstecz

Pierwszym niezwykle istotnym krokiem jest rozpoznanie obecnej sytuacji. Zidentyfikowanie czynników, które sprawiły, że myślimy o poszukiwaniu nowych możliwości zawodowych, pomoże wyostrzyć naszą uwagę na te elementy, które koniecznie chcemy zmienić. Dzięki temu unikniemy powielania znanych nam już negatywnych schematów. Jest to również cenna możliwość spojrzenia wstecz na doświadczenie zawodowe i podejmowane kroki, a co za tym idzie utwierdzenia się w decyzji o zmianie.

Po drugie, sprecyzuj swoje oczekiwania

Kolejnym etapem powinna być identyfikacja naszych oczekiwań względem nowego miejsca pracy oraz przyszłego pracodawcy. Pomoże to w określeniu, co jest dla nas ważne w miejscu pracy oraz w jakim środowisku musimy się znaleźć, aby potencjał naszych możliwości został wykorzystany w pełni. Cennym wsparciem może się tu okazać rekruter znających realia rynku pracy, który będzie w stanie skonfrontować nasze oczekiwania i plany z rzeczywistością, a dzięki temu wskazać nam zarówno atuty, które posiadamy, benefity które nam się należą jak również sfery wymagające poprawy.

Po trzecie, daj się znaleźć w sieci

Pierwszym krokiem jest oczywiście odświeżenie naszego CV. Niezwykle istotne jest także uaktualnienie profili na profesjonalnych portalach społecznościowych tj. LinkedIn oraz GoldenLine. Są to media, na których rekruterzy poszukują wyjątkowych kandydatów do aktualnie prowadzonych procesów rekrutacyjnych. Warto zatem, aby profil, na który trafią, przykuwał uwagę oraz zawierał najważniejsze punkty naszej kariery i wykształcenia. Ponadto, jasne określenie celów zawodowych oszczędzi czas obu stronom oraz przedstawi nas jako osoby świadomie wyznaczające swoją ścieżkę kariery.

Po czwarte, stwórz listę „z nimi chcę pracować”

Dokładny przegląd firm, które mogą okazać się atrakcyjnymi pracodawcami to niezwykle ważny krok. Dzięki świadomie wyznaczonym planom łatwo będzie sporządzić listę organizacji, które zajmują się obszarem działalności, który nas interesuje i dla których moglibyśmy stanowić cenny nabytek. Potem pozostaje już tylko skontaktowanie się z osobami zajmującymi się rekrutacją lub managerami działów, do których chcielibyśmy dołączyć. Cenne jest nieszablonowe i szczere podejście w mówieniu o sobie, swoich mocnych oraz słabych stronach. Poza bezpośrednim kontaktem z osobami decyzyjnymi w interesujących nas organizacjach, ogromnym wsparciem może również być nawiązanie kontaktu z rekruterem specjalizującym się w interesujących nas obszarach. Nawiązanie tego typu relacji sprawi, że będziemy na bieżąco z trendami na rynku pracy oraz będziemy mieli po swojej stronie profesjonalistę, który na co dzień zajmuje się promocją talentów w danej specjalizacji.

Po piąte, bądź na bieżąco z rynkiem pracy

W procesie poszukiwania pracy pomocne są ogłoszenia zamieszczane na stronach internetowych. I choć istnieje prawdopodobieństwo, że nasze CV zniknie w lawinie innych aplikacji, to obserwowanie tendencji rynkowych jest bardzo cenne. Pozwala na ustalenie obszarów, w których zapotrzebowanie na nowych pracowników jest w danym czasie największe, oraz kompetencji, które w konkretnych branżach są najbardziej pożądane. Daje to również szasnę na przemyślenie udziału w kursach lub szkoleniach, jeżeli widzimy, że niektóre z naszych kompetencji tego wymagają.

Proces poszukiwania nowej pracy może być stresujący. Często trzeba podjąć wiele prób, aby w końcu znaleźć się w wyjątkowym miejscu ze sprzyjającą atmosferą, ciekawymi ludźmi i możliwościami. Jednak każdy krok, który podejmiemy na drodze do sukcesu, jest osobistą wygraną z własną strefą komfortu. Otrzymanie szansy na wykorzystywanie doświadczenia i kwalifikacji zdobywanych przez większość życia, warte jest każdego wysiłku.

Sonia Podgórska, Associate Consultant, Antal Finance & Accountancy

Kryptowaluty w świetle prawa

Komisja Nadzoru Finansowego oraz Narodowy Bank Polski podjęły działania dotyczące weryfikacji legalności działania giełd kryptowalutowych, zarejestrowanych w Polsce. O czym świadczą powyższe działania jednostek nadzoru nad rynkiem pieniężnym? Czy oznaczają one, że podmioty, których zakres usług dotyczy obrotu krypowalutami, prowadzą nielegalną działalność w zakresie świadczenia usług płatniczych bez wymaganych uprawnień?

Z informacji medialnych wynika, że kolejne podmioty zajmujące się pośrednictwem w obrocie wirtualną walutą wpisywane są na listę ostrzeżeń. Dodatkowo KNF zawiadamia właściwą rzeczowo prokuraturę okręgową o możliwości popełnienia przestępstw przez te podmioty, wskazując możliwość naruszenia art. 150 ustawy o usługach płatniczych. Z treści tego uregulowania wynika, że brak uprawnienia do działania na rynku płatniczym stanowi czyn karalny, za który grozi kara grzywny do 5 mln zł albo kara pozbawienia wolności do lat 2 lub obie te kary łącznie. Ta sama kara grozi również za posługiwanie się i używanie bez uprawnienia w wykonywanej działalności takich pojęć jak: „usługi płatnicze”, „wydawanie pieniądza elektronicznego”, „instytucja płatnicza”, „biuro usług płatniczych”, „instytucja pieniądza elektronicznego” albo „oddział zagranicznej instytucji płatniczej”.

Aby odpowiedzieć na powyższe, należy jednoznacznie stwierdzić, iż w Polsce nie ma zakazu prowadzenia działalności, w zakres której wchodzą usługi pośrednictwa w obrocie krypowalutami. Można jednoznacznie wskazać, iż obrót wirtualnymi walutami (np. litecoin, ether, bitcoin) nie stanowi naruszenia prawa krajowego ani wspólnotowego. Naruszeniem prawa nie jest również posiadanie takich walut, czy też zawieranie transakcji ich zakupu i sprzedaży.

Model biznesowy podmiotów, działających na rynku jako giełdy krypotowalutowe, opiera się na współpracy z instytucjami finansowymi, które są nadzorowane przez KNF. Działalność podmiotów, będących wirtualnymi giełdami, jest zarejestrowana, często w formie spółek kapitałowych, wpisanych do KRS. Z wydanych indywidualnych interpretacji podatkowych, wnioskować można, iż podmioty te posiadają również otwarte obowiązki podatkowe, gdyż zwracają się do Ministra Finansów o wydanie interpretacji, niewątpliwie mających na celu rzetelność rozliczeń danin publicznych. W ramach zgłoszonego przedmiotu działalności, giełdy deklarują przeważnie PKD z zakresu pozostałego pośrednictwa pieniężnego (64.19.Z) oraz pozostałej finansowej działalności usługowej, gdzie indziej niesklasyfikowanej, z wyłączeniem ubezpieczeń i funduszów emerytalnych (64.99 Z).

Gdzie więc tkwi problem? Aby odpowiedzieć na to pytanie, niewątpliwie należy wskazać, że lokowanie środków pieniężnych w cyfrową formę wirtualnej waluty, jakiej nie emituje bank centralny, stanowi inwestycję o pewnym poziomie ryzyka. Ryzyko to dotyczy m.in. niemożności zapewnienia przez organy państwowe bezpieczeństwa w obrocie, braku gwarancji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego czy też wysokiej zmienności i wahań cen. W tym miejscu jednak wskazać trzeba, że poziom tego ryzyka wynika również z braku precyzyjnych unormowań prawnych, jakie dotyczą tego segmentu usług, świadczonych przez polskie, legalnie działające podmioty gospodarcze.

Zgodnie z treścią art. 6 ustawy o usługach płatniczych giełdy krypotowalutowe nie podlegają regulacjom w zakresie określonym przedmiotową ustawą. Świadczone przez nie usługi nie wpisują się również w regulacje ustawy o obrocie instrumentami finansowymi. Niewątpliwie popularność kryptowalut stanowić może bardzo konkurencyjny produkt dla banków. Ich samo istnienie może spowodować niekorzystne skutki, mające bezpośrednie odniesienie na poziom zyskowności całego sektora bankowego na świecie. Stąd też może pojawić się wątpliwość, czy podmioty działające na rynku wirtualnej waluty, otrzymają od instytucji państwowych wsparcie w zakresie rozstrzygnięcia niejasności oraz nieprzejrzystości unormowań prawnych, umożliwiających działanie w granicach prawa, bo zapewne tego oczekują. Zasadne również wydaje się stanowisko NBP oraz KNF, w którym podkreśla się, że decyzja o inwestycji w kryptowalutę musi być niewątpliwe poprzedzona wnikliwą analizą potencjalnych zagrożeń. Tym bardziej organizacja transakcji z wykorzystaniem takich walut, powinna być precyzyjnie uregulowana.

Autor: dr Alicja Tołwińska, doradca podatkowy, Grup CHWP – Chałas Tax & Finance Advisory

Jeden raport NFP wiele nie zmieni

Dolar czeka na raport z rynku pracy USA, ale poprzeczka dla pozytywnego zaskoczenia jest ustawiona bardzo wysoko. USD potrzebuje agresywniejszego Fed, ten czeka na inflację, która ma znaleźć impuls we wzrostowym trendzie płac, czego jeden raport NFP nie może potwierdzić. W międzyczasie Bank Japonii przypomina, że nie zamierza prędko pójść w ślady EBC i Fed na polu zmiany polityki.

Bank Japonii pokazał rynkowi, że czuwa. Pierwszy raz od lipca 2017 r. przeprowadził nielimitowany skup obligacji 10-letnich, reagując tym samym na wzrost rentowności do 0,1 proc. w ślad za globalnym trendem wyprzedaży długu. Bank Japonii w swojej strategii zobowiązał się do pilnowania, aby rentowności 10-latek nie oddaliły się zanadto od 0 proc. Tym samym BoJ przypomniał wszystkim dookoła, że wciąż jest jednym z najbardziej gołębio nastawionych banków centralnych, więc budowanie pozycji na umocnienie jena (obserwowane w styczniu) jest bezsensowne. Na łamach tego komentarza powtarzałem to wielokrotnie, jednak presja porzucania dolara była silniejsza i zdominowała spadki na USD/JPY. Teraz jednak handel na dolarze się uspokoił, jest ostrożniejszy i niekoniecznie na jego niekorzyść. To w połączeniu z akcją BoJ powoduje, że zwątpienie pojawia się na krótkich pozycjach w USD/JPY i spodziewam się, że przerodzi się w presję na wybicie kursu do góry.

Pamiętajmy jednak, że mamy pierwszy piątek miesiąca i osławiony raport z rynku pracy z USA. Osobiście nie mam zbyt wysokich oczekiwań odnośnie wpływu raportu na rynek, gdyż dla wyraźnej odmiany sytuacji USD potrzebuje perfekcyjnej kompozycji danych: silny wzrost zatrudnienia (250 tys.?), spadek stopy bezrobocia do 4,0 proc., ale przede wszystkim wystrzał płac (co najmniej 0,5 proc. m/m). Tymczasem konsensus to odpowiednio 190 tys., 4,1 proc. i 0,2 proc. Wszystko zbliżone do oczekiwań (powyżej lub poniżej) nie wpłynie na wycenę prawdopodobieństwa marcowej podwyżki stóp procentowych Fed (ok. 90 proc.), ani też pojedynczy raport nie wystarczy, by zmienić percepcję inwestorów odnośnie liczby podwyżek w 2018 i 2019 r. Może jedynie potwierdzić, że czynnik ryzyka mogący zakłócić nastawienie rynku do sprzedaży USD nie zmaterializował się. To pomogłyby podtrzymać wzrosty na EUR/USD i GBP/USD, jednak w przypadku USD/JPY skutki działań Banku Japonii mogą być teraz dominujące. Nie wyklucza to silniejszych wahań bezpośrednio po odczycie, które jednak mogą być szybko wygaszone, gdyż inwestorzy będą polować na dołki na EUR/USD (po lepszych danych) i USD/JPY (po gorszych danych).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Toyota sprzedała w 2017 roku 1,52 mln hybryd

Toyota sprzedała w 2017 roku 1,52 mln hybryd, o 8% więcej w stosunku do 2016 roku. W ten sposób Toyota zrealizowała jeden z celów planu Environmental Challenge 2050 o 3 lata wcześniej niż pierwotnie zakładano. Do dziś Toyota dostarczyła klientom łącznie 11,45 mln zelektryfikowanych samochodów.

Toyota Motor Corporation ogłosiła, że w 2017 roku przekroczyła granicę 1,5 miliona hybryd sprzedanych w ciągu roku. Był to jeden z celów założonych w strategii Toyota Environmental Challenge 2050 – koncern planował go osiągnąć do 2020 roku. Łącznie w ciągu 20 lat od premiery Priusa Toyota sprzedała 11,45 mln samochodów hybrydowych na świecie, co przełożyło się na redukcję emisji CO2 o 85 milionów ton w porównaniu do sytuacji, gdyby wszystkie te samochody miały konwencjonalne silniki spalinowe.

“Wystarczyło tylko 20 lat, aby sprzedaż zelektryfikowanych samochodów wzrosła z 500 aut rocznie w jednym kraju do 1,5 miliona pojazdów w ponad 90 krajach” – powiedział Shigeki Terashi, wiceprezydent Toyota Motor Corporation. – „Nasi klienci swoimi wyborami potwierdzają jakość, trwałość i niezawodność produkowanych przez nas hybryd. Dzięki nim mogliśmy zbudować solidną podstawę do dalszej rozbudowy gamy masowo produkowanych zelektryfikowanych aut”.

W ciągu 20 lat od premiery Priusa – pierwszego masowo produkowanego samochodu hybrydowego – Toyota nieustannie pracuje nad doskonaleniem i rozwijaniem technologii zelektryfikowanych napędów. W 2014 roku zadebiutowała Toyota Mirai, samochód elektryczny na wodorowe ogniwa paliwowe. Dwa lata później w salonach pojawił się Prius czwartej generacji, a w 2017 roku Toyota rozpoczęła sprzedaż Priusa Plug-in Hybrid drugiej generacji.

Toyota zamierza w szybkim tempie rozszerzyć gamę zelektryfikowanych samochodów ora wybór alternatywnych napędów. W 2020 roku firma rozpocznie masową produkcję samochodów elektrycznych na baterie – najpierw w Chinach i Indiach, następnie w Japonii, Europie i Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie Toyota będzie nadal zwiększać sprzedaż hybryd na rynkach rozwijających się, aby systematycznie redukować średnią emisję CO2 swoich samochodów sprzedawanych na świecie. Na początku przyszłej dekady Toyota wprowadzi na rynek 10 modeli elektrycznych zasilanych bateriami, zaś począwszy od 2025 roku każdy model Toyoty będzie zelektryfikowany lub będzie miał przynajmniej jeden alternatywny napęd w cenniku. Planowane zwiększenie różnorodności oferty samochodów z alternatywnymi napędami służy realizacji planu Environmental Challenge 2050.

Ogłoszona w październiku 2015 roku długofalowa strategia Toyota Environmental Challenge 2050 zawiera 6 głównych celów służących transformacji działalności firmy w taki sposób, aby bilans jej wpływu na środowisko był pozytywny. Pierwszy z nich zakłada redukcję do 2050 roku średniej emisji CO2 nowych samochodów sprzedawanych na całym świecie o 90 procent w stosunku do 2010 roku. Aby to osiągnąć, Toyota przyjęła 4 średnioterminowe cele:

 

  1. Do 2020 roku osiągnąć roczną sprzedaż hybryd na poziomie 1,5 miliona oraz łączną liczbę 15 milionów;
  2. Zredukować do 2020 roku średnią emisję CO2 nowych samochodów o ponad 22% w porównaniu do 2010 roku;
  3. Rozpocząć w 2017 roku sprzedaż miejskich autobusów na ogniwa paliwowe, koncentrując się najpierw na Tokio. Wprowadzić do tokijskiej komunikacji miejskiej ponad 100 tych autobusów przed Igrzyskami Olimpijskimi i Paraolimpijskimi 2020;
  4. Uzyskać do 2020 roku roczną sprzedaż 30 000 samochodów na wodór. W Japonii osiągnąć miesięczną sprzedaż 1 000 samochodów na ogniwa paliwowe.

Sprzedaż zelektryfikowanych samochodów Toyoty i Lexusa

Dane TMC (jednostka = 1 000 samochodów)

  Globalnie   Łącznie
  Japonia Ameryka Północna Europa Pozostałe
1997 0,3 0,3 0,3
1998 17,6 17,6 18,0
1999 15,2 15,2 33,2
2000 19,0 12,5 5,8 0,7 52,3
2001 36,9 18,5 16,0 2,3 0,2 89,2
2002 41,3 20,0 20,3 0,8 0,2 130,5
2003 53,3 27,2 24,9 0,9 0,4 183,8
2004 134,7 68,7 55,9 8,1 1,9 318,5
2005 234,9 58,5 150,0 23,4 3,1 553,5
2006 312,5 72,4 197,6 36,0 6,5 866,0
2007 429,4 82,0 287,8 49,0 10,7 1295,4
2008 429,7 104,4 255,0 57,8 12,6 1725,1
2009 530,1 251,1 205,3 54,7 19,0 2255,2
2010 690,2 392,2 195,9 70,2 31,9 2945,4
2011 629,0 316,4 185,1 82,8 44,7 3574,4
2012 1219,1 678,0 344,7 106,9 89,5 4793,5
2013 1279,2 679,1 358,2 152,9 89,0 6072,7
2014 1266,1 684,3 323,6 171,8 86,5 7338,8
2015 1204,5 633,6 282,9 200,9 86,4 8543,3
2016 1402,7 678,7 267,3 285,4 170,8 9946,0
2017 1520,7 658,6 246,3 392,3 223,5 11466,7
Łącznie   5469,4 3422,5 1696,1 878,6  

 

Sprzedaż zelektryfikowanych modeli Toyoty w 2017 roku

Dane TMC (jednostka = 1 000 samochodów)

Model  

Globalnie

 
Japonia Ameryka Pn Europa Pozostałe
Prius 218,6 116,6 68,6 11,1 22,3
Prius α / Prius v / Prius + 38,5 17,6 11,7 7,4 1,7
Aqua / Prius c 149,3 131,6 14,7 3
Camry Hybrid 63,3 18,9 23,6 20,8
Alphard Hybrid1 9,3 8,9 0,4
Auris Hybrid 88,2 2,9 78,9 6,3
Vitz / Yaris Hybrid 130,9 27,9 100,9 2,2
Avalon Hybrid 5 5 (20 aut) units)
Highlander / Kluger Hybrid2 18,3 18,3 (7 aut) units)
 RAV4 Hybrid 120,9 57,2 57,2 6,5
C-HR Hybrid 191,6 96,7 90,1 4,8
Corolla Hybrid 58,5 58,5
Levin Hybrid 40,5 40,5
Vellfire Hybrid 5,7 5,7
SAI 2 2
Estima / Previa Hybrid 4 4
Harrier Hybrid 9,1 9,1
Crown Hybrid 17,5 17,5
Corolla Axio Hybrid 11,5 11,5
Corolla Fielder Hybrid 23,9 23,9
Voxy Hybrid 25,2 25,2
Noah Hybrid 19,7 19,7
Esquire Hybrid 24,3 24,3
Sienta Hybrid 36,9 36,8 0,1
JPN TAXI 1,5 1,5
Lexus LS 600h / LS 600hL / LS 500h 4,7 4,3 0,1 0,3
Lexus GS 450h / GS 300h 5,7 3 0,1 1,3 1,3
Lexus RX 400h / RX 450h 30,9 6,4 9 7,7 7,7
Lexus HS 250h 0,8 0,8
Lexus CT 200h 27,6 3,6 5 8,6 10,4
Lexus ES 300h 34,2 5,7 28,5
Lexus IS 300h 10,1 4,2 5,3 0,6
Lexus NX 300h 35,2 4,7 3,7 19,5 7,3
Lexus RC 300h 1,7 0,5 1,2 (3 auta) units)
Lexus LC 500h 1,6 1,1 0,1 0,3 0,1
           
Prius PHV / Prius Prime 51 26,7 21,7 2,5 0,1
           
Mirai 2,7 0,8 1,8 0,1
 

 

Łączna sprzedaż zelektryfikowanych modeli Toyoty

Dane TMC (jednostka = 1 000 samochodów)

Model  

Globalnie

 
Japonia Ameryka Pn Europa Pozostałe
Prius 3984,6 1812,8 1751,2 299,1 121,4
Prius α / Prius v / Prius + 671,2 446,4 173,1 43,8 7,9
Aqua / Prius c 1380,1 1154,5 192,7 32,9
Camry Hybrid 674,5 75,6 419,1 179,7
Alphard Hybrid1 83,5 80,5 3,0
Auris Hybrid 459,6 9,4 427,6 22,7
Vitz / Yaris Hybrid 425,3 27,9 388,9 8,5
Avalon Hybrid 59,8 59,7 0,1
Highlander / Kluger Hybrid2 173,8 3,4 168,7 1,7
RAV4 Hybrid 221,9 109,9 101,2 10,8
C-HR Hybrid 200,5 98,9 96,8 4,8
Corolla Hybrid 102,2 102,2
Levin Hybrid 67,5 67,5
Vellfire Hybrid 44,5 44,5
SAI 102,1 102,1
Estima / Previa Hybrid 123,6 123,6 (33 auta)
Harrier Hybrid 77,5 77,5
Crown Hybrid 171,7 171,7
Crown Mild Hybrid3 6,5 6,5
Corolla Axio Hybrid 67,9 67,9
Corolla Fielder Hybrid 157,7 157,7
Voxy Hybrid 118,0 118,0
Noah Hybrid 90,5 90,5
Esquire Hybrid 90,4 90,4
Sienta Hybrid 113,7 113,3 0,4
JPN TAXI 1,5 1,5
Hybrydowe samochody dostawcze4 5,2 5,2
Lexus LS 600h / LS 600hL / LS 500h 46,8 33,2 3,1 4,9 5,7
Lexus GS 450h / GS 300h 64,0 28,1 7,3 18,9 9,7
Lexus RX 400h / RX 450h 391,6 50,2 181,7 111,1 48,7
Lexus HS 250h 68,9 46,5 22,3 0,1
Lexus CT 200h 316,3 59,1 99,8 78,1 79,4
Lexus ES 300h 175,4 65,7 0,4 109,2
Lexus IS 300h 68,3 26,8 32,9 8,5
Lexus NX 300h 123,0 25,0 10,2 59,8 28,0
Lexus RC 300h 7,2 4,4 2,8 (13 aut)
Lexus LC 500h 1,6 1,1 0,1 0,3 (58 aut)
           
Prius PHV / Prius Prime 128,9 48,8 66,8 13,1 0,2
           
Mirai 5,3 2,1 2,9 0,2
 
 
1Produkcja zakończona w 2008 roku i wznowiona w 2011 roku;

2Produkcja Klugera Hybrid (na japoński rynek) zakończona w 2007 roku;

3Produkcja Crown Royal zakończona w 2003 roku, produkcja Crown Sedan zakończona w 2008 roku;

4Coaster Hybrid EV (produkcja zakończona w 2004 roku), Quick Delivery 200 (produkcja wersji hybrydowej zakończona w 2012 roku), Dyna Hybrid i Toyoace Hybrid.

 

Złoty lekko słabszy

W czwartek złoty w relacji do euro osłabił się. Nominalnie kurs EURPLN wzrósł chwilowo do 4,16. Tym razem przecena złotego postępowała pomimo umacniającego się na świecie euro do dolara. Już podczas sesji europejskiej kurs EURUSD wzrósł do 1,245 a Amerykanie pchnęli go powyżej 1,252.

Pomimo jastrzębiego wydźwięku styczniowego posiedzenia Fed (po którym wg Fed Watch wzrosły oczekiwania na marcową podwyżkę stóp w USA), złoty istotnie nie traci jednak na wartości. Najwyraźniej opublikowane wczoraj z rana wyniki dla wskaźnika PMI aktywności polskiego przemysłu (choć lekko spadły w porównaniu z odczytem grudniowym, do 54,6 z 55) podtrzymały opinie inwestorów o silnie rozwijającej się naszej gospodarce. Analizując składowe indeksu wyraźnie w oczy rzuca się wskaźnik nowych zamówień, który w styczniu wzrósł do najwyższego poziomie od początku 2015 r. Dodatkowo nastąpił wyraźny wzrost wskaźnika cen produkcji PMI (komponent wzrósł do najwyższego poziomu od lutego 2011 r.), co może wskazywać, że ostatni wzrost kosztów pracy zaczyna oddziaływać na ceny producentów. Ponadto, NBP w opublikowanym raporcie nt. koniunktury w sektorze przedsiębiorstw, pokazał, że większość ankietowanych firm wskazała w IV kw. 2017 r. na poprawę bieżącej sytuacji ekonomicznej (szczególnie z obszaru budownictwa oraz energetyki i górnictwa). Dodatkowo biorąc pod uwagę prognozy popytu oraz produkcji widać, że pozytywne tendencje w zakresie popytu i sprzedaży będą kontynuowane również w I kw. 2018 r.

Utrzymujące się dobre wyniki polskiej gospodarki ograniczają więc potencjalnie możliwą skalę przeceny naszej waluty. Z drugiej strony nadal mocno gołębia RPP (nie tylko na tle Fedu, ale też banku centralnego Czech, który podwyższył w czwartek główną stopę procentową o 25 pb do poziomu 0,75%) nie pozwala złotemu na silniejsze ruchy wzrostowe. Z opublikowanego w czwartek protokołu ze styczniowego jej posiedzenia wynikało bowiem, że większość członków Rady nie widzi potrzeby podnoszenia stóp w horyzoncie kilku najbliższych kwartałach, a więc prawdopodobnie w całym 2018 roku. W ocenie większości członków RPP rynek pracy, który nabiera wyraźnej dynamiki, jak dotąd nie generuje istotnej presji inflacyjnej. W ich ocenie inflacja będzie więc utrzymywać się poniżej 2,5% celu NBP w 2018 roku. Ponadto w opublikowanym protokole zwrócono uwagę na konieczność uwzględnienia warunków monetarnych w najbliższym otoczeniu polskiej gospodarki, w tym prawdopodobnie nadal ujemnego poziomu stóp w strefie euro, które dodatkowo będą przemawiać za utrzymaniem na niezmienionym poziomie obecnego poziomu kosztu pieniądza w NBP w kolejnych kwartałach.

W najbliższych dniach zloty nadal więc pozostawać powinien pod presją podaży. W piątek w USA opublikowany zostanie raport dot. nowych miejsce pracy w sektorze poza rolnictwem, który zapewne potwierdzi pozytywne tendencje na amerykańskim rynku pracy (podobnie jak prezentowany kilka dni wcześniej raport ADP), swym wydźwiękiem wspierając kolejne podwyżki stóp w USA. Z kolei w przyszłym tygodniu posiedzenie decyzyjne zaplanowane ma RPP, po której trudno jest oczekiwać innych akcentów niż gołębich.Złoty lekko słabszy

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Czy firma może wykorzystać aktywność pracowników w kanałach social media?

Przepisy prawa pracy nie zawsze nadążają za dynamicznie zmieniającą się dzięki technologii rzeczywistością. W polskich przepisach brakuje szczególnych uregulowań, które określałyby zasady korzystania z portali społecznościowych przez pracowników, na przykład w zakresie dzielenia się informacjami o pracodawcy lub wykonywanej pracy. Brak ustawowej regulacji nie oznacza jednak, że pracodawca nie może w żaden sposób wpływać na aktywność pracowników w kanałach społecznościowych. Czego może on wymagać, a czego zabronić pracownikowi w kontekście jego aktywności w social media?

Popularność portali społecznościowych wśród pracowników pracodawcy mogą wykorzystać nie tylko do zwiększenia kontroli nad podwładnymi, lecz także do budowania wizerunku lub promocji swojej firmy. Ujawnienie przez pracowników ich miejsca pracy na prywatnych profilach w mediach społecznościowych, czy podejmowane przez nich aktywności w powiązaniu z działalnością firmy (np. dzielenie się treściami promocyjnymi pracodawcy, umieszczanie wpisów lub komentarzy) z powodzeniem mogą wspierać działalność promocyjną lub marketingową przedsiębiorstwa. O ile tylko pracodawca umiejętnie zarządza tym aspektem działalności pracowników.

Promocja firmy w social media

Co do zasady, szef nie może nakazać pracownikom założenia pod własnym imieniem i nazwiskiem konta – na przykład na Facebooku – i aktywnego używania go do promowania działalności pracodawcy w prywatnych postach. Zarządzający firmą może tego wymagać od pracowników zajmujących się polityką informacyjną lub działalnością marketingową firmy (mówimy na przykład o pracownikach działu marketingu czy działu PR). W ich przypadku używane konto staje się doskonałym narzędziem pracy umożliwiającym budowanie profesjonalnego profilu pracodawcy. Na przykład poprzez zamieszczanie komentarzy, udostępnianie określonych treści lub śledzenie informacji na temat pracodawcy publikowanych w sieci. W przypadku pozostałych zatrudnionych zwierzchnik może jedynie zachęcać ich do używania kont prywatnych w celach promocyjnych pracodawcy.

Informacja o firmie na portalu prywatnym kontra aktywność pracownika w sieci

Pracodawca nie powinien też ingerować w większość treści zamieszczanych na prywatnych kontach pracowników, na przykład publikowane posty, zdjęcia czy komentarze. Istnieją jednak sytuacje w których nie stosuje się tej reguły, np. jeżeli jednak pracownik na swoim profilu zdecyduje się zamieścić informację o swoim pracodawcy (na przykład określając zajmowane w organizacji stanowisko), musi liczyć się z tym, że niektóre z jego prywatnych wypowiedzi mogą być odbierane jako wypowiedzi jego pracodawcy (albo co najmniej jako wypowiedzi przez pracodawcę akceptowane). Jeżeli mogą one obiektywnie szkodzić wizerunkowi pracodawcy, na przykład z uwagi na naruszenie przepisów prawa, zasad współżycia społecznego lub dobrego wychowania, pracodawca ma wówczas prawo chronić swój wizerunek i ingerować w aktywność pracownika w Internecie – także poprzez interwencję na jego prywatnym profilu (komentarz, sprostowanie, itp.). A pracownik musi liczyć się z tym, że za taką działalność – realizowaną przecież poza pracą i w czasie wolnym – może ponieść konsekwencje służbowe. Pracodawca może podjąć decyzję o ukaraniu pracownika, a w skrajnych przypadkach nawet o rozwiązaniu z nim umowy o pracę jeżeli, aktywność pracownika w mediach społecznościowych negatywnie wpływa na wizerunek pracodawcy.

Działania niepożądane

Pracodawca może oczekiwać, że aktywność pracownika w mediach społecznościowych nie tylko nie będzie stawiać pracodawcy w negatywnym świetle ze względu na kontrowersyjne wypowiedzi na tematy społeczne, polityczne lub obyczajowe albo łączyć pracodawcy z niechcianymi inicjatywami, ale także nie będzie wprost sprzeczna z interesem pracodawcy. Przykładowo zwierzchnik może wymagać, aby pracownik na profilu, gdzie jest ujawniona informacja o firmie, powstrzymał się od „lajkowania”, udostępniania informacji czy wręcz promowania inicjatyw lub wydarzeń marketingowych konkurencji. Może to dotyczyć również oceniania działalności klientów, kontrahentów lub innych pracowników. W oczywisty sposób pracodawca może też zakazać pracownikom ujawniania na kontach prywatnych informacji poufnych, na przykład szczegółów działalności pracodawcy, informacji o projektach, w które jest zaangażowany pracownik albo klientach, z którymi się spotyka. Oczywiście nie każdy wpis pracownika odnoszący się do konkurencji lub klientów będzie powodem zwolnienia pracownika. Każda tego typu sytuacja wymaga jednak szczegółowego rozważenia pod kątem naruszenia przez pracownika obowiązku dbałości o dobro zakładu, zachowania tajemnicy przedsiębiorstwa lub lojalności wobec pracodawcy.

Jasne zasady chronią przed faux pas

Aby zminimalizować ryzyko związane z niepożądanymi zachowaniami pracownika w sieci, warto z góry określić dokładnie, jakie aktywności i zachowania podwładnych są dopuszczalne lub zabronione. Zasady korzystania z portali społecznościowych przez pracowników pracodawca może określić w regulaminie pracy lub w dokumencie określającym politykę firmy. Taka polityka może określać wytyczne dotyczące oznaczania pracodawcy na profilach prywatnych czy korzystania przez pracownika z takich profili. W szczególności może również wprowadzać zasady co do upubliczniania wpisów na temat pracodawcy, innych pracowników, klientów a nawet konkurencji.

Konstruktywna krytyka ma swoje prawa

Należy podkreślić, że w polityce firmy pracodawca nie może zabronić pracownikowi krytykowania pracodawcy w portalach społecznościach, jeżeli wypowiedzi krytyczne są konstruktywne, rzeczowe i mają na celu uzyskanie określonego pozytywnego skutku. W jednej ze spraw rozpoznawanych przez polski sąd, pracownik będący na zwolnieniu lekarskim, zamieścił na portalu społecznościowym obraźliwy wpis na temat swego pracodawcy. Wskazał w nim, że nie poleciłby swojego pracodawcy najgorszemu wrogowi, a firma jest jedynie lepszą wersją chińskiego obozu pracy. O wpisie pracodawca dowiedział się od swojego kontrahenta, co świadczyło o tym, jak szerokie grono osób mogło zapoznać się z tym postem. Zamieszczenie przez pracownika wpisu stanowiło przyczynę zwolnienia go w trybie dyscyplinarnym, a sam post został uznany przez sąd za niedopuszczalną krytykę pracodawcy. Sąd stwierdził, że wypowiedź powinna być wyważona. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy trafia do szerszego grona osób. Obowiązek pracownika odpowiedniej moderacji wypowiedzi dotyczy nie tylko działalności w pracy lub w czasie wykonywania przez pracownika pracy, ale obejmuje cały okres związania umową o pracę.

Interesy obu stron w polityce firmy

Postanowienia polityki powinny być wyważone i zostać opracowane w sposób nienaruszający zarówno interesów pracodawcy, jak również praw pracownika. Polityka nie powinna też ingerować w sferę prywatnego życia podwładnych w zakresie, w jakim pracodawca nie jest do tego uprawniony. Zakres ten w praktyce budzi najwięcej wątpliwości i jest źródłem nie tylko nieporozumień z pracownikami, ale może przyczynić się do ewentualnej przegranej pracodawcy w sądzie pracy. Dlatego często w tym zakresie potrzebna jest pomoc profesjonalnego doradcy.

Autor komentarza: Przemysław Stobiński, Radca prawny, Partner Associate, Deloitte Legal

Asystent Google wkrótce w języku polskim. Asystenci głosowi ze sztuczną inteligencją to przyszłość komunikacji z urządzeniami

Monika Mikowska z Mobee Dick

Polski rynek coraz szybciej adaptuje najnowsze rozwiązania w zakresie nowych technologii. W Polsce, jako szóstym kraju na świecie, Google wprowadził usługę Android Pay. Obecnie testuje się polskojęzyczną wersję Asystenta Google – wirtualnego asystenta pozwalającego na komunikację z urządzeniem. W grudniu 2017 roku Amazon udostępnił w Polsce swojego asystenta – Alexę, choć jeszcze nie w języku polskim. Barierą dla polskojęzycznych asystentów głosowych, jest trudność języka. Mimo tego pierwsze tego typu rozwiązanie jest już dostępne w smartfonach na polskim rynku.

Obsługa poleceń głosowych jest obecnie jednym z najważniejszych kierunków rozwoju w zakresie korzystania  z internetu i komunikacji z urządzeniami. Dzięki nim w prosty sposób można dokonać zakupów, sprawdzić stan konta w banku czy umówić wizytę lekarską poprzez infolinię z systemem IVR wspierającym polecenia głosowe. W przyszłości możliwe będzie zamówienie taksówki, zakup biletu lotniczego czy zmiana kanału w telewizorze. Niestety, wciąż brakuje rozwiązań głosowych w języku polskim.

– Język polski jest uznawany za jeden z najtrudniejszych na świecie: semantyka, logika języka, wieloznaczność, to wszystko powoduje trudności w interpretacji naszej polskiej mowy i tworzeniu asystentów, których trafność jest jak najwyższa – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Monika Mikowska z Mobee Dick.

Google, jeden z dwóch największych graczy na rynku asystentów głosowych, testuje już swoje rozwiązanie w języku polskim. Asystent Google może pojawić się w Polsce w ciągu kilku miesięcy, chociaż amerykańska firma oficjalnie nie potwierdza tych informacji. Internauci wystosowali petycję w sprawie polskojęzycznego Asystenta. Petycję podpisało jak na razie około 5 tys. osób. Cały czas można się dopisywać.

– W zeszłym roku w kuluarach Google Developers Day mówiło się o tym, że trwają już testy polskiej wersji Google Assistant, także rozwiązania należy się spodziewać już wkrótce. Również Amazon jest zainteresowany polskim rynkiem. Trudno jednak prognozować w perspektywie ilu miesięcy czy lat wejdzie na nasz rynek ze swoją Alexą – mówi Monika Mikowska.

W Polsce można kupić głośniki Amazon Echo i Google Home wyposażone w asystentów głosowych, ale nie można w pełni korzystać z ich potencjału. Żaden z nich nie oferuje bowiem obsługi w języku polskim. W grudniu 2017 roku Amazon udostępnił w polskim App Store i Google Play aplikację Alexa. Choć nadal trzeba do niej mówić w języku angielskim, to zapytana o pogodę, poda nam ją dla lokalizacji w Polsce, a budzik ustawi na 7.00 naszego czasu (a nie w inne strefie czasowej).

Na polskim rynku istnieje jednak asystent głosowy w języku polskim. W październiku 2017 roku firma Allview, rumuński producent smartfonów wprowadził, do swoich urządzeń asystenta głosowego AVI, obsługującego m.in. język polski. Asystent jest dostępny na polskim rynku w smartfonie Allview X4 Soul Infinity, który kosztuje ok. 1300 zł.

– Rumuński producent pracował nad tym projektem bez rozgłosu, pochwalił się nim na samym końcu swych prac. W praktyce to raczej głosowa obsługa telefonu niż asystent, jednak faktycznie obsługuje język polski – ocenia Monika Mikowska z Mobee Dick.

Liderem rynku sprzedaży głośników internetowych wyposażonych w funkcje głosowe jest Amazon ze swoim smart głośnikiem wyposażonym w Alexę. Takich urządzeń rocznie sprzedaje się około 20 mln, co stanowi 75 proc. udziału w tym segmencie rynku. Drugi w kolejności jest Google Home z 5 mln sprzedanych egzemplarzy i udziałem w jednej czwartej rynku.

Na 2018 roku premierę swojego głośnika zapowiedział Apple (HomePod) i Microsoft (Invoke). W obu przypadkach prawdopodobnie nie będzie polskiej wersji językowej.

Liczbę ludzi rozsianych po świecie posługujących się językiem polskim szacuje się na 60 mln.

Dotychczasowa polityka w walce ze zmianami klimatu nie działa. IMGW: Czarny scenariusz i zagrożenie m.in. dla Żuław Wiślanych

Dotychczasowa polityka w walce ze zmianami klimatu nie działa. IMGW: Czarny scenariusz i zagrożenie m.in. dla Żuław Wiślanych 1

Europejscy naukowcy przyjrzeli się wysiłkom prowadzonym na rzecz ograniczenia efektu cieplarnianego i zmian klimatu. W najnowszym raporcie European Academies Science Advisory Council (EASAC) alarmują, że dotychczasowe działania nie są wystarczające. Aby ograniczyć światową emisję dwutlenku węgla, sięga się także po mniej konwencjonalne rozwiązania jak technologie emisji ujemnych. Eksperci zauważają, że mają one ograniczony potencjał. IMGW ostrzega, że zmiany klimatyczne mogą posunąć się bardzo daleko, jeśli nie będziemy zwracać uwagi na środowisko, a z powierzchni Ziemi może zniknąć Holandia czy Żuławy Wiślane.

Technologie emisji ujemnych dotyczą przechwytywania dwutlenku węgla z atmosfery na skalę przemysłową. Za pomocą różnych procesów usuwane cząsteczki magazynowane są tak, aby z powrotem nie trafić do ziemskiej atmosfery. Naukowcy podkreślają jednak, że to tylko jedna z wielu dróg do zatrzymania szybkich zmian klimatu. Skupienie się wyłącznie na niej może mieć negatywne skutki dla przyszłych pokoleń.

– Klimat jest dynamiczny, zmienia się przez cały czas. Niektóre zmiany są spowodowane przez człowieka, niektóre zmiany zachodzą w sposób naturalny, te zmiany się sumują. Nie ulega wątpliwości, że zmienia się skład atmosfery, w związku z tym zmienia się natężenie efektu cieplarnianego, powodując, że Ziemia generalnie robi się coraz cieplejsza – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Kowalewski, klimatolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Część zmian klimatu jest zjawiskiem naturalnym, ale duży wpływ na pogodę ma działalność człowieka. Efekt cieplarniany jest faktem. To zjawisko związane jest ze zmianą składu atmosfery. Przez to, że może się gromadzić w niej więcej energii, temperatura na Ziemi rośnie. W zimie przekłada się to na wzrost temperatury powietrza, w lecie natomiast – powstaje więcej dynamicznych zjawisk pogodowych.

– Energia zgromadzona w powietrzu jest przekształcana nie w energię cieplną, tylko w energię kinetyczną ruchu powietrza. To pociąga za sobą bardzo silne wiatry, tworzenie się bardzo dużych chmur burzowych, które mają większą możliwość zgromadzenia w sobie wody, w związku z tym opad, który później następuje, jest opadem bardziej intensywnym – tłumaczy ekspert.

Zjawisko ocieplenia się klimatu potwierdza NASA. Amerykańska agencja jako dowody podaje takie procesy jak globalny wzrost temperatury powietrza oraz mórz i oceanów, kurczące się pokrywy lodowe, zmniejszającą się pokrywę śnieżną oraz wzrost poziomu wód na świecie i częstsze występowanie ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Zmiany klimatu miały miejsce w przeszłości i nie ma wątpliwości, że będą zachodzić w kolejnych dziesięcioleciach. Patrząc w perspektywie najbliższych kilkunastu lat, eksperci przewidują, że metamorfoza klimatu przybierze formę podobną jak w ostatnich 20 latach. Oznacza to większą ilość burz i silnych wiatrów w okresie letnim oraz mniej śnieżne zimy. Trudniej ocenić za to, jak będzie wyglądać pogoda za pół wieku.

– Jeżeli nie będziemy w ogóle zwracać uwagi na środowisko, czeka nas bardzo czarny scenariusz. Wzrost temperatury powietrza pociągnie za sobą topnienie mas lądolodów. Na naszej półkuli to przede wszystkim lądolód Grenlandii, ale również lodowce górskie czy alpejskie. To pociąga za sobą wzrost poziomu morza, a to oznacza dla krajów nadbrzeżnych bardzo konkretne skutki gospodarcze, którym trzeba będzie przeciwdziałać bardzo kosztownymi metodami inżynieryjnymi. Przykłady to oczywiście Holandia, a także zagrożenie Żuław Wiślanych w Polsce – alarmuje klimatolog IMGW.

Topniejące lodowce, powodujące podniesienie się poziomu mórz i oceanów, mogą spowodować, że tereny położone na niewielkiej wysokości powyżej poziomu morza mogą zostać w całości zalane. Zagrożone tereny to m.in. Holandia czy polskie Żuławy Wiślane. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych takie wyspy jak Malediwy, Kiribati czy Tuvalu znajdą się pod powierzchnią wody do końca obecnego stulecia.

Jak wynika z danych NASA, 2017 rok był drugim najcieplejszym, po 2016 roku, rokiem w historii pomiarów sięgających 1880 roku. Średnia temperatura na świecie była wyższa o 0,9˚C w porównaniu do średniej z lat 1951–1980. W ciągu ostatniego stulecia średnia temperatura powierzchni Ziemi wzrosła o nieco ponad 1˚C.

Brakuje kompleksowych rozwiązań w kwestii kredytów frankowych

W podkomisji sejmowej są obecnie dwa prezydenckie projekty rozwiązań legislacyjnych w kwestii kredytów frankowych. Dotyczą tematu spreadów i ewentualnego funduszu wsparcia dla kredytobiorców. Brakuje jednak kompleksowych regulacji, jak projektu ustawy. Jeśli miałby miejsce potężny kryzys geopolityczny czy militarny, frank gwałtownie wzrośnie. Wtedy będzie zbyt późno na wprowadzanie regulacji. Większość krajów borykających się z problemem kredytów frankowych – jak Austria, Chorwacja, Węgry, Słowacja czy Czechy,  rozwiązała już tę sprawę. Kwestia nadal jednak nie zniknęła w Polsce i wciąż stanowi zagrożenie dla systemu.

 Spadek kursu franka i innych obcych walut sprawił, że problem chwilowo stał się mniej palący i w mniejszym stopniu zwraca uwagę mediów – powiedział serwisowi eNewsroom Janusz Szewczak, poseł na sejm RP – Nie zmienia to faktu, że nadal zmaga się z nim kilkaset tysięcy Polaków i nie może wydostać się z pułapki. Nie ma też żadnej gwarancji, że kurs franka na poziomie 3,50-3,54 złotego się utrzyma w perspektywie najbliższych 10 lat. Sprawa jest więc niezamknięta, a potencjalne konsekwencje obciążeń dla sektora bankowego są niebezpieczne. Choć spłacanie kredytów przy obecnym kursie stało się łatwiejsze – pozostaje pytanie, czy można legalizować naruszenie prawa. Wyroki sądów w tej kwestii coraz bardziej jednoznaczne. Zarówno wyrok Sądu Najwyższego, jak i orzeczenia sądów okręgowych wskazują na możliwości kwestionowania tego typu umów w zakresie ich legalności i zawartych w nich niedozwolonych klauzul. Bardzo poważny problem kredytów frankowych należałoby rozwiązać ustawowo, czyli w sposób kompleksowy. Na razie czekamy na to, jak będą wyglądać dalsze prace legislacyjne w tym zakresie – dodał Szewczak.