Ponad 3,5 tys. wniosków o ochronę patentową w 2017 roku w Polsce. 1/3 z nich złożono online

Ponad 3,5 tys. wniosków o ochronę patentową w 2017 roku w Polsce. 1/3 z nich złożono online 1

W ubiegłym roku do Urzędu Patentowego wpłynęło 3678 zgłoszeń wynalazków do ochrony w trybie krajowym. Na popularności zyskuje nowa droga zgłaszania wniosków o udzielenie ochrony patentowej. Chodzi o formę elektroniczną, za pośrednictwem formularza na stronie internetowej urzędu. W 2017 roku w ten sposób zostało zarejestrowanych ponad 37 proc. wszystkich wniosków.

Społeczna świadomość znaczenia wartości niematerialnych rośnie. Świadczą o tym dane dotyczące m.in. coraz większej liczby zgłoszeń patentowych na przestrzeni ostatnich lat. Pozytywną zmianą jest także wzrost zainteresowania przedsiębiorców ochroną własności przemysłowej. Urząd Patentowy RP umożliwia zgłoszenie wynalazku do ochrony patentowej w sposób całkowicie elektroniczny. Na stronie internetowej są dostępne specjalne formularze oraz informacje dotyczące całej procedury.

– Jest to przede wszystkim ułatwienie dla zgłaszającego, bo nie musi się fatygować bezpośrednio do urzędu, może to załatwić przy swoim komputerze. Jest to procedura możliwa do wykonania całkowicie w sposób elektroniczny – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Adam Taukert, rzecznik prasowy Urzędu Patentowego RP.

Opatentowaniu mogą podlegać nowe rozwiązania o charakterze technicznym, które mają poziom wynalazczy, czyli nie wynikają w sposób oczywisty ze stanu techniki i nadają się do przemysłowego zastosowania. Taki wynalazek może być chroniony patentem udzielanym przez właściwy organ. W Polsce jest to wspomniany Urząd Patentowy RP.

Patent zapewnia prawo wyłącznego korzystania z wynalazku na określonym terytorium w sposób zarobkowy lub zawodowy. Ochrona patentowa udzielana jest przez Urząd Patentowy na maksymalny okres do 20 lat od daty dokonania zgłoszenia wynalazku.

Jak wynika z raportu rocznego Urzędu Patentowego RP, ogólna liczba zgłoszonych w 2016 roku w trybie krajowym wynalazków, wzorów użytkowych, znaków towarowych i wzorów przemysłowych wyniosła 21 375. Wniosków o udzielenie ochrony patentowej było 4261, z czego 1365 złożono za pośrednictwem internetu.

– Wnioski składane zarówno w formie tradycyjnej, jak i w formie elektronicznej, są rozpatrywane według tych samych zasad. Zgłoszenie elektroniczne nie wpływa na przyspieszenie udzielenia patentu, natomiast jest dużo bardziej wygodne dla zgłaszającego – twierdzi rzecznik prasowy Urzędu Patentowego RP.

O prawo wyłączne do wynalazku można się starać także na poziomie wspólnotowym w Europejskim Urzędzie Patentowym. 2016 rok był rekordowy pod względem liczby patentów przyznanych polskim firmom i instytutom przez ten urząd. Liczba ta wyniosła 180, co oznacza wzrost o ponad 19 proc. w porównaniu do 2015 roku. Amerykanie takich wniosków w 2016 r. złożyli ponad 40 tys., Niemcy – 25 tys., a Japończycy – 21 tys.

Polacy nie są świadomi kosztów leczenia nowotworu. Co czwarty sądzi, że wystarczy 1 tys. zł

Polacy nie są świadomi kosztów leczenia nowotworu. Co czwarty sądzi, że wystarczy 1 tys. zł 2

Polacy nie zdają sobie sprawy z tego, z jakimi kosztami wiąże się diagnoza: nowotwór. Co czwarty sądzi, że na leczenie potrzebowałby ok. 1 tys. zł – wynika z badania Nationale-Nederlanden. Mimo niedoszacowania tych kosztów większość badanych i tak jest przekonana, że nie poradziłaby sobie finansowo z takim problemem. 

– Pomimo głośnych kampanii społecznych uświadamiających konieczność przeprowadzania badań profilaktycznych rak wciąż jest drugą przyczyną zgonów w Polsce. Z okazji Światowego Dnia Walki z Rakiem chcemy uświadomić, że nawet jeśli choroba nowotworowa jest wykryta we wczesnym stadium, co pozwala ją całkowicie wyleczyć, to wiąże się to kosztami, zarówno emocjonalnymi, jak i finansowymi. W Polsce większość leczenia przeprowadzana jest w szpitalach publicznych, natomiast szereg badań diagnostycznych musimy przeprowadzać sami na własną rękę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Martyna Kucicka-Witek, menadżer ds. produktów ochronnych i majątkowych w Nationale-Nederlanden.

Według Krajowego Rejestru Nowotworów w ciągu ostatnich trzech dekad liczba zachorowań na nowotwory wzrosła w Polsce dwukrotnie. Obecnie choruje na nie około 157 tys. osób rocznie, z których prawie 95 tys. umiera. Szacunki pokazują, że nowotwory – obecnie druga najczęstsza przyczyna zgonów w Polsce – za kilka lat awansują na pierwsze miejsce. Do 2025 roku taką diagnozę usłyszy rokrocznie już 180 tys. osób.

Skuteczność leczenia nowotworów w Polsce powoli się poprawia, ale wciąż jest poniżej unijnej średniej. Na 100 pacjentów chorych na raka tylko 42 żyje dłużej niż pięć lat. Polacy bagatelizują ryzyko i często zbyt późno zgłaszają się na badania diagnostyczne, a z drugiej strony – nie są świadomi kosztów, które wiążą się z diagnozą nowotworową.

– Z przeprowadzonych przez nas badań wynika, że 24 proc. ankietowanych uważa, że w przypadku zdiagnozowania choroby nowotworowej potrzebowaliby na leczenie około 5 tys. zł. Co czwarty sądzi, że wystarczyłby 1 tys. zł. Jest to o tyle zaskakujące, że tylko jedno badanie rezonansem czy tomografem komputerowym – w zależności od części ciała – może kosztować nawet kilkaset złotych. Mimo tak niskich kwot, które bierzemy pod uwagę, myśląc o leczeniu, większość Polaków uważa jednak, że nie poradziłaby sobie finansowo w przypadku zdiagnozowania nowotworu – mówi Martyna Kucicka-Witek.

W teorii większość kosztów związanych z leczeniem powinien pokrywać Narodowy Fundusz Zdrowia. W praktyce często okazuje się, że wiele wydatków, związanych na przykład z dodatkowymi badaniami diagnostycznymi, opieką pielęgniarską, prywatnymi wizytami lekarskimi czy transportem do szpitala, pacjent musi pokryć z własnej kieszeni. Na to nakłada się również problem niezdolności do pracy zawodowej, a także koszty codziennego utrzymania.

Kilka lat temu towarzystwa ubezpieczeniowe wprowadziły na rynek polisy onkologiczne na wypadek zachorowania na nowotwór, które z każdym rokiem zyskują na popularności. To alternatywa zwłaszcza dla osób, które nie mają dużych oszczędności, za to znajdują się w grupie ryzyka zachorowania na nowotwór.

– W przypadku choroby nowotworowej wszystko zależy od okoliczności. Na pewno osoby, które mają genetyczne skłonności do takich chorób albo stresującą i trudną pracę, powinny pomyśleć o zabezpieczeniu. Poduszkę finansową można zbudować przez systematyczne oszczędzanie albo właśnie dzięki ubezpieczeniu na wypadek nowotworu – mówi Martyna Kucicka-Witek.

Polisa onkologiczna, poza świadczeniem finansowym, przeważnie zapewnia też assistance medyczne i pakiet dodatkowych świadczeń przydatnych w trakcie leczenia. Takie ubezpieczenia powstają we współpracy z onkologami i zapewniają kompleksowe wsparcie w przypadku diagnozy, w tym wsparcie psychologiczne czy pomoc w powrocie do aktywności zawodowej.

– W ramach assistance medycznego otrzymamy bezpłatny transport do szpitala, do lekarza czy opiekę nad nieletnimi dziećmi, jeżeli będzie taka potrzeba. W ramach polisy dostępnej w Nationale-Nederlanden istnieje też możliwość skorzystania z drugiej opinii medycznej i skonsultowania postawionej diagnozy –mówi Martyna Kucicka-Witek.

Biały laser może zastąpić technologię LED. Jest jaśniejszy, wydajniejszy i bardziej energooszczędny

Biały laser może zastąpić technologię LED. Jest jaśniejszy, wydajniejszy i bardziej energooszczędny 3

Laserowe źródła białego światła mogą zrewolucjonizować wiele segmentów rynku, począwszy od ekranów telewizorów i smartfonów, przez reflektory samochodowe, po następcę standardu komunikacji wi-fi. Biały laser jest jaśniejszy i bardziej energooszczędny od obecnie wykorzystywanej technologii LED. Nad nowymi metodami wytwarzania laserowego źródła światła białego pracują Polacy.

Biały laser można otrzymać poprzez połączenie kilku wiązek lasera na jednej warstwie półprzewodnika. Każda wiązka odpowiedzialna jest za emisję jednego z trzech podstawowych kolorów – czerwonego, niebieskiego i zielonego. Po odpowiednim doborze właściwości tych wiązek, można uzyskać światło białe. Innym sposobem uzyskania światła białego jest pobudzenie źródła laserem. Nad taką metodą pracują Polacy.

– Drugim sposobem jest zastosowanie dodatkowego układu pobudzającego w postaci niebieskiej diody laserowej bądź matrycy diod laserowych. Połączenie ich z konwerterem w postaci luminoforu, który emituje szeroką wiązkę promieniowania w zakresie światła widzialnego, daje nam źródło światła białego –mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dariusz Podniesiński z Zakładu Optoelektroniki Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych ITME.

Luminofor to związek chemiczny powodujący efekt luminescencji, czyli emitujący fale świetlne nie pod wpływem wysokiej temperatury. Jednym z podstawowych elementów źródła światła białego jest opracowywany obecnie w Instytucie Technologii Materiałów Elektronicznych luminofor ceramiczny Ce:YAG.

– Wytwarzamy luminofory ceramiczne na bazie granatu itrowo-glinowego domieszkowanego cerem. Barwę danego światła białego uzyskujemy na podstawie zmiany procesu technologicznego w czasie wytwarzania tego luminoforu. Zmiana właściwości i mikrostruktura luminoforu za pomocą mikrowtrąceń różnych materiałów oraz odpowiedni dobór geometrii tego luminoforu dają nam możliwość wytworzenia bardzo wydajnego źródła promieniowania światła białego – tłumaczy Dariusz Podniesiński.

Biały laser może się stać następcą technologii LED, która składa się z niebieskiej diody elektroluminescencyjnej i luminoforu. Zastosowania światła białego obejmują reflektory laserowe, będące jednym z najnowocześniejszych rozwiązań w przemyśle samochodowym, energooszczędne latarnie uliczne oraz źródła światła dużej mocy do zastosowań specjalnych.

– Zastosowanie diod laserowych i luminescencji opartej na ceramice pozwala nam na uzyskiwanie znacznie wyższych wartości mocy wyjściowej – twierdzi przedstawiciel Zakładu Optoelektroniki Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych ITME.

Potencjalne zastosowanie to również ekrany telewizorów, laptopów i smartfonów oraz tzw. komunikacja światła białego. Technologia łączności Li-Fi, opierająca się na technologii białego lasera, może oferować nawet 100-krotnie szybszą transmisję danych niż obecna technologia wi-fi i 10-krotnie szybszą od Li-Fi opartego na technologii LED.

– Takie rozwiązanie może zostać zastosowane w wielu branżach, np. laserowy reflektor samochodowy, oszczędne źródła lamp ulicznych, a także specjalistyczne lampy w szpitalach czy panele oświetleniowe. W najbliższych 2–3 latach możemy się spodziewać zastosowania w wielu innych dziedzinach – prognozuje ekspert.

W 2011 roku specjaliści z Sandia National Laboratories uzyskali białe światło za pomocą czterech różnych laserów. Okazało się, że ludzkie oko dobrze odbiera takie światło. Fakt ten otworzył furtkę do dalszych badań, które w 2015 roku doprowadziły do powstania urządzenia mogącego emitować światło białe. Technologia może zastąpić stosowane dziś powszechnie światło LED.

Selvita ma plany inwestycyjne na niemal 400 mln zł. Jedną trzecią środków chce pozyskać na giełdzie

Selvita ma plany inwestycyjne na niemal 400 mln zł. Jedną trzecią środków chce pozyskać na giełdzie 4

Rozwój leku na ostrą białaczkę szpikową i jego sprzedaż w II fazie badań klinicznych, sprzedaż jednego projektu innowacyjnego rocznie oraz zwiększenie kapitalizacji spółki do ponad 2 mld zł – to główne założenia strategii spółki Selvita do 2021 roku. Biotechnologiczna spółka przeprowadzi ofertę publiczną akcji, żeby pozyskać kapitał na rozwój innowacyjnych projektów onkologicznych. W ciągu najbliższych czterech lat przeznaczy na nie 290 mln zł, z czego 140 mln zł chce pozyskać od inwestorów. 

 Zamierzamy pozyskać kwotę 140 mln zł. To element naszego czteroletniego planu inwestycyjnego, w ramach którego Selvita zainwestuje łącznie blisko 400 mln zł w rozwój swoich projektów innowacyjnych i oferty usługowej. Najważniejszym celem naszej emisji jest rozbudowa i zwiększenie zaawansowania portfela projektów onkologicznych spółki – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Przewięźlikowski, prezes spółki biotechnologicznej Selvita.

W ubiegłym tygodniu spółka opublikowała prospekt emisyjny w związku z ofertą publiczną akcji serii H. Środki pozyskane w ten sposób zamierza przeznaczyć m.in. na rozwój potencjalnych leków onkologicznych. W ciągu 4 lat spółka chce wydać na nie 290 mln zł

– Pierwszym jest rozwój leku SEL120 do drugiej fazy badań klinicznych. To projekt celujący w ostrą białaczkę szpikową. Zamierzamy doprowadzić badania przedkliniczne do końca i w drugiej fazie badań klinicznych, kiedy udowodnimy skuteczność terapeutyczną cząsteczki, pozyskać globalnego partnera rozwojowego – mówi Paweł Przewięźlikowski.

Poza projektem SEL120 spółka chce rozwijać cztery innowacyjne platformy: terapii celowanych, metabolizmu komórek nowotworowych i immunometabolizmu, immunologiczną i immunoonkologiczną oraz platformę narzędziową cząsteczek biologicznych. W latach 2018–2020 Selvita chce sprzedawać jeden z tych projektów innowacyjnych rocznie.

– W planach mamy też budowę centrum rozwoju leków innowacyjnych, do którego przeprowadzi się segment innowacyjny spółki. W miarę poszerzania działalności usługowej będziemy realizowali kolejne etapy prac, tak żeby zapewnić infrastrukturę całości grupy kapitałowej. Połowę kosztów związanych z budową pokryjemy z przyznanego już grantu. Pozostałą część ze środków własnych i kredytu – podkreśla prezes Selvity.

Zgodnie z założeniami ubiegłorocznej strategii do 2021 roku spółka zakłada dynamiczny wzrost przychodów w segmencie usługowym oraz wzrost kapitalizacji spółki do poziomu przekraczającego 2 mld zł. Dziś wynosi ona ok. 800 mln zł.

 Naszym celem operacyjnym jest dojście do kapitalizacji 2 mld zł w ciągu czterech lat – taka jest przeciętna kapitalizacja amerykańskiej firmy biotechnologicznej, która ma lek w drugiej fazie badań klinicznych i ma do niego pełne prawa. Jeżeli SEL120 pokaże dobre wyniki w badaniach na ludziach i dzięki niemu będziemy mogli pomóc chorym na choroby nowotworowe, to tylko sam ten projekt powinien osiągnąć tego typu wartość – mówi Paweł Przewięźlikowski.

Fundamentem strategii Selvity jest zwiększenie inwestycji w segmencie innowacyjnym, który generuje największą wartość dodaną i potencjał wzrostu. Firma będzie niezmiennie koncentrowała się na obszarze onkologicznym.

– W tym obszarze mamy największe doświadczenie i sukcesy, ale również potrzeby pacjentów, a co za tym idzie – potrzeby naszych klientów, koncernów farmaceutycznych, są największe w tym obszarze, dlatego w nim głównie będziemy koncentrowali wydatki kapitałowe. Reszta działalności Selvity – segment usługowy i bioinformatyczny – to kontynuacja pozytywnych trendów z ostatnich kilku lat. Tam w modelu biznesowym niewiele się zmienia – mówi Paweł Przewięźlikowski.

Spółka przewiduje, że nakłady finansowe związane z planami inwestycyjnymi na lata 2017–2021 wyniosą łącznie ok. 390 mln zł, z czego 140 mln zł Selvita planuje pokryć ze środków od inwestorów, a pozostałą kwotę z grantów oraz środków własnych.

 Mamy dobrą reputację wśród inwestorów, dostarczyliśmy im znaczący zwrot na wcześniejszych inwestycjach, zrealizowaliśmy cele operacyjne. Selvita jest kilkukrotnie silniejszą i większą finansowo firmą niż w czasie przejścia na rynek główny w 2014 roku. Myślę, że nasza strategia znalazła uznanie nie tylko wśród pracowników i zarządu spółki, lecz także podpisali się pod nią inwestorzy instytucjonalni, którzy jednogłośnie zagłosowali za emisją na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy w sierpniu zeszłego roku. Jestem przekonany, że emisja akcji Selvity będzie sukcesem – mówi Paweł Przewięźlikowski.

Wielkość oferty Selvity nie przekroczy 2 200 000 akcji nowej emisji serii H. Cena maksymalna w ofercie została ustalona na poziomie 61 zł za jedną akcję. Aktualnie kapitał zakładowy Spółki dzieli się na 13 771 229 akcji.

Selvita to jedna z największych i najbardziej innowacyjnych firm biotechnologicznych nie tylko w Polsce, lecz także w Europie. Od czterech lat spółka jest notowana na rynku głównym GPW, a rok temu weszła w skład indeksu sWIG80. Zarząd spółki podkreśla, że cele przedstawione inwestorom w momencie wejścia na GPW zostały zrealizowane z nawiązką. Od tego czasu z sukcesem udało się skomercjalizować kilka projektów innowacyjnych – w tym flagowy lek na białaczkę SEL24 (pierwszy polski lek dopuszczony do badań klinicznych w USA).

Selvita to jedna z największych i najbardziej innowacyjnych firm biotechnologicznych nie tylko w Polsce, ale również w Europie. Prowadzi badania nad nowymi lekami, świadczy laboratoryjne usługi badawczo-rozwojowe na zlecenie farmaceutycznych, biotechnologicznych i chemicznych firm z całego świata oraz tworzy zaawansowane rozwiązania bioinformatyczne. Założona w 2007 roku spółka zatrudnia dziś 430 pracowników, z których jedna trzecia ma stopień doktora, współpracuje z instytutami badawczymi na całym świecie, a poza laboratoriami w Krakowie i Poznaniu, posiada biura sprzedażowe w Bostonie i San Francisco w Stanach Zjednoczonych oraz Cambridge w Wielkiej Brytanii.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – styczeń 2018 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 8,0% rdr do 19,1 mld zł w styczniu 2018 r.
  • Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 911,3 mld zł w styczniu 2018 r.
  • Spadek wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 17,2% rdr do poziomu 254,1 tys. szt. w styczniu 2018 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 44,5% do poziomu 10,9 TWh w styczniu 2018 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem o 45,7% rdr do 7,1 TWh w styczniu 2018 r.
  • Spadek wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia o 10,3% do 3,0 TWh[2] w styczniu 2018 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 19,4 mld zł w styczniu 2018 r., czyli o 11,0% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej, co przede wszystkim związane było ze spadkiem wartości obrotu w transakcjach pakietowych w tym okresie o 71,5%. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w styczniu 2018 r. o 8,0% rdr, do poziomu 19,1 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń osiągnęła w styczniu 2018 r. poziom 911,3 mln zł, o 8,0% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec stycznia 2018 r. wyniosła 66 048,17 pkt i była o 19,6% wyższa niż przed rokiem. 23 stycznia w szczytowym momencie sesji na GPW indeks WIG osiągnął 67 933,05 punktów, bijąc historyczny poziom sprzed blisko jedenastu lat.

Na rynku NewConnect w styczniu 2018 r. odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 45,6% rdr do poziomu 72,4 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w styczniu spadła o 45,7% rdr i wyniosła 66,2 mln zł.

W styczniu 2018 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 461,6 tys. szt., o 23,7% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na indeksy wyniósł w styczniu 2018 r. 254,1 tys. szt., co oznacza spadek o 17,2% rdr.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 74,5 mld zł na koniec stycznia 2018 r. wobec 58,7 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku[3]. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła w styczniu o 21,6% rdr, do poziomu 171,6 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w styczniu tego roku 13,5 mld zł i była o 69,4% niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w styczniu 2018 r. wyniósł 10,9 TWh, co oznacza wzrost o 44,5% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 66,8% do poziomu 8,3 TWh, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w styczniu 2018 r. 7,1 TWh, o 45,7% mniej niż rok wcześniej. Na rynku terminowym wolumen obrotu spadł o 45,3% do poziomu 4,8 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[4], na rynku spot wyniósł w styczniu 2018 r. 3,0 TWh, co oznacza spadek o 10,3% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) sięgnął w styczniu 2018 r. 49,2 ktoe[5]4, w porównaniu do 15,3 ktoe rok wcześniej.

Kapitalizacja 430 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec stycznia 2018 r. 694,14 mld zł (167,31 mld EUR). Łączna kapitalizacja 479 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec stycznia tego roku 1 446,21 mld zł (348,59 mld EUR).

Na NewConnect w styczniu 2018 r. zadebiutowała spółka Brand 24, której wartość oferty wyniosła 6,2 mln zł.

W styczniu 2018 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

  • [1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych
  • [2] Z wyłączeniem praw wynikających ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną
  • [3] Od 3 stycznia 2018 r. obligacje Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) są kwalifikowane jako obligacje skarbowe. W związku z tym dane o wartości emisji obligacji nie skarbowych z poprzednich komunikatów obrotowych są nieporównywalne z danymi prezentowanymi w tym komunikacie.
  • [4] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane , notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg;)
  • [5] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Firmy rodzinne atrakcyjną inwestycją na GPW

  • Co piąta spółka notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie to przedsiębiorstwo zarządzane przez rodzinę – wynika z raportu Grant Thornton pod patronatem GPW i Fundacji Firmy Rodzinne
  • W latach 2012-2016 na GPW zadebiutowało 77 spółek rodzinnych, które pozyskały poprzez emisję akcji ok. 950 mln zł kapitału na rozwój
  • Dodatkowo 22 spółki rodzinne wyemitowały w tym czasie na Catalyst obligacje o łącznej wartości ok. 2 mld zł

Firmy rodzinne to coraz ważniejszy segment polskiej gospodarki – mają coraz większy udział w PKB, coraz więcej eksportują oraz tworzą nowe miejsca pracy. Nic więc dziwnego, że z każdym rokiem rośnie także ich znaczenie na polskim rynku kapitałowym. Jak pokazuje raport „Rodzinny biznes na Giełdzie” przygotowany przez firmę audytorsko-doradczą Grant Thornton, spółki rodzinne coraz chętniej korzystają z możliwości, jakie daje im rynek publiczny, a inwestorzy ufają spółkom rodzinnym jako emitentom papierów wartościowych i chętnie powierzają im swój kapitał.

Według raportu, na koniec 2016 r. na GPW notowanych było łącznie 176 spółek, które spełniały przynajmniej jedną z czterech definicji przedsiębiorstwa rodzinnego. Spośród nich 82 to spółki notowane na Głównym Rynku GPW, a 94 na rynku NewConnect. Oznacza to, że już co piąta spółka na warszawskiej giełdzie to firma rodzinna.

– Właściciele polskich spółek rodzinnych – poza rozwojem przedsiębiorstwa w sposób organiczny – coraz chętniej decydują się na upublicznienie spółki poprzez Giełdę. Wyniki naszych analiz potwierdzają, iż przedsiębiorcy ci są aktywnymi uczestnikami rynku oraz że obecność na parkiecie pozwala tym firmom skutecznie się rozwijać – podkreśla Dariusz Bednarski, Partner Zarządzający w Grant Thornton, Lider Zespołu Doradztwa dla Firm Rodzinnych.

W pięcioletnim okresie objętym analizą, a więc w latach 2012-2016, na GPW zadebiutowało 77 spółek rodzinnych, które pozyskały poprzez emisję akcji ok. 950 mln zł kapitału na rozwój. Oznacza to, że co czwarty debiut na GPW we wspomnianych pięciu latach był przeprowadzony przez firmę rodzinną (łącznie odbyło się 307 debiutów). Oprócz tego 22 spółki rodzinne wyemitowały na Catalyst obligacje korporacyjne o łącznej wartości ok. 2 mld zł.

– Właściciele spółek rodzinnych w Polsce coraz częściej decydują się na upublicznienie i w różnorodny sposób korzystają z Giełdy. Rentowność spółek rodzinnych notowanych na GPW wzrasta z roku na rok, co sprawia, że inwestorzy chętnie w nie inwestują. Rynkowa wartość biznesu rodzinnego na giełdzie liczona jest już w dziesiątkach miliardów złotych – zaznacza Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Wyniki raportu pokazują, że giełdowe spółki rodzinne to przedsiębiorstwa o dużej dynamice rozwoju. W analizowanym okresie przychody spółek rodzinnych notowanych na Głównym Rynku GPW wzrosły o 51,6 proc., a w tym samym czasie przychody pozostałych firm spadły o 6,9 proc. Dynamicznie rośnie również kapitalizacja firm rodzinnych na GPW. Na Głównym Rynku na koniec 2016 r. wyniosła ona 33,5 mld zł, co przekłada się na średni roczny wzrost na poziomie 26 proc. W przypadku pozostałych spółek wartość ta przekroczyła 327 mld zł, co dało średni roczny wzrost o 5,7 proc.

Wykres. Przychody spółek rodzinnych i „nierodzinnych” notowanych na Głównym Rynku GPW

Przychody spółek rodzinnych i „nierodzinnych” notowanych na Głównym Rynku GPW
Źródło: Grant Thornton

Jak wynika z raportu, stopa zwrotu indeksu spółek rodzinnych (nazwanego na potrzeby raportu „indeksem WIG-Rodzinne”) wyniosła w latach 2012-2016 blisko 32 proc. Może to świadczyć o tym, że firmy rodzinne są uznawane przez inwestorów za bezpieczniejszą i bardziej przewidywalną formę lokowania kapitału. Wpływ na to ma fakt stabilnych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie władz oraz bardziej zachowawczego sposobu zarządzania (w przeciwieństwie do chęci osiągnięcia jak najwyższych bieżących wyników finansowych).

– Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać w długoterminowej strategii firm rodzinnych. Mając za priorytet zachowanie dziedzictwa wcześniejszych pokoleń, zarządy takich spółek będą podejmować znacznie mniej ryzykowne decyzje, odpuszczając część okazji rynkowych. W obliczu załamania koniunktury okazuje się to jednak zbawienne dla wartości przedsiębiorstw. Gdy zwrócimy uwagę na indeksy spółek rodzinnych wyliczane na innych europejskich giełdach, dostrzeżemy, że ich spadki są płytsze niż indeksów ogólnorynkowych, a wzrost w okresie pięcioletnim wyższy o co najmniej kilkanaście punktów procentowych – tłumaczy Katarzyna Gierczak-Grupińska, Prezes Fundacji Firmy Rodzinne.

Jak przekonują autorzy raportu, popularność GPW wśród polskich firm rodzinnych będzie w najbliższych latach rosła, ponieważ czeka je zmiana pokoleniowa – właściciele zbliżają się do wieku emerytalnego i będą szukać następców. Giełda oferuje im możliwość uporządkowania kwestii związanych z sukcesją i może być jednym z najdogodniejszych, bo elastycznych sposobów zmian właścicielskich.

– Wprowadzając akcje spółki na giełdę właściciel i jego następcy nie muszą oddawać kontroli nad firmą. W każdym momencie mogą jednak akcje upłynnić w jednej dużej transakcji lub rozłożyć proces wychodzenia z biznesu na lata. Zdecydowaną zaletą posiadania statusu spółki publicznej – zwłaszcza w kontekście sukcesji lub chęci oceny efektów pracy menadżerów, którym założyciel firmy może przekazać zarządzanie – jest także rynkowa wycena. Uzyskanie jej może zapobiec potencjalnym konfliktom w rodzinie w procesie sukcesji – podkreśla Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Wyniki raportu „Rodzinny biznes na Giełdzie” dostępne są na stronie: http://grantthornton.pl/publikacja/firmy-rodzinne-atrakcyjna-inwestycja-na-gpw/

Lawinowy spadek kursu bitcoina. Gdzie jest granica?

Rynek kryptowalut w dalszym ciągu krwawi. W dwa dni cena bitcoina spadła ok 20 proc., a przez nieco ponad miesiąc o więcej niż połowę ! Coraz częściej pojawiają się pytania, gdzie ten spadek się zatrzyma i ile tak naprawdę jest wart bitcoin – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Najpopularniejsza z kryptowalut kosztowała w piątek ok. 8 tys dolarów, co zgodnie ze skonsolidowanymi notowania Bloomberga, było najniższą ceną od 24 listopada. Przypomnijmy – w połowie grudnia BTC kosztował ponad 20 tys. dol. Tymczasem obecnie tylko w ostatni tydzień z rynku wyparowało 50 mld dol. wartości bitcoina. Przecena dotknęła zresztą także inne popularne kryptowaluty. Przed dwucyfrowymi spadkami nie uchroniły się: Ethereum, Litecoin, Bitcoin Cash czy Ripple. Ostatnia z wymienionych w piątek o godz. 10 straciła jedną trzecią wartości w zaledwie dobę.

Nieszczęścia kryptowalut chodzą parami

Do spadków przyczyniły się informacje o zaprzestania reklam nt. kryptowalut przez Facebooka, obaw o ataki hakerów na giełdy (w jednej z japońskich giełd “ukradziono” kryptowaluty o wartości 0,5 mld dolarów) oraz znaczne zaostrzenia regulacji w Korei Pd., Chinach i USA. Na dobicie doszły jeszcze wiadomości z Indii, gdzie rząd stwierdził, że nie traktuje kryptowalut jako legalnego środka płatniczego i zrobi wszystko, aby zapobiec krypto-transakcjom. Był to przysłowiowy gwóźdź do trumny, który pogłębił przeceny.

Ogólna sytuacja rynkowa również nie sprzyja kryptowalutom. Znacznie tracą rynki akcji na świecie. Obserwujemy jednocześnie wzrost rentowności obligacji skarbowych USA, Niemiec czy Wielkiej Brytanii, które osiągają najwyższe wartości od kilku lat. Na dodatek dolar nadal pozostaje pod bardzo dużą spadkową presją. Tak znaczne przetasowania na rynkach w połączeniu ze splotem negatywnych informacji dla kryptowalut mogą tylko pogarszać sentyment do nich i pogłębiać przecenę.

Mocny argument profesora Jackmana

Czy, a jeśli tak, to kiedy tendencja spadkowa może się zatrzymać? Takie pytania automatycznie doprowadzają do rozważań o rzeczywistą wartość bitcoina i innych kryptowalut. Wszczęcie postępowania amerykańskiego regulatora przeciwko jednej z największych kryptogiełd – Bitfinex –  zwiększyło także obawy o to, że cena m.in. bitcoina była mocno zawyżona przez nielegalne działania. Czy to możliwe jednak, żeby bitcoin był wart np. kilkaset razy mniej niż obecnie?

Richard Jackman, profesor ekonomii w London School of Economics, na łamach wczorajszego “Financial Times”, prezentuje silny argument za tym, że wartość  najpopularniejszej z kryptowalut może wynosić 20 dolarów. Wg artykułu miesięcznie przeprowadza się obecnie transakcje w bitcoinach o wartości 100 mln dol., czyli 1200 mln dol. rocznie. W cyrkulacji jest także ok. 15 mln “monet”, a zakładając wykorzystanie każdego bitcoina cztery razy w ciągu roku (analogicznie jak zwykłych pieniędzy), otrzymujemy 60 mln transakcji bitcoinem. Te 60 mln wspiera wartość transakcji w wysokości 1200 mln dol., co wymaga, by każdy bitcoin w teorii był wart 20 dolarów, czyli ponad 400 razy mniej niż jego bieżąca cena rynkowa.

Reanimacja poprzez regulację?

Wspomniana rynkowa cena bitcoina, podobnie jak w przypadku standardowych walut, opiera się w dużej mierze na oczekiwaniach. Jeżeli rynek oczekiwałby np. szybkiego wzrostu inflacji i w efekcie stóp procentowych w Wielkiej Brytanii, to funt prawdopodobnie zyskiwałby na wartości w związku z tymi oczekiwaniami. Podobnie jest w przypadku kryptowalut – mogą one być z fundamentalnego punktu widzenia warte bardzo mało, ale oczekiwania co rozprzestrzenienia się zastosowania oraz zwiększenia liczby transakcji mogą windować rynkową cenę mocno w górę.

Czy oczekiwania zmniejszają się, gdy dochodzi do skandali i zaostrzenia regulacji? Nieco większe regulacje mogą spowodować znacznie większy napływ kapitału, który wcześniej mógł być sceptyczny, by inwestować w tak bardzo nieuregulowany rynek. W efekcie może to przyczynić się do znacznie szybszej adopcji kryptowalut i wspomnianego zwiększenia liczby transakcji, który wspierałby wzrost cen kryptowalut.

NIP na paragonie i kasy fiskalne online

Zakup udokumentowany paragonem, a potem powrót po fakturę? Tak, ale tylko pod warunkiem, że będzie on spersonalizowany. Jeśli po dokonaniu transakcji nabywca zapomni poprosić o dopisanie na paragonie NIP-u, nie będzie mógł go później objąć fakturą i odliczyć takiego kosztu zakupu towaru lub usługi. Projektowana zmiana łączy się ściśle z wprowadzeniem kas fiskalnych podpiętych do sieci teleinformatycznej. Nowe regulacje autorstwa Ministerstwa Rozwoju i Finansów mają zacząć obowiązywać w tym roku.

Projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy Prawo o miarach przewiduje, że wystawienie faktury na rzecz nabywcy towarów i usług na podstawie paragonu nastąpi tylko pod warunkiem, że paragon będzie zawierał numer identyfikujący nabywcę na potrzeby podatku albo podatku od wartości dodanej. Nowelizacja ma wyeliminować proceder wystawiania faktur na podstawie paragonów pozostawionych przez innych klientów.

Wymiana kas fiskalnych

Aby odebrać podatnikom argument braku fizycznej możliwości ujęcia przez sprzedawcę na paragonie numeru NIP nabywcy, Ministerstwo Finansów chce już w tym roku zacząć wprowadzać nowy system kas rejestrujących.

Pierwszy etap to podłączenie kas fiskalnych do Centralnego Repozytorium Kas. Administratorem tego systemu i zgromadzonych w nim danych będzie szef Krajowej Administracji Skarbowej. Informacje przesyłane do CRK będą zawierać szczegóły pozwalające na ustalenie wysokości obrotu, kwot podatku należnego i stawki VAT-u oraz na identyfikację sprzedanego towaru lub usługi. Co najważniejsze, ciężar zapewnienia stałego, ciągłego i zautomatyzowanego przesyłu tych danych spoczywać będzie na podatniku.

Firma na baterie

Pomysłodawcy zmian zauważają, że od podatnika nie zawsze będzie zależeć to, czy ma on zapewniony ciągły dostęp do CRK. Co np. jeśli w danej miejscowości podczas robót ziemnych koparka przypadkowo przetnie światłowód? Aby nie trzeba było w takiej sytuacji wstrzymywać gospodarki w całej miejscowości czy gminie, przez okres naprawy sieci energetycznej czy teleinformatycznej możliwe będzie awaryjne rejestrowanie sprzedaży. Obowiązki podatnika zależne zaś będą od tego, czy przerwanie ciągłości jest czasowe czy trwałe:

1) jeśli czasowe – podatnik zapewnia połączenie niezwłocznie po ustaniu przyczyn zerwania ciągłości; jednocześnie jest obowiązany do prowadzenia ewidencji obrotu i kwot podatku należnego;

2) jeśli trwałe – podatnik jest obowiązany uzyskać zgodę naczelnika urzędu skarbowego na przesyłanie informacji z kas rejestrujących do Centralnego Repozytorium Kas w ustalonych odstępach czasowych.

Mimo furtki pozostawionej przez ustawodawcę na wypadek zadziałania siły wyższej, lepiej uzbroić swoją firmę w akumulator i wykupić satelitarny dostęp do internetu. Transakcje dokonane w okresie braku połączenia z CRK zostaną bowiem zapewne poddane wnikliwemu badaniu przez organ podatkowy. Co, dzięki kontroli krzyżowej, pozwoli prześwietlić dwie firmy na raz. Nie może być inaczej, skoro w uzasadnieniu wprowadzenia nowych regulacji wskazuje się wyraźnie, że „system kontroli przekazywania danych dotyczących obrotu i kwot podatku należnego ewidencjonowanego za pomocą kas rejestrujących stanowi jedno z kluczowych narzędzi do walki z tzw. szarą strefą”.

Dla zdrowej konkurencji

Głównym celem przyświecającym walce z szarą strefą jest dążenie do zapewnienia uczciwej konkurencji wśród przedsiębiorców – zapewnia się w uzasadnieniu projektu. Szkoda tylko, że nie traktuje on wszystkich przedsiębiorców jednakowo. Rozpoczynającym działalność podatnikom przysługiwać będzie ulga na zakup nowych kas do kwoty 1000 zł. Także podatnikom reprezentującym niektóre branże, zwłaszcza te „wrażliwe”, jak branża paliwowa i budowlana, gdzie projektodawcy ustawy dopatrują się największej skali problemu wystawiania tzw. pustych faktur do cudzych paragonów. Podatnikom, którzy nabyli kasy przed wejściem w życie nowelizacji, przysługuje dotychczasowa ulga, a więc tylko 700 zł.

Prawo do odliczenia

Zgodnie z nowymi regulacjami, jeśli sprzedawca posiada kasę rejestrującą, która z kolei nie ma funkcji wpisania NIP-u nabywcy, nabywca musi poinformować sprzedawcę, że jego zakup powinien być w tej sytuacji od razu udokumentowany fakturą. Takiej szansy nie będzie jednak np. podczas transakcji dokonanej przez internet, gdy nabywca nie ma fizycznej możliwości skontrolowania sprzedawcy przy wystawianiu paragonu. Czy już z samej tej przyczyny powinien tracić prawo do uzyskania później faktury?

Odpowiedź brzmi – nie. Dlatego, że prawo do odliczenia podatku naliczonego przysługuje mu przede wszystkim z racji dokonania transakcji w ramach prowadzonej przez siebie działalności. Tak zapewnia art. 86 ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług. Również na podstawie art. 86 ust. 10 tej ustawy można wnioskować, że prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego powstaje na skutek zaistnienia zdarzenia gospodarczego obarczonego obowiązkiem podatkowym. Faktura czy paragon są tylko udokumentowaniem zaistniałego zdarzenia. Sam brak numeru NIP na takim dokumencie nie może podatnikowi wspomnianego prawa odbierać.

Aby podatnikowi przysługiwało prawo do odliczenia VAT-u:

  • musi powstać obowiązek podatkowy;
  • dokonana czynność powinna być związana z opodatkowaną działalnością nabywcy;
  • czynność powinna być udokumentowana fakturą.

Odebranie uprawnienia do odliczenia VAT-u tylko z uwagi na brak NIP-u na paragonie stoi też w sprzeczności z unijnymi przepisami, w których trudno doszukać się uzależnienia powstania tego prawa od podania numeru identyfikacji podatkowej. Prawo UE nawet nie przewiduje obowiązku, aby nabywca towarów lub usług stał na straży wpisania numeru NIP w dokument potwierdzający nabycie. Zgodnie bowiem z art. 220 Dyrektywy 2006/112/WE Rady Europejskiej z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz. Urz. UE L z 2006 r. nr 347/1) musi on tylko dopilnować, by fakturę dokumentującą podlegające opodatkowaniu zdarzenie wystawiła odpowiednia osoba.

Podsumowanie

Wynikające z uzasadnienia projektu ustawy przesłanie jest jasne: zapewnienie stabilnych, stopniowo się zwiększających wpływów z podatku od towarów i usług do budżetu państwa. Wzięte pod lupę branże motoryzacyjna, paliwowa czy budowlana stanowią tylko pierwszą linię uderzenia fiskusa. Mówią o tym wprost sami pomysłodawcy zmian, wskazując, że „zasadne jest wprowadzenie regulacji zapobiegających takiemu procederowi o charakterze generalnym, obejmującym wszystkie transakcje na rynku”.

Dlatego sam brak NIP-u na paragonie nie powinien wzbudzać wśród przedsiębiorców większych obaw, bo to tylko wierzchołek góry lodowej. Ryzyko kontroli skarbowych i wdania się w żmudne spory z fiskusem będą bowiem niosły ze sobą wszelkie transakcje dokonane poza Centralnym Repozytorium Kas.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu decyzje banków centralnych w Europie i na Antypodach wychodzą na pierwszy plan. Ryzyka przeważają po stronie gołębich komunikatów, co może uderzyć w wysokie wyceny lokalnych walut. ISM dla usług i bilans handlowy z USA mogą mieć wpływ na dolara. Raporty z rynków pracy Nowej Zelandii i Kanady także przyciągną uwagę.

Przyszły tydzień: ISM dla usług, BoE, RPP, RBA, sprzedaż detaliczna z Australii, RBNZ, rynek pracy z NZ/Kanady

W USA tydzień po NFP tradycyjnie jest ubogi w ważne publikacje. Spodziewany wzrost indeksu ISM dla usług (pon) raczej jest już zdyskontowany po lepszym wyniku w przemyśle. Bilans handlu zagranicznego (wt) może przyciągnąć uwagę, gdyż kolejny miesiąc wzrostu deficytu będzie podsycał obawy o nasilenie protekcjonizmu w handlu przez administrację Trumpa. W przyszłym tygodniu polityka może wybijać się na pierwszy plan, gdyż na wtorek planowane jest głosowanie w Kongresie nad przedłużeniem finansowania dla administracji budżetowej do końca marca, choć dla rynku to powtórka z rozrywki i ostatecznie sprawa może przejść bez echa. Wystąpienia członków FOMC mogą być interesujące, szczególnie w kontekście oceny raportu z rynku pracy, który wskazał na przyspieszenie dynamiki wynagrodzeń. W przeszłym tygodniu przemawiają Bullard (wt), Kaplan, Dudley, Evans, Williams (śr), Harker i Kashkari (czw) oraz George (pt). Jeśli komentarze przesuną bilans ryzyk dla liczby podwyżek w tym roku na 3-4 zamiast 2-3, USD to doczuje.

Euro nie znajdzie impulsów w kalendarzu publikacji, gdyż indeksy PMI dla usług (pon), sprzedaż detaliczna (pon) oraz niemieckie dane z przemysłu i handlu zagranicznego (czw) mają drugorzędne znaczenie. Główna uwaga pozostanie na komentarzach członków EBC w kwestii przyszłości polityki pieniężnej i wpływu aprecjacji EUR. Na przyszły tydzień zaplanowano wystąpienia Weidmanna (wt, czw), Nouy’a i Lauteschlaeger (śr), Villeroy’a, Merscha i Praeta (czw). Jednakże jak na razie nie widać chęci do ostrej interwencji werbalnej, więc rynek może być spokojny o swoje długie pozycje.

Bank Anglii ma pierwsze posiedzenie w tym roku od razu z prezentacją Raportu Inflacyjnego (czw). Nikt nie oczekuje zmiany stopy procentowej, choć pojedyncze głosy za podwyżką byłyby niespodzianką. Silna postawa aktywności gospodarczej w całej Europie pozwoli na podniesienie prognoz wzrostu gospodarczego, ale niepewności związane z Brexitem oraz spowalniająca inflacja dają przestrzeń do utrzymania gołębiego komunikatu, stąd małe są szanse, by funt znalazł w decyzji powody do umocnienia. Wokół danych z gospodarki ryzyka przeważają po negatywnej stronie. ISM dla usług (pon) może rozczarować w ślad za słabszymi odczytami z przemysłu i sektora budowlanego. Produkcja przemysłowa za grudzień (pt) będzie obciążona okresowym wyłączeniem rurociągu na M. Północnym. Dalej uważamy, że ryzyko nasilenia negatywnych komentarzy wokół negocjacji Brexitu może w końcu zaważyć na wycenie GBP.

W Polsce Rada Polityki Pieniężnej utrzyma stopy procentowe bez zmian (śr), ale interesująca może być konferencja prasowa. Spadek CPI do 2,1 proc. r/r w grudniu będzie narzędziem w rękach gołębi chcących utrzymania stóp procentowych bez zmian co najmniej do końca 2018 r. Dodatkowo coraz częściej poruszanym tematem w dyskusji stała się kwestia opłacalności eksportu i wpływ silnego złotego. Zaznaczenie tych obaw w komunikacie lub na konferencji wybrzmi gołębio. Rajd aprecjacyjny złotego został zatrzymany w ostatnich dniach i widzimy rosnące ryzyko korekty, a stanowisko RPP może być dobrym pretekstem do odbicia.

Względnie pusty kalendarz z Japonii oznacza, że handel na USD/JPY pozostanie pod wpływem wahań sentymentu względem USD, ale też rewizji oczekiwań wobec JPY po tym, jak BoJ przypomniał w tym tygodniu o swoim gołębim nastawieniu. Dalszy wzrost rentowności obligacji skarbowych na głównych rynkach (głównie USA) przy stabilizacji papierów japońskich będzie wywierać presję na długie pozycje w JPY.

Na Antypodach mamy tydzień z bankami centralnymi. RBA (wt) powinien podtrzymać neutralny ton bez zmian w prognozach inflacji i wzrostu. Choć rozczarowanie odczytem CPI za IV kw. stwarza ryzyko, reszta danych w ostatnich tygodniach była dobra. Przed decyzją otrzymamy dane o grudniowej sprzedaży detalicznej, gdzie spodziewane jest odreagowanie solidnych wyników w listopadzie. RBNZ (śr) może pozostawać elastyczny w oczekiwaniu na nowego prezesa, co by oznaczało niewielkie zmiany w komunikacie z grudnia. Istnieje ryzyko, że bank zdecyduje się za obniżenie prognoz inflacji po rozczarowujących danych za IV kw., co miałoby negatywne odbicie na NZD. Wcześniej (wt) w centrum uwagi będzie raport z rynku pracy za IV kw. – oczekuje się wzrostu zatrudnienia, ale w umiarkowanym tempie po fenomenalnych danych za poprzedni kwartał. Ostatni rajd AUD i NZD w dużym stopniu opierał się na słabości USD, ale rosnące rentowności długu USA zaczynają wywierać negatywną presję na waluty z Antypodów. Gołębiość lokalnych banków centralnych może podsycić wyprzedaż.

W Kanadzie po dwóch imponujących odczytach zatrudnienia (79,5 tys. w listopadzie, 78,6 tys. w grudniu) przyszedł czas na odreagowanie (odczyt w piątek). Szczególnie że grudniowe dane były podbite przez napływ pracy tymczasowej, co prawdopodobnie było związane ze zwiększeniem obsady sklepów na okres świąteczny. Konsensus zakłada spadek zatrudnienia w styczniu o 9 tys. i wzrost stopy bezrobocia z 5,7 proc. do 5,8 proc. Słabsze dane niosą ryzyko wywierania przejściowej presji na CAD, ale małe widzimy szanse na wyrwanie USD/CAD z ostatniej konsolidacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

GPW na trzecim miejscu w Europie pod względem liczby IPO

  • W 2017 r. GPW była trzecim rynkiem w Europie (ex aequo z hiszpańską giełdą BME) pod względem liczby debiutów
  • Łączna wartość IPO na warszawskim parkiecie w ostatnim roku wyniosła ponad 1,8 mld euro i była najwyższa od 2011 r.
  • Warszawski debiut spółki Play Communications SA jest na ósmym miejscu wśród największych europejskich ofert ubiegłego roku

Na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w ubiegłym roku z sukcesem przeprowadzono 27 ofert pierwotnych (osiem na Głównym Rynku GPW oraz 19 na NewConnect). Jak podaje Raport „IPO Watch Europe” przeprowadzony przez firmę doradczą PwC stawia to naszą giełdę na trzecim miejscu wraz z giełdą hiszpańską pod względem liczby oraz na ósmym miejscu pod względem wartości Initial Public Offering (IPO). Spółka Play Communications SA z ofertą o wartości 1,0 mld euro uplasowała się na ósmym miejscu największych europejskich debiutów w 2017 r.

– Dobra sytuacja makroekonomiczna w Europie, umacnianie się polskiej waluty oraz dobre postrzeganie przez inwestorów naszej gospodarki przełożyły się także na wzrost wartości kapitału pozyskanego na rozwój poprzez rynek publiczny. Cieszy nas silna pozycja GPW wśród europejskich parkietów pod względem liczby i wartości IPO, ale jeszcze bardziej cieszy nas to, że na Giełdę trafia coraz więcej spółek, których produkty mogą być skalowalne globalnie. Instytucje rynku kapitałowego stają się bardziej komplementarne. Na GPW debiutują kolejne spółki z portfeli funduszy wspartych przez Krajowy Fundusz Kapitałowy. Mają one bardzo duży potencjał wzrostu, co w przyszłości może przełożyć się na zyski inwestorów – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Tabela 1. Liczba i wartość IPO na giełdach europejskich w 2017 r.

IPO w 2017 r.
Giełda liczba debiutów wartość debiutów (mln. Euro)
London Stock Exchange Group 135 17 634
Nasdaq Nordic 98 3 996
Warsaw 27 1 811
BME (Spanish Exchange) 27 3 696
Euronext 20 3 258
Deutsche Boerse 13 2 525
Oslo Børs&Oslo Axess 11 1 099
Six Swiss Stock Exchange 5 3 853
Bucharest Stock Exchange 4 256
Irish Stock Exchange 3 3 756
Borsa Istambul 3 278
Wiener Boerse 1 1 680
Budapest 1 73
Prague 0 0
Luksemburg 0 0
Sofia 0 0
Razem 348 43 915

 

Źródło: PwC, IPO Watch Europe, raport za 2017 r.

Wykres 1. Aktywność na polskim rynku IPO od 2008 roku

Aktywność na polskim rynku IPO od 2008 roku
Źródło: PwC, IPO Watch Europe, raport za 2017 r.

W 2017 r. GPW zanotowała imponującą poprawę wartościową spółek notowanych. Wartość rynkowa spółek debiutujących na Głównym Rynku GPW i NewConnect wyniosła na koniec roku 16,7 mld zł i była ponad dwukrotnie wyższa niż wartość rynkowa spółek wycofanych (8,2 mld zł). W tym kapitalizacja 14 spółek  wycofanych po wezwaniu stanowiła 6,4 mld zł (czyli ponad 10 mld zł mniej niż nowych spółek, które trafiły na rynki akcji GPW).

Tabela 2. Dane o debiutach versus wycofania dla Głównego Rynku GPW i NewConnect łącznie

Dane o debiutach versus wycofania dla Głównego Rynku GPW i NewConnect łącznie
Źródło: GPW