Polska jest coraz bardziej zacofana. Dla technologii blockchain, powoli stajemy się czarną dziurą

Zamiast stawiać na elektryczne samochody, rząd powinien poważnie zainteresować się blockchainem, bo to przyniesie nam większe korzyści. Tak uważa prof. Krzysztof Piech. Jak dodaje, ten rynek jest w początkowej fazie rozwoju. Wkrótce zdominują go najlepsze firmy zagraniczne, finansowane w dziesiątkach milionów dolarów. Jednak Polacy mają jeszcze szansę na stworzenie konkurencyjnego oprogramowania. Wszak w tej dziedzinie są uznawani za najlepszych programistów po Amerykanach, Rosjanach i Niemcach. Ale przestają realizować swoje projekty w naszym kraju, bo brakuje im jasnych interpretacji podatkowych, np. do rozliczania transakcji w nowym systemie. I jeśli ta sytuacja szybko nie ulegnie poprawie, to za kilka lat będziemy skazani na importowanie tej technologii z zagranicy.

Jak zauważa ekspert z warszawskiej Uczelni Łazarskiego, rodzime startupy coraz częściej przenoszą się zagranicę. Ostatnio rozważają Białoruś, bo tam mogą mieć lepsze warunki do rozwoju, niż w Polsce. Tutaj nawet gdy pracują legalnie i korzystają z pomocy wyspecjalizowanych kancelarii prawnych lub podatkowych, to na wszelki wypadek unikają rozgłosu. Boją się kar finansowych i posądzenia ich o oszustwo. Taki scenariusz jest jak najbardziej realny, jeśli ktoś prowadzi działalność w nieuregulowanym prawnie sektorze. Wówczas często ryzykuje całą swoją karierą i majątkiem.

– Z jednej strony rząd chce postawić na innowacyjność, a z drugiej – tłamsi najbardziej nowatorską branżę na świecie poprzez niepewność podatkową i niechęć do stworzenia odpowiednich regulacji. Może któregoś dnia premier Morawiecki zobaczy, że cały świat dyskutuje na temat tej technologii i stwierdzi, że ona da nam dużo więcej, niż np. samochody elektryczne. Blockchain pozwoli m.in. na prawidłowe i bezpieczne rozliczanie ładowania tych pojazdów, ale też zużycia i produkcji energii przez gospodarstwa domowe oraz firmy. Jest wiele możliwości zastosowania tego systemu – mówi prof. Krzysztof Piech.

Ekspert przypomina, że nie żyjemy w dobie rewolucji motoryzacyjnej, tylko informatycznej. Dlatego trzeba dopasowywać strategie rozwoju kraju do aktualnych czasów. Najnowocześniejsze samochody elektryczne nie zmienią tak bardzo naszego codziennego życia, jak blockchain. Ten system przyniesie ludzkości przełom na miarę Internetu, a niektórzy twierdzą, że jego wpływ będzie jeszcze większy. Dla przykładu, dziś nie mamy żadnych ograniczeń w zakresie wysyłania listów elektronicznych zarówno w nocy, jak i w święta. Nie płacimy za nie, nie przyklejamy znaczków i nie wrzucamy do skrzynek pocztowych. Z kolei adresaci natychmiast je otrzymują. Przed powstaniem Internetu tego przecież nie było. Analogiczne udogodnienia przyniosą nam szybkie i bezpłatne przelewy oraz umowy finansowe przy użyciu telefonu komórkowego. Odbiorca, zamieszkały nawet na innym kontynencie, od razu odbierze pieniądze, bez względu na porę dnia i nocy. Zapewni nam to bankowość typu blockchain.

– Przewiduję, że następną tak wielką rewolucję technologiczną będziemy przeżywać za jakieś 2 dekady. Jednak nigdy nie wiadomo, w jakiej dziedzinie nauki nastąpi kolejny ważny przełom dla ludzkości. Być może będzie to astronautyka lub genetyka. I nie można być pewnym, czy w tych branżach Polacy okażą się aż tak wybitnymi specjalistami, jak nasi dzisiejsi programiści. Obecnie pracują oni dla zagranicznych firm, np. amerykańskich. W związku z tym, budują potencjał gospodarczy obcych państw. Na rynku motoryzacyjnym nie mamy teraz aż takiej dużej siły przebicia, żeby nie powiedzieć dobitniej, że w ogóle się w tym wyścigu nie liczymy – dodaje prof. Piech.

Zdaniem eksperta, samochody elektryczne mogą cieszyć się większym zainteresowaniem rządu, niż blockchain, bo istnieją w przestrzeni fizycznej, a nie w wirtualnej. To oczywiście archaiczny sposób myślenia, że lepiej mieć coś, co można dotknąć. Wystarczy popatrzeć na listę największych, globalnych przedsiębiorstw. Firmy informatyczne, które powstały w ostatnich latach, wyprzedzają motoryzacyjne, założone dziesiątki lat temu. Ponadto, to złudne wrażenie, że blockchain nie przenika do świata realnego. Wręcz odwrotnie. W Japonii można robić zakupy np. za Bitcoiny i szacuje się już wpływ tego na wzrost gospodarczy kraju. Nie będąc w czołówce najbogatszych krajów świata, Polska powinna starać się je doganiać dzięki pomysłowości i nowoczesnym technologiom. Jak wskazuje prof. Piech, blockchain otwiera drzwi do większej fortuny, niż dotychczas przyniosły swoim założycielom najpopularniejsze serwisy społecznościowe.

– Dla przykładu warto podać, że obecny majątek zaledwie 24-letniego Vitalika Buterina, twórcy Ethereum, jest kilkukrotnie większy, niż Marka Zuckerberga, założyciela Facebooka, gdy ten był w jego wieku. Wynika to z szerokiego zastosowania systemu, uruchomionego w 2015 roku. Jest on nie tylko kryptowalutą, ale też platformą blockchain, służącą m.in. do inwestowania, a także do zawierania tzw. inteligentnych umów. Nasi studenci też mogliby próbować odnosić tak wielkie sukcesy, jak wskazany Rosjanin, gdyby mieli do tego warunki, np. w formie dedykowanego startupom blockchain środowiska regulacyjnego, tzw. sandboxa, czy dostępu do nielimitowanego, zagranicznego kapitału – twierdzi prof. Piech.

Tymczasem Chiny podejmują właśnie eksperyment stworzenia nowego miasta na kilkadziesiąt tysięcy osób, które będą używały jedynie elektrycznych samochodów. Rozliczanie wszelkich transakcji będzie się tam odbywać w oparciu o blockchain. Z kolei, Dubaj opracował strategię blockchainizacji kraju. I za 3 lata wszystkie rejestry publiczne oraz płatności mają być oparte na tej technologii. Ponadto, rozwój w jej zakresie jeszcze w tym roku planuje Szwajcaria, Singapur, Kanada, Indie, Estonia, Korea Południowa, Japonia i Wielka Brytania. To pokazuje, jak bardzo przyszłościowy i poważnie traktowany jest ten system. W ocenie prof. Piecha, w Polsce istotnym hamulcem jego rozwoju jest brak zdecydowania w podejmowaniu decyzji po stronie władzy państwowej. Obawia się ona utraty kontroli nad szybko rozwijającym się, zupełnie nowym rynkiem finansowym, którego nie rozumie. Potrzeba nam więc bardzo światłych rządzących, jakich miała np. Estonia w początkach poprzedniej rewolucji technologicznej, tj. internetowej.

– Gdybym tylko miał szansę porozmawiać z premierem Morawieckim, to powiedziałbym mu, że polskie banki są bardzo dobre na poziomie lokalnym. Ale, jeśli mają dominować w Europie i narzucać swoje standardy instytucjom finansowym z innych krajów, to muszą śmiało zacząć korzystać z nowych technologii. Teraz jest na to odpowiedni moment. I jeśli osoba, wywodząca się z branży bankowej, nie rozumie, że blockchain jest szansą na ekspansję polskiej bankowości na świecie, to obawiam się, że grozi nam poważne zacofanie – ostrzega prof. Krzysztof Piech.

Od kilku miesięcy jest głośno w przestrzeni publicznej o tym, że waluty cyfrowe „są złe”, ponieważ „czasem używa się ich do niecnych celów”. Na ten problem zwróciły uwagę KNF i NBP we wspólnym komunikacie, wydanym w lipcu ub. roku i późniejszych kampaniach informacyjnych. Ekspert odpowiada na szerzące się wątpliwości stwierdzeniem, że Internet też bywa wykorzystywany przez cyberprzestępców. Ale zakaz korzystania z sieci byłby już nie do pomyślenia w dzisiejszym świecie. I podobnie stanie się niebawem z walutami cyfrowymi.

– Jeśli prześpimy obecną rewolucję technologiczną, to utkniemy w starej tradycyjnej bankowości. Dla technologii blockchain staniemy się tzw. czarną dziurą. Ale największą szkodą dla nas będzie zmarnowany potencjał intelektualny, wytworzony tutaj w ostatnich kilku latach przez rodzimych programistów i przedsiębiorców. Będą oni rozwijali się w różnych innych krajach i budowali zagranicą swoje fortuny – alarmuje prof. Piech.

Według eksperta z Uczelni Łazarskiego, trudno wskazać inną dziedzinę, w której moglibyśmy znaleźć się w światowej czołówce bez żadnych nakładów budżetowych. Tak było dotychczas w przypadku walut cyfrowych, które w większości oparte są na technologii blockchain. Jeszcze teraz, przy odpowiednich warunkach prawnych i podatkowych, bylibyśmy w stanie stworzyć w Polsce coś na miarę amerykańskiej Doliny Krzemowej – „doliny blockchainowej”. Ale startupy nie chcą się łudzić, że sposób myślenia naszego rządu szybko się zmieni. Natomiast, jeśli teraz nie wykorzystamy szansy na rozwój, to jako społeczeństwo na długo zostaniemy w tyle. Za kilka lat Polska będzie musiała importować tę technologię z zagranicy, co oczywiście będzie bardzo kosztowne.

Analiza techniczna par walutowych GBPNZD oraz EURAUD

EURAUD – zgrzyt interwałów

Od 2017.02.19 notowania pary walutowej EURAUD znajdowały się w silnym trendzie wzrostowym. W tym czasie notowania wzrosły z poziomu 1.362 do poziomu 1.577 (maksimum). Z kolei od kilku tygodni mogliśmy obserwować korektę, która być może przerodzi się w trend spadkowy. Z ostatnim mocniejszym wybiciem na EURAUD mieliśmy do czynienia w listopadzie 2017 roku, aktualnie całe zostało zniesione przez korektę. Obecnie notowania spoczęły na wcześniej przebitym oporze, które stało się wsparciem. Analizując notowania tylko pod tym względem trend wzrostowy powinien być kontynuowany. Natomiast czynnikiem, który zapowiada większą korektę jest przebita linia trendu (interwał tygodniowy) oraz ostatnia tygodniowa świeca, ponieważ na wykresie powstała formacja świecowa, która zapowiada kontynuację ostatniej korekty.

Notowania EURAUD, interwał tygodniowy

Analiza techniczna par walutowych GBPNZD oraz EURAUD 1

Źródło: Admiral Markets

Z kolei analizując parę walutową EURAUD wskaźnikami technicznymi podążającymi za trendem bardziej prawdopodobna jest kontynuacja wyprzedaży euro na rzecz dolara australijskiego. Na interwale dziennym cztery z pięciu wskaźników wskazują na trend spadkowym. Na tym interwale czasowym notowania znalazły się poniżej szybkiej średniej EMA 14 oraz wolnej SMA 55. Jedynym wskaźnikiem wskazującym trend wzrostowy jest Parabolic, aczkolwiek jest on też najbardziej zmiennym wskaźnikiem z nich wszystkich. Z tego względu na interwale dziennym mamy do czynienia z trendem spadkowym.

Z kolei na interwale tygodniowym tylko dwa wskaźniki informują o trendzie spadkowym, EMA 14 oraz Parabolic, czyli najbardziej zmienne wskaźniki. Zatem analizując wszystkie czynniki mamy zgrzyt interwałów. W związku z tym możemy wyróżnić dwa scenariusze. Pierwszym z nich jest kontynuacja korekty w okolicę 55-okresowej średniej kroczącej SMA. Aczkolwiek na samym początku musi zostać pokonane wsparcie 1.52. Dopiero po pokonaniu strefy popytu korekta będzie mogła być kontynuowana w okolicę średniej SMA. Natomiast drugim scenariuszem zostanie obrona wsparcia i kontynuacja wzrostów, aczkolwiek przed tym na interwale dziennym musi zostać pokonana 14-okresowa średnia krocząca EMA.

GBPNZD – trend wzrostowy

W przypadku pary walutowej GBPNZD sprawa jest prostsza, ponieważ tylko jeden wskaźnik na interwale tygodniowym wskazuje trend spadkowy.

Notowania GBPNZD, interwał dzienny

Analiza techniczna par walutowych GBPNZD oraz EURAUD 2

Źródło: Admiral Markets

Przebicie ostatniego oporu wyznaczonego przez szczyt notowań z maja 2017 roku w długim terminie otworzyło drogę kupujący do poziomu 2.04. Z kolei w krótkim terminie doszło do korekty, która przetestowała ostatnie wsparcie 1.88. Jedynym zagrożeniem jest niezdecydowanie kupujących, które widać po tygodniowej świeczce (mocne wzrosty, które zostały nadszarpnięte atakiem niedźwiedzi).

Analizując notowania pod względem wskaźników technicznych na interwale tygodniowy oraz dziennym mamy większe prawdopodobieństwo kontynuacji trendu. Na interwale dziennym wszystkie pięć wskaźników wskazuje trend wzrostowy. Natomiast na interwale większego rzędu jedynie Parabolic wskazuje trend spadkowy. Według tego bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja ostatnich wzrostów.

Dział Analiz Admiral Markets

Polacy spędzają na zwolnieniach lekarskich prawie 280 mln dni rocznie. Ich koszty liczone są w miliardach złotych

Polacy spędzają na zwolnieniach lekarskich prawie 280 mln dni rocznie. Ich koszty liczone są w miliardach złotych 3

Chory pracownik może liczyć na wynagrodzenie chorobowe, a potem na zasiłek chorobowy. To pierwsze świadczenie finansuje pracodawca, a drugie jest wypłacane z ubezpieczeń społecznych. Tylko w 2016 roku Polacy spędzili na zwolnieniu lekarskim łącznie 276 milionów dni. Koszty z tym związane są liczone w miliardach złotych.

– Pracownik, kiedy zachoruje, może liczyć na wynagrodzenie chorobowe, które gwarantuje mu Kodeks pracy. Po 33. dniu, a w przypadku osób powyżej 50. roku życia po 14. dniu zwolnienia, przysługuje zasiłek chorobowy. Jest wypłacany przez ZUS albo pracodawcę, jeśli zatrudnia i ubezpiecza powyżej 20 osób – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Radosław Milczarski z Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Osoby, które podlegają obowiązkowo ubezpieczeniu chorobowemu, np. pracownicy, nabywają prawo do zasiłku po 30 dniach nieprzerwanego ubezpieczenia, a osoby dobrowolnie ubezpieczone, czyli np. prowadzące działalność – po  90 dniach ubezpieczenia.

Zasiłek chorobowy wynosi 80 proc. podstawy wymiaru. Może wynosić 70 proc., jeżeli okres zwolnienia chorobowego spędzamy w szpitalu.100 proc. zasiłek (także za czas pobytu w szpitalu) przysługuje, jeżeli ulegliśmy wypadkowi w drodze do pracy lub z pracy, a także gdy zwolnienie lekarskie związane jest z ciążą – wskazuje Radosław Milczarski.

Na 100-proc. zasiłek można także liczyć w razie niezdolności do pracy z powodu wypadku przy pracy lub choroby zawodowej. Przysługuje on z ubezpieczenia wypadkowego bez tzw. okresu wyczekiwania – określonego okresu ubezpieczenia.

 Pracownik, który wyzdrowieje przed upływem okresu zwolnienia, może wrócić do pracy.

 Pracodawca musi mieć jednak pewność, że dany pracownik może wykonywać określony rodzaj pracy. Dlatego pracownik powinien się udać do swojego lekarza prowadzącego, jeżeli jego zwolnienie było poniżej 30 dni, i uzyskać zaświadczenie, które uspokoi pracodawcę i pozwoli przystąpić do pracy. Jeżeli zwolnienie pracownika było dłuższe niż 30 dni, pracownik musi się udać do lekarza medycyny pracy, który wyda odpowiednie zaświadczenie stwierdzające, że może wykonywać pracę na określonym stanowisku i w określonym zakresie – tłumaczy Karolina Polewacz-Rogowska, adwokat z kancelarii Rogowski Olszewski Adwokaci.

Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w 2016 roku Polacy spędzili na zwolnieniach lekarskich łącznie 276,3 milionów dni. Oznacza to, że statystycznie każdy pracownik przebywał na chorobowym średnio kilkanaście dni w roku. Z tego tytułu wypłacono z ubezpieczeń społecznych świadczenia na 16,2 mld zł.

Szybszą kontrolę poprawności wykorzystania zwolnienia umożliwiają elektroniczne zwolnienia lekarskie (e-ZLA). Lekarze mogą wystawiać takie zwolnienia od stycznia 2016 r. za pomocą funkcji dostępnych na Platformie Usług Elektronicznych ZUS (PUE ZUS). Na swoim profilu na PUE ZUS lekarz ma dostęp do danych pacjenta, jego pracodawców (płatników składek) czy członków rodziny. Gdy wpisze numer PESEL pacjenta, to pozostałe dane identyfikacyjne są zapisywane w e-ZLA automatycznie. Z kolei adres pacjenta i dane pracodawcy lekarz wybiera z wyświetlonej listy. Również z listy może wybrać kod choroby. System weryfikuje datę początku okresu niezdolności z zasadami wystawiania zwolnień określonymi w przepisach oraz z ostatnim wystawionym zwolnieniem. Podpowiada również kod literowy A i D oraz numer statystyczny choroby (np. po wpisaniu fragmentu jej nazwy).

– Od stycznia 2016 roku lekarze wystawili już 1,8 miliona takich zwolnień. Do końca czerwca 2018 roku lekarze mogą wybrać formę wystawienia zwolnienia – elektroniczną albo papierową. Od 1 lipca 2018 roku lekarze będą wystawiali tylko elektroniczne zwolnienia lekarskie – zaznacza ekspert ZUS.

Elektroniczne zwolnienia lekarskie to także ułatwienie dla pacjentów, którzy nie muszą się martwić o terminowe dostarczenie zwolnień do pracodawcy albo ZUS. E-ZLA to również korzyści dla pracodawców.

– Pracodawcy od razu widzą na swoim koncie na PUE ZUS zwolnienie lekarskie swojego pracownika. Mogą elektroniczne wystąpić do ZUS o kontrolę prawidłowości wystawienia takiego zwolnienia. Jeśli lekarz wystawi e-ZLA, nie muszą sprawdzać, czy pracownik dostarczył zwolnienie w terminie 7 dni od jego otrzymania i w razie przekroczenia tego terminu obniżać zasiłków – wskazuje Radosław Milczarski.

100 mln zł wsparcia dla firm na inwestycje energetyczne. Nabór do unijnego konkursu rusza pod koniec stycznia

100 mln zł wsparcia dla firm na inwestycje energetyczne. Nabór do unijnego konkursu rusza pod koniec stycznia 4

Duże firmy mają szansę pozyskać z UE 100 mln zł wsparcia na projekty zwiększające ich efektywność energetyczną. Taki jest budżet konkursu, do którego nabór wystartuje 31 stycznia. Inwestycje, które będą z niego finansowane, muszą wynikać z przeprowadzonego audytu energetycznego w firmach. To jeden z kluczowych warunków konkursu. Od ubiegłego roku audyt jest obowiązkowy dla dużych przedsiębiorstw, ale z danych URE wynika, że przeprowadziło go tylko 58 proc. zobowiązanych podmiotów.

Z końcem stycznia (31.01) rusza nabór do konkursu 1.2 „Promowanie efektywności energetycznej i korzystania z odnawialnych źródeł energii w przedsiębiorstwach” w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Duże firmy mogą w nim uzyskać wsparcie finansowe na zwiększenie efektywności energetycznej.

– Konkurs jest skierowany do dużych przedsiębiorstw oraz przedsiębiorstw zajmujących się dystrybucją energii. Wspiera wszelkiego rodzaju inwestycje związane z poprawą efektywności energetycznej, takie jak modernizacja budynków, oświetlenia czy wymiana energochłonnych maszyn i urządzeń. Prawdopodobnie będzie to jedyny konkurs w tym roku. Warto z niego skorzystać ze względu na to, że alokacja w ramach konkursu wynosi 100 mln zł –podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Przemysław Gabrysiak, project manager w Ayming Polska.

Inwestycje proefektywnościowe zostaną sfinansowane w ramach pożyczki preferencyjnej w wysokości do 75 proc. kosztów kwalifikowanych. Jednak od 5 do 15 proc. z tych kosztów może zostać umorzonych w postaci dotacji. To oznacza, że – przykładowo – przedsiębiorstwo realizujące inwestycję wartą 10 mln zł może uzyskać preferencyjną pożyczkę w wysokości 7,5 mln zł, a – po osiągnięciu zwiększenia efektywności energetycznej na oczekiwanym poziomie – 1,5 mln zł może zostać umorzone w postaci dotacji. Karencja spłaty pożyczki preferencyjnej będzie wynosić 12 miesięcy, a okres, na który zostaje udzielona, to 15 lat.

Nabór w konkursie potrwa do 30 marca br. Jednym z warunków, jakie firmy muszą spełnić, by wziąć w nim udział, jest przeprowadzony audyt energetyczny.

Pozwoli on ustalić obszary, w których może dojść do zoptymalizowania zużycia energii, w tym energii elektrycznej, ciepła oraz chłodu. Jednocześnie wskazuje, jakiego rodzaju inwestycje przedsiębiorstwo może w tych obszarach przeprowadzić – wyjaśnia Przemysław Gabrysiak. – Drugim warunkiem jest wprowadzenie inwestycji proefektywnościowej, która będzie innowacyjna na skalę przedsiębiorstwa. Co istotne, największe szanse na uzyskanie maksymalnego umorzenia mają inwestycje, które przełożą się na poprawę efektywności energetycznej o co najmniej 15 proc.

W październiku 2016 roku weszła w życie ustawa z dnia 20 maja 2016 r. o efektywności energetycznej, która nałożyła na wybrane przedsiębiorstwa obowiązek przeprowadzenia audytu energetycznego w terminie 12 miesięcy od wprowadzenia nowych przepisów. Ten obowiązek objął firmy, które spełniały w ciągu dwóch ostatnich lat obrotowych jedno z kryteriów: średnioroczne zatrudnienie co najmniej 250 pracowników lub osiągnęły roczny obrót netto powyżej 50 mln euro, a sumy aktywów ich bilansu sporządzonego na koniec jednego z tych lat przekroczyły 43 mln euro.

– Audyt energetyczny powinien być punktem wyjścia dla wszystkich inwestycji o charakterze proefektywnościowym. Taki dokument pozwala ustalić przedsiębiorstwu, w jakich obszarach mogą nastąpić inwestycje, które zoptymalizują zużycie energii w przedsiębiorstwie, jak chociażby modernizacja budynku, wymiana oświetlenia, energochłonnych maszyn i urządzeń stanowiących części instalacji linii produkcyjnych czy technologicznych, wymiana ciągów linii produkcyjnych czy ciągów technologicznych mediów – mówi agencji Przemysław Gabrysiak.

Do przeprowadzenia audytu energetycznego zobowiązanych jest ok. 6 tys. przedsiębiorstw. Jak wynika z danych URE, do tej pory zawiadomienie o przeprowadzeniu audytu złożyło ok. 3 500 podmiotów, czyli zaledwie 58 proc. zobligowanych.

Taki audyt jest nie tylko obowiązkowy dla dużych przedsiębiorstw, lecz także stanowi podstawę do znalezienia źródeł dofinansowania inwestycji o charakterze proefektywnościowym. Z naszych badań wynika, że aż 65 proc. przedsiębiorstw nie ma wiedzy na temat możliwych źródeł dofinansowania takich projektów. Jedynie 10 proc. z nich wskazuje na środki unijne jako optymalne źródło finansowania inwestycji – mówi Przemysław Gabrysiak.

Poczta Polska testuje aplikację rekrutującą osoby głuche i niedosłyszące. Aktywność zawodowa w tej grupie jest bardzo niska

Poczta Polska testuje aplikację rekrutującą osoby głuche i niedosłyszące. Aktywność zawodowa w tej grupie jest bardzo niska 5

Bezrobocie wśród osób głuchych i niedosłyszących w Polsce przekracza 70 proc. Dla pracodawców, którzy borykają się z trudną sytuacją na rynku pracy i niedoborem kadr, to atrakcyjna grupa potencjalnych pracowników. Poczta Polska testuje platformę, która umożliwia komunikację z niesłyszącym pracownikiem. Innowacyjne rozwiązanie może ułatwić też komunikację z niesłyszącymi klientami.

Poczta Polska to olbrzymi pracodawca, który wciąż rekrutuje i ma bardzo duże potrzeby w tym zakresie. W ramach projektu „Gamma Rebels powered by Poczta Polska” zrekrutowaliśmy głuchych pracowników dla Poczty Polskiej i Banku Pocztowego i udostępniliśmy obu spółkom narzędzie do komunikacji, które może służyć zarówno dla głuchych pracowników, jak i dla głuchych klientów – mówi agencji Newseria Paweł Potakowski, prezes zarządu spółki Praca bez Barier (i dyrektor marketingu w Migam.org).

Poczta Polska jest jednym z największych w kraju pracodawców, zatrudniającym na umowach o pracę blisko 80 tys. pracowników. W ubiegłym roku spółka we współpracy z akceleratorem HardGamma Ventures uruchomiła program akceleracyjny „GammaRebels powered by Poczta Polska” dla start-upów i początkujących, kreatywnym przedsiębiorców. Celem było znalezienie i wdrożenie takich produktów lub usług, które stworzą wartość dodaną dla spółki i 40 mln jej klientów.

W ramach akceleratora Poczta Polska nawiązała współpracę ze spółką Praca bez Barier, która realizuje projekt Innowacyjnej Platformy Aktywizacji. IPA to wielostronna platforma, której celem jest aktywizacja zawodowa Głuchych (z docelowym rozszerzeniem na inne niepełnosprawności). Obecnie trwa pilotaż platformy, po zakończeniu którego zostanie podjęta ewentualna decyzja o współpracy.

Platforma łączy dwie grupy odbiorców – osoby głuche poszukujące pracy oraz podmioty, które są zainteresowane ich zatrudnieniem. Wyposaża pracodawcę w narzędzie, które umożliwia komunikację z niesłyszącym pracownikiem. Z kolei głusi użytkownicy platformy automatycznie dostają spersonalizowaną ścieżkę kariery i za pośrednictwem platformy mogą samodzielnie podnosić swoje kompetencje.

 Rozwiązanie, które udostępniamy, to online’owe połączenie z tłumaczem języka migowego. Poczta Polska zyska dzięki temu pracowników, którzy skutecznie będą wykonywali swoje obowiązki, a jednocześnie otworzy się na niesłyszących klientów. Aby skutecznie komunikować się z osobami niesłyszącymi, trzeba się komunikować z wykorzystaniem polskiego języka migowego – mówi Paweł Potakowski.

W ubiegłym roku Poczta Polska podpisała porozumienie z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz PFRON, zobowiązując się do zwiększenia poziomu zatrudnienia osób niepełnosprawnych.

Pierwszą rekrutację skierowaną do osób głuchych Poczta Polska rozpoczęła w listopadzie ubiegłego roku. Spółka rekrutowała pracowników do biura w Warszawie, m.in. na stanowiska kierowcy, pracownika sortowni, listonosza i specjalisty SEM i SEO. Na swojej stronie i w mediach społecznościowych udostępniła m.in. filmy rekrutacyjne opisujące warunki zatrudnienia i zakres obowiązków. W efekcie pilotażowych rekrutacji zatrudniono już w Poczcie dwie osoby głuche w warszawskiej sortowni w dziale sortowania listów.

Szacuje się, że liczba osób głuchych w Polsce sięga około 50 tys., a 900 tys. Polaków ma poważny uszczerbek słuchu. Istotnym problemem jest bardzo niska aktywność zawodowa w tej grupie. Bezrobocie wśród osób głuchych sięga 70 proc.

 Niestety, głusi w Polsce są grupą bardzo nieaktywną zawodowo ze względu na barierę komunikacyjną oraz obawę pracodawców przed ich zatrudnieniem. Naszym zdaniem niesłuszną obawę, ponieważ Praca bez Barier skutecznie pokazuje, że problem 70-procentowego bezrobocia, które dotyka głuchych, można skutecznie przełamać – podkreśla Paweł Potakowski.

Deweloperzy mieszkaniowi mają za sobą najlepszy rok od dekady. Kolejne dwa lata też mają być dla nich czasem prosperity

Deweloperzy mieszkaniowi mają za sobą najlepszy rok od dekady. Kolejne dwa lata też mają być dla nich czasem prosperity 6

Polacy chętnie inwestują w zakup mieszkań. Kupują je też na własne potrzeby z racji wyższych dochodów. W ubiegłym roku sprzedaż deweloperów notowanych na Catalyst wzrosła o prawie jedną czwartą. Ze względu na to, że liczba inwestycji, których budowę rozpoczęto lub na których budowę wydano pozwolenia w 2017 roku, także rosła dynamicznie, 2018 i 2019 rok mogą się okazać jeszcze lepsze dla tej branży.

Rok 2017 był bardzo dobrym okresem na rynku deweloperskim, rekordowym od dekady, od czasu boomu z okresu 2006–2007. Deweloperzy znowu są w bardzo dobrej kondycji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Mucha, menadżer w Domu Maklerskim Navigator. – W 2017 roku piętncie analizowanych przez nas w raporcie deweloperów sprzedało łącznie niemal 23 tys. mieszkań, co jest wzrostem o ponad 24 proc. w porównaniu z 2016 rokiem.

Dane te potwierdzają liczby dotyczące całego rynku. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2017 roku oddano do użytku prawie 89,8 tys. lokali wybudowanych z przeznaczeniem na sprzedaż lub wynajem. To wzrost wobec 2016 roku o 13,5 proc. Jednocześnie rozpoczęto budowy jeszcze większej liczby mieszkań i domów – ponad 105,4 tys., a to liczba wyższa od tej z 2016 roku o 23,3 proc. O jedną piątą zwiększyła się natomiast pula lokali, które otrzymały zezwolenia na budowę lub budowę których zgłoszono – łącznie to niemal 128,5 tys.

– Sądzimy, że rekordowe sprzedaże z lat 2016–2017 w tym roku przełożą się na spory wzrost, jeżeli chodzi o przekazania lokali, co też wiąże się z pokazywaniem wyników finansowych – deweloperzy wykazują je dopiero w momencie przekazania lokalu finalnemu odbiorcy. Pod kątem wyników finansowych 2018 rok będzie jeszcze dużo lepszy niż 2017 – prognozuje Mateusz Mucha.

Ożywienie na rynku deweloperskim zaczyna jednak nakręcać spiralę cen. Na razie wyraźnie wzrosły ceny gruntów, co musi się przełożyć na bilans deweloperów w perspektywie kilku lat. Według Colliers International w ostatnim roku ceny gruntów w najlepszych lokalizacjach wzrosły w Warszawie nawet o 80 proc., zaś w pozostałych miastach o 40–50 proc. Na razie najwięksi deweloperzy korzystają z już zakupionego banku ziemi, jednak w ciągu roku, dwóch się on wyczerpie.

Wzrosły również koszty budowy inwestycji deweloperskich – niska stopa bezrobocia oraz wzrost płac zaczynają wymuszać na generalnych wykonawcach podniesienie cen świadczonych usług. Niektórzy deweloperzy wskazują, że w 2017 r. koszty generalnego wykonawstwa wzrosły nawet o 10 proc. To może w dalszej perspektywie wymusić wyższe ceny mieszkań, a w bliższej – zmusić deweloperów do szukania większych środków na realizację projektów. Coraz chętniej sięgają oni po pożyczki do kieszeni obligatariuszy.

Jeżeli chodzi o aktywność deweloperów na rynku kapitałowym, to zdecydowanie największa aktywność była na polu emisji obligacji. Analizowani deweloperzy wyemitowali obligacje za 1,3 mld zł, wykupując przy tym obligacje za około 600 mln zł, więc mamy 700 mln zł nadwyżki nowego długu dla deweloperów – informuje manager DM Navigator. – W 2018 roku deweloperzy mają do wykupu około 600 mln zł obligacji, a w 2019 roku około 900 mln zł. Co ciekawe, wzrost zadłużenia nie przełożył się na wzrost zadłużenia netto, które rok do roku wzrosło o około 10 proc., z 2,2 mld do 2,4 mld zł.

Na razie deweloperzy mogą się cieszyć dobrą koniunkturą. Autorzy raportu wskazują jednak na kilka zagrożeń, takich jak Mieszkanie+ (rządowy program mieszkań na wynajem), który może w perspektywie kilku lat osłabić popyt na zakup mieszkań, choć z zastrzeżeniem, że osoby, które zakwalifikują się do programu, raczej nie są tą samą grupą, którą stać na kredyt w banku czy zakup mieszkania za gotówkę.

Drugim czynnikiem, który może odwieść konsumentów od zakupu mieszkań, są stopy procentowe. Wprawdzie prezes NBP prof. Adam Glapiński wypowiadał się ostatnio w sposób pozwalający myśleć, że do końca 2018 roku nie zostaną one podniesione, jednak inflacja (co prawda pozostająca w celu RPP) jest faktem od ponad roku, a część ekonomistów spodziewa się pierwszej podwyżki już w tym roku. To automatycznie podniesie raty kredytów w złotych.

Sądzimy, że 2018 rok będzie dalej bardzo dobry dla deweloperów. Dużym sukcesem dla nich będzie podtrzymanie rekordów sprzedażowych z 2017 roku. Może się to trochę odbić na Kowalskim, ponieważ rosną koszty realizacji, koszty budowlane, w związku z czym prawdopodobnie deweloperzy będą chcieli przerzucać koszty na końcowego odbiorcę – przewiduje Mateusz Mucha.

Ubezpieczenia inwestycyjne powoli wracają do łask. Trwają prace nad lepszą ochroną posiadaczy tych produktów

Ubezpieczenia inwestycyjne powoli wracają do łask. Trwają prace nad lepszą ochroną posiadaczy tych produktów 7

Polisy na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi od kilku lat mają złą prasę. Po zmianach prawnych, które nastąpiły przed dwoma laty, i wobec prowadzonych prac nad jeszcze większą ochroną inwestorów, konsumenci wracają jednak do kupowania tego rodzaju produktów.

– W ostatnich 2–3 latach rynek polis inwestycyjnych bardzo się zmienił. I dobrze, bo wymagał on innego spojrzenia i uregulowania sposobu funkcjonowania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Ziemba, prezes zarządu Vienna Life TU na Życie SA Vienna Insurance Group. – Przy wielu błędach, które popełniono, nadużywając zaufania klientów i mając zbytnio rozgrzane nadzieje na zysk, przyszedł moment refleksji i potrzebnej korekty, tak jak to bywa na rynku kapitałowym.

Polisy inwestycyjne albo oszczędnościowe to nic innego jak polisy ubezpieczeniowe na życie z funduszem kapitałowym (tzw. UFK). Są to produkty inwestycyjne opakowane w polisę, których likwidacja wiązała się z bardzo wysokimi opłatami, sięgającymi nawet całości zainwestowanej kwoty. Od początku 2016 roku obowiązuje nowa ustawa o działalności ubezpieczeniowej, która lepiej chroni konsumentów zawierających nowe umowy inwestycyjne.

 Zmiany na rynku oczywiście zostały spowodowane nowymi regulacjami. Mocno ewaluował sposób funkcjonowania polis inwestycyjnych czy ich dystrybuowania – tłumaczy Paweł Ziemba. – Najbardziej istotny jest fakt, że te produkty są potrzebne i mogą odgrywać konkretną rolę w portfelu klienta. Dzisiejsze polisy UFK różnią się znacząco od tych oferowanych 15 lat temu. Nie tylko dlatego, że wymusiło to prawo. Wpłynęły na nie również zmiany rynkowe, spowodowane inną makroekonomią, zachowaniami klienta czy rozwojem technologii.

Nagłośnienie tematu zniechęciło nowych klientów do ich zawierania: w 2016 roku konsumenci wykupili polisy na życie na kwotę o 13,33 proc. niższą niż rok wcześniej (23,86 mld zł), przy czym największy spadek nastąpił właśnie w segmencie ubezpieczeń powiązanych z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi – z 13 mld zł w 2015 roku do 10,33 mld zł  rok później. To ponad 20-proc. spadek. Pierwsza połowa roku 2017 (KNF nie opublikowała jeszcze nowszych danych) przyniosła lekkie odbicie: kwota wpłaconych składek wzrosła o 2,4 proc. do 12,21 mld zł, a najszybciej zwiększyły się wpływy właśnie w przypadku polis z UFK – o 8,6 proc. do 5,63 mld zł. W strukturze ubezpieczeń bezpośrednich działu I (ubezpieczenia na życie) w I półroczu 2017 roku dominowały ubezpieczenia na życie związane z UFK, stanowiące 46,15 proc. łącznej składki.

 Obecnie znacznie częściej sprzedawane są polisy inwestycyjne ze składką jednorazową. Zdecydowanie rzadziej natomiast te z regularnymi wpłatami, co mnie niepokoi, ponieważ ten rodzaj produktu jest bardzo istotny. Przede wszystkim pozwala nam systematycznie odkładać pieniądze oraz pomnażać gromadzony kapitał – argumentuje Paweł Ziemba.

Jak podaje Komisja Nadzoru Finansowego, składka przypisana brutto z tytułu wpłat jednorazowych w dziale wszystkich ubezpieczeń na życie w I półroczu 2017 roku osiągnęła poziom około 4,08 mld zł i zwiększyła się w stosunku do analogicznego okresu 2016 roku o 0,33 mld zł. Natomiast składka płacona okresowo wyniosła w badanym okresie 8,12 mld zł i zmniejszyła się o 0,05 mld zł. Dziewięć zakładów ubezpieczeń działu I wykazało powyżej 50 proc. udziału składek jednorazowych w całym portfelu (odpowiednio 10 w I półroczu 2016 r.).

Ustawodawca nie przestaje pracować nad tematem ubezpieczeń inwestycyjnych. Kolejne prace legislacyjne podjęła senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, a propozycję zmian przedstawiła Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy. Według jej propozycji ubezpieczenie inwestycyjne miałoby być produktem, w którym co najmniej 51 proc. składki przeznaczane jest na ubezpieczenie, a najwyżej 49 proc. na inwestycje. Instytucja ta w 2016 roku otrzymała 232 wnioski w sprawach sądowych związanych z UFK, a w 2017 roku – 222.

 Rynek UFK będzie się dalej rozwijał. Trudno jest jednak przewidzieć, w jakim kierunku on ewoluuje, a także jakie są oczekiwania klientów – mówi prezes zarządu Vienna Life – Nie chciałbym jednak, żeby przyjął on taką formę jak w Europie Zachodniej, gdzie funkcjonują głównie polisy UFK ze składką jednorazową. Życzyłbym sobie, żeby nasz rodzimy rynek rozwijał się w segmencie produktów regularnych. 

Dla pracodawców kompetencje miękkie równie ważne, jak znajomość języków obcych. W ich nabyciu pomaga odpowiednia edukacja oparta na systemie wartości

Dla pracodawców kompetencje miękkie równie ważne, jak znajomość języków obcych. W ich nabyciu pomaga odpowiednia edukacja oparta na systemie wartości 8

Edukacja oparta na wartościach, przy współpracy nauczycieli i rodziców, może być odpowiedzią na zmieniające się oczekiwania pracodawców – przekonują przedstawiciele stowarzyszenia „Sternik”. Pracowitość, uczciwość, zaangażowanie w życie społeczne, lojalność i optymizm to cechy przydatne nie tylko w życiu prywatnym, lecz także w życiu zawodowym. Pracodawcy przy wyborze pracowników na równi z wiedzą i umiejętnościami twardymi kierują się kompetencjami miękkimi. Takie cechy będą zyskiwać na znaczeniu, zwłaszcza w czasie nadchodzącej cyfrowej transformacji rynku pracy.

Pracowitość, uczciwość, zaangażowanie w życie społeczne, hojność wobec drugiego człowieka, umiejętność wyciągnięcia ręki do kogoś, kto czegoś potrzebuje, lojalność i optymizm – to cechy, które w życiu dorosłym bardzo się liczą w życiu rodzinnym i na rynku pracy. Pracodawcy bardzo często wybierają pracowników ze względu na ich charakter, na umiejętność współpracy z innymi. Tego typu wartości są kluczem w procesie wychowania w naszych programach wychowawczych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dobrochna Lama, prezes Stowarzyszenia Wspierania Edukacji i Rodziny „Sternik”, prowadzącego od 15 lat placówki edukacyjne.

Kompetencje miękkie są coraz istotniejsze w procesie rekrutacyjnym, co potwierdza badanie „Oczekiwania pracodawców wobec absolwentów uczelni wyższych” przeprowadzone na zlecenie Uniwersytetu Śląskiego. Z ankiet, które wypełniło ponad 150 polskich pracodawców, wynika, że poza twardymi kompetencjami, jak znajomość języków obcych czy specjalistyczna wiedza, firmy oczekują od swoich potencjalnych pracowników również konkretnych cech charakteru, np. odpowiedzialności, umiejętności samodzielnego rozwiązywania problemów czy komunikatywności. Takie cechy dzieci powinny wynosić z domu, ale duża odpowiedzialność w tym zakresie spoczywa też na szkole. Zdaniem ekspertów z tym jednak jest problem, bo polska edukacja opiera się zazwyczaj przede wszystkim na nauce teorii. Brakuje w niej współpracy na linii rodzice nauczyciele.

Kładziemy nacisk na wartość udziału rodziny w procesie wychowawczym. Chcemy, aby rodzice dzieci brali udział w procesie wychowawczym, nauczyciele są cały czas dostępni dla rodziców do konsultacji, każda rodzina ma swojego osobistego tutora, z którym współpracuje. Szczególnym rysem naszych placówek edukacyjnych jest program wychowawczy, który obejmuje całego człowieka, integralny rozwój intelektu, sfery emocjonalnej, fizycznej i rozwoju duchowego to właściwa rola szkoły – tłumaczy Dobrochna Lama.

Stowarzyszenie „Sternik” od 2003 roku prowadzi placówki edukacyjne oparte na modelu łączącym naukę z wychowaniem: żłobek „Strumyk”, przedszkole „Strumienie” oraz szkoły dla dziewcząt „Strumienie” i dla chłopców „Żagle”.

W tym roku po raz pierwszy przyznano nagrody „Sternik Roku” dla inicjatyw, które mają znaczący wpływ na rozwój dzieci. „Grand Sternik” przyznany za działania mające wpływ na szeroki kontekst rozwoju młodzieży i przyszłych pokoleń Polaków trafił do Skautów Europy.

Właśnie dziś harcerstwo i skauting, w szczególności skauting katolicki, w którego duchu my wychowujemy, jest szczególnie potrzebny. Mamy teraz do czynienia z rewolucją cyfrową, coraz więcej młodych ludzi korzysta z różnych osiągnięć techniki, co z jednej strony przynosi korzyści, z drugiej strony powoduje, że ucieka im często świat realny, świat prawdziwych relacji, zdobywane umiejętności, troska o zdrowie i sprawność fizyczną. Wychodzimy więc z naszą propozycją skautingu, wychowania opartego na pięciu celach: zdrowie, zmysł praktyczny, służba innym ludziom, budowanie własnego charakteru oraz wychowanie w wierze w Boga – wskazuje Jerzy Żochowski, naczelnik harcerzy Skautów Europy.

Jak podkreśla Żochowski, że harcerstwo uczy empatii i odpowiedzialności, jest też przydatne w wyrabianiu dobrych nawyków. Zapotrzebowanie na taką formę spędzania czasu nie maleje. W Polsce do Skautów Europy jeszcze kilka lat temu należało kilkaset osób. Obecnie jest ich już ponad 4,5 tys.

– Dajemy młodym ludziom odpowiedzialność za nich samych, za grupę, budowanie wspólnoty, a przy tym budowanie własnej tożsamości. To przede wszystkim rozwój indywidualny dopasowany do potrzeb i zainteresowań każdego z nich, odkrywanie Boga poprzez kontemplację przyrody i wychowanie w zaradności – tłumaczy Jerzy Żochowski.

Eksperci podkreślają rolę aktywności fizycznej w rozwoju dzieci. Ruch wpływa na rozwój intelektualny oraz koncentrację, uczy dyscypliny oraz rozwija umiejętności społeczne. Dlatego nagroda „Sternik rozwoju” trafiła do firmy SuperDrob za organizowane programy sportowe.

– Chcemy oderwać dzieci od telewizorów, komputerów i komórek. Staramy się pokazać, że są ciekawe przestrzenie do rozwoju. Sport jest w okresie rozwoju dzieci bardzo ważny, szczególnie dla chłopców, dlatego uważamy, że warto inwestować w tę dziedzinę – podkreśla Randa Ombach, PR manager w Superdrob.

Nagroda „Sternik edukacji” trafiła do firmy Microsoft, która wspiera proces edukacyjny poprzez technologię, a „Sternik wychowania” do twórców Inicjatywy Tato.net za promowanie kultury odpowiedzialnego ojcostwa.

Polacy tworzą inteligentną klawiaturę dla niepełnosprawnych. Urządzenie pojawi się pod koniec roku i może być refundowane

Polacy tworzą inteligentną klawiaturę dla niepełnosprawnych. Urządzenie pojawi się pod koniec roku i może być refundowane 9

Polski start-up ParrotOne pracuje nad stworzeniem inteligentnej klawiatury dla niepełnosprawnych. Urządzenie będzie dotykowe, wbudowany wyświetlacz pozwoli pokazywać podpowiedzi słów, a współpraca z aplikacją udostępni możliwość korzystania ze sztucznej inteligencji, przez co podpowiedzi będą mogły być bardziej precyzyjne. Klawiatura ma pomóc osobom, które na co dzień borykają się np. z neuropatią czy drżeniem rąk. Urządzenie ma szansę być całkowicie refundowane.

– Klawiatura jest dotykowa i nie wymaga tak dużej precyzji czy siły przy nacisku klawiszy. Ponad klawiszami pojawi się wyświetlacz OLED, na którym będziemy mieli gotowe podpowiedzi słów, również zdań, czyli gotowych komunikatów, których możemy użyć w komunikacji. Po trzecie klawiatura będzie współpracować z naszą aplikacją, dzięki czemu będzie korzystać ze sztucznej inteligencji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Katarzyna Bylińska z ParrotOne, twórcy inteligentnej klawiatury.

Projekt został stworzony z myślą o osobach niepełnosprawnych i seniorach. Osoby niepełnosprawne na co dzień borykają się z problemami takimi jak neuropatia, drżenie rąk czy brak precyzyjności ruchów. Dzięki zastosowaniu elementów sztucznej inteligencji klawiatura będzie „uczyć się” przewidywać zamiary właściciela.

– Klawiatura działa na podstawie dwóch algorytmów, które uczą się naszych komunikatów. Im częściej będziemy z niej korzystać, tym precyzyjniej będzie podpowiadać nam gotowe zdania czy słowa, których najczęściej używamy – tłumaczy Katarzyna Bylińska.

Według twórców, aby wysłać pożądaną wiadomość, wystarczy średnio o 60 proc. mniej kliknięć niż w przypadku zwykłej klawiatury. Funkcjonalność i interfejs zostały zaprojektowane tak, aby były dostosowane do ograniczeń manualnych osób.

– Dzięki klawiaturze, która wyświetla gotowe zdania czy komunikaty, dużo łatwiej i za pomocą mniejszej ilości ruchów jesteśmy w stanie przesłać dany komunikat. Osoba pełnosprawna pisząc komunikat: „Cześć, co słychać, co robisz dziś wieczorem?”, zrobi to w ciągu 30–40 sekund. Osoba niepełnosprawna, która musi walczyć z drżeniem rąk i precyzją ruchów, tego komunikatu nie napisze tak szybko. Nie zapominajmy, że są jeszcze znaki „ć”, „ś”, gdzie trzeba połączyć ruch dwóch lub trzech klawiszy – to dla osoby niepełnosprawnej stanowi duży problem – przekonuje ekspertka.

Klawiatura może być podłączona do komputera czy smartona bezprzewodowo za pośrednictwem technologii Bluetooth lub przewodowo poprzez kabel USB. Klawiatura jest kompatybilna ze wszystkimi systemami i działa bez zainstalowanej aplikacji ParrotOne.

Jak zapewniają twórcy, koszt klawiatury ma nie przekroczyć 300 zł. Urządzeniem zainteresowany jest Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, zatem w przyszłości może być ono w całości refundowane dla osób niepełnosprawnych. Produkt ma się pojawić na rynku pod koniec tego roku.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce jest ok. 4,7 mln osób niepełnosprawnych, co stanowi 12,2 proc. obywateli.

Wszechświat rozszerza się w zaskakującym tempie. Polacy biorą udział w misji Euclid, mającej zbadać to zjawisko

Wszechświat rozszerza się w zaskakującym tempie. Polacy biorą udział w misji Euclid, mającej zbadać to zjawisko 10

Specjaliści firmy Sener Polska opracowują i dostarczają urządzenia wspomagające montaż sondy Europejskiej Agencji Kosmicznej oraz mechanizm sterujący anteną komunikacyjną. Misja kosmiczna Euclid trafi na orbitę do 2020 roku. Jej celem jest zbadanie powodów rozszerzania się wszechświata. Obecnie ocenia się, że widzimy tylko 5 proc. materii, która tworzy wszechświat. Reszta to ciemna materia i ciemna energia, które sonda ma obserwować.

– Wszechświat rozszerza się szybciej niż wynikałoby to z masy wszystkich obiektów niebieskich, które udało nam się do tej pory zaobserwować. Szacuje się, że całość zaobserwowanych do tej pory obiektów stanowi około 5 proc. masy całego wszechświata. To, czego nie znamy często określa się mianem czarnej energii lub czarnej materii. Euclid ma za zadanie spróbować w sposób pośredni zaobserwować tę czarną materię np. poprzez zakrzywianie światła odległych galaktyk i przez to zniekształcanie ich obrazu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Aleksandra Bukała, dyrektor generalna Sener Polska.

Firma Sener Polska projektuje i wykonuje mechanizmy, które są niezbędne do montażu sondy Euclid. Odpowiedzialna jest za dostarczenie urządzeń tzw. Mechanical Ground Support Equipment (MGSE), wspomagających montaż satelitów. Są to m.in. specjalne dźwigi, wózki i podnośniki, które umożliwiają precyzyjne podnoszenie satelity i przenoszenie go, obracanie we wszystkich kierunkach, transportowanie na miejsce startu, czy umieszczenie w ładowni rakiety nośnej. Część została już dostarczona do Thales Alenia Space, który jest głównym wykonawcą urządzenia.

– Satelita jest duży, waży prawie 3 tony. Obracanie taką masą w sposób bezpieczny dla specjalistów montujących poszczególne komponenty, wymaga zbudowania do tego specjalnej infrastruktury. Oprócz tego, zaangażowani jesteśmy w tzw. segment lotny misji Euclid. Będziemy budować wspólnie z naszą spółką-matką mechanizm sterujący anteną do komunikowania się z Ziemią, tzw. ADPM, Antenna Deployment and Pointing Mechanism – mówi ekspertka.

Inżynierowie Sener Polska odpowiadają również za analizy numeryczne, integrację oraz testy systemu siłowników wykorzystywanych w modelach kwalifikacyjnych oraz w modelu lotnym. Jak podkreśla ekspertka, dla polskich firm udział w takim przedsięwzięciu, jakim jest misja kosmiczna Euclid, to duży prestiż i wyróżnienie.

– W oba realizowane przez nas kontrakty zaangażowanych jest wiele innych przedsiębiorstw z Polski. W ramach MGSE jest to 18 różnych podmiotów z całej Polski, np. firma z Doliny Lotniczej jak Ultratech, czy spółka Polskiej Grupy Zbrojeniowej – Wojskowe Zakłady Łączności nr 1, a także małe i średnie przedsiębiorstwa, wysoko wyspecjalizowane, jak np. mała firma UZBI – wymienia Aleksandra Bukała.

Euclid, średniej wielkości misja kosmiczna, realizowana jest w ramach programu „Cosmic Vision” Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Satelita ma trafić na orbitę na pokładzie rakiety nośnej Sojuz 2.1b. Całkowity koszt programu wyniesie 500 mln euro. Euclid będzie przez 6 lat mierzyć kształty i mapować w 3D ok. 2 mld galaktyk.

Start misji Euclid planowany jest na IV kwartał 2020 roku.