Setanta ASI S.A. stawia na projekty globalne

Setanta ASI S.A., Spółka notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie, będąca Grupą Kapitałową (Jednostką Inwestycyjną) skoncentrowaną na trzech obszarach: projektach globalnych, projektach lokalnych oraz nieruchomościach, liczy na osiągnięcie ponadprzeciętnych stóp zwrotu z inwestycji w projekty mające realizować sprzedaż na rynkach zagranicznych. W portfelu inwestycyjnym Emitenta znajdują się obecnie cztery takie spółki,  które posiadają bardzo duży potencjał wzrostowy.

Projekty globalne, obok projektów lokalnych i nieruchomości, stanowią jeden z trzech filarów działalności inwestycyjnej Setanta ASI S.A. Spółki te zostały bardzo wnikliwie wyselekcjonowane i realizują innowacyjne projekty w skali globalnej, a docelowo ich sprzedaż ma być skoncentrowana na rynkach zagranicznych. Strategia Emitenta zakłada, że podmioty te mają umożliwić osiągnięcie ponadprzeciętnych stóp zwrotu przy odpowiednio podwyższonym poziomie ryzyka. Setanta ASI S.A. posiada aktualnie w swoim  portfelu inwestycyjnym cztery spółki o globalnym potencjale rozwoju: MODE S.A., Excelead S.A., PRIDE Gaming Sp. z o.o. oraz City Inspire S.A. Zdaniem Zarządu Setanta ASI S.A. wszystkie te projekty mają przed sobą ogromne perspektywy i za kilka lat mogą osiągnąć sukces w skali światowej.

„Dokonując wyboru projektów globalnych zwracaliśmy szczególną uwagę na ich skalowalność na rynkach zagranicznych. Wszystkie cztery spółki, czyli MODE S.A., Excelead S.A., PRIDE Gaming Sp. z o.o. oraz City Inspire S.A. taką cechę posiadają. Ponadto każda z nich ma zapewnioną kompetentną kadrę menadżerską. Aktualnie jedynym poważnym wyzwaniem dla tych spółek jest kwestia pozyskania odpowiedniego finansowania. Jako akcjonariusz i udziałowiec wspieramy spółki w tym zakresie. Ich dynamiczny rozwój może mieć bowiem znaczący wpływ na wyniki finansowe i wartość spółki Setanta.” – podkreśla Konrad Szwedziński, Członek Zarządu Spółki Setanta ASI S.A.

Jednym z najbardziej perspektywicznych podmiotów znajdujących się w portfelu Setanty jest Grupa City Inspire zajmująca się realizacją innowacyjnych przedsięwzięć w obszarze e-turystyki i posiadająca dwa flagowe produkty – aplikację SaaS StayForLonger przeznaczoną dla hoteli oraz internetowe przewodniki dla turystów CityInspire.com. Spółka ma bardzo ambitne cele i chce stać się globalnym graczem w swojej niszy rynkowej. Obecnie City Inspire S.A. przeprowadza kampanię crowdfundingową na platformie beesfund.com, a pozyskane środki przeznaczy na zwiększenie sprzedaży na rynku w Polsce oraz rozpoczęcie sprzedaży na rynkach zagranicznych, co przybliży ją do realizacji planów związanych z ekspansją międzynarodową. Spółka planuje także zadebiutować w drugiej połowie bieżącego roku na rynku NewConnect, dzięki czemu będzie w stanie wzmocnić rozpoznawalność swojej marki.

Ważnym aktywem w portfelu inwestycyjnym Setanta ASI S.A. jest Spółka MODE S.A. notowana na rynku NewConnect od marca 2012 r. Posiada ona niezwykle wysoki potencjał wzrostu, bowiem działa w niszy rynkowej i konsekwentnie umacnia swoją pozycję w branży. MODE S.A. to producent wysokiej jakości nowatorskich rozwiązań służących do automatycznego generowania fotografii produktów oraz ich prezentacji obrotowych, które mogą w najbliższych latach stać się marketingowym standardem.

Spółki City Inspire i MODE są naszymi najbardziej obiecującymi spółkami portfelowymi. Podoba nam się to, że działają w niszach, w których nie mają znaczącej konkurencji         i jednocześnie dzięki swojemu doświadczeniu oraz bazie produktowej i rynkowym relacjom posiadają przewagę nad potencjalnymi naśladowcami. Zarząd City Inspire pracuje aktualnie nad rundami finansowymi, które mają zapewnić spółce niezbędne środki do skokowego zwiększenia sprzedaży. Natomiast spółka MODE z sukcesami koncentruje się na dostępnych dotacjach na badania i rozwój, dzięki którym ma szansę na dołączenie do globalnych liderów w jej segmencie.” – zakończył Konrad Szwedziński.

Zarząd Setanta ASI S.A. wiąże duże nadzieje z PRIDE Gaming, które działa w niezwykle perspektywicznej branży esportu i jest profesjonalną organizacją sportów elektronicznych oraz prowadzi m.in. drużynę Counter Strike: Global Offensive – Mistrzów Polskiej Ligi Esportowej, a także Zdobywców Pucharu Polski. Rynek esportu należy do najszybciej rozwijających się w Europie i stoi przed dobrymi perspektywami do dalszego dynamicznego wzrostu w kolejnych latach. PRIDE Gaming posiada niezbędne kompetencje, które mogą pozwolić na globalną ekspansję.

Natomiast Excelead S.A. jest autorem dwóch innowacyjnych narzędzi pro-sprzedażowych dla firm – Calltracker i Clientel. Konkurencja w tej branży jest niewielka, a grupa docelowa klientów bardzo szeroka, co stanowi o dużym potencjale tego projektu. Dzięki planowanej sprzedaży na rynkach zagranicznych Excelead S.A. zamierza zwielokrotnić przychody ze sprzedaży, a dynamika ich wzrostu w latach 2017-2019 ma wynieść zgodnie z szacunkami ponad 100% rocznie.

Setanta ASI S.A. w ramach segmentu projektów lokalnych posiada również w swoim portfelu inwestycyjnym akcje lub udziały w spółkach: Kantoris Sp. z o.o., Mennica Skarbowa S.A., XSystem S.A., Tax4u Sp. z o.o., Clean Energy Venture S.A. oraz Zachodniopomorski Zespół Elektrowni Sp. z o.o. Natomiast w segmencie nieruchomości prowadzonym przez Emitenta (usługi i niszowe inwestycje), który ma odpowiadać przede wszystkim za bezpieczeństwo portfela, funkcjonują dwa podmioty: Piaseczno Park Sp. z o.o. oraz Warsaw Properties Sp. z o.o. Pierwszy z nich przygotowuje realizację wielorodzinnego budynku mieszkalnego zlokalizowanego w Piasecznie. Z kolei Warsaw Properties Sp. z o.o. zajmuje się świadczeniem usług dla inwestorów prowadzących inwestycje na lokalnym rynku nieruchomości, przede wszystkim doradztwa przy wyszukiwaniu projektów inwestycyjnych, przeprowadzania transakcji, zarządzania nabytymi nieruchomościami, a także działalnością remontowo-wykończeniową.

W czerwcu 2017 roku Setanta ASI S.A. przystąpiła do Programu Wspierania Płynności. Spółka złożyła również wniosek do Komisji Nadzoru Finansowego o wpis do rejestru wewnętrznie zarządzających ASI.

Przecena obligacji

Wall Street jest w euforycznej, hiperbolicznej fazie hossy i nie reaguje na raporty kwartalne spółek (jeśli są słabe) oraz na dane makro (jeśli nie potwierdzają szybkiego wzrostu gospodarczego), ale my musimy na to spoglądać.

W poniedziałek opublikowany został raport o dochodach/wydatkach Amerykanów w grudniu, ale miało to znikomy wpływ na nastroje. Dowiedzieliśmy się, że dochody i wydatki wzrosły o 0,4% m/m (oczekiwano wzrostu dochodów o 0,3%, a wydatków o 0,4 %).

Najwięcej uwagi jednak skupiały wydarzenia na rynku obligacji. Rentowności na całym świecie całkiem mocno rosły. W USA wróciły do poziomu sprzed 4 lat, w Niemczech sprzed 2 lat. Wzrosły też na przykład w Polsce.

Ucieczka kapitałów z rynku obligacji może nawet pomagać akcjom (kapitał gdzieś musi szukać miejsca), ale jeśli rentowności będą zbyt wysokie to rynkowe stopy procentowe mogą obóz byków na rynku akcji wystraszyć. To jednak jeszcze nie jest ten poziom. W USA musiałyby przekroczyć trzy procent, żeby inwestorzy zaczęli się niepokoić (obecnie około 2,7% na obligacjach dziesięcioletnich).

Dla Wall Street ważne mogło być to, że przed sesją kilka dużych spółek opublikowało wyniki kwartału, co nieznacznie wpłynęło na zachowanie rynku akcji. Indeksy giełdowe trzymały się przez całą sesję tuż pod poziomem neutralnym. W końcu sesji doszło jednak do pogłębienia spadków.

S&P 500 stracił 0,67%, a NASDAQ 0,52%. Po długiej fali wzrostowej taka realizacja zysków była czymś normalnym i teoretycznie trudno uznać tą sesję za początek większej korekty, ale zachowanie rynków azjatyckich i kontraktów na amerykańskie indeksy (mocne spadki) we wtorek rano sygnalizuje, że rynki z chęcią by taką korektę zobaczyły.

W poniedziałek GPW rozpoczęła sesję podobnie jak inne giełdy europejskie, czyli neutralnie. Co prawda WIG20 szybko zabarwił się na czerwono, ale nie miało to znamion prawdziwego ataku podaży. Nasz indeksy blue chipów był jednak wyraźnie słabszy od innych indeksów europejskich.

Ta słabość doprowadziła przed rozpoczęciem sesji na Wall Street do wyłamania indeksu ze stabilizacji w dół. Było to załamanie niesprowokowane tym, co działo się na innych giełdach. Końcówka była nieco lepsza, ale WIG20 stracił 0,27%. Lepiej zachowały się indeksy mniejszych spółek – MWIG40 i SWIG80 zakończył dzień neutralnie.

Wczorajsze zakończenie sesji w USA oraz na GPW nie daje sygnałów, w którym kierunku dzisiaj pójdzie nasza giełda. Muszę powtórzyć to, co już pisałem w poniedziałek: najlepsze by było, gdyby nasz rynek wszedł w trend boczny w oczekiwaniu na amerykańską korektę. Początek sesji może być jednak dla posiadaczy akcji niekorzystny, bo nastroje na świecie zrobiły się bardzo „niedźwiedzie”.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Dom Inwestycyjny Xelion

Złoty odreagowuje ostatnie umocnienie

Rentowności obligacji skarbowych rosną wraz z solidnymi danymi makro. Złoty odreagowuje ostatnie umocnienie. W poniedziałek kurs EURPLN zbliżył się do poziomu 4,15.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Poniedziałek na krajowym rynku walutowym przyniósł niewielkie osłabienie złotego (kurs EURPLN podszedł pod 4,15 wobec 4,13 testowane zaraz po otwarciu sesji), do czego przyczyniła się stabilizacja kursu EURUSD w okolicach 1,24 pod koniec sesji europejskiej przekształcająca się już w wyraźną aprecjację dolara. Po silnych ruchach w ostatnich dniach (w zeszłym tygodniu złoty osiągnął najwyższy poziom wobec euro od lipca 2015 roku, a wobec dolara od października 2014 roku) korekta wręcz prosiła się. Zmiany na złotym nie są jednak duże, inwestorzy koncentrują się na wtorkowej publikacji PKB dla Polski za 2017 (ekonomiści PKO zakładają wzrost o 4,6% wobec 4,5% szacowanych przez rynek) oraz czwartkowych danych dla styczniowego PMI i publikacji protokołu ze styczniowego posiedzenia RPP. W międzyczasie na rynek napłyną ważne informacje ze świata (w tym: inflacja bazowa PCE i raport NFP z USA oraz decyzje Fed dot. polityki monetarnej). W tym tygodniu prezydent D. Trump wygłosi też w Kongresie swoje coroczne orędzie, w którym będzie zapewne chciał w jak najlepszym świetle przedstawić perspektywy dla gospodarki amerykańskiej i nawiąże do ostatniej reformy podatkowej. Również J. Yellen (ostatni raz w roli prezesa Fed) powinna potwierdzić dobry stan gospodarki podczas kończącego się w środę posiedzenia amerykańskiego banku centralnego i nie jest wykluczone, że nakreśli plany odnośnie marcowej podwyżki stóp, która przez rynek jest obecnie wyceniana w ponad 80%, a tym samym może wzmocnić zaufanie inwestorów do dolara. Dolar stanie więc przed szansą na dalszy wzrost względem głównych walut, co powinno deprecjonująco wpływać na złotego. Jednakże PLN w najbliższych dniach pozostawać może jednocześnie pod pozytywnym wpływem wspomnianych publikacji krajowych. Raporty potwierdzające mocne fundamenty polskiej gospodarki, mogą więc ograniczać potencjalnie możliwą skalę przeceny naszej waluty.

Na rynku stopy procentowej początek nowego tygodnia stanowił kontynuację trendu wzrostowego rentowności obligacji. Na krajowym rynku stopy w dalszym ciągu dochodzi do wzrostu nachylenia krzywej dochodowości, gdzie krótki koniec krzywej utrzymywany jest nisko w związku z gołębią retoryką RPP (na zmianę której ciężko liczyć w minutes ze styczniowego spotkania, które zostaną opublikowane w czwartek). Z kolei rentowności papierów z dłuższym terminem do wykupu przekroczyły 2,75% w przypadku 5-letnich oraz 3,50% dla 10-letnich, na co w dużym stopniu wpływ mają czynniki zagraniczne. Lokalnie, rentowności obligacji znajdują się też pod wpływem danych gospodarczych, gdzie oczekiwane przyspieszenie PKB w 2017 r. (z 2,9% w 2016 r.) daje paliwo do ich wzrostu. W najbliższym czasie czynnikiem powstrzymującym dalsze przesunięcie się krzywej dochodowości w górę może być wyhamowanie wzrostu inflacji, gdzie w grudniu polskie CPI spadło do 2,1% r/r z 2,5%. Wraz z brakiem publikacji flasha za styczeń przez GUS (w związku ze zmianą koszyka wag), uwagę będą przyciągały wtorkowe dane z Niemiec, gdzie oczekuje się, że CPI za styczeń utrzyma poziom 1,6% r/r.

Na rynkach globalnych przecena obligacji przekraczająca 5pb była kierowana oczekiwaniami na działania władz monetarnych. Zeszłotygodniowe posiedzenie EBC nie rozwiało oczekiwań na normalizację polityki monetarnej w strefie euro, a obecnie pierwsza podwyżka stóp procentowych jest już w pełni wyceniona w pierwszym kwartale 2019 roku. W takim otoczeniu zmniejsza się pula aktywów z ujemnymi rentownościami, gdzie niemieckie obligacje 5-letnie po raz pierwszy od ponad 2 lat znalazły się powyżej 0%. Zdecydowanie wyżej znajdują się też notowania rentowności obligacji w USA, gdzie 10-letnie papiery przekroczyły poziom 2,70%. Przecenie papierów towarzyszy rosnąca liczba zajmowanych przez inwestorów krótkich pozycji w kontraktach na amerykańskie papiery skarbowe. pobrane (2)Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

Jak e-zwolnienia lekarskie wpłyną na zarządzanie absencją chorobową w firmach?

Zaświadczenia lekarskie w formie elektronicznej mają pozwolić pracodawcom na szybsze uzyskanie informacji o zwolnieniach wystawianych pracownikom na formularzach ZLA i ich długości. Może to z korzyścią wpłynąć na organizację pracy, jednak nie rozwiązuje najważniejszych problemów związanych z chorobowymi.

Zmiany na plus

Wprowadzenie e-zwolnień niesie ze sobą pozytywne zmiany w procesie przyznawania zwolnień chorobowych. Jest on zdecydowanie sprawniejszy. Wystawianie e-ZLA, zajmuje lekarzowi znacznie mniej czasu niż wypisanie papierowego zwolnienia. W większości niezbędne do jego wypełnienia dane są automatycznie pobierane z systemu albo wybierane z listy. Następnie dokument trafia do ZUS i na profil PUE płatnika a pacjent nie ma obowiązku dostarczenia zwolnienia do pracodawcy w terminie 7 dni.

Z punktu widzenia pracodawcy e-ZLA pozwolą od razu kontrolować krótkotrwałe zwolnienia czyli te, które są największą bolączką pracodawców. Dla nas również jest to zmiana na lepsze ponieważ usprawni komunikację z przedsiębiorstwami, przez co szybkość działania będzie zdecydowanie większa. Proces kontroli rozpoczniemy wówczas natychmiastowo – komentuje  Mikołaj Zając z firmy konsultingowej Conperio, specjalizującej się w audycie absencji chorobowej. – Uruchomienie systemu elektronicznych zwolnień lekarskich pozwoli też na przypisanie e-ZLA do konkretnych lekarzy. Umożliwi to likwidowanie patologii takich jak handel zwolnieniami. Łatwiej będzie też zidentyfikować tzw. „generatorów zwolnień” czyli lekarzy wypisujących zwolnienia na dużą skalę – dodaje Zając.

Gdzie faktycznie przebywa chory?

Przy wielu korzystnych zmianach, które mają nastąpić, ekspert Conperio zwraca jednak uwagę na istotny fakt. – Wprowadzane zmiany nie rozwiązują największego problemu związanego ze zwolnieniami chorobowymi, jakim jest kwestia przypisania adresu pobytu w trakcie choroby do dokumentu e-ZLA. Umożliwiłoby to faktyczną weryfikację tego czy pracownik przebywa na zwolnieniu zgodnie z zaleceniami lekarza. Za wskazanie niewłaściwego miejsca pobytu w trakcie choroby nie ma żadnej odpowiedzialności. Zwolnienie chorobowe jest dokumentem na podstawie którego pracodawca wypłaca wynagrodzenie i jeśli zawiera on nieprawidłowe dane teoretycznie można byłoby go uznać za niewiążący. Obowiązujące przepisy nie regulują jednak tego w jaki sposób należy traktować zwolnienia z błędnymi danymi i w praktyce sposób w jaki zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec pracownika leży po stronie pracodawcy.

Pracodawcy pozostawieni sami sobie

Za cyfryzacją obiegu dokumentów powinny również pójść zmiany systemowe. Pracodawca zyska możliwość szybszego zweryfikowania zwolnienia chorobowego, jednak w dalszej perspektywie jest on pozostawiony sam sobie. W skali kraju ZUS dysponuje garstką kontrolerów terenowych, stanowiących kroplę w morzu potrzeb pracodawców. Rzeczywistość jest taka, że konsekwencje wobec pracowników, którzy przebywają na nieuczciwych zwolnieniach mogą efektywnie wyciągać jedynie pracodawcy. Niewielu jest jednak takich, którzy są do tego przygotowani. Brakuje im przede wszystkim  odpowiednich narzędzi i pomocy prawnej.

Hakerzy mogą kopać kryptowaluty na naszych komputerach i telefonach

Rosną nam rachunki za prąd, nasz komputer działa wolniej a smartfon się przegrzewa – to może oznaczać, że nasze urządzenia działają dla hakerów. Mogą nawet być wykorzystywane do kopania kryptowalut. Takie szkodliwe aplikacje są szczególnie niebezpieczne dla telefonów. Jeden ze złośliwych programów potrafi doprowadzić do uszkodzenia telefonu lub wybuchu baterii.

Badacze z Kaspersky Lab zidentyfikowali nowy, nietypowy szkodliwy program dla Androida — Loapi. Trojan posiada zaawansowaną budowę modułową, co pozwala cyberprzestępcom na niemal nieograniczone dodawanie nowych funkcji — od kopania kryptowalut po przeprowadzanie ataków DDoS. W niektórych przypadkach, najprawdopodobniej w wyniku błędu cyberprzestępców, szkodnik generuje tak duże obciążenie zainfekowanego smartfona, że może dojść do jego fizycznego uszkodzenia w wyniku deformacji baterii.

Loapi rozprzestrzenia się poprzez fałszywe kampanie reklamowe, w których szkodnik udaje program antywirusowy lub aplikacje dla dorosłych. Po zainstalowaniu trojan upomina się o uprawnienia na poziomie administratora, a gdy zostaną one przyznane, szkodnik po cichu inicjuje komunikację z serwerem cyberprzestępczym, by pobierać dalsze szkodliwe moduły.

Na chwilę obecną architektura trojana obejmuje między innymi następujące moduły:

  • Moduł Adware — stosowany do agresywnego wyświetlania reklam na urządzeniu użytkownika.
  • Moduł SMS — używany przez szkodliwy program do wykonywania rozmaitych operacji z wiadomościami tekstowymi.
  • Moduł subskrypcji płatnych usług premium — wykorzystywany do ukradkowego subskrybowania płatnych usług bez wiedzy użytkownika. Moduł SMS ukrywa wiadomości przed użytkownikiem, odpowiada na nie, jeżeli zajdzie taka potrzeba, i usuwa wszystkie ślady dodawania nowych subskrypcji.
  • Serwer proxy — pozwala atakującym na wysyłanie żądań HTTP z użyciem połączenia internetowego zainfekowanego urządzenia. Moduł ten może być wykorzystywany np. do przeprowadzania ataków DDoS.
  • Koparka kryptowaluty Monero — służy do kopania kryptowaluty Monero (XMR) na zainfekowanym urządzeniu bez wiedzy użytkownika.

Poza rozbudowanym zestawem funkcji Loapi posiada możliwości pozwalające mu na aktywne zabezpieczanie się przed usunięciem. Gdy użytkownik spróbuje wycofać nadane uprawnienia na poziomie administratora, szkodnik blokuje ekran urządzenia i zamyka okno. Dodatkowo Loapi pobiera z serwerów cyberprzestępczych listę aplikacji, które mogą być dla niego niebezpieczne, takich jak rozwiązania bezpieczeństwa. Po odnalezieniu w systemie aplikacji z tej listy trojan wyświetla fałszywy komunikat z informacją o wykryciu szkodliwego programu i oferuje użytkownikowi możliwość usunięcia go. Komunikat jest zapętlony, co oznacza, że nawet gdy użytkownik odmówi usunięcia aplikacji, wiadomość będzie się pojawiać w dalszym ciągu.

Badacze dokonali jeszcze jednego interesującego odkrycia: podczas przeprowadzania testów na losowo wybranym smartfonie z Androidem Loapi wygenerował tak duże obciążenie, że gwałtowny wzrost temperatury spowodował deformację baterii. Jest mało prawdopodobne, że twórcy trojana świadomie zastosowali taką funkcję, ponieważ zależy im przede wszystkim na zarobieniu jak największej ilości pieniędzy, a do tego szkodnik musi działać w zainfekowanym urządzeniu tak długo, jak to możliwe. Jednak błędy w optymalizacji szkodliwego kodu doprowadziły do powstania tego nieoczekiwanego, fizycznego „wektora ataku”, który może doprowadzić do poważnych uszkodzeń, a nawet zniszczenia zainfekowanego urządzenia.

– Loapi jest nietypowym przykładem zagrożenia dla Androida, ponieważ cyberprzestępcy zaszyli w nim niemal wszystkie możliwe szkodliwe funkcje. Powód takiego działania jest dość oczywisty — znacznie łatwiej raz zainfekować urządzenie rozbudowanym trojanem i później wykorzystywać je do różnych szkodliwych działań w celu zarobienia pieniędzy, niż atakować systemy kilkukrotnie różnymi szkodliwymi aplikacjami. Niespodziewanym zagrożeniem generowanym przez trojana jest ryzyko fizycznego uszkodzenia, a nawet zniszczenia zainfekowanego urządzenia — powiedział Nikita Buczka, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa, Kaspersky Lab.

Loapi może być powiązany z innym trojanem dla Androida — Podec. Tuż po infekcji obydwa szkodliwe programy pobierają podobne informacje z serwerów cyberprzestępczych, a ponadto stosują zbliżone metody ukrywania swojej obecności w systemie.

Stabilizacja i zasady – tym najskuteczniej zmotywujesz Polaka

To, co motywuje jedną osobę, inną może zniechęcić do działania. Według badań Polacy są mocno przywiązani do zasad i cenią sobie stabilizację emocjonalną, a odczuwają niską potrzebę konkurowania. Austriaków najbardziej motywuje chęć zdobywania wiedzy, za to Finowie chcą delektować się posiłkami, być aktywni fizycznie i osiągać wysoki status społeczny. W kwestii zachęty do działania różnimy się jednak nie tylko jako narody. Jak poznać wewnętrzną motywację swoją oraz pracowników i jak może to pomóc w rozwoju zespołu?

Choć istnieją pewne tendencje najsilniejszych motywatorów dostrzegalne wśród mieszkańców poszczególnych państw, tę kwestię tak naprawdę należy rozpatrywać jako indywidualną dla każdego człowieka, wynika bowiem nie tylko z uwarunkowań kulturowych i społecznych, ale i z naszych genów, jak oraz życiowych doświadczeń. Nie należy wartościować tych motywatorów, bo każdy z nas jest odrębną jednostką, która posiada swój unikalny zestaw cech i wartości, wyzwalających naturalną motywację. Poznanie tego, co sprawia, że nam czy członkom naszego zespołu chce się podejmować określone działania, jest bardzo istotne nie tylko pod kątem własnego rozwoju osobistego, ale i z perspektywy zarządzania pracą innych osób – zauważa Łukasz Przybylski, trener biznesu z firmy doradczo-szkoleniowej Integra Consulting Poland.

Polacy lojalni wobec zasad

Według badań najważniejszym motywatorami dla Polaków jest potrzeba stabilizacji emocjonalnej, co nieraz przejawia się ostrożnością, skoncentrowaniem na przyszłości, ale i strategicznym postępowaniem. Wysoko cenimy sobie także lojalność wobec zasad, którą często wyrażamy zachowując się moralnie w danych sytuacjach niejako w naturalny sposób. A co w ogóle na nas nie działa? Spośród 23 krajów, w których zebrano i zestawiono wyniki badań Reiss Motivation Profile, określających profile motywacyjne, to właśnie w Polsce najsłabiej pobudza nas do działania chęć rewanżu, nasza potrzeba konkurowania oraz współzawodnictwa jest więc dość ograniczona.

Jak w tym samym badaniu wypadają inne kraje? Dla przykładu Austriaków najbardziej zachęca potrzeba zdobywania wiedzy, a w dalszej kolejności również uporządkowanego otoczenia oraz klarownych zasad, a także kontaktów społecznych, za to najmniej – potrzeba przebywania w pięknym otoczeniu. Finowie odczuwają natomiast silną potrzebę delektowania się posiłkami, uprawiania aktywności fizycznej i osiągnięcia wysokiego statusu społecznego, potrzeba posiadania i gromadzenia rzeczy oddziałuje na nich za to najmniej. – W kwestii bodźców do podjęcia aktywności różnimy się nie tylko ze względu na kraj, w którym żyjemy, ale i między płciami – do kobiet najbardziej przemawiają takie wartości jak wrażliwość na estetykę, akceptacja czy idealizm, do mężczyzn zaś – władza, aktywność fizyczna czy rewanż – mówi Łukasz Przybylski z Integra Consulting Poland.

Jedzenie vs idealizm

Pomimo pewnych ogólnych tendencji, motywacja to bardzo indywidualna kwestia – jednych do działania przekona chęć zyskania uznania, następnych szczytna idea lub ciekawość, a dla kolejnych motorem napędowym będzie na przykład wrażliwość na estetykę, potrzeba spokoju albo przeciwnie – rewanżu bądź władzy. Jeszcze inne działania wyjaśni za to chęć… delektowania się posiłkiem. Uświadomienie sobie tego, co w nas i członkach naszego zespołu wyzwala chęci do podejmowania starań i uwzględnianie tych preferencji w codziennych aktywnościach pomoże w rozwijaniu naturalnych predyspozycji i osiąganiu spełnienia zarówno w sferze prywatnej, jak i zawodowej. – Pracodawcy powinni mieć na uwadze, że motywacja wewnętrzna jest długotrwała, warto ją pobudzać, bo przekłada się na satysfakcję członków zespołu, a zarazem ich zaangażowanie. Pracownicy muszą jednak czuć, że przełożony szczerze interesuje się tym, co jest dla nich ważne i w miarę możliwości uwzględnia to planując pracę oraz ich rozwój – zauważa Łukasz Przybylski. Dla przykładu osoba, u której dominuje potrzeba porządku, ceni sobie przejrzystość struktury organizacji i zasad, a także planowanie, dba o szczegóły i przygotowuje listy zadań bardzo skrupulatnie. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że może przywiązywać zbyt dużą wagę do szczegółów, przez co, choć projekty jej powierzone najprawdopodobniej będą wykonane bardzo dokładnie, ich realizacja może trwać zdecydowanie dłużej niż u innych. – Menedżer, który zauważy u pracownika silną potrzebę uporządkowania, powinien docenić jego skrupulatność i zaangażowanie w poszczególne zadania i starać się przypisywać mu aktywności wymagające tych cech. Równocześnie jednak warto, aby pomógł podwładnemu w nauce wyznaczania priorytetów. Dzięki temu dany członek zespołu będzie mógł poświęcić więcej czasu na działania najważniejsze zarówno dla rozwoju własnego, jak i całej organizacji – zauważa Łukasz Przybylski z Integra Consulting Poland. Jeżeli za to pracownik działa nieco chaotycznie, ale jednocześnie bardzo kreatywnie, dobrze docenić jego pomysłowość i otwartość na nowe rozwiązania, motywować na przykład poprzez zadania wymagające nieszablonowego podejścia i umożliwienie elastyczności w działaniu. Równocześnie jednak warto pomóc mu w realnej ocenie tego, ile projektów i zadań będzie w stanie zrealizować w danym czasie, szczególnie kiedy terminy ich realizacji się zazębiają. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że pomimo początkowych deklaracji i szczerych chęci, osoba, która działa bez planu i pod wpływem chwili, zacznie zajmować się na raz kilkoma zadaniami i w rezultacie może mieć problem z doprowadzeniem do końca jednego, a czasem i wszystkich zobowiązań.

Wyzwania dla pracodawców

Odwoływanie się do wartości, które nie są istotne dla pracowników, może przynieść efekt odwrotny do zamiarów przełożonego – poczują oni bowiem, że coś im się narzuca, co może wywołać ich opór. Podobnie zarządzanie zespołem w oparciu jedynie o motywatory zewnętrzne na dłuższą metę zwykle się nie sprawdza. Nawet jeśli benefity są coraz bardziej wartościowe, taki system może doprowadzić do wypalenia zawodowego. Niektórzy menedżerowie wychodzą też z założenia, że aby zachęcić zespół do działania, wystarczy charyzma i motywacyjna przemowa. – Warto uświadomić sobie, że każdego motywuje co innego i dopiero poznanie tych indywidualnych preferencji daje szansę na dopasowanie odpowiedniego sposobu zachęcania danego pracownika czy grupy, a także odpowiednie przydzielanie zadań zgodnych z talentami oraz potrzebami tych osób – zauważa Łukasz Przybylski. Dlatego też menedżerowie coraz częściej sięgają po pomagające w tym narzędzia. Jednym z nich jest badanie profilu motywacyjnego w oparciu o dorobek prof. Stevena Reissa, który wyznaczył 16 głównych motywatorów ludzkich działań. Specjalny test określa ich indywidualne natężenie, a na bazie jego wyników można sprecyzować priorytety i wartości danej osoby. – Uwzględniając indywidualne preferencje i system wartości członków zespołu, menedżer powinien starać się stwarzać takie warunki pracy, aby wzbudzać wewnętrzną, naturalną motywację pracowników. Z jednej strony pomaga im to w osiągnięciu satysfakcji oraz poczucia sensu płynącego z realizacji swoich wartości i zaspokajania swoich potrzeb, a równocześnie prowadzi do większego zaangażowania – podsumowuje Łukasz Przybylski z Integra Consulting Poland.

Branża alkoholowa utopiona w długach

Branża alkoholowa pod względem terminowych płatności wypada dwa razy gorzej niż ogół polskich firm. Najwięcej niesolidnych płatników, aż 30 proc., można znaleźć wśród producentów cydru i win owocowych, w najsłabszej kondycji finansowej znajduje się najwięcej sklepów monopolowych – widać w BIG InfoMonitor oraz Bisnode Polska. W procentowym biznesie nie jest dobrze, choć Polacy nie unikają piwa czy wódki. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) rocznie każdy z nas wypija 10,3 l alkoholu. Więcej spożywają jedynie Litwini – 18,2 l i Białorusini. Polska razem z Rosją zajmuje czwartą pozycję.

Wyniki WHO potwierdzają badania Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, według nich Polska znajduje się wśród krajów, w których spożycie alkoholi wysokoprocentowych (blisko 30 proc.) należy do najwyższych w Europie, konkurujemy pod tym względem z Bułgarią, Rumunią, Litwą, Estonią, Francją i Hiszpanią. Jesteśmy też na pierwszym miejscu wśród narodów, które uważają, że alkohol jest w naszym kraju łatwo dostępny, uważa tak 60 proc. badanych i jesteśmy przekonani, że tak powinno być. Jesteśmy w czołówce krajów przeciwnych restrykcjom w sprzedaży alkoholu. Nie widzimy też potrzeby ograniczenia dostępności do alkoholu, np. poprzez zwiększenie ceny czy zmniejszenie liczby sklepów oferujących napoje wyskokowe.

Co dziesiąta firma ma na koncie niezapłacone na czas faktury czy kredyty

Jeśli chodzi o popyt, warunki dla działalności, branża alkoholowa (produkcja, handel hurtowy i handel detaliczny napojami alkoholowymi) ma nad Wisłą idealne. Coś jest jednak nie tak, bo dane z baz BIG InfoMonitor i BIK pokazują, że niesolidnym płatnikiem wobec dostawców towarów i usług czy też banków jest aż co dziesiąta firma – 10 proc. czyli prawie dwa razy więcej niż ogólnie (średnia dla wszystkich wynosi, 5,4 proc.).

Branża alkoholowa utopiona w długach

Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

– Widać tu pewną prawidłowość, o ile przedstawiciele branży starają się utrzymać dyscyplinę w obsłudze kredytów, tak już w relacjach z kontrahentami, gdzie w sumie wchodzą w grę mniejsze kwoty jest znacznie gorzej – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Statystyki nie pozostawiają wątpliwości, że firmy sprzedające z odroczonym terminem płatności usługi czy towary, na rzecz produkujących alkoholem i handlujących nim, powinni być ostrożni – dodaje.

Według danych zgromadzonych w bazach BIG InfoMonitor i BIK, co najmniej 60-dniowe opóźnienia w płatnościach na minimum 500 zł, ma 1 112 firm z branży alkoholowej na 11 tys. widniejących w CEiDG, KRS i rejestrze spółek cywilnych. Wśród dłużników z branży alkoholowej prawie 70 proc. zalega swoim partnerom biznesowym, a 30 proc. instytucjom finansowym. Łącznie chodzi o kwotę 148 mln zł. Średnia zaległość jednego przedsiębiorstwa z branży alkoholowej wynosi ponad 133 tys. zł.

Branża alkoholowa utopiona w długach 2

Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

Sytuacja z terminowym opłacaniem zobowiązań różni się w zależności od charakteru działalności. U producentów kwota zaległości jest najniższa – 26,1 mln zł, ale to produkcja oraz sklepy monopolowe (prawie 74 mln zł zaległości) wypadają najsłabiej jeśli chodzi o solidność płatniczą. Nie płaci tu niemal co ósma firma (12 proc.) Szczególnie źle jest wśród producentów cydru i win owocowych, gdzie prawie co trzeci producent ma na koncie nieuregulowane rachunki, faktury czy raty kredytów. Lepiej od producentów i sklepów prezentują się hurtownie alkoholu z 9 proc. odsetkiem firm z zaległościami, chociaż kwota zadłużenia jest całkiem spora, bo wynosi 48,1 mln zł.

Branża alkoholowa utopiona w długach 3

Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

Czy zmiany przepisów pogorszą sytuację małych sklepów?

Według PARPA jesteśmy w czołówce krajów przeciwnych restrykcjom w sprzedaży alkoholu. Nie widzimy potrzeby ograniczenia dostępności do alkoholu poprzez zwiększenie ceny czy zmniejszenie liczby sklepów oferujących napoje wyskokowe. Jednak rząd jest innego zdania. Nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która weszła w życie od tego roku zakłada m.in. możliwość ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu. Projekt wprowadza m.in. możliwość ograniczenia przez gminy nocnej sprzedaży alkoholu od godziny 22 do 6 rano oraz zakazu picia w miejscu publicznym, za wyjątkiem wyznaczonych do tego miejsc.

Co to może oznaczać w praktyce? Może to też wpłynąć na wzrost cen. Według najnowszego wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych GUS (z grudnia 2017 r.), ceny alkoholu w stosunku do 2016 r. wzrosły o 0,2 proc., podczas gdy jeszcze rok wcześniej spadły o 0,6 proc.

Nowe przepisy mogą spowodować też problemy finansowe małych sklepików i nie tylko, a także wysyp nielegalnych źródeł alkoholu. Ocena kondycji finansowej branży alkoholowej dokonanej przez wywiadownię gospodarczą Bisnode Polska już teraz pokazuje, że z grona producentów, hurtowników i detalistów związanych z napojami alkoholowymi, właśnie sklepy detaliczne wypadają najgorzej, bo aż 56 proc. z nich jest słabej i złej kondycji finansowej. Podczas gdy dla ogółu firm, producentów i sprzedawców napojów alkoholowych odsetek firm z problemami nieznacznie przekracza 50 proc.

Branża alkoholowa utopiona w długach 3

Źródło: Bisnode Polska

Branża alkoholowa utopiona w długach 4

Źródło: Bisnode Polska

Tydzień amerykański nabiera tempa

Po ubiegłotygodniowym posiedzeniu ECB rynek powinien z większym zainteresowaniem analizować sygnały ze sfery realnej: dynamikę PKB i dane o inflacji. Jednak przez większą część tygodnia oczy zwrócone będą na drugą stronę Atlantyku. Za nami szalone dni na rynku, lecz tempo wydarzeń wcale nie będzie zwalniać.

Środa to posiedzenie FOMC, czwartek i piątek – kluczowe dane, w tym comiesięczna porcja wskaźników obrazujących kondycję rynku pracy. Do tego dochodzą informacje o zapasach i wydobyciu ropy w Stanach Zjednoczonych Produkcja lada moment przekroczy 10 milionów baryłek na dzień i będzie dalej dynamicznie rosnąć. Z kolei zapasy powinny przestać się kurczyć. Dotychczas druga z wymienionych tendencji zdecydowania silniej oddziaływała na zachowanie inwestorów, ale sytuacja powinna ulec diametralnej odmianie przynoszącej silną korektę przegrzanego rynku surowca. Jej pierwszym katalizatorem będzie zejście przez West Texas Intermediate pod obecnie testowany poziom 65 USD za baryłkę. Jakby tego było mało aż 125 spółek z S&P500 w tym tygodniu pochwali się sprawozdaniami finansowymi za zakończony przed miesiącem kwartał (wśród nich: Facebook, Amazon, Apple, Alhabet). W ostatnich latach sezon wyników był to czynnikiem ryzyka jedynie na papierze, ale przy ekstremalnie wykupionym rynku i skrajnie wyśrubowanych wycenach nie można przejść obojętnie obok takiej kumulacji publikacji raportów.

Zresztą już początek tygodnia to najwyższy poziom rentowności dziesięcioletnich obligacji USA od 2014 roku (2,70 proc.) i ważne dane o inflacji bazowej, które nie zaszkodziły dolarowi. USD powoli zaczął odrabiać ubiegłotygodniową przecenę sprowadzającą jego siłę na długoterminowe, trzyletnie minima. Choć ostatnią fazę wyprzedaży amerykańskiej waluty można postrzegać w kategoriach przestrzelenia (overshooting) i wyraźnego oderwania od fundamentów, czy też wartości godziwej bazującej na relatywnej wycenie aktywów, to droga od odwrócenia negatywnego trendu jest bardzo daleka.

Kluczowe może okazać się nocne wystąpienie Donalda Trumpa (03:00 polskiego czasu). Administracja USA wzbudziła wiele kontrowersji ostatnimi komentarzami dotyczącymi siły waluty. Mleko się rozlało i diametralna zmiana znanej od lat retoryki nie zostanie łatwo wyrugowana ze świadomości uczestników rynku. Sporo emocji budzi też przyszłość porozumienia NAFTA i szerzej: polityka handlowa. Chaos prezydentury Trumpa ewidentnie szkodził ostatnio dolarowi i sprawił, że zapomniano o fundamentach. Sentyment wobec amerykańskiej waluty jest tak fatalny, że inwestorzy każde odbicie będą próbować wykorzystywać do jej sprzedaży. Przed paroma dniami (w Davos) prezydent USA zadziwił ukazując dość powściągliwe oblicze. We własnym kraju, w kontekście zbliżających się listopadowych wyborów i fatalnych notowań może sięgnąć po sprawdzone środki, czyli ostrą, protekcjonistyczną retorykę z czasów kampanii wyborczej. Ostatnio światu objawił się Dr Jekyll, ale dziś do głosu równie dobrze może dojść Mr Hyde. W takim wypadku wczorajsza korekta, w tym odbicie USD/JPY w okolice 109,00 może nie zapewnić odpowiedniego bufora i bezpiecznego dystansu przed ubiegłotygodniowym dołkiem stojącym na drodze do 107,00. Eurodolar nie zagroził natomiast poważnie wsparciu 1,2320, którego naruszenie będzie erodować strukturę wzrostową i eksponować letnie szczyty w pobliżu 1,21. Jeśli chodzi o złotego, to widzimy pole do odreagowania ostatniej siły i dryfu EUR/PLN w kierunku 4,20.

Sporządził
Bartosz Sawicki, Dom Maklerski TMS Brokers

Ulga podatkowa na badania i rozwój coraz atrakcyjniejsza dla przedsiębiorców

Od 2018 r. weszły w życie zmiany dotyczące ulgi podatkowej na badania i rozwój. Czy polscy przedsiębiorcy będą z niej teraz korzystać chętniej? Sprawdź, co się zmieniło.

„Zarówno firmy, które płacą PIT, jak i te, które płacą CIT, mogą skorzystać z dodatkowego odliczenia od podstawy opodatkowania tzw. kosztów kwalifikowanych. Ich katalog jest szeroki. Obejmuje m.in. koszty pracownicze, wydatki na nabycie surowców i materiałów, jak również odpisy amortyzacyjne od środków trwałych oraz wartości niematerialnych wykorzystywanych na potrzeby prowadzonej działalności badawczo-rozwojowej” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Jakub Makarewicz, doradca podatkowy w firmie Grant Thornton.

Wysokość odliczeń zależy od wielkości firmy. Za 2017 r. mikroprzedsiębiorstwa, a także małe i średnie firmy mogą odliczyć co do zasady 50% kwot kosztów kwalifikowanych. Jeśli chodzi o duże przedsiębiorstwa, o wysokości tej decyduje kategoria wydatków. W przypadku kosztów pracowniczych jest to 50%, w przypadku pozostałych wydatków – maksymalnie 30%.

Prawo do ulgi przysługuje zasadniczo wszystkim przedsiębiorcom, niezależnie od branży czy wielkości firmy. Są jednak pewne wyjątki. W rozliczeniu za 2017 r. z ulgi nie skorzystają przedsiębiorstwa prowadzące działalność w specjalnej strefie ekonomicznej na podstawie zezwolenia. Drugie ograniczenie odnosi się do przedsiębiorców, którym poniesione wydatki zostały zwrócone, np. w formie dotacji. Mogą oni odliczyć ulgę, ale sfinansowanych wydatków odliczenie to obejmować nie może.

Co ważne, od 2018 r. weszły w życie zmiany dotyczące ulgi podatkowej na badania i rozwój, dzięki którym stała się ona atrakcyjniejsza. „Przede wszystkim zmianie uległa wysokość dopuszczalnych odliczeń. Za rok 2018 wyniesie ona co do zasady 100% kwot poniesionych wydatków, a w przypadku podatników mających status centrum badawczo-rozwojowego – nawet 150%. Inne istotne zmiany to usunięcie niektórych wątpliwości interpretacyjnych, a także rozszerzenie katalogu kosztów kwalifikowanych m.in. o wydatki na nabycie specjalistycznego sprzętu, który nie spełnia definicji środka trwałego” – informuje ekspert.

Czy zagrażają nam państwowe monopole?

Monopol nie jest dobrym motorem napędowym dla rozwoju rynku, ponieważ ogranicza konkurencyjność. Trudno jednak przewidzieć, aby którekolwiek z państw unijnych wypuściło ze swojej ręki branże wrażliwe dla bezpieczeństwa kraju. Patrząc na rynek globalny można stwierdzić, że przedsiębiorcy łącza się w coraz większe struktury. Część podmiotów nie będzie mogła bez pomocy państwa konkurować z innymi korporacjami. Dotyczy to szczególnie polskich przedsiębiorców.

– Rzecz w tym, jak zakwalifikujemy tendencje włączania się banków pod auspicjami kapitału państwowego – czy jest to ochrona bezpieczeństwa państwa, czy też monopolizowanie rynku, który przynosi duże przychody. To dyskusja otwarta – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej – Należy robić to jednak z umiarem, aby nie przesterować rynku i nie wprowadzić zbyt potężnych państwowych spółek. Trzeba też pamiętać, że państwowość powinna być połączona z prywatnością po to, aby z jednej strony znalazły się środki na inwestycje, ale także skłonność do podejmowania ryzyka. Spółki Skarbu Państwa nie mają jej tak dużo, jak podmioty prywatne. Najlepsze byłoby pewne integrowanie działań tych dwóch stron – oceniła Durlik.