Smog atakuje także wewnątrz mieszkań. Niemal 100 proc. zanieczyszczeń usunąć mogą oczyszczacze powietrza

Smog atakuje także wewnątrz mieszkań. Niemal 100 proc. zanieczyszczeń usunąć mogą oczyszczacze powietrza 1

Polskie miasta należą do najbardziej zanieczyszczonych w Europie. Zwłaszcza w zimie normy w takich miastach jak Kraków czy Warszawa potrafią być przekroczone kilkukrotnie. Smog oddziałuje nie tylko na otwartych przestrzeniach, na których pomocne mogą być maski antysmogowe, lecz także w pomieszczeniach. Odpowiedzią mogą być oczyszczacze powietrza, które usuwają niemal 100 proc. zanieczyszczeń. O ich zakupie powinni pomyśleć zwłaszcza rodzice małych dzieci, kobiety w ciąży czy osoby starsze.

– Epizody smogowe krótkoterminowo podrażniają układ oddechowy, podrażniają gardło, wzmagają podatność na infekcje. Długofalowo zaś mogą prowadzić do zwiększonej wrażliwości, alergii, a nawet astmy. Są badania, które pokazują, że wśród osób, które były małymi dziećmi w czasie słynnego ataku smogu w Wielkiej Brytanii, po czterdziestu latach jest większy odsetek chorych na astmę i alergie w porównaniu z grupą rówieśniczą – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr Agnieszka Liszka-Dobrowolska z portalu oddechtozycie.pl.

Za powstawanie smogu odpowiada przede wszystkim tak zwana niska emisja, czyli pyły i szkodliwe gazy pochodzące z transportu i domowych palenisk czy lokalnych kotłowni, w których spalanie odbywa się w sposób nieefektywny. Niska emisja oddziałuje na wysokości do 40 metrów i właśnie dlatego jest ona szczególnie niebezpieczna dla zdrowia ludzi. Lekarze radzą, by w przypadku pogorszenia jakości powietrza nie opuszczać mieszkań. Jednak do mieszkania przedostawać się może nawet 70 proc. zanieczyszczeń pochodzących z zewnątrz.

– To, na ile mamy zanieczyszczone mieszkanie, zależy od tego, jakiego typu mamy okna, w jakim budynku mieszkamy, jaka jest w nim wentylacja i na którym piętrze się ono znajduje. Niestety, aby uchronić się przed smogiem, nie zawsze wystarczy zamknąć okna. Często są one nieszczelne, a nasze wentylacje nie funkcjonują prawidłowo. W rezultacie w pomieszczeniach mamy zanieczyszczenie porównywalne z tym, co jest na zewnątrz – twierdzi dr Agnieszka Liszka-Dobrowolska.

Zawieszone w powietrzu pyły przedostają się do układu oddechowego i zatruwają cały organizm. Najbardziej szkodliwe są cząsteczki pyłu zawieszonego o oznaczeniu PM 2,5 oraz PM 10. Ich struktura jest kilkukrotnie mniejsza od ziarnka piasku. Dostają się one bezpośrednio do pęcherzyków płucnych, a przed ich działaniem nie pomaga nawet stosowanie maseczki ochronnej.

– Jeśli mieszkamy w miejscu, gdzie powtarzają się epizody smogowe, to oczywiście możemy kupić maski antysmogowe. Tak naprawdę zabezpieczają one nas tylko wtedy, gdy jesteśmy na zewnątrz. Natomiast żeby chronić się w domu, potrzebujemy oczyszczacza powietrza, przynajmniej do sypialni, swojej albo dzieci – przekonuje ekspertka.

Produkowane obecnie oczyszczacze oferują różnorodne technologie i szereg dodatkowych funkcji, takich jak między innymi nawilżanie powietrza. Różna jest także wydajność urządzeń, która stanowi kluczowy parametr przy dobieraniu oczyszczacza do metrażu mieszkania. Najpopularniejsze oczyszczacze wyposażone są w filtry HEPA, które oznaczane są klasami od E10 do E13.

– Są bardzo różne technologie oczyszczania powietrza. Najlepsze na oczyszczanie powietrza i ochronę przed smogiem są oczyszczacze, które mają wymienne filtry o standardzie HEPA. One zatrzymują zanieczyszczenia na filtrze i wypuszczają powietrze oczyszczone – tłumaczy przedstawicielka oddechtozycie.pl.

Im wyższa klasa filtra, tym większa zdolność do usuwania zanieczyszczeń z powietrza. To głównie od filtra zależy efektywność urządzenia. Dla przepływu powietrza o wartości 100 m3 na godzinę, współczynnik przechwytywania zanieczyszczeń w filtrze E10 wynosi 85 m3/h, czyli jego skuteczność wynosi 85 proc. Filtr H13 zatrzymuje już 99,97 proc. niepożądanych alergenów, takich jak kurz, pyłki, roztocza czy sierść zwierząt.

Oczyszczacze wyposażane są ponadto w czujniki pokazujące aktualne stężenie niepożądanych cząstek w powietrzu i informujące o stanie jakości powietrza wewnątrz pomieszczenia. W zależności od firmy i modelu urządzenia potrafią filtrować powietrze w pomieszczeniu o powierzchni nawet powyżej 100 m2.

– Poziomy zanieczyszczeń powietrza w Polsce bywają tak wysokie, że wszyscy powinniśmy się zainteresować tym, jak zadbać o siebie, kiedy jesteśmy w domu, kiedy śpimy, kiedy odpoczywamy. Oczywiście są grupy szczególnie narażone na szkodliwe oddziaływanie smogu, to są małe dzieci, kobiety w ciąży, osoby starsze i osoby, które chorują na choroby układu oddechowego czy układu krążenia – alarmuje dr Agnieszka Liszka-Dobrowolska.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia aż 7 na 10 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie znajduje się właśnie w Polsce. Leżą one głównie w województwie śląskim i małopolskim. Mocno zanieczyszczona jest jednak również Warszawa czy Kielce.

W światowym rankingu WHO nie wypadamy już tak źle. Najbardziej zanieczyszczona Pszczyna znajduje się na 345. miejscu wśród 500 najbardziej zanieczyszczonych miast świata. Łącznie na liście znajduje się 30 polskich miast.

CED-Insurance Round Table Discussion

Rynek nieruchomości odznacza się wysokim wskaźnikiem współpracy z różnymi segmentami rynku. Jednym z istotniejszych sektorów dla tej branży z całą pewnością jest rynek ubezpieczeń.

Mając na uwadze ten fakt, powermeetings.eu oraz CIJ Europe organizuje CED – Insurance Poland 2018 Round Table na temat – The Role of Insurance in Real Estate: Title, Property, 3RD Party & Terrorism, które odbędzie się 6 marca 2017 roku, w Warszawie.

CED-Insurance Poland 2018 to prestiżowe wydarzenie na współczesnym rynku nieruchomości, podejmujące zagadnienia szeroko rozumianego ubezpieczania nieruchomości w szczególności ubezpieczania tytułu prawnego nieruchomości, który jest nieocenionym narzędziem w procesie nabywania praw do nieruchomości.

Swoje wystąpienia oraz udział zapowiedzieli przedstawiciele funduszy, inwestorów i deweloperów jak również brokerzy i firmy ubezpieczeniowe. Spodziewamy się bardzo interesującej dyskusji  i jesteśmy przekonani, że kluczowi przedstawiciele najważniejszych instytucji finansowych odpowiedzą na najistotniejsze pytania stojące przed branżą.

Wstępny program spotkania wygląda następująco:

9:00 – 9:30 Rejestracja i poranna kawa

9:30 – 10:15 Temat I: Wyzwania na rynku ubezpieczeń 2018-2023

  • Wpływ branży ubezpieczeń na polską gospodarkę
  • Wzrost wymogów kapitałowych
  • Wzmocnienie pozycji klientów w relacjach z ubezpieczycielami
  • Uprawnienia prokonsumenckie KNF i UOKiK

10:15 – 11:00 Temat II: Efektywna strategia i kreowanie modelu biznesowego.

  • Doskonalenie procesów i systemów
  • Poprawa wydajności operacyjnej

11:00 – 11:15 Przerwa

11:15 – 12:00 Temat III: Złożoność przepisów i zarządzanie ryzykiem

  • Ustawodawstwo
  • Ryzyko rynkowe i kredytowe
  • Limity odpowiedzialności
  • Obowiązkowe ubezpieczenie OC dla pośredników nieruchomości

12:00 – 13:00 Lunch i networking

Więcej informacji dostępnych jest na stronie: https://powermeetings.eu/szkolenie/ced-insurance-round-table/.

Do zobaczenia 6 marca w Warszawie!

Bez jaj! Jajecznica droższa niemal o połowę

Po pokaźnych podwyżkach cen jaj i masła jedna z podstawowych potraw śniadaniowych – jajecznica zdrożała o prawie połowę. Czemu akurat w Polsce wzrost kosztu zakupy tych produktów należy do największych w całej Unii? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Prosty przepis – cztery jaja, 30 g masła oraz trzy kromki chleba – i mamy ulubione śniadanie wielu Polaków. Za jajecznicę, według danych Eurostatu, w 2015 r. płaciliśmy ok. 3,04 zł. W grudniu ub.r. było to jednak już ponad 4,3 zł, czyli ok. 42 proc. więcej. Tylko w dwóch unijnych krajach nastąpił większy skok kosztu przyrządzenia jajecznicy. Dlaczego jesteśmy w grupie tych niechlubnych liderów?

Jaja i masło ostro w górę

Podstawowym powodem wzrostu kosztów przyrządzenia jajecznicy są oczywiście wyższe ceny detaliczne jaj i masła. Podniosły się one w Polsce odpowiednio o 47,8 proc. oraz 49,1 proc. w porównaniu z przeciętnym poziomem w 2015 r. W przypadku jaj większe podwyżki odnotowano tylko na Słowacji, w Czechach oraz w Rumunii. Masło natomiast zdrożało bardziej we trzech krajach bałtyckich oraz w Niemczech. Ogólnie jednak, biorąc również pod uwagę wzrost cen chleba (5,3 proc. w Polsce, piąty najszybszy w Unii), tylko dwa kraje – Czechy oraz Słowacja – wyprzedziły nas w rankingu wzrostu cen jajecznicy.

W Polsce niemal najwyższe ceny

Kryzys na rynku masła oraz jaj w 2017 r. spowodował oczywiście podniesienie się cen hurtowych tych produktów.

Notowania jaj są zdecydowanie bardziej szczegółowe niż masła i dane są dostępne praktycznie dla każdego unijnego kraju. Przed kryzysem na tym rynku cena skupu 100 kg jaj (koniec lipca 2017 r.) wynosiła dla Polski 123 euro, co było minimalnie powyżej unijnej średniej (niecałe 120 euro).

W szczytowym momencie (ostatni tydzień listopada 2017 r.) cena podskoczyła do 220 euro, czyli prawie o 80 proc. w porównaniu z lipcem. Co ciekawe, średni wzrost unijnych cen był aż o pkt 20 proc. mniejszy i wyniósł 60 proc. W rezultacie w ciągu czterech miesięcy hurtowe ceny skupu jaj z poziomu zbliżonego do unijnej średniej i stały się czwarte najwyższe w Unii.

W przypadku masła ceny unijne ustalane są jedynie na kilku rynkach (np. holenderskim, francuskim, niemieckim czy polskim). W Zachodniej Europie zmiany były gwałtowniejsze niż w Polsce zarówno jeżeli chodzi o wzrosty, jak i o spadki. W rezultacie według raportu Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) z 25 stycznia cena sprzedaży masła w blokach w Polsce wynosiła 417 euro za 100 kg. To więcej niż w Niemczech (413 euro) oraz w Holandii (404 euro). W grudniu ceny w Polsce były nawet wyższe o 10-15 proc. niż Niemczech czy w Holandii.

Dla konsumenta podwyżki, obniżki już nie?

Kwestia silnych podwyżek cen żywności w Unii była już szeroko omawiana przez Komisję Europejską (KE) w 2009 r. Wtedy znacznie podrożały towary rolne, co szybko przełożyło się na gwałtowne podniesienie cen dla konsumentów. Gdy jednak ceny towarów rolnych powróciły do wcześniejszych poziomów, ich detaliczne odpowiedniki praktycznie wcale się nie obniżyły.

Już wtedy KE zwracała uwagę na różne pozycje negocjacyjne poszczególnych podmiotów (rolników, przetwórców, hurtowników, detalistów) w łańcuchu dostaw żywności. Według KE „niektóre dochodzenia doprowadziły do odkrycia wielu poważnych naruszeń, takich jak kartele”.

Od kilku miesięcy KE udostępnia narzędzia do monitorowania cen. Na razie jest to opracowanie eksperymentalne, ale w przypadku Polski pokazuje ono, że np. wzrosty cen producentów żywności w 54,7 proc. są przekazywane na konsumentów. Z kolei spadki cen są przekazywane na konsumentów w tylko w 28 proc. przypadków. W Niemczech natomiast zarówno wzrosty, jak i spadki cen przekazywane są na konsumentów praktycznie symetrycznie – odpowiednio 47,2 oraz 44,6 proc.

Zakaz handlu w niedziele okiem eksperta

Małgorzata Dziubińska
Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield

Wprowadzenie zakazu handlu w niedziele może spowodować zmniejszenie obrotów handlu detalicznego w Polsce. Wartość sprzedaży detalicznej wzrosła w 2017 roku o 8% – z tego względu prognozowany krótkotrwały spadek obrotów może zostać zamortyzowany w wartościach bezwzględnych w okresie od 6 do 9 miesięcy.

Część obrotów w handlu detalicznym może się wprawdzie rozłożyć na pozostałe dni tygodnia, jednak w związku ze zjawiskiem zakupów kompulsywnych, czyli nieplanowanych, ogólne obroty w handlu z pewnością spadną, przynajmniej początkowo. Odczują to zarówno sklepy odzieżowe, będące kluczowymi najemcami centrów handlowych, jak i lokale handlowe prowadzące sprzedaż sprzętu elektronicznego i AGD oraz innych produktów, przy zakupie których klienci potrzebują czasu na podjęcie decyzji, a także artykułów nabywanych w ramach zakupów kompulsywnych.

Największe szkody może ponieść branża gastronomiczna w centrach handlowych, ponieważ nie ma ona możliwości przeniesienia sprzedaży na inne dni tygodnia.

W niedziele supermarkety i hipermarkety odnotowują średnio niższą wartość sprzedaży niż w inne dni tygodnia. Z tego względu większość niedzielnych obrotów prawdopodobnie rozłoży się na pozostałe dni i utracona zostanie tylko część obrotów związana z zakupami kompulsywnymi.

Największe straty mogą ponieść centra handlowe z ograniczoną ofertą i zlokalizowane na przedmieściach.

Centra handlowe znajdujące się w pobliżu kompleksów biurowych i osiedli mieszkaniowych mogą liczyć na wzrost odwiedzalności w czwartki i poniedziałki w godzinach popołudniowych i wieczornych.

Duże i bardzo duże centra handlowe będą prawdopodobnie zmuszone wydłużyć godziny otwarcia w piątki i soboty, a także w czwartki i/lub poniedziałki.

Wskutek przewidywanego spadku obrotów najemcy centrów handlowych mogą zacząć wywierać presję na obniżenie stawek czynszu. Jednak przy rosnącej sprzedaży detalicznej, czynsze zasadniczo nie uległy zmianie bądź nieznacznie się zmniejszyły. Z tego względu prognozowany spadek obrotów nie powinien przełożyć się na obniżki czynszów.

Znaczny spadek obrotów może dotyczyć także centrów wyprzedażowych, które w weekendy przyciągają najwięcej klientów i generują ok. 80% wolumenu odwiedzalności i obrotów.

Autor: Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield

Rynek ropy

Kurs ropy ma za sobą kolejny wzrostowy tydzień. Gatunek WTI zamknął piątkową sesję powyżej 66 USD za baryłkę po raz pierwszy od trzech lat i podniósł się o niemal 5 proc. Gatunek brent podrożał nieco mniej niż 3 proc., baryłka wyceniana jest na około 70 USD. Rajd cen jest coraz bardziej “zmęczony” a napędzające go czynniki fundamentalne zagrożone.

Utrzymanie siły przez rynek surowca jest przede wszystkim pochodną kolejnego, już 10. z rzędu tygodniowego spadku zapasów w USA. Przekraczają one obecnie średnią z ostatniego pięciolecia o zaledwie kilkanaście milionów baryłek. W kulminacyjnym momencie ubiegłego roku zapasy przekraczały wspomnianą przeciętną aż o około 150 milionów baryłek. Nie tylko tempo redukcji dostępności surowca, ale też moment wystąpienia tej tendencji (zimą notuje się zazwyczaj przyrost zapasów) rozbudził skrajny entuzjazm rynku. Obrazuje go nie tylko wysoka wartość wskaźników technicznych: np. dzienny RSI14 dla aktywnego kontraktu na WTI wynosi 78,2 pkt, a dla interwału tygodniowego przekracza 76,5 pkt. Jeszcze lepiej widać to w danych CFTC. Inwestorzy finansowi mają w swoich rękach aż 515 tysięcy długich pozycji i zaledwie 36,3 tys. pozycji krótkich. Porównywalnie skrajne pozycjonowanie utrzymuje się na rynku już od  9 tygodni. Uważamy, że obecnie zagraża już ono głęboką korektą przy pogorszeniu sytuacji fundamentalnej i wyhamowaniu tempa, w którym rynek zmierza do deficytu. To z kolei wydaje się nieuniknione z przynajmniej trzech powodów.

Po pierwsze, wzrost ceny prowadzi jednocześnie do dynamicznego wzrostu wydobycia w USA. Tylko w ubiegłym tygodniu liczba aktywnych szybów wiertniczych podniosła się o 12 sztuk. Wynosi ona już prawie 760 sztuk, czyli o jedną trzecią więcej niż przed rokiem. Tendencja ta przekłada się oczywiście na rosnące wydobycie. Bazując na danych EIA lada moment przekroczy ono 10 milionów baryłek a w ostatnim roku podniosło się o około 10 proc. Rosnąca produkcja w USA powinna wystarczyć by globalne wydobycie sprostać mogło rosnącemu zapotrzebowaniu pędzącej światowej gospodarki (według prognoz MFW wzrost ma w końcu wynieść 3,9 proc. rok do roku). Wg szacunków IEA, EIA i OPEC wzrost popytu na surowiec ma być w przedziale 1,3 -1,8 mln baryłek na dzień i pewnie oscylować będzie wokół 1,5-1,6 mln baryłek (prognozy EIA postrzegamy jako zbyt konserwatywne, a OPEC jako zbyt optymistyczne).

Po drugie, pomimo ostatniej fali mrozów, zapasy destylatów (czyli m.in. oleju opałowego) wcale nie spadają. Poprzedni tydzień przyniósł odwilż a w myśl ostatnich prognoz luty ma nie być aż tak zimny jak się pierwotnie obawiano. W tym świetle nie ma zagrożenia deficytem. Z kolei zapasy benzyny są wręcz na trajektorii wzrostowej. Biorąc to wszystko pod uwagę, należy oczekiwać mniejszego popytu ze strony rafinerii w kolejnych tygodniach. Nie należy też zapominać, że zwyczajowo pierwszy kwartał uznaje się za czas ich czasowych wyłączeń, napraw i modernizacji.

Po trzecie, istotną siłą działającą w kierunku zbilansowania rynku ropy w USA był silny popyt eksportowy. Awarie infrastruktury i napięcie geopolityczne w rejonach świata, których produkcja jest benchmarkowana do notowanej w Londynie ropy brent wywindowały jej ceny względem WTI. Sprawiło to, że rynek chętniej zaczął zaopatrywać się w amerykański surowiec a ceny zaczęły się zrównywać, co widać chociażby po ubiegłotygodniowych stopach zwrotu. Zawężanie się spreadu brent – WTI powinno szybko przełożyć się na mniejszy popyt na ropę z USA.

Podsumowując: rynek ropy zachowuje siłę ze względu na szybkie i zaskakujące kurczenie się zapasów w USA. Tendencja ta powinna jednak wygasać ze względu na: wzrost produkcji w USA, tendencje w kształtowaniu się destylatów i benzyny oraz zawężanie się spreadu brent – WTI. Przy skrajnym pozycjonowaniu i ekstremalnie wykupionym rynku prowadzić to powinno do głębokiej korekty.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Nowy Prezes w Kuehne + Nagel Polska

Guillaume Sauzedde
Guillaume Sauzedde

Guillaume Sauzedde (45) przejął odpowiedzialność za działalność operacyjną polskiego oddziału firmy w styczniu 2018 roku. Zastąpił on Ingo Goldhammera, który awansował na stanowisko Dyrektora Regionalnego na Południową i Centralną Amerykę w Kuehne + Nagel.

Guillaume Sauzedde ma ponad 20-letnie doświadczenie na rynku logistyki i transportu. W tym czasie obejmował wiele menadżerskich stanowisk w firmach zlokalizowanych na terenie całej Europy, które są międzynarodowymi dostawcami usług logistycznych i transportowych. Guillaume Sauzedde dołączył w 2008 roku, do regionalnej centrali Kuehne + Nagel na Europę Wschodnią, mieszczącej się w Wiedniu, gdzie był odpowiedzialny za logistykę kontraktową dla sektora motoryzacyjnego. Tę pozycję zajmował do końca 2011 roku, do czasu gdy został Dyrektorem Logistyki Kontraktowej w Kuehne + Nagel w Polsce (2012-2015). W 2015 roku objął stanowisko Starszego Wiceprezesa Logistyki Kontraktowej na Region Centralnej i Wschodniej Europy.

„Jestem bardzo podekscytowany przejęciem odpowiedzialności jako Dyrektor Zarządzający Kuehne + Nagel w Polsce. Jednocześnie nie mogę się doczekać prowadzenia działań, które pozwolą naszej firmie na zrównoważony rozwój oraz implementację kreatywnych rozwiązań” –  powiedział Guillaume Sauzedde.

“Guillaume Sauzedde posiada rozległą wiedzę w zarządzaniu logistyką
i transportem w wymiarze międzynarodowym. Dodatkowo, jego umiejętności zarządzania, zdolność do przewidywania zachowań rynkowych i adaptacji do zmieniającego się środowiska gwarantują, że jako firma dostarczymy naszym klientom serwis wysokiej jakości, który cechuje innowacyjność oraz fachowe wsparcie” – powiedział dr. Hansjörg Rodi, Regionalny Menadżer, Kuehne + Nagel w regionie Centralnej i Wschodniej Europy.

Podatek handlowy znów przesunięty w czasie. Polska czeka na wyrok Trybunału

1 stycznia 2018 r. weszła w życie ustawa o zmianie ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej. Zgodnie z nią miesięczne przychody przedsiębiorców przekraczające 17 mln zł zostaną objęte progresywną stawką opodatkowania od 1 stycznia 2019 r. Tym samym nowe obciążenie fiskalne, dotykające zwłaszcza duże sieci handlowe, zostało odłożone w czasie o kolejny rok.

To nie pierwsze przesunięcie wprowadzenia w Polsce tego budzącego kontrowersje świadczenia na rzecz państwa. Ustawa o podatku od sprzedaży detalicznej weszła już bowiem raz w życie – 1 września 2016 r. Jednak niespełna trzy tygodnie później Komisja Europejska nakazała Polsce zawieszenie stosowania nowego obciążenia fiskalnego do momentu stwierdzenia jego zgodności z regułami pomocy publicznej. Rozporządzeniem Ministra Rozwoju i Finansów z 18 października 2016 r. najpierw zaniechano poboru podatku, by następnie ustawą z 15 listopada 2016 r. o zmianie ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej zawiesić jego obowiązywanie do 2018 r.

Naruszenie unijnych zasad

Komisja Europejska 30 czerwca ub.r. zadecydowała, że podatek narusza unijne zasady dopuszczalnej pomocy państwa, promując przedsiębiorstwa o niższych obrotach i dając im pewną przewagę nad konkurentami. Wcześniej, bo już 30 listopada 2016 r., Polska złożyła do Trybunału Sprawiedliwości UE skargę na pierwszą decyzję Komisji Europejskiej z 19 września 2016 r. Ze względu na brak rozstrzygnięcia trybunału termin wprowadzenia podatku od sprzedaży detalicznej został przesunięty o kolejny rok.

Co się stanie

Jeśli Trybunał Sprawiedliwości UE przyzna Polsce rację i podważy decyzję Komisji Europejskiej, to od 1 stycznia 2019 r. progresywną stawką podatkową zostaną objęte wszystkie przychody przedsiębiorstw przekraczające w danym miesiącu 17 mln zł. Dotyczy to każdego miesiąca z osobna, dlatego też w skali roku kwota wolna od podatku handlowego wynosić będzie 204 mln zł. Podstawa opodatkowania obejmuje dwa progi: 0,8% od przychodu w przedziale 17 mln – 170 mln zł miesięcznie oraz 1,4% powyżej 170 mln zł przychodu miesięcznie. Zobowiązanie podatkowe dotyczy również usług towarzyszących dokonywanej sprzedaży detalicznej, jeśli nie są one osobno ewidencjonowane.

Stawki podatku od sprzedaży detalicznej:

1) 0,8% podstawy opodatkowania – w części, w jakiej podstawa opodatkowania nie przekracza kwoty 170 mln zł;

2) 1,4% nadwyżki podstawy opodatkowania ponad kwotę 170 mln zł – w części, w jakiej podstawa opodatkowania przekracza kwotę 170 mln zł.

Jeśli Trybunał podtrzyma decyzję Komisji, a Polska ją zaaprobuje, to rząd z pewnością będzie szukać innego źródła dopływu do państwowej kasy brakującego 1,59 mld zł rocznie. Tyle bowiem, według szacunków Ministerstwa Rozwoju i Finansów, miała wynieść kwota uzyskana przez fiskus z tytułu poboru podatku handlowego w 2018 r.

Audyt podatkowy i doradztwo podatkowe

Wielu dużych przedsiębiorców, nie czekając na rozstrzygnięcie Trybunału, już dziś przeprowadza audyt podatkowy w swojej firmie. Ponieważ podstawę opodatkowania podatkiem handlowym stanowi osiągnięta w danym miesiącu nadwyżka przychodów ze sprzedaży detalicznej ponad 17 mln zł, sprawdzają oni w pierwszej kolejności, czy w ogóle mają się czego obawiać. Ci przedsiębiorcy, których miesięczny przychód nie przekroczy tej kwoty, są zwolnieni z obowiązku składania deklaracji o wysokości podatku.

Kolejnym etapem działań po audycie jest doradztwo podatkowe. Sam fakt spełnienia przesłanki uzyskiwania miesięcznego progu kwoty przychodów nie przesądza bowiem o staniu się podatnikiem podatku od sprzedaży detalicznej. Kwotę tę można obniżyć o kwoty wypłacone z tytułu zwrotu towarów po odliczeniu podatku od towarów i usług. Przede wszystkim jednak zobowiązanie podatkowe dotyczy tylko sprzedaży na rzecz konsumentów. A tymi, w rozumieniu ustawy, oprócz rolników ryczałtowych, są wyłącznie osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej oraz prowadzące taką działalność, o ile nabycie przez nie towarów nie ma związku z tą działalnością. Potwierdziła to interpretacja indywidualna dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie, który stwierdził, że podatnikowi przysługuje uprawnienie do korygowania podstawy opodatkowania o przychód udokumentowany fakturami wystawionymi przedsiębiorcom, tylko jeśli ci dokonują zakupu wyłącznie w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą (IPPP2/4513-3/16-4/JO z 7 listopada 2016 r.).

Istnieją jeszcze inne wyłączenia przychodów z podstawy opodatkowania. Dla przykładu, ustawa nie ma zastosowania do sprzedaży detalicznej dokonywanej przez internet. W jej art. 7 są natomiast wymienione wprost rodzaje sprzedaży detalicznej, do której omawiany obowiązek podatkowy nie ma zastosowania, jak np. sieciowa sprzedaż gazu ziemnego, energii elektrycznej i cieplnej oraz wody, paliw stałych, materiałów opałowych czy niektórych leków.

Co kraj, to obyczaj

Polska jest jednym z pionierów nowych rozwiązań fiskalnych, które mają uderzyć w największe przedsiębiorstwa z branży sprzedaży detalicznej. Wcześniej w podobny sposób do kieszeni dużych firm próbowały sięgnąć Węgry, Francja, Hiszpania czy Wielka Brytania. Za każdym razem wprowadzone w tych państwach regulacje były wycofywane pod wpływem szybkiej reakcji Brukseli. Najczęstszym zarzutem przeciw dodatkowemu opodatkowaniu dużych sklepów i sieci handlowych była, podobnie jak w przypadku Polski, niedozwolona pomoc państwa faworyzująca mniejsze przedsiębiorstwa.

Są też w Europie kraje, które kroczą inną drogą. Malta, przewodnicząca rok temu Unii Europejskiej, legitymuje się obecnie najwyższą w UE stawką podatku dochodowego od osób prawnych, wynoszącą 35%. Z uwagi na system tzw. pełnego przypisania odbiorcy dywidendy mają jednak prawo do refundacji w wysokości 6/7 kwoty podatku dochodowego zapłaconego przez spółkę. Dzięki temu efektywna stawka CIT na Malcie może wynosić nawet 5%.

Po stronie przedsiębiorczości

Przykład państw, które bezskutecznie próbowały sięgnąć po dodatkowe pieniądze do kieszeni największych firm, pokazuje, że Unia Europejska staje po stronie przedsiębiorczości. Być może jest to przejaw lęku o swój byt, podsyconego w obliczu Brexitu. Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że już od dawna teren Wspólnoty stawał się mało konkurencyjny wobec proprzedsiębiorczych rozwiązań oferowanych przez takie państwa jak choćby wspomniana Malta czy Gibraltar. Jak będzie z polską ustawą o podatku od sprzedaży detalicznej? Czas pokaże. Niemniej uzasadnienie nałożenia kolejnych obciążeń podatkowych na przedsiębiorców głównie wizją pozyskania dodatkowych miliardów do budżetu państwa nie wzbudza zaufania w środowisku gospodarczym, a już na pewno nie tworzy dobrego klimatu do inwestowania.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Warszawa wciąż na biurowym topie – podsumowanie 2017 na stołecznym rynku nieruchomości

Drugi najwyższy popyt w historii warszawskiego rynku i rekordowa absorpcja netto doskonale podsumowują nastroje na warszawskim rynku nieruchomości. Co ważne, prognozy dla stolicy nadal pozostają niezwykle pozytywne. 

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym w 2017 roku.

Ciągły wzrost aktywności ekonomicznej w połączeniu z usprawnieniami infrastrukturalnymi oraz wysoką jakością życia w mieście sprawia, że Warszawa jest niekwestionowanym liderem rynku biurowego w Europie Środkowo – Wschodniej. Odzwierciedleniem zaufania inwestorów jest niedawna decyzja JP Morgan o wejściu na polski rynek, a konkretnie do Warszawy. Decyzja tej firmy może być impulsem dla innych globalnych graczy.

„Bardzo duże zainteresowanie deweloperów i inwestorów okolicami Ronda Daszyńskiego sprawi, że w ciągu kilku lat obszar ten stanie się symbolem gospodarczego sukcesu stolicy. Trendem, który jest coraz bardziej widoczny na stołecznym rynku jest zapotrzebowanie na elastyczne biura. Operatorzy coworkingowi dynamicznie się rozwijają i stają się ważnym graczem sektora biurowego. Warszawa mierzy się również z pewnymi wyzwaniami, do których należy konkurencja o pracownika. Proces ten jednak bardzo pozytywnie wpływa na wzrost popytu i podaży w lokalizacjach centralnych, które oferują pewną przewagę w pozyskiwaniu talentów”, komentuje Tomasz Czuba, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, JLL.

Popyt

„Już teraz jednym z beneficjentów wysokiego zainteresowania nowych inwestorów są okolice Ronda Daszyńskiego – jednego z największych placów budowy w Europie. Potwierdzają to wyniki za ubiegły rok. W 2017 centrum Warszawy odpowiadało za 25% popytu na powierzchnie biurowe w stolicy. Łącznie w całej Warszawie wynajęto w tym czasie 820 100 mkw. biur, co jest drugim najlepszym wynikiem w historii stołecznego rynku. Zdecydowanie wzrósł natomiast wskaźnik absorpcji netto – do historycznie rekordowego poziomu 360 000 mkw.”, tłumaczy Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Największe umowy najmu w ubiegłym roku podpisały takie firmy jak: Citi Service Center Poland (18 600 mkw. ) w Generation Park X, Millenium Bank (18 300 mkw.) w Harmony Office Centre, JP Morgan (15 600 mkw.) w Atrium Garden.

Podaż

W zeszłym roku do użytku oddano 275 400 mkw. biur, z czego 77% poza szerokim centrum Warszawy. Największe ukończone projekty to Business Garden 3-7 (54 800 mkw., Vastint), West Station II (35 000 mkw., HB Reavis) oraz D48 (23 400 mkw., Penta Investments).

„W budowie w Warszawie znajduje się obecnie 750 000 mkw. powierzchni biurowej. Większość z tych obiektów zostanie ukończona po 2018 roku, co jest rezultatem realizacji szeregu obiektów o dużej skali, które wymagają dłuższego czasu budowy. Co ciekawe, 78% budowanych biur znajduje się w centrum stolicy, a to w perspektywie kilku lat może mieć swoje konsekwencje w ewentualnym niedoborze nowych obiektów poza centrum. W tym roku spodziewamy się dalszego spadku wolumenu nowej podaży, co powinno być jednak zrekompensowane w latach 2019-2020”, komentuje Tomasz Czuba.

Pustostany i czynsze

Obecnie współczynnik pustostanów w stolicy osiągnął najniższy poziom od 2013 r. – 11,7%. W szerokim centrum kształtuje się on na poziomie 9,1%, natomiast poza nim 13,2%.

„Spadek poziomu pustostanów jest rezultatem połączenia wysokiego popytu z niższą niż w ubiegłym roku nową podażą. Prognozy na ten rok pozostają równie optymistyczne”, podsumowuje Mateusz Polkowski.

Najwyższe czynsze transakcyjnie pozostawały relatywnie stabilne w 2017 r. Drobna korekta nastąpiła w II kw. w Centralnym Obszarze Biznesu, gdzie czynsze kształtują się na poziomie 20,5 – 23 euro/mkw./miesiąc. Stawki w najwyższej jakości obiektach zlokalizowanych w najlepszych pozacentralnych obszarach wynoszą 11 – 16 euro/mkw./miesiąc.

Przewodnik wydawcy po reklamie wideo

Dzięki dużej ilości formatów oraz koncentracji uwagi widzów na obrazie, cyfrowa reklama wideo daje wydawcom szansę na zwiększenie przychodów z powierzchni reklamowej. Tylko odpowiednia metoda, dokładny pomiar oraz optymalizacja pozwolą stworzyć skuteczną strategię monetyzacji wideo. Jak tego dokonać? Odpowiedź w poniższym artykule.

Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser
Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser

Reklama wideo jest często marginalizowana ze względu na niski poziom generowanego na stronach dochodu. Jednak z każdym rokiem, ten format jest częściej uwzględniany w budżetach i wykorzystany przez wydawców. W 2017 marketingowcy przeznaczyli na nią ponad 9 miliardów dolarów. To o 2 miliardy więcej niż w roku poprzednim i ponad 4 miliardy więcej niż w 2015.

Dodatkowo, najnowsze badania IAB pokazują, że popularność reklamy wideo w Internecie wśród wydawców wkracza w nowy etap świetności. W badaniu wzięło udział 385 agencji, które na reklamę cyfrową wydają rocznie ponad miliard dolarów. Jak się okazało, 45% z ich wydatków na reklamę wideo to usługi wykupione w modelu programmatic.

Rożne oblicza wideo

Cyfrowa reklama wideo dzieli się na dwie kategorie: liniową oraz nieliniową. Pierwsza z nich pojawia się przed, w trakcie, lub po wyświetleniu filmu. Z kolei format nieliniowy pokrywa się z wyświetlanymi treściami wideo, co oznacza, że przekaz pojawia się wraz z filmem.

In-streamto rodzaj wideo, które jest wyświetlane przed (pre-roll), w trakcie (mid-roll) lub po obejrzeniu filmu na stronie wydawcy (post-roll). W zależności od ustawień reklam i playera, film ten można wyłączyć, ale nie zawsze. W ostatnim czasie Google wprowadził na YouTube 7 sekundowe filmy, bez możliwości pominięcia. In-stream może generować wyższe dochody niż inne formaty. Z drugiej jednak strony, format ten jest bardzo często blokowany przez rozszerzenia typu adblock.

Out-stream ta jednostka wykorzystuje lokalizacje już umiejscowionych na stronie formatów i w ich miejsce wyświetla własne wideo. Format ten nie ogranicza się tylko do wideo, ale angażuje m.in. treści tekstowe czy media społecznościowe. Istnieją różne typy jednostek reklamowych out-stream, m.in.:

  • In-banner – zamiast kreacji graficznej, na banerze wyświetlane jest wideo.
  • In-artickle – wideo jest umiejscowione pomiędzy treściami tekstowymi na stronie.
  • Native – rodzaj wideo, który ma przekazać określoną historię, w przeciwieństwie do tych zorientowanych na produkt lub usługę.
  • Interstitial – typ reklamy pełnoekranowej, do której użytkownik jest przenoszony po kliknięcu w określoną treść.

Reklamy out-stream są o 25% częściej wyświetlane niż typu in-stream. Należy jednak pamiętać, że dla części internautów ten format reklamy może być uciążliwy. Mając to na uwadze, wydawcy i reklamodawcy muszą dokładnie przemyśleć strategię – czy należy umieszczać out-stream na swojej stronie oraz do jakiej grupy użytkowników kierować przekaz.

Koszty wideo

W momencie zarabiania na treściach z reklam wideo należy poznać wyliczenia i ceny, ale i porównać źródła monetyzacji i określić ich opłacalność. Podane definicje rozliczania reklam pochodzą od IAB, jednak zaleca się, aby dwukrotnie sprawdzić każdy z modeli cenowych dla sieci reklamowych. Firmy mogą podchodzić różnie do tego tematu i mieć odmienne poglądy na kwestię widoczności.

Licytacja wideo

Wciąż dyskusyjnym tematem w kwestii reklamy programmatic jest header bidding, który przynosi wydawcom ogromne zyski. Nie powinno nikogo dziwić, że zakup powierzchni w modelu header bidding w przypadku innych formatów, w tym wideo, staje się powoli normą. Licytacja w formacie wideo ma wiele cech wspólnych z tradycyjną definicją header bidding zaczerpniętą z reklam graficznych.

W tym przypadku wydawcy mogą uzyskać dostęp do wielu źródeł popytu i wyeliminować starą metodę pozyskiwania zasobów reklamowych (waterfall), aby maksymalnie wygenerować zysk. Ten proces zwykle odbywa się w kodzie strony internetowej, ale odtwarzane na stronie wideo nie zawiera jej tagów. Jednakże proces licytacji wideo może być realizowany za pomocą sprytnego kodowania w tagach strony, aby pozyskać jeszcze więcej reklamodawców.

Trendy w reklamie wideo w 2017 roku

Niedawno firma Time opracowała dla swojej platformy nową jednostkę reklamy wideo – out-stream, która ma zwiększyć dochody i dodać nowe możliwości dochodu dla firmy. Jednostka reklamowa nosi nazwę Adapt i wykorzystuje rozwiązania reklamy natywnej, DoubleClick. Jest to rosnący trend w reklamie wideo, który może nawet potroić zyski firmy. Pokazuje to, że informacje o zwiększeniu wydatków na reklamę to nie plotki, ale fakt, zwłaszcza gdy marki premium, takie jak Time poświęcają czas i pieniądze, aby rozwinąć własną technologię reklamy.

Według badania przeprowadzonego przez firmę ve.com, istnieje kilka kanałów, które zyskają na popularności w reklamie programmatic wideo w przyszłości. Wśród nich królować będzie m.in.

  • Reklama na urządzenia mobilne: konsumpcja wideo w mobile’u już w znacznym stopniu przewyższyła urządzenia desktopowe, dlatego wydatki na nią będą stale wzrastać. Szacuje się, że wydatki na reklamę mobile w 2020 roku wzrosną do 13 miliardów dolarów.
  • Reklama natywna: jak w przypadku wspomnianej wyżej reklamy mobile, wzrost popularności tego formatu jest nieunikniony. Główną zaletą reklamy natywnej jest fakt, że nie jest ona blokowana przez różnego rodzaju rozszerzenia typu AdBlock, w przeciwieństwie do tradycyjnych formatów.
  • Reklama oparta na lokalizacji: dzięki możliwości targetowania pod kątem lokalizacji, programmatic oferuje mnóstwo korzyści. Reklamodawcy mogą kierować reklamy w czasie rzeczywistym do specyficznej grupy odbiorów, a do tego przebywających w konkretnym miejscu.

Podsumowanie

Zważając na to, że treści wideo pochłaniają Internet i pozostają nośnikiem, który przyciąga uwagę użytkowników, śmiało można stwierdzić, że jest to trend, który na długo zapadnie w pamięci nie tylko reklamodawców i wydawców, ale również użytkowników.

Autor: Paweł Treściński, Wiceprezes YieldRiser

RODO wciąż dużą niewiadomą dla większości Polaków

Już za niespełna cztery miesiące w Polsce zaczną obowiązywać nowe przepisy dotyczące ochrony danych osobowych (RODO). Unijne rozporządzenie będzie mieć zastosowanie do wszystkich firm gromadzących i wykorzystujących dane osobowe osób fizycznych bez względu na skalę ich działalności. Celem RODO jest m.in. zapewnienie większej transparentności przetwarzania naszych personaliów oraz zwiększenie przysługujących nam uprawnień względem administratorów danych osobowych. Jak wynika z badania PAYBACK Opinion Poll, większość z nas (63%) wciąż nie ma jednak świadomości, czego dotyczy RODO.

Spośród ankietowanych, którzy wiedzą, czym jest Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO), niemal połowa (48%) zna poprawną datę rozpoczęcia obowiązywania nowych przepisów (drugi kwartał 2018 roku). Natomiast aż 22% z nich jest przekonana, że nowe przepisy już są stosowane. Także połowa ankietowanych znających pojęcie RODO deklaruje, że nie posiada wiedzy na temat tego, jakie uprawnienia ono przyznaje.

Co daje nam RODO?

Nowe przepisy zwiększają ochronę nad przetwarzaniem naszych danych osobowych. Wprowadzają one z jednej strony szereg dodatkowych obowiązków, z których podmioty administrujące danymi osobowymi będą musiały się wywiązać, z drugiej zaś rozbudowują katalog uprawnień, które mają zabezpieczyć interesy podmiotów danych, czyli nas wszystkich. Chodzi tu o np. obowiązek poinformowania organu nadzorczego, czyli Urzędu Ochrony Danych Osobowych, który zastąpi GIODO, a w szczególnych wypadkach także konsumentów, o naruszeniu ochrony danych osobowych, w tym np. o wycieku danych. W przypadku stwierdzenia naruszenia ochrony ich danych, konsumenci będą też mieli możliwość dochodzenia swoich praw na drodze sądowej, m.in. poprzez żądanie od administratora zaniechania takiego działania, a także żądanie żeby ten, kto dopuścił się naruszenia, dopełnił czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków mówi Piotr Zgierski, prawnik PAYBACK Polska.

Czym są dane osobowe?

100% uczestników badania PAYBACK zadeklarowało, że wie co to są dane osobowe. Zdaniem 95% respondentów na dane osobowe składają się imię i nazwisko oraz numer PESEL. 71% uczestników badania wymieniło oprócz imienia i nazwiska dodatkowo numer telefonu oraz numer klienta. Aż 1/3 respondentów błędnie stwierdziła, że zestawienie informacji obejmujących wyłącznie wiek, płeć i kod pocztowy to dane osobowe. Jak widać uczestnicy badania mimo wstępnej deklaracji mieli trudność w określeniu co jest danymi osobowymi.

Według definicji zawartej w RODO dane osobowe są to wszystkie informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie. Tak więc zestawienie danych o płci, wieku i kodzie pocztowym nie pozwala wskazać jednoznacznie konkretnej osoby, ale już imię i nazwisko oraz numer telefonu i klienta wskazuje na daną osobę. Z danymi osobowymi będziemy mieć do czynienia także np. w przypadku  służbowego adresu e-mail, który zawiera imię, nazwisko oraz miejsce pracy danego pracownika tłumaczy Piotr Zgierski.

Jak trwoga to do GIODO

W przypadku naruszeń związanych z przetwarzaniem i ochroną danych osobowych 44% ankietowanych szukałaby pomocy u Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO), natomiast 15% zadeklarowało, że zgłosiłoby sprawę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Aż 40% osób zapytanych przez PAYBACK nie wie dokąd zgłosić się w przypadku naruszeń w zakresie przetwarzania ich danych. Zaledwie 4% uczestników ankiety zgłosiło kiedykolwiek incydent dotyczący naruszenia danych osobowych. Wśród osób, które do tej pory nie miały okazji tego zrobić, najpopularniejszą odpowiedzią był brak wiedzy na temat tego, czy kiedykolwiek naruszono ich dane (64%) oraz w jaki sposób to zrobić (11%). W dalszej kolejności wymieniane były brak wiary w realny skutek takiego działania (11%) oraz zbyt duża ilość formalności (7%).

Wszelkie naruszenia związane z przetwarzaniem i ochroną danych osobowych, czyli np.  wyciek lub wykorzystanie danych przez administratora w celach marketingowych mimo, że nie był do tego uprawniony, należy zgłaszać do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, a od 25 maja do Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Jest to instytucja, która została powołana by stać na straży przestrzegania zasad przetwarzania danych przez administratorów i w ramach swoich uprawnień może wszcząć postępowanie kontrolne oraz nałożyć na administratora karę finansową wyjaśnia Piotr Zgierski.

Niechciane oferty handlowe utrapieniem

Nieprzyjemne sytuacje związane z niepożądanym wykorzystaniem danych osobowych spotkały aż 60% uczestników badania PAYBACK. Najczęściej wskazywanymi sytuacjami o takim charakterze są niechciane telefony (46%) oraz maile (13%) z ofertami handlowymi. Pomimo to 3/4 ankietowanych nigdy nie zdecydowało się wystosować do administratora bazy danych osobowych prośby o usunięcie swoich danych. Wśród powodów wymieniane są brak takiej potrzeby (54%) oraz brak wiedzy na ten temat (21%). Co czwarty respondent próbował interweniować w sprawie nadużycia, 18% badanych wielokrotnie korzystało z tego przywileju, natomiast 7% próbowało, ale ich prośba nie została spełniona.

W przypadku odbierania niechcianych ofert handlowych mamy prawo poprosić firmę, która się z nami kontaktuje o udzielenie nam informacji, jakie dane na nasz temat posiada, skąd je ma i na jakiej podstawie je wykorzystuje. Możemy też wnieść sprzeciw wobec przetwarzania naszych danych oraz zażądać ich usunięcia. RODO nie precyzuje w jakiej formie takie żądanie powinno zostać zgłoszone, tak więc wystarczająca może być forma ustna, o ile administrator jest w stanie zidentyfikować osobę, która z takim żądaniem występuje radzi Piotr Zgierski.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach od 15-18 stycznia 2018 r. metodą ankiety online na grupie 1441 osób. Grupa badawcza w wieku 16-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.