Kurs dolara najniżej od ponad 3 lat

Dolar jest najsłabszy do głównych walut od ponad trzech lat, co wygląda na powrót do tendencji z przełomu roku i trudno z tym walczyć. Słabość dolara pomaga euro rozruszać się przed decyzją EBC, wyciąga funta na poziomy niewidziane od czasu referendum ws. Brexitu, a jenowi pozwala zignorować przekaz Banku Japonii. Dziś PMI z Eurolandu, rynek pracy z Wielkiej Brytanii, inflacja z Nowej Zelandii.

W ciągu ostatnich 24 godzin skłonność inwestorów do wyprzedaży dolara nasiliła się, przyćmiewając wszystkie inne czynniki. Najlepiej widać to po USD/JPY, gdzie pomimo przekazu Banku Japonii, który już bardziej gołębi być nie mógł, negatywna reakcja jena trwała wyjątkowo krótko. Nawis długich pozycji spekulacyjnych w USD/JPY stał się niewygodny w obliczu słabości amerykańskiej waluty i kapitulacja inwestorów przeważa nad odreagowanie nieuzasadnionych spekulacji o szybszej normalizacji polityki pieniężnej.
Zachowanie USD/JPY w obliczu gołębiego BoJ może powiedzieć dużo o tym, co może czekać nas jutro podczas konferencji prasowej EBC. Jest niemal oczywiste, że prezes Draghi będzie gołębi i będzie starał się zatrzymać rajd EUR. EUR/USD wyrwał się ponad 1,23 i choć jutro możemy widzieć negatywną reakcję na słowa Draghiego, tak niewykluczone jest, że rynek szybko będzie szukał okazji do podkupienia EUR po promocyjnej cenie, dalej oczekując większej jastrzębiości od EBC w późniejszym terminie, a słabość USD jest wsparciem dla długich pozycji. Dziś w kalendarzu z Eurolandu styczniowe indeksy PMI, które tylko przypomną o solidnym tempie ekspansji gospodarczej.

GBP/USD wybił się ponad 1,40 i jest najwyżej od czasu referendum w sprawie Brexitu. Uważam, że więcej jest tutaj słabości dolara, co czynniki funta relatywnie przewartościowanym. Niedługo ruszają rozmowy Londynu z Brukselą w kluczowym temacie relacji handlowych, co stanowi jeden wielki powód do sporu. W ostatnich dniach głośno zrobiło się o norweskiej opcji Brexitu, tj. Wielka Brytania przyjęłaby warunki, na jakich Norwegia korzysta z jednolitego rynku europejskiego. Oznaczałoby to wpłaty do budżetu unijnego i przyjęcie bez sprzeciwu zasad, regulacji i standardów dot. handlu. Dodatkowo mieszkańcy UE mogą bez ograniczeń mieszkać i żyć na Wyspach. Taka forma „łagodnego Brexitu” może być szczytem tego, co może ugrać Theresa May, a z drugiej strony rozsierdzi to wielu zwolenników Brexitu. Stąd wciąż pozostaję sceptyczny do trwałości umocnienia GBP. Dziś mamy raport z rynku pracy. Trendy na rynku pracy są pozytywne, co pomoże w utrzymaniu najniższej do lat 70. stopy bezrobocia. Efekty bazy w postaci skoku wynagrodzeń w listopadzie 2016 r. mogą zablokować poprawę w rocznej dynamice wynagrodzeń.

Wieczorem poznamy odczyt CPI za IV kw., a dotychczasowe dane z gospodarek rozwiniętych podnoszą prawdopodobieństwo silnego odczytu. Przy względnie łagodnych oczekiwaniach rynku wobec polityki RBNZ (podwyżka dopiero w listopadzie), dobre dane mogą obudzić spekulacje o wcześniejszej reakcji banku centralnego. NZD/USD dziś wyznacza nowe czteromiesięczne szczyty, ale tak samo, jak w powyższych przypadkach, więcej tutaj słabości USD i kiwi wciąż ma pole do zyskania na własnych fundamentach.
Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prognozy dla walut: Australii, Nowej Zelandii oraz Japonii

Wybierając się w podróż do Australii, Nowej Zelandii lub Japonii warto zakupić lokalną walutę tych państw w pierwszym kwartale 2018 roku. Później może być drożej.

Dolar australijski (AUD) umacniał się przez większą część minionego roku. W relacji do dolara amerykańskiego wzrósł do najwyższego poziomu od dwóch i pół roku, co było związane ze wzrostem cen surowców. We wrześniu nadeszło osłabienie, a waluta do połowy grudnia straciła sporą część zysków (Wykres 1), osłabiając się z powodu powrotu gołębiego tonu ze strony Banku Rezerwy Australii (RBA).

Wykres 1: Kurs AUD/USD (styczeń ’17-styczeń ’18)

Kurs AUD USDźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Spadek inflacji oraz gołębie komentarze ze strony Banku Rezerwy Australii sprawiły, że rynki finansowe nie oczekują żadnych podwyżek stóp procentowych w 2018 r. Mimo, iż perspektywy dotyczące utrzymywania stabilnej polityki monetarnej w przewidywalnej przyszłości ograniczają potencjał umocnienia waluty, oczekiwany wzrost cen surowców – których eksport stanowi około 70% wartości australijskiego eksportu – powinien wspierać dolara australijskiego. W związku z oczekiwanym przez nas balansowaniem się tych dwóch czynników spodziewamy się, że dolar australijski w relacji do dolara amerykańskiego będzie dość stabilny, w naszej opinii powinien znaleźć się jednak nieco poniżej obecnego poziomu. Według naszych prognoz kurs AUD/PLN na koniec pierwszego kwartału br. powinien wynosić 2,75 a na koniec roku 2,8.

Stabilizacja w Nowej Zelandii

Dolar nowozelandzki (NZD) z końcem lipca doświadczył ostrej deprecjacji, w listopadzie obniżając się do najniższego poziomu od półtora roku w relacji do dolara amerykańskiego (Wykres 2). Brak chęci podwyżek stóp procentowych ze strony Banku Rezerwy Nowej Zelandii (RBNZ), jesienne umocnienie USD oraz ostry spadek globalnych cen nabiału, do którego doszło w październiku sprawiły, iż na przestrzeni ostatnich czterech miesięcy ubiegłego roku, do połowy grudnia, nowozelandzka waluta straciła niemal 10% wartości w relacji do dolara amerykańskiego.

Wykres 2: Kurs NZD/USD (styczeń ’17-styczeń ’18)

Kurs NZD USDźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Ton ostatnich komentarzy ze strony RBNZ utwierdza nas w przekonaniu, iż w najbliższej przyszłości (prawdopodobnie do 2019 r.) bank centralny będzie utrzymywał referencyjną stopę procentową na niezmienionym poziomie. Perspektywa kontynuacji stabilizacji w polityce monetarnej prowadzonej przez Bank Rezerwy Nowej Zelandii oraz jednocześnie rosnące stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych powinny przyczynić się do umiarkowanej deprecjacji dolara nowozelandzkiego w relacji do dolara amerykańskiego oraz następującej po niej stabilizacji. Główne ryzyko dla naszej prognozy stanowiłby szybszy od oczekiwanego spadek cen nieruchomości w Nowej Zelandii. Jednak w naszej opinii utrzymywanie się stóp procentowych na bardzo niskim poziomie sprawia, że prawdopodobieństwo zmiany tego typu jest niskie. Prognozujemy, że kurs NZD/PLN na koniec pierwszego kwartału br. powinien wynosić 2,45 a na koniec roku 2,5.

Nowa sytuacja w Japonii

Japoński jen (JPY) przez większość minionego roku pozostawał w widełkach 110-115 (Wykres 3). Jen we wrześniu umocnił się do najwyższego poziomu od dziesięciu miesięcy, jednak od tamtej pory tracił, co związane było m.in. ze zwycięstwem premiera Shinzo Abe w październikowych wyborach powszechnych.

Wykres 3: Kurs USD/JPY (styczeń ’17-styczeń ’18)

Kurs USD JPYźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Biorąc pod uwagę komunikację ze strony Banku Japonii oraz utrzymującą się słabość inflacji, a także wynik japońskich wyborów powszechnych, jesteśmy zdania, że bank centralny powinien utrzymać swoje agresywnie gołębie stanowisko w 2018 r. W związku z tym spodziewamy się deprecjacji jena japońskiego w relacji do dolara amerykańskiego. Według naszych prognoz kurs JPY/PLN na koniec pierwszego kwartału br. powinien wynosić 3,10 a na koniec roku 3,15.

Autorzy: Analitycy Ebury (Matthew Ryan, Enrique Diaz-Alvarez, Roman Ziruk)

Jedno z największych e-sportowych wydarzeń w Europie odbędzie się w Polsce. Cyfrowym sportem są zainteresowani bukmacherzy

Jedno z największych e-sportowych wydarzeń w Europie odbędzie się w Polsce. Cyfrowym sportem są zainteresowani bukmacherzy 1

Największe wydarzenie e-sportowe w Polsce i jedno z największych w Europie odbędzie się na przełomie lutego i marca w Katowicach. Cyfrowy sport jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się współcześnie rynków. Na początku 2018 roku prawa do transmisji zmagań największych lig e-sportowych przejął serwis społecznościowy Facebook, co może się okazać dużym krokiem w rozwoju e-sportu. Potencjał e-sportu dostrzegają także bukmacherzy.

– W Polsce funkcjonuje kilka lig, które skupiają drużyny e-sportowe. Odbywają się różne wydarzenia o randze lokalnej i krajowej, które skupiają graczy mierzących się w różnych dyscyplinach e-sportowych. Z roku na rok rośnie liczba różnego rodzaju wydarzeń, tworzonych z myślą o cyfrowych sportowcach, widzimy w tym potencjał – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Borkowski z STS Zakłady Bukmacherskie.

W ostatni weekend lutego i pierwszy weekend marca katowicki Spodek stanie się areną rozgrywek największego e-sportowego turnieju w Polsce i jednego z największych w Europie. Ubiegłoroczna edycja Intel Extreme Masters przyciągnęła do Katowic 173 tys. osób – dowiadujemy się z najświeższego raportu „An Overview of Esports in Europe”, dostarczanego przez firmę badawczą Newzoo. W tym roku organizatorzy spodziewają się jeszcze większej widowni.

Sektor e-sportowy może w najbliższym czasie stać się w pełni dojrzałym rynkiem. Według specjalistów z Newzoo mają o tym zadecydować dwa najbliższe lata i szereg czynników, takich jak sukces lokalnych lig czy pojawienie się nowych formatów gier. Rynek ten w 2020 roku może być warty nawet 2,4 mld dol. W 2017 roku przychody z e-sportu wyniosły w skali światowej 660 mln dol., z czego 32 proc. wypracowano w Europie. Istotnym graczem jest również Polska.

 Rynek e-sportu w Polsce, tak jak na całym świecie, rośnie bardzo dynamicznie. Jest to młoda branża, która dopiero się rozwija, w związku z tym rzeczywiście tempo, dynamika wzrostów są jak na razie bardzo imponujące i myślimy, że nadal tak pozostanie. W Polsce przychody na tym rynku sięgają już kilkudziesięciu milionów dolarów rocznie – mówi przedstawiciel STS.

E-sportem zainteresowani są również najwięksi gracze działający w sektorze mediów społecznościowych. Transmisje z e-sportowych rozgrywek są coraz popularniejsze wśród światowej widowni, co dostrzegł portal Facebook. Od 2018 r. będzie on głównym partnerem wiodącej na świecie platformy ESL Play z prawami do transmisji zawodów w ramach lig CS: Global Offensive Pro League i ESL One. Dotychczas transmisje odbywały się na portalu YouTube.

Rosnące zainteresowanie odbiorców taką formą rozrywki i wzrastające w dwucyfrowym tempie przychody z branży ściągają na nią również uwagę bukmacherów, którzy zarówno inwestują w sponsoring e-sportu, jak i umożliwiają obstawianie wyników cyfrowych potyczek turniejowych. Polski e-sport rozwija się najszybciej w Europie.

– Polska jest w połowie światowej stawki, jednak dynamika wzrostów jest rzeczywiście spora. Jesteśmy najszybciej rozwijającym się rynkiem w Europie w dziedzinie e-sportu. Widzimy bardzo dużą szansę na naszą obecność na tym rynku – twierdzi Łukasz Borkowski.

Odporne na warunki atmosferyczne wzmacniacze WiFi zapewnią dostęp do sieci na zewnątrz budynków. Z rozwiązania mogą korzystać użytkownicy prywatni oraz firmy

Odporne na warunki atmosferyczne wzmacniacze WiFi zapewnią dostęp do sieci na zewnątrz budynków. Z rozwiązania mogą korzystać użytkownicy prywatni oraz firmy 2

Zbudowanie sieci bezprzewodowej w domu zwykle opiera się na urządzeniu sieciowym zwanym routerem. Zapewnienie łączności WiFi na zewnątrz budynku jednak rodzi problem. Rozwiązaniem są satelity urządzenia wzmacniające sygnał, które można rozmieścić w zasięgu routera. Na rynku pojawiły się tego typu urządzenia, które jednocześnie są odporne na warunki atmosferyczne. Rozwiązanie skierowane jest zarówno do domu, jak i do biznesu, czy administracji publicznej.  

– Orbi to sieć bezprzewodowa meshowa co oznacza, że możemy użyć jednego routera i kilku satelitów do tego, żeby zbudować sieć w małej lub większej przestrzeni, w domu czy hali produkcyjnej – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Maciej Kaczmarek z firmy Netgear.

W skład systemu Orbi wchodzą router oraz kilka łączących się z nim satelitów – wzmacniaczy sygnału, które rozmieszcza się w zasięgu routera. Takie rozwiązanie pozwala na proste i szybkie zbudowanie bezprzewodowej sieci zarówno na małej, jak i większej powierzchni. Rozwiązanie ma zapewnić silny sygnał WiFi w każdym zakątku domu czy firmy.

Router WiFi łączy się z umieszczonymi np. w gniazdkach elektrycznych satelitami za pomocą opatentowanej technologii trójpasmowej, która ma zapewnić przepustowość niezbędną do strumieniowego przesyłania materiałów w jakości 4K, czy łączenia się z wieloma urządzeniami jednocześnie. Nowe satelity odporne są na warunki atmosferyczne, takie jak mróz, śnieg, deszcz, pył czy słońce. Pozwalają zbudować bezprzewodową sieć także na zewnątrz.

– Jest to rozszerzenie naszej sieci, którą mamy w domu, biurze czy hali magazynowej, na zewnątrz. Może to być przestrzeń parkingowa, przestrzeń magazynowania przedmiotów, duży ogród z basenem czy przystań jachtowa, pomysłów jest tak wiele jak potrzeb. To jeden duży system sieci bezprzewodowej – mówi ekspert.

Aby rozbudować swoją sieć bezprzewodową, do routera można podłączyć kolejne satelity. Według zapewnień producenta, dodanie kolejnych urządzeń nie powoduje utraty prędkości i zasięgu. System można konfigurować za pośrednictwem dedykowanej aplikacji, dostępnej na smartfony z systemami iOS i Android. Pozwala ona m.in. zarządzać ustawieniami WiFi, wyświetlić listę połączonych urządzeń, przeprowadzić test szybkości czy ustawić oddzielny dostęp do sieci dla gości. Podstawowy zestaw router  i satelita, które łącznie pokryją bezprzewodową łącznością do 325 m2 to koszt ok. 1200 zł. Każdy kolejny satelita zwiększa zasięg o ok. 180 m2. Koszt jednego satelity oscyluje w granicach 600 zł.

Sieć bezprzewodowa stworzona za pośrednictwem rozwiązania Orbi może posłużyć nie tylko do udostępniania Internetu. Po podłączeniu do sieci dedykowanych kamer IP, można bez konieczności tworzenia skomplikowanych konfiguracji stworzyć sieć monitoringu i zabezpieczyć dom lub miejsce pracy.

– Dzięki zbudowanej sieci bezprzewodowej, możemy również zewnętrzne i wewnętrzne kamery powiesić w każdym miejscu w domu i ogrodzie, na ogrodzeniu czy garażu. Mamy możliwość zbudowania sieci bezprzewodowej razem z monitorowaniem, czujnikami ruchu oraz podczerwienią, czyli nocnym widzeniem – mówi Maciej Kaczmarek.

Jak wynika z prognoz SNS Research, globalny rynek infrastruktury sieci bezprzewodowych będzie rosnąć średniorocznie o 2 proc. w najbliższych latach. W 2020 roku ma osiągnąć wartość 56 mld dol.

Młode firmy IT szukają sposobów rozwoju na rynku. Dla niektórych rozwiązaniem może się okazać połączenie technologii blockchain z internetem rzeczy

Młode firmy IT szukają sposobów rozwoju na rynku. Dla niektórych rozwiązaniem może się okazać połączenie technologii blockchain z internetem rzeczy 3

W Polsce działa już w branży IT 2700 start-upów technologicznych. Coraz więcej z nich poszukuje innowacyjnych rozwiązań technologicznych. Ich polem działania są przede wszystkim technologie informacyjne związane z internetem. Przyszłość tego sektora, zdaniem specjalistów, leży w połączeniu technologii blockchain z internetem rzeczy. Największym wyzwaniem dla młodych firm jest komercjalizacja swoich pomysłów.

– Najszybciej rozwijają się technologie cyfrowe, online w modelu SaaS tj. Software as a Service, e-commerce, marketplace, start-upów i inne, które oferują różnego rodzaju aplikacje oparte np. o analizę big data powstaje bardzo dużo. Rozwiązań hardware’owych też jest sporo, natomiast dużo trudniej jest wpaść na taki pomysł i mieć odpowiednie kompetencje w zespole start-upowym, by wejść z nimi na rynek – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Magdalena Jabłońska z Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej.

W Polsce działa około 2700 start-upów w branży technologii informacyjnej (IT) i teleinformatyki (ICT), wynika z danych fundacji Startup Poland. Liczba ta systematycznie rośnie z roku na rok. Zmienia się natomiast nieco ich charakter. Coraz więcej młodych firm stawia na rozwiązania innowacyjne. ­­

Jak wynika z raportu NCBiR „Komercjalizacja badań naukowych: Spojrzenie inwestorów i naukowców”, tylko 18 proc. badanych naukowców z powodzeniem zakończyło komercjalizację swoich badań. Ponad 40 proc. wykonało podobne próby, ale nie doczekało się widocznych efektów ani wymiernych zysków finansowych. W branży technologicznej o komercjalizację jest niezwykle trudno.

– Start-up technologiczny ma swoją określoną definicję, to nie jest po prostu mikrofirma. To firma, która ma potencjał do szybkiego skalowania, odnalezienia modelu biznesowego, który zapewni firmie rozwój i wzrost przychodów nieskorelowany z równie szybkim wzrostem kosztów. Trudność w rozwijaniu start-upów polega na tym, żeby zespół potrafił skomercjalizować innowację technologiczną na rynku – mówi Magdalena Jabłońska.

Według raportu firmy badawczej Research and Markets globalny rynek technologii blockchain ma wzrosnąć do 6 mld dol. do 2023 roku. Prognozowane wzrosty w najbliższych latach mają średniorocznie oscylować w granicach 50 proc.

– Jest coraz więcej rozwiązań głęboko technologicznych w obszarze medycyny, przemysłu, rozwiązań dla instytucji finansowych czy rolnictwa. Tego typu rozwiązania wyznaczają trendy i mają szansę zmienić obraz tych branż. Dzisiaj najgłośniej jest m.in. o technologiach takich jak IoT czy blockchain. Połączenie blockchain z internetem rzeczy to przyszłość wielu sektorów – twierdzi ekspertka.

Blockchain to system do zatwierdzania, przesyłania i przechowywania informacji o transakcjach zawartych w sieci. Transakcje układane są w łańcuch bloków (stąd nazwa „blockchain”), w którym zmiana danych transakcji w jednym bloku zmienia wszystkie bloki (co stanowi o bezpieczeństwie i pewności danych zawartych w blokach blockchain). Bardzo dynamiczny rozwój tego segmentu odzwierciedla się także w Polsce.

IMiGW: Klimat na Ziemi ulega zmianom. Czeka nas coraz więcej takich zjawisk jak gwałtowne burze, powodzie czy gwałtowne deszcze

IMiGW: Klimat na Ziemi ulega zmianom. Czeka nas coraz więcej takich zjawisk jak gwałtowne burze, powodzie czy gwałtowne deszcze 4

Klimat na Ziemi ulega zmianom. Takie zjawiska pogodowe jak śnieg na Saharze czy gwałtowne zimy w Stanach Zjednoczonych mogą się zdarzać coraz częściej. Zmiany zauważalne są także w Polsce. Zimy są mniej śnieżne i coraz cieplejsze, z kolei latem występuje więcej gwałtownych zjawisk, takich jak burze czy powodzie. Metamorfoza klimatu związana jest z efektem cieplarnianym i zmianą składu atmosfery, przede wszystkim ze zwiększeniem w niej ilości dwutlenku węgla i metanu.

– Zmiany klimatu, które zachodzą, są związane ze zmianą składu atmosfery, z efektem cieplarnianym. Mówiąc precyzyjniej, z wpływem człowieka na efekt cieplarniany. W okresie zimowym widzimy, że podnosi się temperatura powietrza, w okresie letnim, że zwiększa się ilość bardzo gwałtownych zjawisk, przyczyna jest ta sama – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Michał Kowalewski, klimatolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Jak wynika z raportu „Stan klimatu” amerykańskiej agencji NOAA (Narodowa Agencja Badania Oceanu i Atmosfery), w 2016 roku globalne temperatury na powierzchni Ziemi były najwyższe od 137 lat. Podobnie było w przypadku temperatury wody mórz i oceanów. Wartości te były wyższe o 0,45˚–0,56˚C w porównaniu do średniej z okresu 1981–2010. Co więcej, poziom gazów cieplarnianych rósł szybciej niż w jakimkolwiek innym roku. Na przykład stężenie dwutlenku węgla po raz pierwszy przekroczyło 400 ppm (części na milion).

Na początku 2018 roku na Saharze, największej i najgorętszej pustyni na Ziemi, spadł śnieg. Chociaż zjawisko to z pozoru wydaje się bardzo osobliwe, to śnieg na afrykańskiej pustyni spadł trzeci raz w ciągu ostatnich 40 lat. W grudniu 2016 r. nieduża pokrywa śnieżna utrzymywała się na części pustyni przez dzień, podczas gdy w 1979 roku algierskie miasto Ain Sefra nawiedziła półgodzinna burza śnieżna. Tego typu zjawiska mogą się pojawiać coraz częściej.

– Opad śniegu na Saharze nie jest zjawiskiem, które wystąpiło po raz pierwszy, którego nigdy wcześniej nie było. Natomiast faktycznie są to zjawiska, które nie zdarzają się co roku, w związku z tym są dla nas zaskakujące. To, że na Saharze temperatura spada w nocy poniżej 0 stopni jest zjawiskiem normalnym, występującym od zawsze, regularnie – wyjaśnia ekspert.

Zmiany klimatu wiążą się m.in. z wpływem człowieka na efekt cieplarniany oraz zmianami składu atmosfery. Od pewnego czasu obserwuje się wzrost ilości dwutlenku węgla i metanu w atmosferze. Jak przyznaje klimatolog, z roku na rok będzie coraz mniej śnieżnych zim, będą one także krótsze. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku lata. Temperatura w lecie nie będzie wzrastać, natomiast pojawi się coraz więcej groźnych zjawisk pogodowych, takich jak gwałtowne burze.

– Klimat na Ziemi ulega zmianom. Na przełomie wieków, mniej więcej 20 lat temu, mówiliśmy o ociepleniu klimatu. Teraz wiemy, że zjawiska te są dużo bardziej skomplikowane, że ocieplenie jest tylko jednym z objawów zmian klimatu. Zimy są zdecydowanie cieplejsze, temperatura w okresie letnim nie wzrasta tak szybko jak w okresie zimowym, za to mamy dużo więcej gwałtownych zjawisk typu gwałtowne burze, kilkukrotne powodzie czy gwałtowne deszcze – twierdzi klimatolog IMGW.

Polska lekkość bytu. Oszczędzają bogaci, a my wydajemy

Od 2011 r. nadal więcej wydajemy niż oszczędzamy, wspomagając się przy tym kredytami i pożyczkami. Jako społeczeństwo dopiero zaczynamy odkładać z bieżących pensji. Polska znajduje się na końcu zestawienia krajów OECD pod względem oszczędności. Jeśli chodzi o poziom zamożności od tych naprawdę bogatych dzieli nas przepaść.

Choć zgodnie z danymi GUS, w 2016 roku stopa oszczędności w naszym kraju zwiększyła się, osiągając 3,6 proc, to w porównaniu do reszty krajów Unii Europejskiej, wypadamy dużo gorzej. O ile średnia dla państw UE wynosi prawie 11 proc. to Niemcy mogą się pochwalić ponad 17 proc. wynikiem.

Nie najlepiej wypadamy również pod względem zamożności. Choć po kryzysie finansowym w 2008 r. przyjęło się, że Grecja to biedny kraj, mieszkańcy tego kraju są całkiem dobrze usytuowani. Według Eurostatu, pod względem zamożności (majątek trwały plus pozycja inwestycyjna netto), przeciętny Grek ma 34,7 tys. euro i jest na szarym końcu strefy euro. Mimo to, wyprzedza on o kilka długości statystycznego Kowalskiego, którego stan posiadania wynosi 8,2 tys. euro. Dodajmy, że jest to ostatnie miejsce wśród krajów UE, wyłączając najpóźniej przyjęte Rumunię, Bułgarię i Chorwację. Co więcej, w Niemczech wartość aktywów rzeczowych i finansowych wynosi 126,7 tys. euro na mieszkańca. A przed Niemcami są jeszcze Holendrzy, Szwedzi, Austriacy, Duńczycy i Luksemburczycy.

Oszczędny jak Czech

Z państw regionu wyprzedzili nas Czesi. Z aktywami wartymi ponad 50 tys. euro znaleźli się przed Irlandczykami i Portugalczykami, a w zasięgu wzroku mają Brytyjczyków. Nasi sąsiedzi zapewnili sobie tak wysoką pozycję oszczędnością i zapobiegliwością. Według danych OECD, co roku Czesi odkładają 6-8 proc. dochodu do dyspozycji. Daje im to miejsce w czołówce najbardziej oszczędnych krajów należących do tej organizacji.

Również nasi zachodni sąsiedzi, nie bez kozery stawiani są za wzór gospodarności. Jak wynika z badań, Niemcy chowają do skarpety co 10. euro. Wysoką stopą oszczędności, rzędu 15 proc., mogą pochwalić się także Szwedzi. Z kolei najwięcej z wolnych środków odkładają Szwajcarzy – nawet w granicach 20 proc. rocznie.

Gdzie w tym zestawieniu znalazła się Polska? Znowu pod koniec stawki. Znajdujemy się w grupie krajów, które nie tylko nic nie odkładają, ale żyją na kredyt. Według danych OECD, od 2011 r. do 2016 r. stopa oszczędności w Polsce była ujemna. Zgodnie z szacunkami dopiero w 2017 roku odłożyliśmy coś na później. Mowa o symbolicznym 0,11 proc. dochodu do dyspozycji. Nieznacznie lepiej ma być w tym roku, kiedy na oszczędności przeznaczymy 0,18 proc. wolnych środków.

Chudsza emerytura

Oprócz oszczędności bieżących, nie najlepiej wygląda w Polsce sytuacja z oszczędnościami emerytalnymi. Według najnowszej edycji raportu BGŻOptima „Polak Oszczędny” 39 proc. badanych w ogóle nie oszczędza na emeryturę. Więcej niż co trzeci przeznacza na ten cel maksymalnie 10 proc. miesięcznych dochodów.

Jak podaje OECD jesteśmy jednym, z nielicznych krajów na świecie, który w latach w 2006-2016 odnotował spadek emerytalnych oszczędności w stosunku do PKB. Jedenaście lat temu stanowiły one 11,1 proc. produktu krajowego brutto, a przed rokiem 9,3 proc.

Średnia dla OECD wynosi 49,6 proc. (wzrost z 36,8 proc. w 2006 r.). Oprócz nas, spadek zaliczyła Irlandia, ale tutaj poduszka oszczędności jest niemała (38,6 proc. w 2016 r. i 47,4 proc. w 2006 r.). Podobnie Portugalia, która znalazła się prawie na naszym poziomie jeśli chodzi o relację funduszy emerytalnych do PKB (14,5 proc. w 2006 r., 10,8 proc. w 2016 r.) oraz Węgry, które mają jeszcze cieńsza poduszkę emerytalną niż Polska – 4,3 proc. (9,6 proc. przed kryzysem).

– W Polsce zdolność do oszczędzania dopiero się wykształca. Wynika to z braku wyrobionych nawyków do oszczędzania i dużej skłonności do realizowania potrzeb konsumpcyjnych. Jesteśmy społeczeństwem, które nadrabia zaległości po czasach PRL – mówi Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima. – Mamy cały czas duże potrzeby konsumpcyjne, mieszkaniowe a  niekoniecznie myślimy o inwestycjach czy oszczędnościach. Jednak obserwujemy poprawę, bo po raz pierwszy od 5 lat istotnie zwiększyła się stopa oszczędności polskich gospodarstw domowych. Rosnące wynagrodzenia i dobra sytuacja na rynku pracy powinny sprzyjać wzrostowi stopy oszczędności – dodaje.

Polskie przedsiębiorstwa coraz częściej wegetują, bez perspektyw na wzrost marż

Euler Hermes, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności w 2017 roku. W całym minionym roku w oficjalnych źródłach (Monitor Sądowy i Gospodarczy) opublikowano łącznie 900 przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw, co oznacza wzrost o 12% w stosunku do roku 2016. Na czele sektorów windujących tak wysoki wzrost znajdują się transport, a także usługi i produkcja. Chociaż sektor budownictwa nie odnotował wzrostu liczby upadłości w 2017 r., spowodował on kłopoty wielu dostawców i firm usługowych – w efekcie tego firmy związane z budownictwem stanowiły 40% niewypłacalności. Ponadto wiele wskazuje, iż problemy sektora budownictwa mogą powrócić w 2018 roku.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkują upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

  • 12% wzrost liczby niewypłacalności polskich firm w 2017 roku, wobec 8% w roku 2016. Główny problem firm rzutujący na wydłużające się terminy płatności to brak poduszki powietrznej spowodowanej niskimi marżami.
  • Niewypłacalności w transporcie wzrosły o 43%. Sektor oczyściły międzynarodowe regulacje prawne, stałe problemy z transportem na wschód oraz wyniszczająca walka o klienta objawiająca się koniecznością inwestycji w jakość obsługi, a z drugiej strony niska marża.
  • Rosnące w siłę sieci handlowe wypierają mniejszych handlowców, jak również wywierają presję cenową na producentach.
  • Rok 2017 był względnie spokojny dla większych wykonawców infrastrukturalnych. Kłopoty mogą powrócić w 2018 roku, gdy projekty przejdą z fazy projektowej w fazę wykonawczą i napotkają wiele związanych z tym czynników (wahania cen materiałów budowlanych, kłopoty z ich dowozem, wzrost płac, opóźnienia, problemy z podwykonawcami, błędy w projektach etc.).

W 2017 roku ogłoszono niewypłacalność 900 firm w PolsceŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Podstawowym problemem przedsiębiorców są wydłużające się terminy płatności i rosnące zatory płatnicze. Wielu firmom w Polsce w minionym roku nie udało się wytworzyć wystarczającej poduszki finansowej, by móc przetrwać ewentualne problemy. Coraz częściej mamy więc do czynienia z wegetacją, niż z rozwijaniem biznesu.

Obecny w kluczowych sektorach marazm generuje wysokie ryzyko niewypłacalności w 2018 roku, gdy rynek odbiorców może się załamać lub co bardziej prawdopodobne wzrosną stopy procentowe, a tym samym koszt obsługi długu.

W 2017 roku ogłoszono niewypłacalność 900 firm w Polsce 2Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Transport otrzymał ciosy z każdej niemal strony – sytuacja geopolityczna, międzynarodowe regulacje prawne, wzrost wymagań klientów wobec innowacji, a w efekcie wysoka konkurencja i niskie marże.

Transport, przy spadku liczby niewypłacalności, jaki odnotował w 2016 roku (49% w stosunku do 2015 roku), osiągnął wysoki, bo 43% wzrost liczby przypadków niewypłacalności w 2017 roku. Po latach szybkiego rozwoju branży transportowej nastąpił czas stagnacji. Wpływ na sytuację sektora miało wiele czynników, występujących w ciągu ostatnich kilku lat. m in. zmiany geopolityczne, w tym zamknięcie niektórych rynków, spowolnienie eksportu na rynki wschodnie, rosnące ceny paliw, spadek cen za usługi transportowe oraz nowe regulacje prawne. – Dla wielu polskich firm transportowych, które zbudowały swoją potęgę po wejściu Polski do Unii Europejskiej na niskich kosztach, nowe regulacje mają fundamentalne znaczenie i mogą znacząco wpłynąć na ich działalność a nawet – w przypadku firm mniejszych – stanowić o ich przetrwaniu. To głównie nowe regulacje w przepisach międzynarodowego transportu dotyczące stawek minimalnych, zwiększająca się ilość zagranicznych kontroli dodatkowo obciążą rachunek przedsiębiorców – wskazuje Tomasz Starus, Członek Zarządu ds. oceny ryzyka w Euler Hermes A pamiętajmy, że firmy transportowe to często jednoosobowe działalności gospodarcze, w których przypadku problemy płatnicze stają się przyczyną upadku firmy. Nie zapominajmy również, iż wysoka konkurencja wywołała efekt bardzo niskich marż, które wciąż ulegają obniżeniu, przez co część firm najzwyczajniej przestała zarabiać.

Kolejnym punktem w liście problemów sektora jest cyfryzacja stawiająca przed TSL nowe wyzwania, jeśli chodzi o jakość, szybkość, czy dostępność. To wymaga otwartości na innowacje, co powinno skutkować wzrostem nakładów na inwestycje. Przedsiębiorstwa mocno więc obciążają swój budżet wiedząc, że brak nowoczesnych rozwiązań technologicznych może przełożyć się na spadek liczby kontrahentów.

Sektor zmaga się także z typowym efektem domina, gdyż problemy, które mocno dotknęły branże detaliczną, czy budowlaną w sposób naturalny przeniosły się także na sektor usługowy, w tym na TSL.

Handel i produkcja przyduszone rosnącą pozycją sieci handlowych.

Liczba firm tracących płynność finansową w produkcji, jak i handlu jest stosunkowo wysoka. Problemy odczuli producenci żywności, zdominowani przez sektor dystrybucyjny opanowany przez sieci handlowe. Mniejsi handlowcy również nie zaliczą 2017 roku do udanych.

W dystrybucji sieci handlowe i dyskonty przewyższyły liczbą małe sklepy, które to chcąc obecnie konkurować cenowo również łączą się w sieci zakupowe lub działają w ramach programów afiliacyjnych. Sieci będąc dużym graczem zyskały mocniejszą pozycję przetargową, co wymusiło na dużo liczniejszej grupie producentów większą konkurencję, głównie cenową. Z drugiej strony, mniejsze sklepy konkurujące z dyskontami, które wciąż działają samodzielnie nie są w stanie zaoferować lepszych cen, przez co mają mniejszy zbyt, a to bezpośrednio wpływa na ich lokalnych, mniejszych dostawców.

– Problematyczną sytuację w handlu i pośrednio w produkcji, tylko w małym stopniu zahamowała konsumpcja napędzona programami socjalnymi, głównie 500+. Niestety to za mało, by hurtownicy i dostawcy zwiększyli rentowność. Większej szansy wyczekiwałbym we wzroście inflacji, która pozwoliłaby podnieść marże dystrybutorom. – mówi Tomasz Starus.

Dla wykonawców budowlanych może nadejść trudny czas. W tej chwili cierpią przede wszystkim dostawcy.

Pomimo, iż liczba niewypłacalności polskich firm budowlanych wzrosła o 1%, to łączna liczba firm związanych z budownictwem – wykonawców, jak i producentów, hurtowników oraz usługodawców – stanowi aż 35-40% ogólnej liczby niewypłacalności. Dzieje się tak z prostego powodu – to dostawcy często finansują kredytem handlowym wiele inwestycji. Z drugiej strony największe inwestycje właśnie kończą fazę projektową, więc ich realizacja i finansowanie ruszy dopiero w 2018 roku i kolejnych latach. I wówczas to mogą pojawić się duże problemy.

– Projekty budowlane w Polsce będą realizowane w pośpiechu, ponieważ termin jest istotnym parametrem, który może poprawić wynagrodzenie wykonawców. Będą oni chcieli ukończyć projekty jak najszybciej, ale finansowo i fizycznie mogą nie być w stanie tego dokonać. Wiele będzie zależeć od postawy zamawiających, głównie GDDKiA, PKP oraz samorządów. Co prawda kontrakty podpisywane w ostatnich latach pozwalają na dostosowanie wynagrodzenia wykonawcy do rosnących kosztów materiałów budowlanych, czy też robocizny, w praktyce oznacza to jednak konieczność każdorazowego wchodzenia w proces negocjacji z zamawiającym. To z kolei w znaczącej liczbie przypadków kończy się ścieżką sądową z tytułu wyegzekwowania dopłat za ponadstandardowy wzrost kosztów. Biorąc pod uwagę, jak niskie są marże w dużych kontraktach infrastrukturalnych, jak ogromny kapitał trzeba zaangażować w ich wykonanie, można przypuszczać, że mniejsi wykonawcy mogą nie dotrwać do pozytywnego rozstrzygnięcia – wskazuje Członek Zarządu Euler Hermes ds. oceny ryzyka i dodaje – Do tego dojdzie problem z presją cenową spowodowaną niedoborem pracowników oraz split payment, które negatywnie wpłyną na bieżącą płynność wielu podmiotów. Spodziewamy się zatem kolejnych upadłości, a w konsekwencji możliwych opóźnień w wielu kontraktach.

Euler Hermes nie spodziewa się jednak, że rok 2018 będzie powtórką roku 2012. Wówczas to upadło wiele dużych podmiotów, zaskoczonych trybem i tempem rozliczania kontraktów, akceptowania aneksów na roboty dodatkowe, zmianę kosztów, itd. Obecnie, przynajmniej część największych graczy na rynku dużo lepiej jest przystosowana do współpracy z publicznymi zamawiającymi, a i strona publiczna dostosowała swoje działania do realiów rynku.

Znaczącym prawdopodobieństwem niewypłacalności zagrożone mogą być mniejsze podmioty, które nie zdołały zbudować poduszki finansowej oraz stabilnego strumienia finansowania, by podołać tym wszystkim gwałtownym zmianom.

Najbardziej ucierpiało rozwinięte Mazowsze (wzrost o 44%) oraz województwa Polski północnej

W 2017 roku ogłoszono niewypłacalność 900 firm w Polsce 3Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Oprócz branżowego charakteru mapy niewypłacalności (największego wzrostu ich liczby w województwach, gdzie skupione są branże z największa ich liczbą – jak usługi i handel w woj. mazowieckim) warto porównać mapę niewypłacalności za 2017 rok z ta wcześniejszą o rok. Widać, iż województwa z obecnie największym wzrostem liczby niewypłacalności o rok wcześniej były na przeciwnym krańcu skali – przodowały w spadku ich liczby. Można więc powiedzieć iż w dłuższej perspektywie liczba niewypłacalności, trendy w tym względzie ulegają wyrównaniu.

Coraz lepsza sytuacja Kolei Mazowieckich. Zakup nowych pociągów za ponad 2 mld zł to największe zamówienie w historii polskiej kolei

Coraz lepsza sytuacja Kolei Mazowieckich. Zakup nowych pociągów za ponad 2 mld zł to największe zamówienie w historii polskiej kolei 5

Koleje Mazowieckie zainwestowały 2,2 mld zł w zakup 71 pociągów od firmy Stadler. To największe zamówienie w historii polskiej kolei. Od kilku lat KM są drugim przewoźnikiem kolejowym w Polsce. Obecnie wożą pasażerów 317 składami, po inwestycji będzie ich już 388. Więcej pojazdów oznacza większą częstotliwość kursowania. Nowe składy będą dostarczane w transzach – pierwsze wyjadą na tory w przyszłym roku.

– To bardzo duża inwestycja, nie tylko w Kolejach Mazowieckich, ale właściwie w całym zamówieniu na pojazdy regionalne w Polsce. To umowa na 71 elektrycznych zespołów trakcyjnych, w tym 61 pięcioczłonowych i 10 dwuczłonowych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Czesław Sulima, członek zarządu, dyrektor eksploatacyjny Kolei Mazowieckich.

To największe zamówienie na pociągi w historii polskich firm kolejowych. 71 ezt dostarczy firma Stadler Polska, która będzie produkować je w zakładzie w Siedlcach. Przedstawiciele producenta podkreślają, że m.in. dzięki temu zamówieniu na Mazowszu powstanie dwieście nowych miejsc pracy. Pojazdy mają być dostarczane do Kolei Mazowieckich w transzach do 2022 roku.

W pierwszej transzy będzie to dwanaście pojazdów, w drugiej – dwanaście, w kolejnej – piętnaście, w ostatniej – szesnaście pojazdów. Zakończenie dostawy przewidziane jest na 2022 rok – mówi Czesław Sulima. – Pierwsze pociągi zostaną wdrożone do eksploatacji w I połowie 2019 roku na odcinku Sochaczew – Warszawa – Celestynów. Druga transza pojazdów to będzie odcinek Skierniewice – Mińsk Mazowiecki.

Wartość zamówienia wynosi 2,2 mld zł. Koleje ubiegają się o dotację z unijnego programu Infrastruktura i Środowisko, która ma pokryć połowę kosztów zakupu.

Nowe pociągi osiągną prędkość co najmniej 160 km/h. Będą też nowocześnie wyposażone, m.in. w klimatyzację, bezprzewodowy dostęp do internetu, wewnętrzny i zewnętrzny monitoring, defibrylatory czy interkom, który umożliwi pasażerom kontakt z maszynistą w awaryjnej sytuacji. We wszystkich nowych pojazdach mają być urządzenia ETCS, europejskiego systemu sterowania.

– Każda dostawa nowych pojazdów powoduje poprawę warunków podróżowania, a tym samym jakości podróżowania. Będą to pojazdy bardzo nowoczesne i bezpieczne. Będą wyposażone w najnowocześniejsze urządzenia techniczne – wymienia dyrektor eksploatacyjny Kolei Mazowieckich.

Koleje Mazowieckie zaczynały 13 lat temu. Wówczas miały do dyspozycji dzierżawione i używane pociągi. Obecnie mają 317 składów, a po dostarczeniu nowych będzie ich już łącznie 388. Nowa inwestycja pozwoli zwiększyć częstotliwość kursowania, wydłużyć zestawienia pociągów, ale i zapewnić rezerwę taborową.

– Planujemy w międzyczasie wycofywać z eksploatacji trzydzieści dziewięć najstarszych użytkowanych pojazdów – mówi Czesław Sulima.

Koleje Mazowieckie od lat utrzymują się na drugim miejscu pod względem liczby obsłużonych pasażerów. Z danych Urzędu Transportu Kolejowego wynika, że przez jedenaście miesięcy 2017 roku liczba pasażerów kolei przekroczyła 279 mln, przy czym udział Kolei Mazowieckich sięgnął 20,3 proc. (przy 26,4 proc. Przewozów Regionalnych).

– Dzisiaj sytuacja spółki Koleje Mazowieckie jest bardzo dobra. Ona zależy z jednej strony od liczby przewiezionych pasażerów, a z drugiej strony od wsparcia finansowego samorządu województwa. My co roku wspieramy je kwotą ponad 250 mln zł w formie umowy, ale spółka korzysta też znakomicie z pieniędzy unijnych, zwłaszcza w obszarze inwestycyjnym. Sytuacja jest na tyle dobra, że banki decydują się na wsparcie finansowe dużych projektów. W związku z tym spółkę stać na montaż finansowy, który umożliwi zakup nowego taboru – przekonuje Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego.

Zakup nowych pociągów to nie jest jedyna inwestycja Kolei Mazowieckich.

– Planujemy wybudować w Sochaczewie nowoczesną bazę utrzymywania taboru w tzw. poziomie utrzymania P4 – mówi Czesław Sulima.

Przedstawiciele spółki podkreślają, że wybudowanie hali utrzymaniowo-naprawczej to strategiczny projekt. Postępowanie ruszyło jesienią ubiegłego roku. Projekt ma być realizowany w formule partnerstwa publiczno-prywatnego – partner prywatny zobowiąże się do poniesienia wydatków na budowę obiektu, jego utrzymania i zarządzania nim, a spółka Koleje Mazowieckie będzie zlecała naprawy taboru w poziomie P4, wykonywane co 3–5 lat.

Firmom trudniej będzie dotrzeć do odbiorców przez Facebooka. Serwis zmienia sposób wyświetlania postów

Firmom trudniej będzie dotrzeć do odbiorców przez Facebooka. Serwis zmienia sposób wyświetlania postów 6

Facebook zmienia algorytm pozycjonujący treści w Newsfeedzie użytkowników. Pierwszeństwo będą miały posty, którymi dzielą się rodzina, bliscy znajomi i te publikowane w grupach, do których należy użytkownik, a dopiero w dalszej kolejności wpisy firm. Wśród nowych funkcji serwisu pojawi się możliwość zawieszenia wyświetlania postów konkretnego użytkownika na 30 dni. Serwis Zuckerberga chce też walczyć z postami, których celem jest jedynie zachęcanie użytkowników do interakcji.

 Zgodnie z zapowiedzią Marka Zuckerberga Facebook chce teraz kłaść większy nacisk na relacje międzyludzkie. W związku z tym posty publikowane przez znajomych, rodzinę czy grupy będą wyświetlać się w Newsfeedzie wyżej niż te dodawane przez strony, czyli m.in. przez marki lub wydawców – mówi agencji Newseria Biznes Paulina Piotrowska, redaktor PRoto.pl.

Specjaliści ds. mediów społecznościowych, zapytani przez redakcję PRoto.pl, jak to wpłynie na obecność firm na portalu, ale także na pracę PR-owców, uspokajają i podkreślają, że nie jest to pierwsza zmiana algorytmu Facebooka. Poza tym jest jeszcze zbyt wcześnie, by przewidywać, w jakim kierunku ta zmiana pójdzie i jakie będą jej efekty.

– Wyzwaniem, które stanie przed osobami odpowiedzialnymi za komunikację w mediach społecznościowych, będzie opracowanie nowej strategii obecności firmy na Facebooku. Trzeba będzie teraz skupić się na tworzeniu jakościowego contentu, a mniej zwracać uwagę na ilość – podkreśla Paulina Piotrowska.

Eksperci zalecają większą dbałość o tworzenie przez firmy i marki treści wartościowych dla użytkowników zamiast takich, które często stanowią nachalną reklamę. Zmiana algorytmu najmocniej dotknie małe strony, które swojej działalności na Facebooku nie opierają na płatnej promocji, a raczej na zasięgu organicznym. One będą musiały poszukać nowych pomysłów na dotarcie do odbiorców.

Użytkowników serwisu Marka Zuckerberga ucieszy kolejna z zapowiedzianych zmian. Facebook będzie walczył z postami wyłudzającymi lajki.

– Chodzi tu o wpisy, które namawiają nas w nachalny sposób do dodawania polubień, komentarzy, udostępnień czy tagowania znajomych. Do tego celu portal wykorzysta uczenie maszynowe. Jak poinformowano, zostało już przeanalizowane kilkaset tysięcy postów, dzięki którym łatwiej będzie zidentyfikować niechciane wpisy – tłumaczy Paulina Piotrowska.

Nową funkcją na Facebooku będzie Snooze. Dzięki niej użytkownicy będą mogli na 30 dni zawiesić oglądanie postów dodawanych przez wybrane strony. „Zawieszony” użytkownik lub grupa użytkowników nie będą o tym fakcie informowani powiadomieniem.

Do zmian od grudnia przyzwyczajają się także użytkownicy Instagrama. Serwis dał im możliwość archiwizowania materiałów dodawanych w Stories. Wszystkie relacje, które dana osoba opublikuje, są archiwizowane automatycznie, a użytkownik ma możliwość wyróżniania wybranych relacji i przypinania ich do profilu.