Ekskluzywne marki modowe w impasie? Bez transformacji mogą zniknąć z rynku

Luksusowe marki, w tym Gucci, Ralph Lauren aby stawić czoła rosnącej konkurencji zmieniają strategię i rezygnują z produkcji skupionej na działaniach sezonowych. Zasłużeni gracze na rynku mody czują na sobie oddech młodych firm, takich jak np. hiszpańska Zara, która wypuszcza nowe produkty do pięciu razy szybciej. By zachować konkurencyjność ekskluzywni producenci rozpoczęli proces dogłębnej cyfrowej transformacji, wdrażając technologie, mające przyspieszyć i zoptymalizować produkcję.

Ekskluzywne brandy odzieżowe, w których od lat największe gwiazdy show businessu dumnie paradują na salonach, zrozumiały, że nadszedł czas na zmianę. Jej katalizatorem są nie tylko badania rynkowe, lecz również – jeśli nie przede wszystkim – wyniki i prognozy finansowe. Na tyle młodych, dynamicznych firm odzieżowych, które nie tylko biją rekordy sprzedaży detalicznej za sprawą bogatej i dynamicznie zmieniającej się oferty w sklepach w lokalach handlowych, lecz również opanowały internet, gdzie czują się jak ryba w wodzie. Rynkowi seniorzy w bolesny sposób mieli się przekonać, że w cyfrowym świecie szybkich interakcji nie ma miejsca na zastój.  Dawny blask i splendor zdają się nie wystarczać. Według ekspertów we współczesnej gospodarce liczą się szybkość w reagowaniu na bieżące trendy i zaplecze produkcyjne, które takie reakcje umożliwia. Zdaniem Piotra Rojka z DSR, firmy specjalizującej się w rozwiązaniach IT dla przemysłu, aby nadążyć za młodą, dynamiczną konkurencją nie wystarczy uznana marka.

Utrzymanie rynkowej pozycji przez firmy z długą tradycją wymaga nieustannych reform i inwestycji. Doskonale widać to w dziedzinie produkcji. Dzięki technologiom informatycznym Przemysłu 4.0 firmy odzieżowe mogą płynnie realizować zróżnicowane harmonogramy produkcyjne i sprawnie reagować na zmiany. Technologia znacząco usprawnia również przepływ informacji od projektantów do zakładów produkcyjnych w różnych lokalizacjach. Pozwala im to wyjść poza sztywne ramy sezonowości i nieustane zaskakiwać klienta nowymi produktami – wyjaśnia Rojek.

Kurs na ucieczkę od sezonowości obrały Gucci, Ralph Lauren, Coach, Helmut Lang, Burberry and Rag & Bone, które do niedawna skupiały się przede wszystkim na trendach w obrębie cykli wiosna/lato, jesień/zima. Ich nowa strategia ma zapewnić większą elastyczność i szybsze okna produkcyjne.  –Szybkość to dziś wszystko – mówi Karin Tracy, szefowa działu mody i urody w Facebook. Jej zdaniem w przepadku marek luksusowych szybkość oznacza przewagę nad konkurencją, a skupianie się na perfekcyjności kosztem tempa wprowadzania nowych produktów na rynek może je słono kosztować.

Dynamiczne firmy odzieżowe, które według analityków z Alvanon wypuszczają nowe produkty do 5 razy szybciej niż ospała konkurencja oraz sprzedawcy działający na rynku e-commerce pokroju Zelando czy Boohoo, każdego dnia mogą uaktualniać swoją ofertą i stronę sklepu internatowego o najnowsze style, wiodą prym w wyścigu trendów i najlepiej odpowiadają na drzemiącą w konsumentach potrzebę nowości. Luksusowe marki modowe próbowały różnych półśrodków. Niektóre zdecydowały się na dodanie dodatkowych kolekcji w ciągu roku, inne próbują dostosować się do zyskującego na popularności trendu „see-now-buy-now” – czyli zobacz teraz i kup teraz. Zakłada on, że przedstawianie kolekcji kilka miesięcy wcześniej niż jest ona udostępniana klientom, to schemat nieadekwatny do współczesnych realiów. Zaprezentowane po raz pierwszy kreacje powinny być błyskawicznie dostępne w sprzedaży. Taki model działania przyjął niedawno szwedzki gigant H&M. Aby funkcjonować w ten sposób nie wystarczą dobre chęci. Firmy oferujące odzież ekskluzywną muszą liczyć się z totalną rewolucją, która w największym stopniu musi dotknąć samej produkcji.

Włosi internacjonalizacją

Pod koniec zeszłego roku grupa Kering, do której należy szereg luksusowych marek, ogłosiła plany uruchomienia „Gucci Art Lab” –35 000 stóp kwadratowych przestrzeni przemysłowej we Włoszech. W nowej fabryce wytwarzane będą dobra skórzane z własnych, zróżnicowanych materiałów. Wszystko po to, by łańcuch dostaw Gucci znalazł się bliżej domu. – To krok w kierunku internalizacji produkcji, szczególnie produktów skórzanych. Z czasem zyskamy lepszą kontrolę nad rozwojem produktów, materiałów i pobieraniem próbek – powiedział Jean-Marc Duplaix, CFO Kering. Większa kontrola nad procesami produkcyjnymi oznacza również większą kontrolę nad terminami i częstotliwością wypuszczania nowych produktów. W ten sposób takie marki jak Burberry czy Tommy Hilfiger miały zmienić swoje harmonogramy produkcji na bardziej dynamiczne w zaledwie kilka tygodni. Wertykalnie zintegrowany łańcuch dostaw daje poziom autonomii, którego nie mają mniejsze firmy polegające na zewnętrznych wytwórcach. Jednak nawet to nie wystarczy, jeśli celem jest przyspieszenie i zoptymalizowanie procesów produkcyjnych. Bez inwestycji w nowe technologie przemysłowe i automatyzację trudno nie sposób nawet dogonić konkurencji, a tym bardziej jej wyprzedzić. Firmy takiej jak PVH Corporation i Xcel Brands wykorzystują oprogramowanie do projektowania w 3D, co pozwala im wykraść cenne miesiące z procesu produkcji. –  Marki luksusowe powinny radzić sobie lepiej z wdrażaniem nowych technologii, by wspomóc procesy produkcyjne. Oprogramowanie do tworzenia produktów w 3D testowane jest przez różne firmy i niebawem zmieni to, w jaki sposób funkcjonowania detalistów – uważa Ed Gribbins z Alvanon.

W branży modowej, gdzie liczy się czas a każdy przestój opóźnia wyjście w produktu na rynek, niezwykle istotne jest utrzymaniu sprawnej linii produkcyjnej. Z pomocą przychodzi przemysłowy internet rzeczy – technologia, która zaoszczędziła firmom setki milionów dolarów.  – IIOT to nie tylko konserwacja predykcyjna, wykrywająca anomalie w pracy maszyn i ostrzegająca o potencjalnych awariach nim się one wydarzą. Analizując dane z sensorów można zoptymalizować linię produkcyjną tak, aby wszystkie maszyny pracowały z wydajnością oczekiwaną przez zarządzających. Nie dzieje się to jednak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki. To pewien proces, który wymaga zaangażowania doświadczonych specjalistów, jednak w ostatecznym rozrachunku taka optymalizacja to opłacalna inwestycja – zauważa Piotr Rojek.

Technologia przeciwko podziałom

W tradycyjnych, mocno rozbudowanych organizacjach zazwyczaj komunikacja pomiędzy departamentami i zagranicznymi oddziałami jest niewystarczająca, by nie powiedzieć znikoma. Gdy tempo wypuszczania nowych produktów na rynek może wpłynąć na pozycję organizacji, usprawnienie komunikacji staje się priorytetem. Zespoły projektantów, marketingu, produkcji i analityki danych muszą ze sobą rozmawiać, aby szybciej podejmować decyzje. Doskonale rozumie to firma Xcel Brands, która powołała specjalny task force w jednym celu: aby zidentyfikował nowe technologie, które mogą wpłynąć nie tylko na komunikację wewnątrz organizacji, lecz również na wszystkie sfery prowadzenia biznesu. – To, nad czym pracujemy będzie integrować przeróżne funkcje. Marketing, działy projektowania i planowania oraz nasi partnerzy detaliczni będą pracować wspólnie. Szybkość wejścia na rynek ma kluczowe znaczenie i musimy działać tak szybko, jak to możliwe – mówi Kate Twist, chief digital officer w Xcel Brands.

Projekty umożliwiają skuteczną komunikację na wielu płaszczyznach są niezwykle istotne dla sprawnego funkcjonowania organizacji, jednak zdaniem ekspertów, jeśli jej informatyczny fundament jest słaby i nie spełnia współczesnych wymogów, to pozostałe rozwiązania na niewiele się zdadzą.  Dlatego firmy coraz częściej decydują się na wymianę systemów ERP na takie, które obejmują większość obszarów ich funkcjonowania. – Nie możemy mówić o skutecznej komunikacji wewnątrz rozbudowanej organizacji bez rozbudowanego systemu do planowania zasobów przedsiębiorstwa. ERP jest sercem całego informatycznego ekosystemu, które gromadzi informacje z kluczowych działów. W ten sposób kadra zarządzająca może w czasie rzeczywistym obserwować aktualną sytuację w firmie i na tej podstawie szybko podejmować świadome decyzje – dodaje dyrektor zarządzający w DSR SA.

Polska giełda najwyżej w historii, złoty stabilny

Po prawie 11 latach inwestorzy doczekali się nowych historyczny rekordów na giełdzie w Warszawie. Nowy rekordowy poziom indeksu WIG to 67933,05 pkt. I zapewne nie ostatni. Od dołka z 2009 roku WIG urósł ponad 2-krotnie.

Inwestorzy prawie 11 lat czekali na powrót polskiego rynku akcji do szczytów z 2007 roku, gdy najpierw pęknięcie bańki na amerykańskim rynku kredytów subprime, a później upadłość banku Lehman Brothers, doprowadziła do największego kryzysu finansowego na świecie od czasów Wielkiego Kryzysu, powodując jednocześnie załamanie na światowych giełdach. W następstwie tego kryzysu indeks WIG stracił prawie 70 proc., spadając z poziomu 67772,9 pkt. w lipcu 2007 roku do 20370,3 pkt. w lutym 2009 roku, co wówczas było najniższym poziomem od 2003 roku. Prawdopodobnie wtedy mało kto przewidywał, że powrót do rekordów zajmie polskiej giełdzie ponad dekadę.

We wtorkowe południu (godz. 12:07) indeks WIG testował poziom 67509,1 pkt., rosnąc o 0,3 proc., po tym jak w pierwszej godzinie notowań pokonał szczyt z 2007 roku i wyznaczył nowy historyczny rekord na poziomie 67933,05 pkt. Indeks ten od początku roku zyskał już ponad 6 proc., a w rok wzrósł o 26,7 proc. W tym samym czasie WIG20 rósł o 0,58 proc. do 2636,06 pkt., testując dziś najwyższe poziomy od 2011 roku. Indeks mWIG40 miał wartość 5061 pkt., rosnąc o 0,33 pkt. i testując poziomy nieoglądane od 2007 roku.

Dzisiejsze dobre nastoje na warszawskiej giełdzie to przede wszystkim zasługa utrzymującego się relatywnie dobrego klimatu na globalnych parkietach. Zwłaszcza na Wall Street, gdzie poniedziałkowa sesji, w reakcji na zakończenie tzw. shutdownu, przyniosła mocne wzrosty i nowe historyczne rekordy.

Pomaga też mocne zachowania sektora bankowego. Zwłaszcza akcji BZ WBK (+2,75 proc.), Pekao SA (+2,1 proc.) i mBanku (+1,3 proc.). Jak również dobrze przyjęte wstępne wyniki Energii, która poinformowała, że w IV kwartale 2017 roku EBITDA wyniosła 525 mln zł, przekraczając rynkowe prognozy o 7,1 proc. i była o 5,4 proc. wyższa niż przed rokiem.

Największym zagrożeniem dla kontynuacji w wzrostów jest duże już krótkoterminowe wykupienie polskiego rynku akcji, co może wywoływać wśród graczy pokusę zrealizowania zysków z ostatnich tygodni blisko szczytów (pierwsze takie symptomy są widoczne nawet dziś). Niemniej jednak, gdyby nawet taki scenariusz zrealizował się w kolejnych dniach, to cofnięcie indeksów powinno być krótkie, a wzrosty szybko wrócić.

Dobre nastroje na globalnych rynkach akcji, trwający sezon publikacji wyników kwartalnych w USA, a także powoli zbliżający się sezon wyników na GPW (m.in. w czwartek raport kwartalny opublikuje PKN Orlen) sugerują, że indeks WIG20 w najbliższych tygodniach jeszcze wielokrotnie może poprawiać swój rekord. Większej korekty, być może nawet kilkutygodniowej, należy spodziewać się dopiero w połowie lutego.

Zupełnie inne nastroje niż na GPW panują dziś na krajowym rynku walutowym. Gdzie złoty wprawdzie lekko traci do głównych walut, w ślad za cofnięciem EUR/USD, ale wciąż pozostaje w konsolidacji czekając na nowe impulsy. Takim w tym tygodniu mogą przede wszystkim być czwartkowe wyniki posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego oraz piątkowe dane nt. dynamiki amerykańskiego PKB za IV kwartał 2017 roku. W południe za euro trzeba było zapłacić 4,1730 zł, dolar kosztował 3,4070 zł, a szwajcarski frank 3,5440 zł.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, analityk niezależny

5 sposobów na to, by nieświadomie nie ulec perswazji

Choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, perswazja towarzyszy nam na każdym kroku – zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Czasem stosujemy ją sami, jednak bywa i tak, że ze zdumieniem zastanawiamy się, dlaczego zgodziliśmy się spełnić czyjąś prośbę lub przystaliśmy na jakąś propozycję. Jak w porę rozpoznać techniki stosowane przez naszych rozmówców i podejmować decyzje świadomie?

  1. Wiedza to podstawa

Umiejętność skutecznego przekonywania jest kluczowa nie tylko dla handlowców czy telemarketerów. Każdy szef na co dzień, aby skutecznie zarządzać zespołem, skłania jego członków do określonych działań, współpracownicy za to chcą, by inni ich słuchali lub pomagali im. Każdy człowiek choć raz na jakiś czas stara się namówić kogoś do czegoś. Większość robi to odruchowo, nieświadomie korzystając z własnych i cudzych doświadczeń, a przecież umiejętność przekonywania innych osób do własnych racji i poglądów to esencja perswazji. Często wiąże się ona ze stosowaniem przez rozmówców określonych technik czy metod wywierania wpływu. Ich wykorzystywanie samo w sobie nie jest jeszcze czymś złym. Przeradza się jednak w manipulację, kiedy nie wiemy, jaki cel ma mówiąca do nas osoba. – Klienci wiedzą, że promocje w sklepach mają prowadzić do zwiększenia obrotów, jeśli jednak ktoś zaprosi na obiad wujka czy kolegę po to, by ten pożyczył mu pieniądze lub potencjalnego partnera biznesowego, przedstawiając mu pierwotnie zupełnie inny cel spotkania mowa już o manipulacji, a nie perswazji. Mając tę świadomość, a także znając podstawowe techniki wywierania wpływu, łatwiej będzie nie poddać mu się zbyt pochopnie – zauważa Artur Gryzik, trener biznesu z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland.

  1. Bądź uważny

Równie ważne, jak znajomość samych technik, jest to, żebyśmy umieli je rozpoznać podczas rozmowy. Wymaga to uważności i skupienia na rozmówcy, aby w porę uświadomić sobie, że stosowana jest wobec nas dana metoda perswazji. Musimy jednak uważać na to, by doszukiwanie się w każdym zdaniu technik wywierania wpływu nie zdominowało naszego zaangażowania. Pamiętajmy o chęci poznania celu nadawcy, jego intencji. Warto zwracać uwagę nie tylko na słowa, ale i warstwę niewerbalną, co może pomóc nam w zauważeniu takich alarmujących niespójności jak np. nieadekwatny komplement, zaskakujący prezent czy przysługa. Kiedy mamy wątpliwości dotyczące wiarygodności przekazu i dostrzeżemy niespójności w komunikatach nadawcy, według zasady Alberta Mehrabiana aż 55% uwagi angażujemy w obserwację gestów i sygnałów niewerbalnych, 38% skupiamy na tonie i barwie głosu, a tylko w 7% przywiązujemy wagę do znaczenia słów. Uważność może być przydatna także przy unikaniu sytuacji, w których stajemy się wobec kogoś zobowiązani do grzeczności. W myśl zasady wzajemności nawet niechciany podarunek obliguje nas do rewanżu, czujemy się zobowiązani do wdzięczności, a co więcej – do odwdzięczenia się za otrzymane od kogoś prezenty czy wyświadczone przysługi. Bywa tak, że chcąc pozbyć się zobowiązania, możemy zgodzić się podarować czy oddać znacznie więcej, niż pierwotnie dostaliśmy, na przykład otrzymując od dostawcy atrakcyjne próbki, zdecydujemy się na złożenie zamówienia w tej konkretnej firmie, nie zapoznając się wcześniej z ofertą konkurencji, która mogłaby być korzystniejsza.

  1. Sprawdzaj i neutralizuj

O ile zadziałaniu reguły wzajemności możemy czasem zapobiegać, inne techniki, kiedy już je rozpoznamy, dobrze jest neutralizować. Jeśli na przykład podczas spotkania biznesowego potencjalny kontrahent, chcąc zyskać lepsze warunki współpracy, mówi nam, że zgodziłby się na naszą propozycję, ale jego szef bądź partner spółki ją odrzuci, najlepiej podjąć rozmowę bezpośrednio z tą osobą. – Gdy natomiast spotkamy się z taktyką opóźniania rozmów i usłyszymy przykładowo: „musimy poczekać do następnego tygodnia…”, wyjaśnijmy, czy ta zwłoka jest chwytem, czy ma uzasadnienie. Najlepiej wówczas uzgodnić termin końcowy, którym może być początek rozmów z innym kontrahentem. A kiedy za to druga strona próbuje wywrzeć na nas presję, stosując regułę niedostępności i strasząc, że jeśli nie podejmiemy decyzji niemalże natychmiastowo, propozycja przepadnie, najlepiej podejść do tego z dużym dystansem i wyjaśnić, że ona też poniesie straty, gdy nie dojdzie do porozumienia. Równocześnie starajmy się stworzyć adwersarzowi szansę na zmianę stanowiska bez utraty honoru – podpowiada Artur Gryzik z Integra Consulting Poland. Zdarza się też, że rozmówca stosuje inne taktyki, których celem jest wytworzenie napięcia i poczucia dyskomfortu, skłaniając w ten sposób często zupełnie niczego nieświadomą drugą stronę do szybszego zakończenia rozmów.

Kiedy zauważymy, że ktoś na przykład celowo powoduje sytuację stresującą czy niekomfortową, chociażby poprzez zbyt wysoką temperaturę pomieszczenia czy tworzenie atmosfery braku prywatności dobrze otwarcie omówić te niedogodności i poszukać możliwości ich usunięcia. Podobnie nazwanie sytuacji, a dokładniej zachowań i wskazanie na ich bezpodstawność zwykle sprawdza się, gdy rozmówca stosuje ataki osobiste, przejawia oznaki lekceważenia (na przykład zajmuje się czymś innym w trakcie rozmowy), unika kontaktu wzrokowego, nieuważnie słucha czy nierzeczowo krytykuje nasze poglądy – mówi Artur Gryzik. Szybko reagujmy także, gdy nasz adwersarz stosuje tzw. taktyki walki pozycyjnej, w wyniku których chce stworzyć sytuację zmuszającą nas do znaczących ustępstw. Kiedy na przykład ktoś prosi nas o 10 000 zł za rzecz wartą 2 500 zł, najlepiej wprost zapytać, co uzasadnia taką cenę i nazwać zastosowaną taktykę po imieniu – to „ekstremalne żądanie”. A gdy mamy do czynienia z tzw. eskalacją żądań i na przykład po naszym ustępstwie słyszymy kolejną prośbę lub powrót do wcześniej zgłoszonej, warto uświadomić nadawcy, że dostrzegliśmy tę technikę i jej nie akceptujemy. Można wówczas zrobić przerwę i zastanowić się, które z zagadnień zamierzamy kontynuować w dalszych negocjacjach.

  1. Nie przesadzaj ze stosowaniem technik negocjacyjnych

Znając określone techniki perswazji i umiejąc dostrzegać ich stosowanie przez innych, łatwiej będzie nam prowadzić rozmowę świadomie. Trzeba uważać jednak na to, by nie popaść w skrajność i chęć stosowania samemu za wszelką cenę wszystkich znanych technik wywierania wpływu, by osiągnąć to, na czym nam zależy. Jeśli uda nam się od tego powstrzymać, istnieje szansa na to, że i nasz rozmówca postąpi podobnie i skupi się przede wszystkim na porozumieniu.

Starajmy się też o to, żeby osoba, z którą rozmawiamy, czuła się w naszym towarzystwie dobrze. Wzbudzania sympatii nie traktujmy jednak tylko jako jednej z zasad perswazji, a jako chęć nawiązania autentycznego porozumienia. Kiedy bowiem sympatii zabraknie, a w jej miejsce pojawi się obojętność czy wręcz antypatia, osoba chcąca wywierać wpływ może spotkać się ze skutkiem dokładnie odwrotnym do zamierzonego – odbiorca zamiast zmienić postawę w kierunku zakładanym przez nadawcę, jeszcze bardziej utwierdzi się w słuszności dotychczasowego sposobu myślenia i postępowania – zauważa Artur Gryzik z Integra Consulting Poland. Miejmy świadomość tego, że w myśl prawa sympatii chętniej spełniamy prośby osób, które znamy i lubimy. Nie ma w tym nic dziwnego, dobrze jednak zdawać sobie sprawę z tego, za co lubimy innych – zdecydowanie wolimy przebywać w towarzystwie osób uznawanych przez nas za atrakcyjne fizycznie, równocześnie nieświadomie zakładamy, że są również mądre, dobre czy inteligentne, a także oceniamy je łagodniej w przypadku popełnionych błędów. Lubimy także osoby podobne do nas, te, z którymi często się kontaktujemy, a także tych ludzi, którzy prawią nam komplementy czy kojarzą nam się z czymś miłym (zdarzeniem, informacją czy nawet zapachem).

  1. Każdy wygrywa

Prowadząc negocjacje biznesowe lub prywatne rozmowy, podczas których ktoś chce nas do czegoś przekonać, pamiętajmy o modelu perswazji, w którym każdy wygrywa. W myśl tej zasady perswazja ma miejsce wtedy, gdy obie strony mają poczucie, że odniosły korzyść. Zakłada ona także, że osoba poddawana perswazji działa świadomie, bez strachu wywołanego naciskiem czy dezorientacji spowodowanej manipulacją lub oszustwem. – Żyjąc wśród ludzi, w naturalny sposób codziennie robimy coś dla kogoś albo chcemy, żeby ktoś zrobił coś dla nas. Naszymi największymi zasobami podczas negocjacji są czas i emocje, a w przypadku spotkań biznesowych – również pieniądze. Jeśli nasz rozmówca „wyda” ich zbyt wiele, może poczuć się wykorzystany, a my stracimy na wiarygodności. Równocześnie nie pozwólmy drugiej stronie na to, by spowodowała, że to my będziemy stratni – podsumowuje Artur Gryzik z Integra Consulting Poland.

Nowe prognozy dla kursu franka szwajcarskiego

Na przestrzeni ostatnich trzech kwartałów frank szwajcarski wyraźnie osłabił się w relacji do euro i pozostałych europejskich walut. Co dalej? Według aktualnych prognoz Ebury, na koniec 2018 roku kurs EUR/CHF powinien wynosić 1,14 a CHF/PLN 3,65.  

Ostra deprecjacja franka szwajcarskiego była wywołana odpływem kapitału, który był konsekwencją większego spokoju na światowych rynkach oraz utrzymywania gołębiego stanowiska przez Szwajcarski Bank Narodowy (SNB). Ostatecznie CHF zakończył rok jako jedna z najgorzej radzących sobie walut G10 (najważniejsze i najbardziej płynne waluty na świecie).

Wykres 1: Kurs EUR/CHF (styczeń ’17-styczeń ’18)

Wykres Kurs EUR CHF styczeń 17-styczeń 18źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Szwajcarski Bank Narodowy pozostaje jednym z najbardziej gołębich banków centralnych w grupie G10, nawet pomimo ogólnej poprawy warunków w światowej gospodarce. Podczas spotkania we wrześniu Szwajcarski Bank Narodowy porzucił dotychczas powtarzaną mantrę o tym, iż frank jest „znacząco przewartościowany”, zamiast tego poinformował, iż waluta jest „wysoko wyceniana”. Mimo to, Bank nie zasygnalizował odejścia od swojego ultra-luźnego stanowiska w kwestii polityki monetarnej i utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie, poniżej zera i powtórzył, że pozostaje gotowy do interwencji na rynku walutowym.

SNB był aktywnym graczem na rynku walutowym w pierwszej części roku, dokonując interwencji polegających na zakupie walut obcych w celu osłabienia franka szwajcarskiego. Interwencje walutowe pozostają istotnym narzędziem banku centralnego, jednak słabość CHF powinna sprawić, że potrzeba ich wykorzystania będzie ograniczona. Zmiany w metodologii wyliczania indeksów kursu wymiany franka szwajcarskiego, do których doszło w marcu (pokazały, że CHF jest słabszy niż oczekiwano) powinny również ograniczyć potrzebę interwencji. Warto dodać, że wiceprezes SNB, Fritz Zurbruegg w listopadzie udzielił wywiadu, w którym bronił wykorzystania ujemnych stóp procentowych i interwencji walutowych SNB.

Słabość waluty przełożyła się na wyższą inflację, co dodatkowo powinno ograniczyć potrzebę głębszych działań ze strony banku centralnych. Inflacja CPI w listopadzie wzrosła do poziomu 0,8% rok do roku i znalazła się najwyżej od 2011 r. (Wykres 2). Inflacja bazowa również wzrosła w analogicznym okresie do poziomu 0,6% rocznie, co można uznać za sukces, biorąc pod uwagę, iż przez niemal dwa lata, do lutego ubiegłego roku dynamika cen nie była wyższa od zera.

Wykres 2: Inflacja w Szwajcarii (2010-2017)

Inflacja w Szwajcariiźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Dynamika PKB Szwajcarii w trzecim kwartale przyspieszyła do poziomu 1,2% rocznie (Wykres 3). Wzrost aktywności przemysłu pod koniec roku powinien wesprzeć ekspansję gospodarczą w ostatnim kwartale roku. W październiku indeks PMI dla sektora wzrósł do poziomu 62,0 i znalazł się najwyżej od sześciu lat, znacznie powyżej długoterminowej średniej 53,8. Dynamika płac na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy również rosła, osiągając poziom 0,7% w ujęciu rocznym, najwyższy od trzech lat. Wzrost dynamiki zarobków powinien pozytywnie wpływać na popyt konsumpcyjny.

Wykres 3: Wzrost PKB w Szwajcarii w ujęciu rocznym (2010-2017)

Wzrost PKB w Szwajcariiźródło: Thomson Reuters Datastream Data: 02/01/2018

Ton ostatniej komunikacji ze strony Narodowego Banku Szwajcarii sugeruje, że decydenci pozostają przeciwni silnej walucie. Jesteśmy zdania, że SNB będzie kontynuował interwencje, jeśli kurs CHF w zdecydowany sposób skieruje się na północ. Z drugiej strony, dalsze osłabienie CHF i większy optymizm ze strony EBC mogłyby ograniczyć potrzebę dodatkowej stymulacji monetarnej ze strony Szwajcarskiego Banku Narodowego. Aktualizujemy prognozę EUR/CHF w górę, aby odzwierciedlić ostatnie zmiany na rynku, obecnie spodziewamy się jedynie lekkiego umocnienia franka szwajcarskiego w relacji do przewartościowanego – naszym zdaniem – euro oraz stabilizacji kursu EUR/CHF w kolejnych kwartałach. Na koniec 2018 roku kurs EUR/CHF powinien wynosić 1,14 a CHF/PLN 3,65.

Autorzy: Analitycy Ebury (Matthew Ryan, Enrique Diaz-Alvarez, Roman Ziruk)

Jakie zmiany czeka SEO w 2018 roku?

Przełom roku to czas podsumowań i prognoz. Pojawiło się już wiele spekulacji na temat tego, co będzie ważne w SEO w 2018 roku. Wiele w zakresie pozycjonowania się nie zmieni, jednak w nowym roku możemy liczyć na pojawienie się kilku nowości, które być może będą przełomowe. Czego może spodziewać się branża? O tym w artykule Bartosza Michalaka, Marketing Managera Senuto.

Bartosz Michalak
Bartosz Michalak | Marketing Manager Senuto

Rewolucja czy ewolucja SEO

2018 nie przyniesie wielu zmian – nadal ważne będą kwestie techniczne, takie jak szybkość ładowania strony, dostępność dla robotów oraz czystość kodu. Wciąż istotny będzie także content, a właściwie jego optymalizacja pod odpowiednie słowa kluczowe, stosowanie nagłówków, tytułów, opisów (tutaj już widoczna jest pierwsza zmiana – wzrost liczby dopuszczalnych znaków z około 160 do około 230) i linkowania wewnętrznego. Pomimo wielu prognoz mówiących co innego, nadal znaczący będzie linkbuilding. Tak jak do tej kluczowe będzie to, aby pozyskiwane linki były wysokiej jakości.

Czeka nas raczej ewolucja tego, co już istnieje, a nie rewolucja i przewrócenie wszystkiego do góry nogami.

Trendy na 2018 rok

Na znaczeniu coraz bardziej zyskuje UX i to nie tylko pod kątem SEO. Sami użytkownicy zwracają większą uwagę na to, aby strony były czytelne, przejrzyste, żeby mogli się po nich łatwo poruszać i odnajdować informacje.

Kolejnym często pojawiającym się prognozowanym trendem SEO w 2018 roku jest voice search, czyli wyszukiwanie głosowe. Według statystyk Google, jedno na pięć zapytań przeprowadzane jest właśnie w ten sposób. Sceptyczne nastawienie niektórych osób do wyszukiwania głosowego może być spowodowane tym, że w języku polskim nie działa ono najlepiej. Powoduje to, że nie jest wygodniejsze i szybsze od tradycyjnego wyszukiwania. Jeżeli chodzi o znaczenie tej technologii dla SEO, to sposób zadawania pytań podczas wyszukiwania głosowego można podsumować dwoma słowami: kontekst i semantyka.

Prowadzi to do kolejnego trendu, który przybiera na sile, czyli Topical Authority – teorii, według której serwis szeroko pokrywający dany temat będzie osiągał wysokie pozycje na ten właśnie temat, nie tylko na pojedyncze słowa kluczowe. Dzięki RankBrain, czyli sztucznej inteligencji Google potrafi już rozpoznawać kontekst, synonimy oraz powiązania semantyczne pomiędzy frazami. Oznacza to, że Google wchodząc na stronę dotyczącą na przykład cukrzycy „spodziewa” się na niej znaleźć również takie frazy jak dieta dla diabetyka, indeks glikemiczny, glukometr itd. W tym przypadku popularne od lat stwierdzenie „Content is King” staje się coraz bardziej aktualne. Liczy się to, jak szeroko zostanie opisany temat i jak bardzo będzie on wartościowy dla użytkowników.

Filary SEO

W 2018 na pewno nie zmieni się to, na czym opiera się SEO, czyli wiedza, doświadczenie oraz systematyczna praca nad kwestiami technicznymi i contentowymi. Wbrew przewidywaniom niektórych osób o tym, że nie ma sensu realizować już działań SEO,  eksperci w tej dziedzinie nie mają się czym martwić. Wyszukiwarka była, jest i nadal pozostanie bardzo istotnym elementem w customer journey. Tak jak do tej pory, wciąż ważne jest, aby w wyszukiwarce być jak najlepiej widocznym.

Rekordowe przychody klubów piłkarskich

Piłka nożna znowu bije finansowy rekord – przychody klubów z czołowej dwudziestki wyniosły 7,9 mld euro. Manchester United drugi rok z rzędu na czele klubów o największych przychodach.

Manchester United ponownie jest klubem piłkarskim o największych przychodach na świecie. W sezonie 2016/2017 przychody angielskiego giganta wyniosły 676 mln euro. O jego zwycięstwie nad drugim w zestawieniu Realem Madryt zdecydował triumf w Lidze Europejskiej UEFA. Trzecie miejsce w rankingu zajęła FC Barcelona. Przychody dwudziestki największych futbolowych drużyn wyniosły 7,9 mld euro, o sześć procent więcej niż rok wcześniej. To najważniejsze wnioski z 21. edycji raportu „Football Money League”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Aby znaleźć się w zestawieniu trzeba było przekroczyć poziom niemal 200 mln euro, czyli prawie dwa razy więcej niż w edycji w 2010 roku. Najwyższy udział w przychodach, sięgający 45 proc. mają przychody z transmisji telewizyjnych.

Manchester United wygrał z Real Madryt o włos

W 2018 r. Manchester United utrzymał pierwsze miejsce w zestawieniu, ale od drugiego w kolejności Realu Madryt dzieli go najmniejsza w historii różnica w wysokości 1,7 mln euro. Zwycięstwo Czerwonych Diabłów nad Ajaxem w finale Ligi Europejskiej UEFA było kluczowym czynnikiem, decydującym o utrzymaniu pozycji lidera, ponieważ wiązało się to z otrzymaniem od UEFA 44,5 miliona euro premii. To ponad czterokrotnie więcej niż Atletico Madryt otrzymało w sezonie 2011/12 za wygranie tego samego turnieju. Tym samym, wysiłki podejmowane w ostatnich latach przez UEFA na rzecz zwiększenia korzyści finansowych płynących z udziału w Lidze Europejskiej zaprocentowały w tym roku dla Manchester United.

– Europejska branża piłkarska nadal rozwija się finansowo, osiągając prawie pół miliarda euro wzrostu przychodów w dwudziestce czołowych klubów rankingu Deloitte. Europejski futbol nadal generuje duże obroty, czego potwierdzeniem jest zwiększenie przychodów pierwszej dwudziestki klubów Football Money League o kwotę niemal pół miliarda euro. W tym sezonie obserwowaliśmy najbardziej jak dotąd wyrównany pojedynek na szczycie. Ostatecznie Manchester United utrzymał pozycję najlepiej zarabiającego klubu piłkarskiego, pokonując o włos Real Madryt. W roku 2016/17 Manchester United osiągnął przychody w wysokości 581 mln funtów – mówi Dan Jones, Partner w Sports Business Group w Deloitte UK. – Utrzymanie pozycji lidera przez Manchester United wydaje się tym bardziej imponujące wobec osłabienia kursu funta w stosunku do euro. Biorąc pod uwagę, że zarówno Real Madryt, jak i FC Barcelona przewidują wzrost przychodów w sezonie 2017/18, w przyszłym roku prawdopodobnie walka o pierwsze miejsce znów będzie uzależniona od sukcesów na boisku. Po zakwalifikowaniu się przez wszystkie trzy kluby do grupy szesnastu najlepszych zespołów, które zagrają w Lidze Mistrzów UEFA, można oczekiwać, że drużyna, która awansuje najdalej, zdobędzie również najwyższą pozycję w rankingu Football Money League – dodaje.

Premier League nadal dominuje

Angielską Premier League reprezentuje w zestawieniu aż dziesięć drużyn w pierwszej dwudziestce, w tym debiutant na 18 miejscu Southampton (182,3 mln funtów przychodów). Manchester City umacnia swoją pozycję w pierwszej piątce, a Leicester City awansuje z 20 na 14 miejsce. Wszystkie kluby Premier League czerpały korzyści z lepszych umów na transmisje telewizyjne, a dodatkowo występy Southampton i Leicester w europejskich rozgrywkach sprawiły, że kluby te zdobyły najwyższe w historii pozycje. Tylko same przychody z transmisji w przypadku Southampton przewyższają całkowite przychody 26. drużyny w tegorocznej Money League (Crystal Palace, 140,9 miliona funtów).

Z kolei Arsenal okazał się lepszy od Paris Saint-Germain, a Tottenham Hotspur awansował o jedno miejsce na jedenastą pozycję. Chelsea i Liverpool pozostają odpowiednio na ósmym i dziewiątym miejscu, West Ham United na 17., a Everton na 20 pozycji. Cztery angielskie kluby znalazły się w trzeciej dziesiątce rankingu. W sezonie 2016/17 przychody 28. AFC Bournemouth wyniosły 136,8 miliona funtów i były o 135,7 miliona wyższe niż w pierwszym rankingu w 1996/97 roku. – W tym roku angielskie kluby zdominowały Deloitte Football Money League, co nie wydaje się zaskakujące, biorąc pod uwagę nową umowę sprzedaży praw do transmisji i rozgrywki UEFA, które zwiększyły przychody z transmisji klubów z pierwszej dwudziestki o ponad pół miliarda funtów – mówi Tim Bridge, Senior Manager w Sports Business Group w Deloitte UK. – Trwają właśnie procedury przetargowe na sprzedaż praw do transmisji meczy Premier League w kolejnym sezonie od 2019/20 roku. Ich wyniki na dłuższy czas ukształtują skład Money League – dodaje.

Kluby z Hiszpanii, Francji, Niemiec i Włoch to reszta futbolowych krezusów

Pierwszą piątkę uzupełnia Bayern Monachium, zajmując czwarte miejsce. Z kolei Paris Saint-Germain spadł na siódmą pozycję. Podczas gdy PSG jest jedynym francuskim klubem w Football Money League, Olympique Lyon odradza się, awansując w rankingu tuż poza pierwszą dwudziestką po tym, jak zwiększył przychody, będące skutkiem przeprowadzki na nowy stadion i awansu do półfinału Ligi Europy. Po raz pierwszy w rankingu nie znalazł się AC Milan. Tymczasem po przejęciu przez chińską firmę Suning i znacznej poprawie przychodów z reklam jego rywal z Mediolanu, Inter, awansował o cztery miejsca na pozycję piętnastą. Wyniki w rozgrywkach UEFA zagwarantowały Napoli 19 miejsce i spowodowały, że klub AS Roma po raz trzeci w ciągu ostatnich 21 lat, czyli od początku istnienia Money League, wypadł z rankingu. – Football Money League to nadal najskuteczniejsza i najbardziej wiarygodna metoda porównywania wyników finansowych klubów piłkarskich. Zmiany w rankingu w ciągu nadchodzących lat na pewno okażą się bardzo interesujące. Ponadto, po zmianie systemu kwalifikacji do Ligi Mistrzów należy spodziewać się dalszych przetasowań – mówi Tim Bridge. zarobki klubów piłkarskich

O rankingu:

Wartości przychodów uwzględnione w rankingu pochodzą z rocznych sprawozdań finansowych poszczególnych klubów lub z innych bezpośrednich źródeł dotyczących sezonu 2016/2017. Przychody nie uwzględniają wpływów z tytułu transferu zawodników, podatku VAT oraz podatku obrotowego. W niektórych przypadkach dokonano korekt wartości sumarycznych, które zdaniem Deloitte umożliwiły uzyskanie bardziej wiarygodnych wyników umożliwiających porównanie poszczególnych klubów pod względem działalności sportowej. Na przykład jeżeli istniały informacje dotyczące znaczącego zakresu działalności niezwiązanej z branżą piłkarską lub transakcji kapitałowych, wartości te zostały wyłączone z przychodów.

Przed dokonaniem analizy Deloitte nie przeprowadził weryfikacji ani audytu informacji dotyczących poszczególnych klubów zawartych w sprawozdaniach finansowych i innych źródłach stanowiących podstawę naszej publikacji. Aby umożliwić porównanie wyników, wszystkie dane za sezon 2015/2016 zostały przeliczone po kursie z dnia 30 czerwca 2017 r. (1 GBP = 1,1637 EUR). Dane porównawcze zaczerpnięto z poprzednich edycji naszego rankingu, z rocznych sprawozdań finansowych lub innych bezpośrednich źródeł.

Sprzedaż kredytów w Polsce – grudzień 2017 r.

Sprzedaż kredytów dla klientów indywidualnych

W grudniu 2017 r., w porównaniu z grudniem 2016 r. w ujęciu wartościowym, odmiennie jak w poprzednim miesiącu udzielono mniej kredytów w każdej z czterech grup produktowych. Najwyższy spadek odnotowano w przypadku kart kredytowych (-9,0%) oraz kredytów mieszkaniowych (-6,0%). W ujęciu liczbowym, jedyny wzrost w stosunku do grudnia 2016 r. odnotowała sprzedaż kredytów konsumpcyjnych (+9,2%). Pogłębia się negatywna tendencja w sprzedaży kart kredytowych – w porównaniu do grudnia 2016 r. spada zarówno liczba wydawanych kart kredytowych (-16,2%), jak i wartość przyznawanych limitów (-9,0%).

Dodatnie dynamiki w ujęciu wartościowym, a nie wolumenowym, w całym 2017 r. w porównaniu z 2016 r. dotyczyły wszystkich 4 produktów kredytowych. Najwyższa dodatnia dynamika (+ 11,1%) dotyczyła kredytów mieszkaniowych. W ujęciu liczbowym w 2017 r. banki i SKOKi udzieliły o 5,5% więcej limitów kredytowych oraz o 4,9% kredytów mieszkaniowych. W całym 2017 r. banki i SKOKi udzieliły łącznie 9,05 mln kredytów na wartość 133,2 mld zł.

Jakość Portfeli Kredytów dla klientów indywidualnych

W grudniu 2017 r., w porównaniu do listopada 2017 r. pozytywnie zmienił się poziom jakości portfela kredytów konsumpcyjnych (-0,05). Nieznaczne pogorszenie jakości (+0,13) odnotował tylko portfel kart kredytowych. W porównaniu do sytuacji sprzed roku, tylko w portfelu kart kredytowych nastąpiło pogorszenie jakości. Najwyższą poprawę odnotował indeks jakości portfela kredytów mieszkaniowych (pozytywna zmiana o -0,17). Wszystkie cztery indeksy nadal pokazują, pomimo rosnącej sprzedaży, niski, bezpieczny a nawet dla części portfeli obniżający się poziom ryzyka portfela kredytowego gospodarstw domowych

Istotne zmiany w rachunkowości dla części firm -materiał edukacyjny dla leasingobiorców

Nowy Międzynarodowy Standard Sprawozdawczości Finansowej nr 16 (MSSF16) dotyczący leasingu, zacznie obowiązywać spółki raportujące oraz sporządzające sprawozdania finansowe według międzynarodowych standardów (MSR/MSSF) 1 stycznia 2019 roku. Według szacunków, MSSF16 wpłynie na mniej niż 1 na 100 europejskich firm. Eksperci Związku Polskiego Leasingu, wspólnie z doradcą rachunkowym PWC, przygotowali materiał informacyjny dla klientów firm leasingowych.

Materiał przygotowany przez ZPL dla klientów firm leasingowych informuje m.in. o tym, że nowe wymagania eliminują pojęcie leasingu operacyjnego, a co za tym idzie pozabilansowe ujęcie użytkowanych na tej podstawie aktywów.

Edyta Witczak, ekspert ds. rachunkowości Związku Polskiego Leasingu
Edyta Witczak, ekspert ds. rachunkowości Związku Polskiego Leasingu

„Przedsiębiorcy coraz częściej spotykają się z twierdzeniem, że nowy standard rachunkowości MSSF16 wprowadza pojęcie jednego leasingu, a wszystkie użytkowane aktywa i zobowiązania do zapłaty czynszów będą musiały zostać ujęte w bilansie. Należy podkreślić, że wprowadzane zmiany wpłyną jedynie na spółki raportujące oraz sporządzające sprawozdania finansowe według międzynarodowych standardów rachunkowości. Leaseurope szacuje, że nowe zasady będą dotyczyć mniej niż 1 na 100 europejskich firm. Pozostałe podmioty będą korzystać z leasingu i ujmować te transakcje na dotychczasowych zasadach. Nowe regulacje nie wpłyną także na rozliczenia podatkowe – te pozostają bez zmian” – powiedziała Edyta Witczak, ekspert ds. rachunkowości Związku Polskiego Leasingu.

Wpływ MSSF 16 na leasingobiorców

Nowy standard wpłynie na zmianę podstawy kalkulacji powszechnie używanych wskaźników finansowych, takich jak wskaźniki zadłużenia czy EBITDA. Zastosowanie standardu może również oddziaływać na kowenanty w umowach kredytowych, ratingi kredytów, koszty finansowe oraz postrzeganie spółki przez interesariuszy.

Co istotne, zmiany w ujmowaniu leasingu będą miały znaczący wpływ na procesy biznesowe, systemy informatyczne oraz środowisko kontroli wewnętrznej leasingobiorców. Leasingobiorca, który zastosuje MSSF 16, będzie potrzebował zdecydowanie większej liczby danych na temat swoich umów leasingowych ze względu na wymóg ujęcia wszystkich tego typu umów w bilansie. Spółki będą zobligowane do kompleksowego podejścia do tematu wdrożenia nowego standardu, nie ograniczając się tylko do kwestii rachunkowych. Z tego względu przygotowania do wdrożenia należy rozpocząć z odpowiednim wyprzedzeniem.

Jednak nowy standard precyzuje także możliwe wyłączenia. MSSF16 umożliwia nieujmowanie w bilansie aktywów oraz zobowiązań leasingowych dla umów leasingu trwających 12 miesięcy lub krócej. W takim wypadku leasingobiorca może ujmować płatności leasingowe w rachunku zysków i strat metodą liniową w trakcie trwania umowy leasingu. Podobnie będzie w przypadku aktywów takich jak: tablety, komputery, telefony czy meble biurowe o niskiej wartości początkowej. Sugerowana przez RMSR maksymalna wartość aktywa kwalifikującego się do tego typu zwolnienia wyniesie ok. 5.000 dolarów amerykańskich.

Zakaz handlu w niedzielę – kto zyska, a kto straci najwięcej

Już od marca 2018 w życie wchodzi rozporządzenie Sejmu zakazujące handlu w niedziele. Na początku zakaz będzie obejmował pierwszą i ostatnią niedzielę w miesiącu. Nowe prawo będzie wyzwaniem zarówno dla konsumentów przyzwyczajonych do robienia zakupów tego dnia, jak i dla handlowców, którzy będą musieli szukać sposobu na zminimalizowanie strat spowodowanych zakazem. Kto najwięcej zyska, a kto straci na rządowych zmianach?

Niedziele wolne od handlu spowodują straty nie tylko dla właścicieli sklepów oraz najemców. Firmy, obsługujące galerie, w tym biura ochrony, firmy sprzątające czy utrzymania obiektów będą musiały renegocjować stawki oraz zmniejszyć zatrudnienie. Dodatkowo pracownicy, w tym studenci, którzy często pracowali w niedzielę, również poniosą straty. Jednak konsumenci oraz handlowcy będą szukali luk w prawie, które i tak pozwolą na handel w zakazane niedziele. Pierwsze pomysły już są.

Beneficjenci nowych przepisów

Na zakazie zyska przede wszystkim branża e-commerce oraz przemysł związany z logistyką i dystrybucją produktów. E-commerce stał się ważnym elementem branym pod uwagę przy opracowaniu strategii handlowej i stanowi składnik przewagi konkurencyjnej. Wywiera on największy wpływ na rynek centrów handlowych w Europie, ale również w Polsce. O ile duże i mniejsze centra dobrze radzą sobie z internetową konkurencją, o tyle sytuacja w przypadku średnich obiektów wygląda już nieco gorzej.

Bogdan Łukasik, Przewodniczący Rady Nadzorczej firmy Modern-Expo
Bogdan Łukasik, Przewodniczący Rady Nadzorczej firmy Modern-Expo

Do 2022 roku e-commerce będzie stanowić 25% wolumenu sprzedaży i będzie generować około 46% przyrostu sprzedaży. Dziś wartość rynku e-commerce w Polsce według różnych źródeł szacowana jest na 36-40 mld złotych i nikt nie ma wątpliwości, że będzie rosnąć – twierdzi Bogdan Łukasik, Przewodniczący Rady Nadzorczej firmy Modern-Expo.

Wyłączone z zakazu są m.in. piekarnie, lodziarnie oraz cukiernie. Jednak w ustawie nie zostało zaznaczone, jaki procent sprzedaży mają stanowić bułki i chleby wypiekane w sklepie, by miejsce uznać za piekarnię, która będzie mogła być otwarta w niedziele. Dzięki tej luce duże sklepy, oferujące na miejscu świeże wypieki najprawdopodobniej wciąż będą mogły handlować przez cały weekend.

Na zmianach w przepisach zyskają sklepy internetowe, oferujące swoim klientom ścieżkę dostawy omijającą sklepy stacjonarne, a opartą o sieć punktów odbioru. Dla przykładu artykuły spożywcze zamówione online będzie można odebrać z dowolnego miejsca z Fresh-Boxa, bez obawy o utratę świeżości i walorów odżywczych.

Piotr Kraśnicki, Dyrektor Sprzedaży Modern-Expo S.A.
Piotr Kraśnicki, Dyrektor Sprzedaży Modern-Expo S.A.

Terminale paczkowe, które oferujemy zawierają opcję chłodzenia oraz mrożenia towarów. Dzięki nim, konsument w niedzielny poranek będzie mógł odebrać świeżą wędlinę czy warzywa wprost z Fresh-Boxa, który będzie najbliżej jego miejsca zamieszkania. Wystarczy, że nieco wcześniej zakupi wszystkie produkty przez internet z konkretnego hipermarketu. Jest to dodatkowym atutem dla osób powracających w niedzielę po kilkudniowej podróży do domu, gdzie w lodówce nie ma nic – mówi Piotr Kraśnicki, Dyrektor Sprzedaży Modern-Expo S.A.

Zakaz handlu poza polską

Całkowity zakaz handlu w niedzielę obowiązuje już w Niemczech, Austrii oraz Szwajcarii. W tych krajach otwarte są tylko stacje benzynowe i sklepiki na dworcach kolejowych oraz sklepy położone w sąsiedztwie atrakcji turystycznych. Dla Niemców nie jest to problem, ponieważ traktują niedzielę jako dzień przeznaczony dla rodziny, wypoczynku oraz przygotowań do nadchodzącego tygodnia. Większe zakupy robią zawsze przed weekendem, natomiast ewentualne produkty mogą zakupić na stacjach benzynowych lub skorzystać z automatów oferujących papierosy, napoje czy słodycze. Kilka razy w roku władze lokalne organizują niedziele handlowe. Dotyczy to sytuacji, gdy w miastach odbywają się ważne wydarzenia, np. targi, koncerty lub przed świętami.

Natomiast w takich krajach jak Grecja oraz Hiszpania nie ma pełnego zakazu handlu w niedzielę. W Grecji ustanawianych jest siedem niedziel handlowych w roku. Tego dnia otwarte są wszystkie rodzaje sklepów, supermarkety i centra handlowe. Natomiast w pozostałe niedziele czynne są punkty handlowe jedynie w turystycznych rejonach. W Hiszpanii, oprócz Madrytu, w którym w niedziele są otwarte tylko centra handlowe, handel dozwolony jest w dziesięć świątecznych dni w roku.

Uwaga na e-składki. Oszuści podszywają się pod ZUS

Koniec z opłacaniem ubezpieczeń społecznych na cztery różne konta. Od stycznia 2018 roku przedsiębiorcy opłacają je w ramach e-składki na jedno konto. Robiąc wpłatę trzeba też uważać. Już pojawili się oszuści, którzy podszywając się pod ZUS rozsyłali listy z fałszywymi numerami kont.

Nowe rozwiązanie to udogodnienie dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Trzeba jednak pamiętać, że wraz z końcem 2017 roku ważność straciły dotychczasowe numery kont, na które przelewane były środki przeznaczone na ubezpieczenie społeczne, ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych oraz na Fundusz Emerytur Pomostowych. Jeśli przez nieuwagę ktoś będzie chciał dokonał płatności na dotychczasowe konta ZUS, to bank nie zezwoli na taką płatność, gdyż te rachunki obecnie nie istnieją.

Skąd wziąć numer konta do zapłaty e-składki?

Od października 2017 roku ZUS rozsyłał listy do przedsiębiorców, w których zawarty był dla każdego z nich indywidualny numer konta (NRS), na który należy kierować płatności. Jeśli z jakiegoś powodu list nie dotarł bądź nie został przeczytany, informacje o nowym numerze konta można otrzymać w każdej placówce ZUS lub na infolinii czy w serwisie PUE ZUS. Numer rachunku powinien natomiast zawierać stały dla wszystkich numer identyfikacyjny 60000002 i być skonstruowany według schematu, w którym pierwsze dwie cyfry to liczba kontrolna, a ostatnie 10 cyfr to NIP płatnika.

Niestety, ale pojawili się oszuści, którzy podszywając się pod ZUS rozsyłali listy z fałszywymi numerami kont. Dlatego bardzo ważne jest, aby dokładnie sprawdzić NRS – musi on zawierać numer NIP przedsiębiorcy opłacającego składki. Dodatkowo warto go jeszcze potwierdzić we własnym zakresie na stronie ZUS, korzystając z wyszukiwarki (e-skladka.pl).

Jeśli w przypadku danego przedsiębiorcy nie zmieniły się rodzaje składek oraz ich podział, to księgowanie również pozostaje bez zmian:

  • składki społeczne księgowane są do kosztów lub odliczane od dochodu
  • składki na FGŚP i FP są księgowane do kosztów
  • 7,75% podstawy wymiaru składki zdrowotnej jest odejmowane od podatku

Dotkliwe skutki płacenia e-składki po terminie

W przypadku spóźnionej płatności e-składki płatnik musi liczyć się z tym, e mogą wystąpić odsetki do zapłaty. Mogą wystąpić także inne konsekwencje czyli wyłączenie płatnika z ubezpieczenia chorobowego lub zasiłku macierzyńskiego. Jeśli to nastąpi, należy złożyć wniosek o przywrócenie terminu płatności. – Miejmy też na uwadze, że po otrzymaniu środków na konto ZUS będzie uznawał najpierw najstarsze zobowiązania – mówi Aneta Socha, ekspert kadrowo-podatkowy z firmy inFakt. – W ten sposób przelewy będą w pierwszej kolejności pokrywały najstarsze zadłużenie z odsetkami.

Warto mieć na uwadze, że ZUS nie będzie informował o przypadkach zaległości w opłacaniu e-składki. Przedsiębiorcy powinni kontrolować swoje płatności we własnym zakresie.