Przychody Trans Polonii w 2017 r. wzrosły o 28 proc. do 226 mln zł

Trans Polonia S.A, wiodący operator oferujący przewozy cysternowe paliw, płynnych surowców chemicznych i spożywczych oraz mas bitumicznych, osiągnął w grudniu 2017 r. 16,6 mln zł przychodów ze sprzedaży (+ 6 proc. r/r). Jednocześnie Spółka zaprezentowała orientacyjne dane przychodowe za cały ubiegły rok: 225,5 mln zł oznacza roczną dynamikę na poziomie 28 proc.  Nawiązanie nowych relacji handlowych, start realizacji Programu Inwestycyjnego na lata 2018-20, zakończona sukcesem oferta publiczna akcji  i otwarcie Szkoły Kierowców to najważniejsze wydarzenia operacyjne ub. roku.

Osiągnięcie lepszych wyników było możliwe m.in dzięki rozwojowi sektora chemicznego w Europie – dane organizacji branżowej CEFIC (The European Chemical Industry Council) wskazują na wzrost produkcji (+3,7 proc. r/r) i zużycia chemikaliów (+7,9 proc r/r.). Analogicznie korzystne dane z krajowego rynku paliw prezentuje Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (wzrost konsumpcji oleju napędowego 0 16,6 proc. i benzynyo 6,2 proc.). Trzecim sprzyjającym obszarem było silne odbicie w drogowych inwestycjach infrastrukturalnych.

– Trans Polonia S.A. ma za sobą dobry i udany rok: spółka zanotowała wzrost przychodów we wszystkich obszarach. Spodziewamy się, że trendy rynkowe w 2018 r., zarówno w Polsce jak i Europie będą nadal korzystne, co w połączeniu z jakością oferowanych usług i rosnącą pozycją konkurencyjną TPG może pozwolić nam na wypracowanie dalszych dwucyfrowych wzrostów. Tego życzymy spółce i naszym akcjonariuszom – powiedział Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia S.A.

Głównym projektem Grupy w 2018 r. będzie kontynuacja programu rozbudowy floty przewozowej – według pierwotnych założeń dysponowalna flota zwiększy się w 2020 r. o ponad 140 jednostek. Przedsięwzięcie jest odpowiedzią TPG na rosnące zapotrzebowanie Klientów na usługi transportowe. Program został ogłoszony w marcu 2017 r., a na przestrzeni II-IV kw. już zrealizowano harmonogram planowany na 2018 rok.

– W II połowie 2017 roku istotnie przyspieszyliśmy realizację ogłaszanych wiosną br. inwestycji flotowych. Nowo kupowane cysterny w bieżącym kwartale rozpoczynają prace. Widąc silne zapotrzebowanie na naszą ofertę przewozów, w dalszym ciągu będziemy nabywać kolejne jednostki – uzupełnił Dariusz Cegielski.

Co zmieni nowa ustawa o jawności życia publicznego?

W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Włoszech czy Francji od lat istnieje prawo w kompleksowy sposób regulujące normy antykorupcyjne. W praktyce przepisy te funkcjonują bardzo dobrze. Niebawem w ślady wspomnianych państw może pójść Polska: już niedługo wejdzie w życie nowa ustawa o jawności życia publicznego.

„Nowa ustawa ma stanowić kompleks regulacji dotyczących transparentności życia publicznego oraz powiązanej z nią kwestii zwalczania korupcji, zarówno w ujęciu urzędniczym, jak i prywatnym, gdy pojawia się ona bezpośrednio w przedsiębiorstwach” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Bartłomiej Jankowski z kancelarii JSLegal. W zamyśle ustawa ma mieć zastosowanie przede wszystkim w stosunku do średnich przedsiębiorców – zatrudniających od 50 do 250 osób. Wydaje się jednak, że wpłynie na praktykę funkcjonowania właściwie wszystkich firm.

Ustawa spowoduje m.in. konieczność stosowania kodeksów etyki biznesowej w przedsiębiorstwach o określonej wielkości. Z kolei przedstawiciele władzy państwowej będą musieli składać oświadczenia majątkowe – zostanie wprowadzony ich nowy wzór. Kolejną konsekwencją przyjęcia ustawy będzie obowiązek prowadzenia przez przedsiębiorstwa państwowe i firmy mające udziały Skarbu Państwa rejestru umów cywilnoprawnych, do którego będą mieli dostęp wszyscy uczestnicy obrotu prawnego. Ponadto zostanie uregulowana kwestia lobbingu.

Jakie kary przewiduje się za nieprzestrzeganie przepisów nowej ustawy? Urzędnikom za podawanie fałszywych informacji w oświadczeniach majątkowych lub zatajanie w nich prawdy będzie groziło pięć lat pozbawienia wolności. Jeśli chodzi o przedsiębiorców, już samo wydanie przez prokuratora postanowienia o przedstawieniu zarzutów może skutkować poważnymi sankcjami finansowymi dla firmy. Poza tym w przypadku nałożenia kary na przedsiębiorstwo przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest możliwość, że zostanie ono na pięć lat wykluczone z uczestnictwa w procesach udzielania zamówień publicznych.

Nawet czterokrotnie niższy koszt podróży dzięki skuterom elektrycznym z wypożyczalni. Wystarczy smartfon i aplikacja mobilna

Nawet czterokrotnie niższy koszt podróży dzięki skuterom elektrycznym z wypożyczalni. Wystarczy smartfon i aplikacja mobilna 1

O połowę krótszy czas przejazdu i dwu- lub nawet czterokrotnie mniejszy koszt podróży obiecują właściciele wypożyczalni JedenŚlad swoim klientom, którzy przesiądą się z samochodów na skutery elektryczne. Do skorzystania wystarczy smartfon i ukończone 23 lata. Usługa dostępna jest już w Warszawie, a niebawem ma się pojawić również w innych miastach Polski. Trend współdzielenia środków transportu dynamicznie się rozwija.

Warszawa jest jednym z najbardziej zakorkowanych miast w Polsce, a nawet w Europie. Ze statystyk udostępnionych przez stołeczny Zarząd Dróg Miejskich wynika, że w godzinach porannego szczytu w kierunku centrum Alejami Jerozolimskimi przemieszcza się niemal 4 tys. aut. Na Wybrzeżu Gdyńskim jest to wynik sięgający nawet ponad 4,5 tys. Na obu tych arteriach ruch dobowy oscyluje wokół 100 tys. aut.

Proporcjonalnie do natężenia ruchu wzrasta także czas przejazdu przez miasto. Z raportu „Użytkownicy współdzielonego transportu w Polsce. Luty 2017”, wynika, że dojazd do pracy ok. 10 km samochodem zajmuje średnio 40 minut. JedenŚlad proponuje rozwiązanie, które aż o połowę ma ten czas skrócić.

– Operujemy jako sieć skuter-sharingu, czyli miejska sieć skuterów elektrycznych. Na razie na terenie Warszawy, ale niedługo również w innych miastach. Za pomocą smartfona można znaleźć nasz skuter stojący w różnych miejscach na terenie miasta, można wynająć go w pełni bezkluczykowo, jechać w dowolne miejsce, zaparkować i oddać – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Banach, współzałożyciel firmy JedenŚlad.

Zasada działania wypożyczalni skuterów jest podobna do tej, z jaką mamy do czynienia w przypadku miejskich wypożyczalni rowerowych. Aby dotrzeć skuterem z punktu A do punktu B, potrzebujemy smartfona. Jednym z warunków skorzystania z usługi jest ukończenie 23 roku życia.

– Skuter elektryczny rozwija maksymalną prędkość 45 km/h. Jest to ograniczone wymogami ustawy. Dzięki temu osoby powyżej 23 lat nie muszą legitymować się prawem jazdy, tylko mogą jeździć na dowód osobisty – wyjaśnia Łukasz Banach.

Zdaniem przedstawicieli firmy JedenŚlad jest kilka powodów, dla których kierowcy poruszający się po polskich miastach powinni rozważyć korzystanie ze skuterów. Te najważniejsze to przede wszystkim oszczędność czasu i pieniędzy.

– Po pierwsze, dzięki nim można ominąć korki, a polskie miasta są jednymi z najbardziej zakorkowanych w Europie i na świecie. Po drugie, nie musimy się martwić o parkowanie, o to, czy znajdziemy miejsce. Nie interesuje nas również opłata parkingowa, bo nie dotyczy ona takich skuterów – twierdzi ekspert.

Użytkownicy indywidualni zapłacą 69 gr za minutę korzystania ze skutera JedenŚlad. Można też zdecydować się na jeden z planów abonenckich. W planie codziennym o wartości 89 zł miesięcznie jest pakiet 20 minut dziennie, po których przekroczeniu dopłacić należy 45 gr za minutę. Dla okazjonalnie korzystających jest plan miejski. Za 59 zł miesięcznie otrzymuje się pakiet 100 minut, po których przekroczeniu dopłacić trzeba 39 groszy za każdą kolejną. Wypożyczalnia działa przez cały rok.

Trend „sharingu” dynamicznie rośnie, zwłaszcza w dużych miastach. W wielu polskich miastach działają wypożyczalnie rowerów. Pod koniec 2017 roku we Wrocławiu rozpoczęła działalność pierwsza w Polsce wypożyczalnia samochodów elektrycznych.

W Unii Europejskiej powstanie najszybszy superkomputer świata. Skorzystają z niego europejscy naukowcy i przedsiębiorcy

W Unii Europejskiej powstanie najszybszy superkomputer świata. Skorzystają z niego europejscy naukowcy i przedsiębiorcy 2

Komisja Europejska wspólnie z państwami członkowskimi planuje przeznaczyć miliard euro na stworzenie infrastruktury superkomputerów najwyższej klasy w ramach programu EuroHPC. Maszyny mają powstać do 2023 roku i pomóc w rozpoznawaniu poważnych wyzwań naukowych i społecznych i zapobieganiu im. Wśród nich ma znaleźć się pierwszy superkomputer na świecie o mocy 1 exaflopsa. Obecnie blisko 70 proc. najszybszych superkomputerów na świecie znajduje się w Chinach i Stanach Zjednoczonych.

W ramach programu EuroHPC do 2023 roku zostaną zakupione dwa superkomputery o mocy obliczeniowej co najmniej 100 petaflopsów, które jednocześnie byłyby najszybszymi superkomputerami na świecie, oraz dwa superkomputery średniej klasy. W dalszej perspektywie jest przygotowanie superkomputera o mocy 1 exaflopsa, czyli 1000 petaflopsów. Maszyna byłaby więc dziesięciokrotnie szybsza od obecnie najszybszego superkomputera świata.

– W dzisiejszej gospodarce innowacyjnej w Europie brakuje superkomputerów. W pierwszej dziesiątce światowych superkomputerów nie ma żadnego komputera, który znajduje się w UE, a że chcemy rozwijać naszą gospodarkę, innowacje, prowadzić badania na najwyższym światowym poziomie, postanowiono wraz z państwami członkowskimi, aby takie superkomputery zbudować – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Świtalski z Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Liderami rankingu najszybszych superkomputerów są chińskie Sunway TihuLoght z mocą 93 petaflopsów oraz Tianhe-2 (blisko 34 petaflopsy). W czołówce listy znajdują się też superkomputery ze Szwajcarii, USA i Japonii. Dopiero na 14. miejscu jest włoski Marconi Intel Xeon Phi. W 2018 roku ranking superkomputerów może zostać przewrócony do góry nogami przez dwie amerykańskie maszyny – Summit i Sierra. Obie mają oferować moc obliczeniową znacznie powyżej 100 petaflopsów, a koszt każdej z nich ma wynieść ok. 250 mln dol.

Unia Europejska oraz kraje członkowskie łącznie na budowę infrastruktury mają przeznaczyć miliard euro, z czego blisko połowę (486 mln) zainwestuje UE. Pozostałą część wpłacą kraje członkowskie, choć nie wiadomo w jakich proporcjach. Skorzystać z mocy obliczeniowej nowych superkomputerów będą mogli zarówno europejscy naukowcy, jak i przedsiębiorcy.

– Superkomputer to nie jedno pudełko, jak wyobrażamy sobie domowy komputer, ale infrastruktura, zarówno sprzętu, jak i oprogramowania, która będzie się mieścić w całej UE. Nie będzie to skondensowane i scentralizowane w jednym kraju, a korzystać z tego będą mogli wszyscy naukowcy, przedsiębiorcy czy projekty, które znajdują się w UE – tłumaczy Świtalski.

Superkomputery zwiększą konkurencyjność Unii w gospodarce opartej na danych. Dotychczas naukowcy i przedsiębiorcy korzystali z komputerów spoza Europy, bo tempo obliczeń maszyn unijnych było zbyt wolne. To zaś może oznaczać zagrożenie dla ochrony danych i prywatności. Nowe superkomputery mają pomóc we wdrażaniu różnych projektów, m.in. w walce ze zmianami klimatycznymi czy medycynie.

Wśród zastosowań superkomputerów można wymienić tematy społeczne, takie jak zmiany klimatyczne czy energia odnawialna. Maszyny mogą służyć do modelowania danych z całego globu. Superkomputery mogą nam pomóc rozwiązać także problem bezpieczeństwa, np. szlaków migracyjnych. Zastosowanie znajdą także w kosmologii i astrofizyce.

– Przy pomocy badań europejskich naukowców zostały odkryte pierwsze planety poza naszym systemem planetarnym czy fale grawitacyjne. Dzięki superkomputerom takie badania będzie można wrzucić w kolejny bieg i przyspieszyć – przekonuje Piotr Świtalski.

Kryptozłotówka ofiarą rekonstrukcji rządu? Polacy nie tak szybko doczekają się rewolucji

Polski startup właśnie kończy pracę nad prototypem kryptozłotówki. Projekt Digital PLN, czyli dPLN, nie zostanie wstrzymany po nieoczekiwanej burzy w mediach, czego wynikiem była utrata patronatu Ministerstwa Cyfryzacji. Zdaniem prof. Krzysztofa Piecha, kierownika PATB, decyzja resortu ma związek ze zmianami w rządzie. I dodaje, że najbardziej straci na tym wizerunek kraju, bo to pionierski projekt na skalę światową. Zapewne opóźni to też emisję kryptowaluty opartej na złotym. Tymczasem, wprowadzenie tego systemu doprowadziłoby do wzrostu konkurencji na rynku finansowym. Spadłyby ceny usług płatniczych. Polacy mogliby też zyskać wyższe oprocentowanie lokat. Sam pieniądz kryptograficzny jest także tańszy, niż elektroniczny, bo wymaga mniej zabezpieczeń. Jednak nad projektem zawisły czarne chmury, bo jak mówią eksperci, wciąż jest widoczny duży opór ze strony władzy i lobby finansowego, aby nie wdrażać tego typu aktywności, szczególnie związanej z cyfrowalutami.

Fakt pozbawienia projektu patronatu Ministerstwa Cyfryzacji szybko skomentowała w mediach społecznościowych była już minister Anna Streżyńska. Wyraziła swoje zaskoczenie, jednocześnie podkreślając, że produkty akceleratora to tzw. proof of concept, czyli badanie potwierdzające słuszność danej koncepcji, a nie pełne wdrożenie. Dodała także, że tego typu działania miały zwyczajnie sprawdzić zdolność do wytworzenia przydatnych rozwiązań i ich działanie w poszczególnych dziedzinach.

– Sam dowiedziałem się o utracie patronatu z mediów. Próbuję zrozumieć tę sytuację, niemniej wciąż trudno mi to skomentować, skoro nikt w Ministerstwie Cyfryzacji nie potrafił mi tego wyjaśnić. Zapewne to wzajemne niezrozumienie ma związek ze zmianami, wprowadzanymi w całym resorcie, włącznie ze stanowiskiem rzecznika prasowego. To bardzo przykre zakończenie intensywnej współpracy, która z mojej strony trwała przez półtora roku. Zakładam, że gdyby nie te zawirowania, to dPLN wciąż miałby poparcie – mówi prof. Krzysztof Piech, kierownik Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain.

Ekspert zaznacza, że projekt jest w całości finansowany ze środków własnych, nie zaś z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Patronat miał głównie znaczenie wizerunkowe. Bez tego np. trudniej będzie twórcom rozmawiać z sektorem finansowym o wprowadzeniu kryptowaluty opartej na złotym. Za dwa tygodnie jej prototyp ma już wejść w fazę poważnych testów. Jednak zanim Polacy zaczną korzystać z kryptozłotówki, może minąć nawet kilkanaście lat, gdyż tak duży opór ze strony władzy dostrzega branża.

– Samo tworzenie narodowej kryptowaluty jest niezwykle pozytywnie odbierane za granicą, m.in. w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii. To jest pionierski projekt na skalę światową. Jesteśmy więc postrzegani jako kraj coraz bardziej postępowy, zaawansowany technologicznie i otwarty na innowacje. Dzięki temu np. nasi rodacy mogą zacząć myśleć o powrocie z emigracji. Z ekonomicznego punktu widzenia, na późniejszym wprowadzeniu kryptozłotówki stracą wszyscy Polacy – przewiduje prof. Piech.

Pieniądz elektroniczny jest bardzo drogi w utrzymaniu, bo wymaga olbrzymich nakładów finansowych ze strony banków centralnych i komercyjnych. Chroni go wiele systemów technologicznych i prawnych. Tysiące informatyków pracują nad jego zabezpieczeniem. Jednak zwolennicy kryptowalut twierdzą, że są one bardziej efektywne, ponieważ samo ich funkcjonowanie nie jest uzależnione od pracy tak wielu osób. A to wynika bezpośrednio z tego, że są lepiej zabezpieczone przed atakami hackerskimi, właśnie dzięki kryptografii. Jak dotąd jeszcze nikt na świecie nie złamał tego typu kodowania, a kradzieże z kont bankowych przecież się zdarzają i to bardzo często w skali całego globu.

– Dla przykładu, nie da się wysłać pieniędzy z Polski do Argentyny w nocy, z soboty na niedzielę, za 1 grosz. Takiej możliwości nie da nam żaden bank na świecie. Natomiast technologia i niski koszt utrzymania kryptowalut pozwala wręcz na ich darmowe przelewy. Oczywiście dla użytkowników oznacza to zarówno wygodę, jak i oszczędność. W szczególności mogłyby na tym zyskać firmy, które miesięcznie dokonują licznych międzynarodowych transakcji. I tak np. wysłanie 10 zł do Chin nie będzie już kosztowało 50 zł – wyjaśnia prof. Krzysztof Piech.

Tańszy pieniądz obniżyłby również koszty transakcji w skali całej gospodarki. W ocenie eksperta, kryptozłotówka, oprócz zysku dla firm wygenerowałby widoczne oszczędności także dla naszych domowych budżetów. Polacy mogliby zyskać wyższe oprocentowanie swoich lokat i wkładów w bankach, ponieważ obniżyłby się koszty funkcjonowania instytucji finansowych. Nie musiałyby one wydawać części swoich środków na prowizje, płacone zagranicznym systemom płatniczym. Można byłoby wprowadzić darmowe rozliczanie się banków między sobą. Tego typu rozwiązania są już testowane pomiędzy bankami w USA i w Azji, głównie w Japonii.

– Wiele razy zdarza się, że ktoś chce szybko przelać pieniądze na terenie samej Polski i musi sprawdzać, jaką sesją elixiru bank do banku wysłał pieniądze. To zwykle dość długo trwa. Dzięki kryptozłotówce można byłoby wprowadzić szybkie i tanie przelewy, dokonywane za pomocą aplikacji mobilnej. Wówczas użytkownicy oszczędzaliby nie tylko pieniądze, ale również czas – podkreśla ekspert z Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain.

Z kolei, mając pieniądz programowalny, czyli bardziej zaawansowaną wersję kryptowaluty, już można zaprogramować w transakcji datę zwrotu pożyczki bądź opłaty za usługę. To szybko rozwiązałoby problemy wielu polskich firm z nieuczciwymi kontrahentami, ponieważ zapisane w kontrakcie środki automatycznie i punktualnie, co do sekundy trafiałyby do pożyczkodawcy czy usługodawcy. Jedyną przeszkodą mogłoby być wyzerowane konto partnera biznesowego, co faktycznie oznaczałoby jego niewypłacalność.

– W Polsce były już co najmniej 3 próby wprowadzenia kryptozłotówki. Natomiast żaden z pomysłów nie przyjął się i nie był na sztywno związany z polskim złotym. Obecnie polskie startupy muszą jeszcze pokonać pewne ograniczenia techniczne, związane z zagwarantowaniem stabilności kursu walutowego. Ale już pod koniec stycznia, kolejny eksperyment, prowadzony pod moim kierunkiem, powinien zakończyć się sukcesem. Wówczas pierwsze rozwiązanie będzie gotowe do testowania przez polskie banki. Obawiam się jednak, że w obecnej sytuacji nasze rozmowy mogą być dość trudne – informuje prof. Piech.

Utworzona wkrótce kryptozłotówka miałaby szansę na dość szybkie upowszechnienie, gdyby inicjatywę poparł np. Narodowy Bank Polski, odpowiedzialny za funkcjonowanie systemu bakowego w Polsce. Ale, jak zaznacza ekspert, ta instytucja wspiera gotówkę, a nie pieniądz elektroniczny, nie mówiąc już o kryptograficznym. Według prof. Piecha, w szeregach NBP brakuje zrozumienia dla skali korzyści, jakie wiążą się z zastosowaniem tego typu rozwiązań.

– Z moich obserwacji wynika, że wiele instytucji obawia się zbytniej niezależności nowego sektora. Podobnie jest w przypadku bardzo silnego lobby finansowego, choć ten sektor powoli zaczyna rozumieć, że proponowane rozwiązania przyniosą mu wiele korzyści oraz zwiększą bezpieczeństwo. Banki zrozumiały, że jeśli same się nie unowocześnią, to prędzej czy później odejdą do lamusa. Ze względu na przestarzałość ograniczą swoje znaczenie tak, jak np. papierowe gazety bez wydań internetowych. Poza tym, polski system bankowy jest coraz droższy, m.in. z uwagi na rosnące opodatkowanie. A dzięki kryptowalucie, instytucje finansowe odnotowałyby oszczędności, które pozwoliłyby im na zwiększenie skali działalności – przewiduje ekspert.

Poważnym hamulcem do upowszechniania się kryptozłotówki może być brak zaufania i wiedzy na temat nowego rozwiązania wśród samych obywateli. Strach spotęgują np. „ostrzegające” przed kryptowalutami kampanie informacyjne, prężnie prowadzone przez najważniejsze w państwie instytucje finansowe. Warto przypomnieć, że w lipcu ub. roku KNF i NBP wydały już wspólne oświadczenie na wskazany temat. Brzmiało ono zniechęcająco wobec nowego sektora, żeby nie powiedzieć odstraszająco. Wskazane instytucje z pewnością miały sporo racji, ostrzegając przed niepewnością w kwestiach inwestycyjnych. Ale kilku rzeczy nie wzięły pod uwagę, a te z kolei mogłyby nieco zmienić całą otoczkę wokół kryptowalut.

– Brak licznych zabezpieczeń bankowych i instytucji gwarantującej bezpieczeństwo transakcji opartych na kryptowalutach oczywiście buduje wśród ludzi uzasadniony lęk. Oficjalnie mówi się o wielu zagrożeniach, np. że jest to technologia dobra dla przestępców. Ale prywatnie bankowcy inwestują własne środki np. w Bitcoiny. Szybko i sporo na nich również zyskują. A trzeba zaznaczyć, że dla osób przyzwyczajonych do liczenia pieniędzy istotne są konkretne zyski o względnie niskim ryzyku – stwierdza pracownik jednego z banków, który zastrzega swoją anonimowość.

Zdaniem prof. Piecha, kryptografia sama w sobie jest najlepszym, technicznym zabezpieczeniem pieniądza. Ale potrzebne są jeszcze inne elementy zwiększające zaufanie społeczne. I nad tym pracuje się już na świecie. Stąd niedawno pojawił się pomysł Wenezueli, żeby stworzyć narodową kryptowalutę, która byłaby zabezpieczona ropą naftową i innymi surowcami naturalnymi. Jeszcze nie są znane szczegóły techniczne dotyczące tego projektu, które miały być ujawnione na początku roku. Nad podobnymi koncepcjami pracuje też kilka rządów na świecie.

– W tym roku należy się spodziewać wielu projektów z tej dziedziny w różnych krajach. Dla przykładu, Rosja próbuje wprowadzić kryptorubla w celu poprawy wyników gospodarczych i usprawnienia działania sektora finansowego. Warto to obserwować i wyciągać wnioski. Obecnie najbliżej wprowadzenia narodowej kryptowaluty jest Dubaj, ponieważ tamtejsza władza bardzo szybko podejmuje decyzje, sprawniej niż rosyjska. W krajach UE ten proces jest zdecydowanie dłuższy, szczególnie w Polsce – podsumowuje prof. Krzysztof Piech.

Kobiety zarabiają zbyt mało, by samodzielnie utrzymać rodzinę. Ich pensja jest o prawie 2 tys. zł za niska

Kobiety zarabiają zbyt mało, by samodzielnie utrzymać rodzinę. Ich pensja jest o prawie 2 tys. zł za niska 3

Prawie 60 proc. Polek nie poradziłoby sobie z utrzymaniem rodziny w razie utraty pensji partnera. Zdecydowana większość ankietowanych przez organizację „Kobieta i pieniądze” pań stwierdziła, że do sprostania kosztom utrzymania potrzebuje zarobków wyższych o 1–2 tys. zł. Dla co czwartej Polki gwarancję samodzielnego utrzymania bliskich stanowi pensja w wysokości 4–5 tys. zł.

W Polsce stale rośnie liczba rozwodów. Według danych demograficznych rocznie rozpada się 60–70 tys. małżeństw. Dotyczy to zwłaszcza dużych miast, gdzie rozwodzi się ok. 40 proc. par. Z obowiązku alimentacyjnego wywiązuje się wprawdzie coraz większa liczba ojców, liczba niepłaconych świadczeń na dzieci wciąż jednak utrzymuje się na wysokim poziomie. Oznacza to, że dla coraz większej liczby rodzin jedynym źródłem dochodu pozostaje pensja kobiety. Tymczasem jak wynika z badań organizacji „Kobieta i pieniądze”, Polki zarabiają zbyt mało, aby samodzielnie utrzymać rodzinę w przypadku nagłej utraty drugiego źródła dochodów.

– Pracujemy, zarabiamy, a okazuje się, że gdyby nie było tej drugiej pensji albo innych źródeł przychodów, to nie byłybyśmy w stanie samodzielnie utrzymać rodzin na tym samym poziomie, co dzieje się, jeżeli są np. dwie pensje lub różne źródła przychodu w domu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominika Nawrocka, założycielka organizacji „Kobieta i pieniądze”.

Raport „Czy Polki zarabiają wystarczająco dużo, by samodzielnie utrzymać rodzinę?” pokazuje, że 58 proc. kobiet nie poradziłoby sobie finansowo z samodzielnym utrzymaniem rodziny w razie nagłej utraty dochodu przez męża lub partnera, jego odejścia lub śmierci. 20 proc. ankietowanych pań zadeklarowała, że gwarancję utrzymania bliskich zapewniłaby im pensja wyższa o 1–2 tys. zł. Taka kwota niezbędna jest 30 proc. kobiet zarabiających poniżej 2 tys. zł, 31 proc. pań o pensji w przedziale 2–3 tys. zł, ale także 27 proc. kobiet zarabiającym 5–6 tys. miesięcznie.

– Większość z pań wskazała dodatkowe 1–2 tys. zł, a bardzo dobrze czułyby się, gdyby te przychody były na poziomie 6 tys. miesięcznie, wtedy one utrzymałyby komfort życia na poziomie, który je satysfakcjonuje, i nie martwiłyby się o byt dnia codziennego – mówi Dominika Nawrocka.

Zdolność sprostania miesięcznym kosztom utrzymania rodziny przy zarobkach 4–5 tys. zł zadeklarowała co czwarta respondentka. Jednocześnie 18 proc. pań przyznało, że poczucie całkowitego bezpieczeństwa finansowego daje im dopiero dochód w kwocie 6 tys. zł.

– To, co nam przyświecało w tym badaniu, to żeby zbadać sytuację, po drugie zwrócić uwagę samych kobiet na to, żebyśmy jednak trochę przewidywały, żebyśmy patrzyły w przyszłość, nie myślały tylko o emeryturze, która jest oczywiście bardzo ważna, ale popatrzmy, sytuacja może się zmienić z dnia na dzień i co wtedy? – mówi Dominika Nawrocka.

Ponad 80 proc. ankietowanych pań chce zwiększyć swoje miesięczne dochody. 44 proc. z nich chce w tym celu podjąć naukę na kursach językowych lub szkoleniach podnoszących kwalifikacje zawodowe, 36 proc. szuka nowej pracy, 25 proc. jest gotowych na zmianę miejsca zatrudnienia, a 29 proc. stawia na własną działalność. Zdaniem Dominiki Nawrockiej deklaracje te nie zawsze pokrywają się jednak z rzeczywistością, dla wielu Polek charakterystyczna jest bowiem koncentracja na obecnej sytuacji, a nie ewentualnej przyszłości.

– Deklaracja jest, na pewno dzieje się trochę w tym zakresie, aczkolwiek powiedziałabym, że dużo jest w teorii, mało w czynach i praktyce, niestety jesteśmy trochę leniwe i liczymy na to, że zawsze będzie dobrze, takie hasło: „jakoś to będzie” jest nam kobietom bardzo bliskie – mówi ekspertka.

Raport jest częścią kampanii „Pieniądze się mnie trzymają!”, a jego celem jest wywołanie dyskusji nad świadomością finansową kobiet, kondycją ich zarobków oraz perspektyw finansowych. Odpowiedzialna za jego powstanie organizacja „Kobieta i pieniądze”, która od kilku lat prowadzi działania edukacyjne rozwijające kompetencje finansowe, biznesowe i marketingowe kobiet w Polsce.

Wyzwania dla rządu Morawieckiego

Wyzwania, jakie stoją przed nowym rządem premiera Mateusza Morawieckiego, są ogromne. Należy do nich zmiana akcentu i podejścia oraz intensyfikacja w zakresie przedsiębiorczości, inwestycji i mieszkalnictwa – w tym także rządowy program Mieszkanie Plus. To również zapewnienie Polakom bezpieczeństwa finansowego i ekonomicznego. W expose premiera padały też kwestie dotyczące służby zdrowia i narodowych programów zdrowotnych. Bardzo ważne są nowe regulacje w zakresie podatkowym. Prawdopodobnie zmienione zostaną pewne zapisy dotyczące podatku PiT i CiT. Nowa wizja rozwoju gospodarczego ma polegać na zwiększeniu nakładów na inwestycje, nie tylko państwowe, ale także prywatne i samorządowe.

 Jest cały szereg ważnych kwestii do rozwiązania. Ważne jest także dalsze uszczelnianie systemu podatkowego. Bez tego nie mogą być realizowane programy socjalne – powiedział serwisowi eNewsroom Janusz Szewczak, poseł na sejm RP  W tym roku zapowiadane są rekordowe dochody podatkowe – ponad 166 mld złotych z VAT-u. Przesuwamy nieco uwagę na sprawy związane z gospodarką, finansami, budżetem i inwestycjami. Kładziemy też nacisk na mieszkania i budownictwo. Rządowy program mieszkaniowy przechodzi pod bezpośrednie zwierzchnictwo premiera. To pokazuje jak wysoką rangę rząd przypisuje kwestiom społecznym. Wyzwań nie brakuje także w polityce zagranicznej. Chodzi przede wszystkim o relacje z Unią Europejską, niesprawiedliwe oskarżenia ze strony urzędników Komisji Europejskiej. To także sprawa reparacji będących istotnym problemem podnoszonym już w ubiegłym roku. Kolejną kwestią jest szansa na wprowadzenie w życie zmian w ramach Konstytucji BiznesuW 2018 roku budżet będzie stabilny i bezpieczny, tak jak dotychczas. Wskaźniki makroekonomiczne zapowiadają się bardzo dobrze. To, na czym skupi się rząd, to kwestie gospodarcze, inwestycyjne, sprawy przedsiębiorców oraz budownictwo i mieszkalnictwo – podsumował Szewczak.

Polacy coraz chętniej lokują oszczędności w nieruchomości. Częściej niż na Zachodzie inwestują w produkty ryzykowne

Polacy coraz chętniej lokują oszczędności w nieruchomości. Częściej niż na Zachodzie inwestują w produkty ryzykowne 4

Nieco połowa Polaków oszczędza, a 16 proc. robi to regularnie co miesiąc. Na tle innych krajów to niewiele. Jak wynika z danych Analiz Online, na koniec III kwartału 2017 roku łączna wartość oszczędności Polaków przekroczyła 1,35 bln zł. Najczęściej odkładamy pieniądze na depozytach w bankach i SKOK-ach, ale – co ciekawe – częściej niż inni Europejczycy inwestujemy je w produkty ryzykowne. Bardzo często lokujemy też oszczędności w nieruchomościach.

– Polacy przeznaczają zbyt mało pieniędzy na zabezpieczenie swojej przyszłości finansowej, ufamy bowiem, że państwo zrobi to za nas. Każdy powinien jednak samodzielnie pracować na to, żeby kolejne lata życia były spokojne i przebiegły w dostatku. Należy więc budować odpowiedzialną świadomość, że to w dużej mierze zależy od nas samych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Ziemba, prezes zarządu Vienna Life TU na Życie SA Vienna Insurance Group.

Badanie Fundacji Kronenberga „Postawy Polaków wobec finansów” wskazuje, że 47 proc. Polaków sporadycznie odkłada pieniądze, a tylko 16 proc. oszczędza co miesiąc. Raport BGŻ Optima („Polak oszczędny 2017”) wskazuje z kolei, że co piąta osoba oszczędzająca myśli o tym w horyzoncie długoterminowym (dłuższym niż 3 lata). 40 proc. respondentów w ogóle nie odkłada środków na emeryturę. Bierne podejście do tego tematu charakteryzuje każdą z badanych grup wiekowych.

Namawiam wszystkich do oszczędzania, do szukania metod, które pozwalają w sposób świadomy i dopasowany do własnych potrzeb zadbać o przyszłość. Musimy coraz więcej odkładać, bo pod względem zabezpieczenia naszego bytu przez państwo rysuje się ona szaro – ocenia Paweł Ziemba.

Obecnie relacja wysokości ostatniej wypłaty do wysokości emerytury wynosi niecałe 50 proc. W 2050 będzie to już 20–30 proc.

Choć regularnie odkłada pieniądze tylko połowa Polaków, to łącznie nasze oszczędności rosną. Raport Analiz Online „Struktura oszczędności Polaków” wskazuje, że na koniec III kwartału 2017 roku wartość oszczędności przekroczyła 1,3 bln zł. Jak wynika z sondażu Deutsche Banku, w tym roku 18 proc. Polaków zamierza samodzielnie oszczędzać na emeryturę np. w ramach planów regularnego oszczędzania. 16,2 proc. ankietowanych ulokuje odkładane pieniądze na lokatach terminowych. Połowa mniej wybierze inwestycje alternatywne. Jednostki funduszy inwestycyjnych chce w tym roku zakupić 7,1 proc. badanych, a akcje – 4,1 proc.

W 2017 roku sprzedało się bardzo dużo mieszkań, najwięcej za gotówkę, co pokazuje, że Polacy traktują rynek mieszkaniowy jako pewny i gwarantowany. Z drugiej strony nadal trzymamy bardzo dużo pieniędzy na depozytach w bankach. Wolimy coś mieć fizycznie niż lokować środki finansowe w produktach o dłuższym horyzoncie inwestycyjnym i wyczekiwać na hossę – mówi prezes Vienna Life TU na Życie SA Vienna Insurance Group.

Z szacunków Open Finance opartych o dane NBP wynika, że w 2017 roku w siedmiu największych miastach w Polsce za gotówkę kupiono 50 tys. mieszkań. Zakupy gotówkowe stanowiły dwie trzecie zawartych transakcji, pozostała to te zawarte z udziałem finansowania kredytowego. Podobnie było w 2016 roku, kiedy udział gotówki w wartości transakcji w największych miastach sięgnął 70 proc.

Największy udział w oszczędnościach mają depozyty. Według Analiz Online Polacy zgromadzili na nich 735 mld zł, mimo że nie mogą liczyć na żadne zyski z tego tytułu. Raport Fundacji Kronenberga wskazuje, że 8 proc. Polaków lokuje pieniądze z myślą o zysku w przyszłości. Takie statystyki znajdują odzwierciedlenie także w danych pokazujących naszą wiedzę o inwestowaniu. Blisko połowa respondentów w 2017 roku stwierdziła, że sukces w inwestowaniu to głównie kwestia przypadku lub szczęścia.

– Polacy, o dziwo, kupują też bardzo dużo produktów ryzykownych. Patrząc na naszą spółkę, 50 proc. aktywów jest zgromadzonych w produktach opartych o inwestycje na rynku akcji, co dziwi, bo rynek zachodni znacznie bezpieczniej podchodzi do tego obszaru. Polacy oczekują produktów pewnych, gwarantowanych, natomiast oferują one znacznie niższe stopy zwrotu. Chcąc osiągnąć wyższe zyski, częściej podejmujemy więc ryzyko, nawet przy braku świadomości – analizuje Paweł Ziemba.

Coraz częściej produkty inwestycyjne kupujemy przez internet. Dotyczy to jednak głównie tych prostszych produktów. Zdaniem prezesa Vienna Life w tym obszarze trudno oczekiwać, aby kanał internetowy całkowicie wyparł tradycyjne spotkanie z doradcą.

– Nowe technologie są potrzebne, ale byłbym zbytnim optymistą, gdybym powiedział, że wyeliminują zupełnie funkcjonowanie doradcy na rynku finansowym. Obserwujemy, że polski klient trochę odbiega od klienta zachodniego ze swoimi przyzwyczajeniami i nawykami. Ma potrzebę spotkania się i porozmawiania z doradcą. Potrzebujemy jeszcze wielu lat, żeby można było powiedzieć, że internet zastąpi doradcę i będziemy nabywali wszystkie produkty inwestycyjne tylko w sieci – przekonuje Paweł Ziemba.

W czasie ferii zimowych rośnie zainteresowanie polisami turystycznymi. Polacy wciąż jednak nie wiedzą, co robić w razie wypadku

W czasie ferii zimowych rośnie zainteresowanie polisami turystycznymi. Polacy wciąż jednak nie wiedzą, co robić w razie wypadku 5

Podczas ferii zimowych wzrasta zainteresowanie ubezpieczeniami. W tym czasie sprzedaje się nawet 2,5-krotnie więcej ubezpieczeń turystycznych niż latem – wynika z danych AXA Ubezpieczenia. Średnio suma ubezpieczenia wynosi 30–60 tys. euro, ale częściej decydujemy się na polisy z wyższymi kwotami, po 100–200 tys. euro, lub nawet na te bez limitu.

– W naszym towarzystwie obserwujemy teraz ponad 2,5-krotny wzrost sprzedaży polis. W okresie ferii popyt na ubezpieczenia turystyczne bardzo wzrasta, również w stosunku do polis letnich. Polacy kupują ubezpieczenia na zimę, ponieważ wypadków narciarskich jest dużo i każdy już zazwyczaj pamięta o ubezpieczeniu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Oszczak, menadżer ds. produktów i oceny ryzyka w  AXA Ubezpieczenia.

Polska Izba Ubezpieczeń podaje w raporcie „Jak ubezpieczenia zmieniają Polskę i Polaków” przygotowanym przez Deloitte, że w 2017 roku około 4,2 mln Polaków wyjechało na urlop za granicę. Mimo że większość wybrała kraje Unii Europejskiej, to na ich terenie nie wszystkie usługi zapewni publiczne ubezpieczenie zdrowotne. Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKZU) upoważnia do opieki wyłącznie w placówkach publicznych. Nie pokrywa też kosztów ewentualnego transportu do Polski. W niemal wszystkich krajach Europy trzeba samemu zapłacić za koszty ratownictwa górskiego. We Francji, jednym z najbardziej popularnych kierunków podróży narciarzy, występuje z kolei współudział w płatności za usługi medyczne.

– Ubezpieczenia podróżne są spakietowane i obejmują ubezpieczenie kosztów leczenia z assistance, NNW, ubezpieczenie bagażu podróżnego, odpowiedzialności cywilnej, kosztów ratownictwa na stoku w przypadku polis narciarskich, ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej, ubezpieczenie sprzętu sportowego, zwrot za niewykorzystany karnet, wynajęty sprzęt sportowy – mówi ekspertka AXA.

Przy wyborze polisy turystycznej trzeba jednak rozważyć różne ryzyka, na jakie będziemy narażeni podczas wyjazdu. Nie wszystkie ubezpieczenia obejmują sporty amatorskie, a najtańsza polisa może nie wystarczyć na pokrycie w całości leczenia ambulatoryjnego.

AXA policzyła koszty, z jakimi trzeba się liczyć, gdy ulegniemy lub spowodujemy wypadek na stoku narciarskim za granicą: koszty ratownictwa, ambulatorium, np. diagnostyka, RTG , rezonans, usztywnienie nogi kosztuje nawet do 2 tys. euro. Jeśli jest poważny uraz ortopedyczny, konieczny jest transport karetką do Polski (często osoby z usztywnionymi nogami nie są wpuszczane do samolotu) to kolejne 1 tys. euro. Ratownictwo ze stoku i przelot do szpitala helikopterem to koszt do 5 tys. euro. W przypadku poważnych urazów, kiedy lekarz zdecyduje, że niezbędna jest natychmiastowa operacja na miejscu, trzeba się liczyć z dodatkowymi kosztami rzędu nawet do 1 tys. euro za dzień pobytu w szpitalu.

Aby pokryć tego rodzaju koszty, według szacunków Polskiej Izby Ubezpieczeń i Deloitte, ubezpieczyciele wypłacili w 2016 roku świadczenia o wartości 170 mln zł.

– Obserwujemy zdecydowanie trend związany ze zwiększeniem sumy ubezpieczenia na koszty leczenia, Polacy są zainteresowani wyższą ochroną. Sumy ubezpieczenia w tej chwili wahają się między 50–60 a 100 tys. euro, są nawet polisy bezlimitowe. Jeszcze niedawno te kwoty były zdecydowanie niższe. Ubezpieczaliśmy Polaków na 10–20 tys. euro, w tej chwili te polisy są już w mniejszości – przekonuje Oszczak.

Choć rośnie świadomość Polaków, że trzeba mieć polisę na wyjazd zagraniczny, to wciąż nie wiedzą, co robić po wypadku. Jak przypomina ekspertka AXA, podczas wyjazdu należy przede wszystkim mieć przy sobie numer centrali alarmowej, który zapisany jest na polisie i w razie wypadku od razu skontaktować się z ubezpieczycielem.

– Kiedy zgłosimy szkodę, centrala alarmowa może przejąć koszty pokrycia wizyty lekarskiej, może tę wizytę zorganizować, np. w hotelu, gdzie przebywamy. Przejmuje też koszty leczenia szpitalnego, organizuje transport do placówki, transport powrotny, dolot i pobyt osoby towarzyszącej – wymienia Magdalena Oszczak. – Jest bardzo dużo takich czynności, które ułatwiają życie i funkcjonowanie w momencie, kiedy mamy nieprzyjemne zdarzenie w postaci nagłego zachorowania bądź nieszczęśliwego wypadku.

Ekspertka AXA radzi też, żeby w razie spowodowania wypadku na stoku podać poszkodowanemu numer swojej polisy, a jeśli samemu jest się poszkodowanym, należy spisać numer polisy oraz dane sprawcy, a następnie niezwłocznie powiadomić centralę alarmową (nie później niż w ciągu siedmiu dni od dnia zdarzenia). Gdy podróżujący sam pokryje koszty leczenia za granicą, musi uzyskać dokumentację medyczną i zachować faktury oraz rachunki za udzieloną pomoc czy zakup lekarstw, a następnie przesłać do ubezpieczyciela w ciągu siedmiu dni od powrotu do Polski wraz z wypełnionym formularzem zgłoszenia szkody.

Magdalena Oszczak sugeruje, aby pokrywać samodzielnie tylko drobne wydatki, aby nie narażać się na ryzyko, że koszt skomplikowanych usług medycznych przekroczy zakres ubezpieczenia. Wtedy rachunki za lekarstwa, wizytę u internisty i zalecenia lekarza należy po powrocie do Polski przesłać ubezpieczycielowi do refundacji. Niezwłocznie z kolei trzeba zgłosić zaginięcie lub zniszczenie bagażu, opóźnienie lotu albo rezygnację z podróży. W przypadku opóźnienia bagażu podróżnego lub opóźnienia lotu potrzebne będzie zaświadczenie z linii lotniczych o niedostarczeniu bagażu lub opóźnieniu lotu.

Javier Bardem: Młode innowacyjne firmy zmieniają świat na lepsze. Podziwiam to, że przekuwają marzenia w rzeczywistość

Javier Bardem: Młode innowacyjne firmy zmieniają świat na lepsze. Podziwiam to, że przekuwają marzenia w rzeczywistość 6

Dzięki start-upom świat staje się lepszy: jesteśmy zdrowsi i oddychamy czystszym powietrzem – ocenia Javier Bardem, aktor i globalny ambasador konkursu dla start-upów Chivas Venture, który wspiera młode innowacyjne firmy. Zdobywca Oscara podkreśla, że sam nie ma talentu do biznesu. Start-upowcy mają coś, czego ja nie mam – umiejętność przekuwania marzeń w rzeczywistość – podkreśla Bardem.

Jestem kiepski w biznesie. Jestem aktorem, a aktorzy zazwyczaj nie są dobrymi biznesmenami, ale za to jestem człowiekiem, który potrafi współodczuwać. Podziwiam to, co inni dla nas robią – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Javier Bardem, aktor i globalny ambasador Chivas Regal, marki whisky.

Aktor gościł w Polsce z okazji krajowego finału konkursu Chivas Venture dla start-upów. To już trzecia edycja programu, którego celem jest wspieranie i promowanie innowacyjnych start-upów proponujących rozwiązania istotnych problemów społecznych. Tym razem zwyciężyła firma Neuro Device, która pracuje nad pierwszym na świecie systemem do efektywnej rehabilitacji zaburzeń mowy (afazji).

– Start-upy sprawiają, że nasze życie staje się lepsze, jesteśmy zdrowsi, marnujemy mniej żywności, oddychamy czystszym powietrzem. Pomagają one normalnie funkcjonować ludziom z uszkodzeniami mózgu, dysleksją i zaburzeniami mowy. To naprawdę ważne kwestie. Fakt, że takie firmy dostają wsparcie finansowej i szansę rozwoju swoich projektów, jest bardzo pozytywny – mówi Javier Bardem.

W Polsce działa ponad 2,7 tys. start-upów. Większość finansuje swoje biznesy z własnych oszczędności. Problemem jest pozyskanie środków na dalszy rozwój i brak kontaktów, które mogą umożliwić międzynarodowy rozwój.

Taką możliwość daje konkurs Chivas Venture, globalna inicjatywa marki Chivas Regal, skierowana do przedsiębiorców, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki w biznesie, oraz tych, którzy już działają na rynku, ale nie więcej niż trzy lata. Zwycięzca będzie rywalizował w globalnym finale wiosną 2018 roku o dofinansowanie z puli nagród, która wynosi milion dolarów.

W krajowym finale, oprócz Neuro Device, znaleźli się także Outlet spożywczy, czyli platforma internetowa, która automatyzuje dystrybucję produktów spożywczych, Andervision – firma opracowująca proekologiczne rozwiązania, Biolumo – zajmujący się precyzyjnym dopasowaniem antybiotyku, oraz AppiCare, który opracowuje dziennik choroby online dla pacjentów onkologicznych. Jak zapewniają przedstawiciele Chivas Regal, wszystkie start-upy mogą liczyć na dalsze wsparcie mentorskie.

W poprzednich dwóch edycjach laureatami zostały firma Migam (I edycja) z innowacyjnym systemem tłumaczącym dla osób głuchych oraz Nexbio, który zajmuje się tworzeniem przenośnego modułu analiz DNA roślin.

– W start-upach istotne jest przekuwanie marzeń w rzeczywistość i wiedza, jak to zrobić. Poruszanie się w świecie marzeń to mój zawód. Ale oni przekuwają marzenia w rzeczywistość, czego nie potrafię. Podziwiam ludzi, którzy mają takie zdolności – przyznaje Javier Bardem. – Nie sądzę, żebym sam inwestował w start-upy. Znam się tylko na robieniu filmów.