PragmaGO świetnie sobie radzi

Pragma Faktoring SA poinformowała dziś o wynikach sprzedażowych czterech kwartałów 2017 r. Informacja obejmuje dane dotyczące zrealizowanych obrotów oraz   liczby pozyskanych Klientów.

Na obydwu płaszczyznach spółka zanotowała rekordowe wyniki:

  • obroty zrealizowane od stycznia do grudnia br. wyniosły 704 mln zł, co jest wynikiem o 21 proc. lepszym od dotąd najlepszego historycznie analogicznego okresu 2016 r.
  • w samym 4 kwartale Pragma Faktoring podpisała 194 umowy faktoringu z nowymi Klientami (podczas gdy w analogicznym okresie rok wcześniej było to 56 umów), większość z tych 194 umów została podpisana w ramach działalności onlinowego segmentu PragmaGO.

Dodatkowo w całym 2017 r. z usług faktoringowych Pragmy skorzystało aż 600 Klientów (328 rok wcześniej).

Fintech PragmaGO jest obecnie segmentem, z którym spółka wiąże największe plany rozwoju. Dynamika wzrostu  w zakresie liczby pozyskiwanych i obsługiwanych Klientów świadczy o wysokiej jakości usług Pragma Faktoring, ale też jest wynikiem uruchomionej w tym roku onlinowej sprzedaży usług mikrofinansowania. PragmaGO to kluczowy obszar w naszej strategii. Jest nowoczesna, przyjazna dla Klientów i łatwo skalowalna. Jestem przekonany, że pozwoli nam ona istotnie zwiększyć i skalę działalności spółki, i jej rentowność – powiedział Tomasz Boduszek, prezes spółki.

Nowe PZU – Strategia Grupy PZU na lata 2017 – 2020

9 stycznia 2018 roku zarząd oraz rada nadzorcza PZU SA przyjęły aktualizację strategii do roku 2020, która zmienia model działania całej Grupy PZU, stawia nowe akcenty i powołuje konkretne inicjatywy, by uczynić z PZU jedną z najbardziej innowacyjnych instytucji w branży finansowej w Europie.

Grupa PZU jest dzisiaj największą grupą finansową w Europie Środkowo-Wschodniej. Zarządza blisko 300 mld zł aktywów oraz cieszy się zaufaniem ponad 22 milionów klientów w pięciu krajach. 80 proc. gospodarstw domowych w Polsce ma relacje z firmami należącymi do Grupy PZU SA, a są to także dwa niedawno kupione banki, czyli Alior i Pekao. To aż 22 mln klientów oraz 150 tys. pracowników. PZU chce budować swą siłę poprzez lepsze wykorzystanie olbrzymiej bazy danych o swych klientach.

Nowe PZU stawia na sztuczną inteligencję i lepsze wykorzystanie baz danych. W celu zwiększenia liczby interakcji z klientami stworzy klub lojalnościowy oraz rozbuduje portal moje.pzu.pl, który będzie integrował usługi Grupy PZU w jednym miejscu i pozwoli klientom m.in. kontrolować posiadaną ochronę ubezpieczeniową, kupić nowe polisy, zlikwidować szkodę, zarządzać opieką zdrowotną, w tym terminami wizyt lekarskich, a także inwestować oraz korzystać z usług bankowych.

– Nowa strategia zawiera bardzo ambitne cele. W stosunku do ostatniego zamkniętego roku mamy ambicję podwyższenia ROE Grupy o ponad 7 p.p. do przeszło 22% w roku 2020. Pozyskamy miliard złotych składki ubezpieczeniowej ze współpracy z bankami i milion nowych klientów dla banków – chcemy tworzyć relację dającą korzyści obydwu stronom. Istotnie zwiększymy nasze przychody w segmencie „zdrowie” do miliarda złotych w 2020 roku. Konsolidując rynek zarządzania aktywami i pomnażając oszczędności naszych klientów zwiększymy ponad dwukrotnie portfel, jakim dysponujemy, osiągając 65 mld złotych w zarządzaniu. – mówi Tomasz Kulik, CFO w Grupie PZU.

Marki premium stawiają na Internet

Marcin Rupiński, CEO sieci reklamowej Royal Ad
Marcin Rupiński, CEO sieci reklamowej Royal Ad

Jak wynika z najnowszego raportu KPMG dotyczącego dóbr luksusowych w Polsce, rynek ten stale rośnie w siłę. Szacuje się, że w 2021 roku jego wartość może osiągnąć niemal 31 mld zł, a więc wzrośnie o prawie 50% w stosunku do 2017. Oznacza to również zwiększenie wydatków na reklamę dóbr luksusowych. Jak wygląda życie bogatych Polaków i w co najchętniej inwestują? Na te pytania odpowiada Marcin Rupiński, CEO sieci reklamowej Royal Ad.

Przybywa zamożnych Polaków

Z każdym rokiem rośnie liczba zamożnych Polaków. Potwierdzają to badania KPMG, według których w 2016 roku w naszym kraju mieszkało 1 042 tysięcy osób o wysokich dochodach. Porównując te dane z rokiem 2015, ich liczba wzrosła o 43 tysiące, a dochody o 6,8 mld złotych. W 2017 w Polsce żyło aż 1,1 mln bogatych, a wartość rynku dóbr luksusowych była szacowana na 21 mld złotych.

Najbardziej dochodowym, wśród marek premium, jest segment luksusowych samochodów. Na kolejnych miejscach plasują się biżuteria i zegarki. Eksperci prognozują, że między 2017 a 2021, to właśnie sprzedaż luksusowych aut wzrośnie najbardziej, przy czym mianem luksusowego określa się samochód, którego cena jest nie mniejsza niż 285 tysięcy zł. Zaskoczeniem może być fakt, że najczęściej kupowanym dobrem luksusowym są alkohole – 44% osób deklaruje, że dokonuje takiego zakupu raz lub kilka razy w miesiącu. Cena wina, które można uznać za luksusowe to przeszło 430 zł, natomiast butelka koniaku to koszt rzędu 1170 zł.

Łączny dochód netto osób zamożnych w 2017 roku szacuje się na 191 mld zł, natomiast według prognoz, do 2020 roku ma on wynieść prawie 245 mld zł.

Jak żyją bogaci?

Według autorów raportu, trzema głównymi czynnikami, którymi kierują się zamożni Polacy przy dokonywaniu zakupów są: jakość, wygląd i cena. Najpopularniejszym towarem luksusowym pozostają ubrania i buty oraz kosmetyki i perfumy. Tylko 3% badanych zadeklarowało, że nigdy nie kupuje tych produktów.

Osoby majętne najchętniej lokują swój kapitał w nieruchomościach i aktywach finansowych. Z jakich usług korzystają najczęściej? Aż 65% regularnie korzysta z pomocy domowej. Wysokie miejsce zajmują również wizyty w luksusowych restauracjach. Najmniejszym powodzeniem cieszą się natomiast prywatni kierowcy i loty czarterowe.

Warto również zwrócić uwagę na to, co zamożni Polacy robią w wolnym czasie. Każdego dnia  67% z nich spędza prawie godzinę na przeglądaniu stron internetowych, a 73% deklaruje swoją aktywność w mediach społecznościowych. To właśnie Internet jest miejscem, w którym dokonują decyzji zakupowych oraz nabywają usługi i towary. Z tego powodu reklama marek premium powinna być skrojona na miarę oczekiwań wymagających, zamożnych klientów.

Reklama na miarę luksusu

W 2018 roku Internet stanie się głównym miejscem reklamy usług i produktów luksusowych oraz koncentracji budżetów marketingowych marek premium. Szacuje się, że Internet osiągnie udziały na poziomie przeszło 30%, tym samym wyprzedzając prasę, która przez długi czas utrzymywała pozycję lidera. Blisko 87% nowych wydatków na reklamę dóbr luksusowych w latach 2016-2018 stanowi reklama online. Zatem powinna być ona dopasowana do indywidualnego odbiorcy, a także odznaczać się estetyką, prestiżem i ukazywać wartości, jakie prezentuje marka.

Korporacja, technologia i produktywność kontra psychika pracownika

Pracownicy coraz częściej zmagają się z syndromem wypalenia zawodowego. Brak satysfakcji, energii i motywacji do pracy, będące standardowymi objawami wypalenia, negatywnie wpływają także na ich zdrowie i zadowolenie z życia. Trend budzi obawy pracodawców, ponieważ to w ich rękach znajdzie się odpowiedzialność za stworzenie warunków pracy, ułatwiających zachowanie zdrowej równowagi pomiędzy pracą i życiem prywatnym. W przeciwnym razie będą musieli zmierzyć się z ryzykiem utraty najlepszych pracowników i spadkiem produktywności.

Jak pokazują badania Willis Towers Watson cytowane na łamach Hays Journal 14, aż 42% pracowników doświadczyło w swojej karierze długotrwałego stresu bądź problemów ze zdrowiem psychicznym. Jednocześnie co trzeci uczestnik badania uznał, że praca negatywnie wpływa na komfort psychiczny. Są to niepokojące dane, które oddają skalę problemu obserwowanego na współczesnym rynku. Profesjonaliści zmagają się z coraz większą presją i nakładem pracy, co w kontekście dynamicznych zmian zachodzących w otaczającym nas świecie coraz częściej doprowadza do sytuacji, w której eksperci tracą entuzjazm dla niegdyś wymarzonej pracy.

Jak wskazują eksperci rynku pracy, jednym z głównych powodów wypalenia zawodowego jest rozwój technologiczny oraz praktyka pozostawania dostępnym dla innych niemal przez całą dobę. Pracownicy – zwłaszcza będący przedstawicielami najmłodszych pokoleń – są przyzwyczajeni do korzystania z tabletów i smartfonów o każdej porze dnia i nocy, również w sprawach służbowych. Świadczą o tym liczby – badanie Bupa przedstawione w najnowszym Hays Journal wykazało, że 82% millenialsów czyta służbowe emaile zaraz po przebudzeniu i tuż przed zaśnięciem. Co więcej, 32% uczestników badania czuje się w obowiązku odbierania wiadomości w trakcie urlopu.

– Starsze pokolenia nie doświadczały presji, jaką nałożyły na pracowników nowoczesne technologie. W rezultacie w niektórych firmach tempo pracy jest zawrotne, pozostawiając specjalistom niewiele czasu na solidny odpoczynek i zebranie sił na kolejne wyzwania. Jak powszechnie wiadomo, brak czasu wolnego i możliwości odcięcia się od pracy to pierwszy krok do wypalenia zawodowego – komentuje Paula Rejmer, dyrektor zarządzająca Expert Perm w Hays Poland. Pracownik pozbawiony odpoczynku może stać się zakładnikiem swojego życia zawodowego, od którego nie potrafi uciec nawet na zasłużonym urlopie. Wkrótce potem nawarstwienie zmęczenia i stresu przekłada się na frustrację i spadek wydajności, co jest zagrożeniem zarówno dla jednostki, jak i całej firmy.

Szeroki dostęp do rozwiązań technologicznych oraz nowe kanały komunikacji to nie jedyny powód, dla którego coraz więcej osób doświadcza wypalenia zawodowego. Trend rozwija się także przez postępującą globalizację – coraz więcej pracowników należy do rozproszonych zespołów, których członkowie pracują w innych strefach czasowych. W takiej sytuacji czas pracy często rozpoczyna i kończy się w niestandardowych godzinach, a wyjście z biura nie jest równoznaczne z zakończeniem odpowiadania na wiadomości przesyłane przez współpracowników z innego regionu świata.

Kolejnym zagrożeniem jest postępujące wydłużanie czasu pracy. Jak wynika z zeszłorocznego raportu Hays Poland zatytułowanego „Nadgodziny”, aż 75% Polaków pracuje więcej niż standardowe 40 godzin tygodniowo. Natomiast badania OECD wskazują Polaków jako jeden z najbardziej zapracowanych narodów w Europie. Praca w nadgodzinach i brak możliwości zachowania równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym ma negatywny wpływ na poziom stresu, zdrowie fizyczne i psychiczne. Jeśli taki stan utrzymuje się przez długi czas, to prawdopodobieństwo wystąpienia syndromu wypalenia zawodowego rośnie.
W zapobieganiu syndromowi wypalenia zawodowego ogromną rolę odgrywają działy HR, które mają za zadanie wsparcie firmy w tworzeniu kultury organizacyjnej opartej na promowaniu work-life balance oraz szacunku dla czasu wolnego pracowników. Zdaniem Pauli Rejmer, organizacje powinny zachęcać swoje kadry do prowadzenia zdrowego trybu życia i korzystania z przysługującego im urlopu. Jednocześnie zaznacza, że kluczem do dobrego samopoczucia pracowników jest powszechna świadomość problemu, jakim jest wypalenie zawodowe. – Jednym z najprostszych rozwiązań jest koncentracja na wynikach pracy, a nie godzinach spędzonych w biurze. Menedżerowie powinni komunikować swoim zespołom, że przemęczenie nie jest sprzymierzeńcem produktywności i każdemu pracownikowi należy się odpoczynek od firmy. Na takim układzie zyskują przecież obie strony. – przekonuje ekspertka Hays.

Działania podejmowane w celu ograniczenia przypadków wypalenia zawodowego wśród pracowników powinny być dopasowane do indywidualnych wyzwań każdej organizacji. Podczas gdy w jednej firmie największym zagrożeniem jest kultura pracy w nadgodzinach, to w innej może to być frustracja pracowników związana ze zbytnim obciążeniem monotonną pracą o charakterze administracyjnym. Bez względu na źródło problemu, dobrą praktyką jest promowanie wśród pracowników nawyku wyłączania telefonu służbowego w weekendy oraz komunikowanie, że od pracowników nie oczekuje się aktywności online po godzinach pracy.

W obliczu narastającego problemu, jakim jest wypalenie zawodowe, organizacje powinny jak najszybciej wdrożyć rozwiązania ukierunkowane na podtrzymywanie satysfakcji z wykonywanej pracy oraz ułatwienie pracownikom utrzymania równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. Fundamentem skutecznej strategii powinno być wykształcenie wśród kadry zarządzającej umiejętności rozpoznawania pierwszych symptomów wypalenia oraz opracowanie planu wsparcia dla pracowników, którzy tracą satysfakcję i motywację do dalszej pracy.

– W niektórych branżach stres jest stałym elementem każdego dnia pracy, a jego brak wciąż bywa odbierany jako wyznacznik niewystarczającego zaangażowania w wykonywane obowiązki. W takim środowisku szczególnie trudno jest rozpoznać pierwsze oznaki wypalenia zawodowego, a pracownicy często nie mają świadomości, jak duży wpływ utrzymujący się stan napięcia ma na ich życie prywatne i zawodowe – mówi Paula Rejmer. Zapobieganie syndromowi jest więc zadaniem zarówno dla pracodawców, jak i pracowników – wymaga zmiany podejścia do problemu i nauki rozpoznawania pierwszych objawów. Organizacjom oprócz celów związanych z tworzeniem przyjaznego miejsca pracy przyświecają także cele biznesowe. Wypalenie zawodowe wśród pracowników często jest równoznaczne z utratą wspaniałych ekspertów i obniżeniem produktywności, na co pracodawcy nie mogą sobie pozwolić.

Dlaczego Szwedzi zdobywają świat przywództwem w stylu lagom?

Wielu rozpoczynających prowadzenie biznesu przedsiębiorców marzy o stworzeniu firmy, która pójdzie w ślady ikon sukcesu, takich jak  Ikea, H&M czy Skype. Redakcja szwedzkiej edycji magazynu „The Local” postanowiła zbadać, dlaczego w niewielkim kraju, jakim jest Szwecja, powstało tak wiele firm będących liderami globalnych rynków.

 Dużą liczbę szwedzkich firm odnoszących sukcesy na międzynarodowych rynkach tłumaczy się czasem jedyną w swoim rodzaju kulturą przywództwa. Na czym ona polega?

Dobrym punktem wyjścia do zastanowienia się nad tą kwestią jest to, co o szwedzkim podejściu do przywództwa powiedział Anders Richtnér, dyrektor SSE Executive Education. Stwierdził on, że słowem-kluczem, które oddaje charakter nie tylko podejścia do życia, ale i stylu zarządzania Szwedów jest  pojęcie lagom.

Szwedzkie słowo lagom nie ma prawdopodobnie dokładnego odpowiednika w żadnym innym języku. W przybliżeniu znaczy ono „nie za dużo i nie za wiele” albo „w sam raz”.

Według popularnej, choć nie do końca prawdziwej legendy słowo pochodzi z czasów, gdy chłopi pracujący razem w gospodarstwie jedli z jednej wspólnej miski.
Miało ono powstać ze złożenia słów lag (zespół) i om (wokół, dookoła). Chodziło o to, by każdy brał z miski odpowiednią ilość jedzenia, nie za dużo i nie za mało, tak żeby wystarczyło dla wszystkich. Miska odbywała obowiązkową „rundę” po wszystkich członkach „zespołu”.

Lagom dobrze wyraża typowe dla Szwedów podejście do życia. Potrafią oni ciężko pracować, ale nie lubią pracować za dużo. Pracują więc „w sam raz”. Również stworzone przez nich państwo opiekuńcze oparte jest na idei dzielenia się dobrami w taki sposób, by każdy dostał lagom.

Co jednak może znaczyć lagom w kontekście kultury korporacyjnej?

W ostatnim stuleciu szwedzcy przedsiębiorcy odnieśli wiele spektakularnych sukcesów. Mimo, że ludność Szwecja dopiero niedawno osiągnęła liczbę 10 milionów, kraj wydał wiele firm radzących sobie świetnie na globalnych rynkach, takich jak Volvo, Scania, Electrolux, Ikea, H&M, Skype, Spotify i King.

Jakie cechy i wartości ukształtowały kulturę korporacyjną Szwecji, w której stosunek wielkich firm do liczby mieszkańców jest największy na świecie?

Autorzy materiału zapytali o to Andersa Richtnéra, dyrektora SSE Executive Education, firmy, która od ponad pięćdziesięciu lat pomaga szwedzkim i nie tylko szwedzkim firmom w kształceniu liderów. W rankingu „Financial Times” jego instytut przez 17 lat z rzędu był oceniany jako najlepsza szkoła biznesu w regionie Skandynawii i państw bałtyckich.

Oto pięć cech, które Richtnér uważa za najważniejsze dla szwedzkiej kultury przywództwa – kultury lagom.

  1. Zaufanie

Istotnym elementem szwedzkiego podejścia do przywództwa jest zaufanie. Staje się ono coraz ważniejsze, nawet w organizacjach o hierarchicznej strukturze. W świecie, który zmienia się tak szybko, nie jest możliwe, by jedna osoba nadążała za wszystkim. Nie ma innego wyjścia – trzeba zaufać innym.

  1. Ciekawość

Mały, zależny od eksportu kraj, jakim jest Szwecja, musi otworzyć się na zewnętrzny świat, żeby zrozumieć potrzeby innych i żeby wyciągać wnioski z cudzych sukcesów. Wielu zastosowało te wnioski w praktyce – odwaga, jaką się wykazali, dowodzi, że Szwedzi są narodem kreatywnym i przedsiębiorczym. Kiedy przez długi czas ulega się obcym wpływom, zaczyna się kwestionować to, czego nas od zawsze uczono. Ten konflikt tożsamości jest świetnym punktem wyjścia do nieustannej ewolucji.

  1. Inkluzywność

Zwyczaje panujące w szwedzkich firmach mogą przyprawić o ból głowy osoby przyzwyczajone do szybkiego podejmowania decyzji. Wprawdzie dążenie do osiągnięcia zgodności zdań może wydawać się nieefektywne, w organizacjach o poziomej strukturze ścieżki podejmowania decyzji są raczej krótkie. Decentralizacja poprawia efektywność tego procesu.

Szwedzi potrafią uzgadniać decyzje – to część ich kulturowego dziedzictwa. Ale czasem trwa to długo. Firmy, które odnoszą sukcesy, potrafią z jednej strony dochodzić do konsensusu, a z drugiej – delegować decyzje w dół łańcucha zarządzania. Osoby będące najbliżej klientów najlepiej znają ich potrzeby.

  1. Prężność

Szwedzki model zarządzania opiera się na zrozumieniu biznesu, a nie na samych tylko sprawozdaniach finansowych. Żeby firma radziła sobie na dłuższą metę, potrzebne jest prężne przywództwo. Co to znaczy w praktyce? Chodzi o to, na ile przywódca jest autentyczny w swojej roli. Czy słucha innych? Czy ma czas dla swoich pracowników? Czy komunikuje jasno swoje oczekiwania i wyznacza zrozumiałe cele? To jedne z podstawowych wyznaczników prężności.

  1. Otwartość

W szwedzkich firmach ludzie potrafią być samokrytyczni. Wiąże się to z otwartością na wpływy z innych krajów. Umiejętność ta sprzyja rozwojowi organizacji. Lider zaczyna rozmowę o uczeniu się i wyznaczaniu granic – a potem dopuszcza do głosu członków zespołu.

Źródło: SPCC/ thelocal.se

Jakie zawody mogą zniknąć w nieodległej przyszłości

Uniwersytet Oksfordzki i firma Deloitte przeanalizowały jakie zawody mogą zniknąć w nieodległej przyszłości. Wnioski są niepokojące przede wszystkim dla pracowników call i contact center. Naukowcy i eksperci prognozują, że zawód telemarketera zniknie z 99%, a pracownika contact center z 75% pewnością. Jednak weryfikując serwisy z ogłoszeniami o pracę nie widać, żeby agentom telefonicznym groziło „wyginięcie”. Wręcz przeciwnie. Każdego miesiąca pojawia się kilkaset ofert pracy „na słuchawkach”.

Naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego, we współpracy z firmą Deloitte, przeanalizowali popularne zawody i ocenili, które pozostaną, a które znikną w ciągu najbliższych 25 lat. Stworzony przez badaczy ranking otwierają telemarketerzy, których zawód zniknie z 99% prawdopodobieństwem. Niewesoła przyszłość czekać ma też pracowników contact center. Konsultanci, którzy obsługują infolinie przychodzące i każdego dnia odbierają setki połączeń dostali tylko 25% szans na przetrwanie. Prognozy naukowców i analityków dotyczą najbliższego ćwierćwiecza, ale w tym momencie nie widać, żeby miały one szybko się zmaterializować.

Armia na telefon

Sektor telemarketingowy od lat prężnie się rozwija w naszym kraju, dając zatrudnienie wielu osobom. – Obecnie szacuje się, że w Polsce pracuje około 200 tys. telemarketerów i konsultantów telefonicznych. To o 70 tys. więcej niż liczba żołnierzy służących w Wojsku Polskim. Osoby pracujące na popularnej słuchawce stanowią 1,25% ogółu zatrudnionych Polaków – mówi Paweł Pierścionek z firmy Cludo, która dostarcza kompleksowe rozwiązania IT dla contact center.

Ta ogromna liczba osób codziennie kontaktuje się z tysiącami klientów nie tylko w Polsce, ale też poza jej granicami. Konsultanci i telemarketerzy obsługują wiele różnych firm w kilkunastu językach. Jak wynika z raportu Outsourcing Contact Center opracowanego przez SMB, większość firm działających w branży świadczy usługi w językach obcych. Ponad połowa z nich (56%) oferuje standardowo takie usługi, blisko 1/3 (29%) robi to na specjalne zlecenie. Tylko 39% call center komunikuje się wyłącznie w języku polskim. Nic więc dziwnego, że Polska znajduje się wśród 10 państw świata, do których usługi są najczęściej outsourcowane. W ciągu 6 najbliższych lat branża usług outsourcingowych będzie rosła w tempie 6% rocznie, prognozuje agencja Cushman & Wakefield. Takie tempo spowoduje, że branża potrzebować będzie nowych pracowników. – Mimo rozwoju nowych kanałów komunikacji z klientami, obsługa głosowa wciąż będzie dominująca. Zawód telemarketera czy pracownika contact center nie zginie, ta profesja będzie się profesjonalizować. Wraz z rozwojem technologii już dziś zmienia się rola konsultantów infolinii. Rośnie specjalizacja, dzięki danym można bardzo precyzyjnie profilować ofertę pod kątem konkretnych klientów i zarządzać wieloma kanałami komunikacji, zmniejszając liczbę nietrafionych czy niesatysfakcjonujących połączeń – zwraca uwagę Paweł Pierścionek z Cludo.

Firma doradcza Technavio podaje, że możemy spodziewać się wzrostu inwestycji w rozwiązania dla sektora contact center wspomagające pracę konsultantów. Według ekspertów globalny rynek call center będzie rósł w średnim tempie 9% rok do roku, a w Europie wyniesie 11%.

1000 ofert na 30 dni

W ubiegłym roku firma Cludo przeanalizowała sytuację na rynku pracy w branży call center. Tylko na przełomie 2016/2017 (grudzień-styczeń), w okresie świąteczno-noworocznym, który powszechnie uważany jest jako martwy sezon, wyłącznie w kategorii call center, pojawiło się ponad 1 tys. ofert pracy. Po 11 miesiącach sytuacja była dokładnie taka sama. W okresie od 15 listopada do 15 grudnia pojawiło się 1 tys. ofert pracy stricte na stanowiska w branży call i contact center. Dla porównania w tym samym czasie nowych ogłoszeń o pracę w kategorii edukacja było 400, a w branży prawniczej 600. Inżynierowie mogli znaleźć 4 tys. ogłoszeń, a informatycy 6,5 tys.

Branża call i contact center ma się dobrze. Ciągle pojawiają się nowe oferty, a sama praca też zmienia swój charakter, jest coraz bardziej kompleksowa. To już nie tylko wykonywanie i odbieranie połączeń, ale coraz częściej komunikacja w mediach społecznościowych czy na chacie. To praca dająca możliwości rozwoju młodym ludziom – opisuje Paweł Pierścionek z firmy Cludo. I rzeczywiście 73% pracowników jest przed 30 rokiem życia, wynika z raportu SMB. Mediana miesięcznego wynagrodzenia na stanowisku konsultanta infolinii przychodzącej wg firmy Sedlak & Sedlak wynosi 2 813 PLN brutto. Co drugi pracownik call center otrzymuje pensję w przedziale 2 281 – 3 700 PLN. 25% najgorzej wynagradzanych konsultantów call center zarabia poniżej 2 281 PLN brutto. 25% pracowników może liczyć na pensję powyżej 3 700 PLN.

Draghi może ostudzić ten rajd euro

EUR/USD w górę bez udziału dzisiaj Amerykanów. Silna aprecjacja euro póki co nie budzi obaw EBC. Pytanie tylko jak długo, wcześniej takie rajdy zostawały hamowane gołębimi głosami z ust członków władz monetarnych strefy euro. Wysokie poziomy głównej pary przy stabilnym kursie EUR/PLN windują USD/PLN na poziomy najniższe od 3 lat. CHF/PLN i GBP/PLN bliskie ostatnim minimum.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 22.11.2017-15.01.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1418 3,5210 3,3940 4,6523
Maksimum 4,2230 3,6250 3,5913 4,8200

EUR/PLN

euro 15Można już chyba śmiało powiedzieć, że impet zwyżek na EUR/PLN wyhamował. Mimo, że kurs po dość krótkiej korekcie znów się nieco umocnił to jednak mocnego rajdu w dół na nowe minimum już nie było. Kurs ustabilizował się w okolicach 4,17. A trzeba przyznać, że otoczenie na rynkach światowych sprzyja krajowej walucie. Chodzi głównie o słabnącą amerykańską walutę, która zazwyczaj przynosi apetyt inwestorów na waluty rynków wschodzących. Ale trzeba tutaj dodać, że złotówka ma za sobą bardzo udany rok 2017 gdzie była jednym z liderów wzrostów. Dlatego nie jest już tak łakomym kąskiem dla szukających zysków inwestorów. Rajd na EUR/USD jednak nie będzie trwał wiecznie. Tak wysoki kurs może zaniepokoić nieco prezesa EBC. A finalnie nawet przełożyć się na opóźnienie zacieśniania monetarnego. Stąd mogą pojawić się głosy, które ostudzą nieco rynek walutowy i osłabią euro. Do konferencji prezesa EBC jeszcze jednak niecałe 2 tygodnie także sporo czasu by rajd na głównej parze kontynuować. W tym tygodniu sporo danych z Polski także mogą wystąpić zawirowania. Wsparciem będzie ostatnie minimum na poziomie 4,1420.

CHF/PLN

frank 15CHF/PLN bo bardzo krótkiej korekcie znów poszybował na południe. Jesteśmy bardzo blisko ostatniego minimum. Rajd na euro służy scenariuszowi pogłębienia ostatnich najniższych poziomów. A to dlatego, że w relacji do europejskiej waluty frank szwajcarski traci co zachęca również CHF/PLN do spadków. Trzeba też dodać, że bardzo bliska finalizacji jest koalicja rządząca w Niemczech co oczywiście przekłada się na spadek ryzyka politycznego w strefie euro. A w takiej sytuacji szwajcarska waluta nie jest pożądana przez inwestorów. Fakt jeszcze nie jest wkalkulowane ryzyko związane z wyborami we Włoszech dlatego trzeba mieć na uwadze, że im bliżej dnia 4 marca niepewność może się zwiększać i tym samym CHF/PLN nieco odbije w górę. Oporem w przypadku ruchu w górę będzie linia trendu spadkowego.

USD/PLN

dolar 15Globalne silne osłabienie dolara amerykańskiego spowodowało, że kurs USD/PLN złamał dzisiaj granicę 3,40. A przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu USD/PLN testował opór na poziomie 3,51. Jego nieudana próba sforsowania spowodowała silny ruch na południe. Efekt jest taki, że jesteśmy na ponad 3-letnich minimach. Dzisiaj kurs EUR/USD był bliski poziomu 1,23 co przy stabilnie kursie EUR/PLN wywindował USD/PLN aż tak nisko. Ekspozycja inwestorów na euro pozostaje bardzo duża. Także trudno wyrokować kiedy inwestorzy w końcu zdejmą różowe okulary i wrócą do fundamentów. Owszem koniunktura w strefie euro jest co najmniej dobra ale co ważniejsze dywergencja między stopami procentowymi USA i EBC się powinna rozszerzać. To powinno determinować dolara do wzrostów a tak sie nie dzieje. Pytanie jak długo EBC będzie nie uczestniczył w tym można powiedzieć procederze rynkowym. Już wczesniej gdy kurs EUR/USD był wysoko (znacznie niżej niż teraz) stwierdzał prezes Draghi, że mocna waluta szkodzi gospodarce. Wydaje się, że i tym razem dojdzie do interwencji słownej. Tak naprawdę tylko od zachowania szerokiego rynku w tym momencie zależą dalsze losy USD/PLN. Poziomem, który może wywołać reakcję popytu na USD/PLN powinien być teraz 3,3935.

GBP/PLN

funt 15Tak jak i na pozostałych parach złotowych i GBP/PLN ma krótką korektę za sobą. Kurs aktualnie podąża w okolice ostatniego minimum. I można powiedzieć, że jest to siła krajowej waluty. Na funcie aktualnie nie ma żadnych informacji czy też o Brexicie czy też o zmianach w rządzie premier Theresy May. Tak naprawdę czekamy na rozpoczęcie kolejnej fazy negocjacji z UE w sprawie dostępu do wspólnego rynku. Tak naprawdę ta kwestia rozstrzygnie dalsze losy funta brytyjskiego. Informacje, które się pojawiają w mediach są niespójne. W poprzednim tygodniu mieliśmy doniesienia o możliwym twardym brexicie z ust negocjatorów UE. Podczas gdy w piątek trafiły przecieki o rzekomym poparciu wariantu łagodnego brexitu przez Holandię i Hiszpanię. Na chwilę nawet umocniło to funta, jednak gdy pogłoski zostały zdementowane funt wrócił do poziomu równowagi. Kluczowe poziomy dla GBP/PLN w tym momencie to wsparcie w okolicach 4,6528 i opór na poziomie 4,7360.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Kupując mieszkania, Polacy zwracają większą uwagę na okolicę niż cenę

Polacy planujący kupić mieszkanie, znacznie częściej niż mieszkańcy innych krajów Europy szukają go na własną rękę, niż korzystając z usług agentów nieruchomości.  Ponadto najpierw wybierają okolicę, w jakiej chcą mieszkać, a dopiero potem patrzą, czy oferowane mieszkania mieszczą się w ich budżecie. W Europie częściej kolejność jest odwrotna – wynika z międzynarodowego badania „Finansowy Barometr ING”.

Gdzie szukamy domów i mieszkań?

W Europie funkcjonują dwa modele kupna i wynajmu domów oraz mieszkań. W pierwszym, charakterystycznym dla państw południowej Europy i Wielkiej Brytanii, dużą rolę odgrywają agenci nieruchomości, którzy zbierają ofertę z rynku i prezentują ją potencjalnym zainteresowanym. W drugim, charakterystycznym dla państw północnej Europy – w tym Polski – rolę pośrednika odgrywają raczej portale internetowe z ofertami nieruchomości oraz tradycyjne ogłoszenia w prasie.

W jaki sposób poszukiwałeś mieszkania/domu, w którym mieszkasz?
Polska Państwa północy
(DE,AT,CZ,BE,NL,LU)
Państwa południa

(UK,FR,ES,IT,TU)

Portale internetowe z ofertami nieruchomości 42% 40% 33%
Rekomendacje przyjaciół i rodziny 30% 28% 26%
Ogłoszenia w prasie drukowanej 26% 22% 12%
Agenci nieruchomości 22% 21% 45%
Inne źródła w Internecie 9% 5% 6%
Inne 16% 19% 14%
* Procenty odnoszą się do osób, które poszukiwały mieszkania/domu oraz pamiętają w jaki sposób to robili.

Jak selekcjonujemy dostępną ofertę domów i mieszkań?

Dostępna oferta mieszkań jest zazwyczaj bardzo szeroka, a liczba parametrów do wzięcia pod uwagę duża, więc kupujący w jakiś sposób muszą zawęzić pole wyboru. W Europie najczęściej takim sposobem jest wykluczenie mieszkań zbyt drogich lub tanich w stosunku do naszych możliwości. Dla Polaków, jako jedynych mieszkańców trzynastu przebadanych krajów, ważniejszym kryterium jest okolica, w jakiej ma znajdować się szukane mieszkanie. Oczywiście ceny domów i mieszkań są silnie skorelowane z miejscem w jakim się znajdują, ale hierarchia priorytetów Polaków nie jest bez znaczenia.

Badanie „Finansowy Barometr ING” potwierdza, że Polacy są bardzo silnie przywiązani do miejsca. Chcą mieć mieszkanie na własność w dobrej okolicy. Cena jest ważna, ale nie najważniejsza. Drugą stroną tego medalu jest to, że jesteśmy bardzo mało mobilni – trudniej nam się przeprowadzić oraz rzadziej to robimy. Zgodnie ze statystykami Eurostatu, tylko co dziesiąty mieszkaniec naszego kraju zmienił miejsce zamieszkania w ciągu ostatnich 5 lat. Tymczasem w całej Unii Europejskiej taką decyzję podjęło 18% mieszkańców, zaś w państwach anglosaskich oraz Skandynawii nawet ponad 30%. Jeśli niska mobilność Polaków wynika stąd, że lubimy miejsca, w których mieszkamy, to należy się z tego cieszyć. Warto też jednak pamiętać o negatywnej stronie tego zjawiska. Trudniej nam znaleźć pracę, jeśli w naszej okolicy rośnie bezrobocie albo zdobyć wymarzone wykształcenie, jeśli nie oferują go lokalne uczelnie. Większa mobilność sprzyjałaby też polskim przedsiębiorcom we wdrażaniu innowacji, a naukowcom w osiąganiu lepszych wyników – powiedział Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Wg jakich kryteriów zawęziłeś swój wybór mieszkania do kupna z dostępnej oferty?
Kryterium selekcji Polska Przeciętnie w Europie Różnica
Okolica mieszkania 41% 23% +18%
Zakres cenowy 35.5% 45% -9,5%
Wielkość mieszkania 25% 28% -3%
Liczba pokoi 23% 26% -3%
Rodzaj budynku 18% 17% +1%
Ogród lub balkon 17% 19% -2%
Połączenia komunikacyjne 16% 17% -1%

Jak postrzegamy ceny mieszkań?

Z badania ING wynika, że Polacy cechują się dużą przezornością szacując koszt mieszkania. Zaledwie 6% Polaków przyznaje, że koszty kupionych „czterech kątów” były wyższe, niż się spodziewali. To drugi najniższy wynik wśród badanych krajów. Dla porównania, wyższe koszty mieszkania zaskoczyły aż 29% kupujących w Turcji i 18% we Włoszech i Luksemburgu. Lepszy wynik Polaków może wynikać stąd, że uwzględniają oni więcej kategorii kosztów analizując ceny mieszkań, jakie kupują. Przykładowo, koszty przyszłych dojazdów uwzględniło 27% Polaków, którzy kupowali mieszkanie i tylko 17% mieszkańców innych państw Europy.  Polscy respondenci częściej też brali pod uwagę koszty potrzebnego remontu (44% Polaków i 28% mieszkańców Europy),  co może wynikać z niższego standardu mieszkań, jakie są dostępne na naszym rynku wtórnym.

Zakup mieszkania jest dla większości ludzi największą jednorazową transakcją, jaką podejmują w życiu i jednym z najważniejszych wyborów. Dlatego warto jest uwzględnić wszystkie konsekwencje finansowe, jakie się z nim wiążą, a nie tylko kwotę, jaką będziemy musieli zapłacić sprzedającemu. Szczególnie ważne są koszty przyszłych dojazdów do pracy, nie tylko bezpośrednie związane z użytkowanie samochodu, lecz także wartość czasu jaki spędzimy w drodze. Badania pokazują też, że długie dojazdy do pracy wpływają negatywnie na zdrowie oraz zadowolenie z życia – powiedział Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Finansowy Barometr ING to cykliczne badanie Grupy ING, badające zachowania i postawy konsumentów wobec zagadnień finansowych w Polsce i na świecie. Badanie zostało przeprowadzone w czerwcu 2017 r. w 13 krajach: Polska, Austria, Belgia, Czechy, Francja, Hiszpania, Holandia, Luksemburg, Niemcy, Rumunia, Turcja, Wielka Brytania, Włochy. W badaniu wzięło udział 12 788 respondentów, w tym 1015 z Polski.

W minionych trzech latach poligrafia ze średnim wzrostem sprzedaży zagranicznej na poziomie 34%

Sprzedaż zagraniczna polskiej poligrafii[1] rozwija się od dobrych 10 lat, ale eksperci Banku Zachodniego WBK zwracają szczególną uwagę na ostatnie 3 lata, kiedy eksport sektora rośnie wyjątkowo szybko. Przy uwzględnieniu szacunków dla całego zakończonego właśnie roku, średni roczny wzrost sprzedaży zagranicznej (tzw. CAGR) w latach 2014-2017 wyniósł według BZ WBK aż 34 proc.! Co więcej, przed firmami poligraficznymi kolejne „tłuste lata”. Branża będzie je zawdzięczać zamówieniom z polskich firm, głównie tych sprzedających własne produkty za granicą, oraz bezpośrednim zamówieniom z zagranicy.

Zgodnie z danymi dostępnymi na ten moment, eksport produkcji poligraficznej z Polski w pierwszych trzech kwartałach 2017 r. był na poziomie 4,993 mld PLN. Wartość za całe dwanaście miesięcy, według szacunków Banku Zachodniego WBK, powinna sięgnąć 6,8 mld PLN, o 16 proc. więcej w porównaniu do 2016 r. – Jeśli chodzi o rok 2018, to prognozujemy, że po rewelacyjnych trzech latach, eksport poligrafii zwiększy się do wartości 7,5 mld PLN, czyli o 10 proc. r/r. Ta nieco niższa dynamika wynika z bardzo wysokiej bazy oraz przewidywanego umocnienia złotówki – wyjaśnia Roman Nagler, dyrektor kredytowy ds. sektorów w Banku Zachodnim WBK.

Ekspert zwraca uwagę, że branża poligraficzna jest przykładem cichego, ale de facto ogromnego sukcesu eksportowego. – Dużo mówi się o żywności, meblach, częściach motoryzacyjnych, a tymczasem firmy poligraficzne zlokalizowane w Polsce z wielkim powodzeniem sprzedają za granicę. Udział eksportu w całkowitej sprzedaży dużych podmiotów (pow. 40 mln PLN obrotów rocznie) wynosi 42%, dla MŚP jest to 15% – mówi Roman Nagler.eksport poligrafii

Na najwyższym poziomie

Według analityków Banku Zachodniego WBK popyt zagraniczny na polską produkcję poligraficzną bierze się z oferty na bardzo wysokim poziomie, która dzięki dokonanym inwestycjom pozwala realizować bardzo ambitne zamówienia – niskonakładowe czy o unikalnych specyfikacjach. Poza tym polskie firmy bardzo przykładają wagę do terminowości dostaw. Liczy się też atrakcyjność kosztowa, wynikająca ze stosunkowo dobrego dostępu do surowców, ale również z nadal niskich kosztów pracy. Roman Nagler zwraca też uwagę na ważną cechę polskiej poligrafii – niebanalną, na światowym poziomie szkołę polskiego designu. Jakość pracy polskich projektantów graficznych niejednokrotnie zachęca zleceniodawców z zagranicy do realizacji przynajmniej części zamówień w Polsce. Wszystkie te cechy sprawiły, że w tegorocznej edycji rankingu „Eksportowe TOP50” Banku Zachodniego WBK, typującego 50. najbardziej perspektywicznych i obiecujących kategorii polskiego wywozu, branża poligraficzna (CN 49: książki, gazety, obrazki i pozostałe wyroby przemysłu poligraficznego, drukowane, manuskrypty i plany) została sklasyfikowana na wysokim 7. miejscu, notując największy awans w zestawieniu (z 49. pozycji w roku 2016)[2].

Kierunki eksportu polskiej branży poligraficznej w okresie I-X.2017
Kraj Wartość w mln PLN Udział w całości eksportu 
Niemcy 3140 63%
Wielka Brytania 254 5%
Francja 239 5%
Czechy 188 4%
Austria 162 3%
Szwecja 116 2%
Rosja 115 2%
Holandia 109 2%
Szwajcaria 77 2%
Norwegia 61 1%
Węgry 60 1%
Pozostałe 471 9%
Suma 4993
Opracowanie własne BZ WBK na podstawie danych GUS

Dzięki eksportowi dobra kondycja

Wykorzystanie mocy produkcyjnych branży poligraficznej jest jednym z najwyższych w gospodarce: w październiku 2017 r. było na historycznie wysokim poziomie 85,4%[3]. Produkcja sprzedana rośnie bardziej zdecydowanie, co jest w korelacji ze wzrostem eksportu. Ale za sprawą eksportu na wyższych obrotach działają nie tylko maszyny firm, ale też ich finanse. KUKE podało, że w okresie od października 2016 do września 2017 r. poligrafia była branżą o najniższym natężeniu upadłości wśród wszystkich sektorów polskiej gospodarki, wynoszącym jedynie 0,28%[4]. Zgodnie z analizami Banku Zachodniego WBK zyski wykazuje ponad 80% podmiotów a średnie uzyskiwane rentowności są wyższe niż w całej gospodarce. Od wielu miesięcy w sektorze utrzymują się również optymistyczne odczyty klimatu koniunktury a firmy mają ambitne plany rozwojowe, związane przede wszystkim ze zwiększaniem zatrudnienia[5].

Jakie ryzyka na 2018?

Dobre perspektywy gospodarcze w Polsce i w całej Europie przełożą się pozytywnie na sytuację branży poligraficznej i innych gałęzi produkcji, które korzystają z jej usług i produktów. Roman Nagler zwraca też jednak uwagę na kilka szarych barw na tym kolorowym obrazku. Jedną jest choćby, charakterystyczny dla całego przemysłu, niedobór pracowników, który na tle planów zwiększania zatrudnienia może być szczególnie dokuczliwy. – Na rynku poligraficznym panuje bardzo duża konkurencja a ona wymusza zwinne szukanie metod wzrostu efektywności. W planowaniu wydatków na inwestycje odtworzeniowe i nowe technologie przeszkodą nie jest finansowanie. Banki i firmy leasingowe, są zainteresowane współpracą. Widzimy pozytywne perspektywy i potencjał. Wyzwaniem jest jednak możliwy nadmierny wzrost mocy produkcyjnych i w efekcie nadpodaż, która wygeneruje ryzyko presji na marże. Także w obliczu rosnącej liczby niskonakładowych zamówień koniecznością staje się udoskonalanie zarządzania rentownością zleceń oraz większa integracja procesów wewnątrz firmy w połączeniu z całym łańcuchem dostaw – mówi Roman Nagler.

Oprócz konkurencji, problemów kadrowych i zawsze możliwej utraty wydajności z powodu różnych awarii i przestojów, cały rośnie siła Internetu i postępuje cyfryzacja środków przekazu. Roman Nagler z Banku Zachodniego WBK odradza tu jednak zbędny pesymizm, bo rozwój mediów alternatywnych trwa nie od dziś i nie przeszkodził on branży poligraficznej rosnąć jak na drożdżach. Ekspert podkreśla też, że o ile na wiele zjawisk firmy nie mają wpływu, o tyle istnieją pola na których firmy poligraficzne mogą zabezpieczyć się przed czynnikami ryzyka i chronić się przed niepotrzebnymi stratami – te obszary to m.in. zarządzanie ryzykiem walutowym i stopy procentowej.  – Jednym ze zjawisk widocznych na rynku jest konsolidacja. Już teraz duże firmy, z przychodami przekraczającymi 40 mln zł, generują około 2/3 realizowanej sprzedaży, a ich udział w przychodach branży systematycznie się zwiększa – dodaje Roman Nagler.

[1] Książki, gazety, obrazki i pozostałe wyroby przemysłu poligraficznego, drukowane; manuskrypty, maszynopisy i plany (HS 49)

[2] https://static3.bzwbk.pl/asset/E/k/s/Eksportowe-TOP50-vol-3_Zestawienie_81219.pdf

[3]http://swaid.stat.gov.pl/KoniunkturaGospodarcza_dashboards/Raporty_predefiniowane/RAP_DBD_KON_5_2.aspx

[4] http://www.kuke.com.pl/serwis-ekonomiczny/upadlosci-firm/upadlosci-firm-w-polsce-we-wrzesniu-2017-r-,22.html

[5]http://swaid.stat.gov.pl/KoniunkturaGospodarcza_dashboards/Raporty_predefiniowane/RAP_DBD_KON_1_2.aspx

Bitcoin powtórzy scenariusz z rynków złota i pszenicy?

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Rekordowe, a wręcz rewolucyjne wzrosty w 2017 roku, potem korekta na poziomie 50 proc. i znaczące spadki na początku 2018 roku. Bitcoin nie przestaje zaskakiwać, zgodnie z domeną niestabilnych, rozwijających się rynków. W 2017 roku scenariusz dla tej kryptowaluty rysował się jeszcze niezwykle pozytywnie. Pytanie czy za spekulacjami stoją realne wzrosty w kolejnych miesiącach 2018 roku, czy może rynek BTC czeka w dłuższej perspektywie jednak historia podobna do tej, którą znamy z rynków złota i pszenicy?

Żywo dyskutowany w mediach oraz wśród inwestorów i analityków temat kryptowalut, w tym bitcoina (BTC), nie dziwi, biorąc pod uwagę spektakularne wzrosty, z jakimi mieliśmy do czynienia nieprzerwanie do 18 grudnia 2017 roku. W najwyższym punkcie (2017 rok) wartość tego instrumentu była wyceniana na niemal 19 500 USD, co oznacza, że od jego debiutu w 2010 roku odnotowujemy wprost niewyobrażalną stopę zwrotu. Najwyższy wzrost BTC sięgnął poziomu 181 907,61 proc., co jest rewolucyjnym wynikiem nawet w odniesieniu do cyfrowej waluty.

BTC-USD
Wykres BTC/USD, źródło: Aforti Exchange

Jednakże od osiągnięcia swojego maksimum, rynek wszedł w pierwszą od wielu miesięcy korektę, której skala chwilowo przeceniała go o blisko 50 proc. To pokazuje z jak nierozwiniętym i – co ważniejsze dla inwestorów – wrażliwym i niestabilnym rynkiem mamy cały czas do czynienia.

Rekordowe wzrosty widoczne na kursie BTC – zwłaszcza te z 2017 roku – sprawiają, że wykres notowań tego instrumentu przypomina sytuację na złocie, którą można było zaobserwować do 2011 roku lub pszenicy przed rokiem 2008, kiedy to po silnych wzrostach i śmiałych prognozach notowania runęły i do dzisiaj nie odrobiły większości strat.

Czy bitcoina czeka podobny scenariusz? Oczywiście tego instrumentu nie można porównywać wprost do żadnego innego rynku, jednakże pewne widoczne analogie sprawiają, że bazująca na nich analiza wydaje się być realnym punktem odniesienia.

Prawdopodobne jest zatem, że zanim dojdzie do spodziewanego tąpnięcia BTC – nawet większego niż to, z którym mieliśmy do czynienia w końcówce grudnia 2017 – notowania tej kryptowaluty mogą pójść jeszcze wyżej, osiągając chociażby wskazywany przez Saxo Bank rekordowy poziom 60 000 USD. Być może już fałszywe pokonanie poziomu 18 685 USD będzie sygnałem do zakończenia 7-letniej hossy,
na co wskazywać może również ograniczenie handlu kryptowalutami przez Rosję i Chiny.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI