Technologia 5G wkracza do Polski, pierwsze testy jeszcze w tym roku. Nowy standard komunikacji wydłuży czas działania baterii w smartfonach

Technologia 5G wkracza do Polski, pierwsze testy jeszcze w tym roku. Nowy standard komunikacji wydłuży czas działania baterii w smartfonach 1

Zakończyły się prace nad stworzeniem standardów nowej technologii 5G. Oznacza to, że wkrótce będzie dostępna na rynku. Rozwiązanie przyniesie wiele zmian – pojawi się więcej punktów dostępowych i nowy zakres częstotliwości. Jego wdrożenie przełoży się na dłuższy czas działania baterii w urządzeniach mobilnych. Technologia posłuży nie tylko do połączenia urządzeń mobilnych z internetem, lecz także do komunikacji między maszynami. Pierwsze polskie miasta zostaną objęte nową siecią za dwa lata.

– Standardy są już gotowe, więc technologia może zacząć szukać swojej drogi na rynek. Polska przyjęła plan wdrożenia 5G w ubiegłym roku. Zakłada on, że próby i testy będą prowadzone w 2018 roku, a pierwsze miasta zostaną objęte tą siecią w 2020 roku. Jest to zgodne z wymogami UE. Później częstotliwość stanie się dostępna, co oznacza upowszechnienie tej technologii w Polsce na początku lat 20. – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Martin Mellor, country manager Ericsson Polska.

Technologia 5G przyniesie wiele zmian. Dzięki wdrożeniu nowego standardu komunikacji komórkowej dłużej będziemy mogli korzystać z naszych urządzeń mobilnych bez ładowania. W założeniach nowego standardu znacząco zredukowano zapotrzebowanie na energię przeznaczoną na łączność komórkową, ale wprowadzono również elastyczny tryb usypiania. W stosunku do technologii LTE możemy się spodziewać oszczędności energetycznej w wysokości 20 proc. Potrzebny będzie za to nowy zakres częstotliwości w paśmie 26–28 GHz. Pojawi się także więcej punktów dostępowych, a sieć będzie gęstsza.

– Ta technologia nie będzie miała tak dużego zasięgu jak dzisiejsze stacje bazowe. Na gęsto zaludnionych obszarach miejskich potrzebnych będzie więcej mobilnych stacji bazowych, tak byśmy wszyscy mogli korzystać z większej przepustowości i lepszego zasięgu – twierdzi Martin Mellor.

Wśród zmian podyktowanych wprowadzeniem nowego standardu będą także zmiany sprzętowe, przede wszystkim po stronie zwykłych użytkowników. Z punktu widzenia operatorów infrastruktura 5G jest gotowa i nie wymaga wymiany zbyt wielu komponentów, aby świadczyć usługi w tej technologii.

– Jeżeli chodzi o urządzenia, których my będziemy używać, to potrzebna będzie nowa generacja aparatów mobilnych, które będą spełniały nowe standardy 5G. W najbliższych latach będą się one stawały coraz bardziej dostępne – zauważa Martin Mellor.

5G dostarczy wiele korzyści codziennym użytkownikom smartfonów czy innych urządzeń mobilnych, ale jak oceniają specjaliści, świetnie sprawdzi się także w przypadku internetu przemysłowego, znajdując zastosowanie np. w maszynach komunikujących się ze sobą wzajemnie.

Wprowadzenie na rynek technologii 5G nie oznacza, że pożegnamy się z siecią LTE. Eksperci przewidują, że pozostanie ona na rynku przez wiele lat. Co więcej, wprowadzone zostaną nowe rozwiązania pozwalające na transmisję danych z prędkością do 2 GB/s. Według opublikowanego przez firmę Ericsson corocznego raportu o mobilności, prognozuje się, że w 2023 roku zostanie wykonanych miliard połączeń 5G i pięć miliardów połączeń LTE. Dzieje się tak dlatego, że z jednej strony konsumujemy coraz więcej danych, a z drugiej strony internet jest dostępny niemal wszędzie.

– Wielką zaletą 5G, podobnie jak innych technologii mobilnych, jest to, że stanie się globalnym standardem. Bez względu na to, gdzie będziesz podróżować po świecie ze swoim urządzeniem, będzie ono współpracowało bezproblemowo ze wszystkimi usługami, które masz dzisiaj – głos, video, media społecznościowe, dostęp do internetu. To naprawdę ważne dla każdego użytkownika na świecie, bo wszyscy stajemy się coraz bardziej mobilni – podsumowuje ekspert.

Wdrożenie nowych rozwiązań wymusza sam rynek. Jak czytamy w raporcie Ericssona, na rynku usług telekomunikacyjnych w Europie Środkowej i Wschodniej w latach 2017–2023 ruch danych mobilnych ma wzrosnąć́ ośmiokrotnie. Na koniec 2023 roku ilość́ przesyłanych danych osiągnie poziom niemal 10 EB (10 trylionów bajtów) miesięcznie.

Pod koniec ubiegłego roku liczba użytkowników smartfonów w tym regionie wyniosła około 270 mln, co stanowiło ok. 45 proc. wszystkich abonentów na świecie. Za 5 lat ten udział wzrośnie do ok. 75 proc., a liczba użytkowników usług mobilnych korzystających ze smartfonów ma osiągnąć poziom około 500 mln osób.

Już nie tylko narty i snowboard. Biura podróży zmieniają ofertę na ferie zimowe

Już nie tylko narty i snowboard. Biura podróży zmieniają ofertę na ferie zimowe 2

Narty i snowboard to wciąż najpopularniejszy sposób na aktywny wypoczynek w czasie ferii. Jednak oczekiwania uczniów co do zimowych wyjazdów się zmieniają. Coraz popularniejsze stają się wyjazdy artystyczne, aktorskie, reżyserskie czy piłkarskie, ale w ofercie biur podróży znajdą też coś dla siebie fani nauki czy języków obcych. Najpopularniejszymi kierunkami wybieranymi przez Polaków zimą wciąż są południe Polski oraz Alpy.

W tym roku szkolnym okres ferii zimowych trwa od 15 stycznia do 25 lutego. Uczniowie z różnych województw wypoczywają w różnych terminach. Od 15 do 28 stycznia zajęcia nie odbywają się w szkołach w województwach dolnośląskim, mazowieckim, opolskim i zachodniopomorskim. Od 22 stycznia do 4 lutego wolne będą mieli uczniowie z podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. 29 lutego zimowy odpoczynek od nauki rozpocznie się w lubelskim, łódzkim, podkarpackim, pomorskim i śląskim. Tamtejsi uczniowie wrócą do ławek po 11 lutego. W ostatniej turze, od 12 do 25 lutego, ferie zimowe będą się odbywały w kujawsko-pomorskim, lubuskim, małopolskim, świętokrzyskim i wielkopolskim.

– Podstawą wyjazdów zimowych nadal jest turystyka narciarska i snowboardowa. Zauważamy jednak, że nawet jeżeli młodzież wybiera wyjazdy narciarskie, to są one bardziej sprofilowane niż kiedyś, są to np. obozy stricte sportowe, gdzie młodzież jeździ na tyczkach lub obozy freestyle’owe, gdzie młodzież wykonuje rożnego rodzaju triki i skoki. To ich obecnie fascynuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Karpiński, specjalista do spraw turystyki młodzieżowej w biurze podróży Almatur Polska.

Najbardziej obleganymi turystycznie kierunkami w okresie ferii zimowych w Polsce są Białka Tatrzańska i Szczyrk. Z kierunków zagranicznych prym wiodą Włochy i Austria. Te ostatnie wybierają najczęściej doświadczeni narciarze, a początkujący decydują się raczej na wypoczynek w Polsce.

Obok białego szaleństwa na popularności zyskują także inne formy zorganizowanego wypoczynku.

To obozy artystyczne, aktorskie czy reżyserskie, a także na przykład freestyle’owe piłkarskie – podkreśla Karpiński. – Oferta jest bardzo obszerna. Biura podróży muszą być elastyczne, dlatego w każdym katalogu widzimy już nie tylko obozy narciarskie, lecz także obozy magii czy czarodziejów. Musimy aktywnie monitorować zainteresowania młodych ludzi i reagować na nie w odpowiedni sposób.

Jeśli dziecko nie przepada za sportami zimowymi, ale lubi inne aktywności, to rodzice mogą wysłać je na obóz piłkarski, paintballowy, taneczny czy z zumbą. W ofercie biur podróży w ostatnich latach przybywa również coraz więcej propozycji dla mniej aktywnych dzieci. Rodzice mogą wybrać dla nich np. obóz LEGO Mindstorms, podczas którego dzieci uczą się konstruowania robotów ze specjalnych klocków, reżysersko-filmowy, fotograficzny, e-gamingowy albo połączony z nauką języków obcych.

Nawet jeśli dziecko wyjdzie z inicjatywą obozu konsolowego, to i tak rodzic się na to zgodzi. Uzna bowiem, że lepiej, gdy podopieczny wyjedzie w jakieś ciekawe miejsce i spędzi część wolnego czasu na grach, ale potem będzie w ruchu – mówi specjalista ds. turystyki młodzieżowej.

Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej w ubiegłym roku szkolnym w zorganizowanych feriach zimowych uczestniczyło ponad 310 tysięcy dzieci, co stanowi niespełna 6,5 proc. wszystkich uczniów. 96 proc. z nich wypoczywało w domach.

Polska drugim w Europie producentem wyrobów tytoniowych. W tym roku mamy szansę wyprzedzić Niemcy

Polska drugim w Europie producentem wyrobów tytoniowych. W tym roku mamy szansę wyprzedzić Niemcy 3

175 mld sztuk papierosów i 27 tys. ton innych wyrobów tytoniowych – tak duża produkcja daje Polsce drugie miejsce w Europie. Szybki rozwój sektora powoduje, że już w tym roku możemy wyprzedzić Niemcy i awansować na pozycję lidera. Jedną z barier może być jednak szara strefa, która szacowana jest na 17 proc. rynku. Przez nią do budżetu trafia ok. 5 mld zł mniej z różnego rodzaju podatków.

– Szara strefa na ogół jest bardzo trudna do policzenia. Jest metoda liczenia pustych paczek i sprawdzania, jak wiele z nich należy do szarej części gospodarki. Szacujemy, że jest to mniej więcej 17 proc. rynku w 2016 roku. Szacunki się różnią, wynoszą pomiędzy 16 a 25 proc., ale i tak bardzo konserwatywne wyliczenia wskazują na kwotę 4,8 mld zł utraconych dochodów z tytułu przeróżnych podatków – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Poniatowski, dyrektor naukowy ds. polityki fiskalnej w CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.

Wzrost szarej strefy to jedno z głównych wyzwań, z którym musi radzić sobie polska branża tytoniowa. W najbliższych latach znaczenie tej walki może być jeszcze większe, ponieważ rozwojowi nielegalnej produkcji i sprzedaży sprzyjać będą m.in. stopniowe wycofywanie z rynku papierosów mentolowych, które powinny zniknąć z rynku do 2020 roku (a dziś w Polsce odpowiadają za 20–30 proc. rynku), czy rosnące koszty przestrzegania przepisów przez producentów.

 Komisja Europejska jest w trakcie wdrażania projektu track & trace, który będzie wymagał dużego wysiłku ze strony producentów – mówi Grzegorz Poniatowski.

Wprowadzenie unijnego systemu śledzenia ruchu i pochodzenia (od maja 2019 roku) przewiduje dyrektywa ws. wyrobów tytoniowych. Ma on umożliwić monitorowanie produktu na poziomie pojedynczej paczki w każdym państwie członkowskim i na każdym etapie produkcji, dystrybucji i sprzedaży. W ten sposób Bruksela chce walczyć z obrotem legalnym produktem poprzez nielegalne kanały. System T&T może spowodować dla dystrybutorów wzrost kosztów zatrudnienia nowych pracowników do jego obsługi i zakupu oprogramowania. KE szacuje, że dodatkowe koszty wyniosą ok. eurocenta na paczce papierosów.

Kolejnym wyzwaniem dla branży jest niepewność. Siła polskiego sektora wynika m.in. z silnego rynku wewnętrznego. Jeżeli będziemy mieli do czynienia z niepewnością, przyszłe inwestycje w branży w Polsce na pewno można uznać za zagrożone – mówi Poniatowski.

Eksperci CASE – uwzględniając stabilność otoczenia regulacyjnego, zmiany w kosztach produkcji i poziomie szarej strefy – przygotowali dwa scenariusze dla branży tytoniowej – regresu i rozwoju. W przypadku realizacji tego drugiego gospodarka zyskałby 17 mld zł w perspektywie najbliższych 10 lat.

Jak wynika z raportu CASE pt. „Wpływ produkcji wyrobów tytoniowych na polską gospodarkę”, dziś wpływy podatkowe z produkcji i konsumpcji wyrobów tytoniowych sięgają 24,4 mld zł, czyli blisko 9 proc. ogółu dochodów podatkowych. Wśród nich największy udział ma akcyza – 18,5 mld zł. Z branżą powiązanych jest 560 tys. miejsc pracy. Z tego ok. 50 tys. osób jest zatrudnionych przy uprawach tytoniu, a 10 tys. przy produkcji wyrobów tytoniowych. Pozostałe 500 tys. to osoby pracujące w handlu. Wyroby te sprzedawane są w ok. 120 tys. punktów detalicznych, często stanowiąc nawet 40 proc. ich obrotu. Większość z nich należy do małych i średnich przedsiębiorstw.

– Według danych za 2016 rok polski sektor zajmuje drugie miejsce po Niemczech, gdzie produkcja wyrobów jest największa. Szacuje się, że w 2018 roku Polska może zostać liderem – podkreśla Grzegorz Poniatowski.

Jednym z motorów napędowych produkcji w Polsce jest rosnący eksport. W 2016 roku jego wartość była bliska 9 mld zł.

– Trzy na cztery papierosy wyprodukowane w Polsce trafiają na eksport – podkreśla Grzegorz Poniatowski. – Kolejna ważna charakterystyka tego sektora to szybki rozwój. Licząc średnią od 2006 roku, średni wzrost produkcji przekraczał 5 proc., związane jest to z przenoszeniem produkcji przez koncerny do Polski. Produkcja wyrobów tytoniowych w Polsce, liczona w kwotach netto, wyniosła w 2016 roku ok. 11 mld zł, co przełożyło się na około 35 mld zł do PKB – mówi przedstawiciel CASE.

W co trzeciej małej i średniej firmie doszło do wypadku w pracy. Pracodawcy coraz chętniej inwestują w bezpieczeństwo pracowników

W co trzeciej małej i średniej firmie doszło do wypadku w pracy. Pracodawcy coraz chętniej inwestują w bezpieczeństwo pracowników 4

W co trzecim małym i średnim przedsiębiorstwie w ciągu ostatnich dwóch lat doszło do wypadku przy pracy. Tylko 35 proc. zostało zgłoszonych do Państwowej Inspekcji Pracy – wynika z badania „Bezpieczeństwo pracy w Polsce” przeprowadzonego dla Koalicji Bezpieczni w Pracy. To może świadczyć o bagatelizowaniu problemu BHP. Mimo że niemal 90 proc. firm z sektora MŚP ocenia, że inwestycje w bezpieczeństwo pracy przynoszą wymierne korzyści ekonomiczne.

– Liczba wypadków w pracy maleje. Z drugiej strony to może być mylące: jeśli wypadków mamy bardzo mało, może się okazać, że nie są one zgłaszane, więc trudno wyciągać ze statystyk daleko idące wnioski. Natomiast jeśli chodzi o wypadki ciężkie i śmiertelne, to możemy stwierdzić, że zagrożeń w zakładach pracy jest mniej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Maszewski, dyrektor działu nadzoru w firmie SEKA, która należy do Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Z IV edycji badania „Bezpieczeństwo pracy w Polsce” przeprowadzonego na zlecenie Koalicji Bezpieczni w Pracy wynika, że w ciągu ostatnich dwóch lat w co trzeciej firmie (31 proc.) doszło do jakiegoś wypadku, jednak tylko 35 proc. zgłaszanych jest do PIP. W przypadku średnich firm (zatrudniających od 50 do 99 osób) liczby te wynoszą odpowiednio 56 proc. i 37 proc.

– Zgłaszane muszą tam być wyłącznie wypadki ciężkie i śmiertelne. Jest bardzo mała liczba innych wypadków, które do Inspekcji zgłaszane być nie muszą, a międzynarodowe badania pokazują, że na jeden ciężki lub śmiertelny wypadek przypada dziesieć razy więcej wypadków o innych skutkach. To bardzo poważne ryzyko, bo zmniejsza szanse na prawidłową prewencję. Jeśli nie wiemy, jakie są zagrożenia, jakie występują zdarzenia wypadkowe bądź prawie wypadkowe, pracodawca nie może w odpowiedni sposób zadbać o bezpieczeństwo pracowników – ocenia Maszewski.

Z badania wynika, że większość pracodawców ma poczucie, że praca w ich zakładzie wiąże się z potencjalnym ryzykiem dla zdrowia i życia. Jedynie 4 proc. z nich ocenia to ryzyko jako poważne, 26 proc. jako średnie, a 35 proc. jako małe.

– W przedsiębiorstwach poziom bezpieczeństwa jest zdaniem badanych bardzo dobry, ale w rzeczywistości może być nieco inaczej. Pojawiają się informacje, które świadczą o tym, że niektórzy pracodawcy nie znają przepisów ich dotyczących i stwarza to pewne ryzyko dla bezpieczeństwa pracowników, ale także ryzyko prawne – wskazuje ekspert.

Pracodawca ponosi odpowiedzialność za stan bezpieczeństwa i higieny pracy w  firmie. Zgodnie z prawem w firmie zatrudniającej do stu pracowników pracodawca może powierzyć wykonywanie zadań BHP pracownikowi zatrudnionemu także do innych zadań, a w określonych przypadkach może to robić samodzielnie. Jednak z tej możliwości korzysta jedynie 8 proc. firm. 70 proc. woli się wspierać zewnętrznymi profesjonalistami. W przypadku firm zatrudniających do 49 osób odsetek ten wynosi 76 proc.

– Wielu pracodawców nie wie, że to oni ponoszą największą odpowiedzialność w zakresie BHP, co wynika bezpośrednio z Kodeksu pracy. W Polsce nie ma możliwości delegowania odpowiedzialności w tym zakresie, stąd pracodawcy muszą mieć bezpośredni wpływ na warunki pracy i najczęściej mają, niemniej 20 proc. pracodawców stwierdziło, że takiego wpływu nie ma – mówi Maszewski.

Do najczęściej stosowanych w firmach środków ochrony indywidualnej należą odzież ochronna (72 proc.), obuwie ochronne (64 proc.) i rękawice (62 proc.). W średnich przedsiębiorstwach częściej niż w małych firmach używa się odzieży ochronnej (82 proc. wobec 69 proc.), obuwia ochronnego (74 proc. przy 62 proc.) oraz rękawic ochronnych (71 proc. wobec 59 proc.). W średnich firmach 7 proc. (trzykrotnie mniej niż wśród małych firm) nie używa żadnych środków ochrony indywidualnej, ponieważ nie ma takiego obowiązku. Jak podkreśla ekspert, najważniejsza jest jednak edukacja, aby wypadków było jak najmniej.

– Staramy się docierać z informacjami do pracodawców na temat tego, jak ważne są szkolenia dla pracowników, pokazywać pracownikom dobre i bezpieczne rozwiązania, doradzać zmianę technologii pracy na mniej niebezpieczną. Przede wszystkim chcemy pokazywać ludziom, że bezpieczeństwo jest tym, w co warto inwestować, bo to oszczędność na kosztach związanych z wypadkami – przekonuje przedstawiciel Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Pracodawcy uznają, że bezpieczeństwo pracownika jest najważniejsze. Ponad 80 proc. deklaruje, że gdyby dysponowali określoną kwotą na stworzenie nowego miejsca pracy, to woleliby zapewnić bezpieczniejsze stanowisko pracy niż zaproponować wyższe wynagrodzenie. Jednocześnie 87 proc. przedsiębiorców ocenia, że inwestycja w bezpieczeństwo pracy przynosi wymierne korzyści ekonomiczne.

– Mam wrażenie, że zmierzamy w dobrym kierunku. Coraz więcej pracodawców uznaje, że warunki pracy są jedną z rzeczy, na których zależy pracownikom. To jeden z bardzo istotnych argumentów dla pozyskiwania pracowników, więc coraz więcej pracodawców chce inwestować w BHP, dba o jakość szkoleń i faktycznego nadzoru nad warunkami pracy tak, żeby realnie poprawiać warunki pracy – ocenia Marek Maszewski.

Rośnie liczba oszustw telekomunikacyjnych. Od początku roku sieci komórkowe zanotowały ponad pół miliona połączeń wykonanych przez oszustów

Rośnie liczba oszustw telekomunikacyjnych. Od początku roku sieci komórkowe zanotowały ponad pół miliona połączeń wykonanych przez oszustów 5

W 2016 roku oszuści próbowali naciągnąć klientów na wysokie opłaty, wysyłając 2 mln sygnałów z egzotycznych numerów. Rok później było ich już 3,6 mln, a tylko od początku tego roku ponad 0,5 mln. Mechanizm za każdym razem jest podobny: klient otrzymuje krótkie połączenie z nieznanego numeru, a jeśli oddzwoni, naraża się na wysokie koszty. Na początku roku oszuści dzwonili do klientów Orange Polska oraz nju mobile z kubańskich numerów. Firma umorzyła oszukanym opłaty, ale zrobiła to w drodze wyjątku ze względu na świąteczny czas i dobro klientów. Na przyszłość zaleca stosowanie kilku prostych zasad bezpieczeństwa.

– Niestety skala oszustw, które polegają na tym, że zostawiany jest sygnał, jako zachęta do oddzwonienia, rośnie bardzo szybko. Dotyczy to wszystkich operatorów telekomunikacyjnych. Ostatni atak był skierowany głównie na klientów Orange Polska i nju mobile, ale nie tylko, bo oszuści wybierali numery losowo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Jabczyński, rzecznik prasowy Orange Polska.

Oszuści coraz częściej wykorzystują metodę polegającą na puszczeniu sygnału na przypadkowo wybrane numery telefonów komórkowych. Przy odebraniu takiego połączenia opłata nie zostanie naliczona. Problemy zaczynają się jednak przy oddzwonieniu, bo takie połączenie może dużo kosztować. Ataków jest coraz więcej. W 2016 roku takich połączeń było 2 mln, rok później niemal dwukrotnie więcej (3,6 mln). Tylko od początku tego roku zanotowano ich już ponad 500 tys.

Umorzyliśmy opłaty za połączenia, które nasi klienci wykonali, oddzwaniając na telefon oszustów wykorzystujących kubańskie numery. Biorąc pod uwagę świąteczny czas, a także skalę tego zjawiska, zdecydowaliśmy się na ten krok. Należy to jednak traktować jako wyjątkową sytuację – podkreśla Jabczyński.

Oszuści dzwonią z numerów różnych krajów. W tym roku, oprócz Kuby, notuje się też dużo połączeń z Gwinei, Beninu, Seszeli i Dominikany. Rok wcześniej były to Tongo, Vanuatu, Czarnogóra, Nowa Gwinea, a także międzynarodowe sieci satelitarne. Pomysłowość oszustów nie ma granic, dlatego operatorzy apelują o zdrowy rozsądek.

– Jeśli nie znamy numeru, jaki nam się wyświetla na telefonie, to po prostu nie oddzwaniajmy. Jeżeli mamy wątpliwość, bo rzeczywiście ktoś mógł do nas zadzwonić z zagranicy, numer można sprawdzić w internecie. Choćby na naszej stronie internetowej jest wykaz wszystkich numerów kierunkowych z zagranicy – radzi rzecznik prasowy Orange Polska.

Na próbę oszustwa może wskazywać inna niż zwykle liczba cyfr danego numeru. Jeśli ma więcej niż 9 (w połączeniu krajowym) lub 11 (łącznie z polskim prefiksem +48), lepiej nie oddzwaniać. Nawet numer zaczynający się od 22, choć wydaje się być połączeniem z Warszawy, może być wykonany z Beninu, Burkina Faso czy Gambii (międzynarodowy prefiks +22X).

Jeśli nikt z rodziny i bliskich znajomych nie przebywa zagranicą, dobrym sposobem może być zablokowanie wszystkich połączeń międzynarodowych.

Jeżeli wiemy, że nie będziemy korzystać z telefonu komórkowego w połączeniach międzynarodowych, to warto ten numer zablokować. Wystarczy telefon na infolinię. Niektóre telefony czy aplikacje mają także możliwość zdalnego samodzielnego blokowania tych numerów. Warto rozważyć taką ewentualność –przekonuje Wojciech Jabczyński.

W ustawie o elektromobilności zabrakło zachęt dla klasycznych hybryd. Bez nich trudno będzie osiągnąć cel miliona aut elektrycznych w 2025 roku

W ustawie o elektromobilności zabrakło zachęt dla klasycznych hybryd. Bez nich trudno będzie osiągnąć cel miliona aut elektrycznych w 2025 roku 6

Przyjęta właśnie przez Sejm ustawa o elektromobilności dzięki systemowi zachęt ma skłonić firmy i kierowców  do zakupu aut z napędem elektrycznym. Ambitny plan rządu zakłada, że w 2025 roku po ulicach będzie jeździć milion takich samochodów. Ale osiągnięcie tego celu bez wliczania w to klasycznych hybryd będzie trudne do osiągnięcia – podkreślają eksperci ZDG TOR. Klasyczne auta z napędem hybrydowym nie zostały jednak objęte zachętami. 

Na zakup samochodów elektrycznych stać dziś niewielu konsumentów, dlatego rząd przygotował szereg zachęt, które mają przekonać kierowców do tego wydatku. Wśród nich są możliwość poruszania się pojazdów elektrycznych po buspasach, podwyższenie stawki odpisów amortyzacyjnych czy zwolnienie z podatku akcyzowego, choć to ostatnie zostało zawieszone do momentu uzyskania zgody Komisji Europejskiej. Ustawa o elektromobilności została wczoraj przyjęta przez Sejm. Za było 253 z 436 posłów.

 Jeżeli dzisiaj chcemy mówić o elektromobilności w Polsce, to nie możemy mówić wyłącznie o samochodach elektrycznych, bo one mają mnóstwo wad: bardzo długi czas ładowania, ograniczony zasięg, ciężkie i duże baterie oraz wysoką cenę – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Witold Nowicki, wiceprezes Toyota Central Europe. – Według Toyoty dzisiaj pomostem pomiędzy silnikiem konwencjonalnym spalinowym a silnikiem przyszłości, czyli w pełni elektrycznym, jest samochód hybrydowy. O samochodach elektrycznych zasilanych z baterii lub ogniwa paliwowego mówimy w perspektywie następnych 10–20 lat. To ciągle jest daleka przyszłość.

Samochody hybrydowe łączą zalety pojazdów elektrycznych i spalinowych: połowa mocy całego układu to moc silnika elektrycznego. W perspektywie najbliższych trzech lat w ocenie ekspertów będzie to najłatwiej dostępna alternatywa dla pojazdów spalinowych.

– Już dzisiaj co trzeci samochód Toyoty sprzedawany w Polsce to samochód hybrydowy, mimo że nie ma absolutnie żadnych zachęt, żeby takie samochody kupować. Polacy – z czego bardzo się cieszymy – często rozumieją, że warto mieć taki samochód, bo on mniej pali, jest wygodny, ma niższe koszty użytkowania i nie zatruwa powietrza w mieście – podkreśla Witold Nowicki.

Pojazdy hybrydowy nie zostały jednak uwzględnione przez rząd i posłów w katalogu pojazdów, które będzie można kupować i użytkować na preferencyjnych warunkach. Wydzielono co prawda hybrydy jako osobną kategorię, ale dotyczy to wyłącznie aut plug-in, czyli z możliwością ładowania ze źródła zewnętrznego. Te auta są drogie i przez to wciąż mniej popularne, nie mają więc znaczącego wpływu na ograniczenie szkodliwej emisji spalin.

Zadziwiające jest, że rząd tak uparcie mówi „nie” dla klasycznych hybryd, bo cała Europa Zachodnia i Norwegia, na którą rząd powołuje się jako przykład elektromobilności, dają wsparcie nie tylko samochodom czysto elektrycznym, lecz także hybrydom – podkreśla Adrian Furgalski, wiceprezes ZDG TOR. –Jeżeli chcemy osiągnąć milion samochodów w 2025 roku, chyba wszyscy łącznie z rządem wiemy, że jest to niemożliwe, jeżeli będziemy mówić tylko o samochodach elektrycznych. Warto te czystsze samochody, jakimi są hybrydy, włączyć do tego miliona.

Klasyczne hybrydy nie zostały też ujęte w katalogu pojazdów, które będą się mogły poruszać w tzw. strefach czystego transportu w miastach. Znalazły się w nich za to auta zasilane CNG, podczas gdy testy prowadzone w Niemczech udowodniły, że ten napęd zajmuje dopiero trzecie miejsce – po elektrycznym i hybrydowym – wśród najbardziej ekologicznych.

Hybrydy są uprzywilejowane np. w Londynie, gdzie mogą za darmo wjechać do strefy płatnej. Inne kraje wyraźnie więc pokazują Polsce, że hybrydy to są czystsze samochody, powinny mieć preferencję, dlatego ten opór w naszym kraju budzi duże zdumienie – tłumaczy Adrian Furgalski.

Jak podkreśla, rozszerzenie katalogu uprzywilejowanych aut o półelektryki, czyli klasyczne hybrydy, oraz zwolnienie ich z części akcyzy nie wiązałoby się z kosztami dla budżetu państwa.

– Wyobrażamy sobie następujący scenariusz: samochody w pełni spalinowe – pełna akcyza, samochody w pełni elektryczne, zeroemisyjne – zerowa akcyza, samochody w połowie elektryczne – połowa akcyzy. W teorii minister finansów otrzymuje połowę akcyzy z samochodów hybrydowych, ale biorąc pod uwagę to, że samochody hybrydowe są minimalnie droższe niż te z silnikami spalinowymi benzynowymi, to do budżetu wpływa minimalnie więcej pieniędzy z VAT. W związku z tym według naszych kalkulacji jest to zupełnie neutralne dla Ministerstwa Finansów – wyjaśnia Witold Nowicki.

Eksperci Toyoty i ZDG TOR podkreślają, że włączenie hybryd pomogłoby także w osiągnięciu jednego z celów ustawy, jakim jest poprawa jakości powietrza w miastach.

Samochody hybrydowe mają obniżoną emisję zarówno tlenków azotu, jak i cząstek stałych – wszystkich tych substancji, które wpływają na stan naszego zdrowia, układu oddechowego, na jakość życia w miastach. Są to zdecydowanie samochody niskoemisyjne – dodaje Witold Nowicki.

Teraz ustawa o elektromobilności trafi pod obrady Senatu, który może wprowadzić do niej poprawki. Eksperci liczą na to, że senatorowie uwzględnią hybrydy w poprawkach do ustawy.

– Mam nadzieję, że są jeszcze jakieś szanse, bo minister Michał Kurtyka, który odpowiada za elektromobilność w Polsce, deklarował w Sejmie, że problem rzeczywiście jest, on jest głośny i być może nie w tej ustawie, ale w jakiejś innej powinien zostać rozwiązany – mówi Adrian Furgalski.

Większość polskich przedsiębiorców samodzielnie zarządza siecią. Pomóc w tym może darmowa aplikacja mobilna

Większość polskich przedsiębiorców samodzielnie zarządza siecią. Pomóc w tym może darmowa aplikacja mobilna 7

Aplikacja Insight pozwoli przedsiębiorcy samodzielnie zarządzać urządzeniami sieciowymi z każdego miejsca na Ziemi za pośrednictwem telefonu komórkowego. Umożliwia kontrolowanie takich urządzeń, jak router, przełączniki czy punkty dostępowe. Rozwiązanie z podstawową funkcjonalnością jest dostępne za darmo dla małych i średnich firm. Bardziej zaawansowane funkcje są dostępne w modelu subskrypcyjnym. Jak wynika z badań PARP, 83 proc. firm nie zatrudnia personelu IT, czyli samodzielnie zarządza infrastrukturą sieciową.

– Ma ona służyć do tego, by właściciel firmy mógł samodzielnie zarządzać takimi produktami sieciowymi, jak punkty dostępowe, przełączniki czy storage. Chodzi o to, żeby miał on dostęp do sieci z każdego miejsca na Ziemi za pośrednictwem telefonu komórkowego – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Maciej Kaczmarek z firmy Netgear.

W Polsce działa niemal dwa miliony firm, spośród których aż 99,8 proc. stanowią mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa – dowiadujemy się z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Większość z tych przedsiębiorstw, bo aż 83 procent, nie decyduje się na zatrudnienie personelu IT, który byłby odpowiedzialny za administrowanie siecią. Z myślą o takich przedsiębiorstwach powstała aplikacja Insight.

Co więcej, aplikacja pozwala na administrowanie więcej niż jedną siecią. Można dzięki temu zarządzać nie tylko siecią firmową, lecz także domową. W przypadku użytku w przedsiębiorstwie może to być na przykład biuro i część magazynowa. Sprawia to, że znacząco poszerza się spektrum jej potencjalnych użytkowników.

– Biorąc za przykład firmę budowlaną, jeden administrator może zarządzać dziesiątkami placówek i budów w całym kraju. Klienci to przede wszystkim mały i średni biznes. Mam na myśli jednostki takie, jak nieduże szkoły, gabinety dentystyczne, lekarskie czy weterynaryjne, a także restauracje czy hotele –wymienia Maciej Kaczmarek.

Aplikacji i programów do zarządzania ruchem sieciowym oraz urządzeniami sieciowym na rynku jest wiele. Narzędzie do monitorowania ruchem sieciowym Network Connections jest dostępne za darmo w Google Play. Kontrolować domowy router można np. za pomocą aplikacji Linksys Smart WiFi, ASUS Router, TP Link Tether, czy DS. router by Synology, w zależności od tego, jakiej firmy urządzenie mamy. Istnieją także aplikacji do zarządzania sieciami WiFi, takie jak Fing dla Androida czy Network Analyzer Lite dla systemu iOS.

Na rynku dostępne jest także darmowe oprogramowanie do zarządzania infrastrukturą sieciową, taką jak routery, przełączniki czy punkty dostępowe. Małe i średnie firmy, a także użytkownicy prywatni mogą skorzystać z programów, takich jak Paessler PRTG Network Monitor, Spiceworks Network Monitor czy LabTech.

Aplikacja Insight jest pierwszym w branży rozwiązaniem, które oferuje konfigurację i zarządzanie siecią w małej firmie za pomocą łatwej w użyciu aplikacji mobilnej lub portalu w chmurze. Aplikacja współpracuje wyłącznie z urządzeniami sieciowymi firmy Netgear.

– Aby skorzystać z aplikacji, wystarczy ją pobrać z App Store lub Google Play i zainstalować. Są dostępne również wersje webowe na komputery. Po pobraniu i instalacji należy podłączyć urządzenie sieciowe do prądu. Dzięki aplikacji możemy zeskanować barcode z urządzenia. To najprostsza opcja, by je przypisać do sieci i administrować nim – mówi ekspert.

Netgear Insight jest dostępna z dwoma planami subskrypcyjnymi: Insight Basic i Insight Premium. W wersji bazowej otrzymujemy kompletne rozwiązanie do konfigurowania, zarządzania i monitorowania sieci w dowolnym czasie i miejscu za pomocą aplikacji mobilnej Insight. Wersja Premium zapewnia zaawansowane funkcje w aplikacji mobilnej, a także dostęp do portalu Insight w chmurze obsługującego bardziej złożoną konfigurację urządzeń i sieci.

Przegląd najważniejszych planowanych zmian w prawie nieruchomości w 2018 roku

Jeśli zapowiadane zmiany w prawie wejdą w życie w nowym roku, inwestorów czeka prawdziwa rewolucja w nieruchomościach.

Planowane zmiany w zakresie decyzji o warunkach zabudowy:

  • decyzje wz będą wydawane tylko właścicielowi/użytkownikowi wieczystemu nieruchomości;
  • 3-letni termin ważności;
  • decyzje wz będą mogły być wydawane co do zasady wyłącznie dla terenów znajdujących się na tzw. obszarze zabudowanym (obszar będzie wyznaczany przez radę gminy w drodze uchwały stanowiącej akt prawa miejscowego);

Planowane zmiany w zakresie pozwoleń na budowę:

  • zakaz wydawania „etapowych” pozwoleń na budowę;
  • brak możliwości unieważnienia pozwolenia na budowę po 5 latach od pozwolenia na użytkowanie/zawiadomienia o zakończeniu budowy;
  • szerszy katalog inwestycji, dla których nie trzeba będzie uzyskiwać pozwolenia na budowę;

Planowane zmiany w zakresie roszczeń reprywatyzacyjnych („duża ustawa reprywatyzacyjna”):

  • wygaszenie roszczeń reprywatyzacyjnych;
  • zamiana roszczeń reprywatyzacyjnych na prawo do rekompensaty za przejęte nieruchomości (brak możliwości zwrotu nieruchomości w naturze);
  • umorzone zostaną wszelkie postępowania sądowe, sądowo-administracyjne i administracyjne toczące się wobec roszczeń reprywatyzacyjnych (poza postępowaniami przed Komisją Weryfikacyjną ds. Reprywatyzacji);

Uchwalone zmiany w zakresie prawa wodnego (zmiana weszła w życie 1 stycznia 2018 r.!)

  • prawo pierwokupu nieruchomości, na których znajdują się stojące wody śródlądowe
  • nowe opłaty roczne za nieruchomości o powierzchni powyżej 3.500 m2 nieskanalizowane i niezmeliorowane
  • konieczność uzyskania oceny wodnoprawnej dla inwestycji wskazanych w rozporządzeniu

Opieka medyczna przyszłości: Sztuczna inteligencja, telemedycyna i zdolna diagnostyka

Sztuczna inteligencja będzie bardzo pomocna, aby podpowiedzieć kolejne kroki w procesie leczenia. Będzie to wsparcie dla zdalnych konsultacji medycznych, które już teraz rozwija spółka należąca do Grupy PZU SA.

– Już teraz stosujemy zdalne konsultacje przy chorobach przewlekłych, a recepta jest wysyłana pocztą i dostarczana przez kuriera – mówi Julita Czyżewska, prezes PZU Zdrowie SA.

Zdalna diagnostyka ułatwia wywiad z pacjentem prowadzony przez lekarza. To pozwala zaoszczędzić czas lekarzowi, czyli powinno skrócić kolejki do świadczeń medycznych.

Porażka Gazpromu w sporze z ukraińską spółką będzie korzystna dla Polski

Porażka rosyjskiego Gazpromu w sporze z ukraińskim Naftogazem byłaby korzystna dla Polski. Arbitrażowy spór sądowy zakończy się prawdopodobnie jesienią.

Wygrana Naftogazu uratowałaby tę firmę przed bankructwem. A dla Polski oznaczałoby to korzystne zachowanie status quo dotyczące dostaw gazu ziemnego, z możliwością zawierania nowych kontraktów, także z udziałem innych partnerów

– Wygrana Naftogazu byłaby też pozytywnym precedensem dla sporu, jaki polski koncern PGNiG toczy z rosyjskim Gazpromem – wyjaśnia agencji MarketNews24 Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.