Dla wyższego opodatkowania firmy organ podjął nieprawidłowe i do tego nielogiczne rozstrzygnięcie

Spośród pięciu spółek tworzących podatkową grupę kapitałową jedna przyniosła stratę, a cztery dochody. Spółka dominująca pomniejszyła o tę stratę podatek dochodowy wykazany i zaliczkowany przez cztery rentowne spółki, zachowując powstałą na plus różnicę zaliczek CIT, a następnie rozdysponowując ją pomiędzy siebie i spółkę przynoszącą straty. Była pewna, że to działanie będzie obojętne podatkowo, ale fiskus stwierdził, że jest to przysporzenie majątku tych spółek i musi zostać opodatkowane jak zwykły przychód. Spór między przedsiębiorcą a Dyrektorem Krajowej Informacji Skarbowej rozstrzygnął sąd, stwierdzając, że: „Stanowisko KIS jest nie tylko nieprawidłowe, ale także nielogiczne i sprzeczne wewnętrznie. Jest również wyrazem nadmiernego fiskalizmu państwa” (wyrok WSA w Krakowie z 29 grudnia 2020 r., sygn. akt I SA/Kr 923/20).

Podatkowa grupa kapitałowa złożona z pięciu spółek

Pięć spółek akcyjnych tworzy podatkową grupę kapitałową (dalej również PGK). Jedna z nich – spółka A – jest odpowiedzialna za rozliczanie oraz odprowadzanie podatku dochodowego całej grupy. To jej, jako płatnikowi CIT, pozostałe spółki przekazują do 19-ego dnia każdego miesiąca zaliczki na ten podatek, każda jedna indywidualnie, kalkulując dla siebie przychody i koszty ich uzyskania celem wyliczenia należnego CIT.

Spółka A, która jest jednocześnie spółką dominującą w grupie, sumując przychody podatkowe wszystkich spółek, odejmuje od nich sumę kosztów uzyskania przychodów wygenerowanych przez te wszystkie spółki tworzące PGK. W ten sposób oblicza podatek, który następnie odprowadza do urzędu skarbowego.

Strata jednej ze spółek pomniejszała podatek dochodowy całej grupy

Jedna ze spółek – spółka E – wykazuje stratę, co w świetle opisanego sposobu dokonywania rozliczeń podatkowych przez PGK powoduje, że pozostałe spółki mają do zapłaty niższy podatek dochodowy, niż to wynika z ich indywidualnych wyliczeń. Kwotę tej różnicy „na plus” dla spółek spółka A zatrzymuje, rozdysponowując ją zgodnie z procedurą ustaloną w umowie generalnej podatkowej grupy kapitałowej.

W 2018 r. taką nadwyżkę rozdzielono na cele inwestycyjne dla przynoszącej straty spółki E oraz dla spółki dominującej. Obie zakwalifikowały otrzymane środki jako pozostałe przychody operacyjne. W tych okolicznościach PGK wystąpiła do organu podatkowego o potwierdzenie, że tak uzyskane środki pieniężne nie zrodzą po stronie spółek, które je otrzymały, przychodu podlegającego uwzględnieniu przy ustalaniu dochodu bądź straty podatkowej.

W opinii podatkowej grupy kapitałowej zgodnie z art. 1a ust. 1 ustawy o CIT to ona jest podatnikiem w tej sprawie, a nie tworzące ją pojedyncze spółki. A jak stanowi ust. 7 tego artykułu, podatek dochodowy oraz zaliczki na ten podatek są obliczane, pobierane i wpłacane przez spółkę dominującą. Przepis art. 7a ust. 1 ustawy precyzuje, że w PGK dochodem ze źródła przychodów jest nadwyżka sumy dochodów wszystkich spółek tworzących grupę, uzyskanych z danego źródła przychodów nad sumą ich strat poniesionych z tego źródła.

Fiskus uznał, że spółki muszą zapłacić podatek

Organ podatkowy uznał jednak, że w opisanej sytuacji dochodzi do trwałego przysporzenia w majątku spółek A i E, które ma definitywny i bezzwrotny charakter, i którym obie spółki mogą rozporządzać jak majątkiem własnym. Dlatego powodujący to przysporzenie przychód powinny uwzględnić w rozliczeniu dochodów lub straty podatkowej.

Rozpoznający wniesioną przez PGK skargę Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie zgodził się z przedsiębiorcą, że w przypadku tych dwóch spółek nie dochodzi po ich stronie do przysporzenia, o jakim mówi organ. Zwrócił uwagę m.in. na przepis art. 12 ust. 4 pkt 6a ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych stanowiący, że do przychodów nie zalicza się zwróconych innych wydatków niezaliczonych do kosztów uzyskania przychodów. Sąd stwierdził, że zaprezentowane w tej sprawie stanowisko fiskusa podważa cały sens instytucji podatkowych grup kapitałowych. Dokonywane między tworzącymi taką grupę spółkami przepływy finansowe, dotyczące rozliczeń zobowiązań podatkowych grupy, są neutralne podatkowo w zakresie CIT. Uchylając zaskarżoną przez przedsiębiorcę interpretację Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, orzekł:

„…przyjęta przez Wnioskodawcę metoda rozliczeń jest prawidłowa oraz zgodna z prawem. (…) Przyjęcie założenia proponowanego przez KIS, w którym uzyskane w ten sposób korzyści stanowiłby przychód podlegający opodatkowaniu, byłoby zaprzeczaniem celu instytucji podatkowej grupy kapitałowej” (wyrok WSA w Krakowie z 29 grudnia 2020 r., sygn. akt I SA/Kr 923/20).

Niekorzystna dla przedsiębiorcy interpretacja była nielogiczna i nadmiernie profiskalna

Niełatwe jest życie przedsiębiorców pod jurysdykcją fiskusa, którego organy tak często interpretują prawo na ich niekorzyść. A przecież liczne normy prawa podatkowego, także prawa przedsiębiorców, nakazują urzędnikom skarbowym zachowanie przyjaznego stosunku do przedsiębiorców, a nawet, w przypadku wątpliwości, rozstrzygać je na ich korzyść. Przedsiębiorcom trudno jednak wypatrywać ziszczenia się tych utopijnych postulatów, skoro w praktyce organy podejmują przeciw nim takie rozstrzygnięcia, jak w opisanej sprawie. Jak bowiem stwierdził krakowski sąd:

„Stanowisko KIS jest nie tylko nieprawidłowe, ale także nielogiczne i sprzeczne wewnętrznie. Jest również wyrazem nadmiernego fiskalizmu państwa” (sygn. akt I SA/Kr 923/20).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rynek polskich energy-techów – jest dobrze, będzie lepiej

Polski rynek startupowy coraz częściej staje się obiektem zainteresowania zagranicznych mediów i zagranicznych inwestorów. Dzieje się tak za sprawą funduszy, takich jak Finch Capital, Rheingau Founders czy Runa Capital, które wchodząc do Polski odgrywają znaczącą rolę w największych transakcjach VC w Polsce. Coraz więcej inwestycji kierowanych jest do sektora energy-tech. Polska na arenie międzynarodowej wyrabia sobie w tym obszarze coraz silniejszą markę. SpeedUp Energy Innovation stworzył mapę polskich energy-techów, wyłaniając na polskim rynku ponad 100 już działających w tym obszarze podmiotów. Mapa pokazuje, że miejsca dla nowych firm w sektorze energii jest całkiem sporo.

Przyczyną rosnącego znaczenia Polski na międzynarodowej arenie technologii energetycznych jest nie tylko coraz większa liczba młodych, technologicznych spółek, opracowujących innowacyjne rozwiązania dla energetyki. Polska staje się atrakcyjna także jako zaplecze produkcyjno-inżynieryjne dla korporacji takich jak np. szwedzki NorthVolt – dzięki centrum produkcyjnemu, które firma planuje otworzyć w Gdańsku, Polska ma szansę stać się europejskim liderem w obszarze produkcji baterii do samochodów elektrycznych.

Polska energetyczna rewolucja już trwa

Według raportu przygotowanego przez PFR, w samym tylko 2020 roku ponad 300 polskich firm otrzymało łącznie 2,1 mld zł finansowania od funduszy VC. To wzrost o około 170% w porównaniu z rokiem 2019, a wszystko wskazuje na to, że inwestycje VC w polskie młode spółki technologiczne w 2021 znów podwoją swoja wartość względem roku ubiegłego.

  • Najczęstszymi obszarami inwestycji w 2020 były opieka zdrowotna (25% wszystkich inwestycji), programowanie dla przedsiębiorstw (15%) oraz sektor FinTech (9%).
  • Na 7. miejscu pod względem liczby inwestycji uplasował się obszar energetyki.

Sektor energetyczny i młode spółki technologiczne z obszaru energy-tech zaczynają odgrywać w Polsce ważną rolę tak w obszarze całej energetyki, jak i w inwestycjach venture capital. – „Może być to spore zaskoczenie dla wszystkich tych, u których nadal bardzo silne jest przekonanie, że “Polska węglem stoi” i w obszarze nowoczesnych technologii z tego sektora niewiele się nad Wisłą dzieje. Tymczasem oczy inwestorów zagranicznych coraz częściej zwrócone są w naszym kierunku. Skoro duże korporacje o ugruntowanej pozycji z obszaru energy-tech przenoszą do nas całość czy choćby część swojej produkcji, to dla inwestorów oznacza, że mamy tu zasoby, także ludzkie, w postaci wykwalifikowanej kadry, by technologie w tym segmencie tworzyć i rozwijać”. – komentuje Bartłomiej Gola, partner generalny SpeedUp Energy Innovation.

– „Na pewno brakuje u nas jeszcze firm energy-tech’owych z obszaru magazynowania energii, bo to trudny rynek, zagarnięty przez gigantów czy tych oferujących sposoby na stabilizację sieci elektroenergetycznej, co w najbliższych latach będzie jednym z największych wyzwań, wynikających z rozwoju rozproszonych źródeł odnawialnych.”dodaje Gola.

Energy-techy przeganiają sztuczną inteligencję

Fundusze inwestycyjne – tak polskie jak i zagraniczne – dostrzegają coraz większy potencjał w zakresie możliwości inwestycyjnych w spółkach technologii energetycznych – co już przekłada się na liczbę startupów opracowujących obecnie swoje rozwiązania. I choć inwestycje funduszy VC w spółki z obszaru energy-tech nie są jeszcze w Polsce tak popularne, jak rozwiązania związane ze zdrowiem czy technologiami w finansach, to ich wartość bardzo szybko rośnie. To trend obserwowany na całym świecie – według danych PWC inwestycje w szeroko rozumianą technologię klimatyczną wzrosły z 418 mln USD rocznie w 2013 r. do 16,3 mld USD w 2019 r. – zanotowały trzykrotnie większy wzrost, niż inwestycje w sztuczną inteligencję w tym samym okresie. Sam rynek europejski przyciągnął inwestycje w energy-tech’y o wartości 7 miliardów dolarów. Prawie jedna czwarta transakcji klimatycznych (24%) obejmowała inwestora korporacyjnego – firmy szukając innowacji coraz częściej decydują się na inwestycje w startupy. Dla wielu staje się to wręcz główny element w strategii biznesowej.

Z badania rynku przeprowadzonego w marcu i kwietniu 2021 przez SpeedUp Energy Innovation wynika, że w Polsce działa ponad 100 młodych firm związanych z technologiami energetycznymi, w tym:

  • 38 tworzy rozwiązania z zakresu elektromobilności,
  • 7 opracowuje rozwiązania w obszarze  magazynowania energii,
  • 14 postawiło na innowacje w dystrybucji energii,
  • 19 firm działa w obszarze smart city & sustainability
  • 23 za cel postawiło sobie opracowanie nowych metod wytwarzania energii.

Polski potencjał na międzynarodowe sukcesy

Na polskim rynku energy-techowym najlepiej rokujące obecnie obszary to rozwój technologii wodorowych, optymalizacja i zwiększanie efektywności fotowoltaiki oraz smart mobility. – „Obszar technologii energetycznych to główny sektor, na który kładziemy nacisk w zakresie inwestycji. Z tego powodu cieszy nas liczba firm, a także zróżnicowanie poszczególnych kategorii, w ramach których rozwijają swoje rozwiązania. Jako SpeedUp Energy Innovation poszukujemy obecnie firm posiadających gotowy produkt
i przychody z komercjalizacji rozwiązania. Inwestujemy ticekty na poziomie 0,5–1 mln euro”.
komentuje Bartłomiej Gola.  

To, co według Bartłomieja Goli najbardziej blokuje rozwój startupów energy-techowych to ich duża kapitałochłonność. – „Potrzeba sporo środków, żeby stworzyć i wypuścić na rynek produkt w pełni funkcjonalny, a u nas w Polsce większość funduszy inwestuje na etapie zalążkowym. Brakuje funduszy, które gotowe byłyby zainwestować po pierwszej rundzie w dalszy rozwój produktu/technologii spółki, która nie generuje jeszcze przychodów. Rosnące zainteresowanie polskimi spółkami wśród zagranicznych inwestorów może być przepustką dla wielu polskich startupów do dalszego rozwijania swoich projektów.” – dodaje Gola. 

Wśród zmapowanych przez SpeedUp Energy Innovation podmiotów znajdują się takie, które mają już na koncie spore sukcesy, jak spółka Lerta, a także te wciąż wymagające prac R&D, ale dające spore nadzieje na sukces jak Saule Technologies. Mapa ma w założeniu ewoluować i być poszerzana o kolejne podmioty, który nie znalazły się w jej wersji 1.0 – przykładem może być choćby Eko-Energetyka, produkującą duże stacje ładowania dla autobusów. – „Większość z widocznych na mapie firm ma potencjał rozwoju międzynarodowego. Dla nas to ważne kryterium inwestycyjne” – podsumowuje Bartłomiej Gola.SpeedUp_Energy_Innovation_Enerfy_Tech_MAP

Martwisz się likwidacją OFE? Pomyśl o ETF

Postępujący proces likwidacji OFE po raz kolejny przypomniał nam, że musimy samodzielnie odkładać na emeryturę. W długoterminowym portfelu powinny pojawić się fundusze ETF, które są jednym z najtańszych sposobów na inwestowanie. Na różnych parkietach jest notowanych prawie 8 tys. takich funduszy. W Polsce natomiast wciąż pozostają poza głównym nurtem inwestycyjnym.

Na świecie jest obecnie notowanych prawie 8 tys. funduszy ETF, podczas gdy 10 lat temu było ich zaledwie 2,5 tys. To znaczący wzrost pokazujący, że ten instrument cieszy się na świecie zasłużoną popularnością. W Polsce w fundusze inwestuje 3,5 mln osób (dane firmy Analizy Online o liczbie klientów TFI na koniec 2020 roku), 1,3 mln posiada rachunki maklerskie (dane KDPW na koniec 2020 r.), jednak tylko bardzo niewielki odsetek tych klientów inwestuje w ETF.

ETF (Exchange Traded Fund) to fundusz inwestycyjny notowany na giełdzie. Jego najważniejszą cechą jest to, że możemy go kupować i sprzedawać, jak akcje zwyczajnej spółki. Transakcje dokonywane są natychmiast, inaczej niż w wypadku standardowych funduszy inwestycyjnych, w przypadku których zakup lub umorzenie może zająć nawet kilka dni. Za zakup i sprzedaż ETF-ów płacimy prowizje, które są bardziej zbliżone do prowizji maklerskich (wynoszących 0-1 proc.) niż do prowizji pobieranych przez fundusze (1-5 proc.). Właśnie znacznie niższe opłaty to główna zaleta takich funduszy.

ETF-y czasem mylnie utożsamia się z „funduszami indeksowymi”, ponieważ historia tego instrumentu zaczęła się od pasywnych funduszy, których celem było odzwierciedlenie konkretnego indeksu. Dla wielu osób ETF cały czas oznacza po prostu fundusz odzwierciedlający indeks. Jednak w ostatnich latach sytuacja się zmieniła. W USA i Europie pojawiło się wiele aktywnych ETF, czyli takich w których zarządzający dobierają spółki do portfela i dynamicznie zmieniają jego skład zależnie od przyjętej strategii. Przykładem takiego funduszu jest ARK Innovation ETF, który dobiera do swojego portfela innowacyjne spółki technologiczne. Fundusz był hitem 2020 roku, potem na jego notowaniach doszło do korekty, teraz powoli odrabia straty. Inny przykład to US Global Jets ETF, którego portfel składa się z akcji linii lotniczych, firm transportowych i producentów samolotów. To fundusz, który może zyskiwać na powrocie gospodarki do normalności po pandemii.

Jednak wiele oferowanych ETF-ów to cały czas właśnie fundusze pasywne. Mogą one kopiować bardzo znane indeksy jak np. Vanguard S&P 500 ETF czy Lyxor WIG 20 UCITS ETF, ale mogą także te mniej popularne. Na przykład Horizons Marijuana Life Sciences Index ETF odwzorowuje North American Marijuana Index, w którego składzie znajdują się spółki związane z rynkiem marihuany w USA i Kanadzie. Warto rozważyć wykorzystanie takich funduszy w konstruowaniu naszych portfeli inwestycyjnych, bowiem okazuje się, że w długiej perspektywie strategie pasywne bywają skuteczniejsze od strategii aktywnych. Często wysiłki zarządzających funduszami po prostu idą na marne, a czasem nawet są źródłem strat. Zatem jeśli konstruujemy portfel inwestycyjny, szczególnie w przypadku długoterminowego oszczędzania na emeryturę, powinniśmy zastanowić się nad włączeniem do niego pasywnych funduszy ETF. Jak wspomnieliśmy wcześniej, ETF-y oferują niskie koszty, które w okresie długoterminowej inwestycji mogą dać nam dodatkowo od kilkunastu do kilkudziesięciu procent zysku.

Czemu zatem ETF-y tak rzadko trafiają do portfeli inwestycyjnych Polaków? Przez długi czas największy problem stanowił ograniczona dostępność takich funduszy. Najłatwiejszy dostęp polscy inwestorzy mają do ETF notowanych na giełdzie w Warszawie. Jest tam obecnie notowanych 9 takich funduszy, które można kupować poprzez biura maklerskie. Ta oferta jest powoli rozszerzana, jednak trudno wyjść z błędnego koła, w którym mały popyt powoduje uboga ofertę, a uboga oferta nie sprzyja popytowi. Znacznie więcej ETF-ów mają do dyspozycji klienci biur maklerskich i niezależnych brokerów. Dotyczy to zarówno funduszy pasywnych, jak i aktywnych z różnych sektorów.

Drugim problem dla wielu inwestorów pozostaje kwestia ryzyka kursowego, bowiem ETF-y (poza lokującymi środki w spółki z giełdy w Warszawie) inwestują w zagraniczne spółki. Dostępne na giełdzie w Warszawie fundusze ETF na zagraniczne indeksy nie zapewniają eliminacji ryzyka kursowego, podobnie jest, gdy kupujemy ETF-y w biurze maklerskim lub u brokera. Warto jednak pamiętać, że dobrze skonstruowany i zdywersyfikowany portfel inwestycyjny może zawierać zarówno akcje zagraniczne, jak i fundusze ETF, bez konieczności zabezpieczenia walutowego.

Dostęp do funduszy ETF wreszcie jest obecnie w Polsce całkiem szeroki. Problem ryzyka kursowego dotyczy natomiast wszelkich inwestycji w walutach obcych. Bo jeśli można np. inwestować w kwotowane w dolarze akcje Apple czy Amazon, można robić to samo z funduszami ETF. Nic już zatem nie stoi na przeszkodzie, byśmy w Polsce bardziej zainteresowali się inwestowaniem w ETF-y. A jeśli kolejne perturbacje związane z systemem emerytalnym zachęciły Cię do myślenia o samodzielnym inwestowaniu na ten cel, rozważ włączenie ETF do swojego portfela.

Paweł Majtkowski – analityk eToro

Wirtualna rzeczywistość wkracza do działów HR

W ciągu ostatniego roku duża część pracy tysięcy organizacji przeniosła się z biur do domów. Obecnie coraz więcej firm decyduje się na prowadzenie w modelu zdalnym również rekrutacji. Zmiana ta z pewnością wymaga zastanowienia się, jak procesy poszukiwania pracowników bez kontaktu bezpośredniego dostosować do nowych warunków i udoskonalić. Zwłaszcza, że przy odpowiednim podejściu e-rekrutacja może przynieść pracodawcy wiele korzyści.

Nowe możliwości

Polacy nie boją się rekrutacji prowadzonej online. Jak wynika z raportu „Pół roku nowej normalności. Pracownicy i kandydaci o rynku pracy”[1], aż 9 na 10 ankietowanych przyznaje, że weźmie w niej udział, a 38 proc. potraktuje tę formę, jako wygodniejszą i z większym prawdopodobieństwem złoży swoją aplikację na stanowisko. Dodając do tego fakt, że ¾ badanych twierdzi, że ten sposób pracy pozostanie z nami na dłużej, również zdalna rekrutacja wydaje się naturalnym krokiem dla większości pracodawców. – Dotychczas taka formuła poszukiwania specjalistów była w większości stosowana przez firmy, które ze względu np. na lokalizację nie miały możliwości innego kontaktu ze kandydatami. Dziś prowadzenie interview za pomocą platform i aplikacji staje się coraz bardziej popularne zarówno dla pracodawców, jak i pracowników – tłumaczy Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Kandydaci z otwartością podchodzą do narzędzi komunikacji online, takich jak komunikatory, czy platformy rekrutacyjne. Ponad 85 proc. nie obawia się rozmów kwalifikacyjnych w formie połączeń video, które coraz częściej, ramię w ramię z rozmowami telefonicznymi, stanowią alternatywę dla spotkań na żywo.

Szukaj nowych dróg

Brak obaw ze strony potencjalnych pracowników to jednak dopiero część sukcesu. Kluczowy okazuje się sposób wdrożenia nowej formy pozyskiwania specjalistów. Prowadzenie skutecznej zdalnej rekrutacji wymaga od firmy odpowiedniego przygotowania. Na pierwszy ogień idzie kwestia samego ogłoszenia i wskazania w nim przede wszystkim że szukamy pracowników do pracy zdalnej. Ta informacja jest kluczowa dla kandydatów. Według badań aż 36 proc. z nich szuka ogłoszeń z wyraźnym oznaczeniem formy pracy, a 29 proc. docenia, kiedy w ogłoszeniu znajduje się także informacja o zdalnej formie rekrutacji[2]. Przedstawiając benefity oferowane przez organizację warto w ogłoszeniu wymienić także te związane właśnie z home office.

Dbając o sprawny i komfortowy dla obu stron przebieg rekrutacji dobrze już podczas pierwszego kontaktu z kandydatem poinformować go jak będzie wyglądał cały proces. A więc w jakiej formie będzie prowadzony (np. czy rozmowa odbędzie się telefonicznie czy online), ile etapów zakłada, czy jakie narzędzia do komunikacji będą w nim stosowane. To ostatnie, a więc zaplecze techniczne pracodawcy jest szczególnie ważne. Działające bezbłędnie programy do komunikacji audio oraz video, ale także platformy służące do wypełniania zadań kwalifikacyjnych czy rozwiązania działające „w chmurze” nie tylko ułatwią cały proces pozyskiwania pracowników, ale także wpłyną na postrzeganie firmy, jako nowoczesnej i sprawnie funkcjonującej.

Specjaliści nie mają wątpliwości, że praca zdalna (w modelu częściowym lub hybrydowym) zostanie z nami na dłużej. E-rekrutacja to zatem doskonałe narzędzie do weryfikacji m.in. tych cech kandydatów, które ogrywają kluczowe znaczenie przy tym sposobie wykonywania obowiązków służbowych. – Mowa m.in. o umiejętności komunikacji cyfrowej, czy nawiązywania porozumienia bez możliwości bezpośredniego spotkania, a więc dokładnie w takich warunkach, w jakich nasz przyszły zatrudniony będzie pracował zarówno ze swoim zespołem jak i np. z kontrahentami – komentuje Tikhomiroff.

Efektywne pozyskiwanie odpowiednich talentów do firmy ma duże znaczenie dla całości organizacji. Pamiętajmy, że nietrafione rekrutacje przynoszą firmie nie tylko straty stricte finansowe, ale także te związane z zaangażowaniem i czasem potrzebnym na onboarding oraz wdrożenie nowego pracownika. Odpowiednie zaprojektowanie rekrutacji zdalnej otwiera więc przed pracodawcami nowe możliwości. Nie tylko pozwala zaoszczędzić czas czy pieniądze, ale przede wszystkim daje możliwość weryfikacji umiejętności kandydata w praktyce – już podczas spotkania.

[1], 2 https://media.pracuj.pl/111479-pol-roku-pracy-i-rekrutacji-zdalnej-dane-pracujpl

Optymizm wrócił na rynki

Apetyt na ryzyko wrócił na rynki, pozwalając na przerwanie dwudniowej serii spadków na giełdach. Podczas gdy obraz walki z pandemią wysyła mieszane sygnały, inwestorzy zdają się odczytywać sytuację od strony szklanki do połowy pełnej. W międzyczasie banki centralne skupiają uwagę – dziś decyzja EBC.

Na początku tygodnia spadki na Wall Street (a za nimi globalnie) wprowadzały zamęt, biorąc pod uwagę, że optymizm z początku kwietnia sugerował odżywanie strategii reflacyjnej. Za schłodzeniem nastrojów nie było widać konkretnego czynnika poza niepokojącymi statystykami zachorowań na koronawirusa, głównie w Indiach. Globalny rekord dziennego przyrostu nowych przypadków (prawie 315 tys.) jest nie do zignorowania, w szczególności na rynku ropy naftowej, gdyż Indie są trzecim na świecie importerem surowca. Jednak ostatecznie rynki akcji i walutowy przyjęły pozycję nettowania informacji. Przyspieszenie szczepień w Europie i w Kandzie czy poprawa sytuacji w Brazylii zdają się przykrywać obawy o Indie. Pomimo powrotu apetytu na ryzyko zawirowania z początku tygodnia przypominają, że nie jesteśmy całkowicie poza zagrożeniami związanymi z pandemią, co podtrzyma ryzyko szarpanego handlu w kolejnych tygodniach.

Dziś uwaga przeniesie się na politykę monetarną i posiedzeniem EBC. Nie oczekujemy istotnych zmian w czwartkowym przekazie EBC. Przy sile sektora przemysłowego i kondycji globalnego ożywienia jest prawdopodobne, że EBC podkreśli pozytywne ryzyka dla marcowych prognoz. Ryzyka inflacyjne będą dalej charakteryzowane jako przejściowe. Ponadto teraz jeszcze nie jest czas na podejmowanie decyzji w sprawie przyszłości programu skupu aktywów. Opublikowane przed dwoma tygodniami minutki z marcowego posiedzenia EBC potwierdziły, że nie wcześniej jak w czerwcu Rada zadecyduje o wielkości tygodniowego skupu w trzecim kwartale. Nie oczekujemy, aby komunikat EBC (13:45) oraz późniejsza konferencja prasowa prezes Lagarde (14:30) miały istotny wpływ na EUR. Uważamy, że aprecjacja EUR jest wypadkową presji na sprzedaż USD oraz wyrazem dodatniej korelacji z apetytem na ryzyko. Póki te dwa czynniki będą silne, EUR/USD może iść wyżej, choć od strony fundamentalnej obawiamy się braku silnych argumentów za siłą EUR w porównaniu do walut ryzykownych.

Zaskoczeń dostarczył wczoraj Bank Kanady, czyniąc z CAD najsilniejszą walutę G10 (USD/CAD spadł poniżej 1,25). Zgodnie z oczekiwaniami BoC zredukował tygodniowe tempo skupu obligacji rządowych o 1 mld CAD do 3 mld CAD, ale dodatkowo w forward guidance przybliżył moment podwyżki stóp procentowych na druga połowę 2022 r. To w konsekwencji przybliża termin końca QE, stawiając CAD w silnym kontraście do USD i retoryki Fed. Dla Banku Kanady ważniejsze są zagrożenia z tytułu rosnących cen nieruchomości niż rosnącej w kwietniu liczby zachorowań na COVID-19. Bank jest przekonany, że gospodarka pozostaje na trajektorii wzrostowej. To zaufanie powinno teraz pozwolić CAD nadganiać inne waluty surowcowe.

Na rynku złotego bez zmian. EUR/PLN pozostaje blisko 4,55, tradycyjnie zważając na silne dane z polskiej gospodarki. Wczoraj GUS podał, że w marcu płace wzrosły o 8 proc. r./r, a produkcja przemysłowa skoczyła o 18,9 proc. To dobre prognostyki w kontekście perspektyw ożywienia, ale nie zmieniają nic w nastawieniu RPP. A skoro polityka monetarna pozostaje bez zmian, wpływ na walutę jest marginalny. Po dzisiejszych danych o sprzedaży detalicznej spodziewałbym się podobnej niewrażliwości kursu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rzecznik MŚP: Rząd nierówno wspiera zamknięte branże

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w stanowisku skierowanym do Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego zaapelował, aby rozważyć postulat uruchomienia Tarczy Finansowej 3.0 w oparciu o środki które nie były wydane w dwóch poprzednich tarczach, z której będą mogły skorzystać pominięte dotychczas branże. Rzecznik MŚP zaproponował także, aby znowelizować rozporządzenie dotyczące Tarczy Branżowej, w taki sposób iż wszystkie podmioty otrzymałyby sprawiedliwą pomoc za cały okres lockdownu danej branży.

W piśmie do Premiera Morawieckiego Adam Abramowicz podkreślił, że pomimo dodania 17 nowych kodów PKD, pod którymi działają firmy poszkodowane przez epidemię COVID-19, pomoc w dalszym ciągu nie jest rozprowadzona równomiernie na wszystkie branże dotknięte restrykcjami, gdyż przedstawiciele tych firm nie dostaną rekompensat za wcześniejsze miesiące, mimo objęcia restrykcjami epidemicznymi.

Zdaniem Rzecznika MŚP należy rozważyć postulat uruchomienia Tarczy Finansowej 3.0 w oparciu o środki które nie były wydane w dwóch poprzednich tarczach, z której będą mogły skorzystać pominięte dotychczas branże i dodatkowo znowelizować rozporządzenie dotyczące Tarczy Branżowej, w taki sposób iż wszystkie podmioty otrzymałyby sprawiedliwą pomoc za cały okres lockdownu danej branży.

Niezrozumiała jest bowiem sytuacja, w której sklep działający w galerii handlowej sprzedający odzież może liczyć na większe wsparcie niż sklep sprzedający zabawki czy kosmetyki, mimo że jedna i druga działalność była dotknięta takimi samymi obostrzeniami, w tym samym okresie – pisze w liście Adam Abramowicz.

W ocenie Adama Abramowicza, w obecnej sytuacji zapowiadane wsparcie z Tarczy Branżowej może nie starczyć nawet do spłaty zwrotnej części subwencji z Tarczy Finansowej 1.0, gdyż jedynie firmy ujęte w kolejnej Tarczy Finansowej mają możliwość jej umorzenia.

Jako Rzecznik MŚP wielokrotnie zwracałem uwagę na możliwie jak najszersze ujednolicenie kodów PKD występujących w obu tarczach pomocowych. Nie ma żadnego powodu, dla którego firma która dostała subwencje PFR, nie mogła liczyć na świadczenie postojowe lub zwolnienie z ZUS lub odwrotnie. Dlatego w przypadku uwzględnienia kolejnych nowych kodów w Tarczy Branżowej, powinny one niemal automatycznie zostać uwzględnione także w Tarczy Finansowej i dotykać okresów faktycznego zamknięcia danych działalności – podsumowuje w liście Adam Abramowicz.

Pismo zostało wysłane do wiadomości:

  • Norbert Maliszewski – Szef Centrum Analiz Strategicznych Rządu
  • Jarosław Gowin – Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju, Pracy i Technologii
  • Paweł Borys – Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju

Im mniejsza firma, tym większe opory przed odzyskiwaniem swoich należności

Najbardziej skrupulatne w dochodzeniu zapłaty od kontrahentów są firmy produkcyjne. Prawie co 5. z nich przekazuje do windykacji każdą przeterminowaną fakturę – wynika z badania „Jak MŚP korzysta z windykacji” na zlecenie Kaczmarski Inkasso. Tymczasem w branży budowalnej, najbardziej narażonej na zatory płatnicze, robi to tylko 7 proc. przedsiębiorstw.  

Badanie zrealizowane przez Instytut Mands dla firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso daje obraz tego, jak małe i średnie przedsiębiorstwa radzą sobie z odzyskiwaniem należności od kontrahentów. Widać w nim, że wiele zależy od branży oraz wielkości podmiotu. Ankietowani przedsiębiorcy w ciągu ostatnich 2 lat skierowali do profesjonalnej windykacji od 1 do 500 faktur. Najwięcej z nich (85 proc.) przekazało do 50 spraw, a 42 proc. – od 1 do 10. Więcej niż 51 spraw oddało zaledwie 15 proc. firm.

W handlu opóźnione płatności najmniej bolesne

Również nie więcej niż 15 proc. przedsiębiorców przekazuje do odzyskania każdą przeterminowaną fakturę. Są to głównie firmy z sektora produkcyjnego (19 proc.). Decyduje się na to również 16 proc. firm usługowych, 12 proc. handlowych i tylko 7 proc. budowlanych. Jednocześnie to właśnie branża budowlana najmocniej odczuwa skutki zatorów płatniczych. 11 proc. przedsiębiorstw w tego segmentu – najwięcej ze wszystkich badanych branż – przyznaje, że faktury opłacane po terminie stanowią u nich ponad połowę spośród wszystkich wystawianych w ciągu miesiąca. Najlepiej sytuacja wygląda w handlu, który jako jedyny nie sygnalizuje opóźnionych płatności powyżej 50 proc. faktur. Przedsiębiorcy pytani o to, po jakim czasie brak zapłaty zaczyna negatywnie wpływać na ich finanse, najczęściej podają 21-30 dni. Najmocniej opóźnienia te odczuwają firmy budowlane (54 proc. wskazań).windykacja

Według badania „Rok biznesu w pandemii”, przeprowadzonego dla Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów w marcu 2021 r., prawie 80 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP zauważyło, że w czasie pandemii wzrosła liczba nieetycznych zachowań ze strony kontrahentów. Ich najczęstsze grzechy to niepłacenie w terminie oraz niewywiązywanie się z umówi i zobowiązań na czas, a także próby usprawiedliwiania swoich zaniedbań i błędów koronawirusem. Jednocześnie aż ¾ z nich uważa, że od uczciwości w biznesie nie ma wyjątków.

Prowadząc windykację polubowną zauważyliśmy, że firmy, poza tymi z branż dotkniętych restrykcjami, jak transport, gastronomia czy turystyka, mają pieniądze. Pochodzą one między innymi z tarcz antykryzysowych. Przedsiębiorstwa nie są jednak skłonne płacić kontrahentom, stosując wymówkę na koronawirusa. Wielu przedsiębiorców decyduje się więc na odzyskanie należności poprzez profesjonalnych negocjatorów. Warto to zrobić, póki firmy mają pieniądze, bo odpowiednio zmotywowane są w stanie uregulować zaległe faktury – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

MŚP przekazują sprawy firmom windykacyjnym głównie dlatego, że samodzielne odzyskiwanie należności jest nieskuteczne. Przyczynę tę podaje ponad połowa badanych. W takiej sytuacji najczęściej współpracę z profesjonalną firmą windykacyjną nawiązują przedsiębiorstwa produkcyjne (52 proc.), a najrzadziej budowlane (39 proc.). Na czwartej pozycji wśród powodów przekazania spraw do windykacji – po nieskuteczności samodzielnej windykacji, wysokich kwotach na fakturach i opóźnieniu w spłacie dłuższym niż kilkadziesiąt dni – jest brak kontaktu z dłużnikiem (38 proc.). To problem najbardziej dokuczliwy dla branży budowlanej, narzeka na niego aż 62 proc. podmiotów z tego sektora. W takiej sytuacji z pomocą przychodzą firmy windykacyjne, które dysponują odpowiednimi narzędziami w docieraniu do dłużników i mają w tym szeroką praktykę. Są zatem w stanie odciążyć przedsiębiorców i ich pracowników w dochodzeniu należności.

Większe firmy chętniej zlecają windykację

Patrząc na podejście do odzyskiwania należności przez pryzmat wielkości zatrudnienia, widać, że najczęściej z profesjonalnej windykacji korzystają średnie firmy (50-249 pracowników). Co 4. przekazała w ostatnich dwóch latach ponad 100 faktur.

Najmniej odważne w zlecaniu windykacji są mikorfirmy, bo tylko 13 proc. z nich decyduje się na przekazanie każdej przeterminowanej faktury. Najbardziej otwarte na to są przedsiębiorstwa średnie, spośród których 26 proc. windykuje każdą sprawę.

Zanim dojdzie do zlecenia windykacji, firmy próbują w różny sposób odzyskać pieniądze od kontrahentów, m.in. wysyłają wezwania do zapłaty i prowadzą samodzielne negocjacje. Jednak 13 proc. od razu, bez podejmowania innych kroków, przekazuje niezapłacone faktury profesjonalistom. Najbardziej zdecydowane w takim działaniu są średnie firmy – robi to 29 proc. z nich wobec 11 proc. małych i 12 proc. mikrofirm.

Przedsiębiorcy wybierają firmy windykacyjne do współpracy najczęściej pod wpływem dotychczasowej dobrej współpracy. To najważniejszy powód dla 61 proc. średnich podmiotów. Przedsiębiorstwa z tej grupy najwyżej oceniają też skuteczność firm windykacyjnych (aż 76 proc. wskazań).

Średnie firmy mają większą świadomość roli windykacji w zarządzaniu finansami firmy. Dopływ gotówki zapewnia stabilność, przedsiębiorstwo może płacić swoim kontrahentom, regulować podatki i składki ZUS, utrzymać miejsca pracy i myśleć o rozwoju. Średnie firmy przetarły szlaki w odzyskiwaniu należności, wiedzą, że zewnętrzna windykacja jest skuteczna, więc chętnie z niej korzystają. Tymczasem mikrofirmy ciągle mają opory przed upominaniem się o swoje pieniądze. Obawiają się, że stracą kontrahenta, dlatego wolą czekać, aż on sam zapłaci. Niestety to ślepa uliczka – podsumowuje Jakub Kostecki.

Badanie „Jak MŚP korzysta z windykacji” zostało przeprowadzone przez Instytut Badawczy Mands na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso w grudniu 2020 r. na reprezentatywnej grupie 300 małych i średnich przedsiębiorstw, które w ostatnich dwóch latach korzystały z usług firm windykacyjnych. Ankietę zrealizowano metodą CAWI/CATI.

Sektor budowlany spowalnia w całej Unii Europejskiej

Polska jest jednym z 3 krajów, który najmocniej rozwinął budownictwo w ostatnim pięcioleciu [1]. Dobra aktywność sektora utrzymuje się także w obliczu pandemii (wykres 1). W I kw. 2020 r. polskie budownictwo uniknęło gwałtownego spadku aktywności związanego z restrykcjami epidemicznymi. Zamrożenie działalności mocno uderzyło w sektor budowlany w Europie Zachodniej – zwłaszcza we Francji i Włoszech.

W drugiej połowie 2020 r. produkcja budowlano-montażowa spowolniła we wszystkich państwach UE. W Polsce była niższa w ujęciu rocznym. Wśród krajów Grupy Wyszehradzkiej sektor budowlany najszybciej rozwijają Węgry – to efekt rządowego programu budowy dróg lokalnych. Natomiast w Czechach i na Słowacji produkcja budowla-na miała wyraźnie mniejszy rozmach niż w Polsce.

Wykres 1. Produkcja budowlana w wybranych krajach UE w okresie pandemii (2015 r.=100)Produkcja budowlana w wybranych krajach UE w okresie pandemii

Luty przyniósł kontynuację spowolnienia w państwach UE. Produkcja budowlana obniżyła się o 5,4 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Eurostat raportuje produkcję budowlaną jako sumę nakładów na dwa typy budowli: 1) budynków mieszkalnych i niemieszkalnych, 2) obiektów inżynierii lądowej i wodnej, tj. infrastruktury transportowej, rurociągów, linii telekomunikacyjnych i energetycznych. Grupa zawiera też kompleksowe budowy na terenach przemysłowych oraz pozostałych obiektów. W odróżnieniu od polskiej klasyfikacji, dane nie obejmują robót budowlano specjalistycznych.

Najmniej spadło tempo budowy budynków (-4,1 proc. w ujęciu rocznym). Najmocniej aktywność ograniczyły firmy zajmujące się budową obiektów inżynieryjnych (-9,8 proc.). Budownictwo najbardziej spowolniło w krajach Europy Środkowej. Na Węgrzech spadek produkcji budowlanej względem ubiegłego roku wyniósł 16,1 proc., w Polsce 18,1 proc., na Słowacji 24,4 proc., a w Czechach 11 proc. To efekt ograniczenia robót związanych z projektami infrastrukturalnymi prowadzonymi w ramach Perspektywy Finansowej 2014-2020, narastania III fali pandemii, a także niekorzystnych warunków atmosferycznych, Średnia temperatura powietrza w lutym była w Polsce, wg notowań Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, o niemal 6 stopni niższa niż w ubiegłym roku.

Rokowania na kolejne miesiące są wyraźnie lepsze. Badania koniunktury gospodarczej GUS [2] wskazują, że w Polsce wskaźnik bieżącego portfela zamówień w budownictwie poprawił się w marcu o 6,5 pkt. proc., zaś wskaźnik przewidywanego portfela zamówień – o 8,4 pkt. proc.

Źródło: Tygodnik Gospodarczy PIE / Polski Instytut Ekonomiczny

[1] February 2021 compared with January 2021. Production in construction down by 2.1% in euro area and by 1.6% in EU (2021), “Newsrelease Euroindicators”, No. 47, Eurostat, 19 April,

https://ec.europa.eu/eurostat/documents/2995521/11563043/4-19042021-AP-EN.pdf/74279a27-635b-21b0-03b7-91bd1969cf18?t=1618585341970 [dostęp: 21.04.2021].

[2] Koniunktura w przetwórstwie przemysłowym, budownic-twie, handlu i usługach 2020-2021 – marzec 2021 (2021), „Informacje Statystyczne”, GUS, https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/koniunktura/koniunktura/koniunktura-w-przetworstwie-przemyslowym-budownictwie-handlu-i-uslugach-marzec-2021-roku,3,100.html [dostęp: 21.04.2021].

MŚP liczą na odbicie

52,4 pkt – tyle wyniósł Bibby MSP Index w wiosennej fali badania przeprowadzonego na zlecenie Bibby Financial Services na reprezentatywnej, ogólnopolskiej próbie małych i średnich firm. Oznacza to niewielką poprawę kondycji MŚP w stosunku do badania we wrześniu 2020 r. (wzrost o 4,3 pkt.). Jednocześnie, wynik indeksu powyżej 50 pkt. to podstawa do wnioskowania, że firmy liczą na odbicie w najbliższych miesiącach.
Koniunktura w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw nie wróciła jeszcze do poziomów sprzed pandemii, tym niemniej we wszystkich badanych branżach widać poprawę nastrojów. Największa poprawa, analogicznie do jesiennego pomiaru, dotyczy zamówień i sprzedaży. Przedsiębiorcy zakładają też wzrost wydatków na inwestycje.

– Relatywnie dobry wynik Bibby MSP Index w marcu 2021 roku zawdzięczamy po części efektowi niskiej bazy. Rok temu pandemia była dla wszystkich szokiem, stopniowo jednak przedsiębiorcy dostosowywali działania do nowych warunków. Uczyli się nie tylko zdalnych kanałów sprzedaży i kontaktów z klientami, ale także większej ostrożności w doborze partnerów biznesowych i stanowczości w egzekwowaniu należności. Obserwujemy to również w naszej branży: wzrosło zainteresowanie faktoringiem pełnym, czyli z ubezpieczeniem od niewypłacalności odbiorcy, monitoringiem płatności oraz weryfikacją kontrahentów. – wyjaśnia Ewa Gawrońska-Micuń, Dyrektor Zarządzający, Członek Zarządu Bibby Financial Services, firmy faktoringowej, która od dekady bada nastroje polskich przedsiębiorców, ich sytuację płatniczą oraz oczekiwania i plany biznesowe.

Oceniając klimat ekonomiczny w ciągu ostatniego półrocza, 60 proc. badanych przedsiębiorców stwierdziło, że nie sprzyjał on prowadzeniu firmy. Jeszcze we wrześniu 2020 r. twierdziło tak 45 proc. W odniesieniu do własnej firmy oceny są nieco bardziej wyważone: 43 proc. badanych uważa, że w ciągu ostatnich 6 miesięcy kondycja ich firmy pozostała bez zmian, tyle samo – że się pogorszyła, a jedynie 12 proc. odczuwa poprawę. Przy czym o zdecydowanym pogorszeniu kondycji biznesu istotnie częściej informują przedstawiciele małych firm, zatrudniający od 10 do 49 osób.

Wyniki Bibby MSP Index pokazują zróżnicowaną sytuację w poszczególnych branżach. Niedawni optymiści notują teraz zaledwie niewielką poprawę nastrojów, zaś branże najbardziej dotknięte pandemią widzą przyszłość w jaśniejszych barwach.

Najlepsze nastroje w transporcie

Transport notuje największą poprawę wśród wszystkich sektorów badanych w ramach Bibby MSP Index – aż o 17 pkt. (aktualnie sub-index dla transportu wynosi 57,7 pkt.). Na wyniku zaważyły dobre prognozy sprzedaży. Wyraźną poprawę widać również w obszarze zatrudnienia oraz inwestycji. Transportowcy spodziewają się natomiast pogłębienia problemów finansowych: wzrostu zadłużenia i zaburzeń płynności finansowej.
– W pierwszej fazie pandemii branża transportowa obawiała się spadku zamówień i utrudnień w realizacji frachtów . Obecnie widać, że biznes działa normalnie, dlatego pojawiły się nawet pewne sygnały planowania inwestycji. Faktoring pozostaje wciąż istotnym narzędziem zabezpieczenia płynności finansowej w tej branży. – mówi Ewa Gawrońska – Micuń.

Branża usługowa wierzy w poprawę

Sub-index dla branży usługowej wzrósł do 55,3 pkt., czyli o 6,2 pkt. Badani przedsiębiorcy oczekują przede wszystkim poprawy w obszarze zamówień i zwiększenia sprzedaży. Prognozują także nieznaczny wzrost wydatków na inwestycje. Obawy, nieco większe niż jesienią, wyrażają w odniesieniu do poziomu zadłużenia firmy.

Optymizm producentów

Przedsiębiorcy z branży produkcyjnej zakładają wzrosty we wszystkich badanych obszarach: sprzedaży, płynności finansowej, zatrudnienia i inwestycji. Na tle innych branż wyróżnia się poziom zadłużenia: producenci wierzą, że będzie topniał w nadchodzących miesiącach. Sub-index wyniósł 53,9 pkt. (wzrost o 5,9 pkt.) i odzwierciedla wyraźną poprawę nastrojów. Potwierdzają to również inne badania rynkowe, m.in. PMI dla polskiego sektora przemysłowego (w marcu PMI wzrósł z lutowego poziomu 53,4 do 54,3, sygnalizując najbardziej znaczącą poprawę kondycji polskiego sektora wytwórczego od stycznia 2018).

Niepewność w handlu

Handel to branża szczególnie często doświadczana skutkami pandemicznych restrykcji. A jednocześnie, wyjątkowo elastyczna w znajdowaniu nowoczesnych rozwiązań technologicznych, takich jak sklepy internetowe, usługi click & collect czy call & collect. To wszystko wymaga jednak nakładów finansowych, dlatego przedsiębiorcy z branży handlowej nerwowo spoglądają na poziom swojego zadłużenia i obawiają jego wzrostu w najbliższych miesiącach.

Na tle pozostałych branż badanych w ramach Bibby MSP Index, w handlu notujemy relatywnie najmniejszy wzrost sub-indexu: o 2,3 pkt. do poziomu 51,1 pkt. Symboliczną poprawę widać w prognozach zatrudnienia, inwestycji i płynności. Natomiast sprzedaż, w której dodatnią dynamikę uwierzyli przedstawiciele innych branż, tutaj pozostaje na poziomie z jesieni 2020 r. Obserwowane wzrosty cen zapewne hamują intencje zakupowe po stronie konsumentów i biznesu.

Wyzwania przed budownictwem

Sub-index dla firm budowlanych wyniósł 51,1 pkt., co plasuje ten sektor na równi z handlem i jednocześnie niewiele ponad obszarem uznawanym za kryzysowy (<50 pkt.). Niewielki wzrost w relacji do odczytu sprzed pół roku spowodowany jest przewidywaną poprawą w obszarze zamówień, choć wzrosną też inwestycje. Niestety, mniej firm liczy na poprawę lub stabilność w zakresie płynności finansowej. Stałym wyzwaniem pozostają kwestie pracownicze. Należy więc uznać, że najbliższe dwa kwartały nie będą wcale takie łatwe dla budownictwa.

Dywersyfikacja pomaga w osiągnięciu równowagi

Sub-index dla firm sklasyfikowanych jako działalność pozostała, czyli przede wszystkim niszowa lub rozproszona na kilka różnych aktywności, kształtuje się na poziomie 55,0 pkt. Uzyskany wynik po raz kolejny plasuje reprezentantów nisz i biznesów hybrydowych wyżej od większości pozostałych sektorów, co zdaje się potwierdzać ich zdolność szybkiej adaptacji do zmian i większą odporność na negatywne skutki pandemii. Analogicznie do produkcji – we wszystkich obszarach prognozowana jest poprawa sytuacji. Największą dynamikę przedsiębiorcy przewidują w sprzedaży.

Nieruchomości w kurortach turystycznych – co z cenami w czasach covidu?

Branża turystyczna z niepokojem czeka na rozwój sytuacji epidemiologicznej. Czy uda się choćby na kilka letnich miesięcy wrócić do społecznej normalności i uratować sezon wakacyjny? To kluczowe pytanie dla hotelarzy i właścicieli mieszkań na wynajem. Ci, którzy chcą wejść na ten rynek, zastanawiają się natomiast, czy nie lepiej poczekać na spokojniejsze czasy. My sprawdziliśmy, jak przedstawiają się ceny mieszkań i apartamentów w kurortach wakacyjnych nad Bałtykiem tuż przed sezonem 2021.

Do czasu wybuchu pandemii rosnący popyt na usługi turystyczne, zwiększająca się liczba wyjazdów i dobra zyskowność z inwestycji pod wynajem noclegowy „nakręcały” zakupy nieruchomości ze strony inwestorów.

Mieliśmy do czynienia z boomem na mieszkania pod wynajem krótkoterminowy. Wynikało to nie tylko z rosnącego rynku turystyki (w tym także rosnącej popularności Polski jako destynacji dla turystów zagranicznych), ale także z faktu, że dzięki upowszechnieniu takich platform internetowych, jak booking.com czy airbnb.com, wynajmowanie mieszkań turystom na międzynarodową skalę stało się bardzo proste, także dla pojedynczych właścicieli mieszkań.

Świetna koniunktura na tym rynku trwała przez kilka lat. Duża popularność tego biznesu zaowocowała wprowadzeniem na nasz rynek nowych produktów, takich jak conodhotele, gdzie inwestor partycypuje w kosztach budowy obiektu hotelowego, stając się jednocześnie właścicielem jednego z apartamentów. Deweloper następnie wynajmuje go turystom, gwarantując właścicielowi apartamentów zwrot na określonym poziomie. W przypadku condohoteli było to nawet 8 proc. Nic dziwnego, że tak wysokie stopy zwrotu pchały na ten rynek inwestorów.

Z tego też powodu, ze względu na niski próg wejścia, dużą popularnością zaczęły cieszyć się kawalerki i mikroapartamenty. Najmniejsze mieszkania pozwalają wystartować w tym biznesie przy stosunkowo niewielkim zaangażowaniu środków własnych.

Pytanie jednak brzmi: czy zainteresowanie inwestorów w czasie pandemii gwałtownie się nie zmniejszy? Jak wiadomo, lokcdown, odwołanie imprez masowych, obostrzenia, problemy z podróżowaniem – wszystko to musi odbić się na koniunkturze w segmencie noclegowym. Tak też stało się w przypadku rynku najmu długoterminowego. Analizy wskazują, że czynsze najmu mieszkań w kryzysowym 2020 roku poszły mocno w dół.

Wg Amron-Sarfin w Warszawie uśredniony, przeciętny czynsz najmu mieszkania wynosi aktualnie 1666 zł miesięcznie. W ciągu roku spadł o blisko 11 procent. O ponad 16 proc. Spadły natomiast przeciętne czynsze najmu w Krakowie.

Cześć analityków uważa jednak, że mimo wszystko zainteresowanie inwestycjami pod wynajem nadal będzie wysokie. W dobie skrajnie niskich stóp procentowych, wysokiej inflacji i dużej niepewności, nieruchomości są postrzegane jako względnie bezpieczne aktywa, które z jednej strony pozwolą zachować wartość zainwestowanego kapitału, z drugiej dają możliwość zarabiania na wynajmie.

Jest jeszcze jeden istotny czynnik, który może skłaniać do inwestycji – nawet w szczycie pandemii. W polskich warunkach, poza dużymi miastami sezon turystyczny trwa przez kilka miesięcy letnich i w górach – kilka zimowych. Otwarcie życia społecznego akurat w tym okresie sprawi, że branża zafunkcjonuje bez przeszkód.

Za ile apartament nad Bałtykiem?

Bałtycka riwiera to jedna z najdroższych lokalizacji w Polsce. Ceny mieszkań w małych miejscowościach nad morzem często wyraźnie przewyższają stawki z Warszawy, Krakowa czy Wrocławia.

Już pobieżny przegląd ofert z pasa nadmorskiego wskazuje, że mimo pandemii mieszkania w nadbałtyckich lokalizacjach trzymają wartość. Stawki za świetnie położone nieruchomości apartamentowe kształtują się w przedziale 9500-12000 zł/mkw. W Trójmieście jedną z najbardziej prestiżowych lokalizacji jest Gdynia Orłowo, z piękną zabudową jednorodzinną, uroczą plażą i molo. 87-metrowy apartament w nowym projekcie przy ul. Wrocławskiej 41, to wydatek ponad 1,1 mln zł. Stawka za metr kwadratowy wynosi 10600 zł.

13 tys. zł/mkw. to minimalna stawka za apartament pod wynajem w centrum Gdyni – przy ulicy Jana z Kolna. Ceny luksusowych nieruchomości w Rezydencji Port Kaszubski kształtują się w zakresie od 719 tys. zł do ponad 2,8 mln. Koszt metra kwadratowego wynosi od 13 692 do 17 301 zł.

Z kolei w Łebie – jednym z najpopularniejszych letnisk nad morzem, ceny apartamentów wakacyjnych w projekcie Porto Łeba – umiejscowionym zaledwie 350 metrów od morza i 100 od Jeziora Sarbsko – zaczynają się od 12 tysięcy złotych netto/mkw.

I Pomorze Zachodnie obfituje w prestiżowe nieruchomości z przeznaczeniem pod wynajem. W Międzyzdrojach jeden z deweloperów zrealizował apartamentowiec Promenada Gwiazd. Ceny apartamentów wynoszą tu od 430 tys. do 1,8 mln zł. Stawka za metr kw. kształtuje się w przedziale od 10500 do 22000 zł.

Jedną z najbardziej prestiżowych lokalizacji w zachodniej części wybrzeża jest oczywiście Świnoujście. I tu nie brak nowych inwestycji apartamentowych z segmentu premium. 15,5 tys. zł/mkw. to minimalna stawka za apartamenty Seaside Garden Apartments & Wellness. Górna granica cen sięga ponad 30 tysięcy złotych, a więc tyle, ile w Warszawie trzeba zapłacić za nieruchomości ze ścisłego topu – np. apartamenty w Złotej 44.

Oczywiście, w ofercie deweloperskiej nad morzem znajdziemy nie tylko ultra drogie apartamenty, ale i tańsze nieruchomości, zazwyczaj w nieco gorszych lokalizacjach, bardziej oddalone od morza, co niekoniecznie musi się przekładać na niższą atrakcyjność inwestycyjną. Przykładowo – w Sianożętach, ceny apartamentów Błękitne Tarasy, oddalonych o kilkaset metrów od plaży, zaczynają się od nieco ponad 6000 zł/mkw. Ciekawą alternatywą dla inwestorów, którzy nie celują w górną półkę mogą być również apartamenty w dwóch 12 kondygnacyjnych budynkach mieszkalnych, które wyrosną przy ul. Wyspiańskiego w Świnoujściu, w odległości około kilometra od plaży. Ceny takich mieszkań zaczynają się od 8400 zł/mkw.

Podsumowując – apartamenty pod wynajem w kurortach wakacyjnych trzymają swoje ceny. Stawki często sięgają cen, jakie płaci się w największych metropoliach kraju. Na razie nie ma symptomów korekty cenowej w tym segmencie, a to oznacza, że deweloperzy i kupujący, mimo trudniejszych czasów, ciągle wierzą w dobrą koniunkturę w branży noclegowej i turystycznej.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl