Nieruchomości i rynek pracy w cieniu koronawirusa

Nieruchomości i rynek pracy w cieniu koronawirusa – perspektywy, zagrożenia i szanse widziane oczami deweloperów, inwestorów i ekspertów.

Jak pierwsze miesiące pandemii wpłynęły na terminowość prac deweloperów, zmiany w projektach i oczekiwania ze strony najemców w czterech największych krajach Europy Środkowej? Czy dla inwestorów działających w Polsce, Czechach, na Węgrzech i w Rumunii dwie pierwsze fale kryzysu zdrowotnego objawiły się lekką zadyszką czy bardziej utratą tchu i w jakim stopniu kryzys mógł zachwiać strategiami biznesowymi? A ponadto o tym, które sektory okazały się najbardziej odporne na wirusa i jak na to wszystko zareagowały rynki pracy mówi raport „HOW R U CEE?”. Jego pomysłodawcą jest agencja nieruchomości BNP Paribas Real Estate, a w opracowaniu go pomagały: Bank BNP Paribas, Hays Poland, act legal Polska oraz Francusko-Polska Izba Gospodarcza, Holendersko-Polska Izba Gospodarcza i Belgijska Izba Gospodarcza.

Rok w pandemii sporo nas nauczył. Dla wielu był rokiem zmian strategii oraz planów i to nie tylko tych zawodowych. Dotychczas w naszych raportach z cyklu „How R U CEE?” pytaliśmy kraje Europy Środkowej, jak się ma ich nieruchomościowy biznes. W ostatniej publikacji, do udziału w której zaprosiliśmy ważnych partnerów, musieliśmy zadać inne pytanie: jak przechodzicie koronawirusa i jak wpływa on na wasze działania? Zależało nam, żeby dane motywowały nas do refleksji, do lepszego wyciągania wniosków. Do zmiany. Bo właśnie od kierunku, w którym będzie zmieniał się rynek nieruchomości, rynek pracy i gospodarka w ogóle będzie zależeć przyszłość naszego regionu. – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Badań i Analiz Rynkowych BNP Paribas Real Estate Poland

Okiem deweloperów

Badanie przeprowadzone wśród deweloperów i inwestorów nieruchomościowych w drugiej połowie minionego roku pokazało, że prawie połowa nie zauważyła negatywnego wpływu pierwszych miesięcy pandemii na swoje działania – 38 proc. określiło je jako stabilne, a 9,5 proc. zwróciła nawet uwagę na wzrost dynamiki swoich działań. Po drugiej stronie znaleźli się ci, którzy wskazali na częściowe spowolnienie swojej aktywności (40,5 proc.). Autorzy raportu podkreślają, że jedynie 5 proc. ankietowanych zaznaczyło, że w swoich działaniach widzi znaczące spowolnienie.

Badanie pokazało, że koronawirus nie zatrzymał deweloperów. Aż 87 proc. zadeklarowało, że zamierza zakończyć projekty w terminie, a jeśli miałyby wystąpić opóźnienia, to nie będą one dłuższe niż 3 miesiące. Na pytanie o przyczyny ewentualnych przesunięć, najwyżej na liście znalazły się odpowiedzi dotyczące: spadku zainteresowania najemców (52 proc.), spełnienia wymogów stawianych przez banki i instytucje finansujące (36 proc.), wzrostów kosztów budowy, a w szczególności kosztów pracy i materiałów (21 proc.). Co istotne, znacząca większość deweloperów (83 proc.) była gotowa rozpocząć zaplanowane projekty zgodnie z wcześniej ustalonymi harmonogramami. Wyniki pokazały, że koronawirus nie wywrócił też do góry nogami planów budowlanych. Większość ankietowanych deweloperów (69 proc.) zaznaczyła odpowiedź, że w ogóle nie zamierza ich zmieniać, przy 14 proc., która rozważa budowę w etapach, 10 proc. skłonnych wdrożyć nowe rozwiązania techniczne i zaledwie 7 proc. planujących zmniejszenie swoich projektów.
Wartym odnotowania jest, że pierwsze miesiące pandemii mocno wpłynęły na spadek zainteresowania ze strony najemców. Odczuło go w sumie ponad 70 proc. deweloperów. Spora część, bo stanowiąca 17 proc., zwróciła uwagę na początkowe zmniejszenie popytu i powrót pod koniec roku do zainteresowania sprzed pandemii. Ważną, z rynkowego punktu widzenia informacją, jest utrzymanie stawek czynszowych lub niewielka ich korekta w przedziale 5-10 proc. W badaniu opowiedziało się za nią 81 proc. przebadanych deweloperów.

Okiem inwestorów

Pomimo tego, że pandemia lżej lub mocniej zaciągnęła hamulec w wielu działaniach inwestorów na 4 największych rynkach Europy Środkowej, to jednak wirusowi nie udało się zatrzymać inwestycji. Tylko 13 proc. badanych inwestorów całkowicie wstrzymała projekty, przy 20 proc. notujących ożywienie i 27 proc. deklarujących względną stabilność. Kryzys zdrowotny odciśnie jednak piętno na średnio i długofalowych strategiach inwestycyjnych, których rewizję zapowiedziało łącznie 54 proc. rynkowych graczy. W prognozach dotyczących powrotu rynku do formy panuje umiarkowany optymizm. Największa część – 38 proc. – inwestorów przewiduje, że zajmie to więcej niż 12 miesięcy, przy 21 proc. opowiadających się za okresem od 6 do 12 miesięcy i 14 proc. za czasem między 3 a 6 miesięcy. Prawie co 5 badany (18 proc.) nie wierzy w powrót rynku do kondycji sprzed pandemii. Większy optymizm dotyczy powrotu do normalności rynku wynajmu, gdzie przeważająca jest opinia inwestorów (36 proc.), że zajmie to między 6 a 12 miesięcy, a co piąty twierdzi, że jeszcze krócej, między 3 a 6 miesięcy. W ocenie i przewidywaniach rynkowych graczy dotyczących warunków najmu w przyszłości da się zauważyć istotną rolę elastyczności kontraktów (29 proc.) i skracaniem okresu wynajmu (27 proc.).
Współautorzy raportu z act legal Polska zaznaczają, że pandemia uwypukliła problemy sektora tzw. tradycyjnych centrów handlowych. Spowodowało to brak zainteresowania tego typu aktywami ze strony inwestorów, trudności w pozyskaniu finansowania i refinansowania oraz problemy płynnościowe operatorów.

Trendy obserwowane w ostatnich latach w Polsce, tj. słabnąca pozycja wynajmujących wobec tzw. kluczowych najemców, pociągająca za sobą ich oczekiwania w zakresie nakładów inwestycyjnych ze strony wynajmujących, oparcia czynszów o obroty czy też mechanizmów all-in czy capped fees, przeniesienie się handlu na platformy e-commerce, ograniczenia wynikające z zakazu handlu w niedzielę wraz z ograniczeniami w działalności centrów handlowych (zarówno prawnymi, jak i faktycznymi, wynikającymi z pandemii) zadały poważny cios branży. – Michał Wielhorski, Partner zarządzający współkierujący praktyką nieruchomości w act legal Polska

Wyjątkiem, cieszącym się coraz większą popularnością wśród inwestorów, są parki handlowe. Ich odporność na perturbacje związane z pandemią wynikała zarówno z faktu, że gros ograniczeń prawnych dotyczyło obiektów handlowych powyżej 2000 mkw. powierzchni sprzedaży, jak również z postrzegania parków handlowych jako bezpieczniejszego miejsca zakupów.

W niełatwej sytuacji po pierwszych miesiącach walki z koronawirusem był też sektor biurowy. W każdym z 4 największych krajów regionu spadała liczba podpisanych umów najmu, powiększył się zasób pustostanów, a wysokość stawek czynszowych została skorygowana w dół.

Eksperci act legal Polska zaznaczają, że wygranym w pierwszych potyczkach z koronawirusem okazał się sektor nieruchomości magazynowych. Intensywny rozwój tego sektora dotyczy nie tylko transakcji pozyskania lokalizacji pod inwestycje magazynowe, ale również transakcji najmu oraz sprzedaży aktywów logistycznych.

Sektor logistyczny postrzegany jest jako najbardziej atrakcyjny i perspektywiczny zarówno dla deweloperów, jak i inwestorów. Dodatkowo, prawne ograniczenia dotyczące pandemii (poza oczywistymi problemami pracowniczymi) nie dotknęły graczy z sektora logistycznego w takim stopniu, jak innych uczestników rynku nieruchomości komercyjnych. To wszystko sprawia, że inwestycje magazynowe postrzegane są jako bezpieczne. – Marek Wojnar, Partner zarządzający współkierujący praktyką nieruchomości w act legal Polska

Rynek pracy

Zawirowania związane z pandemią i wprowadzane lockdowny w równie dużym stopniu co rynek nieruchomości, dotknęły też rynek pracy. Eksperci agencji doradztwa personalnego Hays, na potrzeby raportu „How R U CEE?” przeanalizowali wpływ, jaki miały one na aktywność specjalistów i pracodawców, mobilność pracowników, poszukiwane kompetencje, a także na najbardziej atrakcyjne branże w każdym z 4 przebadanych krajów.

Badanie pokazało, że w świetle obecnej sytuacji swoją pracę najszybciej są w stanie zmienić Rumuni (81 proc.), za którymi ex aequo uplasowali się Polacy i Węgrzy (57 proc.). Na końcu znaleźli się Czesi (45 proc.), którzy jednocześnie na pytanie o to, co jest główną motywacją przy zmianie pracy najczęściej wymieniali poziom wynagrodzenia (89 proc.). Podobną motywacją wykazali się pracownicy na Węgrzech (88 proc.) i w Polsce (85 proc.). Stawkę zamykają osoby pracujące w Rumunii (74 proc.). Z badania Hays wynika, że poza wynagrodzeniem, w Polsce, Czechach i na Węgrzech o wyborze miejsca pracy decydują również takie motywatory jak stabilność zatrudnienia, interesujące projekty, równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym, a także elastyczność. Nieco inaczej jest w przypadku Rumunii, gdzie pracownicy nad stabilnością zatrudnienia stawiają wyzwania i rozwój kariery zawodowej.

Po pierwszych miesiącach pandemii firma Hays przyjrzała się bliżej także perspektywie pracodawców. Badanie omówione na łamach raportu poświęcone jest m.in. argumentom, które w nowych realiach rynkowych będą pomocne w pozyskiwaniu wykwalifikowanych pracowników, najbardziej poszukiwanym kompetencjom, a także najistotniejszym czynnikom hamującym rozwój rynku pracy w danym kraju.

Mimo że firmy i pracownicy wciąż ostrożnie podejmują decyzje związane z zatrudnieniem, to polski rynek pracy wykazał się odpornością na zmiany wywołane pandemią. Rok temu część pracodawców wstrzymała realizację strategii HR, jednak wraz z upływem czasu obserwujemy stały wzrost liczby rekrutacji na stanowiska specjalistyczne. Aktualnym wyzwaniem dla pracodawców pozostaje luka kompetencji, która niesie za sobą trudności w pozyskiwaniu ekspertów z unikatowymi umiejętnościami. Niedobór kompetencji jest problemem w skali globalnej i w najbliższej przyszłości będzie motywować firmy do inwestycji w programy szkoleń i podnoszenia kwalifikacji – komentuje Marc Burrage, Dyrektor Zarządzający Hays Poland

W Polsce głównym polem konkurencji firm jest przyciąganie ekspertów z cennymi kwalifikacjami i tworzenie strategii zatrudnienia oferujących atrakcyjne wynagrodzenia oraz możliwości rozwoju. Badanie wykazało, że zdaniem pracodawców obecnych na polskim rynku, poza wynagrodzeniem (97 proc.) to właśnie interesujące projekty (60 proc.) i praca w firmie gwarantującej rozwój zawodowy (57 proc.) odgrywają kluczową rolę w pozyskiwaniu pracowników. Jednocześnie, w cieniu pandemii najbardziej cenionymi umiejętnościami na polskim rynku pracy są kompetencje techniczne, menedżerskie oraz cyfrowe.

Koronawirus odcisnął piętno na rynku pracy w Czechach. Obostrzenia dały się we znaki tradycyjnym sektorom takim jak handel, branża wytwórcza, turystyka czy branża hotelarska. Nowa rzeczywistość spowodowała, że na czele zapotrzebowania kompetencyjnego pracodawców znaleźli się kandydaci władający językiem angielskim, specjaliści ds. e-commerce i online marketingu, a także analitycy zajmujący się sprzedażą w internecie. Zdaniem pracodawców najbardziej motywującym do zmiany pracy jest obecnie nie tylko stabilność zatrudnienia (62 proc.), ale także środowisko pracy (56 proc.) i wysokość pensji (55 proc.).

Pierwsze miesiące pandemii były testem dla rynku pracy w Rumunii. Z analizy Hays wynika, że najbardziej odpornym na koronawirusa sektorem okazał się sektor IT, co poskutkowało wzrostem zapotrzebowania na specjalistów zajmujących się infrastrukturą informatyczną, rozwojem oprogramowania, cyberbezpieczeństwem i analizą danych. Co warte podkreślenia, pomimo spowolnienia w firmach z sektora usług dla biznesu, pracownicy z niszowymi umiejętnościami i znajomością rzadkich języków nadal są poszukiwani.

Badanie pokazało, że Covid-19 nie pozostał bez wpływu na rynek pracy na Węgrzech. W pierwszej fali pandemii zwolnienia dotknęły szczególnie osoby zatrudnione w turystyce i rekreacji. Sektorem, który tutaj również wykazuje się odpornością na wirusa jest sektor IT, co skutkuje zapotrzebowaniem na pracowników z kwalifikacjami programistycznymi i informatycznymi, a także sprzedażowymi i inżynierskimi. Poszukiwani są również pracownicy znający języki obce, co wynika ze zwiększonego zainteresowania inwestorów z Europy Zachodniej.

Eksperci Hays zapytali też pracodawców o czynniki, które ich zdaniem w największym stopniu hamują rozwój rynków pracy. Co istotne, niezależnie od specyfiki poszczególnych krajów i odczuwanych przez nie skutków pandemii, we wszystkich badanych krajach najczęściej wskazywane były dwa czynniki. Jako główne problemy pracodawcy z Polski, Czech, Rumunii i Węgier diagnozowali ograniczoną dostępność pracowników z poszukiwanymi umiejętnościami, a także ogólną presję płacową.

W gronie badanych deweloperów znaleźli się przedstawiciele wszystkich sektorów. Najwięcej, bo ponad połowę (55 proc.) stanowili deweloperzy budujący biurowce, nieco mniej budujący mieszkania na sprzedaż i na wynajem (43 proc.). W badaniu uczestniczyli też deweloperzy zajmujący się nieruchomościami logistycznymi (33 proc.), handlowymi (29 proc.), a także hotelami (21 proc.) i prywatnymi akademikami (10 proc.).

W poszukiwaniu wsparcia, czyli dwa podejścia do ścieżki rozwoju

Co trzeci pracownik czuje się niedoceniany w pracy. Ciekawy zakres obowiązków to drugi z czynników (poza finansami) brany pod uwagę podczas poszukiwania pracy. Zdaniem ponad połowy ankietowanych idealny pracodawca to taki, który umożliwia szkolenie się i rozwój. Jak wynika z danych z raportu Pracuj.pl „Polacy w środowisku pracy”[1] – Polacy są otwarci na nową pracę, lecz ich motywacje nie zawsze są natury finansowej. Być może to odpowiednia polityka rozwoju ścieżek kariery może zatrzymać w firmie najlepszych specjalistów i menedżerów. Jakie narzędzia i metody można wykorzystać?

Pracownicy – opłacalna inwestycja

Pandemia zmieniła rynek pracy, przesuwając środek ciężkości z pracowników w stronę pracodawców, których pozycja rynkowa trochę się wzmocniła (względem lat poprzednich). Z badania Pracuj.pl „Polacy w środowisku pracy” wynika jednak, że mimo większej niepewności na rynku pracy, Polacy (86%) są otwarci na nowe oferty, a im młodsza grupa, tym ten odsetek jest wyższy (w grupach 18-24 lata i 25-34 lata wynosi ponad 90%). Dlatego pracodawcy mimo wszystko nie powinni osiadać na laurach, lecz aktywnie wspierać pracowników, tak aby porzucili oni ewentualne myśli o zmianie pracy.

Utrata specjalistów i menedżerów to dla firm duże wyzwanie: konieczność prowadzenia rekrutacji, proces onboardingu, niepewność związana z tym, czy nowa osoba odnajdzie się w zespole, będzie odpowiednio zaangażowana, spełni oczekiwania i czy za chwilę nie odejdzie. Z biznesowego punktu widzenia inwestowanie w obecnych pracowników obarczone jest o wiele mniejszym ryzykiem.

– Pracownik, który widzi, że pracodawca go ceni, wiąże z nim długofalowe plany i pozwala mu się rozwijać, jest bardziej związany z firmą, mocniej się angażuje i rzadziej odchodzi. Ważne aby stworzyć mu odpowiednie ku temu warunki. Pierwszym, moim zdaniem niezbędnym, elementem identyfikacji potrzeb rozwojowych pracownika jest rozmowa, na przykład podczas oceny rocznej. To doskonała okazja, aby wspólnie wyznaczyć kierunek rozwoju oraz krótkookresowe i długookresowe cele w tym zakresie – wyjaśnia Wojciech Miszewski, ekspert z zakresu SAP SuccessFactors w Quercus Sp. z o.o., firmie specjalizującej się we wdrożeniach rozwiązań SAP w obszarze HR.

Kariera na zakręcie – przydatne rozwiązania

Co prawda wciąż największym motywatorem zmiany pracy są zarobki, jednak skoro 33% ankietowanych twierdzi, że są niedoceniani w pracy, warto zastanowić się, czy zmiana podejścia do polityki rozwoju pracowników nie jest działaniem, które może pomóc zatrzymać w firmie największe talenty.

– Odpływ talentów to problem, z którym boryka się wiele sektorów, a jednym z nich jest branża IT. Można zatem powiedzieć, że poniekąd na sobie testujemy rozwiązania, które pozwalają ten proces ograniczyć. Narzędziem, które sprawdza się w tym przypadku, jest SAP SuccessFactors, stworzone z myślą m.in. o efektywnym zarządzaniu karierą personelu, wyłanianiu talentów i planowaniu sukcesji – twierdzi ekspert Quercus Sp. z o.o.

Program SuccessFactors jest narzędziem dla menedżerów, którzy mogą dzięki niemu ocenić wydajność pracowników w oparciu o różne kryteria, w tym obiektywne analizy wydajności i oceny roczne. System sam tworzy matryce potencjału pracowników (menedżer widzi więc od razu, w które osoby warto inwestować), pozwala także na identyfikację pracowników, w stosunku do których istnieje największe ryzyko odejścia (i określa, w jaki sposób ta strata może wpłynąć na funkcjonowanie organizacji).

– Może zdarzyć się tak, że menedżer nie zdaje sobie sprawy, iż pracownik posiada zbyt wysokie kwalifikacje na dane stanowisko, co może sprawić, iż czuje się niedoceniany. Z drugiej strony z oceny posiadanych przez niego kompetencji może wynikać prosty wniosek, że jest idealnym kandydatem na objęcie wyższej pozycji w przyszłości, jednak trzeba uzupełnić (wskazane przez system) luki kompetencyjne – podkreśla Wojciech Miszewski.

Rolą menedżera jest więc pokierowanie pracownikiem, wskazanie mu odpowiedniej drogi rozwoju, tak aby mógł w przyszłości objąć dane stanowisko. Jednak jest to możliwe pod warunkiem, że plan menedżera i cele pracownika podążają w tym samym kierunku. Menedżer powinien więc działać w tym przypadku trochę na zasadzie coacha kariery – pomagać pracownikowi świadomie budować ścieżkę kariery, zgodnie z jego potencjałem, wartościami i możliwościami.

Menedżer na zakręcie – coaching kariery

Praca powinna być źródłem satysfakcji, choćby z tego powodu, że spędzamy w niej 1/3 życia (w okresie, gdy jesteśmy czynni zawodowo). Dlatego wybory zawodowe są tak ważne i z tego też powodu… czasem konieczne są zmiany. O ile dobry menedżer jest w stanie wspomóc w tym zakresie podwładnych, o tyle sam może znaleźć się w sytuacji, kiedy poczuje, że jest na zawodowym zakręcie.

Funkcja menedżera obarczona jest dużym ryzykiem wypalenia zawodowego. Czasem kierownicy nie widzą przed sobą perspektyw, czują, że w danej branży osiągnęli już pułap, którego nie mogą lub nie chcą przekroczyć. Nie wiedzą, czy warto wprowadzać zmiany, gdzie szukać wyzwań zawodowych, czy może się przebranżowić. A jeśli czują, że obrali dobry kierunek, nie zawsze wiedzą, co robić dalej. Coraz więcej z nich korzysta więc z usług coachingu kariery, dzięki którym mogą świadomie kierować swoimi decyzjami zawodowymi.

– Coaching kariery cieszy się rosnącą popularnością dlatego, że nie jest klasyczną diagnozą, ale procesem rozwojowym, opartym na tym, aby uświadomić sobie własny potencjał, motywy, zasoby, aspiracje i odnaleźć drogi oraz rozwiązania, których na wcześniejszym etapie nie było się nawet świadomym. Nie musi dotyczyć to zmiany pracy, ale zmiany podejścia do obecnie wykonywanego zajęcia. I w tym kontekście może być narzędziem wsparcia dla menedżerów chcących lepiej wykonywać swój zawód i czuć się spełnionymi w tej pracy. Sesje z coachem kariery mogą też być jednym z elementów programu bonusowego dla menedżerów – podsumowuje przedstawiciel firmy Quercus Sp. z o.o.

Szeregowy pracownik, specjalista, menedżer wysokiego szczebla – każdy może znaleźć się na zawodowym zakręcie i szukać sposobów wyjścia z impasu. Dla jednych wsparciem mogą być narzędzia informatyczne, które czarno na białym pokażą kierunek, w którym warto się rozwijać. Dla innych bodźcem będzie rzeczowa rozmowa z przełożonym. A dla jeszcze innych – bardziej twórcze podejście oparte na kreatywnym odkrywaniu własnego potencjału i poszukiwaniu nowych rozwiązań. Ważne aby wszystkie te metody prowadziły do sukcesu: łagodnego pokonania zawodowego zakrętu i wyjścia na prostą, która bez przeszkód prowadzić będzie do nowych zawodowych celów.

[1] https://media.pracuj.pl/123872-polacy-gotowi-na-zmiane-pracy-badanie-pracujpl

GUS o detalu i e-handlu w marcu – eksperci komentują

Według najnowszych danych GUS w marcu 2021 r. w porównaniu z lutym 2021 r. odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 28,8%). Udział tej sprzedaży zwiększył się z 8,6% w lutym br. roku do 9,5% w marcu br.

Poniżej komentarze eksperckie do tych danych autorstwa Unity Group oraz PayPo:

  1. Unity Group (specjalizuje się w cyfrowej transformacji handlu (tzw. commerce transformation))

– Polski e-handel wcale nie łapie zadyszki, jak jeszcze niedawno oceniali niektórzy komentatorzy rynkowi. Po małych spadkach w lutym, w kolejnym miesiącu e-handel odbudował swoją pozycję, a jego udział w obrotach handlu detalicznego ponownie wyraźnie przekroczył 9%. Za jego dobrą kondycję odpowiada trwała zmiana przyzwyczajeń zakupowych Polaków oraz oczywiście pandemia, na równi z determinacją firm do zmian w sposobach sprzedaży. O ile lutowy spadek udziału e-commerce w obrotach handlu detalicznego to konsekwencja otwarcia sklepów w galeriach handlowych z początkiem miesiąca, to jego marcowe wzrosty z najnowszych danych opublikowanych przez GUS są wynikiem trwającego od kilku tygodni lockdownu – najpierw regionalnego, potem narodowego. Od roku obserwujemy wzrosty i spadki udziału e-handlu skorelowane z obostrzeniami – przedświąteczne zamknięcie sklepów kolejny raz przeniosło zakupy do online – od 20 marca funkcjonujemy w reżimie sanitarnym narzuconym przez III falę pandemii, co w przypadku galerii handlowych w całej Polsce oznacza prowadzenie bardzo ograniczonej działalności.

Mimo zapowiedzi premiera sprzed kilku dni o odmrażaniu „znacznej części gospodarki”, polskie firmy nie mogą pozwolić sobie już na onlinowy niebyt. Jak wynika z danych agencji badawczej Bisnode A Dun & Bradstreet Company: w pierwszym kwartale 2021 r. przedsiębiorcy zarejestrowali 3,4 tys. sklepów internetowych i wykreślili 1,4 tys. Zatem tylko w czasie pierwszych trzech miesięcy 2021 r. przybyło netto 2 tys. sklepów internetowych, a ich liczba osiągnęła w sumie 46,5 tys. W porównaniu do pierwszego kwartału ubiegłego roku stanowi to wzrost o ponad 70 proc. W Unity Group zaczynamy się jednak poważnie zastanawiać, jak długo jeszcze będziemy mierzyć rozwój samego e‑commerce? Idziemy w kierunku coraz większej integracji kanałów sprzedaży, gdzie patrzy się na efekt końcowy wysiłków sprzedażowych, a nie wkład każdego z kanałów dystrybucji. Po rozmowach z naszymi klientami, wiem, że prawdopodobnie już niedługo, może w przeciągu nawet 2 lat, nie będziemy już mówić o e-sprzedaży jako osobnym kanale – firmy coraz częściej zaczynają patrzeć omnichannelowo i rozważają nowe modele biznesowe.  Jest to zgodne z naszymi przewidywaniami z 2020 r. i wcześniejszych lat. Firmy handlowe coraz więcej inwestują za to w kanał mobile, to tu jest największe pole do rozwijania innowacji. Dlatego też podlega on teraz dokładnym analizom, gdzie wylicza się przyrosty i stopy zwrotu z poniesionych nakładów – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, Managing Partner w Unity Group. 

  1. PayPo (polski fintech, dostawca płatności odroczonych do finansowania zakupów w internecie)

– Po lekkim wyhamowaniu dynamiki w lutym, w marcu e-commerce znowu zanotował imponujące wzrosty i zagarnął jeszcze większą część handlu detalicznego. Silny trend zapoczątkowany w marcu zeszłego roku jest zatem kontynuowany, co może oznaczać, że ma charakter długoterminowy, niezależnie o zmian sytuacji pandemicznej. Na korzyść obrotów e-handlu w marcu zadziałały na pewno spore ograniczenia narzucone na działalność galerii handlowych, najpierw w wymiarze regionalnym, a następnie ogólnokrajowym. Ale tylko ten czynnik to za mało, by tak znacząco decydować o krajobrazie rynku handlowego w Polsce. Tu zadziałała trwała zmiana nawyków zakupowych i zbudowane przez Polaków w czasie pandemicznych miesięcy przekonanie, że zakupy w internecie są nie tylko bezpieczne pod względem minimalizowania ryzyka zarażenia się koronawirusem, ale przede wszystkim szybkie i wygodne. Dzięki gwałtownemu rozwojowi technologii w zakresie metod płatności internetowych, branża zrobiła też olbrzymi krok naprzód w polepszaniu doświadczeń zakupowych. Dziś, przy wykorzystaniu takich form rozliczania zakupu online jak płatności odroczone, można nie tylko zamówić towar, wypróbować go a dopiero potem zapłacić (w ciągu 30 dni). Gdy nie ma konieczności dokonania natychmiastowej płatności, możliwe są również bardziej spontaniczne zakupy i korzystanie z okazji cenowych. To razem sprawia, że robiąc zakupy internetowe z wykorzystaniem odroczonych płatności, klienci są skłonni robić je większe (średnia wartość koszyka zakupowego rośnie nawet o 20-40%) i częściej, bo po roku pandemii ta metoda płatności zaczęła być przez Polaków stosowana regularnie. Dla PayPo, czyli lidera tego rynku, oznacza to bardzo dynamiczny rozwój – w marcu nasi klienci zrealizowali ponad 4 razy więcej płatności przy użyciu odroczonych płatności niż przed rokiem, podobnie przyrosty wyglądają w okresie od początku roku do 19 kwietnia 2021 względem analogicznego okresu 2020. Z kolei dla sklepów internetowych to szansa na dynamiczne zwiększenie sprzedaży i dalszą poprawę satysfakcji klientów z zakupów – powiedział Piotr Szymczak, Dyrektor Operacyjny PayPo.

Dynamika sprzedaży detalicznej w marcu 2021 roku

Dziś GUS opublikował dane dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w marcu 2021 roku. Poniżej zamieszczamy komentarz Magdaleny Szlezyngier, Menedżer ds. Klientów Strategicznych z DNB Bank Polska.

Wiosna przywróciła optymizm wśród konsumentów. Miejmy nadzieję, że to trend, który pozostanie z nami na dłużej. Marzec br. przyniósł wzrost konsumpcji w ujęciu rocznym i miesięcznym. Solidna dynamika roczna to m.in. efekt bazy z roku poprzedniego. W marcu ur. został wprowadzony stan epidemii i odnotowaliśmy historyczne pierwsze „covidowe” spadki konsumpcji. Wysokie dynamiki roczne wzrostu sprzedaży detalicznej z poziomami przekraczającymi odczyt za marzec br. będą również widoczne w kolejnych miesiącach, w kwietniu i maju. Niezależnie od efektu bazy, odczyt sprzedaży detalicznej, a szczególnie jej wzrost w stosunku do lutego br. budzi optymizm i nadzieję na poprawę w sektorze handlu detalicznego. Okres świąteczny, jak również większa liczba dni roboczych bardzo pomogły w osiągnięciu tak dobrego wyniku. Opublikowany w dniu dzisiejszym przez GUS poziom konsumpcji wskazuje na jej wzrost o 15,2 proc. w ujęciu rocznym oraz 15 proc. dynamikę w stosunku do lutego 2021.

Największe wzrosty w ujęciu miesięcznym odnotowały kategorie żywność (19,5 proc.) – jako efekt zakupów przedświątecznych oraz większej ilości dni handlowych, meble (16,8 proc.), co jest już stałym trendem w czasach pandemii oraz samochody (13,4 proc.). Konsumenci szykują się na urlopy w kraju licząc na szybkie zniesienie restrykcji w działalności branży hotelowej. Najsilniejsze spadki sprzedaży w ujęciu miesięcznym dotyczyły kategorii odzież i obuwie. Ujemna dynamika w tej kategorii wyniosła 8,3 proc. Jest to efekt bazy w lutym br., kiedy to sprzedaż odzieży utrzymywała się na wysokim poziomie w związku z trudnymi warunkami pogodowymi, jak również otwartymi centrami handlowymi przez okres pełnego miesiąca. Marzec przyniósł dalszy rozwój e-handlu z dynamiką 28,8 proc w ujęciu miesięcznym. W obliczu wprowadzanych restrykcji klienci wrócili do zakupów on-line. Udział tego kanału wyniósł 9,5 proc wobec 8,6 proc. w lutym br.

Kwiecień nie przyniesie rewolucji w zakresie sprzedaży detalicznej. Z danych Polskiej Rady Centrów Handlowych wynika, że odwiedzalność klientów w galeriach handlowych w bieżącym miesiącu utrzymuje się w granicach między 30 a 44 proc. rezultatów odnotowywanych w 2019 czyli okresu, kiedy centra handlowe działały bez zakłóceń. Dalsze wzrosty konsumpcji w ujęciu miesięcznym oraz zbliżanie się do poziomów, jakie widzieliśmy w 2019, będzie uzależnione od harmonogramu znoszenia obostrzeń.

Cyberprzestępcy coraz chętniej sięgają po publiczne dane

W czasie pandemii COVID-19 media społecznościowe stały się dla wielu osób kluczowym narzędziem do utrzymywania kontaktu z bliskimi. Korzystanie z popularnych platform może być jednak obarczone pewnym ryzykiem, a cyberprzestępcy wcale nie muszą wykradać danych, bo użytkownicy sami podają im jak na talerzu wiele cennych informacji.

Dane publicznie udostępniane przez użytkowników, np. takie jak adresy e-mail czy numery telefonów, również są atrakcyjne dla cyberprzestępców. Każdy, kto podaje je w mediach społecznościowych, powinien mieć świadomość, że mogą one zostać wykorzystane do wysyłania spamowych SMS-ów czy e-maili. – Tego typu dane są sprzedawane na czarnym rynku, a następnie wykorzystywane w kampaniach phishingowych. Osoby, które podają do publicznej wiadomości numer telefonu, muszą szczególnie uważać na tzw. smishing, a więc próby wyłudzenia za pomocą SMS-ów – mówi Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce.

Jak rozpoznać phishing?

Jakiego rodzaju wiadomości powinny wzbudzać szczególną ostrożność użytkowników? Eksperci Fortinet wskazują kilka elementów. Pierwszym z nich jest zachęta do natychmiastowego działania. Cyberprzestępcy lubią motywować odbiorców wiadomości do tego, aby od razu kliknęli w przesłany link lub otworzyli załączony dokument, a stosują do tego granie na emocjach. Phishing najczęściej odwołuje się do poczucia strachu (np. w mailach o niezapłaconych mandatach), ma też na celu wywołanie zaangażowania (np. przy okazji informacji o możliwości szybszego otrzymania szczepionki przeciw COVID-19) czy też litości (przy fałszywych zbiórkach charytatywnych).

Przestępcy podszywają się też chętnie pod firmy, które prowadzą częstą komunikację z klientami – kurierskie, sklepy internetowe czy dostawców internetu lub telewizji. Wówczas wysyłają informacje o dodatkowych lub zaległych rachunkach, promocjach czy konieczności wniesienia dodatkowych opłat, np. za dezynfekcję paczki.

Warto też zwrócić uwagę na niepoprawny język. Wiadomości wysyłane przez hakerów często są napisane niegramatycznie, z licznymi błędami i literówkami. Wynika to głównie z faktu, że cyberprzestępcy nie władający językiem polskim korzystają z niedoskonałych automatycznych tłumaczeń.

Gdyby mail wzbudzał wątpliwości, ale jednocześnie był napisany poprawnie, należy dokładnie sprawdzić, z adresu w jakiej domenie został wysłany oraz najechać kursorem na znajdujący się w treści wiadomości tekst linku (lub grafikę, pod którą znajduje się link), aby sprawdzić jego rzeczywisty adres.

Ostatecznie, w przypadku wątpliwości, których nie można rozwiać po zweryfikowaniu powyższych elementów, należy skontaktować się nadawcą maila np. telefonicznie lub za pomocą zweryfikowanego adresu mailowego i w ten sposób sprawdzić, czy otrzymana wiadomość pochodzi z prawdziwego źródła.

Chrońmy prywatność w internecie

Zachowanie bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni w dużej mierze zależy użytkowników platform społecznościowych. Każdy z nich powinien ostrożnie podchodzić do publikowania informacji o sobie i swojej rodzinie, upublicznianiu danych takich jak data urodzenia, miejsce pracy czy wizerunków dzieci.

Wyobraźmy sobie podobną sytuację w realnym świecie. To tak jakbyśmy chodzili po ulicy z tabliczką, na której znalazłyby się wypisane wrażliwe informacje na nasz temat. Nikt tego nie robi i na myśl o tym pewnie wiele osób z niedowierzaniem się uśmiecha – mówi Jolanta Malak. ­– Warto więc sobie uświadomić, że bardzo podobne konsekwencje ma udostępnianie informacji o swoim życiu w cyberprzestrzeni.

Podczas korzystania z serwisów społecznościowych warto więc pamiętać o odpowiednim zabezpieczeniu konta za pomocą silnego hasła oraz weryfikacji wieloetapowej, a następnie o wyborze odpowiednich ustawień prywatności. Ostatecznie, podobnie jak w przypadku korzystania z każdego zasobu w internecie, wiele zależy od samych użytkowników i zachowania przez nich zdrowego rozsądku.

FPP: Uproszczenie weryfikacji rozliczeń z ZUS jest niezbędne

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że obecnie wnioski pracodawców o dofinansowanie PFRON podlegają kontroli wstecznej i są wielokrotnie korygowane – co wydłuża procedurę, a także marnotrawi czas i środki PFRON, ZUS oraz przedsiębiorców. FPP postuluje, by zmienić zapis legislacyjny tak, aby pracodawcy przedstawiali Funduszowi wraz z wnioskiem o dofinansowanie do wynagrodzeń zaświadczenie o braku zaległości w ZUS. Takie rozwiązanie pozwoliłby wyjaśniać na bieżąco ewentualne rozbieżności w rozliczeniach pracodawców z ZUS – których głównym powodem jest sposób automatycznego księgowania przez ZUS korekt deklaracji.

Zaświadczenie z ZUS można sprawniej uzyskać drogą elektroniczną, nie obciąża też dodatkową pracą pracowników ani PFRON ani ZUS. Brak załączenia zaświadczenia wiązałby się z wstrzymaniem wypłaty dofinansowania. Dopiero jego nieprzedstawienie w ciągu kolejnych 6 miesięcy oznaczałoby trwałą utratę prawa do wnioskowanego dofinansowania.

To ważne, że proponowane rozwiązanie spotkało się z zainteresowaniem strony rządowej, która ma świadomość istniejącego problemu i również szuka jego rozwiązania. Zbieg niefortunnego brzmienia art. 26a ustawy o rehabilitacji i ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych czyni z uczciwych pracodawców przestępców. Na dłuższą metę każdy pracodawca korzystający z dofinansowań musi naruszyć przepis. Często nawet o tym nie wie. Pracodawcy nie powinni żyć w ciągłej niepewności. Część z nich próbuje się zabezpieczać, nadpłacając składki ZUS i budując w ten sposób poduszkę, z której będzie można rozliczyć ewentualne korekty deklaracji. Tyle że przepisy ubezpieczeniowe celowego i systematycznego dokonywania wpłat wyższych niż zadeklarowane nie przewidują. Proponowane przez FPP rozwiązanie nie jest idealne, bo nakłada na firmy dodatkowy obowiązek, ale wydaje się najlepsze z dzisiaj dostępnych. Postęp cyfryzacji sprawi, że za jakiś czas przedkładanie zaświadczeń z ZUS przez pracodawcę stanie się zbędne. Przecież organ będzie mógł sobie wygenerować zaświadczenie sam” – podkreśla Tomasz Chudobski, ekspert ds. prawa gospodarczego Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) i Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Obecne brzmienie art. 26a ust. 1a1 pkt. 3) ustawy z dnia 27 sierpnia 1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych miał służyć zapewnieniu, że pomoc publiczna będzie trafiać do przedsiębiorców, którzy wywiązują się z płatności na rzecz ZUS. Jego sformułowanie w połączeniu z przepisami o ubezpieczeniach społecznych całkowicie ten cel wypaczyło. Przepis zamiast motywować pracodawców do płatności składek – stał się pułapką na każdą firmę, która zatrudnia osoby niepełnosprawne i uzyskuje dofinansowania do ich wynagrodzeń. FPP proponuje zastąpienie obecnego sposobu weryfikacji – który jest wybiórczy, następuje ex post i nie daje szansy na naprawę ewentualnego błędu w rozliczeniach – rozwiązaniem znacznie prostszym.

Ozusowanie umów cywilnoprawnych – zwiększy bezrobocie czy szarą strefę?

Od 1 stycznia br. wszedł w życie obowiązek zgłaszania umów o dzieło do ZUS. Jak się okazało był to pierwszy krok mający na celu wprowadzenie obowiązkowych składek na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne. 89,2 proc. pracodawców jest temu przeciwnych[1], ponieważ zmiana zamiast korzyści dla państwa może podnieść poziom bezrobocia lub zwiększyć szarą strefę.

Przedłużający się lockdown i ograniczenie funkcjonowania części gospodarki sprawiły, że wiele firm jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Najgorsza sytuacja występuje w branży HoReCa, gdzie aż 96,7 proc. przedsiębiorstw wskazuje na poważne lub zagrażające stabilności firmy negatywne skutki pandemii. Trudna sytuacja zauważalna jest również wśród firm handlowych, szczególnie z branży tekstyliów, odzieży i obuwia, gdzie 84,1 proc. przedsiębiorców wskazuje na problemy[2]. Niepokojące jest to, że sektory handlu i usług przed pandemią zapewniały w sumie 54 proc. miejsc pracy w małych i średnich przedsiębiorstwach w Polsce[3]. Przez ostatni rok ta liczba znacząco się zmniejszyła,
a proponowane przez rząd zmiany w księgowości mogą jeszcze pogłębić problem.Finiata inforgrafika ZUS

Umowy cywilnoprawne do ozusowania

Od 1 stycznia 2021 r. został wprowadzony obowiązek przekazywania do ZUS informacji o każdej umowie o dzieło. Nakaz ten nie powoduje, że wykonawca zostaje zgłoszony do ubezpieczeń społecznych ani ubezpieczenia zdrowotnego i nie wymusza odprowadzania składek. Gromadzenie informacji na temat umów o dzieło do ZUS ma przede wszystkim charakter statystyczny. Jak się okazało zgłaszanie umów o dzieło to był pierwszy krok rządu w kierunku ich ozusowania. Podobny obowiązek ma dotyczyć tez umów zlecenie.

– Jak pokazują badania aż 9 na 10 przedsiębiorców jest przeciwnych ozusowaniu umów o dzieło, które obecnie nie wymagają opłacania składek.[4] Jesteśmy w środku kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią, pracodawcy walczą o utrzymanie miejsc pracy i płynności finansowej. Wprowadzenie kolejnego obowiązku finansowego wydaje się zupełnie nieadekwatny do obecnej sytuacji przedsiębiorców – komentuje Jan Enno Einfeld, dyrektor zarządzający Finiata Group. – Właściciele firm będą zmuszeni albo do obniżania wynagrodzeń netto lub zmniejszania zatrudnienia. W efekcie doprowadzi to wzrostu bezrobocia, które w lutym wyniosło 6,5 proc. i jest najwyższym wskaźnikiem od trzech lat[5].

Z badania Business Centre Club wynika, że blisko 3 na 4 pracodawców obawia się wzrostu szarej strefy, czyli zatrudniania wykonawców na czarno.[6] W efekcie ZUS i państwo stracą, zamiast załatać lukę w budżecie i ograniczyć nielegalne praktyki. Z kolei po stronie pracodawców wzrosną koszty prowadzenia działalności gospodarczej, co dodatkowo pogorszy pozycję konkurencyjną spółek kapitałowych względem osobowych, które łatwo mogą wypłacać część lub całość wynagrodzenia w gotówce bez księgowania.

Rosną problemy z kontrahentami

Przedsiębiorcy, którzy boją się dodatkowych kosztów związanych z ozusowaniem umów cywilnoprawnych potrzebują obecnie wsparcia państwa w uregulowaniu problemów z nierzetelnymi kontrahentami. Badania wskazują, że prawie 80 proc. małych i średnich firm doświadczyło w czasie pandemii większej liczby nieetycznych zachowań ze strony kontrahentów. To właśnie pandemia stała się jedną z najczęstszych wymówek (30 proc. wskazań) takich działań, nawet wśród przedsiębiorców, którzy nie odczuli jej negatywnych skutków[7].

– Już co trzecia firma z branży usługowej (32 proc.) skarży się na problemy z uzyskaniem na czas płatności od kontrahentów. Wydłużenie lockdownu, a tym samym zamknięcia części biznesów, spowoduje, że w najbliższym czasie jeszcze bardziej wzrośnie liczba przeterminowanych zobowiązań. dodaje Jan Enno Einfeld. – 35 proc. przedsiębiorców zdecydowało się zaciągnąć dodatkowe zobowiązania finansowe, jednak ich regulowanie jest obecnie dużym wyzwaniem[8].

70 proc. przedsiębiorców poniosło w związku z pandemią dodatkowe koszty, m.in. związane
z odpowiednim zabezpieczeniem pracowników lub przebywaniem części z nich na kwarantannie lub zwolnieniu chorobowym.[9] Eksperci szacują, że podobnymi ponadplanowymi wydatkami przedsiębiorcy będą musieli się mierzyć jeszcze co najmniej do końca roku.

[1] Dane Business Centre Club, marzec 2021

[2] Dane GUS, Wpływ pandemii COVID-19 na koniunkturę gospodarczą, marzec 2021

[3] Dane GUS, Działalność przedsiębiorstw niefinansowych w 2018 r., 2019

[4] Dane Business Centre Club, marzec 2021

[5] Dane GUS, Stopa bezrobocia rejestrowanego w latach 1990-2021

[6] Dane Business Centre Club, marzec 2021

[7] Dane z badania Instytutu MANDS „Rok biznesu w pandemii”, przeprowadzonego na zlecenie Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów, marzec 2021

[8] Dane z badania Instytutu MANDS „Rok biznesu w pandemii”, przeprowadzonego na zlecenie Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów, marzec 2021

[9] Dane z badania IMAS International „KoronaBilans MŚP”, przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, luty 2021.

Jak zmieniły się nawyki konsumentów? Rzadziej kupujemy pod wpływem impulsu

W 2020 r. już 7 na 10 osób zamówiło produkt przynajmniej raz w sklepie poza granicami swojego macierzystego kraju, wynika z raportu eShopWorld. Transgraniczne zakupy to głównie domena młodych pokoleń, ale okazuje się, że starsi użytkownicy sieci również przekonują się do tej formy zakupów. Zakupy bez granic wiekowych i terytorialnych? To nowa normalność handlu A. D. 2021.

Jak wyglądać będzie handel w postcovidowym świecie? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie wyspecjalizowana w handlu transgranicznym firma eShopWorld (ESW), przepytała 22 tys. konsumentów z 11 krajów. Wnioski trafiły do raportu Global Voices 2021: Cross-Border Insights.

Klient czeka wszędzie

W 2020 roku blisko 7 na 10 osób (68%) zamówiło produkty w e-sklepie, który zlokalizowany jest poza ojczyzną nabywcy – tak brzmi kluczowy wniosek z raportu.

Szacuje się, że już co druga osoba robiąca zakupy przez internet, przynajmniej raz w życiu zamówiła towar, który zlokalizowany był w innym kraju. W czasie trwania lockdownu wiele osób, zachęconych pierwszymi pozytywnymi doświadczeniami z zakupami online, ośmieliło się iść krok dalej i sprawdzić, co oferują “zakupy bez granic” – zauważa Aleksandra Szarmach, Chief Marketing & Sales Officer z Nethansy, sopockiej spółki wspierającej producentów i resellerów w realizacji skutecznej sprzedaży za pośrednictwem Amazona. – Jak wynika z danych, do których dotarł Business Insider, już co czwarty sprzedawca wystawiający swoje produkty na Amazon, wysyła przedmioty za granicę. Start Amazona nad Wisłą, a co za tym idzie jego popularyzacja i wzrost świadomości, to nie tylko szansa dla konsumentów, ale przede wszystkich dla oferentów.

Zakupy bez granic… wiekowych

Kim jest sympatyk transgranicznych zakupów? Patrząc na preferencje i nawyki, ESW udało się wyodrębnić kilka różnic między pokoleniami.

Pierwsza grupa to tzw. cyfrowi tubylcy. Jak wskazuje nazwa, osoby te najchętniej dokonują zakupów w sieci, a to w jakim kraju zlokalizowany jest sklep, nie ma dla nich znaczenia. To konsumenci w wieku 25-34 lat, należący do dwóch pokoleń: młodszych Millennialsów i starszych przedstawicieli Generacji Z.

Kupujący w wieku 25-34 lat stanowili także najaktywniejszą grupę. W ciągu 12 miesięcy, 11 lub więcej razy zakupy zrobił co trzeci (33%) pytany z tej grupy. To o 1 p.p. więcej niż w grupie 35-44 lat (32%) i o 4 p.p. w konfrontacji z grupą 18-24 lat (29%).

W ubiegłym roku ponad 500 dolarów na crossgraniczne e-zakupy najczęściej wydawali Millennialsi. Tak przynajmniej deklaruje niemal co drugi (47%) z nich. Potem jest długo, długo nic i pokolenie X. 27% przedstawicieli generacji wydało przynajmniej pół tysiąca dolarów na towary w sieci. W przypadku starszych pokoleń: Z i Baby Boomers, odsetek wydających w sieci 500 dolarów lub więcej jest znacząco niższy i wynosi odpowiednio 15% i 11%.

Tor przeszkód

Młodych kupujących wyróżnia nie tylko to “co”, ale także “jak” kupują. Podczas gdy osoby z pokolenia powojennego wyżu demograficznego i pokolenia X preferują płatność kartą kredytową i PayPalem, młodsi klienci częściej skłaniają się ku globalnym systemom płatności i opcji „kup teraz, zapłać później”. Sygnalizuje to, jak ważne dla sprzedawców staje się oferowanie szerokiego wachlarza form płatności.

Największą przeszkodę w dokonywaniu zakupów online, zdaniem kupujących w każdym wieku, są obawy związane z kosztami (41% respondentów) i czasem dostawy (38%).

Według badania Offers.com, blisko połowa respondentów twierdzi, że obecnie rzadziej dokonuje zakupów pod wpływem impulsu i nie ma to nic wspólnego z przyjemnością (48%). Takie nastawienie sprawia, że klienci uważnie wertują ofertę, zanim dokonają zakupu. Zaufany partner, który wesprze nas swoją wiarygodnością, może okazać się na wagę złota – podpowiada Aleksandra Szarmach z Nethansy i dodaje: – Z tego samego raportu dowiadujemy się także, że od początku trwania pandemii trzech na dziesięciu (31%) respondentów chętniej wybiera produkty tańsze lub szuka dóbr zapewniających atrakcyjny stosunek ceny do jakości. Dostęp do międzynarodowej oferty doskonale koresponduje z tym trendem.

Jak się reklamować, żeby nie zniechęcić?

Badanie przeprowadzone przez MarketingSherpa na dwóch grupach wiekowych: millenialsów (od 18-34 lat) i boomersów (powyżej 65 lat) wskazują jakie są preferencje użytkowników, gdy sprzedawcy chcą powiadomić o swoich nowych produktach czy promocjach. Millenialsi są zdecydowanie bardziej zainteresowani otrzymaniem wiadomości e-mail, które mogą odczytać na smartfonach (53%), a zaledwie co piąty senior preferuje taki sposób komunikacji. Bardziej mobilne młodsze pokolenie przychylniej patrzy na korzystanie z aplikacji i na reklamy pojawiające się w nich. Choć trzeba przyznać, że i tutaj reklamodawcy mają zgryz, bo zaledwie 10% millenialsów akceptuje komunikaty promocyjne pojawiające się w ich ulubionych aplikacjach, ale to i tak o… 10% więcej niż w przypadku boomersów.

Natomiast na reklamy wysyłane poprzez SMS przychylnie patrzy 30% młodszych i 15% seniorów. – Powiadomienia SMS mają jednak ostatnio słabą prasę. Nie ma jednak co się dziwić, bo co chwilę słyszymy o próbach wyłudzeń. Niestety najbardziej podatni są na nie seniorzy, którzy choć coraz lepiej poruszają się w środowisku online, to nadal nie są tak sprawni jak młodzi i często irytują ich dodatkowe rozpraszacze. Dlatego reklamodawcy nadal chcą docierać do boomersów w sposób tradycyjny – poprzez reklamę telewizyjną, radiową czy drukowaną – tłumaczy Wiktor Salamon, twórca Notipack, oprogramowania, które umożliwia administratorom stron internetowych wysyłanie powiadomień do osób przeglądających w internecie dany towar czy usługę.

Zdaniem Salamona przed sprzedawcami jeszcze sporo pracy, żeby przekonać klientów do różnego rodzaju powiadomień. – Wyniki ankiety pokazują, że nawet młodsze pokolenie z trudem akceptuje reklamy. Powiadomienia powinny pojawiać się w sposób intuicyjny, a sprzedawca musi wyprzedzać ruchy kupującego i np. w odpowiednim miejscu wstawić widget informujący o sposobie kontaktu. Nie może to być jednak nachalne, bo wtedy kupujący straci zainteresowanie produktem – podkreśla Salamon.

Rząd wesprze nieruchomościowych inwestorów?

Jeszcze niedawno wydawało się, że temat REIT-ów został definitywnie porzucony. Ostatnio sytuacja uległa jednak pewnym zmianom.

Niektóre osoby zainteresowane tematyką rynku nieruchomości, mogą jeszcze pamiętać o planach legislacyjnych, które dotyczyły ustawy o REIT-ach. W polskich warunkach takie specjalne firmy inwestujące w nieruchomości miały nosić nazwę F.I.N.N. Ten skrót można rozwinąć jako „firmy inwestujące w najem nieruchomości”. Zgodnie z założeniami rządu, tak zwane F.I.N.N-y miały być elementem strategii tworzenia kapitału emerytalnego Polaków. Dość szybko okazało się jednak, że rzeczywistość rozmija się z ambitnymi planami. Początkowo ustawa o polskich REIT-ach miała wejść w życie wraz z początkiem 2019 roku. Jednak dopiero 2 października 2018 roku została ona skierowana do prac w Komisji Finansów Publicznych (po pierwszym czytaniu w Sejmie). Później prace nad projektem zawartym w druku sejmowym numer 2855 po prostu zamarły. Ich wznowieniu nie sprzyjało między innymi zamieszanie związane z wyborami i pandemią koronawirusa, która rozpoczęła się w I kw. 2020 r. Trudno też ukryć, że pomysł przyznania spółkom typu REIT zwolnień podatkowych zaczął wzbudzać pewne kontrowersje. Mimo tych utrudnień, prace nad regulacjami prawnymi dla REIT-ów niedawno zostały wznowione.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Na razie trwają wstępne prace nad ustawą regulująca zasady inwestowania w nieruchomości przy pomocy spółek REIT.
  • Środowisko biznesowe liczy, że takich spółek będą dotyczyły preferencyjne zasady opodatkowania.
  • Niezależnie od kwestii prawnych, polskie REIT-y już działają, choć nie mogą liczyć na preferencje podatkowe.

Poniżej prezentujemy dodatkowe informacje na temat prac związanych z uregulowaniem działalności polskich REIT-ów. Warto też odnieść się do aktualnej sytuacji na rynku inwestycyjnym.

Ustawa o REIT stanowi element szerszego rządowego planu

Tytułem wstępu warto nadmienić, że nowa ustawa o REIT-ach, która na razie jest wstępnie opracowywana, prawdopodobnie będzie elementem szerszej strategii. Mowa o zmianach na rynku kapitałowym, których założenia opisuje między innymi Strategia Rozwoju Rynku Kapitałowego. „Częścią planu rozbudowy rynku kapitałowego w Polsce oprócz ustawodawstwa dla REIT-ów ma być między innymi nowa ustawa o funduszach inwestycyjnych, a także realizowana reforma emerytalna (mimo problemów z partycypacją w pracowniczych planach kapitałowych)” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Niedawno pozytywne sygnały dotyczące nowej ustawy o REIT-ach popłynęły z Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. Daje to pewną nadzieję, że po okresie przestoju związanego z pandemią zostaną wznowione prace nad uregulowaniem kwestii REIT-ów oraz innymi zmianami wspierającymi rynek kapitałowy. „Oczywiście jakość nowych regulacji jest znacznie ważniejsza niż tempo ich ewentualnego wprowadzenia” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Środowisko biznesowe zwraca uwagę na kwestię podatków

Zmianę rządowego nastawienia do REIT-ów zauważyła między innymi Konfederacja Lewiatan. Ta najbardziej wpływowa polska organizacja biznesowa ma nadzieję, że nowe regulacje dotyczące inwestycyjnych spółek nieruchomościowych zapewnią inwestorom wypłatę minimum 80% – 90% zysku w ramach rocznej dywidendy. Warto wspomnieć, że rządowy projekt ustawy o firmach inwestujących w najem nieruchomości, który przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi utknął w Sejmie, przewidywał podobne rozwiązanie. „Zgodnie z tym projektem, firmy inwestujące w najem nieruchomości zostały zobowiązane do wypłaty zysku odpowiadającego 90% różnicy między przychodami z nieruchomości i wybranymi wydatkami” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Eksperci Lewiatan zwracają również uwagę na konieczność zwolnienia REIT-ów z podatku CIT pod warunkiem wypłaty odpowiednio wysokiej dywidendy. Ważna jest też kwestia samego opodatkowania dywidend z REIT-ów (zarówno na gruncie podatku PIT, jak i podatku CIT). Portal NieruchomosciSzybko.pl zwraca natomiast uwagę, że nowe przepisy nie powinny zbyt mocno wiązać REIT-ów z rynkiem mieszkaniowym. „To niestety była wada poprzednich regulacji, które proponował rząd” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Polskie inwestycje w nieruchomości nadal mają się dobrze …

Na razie trudno jeszcze powiedzieć, kiedy nowa ustawa o REIT-ach mogłaby wejść w życie. Inwestorom nieruchomościowym zależy przede wszystkim na dopracowanych oraz stabilnych regulacjach, a także na braku przykrych niespodzianek legislacyjnych w przyszłości. Nie można tutaj pominąć kwestii wprowadzonych niedawno obostrzeń podatkowych (patrz ustawa z dnia 28 listopada 2020 r. – Dz.U. 2020 poz. 2123). „Nowe przepisy będące nieprzyjemną niespodzianką dla inwestorów skutkowały stworzeniem definicji spółki nieruchomościowej i nałożeniem na taką spółkę obowiązku zapłaty podatku z tytułu zbycia udziałów, jeżeli zbywca nie jest polskim rezydentem podatkowym” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Mimo wspomnianych utrudnień prawnych, bieżący rok zapowiada się nieźle w kontekście profesjonalnych inwestycji nieruchomościowych (realizowanych przez spółki kapitałowe). Takie spółki działające w Polsce będą zainteresowane np. inwestycjami na rynku magazynowym oraz mieszkaniowym. Możliwe są również inwestycje w nieruchomości z branż mocno poszkodowanych przez pandemię (np. hotelowej i handlowej). „Wspomniane nieruchomości będzie można bowiem okazyjnie zakupić z myślą o zyskach w perspektywie długookresowej” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Company Management Congress już we wrześniu!

Wiedza jest podstawą do budowania marki! Zmień z nami oblicze polskiego biznesu i weź udział w Company Management Congress już we wrześniu!

28 września w DoubleTree by Hilton Warsaw odbędzie się kongres dla tych, którzy chcą zwiększać swoje kompetencje w zarządzaniu biznesem. Company Management Congress rozszerza branżowe perspektywy i pokazuje najlepsze dostępne drogi rozwoju. Wśród prelegentów między innymi Jacek Santorski i Krzysztof Sarnecki.

Myślimy o przyszłości biznesu, patrząc na teraźniejszość. Wiemy, z jakimi problemami zmagają się przedsiębiorcy i jak trudno jest większości z nich zniwelować straty poniesione przez pandemię covid-19. Dostarczamy rozwiązań, które pozwalają wyjść z kryzysu. Poprzez postawienie na rozbudowane case studies skupimy się na najlepszych metodach działania dla poszczególnych branży, a moderowane debaty będą okazją do wymiany myśli każdego uczestnika Kongresu.

Company Management Congress – program wydarzenia

Jedną z podstaw Company Management Congress jest nauka poprzez wymianę doświadczeń. Nacisk położony zostanie na nawiązywanie efektywnych relacji biznesowych, które mają pomóc w definiowaniu problemów współczesnego biznesu i znajdowaniu odpowiedzi w dynamicznie zmieniającym się środowisku.

Dlatego też wśród prelegentów, którzy wystąpią podczas eventu znajdują się sami eksperci biznesowi. Jacek Santorski powie o perspektywie przywództwa jutra. Bogdan Sosnowski w wykładzie „Rozwój kompetencji miękkich w zespole sprzedaży” skupi się na rozważaniu które  kompetencje warto rozwijać, aby dostosować się do szybko zmieniających się czasów. Wojciech Herra przeprowadzi prelekcję dotyczącą skutecznego zarządzania zespołem, zaś Krzysztof Sarnecki przybliży koncepcje myślenia transformacyjnego.

CMC – nie tylko wykłady

Podczas Company Management Congress na uczestników czekać będą nie tylko  merytoryczne wykłady w Polsce. To również bogata strefa wystawiennicza i sesje networkingowe, które w sposób skuteczny pozwolą rozszerzyć sieć kontaktów biznesowych.

W spotkaniu weźmie udział około 150 uczestników – właścicieli film, przedsiębiorców, managerów, a także doradców inwestycyjnych i inwestorów świadomych trendów i potrzeby nieustannego rozwoju. Profesjonalnie przeprowadzony przez Biznes Klub Polska networking ułatwi nawiązanie kontaktu.

Udział w wydarzeniu potwierdzony będzie certyfikatem poświadczonym przez Partnerów Merytorycznych wydarzenia.

Złotym sponsorem wydarzenia została spółka Respect Energy. Partnerem Merytorycznym jest Quest Change Managers Sp. z o.o., Partnerem Wydarzenia KPR Kancelaria Restrukturyzacyjna, a Partnerem Strefy Networkingu Biznes Klub Polska.

Company Management Congress

Termin: 28 września 2021

Miejsce: DoubleTree by Hilton Warsaw, Warszawa

https://companymanagement.pl/