Artur Popko nowym prezesem Budimex SA

Artur Popko – dotychczasowy Wiceprezes Budimeksu, związany z firmą od 17 lat, pokieruje Grupą Budimex S.A.

Artur Popko – obecny Wiceprezes Budimeksu – został powołany przez Radę Nadzorczą na stanowisko Prezesa Zarządu i Dyrektora Generalnego Budimex SA. Obejmie tę rolę 20 maja 2021 roku.

Zmiana personalna spowodowana moją rezygnacją z dotychczasowego stanowiska przebiegła bardzo sprawnie. Artur Popko świetnie zna przedsiębiorstwo, posiada wiedzę, kompetencje i doświadczenie budowane przez lata pracy w branży i Budimeksie. Współpracujemy ze sobą bezpośrednio od co najmniej 11 lat. W tym czasie wraz z podległym zespołem zbudował rolę lidera w branży budownictwa infrastrukturalnego i kolejowego. W ostatnim czasie przejął również odpowiedzialność za budownictwo ogólne i energetyczne a także zasiadł w Radzie Nadzorczej spółki FBSerwis i Mostostal Kraków. Powołanie Artura Popko to część całościowego programu sukcesji w firmie obejmującego wszystkie stanowiska menedżerskie – mówi Dariusz Blocher – dotychczasowy Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Budimex SA.

Obecnie Budimex jest liderem w branży drogowej i pozostaje w pierwszej dwójce największych wykonawców modernizacji linii kolejowych w Polsce.

Dziękuje Dariuszowi Blocherowi za wieloletnią współpracę i wsparcie oraz Radzie Nadzorczej i całemu Zarządowi Budimex za powierzone mi zaufanie. Grupa Budimex jest w stabilnej sytuacji ekonomicznej i rynkowej. Priorytety, wartości i plany biznesowe firmy wyznaczone w ostatnich latach i miesiącach nie ulegają zmianie. Tak jak dotychczas, pozostaniemy firmą transparentną i dotrzymującą obietnic. Naszym priorytetem pozostanie bezpieczeństwo, dbanie o dobro pracowników i społeczności lokalnych, w których funkcjonujemy – mówi Artur Popko – nowy Prezes Zarządu Budimeksu.

Artur Popko jest związany z Grupą Budimex (Budimex Dromex) od 2004 roku. Początkowo pełnił funkcję Kierownika Budowy, a następnie Dyrektora Kontraktu. W roku 2009 awansował na stanowisko Dyrektora Rejonu a następnie Dyrektora Oddziału. Od roku 2011 zarządzał obszarem budownictwa infrastrukturalnego Budimeksu SA. W 2019 r został powołany do roli Wiceprezesa obejmując odpowiedzialność za cały obszar operacyjny Budimeksu SA. Jest absolwentem Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska Politechniki Białostockiej o specjalności Budownictwo Komunikacyjne.

Polskie firmy w Rosji czekają zmiany

Działalność polskich firm w Rosji: wydłużenie terminu na złożenie wniosku o zmianę danych w Jednolitym Państwowym Rejestrze Podmiotów Prawnych Federacji Rosyjskiej.

Według najnowszych ustaleń firmy działające na terenie Federacji Rosyjskiej będą musiały powiadomić urząd skarbowy o zmianach w informacjach zawartych w Jednolitym Państwowym Rejestrze Podmiotów Prawnych Federacji Rosyjskiej w ciągu 7 dni roboczych od daty ich aktualizacji. Taki sam czas będzie miał indywidualny przedsiębiorca na powiadomienie urzędu w celu skorygowania informacji w Jednolitym Państwowym Rejestrze Przedsiębiorców Indywidualnych Federacji Rosyjskiej. To ogólna zasada prawa, która zacznie obowiązywać już od 26 kwietnia 2021 roku. Jak wskazują eksperci JP Business Law Firm to kolejne zmiany  ułatwiające funkcjonowanie przedsiębiorstw i prowadzenie biznesu na terenie Federacji Rosyjskiej.

Obecnie w większości przypadków obowiązek ten musi zostać spełniony w ciągu 3 dni roboczych od daty zmiany danych. Zasada ta obowiązuje w szczególności przy zmianie adresu lub dyrektora osoby prawnej. Inne nowelizacje zaczną obowiązywać tego samego dnia. Na przykład, jeśli zostanie zarejestrowana nowa nazwa osoby prawnej, urząd skarbowy samodzielnie poprawi informacje o tej ostatniej w Jednolitym Państwowym Rejestrze Podmiotów Prawnych Federacji Rosyjskiej:

  • jako o założycielu lub członku zwyczajnym innej firmy;
  • o osobie, która może działać w imieniu innej firmy bez pełnomocnictwa;
  • o posiadaczu rejestru akcjonariuszy.

„Ostatnie miesiące to szereg zmian prawnych i administracyjnych mających na celu ułatwienie funkcjonowania biznesu na terenie Federacji Rosyjskiej. Są to zarówno zmiany w mikro, jak i makro skali jak np. postępująca liberalizacja w zakresie kontroli dewizowej. W dłuższym horyzoncie czasowym może zaowocować to poprawieniem wymiany handlowej Rosji z krajami sąsiedzkimi, w tym Polską, o ile oczywiście nie będzie innych przeszkód natury geopolitycznej” – wyjaśnia Valeria Jelenska, Prezes Zarządu w JP Business Law Firm.

Ekologia w pandemii – raport Green Generation 2021

Na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute w kwietniu 2021 roku na grupie ponad 2000 internautów. To już druga edycja badania i raportu. Pierwszy ukazał się w styczniu 2020 roku. Partnerem głównym inicjatywy jest Allegro, Partnerami branżowymi są GROHE Polska oraz Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris. Pozostali green partnerzy to: CCC S.A., InPost, Naturativ, Sephora Polska, TerGo, Tymbark. Patronat merytoryczny nad projektem objęli: Izba Gospodarki Elektronicznej, Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Logistyki i Magazynowania, Polska Izba Opakowań, gazeta.pl wraz z zielona.gazeta.pl oraz Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego.

O ekologii… pomyśli się potem

Rok 2020 był dla nas wszystkich trudny. Doświadczenie pandemii zapewne zostanie w nas na długo. Covid-19 zmienił to, w jaki sposób żyjemy na co dzień, jak kupujemy, ale też co generalnie myślimy o życiu. Badania zrealizowane przez Mobile Institute wraz z psycholog Dorotą Mintą w lipcu i sierpniu 2020 roku wskazują, że 32% Polaków pandemia zmobilizowała do przemyślenia dotychczasowego stylu życia i wdrożenia zmian, ale 28% poczuło bezsens tego, co robią. 47% z kolei wskazało, że ograniczą konsumpcjonizm, ponieważ doszli do wniosku, że w życiu ważniejsze jest doświadczanie niż posiadanie i tym samym, będą kupować rozsądniej. Ale czy będą to produkty ekologiczne? To już oddzielne pytanie.

Przed pandemią zainteresowanie Polaków tematyką ekologii było niskie. W pandemii jeszcze spadło i obecnie informacje o środowisku śledzi 30% badanych osób. Nie jest to nic dziwnego. Mamy dużo innych tematów do wnikliwego obserwowania – rozwój pandemii na świecie i w Polsce, liczba zachorowań, szczepionki. To tematy, o które zapytania w wyszukiwarce Google wzrosły w ostatnim roku kilkunastokrotnie, podczas gdy te o ekologię kilkukrotnie zmalały. Pandemia jest zdecydowanie bardziej palącym problemem niż środowisko, ale niestety, jak już się z nią uporamy, będziemy musieli stawić czoła kwestii zmian klimatycznych, które przez tych kilka pandemicznych lat nie znikną. Owszem, spadło tempo produkcji przemysłowej, ludzie mniej podróżują i kupują, ale z drugiej strony pojawiły się odpady medyczne, trudne w utylizacji, mamy też w wielu przypadkach powrót do foliowych, jednorazowych (bezpieczniejszych pod kątem covid-19 opakowań). Dodatkowo, bez edukacji, będziemy wciąż na tym samym – niskim w Polsce – poziomie świadomości zagrożeń ekologicznych, a więc jakiekolwiek zmiany ciężko będzie wdrażać. Wśród badanych osób 46% jest zdania, że Polska jest obszarem zagrożonym ekologicznie, a 2/3 zdaje sobie sprawę, że klimat na świecie się nie ociepla. To nieco lepsze wyniki niż rok temu, ale wciąż niesatysfakcjonujące. Pozostaje też pytanie, jak konsumenci zachowają się po pandemii. Czy faktycznie będą konsumować rozsądniej, czy „odbiją” sobie chude lata zwiększonymi wydatkami.

Jak mówi Katarzyna Czuchaj-Łagód, Dyrektor Zarządzająca w Mobile Institute: „Temat ekologii w tym roku nieco się przykurzył. Zajęliśmy się wszyscy bieżącymi działaniami i walką z pandemią, zapominając na chwilę o czyhającym za rogiem zagrożeniu. Jednocześnie zadziało się kilka pozytywnych rzeczy. Okazało się, że możliwa jest, przynajmniej częściowo, praca zdalna (czyli nie trzeba dojeżdżać codziennie do pracy), możliwe są zakupy w sieci (ograniczające dojazdy autem na zakupy do galerii handlowych), możliwe jest częściowe ograniczenie konsumpcji „zachciankowej”, czy zasięgu podróży urlopowych do własnego kraju. To oczywiście sytuacja tymczasowa i nie zawsze w pełni pozytywna (podróże zagraniczne poszerzają nasze horyzonty i uwrażliwiają na aspekty piękna przyrody i czystości środowiska), ale pokazująca, że pewne niekonwencjonalne rozwiązania są możliwe. Niestety, wyniki badania wskazują raczej na to, że znaczna część konsumentów po pandemii wróci do starych nawyków zakupowych. Jedynym sposobem, aby tego uniknąć, jest edukacja, zarówno przez instytucje państwowe, jak i marki. W tych dwóch podmiotach konsumenci upatrują najczęściej wsparcia w kontekście ekologii, rzetelnej informacji, a także wdrażania rozwiązań przyjaznych środowisku, z których konsumenci mogliby korzystać.”

E-commerce – bardziej zielony brat zakupów stacjonarnych

Pozytywną zmianą w kontekście ekologii może okazać się przeniesienie się polskich konsumentów do Internetu. Obecnie kupuje w e-commerce już ¾ internautów. Pandemia wymusiła na nas wypróbowanie zakupów internetowych w kategoriach, do których wcześniej mieliśmy spore obawy, w szczególności produktów spożywczych, leków oraz droższych sprzętów elektronicznych i produktów wyposażenia domu. Obecnie zakupy w tych kategoriach dla większości konsumentów nie stanowią problemu i są to jedne z najszybciej rosnących kategorii e-commerce.

Dlaczego e-commerce może być eko-pozytywnym zjawiskiem? Polacy kupujący w sieci wykazują większą wrażliwość na aspekty ekologiczne, zarówno w kontekście zakupów, jak i codziennych aktywności. Zacznijmy od świadomości. Informacje dotyczące stanu środowiska naturalnego śledzi 60% e-kupujących. 83% uznaje Polskę za obszar zagrożony ekologicznie, a 89% wie o zmianach klimatycznych na świecie. To znacznie więcej niż średnio wśród Polaków. Kupujący w sieci dostrzegają też 2-krotnie więcej różnorodnych zagrożeń związanych ze środowiskiem niż przeciętny badany, w tym zanieczyszczenie powierza, dużą ilość śmieci, zmiany klimatyczne, brak poszanowania przyrody i różnorodności gatunkowej oraz nadmierne wykorzystanie plastiku. 88% badanych e-kupujących dostrzega także nieekologiczne praktyki sprzedawców w e-commerce. E-konsumenci są przeciwni takim działaniom jak używanie folii do pakowania przesyłek, pakowanie małych produktów w duże paczki, używanie wypełniaczy, brak opcji eko-opakowania, czy eko-dostawy – dłuższej, ale z mniejszym śladem węglowym, czy brak opcji odbioru produktów w dedykowanych punktach. Tak świadomi konsumenci mogą zagłosować „klikami i portfelem” wybierając dostawców działających zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że, jak mówią wyniki badania „Co (u)gryzie e-commerce?” z początku 2021 roku, polscy konsumenci oczekują, że e-commerce jako nowoczesna i dynamicznie rosnąca gałąź gospodarki, będzie wyznaczał innym standardy.

W Allegro do tematu zrównoważonego rozwoju podchodzimy bardzo ambitnie. Chcemy być zarówno miejscem zrównoważonych zakupów i odpowiedzialnych wyborów dla naszych klientów, jak również wspierać zrównoważony rozwój naszych sprzedawców, czyli już ponad 128 tys. głównie małych i średnich polskich przedsiębiorstw. Chcemy wyznaczać trendy i dostarczać gotowe rozwiązania. Właśnie dziś, 21 kwietnia, do naszej oferty trafia 9 rodzajów ekologicznych, certyfikowanych, pochodzących z recyklingu, tekturowych opakowań i kopert. W ten sposób, odpowiadając na rosnące oczekiwania klientów, przygotowaliśmy atrakcyjną cenowo propozycję dla sprzedawców. Nasi klienci dzięki Naturalnie.allegro.pl jeszcze łatwiej mogą dotrzeć do przyjaznych środowisku, wegetariańskich, certyfikowanych produktów dla siebie i swoich rodzin – mówi Marta Mikliszańska, Head of Public Affairs & Sustainability w Allegro.pl.

Czy tak się stanie – konsumenci wymuszą zmiany w e-commerce? Wiele wskazuje na to, że tak. 45% e-kupujących jest w stanie poczekać dłużej na przesyłkę, jeśli ta będzie bardziej eko, czyli wszystkie produkty będą przesłane w jednej paczce. ¼ jest w stanie oczekiwać na taką przesyłkę nawet dłużej niż 5 dni. 32% e-konsumentów chce dopłacić za to, by sprzedawca zapakował produkt bez foli i zbędnych wypełniaczy albo zastosował naturalne, niefoliowe wypełniacze. ¼ jest gotowa zapłacić za to ponad 5 zł, chociaż najczęstsza odpowiedź to 1-2 zł (43%).

Dlaczego więc jeszcze nie świętujemy?

Gdy zaczynamy mówić o skłonności do dopłat i cenach, wkracza znów pandemia. Wyniki badania pokazują wyraźnie, że ostatni rok – niepewność jutra w kontekście zdrowia, gospodarki, naszych własnych finansów i pracy – spowodowała, że staliśmy się znów bardziej wrażliwi cenowo. Przed pandemią, Polacy zapytani o to, jakimi czynnikami kierują się przy wyborze różnych produktów, coraz częściej wskazywali jakość. Cena w pewnym momencie spadła już na drugie miejsce. W tym roku mamy powrót do zakupów oszczędnych, a więc niskie ceny i duże promocje grają znów „pierwsze skrzypce” podczas decyzji zakupowych.

Jest oczywiście grupa konsumentów bardziej świadomych, którzy na aspekty jakości i ekologii zwracają uwagę znacznie częściej niż pozostali. Są to właśnie kupujący online, ale też rodzice, przedstawiciele pokoleń Young i Old Millennials oraz Silver Power, a także mieszkańcy dużych miast. Zwiększeniu wrażliwości ekologicznej podczas zakupów sprzyja także wyraźnie zainteresowanie tematyką ekologii i świadomość zmian, jakie zachodzą w środowisku, więc edukacja Polaków w tym obszarze jest po prostu konieczna. Tym bardziej, że prawie połowa badanych (a 1/3 e-kupujących) uważa wciąż, że ekologia to moda, która przeminie, a nie postawa, która powinna trwać i odzwierciedlać nasz szacunek do środowiska.

„Woda jest ważnym zasobem naturalnym. Ma ona szczególne znaczenie dla firmy GROHE, w której pracuję. Wiemy, że jej zasoby są ograniczone, dlatego nieustannie rozwijamy innowacyjne produkty i technologie, pomagając konsumentom w świadomym osiągnięciu bardziej racjonalnego zużycia wody w codziennym życiu, przy jednoczesnym ograniczeniu ich niekorzystnego wpływu na środowisko. Ważny jest dla nas również proces, w trakcie którego wytwarzane są nasze rozwiązania. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak duża odpowiedzialność ciąży na producentach, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę zanieczyszczeń powstających w wyniku procesów produkcyjnych. Podstawę naszych ekologicznych działań stanowi jednak przede wszystkim opracowanie produktów łączących w sobie szczególne, kompromisowe podejście do ograniczania zużycia wody z komfortem użytkowania. Jednym z przykładów takiego połączenia jest wykorzystanie w naszych produktach technologii EcoJoy, dzięki której zużycie wody zmniejsza się co najmniej o połowę przy jednoczesnym zachowaniu komfortu korzystania z wody. Odpowiednio dobrane produkty łazienkowe umożliwiają również oszczędność energii, jak i pieniędzy – co jest istotne przy stale rosnących opłatach za wodę i energię potrzebną do jej ogrzania. Naszym celem jest zatem tworzenie rozwiązań, dzięki którym konsumenci mogą w prosty sposób uczynić swoje codzienne życie bardziej ekologicznym.” – mówi Cezary Kowalczyk, Project Sales Director w GROHE Polska.

Konsument mówi „sprawdzam”

Jak więc przekonać konsumentów, że ekologia to nie moda? Tu zadanie stoi między innymi przed markami, których komunikacja i oferta jest kluczowa. Warto zacząć od kategorii, gdzie wrażliwość konsumentów na jakość, aspekty zdrowotne i ekologiczne jest największa. Takie kategorie to przede wszystkim produkty spożywcze, produkty dla dzieci i kosmetyki. W przypadku kosmetyków, składem kieruje się co 4. konsument. Podobnie, co 4., zwraca uwagę na to, a jaki sposób kosmetyk powstał. Co 8. sprawdza certyfikaty ekologiczne. 1 na 10 zwraca uwagę na to, aby produkt był lokalny oraz nie testowany na zwierzętach. 18% klientów e-commerce oczekuje też, że będzie dokładnie opisany, tak aby można było wyszukać taki, który spełnia powyższe wymagania.

„Dbałość o naturę i środowisko, w którym żyjemy, jest dla nas szczególnie istotna – chcemy zostawić przyszłym pokoleniom czysty, ekologiczny świat. Jako producent kosmetyków skupiamy się na takich aspektach, jak np. zrównoważona gospodarka surowcowa, racjonalne gospodarowanie odpadami czy odpowiednie zużycie wody. Stawiamy na rozwój zaawansowanych badań naukowych, mając na względzie ich znaczenie w tworzeniu naszych produktów w taki sposób, aby móc zaoferować wartość dodaną otoczeniu. Wykorzystując technologie stworzone w Centrum Naukowo-Badawczym Dr Irena Eris, jesteśmy w stanie tworzyć innowacyjne rozwiązania, które podnoszą jakość życia. Jesteśmy zaangażowani w badania nad wykorzystaniem w opakowaniach surowców pochodzenia naturalnego, biodegradowalnego. Jako jedni z pierwszych w Polsce wprowadziliśmy też na rynku masowym koncept opakowania typu refill, a już teraz, w 2021 roku, realizujemy poziomy odzysku i recyklingu odpadów opakowaniowych, które Unia Europejska planuje osiągnąć w 2030 roku.” – wskazuje Joanna Łodygowska, Szef Działu Komunikacji, Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris.

Czynniki e-ryzyka

Niepokojącym aspektem e-commerce, który może znacząco wpłynąć na jego „zieloność” są zagraniczne dostawy oraz zwroty. Oba zjawiska rosną, szczególnie wśród młodszych konsumentów i, co ważne, badani e-kupujący nie widzą w nich nic złego, nawet jeśli uświadomić im, że ma to znaczny wpływ na ślad węglowy ich zakupów. Tutaj musimy zapalić „żółte światło” i zastanowić się jak przekonać konsumentów do bardziej przemyślanych zakupów oraz korzystania z lokalnych dostawców.

Po więcej informacji i danych, zapraszamy na stronę Mobile Institute, gdzie znajduje się raport do bezpłatnego pobrania https://mobileinstitute.eu/green

Inwestycyjna euforia na rynku mieszkaniowym! [Dane GUS]

Kwietniowa informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w marcu oraz pierwszym tegorocznym kwartale, prezentuje wyniki, które wskazują na rynkową euforię inwestycyjną w pełnej krasie. Trudno bowiem o bardziej adekwatne określenie statystyk pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki, wypracowane przez inwestorów w trzech pierwszych miesiącach br. 

Rozpatrując wyniki inwestycyjne pierwotnego rynku mieszkaniowego w pierwszym kwartale tego roku, trudno nie odnieść ich do zakomunikowanych niedawno statystyk sprzedaży deweloperów giełdowych za analogiczny okres. Nieoczekiwanie bowiem okazały się one jednymi z najlepszych w historii rodzimego pierwotnego rynku mieszkaniowego, ustępując pola tylko dwóm kwartałom z rekordowego roku 2017. Kontraktacja szesnastki rynkowych tuzów z wolumenem w sumie grubo ponad 7 tys. lokali przewyższyła o blisko jedną czwartą wynik z analogicznego okresu roku poprzedniego, zaznaczmy – uznanego powszechnie jako zdecydowanie udany, a więc z poprzeczką bazy zawieszoną wysoko.

Tym samym, w sytuacji ewidentnego powrotu boomu i wysokiego prawdopodobieństwa kontynuacji tendencji wysokich parametrów popytu na nowe „M”, warto popatrzeć na dane GUS z punktu widzenia perspektyw zachowania względnej równowagi popytowo-podażowej polskiej mieszkaniówki. Jej poważniejsze zakłócenie byłoby bowiem jak najgorszą przesłanką rynkową, z trudno przewidywalnymi negatywnymi konsekwencjami.

Mocny marzec w mieszkaniówce

Szczęśliwie poziom danych inwestycyjnych, na jaki pierwotny rynek mieszkaniowy dosłownie wzbił się w marcu, znakomicie windując wyniki całego pierwszego kwartału, zdaje się rozwiewać wszelkie obawy o jakiekolwiek problemy deweloperów z równoważeniem rynku w przewidywalnej przyszłości.

Jak się okazuje, pomimo trwającej pandemii wciąż zdecydowanie dobrze prezentujące się statystyki budownictwa mieszkaniowego ostatnich miesięcy, nie stanowią dla inwestorów większej przeszkody w przekraczaniu kolejnych historycznych poziomów. Pierwszy kwartał br. okazał się bowiem nieporównywalnie bardziej owocny inwestycyjnie od analogicznego okresu 2020 roku. Ten ostatni, przed rokiem, także oceniany był jak najbardziej pozytywnie. W sposób szczególny widać to w przypadku rekordowych wolumenów rozpoczętych inwestycji oraz pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym.

Inwestorzy ruszyli z budową lokali

Pełen rozruch sezonu budowlanego zaowocował zwłaszcza w marcu wynikami budzącymi prawdziwy respekt. W sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową ponad 30 tys. mieszkań, co jest rezultatem nie tylko o ponad 60 proc. lepszym od uzyskanego w marcu ub. roku, ale i historycznie rekordowym. Tym razem to zasługa zarówno deweloperów, którzy rozpoczęli budowę imponującej w skali miesiąca liczby blisko 18 tys. mieszkań, jak i inwestorów indywidualnych z rezultatem prawie 12 tys. domów.

W sumie w trzech pierwszych miesiącach 2021 roku w Polsce ruszyła budowa 63,7 tys. mieszkań i domów, o 21 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub. roku, i najwięcej w historii kwartalnych wyników krajowego rynku pierwotnego.Tab. 1 – Wyniki deweloperów mieszkaniowych – IQ2021

Co bardzo istotne, rynkową euforię inwestycyjną w pełni potwierdzają gusowskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie, w marcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano, bagatela, prawie 34 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, co jest wynikiem o ponad połowę wyższym od uzyskanego w marcu 2020 roku. Natomiast w całym pierwszym kwartale nowych pozwoleń było ogółem aż z górą 84 tys., czyli o 42 proc. więcej w relacji rok do roku.

Co ciekawe, przy wyraźnie dodatniej dynamice prezentowanej w tej kategorii danych przez inwestorów indywidualnych na poziomie około jednej czwartej, deweloperzy zaprezentowali dosłownie statystyczną eksplozję. W samym marcu uzyskali oni 23,3 tys. nowych pozwoleń – o równo dwie trzecie więcej rok do roku, natomiast w okresie styczeń – marzec zgromadzili ich już ponad 56 tys., czyli o ponad połowę więcej niż w trzech pierwszych miesiącach ub. roku.

Jest to o tyle istotna informacja, że nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. W tej sytuacji aktualny stan tego ostatniego nie wymaga komentarza.

W tym stanie rzeczy statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego w pierwszym kwartale tego roku. Jednak i w tym przypadku mamy dobre wiadomości, satysfakcjonujące dane i optymistyczne perspektywy.

W marcu było takich mieszkań w sumie 19,5 tys., czyli dość imponujące 25 proc. więcej licząc rok do roku. Nieco gorzej prezentuje się dynamika lokali oddanych do użytkowania w całym pierwszym kwartale br. Przy wolumenie 53,3 tys. daje to wynik lepszy od uzyskanego przed rokiem o 7,4 proc.

Co dalej?

Lektura aktualnej informacji GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się więc mieć wymiar niespotykanie dotąd optymistyczny, a w połączeniu z ogłoszonymi ostatnio wynikami kontraktacji deweloperów giełdowych wręcz zastanawiający.

Podstawowe dla bieżącej oceny stanu koniunktury statystyki, a więc te dotyczące nowych inwestycji i pozwoleń na budowę, nie tylko bez problemu utrzymują się na bardzo wysokich poziomach, ale ponownie wybiły do absolutnie rekordowych wartości. Tym samym wszystko wskazuje na to, że koronakryzys nie tylko nie wyrządził większych szkód w stanie koniunktury pierwotnego rynku mieszkaniowego, ale wręcz podkręcił jej parametry do dawno nie notowanych wartości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Zagrożenia i szanse dla rynku pracy w krajach Europy Środkowo-Wschodniej

Największym wyzwaniem dla pracodawców obecnych w Polsce, Czechach, Rumunii i na Węgrzech jest obecnie luka kompetencyjna oraz zachowanie elastyczności umożliwiającej szybkie dopasowanie się do zachodzących zmian. Jednogłośnie jako problematyczną określają niewystarczającą dostępność kompetencji na regionalnych rynkach oraz ogólną presję płacową. Jak wynika z raportu „How R U CEE?”, pandemia nie dokonała spustoszenia na rynku pracy i rynku nieruchomości w czterech największych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej, chociaż nie pozostała bez wpływu na perspektywy rozwoju.

Jak na pandemię zareagowały rynki pracy w Polsce, Czechach, Rumunii i na Węgrzech? Jak wpłynęła na terminowość prac deweloperów i oczekiwania ze strony najemców w czterech największych krajach Europy Środkowo-Wschodniej? Czy dla inwestorów dwie pierwsze fale pandemii objawiły się lekką zadyszką czy bardziej utratą tchu i w jakim stopniu kryzys mógł zachwiać strategiami biznesowymi? Odpowiedzi na te pytania podsuwa raport „How R U CEE?” opracowany przez agencję nieruchomości BNP Paribas Real Estate, we współpracy z Hays Poland oraz act legal Polska. Publikacja stanowi kompendium wiedzy na temat sytuacji obserwowanej w czterech krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej – prezentuje dane makroekonomiczne, sytuację na rynku nieruchomości, trendy inwestycyjne oraz perspektywę pracowników i pracodawców obecnych na poszczególnych rynkach pracy.

Rok w pandemii sporo nas nauczył. Dla wielu był rokiem zmian strategii oraz planów i to nie tylko tych zawodowych. Dotychczas w naszych raportach z cyklu „How R U CEE?” pytaliśmy kraje Europy Środkowej, jak się ma ich nieruchomościowy biznes. W ostatniej publikacji, do udziału w której zaprosiliśmy ważnych partnerów, musieliśmy zadać inne pytanie: jak przechodzicie koronawirusa i jak wpływa on na wasze działania? Zależało nam, żeby dane motywowały nas do refleksji, do lepszego wyciągania wniosków. Do zmiany. Bo właśnie od kierunku, w którym będzie zmieniał się rynek nieruchomości, rynek pracy i gospodarka w ogóle będzie zależeć przyszłość naszego regionu – mówi Patrycja Dzikowska, Head of Research & Consultancy Central & Eastern Europe, BNP Paribas Real Estate Poland.

Dwie perspektywy, cztery rynki pracy

Zawirowania związane z pandemią i wprowadzane obostrzenia wpłynęły na regionalne rynki pracy. Eksperci Hays na potrzeby raportu „How R U CEE?” przeanalizowali wpływ pandemii na aktywność specjalistów i pracodawców, mobilność pracowników, poszukiwane kompetencje, a także najbardziej atrakcyjne branże w czterech krajach Europy Środkowo-Wschodniej – Polski, Czech, Węgier i Rumunii. Przedmiotem badania była również perspektywa pracodawców, m.in. argumenty, które w nowych realiach rynkowych są pomocne w pozyskiwaniu wykwalifikowanych pracowników, plany dotyczące trybu funkcjonowania firm po pandemii, a także najistotniejsze czynniki hamujące rozwój rynku pracy w danym kraju.

Chociaż każdy rynek pracy ma inną charakterystykę, przyjmuje inną strategię walki z konsekwencjami pandemii, jest regulowany odmiennymi przepisami prawa oraz obowiązującymi standardami rekrutacyjnymi, to kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej stosunkowo dobrze poradziły sobie z konsekwencjami pandemii. Jak wynika z danych Eurostatu, wszystkie cztery kraje notują poziom bezrobocia poniżej średniej dla Unii Europejskiej, wynoszącej 7,5 proc. Najnowsze dane z lutego 2021 wykazują, że stopa bezrobocia wynosiła 3,1 proc. w Polsce (+0,1 p.p. w porównaniu z danymi za luty 2020), 3,2 proc. w Czechach (+0,4 p.p.), 4,9 proc. na Węgrzech (+1,4 p.p.) oraz 5,7 proc. w Rumunii (+1,5 p.p.). Jednocześnie wszystkie cztery kraje cieszą się zainteresowaniem potencjalnych inwestorów, co zwiększa perspektywy zatrudnienia i daje szansę na szybsze odbicie gospodarcze po kryzysie wywołanym koronawirusem.

Mimo że firmy i pracownicy wciąż ostrożniej podejmują decyzje związane z zatrudnieniem, to polski rynek pracy wykazał się odpornością na zmiany wywołane pandemią. Rok temu część pracodawców wstrzymała realizację strategii HR, jednak wraz z upływem czasu obserwujemy stały przyrost rekrutacji na stanowiska specjalistyczne. Aktualnym wyzwaniem dla pracodawców pozostaje luka kompetencji, która niesie za sobą trudności w pozyskiwaniu ekspertów z unikatowymi umiejętnościami. Niedobór kompetencji jest problemem w skali globalnej i w najbliższej przyszłości będzie motywować firmy do inwestowania w programy szkoleniowe, podnoszenie kwalifikacji, a nawet opcje przekwalifikowania dla pracowników – komentuje Marc Burrage, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Pracownicy cenią podobne aspekty zatrudnienia

Badanie wykazało, że w świetle obecnej sytuacji pracę najszybciej są w stanie zmienić Rumuni, za którymi ex aequo uplasowali się Polacy i Węgrzy. Najmniejszą gotowość do zmiany miejsca zatrudnienia zadeklarowali Czesi. Na pytanie o to, co jest główną motywacją przy zmianie pracy, respondenci we wszystkich krajach objętych badaniem najczęściej wymieniali poziom wynagrodzenia. W Polsce, Czechach i na Węgrzech o wyborze miejsca pracy poza zarobkami decydują również takie motywatory jak stabilność zatrudnienia, interesujące projekty, równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym, a także elastyczność. Nieco inaczej jest w przypadku Rumunii, gdzie pracownicy nad stabilnością zatrudnienia stawiają wyzwania i rozwój kariery zawodowej.

Najważniejsze czynniki brane pod uwagę przy zmianie miejsca pracy

Perspektywa pracowników

POLSKA CZECHY WĘGRY RUMUNIA
85% Poziom wynagrodzenia 89% Poziom wynagrodzenia 88% Poziom wynagrodzenia 74% Poziom wynagrodzenia
67% Stabilne zatrudnienie 63% Praca elastyczna 70% Stabilne zatrudnienie 57% Ciekawe projekty i wyzwania
60% Ciekawe projekty i wyzwania 61% Stabilne zatrudnienie 65% Work-life balance 56% Możliwości rozwoju kariery

Źródło: Raport BNP Paribas Real Estate, Hays Poland, act legal Polska „How R U CEE?”.

Jednym z ciekawych obszarów objętych badaniem jest również mobilność pracowników. Respondenci zostali zapytani m.in. o to, czy w momencie otrzymania atrakcyjnej oferty pracy byliby skłonni przeprowadzić się do innego regionu czy miasta w granicach obecnie zamieszkiwanego kraju. Największą otwartość na migrację zarobkową wewnątrz kraju deklarują pracownicy w Rumunii (73 proc.), natomiast najmniejszą na Węgrzech (30 proc.). W Polsce i Czechach odpowiedzi twierdzących udzieliło kolejno 43 i 45 proc. respondentów.

Polacy zapisali się na kartach historii jako naród niezwykle mobilny i skłonny do wyjazdów za pracą. Do niedawna wykazywali się jednak zupełnie odmiennym podejściem do migracji zarobkowej na terenie kraju. Bardzo często zapuszczali korzenie w mieście, w którym ukończyli edukację, pozostając niechętnymi wobec zmiany miejsca zamieszkania, nawet jeśli w innym regionie czekała na nich atrakcyjna oferta pracy. To podejście powoli ulega zmianie, o czym świadczą wyniki badania. Pozostaje jednak pytanie, czy w obliczu popularyzacji pracy zdalnej, otwartość pracowników na relokację – czy też jej brak – będzie istotna dla rekrutujących firm oraz inwestorów rozważających ulokowanie w Polsce swoich projektów.

Strategia na przyszłość

Pracodawcy w Polsce konkurują o ekspertów z cennymi kwalifikacjami i tworzą strategie HR oferujące atrakcyjne wynagrodzenia oraz możliwości rozwoju. Badanie wykazało, że zdaniem pracodawców obecnych na polskim rynku, poza wynagrodzeniem (97 proc.) to właśnie interesujące projekty (60 proc.) i praca w firmie gwarantującej rozwój zawodowy (57 proc.) odgrywają kluczową rolę w pozyskiwaniu pracowników. Jednocześnie, w cieniu pandemii najbardziej cenionymi umiejętnościami na polskim rynku pracy są kompetencje techniczne, menedżerskie oraz szeroko rozumiane umiejętności cyfrowe, odnoszące się zarówno do praktycznych i uniwersalnych zdolności, jak i wyspecjalizowanych umiejętności pracowników branży IT.

W pozostałych krajach regionu – podobnie jak w Polsce – koronawirus największe piętno odcisnął na sektorze handlu, turystyki czy hotelarstwa. Nowa rzeczywistość spowodowała, że w Czechach na czele zapotrzebowania kompetencyjnego pracodawców znaleźli się specjaliści ds. e-commerce i online marketingu, a także analitycy zajmujący się sprzedażą w kanałach internetowych. W Rumunii sektorem najbardziej odpornym na koronawirusa okazał się sektor IT, co poskutkowało wzrostem zapotrzebowania na specjalistów zajmujących się infrastrukturą informatyczną, rozwojem oprogramowania i cyberbezpieczeństwem. Podobna sytuacja ma miejsce na Węgrzech, gdzie na przestrzeni roku wzrosło zapotrzebowanie na pracowników z kwalifikacjami programistycznymi i informatycznymi, a także sprzedażowymi i inżynieryjnymi.

Eksperci Hays zapytali pracodawców również o czynniki, które ich zdaniem w największym stopniu hamują rozwój rynków pracy. Co istotne, niezależnie od specyfiki poszczególnych krajów i odczuwanych przez nie skutków pandemii, we wszystkich badanych krajach najczęściej wskazywane były dwa czynniki. Jako główne problemy pracodawcy z Polski, Czech, Rumunii i Węgier diagnozowali ograniczoną dostępność pracowników z poszukiwanymi umiejętnościami, a także ogólną presję płacową. Są to również czynniki, które biorą pod uwagę zagraniczne koncerny wybierające lokalizację dla swoich projektów inwestycyjnych.

Największe wyzwania dla pracodawców obecnych na poszczególnych rynkach pracy

Perspektywa pracodawców

POLSKA CZECHY WĘGRY RUMUNIA
69% Dostępność poszukiwanych kompetencji 68% Dostępność poszukiwanych kompetencji 50% Dostępność poszukiwanych kompetencji 63% Dopasowanie systemu edukacji do potrzeb pracodawców
56% Ogólna presja płacowa 62% Ogólna presja płacowa 50% Koszty pracy 55% Ogólna presja płacowa
51% Koszty pracy 40% Struktura rynku pracy 50% Dynamika zmian na rynku pracy 53% Dostępność poszukiwanych kompetencji

Źródło: Raport BNP Paribas Real Estate, Hays Poland, act legal Polska „How R U CEE?”.

Okiem deweloperów i inwestorów

Raport „How R U CEE?” jest przede wszystkim źródłem wiedzy na temat kondycji rynku nieruchomości. Badanie BNP Paribas Real Estate przeprowadzone wśród deweloperów i inwestorów nieruchomościowych w drugiej połowie minionego roku pokazało, że prawie połowa nie zauważyła negatywnego wpływu pierwszych miesięcy pandemii na swoje działania. Koronawirus nie zatrzymał deweloperów – 87 proc. zadeklarowało, że zamierza zakończyć projekty w terminie. Ewentualne przesunięcia miałyby natomiast wynikać ze spadku zainteresowania najemców (52 proc.), spełnienia wymogów stawianych przez banki i instytucje finansujące (36 proc.), wzrostu kosztów budowy, a w szczególności kosztów pracy i materiałów (21 proc.). Co istotne, odpowiedzi deweloperów objętych badaniem pokazują, że pandemia nie wywróciła też do góry nogami planów budowlanych.

Mimo że pandemia lżej lub mocniej zaciągnęła hamulec w wielu działaniach inwestorów na czterech największych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, to nie zatrzymała inwestycji na rynku nieruchomości. W prognozach dotyczących powrotu rynku do formy panuje umiarkowany optymizm. Największa część – 38 proc. – inwestorów przewiduje, że zajmie to więcej niż 12 miesięcy. W ocenie i przewidywaniach rynkowych graczy dotyczących warunków najmu w przyszłości da się zauważyć istotną rolę elastyczności kontraktów (29 proc.) i skracania okresu wynajmu (27 proc.).

Współautorzy raportu z act legal Polska zaznaczają, że pandemia uwypukliła problemy sektora tzw. tradycyjnych centrów handlowych. Poskutkowało to brakiem zainteresowania tego typu aktywami ze strony inwestorów, trudnościami w pozyskaniu finansowania i refinansowania oraz problemami płynnościowymi operatorów. Wyjątkiem są parki handlowe, których odporność na perturbacje związane z pandemią wynikała zarówno z faktu, że gros ograniczeń prawnych dotyczyło obiektów handlowych powyżej 2000 mkw. powierzchni sprzedaży, jak również z postrzegania parków handlowych jako bezpieczniejszego miejsca dokonywania zakupów.

W niełatwej sytuacji po pierwszych miesiącach walki z koronawirusem był też sektor biurowy. W każdym z czterech największych krajów regionu spadała liczba podpisanych umów najmu, powiększył się zasób pustostanów, a wysokość stawek czynszowych została skorygowana w dół. Eksperci act legal Polska zaznaczają, że wygranym w pierwszych potyczkach z koronawirusem okazał się sektor nieruchomości magazynowych. Intensywny rozwój tego sektora dotyczy nie tylko transakcji pozyskania lokalizacji pod inwestycje magazynowe, ale również transakcji najmu oraz sprzedaży aktywów logistycznych.

Sektor logistyczny postrzegany jest jako najbardziej atrakcyjny i perspektywiczny zarówno dla deweloperów, jak i inwestorów – mówi Marek Wojnar, Partner zarządzający współkierujący praktyką nieruchomości w act legal Polska. – Dodatkowo, prawne ograniczenia dotyczące pandemii (poza oczywistymi problemami pracowniczymi) nie dotknęły graczy z sektora logistycznego w takim stopniu, jak innych uczestników rynku nieruchomości komercyjnych. To wszystko sprawia, że inwestycje magazynowe postrzegane są jako bezpieczne – dodaje Marek Wojnar.

Blockchain jako akcelerator transformacji cyfrowej w Polsce

Niewiele ponad dekadę zajęło blockchainowi przejście od fazy eksperymentalnej do wypracowania opcji praktycznego zastosowania nowej technologii w wielu dziedzinach gospodarki. Zastosowana w 2009 r., na potrzeby obsługi bitcoina rozproszona baza danych, obecnie jest wykorzystywana m.in. w bankowości, finansach, ubezpieczeniach czy logistyce. Systematycznie pojawiają się kolejne potencjalne obszary zastosowania technologii blockchain, a Polska jest jednym z liderów rozwoju inicjatyw, mających na celu akceleracje innowacyjnych rozwiązań blockchainowych.

Blockchain to technologia, która jest wykorzystywana do bezpiecznego przechowywania oraz przesyłania informacji, układanych w sekwencje bloków danych. Jej unikalnymi cechami jest decentralizacja oraz wykorzystanie mechanizmu konsensusu, które wykluczają możliwość dokonywania jakichkolwiek zmian czy ingerencji w zapisanych informacjach w sposób niezauważony przez innych użytkowników. Co więcej, ze względu na brak centralnego serwera przechowującego dane, jest wyjątkowo skutecznie zabezpieczona przed cyberatakami.

Blockchain przestaje być eksperymentem

Korzyści ze stosowania rejestrów rozproszonych pierwszy zauważył sektor finansowy, także poza obszarem tradycyjnie i niesłusznie utożsamianym z blockchainem czyli światem kryptowalut. Branża korzysta już np. z trwałego nośnika – narzędzia opartego na tej technologii, które umożliwia przekazanie dokumentów w wersji elektronicznej w sposób zapewniający ich trwałość i nieusuwalność. W polskim sektorze bankowym, rozwiązanie wykorzystujące trwały nośnik oparty na blockchain i macierzy WORM, dostarczane przez KIR, stosują już PKO Bank Polski oraz Bank BNP Paribas. Z czasem technologię tę dostrzegły także inne branże – blockchain wykorzystuje się dziś także w ubezpieczeniach, logistyce, opiece zdrowotnej czy kulturze.

Eksperci prognozują, że w najbliższych latach będziemy obserwować intensywny rozwój blockchain.

55 proc. światowej kadry zarządzającej zaliczyło inwestycje w blockchain do pięciu najważniejszych strategicznie obszarów rozwoju, a tylko 2 proc. ankietowanych uważa, że nie będą mieć one większego znaczenia[1]. 88 proc. uczestników Deloitte’s 2020 Global Blockchain Survey uważa, że uniwersalność tego rozwiązania przyczyni się do jego upowszechnienia. Zdaniem 83 proc. ankietowanych, firmy będą wprowadzać blockchain, żeby zachować konkurencyjność. Natomiast wg PwC’s Global Blochchain Survey 2018, 84% światowych organizacji rozpoczęło, nawet w niewielkim stopniu inwestycje w ten rodzaj technologii[2].

Polska wyprzedza Europę

Pod koniec 2020 r. KIR wraz partnerami – instytucjami i firmami od lat działającymi na rzecz rozwoju polskiego sektora technologicznego, uruchomił piaskownicę blockchain, czyli platformę technologiczno-biznesową oferującą unikalne rozwiązanie dla firm, w tym startupów, zainteresowanych rozwijaniem biznesu opartego na blockchain. Sandbox Blockchain to pionierski koncept całkowicie bezpłatnego środowiska przeznaczonego do akceleracji innowacyjnych rozwiązań opartych na tej technologii.

We wrześniu ubiegłego roku Komisja Europejska ogłosiła, że do 2022 r. wraz z European Blockchain Partnership (EBP) uruchomi piaskownicę regulacyjną skoncentrowaną na kryptowalutach i blockchainie[3]. Jest to część unijnej strategii Digital Finance, której celem jest m.in. zapewnienie równych warunków działania dostawcom usług finansowych: zarówno tradycyjnym instytucjom bankowym, jak i przedsiębiorstwom technologicznym.

Komercjalizacja nowych rozwiązań to wyzwanie

Globalne zainteresowanie blockchainem spowodowało wzrost liczby firm, które budują swoje usługi z wykorzystaniem tego rozwiązania. Tylko w Polsce działa obecnie ponad 40 startupów pracujących wyłącznie nad blockchainem. Liczba ta jest jednak w rzeczywistości znacznie większa, gdyż w raportach nie uwzględnia się przedsiębiorstw, których działalność skupia się także na innych technologiach[4].

Upowszechnianie się usług opartych na blockchainie w gospodarce wymaga dopasowania komercjalizowanych rozwiązań do obowiązujących regulacji. Decydenci twierdzą, że właśnie niepewność regulacyjna to największa trudność we wdrażaniu w organizacjach tego rodzaju technologii[5]. Stanowi to nierzadko wyzwanie, zarówno dla dużych jak i małych podmiotów, które muszą ponosić duże koszty testowania swoich nowych pomysłów biznesowych.

Skuteczność narzędzi typu piaskownica jest od lat obserwowana za granicą – badania przeprowadzone na brytyjskim rynku pokazały, że uczestnictwo w piaskownicy ma pozytywny wpływ na zwiększenie pozyskiwanego kapitału od inwestorów – aż o 15%. Funkcjonowanie środowisk testowych ma znaczenie także dla zmniejszenia asymetrii w zakresie informacji oraz kosztów regulacyjnych. Autorzy badań uznali, że piaskownice mogą stać się kluczowym narzędziem politycznym do czerpania korzyści z innowacji finansowych[6].

– Wiemy, jak dużym wyzwaniem biznesowym, operacyjnym, technologicznym i kosztowym jest wprowadzenie na rynek nowego rozwiązania. KIR, jako sektorowy hub technologiczny wdrażający innowacyjne narzędzia cyfrowe, ma wieloletnie doświadczenie w tej dziedzinie i chce się nim dzielić. Dlatego w ramach Sandbox Blockchain, wraz z partnerami projektu, oprócz dedykowanego środowiska technologicznego, zapewniamy uczestnikom kompleksowe wsparcie w procesie komercjalizacji – mówi Michał Pierzgalski, Ekspert z Obszaru Rozwoju Systemów i Sektor Publiczny w KIR. Użytkownicy platformy mogą nie tylko testować swoje pomysły pod względem technologicznym, ale również wymieniać się wiedzą oraz doświadczeniami z parterami projektu.

W budowę Sandbox Blockchain, oprócz KIR włączyli się: IBM i Chmura Krajowa, którzy odpowiadają za kwestie technologiczne, PKO Bank Polski w roli akceleratora, a także Fundacja FinTech Poland i Urząd Komisji Nadzoru Finansowego wspierające projekt w kwestiach związanych z regulacjami i otoczeniem prawnym. Funkcję koordynatora pełni Fundacja KIR na Rzecz Rozwoju Cyfryzacji Cyberium. Zaangażowanie w realizację tego przedsięwzięcia firm i instytucji o strategicznym rynkowym znaczeniu jest dowodem znaczenia technologii blockchain dla rozwoju współczesnego, nowoczesnego biznesu i całej gospodarki.

Szczegółowe informacje na temat projektu Sandbox Blockchain oraz informacje o możliwości dołączenia do inicjatywy dostępne są na stronie: https://www.sandboxblockchain.pl/.

[1] https://www2.deloitte.com/content/dam/insights/us/articles/6608_2020-global-blockchain-survey/DI_CIR proc.202020 proc.20global proc.20blockchain proc.20survey.pdf

[2] https://www.pwccn.com/en/research-and-insights/publications/global-blockchain-survey-2018/global-blockchain-survey-2018-report.pdf

[3] https://ec.europa.eu/digital-single-market/en/news/european-countries-join-blockchain-partnership

[4] https://tracxn.com/explore/Blockchain-Startups-in-Poland

[5] https://www.pwccn.com/en/research-and-insights/publications/global-blockchain-survey-2018/global-blockchain-survey-2018-report.pdf

[6] https://www.bis.org/publ/work901.htm

Hakerzy używają Telegrama do dystrybucji i kontroli złośliwego oprogramowania

Liczący ponad 500 milionów użytkowników komunikator Telegram jest wykorzystywany przez hakerów do zdalnej dystrybucji nowego złośliwego oprogramowania o nazwie „ToxicEye” – informuje firma Check Point Research, która wyśledziła ponad 130 ataków realizowanych za pomocą popularnej aplikacji. W momencie zainstalowania oprogramowania na komputerze ofiary, hakerzy mogli przejąć dane użytkownika, usuwać lub modyfikować pliki, przejmować dostęp do kamery lub mikrofonu, a nawet szyfrować pliki

Telegram, platforma komunikacyjna oparta o chmurę, cieszyła się w tym roku wzrostem popularności z powodu kontrowersyjnych zmian w ustawieniach prywatności swojego rywala – WhatsApp. Telegram był najczęściej pobieraną aplikacją na świecie w styczniu 2021 r., a dzięki ponad 63 milionom instalacji i przekroczył 500 milionów aktywnych użytkowników. Rosnąca popularność rozciąga się również na społeczność cyberprzestępców, bowiem twórcy złośliwego oprogramowania coraz częściej używają Telegrama, jako gotowego systemu dowodzenia i kontroli (C&C) dla swoich szkodliwych programów.

W ostatnich trzech miesiącach Check Point Research odnotował ponad 130 ataków przy użyciu nowego wielofunkcyjnego trojana zdalnego dostępu (RAT), nazwanego „ToxicEye”. Rozpowszechniany za pomocą wiadomości phishingowych ToxicEye, w momencie zainstalowania na komputerze ofiary może przejąć dane użytkownika, usuwać lub modyfikować pliki, przejmować dostęp do kamery lub mikrofonu, a nawet szyfrować pliki. To właśnie m.in. ten typ malware’u może być obsługiwany za pomocą komunikatora Telegram.

– Wykryliśmy wzrastający trend, w którym autorzy szkodliwego oprogramowania używają platformy Telegram jako gotowego systemu dowodzenia i kontroli w celu dystrybucji złośliwego oprogramowania do organizacji. System ten umożliwia złośliwemu oprogramowaniu otrzymywanie przyszłych poleceń i operacji za pomocą usługi Telegram, nawet jeśli Telegram nie jest zainstalowany ani używany na urządzeniu. Złośliwe oprogramowanie, które wykorzystali hakerzy, można łatwo znaleźć na portalach takich jak Github. – mówi Idan Sharabi, menedżer działu R&D w Check Point Software Technologies.

Co ciekawe, Telegram jako infrastruktura C&C dla złośliwego oprogramowania po raz pierwszy został wykorzystany już w 2017 r. tzw. stealera „Masad”. Przestępcy stojący za „Masadem” zdali sobie sprawę, że korzystanie z popularnej usługi komunikatora internetowego jako integralnej części ich ataków przyniosło im szereg korzyści operacyjnych. Zdaniem ekspertów najważniejszymi cechami przemawiającymi za wykorzystaniem Telegrama są anonimowość, legalność i stabilność usługi, która nie jest blokowana przez silniki antywirusowe, a także łatwa eksfiltracja.

Uważamy, że atakujący wykorzystują fakt, że Telegram jest używany i dozwolony w prawie wszystkich organizacjach, próbując w ten sposób ominąć systemy bezpieczeństwa. – dodaje ekspert Check Pointa.
telegram2

Kolejne dobre dane

Po wczorajszych danych o produkcji przemysłowej dzisiaj zobaczyliśmy lepszy od oczekiwań odczyt sprzedaży detalicznej. Rynki przyjmują go jednak spokojnie, bo czekają na decyzję EBC.

Sprzedaż detaliczna w Polsce

Po wczorajszych dobrych danych z Polski przyszły dzisiaj kolejne odczyty. Tym razem była to sprzedaż detaliczna. Rosła ona w ciągu roku o imponujące 17,1%. Część osób podniesie oczywiście argument, że przecież punktem odniesienia jest dramatyczny marzec 2020 i początek pandemii. Rok temu sprzedaż detaliczna spadła o 7,1%. Oznacza to, że w dwa lata rosła o około 10%, co daje niemal 5% przeciętny wzrost. Nie jest to nic spektakularnego, ale pokazuje, że udało się nadrobić pandemię i powrócić na ścieżkę stabilnego wzrostu.

Czekając na EBC

Przed dzisiejszym posiedzeniem Europejskiego Banku Centralnego widać spory niepokój na rynkach. Od kilku dni inwestorzy podchodzą ostrożniej do publikowanych danych i pomimo dość wyraźnych odchyleń od oczekiwań w odczytach kursy europejskich walut są dość stabilne. Powodem jest oczekiwanie inwestorów na reakcję EBC na umocnienie się euro, które zyskało 3% względem dolara od początku miesiąca. Wątpliwe jest, żeby doszło do zmiany stóp procentowych. Wielu analityków spodziewa się natomiast werbalnych interwencji, a być może nawet zapowiedzi działań.

Kanada nie zmienia stóp procentowych

Teoretycznie analitycy byli zgodni – posiedzenie Banku Kanady miało nie wprowadzać zmian na rynku. Stopy zgodnie z tymi oczekiwaniami pozostały na niezmienionym poziomie 0,25%. Okazuje się jednak, że wielu inwestorów grało już pod ich obniżkę w okolicę 0%. Dowodem był gwałtowny ruch wzrostowy tuż po tej publikacji. Dolar kanadyjski umocnił się względem dolara amerykańskiego, będącego głównym punktem odniesienia dla tej waluty, o ponad 1%. Zmianę widać było oczywiście również względem złotówki, gdzie cena kanadyjskiej waluty podskoczyła z 3 zł do 3,03 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:45 – UE – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – UE – konferencja EBC po posiedzeniu,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Blisko 40% Polaków oczekuje od biznesu konkretnych działań związanych z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju

Polacy uważają zmiany klimatyczne za największe wyzwanie współczesnego świata, a blisko 40% z nas oczekuje od biznesu podejmowania konkretnych działań związanych z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju. Zdrowie i jakość życia (Cel 3) to – w opinii Polaków – cel Agendy, na który mamy największy wpływ. Wyniki badania Research Collective, przeprowadzonego na zlecenie CSR Consulting oraz Banku BNP Paribas w ramach partnerstwa w Kampanii 17. Celów, choć nie są zaskoczeniem, to wyraźnie pokazują, że niezbędna jest edukacja o sposobach na walkę z najważniejszymi problemami współczesnego świata. Konsumenci bowiem chcą być zaangażowani, ale potrzebują jasnych wskazówek, jak to zrobić.

Z badania zrealizowanego przez Research Collective na początku marca br. wynika, że Polacy spontanicznie za najważniejsze wyzwania współczesnego świata uznają: zmiany klimatyczne (28% respondentów), konieczność ochrony środowiska (28%.), trwającą pandemię (13%), biedę i nierówności społeczne (9%) oraz rasizm i brak tolerancji (9%).

Po zapoznaniu się z Celami Zrównoważonego Rozwoju, badani za najpilniejsze uznali te dotyczące Zdrowia i jakości życia (Cel 3), Wzrostu gospodarczego i godnej pracy (Cel 8) oraz Działania w dziedzinie klimatu (Cel 13). Z odpowiedzi wynika również, że ich zdaniem największy wpływ jako konsumenci mamy na wskazane już wcześniej Cele 3 i 13, ale w tym aspekcie pojawiają się także dwa dodatkowe cele środowiskowe: Cel 15: Życie na lądzie i Cel 12: Odpowiedzialna konsumpcja i produkcja.

Badani najgorzej oceniają działania rządu i biznesu w zakresie realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju (odpowiednio 40% i 31%), a jednocześnie w każdej z ocenianych kategorii podmiotów konsumenci często wskazują na brak wystarczającej wiedzy, aby dokonać takiej oceny (między 40 a 52% w różnych badanych grupach podmiotów).

To pierwsze takie badanie w Polsce obrazujące wiedzę, postawy i oczekiwania polskich konsumentów w odniesieniu do Agendy 2030. Pokazało ono kilka interesujących danych, które bardzo pomogą nam w planowaniu dalszych działań kierowanych po raz pierwszy właśnie do konsumentów – mówi Małgorzata Greszta Partner Zarządzająca CSR Consulting i inicjatorka Kampanii 17. Celów. Dla mnie szczególnie ciekawy jest aspekt oceny zaangażowania poszczególnych podmiotów w realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju. Niska ocena dla dwóch segmentów (rząd i biznes) pokrywa się absolutnie z oceną konsumentów na rynkach światowych i pokazuje, że nadal mamy wiele do zrobienia. Nasze szerokie partnerstwo w ramach Kampanii 17. Celów powstało właśnie po to, aby przyspieszyć szukanie i wdrażanie nowych rozwiązań na polskim rynku. Bardzo ich potrzebujemy, bo do końca realizacji Agendy 2030 zostało nam już niecałe 10 lat. Tylko 10 lat.

Polacy mało wiedzą o Agendzie 2030

Wyniki badania pokazały, że wśród Polaków świadomość pojęć tj. „Agenda 2030”, „zrównoważony rozwój”, „Cele Zrównoważonego Rozwoju” jest bardzo niska. Co prawda większość badanych osób deklaruje znajomość tych terminów, ale jest to wiedza powierzchowna i zazwyczaj ogranicza się do znajomości samego pojęcia. Najmniej rozpoznawalna jest „Agenda 2030”. W ciągu pięciu lat od przyjęcia „Agendy na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030″ faktyczna znajomość pojęć z nią związanych wynosi zaledwie 4-8% (odpowiedź „wiem bardzo dużo, interesuję się tym).

O niskiej świadomości badanych świadczy też to, jak wielu nie jest w stanie ocenić aktywności różnych podmiotów (organizacji naukowych, UE, rządów, biznesu) w zakresie realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju (w zależności od podmiotu od 28% do 40% osób wskazywało na odpowiedź „ani źle, ani dobrze”). W tym kontekście nieco zaskakujący jest odsetek osób, które nawet własnego pracodawcy nie potrafią ocenić pod kątem zaangażowania na rzecz realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju. Dotyczy to blisko połowy czynnych zawodowo osób (aż 43% badanych zaznaczyło odpowiedzi „trudno powiedzieć” oraz „ani źle, ani dobrze”). W tym samym czasie wyrażających pozytywne oceny jest prawie dwukrotnie więcej niż tych, mających odmienne zdanie (38% pozytywnych ocen versus 20% negatywnych).

Okazuje się, że ludzie nie wiedzą, co robią ich pracodawcy. Może nie są lub nie czują się o tym informowani. W Banku BNP Paribas nie tylko głośno mówimy o naszym zaangażowaniu i podejmowanych działaniach, ale też angażujemy w nie pracowników. Ważne jest, by firmy mówiły o swoich działaniach, co zaowocuje m.in. większym zaufaniem do nich – mówi Maria Krawczyńska, dyrektor Biura CSR i Zrównoważonego Rozwoju, Członek Zarządu Fundacji BNP Paribas.

Chcemy, żeby biznes robił więcej

Zapytani w badaniu konsumenci oceniali zaangażowania różnych podmiotów w realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju. Najbardziej aktywnymi podmiotami w oczach konsumentów są organizacje naukowe i badawcze, UE, obywatelskie ruchy na rzecz zmian społecznych oraz organizacje pozarządowe. Na drugim krańcu są rządy krajowe, firmy i korporacje oraz międzynarodowe instytucje finansowe. Sam biznes został oceniony nagorzej (średnia 2,6 punktu). 31% badanych ocenia zaangażowanie biznesu źle i bardzo źle, a 19 % dobrze lub bardzo dobrze. Dokładnie połowa nie jest w stanie ocenić tego zaangażowania i wskazuje odpowiedź – „trudno powiedzieć”.

Blisko 40% Polaków oczekuje od biznesu podejmowania konkretnych działań związanych z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju. 39% wskazuje konkretne projekty na rzecz Celów, a 29% tworzenie produktów i usług w odpowiedzi na wyzwania związane z celami. Kolejne grupy podkreślają edukacyjną role biznesu, w tym wobec pracowników i kampanie zachęcające społeczeństwo do działań na rzecz Celów. To bardzo jasna droga, którą może podążyć biznes.

Konsumenci nie znają pojęć, ale wiedzą jak być eko

Mimo niskiej znajomości definicji i samych pojęć badanie wskazuje, że polscy konsumenci wiedzą jak postępować proekologicznie. Większość segreguje śmieci, oszczędza wodę czy wprowadza w życie zasady zero waste. Widoczna grupa deklaruje dokonywanie racjonalnych zakupów, wybiera opakowania przyjazne środowisku, przedkłada rower nad samochód czy ogranicza spożycie mięsa. Blisko połowa co najmniej raz podjęła działania na rzecz społeczności lokalnej. Podobny odsetek co najmniej raz zaangażował się w walkę o prawa kobiet.

Część działań na rzecz zrównoważonego rozwoju już na stałe wpisała się w nasze życie i są to bardzo korzystne zmiany. Konsumenci są świadomi, że nawet drobne inicjatywy i decyzje mają sens. Jednak musi ich być więcej i powinny przybrać na sile – dodaje Maria Krawczyńska.

Na poziomie deklaracji niemal wszyscy są gotowi do działań na rzecz Celów Zrównoważonego Rozwoju. Społeczeństwo oczekuje jednak „podpowiedzi”, jak się zaangażować. Najczęściej, konsumenci nie wiedzą, co mogliby osobiście zrobić dla realizacji Celów, dlatego najwięcej osób oczekuje „konkretnej wiedzy, jakie działania mogą podjąć” (36% badanych). Dodatkowe zachęty finansowe wskazuje 28% badanych, a przykład innych 16%. Widać pewne różnice demograficzne i geograficzne. Kobiety chcą działać częściej niż mężczyźni, choć nie zawsze wiedzą jak, natomiast mężczyźni są bardziej pragmatyczni i potrzebują motywacji finansowych. Ten podział widoczny jest również wśród mieszkańców największych miast i wsi. Ci pierwsi chcieliby przede wszystkim wiedzieć jakie działania mogliby podjąć, natomiast dla mieszkańców wsi ważniejsze są zachęty finansowe.

O kampanii

Kampania 17. Celów mobilizuje polski biznes do podjęcia działań na rzecz realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju i wykorzystania szans biznesowych płynących z Agendy 2030. Prowadzona jest w szerokim partnerstwie firm i instytucji, a także jest przykładem, jak w praktyce może wyglądać międzysektorowa współpraca na rzecz Agendy 2030.

Rynek będzie się ścigać z czasem przy wdrożeniu reformy OFE

Choć reforma OFE ma, wedle projektu, wejść w życie już za kilka tygodni, wiele z jej szczegółów stoi pod znakiem zapytania. Jednym z nich jest czas, jaki Otwarte Fundusze Emerytalne będą miały na odebranie i przetworzenie korespondencji od tych klientów, którzy chcą przekazać środki do ZUS. Sejmowe zawirowania ws. daty jej wdrożenia pogłębiają niepewność. Na napięte terminy zwracają uwagę eksperci ArchiDoc, spółki zajmującej się masowym przetwarzaniem danych i dokumentów.

Kolejna planowana w Polsce reforma emerytalna zakłada likwidację Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) i przeniesie środków na Indywidualne Konta Emerytalne (IKE). Będzie przy tym pobrany podatek w wysokości 15 proc., ale w zamian zgromadzone środki będą dziedziczne. Ci którzy się na to nie zgadzają, mogą przekazać swoje środki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) – emerytura dla tych osób będzie wypłacana dożywotnio, a podatek od niej pobrany dopiero w momencie otrzymania świadczenia. Środki te nie będą dziedziczone.

Na pozór sprawa wygląda prosto: ten, kto chce, by jego środki trafiły do ZUS, musi wysłać deklarację do OFE, w którym ma otwarty rachunek. I tu zaczynają się problemy. Chętni mają na to tylko 2 miesiące, w dodatku w okresie wakacji. Wiele osób nie pamięta, w którym OFE ma zgromadzone środki. Poza tym, mogą to zrobić wyłącznie w formie papierowego dokumentu. Do 29 listopada musi on dotrzeć do OFE i zostać tam prawidłowo odczytany, przetworzony, a na jego podstawie OFE musi umorzyć składniki portfela inwestycyjnego i 1 grudnia przekazać środki do ZUS.

Wyścig z czasem

Ubezpieczyciele i firmy inwestycyjne prowadzące OFE nie są w stanie wykonać tego zadania własnymi siłami. Nie utrzymują dużego zespołu pracowników wykwalifikowanych w tej dziedzinie tylko na wypadek tego ważnego ale jednorazowego zadania. Takie podmioty jak ArchiDoc są w stanie skutecznie wykonać tę pracę, jednak muszą mieć czas na przygotowania. Z naszymi partnerami projektujemy rozwiązanie już od roku, kiedy rząd podjął pierwszą próbę reformy. Część OFE dopiero rozstrzyga przetargi i panuje duża niepewność. – mówi Konrad Rochalski, prezes ArchiDoc i dyrektor zarządzający OASIS Group w Polsce.

Ostatnie nagłe zdjęcie głosowania w tej sprawie z porządku obrad Sejmu jeszcze bardziej pogłębia niepewność.

Liczymy się z tym, że opóźnienie przyjęcia ustawy jeszcze bardziej skróci i tak napięte terminy – dodaje ekspert.

Ilu Polaków wybierze ZUS?

Pod znakiem zapytania stoi jak wielu obywateli zdecyduje się na pobieranie w przyszłości emerytury z ZUS, a co za tym idzie skala zadania przed jakim stoją OFE. A tu mogą być niespodzianki. W innej ważnej dla rządu reformie emerytalnej – powołania Pracowniczych Planów Kapitałowych – na koniec 2020 r. 70 proc. pracowników firm, w których Plany zostały prawidłowo wdrożone zdecydowało się wysłać list z rezygnacją. Pomimo faktu, że pozostanie w PPK wiąże się z dopłatami do przyszłej emerytury od pracodawców i państwa.

W tej chwili w OFE jest 15,54 mln członków. Jeśli na ZUS zdecyduje się połowa z nich, to przy założeniu, że deklaracje będą spływały równomiernie przez 2 miesiące, dziennie trzeba będzie odebrać, rozpakować, posortować i merytorycznie obsłużyć nawet 200 tysięcy listów. Oznacza to nawet kilkuset pracowników, by OFE mogły przeprowadzić ten proces.

To tylko jeden z wariantów. Rozmawiamy z wieloma OFE. Mamy przygotowanych kilka modeli, pracujemy nad nimi od ponad roku. W ostatnich latach sprostaliśmy kilku podobnym wyzwaniom tworząc nawet 300 osobowe zespoły w kilka tygodni. Przewidujemy, że większość deklaracji spłynie w ostatnich dniach i musimy być na to gotowi – wyjaśnia Konrad Rochalski.

Przyspieszenie? Diabeł tkwi w papierze

Ratunek tkwi w technologii. Ekspert zwraca jednak uwagę, że ze względu na brak ostatecznego kształtu ustawy, OFE czekały z przeprowadzeniem prac programistycznych. Pozwoliłyby one wykorzystać istniejące bazy danych i rejestry klientów, którymi dysponują Otwarte Fundusze Emerytalne, a w efekcie skrócić czas potrzebny na przetworzenie pojedynczej deklaracji. Nie było też wiadomo (i nadal nie jest) czy ustawodawca umożliwi składanie deklaracji w sposób elektroniczny, co także może przyspieszyć ich procesowanie. Jeśli ustawa wejdzie w życie 1 czerwca programiści nie zdążą wykonać tych prac.

Możemy wykorzystać technologię OCR, która pozwala na automatyczne rozpoznawanie druku w dokumentach papierowych. Musimy mieć jednak czas na jej skonfigurowanie. Wystartujemy, gdy będziemy znać cały proces, a więc dopiero, gdy poznamy ostateczny kształt przepisów. Dopuszczenie tylko formy papierowej generuje kolejną komplikację. Deklaracje papierowe, wypełniane pismem odręcznym trudno się automatyzuje a przy tym potrzeba więcej czasu na ich analizę manualną – mówi Konrad Rochalski.