Nowe projekty farmowe w portfelu Columbus Energy

Columbus Energy S.A. zwiększa swój udział w rynku farm fotowoltaicznych. Spółka w ostatnich dniach zawarła umowę na rozwój projektów farmowych o łącznej mocy 2 800 MW.

Podpisana przez Columbus Energy S.A. umowa dotyczy współpracy z zewnętrznym partnerem w zakresie różnych grup projektów farm fotowoltaicznych. Wśród nich są zarówno projekty z wydanymi warunkami przyłączenia, jak i te będące na różnym etapie rozwoju, realizowane we współpracy z innymi podmiotami. Na część projektów Columbus posiada wyłączność, a w przypadku jednej grupy ma pierwszeństwo nabycia praw do projektów. Łączna moc omawianych projektów Columbus wynosi ok. 2 800 MW.

– Zgodnie z zapowiedziami, dokonujemy znaczących inwestycji na rynku deweloperów farm fotowoltaicznych – komentuje Janusz Sterna, Wiceprezes Columbus Energy S.A. – Środki na finansowanie budowy farm pochodzą przede wszystkim z emisji Zielonych Obligacji, których kolejną transzę planujemy wyemitować jeszcze w tym kwartale. Wszystkie inwestycje traktujemy długoterminowo i zamierzamy kumulować je na bilansie firmy.

Zgodnie z podpisaną umową, Columbus będzie odpowiedzialny za weryfikację części projektów oraz wsparcie merytoryczne w ich realizacji. Spółka przeprowadzi też badanie prawne, finansowe i techniczne dokumentacji danego projektu oraz sfinansuje opłaty za jego przyłączenie do sieci elektroenergetycznej. Z kolei za zakładanie spółek celowych powołanych do realizacji projektów, pozyskiwanie praw do nieruchomości, dokumentację oraz uzyskanie wszelkich pozwoleń będzie odpowiedzialny partner Spółki.

W ramach zawartej współpracy, Columbus nabył też prawa do 7 projektów instalacji fotowoltaicznych o łącznej mocy 7 MW oraz objął 100% udziałów w 5 spółkach, realizujących projekty farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 38 MW. Projekty te projekty posiadają pozwolenia na budowę.

Rząd odpowiada Rzecznikowi MŚP w jakiej sytuacji przedsiębiorcom grozi odebranie wsparcia z tarcz, w przypadku złamania obostrzeń antycovidowych. Konieczne jest prawomocne rozstrzygnięcie

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców 30 listopada 2020 r. zwrócił się do Ministerstwa Rozwoju Pracy i Technologii o objaśnienie prawne dotyczące art. 23 ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19, zwanej potocznie jako „ustawa o dobrym Samarytaninie”. Przepis ten dotyczy skutków ewentualnego naruszania przez przedsiębiorcę ograniczeń, nakazów i zakazów związanych ze stanem epidemii i możliwości odebrania mu z tego tytułu środków pomocowych. Organ, który stwierdzi naruszenie, ma obowiązek poinformować instytucje, które udzielają pomocy o tym fakcie co skutkuje odrzuceniem wniosku przedsiębiorcy albo obowiązkiem zwrotu przez firmę już udzielonej pomocy. Przedsiębiorca ma obowiązek, składając wniosek o pomoc, złożyć pod odpowiedzialnością karną oświadczenie czy naruszył ograniczenia, nakazy i zakazy związanych ze stanem epidemii. Przepis jest tak skonstruowany, że zachodzi niejasność dotycząca momentu stwierdzenia naruszenia: czy następuje to już w momencie ukarania mandatem bądź karą administracyjną, czy w chwili po rozstrzygnięciu definitywnym (prawomocnym i ostatecznym).

W dniu 7 kwietnia 2021 r., Pan Marek Niedużak – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii, wydał objaśnienie ww. sprawie. Na szczególną uwagę zasługują trzy zagadnienia wskazane w piśmie.

Pierwszy, który zawiera wytyczne co do sposobu oceny czy w sprawie przedsiębiorca dopuścił się naruszenia ograniczeń, nakazów i zakazów w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej ustanowionych w związku z wystąpieniem stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, a wskazujący, że „«stwierdzenie naruszenia» powinno następować po przeprowadzeniu wszystkich potrzebnych czynności wynikających i dokonaniu wszechstronnej oceny dowodów (zob. zwłaszcza art. 6, art. 7, art. 7a, art. 77 i art. 81a KPA oraz art. 5 par. 2, art. 6 i art. 7 Kodeksu postępowania karnego w zw. z art. 8 KPSW, art. 95-9 KPSW)”.

Drugi dotyczy momentu, kiedy można byłoby mówić o „stwierdzeniu naruszenia” w rozumieniu art. 23 ustawy antykryzysowej: „W związku z powyższym, w opinii resortu rozwoju, pracy i technologii, argumenty natury systemowej przemawiają za przyjęciem, że «stwierdzenie naruszenia» w rozumieniu art. 23 ust. 1 i 2 ustawy antykryzysowej następuje po rozstrzygnięciu definitywnym (prawomocnym i ostatecznym)”.

Trzeci wreszcie wskazuje na konieczność stosowania zasady in dubio pro libertate: „Przy wykładni tego rodzaju przepisów należy się zaś kierować zasadą in dubio pro libertate, zgodnie z którą, w razie nie dających się usunąć wątpliwości należy przyjąć wykładnię korzystną dla przedsiębiorcy/obywatela (por. art. 11 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców oraz art. 7a KPA)”.

Rzecznik MŚP zwrócił się do Komendanta Głównego Policji, Wojewódzkich Komendantów Policji, Komendanta Stołecznej Policji, Głównego Inspektora Sanitarnego, Dyrektorów Wojewódzkich Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych, Prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju, Szefa Krajowej Administracji Skarbowej, Dyrektorów Izb Administracji Skarbowej, Dyrektorów Wojewódzkich Urzędów z prośbą o powiadomienie Powiatowych Urzędów Pracy o zapoznanie się z tezami przedstawionymi w objaśnieniach i ich uwzględnienie w celu zapewnienia jednolitego stosowania przepisów prawa.

Dane Ministerstwa Sprawiedliwości: w 2020 r. 13 tys. nowych umów o dożywocie

Z danych resortu sprawiedliwości wynika, że w 2020 roku podpisano łącznie ponad 13 tys. nowych umów o dożywocie, w wyniku których przeniesiono prawo własności nieruchomości w zamian za świadczenia pieniężne lub opiekę.[1] Z szacunków Funduszu Hipotecznego DOM wynika, że przedmiotem nowych umów zawartych w ubiegłym roku były zatem nieruchomości o wartości ok. 2,7 mld zł.[2] Statystyki prowadzone przez Ministerstwo Sprawiedliwości w większości przypadków dotyczą kontraktów zawieranych indywidualnie np. pomiędzy seniorem a jego sąsiadem. Eksperci podkreślają, że umowy podpisywane przez osoby prywatne, bez doświadczenia i wsparcia profesjonalnych instytucji czy też prawników, mogą być podstawą do nadużyć.

Resort sprawiedliwości od 30 lat gromadzi dane dotyczące umów o dożywocie. W tym okresie podpisano w Polsce blisko 170 tys. aktów notarialnych (dotyczących nieruchomości rolnych i nierolniczych) na mocy których przeniesiono prawo własności do nieruchomości w zamian za świadczenia pieniężne lub opiekuńcze. Rokrocznie liczba umów o dożywocie rośnie. W latach 2000-2010 podpisano blisko 43 tys. umów o dożywocie, ale w kolejnym dziesięcioleciu było ich już 98 tys. Największe wzrosty zanotowano m.in. w roku 2008 (54,9 proc. względem roku poprzedniego), 2011 (23,6 proc.) oraz 2015 (27,3 proc.).

– Na przestrzeni lat liczba umów dotyczących nieruchomości nierolniczych zaczęła gwałtownie rosnąć, a proporcja pomiędzy kontraktami dot. nieruchomości rolnych i nierolniczych uległa diametralnej zmianie. Spójrzmy chociażby na dane z roku 2000, w którym podpisano 1902 umów o nieruchomości rolne i 1143 umowy o nieruchomości nierolnicze. A teraz przyjrzyjmy się dysproporcji, która zaistniała w roku 2020. Liczba tych pierwszych umów to 1950, ale liczba drugich, czyli dotyczących nieruchomości nierolniczych to aż 11 536. To pokazuje dobitnie, że obecny stan prawny, mimo niedoskonałości, musi nadążać za rosnącym popytem na rentę dożywotnią – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. W tej chwili większość umów o dożywocie opiera się na przepisach Kodeksu Cywilnego, które obowiązują w polskim prawie, ale Rząd powinien stworzyć odrębne, dedykowanej tej usłudze przepisy, dlatego że te już istniejące były tworzone ponad pół wieku temu zupełnie w innym celu.

– Profesjonalny rynek hipoteki odwróconej oraz wszyscy seniorzy zasługują na dedykowane tej usłudze przepisy, które będą gwarantować im większe bezpieczeństwo zarówno na etapie doradztwa, wyliczeń dotyczących wysokości renty dożywotniej jak i samej umowy. Wciąż słyszymy w mediach o nadużyciach i wyłudzeniach w tych obszarach, co nigdy nie powinno mieć miejsca – dodaje Robert Majkowski.

Profesjonalna branża ma 1 proc. udziału w rynku

Dysproporcje dotyczą nie tylko nieruchomości rolnych i nierolniczych. Okazuje się, że profesjonalna branża zrzeszona w Związku Przedsiębiorstw Finansowych przez ostatnie dziesięć lat podpisała mniej niż 1000 umów renty dożywotniej, a to daje mniej niż 1 proc. udziału we wszystkich umowach notowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Robert Majkowski twierdzi, że Polacy są bardzo zainteresowani samą rentą dożywotnią, ale wciąż nie ufają instytucjom finansowym i wolą podpisać umowę z kimś znajomym, aniżeli z firmą. – Z nieoficjalnych informacji płynących z notariatu wynika, że co piąta tego typu umowa jest unieważniana. To bardzo duży odsetek, ale też pewien paradoks. Umowy profesjonalnych funduszy hipotecznych są obwarowane przepisami Kodeksu Cywilnego oraz Zasadami Dobrych Praktyk ustanowionymi w ramach Związku Przedsiębiorstw Finansowych, czyli instytucji zrzeszającej największe fundusze hipoteczne w Polsce. Mimo to seniorzy wybierają kontrakty z sąsiadem, rehabilitantem, księdzem, znajomą osobą lub kimś z dalszej rodziny, kto nie zawsze, mimo dobrych chęci, będzie w stanie unieść zobowiązanie finansowe polegające na wypłacaniu określonych środków pieniężnych lub świadczenia pomocy dla seniora przez 20 czy 30 lat – mówi Robert Majkowski.

Popyt będzie coraz większy. Nowe przepisy są niezbędne

W ostatnich latach obserwujemy stały i sukcesywny wzrost liczby umów o dożywocie na poziomie 8-9 proc. rocznie, co potwierdzają dane resortu sprawiedliwości. W roku 2019 wzrost ten wynosił 11,5 proc. a w 2020 było to 6,8 proc. – Analizując dynamikę wzrostów w ostatnich latach możemy prognozować, że w 2021 roku liczba takich umów będzie większa o ok. 13 proc. w stosunku do roku 2020. Trzeba podkreślić z całą stanowczością, że rynek ten nadal będzie rósł bardzo dynamicznie. Polski system emerytalny będzie coraz mniej wydolny. Zmiany demograficzne, kryzys gospodarczy wywołany pandemią, coraz mniejsza liczba młodych osób pracujących w oparciu o stałą umowę o pracę i wiele innych czynników będą pogłębiać tę niewydolność. Coraz większa liczba seniorów będzie widzieć w hipotece odwróconej, w umowie o dożywocie lub umowie renty nadzieję na to, by niewystarczające świadczenia pieniężne otrzymywane od Państwa były uzupełniane dodatkowymi środkami– mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. To powoduje, że nowe przepisy dedykowane rencie dożywotniej są konieczne. Wykres_Liczba nowych umów o dożywocie zawartych w PL od 1991 r.

[1] Dane Ministerstwa Sprawiedliwości, akty notarialne w latach 1991-2021. Źródło:
https://isws.ms.gov.pl/pl/baza-statystyczna/opracowania-wieloletnie/download,2853,1.html

[2] 13 486 umów w 2020 roku * 200 000 zł = 2,69 mld. zł wg szacunków FH DOM

Jak w sześciu krokach zaprojektować skuteczny system Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta?

Gminy nadal odpowiedzialne za zbiórkę odpadów opakowaniowych, ale zwolnione z kosztów  gospodarowania nimi, przeniesienie kosztów recyklingu opakowań i odpadów tego typu na producentów i scentralizowany system kaucyjny. To tylko niektóre z kroków, które według raportu Eunomia Research&Consulting, przygotowanego na zlecenie TOMRA, powinna podjąć Polska, aby wdrożyć efektywny system Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP). Eksperci sięgają po najlepsze doświadczenia z europejskich rynków i pokazują, jak zaprojektować ROP, by była to transakcja „win-win-win” – korzystna dla konsumentów, producentów i samorządów. Raport nie pozostawia złudzeń: jedynie właściwe rozwiązania organizacyjne pozwolą nam na efektywną realizację unijnych celów recyklingu oraz dyrektywy Single Use Plastics.

Polska, podobnie jak wiele innych krajów członkowskich UE, musi dostosować swój aktualny system Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta do nowych wymogów unijnych. Polski rząd pracuje w tym momencie nad wdrożeniem nowych przepisów prawa w tym zakresie. – Projektując ROP musimy patrzeć nie tylko na aktualne cele recyklingu na rok 2023. Pod uwagę trzeba wziąć również te, które będziemy musieli osiągnąć w kolejnej perspektywie, za kilka czy kilkanaście lat – podkreśla Anna Sapota, wiceprezes ds. relacji rządowych w Europie Północno-Wschodniej w firmie TOMRA. To ostatni dzwonek, by podjąć konkretne decyzje legislacyjne w tej sprawie. Do wdrożenia rozwiązań niezbędne jest przygotowanie wszystkich uczestników rynku, co w polskich warunkach zajmie co najmniej kilkanaście miesięcy.

Autorzy raportu przeanalizowali rozwiązania wykorzystywane z powodzeniem w kilku krajach europejskich. Przeprowadzili również warsztaty z przedstawicielami polskich gmin i producentów, aby dokładnie poznać specyfikę naszego kraju. Biorąc pod uwagę uzyskane informacje, a także wykorzystując swoje doświadczenie w projektowaniu systemów ROP oraz wiedzę na temat nowych regulacji, Eunomia zaproponowała zmiany w sześciu kluczowych obszarach, gwarantujące efektywne wdrożenie przepisów unijnych do polskiego prawa.

Po pierwsze – zbiórka

Zdaniem autorów raportu, gminy nadal powinny pozostać podmiotem odpowiedzialnym za zbiórkę odpadów opakowaniowych, jednak zostać zwolnione z kosztów gospodarowania tymi odpadami, w tym zapewnienia ich recyklingu. Istniejąca obecnie w Polsce infrastruktura i procesy udzielania zamówień są w stanie zapewnić wydajny i skuteczny system zbiórki. – Dyrektywy UE wymagają, aby przepisy krajowe nakładały pełne koszty recyklingu opakowań na producentów – mówi Andy Grant, Technical Director w Eunomii i jeden ze współautorów raportu. – Polskie prawo powinno jednak wskazywać, że dotyczy to tylko kosztów niezbędnych, aby gmina mogła prowadzić lub zakontraktować skuteczną i efektywną kosztowo usługę.

Po drugie – sortowanie

Eksperci Eunomii nie mają wątpliwości, że odpowiedzialność za sortowanie również powinna spoczywać na gminach, jednak pod pewnymi warunkami. Gminy miałyby możliwość rezygnacji z obowiązku sortowania, a wówczas przechodziłby on na organizację producentów, powiadomionych o tym z odpowiednim wyprzedzeniem. – Od podmiotów prowadzących zbiórkę należałoby wymagać dostarczania do sortowni odpadów o określonej minimalnej jakości, pod rygorem pomniejszenia płatności w przypadku niedotrzymywania wymaganego standardu. Z kolei sortownie musiałyby dostarczać, jako surowiec wtórny, materiały o jakości nadającej się do dalszego przerobu – wyjaśnia Andy Grant. – Taki system będzie odpowiednią zachętą dla producentów do modyfikowania opakowań w łańcuchu dostaw, a także rozwoju infrastruktury recyklingu.

Co ważne, polityka zamówień publicznych powinna mieć na celu wypracowanie z czasem efektywnej infrastruktury sortowania, o odpowiedniej skali i zasięgu geograficznym. Eksperci Eunomii podkreślają także, że własność recyklatów powinna należeć do producentów. Jeśli właścicielem recyklatu pozostaną gminy, trudno bowiem będzie stworzyć spójną krajową strategię inwestowania w infrastrukturę do ponownego przetwarzania.

Po trzecie – nadzór

Za recykling pozyskanych w ten sposób surowców wtórnych powinna odpowiadać jedna organizacja producentów. Autorzy raportu podkreślają, że w idealnym scenariuszu, za koordynację – w imieniu wszystkich polskich producentów – odpowiadałby jeden podmiot non-profit. Organizacja ta musiałaby podlegać regularnym audytom (zarówno pod względem finansowym, jak i tonażowym), aby uniknąć nadużyć i stale poszukiwać skutecznych dla osiągnięcia celów umów.

Po czwarte – koszty i zakres

Unijny pakiet odpadowy wymaga, aby zasada pełnego odzyskiwania kosztów netto obejmowała wszystkie opakowania. Z związku z tym, Polska powinna przerzucić koszty unieszkodliwiania frakcji tego typu odpadów na producentów. Wariant ten zachęcałby do dalszego sortowania odpadów opakowaniowych z odpadów resztkowych, co będzie konieczne do osiągnięcia przyszłych celów recyklingu odpadów komunalnych. Tym samym konsumenci nie będą już płacić za recykling opakowań poprzez opłaty dla gmin, bo koszt ten zostanie opłacony bezpośrednio przy zakupie danych produktów – tłumaczy Anna Sapota z TOMRA. – W ten sposób oddajemy decyzję w ręce konsumenta, bo to on sam, przez własne wybory, będzie miał wpływ na to, ile i jakich opakowań zostanie wprowadzonych na rynek i jakie opłaty w związku z tym będzie ponosił.

Zakres kosztów, które mają być ponoszone przez producentów, zostałby rozszerzony poza wymogi prawne — o pozycje, do których zachęca (choć nie zobowiązuje) dyrektywa ramowa o odpadach. Dotyczy to w szczególności kosztów gospodarowania pozostałymi opakowaniami wysortowanymi z odpadów resztkowych oraz kosztów uprzątnięcia wszystkich porzuconych opakowań z przestrzeni publicznej, nie tylko opakowań jednorazowego użytku z tworzyw.

Po piąte –  ekomodulacja stawek opłat producentów w ramach ROP

Ekomodulacja stawek opłat uiszczanych przez producentów powinna odzwierciedlać zarówno koszty recyklingu (w przypadku opakowań łatwo poddawanych przetwarzaniu), jak i możliwość recyklingu różnych opakowań objętych systemem. Sumę uiszczonych opłat należy przeznaczyć na pokrycie kosztów, które system ma obejmować.

Po szóste – system kaucyjny

Zgodnie z unijną dyrektywą Single Use Plastics, do 2025 roku państwa członkowskie muszą osiągnąć określone poziomy selektywnej zbiórki opakowań plastikowych po napojach – odpowiednio 77% w 2025 roku i 90% w ciągu kolejnych dwóch lat. Autorzy raportu uważają, że najwłaściwszą drogą dla osiągnięcia tych celów jest scentralizowany system kaucyjny. – Należy z całą mocą podkreślić, że systemu kaucyjnego i ROP nie można traktować rozłącznie, nie są one też systemami alternatywnymi w stosunku do siebie, ale komplementarnymi. System kaucyjny jest formą systemu ROP – zauważa Andy Grant. – Co ważne, nie da się „przełączyć” istniejącego systemu na nowe warunki bez okresu przejściowego. Dlatego im wcześniej zostaną w Polsce podjęte konkretne decyzje legislacyjne, tym dłuższy będzie okres na dostosowanie się oraz tym mniej problematyczny i kosztowny będzie proces przejścia.

Zdaniem ekspertów Eunomii, dobrze funkcjonujący system kaucyjny to doskonałe narzędzie do zwiększania poziomów recyklingu. Z tego względu rekomendują oni wykorzystywanie tej metody tak często, jak to możliwe, nie tylko dla opakowań plastikowych, ale też np. puszek aluminiowych czy butelek szklanych.

Liczy się tylko zdanie prezesa

Główne rynki przebrnęły przez poniedziałkową sesję w ciasnych zakresach wahań w oczekiwaniu na wydarzenia kolejnych dni. W nocy nieco ożywienia wprowadził James Bullard z Fed komentarzami odnośnie procesu redukcji skupu aktywów. Dziś w kalendarzu niemiecki ZEW i CPI z USA.

Umiarkowana aprecjacja dolara ujawnia się podczas wtorkowego handlu po wczorajszym bezkierunkowym przebiegu sesji. Zmiana na korzyść USD bierze się z komentarzy szefa oddziału Fed w St. Louis Jamesa Bullarda. Bullard powiedział, że choć obecnie jest za wcześnie na rozmowę o zmianach w polityce pieniężnej, to zaszczepienie 75-80 proc. społeczeństwa pozwoliłoby na rozpoczęcie debaty o redukcji tempa skupu aktywów. Dodał jednak, że decyzję o zainicjowaniu dyskusji pozostawia prezesowi Powellowi. Dwa wnioski wynikają z tej wypowiedzi. Po pierwsze według obecnych trendów wskazany poziom zaszczepienia Amerykanów może zostać osiągnięty na przełomie czerwca i lipca. To dość bliski termin w porównaniu z komentarzami prezesa Powella, że obecnie nie ma nawet dyskusji o tym, kiedy zacząć dyskusję o redukcji tempa aktywów. Ale jak wskazał sam Bullard, oprócz warunku ilościowego istotna jest decyzja samego prezesa Fed. Ponadto nie ma z góry określonego okresu czasu między startem debaty nad redukcja QE, a momentem zmniejszenia miesięcznych zakupów. Naturalnie niektórzy uczestnicy rynku mogą spróbować zbudować na tych przesłankach silniejszą argumentację dla wzrostu rentowności i pociągnięcia za tym dolara, ale bez jasnego zwrotu w stanowisku prezesa Powella wyprzedzające ruchy rynkowe wydają się bezcelowe.

Komentarz Bullarda ponadto oznacza, że należy przywiązywać mniejszą wagę do jakichkolwiek jastrzębich komentarzy płynących ze strony prezesów regionalnych oddziałów Fed. Dziś w kalendarzu dużo wystąpień członków FOMC, w tym przedstawicieli jastrzębiego skrzydła: Barkin, Mester, Bostic. Większe znaczenie maja teraz słowa prezesa Powella, który będzie przemawiał jutro w Economic Club w Waszyngtonie. Utrzymanie przez szefa Fed nacisku na wspieranie gospodarki akomodacyjną polityką i przypominanie o ryzykach dla wzrostu powinno tonować zapędy dolarowych byków.

Pozostaje jeszcze reakcja USD na dane z USA, a te publikowane w nadchodzących dniach powinny być silne. Dziś inflacja CPI mocno przyspieszy (prog. 0,5 proc. m/m) dzięki efektom bazy, z których Fed zdaje sobie sprawę i zbagatelizuje w dyskusji o zagrożeniach ucieczki inflacji. Marzec jest miesiącem przekazania Amerykanom czeków pomocowych, co zapewni wyraźny skok sprzedaży detalicznej (czwartek). Otwieranie gospodarki po okresie restrykcji dodatkowo napędzi konsumpcję. Produkcja przemysłowa (czwartek) wskaże na odbicie w marcu po spadkach miesiąc wcześniej wywołanych trudną pogodą. Silne dane będą podkreślać wyjątkowość ożywienia USA i kontrastować z borykającą się z trzecią falą strefą euro. Jest to ryzyko, które może zatrzymać EUR/USD pod 1,19. Przeciwwagą może być niemiecki indeks ZEW, gdzie wskaźnik oczekiwań powie więcej o perspektywach gospodarki w kolejnych miesiącach. Silna pozycja przemysłu, który z jednej strony korzysta na globalnym ożywieniu, a z drugiej w mniejszym stopniu jest dotknięty restrykcjami, powinien zapewniać dalszy wzrost indeksu.

Złoty osłabia się we wtorek razem z innymi walutami regionu. Niezdecydowany handel na rynkach globalnych odbiera pozytywny impet z rynków wschodzących i przynosi techniczną korektę. Możemy obserwować więcej wahań EUR/PLN w trendzie bocznym 4,52-4,55 z większym odchyleniami pod dyktando sygnałów z rynków zewnętrznych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Firmy w czasie pandemii nie chcą obniżać wynagrodzeń

W czasie pandemii COVID-19 polskie firmy wolały ograniczać koszty pozapłacowe i inwestycje niż obniżać wynagrodzenia – wynika z „Badania Polskiej Przedsiębiorczości” zleconego przez inFakt agencji ARC Rynek i Opinia. Wśród małych firm co piąta zdecydowała się podnieść płace.

Szanse i ograniczenia

Podstawowym działaniem, jakie w celu zrównoważenia budżetu w czasie pandemii podjęły zarówno mikroprzedsiębiorstwa jak i małe firmy, były redukcje kosztów (57% mikro i 62% małych przedsiębiorców) oraz ograniczenie inwestycji (35% mikro i 49% małych). – Przedsiębiorcy w czasie pandemii bardzo niechętnie szukali oszczędności, które miałyby bezpośrednio dotknąć ich pracowników – zwraca uwagę Piotr Nawrocki z firmy inFakt, kierownik badania. – Znacznie częściej poszukiwano możliwości na ograniczenie kosztów pozapłacowych. Badani wskazywali, że czują odpowiedzialność za swój personel i widać to także po planowanych na 2021 rok działaniach 38% firm chce nadal obniżać koszty, ale za wyjątkiem płac.

Rzeczywiście, obawy o powszechne zwolnienia i obniżki wynagrodzeń na szczęście się nie sprawdziły. Zarówno 80% mikro jak i małych firm przynajmniej utrzymało dotychczasowy poziom płac. Co więcej, 22% małych przedsiębiorstw zdecydowało się na przyznanie podwyżek, a 18% zwiększyło poziom zatrudnienia.

Część firm deklarowała ograniczenie inwestycji (35% mikro i 49% małych) oraz konieczność wycofania się z niektórych rynków, spowodowaną m.in. zamknięciem granic (odpowiednio: 24% i 27%), ale też widoczny odsetek ankietowanych poszukiwał nowych możliwości rozwoju firmy w czasie pandemii. I tak: 19% mikroprzedsiębiorstw oraz 16% małych firm rozpoczęło działalność w nowych obszarach. Mikroprzedsiębiorstwa częściej decydowały się na dodatkowe inwestycje, ale za to małe firmy częściej wchodziły na nowe rynki.

Niestety dla części firm lockdown i utrata przychodów oznaczały konieczność czasowego zawieszenia działalności. Na taki krok zdecydowało się 14% mikroprzedsiębiorców oraz tylko 4% małych.

Firma w internecie, czyli nie tylko praca zdalna

Pandemia spowodowała też, że firmy na bezprecedensową skalę przenosiły niektóre obszary swojej działalności do internetu. Najbardziej widocznym przykładem jest skokowy wzrost popularności pracy zdalnej, ale nie jest to oczywiście jedyny aspekt funkcjonowania przedsiębiorstw, który trafił do przestrzeni wirtualnej.

W „Badaniu Polskiej Przedsiębiorczości” 37% ankietowanych przyznało, że w ich firmach zwiększył się stopień funkcjonowania online, a najczęściej dotyczyło to utrzymywania kontaktów z kontrahentami oraz klientami (63% wszystkich badanych), komunikowania się z urzędami państwowymi (51%) oraz prowadzenia transakcji handlowych (46%). Sytuacja pandemiczna skłoniła także 27% przedsiębiorstw do przeniesienia księgowości do internetu.

Polacy są przedsiębiorczy i kreatywni, potrafią działać w niekorzystnych warunkach i pomimo trudności szybko adaptować się do zmian, o czym świadczy choćby błyskawiczne przejście w wielu firmach na pracę zdalną oraz przenoszenie kolejnych obszarów działania do internetu – podkreśla Wiktor Sarota, prezes firmy inFakt. – Widać to również po odsetku firm, które odważnie planują rozpoczęcie działalności w nowych obszarach.

Warto podkreślić, że przedsiębiorstwa mają zamiar aktywnie działać także w 2021 roku, aby odpowiednio się zabezpieczyć. 50% badanych firm zamierza w tym roku zwiększyć liczbę nowych klientów, 18% chce zainwestować w rozwiązania, które zapewnią im przewagę konkurencyjną, a 11% – znaleźć inwestora.

Kondycja sektora hotelowego po 12 miesiącach epidemii COVID-19

Sektor hotelowy, obok sektora handlowego, jest jednym z obszarów najbardziej dotkniętych skutkami pandemii. Od roku działalność hoteli przypomina falę sinusoidalną: naprzemiennie tymczasowo zamykane i otwierane dla określonych grup. Kolejne obostrzenia rządu, ograniczenia w przemieszczaniu się zarówno w ramach granic Polski, jak i podróży międzynarodowych oraz brak możliwości wcześniejszego zaplanowania urlopów czy wyjazdów służbowych, wpłynęły na drastyczne spadki poziomu obłożenia pokoi w obiektach hotelowych.

12 miesięcy z życia sektora hotelowego

Pierwsze negatywne konsekwencje epidemii COVID-19 dla polskiego rynku turystycznego pojawiły się 14 marca 2020 roku. Próby opanowania rozprzestrzeniającej się pandemii wiązały się z zamknięciem granic dla nierezydentów, drastycznym zmniejszeniem liczby międzynarodowych lotów i połączeń kolejowych, ograniczeniem funkcjonowania hotelowych części gastronomicznych i rozrywkowych, a w konsekwencji czasowym zakazem prowadzenia działalności hotelarskiej z pewnymi wyjątkami, m.in. udzielanie noclegów osobom objętym kwarantanną czy wykonującym zawody medyczne.

Batalia o powrót do względnie stabilnej sytuacji trwała do 4 maja 2020 roku, kiedy podjęto decyzję o ponownym otwarciu obiektów hotelowych w warunkach ścisłego reżimu sanitarnego. Przyniosło to jedynie nieznaczną poprawę sytuacji w sektorze, co było efektem braku możliwości planowania wyjazdów w dłuższej perspektywie czasu i tym samym zdecydowanie mniejszego ruchu turystycznego.

Kolejne zamknięcie hoteli dla turystów nastąpiło jesienią. W wyniku ponownego nagłego wzrostu zakażeń COVID-19 ograniczono działalność obszarów rozrywki ściśle powiązanych z biznesem hotelowym, takich jak baseny, siłownie, aquaparki. W dalszym ciągu negatywny wpływ na wyniki operacyjne hoteli miał znikomy udział popytu biznesowego z segmentu tak zwanego przemysłu spotkań (MICE), dla którego szczyt popularności przypadał w ubiegłych latach na miesiące jesienne. Od 7 listopada z noclegów w hotelach mogli korzystać jedynie goście podróżujący służbowo, sportowcy w trakcie zgrupowań i zawodów, osoby wykonujące zawody medyczne oraz pacjenci i ich opiekunowie. Hotelarze z niepokojem spoglądali w przyszłość z uwagi na zbliżający się okres świąteczny i późniejsze ferie, które zwłaszcza dla regionów turystycznych były niezwykle istotne w skali roku. Ich obawy okazały się słuszne, gdyż ogłoszona trwająca od 28 grudnia do 17 stycznia narodowa kwarantanna pokrzyżowała plany stęsknionych wypoczynku Polaków. Sezon zimowy i kolejne miesiące w regionach górskich nie  zrekompensowały  hotelarzom utraconych zysków z uwagi na kolejne ograniczenia, które objęły cały kraj i zaczęły obowiązywać od 20 marca 2021 roku.

Kondycja sektora hotelowego

Dynamicznie zmieniająca się sytuacja oraz związana z tym niepewność skutkowały opóźnieniami w rozpoczynaniu prac nad nowymi inwestycjami hotelowymi oraz wstrzymaniem kilkunastu budów, które były efektem utrudnionego finansowania przez instytucje bankowe.

„Pomimo sygnałów napływających na początku 2020 roku, iż banki rozważają wstrzymanie wycen hoteli do 2021, liczba zleceń na wyceny nie spadła w stosunku do lat poprzednich. Zlecenia w ciągu ostatnich miesięcy dotyczyły przede wszystkim aktualizacji wartości obiektów, na które udzielone już było finansowanie. Wycena tego typu nieruchomości w obecnej sytuacji jest bardzo skomplikowana ze względu niepewność prognoz i stale zmieniające się obostrzenia, niemniej banki oczekują aktualizacji wartości. Kluczem jest tutaj ostrożna prognoza na rok obecny i kolejne lata. Ryzyko poprawności szacunków i odzwierciedlenie sytuacji na rynku hotelowym uwzględniamy w wyższej stopie dyskonta,” – komentuje Małgorzata Krzystek, Dyrektor w Dziale Wycen w Knight Frank.

„Turbulencje sektorowe będące następstwem czasowego zamykania i otwierania obiektów hotelowych w wyniku administracyjnych obostrzeń miały decydujący wpływ na znaczący spadek jego dynamiki wzrostu. Na koniec 2020 roku w Polsce funkcjonowało 2 971 hoteli, co stanowiło 0,68% wzrost w ciągu całego roku, a dla porównania średnie tempo przyrostu liczby obiektów w latach 2017-2019 wynosiło prawie 4% rocznie. Ponad dwukrotnie spadło również tempo wzrostu liczby pokoi hotelowych, które w 2020 roku osiągnęło wartość 2,1%, podczas gdy w analogicznym okresie wyniosło 5% r/r.

Wyraźne spadki odnotowano również w obłożeniu pokoi w obiektach, które na koniec ubiegłego roku według danych GUS wyniosło średnio 29,6%, co było rekordowo niskim wynikiem dla polskiego sektora hotelowego. Zmianę widać szczególnie w porównaniu do poziomu wskaźnika obłożenia z lat 2016-2019, który to był stabilny i kształtował się średnio na poziomie 52,3%. Bezpośredniej przyczyny tak znaczących spadków wyników operacyjnych hoteli należy upatrywać w ponad dwukrotnie mniejszej względem średniej z lat 2016-2019 liczbie turystów korzystających z oferty hotelowej, która na koniec listopada ubiegłego roku wyniosła 10 765 218 osób, co bezpośrednio wynikało z ograniczeń w podróżowaniu. W poprzednich latach goście z zagranicy stanowili średnio około 26% wszystkich korzystających z hoteli, natomiast według danych GUS od stycznia do listopada 2020 roku wartość ta spadła do 14%, osiągając w maju i czerwcu rekordowo niskie średniomiesięczne wartości – odpowiednio 6% i 8%,” – dodaje Lidia Zawiła, Młodszy Konsultant w Dziale Badań Rynku w Knight Frank.

„Tempo powrotu do zadowalających przychodów będzie wyglądało inaczej w różnych segmentach rynku hotelowego. Najszybciej do wyników z 2019 roku powinny powrócić hotele ekonomiczne i resortowe, które w sytuacji kiedy mogą być otwarte nie odnotowują większych problemów z obłożeniem. W związku z oczekiwaną zmianą struktury gości, spadku popytu ze strony klientów zagranicznych, jak i podróży biznesowych, hotele zlokalizowane w dużych miastach, z dużym komponentem konferencyjnym, a w szczególności hotele z sektora 4*- 5*, znajdują się w najtrudniejszej sytuacji. Niemniej rynek wewnętrzny jest na tyle silny, że w dłuższym okresie nie powinno przełożyć się to na drastyczny spadek obłożenia.

Jak wiadomo rynek turystyczny szybko podnosi się po kryzysie i nie jest on teraz mniej atrakcyjny dla inwestorów. Pandemię traktujemy jako wydarzenie jednorazowe, a nie stałą mającą wpływ na rynek w bardzo długim okresie. Odnotowano spadki wartości, ale szacunki przychodów przyjmujemy ostrożniej tylko na najbliższe 2-3 lata, a cała prognoza na potrzeby wycen ma zazwyczaj lat 10 i nie prowadzi to do spadków rzędu kilkudziesięciu procent. W okresie pandemii nie odnotowano transakcji w obszarze nieruchomości hotelowych na rynku instytucjonalnym. Obserwowane jest duże zainteresowanie segmentem ze strony inwestorów stosujących strategie oportunistyczne, niemniej właściciele pomimo trudności nie decydują się na sprzedaż hoteli po znacznie obniżonych cenach,” – wyjaśnia Małgorzata Krzystek.

Analogicznie do sektora handlowego, na rynku hotelowym oczekuje się wzrostu stóp kapitalizacji o 100 bps. W rezultacie można się spodziewać, że najlepsze aktywa w Warszawie będą wyceniane przez inwestorów na 6%.

FPP: Zielona infrastruktura konieczna w Polsce

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) proponuje, by rząd wprowadził dedykowane pożyczki dla Jednostek Samorządu Terytorialnego, spółdzielni mieszkaniowych, wspólnot mieszkaniowych, właścicieli parkingów na budowę stacji ładowania samochodów elektrycznych typu PlugIn wraz z niezbędną infrastrukturą oraz dokumentacją.

Proponowane parametry:

  • Oprocentowanie pożyczki 0%
  • Dotacja do realizowanej inwestycji wysokości 50%
  • Maksymalna kwota do 200 tys. złotych
  • Okres finansowania do 6 lat
  • Prosty i szybki proces ubiegania się o pożyczkę

„Infrastruktura pozwalająca w odpowiednim punkcie „zatankować” elektryczne auto jest w Polsce w początkowej fazie rozwoju, a zasięg przeciętnego auta elektrycznego nie przekracza 300 kilometrów. Dla większości użytkowników pozostaje więc korzystanie z takiego samochodu w dużym mieście. Co prawda, wraz ze wzrostem liczby pojazdów rozwija się również ogólnodostępna infrastruktura ładowania, ale nadal punktów ładowania jest za mało. Pod koniec marca 2020 w Polsce funkcjonowało 1114 stacji ładowania pojazdów elektrycznych (2 067 punktów). 31% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 69% wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W ciągu ostatniego miesiąca zainstalowano 21 nowych stacji. W związku z obowiązkami nałożonymi na Jednostki Samorządu Terytorialnego przez Państwo Ustawą z dnia 11.01.2018 roku o „Elektromobilności i paliwach alternatywnych” dotyczącymi budowy infrastruktury do ładowania samochodów elektrycznych spodziewany jest duży wzrost tego typu inwestycji” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Ponadto FPP proponuje, by w związku z zapotrzebowaniem małych i średnich firm na niskoemisyjną flotę transportową utworzyć fundusz dedykowanych pożyczek na zakup samochodów elektrycznych, samochodów hybrydowych Plug In, samochodów hybrydowych, samochodów wodorowych. Głównymi odbiorcami byliby taksówkarze, małe i średnie firmy transportowe oraz firmy wykorzystujące środki transportu do bieżącej działalności (cukiernie, kwiaciarnie, sklepy spożywcze, apteki, itd.).

Na rynku zostaje tylko jeden Business Link

Od kwietnia br. z nazwy Business Link korzystać będzie już wyłącznie operator powierzchni elastycznych należący do Grupy Skanska. To kolejny element budowy strategii marki w regionie CEE, który rozpoczął się w 2017 roku, wraz z przejęciem przez szwedzką firmę.

Spółka Business Link zadebiutowała na rynku w 2014 roku jako startup oferujący młodym przedsiębiorcom dostęp do nowoczesnej infrastruktury biurowej z kompleksowym zapleczem, w postaci biur coworkingowych, sal konferencyjnych czy przestrzeni kuchenno-sanitarnej. Stała się tym samym jednym z prekursorów branży coworkingowej nad Wisłą, która w kolejnych latach przeżyła dynamiczny rozwój i na zawsze zmieniła oblicze polskiego rynku biurowego.

Od kwietnia 2017 roku właścicielem Business Link jest Grupa Skanska, która przejmując spółkę od Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości istotnie zdywersyfikowała swoje portfolio nieruchomościowe. Uzupełniła je tym samym o elastyczną i kreatywną przestrzeń biurową dostępną przez całą dobę i 7 dni w tygodniu w 5 miastach: Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu i czeskiej Pradze. W pierwotnym założeniu Business Link pozycjonował się jako nowoczesna przestrzeń biurowa, ukierunkowana do głównych motorów polskiej gospodarki – małych i średnich przedsiębiorstw, ze szczególnym uwzględnieniem startupów. Przez ostatnie cztery lata spółka, podobnie jak cały polski rynek biurowy, przeszła jednak ogromną ewolucję. Miejsce coworków, coraz mocniej zaczęły wypierać przestrzenie elastyczne, a w portfolio zamiast startupów, przybywać zaczęło dużych firm i największych globalnych korporacji. – Rosnąca popularność elastycznego najmu powierzchni biurowych widoczna jest na rynku już od dłuższego czasu, a trwająca pandemia jedynie potwierdziła efektywność tego rozwiązania. Decydując się na przestrzeń flex najemcy przede wszystkim optymalizują koszty. Magnesem są dla nich również krótkoterminowe umowy, w ramach których w dowolnym momencie firmy mogą zwiększyć lub zredukować użytkowaną powierzchnię, dostosowując ją do aktualnych potrzeb biznesowychpodkreśla Maciej K. Król i dodaje, że w najbliższych latach to właśnie przestrzenie typu flex odegrają kluczową rolę w rozwoju spółki. – Rynek biurowy najprawdopodobniej już nigdy nie wróci do „starej normalności”, w której kluczową rolę odgrywały przestrzenie coworkingowe. Przyszłość stoi pod znakiem mądrego i efektywnego zarządzania miksem biurowym, w postaci połączenia najmu długo- i krótkoterminowego. Dlatego już od dłuższego czasu oferta Business Link, w staje się integralną częścią korowej oferty Grupy Skanska, po którą klienci sięgają równolegle, a nie w ramach alternatywypodsumowuje Maciej K. Król.

Wartość gotówki i inwestycji Grupy INC wzrosła o 8,5 mln zł w Q1 2021

Wartość gotówki i inwestycji Grupy INC wzrosła o 8,5 mln zł
w I kwartale 2021 r.

Grupa kapitałowa INC, specjalizująca się w finansowaniu innowacyjnych podmiotów, opublikowała wybrane szacunkowe dane finansowe na koniec I kwartału 2021 r. Według szacunków Grupa na koniec marca br. posiadała 46,2 mln zł w środkach pieniężnych i inwestycjach krótkoterminowych. Względem końca 2020 r. jest to wzrost o 8,5 mln zł. Istotna poprawa wyników i dynamiczny rozwój to efekt konsekwentnej realizacji strategii rozwoju Grupy oraz efektywnego wykorzystania sprzyjającego otoczenia rynkowego. Celem Grupy INC jest pozyskanie dla klientów kilkudziesięciu mln zł w II kwartale.

W minionym kwartale wzrosła zarówno pozycja gotówkowa (+1,2 mln zł, do 9,6 mln zł na koniec marca br.), wartość rynkowa akcji notowanych (+5,2 mln zł, do 29,9 mln zł), jak i wartość bilansowa papierów wartościowych i udziałów nienotowanych (+2,1 mln zł, do 6,7 mln zł).

– W I kwartale 2021 r. kontynuowaliśmy dynamiczny, ale zrównoważony biznesowo wzrost. Zwiększenie wartości aktywów wynika zarówno z wzrostu kursów spółek notowanych, debiutów ubiegłorocznych inwestycji funduszu Carpathia Capital, jak i dodatnim przepływom z bieżącej działalności operacyjnej. Warto podkreślić, że wzrosła wartość posiadanej gotówki przez Grupę INC i to pomimo dokonania 7 nowych inwestycji za kwotę 1,2 mln zł. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes zarządu INC S.A.

Model biznesowy Grupy opiera się o działalność w trzech obszarach biznesowych: usługi doradcze, oferowanie instrumentów finansowych oraz inwestycje na rynku kapitałowym. Alternatywne spółki inwestycyjne z Grupy INC (INC Private Equity oraz Carpathia Capital) inwestują przede wszystkim w spółki z obszaru tzw. nowej ekonomii w tym m.in. spółki technologiczne, gamingowe, biotechnologiczne oraz OZE.

Grupa INC ma ambitne plany na cały 2021 r. W ciągu bieżącego roku chce wprowadzić na giełdę około 20 spółek. Dotychczas w 2021 r. INC S.A. jako autoryzowany doradca w debiutach na NewConnect wspierała 3 spółki, a w całym ubiegłym roku było to 6 spółek.

– Mamy ambitne plany zarówno w aspekcie wprowadzenia na giełdę nowych spółek przez INC S.A., jak i pozyskania finansowania przez Dom Maklerski INC. Naszym celem jest realizacja dla klientów ofert publicznych o wartości ponad 100 mln zł w całym 2021 r. Po I kwartale możemy pochwalić się zrealizowaniem 9 projektów, o łącznej wartości 12 mln zł. To był jednak okres przygotowywania wielu projektów, a w samym II kwartale chcemy przedstawić inwestorom oferty o wartości kilkudziesięciu mln zł. – dodaje Paweł Śliwiński.