Polskie lotniska nawet przez cztery lata będą odbudowywać ruch pasażerski. Na powrót do kondycji finansowej sprzed pandemii potrzebują jeszcze więcej czasu

– Borykamy się z największym kryzysem w branży lotniczej. Spadek ruchu jest bardzo głęboki, w połączeniach regularnych na niektórych lotniskach sięga prawie 100 proc. – mówi Artur Tomasik, prezes zarządu Związku Regionalnych Portów Lotniczych oraz Katowice Airport, i podkreśla, że minie kilka lat, zanim porty lotnicze odbudują ruch pasażerski i powrócą do kondycji finansowej sprzed pandemii. Kryzys w przewozach ominął transport towarowy. Lotnisko w Katowicach w pierwszym kwartale tego roku zanotowało w tym segmencie 30-proc. wzrost.

Jak podaje Związek Regionalnych Portów Lotniczych, w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku 13 lotnisk obsłużyło ok. 8 mln podróżnych, czyli o 15,3 mln mniej niż w analogicznym okresie 2019 roku (w całym 2019 roku podróżnych była rekordowa liczba – 30,2 mln). Najgorszy był II kwartał, który przyniósł prawie całkowite zatrzymanie ruchu lotniczego. Zakaz lotów wprowadzony wiosną obowiązywał do końca czerwca, czyli ponad 100 dni. Sezon wakacyjny w okresie pandemii pozwolił tylko częściowo odbudować ruch na lotniskach. W efekcie w trzecim kwartale 2020 roku polskie porty lotnicze obsłużyły tylko jedną trzecią liczby pasażerów z tego okresu w 2019 roku, a dodatkowo druga fala pandemii w czwartym kwartale ponownie przyniosła spadki na poziomie 90 proc.

Niektóre porty lotnicze nie obsługują obecnie żadnych połączeń w ruchu regularnym. W ujęciu rocznym spadek w tym segmencie wyniósł w 2020 roku ponad 90 proc. W ruchu czarterowym sytuacja jest różna w poszczególnych portach. W Pyrzowicach w ubiegłym roku obsłużyliśmy 60 proc. ruchu w czarterach w porównaniu z wynikiem z 2019 roku. Kryzys jest bardzo głęboki i bardzo długo będziemy z niego wychodzić – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Artur Tomasik.

W ramach ruchu regularnego i czarterowego na pyrzowickim lotnisku obsłużono w ubiegłym roku prawie 1,45 mln podróżnych, czyli o prawie 3,4 mln mniej niż w 2019 roku (-70,1 proc.). Spadek w liczbie operacji startów i lądowań samolotów był nieco mniejszy i wyniósł ok. 47 proc. – odnotowano ich 21,9 tys., czyli o prawie 19,7 tys. mniej niż rok wcześniej.

Znaczny spadek liczby operacji utrzymuje się również w pierwszych miesiącach 2021 roku. Według danych Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej na wszystkich polskich lotniskach w lutym tego roku było ich 7157, o 78 proc. mniej niż przed rokiem (31 844). Również marcowe statystyki pokazują spadki, mimo że od połowy marca ub.r. były już odczuwalne restrykcje rządu – liczba operacji w tym roku wyniosła w marcu 8017 vs. 16 248 w marcu 2020 roku (33 041 w marcu 2019 roku).

Jedyny segment lotniczych usług przewozowych, który nie ucierpiał znacznie w czasie pandemii, to transport towarowy. Urząd Lotnictwa Cywilnego podał, że w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku w polskich portach przewieziono 71,4 tys. ton cargo lotniczego, co stanowi spadek o 20,3 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 roku. Wynika on ze zmniejszenia wolumenu lotów samolotów pasażerskich, na których pokładach przewożona jest duża część cargo obsługiwanego przez polskie porty lotnicze, szczególnie do Kataru czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Liczba operacji lotniczych cargo w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku spadła jednak w stosunku do analogicznego okresu 2019 roku o zaledwie 1,5 proc.

Handel w internecie kwitnie i firmy, które w tym handlu uczestniczą, prosperują bardzo dobrze. W efekcie wykorzystywana jest także nasza infrastruktura. W Pyrzowicach w pierwszym kwartale tego roku odnotowaliśmy ponad 30-proc. wzrost w przewozach cargo. Myślę, że w innych portach, które oferują transport towarowy, jest podobnie. Na pewno po pandemii będziemy silniejsi w zakresie obsługi cargo i liczę na to, że będzie to pozytywny efekt, który pozostanie po czasach COVID-19 – zaznacza prezes Katowice Airport.

Również ubiegły rok w przewozach cargo był korzystny dla katowickiego lotniska. Przewieziono 20 375 ton frachtu, czyli o 252 tony więcej (1,2 proc.) w porównaniu z 2019 rokiem. Jednocześnie w tym segmencie odnotowano rekordowy wynik w liczbie startów i lądowań frachtowców. W 2020 roku obsłużono dokładnie 3 27 operacji samolotów cargo. Jest to wynik o 4 proc. lepszy niż w 2019 roku.

Odtworzenie ruchu pasażerskiego potrwa co najmniej dwa, trzy, może cztery lata, ale dłużej potrwa odbudowa finansów w naszych przedsiębiorstwach. Jesteśmy w bardzo głębokim kryzysie, który spowodował, że aby utrzymać działalność, musieliśmy zaciągnąć kredyty, pożyczki u swoich właścicieli, które trzeba będzie spłacać. To może potrwać nawet pięć lat – mówi Artur Tomasik.

Polskie lotniska liczą na to, że część strat uda się odbudować podczas tegorocznego sezonu letniego, bo Polacy są spragnieni podróżowania. Większość portów wystartowała już z ofertą wakacyjną.

Siatki połączeń na sezon letni szybko się odbudują, ale warunkiem jest powrót do normalności i odporność stadna uzyskana w wyniku szczepień. W Katowicach będzie dostępnych ponad 130 połączeń regularnych i czarterowych, czyli podobnie jak w 2019 roku. Myślę, że w innych dużych i średnich portach będzie analogicznie. W najgorszej sytuacji będą małe porty, które wcześniej obsługiwały do 500 tys. pasażerów. Tam siatka połączeń lotniczych będzie odbudowywana o wiele dłużej – zauważa prezes Związku Regionalnych Portów Lotniczych.

W sezonie letnim z Katowic będą latać dwie nowe linie lotnicze: grecka Lumiwings oraz ukraińska SkyUp. Mimo rozbudowanej siatki połączeń ze względu na obecną sytuację epidemiologiczną w Europie nie wszystkie kierunki będą dostępne już w momencie uruchomienia letniego rozkładu.

W Pyrzowicach stacjonuje LOT-owski dreamliner latający bezpośrednio na Dominikanę i do Meksyku. Jesteśmy jedynym portem regionalnym, w którym ruch obsługuje samolot szerokokadłubowy, co umożliwia loty bezpośrednie na dalekie dystanse – podkreśla Artur Tomasik. – Na pewno w innych portach też pojawi się sporo nowości oraz nowi przewoźnicy. To są pozytywne elementy, które wpłyną na szybkość odbudowy ruchu po trudnej covidowej sytuacji.

Od 30 marca obowiązują nowe zasady kwarantanny dla osób przekraczających polską granicę, zarówno transportem drogowym, kolejowym, jak i lotniczym. Podróżni przybywający do Polski ze strefy Schengen podlegają obowiązkowej kwarantannie, chyba że przedstawią negatywny wynik testu na COVID-19, wykonanego nie później niż 48 godzin przed przekroczeniem granicy. Z kolei przybywający spoza strefy Schengen są kierowani na kwarantannę niezależnie od wyniku takiego testu. Może ich z niej zwolnić tylko negatywny wynik testu wykonanego już w Polsce. Obowiązkowej kwarantannie nie podlegają także osoby zaszczepione.

Agnieszka Radwańska została ambasadorką wody Jurajska. W kampanii będzie zwracać uwagę na prawidłowe nawodnienie organizmu

Była tenisistka podkreśla, że marka wody Jurajska od zawsze była bliska jej sercu, ponieważ pochodzi z jej rodzinnych stron. Przyznaje, że jako mama oraz sportowiec bardzo dużą wagę przywiązuje do jakości spożywanych produktów. Woda jest podstawą codziennej diety, dlatego docenia zarówno jej skład, jak i walory smakowe. Klaudia Krupicz, senior marketing manager marki, zaznacza, że wybór Agnieszki Radwańskiej jako ambasadorki wody Jurajskiej był przemyślaną decyzją. Marka chciała związać się z osobą autentyczną, której styl życia pasuje do filozofii i głównych założeń brandu. 

– Agnieszka idealnie współgra z identyfikacją naszej marki. To pełna energii mama, która dba o zdrowie swoje oraz swoich najbliższych. Jest znana w Polsce i co ciekawe, tak jak nasza woda pochodzi z Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Jest dla nas wymarzonym ambasadorem – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Klaudia Krupicz, senior marketing manager marki Jurajska.

Kampania wody Jurajskiej z Agnieszką Radwańską rozpocznie się w ostatnim tygodniu kwietnia. Ekspertka zaznacza, że będzie to ukoronowanie ostatnich działań związanych z relaunchem marki. Wcześniejsze zmiany: nowe opakowania oraz butelka, a także wejście na rynek ogólnopolski spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem konsumentów. Przedstawiciele marki za pomocą kampanii pragną zwrócić uwagę na wyjątkowość wody Jurajskiej na tle innych dostępnych na rynku.

– Niewątpliwie największym wyróżnikiem naszej marki jest jej pochodzenie. To woda mineralna wydobywana z głębi skał Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Dzięki temu jest czysta, wolna od wszelkich zanieczyszczeń. Co ciekawe, natura tworzyła ją aż przez 10 tys. lat. W konsekwencji możemy się pochwalić unikalnym składem mineralnym i tym, że proporcje wapnia do magnezu są dokładnie takie same jak te występujące naturalnie w ludzkim organizmie – podkreśla.

Agnieszka Radwańska przez współpracę z marką Jurajska chce zwrócić uwagę, jak ważne jest prawidłowe nawodnienie organizmu. Codzienne obowiązki i dynamiczny tryb życia często sprawiają, że zapominamy o regularnym uzupełnianiu płynów.

– Kiedy grałam zawodowo w tenisa, nawodnienie było dla mnie najważniejsze. Dbałam o nie przed meczem, w jego trakcie i po nim. Podobnie jest teraz. Aby człowiek był w dobrej kondycji, musi się nawadniać. Oczywiście liczy się nie tylko ilość, ale także jakość wody, którą pijemy. Pilnuję tego zarówno u siebie, jak i u najbliższych. Lubię mieć butelki wody w aucie, w wózku czy w plecaku. Bardzo ważne, żeby mieć wodę pod ręką i pamiętać o niej – mówi Agnieszka Radwańska.

Była tenisistka otwarcie przyznaje, że bardzo się cieszy ze współpracy z marką. Rekomenduje więc picie wody, która już od dawna towarzyszy jej w codziennym życiu.

– Woda przede wszystkim musi mieć dobry skład. Dla mnie liczy się również smak, bo jeśli coś jest dobre, częściej po to sięgamy. Staram się wybierać wodę, która przede wszystkim mi smakuje. Z marką Jurajska zdecydowałam się na współpracę bardzo szybko, nie trzeba było długo mnie namawiać. Mam nadzieję, że nasza współpraca potrwa lata – tłumaczy.

Pandemia napędza zakup laptopów przez graczy. Komputery mobilne wydajnością dorównują już stacjonarnym

Rynek gamingu znacznie się zmienił pod wpływem pandemii. Sprzedaż laptopów dla graczy wzrosła w 2020 roku prawie o 27 proc. i do 2025 roku będzie stale rosła, podczas gdy komputerów stacjonarnych dla graczy sprzedaje się za to coraz mniej – wynika z raportu IDC. Zdaniem sprzedawców gracze kupują coraz droższe laptopy i stawiają na najnowsze generacje kart graficznych, które oferują już wydajność zarezerwowaną dotąd dla komputerów stacjonarnych.

– Jest dużo większe zainteresowanie droższymi sprzętami. Laptopy dla graczy, które wcześniej były kupowane, najczęściej kosztowały od 6 do 7 tys. zł. Teraz te ceny są już znacznie wyższe. Dużo więcej laptopów sprzedaje się z naprawdę mocnymi podzespołami, z możliwościami rozbudowy. Zauważyliśmy to praktycznie od samego początku pandemii – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Jarka, dyrektor sprzedaży i marketingu, członek zarządu Blue Technology.

Z raportu opublikowanego przez IDC wynika, że sprzedaż laptopów gamingowych wzrosła w 2020 roku niemal o 27 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Analitycy przewidują, że w 2021 roku rynek ten wzrośnie jeszcze o 16 proc. Jednym z głównych powodów takiego trendu jest możliwość wykorzystania laptopa gamingowego również do pracy. Autorzy raportu wskazują, że wzrosły też ceny sprzedaży takich komputerów.

– Gracze obecnie najczęściej wybierają laptopy 17-calowe z kartami graficznymi nowej generacji, ale tymi z niższej półki, czyli modelami RTX 3060. Nie są one w tym momencie dostępne w komputerach stacjonarnych, a w laptopach mamy je na miejscu praktycznie cały czas. Ceny laptopów z kartami 3060 są niższe niż komputerów stacjonarnych. Oprócz mocnej karty graficznej nowej generacji gracze poszukują też procesorów z serii Core i7 i 17-calowych ekranów. Wcześniej wybierane były laptopy 15-calowe, ale teraz przesunęło się to ku większemu rozmiarowi – wskazuje Tomasz Jarka.

O rosnącej popularności laptopów wśród graczy decydują: duża dostępność podzespołów, niższa cena zakupu, porównywalna do komputerów wydajność, ale przede wszystkim fakt, że są to urządzenia, które można łatwo ze sobą zabrać na przykład w podróż.

– Gracze często podróżują. Dużo wygodniej jest zabrać na turniej laptop niż komputer stacjonarny, do którego trzeba zabrać dodatkowo monitor i pozostałe akcesoria. Laptopy spokojnie dorównują mocą komputerom stacjonarnym, niektóre nawet je pod tym względem przewyższają – ocenia dyrektor Blue Technology, właściciela marki Hyperbook.

Z raportu IDC wynika, że sprzedaż komputerów i monitorów gamingowych do 2025 roku będzie rosła w średniorocznym tempie 5,8 proc, biorąc pod uwagę liczbę sprzedanych egzemplarzy. Segment notebooków w tym pięcioletnim ujęciu zanotuje średnioroczny wzrost sięgający 7 proc., podczas gdy w przypadku komputerów stacjonarnych będzie to spadek o 1,2 proc.

Biodruk zrewolucjonizuje medycynę. Już niedługo będzie można w ten sposób tworzyć narządy do przeszczepów

Światowy rynek biodruku w ciągu najbliższych kilku lat wzrośnie ponad trzykrotnie. Takie rozwiązania jak rusztowania wspomagające leczenie złamań czy biotusze, które posłużą do wyhodowania narządów do przeszczepów, to technologie, które już za kilka lat mogą trafić nawet do szpitali o niskim stopniu referencyjności. Technologia biodruku i druku 3D już dziś pomaga planować operacje wycięcia nowotworów czy przewidywać skutki radioterapii.

– Przyszłością druku 3D w medycynie będzie ukierunkowanie na biodruk. Nie będziemy, tak jak do tej pory, stosować materiałów sztucznych, termoplastów w celach tylko wizualizacyjnych, do planowania pewnych zabiegów. Biodruk będzie pozwalał po prostu drukować tkanki ludzkie, które mogą uzupełniać naturalne narządy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr inż. Mariusz Sobol z Wydziału Elektrotechniki, Automatyki i Informatyki Politechniki Opolskiej.

Technologia biodruku posłużyła np. naukowcom z Uniwersytetu Jiao Tong w Szanghaju do opracowania techniki wytwarzania trójwymiarowych rusztowań wspomagających leczenie złamanych kości u pacjentów z cukrzycą. Rusztowanie składa się z komórek macierzystych szpiku kostnego, morfogenicznego białka kości i makrofagów. Cukrzyca może zwiększać ryzyko złamań kości nawet o 300 proc. Wysoki poziom glukozy we krwi utrudnia też proces gojenia. Biodruk 3D pozwoli więc usprawnić proces leczenia i ułatwić dostęp do skutecznych terapii.

– Pozwoli bardziej precyzyjnie zadziałać, skrócić czas operacji. Stosując te technologie, być może nie trzeba będzie zbierać tak dużych konsyliów lekarzy, ale zaplanować taką operację w mniejszym gronie. Leczenie będzie można prowadzić nawet w mniejszym ośrodku – prognozuje dr inż. Mariusz Sobol.

Technologia biodruku jest też nadzieją transplantologii. W początkowej fazie są badania nad biotuszami mogącymi posłużyć do stworzenia struktur, na których można osadzać komórki niezbędne do tworzenia narządów do przeszczepu. Naukowcy z Uniwersytetu w Lund stworzyli biotusz, z użyciem którego będzie można odtworzyć drogi oddechowe człowieka. Z kolei pracownicy King Abdullah University of Science and Technology (KAUST) opracowali nową metodę drukowania 3D szkieletów hydrożelowych na bazie ultrakrótkich peptydów. Atrament ten będzie można wykorzystać do tworzenia hydrożeli zawierających komórki.

W transplantologii druk 3D pomaga już teraz. Inżynierom z Politechniki Opolskiej udało się stworzyć model żyły pacjenta onkologicznego. Naczynie było zajęte zmianami nowotworowymi, a trójwymiarowy model posłużył do zaplanowania operacji, tak by zminimalizować ryzyko zagrożenia życia pacjenta. Naukowcy pracują już nad kolejnymi projektami z zakresu trójwymiarowego druku.

– Ten projekt dotyczył tkanek miękkich. Obecnie pracujemy już nad projektem dotyczącym tkanek twardych, dokładniej kośćca miednicy. Jest to nowatorski projekt, w ramach którego ma powstać fantom, który będzie przydatny do badań w zakresie radioterapii pęcherza moczowego – zapowiada badacz z Politechniki Opolskiej.

Z raportu Mordor Intelligence wynika, że światowy rynek biodruku 3D był w 2020 roku wyceniany na 724 mln dol. Do 2026 roku jego wartość wyniesie niemal 2,4 mld dol.

Dlaczego złoty jest słaby?

Złoty tak bardzo się osłabił, że jego kurs wobec euro był najniższy od 12 lat. Co się do tego bardziej przyczyniło, rozczarowujące efekty w zwalczaniu pandemii czy polityka Narodowego Banku Polskiego? Słabość złotego była tym bardziej zaskakująca, że czeska korona i węgierski forint straciły znacznie mniej na wartości.

– Rzeczywiście sytuacja pandemiczna nie pomaga, inwestorzy zwracają na to coraz większą uwagę, zwłaszcza, że jeszcze przed kilkoma miesiącami przyjmowano, że epidemia dotyka wszystkich w dość podobnym stopniu, a jednak obecnie sytuacja w wielu krajach jest dużo lepsza niż w Polsce – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

– Przyczyn osłabienia złotego jest jednak więcej. Najważniejszą jest polityka NBP, który poprzez swoją retorykę przekonał rynki, że nie zależy mu na stabilnej walucie. Działania NBP to nietypowe podejście, jak na kraj, który zaliczany jest do tzw. rynków wschodzących. W tych krajach banki centralne są zwykle bardzo ostrożne, aby nie spowodować sytuacji, w której kapitał odpływa, powodując osłabienie lokalnej waluty.

– Banki centralne krajów wschodzących obawiają się, że odpływ kapitału może być gwałtowny, a potwierdzeniem takiej sytuacji było ostatnio to, co stało się z turecką lirą, gdy prezydent Turcji doprowadził do zwolnienia prezesa banku centralnego – wyjaśnia ekspert XTB.

– Turcja boleśnie doświadczyła do czego prowadzi osłabienie zaufania inwestorów. Podobnie było w kilku innych krajach, kolejnym przykładem jest Brazylia. Sytuacja polskiej waluty jest mocno niestabilna. Na koniec marca euro kosztowało 4,66 zł, a pierwsza dekada kwietnia zakończyła się kursem 4,54 zł. Dolar potaniał o ponad 17 groszy w zaledwie kilka dni, tak dobrej passy złoty nie miał od listopada ubiegłego roku. Czy jednak może ona trwać? Z jednej strony pojawia się nadzieja, że kulminacja trzeciej fali pandemii może być już za nami, a znaczne przyspieszenie tempa szczepień sprawi, że kolejnej takiej fali nie będzie. Mimo, że do normalizacji daleko, rynek zawsze próbuje dyskontować przyszłość (w tym przypadku bardziej optymistyczną). Nieco mógł pomóc komunikat RPP, która oficjalnie nie uważa już, że złoty jest zbyt mocny. Oczywiście, jest nadzieja, że sytuacja się ustabilizuje, a patrząc długoterminowo złoty był przecież niedowartościowany, jednak perspektywy, jakie są przed nami, nadal nie są dobre. W przypadku kursów walut istotne jest, że na światowych rynkach dolar nadal jest bardzo mocny. Pojawiły się też opinie, że na siłę złotego może wpłynąć orzeczenie Sądu Najwyższego dotyczące frankowiczów, którego termin ogłoszenia został przełożony.

– Uważam, że jest to argument bardzo mało istotny, z tego względu, że temat jest od dawna znany inwestorom – ocenia P.Kwiecień. – Aby wpływ sytuacji frankowiczów przełożył się na kurs złotego banki musiałyby zostać zmuszone do natychmiastowego rozwiązania większości umów i likwidacji swoich zabezpieczeń walutowych, a nie sądzę, że do tego dojdzie.

Złoty i euro zyskują, dolar w odwrocie

Polski złoty wyraźnie umocnił się w ubiegłym tygodniu i w parze z euro znalazł się najwyżej od początku marca. Walutę wspiera globalna poprawa sentymentu, słabszy dolar i oczekiwania dotyczące poprawy sytuacji epidemicznej tak w kraju, jak w Europie.
Z globalnej perspektywy jedną z ciekawszych kwestii, na których skupialiśmy się w ostatnim czasie, były zmiany rentowności obligacji skarbowych USA. Ich wyprzedaż w minionym tygodniu ustała, a rentowności zdają się stabilizować. W przypadku obligacji 10-letnich utrzymują się w przedziale 1,60–1,75%. Nie spodziewamy się, że to koniec wzrostów rentowności obligacji, ale sądzimy, że potrzebują one do wzrostu impulsu w postaci przyspieszenia dynamiki cen.

Czwartkowe posiedzenie decyzyjne Banku Centralnego Republiki Turcji zyskuje na znaczeniu po tym, jak prezydent Erdoğan zwolnił jego poprzedniego prezesa charakteryzującego się ortodoksyjnym podejściem do polityki pieniężnej. Co tyczy się odczytów z gospodarki globalnej, warto zwrócić szczególną uwagę na marcowy odczyt inflacji w USA. Zakłócenia w łańcuchach dostaw i rosnący popyt naszym zdaniem stwarzają szanse na to, że odczyt przewyższy oczekiwania.

PLN

Polski złoty zakończył miniony tydzień istotnym umocnieniem. Kurs EUR/PLN na przestrzeni kilku dni zszedł z poziomu ponad 4,60 do 4,53.

W ostatnim czasie wspominaliśmy, że słabość złotego może niedługo na krótko powrócić za sprawą planowanej uchwały Sądu Najwyższego ws. frankowiczów. Pod koniec ubiegłego tygodnia posiedzenie zostało jednak przełożone na 11 maja. Dlatego w naszej ocenie w perspektywie najbliższych trzech–czterech tygodni złoty powinien reagować głównie na zmiany globalnego sentymentu i wieści z frontu walki z pandemią w Polsce i w Europie i ma szansę na kontynuację ostatniego umocnienia.

W tym kontekście pojawia się pytanie o to, czy na wyraźną aprecjację złotego nie zareaguje NBP. Jesteśmy zdania, że interwencje są mało prawdopodobne, zwłaszcza biorąc pod uwagę oczekiwaną poprawę sytuacji gospodarczej w kraju (co redukuje potrzebę wsparcia gospodarki przez słabszy kurs), szczególnie dobrą sytuację eksportu i perspektywę wzrostu inflacji.

EUR

Ostatni tydzień przyniósł mieszane informacje ze strefy euro. Indeksy PMI doświadczyły nadzwyczaj dużej rewizji w górę, dobre były również dane o zamówieniach fabryk w Niemczech. Lutowe dane o bezrobociu były jednak gorsze niż oczekiwano. W naszej ocenie istotniejsze są jednak pierwsze wiadomości – ze względu na to, że są świeższe.

Coraz więcej wskazuje na to, że tempo szczepień w strefie euro może się istotnie poprawić. Już teraz ma to pozytywny wpływ na sentyment do euro i m.in. w tym kontekście widzimy potencjał do umacniania się wspólnej waluty. Szczególnie, że wygląda na to, że sytuacja w zakresie dolarowego pozycjonowania została znormalizowana i nie występuje znaczny nawis krótkich pozycji – w ostatnim czasie wśród spekulantów handlujących kontraktami futures powszechne stało się zamykanie krótkich pozycji na USD. Oznacza to, że amerykańska waluta w najbliższym czasie nie będzie wspierana przez ich pokrywanie.

Warto wspomnieć, że w przyszłym tygodniu w UE mają ruszyć szczepienia jednodawkową szczepionką Johnson&Johnson, co powinno istotnie przyspieszyć dotychczas niezwykle powolny proces szczepień we Wspólnocie.

USD

Przerwanie wzrostu rentowności nie jest korzystne dla dolara, który po mieszanym tygodniu doświadczył osłabienia względem większości walut G10, z wyjątkiem funta brytyjskiego. Tracił też wobec większości walut emerging markets.

Spośród drugorzędowych wskaźników ekonomicznych opublikowanych w zeszłym tygodniu w USA szczególną uwagę zwraca marcowa publikacja inflacji PPI – miary presji cenowej na poziomie hurtowym. Przyniosła ona spore zaskoczenie, pokazując znacznie wyższą od oczekiwanej przez rynek dynamikę cen, co potwierdza naszą opinię, że w USA narasta presja cenowa. Rentowności obligacji obecnie się ustabilizowały. Potencjalne zaskoczenie in plus danych o inflacji konsumenckiej w tym tygodniu może być jednak katalizatorem do kolejnego testu górnej granicy przedziału, w którym utrzymują się rentowności. Oprócz tego potencjał do wpłynięcia na amerykańską walutę w drugiej części tygodnia mają naszym zdaniem dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, które zostaną opublikowane w czwartek.

GBP

W zeszłym tygodniu szterling doświadczył presji wyprzedażowej. Walucie nie sprzyjało spowolnienie tempa szczepień związane z oczekiwanym załamaniem dostaw szczepionki AstraZeneca oraz zrewidowane lekko w dół dane PMI.

Niemniej jak dotąd w tym roku funt radzi sobie całkiem dobrze, a biorąc pod uwagę silne fundamenty i sukces programu szczepień przeciwko COVID-19 w Wielkiej Brytanii, oczekujemy, że jego słabość będzie krótkotrwała. Liczba nowych zakażeń i zgonów z tytułu COVID-19 również istotnie spadła, a dziś łagodzone są kolejne restrykcje: otwarte zostały ogródki przy pubach i restauracjach, sklepy i siłownie. Pewne zawirowania polityczne w najbliższej przyszłości mogą jednak opóźnić istotniejszą aprecjację funta – zbliżamy się bowiem do wyborów parlamentarnych 6 maja w Szkocji.

CHF

Frank szwajcarski był w zeszłym tygodniu drugą po koronie szwedzkiej najlepiej radzącą sobie walutą G10. Kurs EUR/CHF obecnie spadł poniżej poziomu 1,10, co oznacza, że frank jest najmocniejszy od początku marca.

Walutę zdaje się wspierać zarówno stabilizacja rentowności długoterminowych papierów skarbowych USA, jak i poprawa sentymentu względem Europy. Frank radzi sobie lepiej również od innej waluty safe haven – jena japońskiego, co można wyjaśnić różnicami w sytuacji epidemicznej w obu krajach. Liczba nowych przypadków zachorowań w Japonii gwałtownie wzrosła, co wywołało zaostrzenie restrykcji w Tokio, Kioto i Okinawie. W Szwajcarii zaś sytuacja jest dużo bardziej stabilna.

Uważamy, że frank szwajcarski ma przestrzeń do aprecjacji w krótkim terminie, jednak jednocześnie może być ona w pewnym stopniu ograniczona przez jego status safe haven.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Bitcoin zbliżył się do rekordowej wartości, a ethereum utrzymuje się na stałym poziomie

„Cena bitcoina wzrosła w weekend powyżej 60 000 dolarów, zbliżając się do swojego rekordu wszechczasów, dzięki zmniejszonej podaży i rosnącym popycie ze strony nowych typów inwestorów”.

„Największa na świecie kryptowaluta zanotowała wzrost ceny do 60 730 dolarów w sobotę, a dziś rano jego cena wynosi 60 132 dolarów”.

„Cena Bitcoina ponownie wzrosła dzięki wielu czynnikom, w tym nowemu popytowi ze strony inwestorów instytucjonalnych i zarządzających majątkiem, oferujących klientom ekspozycję na kryptowaluty. Tymczasem spadek rezerw na giełdzie zmniejsza podaż, ponieważ coraz więcej inwestorów przenosi walutę do własnych portfeli”.

„Niedawny wzrost stawia bitcoina nieznacznie poniżej jego rekordowego poziomu, który wynosił ponad 61 500 dolarów”. Natomiast ethereum, które pod koniec zeszłego tygodnia osiągnęło rekordowy poziom 2 151 dolarów, utrzymuje się na stabilnym poziomie blisko nowego szczytu, osiągając dziś rano wartość 2 134 dolarów”.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Czy Rosja będzie pierwszym krajem, który wprowadzi cyfrową walutę?

„Rosyjski Bank Centralny zasygnalizował, że wprowadzenie cyfrowego rubla nastąpi w 2023 r. Na wirtualnej konferencji prasowej w zeszłym tygodniu liderzy rosyjskiego banku centralnego przekazali najważniejsze informacje o planach wypuszczenia cyfrowej waluty banku centralnego (CBDC)”.

„Rosja od jakiegoś czasu zamierzała wypuścić cyfrowego rubla i spodziewała się, że do końca tego roku uruchomi wymaganą infrastrukturę, w celu przetestowania cyfrowych prototypów w 2022 r. Prowadzono dyskusje, w jaki sposób bank centralny będzie chciał ograniczyć transakcje gotówkowe, aby umożliwić płynne przejście na walutę cyfrową. Będzie to możliwe dzięki zawężeniu transakcji bezgotówkowych, aby zrównoważyć niedobory płynności po wprowadzeniu zasobu cyfrowego”.

„To posunięcie wynika ze stałej cyfryzacji rosyjskich płatności. Olga Skorobogatova, członek zarządu Banku Rosji, ujawniła, że 73 proc. transakcji w Rosji odbywa się obecnie w formie bezgotówkowej, co jest znaczącą zmianą w stosunku do kilku lat wstecz, kiedy uważano głównie gotówkę ”.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Pandemia nie zaszkodziła eksportowi kosmetyków z Polski

Krajowi producenci kosmetyków utrzymali najlepszą dynamikę eksportu w 2020 roku wśród wiodących państw Unii Europejskiej. W zeszłym roku urósł on o 7,2%, podczas gdy u liderów branży takich jak Francja, Niemcy czy Włochy zanotowano około 15% spadki. Wartość eksportu kosmetyków z Polski sięgnęła w 2020 roku 4,1 mld euro.

Eksport kosmetyków ze wszystkich krajów Unii Europejskiej w zeszłym roku spadł o prawie 10%, natomiast eksport między krajami wspólnoty zmalał o 9%. Jeszcze większy spadek zanotowano w sprzedaży produktów europejskiej branży kosmetycznej poza granice Unii, było to 10,6%. Kraje będące wiodącymi w Unii Europejskiej eksporterami kosmetyków zanotowały znaczne spadki, sięgające kilkunastu procent. Z czołowych producentów i eksporterów jedynie Polska i Holandia pozostały na plusie. To pozwala nam doganiać największych europejskich eksporterów tego asortymentu.

– Wzrost dynamiki eksportu polskich kosmetyków na poziomie 7,2% to fenomenalne osiągnięcie, szczególnie na tle największych gospodarek starego kontynentu, słynących z produkcji kosmetyków. Oczywiście musimy pamiętać o specyfice polskiego rynku kosmetycznego, gdzie liderzy branży – międzynarodowe firmy kosmetyczne – mają w Polsce swoje fabryki i gro tej sprzedaży idzie właśnie na eksport. Pandemia i zachwiany łańcuch dostaw pozwoliły polskim producentom częściowo zastąpić azjatyckich dostawców dla firm z Europy Zachodniej, które podczas tego nietypowego czasu przemodelowały swoje kanały dostaw poszukując alternatyw w Europie. Polskie firmy oferujące produkty wysokiej jakości, odpowiadające ofertą produktową na trendy konsumenckie oraz działające elastycznie w sytuacji kryzysowej świetnie wypełniły tę lukę – mówi Renata Dutkiewicz, dyrektor ds. sektora żywności i FMCG Santander Bank Polska.eksport kosmetyków

Na tak dobry wynik naszego eksportu miały wpływ także warunki makroekonomiczne i kursy walut. Jednak decydujące wydaje się dobre dopasowanie kategorii produkowanych w Polsce kosmetyków do potrzeb europejskich konsumentów, ich wysoka jakość  oraz elastyczność polskich producentów.

– Oprócz warunków makroekonomicznych, takich jak wahania kursów walut i słaby złoty, wynik eksportu w zeszłym roku to zasługa wielu zalet i decyzji firm, które prowadzą kosmetyczny biznes nad Wisłą oraz szczęśliwych splotów okoliczności. To w Polsce swoje siedziby mają największe globalne koncerny kosmetyczne, produkujące artykuły pierwszej potrzeby, popularne niezależnie od pandemii, tj. kosmetykę białą – mydła, żele, całą pielęgnację. To nasz rynek jest jednym z najbardziej konkurencyjnych i innowacyjnych w Europie. To polscy przedsiębiorcy mają unikalny know-how, często ponad 30-letnie doświadczenie i specjalizację w rozwijaniu portfolio produktów do pielęgnacji twarzy i ciała. To wszystko pozwala elastycznie i zwinnie reagować na niespodziewane zwroty akcji – mówi Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Firma Euromonitor International prognozuje, że polski rynek kosmetyków jest obecnie szóstym co do wielkości w Europie, a jego wartość przekracza 18 mld PLN.

Polski eksport ciągle rośnie

Eksport kosmetyków z Polski rośnie nieprzerwanie od 2005 roku. Jego wartość w ciągu ostatnich 15 lat wzrosła z 0,8 mld EUR w 2005 roku do 4,1 mld EUR na koniec 2020 roku. Skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) eksportu kosmetyków dla lat 2005-2020 wyniósł 11,7%. Na przestrzeni lat zmienili się nasi główni partnerzy handlowi, spadło znaczenie rynku rosyjskiego, w 2005 było to prawie 25% eksportu, obecnie jest to 8%. Coraz ważniejszym partnerem są za to Niemcy, które w ciągu ostatnich 10 lat stały się głównym odbiorcą naszych kosmetyków, z 18% udziałem w eksporcie.eksport kosmetyków 2

Coraz mniej mieszkań w ofercie deweloperów. Ceny idą w górę!

Marzec był kolejnym miesiącem, w którym eksperci GetHome.pl odnotowali spadek liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich przy jednoczesnym wzroście cen metra kwadratowego. Osoby, które wytrwale czekają na spadki znów mogą czuć się zawiedzione.

Popyt

Nowe mieszkania wciąż rozchodziły się jak świeże bułeczki. W 10 analizowanych przez nas miastach deweloperzy sprzedali łącznie przeszło 6,3 tys. mieszkań. Tradycyjnie najwięcej – 2048 – znalazło nabywców w Warszawie. Warto podkreślić, że wysoka sprzedaż warszawskich deweloperów utrzymuje się kolejny miesiąc.Wykres 1 – Mieszkania sprzedane

Jednak na szczególną uwagę zasługuje sytuacja w Krakowie i Gdańsku, bo w tych miastach marcowa sprzedaż była dwukrotnie wyższa niż w lutym. W  stolicy Małopolski klienci firm deweloperskich zdecydowali się na zakup aż 1139 mieszkań, zaś w Gdańsku – 777.

Popyt wciąż napędzają niskie stopy procentowe. Jedni kupujący traktują mieszkania jako bezpieczną lokatę dla swoich oszczędności w sytuacji, gdy oprocentowanie lokat nie chroni ich nawet przed skutkami inflacji. Inni wykorzystują fakt, że kredyty mieszkaniowe są rekordowo tanie, a banki nie stosują nadmiernych ograniczeń.

Biuro Informacji Kredytowej (BIK) podało, że w lutym banku udzieliły ok. 19,8 tys. kredytów mieszkaniowych, czyli minimalnie więcej niż przed rokiem.Wykres 2 – Kredyty mieszkaniowe

Jednak w kolejnych miesiącach prawdopodobny jest duży wzrost akcji kredytowej. Wskazuje na to rosnąca liczba złożonych wniosków. W marcu o kredyt mieszkaniowy wnioskowało ok. 56,1 tys. potencjalnych kredytobiorców, czyli o 35% więcej niż przed rokiem. W porównaniu do lutego, liczba wnioskujących wzrosła o 19%.

Podaż

Niestety, w marcu deweloperzy nie zareagowali na rosnący popyt odpowiednio dużym zwiększeniem podaży mieszkań. W 10 analizowanych przez nas miastach do sprzedaży trafiło łącznie niespełna 4,1 tys. lokali.

Mniejszą od sprzedanych liczbę mieszkań wprowadzonych na rynek odnotowaliśmy niemal we wszystkich miastach. Wyjątkiem jest Lublin, w którym deweloperzy najwyraźniej się rozkręcają.  Wskazują na to dane GUS. W okresie styczeń-luty 2021 r. rozpoczęli oni budowę w tym mieście 804 mieszkań. W analogicznym okresie przed rokiem było ich tylko 356.

Niepokoić może zaledwie 20 mieszkań wprowadzonych w marcu do sprzedaży w Poznaniu. Czy w kolejnych miesiącach będzie ich więcej? Wygląda na to, że tak. GUS podaje, że w pierwszych dwóch miesiącach tego roku poznańscy deweloperzy rozpoczęli budowę 2417 mieszkań, czyli pięciokrotnie więcej niż przed rokiem w tym samym czasie. Mniejszą w porównaniu z lutym podaż odnotowaliśmy także Bydgoszczy i Szczecinie.Wykres 3 – Mieszkania wprowadzone

Czy podobnie jak w Poznaniu optymizmem mogą napawać statystyki budowlane? Niestety, na ryzyko znacznego zmniejszenia podaży wskazują dane GUS dla Warszawy. W styczniu i lutym deweloperzy rozpoczęli tu budowę zaledwie 1755 mieszkań, co jest wynikiem niemal o połowę gorszym od ubiegłorocznego. Poprawy sytuacji trudno też oczekiwać w Szczecinie.Wykres 4 – Mieszkania rozpoczęte

Oferta

Marzec był więc kolejnym miesiącem, w którym odnotowaliśmy spadek liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich. Najmocniej skurczyła się ona w Warszawie. Pod koniec lutego deweloperzy oferowali tu ok. 9,6 tys. mieszkań, zaś pod koniec marca – nieco ponad 9,1 tys.

Mniejszy niż miesiąc wcześniej wybór lokali mieli nabywcy w Krakowie, Gdańsku, Łodzi, Poznaniu i Szczecinie. Oferta wzrosła zaś nieznacznie we Wrocławiu.Wykres 5 – Mieszkania w ofercie

Ceny

Ci, którzy czekają na spadek cen mieszkań znów mogą się czuć zawiedzeni. W marcu średnie ceny mieszkań w ofercie firm deweloperskich wzrosły we wszystkich analizowanych przez nas miastach. Najmocniej, bo aż o ponad 3%, średnia wzrosła w Gdańsku i Wrocławiu. W innych miastach podwyżki oscylowały w granicach od 0,3% (w Krakowie) do ponad 2,5% (w Bydgoszczy i Szczecinie). W Warszawie średnia minimalnie spadła z 10762 do 10695 zł za m kw. , czyli o ok. 0,6%.

Pamiętajmy jednak, że sytuacja na rynkach mieszkaniowych jest dynamiczna. W zależności od dnia, w którym dokonamy pomiaru, te średnie mogą się nieco różnić.Wykres 6 – Średnie ceny mieszkań

W analizach wykorzystujących średnią cenę mieszkań trzeba uwzględnić zmieniającą się strukturę cenową mieszkań. Np. we Wrocławiu podwyżka średniej była duża ze względu na wzrost udziału w ofercie deweloperów drogich jak na ten rynek mieszkań w cenie powyżej 10 tys. zł za m kw. Z kolei w Krakowie średnia ceny ofertowej praktycznie się nie zmieniła, bo deweloperzy zaczęli wprowadzać do sprzedaży więcej mieszkań w przedziale cenowym 8-10 tys. zł za m kw., a więc poniżej średniej.

Analizowanie zmian w strukturze cenowej mieszkań utrudnia fakt, że deweloperzy często nie ujawniają cen oferowanych mieszkań w portalach ogłoszeniowych. Na podstawie danych, którymi dysponujemy możemy jednak stwierdzić, że najpewniej wskutek wzrostu kosztów budowy, a przede wszystkim cen gruntów budowlanych, w analizowanych przez nas miastach kurczy się oferta mieszkań w cenie do 7 tys. zł za m kw. Znalezienie mieszkania z ceną poniżej 5 tys. zł za metr graniczy zaś z cudem.

W marcu mniej niż w lutym wprowadzonych zostało na rynek mieszkań z ceną poniżej 8 tys. zł za m kw.  Oczywiście są wyjątki, np. w Łodzi i Lublinie w sprzedaży pojawiło się duża pula mieszkań w cenie 6-7 tys. zł za m kw., a w Lublinie, Gdańsku, Warszawie i Wrocławiu – w przedziale cenowym 7-8 tys. zł za metr.

W Krakowie i Warszawie największy przyrost liczby mieszkań w nowych inwestycjach deweloperskich zaobserwowaliśmy w przedziale cenowym 8-10 tys. zł za m kw. Ponadto we Wrocławiu i Gdańsku na rynek trafiło sporo mieszkań z ceną metra kwadratowego w granicach 10-15 tys. zł. To właśnie te mieszkania powodują wzrost średniej.   Wykres 7 – Struktura cenowa

Mamy też i dobrą wiadomość dla potencjalnych nabywców. Najwięcej wprowadzonych w marcu na rynek mieszkań, to lokale dwu- i trzypokojowe, na które jest największy popyt. W ofercie deweloperskiej jest ich wciąż najwięcej.

Komentarz eksperta

Marek Wielgo, ekspert GetHome.pl

Chętnych na zakup nowych mieszkań nie brakuje. Skuteczną „szczepionką” przeciwko COVID-19 okazały się niskie stopy procentowe. Problem w tym, że deweloperzy nie nadążają z podażą. Np. w Warszawie wprowadzili w marcu do sprzedaży ok. 1,3 tys. mieszkań. Cieszy, że było ich dwukrotnie więcej niż w lutym. Niepokoi, że było ich znacznie mniej niż sprzedanych. Oferta wciąż jest spora. Jednak ci, którzy planują zakup nowego mieszkania muszą się liczyć z tym, że dolna granica cen będzie się przesuwała w górę.