Do 2030 r. w Europie może brakować ponad 4 mln pracowników medycznych

Jak wynika z raportu „Digital transformation: Shaping the future of European healthcare” firmy doradczej Deloitte, jakość i zakres dostępnych usług ochrony zdrowia poprawia się przy jednoczesnym wzroście skali i złożoności potrzeb systemów opieki medycznej. Pandemia spowodowała nie tylko konieczność daleko idących zmian w tym zakresie, ale przyspieszyła przynajmniej o dekadę tempo cyfryzacji systemu zdrowotnego.

Jak pokazują dane statystyczne, w 2019 r. w Europie żyło ponad 200 mln osób w wieku 65 lat i więcej. Wraz z wydłużeniem się trwania życia Europejczyków wydłuża się też okres, w którym doświadczają problemów zdrowotnych i wymagają bardziej intensywnej opieki medycznej. Dzieje się to po osiągnięciu mniej więcej 64. roku życia i trwa średnio przez kolejnych 17 lat, a trzeba zaznaczyć, że ponad 50 mln ludzi w UE cierpi na więcej niż jedną przewlekłą chorobę. Według szacunków ekspertów Deloitte, większość europejskich państw doświadcza spadku liczby łóżek szpitalnych w przeliczeniu na 1000 mieszkańców. Dodatkowo, ok. jedna trzecia pracowników systemu ochrony zdrowia rozważa rezygnację i odejście z pracy, a już teraz 19 krajów boryka się z problemem niedostatków siły roboczej w swoich systemach opieki zdrowotnej. Jak wynika z raportu, do 2030 r. zabraknie nawet 4,1 mln specjalistów z zakresu medycyny w Europie.

Zastosowanie w systemie usług zdrowotnych i opiekuńczych, przemyślanych oraz efektywnych kosztowo rozwiązań cyfrowych jest konieczne, aby ograniczyć nierówności w zakresie dostępu do tego systemu i poprawić byt obywateli. Główne wyzwania w tym sektorze dotyczą złożoności poszczególnych rozwiązań systemowych, różnych modeli ich finansowania, a także konieczności uwzględnienia poglądów i zaspokojenia potrzeb wielu interesariuszy – mówi Krzysztof Wilk, partner associate w dziale doradztwa podatkowego w Deloitte Polska.

Luka cyfrowa

Jak wynika z raportu Deloitte, w całej Europie rośnie rozbieżność pomiędzy zapotrzebowaniem na opiekę zdrowotną a dostępnością personelu i innych zasobów, jak również świadomość, że transformacja cyfrowa ma zasadnicze znaczenie dla wypełnienia tej luki. Respondenci zapytani o wyzwania w obliczu pandemii COVID-19, najczęściej wskazywali na ograniczenia wynikające z biurokracji (57,4 proc.), koszty nowych rozwiązań technologicznych (50,3 proc.) oraz czasochłonność ich wdrożenia i jak najlepszego dopasowania do konkretnej sytuacji (49 proc.)

Badania pokazują, że chociaż podmioty świadczące usługi opieki zdrowotnej korzystają z coraz większej liczby systemów i usług opartych na technologii, skala ich wdrażania oraz rodzaje i możliwości technologii cyfrowych różnią się znacznie w poszczególnych krajach Europy. Zarówno Komisja Europejska, jak i poszczególne kraje zainicjowały liczne działania mające na celu wsparcie transformacji cyfrowej. Chociaż postępy są widoczne, dojrzałość cyfrowa służby zdrowia różni się zarówno w obrębie poszczególnych krajów, jak i pomiędzy nimi.

Technologiczne wykluczenie nie służy zdrowiu

Coraz więcej ludzi w Europie pragnie aktywnie uczestniczyć w wyborze najlepszych dla siebie usług oraz zarządzać własnymi danymi medycznymi, a także decydować, kto i kiedy ma w nie wgląd. Choć rosnąca liczba pacjentów korzysta z nowoczesnych rozwiązań telemedycznych, nadal duże grono chorych jest zagrożone cyfrowym wykluczeniem – czy to z powodu braku umiejętności, czy też ze względu na niewystarczający rozwój infrastruktury technicznej: 80 mln Europejczyków nie ma dostępu do Internetu, a 28,9 proc. brakuje podstawowych kompetencji informatycznych Jak wynika z raportu, konieczne jest, więc podjęcie działań edukacyjnych, pozwalających na powszechniejszy i bardziej zrozumiały dostęp do cyfrowych systemów zdrowotnych. Najbardziej narażone na niemożność efektywnego korzystania z nowoczesnych systemów ochrony zdrowia są osoby starsze, z terenów wiejskich lub zamieszkujące lokale socjalne, gorzej zarabiające i z niepełnosprawnościami.

Z badania Deloitte przeprowadzonego w 2019 roku na grupie 12 tys. konsumentów wynika, że w Europie nowe technologie medyczne najczęściej używane są do mierzenia przez pacjentów własnej kondycji zdrowotnej. Natomiast największe różnice w odpowiedziach wiązały się z ich przydatnością w wypisywaniu recept.

Z jednej strony badania pokazują, że większość Europejczyków jest zainteresowana nowymi sposobami interakcji i wykorzystania cyfrowych usług zdrowotnych. Z drugiej, bardziej powszechne przyjęcie nowych rozwiązań ograniczają obawy dotyczące niepożądanego użycia naszych danych medycznych oraz wykluczenie cyfrowe – mówi Tomasz Borowy, dyrektor w dziale zarządzania ryzykiem w Deloitte Polska.

Przyspieszenie cyfryzacji

Wybuch pandemii miał wpływ na miliardy ludzi na całym świecie, w tym na miliony pracowników medycznych. Systemy ochrony zdrowia miały niewiele czasu na dostosowanie się do gwałtownie zmieniającej się sytuacji. Wprowadzone wtedy ad hoc zmiany w normalnym trybie zajęłyby lata. W przypadku transformacji cyfrowej eksperci Deloitte oceniają, że pandemia przyspieszyła jej tempo przynajmniej o dekadę.

W badaniu przeprowadzonym na potrzeby raportu prawie 65 proc. respondentów wskazało, że w związku z pandemią COVID-19 ich instytucje zwiększyły wykorzystanie cyfrowych technologii wspierających pracę medyków, a 64,3 proc., że znalazły one zastosowanie także w zdalnym wsparciu i kontakcie z pacjentami. Jednocześnie, o wykorzystaniu cyfrowych rozwiązań najczęściej mówili lekarze pierwszego kontaktu (74,7 proc.), którzy w związku z koronawirusem powszechnie przyjęli właśnie zdalny sposób wstępnej oceny pacjentów.

Jak wynika z raportu Deloitte, zmianie przede wszystkim uległo podejście do roli i znaczenia nowoczesnych technologii w służbie zdrowia. Istniejące do tej pory granice ich użycia uległy przesunięciu lub likwidacji. Dzięki cyfrowej transformacji i przyjęciu wielu rozwiązań na masową skalę, najważniejsze podmioty działające w ramach systemów zdrowotnych zaczęli ze sobą współpracować. Zmieniły się także oczekiwania samych pacjentów, którzy chcą mieć dostęp do opieki medycznej, zawsze, gdy tego potrzebują, poza dotychczasowym modelem obsługi stacjonarnej. Zwiększyła się również świadomość zdrowotna Europejczyków. Jednocześnie, pandemia uwypukliła istnienie wielu istotnych różnic i nierówności w europejskich systemach ochrony zdrowia, które wymagają natychmiastowego działania.

Kierunkiem, w jakim zmierza służba zdrowia jest stworzenie systemu, w którym pacjent posiada jedną kartotekę, dostępną dla wszystkich podmiotów służby zdrowia. Ułatwi to lepszą współpracę nowych lub istniejących już podmiotów, operujących na rynku medycznym i oferowanie nowych usług łączących różne sektory gospodarki. Cyfrowa transformacja systemów ochrony zdrowia pozwoli na dostęp do bardziej dopasowanej do potrzeb pacjenta, mniej skomplikowanej, a przede wszystkim tańszej opieki medycznej – mówi Zuzanna Fernandez, menedżer w Deloitte Digital

O raporcie

Raport „Digital transformation: Shaping the future of European healthcare” powstał we wrześniu 2020 r., w oparciu o przegląd literatury tematu, badanie 1781 lekarzy i pielęgniarek z Danii, Niemiec, Włoch, Holandii, Norwegii, Portugalii i Wielkiej Brytanii, oraz opinie ekspertów z tych krajów nt. obowiązującej w nich polityki i praktycznych rozwiązań w zakresie cyfrowej transformacji systemów zdrowotnych.

Czy klient działającego „w podziemiu” salonu fryzjerskiego czy siłowni może być ukarany mandatem?

Czy klient „podziemnego” salonu fryzjerskiego lub siłowni może dostać mandat za korzystanie z usług? Prawnik: „Argument dotyczący legalności przepisów jest skuteczny”

Lockdown w Polsce trwać będzie przynajmniej do 18 kwietnia. To oznacza, że takie branże jak fitness czy gastronomia nieczynne są w standardowym trybie od niemal… pół roku. Od miesiąca zaostrzono restrykcje i objęły one także salony fryzjerskie i kosmetyczne. Przedsiębiorcy bardzo często nie zgadzają się z ustawodawcą, że ich działalność może stanowić zagrożenie epidemiczne. To spowodowało powstanie swoistego „podziemia”. Salony fryzjerskie przyjmują klientki w ukryciu, kosmetyczki odwiedzają je w domach, a siłownie stały się zrzeszeniami sportowymi, gdzie prowadzone są szkolenia. Kontroli nie brakuje, a przedsiębiorcy nie zawsze wiedzą jak się zachować.  – W ostatnich tygodniach, zwłaszcza po ogłoszeniu trzeciego lockdownu nasi Klienci coraz częściej pytają o to, czy grożą im sankcje za korzystanie np. z restauracji, siłowni, czy salonów fryzjerskich, które kontynuują działalność, pomimo wejścia w życie rozporządzeń zakazujących tego – mówi mec. Marek Jarosiewicz z Kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

Masowe kontrole siłowni, salonów fryzjerskich i lokali gastronomicznych. Czy klienci powinni się obawiać mandatów?

W ostatnich dniach pojawia się szereg doniesień medialnych o kontrolach policyjnych w siłowniach czy salonach fryzjerskich, które zdecydowały się na kontynuowanie działalności mimo rozporządzeń epidemicznych nakazujących jej zawieszenie.

–  O ile dotychczas nie spotkałem się z orzeczeniem, które co do zasady podważałoby potrzebę wprowadzenia pewnych ograniczeń w codziennym życiu i funkcjonowaniu społeczeństwa, o tyle zdecydowana większość wspomnianych orzeczeń zawiera kategoryczną krytykę sposobu, w jaki wiele spośród tych zakazów i ograniczeń jest  wprowadzanych. Uogólniając, Sądy – w zasadzie zgodnie – podkreślają, że ograniczenia i zakazy prowadzenia określonych rodzajów działalności gospodarczej ustanawiane są w przepisach rozporządzeń, choć powinny one wynikać z aktu prawnego wyższego rzędu, a więc z ustawy – twierdzi mec. Jarosiewicz.

Klienci kontrolowanych siłowni czy salonów fryzjerskich mogą się więc powoływać na  argumenty dotyczące „legalności” lockdownu. Oczywiście mandat czy postępowanie sądowe nadal będą mieć miejsce, ale osoba ukarana będzie mogła dochodzić swoich praw przed sądem:  – Przekładając te elementarne uwagi na sytuacje klientów np. siłowni, czy salonów fryzjerskich, trzeba zaznaczyć, że sytuacja może być różna w zależności od tego, za co konkretnie zostanie wystawiony mandat, czy też za co zostanie nałożona kara. Uważam, że klienci mogą z powodzeniem powoływać się na ten sam argument co przedsiębiorcy, a więc kwestionować legalność przepisów rozporządzeń zakazujących określonych rodzajów działalności – zastrzeżenia co do ich legalności są obecnie w zasadzie powszechne, a ostatnio zostały potwierdzone nawet w przeczeniach Sądu Najwyższego.

Kiedy klient siłowni czy salony fryzjerskiego może dostać mandat? Kością niezgody może stać się… maseczka

Klient idzie na siłownie czy do fryzjera w czasie lockdownu wiedząc, że jest to formalnie zabronione. Bierze więc na siebie pewną odpowiedzialność. Czy to oznacza, że może zostać ukarany? Prawnicy sprawę stawiają jasno:  – Przepisy ustanawiające zakazy prowadzenia określonych działalności adresowane są do przedsiębiorców, a nie do ich klientów, zatem klient nie powinien odpowiadać za wykroczenie polegające na naruszeniu określonego zakazu, którego nie był adresatem.  Inaczej sprawa może przedstawiać się, jeśli mandat lub kara zostaną nałożone z powodu zarzucenia danemu klientowi innego naruszenia niż tylko samego korzystania z usług „zamkniętego” przedsiębiorcy – np. z powodu nie noszenia maseczki. Zwalczanie takiego mandatu będzie zdecydowanie trudniejsze, ponieważ od dnia 29 listopada 2020 r. przepisy regulujące ten obowiązek zostały skorygowane i od tej pory przeważa pogląd, że są już one w pełni legalne. Obowiązek noszenia maseczek obowiązuje m.in. w obiektach handlowych lub usługowych, placówkach handlowych lub usługowych – a więc m.in. w zakładach, które objęte zostały w/w zakazami działalności – tłumaczy mec. Jarosiewicz.

Osoby kwestionujące wystawiony przez Policję mandat powinny odmówić jego przyjęcia. W takich sytuacjach należy spodziewać się, że Policja wystąpi do Sądu z wnioskiem o ukaranie, i w postępowaniu sądowym właśnie należy wówczas bronić się z wykorzystaniem argumentów przywołanych powyżej.

Wpływ pandemii na zachowania e-zakupowe w Europie

Tegoroczna analiza Barometr E-shopper przeprowadzona przez DPDgroup przedstawia wpływ pandemii Covid-19 na zachowania konsumentów oraz sytuację e-sklepów. W minionym roku przybyło 15 milionów nowych e-nabywców, wśród których silniej zaistniała grupa osób powyżej 55 roku życia. W czasie pandemii nastąpił znaczny wzrost sprzedaży żywności w sieci – pomiędzy marcem a grudniem e-sklepy z tym asortymentem odnotowały 95% wzrost transakcji online[1].

  • W 2020 roku nastąpił znaczący wzrost zakupów żywności w sieci.
  • Podejście wielokanałowe jest podstawowym czynnikiem sukcesu e-sprzedawców.
  • Wśród osób, które zaczęły kupować przez Internet, wyłonił się nowy typ nabywcy: e-konsument – senior. Aż 68 % konsumentów z tej grupy uznaje zakupy w sieci za łatwe.
  • Konsumenci oczekują możliwości wyboru terminu doręczenia oraz chcą decydować o jego formie.
  • E-konsumenci bardziej niż kiedykolwiek doceniają produkty i usługi przyjazne dla środowiska.
  • Ponad 70% konsumentów planuje pozostać przy nowych zwyczajach zakupowych również po pandemii.

– Od pierwszej edycji raport DPDgroup Barometr E-shopper co roku dostarcza istotnych informacji na temat ewoluującej branży e-commerce. Ujawnia trendy rynkowe i rzuca światło na upodobania i zachowania Europejczyków kupujących online. Kryzys zdrowia publicznego wywołanego przez Covid-19 zmienił codzienne życie i przyzwyczajenia miliardów ludzi na całym świecie. DPDgroup poddała analizie wpływ tej sytuacji na e-sklepy i e-konsumentów – mówi Jean-Claude Sonet, wiceprezes DPDgroup odpowiedzialny za marketing, komunikację i CSR.

Jeden rok – wiele zmian

Przez ostatni rok konsumenci przyzwyczaili się do kupowania większej liczby produktów w sieci i wyrazili chęć do poznawania nowych marek i sklepów internetowych. W tym czasie zmianie uległy także preferowane formy doręczeń. Z powodu zamknięcia części punktów nadania i odbioru w niektórych krajach Europy w bezprecedensowy sposób wzrosło zapotrzebowanie na doręczenia do domu lub do automatów paczkowych. Wprowadzono też doręczenia bezkontaktowe, które od razu zyskały popularność. Szczególnie cenione okazały się elastyczne opcje dostawy, takie jak możliwość wyboru dnia i godziny doręczenia. Stale rośnie też popularność doręczeń następnego dnia, szczególnie w przypadku towarów łatwo psujących się. Zwiększone zainteresowanie e-commerce wiąże się z koniecznością przyjęcia przez e-sprzedawców podejścia wielokanałowego.

Drugi, jesienny lockdown zwiększył liczbę transakcji detalicznych online i wzmocnił nowe nawyki. Badania pokazały, że ponad 70% konsumentów planuje pozostać przy nich również po pandemii.

Zakupy żywności coraz popularniejsze

Ograniczenia w handlu tradycyjnym spowodowały bezprecedensowy rozwój sprzedaży detalicznej online, w tym produktów pierwszej potrzeby. W 2020 roku rekordowe wzrosty odnotowała kategoria produktów spożywczych, w tym posiłków gotowych do przyrządzenia i gotowych do spożycia. Pomiędzy marcem a grudniem sklepy spożywcze odnotowały 95% wzrost transakcji online[2].

W wyniku pandemii wzrósł także popyt na artykuły z kategorii high-tech, kosmetyki, wyposażenie domu/ narzędzia do majsterkowania i sprzęt sportowy. W tym czasie spadła jednak sprzedaż odzieży i obuwia, które od dawna były ulubioną kategorią zakupową online.

E-zakupy dla starszych konsumentów

W czasie pandemi zwiększyło się zainteresowanie e-zakupami wśrod konsumentów w wieku powyżej 55 roku życia. Z badania wynika, że e-nabywcy z tej grupy decydują się na zakupy w sieci bardziej z konieczności niż z chęci i wykazują wiele zachowań charakterystycznych dla nowicjuszy – kierują się przede wszystkim zaufaniem i mają mniejsze wymagania wobec sposobu doręczenia. Starsi konsumenci preferują dokonywanie zakupów za pośrednictwem komputera stacjonarnego lub laptopa, rzadziej używając urządzeń mobilnych. Nie korzystają też tak często jak młodzi ludzie z mediów społecznościowych. E-konsumenci – seniorzy są bardziej nieufni wobec e-zakupów niż osoby młodsze i rzadziej wykorzystują porównywarki cenowe, systemy rekomendacji czy płatności kartą. Jednak mimo tej ostrożności są zazwyczaj zadowoleni z procesu zakupowego. Aż 68% e-konsumentów – seniorów uważa, że e-zakupy są bardzo proste. Rosnące zainteresowanie e-commerce w tej grupie uzasadnia decyzje e-sprzedawców o podejmowaniu inwestycji dostosowane do ich preferencji.

Coraz wyższa świadomość u konsumentów

Już w ubiegłym roku raport Barometr E-shopper DPDgroup wskazał, że e-nabywcy w Europie oczekują od marek i firm odpowiedzialności za środowisko. W 2020 r. globalne problemy związane z pandemią i ograniczona dostępność do sklepów stacjonarnych skłoniły wielu konsumentów do refleksji nad nawykami zakupowymi i ich wpływem na otoczenie. W rezultacie wzrosła wrażliwość na kwestie zdrowotne, bezpieczeństwo produktów, marnotrawienie żywności oraz działania na rzecz klimatu. Nastąpił więc istotny wzrost rynku towarów z tzw. „drugiej ręki”, zwiększyło się zapotrzebowanie na przyjazne dla środowiska opcje doręczenia oraz zainteresowanie recyklingiem produktów.

– Dzięki analizom przedstawionym w cyklicznych opracowaniach Barometr E-shopper już od lat tworzymy usługi zgodne z preferencjami internautów. Wśród nich są narzędzia włączające odbiorcę w proces doręczenia, m.in. aplikacja mojapaczka.dpd.com.pl czy punkty nadań i odbiorów DPD Pickup dające klientom swobodę i wygodę w korzystaniu z naszych usług. Zgodnie z oczekiwaniami konsumentów przyspieszyliśmy działania mające ograniczyć emisje zanieczyszczeń. Dziś w naszej flocie jeżdżą w centrach miast elektryczne vany i zeroemisyjne rowery cargo. Dzięki nowej organizacji sieci logistycznej skracamy trasy pojazdów LNH i stawiamy kolejne depoty, które wyposażamy w szereg rozwiązań przyjaznych dla środowiska, w tym oświetlenie LED i systemy fotowoltaiczne. Na podstawie analiz Barometr E-shopper poznajemy potrzeby internautów, co pozwala nam podejmować skuteczne działania zwłaszcza w czasie zagrożenia zdrowia publicznego, kiedy to firmy kurierskie pełnią rolę łącznika pomiędzy konsumentami a dostawcami dóbr – mówi Rafał Nawłoka, prezes zarządu DPD Polska

– Handel elektroniczny był jednym z niewielu sektorów, które w wyniku Covid-19 roku zwiększyły dynamikę wzrostu w 2020 roku. Ograniczenie dostępu do sklepów lub całkowite ich zamknięcie w związku z Covid-19 istotnie przyspieszyło rozwój e-commerce na świecie i wyprzedziło oczekiwania branży o 3 do 5 lat. W samej tylko Unii Europejskiej w 2020 roku pojawiło się 15 milionów nowych e-konsumentów. Byliśmy świadkami transformacji, która dokonała się w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Istotnej zmianie uległy również preferencje dotyczące kategorii produktów. W tym czasie szczególnie uwidoczniła się świadomość konsumentów i chęć dążenia do zrównoważonego rozwoju – podsumował Jean-Claude Sonet, Wiceprezes DPDgroup odpowiedzialny za marketing, komunikację i CSR.

Więcej informacji na temat wniosków z raportu za 2020 r.: https://dpd.com/pl/wp-content/uploads/sites/260/2021/04/barometr-ecommerce-2020.pdf

Analiza DPDgroup Barometr E-shopper 2020 powstała na podstawie danych z wcześniejszych raportów DPDgroup Barometr E-shopper oraz ze źródeł zewnętrznych.

[1] Żródło: Contentsquare

[2] Żródło: Contentsquare

Teksas uzna bitcoina. Na równi z tradycyjnym pieniądzem

Teksas chce dołączyć do Wyoming i całościowo uregulować status bitcoina i innych kryptowalut. Cyfrowa waluta ma zostać uznana za środek płatniczy na równi z tradycyjnymi pieniędzmi. Dzięki takim zapisom Teksas chce przyciągnąć nowych inwestorów, których skusić ma przewidywalność prawa.

Już pod koniec marca Greg Abbot, gubernator położonego u wybrzeży Zatoki Meksykańskiej stanu, wsparł na Twitterze technologię blockchain „ćwierkając”, że można zaliczyć go do zwolenników wprowadzenia do stanowego prawa regulacji kryptowalutowych. Była to odpowiedź na działania Tana Parkera, reprezentanta jednego z teksańskich okręgów, który przedstawił zmiany w kodeksie handlowym. Parker chce, aby Teksas dostosował swoje prawo do innowacyjnej technologii blockchain i wprowadził regulacje dotyczące aktywów cyfrowych.

– W Teksasie od pewnego czasu możemy zaobserwować szeroki ruch na rzecz uznania kryptowalut za normalny środek płatniczy. Na pierwszej linii frontu jest Texas Blockchain Council. Jest to organizacja, która nie tylko promuje inicjatywy związane z blockchain, ale też edukuje członków stanowego rządu na temat korzyści płynących z technologii blockchain oraz służy radą, gdy politycy szukają merytorycznej wiedzy związanej ze szczegółami dotyczącymi rynku kryptowalut i technologii – opisuje Marcin Wituś, jeden z twórców polskiej giełdy kryptowalut Geco.one.

W Teksasie trwa 87. sesja legislacyjna, to właśnie na niej mogą zapaść kluczowe decyzje dotyczące przyszłości bitcoina. – Niezależne myślenie, innowacje technologiczne i wolność gospodarcza zawsze były cechami charakterystycznymi wielkiego stanu Teksas. Uważamy, że przyszłościowe ustawodawstwo, które zachęca do innowacji, jest najlepszym podejściem, aby Teksas stał się liderem w tej dziedzinie – pisało kierownictwo Blockchain Council w liście do reprezentantów Teksasu.

Stan Teksas wita inwestorów jasnymi regulacjami

Co znajduje się w ustawie, która nadal jest opracowywana w komisji i mogą zostać jeszcze wprowadzone zmiany? Zgodnie z obecnymi zapisami wprowadzono definicje wirtualnej waluty, którą będzie każda „cyfrowa reprezentacja wartości, która funkcjonuje jako środek wymiany”. Ustawa określi też, w jaki sposób można będzie wykorzystać kryptowaluty do dokonywania płatności i sporów kredytowych. Takie regulacje spowodują, że cyfrowe waluty będą stały na równi z tradycyjnym pieniądzem.

Zdaniem ekspertów z Texas Blockchain Council jest to pierwszy krok, który da sygnał firmom i instytucjom używającym technologii blockchain, że stan może być ośrodkiem innowacyjnej działalności. Podkreślają, że przy prowadzeniu biznesu jednoznaczne regulacje prawne wpływają na chęć podejmowania kolejnych inwestycji, bo zmniejszają ryzyko nieprzewidywalnych decyzji sądowych.

– Przyjęcie ustawodawstwa to ogromny plus, ponieważ w większości stanów USA status prawny bitcoina i innych cyfrowych walut jest niejasny, co oznacza, że sędziowie nie mają planu rozstrzygania sporów, a strony nie mają jasności co do swoich praw i obowiązków. Regulacje potencjalnie otwierają drogę do większego handlu walutą. Kolejne instytucje nie będą bały się tam prowadzić swoich interesów, ponieważ widzą, że stan Teksas wita je jasnymi i skutecznymi przepisami – podkreśla Wituś, którego giełda proponuje swoim klientom transakcje na ponad 16 kryptowalutach przy wykorzystaniu bitcoina.

Procedowana ustawa ważna jest też dla wielu firm, które już działają w Teksasie. Stan ten jest domem dla wielu start-upów wykorzystujących blockchain. To tam swoją siedzibę ma np. zdecentralizowana sieć publiczna Hedera Hashgraph czy fundusz hedgingowy kryptowalut Austin Multicoin Capital Management. Również jeden z najbogatszych teksańczyków Mark Cuban, zainwestował w wiele start-upów działających w tej branży, a także pracuje nad uruchomieniem wyselekcjonowanej galerii NFT i platformy handlowej Lazy.com.

Ustawa nie wieńczy dzieła

Nie jest jednak tak, że ustawodawstwo w Teksasie jest idealne. Eksperci zauważyli co najmniej jedną poważną lukę – Projekt nie określa, w jaki sposób pożyczkodawca może ustanowić wykonalny zastaw na wirtualnej walucie. Jest to niepokojące, bo szczególnie w USA nastąpił w ostatnich latach ogromny wzrost pożyczek zabezpieczonych bitcoinem – tłumaczy Marcin Wituś i dodaje, że prawo zastosowane w Wyoming jednoznacznie reguluje kwestie pożyczek czy zastawów.

Co ważne Tan Parker złożył również wniosek do władz Teksasu, aby stworzyć publiczno-prywatną grupę roboczą do spraw blockchain. Miałaby się ona zajmować m.in. regulacjami dotyczącymi się tożsamości cyfrowej, przyjrzałaby się sposobom wykorzystania technologii blockchain do walidacji i zabezpieczania danych uwierzytelniających.

Kto będzie następny?

Jak do tej pory, jedynie stan Wyoming przyjął kompleksowe prawo dotyczące technologii blockchain, ale nie oznacza to tego, że inni biernie przyglądają się sprawie. Już siedemnaście stanów przyjęło bowiem choćby szczątkowe regulacje związane z cyfrowymi walutami i technologiami za nimi stojącymi.

W stanie Nowy Jork prawo pozwala na rozpatrywanie podpisów, zapisów i umów zabezpieczonych za pomocą technologii blockchain w formie elektronicznej. Zadziwiająco ubogo wyglądają regulacje w Kalifornii, centrum innowacyjnego w USA. To tam ma swoją siedzibę Tesla, której szef Elon Musk zainwestował w ostatnim czasie blisko 1,5 miliarda dolarów w zakup kryptowaluty. Zapewnił też, że za produkty jego firmy będzie można płacić bitcoinami. W Kalifornii podobnie jak w stanie Nowy Jork technologia blockchain akceptowana jest tylko do zabezpieczania umów zawieranych elektronicznie.

Podatek u źródła a pożyczka zaciągnięta przez spółkę zagraniczną w zagranicznym banku na zakup nieruchomości w Polsce

Ciekawą sprawę rozpoznał w styczniu tego roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach. Dotyczyła ona tzw. podatku u źródła. Niemiecka spółka zaciągnęła pożyczkę w niemieckim banku na zakup nieruchomości w Polsce. Pomimo iż odsetki od tej pożyczki alokowała do źródła przychodu leżącego w Polsce, była pewna, że nie będzie zobowiązana do pobierania podatku dochodowego z tytułu wypłaty odsetek, bo żaden z podmiotów nie jest rezydentem podatkowym Polski. Fiskus był jednak przeciwnego zdania, stwierdzając, że skoro spółka sama przyznaje, iż odsetki mają związek z nieruchomością położoną w Polsce, to i źródło dochodu jest położone w Polsce. Gliwicki sąd orzekł, że to organ jest w błędzie.

Zagraniczna spółka nabyła nieruchomość w Polsce za pożyczkę z Niemiec

Niemiecka spółka osobowa, odpowiednik polskiej spółki komandytowej, została utworzona przez dwie spółki GmbH (odpowiedniczki polskiej spółki z o.o.). Zarówno komandytariusz, jak i komplementariusz podlegają opodatkowaniu podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów w Niemczech, bez względu na miejsce ich osiągania. Spółka będąca komplementariuszem ponosi odpowiedzialność całym swoim majątkiem za zobowiązania spółki osobowej. Nie ma udziałów w zyskach ani w majątku spółki. Cały udział w zyskach przypada więc spółce będącej komandytariuszem.

Niemiecka spółka zarejestrowała się w Polsce jako czynny podatnik VAT. W 2016 r. nabyła tu nieruchomość gruntową wraz z budynkiem biurowym i pozostałymi składnikami majątkowymi. Spółka osiąga w Polsce dochody z tytułu wynajmu nieruchomości komercyjnych. Rozliczane są one przez komandytariusza. Zakup tej nieruchomości został częściowo sfinansowany zaciągniętą w niemieckim banku pożyczką. Dlatego też spółka dokonuje alokacji odsetek od tej pożyczki do źródła dochodu położonego w Polsce. Odsetki spłaca częściowo z niemieckiego, a częściowo z polskiego rachunku. Spółka była przekonana, że odsetki te nie będą podlegały opodatkowaniu w Polsce podatkiem u źródła.

Podatek u źródła

Spółka przywołała regulację art. 3 ust. 2 i ust. 3 pkt 5 polskiej ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, zgodnie z którą podatnicy niemający na terytorium Polski siedziby lub zarządu podlegają obowiązkowi podatkowemu tylko od dochodów osiąganych na terytorium Polski. Za dochody te uważa się w szczególności dochody z tytułu należności regulowanych, w tym stawianych do dyspozycji, wypłacanych lub potrącanych przez osoby fizyczne, osoby prawne albo jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej, mające miejsce zamieszkania, siedzibę lub zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, niezależnie od miejsca zawarcia umowy i wykonania świadczenia.

A zatem, skoro w tej sprawie dochody z odsetek uzyskuje niemający siedziby ani zarządu w Polsce bank, dochody te pochodzą od spółki, która również nie ma siedziby ani zarządu na terytorium Polski, to bez znaczenia są okoliczności, że część płatności odsetek następować będzie z polskiego rachunku bankowego spółki. Posiłkując się także zawartą między Polską a Niemcami umową ws. unikania podwójnego opodatkowania, spółka była pewna, że rozliczenia odsetkowe dokonywane pomiędzy dwoma zagranicznymi podmiotami nie wywołają żadnych skutków w podatku dochodowym w Polsce. Stąd nie będzie ona jako płatnik zobowiązana do poboru zryczałtowanego podatku z tytułu wypłacanych bankowi odsetek.

Dwudziestoprocentowy podatek od przychodów z odsetek

Dyrektor KIS uznał, że dochody uzyskiwane z tytułu zarządzania nieruchomością położoną w Polsce, muszą być w Polsce opodatkowane, a zobowiązanymi podatnikami będą wspólnicy spółki. Organ wskazał, że spółka sama przyznała, iż płacone przez nią odsetki od pożyczki związane są z przychodami osiąganymi z nieruchomości położonej w Polsce. Dlatego też odsetki te powinny zostać opodatkowane zryczałtowanym podatkiem od osób prawnych zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT. Wskazany przepis stanowi, że podatek dochodowy z tytułu przychodów z odsetek uzyskanych na terytorium RP przez podatników niemających w RP siedziby lub zarządu wynosi 20% przychodów.

Źródłem odsetek jest umowa pożyczki, a nie nieruchomość

Rozpoznający skargę spółki sąd przyznał, że w świetle łączącej Polskę i Niemcy umowy ws. unikania podwójnego opodatkowania dochód, jaki uzyskują wspólnicy spółki z nieruchomości w Polsce, podlega opodatkowaniu CIT w Polsce. Jak bowiem stanowi art. 6 ust. 1 tej umowy, dochód osiągany przez osobę mającą miejsce zamieszkania lub siedzibę w umawiającym się państwie z majątku nieruchomego położonego w drugim umawiającym się państwie, może być opodatkowany w tym drugim państwie. Ale tego akurat w niniejszej sprawie spółka nie neguje.

Sąd zwrócił uwagę, że umowa pożyczki jest stosunkiem zobowiązaniowym łączącym pożyczkodawcę z pożyczkobiorcą, a podstawą do wypłaty odsetek z jej tytułu jest najczęściej sama umowa pożyczki. Dlatego nie nabyta dzięki pożyczce nieruchomość, a sama pożyczka stanowi źródło odsetek. W przedmiotowej sprawie zagraniczna spółka zaciągnęła pożyczkę w banku również niebędącym rezydentem Polski. Źródło dochodu z odsetek leży więc tam, gdzie rezydencja dłużnika. Dodatkowo sąd podkreślił, że nawet gdyby przyjąć za organem podatkowym, że źródło odsetek położone jest w Polsce, to i tak, z uwagi na dwustronną umowę ws. unikania podwójnego opodatkowania zawartą między Polską a Niemcami, dochód z ich tytułu nie podlegałby opodatkowaniu w Polsce.

„…źródłem dochodu Banku jest wspomniana umowa pożyczki, a nie Nieruchomość. (…) znajduje się tam, gdzie jest miejsce rezydencji dłużnika (…) bez względu na postanowienia art. 11 ust. 2, odsetki, o których mowa w art. 11 ust. 1, podlegają opodatkowaniu tylko w Umawiającym się Państwie, w którym odbiorca odsetek ma miejsce zamieszkania lub siedzibę, jeżeli odbiorca ten jest osobą uprawnioną do odsetek i jeżeli takie odsetki są wypłacane w związku z jakąkolwiek pożyczką udzieloną przez bank” (wyrok WSA w Gliwicach z 20 stycznia 2021 r., sygn. akt I SA/Gl 969/20).

Podsumowanie

Jak widać, dla ochrony majątku firmy przed nadmiernym czy też nienależnym opodatkowaniem niezbędna może się okazać nie tylko znajomość przepisów regulujących kwestie podatkowe, ale również i cywilnoprawne materie dotyczące stosunków zobowiązaniowych. Pomimo alokowania odsetek od pożyczki zaciągniętej na zakup nieruchomości w Polsce spółka nie była zobowiązana do odprowadzenia podatku u źródła, bowiem to nie nieruchomość, a stosunek zobowiązaniowy pożyczki był źródłem przychodu z odsetek. Dokonując inwestycji czy podejmując inne działania w obrocie gospodarczym, warto przeprowadzić audyt prawny planowanego przedsięwzięcia, tak aby nie narazić przedsiębiorstwa na niepotrzebną utratę majątku.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Tylko masowe szczepienia pomogą wrócić na tory rozwoju gospodarczego. Jak najszybciej trzeba je umożliwić w zakładach pracy

Od ponad roku Polska, Europa i cały świat walczą z pandemią koronawirusa. Przestrzeganie zasad, dezynfekcja, dystans i maseczki nie dają jednak wystarczających efektów – w ostatnich dniach w Polsce notujemy bardzo dużą ilość zachorowań. Na szczęście medycyna kosztem wysiłku wielu tysięcy naukowców opracowała skuteczne szczepionki chroniące przeciw ciężkim objawom i śmierci na COVID-19.

Jako branża motoryzacyjna mamy w Polsce kilkanaście fabryk motoryzacyjnych i oponiarskich. Przy produkcji pojazdów, części i opon zatrudnionych jest blisko 200 tys. pracowników. Od ponad roku, czyli od momentu ogłoszenia pandemii, jeszcze bardziej dbamy o ich zdrowie oraz bezpieczeństwo i dlatego wprowadziliśmy bardzo restrykcyjne zasady bezpieczeństwa.  Wciąż jednak można zrobić więcej. Dlatego bardzo duże nadzieje wiążemy z akcją masowych szczepień i z planami organizacji przez pracodawców punktów szczepień w zakładach pracy.

Jesteśmy przekonani, że to jeden ze sposobów, aby udało się osiągnąć poziom 80-90% zaszczepionych w Polsce. Według naukowców zajmujących się chorobami zakaźnymi, jest to gwarancją zdławienia pandemii, otwarcia granic, a także powrotu na ścieżkę inwestycji, stabilizacji zatrudnienia oraz przywrócenia rozwoju gospodarczego.

Już od dawna tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym – lekarzom, pielęgniarkom, ratownikom i naukowcom. Doceniając ich wysiłki szczególnie teraz powinniśmy zdecydować się na przyjęcie odpowiedzialnej postawy za zdrowie własne, naszych najbliższych oraz wszystkich członków naszych społeczności i przyjąć szczepionkę. To warunek nie tylko do pokonania pandemii i utrzymania stabilizacji gospodarczej i ekonomicznej, ale także kwestia odpowiedzialności w przezwyciężeniu ekonomicznych skutków pandemii i solidarności wobec naszych współpracowników, rodzin, sąsiadów i współobywateli.

Mamy nadzieję, że pomogą w tym szczepienia, które zgodnie z zapowiedziami rządu w ciągu kilku tygodni będą zorganizowane także w zakładach pracy. W tym miejscu jeszcze raz apelujemy o jak najszybsze stworzenie możliwości szczepienia pracowników na terenie zakładów pracy przez przeszkolony personel i tym samym znaczne przyśpieszenie procesu szczepienia Polaków. Wierzymy, że wspólnie zwyciężymy i szybko wrócimy do czasów sprzed pandemii.

PZPO i PZPM

Około 5 procent firm zajmujących się ochroną osób i mienia może zniknąć z rynku. Nowa minimalna stawka godzinowa: zwolnienia pracowników i znikające firmy branży ochrony

Około 5 procent firm zajmujących się ochroną osób i mienia może zniknąć z rynku, zaś zatrudnienie w świadczących takie usługi przedsiębiorstwach dla dużych obiektów handlowych spaść może od 30 do nawet 60 procent. Wszystko przez panujący obecnie kryzys i wprowadzoną mimo to od początku roku minimalną stawkę godzinową w nowej, zrewaloryzowanej, wersji – wynika z prognozy Polskiego Holdingu Ochrony. Utrata kontraktów lub brak rentowności w wyniku braku możliwości wynegocjowania nowych stawek dla pracowników to główna, bezpośrednia, tego przyczyna. Holding wskazuje też branże, które okazały się dla związanych z ochroną szczególnie „zabójcze”. Zwraca poza tym uwagę, że przez wynikający z kłopotów firm niższy wpływ składek do ZUS, należy też liczyć się ze znacznym odpływem osób z niepełnosprawnością z branży ochrony. Bardzo często praca w niej jest dla nich przecież jedynym źródłem utrzymania – przypomina Polski Holding Ochrony.

Spowodowane pandemią faktyczne wyłączenie lub znaczne ograniczenie świadczenia zamawianych przez firmy z różnych branż usług zewnętrznych – w tym przede wszystkim ochrony, a także sprzątania, prania czy cateringu – stało się widoczne już wiosną 2020 roku. Mimo częściowego odblokowania funkcjonowania wielu gałęzi gospodarki późną wiosną i latem, liczba realizowanych zleceń przez zewnętrznych dostawców usług obniżyła się o około 20 – 30 procent w stosunku choćby do analogicznego okresu w 2019 roku. Sytuacja znów pogorszyła się na jesieni i na początku zimy, kiedy rząd nakazał zamknięcie gastronomii, galerii handlowych czy obiektów sportowych.

– Zwróciliśmy się wtedy z apelem do premiera o zawieszenie mającej wejść od nowego roku w życie minimalnej płacy i stawki godzinowej w zrewaloryzowanej jak co roku wersji aż do momentu osiągniecia przez gospodarkę większej stabilizacji – przypomina Sławomir Wagner przewodniczący rady nadzorczej Polskiego Holdingu Ochrony (PHO), a jednocześnie były, długoletni prezes Polskiej Izby Ochrony, dodając, że wskazywały na to zarówno oficjalnie podawane dane gospodarcze, jak i badanie, nad którym Holding rozpoczął pracę jeszcze pod koniec 2020 roku. Miało ono udzielić odpowiedzi na pytania dotyczące dalszej sytuacji na rynku ochrony, a pamiętać warto, że według ostrożnych danych znajduje w nim zatrudnienie co najmniej 250 tys. osób, co czyni z tej branży najliczniejszą gałąź usług w Polsce.

Jak wskazuje Sławomir Wagner, w czasie trwania pandemii w 2020 roku największe straty poniosły firmy sektora security mające w swoim portfelu w przeważającej ilości kontrakty od dużych odbiorców ich usług, które na podstawie decyzji rządu były zamykane lub w znacznym stopniu ograniczano ich działalność. – Lockdown tych branż doprowadził do weryfikowania dotychczasowych kontraktów w kierunku ograniczenia lub wręcz likwidacji ochrony ich obiektów – mówi Sławomir Wagner. Z informacji, jakie wraz z innymi specjalistami pracującymi nad tym badaniem pozyskał od firm sektora security wynika, że rozkład strat tych przedsiębiorstw zależy od rodzaju świadczonej usługi i dla jakiej branży są one świadczone.

  • Sławomir Wagner zwraca uwagę, że największą stratę poniosły firmy specjalizujące się w ochronie galerii handlowych. Wynosi ona aż od 70 do nawet 90% dotychczasowej wartości kontraktów. – Najgorsza jest w ich przypadku niepewność, bowiem, mimo zapowiedzi odblokowania tego segmentu usługodawców, może dojść przecież z dnia na dzień do ponownego ich zamknięcia bądź znacznego ograniczenia działalności. Chroniące duże obiekty handlowe firmy też inwestują, przygotowując przestrzenie sklepowe pod kątem antyepidemicznym. To pogłębia ich stratę i jest dodatkowym czynnikiem pogarszającym stan, w jakim dziś znajdują się podmioty zapewniające bezpieczeństwo w tzw. dużym handlu – przypomina Sławomir Wagner.
  • Wskazuje on także, że podobny poziom strat poniosły firmy zajmujące się bezpieczeństwem i ochroną wszelkiego rodzaju imprez masowych, w tym także sportowych. I tu też mamy do czynienia z zakazem ich organizowania. Dotyczy to również obiektów takich jak baseny, aquaparki i wojewódzkie ośrodki sportu i turystyki, które ograniczyły ochronę swoich obiektów do niezbędnego minimum.
  • Również firmy realizujące usługi ochrony dla hoteli, restauracji i kawiarni, klubów fitness i siłowni sygnalizują straty wartości kontraktów na poziomie 60-90%.
  • Straty poniosły też firmy zajmujące się konwojowaniem lub inkasem gotówki. Niedziałające branże odnotowują brak wpływów, zatem, zdaniem Sławomira Wagnera, nie ma powodów, by zamawiać ochronę do odbioru utargów. W tym segmencie usług straty sięgają 40% dotychczasowych przychodów.
  • Najmniejsze straty poniosły firmy mające w swoim portfelu kontrakty publiczne zawierane na podstawie ustawy o zamówieniach publicznych oraz firmy realizujące usługi dla kontrahentów nie podlegających restrykcjom epidemicznym (np. centra logistyczne).
    – Jedyną bolączką, jak co roku od paru lat, jest przekonanie odbiorców ich usług do zmiany stawek kontraktowych w wyniku podniesienia minimalnej płacy i minimalnej stawki godzinowej. Niestety i budżety tych kontrahentów nie są „z gumy”, a wielu z nich „pandemię” stawia jako słowo „kluczyk”, aby uniknąć negocjacji, co spowodowało, że nie wszędzie udało się wynegocjować zmianę stawek – zauważa Sławomir Wagner i na podstawie szacunków PHO podaje, że strata dla firm z tego powodu wynosi 5 -10% dotychczasowych przychodów.

 

– Poniesione przez firmy ochrony straty, w wyniku pandemii i wprowadzanych lockdown-ów, siłą rzeczy pociągają za sobą likwidację stanowisk pracy, a w konsekwencji redukcję zatrudnienia. Ilościowe zmniejszanie się pracowników w całej branży, które w szczytowym okresie szacowane było na nawet ponad 300 tys. osób, nastąpiło po 2016 roku, jako pokłosie ozusowania umów cywilno-prawnych i wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej – odnotowuje Sławomir Wagner, którego zdaniem tendencja ta, jako efekt panującej pandemii, w dalszym ciągu się utrzymuje, czego rezultatem jest kolejny ok. 10% spadek ilości pracowników w branży. Jest to oczywiście wynik uśredniony.
– Największą redukcję zatrudnienia odnotowały firmy z segmentu – ochrona galerii handlowych, imprez masowych, hoteli, restauracji i klubów fitness, gdzie można mówić o redukcjach na poziomie między 30 a 60%. Sytuacja ta odbija się przecież na zleceniobiorcach czyli prowadzących działalność w tym zakresie – uważa Sławomir Wagner. Wskazuje, że utrata kontraktów lub brak rentowności w wyniku niewynegocjowania nowych stawek, doprowadziła do likwidacji firm lub idąc za „podpowiedzią wiceministra finansów” do podjęcia próby przeorientowania się na inny rodzaj działalności. – Według naszych szacunków jest to poziom ok. 5% firm branży i sporo przemawia za tym, że będzie się jeszcze zwiększał – przewiduje Sławomir Wagner.

 

Zwraca uwagę na jeszcze jedną stratę, jaką ponoszą przedsiębiorstwa zajmujące się ochroną osób i mienia w wyniku trwającej pandemii. Strata, o której mówi, wynika ze wzrostu kosztów ich działalności związanych ze zwiększoną ilością zwolnień i kwarantann na skutek COVID19.

 

– Firmy, kalkulując stawki kontraktowe na 2020 rok, uwzględniały w nich absencję chorobową swoich pracowników. Dokonywały jej na podstawie własnych wyliczeń średniej absencji chorobowej zatrudnionych pracowników lub korzystały z publikowanego przez ZUS opracowania o absencji chorobowej w 2018 roku (opublikowanego w 2019). Z tego opracowania wynikało, że łączna liczba absencji chorobowych przypadających na ubezpieczonego w 2018 roku wyniosła 36,31 dni, co daje średnio 3,03 dni absencji w każdym miesiącu – tłumaczy Sławomir Wagner i kontynuuje, że 2020 rok wywrócił te kalkulacje do góry nogami. – Bo oprócz liczby w miarę stałej corocznej absencji, doszła od marca absencja w wyniku zakażeń koronawirusem oraz dodatkowo absencja wynikająca z przymusowej kwarantanny – mówi Sławomir Wagner i podaje dane ZUS (Dane ZUS o przyczynach L4 – Na co najczęściej chorowali Polacy w I półroczu 2020 roku? – prawo.pl): „W okresie marzec-czerwiec 2020 r. zarejestrowano w ZUS 19,1 tys. zaświadczeń lekarskich wystawionych z tytułu COVID-19 na łączną liczbę 242,6 tys. dni absencji chorobowej. Natomiast liczba zaświadczeń lekarskich w tym okresie w związku z kwarantanną wyniosła 46,3 tys. i wystawiona była na 553,9 tys. dni absencji chorobowej.”

Średnia liczba dni absencji chorobowej w II kw. 2019 roku (wg tego samego źródła) wyniosła więc 59 842,75 tys. Natomiast w II kw. 2020 roku tylko z powodu koronawirusa i kwarantanny absencja wyniosła 796,5 tys. dni.

– A zatem patrząc r/r nastąpił tu wzrost aż o 33%. Należy przy tym dodać, że nie był to kwartał o najwyższym wzroście zakażeń. Można zatem prognozować, że na koniec 2020 roku będzie on jeszcze wyższy i może osiągnąć pułap 50% lub więcej procent – prognozuje Sławomir Wagner. Jakie ma to konsekwencje dla samych firm i dla systemu ubezpieczeń społecznych?

– Dla przedsiębiorstw trudniących się ochroną, które muszą dodatkowo ponosić koszty związane wynagrodzeniem za czas niezdolności do pracy i zatrudnieniem kolejnych pracowników, by spełnić kontraktowe wymagania, jest to ewidentna strata na zysku. W krańcowych przypadkach, gdy kontrakt był od początku nastawiony na mały zysk, okazać się może, że jego rentowność spadła do zera. Decyzja może być tylko jedna – stwierdza Sławomir Wagner i dodaje, że budżet państwa  ponosi z tego tytułu znaczną stratę.

 

– Budżet państwa oparty jest o „daniny” przekazywane przez przedsiębiorców w postaci podatków z PIT, CIT i VAT. Jeśli firmy tracą kontrakty lub są one ograniczane, to siłą rzeczy te wpływy będą mniejsze. Również ZUS otrzyma mniej w wyniku zmniejszenia zatrudnienia, bo będzie niższa podstawa naliczania składek – uważa Sławomir Wagner i dodaje, że mniejsze przychody firm, a w konsekwencji redukcje zatrudnienia w efekcie mogą przełożyć się na zwalnianie osób niepełnosprawnych, których w branży jest między 10-15% – Jeśli dla pracodawców zatrudnianie takich osób stanie się nieopłacalne, to zostaną oni po prostu wypchnięci na margines życia społeczności – przypuszcza Sławomir Wagner, przypominając, że dla wielu z nich praca w ochronie, oprócz źródła utrzymania, często jedynego, to także możliwość uczestniczenia w normalnym życiu. To bowiem gwarantuje osobom z niepełnosprawnością zatrudnienie w usługach security, dając im dodatkowo poczucie stabilności.

 

 

– To jedna z pierwszych branż, która reaguje na wszelkiego rodzaju zachwiania czy „rewolucyjne zmiany” w systemie prawnym i gospodarczym państwa – uważa Sławomir Wagner i tłumaczy, że dla wielu odbiorców jej usług stanowi ona tzw. czysty koszt, nieprzekładający się wprost na ich wynik gospodarczy, a w przypadku klientów indywidualnych stanowi dodatkowe obciążenie ich budżetów, Ma tu na uwadze wpływające na koszt funkcjonowania tego rodzaju usług ozusowanie umów zlecenia (od 2016 roku) i minimalną stawkę godzinową, corocznie waloryzowaną wraz z minimalnym wynagrodzeniem za pracę. – Skutkowało to dotąd ograniczeniami w dotychczasowych kontraktach, a nawet ich całkowitym rozwiązywaniem – przypomina Sławomir Wagner, powołując się na zmniejszające się dotychczasowe przychody firm o ok 20 % w okresie lat 2016-2019. – Ten spadek byłby jeszcze większy, gdyby nie to, że wyhamowany został poprzez zaproponowanie dotychczasowym klientom nowoczesnych i wysoko zaawansowanych technologicznie rozwiązań technicznych w zakresie ochrony osób i mienia – deklaruje Sławomir Wagner. Przekonany jest, że 2020 rok, w wyniku dotarcia do Polski pandemii COVID 19 i wprowadzanych co jakiś czas nakazów, zakazów i ograniczeń dla przedsiębiorców, pogłębił tendencję spadkową branży.

– Aby to przynajmniej powstrzymać, mając na względzie to, że dla wielu zatrudnionych w ochronie osób, często bardzo w nią zaangażowanych, to jedyne źródło utrzymania, chcieliśmy, aby rząd poczekał z wprowadzaniem nowej, wyższej wersji minimalnej stawki godzinowej. Złożony na ręce pana premiera apel w tej sprawie został niestety zignorowany. Skutkować to może ziszczeniem się negatywnych scenariuszy, które kreślimy – zarówno w obszarze spadku zatrudnienia, w tym także osób z niepełnosprawnością, jak i w odniesieniu do liczby podmiotów gospodarczych świadczących usługi ochrony – podsumowuje Sławomir Wagner, dla którego pewne jest, że mamy dziś do czynienia z kolejnym uszczupleniem dochodów branży ochrony przy zwiększeniu obciążeń narzuconych przez państwo.

Od 1 stycznia minimalna stawka godzinowa wynosi bowiem 18,30 złotych a minimalne wynagrodzenie za pracę 2800 zł.

Banki podnoszą opłaty, czekając na orzeczenie w sprawie franków

„Pandemia znacząco negatywnie odbiła się na wynikach polskich banków. Według danych GUS zysk netto wszystkich polskich banków wyniósł w 2020 roku 7,5 mld zł, czyli aż o 45,3 proc. mniej niż rok wcześniej. Zmienia się także struktura przychodów banku, coraz mniej zarabiają na marży odsetkowej – tu zanotowano spadek przychodu o 4,3 proc., więcej zaś na opłatach i prowizjach – wzrost o 11,2 proc. Na tak znaczący spadek zysków miała wpływ także konieczność tworzenia rezerw, związanych ze zwiększonym odsetkiem niespłacanych kredytów, a także rezerw na problematyczne kredyty we franku. Wyniki polskich banków za pierwszy kwartał 2021 r. poznamy na przełomie kwietnia i maja, czyli jeszcze przed wyrokiem w sprawie franków. Te wyniki powinny pokazywać już pierwsze trendy związane z odbudową po pandemii, w której banki odgrywają
ważną rolę”.

„Polskie banki czeka miesiąc niepewności. Sąd Najwyższy postanowił kolejny raz przenieść, z 13 kwietnia na 11 maja, wydanie orzeczenia dotyczącego kredytów we frankach szwajcarskich. Stawka jest poważna, bo będzie to na pewno najważniejsze orzeczenie sądowe w historii polskiej branży finansowej, a może nawet najważniejsze orzeczenie w ogóle. Warto przypomnieć, że skutki finansowe szeroko komentowanego orzeczenia dotyczącego Tomasza Komendy to 12,8 mln zł (zadośćuczynienia i odszkodowania), w przypadku banków możliwe skutki finansowe znajdują w przedziale od 30 do nawet ponad 200 mld zł. Wiele zależy w tym zakresie od tego, jakie rozwiązanie przewalutowania kredytów przyjmie sąd. Izba Cywila Sądu Najwyższego odpowie na 6 pytań, które dotyczą tego, jak ukształtować umowę kredytową, gdy część z jej zapisów została uznana za niezgodne prawem i tym samych usunięta”.

„Skutki orzeczenia mogą poważnie uszczuplić kapitały banków, które udzielały kredytów we frankach. Jednak według analiz ta sprawa nie powinna zachwiać Polskim systemem finansowym. Choć jeśli koszty orzeczenia będą wnosić więcej niż 35 mld zł (tyle wynosił koszt przewalutowania według propozycji przewodniczącego KNF), możemy spodziewać się istotnych skutków dla banków. W pierwszej kolejności przecen akcji tych z dużym portfelem kredytowym we frankach. W takiej sytuacji banki z powodu ubytku kapitału będą zmuszone do zmniejszenia akcji kredytowej, co może odbić się na stanie gospodarki”.

„Największy polski bank PKO Bank Polski zapowiedział, że zawiążę na potrzeby rozwiązywania problemu kredytów frankowych specjalny fundusz o wartości do 6,7 mld zł. Tak bank szacuje swoje koszty właśnie według propozycji przewodniczącego KNF. Obecnie kurs akcji PKO BP wynosi 32,15 zł, a akcje odrobiły już większość strat związanych z pandemią. Warto jednak zauważyć, że najwyższą cenę, wynoszącą prawie 60 zł, akcje PKO BP notowały w lipcu 2007, czyli właśnie w czasie gdy kredyty we walutowe we franku były udzielane. Obecny kurs banku, znacznie niższy od rekordowych poziomów, to właśnie w dużym stopniu efekt niepewności, jaka panuje w związku z tymi kredytami. Podobną sytuację możemy także obserwować w przypadku innych polskich banków, najwięcej kredytów frankowych poza PKO BP posiadają jeszcze mBank (główny udziałowiec Commerzbank), Bank Millennium (główny udziałowiec Banco Comercial Portugues), Getin Noble
Bank, Santander Bank Polska oraz BNP Paribas”.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Cyfrowa Polska i Obserwatorium.biz uczą firmy, jak prowadzić „biznes bez papieru”

Związek Cyfrowa Polska wspiera i edukuje polskich przedsiębiorców w dostosowywaniu  do zmian cyfrowych. W tym celu  wspólnie z Obserwatorium.biz oraz partnerami: Asseco, Certum oraz Samsung, przygotował specjalny e-poradnik, który ma pomóc polskim firmom  rozpoczęcie cyfryzacji  poprzez wdrożenie idei paperless. Projekt powstał w ramach ogólnopolskiej kampanii  #BiznesBezPapieru.

Poradnik pt. „Przełącz się na #BiznesBezPapieru, czyli jak bezpiecznie wprowadzić firmę w cyfrowy świat” opracowany przez ekspertów Cyfrowej Polski i Obserwatorim.biz składa się z trzech części. Pierwszy poświęcony jest ogólnym zagadnieniom dotyczącym cyfryzacji przedsiębiorstw oraz idei paperless. Drugi pokazuje konkretne rozwiązania i narzędzia. Z kolei trzeci zawiera praktyczne porady – krok po kroku – dotyczące tego, jak skutecznie wdrożyć paperless w organizacji. W poradniku opisane są również przykładowe wdrożenia, które mogą służyć firmom i organizacjom jako przykład. – Naszym założeniem było to, żeby w jak najprostszy sposób pokazać przedsiębiorcom, że rozpoczęcie cyfryzacji w firmie nie musi być trudne i że warto to zrobić – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. ­– Decyzja o wejściu na cyfrową ścieżkę rozwoju to dobra i w obecnych czasach niezbędna inwestycja, która z pewnością się zwróci. Z kolei stanie w miejscu może przynieść firmie nie tylko straty, ale może się okazać za jakiś czas, że nie ma już dla niej miejsca na innowacyjnym rynku – dodaje.

­– Transformacja cyfrowa to złożony proces, wymagający dogłębnej analizy potrzeb i możliwości danej organizacji, odpowiedniego przygotowania oraz planu. Wiem, że są przedsiębiorcy, którzy mają obawy przed podjęciem tego wyzwania. Główną barierą jest konieczność zmiany dotychczasowych strategii i procesów oraz brak znajomości odpowiednich narzędzi i umiejętności ich wykorzystania. Wierzę, że ten e-poradnik będzie dla nich impulsem do realizacji tego przedsięwzięcia oraz pewnego rodzaju przewodnikiem pokazującym dostępne możliwości i rozwiązania. Cyfryzacja nie jest już bowiem wyborem, jest koniecznością  – zaznacza Andrzej Dopierała, Prezes Zarządu, Asseco Data Systems S.A.

Rusza X. edycja Konferencja Rada Nadzorcza

Po raz 10-ty, najwybitniejsi eksperci i praktycy corporate governance wezmą udział w spotkaniu „Konferencja Rada Nadzorcza”, która wyjątkowo w formule online odbędzie się 22-23 kwietnia 2021 r. Zwieńczeniem wydarzenia będzie wręczenie wyróżnień Człowiek Corporate Governance 2020 oraz 2021 roku.

Konferencja Rada Nadzorcza to pierwszoplanowe wydarzenie w Polsce poświęcone praktycznym aspektom sprawowania kontroli, nadzoru właścicielskiego i funkcjonowania rad nadzorczych. Od dekady, główną ideą konferencji jest edukacja i kształtowanie postaw uwzględniających korzyść dla wszystkich interesariuszy spółki. W związku z tym, goście uczestniczą w szeregu debat i paneli poruszających tematykę problemów i wyzwań stojących przed nadzorem właścicielskim. W tym roku tematem przewodnim będzie Corporate Governance – czyli G z ESG (ang. Environmental, Social and Corporate Governance).

Nowa formuła – 2 dni online

Z uwagi na pandemię i związane z nią obostrzenia formułę spotkania przeniesiono do Internetu, a czas trwania wydłużono do 2 dni. 22 kwietnia 2021 r. – pierwszy dzień konferencji został zaplanowany na wzór posiedzenia rady nadzorczej – otwarcie, następnie wykład wprowadzający pt. „Kompas etyczny spółki publicznej” oraz 4 debaty na temat aktualnych wyzwań rad nadzorczych: ESG w praktyce rad nadzorczych, współpraca z biegłym rewidentem, nowelizacja Kodeksu Spółek Handlowych oraz ład korporacyjny w spółkach komunalnych. Dzień zwieńczy wręczenie wyróżnienia „Człowiek Corporate Governance 2020” i „Człowiek Corporate Governance 2021”, którego ideą jest uhonorowanie osób, które poprzez swoją pracę wnoszą ogromny wkład w budowę i rozwój ładu korporacyjnego w Polsce. W gronie dotychczasowych laureatów znajdują się takie osobistości, jak Andrzej S. Nartowski i Wiesław Rozłucki. Drugi dzień, tj. 23 kwietnia 2021 r., wypełni natomiast 20 prelekcji uwzgledniających praktycznie wszystkie obszary z dziedziny funkcjonowania nadzoru właścicielskiego, rad nadzorczych i corporate governance.

Wśród zaproszonych gości znaleźli się najlepsi eksperci m.in. Liliana Anam, Agnieszka Baklarz, Krzysztof Burnos, Robert Dyrcz, Raimondo Eggink, Justyna Halaś, Piotr Karlik, Wiesław Łatała, Sylwia Kozłowska, Andrzej S. Nartowski, Milena Olszewska-Miszuris, Wiesław Rozłucki, Piotr Rybicki, Kazimierz Sedlak, Roman Seredyński, Agnieszka Słomka-Gołębiowska i wielu innych.

– 10-ta jubileuszowa Konferencja Rada Nadzorcza organizowana w tym roku w formule online to zupełnie nowe wyzwanie. Epidemia wprowadziła wiele ograniczeń, w tym chyba to najważniejsze – możliwość swobodnego spotkania się i wymiany doświadczeń, ale również daje nowe możliwości – wystarczy „kliknąć” i już się jest uczestnikiem. I to pełnoprawnym uczestnikiem największego wydarzenia corporate governance w Polsce! – mówi Piotr Rybicki, organizator Konferencja Rada Nadzorcza. – Gdy w 2011 roku po raz pierwszy odbyła się Konferencja Rada Nadzorcza – nie przypuszczałem, że doczekamy się jej 10. edycji, po raz pierwszy dwudniowej. Konferencja Rada Nadzorcza to niewątpliwie święto wszystkich z nas związanych z ładem korporacyjnym!

Do bezpłatnego udziału w konferencji zaproszeni są wszyscy, którzy mając na względzie dobro polskiego rynku finansowego i kapitałowego mają świadomość korzyści wynikających ze sprawnie funkcjonującego wewnętrznego organu kontrolnego. Formularz rejestracyjny znajduje się na stronie http://nadzorcza.pl/

Partnerzy merytoryczni: ACCA Polska, Grupa Kapitałowa UHY ECA, Filipiak Babicz Legal, Willis Towers Watson oraz BDO Legal.