Możliwość szczepienia pracowników w firmach powinna być jeszcze bardziej dostępna. Izba apeluje o zmniejszenie liczby chętnych z 500 do 200 osób

We wtorek Michał Dworczyk, Pełnomocnik Rządu ds. Szczepień zaprezentował imponujący program przyspieszenia programu szczepień w II kwartale roku 2020. Z punktu widzenia przedsiębiorców daje on nadzieje na szybszy powrót do normalności oraz na to, że niebawem niektóre branże będą mogły powrócić do płynnej i nieprzerywanej lockdownami działalności.  – Przyznam szczerze, że byliśmy delikatnie niespokojni o proces szczepień w Polsce. Pierwsze miesiące roku 2021 były w tym zakresie mało dynamiczne. Zapowiedź szczepienia powszechnego oraz możliwości organizowania punktów szczepień w zakładach pracy to doskonała wiadomość. Jako Północna Izba Gospodarcza postulujemy, by zapowiedziany przez Ministra Dworczyka program poszerzyć – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk. – Uważamy, że sektor MŚP również powinien mieć możliwość organizowania punktów szczepień. Zdajemy sobie sprawę, że logistyka nakazuje rozsądek, ale dlaczego nie pozwolić na szczepienia w miejscach pracy, gdzie 200 osób zadeklarowało chęć zaszczepienia się? – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk.

Nie 500, a 200 osób zgłoszonych do szczepienia – Izba chce poszerzenia możliwości organizowania punktów szczepień w zakładach pracy

Plan zezwolenia na prowadzenie szczepień w zakładach pracy, gdzie chęć szczepienia zadeklarowało powyżej 500 osób ogłosił we wtorek minister Michał Dworczyk.  Całość odpowiedzialności za organizację szczepień będzie spoczywała na pracodawcy, będzie musiał on podpisać umowę z chętnymi osobami, zorganizować i zabezpieczyć miejsce oraz złożyć zamówienie na dostarczenie szczepionek w Agencji Rezerw Strategicznych. Koncepcja przyspieszenia procesu szczepień została przyjęta przez przedsiębiorców bardzo pozytywnie. Termin zaszczepienia wszystkich chętnych do końca sierpnia wydaje się być przesadnie optymistyczny, ale fakt przyspieszenia należy docenić i odpowiedzieć na apel Rządu o to, by promować ideę szczepień. Północna Izba Gospodarcza stoi na stanowisku, że należy zrobić wszystko, by powrót do normalności był możliwy jak najszybciej.

– Apelujemy do Premiera Mateusza Morawieckiego i Rządu RP, by obniżyć limit osób deklarujących chęć zaszczepienia jako wyznacznik do tego, by możliwe było zorganizowanie punktu szczepień w zakładzie pracy. Uważamy, że jeżeli w danej firmie chętnych będzie nawet 200 osób, a pracodawca będzie chciał zorganizować taki punkt i wziąć za niego odpowiedzialność, to powinno mu się to umożliwić – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk. – Sektor MŚP nie chce być pomijany w uproszczonej procedurze dostępu do szczepień. Chcemy wracać do normalności. Przedsiębiorcy pokładają w szczepieniach wielkie nadzieje. Uważam, że proces szczepienia powinien być tak mocno zdynamizowany jak tylko jest to możliwe. Deklarujemy chęć pomocy – dodaje Prezes Mojsiuk.

Zachodniopomorscy przedsiębiorcy ambasadorami szczepień? „Należy uwiarygodnić szczepienia wśród pracowników”

Północna Izba Gospodarcza stoi na stanowisku, że szczepienia powinny być możliwie szeroko promowane wśród pracowników przez przedsiębiorców. Takie kampanie powinny odbywać się jak najszybciej, bo gdy proces szczepień ruszy to może zabraknąć czasu na przekonywanie nieprzekonanych.

– Naszym obowiązkiem jest zachęcanie pracodawców do promowania idei szczepień, a obowiązkiem pracodawców jest przekonywanie pracowników, by wierzyli w naukę, a nie w teorie spiskowe. Nie ma lepszego narzędzia walki z koronawirusem niż szczepionka, a jej skuteczność jest niepodważalna. Po 13 miesiącach walki z pandemią, po fali bankructw w wielu sektorach gospodarki i po mocnym uderzeniu w światową gospodarkę, musimy wszyscy zdać sobie sprawę, że szybki powrót do normalności jest w interesie wszystkich ludzi – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Mamy w planach przygotowanie kampanii zachęcającej przedsiębiorców z regionu do promocji szczepień. Chcemy zaprosić rozpoznawalne twarze zachodniopomorskiej gospodarki do tego, by stały się ambasadorami szczepień i by uwiarygodniły je przed swoimi pracownikami. Jestem przekonany, że przedsiębiorcy dadzą się namówić do takiej akcji bez problemu – mówi dr Piotr Wolny.

W Polsce tymczasem trwa trzeci lockdown – póki co do 9 kwietnia. To również powinno być argumentem za tym, by szczepienia postępowały możliwie szybko.

Program szczepień i unijny Fundusz Odbudowy pomogą polskiej gospodarce dojść do pocovidowej równowagi

– Gdy na początku marca ubiegłego roku, opublikowaliśmy Deloitte Economic Statement dot. nadciągającego nowego wirusa SARS-CoV-2, zastanawialiśmy się, czy będziemy mieć do czynienia z szybko przemijającą infekcją, czy może jednak z chorobą przewlekłą. Dzisiaj już wiemy, że wirus nie odpuszcza, a to zmusza nas do zastosowania specjalnych środków, pozwalających na dostosowanie się do nowej rzeczywistości.

Przez rok pandemii byliśmy świadkami wielu, jak dotąd niespotykanych wcześniej sytuacji. W kwietniu 2020 r. cena ropy naftowej spadła poniżej zera. Z wielu miast na długie tygodnie zniknęły korki. Samoloty przestały latać, a w weneckich kanałach pojawiły się delfiny. Równocześnie w czasie krótszym niż 12 miesięcy wynaleziono kilka szczepionek, które przeszły pełen proces oceny wniosków na poziomie Europejskiej Agencji Leków, przy jednoczesnym zapewnieniu wymaganych opinii naukowych i spełnieniu wszystkich kryteriów w zakresie jakości, bezpieczeństwa i skuteczności.

Prognozy gospodarcze na kolejne kwartały zmieniały się z tygodnia na tydzień. W zasadzie jakiekolwiek planowanie było obarczone tak dużym ryzykiem błędu, że równie dobrze można było wróżyć z fusów. Kryzys zdrowotny bezpośrednio odzwierciedlał sytuację gospodarczą, a przewidywanie dalszego rozwoju pandemii na dalej niż kilka tygodni w przód, było wręcz niemożliwe. Na przełomie I i II kwartału oraz na początku III kwartału 2020 r. nastąpiło wyraźne obniżenie projekcji PKB spowodowane pogarszaniem się sytuacji epidemicznej oraz zamrożeniem wielu gałęzi gospodarki. Od połowy II kwartału 2020 r. widoczny był wzrost optymizmu związany ze znoszeniem restrykcji. Pesymistyczne nastroje powróciły w połowie lata w związku z doniesieniami o początkach drugiej fali pandemii na świecie. Pod koniec roku, pomimo pogorszenia się sytuacji epidemicznej, prognozy PKB ustabilizowały się na poziomie ok. -3,5 proc. r/r.

Polska gospodarka, pomimo wielu ograniczeń administracyjnych całkiem dobrze, w porównaniu do innych europejskich krajów, zakończyła 2020 rok. Spadek PKB o 2,8 proc. r/r, przy prognozach dochodzących w najbardziej krytycznych momentach do nawet -5,7 proc. r/r wydaje się być znów zjawiskiem zielonej wyspy. Pomogła niewątpliwie struktura rodzimej gospodarki oparta w dużej części na przemyśle oraz eksport, który pomimo pandemii wzrósł o około 1 punkt procentowy. Ponadto duch przedsiębiorczości i konieczność szybkiego dostosowywania się ujawniły się jako pozytywne cechy Polaków. Przesunięte kanały sprzedaży, zmienione mechanizmy konsumpcji, ale także hojne programy osłonowe pozwoliły na osiągnięcie, mimo wszystko, całkiem dobrego wyniku.

Obecny rok, choć wciąż pandemiczny, wydaje się być rokiem przejściowym, zmierzającym w kierunku normalności. Z jednej strony w dużej mierze przedsiębiorstwa i konsumenci dostosowali się do nowych warunków, z drugiej program szczepień przy ograniczonych dostawach szczepionek funkcjonuje w miarę sprawnie. Dodatkowo zapowiedź 100 mld złotych z instrumentu Next Generation EU daje nadzieję na inwestycje, których w ostatnich latach było w kraju zbyt mało. Ważne jednak, abyśmy mądrze zagospodarowali te środki.

Julia Patorska, liderka zespołu ds. analiz ekonomicznych, Sustainability & Economics, Deloitte.

Ekspert: Zaskakujące dane z niemieckiej gospodarki przełożą się na większy popyt na pracowników zagranicznych w Polsce

Marcowy odczyt indeksu PMI dla niemieckiego przemysłu jest najlepszy od kilku dekad, ożywienie jest także obserwowane w branży usługowej Niemiec. Jak podaje portal Money.pl, informacje te należy traktować jako zapowiedź zbliżającego się przebudzenia największego europejskiego rynku.

Dane te są nie bez znaczenia dla polskich przedsiębiorców oraz pracowników tymczasowych ze Wschodu, gdyż sytuacja na rynku niemieckim ma duży wpływ na polską gospodarkę. Odczytujemy je jako zapowiedź ożywienia także na rynku polskim oraz nadchodzącego zapotrzebowania na pracowników, w tym zagranicznych – uważa Michał Wierzchowski, dyrektor sprzedaży EWL Group.

“Z dużą nadzieją i optymizmem odbieramy informacje napływające z rynku niemieckiego, a także francuskiego – podkreśla ekspert.  – Spodziewamy się, że gdy w Niemczech oraz całej Europie pandemia zwolni, pojawią się rekordowe zamówienia w polskich zakładach, które będą musiały nadrobić zmniejszone zamówienia z pierwszego kwartału roku. Co z kolei będzie oznaczało dalszy wzrost zapotrzebowania na pracowników zagranicznych”.

Przypomnijmy, że w marcu odczyt indeksu PMI dla niemieckiego przemysłu, pokazującego aktualną sytuację w gospodarce, przewyższył średnie oczekiwania ekonomistów o prawie 6 pkt. Okazał się on być najlepszym od połowy lat 90-ch, osiągając wynik 66,6 pkt. Zdaniem analityków mBanku, jest to “prawdziwa eksplozja”. Ekonomistów zaskoczył również wskaźnik PMI dla usług w Niemczech, który w lutym osiągnął się powyżej 50 pkt., co oznacza wzrost aktywności.

Jak powstrzymać rosnący deficyt kierowców?

Jeśli deficyt kierowców w Polsce już dziś jest sześciocyfrowy, a najbliższe lata nie zwiastują odbicia trendu, to nie jest dobrze. Wręcz przeciwnie – wszystko wskazuje na to, że jedynkę z przodu mogą zastąpić kolejne cyfry: najpierw dwójka, a potem trójka. Złożoność i trudność sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, wymaga podjęcia skoordynowanych i zaawansowanych działań, zwłaszcza tych systemowych.

Według danych Międzynarodowej Unii Transportu (IRA) w 2019 roku deficyt kierowców zawodowych w Polsce wynosił 22 proc. W raporcie, opublikowanym w marcu 2020 roku, wysnuto prognozę, zgodnie z którą deficyt wzrośnie aż o 15 punktów procentowych, w związku z czym już blisko 40 proc. miejsc pracy dla kierowców będą stanowić wakaty. Prognozy są nieubłagane – według PwC deficyt już w 2022 roku sięgnie 200 tysięcy, a wspomniana już IRA szacuje, że w 2025 roku niedobór kierowców dotrze do pułapu 300 tysięcy.

Ciężka praca i trudne warunki

Warto zacząć od kwestii podstawowej i skonstatować rzecz oczywistą: praca kierowcy zawodowego jest ciężka, stresująca, niezwykle wymagająca i zdecydowanie nie dla każdego. Ma też swoje ograniczenia. To często konieczność wielodniowej albo i wielotygodniowej rozłąki z rodziną i specyficzny tryb pracy, w którym nie każdy się odnajdzie.

Jest jeszcze jedno: choć to branża, w której pracują setki tysięcy osób, to – paradoksalnie – jest to środowisko niesamowicie hermetyczne. Kierowcy są doskonale zorientowani w realiach branży, znają obowiązujące stawki i nie boją się o nich rozmawiać z innymi kierowcami, którzy są przecież potencjalnymi konkurentami na rynku. W konsekwencji takich rozmów może więc pojawić się frustracja, wynikająca z niezadowalającej stawki, a to sprzyja rotacjom i odejściom kolejnych pracowników.

Kolejnym czynnikiem, który dodatkowo skomplikował sytuację przewoźników, jest wejście w życie Pakietu Mobilności. Dla wielu polskich przedsiębiorców transportowych utrzymanie kierowców podróżujących trasach międzynarodowych stało się nisko opłacalne, a wielu z nich zaczęło szukać pracy u zagranicznych przewoźników – tam, gdzie mogli liczyć na lepsze warunki finansowe.

Oczywiście można szukać winnych i obarczać odpowiedzialnością za obecny stan rzeczy przedsiębiorców, to ustawodawcę, to unijnych urzędników, a to jeszcze samych kierowców, ale sytuacja jest zbyt poważna i złożona, by szukać uproszczonych wyjaśnień i wyciągać pochopne wnioski. Zdecydowanie lepiej jest zadać sobie pytanie: co zrobić, by deficyt malał, a nie rósł?

Zaktywizujmy młodszych kierowców i kobiety

Każdy kandydat musi ukończyć 21 lat, by wyrobić sobie uprawnienia kierowcy zawodowego i wyjechać w pierwszą trasę. Co z tymi, którzy ukończyli 18, 19 i 20 lat i dlaczego nie powinni uzyskiwać uprawnień wcześniej? Obawa o potencjalne niebezpieczeństwo na drodze jest oparta na krzywdzącym stereotypie, a deregulacja mogłaby spowolnić niekorzystny trend. Nawet gdyby istniała uzasadniona obawa o bezpieczeństwo i doświadczenie takich kierowców, nie można załamywać rąk. Można ich przecież objąć dodatkowymi szkoleniami, które niejako zniwelowałyby potencjalne ryzyko dla najmniej doświadczonych – i duża w tym rola ustawodawcy. Z drugiej strony warto zachęcić przedsiębiorców, którzy niezbyt chętnie zapatrują się na zatrudnianie młodych, niedoświadczonych kierowców, na przykład poprzez programy dofinansowania. Nie bez znaczenia jest też zmiana podejścia pracodawców, uprzedzonych do pracowników bez stażu. To oczywiste, że każdy chciałby zatrudniać doświadczonych kierowców, ale w warunkach, jakie mamy, nie możemy sobie pozwolić na kapryśność.

Dokładnie w ten sposób można zagospodarować „niszę”, jaką stanowią kobiety. W tym wypadku nie chodzi jednak o deregulację czy zmianę przepisów. Warto jednak spróbować zaktywizować je zawodowo, zachęcając do przebranżowienia się i premiując ich zatrudnienie. Cytowana już IRA wykazała w raporcie, że zaledwie 2 proc. wszystkich kierowców zawodowych w Polsce stanowią kobiety. Wobec odsetka ok. 20 proc. kobiet pracujących w całej branży TSL w Polsce, wspomniane 2 proc. to zdecydowanie za mało. I tu znów pojawia się krzywdzący stereotyp, zgodnie z którym kobieta nie nadaje się do pracy kierowcy, bo to ciężka i wymagająca profesja. I tylko dlatego kobieta miałaby sobie nie poradzić? Wystarczy na przykład…

… poprawić warunki pracy

Żaden przewoźnik nie przyciągnie i nie utrzyma kierowcy bez godnych i konkurencyjnych warunków pracy. To bardzo pojemne określenie, pod którym kryje się wiele istotnych elementów: wynagrodzenie i jego regularność, stan techniczny pojazdu czy wreszcie – wsparcie po stronie pracodawcy, stały kontakt i dobre relacje. To absolutne podstawy, które definiują wartość pracodawcy. Sprawiają, że nie tylko staje się on pożądanym partnerem do współpracy, ale również o wiele łatwiej identyfikować się z przedsiębiorstwem, które nie tylko podąża za dobrymi standardami w branży, ale sama je dyktuje i kreuje.

Autonomiczne auta?

Na horyzoncie jest jeszcze jedno rozwiązanie problemu deficytu kierowców: autonomiczne samochody ciężarowe. Jednym z najczęściej wymienianych terminów ich wyjechania na drogi jest 2025 rok, ale trudno oczekiwać, by nastąpiło to inaczej niż powoli, stopniowo, na niewielkiej skali działania, w wybranych krajach Unii Europejskiej i wreszcie – z maksymalną ostrożnością. Do tego czasu warto szukać innych, konwencjonalnych rozwiązań, które mogą stanowić próbę powstrzymania wzrostu deficytu.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Boom na fotowoltaikę – aż 67% właścicieli domów jednorodzinnych planuje inwestycje w energię słoneczną w ciągu najbliższych 3 lat

Badanie zrealizowane przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku dla Sunday Polska jasno wskazuje wysokie zainteresowanie technologią fotowoltaiczną wśród właścicieli domów jednorodzinnych w Polsce. 60% z nich motywuje decyzję inwestycyjną przyszłymi oszczędnościami finansowymi, a jedna czwarta względami ekologicznymi. Odbiór fotowoltaiki jest w Polsce bardzo pozytywny, 77% posiadaczy dobrze lub bardzo dobrze ocenia działanie domowej elektrowni słonecznej.

Kluczowe dane

Badania wykazały, że:

  • 67% właścicieli domów jednorodzinnych, nie posiadających fotowoltaiki, planuje inwestycje w domową elektrownię słoneczną w ciągu najbliższych trzech lat
  • 60% przyszłych inwestorów, argumentuje swoje plany spodziewanymi oszczędnościami finansowymi
  • 57% właścicieli domów jednorodzinnych, przy wyborze dostawcy technologii fotowoltaicznej, kieruje się jakością komponentów
  • Dla 54,4% przyszłych posiadaczy fotowoltaiki, poważne wyzwanie stanowią koszty inwestycji
  • 77% posiadaczy paneli fotowoltaicznych dobrze lub bardzo dobrze ocenia funkcjonowanie własnej elektrowni słonecznej;
  • Według badanych, dzięki fotowoltaice wysokość rachunków za energię elektryczną spadła średnio aż o 65%

Boom na fotowoltaikę infografika67% właścicieli domów jednorodzinnych planuje inwestycję w fotowoltaikę

Niemal 7 na 10 zapytanych w badaniu Sunday Polska właścicieli domów jednorodzinnych, którzy nie posiadają instalacji fotowoltaicznej, zadeklarowało chęć zamontowania paneli fotowoltaicznych w okresie do trzech lat. Tylko niespełna 9% badanych nie planuje takiej inwestycji, są to głównie osoby do 29 roku życia.

Główną motywacją, przyszłych właścicieli instalacji fotowoltaicznej, są oszczędności finansowe – dla 60% z nich – to kluczowy czynnik, zachęcający do zainwestowania w energię słoneczną. Pozytywny wpływ fotowoltaiki na domowe finanse potwierdzają rachunki za prąd.  Według ankietowanych, posiadających instalacje fotowoltaiczne, koszty energii elektrycznej spadają średnio o 65%. Nie dziwi zatem, wysoki współczynnik zadowolenia z inwestycji, kształtujący się na poziomie 77%.

Czym kierują się Polacy przy wyborze dostawcy technologii?

W badaniu Sunday Polska zapytaliśmy respondentów o czynniki determinujące wybór dostawcy paneli fotowoltaicznych. Zdecydowana większość, bo aż 57% badanych, wskazała jakość jako najważniejsze kryterium doboru dostawcy technologii.

Innymi ważnymi czynnikami wyboru firmy instalującej fotowoltaikę były między innymi: dobre opinie o firmie – ważne dla 49% ankietowanych, wsparcie w uzyskaniu dofinansowania –   istotne dla 46% respondentów oraz czas realizacji zlecenia – czynnik wskazany przez 45% badanych. Co ciekawe, tylko 1 na 5 przyszłych inwestorów, przy wyborze dostawcy technologii PV,  kieruje się długością okresu gwarancyjnego.

Wybór firmy dostarczającej instalację fotowoltaiczną jest kluczowym elementem budowy domowej elektrowni słonecznej. Jest to decyzja na lata, dlatego nie jesteśmy zdziwieni, że to właśnie jakość odgrywa tutaj kluczową rolę. Jako renomowany dostawca zarówno usług, jak i  technologii skupiamy się przede wszystkim na jakości naszej oferty, wspieramy cały proces inwestycyjny, od początku do końca. Naszym atutem jest pomoc w uzyskaniu dofinansowania oraz szybka realizacja zleceń. Dzięki temu spełniamy oczekiwania naszych klientów – Lidia Kłosowska, Dyrektor Komunikacji, Marketingu i Wsparcia Sprzedaży w Sunday Polska

Koszty instalacji największym wyzwaniem dla inwestorów

Przyszli inwestorzy w zieloną energię dość jednoznacznie – 54% ankietowanych – wskazali, że to właśnie koszty są dla nich największym wyzwaniem, a zarazem barierą powstrzymującą ich przed instalacją paneli fotowoltaicznych. Jednakże warto zauważyć, że dla niemal połowy ankietowanych – 45,1% – istotną zachętę stanowią ulgi i dotacje.

– Odpowiedzi badanych właścicieli domów jednorodzinnych jasno pokazują trwający obecnie boom na fotowoltaikę. Dwóch na trzech właścicieli domów jednorodzinnych deklaruje gotowość do inwestycji w ciągu najbliższych trzech lat. Jest to dla nas bardzo dobry prognostyk, świadczący o potencjale i dynamicznym rozwoju rynku słonecznej energii w Polsce. Jestem przekonana, że szereg programów wsparcia i dofinansowania rozwoju domowych elektrowni jest w stanie zniwelować barierę, jaką są koszty inwestycji w fotowoltaikę. Tym bardziej, że  w drugiej połowie roku rusza trzecia edycja Programu „Mój Prąd” –  dodaje Lidia Kłosowska.

Szczegóły badania:

Badanie zostało zrealizowane przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku Sp. z o.o. dla Sunday Polska w terminie 1-12 luty 2021 na próbie N = 1 044 dorosłych Polaków remontujących własne domy jednorodzinne. Badanie miało zasięg ogólnopolski i zostało przeprowadzone techniką CAWI (ankieta internetowa).

Miniony rok był rekordowy na rynku działek budowlanych

Wbrew pozorom, ubiegły rok nie przebiegał pod znakiem kryzysu na rynku działek budowlanych. Potwierdzają to dane resortu sprawiedliwości mówiące o rekordach.

Pesymistyczne prognozy sprzed około roku ostrzegały, że rodzima „mieszkaniówka” bardzo mocno ucierpi na skutek pandemii. Okazało się jednak, że liczba zawartych umów deweloperskich spadła tylko o 9% względem 2019 r. Co więcej, prywatni inwestorzy budujący domy wcale nie ograniczyli swojej aktywności. Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl wiele wskazuje, że to właśnie plany budowy nowych domów skutkowały pobiciem rekordu dotyczącego liczby sprzedanych działek budowlanych. Informacje o wspomnianym rekordzie wynikają z danych Ministerstwa Sprawiedliwości.

Wstępne statystyki, które wzięli pod uwagę analitycy portalu RynekPierwotny.pl, dotyczą liczby aktów notarialnych dokumentujących sprzedaż działek budowlanych przez inne podmioty niż Skarb Państwa i samorządy. Liczba takich aktów przez ostatnie lata zmieniała się następująco:

Tab.1 Sprzedaż działek budowlanych

Powyższe wyniki można powiększyć o liczbę działek pod inwestycje budowlane, które nabywcy kupili od Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego. Liczba aktów notarialnych dokumentujących takie transakcje wyglądała następująco:Tab.2 Działki pod inwestycje budowlane

Jak nietrudno zauważyć, ubiegłoroczny rekord był widoczny również w przypadku gruntowych transakcji z udziałem samorządów i Skarbu Państwa. Warto pamiętać, że wszystkie powyższe wyniki dotyczą nie tylko zakupów gruntu pod inwestycje mieszkaniowe. Wydaje się jednak, że aktywność inwestorów mieszkaniowych (zwłaszcza prywatnych) miała duże znaczenie w kontekście ostrożnych planów inwestycyjnych krajowych firm.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dolar się umacnia, złoty pozostaje słaby

Inwestorzy wyczekują prezentacji kolejnego planu fiskalnego prezydenta Bidena i w tym klimacie rosną rentowności obligacji skarbowych USA, a w ślad za nimi umacnia się dolar. USD/JPY podchodzi do 111 i jest najwyżej od roku, cena złota została zepchnięta pod 1700 USD za uncję. EUR jest pod presją z powodu obaw o tempo szczepień w Europie.

Oczekiwania dodatkowego wsparcia ożywienia gospodarczego w USA ze strony polityki fiskalnej ciągną w górę rentowności obligacji USA, co pomaga dolarowi. Administracja Bidena ma przejść do kolejnego etapu naprawy gospodarki i szykuje kolejny bilionowy pakiet fiskalny. Tym razem zamiast bezpośredniej pomocy finansowej poszkodowanym przez pandemię, celem mają być głównie inwestycje infrastrukturalne, ale też wydatki socjalne czy związane z ochroną klimatu. Według ostatnich doniesień prasowych suma wydatków opiewa na 2,25 bln USD, czyli nieco mniej od wcześniej sugerowanych 3 bln USD. Jednak wielkość programu nie jest tu najważniejsza, ale sposób finansowania wydatków, a tutaj dominują podwyżki podatków. Biorąc pod uwagę pokryzysowy stan gospodarki, to na wydatkach najpierw skupi się realizacja nowego pakietu, a dopiero później zwiększeniu ulegną obciążenia podatkowe. Ta druga część spotka się z największym oporem Republikanów, ale też co bardziej konserwatywnych kongresmenów Partii Demokratycznej. Jeśli próby przegłosowania w Kongresie podwyżek podatków zakończą się porażką, USD grozi przyspieszenie wzrostu zadłużenia. Ostatni wzrost rentowności obligacji skarbowych (10-latki na 1,77 proc.) może częściowo odzwierciedlać rosnące ryzyka fiskalne. Taki powód dla wyższych rentowności nie jest pozytywny dla USD. Na razie jednak inwestorzy patrzą na sytuację przez pryzmat dodatkowego wsparcia dla gospodarki, umacniając wyjątkowość ożywienia USA. Sytuacja ta jednak może się łatwo odmienić, jeśli narracja obróci się w kierunku obaw o rosnące zadłużenie.

Nie ma aktualnie dobrej prasy wokół strefy euro, na czym cierpi unijna waluta. EUR/USD w nocy zbliżył się do 1,17, a presja bierze się z oporów wobec wykorzystania szczepionki na COVID-19 od AstraZeneca. Wczoraj kanclerz Niemiec Angela Merkel poinformowała, że Niemcy wstrzymają użycie szczepionki od AZ dla osób poniżej 60 roku życia w reakcji na nowe przypadki zakrzepicy zatok żylnych u zaszczepionych osób. Pomimo tego, że Europejska Agencja Leków uznała szczepionkę za bezpieczną, decyzja Niemiec prawdopodobnie obniży zaufanie do szczepionki na całym kontynencie i może spowolnić proces szczepień. Łącząc wątpliwości wokół szczepień, rozwój trzeciej fali zachorowań w Europie oraz wzrost rentowności obligacji USA, w krótkim terminie ryzyka wokół EUR/USD przeważają na korzyść spadków. W dalszym horyzoncie jestem bardziej optymistycznie nastawiony dla odbicia, zakładając przejściowy charakter obaw covidowych i pozytywną reakcję EUR/USD na odbicie globalnego ożywienia doganiającego tempo wzrostu USA.

Na krajowym podwórku bez zmian i złoty jest słaby tak, jak był (EUR/PLN 4,66). Dziś GUS poda dane o inflacji CPI za marzec. My i konsensus spodziewamy się przyspieszenia inflacji do 2,8 proc. r/r z 2,4 proc. w lutym. Tym samym inflacja wróci powyżej celu inflacyjnego NBP, choć jeszcze pozostaje w granicach dopuszczalnych odchyleń (1,5-3,5 proc.). Jeszcze, gdyż w kolejnych miesiącach jest bardzo prawdopodobne, że górna granica odchyleń zostanie naruszona z powodu wpływu czynników związanych z pandemią. Przyspieszenie inflacji będzie nasilać oczekiwania na jastrzębi zwrot w polityce monetarnej NBP, do czego jednak prawdopodobnie nie dojdzie, biorąc pod uwagę siłę obozu gołębi w Radzie Polityki Pieniężnej. W efekcie zaskoczenia wyższym odczytem inflacji mogą mieć negatywne odbicie w złotym, gdyż będą przypominać o głęboko ujemnych realnych stopach procentowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rekordowy marzec 2021. Dobry I kw. na rynku biurowym

Analitycy REDD, największej bazy danych o rynku biurowym w Polsce, informują, że w Polsce w marcu 2021 odnotowano 601 nowych umów najmu powierzchni biurowej. Umowy obejmują w sumie prawie 170 tys. m kw. Marzec okazał się najlepszym jak dotąd miesiącem 2021 roku.

W marcu zarejestrowaliśmy 601 transakcji — jest to najwyższy wynik zanotowany w 2021 roku. Dane REDD wskazują, że z początkiem 2021 widzimy formowanie stabilnego trendu wzrostowego, jeśli chodzi o zawieranie nowych umów najmu na polskim rynku nieruchomości biurowych – wylicza Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Dla porównania, w lutym 2021 podpisano 562 umowy najmu, w sumie na 155 tys. m kw.REDD2 REDD3

Polska: Dostępne moduły biurowe. Koniec I kwartału 2021

Według danych REDD, w ofercie wynajmu jest obecnie ponad 5598 modułów biurowych, które oczekują na nowych najemców.

Od początku 2021 roku notowaliśmy trend wzrostowy względem liczby dostępnych modułów biurowych. Jednak jak wynika z danych REDD przedstawionych poniżej, z początkiem marca 2021 doszło do krótkoterminowego spadku dotychczasowego trendu wzrostowego  – wylicza Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. REDD1

easyCALL.pl S.A. podpisał Term Sheet z SatRevolution S.A.

easyCALL.pl S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2011 r., podpisała Term Sheet z SatRevolution S.A. dotyczący planowanej transakcji przejęcia SatRevolution S.A. (SatRev) przez Spółkę. Celem transakcji jest powstanie Grupy Kapitałowej działającej w branży kosmicznej ze Spółką jako podmiotem dominującym.

Zgodnie z podpisanym przez Spółki porozumieniem o podstawowych warunkach transakcji (Term Sheet) rozważane są dwa sposoby przeprowadzenia transakcji. Pierwszym z nich jest wymiana akcji pomiędzy akcjonariuszami SatRev i easyCALL.pl S.A. – aport akcji SatRev na podwyższony kapitał zakładowy Spółki oraz dalsze przejęcie od SatRev komercyjnej części jej działalności (w szczególności realizacji zawartych umów na sprzedaż danych pozyskanych z nanosatelitów SatRev), a także nabycie przez Spółkę od SatRev akcji SatRevolution Global S.A. z siedzibą we Wrocławiu oraz udziałów SatRevolution LTD będących spółkami zależnymi SatRev. Drugim ze sposobów jest połączenie Spółki przez przejęcie z SatRev Global, która uprzednio stanie się spółką dominującą wobec SatRev i SatRev LTD oraz przejmie komercyjną część działalności SatRev. Spółki ustaliły, że w terminie nie dłuższym niż 30 dni od zawarcia Term Sheet rozpoczęty zostanie proces due diligence, który zakończy się oświadczeniem SatRev o przystąpieniu do realizacji zamierzonych działań albo o odstąpieniu od nich. Następnie Strony dokonają wyboru optymalnego sposobu na realizację Transakcji. W przypadku wyboru drugiego wariantu spółki ustaliły, że plan połączenia zostanie uzgodniony i podpisany do dnia 30 września 2021 roku, a Transakcja powinna w całości zostać przeprowadzona do dnia 31 grudnia 2021 roku. Zarząd easyCALL.pl szacuje, że przejęcie SatRevolution S.A. i rozpoczęcie budowy Grupy Kapitałowej w segmencie kosmicznym przyczyni się do wzrostu wartości Spółki.

„Udało nam się wypracować wspólnie dwa warianty potencjalnego przejęcia SatRevolution S.A. Rozpoczynamy teraz prace nad wyborem optymalnego wariantu, który będzie realizowany. Naszym głównym celem jest zbudowanie Grupy Kapitałowej działającej w branży kosmicznej ze Spółką jako podmiotem dominującym. Rozwój jej działalności będzie prowadzony przede wszystkim poprzez budowę na orbitach okołoziemskich własnej konstelacji nanosatelitów obserwacyjnych zbierających dane optyczne w celu komercyjnego wykorzystania pozyskiwanych danych oraz poprzez współpracę z międzynarodowymi partnerami przy projektach kosmicznych. Ma to pozwolić na osiągnięcie pozycji międzynarodowego lidera w tworzeniu nanosatelitów oraz pozyskiwaniu za ich pomocą danych.” wyjaśnia Łukasz Górski, Prezes Zarządu Spółki easyCALL.pl S.A.

„Aby skutecznie konkurować na globalnym rynku usług kosmicznych, SatRevolution potrzebuje stać się częścią silnej grupy kapitałowej. Negocjowana opcja przejęcia lub połączenia SatRevolution z easyCALL.pl jest konsekwencją realizowanej strategii rozwoju przedsiębiorstwa, która nastawiona jest na dużą dynamikę wzrostu. W zeszłym roku nasza firma zrobiła znaczący postęp technologiczny, osiągając najwyższy poziom gotowości technologicznej TRL9 wg NASA. Równocześnie dostosowaliśmy swój model biznesowy do potrzeb klientów, oferując im produkt platformy satelitarnej, usługę organizacji misji orbitalnej oraz rozwiązania oparte na danych satelitarnych. Obecnie realizowane przez SatRevolution projekty i inwestycje pozwolą nam skutecznie skalować nasz model i konkurować o rynek obserwacji Ziemi, który już dziś według szacunków wynosi nawet 15 miliardów USD, a w przeciągu 5 lat może urosnąć nawet czterokrotnie.” – dodaje Grzegorz Zwoliński, Prezes Zarządu Spółki SatRevolution S.A.

W tym roku ceny żywności będą rosły w podobnym tempie jak wynagrodzenia. Wielkanocny koszyk nie będzie jednak znacząco droższy niż przed rokiem

Przerwane łańcuchy dostaw przed rokiem i zakupy „na zapas” spowodowały chwilowy brak niektórych produktów, a w niektórych wypadkach wzrost ich cen. Nie jest to jednak znacząca skala podwyżek. Przykładowo wielkanocny koszyk będzie kosztował mniej więcej tyle samo co w ubiegłym roku. Choć niektóre czynniki, takie jak ceny nawozów czy energii elektrycznej, mogą w kolejnych tygodniach podbijać ceny żywności, to dosyć mroźna w porównaniu z ostatnimi latami zima powinna działać na nie hamująco. Także wzrost wynagrodzeń będzie rekompensował zwyżki cen.

 Święta Wielkanocne zawsze są, jeżeli mogę tak określić, świętami drugiego wyboru, jednak początkują rok i powodują wzrost koniunktury – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Chołost, general manager w Food Research Institute. – W tamtym roku nasz koszyk wydatków wahał się od 200 do 500 zł. W tym roku wydamy tyle samo, a wręcz może i mniej, ponieważ przy obecnym lockdownie zmniejszy się liczba osób kupujących w sklepie, ale będziemy kupować jednorazowo więcej.

Według przewidywań banku BNP Paribas w tym roku ceny żywności będą wyższe o ok. 1,5 proc. niż przed rokiem. W ubiegłym roku Wielkanoc była o prawie 8 proc. droższa niż w 2019 roku. Tym razem tańsze będą jaja, wieprzowina i drób. Wędliny powinny pozostać na cenowym poziomie sprzed roku, droższe będą twarogi i sery (o ok. 2,5 proc.), a także mleko (o ok. 3,5 proc.). Mocno potanieją ziemniaki i cebula – odpowiednio o ok. 35 proc. i 19 proc., droższe natomiast będą marchew (o 3 proc.), jabłka (0,5 proc.) oraz owoce cytrusowe (ok. 3,5 proc.). Wyraźnie więcej będzie trzeba płacić za pieczywo (nawet o 7 proc.). Wypieki i owoce były najmocniej drożejącymi produktami już w ubiegłym roku.

W czasie pandemii był moment, kiedy łańcuchy dostaw żywności się zatrzymały, ale obecnie możemy mówić o stabilizacji. Oczywiście są też czynniki chwilowe na rynku, które częściowo wpływają na wzrost żywności, ale nie o 50 czy 60 proc. – mówi Dariusz Chołost. – Ceny w sklepach czy na targowiskach zawsze wzrastały o 2–3 proc. Było to uzależnione również od pogody.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w lutym 2021 roku produkty żywnościowe i napoje bezalkoholowe były droższe niż rok wcześniej o 0,6 proc., zaś samej żywności – o 0,1 proc. To niewiele, zważywszy na to, że jeszcze w pierwszej połowie 2020 roku żywność drożała zdecydowanie mocniej niż średnie ceny towarów i usług. Obecnie tempo to jest wyraźnie niższe: inflacja ogółem wyniosła w lutym 2021 roku 2,4 proc. Najmocniej podrożały wody mineralne i źródlane (o 7,6 proc.) oraz ryż (o 7,0 proc.). Wyraźnie widać także wzrost cen pieczywa (5,8 proc.) oraz mąki (4,5 proc.). Tańsze było natomiast mięso wieprzowe (o 12,4 proc.), drobiowe (o 0,5 proc.) czy warzywa ogółem (o 3,0 proc.).

Myślę, że w tym roku ceny żywności nie będą rosły, mieliśmy mroźną zimę, co jest też dosyć ważne pod względem rolnictwa, czyli producentów. Z pogodą mamy różnie, na pewno nas zaskoczy susza, ale wydaje mi się, że mroźna zima też wpłynie na to, że te ceny nie będą miały pretekstu do wzrostów. Rosną ceny zboża, co jest dosyć ciekawe, co może się odbić na branży spożywczej, ale nie możemy mówić o tym, że wszędzie będą podwyżki. Jeżeli ceny będą rosły, to będzie to na poziomie wzrostu naszych wynagrodzeń – podkreśla ekspert Food Research Institute.

Warto zaznaczyć, że przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób (to około jednej trzeciej wszystkich zatrudnionych w Polsce) było w lutym 2021 roku wyższe o 4,5 proc. niż w ostatnim przedpandemicznym miesiącu – lutym 2020 roku i wyniosło 5568,82 złotych brutto.

Jak wynika z badania Food Research Institute, w ciągu ostatnich 12 miesięcy dziewięć na 10 firm spożywczych odnotowało wzrost kosztów. W większości był on wyraźny lub bardzo wyraźny. Wynikał on przede wszystkim z ogólnego wzrostu kosztów produkcji w przemyśle, ale też kosztów dostosowania branży do reżimu sanitarnego.

Rolnictwo jest już coraz bardziej zorganizowane, koszty produkcji są mniej odczuwalne wśród rolników, a bardziej wśród przetwórców, ponieważ oni potrzebują najwięcej energii elektrycznej do przetworzenia produktów. Ale wydaje mi się, że jesteśmy też na etapie marketingu ekologicznego i firmy, które przetwarzają produkty, coraz bardziej komunikują już nie same produkty, ale to, że są coraz bardziej ekologiczne w produkcji czy opakowaniach – przekonuje Dariusz Chołost.

Z badania firm wynika także, że więcej niż co trzecia odnotowała wzrost przychodów w ujęciu rocznym. 21 proc. menedżerów wskazało na niższe przychody. Opłacalność produkcji poprawiła się w 37 proc. przedsiębiorstw.