III Igrzyska Europejskie w 2023 roku to duża szansa na przyciągnięcie inwestycji zagranicznych. Będą pierwszą dużą imprezą sportową w Polsce po pandemii

0

Igrzyska europejskie w Polsce to będzie czas wzmacniania polskiej marki w Europie – uważa Tomasz Poręba, wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Impreza ma się odbyć w 2023 roku m.in. w Krakowie i będzie to pierwsze tak duże wydarzenie sportowe w naszym kraju po pandemii. Dla wielu Polaków może więc mieć ogromne znaczenie społeczne. PKOl liczy, że poza sukcesami sportowymi igrzyska będą się wiązać ze wzmacnianiem polskiej marki na arenie europejskiej, co powinno stanowić bodziec dla rozwoju krajowej turystyki i inwestycji zagranicznych.

 Jestem przekonany, że igrzyska europejskie to będzie kapitalny czas dla Polski, budowy polskiej marki i jej wzmacniania w Europie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Poręba, wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego i pełnomocnik PKOl ds. organizacji III Igrzysk Europejskich Kraków-Małopolska 2023. – Jestem pewien, że marka Polski w Unii Europejskiej dzięki tym igrzyskom będzie bardzo mocno widoczna.

III Igrzyska Europejskie Kraków-Małopolska 2023 będą pierwszą w Polsce tak dużą i znaczącą imprezą sportową po pandemii COVID-19. Dlatego mogą stanowić dla polskiej gospodarki dodatkowy bodziec do odbudowy po koronakryzysie, wspomóc krajową turystykę i wzmocnić wizerunek Polski jako kraju atrakcyjnego dla inwestycji zagranicznych.

 Dzięki organizacji igrzysk możemy zyskać nie tylko wizerunek sprawnego, dobrze funkcjonującego państwa, którego sportowcy odnoszą sukcesy, ale też mamy szansę na to, żeby pokazać najpiękniejsze zakątki Polski. Dzięki temu w różnych krajach na świecie będziemy mogli zaprezentować Polskę, naszą kulturę, zabytki, sport, a to wszystko przełoży się na wzrost zainteresowania Polską i na inwestycje zagraniczne – wskazuje wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Igrzyska europejskie to sztandarowa, największa multidyscyplinarna impreza sportowa w Europie. Ich pierwsza edycja odbyła się w Baku. Polskę reprezentowało na niej  218 zawodników, którzy zdobyli 20 medali: dwa złote, osiem srebrnych i 10 brązowych. Druga edycja miała miejsce w Mińsku. Polskę reprezentowało tam 151 zawodników, którzy wrócili z 14 medalami: trzema złotymi, jednym srebrnym i 10 brązowymi. Wielu zawodników, którzy wzięli udział w tych wydarzeniach, osiąga znaczące sukcesy na arenach międzynarodowych i będzie reprezentować Polskę na igrzyskach w Tokio.

– To ma bardzo duże znaczenie również dla samej Unii Europejskiej. To będzie dobry moment, żeby pokazać się jako miejsce do fajnego życia, miejsce, gdzie budowane i rozwijane są wartości europejskie – podkreśla Tomasz Poręba.

Organizatorami imprezy są miasto Kraków i region Małopolska, ale ostatnio chęć współorganizacji igrzysk wyraził też Śląsk, który dysponuje rozwiniętą infrastrukturą sportową zwłaszcza dla lekkoatletyki. W tym tygodniu w Centrum Olimpijskim PKOl odbyło się spotkanie dotyczące najważniejszych kwestii związanych z organizacją igrzysk. Uczestniczyli w nim m.in. prezes Stowarzyszenia Europejskich Komitetów Olimpijskich (EOC) Niels Nygaard, prezes PKOl Andrzej Kraśnicki oraz wicepremierzy Jacek Sasin i prof. Piotr Gliński. Na ten moment we wstępnym programie igrzysk jest już 26 dyscyplin sportowych, a ich pełna lista będzie znana po zakończeniu rozmów ze wszystkimi europejskimi federacjami, najprawdopodobniej w kwietniu.

Pełnomocnik PKOl ds. organizacji III Igrzysk Europejskich Kraków-Małopolska 2023 podkreśla, że impreza będzie ważna nie tylko ze względów czysto sportowych czy gospodarczych, lecz także społecznych.

– Zależy nam na tym, żeby te igrzyska były czasem powrotu do normalności, do korzystania z życia poprzez sport, budowania swoich marzeń, realizacji planów w kontekście różnego rodzaju przedsięwzięć sportowych zarówno dla Polaków, jak również dla całej olimpijskiej rodziny sportowej na świecie i w Europie – mówi Tomasz Poręba.

Rozwój pandemii pociągnął za sobą lawinę fake newsów. Na sile przybiera też walka mediów z nieprawdziwymi informacjami

0

Pandemia koronawirusa stworzyła podatny grunt do rozprzestrzeniania się fałszywych informacji, ale jednocześnie przybrała na sile medialna dyskusja o nich. Według danych Instytutu Monitorowania Mediów liczba publikacji w mediach na temat fake newsów w całym 2020 roku wzrosła aż o 177 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. – Szczyt liczby materiałów nawiązujących do tematu dezinformacji przypada na marzec 2020 roku, kiedy odnotowano w Polsce pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem – mówi Sylwia Dobkowska z IMM. Najczęściej postprawdę demaskowano na Twitterze, czyli w serwisie najchętniej wykorzystywanym przez polityków, dyplomatów i dziennikarzy. Kampanię informacyjną dotyczącą fake newsów na temat szczepionek na koronawirusa uruchomił właśnie Facebook.

Jak wynika z raportu „Problem fake news w Polsce” przygotowanego przez Stowarzyszenie Demagog we współpracy z Funduszem Inicjatyw Obywatelskich, w okresie pandemii ludzie są bardziej podatni na fałszywe informacje z uwagi na towarzyszący im strach. Aż 66 proc. badanych nastolatków (osoby w wieku 15–19 lat) zgodziło się ze stwierdzeniem, że edukacja społeczeństwa może się przyczynić do zmniejszenia liczby fałszywych informacji.

Przeanalizowane treści wskazują, że w wielu mediach toczyła się dyskusja między innymi o podważaniu prawdziwości zgonów z powodu COVID-19. Inne fake newsy związane z pandemią koronawirusa to m.in.: informacja o rzekomej szkodliwości ibuprofenu dla osób zakażonych, o wstrzymywaniu oddechu na 10 sekund jako metodzie na wykrycie zakażenia koronawirusem czy wzmacnianiu ochrony poprzez częste picie wody mineralnej.

– Firmy i media zaczynają coraz intensywniej przeciwdziałać fake newsom. Niektóre serwisy dostrzegły już ten problem i wdrożyły swoje systemy zapobiegania ich rozprzestrzenianiu – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sylwia Dobkowska, kierownik działu PR i Marketingu w Instytucie Monitorowania Mediów.

Facebook, we współpracy z WHO i europejskimi partnerami fact-checkingowymi, uruchomił właśnie kampanię informacyjną „Razem przeciwko dezinformacji na temat szczepionki Covid-19”. Chce w ten sposób wesprzeć internautów w weryfikacji informacji dostępnych w internecie. W ramach akcji na Facebooku i Instagramie będą się pojawiać grafiki, także w języku polskim, zawierające praktyczne wskazówki pomocne w rozpoznawaniu fałszywych treści.

– Rozpoznawanie fałszywych informacji jest zdecydowanie łatwiejsze, o ile korzysta się z profesjonalnego monitoringu wszystkich rodzajów mediów, dlatego jako IMM również pracujemy nad takim rozwiązaniem, które pozwoli nam i naszym klientom skutecznie zmierzyć się z tym problemem – zapowiada ekspertka.

Pierwsze dni po tym, jak koronawirus dotarł do Polski, media społecznościowe i portale internetowe zalała fala publikacji na temat fake newsów. Tylko w marcu 2020 roku monitoring IMM wychwycił ich prawie 120 tys., czyli aż 6,5 razy częściej w stosunku do marca 2019 roku. Po 20 marca nastąpiła stagnacja – liczba wzmianek z takimi wyrażeniami jak „fake news”, „fałszywa prawda”, „postprawda”, „dezinformacja” czy „deepfake” utrzymuje się mniej więcej na podobnym poziomie. Nadal jednak średnia miesięczna liczba takich publikacji jest wyższa w porównaniu z 2019 rokiem aż o 28 tys.

IMM podkreśla, że w ubiegłym roku dyskusje o fake newsach uzyskały ponad 2,5 mld potencjalnych kontaktów z przekazem, co oznacza, że w porównaniu z 2019 rokiem wartość dotarcia wzrosła o 35 proc. W ostatnich dwóch latach najwięcej o dezinformacji pisano na Twitterze (76 proc.) oraz na Facebooku (21 proc.). Tak znaczną przewagę Twittera można tłumaczyć profilem użytkowników, dla których problem fake newsów jest szczególnie bulwersujący.

– Badania potwierdzają, że Twitter to medium najchętniej wykorzystywane przez polityków, dyplomatów i dziennikarzy. Nasze dane z kolei wskazują, że tam też najczęściej demaskowano nieprawdziwe informacje – dodaje Sylwia Dobkowska.

Informacje o szerzących się na dużą skalę fake newsach w latach 2019–2020 najczęściej pojawiały się w social mediach (60 proc.), w portalach internetowych (38 proc) i w prasie (2 proc.). W 2020 roku w mediach społecznościowych o dezinformacji mówiono 2,4 razy częściej niż rok wcześniej, w portalach internetowych natomiast aż 3,7 razy. Jedynie w prasie zanotowano w tym okresie tylko 1,2 razy więcej materiałów na ten temat w stosunku do 2019 roku.

– Znikomy udział prasy wynika ze specyfiki tego medium. W internecie łatwiej jest coś opublikować i może to zrobić każdy. W prasie natomiast ukazują się materiały przygotowywane przez profesjonalistów. W naszej analizie nie uwzględnialiśmy jakości publikowanych treści, a jedynie ich skalę na przestrzeni czasu. Udział prasy jest niewielki, ale wzrost liczby materiałów prasowych wyniósł 27 proc. w stosunku rocznym, a to stosunkowo wysoki skok – uzupełnia kierownik działu PR i Marketingu IMM.

Czwarta szczepionka zatwierdzona do użycia w UE. Firmy farmaceutyczne nie nadążają jednak z produkcją

– W procesie szczepień przeciwko COVID-19 problemem pozostaje wydajność fabryk. Firmy farmaceutyczne były zbyt zachłanne na zaszczyty, żeby realnie oceniać swoje możliwości. Cudów na liniach produkcyjnych nie ma – mówi dr n. farm. Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny ze Szpitala Wolskiego w Warszawie. Ekspert podkreśla, że zatwierdzona właśnie przez Europejską Agencję Leków szczepionka Johnson & Johnson ma wiele zalet, bo jest jednodawkowa i nie wymaga przechowywania w skrajnie niskich temperaturach. To może przyspieszyć proces szczepień, jednak wciąż nie wiadomo, ile dawek i w jakim terminie dostarczy producent.

– Każda nowa szczepionka, która jest dopuszczona do obrotu, jest kolejną nadzieją. Borykamy się z problemem ograniczonego dostępu do szczepionek, które są już zarejestrowane w Unii Europejskiej, więc im więcej ich będzie na rynku, tym lepiej – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. farm. Leszek Borkowski.

Koncern Johnson & Johnson w lutym wystąpił do Europejskiej Agencji Leków (EMA) z wnioskiem o pozwolenie na warunkowe dopuszczenie do obrotu w Unii Europejskiej szczepionki Janssen przeciwko COVID-19. Pozytywna decyzja zapadła w czwartek 11 marca.

Szczepionka Janssen jest szczepionką wektorową, w której został zastosowany adenowirus Ad26. Jest to ten sam adenowirus, który wykorzystano w szczepionce rosyjskiej Sputnik. Z tą różnicą, że Sputnik ma dwa adenowirusy: jeden podawany jest w pierwszej dawce, a drugi w drugiej. Prawdopodobnie uznano, że efektywność terapeutyczna będzie wyższa – dodaje farmakolog.

Jak podkreśla, dużym plusem nowej szczepionki jest fakt, że jest jednodawkowa i nie ma restrykcyjnych wymogów dotyczących jej przechowywania, co powinno znacznie ułatwić proces dostaw i dystrybucji.

– Pozostaje natomiast pytanie, czy firma Janssen dotrzyma swojego zobowiązania i będzie dostarczać takie ilości szczepionek, jakie zadeklarowała – podkreśla dr n. farm. Leszek Borkowski.

Johnson & Johnson chce wyprodukować w tym roku miliard dawek. Produkcja ma się odbywać w USA, Europie, RPA i Indiach. Stany Zjednoczone zapewniły sobie 100 mln dawek za 1 mld dol., z opcją rozszerzenia umowy do 200 mln. Unia Europejska ma otrzymać do 400 mln dawek. Koncern zobowiązał się dostarczyć do krajów Unii połowę zamówionych dawek szczepionki do końca roku, a z tego 55 mln do końca drugiego kwartału. Stella Kyriakides, komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności, podkreśliła wczoraj, że zatwierdzenie czwartej szczepionki oznacza dostęp do nawet 1,8 mld dawek. Komisja Europejska chce, by do końca lata zaszczepionych zostało 70 proc. dorosłej populacji. Według wcześniejszych zapowiedzi Agencji Rezerw Materiałowych do Polski pierwsze dawki mogłyby dotrzeć w połowie kwietnia. Johnson & Johnson poinformował jednak niedawno UE, że może mieć kłopoty z wywiązaniem się z dostaw.

Problemem wszystkich firm jest wydajność fabryk. Transport i logistyka nie stanowią problemu, mimo że na początku wydawało się, że będą głównymi wyzwaniami blokującymi dostęp do szczepionki. Być może firmy farmaceutyczne były zbyt zachłanne i nie mówię tylko o zachłanności finansowej, ale również na zaszczyty i uznanie w oczach innych, i nie oceniły realnie swoich możliwości. Jeden z członków zarządu znakomitej firmy farmaceutycznej stwierdził właśnie, że byli zbyt zachłanni i liczyli na cud na liniach produkcyjnych. Cudów jednak nie ma – stwierdza farmakolog ze Szpitala Wolskiego.

Od postępu w szczepieniach zależy sukces w walce z pandemią. Aby uzyskać odporność stadną, trzeba zaszczepić 80 proc. społeczeństwa. Polska dysponuje szczepionkami, które dają duży procent efektywności terapeutycznej, ale ich brakuje.

– Dylemat, który ma minister zdrowia, polega na tym, że można zwiększyć odstęp czasu między dawkami albo zrezygnować z drugiej dawki, aby zaszczepić więcej osób w krótszym czasie. Myślę, że to jest jakaś koncepcja. Powstaje pytanie, czy lepiej zaszczepić szczepionką, która daje 90 proc. odporności, jedną trzecią populacji, czy też zaszczepić połowę ludności jedną dawką w taki sposób, że odporność osiągnie poziom 60 proc. Uważam, że chyba lepiej zaszczepić większą część populacji przy mniejszej efektywności terapeutycznej, czyli albo zmniejszyć dawki w stosunku do tych już stosowanych, albo wprowadzić jedną dawkę – tłumaczy dr n. farm. Leszek Borkowski.

Pocieszający jest fakt, że zdaniem ekspertów szczepionki można bez większych problemów przezbroić na nowe mutacje koronawirusa.

– Takie przezbrojenie jest możliwe zarówno w szczepionkach opartych na platformie mRNA, jak również w szczepionkach wektorowych, wszystko jednak wymaga czasu – zastrzega farmakolog.

Do 10 marca w Polsce wykonano 4 086 863 szczepień na COVID-19, w tym 2 641 693 pierwszą i 1 445 170 szczepień drugą dawką. Minister zdrowia ocenia, że istnieje szansa na uzyskanie odporności stadnej przez Polaków jeszcze w tym roku.

Trwają prace nad nowymi planami zarządzania ryzykiem powodziowym dla Polski. Jednym z priorytetów jest budowa zbiorników retencyjnych w Dolinie Górnej Wisły

Powodzie stanowią 40–50 proc. wszystkich katastrof naturalnych. Tylko w latach 2000–2014 w Europie zginęło przez nie ponad 2 tys. osób, a prawie 9 mln było narażonych na ich skutki. Plany zarządzania ryzykiem powodziowym, które są właśnie po raz pierwszy aktualizowane, mają zapobiegać tym negatywnym konsekwencjom. Jeszcze do czerwca potrwają regionalne konsultacje społeczne tych planów, które pozwolą wskazać najpilniejsze inwestycje przeciwpowodziowe, m.in. budowę zbiorników retencyjnych i wałów przeciwpowodziowych.

Dane przytaczane w raporcie HEAL i Koalicji Klimatycznej „Wpływ zmiany klimatu na zdrowie” wskazują, że w latach 1997–2012 powódź w Polsce wystąpiła dziewięć razy, oddziałując na blisko 370 tys. ludzi i powodując śmierć 113 osób. Najbardziej dotkliwa była powódź z 1997 roku, podczas której zginęło 55 osób, a straty sięgnęły prawie 13 mln zł. W wyniku powodzi z 2010 roku zginęło 20 osób, a straty oszacowano na ponad 10 mln zł. Duże i dotkliwe powodzie zdarzają się coraz częściej, a powodem są m.in. wybetonowane miasta czy zagospodarowanie terenów zagrożonych zalewaniem na cele mieszkaniowe i przemysłowe. Ryzyko zwiększają także gwałtowne opady deszczu po okresie długotrwałej suszy, ponieważ mocno wysuszona ziemia nie przyjmuje wody i większość z opadów szybko spływa do rzek.

Przegląd i aktualizacja planów zarządzania ryzykiem powodziowym są podyktowane obowiązkiem ustawowym. Polska jako kraj unijny jest zobligowana do cyklicznej aktualizacji dokumentów, które wynikają bezpośrednio z tzw. dyrektywy powodziowej. Tymi dokumentami są: wstępna ocena ryzyka powodziowego, mapy zagrożenia powodziowego i mapy ryzyka powodziowego oraz plany zarządzania ryzykiem powodziowym. Taka cykliczna aktualizacja dokumentów pozwala na bieżąco monitorować postępy w realizacji zaplanowanych działań oraz planować nowe inwestycje – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Renata Supryk, kierownik Zespołu Wodnego firmy Arcadis, która jest liderem konsorcjum wykonawcy wybranego do opracowania aktualizacji planów.

Jak dodaje, nie wszystkie działania, które zostały ujęte w pierwszym cyklu planowania, czyli w latach 2016–2022, udało się zrealizować i one muszą być kontynuowane w następnych latach. Aktualizacja jest konieczna ze względu na wciąż powstające nowe inwestycje i modernizację już istniejących. Przykładem niedawno uruchomionego projektu jest zbiornik na Odrze w Raciborzu, który może zredukować falę powodziową o rozmiarach tej z 1997 roku i ochronić przed powodzią mieszkańców części Dolnego Śląska.

Plany zarządzania ryzykiem powodziowym to lista inwestycji przeciwpowodziowych stworzona dla całej Polski. Ich zadaniem jest osiągnięcie trzech głównych celów zarządzania ryzykiem powodziowym – zahamowanie wzrostu ryzyka powodziowego, obniżenie aktualnego ryzyka oraz poprawa systemu zarządzania ryzykiem powodziowym. Podczas analiz oceniamy także skuteczność dotychczasowych działań, czyli budowy wałów, zbiorników i polderów, wykorzystując do tego modelowanie hydrauliczne – tłumaczy Renata Supryk.

W grudniu 2020 roku Ministerstwo Infrastruktury i Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie rozpoczęły proces konsultacji społecznych, poprzedzających sporządzenie planów. Odbywają się one w trybie spotkań online w 28 miastach w całym kraju i potrwają do 22 czerwca br. W efekcie powstaną plany zarządzania ryzykiem powodziowym dla dorzeczy Odry, Wisły, Pregoły, Dunaju, Niemna i Łaby, zawierające warianty działań ograniczających ryzyko powodziowe.

Katalog przedsięwzięć ujętych w planach zawiera zarówno działania techniczne, takie jak budowa wałów, polderów czy zbiorników retencyjnych, jak i nietechniczne, np. wdrożenie lokalnego systemu prognozowania i ostrzegania przed powodzią, analizę możliwości zwiększenia retencji na terenach rolniczych, leśnych i zurbanizowanych, a także prace utrzymaniowe w korytach i w międzywale rzek.

Nie ma szans na to, aby wszystkie ujęte w planach działania zostały zrealizowane w ciągu najbliższych sześciu lat, dlatego nadaje się im priorytet realizacji. Założenie jest takie, żeby działania, które mają najwyższy priorytet, zostały wykonane bądź przynajmniej rozpoczęte w ciągu najbliższych sześciu lat – uściśla ekspertka Arcadis.

Działania z najwyższym priorytetem realizacji to przede wszystkim budowa zbiorników retencyjnych oraz budowa i modernizacja wałów przeciwpowodziowych, głównie w Dolinie Górnej Wisły, gdzie zagrożenie powodziowe jest największe. W regionie Górnej-Zachodniej Wisły od 2016 roku zrealizowano w sumie ponad tysiąc różnorodnych działań, a kilkadziesiąt z nich będzie kontynuowanych w latach 2022–2027. Zaplanowano także blisko 380 działań, a prawie połowa z nich dotyczy bezpośrednio Krakowa i najbliższych okolic.

Polscy naukowcy tworzą Genomiczną Mapę Polski z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Pozwoli sprawdzić m.in. podatność konkretnych regionów na ciężki przebieg COVID-19

Naukowcy z Politechniki Poznańskiej tworzą inteligentną bazę danych dotyczących genomów reprezentatywnych dla Polski. Umożliwi ona m.in. zbadanie podatności regionalnej na przebieg choroby COVID-19. Jej opracowanie będzie też stanowiło punkt wyjścia do stworzenia całogenowych testów w kierunku ryzyka wystąpienia chorób takich jak nowotwory. Pomóc ma w tym także sztuczna inteligencja. Genomiczna Mapa Polski będzie jedną z zaledwie kilku tego typu baz, jakie powstały na całym świecie.

– Projekt Genomicznej Mapy Polski jest przełomowym wydarzeniem naukowym w dziedzinie genomiki, bioinformatyki, a nawet zdrowia społecznego, bo pozwala scharakteryzować od strony genetyki populację Polski. Jest to inteligentna baza danych genomów reprezentatywnych dla populacji polskiego społeczeństwa – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Jacek Błażewicz, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, dyrektor Instytutu Informatyki Politechniki Poznańskiej.

Podstawą stworzenia bazy mają być próbki krwi pobrane od 5 tys. osób i poddane badaniu całogenomowemu. Na tej podstawie powstanie referencyjny genom stanowiący wzorzec wykorzystywany np. w badaniach naukowych. Co ważne, próba ma być zróżnicowana. 3 tys. próbek będzie pochodziło od osób wybranych zupełnie losowo. Kolejnych 1,1 tys. ma stanowić mniejszości narodowe, a reszta zostanie pobrana od osób charakteryzujących się wybranymi cechami zewnętrznymi, np. cierpiących na określone choroby.

– Inteligentna baza danych będzie pokazywała zmienność genetyczną na obszarze Polski. To jedna z ważniejszych populacyjnych cech, którą interesują się biolodzy, ale także medycy. Pozwala ona np. przewidywać przebieg jakiejś choroby czy pandemii. Mamy nadzieję, że wyodrębnienie specyficznego charakteru genomów w Polsce pozwoli nam odpowiedzieć na pytanie, czy my rzeczywiście jesteśmy bardziej, czy też mniej uodpornieni na atak wirusa COVID-19 – wyjaśnia prof. Jacek Błażewicz.

Wzorzec genomu środkowoeuropejskiego będzie jednym z niewielu, jakie udało się do tej pory opracować. Pionierami w tej dziedzinie byli Brytyjczycy, jednak ich mapa została stworzona na podstawie grupy tylko 2 tys. osób. Ze względu na fakt, że populacja Wielkiej Brytanii jest prawie dwukrotnie większa niż Polski, próba ta jest dużo skromniejsza.

Poznańska uczelnia na prowadzenie badań nad swoim rozwiązaniem uzyskała dwa granty z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Jeden z nich umożliwi przeprowadzanie z wykorzystaniem sztucznej inteligencji pogłębionej analizy całego genomu w kierunku wykrywania raka i chorób kardiologicznych. Stanowić to może punkt wyjścia do dalszych prac nad medycyną spersonalizowaną. Dotychczas wykonywane badania genetyczne umożliwiały wskazanie predyspozycji chorobowych opartych na analizie nieprawidłowości tylko w pojedynczych genach.

– Wyizolowane próbki trafiają do sekwenatora. To urządzenie, które na podstawie analizy DNA wyrzuca miliardy krótkich sekwencji. Algorytmy bioinformatyczne pozwalają złożyć genom. Przygotowanie genomu dla każdego człowieka byłoby jednak utrudnione. Do tego właśnie jest potrzebny genom referencyjny. Występujące różnice świadczą o tym, czy jesteśmy zdrowi, czy mamy podatność na daną chorobę – tłumaczy naukowiec.

Z raportu opublikowanego przez Precedence Research wynika, że światowy rynek genomiki osiągnął w 2020 roku wartość ponad 20 mld dol. Do 2030 roku jego obroty przekroczą 72 mld dol.

Polskie miasta inwestują w nowe technologie i innowacyjne rozwiązania smart city. O zmianach w dużej mierze decydują sami mieszkańcy

Polskie miasta stają się coraz bardziej inteligentne. Choć do takich metropolii jak Singapur, Nowy Jork czy Londyn pod względem wprowadzanych innowacji sporo nam brakuje, Polska szybko nadrabia zaległości. Kraków inwestuje np. w rozwiązania dotyczące zrównoważonej mobilności czy te dotyczące gospodarki o obiegu zamkniętym. To także inwestycje w proekologiczne rozwiązania i wykorzystanie potencjału start-upów.

– Polska generalnie jako kraj nie występuje w górnych rejestrach wszystkich rankingów dotyczących innowacyjności. Natomiast faktycznie, jeżeli chodzi o Kraków czy inne duże polskie miasta, trudno odmówić im starań w tym kierunku. Inwestujemy w rozwiązania dotyczące zrównoważonej mobilności czy gospodarki w obiegu zamkniętym. To elementy, które faktycznie budują przestrzeń przyjazną mieszkańcom – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Katarzyna Wysocka, dyrektor Wydziału ds. Przedsiębiorczości i Innowacji w Urzędzie Miasta Krakowa.

Polskie miasta przechodzą technologiczną i ekologiczną metamorfozę. Inwestują w innowacyjne rozwiązania, angażując w te procesy także mieszkańców. Wzorują się przy tym na najlepszych rozwiązaniach stosowanych na świecie. Singapur, jedno z najbardziej nowoczesnych miast, zastosował inteligentne, połączone rozwiązania ruchu drogowego, jak stopniowanie sygnalizacji świetlnej. Do tego prowadzi też politykę ograniczającą posiadanie samochodów. Miasto opracowało również oprogramowanie Wirtualny Singapur, dynamiczny model trójwymiarowy, który umożliwia urbanistom przeprowadzanie wirtualnych testów.

W Chinach projekt City Brain zarządza sygnalizacją świetlną na 128 skrzyżowaniach, śledzi karetki i oczyszcza ich drogi do szpitali bez ryzyka kolizji. Wykrywa wypadki w ciągu sekund i umożliwia policji dotarcie na miejsce w ciągu 5 minut. Wykorzystuje również czujniki i sztuczną inteligencję do monitorowania tłumów i analizowania ruchu ludzi.

Londyn, Paryż czy Amsterdam inwestują w miejskie połączenia autobusowe i pociągi, stawiając na ekologiczny transport, a także w infrastrukturę energetyczną i wodno-kanalizacyjną. Podobną drogę obrał też Kraków.

– Całe nasze miasto, jak wskazuje Strategia Rozwoju Krakowa 2030 „Tu chcę żyć”, pokazuje, że liczymy na bardzo szerokie innowacje, ale też nie pod kątem wyłącznie technicznym. Rozwijamy się przede wszystkim pod kątem mieszkańca. Wykorzystujemy więc takie narzędzia, które pozwolą mieszkańcom lepiej funkcjonować w Krakowie i rozwijać się. To jest główny punkt wszystkich naszych zamierzeń – przekonuje Katarzyna Wysocka.

Kraków zakłada wykorzystanie w pełni potencjału, jaki drzemie w mieszkańcach. Stawia też na zarządzanie komunikacją publiczną i ekologiczne rozwiązania. Efekty już widać. Od 2019 roku w mieście obowiązuje zakaz palenia węglem i drewnem, dzięki czemu znacząco zmniejszyła się emisja CO2. Kraków ponownie ubiega się o tytuł Zielonej Stolicy Europy. W poprzedniej edycji zajął piąte miejsce.

Miasto planuje wzmocnić współpracę pomiędzy środowiskami nauki, biznesu i samorządu, włączając przedstawicieli biznesu i nauki w strategiczne zarządzanie miastem. Chce pomóc przedsiębiorcom i młodym firmom.

– Mamy start-upy, które oferują różnego rodzaju rozwiązania, z których chcemy korzystać we współpracy z Krakowskim Ośrodkiem Naukowo-Akademickim. Liczymy, że dzięki innowacyjności tych młodych ludzi będziemy w stanie zaproponować takie rozwiązania naszym mieszkańcom, które będą im odpowiadały, ale które też będą uwzględniały kwestię wykluczenia cyfrowego pewnych grup mieszkańców – mówi przedstawicielka UM w Krakowie.

Kraków rozwija przyjazny, ekologiczny i efektywny system transportowy, z uprzywilejowaniem transportu zbiorowego. Zgodnie ze swoją strategią chce też ograniczyć emisję pól elektromagnetycznych (PEM) do środowiska poprzez preferowanie niekonfliktowych lokalizacji ich źródeł emisji. Zakłada też obniżenie emisji hałasu poprzez wprowadzanie wyciszonych torowisk tramwajowych, zakup nowoczesnego taboru tramwajowego i autobusowego. To właśnie w Krakowie stanie pierwszy w Polsce uliczny decybelomierz, który będzie mierzył poziom hałasu co sekundę.

– Każdemu włodarzowi miasta zależy na tym, żeby jego mieszkańcom dobrze się żyło, żeby przestrzeń, którą dostają do dyspozycji, odpowiadała ich potrzebom, żeby wspomagała ich rozwój. Oczywiście inwestycje, rozwiązania informatyczne to są ważne kwestie, ale to są tylko narzędzia. Tutaj w środku tych wszystkich procesów związanych z innowacjami powinien być mieszkaniec – podkreśla Katarzyna Wysocka.

W lutym 2021 r. Giełdowy Indeks Produkcji wzrósł o 3,20%

Nowy Ład ma wejść w życie, a polskie spółki produkcyjne nie otrząsnęły się jeszcze w pełni z Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (tzw. Planu Morawieckego) – ich wartość rynkowa to obecnie niecałe 90% wartości ze stycznia 2016 r. Jednak Luty 2021 r. był udanym miesiącem dla polskich spółek produkcyjnych notowanych na GPW. Giełdowy Indeks Produkcji wzrósł o 3,20% do poziomu 898,31 punktów i powrócił tym samym na ścieżkę wzrostu po słabszym styczniu. Mimo wielu miesięcy wzrostowych GIP60 ciągle znajduje się znacznie poniżej poziomu ustalonego na początku 2016 roku, w momencie uruchomienia planu dla polskiego przemysłu.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc luty. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Od początku roku wartość Giełdowego Indeksu Produkcji wzrosła o 1,81%, z początkowych 882,34 pkt. do 898,31 pkt. osiągniętych na koniec lutego. Po słabszym styczniu (-1,35% m/m), ceny akcji polskich producentów ożywiły się i w samym lutym GIP60 wzrósł o 3,20% wracając nad kreskę w bieżącym roku.  W tym czasie kurs GIP60 dwa razy zbliżył się do wartości obserwowanych na GIP60 ostatnio w maju 2019 roku. Pierwszy raz 7 stycznia po mocnej sesji GIP60 osiągnął wartość 926,4 pkt, a 16 lutego poprawił się wynikiem 927,56 pkt. W obu przypadkach kolejne sesje następujące po rekordowych przyniosły powrót kursu poniżej granicy 900 pkt.

Zmienne nastroje na GPW

Aktywność GIP60 można powiązać z ogólnymi warunkami panującymi w tym czasie na GPW. Na wykresach głównych indeksów WIG można również zauważyć dwie fale ze szczytami wypadającymi mniej więcej w połowie stycznia i lutego. W pierwszej fali rósł praktycznie cały rynek, co widać zarówno na wykresie indeksu WIG, który przekroczył barierę 60000 pkt, WIG20, który wzrósł powyżej poziomu 2080 pkt, ale także na wykresach MWIG40 i SWIG80 zbliżających się w tym czasie odpowiednio do 430 i 17200 pkt.

Po mocnym początku roku optymizm na rynku osłabł, co szczególnie widoczne było na akcjach największych spółek z rynku – wartość WIG20 do końca lutego stoczyła się w okolice poziomu 1900 pkt, notując po drodze krótkotrwałe wybicie w górę w połowie lutego, pozwalające na chwilę wrócić powyżej poziomu 2000 pkt. O wiele lepiej spadek nastroju inwestorów z drugiej połowy stycznia zniosły małe i średnie spółki, dla których korekta była płytsza,a powrót na ścieżkę wzrostu stosunkowo szybki. Pozwoliło to mniejszym spółkom z GPW wykorzystać drugą falę wzrostów do poprawienia tegorocznych maksimów – w połowie lutego indeks MWIG40 znajdował się już powyżej 4400 pkt, a SWIG80 powyżej 18000 pkt.

Polscy producenci mimo wszystko rosną w siłę

W takich warunkach dwie na trzy spółki z GIP60 wypracowały w lutym dodatnią stopę zwrotu, w co drugim przypadku zwrot ten przekroczył 5%, a w co czwartym był nawet dwucyfrowy. Największymi beneficjentami byli producenci z branży motoryzacyjnej, wśród których wartość rynkowa wzrosła średnio o ponad jedną czwartą, oraz producenci z branży spożywczej, którzy zyskali średnio 21,7%. Ale wzrosty dotknęły niemalże wszystkich branż: farmaceutycznej (średnio 10,1% m/m), elektromaszynowej (7,4%), projektantów i dystrybutorów odzieży (5,3%), metalurgicznej (4,1%), chemicznej (3,3%), producentów z przemysłu lekkiego (3,2%), materiałów budowlanych (3,0%), jak i tych z branży meblarskiej (2,8%). Ujemną średnią miesięczną stopę zwrotu zaobserwowano w minionym miesiącu jedynie w branży produkcji tworzyw sztucznych.

Najwyższa miesięczna stopa zwrotu i pierwsze miejsce w klasyfikacji GIP60 w lutym przypadły firmie URSUS S.A., której kurs wzrósł z 69 gr do 1,118 zł (+62,03%). Ubiegły miesiąc dla kursu akcji tej spółki był bardzo burzliwy, a jego zmienność została wzmocniona przez dwie informacje o potencjalnych partnerstwach biznesowych. Pierwsza pojawiła się już na początku miesiąca i dotyczyła podpisania Memorandum of Understanding z chińskim Donfeng Motor Industry, co wywołało wzrost kursu akcji w krótkim okresie o około 50%. Niestety kilka dni później Donfeng Motor Industry wypowiedziało memorandum za przekazanie przez Ursus informacji o nawiązanej współpracy, do czego zobowiązują ich giełdowe obowiązki informacyjne. Zarząd Ursusa na początku utrzymywał, że będzie dążył do wyjaśnienia sprawy i wznowienia współpracy, ale w połowie miesiąca poinformował o zamianie partnera na koreański BLF Corporation, co po raz drugi w miesiącu zwiększyło popyt na akcje spółki, windując jej kurs z poziomu 80 gr do prawie 1,50 zł.

Wzrost kursu akcji z 1,19 zł do 1,73 zł (+45,38%) pozwolił spółce Energoinstal S.A. uplasować się na drugim miejscu lutowej klasyfikacji GIP60. Co ciekawe spółka nie publikowała w tym czasie istotnych informacji, a mimo to wzbudziła spore zainteresowanie inwestorów szczególnie na początku miesiąca kiedy kurs akcji wzrósł z okolic 1,20 zł do 1,80 zł przy wysokim wolumenie.

Na trzecim stopniu podium GIP60 znalazła się spółka Mabion S.A. za wzrost ceny akcji o 32,87%, z 21,75 zł do 28,90 zł. Pod koniec stycznia zarząd spółki informował, że w ramach nowej, długoterminowej strategii finansowania działalności, planuje pozyskać inwestora strategicznego i przeprowadzić dwie emisje akcji. W połowie lutego poinformowano, że środki z emisji serii V przeznaczone zostaną m.in. na badanie kliniczne pomostowe leku MabionCD20 oraz kontynuację badań pozwalających na rejestrację leku w skali komercyjnej. Czyli także na „rozwój projektów stanowiących odpowiedź na pandemię COVID-19, w tym między innymi projekty w obszarze rozwoju szczepionek”. Na początku marca do publicznej wiadomości trafiła wiadomość o nawiązaniu współpracy z Novavax w zakresie produkcji szczepionek oraz z Państwowym Funduszem Rozwoju zakresie finansowania rozbudowy mocy produkcyjnych spółki. Wszystkie powyższe informacje –  szczególnie ta związana z produkcją szczepionki – odpowiednio pobudzały popyt na akcje spółki, dzięki czemu wartość rynkowa spółki w tym roku się już potroiła.

Otoczenie gospodarcze ciągle korzystne…

Jak podaje GUS,  w styczniu wartość produkcji sprzedanej przemysłu była o 0,9% wyższa w porównaniu ze styczniem 2020 roku, ale jednocześnie o 5,1% niższa niż w grudniu. Jednak po odsezonowaniu tych danych otrzymujemy zgoła odmienny obraz sytuacji, dynamika produkcji przemysłowej w styczniu wyniosła 5,7% r/r i 1,7% m/m. Mimo wszystko można więc przyjąć, że otoczenie ciągle sprzyja polskim spółkom produkcyjnym, choć zauważalne jest nieznaczne spowolnienie dynamiki ich wzrostu.

Wśród działów przemysłu, dla których wzrost produkcji w na początku roku był największy znalazły się m.in. produkcja urządzeń elektrycznych (31,3% r/r), gospodarka odpadami i odzysk surowców (12,5%), produkcja komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych (8,6%) i produkcja wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych (5,9%). Ogółem wzrost zaobserwowano w 15 działach, a spadek w 19, w tym m.in. w produkcji koksu i produktów rafinacji ropy naftowej (-20,4% r/r), napojów (-11,3%) i produkcji wyrobów farmaceutycznych (-6,1%).

…a perspektywy obiecujące

Dobrą koniunkturę w przemyśle potwierdzają badania ankietowe nastrojów wśród pracowników i kadry zarządzającej z tej branży. Wysokie odczyty wskaźników nastrojów w naszym kraju, oraz u największych partnerów zagranicznych potwierdzają, że przemysł okazał się stosunkowo odporny na zawirowania związane z globalną pandemią COVID-19 i można spodziewać się szybszego niż w innych sektorach powrotu do normalności gospodarczej, w czym niewątpliwie pomagają mniej dokuczliwe niż w innych branżach ograniczenia działalności gospodarczej. W najbliższych tygodniach pojawią się wyniki roczne większości spółek z GIP60, które powinny potwierdzić pozytywne informacje płynące z branży, oraz dodatkowo wzmocnić popyt na akcje polskich producentów. Warto pamiętać, że GIP60 znajduje się ciągle poniżej wartości 1000 punktów ustalonej na początku 2016 roku, co może wskazywać na ciągłe niedowartościowanie tej grupy spółek na GPW.”

Kolejna dziurawa Tarcza Antykryzysowa, będzie konieczna zmiana przepisów

Od 28 lutego obowiązuje kolejna już rządowa Tarcza Antykryzysowa. Wprowadza ona możliwość aż trzykrotnego skorzystania z mikropożyczki dla niektórych firm o określonym wiodącym PKD oraz wydłuża termin składania wniosków do 31 maja 2021 roku.

Rząd wprowadził świadczenie postojowe dla firm założonych do 30 listopada 2020 roku. Jednak dodatkowym warunkiem dla nich jest skorzystanie wcześniej przynajmniej raz z podstawowego świadczenia, a więc wiosennego, wprowadzonego na mocy Tarczy 1.0 i kolejnych. W efekcie ze świadczenia postojowego nie mogą skorzystać firmy założone 1 kwietnia 2020 roku i później. Moim zdaniem jest to absurdalne rozwiązanie i należy jak najszybciej wprowadzić przepisy, które zniosą ten warunek.

Pozostałe regulacje wprowadzone na mocy nowej Tarczy to kontynuacja znanych już form wsparcia, takich jak dotacja, dofinansowanie do pensji pracowników czy zwolnienie ze składek ZUS.

W przypadku dotacji poszerzono zakres klasyfikacji PKD, które mogą ubiegać się o wsparcie. Niektóre z nich są uprawnione do otrzymania jej dwukrotnie, niektóre – trzykrotnie. Wnioskować o nią można do 31 maja. Do limitu zaliczane są wyłącznie dotacje przyznane na mocy rozporządzeń z 22 stycznia i 26 lutego 2021 roku. Dodatkowym warunkiem jest uzyskanie, w miesiącu poprzedzającym złożenie wniosku, przychodu z działalności przynajmniej o 40% niższego niż w jednym z trzech możliwych okresów:

  • miesiąc wcześniej;
  • w analogicznym miesiącu roku poprzedniego;
  • we wrześniu 2020 roku.

Wniosek o zwolnienie ze składek ZUS za luty br. trzeba złożyć do 30 kwietnia, a o dofinansowanie do pensji pracowników – do 31 marca. Warto przy tym podkreślić, że to ostatnie świadczenie znów zostanie przyznane na 3 miesiące. Moim zdaniem powinno ono obowiązywać przez cały czas ograniczenia funkcjonowania przedsiębiorstw.

Analizując powyższe rozwiązania, można się zastanawiać, czy na pewno mamy do czynienia z Tarczą 8.0, czy po prostu nie jest to przedłużenie poprzedniej, siódmej wersji Tarczy. Przepisy te są oczywiście odpowiedzią na trwające już kolejny miesiąc obostrzenia. Jednak o ile dla samozatrudnionego taka pomoc może okazać się wystarczająca, tak mam duże wątpliwości, czy realnie pomoże mikro czy małej firmie. Dotacja w kwocie 5 000 zł czy częściowe dofinansowanie do miejsc pracy na 3 miesiące to kropla w morzu potrzeb takiego przedsiębiorcy.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Google ogłasza szkolenia oraz stypendia dla pracowników

Obecna sytuacja znacznie zmieniła sposób pracy wielu osób, a także przyspieszyła zmiany na rynku pracy ze względu na rozwój niektórych sektorów, a niestabilną kondycję innych. Jakie umiejętności będą niezbędne pracownikom w niedalekiej przyszłości? Google już teraz chce pomóc tym, którzy myślą o rozwoju kompetencji zawodowych i przekwalifikowaniu w celu znalezienia satysfakcjonującej pracy. Dlatego ogłasza nowe szkolenia oraz Google Career Certificates, a także 100 000 stypendiów w regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu. 

Zgodnie z badaniami Google i McKinsey[1], jeszcze sprzed wybuchu pandemii, ponad 90 milionów europejskich pracowników będzie musiało udoskonalić swoje aktualne umiejętności zawodowe, a 21 milionów może być zmuszonych do odejścia od wykonywanego zawodu w związku ze spadkiem zapotrzebowania na pracowników w sektorach takich jak rolnictwo czy sprzedaż detaliczna. Światowy kryzys wywołany pandemią przyspieszył wiele z tych zmian: obecnie Instytut McKinsey w raporcie “The Future of work after COVID-19”[2] szacuje, że w Europie po pandemii do zmiany pracy może być zmuszone o 25% osób więcej. Warto zauważyć, że natomiast przewidywany wzrost popytu na pracowników będzie dotyczył głównie stanowisk wymagających wyższych kwalifikacji. Dlatego rozwój zawodowy jest niezbędny.

IT, zarządzanie projektami, UX i analiza danych – nowe certyfikaty Google

W minionym roku znacząco wzrosło zainteresowanie nauką online, także w kontekście podnoszenia umiejętności związanych ze swoim zawodem. Przyczyniła się do tego z jednej strony utrata zatrudnienia przez niektórych pracowników, z drugiej – chęć zdobycia nowych umiejętności, pożądanych na rynku pracy. Dlatego Google wprowadza trzy nowe Google Career Certificates, dostępne na platformie Coursera. Kursy z zarządzania projektami, projektowania UX, analizy danych lub wsparcia IT można ukończyć w mniej niż sześć miesięcy, nie wymagają odpowiedniego doświadczenia ani posiadania dyplomów oraz są uznawane przez pracodawców w Europie. To szczególna szansa dla tych, którzy lubią uczyć się online we własnym tempie lub nie mogą pozwolić sobie na zdobycie wiedzy w ramach kursów stacjonarnych lub studiów. Posiadacze certyfikatów mogą także ubiegać się o udział w  programach praktyk zawodowych.

100 000 stypendiów

Wiele osób, które szukają pracy, może napotkać barierę ekonomiczną, pomimo chęci zdobycia nowych umiejętności. Dlatego Google zapewni dodatkowo stypendia na certyfikaty dla 100 000 osób w regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu. Stypendia będą dystrybuowane w Polsce przy pomocy programu Sektor 3.0 poprzez wypełnienie prostego formularza zgłoszeniowego.

– Od lat aktywnie wspieramy podnoszenie kompetencji cyfrowych wśród osób, które są zainteresowane dalszym rozwojem. Obszary takie, jak praca przyszłości, wspólne uczenie i zwinne zarządzanie przenikają się mocno w ramach naszych działań i oferty. Tym bardziej cieszymy się z zaangażowania w nową inicjatywę Google – mówi Dawid Szarański, dyrektor programu Sektor 3.0.

Równe szanse na rynku pracy

Ze względu na to, że niedostatecznie reprezentowane grupy, pracownicy o niskich dochodach i kobiety są częściej zatrudnieni w sektorach dotkniętych kryzysem, takich jak gastronomia czy hotelarstwo, przez to są bardziej narażeni na utratę pracy. Pandemia pogłębiła nierówności płci oraz nierówności ekonomiczne, a problem dotyczy także starszych osób, które nie mogą znaleźć zajęcia bez doświadczenia w pracy przy komputerze. Aby wyrównać szanse, Google.org przeznaczy 50 000 stypendiów dla osób z tych grup.

Dodatkowe 5 milionów euro trafi do organizacji INCO (globalna organizacja non-profit), która będzie współpracowała z ponad 50 lokalnymi organizacjami pożytku publicznego, świadcząc usługi takie jak doradztwo zawodowe, przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej oraz oferując bony na opiekę nad dziećmi i pomoc językową.

Certyfikaty Google Career oraz stypendia są częścią odpowiedzi ze strony Google na pogłębiające się nierówności w zakresie edukacji i wyrównywania szans zawodowych. W ramach wieloletniego programu Grow with Google, od 2015 roku Google w Polsce przeszkolił już ponad 350 tysięcy osób. Najnowsza edycja – Firmy Jutra skierowana jest do małych i średnich przedsiębiorców. Do końca 2021 roku Google planuje pomóc 15 tysiącom polskich firm w rozwoju obecności w internecie.

[1] https://www.blog.google/around-the-globe/google-europe/protecting-europes-workers-the-urgent-need-for-skills/

[2] https://www.mckinsey.com/featured-insights/future-of-work/the-future-of-work-after-covid-19

Powstała pierwsza Polska Sieć Badań Klinicznych (PSBK)

Prezes Agencji Badań Medycznych dr n. med. Radosław Sierpiński podpisał porozumienie w sprawie utworzenia pierwszej Polskiej Sieci Badań Klinicznych (PSBK). Uruchomienie Sieci przyczyni się do powstania rozpoznawalnej na arenie międzynarodowej marki, stanowiącej silne centrum badań klinicznych w kraju.

Ten przełomowy moment dla Polski, jako międzynarodowego partnera w badaniach klinicznych, pozwoli na działanie wielu ośrodków pod jedną wspólną polską marką. Sieć będzie zmierzała do standaryzacji jakości w badaniach klinicznych, do opracowania wspólnych procesów i zwiększenia dostępności do innowacyjnych terapii dla pacjentów.

Pierwszymi sygnatariuszami sieci są: Uniwersytet Medyczny w Białymstoku, Uniwersytet Medyczny w Łodzi, Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Wojskowy Instytut Medyczny, Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej Curie – Państwowy Instytut Badawczy, Gdański Uniwersytet Medyczny, Narodowy Instytut Kardiologii Stefana kardynała Wyszyńskiego – Państwowy Instytut Badawczy, Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”, Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu oraz Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji im. prof. dr hab. med. Eleonory Reicher.

Prezes Radosław Sierpiński inaugurując podpisanie porozumienia o utworzeniu sieci zapowiada: Jednym z celów utworzenia Polskiej Sieci Badań Klinicznych jest zbudowanie relacji pomiędzy ośrodkami, która umożliwi wymianę doświadczeń i wiedzy, efektywne prowadzenie wieloośrodkowych badań klinicznych oraz wzrost ich liczby w poszczególnych ośrodkach. Chcemy, aby PSBK stała się rozpoznawalną na arenie międzynarodowej marką kojarzoną z doskonałością w badaniach klinicznych. Sieć pomoże nam poprawić dostępność leczenia Pacjentów najbardziej innowacyjnymi lekami na świecie, ale również znacząco wpłynie na rozwój polskiej biotechnologii.

Podobnego zdania jest prof. dr hab. Piotr Ponikowski, Rektor Uniwersytetu Medycznego
we Wrocławiu, który podkreśla, że Ogólnopolska sieć badań klinicznych to nie tylko krok
we właściwym kierunku, to krok niezbędny dla dalszego rozwoju polskiej nauki. Jesteśmy
we Wrocławiu gotowi do prowadzenia badań klinicznych na dużą skalę – możliwość współpracy z wieloma, co kluczowe ustandaryzowanymi ośrodkami w całym kraju znacząco zwiększa nasze możliwości działania.

Dla mnie jako Dyrektora Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, ale przede wszystkim jako lekarza z doświadczeniem klinicznym, to wielkie wyróżnienie otrzymać zaproszenia do sieci, w której upatruję ogromny potencjał prowadzonych wspólnie badań klinicznych, wdrożenie jednolitych systemowych rozwiązań jakościowych i procesowych w podmiotach realizujących badania kliniczne w Polsce. Intensyfikacja i rozszerzenie badań w ramach sieci oraz wymiana doświadczeń miedzy ośrodkami pozwolą szybko i skutecznie leczyć pacjentów, wdrażając nowe terapie, szczególnie u chorych przewlekle, dla których obecnie poszukujemy nowych metod leczenia – podkreślał dr n. med. Marek Tombarkiewicz, podczas  ceremonii podpisania porozumienia.

Powstanie Polskiej Sieci Badań Klinicznych ma także istotny wpływ na krajową gospodarkę, poprzez wypływy z realizacji badań klinicznych do budżetu państwa, oszczędności alternatywne dla systemu opieki zdrowotnej, dodatkowe źródło wynagrodzeń dla badaczy, lekarzy i ośrodków badawczych oraz wzrost zatrudnienia i popyt na usługi w innych sektorach.

Podpisanie Porozumienia Polskiej Sieci Badań Klinicznych jest kolejnym ważnym etapem
w udoskonalaniu polskich ośrodków badań klinicznych i ich promocji na arenie krajowej oraz międzynarodowej. Kolejnym kluczowym krokiem jest opracowanie szczegółowego kierunku rozwoju i rozpoczęcie czynnego funkcjonowania Sieci.