Co zrobi RPP?

Dzisiejszy dzień mija w oczekiwaniu na decyzję członków RPP. Niby wszyscy wiemy, że należy spodziewać się utrzymania stóp procentowych na niezmienionych poziomach, ale gdzieś z tyłu głowy pozostaje wątpliwość.

Decyzja w sprawie stóp procentowych

Dzisiaj posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Złoty wciąż jest słaby, dzisiaj od rana euro kosztuje ponad 4,54 zł, więc widać, że inwestorzy jednak trochę boją się obniżki stóp na posiedzeniu. Ankietowani analitycy potwierdzają ten scenariusz, z ewentualną możliwą symboliczną redukcją z 0,1% do zera. Gdyby doszło do obniżenia stóp, należałoby się spodziewać dalszej słabości rodzimej waluty. W przypadku braku decyzji powinniśmy pozostać na niezmienionych poziomach. Interesująca będzie oczywiście konferencja prezesa NBP, o ile padną w niej jakieś konkrety, czy to w sprawie polityki monetarnej, czy możliwego zaangażowania NBP w odfrankowienie kredytów.

Lepsze dane z Kanady

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB w Kanadzie. Annualizowany wynik wyniósł 9,6%, aczkolwiek w dobie zawirowań okołopandemicznych podawanie danych w ten sposób traci zupełnie swój sens. Nie można bowiem zakładać, że każdy kolejny kwartał również będzie przynosił odbicie po fatalnym poprzednim. Trzy miesiące temu wynik wyniósł ponad 40% i wynikał ze stabilizacji gospodarki po analogicznym spadku jeszcze kwartał wcześniej. Warto natomiast zwrócić uwagę, że opublikowany rezultat jest wyraźnie powyżej oczekiwań wynoszących 7,2%. Nie powinno zatem dziwić, że po tych danych dolar kanadyjski zyskiwał na wartości.

Korekta cen ropy

Czarne złoto ma ostatnio słabszą passę. Powodem spadków jest między innymi przeszacowanie realnych potrzeb gospodarki. Prognozy były zbyt optymistyczne, gospodarka światowa wraca na stare tory, ale nie tak szybko. Dobrym dowodem jest chociażby wczorajszy odczyt z USA. Wbrew oczekiwaniom po ostatnim wzroście o 1 milion baryłek, zapasy ropy nie spadły teraz o niemal dwa miliony, a wzrosły o ponad 7 milionów baryłek. Nadmiar surowca spowodował, że cena znów spadła i po raz piąty w ostatnich 10 dniach oglądaliśmy nieudaną próbę zejścia cen poniżej 62,5 dolara za baryłkę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – raport na temat zatrudnienia,
16:00 – Polska – konferencja prasowa prezesa NBP,
20:00 – USA – “beżowa księga” – raport dotyczący sytuacji ekonomicznej w USA.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Nadal bez rządowego wsparcia. Firmy około targowe potrzebują pomocy sektorowej i planu odmrażania targów.

Firmy pracujące dla targów pozostają znowu bez rządowego wsparcia. Rozporządzenie, jakie ukazało się w ostatni piątek lutego, ponownie je pomija, mimo że poszerza listę kategorii PKD zakwalifikowanych do otrzymania pomocy branż. Nieliczne, które tak jak organizatorzy targów, znalazły się na liście wsparcia, mają jednak ogromną trudność z wykazaniem strat. – W rocznicę zamknięcia naszej branży otrzymaliśmy w „prezencie” nowe rozporządzenie w sprawie tarczy 8.0. Tarczy, która podobnie jak śnieżny bałwan na wiosnę, roztapia się wraz z jej czytaniem – komentuje Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej, zdaniem którego dziś niezbędna jest sektorowa pomoc dla wszystkich podmiotów branży targowej. – Tylko dzięki niej dotrwamy do końca pandemii – uważa Krzysztof Szofer, wskazując jednocześnie na konieczność opracowania także kompleksowego planu przyszłego odmrażania gospodarki, z uwzględnieniem firm pracujących dla targów.

Wśród PKD branż mających prawo do korzystania z rządowego wsparcia znów brakuje tych, które współpracując z branżowymi targami, zajmują się np. projektowaniem i budową stoisk. Ich PKD to 73.11.Z. Na rządową pomoc liczyć mogą jedynie te, które podlegają pod kod 82.30.Z czyli organizatorzy targów, jednak i one napotykają tym razem na ogromne trudności. – W rocznicę zamknięcia naszej branży otrzymaliśmy w „prezencie” nowe rozporządzenie w sprawie Tarczy 8.0. Tarczy, która podobnie jak śnieżny bałwan na wiosnę, roztapia się wraz z jej czytaniem – komentuje Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej i dodaje: – Rząd deklaruje pomoc dla branż poszkodowanych w tym targowej, jednak zasady jej przyznawania budzą duże kontrowersje.

Jako główny problem Krzysztof Szofer wskazuje tu uzależnienie od spadku obrotów w dotychczasowych tarczach, które odnosiło się do porównania czasów normalnego funkcjonowania branży oraz okresu pandemii. – Tutaj firmy z branży targowej już od lutego odnotowały spadki na poziomie 70 a nawet 95 %, porównując rok 2019 oraz 2020. W najnowszym rozporządzeniu jest zaś swoista innowacja – mamy porównać ze sobą dwa miesiące z okresu pandemii i tutaj odnaleźć spadek na poziomie 40%. Zatem wprowadzamy kryterium „pandemii w pandemii” – tłumaczy Krzysztof Szofer i precyzuje:
– Biorąc pod uwagę, że część firm z naszej branży w miesiącu lutym 2020 oraz wrześniu 2020 odnotowało przychód na poziomie 0 PLN, w kategorii absurdu można spodziewać się wyliczenia dalszego spadku przychodu o 40%. Oczywiście przyjmując logikę, że 40% z O PLN to 0 PLN można wykazać, że nie odnotowując przychodu w lutym 2020 oraz lutym 2021 mamy spadek 40 %, ale i 70 % i ile kto sobie zażyczy… Nie takiego „betonowego” koła ratunkowego oczekiwaliśmy – punktuje mechanizm przyznawania rządowego wsparcia Krzysztof Szofer.

Dotąd firmy współpracujące z targami korzystać mogły jedynie z pomocy na zasadach ogólnych oraz z PFRowskiej Tarczy 2.0. Pozostałe tzw. Tarcze je pomijały, zostawiając przedsiębiorców samych sobie. Wielu z nich zapowiedziało już zwolnienia pracowników i zakończenie działalności. Dla tych, którzy zdecydowali się przetrwać, dziś konieczna jest pomoc sektorowa – taka jak ta, wynosząca 642 miliony Euro, dla przedsiębiorstw targowych w Niemczech, zatwierdzona niedawno przez Komisję Europejską.

– Tylko dzięki niej dotrwamy do końca pandemii, bowiem trudno dziś wyobrazić sobie odblokowywanie na siłę imprez targowych, kiedy codziennie notowana jest coraz większa liczba zachorowań, a prognozy dalekie są od optymizmu – uważa Krzysztof Szofer i przypomina, że w czerwcu 2020 roku rząd pozwolił targom działać, ale decyzja ta zapadła akurat na początku trwającego ponad 2 miesiące martwego sezonu branży, a we wrześniu, organizatorzy zaplanowanych wcześniej imprez zaczęli je masowo odwoływać w obawie o niewystarczającą ilość uczestników. Wtedy to bowiem służby sanitarne odnotowywały codziennie coraz większą liczbę zakażeń koronawirusem.

– Eksperci od chorób zakaźnych określają ten okres jako początek kolejnej fali pandemicznej, bo wtedy dzieci idą do szkół, a ludzie wracają z urlopów, co wskazywać może na większą cyrkulację wirusa, a co za tym idzie, jego większą aktywność – powołuje się na opinię lekarza specjalisty Krzysztof Szofer, wskazując jednocześnie na konieczność opracowania przez rząd kompleksowego planu przyszłego odmrażania gospodarki, z uwzględnieniem firm pracujących dla targów.

– Władzom powinno zależeć na utrzymaniu branży targowej i jej gotowości do działania po zakończeniu pandemii, tym bardziej, że obecnie same korzystają z jej dobrodziejstw, uczestnicząc np. w Targach Mody w Kijowie na początku lutego czy planując udział w Expo w Dubaju – przypuszcza Krzysztof Szofer, sięgając pamięcią do całkiem niedawnych wizyt rządowych na najważniejszych imprezach targowych w Polsce, co wiązało się z wykorzystywaniem takiej właśnie formy promocji rodzimej gospodarki.

– Premier z zaciekawieniem zwiedzał stoiska np. na Poznań Game Arena na terenach Międzynarodowych Targów Poznańskich oraz Targi Książki w Warszawie. Jesteśmy dlatego przekonani, że chce dalej wspierać ten sektor, który może okazać się wkrótce znów bardzo przydatny dla dziesiątek tysięcy polskich przedsiębiorstw – uważa Krzysztof Szofer i – wraz z innymi firmami branży targowej – czeka na oczywiste i odważne działania władzy dla firm pracujących dla targów.

Polki są niezależne finansowo, oszczędzają i kupują świadomie – wynika z badania przeprowadzonego przez Credit Agricole

Aż 80 proc. Polek oszczędza, w tym 42 proc. regularnie odkłada pieniądze. I chociaż w gospodarstwach domowych dominuje model wspólnego budżetu (48 proc.), z którego finansowane są wszystkie wydatki, 71 proc. kobiet czuje się niezależna finansowo, ma własne oszczędności (40 proc.) i nadzoruje budżet domowy (52 proc.).

Aby zbadać podejście kobiet do pieniędzy, kupowania, oszczędzania i gospodarowania domowym budżetem rok po wybuchu pandemii koronawirusa, Credit Agricole przeprowadził wspólnie z Ogólnopolskim Panelem Badawczym Ariadna badanie „Polki a finanse”.

Wyniki wskazały, że 48 proc. Polek ma budżet wspólny z partnerem/ką i to z niego finansowane są wszystkie wydatki. 23 proc. kobiet, poza wspólnym budżetem, dysponuje również własnymi środkami, z których finansuje własne potrzeby. W 52 proc. przypadków to kobiety nadzorują budżet domowy, a w 33 proc. robią to razem z partnerem/ką. Aż 71 proc. Polek czuje się niezależna finansowo – 84 proc. nie czuje kontroli partnera/ki, jeśli chodzi o wydatki, a tylko 6 proc. za każdym razem musi prosić o pieniądze. Okazuje się, że pieniądze aż w 90 proc. gospodarstw domowych nie są tematem tabu i że Polacy w zdecydowanej większości nie kłócą się o pieniądze (78 proc.).

Powszechna teza, że to kobiety trzymają kasę w rodzinie jest prawdziwa tylko częściowo. Owszem, w ponad połowie rodzin tak jest, ale aż w 33 proc. rodzin partnerzy po równo dzielą się tymi obowiązkami. Sytuacja, w której to partner/ka jest domowym księgowym zdarza się zaledwie w jednej na dwadzieścia rodzin. Inaczej wygląda sytuacja, gdy trzeba wziąć kredyt – w ponad 50 proc. gospodarstw domowych, partnerzy podejmują taką decyzję wspólnie, a w 36 proc. decydują kobiety – podkreśla Ewa Deperas-Jarczewska z Biura Komunikacji Korporacyjnej w Credit Agricole.

Jeżeli chodzi o oszczędzanie, z badania wynika, że aż 80 proc. kobiet odkłada pieniądze. 42 proc. robi to regularnie, a 38 proc. kobiet udaje się co jakiś czas zaoszczędzić dodatkowe środki. 54 proc. Polek zadeklarowało, że to one oszczędzają częściej niż ich partnerzy/ki, a 26 proc. uważa, że oszczędzają równie często. 40 proc. kobiet oszczędza samodzielnie (ma własne oszczędności), 30 proc. zarówno samodzielnie, jak i razem z partnerem/ką, a 28 proc, tylko wspólnie. Aż 71 proc. Polek ma ustalony cel oszczędzania.

Wiele z przebadanych kobiet myśli o przyszłości: 20 proc. odkłada pieniądze na tzw. czarną godzinę, a 11 proc. na przyszłość dzieci. Polki odkładają też pieniądze, aby sfinansować bieżące większe wydatki, takie jak remont (17 proc.), wakacje (16 proc.) czy zakup samochodu (9 proc.). – podsumowuje Ewa Deperas-Jarczewska.

Polki zazwyczaj głównie oszczędzały na przyjemnościach (24 proc.), odzieży (20 proc.), podróżach (17 proc.), rachunkach (10 proc.), żywności (9 proc.) oraz na środkach czystości i higieny (5 proc.). Pandemia koronawirusa zmieniła te relacje. I choć nadal na pierwszym miejscu są przyjemności (-1 proc.), to więcej oszczędzamy na podróżach (+5 proc.) i transporcie (+2 proc.), a mniej na żywności (-3 proc.), odzieży (-2 proc.), rachunkach (-2 proc.) i środkach czystości i higieny (-2 proc.).

Bank sprawdził także, jak Polki podchodzą do kupowania. Okazuje się, że aż 79 proc. dokładnie planuje wydatki, 66 proc. rozsądniej niż partner/ka wydaje pieniądze, 63 proc. korzysta z promocji, a jedynie 31 proc. częściej przeznacza budżet na zbytki. Kobiety kupują też świadomie i odpowiedzialnie.

Wyniki naszego badania pod wieloma względami mile nas zaskoczyły. Okazuje się, że Polki są w stanie zapłacić więcej za produkt dobrej jakości (66 proc.) oraz ekologiczny lub fair trade (57 proc.). 65 proc. naszych respondentek zwraca też uwagę na to, czy produkt pochodzi z Polski – komentuje Ewa Deperas-Jarczewska.

Badanie przeprowadził Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna metodą ankiety internetowej CAWI na próbie 538 respondentek w wieku 18-65 lat.

Shecession, czyli jak pandemia Covid-19 wpłynęła na kobiety na rynku pracy

Coraz więcej pracodawców dba o zrównoważony zespół. Jednak w tym temacie globalnie mamy jeszcze wiele do zrobienia. Jak pokazuje raport Global Gender Gap 2020, czas potrzebny do osiągnięcia parytetu płci w biznesie co prawda się skrócił, ale ze 108 lat do… 99,5 roku[1]. Pozytywne trendy zostały zahamowane przez wybuch pandemii, której kobiety stały się milczącymi ofiarami. Międzynarodowa Organizacja Pracy potwierdza, że więcej pań niż panów straciło pracę w wyniku korona-kryzysu. To zjawisko otrzymało już własną nazwę – shecession[2], opisującą spowolnienie gospodarcze, które odczuły najbardziej kobiety.

Jest to podwójnie dotkliwy problem, bo jak pokazuje doświadczenie wielu firm, także w Polsce w pandemicznym 2020 roku, przedsiębiorstwa, które posiadają odpowiedni odsetek kobiet – pracowników w swoich zespołach, szczególnie na kierowniczych stanowiskach, lepiej poradziły sobie w korona-kryzysie. Faktem jest również to, że zespoły i firmy zarządzane przez kobiety odnoszą większe sukcesy. Empatia, wyrozumiałość, troska, biegłość w komunikacji – to cechy posiadane właśnie przez liderki. Są lekarstwem na zmierzch Menedżera-Superbohatera, który był dotychczasowym wzorcem przywództwa. O tym, dlaczego potrzebujemy więcej menedżerek, prezesek i dyrektorek nie tylko w czasach kryzysu, przekonuje Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum.

Podwójny lockdown dla kobiet

Pandemia zamknęła kobiety w domu, i nie chodzi w tym przypadku tylko o lockdown. Niedziałające żłobki, przedszkola i szkoły pozostawiły rodziców z problemem zapewniania swoim pociechom opieki przez 24 godziny na dobę. W dużej mierze ten obowiązek spadł na kobiety. Nierówność płacowa, z którą mamy cały czas do czynienia w Polsce, fakt, że kobiety zarabiają po prostu mniej od mężczyzn, ułatwił w niejednej rodzinie podjęcie ważnej decyzji: bardziej opłaca się, aby to mama pożegnała się z pracą i została w domu niż, żeby płacić „obcym” osobom za wielogodzinną opiekę nad dziećmi.

Kryzys gospodarczy, który nastąpił w efekcie pandemii, nie uwzględnił równości płci. Jeżeli chodzi o biznes, skutki pandemii najbardziej odczuły: gastronomia, turystyka i hotelarstwo, szeroko rozumiana rozrywka czy sektor beauty, a to branże zdominowane przez kobiety. Zatem wszelkie doniesienia medialne informujące o zwolnieniach, przymusowych cięciach wynagrodzeń dotyczyły niestety głównie kobiet. Panie pracują także w usługach, prowadząc, chociażby salony fryzjerskie, kosmetyczne i inne tzw. drobne biznesy, stanowiące znaczący odsetek mikro- i małych przedsiębiorstw w Polsce. Jak już wiemy, po roku obecności korona-kryzysu, to właśnie z nimi pandemia obeszła się najgorzej. Wiele firm przestało funkcjonować z dnia na dzień i nie ma szans, aby otworzyły się ponownie. Z badania Mobile Institute wynika, że pracę z powodu pandemii straciło aż 22% Polek[3].

Co więcej, wiele wskazuje na to, że kobiety będą dalej tracić stanowiska. Po kryzysie wiele firm będzie szukać sposobów na oszczędności, dlatego postawi na rozwój automatyzacji pracy. Może nie jest to perspektywa najbliższych miesięcy, ale na stanowiskach biurowych, w administracji czy obsłudze klienta, kobiety będą sukcesywnie zastępowane przez sztuczną inteligencję i staną się wtórnymi ofiarami pandemii
komentuje Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji Intrum.

Koronawirus ograniczył szanse zawodowe kobiet

72% kobiet w naszym kraju deklaruje, że przez pandemię ma mniejsze możliwości zawodowe[4]. To szczególnie zasmucająca statystyka, bo pomimo tego, że coraz więcej pracodawców tworząc zespół, uwzględnia parytet i kolejne szklane sufity pękają, to szczególnie na wyższych, menedżerskich stanowiskach kobiety są nadal zbyt mało widoczne. Na pocieszenie można dodać, że nie jest to tylko problem Polski. Na liście 100 najefektywniejszych prezesów opublikowanej przez Harvard Business Review znalazły się tylko 4 kobiety[5]. Przy czym należy zaznaczyć, że nie chodzi o to, że kobiety nie zasłużyły, by się znaleźć w takim rankingu, a o to, że nadal stanowią mały odsetek kadry kierowniczej. A kobiety mają apetyt na zarządzanie! Blisko 4 na 10 kobiet w naszym kraju przyznaje, że chciałoby pracować na stanowisku kierowniczym. Co więcej, pod tą deklaracją podpisuje się 70 proc. pań, które posiadają dzieci[6].

Dlaczego to takie ważne, by jak najwięcej kobiet obejmowało stanowiska kierownicze, zostawało menedżerkami wysokiego szczebla, CEO, prezeskami, dyrektorkami? Kobiece przywództwo może pomóc rozwiązać wiele kryzysów, które pojawiły się w firmach od czasu wybuchu pandemii, szczególnie w obszarze HR, zarządzania zespołem, itp.

Masz problem w zespole? Zatrudnij kobietę!

Kobiecość jest w naszej kulturze tradycyjnie kojarzona z emocjonalnością, empatią, instynktem opiekuńczym, itp. Kobiety wkraczające w świat biznesu, świadomie odrzucają tę charakterystykę, bo łączy się ona także ze słabością oraz niekoniecznie z kierowaniem się racjonalnym osądem, i w ogóle nie jest kluczem do osiągnięcia sukcesu
w męskim świecie. A jak pokazał trudny 2020 rok, firmom potrzebne są te cechy potrzebują „kobiecego przywództwa”.

 Pandemia przyniosła nową rzeczywistość, w której musieli się znaleźć nie tylko pracownicy, którym w większości do tej pory obcy był model pracy zdalnej, ale również szefowie zespołów. Ci drudzy stanęli przed nowymi wyzwaniami, np. jak zarządzać rozproszonym zespołem, gdy część pracowników zaczęła pełnić swoje obowiązki z domów, a pozostali nadal działali z biur, jak zapanować nad chaosem informacyjnym związanym z pandemią, jak motywować pracowników, którzy wraz z kolejnymi tygodniami trwania korona-kryzysu tracili zapał do pracy? Prawie po roku funkcjonowania w covidowej rzeczywistości, doświadczenie wielu marek pokazało, że z tymi problemami poradziły sobie znacznie lepiej te firmy, w których za strategiczne działania, komunikację, obszar HR odpowiadały kobiety. Wyniki badań analizujących efektywność pracowników w trakcie pandemii pokazują również, że jej poziom nie zmalał, a nierzadko wręcz wzrósł wśród tych zespołów, które były zarządzane przez menedżerki – kobiety zauważa Agnieszka Surowiec Dyrektor HR i Komunikacji.

Skąd te wnioski? Empatia, wyrozumiałość, które są przypisywane kobietom, były i nadal są bardzo pożądanymi cechami osobowości/charakterystykami przywództwa wśród osób, które zajmują stanowiska kierownicze. Każdy szef na co dzień musi rozwiązywać szereg problemów w swoim zespole, a pandemiczny kryzys przyniósł kolejne.

Niektórzy liderzy mieli do czynienia z prawdziwymi ludzkimi dramatami, ponieważ pewna grupa pracowników naprawdę źle zniosła zamknięcie i kompletną zmianę dotychczasowego trybu życia. Do obowiązków szefa należało podniesienie danej osoby na duchu i zmotywowanie do pracy. Nie można ukrywać, że pracownicy najbardziej bali się o swój byt, kiedy kondycja finansowa wielu firm znacznie się pogorszyła. To właśnie do bezpośrednich przełożonych należało przekazanie trudnej decyzji o redukcji wynagrodzenia czy o zwolnieniu. W tych wszystkich sytuacjach niezbędna była empatia, zrozumienie i odpowiednie kompetencje interpersonalne. Komunikacja z pracownikami w czasie pandemii była/jest jedną z najtrudniejszych kwestii, ale kobiety – liderki zdały ten egzamin na 5. Co więcej, od kilku lat obserwujemy tendencję, którą można określić zmierzchem Menedżerów-Superbohaterów. Niewzruszoność, stanowczość na granicy z surowością, „zimne” opanowanie nie są cechami, które są dzisiaj poszukiwane u liderów. Pracownicy wolą „szefa z ludzką twarzą”, przed którym nie będą się bali otworzyć i który zawsze okaże im wsparcie. Emocje czy empatyczność nie są już dłużej postrzegane jako słabość, a jako wartość dodana – zaznacza Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum.

To nie znaczy, że wspomniane cechy czy umiejętności są niedostępne dla mężczyzn, albo że kobiety z natury mają większą inteligencję emocjonalną czy potrafią się lepiej komunikować. To kultura wmówiła kobietom, że mają takie być, więc te przez lata wykształciły typowo „kobiecie” cechy. W czasie pandemii „nadmierna” emocjonalność czy empatia zaczęły grać główną rolę i zostały docenione. Można ironicznie stwierdzić, że kobiety w końcu w pełni mogły pokazać swój potencjał.

 

–  W Intrum już od początku pandemii wdrożyliśmy odpowiednią komunikację kryzysową oraz szereg inicjatyw dla pracowników, dzięki którym było łatwiej im przetrwać trudniejszy czas, zdobyć nową dawkę motywacji. To nie przypadek, że autorkami takich akcji w naszej firmie, jak chociażby cykl porad dotyczący wellbeing, czyli dbania
o własny dobrostan, wspólne czytanie bajek dla dzieci pracowników pracujących z konieczności w domach czy odstresowujące sesje jogi, były kobiety, nasze Ambasadorki, a nie mężczyźni
– dodaje Agnieszka Surowiec.

Przedsiębiorco, nie rezygnuj z różnorodności!

Wiele danych potwierdza, że opiekuńcza rola, która jest domeną kobiet i tzw. kobiece cechy osobowości są potrzebne firmom, nie tylko w czasie kryzysu. Zatem wniosek i jednocześnie zalecenie dla pracodawców może być tylko jeden: dbanie o zrównoważony rozwój zespołu, tj. zatrudnianie podobnej liczby kobiet i mężczyzn jest koniecznością! Przywództwo oparte na różnorodności to klucz do sukcesu firmy. Przedsiębiorstwa, które stawiają na takie podejście i utrzymują ten wskaźnik różnorodności powyżej średniej, odnotowują średnio 45 proc. przychodów z innowacyjności. W przypadku wskaźnika, który jest poniżej średniej, odsetek ten spada do 26 proc[7]. Zdaniem Polek piastujących stanowiska menedżerskie, kobiety do stylu zarządzania firmą wnoszą przede wszystkim kompetencje skutecznej komunikacji, efektywnego budowania relacji i dialogu (aż 93% ankietowanych wskazało taką odpowiedź)[8]. Ma to ogromny wpływ na realizację założonej wizji rozwoju przedsiębiorstwa. Firmy, które dążą do konkurencyjności, które chcą nadążać za trendami – powinny stawiać na wspieranie tych właśnie umiejętności.

Jako kobieta na stanowisku menedżerskim jestem szczególnie dumna z celu, jaki wyznaczyliśmy sobie w całej Grupie Intrum, którym jest dążenie do utrzymania struktury zatrudnienia w naszych lokalnych zespołach na poziomie 60 proc. mężczyźni i 40 proc. kobiety. To absolutne minimum, aby działać zgodnie z polityką sustainability. Intrum
w Polsce jest pozytywnym przykładem w tym obszarze. Mimo tego, że działamy w branży finansowej, gdzie kobiety zawsze stanowiły znaczny odsetek naszych pracowników – obecnie jest to 60 proc. Regularnie zwiększamy zatrudnienie kobiet na stanowiskach menedżerskich.
Aktualnie są to aż 24 osoby, czyli 44 proc. – dodaje Agnieszka Surowiec, Dyrektor HR i Komunikacji w Intrum.

Nie chodzi tylko o dążenie do uzyskania parytetu w miejscu pracy. Pracodawcy powinni zadbać o swoich aktualnych pracowników – o kobiety już obecne w firmie, szczególnie te na niższych stanowiskach. Udzielone wsparcie, odpowiedni program szkoleń i mentoring z prawdziwego zdarzenia pomogą „odkryć” nowe talenty w firmie. Wtedy może okazać się, że w danym zespole jest zdecydowanie więcej liderek, niż przypuszczano. Dla pracodawcy to także komfortowa sytuacja – lepiej inwestować w pracownika, który jest już zżyty z firmą, zna jej cele i wartości niż zatrudniać nową osobę, która musiałaby przejść onboarding i wdrożyć się do pracy. Chyba że tym nowym pracownikiem jest kobieta!

Chociaż pracodawcy w naszym kraju mają jeszcze wiele do zrobienia w kwestii zadbania o zrównoważony zespół, jest coraz lepiej, szczególnie gdy spojrzymy na statystyki z USA. 39 proc. wyższej kadry kierowniczej polskich firm stanowią kobiety (średnia dla UE wynosi 30 proc., a dla świata 29 proc.). Ponad 50 proc. polskich przedsiębiorców uważa, że o równouprawnienie w firmach powinien dbać sam biznes, a nie ustalony odgórnie parytet, co jest dodatkowo pocieszającym faktem[9].

Więcej kobiet w biznesie, więcej kobiet w zarządach – tego życzymy wszystkim pracownikom z okazji Dnia Kobiet!

[1]  Publikacja Światowego Forum Ekonomicznego (WEF, Word Economic Forum) Global Gender Gap 2020.

[2] C. Nicole Mason, prezes i dyrektor generalna Institute for Women’s Policy Research.

[3] Mobile Instytut, Siła Kobiet, 2020.

[4] Dane: Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką.

[5] Ranking The BestPerforming CEOs in the World, 2019.

[6] Mobile Institute, Siła Kobiet, 2020.

[7] Badania nt. innowacyjności i różnorodności zrealizowane przez firmę doradczą BCG, 2017.

[8] Badania PwC przeprowadzone we współpracy z organizacją Sukces Pisany Szminką „Kobiety menedżerami przyszłości. Wyzwania w skutecznym kształtowaniu liderek, 2015.

[9] Dane: Grant Thornton, Women in Business 2020. Polski biznes otwarty na kobiety.

Masterlease i Automarket na fali wzrostów

  • Grupa Masterlease po przejęciu przez PKO Leasing notuje wynik finansowy na poziomie 28,2 mln zł netto zysku za rok 2020.
  • Spółka zanotowała dodatnie dynamiki wzrostu w zakresie finansowania nowych umów
    (+4 % r/r) oraz w sprzedaży aut pokontraktowych (+24 % r/r)
  • Systematyczny wzrost biznesu i sprzedaży samochodów nowych i używanych raportuje również należąca do PKO Leasing – platforma Automarket.pl

Grupa Masterlease po przejęciu przez PKO Leasing notuje wynik finansowy na poziomie 28,2 mln zł netto zysku za rok 2020. Spółka zanotowała dodatnie dynamiki wzrostu w zakresie finansowania nowych umów (+4% r/r) oraz w sprzedaży aut pokontraktowych (+24% r/r). Systematyczny wzrost biznesu i sprzedaży samochodów nowych i używanych raportuje również należąca do PKO Leasing – platforma Automarket.pl, która może pochwalić się wynikiem ponad 1 000 sztuk sprzedanych pojazdów. Właściciel platformy – PKO Leasing – prognozuje, że w 2021 r. sprzeda 3 000 pojazdów.

 

Zakup Grupy Masterlease oraz uruchomienie platformy Automarket.pl to decyzje, które pokazały swoją rentowność, nawet w warunkach pandemii. Po pierwsze, usługi wynajmu długoterminowego zyskują na znaczeniu, co potwierdzają bardzo dobre wyniki Grupy Masterlease. Poprzedni rok to również czas rozwoju rynku e-commerce – zakupy przez internet cieszą się coraz większym powodzeniem, także w segmencie automotive. Ten trend obserwujemy w wynikach sprzedaży pojazdów na platformie Automarket.powiedział Paweł Pach, prezes Grupy PKO Leasing.

Wyniki Grupy Masterlease na dużym plusie

W 2020 roku Masterlease pogłębiała integrację ze spółkami Grupy PKO Banku Polskiego, działając w jej strukturach jako Centrum Kompetencji „Cars”. Do jej zadań należą m.in. zarządzanie bankową flotą, obsługa klientów Grupy w zakresie CFM czy technologiczne i merytoryczne wsparcie strategicznych projektów związanych z samochodami.

Synergię widać w kilku obszarach. Po pierwsze poprawiliśmy nasz wynik finansowy. Rok 2020 zamknęliśmy na poziomie 28,2 mln zł netto zysku. O 4% wzrosła wartość podpisywanych nowych umów finansowania, a o 24% wzrósł segment sprzedaży samochodów pokontraktowych. To pokazuje nasze kompetencje w trudnym obszarze remarketingu. Drugim ważnym elementem tego połączenia jest wprowadzenie komplementarności usług finansowych dla wszystkich klientów Grupy Kapitałowej.  Dzięki temu klienci otrzymali dostęp do różnorodnych form finansowania swoich pojazdów. Jako Masterlease korzystamy również z obecności w strukturach Grupy Kapitałowej na poziomie kultury organizacyjnej, optymalizacji procesów czy wielokierunkowych transferach know-how – mówi Tomasz Jabłoński, Prezes Zarządu Masterlease.

Masterlease w 2021 rok wchodzi z ambitnymi planami. Zakładany jest dalszy wzrost biznesowy oraz dalsza digitalizacja sprzedaży i obsługi klienta. Grupa planuje sfinansowanie zakupów inwestycyjnych samochodów na rekordowym poziomie wartości ok. 250 mln zł (IH 2021). Rozwijane są nowe programy abonamentowe z importerami, m.in. z Nissanem i Suzuki. Od ponad roku testowana jest usługa carsharingu biznesowego dla jednego z kluczowych klientów Spółki. MasterBenefit, czyli program oferujący samochody w ramach benefitów dla pracowników korporacji, zyskuje na popularności. W 2021 roku Grupa zamierza również mocniej zaznaczyć swoją obecność na rynku wynajmu krótkoterminowego jako MasterRent24.

Automarket.pl stawia w 2021 roku na 3000 pojazdów

Dobre podsumowanie startu platformy Automarket.pl zachęca jej właściciela do coraz silniejszej ekspansji na rynku e-commerce. Plany rozwoju platformy zakładają mocne wsparcie sprzedaży pojazdów dealerskich oraz dalszy rozwój usługi zakupu pojazdu online. Spółka podkreśla, że sprzedaż online w modelu end-to-end systematycznie wzrasta. Obecnie co czwarty pojazd jest sprzedawany na platformie w taki sposób. PKO Leasing prognozuje, że w 2021 za pomocą platformy sprzeda ponad 3000 pojazdów.

– O powodzeniu naszego projektu świadczy kilka czynników. Rosnące zadowolenie rynku dealerskiego. Od startu zwiększyliśmy do 25 liczbę współpracujących z nami dealerów, czego skutkiem jest m.in. podwojenie liczby dostępnych na platformie pojazdów. Co ważne, udało nam się osiągnąć załażony cel, w którym 25% zawartych przez nas umów zostało przeprocesowanych w całości online. To dobry wskaźnik na kolejny rok, który może przełożyć się na jeszcze lepszy wynik sprzedaży niż ten zakładany w obecnych prognozach – podkreśla Tomasz Otto, dyrektor Departamentu Strategii i Rozwoju w PKO Leasing.

Pół roku funkcjonowania platformy daje możliwość pierwszych podsumowań. Automarket.pl, od początku lipca do końca roku, odwiedziło pond 2 mln. użytkowników – 28 % z nich wyświetliło serwis więcej niż raz. 80 % umów została zrealizowana z użyciem finansowania dostarczonego przez Spółki z Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego, a połowa z nich została zawarta z klientami banku.

Platforma Automarket.pl na bieżąco monitoruje preferencje zakupowe użytkowników. Ze statystyk udostępnionych przez portal wynika, że najpopularniejszymi segmentami wyszukiwanych pojazdów w drugiej połowie 2020 roku były SUV i Kombi, czyli auta rodzinne. Użytkownicy platformy, szukając pojazdów, w pierwszej kolejności filtrują je po marce i modelu. W kolejnym kroku dołączają kryterium ceny, potem rodzaj paliwa i skrzyni biegów.

Automarket jest pierwszą bankową platformą do zakupu samochodów. Jest on zintegrowany z elektronicznymi kanałami banku: serwisem iPKO i aplikacją mobilną IKO. Na platformie dostępne są samochody nowe i używane, które przeszły inspekcję techniczną. Każdy z pojazdów objęty jest minimum roczną gwarancją.

Cisco Webex wprowadza tłumaczenie w czasie rzeczywistym

  • Już teraz klienci Cisco Webex mogą przetestować funkcję tłumaczenia w czasie rzeczywistym z angielskiego na ponad 100 innych języków, w tym polski.
  • Platforma Cisco umożliwia tłumaczenie w czasie rzeczywistym, wykorzystując sztuczną inteligencję, co pozwoli większej liczbie osób z różnych części świata dołączyć do wirtualnych spotkań.

Eliminowanie barier językowych stanowi klucz do skutecznej pracy w środowisku międzynarodowym. Cisco ogłosiło dostęp do przedpremierowej wersji funkcji tłumaczenia w czasie rzeczywistym, jednocześnie znacznie rozbudowując zakres obsługiwanych języków. Pierwotnie platforma Cisco Webex tłumaczyła spotkania na kilkanaście języków, obecnie jest ich ponad 100, w tym polski.

Użytkownicy mogą personalizować swoje doświadczenia podczas współpracy, szybko i łatwo wybierając język, na który chcieliby przetłumaczyć słowa swoich anglojęzycznych rozmówców. Twórcy platformy Webex uwzględnili zarówno najpopularniejsze języki, takie jak niemiecki, francuski, hiszpański, rosyjski, mandaryński i arabski, jak i te mniej znane, w tym duński, hindi, turecki czy wietnamski. Dzięki temu biznes będzie mógł stawić czoła jednemu z największych wyzwań świata globalnej współpracy – barierom językowym. Teraz użytkownicy mogą jeszcze bardziej zaangażować się w spotkania, niezależnie od tego z jakiego kraju pochodzą. Dzięki tłumaczeniu z języka angielskiego na ponad 100 języków, zespoły mogą komunikować się w sposób bardziej efektywny, co stwarza nowe możliwości budowania międzynarodowych zespołów, w których nikt nie będzie czuł się wykluczony.

Nowa funkcja pozwoli firmom pozyskiwać nowych pracowników, niezależnie od tego skąd pochodzą i jaki jest ich język ojczysty. Raport firmy badawczej i konsultingowej Metrigy poświęcony inteligentnym, wirtualnym asystentom wykazał, że niemal 24% respondentów uczetniczy w spotkaniach, w których biorą udział osoby nieanglojęzyczne. Ponad połowa z nich korzysta z zewnętrznych usług, aby przetłumaczyć to, co mówią inne osoby, a średni koszt takiego tłumaczenia to 172 USD na spotkanie. Integracja inteligentnych wirtualnych asystentów spotkań z funkcjami tłumaczenia, pozwala znacznie ograniczyć koszty.

„Nowe funkcje Cisco Webex pomogą stworzyć lepsze środowisko współpracy i równe szanse na wzajemne zrozumienie się dla użytkowników, niezależnie od tego jakim językiem się posługują oraz gdzie się znajdują. Tłumaczenia w czasie rzeczywistym w tak wielu językach to kolejny krok w kierunku budowania przyszłości, w której nikt nie jest wykluczony społecznie oraz ważny element usprawnienia komunikacji i współpracy między zespołami na całym świecie” – powiedział Jeetu Patel, starszy wiceprezes i dyrektor generalny, dział bezpieczeństwa i aplikacji w Cisco. „Sztuczna inteligencja odgrywa w tym procesie rolę kluczową, zapewniając bezproblemową  współpracę, pracę w środowisku hybrydowym oraz wzbogacone doświadczenia klientów”.

Cisco od dawna wprowadza innowacje w środowisku współpracy Webex, które pomagają pracownikom utrzymywać odpowiedni poziom bezpieczeństwa i produktywności niezależnie od miejsca, w którym się znajdują. Od wybuchu pandemii, Webex nie tylko wspiera firmy w ich rozwoju, ale stanowi także integralną platformę umożliwiającą funkcjonowanie rządów, które mogą pracować na odległość. Platforma Cisco jest także wykorzystywana przez lekarzy, którzy mogą prowadzić zdalne konsultacje w bezpieczny sposób oraz przez nauczycieli podczas e-nauczania.

Oczywiste jest, że przyszłość to praca hybrydowa, która będzie obejmować połączenie interakcji zdalnych i tradycyjnych. Cisco już dzisiaj ma przejrzystą wizję tego, w jaki sposób technologie mogą pomóc firmom w urzeczywistnieniu przyszłości pracy, funkcjonowaniu w modelu hybrydowym i kształtowaniu świata otwartego dla wszystkich.

Dostępność

Rozszerzona o nowe języki funkcja tłumaczenia w czasie rzeczywistym będzie dostępna w ramach Cisco Webex w wersji przedpremierowej już od tego miesiąca. Usługa będzie ogólnie dostępna w maju. Nie wszystkie dialekty są uwzględnione w tłumaczeniu.

Giełdy dobrze radzą sobie z sytuacją pandemiczną, która dotyka światowe gospodarki

Pandemiczny rok 2020 zmienił wygląd światowego rynku finansowego. Odbiło się to też na amerykańskiej giełdzie, która zmieniła nieco kurs w porównaniu do ostatnich 10 lat. Od dłuższego czasu hossie przewodził bowiem sektor technologiczny – pozostawiając w tyle wszystkie inne sektory gospodarki: przemysłowy, finansowy, wytwórczy czy wydobywczy. Po trudnym, pandemicznym roku można zauważyć, że inwestorzy chętniej wracają do tych branż, a ich wartość akcji rośnie. Mowa tutaj o spółkach takich, jak banki, przedsiębiorstwa i spółki zajmujące się wydobyciem ropy. W ostatnich kwartałach to na nich skupiła się uwaga amerykańskiej giełdy. Dlaczego?

– Inwestorzy zaczynają wyceniać odbicie gospodarcze, które nastąpi po powrocie gospodarek do normalności. Natomiast nie oznacza to, że nastąpi gwałtowny spadek wartości branży technologicznej i championów internetowych – co mogłoby doprowadzić do załamania się giełdy – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Miliński, zarządzający funduszami Quercus TFI. – Sytuacja, którą obserwujemy obecnie, wynika z wielu czynników. Aktywności banków centralnych, które wspierają swoją płynnością rynki finansowe. Struktury rynku amerykańskiego, gdzie bardzo duża część inwestorów umieszcza swój kapitał bezpośrednio na giełdzie. Do tego dokładają się całkiem dobre, rosnące wyniki spółek, które na bieżąco skupują swoje akcje. Te czynniki wpływają na to, że od wielu lat rynek amerykański rośnie. Nie ma więc istotnych powodów, żeby w najbliższych kwartałach spodziewać się nagłego krachu na giełdzie. Co by mogło ten krach wywołać? Dużo mówi się ostatnio o napięciach na linii Chiny – Tajwan, w które mogłyby zaangażować się Stany Zjednoczone. Drugim powodem może być permanentny charakter wirusa. Jednak ani banki centralne nie chcą się wycofywać ze swojej polityki, ani rządy nie chcą wycofywać wsparcia fiskalnego dla gospodarek, ani inwestorzy nie przechodzą w kierunku bardziej ostrożnego nastawienia. Nie ma więc sygnałów, które świadczyłyby o rychłym krachu na rynku. Scenariuszem bazowym  jest nadal powolny wzrost, który widzieliśmy w ostatnich kwartałach – przewiduje Miliński.

Koszty pakowania i transportu eksportowanych towarów również z 0% stawką VAT

Firmy eksportujące towar poza Unię Europejską mają wątpliwości co do tego, jaką stawkę VAT zastosować do naliczonych dodatkowych opłat związanych z dostawą takich jak opłaty za transport czy koszty pakowania. Dokładniej rzecz biorąc, chodzi o to, czy 0% stawkę VAT z tytułu wywozu towaru przedsiębiorcy mogą stosować również do tych opłat dodatkowych. Przychylną dla firm interpretację dnia 11 stycznia 2021 r. wydał Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Eksport towaru wraz z kosztem pakowania i transportu

Jedna z polskich firm z branży produkcyjnej eksportowała swoje produkty do krajów z Ameryki Północnej oraz do Australii. Z racji wywozu towarów poza terytorium Unii Europejskiej opodatkowuje ich dostawy zerową stawką VAT, zgodnie z art. 41 ust. 4 Ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz.U. 2004 nr 54, poz. 535, ze zm.). Na wystawianych klientom fakturach z tytułu sprzedaży towaru firma uwzględnia nie tylko cenę samego produktu, ale również cenę usługi w postaci kosztu wysyłki, na którą składa się pakowanie i transport. Przedsiębiorca wystąpił do organu podatkowego z wnioskiem o wydanie interpretacji, czy słusznie stosuje do tej usługi zerową stawkę VAT, jaka obowiązuje przy eksporcie towaru, skoro usługa ta nie jest samodzielna, lecz ściśle związana ze sprzedażą tego towaru.

Świadczenie główne i pomocnicze

Reprezentujący firmę Robert Nogacki – twórca Kancelarii Prawnej Skarbiec – wskazał organowi, że związane z dostawą towaru poza teren Unii usługi pakowania i wysyłki nie są samodzielnymi usługami świadczonymi przez firmę. Zatem na potrzeby opodatkowania VAT należy rozpoznawać dostawę towaru, jego pakowanie i wysyłkę jako jedną usługę kompleksową, w której dostawa towaru jest świadczeniem głównym, a pakowanie i wysyłka – pomocniczym.

Zgodnie z art. 29a ust. 6 ustawy o VAT podstawa opodatkowania tym podatkiem obejmuje:

1) podatki, cła, opłaty i inne należności o podobnym charakterze, z wyjątkiem kwoty podatku, a także

2) koszty dodatkowe takie jak prowizje, koszty opakowania, transportu i ubezpieczenia, pobierane przez dokonującego dostawy lub usługodawcę od nabywcy lub usługobiorcy.

Skoro więc koszty dodatkowe, o których mowa w pkt 2, podwyższają podstawę opodatkowania VAT dostawy towaru, to firma dokonująca dostawy towaru opodatkowanej 0% stawką VAT w eksporcie ma prawo do zastosowania tej samej stawki VAT także dla pozostałych usług związanych z tą dostawą, a składających się na jedną usługę kompleksową.

Rozpoznający wniosek firmy Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej potwierdził, że jej stanowisko co do objęcia zerową stawką VAT przy eksporcie towaru także kosztów pakowania i wysyłki jest prawidłowe. W wydanej 11 stycznia 2021 r. interpretacji indywidualnej przyznał:

„…w przypadku dostawy towarów za podstawę opodatkowania należy uznać całość świadczenia pieniężnego pobieranego od nabywcy. Oznacza to, że do podstawy opodatkowania należy wliczyć pobieraną przez zbywcę wartość (cenę) towarów, a także wszystkie inne elementy zapłaty, będące częściami składowymi świadczenia zasadniczego (…) Wnioskodawca (…) dokonuje dostawy towarów na rzecz klientów, którzy mają miejsce zamieszkania poza UE. Koszty wysyłki towaru obejmują koszt opakowania i transportu. Zatem należy uznać, że w przedmiotowej sprawie kwota stanowiąca całość świadczenia należnego sprzedawcy obejmie również inne elementy kształtujące kwotę żądaną od nabywcy, wobec tego wszystkie elementy składające się na transakcję, w aspekcie gospodarczym, tworzą jedną całość” (sygn. 0111-KDIB3-3.4012.603.2020.1.MAZ).

Podsumowanie

Opisana interpretacja organu podatkowego stanowi kolejny dowód na to, że przedsiębiorcy dokonujący dostaw towarów lub usług nie muszą stosować różnych stawek opodatkowania VAT dla świadczeń, które zwiększają koszt nabycia dostawy, ale odgrywają jedynie rolę towarzyszącą, pomocniczą względem świadczenia głównego. Ma to znaczenie zwłaszcza dla eksporterów, którzy dzięki możliwości zastosowania zerowej stawki VAT dla całej ceny sprzedaży mogą skuteczniej konkurować z innymi przedsiębiorcami na zagranicznych rynkach.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ponad połowa firm zrezygnowała z inwestycji z uwagi na pandemię. Raport EY: Rok z COVID-19 oczami polskich przedsiębiorców

Po roku od wprowadzenia pierwszego lockdownu gospodarki polscy przedsiębiorcy są podzieleni w kwestii oceny sytuacji swoich firm. Choć większość z nich postrzega swoją sytuację pozytywnie albo neutralnie, wśród mikroprzedsiębiorstw oraz w branżach powiązanych z turystyką dominują oceny negatywne. Ponad połowa firm zrezygnowała z inwestycji ze względu na pandemię. Równocześnie w 2021 r. realizację nowych inwestycji planuje obecnie niecałe 30 proc. przedsiębiorstw. Prawdziwą próbą dla polskich firm będzie rok 2021 – wynika z najnowszego raportu EY „Rok z COVID-19 oczami polskich przedsiębiorców”.

Pomimo spadku przychodów i liczby klientów, zdecydowana większość przedsiębiorstw (69 proc.) utrzymała stan zatrudnienia na tym samym poziomie co przed pandemią, a 8 proc. firm zwiększyło liczbę pracowników. Ponad 3/4 przedsiębiorców (79 proc.) nie zdecydowało się na obniżenie wynagrodzeń, a 91 proc. wypłacało je bez opóźnień.

63 proc. przedsiębiorców ocenia ogólną sytuację swoich firm pozytywnie (33 proc.) albo neutralnie (30 proc.). Z kolei o negatywnej ocenie mówi 36 proc. badanych.
Blisko połowa przedstawicieli przedsiębiorstw średnich (45 proc.) i dużych (48 proc.) pozytywnie ocenia sytuację swojej firmy. Najwięcej optymistycznych deklaracji dotyczy firm produkcyjnych i budowlanych.

Przedsiębiorstwa, które najczęściej źle oceniają swoją obecną sytuację to mikroprzedsiębiorstwa (51 proc.) oraz firmy usługowe i powiązane z turystyką. Aż 95 proc. przedstawicieli branży hotelarskiej i gastronomicznej ocenia sytuację swojej firmy jako złą.
W ocenie przedsiębiorców, w czasie pandemii najwięcej zyskały branże związane z medycyną, farmacją i produkcją środków ochronnych oraz handel internetowy i branża informatyczna. Jako branże, które straciły z powodu pandemii, wskazywane są turystyka i hotele, a także gastronomia, rozrywka i sport.

Jak wynika z badania, rok po wprowadzeniu pierwszego lockdownu polskiej gospodarki przedsiębiorcy oceniają kondycję firm i branż w większości neutralnie lub pozytywnie, mimo że ponad połowa badanych firm (54 proc.) przyznaje, że ich przychody w 2020 r. spadły w porównaniu z 2019 r. o co najmniej 25 proc. Bilans zysków i strat zależy jednak w dużej mierze od wielkości przedsiębiorstwa i branży. W grupie mikroprzedsiębiorstw na spadek przychodów przynajmniej o ¼ lub więcej wskazało 65 proc. badanych.

Rys. 1. Jak w 2020 r. zmieniły się przychody w Pana/i firmie, w porównaniu do 2019 r.?Jak w 2020 r. zmieniły się przychody w firmie, w porównaniu do 2019

Bardziej pesymistyczna jest opinia ankietowanych na temat stanu polskiej gospodarki. Zdaniem 78 proc. obecna sytuacja gospodarcza w kraju, w porównaniu do stanu sprzed pandemii, nie jest sprzyjająca.

Aby dostosować się do sytuacji pandemii, ponad połowa przedsiębiorstw (59 proc.) wykorzystała oszczędności. Część firm po roku pandemii deklarowała problemy z płynnością finansową (29 proc.) lub wzrost zadłużenia firmy (27 proc.). Wśród przyczyn kłopotów z płynnością finansową badani wskazywali zatory płatnicze (64 proc.), brak przychodów z powodu lockdownu (62 proc.), rezygnację z usług przez klientów (59 proc.) oraz wydłużony czas płatności za faktury (44 proc.).

Rys. 2 Jakie obszary prowadzenia działalności są obecnie, w czasie pandemii, najbardziej problematyczne?Jakie obszary prowadzenia działalności są obecnie, w czasie pandemii, najbardziej problematyczne

– Rok 2020 był bardzo trudny dla polskich przedsiębiorców, ale dla wielu z nich negatywne skutki pandemii możemy poznać dopiero w bieżącym roku. Dotyczy to w szczególności niektórych przedsiębiorstw i branż, które dotychczas były silnie wspierane programami rządowymi i korzystały z wcześniejszych oszczędności, a które nie mogą w ten sposób funkcjonować na dłuższą metę. Część z tych firm upadnie, ale jest duża szansa, że zbiegnie się to w czasie z silniejszym ożywieniem w polskiej gospodarce, co pozwoli ograniczyć negatywne skutki dla rynku pracy – mówi Marek Rozkrut, główny ekonomista EY Polska, szef Zespołu Analiz Ekonomicznych EY.

Konsekwencje dla biznesu

Najczęściej wskazywanym przez firmy utrudnieniem w prowadzeniu działalności z powodu pandemii jest spadek liczby klientów (48 proc. wskazań) oraz wysokie koszty bieżącej działalności (44 proc. wskazań). Mimo tego, większość przedsiębiorstw (69 proc.) utrzymała stan zatrudnienia na tym samym poziomie co przed pandemią, a 8 proc. zwiększyła liczbę zatrudnionych. Odsetek firm deklarujących zmniejszenie liczby pracowników był wyższy wśród większych przedsiębiorstw. 42 proc. dużych firm przeprowadziło redukcję zatrudnienia, przy 16 proc. w przypadku mikroprzedsiębiorstw.

Różnice między dużymi a małymi podmiotami dostrzegalne są także w przypadku korzystania z różnych form wsparcia. Przedsiębiorstwa zatrudniające 250 lub więcej pracowników wyraźnie rzadziej niż mniejsze przedsiębiorstwa korzystały z programów pomocowych. Wśród mikro i małych firm relatywnie dużym zainteresowaniem cieszyła się dedykowana im pożyczka ze środków Funduszu Pracy i zwolnienia ze składek ZUS. Większe firmy z kolei częściej wspomagały się Tarczą Finansową PFR czy pożyczką obrotową na finansowanie wynagrodzeń pracowników.

Rys. 3. Czy w Pana/i firmie miały miejsce następujące sytuacje w związku z pandemią Covid-19?miały miejsce następujące sytuacje w związku z pandemią Covid-19

Oczekiwania przedsiębiorców

Zniesienie restrykcji związanych z pandemią (44 proc.), zmiana przepisów podatkowych w taki sposób, że podatek byłby należny jedynie od opłaconych faktur (38 proc.), dotacje (22 proc.) i rekompensaty (16 proc.) to najbardziej oczekiwane przez przedsiębiorców formy wsparcia w okresie pandemii.

Wygrani i przegrani pandemii

Najlepiej swoją sytuację (jako „bardzo dobra” i „raczej dobra”) oceniają średnie (45 proc.) i duże przedsiębiorstwa (48 proc.), a w ujęciu branżowym firmy farmaceutyczne i z ochrony zdrowia (48 proc.) oraz produkcyjne i budowlane, gdzie odpowiednio 38,7 proc. i 38,5 proc. ocenia swoją sytuację jako bardzo dobrą i raczej dobrą w porównaniu z rokiem poprzednim.

Po drugiej stronie są mikroprzedsiębiorstwa, gdzie źle sytuację swojej firmy ocenia 51 proc. badanych. Negatywne deklaracje dotyczą przede wszystkim firm usługowych oraz powiązanych z turystyką. Aż 95 proc. przedstawicieli hoteli i gastronomii ocenia sytuację swojej firmy jako złą.

Rys. 4. Jak ocenia Pan/i obecną sytuację swojej firmy? Czy w porównaniu do stanu sprzed pandemii (2019 r.) jest ona…

kondycja firmyO badaniu
Badanie na zlecenie EY zrealizował IBRIS w styczniu 2021 roku, na próbie 500 firm, w tym 200 mikroprzedsiębiorstw (2-9 zatrudnionych), 150 małych przedsiębiorstw (10-49 zatrudnionych), 100 średnich przedsiębiorstw (50-249 zatrudnionych) oraz 50 dużych przedsiębiorstw (250+ zatrudnionych). W badaniu wzięły udział firmy o zróżnicowanej wielkości i reprezentujące różne branże oraz sektory. Badanie zrealizowane metodą telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI).

Wynajęcie biura instytucji państwowej nie takie łatwe

Wynajęcie powierzchni biurowej instytucji państwowej nie jest łatwym zadaniem. Zazwyczaj wiąże się z udziałem właściciela budynku w przetargu na wybór powierzchni, spełnieniem wielu wymagań formalnych, a czasem nawet renegocjacjami umowy z bankiem w zakresie zabezpieczeń umowy najmu. Czy będąc właścicielem biurowca warto zatem starać się o pozyskanie takiego najemcy?

„Skutkiem panującej pandemii jest spowolnienie na rynku biurowym. Według najnowszych danych w całym 2020 roku w miastach regionalnych podpisano umowy na ponad 580 000 m kw., czyli wynajęto o ponad 100 000 m kw. mniej niż w 2019 roku. Osłabiony popyt i nie w pełni skomercjalizowana nowa podaż wpłynęły na wzrost średniego wskaźnika pustostanów, który na koniec 2020 roku wyniósł 12,7% i był o ponad 3 pp. wyższy niż przed rokiem. Spowolnienie nie było aż tak dotkliwe jak początkowo przewidywano, ale mimo to warto otworzyć się na nowe grupy najemców np. instytucje państwowe. Jest to doskonały moment, ponieważ coraz więcej z nich zaczyna wynajmować powierzchnię poza budynkami będącymi własnością poszczególnych instytucji czy Skarbu Państwa.     – komentuje Monika Sułdecka-Karaś, Partner, Dyrektor Regionalna w Knight Frank.

Zazwyczaj pierwsze kroki w pozyskaniu instytucji państwowej jako najemcy powinny polegać na znalezieniu informacji o przetargu, dostarczenie w wymaganym terminie potrzebnych dokumentów oraz dostosowanie oferty do wymagań przetargowych. Właściciele budynków biurowych powinni liczyć się z tym, że podmioty te inaczej niż spółki prywatne podchodzą do aranżacji powierzchni najmu. Bardzo często chcą wynająć gotową powierzchnię, która nie wymaga wprowadzenia żadnych zmian czy też dopłaty z ich strony z tytułu kosztów prac aranżacyjnych.

„Z naszych obserwacji wynika, że część właścicieli budynków biurowych nie decyduje się na udział w przetargach. Odrzucają możliwość pozyskania wieloletniego i niewątpliwie stabilnego najemcy z powodu niespełnienia kilku kryteriów. Moim zdanie to spory błąd, ponieważ czasem małym nakładem finansowym można dostosować powierzchnię do wymogów przetargowych i pozyskać najemcę nawet na okres 10 lat. Jest to bardzo atrakcyjna perspektywa szczególnie w czasach spowolnienia na rynku nieruchomości biurowych. Zawsze zachęcam właścicieli biurowców do wzięcia udziału w przetargu, a w konsekwencji do zrobienia wyceny ewentualnych modernizacji i dopiero na tej podstawie podjęcia decyzji, czy faktycznie warto zrezygnować,” – komentuje Anna Patrzyk-Sperzyńska, Leasing Manager w Knight Frank.

Kolejnym problemem dla niektórych właścicieli budynków biurowych jest płatność czynszu w złotówkach, a nie euro. Ze względu na umowy kredytowe lub przyjętą politykę wynajmu nie mogą się oni na to zgodzić. „Rozwiązaniem tej sytuacji może być renegocjowanie umowy z bankiem finansującym inwestycję. Bardzo często wpisuje się też do umowy najmu kwotę wyrażoną w euro, a płatności dokonuje się w złotówkach po kursie NBP sprzed dnia wystawienia faktury lub zamrożenie tego kursu,” – dodaje Iwona Kalaga, Negocjator w Knight Frank.

Większą elastycznością w kwestii zmiany płatności czynszu z euro na złotówki z pewnością mogą wykazać się lokalni właściciele obecni na rynku nieruchomości od wielu lat, których budynki są w dużym stopniu wynajęte.

Decydując się na rozmowy z państwowym najemcom trzeba mieć na uwadze brak zgody z jego strony na dodanie do umowy praktykowanych na rynku zabezpieczeń w postaci kaucji, gwarancji bankowej, kar umownych i odsetek czy oświadczenia o poddaniu się egzekucji – art. 777 KC. To wszystko może być bardzo trudne do zaakceptowania z perspektywy banku finansującego.

„Często zauważam, że właścicieli biurowców do startu w procesie pozyskania instytucji państwowej na najemcę budynku zniechęcają liczne formalności, których należy dopełnić. Przy tej okazji chciałabym zwrócić uwagę, że takie działy jak reprezentacja właściciela są między innymi po to, aby poprowadzić właściciela przez cały proces. Powinny zająć się wyszukaniem oferty przetargowej, wypełnieniem dokumentów, doradzeniem w jaki sposób dostosować przestrzeń do wynajęcia, pomóc podjąć ostateczną decyzję o sensowności udziału w przetargu czy też wynajęciu powierzchni,” – mówi Monika Sułdecka-Karaś, Partner, Dyrektor Regionalna w Knight Frank.

Jednym z największych plusów posiadania najemcy państwowego w swoim budynku jest niemożliwość jego bankructwa. W praktyce oznacza to brak problemów z płatnościami zobowiązań wynikających z umowy najmu.